Produkt na nowe czasy

wt., 29 stycznia 2013, 19:00

Wywiad był całkiem ciekawy i pouczający, ale przedłużał się i Dziennikarz poczuł, że czas na zadanie koronnego pytania, zwykle kończącego sprawę – nad czym pan obecnie pracuje?
Wynalazca niedbałym gestem wskazał na dość jeszcze bezładne nagromadzenie śrubek, zębatych kółeczek tudzież mikroprocesorów i wyjaśnił bez owijania w bawełnę:
– Nad sumieniem. Ciężko mi trochę idzie, bo niby obrabia się to cholerstwo dosyć łatwo, ale potem tak to wszystko poskładać, żeby działało bez zakłóceń… Życie na to można stracić!
– Sumienie? – zdziwił się Dziennikarz. – Czy to przypadkiem nie zostało już wynalezione?
– A idź pan! – rozjuszył się nagle Wynalazca. – Mówisz pan o tych przestarzałych gruchotach greckich, rzymskich, czy judeochrześcijańskich? Do niczego się to już nie nadaje. Zmęczenie materiału, czy co. Zresztą, ja nic nie mówię. Każdy materiał ma prawo się zmęczyć, jak jest tak długo wycierany. Ale konstrukcja też nie na dzisiejsze czasy. Nowoczesne sumienie powinno spełniać określone parametry techniczne, ma też być estetyczne, elastyczne, niedrogie i łatwe w obsłudze, najlepiej na pilota. Za to wytrzymałe zbytnio być nie musi, bo to żaden interes dla producenta. Najlepiej, żeby się psuło tuż po terminie gwarancji, co zmusza klienta do sprawienia sobie nowego sumienia. I wszyscy są zadowoleni. Producent, bo zarobił, a klient, bo sumieńko ma jak ta lala – czyściutkie, modne i znowu gwarantowane, na kolejny rok czy dwa lata. Chyba sam pan czuje, że to zupełnie inna jakość, niż te stare modele.
Dziennikarz westchnął w głębi ducha. Jakoś nie wypadało zakończyć rozmowy akurat w tym momencie. Mogłoby wyjść na to, że nie chciało mu się dostatecznie wgłębić w temat. Bez entuzjazmu wydusił z siebie kolejne pytanie.
– A nie obawia się pan… no, na przykład etyków? Że będą mieć zastrzeżenia do pana koncepcji?
– E, tykać to w ogóle nie będzie – roześmiał się Wynalazca. – To będzie sumienie digitalne, nie analogowe. Żadnego tykania, żadnego nakręcania, żadnego noszenia do sumieniomistrza, że coś tam niedokładnie… Włącza pan do kontaktu albo wkłada baterie, bierze pilota do ręki i załatwione. Każdy sobie ustawia program, który mu odpowiada i na tym leci, dopóki mu się nie znudzi i nie zechce przestawić. Oczywiście zaplanowałem połączenie z Googlem, żeby w razie czego wszystko można sobie było sprawdzić i nie tracić czasu na wątpliwości. Niech mi pan wierzy, do takiego sumienia należy przyszłość.
Żołądek Dziennikarza coraz wyraźniej dawał znać, że pora obiadu już dawno minęła. Trzeba było zdobyć się na zadanie już-naprawdę-ostatniego pytania, żeby szybko można było iść coś przekąsić.
– I jest pan pewien, że to sumienie nowej generacji będzie całkowicie odporne na wyrzuty? – wtrącił trochę na odczepnego.
– Zaraz widać, że pan z techniką to raczej na bakier – z nieco ironicznym pobłażaniem powiedział Wynalazca. – Przecież panu już mówiłem, że wyrzuty będą, ale dopiero po okresie gwarancji. Klient wyrzuci, kupi nówkę i po sprawie. A jeśli się trafi strasznie oszczędny i wyrzucać mu będzie żal, to zawsze może spylić jakiemuś majsterkowiczowi na Allegro. Majsterkowicze to jeszcze jakoś sobie radzą z tymi starociami. Ale niech pan sobie nie myśli, co się przy tym naklną, to tylko oni wiedzą.