Dziurasik Park
Baraszkując beztrosko po obrzeżach jury,
dinozaur zajrzał kiedyś do sporawej dziury,
a sprawdzając, czy przepchnąć jakoś przez nią da się,
stwierdził z pewnym zdziwieniem, że to dziura w czasie.
Dał w nią nura, bo tak mu kazał móżdżek gadzi,
mrucząc: nie wiem, czy wszyscy będą mi tam radzi,
ale jak nie skorzystać, do tyranozdzicha,
gdy okazja się sama prosto w łapy wpycha.
Rozejrzał się dokoła, już od drugiej strony,
ucha nadstawił: widzi kościół, słyszy dzwony,
dalej sklepik spożywczy, gospoda „U Stasi”
i Urząd – nie, nie Kafki, lecz Gminy Dziurasik.
W urzędzie przed okienkiem kolejka zagięta,
co urzędnik, to bardziej w nosie ma petenta,
a petent klnie i warczy, że nędza, że bieda,
ale przez tych złodziei, panie, nic się nie da.
Ach, znam to – rzekł dinozaur – znam aż do znudzenia,
czas jednak nie tak całkiem wszystkie rzeczy zmienia!
Od wójta do plebana pomknął na kazanie,
tam przy brzuchatych mężach moherowe panie
z zachwytem niepomiernym siedzą jak w operze,
słuchając opowieści o strasznym genderze,
o rozwodach, co brzydkich tworzą pedofilów,
że na tacę nie dało dziś tylu a tylu,
o tym, że w zamach wierzy cała już parafia
i skąd się bierze homoseksualna mafia.
Dino aż się z radości w ławce zakolebie:
w Dziurasiku się czuję całkiem jak u siebie,
nieobca mi mentalność, poglądy mi bliskie,
proboszcz takim poczciwym jest brontozaurzyskiem,
że na tyłku mnie z dzikiej chętki świerzbi krosta,
by olać mezozoik i tutaj pozostać.
W parku założę gniazdo w ramach szybkiej akcji
i gminie turystycznej dostarczę atrakcji,
w gospodzie nad kufelkiem spędzę chwile boskie,
z chłopaków paką z gwinta pociągę za kioskiem…
Wracać już mi się nie chce, bo choć ten czas nowy
nie różni się pod względem zawartości głowy,
to jednak – a do takich rzeczy ja mam nosa –
piwo teraz jest lepsze niż to bywsze, z prosa.

No, ja raczej uwazalbym go za hold kobiecej intuicji.
Co to za barbarzyństwo obsiadło Politykę, Ago.
Kilka komentarzy i jeden bardziej obelżywy od drugiego na tym blogu pani Kwiatkowskiej.
W GW wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich dr Adam Eberhardt uważa, że w interesie prezydenta Ukrainy nie jest rozpędzenie trwających demonstracji, bo to spowodowałoby izolację w relacjach z Zachodem, a tym samym osłabiłoby jego pozycję względem Rosji.
Czyli są mu na rękę.
Kocie, a to egzaltowane napawanie się spodziewaną rozpaczą porzuconej, aż do poplątania kierunków (biedaczka, chlip, idzie w ślad, ale drogę zamiata przed), to czemu mianowicie hołduje?
Też na to zwróciłam uwagę, Mt7. Przydałby się pani Kwiatkowskiej jakiś rycerz na białym koniu.
Dlaczego „spodziewana” rozpacza? . Ona juz pobladla i odgadla.
Tylko te warkocze do samej ziemi, troche mnie pesza. Musialaby je miec dluzsze niz wzrost zeby nimi zamiatac droge. Chyba ze przyjmiemy iz idzie na kolananh. Wtedy ewentualnie moglaby zamiatac, ale powinien byl woczas napisac „wleczesz sie za nami na kolanach”.
Pobladła w pierwszej części wiersza, która jest opisem realu – tak jak go widział Leśmian. Natomiast część druga, to już są jego męskie fantazje.
Bobik by to lepiej napisal. Zaloze sie.
Jasne, że na kolanach! Ba, czołgając się!
Jakże inaczej, w tak tragicznych okolicznościach przyrody. A po wymieceniu drogi do czysta, na pewno wyrwała sobie te warkocze razem z cebulkami.
Niechby Leśmian się czołgał i zamiatał.
Lubię drania, ale zdaje się, że tylko dlatego, że go nie spotkałam.
Moja Stara nie takoie numery wyprawiala z myloszci, Ago.
Kobieca rzecz wyprawiać, Kocie, a męska dyskretnie milczeć. Psiakrew.
Gdyby Kaczorko miał warkocze, to jakoś by sięgły ziemi bez schylania.
Przepraszam za perwersyjne myślenie.
Ależ Wodzu, co Wódz… taki genderyzm uprawiać na prezesie…
Ataman Kaczorko juz wrocil z Wyprawy Kijowskiej. Photo opportunity nie trwala dlugo. W przeciwnym razie musialby wylozyc na hotel. Albo, nie daj Bpze, dostac jakiegos sinca.
No, dobra. Pozbawnal sobie Ukraine i chwatit.
Cudne te przeróbki obrazów.
Za Leśmiana też muszę pisać?
Cholera, myślałem, że chociaż ten sam sobie poradzi.
Trudno, jak mus to mus. Tylko tego wiersza trzeba napisać parytetowo.
On:
Com uczynił, że mylisz kierunki,
że jak durna się rzucasz na trunki?
Weź i spadaj, odpinkwol się, z Bogiem,
kochać ciebie, no kurde, nie mogie,
bo widziałem niedawno przy sklepie
taką laskę, że łeb się telepie,
a ty jesteś, niestety, kobitą
już zużytą, już zużytą, już zużytą…
Ona:
Coś uczynił, nieszczęsny kretynie,
myślisz, że jak po gęsi to spłynie?
Co się święci już czuję od piątku…
Nie daruję, pozbawię majątku,
furę wezmę i konto wyczyszczę,
bo tym serce obrócę ci w zgliszcze.
Dobra, spadam, lecz wrócę na chatę
z adwokatem, z adwokatem, z adwokatem…
Boooobik, nie mogie!
Hahahahahahahaha
hahahah
hahahahahahahahahaha.
Bobik, jestes wielki!
Twoja wersja znacznie bardziej zyciowa!
Bobiku, to jest CUDEŃKO !!!
Bobiku, Lesmian ze wstydu w trumnie sie schowal!
Uprzedzam, że jak mi każecie poprawiać Elizę Orzeszkową, to stanowczo odmówię.
Bobku, gdzieżbyśmy Ci cokolwiek kazali?!
My przecież zawsze ładnie prosiemy.
w telewizji powiedzieli: w Mikolaja zawita zima (snieg
) do B.
a dzisiaj pierwszy dzien Adwentu, oczekujecie? cieszycie sie?
Aga, jak ja czytam? no jak? bez zrozumienia
a pan – stulatka – autor napisal kolejna ksiazke, sprzedajemy juz,
masowo!!!
Edgar Allan Poe
Kruk
Raz w północnej, głuchej dobie, gdym znużony siedział sobie
Nad księgami dawnej wiedzy, którą wieków pokrył kurz –
Gdym się drzemiąc chylił na nie, usłyszałem niespodzianie
Lekkie, ciche kołatanie, jakby u drzwi moich tuż.
?To gość jakiś – wyszeptałem. – Puka snadź przy drzwiach mych tuż.
Nic innego chyba już”.
Ach – pamiętam, jakby wczoraj – była przykra grudnia pora,
Głownie mrąc to cień rzucały, to blask jakichś krwawych zórz.
Tęsknom czekał, by świat biały błysł, bo księgi nie sprawiały
Ulgi w mej boleści stałej, odkąd znikł mój anioł stróż,
Dziewczę słodkie, które zwie Lenorą anioł stróż…
Tu bez nazwy ona już!
Strach zdejmował mnie nieznany, pełny grozy niezbadanej,
Kiedy u drzwi zaszeleścił purpurowy kotar plusz:
By ukoić serca trwogę, rzekłem sobie: ?Pojąć mogę:
To podróżny – zgubił drogę – zbłąkał się wśród śnieżnych wzgórz…
W drzwi me puka, Zabłądziwszy pośród białych śnieżnych wzgórz…
Tak – nikt inny chyba już!”
Więc nabrawszy męstwa wstałem, z ugrzecznieniem mówiąc całem:
?Panie albo pani, błagam, nie obrażaj się ni chmurz,
Bo zasnąłem ze zmęczenia, a twe lekkie uderzenia
W drzwi mojego tu schronienia nie zbudziły mnie. Więc cóż
W tym dziwnego, żem nie słyszał?” Tu otwarłem drzwi – i cóż?
Ciemność w krąg – nic więcej już.
Patrząc w mrok ten na wsze strony, stałem trwożny i zdumiony,
Rojąc mary, jakich dotąd głąb nie znała ludzkich dusz.
Lecz milczenie głuche trwało, ciszy nic nie przerywało,
Tylko lekki szept nieśmiało drgnął: – ?Lenora?” – gdzieś tuż, tuż.
Tom ja szepnął – i: ?Lenora!” – wyszeptało echo tuż.
Tylko to, nic więcej już.
Powróciwszy do pokoju, w niesłychanym już rozstroju,
Posłyszałem znów stukanie, jakby gdzieś przy ścianie wzdłuż.
?Pewnie – rzekłem – coś kołacze w okno: wiatry snadź tułacze?
Zaraz, co to jest, zobaczę, nie bij, serce, ni się trwóż –
Wnet wyjaśnię tę zagadkę, serce, nie bój się ni trwóż.
Tak, to wiatr – nic więcej już!”
Otworzyłem okno zatem… Szumiąc skrzydły, z majestatem,
Wzleciał ciężko Kruk wspaniały, jakby czarny piekieł stróż.
Nie pozdrowił mnie ukłonem, okiem powiódł w krąg zamglonym
I siadł z pańskim jakimś tonem pośród dwóch kamiennych kruż –
Na Pallady biuście przy drzwiach, pośród dwóch kamiennych kruż.
Usiadł tam – nic więcej już.
Ptak ten sprawił, że przy całym rozsmętnieniu mym musiałem
Rozśmiać się z poważnej nader jego miny: ?Tyś nie tchórz,
Widzę, stary, chmurny ptaku, co – choć piór już ani znaku
Na swym czubie – szukasz szlaku wśród posępnych nocy mórz?
Mów, jak zwą cię na plutonskim brzegu czarnych nocy mórz?”
Kruk rzekł na to: ?Nigdy już!”
Zadziwiłem się nie lada, że ptak tak wyraźnie gada,
Choć żem jego odpowiedzi nie mógł pojąć ani rusz,
Boć to przyzna nawet dziecię, że nikt z ludzi dotąd w świecie
Nie oglądał chyba przecież ptaka przy drzwiach izby tuż.
Ptaka, co by przed nim usiadł na popiersiu przy drzwiach tuż.
Z takim mianem: ?Nigdy już”.
Ale Kruk ten z łysą głową wyrzekł jedno tylko słowo,
Jak ci, którzy w jeden wyraz całą głąb wlewają dusz.
Potem milczał znów nieśmiele, Pióro mu nie drgnęło w ciele,
Aż gdym szepnął: ?Przyjaciele opuścili mnie wśród burz.
I on też za dniem mnie rzuci, jak Nadzieje pośród burz”.
Ptak mi odrzekł: ?Nigdy już!”
Zadziwiony niewymownie odpowiedzią tak stosownie
Wyrzeczoną: ?Widać – rzekłem – umie tylko to. A nuż
Dar to pana, co w niewoli poznał tylko to, co boli,
I swe pieśni jął powoli echa kłaść przeżytych burz,
Aż pieśń każda w smętnej zwrotce brzmiała niby echo burz:
?Nigdy, nigdy, nigdy już!”
Lecz że w rozsmętnieniu całym wciąż się z Kruka śmiać musiałem,
Przysunąłem miękki fotel na wprost ptaka, do drzwi tuż,
I usiadłszy nań co żywo, jąłem myśli snuć przędziwo,
Co te stare, chmurne dziwo, czarne jakby piekieł stróż –
Co ten ptak złowróżbny, groźny, czarny jakby piekieł stróż –
Mniemał, kracząc: ?Nigdy już!”
Myśląc, czego to oznaka, nie mówiłem ni do ptaka,
Który swe płonące oczy w serce wbijał mi jak nóż.
Tak siedziałem, wsparłszy głowę o poduszki fioletowe,
A blask lampy światło płowe lał na ich matowy plusz.
Ach, niestety, Ona o ten fioletowy, miękki plusz
Skroni swej nie oprze już!
Wtem powietrze się zamgliło, jakby wkoło się dymiło
Sto anielskich trybularzy, tchnących słodką wonią róż.
?Bóg na bóle, co trapiły serce, lek ci zsyła miły –
Zawołałem – zbierz swe siły i wspomnienia ciężkie zgłusz,
Wdychaj lek ten i wspomnienia o Lenory stracie zgłusz!”
Kruk zakrakał: ?Nigdy już!”
?Zły wróżbiarzu – rzekłem – ptaku czy czarciego sługo znaku!
Czy cię szatan przysłał tutaj, czy pęd wściekły zagnał burz
Na brzeg smutku i boleści, gdzie żal tylko pustka mieści,
Gdzie noc każda zgrozę wieści – powiedz, błagam, wzrusz się, wzrusz!
Jestże, jestże balsam w Gilead? – powiedz, powiedz, wzrusz się, wzrusz!”
Rzekł Kruk na to: ?Nigdy już!”
?Zły wróżbiarzu – rzekłem – ptaku czy czarciego sługo znaku!
Na to niebo, co nad nami, i na Pana ziemi, mórz
Powiedz duszy mej zbolałej, czy w Edenie szczęścia chwały
Znajdzie dziewczę, które biały zwie Lenorą anioł-stróż,
Dziewczę święte, słodkie, które zwie Lenorą anioł-stróż?”
Kruk mi odrzekł: ?Nigdy już!”
?Niech to będzie pożegnanie – krzyknę – ptaku czy szatanie!
Precz na burzę, na plutońskie brzegi czarnych nocy mórz!
Niech mi żadne czarne pióro nie przypomni, jak ponuro
Mroczysz wszystko kłamstwa chmurą! Ruszże się z popiersia, rusz!
Wyjmij dziób z mojego serca – i rusz się z nade drzwi, rusz!
Kruk mi odrzekł: ?Nigdy już!”
I kruk wcale nie odlata, jakby myślał siedzieć lata
Na Pallady biuście przy drzwiach, pośród dwóch kamiennych kruż,
Krwawo lśni mu wzrok ponury, jak u diabła spod rzęs chmury
Światło lampy rzuca z góry jego cień na pokój wzdłuż,
A ma dusza z tego cienia, co komnatę zaległ wzdłuż,
Nie powstanie – Nigdy już!”
tłumaczenie: Zenon Przesmycki
Bobiku, nie przerabiaj – prosze – Orzeszkowej, ona ma usypiac, a nie rozweselac
herbata wieczorna
Rysiu, a ta nowa książka pana od stulatka to nie ma tytułu, czy Ty go specjalnie przed nami ukrywasz?
Fakt, rozweselająca Orzeszkowa mijałaby się z funkcją i celem.
tytul? bardzo prosze
Jonas Jonasson „Die Analphabetin, die rechnen konnte”
Na bialowieska polanke z zubrami wlasnie przyszedl sie pozywic dzik:
http://www.lasy.gov.pl/zubr
Cyba, ze jest to jakas swinia z sasiedztwa.
No, teraz przynajmniej wiem, co mam kupować, gdyby się pchało w łapy.
Nawiasem mówiąc, analfabetek, które potrafią liczyć, osobiście znam kilka. Głównie z Afryki i z Azji, ale i jedną kosowską Albankę. Bo liczyć można i na palcach, bez znajomości znaków.
A analfabety całkowitego jeszcze nie spotkałem. Nawet w najbardziej zapadłych zakątkach dba się o to, żeby chłopcy umieli czytać i pisać przynajmniej na podstawowym poziomie, czyli podpisać się i nazwy podstawowych artykułów w sklepie przesylabizować.
W laśnie zaczął się drugi dzień adwentu.
Co się stało, że jak zeszło na analfabetów, to wszyscy dyskretnie zamilkli? Przecież to stan naturalny, i zdrowy, o ile filmy mają dubbing.
Coś uczynił, że zdycham ze śmiechu,
i nie mogie już złapać oddechu,
wers Twój wciąż pozytywnie nastraja,
gdy jest wersem poważnie na jaja!
Gdy za pokarm ktoś ma głównie blekot,
niech mu wciąż towarzyszy nasz rechot,
ktoś nadyma się, mamy uciechę:
bo go śmiechem, Ty śmiechem go, śmiechem…
Chyba jest coś ciekawego do obejrzenia, albo poczytania.
Andsolu, kupiłeś wreszcie tych Osmalonych?
Cześć, zeen!
U mnie do poczytania jest to: http://iskry.com.pl/biografie/291-zajezdzimy-kobyle-historii-wspomnienia-poobijanego-jezdzca-9788324403356.html Z trudem się oderwałam, przeczytawszy jednym ciągiem 1/4 książki.
A teraz biorę ten swój już siwiejący, a wciąż nierozważny łeb i siłą kładę go na poduszkę. I żadnych książek obok! I żadnych płyt na głośnikach. I w ogóle nic. No!
BARDZO, BARDZO PODOBA MI SIE WIERSZ ZEENA!
mt7, nie, bo nie ma ebooka, a papierowe więcej tu nie mają dostępu (nie mówiąc o koszmarnym koszcie poczty do Brazylii). Znalazłem w Sieci tylko dwa opowiadania (Pierwsze kroki, Ucieczka).
Aga: też mam 100latka do załatwienia, leży, czeka, nie kwiczy. Któregoś dnia był w Nexto czy w Publio za dychę. A jakbym Modzelewskiego nie cenił (za Barbarzyńską Europę, jak wiadomo podstawowy podręcznik KEP w walce z cywilizacją śmierci i genderem), poczekam, aż wrzucą w promocję.
Zeen jest bardzo salomonowy…
Pozegnalismy naszego goscia week-endowego z Nowej Zelandii.
Zaczynam myslec o podrozach… Czy koniec lutego w Ziemi Swietej ma sens, lisku drogi doradz… Ja moge leciec KLM-em do Warszawy, a wracac do Toronto z Tel Avivu. Mysle o lutym 23 do 1 Marca… Porzucilam pomysl podrozy w kwietniu kiedy to sie zbiegaja muzulmanskie i judaistyczne swieta. Zimy w Izraelu sie nie boje. Mam nadzieje, ze jezdzi sie w Izraelu po prawej stronie i ze mozna sie poruszac swobodnie wypozyczonym samochodem… Choc moze nie warto, bo to jest taki malutki rozmiarowo kraj…
poniedzialkowo
herbata
brykam
szeleszcze
duzo Amazon malo pomaranczowo
bywa
brykam
kawa
brykam fikam
podszywam sie pod Liska.
kroliku moja stonka, caly pobyt miala auto wypozyczone, byli bardzo zadowoleni, wygodnie i tanio (?).
przejechali Izrael wzdluz i wszerz
Dzień dobry
kawa do poczytania
Dla Bobika na śniadanie bekon w czekoladzie
http://smaker.pl/newsy-nowe-oblicze-czekolady,1897968,a,.html
Dzien dobry
Herbata
Kroliku, w lutym Izrael jest bardzo ladny, wszystko zielenieje, a droga do Jerozolimy jest pokryta bialo-rozowa chmurka kwitnacych migdalowcow
Turystow nie za wiele, swieta nie przeszkadzaja… Jaka pogoda bedzie nie mam pojecia, bo zima jeszcze sie nie zaczela, wiec albo bedzie slaba albo pozna, wiec moze byc pieknie i rzesko, lub ulewnie, lub nawet (w Jerozolimie i na polnocy) snieznie (ale nad Morzem Martwym cieplej
). Jesli takie pogody Ci nie przeszkadzaja, mysle ze to pora calkiem niezla.
Co do samochodu, bardzo zalezy co i jak chcesz zwiedzac. Jesli np tylko Jerozolime, Tel Awiw i np jednodniowy wypad nad Morze Martwe, to go nie potrzebujesz, bo polaczenie miedzy tymi miastami jest czeste i dobre, jerozolimska starowka i wiekszosc jej zabytkow zwiedza sie pieszo (z paroma tylko wypadami), a parkingi platne. Jesli chcesz zwiedzic wiecej, to samochod jak najbardziej polecam, ogolnie pozwoli Ci o wiele lepiej wykorzystac te krotka wizyte. Ma to takze ten plus ze w szabat ustaje komunikacja miejscka i miedzymiastowa (jesli nie wezmiesz samochodu, warto ten dzien przeznaczyc np na starowke, gdzie komunikacja jest niepotrzebna). Szosy sa wygodne, ruch prawostronny,(kierowcy na szosie niesympatyczni).
(W pierwszej chwili gdy przeczytalam pytanie „Choc moze nie warto, bo to jest taki malutki rozmiarowo kraj” wyobrazilam sobie samochod ktory za bardzo sie rozpedza i laduje z piskiem hamulcow w Libanie
)
Dzień dobry
Czego się nie robi dla bekonu. Dla niego zniosę nawet czekoladę.
Do popicia kawa wybrana przez dokształconego kawiarsko Irka i jakoś żyjemy.
Merdam z porannego zwyczaju, ale tak naprawdę to źle spałem i ileś razy się budziłem z niepokojem, czy w Kijowie nie dzieję się jakieś straszne rzeczy.
Lecę zaraz w teren – na długo, bo oprócz roboty mam dziś zaproszenie na kuskus do Marokańczyków.
Kuskus nie oznacza oczywiście w tym przypadku gołej kaszki, tylko pełny zestaw, z mięsiwami, jarzynami i sosami. Ozór mam już taaaki długi, że nie wiem, jak ja z nim mam po tym terenie latać. Chyba będę zamiatać drogę jak warkoczami.
By the way, mnie się też wierszyk zeena bardzo podobał. To by się na hymn blogowy nadawało.
No, nie wiem, Lisku. U nas w domu tez zawsze sie mowi o „malym kraiku” i dodaje tytulem uscislenia: „wielkosci Lubelszczyzny, tylko chudszy w pasie”.
.
Odkad w glebokim kociectwie dowiedzielismy sie, ze „wielkosci Lubelszczyzny”, to juz tak na reszte zycia zostalo. Wiec tez bym uwazam z tytm rozpedzonym samochodem aby nie walnac niechcacy w Liban.
Coś mi zaszkodziło chyba, mam jakieś boleści nawracające.
Przyjemnego latania, Bobiku.
Termofor i telewizja potrafia zdzialac cuda. .
Kocie, nie zrozumialam czego dotyczy „no nie wiem” ?
Nie pamietam meandrow mych Mysli. Wczesnie bylo.
Jak to dobrze, że wiersze mamy tu zawsze w promocji: a to któryś blogowy wieszcz napisze, a potem kolejny z wdziękiem pociągnie wątek, a to Ryś podrzuci.
Polowanie na promocje wychodzi mi nienajlepiej i jakoś wyjątkowo mnie męczy. A zaś niepolowanie sprawia, że czuję się czasem jak ostatni frajer.
Aga
Wislawa Szymborska
WIECZOR AUTORSKI
Muzo, nie być bokserem to jest nie być wcale.
Ryczącej publiczności poskąpiłaś nam.
Dwanaście osób jest na sali,
już czas ,żebyśmy zaczynali.
Połowa przyszła, bo deszcz pada,
reszta to krewni. Muzo.
Kobiety rade zemdleć w ten jesienny wieczór,
zrobią to, ale tylko na bokserskim meczu.
dantejskie sceny tylko tam.
I wniebobranie. Muzo
Nie być bokserem, być poetą,
mieć wyrok skazujący na ciężkie norwidy,
z braku muskulatury demonstrować światu
przyszłą lekturę szkolną-w najszczęśliwszym razie-
o Muzo. O Pegazie,
aniele koński.
W pierwszym rządku staruszek slodko sobie śni,
że mu żona nieboszczka z grobu wstała i
upiecze staruszkowi placek ze śliwkami.
Z ogniem, ale niewielkim, bo placek się spali,
zaczynamy czytanie .Muzo.
bylo? chyba nie
Pablo Neruda
Jeśli o mnie zapomnisz
Chciałbym, żebyś
o czymś wiedziała
Wiesz, jak to jest:
kiedy patrzę
na kryształowy księżyc, na czerwoną gałąź
opieszałej jesieni w moim oknie,
kiedy dotykam ręką
tuż przy ogniu
gorącego popiołu
lub pomarszczonego drewna,
wszystko niesie mnie ku Tobie,
tak, jakby wszystko, co istnieje:
zapachy, światło, odgłosy,
byłoby małymi statkami płynącymi
do twoich wysp, które na mnie czekają.
Zatem,
jeśli po trochu przestaniesz mnie kochać
przestanę kochać ciebie po trochu.
Jeśli nagle
przestaniesz o mnie pamiętać
nie szukaj mnie,
bo wtedy ja juz nie będę pamiętał o tobie.
Jeśli uznasz za zbyt porywczy i nieobliczalny
pomyślny wiatr
który dmie w moje życie
i jeśli zdecydujesz
by zostawić mnie na brzegu
serca, w którym tkwią moje korzenie,
zważ,
że tego dnia,
w tym czasie
uniosę ramiona
a moje korzenie wyruszą,
by poszukać innej ziemi.
Ale
jeśli każdego dnia
o każdej godzinie
z nieprzejednaną słodyczą czuć będziesz,
że jesteś mi przeznaczona,
jeśli każdego dnia
twe usta nawiedzi piękne uczucie niesione ku mnie,
ach, miła moja, ach miła
cały ten ogień rozpali się we mnie na nowo
we mnie nic nie zgaśnie i nic się nie zatrze
moja miłość żywić się będzie twoją miłością, kochana
i tak długo, póki będziesz żyła będę w twych ramionach
moich nie opuszczając.
przeklad: Marcin Błaszkowski
Jak myślicie, czy pies tak straszliwie obęckany kuskusem jak ja, jest w stanie kłapać na blogu?
Mnie się zdaje, że najpierw musi przetrawić. O ile w międzyczasie nie spotka go los Smoka Wawelskiego i nie pęknie z hukiem.
Bobiku, to była zagrycha, a teraz do roboty
http://bi.gazeta.pl/im/3a/9a/dd/z14522938Q.jpg
Irku, za co mnie chcesz wykończyć?
Kocie, czy w brytyjskiej prasie pisze się coś więcej na ten temat?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,15062467,Wielka_Brytania__Lekarze_wykonali_cesarskie_ciecie_.html?lokale=trojmiasto#BoxWiadTxt
Bobiku, długo przed Twoim czego się nie robi dla bekonu tę samą myśl, choć innymi słowami, wyraził bp Pieronek: te genderówki to dobry bekon.
Bobiku, mam zaufanie do Ciebie … i z tego testowania nie wyjdzie ” wściekły pies”
Ale krupnik z kuskusem… nie za dużo kaszy naraz?
Vesper –
shock: ?!?!
No tak, to i pasztetówka w tej sytuacji byłaby przegięciem
Ta historia zlinkowana przez Vesper po prostu z nóg zwala.
NBie, te bulwersujjaca sprawe bada w tej chwili prokuratura. Wiadomo jedynie, ze kobieta jest psychicznie chora i ma dwoje dzieci pod opeika jakichs sluzb.
A o kim z nas nie da się powiedzieć, że jest psychicznie chory. Szczególnie jak zostanie poddany takim przejściom.
Była kiedyś taka książka „Miłość ludu niejedno ma imię”…
Istnieje jednak cos takiego jak bardzo ciezkie choroby psychiczne i psychozy. Wiekszosc chorych nie jest grozna dla otoczenia, najwyzej dla siebie samych, ale sa tez i chorzy niebezpieczni.
Ja postanowilem poczekac az bede wiedzial wiecej – silowe wyjmowanie komus dziecka z brzucha i to jeszcze za przyzwooleniem wladz, nie nalezy wszakoz do codziennosci.
Tymczasem wrzucilem ballade o potworze Genderze do nowego wpisu Sasiada. Zobaczymy czy wpusci z poczekalni. Oby wpuscil, bo jest to przesmieszna ballada. Czytalem ja juz ze sto razy i za kazdym rzem pokladam sie z chichotu. I chce aby jak najwiecej ludzi ja poznalo.
Czuj duch!
Przed paroma dniami moja Stara dpstala list od Przyjaciolki ze Szwecji, ktora zna odkad sama miala 12 lat, a ona byla dwulatkiem.
Jest to list okolnik rozeslany do kilku osob i instytucji powiadamoiajacy, ze mozgiem Przyjaciolki Starej zawladnal jakis Demiurg, ktpry nie zezwala na jej obrone pisanej od 20 lat pracy doktprskiej o stolypinowskich reformach rolnych w Rosji. . Przyjaciolka zwraca sie do swych wybranycg przyjaciol i instytucji aby natychmiast powiadomily o tym CIA oraz ewentualnie Mossad. Chodzi o to by sie rozprawic z promotorem pracy doktprskiej bo to on najwyrazniej naslal Demiurga.
Stara jest bardzo zasmucona tym listem i pelna wspolczucia dla Przyjaciolki ze Szwecji. Niestety nie zna nikogo ani w CIA ani w Mossadzie.
A to teraz każdy wpis u Sąsiada jest cenzurowany?
Nie, skadze, Siodemeczko. To moja niezawisla od Sasiada anxiety.
Sasiad jest bardzo rozsadnym czlowiekiem.
Puscil.
Tak widziałam.
Mnie chodziło o to, że komentarze nie wchodzą automatycznie, tylko trzeba czekać, aż ktoś je wpuści.
Vesper, ja tez bardzo czekam na jakies wyjasnienie w sprawie psychicznie chorej ciezarnej, ktora przymuszono do cesarskiej sekcji, zeby jej odebrac dziecko. Nigdy sie nie zetknelam z takim nakazem sadowym! Wydaje sie straszliwie ingerencyjny i ekstremalny!
Lisku, bardzo dziekuje za uwagi w sprawie moich planow podroznych. Rowniez rysiowi za uwage, ze jego stonka jezdzila po Izraelu samochodem bez problemu.
Nie jestem sie w stanie niczym zajac, bo glowa nie chce pracowac. No nie da rady, trzeba spac.
Popatrzmy.
Dzień dobry
zapraszam na kawę
W Lublinie też manifestacje w solidarności z Ukrainą, ale pokojowe z poparciem władz
herbata
wtorkowo Dzien Dobry Bardzo
-brykam
brykam fikam
Tereny Zimne z rana S-Bahn pozycje
brykam
szeleszcze andsola zdjecia, dziekuje
swietne
brykam
pstryk
Dzień dobry
Kwiatki, nie szyby.
Mróz przeszedł dziś rankiem przez wieś, szyby aut kazał odskrobywać, a ja jeszcze nie wszystkie kwiatki do domu pownosiłem. Aż się teraz boję iść sprawdzić, które przeżyły.
Ale tak czy owak najpierw herbata/kawa, a potem dopiero można się zabrać do życia. Ewentualnie. Bowiem, jak mawiali już starożytni, vivere non est necesse, hebatare/kavare necesse est.
Blogovare necesse est.
Też
Odskrobaliśmy,dojechaliśmy.
Herbata dawno wypita,nadszedł czas na kawę.
Można też dorzucić, już po starosłowiańsku, blogowarzenie, czyli blogowanie o żarciu. A od blogowarzenia już całkiem niedaleko do ogólnego blogogwarzenia. Stąd starosłowiańskie nazwy zawodów: blogowar i blogogwar.
Gdyby ktoś miał ochotę blogogwarzyć pod bajką ezopsową, to jest w nowym wpisie.