Cuda na warcie

czw., 15 sierpnia 2013, 13:38

Foksterier nie pojawiał się w bobikowych progach zbyt często, nie bez powodu więc szczeniak był nieco zaskoczony, otwierając mu drzwi. Postarał się jednak zachować w tej niespodziewanej sytuacji przytomność umysłu i staropolską grzeczność.
– Gościu, siądź na mej kanapie – zagaił uprzejmie, odwołując się do najlepszych literackich wzorców. – Mogę się z tobą podzielić parówką, udało mi się jedną ocalić przed Pręgowaną.
– Zbieraj się!- warknął ostro, po kapralsku Foksterier, nie zwracając uwagi na wielkoduszną propozycję. – Trzeba iść na Wartę, żeby uczcić Święto Cudownego Wojska Polskiego.
– Chciałeś chyba powiedzieć „do Warty” albo „za Wartę” – odruchowo poprawił go Bobik. – Ale ja Warty nie przejdę. Nie umiem pływać, a most za daleko.
– Jak mówię na Wartę, to na Wartę!- wściekł się Foksterier. – Na Smoleńską Wartę. Z okazji Cudu nad Wisłą. Iść. Biec. Gryźć. Naprzód marsz!
– Wiesz, to mi jakieś za wielkie rzek pomieszanie – szczeknął z ociąganiem Bobik. – Gdzie Rzym, gdzie Smoleńsk, a gdzie Wojsko Polskie? A poza tym, szczerze mówiąc, ja w cuda nie wierzę.
– Jak to, nie wierzysz? – spytał z bolesnym niedowierzaniem Foksterier, zapomniawszy na chwilę o wojskowym drylu. – W ogóle, w żadne cuda?
– No, nie tak w ogóle – przyznał uczciwie Bobik. – Wierzę na przykład w to, że świat potrafi być cudowny, jak mu się tylko chce. Że cudne są wschody i zachody słońca, zwłaszcza kiedy nie pada. Albo że ta Maltanka spod dziesiątki to istne cudo. Ale nie wierzę w objawy na szybie, stadionowe zmartwychwstania, ani Maryję w charakterze szybkostrzelnego automatu M-20, koszącego jedną serią bolszewicką armię. A gryzienie na oślep jakieś mi się ciemniackie zdaje.
– Bluźnisz, szczeniaku! – zawył Foksterier z najwyższym oburzeniem. – Właśnie w obrzydliwy sposób zszargałeś kilka świętości naraz!
– Ja? – przeraził się Bobik. – Naprawdę? No popatrz, byłem przekonany, że szargają ci, którzy przerabiają świętości na jarmarczne sztuczki i tanie kuglarstwo. Ale skoro się myliłem, to przepraszam.
– Nie przyjmuję twoich przeprosin, kundlu! – odpalił Foksterier z najgrubszego kalibru. – Nie chcę cię znać! Mógłbym ci jeszcze darować, choć z trudem, że rozdzielasz włosy święte i świeckie na czworo, zamiast ruszyć i gryźć. W ostateczności nawet i to, że nie chcesz entuzjastycznie świętować Cudownej Warty Żołnierzy Maryi nad Wisłą Smoleńską. Ale na pewno nigdy nie wybaczę ci tego, że uraziłeś moje uczucia militarne!