Who is who
Od czasu już dłuższego nie może się to zmienić:
poruszać nader trudno w publicznej się przestrzeni,
bo nigdy nie wiadomo na tej podstępnej niwie,
z kim ma się do czynienia i kto jest kim właściwie.
Na każdym kroku grożą pomyłki nam rozliczne:
ktoś kogoś gładko pośle na krzesło elektryczne,
zwymyśla od pastuchów językiem obszczymura –
prymityw to skończony? Eee, nie, to profesura.
Lub weźmy osobnika, co głównie z tego słynie,
że ludzi szczuje, gnoi, zamyka im świątynię,
aż cieszyć się wypada, że nie da wręcz po pysku –
hunwejbin to straszliwy? Skąd znowu, arcybiskup.
Czy ten gość, co z uporem żałosnym już zaiste,
próbuje publiczności ten sam wciąż wciskać występ,
powtarza starą śpiewkę z tej samej zdartej płyty –
piosenkarz niespełniony? A gdzie tam, to polityk.
Więc nie ma się co dziwić, że w takiej sytuacji
wśród wielu różnych grepsów niezbędnych naszej nacji,
wybija się ten jeden, wraz z odpowiednim gestem:
pan może mi naskoczyć! Pan nie wie, kto ja jestem!

Mam pytanie i klnę się na wąsy Sokratesa, że bez jakichkolwiek złośliwych podtekstów 😎
Wstęp:
Nisia zaserwowała nam nowozelandzkie „ciasteczko”. Z zainteresowaniem otwierałam link, bo nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek ciasteczkach, typowych dla Nowej Zelandii 😯 Myślałam, że się czegoś nowego dowiem 😎
Okazało się, że chodzi o kobietę 😯
I teraz pytanie:
czy ze mną jest coś nie tak? 🙄
Kiedy słyszę/czytam określenie „ciacho” na mężczyznę czy „ciasteczko” na kobietę, dostaję piany na ustach, szczękościsku i wzdęcia wątroby 👿
Odbieram to jako wyjątkowo paskudny przejaw seksizmu, instrumentalnego traktowania ludzi, braku elementarnego szacunku dla Drugiego Człowieka 🙁
Za każdym razem chce mi się kląć i płakać, równocześnie 😎
Prośba o diagnozę:
Powiedzcie mi, proszę, czy powinnam sobie kupić siodło? 🙄 😯
Ja bym jeszcze do produktów dołożył ultradźwięki. Aerolada z nadzieniem ultradźwiękowym – łapy lizać. 😈
Kto wie, Jagodo, czy moich dań nie będzie można sobie po prostu wydrukować 🙄
Z określeniami, nawet najbardziej nielubianymi, jest tak, że liczy się ich kontekst. Jeżeli jest ironiczny, kpiący, przymrużeniooczny, et., potrafi to zupełnie zmienić wymowę.
A jaki był kontekst w przypadku nowozelandzkim nie mogę rzec, bo tradycyjnie tuba mnie nie wpuściła. 👿
Kup, Jagodo, kup. Ja sobie też kupię i paru moich znajomych także. Będziemy dorabiać jako wierzchowce do hipoterapii.
Bobik, ty lepiej dyskretnie wybadaj Twoich Rodziców, czy nie założyli na komputerze filtra rodzicielskiego i to przez niego, jako szczenię nieletnie, nie możesz oglądać niektórych treści 😎
Ja się o pannie Hailey nie wyrażałam per ciasteczko, ale umieściłam ją w kontekście artykułu pt. „Lolity cienko miauczą”, który traktował ogólnie mówiąc o gatunku zwanym crossover 😈
OK, Vesper, kupię i będę robić za konia, który mówi 😎 … wróć, żadnego mówienia 👿 standardy poszły się gonić, nie tylko na UJocie 🙁 lepiej milczeć, choć serce wcale nie śpiewa 😯
takie som tempory & moresy i juszzzz ❗
Do zobaczenia na hipodromie 😉
Bobiku,
chodzi mi o zasadę mówienia o ludziach per „ciacho”, „ciasteczko”, w domyśle do schrupania. Szerszy kontekst: do konsumpcji seksualnej.
Takie znaczenie mają te pojęcia stosowane w odniesieniu do ludzi 🙁
Dla mnie nie do zaakceptowania 😎
Ale już wiem, że mam sobie kupić siodło 😉
I tak jest dobrze, wolę siodło …
Kiedys, 50 lat temu przydomkiem „ciasteczko myslacego mezczyzny” ktos nazwal mloda, niesamowicie utalentowana i bardzo bardzo atrakcyjna dziennikarke BBC Joan Bakewell (posrod rozlicznych romansow o ktorych opowiada w swej autobiografii, miala siedmioletni romans z H. Pinterem).. To okreslenie do niej tak przylgnelo, ze nawet dzis, kiedy ma bez mala 80 lat, baronessa Bakewell jest tak czesto nazywana. Kluczowe w tym okresleniu jest oczywoscie, ze jest ciasteczkiem „myslacegio mezczyzny” – cokoklwiek go to jest, choc jak znam zycie, wiekszosc myslacych mezczyzn odda atrakcyjna osiemdziesieciolatke za dwudziestoletnie bimbo z duzym cycem.
La Bakewell jest wciaz naprawde ladna kobieta:
http://www.mirror.co.uk/news/uk-news/joan-bakewell-grandchildrens-lives-better-206175
Tio jest chyba OK mowic o kobiecie, ze jest ciastkiem, zakladajac, ze zauwaza sie jej inne zalety, telenty, osiagniecia.
Zbytnia serioznosc w stosunkach damsko-meskich nie jest chyba zdrowa. Sa chwile kiedy mozna sobie pozwolic na pewna taka lekkosc…
A tak Joan Bakewell wygladala za mlodu:
http://celebpictu.com/images/joan-bakewell-09.jpg
Heleno,
a ja nadal wole siodło 😎
widać jestem tępa jak ochwacona kobyła 😉
i nie będę się zmieniać na stare lata, ani w ocenie profesorskich dokonań UJotowców, ani w ocenie lekkości w podejściu do seksizmu, te stare standardy wżarły mi się w mózg, jak nie przymierzając … 😉
„Ciasteczko” niekoniecznie musi mieć kontekst seksualny. Może też zastępować przymiotniki „ładny/-a”, „ładniutki/-a”, uroczy/-a”, „słodki/-a”. Używa się go czasem w stosunku do dzieci – istne ciasteczko – na pewno bez seksualnych odniesień.
Fakt, że osoby określanej jako ciasteczko zwykle nie traktuje się zbyt poważnie. Ale zakwalifikowanie tego słowa do jednoznacznie seksistowskich (choć w niektórych kontekstach może takie być) wydaje mi się za dużą armatą.
A że można go nie lubić, to insza inszość. Non disputandum. 😉
Czy w innych językach to „ciacho” i „ciasteczko” też tak funkcjonuje?
O ile wiem, to za „süsse Schnecke” można zainkasować manto 🙄
Trafiłem na stronę ” STOP Hunting Crimes in Lebanon” Zdjęcia okrutne. Ale tylko uświadomienie całemu światu tych faktów może zapobiegnie rzezi, którą się tam uprawia
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=287225398121646&set=a.227105864133600.1073741828.227080650802788&type=1&theater
Zanim, zgodnie z zasadą: „jak ci mówią, że jesteś pijany, idź spać”, pójdę spać 😉
Seksizm brzydzi mnie tak samo, jak antysemityzm i nie znajduję tu miejsca na „lekkość” 👿
Nie da się zbudować społeczeństwa wolnego, otwartego, tam gdzie seksizm traktowany jest z przymrużeniem oka 😎
Powiedziałam swoje i idę spać. Jutro kupię sobie siodło 😉
Dobranoc 🙂
Jagoda, nie doszukuj się Bóg wie czego.
Skojarz: około piątej po południu pokazałam Wam kolczyki o nazwie „Tea time”. Jako ciasteczko do tej herbaty dołożyłam przepiękną nowozelandzką pieśń, słodką jak miód. Wczoraj ją odkryłam na tubie, bo słuchałam róznych rzeczy, które śpiewa moja ulubiona Hayley Westenra – przypuszczając, że pieśń jest mało znana, podzieliłam się z Koszyczkiem odkryciem.
Wszystko.
Nie należy przesadzać z teoriami spiskowymi.
Tak nawiasem: te zabawne kolczyki (są one symbolem Herbatki u Kapelusznika) – razem z wisiorkiem przedstawiającym Kota z Cheshire i pierścionkiem Królowej Kier. Zamierzam to wszystko wpakować na siebie, kiedy pojadę na Targi Książki. Wielbię Alicję w Krainie Czarów i wszystko, co się z nią wiąże.
Bardzo lubię siostrzyczki-złotniczki, które wykonały nie tylko te drobiazgi, ale również wisiorki typu „zjedz mnie”, białego królika, który „jest spóźniony”, a także rozmaite postacie z Muminków i jakichś jeszcze historii s-f. Biżuty związane z literaturą są dla mnie szczególnie sympatyczne. Bo ja zawsze wierzę w spieszącego się Białego Królika i w to, że Kapelusznik z Marcowym Zającem wciąż siedzą przy zastawionym stole.
Na wszelki wypadek zadeklaruję otwartym tekstem (ku spokojowi Jagody):
NIGDY NIE UŻYWAM TERMINU „CIACHO” ANI POCHODNYCH W ODNIESIENIU DO LUDZI.
Jeszcze co do Hayley Westenra: jest ona w połowie Irlandką, a w połowie Holenderką. Urodziła się na Nowej Zelandii. Jest wielką, wspaniałą artystką i uroczą kobietą o wyglądzie elfa.
http://www.youtube.com/watch?v=Vn_YhD87Vxg
Lomatko, czuje sie w obowiazku tlumaczyc ze swego seksizmu, znanego zreszta na tym blogu rownie dobrze co moj zoologiczny wrecz antysemityzm.
😯 😯 😯
Sluchaj no, Kolezanko. Nie kazde ciasteczko jest antys…TFU!!! -seksistowskie. Luzu troche poprosze.
Śpiewa również takie rzeczy:
http://www.youtube.com/watch?v=jhwOjhqyMuc
dziekuje Bobik 🙂 🙂
w telewizji powiedzieli, wierze na slowo, jutro 28° 🙂 🙂
Lubie Tak
na dobranoc kolejne wysmienite (!!!!!!!!!!) zdjecie Lagoma:
Hala Mirowska w Warszawie, lata 60.
🙂
A ja zamiast cukru spożywam roślinną stevię.
a dla frakcji na dobranoc to:
Niemand versteht die Jugend so gut wie die CDU…
😉 😮
Doczytałam i poczułam się zawstydzona.
Jagodo, naprawdę myślałaś, że chciałabym uprawiać seks z Hayley Westenra ???
Kobieto, zastanów się poważnie nad sobą.
OOO! Nie wiedziałam, że tu taka dyskusja rozgorzała, myślałam, ze się pod tekstem Vesper wpisuję.
Oczywiście tuba znowu nie wpuściła. 👿
Jagodo, nie masz co galopować na barykady, z siodłem czy bez, bo mogę się założyć, że seksizmu nikt tu bronił nie będzie. 😉 Rozbieżności są tylko w odczuciach, co nim jest, a co nie jest. Bo to w wielu przypadkach trudno jednoznacznie stwierdzić, znacznie trudniej niż np. w przypadku rasizmu, ksenofobii, etc. A to dlatego, że sprawa zahacza o sferę stosunków damsko-męskich, gdzie słownictwo jest w jakiejś mierze zindywidualizowane i to, co jedni uwielbiają, innym się wydaje okropne lub na odwrót. Nie sądzę, żeby ktokolwiek lubił być nazwany „brudnym Polakiem”, ale znam osoby, które zwrotem „moje ty ciasteczko” byłyby zachwycone, albo potraktowałyby go właśnie z przymrużeniem oka. Dlatego tutaj tych jednoznacznych armat wytaczać nie warto, bo można przestrzelić. 😉
Pozwolę sobie zachować zdanie baaardzo odrębne w kwestii Hayley Westenra.
Dla osób o mocnych nerwach: kilka powodów, dla których warto wziąć udział w wyborach do PE. Inaczej oni wybiorą za Ciebie!
wybor nalezy do Was!!!!
dobranoc Bobikowo
Bobiku, piszesz, że tuba Cię nie puszcza. Otóż wrzuciłam piosenkę „Pokarekare ana” (to po maorysku, taka jestem lingwistka zastosowana), która jest cudnej urody ciągutką (jeśli ciasteczko budzi niepożądane skojarzenia). W tekście jest mowa o miłości po grób – są angielskie subtytuły, a pani śpiewa w languidżu. Wiki twierdzi, że to nieoficjalny, drugi hymn Nowej Zelandii .
Kiedyś, gdy zobaczyłam Szkocję, zrozumiałam, skąd się bierze piekno szkockich ballad. Tu odwrotnie, usłyszałam melodię i pomyślałam sobie: jaka piękna musi być ziemia, która ma taką muzykę.
Rzeź ptaków, do której link wrzucił Irek, to jest naprawdę makabra. W niemal całej Północnej Afryce się to dzieje, nie tylko na Bliskim Wschodzie.
Ale równie straszne są polskie wpisy na tej stronie. Chamskie, głupie i rasistowskie (tu wątpliwości mieć nie można). Czy te nieszczęsne ptaki oprócz wrogów muszą mieć takich „obrońców”? 👿
Doro, niewątpliwie Hayley Westenra nie da się słuchać stale, bo to by było jak jedzenie przez cały dzień baklawy albo kouign amman. Możesz nie lubić słodkiego. Ja w sumie też wolę kotlecik (JAGODO – cały czas mówię o muzyce!!!). Ale czasem chce się słodyczy.
A Hayley umie coś, czego my nie umiemy.
Zobaczę, Nisiu, czy poza tubą coś znajdę, żeby wiedzieć o kim i o czym mowa. 😉
Ale nie teraz, bo wieczór taki piękny, że postanowiliśmy z PA wypić jeszcze jedną herbatę na tarasie. Piechotą. 😀
Najzabawniejsze: wrzuciłam tę piosenkę z myślą o Jagodzie, bo wydawało mi się, że to ona była niedawno na Nowej Zelandii, w związku z czym dozna miłych skojarzeń.
Boik, uważaj!

Na tarasie są ĆMY!!!
Pani Kierowniczko, jak to było w wykonaniu przedstawicielki RM? Votum sepatorum? Czy jakoś tak.
No to się dołączam do votum sepatorum, bardzo sorry. Nikomu nie odbierając itd., ale niech ona śpiewa piosenki i się od…popularyzuje. 👿
Co za wieczór… Najpierw posądzają człowieka o seks z nieletnimi, a potem dają do zrozumienia, że ma się gminne gusta.
Oddalam się z pokorą do mojej norki, nadal niemoralna i niedostatecznie wytworna…
Pieknie Helena wspomina Joan Bakewell. I niech sobie bedzie „ciasteczkiem”, bo przeciez wyglada slodko I umujaco.Nawet teraz, po latach nie zochydzila sie naciaganiem twarzy jak inna „Joan”…., jest soba, swiadoma swojej watosci. Takie kobiety moga byc nawet „ciasteczkami”, bo wiadomo ze schrupac sie nie pozwola.
Dzieki Heleno za artykul. Bardzo ciekawy.
To jest straszne. Kocham ptaki. Nie mogę patrzeć na te zdjęcia.
Dlaczego zabijają?
Ta „inna Joan” to Ms Rivers. Kiedys piekna, a dzis… no nie wiem.
Siodemeczko, tez nie bede mogla spokojnie zasnac.
Ofkors Mrs Rivers… 🙂
To jak to jest? Czy ja juz nie bede mogl niczym muzycznym sie zachwycic, bo zaraz CO PONIEKTORZY huzia, ze sie nie znam? O, mia cruda sorte!
To niech wiedza wszyscy zainteresowani. Ja akurat bardzo lubie Sibeliusa i nikt mio go nie odbierze. Wiem, czytalem, ze nie wypada, ale wara Wam od mojego Sibeliusa. Wlasnie, ze lubie !
Kolacja u Kapustow. Mama karmi chyba najmniesze. Wczoraj widzialam jak maly/a , moze trzecia od konca, polknela cala mysz.
Nie bylo mi dane zobaczyc tych podduszonych szczurow w ramach treningu. Szkoda.Bo nie mysle, ze to byly szczury pelne zywota.
O, Wy, co lubicie/nie lubicie. Nie czujcie się ukłuci w votum sempiternum, kiedy inni mówią, że nie lubią/lubią. Skoro wolno lubić, to wolno i nie lubić, jak również na odwrót. No więc niech jedni sobie mówią, że lubią, drudzy, że nie lubią i tyle. I niech nikt się w związku ze swym lubieniem bądź nielubieniem nie czuje nie w porządku (ani nie zakłada, że ci, co uważają inaczej, mają go za hetkę pętelkę), i niech kwitnie tysiąc kwiatów, i niech wilk spoczywa obok baranka. 😆
Ament i dobranoc, bo oprócz herbaty na tarasie było piwo (bez ćmów) i mię zmogło. 🙂
Dobra, dobra. My wiemy Swoje.
Bobiku,
chcialabym napisac cos wiecej, ale wystarczy ze powiem ze :jestes kochany!
Fajnie na tym Twoim blogu, cieplo I ludzie na poziomie. Ide do zwierzynca.
Musze wyprobowac to awokado z czekolada i cukrem pudrem.Kremowa rewolucja zapoczatkowana przez vesper! Mysle, ze byloby pyszne rozsmarowane na kawalku jablka.
Nasze dziewczyny tez sa gigantyczne, ale dzieki silnej imigracji mamy wciaz spory naplyw narodow niskich. Np Ormianie naleza do niskich!
Wczoraj wybralam sie do kina obejrzec film Liv & Ingmar; o Ullmann i Bergmanie, of course. Opowiada o swoim zyciu z Bergmanem Ullmann. Wciaz wspaniala, bardzo wzruszjaco opowiada. I szczerze. Nie bylo to zycie uslane rozami.
Rozne zupy cukiniowe dla Bobika:
https://www.google.ca/search?q=zucchini+soup&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=NgB8U_T9LtWuyATAt4HIAQ&ved=0CD0QsAQ&biw=1093&bih=471
Tez lubie. Ja moge gotowac tylko kilka zup:rosol, pomidorowa, grzybowa, krupnik, ogorkowa,grochowa. Ale najbardziej mi potrzebne sa w kuchni: jajka,cebula, ogorki, makaron i guanciale (rodzaj podgardla). I zawsze jablka.
Dobrych snow!
Spij dobrze, Jagodo i sie nie przejmuj. Lepiej za ostroznie niz nie dosc ostroznie w tym przypadku.Jest OK pochwalic przyjemne dla oka, niekoniecznie w seksualnym sensie, atrakcyjnosc dla oka, eye candy, so to speak. Moze to ciacho ma podobne znaczenie, choc za moich czasow tego wyrazenia nie bylo, pewnie raczej slangowe; doradzalabym panom ostroznosc i rozwage w uzywaniu.
Dzień dobry 🙂
kawa
To z cyklu ” kawa i seksizm” 😈
Bobiku,
Wiem doskonale, że nikt tu nie popiera seksizmu 😎
Mało tego, wiem, że każdego kto by próbował zachowywać się w sposób seksistowski, szybko byś z Koszyczka wyprosił 😎
Tyle, że mój protest song był nie tyle na temat otwartych postaw seksistowskich ile na temat niebezpiecznego zjawiska, jakim jest powolne, chwilami nieuchwytne psucie standardów poprzez zgodę na pozornie niewinne, a nawet „czułe”, zwroty językowe. Był na temat „ukrytych technologii” przy pomocy, których zmienia się nasza wrażliwość i przesącza się do życia społecznego coraz więcej zachowań kiedyś nieakceptowanych. Z powodu, których, kiedy już okrzepną i nabiorą mocy, stajemy bezradni, stwierdzając, że „standardy poszły się gonić”.
Sorry, jeżeli wyraziłam się nie dość precyzyjnie 🙁
Helena (22:06)
Na skali zachowań seksistowskich „wyluzowane ciasteczka” sytuuję mniej więcej w tym samym miejscu, co „niewinne” dowcipy o Salcie i Mośku na skali postaw antysemickich 🙁
Myślę, że sztuka polega na balansie pomiędzy luzem a uważnością. Dla mnie zgoda, na „ciasteczka” wiąże się z niedostateczną uważnością. Ze zgodą na niezauważalną, ale nieustanną erozję standardów 👿
Broń Boże nie oceniam czyichkolwiek gustów 😎
Poza tym znamy się tu już na tyle dobrze, że wiemy czy ktoś jest zdolny do „luzu” czy nie 😉
Nisia (22:21)
Nie wypowiadałam się na temat czyichkolwiek fantazji seksualnych. Dałam wyraz swojemu stanowisku w kwestii dehumanizacji (zamiana relacji typu JA – TY na relację typu JA – TO) poprzez etykietowanie – „ciasteczko”.
A łopatologicznie: zaprotestowałam przeciwko nazwaniu kobiety „ciasteczkiem”. Tylko tyle i aż tyle 😉
Dziękuję, jeżeli w zamyśle dedykowałaś piosenkę mnie 🙂
Króliku 😆
Zanim odłożę swoją kieszonkową armatę na półkę z zabawkami, pozwolę sobie jeszcze na „wystrzelenie” aforyzmu 😉
„Nawet najpotężniejsze dęby wyrastają z maleńkich ziarenek”
Miłego dnia Koszyczku :lol:
Pędzę do rymarza 😉
Irku, jak facet podaje kawę, czytaj zabiera się za „babskie” zajęcia, to to nie jest poczciwy, przaśny seksizm tylko szatański dżender 👿 😉
ciagle z rana……….. herbata 🙂
szeleszcze wybory do EuropaParlamentu dobrobyt usypia 🙁
brykam 😀
bryk fik
brykam fikam
🙂 😀
No, takie całkiem maleńkie te ziarenka nie są 🙄
Określenie „ciacho” spotykam raczej w odniesieniu do facetów, których anatomia (zwłaszcza musculus gluteus maximus) budzi uznanie u dam uważających, że mają takie same prawa do oceniających komentarzy jak niektórzy panowie 😉
Dobrze, że nie mówią „chłop jak dąb, jaja jak żołędzie” 🙄
Mam podobną obserwację do Markotowej, a do niej jeszcze jedną własną. Otóż odnoszę silne wrażenie, że podziw pań dla męskiego gluteusa i nazywanie przystojnych panów ciachami, to przejaw naśladownictwa. Obserwowałam kiedyś te zachowania z dużą uwagą i wyszło mi, że meżczyzna wyławia wzrokiem z tłumu atrakcyjną kobietę i zwraca na nią uwagę mimowolnie. Bardziej kulturalny czyni to dyskretnie, zwłaszcza kiedy jest w towarzystwie innych pań, mniej kulturalny się ogląda, a cham pogwizduje, ale atrakcyjną kobietę zauważy każdy.
U pań zauważanie „ciach” i „cudownych pośladków” narasta, kiedy panie przebywają w grupie i któraś zacznie. Może to wrodzona potrzeba, tylko dopiero w przyzwalającej grupie może być realizowana, ale mnie to jakoś dziwnie koreluje z pojawieniem się w tv dobrych prę lat temu serialu „Friends”, gdzie podobne frazy i odpowiadające im zachowania się pojawiały i tą chyba drogą trafiły pod strzechę oraz plotkarskich portali, skąd wylewają się już wszędzie. Teza niesprawdzona doświadczalnie i już chyba niewerfikowalna, bo w czasie się nie cofniemy, ale taka moja intuicja na temat wyjaśnienia zjawiska. Dodam, że zjawiska bardzo mnie irytującego, podzielam więc alergiczną reakcję Jagody.
Dzień dobry,
wracając do mojego wczorajszego „votum sepatorum” 😆 to zgadzam się, że pod względem muzycznym można nazwać sztukę pani Westenra ciasteczkiem do herbaty, a nawet baklawą. Milusi folk (i to wygładzony), ale nic poza tym.
Natomiast sprzeciwiam się nazywaniu jej wielką artystką. Jak wspomniałam wyżej, pisałam kilka lat temu m.in. o niej, ale też o innych dziewczęcych głosikach wylansowanych przez firmy płytowe (i to majorsów), a dokładnie rzecz biorąc o tym, jak szkodliwe jest wpuszczanie owych płytek przez te firmy na półki z muzyką poważną. No litości. Koło muzyki poważnej to nawet nie stało.
Co zaś do Sibeliusa, wielkim on kompozytorem był, a że ja akurat za tą jego północną melancholią nie przepadam, to już moja cecha osobnicza. Jakoś wolę trzymać się od melancholii z daleka 😉
Nie zgodziłabym się z vesper, że to ze strony pań naśladownictwo – jeśli w czymś, to może w stylistyce (za którą też nie przepadam). Przecież każda z nas zwróci uwagę na przystojniaka, no nie? 😉
W każdym razie jak pierwszy raz usłyszałam to „ciacho”, to mnie ubawiło, że wreszcie instrumentalnie zostali potraktowani również faceci. Ale mogło to bawić tylko za pierwszym usłyszeniem.
Naprawde? Naprawde panie ludzkie zwracaja uwage na „cudowne posladki” meskie? Istnieje cos takiego? Pobieglem zapytac Starej czy zwraca uwage na meskie posladki i powiedziala mi ze owszem, gdy robotnucy na budowie maja tak nisko zawieszone spodnie, ze im wylaza posladki znad paska. I ze ja, Stara znaczy sie, to okropnie wscieka. Otherwise, powiedziala, sklonna jest meskich posladkow nie zauwazac.
Co powinno wyjasniac dlaczego do tej pory nie dorobila sie zadnych dzieci. 🙄
„Dekolt murarski” to trochę co innego, Mordechaju 😉
Zwracanie uwagi na męskie pośladki odbywało się chyba od dawna (np. u tancerzy widać je najlepiej) ale głośne oceny nie uchodziły za „kulturalne” 😉
Mnie się zdaje, że w „Desperate Housewives” i „Sex and the City” takie uwagi stały się nagminne, ale scenariusze do obu seriali pisał gej… 🙄
Podzielam zdanie na temat „anielskich głosików” w repertuarze operowym. Już po jednym „kawałku” działają mi na nerwy 🙁 Folk – OK.
Dzień dobry 🙂
Poproszę o książkę skarg i zażaleń. Chcę się poskarżyć na nierytmiczność dostaw słońca. 👿
Miał być dziś kolejny upalny dzień z włoskim niebem, a jest szara kicha. Tyle, że pokropiło i poczułem się zwolniony z podlewania. Ale to jest zbyt mizerny pozytyw, żeby mi równoważył. 🙁
Loto, ja muszę dbać o ciepło na blogu, bo – mimo futra – jestem okropny zmarzlak i trzęsę się już w temperaturach dla innych całkiem znośnych. 😉
Na szczęście Szanowna Frekwencja ma dużo zrozumienia dla tej mojej przypadłości i zwykle stara się również ze swojej strony utrzymywać temperatury, które chronią mnie od trzęsawki. 🙂
Króliku, dziękuję za zupy. Zwróciłem uwagę, że większość jest w miseczkach wygodnych do chłeptania. 🙂
Dzień dobry.
Wystawową robotę zakończyłam, w niedzielę był wernisaż, czuję się usatysfakcjonowana frekwencją i bardzo pozytywnym odzewem w prasie, tym bardziej, że była to wystawa polsko-niemiecka.Znów mam więcej wolnego czasu, więc doczytuję wpisy.
Słowo „ciacho” w odniesieniu do mężczyzny usłyszałam po raz pierwszy trzy lata temu, gdy byłam w Polsce i spotkałam się z moimi koleżankami. Dopiero po chwili zorientowałam się, że mówi w ten sposób o swoim partnerze, w którym jest po uszy zakochana, a teraz w niedzielę właśnie powiadomili nas o swoim ślubie. Oboje po przejściach, nie pierwszej młodości, dalej sobą zachwyceni.
Jak to ocenić? Seksistowskie? Smieszne? Głupie?
http://m.cda.pl/video/11602618/Wystep-z-Recznikami
Bry 🙂
Tu można trochę się przyczynić do próby naprawiania świata:
http://www.thepetitionsite.com/takeaction/278/113/666/?z00m=21118173&redirectID=
To byl majstersztyk, Piesku. 😈
Petycje w sprawie sklazanej barbarzynskim wyriokiem Sudanki juz podpisalem chyba tydzien tremu. Nie moge o tym myslec, to tak straszne.
Na tym filmiku od Panny Koty warto zwrócić uwagę przede wszystkim na reakcje pań, zwłaszcza tych starszych 😀
Jagodo, w sprawie ciasteczka po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na wyraźne wyjaśnienie Nisi, że nie odnosiła go do kobiety, tylko do piosenki, co jakikolwiek zarzut wobec niej czyni bezprzedmiotowym. Niech będzie jasność, że dalsza dyskusja na ten temat nie jest dyskusją o tym, co napisała Nisia, tylko „tak w ogóle”.
Po drugie: już choćby powyższe wyraźnie świadczy o tym, że „ciasteczko” nie jest słowem seksistowskim samym przez się, tylko jego wymowa zależy od kontekstu. Nawet kiedy odnosi się do osoby, zupełnie inaczej brzmi, kiedy jest „wygwizdane przez zęby” na widok atrakcyjnej młódki, a inaczej, kiedy jest np. użyte z czułością w stosunkach bilateralnych.
Po trzecie: tak jest z wieloma słowami czy zwrotami, również przy innych izmach. Są wyrażenia powszechnie uznawane za obraźliwe i przy nich nie ma wątpliwości, że są anty-, ale jest też mnóstwo przypadków „borderline”, kiedy o ostatecznym znaczeniu decyduje wyłącznie kontekst. Choćby wspomniane przez Ciebie żydowskie dowcipy – w życiu się nie zgodzę, że każde ich przypomnienie jest zaraz antysemityzmem. Szmonces był istotną częścią przedwojennej kultury i wielka byłaby szkoda, gdyby przepadł w mrokach zapomnienia, bo są tam nieraz prawdziwe perełki dowcipu. Ale oczywiście wszystko zależy od tego, kto, który kawał, w jakim kontekście i w jakim celu opowiada. Można to robić wrednie, a można i z sympatią. Toż samo z dehumanizacją – czy zwroty w rodzaju „żabciu”, „skarbie”, „koteczku”, „pieseczku”, są dehumanizujące? Noo, bez przesady. Można nie przepadać za ich stylistyką, ale nie można ich demonizować.
Więc uważność powinna polegać nie tylko na tropieniu, kiedy jakieś ciasteczko lub inne podstawowo nieobraźliwe słowo będzie miało seksistowski charakter (bo cały czas nie przeczę, że tak bywa), ale i na dostrzeganiu, kiedy go nie ma. Bo inaczej pół słownika musielibyśmy w końcu wylać z kąpielą. 😉
Dzien dobry 🙂
Vesper (09:45), mam dokladnie to samo wrazenie!
Panno Koto, bardzo się cieszę, że wystawa się udała. 🙂
W filmiku od Panny Koty rzuciło mi się w ślepia przede wszystkim to, że świetnie bawi się nie tylko publiczność, ale i tancerze. Bo przecież oni tu nie występują w roli bezwolnych obiektów seksualnych, tylko sami nabijają się z różnych seksistowskich klisz. A autoironia jest czymś, co mój poklask znajduje niemal zawsze. 😉
Teraz sobie przypomniałam, że przez długie lata pieseczkowałam.
Najsamprzód dla żartu, a później niezauważenie do wszystkich i w każdych okolicznosciach.
Możliwe, że dalej czasami tak mówię.
Generalnie 'ciacho’ też mnie razi, odbieram je, jak wyrównywanie rachunków.
Co mnie martwi, że bardzo młode dziewczynki robią sobie intymne zdjęcia i umieszczają w internecie, żeby zasłużyć na miano laski.
Wydaje mi się, że seksizm jest dla młodych pokoleń pojęciem obcym, może się mylę.
Najsamprzód – nie jest błędem, tylko żartem.
Obcym, w tym sensie, że nie czują poniżenia.
Mordko, ja też już wcześniej podpisałem petycję w sprawie skazanej Sudanki, ale to był chyba Avaaz, a tu jest coś innego, więc nie ma przeszkód, żeby jeszcze raz się podpisać.
Uroczyście zawiadamiam, że wolno mi pieseczkować i nijakich pretensji o to nie mam. 😆
Pieseczku, hau, hau! 😀
Kocie, ludzkie panie zwracają uwagę na pośladki męskie, zaprawdę. Oceniają je też. Przeprowadziłem badanie na reprezentatywnej próbie, to wiem. 🙂
Sibelius jest spoko, jak się jednocześnie ogląda film przyrodniczy z BBC bez dźwięku. 😛
Taaak, jest nagonka na Sibeliusa. Bede musial zalozyc partie Sibeliolubow. I jeszcze dorzucic „Do Elizy”, bo wiem ze lubienie Elizy oznacza smierc cywilna w co poniektorych kregach. Trudno, czasami nalezy isc pod prad, jakby powiedzial nasz ulubiony Troll K.
Dla Elizy, Rondo a la Turca, Sonata Księżycowa, Va pensiero, Bolero…
No i Carmina Burana – od reklamy wody po goleniu po filmy rycerskie 😉
Moim zwierzęcym, skromnym zdaniem,
nie jest od rzeczy ani źle,
jeśli czasami ludzkie panie
poklepać chcą pośladki psie.
Bo choć zaborczy ludzizm to jest,
często ma w tle wyborny kęs,
a ja tak lubię sobie pojeść,
zwłaszcza gdy trafi się coś z mięs. 😈
Gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie polityczne… To ja założę konkurencyjną wobec Sibeliolubów partię Vapensierystów Mimo Wszystko. Bo do Va pensiero tak fajnie się dopisuje nowe teksty. Dopisałem już chyba z 5 różnych, to wiem. 😆
Ja tez, Bobik, nie mam nic przeciwko poklepaniu mnie w posladki, jak dlugo nie pchaja sie z morda do calowania. Ufff, nienawidze… 👿
Co ja zrobię, że „Dla Elizy” kojarzy mi się z koszmarnym katowaniem tego dziełka przez mojego własnego ojca 👿
No tak, na traumy z dzieciństwa nawet grupowa blogoterapia może nie pomóc. 😉
No, Bolero to calkiem slusznie przesladuja. Odkad w 1983 r. Torvill i Dean zdobyli w Srajaewie na Igrzyskach zimowych zloty medal, to wlasciwie strach otworzyc sardynki, bo lud pokochal Ravela i nie da o nim zapomniec:
http://www.youtube.com/watch?v=1TkqyU4badc
Z dzieciństwa to ja mam traumę z „Que sera sera” z tekstami w stylu „Ken Lee”, o ile ktoś kojarzy 🙄 śpiewanym namiętnie przez moją ciocię, całymi dniami 👿
Z mordą do całowania? Czyżby w kocie pośladki? Hmmm… Nie przyszłoby mi to go głowy, ale ludzie różnie mają 🙂
Co do zawieszania oka na przystojnych mężczyznach, do owszem, któżby nie, każdy ze swoich własnych motywacji, ale w omawianym zjawisku dziwi selektywność oraz wybór części ciała. Kobiety, kiedyś chyba było nawet takie badanie, zwracają uwagę głównie na twarze i na proporcje sylwetki, więc uwaga skupiona na gluteusach jednak nie wydaje się naturalnie uwarunkowana.
A może lud pokochał Ravela dlatego, że już mu się kiedyś obił o uszy? Ludzie lubią te piosenki, które znają, jak twierdził klasyk, Inżynier M. 😉
Gdyby ktoś Ken Lee jednak nie kojarzył, tu jest podpowiedź: 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=-abI75ElNYI
Bobiku, Twoja Schadenfreude była chyba przedwczesna:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16001869,Gazprom_jednak_podpisal_kontrakt_z_Chinczykami.html#MT
Na gluteusie się skupia, jak jest po temu okazja. W garniturze nie widać 🙁 Poza tym patrzą na dłonie.
Vesper, jest takie powiedzonko, że ktoś ma d..ę zamiast twarzy. Może wielbicielki gluteusów za bardzo się nim przejęły? 😛
Psiakrew, taką dobrą jakościowo Schadenfreude mi popsuć! 👿
Zawiodłem się na Chińczykach. 🙁
Nie znałam powiedzonka, więc mi się nie skojarzyło. Ken Lee też nie znałam 😆 😆 😆
Jak mawial przyjaciel mojej Starej, Julek Pilpel: „zug nisz hop, poka nie pierieskoczysz”. To a propos Chinczykow.
Znałam jednego pana, byłego tyczkarza, miał wyjątkowo powabne tyły.
Coś w tym jest. Ale przody też niczego sobie. 🙂
Zaraz mnie Jagoda walnie!? 😆
Siódemeczko, możesz znaleźć wsparcie u Fredry: Z tyłu, z przodu, nic nie znaczy, dobry rycerz wszędzie straszny. 😆
😆
Lecę zanieść kandydata do Rady Nadzorczej, bo upływa termin.
Sódemeczko,
spoko, ja strzelam z armaty raz na tydzień 😉 na ten limit wyczerpany 😎
Jak mawiał mistrz Indefons: „a w okolicach dolno tylnych, nie rozwiązany problem tekstylny” 😆
Dokładnie to było tak:
http://galczynski.kulturalna.com/a-6634.html
🙂
Dla Elizy, też wymyślili. Tekla Bądarzewska, to jest prawdziwe hipsterstwo. 😈
„Miejsca dolno-tylne” przypomnialy mi wczorajszy program z serii Embarassing Bodies, ktory jak juz wspominalam niejednikroitnie, ogladam zawsze gdy mam okazje.
Wczoraj z ogromnym podziwem sluchalam jednej z „pacjentek” dra Chrisa. Byla to chyba prosta kobieta w wieku 30+ lat, bardzo gruba, aczkowiek juz po stracie ponad czterdziestu kg ( w ciagu szesciu lat i w tym czasie urodzila trojke dzieci).
Byla prosta, ale nieslychanie genteel, delikatna w obejsciu i w jezyku, jakim opowiadala o swych klopotach, polagajacych na tym, ze nie chudla rownomiernie i ze swych grubszycgh czasow pozostaly jej tu i owdzie walki tluszczu powodujace rozne niepozadane i ambarasujace ja odglosy w czasie seksu albo jak to ujela „w zarze namietnosci”..
Fascynbujace bylo to jak wiele figur retorycznych i eufemizmow stosowala ta mila kobieta aby jak najdelikatniej opisac swe klopoty w malzenskim lozu. Wiec mowila: In my ladies’ area I have a … ladies’ thing that belongs to a … very large lady, larger then myself”. „Ladies thing” w „zarze namietnosci” jak mowila, klaska bradzo glosno i to ja bardzo ambarasuje i czy mozna cos z tym zrobic, pytala. Dr Chris, swoim zwyczajem, kazal pokazac sobie i nam wszystkim (dlatego tak ten program lubie!) . Faktycznie, ta kobieta miala jeden mocarny walek tluszczu zwisajacy z brzucha i drugi, tylko nieco mniejszy pokrywajacy starannie wydepilowany wzgorek lonowy.
„Rzeczywioscie – zgodzil sie dr Chris – masz, z calym szacunkiem, bardzo tlusty pubis. To sie nazywa pubis” – powiedzial delikatnie. Pani z tlustym pubisem spiekla raka i zasznurowala usta. Na szczescie dr Chris zapewnil ja, ze da sie to skorygowac chirurgicznie i ona sie niemal poplakala ze szcescia i wdziecznosci, ze ktos ten jej problem potraktowal serio.
A ja jeszcze dlugo po skonczeniu programu o niej myslalam i o tym, ze dzis tak rzadko slyszy sie kobiety, ktore tak starannie dobieraja slowa – by nikogo nie urazic, by zachowac godnosc osobista i ogolnie by swiat byl delikatniejszym miejscem do zycia. I o dziwo, takie najczesciej sa kobiety slabo wyksztalcone i „ludowe”. Znam takie.
Czyżby pomniki automatycznie kojarzyły się z przodami i tyłami? Mnie się też kiedyś skojarzyło: 😈
Gdy na postument kiedyś wspiąć się chciałem
swym nierozległym bobikowym ciałem,
trafiłem zrazu na przeszkody liczne,
które stawiały warunki fizyczne.
Choć psa część przednia już wysoko była,
tylną stykała grawitacji siła
z bardziej przyziemnym, dość twardym rejonem,
który-m w popłochu zamiatał ogonem.
Ech, pieska dola, sił brakło mi w łapach,
żeby na szczyty skutecznie się wdrapać,
napór sił sprzecznych niemal mnie rozerwał,
aż zaszczekałem: dosyć tego! Przerwa!
I pomyślałem, że to dosyć durne,
sztucznie podwyższać się jakimś koturnem,
stąd moja rada dla wszystkich Bobików,
by unikały starannie pomników. 😎
Ale gdy pomnik stanie na psiej drodze,
niechaj się Bobik nie trwoży tak srodze,
niechaj z pogodą rozejrzy się wokół,
łapkę podniesie i siknie na cokół 😀
Słuchajcie, co wy na to?
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ks-lemanski-na-przystanku-woodstock-kuria-kreci-glowa/z0vf7
Kuria moze sobie gryzc lokcie ze zlosci.
Ja na to, że Lemański do PW bardzo pasuje, więc czemu miałby nie jechać? Nawet zakazu przy tym nie musi naruszać, bo kuria zabroniła jemu wypowiadania się dla mediów, ale nie zabroniła mediom nagrywania wypowiedzi przeznaczonych dla kogo innego. 😈
A że kuriewnym to nie pasuje… No jasne, że nie pasuje, bo im więcej osób się osobiście przekona, jaki jest WL, tym trudniej go będzie demonizować.
Zresztą Bonieckiemu też robili z powodu Woodstocku koło pióra, tylko on wtedy jeszcze miał więcej do stracenia. A WL u Hosera ma już i tak na tyle przechlapane, że w paradoksalny sposób daje mu to pewien obszar wolności.
Na wyżyny Pies wzbił sie a że przeniósł pierwszy
Do Koszyczka na Blogu rytm Bobiczych wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
Pasztetową kielbasą wieńcz mu skroń radośnie.
Cóż, pomnik z pasztetówki to inna rozmowa,
przed takim się nie będę wzbraniał ani chował,
ni na cokół broń boże nie będę mu sikał,
tylko szybko się zajmę konsumpcją pomnika. 😈
Dostałam od link od dziecka i przesyłam dalej. Można się pośmiać, ale jednak to jest smutne.
http://wybory.gazeta.pl/ParlamentEuropejski2014/10,137301,16002133,Najgorsze_spoty_tej_kampanii_w_nowej_odslonie__w_ktorej.html
Znowu mnie dopadła robota.
Pozdrowienia dla Wszystkich.
Dobry wieczór 🙂
Donoszę, że żyję, ale ledwo, bo dopadł mnie sezon. Po dziewięciu godzinach nie trawię już jakiegokolwiek ekranu 😕
Serdeczne współczucie dla wszystkich przywalonych ciężkim głazem roboty. 🙁
A tu Passent potwierdza, że Korwin-Mikke nie jest nieszkodliwym, zabawnym ekscentrykiem, tylko wariatem groźnym i ponurym:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,16002479,O_czym_w_sprawie_JKM_sie_nie_mowi__Passent_zajrzal.html
Misie!
W polmroku, jedza na lezaco 🙂
Jak to możliwe, ze Kisiel założył z nim Unię Polityki Realnej?
Jak sie nazywaja po polsku kwiatki sweet william, to jest rodzaj gozdzikow, ta sama rodzina:
http://en.wikipedia.org/wiki/Dianthus_barbatus
Goździk brodaty
http://pl.wikipedia.org/wiki/Goździk_brodaty
Aaa, rzeczywiscie – barbatus – brodaty! Dziekuje, Elazet.
One sa jakos niesluysznie pogardzane i w sprzedazy wsrod cietych sa zawsze najtansze. Bo jakos tak nieciekawie wygladaja jak sie je kupuje w bukiecikach. Ale po dwu-trzech dniach w wazonie sa naprawde bardzo slodkie te williamy. Wlasnie mam na biurku rozowe nakrapiane, biale i ciemnoamarantowe i bradzo ladnie sie prezenrtuja, choc nie pachna.
Dzis bylam na Sloane Square, a jest to stacja na ktorej sie wysiada jak sie idzie na Chelsea Flower Show i tam bylo absolutnie bosko, bo i stacja i wszystkie okoliczne sklepy przystrojone na te doroczna okazje. W jednym sklepie z drogimi paskami, przed sklepem stala kwiatowa rzezba – tancerka flamenco. Zaden kicz, bardzo piekne. I wszyscy sie zatrzymywali aby sie jej blizej przyjrzec i zachwycic..
Kupilam sobie ladna falbaniasta spodniczke na wyjazd do Ameryki w czerwcu. . Tez moge tanczyc flamenco. 🙂
A co to za goźdxiki, które nie pachną?
Sama chodzę i wącham wszystkie, bo kiedyś goździki intensywnie 'pachły’, zwłaszcza właśnie takie mniejsze.
Znowu wszystko bez te atomy.
PS. Gdyby dały z siebie jakąś woń goździkową, to wzięłabym, nawet takie niezbyt piękne.
Rzuciłam okiem na to Chelsea Flower Show.
Szaleństwo! Fajne! 😀
Jak ktoś szuka inspiracji to koniecznie niech tu zajrzy:
http://www.rhs.org.uk/shows-events/rhs-chelsea-flower-show
Tak, to wielkie swieto w Londynie. I sa dzienne dlughie sprawozdania w telewizji, rozmowy z hodowcami i projektamtami ogrodow. W tym roku najwiecej ogrodzow nawiazuje do stulecia wybuchu wojny swiatowej. Jeden, przepiekny pod nazwa Ziemia niczyja nawiazuje do wizyty projektamtki w Somme. gdzie jednego dnia w bitwie w 1916 r. zginelo ponad 20 rysiecy zolnierzy. Ukoichany dziadek tej projektamntki odniosl powazne rany postrzalowe w piers, ale uszedl z zyciem. Mial zaledwie 19 lat! Tam teraz jest ogromny cmentarz po obu stronach bartykad, a posrodku wawoz, gdzie zwiedzajacy nie sa wpuszczani – otoczony siatka, nie pozwalajaca rozpasc sie barykadom, zarosniety, dziki, surowy, zacieniony drzewami – ziemia niczyja. I to miejsce wlasnie posluzylo za inspiracvje dla projektantki ogrodu. Zaraz go poszukam, mzoe sa zdjevia.
Tu sa cztery zdjecia z No Man’s Land Garden:
http://www.rhs.org.uk/shows-events/rhs-chelsea-flower-show/exhibitors/gardens/No-Man’s-Land-ABF-The-Soldiers’-Charity-Garden-to
Trzeba nakliknac na najwieksze zdjecie. Sorry.
Ta okragla wykopana w ziemi zarosnieta wodorostami sadzawka, ktora widac na pierwszym zdjeciu to jakby krater po wybuchu pocisku…
Ja tych brodatych znałem jako goździki kamienne, ale nie mam pojęcia, na ile to regionalne. Uwielbiałem je we wczesnym szczenięctwie, bo miały wielką rozmaitość kolorowzorków i zawsze było niespodzianką, co z nich wyrośnie. 🙂
Chelsea Flower Show strasznie wsysa. 😀 Zaraz idę oglądać dalej, ale w przerwie z satysfakcją zauważę, że chyba jestem ogrodniczo dosyć trendy. Ci angielscy designerzy ogrodowi używają niemal dokładnie tych samych roślin, które podawałem w moim Krótkim Kursie Obsadzania. 😈
Czego nie podawałem, a chyba sam sobie dosadzę, to niskie bodziszki w biskupim kolorze (po niemiecku bocianie dzioby). I łubin, który miałem, potem mi padł (przyleciało cosik jak szarańcza, siadło na łubinie i w ciągu kilku godzin zeżarło go do korzeni. Już potem nie odrósł), a teraz znowu za nim zatęskniłem.
No i z rozczuleniem zobaczyłem w jednym z tych designerskich ogrodów jaskry potraktowane niechwastowo. Moja szkoła! 😆
Jeszcze ,sorry, pare slow o tych ogrodach. Hodowcy i projektanci zaczynaja nad nimi pracoiwac niemal nazajutrz po zakonczeniu tegorocznego konkursu i praca trwa caly rok. Potem na kilka dni przed otwarciem zaczynaja sie zjezdazac ceizarowki i dzwigi z drzewami, krzewami, kwiatami, architektura,ziemia i budowanie ogrodu trwa 2-3 dni. I mozna urzeczwiustnuac najdziksze fantazje. Kiedy to – chyba ze dwa lata temu byl pokazany ogriod gdzie wszystko, flora i fauna (motyle, gasienice, biedrinki, bylo ulepione z plasteliny, dzieci z kilku szkol nad tym pracowaly wedle podanych przez projektamnta wskazowek. Wiele takich ogrodow nie moglloby powstac w „realu”, to jest czas na fantazje i marzenia, kazdy ogrod zyje tylko cztery dni trwania wystawy, ale dla ogrodnikow zawodowych i amataorow z calego swiata jest to zrodlo nieustajacych inspiracji.
I kazdy z tych ogrodow ma jakis temat wokol ktorego powstaje. Wszyscy podpatruja i staraja sie zapamietac dla siebie laczenie na niewielkiej w sumie przestrzeni barw, ksztaltow, architektury, wody.
Ogrod producenta szampanow Laurent-Perrier byl w tym rioku w kwiatach wylacznie zoltych i bialych, z uzyciem bardzo architektonicznych kwaitow takich jak lubiny. Byl jakas filozoficzna podroza z punktu wysciowego do apogeum. Zawsze mnie zdumiewa, ze ogrd moze byc narracja, moze cos opowiadac.
Czemu sorry, Heleno? O ogrodach można nieskończenie… 🙂
Jak ten czas leci.Ten ogrod z plasteliny to nie byl 2 lata temu, tylko piec! w 2009! Tu sa zdjecia:
http://www.google.co.uk/search?q=Plasticine+garden+on+Chelsea+Flower+show&client=safari&rls=en&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=ByV9U5PtE4TqywOMioHoBQ&ved=0CEkQsAQ&biw=1453&bih=744
Odjazd. 😆
Coś w tym plastelinowym ogrodzie jest okropnie rozczulającego i zarazem hecnego. Ale czy szczenięctwo w ogóle nie jest takie? 😉
Tak, cale podniecone szkolne wycieczki ustawialy sie w kolejce do ogrodu z palsteliny. Zauwazyles, Piesku, ze tam nawet piknik byl rozlozony – z plasteliny pod plastelinowym drzewem! Sponsorem tego ogrodu, zaprojektowanego przez dziennikarza od motornictwa, byla gazeta Daily Telegraph. A dziennikarz takze z Top Gear, bardzo popularnego progframu BBC poswieconego motornictwu i roznym takim macho sprawom. .
Dzień dobry 🙂
kawa 😀
Słońce i wszystko w słońcu 😀
Na dzień dobry prasówka:http://wyborcza.pl/duzyformat/1,137939,16004104,Ucho_Hosera.html
W Jasienicy spokoju nie będzie, ten artykuł pokazuje jeszcze inne tło konfliktu, biedny Lemański ma przeciwko sobie wszystkich „kolegów po fachu” z najbliższego otoczenia.
Tak mnie „zaraziliście” ogrodnictwem, że zaczęłam szukać ogródka 🙂
Ogród z plasteliny – cudo!!!!!
Dzień dobry 🙂
Ogrodnictwo jest jedną z najzdrowszych zaraz jakie znam i popieram. 😀
Zasłyszałem kiedyś takie chińskie przysłowie – chcesz zostać szczęśliwym człowiekiem, zostań ogrodnikiem. I pomyślałem sobie wtedy, że Pu Yi, ostatni cesarz Chin, przymusowo „wychowany” przez maoistów pracą w ogrodzie, może nie całkiem propagandowo bujał twierdząc, że jest znacznie szczęśliwszy niż w poprzednim, dosyć – przyznajmy – pustym, głupim i bezcelowym życiu.
Teraz kawa z plasteliny – i sprawdzić, co w świecie piszczy. 🙂
A propos kawy – żebyście wiedzieli, jaką wspaniałą Kawę ma Elazet. Pić bym jej nie pił, bo strasznie słodka, ale jej fotką nie mogłem się nazachwycać. 😀
W Jasienicy, według mnie, konflikt podstawowy jest „ten, co wszędzie”, czyli Kościół radiomaryjny vs. tischnerowski czy franciszkowy, a dopiero z tego wynikają kolejne konflikty, od politycznych, poprzez „branżowe” (czyli w łonie duchowieństwa), do sąsiedzkich.
Dużym problemem jest tam też na pewno lokalny sojusz ołtarza z tronem. Dlatego Jasieniczanie świetny numer by wycięli, gdyby się dogadali i w lokalnych wyborach wykosili cały PiS, wybierając palikociarzy czy eseldowców i pozbawiając Kurię w ten sposób politycznego zaplecza tudzież wykonawczego ramienia. Zaraz by hoserowcy musieli spuścić z tonu.
No co, pomarzyć nie wolno? 😎
Nasz Gonzo nie żyje
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/TowarzystwoDochodzace#slideshow/5851274922926555602
Jesteśmy w szoku.
Dzień dobry 🙂
Jeśli chcesz być szczęśliwy przez chwilę – napij się wina, jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok – ożeń się, jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie – zostań ogrodnikiem
Projekt nowego kwietnika w zasadzie gotowy. Teraz skupowanie „materiału”. We wtorek prace powinny być zakończone.
Zobaczymy 🙄
Z serii przysłów o szczęściu:
Chcesz być szczęśliwym przez chwilę? Zemścij się. Chcesz być szczęśliwym zawsze? Przebacz. (Henri Lacordaire)
Siódemeczko,
współczuję z całego serca 🙁
Nie mogę sobie odmówić zacytowania tego fagmentu wypowiedzi dziekana Trojanowskiego, bo on dość dobrze pokazuje, co taki ktoś ma w głowie:
Gdzie teraz mieszka Lemański?
– Już nie mieszka w Tłuszczu u księdza emeryta, który ma problem alkoholowy. Wyprowadził się stamtąd. Zwolennicy szykują mu lokum w Jasienicy. Ma mieszkać w ruderze przy głównej drodze, w której kiedyś przetrzymywane były Rumunki i Bułgarki, a gospodarz umarł na jakiegoś syfa. Pomieszkuje u jednej ze zwolenniczek.
– Ktoś z księży, dawnych kolegów, daje księdzu Lemańskiemu pieniądze na życie?
– Lemański świetnie sobie radzi bez pomocy kolegów, skoro ufundował okna zakonnicom w Chotomowie. Skąd miał pieniądze? Płacą mu media głównego nurtu, dla których się wypowiada.
Pomijając już ewidentnie insynuacyjny tonik i zwyczajne kłamstwa, które łatwo wykazać, zwróćmy uwagę na zestaw elementów, które mają Lemańskiego zdezawuować: choroba alkoholowa (nieważne, że cudza; ważne żeby to słowo padło), rudera, Bułgarki, Rumunki, syf, brudne pieniądze od mediów, szastanie forsą (to ufundowanie okien zakonnicom), potem jeszcze opętanie.
Jak to się trzyma kupy, że ktoś opływający w fundowane przez media dostatki zadowoli się syfiastą ruderą, jest tajemnicą dziekańskiej logiki. Ale o to mniejsza, powiedzmy, że takie sprzeczności można przypisać opętaniu WL. Diabeł nie takie numery potrafi wyczyniać. Ciekawszy wydaje mi się ten ciąg: sztama z alkoholikiem – rudera, syf – Rumunki, Bułgarki. Widać wyraźnie, że Trojanowski właśnie te guziki naciska, bo uważa je za wyznaczniki największego dna, na które w oczach opinii publicznej można upaść. Otarcie się, choćby pośrednie, o Rumunki i Bułgarki czy jawnych alkoholików (niejawni to inna rozmowa, oni są w porzo) czyni z człowieka trędowatego, któremu wstyd rękę podać. Tak to widzi ksiądz dziekan i jest przekonany, że tak to będą widzieć inni, do których swoimi insynuacjami chce przemówić. A najsmutniejsze, że pewnie nie całkiem się myli. 🙁
Oj… Biedny Gonzo. 😥
Wspóczuję ze łzami w psich oczach, Siódemeczko. Taki przepiękny Kot!
Jak to się stało?
Siódemeczko 🙁 Co się stało? Taki młody kot…
Jagodo, na wszelki wypadek (bo może to wiesz i bez mojego ględzenia 😉 ) coś dodam do mojego Krótkiego Kursu Obsadzania. Błędem popełnianym bardzo często przy obsadzaniu bylinami jest zbyt gęste upchnięcie ich, żeby od razu ładnie wyglądało (mówię, bom smutny i sam pełen winy – ileż to razy nie starczyło mi wyobraźni rozrostowej, a potem musiałem przesadzać 😳 ). A bylinom trzeba zostawić miejsce na rozrośnięcie się, inaczej będą marne i kwitnąć będą coraz mniej wydajnie. Dlatego na początku trzeba przeboleć spore „dziury” i wypełnić je roślinami jednorocznymi, których z roku na rok będzie coraz mniej.
Kilka niewielkich miejsc na jednoroczne (tylko tyle, żeby się za wiele nie narobić) warto zostawić na stałe i co roku siać lub sadzić inne, dzięki temu ma się niewielkim nakładem wciąż nowy kwietnik. 🙂
Cokolwiek bylo przyczyna przedwczesnego zgonu Gonzusia, oboje ze Stara bardzo wspolczujemy.
Nasza E, zawsze mowi, ze Koty sa wypozyczane ludziom z Nieba i musza po jakims czasie wrocic tam skad przyszly – na swoje niebianskie laki i niebianskie dachy garazow. Nic to nie pomaga w oplakiwaniu utraty, ale przynajmniej wiadomo, ze Kot jest szczeslkiwy tam gdziue obecnie przebywa.
Wiec porzyjm nasze szczere kondolencje i pocieszaj Brata Gonzusia, bo on napewno tez cierpi..
OK, Jagodo, zebys nie mowila potem, ze nie uprzedzalem: dzis w londynskim Timesie stoi co nastepuje:
PIEC OFICJALNYCH PRAWD O OGRODNICTWIE:
1. Nie ma takiej sily, ktora powstrzyma wiewiorki przed wykopywaniem i pozeraniem starannie posadzonych cebulek, chyba, ze zamierzasz przebywac w ogrodzie 24/7 z karabinem w dloniach.
2. Ogrod pozre twoja gotowke i twoje karty kredytowe, czyniac z ciebie niewolnika, a jednioczesnie – i to jest sprytne – sprawi, ze bedziesz uwazala iz poniewaz jest on (ogrod) „naturalny'” jestes Matka Ziemia.
3. Wszystko co chcesz aby roslo i rozkiwtalo zdechnie, a wszystko co chesz by zdechlo, bedzie sie rozmnazac jak jaka krolica.
4. Kiedy udasz sie do ogrodu z zamiareem wykonania jednej robotki, okaze sie, ze czeka na ciebie 678 innych wymagajacych natychmiastowej atencji.
5. Kwiaty nie beda rosly tak jak sobie zaplanowalas niezaleznie od tego ulke razy bedziesz im powtarzal: Rosnicie tak a nie inaczej. Nawet pokazanie im ladnych zdjec z ksiazki io ogrodnictwie nie robi na nich wrazenia.
Wiec never mind Chelsea Flower Show. Zycie jest inne.
Jedna swietna wiadomosc to, ze siostra Bernadetta jest juz pod kluczem, w wiezieniu.
Mam nadzieje, ze bedzuie tan codziennie gwalcona…*
———————
* toi jest tylko taka figura retoryczna, glosno wypwowiediane marzenie. Jestem w zasadzie raczej przeciwna gwaltom, podobnie jak karze smierci, torturom i obcinaniu penisow pedofilom. Ale jest taki moment w zyciu liberalki-demokratki, kiedy sobie marzy o natychmiastowej sprawiedliwosci. I zeby naprawde bolalo.
Nie wiem, kilka dni temu poszli do weta, bo nie robił kupy przez 3 dni. Dostał pomoc, kupę badań, wszystko w porzadku, Tomek jeździł z nim do weta kontrolnie, wczoraj wieczorem też było OK, a Gonzo nie żyje.
Podobno miał chłoniaka, który pękł.
A Tomek chwalił, ze koty mają lepszą służbę zdrowia niż ludzie i pełny serwis.
Bobiku,
z tym nadmiernym sadzeniem to u mnie tak, jak z pakowaniem na podróż 👿
Niecierpliwość i setki niepotrzebnych przydasiów 😳
Ale, staram się i wciąż nie tracę nadziei na to, że możliwy jest jakiś progres, nawet w moim przypadku 😉
Kocie Drogi,
dziękuję za lojalne ostrzeżenie 😎
Ale co zrobić, uzależnienie ma swoje prawa 😉
„Chrześcijańskich” wypowiedzi „brata w kapłaństwie” i „w Chrystusie” nie skomentuję. Nie dam rady zejść aż na tak głębokie dno 👿
Jest coś w tym, co w gazetach piszą, ale nie jest aż tak źle, jak w gazetach piszą. 😈 Albowiem:
1. Jeżeli wiewiórki zawarły już znajomość z twoim Kotem, jest wysoce prawdopodobne, że będą się wolały trzymać z daleka.
2. Udając się do sklepu ogrodniczego nie bądź takim idiotą, żeby zabierać ze sobą kartę kredytową. Weź tylko tyle gotówki, na ile zezwala rozsądek – póki jesteś w domu, on jeszcze ma coś do gadania. A zanim w ogóle pomyślisz o kupowaniu, popytaj krewnych, znajomych i sąsiadów, kto ci co może podarować. Większość starszych bylin i tak trzeba pielęgnacyjnie dzielić, a to oddzielone zawsze przyjemniej dać, niż wyrzucić.
3. Coś zawsze zdechnie, ale jeśli nasadziłeś dużo różnych gatunków, nie wpadaj w rozpacz – coś zawsze przetrwa.
4. No, niestety. Tu jest dokładnie tak, jak piszą. 👿
5. Nie wyobrażaj sobie zbyt dokładnie, jak to będzie, a nie będziesz nadmiernie cierpiał, kiedy będzie inaczej. Naucz się korzystać z tego, co los daje – jeśli bujnie wyrósł niebrzydki chwast, uznaj go za roślinę ozdobną; jeśli mączniak ci zeżre ostróżkę, postaw w tym miejscu dużą donicę z czym innym; jeśli zamiast jednorocznych malw, które posiałeś, wzejdzie ci koperek, którego nie siałeś w ogóle, zadecyduj z promiennym uśmiechem, że koperek w tym miejscu jest znacznie lepszym pomysłem.
Tymi prostymi sposoby możesz powiązać życie z Chelsea Flower Show i nie przestać być szczęśliwym człowiekiem. 😆
Matko i córko, komentarzy nadal tyle, że to już się pewnie komentarzami nie nazywa? I blog blogiem też nie?
Pozdrawiam 🙂
Siódemeczko chłoniaka czy tętniaka? Bo to raczej tętniaki pękają. A wtedy czasem i najlepszy serwis nie pomoże. Straciliśmy w ten sposób jedną Ciocię: tętniak pękł i choć akurat była w szpitalu, nikt nie zdążył zareagować – w sekundach było po wszystkim. 🙁
Talko, jeżeli masz pomysł na lepszą nazwę – jestem otwarty na propozycje. 😆
Swoją drogą wiem, że już od kilku dni nowy wpis się należy, ale jakoś mi tak schodzi… 😳
No dobra, postaram się dziś-jutro naprawdę zmobilizować. 😎
Postaraj, postaraj 😉
Co do ogrodnictwa, to masz rację. Wiem po sobie 😀 A najlepiej przyjmują się i rosną te rośliny, które z rezygnacją wsadzam w ziemię i zapominam, że istnieją. Dwa tygodnie mijają, a ja zachodzę w głowę, skąd to się wziął ten bujny krzew na podwórku? 😀
To prawda, istnieje Reguła Zapomnianego Wiechcia, która mówi, że wzrost wiechcia jest wprost proporcjonalny do stopnia zapomnienia. 😎
Powtarzam, co mówił wet Tomkowi.
Codziennie od tygodnia byli w klinice z powodu kłopotów jelitowych (takie było rozpoznanie, wczoraj przyszedł własciciel kliniki, starszy gość i stwierdził, ze coś nie tak. Zrobił USG, znalazł płyn w plucach. Po pobraniu płynu powiedział, że prawdopodobnie miał chłoniaka, który pękł. Mieli od rana zglosić się z kotem, ale już go nie ma.
Nie wiedzieli, że może umrzeć. Wszyscy jesteśmy zszokowani.
Będzie robiona sekcja.
Martwię się, bo Felek też był ostatnio bardzo chory i intensywnie leczony, nie bardzo wiadomo dlaczego i na co.
A teraz chodzi i szuka Gonzo.
O, szkoda kotka 🙁 Ale może nawet we śnie nie zauważył, że koci Abraham powołał go z powrotem na łono.
Personelowi wyrazy współczucia.
Susza, gradobicie, przymrozek, mszyce, turkucie, pędraki, nornice…
Najlepiej to wiosną patrzeć, co samo wyrosło i mu za bardzo nie przeszkadzać. Chyba że za bardzo się panoszy 🙄
No tak, zawsze najgorzej tym, co zostają. 🙁
Biedny Felek 🙁 Rodzice oczywiście też, ale oni chociaż rozumieją.
Przynajmniej przymrozków chwilowo bać się nie trzeba. 😉
Ale mszyce w pełnym natarciu. Codziennie zbieram z róż porcję, którą sporego pisklaka dałoby się wykarmić. 👿
Zabiłem wczoraj trzy turkucie, a wieczorem w malinach śpiewały następne 👿
Niestety z papiezem Franciszkiem coraz gorzej. On po prosu szaleje jak pijany zajac. Ostatnio przypinkwolil sie do watykanskicgh VIPow kazac im spowiadac sie z czyjej inicjatywy i za ile i za czyje pieniadze zorganizowano ladny bankiet dla Vipow zaraz po ostatnich slowach kanonizujacych JPII. Wbrew wyraznym zaleceniom aby bylo skromnie i zgrzebnie. Bo przepych podobno kole w oczy brudnych dachowcow przybylych na kanonizacje za ostatni wdowi grosz.
Jest to, moim zdaniem nieslyczane zwierstwo, a moze raczej ludztwo, bo zaden Zwierz nie czepialby sie, ze jakies Tluste Watykanskie Koty urzdzily sobie piekne przyjecie na watykanskim tarasie z udzialem bazantow i kawioru z bielugi. Czy co oni tam zra pod watykanskim niebem.
http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-papiez-kto-zaplacil-za-przyjecie-w-dniu-kanonizacji,nId,1429760
Mordka mnie ubiegł, bo właśnie też chciałem zawiadomić o tym kolejnym, bezprzykładnym ataku na Kościół. 👿
Ale rączka sprzymierzonego z szatanem papieża jakby dość krótka. Nad Wisłę nie sięga…
Chociaż w nadwiślańskich rejonach biskupi mają jeszcze dosyć swoich szkodników, które muszą wytępić najpierw. 🙄
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16005818,_Meriam_ma_27_lat__za_miesiac_urodzi_dziecko__potem.html
przykra wiadomosc, Siodemeczko.
Siódemeczko, bardzo, bardzo współczuję.
Właśnie wróciłam do domu z czterema doniczkami pomidorów, na razie jeszcze na balkon 🙂
70% aborcji w Słowacji to Polki
obejrzalem sobie „pieszczoty” Felka i Gonzo (u Siodemeczki na picasa),Felek bedzie tesknil.
Idę sadzić te pomidory, będą niespodziankowe, bo karteczki po drodze zgubiłam 🙂
brykalem wlasnie przez Tereny Zielone – Raj zieleni przy 28° w cieniu 🙂
prawdziwe? moze
https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/t1.0-9/390049_273993729309392_125382566_n.jpg
niby stare (prawdziwe!) i zapomniane PRL, a jednak wielu o jednorodnosci sni
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/t1.0-9/10363422_719018521483877_2159514164389473657_n.jpg
tez znikam na balkonowac, z ksiazka i herbata 🙂 😀
Dzień dobry, gorący, upalny na Mazurach. Łagodny wiaterek – oby tak dalej!
Dla Siodemeczki moc współczucia. Piękne koty obydwa. Szkoda!
Zastanowiłabym sie w Waszej sytuacji, Siodemeczko, nad zleceniem sekcji innemu wetowi. Nie dla ” pieniactwa”, ale dość często zdarza sie, ze zwierzęta ponoszą konsekwencje niekompetencji weta. My rowniez straciliśmy ukochana kotkę przez weta, który leczył ja na proste i dobrze znane schorzenie,dawno wycofanym z obiegu lekiem o okropnych skutkach ubocznych, które przyczyniły sie do jej śmierci.
Generalnie weterynarze maja bardzo komfortowa sytuacje, nikt ich nie skarży, niczego nie sprawdza, a ze zwierzaki odchodzą – co tam. Można wziąć drugiego.
Oba Wasze koty maja długa sierść i często przyczyna dolegliwości jelitowych u takich kotów jest to, ze lizac sie, połykają nie małe jej ilości.
Tworzy sie wówczas taki czop w jelitach, który czasami uniemożliwia ich oczyszczenie. Ale o tym pewnie wiesz.
Szkoda takiego pięknego kota.
Rysiu a propos tej „jednolitej narodowosciowo PRL”.
Gdzies na poczatku lat siedemdziesiatych, moj kolega z uczelni, Richard, sam syn Niemca i Austriaczki ( rodzice wyjechali jako dzieci jeszcze przed wybuchem wojny) udal sie dio Polski na stypendium Fullbrighta, i pierwsze trzy miesiace pobytu w Polsce studenci spedzali w Krakowie, gdzie uczono ich jezyka polskiego i opowiadani o wspolczesnej Polsce. Richard posylal mi liczbne listy opisujac swoje przezycia: kawalek papieru toaletowego zawierajacy wprasowane w niego drzazgi z drzewa, relacje jak on i jego koledzy jadac na wycieczke poprosili kierowce o zatrzymanie autobusu, gdyz zobaczyli cale pole czegos co wygladalo wypisz wymaluj jak marijuana, wiec narwali tego pelne narecza i suszyli w Akademiku. Opowiadal jaki przezyl szok widzac w oknie sklepu reklamowy automaton: czarna kobiete, ktora krecila piersiami i reklamowala kawe „Murzynka”. Richard wszedl nawet do sklepu aby zaprotestowac! Ale nikt nie umial zrozumiec co mu przeszkadza lalka rozebrtanej do rosolu Murzynki krecacej pietsiami.
Ale najwieksze wrazenie zrobil na nim wyklad profesora Osiatynskiego (chyba ojca obecnego, ja pierwszy raz uslyszalam to nazwisko wtedy wlasnie od Richarda). Otoz on tej sporej grupce Amerykanow wszlkiej mozliwej masci rasowej oraz o roznych pochodzeniach etnicznych tlumaczyl, ze Polska NARESZCIE moze sie spokojnie rozwijac i kwitnac bo jest panstwem jednorodnym etnicznie i religijnym. Mlodzi Amerytkanie przezyli szok i na wykladzie doszlo nawet do calkiej sporej awantury i buntu – studenci kategorycznie odmowili chodzenia na dalsze wyklady prof. Osiatynskiego. I chyba zostali z nich zwolnieni, choc uniwersytet podobno odgrazal sie, ze napisze skarge na nich, studentow, do sponsorow – amerykanskiej Fundacji Fullbrighta i organizacji IREX, zajmujacej sie miedzynarodowa wymiana studentow i badaczy.
Richard po trzech miesiacach pobytu w Krakowie, wyladowal jako wykladiowca angielskiego w Wyzszej Szkole Pedagogicznej w Bydgoszczy, gdzie studenci go uwielbiali, Wrociil po roku swietnie juz mowiac po polsku, ale on byl fenomenalnie uzdolniony jezykowo i znal kilka jezykow, w tym, jezyk amerykanski jezyk migowy. Do Polski wracal parokrotnie, keudy niestety nie moglam mu towarzyszyc, bo mnie nie wpuszczano.
Strasznie za nim tesknie. To byl cudowny Przyjaciel. Obecnie meiszka chyba w Seattle, ale ma zastrzezony telefon, wiec nue moge sie nawet z nim skontaktowac, bo nie znam numeru. 🙁
Sowa Adela ma racje z tym badaniem w innym osrodku wtereynaryjnym. Popieram.
Korekta – Richard w Bydgoszczy nie nauczal angielskiego tylko metodyki nauczania angielskiego jako drugiegio jezyka.
Przestrzegam przed tą uroczą, ale niezwykle ekspansywną rośliną:
http://www.swiatkwiatow.pl/tojesc-kropkowana-lysimachia-punctata-id288.html
jeden kwietnik praktycznie oddałam konwalii, choć walczą z nią dzielnie piwonie i nie tylko, ale z innych kwietników wyrzucam ją w sposób brutalny 👿
Siódemeczko, bardzo smutno.
Teraz już wiadomo skąd ta straszna powódź na Bałkanach:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,16014578,Patriarcha_Serbii__Powodzie_na_Balkanach_to_kara_Boza.html
Jołopstwo patriarchów nie zna granic
W Elblagu tez to dzenderstwo sie zaleglo jak zaraza jakas. Musial prezydemt pogonic kijami takie dwie co sie fotografowaly jak jezdzily po Polsce i potem sialy zgiorszenie swoim lesbijstwem, Ale Prezydent Wilk byl czujny i zakazal wystawiac na publiczny widok zgorszenie Boskie. Moze zapobiegl powodzi albo trzesieniu ziemi.
Szkoda ze nie zdazyl pogonic kota takiemu Degasowi albo innemu Courbetowi;
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/06/Courbet_Sleep.jpg
No to moja znajoma malarka na czarnej liście:
https://plus.google.com/u/0/photos/101216045195518787395/albums/6016329852998844497
Nie jest na czarnej liscie, Panno KOta:
https://picasaweb.google.com/101216045195518787395?noredirect=1
Ale to jest Twoj album, to znaczy, ze ścieżkę źle podałaś.
Albo nie udostępniłaś publicznie lub dla posiadajacych ścieżkę.
A ja jak nie dostane natychmiast, zaraz, bez zwloki jakiejs bomby cholesterolowej (najlepiej z LDLem) to umre i zobaczycie…
na dobranoc
idzcie do urn 🙂
http://ewamaria2013texts.files.wordpress.com/2014/05/6230383-drewniane-drzwi-pomalowane-w-kolorach-643-385.jpg?w=640&h=383
Nacht BB
Podobno sa powazne problemy z zaopatrzeniem u Kapustow, bo w tym Somerset stale leje i gryzonie sie pochowaly po norkach. Bardzo sie martwie o najmlodszego, Burrowbridge’a (BB), ktory wyglada jakos bardzo nedznie. Oboje rodzice wyszli na lowy. Ale teraz Bard potrafi pozrec calego szczura, a pozostale starsze rodzenstwo pewnie go dogania w sprawnosci polykania duzych kawalkow.
Miłego dnia 😆
Heleno, mam nadzieję, że żyjesz, z bombą lub bez 🙄 😯 😉
My też mieliśmy wczoraj rzut na bombę. Wypiliśmy o zachodzie słońca piwo na tarasie. W ramach ochłody po upalnym dniu i nagrody za dobrze wykonaną pracę 😆
Kaloriom kazaliśmy się gonić 👿
Słuchaliśmy kukułki pod lasem a potem żab w okolicy. Patrzyliśmy, jak nasze ciekawskie koty przeprowadzają inspekcje robót, Chyba zaakceptowały 😉
I było nam dobrze. Mam nadzieję, że Ty też miałaś udany wieczór 🙂
Dzień dobry 🙂
kawa
Irku 😆
Czy Adze udało się wyjechać do pięknej Szkocji? 🙄
Dzien dobry 🙂
Herbata
Siodemeczko, zal kotka 🙁
Heleno, przyjaciel na pewno ma facebook lub email, ktorze przewaznie daja sie znalezc.
O, Lisku, a jak sie znajduje czyjs adres mailowy? czyzby istniala jaka „centralnba” ksiazka telefoniczna?
Tyle razy chcialam znalezc i nie wiedzialam jak i czy jest to mozliwe. Przeperaszan za osielstwo. 😳
Dzień dobry 🙂
Czy jakiś patriarcha mógłby mi wyjaśnić, za jakie grzechy niebo znowu nie skąpi mi kropli deszczu? 👿 Nie chodzę w sukniach, nie zapuściłem biustu, nawet zmywania garów staram się unikać, spychając to na kogoś z rodziny, ale ciągle jestem karany lujem. A u Rysia, lewaka i dżenderysty, słońce i słońce, aż czytać o tym hadko.
Ktoś sobie ze mną w gumki pogrywa – albo niebo, albo patriarchowie. 👿
Jagodo, w kwestii bomby szkoda gadac! Wyszlam tuz przed zamknieciem sklepu (przed jedenasta) i zaczelo mnie dreczyc sumienie i poczucie grzechu, Wiec zaniast jak mi serce dyktiowalo nabyc sobie peto chorizo, zdecydowalam sie na niewielki befsztyk au poivre, ktory okazal sie byc do niczego, lykowaty i twardy. Tak sie czesto koncza moje przygody z grzesznym zycien,
Jestem bardziej katilicka niz niejednemu mogloby sie wydawac… 🙄
Kurka, znowu zapomnialam zmienic wizytowke po KOcie, to JA bylam, JA, JA.
O centralnej książce mailofonicznej nie słyszałem 😉 , ale często wystarczy wrzucić imię i nazwisko w gugla, żeby znaleźć kontakt (np. mail służbowy) albo przynajmniej jakiś punkt zahaczenia, który pozwala po nitce do kłębka.
Dla sprawdzenia wygrzebałem z pamięci kumpla, z którym kontakt straciłem przed wiekami i wiedziałem o nim właściwie tylko tyle, że wyemigrował do Kanady. Okazuje się, że jest profesorem medycyny na uniwersytecie w Hamilton i dotarcie tą drogą do jego służbowego maila jest po prostu pestką. 🙂
Heleno,
współczuję 🙁
Co do odszukiwania znajomych, to trochę to przećwiczyłam.
Robiłam między innymi tak. Wchodziłam na stronę internetową miejscowości, w której mógł mieszkać utracony „kontakt”. Tam szukałam „kół zainteresowań” z którymi mógł się bratać. Następnie wysyłałam grzecznego maila do administratora, czy kogoś podobnego, grzecznie się przedstawiałam, tłumaczyłam kogo szukam i dlaczego i prosiłam o pomoc w ponownym nawiązaniu kontaktu.
Za każdym razem działało. Ja przećwiczyłam to cztery lata temu. I nie był to mój oryginalny pomysł. Wykorzystałam patent sprawdzony przez innych. Działa 😎
Spróbuj 😉
Ja namierzyłam na uniwersytecie w Sydney koleżankę, którą ostatni raz widziałam ponad 30 lat temu.
Wy Bobik nie próbujcie mydlić oczu Panu B. 👿
Jak się jest hersztem jaczejki, to konsekwencje trzeba ponosić 😎
A Wy tu próbujecie się szeregowymi jaczejkowcami , jak sianem, wykręcać, czy też zasłaniać 😳
Jako poeta powinniście wiedzieć że „spisane będą czyny i rozmowy” 😎
A ja wam to mówię od siebie, że nie tylko „poeta pamięta” 😉
A po starej znajomości zapraszam na rozsłoneczniony taras i trochę słońca podsyłam 😆
Dzień dobry. Dla kotów otwierają się nowe możliwości na błyskotliwą karierę w organach ścigania lub po drugiej stronie barykady:
http://deser.pl/deser/1,111858,16016284,Kot_przyniosl_nietypowy_prezent_swojej_wlascicielce_.html#BoxWiadTxt
Może też być na FB, a tam złapać kontakt jest łatwo.
Po wpływem woyeryzmu Szanownej Frekwencji przypomniał mi się stary dowcip 😉
Pobożną rodzinę odwiedza ksiądz po kolędzie. Wszystko należycie przygotowane. Tylko zapomniano przykryć klatkę z papugą, przywiezioną przez czarną owcę rodziny, marynarza mórz i oceanów.
Wszyscy składają pobożnie ręce. Ksiądz schyla z namaszczeniem głowę, przed odmówieniem modlitwy.
Wredna papuga zauważa tonsurę na głowie księdza i drze dziób na cały regulator: lubimy pier..lić, lubimy pier..lić …. 😳
OK. 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Znalazlam adres i telefon Richarda. Sprobuje zadzwonic jak tam juz nastanie dzien. 🙂 🙂 🙂 🙂
herbata (do przepieknych czarek Liska 🙂 )
co Wam powiem, to powiem………. slonce 😀
dla frakcji dowcip
Die Versetzung in die 2. Klasse ist fraglich. Die letzte Chance ist die Prüfung beim Direktor.
Direktor: Na, Peter, buchstabier doch mal Papa.
Peter: P-A-P-A
Direktor: Gut, bestanden. Susi, buchstabier mal Mama.
Susi: M-A-M-A
Direktor: Gut, bestanden. Ali, buchstabier mal Ausländerdiskriminierung………..
bywa
pstryk
Wczoraj wieczorem u Kapustow bylo troche poruty, bo Boris gdzies sie zabradziazyl i nie bylo go co najmniej do trzeciej nad ranem, kiedy juz poszlam spac. Lalo jak z cebra i Brenda tez miala troche problemow ze znoszeniem zywnosci, ktora w calosci i nie gryzac ani popijajac polykal ten zarlok Bard. Balam sie caly czas, ze najmlodsze malenstwo padnie z glodu.
Dzis z rana rzucilam sie sprawdzac czy Boris sie odnalazl – chrapal w gniezdzie.
Na forum pod Kapustami wyrazano nawet obawy, ze wierny dobry kochajacy Boris znalazl juz sobie jakas nowa sowia babe, bo obarczona licznym potomstwem Brenda troche juz sie od zalotow opedzala i wymawiala siebolem glowy.
Lac ma sporo w przyszlym tygodniu w hrabstwie Somerset, procz soboty, kiedy ma byc dosc ladnie. Mam nadzieje, ze cala siodemka przychowku Kapustow wyrosnie, choc jedzenia jakby robilo sie ostatnio mniej niz do tej pory i starszaki odpychaja mlodszakow od koryta.
Sir David Attenborough nazywa sowy stodolowe „latajacymni kotami” i uwaza, ze w dziejach ludzkosci odegraly one nie mneijsza role niz Kot Pogromca Myszy.
Nic zatem dziwnego, ze Kota z Sowa Stodolowa lacza specjalne stosunki – przyjazni i nieagresji. Znane tez byly w dziejach przyklady pieknej kooperacji kapuscianej Sowy z Kotem, nie tylko na polu ochrony ludzkich plonow , ale takze np w balecie:
http://www.youtube.com/watch?v=_Fs_mkXdil8
Widziałem już ten balet, ale za każdym razem wzbudza mój zachwyt. 🙂
A mnie luj tak strasznie dojadł, że wrednie i złośliwie uwieczniłem go w mowie związanej, co można naocznie sprawdzić w nowym wpisie. Niech ma za swoje! 👿