Zadanie
Siedzieliśmy z Kumplem przy misce rosołu, było słoneczne, leniwe, podszyte jesienią popołudnie. Kumpel właśnie opowiadał mi o najnowszych odkryciach naukowych w dziedzinie gonienia kotów, kiedy nagle jakiś mały, rudawy typek z czarnym szlaczkiem przeleciał nam przed nosami. Kłapnąłem na niego raczej z obowiązku, niż z rzeczywistej chęci złapania i zamierzałem wrócić do pasjonującego tematu rozmowy, ale Kumpel już zdążył wypaść z rytmu.
– Motyl – szczeknął trochę głupawo, jakbym sam nie widział, co mi po domu fruwa.
Przyglądaliśmy się przez dłuższą chwilę, jak rudzielec bezradnie obija się o szyby i w końcu żal nam się go zrobiło.
– Można by go wypuścić – zasugerowałem ostrożnie, nie mając pewności, czy mój gość też jest skłonny do podjęcia się tego niewdzięcznego zadania.
Kumpel pokiwał potakująco łbem. Był dość sporym mieszańcem wyżła z labradorem, więc otwarcie drzwi wejściowych nie stanowiło dla niego problemu. Nie musiał nawet skakać na klamkę, oparł się po prostu o nią przednimi łapami i rudy miał wolną drogę. Ale zamiast skorzystać z okazji, tłukł się dalej jak potępieniec, to po drzwiach na taras, to po oknie w dachu, wzbudzając współczucie, ale też, nie ukrywajmy, działając nam na nerwy.
– Z drzwiami od tarasu nie pójdzie tak łatwo – frasobliwie przyznał Kumpel. – One mają taki skomplikowany zamek, że nawet ludzie czasem muszą się z nim mocować. Ale szyba to rzecz raczej krucha. Gdyby udało nam się przewrócić na nią coś ciężkiego i twardego…
Rozejrzeliśmy się wokół. Metalowe, kute krzesło wydawało się odpowiednie. Przepchnęliśmy je w pobliże drzwi i naparliśmy od spodu. Mebel stracił równowagę, walnął w szklane drzwi, szyba poszła, a motyl przeniósł się pod okno dachowe i tam nadal uprawiał swoje potępieńcze tańce.
Popatrzyłem na Kumpla, on na mnie. Wiedzieliśmy bez jednego warknięcia, co teraz musi nastąpić. Nieraz obserwowaliśmy ludzi, zmagających się z tym oknem. To już była wyższa – nawet całkiem dosłownie – szkoła jazdy.
Najpierw trzeba było przywlec z ogrodu drabinę. Na szczęście dostęp do ogrodu, dzięki rozbitym drzwiom, był prosty, ale wleczenie drabiny i tak sprawiało nam pewne trudności, nazwijmy to, anatomiczne. Czym są jednak trudności dla dwóch bardzo zdeterminowanych psów. Dowlekliśmy tę drabinę, ustawiliśmy pod oknem, a potem zaczęliśmy deliberować, który z nas powinien na nią wejść. Obaj nie mieliśmy żadnych doświadczeń cyrkowych ani wysokogórskich. W końcu Kumpel zaryzykował, wdrapał się na piąty czy szósty szczebel i wtedy drabina się złożyła, przywalając go z kretesem.
Kumpel zawył boleśnie, wygrzebał się spod zawodnego sprzętu, wylizał gnaty i spojrzał na mnie znacząco. Nie wypadało mi się wycofać. Ustawiliśmy drabinę jeszcze raz, wlazłem na nią aż do samej góry i z całej siły pchnąłem grzbietem okno. Puściło. Szklana tafla uniosła się, Kumpel merdnął z uznaniem, ja zaszczekałem zwycięsko, a rudy zatrzepotał skrzydłami i wyfrunął w pierwszy z brzegu podmuch wiatru, nie bąknąwszy nawet dziękuję.
Omijając starannie kawałki szkła wróciliśmy z Kumplem do miski. Bolały nas wszyskie mięśnie, a Kumpla dodatkowo jeszcze poobijane gnaty. Rosół skrzepł w galaretę. Byliśmy szczęśliwi.

Ja też się wzruszyłam, jaki ten abepe biedny.
Tak, Wodzu, bylo, było, tylko Ci umkło.
Trzy lata temu w 2010 roku Ks. Wojciech dostał dekret dobrotliwego zwierzchnika o przeniesieniu Go do możliwie najdalszej i najmniejszej parafii w jego diecezji.
Ksiądz się odwołał do Watykanu, a ten wytknął biskupowi, że nie zastosowano procedur zgodnie z prawem kanonicznym, więc biskup jak niepyszny cofnął dekret.
Ks. Wojciech drwił z Lipki, że jest specjalistą prawa kanonicznego, a zwykły wiejski proboszcz go ubiegł.
Po prawdzie, to większość spraw w polskim KK jest tak załatwiana, bez zachowania procedur, bo księża nie odwołują się od postanowień biskupich, pakują manatki grzecznie lub stawiają czynny opór na czele parafian, a to nie są prawem przewidziane metody.
Czyli było i winnego znamy. Dzięki. 🙂
Cholera, gdzie nie spojrzeć, wszędzie Lipka. Wkrótce się okaże, że on jedyny był wtyczką szatana, a poza nim w kurii sami święci. 🙄
Byłam w Lidlu. Po satanistycznym serku po 6,66 ani śladu. Albo tylu opętanych, albo kanclerz Lipka wykupił 😉
Takiej ochrony danych osobistych jaka jest w Polsce serdecznie zazdroszcze. Ja pesel musze podawac ciagle – przy telefonicznym zakupie karta kredytowa (automatycznym lub przez urzednika), przy kazdym przekazie pienieznym w banku (w ramach walki z pralniami czarnych pieniedzy). Na dodatek caly spis ludnosci (imie nazwisko daty pesele krewni itd) wyciekl jakies piec lat temu do sieci i do dzis swietnie sie sprzedaje, mimo ostrej akcji policji. Mimo tego precedensu (i paru pozniejszych) rzad upiera sie przy stworzeniu tz biometrycznej bazy danych (wszystko co powyzej plus odcisk palca i chyba zdjecie siatkowki), do ktorej dostep bedzie miala m.i. policja, i juz sie zaczela faza wstepna, narazie dobrowolna, wydawania biometrycznych paszportow. Gdy taka baza przecieknie, dopiero bedzie wesolo
Zadanie okazania konta potencjalnym pracodawcom to straszny pomysl.
„kiedy płonęło miasto, kiedy płonęła dzielnica i na naszych oczach ginęli ludzie, byliśmy niedaleko, słyszeliśmy krzyki rozstrzeliwanych mieszkańców Woli, wśród żołnierzy zgrupowania „Radosław”, którego byłem żołnierzem, było bardzo wielu żołnierzy z Woli, więc ich przeżycia i trauma w takiej sytuacji kiedy mają świadomość tego, co się dzieje, że to ich dotyczy, dotyczy ich rodzin…”
– To oczywiste i naturalne wręcz, że można było nie widzieć ginących, nie słyszeć krzyków i nie przeżywać traumy i dzięki temu zachować dziewictwo ponad rok wcześniej, kiedy Niemcy mordowali mieszkańców Warszawy, można – bo to działo się- chociaż w środku miasta – to za wysokim murem…
„…owszem, były przypadki, że niszczono dzielnice, szczególnie dzielnice żydowskie, w Warszawie między innymi, ale nigdy to nie dotyczyło dużego, milionowego miasta i jego mieszkańców. „
– No, jednak coś się usłyszało, ale będąc tuż obok, nie zauważyło się, że spalono, rozstrzelano na miejscu kilkadziesiąt tysięcy tych mieszkańców Warszawy a resztę przepuszczono przez piece w obozach śmierci, a było tego – w zależności od źródeł – dobrze ponad pół miliona…
Jak dziś można mówić w takim tonie o Powstaniu Warszawskim, pomijając, co działo się w tym mieście ponad rok wcześniej. Ale można, bo tamto nie bolało chłopców z Woli, kiedy dotknęło ich, to dopiero okazało się, że – „Niemcy zastosowali te bestialskie metody walki z Warszawą”
I takie spojrzenie wciąż dominuje.
Dodam, że przestałem słuchać, jak usłyszałem z ust ppłk , że do walki „przygotowywaliśmy się trzy lata”
– Rozumiem ich, zajęci ćwiczeniami, nie mieli czasu na pierdoły.
Ooooch…
Ja już nie chciałem znowu po imieniu o genetycznych Polakach, ale w jaki sposób większość biednych chrześcijan patrzyła na getto, to w końcu nie od dziś wiadomo.
Chrzanić genetycznych Polaków, ile godzin minie zanim wróci mi ochota na kawior i szampana?
Bo z masażu to jutro nie zrezygnuję, moje girlsy fitnesowe mają na utrzymaniu rodziców i dziadków, muszę się wykazać postawą prospołeczną i jako rozsądny pracodawca zapłacić dziewczynom po te 2,50 peelena za godzinę….
Zeen, zawsze możesz, zwłaszcza w celach prospołecznych, skorzystać z masażu, ale bez przyjemności.
Sprzedawcy kawioru i szampana też zresztą mają rodziny… 🙄
A nie wystarczy, że utrzymuję rodziny odsysaczy tłuszczu i wstrzykiwaczy botoksu ?
Taaa. tak jak Clinton – palil trawe, ale sie nie zaciagal….
A rodziny chirurgów plastycznych od liftingu i przeszczepiania włosów to z głodu maą pozdychać, co? 👿
Life is brutal and full of zasadzkas, ktoś zdychać musi.
O darwinizmie słyszałeś?
Co miałem nie słyszeć? Mój prapradziadek towarzyszył temu Darwinowi w jednej wyprawie naukowej. Wyszli kiedyś razem na spacer, idą, łąkę widzą, a na łąkę gatunki różne wyszły, pochodzić sobie, odnóża rozprostować. Darwin siadł i tylko się gapi, aż mój prapra nie wytrzymał i mówi: ty, Darwin, co się tylko tak gapisz po próżnicy? Weźże przynajmniej napisz jaką książkę o tym pochodzeniu gatunków. No i Darwin na tyle oleju we łbie miał, że posłuchał…
Darujemy im winy jak zdechną.
To jest darwinizm.
To z kolei mój prapradziadek…
Udaję się w atłasy i kaszmiry, w ramach gniewu będę spał na tylko jednej poduszce…
Podobno cierpienie uszlachetnia –
(pewnie obudzę się z kolejnym złotym zębem…)
Dooooooooobrrrrranooooooo….c…
To całkiem jak Mordka. On też z żalu nad stanem świata sypia na kaszmirach.
Zmówili się z zeenem, czy może to jest jakiś standard, o którym mnie nikt nie powiedział? 😯
A widzieliście, Tyrmand wrócił:
http://wyborcza.pl/10,82983,14676152,Kocham_Warszawe____Matthew_Tyrmand.html#CukVid
Poczytam do tylu pozniej, a na razie…
http://bnreview.barnesandnoble.com/t5/Reader-s-Diary/Year-Zero-A-History-of-1945/ba-p/11150
O roku ow, 1945!
Za dziewiec lat urodze sie moim rodzicom, a tymczasem wojna jest wygrana, ale swiat pograzony w chaosie. Koniecznie musze przeczytac te ksiazke.
Ciekawe z tą książką Burumy, ebook dla Nooka kosztuje $14.99 a dla kindle’a $10.11. Spora różnica (na której, tym razem, wychodzę – no może nie tyle wygrany, co mniej wydany). Wszystko przez to, że moje pijawki poszły spać. No i to, że jednak wielu rzeczy dowiedziałem się z „After the Reich” by Giles MacDonogh. No a wiadomo, człowiek zawsze chce więcej. Zresztą podobno z psami też tak jest.
Tylko że widzę pewne problemy z rzetelnością tej recenzji B.Allena. Jeśli jakaś witryna zajęta przede wszystkim cierpieniami Niemców w 1945 r. pisze „The worst massacres occurred in Usti nad Labem, where 2700 German were killed within a few hours” (a przyjmijmy te dane za poprawne) i jeśli wierzymy, że 10 tysięcy to więcej niż 2700, to jest coś dziwnego w zdaniu In Czechoslovakia, 10,000 German civilians were packed into a football stadium and machine-gunned. Naprawdę nie chodzi o jakąś obsesję liczbową, ale o to, że liczbami łatwo się stwarza momenty szoku emocjonalnego, którego potem obcięcie zera czy dwóch nic a nic nie odmieni.
Nie podważam istnienia brutalnych aktów zemsty w Czechosłowacji, pytam tylko: skąd ta informacja o 10 tysiącach? I strzelano do tłumu czy tylu rozstrzelano?
Chyba odmiana nazwiska niepoprawna, bo Brooke Allen to kobieta. Przepraszam.
No tak. http://en.wikipedia.org/wiki/Brno_death_march mówi już tylko o setkach ofiar w Ústí nad Labem. Czyli czysto ornamentalne traktowanie znaków wyrażających ilości.
Czy będzie rekord 1000 komentarzy? Przecież to więcej niż wszystkie inne blogi razem wzięte!
Guten Tag Zabka, Guten Tag Biedronka!!!
herbata
szeleszcze
brykam
znikam
Guten Tag Biedronka, Guten Tag Zabka!!!
🙂 🙂 🙂
Dzien dobry 🙂
Rysiu, juz przynosze herbate 🙂
… i kawe 🙂
Oraz croissanty.
Wlasnie czytam autobiografie Darwina. Zaraz bedzie o prapradziadku Bobika 🙂
Helena · Najbardziej aktywny komentator
„Religia milosierdzia i wybaczania”?????
Nie zna Pan historii chrzescijanstwa? Bo milosierdzia i wybaczanie w niej tyle co w garstce popiolu po stosie Inkwizycji.
Heleno co by się stało gdybym napisał to samo o judaiźmie?
Dzień dobry 🙂
Herbata i kawa dotarły.
Croissanty zeżarł terenowy administrator
Irku, moze te croissanty do Ciebie dotra? 🙂
Ooooo, te dotarły, przechytrzyłeś Lisku administratora. 😀
Mało to optymistyczne do kawy. Nawet Białorusi nie ma za nami 🙁 http://wyborcza.pl/1,75478,14712353,W_calej_Unii_seniorom_zyje_sie_lepiej__Ale_nie_w_Polsce.html#MT
Tu szczegolowy raport dotyczacy Polski wg Global AgeWatch
http://www.helpage.org/global-agewatch/population-ageing-data/country-ageing-data/?country=Poland
Mariuszu,
tutejszy blog szczyci się nabijaniem komentarzy; swego czasu prowadzono nawet badania nad hurtowym komentowaniem 😉
niektóre okrągłe komentarze się celebruje lub celebrowało. i tak:
– póki Łotr pamiętał jak się rachuje, zdobywano dziesięciotysięczniki (teraz dziesięciotysięczniki się przyznaje)
– okazjonalnie pojawiają się piędziesięciotysięczniki, które osiąga się metodą mieszaną, tzn są pretendenci, a Bobik rozstrzyga wsparty wiedzą PA,
– w pojedynczych wpisach można zdobyć tauzena. kiedyś to było spore osiągnięcie, które wespółwzespół; teraz sztuka tauzenienia nieco spowszedniała, oszczędności każdy szuka na każdym kroku, a kto z Krakowa, to oszczędzanie ma we krwi, dlatego celebruje się tauzeny, jak kto się upomni.
– celebracja okrągłych numerów komentarzy jest oczywiście okazją do jeszcze większego nabijania komentarzy, i, kto wie, czy nie pojawi się nowa kategoria celebracji: „50 komentarz sławiący dziesięciotysięcznik” 😉
Dzień dobry 🙂
Dziś, w Dzień Niemieckiej Jednostki, nie wypada mi wypić więcej niż jednej kawy, więc poproszę w Bardzo Dużym Kubku. 😎
Croissant też tylko jeden. 🙁
Cytat dnia:
Czasami psi ogon staje się awangardą psa, musi się tylko nieźle zakręcić”
Bardzo prosze, Bobiku 🙂
Dzień dobry. 🙂
Kawa dla Gospodarza.
http://www.fakt.pl/m/Repozytorium.Obiekt.aspx/-690/-550/faktonline/634878788771553905.jpg
Jadę na grzyby w lasy niemieckie. Rysiu, uważaj na czerwone autko! 🙂
Mój kubek większy! To podałam ja, Mar-Jo! 🙂
Fakt, Mar-Jo 🙂 🙂
zmykam
Do historycznego rysu fomy dorzucę, że zdumienie (w którym to słowie zawiera się, oprócz zdziwienia, również duma) liczbą komentarzy to był pierwszy-drugi rok. Wtedy każdy dziesięciotysięcznik był okazją do szampańskiej zabawy i fetowania zwycięzcy, którym nieodmiennie zostawał foma. 😀 Potem zblazowaliśmy się na tyle, że nawet stutysięczniki przestały być turystyczną atrakcją, a już jakiś tam tauzen na wpis w ogóle nie robi wrażenia. 😈
Staram się zresztą tych tauzenów unikać, bo niektórym Gościom przy nadmiarze komentarzy źle się przewija, ale cóż, pies nie maszyna i nie zawsze już po 700-tnym poście nowy wpis wyrobi. 😉
Ooo, z tego kubka od Mar-Jo to i ja się nażłopię, i jeszcze na transfuzję dla Demetrii starczy. 😆
Główkuję od wczoraj na temat ochrony danych osobowych i… właściwie nic nie wygłówkowałem oprócz oczywistości, bez żadnego pomysłu na jedyne słusznie rozwiązania. 😳
No bo z jednej strony nie mam oczywiście ochoty, żeby moimi danymi każdy mógł poniewierać, jak mu się zachce, albo żeby pracodawca miał prawo zaglądać mi do garnków i pod kanapę. A z drugiej wolałbym, żeby moją forsą czy zdrowiem opiekował się ktoś jako tako sprawdzony, nie mówiąc już o konieczności ochrony młodych. Albo żebym czasem mógł załatwić jakąś sprawę za Strasznie Zajętego Pana Administratora bez konieczności przedłożenia sążnistego, notarialnie potwierdzonego upoważnienia.
W praktyce czasem znajdują się z tego dylematu wyjścia intuicyjne, zdroworozsądkowe, ale to zależy zawsze od konkretnego człowieka i jego dobrej woli – jednemu się chce wziąć wzgląd na wzgląd, a drugiemu nie chce. Jak można by to jednak rozwiązać ustawowo tak, żeby wszystkim i zawsze dogadzało – nie mam pojęcia. 🙄
Irku, czy miałeś na myśli takie zakręcenie się ogona, jak w tym starym dowcipie? 😎
Podczas rozprawy sędzia pyta oskarżonego, gdzie pracuje. – A, kręcę się – odpowiada oskarżony. – I z tego można żyć?- dziwi się sędzia. – Ba, gdybym ja się koło pana sędziego kręcił, to i ja bym żył, i pan sędzia by żył… 😈
No, nie mogie. Bobik przedwojenne szmoncesy opowiada! 😈
Oczywiscie z ta ochrona dabnychg osobowych to trochw jak z kodeksem drogowym. Jak nie bedziesz uzywal mozgu, to moze sie zle skonczyc.
A przy okazji danych osobowych – czy moja Stara wydawala gdziekolwiek zezwolenie Markowi na ujawnianie jej danych osobowych czyli nazwiska w ytym miejscu? Czu ma zaczac ujawniac dane osobowe Marka?
Ojej, Mordko, teraz zauważyłem… Zaraz nazwisko Starej z postu Marka wykasuję.
Mogę jeszcze opowiedzieć wczoraj usłyszany kawał współczesny. O jednorożcu. 😈
Przychodzi baba do lekarza i mówi – panie doktorze, aż mi się głupio przyznać, ale ja jestem jeszcze dziewicą. – A, to się świetnie składa – odpowiada pan doktor – bo ja jestem lekarzem pierwszego kontaktu. 😎
😈 hehe
Dzieki, Piesu.
A teraz – uwaga wszyscy wielbiciele Downton Abbey:
ma wystapic Dame Kiri w roli Melby! Podobno jej gra doprowadzila do lez cala ekipe telewizyjna i aktorow. Well, sam lkalem na Madamie Butterfly, i wcale nie koniecznie wtedy gdy spiewala.
Bedzie tez rzecz jasna spiewac: Dworzaka i Pucciniego.
Wreszcie jakiś normalny lekarz, a nie egzorcysta z bożej łaski 🙄
Wróciłam cudownie ocalona, można powiedzieć. Na dziesiątym kilometrze od domu z dachu jadącego z naprzeciwka samochodu spadła budowlana drabina, tuż przed moim autem. Gdybym nie wyrwała (prawie) kierownicy , byłoby tak sobie….Nic się nie stało, nikomu. Ale ręce trzęsły mi się długo. Kiedy już się uspokoiłam, pojechałam na targ i kupiłam 2 kg podgrzybków. Będę je suszyć. Zapach suszonych grzybów! 🙂
Niechbym ja dorwał w swoje zęby tego ciecia od nadzoru budowlanego! 👿
Ale za cudowne ocalenie Mar-Jo warto wznieść puchary mimo wczesnej pory, nie uważacie? 🙂
Kurczę, wszędzie ostatnio jakieś rewolucje. 😯 Unia Europejska zapowiedziała, że już nie będzie prostować bananów! 😯 😯
Ktos mi kiedys tlumaczyl, ze Unii nie chodzi o sam ksztalt bananow co o gatunki, ktore sie upwaia w dawnych koloniach. I te gatunki maja nieco inny ksztalt i wielkosc niz banany wystepujace w Ameryce Lacinskiej. Chodzilo zatem o to by preferowac ( z roznych powodow) kraje dawne-kolonie. Tylko nie wypadalo wprowadzoc tego tymi brutalnymi slowy do unijnego prawa.
W zasadziue to ja sie zgadzam, ze dawnym koloniom nalezy dawac fory na rozne sposoby, traktowac je preferencyjnie.
Mordko, rodzime ogórki też prostowali. 😉
Ale Barroso zapowiedział, że teraz już nie będzie odgórnego prostowania przez Brukselę. Niech sobie każdy kraj prostuje sam, jak krzywych nie lubi. 😎
Relato refero. Bobik.
Wychylić za cudowne ocalenie Mar- Jo koniecznie !!! Może być w w krzywym 🙂
Odgornego, europejskiego prostowania bananow nie bedzie, Bobiku? Dobrze, ze mnie zawczasu ostrzegles. 😀
Wlasnie jestem w tym delikatnym momencie pakowania, kiedy zaglebiam sie z dziecmi w negocjacje na temat tego, co wziac, a co zostawic. I staram sie doliczyc dzieciecych skarpetek, ktore, jak wiadomo, zyja wlasnym zyciem, i uparcie nie chca sie laczyc w pary. 😉
A w ramach zakupow ksiazkowych dla rodziny zdazylam tez zauwazyc (i nabyc), nowa ksiazke o swiecie przedmiotow z czasow Szekspira, ktora pewnie Mordka juz zna, przynajmniej w wersji radiowej (Radio 4). Ale w ksiazce mozna sie dluzej poprzygladac, co bardzo lubie. I nowego Gladwella tez udalo mi sie kupic, tym razem na temat pojedynczych ludzi w trudnych sytuacjach, pod wiele mowiacym tytulem, David and Goliath.
Mar-Jo, dobrze, ze skonczylo sie cudownym ocaleniem. Nic dziwnego, ze drabiny wystepuja w przesadach, bo bywaja niebezpieczne, zwlaszcza, jak sie ich dobrze nie przymocuje do poruszajacego sie pojazdu.
Jakby kogos interesowalo, to znalazlam tez bardzo ladny portret statystyczny Zydow amerykanskich. Jak to czytalam, to widzialam twarze znajomych i przyjaciol. 🙂
http://www.pewforum.org/2013/10/01/jewish-american-beliefs-attitudes-culture-survey/
Jedną łapą w progu zdołałem jeszcze wpuścić uwięzioną Monikę, ale jak teraz znów kogoś wetnie, to niestety wejdzie dopiero po moim powrocie.
Skarpetki wszelkich ras, nie tylko dziecięcych, odmawiają łączenia się w pary. To okropnie promiskuityczna społeczność, która najwyraźniej uważa, że każdy może z każdym. 👿
Rewelacyjnie zrobiony ten raport i bardzo dla mnie ciekawy, Moniko. Dziekuje.
Kocie (14:06), czy jest to dalszy ciag wojen kolonialnych miedzy Anglia a Hiszpania ? 😆
A to piosenka o chochliku ktory wygina banany 🙂
W związku z większym kubkiem o kształcie zaprezentowanym przez Mar-Jo.
Miałam ostatnio we Wrocławiu taką przygodę, wstyd się przyznać, ale czego nie robi się dla przyjaciół.
Zamówiłam na rynku w ogródku jedzonko i piwo.
Kelner przyniósł kufel, którego kształt i białe równe denko z wierzchu sugerowały, że postawił – nie wiedzieć czemu – pusty kufel do góry nogami i zaraz przyniesie do niego piwo.
Niewiele myśląc postawłam kufel we właściwej pozycji wylewając całą zawartość na stolik.
Mar-Jo, mam nadzieje ze to nie ta drabina ktora tu wrzucilam wczesniej… 😳 🙂 A powaznie, szczescie ze nic sie nie stalo!
Za szczęśliwe ocalenie Mar-Jo!
Ja wypijam, a co!? 😀
Dziękuję.
Lisku, to była inna drabina.
(Mam nadzieję, że jej szczeble mi się nie przyśnią. 🙂 )
Cały dom pachnie grzybami.
Mar-Jo, cieszę się, że masz refleks. Nie wiem czemu, ale nie lubię jak mi się grono znajomych pomniejsza.
lisek, a czemu Arik nie chce śpiewać po polsku? Przez niego zrozumiałem tylko jedno słowo (banano) i mam nadzieję, że nie oznacza ono czegoś zupełnie innego.
mt7, nie dołączę się do opowiadających o własnych antysukcesach, żeby nie dostarczać nieprzyjaciołom moim dowodu, że zawsze mieli rację gdy myśleli…
To jest ten kufel, któremu przywróciłam prawidłową pozycję i ta restauracje 😀
http://pl.tripadvisor.com/LocationPhotos-g274812-d1065114-w3-Karczma_Lwowska-Wroclaw_Lower_Silesia_Province_Southern_Poland.html#43414375
andsolu, co to za różnica? Niech ta se myślo, co chco.
Na zdrowie! 😀
To ja opowiem p kolejnym sukcesie mojej Starej. Pamietacie slynne cytowane tu wielokrotnie haslo naszej sw. p. Jasiuni „Pilnuj torebki”?
Otoz we wtprek pod wieczor Stara postanowila skoczyc jeszcze do sklepu i cos kupic na rano, jakby sie jej nie chcialo ubierac do kawiarni.
Siega po torebke tam gdzie ja zawsze rzuca – nie ma. Lata po wszystkich pokojach – nie ma. Zaglada nawey do lodowki – nie ma. Siada i spokojnie usiluje sie zastanowic kiedy ostatni raz ja widziala – OK, z domu wychodzila w poniedzialek z rana, jadac taksowka do domu Jasiuni, na spotkanie z Marzenka, bratanica meza Jasiuni i z Pania Irenka. Wracala samochodem Marzenki. Otwierala drzwi kluczem, ktory musiala wyjac z torebki. Z pewnoscia odtad nie wychodzila z domu, wiec pewnie torebka jest gdzies zawieruszona. To jest malutka torebka, pederastka (gejowka?) wiec z pewnoscia zawieruszyla sie w domu.
No i tak szukala tej torebki niemal do rana, zagladajac do kosza z brudna bielizna, pod zlew, za meble, wsciekla na siebie bo oprocz swych wlasnych kart kredytowych, miala jeszcze dwie karty naszej E. Wyslala tragiczny mail do E. ze zgubila gdzies w domu torebke i nie moze jej znalezc. Pelen zasmuconych mordek. Przeklinala siebie, ze powinna byla kupic lepiej widoczna pderestke w kolorze czerwonym, zamiast w wytwornym brazowym.
Rano torebki wciaz nie bylo , ale juz tak blizej poludnia zadzwonila Marzenka i powiedziala, ze torebka zostala u Jasiuni w domu!
Byl to niewatpoliwie zart Jasiuni z zaswiatow!!!! Zebysmy wszyscy przestali zartowac z niej i jej bojowego okrzyku „Pilnuj torebki”.
A klucze od drzwi wejsciowych Stara miala chyba w kieszeni zakietu.
Jasiunia zawsze uwazala moja Stara za scatterbrain i teraz dala jej po nosie, co Starej sie nalezalo. I to jest dowod na istnienie zycia pozagrobowego, jakby mnie ktos pytal. I na Zmarlych obcowanie przy nas. 😈
Andsolu, bananot – liczba mnoga od banana. Spiewac po polsku powinien, jego ojciec urodzil sie w Warszawie 😉
Siodemeczko, tez bym odwrocila…
Byłem w tej knajpie dawno temu. Nie mieli wtedy takich kufli, więc nie zrobiłem wioski. 🙂
Jeszcze jedna sytuacja w ktorej musze nie tylko podac pesel, lecz wrecz sie wylegitymowac – jesli chce wyslac poczta paczuszke wazaca ponad 100 gr.
Moze nie bardzo istotnym, ale niewygodnym jest problem dostepnosc danych numerow telefonicznych, bo coraz wiecej firm praktykuje telefoniczna reklame, co jest potwornie irytujace.
Zdrowie Mar-Jo i za jej cudowne ocalenie! To trzeba uczcić pasztetówką: http://wyrobydomowe.blox.pl/resource/tn_IMG_0695.jpg
Dzięki, Bobiku, za transfuzję. Wczoraj zbiłam moją ulubioną filiżankę i tylko to mogło mnie uratować 🙂
Lisku, zdecydowanie trzeba dawać odpór.
Bank zakładając konto, lub udzielając kredytu osobie nieznanej, żąda kserokopii dowodu osobistego, gdzie jest ujawniony PESEL, ale tak normalnie, nikt mnie o Pesel nie pyta, a jak pyta to już wiecej tego nie zrobi.
Pesel jest moim identyfikatorem w państwowej bazie danych i rozumiem, że lekarz ma dostęp tylko do tej części, która dotyczy jego profesji, a urząd skarbowy do swojej i wara im do innych.
W sprawie telefonu.
Uważam, ze mój komórkowy telefon został bezprawnie podpatrzony przez bank i albo on, albo operator odsprzedaje takie dane.
Z niewiadomych powodów, numer, którego nikomu nie podaję oprócz prywatnych znajomych, jest wykorzystywany do molestowania mnie przez bank, operatora sieci i ich konkurencję.
Wszystko blokuję i niszczę w zarodku.
Na straty jest telefon stacjonarny, bo tak dawno jest w użyciu, że zapewne też jest w tysiącu miejsc.
Ale tu też wściekam się i tępię bez litości. Problem mam tylko z ukrytymi numerami, raczej ich nie odbieram, ale mam znajomych ukrywających numer, więc tak różnie, najczęściej jednak są to beznadziejni molestownicy.
Podnoszę słuchawkę i słyszę hałas, jak na giełdzie w Londynie i krzyczacą niewiastę próbującą przebić się przez zgiełk. Odkładam słuchawkę. Czasami też nawrzeszczę.
Tu, Siodemeczko, znajdziesz sposob radzenoia sobie z telemarketingiem, pozwlajacy nie tylko drastycznie zmniejszyc czestotliwosc nieprpszponych ofert, ale zarabiac jednoczesnie na kazdym, kto pozostanie na posterunku:
http://www.bbc.co.uk/news/technology-23869462
Zauwaz prosze, ze BBC zastrzega sie wprawdzie ze nie nalezy uciekac sie do takoich metod, ale zapewnia jednoczesnie, ze sa one dosc skuteczne. Namawiam Stara zeby zastsowala, a zarobki podzielimy po polowie.
Albo mozna jeszcze tak:
http://www.youtube.com/watch?v=r7LPlZ3vzEk
ale niestety juz bez zarobkow.
Wiem ze w Polsce w komorkach mozna zablokowac rozmowy z niezidentyfikowanych numerow, moj kolega ma cos takiego.
U mnie telemarketing, a takze zbieranie datkow, dzialaja nie przez zywych agentow, lecz glownie przez nagrane reklamy lub apele ktore sie slyszy po podniesieniu sluchawki. Otrzymuje cos takiego mniej wiecej raz dziennie, niektore zreszta z numerow identyfikowanych. O ile wiem jedyne co prawo w tej sprawie robi to nakaz by taka rozmowe mozna bylo przerwac przez nacisniecie gwiazdki – kiedys te reklamy dodatkowo blokowaly linie
Zawsze miło słyszeć, że gdzie indziej jest gorzej. 😛
Z tych wszystkich powodów mam telefon na kartę, bez abonamentów, jak jakiś terrorysta.
I jeszcze dostałem dzisiaj nowego Fritza, teraz jestem sześć razy szybszy, nawet dwutysięcznik mi nie straszny. 🙂
Terrorysta już był, to teraz niech ktoś napisze coś o bombie, żeby CIA mogło nas szybciej namierzyć. 😆
Wtedy dopiero mielibyśmy materał na powieść! 😈
Bobiku, wlasnie sam napisales 😉
Jesli wlacza sie do rozmowy, moze byc nawet ciekawie 🙂
Uszczypnijcie mnie, proszę!
Ojciec Dyrektor buduje Kaplicę Pamięci Sprawiedliwych!
Jako cudownie ocalona nie powinnam mieć takich myśli!!!!
http://hartman.blog.polityka.pl/
Jak często uważam, że Hartman pieni się zbyt obficie, tak tym razem sam się nie mniej spieniłem. Nawet nie mogłem się zdobyć na wrzucenie na blog tej linki, bo przy każdej próbie komentarza mogła mnie krew zalać.
W tym „uczczeniu Sprawiedliwych” akurat przez Rydzyka jest coś tak głęboko nieprzyzwoitego, wręcz perwersyjnego, że chyba przekracza wszystko, co ten typ dotychczas wykonał.
A na przecinanie wstegi powinien zaprosic Kobylanskiego.
W Dwójce w ” Rozmowach po zmroku” pięknie o ostatnich wierszach Julii Hartwig Zapisane
Takie oderwanie od wszystkiego…..
Einstein powiedział, że są dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i głupota ludzka. Gdyby znał ojca Rydzyka, dodałby hipokryzję.
Mar-Jo, przysięgam, że pan mąż mocuje drabinę, i wszystko inne, bardzo starannie!
Siódemeczko, bym odwróciła 😆
Bardzo proszę Jasiunię, żeby czuwała także nad moją torebką 🙂
No dobrze, pójdę teraz do Rydzyka 😕 , a potem do Irka.
Ja zgrywam/przetwarzam film z wczorajszego sympozjum.
Część jest video, część audio, bo akumulatora w aparacie starcza mi na rozbienie trochę zdjęć i 67 minut filmu.
A oni jeszcze pół godziny kłapali, to nagrałam telefonem.
Eee, chałupnicza fuszerka.
Właśnie się zapisało po godzinie 48%. 🙁
W spr. Rydzyka później, jak się pożywię.
A mało to razy słyszeliście jak diabeł ogonem na mszę dzwoni?
No tak, Haneczko, tylko ja tam pojechałam na dwa dni obejrzeć wystawę i nie zabrałam garderoby na zmianę, a piwo było uprzejme oblać obficie moje ubranko, prawdziwy potop i ten zapach.
W pierwszym odruchu pomyslałam, że specjalnie dają takie kufle, żeby zażartować z klienta, ale wszyscy mieli takie same i nie wzieli ode mnie pieniędzy za drugie, mimo że koniecznie chciałam zapłacić.
Może mają takie hobby.
Siodemeczko. jakby nie chcieli zazartowac z klienta to daliby piwo w normalnym kuflu. Pliiiz, Ty jeszcze blagalas ich zeby piniondze przyjeli za drugo kufel? Mialas szczescie, ze Starej tam w poblizu nie bylo. Boby Ci chyba przylpzyla w ucho..
Nie mam sił, nie mam sił. Nie chcę o nim ani myśleć, ani mówić.
Oczywiście, że Hartman ma rację i jest za grzeczny.
Może dlatego, że to naprawdę boli.
Kapliczka będzie między fitnes a spa?
To ja bym chciała, choć raz, na żywe oczy, zobaczyć jak Helena robi awanturę. Niechby mnie robiła, może bym przeżyła 😉 , ale bardzo bym chciała 🙂
Dobranoc 🙂
Haneczko, ja też. 😀
Alescie naporuszali watkow. Po pierwsze primo, hallelujah, ze Mar-Jo wykazala sie refleksem! Teraz moze sie relaksowac w domu w grzybowej perfumie. Uffff…
Po drugie primo, kiedys bylo tak trudno odtwarzac dokumenty, ze rozumie Jasiunie, ktora wiele lat przezyla w miejscach, gdzie pewnie bylo to czeste, a konsekwencje bardzo odczuwalne. W moim miescie nigdy nie slyszalam, zeby komus ukradziono torebke czy portfel. Pewnie by to bylo na pierwszych stronach gazet. Ale takie sa purytanskie spoleczenstwa. We Wloszech lat osiemdziesiatych kradli torebki nagminnie, odcinajac paski, i wogole rozne sprytne mieli metody. W autobusie w Rzymie najlepiej bylo po prostu na torebce usiasc! W Warszawie mojej mlodosci toreble ukradli mi dwukrotnie: raz uciekl z moja torebka z piskiem opon taksowkarz, ktory podwiozl mnie z dzieckiem do domu siostry. A raz ukradli mi torebke w kafeterii Ministerstwa Sprawiedliwosci, gdzie pracowalam przez dwa lata w Instytucie Badania Prawa Sadowego.
Okradli mnie tez we Francji 12 lat temu, nie myslcie sobie, na Riwierze, ktora to jest tez Riwiera dla zlodziei.
Dzisiaj samochodu nie zamykam nigdy, a czesto takze domu, jesli wychodze tylko na chwile.
Zamówilam sobie internet w UPC o predkości 250 MB.
Tylko 9 PLN drożej od dotychczasowego 120.
Te 120 to jest teoria, ale z grubsza, jak nie ma zawirowań trzyma tak od 80-100.
To teraz powinno być jeszcze lepiej.
Ta moja prędkość przy realnych czynnościach jest limitowana prędkością serwera, z którego akurat korzystam, ale jak jest dobra przepustowość to ściagam 1 GB w kilka minut.
Kiedyś od Gostka (od Kierowniczki) na udostępnionym serwerze pliki po 500 MB ściagałam w kilka sekund, nie zdązyłam mrugnąć okiem i już były.
Fajnie!
Ale czasami muli, jakby w woły wóz zaprzągl.
Króliku, to w Twojej miejscowości nie ma obywateli, ktorych suszy pragnienie, a nie posiadają żadnego majątku osobistego? 😯
Och, Króliku, Kanada!
Chyba też się wybiorę, kiedy tylko Nasz Najdroższy Prezes (100 tys. miesięcznie na samą ochronę) dorwie się do „suszniemusienależącej waadzy”. Jakoś nie chce mi się mierzei kopać 🙂
Zapewne sa, choc nie widoczni golym okiem na tzw ulicy, ale jakos radza sobie z problemem w inny sposob. Siodemeczko, jaka ty jestes za pan brat z to nowoczesna technologia. Tylko zazdraszczac.
A kysz, Demetrio, a kysz (to w sprawie waadzy Prezesa)! Jakos bedziemy was ratowac. Jest Berlin, jest Kanada (wciaz pusta, a pracy od Winnipegu po Vancouver mnostwo!), jest Londek, jest Wolna Republika Concord, jakos sie wszyscy pomiescimy!
U mnie w ogrodzie całkiem spory namiot można postawić Co więcej, na upartego dojdzie się tu nawet na piechotę i nie trzeba czekać na żadną wizę, ani pokazywać po drodze paszportu. 😈
A ten krolik taki nienowoczesny. mt7 jest za pani siostrę z technologią.
Mnie okradli raz w życiu, w Szwajcarii (mimo że np. we Włoszech i w Barcelonie byłam wcześniej kilka razy). Ktoś mi zwinął ukochany płócienny plecaczek z wózka w sklepie, co odkryłam dopiero przy kasie.
Bardzo sympatyczny policjant odmłodził mnie w protokole o 10 lat. Najbardziej się bałam, że złodziej pójdzie do mieszkania (w plecaczku był ausweiss z adresem i klucze) i da w łeb starszemu synowi, który miał niedługo wrócić ze szkoły. Ale nie poszedł. Natomiast kilka dni później ktoś oddal do biura rzeczy znalezionych moją portmonetkę, z której zniknęło prawie wszystko – świeżo podjęte kilkaset franków, różne dokumenty, karta bankowa, zniżkowa legitymacja na przejazdy pociągiem, ausweiss, pamiątkowe srebrne monety amerykańskie, które dostałam z okazji urodzin dzieci. Ale zostały zdjęcia moich synów, jak byli jeszcze bardzo mali oraz złodziej włożył monetę pięciofrankową, bo tyle kosztowało „wykupienie” rzeczy znalezionej.
Co Ty piszesz, Króliku, jak czytam te rozne porady, kiedy szukam jakiegoś rozwiązania problemu, to jestem jak aborygen z puszczy w zderzeniu z cywilizacją, nic nie rozumiem.
I nie chce mi się rozumieć tego jezyka, bo to często są głupole piszacy byle co. Ja potrzebuję prostej wiedzy i programow, które są mi przyjazne, nie muszę wiedzieć, co mają w bebechach.
Teraz jest tak, że bardzo przydatne, proste narzędzia, są zastępowane przez coraz „”””lepsze”””” wersje, niech je cholera weźmie. Nie mam zamiaru dać się zwariować.
To co robi moj stary program graficzny jednym klawiszem, to teraz wymaga ukończenia specjalnych kursow obsługi w nowych wypocinach.
Też podziwiam i zazdraszczam Siódemeczce technologicznego obycia.
Dzięki za wskazanie opcji. Dobrze jest wiedzieć, że jest alternatywa dla przekopów 🙂
No wiecie co, ten Łotr już nawet szwajcarskiej neutralności nie respektuje i Puchalę zatrzymał. 😯 Ja jeszcze się dochrapię przez tego drania jakiegoś afery dyplomatycznej albo międzynarodowgo skandalu! 👿 Dobrze, jak Szwajcaria mi wojny nie wypowie.
Ale trzeba tej Szwajcarii przyznać, że uchowały się tam przynajmniej resztki porządnej, przedwojennej etyki złodziejskiej. Myślałem, że już powszechnie zanikły. 🙄