Bajka o arcywilku

śr., 8 maja 2013, 19:12

Owca to zwierzę krnąbrne oraz humorzaste,
słusznym jest, żeby pieczę nad nią trzymał pasterz,
bo jak taka owieczka nadto się ośmieli,
kto wie, co do durnego łba jej może strzelić.
Podjęto więc decyzję z lekkością motylka
i oddano owieczki w ręce arcywilka,
ponieważ wilki, jaką by miarą nie mierzyć,
najlepszą się opinią cieszą wśród pasterzy.
Pasał wilk, podjadając jagnięcy paprykarz,
aż go kiedyś znienacka podpatrzył dziennikarz
i narobił rabanu: to granda, to chryja,
co nam się tu o dobrym pasterzu nawija,
wszak dostrzec może nawet najgłupszy pudelek,
że owieczki ktoś drutnął, a to są daniele.
To atak bezprzykładny! – wilk na to odrzecze.
Ja wiem, że mnie kazano pilnować owieczek,
obydwaj zatem przyjąć możemy bez sprzeczki,
że to, czego pilnuję, to właśnie owieczki.
I dosyć jeszcze zębów mam na takich gości,
co wchodzą na pastwisko, by szargać świętości!

Morału z historyjki tej nie będzie wcale,
bo ona wszak traktuje o braku morale.

Sprzedaż wiązana

sob., 27 kwietnia 2013, 21:33

Kupił Bobik posiadłość, raptem kilka hektarów,
kopał, pielił, murował, machał pędzlem i kosą,
bramę trzymał otwartą, bo już taki miał narów,
a poza tym był ciekaw, kogo wiatry przyniosą.

I zaczęło zlatywać się z odległych zakątków
towarzystwo mieszane, bujna i dziwna klika,
bez przewodniej idei, bez porządku, bez wątku,
ale łasa niezmiernie na gościnność Bobika.

Koło smukłych radości siadły smutki zębate,
koło jawy fertycznej sny jak flaki z olejem,
zapomnienia wspomnieniom przysuwały sałatę,
gładki spokój opierał się o szorstką zawieję.

Karmił Bobik i poił tę łakomą czeredę,
nie żałował ni czasu, ni energii wydatków,
wina ciągle dolewał, obsługiwał per pedes,
nie zerkając na zegar, który dostał po dziadku.

Aż się jeden ze smutków dał mu nadto we znaki,
krzyknął więc „żegnaj smutku!”, nawet porwał za dzidę,
gość się podniósł, lecz radość wstała też na wist taki,
mrucząc przy tym stanowczo: „to i ja sobie idę”.

Za nią do drzwi ruszyło lato z zimą pospołu,
biel i czerń, szarość, rytmy posuwiste i skoczne,
cisza, wrzawa, a w końcu życie wstało od stołu
i szepnęło nieśmiało: „co ja bez nich tu pocznę?”

Pojął Bobik, że rodzaj to sprzedaży wiązanej,
że się nie da wydłubać z tego ciasta rodzynków,
opanował się zatem, głowę schłodził pod kranem
i poprosił, by wszyscy znowu siedli przy winku.

Znosi odtąd hałastrę tę raz lepiej, raz gorzej,
czasem strasznie się zżyma, głośno pyta, czy warto,
czasem nawet przed gośćmi się ukrywa w komorze,
ale bramę, skubaniec, dalej trzyma otwartą.

O racjonalnym dyskursie

śr., 17 kwietnia 2013, 09:48

Kiedy Kara Mustafa pod Smoleńsk podążał
truchtem, chociaż ciążyła mu z in vitro ciąża,
na Wawelu znienacka spotkał się nad ranem
z naukowo krytycznym rzecznikiem Hofmanem.
A ten rzecznik nie wypadł spod ogona kury,
obracał się swobodnie w kręgach profesury,
która udowodniła na antycznych łamach,
że Kopernik wiedeński przygotował zamach,
wspólnikiem zaś w tym niecnym dziele był szach perski,
co z kanclerzem Bismarckiem żył w związku partnerskim
i byłby Amerykę bez litości złupił,
gdyby mu nie stanęli na drodze biskupi,
wydając oświadczenie, że trzeba pogonić
cywilizację śmierci – z kaktusem na dłoni.

Gdy na skutek tych intryg Napoleon poległ,
Semici zatańczyli nad nim Karmaniolę,
a Orzeł Biały, pióra strosząc w Budapeszcie,
mruknął:
no, to się sprawy wyjaśniły wreszcie,
racjonalność wygrała na calutkiej linii,
wszystko z wszystkim związało się w ludu opinii,
kto nie z nami, ten dostał po moralnym pysku –
i tak właśnie wyglądać ma publiczny dyskurs!

Dudniąca prawda

wt., 9 kwietnia 2013, 12:04

Bobik dawno nie widział Bernardyna, ale jakoś nie był zdziwiony, że ten na pysku i z sylwetki w ogóle się nie zmienił. Bernardyn już tak miał, że raz przyjęta treść czy forma potrafiła mu się zakonserwować na długie lata. Dziwne było raczej radosne ożywienie, z jakim krzątał się po swoim gospodarstwie, zazwyczaj tchnącym atmosferą cierpiętniczego załzawienia.
– Miło widzieć, że masz z czego się cieszyć – powiedział uprzejmie Bobik, choć na ogół trudno mu było radości Bernardyna podzielać.
– A mam, mam! – szczeknął Bernardyn, ukradkiem sprawdzając w lustrze, czy jego poza wystarczająco wyraża dumę i samozadowolenie. – Zostałem z tylu stron bezprzykładnie zaatakowany, że jeszcze na długo satysfakcji mi starczy. Chart się na mnie zamachnął, Wyżeł mi niesłusznie zarzucił, a Szpic nie docenił i mogłem się z nimi wszystkimi solidnie pogryźć. Wiesz, jak to podnosi na duchu?
– Nie rozumiem – zmartwił się Bobik i zaczął nerwowo drapać się za uchem, bo nierozumienie odczuwał jako pewien dyskomfort. – Jaka jest przyjemność z pogryzienia się, zwłaszcza ze wszystkimi?
– Głupiś, Bobik, oj, głupi – westchnął Bernardyn – ale ze względu na młody wiek na razie ci wybaczam. Przecież nareszcie mam potwierdzenie wszystkich swoich podejrzeń. Od lat ostrzegałem przed Chartami, Wyżłami i Szpicami, ale jedni mnie kneblowali, a drudzy nie chcieli słuchać. Ale teraz wyszły szydła z tałesów, rubaszek i innych części obcej Psom garderoby. To tamci od zawsze mącą, gryzą i zwalają wszystko na nas, bo mają w tym interes czyli biznes. A my dzięki temu możemy ich odesłać, gdzie ich miejsce, udowadniając, że sami sobie na to odesłanie zapracowali. Zobacz, jak to się wszystko ze wszystkim ładnie i logicznie wiąże. I chyba nawet taki durny szczeniak ja ty pojmie, że w obliczu tej logiki ja nie mogę pozostać bezczynny. Coś mnie wręcz pcha do czynu, choćby to miał być tylko komentarz na forum.
– A konkretnie to co teraz zamierzasz zrobić? – zapytał Bobik, dosyć zaniepokojony bojowym nastrojem rozmówcy.
– Konkretnie to po pierwsze polecę się uderzać w cudze piersi – oświadczył zdecydowanie Bernardyn. – To tak rozkosznie dudni odgłosem wyzwalającej prawdy.
– Bić się w cudze piersi? A czemu nie we własne? – zdziwił się naiwnie Bobik. – Do nich ci chyba bliżej?
– Jeszcześ głupszy niż myślałem – warknął ze zniechęceniem Bernardyn. – We własne to boli. A w końcu nie po to szukam wyzwalającej prawdy, żeby mnie bolała, tylko żeby wybielała. Bo ja z natury byłbym bielutki jak Maltańczyk, gdyby nie czarny pi-ar, robiony mi przez Charty i Wyżły, nie mówiąc już o Szpicach.