Nosorożce
Bobik wrócił z przebieżki jakiś markotny. Ogon miał oklapły i nie poświęcał najmniejszej uwagi muchom, które zaczęły coraz bezczelniej zbliżać się do jego nosa.
– Coś się stało? – zapytała współczująco Labradorka i przysunęła szczeniakowi miskę z kawałkiem świeżego salcesonu.
Bobik zignorował salceson, poczłapał pod stół i zwinął się w przygnębiony kłębek.
– Wiesz – wykrztusił spod stołu – byłem trochę poszczekać z kumplami i jakoś to dziwnie wyszło. Niby nic takiego nie było, a w końcu prawie każdy się poczuł… no, trochę jak pogryziony.
– Oj, to przykro – zmartwiła się sąsiadka. – Najgorzej, kiedy nikt nie chciał gryźć, a tak jakoś wychodzi, jakby chciał. To mi przypomina taką anegdotę, którą kiedyś słyszałam. Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach dekolonializacji, na posiedzeniu ONZ przedstawiciel Wielkiej Brytanii mówił o pladze żuków w jednym z brytyjskich protektoratów w Afryce. Te żuki nazywają się po polsku rohatyńce nosorożce, a po angielsku rhinoceros beetle. Tłumacz na rosyjski nie dosłyszał słowa beetle i poinformował delegatów swojego kraju o wytężonej walce ludności protektoratu z nosorożcami. Jeden z delegatów przerwał mowę, dopytując się, w jaki sposób Wielka Brytania pomaga opanować tę inwazję nosorożców. Dostał odpowiedź, że poprzez dostarczanie dużych ilości mioteł i pojemników z chemikaliami.To wydało się radzieckiemu delegatowi dalece niewystarczające, a ponadto było dla niego dowodem, że imperialistyczni kolonialiści z obawy przed Afrykanami nie chcą im dać do rąk broni palnej dla skutecznej obrony przed dzikimi bestiami. Na to włączył się jeszcze inny delegat, z pytaniem, dlaczego jest to taki problem, skoro nosorożców w Afryce jest już bardzo niewiele. Brytyjczyk odparł stanowczo to twierdzenie, mówiąc z naciskiem: o, nie! Są ich miliony! Każdej wiosny nadlatują ogromnymi stadami z północy i zżerają korę na drzewach. W tym momencie dyskusja osiągnęła taki stopień komplikacji, że trzeba ją było przełożyć na następny dzień, żeby wyjaśnić nieporozumienia i ustalić, kto tak naprawdę o czym mówił.
Labradorka zamilkła i czekała, kiedy Bobik się uśmiechnie. Ale bobiczy ogon nadal był dość oklapły, chociaż jego koniuszek dyskretnie zdradzał pierwsze objawy wracania do równowagi. Zastanowiła się i dodała:
– Pomyśl, to było prawie 50 lat temu i od tego czasu zdarzyła się jeszcze niejedna taka historia. Ale ONZ nadal istnieje i nadal się tam rozmawia. Czy to nie jest jednak optymistyczna puenta?
Bobik pomyślał o perpektywie jutrzejszego poszczekania z kumplami i doszedł do wniosku, że Labradorka ma dużo racji. Wyczołgał się spod stołu, wykonał dla rozgrzewki kilka rozluźniających ruchów ogonem i skubnął odruchowo kawałek salcesonu. A potem zdecydował, że salceson właściwie najlepiej zjeść do końca, póki świeży.

A pewnie, że zjawisko papkizacji nie jest nowe. Różne związane z nim niepokoje to już u Ortegi były, y u Gasseta… 😉 Mnie się tylko zdaje, że procesy ekonomiczne (na co słusznie Tadeusz zwrócił uwagę), globalizacja, specyficzna „kultura” korporacji, etc. wniosły tu pewną nową jakość. To już nie jest tak, że zwycięska masa wymusza papkizację. Masy się zaczęły w pewnym momencie emancypować i indywidualizować (socjologia opisuje to gdzieś już od lat 60-tych), a „góra” dla własnej wygody stara się je wepchnąć z powrotem w zunifikowaną papkę. Czyli nastąpiło jakby odwrócenie wektorów, co chyba warte zauważenia.
O problem relacji między jednostką a grupą też to wszystko zahacza, więc i wywiad z Bielik-Robson jak najbardziej do rozważań pasuje.
Model ekonomiczny oparty na ciągłym przyroście sprzedaży jest, na mój pieski rozum, z założenia czystym wariactwem. W którymś momencie musi przecież nastąpić nasycenie rynku i szlus. 🙄
Załóżmy, że odbiorcy postanowili wszystkim gazetom dać szansę i kupują z każdego tytułu (który nie poległ w konkurencyjnych zmaganiach) po jednym egzemplarzu. Ba, nawet po jednym na każdego czytatego członka rodziny. Najpóźniej w tym miejscu możliwości wzrostu sprzedaży się kończą, bo dwóch albo trzech egzemplarzy na osobę nawet największy szaleniec jednak nie będzie kupował.
Kiedy znalazłem się na zgniłym Zachodzie, dosyć wygłodzony po okresie życia w gospodarce niedoboru, kupowałem mnóstwo całkiem niepotrzebnych mi dupereli – dlatego, że były i nie kosztowały dużo. Ale przyszła taka upojna chwila, kiedy okazało się, że ja te duperele już mam, a nawet ich mam wiele za wiele. I od kilku dobrych lat kupuję tylko to, co mi naprawdę potrzebne, ewentualnie wymieniam to, co się zepsuło, ale przecież nie codziennie. Co oznacza, że możliwość wciśnięcia mi czegoś zdecydowanie się zmniejszyła, a nie zwiększyła. I podejrzewam, że w niejednym gospodarstwie domowym tak się dzieje. Więc liczenie na to, że sprzedaż może wzrastać w nieskończoność i opieranie na tym całego myślenia ekonomicznego jest chyba… hmm… niezupełnie racjonalne? 🙄
A pewnie, Bobiku. Jeszcze tylko McLuhana dorzuc, i wplyw form srodkow masowego przekazu na ich zawartosc (i zawartosc naszego myslenia). 😉
A procesy ekonomiczne tez sa tak naprawde starsze niz obecna smutna sytuacja. Wystarczy sobie poczytac o historii „zoltej prasy” pod koniec XIX-tego i na poczatku XX-wieku… „The National Enquirer” i wylizane tygodniki bez zawartosci maja pradziadkow.
Ide poszukac odpowiedniej, niepapkowatej zawartosci sobotniego sniadania. 🙂
Bobiku,
ta pitaya tez kwitnie noca 🙂
Sprzedaz sie utrzyma, bo zycie przedmiotow jest coraz krotsze. Moj pierwszy australijski tv jeszcze chodzi i sprawuje sie swietnie, przetrzymal juz 3 nastepne. I juz na ogol tak jest, ze cos chodzi tylko do konca gwarancji, a potem sie ladnie psuje.
I nie oplaca sie naprawiac, wiec kupuje sie nowe.
Ja mam taka teorie ekonomiczna, czysto wlasna, ale to moze jutro, bo dzis nie dosc, zem spiaca to jeszcze nietrzezwa.:)
Dobranoc.
Na przykładzie sprzętu RTV to faktycznie można całkiem precyzyjnie określić moment, w którym zaczęli sprzedawać badziewie, to były chyba jakieś lata 80-te (na taki zapis poloniści kręcą nosami 🙂 ).
Bobiku, chyba Cię wszyscy rozumiemy z tym kupowaniem i przestaniem. Ja na kwitnącym Zachodzie, z odzysku, też to mam. Ale od tego jest marketing, żeby wciskać…
Już dawno taki Schumacher napisał Small is beautiful — i co z tego wynikło?? nic. Chora ekonomia nadal króluje. Dość to osobliwe.
Co do Pani Bielik-Robson: no jak Polacy się lepiej czują wczepieni szponami w siebie (takie ładne określenie czytałem kiedyś), to czemu mają się stać liberałami, o wolności indywidualnej? Uszczęśliwianie na siłę to chyba nie liberalizm.
Mnie niepokoi nie tyle samo istnienie papki, bo to rzeczywiście nic nowego, tylko coraz damatyczniejsze kurczenie się alternatywy dla niej. Tak się nawet chwilami zastanawiam, czy ma to może coś wspólnego z tym, że elitarność (o czym szczekałem w przedpoprzednim wpisie) zaczęła być czymś wstydliwym, do czego nikt się przyznawać nie chce. Wydawca, który głośno by powiedział, że chce robić pismo dla elity, miałby chyba z góry przechlapane, bo nawet sama elita oburzyłaby się na to, że się ją tym brzydkim słowem nazywa i pisma by nie kupiła. 😉
No dobrze, nie będę używał brzydkich słów, ale się zastanowię nad czym innym. Czy jest możliwe powstanie – wzorowanego na ruchu slowfoodowym – ruchu slow press? Czy znaleźliby się entuzjaści skłonni płacić więcej za tytuły, w których nie będzie pisać.. no, sami wiecie. 😉 I czy takich entuzjastów byłoby dosyć, żeby taka idea slow press utrzymała się przy życiu?
Sobota jest, to mam czas sobie poteoretyzować, nawet jeśli żadnych konkretnych pożytków z tego nie będzie. 😈
Wczepienie szponami w siebie znakomitym określeniem jest. 😆
Ale nie jestem przekonany, że wszyscy Polacy się z tym dobrze czują, a nawet co do większości nie byłbym pewien. To raczej znowu jest narzucenie pewnego modelu myślenia pod pozorem, że nie ma dla niego alternatywy. Więc samo pokazywanie alternatyw już jest pożytkiem, bo poszukujący ich mają się pod co podłączyć. 😉
Tadeuszu, chora ekonomia wprawdzie dalej króluje, ale myśl, że small is beautiful, chyba nie padła całkowicie. Przynajmniej wokół siebie, w Niemczech, widzę pewne wysiłki, żeby do niej nawiązywać. Monika też opisuje takie wysiłki w Concord. Cały ruch slowfoodowy, o którym pisałem (również w Polsce obecny) czy tzw. ekoturystyka bazuje na tej myśli. Czyli dobrze nie jest, ale beznadziejnie może też nie? I może nie warto wywieszać białej flagi, tylko od czasu do czasu poszczekać w obronie małego? 😉
Zwierzaku, sama widzisz, co wynikło z różnych rzekomo trzeźwych doktryn ekonomicznych. Może właśnie nietrzeźwa byłaby jakimś wyjściem? 😆
Ale chyba czasopism dla elit trochę jest?? W Polsce w samym Empiku jest kupa czasopism o ciekawych tytułach i może ciekawej zawartości. Nie zaglądałem, bo co mi z zaglądnięcia, jak i tak nie zdołam przeczytać… ale to w większości miesięczniki i tygodniki. Nie ma poważniejszej gazety codziennej. Ale kiedyś kupiłem coś tłumaczone z francuskiego, anty-amerykańskie to delikatnie powiedziane :-), za to świeże. Trudno, trzeba czytać w obcych językach. Natomiast czasopisma dla „mas” robią się, no… tego.
No te slow—movements to promyczek nadziei, ale Schumacher wydał tę książkę dwa pokolenia temu… co oznacza, że ten promyczek ledwo ledwo pełga.
A propos ekonomii, to mnie męczy takie pytanie: czy gorszy socjalizm, który drogo i nieefektywnie produkował niewiele rzeczy potrzebnych ludziom, czy kapitalizm, który niesłychanie sprawnie i efektywnie produkuje ogromną ilość rzeczy w większości niepotrzebnych ludziom?
Ale czy to pytanie nie jest też wpakowaniem się w fałszywą alternatywę myślową? Bo w nim jest założenie, że możliwy jest tylko taki socjalizm, jaki znaliśmy i taki kapitalizm, jaki słonko obecnie widzi. I to zresztą z różnych stron stara się nam wmówić – że jeżeli nie podoba nam się buźka kapitalizmu, to możemy sobie od razu wracać do strasznych czasów komuny, bo innej drogi nie ma.
A ja na przykład widzę dużą różnicę między niekupowaniem różnych rzeczy tylko dlatego, że ich nie ma na rynku, a niekupowaniem ich dlatego, że się ich wyrzekam w imię rozsądku, albo chcąc zrobić przyjemność środowisku naturalnemu. Co wydaje mi się opcją odmienną zarówno od gospodarki niedoboru, jak i gospodarki fetyszyzującej niepohamowaną produkcję i sprzedaż. I diabli mnie biorą, jak mi ktoś wciska kit, że taka opcja nie istnieje, bo i tak się nie wygra z niewidzialną ręką rynku, która ponoć żąda wyłącznie więcej i więcej. Albo więcej – gorzej – taniej. 👿
Dzień dobry,
oglądałam na „5 ua” fragment bezpośredniej transmisji z kijowskiego sądu w sprawie Julii Tymoszenko, której grozi do 10 lat więzienia. Czarno to wygląda!
Tak, to jest oczywiście pytanie o przeszłość.
Co mi przypomina anegdotkę, jak Osiatyński kupował świeczkę w USA. Siedział w sklepie godzinę i wyszedł bez świeczki. Nie potrafił się zdecydować, a tyle ich było rodzajów. Ot, dylematy człeka z gospodarki niedoboru i jedynego słusznego wyboru.
Tzn. nie wiem co mi przypomina, ale przypomniało 😆
He, he, Osiatyński. Mój tata dalej ma ten numer, chociaż spory już kawałek czasu żyje w gospodarce doboru. 😈
A ja sobie głowy nie łamię, tylko stosuję prostą zasadę: albo kupuję piosenki, które znam, albo – jeżeli nie znam – biorę pierwsze cuś z brzegu, z góry zakładając, że to eksperyment i ma prawo się nie udać.
Bo przecież ta niemożność zdecydowania się wynika z założenia, że jedne produkty są lepsze, a inne gorsze i wybierając te gorsze niejako dajemy się zrobić w konia, a w każdym razie popełniamy błąd. Tyle że właśnie w gospodarce doboru ten błąd nie ma żadnych poważnych konsekwencji dla nabywcy. Najwyżej zwrócę, albo wyrzucę i kupię inne cuś. Nie ma obawy, że cusia zabraknie i błędu już nie będę mógł naprawić. A na drugi raz już będę wiedział, czego nie tykać.
Trudno, nauka też kosztuje. 😉
To nie sa tylko dylematy czlowieka z czasow gospodarki niedoboru, choc kontrast miedzy pustymi polkami i polkami pekajacymi w szwach od kilkudziesieciu wersji tego samego produktu jest rzeczywiscie najwiekszy. 🙂 Pare lat temu Jonah Lehrer zainspirowal sie zagubieniem przecietnego amerykanskiego klienta w supermarkecie, gdy przyszlo do wybierania pomiedzy kilkudziesiecioma rodzajami platkow sniadaniowych, i napisal bardzo ciekawa ksiazke pt. „How We Decide”, zeby to zagubienie – jak sie okazuje, zupelnie naturalne – wytlumaczyc szerszej publicznosci.
Wracam do slowfoodowego sniadania w drugiej odslonie. 😉
Wrócę jeszcze do tych pism (książek, programów, etc.) „dla elity”. Ja oczywiście tego słowa używam nieco prowokacyjnie, chcąc zwrócić uwagę zarówno na zmianę jego „zawartości emocjonalnej”, jak i kryteriów uznania czegoś za elitarne. A tak naprawdę chodzi mi o pewien przedział mainstreamu. O tzw. „normalnych ludzi” (i psów, rzecz jasna), którzy chcieliby przeczytać codzienną gazetę nie dla idiotów, chcieliby, żeby ich ulubiony tygodnik lub miesięcznik nie tabloidyzował się w szybkim tempie, żeby w rozrywce nie zastępowano Olgi Lipińskiej Marcinem Dańcem, w necie nie uznawano chamstwa za oczywistą oczywistość, itd, itp. Mam wrażenie, że tych odbiorców wcale nie jest tak mało, ale właśnie im korporacje starają się wmawiać dziecko w brzuch i zapewniać, że jednak, jednak – wszyscy, włącznie z nimi, wolą Marcina Dańca i Kubę Wojewódzkiego, bo tak wynika ze słupków oglądalności i czytalności.
No to jest właśnie marketing, wciskanie ludziom kitu i twierdzenie, że to towar najwyższej jakości. Tego też się trzeba nauczyć, jak się bronić …
A jako druga strona Osiatyńskiego (i Szanownego Taty, głębokie ukłony!), to znowu mi się przypomniało, jako Steve Jobs kupował zmywarkę (chyba). Stać go, jak wiadomo, na wiele. Cała rodzina podobno przez dwa miesiące roztrząsała zalety i wady różnych typów (chyba kupili Miele 🙂 ). No to jest też pewna paranoja.
PS, Aha, nie dishwasher, ale washing machine + coś tam i nie dwa miesiące, ale dwa tygodnie. Miele się zgadza!!
http://www.businessinsider.com/steve-jobs-washer-dryer-2011-3
O, w przypadku rzeczy droższych i dłuższego użytku to akurat też jestem za zastanowieniem się i zasięgnięciem języka. 🙂 Bo Jobsa wprawdzie z pewnością byłoby stać na ustawienie w specjalnym pomieszczeniu kilkunastu pralek lub zmywarek i wypróbowywanie ich po kolei, a następnie wyrzucenie tych, które są gorsze, ale właśnie to by była jakaś paranoja.
Dwa tygodnie zastanawiania się nad pralką sytuuje rodzinę Jobsów w ramach całkowitej normalności. Ja zresztą gdybym był Jobsem, też bym kupił Miele. 😆
Ale nie jestem, więc kupiłem jakiś no name z ebayu i tyż pierze. 😈
P.S. Tata odkłonił się na tyle głęboko, na ile pozwoliła mu częściowo utracona giętkość kręgosłupa. 🙂
Tadeusz, tylko się nie przestrasz. Ja mam ową paranoję 😆 Pan mąż obserwuje z bezpiecznej odległości i cierpliwie czeka 😆
Nauka bronienia się przed marketingiem to jedno, a przymus używania pewnych produktów z braku wyboru to drugie.
Niedawno, zdegustowany wyraźnym pogarszaniem się gazety.pl, pytałem Szanowne Blogowisko o to, czy jest jakaś inna, lepsza gazeta codzienna, do której mógłbym zaglądać. Wszystkie odpowiedzi były mniej więcej w duchu – no tak, my też widzimy, że gazeta.pl dziadzieje i się tabloidyzuje, ale lepszej gazety codziennej nie znamy.
My, „normalni” klienci, nie mamy wobec tego procesu tabloidyzacji nic do gadania, nikt nas nie pyta, czy nam się to podoba i nikt nam nie proponuje innego produktu. Sprawy nie załatwia też za nas niewidzialna ręka rynku, bo z braku alternatywy i tak musimy korzystać ze stabloidyzowanej gazety. Czyli tzw. wolny wybór jest w warunkach dyktatu korporacji medialnych mocno iluzoryczny. Sprzedawcy reklamy żondzom, a my musimy łykać. 👿
Zwierzaku Twoje kwiaty malo tulipanowe 😉
wydany w zeszlym wieku w PRL Schumacher ostrzegal, my niewiedzacy jak ALDI zmusza do kupienia (bo tanie, bo trzeby miec, bo pasuje kolorem do juz kupionego 😉 ) sadzilismy ze zapomnieli dopisac slynne zdanie z Jawlowskiej (Drogi Kontrkultury) co napisalam to malo wazne, mamy sprawiedliwy system, nie ma potrzeby kontestacji /cytat z glowy oczywiscie moze tylko sens utrzymany Koteczku 🙂 )
ja Tadeuszu schylam sie (mimo wieku) do niskich polek EMPIKU i kupuje co tak nisko lezy i patrzac sobie na ujawniony naklad kwartalnika „respublika” /2800/ zastanawiam sie ze gdyby dodali okulary latek lub welniane rekawiczki to moze wdarliby sie na wysokosci oka polki a naklad poszybowal do……….. moze nawet 2850 egz. 😉 🙂
prognoza na jutro
https://lh6.googleusercontent.com/-ibTNzEv3OnE/THD75ixPGQI/AAAAAAAAA9c/mQSh_q4JbZs/DSC_2246.JPG
🙂 😀
p.s. lezacy obcy mi, rower tez, moj pod tylkiem 🙂 😀
i jeszcze nostalgiczna szczecinska piwnica, pamietacie?
https://lh4.googleusercontent.com/-qvi9CMcfpqs/Tf5fK2bqIoI/AAAAAAAADo0/OyJwyYyB4iI/DSCN1477.JPG
Onet lepszy. Tam magiel 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. 🙄
A ta prognoza u nas dopiero na pojutrze. 🙁
Rysiu, gdzie ten magiel, nie na Malczewskiego przypadkiem?
Lato i pierwsze małosolne 🙂 https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/Desktop?authkey=Gv1sRgCI7C1uaOo6HHqAE#5622234962726050626
No u mnie to małosolne sama nie wiem już które. Smacznego, Irku 🙂
Łykam wybrane blogi i linki 🙂
Fajny Bratkowski – nie miałam dziś czasu czytać blogów, więc nie wiem, czy znacie. Na wszelki wypadek podrzucam.
http://alfaomega.webnode.com/products/stefan%20bratkowski%3a%20%C5%9Bmietnik%20agresji/
Czytając Bratkowskiego tak sobie myślałem: no dobrze, ja w zasadzie też zawsze jestem za tym, żeby rozmawiać, ale w przypadku chamowa – jakim językiem? Próba rozmowy językiem równie chamskim raczej mijałaby się z celem, a inny język zwykle dla chamów oznacza: aha, to mówi ktoś, w kogo można walić jak w bęben, bo nie będzie się bronił. To jest całkiem realna trudność, która mnie do odwiedzania wielu miejsc w blogosferze zniechęciła. I przyznaję, że moje dotychczasowe doświadczenia raczej mnie do rozmowy z chamami nie skłaniają. Nigdy jeszcze nic mi z takich rozmów sensownego nie wynikło, a moją konkluzją zawsze było – i po jaką cholerę ja się w to pakowałem? 🙄
Stefek zawsze był strasznie naiwny 😆
Oczywiście, Doro – jeśli za naiwność uznamy poważne traktowanie podstawowych wartości i szukanie wyjść z trudnych sytuacji w momencie gdy inni drobiazgowo analizują owe sytuacje, nie kiwnąwszy poza tym palcem w bucie.
Dla mnie lepsze takie harcerstwo niż spokojne godzenie się z ludzkim draństwem.
Prawdopodobnie też jestem strasznie naiwna, ale nie lubię babrać się w brudach – przynajmniej próbuję posprzątać.
Ale bez trafnej diagnozy, i rozpoznania przyczyn i mechanizmow powstawania i zanikania objawow choroby, trudno cokolwiek leczyc, nawet jak sie ma najlepsze checi i swietlane motywy.
Polonisci na pomoc!!!!!
Zaczelam czytac jakis reportazyk w GW, ale po kilku zdaniach sie wscieklam i przestalam. Bo mnie irytowwala odmiana Bruno, Bruna, Brunem.
Ale moze juz tak wolno: Otto,Otta, Ottem, Hugo, Huga, Hugem?
Dzizaz Krajst Olmajti.
Bratkowski rzeczywiscie z glowa chmurach. W koncu ludzie sa zdolni do wyboru dobra, ale nie wszyscy i nie za kazdym razem to robia. W internecie jest to na szczescie tylko gadanie, nie dzialanie. Sa ludzie co oszukuja, maltretuja rodzine i zwierzeta, molestuja dzieci, rabuja babcie; byli tez szmalcownicy, byli szabrownicy, co sie dziwic, ze sa tacy co pisza szambem. Jest cala masa zachowan niezgodnych z kodeksem karnym, a co dopiero z honorem.
Ja wierze w moderowanie, nieudzielanie wlasnego forum na komentarze ponizej pewnej poprzeczki (dzieki Bobiku). Jak sie nie podoba to mozna sobie pojsc gdzie nas wola. W inne skuteczne dzialania, szczgolnie wychowawcze, nie bardzo wierze. Jak tu wychowywac na powaznie kogos do kogo sie zwracamy per „krolik„.`Juz lepiej przeznaczyc energie i srodki na kulture albo reedukacje prawdziwych przestepcow.
A tu Australijczycy zmagaja sie z aktywnymi trollami na Facebook.
http://www.news.com.au/technology/us-facebook-trolls-throw-book-at-them-say-australian-parents/story-e6frfro0-1226081999940
mialo byc lezakowo jest parasolowo 🙂
(Heleno, gramatyka emigracyjna bez korekty 😉 )
cierpliwie poczekam 😀
brykam
ogoreczki………… a pomidorki Irku to moze Malinowka?
tak wygladaja
Nisiu, magiel z Wyzwolenia 🙂
zaraz obok tego „obiektu”:
https://lh6.googleusercontent.com/-TdHvcdIIbeE/Tf5fLu2lpZI/AAAAAAAADo4/rqt5NnO7f04/DSCN1478.JPG
z Malczewskiego mam zaklad szewski
https://lh3.googleusercontent.com/-_iAQIMkKis0/Tf5fNvZG8HI/AAAAAAAADpA/aXxvM43ILJk/DSCN1480.JPG
i cos takiego:
https://lh5.googleusercontent.com/-3smXd8oH2LI/Tf5fP1dXU8I/AAAAAAAADpM/o83NpwAXeO0/DSCN1483.JPG
i w godzinie dobrego nastroju (niedzielny poranek) „ujawniam”
nasza rodzine
https://lh5.googleusercontent.com/-7LuQjxOk-wk/TfzXByRZgjI/AAAAAAAAD4M/AFuA0WqHosE/s1280/Negative1-03-1A%2525281%252529.jpg
ja, dzieci i zona za obiektywem (za syna przepraszam – byl mlody 🙂 )
p.s. to jest „niedzielne” zdjecie 🙂
🙂
😀
brykam fikam
To chyba i za drzwiami Rysiu, antywlamaniowymi zreszta 🙂 I nic nie widac!
O jest rodzina! Pieeeeeekna 🙂
Dddddzień dddddobbbry. 🙂
Przepraszam, ale to zęby mi tak szczękają od zapowiadanego ocieplenia. 👿
Linkę już przenoszę, bo zaraz każdy będzie wychodził z jakże niesłusznym zarzutem, że Ryś nie chciał nam pokazać swojej twarzy. 😎
Dzień dobry. 😀
Rysiu, ja już gdzieś Ciebie widziałam. 😀
hello, pomoże któś?
takie cóś wisiało sobie gdzieś i nikt nie wiedział co to.
ale tutaj to wszystko wiedzą… ;]
foma:
Dipladenia sundaville
Zastanowiłem się – abstrahując już od Stefana Bratkowskiego i jego artykułu – czy dla tzw. dobra ogólnego lepsza już jest reakcja naiwna i nieskuteczna niż żadna. I musiałem – z pewną przykrością, bo sam bywam szczeniakiem dość naiwnym – dojść do wniosku, że przysłowie o piekle brukowanym dobrymi chęciami nie wzięło się z powietrza. Ono się odnosi właśnie do osób szlachetnie motywowanych, ale nieumiejących rozeznać i zanalizować sytuacji oraz realistycznie ocenić, jakie postępowanie będzie w danym wypadku najsensowniejsze, a przede wszystkim jakie spowoduje konsekwencje.
Jak zauważył Królik – pół biedy, kiedy wszystko zaczyna się i kończy w sferze słowa. Ale wystarczy przypomnieć sobie z historii dzieje niektórych walk zbrojnych (nie powiem których, bo zaraz by dyskusja zjechała w ich stronę 😉 ), żeby sobie uświadomić, jak dramatyczne skutki może mieć kierowanie się szlachetnym, ale bezmyślnym porywem.
Nie znaczy to wcale, że nie należy bronić wartości, ale że lepiej robić to z głową. I zarzut wobec Bratkowskiego nie dotyczył przecież tego, że chamstwo mu się nie podoba, tylko proponowanych przez niego środków zaradczych. Mnie w każdym razie ich skuteczność wydała się mocno problematyczna, z powodów, które wyłożyłem.
Do internetowego chamstwa są zasadniczo trzy podejścia: tolerować i udawać, że się nie widzi, tępić i stosować ostracyzm, rozmawiać i próbować wychowywać. Pierwsze wydaje mi się najgorsze, bo właśnie przez nie fala chamstwa mogła się rozlać tak szeroko. Trzecie brzmi idealistycznie i szlachetnie, tyle że – jak już napisałem – jego skutki są żadne, co mówię z sieciowego doświadczenia. Cham jest chamem dlatego, że nie rozumie (i nie ma najmniejszej ochoty zrozumieć) innego punktu widzenia poza swoim, że przyjemność sprawia mu nie osiągnięcie kompromisu, nawet nie wygrana, a zniszczenie przeciwnika (najlepiej tak, żeby po drodze zadać mu jak najwięcej bólu), jak również dlatego, że język nie jest dla niego narzędziem komunikacji, tylko wyrażania agresji. To wszystko sprawia, że wychowanie chama na jego terenie i przy zgodzie na używanie jego narzędzi nie jest możliwe. To jest rozwydrzony bachor, wobec którego zwykle bezcelowe jest ustępowanie i głaskanie po główce, bo to tylko pogłębia problem.
Możliwe jest natomiast wychowywanie rozwydrzonych bachorów poprzez jasne, spokojne i konsekwentne stawianie granic. Co w necie oznacza powiedzenie: jeżeli chcesz tu wejść, musisz przyjąć nasz język i nasze formy. Nie chcesz? Twoja sprawa – możesz wrzeszczeć, tupać i tarzać się po podłodze, ale i tak ci to nic nie da. Nie wpuścimy cię, dopóki sam się nie zdecydujesz na zmianę zachowania.
Nie chodzi tu nawet o karanie, tylko o wyciąganie konsekwencji i dawanie chamowi okazji do zrobienia własnych (być może całkiem dla niego nowych) doświadczeń, co – jak wiadomo – daje najlepsze skutki wychowawcze. Lepsze nawet niż rozmowa. 😉
No i oczywiście z tego punktu widzenia zarzut akurat wobec Dory, że siedzi z założonymi rękami i nie broni wartości, jest całkowicie nietrafiony. Kto jak kto, ale ona ma w walce z internetowym chamstwem poważne zasługi, które na szczęście nie tylko przeze mnie są doceniane. 🙂
No coś takiego! Najpierw się okazało, że foma żyje, a zaraz potem, że Babilas również. 😯
Lecę po TROMBY. 😆
Bobik:
Jeśli tromby, to wyłącznie jerychońskie.
babilas, dzięki w imieniu pani fomowej.
a Ty Bobik, jakbyś z szoku nie wiedział jak się zachować, nie po tromby, a po flaszkę się leci…
Babilasie! 😯 Przecież ta tromba jerychońska jest trująca!
To już chyba lepiej faktycznie po flaszkę skoczę. 😎
Kto zresztą powiedział, że nie da się połączyć przyjemnego z pożytecznym: 😈
http://www.flaschenland.de/images/product_images/info_images/500ml_Klarglasflasche_Trompete_815_0.jpg
A do tego skrzypce:
http://delikatesyverde.pl/likier/755-nannerl-himbeer-liqueur
Witam 🙂 Cały czas tereny leśno- ogrodowe, stąd zaległości blogowe. Ale w nagrodę jajecznica na świeżych kurkach. 😀 Ciekawe, gdzie się schował Lisek? https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/OgrodVII07#5622453814012408130
Bobik, dobry piesek szukaj 🙂
@Rysberlin. To są najprawdziwsze malinowe wygrzane na słońcu
To co z tym Hugem?
Przeczytalam wlasnie jaka piekna note dyplomatyczna wystosowal rzad RP dp panswa Watykan w kwestii o.Rydzyka.
Letkie zaskoczenie wywolaly nieznane mi dotad kategorie czynow zakazanych, takie jak „szkodzenie wizerunkowi Polski w swiecie” oraz „nielicuje z charyzmatami kaplanstwa”.
😯
Skrzypce o smaku malinowym!! 😀
Pomidory malinowe!
U mnie zbierane na sok i nalewkę – maliny, oczywiście! 😀
Bardzo tęsknię za Liskiem. I za Andsolem….
Ha, spałem z nietoperzem ! Jak tytuł sensacyjny… Ale nie był to Nietoperz z Zemsty…, okazało się, że w domku letnim znajomych zagnieździły się nietoperze. Jeden polazł do mnie po podłodze, został wyniesiony na dwór, drugi znalazł się na pięterku, nie wiadomo, kto się bardziej wystraszył, on czy my. wlazł pod komódkę i podobno w nocy latał. W nocy to ja śpię… może zdjęcie wyjdzie, to Wam pokażę.
Irku, w takim ogrodzie szukanie jest czystą przyjemnością. Zaraz się zabieram do. 🙂
Bobiczku, przeczytałam dopiero @9:48 – dzięki za miłe słowo 😉 I tak, doświadczenie internetowe mówi mi dokładnie to samo: są ludzie, którym się nie przetłumaczy i juszszsz. Wtedy trzeba postawić granicę. Bratkowskiego za koncyliacyjność podziwiałam w czasach karnawału „Solidarności” – też byłam naiwna, ale i młoda, teraz-żem za stary wróbel. Lubię go, bo to przyzwoity gość, ale… no cóż.
A ja znowu, kolejny raz, zapomniałem o zawieszeniu budki lęgowej dla gacopyrzy. 🙁 A tak mi się marzyło, żeby się lęgły gdzieś koło domu i żebym mógł o nich snuć takie horrorystyczne opowieści jak Tadeusz. 😎
Maliny też ostatnio zbieram bardzo intensywnie, ale do żadnych soków czy nalewek nie dochodzi. 😳 Wszystko trafia prosto do zgłodniałych paszcz domowników.
Heleno, czyżbyś nie zauważyła, że w gramatyce panuje ostatnio coraz większy postmodernizm? Anything goes. Hugiem, Brunowi, Otta… I powinniśmy śpiewać hosanna, że postmodernizm tej odmiany jest z gatunku łagodnych. Równie dobrze mógłby być hardcore: to Bruno, tego Bruna, temu Brunu… 🙄
Owe traby jerychonskie sa halucynogenne. Nie polecam.
Ogrod irka sliczny, u mnie takie masy nie chca rosnac – wody za malo. Ale maliny tez mam! Tylko nie takie smaczne …
Do przyzwoitości Bratkowskiego nikt tu nie miał najmniejszych zastrzeżeń (ja przynajmniej takowych nie zauważyłem). Polemika jest tylko z jego diagnozą i proponowaną kuracją, a to przecież jak najbardziej uprawnione i myślę, że nawet w jakiś sposób pochlebne dla Autora. 😉 Gorzej, jak na tekst wszyscy machają ręką i uznają, że nie warto z nim dyskutować.
A w sprawie rozmawiania jeszcze raz odwołam się do własnych doświadczeń. Moje pierwsze odruchy, „z natury”, są zwykle dość koncyliacyjne i na ogół nie mam do siebie o to pretensji. 😉 Ale w niektórych sytuacjach takie odruchy zaczynają graniczyć z wygodnictwem, na czym też parę razy w życiu się złapałem. Po prostu łatwiej mi było nie zająć wyraźnego stanowiska, zamiast nadstawić karku. Odkąd sobie to uświadomiłem, przyglądam się baczniej swoim motywacjom – czy biorą się one rzeczywiście z rozumienia racji obu stron i chęci mediacji, czy z tego, że mi tak wygodniej. I jeśli odkrywam, że zachodzi ten drugi przypadek, czasem jednak warczę i karku nadstawiam, żebym potem nie musiał gryźć się we własny ogon.
No i przy tym jestem jednak pieskiem praktycznym. Nie lubię działań pozornych, służących tylko temu, żeby ładnie wypaść na obrazku. Zanim coś zrobię, lubię się zastanowić, czy to ma sens. 😉
Kurczę, że ja tym obiektywem zaryłem w bruk ulicy… 🙁 Niedawno mi się jeszcze wydawało, że będę musiał przejść na ogród kaktusowy, jak u Zwierzaka, ale w ostatnich tygodniach woda lała się strumieniami i też mi masy zielonego (a i różnokolorowego) wyrosły. Łażę po tym zielonym i cały czas wzrokiem kadruję: tu bym taką fotkę strzelił, a tu taką, a tu jeszcze inną… I guzik, niczego nie strzelę. 👿
Kupienie nowego aparatu już tacie zleciłem, ale on sprawę trawi znacznie dłużej od Jobsa. 😉
Mnie najbardziej wkurza powoływanie się na wolność słowa, gdy ewidentnie chodzi o zysk. Jak na forach onetowym czy gazetowym, gdzie im więcej kontrowersyjnych zdań, tym więcej kliknięć, a im więcej kliknięć, tym więcej możliwości spojrzenia na kolejną reklamę. Wrrr
A teraz dziwić się, że jest tak, jak jest…
O, tu się podpiszę wszystkimi czterema łapami. Używanie wolności słowa do celów widomie obrzydliwych w mojej młodej piersi też wywołuje warkot.
Pomyślałem sobie, że mój pogląd na rozmawianie z chamami mogę właściwie zreferować znacznie krócej, niż to zrobiłem. 😉 Owszem, można czy nawet należy rozmawiać, kiedy cham zobowiąże się do zrezygnowania z chamskiej agresji słownej i w ogóle chamskiego języka (a niedotrzymanie umowy poskutkuje natychmiastowym zakończeniem konwersacji). Czyli wtedy, kiedy cham – przynajmniej na czas rozmowy – przestanie być chamem. 🙂
Pewną trudność może stanowić rozróżnienie między ostrymi sformułowaniami (z których rezygnacji wcale się nie domagam) a chamstwem. Tu na pewno mogą być różne przypadki graniczne, gdzie koniec końców będzie decydować osobista wrażliwość moderatora. Ale żebyśmy to w życiu mieli tylko takie niepewności… 😉
Podobno ma być lepiej, przynajmniej w niektórych sprawach i prawach. 🙂
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1516694,1,swiat-dla-ludzi-i-zwierzat.read
Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie zaskarżyć rodziny za zlikwidowanie mojego posłania. Wprawdzie nigdy z niego nie korzystałem, bo za swoje uznałem fotele, kanapy i łóżka, ale jak się należy, to się należy.
Muszę się zresztą bronić przed krzyczącą niesprawiedliwością. Posłania Pręgowanej nie zlikwidowali, chociaż ona też nie korzysta i to z identycznych powodów jak ja. 👿
Och, Bobik, prosze Cie, nie wciskaj mi tego liberalnego kitu. Za duzo sie tu mowi o Praach zwierzat, a zamalo o Obowiazkach.
Moge oddac Kotu co kocie, a gorylowi co goryle, ale w zamian oczeekuje, ze:
1. Kot bedzie sie stawial na zawolanie takze wtedy kiedy sie go wola z miejsca innego niz kuchnia,
2. Zechce posprzatac po sobie futro rozrzucone na tapczanie i swiezej poscieli.
3. Bedzie mruczec na zadanie.
Is this too much to ask?
jestem z Helena cialem i dusza przy punkcie 3
mruczenie na zadanie i to tak w dzien jak i noca 🙄 🙂
A przydaloby sie takze wyrugowac z jezyka Wiadomego Zwieerzecia takich wyrazen i zwrotow jak „Olewam!”, „Nie slyszalem”, „Pocaluj mnie w kuper”, „Wynocha z fotela”, „Nie zawracaj mi glowy” , „A la poubelle”, „Ca commence!”, „Gledzisz po proznicy”, „Mam wazniejsze sprawy niz skakac wokol ciebie”, „Jeszczcze jedno takie slowo, a zloze skarge do RSPCA”.
do ostatnich linkow o liberalnym podejsciu do „zycia” i chamstwie
autor malutkiej ksiazeczki, wlasciwie broszury „Empört Euch”,
„Indignez – vous!” w ciekawej rozmowie (niestety po niemiecku)
http://www.videoportal.sf.tv/video?id=7E6931CB-739C-4FAA-BDF5-4C17B32D4078&referrer=http%253A%252F%252Fwww.tvprogramm.sf.tv%252Fdetails%252F73eae8a5-a749-4eb8-92f5-dce921574451
masz fajny ogrod Irku 🙂
Pleple. Policzymy sie jak wroci. 👿
Ej, Bobiku, to nie było przecież zwrócone przeciw Dorze, to był ogólny mój pogląd!
Doro, mam nadzieję, że kiwania palcem w bucie nie wzięłaś do siebie.
Z drugiej strony martwi mnie kiedy próby szukania pozytywnych rozwiązań kwituje się ni to wzgardliwym, ni to pobłażliwym określeniem „naiwniactwo”. Przykładamy w ten sposób łapkę do rozmydlenia negatywnych zjawisk. A może nawet trochę dajemy na nie przyzwolenie.
A w ogóle jest zimno i mnie telepie.
Rysiu, jesteś pewien, że magiel na Wyzwolenia? W którym miejscu? Strasznie mnie żre to pytanie, więc powiedz, proszę!
Profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski śpiewał kiedyś tak:
Mówiła mi mama,
bym się nie bał chama,
bo cham to jest cham
i boi się sam.
Zastanawiam się, czy to naprawdę prawda i czy cham się boi. Jakie jest Wasze zdanie w sprawie siębania chama?
Cham pospolity się boi, niepospolity – nie.
Nisiu, pewnie, że nie wzięłam do siebie 🙂
Ja też oczywiście staram się czasem agresywnego delikwenta przyhamować. Nawet ostatnio – Wielki Wódz coś wie na ten temat 😉 Ale czasem rzeczywiście po prostu się nie da.
A czy cham się boi? Może nie wszyscy, ale niektórzy – myślę, że tak. Pokrywają niepewność. Boją się własnej słabości.
Jak padło tu pytanie „gdzie jest lisek”, chciałam odpowiedzieć, że jak znam liska, to po uszy zagrzebany w Konkursie im. Czajkowskiego. I sprawdziło się – właśnie puścił ciekawą linkę na Dywanie…
Się boi. Dlatego jest nienaturalny i nerwowy.
Już chciałam jęknąć,np. na zagrzebanie w instytucji, ale wcześniej przeczytałam to http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114377,9840476,Wspolczesne_polskie_niewolnice.html
A, to przepraszam, że ja wziąłem do Kierowniczki to, czego Kierowniczka nie wzięła do siebie. 🙂 Pewnie nie dość uważnie przeczytałem. 😳 Ale pochwała dla Kierowniczki się nie zmarnowała, bo zasłużona była. 😀
Czy cham się boi? Pewnie gdzieś w głębi swego jestestwa tak. Ale niebezpieczne jest to, że on nie wie, że się boi. I zrobi wszystko, żeby się tego nie dowiedzieć, bo wtedy by mu cały system trzasnął. Więc gra sam przed sobą i przed innymi rolę niebojącego się – do ostatka, do szału, do dna. Bo według niego nie bać się, to atakować i nigdy nie iść na żadne ustępstwa. Kompromis to dla bojaźliwych. Rozsądek, uprzejmość, wahania – dla bojaźliwych. A już przyznanie się do błędu, to po prostu szczyt tchórzostwa. 🙄
Nisiu, my tu, na blogu, właściwie bardziej ciążymy ku zbawianiu świata niż ku cynizmowi, więc chyba nie ma obawy, że wszelkie próby szukania pozytywnych rozwiązań opatrzymy etykietką „naiwniactwo” i odłożymy do szuflady. 😉
Mnie się po prostu ten konkretny tekst Bratkowskiego wydał nieco oderwany od internetowych realiów, a jego pomysł na rozwiązanie problemu mało skuteczny. Może zresztą mam specyficzny punkt widzenia gospodarza blogu. Za swoje zadanie uważam w pierwszym rzędzie ochronę moich Gości przed chamami, a nie nawiązywanie dialogu z chamowem. Dialog z inaczej myślącymi, z przeciwnikami ideowymi – bardzo chętnie, póki używają argumentów. Ale jak biorą pałkę, to moja chęć do dialogu się kończy, a wkracza instynkt samo- i cudzozachowawczy.
Warto zresztą zauważyć, że moja propozycja ostracyzmu wobec chamstwa dotyczy zachowań, a nie osób. Jeżeli Szaweł nagle przejrzy, zmieni nick na Pawła i zacznie się zachowywać przyzwoicie, to go wpuszczę i nawet będę udawać, że go nie rozpoznałem po IP. 😆
Mordko, gdybyś miał trudności z tym policzeniem, to daj cynk. Przyjadę Ci pomóc i nawet kalkulator mogę przywieźć.
Też coś, przypominać zwierzętom o ich obowiązkach! 👿
Ja wychowałam się na Pradze i coś tam wiem o korzeniach chamstwa… Na chama trzeba sposobem. Jak mieszkałam jeszcze w tzw. trójkącie bermudzkim (sześć lat tam spędziłam! samiuteńka!), miałam taką przygodę: wracając późnym wieczorem do mojej wynajmowanej dziupli przechodziłam koło nocnego sklepiku (w tej samej kamienicy), a tu kilku agresywnych szczeniaków zaczyna zasuwać, czego to by ze mną nie zrobili. Zastosowałam metodę słownego rozbrojenia i powiedziałam spokojnie do jednego z nich: Synku, mogłabym być twoją mamusią. Przymknął się natychmiast.
Ale nie zawsze tak się da, bo agresja rodzi agresję. Już się wtedy nauczyłam, że lepiej ją powstrzymywać i zachować zimną krew i pewność siebie.
Bobiczku (@16:33, ostatnie zdanie) – a przydarzyło Ci się już coś takiego? 🙂
Tekst Bratkowskiego uderzyl mnie nie tylko naiwnoscia wobec inetrnetowych realiow, ale metoda wyjasniania. Rozmowy z zaprzyjaznionymi psychoterapeutami i wlasne doswiadczenia to na pewno podstawa do przemyslen, ale o internecie juz tyle ciekawie napisano – wcale nieanegdotycznie – ze rozmowa typu „przyjaciel psycholog i przyjaciel psychoterapeuta podrzucili mi mysl” jednak uderza jako troche anachroniczna.
Zas zastanawianie sie nad chamem w liczbie pojedynczej tez moze zwiesc na manowce. Mozliwosc anonimowego, a nawet nieanonimowego wypowiadania sie na szerszym forum otwiera duze pole mozliwosci dla roznego rodzaju osobowosci. Jeden jest agresywny ze strachu, inny dlatego, ze sie socjalizowal w srodowisku, w ktorym agresja slowna (niekoniecznie zreszta usiana wulgaryzmami) jest przyjeta norma. Mysle, ze jak i w innych sytuacjach spolecznych, nie zawsze da sie zanalizowac glebsze motywy kazdego indywidualnego aspolecznego zachowania, i nalezy zachowac zdrowy rozsadek, ktory przeciez na codzien jednak jakos zachowujemy w niewirtualnej przestrzeni spolecznej, gdzie pewne zachowania uwazane sa za nie tylko nie na miejscu, ale za niezgodne z obowiazujacymi regulaminami, czy nawet prawem. I trudno brac kazda sytuacje, w ktorej ktos sie niegrzecznie lub agresywnie zachowal za sytuacje wylacznie terapeutyczna, przy calej sympatii do osiagniec wspolczesnej psychologii (zreszta wielu wspolczesnych psychologow akurat sie z takim podejsciem sie zgadza, bo docenia uwarunkowania sytuacyjne indywidualnych zachowan).
O czym zreszta wlasnie przed chwila napisala Dora. 🙂
A, i ciesze sie, ze Mordka wreszcie sie pojawil, by domagac sie, jal zwykle, o prawa ucisnionych… 😆
Spisane beda czyny i rozmowy.
Nie podawał już ktoś tego? Obejrzyjcie, to wręcz arcydzieło.
Tribe Meets White Man for the First Time
http://www.youtube.com/watch?v=oyLvdm1JXsg
Zwróćcie uwagę na piękne twarze tych ludzi i wspaniałe tło muzyczne.
Pani Kierowniczko, pewnych zeznań nawet rozżarzonymi obcęgami się ze mnie nie wyciągnie. 😆
Podczytałem wreszcie Bratkowskiego 😆 Nie zawiódł moich oczekiwań 🙁
Trochę jego esej przypomina Lema we wczesnym okresie zainteresowania Lema Internetem: otóż Lem dużo pisał o Internecie, dużo negatywów, z małym problemem: otóż on się nim nie posługiwał.
Mam wrażenie, że nie docenia się (i on, SB) istoty zmian dokonujących się społecznie, a które są odzwierciedlane w twórczości internetowej. Z pisemka SB wynikałoby, że on sądzi, że to są takie wybryki, normą jest sposób pisania SB (podobny do Niniejszego Bobatego Bloga). Tak nie jest. Bardzo fascynujący obraz wyłania się z badań empirycznych (taaaa:
http://digitalyouth.ischool.berkeley.edu/
Pojawia się nowa jakość.
O sytuacji w Polsce można tylko powiedzieć, że nic nie można powiedzieć. Brak badań empirycznych, dominuje gdybanie i analiza własnej śliny (co na język przyniesie).
Akurat pewne badanie empiryczne znam dość dobrze (hehe): słownictwa zamkniętego blogu. Wynika z analizy, że uczestnicy posługują się po prostu standardem, ale bardzo ważną rolę gra zabawa słowem, co obejmuje i te nieszczęsne tzw. wulgaryzmy, które akurat nie są tak częste, jak by się wydawało. Tylko że subiektywnie rzucają się w oczy (jak i te zabawy słowami).
Badać badać badać, Nie gdybać.
O, jakoś z Moniką często wpadamy na ten sam temat…
a, ten zamknięty blog to uczestnicy młodzi, albo bardzo młodzi. W odróżnieniu od blogu, eee, gdzie są młodziawi albo bardzo młodziawi.
Ja nie widzę przeszkód, żeby w prywatnych pogawędkach sobie pogdybać, jak jeszcze badań nie ma 😀 ale tam, gdzie są, warto z nich korzystać, nawet w nienaukowej rozmowie, bo pod wpływem twardych liczb nieraz można zmienić swoją opinię o różnych rzeczach.
A wiek uczestników na moje wyczucie bardzo istotną rolę w uczestnictwie sieciowym odgrywa, bo jednak z wiekiem potrzeby się zmieniają. W b. dużym uproszczeniu – przechodzi się od potrzeby potwierdzenia przynależności, do potrzeby wymiany poglądów. Jak również od potrzeby zamanifestowania odrębności od świata starszych, do bycia światem starszych, co ma dalsze konsekwencje. 😆
Już nie będę za każdym razem dodawał, że uogólniam i nie do wszystkich przypadków moje wywody się stosują. Raz na wszystkie przypadki to powiem. 😈
Film od Pawła coś mi się nie otwierał, więc znalazłem na tubie inną wersję, bez tła muzycznego, tylko z offowym komentarzem. Ale też była fascynująca.
Oj, szkoda, bo muzyka nadaje klimat temu klipowi.
Bobiku, a ten?
http://www.youtube.com/watch?v=FyHYbsXt05k
Myślisz, że dzisiejsi młodzi będą jutro dzisiejszymi starszymi??? Hm. Mam wątpliwości, no, ale to nie mój problem będzie!
A to się otwarło, dziękuję. 🙂
Faktycznie z muzyką inaczej, ale że wysłuchałem komentarza też nie żałuję. 😉
Tadeuszu, nie wszyscy będą. Ja na przykład nie będę starszym, bo tak sobie mocno postanowiłem. A skoro ja mogłem, to i inni mogą. 😆
Bobikowi się film nie otwierał, bo „może zawierać treści nieodpowiednie dla niektórych użytkowników”. Konkretnie to są takie treść, że Papuasi chodzą na golasa. Trzeba strzec niewinne dzieci przed widokiem, nie bójmy się tego słowa, cycka (jak dziecko się zaloguje i można mu wysyłać spam, to już nie jest takie niewinne, a ściślej mówiąc, jest winne samo sobie).
Stąd następna rzecz do rozważenia: chamstwu w internecie można się przeciwstawiać na rożne sposoby, a jak się przeciwstawiać takiemu debilizmowi w wykonaniu korporacji? Jak wykazaliśmy na przykładzie portali informacyjnych, raczej nie można.
Treści, nie jedna treść. 😳
Moj filtr przepuscil to wideo.
O roznych metodach kontrolowania internetowych tresci:
http://english.aljazeera.net/indepth/opinion/2011/06/201162411435684939.html
A czemu ja nie mam dać zdjęć??? No nie wiem czemu.
https://picasaweb.google.com/tad46ster/OrlickieGorzanow?authkey=Gv1sRgCMKc1KyMorbpOg&feat=directlink
Uwaga, treści mogą być dla wrażliwych drażliwe. Dla mnie np.
Podziele sie jeszcze z wami przepisem kulinarnym. Na lunch byla straciatella; lekki chudy rosolek z lanymi kluskami utartymi z duza iloscia parmezanu; posypac koperkiem i/lub ziel. pietruszka.
Wielki Wodzu, ale mnie się ten film nie otwierał po niemiecku, a Niemcy na goliznę nie tacy wrażliwi. 😆
Konkretnie to jest tak, że golizna „neutralna”, zwłaszcza od pasa w górę, praktycznie w ogóle nie jest cenzurowana, od 16 lat jest seks ostry albo perwersyjny, a od 18 lat (bardzo rzadkie ograniczenie) dozwolone są filmy ze scenami bardzo brutalnymi, nawet jak w nich golizna w ogóle nie występuje. Więc nie bardzo rozumiałem, w czym właściwie rzecz.
Zresztą, inne wersje na tubie otwierały się bez problemu, tylko ta jedna jakaś taka świętoszkowata była.
Króliku, ja taką stracciatellę niemal co drugi dzień zasuwam, tylko z zieleniny sypię wszystko, co mi w łapy wpadnie.. 🙂
Ale maleńki ten gacopyrz Tadeusza! 🙂 Czy to młodziak, czy gatunek taki?
A te czaszki gdzie leżą? Bo ja mam niejasne wrażenie, że tam byłem i widziałem je na własne ślepia, ale tak dawno to było, że mogło mi się z jakąś inną miejscowością nałożyć.
Króliku, zielona pietruszka jest świetna nie tylko do stracciatelli. Nadziewam ją ryby słodkowodne ( pstrągi, liny itd.) na około 3 godz. przed smażeniem. Smak i aromat niepowtarzalny 🙂
No właśnie nie wiedzieliśmy kto on, znaliśmy się tylko na ropuchach… trochę wyglądał jak chory.
Słynne czaszki są w Czermnej, a to jest Gorzanów (ale oba Grafschaft Glatz), gdzie właśnie można obserwować zagładę dużego cennego zamku renesansowego, nijak przez wojnę ani komunę nie ruszonego. Czaszki akurat przy kościele, ładnie odremontowanym, z potwornymi zdobieniami w stylu polskim w środku…. To zdjęcia z rowerku po górkach właśnie 🙂
Znalazłem w sprawie tego pałacu bardzo rozczulający dokument, który zainteresowanym ładnie chroni tyłki.
http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/1D8AC1BC
Można było chociaż spróbować, powie ktoś, a ja dodam, że to by nie było wcale trudne. Tylko że wymagałoby ruszenia tyłka, a taki poruszający się urzędnik jest goły i bezbronny jak rak pustelnik podczas wylinki.
No i jeszcze by się przydał prawnik z własnym mózgiem, a nie sfrustrowany radca na 1/32 etatu. 😈
Czytałem tę wspaniałą odpowiedź. Już piję melisę… ludność miejscowa zagospodarowuje jak może zamek, np. tak
http://dolnoslaskie.fotopolska.eu/164838,foto.html
(to moja pierwsza wizyta, zatkało mnie).
Irku, uwielbiam slodkowodne, nie za duze, oproszone maka i na patelnie. Tez „nadziewam„zielona pietruszka dla aromatu. Ale po smazeniu polewam jeszcze buerre noisette z kropla cytryny. Za ostatnim pobytem w Warszawie smazylysmy tak z siostra plocie. Masz bardzo piekny ogrod, Irku. Moj jest podobnie zarosniety; musze zrobic zdjecia.
Tadeuszowe okolicznosci przyrody, lacznie ze stoicko ulozonymi czszkami i piszczelami, bardzo malownicze.
Bobiku, ja tez stracciatelle moglabym co drugi dzien. Staram sie przyrzadzac swieze i bardzo proste potrawy, bo szkoda mi czasu na gotowanie, kiedy mozna sobie siedziec na lezaku z ksiazka i sluchac glosu ptaszat. Wchodze do domu tylko na dzwiek kosiarek do trawy z sasiedztwa.
To ja już jednak po tak długim czasie nie rozstrzygnę, czy te czaszki wiziałem w Czermnej, czy w Gorzanowie. W każdym razie musiały na mnie zrobić spore wrażenie, skoro pamiętam, że widziałem. 😉 A najważniejsze, że grafszaft się zgadza. 😎
W sprawie pałacu przypomina mi się za to niemieckie wyjaśnienie, na czym polega urzędnicze mikado: kto się pierwszy poruszy, ten przegrał. 😕
Gdy w ryja Panu zaraz dam
a pan mi zaraz odda
to który z nas jest większy cham
czyja wredniejsza morda?
Bo mnie się zdaje, jakem cham,
że drakę to dwóch wznieca
nigdy się nie wygłupiam sam
by sterczeć jak ta świeca
Pierwej zębami zgrzytam aż
nerwy mnie opuszczają
w niebezpieczeństwie wtedy twarz
tego, co nerwy zajął
Mnie dość powiedzieć: tak i tak
ja przyjmę argumenta
lecz gdy powtarza kto nie w smak
to już forteca wzięta
Sugestią wredną, słowem złym
czy kłamstwem bałamutnym
rzuć we mnie, będzie z tego dym
jam zrzucił wór pokutny
Jak wspinasz na wyżyny się
cienkich aluzji wielu
zważ, czy w pobliżu nie ma mnie
drogi nieprzyjacielu
Na cienkie twe aluzje mam
odpowiedź zawsze jedną:
wpierw słowom twym zadaję kłam
a później walę w sedno
Oblicza chamów różne są
nic tego już nie zmieni,
że większym chamem – po za mną –
są nieźle wykształceni
Ja wolę być już prosty cham
niewyrafinowany
bo kiedy trzeba w mordę dam
stając w obronie damy
inteligencki za to cham
jak szpilką słowem kłuje
wydaje mu się, że wśród dam
umysłem swym bryluje
Myśl złą owija w wątków nić
by ukryć swe intencje
nikt nie dostrzega, że on lżyć
chce mieć plenipotencje
Lecz wśród bystrzachów trafi się
jeden prościutki człowiek
dzięki któremu, że jest źle
się towarzystwo dowie
I choćby nie wiem ile słów
w obronie chama padło
to dla spokoju wielu głów
nie sprzedaj duszy diabłom
Nim potępienia rzucisz cień
na głos prostego chama,
wsłuchaj się w słów złych wiele brzmień
byś sam nie popadł w blamaż
A teraz rasistowski dowcip – na koty:
Do dyrektora cyrku przychodzi gość i rzecze:
– panie dyrektorze, mam numer, że spadniesz pan z konia…
– dawaj pan
– mam kota, który mówi.
?
– kiciuś, powiedz panu dyrektorowi jak brzmi czas przeszły czasownika mieć…
….
…. Po chwili ciszy: miałłłłłł….
Na to dyrektor: spadaj pan, mam tu głodnego aligatora…
– ale panie dyrektorze, on naprawdę mówi, kiciuś, powiedz panu dyrektorowi jak się nazywa najdrobniejsza frakcja węgla…
….
….…. Po chwili ciszy: miałłłłłł….
Panie, może wolisz pan mieć z głodnym hipopotamem do czynienia, won!
Wyszli
Deszcz zacina, wicher wieje, kiciuś spod pazuchy wychynął i mówi:
– może ja powiedziałem coś nie tak….
zeen zagrzmial w Robin Hoodowskim stylu tak jakby. A moze nawet Charles Bronsonowskim (kto pamieta Death Wish Jeden, Dwa, Trzy, Cztery, Piec, Szesc); zawsze z dubeltowka, bazooka, meczeta w obronie slabszych. Badz tu madry i pisz wiersze.
Cóż, wobec tak nagłej erupcji talentów poetyckich, jedyną i ostatnią rzeczą, którą mi pozostaje jest przytoczenie pewnej anegdoty. Otóż w dawnych czasach Jan Himilsbach przytoczył się był do SPATIFu i na entrée zakrzyknął od drzwi: Inteligencja wypierdalać!. Na co Gustaw Holoubek wstał od stolika, ukłonił się i rzekł: Nie wiem, jak wy, panowie, ale ja wypierdalam!
No więc, wypierdalam. Było miło (ale się skończyło). Dziękuję za wszystko. I do zobaczenia w jakichś innych miejscach internetu.
Nisiu, bylem pewien 🙂 zasialas ziarenko 🙂 jednak patrzac w notatki i w googlowa mape wychodzi ze jest to Wyzwolenia 77
(Magiel elektryczny pani Danuty Rolak)
Dzień dobry 🙂
Skoro pojawiam się o takiej strasznej porze, to jest jak w banku, że mam jakieś strasznie ważne i pilne sprawy do załatwienia, bo nic innego nie zmusiłoby mnie do wywleczenia się z betów. W związku z tym nie jestem w stanie w tej chwili zajmować stanowiska wobec jakichkolwiek spraw – wszystko po powrocie. 😉
Did I miss something? 👿
Witam 🙂 Dzisiaj późno, chociaż od 6 rano w terenie. Chcą poprawić komfort życia żubra 😀 http://www.lasy.gov.pl/zakladki/aktualnosci/aby-lepiej-chronic-zubra-lesnicy-realizuja-nowy-projekt
Wróciłem z Düsseldorfu roztapiając się po drodze, bo dziś dla odmiany zapowiadane ocieplenie przyszło, a nawet przeszło samo siebie i zgodnie z zapowiedzią coś szczeknę. Coś, co zapewne nikogo do końca nie zadowoli, ale trudno – taka rola gospodarza, że szczekać musi. 🙄
Gdyby wiersz zeena był po prostu ogólnym robinhoodyzmem, byłoby to zajęcie pewnego stanowiska z którym można by dyskutować. Ale nie czarujmy się – w związku z niedawnymi zaszłościami można ten wiersz odczytać również jako personalne – i nieładne – odegranie się na andsolu, a to już podpada pod punkt 6 regulaminu: złośliwości grube, raniące i zamierzone. Zaś dodatek o rasistowskim dowcipie na koty z puentą, że jednak kotek miał rację, stawia pod znakiem zapytania szczerość niegdysiejszych przeprosin za raniący dowcip. Ten efekt może nie był zamierzony, ale jednak tak wyszło.
Pewien stopień prowokacyjności bywa dla blogu (i nie tylko) ożywczy, bo pozwala się zmierzyć z różnymi schematami i ślepymi uliczkami myślowymi. Ale kiedy kolejne prowokacje zamiast fermentu myślowego przynoszą tylko urazy, niesnaski, konflikty i późniejsze obolałości, chyba najwyższa pora się nad tym zastanowić. I albo nauczyć się prowokować tak, żeby nikomu poważnej krzywdy nie robić, albo z prowokacji w ogóle zrezygnować. A już zwłaszcza osobistych. Bo chyba większość z nas jednak nie znajduje przyjemności w rozmowie zagrożonej ciągłą perspektywą jakiegoś wybuchu.
I można tego ciągłego zagrożenia unikać – dzięki takiemu prostemu wynalazkowi jak samokontrola. Wystarczy sobie pomyśleć – czy rzeczywiście warto wrzucać post, który jak amen w pacerzu spowoduje kolejną drakę? Czy stanie mi się coś, jeżeli go nie wrzucę albo sformułuję tak, żeby nie było w nim żadnych personalnych aluzji? Czy ucierpi na tym jakaś ważna sprawa, jakaś wartość, której trzeba bronć? Czy tylko moje ego, któremu czasem wręcz się należy ode mnie kuksaniec, kiedy za bardzo się zaczyna rozpychać.
Podaję to wszystko pod rozwagę, bo prawdę mówiąc sam już zaczynam bardzo źle znosić poczucie, że „za chwilę znowu się zacznie”. 🙄
Kot Mordechaj – WE miss YOU 🙂
No, spodziewam sie, Pani Kierowniczko. 😈
Króliku, dzięki za patent z buerre noisette do słodkowodnych. 🙂 🙂 🙂
A teraz druga strona medalu – Babilasie, ta historia wcale nie skończyła się w tym miejscu, gdzie Ty ją urwałeś. Holoubek, znany z ciętego dowcipu, znalazł wobec odzywki Himilsbacha okazję do – rzeczywiście, świetnego – bon motu. Ale potem w SPATiFie bywał dalej, a nawet Himilsbacha nie unikał.
Sam miewałem z zeenem ostre ściętki na innych blogach, ale nigdy mi nie przyszło do głowy „ukarać” za to tamtejszych Gospodarzy i Gości oświadczeniem, że wobec tego ja cały blog chrzanię. Co innego, kiedy większość lub duża część blogu zachowywała się wobec mnie czy moich przyjaciół nieelegancko. Wtedy po prostu wycofywałem się po angielsku, nie widząc możliwości dalszej dyskusji, ale nie chcąc też sprawiać przykrości tym, którzy na nią nie zasłużyli. I nieraz zresztą po czasie wracałem, dochodząc do wniosku, że sytuacja się zmieniła i możliwość dyskusji znowu się otwarła.
Ja też miewam do zeena pretensje o niektóre wejścia. Ale on tu jest z nami od początku, niejedną beczkę soli zjedliśmy razem, znamy jego różne strony, nie tylko tę wampirską i wiemy, że jak chce, potrafi dużo ciekawego wnieść do blogowej rozmowy. To jest zupełnie inna sytuacja niż z trollem, który wpada na chwilę, żeby narozrabiać i ucieka, ukrywając starannie swoją tożsamość. Zeen jest ze „starej gwardii”, co – bądźmy szczerzy – w każdym środowisku daje pewne „przywileje”. Nie bezgraniczne – ale jednak daje. 😉
Więc prosząc zeena, żeby zastanowił się nad tym, gdzie powinien sam sobie postawić granice, żeby nie prowokować kolejnych konfliktów, proszę również Ciebie, żebyś pomyślał, czy rzeczywiście słusznie pod adresem – było nie było – całego blogu skierowałeś swoje to wyp…dalam. Wykropkowane, bo kilka razy bardzo prosiłem, żeby wulgaryzmy kropkować. 😉
Nigdzie nie wy…chodzę 😉
Uff, Haneczko. Może przerwiesz passę. 🙂
Swoją drogą, plamy na słońcu jak nic. Blogosfera rozdrażniona jakaś okropnie. 🙄
Dziekuje, Bobiku. Mowisz i za mnie. 🙂
Szczerze mowiac, chcialam od paru dni napisac Ci wiecej o ksiazce dla dzieci, bestsellerze New York Times’a, radzacej sobie ciekawie z pytaniem o to, co to jest elitarnosc, jakie znaczenie ma inteligencja (i jaka?) i wyksztalcenie, tyle ze nie mialam czasu. Ta ksiazka, formuje przyszle poglady mlodych osob, ktore jeszcze czytaja, przyszlej inteligencji – by uzyc polskiego slowa (choc ono nie tylko polskie).
Ale na razie ide sie otrzasnac po niewykropkowanych wypowiedziach, przy pomocy herbaty jasminowej i sniadania. 🙂
Back to the Buddha Board… 😉
Moja Stara pieczolowicie przechowuje w swojej poczcie maile od zeena – szczodre i wielkoduszne, i na wyrost, ktore sprawily jej nie tylko radpsc, ale podniosly na duchu, kiedy akurat tego potzebowala. To jest ta tajna strona zeena, rzadko sie ujawniajaca na zewnatrz i ja to eozumiem: jaki Kot chcialby aby przezywano go za plecami Big Softie?
I rozumiem takze wielka potrzebe prowokacji, sam jestem nie od tego zeby nie podgryzc w lydke kiedy najdzie mnie taka koniecznosc.
Jako do tej por mzna bylo roznwazyc te dwie cechy = dopoki byly one rozdawane w rownej mierze. Ostatnio jednak zachwwiana zostala delikatna rownowaga i ja tez z coraz wieksza rpzykroscia czytam personalne ataki na kolegow i kolezanki z tego forum. Personaliow zupelnie nie da sie pewnie unuknac – jestesmy tylko kotami. Wiec moze kiedy czujemy,ze jeszcze jedno slowo, aa damy upust niedobrym uczuciom w calej ich jadowitosci, lepiej odczekaci zobaczyc nazajutrz czy aby na pewno zrobilismy blad [pwstrzymujac sie przed kolejnym postem – zgadzam sie tu z moim druhem Bobikiem.
Mam wrazenie, ze zeen jest od jakiegos czasu, jak mowi moja Stara, w zlej formie – moze cos niedobrego dzieje sie w jego zyciu,moze jakis kryzys, jakies zmartwienie? I stad ta potrzeeba odwiniecia sie i przylozenia – pa wsiem?
Haneczko, ja idę z Tobą!
Oj, Mordko, lepiej nie rozbieraj zeena publicznie na części, bo się wścieknie. Wiesz przecież, co robi wkurzona stara gwardia 😕
Jakby co, to można przyłożyć mnie. Chyba jeszcze nie oberwałam, a jeżeli, to nie zauważyłam 🙄
Tadeuszu, tylko się ochędożę po pracach ziemnych 🙂
No nie, Mordko… ja rozumiem, że Twój post z troski się bierze, ale jednak nie możemy tu nikomu stawiać diagnoz ani zachęcać – choćby pośrednio – do spowiadania się z życia prywatnego, jeżeli ktoś akurat sam nie odczuwa takiej potrzeby. Wszyscy tutaj, z wyjątkiem dużych dziewczynek i mnie, są dużymi chłopcami i zawiadomienie przez kilka osób „mamy wrażenie, że ostatnio przeginasz”, na pewno całkowicie każdemu wystarczy do wyciągnięcia wniosków. 😉
Mam teraz taką propozycję, w ramach próby poradzenia sobie z tymi piekielnymi plamami na słońcu. 😉 Wrzucę za chwilę nowy wpis i poproszę Szanownych Wszystkich, żeby ewentualne dalsze komentarze w sprawach przed chwilą poruszanych zamieszczali tutaj, a w nowym wpisie niech będą już tylko bezplamowe tematy. Bo obawiam się, że inaczej z tych plam nie wyleziemy, a poza tym nie chcę zmuszać do zajmowania się nimi również tych, którzy przychodzą tu w zupełnie innych celach.
Obiecuję, że jeszcze przez jakiś czas pod oba wpisy będę zaglądał, aczkolwiek nie ukrywam, że ucieszyłbym się, gdyby pod starym wpisem już zbyt wiele do zaglądania nie było. 🙂
Bobiku TY przewodnikiem stada i Twoje szczekniecie wazy, ale……
🙁 🙁
mimo tego ze jestem chetnie brykaczem to dzisiaj z rana odebralo mi chec brykania, sam wiem jak trudno przyznac sie do bledow, wiem jak latwo w „sieci” bez patrzenia rozmowcy w oczy wypisac slowa za szybko i za brutalnie, czynilem to sam, zalowalem tez prawie zawsze, jednak „prowokacje” zeena ida mi za daleko i pozycja blogowego blazna nawet od wiekow zaklepana dla niego nie zwalnia go od odpowiedzialnosci za slowa
andsol nie zasluzyl sobie na takie traktowanie, on i ja (my? moze sa tez inni na blogu)) bo andsola mimo jego slownych prowokacji bardzo cenie i po prostu lubie
nie trzaskam drzwiami bo nie dam zeenowi tej satysfakcji z ponownie udanej prowokacji i dlatego tez ze jest tu Was
wielu ktorych tak jak andsola cenie i lubie
i to na tyle
chyba brykanie wychodzi mi lepiej 😛 niz madralinstwo 🙄
W żadnym razie nie kierowałem wierszyka do kogoś personalnie, odniosłem się do problemu chamstwa, o którym sporo napisał Bobik, z odmiennej strony, by nie rzec przeciwnej, bo widzenia tejże mi tam zabrakło. Odczytywanie wszystkiego co napisałem w sposób jedynie przypisujący mi nikczemne intencje skwitować mogę przypomnieniem porzekadła o odzywających się nożycach po uderzeniu w stół. Przyznam, że dopisek przed dowcipem mógł zostać odczytany jako nawiązanie do niedawnej przeszłości, co jest wynikiem nie premedytacji a bezmyślności i braku ugryzienia w język, naprawdę zastosowania wstępu, jakim ostatnio opatrywane są wszelkie dowcipy krążące w moim otoczeniu. Rasistowski o kominiarzach, rasistowski o psach, superrasistowski o psach i królikach itd. Wspominałem o dyspucie na temat umieszczonego przeze mnie na blogu dowcipu i skutkach, jakie wywołał, stąd ostatnio słyszę obowiązkowy wstęp.
Reakcja Babilasa wskazuje, że chyba jest więcej niż jedna osoba, która wierszyk odczytała wg jedynie słusznej interpretacji, zatem jeszcze krótki wierszyk z dedykacją:
Nauka jest potrzebna wielce
i warto jej poświęcać czas
gdy weźmiesz sobie to do serca,
nauka ci nie umknie w las
dlatego ucz się, ucz zawzięcie
byś mógł zrozumieć wokół świat
nie warto stadnym być cielęciem
i pędzić tam, gdzie wskaże bat.
Tym kończę i realizując zapotrzebowanie blogu, przestawiam się na tryb: love
Tylko nie wiem, jak długo wytrzymam 😉 🙂
Do północy albo do pełni 😉
Zeen, moje sformułowanie „w związku z niedawnymi zaszłościami można ten wiersz odczytać…” nie sugeruje jedynej słusznej interpretacji, ale wskazuje na to, że taka a taka interpretacja jest możliwa, a nawet – w danej sytuacji – wysoce prawdopodobna. I o to przecież chodzi, żeby to prawdopodobieństwo wziąć pod uwagę i ugryźć się w język, mimo że świerzbi.
Sam mam w dokumentach trochę „tajnych” wierszyków, które podsunął mi język giętki, ale kiedy chciałem je na jakiś blog wrzucić, to sobie uświadamiałem, że mogą wyjść złośliwie w stosunku do osób, wobec których wcale złośliwy być nie zamierzałem i po prostu rezygnowałem.
Nikt – naprawdę NIKT – nie myśli o bliźnich wyłącznie dobrze. Ale gdybyśmy chcieli wyrażać wszystkie te negatywne myśli, które przychodzą nam do głowy, w ogóle by się żyć nie dało. A nawet nie tylko negatywne, ale również te, które z jakichś tam powodów komuś mogą sprawić przykrość, choć obiektywnie są neutralne. Więc każdego dnia setki razy cenzurujemy samych siebie, bo zależy nam na dobrych stosunkach z otoczeniem. A jeżeli tego nie robimy, poniekąd dajemy otoczeniu do zrozumienia: mam was gdzieś, nie jesteście warci tego, żebym ja się dla was wyrzekał swojej nieskrępowanej ekspresji. I nieważne, że wcale tak nie myślimy. Tak to jest odbierane.
Ja mam jako gospodarz dość roboty z odpieraniem trolli czy harcowników i bardzo bym nie chciał przyjmować jeszcze roli stawiacza do kąta (albo rozstawiacza po kątach) starych bywalców. Dlatego nie chcę (póki się da) mówić: ten jest be, ten jest cacy, ten ma rację, ten jej nie ma. Staram się wskazywać, co według mnie utrudnia blogowe współżycie, nie zakładając niczyjej złej woli, przeciwnie, przyjmując, że każdy będzie miał dosyć dobrej woli na to, żeby się nad moimi uwagami zastanowić i ewentualnie z nich skorzystać – tak, jak ja się zastanawiam nad Waszymi i nieraz z nich korzystam.
A robinhoodyzm był według mnie zwyczajnie niepotrzebny, bo nigdzie na blogu nie było mowy o opozycji chamstwo/inteligencja (jako grupa), tylko o opozycji chamstwo/niechamstwo (w sensie takt, kultura osobista, cywilizowany słownik, wrażliwość na rozmówcę, unikanie inwektyw i obrażania, etc.) . W żadnym momencie chamstwo nie było wiązane z poziomem wykształcenia, pozycją społeczną, finansową czy czymś takim więc ta „obrona prostego człowieka” według mnie trafiła kulą w płot. Jak i zarzut wbijania szpileczek. Właśnie w tym rzecz – żeby było co najwyżej szpileczką, a nie maczugą. Bez względu na status.
No, ale w każdym razie tryb „love” brzmi nieźle. 🙂
Rysiu, poniekąd odpowiedziałem i Tobie. Nie chcę korzystać z roli gospodarza (to określenie jednak mi wiele bardziej pasuje niż przewodnik stada) w ten sposób, żeby Szanowne Towarzystwo w trybie rozdzielczo-nakazowym rozstawiać po kątach i wystawiać cenzurki. Zdarzają się wprawdzie takie sytuacje, że już nie idzie inaczej, ale uważam to za ostateczną ostateczność.
Jako uprzejmemu gospodarzowi wręcz nie wypadałoby mi oświadczać – tego lubię, tego nie lubię, tego cenię, tego nie cenię, w związku z tym temu każę zrobić to, a tamtemu tamto. Wolę prosić o własne inicjatywy pokojowe Zgromadzonych i apelować do ich dorosłej strony niż latać z mieczem ognistym. Znaczy, wolę być satrapą miłującym niż karzącym. 😆
No, chyba że się kiedyś tak wnerwię, że… że…
Hmm. Skąd mam wiedzieć skoro dotąd jeszcze się tak nie wnerwiłem? 😎
Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie w kwestii szpilek i innych, jako to opozycja chamstwo/niechamstwo bo dostrzegam opzycję chamstwo/chamstwo, ale to już temat na dłuzsze opowiadanie, czego sobie tym razem daruję.
Powiem tylko, że kończenie dysput czy sporów ogłaszaniem triumfu jednej ze stron, nie jest cacy, o czy też przy innej okazji. Dzięki.
A gdzie był ogłoszony triumf jednej ze stron? 😯 W zauważeniu przeze mnie, że nigdzie w dyskusji chamstwo nie było wiązane ze statusem społecznym (to w końcu można sprawdzić) i w związku z tym nie było żadnej potrzeby obrony „prostego człowieka”, któremu nikt niczego nie zarzucał?
No, bez przesady. Można mieć takie zdanie na temat i nie widzę w tym żadnych przejawów triumfalizmu. Tak samo jak można mieć odmienne zdanie w kwestii szpileczek i też jest to tylko odmienne zdanie, a nie ogłoszenie wygranej.
Och, nie Bobiku, nie myslalem wcale o publicznej spowiedzi, ani mi w glowie. Myslalem o wzieciu poprawki na okolicznosc.
To ja chyba jakas glupia jestem, albo naiwna, bo wcale sie nie doszukalam drugiego dna i zadnych aluzji w wierszyku zeena, raczej dowcipnego podsumowania dyskusji o chamstwie.
Dlatego wyjscie Babilasa mnie niemile zaskoczylo. I cala pozniejsza dyskusja potepiencza.
A w ogole to jak wszyscy beda piac na jedna nute, to zrobi sie niemozliwie nudno, bo dyskusja zdechnie. Wedlug mnie nieco zlosliwosci to jak drozdze.
Moze tryb love przydalby sie nie tylko zeenowi?
Amen.
Mimo, że w sprawie kategorii chamstwa reprezentuję chyba inną szkołę, niż zeen. 😎
To jeszcze tylko dwa słowa, jako że obiecałem w tym wątku też uczestniczyć – ja bym się z kolei w tej rozmowie nie doszukiwał potępieńczości (jak się podkreśla czyjeś dobre strony to chyba trudno mówić o potępieniu?), była natomiast dość wyraźna prośba – zeen, przyhamuj, bo blog w tej chwili bardzo źle znosi napięcia, co zresztą spotkało się ze zrozumieniem zeena i nie jestem taki głupi, żeby tego nie doceniać. 🙂
Wyjście Babilasa mnie też niemile zaskoczyło, o czym napisałem – niestety, nie było możliwości, żeby z Babilasem na ten temat porozmawiać.
Co do złośliwości jako drożdży: swoje zdanie na ten temat wyłożyłem już w regulaminie i można to sprowadzić do formuły „wszystko dobre, ale w miarę”. Mogę jeszcze dołożyć: i w zależności od sytuacji. Ktoś rozbawiony i w dobrym nastroju z przytyku się uśmieje, ten sam ktoś smutny czy rodrażniony przyjmie to jako cios. Z blogami jest podobnie. 😉
A teraz z przyjemnością podpisałbym się pd Wodzowym amenem. 🙂