O racjonalnym dyskursie
Kiedy Kara Mustafa pod Smoleńsk podążał
truchtem, chociaż ciążyła mu z in vitro ciąża,
na Wawelu znienacka spotkał się nad ranem
z naukowo krytycznym rzecznikiem Hofmanem.
A ten rzecznik nie wypadł spod ogona kury,
obracał się swobodnie w kręgach profesury,
która udowodniła na antycznych łamach,
że Kopernik wiedeński przygotował zamach,
wspólnikiem zaś w tym niecnym dziele był szach perski,
co z kanclerzem Bismarckiem żył w związku partnerskim
i byłby Amerykę bez litości złupił,
gdyby mu nie stanęli na drodze biskupi,
wydając oświadczenie, że trzeba pogonić
cywilizację śmierci – z kaktusem na dłoni.
Gdy na skutek tych intryg Napoleon poległ,
Semici zatańczyli nad nim Karmaniolę,
a Orzeł Biały, pióra strosząc w Budapeszcie,
mruknął:
no, to się sprawy wyjaśniły wreszcie,
racjonalność wygrała na calutkiej linii,
wszystko z wszystkim związało się w ludu opinii,
kto nie z nami, ten dostał po moralnym pysku –
i tak właśnie wyglądać ma publiczny dyskurs!

A ta Gellala to jak się miała do Lacrimy i Mistelli, bo nie znam? Matko, do czego to człowiek był, przed pracą, zdolny 😯
WW, herbata z cukrem?
Lacrima albo Mistella to mogła być ta wspomniana przez Wodza zęboklejka. A Postrach Północy, co by o nim nie rzec, to był jednak kwach wytrawny.
Koniakiem ludu pracującego była Pliska, jak słusznie zauważył Królik.
Była niedroga i niezła, wiec o mało w nałóg nie wpadłam, biedactwo ja.
Słodkie świństwo to chyba ajerkoniak.
Z krakowskich delikatesów: poproszę o ten koniak plisowany. 😆
Ja nie znam, Haneczko, Lacrimy i Mistelli, ta pierwsza ze śmiercią mi sie kojarzy. 😉
Porządny ajer to nie świństwo, tylko delicje 🙂 Pliskę pamiętam. A na wytwornie to był Ciociosan z lodem 😆
Nie, ajerkoniaki i kremy (rzygu, rzygu) to całkiem inna historia. To było takie czerwone, zagraniczne. Nieważne, idę spać.
Dobranoc, alkoholiki. 🙂
Tzw lampka Mistelli, kawaherbata i ciastko (dla mnie szarlotka albo wuzetka albo paczowe)- to byl taki typowy zestaw randkowy.
O, tokaje były niezłe.
SANGRIA!!!! Iluminowało mnie!!!!
Ależ to było wstrętne. 😈
Z jakiego miasteczka ty jestes Wieki Wodzu. Wyglada na to, ze z Saragossy. Ja tam zadnej Sangrii z ludowo-ludycznych czasow mlodosci nie pamietam.
Cherry Cordial?
Co może być czerwone?
Nie alkoholiki, tylko wspominający badacze. Sangria to młody soczek. My zstępujemy do głębi 😉
To trzeba było napisać, że słodkie wino.
Ale Sangria to już późniejsze czasy.
Nie, to była Sangria rumuńska czy jakaś, elegancka bardziej. W miasteczku to tylko J23 w kilkunastu postaciach.
Naprawdę dobranoc.
Moje czasy, 😉 jakieś 20-30 lat temu. Ale myśmy wtedy patrzyli na Sangrię z góry i pili Sophię Melnik.
Siódemeczko, Cherry Cordial to była prawdziwa szkoła przetrwania. Jakim cudem udało się to przełknąć i nie zdechnąć?
Jakos mnie to Cherry Cordial ominelo. Ale pamietam taka slodka owocowa wodke dla pan, Ratafia. Jezu!
Nie wiem czy pamietacie tzw dancingi. Ja bylam na kilku. Moje ostatnie byly na studiach w polozonej blisko mojego Instytutu restauracji Sielanka (w sercu Czerniakowa)… Papierosy towarzystwo gasilo w buraczkach i marchewce z groszkiem. I ta muzyka na zywo!
O, Sofia to też był niezły zajzajer. Ale nie zaznał życia, kto choć raz nie przepłukał gardła koszmarem pod tytułem Vistula. A jak przepłukał i przeżył, to już nic mu nie było straszne.
Brr, aże mię otrzepało. 😡
A Vistula to było, za przeproszeniem, wino?
No prosze, mozna by na palcach obu rak zliczyc nasz szeroki asortyment pysznych napojow z lat chmurnych i gornych!
W Krakowie od dancingów były lokale Kaprys i Feniks, przez lud krakowski czule zwany Feniem. Po 22.00, kiedy już wszystkie inne knajpy były zamknięte, do Kaprysu i Fenia nieuchronnie trafiali wszyscy jeszcze niedopici. Bohema, cinkciarze, dziennikarze, prywatna inicjatywa, naukowcy, panienki lekkich obyczajów… Wszelkie podziały klasowe znikały dzięki socjalistycznej ojczyźnie, która odpowiednio wcześnie odcinała obywateli od niedancingowych źródeł alkoholu. 😎
Vistula to była czysta, ale nawet jak na ordynarną czyściochę niespotykanej ohydy. Gdyby Wieniczka ją znał, na pewno włączyłby ją w skład któregoś ze swoich słynnych koktajli, obok politury do drewna.
Kakao szua.
Kakao szuję znałem tylko ze słyszenia. Jakoś nie doszło do osobistej znajomości. 😉
Króliku. 😆
https://www.youtube.com/watch?v=cEtIYLBtYfE
Ratowal honor Egri Bikaver i Tokaje.
Tak sobie pomyślałam, że żłopaliśmy rożne, ale podobne i w zbliżonych intencjach i dogadywaliśmy się w pół słowa (całe trudno było czasem wykrztusić 😉 ). A teraz wchłaniamy/czytamy to samo, a rozbiegliśmy się od bieguna do bieguna.
To Cacao-Choix to, pamiętam, w takim barku spotykaliśmy się i tam do kawy (gorzkiej) mogło być, papierosy Caro i mozna było urzędować. 🙂
A pamiętacie, jak cieszyły się wszystkie dzieci, kiedy za Gierka w wytwornych monopolowych pojawił się Jaś Wędrowniczek?
To wspomnienie do poduszki powinno mi zapewnić błogi, niezakłócony przewrotami żołądka sen. 🙂
tak, tak, haneczko!
Dzieki Siodemeczko, swietne: Manki nie ma, bo umarla!
Szybko Sielanke przerobili na ludyczna Karczme Slupska. Podawaly kelnerki w ludowych strojach.
Tak się zastanawiam, Króliku, czy ta bycza krew wtedy była lepsza, czy tak się tylko teraz wydaje, bo próbowałam wielokrotnie odnaleźć tamten smak, ale z mizernym skutkiem.
Ba, za Gierka to dopiero otworzyly sie konsumpcyjne horyzonty! Jak mialam 19 lat to napilam sie pierwszej coca-coli (ciepla byla, jak wszystkie napoje) w Domu Chlopa. Stawial moj wuj z prowincji.
Wtedy Egri było dobre „na tle”. Z niczym lepszym nie miało się porównania.
Siodemeczko, chyba ta bycza krew sie nie zmienila, ale mysmy sie zmienili. Mozna ta bycza krew pic hiszpanska moda, pol na pol z coca-cola (czego to ludzie nie wymysla). Albo zuzyc do Wielkowodzowej Sangrii!
Prawdę mówiąc, mnie w ramach konsumpcyjnego rozpasania za Gierka najbardziej cieszyło to, że nareszcie pojawiły się przyzwoite herbaty. 🙂
Były jeszcze Pewexy.
A mnie się z tego wszystkiego jeść zachciało.
To idę wyłączyć drugiego i pora spać.
Dobranoc.
Raz na sto lat mam napad, żeby wypić ajerkoniaku i tak go degustuję, że później mi jest długo niedobrze i starcza mi na następne stulecie.
Ja chyba też już padnę na – wbrew pozorom kompletnie trzeźwy – pyszczek. Też dobranoc. 🙂
A jaka to była herbata miała takie niebiesko czerwone opakowanie?
Już wiem, to była Yunann, tylko w takim ładniejszym opakowaniu.
A z czego oni tą Popularną robili, chyba z tego samego, co papierosy, fuj!!!
Bo ajer to jest taki kogiel-mogiel z odrobina spirytusu, Siodemeczko. Nie pamietam herbaty w niebiesko-czerwonych. Ale ja pamietam tylko trzy herbaty: Madras, Assam i Ulung.
U nas w Falenicy nie bylo Pewexow ani nawet pozniejszych sklepow tzw komercjalnych, gdzie byly dobra pozakartkowe, luksusowe. Papierosy Caro i Zefiry palilam a jakze, ale pamietam tez ze palilam jakies albanskie swinstwo.
Ach Yunan, krolowa herbat, of course!
Spij smacznie, Bobiczku! Dzieki za poprawienie mojego bledu!
Co do miasteczka WW, to znam tylko Zieloną Górę od produkcji win, ale chętnie czegoś nowego o Polsce się douczę.
Wszyscy skacowani? 😉
Dzień dobry 🙂
Dziwisz się, Ago? Po takim zestawie… 😈
W związku z przelotnymi opadami czuję się dziś zwolniony z obowiązków ogrodowych i mam zamiar intensywnie oddać się rozkoszom jedzenia oraz czytania. Niestety, podstawą jedzenia jest zaopatrzenie, więc najpierw jestem zmuszony odwalić zakupy. Ale po wczorajszym wieczorze wspominkowym jakże pięknie będzie mi się kupować z myślą, że czasy octu i musztardy minęły jak sen jaki żelazny. 🙂
Andsolu, o ile się nie mylę, Wódz nie o winach pisał, tylko o winach marki Wino, a to zasadnicza różnica. 😉
Lokalna wytwórnia źródełek siarkowych była niemal w każdym powiecie. W jednym lepsza, w drugim gorsza. O wyrobach tych lepszych szedł czasem hyr po wsiach oraz miasteczkach i bywałym w świecie znajomym kazano je z delegacji przywozić.
Sobotni dzieńdoberek. 🙂
I powiedzmy, że brykam, fikam do roboty, do roboty.
Ja tak się odgrażam tej robocie, ale ona mnie słusznie lekceważy.
Brak mi charakteru.
Dzień dobry 🙂
Że też myśmy to wszystko przeżyli… 😆
A ostatnio dostałam w prezencie (z okazji jubileuszu festiwalu Misteria Paschalia) butelkę czerwonego wytrawnego stworzonego w… winnicy Uniwersytetu Jagiellońskiego! Grzecznie przywiozłam ją do Warszawy, aby mógł ją zdegustować mój szwagier, absolwent tejże Almae Matris 🙂 No i całkiem, całkiem, muszę powiedzieć…
Co za czasy, do czego to doszło!
Tak, dobrze Bobik tłumaczy. 🙂
Najsławniejsze wino z tutejszej apelacji nazywało się Cedron i było pędzone ze zgniłych jabłek. 😎
Robocie brak godności – tak się pchać tam, gdzie jej nie chcą! 😈
Dzień dobry 🙂
Mnie, jak zwykle, ucapiła od rana i uwolni dopiero o 18 🙄
Vistula, napój kombajnistów. 😎
W sierpniu 1980 roku bylem na robotniczej praktyce w państwowym gospodarstwie ogrodniczym koło Gdańska i pewnego ranka traktorzysta, który nas woził taką przyczepą dla ludzi, przyniósł straszną wieść. Sklepowa nie chciała dać Vistuli, bo coś tam robotnicy w Gdańsku, prostytucję wprowadzili, czy to drugie, w każdym razie wódki nie wolno sprzedawać. Naradzili się z drugim traktorzystą, a potem traktor wyprzęgli i jeden pojechał drogą krajową nr 7 na południe. Wrócił przed końcem dniówki, Vistulę miał, podobno był aż w Świeciu. 🙂
😆 😆 😆
Post WW jest genialnym w swej koncentracji opisem drugiej, niechętnie wspominanej twarzy ogólnonarodowego zrywu. 😈
Jeżeli to wino z Ujotu nie nazywa się Profesorskie, to ja je będę bojkotował. Ma się tak nazywać i juszsz. 😎
Ja bym jeszcze dopuściła Habilitowane.
Dobrze widzę, że nowy wpis by się już przydał, ale coś dziś kompletnie nie mam pomysłu. 😳 🙁
Od czego jednak społeczeństwo obywatelskie? 😎 Nie wątpię, że postanowi ono spontanicznie zareagować na chwilowe trudności z zaopatrzeniem i rzucić na wolny rynek pomysł, którego mógłbym się uczepić. Ogłaszam zatem KONKURS na temat. Znaczy, na jaki temat mógłby być następny wpis. 🙂
Regulamin:
1. Konkurs będzie trwał aż do skutku.
2. Nagrodzony zostanie wcale nie pomysł najlepszy, tylko taki, z którego ni stąd ni zowąd zrobi się wierszyk (no, w ostateczności proza, ale jakoś mi w tej chwili bardziej wierszykowo).
3. Satrapa zastrzega sobie możliwość niewykorzystania żadnego pomysłu i zaskoczenia znienacka własnym, jak również wykorzystania zgromadzonych dóbr w późniejszym terminie.
Warunki są tak atrakcyjne, że chyba nie będzie nikogo, kto by nie wziął udziału. 😈
Wrzucę tylko temat, zanim się udam wiadomo gdzie – ha,ha,ha 😆
W ostatniej polityce Jacek Żakowski własnymi słowami opisuje wyniki badań europejskich nad ludnością narodową tejże Europy i wychodzi z nich, ze jesteśmy jedyni i osobni w tej rodzinie.
Tu jest strona z wynikami tych badań:
http://www.fbbva.es/TLFU/tlfu/ing/noticias/fichanoticia/index.jsp?codigo=1044
Też się wczoraj zatrzymałam na tekście Żakowskiego.
Bobiku, może trochę poezji niezaangażowanej? Albo o czym nie przeczytasz w gazecie. Albo o naszej winnicy – mamy ciągle winnicę? Jakoś mi dziś lekko i niefrasobliwie – zupełnie bez usprawiedliwienia. Jeszcze mógłby być chór chwastów – ale to by już nie było niefrasobliwie.;-)
ZUPEŁNIE bez usprawiedliwienia – jeszcze nie zeznałam podatkowo!
Gruess Gott! 🙂
Co tu się dzialo!!!!!! 🙂
Poznalam krewnego Szefowej, ktory wszedl na rynek portugalskich nieruchomosci. Robimy zrzutke – i jest winnica.
Profesorskie, Habilitowane, Z Ustępu (tzw. docent z ustępu) – produkujemy Wszystko! 🙂
To może pociągnąć temat „schody”? W realu i metaforycznie.
Za Wieniawa- Dlugoszewskim: Zarty sie skonczyly, zaczely sie schody.
Czasami żarty zaczynają się na schodach. 😉
Dowcip bywa schodowy
A jak ktoś go nie zrozumie, to się w konsternacji drapie po schodach.
O, jakiz to byl ciezki tydzien – wstawanie o szostej, w pracy na osma! Powrot kolo szostej-siodmej.
OK. Zrobione.
Hasło „zrobione” wywołuje u mnie automatyczny odzew „trzeba to oblać!”. 😎
Barek mamy obficie zaopatrzony. Może ktoś ma ochotę na Mistellę? Albo Ciociosan z luksusem w postaci lodu? Nawet kakaową szuję mamy na składzie. No i nieograniczony wybór koktajli z Vistulą. 😈
A co zrobione, że tak wścibsko zapytam? I poproszę o łyk koniaku, niechby i plisowanego. 😉
Czy możecie polecić jakieś księgarnie z polskimi/ angielskimi e-bookami? Właśnie przekopuję się przez zasoby empiku, merlina, publio, amazona i ciągle mi mało.
Kabina lazienkowa postawiona, wykaflowana, jedn sciana na gorze pomalowana na kolor czerwony zlamany brazem (Terre d’Egypte) , sto miliobow les petites merdes z drogi!
Jestem zakochana w Panu Wiesku – robotniku extraordonair z firmy Pana Marka! Z czego jestem bardzo zadowolona, bo moj wielolerni Pan Andrzej jest juz po piexdziesiatce i w kazdej chwili moze mi umrzec. A Pan Wiesiek ma ze 25 lat i calkiem zdrowy kregoslup.
No, toż ja właśnie coś w rodzaju tej egipcjańskiej ziemi na schody chciałem, ale czerwieńsza wyszła. 👿
Ojej, Heleno, mam nadzieje, ze Pan Andrzej jeszcze sie wcale na tamten swiat nie wybiera. Ale dobrze, ze ma nastepcow!
U mnie jeszcze zdecydowanie pora kawy, wiec podrzucam wersje po japonsku… 😉
http://www.npr.org/blogs/thesalt/2013/04/24/178841995/masterpiece-in-a-mug-japanese-latte-art-will-perk-you-up
Moniko, oni szyscy lubia mi umrzec zostawiajac mnie na lodzie… Juz ja ich znam…
A to jest Terre d’Egypte:
http://www.farrow-ball.com/terre-d'egypte/colours/fcp-product/100247
Jeszcze raz:
http://www.farrow-ball.com/terre-d'egypte/colours/fcp-product/100247
Heleno, zazdraszczam! (zakochania, oczywiście)
Sorry, nie wychodzi.
Ale się kopiuje.
A kafelki jakie?
Ścisku, pisku i po wpisku.
Nie. Choć model jest bardzo dobry (kogel mogel i po jajku) to rytm i rym nie ten. Próbujmy jeszcze raz.
Może coś z zadumą, o rekonwaliescencjach?
Albo Rozmamłamie w Bobikostanie?
Pieśń o Borucie, dzielnym Gmerka kogucie? Wyjdzie łzawo, wszyscy zaczną sobie przypominać ile kogutów kupowali za Gmerka.
Bobik, przestań. Sam sobie wymyślaj tematy. Ja mam talent do czytania, nie do myślenia.
„Temacie, napisz się”.
„O dwóch takich tematach, co się nie napisały”.
„Temat za trzy grosze”.
„Osiem i pół tematu”.
Padam z nog, ciezki dzien. Dobranoc Wszystkim.
Kafelki sa delft, recznie robione, o bardzo nierownej, pofaldowanej powierzchni. W charaktere rysunku sa tylko narozniki.
Pan Wiesiek powiedzial, ze „niemodne” i ze wszystkie ostatnie lata kladl tylko bardzo wielkie kafle (30x50cm) , a te sa 13x13cm.
Nabralam jakiejs nieludzkiej ochoty na Amsterdam, a konkretnie na wlasnie odnowione i jutro otwierane po wielu latatc remontu Rijsksmuseum. I na dom Arnolfinich. Nigdy nie bylam w Amsterdamie, a jakbym go znala. I od lat tesknie.
I to bym chciala:
http://www.precinemahistory.net/vermeerdelft.htm
Moniko, ni ma takiego źwirza, znaczy takich kaw. 😯
Konkurs został rozstrzygnięty, tylko nie wiem, kto wygrał. 😆
Chyba wszyscy uczestnicy po trosze, ze mną włącznie. 🙂
Ago, są darmowe ebooki, tu człowiek troche zebrał stron: http://eksiazki.az.pl/darmowe-ebooki/,
a w ogóle to trzeba bardzo porównywać ceny, bo różnice sięgają połowy cen.
W Gandalfie parę razy kupiłam tanio.
Zawsze korzystam z różnych porównywarek cen.
No i przyznaję, że sporo ściągnęłam z Chomika, książki już niedostępne, albo nigdy nie występujące w postaci elektronicznej, bo tam sporo osób skanuje książki, zwłaszcza takie, które podczas studiów się przydają.
To nie jest tak daleko od Ciebie, Heleno.
Pragnienia masz godne realizacji. 🙂
Mamy nowy wpis. 🙂