Sklep dla ludzi
Klient od ponad godziny kręcił się dosyć bezradnie wśród regałów. Sprzedawca już kilka razy miał ochotę zaproponować mu pomoc, ale coś go powstrzymywało. Facet wyglądał niepewnie, a zarazem nieprzystępnie. Doświadczenie mówiło Sprzedawcy, że tacy często się płoszą, kiedy nieumiejętnie do nich podejść i rezygnują z zakupu. Ale z drugiej strony, bez zachęty też na ogół niczego nie kupują. Przyjrzał się zagubionemu facetowi jeszcze raz, podszedł do niego i spróbował nawiązać nienachalny kontakt.
– Trudno się zdecydować, co? – zagadnął, starając się, żeby zabrzmiało to niezbyt zobowiązująco.
Klient rozpromienił się jak na widok kolegi z wojska.
– No właśnie, tyle tu tego – odpowiedział szybko i przymilnie, niemal jakby się bał, że rozmówca mu ucieknie. – A ja tak szukam i szukam…
– Rozumiem – zapewnił go Sprzedawca. – Ale niech się pan nie martwi, na pewno coś dla pana znajdziemy. W branży skrzydeł nasza firma jest praktycznie bez konkurencji. Skrzydła husarskie. Skrzydła anielskie. Skrzydła wiatru. Skrzydła myśli. Do wyboru, do koloru. Akcesoria też mamy, gdyby pan reflektował. Skrzydlate słowa, manewry oskrzydlające i różne takie. Tylko musiałby mi pan coś bliżej powiedzieć… pan te skrzydełka do celów zawodowych czy prywatnie?
– Pry… prywatnie, jak najbardziej prywatnie – zająknął się Klient, skubiąc nerwowo rękaw swetra.
– A, to doradzałbym coś w miarę niskogabarytowego, a reprezentacyjnego, tak żeby koszt eksploatacji nie był za duży, ale sąsiadom żeby, jak to się mówi, oko zbielało. Tu na przykład mamy bardzo eleganckie skrzydła typu Orzeł. Produkt niezwykle wytrzymały, po prostu nie do zdarcia i cena bardzo przystępna. Albo te archanielskie skrzydła marki Gabriel. Ognioodporne, wodoszczelne i akurat w promocji. A jakie przyjemne w dotyku, niech pan pomaca.
– Tylko właściwie – wykrztusił niemal szeptem Klient – mnie nie całkiem o to chodzi…
– Oczywiście, oczywiście – wpadł mu w słowo Sprzedawca. – Pan szanowny widać że wrażliwy, pewnie coś bardziej z duchowego zakresu by się przydało. Może skrzydła Pegaza? Leciutkie, z tworzywa sztucznego, mowy nie ma, żeby się od nich podźwignąć. A jak się kobietom podobają! Niedawno jeden gość takie u nas kupił i od razu założył, to jeszcze ze sklepu nie zdążył wyjść, a już do niego ładna panienka podleciała i mówi „Muza jestem, chętnie bym się zapoznała”. To co, chce pan przymierzyć?
– Tak, tak, to bardzo atrakcyjnie brzmi – przyznał Klient, ale na propozycję przymiarki w ogóle nie zareagował. Sprzedawca powoli zaczynał tracić cierpliwość. Granice jego profesjonalnej uprzejmości kończyły się tam, gdzie perspektywa zysku traciła prawdopodobieństwo. Trzeba było wreszcie skończyć tę ciuciubabkę.
– Niech mi pan konkretnie powie, czego pan szuka, a ja sprawdzę, czy mamy coś odpowiedniego w asortymencie – rzucił dość obcesowo, niezbyt już przejmując się tym, czy przypadkiem nie spłoszy nabywcy.
– Kiedy to tak trudno wyjaśnić – wymamrotał Klient. Pomilczał chwilę i dodał rozmarzonym głosem – A, co tam, już panu powiem. Ja bym chciał mieć skrzydła bez żadnych przymiotników, bez żadnych marek, tylko takie, żeby na nich pooleeecieeeć. Takie, żeby były jak własne.
Sprzedawca najpierw zesztywniał, a potem zrobił spory krok do tyłu.
– Panie! – powiedział niechętnie. – To jest sklep dla ludzi, a nie dla ptaków. Chcesz pan własne skrzydła, to idź pan do Stwórcy, nie do handlowca.
– Byłem – westchnął Klient. – Ale oświadczył mi, że nigdy nie uwzględnia reklamacji. Chociaż chwileczkę, powiedział też, że nikt mi nie broni wpisać się do książki skarg i zażaleń. Wie pan co, to niech pan poda te skrzydła Pegaza. Kupił, nie kupił, przymierzyć można.

A jakze, skrzydla przymierzyc mozna, nawet jesli poleciec sie za daleko na nich nie da! Bobiku, czytam i jestem obecna, choc sie malo odzywam. Ot, zycie, przynajmniej chwilowo.
Pozdrawiam cieplo!Linki i wiersze swietne! Dzieki.
Dzień dobry 🙂
Dobrze że croissanty fachowo przypilnowane. Tylko podać kawę 😀
I w teren 🙁
Skrzydła, skrzydła…
A. Juź wiem. Werdy nie podleciał Tadeuszowi.
Ale teraz już do pracy, a po pracy na Flet.
Pewnie, ze skrzydla Pegaza nie sa najgorsze, skoro wlasnych, bezprzymiotnikowych, nie sprzedaja. Moze Klient, zamiast pisac w ksiazce zyczen i zazalen, powinien przyspieszyc tempo ewolucji w kierunku wlasno-skrzydlatym. A poki co zawsze mozna latac we snach. 😉
A mnie na razie bardzo potrzeba sklepu, w ktorym nie bedzie sie klientom wpychalo samych srod, i to jeszcze w dodatku zawirusowanych i ze sniegiem prawie co drugi dzien. 😉
Bry!
Tak, Werdy nie daje skrzydeł do odlotu! Ostatnio latam na Brahmsie 😉
Sączę kawę, pogryzam croissanta i idę szukać skrzydeł dla siebie. Zawsze chciałam mieć skrzydła.
Dzień dobry, Koszyczku.
Gruess Gott! 🙂
Wieczna środa! 🙂
Dzień dobry 🙂
Dobrze, że druga półkula żyje 🙂 chociaż przykro, że z takim oporem materii. 🙁
Ale nawet takie krótkie znaki życia bardzo mnie uspokajają i pozwalają z radosną energią rzucić się na poranną kawę i croissanty. 😀
A opór materii życia kiedyś musi zmaleć, zanim znowu wzrośnie (i znowu zmaleje). Tak mówią niewzruszone prawa psiej eksperiencji. 😎
Jak już Alienor dokonała coming outu, to i ja się odważę. Też mi się zawsze marzyły skrzydła. 😳
Pewnie dlatego polazłem do tego sklepu, dzięki czemu mogłem zaobserwować opisaną scenę. 😆
Kto by nie chciał mieć.
Już mi się nie śni, że latam, co to może oznaczać?
Obudził mnie telefon rano i teraz będę snuć się cały dzień.
Mysle, ze cztery lapy i ogon w zupelnosci wystarcza.
Dzień dobry 🙂
Towar nie dla mnie. Twardo po ziemi. Czasem tylko z palmą i tęczą 😉
Mordko, niekórym rzeczywiście wystarczą. 😆
http://www.youtube.com/watch?v=xWPruY7uyeQ
Poproszę o skrzydła do komunikacji podmiejskiej i miejskiej. Nie za szeroki rozstaw, żeby nie było kłopotów z parkowaniem. Lekkie i łatwe do składania. Odporne na zmiany temperatur, zanieczyszczenia powietrza. Łatwe do konserwcji. Z dostawą do domu. Cena do negocjacji 😆
Vesper,
w prawie kościelnym, koniec lat 90. XXw., wśród przyczyn pozwalających na unieważnienie małżeństwa figurowała „niedojrzałość emocjonalna” do przyjęcia sakramentu małżeństwa. Nie wiem jak jest teraz.
W prawie świeckim niczego takiego nie było. Bo niby jak po latach ustalić poziom dojrzałości emocjonalnej w chwili zawierania małżeństwa. I jak zdefiniować i zmierzyć dojrzałość emocjonalną do bycia mężem, żoną. Mówię o „pomiarach”, które mogą stanowić argument dla sądu.
Generalnie prawo kościelne było zdecydowanie bardziej liberalne i dopuszczało znacznie większe możliwości „unieważnienia”.
Tyle, że mało kto o tym wiedział, ceny ogromne, czas procesu bardzo długi i dość upokazrające procedury.
Jagodo, moją ś.p. babcię kurialny sąd mianował mężem zaufania. Ciągnięta za język i przypierana do muru przez ciekawskie wnuczęta w końcu powiedziała, że „czasem trzeba było iść z jakąś kobietą do lekarza, więc wtedy ona jej towarzyszyła”. I że chodziło o unieważnienia małżeństw. I że pełniła tę funkcje tylko rok, a potem zrezygnowała, bo nie chciała patrzec na upokorzenie tych kobiet. I żebyśmy o więcej nie wypytywali, bo składała przysięgę i nie może o tym mówić, nawet tyle lat po tym doświadczeniu.
Niedojrzałość emocjonalna nadal jest podstawą do unieważnienia małżeństwa (zakładam, że do odejścia z kapłańskiego stanu również), ale ten paragraf nie do wszystkich jest równie łatwo przykładany.
Mąż mojej koleżanki z dzieciństwa wziął ślub w 1996 i po dwóch tygodniach wniósł o unieważnienie małżeństwa, kiedy wyszło na jaw, że jego żona sypia i sypiała, a co więcej, deklaruje że nadal będzie sypiać z innym, ponieważ lubi ich obydwu i nie może się zdobyć na porzucenie jednego z nich. Człowiek ma już z drugą żoną trójkę dzieci, zdążył posiwieć, a proces nadal się wlecze, choć druga strona przyznaje się do wszystkiegi i na wszystko zgadza. Z kolei w pobliskiej parafii gra na organach były ksiądz, który krótko po zrzuceniu sutanny ożenił się z kobietą (ślub kościelny), z którą jeszcze będąc księdzem założył rodzinę. A gra na organach, bo do kapłaństwa nadal go ciągnie i to jest dla niego jakaś namiastka.
Myślę, że wierni, patrząc na takie sprawy, słuchając jednocześnie słów o świętości i wyjątkowości powołania do kapłaństwa, doświadczają dysonansu poznawczego. Bo skoro kapłana do kapłaństwa ma powoływać Bóg, a Bóg się nie myli, to czym jest odejście? I dlaczego stosunkowo łatwo jest odejść? I dlaczego mniej wyjątkowe w swej naturze małżenstwo jest w praktyce prawa kanonicznego traktowane dużo surowiej? To są pytania, które nie muszą być przez wiernych artykułowane, bo dysonas poznawczy nie musi byc nawet uświadomiony, żeby przeszkadzał.
Mam bardzo dobry patent na latanie. Trzeba poruszać rękoma tak, jakby się pływało żabką, a nogami tak, jak płetwonurek. Nie trzeba skrzydeł i to dobrze, bo z nimi rzeczywiście trudno się gdziekolwiek zmieścić. Patent niestety działa tylko we śnie, a za kazdym razem niezawodnie 🙄
Zauważyłbym jeszcze, że Kościół nie rozwiązywał małżeństwa, tylko je unieważniał, czyli w pewien sposób uznawał, że go „nie było”. Jakkolwiek by to uzasadniać teologicznie, od strony petenta, który kiedyś to małżeństwo zawierał w dobrej wierze, musiało w tym być poczucie kłamstwa. Albo co najmniej równoległej rzeczywistości. 😉
Nie mówiąc już o tym, że podczas takich procesów kłamano nieraz jak z nut, wszyscy to wiedzieli i nikomu to nie przeszkadało, póki w grę wchodziła porządna kasa. Dziewice konsystorskie nie musiały sobie nawet rekonstruować błony, wystarczyło, że na papierze była. 🙄
Zmarła pani Jadwiga Kaczyńska. Matka Lecha i Jarosława.
Świat bez skrzydeł. Smutniejszy niż bez
drzew
Współczuję JK. W krótkim czasie stracił prawie wszystkie bliskie istoty.
Też współczuję. Mam nadzieję, że ta strata bolesna nie zostanie ” upolityczniona” . Biegnę / tylko 1500 m/ do kina na ” Miłość” M. Hanekego
http://www.filmweb.pl/reviews/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87+ponad+wszystko-12843
Ad Bobik 17 styczeń 13, 10:07
Widziałem psa, któremu do latania wystarczały uszy.
A teraz lecę dalej – tyle, że bez skrzydeł.
Tyle tylko, że napotkam ptasznika.
Pa…
jest fajnie, na wszelki wypadek 😳 , kto wie czy mozna jeszcze byc na jest fajnie
Mrozne Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂
Kiedyś ludzie dla szpanu chodzili z „Ulissesem” albo „Grą w klasy” pod pachą, dzisiaj się raczej na to nie poderwie dziewczyny (śmiech).
http://spoleczenstwo.newsweek.pl/krzysztof-varga–to-my-jestesmy-wykluczeni,100373,1,1.html
ludzie (znaczy sie ja 🙄 ) nie tylko chodzili, ale tez czytali w
przerwach na podrywanie 🙂
bywalo
pstryk
Podrywac mozna na tyle sposobow. Jednych skrzydla biora, a innych wprost przeciwnie (i zawsze sie mozna spierac, czy te skrzydla pod pacha sa aby autentyczne). 😉
Bobiku, przypadki, w ktorych wedlug Kosciola malzenstwa od poczatku nie bylo, rozciagaja sie nie tylko na malzenstwa w koncu uniewaznione (znam osobiscie dwa takie przypadki, jeden polski, jeden amerykanski, oba datujace sie jeszcze z czasow, zanim zwlaszcza polnocnym Amerykanom JPII postanowil przykrecic w tej dziedzinie srube – fascynujace jest zreszta porownanie niby tych samych procedur w innym kulturowo wykonaniu), ale tez na malzenstwa, ktorych w oczach Kosciola nigdy nie bylo, nawet gdy byly zawierane w innych kosciolach chrzescijanskich. I tak na przyklad moj „ulubieniec”, Newt Gingrich, mogl sie ozenic dwa razy, tyle, ze w kosciolach protestanckich, ktorych byl uprzednio czlonkiem, i dwa razy sie rozwiesc (za kazdym razem przy okazji znalezienia nastepnej kandydatki, gdy slubna malzonka zapadla na zdrowiu – pierwsza zona na raka, druga na stwardnienie rozsiane). Jednak, gdy spotkal swoja obecna zone, Caliste – katoliczke, i zostal katolikiem, wszystkie poprzednie przyrzeczenia (i rozwody) nie mialy najmniejszego znaczenia. Tamte przyrzeczenia sie nie liczyly, skoro nie przyrzekal w katolickim kosciele. Co dla mnie, i nie tylko, jest fascynujace. 😉
A juz konkretnie, w przypadku ksiezy odchodzacych, zeby zawrzec monogamiczny zwiazek, mozna sie jeszcze zastanawiac, czy moze powolanie dalej jest, tyle, ze wcale nie wyklucza powolania do malzenstwa i rodzicielstwa. Tyle, ze tak zwani normalsi, jak ich nazwales, moze bardziej mysla, „jak mnie utrudniaja, to niech i oni maja tez trudno”, i nad tym sie nie zastanawiaja (ani nad powodami, dla ktorych wprowadzono na polmetku chrzescijanstwa zakaz malzenstwa dla ksiezy nie bedacymi zakonnikami). W koncu protestanci i prawoslawni nie widza konfliktu miedzy malzenstwem i powolaniem kaplanskim (obecnie takze dla kobiet, w co liberalniejszych kosciolach).
dla frakcji:
„Zu einer Untersuchung nach sexueller Gewalt gehöre ja auch ein Gespräch über die «Pille danach« und das Ausstellung eines Rezeptes. Und das ist nach einem neuen Erlass mit dem christlichen Gedankengut nicht vereinbar und das dürfen wir nicht machen“
reszta tutaj:
http://www.tagesspiegel.de/weltspiegel/koeln-katholische-krankenhaeuser-lehnen-vergewaltigungsopfer-ab/7648984.html
😡 😡 😡
Rany, jakie ja mam problemy z telefonem/internetem!
Obecnie musze sie porozumiewac z coreka klientki via Kalifornia!
Niechaj sie nikt nie wazy dzwonic do nie, bo znow strace internet!
Verboten!
Myślę, Moniko, że wielu ludzi się zastanawia, a większość nie widzi powodu, dla którego powołanie do kapłaństwa i do małżeństwa miałyby sie wykluczać. Głosy o konieczności zniesienia celibatu są dość wyraźne w środowisku świeckich katolików, również w Polsce. Tyle że uzsadnienia Kościoła są wyraźnie sprzeczne z koncepcją niewykluczania się.
Ojtam, Rysiu frakcję destylował… bierzesz gógla i masz
Dla dochodzenia przemocy seksualnej więc jestem również rozmowa o „pigułkę”, a następnie napisać receptę. I to zgodnie z nowym rozporządzeniem z myśli chrześcijańskiej niezgodne i nie możemy zrobić ”
🙂
Na Heineke nie idę! Widziałem jeden film, a raczej kawałek. Pianistka. Obrzydliwe i banalne.
A ja wczoraj dowiedzialam sie z telewizora (inna swietna seria – o roli kobiet w roznych religiaich swiata) , ze az do czwartego bodaj wieku kaplanami w chrzescijanstwie bardzo czesto byly kobiety. Nawet sw. Pawel slac swe listy do Rzymian, jako kurierki uzywa kaplanki Febe, piszac, ze jesli cos z tych jego listow nie bedzie do konca zrozumiale, to owej Feby pytac. W rzymskich katakumbach jest pelno sciennych malowidel wczesnych cgrzescijan, gdzie kobiety wystepuja jako kaplanki – poznac je po balych kaplanskich szatatch, ze o cycach i dlugich wlosach nie wspomne.
Dopier sw, Augustyn – dziwkarz jakich malo, z powaznymi problemami w sferze seksualnej i obsesjami seksualnymi, ustawil kobiety w chrzewscjanstwie na nastepnyc XVII stuleci i Kosciol katlicki zmaga sie z jego dziedzictwem do dzis.
Bardzo ciekawe sa te programy.
Czy to z tej serii dowiedzialam sie, ze Pan Bog mial w swoim czasie …zone, ale zostala ona starannie wyrugowana z Biblii? Nie, to chyba byla seria o biblijnej archeologiii!
Zona PB miala na imie Aszera (Asherah) .
O, Jezu! Algeria!
Nie dla frakcji już
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13253923,Skandal_w_Kolonii__dwa_katolickie_szpitale_odmowily.html?lokale=lublin#BoxWiadTxt
Ogladalam te wiadomosci.Beda konsekwencje, jak nic.
A lotnisko u Rysia pieknie zlosliwi nazywaja:
„Flughafen Willy Brandschutz”. 🙂
Nie macie wrażenia, że Kościół pod przewodnictwem B16 coraz szybciej i raźniej drepcze w stronę – no, może jeszcze nie przepaści, ale przynajmniej sporej dziury? Przecież takie historie odbierają tej instytucji nie tylko autorytet, ale i wiernych, co z kolei przekłada się na kasę.
Naczelny Pasterz wydaje się już w ogóle nie rozumieć świata i chyba uważa, że jeśli rzeczywistość jest przeciwko niemu, to tym gorzej dla rzeczywistości, a część hierarchii ten ton od niego przejmuje. Tylko że w takim kraju jak Niemcy ten numer nie przejdzie. Mar-Jo ma rację, ostatnie kroki KK będą miały konsekwencje i to poważniejsze niż odebranie dotacji jakiemuś szpitalowi. 🙄
Tak, Bobiku, mam również takie wrażenie. Instytucja ta nie wie, co robić (poza kumulacją dóbr, bo to zawsze był priorytet, niezalezny od przemijających trendów)
Jest bardzo wyrazne odchodzenie od soborowych reform. Ale to sie juz zaczelo od JPII – o czym sporo pisano tutaj w swoim czasie ilekroc oglaszano liste nowych kardynalow z wyrazna przewaga skrajnej konserwy.
Oczywiscie dzis zadna instytucja typu szpital nie moze otrzymywac pieniedzy z budzetu panstwa jesli zasadnoczo nie zgadza sie na przyjete w danym kraju normy. Co inneg gdy dany kosciol ma wlasny szpital utrzymywany z wlasnych pieniedzy, ale i wredy chyba musi przestrzegac obowiazujacego prawa. Ale moze np nie godzic sie na wypisywanie tabletek „po”. Dopoki jednak otrzmuje pieniadze podtnika, nie moze sobie na taki luksus pozwolic.
Tutaj tez przeciez mielismy problemy z utzrymywanymi przez panstwo agencjami adopcyjnymi dzieci, kiedy niektore, prowadzone przez koscioly, oznajmily ze nie podporzaduja sie ogolnie przyjetym zasadom i procedurom przy decydowaniu kto moze wziac na wychowanie dziecko. Panstwo sie na to nie zgodzilo i byla nawet interwencja Watykanu. Bezskuteczna rzecz jasna. Ale debata w prasie i w pralamencie byla.
JP2 był konserwatywny i konserwatystami chętnie obsadzał stanowiska, ale był jednak znacznie bliższy życia (i ludzi) niż B16 i więcej zachowywał czegoś w rodzaju chłopskiego rozumu. A B16 już od wielu lat siedzi w swojej wieży z kości słoniowej, z normalnymi ludźmi nie ma kontaktu i zdaje mu się, że wszędzie jest tak, jak w Watykanie. Sam się może na tym już nie zdąży przejechać, ale Kościół zdąży.
Spróbuję nie zabłądzić do sklepu ze skrzydłami – jak nic wybrałabym skrzydła ćmy albo Ikara. 🙄 Nigdy mi się nie śniło, że lecę – co najwyżej, że spadam.
Chciałam Wam przedstawić Silę, dla której bywam personelem zastępczym. Oto Sila – przy pracy. https://picasaweb.google.com/118060386314817127123/17Stycznia2013?authkey=Gv1sRgCIi9xuiGiqfP4AE
Śliczna Sila. Jakie ma ładne M między brwiami.
Bardzo przygnebiajace to odchodzenie od posoborowych reform, zwlaszcza dla tych, ktorzy sa wewnatrz instytucji, dzialaja lokalnie, a ich glos zupelnie sie nie liczy. A jak sie odzywaja, to dostaja po lapach, jak amerykanskie zakonnice (tez im sie dostalo za bardzo w sumie stonowane ujmowanie sie za realiami zycia zwyklych ludzi, z ktorymi na codzien, w odroznieniu od hierarchow, sie spotykaja), albo jezuici amerykanscy (pod specjalna kuratela, za zadawanie niewygodnych pytan). Szkoda energii tych rozsadnych na dole, marnowanej przez tych na gorze (w ostatnich wyborach katolicy amerykanscy raczej sie nie przejmowali wskazaniami tutejszych konserwatywnych biskupow, dla ktorych najwaniejszym testem moralnosci polityka byly kwestie antykoncepcji i aborcji, choc juz np. profesorowie z uniwesytetu Notre Dame byli interesujacym i swiezym glosem odrebnym).
Ciekawie brzmi seria telewizyjna na temat roli kobiet w religii, Heleno. Moze do nas dotrze, a poki co, sa jeszcze ksiazki, ktorych coraz wiecej na te tematy, czy to sie komu podoba, czy nie (bardzo ladna jest np. powiesc Josteina Gaardera, tego od Swiata Zofii, pt. Vita Brevis, o porzuconej przez Sw. Augustyna bezimiennej konkubinie, wzmiankowanej w Wyznaniach, pisana z jej punktu widzenia – moim zdaniem, bardzo dobra lektura dla dorastajacych dziewczynek).
Chyba jednak sie zlamie, i zrobie sobie czwartkowy rosol, korzystajac z tego, ze wreszcie mam na to chwile. 😉
A Sila chyba skrzydel nie potrzebuje, podobnie jak Mordka. 🙂
Mnie do latania skrzydła są zbędne. W snach biegnę ogromnymi susami, lekko odbijając się od podłoża, po prostu idę skacząc po górach.
A do skrzydeł dorzucę moje ulubione opowiadanie Babla „Grzech Panajezusowy” : Mieszkała Irina w hotelu Madryt-Luwr… „. Pamiętacie? Ona tam wymodliła od PJ anioła, bo od niego nie mogła zaciężyć, ale zgniotła mu skrzydła, gdy z nim zaspokojona i napita spała. I anioł umarł, a ona tego wybaczyć PJ nie mogła.
Gdzieś czytałam, że sny o lataniu kończą się wraz z młodością, to może dlatego już mi się nie śni latanie.
Na pociechę Adze powiem, że ta umiejętność wyzwalała się we mnie w momencie zagrożenia, więc chociaż uczucie oderwania się od ziemi było fantastyczne, to jednak były to horrory.
Zgadzam się, że B16 wiedzie KK w tragiczną stronę. Miał duży wpływ na JPII pod koniec życia.
Jego Deklaracja Dominus Jezus, zniweczyła wszystkie prace ekumeniczne trwające od II Soboru, a jego pontyfikat właściwie podważył sam sobór.
„Divine Women” to fantastyczna seria, Moniko o tym jak kobiety zostaly na wieleset lat wymazane z historii religii wszelkich. Mam nadzieje, ze i do Was dotrze:
http://www.bbc.co.uk/programmes/b01g8dd2
A o hinduzimie i islamie byly wyjatkowo ciekawe odcinki. Oderwac sie nie mozna. BBC at its best, indeed.
A kocisko wyglada nadzwyczaj groznie. Zwlaszcza jak lypie jednym okiem, ukladajac usteczka w dziob.
To ja latam tak jak Kuma – dokładnie! 😯
To jest bardzo łatwe 😉
Ciekawe, co to znaczy.
A propos skrzydeł, właśnie jestem w Krakowie, gdzie wciąż wieczorami na skwerach siedzą aniołki albo dmuchają w trąbę, a przy franciszkanach siedzi taki i gra ni mniej, ni więcej, tylko na harfie. Złotej! 😀
Jej Książęca Wysokość jest najgroźniejsza, kiedy, odłożywszy majestat na bok, poluje na gołe palce u stóp. 😆
To bylo kiedys moje ulubione opowiadanie Babla – Grzech Panajezusowy. Kto to tlumaczyl?
Ja we snie wciaz latam, choc niezbyt wysoko, ale szybko. 🙄 W zasadzie latanie nie przedstawia zadnych trudnosci jesli sie lekko zakrecic. I juz lecisz. I we snie wydaje mi sie, ze latanie jest jak nauka gwizdania – kazdy by mogl gdyby ciut poprobowal, lekko pocwiczyl.
Ja teraz cwicze technike, ktora sie nazywa havening i pochodzi od slowa Haven. POmaga ona w szybkim doprowadzeniu seratoniny do mozgu (bez uciekania sie do czekolady).
Bardzi ciekawa ksiazke dostalam od E. do czytania, wraz z kasetkami do cwiczen. Zupelnie rewolucyjnych rzeczy sie dowiaduje, ale nie powiem jak sie nazywa, bo sie wstydze. Zaraz mnie ktos wysmieje za czytanie poradnikow. 😳
Anyway, dzis mi to cwiczenie bardzo pomoglo, choc minela zaledwie godzina od zapoznania sie z nim. Zadrzemalam z ksiazka w fotelu i przysnila mi sie przykra, bardzo przykra scena. Obudzilam sie z taki atakiem paniki, ze myslalam, ze zemdleje. Ale piec minut pozniej bylam juz bardzo serene, wyciszona i uzpokojona. Sen mara…
Sorry za ortografie. To ze slepoty.
Tak, w hinduizmie to jest bardzo ciekawe, tam slady Devi (hinduskiej odmiany the Great Goddess) jeszcze sa calkiem widoczne. Bede wygladac tej serii bardzo uwaznie, Heleno, zeby mi nie uciekla.
Moja Zosia uwielbia rysowac swoje zabawki w rozleniwionych pozach, i jak jest w dobrym humorze, co sie na szczescie czesto zdarza, ma zwyczaj im wszystkim dorysowywac skrzydla i skrzydelka. Zupelnie za darmo. 😉
To chyba tłumaczył nieoceniony Jerzy Pomianowski, ale nie mogę sprawdzić, czy akurat to też, bo nie mam Babla pod ręką.
Ja dalej w oparach senności produkcji własnej, a tu mnie czeka następne wypracowanie, o Wisławie, w I rocznicę śmierci. Najgorzej, że nie mam żadnego błyskotliwego pomysłu. Jakaś podpowiedź?
Wisława i jej stosunek do rocznic 🙄
Mozna jej rodzicow zlustrowac i przypomniec ze byla w Partii. To teraz taki najbardziej wziety temat.
Otherwise to nie mam pomyslu.
Doskokowa ostatnio jestem. Ale nie mogę nie pokazać wam serii porcelanowej, z której sama nabyłam kilka sztuk.
http://studio-decor.com/pl/wyniki-wyszukiwania?search=psiaki
Dziś przyszły (w jeden dzień – ale się ludzie nauczyli handlować!) – rozpakuję sobie przed spankiem.
Zubrom podrzucono dzis swiezego sianka:
http://www.lasy.gov.pl/zubr
Leza nazarte.
O, jaka ładna Sila.
Znałam jedną Silę dawno temu, ale była ona rudym seterem irlandzkim. Kiedy biegała za końmi po polach, wyglądała jak ruda, szczęśliwa chmurka.
Ja też z grupy skaczących po górach. 🙂 Ale ze skrzydłami na pewno wyglądałoby to efektowniej. 😈
Furkot jest od kilku dni bardzo nieszczęśliwą czarną chmurką. jest chory i jeździ do weterynarza na zastrzyki. W transporterze. To jest Wielkie Nieszczęście. Czuje się źle i nawet nie ma siły, żeby podymić u weta, choćby troszkę, dla podtrzymania wizerunku 🙁 Prosimy o kciukoczymanie za szybkie wyzdrowienie Furkota.
Ojej, czyżby nikt nie próbował pływac w powietrzu? 😯
Ja próbowałam. Umiem latać. Wielokrotnie we śnie latałam.
Ojejku! A co jest Furkotowi?
Łatwe, prawda? Co ciekawe, moja córka lata dokładnie tą samą techniką, co ja, choć zanim zaczęła latać, nie rozmiawiałyśmy o tym. Widocznie latanie jest genetycznie uwarunkowane 😎
Co ja będę miał przez tę Silę! Mordka znowu pół nocy będzie mi się wypłakiwał w obróżkę na temat wiadomej operacji. 🙄
Za Furkota czymamy razem z Pręgowaną i Labradorką. Niech biedak jak najszybciej znowu zacznie dymić. 🙂
We śnie zawsze spadam. Nieloty, nawet we śnie, nie powinny udawać, że mają skrzydła 🙁
Jakie tam umarła. Ona tylko napisała wszystko, co miała do napisania.
Dobranoc 🙂
Moniko, czy Zosia tym darmowym dorysowywaniem nie psuje przypadkiem skrzydlanego rynku? 😎
Vesper, jak bedziesz u weterynarza, kup Furkotowi Feliwaya:
http://www.pet-supermarket.co.uk/Products/CN41009/feliway-travel-transport-spray-bottle
Jest to spray (ale moze tez byc taki cos do wkladania do gniazdka w scianie) z feromonami kocimi, ktore znaczaco zmniejszaja stres podrozy i choroby..
To sie rozpyla w transporterze przed wlozeniem tam kota, za kazdym razem kiedy jedziecie do lecznicy. To naprawde pomaga przy zmniejszaniu stresu. To sa feromony szczescia i spokoju.
Mysmy zawsze to mialy dla naszych chlopcow.
Grzech na 99% tłumaczył Pomianowski.
Heleno, a dla psów też są takie feromony? I czy one są tylko do weterynarza, czy można ich sobie nadużyć tak, o?
Furkotowi przyblokował się przewód moczowy. Pomimo prawidłowej diety. Wet twierdzi, że u kastratów tak sie często zdarza. Moim zdaniem dieta jest prawie prawidłowa, poniewaz Furkot, oprócz ściśle wyliczonej michy w domu, stołuje się w bufecie za rogiem, o czym świadczy nawis na podrzuszu.
Dostaje antybiotyki i środki rozkurczające, po których dostał zaparcia. Jest więc powielokroć nieszczęsliwy.
Mówisz, że to działa, Heleno. W takim razie zaraz zamówię. Teraz juz wprawdzie przechodzi na doustne antybiotyki, ale widac i juz nie będzie codziennie jeździł do weta, ale widać, że czuje się źle – ciagle pakuje się na kolana, śpi przy mnie i nieustannie każe się pocieszać.
Bardzo hecna ta porcelana, Nisiu. 🙂 I nieźle by się do dorysowywania skrzydełek nadała. 😉
Mój Cyrus miał kilka razy problemy z nerkami i musiał brać antybiotyki. Też mówili, że to kastraty tak mają.
Raz myślałam, że biedak zdycha. Schował się w kącie za pralką i nie można go było wyciągnąć, a jak już do niego dotarliśmy, to był niepodobny do kota, raczej do ciężko chorej kury.
Miał zlepioną mokrą sierść i sprawiał wrażenie nieprzytomnego.
Bardzo, bardzo było mi go żal.
Ale w późniejszym okresie życia przeszły mu te nerkowe problemy i żył minimum 23 lata.
Nie wiem dokładnie, bo mi przez tak długi czas trochę daty się poplątały.
Wet mi mówił, że to jest przypadłość, która się z reguły zdarza mnie więcej 2-3 lata po sterylizacji.
Kumo, podobno wszystko można sprzedać przy pomocy seksu, dzieci, albo zwierząt. O seksie w związku z Szymborską nie wypada, dzieci chyba niezbyt ją interesowały, ale jakieś zwierzęta na pewno da się jej wyciągnąć. 😎
Tak czytam te wpisy, rady i wskazówki na wszystko, te specjalizacje, profesury, działania na różnych niwach doświadczenia życiowe, kraje rozliczne, i nagle wyobraziłam sobie ten blog jak zespolony mózg. Ale czad, co? Od samej myśli człowiekowi odsłaniają się horyzonty i znikają czarne dziury niepamięci.
Wykpić ohydnym żartem a propos Wisławy nie wstyd takiej? A może jednak podpowiecie, jaki jej wiersz Wam się wrył w pamięć? Czyham za zgłoszenia
Spadanie też mi się śni. Ale nie ma to nic wspólnego z lataniem czy skakaniem po górach. I nastrój całkiem inny.
Sila jest kociskiem wielkiej urody 🙂
Nie wiem czy na psy sa podobne feromony, nigdy nie slyszalam.
Przyblokowanie drog moczowych piaseczkiem jest najczestszym powodem kocich schorzen, dosc niebezpiecznym jesli zapuszczone.. I owszem wczesne wykastrowanie (zanim cala kocia hydraulika dobrze sie uksztaltowala) jest czesto przyczyna tego schorzenia.
U nas szczegolna tendencje mial zawsze Pickwick.
I tego nauczyla mnie kolezanka kociara z Warszawy, ktora w ten sposob leczyla wszystkie swoje koty, meza i syna.
Gotujemy kotu esencjonalny rosol z kury z bardzo, bardzo duza iloscia pietruszki – natki lub korzenia. Kawalki kury siekamy drobno i dodajemy do odsaczonego rosolu, bez pietruszki.
Koty chetnie to jedza/pija. Wywar z pietruszki jest bardzo moczopedny i to Furkotowi jest w tej chwili najbardziej potrzebne. Podobnie jak duza ilosc plynow w organizmie. Dobrze jest w kilku miejscach w mieszkaniu postawic ten rosolek do picia. Kiedy kot sie zle czuje, czasami nie chce mu sie isc do kuchni by sie napisc, a nalezy go zachecac aby pil jak najwiecej. Dlatego dobrze zeby mial miske pod nosem.
Miska musi byc szeroka – co najmniej na szeriokosc wasow – organu, ktorym kot sprawdza zdatnosc wody do picia. Dlatego koty chetniej pijaja wode z kaluzy niz z porcelany wedgewooda.
Dobrze, ze dostaje antybiotyki i pewnie jeszcze cos na rozpuszczenie tego piaseczku w przewodach moczowych i nereczkach.
Mnie już od dawna dopadają wizje tego blogu jako czegoś w rodzaju żyjącego organizmu. 🙂 Ale takiego trochę z powieści czy filmu science fiction. Najpewniej z Lema, bo te wizje zwykle są bardzo zabawne. 😆
Bobik, dla psow jest tez:
http://www.petcomfortzone.com/dogs.html
Mnie sie najbardziej wryl w pamiec zaczynajacy sie od slow: Pukam do drzwi kamienia… albo jakos podobnie.
I taki wczesny, z mojej mlodosci Moj cien jak blazen za krolowa, kied krolowa z krzesla wstanie….
A najladniejszy ze wszystkich co napisala jest oczywiscie o kocie. Wszyscy ten wiersz kochaja.
Dziękuję, Heleno. Jutro ugotuję Furkotowi bezsolny rosołek z dużą ilościa pietruszki.
Kochaja, bo jest prawdziwy..
Nie musisz gotowac bez soli. Sol pobudza pragnienie, wiec trzeba jednak dodac. . Ten piaseczek to inne sole.
Mnie kiedys rozczulił wiersz o liczbie pi. I dzięki niemu miałam czuły stosunek do matematyki na studiach 🙂
Ale sól chyba szkodzi kotom?
Dzięki, proszę o dalsze zgłoszenia, serio. Obiecuję, wykorzystam, z odniesieniem do blogu.
Wryć to się dużo wryło, w związku z czym wyryje się raz to, raz tamto, w zależności od dnia i sytuacji. Niedawno na przykład przypomniał mi się taki wiersz pt. „Tortury” i przez kilka dni był dla mnie Najważniejszym Wierszem Szymborskiej. A wcześniej tak się wyryły „Dwie małpy Bruegla”. Ale jutro, pojutrze, stanowisko NWSz może zająć zupełnie inny utwór, który już się na to czai.
Jeszcze dalej główkuję o tym wierszu Szymborskiej, tzn. który mógłbym uznać za ulubiony tak w ogóle, ale kłopot w tym, że jak o jej wierszach myślę, one zaraz zaczynają mi się sypać kaskadą i wtedy strasznie trudno wybrać jeden, bo wydaje się to niesprawiedliwe wobec innych.
Ale chyba jednak najczęściej przypominam sobie te, w których jest jakiś taki dziecięcy zachwyt i zdumienie światem. Te wszystkie moreny, mureny, i morza, i zorze. Bo ja też się tak po szczenięcemu dziwię i zachwycam. 😳
Patrzcie, a mnie wrył się tylko kot. No i „Nic dwa razy się nie zdarza” z powodu piosenki.Innych poetów mi się wrywało, a Szymborskiej nie. Chyba żadne jej wiersze nie są dla mnie ważne. Aż strach się przyznać, bo wszyscy ją kochają.
Rozpakowałam psiaki. Będę je lubić, są dobrohumorogenne. Zupełnie jak moje kwadraciaki.
Nie, sol kotu nie szkodzi. Wszystkie karmy komercyjne zawieraja bardzo duzo soli, znacznie wiecej niz jedzenie domowe. Dla ludzi komercyne produkty tez sa mocno naszpikowane sola.
Ksiazki mowia aby solic kotu jedzenie, bo inaczej malo pija, a picie jest bardzo wazne.
Wiec spokojnie – solic tyle co dla rodziny.
Ja tez lubie Malpy Bruegla.
Ja ją zacząłem kochać jako zupełnie jeszcze nieletnie szczenię, potem mi się przez jakiś czas wydawała „za łatwa”, a potem znowu tę pozorną łatwość zacząłem doceniać i nazywać szlachetną prostotą. Ale oczywiście najbardziej wryło się to, co we wczesnym szczenięctwie, no bo z poezją już tak jakoś jest. 🙂
„Nic dwa razy się nie zdarza” wryło mi się w pamięć nie z powodu piosenki, ale doświadczeń i obserwacji odmiennych od opisywanych w wierszu. Bo owszem, może dwa takie same pocalunki nie, ale nienauczone lekcje wracają. Jak się nie nauczysz, człowieku (kocie, psie) za młodu cierpliwości (pokory, czekania, jedzenia mniejszą łyżką, wyrozumiałości dla innych i siebie samego itp. ), to życie ci dostarczy materiałów, by przerobic tę lekcję ponownie. Jak się nie nauczysz za drugim razem, to ci dowali za trzecim tak, że będziesz idiota, jeśli nie zrozumiesz. Ale jeśli jestes idiotą i nadal nie rozumiesz, to już Ono się postara, żebyś na łoży śmierci rozumiał 😈
Jak się jeszcze okaże, że psom sól też nie szkodzi, to zagryzę rodzinę. Ilu smakołyków mi odmówili pod tym pretekstem, że solone i rzekomo mi zaszkodzą! 👿
Trzymam za Furkota. 🙂 Sila też fatalnie znosi kontakty z weterynarzem i podróże transporterem.
Kumo, o Wisławie Szymborskiej pisałam rok temu, na gorąco. http://blog-bobika.eu/?p=1007#comment-102611 Jakoś nic nie potrafię dodać. Wciąż wracam do jej wierszy, do odczytu noblowskiego, rzadziej – do lektur nadobowiązkowych. Z wierszy dla mnie najważniejszych, bez zastanowienia wymienię: Jeszcze, Podziękowanie, Film-lata sześćdziesiąte, Wszelki wypadek, Chmury, Stary Profesor, Kilkunastoletnia, Nieczytanie, Są tacy, którzy. A jakbym się zastanowiła… lepiej nie, do rana i tak niedaleko.
To u was pasztetowka jest bez soli? 😯 Musi byc dmla?
Heleno, mimo wszystko mam wątpliwości. Bo sól owszem zwiększa pragnienie , ale diurezę zwiększa jedynie w przypadku, gdy jest równoważna ilość potasu, bo jeśli nie ma, to sód wodę w organizmie zatrzymuje.
Tymczasem dobranoc. Furkot chyba nie czuje się najgorzej, bo nawet się chwilę pobawił. Bez ekscesów, ale piórko pogonił i po parapetach poskakał. Czyli idzie ku lepszemu 🙂 Myślę, że to dzieki kciukoczymaniu 😎
A ja tam się wzruszam przy każdym wierszu.
Co prawda ja tak mam, że się wzruszam ponad przeciętnie, ale najczęściej jestem wściekła z tego powodu.
A tu nie, czuję się wzruszona w sposób czysty, nic mi nie doskwiera.
I teraz pomyślałam, że Bobik ma rację, chodzi o nieudawaną prostotę, która jest jednocześnie wielką mądrością, wielkim zrozumieniem.
Vesper, znałem takich, którzy i na łożu śmierci nie zrozumieli. 🙄 Bo życie tych szans na powtórną naukę wcale nie rozdziela sprawiedliwie. Jednym rzuci tyle kłód pod nogi, że są w końcu do przerobienia lekcji zmuszeni. A drugim na tyle pozwala się ślizgać, że nie mają motywacji do nauki. I tak się prześlizną, mimo braku pokory, wyrozumiałości, czy zwykłej przyzwoitości.
Ale na szczęście można sobie również świadomie wybrać, czego się chce od życia nauczyć. I wtedy da się z nim całkiem nieźle ułożyć stosunki. 🙂
Pasztetówki tyle dostaję na blogu, że nie jestem zmuszony do wyżebrywania jej u rodziny. 😆
Żeby nie było, że nie doceniam!
Doceniam.
Oczywiście, że doceniam.
Tylko że mi nie robi.
Tu jest dyskusja o soli w kocim pozywieniu:
http://www.thecatsite.com/t/237245/do-cats-need-salt-in-their-diet
W naszej najrozumniejszej ksiazce o kotach (a mamy spora biblioteczke, bo jestesmy zydowskimi matkami) dosalanie w domu robionego jedzenia jest doradzane. W granicach rozsadku, oczywiscie, ale pamietam, ze wspomniane bylo pobudzanie w kotach pragnienia. Wiec zawsze dodaje nie mnie i nie wiecej niz rozsadek kaze.
Dzięk za tytuły, wszystkie dotychczasowe sobie spisałam, spróbuję rozważyć, dlaczego takie a nie inne się wryły.
Jak piszę o jakimś poecie, mam zwyczaj sięgania ponownie po cały jej/jego dorobek, nawet mój tekst jest nieduży. W wypadku Wisławy, mistrzyni lakoniczności, mam bez wątpienia ułatwione zadanie.
O kurka! A melatonina?
Wczoraj wzielam z rozpaczy 8 mg i g.uzik.
Ale dzis znalazlam cale opakowanie zeszlorocznej! Moze lepiej zadziala.
Doberanoc, Druhowie.
„Pierwsza fotografia Hitlera” chyba zawsze pierwsza mi przychodzi do glowy, Kumo, potem „Dwie malpy Breughla”, wiersz o kocie, a potem to juz zalezy od dnia i nastroju.
Zosia sie wartoscia rynkowa skrzydel bardzo malo jeszcze przejmuje, Bobiku… 😉
Rozsądek na mnie nawarczał i kazał trzymać poziom, a nie pion. 👿
To już chyba przejdę do tego poziomu. 🙄
Identyfikacja.
Może w związku z tą koszmarną katastrofą.
🙁
🙂
szeleszcze
herbata
brykam
Dzień dobry :).
Chociaż wiadomości mało optymistyczne. Od słów do czynów
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,13255500,Obsmarowana_klamka_sedziego_Tulei___Dostalem_wyrazny.html?lokale=lublin#BoxWiadTxt
Dzisiejszej nocy to ja nie spie. Cos z matematycznej poezji, szczegolnie dla andsola, ktory, jak autor, tez naucza tej dyscypliny:
http://blogs.scientificamerican.com/roots-of-unity/2013/01/15/setting-mathematics-in-verse/
Gruess Gott. 🙂
W moim przypadku 1.: „Pierwsza fotografia Hitlera”, moze w zwiazku z pobytami w Monachium.
Nie moglam zasnac wczoraj po (przypadkowym) trafieniu na rozmowe w ZDF z córką potwora, p. Polą Kinsky.
Dunkierka!
Szkoly pozamykane, pociagi nie chodza, jedno lotnisko w Londynie zamkniete.
Poprosilabym o przyslanie paczki ztywnosciowej dla nas z Kotem, ale obawiam sie, ze nie bedzie komu jej doniesc, bo juz listonosze z pewnoscia nie wyjda.
Ci się stało, Heleno? 2 cm śniegu leżą na londyńskich ulicach? 😆
chyba dawno nic tu nie wrzucałem… 🙄 to wrzucę
Wiem, że nowy iPhone jest dłuższy niż stary, a nie wiem, kto rządzi Chinami…
Nawet, Vesper, nie lezy, bo stopil sie natychmiast. Na moim trawniku przed domm tylko lekka biala chusteczka sniegu. Ale jest Dunkierka na calego i poranne dzienniki zaczynaja sie prognozami dalszych katastrof pogodowych, a nie np. kryzysem z zakladnikami w Algerii jak sama bym zaczela gdyby mi newsroom podlegal.
I tak będą chrzanić, aż ludzie rzeczywiście uwierzą, że centymetr śniegu przez pięć minut to jest kataklizm. Czyli zdebilenie newsroomów jest już globalną epidemią. Jeszcze tylko Al Jazeera nie choruje, ale też zacznie 👿
Heleno, u mnie w M. pada od kilku dni , przed domem mam ca 30 cm sniegu. Wszystko normalnie funkcjonuje.
STRASZNE!!!! 🙂
A propos tekstu, który wrzucił foma i kataklizmu na Wyspach.
Dziś rano na portalu Gazeta.pl topowym newsem jest koksujący Armstrong, a wiadomość o zastraszaniu sędziego, który ośmielił się skrytykowac metody CBA, gdzieś w ogonie. Dla tej wiadomości powinno być absolutne pierwszeństwo, powinna iść nawet przed zakładnikami z Algerii, ponieważ świadczy o ciężkiej gangrenie państwa, w którym żyjemy. Ale nie. Armstrong ważniejszy 👿
Dzień dobry 🙂
Nasi też się zachowują tak, jakby dotychczas żyli w tropikach i po raz pierwszy zobaczyli śnieg 👿 „Arktyczne mrozy” zaczynają się od -1 👿
Po pierwsze Vermeer. Koniec i początek, Wypadek drogowy.
myslalem i myslalem i………….. w sobote powiedzialbym „Jeszcze” (bylem po spotkaniu z Robertem Schindelem), dzisiaj jestem z Monika:
Dwie małpy Bruegla
Tak wygląda mój wielki maturalny sen:
siedzą w oknie dwie małpy przykute łańcuchem,
za oknem fruwa niebo
i kąpie się morze.
Zdaję z historii ludzi.
Jąkam się i brnę.
Małpa, wpatrzona we mnie, ironicznie słucha,
druga niby to drzemie –
a kiedy po pytaniu nastaje milczenie,
podpowiada mi
cichym brząkaniem łańcucha.
Przepraszam za sianie nieuzasadnionego optymizmu. Al Jazeera też choruje. U nich również Armstrong najważniejszy.
A może to rzeczywiście ważne ❓
Mar-Jo, w srode ARD dalo doskonaly film (fabularny) o dzieciach w rekach zboczencow…….. do ogladniecia tutaj
http://www.ardmediathek.de/das-erste/filmmittwoch-im-ersten/operation-zucker-fsk-16-tgl-ab-22-uhr?documentId=13067312
jednak w calosci dopiero po 22:00 (wyciete sceny od 16lat)
jak czas znajdziesz i bedziesz miec pod poduszka Heleny
pigulki na sen to polecam (calej frakcji tez-oczywiscie)
Dzień dobry 🙂
Gdybym był zawodowcem, zacząłbym pewnie jednak od zakładników. Choćby dla pokazania, że widzę świat w perspektywie trochę dalszej niż własny ogon. 😎
Ale że zawodowcem nie jestem, wolno mi zacząć od kawy. 🙂
Linka od fomy zahacza o ten mechanizm, o którym ostatnio szczekałem. Media zakładają, że wszyscy odbiorcy są kretynami, więc serwują im żer stosowny dla kretynów. Odbiorcy to łykają i po jakimś czasie istotnie zaczynają kretynieć (jesteś tym, co jesz). O ile w pewnym momencie nie uświadomią sobie, co się dzieje i nie wierzgną.
Więc choćby wszyscy rozsądni ludzie mi powtarzali, że kijem Wisły nie zawrócę, że proces kretynienia jest nieuchronny, ja i tak będę czasem wierzgał i warczał, bo pokorne przyjmowanie niestrawnego żeru kłóci się z Honorem Psa. 😎
A może decydenci i twórcy w mediach, nie zakładają, tylko sami są kretynami w większości i tworzą i ślą w swiat wyłącznie to, co ich interesuje?
W sprawie Dunkierki mogę donieść, że nasz Młody, mimo ujemnych i sypiących białym celsjuszy, porusza się na rowerze, wykazując tym niezłomność polskiego Ducha. Ale może sobie na to pozwolić dlatego, że zima nie zaskoczyła niemieckich drogowców i ulice są odśnieżone. 😈
To by było zbyt piękne, Zmoro, żeby sprawę dało się tak prosto wytłumaczyć. 😉 Zapewne niektórzy decydenci są kretynami, ale na pewno nie wszyscy. Niektórym osobiście oleju wcale nie brakuje, ale w procesie ukretyniania biorą aktywny udział. Część zapewne po prostu daje się nieść fali, część to cynicy, a część żarliwie wyznaje religię słupniczą (słupki oglądalności, słupki klikalności, etc.). Ale jakoś wszyscy pchają wózek w tę samą stronę.
!%&$””!!!!!!!
„- Winę za brutalny gwałt w autobusie w New Delhi ponosi sama kobieta i jej towarzysz – powiedział obrońca trzech z pięciu oskarżonych o ten czyn mężczyzn. Manohar Lal Szarma powiedział, że nigdy nie słyszał, by szanowana kobieta padła ofiarą gwałtu”.
Bry!
Ale w dodatku do tego artykułu (nota bene napisanego bardzo sprawnie — dziennikarz, jak się okazuje, autorem 😆 ) jest drugi artykuł i tam pisze ów autor:
„Bo wszyscy chcą odbębnić kolejny dzień i spieprzać.”
Wszyscy, tzn. dziennikarze. I dalej:
„Albo byłem bardzo mało spostrzegawczy, albo nie widziałem żadnej nakierowanej na ogłupianie ludzi maszynerii. Widziałem raczej dziennikarzy, którzy świadomie lub podświadomie zaniżali standardy, by tekst był przyswajalny dla pospolitego durnia.”
No i o tym mówiliśmy: o bylejakości pracy.
Bylejaki, byletyki, byleonki, bylemyki…
niekoniecznie cynicy tylko ekonomiści.
informacja o biuście PPP czy koksującym Armstrongu jest tańsza i łatwiejsza do uzyskania od materiału o Bliskim Wschodzie i przenoszeniu produkcji z Chin do Wietnamu, a zajmuje tyle samo czasu antenowego, jeśli nie więcej.
No nie, przecież powstawanie ogłupiającej maszynerii nie przebiega tak, że zbiera się jakiś straszliwy sanhedryn, uchwala, że od dziś ogłupiamy, a potem wprawia koła w ruch i pilnuje, żeby to sprawnie działało. Ten mechanizm jest raczej typu społecznego, czyli daje się zauważyć i opisać w działaniu. A zaczyna działać trochę na zasadzie „wodnej” – ileś tam kropelek wlewa się do strumyczka, ileś tam strumyczków do strumieni, ileś tam strumieni do rzeczek i nagle się okazuje, że siedzimy w środku Amazonki. 😯
To podświadome lub świadome zaniżanie standardów nie bierze się przecież znikąd. Dziennikarz jest istotą społeczną i wyczuwa, jaka jest atmosfera w redakcji – czy ważniejsze dla szefostwa jest trzymanie poziomu, czy podnoszenie słupków. Szefowie są istotami społecznymi i wyczuwają, co jest ważniejsze dla właścicieli – jakość czy słupki. Właściciele są istotami społecznymi i wyczuwają, co mogą klientowi sprzedać – dobry produkt, czy sieczkę. A wszyscy do kupy wyczuwają, jak duże w danym momencie jest przyzwolenie na sprzedawanie sieczki, która jest oczywiście tańsza w uzysku, więc bardziej opłacalna.
Dlatego klient ma tu jednak coś do powiedzenia. Im gremialniej odmówi kupowania chłamu, tym większe są szanse, że producent będzie musiał podnieść jakość. Tylko jeśli klient został już dosyć ogłupiony sieczką i technikami marketingowymi, to może mu być trudno zauważyć, jaki mu się wciska kit. Ale bywają też przypadki, że klient się z czasem wycwania i zaczyna wierzgać. 😉
Słuchajcie, nie wiem, co robić.
Dostałam jakiś idiotyczny mail.
Od firmy, która pośredniczyła w zapłacie za bilety na koncerty kupowane przez e-bilet.
Firma nazywa się Skrill (Moneybookers) zarejestrowana jest w Wielkiej Brytanii i napisała mi, że ponieważ dawno nie dokonywałam u nich żadnej transakcji (konto nieaktywne) wprowadzają od 25.03.2013 opłatę i będą potrącać mi z konta co miesiąc jedno euro:
Twoje konto Skrill nie zostanie objętę opłatą za usługi, o ile zalogujesz się do niego lub dokonasz za jego pomocą transakcji w ciągu 12 miesięcy. Jeżeli tego nie zrobisz, z Twojego konta będzie pobierana co miesiąc opłata za usługi w wysokości 1 euro (lub równowartość tej kwoty).
Powyższa zmiana zacznie obowiązywać od podanej Daty wprowadzenia, chyba że nie wyrazisz na nią zgody i poinformujesz nas wcześniej o chęci zamknięcia swojego konta Skrill. W takiej sytuacji Warunki użytkowania konta przestaną obowiązywać z chwilą otrzymania od Ciebie stosownej informacji, a Ty nie zostaniesz obciążony opłatami. Możesz tego dokonać w dowolnej chwili, kontaktując się z działem obsługi klienta. Brak wyrażenia przez Ciebie sprzeciwu przed ustaloną Datą wprowadzenia, potraktujemy jako zgodę na tę zmianę.
I podają numery telefonów.
Dokonaj pisemnej rezygnacji z ich uslug, wyraz chęć zamknięcia konta. Dostaniesz potwierdzenie mailem, zawierającym uwagę, że nie wszystkie Twoje dane są w stanie wykasowac. Tego maila należy zachować.
Kiedyś raz skorzystaliśmy z ich usług (moneybookers) potrącili sobie pieniądze z naszego konta i nie przekazali dalej. Rok trwalo wyjaśnianie.
A ten mail ze Skrilla idzie teraz hurtowo po wszystkich krajach. Sądzę, że chcą aby zdezorientowani ludzie cokolwiek zamówili za ich pośrednictwem.
Zmoro, nie zakładałam żadnego konta i nie wyrazałam żadnej chęci.
Kupowałam bilety na koncerty Chopin i jego Europa w e-bilet.
Z tej firmy Skrill (Moneybookers) dostawałam potwierdzenie o udanej zapłacie, tak jak dostaję z różnych pay’ów i innych choler, z którymi łaskawca-sprzedawca zawarł umowę o obsługę płatności.
To teraz każdy z nich mi napisze, że bedzie obciążał moje konto, bo nie korzystam z jego posrednictwa?
A mają numery mojej karty i numer konta.
Mój syn napisał do nich ( logując się uprzednio przez ich stronę internetową – na szczęście Chrome zapamiętał login i hasło), bo nie ma innej możliwości kontaktu z nimi.
„Please delete my account *immediately* and send me a confirmation via email.” I podpis oczywiście.
Nie pamiętamy tylko, czy ten login i hasło były przydzielane w momencie dokonowynia zapłaty, czy dopiero parę miesięcy pózniej przy składaniu reklamacji.
Dzisiaj przyszła odpowiedz mailem, że skasowali konto.
„Możesz tego dokonać w dowolnej chwili, kontaktując się z działem obsługi klienta.”
Dział obsługi klienta powinien być różowy. Kliknij na to, otworzy się ich strona. Może uda Ci się zalogować.
Dzięki Zmoro. 🙂
Nie ma u nich żadnych loginów, bo wszystkie mam zapisane.
Jeszcze spróbuję im kota popędzić, zanim będę się z nimi szarpać.
Wysłałam info na alert24 do gazety i pismo do firmy, na rzecz której dokonywała przelewu. To ta firma ich wynajęła niech teraz sprawę wyjaśnia.
Najdziwnięjsze jest to, że płatności Bilet24 obsługuje Przelewy24, które kilka razy wynajęło pośrednika do wykonania płatności, właśnie firmę Skrill (Moneybookers), a normalnie samo obsługuje transakcje.
Sukinkotów nie brak… Dziś rozstałem się z routerem Multimediów. U nich jest tak, że jak masz ich router, to oni świadczą usługę sieci bezprzewodowej – za którą to usługę płacisz co miesiąc haracz. Spryciule przy zawarciu umowy piszą, że w promocji to kosztuje kilka zł, ale czas promocji mija i 20 zetów sobie życzą co miesiąc za to!
Bandziory! Jeszcze na routerze ograniczają ilość podłączonych do sieci kompów do 2 szt, za każdego dodatkowego – płać!
Takich kwiatków ukrytych w ichnim regulaminie jest multum.
Babcia, napisz do Multimediów, bo z bankiem ci poszło pierwszorzędnie 😆
Zaz podobne praktyki pogoniliśmy w ubiegłym roku Netię. Już mieli instalować internet, kiedy doczytaliśmy coś, co wprost w umowy nie wynikało, ale było napomkniete i porozrzucane pomiędzy kilkoma paragrafami – a mianowicie, że choć umowa zawarta na czas nieokreślony podlega wypowiedzeniu w dowolnym momencie z zachowaniem okresu wypowiedzenia, to jednak wypowiedzenie jej przez klienta wiąże się ze zwrotem na rzecz Netii kosztów operacyjnych, instalacyjnych bla bla bla. Razem ponad 400 złotych. Pogoniliśmy w trzy diabły, zanim „ponieśli koszty” 🙄
Ja Netię pogoniłem półtora roku temu – głównie za cenę, nie chcieli mi dać dobrej oferty, porównywalnej z tą dla nowych klientów – bo miałem jeszcze umowę z nimi. Wcześniej był Dialog, też ceny – kończyła się umowa i nie chcieli nowej zawrzeć z korzystnymi dla mnie cenami, dopiero jak im wymówiłem to słali oferty, dzwonili…. Już byli gotowi mi nieba przychylić, ale za późno.
A przy rozstaniu z Netią żadnych kosztów nie poniosłem, pewnikiem cuś nowego wymyśliły cfaniaki 😉
Koszmarne jest to, że takim firmom podaje się wszystkie namiary do swojego konta.
A mam już bardzo przykre doświadczenie z Google.
Płacę opłatę roczną za zwiększoną powierzchnię zdjęć do 20GB dla dwóch użytkowników.
Myślałam, że jak będzie upływał okres abonamentu, to stworzą mi możliwość opłaty kartą, tak jak poprzednio.
Przyznaję, że słali pisma, że kończy się czas umowy, ale nigdzie nie podawali namiarów, jak dokonać tej wpłaty, na jakie konto i z jakiego tytułu, a z treści wynikało, że brak zapłaty spowoduje zlikwidowanie kont
I ja tak czekam, czekam, aż tu patrzę mam ściągnięte z konta dwie opłaty, a co, bez mojej wiedzy i zgody.
Normalnie bank powinien mieć moją dyspozycję na ściąganie z konta, a tu sobie pobrali i już.
Więc może inni, którym podałam dane z karty, też tak mogą, cholera ich wie.
Muszę skontaktować się z bankiem.
Nie bez powodu długo broniłam się przed płatnościami przez internet – pułapka na pułapce. 😯
Nie wiem jak w Polsce, w Niemczech do 6 tyg mozesz zlecic bankowi cofnięcie przelewu i sciągnięcie pieniędzy na Twoje konto.
http://www.sport.pl/tenis/1,103960,13257377,Australian_Open__Polscy_kibice_wyrzuceni_z_meczu_Janowicza.html#BoxSlotII3img
Wstyd mi jakoś ;-( .
Gdybym miala zaczynac kariere dziennikarska w Polsce, pewnie staralabym sie dzis specjalizowac w sprawach konsumenckich, bo jest to dziedzina najslabiej wciaz funkcjonujaca w polskich mediach. Wiedza konsumentow w Polsce co wolno czego, nie wolno w porownaniu z tym co my tu otrzmujemy z normalnej codziennej prasy, jest naprawe w powijakach. Chyba najwiecej uwagi tym sprawom poswieca jeszcze… Rzepa, ktora ma stale doradztwo konsumenckie.
Mam ochote wlasnie pojsc i nawrzucac w polskim sklepie za
1. sprzedanie mi twarozku poltlustego, dobrze opakowanego z data waznosci 24 stycznia 2013, ktory po rozpakowaniu okazal sie byc kompletnie zjelczaly;
2. za sprzedaz mi tego sameg dnia jajek „zagrodowych”, ktore przy wyjmowaniu z opakowania zapadaja sie i pekaja w rekach – co oznacza, ze wbrew opisowi na opakowaniu sa produkowane fabrycznie, kury niosa sie na okraglo, nie maja dnia i nocy, tylko przebywaja w pelnym swietle 24godz. na dobe i ich organizm nie nastarcza dosc wapna na produkcje skorupek, ktore nie lamia sie bez powodu. Mysle, ze srzedaz takich oszukanczo opisanych na opakowaniu jajek jest nielegalna, nawet jesli opis jest po polsku.
Z udostepnianiem swego numeru karty platniczej roznym biznesom internerowym nigdy jak dotad nie mialam zadnych problemow, bo wszyscy sprzedawcy znaja prawo i wiedza, ze my je tez znamy, i nie prztrwaliby na rynku 24 godzin gdbysmy zaczeli tracic do nich zaufanie. Nie mowiac o tym, ze zainteresowaloby sie nimi prawo.
Ja obecnie chyba wiecej wydaje pieniedzy siedzac przed ekranem, niz chodzac po sklepach. I raz tylko musialam interweniowac, zas blad sklepu zostal natychiast naprawiony a ja uprzejmie przeproszona.
Zeen dobrze zrobil, ze sie wycofal z uslug firmy obiecujacej nowym klientom znacznie lepsze warunki niz klientom wieloletnim.
Ja tez zaczelam to stosowac, nauczona przez Audrey, ktora jest konsumenckim szatanem i nikomu nie przepusci watpliwych praktyk, nawet wtedy gdy sa one kompletnie legalne, tak jak w przypadku lepszej oferty na zlapanie nowego klienta. Niech sie sukinkoty ucza!
Ha, no to Heleno na barykady 🙂 .
Bo Moneybookers to brytyjska firma. Wystarczy wrzucić w google : Moneybookers opinions , to wlosy na głowie dęba stają 🙂 .
Moneybookers Ltd., London, Eingetragen als Company No 4260907 in England und Wales Eingetragener Firmensitz: Welken House, 10-11 Charterhouse Square, London, EC1M 6EH, Vereinigtes Königreich. Von der Financial Services Authority (FSA) nach den Electronic Money Regulations 2011 zur Ausgabe von elektronischem Geld berechtigt.
Zmora, jestes w bardzo malym stopniu odpowiedzialna za kibicow 🙄
Inna rzecz, ze istnieja sporty w czasie ktorych wciaz jeszcze panuje atmosfera przyjazna i rdzinna (tenis, rugby, polo) i sa takie, gdzie kibolstwo stalo sie w ostatnic dziesiecioleciach „normalne”.
Te „cywilizowanych” sportow najczesciej naucza sie w dobrych prywatnych szkolach, takich jak Rugby. Mieszkajaca w eleganckim Twickenham (nastepne miasteczko po Richmond) nasza Jasiunia, w poblizu stadionu na ktorym odbywaja sie mecze rugby, zawsze to lubi podkreslac, ze publika jest zupelnie inna niz ta przychodzaca na mecze pilki noznej, choc i milosbicy rugby potrafia zaparkowac swoje samochody na „prywatnej” ulicy, gdzie parkowac wolno tylko rezydentom.
Zmoro, firma dzialajaca na terenie innego kraju, podlega prawom obowiazujacym w danym kraju, a nie rodzinnym.
O to mi wlasnie chodzi – ze jak nie masz nad nimi bata, to rozne rzeczy beda wyprawiac. Whatever they can get away with.
Dlatego wlasnie nie wolno sprzedawac w Anglii polskich jajek jako „free range” skoro nie sa one free range. Nie z nami te numery.
Zmoro, okazało się, że otworzyli mi konto u siebie, a jakże.
Skorzystałam ze ściągi i cofnęłam wszelkie zgody na przetwarzanie danych.
Wysłałam pod cztery adresy, zobaczę, co będzie.
W banku powiedziano mi, że mam prawo reklamować i mogą i przysłać inną kartę.
Podejrzewam, że firma Przelewy24 wzięła pieniądze za realizowanie płatności przez Skrilla, na zasadzie zapłata od każdej złowionej głowy, a ponieważ na Chopin i jego Europa klientów było dużo, więc się opłaciło.
Skargi też nie rozpatrzą, bo powiedzą, że mogłam nie podawać danych.
Dobra nauczka.
No to mamy kłopot, bo oni działają wirtualnie. Siedzibę mają w W.Brytanii i możliwość kontaktu jest wyłącznie poprzez ich stronę internetową. Telefonów, mimo że podane są numery, po prostu nie odbierają. W każdym razie tych zza granicy.
Kumo z Gdyni,
Szymborska to nie tylko wiersze. To także pamiątkowe rupiecie, kartki, lepieje….
http://www.buw.uw.edu.pl/images/szymborska/04szym.jpg
Sa oczywiscie i inne przypadki, kiedy zagraniczna forma wprowadza na swym terenie obostrzenia , ktorych nie musi przestrzegac w obcym kraju na terenie ktorego dziala.
Pamietam jak moja E. dowiedziala sie z prywatnej rozmowy telefonicznej, ze kolezanka zatrudniona przez warzsawskie biuro BBC zostala zwolniona przez polskiego bossa z pogwalceniem przepisow obowiazujacych w naszej firmie. Natychiast zatelefonowala do dzialu kadr w Londynie, zlozyla po cichu donos i warszawska kolezanka zatrudniona na kontrakce smieciowym otrzymala to wszystklo co przyslugwaloby jej w Londynie – trzymiesieczne wypowiedzenie i odprawe. A warzsawski szef biura zostal ochrzaniony przyz nasze kadry jak bura suka. I wiecej juz tego, jesli dobrze rozumiem, nie robil, choc kto go wie. To byl wyjatkowy wal, obecnie wspolwlasciciel Psychitaryka24.
To dobrze, Siódemeczko, prawdopodobnie przyjdzie mail o skasowaniu konta. Zachowaj go.
Ciekawe, kto się u Ciebie podpisze w imieniu automatu. U nas to była Alesya 😉 .
Brawo, mt7.
No a teraz, Irku, sobie lepieje przywłaszczył Żywiec w kampanii billbordowej.
I dlatego
Od żywca wyje spożywca 🙂
Ja też, Heleno, wiele zakupów robię via Internet i płacę bez problemów.
Ale czasami brakuje mi wyobraźni.
Już dwa razy wyszarpałam zwrot kasy za pośrednictwem Visy i banku.
Teraz mam specjalną wirtualną kartę, którą „napełniam” przed płatnością internetową do potrzebnej wysokości.
Do wypadku z Google myślałam, że to karta bezpieczna, teraz już nie jestem pewna, chociaż pani w banku myśli, że gdyby karta była wyzerowana, to Google nie mogłoby pobrać, ale też pewna nie jest.
Zmoro, i jeszcze browar arcyksiążęcy.
A jak już przy piwie jestem, nie wie nikt, co się stało z Carlsbergiem, bo nagle zniknęło ze sklepów?
Te Przelewy24 to też jakaś lepsza firma.
Raz się nazywa DialCom24, raz Dialcom24, raz jest z Londynu, raz z Poznania, raz ma taki adres, za chwilę inny.
machlojki przelewowe? a ja wlasnie sobie nowa (teraz czarna)
klawiature kupilem, zaplacilem karta…….
tu nowa klawiatura na moim biurku………
http://3.bp.blogspot.com/-vkKMQ9rYpAY/T-2VG3aR64I/AAAAAAAABzc/NOSiQwR9vZI/s1600/550512_288255664598414_1042686111_n.jpg
zimno ciemno piatkowo czas na kolacje 🙂
Rysiu, nas z Kotem nie wyprowadzisz w pole… Znamy Twoje lewackie sztuczki….
Heleno, Ciebie moze nie, ale Kot przez okno woli…….
http://2.bp.blogspot.com/-1TY2BwOTZto/T4UJukK_0EI/AAAAAAAADOA/QIR5ixVDRoA/s1600/Sempe+cat.jpg
To jest chyba to samo wnetrze co przedtem po odpowiednim go potraktowaniu przez Rysia?
To jest podręczna biblioteczka Rysia. 😀
A jakie masz ładne pluszowe krzesło. Ze sprężynami?
Na polanie pojawiły się dziki. Widać, że w narodzie głód coraz większy.
To sa dziki? Rogate?
Chwilowo przegonione przez nieżyczliwe rogate. Tu nie ma kumpli
Tu zarejestrowane
http://www.facebook.com/photo.php?fbid=4882740383802&set=o.445576845501573&type=1&theater
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20130109/kluzik-rostkowska-polskie-centrum-trzeba-edukowac-w-kwestii
ciekawe (odnaleziona K-R.)
(Tak na marginesie, Benedykt XVI jako swojego nowego rzecznika wybrał niedawno czołowego dziennikarza telewizji Fox. Wychowanego do cynizmu przez swojego pracodawcę Murdocha, ale za to do tradycjonalizmu i dyscypliny przez Opus Dei, której także jest wieloletnim eksponowanym działaczem. Takie połączenie wydaje się papieżowi sumą kompetencji potrzebnych do tego, aby ich posiadacz był głosem dzisiejszego Kościoła.)
http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130117/cameron-pierwsza-ofiara-eurosceptycyzmu
Siodemeczko, krzeslo piekne 🙂 i wyglada na spezynowe 😀
pstryk……..
Stara sie doskakala i spadl nam prawdziwy snieg, w ktorym grzezna lapy!
U nas wczoraj było tak:
http://www.facebook.com/photo.php?fbid=465638436817556&set=pcb.465638926817507&type=1&theater
No, u nas chyba jednak nie az tyle. Ale tez u nas nikt nie zgrabia sniegu, bo wiadiom, ze i tak stopnieje.
Ale smieszne sa te dziki! Zwlaszcza jak lataja po polanie – podobnie do myszy.
Teraz jeden zubr pogonil psa dzikom.
Nie wiedzialem, ze dziki maja puszyste ogony! A moze to nie sa dziki tylko Rysie?
No to ja śniegowo gdzieś między Warszawą a Londynem. Kto by się spodziewał. 😈
Jeden z tych żubrów to jakiś rzymski patrycjusz. Na leżąco się, skubany, odżywia. 😎
Dobry wieczór. Wieści z frontu walki z zespołem urologicznym kotów – przejście na doustny antybiotyk okazało się niemożliwe. Nawet pieczeń z indyka jako opakowanie dla tabetki nie zwiodła Inspektora Furkota. Ani kotlet mielony. Ani nic. W końcu mame zrobiła z tabletki zawiesinę i postanowiła podac Kotu strzykawką prosto do pyszczka. Nie z nami takie numery 😈 Złapać można się dać i nawet Odpowiednio Uchwycić. A potem przegryza się strzykawke na wylot, żeby część zawiesiny siknęła bokami, trafiła meme w oko, a reszty i tak nie dało się wycisnąć, bo przegryzienie zablokuje tłok. Tak to robią fachowcy 😎
Niestety, nawet najbardziej Sprytny Kot nic nie poradzi, kiedy ludzie zawiążą Spisek. Oni mają te takie, noooo, telefony. Za pomocą telefonów porozumiewają się z weterynarzami 👿 A potem pakują Kota do transportera i wiozą na zastrzyk. Ale dziś to już była jednak inna jakość, dało sie podymić 😎 W sumie to się nawet dobrze złożyło, że mame zabrała Kota do weta, bo po ostatnich trzech wizytach wet miał zaburzony obraz Kociej osoby. A tak, pogonił sobie Kota po gabinecie, złamał dwie igły i trochę mu się odświeżyła pamięć 😎
Ale potem to już mame przegięła 👿 Wet tak wymacał Kota po brzuchu, że… nooo tego… trochę się Kotu popuściło pod siebie w drodze do domu 😳 Mame obejrzała Kota i stwierdziła, że jest cały mokry. No a niby jaki miał być? Stwierdziła też, że Kot śmierdzi. Śmierdzi! Śmierdzą to te fufu w buteleczkach, z których ludzie psikają na siebie jakieś fetory 👿 Kot miał zapach sików i tyle. Ale ludzie i tak zapakowali Kota do wanny. Przynajmniej nie mogą powiedzieć, że Kot nie walczył – każdy kto spojrzy na ich ręce i tak będzie znał prawdę 😈
Po przeczytaniu tego opisu bohaterskich zmagań Furkota z zastępami wrogów wstyd mi za Pręgowaną. 🙁 Też dziś była na zastrzyku, ale takim profilaktycznym, czyli nie była ani trochę ścięta chorobą. I nawet jednym drapnięciem nikogo nie poczęstowała! Dała sobie tę igłę wbić jak jakieś, za przeproszeniem, cielę. 👿
Chyba ją wzorem Korwina-Fikku-Mikku do garów odeślę, bo na wojownika nie ma kwalifikacji. 🙄
Vesper, przeczytałam z ulgą. Jest wielka nadzieja, że idzie ku dobremu 🙂
Na tenisie to nie byli kibice tylko dzika (nie mylić z dzikami) hałastra 👿
Rysiu, jak pięknie ❗
Może Pręgowana woli być strategiem 🙄
Moja Stara jest niestety bezwzglednym Aplikatorem Tabletek i nikt sie jej nie oprze, nawet Dzik. Albo Zubr. Albo Rys. Lapska ma jak stalowe uchwyty i nimy lapiem chwyta. A potem trzyma ci szczeki scisniete, az przelkniesz.
Moj bl. p. Brat byl specjalista od dyskretnego wypluwania na boku tabletki przechowywanej w pysku i z pol godziny. A potem – za firanke! Pod wycieraczke! 👿
Ad Irek 18.16. Jasne, wiem. Moja szwagierka spod Brukseli ma ich małą kolekcję, bo dostawała od Wisławy okolicznościowe kartki-wyklejanki. Poznały się, gdy WS przyjeżdżała uczyć polskiego na uniwersytecie w Gandawie, gdzieś w połowie lat 80. Nawiasem mówiąc właśnie się dowiedziałam, że ją od zarania ciągnęło do plastyki użytkowej i że jej debiutem były ilustracje do podręcznika do nauki angielskiego autorstwa Stanisławskiego, wydanego czy raczej pewnie wznowionego tuz po wojnie. I zanim ogłosiła swój pierwszy tomik poetycki, też najpierw zilustrowała jakąś książkę. Miała dryg w palcach.
Dobranoc 😆
Ojej, chichotałam do Mordki, a padło na Kumę 🙄
Mordko, być może Furkot jest ponownym wcieleniem Twojego brata, bo właśnie z powodu wyplutych tabletek zaczęły się podchody z kotlecikami i pieczenią, a potem zawiesinkami w strzykawkach.
To wypluwanie tabletek skutuje kotlecikami i pieczenią? 😯
Kurczę, dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział? 👿 Zawarłem ze Starymi umowę, że daję sobie wcisnąć jedną tabletkę na jedną łyżeczkę pasztetówki. Chyba się dałem wyrolować jak szczenię 🙄 Ale teraz nie mogę tej umowy tak po prostu olać, bo to ja musiałbym ponosić koszty.
Sproboj zawinac tabletke w calego bazanta, a moze ja sie skusze. 😈
Co to, to nie. Juz się oduczyłam zawijania 👿 Teraz będzie igła w dupsko 😈
Jidysze mame jako modelowa sadystka? 😯
Może nawet siostra Ratched. 😈
Kto wie, co w człowieku siedzi 🙄
Pies przeważnie wie. Ale nie powie. I dlatego jest uważany za najlepszego przyjaciela człowieka. 😈
vesper, co to za słownictwo?! a fe!
Dupsko się Fomie nie podoba?
mt, to zależy jakie 😉
Nie wiem jakie, wiem gdzie.
W słownictwie. 🙂
Więc, jak chodzi o zadawanie kotu lekarstwa, to….
Chyba ostatecznie zwyciężała opcja rozpuszczania na łyżeczce w niewielkiej ilości wody i wlewania prosto do gardła.
Tyle teoria.
Zastrzyki odpadały w przedbiegach.
Bry!
Dobrze, że moje psy tego nie czytają! Bo zeżrą wszystko, byle w delikatnym obłoczku pasztetu Tarczyńskiego. Tak bym musiał faszerowane bażanty im dawać… a nie ma zwykle tyle lekarstwa, żeby na całego bażanta starczyło 👿
Zimniej i śnieżniej. Ale odchorobowiej. Trzeba będzie pracować, czy co…
🙂
sobotnie
😀 a co mi tam…………….
Tereny Zielone w mrozu objeciach, tylko -10° jedna
pierzyna wystarczy 🙂
dzisiaj dlugiiiiiiiiiiiiiiii….. przeglad pozycji
bywa 😀
mam szczescie (?) jestem bez zwierzakowy (jezeli nie liczyc
pierzastych na balkonie) omijaja mnie przykrosci
No Rysiu sam tego bażanta może wtrząchnąć i mówi o braku przyjemności!
jeszcze raz dla frakcji 🙂
http://www.faz.net/aktuell/gesellschaft/gesundheit/koeln-katholische-kliniken-entschuldigen-sich-bei-patientin-12029993.html
🙂 🙂
brykam fikam
Tadeuszu, ja lewak 🙂 to wie sie ze bazant raczej nie, pasztet o tak i to z przyjemnoscia
brykam fikam
🙂 😀
Dzień dobry 🙂
Zastanawiam się nad najlepszym sposobem okrrropnego ukarania Rysia. 😎 Oczywiście za wrogą propagandę niemania zwierzaków.
Mam zalążek pewnego strrraszliwego pomysłu, ale muszę go jeszcze przegłówkować. Najlepiej przy kawie, bo herbata już była. 😉
Posiadanie czegokolwiek, nawet zalążka, może zagrozić dobrym relacjom z Rysiem, który, jako lewak, jest cięty na posiadaczy. 😉 Z drugiej strony, Rysio sam wszak jest Dumnym Posiadaczem Obrzydliwie Czystej Klawiatury; nie zauważyłam też, żeby podstawiał nogę Nisi, która od niedawna jest szczęśliwą posiadaczką pieskiej porcelany (na marginesie: kocia porcelana też jest do kupienia w tym sklepie). To by znaczyło, że nie zawsze lewak posiadaczowi grozi lewym prostym. W takim razie jednak się przyznam, że od poniedziałku jestem posiadaczem już nie zalążka, ale całego sprzętu pięknie grającego i teraz odkrywam moją skromną płytotekę na nowo. 😀 Sprzęt zdobywali, kawałek po kawałku, a następnie pieczołowicie ustawiali „pod ucho” moi przyjaciele – ja nawet palcem nie kiwnęłam, trochę tylko wachlowałam uszami i mieszałam w garnkach. I nie czuję z tego powodu ni igiełki winy – wszystko wskazuje na to, że ja nie miałam kłopotu, a oni mieli sporo frajdy. To lubię. 😛
Z okazji zdrowienia Tadeusza posłucham dziś Brahmsa. 🙂 To chyba powinno zadziałać jak kciukotrzymanie. Na zdrowiejących czyhają rozmaite pułapki, jako to: rozleniwienia, rozmarudzenia, rozpracowania się ponad miarę…
Congratulations! 😀 Ja sam wyznaję wprawdzie zdrową, lewacką zasadę „im mniej sprzętu, tym mniej czyszczenia”, ale sprzętem cudzym, którego czyścił i tak nie będę, potrafię się cieszyć bez ograniczeń. 😆
Ago, gratuluję sprzętu 😀
A gdyby wszystkie lewaki były takie sympatyczne jak Ryś, to pewnie by się na nich głosowało 😆 Ale takich nie ma, przynajmniej tu…
Żeby nie było, że w Polsce to prawaki są sympatyczne. Wczoraj w pociągu jechałam z chłopakiem, który miał wygląd dobrze wymytego kibola. Był bardzo grzeczny, ale orowadził długie rozmowy przez komórkę, starał się dyskretnie, mimo to wachlowałam uszami 😛 bo w pewnym momencie padło coś, że był zaproszony do TVP Kultura do jakiejś nocnej audycji o odradzaniu się ruchów narodowych w Polsce. Ale audycję odwołano, ponieważ nikt nie chciał się wypowiadać na ten temat (jeśli dobrze usłyszałam), i chłopak wyrażał na ten temat rodzaj satysfakcji, a jeszcze więcej z reportażu, który niedawno opublikowała „GW” – „jeśli nawet ten szmatławiec…” – dobiegło mnie i domyśliłam się, że chodzi o wstrząsający reportaż (z gatunku „uczestniczących”, reporter był incognito) z pielgrzymki kiboli na Jasną Górę; ten tekst w sieci był chyba w materiałach płatnych, ja go czytałam na papierze. Włos się jeży.
Ja też z frakcji mini-maxi: minimum posiadania – maksimum frajdy. 😎 Mój stary sprzęt grający już znalazł nowego posiadacza. 🙂
Czy ci szejkowie aby nie przesadzają? Nawet wielbłądy u nich na ropę. 😯
http://i34.tinypic.com/x2qlwy.jpg
Faszoidzi grzeczni, umyci i z dobrych rodzin to jest chyba specyficznie nasz fenomen. Na Zachodzie są oni przeważnie produktem niezadowolenia społecznego, więc wywodzą się z tzw. dołów (en masse, bo na przywódcę zawsze się jakiś domyty spryciarz może wkręcić), co zwykle widać, słychać i czuć. A u krajowego faszoida nawet garnitur nie dziwi, ani okularki. Choć właściwie dziwić powinny, bo takie okularki to nie jest odpowiedni sprzęt na zadymę. 🙄
Breivik był raczej domyty 🙄 Myślę, że na zachodzie, podobnie jak i nas, wygarniturowane faszoidztwo jest mocno niedoszacowane, równiez z tego powodu, że tam mniej wypada się z nim afiszować.
Dlatego napisałem en masse, bo domyte wyjątki, jak Breivik, Haider czy Le Pen zawsze się znajdą. Ale w środowiskach, powiedzmy, studenckich czy inteligenckich w Niemczech (bo to najlepiej znam), prawactwo typu narodowo-faszyzującego jest po prostu obciachowe, a w końcu mało kto chce być obciachowy. 😉 Dlatego w kraju zawsze tak mnie dziwią otwarcie faszonarodowi studenci, którzy najwyraźniej nie są żadnymi outsiderami, tylko akceptowanymi przez otoczenie normalsami. Jest to dla mnie coś w rodzaju szoku kulturowego. 😉
U nas jest dokladnie odwrotnie. Nasze lewactwo ma dobre proletariackie, marksistowskie korzenie, siegajace XIX wieku, natomiast prawactwo jest najczesciej domyte i zdarza sie nawet ze wyksztalcone. I dlatego nasze prawactwo, jak slusznie zauwaza Vesper, jest bardzo, ale to bardzo powsciagliwe ostatnimi laty w jezyku i „pozwala sobie” tylko we wlasnym domu po kryjomu. Polityczna poprawnosc trzyma nasze prawactwo w ryzach.
Nie zapomne incydentu w pracy, kiedy redaktor dyzurny, ktory byl sam rasista i demagogiem, chyba mi na zlosc wyslal mnie „na miasto” abym zebrala mu vox populi przeciwko nielegalnym emigrantom. W dodatku wskazal mi konkretne miejsce gdzie mam ten vox zbierac – pobliski park, znany z tego, ze przed wieczorem zbieralo sie tam sporo bezdomnych na chlanie taniego scotcha. Chodzilam dwie godziny wsrod tych bezdomnych niemal ze lzami w oczach blagajac ich aby cos prawackiego powiedzieli mi do mikrofonu. Moje zgola chamskie prowokacje napotykaly na taki opor materii, a nieraz na tak ostre riposty, ze wrocilam do redakcji wsciekla, bez jednego chocby voxa przeciwko nielegalnym przybyszom, i powiedzualam, ze jak jeszcze raz bede miala takie zadanie pod teze tego kretyna-redaktora, to zloze oficjalny raport.
Dzis ten sam byly redaktor na rozlicznych forach Polityki nie przepusc zadnej okazji aby mnie lub komus innemu nie przypinkwolic pod katem nieslusznego pochodzenia. Oczywiscie pod bardzo zakamuflowanym nickiem. 😆
Tak, tak Tadeusz zaraża Brahmsem.
Po obiedzie wyciągnę z „zaświatów” stary gramofon (starych przyjaciół się nie wyrzuca) i ze starego winyla poleci na skrzydłach koncert skrzypcowy – Heifetz/Reiner
Czy wspomnialam o tym, ze z ta nowsza melatonina (odnaleziona w szufladzie) udalo mi sie wczoraj pieknie zasnac podczas sluchania slicznego koncertu country, skladajacego sie z archiwalnych nagran, m.in, z mlodziutka k.d.lang? Mam nadzieje, ze powtorza.
Heleno, ale ten redaktor, o którym piszesz, na Anglika z dobrej rodziny nie bardzo mi wygląda. Raczej na produkt krajowy, choć wyeksportowany. 😆
Z powodu zaśnięcia tarabany, alleluje, kwiecie pod stopy, ale dla równowagi również przypomnienie o lekarzu. 😀
Mnie chofzi nie tyle o redaktora, co o ten „lud” z parku, ktory nie chcial byc prawacki, odmawial bycia prawackim, choc sie bardzo staralam prowokowac. W pewnym momencie podeszlam nawet do sprzedawcy gazet, pytajac czy go nie gorszy ren „zalew nielegalnych imigrantow”. Zapytal mnie najpierw z przekasem czy sama jestem legalna, a potem tak opieprzyl, ze od tego czasu zawsze staralam sie omijac go duzym lukiem, wstydzac sie wlasnego wystapienia.
Sypie, sypie, sypie….
Warunki jazdy tragiczne. Dzisiaj więc bez jazdy do ogrodu 🙁
Może jutro coś podrzucę braciom mniejszym do karmnika
Helenka wyspana, Bobik ma pomysły, Aga nowy super sprzęt, Nisia pieską porcelanę, Tadeusz zdrowie, Klakier winyla, a Rysio klawiaturę i tereny. 😀
Dobrze jest, idę zrobić śniadanie.
Spore gromady ptaszat odwiedzaja dzis zubrza polanke.
Drżyj, Rysiu! Zemsta jest rozkoszą zwierząt! 😎
W mieście, gdzie damy, i Ku’dammy,
i bramy w miasta środku,
jest klawiatura jak z reklamy
czyszczących wszelkich środków.
Śmieć ją omija łukiem dużym,
pył siąść się nie ośmieli,
kurz ni leciutko nie zakurzy,
nie muśnie skrzydłem pszczelim
Lecz co to? Że się coś odmienia,
dostrzeże nawet pętak.
Do tej czyściochy, w nocy cieniach,
skradają się zwierzęta.
Jedno za drugim. Mysz, co dotąd
siedziała cicho w dziurze,
podrywa się i gna z tupotem
po owej klawiaturze.
Kot nie za myszą w biurka stronę
mknie poprzez nocną ciszę,
tylko by łapy zatłuszczone
położyć na klawisze.
I pies nie w kota biegnie sprawie
tąż samą ciemną nocką,
on czysty obraz chce oprawić
w uliczne, gęste błocko.
Ale to jeszcze nie jest koniec
zwierzęcej tajnej fety,
suną żyrafy, żubry, słonie,
pingwiny, marmozety…
Mamba starannie swą wylinkę
na kablu rozpościera
i zebry biało-czarne ścinki
rzucają po literach,
Korniki, co wypełzły z dębu,
pod spacją ryją dziury
gepard zostawia ślady zębów
na brzegach klawiatury,
ptactwo wyklute ledwo z jajek
odchody sadzi spore,
a szop z uciechą mruczy: ja jej
na pewno nie wypiorę.
Groźne to będzie przebudzenie,
niech lęka się, kto żywy,
gdzie blask był – teraz tylko cienie,
gdzie chwała – wstyd straszliwy.
I dzień tortury tej nie zmniejszy,
nie cofnie się ból głuchy,
bowiem po byłej Najjaśniejszej
pstrzyć będą jeszcze muchy. 😈
Nareszcie jakas wlasciwa rozprawa z ta cholerna klawiatura Rysia, ktora nie od dzis gra mi na nerwach!
Czasami mysle, ze on ma moze jedna zapasowa, trzymana w pudelku i wyjmowana tylko wtedy gdy musi sfotografowac co ma na biurku.
Strach pomyslec jak u niego kuchnia wyglada.
Chociaz raz tez pokazal fotografie – po jakims przyjeciu mlodziezowym Syna. Ani jednej przepelnionej popielniczki! Ani jednej pustej butelki na podlodze. Czysty pusty zlew!
No mowie Wam! Tylko walic po ryju!
Dzień dobry 🙂
Ryś nie trzyma w pudełku, to byłoby Nieuczciwe. Ryś już tak ma i owo manie powinno podlegać szczególnej ochronie i płatnemu zwiedzaniu 😉
Piękne!!! 😆
Heleno, ja się wcale nie dziwię, że nie znalazłaś odpowiedniego prawaka do wywiadu. Jakie jest prawdopodobieństwo trafienia na jawnego narodowca podczas dwugodzinnej przechadzki po Londku, skoro cała angielska BNP liczy niewiele ponad 4000 członków? To już lepiej zagrać w totka. 😆
Ale socjolodzy jednak twierdzą, że społecznym zapleczem nacjonalfaszyzmu są głównie osoby słabo wykształcone, słabo zarabiające, sfrustrowane i bez perspektyw. Poza tym w większości krajów europejskich ludzie lepiej wykształceni i lepiej sytuowani zwykle już wiedzą, że dla własnego dobra pewnych rzeczy lepiej głośno nie mówić, nawet jak się je myśli (pomijam tu sytuację, kiedy ktoś chce zrobić karierę polityczną na prawackich hasłach). Nawet faszystowskie partie łagodzą retorykę, bo już tego i owego nie wypada, albo budzi to zbyt powszechną odrazę. Dlatego mnie tak w kraju zaskakuje, że faszoidalne teksty puszczają czasem nawet ci bardzo domyci.
Popieram. Jak mi ktoś zapłaci, to mogę oglądać czyste klawiatury 😎
Jesli ktos nie wierzy, ze Rzepa sie zmienia od czasu Gmyzowego Trotylowego Przewrotu i ze podaza chyzo w strone zachodniej Cywilizacji Smierci, to niechaj czyta!
http://www.rp.pl/artykul/778068,971564-aFrykasy-dla-Jerzego-Haszczynskiego.html?p=1
Jeszcze dozyjemy czasow, kiedy Rzepa stanie sie calkiem cywilizowana gazeta codzienna.
Chyży jest jednym z niewielu słów, przy którym na moment ogarniają mnie wątpliwości ortograficzne. Bo miałem w szkole kumpla o nazwisku Hyży i napisanie go przez ch byłoby nieprawidłowe. Przez tego kumpla oko mi się na (c)hyżość zbiesiło. 😉
Bobiku, szczegolnie te marmozety bezczelne. Slusznie rys trzyma to cale towarzystwo z daleka od swojej klawiatury.
Niby wszystko jest dobrze, ale zimno, bo popsul sie nam piec centralnego ogrzewania. Oczywiscie takie rzeczy zawsze sie dzija w piatek w nocy, jako bojowe zadanie, ktore skonsumuje nam caly week-end.
Co tu robic, chyba ugotuje rosol!
Koniecznie, Króliku. Ja dziś nie gotuję, to Ty ugotuj. W zimie zawsze ktoś na blogu powinien gotować rosół. 😆
Brak grzania to ogromna przykrość. 🙁 Od samej myśli o tym odczuwam natychmiastową potrzebę popijania gorącej herbaty z rosołem na przemian.
Hyba masz racje, Piesku 😳 . Bo choc slowo „chyzy” (szybki, predki) jest niewattpliwie pochodzenia ukrainskiego, to nawet po ukrainsku pisane jest przez „x”, a nie przez „g” (wtedy by sie tranmsjrybowalo na „h”) . A zatem „chyzo!”
tranmsjrybowalo? Tak, z cala pewnoscia tranmsjrybowalo. 🙄
Tranmsjrybowanie i tranmsjrypcja? To od msjryb czy od msjrypania? 😎
Kroliku, nie masz pojecia, jak ja -ofiara brytyjskiej hydrauliki, wspol-odczuwam brak centralnego, chocby i tylko przez weekend. Chetnie pozyczylabym Wam liczne grzejniki, ktore zdolalam w latach Gehenny zgromadzic po szafach.
Centralne ogrzewanie nalezy niewatpliwie do rzedu pieciu-siedmiu najwiekszych wynalazkow ludzkiego ducha i umyslu! Zaraz po zmywarce do naczyn i cebuli sprzedawanej w stanie juz posiekanym.
Cholerny świat! Przez to kłapanie w internecie prania zapomniałem powiesić i w kozie mi zgasło. 👿
Idę palić i wieszać. 😎
Po doswiadczeniu z nazistami dzisiaj malo kto sie publicznie przyznaje do prawicowych pogladow. Moze tylko komus ze swojego grona. A na pewno nie komus, kto ma sam obcy wyglad lub/i akcent. Podejrzewaja jakis podstep. Dlatego miedzy innymi exit polls sa zwykle rozbiezne z rzeczywistoscia na korzysc liberalow. Pamietam jak w 2008 magazyn Salon.com juz oglosil, ze John Kerry jest nastepnym prezydentem, a tymczasem wygral (zdecydowanie) Bush. Moje nazwisko nie ma polskiego brzmienia, ale na wyglad i akcent ludzie sie putaja czy jestem Polish czy German, czyli w sumie dosc dokladnie (jestem za niska, zeby pochodzic ze Skandynawii, sadly) umieja mnie umiejscowic na mapie.
Ziemkiewicz nie ma najmniejszych oporow przed, nie tylko przyznawaniem sie do sympatii, ale nawet maszerowania ramie w ramie wraz z naziolami z ONRu. A Ziemkiewicz nie jest przeciez jakims niszowym Michalkiewiczem czy Teykowskim ( o tym ostatnim mowila mi Alina Cala, ze ma doktorat!). Jest jak najbardziej mainstreamowy, zapraszany na prawo i na lewo przed kamery do podzielenia sie swymi „przemysleniami”, z braku lepszego slowa.
Bobik, pomylujsja!!! Co ci koza zrobiła…
Faktycznie, Brahms jak wirus. Mem jaki? A strasznie ciekawi co też Aga ma co sprzęt teraz.
A propos nieskrępowanego głoszenia niepoprawnych politycznie opinii. Mam tu znajomą Polkę, wykształconą, a jakże, po dwóch fakultetach, która nigdy nie ukrywała, że jest zdeklarowaną rasistką i wszystkich Niebiałych uważa za gorszych za natury, a już Czarnych to za naj-najgorszych. Z tego powodu zresztą nasze stosunki zawsze były…hmm… skomplikowane.
W tym tygodniu w rodzinie znajomej nastąpiło szczęśliwe wydarzenie. Urodziło jej się wnuczątko (prześliczne zresztą). Czarne. 😆
Pan B. w kości może nie gra, ale pożartować czasem lubi. 😈
Powinno być tranmsryjowało!
Wcale nie byłem taki znów okrutny dla kozy, Tadeuszu. Nie powiesiłem jej. 😆
Membrams? Czy to jakiś kuzyn membrany?
Coś mnie dziś wzięło na czepianie się słów. 😳
Tobie Bobiku owa Polka sie przyznac mogla, ale nie w swoim miejscu pracy, czy na zebraniu w radzie miejskiej, albo do niemieckiego dziennikarza, ktory ma zamiar jej slowa opublikowac. Taka dychotomia postawy. Co innego Ziemkiewicz, prawica to jego zawod i z tego zyje.
To nie Pan Bog zazartowal, tylko dziecko znajomej. Dzieci, jak wiadomo, potrafia byc okrutne dla rodzicow.
A wnuczeta dla dziadkow?
Heleno, ale Jerzy Haszczyński od lat pracuje w Rzepie, to co to ma wspólnego z Gmyzem?
Bobik to tylko kozie ogień w brzuchu rozniecił.
Ot, takie tam krakowskie tradycje, obyczaje i genetyczne uwarunkowania 😛
Straszna ta zemsta, biedny Ryś.
Króliku, mnie to ona właśnie przyznać nie bardzo się mogła, tylko o tym nie wiedziała. 😛 Dopiero jak oświadczyłem, że poglądów jej zmienić nie mogę, ale wysłuchiwania rasistowskich tekstów absolutnie sobie nie życzę, walnęła szczęką o podłogę.
Ale jest w tym dla mnie coś niebywale smutnego. Ta znajoma oczywiście świetnie wie, że wśród Niemców ze swym rasizmem nie może się ujawniać (i nie robi tego), ale wśród rodaków nie miała żadnych oporów. Najwyraźniej byłem pierwszym „swoim”, który zareagował w nieprzewidziany przez nią sposób. I nawet nie sądzę, żeby wszyscy co do jednego Polacy w jej otoczeniu byli rasistami, ale nawet u tych, co nie są, jawny rasizm nie wywołuje żadnej reakcji. Normalka, nie mój biznes, co się będę mieszał. 🙁
Nawiasem mówiąc, spytałem znajomą, czy przypadkiem teraz nie zmieniła zdania. Odpowiedziała „no jasne, musiałam”. 😈
Myślisz, Klakierze, że Koza teraz krakowskim zwyczajem zapije się na śmierć? 😆
Tadeuszu – a Celibidache?
Coś w tej ciągłości kulturowo-historycznej musi tkwić, Bobiku.
Niewykluczone. 🙂
W Polsce od jakiegoś czasu głoszenie najbardziej radykalnych poglądów przestało kogokolwiek zawstydzać. Niektórzy z tego żyją, a inni ośmielili się odsłonić prawdziwe oblicza.
Przed wielu laty, Bobiku, znajomy lekarz z Polski mial ostry dyżur w szpitalu w Kempen. Pogotowie przywiozło pacjenta, Niemca. Pacjent zażyczyl sobie natychmiast, aby go zawieziono do szpitala do Krefeld, bo nie pozwoli się badać obcokrajowcowi. No, cóż.
Po godzinie pogotowie było z powrotem w Kempen, ze skruszonym pacjentem, który poddał sie pokornie badaniu.
Sanitariusze z karetki pokładali się ze śmiechu na korytarzu. Okazało się, że w Krefeld dyżur miał lekarz – najczarniejszy z możliwych Afrykańczyków 😉 .
Zmoro, z tym pacjentem to już na pewno Pan B. zrobił kawał. 😆
Ale chyba sama zauważasz, że Niemcy bardzo się pod tym względem zmienili. Niekoniecznie zresztą „sami z siebie”. Tryndy w polityce, programy edukacyjne, media, etc.
Choć przyznaję, że nie jestem pewien, czy np. na głęboką bawarską wieś też to dotarło. Na wschód Niemiec na pewno jeszcze nie.
Mt7, Haszczynski byl (i moze dalej jest) szefem dzialu zagranicznego w Rzepie. I do dzialu zagrancznego tego dziennika nigdy nie mialam wiekszyc zastrzezen. Wszystkie moje zastrzezenia dotyczyly komentarzy i doboru materialow dzialu krajowego i opinii, chociaz i do nich trafialy once in a blue moon ZAPRASZANE rozumne glosy. Ale ton gazecie nadawaly komentarze rozliznych Zemkiewiczow, Masloniow i Zarynow – szeroko pojetych. I to wlasnie z odejsciem tych „pior” zauwazalnie sie zmienia. Czego sie wlasnie spodziewalam po moim dawnym znakomitym i bardzo przeze mnie szanowanym koledze, ktory obecnie jest wicenaczelnym. Tego wlasnie spodziewalam sie po Bartku Weglarczyku. I ogromnie sie ciesze, ze jak dotad sie nie zawiodlam.
Haszczyński tak samo nieortograficzny jak Hyży. 😉
Zmoro, ja pamietam jakies szeroko komentowane w prasie wydarzenie sprzed paru lat, kiedy tu jakis pacjent odmowil transfuzji krwi, jesli panstwowy szpital nie zapewni go czarno na bialym, ze krew jest „biala” a nie „czarna”. Szpital odmowil i do transfuzji nie doszlo.
Byla wielka debata w prasie, czy pacjent moze takie warunki stawiac, a szpital odmawiac. Zdecydowana wiekszosc zgodzila sie, ze skoro nie podoba mu sie krew „czarna”, to jego sprawa, niech sie sam leczy.A zbierana od dawcow krew jest zawsze mieszana w jednyym wielkim rondlu wedle grupy, a nie koloru skory pod ktora ciekla. Tough shit, jak mowil moj przyjaciel Richard.
Bobik, a pamietasz grafika, ktory sie nazywal Waldemar Swierzy robil za PRLu piekne okldaki do pisma „Polsza”?
Ten dopiero byl nieortograficzny!
Bardzo się zmienili, w stosunku do tego, jacy byli przed 30 laty. Takie przypadki, jak ten pacjent, już wówczas sporadyczne były zresztą. Teraz jest to absolutnie nie do pomyślenia.
Wówczas mój mąż był jedynym nierdzennym Niemcem w firmie. Ta sama firma dzisiaj to istna wieża Babel 🙂 .
To samo dotyczy wielkich koncernów, w zarządach zasiadają obcokrajowcy. A w biurach jest mix bez mała wszystkich narodowości.
Na wsi w Bawari też nie odczujesz niechęci, ta jest obecna wzdłuż granicy z Polską. Ale to już inna historia i sami jesteśmy sobie poniekąd winni, niestety.
Ale się słownie rozbrykaliście! U mnie co prawda żadna koza z głodu nie meeeczy, ale pranie też trzeba powiesić, a za godzinę mam gości 🙂 – nie mam kiedy bryknąć. 🙁
Tadeuszu, mój sprzęt, o ile dobrze pamiętam, skrytykowałeś już na etapie planowania, ale i tak go kupiłam. 😛 Stary model Arcama (A32+CD37) i te kolumny http://www.hifi.nl/gfx/pd_audiophysic_spark3_180106.jpg Kable też mam jakieś markowe, ale w tej chwili nazwa wypadła mi z głowy. Wszystko z drugiej ręki.
A kto nie pamięta Świerzego? W tylu miejscach był wieszany, że musiał wejść w ślepia. 😆
Gratulacje Ago.
Toronto sie sklada w wiekszosci z mniejszosci, wiec trudniej sie wzajemnie steretypowac.
Z cenzusu 2011 w Toronto jest:
South Asian at 298,372 or 12.0 per cent of our population;
Chinese at 283,075 or 11.4 per cent;
Black at 208,555 or 8.4 per cent;
Filipino at 102,555 or 4.1 per cent;
Latin American at 64,860 or 2.6 per cent.
I to tylko mniejszosci tzw widoczne (nie-biale). Najwiecej teraz przyjezdza Filipinczykow.
Heleno, nie tłumacz mi oczywistości. 😉
Chodziło mi tylko o to, że podałaś, jako przykład zmian w Rzepie artykuł o nagrodzie dla Haszczyńskiego, co razem z Twoim komentarzem sprawiało wrażenie, że zjawił się niedawno, pod nową dyrekcją i od razu go nagrodzili.
Lece do Richmond!
Wydaje mi się, że Бременские музыканты cieszą się tu na blogu specjalną atencją.
A tu zapis koncertu z okazji 45-lecia
http://www.meloman.ru/?id=5418&full=Y
Zabawne, że wszystko na stronie bukwami, a билеты on-line w formule mięszanej. 🙂
Muzykanci z Bremy są tu oczywiście doceniani, ale nie tylko oni w świecie zwierzęcym potrafią grać. Ja też zaraz mogę zagrać. Z szopem. 😈
http://www.cryosites.com/funnypics/animal/raccoon_playing_cards.jpg
Goście zażyczyli sobie sprawdzić coś w internecie. Jakże mi było wstyd, że nie jestem Rysiem! 😳 I tak nieźle trafili – czyściłam laptopa tydzień temu. Czyściłam, oczywiście, przez Rysia, a nie dlatego, że był brudny, choć był. Dzięki, Rysiu!
Taki szopiegraj, Bobiku, to zapewne czysta przyjemność. Zwłaszcza, kiedy się wygrywa. 😆
Jak mawiała babcia znajomej czyli znajoma babcia – „Oni nawet liter nie mają, tylko jakieś bukwy!”
Czekam, aż Ryś wpłynie na moją klawiaturę 🙄
I wpłynął…
Palce się lepią do klawiszy, że oderwać trudno…
Z rosolu nici, bo zamiast gotowac poszlam do kina na Hyde Park on Hudson o FDR (gra go Bill Murray)… ladny maly film, ale zeby zaraz leciec do kina to nie powiem… Filmy dzisiaj sa bardzo pieknie filmowane, te filtry i dbalosc o szczegoly, piekne ujecia, piekna operatorka, piekna przyroda…
Teraz lecimy na sushi z przyjaciolmi, wiec dzisiaj gotowania nie bedzie.
Za to u mnie się pichci. 🙂 Tyle, że nie rosół. Niedawno nie bardzo miałam co do garnka włożyć i z głupia frant wrzuciłam do wywaru cielęcego to, co akurat było w lodówce: marchew, brokuła i domowy przecier z pomidorów. Wyszło dobrrre, więc powtarzam. 🙂
Dwa dni temu też nie miałem co włożyć i z tego braku wymyśliłem nędznoresztkową, błyskawiczną kombinację, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Makaron z sosem roquefortowym, szparagami w kawałkach (najsmaczniejsze by były świeże, ale wziąłem takie ze słoja i też nie narzekałem) i smażonym na krucho bekonem, też w kawałkach. W wersji wegetariańskiej można by bekon zastąpić jakimiś prażonymi ziarenkami. Całość robi się w 10 minut.
Rodzina kazała ten wynalazek wprowadzić do stałego menu. 🙂
A ja pichcilam w kaflach do kabiny prysznicowej.
Okazalo sie bowiem, teraz, po paru dniach pobytu Vanessy (odlatuje do LA juz jutro switem, z baby, przyjaciolka juz wrocila, bo konbiec przerwy swiatecznej) ze trzeba zmieniac i kabine, i kafle i sam prysznic, bo wszystko przecieka lub sie chwieje.
No wiec Vanessa, bless her, nie chce nudnych bialych kafli, tylko cos weselszego i wcale niekoniecznie „nowoczesnego”, najchetniej z dodatkiem koloru niebeskiego. Zaproponowalam cos delft (sama mam kuchnie z delft od 20 lat i nigdy nie przestala mnie cieszyc) i Vanessa bardzo sie ucieszyla na pomysl.
Pewnie bedzie delft do pewnej wysokosci, a wyzej biale. Abo odwrotnie – do pewnej wysokosci gladie niebieskie, a wyzej delft (choc martwi mnie czy na niebieskich kaflach od podlogi w gore nie bedzie bialego osadu od mydla i szamponow, ktory trzeba bedzie nieustannie zmywac – musze to przemyslec)
Ja w jej wieku chcialam wszystko supernowoczesne, ale ta mloda kobieta calkiem lubi tradycje. Wiec troche szukalam po internecie i troche znalazlam, nawet w dosc rozsadnej cenie, bo fabryczne, a nie recznie malowane i wypalane.
Jutro jej i Elenie posle propozycje.
Ja mam w łazience bałe i kobaltowe. Nijaki osad na żadnych się nie robi. Chociaż fakt, te kobaltowe nie są od podłogi.
Heleno, mam niebieskie kafelki, tyle że nie gładkie, a trochę pożyłkowane i nie ma problemu z osadem z mydła. Problem jest z osadem z wody, zwłaszcza na fugach (nie tych od Jana Sebastiana – one nie sprawiają problemów, tylko tych innych). Wodę mam, niestety, paskudną.
Na zbezczeszczenie Rysiowej klawiatury przez hufiec braci mniejszych
Stukanie do ideału,
lśnienie drażniące jak muszka
nie mogło skończyć się dobrze.
Nie my jesteśmy zawistni,
lecz ty nieprzyzwoita,
moja ty bez-plamki-bez-okruszka!
Sliczny wiersz, Ago – Do mojej klawiatury.
Fugi to jest to cos takiego miedzy kaflami czy jeszcze cos innego?
My tu tez mamy dosc twarda wode.
Ciekawe, ze sie nie osadza na kaflach! Bo ten niebieski jak kafle delft, to jest dosc ciemny, prawie kobaltowy. Myslisz, ze nie bedzie sie osadzalo?
Osad od mydła i wody powstaje ZAWSZE.
Aby minimalizować działanie tych wrednych czynników, producenci kabin ze szkła oferują różnie nazywane powierzchnie, które nie pozwalają się osadzać tym dywersantom na ścianach kabin. Taka powierzchnia nie jest wieczna, dlatego po pewnym czasie stosuje się płyny, które robą za tę powierzchnię przez czas jakiś, po posmarowaniu nimi ścian kabiny.
I tera uwaga, uwaga:
Tym płynem można sobie posmarować nie tylko szkło, ale i płytki/glazurę, by przez czas jakiś mieć z głowy zagrożenie wojną mydlano wapienną.
Po ablucjach najlepiej spłukać taką kabinę wodą i ściereczką osuszyć – tak zaleca się postępować także z armaturą.
To odparowująca woda ze ścian i armatury pozostawia po sobie osad wapienny trudny do usunięcia.
Amen
Fugi to to między kaflami, tak. Ja mam takie kafelki, tylko w realu kolor jest spokojniejszy, nie tak zjadliwy. Nie osadza się, a mam nimi wyłożoną kabinę prysznicową. http://www.topinterior.pl/product/image/25679/1334579739431100.jpg
Co do wierszyka, to zapożyczyłam się u Konstantego Ildefonsa. 😉
Tak, Aga klawiaturę bardzo ładnie spuentowała, z pożyczką czy bez. 🙂
Że się nie będzie osadzało, nie mogę dać gwarancji. Wiem tylko, że u mnie się nie osadza. Ale po pierwsze, woda tu jest dość miękka i bardzo czysta. A po drugie, osad zależy też od gładkości kafelków. Im gładsze i śliższe, tym mniej świństwa się czepia. Moje są bardzo gładkie, za co zabuliłem zresztą jak za woły. 🙄
No dobrze, Zeen: osadza się, ale nie rzuca się w oczy tak, jak na drzwiach kabiny. Niedoczekanie, żebym osuszała kabinę ściereczką! 😈 Choć miewałam gości, którzy domagali się wydania ściereczki w tymże celu. 😯 Stanowczo im odmawiałam.
Znaczy sie niebieskie gladkie odpadaja.
Co się miało upichcić, to się upichciło. Dobranoc. 🙂
Dopiero teraz zauważyłem, że fachowiec się wypowiedział. 🙂 Ale z jego wypowiedzi wcale nie wynikało, że niebieskie gładkie odpadają. Raczej że każde można „zaimpregnować” tym sprytnym płynem.
W sprawie sushi- bylo pyszne! Zupa miso jest prawie jak rosol! Na deser wzielam pyszne lody mango. Japonskie lody nie sa na mleku/ smietanie. Moze to bylo mleczko kokosowe?
W sprawie osadu na kafelkach, my tu mamy zamontowany tzw water softener, taki jakby bojler, do ktorego sie wsypuje sol, zeby zmiekczala wode. Ta sol jest dodawana tylko do cieplej wody: do mycia. Zmiekczona woda sie latwo pieni i nie zostaje po niej osad (albo jest mniej osadu).
W sprawie kafelkow:
http://www.olympiatile.com/defaults/in-commerce.html
To moj ulubiony sklep w Toronto. Roznorodnosc i piekno kafelkow przyprawia o zawrot glowy.Ten sklep jest prowadzony przez uznanego za najmniej zdolnego z braci Bronfman (budowali Canary Warf w Londynie).
Ale nie maja delft!
Moja E. jest od niedawna bardszo przywiazana do miso. Stale sobie kupuje plynna esencje do ktorej sie dodaje wrzatku.