Sklep dla ludzi
Klient od ponad godziny kręcił się dosyć bezradnie wśród regałów. Sprzedawca już kilka razy miał ochotę zaproponować mu pomoc, ale coś go powstrzymywało. Facet wyglądał niepewnie, a zarazem nieprzystępnie. Doświadczenie mówiło Sprzedawcy, że tacy często się płoszą, kiedy nieumiejętnie do nich podejść i rezygnują z zakupu. Ale z drugiej strony, bez zachęty też na ogół niczego nie kupują. Przyjrzał się zagubionemu facetowi jeszcze raz, podszedł do niego i spróbował nawiązać nienachalny kontakt.
– Trudno się zdecydować, co? – zagadnął, starając się, żeby zabrzmiało to niezbyt zobowiązująco.
Klient rozpromienił się jak na widok kolegi z wojska.
– No właśnie, tyle tu tego – odpowiedział szybko i przymilnie, niemal jakby się bał, że rozmówca mu ucieknie. – A ja tak szukam i szukam…
– Rozumiem – zapewnił go Sprzedawca. – Ale niech się pan nie martwi, na pewno coś dla pana znajdziemy. W branży skrzydeł nasza firma jest praktycznie bez konkurencji. Skrzydła husarskie. Skrzydła anielskie. Skrzydła wiatru. Skrzydła myśli. Do wyboru, do koloru. Akcesoria też mamy, gdyby pan reflektował. Skrzydlate słowa, manewry oskrzydlające i różne takie. Tylko musiałby mi pan coś bliżej powiedzieć… pan te skrzydełka do celów zawodowych czy prywatnie?
– Pry… prywatnie, jak najbardziej prywatnie – zająknął się Klient, skubiąc nerwowo rękaw swetra.
– A, to doradzałbym coś w miarę niskogabarytowego, a reprezentacyjnego, tak żeby koszt eksploatacji nie był za duży, ale sąsiadom żeby, jak to się mówi, oko zbielało. Tu na przykład mamy bardzo eleganckie skrzydła typu Orzeł. Produkt niezwykle wytrzymały, po prostu nie do zdarcia i cena bardzo przystępna. Albo te archanielskie skrzydła marki Gabriel. Ognioodporne, wodoszczelne i akurat w promocji. A jakie przyjemne w dotyku, niech pan pomaca.
– Tylko właściwie – wykrztusił niemal szeptem Klient – mnie nie całkiem o to chodzi…
– Oczywiście, oczywiście – wpadł mu w słowo Sprzedawca. – Pan szanowny widać że wrażliwy, pewnie coś bardziej z duchowego zakresu by się przydało. Może skrzydła Pegaza? Leciutkie, z tworzywa sztucznego, mowy nie ma, żeby się od nich podźwignąć. A jak się kobietom podobają! Niedawno jeden gość takie u nas kupił i od razu założył, to jeszcze ze sklepu nie zdążył wyjść, a już do niego ładna panienka podleciała i mówi „Muza jestem, chętnie bym się zapoznała”. To co, chce pan przymierzyć?
– Tak, tak, to bardzo atrakcyjnie brzmi – przyznał Klient, ale na propozycję przymiarki w ogóle nie zareagował. Sprzedawca powoli zaczynał tracić cierpliwość. Granice jego profesjonalnej uprzejmości kończyły się tam, gdzie perspektywa zysku traciła prawdopodobieństwo. Trzeba było wreszcie skończyć tę ciuciubabkę.
– Niech mi pan konkretnie powie, czego pan szuka, a ja sprawdzę, czy mamy coś odpowiedniego w asortymencie – rzucił dość obcesowo, niezbyt już przejmując się tym, czy przypadkiem nie spłoszy nabywcy.
– Kiedy to tak trudno wyjaśnić – wymamrotał Klient. Pomilczał chwilę i dodał rozmarzonym głosem – A, co tam, już panu powiem. Ja bym chciał mieć skrzydła bez żadnych przymiotników, bez żadnych marek, tylko takie, żeby na nich pooleeecieeeć. Takie, żeby były jak własne.
Sprzedawca najpierw zesztywniał, a potem zrobił spory krok do tyłu.
– Panie! – powiedział niechętnie. – To jest sklep dla ludzi, a nie dla ptaków. Chcesz pan własne skrzydła, to idź pan do Stwórcy, nie do handlowca.
– Byłem – westchnął Klient. – Ale oświadczył mi, że nigdy nie uwzględnia reklamacji. Chociaż chwileczkę, powiedział też, że nikt mi nie broni wpisać się do książki skarg i zażaleń. Wie pan co, to niech pan poda te skrzydła Pegaza. Kupił, nie kupił, przymierzyć można.

Myślę, Kierowniczko, że nie ma (a przynajmniej nie powinno być) przeszkód dla wymiany powitań typu niech będzie pochwalony… – a, dzień dobry, dzień dobry 🙂
Ja nie oczekuję od księży, że nagle staną się antyklerykałami, czy świeckimi. Rozumiem, że żyją w nieco innym świecie niż ja i inne rzeczy są dla nich oczywiste, codzienne, odruchowe. Chciałbym tylko, żeby nie potępiali mojego świata „z założenia” i też próbowali go zrozumieć. Jeżeli ten warunek jest zachowany, można rozmawiać. 🙂
Dora,
serwer wewnetrzny wziął i padł (ten z Polityki). Moze ze zmęczenia? 😉
O własnie, Bobiku. I Helena też ma rację – o atrybutach.
Poszła zobaczyć, co z debatą, ja już zobaczyłam i ręki opadają.
W kraju gdzie mieszkam jest normalnie. Czego i Polsce życzę.
O, rozgadałam się 🙄
Alicjo, wojuję z nim już od pół godziny, bo się wznawia i znika.
Bobiku, uważam podobnie. Ale też mam odruchy 🙂
Dodam jeszcze rzecz dla mnie ważną – staram się nie stawiać znaku równania między instytucjami a ludźmi, którzy są z nimi związani. Na Kościół jako instytucję patrzę bardzo krytycznie, ale przecież nie będę twierdził, że nie ma w ogóle sensownych wiernych czy duchownych, bo wiem, że są. PiS jako instytucję uważam za katastrofę, ale jestem przekonany, że i w nim da się znaleźć całkiem porządnych ludzi. Itede, itepe.
Właśnie miałem poradzić Helenie, że jak chce zasnąć, to może lepiej, żeby nie patrzyła na żadne doniesienia z Sejmu, ale nie zdążyłem. 🙁
Pewien zagorzały, ideowy marksista, zwykł był mawiać o moim dziadku: „Porządny chłop z tego Andrzeja, mimo że katolik” 😆
Dokładnie to mi się dziś bardzo podobało, Kierowniczko, że Bogusław leciał na swoich odruchach, my na swoich i żaden ze światów się od tego nie zawalił. Bardzo pouczający eksperyment. 🙂
Helena po obejrzeniu doniesień z Sejmu będzie musiała zażyć podwójna dawkę melatoniny 🙄
Ba, Vesper. O mnie ktoś kiedyś nawet powiedział, że porządny ze mnie człowiek, mimo że pies. 😈
Helena juz obejrzala tego Cejrowskiego wiec juz jej pewnie i Sejm niestraszny, Bobiku. 😉 (Troche poszukalam w internecie, i wyskoczylo mi, ze jednak byly osoby, ktore zglosily skarge do Rady Etyki Mediow, i slusznie.)
A ja myślę, że od słów ” Wspomnijmy, proszę, jeszcze ten ostatni dziś raz …” ks. Bogusław przekroczył cienką granicę.
Ten jeden raz można mu wybaczyć, prawdopodobnie skrzywienie zawodowe. Nie byliśmy tu na mszy, tu nie kościół, a ks. Bogusław tym samym narzucił nam ryt kościelny, którego narzucać nie wypada i tym samym urządził nam Przystanek Jezus.
Czyli i przez lupę podejrzał i ewangelią pomachał. Oby nie częściej.
Bo z habilitacji nici będą…
😉
No oczywiscie, ze mnie ze snu ten Sejm pinkwolony kompletnie wytracil! Ten Sejm to mi po Cejrowskim dowalil…
Chyba faktyzcnie skusze sie na podwojna dawke melatoniny, choc wabi mnie duze pudlo w lodowce lindorkow mieszanych (niechciany prezent!… 🙄 ) Wiec musze teraz zdecydowac czy podwojna dawka melatoniny czy potrojna dawka lindorkow…
A razem nie idzie? 😯
To jakbys miala ochote, ale nie dzis, w celach porownawczych (narracja Richard Gere, no i ci poeci, i swietny dokumentalista…) 😉
http://www.youtube.com/watch?v=OljJ4UKIwO8
zeen @ 00:54
Dokładnie o tym myślałam.
Myślę, zeen, że to są właśnie te odruchy. 😉 Oczywiście, że u antyklerykałów powodują one uczucie dyskomfortu i obawę, że ktoś im będzie chciał narzucać język, ale w końcu w pierwszym dniu znajomości ma się jeszcze prawo nie całkiem drugą stronę wyczuwać. Takie rzeczy można docierać. Ale to się udaje tylko wtedy, kiedy z obu stron nie ma agresji i widocznego poczucia wyższości.
No i oczywiście wtedy, kiedy się można wspólnie powygłupiać. 😆
Moniko, mylisz się uważając, że w USA nie wyprodukowano serii filmów podróżniczych o podobnym walorze poznawczym, jak dzieła Cejrowskiego. Oto jeden z nich:
http://www.youtube.com/watch?v=HoigfeZmbss
A było ich wiele i wszystkie znakomite 🙂
A propos uwagi zeena i Kierowniczki, mnie też zazgrzytało, chociaż jestem chrześcijanką i teoretycznie nie powinno. Widać to po prostu nie miejsce…
Vesper, nie otwiera sie, 🙁 wiec jesli chcesz, zebym sie dowiedziala czegos wiecej, to niestety bedziesz musiala opisac wlasnymi slowami (a ja pewnie w ktoryms momenciie doczytam, bo jutro szykuje mie sie zabiegany piatek). 😉
A poza tym USA to dosc duzy kraj, a ja pisalam o wlasnym regionie,* o ogolnodostepnej telewizji, etc. A ze swojej strony polecam Ci bardzo, tak dla ciekawosci, 😉 jak zeen mi polecil filmik Cejrowskiego, film dokumentalny telewizji publicznej, ktory zlinkowalam powyzej (Cejrowski, o ile pamietam, byl przez dlugi czas w polskiej telewizji publicznej, wiec stad to porownanie spontanicznie przyszlo mi do glowy).
*Ostatnio w NYRB ukazal sie kolejny ciekawy artykul, pokrywajacy sie z moim osobistym doswiadczeniem, o coraz wiekszym rozziewie miedzy szeroko rozumianym Poludniem, a Polnocnym Wschodem, Kalifornia, i jeszcze paroma liberalnymi osrodkami (co nie znaczy, ze i w liberalnych miejscach nie mozna znalezc wyjatkow, i ze nie ma zupelnie liberalow w miejscach, ktore sie z nimi blyskawicznie nie kojarza).
Moze nie na dzisiejsze tematy (bardzo ciekawe zreszta), ale tutaj jest jak w sumie dosc krytycznie konserwatywny Telagraph pisze o Glempie z okazji smutnej okolicznosci jego odejscia:
http://www.telegraph.co.uk/news/obituaries/religion-obituaries/9825172/Cardinal-Jozef-Glemp.html
Jutro na szczescie zrelaksowany piatek, ktory zamierzam (wieczorem przynajmniej) spedzic w kinie.
W tygodniu, z okazji wlasnych urodzin, bylismy na sushi, ktore zdecydowanie staje sie moja ulubiona cuisine. Cieszy mnie zalew sushi w mojej okolicy. Ale do sake sie nie zdolalam przekonac. Wiec dla mnie sushi i kieliszek pino grigio.
Cheers!
Dzień dobry 🙂
Herbata, croissanty, konfitury…
Szczęść Boże – powiedział hajer przodowy jadąc na grubą
Dzień dobry, kiedy ranne wstają zorze 🙂
Czy zdążyłam na liturgię godzin? 🙄
Zaraz się złapię za croissanty, tylko wrzucę na siebie włosienicę 😉
Tak jak pożegnałem się wczoraj „Dobranoc wszystkim” – Proszę sprawdzić i być fair!, tak witam się „Dzień Dobry wszystkim”. Ale to wszystko na co mnie stać dzisiaj, bo mam okropną gorączkę i tyle.
@Jagoda: Proszę zacząć odmawiać brewiarz w moim imieniu 🙂 Bóg zapłać za gotowość. Nawiasem mówiąc to piękna jest miejscami poezja (psalmy).
Aha, na koniec wyraźnie napisałem „PROSZĘ” w zdaniu o wspomnieniu zmarłego Prymasa. Gdybym był w kościele to bym powiedział „Wspominamy dziś…” Tak się starałem by nie rezygnując z własnego „ja” nie narzucać się, ale nie do końca mi wyszło.
Więc mówię ekumenicznie:”Have a nice day” i choruję dalej. No, brewiarz odmówię ale mszy św. chyba dziś nie odprawię. Może później, jak mi gorączka zejdzie.
Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂
szeleszcze
herbatuje
rtec przy -12°, a Tereny trzeba przejsc 😀
brykam
vesper Rysiu, dlaczego Ty ciagle gasisz nam światło, kiedy się dopiero rozkręcamy
zgasilem swiatlo? wiadomo lewak, lewak wie lepiej co innym
dobrze zrobi 😀
spiacym snu, chorym zdrowia, brykajacym Terenow 🙂
brykam fikam
slowo na piatek 🙂
„Gott gebe mir die Gelassenheit, Dinge hinzunehmen, die ich nicht ändern kann, den Mut, Dinge zu ändern, die ich ändern kann, und die Weisheit, das eine vom anderen zu unterscheiden.”
„Boze, daj mi wewnetrzny spokoj, abym przyjal rzeczy, ktorych nie potrafie zmienic; daj mi odwage, abym zmienil rzeczy, ktore moge zmienic, i daj mi madrosc, abym rozroznil pierwsze od drugich.”
Friedrich Christoph Oetinger
Podwojna melatonina tak cudnie zadzaialala, ze usnelam w niecale pol godziny po tym jak nastawilam sobie na caly ekran program od Moniki o Buddzie. Bede musiala obejrzec na nowo, a tymczasem lece do Richmond instalowac sejf a potem rozmawiac z kims o zdzieraniu kafli/instalowaniu kafli.
Zycze wszystkim milego dnia, a Boguslaw niech sobie wybije z glowy jakiekolwiek odprawianie Czegokolwiek. Pozostac ma w lozku, ew, przed ekranem i odpuscic sobie. Mysle, ze PB takie rzeczy znakomicie rozumie.
See yeah!
Ad Dora 24 styczeń 13, 23:08
Dzień dobry,
Pani Kierowniczko, proszę się nie martwić.
Jak już Blog Bobika przemieni się z Wirtualny Kościół Bogu Sławiący, to zawsze będzie potrzebny ktoś, kto umie śpiewać, a i na organach pociągnie.
A zeen to będzie dzwonnikiem, podnajmującym rysberlina na jutrznię.
O, w liturgię godzin to ja też się mogę jakoś wpasować! Godzinki to moja ulubiona pieśń kościelna. Nie jestem pewna, czy śpiewanie przez agnostyka Godzinek pod prysznicem, to nie jest obraza uczuć religijnych, ale ja to naprawdę robię bez złych intencji. Sentyment mam do tych wiejskich zaśpiewów i juszszsz.
Nie martw się, Klakierze, możemy też włączyć do repertuaru jakieś pobożne piosenki, przy których dużo się klaszcze – nie zostaniesz bez zajęcia. 😎
Rubika?… 👿
Czy może „Kleszczmy rękoma” Mikołaja Gomółki? 😉
Tylko nie Rubika! O co też mnie PK podejrzewa! 😯 Nie pamiętam w tej chwili, ale jakieś oazowe piosenki z klaskaniem na pewno są. Przypomniała mi się przy kawie czeska piosenka o potopie (o tym, jak doszcz padoł, a woda stupała), przy której gestykulowało się, niczym przy makarenie, ale te z klaskaniem gdzieś mi się zgubiły w niepamięci. Zawsze możemy iść w gospel. 😛
Bogusławie,
nie ma we mnie nawet cienia gotowości odprawiania brewiarza w Twoim imieniu. Dla mnie modlitwa jest intymną rozmową z Bogiem. Za szczelnie „zamkniętymi drzwiami komory”. I nie wyobrażam sobie żeby można było to zrobić za pośrednictwem zastępców. To tak, jakbym poprosiła koleżankę, żeby się kochała z moim mężem w moim imieniu.
I uprzedzając argument, że mąż jest tylko „mój” a Bóg „należy do wszystkich”. Relacja każdego człowieka z Bogiem jest jedyna i niepowtarzalna. Wyłączna. Czy nie tego uczy Kościół? I czy nie zostałeś przez Chrystusa zaproszony do miłośći oblubieńczej?
Wiem, że bezpośredniość relacji trudno jest zrozumieć i wdrożyć w życie tym, którzy specjalizują się głównie w branży: pośrednictwo.
Ale skoro już zaprosiłeś mnie do swojej sfery intymnej (odprawianie brewiarza), to pozwolę sobie na udzielenie Ci rady, mój Bracie w Chrystusie. Być może tą chorobą Bóg daje Ci znak, że nie oczekuje od Ciebie monitorowania blogów? Może nie uważa, że ten „obowiązek służbowy” jest najważniejszy dla Twojego zbawienia? Może nie są dla Niego najważniejsze Twoje osiągniecia naukowe? Czy zastanowiłeś się, co Bóg do Ciebie mówi w tej chwili, poprzez tę chorobę?
Czyż nie po to, jak naucza Kościół, Bóg nas ogołaca i doświadcza niemocą, żeby dać nam szansę do nawrócenia?
A nawracać mamy się w każdym dniu, w każdej godzinie. Toteż życzę Ci dobrego słuchu na to, co Bóg w tym momencie mówi do Ciebie. Pokory pozwalającej przyjąć Jego słowa i odwagi oraz wewnętrznej uczciwości, które pomogą Ci iść Jego drogą.
A nie jest to z pewnością ta droga:
http://www.youtube.com/watch?v=7Di4MmhFKbk
Wbrew pozorom odległość pomiędzy nazywaniem inaczej myślących „jaczejką” – to jest w Polsce epitet poniżający i dyskredytujący adwersarza, zupełnie nie nadający się do żartów – a zapalaniem stosów w „obronie wartości”, wcale nie jest taka duża. De facto, są to różne odcienie tego samego. Niestety. A Chrześcijaństwo, mój Bracie w Chrysrusie, jest religią miłości.
Zaufaj Bogu. On sam odzieli ziarno od plewy:
Jeśli Pan domu nie zbuduje, próżno trudzą się Ci, którzy go budują
A wracjąc do naszej rozmowy o zakonnicach. Sprawdzam. Ile razy w swoim życiu jadłeś posiłek przygotowany przez zakonnice, mieszkałeś w pomieszczeniach przez nie sprzątanych, korzystałeś z wypranej i wyprasowanej przez nie garderoby, pościeli, obrusów, etc? A ile razy było odwrotnie? Reszta to bicie piany. Albo „od złego jest”. Jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Dziś jest piątek. W duchu Ewangelicznej miłości, doradzam Ci przeniesienie się sercem do Ogrodów Getsemani i uważne wsłuchanie się w głos Pana.
… nawracajcie się, bo nie znacie dnia ani godziny…
Dzień dobry 🙂
Wczoraj tyle się działo, że nie zdołałem nawet pomyśleć o nowym wpisie. Ale wiem, gdzie są granice brawury. 😛 Już udostępniłem niewydeptane miejsce, gdzie woda czysta i trawa zielo… no, może nie tak całkiem zielona, bo śnieg jeszcze nie stopniał. 😉
No to przenosimy się. Chorych możemy przeciągnąć razem z łóżkami, gazetami i herbatą z rumem (w charakterze leku dozwolona od rana). 😎
Gospel też zabierzmy ze sobą, koniecznie! 😆
Jagodo, take it easier, please. 😉 Miałem wrażenie, że jaczejka się wczoraj wcale nie obraziła o takie nazwanie jej, bo zmysł autoironii nie jest jej obcy. Co było zabawą, niech najlepiej dalej zostanie zabawą, ament. 🙂
Siostra Jagoda odprawiła poranną mszę całkiem bezprawnie.
Przywołuję siostrę Jagodę do porządku: natychmiast proszę do kuchni, do pralni i do apteki po leki
To nie była msza tylko lectio divina, bracie zeenie. Straszny z Ciebie poganin, skoro nie odróżniasz Najświętszej Eucharystii od lectio divina. Obsłuż się sam … bracie. Potem podszkol. I nie szczerz się na mnie, bo się nie boję 😉