Who is who
Od czasu już dłuższego nie może się to zmienić:
poruszać nader trudno w publicznej się przestrzeni,
bo nigdy nie wiadomo na tej podstępnej niwie,
z kim ma się do czynienia i kto jest kim właściwie.
Na każdym kroku grożą pomyłki nam rozliczne:
ktoś kogoś gładko pośle na krzesło elektryczne,
zwymyśla od pastuchów językiem obszczymura –
prymityw to skończony? Eee, nie, to profesura.
Lub weźmy osobnika, co głównie z tego słynie,
że ludzi szczuje, gnoi, zamyka im świątynię,
aż cieszyć się wypada, że nie da wręcz po pysku –
hunwejbin to straszliwy? Skąd znowu, arcybiskup.
Czy ten gość, co z uporem żałosnym już zaiste,
próbuje publiczności ten sam wciąż wciskać występ,
powtarza starą śpiewkę z tej samej zdartej płyty –
piosenkarz niespełniony? A gdzie tam, to polityk.
Więc nie ma się co dziwić, że w takiej sytuacji
wśród wielu różnych grepsów niezbędnych naszej nacji,
wybija się ten jeden, wraz z odpowiednim gestem:
pan może mi naskoczyć! Pan nie wie, kto ja jestem!

Bobiku,
jasne, że poczekam 🙂
warszawianek nie znałam, ale kosmos vel onentek bardzo lubię. U mojej babci to były pająki 🙄
Dzien dobry 🙂
Bylam doslownie z imbrykiem w dloni gdy zostalam odwolana, wiec z lekkim opoznieniem – herbata
Loto, jelenie przestano dokarmiac do nastepnej zimy, a kamere przestawiono pol kilometra w glab lasu, by poobserwowac borsuki 🙂 Jak dlugo bedzie dzialac nie wiadomo, bo tam jest mroczniej, a kamera ma bateryjki solarne.
U kogo w ogrodzie rosnie kosmos? 😯 Czy to Poletko Pana A? 🙂 🙂
Aha, kosmos narodzil sie w ogrodku Krolika 🙂
Kwiaty kosmosy najbardziej prezypominaja mi dziecinstwo, byly wysokie, wyzsze ode mnie. No i pachnacy tyton, brzydki, zwiniety w ciagu dnia, i oszalmiajaco pachnacy na cala dzielnice po zmierzchu.
Teraz juz takich nie ma w sprzedazy. Sa tylko takie ktore caly dzien sa otwarte i pod wieczor lekko pachna, ale tylko jesli zanurzysz w nich nos. Na odleglosc nie maja zadnego zapachu.
Moje letnie wieczory w dziecinstwie pelne sa zapachu nicotiany.
Liskom przyniesiony zostal chyba zajac. Ale one nie bardzo wiedza jak sie za niego zabrac zeby bylo smacznie i wygodnie.
Moje dzieciństwo to też kosmosy. Maleńkie podwórka i kawałki ziemi niczyjej zamienione na jeszcze mniejsze bieda-ogródki, gdzie na grządkach siali sobie ludzie warzywa, w wszystko przetkane kwitnącymi kosmosami, które wydawały mi się wtedy najpiękniejszymi kwiatami, każdy kwiatek inny.
Nocne zapachy to maciejka, bardzo popularna.
Dla mnie rosliny dziecinstwa to stokrotki (do splatania) i koniczynki (do wysysania), a z wiekszych magnolia, wierzba placzaca, akacja i bez (kolo domu). Latem jagody, maliny i agrest. I fiolki (w pierwszym bukieciku 🙂 ).
Helenko, ten pachnący mocno, to jest tytoń oskrzydlony (Nicotiana alata):
http://www.mojpieknyogrod.pl/ogrod-ozdobny/artykul/tyton-1/photo/tyton-3
Biedny zajac 🙁
I jakas pnaca roslina z pieknymi niebieskimi kwiatami na balkonie, chyba wilec.
Zapachy ogrodowe z dzieciństwa: jaśmin, maciejka, lewkonie, róże…
Z podróży: kwiaty pomarańczy, pola lawendowe, rozgrzane zioła i kosodrzewiny…
No to wstępnie tak by mogło być z tym kwietnikiem. Przodem rośliny wiosenne, żeby już od marca-kwietnia mieć jakąś widoczną satysfakcję. 😉 Niski, okrywający „chodniczek“, np. z floksa szydlastego czy obrecji (inaczej żagwin), między którym można poutykać całe stada cebulek, rozsiać niezapominajki (raz, w następnych latach sieją się same), dosadzić naprędce bratki i stokrotki, etc. Po wyrwaniu niezapominajek na ich miejscu można posiać lub wsadzić z rozsady letnią, pachnącą i niewymagającą smagliczkę, która też zresztą należy do samosiejek.
Dalej warto puścić towarzystwo nieco wyższe, ale nie olbrzymie, późnowiosenne/wczesnoletnie. Orliki, kosaćce, niskie wilczomlecze, pojedyncze akcenty naparstnicy (jest wysoka, ale po przekwitnięciu się ją wyrywa, więc potem niczego nie zasłania). W tym okresie kwitną też piwonie, ale to indywidualistki, nie bardzo lubią w grupach, lepiej im dać osobne miejsce.
Potem mogą iść zdecydowani letnicy. Liliowce, jeżówka, margerytki, krwawnik, gysophila, „normalne“ floksy (przepoczciwa roślina, długo kwitnąca, upojnie pachnąca, olbrzymi wybór kolorów i wysokości), ozdobne szałwie, dzwonki, mak turecki, funkie czyli hosty (liście ozdobne przez cały sezon, ale źle znoszą pełne słońce, więc na słonecznym kwietniku mogą być najwyżej w cieniu innej, wyższej rośliny), firletka (bardzo polecam, kwitnie długo i ma piękne, srebrzystoszare liście) oregano, ogórecznik, veronica, itp, itd. Z letnich wysokich malwy, ostróżka, tojad, ozdobny oset. Jeżeli gdzieś są luki, można podosadzać dalie, a tam, gdzie trzeba czegoś niższego, nasturcje. Przy obsadzaniu trzeba pamiętać, żeby kontrastować nie tylko rosnące obok siebie kolory (o ile się nie robi ogrodu monochromatycznego, bo i takie – piękne – bywają), ale i formy – drobnolistkowe z wielkoliściastymi, podłużne i wzniosłe z rozlewnymi lub pękatymi, obłe z szablowatymi, dużym kwiatom dać za tło małe ciućki, itd. Nie należy też lekceważyć ozdobnych traw, które nie muszą kwitnąć, żeby radować oko. Ja toleruję tu i ówdzie, przynajmniej okresowo, nawet chwasty, jeżeli akurat się wpisują w koncepcję 😉 – np. w ramach optyki łąkowej pozwalam w niezapominajach przez jakiś czas rosnąć jaskrom, choć potem je wykopuję.
Na samym końcu (czy też w samym środku, jeśli obsadza się koliście) można też dać jakiś „optyczny stabilizator“ w postaci krzaczastej róży, ketmii czy czegoś w podobie, ale wtedy trzeba wziąć pod uwagę, że taka duża roślina potrzebuje wokół siebie nieco oddechu.
No i w końcu nieuchronnie przychodzi jesień, która też nie musi być całkiem goła, jeżeli się w porę posadziło sedum, zwane w Niemczech tłustą kwoką, (są różnej wysokości i w różnych kolorach, więc można jedną odmianę dać bliżej, inną, wyższą, bardziej z tyłu), marcinki/michałki, a na październik i listopad drobnokwiatowe, bylinowe chryzantemy. Razem z resztkami moknących floksów i dalii będą ostatnią pociechą dla smętniejącego ogrodniczego serca. 😉
Te rośliny, które wymieniłem, to są sprawdzone, niewypindrzone klasyki, zwykle bez fochów klimatycznych i glebowych. Wprawdzie niektóre, jak floks szydlasty czy smagliczka, teoretycznie lubią ziemię uboższą, raczej skalniakową, ale miałem je w różnych miejscach, nawet żyznych i też jakoś było. 😉 Nie twierdzę wprawdzie, że nie można sobie posadzić również czegoś bardziej fantazyjnego lub egzotycznego, ale raczej bym z tym nie przesadzał, bo nadmiar egzotyki zwykle wygląda pretensjonalnie, nie mówiąc już o tym, że nigdy nie wiadomo, czy taki egzot nie zacznie zdziwiać i nie odmówi współpracy.
Uff. Chyba na razie zadanie koncepcyjne wykonałem w stopniu wystarczającym (jak będą pytania, chętnie popracuję dalej). Idę do ogrodu. 😎
Ja sie tyle razy nabralam na rzekomo pachnaca nicotiane, ze stracilam serce i juz nie kupuje. Ile razy mozna sobie zlamac serce? 🙁
Kosmosy, tytoń, maciejka, etc. – jak najbardziej, też czasem wysiewam, ale to są jednoroczne, a Jagoda prosiła głównie o byliny. Co dobrze rozumiem, bo też lubię główną konstrukcję ogrodu mieć z takich roślin, przy których mniej roboty. 😉
Helenko, kolorowe odmiany nicotiany nie pachną, wygląda, ze tylko ta biała mało dekoracyjna. 🙂
Ach, Boiku, bo my tylko tak wspominamy czasy, kiedy świat był piękny, tajemniczy i pociągający.
Ale się napracowaleś, Piesu. 😀
kolejna herbata (imbryk ogrodowy Liska)
🙂
dla frakcji, wyszlo mi Nowy Jork, jestem lekko podlamyny, co z mim lokalnym patriotyzmem? 😉
http://what-character-are-you.com/d/de/11/index/49.html
co nowego w ogrodnictwie? Wilhelm Leibl
brykam 🙂 😀
Ha, a mnie wyszedł Mediolan, w którym jakoś jeszcze nigdy nie udało mi się wyjść poza lotnisko. 😈
Chyba skorzystam w końcu z tego, że loty z D-dorfu do Mediolanu są naprawdę śmiesznie tanie i zrobię sobie chociaż dwudniową wycieczkę, żeby zobaczyć, co mnie w życiu ominęło. 😉
Melduję zainteresowanym, że świat nadal jest piękny i pociągający. Jechałam wczoraj na durch przez mój region i oczy mi się smiały do widoków urody nadzwyczajnej.
Świat jest też tajemniczy, bo kto by przypuszczał, że na wjeździe do miasteczka Węgorzyno jakiś kretyn w ciężarówce przyhamuje nagle, za nim zdąży stanąć volkswagen sharan, sharana dupsnie passat, za passatem pół metra zahamuję ja, we mnie wjedzie focus, a w focusa omega…
Zabawne było jedno: prowadzące auta panie (ta od sharana i ja) miały rozbite tyły. Panowie, jak jeden (oprócz kierowcy ciężarówki) mieli rozbite przody.
Miałaś Nisiu szczęście. Aż mi słabo się zrobiło, bo wczoraj rozmawiałam z synem o karambolu we mgle, gdzie niektórych sprasowało w autach.
A mnie wyszedł Amsterdam.
Muszę to przemyśleć.
A mnie Wieden!
Wspanialy dlugi spacer i Pani Doktor bylaby ze mnie dumna.
Czy ktos wie czy przymierzanie sukienek i butow tez liczy sie jako spacer? Jesli tak, to mialam spacer dalekodystansowca.
Helenko, jak dalej będziesz ten spacer tak rozwijać, to chyba manko w kasie Ci zagrozi. 😀
Mnie wyszedl Paryz 🙂 W sumie pasuje…
A Manolo tylko czycha. 😀
Przymierzanie to nnien to samo co kupowanie!
Ja mysle, ze te miasta wychodza na chybil-trafil, a my sie wzruszamy….
Marek Nowakowski umarl. Byl swietnym, swietnym pisarzem zanim odbilo mu w prawo.
To może spotkam Helenę w Wiedniu 🙂
Mowi sie „we Widniu”.
Hihi… a mnie wyszedł Londyn 😀
To dlatego tak często tam jeżdżę (choć zwykle na krótko)! 😉
O… umarł Marek. Znałam go, zanim mu odbiło. Ale zawsze był trudny zawodnik.
nie wiem, Helenko.
Wyszlo mu, temu testowi, że cenię spokój małego miasteczka ze wszystkimi dobrodziejstwami, które daje duże miast. To Amsterdamie.
Może coś i jest na rzeczy.
Jakoś Paryże i Widnie nie bardzo.
A ciekawe, którąż to muzykę operową Kierowniczka wybrała? 😀
Może dla niektórych ludzi kultury, zwłaszcza starszych, jakoś nieźle prosperujących w PRL, mimo wszystko, nowe czasy były zbyt trudne.
http://culture.pl/pl/tworca/marek-nowakowski
To taka bardziej ogólna uwaga.
Amsterdam? No dobra, ale gdzie to jest? Mam nadzieję, że w jakimś ciepłym kraju, gdzie rosną persymonki.
Wielkie dzięki Bobiku 😆
Nowy Jork 😯 🙄
Ja Go tez poznalam choc o sobie nawzajem sporo wiedzoielismy od lat zanimsmy sie przypadkowo spotkali ze 20+ lat temu. Poznalam Go ze zdjecia, na Wiejskiej w Czytelniku, podeszlam i zapytalam: Czy dobrze mysle, ze jest pan Markiem Nowaklowskim? A On odpowiedzial: Pani Heleno? Bo tez mnie znal ze zdjec. I usiedlismy i rozmawiualismy ze dwie godzoiny. I byl uderzajaco serdeczny i delikatny ze mna. Czasami potem cos czytalam co mowil i zupelnie mi nie pasowalo do tego dobrego i delikatnego pana..
Jako pisarza bardzpo go cenilam i mialam sporo zbiorow jego opowiadan w Nowym Jorku, poczynajac od debiutanckich (? bardzo wczesnych?) Robakow.
Jakie persymonki, kaki lub szaron.
Też lubię w sezonie. ZAstanawiam się dlaczego, bo nie mają wyrazistego smaku.
Chyba zachwycił mnie ich widok Hiszpanii na bajecznie kolorowych drzerwach i tak mi zostało:
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/AndaluzjaDzien5Granada#slideshow/5542063567804506914
Będziesz moim sąsiadem, Andsolu? 😀
Hurma! Starosłowiańska hurma! Cała Gruzja w listopadzie jest jedną wielką… no dobra: persymoną.
U mnie Mediolan. To jest pomysł
mt7, no zapowiada się na sąsiedztwo. Tutaj: caqui, a najbardziej lubię nie miękką, maślaną odmianę, ani tę ze zdjęcia a caqui chocolate. Duże pestki ale można jeść ze skórką.
Drodzy Panstwo, u Klary gniazdo puste. Czyzby to malenstwo jako ostatnie w oknie siedzialo?
Czyzby Ustronscy zostali pozbawieni praw rodzicielskiech? W gniazdzie stoi jeden zmokniety
– nie wiadomo czy matka, czy ojciec.
Loto, u Klary jeden lub dwa piskleta przeniosly sie na dach, trzeci, chyba niezdecydowany jeszcze w okienku.
Wlasnie dolaczyl do brata lub braci na dachu 🙂
Lisia rodzina na zewnatrz. Jedne probuja ssac mame, inne baraszkuja. Mama 2x dziennie cos przywlecze. Nie moze uniesc, ze wzgledu na krotkie nozki, wiec wlecze. Dzieci jeszcze sobie nie bardzo z tymi zdobyczami radza. Ja wole nie dociekac co akurat przywlokla….
Dlaczego JA mam zespol opuszczonego gniazda jak zagladam do Klary? Dlaczego jest MI smutno i teskno do tych puchaczy?
Chyba potrzebuje pilnej terapii… 👿
Lisku, wyjaw prosze skad czerpiesz te wiedze?
Ja nie mam pojecia gdzie sie czegos dowiedziec.
Też mi się tak jakoś łyso zrobiło, kiedy zobaczyłem tę opuszczoną budkę Klary. 🙁
Kochani, Klara I jej male to juz wiemy od liska, ale co z dziecmi Ustronskich! Wszak tam bylo czworo dorodnych pisklat!
Tez mam zespol pustego gniazda I smutek mnie ogarnia na mysl, ze nie bedzie kogo/czego podgladac. Nie z ciekawosci nawet, ale oczy otwieraja sie na wszechmoc NATURY. To bardzo fascynujace I wielkie pole do refleksji.
Irku, w mieście kupujemy domy w sąsiedztwie, a winniczkę pod Mediolanem możemy mieć wspólną. 🙂
Loto, wszystkie estonskie kamery naleza lub sa zgrupowane w jedna organizacje, Looduskalender, podajaca biezace informacje, oprocz tego kazda z kamer ma swoje forum.
Tu np
http://www.looduskalender.ee/en/node/19378
jest strona internetowa sow (Klary), z linka do transmisji na pelen ekran (Direct stream) i do forum o gniezdzie. W gornej czesci strony, a takze z lewej (czytelnika) sa przelaczenia do stron internetowych innych kamer.
O tak ,winniczka z pinot nero 😀
Tu jest pelen spis forumow, takze tematycznych, nie zwiazanych ze specyficzna kamera
http://www.looduskalender.ee/forum/index.php
No właśnie, co tam persymony. Jak wyprodukujemy wino i grappę, to wszyscy będą do nas, pod Mediolan chcieli. 😈
(chyba powinno byc „forow” 🙂 )
Forów prawidłowo, forumów żartobliwie. Jakkolwiek jest, jest w porzo. 🙂
Lisku, bardzo dziekuje za wyczerpujace informacje.
Wyczytalam, ze borsuki prowadza nocne zycie. Dobrze dla mnie.
Pozdrawiam.
Dzieki Bobiku! 🙂 „Forumy” znam wlasnie jako zartobliwe okreslenie egzemplarzy tygodnika o tym tytule
Zachowalam te fora z wielka pieczolowitoscia…
Dziekuje Lisku jeszcze raz.
Loto, bardzo sie ciesze 🙂
A my kupimy w przyjaznym państwie mieszkanie od spółdzielni i dostaniemy 25% upustu, a jak będziemy chcieli się wyprowadzić, to spółdzielnia musi odkupić od nas po aktualnej cenie rynkowej.
Ceny przystępne, proszę uprzejmie:
http://www.fakty.nl/abc-zakupu-domu-w-holandii-nh/6572-jak-kupic-tanie-mieszkanie-w-holandii
Rata kredytu dwukrotnie, lub więcej, mniejsza niż koszt wynajmu.
A jaki urok, ile kanałów. 😀
Eee, dużo kanałów to ma byle telewizor. 😈
Proszę, 65 m2 za 50 tys. Euro:
http://www.nieruchomosci-holandia.nl/index.php?option=com_searchadv&url=/koop/amsterdam/appartement-48090121-loenermark-342/&sub=1
Ceny nieruchomosci nie tylko ida w gore, ale takze czasami spadaja. Podobnie z oprocentowaniem pozyczek hipotecznych – obecnie stopy sa bardzo niskie, ale pojda niechybnie w gore, gdyz sytuachja gospodarcza w Ameryce i w Europie poprawia sie. Jesli sie stanie cos takiego jak podniesiebnie sie stop procentowych (hipotecznych) i spadek cen mieszkan, komus kto juz nieruchomosc zakupil, a pragnie sprzedac, tworzy sioe cos takiego co sie nazywa negative equity, to znaczy, ze koszt twojej nieruchiomosci jest juz znacznie wyzszy niz jego rynkowa wartosc.
Wiec z tym nalezy uwazac i nie zadluzac sie po uszy. Ludzie czasami traca glowe.
Dostałam coś do śmiechu na dobranoc i przesyłam dalej.
https://www.facebook.com/photo.php?v=663391670377317&set=vb.100001194702647&type=2&theater
Dobranoc.
Dobry wieczór 🙂
Języczkę mam taką http://www.florini.pl/jezyczka-pomaranczowa-britt-marie-crawforddiv-classlat-ligularia-dentata-div-p1630.html Ona Żabiobłotna, miło się rozsiała i chcę posadzić, z czymś, w miejsce zdechniętych malw. Wszystkie, oprócz tojadu, wymienione przez Was, mam i ten tojad się do mnie uśmiecha 🙂
Szałwia omszona też padła nam padła, ale posadziłam siewki i będzie jak nowa 🙂
Nasz floks szydlasty zasiedlił już naszą i sąsiednią wieś, teraz zabrał się za Gniezno, czyli wraca skąd wyszedł 😉
E, to chyba ściema z tymi miastami, chciałam sobie przypomnieć, o co pytała mt7, bo jako żywo żadnej opery nie pamiętałam (oczywiście – bo były to musicale; wybrałam „Upiora w operze”, bo prawdę mówiąc tylko ten z tej trójki znam, a poza tym ta bajeczka zawsze mnie bawiła 😉 ), zaznaczyłam chyba dokładnie te same wypowiedzi i tym samym wyszedł mi… Berlin.
Też może być 🙂
Irku, czy Ty widzisz? Pracownicy nam się obijają, wylegują, osły macają, zamiast przy zbiorach zasuwać. 👿
Dziękuję, Eluzet. Ten leniwiec będzie miał za swoje. 😈
Pewnie, że ściema, Kierowniczko, ale póki się tym dobrze bawimy, to osochodzi? 😆
Eluzet 😆
Tygrysy mi polegli 🙁 W ostatnich minutach 🙁 To jajo mnie wykończy 🙁
Eee tam, Haneczko, tygrysy nie tak prędko polegają.:)
Wszystko jedno, Kierowniczko, opera nie opera, pisz pani musical.
Też nie znam, ale szybko w tubce obejrzałam we fragmentach i wybrałam wampiry. 🙂
Siódemeczko, jak Cię lubię, nie czujesz jaja 😉
No nie czuję! 🙁
Dzięki, Eluzet, humor mi sie poprawił na dobranoc. 🙂
mt7, lecę kupować, o połowę taniej niż we Floripie, ale co to jest „Wkład VVE” oraz „Wkład okresowy”?
W Ustroniu nie ma już piskląt, padały deszcze przez kilka dni.
Nie powiem wszystkiego, jak ktoś chce, to z forum się dowie.
Idę spać, hej!
A ja nie wiem, Andsolu, trzeba poszukać.
Myślę, że Holandia to dobry kraj do życia.
Dania też. Jakieś dobre ludzia tam są, aż dziwne.
Dobre, dobre, ale to nie jest uczciwa wymiana, kaki na śnieg. A jak jest mało kaki to dobre ludzie by mi zjedli.
Od kiedy ogladalam rybki w akwarium u sasiadow w dziecinstwie nabawilam sie strachu w tym ogladniu przyrody. Widzialam ryby-matki i ojcow pozerajacych swoje dzieci, ryby rzucajace sie na inne, ktore pozniej, okropnie okaleczone, plywaly do swojej smierci, kaleki bez polowy ciala. Znacznie lepiej oglada sie kwiaty i drzewa. Smierc w swiecie zwierzat jest czesta, szyba i brutalna (vide filmy Attenborough’a). Nie moge ogladac swiata zwierzecego z tych kamer. Spodziewam sie zawsze jakiejs tragedii.
Rysiu, dla mnie Berlin!
Przygnębiający jest przypadek tego komentatora pg, który uparł się, że nie zrozumie wyjaśnienia dlaczego na UJ nie dano doktoratu honoris causa panu Barroso. A samo wyjaśnienie pozostawiło mnie z dozą smutku, bo gdy wrzawa wybuchła, dałem się nabrać na vox populi gardłujący o ucisku lewicy przez prawicę. No, jak się okazuje, trzeba jednak wiedzieć o co chodzi, by się dowiedzieć, o co chodzi. Chyba że ma się człowieka wewnątrz.
Dzień dobry 🙂
kawa
Siódmy dzień luja 🙁
🙂 🙂 🙂 na idacy deszcz
herbata 😀
szeleszcze
brykam
fikam
bryku fiku 🙂 😀
Masz rację, króliku, w filmach o faunie zawsze się czai jakiś dramat, jakiś zwrot akcji niespodziewany, klimaks jakiś znienacka. To już lepiej oglądać florę, zwłaszcza w rozkwicie. U mnie akurat rozkwitło, pośrodku dużego remontu ogrodu. Ta żółta róża to „Frühlingsgold” – kwitnie raz i nie powtarza, ale za to jest zawsze pierwsza. Druga moja „jednorazówka” to „Madame Plantier” – ale ona za chwilę.
Dzień dobry 🙂
Remont duży, ale ogród, jak widać na załączonych obrazkach, jeszcze większy, więc powinien sobie z remontem poradzić. Musi zresztą być duży, bo w mniejszych na niepowtarzające róże nie można sobie pozwolić. To są luksusy dla obszarników. 😆
Piękne azalie. Ech, gdybym miał jeszcze trochę wolnego miejsca… 😉
A do oglądania fauny i/lub flory różnie można podchodzić. W „biologicznym planie” przekwitanie kwiatów nie różni się w końcu od umierania zwierząt, to tylko my przypisujemy temu odmienną emocjonalną wartość (ja też, wcale nie jestem od tego wolny). Ale te wszystkie zwierzęce czy roślinne dramaty mogą też pomóc z większym dystansem spojrzeć na swoje własne miejsce w świecie i swoją własną przemijalność. Niczym ona nie jest szczególnym i kto wie, czy warto się nią tak strasznie przejmować. 😉
To jeszcze dołozyłem dwie fotki, jedna z niedobitkami po heroicznych próbach uprawy klematisów, druga z żurawkami obronionymi własną piersią przed kołami traktora.
Dzień dobry 🙂
Czegoś tu nie rozumiem 😯 to jakie są nasze plany 🙄 kupujemy wspólnie winnicę we Włoszech lub Portugalii czy rozlatujemy się po świecie, jak nie przymierzając te latawce dmuchawce 🙄 👿
Odrobina pałeru na miły początek dnia 😉
http://www.youtube.com/watch?v=xv7I0iKR2gw
Można bardzo prosto z tego wybrnąć, Jagodo. My z Irkiem kupujemy winnicę pod Mediolanem (jak już i tak w nim mieszkamy, to nam nie problem pozałatwiać formalności) i udostępniamy ją na blogowe potrzeby. 🙂
Dzien dobry 🙂
Weekendowa (lub potargowa) <a href="http://www.chairblog.eu/wp-content/uploads/2008/02na luj
Kroliku, w tych kamerach bylo rzeczywiscie kilka dramatow.
Jagodo, jedno drugiego nie wyklucza 🙂
Taka ladna herbata mi nie wyszla..?? Jeszcze raz:
Herbata weekendowa i potargowa na luj
Czyli zwiększamy stan swojego posiadania 🙄
Jestem za 😎
Tylko nie wiem, gdzie my z Rysiem ulokujemy się w Niujorku 😯
Rysio lewak a ja w leciech, kiedy człowiekowi przydaje się odrobina luksusu 😉
Rozstać się przyjdzie kwaterunkowo, czy co 🙁
Andsolu, dla mnie wyjaśnienie pfg nie odwraca całej sprawy ogonem, wnosi do niej tylko dodatkowy element w postaci rozgrywki między rektorem a wydziałem. Ale jeśli na to spojrzeć w nieco szerszym ujotowskim (a nawet krakowskim) kontekście, to przecież oszołomskie wypowiedzi tamtejszej profesury nie były pierwszymi, ani zapewne – niestetyż – nie będą ostatnimi. Kto jest choćby Legutko i co gada, chyba wyjaśniać nie trzeba.
Nie będę teraz leciał sprawdzać, czy wobec Barroso akurat o genderze było, bo już lewak i maoista zupełnie mi wystarczy. Pfg to bierze lekko, bo „wszędzie znajdzie się paru oszołomów”. A ja to widzę inaczej – przez lata, przez wszystkie zakręty dziejowe, profesor nieodmiennie plasował się (z odstępem) na szczycie hierarchii szacunku społecznego. Zdanie „wstydzę się być profesorem” pojawiło się dopiero w ostatnim roku. Dlaczego? Czy przez „normalnych” profesorów (którzy, jak sądzę, są większością), czy dzięki występom kilku oszołomów/-mek, pogrążających całą grupę?
W tym przypadku numer z łyżką dziegciu się sprawdza, co zauważam z dużą przykrością. Dlatego na tych „paru oszołomów” nie macham łapą.
Skąd Lisek wiedział, że meteorolodzy kłamią? 😯
Zapowiadali dziś u nas cudne lato, a tymczasem za oknem bure chmury, stopni raptem 12 i chyba za chwilę lunie. 👿
Jak tylko wrócę z targu, zaraz się zaszyję w ten imbrykofotel i nikt mnie z niego nie ruszy. 😎
U bobrow na drugiej kamerze jakies bobrze czulosci..
Komentarz (anonimowego, jesli o mnie chodzi) fizyka moznaby uznac za wiarygodny, ale tylko do polowy wywodu. Potem zaczyna bluzgac i insynuowac, glownie pod adresem Rozy Thun, ktorej przypisuje parokrotnie wscieklosc i rozrabianie, choc zaznacza „jak sadze”. 'Jak sadze’ to mozna z kumplem na korytarzu, a nie publicznie jak sie usiluje „odklamac” jakies nie do konca prawdziwe doniesienia.
I jakie znaczenie ma fakt, ze wszystko sie rozegralo w zeszlym roku? Jaki to argument, poza tym, ze wczesniej o tym prasa nie donisola.
Prorok ze mnie, czy co? 😯 Tylko zdążyłem napisać, że to zapewne nie ostatni oszołomski występ, a już krakowska profesura znowu się popisała, choć jako żywo Róża Thun tym razem nie maczała w tym palców. 🙄
http://wyborcza.pl/1,75478,15977463,Slowianie_z_Polski_pisza_do_przyjaciol_Moskali__Rola.html
Fajnie – „wykazujemy się w tym liście wielką odwagą” 😆 Pani Raźny (profesorem jej nie nazwę) będzie miała swoje pięć minut, może nawet do Moskwy ją zaproszą…
Fizyka z Krakowa znam, co prawda powierzchownie, bo z koncertów (spotykamy się zwykle na Misteriach Paschaliach) i zawsze wydawał mi się raczej rozsądny. Na blogu Sąsiada jest jednym z rozsądniejszych głosów, choć o to akurat nietrudno 😉
Jednak akurat w tej sprawie wydaje mi się, że prawda leży pośrodku.
@pfg nie jest anonimowy. Wystarczy otworzyć zakładkę „o mnie”
http://th-www.if.uj.edu.pl/zfs/gora/index.html
Jego wpis odebrałam dokładnie tak samo, jak Andsol.
Nie widzę żadnych „bluzgów” czy „insynuacji”.
MOżna spróbować uratować człowieka:
http://www.thepetitionsite.com/takeaction/278/113/666/?z00m=21103451&redirectID=1355166025
A kuku! Znaczy się…
BRY!
A propos, to jest Strawiński w wersji HIP! Hip hip! A nawet może posłucham.
Pietruszka i Wiesna swiaszczennaja.
Super był apropos, nie?
To idę wiercić dziurę, w ścianie. Wam już zabiłem ćwieka 😉
papa
Korekta: dwie dziury.
Przeczytałem przez Was komentarz tego fizyka, wydaje się całkiem rozsądny i logiczny.
Istotne jest to, że ktoś napuścił GW, a ta zrobiła histerię, co bardzo lubi robić.
Bobik, powiedz tak szczerze: a co to za zwirz, ten normalny profesor?
😆
No dobra dobra, już idę do tych dziur. Dopiero trzeci miesiąc wiercę, co się czepiacie…
Tadeusz,
ćwieka to Ty mi zabiłeś swoim milczeniem 😉 Zbyt długim 👿
Teraz sprawiłeś mi radość 😆
Udanego wiercenia 😉
Wyborczej wcale nie trzeba napuszczać ona tak ma. Permanentny globus histericus 👿
A ja widze – kiedy na swych przypuszczeniach buduje sie konstrukcje, majaca udowodnic, ze poprzednie doniesienia zostaly zaklamane. Wtedy nalezy szczegolnie trzymac sie faktow a nie przypuszczen.
To nie znaczy, ze podwazam jego twierdzenia, ze bylo niecoi inaczej niz podala GW, byc moze doneisienia byly przrlamane. Ale jak sie uzywa do ich podwazenia wyrazen „Thun sie wscekla”, „mysle, ze bylo tak.”, a nie mialo sie dostepu do „uczuc” pani Thun, to lepiej zrezygnowac z tych zabiegow retoryzcnycg jesli sie chce zachowac wiarygodnosc.
I jeszcze cos. Czytajac o wystepach licznej krakowskiej profesury nie tylko w tym konkretnym wypadku, ale licznych wczeesniejszych (chocby zarzucanie Miloszowi, ze jest odszczepiencem i antypolakiem) , ukladajacych sie w pattern, to wcale nie watpie, ze na posiedzeniu mogly padac slowa cytowane w doneisieniach. Naprawde UJ w ostatnich latatch zaczyna coraz bardzioej przypominac mi Uniwersytet w Ostrolece. Ktos tym szeroko pojetym Legutkom daje kontrakty nauczycieli akademickich, ktos je przedluza.
Ja widzę różnicę pomiędzy „interpretacją” i „opinią” a „bluzgiem” i „insynuacją”. I tych ostatnich nie potrafię się dopatrzeć na blogu pfg. On nie pisze artykułu. Wypowiada swój pogląd na prywatnym blogu i ma prawo do subiektywizmu.
Inną rzeczą jest coraz większy upadek obyczajów i prawicowy przechył. To ostatnie wygląda na plagę ogólnoeuropejską. Wystarczy rzucić okiem na sondaże przedwyborcze do Europarlamentu. Francja, Wielka Brytania …. zgroza 👿 Coś bardzo niedobrego dzieje się z Europą 🙁
Insynuacyjne najczesciej to sa opinie i interpretacycje. Dopisywanie zachowan co do ktorych nie mamy zadnych twardych danych tez.
Wiec kjesli o mnie chodzi, werdykt jeszcze niue zapadl.
POotrafie uwierzyc, ze rektor chcial wydzialowi narzucic kandydature honorowego doktora i potrafie uwierzyc, ze wydzial nie byl z tego powodu zadowolony. A juz z pewnoscia potrafie uwoierzyc, ze na zebraniu Rady Wydzialu padaly argumnenty o „maoizmie”, „skrajnym lewactwie” i temu podobne i ze one przewazyly.
To jeszcze za malo aby utrzymywac z cala moca, ze Roza Thun narozrabiala – przed czasem powiadomila Barrosa, wywierala presje etc.
Ale prawdą jest, że w gazeta.pl (gorszy brat) i GW (lepszy brat) ekscytują się, lub udają, różnymi wydzarzeniami, któreym nadają rangę bez małac światowych skandali.
Coraz częściej nie mam chęci tam zaglądać, bo wydaje mi się, że redagują ją gimnazjaliści, ludzie kompletnie niedojrzali.
Co prawda GW odcina się od gazeta.pl, ale publikują te same wiadomości i artykuły.
Ostatnio portal ogłosił, ze będzie dodatek faktoid:
http://wiadomosci.gazeta.pl/faktoid/0,0.html
Okaże się za chwilę, że jedyna poważna gazeta na rynku, to Rzepa
Wiem, że to ma być satyryczny dodatek, ale…
Siódemeczko,(12:24)
żenada …
Co do listu do Putina, to nie należy zapominać, że Radio Maryja wystartowało dzięki bratniej pomocy postsowieckich nadajników … 👿
Jestem daleki od twierdzenia, ze GW zawsze i we wszystkim odpowiada moim zapotrzebowaniom i ioczekiwaniom. Ale jedno jest pewne – pisze ona i zwraca uwage na zjawiska czy fakty, ktore inne polskie media uwazaja czesto za „sztucznie rozdmuchane”, margunalne i odwracajace uwage czytelnika od spraw naprawde „powaznych”. Przez wiele lat GW nie zajmowala sie zbytnio zjawiskami, ktore tez uwazala za niewazne, marginalne, nie warte staczania sporow.
Sam pamietam swe oburzenie gdy zlekcewazyla kompletnie np. zakaz Parady Rownosci wydany wbrew obowiazujacemu prawu i procedurom przez prezydenta Warszawy. Lecha Kaczynskiego. Takich przykladow moglbym podawac wiecej. To lekcewazenie doprowadzilo do powaznych konsekwencji, takze do przemocy w innych miastach. Kiedy sobie przypomnieli o problemie, byl to juz problem nader powazny – kiedy prawicowe bojowki poczely palic Tecze, rozwalac skwoty etc. GW wyciagnel;a z tego wnioski.
Dobrze, ze dzis bije na alarm kiedy natyka sie na potencjalnie grozne zjawiska.
Takim potencjalnie groznym zjawiskiem jest tez uznanie, ze komus nie nalezy sie doktoprat hc, poniewaz „byl kiedys maoista” i ze robia to profesorowie najstarszego i najbardziej szacownego w Polsce uniwersytetu.
Tak, wiele pisarstwa w GW mi sie nie podoba i dawalem temu nieraz wyraz. Nie podobaja mi sie tez niektorzy autorzy – no to ich albo nie czytam albo komentuje.
Ale nie mozna robic gazecie zarzutow, ze ma zdecydowany profil ideologiczny.
Bezstronnosci mozna i nalezy oczekiwac od publicznej telewizjki czy radia finansowanycgh przez wszystkich obywateli.
Nie od gazety, ktora zgromadzila w swoim gronie zespol ludzi podobnie myuslacych, podzielajacych te same wartosvci i ten sam oglad swiata. Nie mozna oczekiwac, ze nie bedzie sie upominac o te wartosci i usilowala swiat zmieniac.
A bledy popelniaja wszyscy. Ja tez. NAWET Ja. 😈
Bluzgów ja też nijakich u pfg nie widzę, a choć są niepoparte faktami przypuszczenia, to ogólny ton nie jest insynuacyjny, tylko raczej w obronie uczelni wszystko bagatelizujący. Ale moim zdaniem po prostu nie w tym problem, czy GW wygrzebała sprawę trochę wcześniej, czy trochę później, ani w tym, czy na radzie wydziału padł jeden epitet mniej lub jeden więcej. Rzecz w… no, w tym, com naszczekał wcześniej. 😉
Tadeuszu, uważaj z dziurami- dziura w głowie aż osiemset pięćdziesiąt! 😎
„Normalną” profesurę wziąłem przecież w cudzysłów, żeby nikt nie wpadł na pomysł zadawania mi pytań, co to za źwirzę. 😈
Bobiku (9:19), niepowtarzające róże mają swoje zalety. Kwitną tylko raz, ale za to bardzo obficie. Najczęściej na nic nie chorują i najczęściej znacznie lepiej sobie radzą z zimami niż te powtarzające. Oczywiście, argument miejsca jest trudno zbijalny – ale powiedzmy, że można namówić sąsiada żeby posadził po swojej stronie, albo uprawiać guerilla gardening (kilka róż już rośnie w różnych nieoczywistych miejscach jako skutek moich wypraw ze szpadlem po zmroku).
Poza tym, kto widział kwitnącego „Bobby Jamesa” albo „Alchymista” ten nie będzie już nigdy dyskryminował róż ze względu na „niepowtarzalność”.
No, na miejscu Rozy Thun wolalbym jednak aby mnie nikt publicznie nie oskarzal, ze cos wypaplalem (jesli nie wypaplalem) i sie wsceklem (jeslki sie nien wscieklem).
To fakt, że GW nie jest medium publicznym, mającym obowiązek zachowywania bezstronności. I to normalne, że niepubliczne media mogą mieć swoje profile, konserwatywne, lewicowe, czy jakieś tam. Odbiorca wie, jakiego oglądu świata po którym medium się spodziewać i albo po nie sięga, albo nie sięga, tyle.
Więc ja nie o profil mam do GW pretensje, tylko o nierzetelności, niechlujstwa, zbrodnie na języku i inne objawy lekceważenia czytelnika, tudzież traktowania go jak kretyna.
Choćby ten pożal się boże satyryczny „Faktoid”. On już istnieje od dawna, ale satyra to tak słaba, że dotąd słusznie nie była eksponowana na pierwszych stronach. Kto teraz wpadł na to, że gazetę trzeba dokretynić i „Faktoida” wysunąć na czółko? 👿
Guerilla gardening 😆
Nie znałem tego wyrażenia, a okazuje się, że zjawisko ma nawet stronę w Wiki.
Bobby James zaiste imponujący. To rambler chyba?
Zaprzyjaźniony blog młodego zdolnego: wpis nieomal w trybie ilustracyjnym do felietonów Szczerka („szyldoza z cięzkimi rzutami bilbordozy”).
Rambler ci on, Bobiku. A jak pachnie!
Tak, Kocie, też bym wolał, ale w końcu to przypuszczenie nie zostało wyrażone w wysokonakładowej gazecie, tylko na prywatnym blogu, gdzie pogdybanie sobie bardziej jest dopuszczalne. My tu też czasem gdybamy. 😉
No i z dwojga złego zdecydowanie wolę przypuszczenia podane niedwuznacznie w formie przypuszczeń, niż robienie z nich pewników, co się też nierzadko zdarza. 🙄
Nikt nie lubi nierzetelności, niechlujstwa, zbrodni na języku . Nie mysle jednak, ze robia to z powodu lekcewazenia czytelnika. Mysle, ze to niechlujstwo jezykowe i faktograficzne wychodzi samo z siebie. Jest skutkiem naboru dziennijkarzy nie przygotowabych do wykoinywania zawodu, bo innych mlodych, a zatem tanich, nie ma na rynku.
Moja Stara miala z wieloma takimi do czynienia. Opowiada, ze kiedys zwrocila uwage mlodemu koledze, ktory przygotowujac dziennik uzyl zwrotu, ze jakis sportowiec za transfer otrzymal iles tam tysiecy”zielonych”. Kolega bardzo sie zdziwil – przeciez wszyscy tak mowia, zauwazyl. Stara, starajac sie zachowac spokoj ducha i lekki ton, powiedziala, ze w radiu, a juz szczegolnie w dzienniku, staramy sie unikac wyrazen slangowych. Inni obecni mlodzi koledzy zaczeli Stara zapewniac, ze to juz jest oficjalne slowo uzywane w dobrym towarzystwie. No i co bylo zrobic? Oni tak autentycznie mysleli, oni starali sie wykonywac swoja prace rzetelnie i starannie. Bardzo, bardzo sie starali. Uzywali takich sformulowan nie dlatego, ze uwazali swych sluchaczy za glupkow, tylko dlatego, ze tak ich nauczono. To pewnie ma cos wspolnego z poziomem nauczania kultury jezyka, wyjasniania na czym polegaja konwencje jezykowe, kiedy sie uzywa jezyka wysokiego a kiedy niskiego. A raczej brakiem takiego nauczania.
A Gazeta Wyborcza doniosla wlasnie bardzo smieszna wiadomosc: ze mianowicie prokuratura prowadzi dochodzenie przeciwko proboszczowi, ktory zobaczyl dwojke mlodych ludzi (studentow Szkoly Filmowej) jak cos fotografowali przed kosciolem, wiec wyrwal im aparat i, jak rozumiem, uciekl z nim. Sledztwo sie toczy o kradziez drogiego cyfrowego aparatu. 😈
Ktos skomentopwal na forum: Zrobi pare zdjec ministranmtom i odda. 😈
nie martw sie Jagodo, poradzimy sobie w Nowymjorku, ja wprawdzie lewak, ale luksus lubie 😉 🙄
jako tylko balkonu posiadacz pokazuja Wam kwiaty malowane ( Henri Fantin-Latour)
i do tego chwale sie SLONCEM 🙂 🙂 🙂
bywa
😀
Re: Barroso. Bloger pfg ma imię, nazwisko i tytuły, kto chce szybko na listach pracowników UJ znajdzie. Wątek pani Róży Thun jest najwyżej drugorzędny, jądro konfliktu opisuje zdanie: wydział nie życzył sobie stać się jedynie narzędziem. Argumenty były słabe, ale miały znaczenie trzeciorzędne. Nie jest natomiast robienie podniecenia wokół kwestii, która wystygła przed rokiem — i nie wspomnienie, że rzeczony Barroso dostzał odznaczenie, takie, które rektor w istocie mógł przyznać. To tyle po odsunięciu pianki.
http://www.zdf.de/ZDFmediathek#/suche/frohes%20schaffen
to jest linka do filmu (po niemiecku) o pracy i moralnosci, czy mniej pracy czyni nieszczesliwym? film jest stary (dwa lata), mimo to wart ogladniecia 🙂
to linka do Die Zeit o filmie slow kilka
http://www.zeit.de/karriere/2013-04/frohes-schaffen-konstantin-faigle
pora bryknac do „wlocha” na duze tluste kaloryczne lody 😛
Sa dwa niedzwiedzie!
Dwa niedzwiedzie z kukulka w tle!
Co to jest Gender? Warszawiacy odpowiadaja (nieco ponad 3 minuty):
http://www.youtube.com/watch?v=oR0siVNUXSI
Zaproszenie
Koty Pirat i Nos (Czarny Nos) zapraszają Szanowną Frekwencję na imprezę
z okazji ukończenia 12 lat życia. Ich siostra Milka organizuje osobne party w Warszawie.
Obowiązuje dobry humor.
(stroje dowolne)
Dziekuje. Czy moge zalozyc obrozke wysadzana sztucznymi brylkantami, ktora mi Stara przywiozla z Ameryki i w ktorej, jak twierdzi wygladam jak ped.. ten… gej? Ja akurat tak nie uwazam i mysle, ze blekit obrozki i rzadek swiecocych kryusztalkow znakomiciue pofkresla blekit mojego futra.
Drogi Kocie, jeśli dzięki obróżce będziesz się dobrze czuł i miał dobry humor, to koniecznie ją nałóż.
To dobrze, bomam tak rzadkie okazje 😈
Piuratowi i Czarnemu Nosowi serdeczne zyczenia 25 lat zycia o zdroiwych nerkach!
Eluzet, nie chciałabyś może iść 29 maja o godz. 19 do Centrum „Kopernik” na wieczór dla dorosłych http://www.kopernik.org.pl/projekty-specjalne/wieczorydladoroslych/
Podałabym Ci numer i odebrałabyś sobie bilet przed wejściem.
Impreza jest? No to jasne, że idziemy. 😀
Ja włożę smoking (ci, co mnie znają z bliska, dobrze wiedzą, że smoking zawsze mam pod łapą). Muchę też jakąś skombinuję, jednym kłapnięciem. Albo nie, zamiast muchy przyniosę na szyi beczułkę z rumem.
Zdrowie Pirata i Nosa po raz pierwszy! 😀
Momencik, wyskoczymy tylko z Szamanem do ogrodu, żeby coś upolować, bo nie wypada przychodzić z pustą łapą 😎
Piratowi i Nosowi 100 razy miau miau ❗
(Czy kotki też będą? 😳 )
Jeżeli trzeba, to możemy zorganizować Kocią Orkiestrę do białego rana 😆
Zjednoczony Chór Blogowy zaśpiewa pieśń „Gdybym to ja miaua skrzydełka jak pieczona gąska”. I zamiast konfetti będziemy się obsypywać węglowym miauem. 😀
Tylko niech nikt nie próbuje się przystawiać do Panny Julki, bo będzie się miaaauuu z pyszna 👿
No nieee, gdzieżby kto śmiau! 😯
I słusznie, że paniauuuu 😉
Koty wybywają na imprezę, to może i personel się zabawi 😉
http://www.youtube.com/watch?v=ThMgZuGIG6s
Dzień urodzin przebiegał z wszelkimi szykany –
pod stołem stanął bażant fłagrasem nadziany,
dokoła się piętrzyły wędlin różnych stosy,
by żaden Kot narzekać nie mógł na niedosyt,
a tuż obok wędzony łosoś w rulonikach
rybim głosem radosne śpiewał Magnificat.
Przy ognisku kucharze starzy oraz młodzi
do zawodów ruszyli – kto Kotom dogodzi
najskuteczniej, kto z udźca czy małego udka
najwspanialszy poemat kulinarny utka,
kto taki smakołyków sprokuruje koszyk,
że Kot przymruży ślepia i miauknie z rozkoszy.
By kucharze przyrządzać z czego mieli dania,
naprędce urządzono liczne polowania,
w których Koty domowe, dzikie i półdzikie
łacno mogły wykazać się myśliwskim szykiem.
Dla Pirata zadanie było nader łatwe,
co parę chwil przynosił jakąś kuropatwę,
przepiórkę, kilka głuszców albo parkę pawi
i wręczał kucharzowi, żeby ptactwo sprawił.
Nie mógł nikt wątpić, kto jest polowania królem,
więc choć inni patrzyli na to z pewnym bólem,
zostały jego wielkie czyny docenione
i na łeb mu paradnie włożono koronę,
którą nosił… no, z takim pewnym zawstydzeniem,
bo Skromność jego drugim wszak była imieniem.
Nieco dalej straganów ustawiono rządek,
czuwała przy nich grupa sprzedawców i prządek,
oferując z zapałem dla futrzanych gości
wyroby kaszmirowe najpierwszej świeżości.
Nie musiał się Kot żaden martwić o zasady,
że wzbraniać czegoś będą, dawać dobre rady,
że się pazur wysunie albo omsknie łapa –
tu wolno było targać, międlić, szarpać, drapać.
Chwilami nad straganem się wznosiły spory,
bo od kaszmirów wyżej ktoś cenił angory,
ale na jeden temat nikt się nie chciał spierać:
że alergią się kończy spanie na moherach.
Lecz największy był tumult na dachu garażu,
gdy tylko coś Kot któryś wypił dla kurażu,
cardiolu kilka kropel albo waleriany,
w tę stronę dzikim pędem biegł, instynktem gnany,
bo tam, śpiewając tęskne, miaukliwe piosenki,
Kocice swe na pokaz wystawiały wdzięki.
Tutaj mógł Nos bez trudu dać skuteczny dowód
swej wielkiej waleczności, lecz był jeden powód,
dla którego zostawił innym Kotom pole,
mrucząc cicho do siebie „ja tam podjeść wolę”.
O powodzie tym zmilczmy, bo wie nawet chłystek,
że wpychać się nie trzeba w sprawy osobiste.
Wiele jeszcze atrakcji festyn ten dostarczył,
jak skakanie przez okno, sikanie do tarczy,
lecz by opisać wszystkie imprezy detale,
zasobów klawiatury mej nie starczy wcale,
więc tylko z całej mocy szczeknę pod niebiosa:
wypijmy wszyscy zdrowie Pirata i Nosa. 😆
Wiesz co Bobiku…. Gdybys wyasygnowal mi cztery miliony euro i dal sto lat na napusanie takiego poematu jak Ty napisales w kwadrans, to bym musial niestety zrezygnowac z honorarium..
Zdrowie Psa Boba Mickiewicza!
Tego akurat poematu nie napisałem w kwadrans. 😳 Dostosowałem tylko do okazji taki, który już miałem, bo już byłem nieco spóźniony na imprezę i nie chciałem, żeby Laureaci zbyt długo czekali na prezent. Ale mam nadzieję, że nie wezmą mi za złe tego pójścia na skróty. 😉
😆
Mamuśku(© Nisia), czyta się niczym dreszczowiec jaki.
Zdrowie, zdrowie, Gospodarzy, Gości i Wieszcza. 🙂
I osobno imprezującej Milki. 😀
Przepraszam, że z prywatą wskoczę, czy jest tu ktoś, kto wie, jak w Audacity, lub innym, wyrownać natężenie dźwięku w nagraniu.
Nie byłam na jednym seminarium, bo właśnie wtedy mnie okradziono, pocieszałam się, że będzie później nagranie, a ono nie nadaje się do odsłuchania, bo głos raz rozsadza ucho, a za chwilę słabnie do niesłyszalnych tonów. Bez sensu.
Nie wiem, czy o to nie lepiej pytać u Kierowniczki. Tam audiofile są bardzo licznie reprezentowani. 😉
Siodemeczko, o ile pamietam sa dwie mozliwosci, obie pod Effects:
Jedno to Amplify, nastawic na amplifikacje negatywna, wtedy scisza caly zaznaczony urywek (lub jesli chcesz calosc)
drugie to Normalize, jest tam opcja okreslenia maksymalnej amplitudy
Bobiku, wiersz o uczcie genialny!
Jubilaci bardzo dziękują za życzenia. Poemat cudny. Sokratesie, panienki są cztery, do wyboru do koloru: pręgowana, dwie czarno-białe i trzykolorowa. Miauuuu!
Pierwszy z prawej Nos, trzeci z prawej Pirat, pierwszy z lewej ich brat Pinkot (w krainie wiecznych łowów, razem z białym Chimkiem). Reszta panienki.
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=3484117423701&set=a.3366956094741.2163687.1294344232&type=1&theater
Mt7
Chętnie skorzystałabym z propozycji, tylko muszę spróbować załatwić drugi bilet.
Lisku, próbowałam przez normalizację, ale nie wiem, jak oznaczyć te parametry. Trzeba wpisać jakąś cyfrę, domyślne 3 nic nie dało.
Moze faktycznie u KIerowniczki, p[oróbuję jeszcze z różnymi wielkosciami.
Eluzet, na podanej stronie można chyba jeszcze nabyć przez internet na 29 maja.
Mt7, pan mąż mówi – compressor. Podnosi najniższy sygnał do góry, a wyrównuje najwyższy.
Szukałem, gdzie to zdjęcie z Kotami jest sfotoszopowane, ale najmniejszego śladu nie znalazłem. Wszystko prawdziwe. 😯 😆
Wielkiej urody towarzystwo. 😀
Mt7, drugi bilet już kupiłam, tak więc chętnie wezmę od Ciebie Twój. Trzeba jeszcze tylko uzgodnić sposób rozliczenia.
Nic z tego, to są struktuiralne zaniki dźwięku.
Mają to muzeum naszpikowane elektroniką, ale trzeba jeszcze żeby ktoś nad tym w minimalnym zakresie czuwał.
Dobrze, nie bedę psuć nastroju.
Dobrej nocy!
Eluzet, to jest prezent. Nie chciałam, zeby przepadł i szukam chętnego. Ulżyło mi bardzo i mam nadzieję, ze będziesz się tam dobrze bawić.
Proszę Bobika, zeby podał Ci mój adres e-mail, to prześlę numer.
Ja dzisiaj byłam w ramach Nocy Muzeów w Muzeum Gazownictwa. Warto chodzić tam, gdzie trudno się dostać.
Ha, Muzeum Gazownictwa!
Czy ktos zna jakies Muzeum Torebkarsko-Cholewnicze? Mam tu jedna amatorke.
Chciualaby porownac ze swoja kolekcja.
Najbardziej ostrzyłam sobie zęby na zbiorniki gazu w gazowni, ale one zostały sprzedane i nie ma do nich już dostępu. Fantastyczne budowle, krórych tak niewiele jest w Warszawie oryginalnych niszczeją bezpowrotnie, tu są http://www.opuszczone.net/gazownia-warszawa
Gazownia ta wytwarzała gaz ze spalania węgla i koksu.
Fantastyczne budynki są w większosci odrestaurowane i dobudowano nowe. W nony są pięknie podświetlone budynki i cały długi ceglany mur. Padła mi bateria w aparacie i nie mogłam porobić zdjęć, poza tym padał deszcz więc był szary, zadeszczony wieczór.
Pójdę tam w przyszłym roku z porządnie naładowaną baterią.
To jest niezwykle malowniczy teren.
Dzień dobry 🙂
kawa
Moja Noc Muzeów spędzona w skansenie. Nie tylko udostępniono obiekt. Pracownicy muzeum włożyli dużo pracy, przygotowując szereg inscenizacji obrazujących dawne obyczaje i klimaty. Były nocne bajania o księżycu i gwiazdach w podaniach ludowych spisanych przez O. Kolberga i miasteczkowe życie nocne.
Tu krótka fotorelacja
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=582826508499026&set=pcb.582827818498895&type=1&theater
Bobiku, kolejny raz potwierdziłeś swoje słuszne prawa do tytułu Honorowego Kota 😆
Eluzet, kłaniamy się z Szamanem nisko wszystkim uroczym Paniom 😎
Szaman jest zainteresowany, moje serce od dawna należy wyłącznie do Panny Julki 😉
Miłego dnia Koszyczku 😆
Mt7, bardzo dziękuję za prezent. Ja w Centrum już kiedyś byłam, ale pan Mąż jeszcze nie. Będziemy mieli wspaniały wieczór. Zresztą, tam można chodzić bez końca. Znam pewną poznaniankę, która kupiła sobie roczny karnet i jak jest w Warszawie (co najmniej raz w miesiącu) to sobie idzie na godzinkę lub dwie.
To jakas wybitnie krotka fotorelacja z Nocy Muzeow, Irku – sklada sie z jednego zdjecia! 😈
My ze Stara tez sie wybieramy do muzeum, ale za dnia, bo w niocy to my oglkadamy telewizje albo podjadamy co tam uratowalo sie za dnia w lodowce.. Muzeum, ktore zamierzamy odwiedzic to Museum of Natural History, gdzie od perzszlego piatku i az do 9 wrzesnia bedzie jakas absiolutnie nadzwyczajna eksopozycja poswiecona mamutom. Gwiazda wystawy ma byc odnalezione na Syberii w wiecznej zmarzlinie idealnie zachowane zamrozone mamuciatko- dziewczynka. Oczywiscie mamuciatko przebywa obecnie w temperaturze pokojowej, gdyz przebywanie przez 40 tysiecy lat w lodzie pozbawilo je calej zawartosci wody – to dziala tak jak np zostawiony i zapomniany na pare miesiecy przez Stara w zamrazalniku kawalek lososia. Jak juz sobie o nim przypomni, to losos jest czyms w rodzaju niepelnej suchej mumii.
Mamuty byly z 10 razy wieksze od sloni i trudno sobie wyobrazic, ze mogly utrzymac takie cielsko odzywiajac sie wylacznie roslinnoscia. Ale tak wlasnie bylo – potrzebowaly dziennie spozyc ponad 200 kilo trawy.
I nie jest prawda, ze pierwotny czlowiek wytrzebil mamuty na pozywienie. Wyginely w epoce lodowcowej gdy mialy nieco utrudniony dostep do zywnosci.
Wiec bardzo sie cieszymy na te wystawe, majac nadzieje, ze Museum of Natoral Hoistoru nie bedzie zapchane zbyt entuzjastycznymi malolatami, choc z dugiej striony – czemu nie? Maloilaty tez maja prawo do mamutow.
A tu jest mamuciatko Luba:
http://www.nhm.ac.uk/visit-us/whats-on/temporary-exhibitions/mammoths-ice-age-giants/lyuba/index.html
Kocie, czy złożyłeś życzenia Starej? 🙂
120 lat dobrego, szczęśliwego życia, Heleno.
Cieszę się, że jesteś. 😀
Relacja Irka jest dłuższa, z prawej nad zdjeciem jest opcja poprzednie-następne.
Już Siódemka mnie wyręczyła. Zdjęć jest 13 😉
Dla Heleny z najlepszymi urodzinowymi 🙂
https://lh4.googleusercontent.com/-A98o5wXHr68/UZez9XwekaI/AAAAAAAAC8U/_pSBJmmfa5U/w691-h518-no/P1010471.JPG
OMG! Jakiz piekny ten kosz bzow!
A Strara owszem, ma U., ale woli naprawde o tym nie wspominac, bo z roku na rok to bardziej boli, powiada. Ale dziekuje od razu Wszystkim za wszelkie dobre mysli i zyczenia. Let’s not mention it anymore… skoro jest taka przewrazliwiona 🙄
A dla Mordki:
http://www.ptaki.fotolog.pl/19359,kategoria.html
😉
Dzień dobry 🙂
Jak dziś rano wlazłem na taras w celu wypicia kawy, to już nie mogłem z niego zleźć. Lato na całego, słońce stachanowskie, róże pachną, pszczoły pszczelą, nawet pasztetówki do szczęścia nie trzeba (chwilowo!). 😀
W końcu się jednak ruszyłem, żeby coś szczeknąć w Pewnej Sprawie, ale skoro jest surowy zakaz, to będę się gryzł w ozór i powtarzał sobie – Bobik, don’t mention the war, don’t mention the war… 😆
Alez te bazanciki smacznie wygladaja. Ptaki, ktore lacza w sobie piekno upierzenia z pieknem poglebionego wnetrza , zwlaszca jak sie doda do nadzienia troche jalowca i swiezej pietruchy na zdrowie drog moczowych, czegoz mozna jeszcze sobie zyczyc?
Yeah, don’t mention the war, Bobik.
Dzień dobry,
co prawda przegapiłam urodziny kocie, ale zdążyłam na urodziny Heleny. Żyj nam zdrowo, długo i kolorowo, Heleno.
Wspomniany przez Bobika list w całości zamieścił moskwa-sadowa u siebie:
http://moskwasadowa.blox.pl/2014/05/Targowicosyny.html#komentarze
Przerażające, a tłumaczenia UJ są w tym kontekście żenujące 🙁
Rysiu, Twój lokalny patriotyzm przefrunął był do mnie- wyszedł mi Berlin 🙂
😯 😯 😯
Ostry numer, ta całość listu.
Zatkało mnie.
Mnie prawde mowiac ten list specjalnie nie zdziwil. Mialam czas przyzwuczaic sie do takiego myslenia sluchajac licznych endekow w Nowym Jorku, dostawalam od nich czasami listy wzywajace mnie do opamietania jesli sie okazalo, ze wlasnie byla szykowana lub juz sie odbyla jakas demonstracja pod konsulkatem PRL lub pod radziecka misja dyplomatyczna przy ONZ. Dziadek Giertycha szczegolnie lubil „demaskowa”, mnie, musial miec bardzo dobre stosunki z SB gdyz w swoich listach ujawnial nawet „prawdziwe nazwisko” mego owczesnego narzeczonego – z moim nie mogl nic zrobic. Wiec jestem naprawde uodporniona na endecka wizje swiata i Polski.
Czy nalezy ich karac „za zdrade”? Moim zadniem absolutnie nie nalezy. Tak oni mysla i mysla o sobie ze sa „patriotami”. Nie uwazam ze nalezy karac za myslenie nawet o obaleniu ladu konstytucyjnego. Co innego jesli sie zabiora za konkretne dzialania – wowczas nalezy oczywioscie ich areszrtowac i postawic przed sadem. Dopoki sa to listy otwarte, niechaj sobie pisza, zajaczki. Tam zreszta poza nazwiskiem Wrzodaka, o ktorym wiadomo, ze to zdrowo rabniety zajaczek, nie ma ani jednego, ktore kiedykoilwiek bym slyszala. Wiec to musi jakies towarzystwo wzajemnej adoracji bezsilnych frustratow. Co tam na nich z armata!
Nikomu, niczego nie będziemy liczyć, ale, tak na wszelki wypadek, gdyby przyszło do rozliczeń 😉
http://www.youtube.com/watch?v=DhecpGGOP40
Dzień dobry
Szanowni, widzę, że u was też o liście. Powiem wam szczerze, że ta moja autorzyna zamieściła go u siebie w całości, zła jest, coś tam o jakichś Kossakowskich gada, i porównała z fragmentem aktu proklamacji konfederacji targowickiej. Generalnie burzy się i wraz innymi prze do zaprotestowania przynajmniej w sprawie naukowców, którzy na UJ pracują, ale znowu pisać jakieś petycje… przecież chyba same krakusy powinny coś skrobnąć…
Behemot
Witaj Behemotku. Wiemy, wiemy, wlasnie nie zgodzilam sie z Autorem ze nallezy ich karac.
Jakis list przeciwko? Moim zdaniem szkoda dowartosciowywac tych debili. Zazwyczaj jestem z automatu za „dawaniem glosu”, ale tym razem mysle naprawde ze jest ich garstka i sa na tak lunatycznym marginesie, ze szkoda gadac.
Natomaisrt od dlluzszego czasu zastanawia mnie co u licha dzieje sie na UJocie, ze uczelnia ma, jak mi sie zdaje, znacznie wiekszy odsetek psychicznych na metr kwadratowy niz inne uczelnie polskie, w tym w Ostrolece (slynnej z La Pawlowicz) nie wylaczajac. Jakie wlasnosci intelektualne trzeba dzis posiadac aby sie zatrudnic za profesora na UJ? To groza jakas. Same legutki, 🙄
Dla Heleny, dla Kota i dla wszystkich, którzy mają ambiwalentny stosunek do rzeczywistości oraz lubią Andrzeja Poniedzielskiego:
https://www.youtube.com/watch?v=7QHvAAc28bU
Pozdrawiam
Puchala, sliczny „kawalek”.
Ja tam staram sie nie pazdzierniczyc, ale czasami samo sie pazdzierniczy i nie ma rady.
Przegaduje sobie wtedy w pamiec wiersz: Pora spadania jablek, jeszcze liscie sie bronia, rankiem mgly coraz gestsze, lysieje powietrze…
Ooo, przepraszam, ja jestem październikowa i bardzo to sobię chwalę.
Nie ma piękniejszego miesiąca. Bardzo dobry miesiąc na urodziny.
No, może jeszcze maj jest niezły. 😉
Wątpi ktoś?
Agnieszka Osiecka i Magda Umer urodziły się 9 października.
Heleno droga i szanowna,
Nie tylko UJ – UAM (AKO im. L.K.), uleganie terrorowi narodowców przez UG i UW, postawa niektórych pracowników Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy dziękują temu chamstwu, które napadało na Baumana… – smród po Rzplitej niesie się…ech
pozdrawiam
B.
Ale skad, Moskwo, wszyscy ci „nauczyciele akademiccy” z naukowymi dyplomami wzielisie? Jaka sila nieczysta ich zatrudnila? Czy oni zawsze byli na uczelniach, tylkosmy o nich nie wiedzieli? Czy tez nastapila jakas specjalna negatywna rekrutacja i uzskac stanowiska mogly tylko osly?
Pisze w przerwie na reklamy, ogladajac powtorke sprzed trzech lat Briana Coxa „Wonders of Universe'”. I jak tak patrze na niego, na jego twarz pelna blasku, inteligencji, poczucia humoru i nijak nie moge zrozumiec co moze laczyc profesora Coxa z jego niektorymi kolegami akademickimi z UJ, piszacymi wiernopoddanczy list do Putuna, bredzdzacymi o cywilizacji smierci i zagrozeniach ze strony feministek czt brodatych drag queens. No nie potrafie zrozumiec, ze jedni , tacy jak Cox sa „profesorami” i drudzy, tacy jak szertoko pojety Legutko, tez sa „profesorami”.
Siodemeczko, Puchala, ja nie mowilam o urodzonych w pazdzierniku, tylko o jesieni zycia, ze sie tak wyraze.
Mowiac zas o profesprach. Wlasnie przeczytalam, ze Pan Profesor Jan Karski zostal uznany przez kanadyjska Izbe Gmin za Bohatera Ludzkosci.
Ale by sie zdziwil! Bo On byl bardzo skromnym czlowiekiem.
Brawo kanadyjski Parlament!
Ooo, jaka długa sjesta! 🙂
Twoje zdrowie, Helenko!
Teraz już mogę spokojnie wychylić. 😀
A ja próbowałam wykręcić kota ogonem, tę jesień.
Co tam, Heleno, co będzie, to będzie.
Mam znajomą, która od 20 lat trzęsie się o to, co z nią będzie. Wpędziła się w poważne tarapaty psychiczne, biega po lekarzach z każdym pryszczem, ale poważne objawy chorobowe w postaci guza na przykład, omija wielkim łukiem, nie robi badań, bo nie daj Boże, pewnie coś złego. Z jednej strony rozumna osoba, a z drugiej sama sobie życie zmarnowała.
Tak mile Panie, to sie chyba nazywa „zaprzeczeniem oczywistosci”.
No, nie chcialabym, aby mnie to dopadlo.
Chociaz, przeciez nie wiemy nic o sobie w sytuacjach extrmalnych.
Siodemeczko, droga, ciezko zyc w ciaglym strachu i mam nadzieje, ze twoja znajoma zacznie leczyc ten zespol stanow lekowych przed choroba. Jasne, ze chorob mozna i trzeba sie bac, ale kiedy choroby nie ma, a strach juz paralizuje i wplywa na jakosc zycia, to warto sie udac po pomoc. Schorzenia psychiczne sa wciaz malo rozpoznane i malo leczone. Trudno sie samemu wpedzic w tarapaty psychiczne, one nas same jakos znajduja i trzymaja w szponach.
Bardzo pozdrawiam.
U nas dzisiaj jest swieto urodzin Krolowej Wiktorii i jutro jest dzien wolny od pracy na te okolicznosc. Wdzieczna jestem za to Wiktorii, ale miedzy nami mowiac my juz tutaj, w starym dominium, malo przypominamy Rodzine Krolewska i coraz mniej zwiazkow emocjonalnych/ historycznych maja nowi mieszkancy Kanady z Anglia i Europa.
Charles i Camilla wlasnie przybyli z wizyta.Camilla sie dosc ladnie starzeje.
No i wątek paździerzenia byłby dla mnie stracony, bo „w twoim kraju jest to niedostępne” ale wątek pt. Hola, przywołany przez Babilasa uratował sprawę. Okazuje się, że mój kraj zmienił położenie i już jest w UE i mogę.
Boziu, Boziu, czemu ja jeszczę nie śpię, całe szczęście, że moja kiszka jest ślepa, bo gdyby widziała co ja robię, to by mi od środka dołożyła…
Dzień dobry 🙂
kawa
kartka z kalendarza
Biegnę po pasztetówkę 😀
Miłego dnia Koszyczku, udanego tygodnia 🙂
Dzień dobry 🙂
Zrobiłem sobie wczoraj urlop od internetu, wyjechałem do ogrodu i bardzo dobrze mi to zrobiło. Ale jeden dzień wystarczył, dziś mi się już jednak za blogiem zaczęło cknić. 🙂
Jeżeli ktoś jeszcze nie wypił kawy i zabierze się do niej dopiero teraz, może przy tym pooglądać fascynujące zdjęcia Rosji, jakiej już od dawna nie ma:
http://deser.pl/deser/51,111858,15972376.html?i=0
Irkowa kartka z kalendarza mnie rozłożyła. 😆 Nie wiem teraz, czy mam najpierw składać życzenia Pękosławowi i Pękosławie, Potencjanowi i Potencjannie oraz Pudencjanowi i Pudencjannie, czy myć samochód, czy rysować Mahometa. 😈
W grę wchodziłby jeszcze dobry uczynek, ale bo ja wiem, czy mnie się chce brukować piekło? Tam ponoć już i tak mają sporo siły roboczej. 😎
Starsze z kapuściąt wyszły już spod skrzydeł i usiłują być samodzielne, ale sprawiają przy tym wrażenie wiecznie nawalonych. 😈 Zataczają się, obalają, głowy im się chwieją… Niemniej jednak gryzonie rozszarpują już całkiem sprawnie. A wrzasku przy tym robią! Musiałem je przyciszyć, bo uszy pękały. 🙂
Bry! 🙂
Te zdjecia to są kolekcje ze zbiorów Kongresu USA. Tam jest ogromna ilość starych zdjęć na płytach szklanych ze wszystkich stron swiata.
Jak ktoś ma cierpliwość i chęć może tu pobuszować.
Zdjęcia z Polski są pod nazwą Rosja, bo nie było wtedy państwa Polskiego, dlatego najlepiej szukać według miejscowosci.
http://www.loc.gov/exhibits/empire/
Zacznę od przeprosin.
Przepraszam Loto i Króliku, ja w istocie wiem, że takie obawy, jakie nękają moją znajomą są depresją, którą trzeba leczyć.
Złoszczę się z bezsilności, że zmora dusi bez powodu i człowiek nie ma wpływu na te swoje odczucia, chociaż stojąc z boku wydaje się, że powinien mieć.
Napisałam to trochę dla siebie i moich rówieśników, z myślą, żeby nie poddawać się złym nastrojom i przewidywaniom, co przykrego może się wydarzyć. Jasne, ze trzeba być czujnym, ale też przyjąć różne ograniczenia, które z wiekiem będą występować.
Więc ucha do góry, nie jest źle i tego się trzymajmy. 🙂
Bry!
No i straciłem indywidualny znacznik początku rozmowy… ale daję do konsumpcji generalnej, na licencji Creative Commons http://pl.wikipedia.org/wiki/Creative_Commons
Hihi…
Ludzie, toć ludzi z tytułem profesora jest w Polsce ok. 25000, słownie dwadzieścia pięć tysięcy. To niezły przekrój Polakowości, więc i durny się trafi i geniusz, podły i szlachetny, pracowity i leń.
Wśród profesorów jest 5000 kobiet. Etc.
Doktorów jest 118000. Prawie cztery dywizje, czyli mniej niż liczą sobie całe Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polski.
A jak się chcecie dalej sami bawić, to proszę:
http://nauka-polska.pl/dhtml/raportyWyszukiwanie/wyszukiwanieLudzieNauki.fs
Errata:
Więcej niż liczą sobie…
W Wojsku Polskim jest ok. 100 000 ludzi.
Jako szczeniak niewiele wiem o rozterkach wieku średniego 😎 ale tak czy owak maj uważam za bardzo niedobry moment na październiczenie. Jak już ktoś koniecznie musi, to od końca września do początków kwietnia. Pozostałe miesiące mają tyle uroków, że naprawdę szkoda je przepaździerniczyć. 🙂
Ale wiem, że niektórym się nie przetłumaczy. 🙄 Też znam z bardzo bliska kogoś, kto martwi się nie tyle tym, co jest (choć tym też), ile tym, co być może – a wyobraźnię w tej dziedzinie ma nader bujną. I jakoś za Chiny nie zauważa, że Los jest i tak bardziej od niego wynalazczy. Zawsze mu w końcu zsyła nie te katastrofy, których się już zdążył nabać.
Depresja to wlasnie ma do siebie, Siodemzcko, ze rozbudza w bezsilnych przyjaciolach frustracje, ze przeciez sa dzis sposoby aby na to zaradzic. Czasem trzeba wziac kogos w depresji za wszarz i zorganizowac wizyte u specjalisty, umowic i potem jeszcze dopilnowac aby ofiara depresji stawila sie, poszla do apteki, wykupila leki i je regurarnie brala. Ale te leki dzisiejsze naprawde pomagaja. znacznie lepiej nawet niz behawioralna terapia. jktora byc moze i ma swoje miejsce , ale trudno jest natrafic na dobrego terapeute.
Te zdjecia sa znakomite. Ogladajac Samarkande sprzed stu lat myslalam o hrabim Lubowieckim, ktory w tym wlasnie czasie malowal w Samarkandzie na zolto wroble i sprzedawal je na bazarze jako kanarki. Opisane przez – jak sie nazywal ten rosyjski autor – Gurdujewski? czy jakos tak.
U nas drugi dzien starszliwych upoalow. Wczoraj musialam nawey w sypialni wlaczyc sufitowy wiatrak, bo powietrze bylo lepkie z upalu. Przeciez to dopiero maj!
Wlasnie, Bobik. Ja tez zauwazylam, ze Zycie, £@*&%$ jego matka, zawsze przynosi cos kompletnie innego niz sie czlowiek spodziewa czy obawia.
Tadeuszu, to jasne, że profesura nie jest i nie może być żadnym monolitem, niemniej jednak drzewiej tak bywało, że dochapanie się tytułu profesorskiego było swego rodzaju noblesem, którego bezwzględnie wypadało oblizywać. Nawet jak ktoś nie był z natury dobry, szlachetny i prawy, to na tyle silny był nacisk środowiska na zachowywanie pewnych standardów, że i ten nieprawy wychylić się rzadko odważył, bo się bał ostracyzmu i zaprzepaszczenia dorobku. A teraz – czy kto noblesa obliże, czy nie obliże, ganc pomada. Standardy poszły się gonić, ot co. 🙄
Gurdżijew?
No bo standardy to w ogóle poszły… te stare. Tych nowych to nie rozumiem troszkę (Dehnel kiedyś napisał fajny felieton o celebryckości). Aczkolwiek stare standardy nie przeszkadzały wielu zostać marcowymi docentami w 1968, a później i profesorami. Taaa.
Ale ja też październikowy jestem, a teraz październiczę na całego, bo ciśnienie się huśta, a ja razem z nim.
Świat się w ogóle zmienia na złe. Np. już nie ma sklepach tego koniaku z wiśniami, a był nie tylko zabawny w smaku, ale i bardzo słaby 😉
Jak i wina Tamaral, które wczoraj chciałem kupić 🙁
Wlasnie tez tak mi sie wydaje – ze drzewiej takie polowy kompeltnych debili wsrod propfesorow jednak soie nie zdarzaly.
I jeszcze – dlaczego taka legutka jest znacznie czesciej na ekranie telewizora niz taki B.Cox? Albi jakis inny prawdziwy naukowiec? Dlaczego zaprasza sioe czesciej przed kamery taka Pawlowicz niz zalozmy Magdalene Fikus? Bo profesor Fikus nie wzbudzi takiego wzrostu ciosnienia na glowe telewidza niz oslica ostrolecka?
Tadeuszu, w przyrodzie nie wystepuje cos takiego jak koniak z wisniami. Mozna oczywoscie do koniaku dorzucic garsc wisni i spozywac jak sie lubi.
Tak, w 68 standardy też zostały poważnie nadgryzione, ale była jeszcze tzw. stara inteligencja, była opinia publiczna, która zdanie o tym miała jednoznaczne. Takie a takie zachowania były haniebne, wstydliwe i nawet ci marcowi docenci w głębi ducha zdawali sobie sprawę, że szczególnym szacunkiem to oni się nie cieszą i wiedzieli dlaczego. A teraz wic w tym, że dla takich „profesorów” jak Pawłowicz albo Legutko, już nic nie jest wstydliwe. To nie to, że oni się sprzedają dla kariery, co jest brzydkie, ale przynajmniej zrozumiałe. Oni w ogóle nie rozumieją, czemu się ich ktoś czepia, bo w ich przekonaniu wszystko jest w porządku.
Widziałam kiedyś panią profesor Fikus w telewizorze o jakiejś drugiej w nocy. Mówiła fascynujące rzeczy, ale realizator chyba się nudził, bo kamery pracowały jakby miały robaki. Pompka, jazda, przebitka kompletnie od czapy, jazda, pompki dwie i tak dalej. Bo jakby zafiksować kamerę na mówiącej osobie, to by było nudno.
Ja tam myślę, że oni nie tacy jednak głupi i doskonale rozumieją. Są tylko na tyle cyniczni i mają wszystkich w d… ziurce od nosa. A może i, casus Pawłowicz, dość rajcuje. Bo ona ma taką minę na zdjęciach, jakby się świetnie bawiła. Zachowują się racjonalnie tak naprawdę, takie zachowania (wygłaszane poglądy, etc.) dają im — właśnie — oglądalność i poparcie mocodawców. A to może przełożyć się na miejsce w Parlamencie Europejskim.
Nisiu, to chyba taka moda. Poszedłem na operę z Met do kina (Cosi fan tutte), praca realizatorów była koszmarna. Cała uwertura to było oglądanie nochala i łysiny dyrygenta, bliżej, dalej. Realizatorzy skrzętnie pomijali co on robi z rękoma. Sceny zbiorowe — genialne u Mozarta — polegały na wyławianiu jednego śpiewaka, wtedy można było oglądać i słuchać (!) tylko jego. A najczęściej ją. Moja towarzyszka powiedziała, że wydawało jej się, że w większości śpiewa sopran. 90% ujęć to zbliżenia twarzy.
O.
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/3440579,wyroki-w-procesie-o-zaklocanie-wykladu-prof-baumana-krzyki-z-sali-to-hanba-film-foto,1,4,id,t,sm,sg.html#galeria-material
A Morawieckiemu co się stało?
Nic, tak myśli, a tu myśli swe wykłada, Tadeuszu:
https://www.youtube.com/watch?v=ugtsOF0HD-c
Eee, pozwolisz, że nie odsłucham. Tyle rzeczy mnie w życiu denerwuje, co się będę z własnej woli irytował.
Przy lisiej norze pasie się stado gęsi. 😯
Odsluchalam za ciebie, Tadeuszu, bo i tak masz dosc stresu, a pod reka ani ulubionego winka ani wisni w koniaku.Nieszczesny ten Morawiecki.Nieszczesny!
Tymczasem w National Post zdjecie Ksiecia Harry’ego i Tuska z okazji uroczystosci pod Monte Cassino.
http://news.nationalpost.com/2014/05/18/prince-harry-marks-70th-anniversary-of-key-second-world-war-battle-at-fortress-like-monte-cassino-in-italy/
Rzeczywiście, gęsi-samobójczynie łażą koło lisów jak gdyby nigdy nic. 😯
Cywilizacja śmierci? 😆
Masz zdrowie, Króliku. 🙄 Ja wytrzymałem 2 minuty i miałem poczucie, że o 2 minuty za długo.
Czy ten Harry jest naprawdę taki wysoki (Tusk przy nim wygląda jak kompletny kurdupel), czy fotograf robił zdjęcia ku chwale monarchii? 😉
Tadeuszu, to taki syndrom, który wykształcił się razem z wejściem w użycie kamer elektronicznych o niezliczonych możliwościach. Jeden operator przyznał się kiedyś spienionemu ze złości montażyście, że go tak strasznie ciągną te guziczki!!!
Oczywiście, pracował na tej kamerze jakby miał robaki. Stale jeździł, pompował i przeostrzał.
A montażysta był starej daty – dzisiejsi też mają od cholery guziczków i mogą zrobić wszystko od ręki. Podobnie jak realizatorzy. Więc robią.
A jeszcze w sprawie oper na ekranie: zaglądam do Mezzo, ale jak widzę np. w Don Giovannim faceta w gatkach i letko sponiewieraną panienkę w dezabilu, to się od razu wyłączam. Nie na moje nerwy.
Żeby tylko wojskowym nie zachciało się pobawić guziczkami. Co z tego, że jest ich mniej niż doktorów… 🙄
Donald Tusk – 174 cm
Książę Harry – 189 cm
Tadeuszu, na pociechę po tamtym Cosi… – proponuję Ci to:
http://www.youtube.com/watch?v=8OUrafVroho
Dyrygent też a łysy łeb, ale pokazują cokolwiek więcej. Mnie się szalenie podobało to wykonanie i inscenizacja.
Niższy, ale nie tak drastycznie:
http://cdn.images.express.co.uk/img/dynamic/106/590x/harry18may14-476644.jpg
Miedwiediew ma 162 cm, wiec Tusk nie moze miec ponad 170.I rzeczywiscie, na oko jest ok 20 cm nizszy od Harry’ego.
Putin – 170 cm
Liliputin (Miedwiediew) – 162 cm
Hollande – 164 cm
Gerhard Schröder – 174 cm
Chruszczow – 164 cm
Lenin – 164 cm
Berlusconi – 164 cm
Attila wódz Hunów – 150 cm
Napoleon Bonaparte w końcu nie taki najmniejszy – 166 cm!
174 vs 170
Porównywanie wzrostu osób na zdjęciach jest trudne ze względu na ich różną czasem odległość od obiektywu, a także z powodu preferowanego obuwia 😉
Na zdjęciach widać, ze Miedwiediew musi mieć więcej:
http://histmag.org/grafika/news_2/putin-miedwiediew.jpg
W tamtych czasach 166 to byl prawdziwy gigant, szczegolnie w Sardynii, gdzie pewnie i dzisiaj facet 166 cm uchodzi za wysokiego. Putin tez nie ma 170 cm, in his dreams!
Zaraz, a Harry był mierzony z czapką, czy bez? 😆
Preferowane obuwie: 😈
http://www.opendemocracy.net/files/Berlusconi%20Putin.jpg
Bobiku, a chciałem już dodać (przy Harrym) – bez kapelusza 😉
Napoleon pochodził z Korsyki.
Jasne, Markocie, ale zerknij na zestawienie, które podał Królik.
Tam jest dużo zdjęć Miedwiediewa i nigdzie nie jest taki niski.
W artykule w „Na temat” podają, że ma 166 cm wzrostu
http://histmag.org/grafika/news_2/putin-miedwiediew.jpg
Na portretach trudno powiedzieć, kto stoi na podnóżku 😉
Jak optycznie poprawiać wzrost
Miedwiediew według rosyjskich danych ma 162 cm, Putin 168-170.
Ona jest wyższa od niego o conajmniej 5 cm ale w filmie mamy wrażenie, że jest odwrotnie. W scenach „siedzących” Bogart ma pod sobą kilka poduszek 😉
Co tam pomiary. Miedwiediew być wyższy od Putina po prostu by się nie odważył. 😎
W sumie to nie ma znaczenia przecież.
Ja mam 170 cm wzrostu, a prezydent i premier są ode mnie wyżsi.
Zaskoczona byłam Panią Komorowską, stałam obok niej w ławce i była wyższa ode mnie i o wiele szczuplejsza niż na zdjęciach.
Zaskoczona natomiast byłam wzrostem Wałęsy, jest naprawdę niewysoki, podobnie, jak prezes.
Teraz ludzie, a zwłaszcza kobiety (o, mamuśku!) są zdecydowanie wyższe. Nie wiem, czy tylko ja widzę takie nad miarę wyciagnięte niewiasty, czy tak jest w istocie, bo zaczynam sobie niedowierzać.
Mowimy Lenin a domysle partia, pisze Sardynia, a w domysle Korsyka…
Wysocy to maja dobrze, ich wzorst jest zawsze podany dokladnie. Niscy natomiast to zaraz sa zgadywanki, zrodla podaja od… do…, ale wzrost ma sie jeden i jakim sie jest wysokim zwykle sie widzi.
Bobiu, poczytalam do tylu… jak ty pieknie zamickiewiczyles na kocie urodziny, wczoraj!
Jelcyn miał 189 cm.
Dokładne rozmiary i wymiary są istotne głównie dla krawców i innych fachowców
Reszta może spekulować i porównywać, a także się łudzić i być łudzona 😉
Producenci krasnali ogrodowych wpadają na coraz straszniejsze pomysły: 😯
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,15990470,Nowy_pomnik_Jana_Pawla_II_we_Wronkach__Papiez_idzie.html
Czy to pływa?
O, jaka szkarada, 🙁
Ee tam szkarada. Fajny. Milczy. Szkarada Morawiecki, bo gada. Jeśli zrobią o nim kiedyś film, w chronologicznym układzie, to powinni wyświetlać od końca, żeby pokazać rozwój bohatera.
Coz, niech sobie stoi w tych Wronkach. Malo kto go tam przecie zobaczy. Te Wronki tez chyba troche nieszczegolne. Wart Pac palaca, a palac Paca.
Siódemeczko, intuicyjnie to studentki teraz są wyższe, kiedyś znalazłem artykuł, który naukowo potwierdzał, że one faktycznie większe. A także mają wcześniej pierwszą miesiączkę (czego intuicyjnie nie dociekałem, tym bardziej, że rzadko na studiach to robią 😉 ), co wskazuje podobno na rosnący dobrobyt.
Audrey Hepburn była chyba z 10 cm wyższa od Bogarta, jak tańczyli w Sabrinie, ona na bosaka, on w butach na duuużym koturnie.
Na studiach rzadko intuicyjnie dociekają? To prawda. 😛
Tadeuszu, chyba źle ujęłam problem.
Na ulicach WArszawy widzę młode niewiasty WIEŻE, spoko powyżej 190 w dużych ilościach.
Pola obserwacji mam ograniczone, bo bywam w okolicach, gdzie dużo młodych ludzi lubi, lub musi, przebywać.
Bo już na przykład na moim osiedlu, to tylko pojedyncze osiby występują, ale my tu już raczej starszyzna i przepływy uliczne niewielkie.
Ale już Śródmieście, Trakt Królewski, Stare Miasto – oblężenie wysokich.
Dlatego nie wiem, czy tak jest w rzeczy samej, czy ja mam złe pole obserwacji.
Pokwitanie dzis odbywa sie jakos niesamoiwicie wczesnie.
Wychodze dzis z metra. Przede mna po schodach idzie mloda kobieta z chlopczykiem, na oko siedmio – osmioletnim. Chlopczykl mowi cos do matki. Matka odpowiada: Mow do mnie po polsku, synku.
Chlpoiczyk sapie i po chwili odpowiada poirytopwanym tonem: I don’t want po polsku!
😆
Polglisz ma przyszłość, moim zdaniem. Tu nie tylko dzieci władają nim biegle. A te młode przewymiarowane niewiasty to może być wina pola obserwacji, mi się jakoś nie rzucają w oczy. Zresztą preferuję typ bardziej kompaktowy, więc co będę nadstawiał oczu, jak mi się nie podoba? 🙂
Oczywiście nie jest tak, że tabuny, ale kilka w polu mojego widzenia na niezbyt długim odcinku. Przypomina mi się wtedy fragment piosenki, może to bez te nawozy sztuczne.., może to wszystko bez te atomy…
Chyba będę robić zdjęcia dla poparcia mojej śmiałej tezy.
Mogą być telefonem, ważne, żeby było świadectwo.
A póżniej się okaże, że to ciagle te same. 😀
Posrod absolutnie wszystkich moich znajomych w Ameryce i w Anglii corki znacznie latwiej skakaly z jezyka na jezyk niz synowie, mowily bardziej gramatycznie i „nie wstydzily sie” w gronie kolezanek mowic po polsku. Jedna z moich przyhjaciolek, juz drugie pokolenie urodzone poza Polska (Bobik ja poznal jak tu ostatnio goscil) zawsze mowila nieporownanie lepiej po polsku niz jej 2-3 lata mlodszy brat. Brat mowil przekomicznie: bola mnie gumy (dziasla), ide chodzic z piesem (wyprowadzic psa) itd. W tym domu mowilo sie w trzech jezyjkach: po polsku, po francuzku i po angielsku. Przyjaciolka, Elzunia przechodzila z latwoscia z jezyka na jezyk, jej brat Andrzej z wysilkiem i raczej niechetnie. Kiedys go o to zapytalam i powiedzial, ze „gdyby babcia nie latala caly czas z polska choragiewka po domu” domagajac sie mowienia po polsku, moze by mowil chetniej.
Ale nawet w domach gdzie mowiono wylacznie po polsku, syn z chwila pojscia do szkoly, zaczynal odmawiac mowienai po polsku z rodzicami. Tak bylo jakis czas w domu Ani Frajlich, ktora okropnie nad tym ubolewala i kazdy, nawet najmniejszy wysilek syna aby powiedziec pare slow po polsku, witany byl fanfarami.
W innym domu, gdzide bylo trzch synow, rodzice w koncu sie zalamali i zaczeli mowic z dziecmi wylacznie po angielsku (oboje byli anglistami z wyksztalcenia) , bo okazalo sie to wygodniejsze w codziennym zyciu. Pozniej rodzice juz nawet ze soba rozmawiali po angielsku, poslugijac sie polskim jedynie w naszej redakcji gdzie oboje pracowali.
Bardzo to bylo dziwne dla mnie. Jesli jedno bylo w pracy, a drugie w domu, to dzwoniac do siebie rozmawiali po angielsku!
Moj syn nie chodzil nigdy do polskiej szkoly. O ile zamienienie kilu slow z babcia nie bylo problemem, to rozmowa na temat waznych problemow szkolnych, specyficznych problemow z przedmiotow, nadrabiania literatury, rozmowa na temat ulubionych filmow czy programow mogla sie odbywac tylko po angielsku, bo w takim jezyku syn to wszystko poznawal. Dziecko nie ma zdolnosci do tlumaczenia calych konceptow z jezyka na jezyk, chyba, ze ksztalci sie w obydwu, czy kilku jezykach.I to jest moim zdaniem klucz do bieglosci jezykowej.
Natomiast mialam podobna obserwacje co Heleny, dziewczynki w masie wydaja sie miec pewna latwosc w nauce i poslugiwaniu sie jezykami.A moze w ogole latwosc adaptacji i multitasking. Trzeba po polsku to sie mowi po polsku i juz. Ja ostatnio w Quebecu musialam mowic po francusku, ktory w zasadzie znam tylko z radia i jednego roku na uniwersytecie.
Ciekawe, że nasz Młody nigdy mówienia po polsku nie odmawiał i do dziś z absolutną łatwością przechodzi z jednego języka na drugi (w domu, o ile nie ma niemieckich gości, mówimy tylko po polsku i stanowczo tępimy mieszanie, że np. pół zdania po polsku, pół po niemiecku). I chyba mówi po polsku bez akcentu, choć możliwe, że to ja tego nie zauważam (może Jagoda, która go słyszała, potrafi to lepiej ocenić?). Słownictwa też brakuje mu dopiero przy jakichś specjalistycznych sprawach, na co dzień nie ma problemu. Ale brak polskiej szkoły jednak się odbił – w piśmie. Jak Młody ma coś po naszemu napisać, to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. 😕
Dzień dobry 🙂
kawa
Bry!
Słońce, upał będzie.
Dzień dobry 🙂 słonecznie 😆
Rozmowa Osiatyńskiego i Smolara. Między innymi o demokracji vs rynkach finansowych, „demokracji informatycznej”:
http://audycje.tokfm.pl/audycja/88
warto poświęcić trochę czasu.
Potwierdzam. Młody Bobika mówi znakomicie po polsku 😎
Co do mówienie po polsku przez dziewczynki i chłopców, to według moich doświadczeń, chłopcy mówią chętniej i lepiej. Ale pole moich obserwacji jest ograniczone a „próba badawcza” niewielka 😉
Dzien dobry, a nawet bardzo dobry.
Dzis bowiem rozpoczyna sie czterodniowa doroczna impreza, ktora zyje zawsze caly kraj – Chelsea Flower Show 2014. Przez cztery dni wszyscy sa przyklejeni do telewizorow, jakby to byl jakis World Cup! A wokol stacji metra Slowane Square poustawiane sa donice i bukiefy, ze mozna umrzec.
Wczoraj juz eksperci z Royal Horticultural Society oglosili laureatow – pierwsze miejsce ogrodowe zajela firma produkujaca najlepsze szampany jakie kiedykolwiek pilam – Laurent Perrier -tylko dlatego pilam, ze przedstawiocielka firmy napompowala mnie kilkoma kieliszkaki tej niebianskiej abmrzji w czasie ktorego z poprzednich Chelsea Flower Shows – zobaczyla kogos niewinnego, nienawyklego, kto wpadl w oslupienie, ze szampan moze byc az tak dobry, i dawajze odswiezac kieliszek, chyba ze cztery razy! No wiec Laurent Perrier dostal pierwsza nagrode za ogrod i bardzo mnie to cieszy. Zobacze go wieczorem w tv.
Roslina Roku 2014 dostala hortensja z grupy macrophylllla, „duzoglowa”, ktora wyhodowal jakis mlody Japonczyk i nazwal imieniem swej narzexczonej. Tutaj jest ta hortensja:
http://www.rhs.org.uk/shows-events/rhs-chelsea-flower-show/2014-stories/Plant-of-the-Year-2014
Nie wiem czy Stefan Buczacki pochwalilby te hortensje, on chyba woli mniej wydumane. A ja wole hortenesje koronkowe, takie w ktorych glowka nie otwiera sie cala za jednym zamachem. I lubie tez hortensje blekitne, ale jak sie nie ma odpowiedniej alkalicznej ziemi, to i tak sie zarozowia. Probowalam, nie wychodzi. Dosypywalam, nie wychodzi.
Wiec poki co biale koronki krolowej Anny dla mnie. Wlasnie zaczely sie otwierac pierwsze pojedyncze kwiatuszki w baldachimach. Rozkosz.
A to ciekawe, Jagodo. Bo ja z kolei we wszystkich rodzinach gdzie sa synowie i corki odnotowuje od lat zancznie wieksze zdolnosci lingwistyczne wsrod dziewczat. Mowie o dzieciach urodzonych poza Polska lub wywiezionych w wieku roku czy dwich latek.
Postanowilam, ze dzis bede sie zajmowala wylacznie Chelsea Flower Show oraz wlasnym pedikiurem, i nie bede czytac absolutnie niczego w sprawie prowokacji ABW z bomberem Brunonem K. Bo dostane apopleksji ze zlosci i oburzenia. Jestem jak najbardziej za infiltracja srodowisk terrorystycznych, ale jednak ABW, jesli jest to prawda co donosi GW, przeszla sama siebie. Rozwiazac cala agencje i powsadzac do wiezienia.
OK, juz nie bede.
A u Kapusciakow bylo wczoraj wieczorem wielkie wydarzenie w rodzinie – Tatus przyniosl dwa ZYWE szczury aby mlodziez moglka sibie pocwiczyc…
To ja rozumiem. Od lat namawiam Stara by przyniosla zywego bazanta starszemu Kotu, ktory juz sam niczegio zlowic nie moze, ale chetnie zabawi sie w safari w sypialni.
Córeczka mojego kuzyna w Szwecji, mając parę lat, też odmawiała mówienia po polsku. On do niej mówił po polsku, ona odpowiadała po szwedzku. Do babci próbowała po polsku, ale kiepsko to wychodziło.
Dziś, będąc dorosłą uroczą kobietą, żałuje, że nie zna lepiej polskiego. Ale jej dwóch młodszych braci, urodzonych z drugiego małżeństwa kuzyna, tym razem ze Szwedką, polskiego w ogóle nie zna. Kończy się na tym, że rozmawiamy po angielsku 😈
Córka mojego, dawno nieżyjącego, wujka z Brukseli nie znała słowa po polsku. Oboje rodzice byli Polakami. Ona uważała się za Francuzkę 🙄
Wujek przyjeżdżając do Polski dawał nam lekcje polskości, bardzo rozczarowany i poirytowany naszym kosmopolityzmem 😉
Nie mam pojęcia, jakie są prawidłowości. Pisze jedynie o swoich, bardzo ograniczonych doświadczeniach.
Dzień dobry 🙂
Zajmowanie się kwiatami (do których zaliczam również rukolę czy szczypiorek) to bardzo dobry pomysł na spędzenie dnia bez nerw. Przynajmniej częściowo go wykorzystam. 😉
Drugi odprężający pomysł to zajęcie się kulinariami. Zaprosiłem dziś niemieckiego kumpla na późny lunch i mam zamiar go nakarmić polskim chłodnikiem kefirowo-buraczanym. Ciekawe, czy uzna to za jadalne. 😈
Szukam jeszcze idei „na drugie”, ale z produktów, które „się ma” w domu, bo cosik mi się nie chce do sklepu zasuwać.
A trzeci, absolutnie rewelacyjny pomysł, jest taki: 😀
https://picasaweb.google.com/114730012948439010171/ZwierzynaWDomuIWZagrodzie?noredirect=1#6015424283457515154
Panna Julka w charakterze księżniczki na ziarnku grochu 😆
Nie jestem pewien, czy te prawidłowości „mówieniowe” rozkładają się według płci. Trzeba by porównać różne inne czynniki, wśród których niemałą rolę odgrywa konsekwencja starszyzny. Sam wiem, jak łatwo pójść na skróty i nawijającemu w obcym języku szczeniakowi odruchowo odpowiedzieć również po nienaszemu, zwłaszcza kiedy całe praktycznie środowisko towarzyskie jest niepolskie, nie ma w domu polskiej telewizji, itd. Konsekwentne trzymanie się w tych warunkach polszczyzny domowej wymaga łagodnego zaparcia się kopytami. 😉 Łagodnego, bo „latanie z polską chorągiewką”, jak pisała Helena, może mieć skutek dokładnie odwrotny. To raczej chodzi o to, żeby używanie polskiego było dla szczeniaka równie naturalne, jak obcego.
Trudno mi też powiedzieć, jaką rolę u nas w domu odegrało to, że mówiło się w różnych językach, nie tylko po niemiecku. Być może Młody jakoś od początku uznał za oczywiste, że z jednymi ludźmi gada się tak, z drugimi owak, a z trzecimi jeszcze inaczej i polszczyzna nie stała się dla niego „imigranckim piętnem”?
Ale to wszystko moje subiektywne przypuszczenia, bo naukowych badań na rodzinie nie przeprowadzałem. 😉
Na tak zwany zdrowy rozum wydaje mi się to naukowo słuszne 😉
Jagodo, Pręgowana nie występuje „w charakterze”, ona JEST księżniczką na ziarnku grochu. 😉
Z początku, zgodnie z podszeptami psiej natury, próbowałem tego nie respektować, ale doświadczenie szybko mnie przekonało, że nie warto i zostałem oportunistą. 😳
Moja maksymalna kulpa, Bobiku 😳
Kajam się i co tylko 🙁
Przekaż proszę, Księżniczce moje przeprosiny 🙁
Jeszcze do produktów spożywczych, które „zawsze się ma” w domu: uświadomiłem sobie, że wcale nie jest to taka oczywista oczywistość, jednakowa dla wszystkich. Już nie mówię o różnicach między wegetarianami a mięsożerami, ale np. przypomniałem sobie, jak podczas wizyty u nas zdziwiła się Babcia, kiedy odkryła, że nie mam mąki prawdopodobnie od kilku tygodni i w ogóle tego nie zauważyłem, ale nie wyobrażam sobie, żeby w domu mogło nie być pomidorów. Nie dolega mi długotrwały nawet brak ziemniaków, ale ostatnia paczka spaghetti natychmiast wywołuje odruch „trzeba dokupić”. Nie powieszę się z braku jajek, wymyślę coś bezjajecznego, ale niechby zabrakło czosnku… Itede, itepe. Jak w góralskim kawale – każden ma swoich znajomych. 😉
U Mordechaja do produktów podstawowych chyba należy kawior, bo jeszcze nigdy nie widziałem, żeby go nie miał na składzie. 😆
😀
Bardzo interesujący wist Chin w globalnej rozgrywce:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,15994594,Chiny_zawiodly_Gazprom_i_Putina__Nie_ma_historycznego.html
Okazuje się, że jednak jestem zdolny do Schadenfreude. Dużą radochę sprawił mi ten prztyczek, który Putin dostał w nos od Chińczyków. 😈
nie mam mąki prawdopodobnie od kilku tygodni i w ogóle tego nie zauważyłem, ale nie wyobrażam sobie, żeby w domu mogło nie być pomidorów. Nie dolega mi długotrwały nawet brak ziemniaków, ale ostatnia paczka spaghetti natychmiast wywołuje odruch „trzeba dokupić”. Nie powieszę się z braku jajek, wymyślę coś bezjajecznego, ale niechby zabrakło czosnku…
Zupełnie jak inwentaryzacja moich szafek i lodówki 😆 Dołożyłabym jeszcze tylko cukinię, szalotkę i składniki na rosół.
A ja mam make od szesciu a moze osmiu lat. Come to think of it, to pewnie jednak z poprzedniego stulecia. Caly czas te sama. Sprawdzam tylko od czasu do czasu czy nalezy juz zastosowac wariant Gumowskiej.
Irena Gumowska, jak pewnie wszyscy pamietaja, to byla taka pani za PRLu co sie znala na wszystkim i wypisywala od czasu do czasy nieslychane brednie, jak to np, ze na odchudzanie nalezy pic wywar z ogonkow wisni czy tez czeresni. I wiele innych madrosciowych glupot z sufitu. Ale w czasie stanu wojennego bylam dosc poruszona jej odpowiedzia jakies czytelniczce bodaj w Zyciu Wraszawy, ktora pisala z rozpacza, ze w duzym zapasie przechowywanej w domu maki, zalegly sie jakies insekty i co nalezy robic.Maka byla pewnie wowczas bardzo trudna do zdobycia, dzieki miedzy innymi takim paniom , ktore trzymaly w domu bardzi duze zapasy. Otoz Pani Gumowska doradzala jej aby cala make wsadzila na pare dni do zamrazalnika, poczekala az robactwo zamarznie na kosc, a potem make przesiala. Zastanawialam sie dlaczego nie przesiac maki bez zamrazania owadow, ale potemn zrozumialam ze chyba chodzi o to ze gdyby nie udalo sie przesiac wszystkich robakow, by sie dalej nie rozmnazaly.
No wiec ja swoja make sprawdzam regurarnie, raz do roku lub raz na dwa lata i jak dotad nie zauwazylam w niej nic zywego. Ale tez ja jestem dosc slepa, wiec glowy nie dam. Ale jakos zal mi wyrzucic, jak sobie przypomne te czytelniczke. Bo wyrzucanie maki to pewnie grzech – jak wyrzucanie chleba.
Och, pani Gumowska… Dietetyczna, naszościowa kuchnia z kopą jaj, garncem masła i kluskami na dokładkę. 😈 Rzekomo lansowała warzywa, ale jak co do czego – patrz wyżej.
Cukinia u mnie też należy do żelaznego repertuaru, ale w lecie nie ma szans, żeby mi jej zabrakło, bo sadzę dwie rośliny i potem rozdaję sąsiadom to, czego sam nie dopchnę. 🙂
Vesper, a znasz ten błyskawiczny patent snackowy – plasterki młodej, surowej cukinii z peanut butter (najlepiej takim z kawałkami fistaszków)? Wymyśliłem to kiedyś i jak się okazało dobre, zaraz zareklamowałem na blogu, ale nie każdy akurat musiał czytać. 😉
Pani Gumowska lansowala rozne rzeczy. M.in. rozpijanie dozorcow, dozorca nie pijacy nie wchodzil wlasciwie w rachube. „Kiedy musisz zawolac dozorce do naprawy czegos w domu, powitaj go wyciagajac z kredensu koniak i krysztalowy kieliszek” Chodzilo o to chyba by dozorca „poczul sie jak czlwoiek”. O zaplaceniu dozorcy prawdziwymi pieniedzmi za kompetentna usluge nie bylo ani slowa. To byla ksiazka o savoir vivre’ze. 😆
Napar z szypułek wiśniowych działa moczopędnie, a zielona herbata z dodatkiem tych szypułek (także czereśniowych) poprawia przemianę materii. Podobno.
Herbata z ogonków wiśniowych ma całkiem przyjemny aromat i smak. Do nabycia w niektórych aptekach, drogeriach lub sklepach zielarskich.
Jaka pani Gumowska? Nic nie wiem!
Zapłata dozorcy za usługę to nie kwestia savoir-vivre’u.
Nie zapłacisz raz, to za drugim nie znajdzie dla Ciebie czasu 😉
Irena
Tea time!
http://www.artfox.pl/product_info.php?cPath=109&products_id=2395
I do herbaty nowozelandzkie ciasteczko:
http://www.youtube.com/watch?v=9GXua6gD4Hc
slonce, slonce, slonce 🙂 🙂 🙂
balkon zajety balkonowaniem przy herbacie 😀
Siodemeczko, musialbym podjac pewna kwestie myslenia, ale intuicyjnie potwierdzam, dziewczyny rosna i rosna i rosna. Kiedys w autobusie „San” stalem zawsze w lufciku dachowym, i bylem czesto jedynym, a dzisiaj w S-Bahnie dziewczyny patrza mi na czubek glowy 😡 👿
Bobik, popraw prosze, to okropny blad 🙂
co do jezykow, to potwierdzam, jest tak jak mowicie (piszecie), albo tez inaczej, i raz tak, a raz tak. 😎
bywa
Bobiku, snackowego patentu nie znałam, ale już znam 🙂
A ja wczoraj, w przypływie twórczej inwencji, podyktowanej desperacją, zrobiłam dziecku awokadową „nutellę” – zmiksowałam awokado z utartą gorzką czekoladą i odrobiną cukru pudru. Bo dziecko moje jest na diecie bezmleczno-bezjajeczno-bezpszenicznej i dostępnych rówieśnikom łakoci nie może jeść. I słowo honoru- lepsze to było niż niejeden czekoladowy krem. W wersji dla dorosłych można by jeszcze kapnąć jakiegoś procentowego płynu i byłby świetny krem do tortu dla pilnujących cholesterolu łasuchów. A gdyby jeszcze zamiast cukru pudru dać ksylitol, to i cukrzyk by się ucieszył. Niedługo zostanę mistrzynią przyrządzania jedzenia z powietrza i promieni uv 😈
Vesper,
masz wszelkie szanse zostać światowej sławy restauratorką 😎
czy pozwolisz, że już dzisiaj zarezerwuje stolik w Twoje restauracji? 😆 🙄