Sklep dla ludzi

czw., 17 stycznia 2013, 02:19

Klient od ponad godziny kręcił się dosyć bezradnie wśród regałów. Sprzedawca już kilka razy miał ochotę zaproponować mu pomoc, ale coś go powstrzymywało. Facet wyglądał niepewnie, a zarazem nieprzystępnie. Doświadczenie mówiło Sprzedawcy, że tacy często się płoszą, kiedy nieumiejętnie do nich podejść i rezygnują z zakupu. Ale z drugiej strony, bez zachęty też na ogół niczego nie kupują. Przyjrzał się zagubionemu facetowi jeszcze raz, podszedł do niego i spróbował nawiązać nienachalny kontakt.
– Trudno się zdecydować, co? – zagadnął, starając się, żeby zabrzmiało to niezbyt zobowiązująco.
Klient rozpromienił się jak na widok kolegi z wojska.
– No właśnie, tyle tu tego – odpowiedział szybko i przymilnie, niemal jakby się bał, że rozmówca mu ucieknie. – A ja tak szukam i szukam…
– Rozumiem – zapewnił go Sprzedawca. – Ale niech się pan nie martwi, na pewno coś dla pana znajdziemy. W branży skrzydeł nasza firma jest praktycznie bez konkurencji. Skrzydła husarskie. Skrzydła anielskie. Skrzydła wiatru. Skrzydła myśli. Do wyboru, do koloru. Akcesoria też mamy, gdyby pan reflektował. Skrzydlate słowa, manewry oskrzydlające i różne takie. Tylko musiałby mi pan coś bliżej powiedzieć… pan te skrzydełka do celów zawodowych czy prywatnie?
– Pry… prywatnie, jak najbardziej prywatnie – zająknął się Klient, skubiąc nerwowo rękaw swetra.
– A, to doradzałbym coś w miarę niskogabarytowego, a reprezentacyjnego, tak żeby koszt eksploatacji nie był za duży, ale sąsiadom żeby, jak to się mówi, oko zbielało. Tu na przykład mamy bardzo eleganckie skrzydła typu Orzeł. Produkt niezwykle wytrzymały, po prostu nie do zdarcia i cena bardzo przystępna. Albo te archanielskie skrzydła marki Gabriel. Ognioodporne, wodoszczelne i akurat w promocji. A jakie przyjemne w dotyku, niech pan pomaca.
– Tylko właściwie – wykrztusił niemal szeptem Klient – mnie nie całkiem o to chodzi…
– Oczywiście, oczywiście – wpadł mu w słowo Sprzedawca. – Pan szanowny widać że wrażliwy, pewnie coś bardziej z duchowego zakresu by się przydało. Może skrzydła Pegaza? Leciutkie, z tworzywa sztucznego, mowy nie ma, żeby się od nich podźwignąć. A jak się kobietom podobają! Niedawno jeden gość takie u nas kupił i od razu założył, to jeszcze ze sklepu nie zdążył wyjść, a już do niego ładna panienka podleciała i mówi „Muza jestem, chętnie bym się zapoznała”. To co, chce pan przymierzyć?
– Tak, tak, to bardzo atrakcyjnie brzmi – przyznał Klient, ale na propozycję przymiarki w ogóle nie zareagował. Sprzedawca powoli zaczynał tracić cierpliwość. Granice jego profesjonalnej uprzejmości kończyły się tam, gdzie perspektywa zysku traciła prawdopodobieństwo. Trzeba było wreszcie skończyć tę ciuciubabkę.
– Niech mi pan konkretnie powie, czego pan szuka, a ja sprawdzę, czy mamy coś odpowiedniego w asortymencie – rzucił dość obcesowo, niezbyt już przejmując się tym, czy przypadkiem nie spłoszy nabywcy.
– Kiedy to tak trudno wyjaśnić – wymamrotał Klient. Pomilczał chwilę i dodał rozmarzonym głosem – A, co tam, już panu powiem. Ja bym chciał mieć skrzydła bez żadnych przymiotników, bez żadnych marek, tylko takie, żeby na nich pooleeecieeeć. Takie, żeby były jak własne.
Sprzedawca najpierw zesztywniał, a potem zrobił spory krok do tyłu.
– Panie! – powiedział niechętnie. – To jest sklep dla ludzi, a nie dla ptaków. Chcesz pan własne skrzydła, to idź pan do Stwórcy, nie do handlowca.
– Byłem – westchnął Klient. – Ale oświadczył mi, że nigdy nie uwzględnia reklamacji. Chociaż chwileczkę, powiedział też, że nikt mi nie broni wpisać się do książki skarg i zażaleń. Wie pan co, to niech pan poda te skrzydła Pegaza. Kupił, nie kupił, przymierzyć można.