Postęp
– Życie mi się ostatnio jakieś takie monotonne zrobiło – stwierdził Bobik z niesmakiem, złażąc z solidnie wysiedzianego fotela. – Potrzeba mi zmiany, fantazji, powiewu przygody. Może bym rozbójnikiem został? Łupić, rabować, wymykać się z zasadzek, robić w konia przedstawicieli prawa… Nie da się ukryć, że to brzmi bardzo emocjonująco.
– Rozbójnictwo chyba wcale nie jest takim łatwym kawałkiem chleba – zauważyła sceptycznie Labradorka. – Nie wiem, czy podobałoby ci się na przykład ukrywanie się w jaskini albo w ziemiance. Zimno, wilgotno, twardo i robactwo łazi. Co to za warunki dla psa? Nie słyszałam jeszcze o żadnej jaskini z kanapą i dobrze zaopatrzoną lodówką. Albo to całe strzelanie. Ty przecież nie lubisz huku. No i uciekanie po lasach przed szeryfem i spółką to też nie takie znowu mecyje. Na początku może zabawne, ale szybko może wyleźć bokiem i zadyszką.
– Masz bardzo przestarzałe pojęcie o rozbójnictwie – warknął z przekąsem Bobik. – Współczesny rozbójnik nie pelęta się po żadnych lasach i nie śpi w jaskini. On siedzi w skórzanym chesterfieldzie, na najwyższym piętrze, krawat poprawia, pyłki z garnituru strząsa, sekretarki po szynkę parmeńską posyła, a od czasu do czasu stuknie w klawiaturę i łupi przy tym na całego. Uciekać przed stróżami prawa też nie musi osobiście. Od tego ma adwokatów. Ogólnie żyje mu się wygodnie i bez skrupułów, ale nie nudno, bo kombinowanie, jak by tu zrabować jeszcze więcej, dostarcza mnóstwo adrenaliny. Mówię ci, to jest świetna fucha.
– Ale co ty byś właściwie z tego miał? – zgłosiła kolejną wątpliwość Labradorka. – Prawdziwy rozbójnik, taki jak Robin Hood czy Janosik, to, co odebrał bogatym i tak musiał oddać biednym. Trudno w ten sposób zapewnić sobie dostatnią emeryturę.
– A nie mówiłem, że nie nadążasz za światem? – zirytował się Bobik. – Współczesny rozbójnik łupi wszystkich, jak leci, choć biednych najchętniej, bo nie podskoczą. I nikomu niczego nie oddaje. Jego doradcy podatkowi zawsze jakoś tak wykręcą, żeby nie musiał. Uświadom sobie wreszcie, że rozbójnictwo w jego obecnym kształcie jest zawodem z teraźniejszością i przyszłością.
– A co z legendą? – jęknęła przygnębiona Labradorka. – Co z rozbójniczym etosem?
– Postępu nie powstrzymasz! – pouczył ją z wyższością w głosie szczeniak. – Jak się chcesz upierać przy legendzie i etosie, to sama sobie zostań smokiem wawelskim i żyj o siarce i wodzie. A rozbójnicy będą na to patrzeć i pękać ze śmiechu.

Czy ta czerwona cykoria to radicchio,
http://www.bing.com/images/search?q=radicchio&qpvt=radicchio&FORM=IGRE
bardzo lubimy do salat. Tez jest wersja na cieplo z risotto.
A tu jeszcze taka wersja, malego werblisty, calkiem powalajaca. Obaj panowie spiewaja zupelnie niezle.
http://www.youtube.com/watch?v=cuuaMaE3A70
E, radicchio to i u nas jest. Ja myślałem o takiej normalnej, podłużnej cykorii, tylko czerwonej.
To ja ciągnę ten festiwal…
http://www.youtube.com/watch?v=tIhrEjNN–8
Ta czerwona wyglada jak podluzne radicchio.
A, bo po włosku to one wszystkie są radicchio, tylko z różnymi przydomkami. 😉 To, co linkowałem, to radicchio di Verona. A jest jeszcze np. bardzo hecne radicchio rosso di Treviso:
http://borghirappresentanze.com/wp-content/uploads/2012/12/Radicchio-Rosso-di-Treviso1.jpeg
albo przecudne, udające różę radicchio variegato di Castelfranco:
http://lnx.ortofruttabaldan.it/wp-content/uploads/2012/08/nuova_1.jpg
A to się Vesper trafiło. 🙁 Mam nadzieję, że ten hydraulik nie będzie ciągnął gumy, tylko migiem przybiegnie.
A herbatę z rumem tak czy owak wypić warto, to może się okazać zabiegiem ratującym życie. Tylko co zrobią niepijący Zosia i Kot? 🙁
Na tubie to jak zwykle mogę sobie co najwyżej tytuły poczytać. 👿
Ale jak utwora znam, to przynajmniej w duszy sobie zagram. 😈
Uff, piec uruchomiony. Szybko.
Radicchio to radicchio, przecież nie jestem przedszkolakiem kulinarnym. Ona jest jak endive, tylko czerwonawa (podejrzewam, że to jakaś krzyżówka radicchio z cykorią). Vesper na pewno zna delikatesy przy Żwirki i Wigury, a tam bogactwo w stoisku jarzynowym, jak również serowarskim, gdzie dużo promocji. Mają tam świetny ser w podobie do gorgonzoli, o wdzięcznej nazwie Lucifero, oraz pyszną roladę kozią, oba na promocji za pół ceny. Świeże figi „własnie zeszły”, ale mają dowieźć. Nabywszy tam również ośmiorniczki w puszce z Portugalii i dip włoski z dzikim czosnkiem. To już dodam z rozpędu, że i szparagi z Peru – zielone i białe – są w ciągłej sprzedaży. Olałam, bo pewnie łykowate.
Oklaski dla fachowca! Tylko nic nie mowcie Helenie, bo nad nia wisi jakias hydrauliczna klatwa.
Znam, Kumo, choć na codzień zaopatruję się bliżej domu. Sklepy spożywcze w centrum są niczego sobie. Czy są w naszym ośmiorniczki, to nie wiem, ale stoisko warzywne jest świetnie zaopatrzone.
O, tu jest jeszcze lepsza fotka takiej czerwonej cykorii, o jakiej myślałem (i Kuma chyba też):
http://www.kochbaeren.de/Rezept-Bilder/Chicoree-rot_280.jpg
A z ładnych, mało znanych sałat istnieje jeszcze coś pod tytułem cicorino albo grumolo. Ale już zielone, nie czerwone. 😉
http://www.zollinger-samen.ch/assets/977/3840_Grumolo_1_normal.jpg
Moje wspolczuce dla osob i kotow dotknietych klatwa hydrauliki jest bezbrzezne.
Najgorszy dopust w domu to beznadziejnie zimne kaloryfery bez nadziei, ze stana sie cieple same z siebie. .
Kroliku, nie denerwuj sie brakiem mordek. A Kevin chyba przezyl zniewage:
http://www.zoominfo.com/#!search/profile/person?personId=1286730271&targetid=profile
Uffffff! Jaka to ulga, że Vesper z rodziną nie spędzi nocy w temperaturze -12. No i że nie trzeba będzie rozpijać Zosi oraz Kota. 😉
Raczej tak:
http://www.zoominfo.com/#!search/profile/person?personId=1286730271&targetid=profile
Nie wychodzi, to nie wychodzi.
Och tak, rozpijanie Zosi i Kota byłoby nieetyczne, choć w tych okolicznościch równie nieetyczne byłoby nierozpijanie 😉
Zaczęła się wigilia Wigilii. 😉 Ciepłych Świąt, Koszyczku. 🙂 Niech mróz zostanie za oknem.
Jak Aga tak ciepło zrobiła, to wykorzystam sytuację i pójdę na legowisko, dając kozie wychodne. 🙂
Dobranoc. 🙂
Smutna dla Prawdziwych Polaków wiadomość, bowiem niepokojący trend.
Andsolu, człowiek wierzący nie jest synonimem Prawdziwego Polaka.
Posługujesz się krzywdzacym stereotypem.
mt7 – pokpiwam ze stereotypu. A najbardziej z pseudo-dziennikarki, która jak cenzura za peerela, nawet jak przepuszcza informację to nie podaruje sobie właściwie naświetlającego komentarza.
Bry!…..yyyk!!
Co Wy z tymi figami w głowie na wigilię, chociaż mam pewne przeświadczenie, że nie na głowie się je nosi.
Tak to i błysłem humorem jako i ta gwiazdka.
Dzień dobry 🙂
Widzę, że Tadeuszowi trzeba objaśnić świat, w którym żyje. 😆 Otóż jest tak, że Wigilia to poważna sprawa, więc poważni ludzie co roku zasuwają jak mrówki, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik, którego nie oddadzą aż do błyśnięcia pierwszej gwiazdki. A figlarze jako te koniki polne przygotowują figę, więc w kulinarnym sensie obchodzą figilię, czym się zresztą mało przejmują, bo zwykle znajdzie się jakaś mrówka, która ich wyżywi.
Teraz już wsio jasno? 😈
Ten tekst zlinkowany w nocy przez andsola jest dobrym przykładem na to, jak „język nami myśli”. Dziennikarka, która ma tylko podać obiektywną i nienacechowaną ideologicznie informację, po prostu nie wyobraża sobie, żeby dla kogoś trend odwracania się od Kościoła nie był niepokojący, więc bez zastanowienia używa tego słowa w tytule. Pewnie by się bardzo zdziwiła, gdyby jej powiedzieć, że ujawnia w ten sposób jakiekolwiek swoje poglądy czy nastawienia, bo ona przecież „pisała o faktach”.
Wigilia jako Donna Figata w interpretacji Tadeusza.
Bobiku, czy Ty na pewno jesteś przekonany, że trzeba zasuwać jak te mrówki? Oprócz jednego przypadku, gdy ma się małe dzieci. Człek jest w należności przekazać im ten czar tych dni, dany mu na przechowanie w jego dzieciństwie.
Czlek na ogol znaczy w wypadku swiatecznych przygptowan kobiete. Z jakiegos powodu czlek innej plci niz zenska jest zwolniony z przekazywania czaru. 😈
http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,13096474,Dawni_sasiedzi_Heleny_Majdaniec__Nie_potrzebujemy.html#MT
Nie dość, że u sąsiadów Niemca i Żyda upamiętnili, to im chcą jeszcze jakąś pijaczkę wlepić. No skandal!
Czasem po prostu nie mogę z moimi rodakami. 🙄
Ja nie zasuwam jak mrówka, Klakierze, bo ani nie mam małych dzieci, ani nie jestem człekiem, jakiejkolwiek płci. 😎 No a przede wszystkim bardzo zdecydowanie zaliczam się do figlarzy. 😆
A ja pamietam doskonale ten „skandal” z Helena Majdaniec w Paryzu, w latach szescdziesiatych.
Najpierw jej wystep w Olimpii – mysmy wtedy nie za dobrze wiedzieli co to jest ta Olimpia i ze kazdy moze w niej wystapic jesli zabukuje sale koncertowa i oplaci. Wtedy wydawalo sie, ze Niebiesko-Czarni (czy jak ich tam) zostali do Paryza zaproszeni niemal przez Prezydenta Republiki – cos jak w Polsce, ze zaprasza panstwowy Pagart i sprawa jest na najwyzszym poziomie miedzynarodowej dyplomacji. No wiec przez prase przebiegla cala fala artykulow pt nasza Majdaniec podbija serce Paryza i to gdzie – w samej Olimpii, gdzie wystepuja najwieksze gwiazdy swiatowe i temu podobne glodne kawalki.
Az tu nagle!!!!!!!!!!
Kompletnie nie wiadomo bylo co sie stalo, tylko, ze Helena Majdaniec, jest odwolywana z Paryza, bo zawiodla pokladane w niej przez Polske Ludowa zaufanie. Wypuszczono ja zagranice, a ona nie potrafila sie zachowac. Slowo honoru, ze nie wiadomo bylo co sie stalo i ja teraz dopiero, po ponad z gora czterdziestu latatch dowiaduje sie, ze…sfotografowano ja w reczniku. Osobiscie bylam wtedy przekonana, ze Helena Majdaniec poszla do paryskiej Kultury i tam pwiedziala, ze jej sie ustroj nie podoba! Bo taka tajemnica owiane byly doniesienia o skandalu.
Teraz czytajac, ze poszlo o nieskromny recznik, jestem gotowa dac sobie glowe odciac, ze wsciekl sie Towarzysz Wieslaw, ktory byl skromnym chlopcem i z pewnoscia nie pochwalal recznikow na polskich, socjalistycznych gwiazdach estrady, zwlaszcza recznikow zagranicznych, bo co innego jakby to byla jakas kapitalstyczna gwiazda, a nie taka ktorej socjalistyczna ojczyzna stworzyla warunki do artystycznego rozwoju i kariery w samej Olimpii.
Oh, boy.
Majdaniec byla nawet przed dekoltem Kaliny.
Bylam chyba w dziewiatej klasie, kiedy pojawily sie dwie wielkie gwiazdy estrady mojego pokolenia: Karen Stanek (Jedziemy autostopem.. gdze drogi biala nic, tam chce sie, bracie, zyc czy naprzod jedziesz czy z powrotem!) i nieco od niej starsza Helena Majdaniec.
Ten paryski skandal byl koncem kariery HM. Karen Stanek, slazaczka z okropna dykcja, jeszcze sie utrzymala jakis czas na rynku rozrywkowym i nagrala pare przebjow (tata, kup mi dzinsy-spodnie, zeby bylo mi wygodnie….) . Gdy bylysmy z Kuma w Ameryce, wystepowala w jakichs polonijnych knajpach w New Jersey, a jakas jej kolezanka z lokalnej rozglosni polonijnej nieustannie nas z Kuma napastowala aby zrobic z nia, Karen Stanek wywiad. Kuma uznala, ze to ponizej naszej godnosci. Dzisiaj mysle, ze byl to blad, ale rozumiem o co nam chodzilo wowczas: oczekiwania naszych czytelnikow ( a przede wszystkim naszego sprzedajnego wlasciciela gazety) byly takie, ze o polskich artystach mozna pisac wylacznie na kolanach. Jak Kuma leciutko zakpila z jakichs polonijnych wunderkindow, dajac tytul wywiadu z ich ojcem „Monumentalne malarstwo dzieci”, to juz byly klopoty, bo ktos wyczul przymruzenie oka. Wiec pewnie nie chcialysmy zaczynac z Karen Stanek aby nikt nam niczego zarzucic nie mogl, gdybysmy byly ironiczne czy cos..
Też wcześniej czytałem o tej Majdaniec i duże wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź którejś z lokatorek: my tu nie prowadzimy działalności charytatywnej, żeby teraz za darmo się na coś godzić!.
Wynika z tego, że ja tu, na blogu, prowadzę działalność charytatywną, bo na wszystko się godzę za darmo. 😈
Od dziś proszę mi mówić Bobitas. 😎
On reflection: a moze ona jednak poszla do paryskie Kultury i tam cos powiedziala?
Bo jednak wierzyc sie nie chce, ze poszlo o zdjecie na ktorym jest opatulona recznikiem? 😯 Chyba ta Polska gomulkowska nie byla az tak beznadziejnie zakutym rezymem? 😯
Zawsze Cię podejrzewałem Kocie Mordechaju (mimo rewolucyjnych wypowiedzi), że jesteś konserwatywnym tradycjonalistą. 😀
Mnie w tej anegdocie, prawde mowiac tylko jedno poraza: ze mozna sie bylo tak odezwac do strazaka. Stojaca wyzej na spolecznej drabinie gwiazda przez moment nie zawahala sie w ten sposob odezwac do strazaka. I ze mozna o tym spkojnie opowiadac publicznie.
Opowiadalam chyba tu wczesnie, ze gdy Jozef Szajna usilowal usadzic w Nowym Jorku strazaka w teatrze, dostal od tegoz strazaka po nosie i musial sie podporzadkowac. Bo za bezpieczebstwo teatru i ludzi w nim odpowiada strazak, a nie gwiazda czy rezyser.
Nie przypominam sobie, Klakierze, abym chociaz raz powiedzial tu cokolwiek nawet w oddalony sposob „rewolucyjnego”. Bylem zawsze i zawsze deklarowalem, ze jestem liberalnym konserwatysta. Wiec nie musisz niczego „podejrzewac”, mozesz miec 100-procentowa pewnosc.
Heleno, nie żyłam w tamtych czasach, ale znam z opowieśći awanturę o dekolt Kaliny Jędrusik w Kabarecie Starszych Panów. O ręcznik też się mogli oburzyć. Szczególnie francuski. 🙄
To prawda, że Mordka jest niepoprawnym konserwatystą, ale prawda też, że w sensie obyczajowym jest szalenie liberalny. Jak byłem u niego, zawsze sam mi ręcznik wręczał, z niedwuznaczną zachętą, żeby go użyć. 😈
Perwersja. 😯
A dlaczego nie miało pójść o zdjęcie? Całkiem wystarczało takie zdjęcie, samo w sobie uderzało w podstawy. Gdyby Helena Majdaniec w tym Paryżu się normalnie schlała i zrobiła duży chlew, z rzyganiem i tłuczeniem zastawy, to by jej żaden towarzysz złego słowa nie powiedział. A nie jakieś burżuazyjne te, co towarzyszka żona nigdy nie robi, ani inne towarzyszki, i w ogóle one nie mają takich rzeczy, znaczy nie rozchodzi się o ręcznik, tylko te, no…
Czyli jak mówię, tylko się schlać. 😎
Pewnie masz racje, WW. Towarzyszki zony towarzyszy na pewno nie mialy tych tam…. cyckow.
A to byl najwiekszy hit Karen Stanek, tym zadebiutowala, Malowana lala:
http://www.youtube.com/watch?v=D7_3hcjZffI
Czytając o Kalinie Jędrusik przypomniała mi się opowieść Holoubka – „Przytoczę taki obrazek obyczajowy, który moim zdaniem dobrze ilustruje to, co się teraz dzieje w polskiej polityce. W jednym z teatrów na próbie Kalina Jędrusik zapaliła papierosa. Na scenie nie wolno palić papierosów. Zbliżył się strażak i powiedział: „Proszę zgasić papierosa, bo tu nie wolno palić”. A Kalina jak Kalina – z wdziękiem odparła: „Odpierdol się, strażaku”. I on strasznie się zamyślił, poszedł za kulisy i tam trwał jakiś czas. Potem nabrał powietrza, wrócił na scenę, ale tam już nie było Kaliny, tylko Basia Rylska. On jednak tego nie zauważył, bo oczy zaszły mu bielmem z wściekłości, i krzyknął do Rylskiej: „Ja też potrafię przeklinać, ty kurwo stara!” Kompletnie zdumiona Basia pobiegła do Edwarda Dziewońskiego, który był reżyserem spektaklu, i powiedziała mu, że strażak zwariował, bo ją zwyzywał bez żadnego powodu. Dziewoński strasznie się zezłościł, poszedł do strażaka i powiedział: „A pan jest chuj!” Przy czym strażak na posterunku też już był inny. Więc tak wygląda życie polityczne w naszym kraju. ”
za http://pl.wikiquote.org/wiki/Gustaw_Holoubek
Ok, to jeszcze raz opowiem anegdote o Szajnie.
Mialam w jego zespole teatru Studio dobra przyjaciolke, Irenke Jun, ktora zaprosila mnie na probe do Brooklyn Academy o Music przedstawienia z jakim przyjechali do USA – Dante.
W tym przedstawieniu ze sceny na widownie , czasami ponad glowami audytorium zbudowane sa duze pomosty.
Otoz w czasie tej pierwszej proby przed spektaklem, zjawil sie nagle glowny strazak odpowiedzialny za przestrzeganie bardzo surowych w Nowym Jorku teatralnych przepisow przciwpozarowych, pochodzacych jeszcze z czasow gdy rampy skladaly sie z licznych lamp gazowych i teatry czesto stawaly w plomieniach (stad „aktorka ze spalonego teatru”) . Chodzi w tych przepisach o to by odlegosc kazdego widza do najblizszych drzwi przeciwpozarowych wynosila nie wiecej niz iles tam metrow (zdawalam z prawa egazaminy na teatrologii, ale juz nie pamietam 😳 ).
Starzak oznajmil, ze niestety taka zabudowa sceny jest niedopuszczalna, bo blokuje wyjscia. Szajna nie znal angielskiego, wiec uprzejmie przetlumaczylam, bo bylam najblizej. Szajna odrzekl (przez mnie) aby strazak sie odpinkwolil i nie psul mu wizji artustycznej. Starzak, ogromny Murzn, az zaniemowil w pierwszej chwili z oburzenia, ale powtorzyl zapewnienie, ze ta scenografia lamie prawo.
Po dluzszej emocjonalnej ze strony Szajny wymianie, ktora tlumaczylam, do rezysera Dantego zaczelo docierac, ze awanturowaniem sie nic nie wskora. Sprobowal zatem innego podejscia, lekko placzliwego: Niech mu pani powie – powiedzial do mnie – ze ja jestem bylym wiezniem Auschwitz!
Skrecajac sie z zazenowania, przetlumaczylam.
Na starzaku zrobilo to minimalne wrazenie. – Powiedz temu panu, powiedzal do mnie – ze ja jestem bylym wiezniem z Passaic, New Jersey, i ja mu powtarzam, ze ten numer nie przejdzie.
No i tak sie stalo. Scene i widownie musieli przebudowac, spektakl zaadaptowac do przepisow przeciwpozarowych.
Może wyjdę na czepliwca, ale Stanek na pierwsze wołano Karin, a biała nić była szosy. 😉
Aaaa, masz racje, Bobek.
Bobek? 😯 Może jeszcze kozi? 👿
– Panie doktorze, wszyscy mnie lekceważą!
– Następny proszę.
😥
Ależ Heleno, ta anegdota jest jakże polska. Oczami wyobraźni widzę Jędrusik wypowiadającą te słowa i dalszy ciąg wydarzeń i w ogóle nie mogę z siebie wykrzesać ani krzty oburzenia. Może słownictwo może razić, ale jak się do niego dołoży sposób mówienia tych aktorów, czy też zapamiętane z ich gry twarze, sytuacje, to nic, a tylko się rechotać.
Mnie nie razi slownictwo, Klakierze, tylko sposob mowienia Gwiazdy do kogos absolutnie „niewaznego” w jej swiecie. Masz racje, taka byla i jest spora czesc polskiego spoleczenstwa, ktora potem na swych pomnikach wypisuje: ..ktory skrzywdziles czlowieka prostego…
Nawet może nie to, że prosty czy krzywy, tylko ta polska specyfika, że głęboko mam wszystko i jakoś to będzie, a ten mi tu pitoli o przepisach, jak jakiś Niemiec. Ja jestem artysta. Albo lotnik, wszystko jedno. 🙄
W tej anegdocie chodziło o polityków i ich sposób komunikowania się.
Sama akcja w anegdocie jest mało prawdopodobna.
Hej! 🙂
E tam, dlaczego mało? No chyba, że wszystkie wspomnienia tych pracelebrytów są mało prawdopodobne. Tam jest w kółko o tym, kto z kim się napił, gdzie się napił i jak rozrabiał. Najmniej prawdopodobne z tego są ich wątroby, zresztą kto ich wie, poniedziałki mieli wolne przecież. 🙂
Heleno, zgadzam się. Czasem spotykam się z tym w pracy. Jesteśmy na samym dole hierarchii, więc co i rusz jakaś asystentka kogoś ważniejszego próbuje się na nas wyżyć albo zwalić na nas odpowiedzialność za swoje błędy. Ale to by było pół biedy, z takimi sobie radzimy. Największym szokiem dla mnie niezmiennie jest, kiedy takie akcje odwala jakiś wykładowca. Człowiek wyedukowany, nieustannie stykający się z ludźmi, całe życie spędzający na zdobywaniu wiedzy o świecie i przekazywaniu jej innym. A potrafi wywalić z siebie tony jadu z byle powodu lub zupełnie bez tego powodu, bo ktoś jest niżej i można mu dokopać.
Jakie jest zdziwienie i oburzenie jak mu zaczynamy odpyskowywać. Jak to, jakiś studenciak na śmieciówce, odzywa się bez szacunku do niego/niej, doktora/profesora?! 🙄
Moje osobiste wspomnienia z krakowskich sfer artystycznych jak najbardziej potwierdzałyby tezę o ponadnormatywnej wydolności celebryckich wątrób. 😎
Odzywki artystów też mi się wydają wysoce prawdopodobne. Niektórzy z nich tak mieli, że uważali sypanie wyrazami za przywilej cyganerii, a lejąca się wszem i wobec gorzała jeszcze to wzmacniała. Niemniej jednak, gwoli sprawiedliwości, muszę dodać, że moim zdaniem te bezceremonialne wejścia raczej były elementem wizerunku, niż objawem lekceważenia dla człowieka prostego. Ministrowi pewnie by Jędrusik tak samo powiedziała.
Olewanie przepisów to jeszcze inna para kaloszy. To nie było jakąś specyfiką bohemy. Olewali prawie wszyscy, jak Polska długa i szeroka. 🙄
😆 Nawet jak to nieprawda z tym więzieniem, to dobrze wymyślone. 😆
A jeśli prawda, to czy Mrożek z zębami za wolność był wcześniej?
Mnie nie chodzi o odzywkę Jędrusik, bo to jest prawdopodobne, ale całą resztę.
Ona jemu powiedziała, on jej odpowiedział, ale to już nie była ona, więc poskarżyła się dyrektorowi, który powiedział jemu, ale to już nie był on, jak w kiepskiej komedii kina niemego.
O Szajnie przecudne. Moja dusza widziała to jak żywe. 😆 😆 😆
I zgadzam się z diagnozą Bobika, że to element wizerunku, a nie pogarda dla człowieka prostego.
Siódemeczko, skądinąd wiadomo, że życie nieraz przerasta kabaret, a nawet kino nieme. 🙂
Teraz też strażacy górą, jak nie zatwierdzą, to nie ma odbioru i niech się wszyscy skręcą.
I tak w zasadzie powinno być, o ile się nie chce skończyć w objęciach pancernej brzózki albo czegoś w podobie. 🙄
OK, wyskocze kupic sobie kabelek do aparatu fot. oraz porzadna karte pamieci. I moze jeszcze cos w tym wspanialym polskim sklepie podlapie, choc podejrzewam, ze dzis tam panuje sodomia z gonorrea.
Dzień dobry 🙂
My na pełnym luzie, świętujemy aż miło 😀 Duża w tym zasługa pana męża, bo pracowity robot odwala za mnie masę roboty 😉
Dom ucichł, Młode poszły na Pokłosie. Doczytuję 🙂
He, he. Porządna karta pamięci od pewnego wieku już każdemu by się przydała. Tylko żeby handel nadążał za potrzebami… 🙄
Bobiku, moje potrzeby w tym zakresie są wielkie i ciągle ogromnieją… 🙄
Już kiedyś wspominałem o ukraińskim akordeoniście grywającym na ulicach w Warszawie.
Jutro Wigilia i nieodłącznie przypomina mi się, jak grał kolędy późnym wigilijnym wieczorem na opustoszałym Nowym Świecie kilka lat temu.
Może z warszawiaków ktoś go widział i słyszał.
Znalazłem w sieci krótki filmik, ale z lata.
http://www.youtube.com/watch?v=JaIw-f0NxKc
I kilka zdań kim jest:
Liubomyr Bogoslavets naukę gry na akordeonie rozpoczął jako 9-letni chłopiec, ucząc się kolejno w szkole muzycznej I-go, a następnie II-go stopnia. Ukończył Akademię Muzyczną we Lwowie (1992) z dwiema specjalizacjami: koncertmistrza i dyrygenta. Jeszcze jako student brał udział w licznych krajowych i międzynarodowych konkursach. W 1991 roku wziął po raz pierwszy udział w konkursie krajowym i od razu zajął III miejsce. W 2000 roku przystąpił do dwóch konkursów międzynarodowych we Włoszech – w Montezy zajął I miejsce w kategorii muzyki klasycznej i I miejsce w kategorii muzyki rozrywkowej, natomiast w Poggio Rusco zdobył I nagrodę w kategorii muzyki rozrywkowej. Przez 5 lat był solistą Filharmonii w Czerniowcach na Ukrainie, koncertował w Europie i na kontynencie amerykańskim. Obecnie jest nauczycielem akademickim na Uniwersytecie w Czerniowcach, w klasie akordeonu, a równolegle kontynuuje występy w kraju i za granicą.
No, dobra. Z taka karta pamieci to nie jest nam straszny zaden Herr A!
Klakierze, z Czerniowcow pochodzi tez moj pierwszy poznany w Londynie Przyjaciel , poeta Igor Pomierancew. Niestety musielam sie z nim rozstac, kiedy zauwazylam, ze jego urocza i bardzo utalentowana zona, Lina jest zazdrosna, a potem Igor wraz zona powrocil do Niemiec, gdzie byl ich pierwszy postoj w podrozy z Ukrainy.
Robilismy swego czasu wiele programow dla Rosyjskiego Serwisu BBC, w tym takze przelozylismy wspolnie na rosyjski Policje Morozka, ktora byla u ich wystawiana, bardzo dobrze wystawiana jako teatr radia. .
O, jakie smieszne! Znowu to okropne sasiedztwo:
http://wyborcza.pl/1,126565,13096303,Sasiedzi_nie_chca_Ruchu_Palikota___antypolskie_postulaty_.html
Jak to, Heleno, zupełnie przypadkowo można potrącić struny wspomnień. Ciekawe to, co piszesz.
Z Czerniowców to pochodzi przede wszystkim Paul Celan, którego bardzo pieczołowicie tłumaczy od lat Ryszard Krynicki. Rezultaty olśniewające.
Nadal nie zamierzam się wprząc w wigilię tyrającą i myślę sobie z żalem o tych bidnych Polkach, urobionych po łokcie. W GW był duży wywiad z lekarzem z Pogotowia o pijakach, którzy bez względu na panujący ustrój rozpoczynają przed wigilią i kończą grubo po Nowym Roku. Podobno wyrzygany śledź nawet odporny personel medyczny zwala z nóg z powodu odoru. P.B. strzegł i nie puścił mnie na studia medyczne, tylko wielkim palcem wskazał mi filologiję, szkoda że polską.
Odwalam robotę.
A to dla Was:
http://www.youtube.com/watch?v=cgA6mp6kbIc
Miescina Czerniowce wrecz tryska talentami!
Moje gotowanie zacznie sie jutro z rana.
E. pozadroscila salatki z czerwonych jarzyn Kumy i kaze mi robic taka sama, juz kupila nawet skladniki!
To czym Ty ja tam, Kumo, zaprawiasz?
Urocze, Nisiu!
Pogodnych Swiat w przyjaznym gronie zycze Wszystkim, ze szczegolnym uwzglednieniem Naczelnego Psa i Jego Bliskich.
Biesiadujcie, rozmawiajcie, spiewajcie i spacerujcie (najlepiej po Barcelonie, bo tam odpowiednia pogoda- PK to zawsze ma nosa do wyjazdow).
My za chwile zasiadamy do posilku, a potem spacer, kino (A Late Quartet), a jeszcze potem telefony i emaile. Poodzywali sie (dzieki latwej dzisiaj komunikacji) znajomi z roznych okresow i zakretow zyciowych z bardzo interesujacymi nowinami, wiec bedziemy sobie wzajem uzupelniac luki.
Na spacerze pojdziemy zlozyc zyczenia naszym trzem najblizszym Sasiadom (przez plot oraz tym bezposrednio na przecieko nas), ze swiateczna karta i butelka winka dla kazdego. Bierzemy Dobre Piesy wiec nie bedziemy nigdzie wstepowac. Unikniemy dzieki temu jednego ze swiatecznych specjalow, do ktorych nie zdolalismy sie tutaj przekonac jest slodki bozonarodzeniowy trunek mleczno alkoholowy eggnog.
Cheers!
Moja przyjacioła to już ze mną tylko na blogu wymienia uwagi. Dobrze, że E. coś uwarzy.
Na wszelki wypadek podaję cały przepis, autorka Marlena de Blasi, podobno ma blog, ale nie zaglądałam. Książka nazywa się „Smaki północnej Italii, Włoskie opowieści i wspaniałe przepisy”, co jest zweryfikowanym przeze mnie faktem. Przepis jest na 4 osoby, więc trzeba odpowiednio zredukować:
1 duża czerwona cykoria – poszarpana;
1 duża cerwona cebula, pokrojona na b. cienkie plasterki;
4 mandarynki w cząstkach, pozbawione albedo;
1/2 szklanki serka mascarpone;
1/4 łyżeczki mielonych goździków;
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu;
8 fig świeżych;
2 łyżki imbiru z puszki posiekanego na drobne kawałki;
1/2 szklanki olive extra vergine;
2 łyżeczki czerwonego octu winnego;
sol morska i świeżo zmielony pieprz;
2 granaty
W misie wymieszaj cykorię, mandarynki i cebulę. Rozdziel na 4 duże talerze.
Zmieszaj mascarpone, goździki i cynamon. Przetnij figi, nałóż serek i przykryj z wierzchu połówką.
Przygotuj winegret z imbiru, oliwy, octu winnego oraz soli i pieprzu, używając malej trzepaczki.
Przekrój granaty na pół i łyżką wybierz nasiona do miski.
Polej całość winegretem. Rozłóż na talerzach, kładąc z boku figi z nadziewką.
W ten sposób zamiast dzielić się przestarzałym opłatkiem (którego zresztą nie mam na stanie), podzielimy się Insalata di radicchio rosso, melograno, clementine e fichi. O!
Jest to eksploatacja Dobrych Piesow ab ich uzywac jako straszaka zaproszeniowego. . Zwiazki zawdowoe powinny sie tym zajac. 👿
Mascarpone i swieze figi – out! Chyba nie mamy.
Czy opłatek może być przestarzały?
Ja na wszelki wypadek kupiłam kiwi, jeśli nie dowiozą jutro świeżych fig. A mascarpone u nas pod dostatkiem, nawet firmy mleczarskiej Piątnica. Pani ruszy głową, to coś wymyśli. Duże winogrona? Wydrążona połówka gruszki?
Słuchajcie sobie jutubów, słuchajcie. 👿 A ja będę cierpiał w wyniosłym milczeniu i tylko w duchu przeklinał tę %/=x?§Y)% Gemę. 👿
Gruszka w tym zestawie zdaje mi się wcale nie gorsza od figi. Od bidy mogłaby nawet być z kompotu. Albo brzoskwinia? A od lekko mdławego mascarpone ja chyba bym nawet wolał delikatny twarożek. Najlepiej kozi. 😉
Kozi akurat mamy pod lapa. Polski Turek – bardzo dobry, a nawet powiedzialbym, ze lepszy niz Charvroux, popularny tu w sprzedazy.
Dobra! Jutro wysle Stara po te swieze figi, ktore E. bardzo nawet lubi. Chlopaki obok w zieleniaku powinny miec.
Co to się narobiło – ludzie oczekują świeżej dostawy fig w dzień wigilijny. Ba, mogą mieć zepsutą przyjemność konsumpcji, bo nie dowieźli. A przed laty wybijana na czołówki ówczesnych mediów wiadomość: „Statek z pomarańczami już wpłynął do Gdyni” … O statku ów, coś wpływał i dzięki tobie święta zawsze pachniały pomarańczami.
Ciekawe, czym pachną dzisiaj?
Musialem wygooglowac co to jest ta %/=x?§Y)% Gema.
Gesellschaft für musikalische Aufführungs- und mechanische Vervielfältigungsrechte
Well, that explains a lot. 🙄
Klakier. Figi sa jak najbardziej tradycyjne. Chyba ze uwazasz, ze Pan Jezus naprawde urodzil sie w Bilgoraju. Co nie jest do konca sprawdzone.
Biorąc pod uwagę aktywizację pewnych ruchów koronacyjnych, to nie wykluczone, Kocie Mordechaju, że Twoja sugestia powinna być przedmiotem badań.
Hehe. Dobra tradycja sklepow za zoltymi firankami jednak sie ostala i to wcale nie na Kubie:
http://wyborcza.pl/1,75248,13101661,Supermarket_Watykanu_tylko_dla_znajomych_i_krewnych.html
Klakierze, dzien Bozego Narodzenia zapewne pachnial mirra i kadzidlem, bo je Medrcy przyniesli Dzieciatku w prezencie. Dzisiaj mirra i kadzidlo juz nie sa tak cennymi prezentami jak wowczas.
Gema to jest to wściekłe, prawoautorskie bydlę, co mnie notorycznie nie wpuszcza do jutuba. 👿
Spróbuj Bobiku zmienić w jutubku lokalizację na Polska i język na polski (na dole strony) – może pomoże?
Mirra i kadzidło. Jednoczące się zapachy żeński i męski.
No nie są cennymi prezentami. I ciekawe, czy ktoś ma taki pomysł, aby obdarować nimi bliskich?
Nie pomaga. 🙁 Tuba to jakoś rozpoznaje, że z tą lokalizacją to tylko ściema.
Bliskich jak bliskich, ale jacyś politycy czy artyści pewnie by przeciwko odrobinie kadzidła nic nie mieli. 😉
Podejrzewam, że sama inwestycja w kadzidło nie byłaby ostateczną. Jeszcze trzeba by okadzać. A do tego trzeba mieć predyspozycje ministranta.
Czyli że każdy minister powinien mieć służbowego ministranta do okadzania? 😈
Rozpoznaje się lokalizację po IP. Trzeba zdezorientować tubę, czyli przybrać IP niegermański.
Jest takie narządko
http://www.expatshield.com/
udające IP brytyjski, bardzo pożyteczne, kiedy chcemy pooglądać królewską telewizję nie płacąc abonamentu. Nie dlatego, że jesteśmy piratami, po prostu nie dają nam szansy. 🙂
Mając brytyjski IP każdy Bobik może oglądać treści zakazane przez Niemców. Możliwe, że Jej Mość też coś blokuje, ale nie słyszałam o takim procederze.
Słyszałem, tak miało być. Właśnie skończyłem szychtę jako szef kuchni, a nie szefowa, więc nic się w tej sprawie nie zmieniło. 🙂
Dzięki, Wodzu. Spróbuję się zapoznać z narządkiem, ale chyba już nie dziś, bom trochę zmęczony i nie jutro… no, z jakichś tam powodów. 😉
Ja w sprawie fig. Jak nie tradycyjne? Przecie PJezus przeklął drzewo figowe, bo szukał na nim owoców, a ono nie obrodziło. I w związku z tym uschło. Zawsze mnie zdumiewa ta przypowieść, bo jest w sprzeczności z Jego gorojęcem sercem.
A ja jeszcze nie, bo właśnie postanowiłam dzisiaj przyrządzić sałatkę z czerwonej kapusty z jabłkami i ugotować kompot, bo lepsiejsze są na drugi dzień.
Ale jest też przypowieść, że nie pozwolił wyciąć figowego drzewa, tylko dał mu czas, okopywał, nawoził, podlewał i cierpliwie czekał latami, aż raczy coś wydać z siebie.
Kilka lat temu miałem moment olśnienia: dotarło do mnie, że właściwie to ja w ogóle nie lubię sałatki z czerwonej kapusty i nie mam najmniejszej ochoty katować się jej robieniem na Wigilię. Zaprawdę, powiadam Wam, był to piękny dzień w moim psim życiu. Tak jakby drzewo figowe obrodziło. 😈
Jedzcie figi – na zdrowie!
Zjedzcie figi wszystkie.
Odejdę od drzewa
bez figi, lecz z listkiem. 😉
Z pustymi rękami
odejść nie fatyga,
ale w listku samym…
Może chociaż w figach? 😎
Spokojnych i ciepłych Świąt całemu Koszyczkowi!
Przypomina mi się dziś wigilia u babci – ponad 20 osób przy stole, świeża choinka po sam sufit (czyli 3,50 m), roztaczająca zapach lasu w całym mieszkaniu. Wtedy wszystkie bombki były szklane. Pięknie dzwoniły, gdy potrąciło się gałązkę. Kiedy byłam dzieckiem, bardzo mi się podobały święta Bożego Narodzenia. Dorośli już chyba nie widzą ich magii.
U nas nas w tym roku choinka jest catproof – same nietłukące się bombki, drewniane i papierowe zabawki, kokardki ze wstążek itp. A pierwszego dnia świąt wizyta u rodziny, czyli Gesellschaft idzie się ukłonić Gemeinschaftowi 🙄
Właśnie się dowiedziałem z niezawodnej gazety, że gdzieś wynaleźli wegetariański makowiec. Taki tytuł wisi na głównej, przezornie nie czytam dalej, bo tyle lat wcinałem makowce z boczku i wątróbki, i niech tak zostanie. 🙂
I pewnie piłeś wodę z cholesterolem, Wodzu 🙂
Ze złym cholesterolem, podkreślmy i uwypuklmy. To też wiem z tytułów w ulub. gazecie, że są dobre i złe.
To jest bardzo naukowy podział, nadmieńmy.
Czy to był wolny rodnik? Miał zabić w każdym razie, swołocz.
Ja bym takiego rodnika zamknął i już.
Skoro miał zabić, to co za różnica, czy był wolny, czy w związku formalnym bądź nieformalnym.
Łajza poniekąd. Rodniki za kraty! Wolne, żonate, mężate i te w konkubinatach 👿
W fikuśnych figach figlarnie brykam
wśród fig, makowców, życzeń z Koszyka
i z Mikołajem się przekomarzam
z listkiem figowym zamiast wachlarza. 😆
Czyżby ten rodnik miał być wolny-kończący?
Myślę, Bobiku, że ta sama potrawa może różnie smakować.
W przypadku jabłek z czerwoną kapustą, rzecz jest w odpowiednich proporcjach, zarówno składników stałych, jako też i płynnych, a więc wody nie za dużo, cytryn akuratnie, cukru sporo, aby był słodko winny smak.
Od zawsze w rodzinie mojej Mamy smażonego, świeżego karpia je się z tą sałatką na wigilię.
I raczej nie robię jej w ciągu roku, tak jak i karpia, bo kupione kilka razy płaty musiałam wyrzucić, a oprawiać (sprawiać) rybę mogę raz do roku i to z wielkim wysiłkiem.
Ryba leży dwa dni w lodówce obficie obłożona cebulą, przez co ma znakomity smak bez cienia szlamowego posmaku.
Wyrzuciłam śliwki, bo spleśniały w ciągu dwóch dni. 🙁
Prawda, ze przypominały breję, nie śliwki, ale cenę miały całkiem nie brejową.
Przypomniał mi się nieprzyzwoity wierszyk, ale po włosku, więc może przejdzie przez cenzurę. Dotyczy to czterech najlepszych rzeczy w życiu, więc temat ogólnie pasuje do okoliczności. A zatem te cztery:
Aqua freda
vino puro
fica fresca
e cazzo duro
Zawsze myślałam, że fica to figa, ale niezupełnie… Nauczył mnie tego w zaraniu życia pewien rezyser filmowy, już nieboszczyk.
Rozfikały się panny leniwe,
rozfikały się panny na fest!
Ręce, nogi roboty nie chciwe
poszły w pląs. Oczy lśnią, na ustach śmiech.
Kuma z Gdyni, jak widać, od zarania życia wiedziała to, do czego inni dochodzą najprędzej w średnim wieku 🙄
W mojej rodzinie sałatka z czerwonej kapusty też była obowiązkowo na Wigilię i właściwie tylko na Wigilię. Pewnie przez tę wyjątkowość, no i ciśnienie tradycji, też ją co roku pichciłem, wypierając myśl, że ja tej cholernej potrawy po prostu nie lubię. Aż raz myśl zmyliła straże… 😈
Wolny rodnik nie zabija od razu, tylko torturuje przez lata, z wyjątkowym okrucieństwem. To już cholesterol jest szybszy Bill, nie mówiąc o cukrze i białej mące.
Całe to bandyckie towarzycho za kraty! 👿
Milas przemówił całą mocą swego siedmiokilogramowego organizmu. Wyszlimy na przecedzenie, a tu zawieja, wichura, zimnica. W jego samogłoskowej wypowiedzi (głównie melizmatyka wokół „u”), zagłuszanej wyciem wichury, jakbym usłyszała półgębkiem wypiszczane: „Buuuuuobik, uuuuszy do góóóóóry!”. Albo góra była gura, nie wychwyciłam.
Pani Kierowniczka nadaje z Barcelo, ze pozbyła się aparatki.
Nie wiem, czy gdzieś zostawiła, czy ktoś się zaopiekował.
Ja bym poszła i sprawdziła.
Dwa razy oddano mi aparat, który zostawiłam, raz w restauracji, drugi w holu opery.
Ledwie człek odejdzie na chwilę, aby w spokoju poważną mrówką być, to już… panie… wolne rodniki, cholesterole, ja cię… tego.
Uprzejmie informuję, że ucierałem, osadzałem, wsadzałem, ciąłem. Tudzież pakowałem, pakowałem, pakowałem…. moje plecy. Jutro będę piekł. Nadmieniam także, że tylko w połowie jestem kobietą!!!!
Paul Celan…. tłumaczenia Feliksa Przebylaka. Długo znałem go w Jego przekładach (Błoński, piszący o Celanie, też tylko FP cytuje). Właśnie wyszedł tom zbiorczy tłumaczeń i przekładów Przybylaka, bardzo piękne. To, co żona ŚP FP (czyli wdowa, Urszula Kozioł) pisała o Krynickim bardzo bulwersujące.
A co pisała wdowa? Bo nie wiem. Ja Celana poznałam byłam w przekładach na angielski, b. dobrych jak na moje oko.
Milas już 23 grudnia po ludzku gada? 😯 Zdolniacha! 😎
Kłapciate, obwisłe uszy trzymać do góry trochę trudno, ale słowo honoru, Milas, że się postaram. 😀
O, ja też nie wiem, co pisała wdowa. Tadeuszu, nie bądź taki i sypnij co. 😉
Kierowniczkowej aparatki wyjątowo szkoda. 🙁 Ale jak na Rambli straciła, to szanse odzyskania marne.
Jak się mocno ukrochmali, to uszy staną. Prasować przez szmatkę gorącym żelazkiem. Milas ma umysł Einsteina i jak on język ludziom wystawia.
Czekając na Kozieły rewelacje o Krynickim (tłumacze bardzo przywiązują się do tłumaczonych przez siebie dzieł, a nawet je mentalnie sobie przywłaszczają, więc może w tym przyczyna) zrobiłam sobie rezerwację na Wizzair do Paryża na 1 lutego. Ale tylko w jedną stronę, bo oni teraz latają z Gdańska raz w tygodniu, a mnie tydzień tam ciut za mało. Skyscanner pokazał mi, że najtańsze połączenie powrotne mam via London Luton, a tam 10 godzin czekania. Bez sensu. W tej sytuacji może z Paryża zjawię się na dni parę u Mordechaja, a potem ruszę w drogę powrotną do Gdańska.
Kumo, tak na noc wywoływać zielonookiego potwora z lasu… To gorsze od rolnego wodnika. 🙄
UK, bardzo ale to bardzo emocjonalnie pisząc (można zrozumieć…), w Odrze, pisała, że tom przekładów, na jaki zbierał pieniądze FP, omówiony z RK, który miał wydać, nagle ukazał się pod nazwiskiem RK. Ten ostatni chyba jednak niczego nie dementował w Odrze. UK opis śmierci FP jest bardzo smutny, bardzo piękny. Ile uczucia można mieć do siebie po tylu latach… To jest, przepraszam, bo uczucia prawdziwe, literatura w najwyższym stopniu.
Czy dobrze zrozumiałem, że RK podpisał się pod przekładami FP? 😯
Łeb mi się chyba zmniejszył, bo w żaden sposób się to nie mieści… 😯
PS, nie wiem, nie pamiętam, czy o Celana chodziło. Tu jednak słynny przekład Przybylaka.
Mandorla.
W migdale — co tam stoi w migdale?
Nic.
Nic nie stoi w migdale.
Stoi tam i stoi.
W niczym — kto tam stoi? Król.
Stoi tam król, król.
Stoi tam i stoi.
Żydowska głowo, nie możesz posiwieć.
A twoje oko — ku czemu stoi oko?
Ku migdałowi stoi twoje oko.
Ku nicości stoi twoje oko.
Stoi ku królowi.
Stoi tak i stoi.
Ludzka głowo, nie możesz posiwieć.
Pusty migdał, błękit królewski.
Moze aparat fotograficzny sie jeszcze znajdzie, choc szanse rzeczywiscie chyba nieduze. Moje dziecko dzisiaj dwa razy usilowalo zgubic rekawiczki na zakupach w Wholefoods, i za kazdym razem sie nie udalo, bo dobrzy ludzie za nia biegli i jej wkladali rekawiczki w reke. Az strach pomyslec, gdyby z premedytacja starala sie je zgubic – chyba byloby to niemozliwe. 😉
A poza tym zaciekawila mnie surowka z czerwonej kapusty (w mojej rodzinie nikt i nigdy akurat jej na Wigilie nie podawal), natomiast zupelnie nie zdziwilam sie salatka z cykorii, bo ta akurat zawsze byla – choc nie zawsze z czerwonej cykorii, i zwykle z pomaranczami i migdalami. Figi bardzo lubie z serami kozimi, najlepiej od lokalnych koz (jedna z naszych przyjaciolek byla przez kilka dobrych lat specjalistka od serow w bostonskich delikatesach, no i chocby dzieki temu serowo jestem odrobine wybredna).
U mnie caly grudzien uplynal na czyms zupelnie innym, wiec nawet z przyjemnoscia i bez pospiechu akurat pieke i gotuje – to, co lubie, tak jak lubie, i w niezbyt duzych ilosciach. Udalo mi sie tez dostac mak na makowiec w normalnym opakowaniu, a nie tak jak pare lat temu – w pojedynczych sloiczkach, jako przyprawe do posypywania (na szczescie tak bardzo duzo nie potrzebuje, bo moje makowce sa i tak w wiecej niz polowie migdalowcami).
Bobiku, jak nie bardzo mozesz sie zastosowac do hasla „uszy do gory”, to w kazdym razie skieruj nos ku juz powracajacemu sloncu (od wczoraj dzien sie wydluza, i Psy jednak zwykle potrafia to wyweszyc). 😉
I znikam nakluwac ciasto. 😉
Bobiku, nie chcę mówić tak i nie. Nie pamiętam dokładnie. Może dostał grant na wydanie poety, o który zabiegał FP, a którym się RK nie interesował. Niestety, wypycham stare numery, nie mam tej Odry.
Tak, to wspaniały wiersz i przekład jego godny.
Sprawa rzeczywiście zawiła. Szkoda, że o tym nie słyszałam, bo latem robiłam wywiad z RK (jeszcze się nie ukazał), może bym go zagadnęła. Rzecz w tym, że nie czytam „Odry”, ale rożni poeci mają z kolei do „Odry” rozliczne pretensje. Dobranoc.
No, ale to jednak poważna różnica, czy wydał coś niezgodnie z jakąś wcześniejszą umową z FP, ale pod jego nazwiskiem, czy też pod własnym.
Przypuszczam jednakowoż, że bez starych numerów ta wątpliwość pozostanie nierozstrzygnięta.
To bardzo piękny tom, Przybylaka. Na dobranoc. wiersz pani Kaschnitz ( von).
Pisząc chciałam
Uratować swą duszę.
Próbowałam napisać wiersze
Nie wyszło mi.
Próbowałam opowiadać historie
Nie wyszło mi.
Nie da się pisać tak
By ocalić swą duszę.
Porzucona pędzi przed siebie
i śpiewa.
PS Czemu nie cytuję wierszy FP: bo są długie, a ja leniwy 😉
Drugiej Półkuli to dobrze… Mają kilka godzin więcej na pieczenie. 😉
Moniko, gubienie rękawiczek, jak każda umiejętność (czy może należy mówić o sztuce?), wymaga długich ćwiczeń, odpowiedniej motywacji, no i nie ukrywajmy, że talent też się przydaje. Ale można w tym dojść do doskonałości. Pan Administrator na przykład ma gubienie rękawiczek tak obcykane, że żaden uczciwy znalazca mu nie podskoczy i nie zepsuje dzieła. 😎
Widzę, że sen coraz większą część blogu zagarnia, więc i ja się chyba poddam tryndowi. Tylko jeszcze wrzucę świąteczny wpis, żeby rano już był na miejscu i czuwał. 😉