Sprzedaż wiązana
Kupił Bobik posiadłość, raptem kilka hektarów,
kopał, pielił, murował, machał pędzlem i kosą,
bramę trzymał otwartą, bo już taki miał narów,
a poza tym był ciekaw, kogo wiatry przyniosą.
I zaczęło zlatywać się z odległych zakątków
towarzystwo mieszane, bujna i dziwna klika,
bez przewodniej idei, bez porządku, bez wątku,
ale łasa niezmiernie na gościnność Bobika.
Koło smukłych radości siadły smutki zębate,
koło jawy fertycznej sny jak flaki z olejem,
zapomnienia wspomnieniom przysuwały sałatę,
gładki spokój opierał się o szorstką zawieję.
Karmił Bobik i poił tę łakomą czeredę,
nie żałował ni czasu, ni energii wydatków,
wina ciągle dolewał, obsługiwał per pedes,
nie zerkając na zegar, który dostał po dziadku.
Aż się jeden ze smutków dał mu nadto we znaki,
krzyknął więc „żegnaj smutku!”, nawet porwał za dzidę,
gość się podniósł, lecz radość wstała też na wist taki,
mrucząc przy tym stanowczo: „to i ja sobie idę”.
Za nią do drzwi ruszyło lato z zimą pospołu,
biel i czerń, szarość, rytmy posuwiste i skoczne,
cisza, wrzawa, a w końcu życie wstało od stołu
i szepnęło nieśmiało: „co ja bez nich tu pocznę?”
Pojął Bobik, że rodzaj to sprzedaży wiązanej,
że się nie da wydłubać z tego ciasta rodzynków,
opanował się zatem, głowę schłodził pod kranem
i poprosił, by wszyscy znowu siedli przy winku.
Znosi odtąd hałastrę tę raz lepiej, raz gorzej,
czasem strasznie się zżyma, głośno pyta, czy warto,
czasem nawet przed gośćmi się ukrywa w komorze,
ale bramę, skubaniec, dalej trzyma otwartą.

Super. Ocalisz życie jednej pijawce (to a propos rady andsola, jak kupować mniej książek – wyłożyć portmonetkę pijawkami). 😀
No coz, niech sobie Anglia bierze rosyjskich oligarchow (sorry Kocie!). Ja tam trzymam z Rumunami.
My tutaj bierzemy wszystkich jak leci (po drugowojennej gorzkiej lekcji, kiedy nie chcielismy w Kanadzie przyjmowac Zydow): bezrolnych niepismiennych parobkow z Centralnej Ameryki, niewykwalifikowanych robotnikow z najczarniejszej Afryki itd itp i jakos wszystko sie kreci. Szkoda, ze dla Rumunow bedzie tutaj za daleko.
Z naszych rumunskich znajomosci tutaj to mam jeszcze taka obserwacje, ktora dotyczy tych wychowanych za Ceausescu: to sa okropnie smutni, jacys zlamani ludzie. Jakbym miala porownywac dyktatorow do zdeprawowanych ludzi to Ceausescu to dla mnie taki Josef Fritzl.
Ci, ktorzy docieraja do Kanady, Kroliku, to sa ci przesiebiorczy z ambicjami. To ci, ktorzy sie wyrwali. Ci, z ktprymi mamy do czynienia w samej Rumunii, im nawet schronoska dla kotow nie mozna zaufac, bo wszystko. rozkradna. Dlatego w schronisku pracuja wolontariusze z Anglii, a ne miejscowi. . A po sierocincach zbydowanych pare lat temu z naszyc datek, to nawet jednej cegly nie zostalo. Niestety, demoralizacja i zepsucie tego spoleczenstwa jest glebsza niz gdziekolwiek na tym kontynencie. Jest koszmarne i jest powszechne. .
Moje liberalne sumienie przeciwko temu sie buntuje i nie chce przyjac do wiadomosci, ale niestety, nie bede samej siebie oszukiwac.
Króliku, tutaj się bardzo uparcie powtarza, że Niemcy to nie jest kraj imigracyjny, jak USA czy Kanada (bo i przestrzenie nie te), ale i tak w ubiegłym roku przyjechał tu milion luda, najwięcej od 20 lat. Więc na pewno nie jest tak, że Germania szczelnie zamyka granice i nikogo nie wpuszcza, albo tylko oligarchów, rosyjskich czy innych. 😉 Ale właśnie dlatego, że napór chętnych spory, a kraj gęsto zaludniony, trzeba wpuszczać z głową, przygotowując przed każdą spodziewaną falą imigracyjną miejsca pracy, mieszkania, programy integracyjne, itd. I wpuszczać tyle osób, ile pańswo jest stanie wchłonąć bez szkody (np. Stany też mają limity) Inaczej zaczynają się napięcia pomiędzy miejscowymi i przyjezdnymi, co ani jednym, ani drugim nie służy.
Wiecie (ja nie wiedziałem), że jest coś takiego jak sztuczne DNA, które można sobie kupić w buteleczce i oznaczyć nim jakieś cenne, narażone na ukradzenie rzeczy? 😯 Jeśli policja te kradzione dobra później odnajdzie, złodziej nie może twierdzić, że to jego i miał je od zawsze. Nie może też się wyprzeć kradzieży, nawet jak fantów nie znaleziono, bo to DNA zostawia ślady na ciele i ubraniu.
Telekom zaczął np. mazać tym DNA miedziane przewody, które, jak się okazuje, i tutaj są rozkradane.
Napiec sie nie uniknie, Bobiku i nie mozna ulegac strachem przed napieciami, bo ludzie wszedzie to ludzie. Pamietam jak 20 lat temu narzekano, ze starzy przybysze Chinczycy (czlonkowie rodzin) w Vancouver dlubia w nosie w publicznych miejscach, co powoduje u miejscowych okropne estetyczne odczucie. Well… 20 lat pozniej chcielibysmy widziec u siebie jak najwiecej Chinczykow, bo sa przedsiebiorczy, ciezko pracuja, ucza sie i zakomicie sie adaptuja do zachodnich norm i wartosci.
Jak ludzie chca do jakiegos kraju przyjezdzac to znaczy, ze jest atrakcyjny i ma przed soba przyszlosc. Jak Polska w XVI czy XVII wieku, chyba mniejszosc mowila po polsku. Milion luda to sporo. Do nas przyjezdza ok 300 000 osob rocznie. Stany maja limity, ale tylko na legalna imigracje W Nowym Jorku, we wszystkich sklepach i restauracjach pracuja ludzie z Ameryki Canralnej i Poludniowej. Nie wiem czy maja papiery. Kto by ta Ameryke sprzatal, chowal dzieci, opiekowal sie starszymi i niedoleznymi, pracowal w ogrodzie i zbieral plony w polu, gdyby nie nielegalni imigranci?
Juszsz. 🙂
Albo nareszcie.
Mar-Jo, cieszę się, że będę mógł liczyć na Ciebie – i będę liczył. Bo jak dobrze pójdzie to roboty nie zabraknie.
Co do danieli, to one też owce. Taka kościelna odmiana.
A teraz na bardzo nie wesoło. Bardzo mnie zdumiewa ton rozmowy o Rumunach. Chyba że to podpucha czyli test mikrofonu. Więc może zamiast o Rumunach powiem coś o Polakach.
Bardzo często jak się wkurzę, to wygaduję na nich. Ale na off. Bo przy mikrofonie jednak przypominam sobie, że uogólnienia (szczególnie niemiłe) to najkrótsza droga do głupawki. Nawet gdy czytam, że 30% badanych (których? jak?) wierzy w religię smoleńską, przypominam sobie, że to znaczy, że 70% nie mówi, że wierzy. I nie chciałbym wdawać się więcej w ten temat. O.
A w kwestii ludów, co pracy nie lubią, to każdemu, ale to absolutnie każdemu chcącemu coś powiedzieć o Buszmenach bykiem większość czasu leżących zamiast dla dobra buszmeństwa pracować, przepisuję pilną i uważną lekturę jednego z moich najukochańszych antropologów, Marvina Harrisa, Cows, Pigs, Wars, and Witches — The Riddles of Culture.
sroda od rana 8)
bywa
🙂
brykam
szeleszcze
o i jest milion, o i najwiecej naszych, i bardzo duzo naszych kobiet, mlodych bardzo, srednich i tych starszych, do pielegnacji tych jeszcze starszych w ich mieszkaniach i domach, kto opiekuje sie potrzebujacymi opieki u naszych?
bywa
fik
brykam 🙂
fikam 😀
🙂 😀
kroliku, staram sie znajdowac 🙂 Tuwim jak widac tez…. 😉
te 70% to pestka, i 30% to jeszcze wieksza pestka, razem daje 100% ( 8) ) pytanych, wiec jest dobrze, matematycznie na pewno
pstryk
Nie wiem jakim sposobem znalazlam sie , zostalam zepchnieta niemal na pozycje zwolennika NBP – Brytyjskiej Partii Narodowej, w najlepszym wypadku UKIPu.
Wcale nie mialam zamiaru tam byc. Ani w kwestii obrony naszych rolnikow, ani naszych rybakow, ani naszej opieki socjalnej, ani naszych granic przed zalewem biednych i bezrobotnuch Rumunow. W dodatku okazuje sie, ze uwazam ich za „niezdolnych do pracy”, choc mowilam jedyie o demoralizacji, ktora jest faktem i o ktorej sporo mi opowiadal tez profesor Nicolae Gheorgiou , romski inteletualista i miedzynarodowy dzialacz praw czlowieka z Rumunii.
Teraz rozumiem jak rozsadni, nieskrajni, tolerancyjni ludzie zaczynaja nagle glosowac na UKIP, choc przedtem glosowali na LibDemow. Ale jak sie im odmawia kompletnie zrozumienia, ze nie boja sie ani utraty stanowisk pracy, ani tego, ze rybacy beda lowic wiecej niz im sie pozwala (oni chca lowic mniej i mniej wyrzucac), ani nie boja sie, ze wschodni Euripejczycy sa „genetycznie leniwi”, tylko chce zwrocic uwage, na to ze pewne problemy juz istnieja i mozna o nich mowic bez zapieklsci i bez chowania glowy w piasek i udawania, ze tych problrmow nie ma.
One sa. Ich skutkiem jest to, ze pare dni temu w czasie wyborow uzupelniajacych w niektorych okregach, UKIP, partia skrajnie antyeuropejska zamiast swych tradycyjnych trzech procent glosow zdoyla ponad 20%. A to nie dlatego, ze ludzie zarazaja sie jej ideami i ideologia, tylko dlatego, ze politycy glownego nurtu uwazaja, ze wiedza lepiej jak uczynic nas szczesliwymi. I dlatego, ze boja sie jak ognia prawdziwej ogolnobarodowej debaty ( w postaci referendum) o naszej przyszej roli w Europie. Chcemy tam byc? Nie chcemy? A jesli chcemy to na jakich warunkach? I jak dalece godzimy sie aby Europa czyli nie odpowieszialni przed nikim anonimowi biurokraci , a nie nasze stare instytucje demkratuczne, takie jak Parlament, sadownictwo, wolne media nadawaly ton przemianom w naszy zyciu.
To jednak trche inaczej niz w Polsce. UK nie ma takich zaleglosci cywilizacyjnych, obyczajowych i prawnych jak panstwa transformujace sie po latach komuny, jak spoleczenstwa pozostajace pod przemoznym wplywem KK. A jak powiadaja Amerykanie: if it ain’t broke, don’t fix it.
Widzisz, Heleno, jakoś nie wspólczuję księciu Karolowi 😉 . Nieznajomość prawa w jego akurat przypadku jest żenująca, niezależnie od tego, co sobie o tym prawie licencyjnym myślimy. I jego, w przeciwieństwie do włascicieli cmentarza dla zwierząt, stać na opłatę licencyjną, bo samych dopłat razem z królową matką otrzymał prawie milion ( przed laty, jak już kiedyś pisałam, byli największymi beneficjentami pomocy unijnej).
Ja jestem przeciwnikiem dopłat do rolnictwa, a zwłaszcza w obecnej formie. One to, plus dopłaty do eksportu żywności, powodują, że rolnik w kraju afrykańskim nie jest się w stanie utrzymać, albowiem żywność unijna wypiera z rynku żywność lokalną, bo jest po prostu tańsza. I to jest granda straszna, moim zdaniem.
Cały system dopłat stoi na głowie. Również tych na szkolenia.
Owszem, powstało cały szereg firm szkolenia oferujących( często wątpliwej jakości) i korzystają z nich w większości duże koncerny. Które na niezbędne szkolenia pracowników i tak stać. A wydają pieniądze na szkolenia absolutnie miernej jakości, bo w sprawozdaniach wygląda to dobrze, a dzięki pomocy unijnej kosztuje znacznie mniej.
W Polsce kontrola nad wydatkami środków pozyskanych na rozwój małej przedsiębiorczości np. praktycznie nie istnieje. Ludzie składają dobrze umotywowane wnioski, po czym pieniądze przeznaczają na budowę domu dla siebie. Znam cały szereg takich przypadków.
Urzędnicy unijni są różni. Są i tacy, którzy upojeni władzą zupełnie nie słuchają przedsiębiorców, którym chcą narzucić słuszne skadinąd rozwiazania, jest paru rozsądnych, ale są w mniejszości. Większość, jak to zwykle w polityce bywa, jest niekopetentna.
Samo życie.
A z Rumunami w Niemczech jest podobnie jak z Polakami.
Pracuje tu i studiuje sporo dobrze wykształconych Rumunów, ale nie rzucają się w oczy. Kontakt z nimi ma niewielkie grono osób. I wszyscy obecni na blogu znaleźliby z nimi wspólny język.
Natomiast na ulicach widoczni są głównie ci, którzy do elit się nie zaliczają, za to są głośni. W jednym i drugim narodzie stanowią znaczny odsetek i wpływają niestety na postrzeganie calej nacji, utrwalając stereoptypy. Wielu z nich wyjeżdża do obcego kraju z zamiarem korzystania z opieki społecznej, która zapewnia im dużo lepsze warunki życia, niż w kraju rodzinnym.
Dzień dobry 🙂
Zaraz się włączę, ale najpierw rozejrzę się za wiadrem z kawą. Bardzo mi dziś potrzebne. Pogoda jakaś taka zaspana… 🙄
Irkowi też bym kawę i croissanty podrzucił. Może już może? 🙂
Andsolu, jeżeli odebrałeś ton dyskusji jako „antyrumuński”, to chyba wbrew intencjom dyskutujących. Żeby uniknąć nieporozumień, wyjaśniam swoje stanowisko: ja nie mówię o Rumunach ani o żadnej innej nacji „a, bo oni wszyscy są…” (co najwyżej mogę, opierając się na statystykach, powiedzieć, że z pewnych krajów przyjeżdżają raczej imigranci nieźle wykształceni i wykwalifikowani, a z innych wręcz przeciwnie). Co więcej – nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest spora grupa Rumunów świetnie wyształconych, kulturalnych i sympatycznych. Rozważałem jednak możliwe konsekwencje spodziewanej dużej fali imigracyjnej z Rumunii pod kątem prawdopodobnych (już częściowo widocznych) konsekwencji społecznych, bo ich nierozważenie na ogół przykro się mści na wszystkich stronach. Przed laty, podczas sprowadzania gastarbeiterów tureckich, nie myślano o tym w ogóle i Niemcy do dziś plują sobie z tego powodu w brodę. Bo można i trzeba było różne rzeczy inaczej rozwiązać, poczynając od kursów językowych. Albo np. od podpisania papieru, że przybysz zobowiązuje się do przestrzegania norm prawnych i socjalnych kraju stałego pobytu. To się może wydawać śmieszne, cóż znaczy podpisanie jakiegoś świstka o przestrzeganiu czegoś tam. Ale brak takiego świstka (oczywiście umocowanego prawnie) przez lata uniemożliwiał deportację imamów głoszących agresywny dżihad, czy notorycznych przestępców (a kilku oszalałych imamów albo głośnych gangsterów potrafi negatywnie wpływać na obraz całej grupy i wzbudzać niechęć do niej). Tych ostatnich można wprawdzie było wsadzić do kicia (jak się znalazło dowody), ale jeśli mieli zalegalizowany pobyt, nie można było ich wydalić z kraju, choć równocześnie bez skrupułów odsyłano np. turecich Kurdów proszących o azyl polityczny, bo to inny prawny status. Po prostu warto o różnych takich rzeczach pomyśleć wcześniej i je uporządkować.
Szczególnie dużo wysiłku trzeba zaś włożyć w przygotowanie gruntu pod falę imigracyjną, jeżeli znacząco różni się ona kulturowo. I nie myślę tu tylko o takich sprawach jak noszenie przez kobiety zasłon, czy wydawanie za mąż dwunastoletnich dziewczynek, ale również o pracy na czarno, wywożeniu śmieci do lasu lub deptaniu trawników, czyli stosunku do praworządności, wspólnego dobra, etc. Bo kiedy przybysze z jakiegoś kraju/krajów statystycznie często i w sposób widoczny takie normy łamią, to chyba łatwo przewidzieć, że miejscowi w końcu się zaczną wzburzać. A jak wiadomo, lepiej zapobiegać niż leczyć.
Osobną sprawą jest dumping na rynku pracy, tu już całkiem niezależnie od norm kulturowych. Mnie owszem, przejmuje to, że ktoś sobie znajdzie w Niemczech pracę, jeżeli to jest praca na czarno, albo na biało, ale za 3 euro na godzinę. Bo to nie jest żadna wolna, uczciwa konkurencja. Tubylec za takie pieniądze pracować po prostu nie może – nie dlatego, że mu się nie chce, bądź ma przewrócone we łbie, tylko dlatego, że nie da rady z tego zapłacić mieszkania, jedzenia, ubrań, podręczników dla dzieci, telefonu, lodówki, pralki, itd, itp (o wydatkach na kulturę już nawet nie wspomnę). Praca za tak niskie stawki jest możliwa tylko na zasadzie „tu zarabiać, tam wydawać”, a podczas zarabiania spać w stodole, żywić się ochłapami i nie mieć żadnych innych potrzeb poza jedzeniem i spaniem. Tubylec nie ma takiej perspektywy, że popracuje kilka lat w ten sposób, ale potem wróci do siebie i kupi sobie wystawną chałupę. Nie ma dokąd wrócić. On musi zażądać w miarę godziwej stawki, żeby utrzymać siebie i rodzinę. I chyba można zrozumieć jego zaniepokojenie, że ci, którzy zgadzają się na stawki nieprzyzwoicie niskie, psują rynek pracy, stwarzają sztucznie rynek pracodawcy i przyczyniają się do zwiększenia rozwarstwienia społecznego. To jest realny problem, z którym trzeba się jakoś zmierzyć. I zrozumiałe, że pojawia się on w kontekście Polaków, Turków, Rumunów, czy Bułgarów – nie przez szczególną wrogość wobec tych narodów, tylko przez uwarunkowania gospodarcze. Za dumpingowe stawki pracują przybysze z krajów na tyle biedniejszych, że im się to opłaca. Polakom zesztą już się opłacać przestaje i coraz bardziej wtapiają się w normalny rynek pracy, więc i coraz rzadziej w tym kontekście o nich mowa.
Zaznaczam, że pisałem o „moim” podwórku, bo Unia to jeszcze nie taka wspólnota, żeby na innych podwórkach nie mogło być inaczej. 😉
To, że część imigrantów przyjeżdża wyłącznie z zamiarem skorzystania z tutejszego systemu socjalnego, jest smutnym faktem. Niektórzy z tych ludzi są na tyle niepoinformowani i naiwni, że nawet tego nie ukrywają. Usłyszeli gdzieś w swojej wiosce bajkę, że „w Niemczech wszystkim dają za nic”, uwierzyli i włożyli wszystkie siły w to, żeby do tego raju przyjechać. Na miejscu są ciężko zaskoczeni tym, że Niemcy nie witają ich z otwartymi ramionami i starają się jak najszybciej pozbyć. Ale nawet nie próbują szukać pracy, nauczyć się języka, jakoś się zaczepić. Biorą zasiłek i fatalistycznie czekają na deportację, a potem próbują znowu dostać się do Niemiec i znowu przez kilka miesięcy, do deportacji, pożyć na zasiłku. Mam wśród klientów taką macedońską rodzinę, która już szósty raz wykonuje ten numer. Nawet ich już nie wsadzają do aresztu deportacyjnego, tylko pozwalają czekać na odesłanie w normalnym domu azylanckim, bo wiedzą, że oni nigdzie nie uciekną. Musieliby się wtedy utrzymać sami, a z czego?
Mnie tych ludzi często żal, bo to nawet nie jacyś wielcy cwaniacy, tylko ofiary biedy, braku wykształcenia i tzw. wyuczonej bezradności, ale równocześnie zdaję sobie sprawę, że systemy socjalne zachodniej Europy nie są w stanie ich udźwignąć, bo już z udźwignięciem własnych społeczeństw mają ogromne kłopoty.
Niestety, mimo najlepszych chęci nie udało mi się jeszcze doprowadzić do tego, żeby wszystkim na świecie było dobrze. 🙁
Słabo coś się Bobik starasz, nie ustawaj w wysiłkach. Powinieneś skończyć ze swoimi egoistycznymi podłogami, schodami i innymi ścianami i zająć się
doprowadzaniem do tego, żeby wszystkim na świecie było dobrze. Możesz zacząć ode mnie 🙂
W oczekiwanie na poprawę bytu, wprawiam się w wymowie, by jak najpiękniej wyrazić swój zachwyt nad skutecznością działań Bobika:
Chrzęści, trzeszczy, brzęczy, strzyka
grzęźnie, więźnie, w chaszczach skrzypu
chrząszcz z chrabąszczem w gąszczu znika
sterczy trzciny strzęp jak kikut
zląkł bąk się wśród szczawiu kleszcza
i na wszystko jest gotowy…
Można dostać ócz wytrzeszczu
od tej pięknej polskiej mowy 😆
Gdy rankiem wstałem sobie,
obmyłem z pyska obrzęk,
wiedziałem już co zrobię:
zrobię zeenowi dobrze.
Nie chcę wyśmiać Hofmana,
ani przyłożyć Ziobrze,
inny mam plan od rana:
zrobić zeenowi dobrze.
Zwisa mi Unii przymus
i ile można łowić,
ja mam program minimum:
zrobić dobrze zeenowi.
Programu zaś ozdobą
jest ten ogromny atut –
zeenowi dobrze robiąc,
robię wszak dobrze światu. 😆
Wstał zeen z barłogu rano
i do dnia się sposobi
Bobik już wstał tak samo
dobrze robić zeenowi
A temu zeenu gęba
od ucha aż do ucha
że widać wszystkie zęby
zabójczą wonią bucha
Jak on lubi mieć dobrze
to nikt na świecie nie wie
nawet Bobika obrzęk
to przy tym jest badziewie
Już złapał zeen pozycję
już minę przysposobił
Bobik zaś po policję
zadzwonił. Ot, co zrobił
Tak pies „dobrze” zrozumiał
bo jeśli chodzi o mnie
okropną jest kalumnią
posądzać o sodomię
A zeen tylko bażanta
i wina pełny dzbanek
plus małego croissanta
chciał dostać tuż nad ranem…
Policja pojechała,
zeenowi się upiekło,
a Bobik jęknął:
Kurczę!
Znów brukowałem piekło… 🙄
🙂 🙂
Bobik ługował deski
równiutko jak spod kreski.
Ścian nie chciał pomazanych
Pies chęciami nadziany.
Zeenowi szczęścia kowal
znów piekło wybrukował.
Gdy pada hasło: piekło
Sodoma i Gomora
to zaraz dziwnie lekko
pojawia się wnet zmora…
😉
🙂 🙂 🙂
Mar-Jo, jesteś szczęściarą, bo akurat jesteś w MCH
http://www.faz.net/aktuell/feuilleton/kunst/lenbachhaus-muenchen-die-goldene-versoehnung-12175820.html
Zmoro, Córeńka od miesięcy szuka lampy sufitowej i żadna jej nie odpowiada. Instalacja świetlna z holu wejściowego prawdopodobnie by jej odpowiadała. Tylko musiałaby podnieść sufit.
U nas w jednej ścianie jest celowo zostawiona dziura na instalację świetlną. Pan Administrator ma zamiar ją wykonać jak będzie miał czas. Hiiiiiiiii, haaaaaaaaa… oj, moje zajady. 😈
Czemu nikt mi nie przypomina, że jutro jest wolne? O mały włos bez żarcia bym został. 👿
jutro wolne?
😯 wolne?!
U Niemca wolne. 🙂 Christi Himmelfahrt. A przy okazji Vatertag.
Bobik, bierz podogonie w troki i do sklepu marsz! Kup łabądka dla taty. 😈
No tak, Bobiku, lec na zakupy, przeciez musisz miec na czym sie skupic podczas codziennej medytacji (wlasnie doczytalam w porannym polsnie, ze polscy biskup ciagle mocno przed nia przestrzegaja w ramach walki z „sektami”). 😉
Heleno, dzisiaj jade do sklepu hinduskiego, i mam nadzieje, ze i u mnie bedzie pachnace, zolte wiesz co (i nie, nie uwazam Cie za zwolenniczke BNP czy UKIP, what a thought!). No a potem juz tylko jesc i oddawac sie rozmarzonemu sekciarstwu (hinduizm i buddyzm tez podpadly)… 😆
U nas Vatertag 23 czerwca dopiero. Christi Himmelfahrt u nas jutro, ale bez wolnego 🙁
Biskupi przestrzegają przed swoistą formą medytacji, taką skoncentrowaną na ciele. Buddyzm też taką medytację dopuszcza. Doprowadzenie ciała do doskonałości wewnętrznej, także przez medytację, pozwala czasem osiągnąć nirwanę. Dla Europejczyka eliminacja splamienia czy niewiedzy kojarzy się z elementami duchowymi. I w zasadzie słusznie. Ale na Wschodzie elementy cielesne mogą być równie ważne albo i ważniejsze. Wyzwolenie się od wszelkich nieprawidłowości w funkcjonowaniu ciała, w tym wszelkiej nierównowagi czy napięć, jako wynik wielogodzinnych medytacji jest dla chrześcijan w istocie czymś mentalnie obcym.
Z drugiej strony podchodząc do tych spraw bardziej duchowo można wiele pogodzić z chrześcijaństwem. Jeśli to kogoś interesuje, polecam Świadomość nadprzyrodzoną Simone Weil.
Gruess Gott! 🙂
Wlasnie mialam zapodawac o jutrzejszym Wolnym.
Zmoro, sobota/niedziela sie wybieram w wiadome Miejsce.
Sie doczekalam, w koncu. Mam nadzieje, ze wielkich tlumow nie bedzie. Choc wiem, ze zwykle sa.
Jutro szparagi! Dzisiaj zreszta tez.
Kupilam zolte mango. Na wielkosc jakies 0,7 zwyklego owocu. Nie wiem, czy sa z Indii. Pyszne.
Dodam do wpisu Stanisława – Tomasza Mertona, a w Polsce Ośrodek medytacji w klasztorze Benedyktynów w Lubiniu http://www.lubin-medytacje.pl/Index
Mar-Jo, ja jem zolte nie tylko indyjskie, ale indyjskie traktuje troche jak lokalne truskawki – czyli jak sezonowe swieto. Tak, czy inaczej, ciesz sie nimi, bo mango sa jakims takim radosnym owocem (pewnie przez ten piekny zolty kolor, no i przez tradycyjne skojarzenia). 🙂
Stanislawie, mam wrazenie, ze biskupi bardzo niewiele wiedza o medytacji w ogole – wschodniej, i juz w bardziej wspolczesnej, psychologicznej wersji opartej o wschodnia tradycje, ale na wszelki wypadek jej sie boja. Nie bal sie jej Thomas Merton na przyklad, juz nieco pozniej od Weil, nie boi sie jej w ogole wiele osob – chrzescijan i niechrzescijan, wierzacych i niewierzacych. A poza tym zanadto ekumeniczne ich podejscie nie jest. Kolejna reakcja lekowa przed nieznamym. A poznawac nieznanego sie nie bardzo chce, bo to jednak pewien wysilek…
Siodemeczko, widze, ze sie z Toba lajznelam na temat Mertona. 🙂 Nie ma to jak porzadna edukacja u postepowych, posoborowych siostr urszulanek (moje byly niesamowicie ekumeniczne i ciekawe swiata, az trudno to sobie wyobrazic czytajac przerozne dzisiejsze doniesienia o przestrogach przed tym czy tamtym).
Dzień dobry 🙂
Już po Tarasewiczu. Tylko, że mój schnie 3 miesiące 🙁 ale potem mam być jak młody bóg po remoncie.
Chwilowo, podkreślam chwilowo , zasilam więc szeregi WA czyli Wirtualnych Alkoholików.
Stanisławie, dzisiaj Twoje święto. Dużo radości w duszy i zdrowia w ciele 🙂
Miła wiadomość dla Heleny.
Słuchowisko Marii Brzezińskiej ” Macewy z papieru i wiatru” zostało zakwalifikowane do konkursu głównego XIII Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej ” Dwa Teatry” – Sopot 2013
Bum! Kamień w sprawie Irka spadł mi z serca. 😀
I tak mnie to uskrzydliło, że natychmiast nowy wpis wrzucam. 🙂
Dzieki Irku! Majka nadzwyczajnie ambitna. Rozmawialam o niej pare dn temu z czlowiekiem z Bramy Grodzkiej-Teatru NN, ktory sie tu wlasnie wybiera.
A jak Ty sie, Kochany, czujesz? Poprosze pelnym tekstem, bo czasem nie rozumiem.
Ja zrozumiałem, że jak Irek już dziś (dzień wcześniej niż zapowiadał) pojawił się na blogu, to wszystko poszło świetnie. Tylko żeby podczas tego schnięcia za bardzo nie szalał. 😉