W centrum natury
– Mam problem i nie umiem go rozwiązać – przyznała Labradorka.
W jej pysku było to oświadczenie zdumiewające, bo Labradorka, przy wszystkich jej zaletach, bardzo niechętnie przyznawała się do jakiejkolwiek nieumiejętności, toteż Bobik natychmiast bacznie nadstawił uszu.
– Od kilku tygodni – ciągnęła sąsiadka – dostaję czasopsismo, którego nie zamawiałam, a równocześnie listy straszące mnie psądem, gdybym za to niezamawiane spróbowała nie zapłacić. Nakleiłam na skrzynkę prośbę, żeby mi żadnych psism nie wrzucać, nawet osobiście poprosiłam o to listonosza, chocież wiesz, że psu do przyjaznej rozmowy z nim niełatwo się zmusić, ale nic nie pomogło. Listonosz powiedział, że to nie jego biznes – on ma podany adres, pod który przesyłkę musi dostarczyć i nic go więcej nie obchodzi. Dziś znowu toto wrzuci, więc będzie się liczyło, że dostałam i powinnam zapłacić.
– I to nazywasz problemem? – zdziwił się Bobik. – Zaczekaj, ja to załatwię. Siądę pod skrzynką, zaczekam na tego listonosza i pogadam z nim po swojemu.
Oczekiwanie nie było długie. Już za jakieś pół godziny spod furtki dało się słyszeć dziwnie basowe ujadanie, ostrzegawczy warkot, odgłosy szarpaniny, bolesny okrzyk, kilka zduszonych wyrazów niekoniecznie parlamentarnych i szybko oddalające się kroki. A potem, radośnie merdając, do ogrodu nadbiegł Bobik, wyraźnie zachwycony sobą.
– Z głowy! – szczeknął z dumą – Chyba już nikt się tu z żadnymi psismami przyjść nie odważy.
– Jak ty to zrobiłeś? – zdziwiła się Labradorka. – Przecież jesteś niewielkim szczeniakiem łagodnej rasy, a nawet kilku łagodnych ras. Nikt by nie pomyślał, że jesteś w stanie wygrać z dużym i profesjonalnie zdeterminowanym listonoszem.
– E, bo ty jesteś starsze pokolenie – nadął się Bobik, błyskawicznie korzystając z tego, że mimo niekorzystnej dla niego różnicy wzrostu chociaż raz może potraktować Labradorkę nieco z góry. – Ciebie przyzwyczajono, że labradory zawsze muszą być grzeczne i przyjazne, więc nawet ci nie wpadnie do głowy, że masz też inne możliwości i możesz ich używać elastycznie, w zależności od sytuacji. A mnie pozwolono już w przedszkolu przebierać się za rottweilera i dzięki temu nie muszę sztywno tkwić w psołecznych rolach. Jak widzisz, to daje lepsze efekty.
– A nie boisz się, że ktoś ci zarzuci pogwałcenie prawa natury? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Natura to ja! – prychnął z oburzeniem szczeniak. – Gdybym nie miał w swojej naturze ani odrobiny rottweilera, nie udałoby mi się tego poczciarza wystraszyć. A skoro postępuję zgodnie z moją naturą, to nie naruszam ani jej prawa, ani lewa. Logiczne?
– Logiczne – zgodziła się Labradorka. – No to bardzo dziękuję za pomoc.
– Tylko nie zapomnij wspomnieć o tym na Piesbuku! – krzyknął przez ramię Bobik, który już zdążył odbiec i zająć się tarmoszeniem kości. – Bardzo jestem ciekaw, ile ta druga strona mojej natury zbierze lizajków.

Andsolu, nieladnie tak sie wyrazac o fryzurze p. Arciszewskiej. Koltun to taki styl koafiury jak kazdy inny!
Peace right back at ya!
herbata 🙂 🙂
Dzień ndobry 🙂
kawa statystycznie
szeleszcze 🙂
🙂 😀
Rzeczywistość
http://lublin.gazeta.pl/lublin/51,48724,15270537.html?i=0
Dzień dobry.
Wyjechałam. Nie zdążyłam w B. się rozpakować, wróciłam na Pomorze Zach. Czwarty pogrzeb w rodzinie w ostatnich dwunastu miesiącach. Najstarszy uczestnik ubiegłorocznego zjazdu rodzinnego, 94 lata, piękne , spełnione życie….
Irku, wyrazy cisną się na usta i klawiaturę.
Siódemeczko, miałam być wczoraj u Nożyków. Tego nienagranego śpiewu żal.
Dzień dobry 🙂
Strasznie mokro, a pod kałużami lód. Łapy się rozjeżdżają.
Czasem Franciszek odpowiada na listy. A właściwie nie sam Franciszek, tylko ks. prałat z Sekretariatu Stanu.
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,15273708,KUL_zwolnil_ja_z_pracy__poskarzyla_sie_papiezowi_.html
No tak…
Mili Państwo,
Bardzo smutny ten link podany przez Irka, ale brońmy się przed inflacją słów (Kolejny atak…). Wandalizm, głupota, cokolwiek, ale atak? A jak napiszemy jeśli, nie daj boże, dojdzie do prawdziwego ataku? „Odpowiednie dać rzeczy słowo…”
Dla mnie zresztą groźniejsza niż działalność bezmózga jest wypowiedź pańci, która podpisawszy się imieniem i nazwiskiem pisze, że dobrze im tak, że każda akcja wywołuje reakcję i nie pchaj palca między drzwi.
Ja nie boję się tępych karków (bo z nimi poradzi sobie lepiej lub gorzej policja), ja boję się tych jaśnie oświeconych pańć, które „do Żydów nic nie mają, ale jednak…”
Dzień dobry 🙂
Na razie jestem przy pustych kubkach w Berlinie. Czy nie powinno się do nich dopisać hasła „Rysiu, parz kawę, przybywamy!” ? 😀
A niezależnie od kawy coś na temat urzędników państwowych: 😉
http://wiadomosci.gazeta.pl/raczkowski/167757414/Marek+Raczkowski+dla+Gazeta+pl+++15+01+2014/p
Mar-Jo, ściskam łapkę. Los się w ostatnich czasach naprawdę strasznie na Ciebie uwziął. 🙁
Tępych karków ja bym się jednak bał, zwłaszcza gdybym był bezpośrednio dotknięty ich działalnością, bo rzucanie cegłami w okna to coś więcej niż wandalizm. A jak dziecko akurat pod oknem będzie stało? A jak bomba następnym razem nie będzie atrapą, tylko domorosłym, ale potencjalnie śmiercionośnym wyrobem? Policja teoretycznie powinna sobie z tym poradzić, ale jak jest w praktyce, każdy koń widzi.
Niemniej jednak rozumiem też i podzielam lęk przed pańciami i panami typu „ja nie jestem antysemitą, ale…”. One/-i tworzą żyzne podłoże i bezpieczne ciepełko, które bandytom i wandalom pozwalają się bujnie rozwijać. To dzięki nim antysemityzm (a i rasizm, homofobia, etc.) nie jest wyłącznie postawą pogardzanego marginesu, ale szanowanego mainstreamu i wypada nawet po salonach się z nim obnosić.
Nie stawiałbym tu sprawy albo/albo. I pańcie są groźne, i niektórzy profesorowie, i wandale, i bandyci, kiedy kieruje nimi resentyment, wrogość i skrajna głupota.
A co do Sabiny Bober (linka zarzucona przez, za przeproszeniem, Sukę), to sprawa jest znana w środowisku akademickim nie od dziś.
Otóż swego czasu „telewizja pokazała, a uczeni podchwycili” reportaż o mobbingu na lubelskiej uczelni. Z całości wyłania się obraz błyskotliwego naukowca, delikatnej i subtelnej kobiety szykanowanej przez wulgarnego szefa – mężczyznę, który chciał się podpisywać pod jej genialnymi pracami. Porywczy profesor nie powstrzymuje się przed rękoczynami – władze KUL tuszują sprawę, maltretują psychicznie doktor Bober, w końcu, mimo protestów studentów i innych pracowników, zwalniają niepokorną naukowiec tuż przed wczesną (i w domniemaniu genialną) habilitacją. Rektor i prorektor nie mają nic do powiedzenia przed kamerą, tak samo jak pozwany przed sąd agresywny profesor. Cała trójka antypatyczna i obleśna, jak nie przymierzając Macierewicz z Błaszczakiem i Hoffmanem.
Reportaż najwyraźniej udał się reporterowi, więc poszedł za ciosem i pojawiła się dokrętka ujawniająca, że profesor starając się o profesurę podał jako element dorobku książkę, która nigdy nie została wydrukowana, ba, nigdy nie została złożona do druku i, najprawdopodobniej, nigdy nie napisana. Słowem zgnilizna moralna, upadek norm wszelakich, sodoma i gomora, odrażający drab kryty przez kumpli.
Teraz wszyscy na scenę, albowiem następuje finał pierwszego aktu. Otóż Centralna Komisja d/s Stopni i Tytułów (dalej zwana w skrócie CK), czyli owa rada wodzów i szamanów, która dokonuje procedur kooptacji do tego uniwersyteckiego almanachu gotajskiego ma obowiązek publikować na swoich stronach pełne dossier wszystkich habilitacji odbywających się według tzw. nowej procedury. Przez przypadek trafiłem na cassus Sabiny Bober, którą dzięki niebanalnemu połączeniu imienia i nazwiska błyskawicznie skojarzyłem z bohaterką reportażu w TVN.
I jak Wam było przydługo czytać dopotąd, to informuję, że dopiero zaczynają się schody. Książkę będącą dysertacją habilitacyjną dr. Bober kupić można w księgarni, ale po lekturze recenzji uważam, że byłyby to źle wydane pieniądze i fatalnie alokowany czas. To już lepiej czytać dalej to, co napisałem. W tak zwanej nowej procedurze habilitant, znaczy jego dorobek naukowy ze szczególnym uwzględnieniem książki podlega ocenie przez trzech wybranych przez CK recenzentów (tutaj zaznacza się różnica z tak zwaną starą procedurą, która wymaga recenzji czterech: dwóch recenzentów wybranych przez macierzystą radę wydziału habilitanta – za jego poduszczeniem – oraz dwóch wybranych przez CK).
Pierwsza recenzja, autorstwa pani profesor z Białegostoku jest niezwykle, jak na wymogi tej formy wypowiedzi, dowcipna. Doktor Bober zostaje bez nadmiernej złośliwości wyfiletowana, obwąchana i posmakowana a następnie odesłana z grymasem niesmaku do kuchni z diagnozą “nie nadaje się”. Dwadzieścia osiem stron, ale powiadam wam, zaprawdę warto. Druga recenzja jest w konkluzji pozytywna, trochę jakby półgębkiem napisana. Pomińmy, bo nieistotna. Recenzja zaś trzecia jest poniekąd kuriozalna, bo pozytywna konkluzja poprzedzona jest litanią błędów formalnych (w autoreferacie) i metodologicznych (w książce).
Cóż teraz robi Rada Wydziału. Otóż Rada Wydziału zbiera się na posiedzeniu jawnym i decyduje w głosowaniu tajnym, że „stopnia nie nadaje się, gdyż mimo pozytywnej konkluzji recenzja trzecia jest w istocie negatywna”, a zarzuty pokrywają się tymi zawartymi w recenzji pierwszej. “Tym samym Rada Wydziału uznaje, że z trzech przedstawionych recenzji (…) dwie są de facto negatywne.”
No i historii koniec, choć Sabina Bober procesuje się jeszcze przed sądem publicznym z profesorem o pobicie, przed sądem pracy z unwersytetem o zwolnienie, odwołała się do CK, choć przy tak nieżyczliwym podejściu własnej Rady Wydziału szanse na habilitację w Lublinie są znikome.
Teraz pora na konkluzje, których kilka. Nieważne, jak kto głosuje, ważne kto liczy i waży głosy. Niezbadane są wyroki boskie, sądów okręgowych oraz rad jednostek naukowych. Za pomocą zgrabnego myku z 2:1 zrobiono 1:2. Czy to źle? Niekoniecznie, te promocje uczelniane powinny być rodzajem sita oddzielającego ziarna od plew, a recenzenci powinni przyjmować punkt widzenia adwokata nauki. Reportaż TVN (i ten krótki artykuł w GazWyb) ukazał Sabinę Bober jako uciemiężonego geniusza w walce ze skostniałym, opresywnym systemem reprezentowanym przez zwyrodniałego capa i jego kolesiów w sutannach (i bez). Rzeczywistość bywa bardziej prozaiczna i racje doktor Bober przed sądami niekoniecznie przekładają się na racje w postępowaniu promocyjnym. Choć znów, w tym przypadku wszystko co wiem o ciężarze gatunkowym doktor Bober jako naukowca wiem z lektury recenzji habilitacyjnych.
W naukowe perypetie habilitantki wgłębię się potem, na razie tylko zaznaczę, że Suka tutaj nie jest „za przeproszeniem”. Na psim blogu „Suka” jest słowem sympatycznym i pochlebnym. 🙂
Co oświadczywszy oddalam się złożyć daninę terminarzowi. 😎
Babilas 🙂
bez przeproszenia. Z dumą noszę to miano, bo Suka w naszej rodzinie ma tylko sympatyczny wydźwięk. To ludzie (zresztą nie wiedzieć czemu) przypisują temu słowu negatywne znaczenie. Pies również funkcjonuje 😉
A’propos linki – nie znając historii p. dr. Bober, chciałam zwrócić uwagę na fakt, że papież Franciszek (wprawdzie przez pośredników) odpisuje na korespondencję; to tak w kontekście petycji w sprawie ks. Lemańskiego.
Dziękuję za obszerne wyjaśnienie.
Wyrazy Mar-Jo… Senior naszego rodu kończy w tym roku 91 lat.
W moim domu slowo S..a jest surowo zabronione. Przez E. wyjatkowo dopuszczalne jest slowo „sunia”, ale jedynie wowczas kiedy nalezy podlkresli gender.
Nigdzie, w zadnym artykule na temat bulwersujacych wydarzen na KULu nie czytalam, ze dr SB jest „genialnym naukowcem” czy chodcby nawet bradzo dobrym. Nigdzie. Prasa jak dotad nie zajmowala sie jej dorobkiem naukowym, gdyz ten jest jakby w danym wypadku besiode the point. Nie chce mi sie seigac po artykuly na jej temat, ale z tego co pamietam tryb jej usuniecia z ucxzelni i poprzedzajacy to konflikt byl raczej skandaliczny, z pogwalceniem jej godnosci osobostej i jej praw, w tym prawa do osobostej nietytkalnosci.
Nie biore sie rozstrzygac czy dr SB godna jest wykladania na KULu, ktory dzis pozipmem naukowym, jak sie wydaje, nie dorownuje chederowi w Kasrylowce kolo Jehupca przed Rewolucja Lutowa. Ale nawet taka uczelnie jak KUL obowiazuje trzymanie pewnychg rtegul zatrudniania i zwalniania pracownikow.
Pani Bella Herson (co zaliczyła i łódzkie getto i Oświęcim w jego ostatniej fazie) dziś kończy 90 lat ale mówi mi, że nie chce żyć. Owszem, schorowana, ale opis jej materialnych warunków życia słowem „wygodne” to co najmniej understatement. I ma pociechę tak z córy jak z z wnuków. A Bolkowi G. (wkrótce 95 lat) coś takiego ani do głowy nie przyjdzie. Pokpiwam sobie z niego, że Śmierć zbyt często mu tę ofertę składała, by miał zaufanie do jakości usługi.
Z Bellą ta moja satysfakcja, że przed gawędami ze mną mówiła, że wszyscy Polacy to antysemici, a teraz czasami sama z siebie wydobywa, że lubi rozmawiać po polsku.
Niechec dpo zycia niewiele czesto ma wspolnmego z warunkami materialnymi. Ani z obecnoscia kochajacej rodziny.
Czasami ta chec dalszego zycia po prosytu mija i juz. Tak bylo z nasza Jasiunia. Jej sie przestalo chciec zyc.
Slyszalam kiedys opowiadana mi przez zone dalszego kuzyna opowiesc o Pani Ricie, mieszkajacej w Izraelu, ktora mi sie udalo poznac w Londynie. Nie byla to ciekawa kobieta, dosc prosta i nieoczytana.Ale wesola. Kuzynostwo pare razy zabieralo ja ze soba w czasie podrozu do Europy. Wtedy wlasnie ja poznalam.
Otoz ona podobno ktoregos dnia oznajmila, ze juz nie cgce zyc, o czym powiedziala miedzy innymi tej zonie dalekiego naszego kuzyna. Zawolala wszystkie sasiadki z bloku i zaprosila aby wzieli z jej domu wszystko co chca. Sasiadki sie sprzeciwialy, az Rita zagrozila, ze wystawi sama wszystkoi na ulicy.
Nie wiem ile z tego domu jej zabrano, ale kiedy juz doszla do wniosku, ze porozdawala i pozbyla sie wszystkiego, udala sie do parku, zdjela obie sztuczne szczeki, rzucila je w krzaki, polozyla sie na trawie i powiedziala: a teraz umieram. Podobno po to poszla do partku by ja szybko odnaleziono.
Ludzie w parku podniesli raban, zawolano pogoptowie, odnaleziono w krzakach obie protezy i je odkoszerowano (ten szczegol mnie zafascynowal) i Pania Rite zabrano do jakiegos nursing home’u.
Gdzie ja nazajutrz odwiedzila owa zona dalekiego kuzyna, oczywoscie lekarka z zawodu.
– Dlaczego nie pozwola mi dac umrzec, Doro? – zapytala Pani Rita.
Wiec Dora jej wytlumaczyla, ze smierc tak nie przychodzi na zawolanie, ze trzeba jej cierpliwie czekac i pozwolic Aniolowi Smierci przybyc wtedy, keidy uzna za stosowne.
_Niech sie pospieszy, naczekalam sie juz dosc – powiedziala Pani Rita i zamknela oczy. Dora jeszcze siedziala kolo jej lozka z piec minut. A kiedy chciala cichutko wysc, zobaczyla, ze Pani Rita juz nie zyje.
Cieszę się trochę egoistycznie, Andsolu, że Bolkowi G. ani przyjdzie, bo wydaje mi się trudną sztuką zachowanie radości życia w zaawansowanym wieku.
A ja pachnę ciasteczkami kokosowymi dzięki Helenie. 😀
Ciekawe, czy pomoże.
Gdzie jest Meki?
Brawo, Siodeneczko. Powodzenia.
Prawda, ze ladny zapach? I ladnie wsiaka w skore?
Wreszcie wiem, dlaczego zawsze jak mi było źle na duszy jeździłam na spacer do lasu 🙂 .
http://wyborcza.pl/1,75400,15273594,Naukowcy_odkryli_sekret_zadowolenia_z_zycia__Jest.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
Z Sabiną Bober to są z całą oczywistością dwie osobne sprawy – jej osiągnięć naukowych i jej praw pracowniczych. Ale w prasie jednak się te dwie sprawy łączy, sugerując, że niedopuszczenie do habilitacji było zemstą za upomnienie się o swoje prawa.
No więc ja ma nadzieję, że kwestię praw wnikliwie i uczciwie rozpatrzy sąd, a kwestię habilitacji powołane do tego instytucje. Natomiast list z jakiegokolwiek sekretariatu, choćby i papieskiego, zawierający w gruncie rzeczy mechaniczną formułkę „to nie nasza sprawa i nie zamierzamy się nią zajmować, ale życzymy wszystkiego najlepszego”, chyba dla żadnej z tych spraw nie ma szczególnego znaczenia. Duże halo zrobiono z tego na zasadzie „a jednak papież odpowiada maluczkim”, ale umówmy się, papież tu tak naprawdę nikomu nie odpowiedział i w ogóle wynika z tego jedno wielkie nic.
To już Kancelaria Psa Bobika, choć jednopsowa, funkcjonuje jeśli nie owocniej (wiem, ciągłe opóźnienia 😳 ), to przynajmniej bardziej osobiście. 😈
Że jakość życia w zieleni jest znacznie wyższa niż bez niej, zawsze było dla mnie jasne jak drut. 🙂
Powiedziałbym to tym naukowcom i mogliby sobie długich badań oszczędzić, ale jak pożałowali wydania choćby niewielkiej części grantu na pasztetówkę, sami sobie winni. 👿
Dokladnie po roku od naszej interwencji, potrzebny byl dramat, aby rzecznik praw dziecka zaczal dostrzegac wreszscie problem:
http://wyborcza.pl/1,75478,15278870,Rzecznik_praw_dziecka___Bieda_nie_uzasadnia_odebrania.html
Wielki Wodzu,
czy zechciałbyś to fachowo skomentować, pliiizzzz?
http://info.wiara.pl/doc/1848792.Kuriozalna-decyzja-ws-adnotacji-o-apostazji
Mar-Jo,
wyrazy 🙁
My w tym tygodniu też mamy pogrzeb seniora. Skończył w grudniu 100 lat.
Kto ma chęć i dostęp do FB to tu jest trochę zdjęć z Nożykow:
https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.799983236695024&type=1
Bez FB w dużych ilościach są tu:
http://greenphoto.kei.pl/sztukakadru/galerie/synagoga/index.html
I będzie również film, okazuje się, więc i śpiewy też będą.
Dobrze. Cieszę się.
Tylko ten problem należy dostrzec w wymiarze nie medialnym, a bardzo praktycznym: powinny być możliwe do szybkiego uruchomienia środki na pomoc takim rodzinom. Bo apelowanie do dobrej woli sędziów czy pracowników socjalnych, albo zaproponowanie rozmowy z psychologiem, sprawy nie załatwi. W momencie kryzysowym potrzebne jest przede wszystkim doraźne wsparcie materialne i mieszkaniowe, a dopiero potem długotrwała praca z asystentem rodzinnym.
Z rozpaczą myślę o tym, że gdyby dla tej rodziny szybko znalazł się jakiś pokój „na na razie”, choćby w jakimś zasyfionym baraku i perspektywa dalszej pomocy, chłopak by pewnie jeszcze żył.
Za Wodza zadań operacyjnych wykonywał nie będę 😎 , ale zapytam, czy przypadkiem tych wszystkich długich uzasadnień NSA nie można by sprowadzić do konkluzji, że prawo państwowe jest wobec kościelnego nadrzędne?
Też mi się tak wydaje Bobiku, ale prawnicy przecież nie mogą tak jednym zdaniem 😉
A na poważnie, jestem ciekawa zdania prawnika, który nie jest księdzem i ….
👿
http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/wiadomosci/news-ks-kloch-wojna-o-gender-feministki-laduja-do-pieca,nId,1089572
Prawo państwowe jest (powinno być) obowiązujące w świecie świeckim, we wspólnotach religijnych, a zwłaszcza o stanowieniu, kto jest, a kto nie jest członkiem wspólnoty, decyduje prawo wspólnoty.
Tym bardziej, że akurat Polska podpisała konkordat z KK.
Tak uważam, niezależnie od moich innych ocen.
Dzień dobry 🙂
Siódemeczko, o tym, czy jestem, czy nie jestem, decyduję ja.
Nie, Siódemeczko, tu się muszę nie zgodzić zasadniczo. Wspólnota może decydować o tym, kogo na swe łono przyjmuje lub nie, ale w sprawie wypisania się z łona nie ma nic do gadania. To jest suwerenna decyzja każdego wolnego człowieka, że takimi górnymi słowy polecę. 😎
Ale problem prawny w w/w przypadku nie był tak zasadniczy, tylko raczej biurokratyczno-nadrzędnościowy: czy GIODO, które chce mieć porządek w kwitach, może przycisnąć Kościół, żeby też trzymał w nich porządek. 😉
OK, Haneczko.
I na tym polu powinno się to rozstrzygać.
Nie słyszałam, żeby państwo określało, kto jest członkiem wspólnoty.
Może naciskać, żądać określenia jasnych procedur w tym temacie, ale nie wyrokować.
Muszę już pędzić na zebranie. Doloż moja, doloż!
Że feministki są be, to już wiadomo na wylot. 😎 Ale mnie jeszcze inne zdanko rzecznika rzuciło się na ślepia, to mianowicie:
Ocena in vitro ze względu na niszczenie zarodków ludzkich jest negatywna z wielu powodów, głównie na gruncie naukowym.
Jest to zdanie kłamliwe i manipulacyjne, ponieważ kwestia niszczenia zarodków jest całkowicie światopoglądowa, nie naukowa. Więc jeżeli in vitro jest oceniane pod tym kątem, to o naukowości nie może być mowy.
Ale w ten właśnie sposób robi się ludziom z mózgu wodę. 👿
Słuchajcie, coś się dzieje z dżęder petycją!
Uaktywniła się widać “zdrowa część narodu” i jest coraz więcej podpisów przeciw 😐 Niektóre komentarze przy podpisach “za” też trochę nie pasują…
Na przykład gdy czytam “precz z ideologią gender!!!” to jest jasne, że ktoś się pomylił. Ale już “Popieram normalnych ludzi!” może być w sumie i tu, i tu 🙂
tych podpisów jest po obu stronach bardzo mało, tyle, że niedługo będzie więcej przeciw…
Choroba. Wszyscy sie zrobili starymi Zydami. Nawet mlodszy ode mnie Pawel S. wyglada jak dziadek.Tak nie wolno. 🙁
A za niechecia ujawniania Panstwu ile osob ochrzczonych formalnie wystapilo z Kosciola instutucjonalnego jest, jak sadze, obawa, ze beda nie tylko dostawac od Panstwa mniejsze piniondzy – i to jest powod najwazniejszy, ale takze i to, ze nie mozna juz bedzie powtarzac jak to czynia wciaz Koscielni, ze katolicy stanowia 98.9% wszystkich Polakow i w zwiazku z tym mozemy domagac sie w ich imieniu tego czy tamtego.
Rozumiem, ze kosciolowi nie jest na reke ujawnianie danych. Bo przeciez ktos to niechybnoie wykorztsa przeciwko nim.
Nowe rozporzadzenie na froncie walki z ideologioa gender. Epidiaskop postanowil zadrexczyc pania ministre listami:
http://www.rp.pl/artykul/20,1079194-Biskupi-pisza-do-minister-o-gender.html
Ale jedno chcialabym odnotowac, Ze jak mi sie wydaje (wydaje, glowy nie dam) ze niektorzy czlonkowie Epidiaskopu chcieliby cichcem wycofac sie z frontu walki, bo moze wreszcie skalkulowali, ze nie wytgladaja przesadnie powaznie.
Z petycją dżęderową zrobiło się to samo, co zrobiłoby się z wszystkimi naszymi petycjami, gdybyśmy nie pilnowali i gdybyśmy dawali również opcję „nie popieram”.
Jak ktoś nie popiera, niech nie podpisuje – proste i uczciwe, bo przecież przeciwnicy też sobie mogą swoją petycję podpisywać (w przypadku Hosera tak zresztą było). A opcja „nie popieram” bardzo często prowadzi do trollowiska i w końcu sprawia, że wiele petycji wygląda kompletnie niepoważnie.
Z czego nie po raz pierwszy możemy wyciągnąć wniosek, że PA jest skarbem nieocenionym. 🙂
Niestety, przy dżęderowej petycji mleko już się wylało i nie bardzo widzę, co teraz można by zrobić. 🙁
To chyba przesadny optymizm, Heleno, że biskupi się wycofują. Jedni robią takie zakrętasy, inni śmakie, ale w sumie trwają przy stanowisku, które chyba najlepiej wychodzi w tym cytacie:
W swoich listach biskupi zwracają również uwagę na to, że istotny jest fakt, by nie dochodziło do zlewania się płci i ról społecznych kobiet i mężczyzn. Uważają, że powinny one być jasno określone. Ich zdaniem pomieszanie ról może spowodować zagubienie się sensu rodziny, i że w przyszłości może ona całkowicie zaniknąć.
No i zaraz widać, o co biega – o to, żeby przypadkiem role się nie zlały i nie trzeba było negocjować, kto zmywa gary i ceruje gacie, a kto wkłada krawat i udaje się na biznesowy lanczyk, albo po prostu idzie się uchlać z kumplami. 👿
Role powinny byc jasno okreslone – baby do garow i rodzenia, chlopy do budki z piwem i zeby czasami walizke wtaszczyc na pawlacz. Tak jest po bozemu. . A wszystko inne to fanaberie.
Dobry wieczór 🙂
Wielki Wodzu, znalazłam takie cóś:
http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x74449/nsa-i-giodo-a-ksiegi-metrykalne-kosciola/
Zniechęciłam się w połowie lektury, ale Ty jesteś Człowiek Operacyjny i wielką Wiedzę masz, może się lepiej rozbierzesz 🙂
Powyższe znalazłam, idąc po sznurku z komentarza pod tym, też ciekawym:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140115/ziolkowska-europejski-trybunal-pewnego-ksiedza
Zgadzam się z Heleną, że KrK broni się rozpaczliwie przed formalnym odpływem duszyczek, których po odpowiedniej adnotacji nie może podawać w statystykach wiernych (tzn. nie mógłby i nie powinien, gdyby hierarchowie byli religijni i przestrzegali przykazania o niedawaniu fałszywego świadectwa).
Bobiku, Heleno, zapomnieliście jeszcze o najważniejszym: kobieta ma obowiązek znosić agresję męża-pijaka, bo to jej krzyż i za jego noszenie w pokorze zostanie nagrodzona w Niebie.
Żeby nie było, taką „naukę” usłyszałam podczas rekolekcji kilka lat temu, w warszawskim kościele.
Nie wiem jak Was, ale mnie okropnie wscieka ostatnio rozplenianie sie okreslenia „moda” w takich zwiazkach wyrazowych jak przeczytane wczoraj w Polityce „moda na nieposiadanie dzieci” czy dzis w GW „moda nie rzucanie palenia”. Niedlugo juz bedzie „moda na cukrzyce” albo „moda na mycie rak przed jedzeniem”.
Czy to tylko mnie tak irytuje czy jest nas wiecej?
Ja to odboieram jako coraz wieksze ubozenie jezyka dziennikarskiego, jakas taka gnusnosc i bezmyslnosc. Ale moze sie czepiam. Dla mnie moda mozna nazwac takie zjawiska jak popularnosc mebli art deco czy waskiej spodnicy, czy nouvelle cuisine. Ale moda na „nieposiadanie dzieci”?
Co tam rozbierać, jedno tako? W skrócie, jakiś znawca obojga praw wywodzi, że:
– przepisów o ochronie danych osobowych nie stosuje się w przypadkach, kiedy umowa międzynarodowa stanowi inaczej (bezsporne),
– konkordat jest umową międzynarodową (bezsporne),
– konkordat nie zawiera postanowień na temat ochrony danych osobowych (bezsporne),
a jeśli tak, to
– kwestia ochrony danych osobowych w działalności statutowej KK powinna być przedmiotem umowy między Polską i Watykanem, a dopóki nie jest, żadne przepisy o ochronie danych osobowych nie dotyczą działalności statutowej KK.
To już nie jest bezsporne, to jest kreatywne podejście do wykładni przepisów. Można sobie na to pozwolić dopiero po doktoracie, bo wcześniej mogą wywalić na zbity pysk ze studiów czy z roboty. Nie bardzo wiem, czy traktować to jako folklor. Każdy może sobie pisać takie opinie, jakie zechce, a wiążące są wyroki sądów i w tej kwestii sąd postanowił inaczej, dziękować. Gdyby SN miał orzekać, a chyba prędzej czy później będzie, to przyjęcie takiej wykładni jak u pana księdza doktora świadczyłoby o paru bardzo nieprzyjemnych rzeczach, których nie nazwę po imieniu, dopóki nie będę musiał. 🙂
Moim zdaniem Episkopat będzie sprawniej działał gdy skupi się na jądrze zła czyli na dżindżer dżender czyli na rudych babach. Po zagnaniu ich do garów lżej pójdzie z innymi dżenderami, ale należy mieć tolerancję dla true skafkowy dżem dżender, bo jest dobry z jogurtem.
Smialo, WW, smialo!
Mimo posuniętego ku wieczorowi popołudnia wstałem i wtedy właśnie zaczęło padać. Nie mnie wmawiać, że to koincydencja, bo w tym musi coś być. Czy nawet tu sięga złowroga łapa dżendera?
Wielki Wodzu,
Pogubiłam się w potoku słów księdza doktora i nie wyłapałam, co jest, a co nie jest bezsporne, a potem się zniechęciłam i przestałam czytać, leniwa ostatnio jestem. Dzięki 🙂
U mnie cudna zima, bajkowo się zrobiło, i w miarę ciepło. Może do berlina dojdzie i Ryś wreszcie będzie miał gości na balkonie 🙂
Kolejna rada Cioci znanej tu jako Stara. Wszystkich namawia.
Otoz przyszlo dzis w poczcie zawiadomienie o odnowieniu polisy ubezpieczeniowej na zawartosc mieszkania. Z ubezpieczalni tej korzystamy juz ponad 30 lat, znana stara firma Halifax. Nie pamietamy ile to kosztowalo poczatkowo, ale pamietamy bardzo dobrze, ze w ubieglym roku oplata roczna wynosila 170 funtow, podczas gdy w tym roku podniesiono ja do 210 funtow. Jest to ubezpieczenie bardzo podstawowe , tzw. „nowe za stare” i nie ma w nim zadnycg fajerwerkow. W ciagu tych ponad 30 lat wiernosci Halifaxowi ani razu nie zglosilismy niczego do zwrotu, nawet gdy Pani Dochodzaca rozwalila nam dokumentnie umywalke w lazience rzucajac na nia jakims ciezkim naczyniem. Zasada jest taka, ze pierwsza sume 250 funtow placimy sami, zas wszystko powyzej zwraca ubezpieczenie. Zmiana umywalki kosztowala dwa razy tyle.
Podniesienie stawki ubezpieczeniowej dla tak znakomitej klientki jak Stara, rozsierdzilo ja do imentu, zwlaszcza, ze byla juz rozsierdszona czyms innym wczesniej.
Wiec wsciekle zasiadla do kompa i zajrzala do tekiej fajnej strony confused.com gdzie mozna porownac i wybvrac sobie lepsze ubezpieczenie.
Wypelnienie formularza trwalo niecale 10 minut i okazalo sie, ze moze miec identyczne ubezpieczenie za… 48 funtow roznie! A nawet lepsze, zwazywszy, ze suma jaka musialaby sama zaplacuc za cos rozwalonego wynosi 200 funtow a nie 250!
Roznica zas w stawce rocznej wynosi ponad 160 funtow!
I juz mamy nowe ubezpieczenie!
Postranowilismy ze Stara ze jutro postaramy sie znalezc tanszego dostawce gazu i elektrycznosci! A moze i telefonu z internetem!
Wszystkich namawiamy. Bo zlodzieje jak czuja, ze ktos akceptuje kazda podwyzke, to podnosza i podnosza!
Jutro pewnie przyjdziue placzliwy list z Halifaxu czy nie rozwazylibysmy pozostac z nimi na niewatpliwie lepszych warunkach. A guzik! Ze zlodziejami nie bedziemy gadac. 😈
Tyle doradztwa konsumenckiego.
PS. jest to ubezpieczenie tylko na to co sie znajduje w mieszkaniu i garazu, w tym bizuterie. Ubezpieczenie za dom (strukturalne) jest zbiorowe dla wszystkich mieszkancow kamienicy.
Proponuję, żeby Wielki Wódz na terenie prawnym nosił tytuł Wielki Wiedz. 😀
Jedna tako, ja myślę, że kobieta mogłaby to noszenie krzyża potraktować równie kreatywnie, jak kościelni prawnicy paragrafy. Przenieść pokornie przez całą chałupę, donieść do drzwi i wręczyć pijakowi ze słowami: krzyż na drogę! 😈
Mordko, a jak mam całkiem dobre ubezpieczenie, to też muszę zmieniać? 🙁
Z prądem i gazem trzeba uważać. Większość dostawców (u nas przynajmniej) daje świetne ceny w pierwszym roku, ale małymi literkami piszą, że w następnych latach ceny mogą się zmienić. I zmieniają się (dla starych klientów, bo nowych trzeba czymś przyciągnąć), nieraz nieprzyzwoicie. Jak ktoś chce mieć naprawdę tanio, to musi uważać,żeby we właściwym momencie pierwszemu dostawcy wypowiedzieć i natychmiast przeskoczyć do następnego. Ale ja zawsze zapominam, kiedy to są te właściwe terminy, więc mi się cała ta zabawa nie opłaca.
A byli też tacy, którzy wszystko zrobili w porę, ale w firmie jakiś palant nie odnotował i do wyjaśnienia sprawy zostawali bez prądu. 🙄
Dżindżer Dżender to by była dobra ksywka dla kurtyzany albo artistki z Folies Bergère czy inszego variété. 🙂
Ale, Wielki Wiedzu, SN w sprawach spóldzielczych (na ten przykład) wydawał opinie sprzeczne z prawem, bo było tak uchwalone, że kazdy sąd niższej instancji wydawał inny wyrok na podstawie tych samych przepisów.
Więc ten SN oświadczył na koniec w pełnym (chyba) składzie, że jeżeli spółdzielnie nie wykonały obowiązków prawnych i nie zwołały walnego członków, zamiast przedstawicieli, którzy utracili możliwość istnienia w 2007 roku, to uchwały podejmowane przez tych nieistniejących prawnie przedstawicieli są ważne i mają moc obowiązującą.
Czyli SN zalegalizował działania niezgodne z prawem.
To dlaczego ja mam poważać taki sąd?
SN w wielu sprawach orzekał w poprzek rozsądkowi. Jeszcze jak byłem bardziej piękny, to chyba było za wczesnego generała, wsławił się orzeczeniem, że samochód jest rzeczą oznaczoną co do tożsamości, nie co do gatunku, i to likwidowało możliwość żądania wymiany wadliwego na inny, taki sam (bo nie taki sam, jeśli ma inny numer fabryczny – orzekł sąd). Jaka to była radość w czasach talonów i peweksów, to nie muszę mówić? Ogólnie to jest tak, że jak się sędzia SN wy…śpi, tak orzeka. Za zbrodnie stalinowskie tych ujów się teraz ściga, a za takie zbrodnie jakoś nie. 😈
Bobik 20:14
Kocham Cię Pieseczku!
To prawda Bobiku co piszesz o zmienianiu po roku. Dlatego ja juz nigdy nie zgodze sie na zaden kontrakt dluzszy niz rok.
Jest taki program konsumencki w radiui BBC – Money Box. I oni tam nieustannie namawiaja, zeby sprawdzac i zmieniac. A czasami wystarczy do obecnego dostawcy zadzwonic i powiedziec, ze masz lepszego, tanszego dostawce. Wtedy sie nagle okazuje, ze nie tylko nowi klienci moga korzystac ze „specjalnej oferty”.
Ale trzeba byc asertywnym i trzymac ich na krotkiej smyczy, ze sie tak wyraze.
Wielki Wodzu, powiedz, że żartowałeś 🙁
Dziękuję, Bobiku 🙂
Haneczko, byłem poważny jak nagrobek. 😐
Może niech ktoś zażartuje, bo coś cicho.
Następny do wykopania z KK?
http://wyborcza.pl/1,75248,15280600,Ksiadz_z_KUL_o_gender__Nieprecyzyjni_biskupi__niedouczeni.html
Dla WW na życzenie http://joemonster.org/art/22048
Ja mogę.
Nieźle się obśmieliśmy wczoraj, kiedy mój (wielkiego serca i cierpliwości) współprzewodniczący żydowski Rady na zakończenie wywodów, za co jest wdzięczny chrześcijanom, po oświadczeniu, że jest zafascynowany wysokością poprzeczki moralnej, jaką sobie stawiają, powiedział dowcip, że według niektórych chrześcijaństwo to taka religia, która uczy, aby Żydzi nadstawiali drugi policzek.
Pogratulować mt7, współprzewodniczącego i poczucia humoru…
Muszę na jutro napisać tę petycję w sprawie zakneblowania ks. Wierzbickiego przez Epidiaskop, czy w weekend wystarczy? 😎
Coś mi się nie zgadza. Patrzę na fotkę Kota (tego z linki od Elizet) i widzę jakiegoś nieznajomego arystokratę. Czytam podpisy i oczyma duszy widzę Mordechaja. 😯
Żebyś wiedział, zeenie.
Dzięki niemu, dzięki temu, że potrafi spokojnie i mądrze wytłumaczyć swoje racje i swoją wraźliwość na różne kwestie, ktorych inni nie zauważają, pomimo dobrych chęci, bardzo zrobiłam się otwarta na racje innych osób. Mam nadzieję.
Uważam, że wiele mu zawdzięczam.
Zgadzam sie z Siodemeczka, ze Staszek jest swietnym czlowiekiem i niepospolitym umyslem. Tez bardzo sie postarzal. ;evil:
Bobik, ten Kot jest moim dobrym kolega z Dachu Garazu. Rozmawiamy czesto i dzielimy sie doswiadczeniami. Nauiczylem go rzygac na bardzo starego persa celulujac w centralna rozete..
Kot prosił, bym dodała jeszcze to:
Janie, obudź się, wstań z łóżka, ubierz się ciepło i wyprowadź mnie do ogrodu. Chcę być z powrotem za trzy minuty.
Janie, chcę się wczepić pazurami w twoją szyję i wyć z upokorzenia. Umyj mnie pod ogonem.
Przypomnia mi się stary dowcip, który jednoczy wątek „Janie” oraz gender: przyszła baba do lekarza, a lekarz też baba.
Źle zamknąłem taga i teraz zaświni, chyba że to sprawę naprawi.
O, nie zaświniło. Nieświnia jestem.
Jasne, andsolu, nikt w to nie wątpi.
Nieświnia to jest bardzo waźna cecha. 🙂
Ogarnąłeś już trochę okoliczności żywiołu?
To o umyciu pod ogonem – samo zycie!
Dzień dobry 🙂
kawa
Dzien Dobry Bardzo 😀
herbata
szeleszcze
brykam
Tym do kawy. http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1567155,1,pies-czyli-kot.read
Dzień dobry 🙂
Uff, nareszcie wpuściło. Jakaś awaria serwera była i przez kilka godzin na blog nie można się było dostać.
Okropnie mi z tym niedostępem było nieswojo, jak bez łapy się czułem. To jednak ewidentne uzależnienie. 😉
mt7, przeprowadzka boli przez długie miesiące. Gdyby gadanie pomagało to bym Was zalał opowieściami. A dla sportu nie ma co…
Co do felietonu Tyma, to nie wiem co jest w szkołach bardziej potrzebne: uczenie szacunku do prawa, żeby kiedyś dało się żyć w tym społeczeństwie, czy uczenie polskiego, żeby dziś już ludzie rozumieli co oni wygadują.
Zawsze powtarzam, że nieocenioną rolę edukacyjną w zakresie prawa (i nie tylko) mogą odegrać seriale. Ale spróbowałem sobie wyobrazić Law and Order w polskiej wersji i trochę się załamałem, od jakich oczywistości trzeba by zacząć. 🙁
O jakim nauczaniu „szacunku do prawa” my mowimy. andsolu?
Przeczytalem wlasnie , ze:
„Osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i dozór kuratora – taki wyrok zapadł w Łomży w sprawie rodziców, którzy przez pięć lat ukrywali swoich synów.
Piotr i Monika P. zaniedbywali dwoje z siedmiorga swoich dzieci, nie wypuszczali ich z mieszkania i przetrzymywali w kojcu za szafą. Doprowadzili do zaburzeń w ich rozwoju fizycznym i psychicznym. Prokurator, który oskarżył ich o znęcanie się nad bliźniętami, wystąpił o taki właśnie wymiar kary.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,15283368,Rodzice__ktorzy_wiezili_synow_za_szafa__uslyszeli.html#ixzz2qZ1C1b6Q
Oczywsiscie, ze nie znam szczegolow procesu, ale OSIEM MIESIECY z zawieszeniem za taka zbrodnie na dzieciach wydaje mi sie byc kpina z praw dziieci.
Wiem, ze to nie sa latwe sprawy, wiem, ze nalezy brac pod uwage dobro innych dzieci, ale jesli za wiezienie przez piec lat w nieludzkich warunkach najmlodszych synow otrzymuje sie wyrok osmiu miesiecy i w dodatku nie musi sie go odsiadywac, to jest to kpiina. I moje elementarne poczucie sprawiedliwosci przecoiwko temu sie buntuje.
Dzień dobry.
Rozpropagowuję:
https://scontent-b-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-ash4/t1/p370x247/5423_576391089107441_1844747908_n.jpg
A 23 w Krakowie
https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1498082_577221139024436_1408747472_o.jpg
Buntuje się, Kocie. Z drugiej strony, gdyby poszli do więzienia, do cierpienia dwóch młodszych chłopców, dołączyłoby cierpienie starszego rodzeństwa w domu dziecka lub rodzinie zastępczej. Bardzo smutna i trudna sprawa 🙁 Może wchodzi w grę jakieś zaburzenie psychiczne? Mam nadzieję, że dozór kuratorski będzie rzetelny.
Komu przeszkadzała chłosta przy pręgierzu? 😈
Oprócz szacunku dla prawa miałbym też chętnie szacunek dla prawników, bo to chyba nawet jakoś się wiąże, ale niestety, część środowiska jurystów szalenie mi to utrudnia. Na szczęście jest jeszcze profesor Ewa Łętowska, która zawsze potrafi mi przywrócić wiarę w Prawnika: 🙂
http://studioopinii.pl/list-prof-ewy-letowskiej-do-przewodniczacego-komisji-kodyfikacyjnej-przy-ministerstwie-sprawiedliwosci-prof-piotra-hofmanskiego/
dla frakcji (tylko 90 sekund – WARTO!!!)
http://www.tagesschau.de/multimedia/video/video1365978.html
dla lubiacych B. i Katulki 🙂 🙂
https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/1513875_252452504921929_1668701392_n.jpg
Myślę, że przeżyli szok z powodu bliźniaków i odtrącili te dzieci.
Trudno mi powiedzieć, czy to są zaburzenia.
Mój brat stryjeczny, nad którym wladzę opiekuńczą przyznał sąd mojej mamie i wychowywał się ze mną, też był tak traktowany przez macochę, która miała w tym czasie już swoje dziecko, niewiele młodsze od pasierba.
Zawsze się zastanawiałam, jak to było możliwe, funkcjonowali jak zwyczajna rodzina, nie byli potworami, ale mieli jakieś ograniczenia intelektualne, tak ich oceniam, może niesprawiedliwie, bo serdecznie ich nie znosiłam.
Wujek nie interesował się kompletnie swoim synem, ale on później w dorosłym życiu utrzymywał z nimi dość bliskie kontakty. Chyba potrzebował miłości swojego ojca.
Nie wiem.
Piszę w czasie przeszłym, bo zmarł na czerniaka w wieku 53 lat. Miał żal do życia, ze tak mu się ułożyło.
W tym łomżyńskim przypadku ja mam za dużo pytań, żeby tak tylko wziąć i się oburzyć. Chciałbym chociaż trochę zrozumieć, co się w tej rodzinie stało, że piątka dzieci mogła być wychowywana normalnie, tylko najmłodszą dwójkę spotkał tak straszny los. Choroba psychiczna? Ale równocześnie u obydwojga rodziców i tak samo się objawiająca? Przeciążenie? Z piątką jeszcze jakoś dawali radę, ale kiedy doszły bliźnięta, coś w nich pękło, załamali się? Ale czy w takim przypadku nie postaraliby się raczej szybko dzieci zagłodzić i mieć „problem z głowy”? A może sumienie aż tak daleko nie pozwoliło im się posunąć, ale rodzicielska opieka wobec całej siódemki była w ich poczuciu już ponad siły?
Mnie robi dużą różnicę, czy byli to po prostu ludzie okrutni, bez sumienia, czy też coś ich przerosło, z czymś nie potrafili sobie poradzić. To nie znaczy, że w tym drugim przypadku nie powinni ponieść żadnej odpowiedzialności, ale jednak inną niż w pierwszym. No i jeszcze te pozostałe dzieci, które nic tu nie zawiniły, a zostałyby – one najbardziej – ukarane rozpadem rodziny. Naprawdę nie jest tu wszystko oczywiste i może sąd też wziął to pod uwagę.
Obok listu pani Łętowskiej, zobaczyłam taki kwiatek – 300 rodzin z Oświęcimia skarży państwo polskie o odszkodowanie za teren zabrany im pod obóz koncentracyjny:
http://studioopinii.pl/auschwitz-jednak-polski-oboz-smierci/
A, to jeszcze jeden kwiatuszek, jak dziś prawniczą grządkę obrabiamy:
http://natemat.pl/88351,zydowskie-k-to-nie-zniewaga-postanowila-bialostocka-prokuratura-w-sprawie-wydarzen-z-marszu-niepodleglosci
Wprawdzie wobec białostockiej prokuratury od dawna złudzeń nie miałem, ale zważywszy na niedawną bardzo podobną decyzję prokuratury poznańskiej, to już raczej można by mówić o tryndzie, nie o pojedynczych wpadkach.
Może trzeba by zapytać Sienkiewicza, gdzie są jego gromkie zapowiedzi? 🙄
Dzień dobry.
A ja najbardziej myślę o piątce dzieci, które wiedziały o tamtej dwójce.
Raz w zyciu zostalam publicznie nazwana „zydowska kurwa”. Bylo to bodaj na miesiac-dwa przed wyjazdem z Polski, w klubie lubelskiego SPATiFu, Norze. I bylo zupelnie niesprowokowane. Odbierala z baru dwie szklanki wypelnione goraca herbata, ktora zamowilam dla siebie i siedzacej obok przy stoliku przyjaciolki, Moniki Siemion. I wlasnie gdy herbate mialam juz w rekach, ktporys z aktorow, nie znalam go, stojacych przy barze odezwal sie do mnie:Gdzie sie pchasz, k… zydowska.
Odtsailam herbaty z powrorem na bar i z calej sily uderzylam go w twarz. Wtedy on (pozniej sie dowiedzialam, ze nazywal sie bodaj Drozdowski) powalil mnie na ziemie i zaczal z calej sily kopac, w glowe, w cialo.
Zrobilo sie okropnie cicho, ludzie sie odstapili, wszyscy byli chyba w szoku, nikt nie interweniowal, az on skonczyl.
Nawet Monika siedziala przy stoliku znieruchomiala. NIkt nie pomogl mi podniesc sie z ziemi. . Zapytalam kogos jak sie nazywa ten czlowiek, i wyszlam z Nory. Zlapalam na Krakowskim taksowke i kazalam sie zawiesc na Narutowicza, do siedziby teatru im. Osterwy.
Chcialam sie widziec z dyrektorem, ktory sie nazywal albo Torunczyk albo Toronczyk, ktpry byl porzadnym czlowiekiem, ale po Marcu bardzo soie denerwowal i podkreslal ze zdecydowanie nie jest krewnym oslawionej studentki Barbary Torunczyk, podowczas w sierpniu 1968 r juz w Paryzu.
Po wysciu z taksowki, natychmiast udalam sie do gabinetu durektora. Byl w teatrze i natychmiast zgodzil sie mnie zobaczyc.
Pamietam, ze siedzialam w jego gaboinecie i spokojnie i beznamietnie opowiadalam mu co sie stalo w Norze. Wysluchal tego w milczeniu i zapytal czy moglabym przyjsc do teatru nazajutz w poludnie. Mialam nazajutrz powrocic do Warszawy, ale powiedzialam ze przeloze swoj odjazd z Lublina i przyjde.
Gdy przyszlam nazajutrz, dyrektor bez zadnych wstepow powiedzial abym na niego poczekala w gabinecie i niemal wyboiegl z pokoju.
Po chwili drzwi sie otworzyly i do gabinetu wszedl moj wczorajszyt napastnik, przepraszajac od wejscia i zapewniajac mnie, ze niczego z poprzedniego dnia nie pamieta, gdyz byl pijany.
Bylam w szoku, ze zjawil sie z przeprosinami w… mundurze SS.
Powiedzialam mu, ze nie przyjmuje tych przeprosin dopoki nie ubierze sie w stroj cywilny – nie wiem dlaczego mi w tym momencie tak zalezalo aby nie byl w kostiumie, ale widzialam, ze nie moge przyjac przeprosin od esesmana. Bylam tak zdenerwowana, ze mylily mi sie dwa plany – ten teatralny i rzeczywisty.
Czekalam jeszcze ze dwadziescia minut, az zjawil sie ponownie, tym razem po cywilnemu i ponownie poczal zapewniac, ze byl piojany i nie pamoieta.
Nie odpowiedzialam nic. On wyszedl z gabinetu, dyrektor sie nie zjawial, wiec po paru minutach wyszlam.
Nazajutrz odjecjalam do Warszawy, Ale dwa tygodnie pozniej znow bylam w Lublinie. Wydawalo mi sie ze musze, musze powtprzyc wizyte w Norze i zeby nikt nie myslal ze sie przestraszylam i ze zdolano mnie upokorzyc.
Ale przy drzwiach do Nory na drodze stanal mi wozny i powiedzial, ze wstep do klubu mam zakazany. Zapytalam dlaczego, skoro mam wazna legitymacje SPATiFu i to jest „moj” klub.
– Bo pani obrazila nas, Polakow – oznajmil wozny. – Powiedziala pani do ludzi – wy polskie swinie.
Niczewgo takiego nigdy nie powiedzialam – staralam sie zachowac godnosc.
Wtedy z sali wykjrzala czekajaca na moje przybycie Monika Siemion. Posdeszla, wziela mnie za reke i powiedziala do woznego: Paszol won, cieciu. I wprowadzila mnie na sale.
Przy naszym stoliku jak sie okazalo zebralo sie juz pare osob, w tytm moj ulubiony mlody aktor z Osterwy, wspanialy w Pierscieniu Wielkiej Damy, Andrzej Gazdeczka.
Andrzej Gazdeczka, posadzil mnie obok siebie, wyciagnal spod stolu dwa ogromne tomy i powiedzial: chce zebys to ze soba zabrala w podroz po swiecie. I chce zebys wrocila tu, do Lublina, kiedy wszyscy my tu siedzacy bedziemy ci mogli spojrzec w oczy.
Bylam bardzo poruszona tymi slowami i walczylam ze lzami, aby zachowac jednak te godnosc do konca. Te dwa tomy to byly albumu z historii polskiej scenografii – bodaj od poczatku XX wieku.
Te slowa Andrzeja schowalam bardzo gleboko do serca.
A pare lat pozniej przeczytalam z niedowioerzaniem, ze aktor teatru im. Osterwy Andrzej Gazdeczka byl wspolzalozycielem i glowna gwoazda zalozonego przez Ryszarda Filipskiego Teatru Eref, jawnie komuno-faszystowskiej sceny, chyba jedynej takiej w bloku socjalistycznym.
Andrzej Gaz§deczka byl pierwszym moim w zyciu zdumieniem, ze ludziom czasami kompletnie odbija i staja sie nie do rozpoznania.
Takom fale wspomnien przywolala ta „zydpwska kurwa” . ktpra oczywoscie nie jest zadnym naruszeniem prawa.
Żebyż to można było tę opowieść uznać za migawkę z czasów na tyle minionych, że dziś już trudno byłoby sobie coś takiego wyobrazić. Ale nie, bez trudu można by wszystko przenieść w tegoroczne realia, do najdrobniejszego szczegółu. Z jednym może wyjątkiem – wyegzekwowanie przeproszenia nie byłoby takie pewne. Dyrektorem teatru mógłby być ktoś w rodzaju białostockich czy poznańskich prokuratorów. 🙄
Tez tak mysle, Bobiku.
Wstrząsające doświadczenie, Heleno 🙁
Choroba psychiczna? Ale równocześnie u obydwojga rodziców i tak samo się objawiająca?
To się wówczas nazywa psychoza indukowana 😉
Wtedy tak, Vesper. Bylam bardzo mloda i niedoswiadczona zyciowo.
Dzis to juz tylko opowiesc i porownywanie z dniem dzisiejszym.
OK, E.przyslala dowcip (po angielsku, ale Wam przetlumacze):
Sedzia odczytuje akt okarzenia:
Oskarzonemu zarzuca sie zarabanie zony siekiera…
Z tylnego rzedu dla publiczniosci wstaje mezczytzna i krzyczy: Ty, bydlaku!
Sedzia ignoruje okrzyk i czyta dalej:
Oskarzonemu zarzuca sie zarbanie siekiera tesciowej…
Ten sam mezczyzna podrywa sie z tylnego rzedu i krzyczy: Ty cholerny bydlaku!
Sedzia podnosi glowe znad papierow i ostrzega: Prosze pana, rozumiem, ze jest pan oburzony ta potworna zbrodnia, ale jeszcze jeden taki wybuch i kaze aersztowac pana za obraze Sadu.
Facet z tylnego rzedu wstaje i mowi: Najmocniej przepraszam, Wysoki Sadzie, ale jak prosilem tego bydlaka aby mi pozyczyl siekiere, to mowil, ze nie posiada!
😆 😆 😆
Wiem, bardzo staroswiecki. Ale takimi wlasnie sie dzielimy. No sex or voiolence.
Lubię staroświeckie. 😆
A w ogóle łasy dziś jestem na śmieszne, bo mi dziś od południa jeść nie wolno i o dziwo najbardziej cierpi mi przy tym nie ciało, tylko dusza. 😥
To już nie będziesz jadał, Bobiku? 🙁
Będę, ale dopiero jutro, też tak koło południa.
Doba bez michy to dla psa okropnie dłuuuugo. 👿
Biedny, biedny Bobik! 🙁
Niech chociaż da dobre wyniki ten post.
Heleno, serdecznie Ci współczuję doswiadczeń.
Wydawało mi się, że jawnych aktów agresji dopuszczali się tylko aktywiści „klasy robotniczej” na UW, no i milicja z ORMO.
Zobaczcie, jakie w Irkowych okolicach są wesołe obrady. 😈
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,15283668,PiS_przegral_boj_o_gender__a_straszyli_penisami_i.html
Czy nikt nie da temu Michalkiewiczowi w plugawą mordę?
http://wyborcza.pl/1,75248,15286257.html
Siódemeczko, on ma twarz. Żeby nie wiem co, nie zniżę się do jego poziomu.
Nie, Haneczko.
To nie jest człowiek, chociaż wygląda podobnie.
Jest.
Nie, Haneczko.
Przykro mi.
Nie mam sił na wyjaśnianie, bo właśnie siedzę i płaczę.
Z cala pewnoscia lubelscy radni PiSu takimi swinstwami jak…tfu!…to na M nie zajmuja sie. Jedynym zrodlem dobrostanu jestr dla nich Prezes Kaczynski.
Siódemeczko, niczego nie musisz mi wyjaśniać. Jest i dlatego tak boli.
Nie wiem, jakim bogom dziękować za Panią Profesor. Dziękuję wszystkim.
Forma zapraszającego listu wydała mi się mocno nonszalancka (wpadnij, to uwentualnie pogadamy) 👿
Haneczko, twarz jest czymś, co można stracić. I mało do kogo ten idiom tak pasuje, jak do Michalkiewicza.
Bobiku, utrata twarzy nie wyklucza z bycia człowiekiem. Jesteśmy od A do Zet i jeszcze dalej. Nie pojmuję, jak możemy być tak różnymi człowiekami, ale jesteśmy.
Ale ktoś, kto traci twarz, musi się liczyć z tym, że miejsce po niej zostanie nazwane np. „plugawą mordą”. Sam sobie winien.
On mnie nazwie tak samo. I co dalej?
Zdziwilabys sie, Haneczko, ile ja na swej drodze napotkalem plugawych mord.
Bym się nie zdziwiła. I wcale nie jest mi z tą świadomością przyjemnie. Jeszcze gorzej, że dla takiego kogoś, jestem też plugawa.
Haneczko, on i jemu podobni nazywali Cię tak lub podobnie już nieraz. I dalej będą nazywać.
Oczywiście, że z wzajemnego wyzywania się nic przyszłościowego nie wynika. Ale czasem ktoś po prostu musi dać adekwatny wyraz swoim uczuciom, bo pęknie. I jeżeli ten wyraz trafi w kogoś, kto niewątpliwie zasłużył, ja to rozumiem i bronić takiego typa nie będę. Bo skutek jest wtedy taki, że w końcu łyso i przykro jest temu, kto drania nazwał, a nie temu draniowi.
Bobiku, do bronienia mi daleko. Ja tylko głęboko ubolewam, że taki ktoś jest i że w człowieczeństwie się mieści.
Odróżniłabym przynależność do ludzkiego gatunku od człowieczeństwa 🙄
Bym też, chętnie.
Dzis to juz tylko opowiesc i porownywanie z dniem dzisiejszym
Heleno, sama lektura Twojej opowieści wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. Tych płynących z empatii (przerażenie, upokorzenie, gniew, smutek, rozpacz) i tych płynących z identyfikacji społecznej (wstyd, obrzydzenie, gniew). A ja przecież tylko przeczytałam, nie przeżyłam…
Jest mi strasznie przykro, że spotkało Cię w Polsce coś tak strasznego.
Dziekuje, Dziewczynki – Vesper, Siodemeczko, ale to bylo tak dawno temu. Juz toi przerobilam, uporalam sie. I patrze na tp doswiadczenie z oddali.
A co ten Pies wyprawia! Kot napisal „plugawych mórd”. To mu poprwail na „plugawych mord”. A Kotek tak sie cieszyl z paradygmatu pora-pór, morda-mórd. Nawet sobie ó skopiowal!
Oj, dobranoc :- )
Podziwiam Haneczkę i cieszę się, że są jeszcze Haneczki na świecie.
Z jaką łatwością wpadamy w koleiny wyżłobione w języku przez ludzi małych, z lubością wręcz pogłębiamy te koleiny, usprawiedliwiając się, że nie my zaczęliśmy. W pierwszej osobie liczby mnogiej piszę, bo należę do tychże nerwusów.
A chciałbym mieć legitymację Haneczki.
Pies długo się zastanawiał, czy to była zwykła literówka, czy gdzieś krył się wic, ale wica nie znalazł, to wziął i poprawił. 🙂
Zeen, ja rozumiem obie strony. Tzn. dobrze wiem, o co chodzi Haneczce, ale równocześnie rozumiem, że czasem nie można użyć słów letnich, trzeba gorących. A tak emocjonalnie, to znacznie większą empatię mam wobec Mt7 niż wobec Michalkiewicza, a poza tym widzę przecież, że rzuciła tą mordą w tzw. świętym gniewie (ze wszech miar słusznym), który dla mnie jest stanem szlachetnym. Nie chciałbym, żeby teraz poczuła się głupio i nieszlachetnie. To Michalkiewicz zasłużył na takie uczucia, nie ona.
O matko, przecież ja też muszę dobranoc. 😯 🙂
Ja sobie rezserwuje prawo i legitymacje do uzywania inwektyw o mordach on demand. 😈
O, tak. „Stan szlachetny”. Ze wszech miar.
Wewnętrzne rozwścieczenie ma swój język, ale on nie jest sprawny w publicznym działaniu. Więc świetnie mt7 odczuwam, ale jako publiczny argument zostanie on czymś podobnym odbity i z większą klaką tłumu. Czyli może nie dla tych samych, co haneczki, argumentów (ona bardziej o etyce niż efektywności mówi) ale stawiałbym na jej punkt widzenia.
„Przepraszam, ale byłem pijany w sztok”. Co to za kraj, że takie gadanie jest usprawiedliwieniem… Nie chciałem go przejechać, ale akurat byłem zapity w trzy krupy…
Andsolu, jakkolwiek blog Bobika jest publicznie dostępny, to jest to dla mnie pewien prywatny azyl, na którym czuję się swobodniej i u siebie.
Ten Michalkiewicz, nie dosyć, że się produkuje we wszystkich konfesyjnych pismach, to jest zapraszany do kościołów, na różne wykłady przez kogo tylko i zawsze jest obecna jego twórczość na wszystkich stronach, z których jedną usiłowaliśmy ostatnio usunąć. Na YT po wpisaniu nazwiska ludzia ukazuje się 12.200 filmów.
Moja Rada wzburzona kiedyś wielce po jakimś szczególnie obrzydliwym wystąpieniu kościelnym wystosowała bardzo poważne pismo do bardzo poważnych dygnitarzy kościelnych i nic. Nie pamiętam, żeby ktoś nam odpowiedział, a jezeli nawet tak, to nie miało to żadnego znaczenia dla sprawy.
Napisałam do Haneczki, że nie mam sił tłumaczyć, bo nie mam, moja rozpacz jest niewytłumaczalna.
Doświadczenie mam takie na przestrzeni lat, że im więcej spotykam ludzi, dla których Holokaust jest ciągle obecną traumą, im więcej patrzę im w oczy, im więcej słyszę i poznaję, im bardziej staram się ogarnąć ich ból, tym większa moja rozpacz, że są ludzie zabijający ich słowem, odzierający z godności raz po raz, ciągle i ciągle.
Nie tylko tych ocalalych, ale i ich potomków. Wszystkich. Odzierają z godności wszystkich ludzi.
A najgorsze jest to, że ogarnia mnie wtedy prawdziwa nienawiść i to jest straszne uczucie.
Ja tez jestem z Haneczka i zeenem. Kto mieczem wojuje od miecza ginie…
Jest taki amerykanski psycholog spoleczny, Jonathan Haidt sie nazywa, ktory zajmuje sie i skutecznoscia (o ktorej wspomnial andsol) i etyka (o ktorej mowili haneczka i zeen). Te dwa aspekty, zreszta nie tylko u niego spotykaja. Pare lat temu napisal o tym ciekawa ksiazke, oparta na wlasnych badaniach, ktora do dzisiaj funkcjonuje w szerszej swiadomosci spolecznej „klas gadajacych” – The Righteous Mind. Mozna tez znalezc skroty jego prezentacji w TED talks, i wystapil tez w telewizji publicznej u znanego dziennikarza, Billa Moyersa. Ale linki, jesli kto chce, podrzuce juz przy nastepnej okazji, bo pozno po dlugim dniu. No i jest jeszcze np. Gandhi, ktory upieral sie przy satyagraha…
Heleno, okropne zdarzenie. Nawet przepracowane odciska trwaly slad. Takze na czytelnikach, choc to oczywiscie doswiadczenie na odleglosc, z drugiej reko.
Bobiku, trzymaj sie jutro, i niech poludnie zakwitnie Ci dostepem do psiego prowiantu,
herbataaaa
🙂
brykam
Niezależnie od okoliczności i postów kawa na stole 😀
http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSX4WpkAeWs4TUBpvMlAoegOjspzZhQ4y7LOjZb5IlYI3d3yzMV9g
Dzień dobry,
Bobiku trzymaj się 🙂
Rozumiejąc emocje mt7, stoję murem przy Haneczce, Zenie i Monice.
Rozróżnienie Vesper na przynależność do gatunku ludzkiego i człowieczeństwo jedynie mnie w tym utwierdza.
Powołam się na autorytet José Ortega y Gasset ‘a, na jego określenie doczłowieczanie.
Przychodząc na świat jako przedstawiciele gatunku ludzkiego mamy jedynie zadatki na człowieka.
Co pan Michałkiewicz robi ze swoim ludzkim potencjałem, to jego sprawa, niezależnie od tego, jak bardzo nas to boli i wkurza.
Schodząc na jego poziom, podobnie postępujemy z własnym człowieczeństwem i dodatkowo wysyłamy mu sygnał, że takie zachowanie jest ok.
Trudno jest się „doczłowieczyć”. „Odczłowieczyć” bardzo łatwo 🙁
Miłego dnia Koszyczku 🙂
czy ja już coś pisałem w tym roku? chyba pisałem, ale krótko. to też krótko. bo czy można długo? można. ale o czym? 🙄 dziś właściwie nie ma o czym. ale o tym też można. albo o bólu, że ból jest z tych raczej nietowarzyskich. przynajmniej w głowie. kiedy ból w głowie, nic innego do głowy nie chce przychodzić. nie że kiedy bólu w głownie nie ma, to co innego do niej przychodzi, ale przy bólu głowy nie przychodzi bardziej. ot, taka obserwacja przy piątku.
Plugawa morda jest zazwyczaj (ocenilbym na 99,9%) objawem plugawego serca, tyle, ze serce jest schowne, a morda jaka jest, kazdy moze zobaczyc. Kiedy spogladam na plugawa morde abpe Hosera, to jest ona odbiciem tego co sie dzieje w jego duszy. Jest obrzekjla, pelna samozadowolenia, arogancka, a jego schowane w tluszczu oczka nigdy nie patrza wprost na sluchacza. Jego morda jest wysoce wymowana.
Kiedy patrze na obrzekla zapijaczona morde stadionowego lumpa, to wiem ponad wszelka watpliwosc, ze tlucze zone i nigdsy nie zabral swego splodozonego w pijanym widzie dziecka do ogrodu zoologicznego. Qszystko to ma na mordzie jak na obrazie holenderskiego mistrza.
Jak to w dawnych wiekach mowiono? Cos o twarzy, ktora jest zwierciadlkem duszy, jesli mnie pamiec nie myli?
Czasami zamiast mowic o kims w kategoroach pliugawej duszy czy plugawego serca, wyboieram kategorie plugawej mordy, ktora jest zwierciadlem tej pierwszej.
Nie pisze na ten temat artykulow prasowych ani blogu.Nie wyglaszam przemowien sejmowych. Zapytany lub nie co mysle o Michalkiewiczu wybieram taka figure stylistyczna jak „plugawa morda”. I bede tak robil dalej. A jak ktos woli w tej samej sytiacji powiedziec, ze Pan Michalkiewicz nie ma twarzy wzbudzajacej zaufania albo cos rownie „miekkiego”, to oczywoscie wolna wola. Ale nie jest to retoryka jakas lepsza niz pwoiedzenie „plugawa morda Michalkiewicza”. Albo „plugawa dusza Michalkiewicza”. Plugawa morda znacznie lepiej – MOIM ZDANIEM – oddaje moj stosunek i moje obrzydzenie gdy na niego patrze.
Dzień dobry. (Internet wrócił po większej awarii).
Heleno, bardzo mi przykro. Ze mnie takie doświadczenie chyba nigdy by nie wyszło. Żadne przerabianie nie złagodziłoby bólu.
I chyba największy żal miałabym do obecnych na sali, którzy nic nie zrobili.
Balsam dla zbolałych dusz :
http://deser.pl/deser/51,111858,15288783.html#BoxSlotIIMT
ech, ale sobie wybrałem plugawy moment na odwiedzieny… 🙁
Mar-Jo, zapewniam Cie, ze mam to za soba. Jesli cos z tegp doswiadczenia mi pozostalo, to gleboka niezgoda na to by tak postepowano wobec innych. Jesli dzis zalewa mnie fala wscieklosci gdy z trybunby sejmowej lub przed mikrofonem lub na lamamch Rzepy ktos wypowiada sie z pogarda o Annie Grodzkiej, choc ona sama przyjmuje te plugawe slowa o wykastrowanym psie, ktory nie stal sie suka, z nieslychana godnoscia i spokojem, to pewnie jest to skutek takze i tamtego doswiadczenia w Norze.
A kudzie nie zareagowali, bo pewnie byli w szoku. Zreszta w tamtym okresie malo kto zdobywal sie na jakakolwiek reakcje, choc i tacy byli – moja pani od polskiego Elzunia Zwirkowska, nasza sasiadka z drugiej klatki schodowej, pani Ania Kozlowska (urzedniczka Sluzby Bezpieczenstwa, hehe). Albo stara hrabina Chrzanowska, ktora zapewniala mnie, ze w”w razie czego” bedzie mnie przechowywac w swoijej szafie :shock:. Ale ludzie sie bali, bali autentycznie. Bal sie dyrektor teatru, ktory nosil to samo nazwisko co Barbara Torunczyk, bala sie przyjaciolka naszego domu, ktpora przez wiele lat przychodzila do rodzicow na niedzielny obiad, a mnie podsuwala w dziecinstwoie wartosciowe ksiazki. Nie trzeba naprawde wiele aby ludzie poczuli sie sterroryzowani, Nie trzeba wojsk na ulicach i sadow pokazowych. Wystarczy czasem zagrozic utrata posady albo nie przyjeciem dziecka na uniwersytet, aby ludzie zaczeli sie bac.
Dzień dobry 🙂
Dziś zamiast kawy i herbaty leciutki bulion, a potem powoli przejdziemy do normalnej michy. 😀
Na razie proszę ode mnie nie wymagać nawet ćwierci inteligencji. Cała poszła na ksiuty z Głupim Jasiem. Ale jak ją będę przywabiał michą, może potem go rzuci i wróci do mnie chociaż częściowo. 😉
Zmoro – fantastyczne te zdjęcia.
Take your time, Bobik, take your time.
Zdjecia sa przepiekne i bardzo w duchu rosyjskiego malarstwa XIX wieku, zwlaszcza Aleksanda Wenecjanowa. Szukalam obrazu chyba wlasnie Wenecjanowa przedstawiajacego bardzo biedna dzoewczyunke wsrod zboz, ale nie znalazlam. Wiec moze to; odpoczynek w czasie zniw:
http://www.tretyakovgallery.ru/en/collection/_show/image/_id/2513
Bobiku, dopóki inteligencja na ksiutach, nie siadaj, bardzo proszę, na krawędziach blatów lub parapetów (trzymając otoczenie w napięciu rytmicznym kiwaniem się), jak to mają w zwyczaju niektóre Koty.
Aleksej, nie Aleksandrow. On sporo malowal dzieci, zwlaszcza chopksie lub bezdomne posrod krajobrazow.
Vesper, to ja może przez szacunek dla przepisów Behape na razie w ogóle nie będę siadał, tylko się położę. 😉
Zdjęcia są piękne, ale robi je również sobie i wystawia wszystko na sprzedaż tu:
http://500px.com/ElenaShumilova
Z Wenecjanowem chyba bym tych zdjęć nie kojarzyła. Inna analogia nasuwa się zwłaszcza w przypadku tych obrazów – najpierw Szumiłowa:
http://500px.com/photo/22907831
A teraz niejaki Georges de la Tour:
http://poziomkislow.files.wordpress.com/2012/07/georges-de-la-tour-saint-joseph-charpentier.jpg
Szumiłowa w każdym zdjęciu opiera się na grze światła, a znakomita większość jest robiona pod światło, stąd niezwykle piękne efekty.
Na obrazie Wenecjanowa, który przywołała Helena, światło jest bardzo oczywiste, inaczej niż u Szumiłowej.
Bardzo utalentowana pani.
I przede wszystkim mała głębia ostrości, która nadaje im oniryczny charakter.
morda
Drzeć, rozedrzeć, wydrzeć (na kogoś) gębę, pysk, mordę; skoczyć, rzucić się, wyjechać (na kogoś) z gębą, pyskiem, mordą, doskakiwać do kogoś z gębą, pyskiem, mordą
Wyciąć (kogoś) w gębę, w pysk, w mordę, sprać (kogoś) po gębie, po pysku, po mordzie, skuć (komuś) gębę, pysk, mordę
Dać buzi, buziaka, dziobka, żart. dzioba, gęby, mordy, pyska
Drzeć gębę, pysk, mordę, ryja
Gęba, morda w kubeł (nie bulgotać)
Nakłaść komuś po pysku, po mordzie
Padać na twarz, na nos, posp. na pysk, na mordę
Pies z tobą, z nim itp. tańcował, pies cię, go itp. lizał, trącał, pies ci, mu itp. mordę lizał
Kiedy dziecięciem będąc dwunastoletnim spędzałam wakacje u mojej cioci, wpadł mi w ręce album z francuskim malarstwem barokowym. Bardzo mnie wtedy rozbawiło, że jeden z malarzy nazywa się Jerzy z Wieży. I przyznam się zażenowaniem, że właściwie do dziś mnie to bawi 😳
Bo Jerzy z Wiezy to bardzo smieszne i nie ma co udawac, ze jest inaczej.
Nie wiedzialam, ze to imie i nazwisko kiedys tlumaczono na polski.
Mozna isc dalej i Szekspira tlumaczyc jako „Potrzasajdzide” a wtedy latwo go pomylic z You Know Whom albo nawet z You Know Who..
Tuwim tak tłumaczył:
Johann Wolfgang Goethe. Faust. Eine Tragoedie.
Jan Wilkołak Goethe. Pięść. Jedna tragedia..
Nigdy nie tłumaczono, Heleno, tylko ja wtedy właśnie zaczęłam się uczyć francuskiego i bardzo mnie cieszyło, że coraz więcej rozumiem.
@Nisia 17 stycznia 14, 14:18
– chyba Wilkołaz, nie Wilkołak.
Z Wilkołazem przeczytamy w bibliografii „Wstępu do Imagineskopii” autorstwa Śledzia Otrembusa Podgrobelskigo (prywatnie: prof. Stanisław Moskal).
Ormie, to nie ja, to Tuwim.
Jak dosłownie, to absolutnie powinien być Wilkołaz. 🙂
Też zresztą tak właśnie pamiętam ze Śledzia Otrembusa. Może on po prostu przetłumaczył lepiej od Tuwima? 😈
A w ogóle bibliografia u Śledzia to był cycuś, cymes, paluszki lizać i czysta, niczym niezmącona radocha. 😀
Z tejże Imagineskopii przypomniałem sobie cudowną góralską prognozę pogody, która u nas w domu się przyjęła i jest używana na co dzień. Jej zasady łatwo opanować, bo są tylko 3:
– hy gmy, idą dołu, piją wode, bedzie loć
– hy gmy, idą górą, napiły sie, bedzie loć
– hy gmy ni mo, bedzie loć
😈
Mogłam źle zapamiętać. Ale wydaje mi się, że był Wilkołak.
Tłumaczenia z łaciny też były piękne.
Hora canonica – żona księdza kanonika niedomaga…
Persona grata – stare pudło…
Muszę tego gdzieś poszukać.
O, wujcio Gugiel miał. Tylko nie podano autora. A to Tuwim, albo Tuwim ze Słonimskim. Raczej solo.
Rozmówki polsko-łacińskie
Homo sapiens
astmatyk
Caveant consules
czy państwo konsulostwo napiją się kawy?
Persona grata
stare pudło
Expressis verbis
jak podaje „Express Wieczorny”
Sic ut est, aut non sit
jeżeli tak dalej pójdzie, będę musiał sprzedać samochód
Carpe diem
gdy jem karpia
Primus inter pares
prymas w łaźni
Ius civile
już nie jest w wojsku
Fiat lux
luksusowy „Fiat”
Corpus delicti
rozkoszne ciało
Ex cathedra
ruiny świątyni
Ne varietur
nie szalej!
Nota bene
nie ma tak dobrze!
Pro bono publico
tylko dla lepszej klienteli
Hora canonica
żona ks. kanonika niedomaga
czy ja sie dziwie? NIE!!!
http://wyborcza.pl/1,75478,15288813,Patriotyczne_zdjecie_roku_wedlug_KSD__polska_flaga.html
Nisiu, no tak, zaczytywaliśmy się kiedyś panaTuwimowymi „Cicer cum caule”.
Bobiku, dla mnie Twój blog jest często jakby inspirowany pozycją: „Bracia, patrzcie jeno” – rzecz o postrzeganiu ortochromatycznym.
Śledź trzyma się dobrze, chyba jest już na stałe w Krakowie acz dom w Wierzbanowej chyba nadal istnieje. Napisał stosunkowo niedawno wspaniałą książkę wspomnieniową której nikt nie chciał wydać a więc w trybie cyfrowym powstało kilka egzemplarzy które krąg przyjaciół pożycza sobie nawzajem w ramach tzw. Biblioteki Obwoźnej Podhalańskiej Akademii Wiedzy. Podaję te detale gdyż Osoby związane z Krakowem może znają prof. Moskala & Co. bliżej i ich to może zainteresować.
Ormie, oraz Pegazem dęba, Oparami absurdu i wszystkim, co było pod ręką w tym klimacie.
Heleno, nie mogę się pozbierać po przeczytaniu Twoich wspomnień i bardzo Ci współczuję tych przeżyć. Trzęsie mnie na samą myśl, że coś takiego Ciebie spotkało… jakiś straszny wstyd, żal i chęć zadośćuczynienia. Tylko jak… bardzo, bardzo mi przykro.
Byłam wtedy w liceum i znałam zupełnie inny Lublin niż ten, który opisałaś. Do Nory jeszcze nie chodziłam, potem, w latach 70-tych bardzo miło wspominam ten klub, mieszczący się na Krakowskim Przedmieściu. Dziś tam jest restauracja pod nazwą „Klub Komitet” z wystrojem z czasów wczesnego Gierka, z menu i imprezami w klimatach PRL-u.
Po wydarzeniach marca’68 miałyśmy (liceum żeńskie, tzw. po-urszulankach) bardzo zradykalizowane poglądy na temat władzy komunistycznej i „ruskich”, ale nie zauważyłam w moim środowisku tak wrogiej postawy wobec osób pochodzenia żydowskiego. Raczej na fali buntu (i z młodzieńczej głupoty rzecz jasna) paliłyśmy podręczniki do rosyjskiego. Może po prostu dlatego, że takich osób nie było w moim otoczeniu – nie wiem. Tylko raz jedna z koleżanek, nb. córka bardzo szanowanego i znanego wówczas lubelskiego lekarza, przy okazji jakiejś gorącej dyskusji na tematy polityczne wykrzyczała na przerwie, że złej sytuacji w Polsce winni są Żydzi. Trochę przycisnęłyśmy ją do parapetu i na nieszczęście stłukła łokciem szybę, kalecząc się przy okazji dość boleśnie. Przed dyrektorką wzięłyśmy winę na siebie i solidarnie zapłaciłyśmy za szybę (oczywiście w domu potężna bura i dochodzenie, jak to się stało). Wszystkie milczałyśmy jak grób, zganiając na niefortunny przypadek. Koleżanka – sprawczyni zajścia też nie pisnęła słówka o co nam poszło i swoją część za szybę solidarnie zapłaciła. Więcej tego typu bredni już nie powtarzała, przynajmniej przy nas.
Jeszcze ze szkoły podstawowej (chodziłam do szóstki na Czwartaków) pamiętam rodzeństwo Miriam i Jakuba Kupermanów, nieco ode mnie starszych, którzy przyjechali w latach 50-tych z ZSRR. Przyjęliśmy ich w szkole normalnie, jak to dzieciaki, nikt wtedy nie mówił, ani nie myślał o antysemityzmie, razem bawiliśmy się na przerwach i broiliśmy ile się dało. Nikomu nie przeszkadzał ich nieco śpiewny akcent i to, że na jesień początkowo mówili „osień”. Kiedyś jakaś dziewczynka spytała Miriam, dlaczego nie nosi medalika. Odpowiedziała, że jest Żydówką i była to dla nas oczywista i wystarczająca odpowiedź, nikt się już więcej o medalik nie dopytywał. Byli dobrymi uczniami, chwalonymi przez nauczycieli. Z Jakubem kilka lat tańczyłam w jednej parze w szkolnym zespole tanecznym, Miriam zaś śpiewała w chórze. Pamiętam, że była piękną dziewczynką i miała anielski głos, którym wszyscy się zachwycali. Po podstawówce straciłam z nimi kontakt, po wielu latach przypadkowo dowiedziałam się, że wyemigrowali do Wiednia w 1968 r.
Wiem Heleno, że takie wspomnienia to tylko jakieś epizody z mojej pamięci… rzeczywistość zaś mocno skrzeczała. Przytulam Cię.
To ja dorzucę jeszcze z z Pegaza
O, cotrain, je m’emboulle,
taquilosse, comme ou jalle,
o, cotrain, palisoule,
o, madame, coulon valle!
II est trosque, il est bouge,
à ma creve qui pis vrai.
O, madame, o, tonouche,
o, madame, o tomb rain!
-tj.: Oko trę, że mam ból Taki los! Komu żal? Oko trę, pali sól. O, madame, kulą wal! Ile trosk, ile burz, a ma krew kipi, wre. O, madame! Oto nóż. O, madame! Oto mrę.
Świeżutki opar absurdu (ma ktoś ogródek i 249 złotych na zbyciu?): http://www.domisad.pl/jan-pawel-ii-ozdoby.html
Może sobie kupię takiego krasnala.
Z okresu szkoły też mam takie wspomnienia, jak Suka.
Nie było żadnych problemów w tym temacie, wydaje mi się, że tylko dorosłych mogły takie niezdrowe podziały interesować.
Nie pamiętam, żeby w liceum ktoś przy mnie powiedział słowo o koleżankach z żydowskim rodowodem. Nikogo z nas takie rzeczy nie interesowały.
Ale ten brak zainteresowania wiązał się również z tym, że nie myśleliśmy o strasznym losie, który spotkał tę część społeczeństwa.
Nisiu, Wisława natychmiast by toto zanabyła jako prezent dla przyjaciół 🙂 .
Tak, tak, znam to poczucie humoru, Zmoro. Mam w ogródku ohydnego krasnalka z truskawką… dostałam na jakieś imieniny od przyjaciół, szalenie zadowolonych z konceptu. Nawet go polubiłam, choć z wiekiem dostał pryszczy – na truskawce również.
To prawda Siódemeczko, zupełnie o tym nie myśleliśmy.
Obecnie widzę więcej niechętnych postaw i słyszę mnóstwo obrzydliwych, antysemickich dowcipów powtarzanych zarówno przez starszych, jak i bardzo młodych ludzi.
To skrzeczy jeszcze bardziej wobec upadku żelaznej kurtyny i stanu naszej wiedzy o tamtych czasach.
Nisiu, a serce Twoje ogromne. Mnie by się stłukł przypadkiem, a Ty polubiłaś.
Ale ten krasnal zadaje kłam twierdzeniom o zbawiennym wpływie śluzu ślimaczego na cerę. Taż snują się po nim ślimaki zapewne?
A już chciałam szukać w necie kremu ślimaczego 🙁 .
Bo to fajni przyjaciele. I jeszcze parę świńskich limeryków własnej produkcji do niego dołożyli.
Zmoro, nie wiem, czy ślimaki mają odwagę się po nim snuć.
Ormie, a czy o te wspomnienia pana Moskala można by się przymówić? 😉
Dobry wieczor 🙂
Doczytuje powoli i opowiesc Heleny wprawila mnie w oslupienie. Wyobrazam sobie te scene : pijany (powiedzmy, niech bedzie benefit of the doubt) cham kopiacy powalona na ziemie kobiete, wszyscy patrza a nikt sie nie ruszy. W klubie Pracownikow Kultury. W glowie sie nie miesci…
Heleno, bardzo wspolczuje takiego wspomnienia.
Co do wspomnien Suki – wiadomosc o emigracji do Wiednia moze byc niedokladna. We Wiedniu (a raczej pod Wiedniem, w Schenau) znajdowal sie w 68′-mym oboz przejsciowy dla zydowskich uchodzcow/emigrantow z Polski, z ktorego po paru dniach rozjezdzali sie do roznych krajow. Bardzo ladnie tam bylo, drewniany dwupietrowy dwor w ogromnym pieknym ogrodzie po ktorym przechadzaly sie sarenki, udostepniony na ten cel przez wlasciciela.
Krasnal piekny 😀
Jak łacina dotyczy zwierząt, to też ją potrafię przetłumaczyć. 😎
cucullus non facit monachum – kukułka to nie facet z Monachium
dimidium facti, qui coepit, habet – zamydla fakty, kto się czepia chabet
mors malum non est – mors mały nie jest!
arma virumque cano – psie, strzeż się zbrojnego wirusa!
ipsa sua melior fama – pies i jego słynne melioracje
ite, missa est – i z tej miski można zjeść
medice, cura te ipsum – medyku, tę kurę daj psu!
Aż taki urodziwy, Nisiu? 😉 .
Muszę mu kiedyś strzelić portrecik…
Nisiu, nie wybierasz się przypadkiem do Egiptu, w myśl starożytnej zasady nil nisi bene – Nil Nisi dobrze robi? 😈
O Boże, przepraszam, że do tego wróciłam i tak się rozpisałam. Może Helena chce o tym zapomnieć, przepraszam jeszcze raz.
Litości z tymi krasnalami… 😉 Widziałam też boćki, żabki, łabądki, gąski, kaczuszki, jelonki i nawet żubra. Taki trochę fioletowy w stylu krowy z milki, ale reszta bardzo żubrza 🙂
Dobry wieczór.
Dla jasności. Nie chciałam nikogo strofować, pouczać ani urażać. Jeśli wyszło inaczej, przepraszam.
Haneczko, ja myślę, że tu się zderzyły tzw. dwie wartości. 😉 Jednym (nie tylko Tobie przecież) poszło w stronę „ogólną”, a drugim w „szczegółową”. Tzn. ogólnie w zasadzie jest słuszne, żeby i wobec przeciwników być szlachetnym, nie obrzucać ich, nie sprowadzać do, itp. Ale w szczególe zdarza się, że ktoś wyjdzie z nerw i jeżeli widać, że to jest uzasadnione, a jeszcze bardziej, kiedy jest to taki krzyk duszy, taki ból, jak wczoraj u Siódemeczki, to współ-czucie z tym bólem może być dla kogoś ważniejsze od zastanawiania się, jak dusza powinna reagować w idealnym przypadku.
Osobiście bym się tu nie upierał przy żadnej ortodoksji. Uznając zasadę ogólną i pewien ideał reagowania, do którego można dążyć, równocześnie byłbym skłony do niepotępiającego współodczuwania w tych przypadkach, kiedy widać, że gwałtowna reakcja bierze się z rozpaczy, bólu, czy już-niewytrzymywania.
To nie tak, Bobiku. Ból Siódemeczki jest dla mnie bardzo ważny. Dlatego się odezwałam.
A teraz już przestaję i jeszcze raz przepraszam.
Bobiku, a co zrobisz z de mortuis???
No czuje sie jak oszust, ktory psim swedem (sorry Bobik) wyludzil od wszystkich wspolczucie. Ale to naprawde nie bylo moim zamiarem, o czym juz wspominalam. Gorzej i dluzej przezywalam zdarzenie sprzed paru zaledwie lat, na blogu kulinarnym, o czy pewnie niektorzy jeszcze pamietaja. Choc mialam wtedy wspanialych obroncow.
Suko, ja te Miske Kuperman dosyc dobrzew pamietam, a nie jestem pamieta czy jej brat jest tym, ktory przychodzi mi do glowy. Czy brat Miski byl straszliwym jakala? Jesli tak, to owszem, tez pamietam.
Ja tez chodzilam przez rok do szkoly na Czwartakach, do siodmej klasy. Nie wspominam jej dobrze. Zwlaszcza groza mnie napawa istniejacy tam gabinet dentystyczny, ktory byl istna komora tortur z jakas sadystka dentystka i bardzo starym sprzetem. Mam zal do rodzicow ze mnie zmuszali do korzystania tam z opieki dentystycznej, choc jednym z najlepszych przyjaciol domu byl wlasnie dentysta z prywatnym gabinetem.
Mysle, ze rodzice byli zbyt leniwi aby mnie do Moni Szterna zawozic na drugi koniec miasta.
Haneczko, nie przepraszaj. Nie znoszę przepraszania za poglądy i cechy charakterologiczne. Wiem, że tolerujesz różne inne, w tym moje, i to mi wystarczy. 😎
Mnie, inaczej niż Liska, nie szokuje reakcja kulturalnych ludzi. Kulturalni ludzie tak mają, że słupieją i potem, na boku, wymieniają kulturalne uwagi. Ależ to cham, widział pan? Tymczasem cham robi swoje i zadowolony wychodzi. Ludzie niekulturalni, jak ja, też wymieniają takie uwagi, ale robią to w czasie, kiedy cham szuka swoich protez dentystycznych za drzwiami, na szczęście mało jest takich niekulturalnych i ogólnie cywilizacja europejska się zakorzenia. 🙂
Dobry wieczor 🙂 !
Siodemeczko, dziekuje, FB napisal mi, ze dziekuje i zyczenia noworoczne przekaze. 🙂
Bobiku, dzieki za przekazanie pytania. 🙂
Rzucilem jednym slepkiem na polska prase z ostatnich dni. Uff! 😡
Czy ktos ustanowil nagrode za najglupsza wypowiedz? A moze za najobrzydliwsza? Bo ktoz by tak spontanicznie w te szranki stawal? 🙄
Teraz sobie poczytam Wasze wpisy dla odtrutki. 😀
De mortuis… to jasne. Bez mortadeli Nisi nie wow. 😈
Tak Heleno, Kuba się jąkał, ale jak tańczył :))) Muszę przyznać, że trochę się w nim podkochiwałam. Miriam była starsza od niego i znacznie mniej ją pamiętam, bo szybciej skończyła szkołę.
Dentystka sadystka z powodzeniem prosperowała, póki ja byłam na Czwartakach. A bor-maszynę napędzała pedałem nożnym, nigdy tego nie zapomnę. Małym dzieciakom wykręcała ręką mleczaki bez znieczulenia i właśnie przed takim zabiegiem kiedyś zwiałam jej z gabinetu. Mleczak zaś sam się usunął w drodze ze szkoły . Pewnie ze strachu 😉
To w Lublinie nie usuwało się mleczaków nitką przywiązaną do klamki? 😯
Mnie też Haneczka nie musi przepraszać.
Ja się z nią zgadzam przecież, ale są takie chwile…
Masz rację, Wodzu, ludzie kulturalni zachowują wyniosłe milczenie wobec pewnych faktów, ktorych nie są w stanie chyba zmienić.
Wysłałam wczoraj mail do 78 osób pod tytułem zróbmy coś i odpowiedziała mi cisza.
Mógłby ktoś odpisać – uspokój się kobieto, nie histeryzuj, takie typy zawsze będą, nikt przytomny nie będzie się z nimi kopał.
Albo sama pani widzi, że na takich ludzi jest zapotrzebowanie i nikt tu nic nie pomoże.
Zresztą zepsułam efekt, bo ukazała się wiadomość, ze w Sandomierzu odsłonięto ponownie obraz z mordem rytualnym i z tablicą (nareszcie), że
„Obraz ten przedstawia rzekomy mord rytualny, który miałby być dokonany przez sandomierskich Żydów w celu dodania krwi dziecka chrześcijańskiego do macy używanej w czasie Paschy. Wydarzenie to nie jest zgodne z prawdą historyczną, a co więcej nigdy nie mogło mieć miejsca, gdyż prawa judaizmu zabraniają spożywania krwi. Żydzi nie mogli dokonywać i nie dokonali mordów rytualnych. Z powodu podobnych oskarżeń byli często prześladowani i mordowani, jak to wydarzyło się również w Sandomierzu. Począwszy od XIII wieku papieże zabraniali rozpowszechniania tego rodzaju fałszywych zarzutów i bronili Żydów przed nimi”
Ale żeby nie było zbyt wesoło, na wp.pl zamieszczono zdjęcia obrazów, napisano, że ponownie udostępniono, że jest kontrowersja, ale nie zająknięto się przy tej prezentacji o tablicy.
Nie będę Wam mówić, co część ludzi w komentarzach tam wypisuje.
Mój jeden komentarz z treścią tej tablicy nie ukazał się.
Suko, mialam napisac, ale sie powstrzymalam, ze ten jakajacy mlody Kuperman podkochiwal sie we mnie, a ja przed nim uciekalam. I owszem, zawsze chcial ze mna tanczyc w TSKZ. No popatrz jak sie nam rozminelo!
Kuba tez chcial recutowac wiersze i bylo to przy jego jakalstwie wrecz bolesne do sluchania.
Dentystka owszem, miala na te zardzewiala maszyne do borowania naped nozny, pamietam jak dzios. Ja musialam do niej chodzic co dwa tygodnie i pamietam, ze jak mijal pierwszy tydzien po sotatniej wizycie, to zaczynalo mnie trzasc ze strachu, ze zbliza sie kolejna wizyta. Nie spalam po nocach. Dentystka okropnie obcesowa i chamska. Wsazyscy sie jej bali i nienawidzili.
Jakie tam znieczulenie!
Dentystka miala powiedzenie „Poboli i przestanie” – to wtedy kiedy ja sie darlam na fotelu.
Nie za poglądy, tylko za konsekwencje.
Dziewczyny załatwiły mi pokutę. Znowu siedzę u mojego dentysty z pedałem 🙁
Nie mogę się przemóc, żeby zwracać się do Suki Suko ❗
Chyba jestem jedym z niewielu, którzy mają cudowne wspomnienia z gabinetu dentystycznego (w podstawówce, bo potem już nie było tak pięknie). Dentystka była tzw. równą babką i zawsze się zgadzała, żeby jej ulubieńcy przesiedzieli u niej nudną lekcję czy klasówkę, do której się nie przygotowali. Nie wymagała przy tym żadnego zasiadania na fotelu, kazała siadać grzecznie pod ścianą, nie łazić i opowiadać ciekawe rzeczy, podczas kiedy ona obrabiała jakiegoś innego nieszczęśnika, który jej wynikał z grafiku. A potem dawała upragniony świstek, że się było do kontr. dent. i żaden nauczyciel się nie mógł czepić. 😈
Oczywiście w ramach gentleman agreement nie nadużywało się jej uprzejmości i przy własnych zabiegach zachowywało się mężnie. Ale to męstwo nie było takie strasznie trudne, bo przy zawsze luźnej i rozchichranej atmosferze w gabinecie nawet borowanie jakby mniej bolało. 😉
Jeszcze nigdy nie złożyłem tej naszej Dentystce należytego hołdu, więc niniejszym to czynię. 😀
No tak, jaka ta buda mala. Suka z Kotem na jednych korytarzach 🙄
Chodz, Haneczko bedziemy do niej mowic Sunia.
Gdyby ktoś się zwracał do mnie per Piesio, zagryzłbym bez litości. 👿
Heleno :)))
Kuba był duży i piękny, a ja taki mały, chudy kurdupel… nawet na mnie nie spojrzał. Ale po palcach nie deptał, fakt.
„Poboli i przestanie” – stała śpiewka. I jeszcze miała jakiegoś felczera do pomocy przy trzymaniu głowy dzieciakom, brrr…
Bobiku, z klamką raz zaryzykowałam. Brat szarpnął, a ja nabiłam sobie potężnego o guza o drzwi, co wcale nie przeszkodziło mleczakowi – siedział sobie spokojnie na swoim miejscu 🙂
Pani dentystka naciska na pedał, a ząbki rozpalają się do czerwoności.
Takie były czasy.
Podobnie działały szlifierki do ostrzenia noży u domokrążnych usługodawców.
Gabinet dentystyczny 😯 Właśnie ja byłem tym z grafiku i wyrwano mi ząb.
Może być Sunia, jeśli tak będzie Wam łatwiej. Nie zagryzę, chociaż Sukę wolę :D:
Siódemeczko, a miałaś jakiś konkretny pomysł, na czym miałoby polegać zróbmy coś?
Ja tez, Bobiku, z rozczuleniem wspominam moja pierwsza dentystke, u ktorej bylam z mama majac 4 lata badz mniej, bo bylo to jeszcze na Syberii. Ona musiala byc bardzo dobra z malymi dziecmi. Do prawej raczki dawala misia i kazala go mocno sciskac, lewa raczka pozwalala „wlaczyc maszyne” to znaczy pociagnac za jakas srubke. I mowila, ze gdyby bardzo bolalo to podniesc te wolna raczke w gore i ona przestanie.
Pamietam, ze najpierw ja wyprobowalam aby zobaczyc czy rzeczywiscie przestanie wiercic, a jak sie przekonalam, ze natychmoiast przestaje, to sie juz nie balam.
Wiec ta na Czwartakach byla absolutnym szokiem i dopustem bozym.
Od tego czasu strasznie sie balam dentystow i szlam dopiero wtedy gdy juz drapalam sie na sciane z bolu. Raz bylam u Moni Szterna z ropnym zapaleniem, kiedy mi usunal zeba. PO wyjsciu od niego zlapalam taksowke, a bylam w takich bolach, ze taksowkarz odmowil wziecia zaplaty. W Warszawie tez chodzilam prywatnie, do sasiadki, pani Luebeckowej, ale dopiero jak juz konskie dawki pabialginy przestawaly dzialac. Chodzil ze mna wtedy aby mnie trzymac za reke moj ukochany przyjaciel z teatru Bernard Ford, pozniejszy Bernard Hanaoka,obecny projektant mody.
Odzylam dopiero w Ameryce kiedy sie okazalo, ze tamtejsza dentystyka jest bezbolesna. I pokochalam gaz rozweselajacy.
Bobiku popieram. Wyobraźcie sobie tekst
„Co Pies dziś proponuje na obiad” z zamianą na piesio, piesek etc.
Obrzydlistwo, sodomia…. 👿
Bobiku, zajrzyj do skrzynki.
Co sie tak indyczysz. Piesiu?
Resortowe dzieci c.d.n.
http://pawelreszka.blog.pl/2014/01/16/sprawa-pana-m/?fb_action_ids=668651759853411&fb_action_types=og.likes&fb_ref=.UthEmh4oIEw.like&fb_source=other_multiline&action_object_map=%5B1454917268061804%5D&action_type_map=%5B%22og.likes%22%5D&action_ref_map=%5B%22.UthEmh4oIEw.like%22%5D
Bardzo dobre, ale groch o sciane.
Kania nie czyta Zydownika Powszechnego. Kania czyta tylko wlasne utwory.
I relaksujące OT
fajnego liska spotkałem
mt7, o wystawie sandomierskiej dowiedziałem się (gdy mi wróciło połączenie ze światem) od Bralka i tymi słowy mu odpowiedziałem: Ja tu rozumiem wszystko za wyjątkiem jednego słowa „kontrowersyjny”. Domyślam się, że polscy biskupi nie kopulują z kozami, bo im tego religia zabrania, ale czy obraz tę niemożliwość ilustrujący by był kontrowersyjny?
Bardzo sprytny ten artykuł o resortowym M. 😈 Ale ja przy tej okazji Was zapytam o zdanie, albowiem sam mam tzw. uczucia mięszane i nie bardzo mogę się z nich wymieszać. No bo tak: z jednej strony bardzo jestem za tym, żeby wykorzystywać wszelkie środki prawne do walki z ohydkami szalejami typu Kani, więc powinno mi się podobać to, co wykonał Żakowski. Ale z drugiej strony nie bardzo mogę przełknąć jego uzasadnienie – żądam wycofania mojego oblicza, bo ja nie jestem resortowym dzieckiem. Jakieś mi się to wydaje nie fair wobec pozostałych potraktowanych przez Kanię i spółkę, tak jakby Żakowski mówił „im się to należy, bo ich rodzice naprawdę byli TACY, tylko mnie nie, bo ja jestem z porządnej, niekomunistycznej rodziny”. Tak jakby ohyda tej książki polegała tylko na tym, że kogoś tam do resortowych dzieci zaliczono niesłusznie.
Mam taki odruch z brzucha, że jest w tym „wyinduwidualizowaniu się” coś niefajnego, ale może się mylę? Może jakieś aspekty mi tu umykają?
Bobiku, generalnie masz rację, ale nie wiemy, czy nie proponował pozostałym pozwu zbiorowego, a oni nie chcieli na primier.
Też mnie uwiera. Mam nadzieję, że proponował.
Ale nawet jeśli proponował, kwestia tego uzasadnienia zostaje. Ja bym nie chciał wycofania mojego pyska z takim uzasadnieniem.
No, problem jest. Tu by sie przydal ten Etyk z NYTimesa. Nie wiem jak postapilabym na miejscu Zakowskiego. Myske, ze pokusa utarcia nosa Autorom paszkiwlancxkej ksiazki , uzyskania sadowego nakazu wycofania jej z rynku, wzielaby gore. A wowczas wygrywaja na tym posunieciu takze wszyscy pozostali bohaterowie paszkwilu. A to nie moze byc zle czy niewlasciwe pod katem etyki.
Rzecz jednakowoż w tym, że książka nie została z rynku wycofana. Wycofana została tylko twarz Żakowskiego z okładki. Pozostałe twarze nadal na niej widnieją.
Koszyczku! Na Mezzo zaczęły się „Krwawe gody” z Madrytu.
Bobiku, wolałabym, żeby masowo zgłaszali się żądający umieszczenia ich na okładce i w książce.
Chyba sie mylisz , Piesku. Ksiazka zostala wycofana na rok, decyzja sadu. W tym tygodniou. A przedtem jeszcze twarz Zakowskiego zalepiona.
Nie, sorry. To ja sie myle.
Sąd nakazał wycofać z księgarń książki z wizerunkiem Żakowskiego, nie książki jako takie.
Są do9stępne w sprzedaży i chyba idą jak woda, jeżeli trzeba dodrukowywać.
Magiel trzyma się mocno.
A może chcecie poczytać idiotę w stanie czystym, chyba słusznego politycznie, zważywszy miejsce publikacji? Jak mówiłem, daleko mi do człowieka kulturalnego i takie durne bydlę wymagałoby hospitalizacji po spotkaniu ze mną. 👿
http://aleksanderpociej.natemat.pl/88995,o-piratach-drogowych
Wielki Wodzu, oddychaj. Głęboko oddychaj. To pomaga albo i nie.
Mam astmę oskrzelową. 😎
Wielki Wodzu, za przeproszeniem, jesteś za stary na takie przypadłości 😉
Wodzowi to już lepiej nadepnąć na odcisk niż na rajdowca. 😈
Toteż nie nadebtywam, ino mówię dobranoc 🙂
Jestem Kotem a jak ktos mowi do mnie koteczku, rzucam sie z pazurami. Suka jest sliczne! 😀
Dobrze jest moc Was poczytac. Milej wespolwzespol zebami zgrzytac niz samemu dlawic sie Michalkiewiczem, Okiem w sejmie i cala ta kupa emetykow.
Mordko, Hoser to nie aparycja (nawet jesli nie najwyzszego chowu). Hoser to wspolzbrodniarz z Rwandy, lgarz, kretacz, nadete ego, narcyz do kwadratu i pare innych przymiotow. W tym, a jakze, do czlowieczenstwa zaliczanego typku – wyglad i tak jest upiekszeniem w stosunku do duszy.
A jaka jest dozwolona prędkość na torze wyścigowym?
Pisanie u Lisa nic nie oznacza, tam bardzo piszą bardzo różne osoby i wiele razy zastanawiałam się, jak są dobierane.
Chyba muszą być znane jakiejś większej grupie ludzi.
Sama nie wiem, rzadko tam zaglądam.
Hej, Meki, dawno nie byłeś w koszyku.
Już się martwiłam.
Można wyrosnąć z astmy? Pocieszające, ale doktór nic nie mówił. 😉
Panu senatorowi-idiocie podpowiadam inne, podobne tematy. Dwaj Murzyni biją się po pyskach na takim czymś ogrodzonym linami, wokół pełno ludzi, jeden chyba nawet urzędowo, a nikt nie reaguje i tego nie przerwie. Gdzie jest policja, gdzie rodzice, gdzie ksiądz? I jak to się ma do Kaczyńskiego i Ziobry?
Albo taki Murzyn ucieka przed całą zgrają wokół stadionu, biedak ledwo żyje, tak ucieka, a oni gonią, i też pełno ludzi patrzy, i pytania jak wyżej.
Wiele jest ludzkich działalności niepojętych dla senatora. Nie musi rozumieć, musi tylko do każdej sprawy włączyć Kaczyńskiego i Ziobrę. Głosujcie na PO, tak ogólnie, oni mają lepszych idiotów. 😎
I dobranoc.
Zgrzytający zębami wszystkich krajów, łączcie się! 😆
Chyba osiagnelam dzisiaj stan zen. Moze to z powodu snieznej bieli dookola… Wydaje mi sie, ze jako ludzie zrobilismy sie duzo bardziej wyrafinowani w ciagu tych ostatnich czterdziestu lat. Moze od czasu rewolucji obyczajowej dzieci-kwiatow, ktora spowodowowala zainteresowanie zyciem duchowym, non-konformizmem i humanizmem… I przypadki roznego indywidualnego pojedynczego zla jakos mi tej wiary nie oslabiaja. Szkoda ze juz nie latamy na ksiezyc, albo gdzies… Brakuje nam jakiejs wyzszej perspektywy i celow ponad miare… Czegos fajniejszego niz tej wszechobecnej popkultury. Niech ona tez sobie bedzie, ale nie jako wszechpotezna calodobowa obecnosc w kazdym medium. Wydaje mi sie, ze jestesmy lepsi niz papka nam oferowana.
Zazdroszczę Ci, Króliku, tego śnieżnobiałego optymizmu. 🙂 Ale podzielać nie potrafię. U mnie chwilowo bezśnieżnie, buro i wiatr w kominach smętnie wyje. 🙄
Wodzu – z innej, niepolitycznej beczki. Masz dobrego lekarza do tej astmy? Takiego, który by Cię ustawił w dobrej formie na co dzień? Jakby co, w Koszalinie jest jeden wybitny, mogę podać adres.
Dzień dobry 🙂
kawa
Dzień dobry już po kawie 🙂
Śledzę 🙄
Tenisowo ślipię po nocach i porankach.
Wczoraj jajo, dzisiaj jajo, jutro jajo (zapraszam pana senatora i zwracam uwagę na konieczność ukarania publiczności za podżeganie).
Ręczni jak wyżej.
Donoszę też, że pod bokiem Heleny chłopaki znęcają się nad bilami.
Harce na białym pozornie niewinne, a może tylko czujność mi osłabła.
Obudzilo mnie takie lomotanie do drzwi, ze myslalam, ze to pozar. LOmotano jakby piesciammi, zamiast kolatka lub nacisnac dzwonek.
A na progu stalo tylko dziewcze z podluznym pudelkiem z Interflory.
A w pudelku mniejsze pudlo czekoladek (ktporych mi nie wolno) oraz bukiet bardzo swiezych i pachnacych gozdzikow. To pewnie od Eleny za odwiedzenie mieszkania i zaryglowania okien.
Ktp chce czekoladki?
Zaraz rzeczywistosc zaskrzeczy i zapomne, ze dostalam bukiet.
Dzień dobry 🙂
Haneczka, jak widzę, poszła w ślady WW i przystąpiła do działalności operacyjnej. W każdym razie meldunek złożyła jak trzeba, szyfrem. 😆
Dziś mi się świat podoba wiele bardziej niż wczoraj, bo słońce się pokazało. Psu to niewiele trzeba do optymizmu. 🙂
A, jeszcze zapomniałem szczeknąć, że nie zaniedbałem dziś obowiązków i nowy wpis wrzuciłem. 🙂
Nisiu, dziękuję za troskę, trafiłem we wsi na taką panią doktor i nie mam żadnych problemów, poza wożeniem wszędzie rozpylacza. Nie miała ze mną zresztą dużo roboty, bo poza tym jestem bezwstydnie zdrowy. 🙂
Wódz jak Prawdziwy Powstaniec, nie rozstaje się z rozpylaczem. 😈
Hej Siodemeczko! To kociobwiazki mnie znikaja. Odznikam tak szybko jak tylko moge. 😉
Chwala Ci i wszystkim innym, ktorzy atak na Helene potraktowali z emapatia!!! I ze nikt jej wtedy nie pomogl. I nikt za nia/z nia nie wyszedl.
A tak sie wchodzi w paszcze lwa:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,15295431.html
Zuch, nie ma dwoch zdan. 😀