Cienie
Ptak przebiegł nerwowym truchtem po zaśnieżonym tarasie, rozejrzał się, podfrunął w stronę karmnika, ale w trakcie lotu zmienił zdanie i usiadł nieco wyżej, na pergoli. Nie czuł się bezpiecznie. Żaden z jego zmysłów nie stwierdzał obecności kota, ale coś kociego czaiło się w samym dniu, w jego chrzęszczącej cicho jasności. Podłużne kamienie obrastały futrem, szczapom drewna niewidzialna ręka dorysowywała wąsy, wiecznie zielone pędy bambusa drżały jak koniuszek ogona. Ślady na śniegu, zwykle czytelne i zrozumiałe, znienacka stawały się receptą wypisaną przez pijanego lekarza.
Chyba już łatwiej byłoby znieść, gdyby kot tu był, niewątpliwy, z rozmiarem, wagą i kolorem przymrużonych ślepi. Wtedy byłaby to tylko kwestia procedur. Precyzyjnie obliczyć odległość, ocenić wiek, stan fizyczny i stopień najedzenia, z którego wynikał współczynnik determinacji, przypomnieć sobie szkolne zadania o drapieżnikach skradających się z miejsca A do miejsca B… Dobrze znana, uspokajająca rutyna, żadnej niedookreśloności i Nie Wiadomo Czego. Żadnego idiotycznego, urągającego ptasiej logice poczucia, że brak kota w połączeniu z natrętnymi myślami o kocie jest znacznie gorszy niż sam kot.
Sam nie wiedział, co poderwało go nagle do panicznego lotu. Skok, który nie był skokiem, pazury, które nie były pazurami, nieporuszony ruch, niedokonany mord? Strzeż się, strzeż się, strzeż się, krzyczało coś milcząco i nie można było tego nie posłuchać, nie śmignąć, nie wznieść się pionowo ku niebu, nie opaść wreszcie z dudniącym sercem na sam czubek czereśni, gdzie gałązki były zbyt cienkie, żeby utrzymać ciężar kociej nieobecności. Gdzie można sobie było pozwolić nawet na bezczelny, triumfalny śpiew.
Cień kota odsunął się od okna i wydał z siebie cień rozczarowanego miauknięcia. W skrytości ducha liczył na to, że niedoszła zdobycz tym razem nie odleci tak szybko. Polowania na ptaki z krwi i kości nigdy wprawdzie nie były udane, ale o ileż bardziej podniecające od polowań na cienie ptaków.

Ten list naukowcow ws Pawlowicz – swietny!!!
Bardzo sie ucieszylam.
Tez wolalabym glosowac na konkretnych kandydatow, a nie na partie. Czas z tym skonczyc.
To regionalizm, Klakierze. W słowniku poprawnej polszczyzny byłoby fEfnaście, gdyby autorzy nie zapomnieli umieścić. No cóż, przecież to też tylko ludzie… 🙄
Zaraz, spokojnie. A bo to mało różnych chodzi po świecie? Kto powiedział, że chcę tego używać 😯 Możliwe zresztą, że te ruskie wyjątkowo atrakcyjne, bo takie np. pierogi ruskie mają wszystkie inne pod sobą i nie zawaham się ich użyć 😎
Uroczyście oświadczam, że każdy, kto by próbował winić Łabądka za całe Podkarpacie, zostanie usmażony na wolnym (bo ja za wolnością!) ogniu w mojej Kozie, a jego nick zostanie przerobiony na Kotlet. Howgh! 😈
Nie, Haneczko, mają duży teren, wczoraj w nocy widziałam, jak zaczeły harcować.
One siedzą na tym placyku, bo tam głównie mają kije do jedzenia.
Alicjo, u mnie bylo podobnie.
Ja bym postulowała, aby każdy młody człowiek z Polski miał obowiązek wyjazdu za granicę na przynajmniej trzy lata. Takie otwarcie na świat zaowocowałoby za lat 20 zmianami kuturowymi w Polsce. Ale lepiej póżno niż wcale.
Ake my w Lublinie mowimy tez czesto Lublyn. Musialam sie tego w swoim czasie oduczac. Ale jakby mi Henryk Bista nie zwrocil uwagi, to bym tak mowila do dzis,
Obecnie Kuma z Gdyni prowadzi akcje abym nie mowila „piniadze”. Slabo jej to idzie. 🙄
Ad vesper 29 styczeń 13, 14:53
Może w tym podsuwaniu kryje się jakaś Prezydencja – znaczy się OBibok,
Bobik , 15:06 – mielony? 😉
Frakcja lubelska zaczyna wyrastać na główną siłę regionalną blogu. 😯
A frakcja szczecińska nawet nie próbuje się bronić przy pomocy faktów demograficznych. 😈
O, Heleno, tak także na Szmulkach warszawskich mówiono 🙂 .
Lydka, Lydzia 😉
Jaki OBibok, jaki OBibok. 👿 Już wyjaśniałem, że się staram, tylko nie nadążam. 👿
W rzeczywistości Bibok jest, rzecz jasna, od fonetycznego skojarzenia z bebopem. 🙂
W imieniu swoim i Podkarpacia serdecznie dziękuję za poparcie i „odpór moralny” (a może podpór???).
@klakier: rozumiesz, że to był żart z tą „osobą po zmianie ale bez szkoły”? Jeżeli nie złapałeś to moja wina. Żarty powinny być zrozumiałe. Szczególnie jak adwokat opowiada. To nasza umiejętność zawodowa, bardzo ceniona na egzaminach na aplikację i po aplikacji (szczególnie w nieformalnej dogrywce w knajpie) 🙂
@Dora: „Palikociarnia” to neologizm – rzeczownik zbiorowy utworzony nie od nazwiska Palikota oczywiście (to byłoby chamstwo), a od oficjalnej nazwy stronnictwa, do którego ci wszyscy ludzie się dobrowolnie zapisali. Więc nie widzę problemu. Od nazwy „Narodowa Demokracja” była „endecja” per analogiam. Palikociarze są różni, endecy różni, platformersi różni.
P.S. Do Rozenka nie dam się namówić. Pamiętam jakie szkody narobił tygodnik „Nie” w czasie transformacji, kiedy to namiętnie plugawił w oczach czytelników wartości, działanie społeczne, politykę itp. Pokutą za to nie powinno być miejsce w Sejmie. A poza tym… – patrz moja ogólna ocena genezy i teraźniejszości Ruchu Palikota jako zjawiska.
Po wydaniu pol bochenka czerstwego chleba na dach garazu, po skonsumowaniu tegoz chleba przez golebi, odbywa sie tam teraz zbiorowy seks.
Musi wiosna blisko!
„Homofobia i transfobia to współczesna wersja przedwojennego polskiego antysemityzmu. Dziś żaden szanujący się uniwersytet nie dopuściłby, by jego profesor wypowiadał jawnie antysemickie, oszczercze tyrady. Mamy nadzieję, że już niedługo tak będzie z homofobią i transfobią”
wishful thinking…
Zmoro, z mielonym miałbym więcej roboty. Zwykły, świński Kotlet, bez żadnego wyrafinowania. 😉
No ty popatrz! Ja w czasie transformacji uwielbialam czytac tygodnik Nie! Jedyne wowczas pismo opozycyne.
Nie, nie bylam czerwona, nigdy.
Nie zgodze sie, ze tygodnik narobil szkody. Mysle, ze dawal znakomity dystans do roznych zjawisk, ktore juz wowczas ujawniac sie poczely (np. postepujaca klerykalizacja zycia publicznego ), a przed ktorymi akurat Urban, jeden z najdowcipniejszych ludzi w Polsce, przestrzegal. On wtedy widzial troche dalej, stary satyr, niz wiekszosc z nas.
@Zeen:
Tak, jasne, antysemityzm. Tylko co wtedy zrobić z homofobicznymi Rabinami? 🙂
Mimo starannych poszukiwań nie znalazłem żadnego cudzego majątku do przepuszczenia. 🙁 Obawiam się, że w takiej sytuacji będę musiał choć na krótko zająć się rodziną. 🙄
Najpierw siekany, potem mielony 👿 Dla takiego Kotleta nie miałabym litości 👿
Jasiu, państwo już wiedzą, żeś adwokat. 🙄
I, motyla noga, przestań politykować, do motylej nogi! 😈
Jasiu,
tych rabinów natentychmiast przeflancować na katolicyzm.
I wtedy się wszystko będzie zgadzało.
Zeen, tam było o „szanujących się uniwersytetach”. To nie jest whisful thinking, tylko kwestia definicji. 🙂
Ad Jasio – każdy Ci tu wyjaśni, że nie jestem specjalnie rozgarnięty i często wielu rzeczy nie rozumiem. A i pisuję tak, że tylko dzięki miłosiernemu wsparciu Bobika, który angażuje swój czas i zdolności językowe w tłumaczenie klakieryzmów na blogowy, funkcjonuję tu, a Bobik pozwala mi się tu edukować.
A tak już zupełnie z innej beczki – tematy dziś pędzą dziś przez blog niczym jakieś Hikari, że nie wiadomo, nad czym się pochylić.
Zeen, oni, ci naukowcy maja o tyle racje, ze prznajmniej w niektorych sferach spolecznych homofobia i inne fobie stana sie bardziej obciachowe niz w chwili obecnej.
Jeszcze pare lat temu polski naukowiec przyjezdzajay na stypendium do Anglii nie widzial nic zdrozngo w tym aby publicznie wyglaszac antysemickie tyrady lub dowcipy i gdy mu zwracano uwage, przepraszal: nie wiedzialem ze jest pan Zydem. A jak mu zwracano uwage, ze nie bedac Zydem tez mozna miec jakies obiekcje, to machal reka i zachecal: o, juz nie badzmy tacy politycznie poprawni! ( w domysle: we wlasnym gronie)
Teraz nie sadze zeby sie ktos tak zachowal, a jesli juz to tylko bardzo nieliczni.
Siódemeczko, gdzie ten teren? Widzę tylko długi, wąski pas ograniczony betonowymi ścianami.
Żubry trzy.
Widzę, że Wódz postanowił ostatnio zacząć robić użytek z dzidy. 😉 To może byś, Wodzu, przy okazji dźgnął mnie w zadek i zmusił do rzeczywistego, nie tylko deklaratywnego zajęcia się rodziną, a i paroma innymi sprawami też? 😆
@Heleno,
Gromkie NIE, w sprawie „NIE”. To była jednostronna jazda nie tylko przeciw Kościołowi, ale przeciw Balcerowiczowi, Mazowieckiemu, prywatyzacji, Kuroniowi. Wszystkim, którzy nie byli postkomuną.
Mogę zapytać czym się wtedy zajmowałaś zawodowo? Ja brałem w taki czy inny sposób udział w pomaganiu ludziom, probującym budować sensowne życie gospodarcze w Polsce. Urban i jego koledzy z „wiadomego resortu” robili wszystko by zaszkodzić, podburzając pracowników, publikując oszczercze artykuły o porządnych ludziach, wybiórczo wykorzystując teczki. Obrzydlistwo.
No i określenie „NIE” jako jedynego wówczas pisma opozycyjnego nie wytrzymuje krytyki od strony faktów. Po pierwsze było wiele innych pism opozycyjnych z różnych stron. Po drugie w latach 1993-1997 było zdecydowanie prorządowe. Urban szalał po wygranych przez czerwonych wyborach w 1993 w ich lokalu wyborczym z wielką butelką szampana. Sorry, not my cup of sovyetskoye igristoye.
Ad Wielki Wódz 29 styczeń 13, 15:21
Wielki Wodzu – używaj proszę pełnej tytulatury
Mecenas Meloman !!
@Wielki Wódz,
Dobra, przestaję. 🙂 Trzeba się do roboty wziąć.
A ja chodzę do tej filharmonii i opery z górą 40 lat i tylko żem się na miłośnika wykształcił.
Homofobicznymi rabinami sa niemal wylacznie ortodoksi. Ale nie ma jednego judaizmu, jest ich bardzo wiele odcieni, i w niektorych odlamach judaizmu juz od lat wolno nie tylko zyc w zwiazku jednoplciowym, ale takze zawierac malzenstwa religijne . Od z grubsza wiosny 2001 r, kiedy takie postanowienie podjeto w judaizmie zreformowanym. Nie wiem natomiast czy wszyscy rabini zreformowanego judaizmu gotowi sa udzielac slubow.
Jasiu, pracuj nad formą. Ta jest wk… znaczy denerwująca, bardziej poprawnie. Co nie zmienia faktu, że jest wk… 😈
Rozumiesz, treść przez to nie dociera.
Upraszam Wszystkich o nienadmierne folgowanie złośliwości, bo Regulaminem poszczuję. 😎
Tu mozna obejrzec kluczowy moment takiego slubu:
http://www.youtube.com/watch?v=KoH3F6zrX1Q
Bobik, do roboty! 👿
To było dzidą.
Dzida działa, nawet tam, gdzie działa nie działały. 😈
Dzida górom! 😎
A ja zmykam. 🙂
@Wielki Wódz:
OK, goń się.
No widzisz? Prosta forma, przekaz dociera, nie ma miejsca na interpretację. 😎
To zapewne te lata doświadczenia, jak to u adwokatów.
Haneczko, one biegają po pagórkach, wzdłuż potoku też.
Po lewej stronie mają legowisko w budynku i tan też jest sporo miejsca.
Wczoraj jeden bardzo brykał, wchodził na drzewa, zwisał, biegał, pluskał w wodzie, wpadał do 'mieszkania’, wypadał, kułsował z jeden zielonej górki na drugą.
Kamera podążała za nim i zobaczyłam, że to jest spore miejsce.
Ta blacha, czy co to jest, ma na celu bezpieczeństwo misiów, bo one całkiem dobrze wspinają się po drzewach, a upadek z dużej wysokości pomimo gęstego futra mógłby być bolesny.
Jedno drzewo rośnie blisko muru, za którym widać ulicę, miś wspinał się ochoczo i gdyby nie blacha dalej by wznosił kuper.
Jasiu, w czasie gdy powstal tygodnik Nie, pracowalam w Radiu BBC, jako dziennikarz i tworca oraz realizator prograw nadawanych do Polski.
A tuz przed upadkiem komuny, od chwili wprowadzenia stanu wojenego , wbrew mojemu kontraktowi, zakazujacemu wszelkiej dzialalnosci politycznej, spedzilam niejedna noc tlumazac na angielski doniesienia z Polski do specjalnego biuletynu „nasluchowego”, z ktorego korzystano na calym swiecie – w redakcjajch i amabasadach. Nazywal sie Uncensored Poland.
A przedem (orzed przyjazdem do Anglii) tez sie zajmowalam a zajmowalam! Ale nie wypada mi sie tym przechwalac. Opowiadalm tu o tym dosc.
Jesli Twoje pytanie sprowadza sie do delikatrnego dowiedzenia sie czy sluzylam rezimowi, to nie, nie sluzylam 🙂
„Nie” też się zmieniało w czasie.
Nie ma monolitów.
Na tych łamach pisano o wielu przekrętach – prawdziwych przekrętach – o których „mainstreamowe” media milczały. A oni mieli wszystko znakomicie udokumentowane, będąc świadomymi możliwości procesów i tego, że na nich cięci będą wszystkie opcje polityczne.
Gdy przez moment zajęłam się dziennikarstwem śledczym (w kwestii Towarzystwa im. Fryderyka Chopina), to pewien artykuł z „Nie” był jednym z najlepiej udokumentowanych źródeł, na jakie trafiłam. Przebrnęłam przez akta sądowe sprawy, więc wiem, o czym mówię.
Miało być oczywiście „na nich cięte będą…” 😈
Tu jest ten biuletyn:
http://books.google.co.uk/books/about/Uncensored_Poland_news_bulletin.html?id=BAppAAAAMAAJ&redir_esc=y
Ad Zmora
Pośród fechtunków i świstu dzidy WW gdzieś zawieruszył się Twój mądry wpis o potrzebie i wskazaniu tej potrzeby, aby młodzi ludzie wyjeżdżali na jakiś czas za granicę.
Bo wszak z jednej strony to jest w tej chwili żaden problem – wsiąść do pociągu (samolotu).
Z Twych wcześniejszych opisów – Kościół też błogosławi podróżom za jeden uśmiech.
Tak czy siak, nie jest dobrze być bezcenną pandą 😕
Przyszły płowe 🙂
@Helena,
Dzięki za informację. No to zapewne mamy wielu wspólnych znajomych.
Co do tego, czy Cię delikatnie pytałem o „komuchowatość”. Odpowiadam szczerze, przyjaźnie i gromko – NIE!
Ja się o komuchowatość pytam tylko osoby publiczne żeby wiedzieć na kogo nie głosować. W życiu codziennym muszę to wiedzieć jak każdy zajmujący się w Warszawie prawem gospodarczym z przyczyn praktycznych. Wówczas dowiaduje się : „Kto”, „kiedy”, „czyj ojciec”, „czy to nie córka Xa”, „czy to zbieżność nazwisk”, „jakie lata” , „Jaka firma” itp. Ot, życie III Rzeczypospolitej Nieposklejanej.
Jasiu – a co to jest komuchowatość?
Jasio chyba poszedł na obiad. To może ja zasugeruję definicję. To jest choroba zakaźna, którą można się razić przez kontakt (nawet telefoniczny, ale regularny) z nosicielem. Dlatego, jak napisał Jasio, żeby stwierdzić, czy ktoś cierpi na komuchowatość, należy mu zadać pytania “Kto”, “kiedy”, “czyj ojciec”, “czy to nie córka Xa”, “czy to zbieżność nazwisk”, “jakie lata” , “Jaka firma” itp
Vesper – na prawdę?
A nie pomyliłaś z IPN?
Pewnie tak, Jasiu, mamy wspolnych znajomych. 🙂 Natura mojej pracy polegala na szukaniu, nawiazywaniu i holubieniu kontaktow, co nigdy nie przychodzilo mi z trudem. Pewnie bylabym niezlym agentem, gdby nie wrodzone niepohamowane gadulstwo, ktore mnie z miejsca dyskwalifikuje do zawodu agenta. Ale jest przydatne w radiu.. 🙂
Juz ponad 900 komentarzy, dwoje nowych gosci, co milo zauwazyc (a nawet troje, jak sie wliczy w to Pracownice, zniechecajaca zagranicznych Polakow, zwlaszcza bezpaszportowych, do wyrazania wlasnej opinii w listach do polskich demokratycznych instytucji), coraz to nowe tematy co chwila… 😉 Mam nadzieje, Bobiku (vel „Biboku”, jesli tak wolisz), 😉 ze nie skonczysz jak to malzenstwo japonskie, tak zajete dzieckiem wirtualnym, ze zaniedbali zupelnie swoje wlasne, najzupelniej niewirtualne niemowle… 😉
Zastanowilam sie, nad tym, co napisaly Alicja i Zmora o podrozach – otwierajacych ludziom horyzonty, i pomyslalam sobie, zeby chyba posel Pawlowicz pewnie gdzies tam bywala (nie wyobrazam sbie, zeby doszla do stanowiska profesorsko nadzwyczajnego bez zadnego stypendium zagranicznego, a sa przeciez jeszcze wakacje), a jakos nic sie jej nie otworzylo. Pewnie dlatego, ze jednak do tej otwartosci trzeba miec wczesniej pewna wewnetrzna gotowosc i predyspozycje, a podroze wewnetrzne wymagaja czesciej wiekszego wysilku niz podroze realne (na co zreszta sliczny przyklad podrzucil tu pare dni temu zeen; ten Cejrowski jakos dziwnie do licznych poslow i poslanek pasuje). 😉
Dlatego Emerson napisal w „Self-Reliance”: „the wise man stays at home,” i wcale mu nie chodzilo o to, zeby przestac podrozowac, tylko zeby – jesli sie w podroz wybierac – wiedziec, ze sie od siebie samego nie ucieknie. I lepiej brac siebie w podroz, gdy juz sie dokonalo choc troche wewnetrznych podrozy. 😉
Na razie znikam nie zaniedbywac realu… 😉
Nie Klakierze, IPN to taki Sanepid 🙄
Sanepid, powiadasz.
Znajoma kiedyś pracowała – wciąż jej wręczali łapówki, gdy była na kontrolach.
Zazwyczaj podroze jednak czlowieka „otwieraja”, nawet niekoniecznie zagraniczne. Trzeba byc wyjatkowo opornym i w sobie zakochanym jak Cejrowski, aby latrami chodzac po swiecie jednak oczu, uszu i serca nie otworzyc.
Czy Pani Profesor KP sie kiedykolwiek otworzy? Moze jak juz bedzie bardzo stara, bardzo chora i bedzie kolo niej chodzic jakis gej albo transeksualista, to poczuje jakies uklucie wstydu. . Nie zycze jej niedoleznosci, bron Boze, ale PB jest czasami przewrotny, jak malo Kto.
W małym miasteczku emerytowana bibliotekarka boi się Lustracji.
Na kilka lat przed emeryturą zapisała się do partii.
Jest koMuszką.
Nie śpi, nocami przychodzą do niej Lustrzatorzy…
Ale ja, Moniko, myślę nie o podróżach, tylko o pobytach takich przynajmniej 3-letnich w innych państwach na zasadach ogólnych obowiązujących obywateli tych krajów. Najlepiej pracując, bo wtedy dopiero wnika się w środowisko i trzeba się umieć do niego dostosować i przejąć obyczaje, nawet takie, ktore wydają się nam być obce. Dopiero wtedy zrobi się klik w postrzeganiu świata.
Pobyty półroczne a nawet roczne, są zdecydowanie zbyt krótkie i nie kształcą wystarczająco. I dają złudne poczucie znajomości kultury i obyczajów kraju goszczącego.
Klakierze, moja matka latami pracowala w sanepidzie i robila czeste kontrole (mleka na targu , co pamietam z dziecinstwa), ale nikt jej zadnych lapowek nie wreczal.
Zaczynala prace o 4-ej rano, gdy zaprzezone w konie wozy z okilicznych wsi zwozily towar. Do siodmej sprawdzala mleko, dawala nalepke z data na bidony, a od siodmej choddzila przez godzine po bazarze i wylapywala tych bez nalepki. Jesli znajdywala jakis bidon nie sprawdzony mikrobiologicznie, to wsypywala do niego niebieska spozywcza farbke.
Raz gdy w przedszkolu byla kwarantanna, bylam z nia na duzurze i dobrze to pamietam.
Heleno – wtedy to ja też byłem w przedszkolu – pisałem o późniejszych latach.
http://natemat.pl/40239,ksenofobia-nietolerancja-antysemityzm-dlaczego-polski-kosciol-o-nich-milczy
Wredna próba wywołania Bogusława 😉 .
Zmora dobrze stanowi – to teraz jest przecież dostępne. Zamiast siedzieć w Polsce i pracować na śmieciówkach – można spróbować to samo gdzieś w Europie.
Alienor! W boj!
Ciekawe co zeen ma do powiedzenia o tej ksenofobii
Heleno, a nie uwzględniasz takiej możliwości, że Twoja mama miała uczciwość wypisaną na twarzy?
Klakierze, ja myślę naprawdę, że to byłoby słuszne z wielu przyczyn. A nawet służyłoby ogółowi.
Jeżeli część wykształconej i energicznej młodzieży wyjedzie na studia i pozostanie jakiś czas pracując w tamtejszych warunkach, oprócz tego o czym wspominałam uprzednio, to po pierwsze nauczą się pracy w grupie, bo tego polska edukacja nie przewidziała i jesteśmy narodem indywidualistów i tę umiejętność przywiozą do kraju, a po drugie, jak nie będzie absolwentów w nadmiarze, to polscy pracodawcy będą dobrze musieli pogłówkować, jak tych dobrych zatrzymać w firmie. I jak ich szanować.
Mysle, ze ci wiesniacy co zwozili swoje wyhodowane w malutkich przydomowych okrodkach (bo reszta byla kolchozem) towary, zarabiali takie grosze, ze o zadnych lapowkach im sie nie snilo. Baba w lecie przowzila kosz ogorkow, pare jajek, owocow z wlasnego drzewa no i mleko od „prywatnej” krowy czy kozy.. To byly lata piecdziesiate i wszyscy byli bardzo biedni po wojnie.
Stad pamietam, ze farbki byly spozywcze, jak na jaja wielkanocne, wiec niesprzedane zabarwione mleko mozna bylo uzyc we wlasnym godpodarstwie lub dac sasiadowi, choc na sprzedza juz sie nie nadawalo.
Pamietam rozwlajaca sie bude, moja mame w bialym fartuchu laboratoryjnym nad mikrskopem, maly piecyk na nafte, polmrok i tlum zakutanych bab i chlopow przed ta buda. I zapach koni i rozjechane bloto wokol.
Piękne wspomnienie Heleno – niczym zdjęcia Pana Marka Z.
No pewnie, Zmoro, ze przebywanie dluzej moze lepiej oczy, i nie tylko, otworzyc (np. mozna wtedy zauwazyc, ze w moim zakatku Stanow sa malzenstwa – nie zwiazki, tylko malzenstwa – jednoplciowe juz od prawie dekady, z prawem do adopcji, i niebo sie nie zawalilo; jeden z nauczycieli muzyki moich dziewczynek nosi obraczke, i wspomina o swoim mezu calkiem czesto i naturalnie, a co ciekawsze, jest takze dobrze przyjmowany wszedzie, wlacznie z lokalnym kosciolem episkopalnym, w ktorym jest kierownikiem programow muzycznych i organista). Ale nawet dluzsze pobyty pewnie jednak otwieraja tych sklonnych sie otworzyc. W koncu Ziobro, i paru innych polskich politykow, mieszka od lat gdzie indziej, a pogladow raczej chyba nie zmienili. Drugim przykladem jest polonijne srodowisko chicagowskie, dosyc konserwatywne, delikatnie mowiac. 😉
Zmoro, ja się z Tobą absolutnie zgadzam.
Jakoś do tej pory tak nie myślałem. I Twoja myśl jest godna rozpowszechniania – jako obowiązkowy element edukacji.
Niczym doświadczenia cara Piotra I – to na kanunie słuchania Musorgskiego. 😉
mam pytanie, zupelnie powazne pytanie do WW i Jasia, zastanawiam sie nad tym slynnym §18, jest tam cos o ochronie, i
malzenstwie, itd, czy mozecie mi – prosze – wytlmaczyc, czy slowo
ochrona mozna „rozciagnac” do: wylacznosc, monopol? czy znaczy to tylko „specjalne” wzgledy?
(WW – to nie polityka tylko moja niewiedza 🙄 )
Ad Monika 29 styczeń 13, 17:08
Ale Zmorze nie chodzi o wyjazd zarobkowy w środowisko znane.
Moim zdaniem Zmorze chodzi – jedź w nieznane – dasz sobie radę, to dobrze – nie… a to właśnie wymyśliłem – rodzice mają odłożone na bilet powrotny.
Hehehe – no wiem, ta nadopiekuńczość.
A skad moze Ziobro sie uczyc jak on jezykow nie zna! Wiec sie trzyma pewnie tych pozostalych pisowskich poliglotow! Pamietam, ze Kaczor z przekasem mowil, ze wysyla Ziobre do Brukseli aby sie jezyka nauczyl!
pogoda, wstretna, a u Was frakcjo?
Bobiku, Nisia, chyba plynie jachtem po mozach, Mar-Jo zasilila frakcje tutejsza, Szczecinska lezy i ………. do wiosny 🙂 🙂 🙂
No i dlaczego, Klakier, Zmorze chodziloby o wyjazd w neieznane na pare lat?
Monika dobrze prawi – trzeba być otwartym, a nie pod tytułem „no dobra, niech mi udowodnią, że u nich lepiej”. Ale ja wyruszyłam w podróż troche na wariackich papierach (była okazja, się wyjechało bez gwarancji, co będzie), a poza tym juz znałam siebie trochę.
Otwartość to ciekawość świata, niekoniecznie zagranicznego, jak mówi Helena, ale świata za swoim opłotkiem.
I otwartość na ludzi, ciekawość, jak im się żyje i co oni myślą.
To taki banał, ale powtórzę.
Zmoro,
te dłuższe podróże jak najbardziej, ja jestem w podróży już 31 lat, chociaż zagnieździłam się w jednym miejscu 30 lat temu.
Stąd mam pogląd i ogląd na cały świat i w miarę możliwości włóczykijuję, ile się da 🙂
Pracowałam całe swoje emigranckie życie w przeróżnych zawodach i to jest coś nieprzeliczalnego.
Rysiu, u frakcji warszawskiej padał dziś bardzo ładny śnieg. 🙂
No, bo oni, Moniko, mimo że w Brukseli, to kiszą się we własnym sosie. A do tego, swoje plebejskie obyczaje przenoszą na tamtejszy grunt, bo przecież sam ten awans ich nobilitował.
Było coś przecież z publicznym klepaniem tłumaczki po sempiternie i jakaś awantura o złą jakość usług prostytutki i głośna odmowa zapłaty przez nieustasfakcjonowanego pana. 🙂
Myślę Heleno, że pomysł Zmory jest bardzo interesujący i wart promowania.
Nie chodzi o klasyczną emigrację, której etos nadal trwa, czy wisi mentalnie nad głowami w Polsce. A o kilkuletni samodzielny pobyt.
Tak myślę wciąż o tym pod wpływem tego, co pisała Alienor.
Ago, snieg? myslalem ze afrykanskie cieplo dojdzie do Moskwy 8)
za duzo dla mnie 🙂 🙂 setki zdan tysiace slow 😀
moze wiec na zwolnienie wiersz?
Anne Sexton – Poeta ignorancji
Być może ziemia płynie,
nie wiem.
Być może gwiazdy to małe papierowe strzępki
wycięte przez jakieś gigantyczne nożyczki,
nie wiem.
Być może księżyc jest zamarzniętą łzą,
nie wiem.
Być może Bóg jest tylko głębokim głosem
słyszanym przez głuchych,
nie wiem.
Być może jestem nikim.
To prawda, mam ciało
i nie potrafię od niego uciec.
Chciałabym ulecieć z mojej głowy,
lecz to wykluczone.
Na tabliczce przeznaczenia napisano,
że będę wklejona tutaj, w ten ludzki kształt.
Traktując to jako szczególny przypadek,
chciałabym zwrócić uwagę na mój problem.
Wewnątrz mnie jest zwierzę,
co mocno wczepia się w moje serce,
ogromny krab.
Bostońscy lekarze
rozłożyli ręce.
Próbowali skalpeli,
igieł, trujących gazów i tak dalej.
Krab trwa nadal.
To wielki ciężar.
Staram się o nim zapomnieć, zająć się swymi sprawami,
gotować brokuły, otwierać i zamykać książki,
myć zęby i sznurować buty.
Próbowałam modlitwy,
lecz gdy się modlę, krab trzyma mocniej
i ból rośnie.
Miałam kiedyś sen,
być może był to sen,
że ten krab to moja nieznajomość Boga.
Lecz kimże jestem, by wierzyć w sny?
Ja też, Alicjo, podobnie bardzo. Wyjeżdżałam do Algerii, ale że czekałam zbyt długo, to moje wizy tranzytowe, a dokładnie francuska utraciła ważność i nie udało mi się jej w żaden sposób przedłużyć w ambasadzie francuskiej w Niemczech, mimo oficjalnych pism od rządu algierskiego.
I tak już zostałam w Niemczech, a w zasadzie wybierałam się pózniej do Kanady do ojca na stale i to było imperatywem do oświadczyn mojego męża, któremu jakoś nie uśmiechal się wyjazd do Kanady, a sam zostać w Niemczech nie chciał, to mnie wziął i przekonał fortelem 🙂 .
Rysiu, ja bym może i odpowiedział, ale w czym ten paragraf jest? I o czym?
Bobik przy pasztetowce moge wiec szalec 🙂 😀
Szał – Anne Sexton
Nie jestem leniwa.
Jestem na amfetaminie duszy.
Każdego dnia wypisuję Boga,
w którego wierzy moja maszyna do pisania.
Bardzo szybko. Bardzo intensywnie,
jak wilk przy żyjącym sercu.
Nie leniwie.
Mówią, że gdy leniwy człowiek
spogląda ku niebu,
aniołowie zamykają okna.
O aniołowie,
trzymajcie okna otwarte,
tak, bym mogła sięgnąć do środka
i skraść każdy przedmiot,
przedmioty, które mówią mi, że morze nie umiera,
przedmioty, które mówią mi, że proch ma wolę życia,
że ten Chrystus, co chodził dla mnie,
chodził po prawdziwej ziemi,
i że ten szał,
jak pszczoły co przez cały poranek kłują serce,
zatrzyma anioły
przy oknach otwartych
szeroko jak angielska wanna.
tłum. Maria Korusiewicz
O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!O!
„że ten krab to moja nieznajomość Boga.”
Bogusław ks. powinien tu wrócić – nawet pod postacią zeena.
„lecz gdy się modlę, krab trzyma mocniej
i ból rośnie”
A to się narobiło – na Blog Bobika wzywają egzorcystę.
WW, to chyba ten §18, o ktorym mowil Gowin, chyba ze pokrecilem
cos 😳
Rysiu, w Monachium pada deszcz caly dzien, +6. Jutro ma byc + 14.
Czesc Frakcji wroci do Szczecina i bedzie wspierac. Zostaly jeszcze 4 tygodnie.
Sporo turystycznych planow na soboto/niedziele. Klasztor priorytet! 🙂
szaleje dalej 🙂
„Słowa” – Anne Sexton
O słowa należy dbać,
nawet o te cudowne.
Dla cudownych robimy najwięcej,
czasami roją się jak owady
i nie żądlą, lecz całują.
Potrafią być niegorsze od palców.
Potrafią być pewne jak skała,
na której nie wahasz się usiąść.
Potrafią być stokrotkami, ale i siniakami,
Mimo to jestem zakochana w słowach.
Są gołębiami spadającymi z sufitu.
Są sześcioma nieskalanymi pomarańczami na moich kolanach.
Są i drzewami, i kończynami lata,
a także słońcem, jego ognistym obliczem.
A jednak często mnie zawodzą.
Tyle rzeczy chcę powiedzieć,
tyle historii, obrazów, przysłów, etc.
Lecz słowa nie dość się do tego nadają,
całują mnie nie te co trzeba.
Czasami wzbijam się jak orzeł
ale na skrzydłach strzyżyka.
Jednakże staram się uważać
i być dla nich miła.
Ze słowami i jajkami należy ostrożnie.
Gdy się je uszkodzi, nikt ich
nie naprawi.
tłum. Monika J. Sujczyńska
Mar-Jo 29 styczeń 13, 17:35 – „Klasztor priorytet! ”
Zaraz, zaraz. Zaraz się obudzę. Z tego snu. Że czytam Blog Bobika.
Mar-Jo, to jak u mnie, mokro, jutro do 12°
A jak napisałem ponad tydzień temu w sobotę, że szpaki przyleciały, to Bobik napisał, abym siem tymi szpakami napchał.
Po szpakach w tydzień później przychodzi wiosna!
A, jak Gowin, to chodzi pewnie o artykuł 18 konstytucji? 🙂
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
No znajdują się, a bo co? To już nic innego nie może się znajdować, jak to się znajduje? Czy w Opus Dei wpisali książki o logice na indeks? Nie chce mi się tego rozwijać, nie warto, nie dam się sprowadzić do poziomu Gowina i nikomu tego nie życzę. 🙄
Już ja rozumiem, do jakiego klasztoru wybiera się Mar-Jo… 😉
Pyfko, pyfko i jeszcze raz pyfko!
Z tego, co pamiętam, to i zeen niegdyś do tegoż klasztoru pielgrzymował z podobnych powodów 😉 Tym bardziej, że butelkowe jeszcze nie było na rynku wówczas dostępne.
Ach, wypiłoby się tego Doppelbock Dunkel…
W Warszawie zrobiła się szklanka. Miałam iść na koncert, ale zrezygnowałam (posłucham transmisji). Tym bardziej, że nie udało mi się skończyć tekstu, a muszę go zrobić do jutra, bo skoro świt przecież do tego Londka!
A to, Doro, trafisz akurat na wystawę portretów Maneta w Royal Academy. Zazdraszczam.
A wiecie, że te pandy są związane z Putinem? To jest prawdopodobnie pandzia jaczejka i się wysługuje. Jakoś tak.
Hm, Maneta? No, zobaczymy.
Otwiera się też Schwitters w Tate Britain.
Ale czy będzie czas – nie wiem. Jakoś chcę się też spotkać ze Starą Mordki 😉
A tymczasem Sąd Najwyższy wypowiedział się nt. onegoż 18. artykułu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13317072,Sad_Najwyzszy__Konstytucja_preferuje_heteroseksualne.html#BoxSlotII3img
Co nasi prawnicy na to?
Zapewne SN ma i nie ma racji 😛
WW, my tu ze zrozumiałych względów lubimy jaczejki. 😛
Ja bardzo przepraszam, Pani Kierowniczko, czytałem cały ten kwit, jeśli tak wyglądają wszystkie analizy SN dla rządu, nie wiem, nie śledzę, to jeszcze raz bardzo przepraszam, nie chcę mówić źle o tak Wysokim Organie. W każdym razie zaliczenia na tej podstawie autor by nie dostał, kiedyś, bo teraz to wystarczy pokazać dowód wpłaty. 😛
Ja nie czytałem tych projektów, więc profesjonalnie nie mogę wypowiedzieć się w kwestii zgodności konkretnych tekstów z Art. 18 Konstytucji. Jak każdy problem konstytucyjny i ten pewnie nie jest łatwy.
Natomiast, tak jak już pisałem, można było to wszystko spokojnie puścić do Komisji i dyskutować na roboczo. Z ekspertami z zewnątrz, konstytucjonalistami, bez presji czasu etc. Stała się szkoda dla demokracji, że odrzucono projekty w pierwszym czytaniu. To jest dla mnie pewne. Nawet gdyby związki partnerskie odrzucono (co obecnie jest dla mnie politycznym pewnikiem, zważywszy jednoznacznie negatywną postawę całego klubu PSL – o czym chyba nikt tu nie napisał), to dorobek komisyjny, z ekspertyzami itp. byłby wartościowy.
Nawiasem mówiąc większość PO z Tuskiem na czele głosowała tylko za swoim projektem zdaje się? Czy się mylę? Nie sprawdzałem tego.
Chyba tak właśnie było. Tusk w każdym razie głosował tylko za projektem PO.
Witaj Jasiu, zabraszam do klubu Na Dwoje Babka Wróżyła 🙂
Nie tylko prawnicy tak mają z maniem i niemaniem 😉
W psychologii, zwanej tu niekiedy pieszczotliwie łżenauką, ta sama cecha charakteru może być równocześnie bardzo dobra i bardzo zła 👿
W zależności od kontekstu 🙄
I nie ma, że albo rybka albo akwarium 😎
Z tymi wyjazdami to nic nowego.Od dawna obyczaj cechowy wymagał,aby rzemieślnik po zdaniu egzaminu czeladniczego 3 lata w zagranicznych warsztatach praktykował i dopiero po okazaniu w cechu pochlebnych opinii z tych praktyk mógł przystąpić do egzaminu mistrzowskiego.I komu to przeszkadzało??
@Jagoda: Witam i witaj.
Ja z tym hamletyzowaniem to mam tak dopóki nie podpiszę umowy, dostanę pełnomocnictwa i otrzymam zaliczkę. Wtedy posiadam i forsuję prawdę jedyną i objawioną. Prawdę mojego klienta (komucha, księdza albo Wielkiego Wodza) :-).
No chyba, że klient chce aby wykuć kompromis, wtedy włączamy program z „na dwoje babka…”
Ale dobrze, kończę już chwałę profesji, która dla większości jest w mniejszym poważaniu niż nawet poseł albo masowy morderca.
Pawłowicz nie przeprosi:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13317312,Pawlowicz_dla_Gazeta_pl__Mam_prawo_przedstawiac_swoje.html#MT
dziekuje za linke Pani Kierowniczko, mam luki w wyksztalceniu i
ten jezyk prawa i interpretacja „na dwoje babka…” (©Jagoda 🙂 )
sprawia mi duze trudnosci 😐
Oj ta Krysia. Narobi sobie krzywdy. No ale trudno. Sama się prosi. Natomiast jestem przeciwny wyrzucaniu z pracy itp. To nie są metody. Uniwersytet to nie przedszkole. Studenci sami ocenią, z kim mają do czynienia, a wolność słowa to wartość nadrzędna. Ze szkoły bym ją wyrzucił. Z uczelni nie.
Z tekstu zalinkowanego przez PK, o rzeczonym paragrafie: Zapis ten nie wyklucza więc istnienia innych związków Uff, odetchnęłam z ulgą. 🙄 🙄 🙄
Co się dzieje? Raptem 4 dni i już fyfąc przekroczony. 😯 😯
Jest nowy wpis. Przenosimy się. 🙂
O, Rysiu, to jak Ty dzisiaj podrzucasz wiersze, to ja dzisiaj – do tematu – podrzuce muzyke: Boston Gay Men’s Chorus. Jest tam nawet film o tym, jak promuja tolerancje w kosciolach, szkolach, i innych miejscach. A jego wieloletnim kierownikiem artystycznym byl nauczyciel fortepianu moich dziewczynek (teraz prowadzi inny znany i szanowany chor, dla dzieci). From Boston, with love… 😉
http://www.bgmc.org/
To chyba inaczej rozumiemy wolność słowa. Dla mnie wartością nadrzędną jest godność. I ta w wielu konstutucjach definiowana jest jako nienaruszalna. W polskiej też.