Bezsilna Furia

wt., 30 lipca 2013, 09:16

– Spotkałem Furię- zawiadomił Bobik, wbiegając lekkim truchcikiem do ogrodu Labradorki. – Szła ze swoimi kumplami i spojrzała na mnie nieprzychylnie.
– Ale nie wydajesz się specjalnie zaniepokojony- zauważyła sąsiadka. – To nawet trochę dziwne, bo niedawno naszczekałeś na nią, a ona jest pamiętliwa i potrafi się mścić.
– Fakt, potrafi – przyznał Bobik. – Kość odbierze, salceson ukryje, legowisko czymś brzydko pachnącym spryska, do miski z wodą nie dopuści. Komuś nawet kiełbasę wiejską przez okno wyciągnęła hakami, które przez lata gromadziła na tę okoliczność. A jak czasem wrzeszczy, gromi i przytupami straszy… Większość psów woli na wszelki wypadek stawać przed nią na dwóch łapach i nie warczeć nawet wtedy, kiedy ewidentnie by należało. Ale są też takie, które jej się nie boją. Albo takie, które się boją, a mimo to warczą i szczekają.
– No to skąd to się bierze, że jedne szczekają, a drugie nie szczekają? – zaciekawiła się Labradorka.
– Chyba z wielu powodów – udzielił odpowiedzi szczeniak, usiłując przy tym wyglądać bardzo rozsądnie i analitycznie. – Niektóre nie szczekają, bo im się nie chce, albo myślą, że to nie ich biznes. Innym wygodniej uważać, że Furia zawsze ma rację. Albo biorą część za Całość i wydaje im się, bez powodu zresztą, że nawarczeniem na jedną Furię zaszkodzą Całości. Jeszcze inne szczekną na boku, a jak co do czego twierdzą, że w ogóle nie otwierały pyska. A te psy, które szczekają, prawdopodobnie mają takie przekonanie, że ważniejsze od najwspanialszej nawet kości jest sumienie. To jest wprawdzie przekonanie kłopotliwe i mało komfortowe, ale akurat przed różnymi Furiami całkiem skutecznie chroni.
– Sumienie? I to wystarczy, żeby szczekać? – spytała z niejakim zdziwieniem Labradorka.
– W zasadzie tak – stwierdził po namyśle Bobik. – Ale nieźle jest mieć jeszcze Dobre Towarzystwo. Bo wtedy nie tylko szczekać, ale i oberwać jakoś raźniej. Wobec sumienia i Dobrego Towarzystwa każda Furia, nawet jak początkowo zaszkodzi, koniec końców okazuje się bezsilna. I nie mów mi, że przemawia przeze mnie szczenięca naiwność. Owszem, jestem szczeniak, ale czasem swoje wiem i tego, w przeciwieństwie do salcesonu, nikt mi nie odbierze.

Warczenie owiec

pon., 22 lipca 2013, 17:32

Nie będę oceniać ostatniego oświadczenia Urzędników Pana B. na temat księdza Lemańskiego. Koń jaki jest każdy widzi i każdy może mu sam pozaglądać w zęby, żeby wyrobić sobie zdanie o jego wartości. Zamiast tego chętnie wyciągnę pomocną łapę i pomogę zrozumieć autorom oświadczenia to, czego najwyraźniej nie potrafią zrozumieć sami.
Ręczne sterowanie wiernymi i myślenie za nich było kiedyś, w totalitarnym ustroju, dziecinnie proste. Z powodów tylko pozornie się wykluczających. Z jednej strony ludzie jakoś tej ludowej władzy nie lubili i wszelką przeciwwagę do niej witali z radością. A z drugiej byli tak już przyzwyczajeni do autorytarnego czy paternalistycznego języka i sposobu myślenia, że używanie go również przez niekomunistyczną władzę dusz nie zwracało ich szczególnej uwagi, nie mówiąc już o budzeniu oburzenia.
Ale potem komuna padła i przyszła ta piekielna demokracja. Może i nieco chropawa, może wymagająca ciągłego szlifowania, ale proponująca jednostkom całkiem inny język. Nie da się ukryć, że było to nieszczęście dla tych pasterzy, którzy manualny paternalizm uznali za jedyną słuszną metodę obchodzenia się z owieczkami. Bo spora część owieczek dostała na ten stary język takiej alergii, że w ramach objawów chorobowych zaczęła brykać, łazić samopas, domagać się strawniejszej strawy, powarkiwać, a chwilami wręcz pokazywać wilcze zęby. Co gorsza, wygląda na to, że jest to proces nie do zatrzymania, choć pasterze starają się go z całych sił ignorować, albo leczyć wzmożoną dawką alergenu.
Mogę wyznać, że mnie się ta demokracja, mimo swych piekielnych wad, bardziej podoba od jej braku. Dlatego kibicuję upodmiotowionym nagle owieczkom, uczciwie informując równocześnie Kogo Trzeba, że im ta przypadłość raczej nie minie. Będą brykać coraz bardziej, a niektóre mogą nawet bryknąć z pastwiska. I wszelkie lekceważące rzeczywistość oświadczenia mogą to tylko przyśpieszyć.
A dlaczego mnie to wszystko obchodzi i porusza, choć jako pies z natury rzeczy nie jestem członkiem Kościoła? Bo Kościół, usiłując wpływać choćby na decyzje polityczne czy prawodawstwo, na media i umysły, wpływa na kształt życia każdego obywatela, nawet takiego całkiem spsiałego. Zatem Kościół sam domaga się bycia moją sprawą, choć przy odrobinie wysiłku mógłby nią nie być.
Nie mam więc poczucia, że wtykam nos, gdzie nie powinienem. Zresztą, skoro wolno psu nawet na Pana Boga szczekać, to chyba tym bardziej na jego urzędników i ich klapki na oczach. Ale mogę obiecać, że kiedy religia naprawdę stanie się w naszym kraju kwestią całkiem prywatną, nie szczeknę na tematy kościelne ani słowa. Nie będzie potrzeby.

Bohater pozytywny

śr., 17 lipca 2013, 03:36

Bobik nie po raz pierwszy poszukiwał pomysłu na swoją przyszłość. Wprawdzie nie miał ochoty dorastać, ale już zdążył się nauczyć, jak często rzeczywistość staje w poprzek najszczerszym nawet chęciom i niechęciom.
– Może bym został Bohaterem Pozytywnym? – rzucił niby to w przestrzeń, ale pilnie nadstawiając uszu, czy sąsiadka zainteresuje się tą myślą.
Labradorka kłapnęła niedbale na przelatującego motyla, przewróciła ślepiami i odezwała się nawet jak na nią wyjątkowo sceptycznym tonem.
– Spróbować możesz, chociaż wielkiego powodzenia temu projektowi nie wróżę. Tylko musisz się od razu zastanowić, dla kogo chcesz być pozytywny.
– Jak to dla kogo? – zdziwił się szczeniak. – Myślałem, że bohaterskość pozytywna to pozytywna i już. Powszechne uwielbienie, miejsce w dziełach literackich, a jakby jeszcze kiedyś, po latach, pomniczek jakiś…
– Może dawniej tak było, ale już na pewno nie jest- westchnęła Labradorka. – Teraz jak jesteś pozytywny dla tych, to natychmiast, z natury rzeczy, negatywny dla tamtych. Pomniczek owszem, może jedni ci postawią, ale drudzy zaraz obalą. W dziełach literackich jedni ubóstwią, ale drudzy oplują. I kłody pod łapy będą rzucać. I za każdy skrawek niedoskonałości cię chwycą, żeby nią triumfalnie wywijać. Bohaterstwo pozytywne to wcale nie jest taka świetna fucha, jak się na pierwszy rzut oka wydaje.
– Kurczę, a ja tak lubię być niedoskonały – zmartwił się Bobik. – Ale tak całkiem jeszcze tego pomysłu z pozytywnym bohaterstwem do lamusa nie odłożę. W końcu, jak twierdził nasz psi wieszcz Jan Wilkołaz, nawet z kłód rzucanych pod łapy można zbudować sobie budę.

Moja i nie moja

pt., 12 lipca 2013, 02:10

Czuję się, jakbym wziął po pysku
i obrzydzenie mnie przenika,
gdy ciska w kogoś arcybiskup
pytaniem godnym szmalcownika.

Nie moja sprawa – mógłbym myśleć –
nie będę w misce mniej miał przez to,
nie wyschnie nagle woda w Wiśle,
gdy się nie zerwę do protestu.

Ale coś boli, rwie, boruje,
upiera się: to przecież chore,
że chcą zaglądać jakieś szuje
w – co z tego, że nie mój – rozporek.

Mnie wstyd, nie im, gdy na to patrzę
i pytam z mrocznym niepokojem,
czy są ci wszyscy zaglądacze
z ojczyzny mojej – czy nie mojej?