Atmosfera bez smyczy
– Coś się z ludźmi porobiło – zauważył Bobik, z zakłopotaniem drapiąc się w ucho. – Takie rzeczy mówią, a nawet krzyczą, że pies ma ochotę w najciemniejszej budzie się schować.
– Wszyscy ludzie tak? – zapytała ze zwyczajową pedanterią Labradorka.
– Nooo… nie wszyscy – przyznał z wrodzoną prawdomównością Bobik. – Ale za to coraz częściej. I coraz głośniej.
– To pewnie atmosfera społeczna urwała im się ze smyczy i nie mogą sobie z nią poradzić – postawiła diagnozę Labradorka, która na ludziach znała się lepiej od Bobika, nie mówiąc już o tym, że znacznie dłużej.
– Atmosfera społeczna? A co to takiego? – zainteresował się szczeniak.
– Ba, żeby to tak łatwo było wyjaśnić. To trochę jak z powietrzem. Nie da się go zobaczyć ani dotknąć, ale ono i tak jest.
– Myślałem, że rozsądniej i bezpieczniej jest wierzyć tylko w to, czego dotknąć się da – zaniepokoił się Bobik, wietrząc konieczność żmudnych przemeblowań w przekonaniach.
– Z niektórymi rzeczami jest inaczej – zapewniła Sąsiadka. – Zaczyna się w nie wierzyć dopiero wtedy, kiedy one dotkną nas. Tylko że wtedy zwykle jest już za późno. To też jak z powietrzem. Na początku mało kto się przejmuje jego zanieczyszczeniem, a tym, co się przejmują, wymyśla się od nawiedzonych. Kiedy już prawie wszędzie wisi brunatny smog i oddychać trudno, zaczyna się płacz i zgrzytanie zębów, ale tego smogu już tak łatwo odkręcić się nie da. Trzeba czasu i wysiłku.
– A nie dałoby się – wpadł jej w słowo Bobik, jak zawsze odwołując się do swego naiwnego optymizmu – jakiejś ekologii wykombinować? Też społecznej. Żeby tej atmosferze nie pozwalała biegać tak całkiem samopas i się zanieczyszczać bez przeszkód.
– Teoretycznie by się dało – westchnęła Labradorka, nie bardzo ulegając szczenięcemu optymizmowi. – Ale do tego najpierw trzeba uwierzyć, że atmosfera spuszczona ze smyczy gryzie wszystkich, nawet swoich. A ilu masz ludzi skłonnych uwierzyć, że może ich pogryźć coś, czego nie da się dotknąć?

A to swietnie, Bobik! Nie wiedzialem, ze cichcem postanowiles rozprawic sie z nalogiem.
Bardzo popieream i trzymam lapy za powodzenie przedsiewziecia.
Choc nasze tu wieloletnie doswiadczenie nauczylo nas, ze nie ogranoczanie, ale calkowite rzucenie jest skuteczne. A ograniczanie malo komu sie udaje.
W dzisiejszej GW jest całkiem niezły artykuł watykanistyczny Tomasza Bieleckiego. Ale niestety w tej płatnej części, do której w weekendy miewam dostęp tylko dzięki dobremu sercu Haneczki. 😀
Jesli to jest ten co go czytalam (bezplatnie) , to raczej slaby w porownaniu z tym zlinkowanym przez Krolika. Ale moze mowimy o innym.
Problem jest. Jakos nikt nie chce zajmowac sie serio polityka watykanska. A ona wiele spraw wyjasnia jesli wiadomo co jest grane.
Tu np brytyjski Tablet, o ktorym niejednokrotnie wspominala Stara w tym miejscu, robi wlasny przeglad papabili i sugeruje jakimi cechami osobowsci i umejetnosciami powinien sie wykazac nowy papiez aby wyprowadzic Watykan i Ksciol na rowna droge, przynzajac jednoczesnie, ze nie istnieje kandydat idealny:
http://www.thetablet.co.uk/article/163896
W tym artykule, o którym myślę, autor nie stawiał sobie zadania wyczerpującej analizy sytuacji przed konklawe ani pełnego przeglądu papabilnych kardynałów, tylko pokazywał słabość skrzydła reformatorskiego w Kościele i wyjaśniał, skąd ona się wzięła. Dość dobrze z tego widać, dlaczego w tej chwili szanse na jakiś zasadniczy przełom w Watykanie są bardzo niewielkie, a rozważania zachodniej prasy o pożądanych cechach nowego papieża raczej pozostaną w sferze pobożnych życzeń. 🙁
To sie okaze. Bo my w gruncie rzeczy bardzo niewiele wiemy jaki ferment i od jak dawna buzuje wsrod tych autentycznych chrzescijan, ludzi gebokiej wiary, ktorzy gleboko ubolewaja nad tym jak Watykan od wielu lat postepowal, jak ukrywal GRZECHY, ze uzyje kategorii relogijnej.
Na pewno nie taki, jak u Lutra z chłopakami, więc raczej bym się nie obawiał rewolucji. 😎
Teraz spiszę poradnik dla Jagody. Za chwilę.
Musi wiosna idzie. bo nasze zubry dostaja testosteronu! Teraz widzialem jak najperw dwa chlopaki sie troche pobodly przy stogu siana, a potem dwa nastepne tez troszke zderzyly sie rogami.
Swoja droga ciekawe, ze na polane nie przychodza zadne zubrzyce – podono maja cieleta i wola trzymac je zdaleka od chlopcow. .
Kocie, wysłałam list do Starej.
Nie o to chodzi, żeby Bobik był niewiarygodny w ogóle, jednak w sprawie tych efajek, jak widzę, strasznie filozofuje. Przy takim podejściu człowiek zdąży parę razy umrzeć na raka, zanim się zdecyduje. 🙂
Jasne, że smak każdy musi sobie sam dobrać z kilkunastu, trafiałem na całkiem obrzydliwe, ale jakby nikomu nie pasowały, to by ich nie było. Najlepiej zacząć od zwykłego, papierosowego, unikając tych najtańszych wynalazków.
Po kolei. Najważniejszy jest sprzęt, czyli dwa zestawy bateria + reszta, na przyklad
http://allegro.pl/2x-e-papieros-elektroniczny-ego-ce5-liquid-10ml-i3047280722.html
Są setki tego, od nikogo nie dostaję prowizji, więc wolna wola. Sam używam trochę innego, bez sznurków przy grzałce, nie sądzę żeby to miało znaczenie. Ten jest dobry, nic mu nie brakuje, bardzo ważna w zestawie jest flaszeczka z dzióbkiem, bo z takiej zwykłej czasem nie idzie wycelować. Jak nie ma, zalecam kupić ją osobno.
Nową baterię trzeba dobrze nabić, parę godzin to trwa, a następne ładowania u mnie trwają po pół godziny. Wszędzie piszą 2-3, nie wiem o co im chodzi.
Teraz czym nabijać. Każdemu będzie odpowiadał smak papierosowy
http://allegro.pl/liquid-mild-e-papieros-mb-mild-black-high-18mg-i3058133125.html
Na dole jest wykaz smaków, można ocipieć. Paliłem też taki
http://allegro.pl/liquid-liqueen-kubanski-tyton-mocny-i3035284838.html
i był dobry, jeśli ktoś lubi prawdziwą fajkę czy coś w tym rodzaju.
Te dwie marki są drogie i godne zaufania. Jest sporo tańszych i tam trzeba uważać, ale to w drugim albo trzecim etapie, na początku trzymajmy się tych firmowych. Trafiłem na przykład na taki lekko zalatujący śliwkami, też może być.
Jeszcze ważna rzecz, po pierwszym napełnieniu musi z pół godziny poleżeć i dobrze nasiąknąć, inaczej są efekty specjalne. To samo po wymianie grzałki.
Wsadziłem kilka linków, więc musi Bobik wpuścić. 😎
Odebrane, Siodemeczko!
A ja teraz dopiero zobacztlem ten filmik zamieszczony przez szwedzkiego Marka.
No cudo!
Jeste jakas szkola mowiaca, zeby nie zachecac malych szczeniaczkow do schodzenia po schodach, az same beda gotowe, bo to jakos rzekomo zle dziala na kregoslup. Ale nie wiem od jakieg wieku mozna je przyzwuczajac do schodzenia i wchodzenia na gore.
I czy istnieja slodsze szczeniaki niz labradorskie? I ta matka troskliwa! Mozna sie poplakac! 😈
I nieprawda, że nie zastąpi prawdziwych fajek. Nie każdemu może, a mi tak. Ostatnio popalałem prawdziwe i wcale mi się nie podobały, nie chcę ich, wszystko śmierdzi i rano jest skarpetka w uściech. 🙂
Ale taniocha. 😯 Ja za sprzęt 60 eurów płaciłem. 👿
Mnie nawet te papierosiane smaki nie wszystkie podchodziły. No, ale ja nie dość że filozof jestem, to jeszcze wybredny. 😈
Pięknie dziękuję i ścielę się do stóp, szególnie Wodzowskich 🙂
Zobaczymy czy uda mi się syba przekonać.
No, brawo, WW 😀 E-fajki dobre są choćby z tego powodu, że pozwalają wreszcie Wam kopcącym odkryć, jaką paskudą jest prawdziwy papieros 😉
Toć to oczywista oczywistość 😀
Zresztą co ja tu się mądrzę, jak w życiu nawet faji nie spróbowałam. I dobrze mi z tym 😎
Ech, kierownictwo to jakieś za porządne i za trzeźwe. 🙁
Jak ludź nie poddał się żadnej słabości, to jakiś podejrzany. 😉
Po zmianie męczył mnie tylko brak rytuałów, bo z normalną fajką nauczyłem się przerywać robotę, wychodzić, otwierać okno, takie rzeczy, czyli natręctwa mi się wykształciły. Jak paliłem, to paliłem, a nie robiłem. Teraz już nie męczy. 🙂
Jakąś słabość Pani Kierowniczka musi mieć, nie gadajcie. 🙂
Jak PK ani razu nie sprobwala, to skad wie, ze to paskudne?
Właśnie miałam krzyknąć, że brak słabości do fajek nie oznacza braku słabości w ogóle – nie musimy tak zaraz wpadać w panikę z powodu dramatycznego niedopasowania Kierownictwa do reszty naszego słabością stojącego gatunku. 😎
WW, bo nawet z bardzo z daleka śmierdzi. 👿
Ten brak rytuału, to każdym przypadku najokrutniej męczy.
Jak tu myć gary, myśleć, wprowadzać dane, czytać… bez peta w zębach, bez odkładanego na bok palącego się ogryzka, a nawet kilku jednocześnie, bez automatycznego wyciągania ręki po zatykający oddech dymek.
Teraz mam tak, że na 12 piętrze czuję, jak sąsiad-cholera pali na parterze.
Zgrzytam zębami, pewnie z zazdrości.
A serio, mam jakiegoś sąsiada piętro niżej po skosie, który nocami wychodzi na balkon, żeby zapalić i ten jego dym mnie budzi, nieraz ta bardzo, że zamykam okno w środku letniej nocy i to jest cena, którą płacę za nałóg.
Właśnie dlatego efajka jest lepsza od tabletek, bo pozwala zachować chociaż niektóre rytuały – branie do łapy, odkładanie, wkładanie do paszczy, zaciąganie się, wypuszczanie „dymka”, te numery. 😉
Jak sie bierze te tabletki, to bardzo wkrotce papierosy zaczynaja sie kojarzyc dosc nieprzyjemnie i nie chce sie zadnych rytualow.
TYmczasem tabletki maja najwyzsza skutecznosc. Znamy kilka osob, ktore tak rzucily.
Wzorem Rysia też troszkę pobrykałem z aparatem
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/OstatnieMomentyTejZimy#5853777482207864258
A kto tu chce rzucać? Po to mam efajkę, żeby właśnie nic nie rzucać. 😎
Tak, ostatnie momenty zimy, optymista. 👿
Ja rzucałem bez tabletek itd. Wielokrotnie zresztą. Udało się, kiedy pracowałem w Tatrzańskim Parku Narodowym. Jakoś głupio było tam smrodzić. Po powrocie, kiedy odczuwałem potrzebę zapalenia, liczyłem minuty niepalenia. Dodawałem sobie kolejne 10. I tak już zostało. Tzn. już nie liczę minut. 🙂
Ale super, że piszecie o e- papierosach, bo Suka myśli już poważnie o tym i studiuje literaturę przedmiotu 😉
„Kierownictwo za porządne i za trzeźwe”, no dobra, to wyznam szczerze, że w latach młodzieńczych, studenckich i postudenckich, za kołnierz nie wylewałam 🙂 Ale trzeźwa byłam, bo miałam tzw. mocną głowę.
Teraz już np. chlania wódy sobie nie wyobrażam.
Samo mi się tak zrobiło.
A z rękami nie miałam nigdy problemu. Może dlatego, że byłam pianistką? 🙂
Ale ja nigdy w Panią Kierowniczkę nie wątpiłem 🙂
😆
Nałogowa pianistyka? 😈
A jak się od tego odzwyczaja? 😎
No to zostaje mi wirtual, bo ja się chyba od żywych nie odzwyczaję (pewnie dlatego, że nigdy na niczym nie grałam 🙁 ). Też próbowałam, ale ja je, kurczę, lubię. Wiem, że śmierdzi, znaczy śmierdzę. Obiecuję zbliżać się tylko na odległość wpisów i korespondencji 😉
Oj tam, oj tam Haneczko. Niesiona przez Ciebie rolada zabija wszelkie obce zapachy 😉
Nie trzeba sie odzwyczjac, bo obie rece zajete i nie ma jak fajli trzymac! Kierownictwu sie udalo! A ze na dodatek jest charekterne to juz tylko plus dodatni.
U Irka zima jak z obrazka, sorry!
Ja sie odzwyczajalam palic wieloktrotnie, raz mialam przerwe ok. roku, raz nawet siedem lat, a potem wreszcie az do dzisiaj, co jest juz lat 10. Bo ja internalizuje powoli. Dzisiaj jednak jestem pewniejsza siebie niepalacej. Po pierwsze malo kto wokol nas tutaj pali, a po drugie zaczal mi okropnie przeszkadzac ten z przeproszeniem zapach. No wprost zatyka, nawet z daleka, jak u Agi i Siodemeczki. No i nie musza ukladac sobie codziennego zycia wokol przerwy na papieroska. Wtedy nie bylo e-fajeczek i trzeba bylo isc cold turkey.
Haneczko, nie strzelam do palaczy. 😉 3/4 życia przemieszkałam z palaczami – bez scysji z powodu palenia, bo nigdy nie palili w mieszkaniu. Są gorsze nałogi – niektórzy, na przykład, nałogowo nie piją. 😉 Ale to dość naturalne, że martwimy się o bliskich, folgujących nałogowi, czy szerzej – szukających ryzykownych przyjemności, które nas osobiście nie pociągają. Niewylewający za kołnierz martwi się głośno o palacza, palacz o motocyklistę, motocyklista o himalaistę, a ten ostatni o gracza giełdowego.
Rolada z zainspirowania haneczki wlasnie powedrowala do piekarnika. Wyglada imponujaco! Dodalam tutejszym zwyczajem szalwie (sage?) i majeranek of course. Nadzialam jednak mielona cielecina z watrobka i orzechami. Dorzucilam kilka suszonych moreli. Kurczaka z ktorego wyjelam kosci rozklapcilam tluczkiem na dosc plasko. Wyglada ze wystarczy na ok 10 osob. A nas tu malo do pieczenia chleba, bo tylko troje.
No pewnie, ze nie strzelam do nikogo (a szczegolnie do haneczki), bo mozna sobie samemu latwo strzelic w stope. Do zachowan wysokiego ryzyka trzebe pewnie miec jakas psychologiczna predyspozycje. A predyspozycji nikt sobie nie wybiera. Ugh… Gdyby to nas wszystkich palaczy i bylych palaczy ktos zagonil do pianina, to moze inaczej bysmy spiewali.
A teraz szczerze. Kto wam luzuje te kurczaki, czym do tego zmuszacie i kogo? 😈
Nie luzuje, tylko trybuje. To o wiele prostsze 😆
Ja odcinam skrzydelka, potem rozcinam skore na grzbiecie i malym zawsze tepawym nozem (jeszcze mi zycie mile) oddzielam korpus on miesa. Potem trybuje kosci nog. Wyglada to jak robota malego dziecka, ale wszystko polega na tym, zeby rolke z nadzieniem uformowac jak maly zgrabny baleronik za pomoca sznurka rzezniczego. I voila! w 15 minute jest gotowe!
Skrzydełka całkiem precz? No to rzeczywiście łatwe. Jeszcze tylko sobie wmówię ładniejszą nazwę. 🙂
WW, podobno jest taki chinski przysmak, luzowane kurczacze skrzydelka, ale do tego trzeba miec orientalna cierpliwosc i zamilowanie do detalu, tez czas. Ja te skrzydelka doloze w przyszlosci do mojego ukochanego rosolu, jak przyjdzie czas i pora gotowac.
Żeby całkiem, to trzeba być Chińczykiem, ale ja się zawsze staram pierwszy odcinek skrzydełka wyluzować. Może niepotrzebnie, faktycznie. 🙂
No i zaczynam od pierwsi, nie od grzbietu.
Wielkiemu Wodzowi to łatwo, bo dzidą luzuje 🙄
Jak odszkieletowac kurczaka:
http://www.youtube.com/watch?v=Qe4qSPojwtw
Najlepiej kupić kurczaka luzaka, taki jest sam z siebie wyluzowany. Kurczako sztywniakom można dla luzu dać zapalić trawki, zamiast się męczyć z nożem czy dzidą. 😎
Widze, ze dzisiaj o rzucaniu i szkieletowaniu, wiec podrzucam – moze odrobine przewrotnie – o redaktorze dzialu kulinarnego Washington Post, ktory postanowil porzucic miesozernosc… 😉
http://www.npr.org/blogs/thesalt/2013/03/09/173822176/career-suicide-or-lifesaver-why-a-professional-foodie-went-vegetarian?sc=ipad&f=1008
A poza tym u mnie spod sniegu – piatek spadlo znowu 30cm! – wyjrzaly pierwsze krokusy… Jednak wiosna idzie. 🙂
Z trawką nigdy nie próbowałam, żubrówka jakoś mi nie leży 😉
Moniko, nie idzie 🙁 Leży pod taaakim śniegiem, którego przybywa, przybywa, przybywa…
Tu pokazują trybowanie przy muzyczce.
Nigdy tego nie robiłam, ale zawsze moge spróbować: 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=nMzWMdDEN4A
To krokusy potrafią wyglądać spod trzydziestocentymetrowego śniegu? 😯
No tak, hamerykańskie… 😎
Ooo, nie doczytałam, że Helena już pokazała, jak trybować.
Hamerykanskie, Bobiku… 😆
A ten trzydziestocentymetrowy snieg na szczescie topnieje bardzo szybko, Haneczko. Bokami, i na takim naslonecznionym boczku te pierwsze krokusy odkrylam. Wiec jest nadzieja. 🙂
To chyba już bardzo stare, ale ja dopiero teraz. Najchętniej bym wytłuścił, ale jeszcze WW mnie trzepnie. Więc przynajmniej wkursywię, bo już dawno nie czytałem czegoś tak krótkiego przekazującego tyle sensu. Najpierw nauczę się na pamięć a potem będę wmawiał znajomym, że to ja sam z siebie miewam takie refleksje.
Zapis regulaminu […] od tego jest, żeby go stosować z wykorzystaniem najprostszej możliwej wykładni, jak każdy przepis. Wykładnia z konstytucji, a zwłaszcza z jej ducha, nie jest dopuszczalna, kiedy inna, prostsza wykładnia (językowa i logiczna w tym przypadku) jest całkiem wystarczająca.
Wielkie dzięki, WW, głównie za prostotę wysłowienia. Bo wcale nieczęsto potrafię zrozumieć co z tej strony do mnie dociera. Czyli na ogół nie dociera.
Dzień dobry 🙂
Biaaaaało, śniegu ze 30 centymetrów, 6 na minusie, sypie, mgła na horyzoncie, wiatr 😯
Bez wiadra kawy, kawy i ciepłego pieczywa nie da rady ❗
Miłego dnia, udanego tygodnia 🙂
drugie wiadro z herbatą plus dodatki 😉
oczywiscie ze herbata 🙂 nalogowo 😀
Dzien Dobry Bardzo
szeleszcze
nasze lotnisko w budowie ciglej ma nowego szefa, to ten sam co
szefowal naszym S-Bahnem, tym glupim, co to czasu i przestrzeni
nie cenil 🙂 🙂
brykam
w snieg w Tereny Zielone (wiara, wiara) do S-Bahnu do przegladu pozycji 🙂 🙂
brykam fikam
Dzień dobry. 🙂
Kolejny „ekspert” Antoniego M. :
„….analiza innych awaryjnych lądowań (w tym słynnego wodowania na rzece Hudson) pokazują, że tupolew nie mógł się rozbić aż tak bardzo”.
Analiza innych idiotycznych wypowiedzi pokazuje, że nie ma takiej głupoty, której nie można by publicznie pieprzyć.
dla frakcji szczecinskiej, i innych tez, bynajmniejiowszem 🙂 😀
http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,13494140,50_lat_w_garach__Co_zostalo_z_dawnej_chwaly_barow.html
Dzień dobry 🙂
Ser tylżycki zeschnięty, niesmaczny, stary – zgodnie z recepturą… Ech, dawnych wspomnień czar. 😆
Moja analiza psa pokazuje, że nie mogłem się wyspać aż tak bardzo 👿 bo od skoroświtu ganiam po terenie. I jeszcze trochę poganiam. Żłopnę tylko z obu wiader naraz i leeecęęęę… 🙂
Dzień dobry 🙂
Bobiku, lataj nisko i powoli. Ja już się nalatałam. Rymsnęłam nieszkodliwie, ale boleśnie 🙄 Ślisko okropnie, a białe ciągle pada 🙁
Doszedl snieg, podobno z Polski. Sypie ogromnymi platkami (monstrualnymi), ale chyba nie dolatuje na ziemie, dachy i samochody. Topi sie w powietrzu i wyparpwuje zanim zdazy spasc.
Niczego takiego jako zyje nie widzialem.
No i bardzo dobrze, ze roze nie zostaly jeszcze podciete ( bo w ostatnich dniach bylo mokrawo, roze nalezy scinac jak jest sucho) ….
Dzien dobry,
ouch, haneczko! u nas roztopy cala geba, wiec wywalic sie nie jest latwo.
Rolada z kurczaka zostanie dodana do ulubionych. Swietne danie na proszony obiad, bo kurczaka kazdy lubi no i rolada wyglada po krolewsku. Dzisiaj zabieram kanapke z rolada na lunch, bo az sie chce wziac domowy lunch do pracy z takiej okazji.
Do potem.
Biało. A wczoraj wiało białym w oczy ze wszystkich stron. Już mi się to znudziło i sadzonki czekają w piwnicy. Chcę do ogrodu.
Dzień dobry 🙂
Mówiłam, że będzie grał i głaskał koty 😉
http://www.democratandchronicle.com/usatoday/article/1957295
Wiecie co u nas dzis jest na pierwszym miejscu w dziennikach? Nie, wcale nie konkllawe, ale ostrzezenie przed nadmiernym zapisywaniem i uzywaniem antybiotykow!
http://www.bbc.co.uk/news/health-21178718
Przypominam sobie surowa zasade obowiazujaca w moim domu rodzinnym odkad bylam dzieckiem: zadnych frywolnie zapisywanbych abtybiotykow, chyba ze jest ostry stan zapalny w organizmie albo zapalenie pluc. Bo beda dzialac coraz gorzej. Czemu moj madry ojciec nie mogl oczywocie zapobiec i przewwidziec, to ze sluzba zdrowia zwariuje i zacznie rozdawac antybiotyki jak lizaki. I to antybiotyki nie nakierowane na okreslone bakterie, ale t.zw. szerokiego spektrum, niszczace wszystkie bakterie.
Sama w ciagu ostatnich trzydziestu lat przypominam sobie chyba trzy okazje, kiedy przyjmowalam antybiotyki, w tym jedna pooperacyjna. Raz sama poprpsilam na zapelenie pecherza.
Zawsze sie wzdragam jak latwo lekarze (i weterynarze!) zapisuja antybiotyki wlasnie w sposob frywolny – tak gdzie wystarczy zazwyczaj plukanka sola fizjologiczna, troche aspiryny czy paracetamolu. Szczegolnie to beztroskie zapisywanie antybiotykow poraza mnie w Polsce – tam wszyscy lykaja i zapisuja jakby jutra nie bylo. Tak sie przynajmniej dzieje w gronie moich przyjaciol, ktorzy sie tym bynajmniej nie przejmuja a moje ostrozne upomnienia zbywane sa wzruszeniem ramion.
Mysle, ze to ostrzezenie glownej epidemiolozki brytyjskiego rzadu jest bardzo na czasie, bo faktycznie mozemy sie niebawem znalezc w sytuacji w jakiej bylismy na poczatku XIX stulecia, zanim wymyslono antybiotyki.
A tymczasem wirus nie spi!
Wlasnie dostalam w poczcie „od Moniki” z Massachusssetts artykul o tym jak schudnac z pomoca kropli malinowych! Od jej ukochanej Fox News!
Dobrze, ze nie na powiekszenie penisa! 😆 😆 😆
A gdzie, Króliku, widziałeś tę roladę haneczkową, bo nie mogę znaleźć? 🙁
Adres mailowy dostal juz antybiotyk, Heleno, wiec jesli cos ode mnie przyjdzie, to powinno juz byc bez wirusa. 🙂 A ta wiadomosc z Foxa byla z Miasta Lwow, czyli Singapuru, a nie z Mass, wedlug administatorow poczty (bardzo szybko mnie powiadomili, ale troche hackerzy zdolali porozsylac).
O tym, ze nie powinno sie naduzywac antybiotykow pisze sie w Stanach regularnie i sporo. I niestety sporo sie naduzywa, glownie podobno ze wzgledu na to, ze lekarzom trudno odmowic zdesperowanym rodzicom dzieci z bolem gardla czy ucha, a i sami, gdy byli dziecmi, brali antybiotyki w podobnych okolicznosciach, nie mowiac juz o jeszcze wczesniejszym pokoleniu dzieci, ktore dopasowywaly nowe buciki przy pomocy x-ray machines…
U nas niestety za malo sie dotad mowilo o naduzywaniu antybiotykow.
O, brytyjska epidemiolożka wsiadła na mojego konika. 😉 Ja „od zawsze” apostoliłem w sprawie oszczędnego używania antybiotyków i staczałem boje z doktorami (zwłaszcza pediatrami), którzy chcieli mi je wciskać przy każdym kichnięciu. Jak ktoś u nas w rodzinie chorował, to się najpierw szło do ogrodu, nie do apteki i to przeważnie wystarczało. Dopiero kiedy zielska nie pomogły, brało się jakieś tabletki, ale też niekoniecznie antybiotyczne.
Ten apel o nienadużywanie głównie do lekarzy powinien być. To oni rutynowo przepisują antybiotyki, trzeba czy nie trzeba. Pacjenci czasem się antybiotyku bez potrzeby domagają, ale wtedy też rolą lekarza jest wytłumaczenie, dlaczego lepiej nie. Ale jakieś akcje edukacyjne wśród (potencjalnych) pacjentów też by nie były złe. Z moich obserwacji wynika, że dość niska jest wśród ludzi świadomość zarówno szkodliwości zbyt częstego antybiotykowania, jak i tego, że jeśli już się bierze antybiotyk, to nie można go łykać za krótko, bo to właśnie pomaga powstawaniu odpornych szczepów bakterii.
Tak, to powinien byc apel do lekarzy, dentystow i weterynarzy w pierwszym rzedzie, zas pacjentom tez nalezy wpajac ze antybiotyki to ostatecznosc.
Niestety, lekarze czesto nie maja czasu na wytlumaczenie pacjentowi co moze sprobowac sam w domu, zanim sie uda z recepta do apteki.
Kiedys moj brat Pickwick mial zraniona lapke. Lekarz lapke opatrzyl, zabandazowal i kazal dawac antybiotyk przez siedem dni. Pare dni po zdjeciu opatrunku i zakonczeniu kursu antybiotykowego, w miejscu skaleczenia zaczelo sie ropne zapalenie. Wiec Stara znow poszla do weta, dostla druga porcje antybiotykow na nastepne siedem dni. Po zagojeniu sie lapki Stara wraz z nasza E miala jechac do babci na Floryde, a my z Bratem mielismy byc oddani na przechowanie do Cioci Ninki, ktora wraz z mezem nas bardzo kochala i rozpuszczala smakolykami domowej roboty.
Przed wyjazdem Stara nawkladala Cioci do glowy co ma robic jesliby zakazenie lapki powtprzylo sie, nie daj Boze – miala wsciasc do samochodu i zawiezc Pikusia natychmiast do weterynarza. Ciocia ze zrozumieniem kiwala glowa i obiecala wykonac polecenia.
Juz z Ameryki Stara i E. dzwonily niemal codziennie aby z nami porozmawiac i dowidziec sie od Cioci Ninki jak Pikusiowa lapka. Cioca zapewniala, ze wspaniale wszystko sie zagoilo.
Ale nie byla to Prawda. Lapka Pickwika nie chcia sie zagoic, po wyjezdzie Starej i E. Tam sie wciaz zbierala ropa.
A Ciocia Ninka uwazala, ze sama znacznie skuteczniej lapke Pikwy wyleczy. Miala z Polski jakis taki zolty proszek antybakteryjny, ktory sie rozpuszcza w malej ilosci wody. I w tym roztworze codziennie dwa albo i trzy razy zanurzala Pikusiowa lapke. Zapalenie spadlo po trzech dniach i zanim baby wricily z Ameryki, Pickwick byl juz zupelnie zdrowy, zas Ciocia Ninka przyznala sie, ze sama wyleczyla mojego brata. Bylo to znacznie mniej traumatyczne i skuteczniejsze niz wpychanie mu tabletki do pyszczka z uzyciem brutalnej Sily.
Bywają też (i to wcale nie tak rzadko) lekarze, którzy w skuteczność domowych czy ziołowych środków po prostu nie wierzą. Podchodzą do nich jak do guseł i zabobonów, z lekceważącym lub wręcz pogardliwym machnięciem ręki. W ramach mojego apostolstwa zdarzały mi się nieraz próby podzielenia się z lekarzem moimi doświadczeniami ziołoleczniczymi i niezwykle rzadko trafiałem na życzliwe zainteresowanie. Przeważnie odpowiedzią był grymas oznaczający „cóż to za durny pies”, albo oburzony okrzyk „no, ale przecież ja moim pacjentom czegoś takiego nie mogę proponować”.
Na szczęście w końcu znalazłem pana doktora Fritza, który najpierw pyta mnie, jak się chcę leczyć, a dopiero kiedy ja nie mam pomysłu, przedstawia swój. 😆
A Pan Administrator zawsze twierdzi, że ludzkości w pierwszym rzędzie przydałyby się antyidiotyki. 🙄
Ale zdarzaja sie lekarze, ktorzy sami proponuja „alternatywne ” metody. MOja Stara miala chyba siedem lat, kiedy dostala pypci w ustatch – bolesne i ropne to byly pypcie, ponoc czeste u dzieci. Babcia zaprowazila ja do pediatrki i ta, byc moze nie miala zadnych antybiotykow (rzecz sie dziala w Rosji na glebokiej prowinci) kazala dwa razy dziennie przecierac kazdego pypcia wacikiem z woda utleniona i natychmiast po tym smarowac miodem. Tez przeszlo po paru dniach. Od tego czasu Stara doradzala te recepte wielu matkom i zawsze dzialalo – nie wiem czy antybakteryjna woda utleniona czu miod, czy razem, ale sposob byl bardzo skuteczny.
Mam wrażenie, że w Europie lekarzy polecających domowe metody jest tej chwili niewiele. Może przyczyną jest ogólne „stechnicyzowanie” medycyny, a może jest to też w jakiejś mierze generacyjne (leczy teraz generacja, której wyższość szkolnej medycyny przedstawiano jako oczywistość). W Niemczech nie wykluczam też efektu specjalizacji, bo oprócz „normalnego” lekarza jest tu też zawód pt. Heilpraktiker, nastawiony na niekonwencjonalne metody leczenia.
Mam wrazenie, ze lekarze bronia sie dzis przed metodami zdroworozsadkowymi, jak przetarcie ropniaka w ustach woda utleniona, bo po pierwsze nie ufaja swym pacjentom, a po drugie sami nie wiedza albo zapomnieli.
Sama pamietam jak sie zdziwilam, ze w angielskiej aptece mozna dzis wciaz dostac plastry musztardowe, banki, a nawet jak sie ktos upiera i pijawki. Panie dyplomowane aptekarki jeszcze maja dosc duzo zdrowego rozsadku, z naszego z E, dosweiadczenia. Czestro wiecej niz lekarz od wszystkiego.
A pamietam jeszcze jak mnie w glebokim dziecinstwie na Syberii leczono bankami w czasie jakiegos przeziebienia -chyba.
Nie jestem przeciwna wspolczesnej farmakologii – to tak na marginesie i na wszelki wyoadek.
William Stanley Merwin został laureatem pierwszej edycji Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta
William Stanley Merwin
Wyspy
Gdziekolwiek spojrzę otaczasz mnie wyspami
konstelacją kwiatów oddychającą morzem
górzystymi wyspami pachnącymi lasem
ognie na lśniącym oceanie
ogień u korzenia
przez całe życie chciałem dotknąć kostki twych nóg
biegnących ku brzegowi
przybijam do ciebie jak łódź
słucham
widzę jak wśród nieruchomych liści
patrzysz na jeziorko wśród skał
w słońcu przy księżycu w świetle gwiazd
wodospady wysp i ich echa
są twoim głosem twoje ramiona i ty cała
zwracasz się ku mnie jakby twe stopy nurzały się we mgle
kwiat i ptaki zabarwione są
twoim oddechem
kwiaty umyślnie pachną tobą
a ptaki sposobią swe pióra
nie do lotu lecz by zyskać
miękkość twego ciała
Przekład:Teresa Truszkowska
A to milo, Rysiu. On juz chyba kiedys dostal Pulitzera, a obecnie jest chyba Poeta Laureata USA, jesli nic sie od tego czasi nie zmienilo.
dostal Heleno, Wiki mowi ze przed 40 laty, a w polskiej sieci bardzo malo Merwina
W.S. Merwin cudowny, u mnie mnostwo na polce, ale ze zrozumialych wzgledow jednak nie po polsku… 🙂 Pare razy go tu podrzucalam, wlasnie w oryginale.
A z lekarzami to wlasciwie jest szersza sprawa. Bardzo duzy teraz jest trend do rozpisywania scenariuszy postepowania z pacjentem (zeby uniknac okropnych bledow, zeby uniknac spraw sadowych, przynajmniej tutaj), co niestety ma i swoja ciemniejsza strone „leczenia przy pomocy algorytmu”, niewysluchiwania pacjenta, nieumiejetnosci przeprowadzenia wywiadu lekarskiego (na ktory czesto i tak nie ma czasu). W takiej sytuacji wszystki postepowania w jakis sposob nietypowe sa wlasciwie z reguly wykluczone.
A posrod znajomych mam kogos, kogo lekarka-pediatra wyrzucila z praktyki wlasnie za to, ze nie chciala na wszelki wypadek dac dziecku antybiotykow w przypadku pospolitej grypy. Sama na szczescie sie z czyms takim nie spotkalam, a nawet wrecz przeciwnie – lekarze tlumaczyli, dlaczego antybiotykow nie przepisywali.
Na marginesie, klopoty z antybiotykami w duzej mierze wynikaja tez ogromnego naduzywania ich w masowej hodowli zwierzat.
Przyjaciel ze Stanów o kościołach tam:
W USA wiara jest żywsza, bo się praktycznie nie naucza w szkołach nauk ścisłych.
O tym, ze lekarze daja czesto antybiotyk na wszelki wyoadek, aby uniknac odpowiedzialnosci karnej, to juz nawet nie wspomnialam, bo odpowiedzialnosci karnej nabardzioej boja sie lekarze w Ameryce. I jest sie czego bac, poniewaz sady z zalozenia staja po stronie pacjenta i przyznaja odszkodowania takie, ze sama bym chetnie pozwolila sie lekarzowi uskodzic, w granicach rozsadku oczywiscie, i pozniej juz zyc za otrzymane pieniadze jak krolowa! 😆
Przed laty odwiedzilam dentystke mojej mamy w Nowym Jorku i zdziwilam sie, ze przy skomplikowanym zabiegu kanalowym nie dala mi gazu rozweselajacego, ktory zawsze bardzo lubilam. Zapytana dlaczego, Ola odpowiedziala mi, ze zlikwidowala gaz w swoim gabinecie, bo musialaby placic takie skladki ubezpieczeniowe za malpractice, ze jej na to nie stac. Lekarze placa potezne skladki ubezpieczeniowe, ktore napedzaja ceny za uslugi medyczne w sposob nieprawdopodobny. Wlasnie dlatrego, ze sady przyznaja potezne ubezpieczenia za byle co (wszyscy pamietamy te pania, ktora oblala sie goraca kawa w samochodzie i McDonalds, gdzie ta kawa zostala zakupiuona, zaplacil jej bardzo piekne odzkodowanie – „bo kawa byla za goraca”!),
Ale np w Anglii musialabym bardzo dlugo ubegac sie o odszkodowanie od lekarza i suma bylaby prawdopodobnie mniejsza niz moje wydatki na adwokata. No chyba, ze szpital czy lekarz doprowadzilby do jakiejs straszliweh tragedii.
Wiec ci lekarze naprawde nie maja usprawiedlwienia poza tym, ze spoleczene ubezpieczenie oczekuje od nich, ze nie poswieca na pacjenta wiecej niz trzy minuty czasu – dlatego tak sobie cenie mojego ukochanego dr Koko, ze nie wyrzuca mnie z gabinetu i staram sie nie naduzywac jego dobrego wychowania i przyzwoitosci.
Znaleźć rozsądnego lekarza, to 80% zdrowia. Nie będzie żadnej przesady w stwierdzeniu, większość moich kłopotów ze zdrowiem spowodowały kontakty z lekarzami.
Pan Bartoszewski ma rację, mówiąc, że żyje tak długo w dobrym zdrowiu, bo unikał lekarzy przez całe życie.
Jeszcze teraz człowiek ma chociaż szansę dowiedzieć się, o co go lekarz podejrzewa, wcześniej nie było potrzeby informowania gamoni, przecież i tak nie znają się na tym.
Inna sprawa, ze pacjentom też nic nie brakuje. Ile znam takich osób, które dopiero wtedy są usatysfakcjonowane kiedy dostaną worek leków i wykonają milion zbędnych badań.
Nie wiedziałam wcześniej, że mam takie niewypoczęte mieszkanie.
Chłopaki dochodzące muszą teraz ciężko pracować, zamiast cieszyć się życiem, biedaki. 😉
Ale to przeciez lekarz wypisuje lekarstwa, a nie packny sam sobie.
Chlopaki w dom- Bog w dom. Fantastycznie podnosza jakosc zycia. Samo patrzenie na nich jest najlepszym lekarstwem na obnizanie ciosnienia. I tego daja workami.
Sorry, mam dzis slaby wzrok.
Albo okulary sa brudne.
Czasem chłopaki pracę mają nietypową i powinni dostawać dodatek za ciężkie warunki. Szczygieł w „Lasce nebeskej” przytacza taką opowieść czeskiej poetki Violi Fischerovej:
Bo wiesz, ja miałam romans z Hrabalem, ale ten seks z nim to była męczarnia, ponieważ jak on kładł się na mnie, to na niego zaraz wchodziło to stado kotów i musiałam ich wszystkich wytrzymać na sobie.
😈
Cóż za niebywałe oddanie sprawie! Chłopaki traktowały dobrostan swojego człowieka jako priorytet pierwszego rzędu, skoro wypoczywały go na bieżąco, podczas męczącej aktywności. Może był słabego zdrowia i one o tym wiedziały. W każdym razie, wykazały się wielką odpowiedzialnością 🙄
Samo zycie.
😀
A Pręgowana, latawica jedna, zamiast uczciwie pracować, poszła się szlajać w śniegu (bo tu od kilku godzin też się zima zrobiła).
Chyba będę musiał po premii polecieć! 👿
Zeba ona Pieskowi po premii nie poleciala!…
Popatrz, te dzisiejsze dziewczyny. Mój chłopczyk w chłodne dni to tylko tak na 20 minut wyskakuje, a po śniegu chadza najchętniej po czyichś śladach, żeby mu się łapki za bardzo nie zmoczyły.
Ale jak wejdzie na parkan, już nie histeryzuje, tylko zeskakuje. No, chyba że widzi któregoś ze Swoich Ludzi, wtedy próbuje, bo może jednak go zdejmą 🙄
Nasze szlajają się wytrwale, ale one bardzo dworskie 😉
W dzień to i Pręgowana w śnieg się nie pcha. Każe sobie drzwi otworzyć, postoi w nich trochę, poobserwuje i cofa się z miaukiem obrzydzenia. Ale niech tylko wieczór przyjdzie – małpiego rozumu ta Kocica dostaje. 👿
Mój pracuje nad nowym wizerunkiem. Teraz chce uchodzić za arystokratę. W zasadzie dobrze mu idzie, choć zdarzają się wpadki.Ostatnio bardzo chciał wyjść przez kuchenne okno, więc mu je otworzyłam. Wyszedł na parapet i już miał skakać, gdy kilka metrów od okna przelaciała dość nisko i całkiem szybko jedna mewa. Przestraszył się i zwiał z powrotem do kuchni. Nie wyglądało to zbyt dostojnie 🙄
U nas arystokratką jest kocica. Tylko deska+mięso odziera ją z manier 🙄 A Junior zrobił z pana męża plastelinę 😆
Ja ze Starej zribilem wycieraczke, ale sie nie chwale.
A jak się to przejawia, Mordko?
Naszej trzeba przyznać, że i szlajanie się bardzo jej arystokratycznie wychodzi, ba – nawet wobec deski z mięsem nie traci nawyków Marii Antoniny i żąda, nie prosi. Ona to od najmniejszego miała, taki wrodzony arystokratyzm. Teraz już chyba rozumiecie, co ze mnie zrobiło bolszewika. 😈
Zakladam jezowe rekawice i trzymam za twarz.
I jakie wrażnie robisz na Helence?
Nie interesuja mnie jej wrazenia tylko subordynacja.
Uważaj, bo jak Ci zrobi manicure i pedicure, to stracisz narzędzie perswazji 😉
Jeżow marnie kończył, Mordko. 😀
herbata dla nocnych 🙂 🙂
Zaraz, zaraz – Mordka też bolszewik? 😯
Mam nadzieję, że to jakaś pomyłka. Jako dwaj bolszewicy musielibyśmy się zacząć wykańczać. 🙁
Siodemeczko, dziecko dowiozlo (ze Szczecina) wlasnie Rosiaka,
wyglada dobrze, dziekuje za wskazanie 😀
p.s albumem Baksika ( „Macewy……….”) jestem rozczarowany,
bez rozmachu, ciekawe zdjecia czesto w malenkim rozmiarze, chyba sprawie sobie lupe…… oczekiwalem wiecej
Siodemeczko,
tu jest linka do haneczcynej rolady: z kulinarnego
krystyna
9 marca o godz. 14:26
http://picasaweb.google.com/100200631489841242724/RoladaHaneczki#
To żadna głupota, to skutek działania PO i NFZ realizującego polityczne instrukcje obcinania gdzie się da…
skoro o lekarzach
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019395,title,Szpital-wezwal-pogotowie-do-umierajacej-pacjentki-Karetka-jechala-70-km,wid,15403639,wiadomosc.html
Bobiku, serca!, podziel sie bolszewizmem z Londynczykiem, on ma takie trudne i ciezkie zycie w jaskini noeliberalnej 8)
podobno (?) czytelnictwo maleje, nie zawsze jednak……..
http://www.faz.net/aktuell/wirtschaft/unternehmen/70-millionen-mal-verkauft-fifty-shades-trilogie-befluegelt-bertelsmann-12110592.html
pstryk
pstryk
Zeen, to nie PO. To coś znacznie głębszego i groźniejszego.
Siódemeczko, http://adamczewski.blog.polityka.pl/2010/10/01/oda-do-placka/#comment-244891 Teraz już nie spinam, biorę na żywca.
Jestem padnięta, na oba jęczące kolana. Dobranoc 🙂
To jest i tak pikuś w porównaniu z NFZ
http://podatki.onet.pl/apel-przedsiebiorcow-ws-niemoralnych-zakusow-mf,19925,5441916,1,agencyjne-detal
Jaskinia noeliberalna bardzo się, uważam, Rysiowi udała. 😆 Zestawienie Noego z jednej strony z jaskinią (toż on był arkowiec, a nie jaskiniowiec), a z drugiej z liberalizmem, tak mną wstrząsnęło, że nie wiem, jak teraz zasnę. 😉
Uściski dla poobtłukiwanej Haneczki. Dobrze choć, że kości całe.
Nie mam już dziś siły na politykę. Na służbę zdrowia jeszcze bardziej nie mam, bo jutro muszę wpaść w jej objęcia. Chyba z tego wszystkiego wpadnę w objęcia Morfeusza i będę śnić o noeliberalizmie (oczywiście Nagroda im. Heleny dla Rysia). 🙂
Bobiku, nie daj się za mocno ściskać i wracaj zdrowo. 🙂
Noe rzeczywiście był noeliberałem: wziął sprawy w swoje ręce i całkiem bez zezwolenia i koncesji zbudował jednostę pływającą. I dzięki temu wypłynął na szerokie wody…
Zen, ten proceder z prętami stalowymi położy polskie huty:
http://www.polityka.pl/rynek/1535717,1,nowy-konik-mafii-prety-stalowe.read
więc nie rozczulaj się tak bardzo nad projektem ustawy ograniczającej złodziejstwo.
A rząd jest oczywiście winien ludzkiej głupocie – to komentarz do Twojego komentarza w sprawie karetki.
Bobiku, czym się, czym. Ja też czymam, żebyś czymał.
Haneczce i Królikowi Chweała i Cześć. 🙂
Nie mogę pojąć, jak Haneczka mając takie kocie piękności i możliwości fotograficzne nie obdarzyła nas jeszcze szczęściem ich podziwiania przynajmniej kilkakrotnie.
Gdzie jest rozbrykany rys?
Podrzucam kawę i lecę się szykować. Przede mną 9h zajęć, bo genialne panie z Działu Planowania ścisnęły nam 3 dni zajęć w jeden… 🙄
Alienor, z drugiej strony, gdyby jednego dnia miał być tylko jeden dzień, to czy to by nie było Za Mało? Zwłaszcza, że statystycznie rzecz ujmując, miałby on zaledwie 3 godziny? 🙄
Z trzeciej strony, wszystko zalezy od tego, co to za zajęcia. Bo jeśli takie całkiem zwyczajne, to panie z Działu Planowania po prostu postawiły na Efektywność (może nawet mogłby jakoś skomercjalizować usługę upychania trzec hdni w jednym). Ale jeśli to trening na basenie, przygotowujący do startu w triathlonie, to Zdecydowanie Przesadziły 😈
Co prawda zajęcia całkiem zwyczajne, ale jedno konwersatorium mamy tak wspaniałe, że wszyscy się czują po nim jak po przebiegnięciu maratonu 😉
Dzień dobry 🙂
Przez noc mi się wyśniło, jak to było dalej z tym noeliberalizmem. Po wypłynięciu w arce na szerokie wody Noe upił się sukcesem do nieprzytomności, pokłócił się z Rzeczywistością, nawrzucał jej nieprzystojnie, wykonał parę chwiejnych kroków, po czym rymnął i zasnął na laurach. A kiedy się obudził, okazało się, że jest nagi, trzyma rękę w nocniku i wyśmiewają go nawet własne dzieci. 😯
Tutaj ja się obudziłem i dalszego ciągu nie znam, ale nie zdziwiłbym się, gdyby Noe ze wstydu schował się gdzieś w jaskini i dał światu o nim zapomnieć przynajmniej na jakiś czas. 😉
Dzień dobry.
„Pada, pada śnieżek biały, dawno go nie było!”
(Starsza – wówczas trzyletnia- miała takiego przeboja 🙂 ).
Dzisiaj wybieram się na debatę dot. „Pięciu ksiąg Tory” Pawła Śpiewaka, z udziałem Autora.
Rysiu, wysłałam kilka fotek z Białegostoku, za które z góry przepraszam. 🙂
Chyba większy bankrut niż Noe 🙄
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13544417,Walesa__Przegralem_wszystko__Polityke__stocznie__Nie.html?lokale=lublin#BoxWiadTxt
Cwany Noe niby się schował, ale nadal pociąga za sznurki 👿
http://wyborcza.pl/1,75477,13543245,W_Wielkiej_Brytanii_kwitnie_handel_ludzmi.html#BoxSlotII3img
Zachowałem się jak Cham
Dzień dobry 🙂 zapomniałem 😳
A ja sem ne cham, dobré ráno řeklem. 😆
Rzekłbym jeszcze to i owo na różne tematy, ale biegnę pokoktajlować. Do później, o ile mnie po drodze śnieg nie zasypie po sam czubek. 🙂
na poczatek Dzien Bardzo Dobry 🙂
brykam brykam brykam
🙂 🙂 🙂
dla Bobika szczegolnie: KRAKOW 😆
http://www.youtube.com/watch?v=ta0t6ukfCgw&feature=player_embedded
Mar-Jo, przybyly 🙂 dziekuje, moje klimaty 🙂 czy moge po znajomych rozeslac?
brykamy fikamy
a snieg pada i pada, wspaniale 😀 😀
Rysiu, rozsyłaj, bardzo proszę. 🙂
Gangi – glownie nigeryjskie, wschodnioeuropejskie oraz chinskie i wietnamskie zajmujace sie handlem ludzmi, sa rzeczywioscie wzrastajacym problemem dla wladz brytyjskich, ktore jak dotad maja slabe osiagniecia w wymuszaniu na rzadach po drugiej stronie granicy wzmozonej kontroli dzialalnosci tych gangow. Moga one sobie spokojnie prowadzic rekrutacje swych przyszlych ofiar umieszczajac ogloszenia w gazetatch, rozdajac ulotki etc. i obiecujac ofiarom zlote gory.
Nieraz chodzi o pozyskanie dawcow organow z czego potencjalni dawcy nie zdaja sobie nawet sprawy.
Spoko Siódemeczko, pan Mittal trzyma się dobrze, ktoś Ci coś źle wytłumaczył. A odpowiedzialność zbiorowa to się zrobiła specjalnością obecnego rządu – płać za siebie i jak Twój sąsiad nie zapłaci, zapłacisz jeszcze raz.
Chyba zbytnio ufasz prasie 😉
Głupota, głupotą, ale porozmawiaj z kierownikami przychodni i szpitali to się dowiesz przed czym ich stawia NFZ.
Oj.
http://wyborcza.pl/1,75478,13545241,100_tys__zalobnikow_i_miasteczko_przed_kancelaria.html
To ja też się uśmiechnę po fotki z Białegostoku. 🙂
Jak co roku wybieram się w tamte rejony w weekend majowy. Głównie to będzie Białowieża, Teremiski, Budy, ale niewykluczony wypad do Białegostoku
Tak, w Polsce też trudno się uporać z gangami romskimi z terenów Europy środkowowschodniej. Te gangi są również bardzo aktywne w GB, o czym wiele razy informowały media. Znakomity film na ten temat pokazywała Ewa Ewart. Była to historia romskich gangów młodzieżowych działających na terenie Francji i Włoch.
Dodatkowo mamy problemy z gangami rosyjskimi i ukraińskimi.
Bardzo to smutne, że ci którzy doświadczyli niewoli i prześladowania, fundują podbny los innym. Najczęściej swoim rodakom.
Niestety, zło jest wiecznie żywe.
POdrzucam fajne interaktywne wideo nt wyborow nowego papieza.
http://www.bbc.co.uk/news/world-europe-21631398
Przewodnik dla idiotow= niekatolikow.
Watch this space.
A tutaj kardynal Cormac Murphy-O’Connor bardzo slodko opowiada jak to bylo na poprzednim konklawe. Glosowano 78 razy!
http://www.bbc.co.uk/news/world-europe-21624894
a to wyjatkowo nie ma nic wspolnego z Konklawe 🙄
http://elizamichalik.natemat.pl/53815,stop-nachalnej-katopropagandzie
Irku, masz namiary do Mar-Jo? jak nie, to podesle Tobie te zdjecia, sa bardzo fajne
Irku, poproszę Bobika o namiary na Ciebie.
Teremiski miałam w planie, ale bez samochodu nie dało się.
Znam miejsce i mieszkańców. 🙂
Bry! 🙂
Z tych zapowiedzi na 10.04. wynika, że to Sakiewicz coraz bardziej rządzi, a Kaczyński tylko 'uświetnia’ spędy.
ANDRZEJ SARAMONOWICZ: Czasami bywam tym zmęczony, bo stałem się kimś w rodzaju dyżurnego rodzica dziecka z in vitro. Dziennikarzom najprościej jest zadzwonić do Saramonowicza, bo wyszczekany i może nagada na księży. To chwilami nuży. Więc są momenty, kiedy chciałbym zachować prywatność w tej sferze. Z natury jestem skryty, a w tak intymnej sprawie musiałem się otworzyć. To nic przyjemnego: zazwyczaj nikt nikogo nie pyta, w jakich okolicznościach powstało jego dziecko. Nikt obcy nie ma prawa wiedzieć, czy akt poczęcia był świadomy, czy nie, czy doszło do niego przed imprezą, czy już po, czy ludzie mieli po prostu ochotę na niezobowiązujące bzykanko bez konsekwencji, czy może wcześniej modlili się żarliwie i przyjęli komunię.
reszta tu:
http://spoleczenstwo.newsweek.pl/po-prostu-dziecko,102025,1,1.html
Zeen, piszesz, ze nadmiernie ufam prasie, przecież to Ty nie, znając treści projektu, wypowiadasz się na podstawie doniesienia prasowego. 😉
Lekarze są sędziami we własnych sprawach, więc nie są dla mnie wiarygodni. Jeżeli w tym samym systemie są placówki znakomicie zorganizowane i dziadowskie, to znaczy, że niekoniecznie system jest zły.
dla lubiacych koty ( 🙂 🙂 🙂 8) ) odczekajcie cierpliwie poczatkowy chaos…….
http://www.youtube.com/watch?v=ys8ukF9t3xo&feature=player_embedded#!
Oszczerca i potwarca. Ten z linku Rysia. 😀
I jeszcze takie nawiązanie do Noblistki 😆
Ogromny talerz chrupiących placków ziemniaczanych zostawiam
dla chętnych i pędzę. 🙂
W nawiazaniu do wczorajszej rozmowy o antybiotykach i metodach domowych.
Moja Stara cierpiaca ostatnio na lekko dokuczliwe problemy skorne, po wyprobowaniu zalecanych w internecie srodkow medycznych, ktore tylko srednio podzialaly, natknela sie na porade kogos podajacego sie za dermatolozke, aby wyprobowac eteryczny olejek z oregano vulgaris, ktory dzala cuda..
Wszeczela wiec research internetowy i odnalazla tyle ekstrawaganckich zalecen medycznych z uzyciem rzeczonego olejkku, ze wyglada na to ze pomaga on absolutnie na wszystko, w tym takze na jej lagodne podraznienie skory twarzy, czego wlasnie Stara potrzebuje… Co natychmiast oczywiscie rozbudzilo w niej skrajna podejrzliwpsc, wiec wrzucila do wyszukiwarki haslo „medicinal use of oregano oil – true or false?”
Pierwszy artykul, ktory wpadl jej w oko zosta napisany przez jakiegos amerykanskiego badacza, ktory poswiecil czas i pieniadze na badanie olejku z oregano.
Faktycznie, powiada ten badacz – olejek z oregano ma dzialania antybaktreryjne, ale wylacznie in vitro. Ale, zauwaza Autor, jesli do naczynia petri wlejesz pare kropelek , zalozmy, cointreau, to dzialanie bakteriobojcze bedzie porownywalne, a nawet jeszcze lepsze. Niestety jednak – podsumowuje badacz – margarita zazywana doustnie nie ma dzialania antybakteryjnego podobnie jak olejek z oregano.
Przyznaje on jednak, ze olejek z oregano ma jedno bardzo silne dzialanie „medycynalne”: w duzych ilosciach powoduje on samoistne poronienie u myszy.
Zadnych innych pozytywnych skutkow stosowania olejku niestety sie nie doszukal.
We are back to square one….. 👿 Nie ma rady, trzeba isc do dermatologa i prosic o lagodny krem kortyzonowy. Czego akurat chcielismy tu w tym domu uniknac bo nie lubimy sterydow uzywanych frywolnie. Fatalne na watrobe. Z drugiej strony cointreau w margaricie tez watrobie nie pomaga. 👿
Kocie, a może ten olejek, doustnie bezużyteczny, nałożony na skórę jednak spełniłby pokładane w nim nadzieje? Trochę jak z wodą utlenioną i pypciem – gdyby wypić wodę utlenioną, pypcia by nie uleczyła, ale gdyby pypcia potraktować nią bezpośrednio, to insza inszość. Nie sugeruję, tylko tak sobie gdybam 🙄
Oczywiscie, zalecane bylo smarowanie skory tym olejkiem. Niestety badania nie potwierdzily jego uzytecznosci przy dermatitis twarzy ani zadnej innej czesci ciala. Stara jest naprawde zawiedziona.
Wyobrażam sobie. Łagodzące dzialanie na skórę ma siemię lniane.
Czytałem kiedyś w fachowym piśmie dla farmaceutów, że przy niektórych rodzajach dermatitis badania wykazały stosunkowo wysoką skuteczność aloesu (żel albo roztwór wodny, żadne tłustości).
W tymże artykule stało, że tak naprawdę jednego lekarstwa na takie historie nie ma, bo pacjenci bardzo różnie reagują. Trzeba stosować metodę prób i błędów.
Olejki eteryczne nie mogą być stosowane bezpośrednio na skórę.
Mogą w minimalnych ilościach liczonych na krople dodawane do kąpieli, balsamów do ciała, kremu itp.
WQy tu sobie gad-gadu, a ja musialem konklawe pilnowac – live na stronie BBC.
Najprzytomniej z procesji starszych panow (wielu nie wyglada na zdrowych fizycznie) wyglodal Schonebron z Wiednia. Najtlusciejszy i najbrzydszy obawiam sie nasz – Dziwisz – dlaczego on ma taka nieaktarcyjnie wykrzywiona twarz?
Tp kogo obstawiamy?
Oreganowy olejek kaza rozpuszczac w oliwie albo banwet dzieciecej oliwce.
Jeszcze jest nadzieja na tea-tree oil, zna ktos polska nazwe?
Mordko, a może Kocia Muzyka by Starej pomogła? Pamiętam, że kiedyś śpiewałeś taką ładną pieśń ze słowami „Smarujmy Starą olejkiem, smarujmy Starą olejkiem…”. Na dermatitis byłoby jak znalazł. 😈
http://www.youtube.com/watch?v=bOMNo4P4B8I
Z koncowka: …olej, olej, olej, olejKIEM!
To bardzo piekna piesn 😈
Ten olejek z drzewa herbacianego to według mnie za ostry zajzajer. Używałem go kiedyś do czegoś – dziury w podłodze można tym wypalać. A w ogóle zerknąłem jeszcze na poważne strony po niemiecku i tam się twierdzi, że obecnie wszelkie olejki są przy dermatitisach odradzane. Podrażnioną skórę należy nawilżać, ale nie natłuszczać.
Może ten żel aloesowy rzeczywiście byłby jakimś wyjściem?
Kupila sobie juz bardzo drogi nawilzacz firmy L’Occitane – creme ultra riche visage z sheabutter – kak miortwomu priparka. Uzywa od miesiaca mydla cynkowo-ichtiolowego (teraz juz dziegciowego nie robia) . Guzik.
Zaraz poszukam jej aloesa.
Z aloesem tez sprawa niejednoznaczna. Literatura mowi, ze pomaga przy gojeniu sie ran – i to Stara kiedys fantastycznie wyprobowala kawalkiem rozcietego aloesu. Rana (cieta nozem) oczuscila sie i wygoila bardzo szybko.
Ale inne jego zastosowania maja mieszane opinie.
Toż pisałem, Mordo, że nie wziąłem tego o aloesie z kolejki w maglu, tylko z fachowego pisma farmaceutycznego. 😎 Konkretnie właśnie o dermatitisach było, jeszcze z różnymi łacińskimi dookreśleniami, których oczywiście nie pamiętam. Liczb też już dokładnie nie pamiętam, ale wyleczenia gdzieś na poziomie 60-70 % były. Znaczy, nie jest to pewniak, ale prawdopodobieństwo wyleczenia w porównaniu do innych środków jest i tak duże. A na stuprocentową Wunderwaffe i tak nie ma co liczyć, bo jeszcze nie została wymyślona. 😉
Do łagodzącego efektu okładów z siemienia lnianego też mam duże zaufanie, choć nie wiem, czy one oprócz łagodzenia leczą jakoś trwalej.
Swoją drogą, kiedy wszystkie sposoby ratunku odpadły, czyli żadne łagodne środki nie skutkują, użycie kortyzonu już przestaje być frywolne, a staje się uzasadnione.
Tak wlasnie mysle. Stara tez nie jest jakims antysterydowym fanatykirm. Jak trza to trza.
Mam duże zaufanie do preparatów ziołowych, a najlepiej sobie chwalę olejki do inhalacji w saunie. Po takiej saunie np.sosnowej – jak młody bóg po remoncie 🙂
http://wyborcza.pl/1,75477,13549669,Klopot_Watykanu__Stolica_Apostolska_kupila_apartamentowiec_.html
😈 😳 😈 😳 😈 😳 😈 😳
Ja bardzo proszę nie korygować tego skrótu na początku:
Kot Mordechaj 12 marzec 13, 17:42 😆
A olejki tam będą 😉
Heleno, też zdecydowanie doradzam wizytę u dermatologa. I wydaję mi się, że zarówno L’Occitane jak i mydło cynkowo-ichtiolowe mogą być w tej chwili nienajlepszym wyborem – mnie się w takich sytuacjach sprawdzają kosmetyki apteczne dla nadwrażliwców. Ponieważ sytuacja jest stresująca, to nie zapominaj o czekoladzie!
Wcale nie wydaję, 👿 oszczędzam.
Faktycznie, o 17.42 Mordechaj nieźle nam nawrzucał. 😆 😈
Znowu drwiny z niepelnosprawnosci biednego starego Kota? Po ktorym mozna jechac jak po burej Suce?
No nieee, Suki się tu na pewno czepiać nie będziemy. 😆
I w ogóle, to nie są żadne drwiny, tylko życzliwe podśmie…, no, te…, śmichy-chichy. Oraz dowód, że uważnie czytamy – żadnej literce nie odpuścimy. 😎
No właśnie. Gdzie indziej Szanowny Kot miałby tak zaangażowaną korektę? 😈
A tak w ogóle, gdyby się komuś już w tym wpisie znudziło, to może przejść do nowego. 🙂
Heleno, mozesz takze sprobowac tego kremu. Polecilismy go paru znajomym. Wszyscy byli zadowoleni, a jeden nawet przekonal swojego (amerykanskiego) dermatologa, ktory przedtem przepisywal Lou rozne kremy, w tym sterydy, ktore okazaly sie niestety w jego przypadku malo skuteczne (uzywal ich od lat, i z czasem sie i na nie udpornil). Co nie przeszkadza miec pod reka i sterydow. 😉
Firma jest z UK, a produkt zawiera m.in. zwiazki siarki, od czasow starozytnych uwazane za przydatne przy chorobach skornych:
http://www.barefoot-botanicals.com/Eczema-Products/b/S-O-S-Rescue-Me-Face-Body-Cream.aspx
Co ja tu robię skoro jestem sam? Jednostka się nie liczy. Więc idę spać. Ale szczerze i po przyjacielsku radzę Rysiowi, żeby przestał z tą chińską reklamą herbaty i przeniósł się na cywilizowaną brazylijską kawę.