Cuda na warcie
Foksterier nie pojawiał się w bobikowych progach zbyt często, nie bez powodu więc szczeniak był nieco zaskoczony, otwierając mu drzwi. Postarał się jednak zachować w tej niespodziewanej sytuacji przytomność umysłu i staropolską grzeczność.
– Gościu, siądź na mej kanapie – zagaił uprzejmie, odwołując się do najlepszych literackich wzorców. – Mogę się z tobą podzielić parówką, udało mi się jedną ocalić przed Pręgowaną.
– Zbieraj się!- warknął ostro, po kapralsku Foksterier, nie zwracając uwagi na wielkoduszną propozycję. – Trzeba iść na Wartę, żeby uczcić Święto Cudownego Wojska Polskiego.
– Chciałeś chyba powiedzieć „do Warty” albo „za Wartę” – odruchowo poprawił go Bobik. – Ale ja Warty nie przejdę. Nie umiem pływać, a most za daleko.
– Jak mówię na Wartę, to na Wartę!- wściekł się Foksterier. – Na Smoleńską Wartę. Z okazji Cudu nad Wisłą. Iść. Biec. Gryźć. Naprzód marsz!
– Wiesz, to mi jakieś za wielkie rzek pomieszanie – szczeknął z ociąganiem Bobik. – Gdzie Rzym, gdzie Smoleńsk, a gdzie Wojsko Polskie? A poza tym, szczerze mówiąc, ja w cuda nie wierzę.
– Jak to, nie wierzysz? – spytał z bolesnym niedowierzaniem Foksterier, zapomniawszy na chwilę o wojskowym drylu. – W ogóle, w żadne cuda?
– No, nie tak w ogóle – przyznał uczciwie Bobik. – Wierzę na przykład w to, że świat potrafi być cudowny, jak mu się tylko chce. Że cudne są wschody i zachody słońca, zwłaszcza kiedy nie pada. Albo że ta Maltanka spod dziesiątki to istne cudo. Ale nie wierzę w objawy na szybie, stadionowe zmartwychwstania, ani Maryję w charakterze szybkostrzelnego automatu M-20, koszącego jedną serią bolszewicką armię. A gryzienie na oślep jakieś mi się ciemniackie zdaje.
– Bluźnisz, szczeniaku! – zawył Foksterier z najwyższym oburzeniem. – Właśnie w obrzydliwy sposób zszargałeś kilka świętości naraz!
– Ja? – przeraził się Bobik. – Naprawdę? No popatrz, byłem przekonany, że szargają ci, którzy przerabiają świętości na jarmarczne sztuczki i tanie kuglarstwo. Ale skoro się myliłem, to przepraszam.
– Nie przyjmuję twoich przeprosin, kundlu! – odpalił Foksterier z najgrubszego kalibru. – Nie chcę cię znać! Mógłbym ci jeszcze darować, choć z trudem, że rozdzielasz włosy święte i świeckie na czworo, zamiast ruszyć i gryźć. W ostateczności nawet i to, że nie chcesz entuzjastycznie świętować Cudownej Warty Żołnierzy Maryi nad Wisłą Smoleńską. Ale na pewno nigdy nie wybaczę ci tego, że uraziłeś moje uczucia militarne!

Oh, I see, Bobiku – znowu czekam na akceptacje… 🙁
No, nic, to w takim razie jeszcze przed wyjsciem sprobuje maksyme jednego z buddyjskich nauczycieli, zauwazona wczoraj na okladce jednego magazynu: „You are perfect the way you are… and you could use a little improvement.” Jakos mi sie to przypomnialo w kontekscie wczorajszej pobocznej dyskusji na temat tego, czy pisac z mysla o tym, czy sie jest zrozumialym dla czytelnikow, czy tez raczej sie tym szczegolnie nie przejmowac… 😉 (Szerszy podtekst jest zreszta tez bardzo ciekawy, i przypomina mi dowcipne uwagi Josepha Campbella o tym, jak to jest sie znalezc posrodku kultur, ktore nie znaja pojecia grzechu pierworodnego.) 😉
No i chyba ta maksyma zostala napisana ze szczegolna mysla o Kotach (jak wiadomo, z zalozenia – Byty Doskonale). 😆
No to widzę, że ks. Sowa następny w kolejce 🙁
Koty jako Byty Doskonale moglyby jedynie ucierpiec z tego little improvement. Musialyby co chwila za siebie ogladac czy nikt im po pietach nie depcze. Ich to serdecznie nudzi i nie widza powodu. 😈
A nie, to mozna takze zupelnie inaczej odczytywac, Mordko. 😉 I w koncu, po latach pisania na jednym blogu, zdradze Ci tajemnice. 😉 Ja tez jestem raczej wewnetrznym kotem, tyle, ze z tych Duzych Kotow (astrologicznych). 😆
Swoja droga, wlasnie wczoraj z przyjaciolmi mielismy, przy wspomnianych przeze mnie salatkach (w komentarzu zaaresztowanym przez Lotra), rozmowe przy winie, o tym, kto z zebranego u nas wczoraj towarzystwa jest bardziej Kotem, a kto bardziej Psem. Liczyly sie m.in. takie cechy, jak duzy stopien indywidualizmu, potrzeba przebywania w grupie, przejmowanie sie lub nieprzejmowanie obowiazujacymi modami, wrazliwosc na szczegoly, zwlaszcza natury estetycznej, ale nie tylko, itp. Dreczenie Personelu i gonienie ptactwa domowego byly tylko jednym z wielu punktow na kwestionariuszu. 😉 Okazalo sie, ze przynajmniej nasz przyjacielski swiat podzielil sie mniej wiecej po rowno na Koty i Psy, z dwiema osobami bedacymi mniej wiecej w srodku psio-kociej skali, co pewnie Bobik po powrocie wyjasni przy pomocy teorii ewolucji. 😆
I naprawde znikam na razie, jak Cheshire Cat, pozostawiajac jeszcze na chwile usmiech. 🙂
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/o-krzysztof-madel-z-zakazem-wypowiadania-sie-i-bez-wstepu-do-kosciola/j4z5j
tamże:
…o. Madel ma też zakaz odprawiania mszy, spowiadania oraz pokazywania się w kościele parafialnym. Powód? Otóż wedle jego relacji wśród domowników parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu doszło – zaraz po publikacji wywiadu w „GW” – do awantury. Miały w niej paść nie tylko ostre słowa pod adresem o. Mądla, ale i dojść do rękoczynów….
A ja mam nadzieję, Doro, że te pojedyńcze bierki zostały usunięte tak nieostrożnie, że spowodują iż cały stosik się posypie 😉 .
Wiem, wiem, nadzieja matką głupich 😉 .
Rany boskie, Helena na fejsie 🙂
Jaka ja jestem archaiczna ;-( .
Bobiczek może mógłby zamailować w naszym imieniu i dopytać, co można, a co trzeba zrobić ?
Szanowni Państwo,
Z zainteresowaniem czytam Blog Bobika, szczególnie interesujące wspomnienia p. Heleny.
Natomiast chcę w myśl zasady „amicus Plato itd.” podzielić się z Państwem relacją naocznego świadka, czyli mojej córki, która przedwczoraj skończyła rejs żeglarski w Gdyni i była z przyjaciółmi z rejsu i innymi osobami na plaży przez cały czas zajścia.
Otóż córka (delikatna dziewczyna z poglądami identycznymi do tych dominujących na Blogu Bobika) całkowicie potwierdza relację obarczającą winą za bitkę meksykańskich marynarzy. Byli pijani, chamscy, klęli po hiszpańsku i angielsku w sposób całkowicie skandaliczny. Zaczepiali wulgarnie kobiety (córkę także).
Traf chciał, że na plaży była cała masa kibiców ze Śląska. Byli hałaśliwi i wstawieni odpalali rakiety co powodowało niebezpieczeństwo, ale zachowywali się dużo lepiej od Meksykanów.
Relata Refero.
Od siebie dodam, że byłam w Meksyku dwa razy. Polska to naprawdę kraj łagodnych ludzi przy tamtej dziczy. Wystarczy zresztą porównać statystyki przestępstw, w tym przestępstw wobec kobiet.
Samokrytyka narodowa jest bardzo potrzebna dla zdrowia narodu. Ale bezkrytyczna ojkofobia też jest złem.
Pozdrawiam i do widzenia.
Stara zbaraniala jak ja zapytalem czy jest na Fejsie. Przysiega sie, ze nie wie….
Alino, zapewne relacja Twojej córki jest obiektywna.
Ale to zdanie jest dla mnie niezrozumiałe :
„Byli hałaśliwi i wstawieni odpalali rakiety co powodowało niebezpieczeństwo, ale zachowywali się dużo lepiej od Meksykanów.”
Mogłabyś mi to przybliżyć, proszę.
Kocie, no jak nie jak tak? Komentuje w ” na temat”.
I chwała jej za to 🙂
http://natemat.pl/72007,duszpasterz-kibicow-ostrzega-przed-prowokacjami-rzadu-beda-robic-z-kibicow-bandytow
@zmora 19 sierpień 13, 18:13
Polacy nie zaczepiali nikogo z postronnych. Ani kobiet ani mężczyzn. Po prostu byli za głośni.
Chamstwo jest zjawiskiem o charakterze stopniowalnym (skalowalnym”. Zatem relatywnie lepsze jest wysłuchiwanie ryków na cześć Ruchu Chorzów niż strącanie ręki obcego faceta z własnego biustu lub wysłuchiwanie propozycji typu: „wanna fuck, bitch?”.
Nieprawdaż? To wszystko co mam (a raczej moje dziecko ma) do powiedzenia w tej sprawie.
Zgodzimy się chyba, że Polacy nie mają monopolu na chamstwo w kraju i za granicą?
Ma ktoś może pod ręką wyżymaczkę? Bo odwirowywać się nie lubię. 👿
Dwa razy zaskoczyła mnie w terenie taka burza, że parasol był wobec niej zupełnie bezradny. Ledwo się po pierwszym razie zdołałem trochę podsuszyć, to mnie zaraz dopadło znowu. 🙄
Teraz zajrzałem na blog tylko w celu dopełnienia gospodarskich obowiązków, czyli wpuszczenia uwięzionych postów oraz powitania Aliny 🙂 , po czym od razu znikam, żeby chuchać i dmuchać, bo psina musi być sucha. 😉
Jestem gotow uwierzyc, ze Meksykanczycy „pierwsi zaczeli”. Nie jestem gotow uwierzyc, ze kibole stadionowi odpalahacy race na zatloczonej plazy (widzialem na filmiku z cctv) staneli w obrponie kobiet. Skorzystali z okazji do zrobienia zadymy.
To kibice sportowi maja swego przydzielonego duszpasterza? A czy milosnicy koncertow muzyki klasycznej albo bywalcy muzeow tez maja swego? I na czym to duszpasterstwo kibolskie polega?
Bym zapomniał: Alino, jeżeli przy kolejnym wejściu zmienisz choćby jedną literkę w danych, musisz znowu czekać na akceptację, bo maszyna Cię nie rozpoznaje. Przy identycznych danych po pierwszym wpuszczonym poście wchodzisz już bez czekania.
Teoretycznie przynajmniej, bo w praktyce paskudnik Łotrpress czasem zatrzymuje komentarze „po uważaniu”. 👿
@Kot Mordechaj:
„…Nie jestem gotow uwierzyc, ze kibole stadionowi odpalahacy race na zatloczonej plazy (widzialem na filmiku z cctv) staneli w obrponie kobiet. Skorzystali z okazji do zrobienia zadymy….”
Z tego co rozumiem w obronie kobiet stanęli też zwykli ludzie, koledzy mężowie itp. Również kibice. Mnie się wydaje zresztą, że „stanięcie w obronie kobiet” nie wyklucza logicznie „skorzystania z okazji do zrobienia zadymy”.
W takich sytuacjach rzeczy dzieją się zresztą szybko – za szybko i trudno tak oddzielić, kto jest kto. Kolega córki z rejsu – spokojny skądinąd człowiek przyładował zresztą Meksykaninowi w nos a potem sam oberwał. Można więc powiedzieć, że „robił zadymę” tym bardziej, że jest barczystym facetem z krótko ostrzyżoną głową 🙂
Policji nie było przez pół godziny. Tu był największy problem. Zawiedli w sensie prewencyjnym i wobec kibiców i wobec marynarzy. Profesjonaliścy byli by w dużej sile na tej plaży zanim cokolwiek się stało.
Natomiast tutaj akurat sprawa jest bardziej skomplikowana niż agresja polskich kiboli w stosunku do uroczych gości zza granicy. Powtarzam to co mówi córka – policji ani, ani. Ludzie mieli dyskomfort i poczucie osamotnienia w tej zadymie i przed nią.
Gratuluję fajnego blogu i znikam.
Meksykanie zaatakowali, kibole pobili – jak było naprawdę na plaży w Gdyni…Kto jest winny? Ani jedni, ani drudzy. Policja.
http://natemat.pl/71949,meksykanie-zaatakowali-kibole-pobili-mowimy-jak-bylo-naprawde-na-plazy-w-gdyni
Bo widzisz, Alino, mimo że jestem staroświecka dosyć, to jednak wolę, żeby mnie ktoś łapał za biust, niż żeby mnie trafił racą w oko.
Dlatego argument o lepszym zachowaniu kibiców wyrażony przez Ciebie w zacytowanym przeze mnie zdaniu jakoś do mnie nie trafia. Przykro mi.
Oczywiście, zgadzam się z Tobą, że monopolu na chamstwo nie mamy.
Monopolu nie maja z pewnoscia o czym zapewne pamietaja mieszkancy Krakowa witajacy nasz, brytyjski element, ktory leci aby sie uchlac do polprzytomnosci, bo w Krakowie taniej i bezkarniej.
Pamietam czasy, kiedy mielismy tu problemy z kibolami, wcale nie tak dawne. Zarowno po wygranym jak i po przegranym meczu strach bylo znalezc sie gdzies w poblizu.
Czytalam gdzies, ze chociaz huliganizm stadionowy byl juz problemem w Anglii w XIV wieku, kiedy rywalizujace ze soba wioski naparzaly sie przed zawodami obrzucajac sie wtedy nawzajem glownie swinslkimi pecherzami wypelnionymi g..em, tak dalece, ze krol wprowadziul zakaz gry w pilke nozna, potem odzyl w XIX wieku, kiedy wrowadzono t.zw. Riot Act przewidujacy surowe kary za rozrabianie na stadionach i na wchodzenie przez kibicow na murawe, chuliganstwo kibolskie nasililo sie w latatch siedemdziesiatych i ja po przyjezdzie do anglii jeszcze sie zalapalam na resztki tego. Pamietam jak wracajac autobusem od Jasiuni, na jakims przystanku w poblizu jakiegos stadionu natrafilismy na tlumek kibicow radosnie swietujacych wygrana ich druzyny. Czesc z nich wsiadla do autobusu, czesc sie nie zmoiescila wiec walili piesciami w okna, a ja wcisnieta w fotel przy oknie, umieralam ze strachu. Co zostalo zauwazone przez kibicow i zaczeli mnie wszyscy chorem pocieszac abym sie nie bala i ze nic mi sie nie stanie. Co mnie troche uspokoilo, ale i tak wysiadlam na swoim przystanku telepiac sie jak osika na wietrze.
Ale faktem jest, ze od ponad 20 lat incydenty z chuliganami stadionowymi zdarzaja sie tu nad wyraz rzadko. POlicja we wspolpracy z klubami sportowymi wprowadzila rozliczne utrudnienia – w tym najwazniejsze moze to rejestracja wszystkich kibicow, specjalne karty zezwalajace na kupowanie biletow na mecz oraz ostra kontrola przy bramkach majaca na celu egzekwowanie zakazu wchodzenia na stadion osobnikow , ktorzy wslawili sie poprzednio jakimis ekscesami. Wiec jak jakiegos kibola swedza rece aby dac komus w morde, powybijac szyby w barze albo cos innego zwandalizowac, musza jechac zagranice i tam rozrabiac. Ale i zagranica aby wejsc do kwatery „swoich” musza okazac karte futbolowa, ze zdjerciem.
@Zmora: Oni nie rzucali z tego co wiem racami w ludzi. Trzymali je w rękach wyciągniętych do góry. To jest niebezpieczne bo może się coś wydarzyć, ale moim zdaniem dowodzi raczej niebezpiecznej głupoty niż agresji. Robili tak jak robią to na każdym meczu na widowni stadionu.
Wypadków z racami tam nie było.
Kończę, bo zaczynam bronić kiboli, a przecież ich nie znoszę. Ale córka twierdzi, że nie było by zadymy bez marynarskich zalotów.
Pytanie podstawowe pozostaje: kto dowodził Policją???
O, wreszcie dobre pytanie. Naprawdę nie jest ważne, co ludowa opowieść jeszcze doda do tej żałosnej zadymy, zaraz się dowiemy, że dzicy Meksykanie gwałcili i palili, a chrześcijańska, patriotyczna młodzież ruszyła z odsieczą śpiewając nabożne pieśni. O ile już gdzieś ta wersja nie funkcjonuje. To są szczegóły techniczne.
Policją prawdopodobnie nikt nie dowodził. Dowodzenie oznacza analizowanie sytuacji, podejmowanie decyzji i wydawanie rozkazów, a tego jakoś nie zaobserwowano. Formalnie tak, jakaś pierdoła miała to wszystko robić, ale nie zrobiła, jak zwykle zresztą. Poziom kadr w policji to osobny temat, wyłażący przy każdej okoliczności wymagającej wyjścia poza rutynę. Nie poza procedury i przepisy, podkreślam, tylko poza rutynę.
Dobry wieczór 🙂
Do Liska 18.08. 22:16, gwoli wyjaśnienia “Jestem Bogiem Surowym (? ‘kana’, bardziej zblizone do angielskiego zealous) i nienawidzacych mnie karze do drugiego, trzeciego i czwartego pokolenia” (III Mojzeszowa roz 20; wyrazenie o pokoleniach nie figuruje chyba w zadnym z polskich tlumaczen, bo to czesc Dekalogu)”.
W Biblii Tysiąclecia wyd. 3 poprawione: „… jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą”.
W ST pod. red. ks. M.Petera: „…jestem Bogiem zazdrosnym, który dochodzę nieprawości ojców na synach, wnukach i prawnukach tych, co mnie nienawidzą”.
Nie wiem, jak inne. Mam tylko dwie.
Ale, Wielki Wodzu, przecież to rutyna: dojechać jak najszybciej i odzadymić. Tyle chyba jeszcze potrafią?
Z fb Haliny Birenbaum
Otrzymałam dziś taki list przekazany z Warszawy:
——————————————————————————–
Date: Mon, 19 Aug 2013 09:48:52 +0300
From:
Subject: : Przepraszamy…
To: undisclosed-recipients@[46.120.22.93]
Wprost
Autor Stanisław Janecki
Autor Jerzy Sławomir Mac
Nasza wina
Przepraszamy Żydów i prosimy o wybaczenie. Polacy nie są współodpowiedzialni za Holocaust, ale są współodpowiedzialni za los polskich Żydów podczas Holocaustu. „Nie ma zbiorowej odpowiedzialności, jest odpowiedzialność za zbiorowość” – tak to określił Czesław Bielecki, szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Dlatego przepraszamy Żydów – w imieniu państwa, społeczeństwa, każdego z nas.
Przepraszamy dla własnego dobra, żeby się oczyścić, żeby w XXI wiek wejść z czystym sumieniem. Przepraszamy za „milczenie owiec”, czyli bierność polskiej większości, za „biednych Polaków patrzących na getto”, za patrzących na pociągi jadące do Treblinki. Za tych, którym nie przeszkadzają rysunki powieszonej gwiazdy Dawida. Za prokuratorów, którzy ordynarne antysemickie dowcipy i broszury propagujące kłamstwo oświęcimskie uznają za niegodne ich wysiłku. Przepraszamy za tych, dla których ujawnienie zbrodni w Jedwabnem stało się kolejną okazją do uzewnętrznienia antysemickich fobii i stereotypów, okazją do wyprania sumień, do przerzucenia polskich przewin wobec Żydów na samych Żydów, do negowania Holocaustu. Wreszcie przepraszamy za tych, którzy nie chcą za to wszystko przeprosić. Przepraszamy, mimo że nikomu nie przychodzi to łatwo, ani Francuzom, ani Węgrom, ani Słowakom, ani Rumunom.
Grzech pierwszy: milczenie
„Wobec zbrodni nie można być biernym. Kto milczy w obliczu mordu, staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia, ten przyzwala” – napisała w 1942 r. w ulotce sygnowanej przez Front Odrodzenia Polski Zofia Kossak-Szczucka, pisarka. „Zbrodnia włada nami dopóty, dopóki nie wyznamy win i nie przeżyjemy skruchy. Żeby przywrócić Boski porządek i spokój sumienia, nie wolno się powoływać na żadne okoliczności łagodzące, nie wolno szukać usprawiedliwień” – napominał ks. prof. Józef Tischner. „Tu nic nie można ważyć – brzemienia grzechu nie sposób zrzucić, szukając różnych ale, powołując się na kontekst history-
czny, psychologiczny, społeczny. Bo zamiast skruchy popadamy w pychę, zamiast pokuty mamy banalną konstatację obecności zła” – twierdził ks. Tischner.
Grzech drugi: obojętność
Przepraszamy Żydów za obojętność wobec Zagłady. Za to, że gdy płonęło warszawskie getto, po stronie aryjskiej kręciły się karuzele, a niektórzy śpiewali: „Hitler kochany, Hitler złoty nauczył Żydów roboty”. Przepraszamy za to, że katolicka Caritas pomagała w getcie głównie tym Żydom, którzy się przechrzcili. Przyznajemy się do winy za to, co w „Kronice getta warszawskiego” opisywał Emanuel Ringelblum: „Współpraca niemieckich żołnierzy, gestapowców, volksdeutschów z polskimi antysemitami wydała obfity plon w postaci opustoszałych sklepów i magazynów żydowskich, które obrabowano i do cna oczyszczono”.
Weźmy odpowiedzialność za to, że pod koniec 1940 r. wielu Żydów ukrywających się po aryjskiej stronie wolało się schronić w getcie, niż cierpieć prześladowania od polskich sąsiadów. Przeprośmy za to, że nie wyjątkiem, lecz regułą były takie opinie, jak zamieszczona w sierpniu 1942 r. w piśmie „Naród”, organie Stronnictwa Pracy: „Nie wysilajmy się na sztuczny żal za ginącym narodem, który przecież nie był bliskim sercom naszym”. Za to, że wydawany przez Obóz Narodowo-Radykalny „Szaniec” odważył się podczas likwidacji warszawskiego getta napisać: „Oto Żydów likwidują Niemcy lepiej, niż zdołał to uczynić ktokolwiek inny, a zwłaszcza my”.
Pochylmy głowy nad losem tych, którzy ocaleli i musieli wysłuchiwać takich na przykład opinii: „Skoro przeżyli, to musieli współpracować z Niemcami”. W takim klimacie do mordów na ocalonych z getta Żydach dochodziło nawet podczas powstania warszawskiego: około 30 osób zamordowano przy Długiej, piętnastu – przy Prostej. Tak Polacy odpowiadali na zaangażowanie w walkę 500 ocalałych Żydów.
Grzech trzeci: chciwość
Przepraszamy Żydów za chciwość polskich współobywateli. Za zajmowanie domów (w 1939 r. Żydzi byli właścicielami 40 proc. budynków w Warszawie), sklepów, warsztatów, za przejmowanie kontaktów handlowych, mebli, kosztowności. Nikt nie oszacował dotychczas skali materialnych korzyści, jakie odnieśli przeciętni Polacy, głównie mieszkańcy dawnych sztetłes, z zagłady żydowskich sąsiadów. W Jedwabnem przez 60 lat mówiono otwarcie, kto prowadzi interes po Żydach, zbudował dom na pożydowskim placu, kupił samochód „za żydowskie złoto”. Takie rozmowy toczyły się w całym kraju. Jan Karski, który w 1942 r. przyjechał do kraju, wchodząc do warszawskiego getta, zanotował: „Stosunek Polaków do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. Korzystają z uprawnień, jakie nowa sytuacja im daje, wykorzystują je, często ich nawet nadużywają. Zbliża ich to w pewnym stopniu do Niemców”. Zagłada Żydów jeszcze wzmogła nienawiść wielu Polaków do ofiar. Sporządzony pod koniec wojny raport Knolla, szefa Referatu ds. Narodowościowych Delegatury Rządu RP na Kraj, przestrzegał przed powrotem ocalałych Żydów, przeciw którym wzbogacona po ich wypędzeniu do gett „ludność polska wystąpi z całą gwałtownością”.
Ta atmosfera „przyzwolenia na obojętność, a nawet wrogość” panowała też w instytucjach podziemnego państwa. „[Rząd polski] nie uczynił nic takiego, co by odpowiadało ogromowi dramatu rozgrywającego się obecnie w Polsce” – napisał w pożegnalnym liście do prezydenta Raczkiewicza i premiera Sikorskiego Szmul Zygielbojm, członek Polskiej Rady Narodowej w Londynie, czyli emigracyjnego parlamentu. 12 maja 1943 r. na wieść o upadku powstania w getcie demonstracyjnie popełnił samobójstwo.
Grzech czwarty: tchórzostwo
Przepraszamy Żydów, że nie byliśmy dość zaangażowani, wystarczająco odważni. Skoro w niektórych klasztorach, kościołach, pałacach i dworach udało się przechować przez całą wojnę kilka tysięcy osób, najczęściej dzieci, dlaczego nie pomagaliśmy im na większą skalę? Przecież kara śmierci groziła nie tylko za ukrywanie Żydów, ale też na przykład za nielegalny ubój prosiaka, słuchanie radia, niezarejestrowanie krowy, a nawet pokątny wypiek bułek. Kara śmierci groziła każdemu zaangażowanemu w działalność podziemnego państwa, czyli kilku milionom ludzi. Czy walka o życie żydowskich współobywateli nie była równie ważna jak działalność dywersyjna czy wydawnicza Armii Krajowej?
Gdyby Polacy pomagali Żydom tak powszechnie, jak konspirowali, związane z tym ryzyko znacznie by się zmniejszyło. Nie denuncjowano by się nawzajem, a gestapo byłoby bezradne. Przykładem niech będzie Holandia, gdzie niemal w każdym domu ukrywał się Żyd. Ale w Polsce konspirowanie było chwałą, ukrywanie Żydów – niekoniecznie. Nawet długo po wojnie. Wielu polskich sprawiedliwych z obawy przed reakcją otoczenia nie życzyło sobie publikacji ich nazwisk. Antonina Wyrzykowska, która ukryła siedmiu Żydów z Jedwabnego, zatajając to nawet przed mężem, musiała uciekać przed zemstą sąsiadów aż za ocean.
Grzech piąty: niewdzięczność
Powinniśmy się wstydzić za wrogi stosunek do walki Żydów w getcie takich formacji, jak Organizacja Polski Walczącej czy Antyk i Agencja Antykomunistyczna. Powinniśmy się wstydzić dlatego, że ofiarnie bronili oni wspólnego państwa. We wrześniu 1939 r. w szeregach Wojska Polskiego znalazło się 100 tys. Żydów (łącznie ze zmobilizowanymi rezerwistami). Wedle szacunków historyka Filipa Friedmana, 32 tys. z nich zginęło, a ponad 60 tys. dostało się do niewoli. Większość potem zamordowano.
Ponad 400 Żydów w polskich mundurach zginęło w Katyniu. Na cmentarzu w Monte Cassino znajdują się co najmniej 43 groby Żydów – żołnierzy II Korpusu. Umierali oni pod Tobrukiem i w walkach o Bolonię. Stanowili też trzecią część deportowanych w głąb ZSRR polskich obywateli (według danych Polskiego Czerwonego Krzyża w Teheranie). Sowieci poddawali ich surowszym represjom niż Polaków: wśród zesłanych było ich 30 proc., wśród ocalonych – zaledwie 6 proc. Kilkadziesiąt tysięcy zginęło w łagrach w Workucie, Uchcie, Peczorze, Archangielsku, Kotłasie. Setki przeszły przez więzienia na Łubiance i Brygidkach. W moskiewskim więzieniu KGB w jednej celi na jednej pryczy znaleźli się prof. Stanisław Głąbiński, działacz Stronnictwa Narodowego, i prof. Mojżesz Schorr, badacz kultury żydowskiej.
Grzech szósty: odtrącenie
Przepraszamy za polskie winy, bo ponad 3 mln Żydów żyjących w II RP nie było „obcym elementem” – co zarzucała im narodowa prawica. Nawet ortodoksi z partii Agudas Israel czy Poalej Syjon, popierający powstanie żydowskiego państwa w Palestynie, uważali Rzeczpospolitą za ojczyznę, nie chcieli z niej wyjeżdżać. Nic nie usprawiedliwia akcji ekonomicznego bojkotu Żydów, bo należące do nich firmy (na początku lat 30. stanowiły 27 proc. wszystkich polskich przedsiębiorstw) uczciwie płaciły podatki, tworzyły miejsca pracy dla Polaków, miały duży udział w eksporcie. Powinniśmy się więc wstydzić, że to gen. Felicjan Sławoj-Składkowski, premier RP, wypowiedział słynne zdanie: „Walka ekonomiczna, owszem, ale bez krzywdy żadnej”. To „owszem” stało się zachętą dla organizatorów bojkotu żydowskich sklepów, bojówek niszczących witryny i nie wpuszczających klientów. Powinniśmy się wstydzić, że wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski miał pretensje do USA, że nie przyjmują dostatecznie wielu polskich Żydów, bo „w Polsce jest ich przecież za dużo”. Przepraszamy za tolerowanie przez władze antysemityzmu, który tylko w latach 1935-1937 doprowadził do 150 pogromów. Prosimy o wybaczenie rodziny zabitych w Przytyku, Grodnie, Myślenicach, Odrzywole, Częstochowie, Mińsku Mazowieckim.
Grzech siódmy: urzędowy antysemityzm
Przepraszamy Żydów za 700 lat wysiłków, także ustawodawczych, by uczynić ich obywatelami drugiej kategorii. Za antysemicką kampanię, którą w 1936 r. zainicjował prymas August Hlond, wydając list pasterski zalecający izolację społeczną wyznawców judaizmu. Przepraszamy za to, że antysemickie hasła głosili członkowie rządu Rzeczypospolitej, na przykład Roman Rybarski, wiceminister skarbu w latach 1920-1921 (zginął w Oświęcimiu w 1942 r.), który twierdził: „Rola Żydów w naszych dziejach gospodarczych była bezwzględnie ujemna”. To oczywiste kłamstwo, jeśli wziąć pod uwagę, ile dla kraju zrobili podczas zaborów Kronenbergowie, Epsteinowie, Natansonowie, Blochowie, Poznańscy, Toeplitz-owie, Wawelbergowie, Rotwandowie czy Orgelbrandowie. Ile po odzyskaniu niepodległości zrobili Konowie, Eigerowie, Wolanowscy, Halperinowie, Ejtingonowie.
Powinniśmy żydowskich współobywateli przeprosić za to, że tak niewielu studentów potrafiło się zachować jak córki marszałka Piłsudskiego, które zbojkotowały getto ławkowe, siadając po stronie przeznaczonej dla Żydów. Przeprośmy za antysemickie publikacje w „Małym Dzienniku” i „Rycerzu Niepokalanej”, wydawanych przez Maksymiliana Kolbego w Niepokalanowie. Przeprośmy za niegodne chrześcijan artykuły pisma „Pro Christo” księży marianów. Za sygnowane przez Katolicką Agencję Prasową ulotki nawołujące do izolacji Żydów, wyrzucania ze szkół publicznych uczniów i nauczycieli. Przeprośmy za publicystykę ks. Stanisława Trzeciaka, późniejszego hitlerowskiego kolaboranta i jednego z kandydatów na polskiego Quislinga. Pod jego naciskiem Janusza Korczaka wyrzucono z publicznego radia i zakazano mu uczenia w szkole.
Grzech ósmy: nieczyste sumienie
Nikt nas nie wyręczy, nikt nie zwolni od rachunku sumienia i przeprosin. Ks. Stanisław Musiał mówi: „Bronimy się przed rozrachunkiem z przeszłością, jeśli idzie o stosunki polsko-żydowskie, gdyż nie mamy czystego sumienia. W przedwojennej Polsce większa część etnicznych Polaków marzyła tylko o jednym: jak pozbyć się Żydów z Polski. I rzeczywiście, stał się czarny cud. W ciągu niespełna pięciu lat 90 proc. Żydów, obywateli polskich, zapadło się pod ziemię. Żydzi wiedzą, że jesteśmy zadowoleni z tego, że problem żydowski został w Polsce raz na zawsze rozwiązany, choć nie wprost naszymi rękami. I to sprawia, że nie mogą nas lubić”.
Współczujemy Żydom, którzy odtrąceni przez ojczyznę macochę wpadli w objęcia komunizmu. Polski mit żydokomuny jest po prostu nieprawdziwy. Jak zauważyła prof. Krystyna Kersten, historyk, wśród komunistów przed wojną było niewątpliwie wielu Żydów, natomiast wśród Żydów było bardzo niewielu komunistów. Jaff Schatz obliczył, że mogli stanowić 0,16-0,29 proc. przedwojennej populacji obywateli polskich narodowości żydowskiej, czyli 6-10 tys. wśród 3,4 mln.
Grzech dziewiąty: syjonistyczna obsesja
Prosimy Żydów o wybaczenie, że powojenna Polska próbowała kilkakrotnie rozwiązywać „kwestię żydowską” rękami władz i obywateli. Dekretem z marca 1946 r. mienie pożydowskie zrównano z poniemieckim. Po przygrywkach w Rzeszowie, Krakowie i na Podkarpaciu nastąpił pogrom w Kielcach, po którym z kraju uciekło około 200 tys. osób. Potępienia tej zbrodni odmówili prymas Hlond oraz biskupi Kaczmarek i Wyszyński. Jedynym sprawiedliwym okazał się ordynariusz częstochowski Teodor Kubina, który jednym kazaniem zapobiegł powtórce Kielc w swoim mieście.
Przepraszamy kilkadziesiąt tysięcy Żydów, którzy wyjechali z Polski w latach 1949-1957. Wyjechali dlatego, że z jednej strony eksponowano udział nielicznych osób żydowskiego pochodzenia w aparacie przemocy (Krystyna Kersten obliczyła, że w „zażydzonej” bezpiece na 28 tys. pracowników kadrowych było ich 438), z drugiej zaś likwidowano wszelkie formy rekonstruowanego po wojnie życia żydowskiego: partie, gminy wyznaniowe, filie organizacji Joint i Sochnut, stowarzyszenia kulturalne i samopomocowe, z których po 1950 r. zostało tylko jedno, poddane kontroli partii.
Prosimy o wybaczenie za to, że w marcu ’68 w tropieniu i piętnowaniu „syjonistów” udział wzięły setki tysięcy ochotników, również z tzw. elit intelektualnych. To dzięki nim – jak z goryczą pisał Jerzy Zawieyski, zaszczuty potem z powodu protestu przeciw marcowej nagonce – „w wielu krajach mówi się o Polsce jako o kraju najbardziej wzmożonego i krwawego antysemityzmu”. Wstydzimy się tego, że w czasach Gierka eliminowano z życia publicznego wszystko, co dotykało spraw żydowskich. Na szkoleniach partyjnych mówiono, że Kielecczyzna jest niedoinwestowana, bo syjoniści odmawiają jej kredytów zagranicznych w odwecie za rok 1946. Kiedy Jerzy Stępień, późniejszy senator OKP, zamówił w 1980 r. mszę w intencji ofiar pogromu, został uznany za Żyda. Przez dwanaście lat, aż do roku 1980, trwało tropienie Żydów w wojsku, zwieńczone degradacją 1348 osób, od generała do kaprala podchorążego. Ministrem obrony narodowej był wówczas Wojciech Jaruzelski.
Grzech dziesiąty: antysemityzm powszedni.
Przepraszamy za to, że w niepodległej już Polsce, po roku 1989, podczas kampanii wyborczych próbowano zjednywać wyborców antysemicką retoryką. Robiło to pięciu z trzynastu kandydatów w ostatnich wyborach prezydenckich. Pod antysemickim listem posła Witolda Tomczaka w sprawie szefowej Zachęty podpisało się 91 posłów, prawie piąta część Sejmu. Trzeba się wstydzić, że w kioskach i księgarniach pełno jest antysemickiej i jawnie nazistowskiej literatury, dowcipów o Żydach tłumaczonych z hitlerowskiego „Stürmera”, książek negujących Holocaust. Na zlotach neonazistów sławi się deportacje i ludobójstwo, jawnie działają ugrupowania odwołujące się do ideologii III Rzeszy, a świętom narodowym towarzyszą okrzyki „Heil Hitler!”.
Na pokutę i skruchę Polaków przyszedł czas także dlatego, że Żydzi już dawno rozliczyli się ze swej przygody z komunizmem. Synowie partyjnych aparatczyków i funkcjonariuszy zakładali KOR i „Solidarność”. Siedzieli w więzieniach, głodowali, cierpieli poniżenia, by „Polska była Polską”. Ich synowie, a wnuki tamtych, rok temu dokonali wymownego aktu ekspiacji, wydając specjalny numer czasopisma „Jidełe” pod tytułem „Żydzi i komunizm”. Jego ważną część stanowi dyskusja „wnuków żydokomuny”. Choć urodzeni dwadzieścia lat po Stalinie, nie wypierają się odpowiedzialności za zło, do którego przyczynili się ich przodkowie. „Jesteśmy nie tylko wnukami. Ja się nadal uważam za żydokomunę” – mówi jeden z nich, Piotr Paziński. Noszą brzemię przeszłości i za nie pokutują. Jak młodzi Niemcy z Akcji Znaków Pokuty, czujący odpowiedzialność za dziadków z Wehrmachtu i SS. Tylko my, Polacy, czujemy się wolni od win i grzechów przodków i sąsiadów. Na prośbę o wybaczenie czekają nie ci, którzy już nie żyją, lecz ich dzieci i wnuki. Nie załatwi tego jedno „przepraszam”, nawet w wykonaniu głowy państwa. Powinniśmy przeprosić wszyscy i każdy z osobna.
Haneczko, otóż niezupełnie. Dojechać i odzadymić to owszem, jest rutyna, i nawet w tym przypadku zadziałało. Ja nie o tym. Przez parę godzin na plaży w środku miasta, 7 minut spacerkiem od komendy miejskiej, rozrabia grupa kiboli. Nie biją, tylko odpalają race i wyją rymowanki o narządach płciowych. Jeśli wierzyć naocznym świadkom, to w tym samym miejscu rozrabia grupa Meksykanów. To już dwa powody do interwencji, żeby do mordobicia nie dopuścić, chociaż jeden by zupełnie wystarczył. I co robi „dowódca”, kimkolwiek był? Otóż nic nie robi, bo tak go nauczyli. Jeszcze nie biją, więc nie interweniuj. To samo usłyszysz od policjanta, kiedy poczujesz się przez kogoś zagrożona – jak pobije, to proszę zgłosić. Nie wiem skąd to się wzięło, prawdopodobnie z idiotyzmu i obciążenia z poprzedniej epoki, w końcu obecnych oficerów szkolili towarzysze milicjanci, a nie ktoś inny.
Dzieki, Moniko (15:33) 🙂
Kocie, w tym wypadku akurat wierze ze kibole staneli w obronie kobiet, bo przeciez to „nasze”, polskie kobiety, ordynarnie zaczepiane przez obcych chuliganow. Wara im od naszych 🙂
Haneczko (20:01), dzieki! Przeoczylam.
Wielki Wodzu, na to nawet nie zwróciłam uwagi, bo to przecież norma. Na poprzednią epokę bym nie zwalała, za łatwe.
Wielki Wodzu (19:59), nie wypada iść aż na taką łatwiznę. Pytanie o skuteczność policji zasadna. Ale reszta….. 🙁
Dlaczego nazywacie łobuzów „doktorantami”? To niegrzeczne i obraźliwe w stosunku do doktorantów 🙄 shock:
Jagodo, „doktoranci” wyniknęli z tego oto komentarza:
http://blog-bobika.eu/?p=1617#comment-289902
Chodzi o „poprzednią epokę”? Tak, wiem, konotacje i tak dalej, ale ja akurat nie o ideologii, tylko o praktyce działania policji. Wszystko jedno z jakiego katechizmu korzystali, milicjanci obywatelscy nie słynęli raczej w świecie ze skuteczności w zapobieganiu przestępczości. Znaczna część tych milicjantów bezboleśnie zmieniła literki MI na PO, a potem zajęła się szkoleniem kadr, no i wyszkolili. To nie wszystkie przyczyny, jednak nie pomijałbym tego z powodu obrzydzenia, że się kojarzy. 🙂
Irku, serdeczne życzenia z okazji dnia po 😀
Kiedy został napisany ten list?
Haneczko, dziękuję 🙂
List ma datę dzisiejszą
Dobry wieczór,
Irku, ten list to przedruk bardzo starego artykułu Janeckiego i Maca z „Wprost”, chyba z 2004 albo 2003 roku. Zważywszy na nieciekawą postać pana Maca (kto ciekawy, sobie wygugla), pamiętam, że przeczytałam go wtedy z pewnym niedowierzaniem i niesmakiem.
Jedna taka, czyżby Pani Halina też się dała nabrać. Znalazłem go dzisiaj na jej stronie 😯
Tu jej wstęp do tego listu
Otrzymałam dziś taki list przekazany z Warszawy:
Jest mi trochę niezręcznie pytać ją o to wprost, ale po Twoim wpisie to wszystko jest dziwne 👿
na poczatek tygodnia 🙂 sierpniowe Bieszczady
https://lh5.googleusercontent.com/-qN8RLhaT6Tk/Ug3CLThSPKI/AAAAAAAAMzI/uwchgOkBYu8/s1000/DSCF1980.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-cazmCCvI61k/Ug3CmuJf7nI/AAAAAAAAM04/6mUFWojGxIg/s1000/IMG_0990.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-35qCL788BRA/Ug-Lbk1vCbI/AAAAAAAAM8k/q_2Chlr1n1w/s1000/DSCF2207.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-4ou6hnDV2G0/Ug_lOzWDe1I/AAAAAAAANBg/quaFYhvJ8_E/s1000/DSCF2356.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-Ci7XQyAttHQ/Ug_lR0dEHPI/AAAAAAAANBw/3oz3r29scO0/s1000/DSCF2378.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-wGKWq9-ukmQ/Ug_lWj-xErI/AAAAAAAANCI/7alyRDlBroA/s1000/DSCF2423.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-gudwtd8NZ0A/UhGpUQK9EkI/AAAAAAAANJc/dk5ZHu7kJq8/s1000/DSCF2660.jpg
Trudno powiedzieć; ktoś mógł to znaleźć w necie i podesłać Pani Halinie w dobrej wierze. Artykuł w treści jest wstrząsający, dla mnie przynajmniej był, gdy oddzieliłam otoczkę. Taki powinien być nasz rachunek sumienia. Rzecz w tym, że ów rachunek należy zrobić szczerze, a we mnie jakoś mało wiary w szczerość intencji obu panów. Bardziej uwierzyłabym w ówczesną politykę redakcyjną magazynu. Pan Mac jakoś mi zginął z horyzontu (nie to, żebym jakoś specjalnie się nim interesowała), a Pan Janecki jaki jest teraz, każdy widzi.
Rysiu, tu wędrowałem z 15 lat temu 🙂
Irku, artykul jest z 2001r. z „wprost” (do dzisiaj w archiwum), co
nie znaczy ze stracil cokolwiek z wartosci.
Irku,
po wielekroć najlepszego 😆
Vesper,
dziękuję za wyjaśnienie. Dla mnie ten pan jest niewiarygodny jako doktorant. A jeżeli nawet zdążyłaby się taka śliwka robaczywka wśród doktorantów, to mimo wszystko, według mnie, nie powód żeby deprecjonować dobre imię doktorantów.
W imieniu własnym i moich studentów bardzo proszę Szanowną Frekwencję: nie róbcie tego!
Irku, teraz wadruje moja stonka 🙂 i bardzo, bardzo zadowolona
Jeszcze do Irka. Swoją drogą to ciekawe, że przesłano ten artykuł Pani Halinie właśnie teraz, po dziesięciu latach od publikacji. Dziwnie to wygląda.
Przepraszam, ale czegoś nie rozumiem. Czy kibice zachowaliby się dobrze gdyby bronili kobiet „nie naszych”?
z tym przeslaniem to moze byc przypadek, ktos znalazl w sieci, lub przypomnial sobie i jak to dzisiaj robi sie, podeslal Pani Halinie
autorzy malo „ciekawi”, ale tekst do dzisiaj aktualny
Wyznanie. Przed niecałym miesiącem, nim Michał Babilas zadeklarował tu non subscribo mieliśmy drobną wymianę myśli na boku, w której powiedział (w zasadzie to samo co później publicznie): w petycji […] fałszywie brzmi mi już pierwsze zdanie: „My, niżej podpisani, wierzący i niewierzący, stajemy po stronie Kościoła otwartego, myślącego, zaangażowanego???” Bo ja po stronie żadnego Kościoła nie potrafię stanąć. A jak mam wybierać pomiędzy grypą a kokluszem, to wolę być zdrowy. […] Wiara w dobrego cara i złych czynowników jest naprawdę naiwna.
Na co odrzekłem mu: myślę, że jednak w tym gronie jest trochę osób rozumiejących, że podpisywanie a nie wysyłanie miało akcję i dramat. Na kazaniu pana Lemińskiego być może mniej bym się wkurzał niż na innych, ale oczywiście wolę, gdy mi nic nie każą (to nie od kary, a od kazań).
I jednak podpisałem. Choć ani trochę nie wierzyłem, by Ojciec Święty stanął za Chudym Proboszczem odrzucając Tłustego Arcybiskupa, ale fajnie było widzieć, że lista rośnie.
Zdaję sobie sprawę skąd chęć do podpisywania. Z peerelu. Walka bezbronnych o dobrych przeciwko złym. Coś to dawało. Poczucie, że długopisów nam nie zablokowali, że możemy jakimś symbolem dać sobie znak: ciągle istniejemy
Jednakże… nawet wtedy, choć wiedziano, że nie wszystkie frakcje partyjne były równie trujące, nie zwracano się do PZPR (a już na pewno nie do genseka KPZR), by komunistę light bronić przed hipopotamem z KW. Czy powinni dziś wdawać się w to?
Helena (w komentarzu do podlinkowanego artykułu, zmora 19 sierpień 13, 15:35) pisze: przeciez nie mozna siedziec z zalozonymi rekami i czekac, kiedy Kosciol wykosi ze swych szeregow kazdego wartosciowego kaplana. kazdego rozumnego duszpasterza? Co robic?
Myślę, że dla tych spoza KK prawidłowa odpowiedź brzmi nic. Dobrze jest rozumieć, ciekawie oglądać zmagania, zareagować gdyby torturowano albo głodzono (odbicie z niewoli, dokarmianie), ale przecież nic się nie dzieje. Ci panowie, od Bonieckiego poprzez Obirka (no, może on trochę mniej) i wielu kolejnych, uznają nie tylko dogmaty wiary ale i sens instytucji, nawet w tak skażonej (z punktu widzenia bezbożników) wersji jaką jest polski KK dzisiaj. Nikt ich siłą czy szantażem (o ile nam wiadomo) tam nie trzyma. Nie sugeruję, że powinni się skupić w Nie czy w Faktach, ale przecież to gramotni ludzie, jak zechcą to będą mówili i pisali, z zakazem czy bez.
A akceptowanie decyzji ludzi z Episkopatu czy przełożonych zakonów to znak wierności nie postaciom z zaświatów a tym, którzy tu mają się za ich pośredników. I nic nam do tego.
Że grając tak jak grają, przegrają i to żałośnie? To jest jasne od samego początku. Wierzyć w sprawczą siłę zewnętrznych mocy to wierzyć w cudy. Może przypomnę, że pewien papież był „na ty” z obu panami, Bonieckim i Rydzykiem, ale tylko jednego w praktyce poparł. I staje się świętym, więc sami państwo rozumieją. W okresie kontrreformacji trzeba po prostu przetrwać i doczekać.
Rysiu, ależ one się dla Stonki wystroiły 😀
http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2013/08/19/teraz-madel/
Tiaaa…. tekst przekazany przez Irka na pewno wiele by wygrał gdyby w nim wycięto tych osiem słów: Wprost Autor Stanisław Janecki Autor Jerzy Sławomir Mac. Ale tę treść (może nie tak skrótowo) przekazało w wielu dokumentach wiele osób. Na szczęście.
Jednak nie, Andsolu. Gdy gnojony jest człowiek, to nieważne czy on jest „ich”, czy „mój”. Niech on wie, że nie jest sam, chociaż tyle można zrobić. A przegrywa tu ktoś inny, arcyżałośnie.
Ja bym też wystąpienia przez kiboli w obronie kobiet nie uważał za niemożliwe, bo taka „rycerskość wieśniacza”, zwłaszcza podlana procentami, się zdarza (cauujee rąszszszki a potem zrrrowie pięknych pań i pań tuu obeesnych), choć nie wyklucza przylutowania babie, jak się zanadto rozbestwi. I taki „rycerski” poryw, jak słusznie zauważyła Alina, wcale nie jest sprzeczny z szukaniem zadymy, wręcz przeciwnie, jest do niej świetnym pretekstem. Mogę sobie też wyobrazić, że zaczepiane kobiety wolały już takich obrońców niż żadnych.
Ale dla mnie jednak wart pałac Paca. Nie mam ochoty usprawiedliwiać ani Meksykanów, ani kiboli, bo jak wynika z relacji zachowanie jednych i drugich było dalekie od cywilizowanego. A usprawiedliwienia dla policji od początku nie widziałem żadnego. Gdyby w tym czasie trwała bitwa śródmiejskich gangów, to jeszcze mógłbym zrozumieć, że zabrakło sił i środków. Ale nic takiego się nie działo, więc policjanci mieli psi obowiązek natychmiast po pierwszym zgłoszeniu zjawić się na tej plaży. 👿
Ja z głębi mojego egoistycznego serca uważam, Andsolu, że kontrreformację należy poprzeć.
Nie chcę żyć w rydzykowo-hoserowej duchocie. Nie życzę sobie, aby oni gwałcili moją wolność i zawłaszczali moją życiową przestrzeń.
Haneczko, stonka tez tak uwaza i trzaska zdjecia bez opamietania 🙂
Jagodo, czy pytanie (21:37) bylo do mnie? Alina napisala ze z tego co wie meksykanscy marynarze zaczeli incident, zaczepiajac ordynarnie kobiety na plazy, i ze kibice ze Slaska wdali sie w bitke by ich bronic. Mordechaj odpowiedzial ze nie wierzy ze motywem kibicow byla chec bronienia kobiet, i ze zapewne tylko wykorzystali okazje do rozrobki. Odpowiedzialam ze nawet mlodziez nie szanujaca kobiet czesto stanie w ich obronie jesli zaczepi je obcokrajowiec, nie z powodu szarmanctwa, lecz aby (w ich pojeciu, by bylo jasne 🙂 ) „bronic swego” .
haneczka, to mocno brzmi gdy gnojony jest człowiek, ale takiemu gnojeniupoddawane są dziesiątki tysięcy ludzie w najróżniejszych firmach, w których kierownicy, dyrektorzy czy właściciele nie rozumieją czemu mają słuchać tego, co podwładni mówią. Wyleciał na emeryturę, ale czy Twój opis jest tu stosowny?
Obrzydliwą stroną konfliktu jest antysemicki podkład zwierzchnika i pan Lemański dlatego tak piękną postacią się jawi, że tak odmienny jest od tylu setek czy tysięcy księży polskich, którzy po pasterkach coś w sercach wierzących ruszali i oni wracali do domów rzucając kamieniami w okna domów Żydów. Ale gdybym miał obstawiać tu możliwości jak w ruletce to może parę żetonów postawiłbym na to, że najpierw nie umiał śmiać się z głupich żartów szefa no i konflikt rósł stale i przykładnie.
zmora, ja też nie chcę żyć w rydzykowo-hoserowej duchocie, ale PZPR padł nie dlatego, że kilkudziesięciu pisarzy podpisało protest przeciwko brakowi papieru na druk. Mam za bardzo ważne dobre, mądre dyskusje, rozprzestrzenianie informacji i na przykład gdyby paru mądrych ludzi z KK założyło pismo, w których pisaliby choćby o kwestiach religijnych i społecznych, ale tak mądrze jak lisek, to chętnie podpiszę subskrypcję elektroniczną jeśli będzie mniej-więcej w cenie subskrypcji Polityki – nie dlatego, by mi wzrosło z wiekiem zainteresowanie Zaświatami, ale dlatego, że mądrych ludzi warto popierać. A na załamanie się kontrrefomacji liczyłbym raczej tak jak to było z pewnymi typami z Chicago, ja bym ich od strony księgowości przewietrzył.
Drodzy,
nie wiem, dlaczego ten tekst Janeckiego & Maca sprzed kilkunastu lat chodzi po mailach właśnie teraz – właśnie siostrze przysłała koleżanka z Hameryki.
Natomiast dostałam też drugą rzecz, jak najbardziej aktualną, i przeklejam. Wybaczcie długość, ale wydaje mi się, że to ważne.
Dr Mirosław Tryczyk, Dr Monika Spławska-Murmyło
Apel do Profesora Zygmunta Baumana
Panie Profesorze, drodzy studenci, wrocławianie, Polacy, jest źle. Tak naprawdę jest tak fatalnie, że gorzej już być nie może. Ze zdumieniem przeczytaliśmy dziś, że Profesor Bauman ze strachu przed wystąpieniami neonazistów prosi o nienadawanie mu doktoratu przez Dolnośląską Szkołę Wyższą we Wrocławiu.
Czy wszyscy przyzwoici ludzie we Wrocławiu i w Polsce słyszą i widzą, co dzieje się z dnia na dzień? Czy rozumieją wagę tej sytuacji? Prosilibyśmy wszystkich o oderwanie się na chwilę od facebooka, seriali, meczów i hamburgerów, by zwrócić na to wydarzenie swoją uwagę! Oto na naszych oczach umierają demokracja i wolność, a tryumfuje przemoc w czystej postaci!
W wolnej Polsce wielka postać międzynarodowej humanistyki, osobowość świata nauki i kultury, człowiek, który za swój wkład w rozwój nauk społecznych powinien być hołubiony w Polsce jak mało kto, odmawia przyjęcia tytułu naukowego największej prywatnej uczelni na Dolnym Śląsku, bo stał się obiektem ataku za to, że jest Żydem, oraz za to, że w młodości popełnił błąd służąc w oddziałach KBW na stanowisku kancelisty.
Nie wahamy się tego nazwać końcem demokracji i upadkiem wolności. Co mogą zrobić jeszcze bardziej spektakularnego środowiska neofaszystowskie niż to, co właśnie udało im się osiągnąć, czyli uniemożliwić wyższej uczelni wręczenie tytułu naukowego nie w nagrodę za czyjeś „życie”, ale za dokonania naukowe?
Przecież to zamach na jedną z podstawowych wolności, wolność nauki. Udawało się tego dokonać Kościołowi przez całe stulecia epoki średniowiecznej i późniejszych, kiedy to za swoje poglądy uczeni trafiali na indeks ksiąg zakazanych czy nawet stosy, ale nawet wtedy nie zakazywano nadawania tytułów naukowych za pochodzenie narodowe i za czyny polityczne czy niepolityczne, zwyczajnie głupie, bo młodociane.
Tylko NSDAP i Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w PRL, a dziś fundamentaliści islamscy w różnych krajach świata stosowały i stosują taką metodę eliminowania niewygodnych myślicieli – NSDAP i fundamentaliści islamscy za „żydowskie pochodzenie”, PZPR za błędne w jej mniemaniu decyzje polityczne, o których nie zapominała nigdy. W ten sam sposób postępują dzisiejsi neonaziści, którzy we Wrocławiu oraz w innych miastach rozpanoszyli się w sposób niebywały. Niemal nie ma dnia bez doniesień o dokonywanych przez nich aktach przemocy.
Co środowiska neofaszystowskie i kibolskie mogą w sensie politycznym zrobić jeszcze gorszego? Pomaszerować na Warszawę w marszu czarnych koszul, by obalić rząd? W pełni skutecznie już i bezkarnie blokują nominacje naukowe w Trzeciej Rzeczpospolitej, zastraszają intelektualistów, przerywają wykłady, biją na ulicach, nieustannie łamią Konstytucję, nawołując do nienawiści na tle rasowym i religijnym. To się już dzieje, co będzie dalej?
I jeszcze jedna kwestia. W niełatwej sytuacji jest Kanclerz DSW, Pan dr hab. R. Kwaśnica, który, chyba w swojej bezsilności, zaproponował tym środowiskom debatę. To błąd. To do niczego nie prowadzi. Nad czym bowiem miano by debatować w trakcie takiego spotkania? Nad tym, czy można komuś nadawać tytuły naukowe bez względu na jego czyny polityczne podjęte w wieku 18 lat? Bez względu na jego „żydostwo”?
Nad takimi kwestiami się nie debatuje, bo taka debata oznacza koniec podstawowych pryncypiów naszej cywilizacji, podstawowych fundamentów demokracji. Takie poglądy nasze państwo z całą surowością musi zwalczać w imię Konstytucji, która jest nadrzędnym prawem wszystkich ludzi dobrej woli, ludzi troszczących się o dobro państwa, stojących na straży demokracji. Jeśli nie zaprotestujemy, jeśli pozwolimy neonazistom terroryzować ludzi o odmiennych poglądach, nasza Konstytucja wkrótce zostanie obalona, a my wszyscy znajdziemy się w kraju, który trudno będzie nazwać naszym! To będzie ich kraj! Brunatna, pełna przemocy i czystości rasowej Polska!
Panie Profesorze, apelujemy do Pana. Niech Pan nie kapituluje przed ludźmi pełnymi nienawiści. Niech Pan nie kapituluje przed brutalną i bezrozumną przemocą. Kapitulacja przed nią oznacza zgodę na to, by panoszyła się dalej i rosła w siłę. Przecież Pan o tym dobrze wie, bo jak nikt inny rozpoznaje mechanizmy społecznej degeneracji. Proszę przyjechać do Wrocławia i odebrać doktorat w DSW.
Będziemy z Panem.
dr Mirosław Tryczyk, wykładowca w Dolnośląskiej Szkole Wyższej, były nauczyciel wrocławskiej Czternastki, działacz praw człowieka. Wydał „Między imperium a świętą Rosją” – studium poświęcone genezie imperialnej doktryny rosyjskiej. Wielki miłośnik słowiańskiego wschodu.
dr Monika Spławska-Murmyło, freelancerka, wolontariuszka, działaczka praw człowieka, była nauczycielka wrocławskiej Czternastki. Współautorka programu edukacyjnego „Wrocław przeciw rasizmowi i wykluczeniom”.
Andsolu, a ja jednakowoż dalej opowiadam się za Kościołem światłym, miłosiernym, itd. Bo niby czemu miałbym chcieć pozbawić katolików (których jednak są w Polsce miliony, nawet kiedy kościelne statystyki przepołowimy) czegoś, co jest dla nich szalenie ważne, jakiegoś centrum ich życia duchowego? A skoro ich pozbawić nie chcę, czyli liczę się z tym, że Kościół będzie nadal istniał, to chyba zrozumiałe, dlaczego wolałbym, żeby istniał w dorzecznej postaci.
I rozumiem (a przynajmniej wydaje mi się że rozumiem), dlaczego ani ks. Lemański, ani ks. Mądel nie chcą powiedzieć „jak wy mi tak, to ja was chrzanię i występuję z organizacji”. Z tego, w co się wierzy, nie można tak po prostu wystąpić. Trzeba najpierw przestać wierzyć, a łaska niewiary może komuś podobnie nie być dana, jak łaska wiary. 😉 Oni prawdopodobnie mają silne poczucie niezgody na zawłaszczanie ich Kościoła przez hoseropodobnych i zadają sobie pytanie „dlaczego mielibyśmy nasz Kościół oddać bez walki? Przecież on nie został stworzony dla biskupów, tylko dla ludu bożego i ten lud nie tylko zasługuje na coś lepszego, niż jest teraz, ale wręcz ma prawo się o to upominać. A kto się będzie upominać, jak wszyscy się wystraszą i zrejterują?”.
We mnie upór tych (i kilku innych) księży w bronieniu tego, w co wierzą, budzi szacunek. I jakieś poczucie solidarności, bo tak mi się wydaje, że wierzą nie tylko w Kościół, ale w kilka takich rzeczy, jak dobro, uczciwość, prawdę, braterstwo ludzi, itd. A ja też chciałbym w to wierzyć. 🙂
Nie wiem dokładnie, jak prof. Bauman objaśniał swoją odmowę przyjęcia doktoratu (tzn. słyszałem jakąś taką wersję, że „nie chciał robić już więcej zamieszania”, ale z trzeciej ręki i z zastrzeżeniem, że nie jest to cytat, tylko coś zasłyszanego w przelocie w radiu), ale też mi się wydaje, że ta decyzja jest błędem, bo pozwoli faszoidom zatriumfować. „Dopięliśmy swego, nie będą tacy wynoszeni na świecznik, boją się nas”. Mnie się na samą myśl o tym włos jeży.
Prof. Bauman z jeszcze jednego honorowego doktoratu może bez żalu zrezygnować, ma ich już dosyć. Ale zrezygnowanie z tego konkretnego doktoratu, w tej sytuacji, ja – tak samo jak autorzy listu – odebrałbym jako poddanie się brunatnemu dyktatowi. To już nie dla prof. Baumana, tylko dla nas wszystkich ważne, żeby ta uroczystość się odbyła.
Bo niby czemu miałbym chcieć pozbawić katolików […] czegoś, co jest dla nich szalenie ważne, jakiegoś centrum ich życia duchowego? Bobiku, odwodzenie ludu od religii ani mi głowie, tak jak nie interesuje mnie też propagowanie homoseksualizmu, heteroseksualizmu czy aseksualizmu. I gdybym to ja wymyślił esperanto, byłby znany tylko przez jedną osobę, bo nie mam misjonarskich tendencji.
Chodzi mi o przyskrzynienie tych pseudo-pośredników z Lepszym Światem, a mam przekonanie, że sprzeciwiając się swojej własnej wierze w kwestii bycia ludzkim i dobrym, sprzeciwiają się jej w wielu innych aspektach. I że osadzenie ich w miejscach odosobnienia byłoby łatwiejsze nie za pederastię czy antyżydowskie wyskoki, a za przekręty finansowe. Nie musi to być trudne, ot, sprawdzić ile dóbr „odzyskanych” przez KK w ostatnich latach cudownie zmieniło ręce i wartość…
To jest inna historia, andsolu, bo do tego musiałaby być wola polityczna, której – jak wiadomo – nie ma i nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie była. Ale szeregowy ksiądz ani nie ma jak sprawdzać finansów całej korporacji, ani nie jest to jego zadanie. On może co najwyżej, jeżeli jest uczciwy i odważny, walczyć o zmianę systemu od wewnątrz w taki sposób, w jaki walczą Lemański czy Mądel. Albo odejść.
I nie mówię, że decyzja o odejściu jest mniej godna szacunku, bo nie wątpię, że dla każdego księdza musi być bardzo trudna i wymagająca wielu przewartościowań. To są po prostu inne motywacje, w innej sytuacji psychicznej. Kiedy przestaje się wierzyć, że cokolwiek można zmienić, uczciwsze wobec siebie jest odejście. Kiedy jeszcze ma się nadzieję czy przekonanie, że zmienić coś można, uczciwsze jest zostanie i próbowanie dalej.
Tu jest cytowany list prof. Baumana z uzasadnieniem rezygnacji:
http://wyborcza.pl/1,75478,14456900,Bauman_rezygnuje_z_doktoratu_wroclawskiej_uczelni_.html
Przepis na krewetki dla Liska. Fajnie, ze znowu cie tu, Lisku, dobre bogi przyprowadzily.
W mozdziezu utrzec pieprz, gruba sol, dwa zabki czosnku, mala ostra papryke, kilka pedow ziel. pietruszki, troche skorki z cytryny i dwa centymetry obranego korzenia imbiru; dodac dwie lyzki oleju roslinnego (ja uzylam orzechowego). Ok. pol kilograma surowych krewetek (bez skorupek) wytaplac z mikstura i wstawic do lodowki na dwie godziny. 10 minut przed podaniem rozgrzac troche oleju na patelni, wrzucic krewetki z mikstura, jak zrozowieja dodac solidny chlup bialego wina (jak np Pinot Grigio, albo jakies mozelskie, czy renskie), pogotowac z minute. Powinno byc tego sosu nie za duzo, ale na tyle, zeby mozna w nim bylo wycierac swieza chrupka bagietke. Fare la scarpetta! jak mawiaja Wlosi. Choc nie jest to wloski przepis, bo ma imbir i oliwe orzechowa. I nie jest to tajskie danie, bo nie ma kolendry, trawy cytrynowej, ani sosu rybnego, orzechow, ani mleczka kokosowego. Jest to danie fuzyjne, a la krolik, do ktorego doszlam metoda prob i bledow.
Jaki dobry dzień 😉 .
Krewetki na śniadanie mniam, mniam 🙂 .
Herbata i kawa na stole dla potrzebujących.
Dzień dobry 🙂
Chociaż raczej nie do uśmiechu po kolejnej brunatnej ustawce wobec prof. Baumana
Kawa ….
Lisku,
to pytanie nie było skierowane konkretnie do nikogo. Kilka osób sugerowało „patriotyczne”, czytaj rasistowskie motywacje łobuzów
Moim zdaniem jest tak, jak pisze Bobik (22:04)
A źródeł takich zachowań, niezależnie od pochodzenia chuliganów, upatruję w nadwyżkach energetycznych młodych ludzi, przed czym już dziesiątki lat temu przestrzegał profesor Kępiński.
Fajnie, że jesteś 🙂
Ogromne dzieki Kroliku! 🙂 Brzmi wspaniale, zrobie je w najblizszy weekend.
Poranna kawa
Na liście sytuacji stresogennych rozwód zajmuje drugie miejsce. Rezygnacja księdza z kapłaństwa jet dla niego chyba czymś jeszcze bardziej dramatycznym.
Dowiedziałam się niedawno, że biskup białostocki od lat nie pozwala Jezuitom na otwarcie ich placówki w swojej diecezji 😯
Dlaczego 🙄
Mam nadzieję, że profesor Bauman jednak zmieni zdanie.
W czasie gdy szukalam sniadaniowej zastawy, juz pare osob sie obudzilo… Dzien dobry 🙂
Przynajmniej raz kawa nie będzie w wiadrach 😉
Też chciałabym, aby Profesor dał odpór brunatnej hołocie, ale rozumiem jego decyzję.
Jeżeli czyta komentarze na swój temat, może być zdruzgotany i nie mieć sił ani ochoty na następną konfrontację. Ma prawo do spokoju.
W wolnym, demokratycznym państwie można oczekiwać, że to ono zdecydowanie przeciwstawi się wszelkim przejawom nacjonalizmu.
http://studioopinii.pl/stanislaw-obirek-zakaz/
Prasówka śniadaniowa 🙂
Dzień dobry 🙂
Krawatki w kawie na śniadanie? To naturalne. Jeszcze-nie-całkiem-dobudzonym krawatki łacno w filiżankach lub wiadrach mogą się maczać. 😎
Ja to chyba jednak zostanę przy wiadrze, ze względu na gabaryty i wygodę chłeptania. A dla Demetrii może w końcu zakupimy jakąś cysternę, żeby nie miała zbyt dużych przerw w kroplówce? 😈
Dzień dobry.
Prof. Bauman ma już swoje lata, niejedno już przeżył, pamięta wojnę i na pewno ma uczucie deja vu. Po co mu to na stare lata. Nie dziwię mu się więc, że nie chce przez coś takiego przechodzić. W obecnym okresie życia ma prawo oczekiwać raczej honorów i świętego spokoju niż wystawiać się na ryzyko, że dopadną go naziole. Juz raz tego uniknął – kilkadziesiąt lat temu.
Uczelni też się nie dziwię jej gestu, bardzo mi siępodoba, że napisała ten list. Ona walczy także o własną reputację.
Nie ma tu dobrego wyjścia.
Co zaś do hecy w Gdyni, to jednak prokuratura na podstawie monitoringu (który ujawniła) potwierdziła, że bójkę zaczęli Polacy. Owszem, była jakaś zaczepka męsko-damska ze strony meksykańskiej, ale w odwecie natychmiast było bestialskie pobicie, co doskonale widać na zdjęciach.
Dzicz. Innego słowa na to nie ma.
Przez prof. Baumana jestem jako ta sosna rozdarta. Bo tak prywatnie doskonale rozumiem, że można po prostu nie chcieć wchodzić w to całe błoto, można czuć do tego obrzydzenie i powiedzieć sobie „mnie już szkoda życia na takie szarpaniny”. Ale jako od postaci publicznej jednak bym od niego oczekiwał, że nie da tym bandytom tak łatwo wygrać.
No i akurat argument o dobrym imieniu uczelni wydaje mi się bardzo nietrafiony. Dobre imię uczelni wymaga teraz właśnie tego, żeby doktorat został nadany, inaczej to imię zostanie na zawsze związane z nader niechlubnym rozdziałem naszej najnowszej historii.
Sorry, bo jeszcze śpię.
Jagoda pisze młodzi ludzie. Mnie się młodość kojarzy raczej ze smukłymi sylwetkami, a to co na filmie widziałam, to gromada mięśniaków, którym bliżej do szaf, pędziła na wyprzódki przez plażę. Jakby z jednej sztancy zrobieni.
Łajza z Dorą. Znaczy, nie tylko ja robię za tę sosnę.
Hartman z kolei to skomentował w tym duchu, że uczelnia nadając właśnie teraz doktorat Baumanowi doskonale wiedziała, co się stanie, i chciała popłynąć na fali, żeby zrobić sobie reklamę jako tej ostoi humanizmu.
Nie znoszę tego cynika, ale może trochę coś w tym jest…
Wczoraj w TVN24 dyskusja na temat prof. Baumana. dr Gontarczyk i prof. Hartman nieoczekiwanie jednym głosem – potępiającym pomysły nadawania Baumanowi doktoratów honorowych, ze względu na bezpieczniacką przeszłość. Dodatkowo Hartman powiedział, że w jego opinii Bauman to „sprawny eseista” ale żaden naukowiec.
Prowadzący był zdumiony. Dla widza było to ciekawe, bo wymykające się przewidywalnemu „do bólu” w polskiej telewizji przyznanemu z góry podziałowi ról dyskutantów.
A tu proszę, lewacko-prawacka zgoda 🙂
P.S. W sprawie gdyńskiej plaży córka zostaje przy swoim: 1) Zadyme wywołało chamstwo Meksykanów, 2) Polscy kibice zachowywali się chamsko na długo zanim doszło do incydentu, 3) Policja zawiodła na całej linii wobec polsko-meksykańskiej dziczy.
No bo właściwie oni są zrobieni z tej jednej sztancy, Siódemeczko. 😉 Kiedyś, poszukując dla Młodego informacji o szkodliwości jakiejś odżywki, trafiłem na fora kulturystyczne i poczułem się jak w dziale kulinarnym. Weź tyle a tyle godzin takich a takich ćwiczeń, drugie tyle innych, dodaj jedno opakowanie preparatu takiego, 3 opakowania śmakiego, piecz przez pół roku, po czym wyjmij smakowitą, apetycznie pachnącą potem sylwetkę-wuzetkę. 😈
@Dora 20 sierpień 13, 09:29
Nie przesadza Pani z tymi hołdami dla majora Baumana? Owszem, on uniknął nazioli. Niestety byli AKowcy, którym nie udało się uniknąć jego i jego kumpli.
Trochę umiaru i refleksji zawsze się przyda.
Zaraz, chyba tu czegoś nie rozumiem. Jeśli jakaś uczelnia chce się wyprofilować jako ostoja humanizmu, to ja bym temu przyklasnął, zaznaczając tylko, że opinia publiczna będzie się bacznie przygądać, czy nie była to jednorazowa akcja reklamowa. Niebezpieczne wydają mi się raczej te uczelnie, które profilują się jako ostoje mentalnego kibolstwa. 🙄
Pani Alina ma bardzo specyficzny, odrzucający język.
Dzicz meksykańska – o ludności Meksyku, major Bauman i jego kumple z krwią AK na rekach.
I przy tej retoryce nawoływanie do umiaru i refleksji, skierowane do innych.
Owszem, Alino, to prawda, że trochę refleksji zawsze się przydaje. Bauman czegoś jeszcze w życiu dokonał poza byciem niegdyś majorem. I nie za „majorostwo” z młodości honorują go na całym świecie, tylko za to, co zrobił ze swoim życiem potem. Jeżeli ktoś tego nie pojmuje, to o refleksji trudno tu mówić.
@mt7 20 sierpień 13, 10:34
Przepraszam bardzo, ale napisałam o dziczy polsko-meksykańskiej na plaży w Gdyni. Nie użyłam też frazy o „krwi AK na rękach”, choć byłaby to oczywiście fraza właściwa. W zachowanej do dziś pisemnej opinii przełożonych Baumana wychwalają go za „zasługi w ujęciu dużej ilości bandytów”.
O co Panu/Pani chodzi?
@Bobik
Ależ ja to doskonale rozumiem. Odnosiłam się do konkretnego wpisu @Dora, który to wpis przywoływał przeszłość Baumana wyłącznie w kontekście Holokaustu (uniknięcia go). No ale jeżeli ktoś przywołuje tamte lata, to powinien je przywołać uczciwie i w całości.
Wydaje mi się, że gdzieś pod skórą tej dyskusji leży przekonanie – bardzo przebija się to w wypowiedzi @mt7, że Bauman rację miał i wtedy – „ujmując duże ilości bandytów”.
P.S. Wiele rzeczy, które prof. Bauman napisał całkiem niedawno wzbudza we mnie sprzeciw, nie tylko intelektualny ale i moralny. Na przykład porównanie muru obronnego pomiędzy Izraelem a Autonomią do muru Ghetta.
„Polska to naprawdę kraj łagodnych ludzi przy tamtej dziczy.
http://blog-bobika.eu/?p=1622&cpage=8#comment-293264
@Bobik
P.S. Honorowanie lub niehonorowanie jakiegokolwiek Polaka „na całym świecie” nie ma nic wspólnego z naszymi lokalnymi rachunkami. Te rachunki żyją własnym życiem i wobec naszej własnej przeszłości, naszych własnych zmarłych.
Wbrew temu, co sądzi Hartman, dla mnie ocena „sprawny eseista” wcale nie jest deprecjonująca. Styl eseistyczny pozwala dotrzeć z ideami do znacznie szerszego kręgu odbiorców, niż napuszone, przeładowane naukowym żargonem elaboraty „szkoły niemieckiej”, pod której przemożnym wpływem – ku mojemu ubolewaniu – pozostaje polska humanistyka.
Jestem gotów zaraz leceć na barykady z transparentem „Żądamy więcej sprawnych eseistów w życiu akademickim!”. 😈
@mt7 20 sierpień 13, 10:44
Niech Pani porówna statystyki przestępczości. Polska to naprawdę łagodny kraj. W Mexico City po zmroku ludzie się barykadują, a na pograniczu z USA krążą szwadrony śmierci.
Wie Pani dlaczego Mrożek wyjechał z Meksyku??
Bobik 20 sierpień 13, 10:48
W tej sprawie zgoda. Choć mnie jest bardzo daleko do postmodernizmu w baumanowskim ujęciu to doceniam sprawność języka.
No cóż, Alino, pewnie ja się za bardzo czuję obywatelem świata i na tyle przewróciło mi się od tego we łbie, że rozliczanie się wyłącznie na podstawie lokalnych, w dodatku bardzo starych rachunków, zaczęło mi się zdawać strasznie zaściankowe i krótkowzroczne. 😎
Owszem, też nie twierdzę, że się z prof. Baumanem zgadzam we wszystkim i stuprocentowo. Ale wiem, jak znane jest i jakim mirem cieszy się jego nazwisko np. w niemieckich kręgach akademickich. W odróżnieniu od, powiedzmy, Hartmana. 😈 Jak już musimy w kategoriach Polski, Polsce, Polską, to właśnie Bauman jest w tej chwili kimś, kto polskość rozsławia (bo nie mówi się o nim „żydowski uczony”, tylko „polski uczony”). Może tzw. patrioci spod znaku Zawiszy również to zechcieliby wziąć pod uwagę? 🙄
@mt7 Żaglowiec, który zacumował w Gdyni jest okrętem wojennym.
Poniżej link do artykułu o raporcie ONZ sprzed dwóch lat dotyczącego licznych naruszeń praw człowieka przez meksykańskie siły zbrojne przy okazji walki z kartelami narkotykowymi.
Znamienny jest taki fragment:
„Human rights groups have been raising alarms for years about the Army’s role in the drug war, reporting a rising number of cases of rape, torture, disappearance, and arbitrary shooting.”
http://www.csmonitor.com/World/Americas/2011/0401/UN-questions-Mexican-Army-s-role-in-drug-war
Jest Pani pewna, że wie Pani kto był na tej plaży?
Naprawdę Polska nie ma monopolu na dzicz.
@Bobik 20 sierpień 13, 11:01
A co ja mam do patriotów od Zawiszy???
Wypraszam sobie.
Ale mam coś do „dużej grupy bandytów” z AK/WIN.
Te rachunki powinny żyć dopóki żyją sprawcy – naziści, enkawudziści itp. Takie szymonowowiesenthalowskie podejście. Sorry.
Siódemeczko, ja z ogólnego kontekstu wypowiedzi Aliny nie odniosłem wrażenia, że jej komentarz był w sensie „wszyscy Meksykanie są dziczą”, tylko „również w Meksyku jest dużo dziczy, wcale nie lepszej niż nasza, rodzima”. A z tym, że my nie mamy patentu na chamstwo i zdziczenie, trudno się nie zgodzić.
Bobiku, każdy ma swoje wrazenia.
Nigdy nie pisałam, że w jakimś kraju jest dzicz, ani w Polsce, ani gdziekolwiek.
To jest język pogardy, nie nie toleruję takiego języka, dlatego nie mam ochoty brać dalej udziału w tej dyskusji.
@Bobik:
Proszę zważyć, że przeszłość profesora Heideggera ciągnęła się za nim do śmierci a on przecież tylko był członkiem partii. „Znacznej ilości bandytów” nie łapał i zdaje się, że przez całą wojnę nie ruszał się z Fryburga.
A jednak potępienie było zdecydowane. A przecież, jakby to powiedzieć bez naruszania polskiej dumy narodowej, wpływ profesora Heideggera w porównaniu do wpływu profesora Baumana na humanistykę i nauki społeczne jest jakbytrochę z innej półki, prawda?
Po prostu komunistom przy wydatnym udziale intelektualistów w rodzaju Baumana udało się zrelatywizować własne zbrodnie. Przykre, ale jakże prawdziwe. Zresztą postmodernizm i inne relatywizmu tu pomogły 🙁
Proszę porównać stosunek do komunistycznej młodości Baumana a Kołakowskiego. Zupełnie inny, prawda. Mimo, że Kołakowski w bezpośrednich represjach udziału nie brał. Ot, inny wymiar człowieka.
@Bobik 20 sierpień 13, 11:10
Dokładnie tak, dziękuję gospodarzowi za obronę 🙂
Bronię się zresztą w planie logicznym. Jeżeli piszę, że w Meksyku Meksykanie barykadują się przed innymi Meksykanami, z tego wynika, że nie wszyscy Meksykanie są dziczą w opinii piszącej. c.b.d.o. 🙂
Alino, rozmowa wyszła, w skrócie ujmując, od rezygnacji prof. Baumana z doktoratu pod wpływem „patriotów od Zawiszy” i do tego nawiązałem. Nie twierdzę, że każdy, kto nie kocha Baumana, jest obowiązkowo spod tego samego znaku, ale dołączając się w tej chwili do potępień jednak w jakiś sposób praktycznie zawiszowców wspiera. Warto sobie z tego zdawać sprawę, bo inaczej łatwo się nagle znaleźć w towarzystwie, na które wcale się nie miało ochoty.
@Bobik 20 sierpień 13, 11:21
No nie: „subiektywnie nie jestem nacjonalistką ale obiektywnie nią jestem”
Proszę Cię gospodarzu…
Profesor Bauman jest denerwujący przez zakłamywanie własnej przeszłości, jakikolwiek brak skruchy.
Parę lat temu (sic!) opublikował wywiad, w którym potwierdził, że w powojennej Polsce komunizm i walka z jego przeciwnikami była najlepszym rozwiązaniem.
Cóż robić, ja jestem akówka z domu („genetyczna patriotka, jakby powiedział nieoceniony poseł Suski z PiS 🙂
I zawsze będę przeciw i zawiszom i baumanom. Baumanom bardziej bo istotnie mają krew na rękach.
A teraz już kończę bo robota wzywa.
Pozdrawiam staropolskim „have a nice day”.
Wyłączyłam się godzinę, bo jednak od czasu do czasu zajmuję się pracą.
Wracam i widzę wypowiedź Aliny z @10:15.
Szok.
Gdzie w mojej wypowiedzi były jakiekolwiek hołdy dla prof. Baumana? Było proste stwierdzenie faktu, że uniknął Holocaustu i że nie chciał wystawiać się naziolstwu po raz drugi.
Majorem był, jak był szczeniakiem. Wielu było. Łatwo jest wydawać sądy o epoce, której się nie zna.
Minęło kilka lat, teraz jest profesorem, który patrzy na postmodernizm przenikliwie jak nikt inny.
Choć moją sympatię również stracił po koszmarnym wywiadzie Domosławskiego w „Polityce” i właśnie owym porównaniu muru izraelskiego do berlińskiego (które również nie podoba się Alinie).
Ale dorobek naukowy pozostaje i budzi szacunek.
Tyle.
Dyskutować nie zamierzam, bo nie ma o czym.
Siódemeczko, ja to nieco inaczej widzę. Kibolscy czy inni bandyci to jest i dla mnie dzicz, bez względu na narodowość. Uważam to słowo za adekwatne, bo cały tzw. dorobek cywilizacji wydaje się po tych osobnikach spływać jak po gęsiach (za przeproszeniem gęsi). I nie widzę powodu, żeby tego nie nazywać po imieniu. Wręcz przeciwnie, nienazywanie po imieniu, a np. „patriotyczną młodzieżą”, jak to robią niektórzy politycy, tylko tę dzicz rozzuchwala.
I jeśli ktoś mówi o „szymonowowiesenthalowskim podejściu”, to ja już wszystko rozumiem i więcej nie potrzebuję.
Dobrze, dodam jeszcze, że to prawda, że komuniści znakomicie umieli zamaskowywać swoje winy. Ale było im tym łatwiej, że tam – inaczej niż po stronie hitlerowskiej – nie było czarno-biało. Każdy w każdej chwili mógł stać się wrogiem. A jednocześnie głośno krzyczano frazesy o powszechnej równości, w które co młodszy i naiwniejszy, zwłaszcza po ciężkiej wojnie, mógł uwierzyć.
Dlatego owo „szymonowowiesenthalowskie” podejście tutaj niekoniecznie może mieć zastosowanie. Bo tu nie ma pełnej symetrii.
@Alina Wydaje mi się, że gdzieś pod skórą tej dyskusji leży przekonanie – bardzo przebija się to w wypowiedzi @mt7, że Bauman rację miał i wtedy – “ujmując duże ilości bandytów”
Nie lezy i sie nie przebija.
Z Hartmanem jest osobny rozdział. To facet, który zawsze miał wielkie ma parcie na szkło, teraz dostał swoje pięć minut i się wyżywa. Niestety poziom jego wysoki nie jest. Zdumiewam się, dlaczego moje pismo przyjęło go na swoje łamy. Felietony to jeszcze, ale np. jego blog i przyjęty zwyczaj wpuszczania wszystkich komentarzy jest dość paskudnym miejscem w sieci. Ani on nie ma specjalnie wiele do powiedzenia, ani komentatorzy, którzy głównie posługują się jadem.
Dora (10:18)
na podstawie jakich faktów piszesz: „ale może trochę coś w tym jest…”?
Bez nich Twoja wypowiedź ociera się o insynuację.
Insynuację wobec moich wieloletnich przyjaciół.
Sorry za niechlujstwo językowe @11:43 🙂
Jagodo, jeżeli uraziłam, przepraszam. Nie wydaje mi się, żeby uczelnia miała jakoś niecno-propagandowe cele, przeciwnie. Ale myśl o rozgłosie mogła się pojawić w podświadomości, nie mogę wykluczyć. Zresztą nie widzę w tym nic złego.
Bobiku, jeżeli określenie dzicz łączy się z nazwą kraju, a nie z jakąś grupą mieszkańców tego kraju, czy jednostkowymi zachowaniami, to jest to dla mnie nie do przyjęcia. Nie tłumacz mi rzeczy oczywistych.
Wiele sformułowań Aliny mi nie odpowiada, łącznie z tym, co przywołała lisek, wie, co przebija i co myślę.
Rozumiem, ze można użyć niefortunnego skrótu, ale po zwróceniu uwagi, jaki jest odbiór, rzecz wyjaśnić. Mnie to wczoraj dźgnęło i utkwiło. Dzisiaj się tylko utwierdziłam.
Nie jestem rozdarta w kwestii profesora Bauman.
Wręcz przeciwnie. Mam niezachwianą pewność, że po trzykroć ma moralny obowiązek pojechania do Wrocławia.
Po pierwsze, człowiekiem jest się do końca życia. Nie można sobie zafundować emerytury z człowieczeństwa.
Po drugie, winien jest to tym, którzy zginęli z rak brunatnej zarazy. Ma moralny obowiązek być ich świadkiem.
Po trzecie, ma moralny dług wobec tych, którzy zginęli z rak czerwonej zarazy. Jako współwinny ma obowiązek świadczyć, że każdy może zbłądzić, ale ma też szansę zawrócić ze złej drogi.
Nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla Profesora. Że to trudne? A kto obiecywał, że życie będzie łatwe? W którymkolwiek jego momencie.
Kierowniczko, bez nerw. 😉 Ja np. nie rozumiem i próbuję zrozumieć. Czy akowski rodowód uniemożliwia zrozumienie, że w czasach wojennych komunizm można było wybrać z najszlachetniejszych pobudek? Albo że dla żydowskiego chłopaka, który uciekł przed Holocaustem, był to wybór całkowicie naturalny? Że po wojnie trwała praktycznie wojna domowa, w której racje wcale nie były czyściutko podzielone na czarne i białe? Że można się dziś tego ówczesnego wyboru nie wypierać i uczciwie przyznawać „wtedy nie widziałem lepszego”? I wreszcie, czy już „na wieki wieków” polskim pojmowaniem rzeczywistości mają rządzić jak nie te, to inne trumny?
Mnie to trumienne widzenie świata jest dosyć obce i nie umiałbym się w nim odnaleźć. Ale ten fenomen istnieje, więc próbuję go chociaż w przybliżeniu pojąć. 😉
@Dora:
„…krzyczano frazesy o powszechnej równości, w które co młodszy i naiwniejszy, zwłaszcza po ciężkiej wojnie, mógł uwierzyć….”
Nie moskiewski milicjant.
„Dlatego owo “szymonowowiesenthalowskie” podejście tutaj niekoniecznie może mieć zastosowanie. Bo tu nie ma pełnej symetrii.”
Kwestia opinii. Dla mnie jest. Podobnie jak dla Efraima Zuroffa – szefa Centrum Wiesenthala:
„W Polsce toczy się spór, czy warto stawiać przed sądem sprawców zbrodni komunistycznych…
Nie ma wątpliwości, że tak! Mam dla Polaków jedną radę: ścigajcie komunistów wszelkimi dostępnymi środkami. Jeżeli popełnili zbrodnie, powinni za nie odpowiedzieć. Każdy człowiek, który przelał niewinną krew w imieniu zbrodniczej ideologii, powinien być ukarany. Nieważny jest jego wiek, pozycja społeczna ani ile czasu upłynęło od morderstwa. Ci ludzie powinni zostać rozliczeni. To kwestia elementarnej sprawiedliwości i zadośćuczynienia ofiarom. To, czy reprezentowali ideologię brunatną czy czerwoną, nie ma znaczenia. Mówię to z całą odpowiedzialnością, choć – jak pan się pewnie domyśla – uważam, że Holokaust był wydarzeniem unikalnym i nie wolno go z niczym porównywać.”
Całość wywiadu tutaj:
http://www.rp.pl/artykul/506862_Zuroff__Scigajmy_takze_czerwonych___zbrodniarzy.html?p=2
Ja widzę pewne usprawiedliwienie, Jagodo – wiek i stan zdrowia. Można już po prostu na pewne rzeczy nie mieć siły i to naprawdę rozumiem. Ale poczucie, że jest tutaj jakiś moralny obowiązek, który profesor powinien wypełnić, też jest u mnie bardzo silne.
@Bobik:
„Że po wojnie trwała praktycznie wojna domowa, w której racje wcale nie były czyściutko podzielone na czarne i białe?”
Oj, na zły blog trafiłam. „Wojna domowa” – też coś.
Praszczajtie towariszti.
No pewnie, lepiej bylo by Bauman nie uniknal komory gazowej, wtedy nie musialby wstepowac do Korpusu Bezpieczenstwa Wewnetrznego by mordowac akowcow a potem zostawac swiatpowej slawy naukowcem..
Nawiasem mowiac, akowcy tez mordoali. Bardzo mi przykro, ze sie narazam jak nie przymierzajac niemiecka telewizja. .
Znam takie historie z dziecinstwa, ze swiezych jeszcze opowiescoi szkolnego przyjaciela mego ojca Tadka (Daniela) Rudnickiego, meza slynnej spikerki Polskiego Radia Aliny Rudnickiej. Tadek opowiadal dopiero jak sie dobrze napil. Ale opowiadal i sluchalismuy wszyscy w milczeniu.
Tadek byl w szeregach AK od poczatku jego powstania. Musial bardzo starannie sie kamuflowac przed swymi towarzyszami broni. Na szczescie byl nie obrzezany. Kilkoro jego obrzezanych kolegow z oddzialu AK albo zostalo zamordowanych w lesie albo wydanych w rece Gestapo. Bo do AK nie rekrutowano samych przyzwoitych aniolow. Tam byl taki sam przekroj spoleczny jaki znamy ze wspolczesnosci.
Po wojnie Tadek Rudnicki pisal jakies ksiazki szpiegowskie pod pseudonimem i pod szyldem MONu. Rzucil Aline ( a moze to ona z nim nie wytrzymala) i ozenil sie z jakas prosta dziewucha, ktorej nie powoiedzial, ze jest Zydem az do 1968 roku, kiedy nie wytrzymal jej antysemickich tyrad. Danka z placzem zegnala nas na Gdanskim, a jednoczesnie usilowala przekonac do kupienia od niej jakiego poszczerbionego krysztalu, bop jak wiadomo Zachod bardzo ceni polskie krysztaly.
Nie wiem dlaczego zycie czesto skreca w strone groteski.
Chyba faktycznie trafiłaś na zły blog, Alino. I ja, tak samo jak Ty, jestem zdania, że lepiej się w porę rozstać za obopólną zgodą.
Bardzo żałuję. Jestem w szoku. Myślałam, że tu są liberałowie podobni do mnie a tu po prostu sowiecka wersja historii leci równo. Więc żegnamy się. Szkoda.
Dodam tylko jedno do @Helena. Obraża Pan Marka Edelmana, „Kazika” Ratajzera i innych wspaniałych ludzi, którzy nie uznali faktu ucieczki przed Holokaustem za glejt do męczenia innych i do zdrady własnego Państwa.
Obiecuję, że to mój ostatni wpis. Choć naprawdę żałuję. Ale różnice są chyba z gatunku pryncypialnych.
Szkoda, że prawacka propaganda nie pozwala nam się zrozumieć.
Bo niestety, to, co Bobik pisze, że czarno-biało nie było, to prawda. Bandytów również po wojnie było niemało, weźmy chociaż ewidentny przykład Kurasia – „Ognia”, znienawidzonego także przez miejscowych, których brutalnie rabował. Po wojnie.
Mieli pretensję do Lecha Kaczyńskiego (ja też, choć w różnych sprawach był w porządku), że zaangażował się w budowę jego pomnika.
Co zaś do ZSRR – dla młodego Żyda podczas wojny była to, co tu gadać, jedyna szansa przeżycia. W straszliwych warunkach niejednokrotnie, nawet w więzieniu czy łagrze, ale przeżycia. Na ziemiach polskich hitlerowcy wszystkich równo mordowali. Dziwić się więc, że wielu tam uciekło, łącznie z moją własną rodziną? Dzięki temu jestem na świecie.
Coś mnie dręczy, kochani. Mianowicie to, co Bobik nazwał trumiennym widzeniem świata. Bo widzę dysproporcję w postrzeganiu trumiennego widzenia świata. Trumienno-holocaustowe jest uprawnione, polskie trumienne jest zaściankowe. Dlaczego?
Doro,
wierzę, że nie miałaś złych intencji 🙂
Zareagowałam z dwóch powodów. Pierwszy dość oczywisty, w obronie przyjaciół.
Drugi ma związek z kwestią uważności. W mediach roi się od obszczywaczy. Uważają, że wolno im zadrzeć tylna łapę i obszczać kogo popadnie, jak pies przygodny murek.
Dokładnie tak zachował się Hartman 👿
Dobrze byłoby nie wpisywać się w poetykę tego pana 😉
Jest różnica, vesper. Trumienne polskie jest stałym rozdrapywaniem polityki historycznej pod znakiem „my Polacy złote ptacy”. Trumienno-holocaustowe ma jeden jedyny wydźwięk: nigdy więcej.
Jagodo, racja.
Niemało w tym panu swego rodzaju zawiści, wydaje mi się.
Kiedy ja , kurka wodna, zdazylam obrazic Edelmana, Ratajzera i innych wspanialuych ludzi? Chyba we snie? Bo dopiero sie obudzilam. 😯
W kwesti rozliczeń z własną przeszłoscią.
Gowin o Baumanie:
„Przeszłość profesora Baumana, najdelikatniej mówiąc, nie należy do chlubnych, ale profesor po 1968 roku, kiedy wyemigrował z Polski, uczciwie się z tej przeszłości rozliczył, więc stosuję wobec niego inną taryfę, niż wobec tych, którzy mieli podobną przeszłość, ale do dzisiaj starają się uchodzić za ludzi honoru – zaznaczył były minister sprawiedliwości.”
Nie martw się, Helenko, już wszyscy zostaliśmy towariszczami, choć nigdy w żadnej partii jako żywo nie byliśmy…
Strasznie zajadłe to towarzystwo prawackie. Nawet w łagodniejszej formie, jaką zaprezentowała Alina, też musi taki z nożem w zębach wyskoczyć. Smutne to okropnie. Cienia refleksji, tylko wdrukowane reakcje.
Bobiku,
mam ogromy szacunek, ba niemal nabożeństwo do profesora Baumana.
Bardzo mu współczuję z powodu wcześniejszej awantury. I obecnego dramatycznego położenia.
Równocześnie uważam, że jest coś takiego jak imponderabilia. I że bywają takie momenty w historii kiedy trzeba stawiać je na pierwszym planie. Niezależnie od okoliczności. Teraz jest taki moment i Profesor, bez uszczerbku moralnego, nie powinien się uchylać od roli świadka i stawienia czoła złu.
Kilka dni temu Antoni Macierewicz mówił w Radiu Maryja, że „młodym patriotom”, którzy spostponowali Profesora, należy się wdzięczność. Profesor nie powinien przed nimi dezerterować.
Wiem, że to bardzo, bardzo trudne, ale Człowieczeństwo nie jest łatwe. Dla jednych z powodu chorób i starości. Dla innych z powodu lęku o przyszłość rodziny, wykarmienie dzieci po utracie pracy, szykanowanie najbliższych.
Też widzę różnicę:
Etos trumien.
Grozę paleniska, bo nawet grobów nie mają.
Dziwi mnie właśnie niezrozumienie tego historycznego kontekstu. Nie tylko, że ucieczka na wschód dawała szansę przeżycia. Trzeba też wziąć pod uwagę, że dla mniejszości II RP wcale nie była rajem, o którego reaktywowanie w identycznej postaci warto by było walczyć. Nie tylko zresztą dla mniejszości – atmosfera przedwojenna była tak zatęchła, że również wielu „rdzennych Polaków” marzyło o jakiejś zasadniczej zmianie. Stąd brał się akces do komunizmu, który taką zasadniczą zmianę, deklaratywnie w duchu równości i sprawiedliwości społecznej, oferował.
Nie ma się co zanadto dziwić – młodym w dużej mierze i naiwnym – ludziom, którym zaproponowano walkę z okupantem, a potem stworzenie lepszego świata, że się dali na to nabrać. Można ubolewać, że nie zorientowali się w porę, w jak gigantycznym oszustwie wzięli udział. Ale osądzaanie tamtych wyborów i motyacji z perspektywy kogoś, kto wie „o kilkadziesiąt lat więcej” jest dla mnie bez sensu.
Doro, urodziłam się tyle lat po wojnie, że dla mnie obydwie odmiany trumienności są bardzo odległe w czasie i przez to stają się bardzo do siebie podobne. Bliskie są pod jednym tylko względem: zbrodnie popełniane przez zwykłych ludzi rządzą się tymi samymi mechanizmami, niezależnie od tego, gdzie i kiedy są popełniane. Dlatego ich nie wartościuję. Myślę, że warto mówić o wszystkich, jeśli chce się rzeczywistego „nigdy więcej”. Albo nie mówić wcale. Kiedy zaczynamy wartościować, które bardziej uprawnione, a które zaściankowe, to jest to jedno wielkie zawracanie głowy i trumienny folklor.
Jagodo,
jest jedna rzecz, która usprawiedliwia niechęć Baumana do przyjazdu do Wrocławia. Od której zaczęłam. Po prostu wiek. On, u licha, ma prawie 90 lat!
Ależ kto mówi, vesper, o „zbrodniach uprawnionych”?
No litości.
Alino, córka Twoja wydaje mi się być nierozsądna nieco.
Skoro tak dobrze widziała szczegóły zarzewia zadymy, musiała być w jej samym centrum. W takich sytuacjach ocena zdarzenia z odległości większej niż dwa metry może być zupełnie fałszywa.
Rozsądny człowiek unika bezpośredniego towarzystwa takich osób, a na plaży jest dosyć miejsca, aby zachować bezpieczny dystans.
Przyznam szczerze, że odnośnie tonu Twoich wypowiedzi mam podobne odczucia jak Siódemeczka.
Nie rozumiem zupełnie argumentu ” to Meksykanie zaczęli”, bo zaczepili dziewczynę w sposób w naszym kręgu kulturowym uznany za ordynarny( w Ameryce Środkowej i Południowej zależnie od kraju jest to, a przynajmniej 30 lat temu było, nieco inaczej postrzegane.
Moim zdaniem każda reakcja jest usprawiedliwiona, dopóki jest współmierna do przyczyny. A w tym przypadku była ewidentnie niewspółmierna.
Mam pytanie do córki Twej- czy przed zadymą widzac chamskie i niebezpieczne, jak sama napisałaś, zachowania kiboli, córka Twoja próbowala wezwać policję?
Razi mnie w Twojej wypowiedzi deprecjonowanie całego narodu meksykańskiego, przy użyciu argumententow poniżej pasa, które z tym konkretnym zdarzeniem logicznie rozumując nie mają nic wspólnego. Oraz wyraźne sugestie, że marynarze należą do jakiegoś militarnego komando.
Z Twoich wypowiedzi, przykro mi to pisać, bije pogarda do innych narodów i poczucie wyższości „jedynej prawdziwej polskości”.
Co do AK – sporo było wśród jej członków kanalii i nieprzyzwoitych ludzi, a zatem wieńce laurowe należą się nie organizacji jako takiej, tylko tym jej członkom, którzy na nie swoją postawą zasłużyli.
Nie należy się stroić w cudze piórka powiadała moja babcia i im starsza jestem, tym bardziej uważam, że miała rację.
Zwłaszcza, że późno urodzeni sędziowie często powołują się na swoje chrześcijaństwo i choć sami oczekują miłosierdzia i odpuszczenia grzechów, dla innych nie mają litości.
60 lat naprawiania błędów nie jest w stanie wzruszyć Katonów.
I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy
Jeżeli ktoś popełnił zbrodnie, to się go stawia przed sąd, on jest od wymierzania sprawiedliwości.
Vesper, ja widzę jeszcze jedną różnicę. Odwoływanie się do Holocaustu jako ostrzeżenia przed „powtórkami z historii” nie ma – dla mnie przynajmniej – lokalnego wymiaru. Przeciwnie, mało jest spraw o wymiarze tak uniwersalnym.
A moznaby tak z okazji smierci Slawomira Mrozka odswiezyc jego jedna bardzo nieprzyjemna sztuke. ktpra w swoim czasie wywolala potezny gniew genetycznych patriotow, choc pewnie jeszcze wtedy nie wiedzieli, ze sa genetyczni. Pamietam, ze sama to wiele lat temu (bodaj w Kulturze paryskioej) czytalam z cala burza odczuc, zie sie tak wyraze. Sztuka nazywa sie Pieszo. I ktos wtedy (czy nie sam Mrozek?) powiedzial o reakcjach na nia, ze Polska przypomina mu wytworny salon, posrodku ktorego lezy ogroma parujaca kupa i wszyscy starannie udaja, ze zadnej kupy nie ma.
Wybaczy gospodarz, że jeszcze raz jednak zabiorę głos.
Nie mam nic wspólnego z „prawacką propagandą” ani z prawicą w ogóle. Jestem z tradycji żoliborsko- PPSowskiej i AKowsko/Winowskiej. Nie mam nic wspólnego ani z Arturem Zawiszą ani z PiS. Nie trzeba mi też tłumaczyć dlaczego Żydzi uciekali na Wschód.
I nie każdy Żyd (e.g. Edelman) przyznawał sobie po wojnie licencję na współpracę z komuną, tylko dlatego że przeżył Holocaust. W przypadku Edelmana czy Ratajzera przeżyli w Warszawie a nie w ZSRR.
Nie przyjmuję do wiadomości, że pochodzenie etniczne usprawiedliwia akces do aparatu przymusu. Zresztą zdrajcy i kanalie byli wszędzie. Pileckiego na śmierć skazywał akowiec Jan Hryckowian a Fieldorfa „Nila” żydowska komunistka Maria Gurowska.
Natomiast nie było wtedy żadnej „wojny domowej”. To jest klasyczna wrzutka komunistycznej propagandy, z którą żyliśmy w PRL wiele lat, obcując z nią w książkach, filmach i tworzonej na potrzeby edukacyjno-propagandowe legendzie.
W istocie była sowiecka agresja i świeża okupacja. Mordy, gwałty, wywózki, grabież majątku. W tle zmęczone społeczeństwo i zrozpaczeni, zdziesiątkowani, często poddani niezawinionej przez siebie demoralizacji najwierniejsi z wiernych – żołnierze wyklęci.
Teraz już się żegnam. Proszę tylko o dokonanie wysiłku umysłowego i nie podkreślanie tego przelotnego kontaktu między Blogiem Bobika a @Aliną uproszczeniem, że oto jakaś nacjonalistyczna neandertalka się pojawiła.
P.S. @Dora: Postać „Ognia” jest bardzo skomplikowana i w planie wojskowym i politycznym i ludzkim. Nie sądzę by to życie można było kwitować pogardliwym „bandyta”. Kiedyś w Sejmie była bardzo ciekawa dyskusja na ten temat:
http://orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf/0/DA18B77C55B77DB7C12572DE003D0A99/$file/0187305.pdf
W tej dyskusji Andrzej Przewoźnik przywołał opinię ks. Tishnera na temat majora Kurasia, który to ks. Tishner ze właściwą sobie mądrością ważył życie tego człowieka, którego tragiczna droga zaczęła się od tego, że Niemcy zabili mu żonę, ojca i małe dziecko wrzucając do płonącej chałupy (stąd pseudonim).
Doro, nie zrozumiałyśmy się. Nie chodziło mi o zbrodnie uprawnione, tylko o uprawnione versus zaściankowe trumienne spojrzenie na świat.
Jeszcze dopisuję do Vesper – pod wpływem Zagłady pojawiło się w prawie międzynarodowym pojęcie ludobójstwa, które istotnie jest inaczej osądzane (w sensie całkiem dosłownym, nie tylko historycznym) niż „zwykłe” zbrodnie. Przez co wcale nie chcę powiedzieć, że te „zwykłe” są usprawiedliwione i że nie można ich oceniać w kontekście historycznym. Myślę tylko, że doszukiwanie się ich wszędzie również teraz, na bieżąco, bardzo zakłóca widzenie rzeczywistości. Inaczej też jestem skłonny oceniać po latach kogoś, kto nie wiedział, że brał udział w zbrodni, niż kogoś, kto już wiedział, ale mu to nie przeszkadzało.
Nie zgodziłbym się też, że np. piętnowanie antysemityzmu ma wydźwięk trumienno-holocaustowy. Antysemityzm, nacjonalizm i inne tego typu izmy są dla mnie obrzydliwe „same w sobie”, niezależnie od historycznych zaszłości.
Bardzo, nadzwyczajnie podoba mi się zajadłe trzepanie cudzych sumień. Uwielbiam czarno-biały genetyczny patriotyzm. Jestem pełna podziwu dla niepokalanych pytaniami. Ale nie potrafię im życzyć, żeby byli sądzeni tak, jak sądzą innych. Aż tak bezlitosna nie jestem.
Co do obrzydliwości przeróżnych izmów, zgadzam się bez dyskusji. Piętnowanie antysemityzmu nie jest kultywowanie trumienności. Nie jestem jednak przekonana, czy rozgrzebywanie historycznych zaszłości przez Polaków jest zawsze przejawem trumiennej zaściankowości. Nasza historia była już na tyle sposobów zakłamywana przez politykę historyczną, a to lewacką, a to prawacką… Odkłamywanie powoduje uruchamianie się mechanizmów obronnych, wdrukowanych reakcji. Nie tylko u prawaków.
Teraz muszę oddalić się od komputera i spełnić obietnicę daną dziecku, że poczytam jej książkę.
Być może z perspektywy żoliborskiej była tylko sowiecka agresja i okupacja. Z perspektywy małopolskiego chłopa był dodatkowy kawałek ziemi, szkoła dla dzieci i obietnica, że teraz będzie szanowany. Zapewne te różne punkty siedzenia determinowały wtedy punkty widzenia, co nawet zrozumiałe. Mniej zrozumiałe, że muszą je determinować dalej i każdy, kto z istnienia wówczas tych i innych podziałów zdaje sobie sprawę, jest ogłupiony przez sowiecką propagandę. No, ale nie może być dla niego litości. Uległ zawinionej demoralizacji, bo tylko ta akowska była niezawiniona. 🙄
Myślę,Vesper, że zaściankowe trumienne spojrzenie, to jest ta niesustannie uprawiana polska martyrologia. Każdy naród miał w swojej historii klęski i zwycięstwa, jedni mniej, drudzy więcej.
Ale inni starają się nie żyć wyłącznie klęskami, my natomiast te klęski czcimy i hołubimy oraz hucznie obchodzimy każdą ich rocznicę. To słynne „Polska Chrystusem narodów” jest odzwierciedleniem stosunku naszego do historii, a także objawem megalomanii.
Takie dosyć smutne i pozbawiające optymizmu spojrzenie, doszukujące się wszędzie tragedii o wymiarze narodowym, a przez ten narod niezawinione i niezasłużone. Często graniczące z absurdem- vide casus smoleński.
Z takim nastawieniem trudno jest myśleć pozytywnie, nie mówiąc już wspólnym budowaniu przyszłości.
Nawet kibole posługuja się tą retoryką, nie mając zupełnie pojęcia o czym mówią. To są tylko memy, ale bardzo charakterystyczne.
Ważyć życie Kurasia jest mądrością, ważyć życie Baumana jest obelgą dla ofiar.
Tu każdy rozumie złożoność życia i wyborów.
No wlasnie. Jesli mozna ropzsadnie i po tischenrowsku rozwazac zyciorys Kurasia, ktory ma za uszami naprawde sporo, to dlaczego nie rozwazyc zyciorysu Baumana z takim samym zrozumieniem hoistorycznego doswiadczenia, Alino. Tymczasem Baumanowi nikt jeszcze pomnika nie postawil.
Lajza z Siodema!
A Kuraś – „Ogień” to kto był?? Pan Dziedzic?
Ten argument klasowy jako usprawiedliwienie dla zdrady zupełnie się nie broni. Między innymi dlatego, że większość prostych ludzi przystosowała się do nowej sytuacji ale nie zdradzili.
Drogi Gospodarzu, utożsamianie lewicy – rozumianej zarówno partyjnie jak i szerzej – etycznie – z komuną i odbieraniem Ojczyźnie niepodległości jest kłamstwem fundamentalnym PRL.
Zabrano nam wtedy na lata niepodległość, demokrację. Zabrano nasz kraj. To są wartości nadrzędne. I dla „piłsudskich” i dla „pużaków” i dla „witosów”.
Dla „gomułków”, „bierutów” i „baumanów” Polska to było nic – ot słowo wzbudzające zniecierpliwienie.
@Helena: bo Bauman był zdrajcą (lub wrogiem, trudno mi powiedzieć na ile komunista odrzucał polskość jak odrzucał żydowskość). Bauman służył wrogowi zewnętrznemu, który zabierał Polsce wolność. Kuraś nigdy tego nie uczynił.
To jest dla mnie różnica zasadnicza. Podobnie jak dla prawdziwego PPSu i prawdziwego PSLu – partii plebejskich w końcu.
Trudno jest mi zaakceptować opozycje „uprawnione versus zaściankowe trumienne spojrzenie na świat”.
Uważam, że każde z nich jest spojrzeniem niezdrowym.
Po to ludzkość przez tysiąclecia i na każdej szerokości geograficznej wypracowywała rytuały przejścia, łącznie z rytuałami przeżywania żałoby, żeby możliwe było „domknięcie” żałoby i „nietrumienne” patrzenie na świat.
Nie przekonuje mnie też „trumienne spojrzenie na świat” uprawiane pod hasłem „nigdy więcej”.
Jak powiedział ktoś mądrzejszy ode mnie, „historia uczy tego, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła”.
Słuszność tego powiedzenia potwierdzają zbrodnie ludobójstwa na Bałkanach, w Rwandzie, w Azji…
„Trumienne spojrzenie na świat” zawsze zatruwa ludzką psychikę. Nie ważne czy jest ono „uprawnione” czy „zaściankowe”.
Dla “gomułków”, “bierutów” i “baumanów” Polska to było nic.
Ponieważ rozumiem, że „baumanów’ niesie ze sobą szerszy zasięg osób, proponuję zakończyć dyskusję.
Policyjne glowy powinny poleciec za skandaliczny brak obecnosci policji a aferze meksykanskiej. Jesli chodzi o kto kogo pobil to wystarczy popatrzec kto zostal pobity.
Meksykanie maja bardzo slaby skorumpowany rzad i nalezy im wspolczuc. Gdyby rzad byl slaby w Polsce kto wie na co nasze kibolstwo i rodzimi rzezimieszkowie by sobie pozwalali.
Z Hartmanem czesciej sie nie zgadzam niz zgadzam. Nie czytam go za czesto. Przypisywanie uniwersytowi jakichs niskich manipulacyjnych pobudek w sprawie przyznania Baumanowi szacownego tytylu swiadczy raczej zle o Hartmanie niz o uniwersytecie. Jakie on mial prawo tak uniwesytet osadzic? Po co takie bizantyjskie spekulacje?
A do Aliny, praszczaj Alino. Towariszcz krolik.
mt7 20 sierpień 13, 13:40
Proszę nie brać tego do siebie. To nonsens.
Vesper, ja nie jestem przeciwny dyskusjom historycznym, ani nawet temu, żeby historia była nauczycielką życia. 😉 Ale oddawanie rządów trumnom to co innego niż dyskusje o zaszłościach. To przenoszenie żywcem dawnych kontekstów w nowe, bez zauważania, że w międzyczasie coś się w świecie wydarzyło i te dawne konteksty zaczęły być kulą u nogi.
Dla mni widzenie jeszcze dzisiaj świata w takich wymiarach, że po jednej stronie są ohydne komuchy, po drugiej nieskazitelni akowcy (albo na odwrót, świetlani komuniści i zaplute karły reakcji) i w tych kategoriach należy dokonywać ocen, jest co najmniej dziwaczne i – jeszcze raz to powtórzę – jednak zaściankowe. W przeciwieństwie do problematyki np. Holocaustu trudno by mi było wytłumaczyć moim niemieckim czy francuskim znajomym, o co właściwie w tym wszystkim biega (w Niemczech np. już w tej chwili, po dwudziestu paru latach, enerdowska przeszłość coraz mniej ludzi wzrusza, co było widać niedawno, kiedy próbowano wyciągnąć ją Merkel). Dlatego trudno mi w tym rodzaju trumienności znaleźć jakiś uniwersalny walor.
I też się już muszę oddalić, bo jak będę dalej tylko kłapał, to jutro polecę do Londynu bez czystych, za przeproszeniem, gatek. 😈
Piesku, to kupisz sobie fajne, londyńskie gatki. 😀 Dobrej drogi (pilnuj torebki!) i udanego pobytu!
Ja, skromna, mała korespondentka morska chcę dodać tylko słówko w sprawie meksykańskiej.
To, ze Cuauhtemoc jest okrętem Meksykańskiej Armady, nie oznacza, ze przybywa do obcych krajów z jakąś bliżej nieznaną misją wojenną czy w jakichkolwiek nieprzyjaznych celach. Ten okręt jest ozdobą wszystkich wielkich regat, cieszy się w Europie ogromną sympatią, na którą sobie zasłużył między innymi dżentelmenerią załogi i otwartością w kontaktach. Na wszystkich statkach goście bywają wpuszczani od 10 rano do 8 wieczorem – jedynie na Cuauhtemocu przyjmuje się zwiedzających dopóki chcą przychodzić – przeważnie do drugiej, trzeciej w nocy. Na pokładzie Cuauhtemoca zawsze jest mnóstwo ludzi, muzyka i zabawa. Zwiedzające okręt kobiety podkreślają elegancję kadetów i oficerów, służących pomocą i podajacych im rękę przy trudniejszych przejściach, np. z trapu, żeby im było łatwiej i wygodniej.
Z wydawaniem wyroków w sprawie „meksykańskiej dziczy” poczekałabym na wyniki dochodzenia.
Kilka obrazków tych „dzikusów”: https://picasaweb.google.com/108203851877165737961/Cuauhtemoc
Boję się żoliborskiej inteligencji.
Alino,
mam w rodzinie członka AK, za chwilę skończy 100 lat. Kilka lat spędził w celi śmierci. Więzienie stalinowskie zaliczył też mój nieżyjący teść. Rozstrzelano wujka mojej mamy.
Nikt z nas nie może zatem nie potępiać terroru stalinowskiego.
Źle się stało, że młody Bauman uwikłał się w tak straszną ideologię. Ale dobrze się stało, ze potrafił się z tego wyplątać. I że przeprosił za to co zrobił w młodości. Nikt z nas nie żąda karania profesora Baumana za przewiny, jak to ujęłaś, „majora Baumana”. Choć jest to ciągle ta sama osoba, to psychologicznie całkiem inna.
Jak pisałam wcześniej, jestem przeciwna „trumiennemu patrzeniu na świat” we wszystkich jego odmianach. Wyznaję też zasadę „miłosierdzie przed sprawiedliwością”.
Jednak muszę jeszcze dokłapać. 😉 We wczesnym szczenięctwie (kiedy jeszcze kwestie powojennych podziałów miały prawo być dość świeże) wystarczająco dużo obracałem się wśród małopolskich chłopów, żeby wiedzieć, że wielu z nich w ogóle nie widziało zaakceptowania nowej władzy w kategoriach wierności czy zdrady. „Przyszła nowa władza, mówi, że będzie lepsza, no to zobaczymy. Tamta, przedwojenna, dobra dla nas nie była, więc nie mamy jej co żałować.” We wsi moich dziadków ani przedstawiciele nowej władzy po rosyjsku nie mówili, ani spółdzielni produkcyjnej nie założono, komu by tam przychodziło do głowy, że jakąś polskość zdradza. To jest – przepraszam za uszczypliwość – żoliborski punkt widzenia, który z rzeczywistością niewiele ma wspólnego.
Ja też, Nisiu, się boję.
Odnoszę wrażenie, że okresenie inteligencja jest w tym przypadku nadużyciem 😉
Bobiku,
nie tylko żoliborski. I uszczypliwość chyba niepotrzebna 😉
Na tak zwanych ziemiach odzyskanych myślano podobnie.
Siedziano na walizkach, bojąc się Niemców, płacząc za utraconą małą ojczyzną i słuchając namiętnie Wolnej Europy.
A WE właśnie taki punkt widzenia przedstawiała.
A z Żoliborza to dla mnie przede wszystkim Jacek Kuroń…
Popieram zdanie miłościwie nam panującego Psokraty – po ludzku rozumiem profesora Baumana, że może mieć dość akademickich „dyskusji” z młodymi ludźmi, których iloraz inteligencji dorównuje obwodowi bicepsa. Profesor ma pewnie więcej doktoratów HC niż ci młodzieńcy przeczytanych książek. Ale jego moralnym obowiązkiem jako naukowca jest dawanie przykładu. Nie możemy pozwolić na to, żeby program wyższych uniwersytetów układały grupy agresywnych narodowców czy innych rozrabiaków. Kiedyś chyba społeczeństwo dość jednoznacznie oceniało kiboli – chuligani i tyle. Potem wystarczyło, żeby ktoś sobie umyślił wykorzystać ich politycznie i już dla jakiejś części społeczeństwa jest to „patriotyczna młodzież stadionowa”. I ona to doskonale wykorzystuje, rozpanoszyła się, bo kto podniesie rękę na „patriotów”? Od razu podniesie się raban z prawej strony – prześladują bidulki, którzy czczą powstanie warszawskie, żołnierzy wyklętych i pielgrzymują na Jasną Górę! Jak oni mogą być niedobrzy?! I nie jest ważne, że pewnie dla większości tych patriotów powstanie warszawskie wybuchło w 1981 r. w Białymstoku, żołnierze wyklęci to takie wojsko używające nieparlamentarnej polszczyzny, a Jasna Góra to taki trochę inny stadion, gdzie nikt nie gra, ale też się jedzie z szalikiem z napisem „Witamy w piekle” i zapala race.
W Gdyni policja absolutnie się nie popisała. Rycząca banda odpalająca race i pijąca alkohol w miejscu publicznym łamie chyba kilka paragrafów (sorki, może się mylę, nie jestem prawnikiem)? Gdzie byli policjanci? A „obrona kobiet”, moim zdaniem, to kolejny pretekst do zrobienia zadymy i odgrywania pokrzywdzonych niewiniątek.
Też nie zauważyłam, żeby Helena obraziła p. Edelmana, ale ja jestem z „zakamuflowanej opcji niemieckiej”, a nie z porządnej, akowskiej rodziny z Żoliborza.
I jak najbardziej popieram pomysł cysterny z kawą! Rozesłałam już do prawdziwych mediów katolickich numer konta z prośbą o rozpropagowanie. Przecież nie zostawią bliźnich w potrzebie 🙂
Aaa, „rozkułaczanie” też rodzina przerabiała na własnym przykładzie 👿
I wcale nie traktowano władzy komunistów jako po prostu „kolejnej władzy”.
Bobiku, Ty masz na drugie, trzecie i każde następne – Święta Cierpliwość 🙄
Dzieki Nisiu, za twoje slowa i zdjecia.
Piękny żaglowiec, Nisiu! Z inteligencji żoliborskiej znam chyba tylko jeden przykład, ale też bardzo się go boję.
Haneczko, święte słowa o naszym Bobiku, a Twoja wypowiedź z 13:07 godna szacunku 🙂
To zalezy, Alino. Jestem dosc gleboko przekonana, ze wybierajac miedzy ojczyzna a moimi najblizszymi wybralabym raczej najblizszych i to pewnie bez chwili zastanowienia. Na szczescie bylo mi to oszczedzone.
Mniej wiecej, ale tylko mniej wiecej rozumiem dlaczego ocaleni z Zaglady, po utracie calych rodzin, po skonczeniu sie swego swiata, wybierali komune i w jej imieniu gotowi byli popelniac nawet zbrodnie. Do tego zapewne przyczynila sie nie tylko wojna, ale i przedwojnie. Wiec ja, urodzona po wojknie, ale w jej cieniu, w cieniu stale powracajacych wspomnien, jakos to rozumiem.
Przydarzyla mi sie kiedys ze 3-4 lata temu przygoda nastepujaca. Bylismy z Bobikiem i moja Kuma w Pizie, ukochanym miescie mojego Ojca. Tu w Pizie studiowal medycyne, bo nie mogl w Polsce, stad tez po bodaj trzecim roku studiow wywalil go Mussolini, dekretem zaczynajacym sie od slow „I studenti stragneri di rasa ebraica non possono…”. Pewnie robie bledy w moje fonetycznej i bardzo nedznej znajomosci wloskiego, ale slyszalam o tym dekrecie wiele lat przedtem, zanim pojecalismy do Toskanii..
No i tak spacerujac pewnego niedzielnego popoludnia z Boboikiem i moja Kuma, natknelysmy sie zupelnie przypadkowo na budynek Akademii Medycznej, bardzo stary i oczywoscie mieszczacy akademie sprzed wojny.
Bardzo tym podniecona chcialam natychmiast fotrografowac sobie i Matce na pamiatke. Bobik i Kuma zagadane odeszly pare krokow do przodu abym mogla sfotografowac, a wtedy ulica szedl mlody mezczyzna z moze 7-letnim synkiem, ktorzy natychmiast sie zatrzymali na chodniku, aby mi nie wejsc w kadr. Skonczylam fotografowac i zwracajac sie do mezczyzny powiedzialam lamana wloszczyzna i ze smiechem, ze w tym gmachu studiowal moj ojciec przed wojna i ze zostal wywalony przez Mussoliniego i ze bardzo czesto Pize i swoje szczesliwe lata w tym miescie wspominal. I wtedy twarz tego mlodego mezczyzny zaszla cieniem i zaczal szybko tlumaczyc synkowi to co powiedzialam. A potem zwracajac sie do mnie powiedzial: Mi dispiace molto, signora, mi dispoace molto. Wybacz nam.
Az oniemialam z wrazenia. I bardzo mnie te przeprosiny, idace z niewinnego przeciez serca, wzruszyly. Bylam blisko placzu, choc przed chwila sie smialam i czulam, ze pod ten budynek zaprowadzil mnie PB, bo przeciez go nie szukalam, tylko tak jakos wyszlo…
Nie możemy się rozstać, ale to nic. Rozstanie przyjdzie.
@Nisia 20 sierpień 13, 13:59
„…Boję się żoliborskiej inteligencji…”
Nie ma ani czego ani kogo. Tego typu zbanalizowane frazy najlepiej rezerwować dla skrajności typu „NOP” czy „Antifa”, a nie do kogoś kto dosyś ekstensywnie się przedstawił od strony ideowej. Takie właśnie stosowanie spetryfikowanych w języku fraz będzie bezpieczne i uniknie się śmieszności.
@Jagoda:
Właśnie problem polega na tym, że Bauman nigdy nie przeprosił a wbrew dokumentom pomniejsza, bagatelizuje swój udział w zbrodniach komunizmu. Stąd gdzieś tam w dyskusji przywołałam jako kontrprzykład profesora L. Kołakowskiego który poświęcił lata na rozliczenie się z przeszłością o wiele mniej złowrogą niż ta Baumana.
@Bobik
Śmieszne to patronizowanie. Jestem dopiero drugim pokoleniem w mojej rodzinie z wyższym wykształceniem. Przodkowie to warszawscy robotnicy: z Kolei, browaru Haberbush @ Shiele, Lilpopa – znający i ciężką pracę fizyczną i bezrobocie. No i PPS od cara batiuszki do baumanowskich więzień. Przez całe studia i peerelowską biedę ja sama pracowałam fizycznie . „Nie ze mną te numery”.
Nie uważam się też za osobę zaściankową. Po prostu znam historię i mam swój zestaw wartości. Kim się jest bez tego? Ano, w moim pojęciu jest się „żoną modną” we własnych oczach a naprawdę taką magmą amorficzną, którą afirmatywnie w swoich dziełach opisuje profesor (nie major 🙂 ). Bauman.
Trumny nie powinny rządzić. Zapominanie o trumnach doprowadzi do mnożenia następnych. „Nigdy więcej” odnosi się nie tylko do Shoah.
Jagodo, ani przez moment nie zaprzeczę, że i tak było. 😉 Ale nie tylko tak i o to mi chodziło. Było różnie – jedni słuchali WE, inni patyjnych agitatorów, jeszcze inni po prostu brali, co dawano. Niewidzenie tego, że nie było wówczas żadnej „moralnej jedności narodu wokół jedynie słusznego AK” i kto się pod nią nie podłączył, ten kanalia, to właśnie niedostrzeganie rzeczywistości i niuansów.
@Helena 20 sierpień 13, 14:19
No więc na poziomie analitycznym ja to tak dobrze rozumiem tak jak i Ty.
Ale się temu sprzeciwiam i potępiam. Co mi z tego zrozumienia?
Posłużę się analogią medyczną. Onkolog też rozumie patogenezę raka. Wie dlaczego rak jest rakiem, że takie są geny, takie warunki sprzyjające rozwojowi itp.
Po czym z rakiem walczy: wycina, naświetla, traktuje chemią. Nie akceptuje zrozumiałego raka.
Oj, muszę zaznaczyć, że nie chcę zabijać p. Baumana 🙂
A historia spotkania we Włoszech piękna…
To jest bardzo trudne, Demetrio, przejść do porządku nad nienawistnymi komentarzami na temat swojej osoby.
Zapewne Profesor je czyta, a nie wykluczam i tego, że otrzymuje mnóstwo maili w podobnym tonie.
Jak to porusza i boli trudno opisać. Czasami, aby zachować zdrowie psychiczne, trzeba się odciać i unikać kontaktów. W tak zaawansowanym wieku może to mieć równiez poważne konsekwencje zdrowotne. Nie należy o tym zapominać.
Profesor jest tylko człowiekiem i bardzo kruchym obecnie.
@Bobik 20 sierpień 13, 14:23
Kiedy tak piszesz Gospodarzu to musisz wiedzieć, że ustawiasz sobie przeciwniczkę nie według tego co napisała tylko tak by było łatwiej ją okładać. W końcu łatwiej się z głupkami polemizuje.
Blichtr 🙁
OK, z uszczypliwości żoliborskiej, żartobliwej zresztą, się wycofuję. 🙂 Ale chyba nie jest tak trudno przyjąć, że można było mieć różne podejście do powojennych zmian, w zależności od miejsca zamieszkania (duże miasto/wieś, okolice przemysłowe/rolnicze, biedne/bogate, etc), przedwojennego statusu, poglądów, osobistej historii, itede, itepe. Nowa władza przychodzła razem z sowieckimi czołgami, ale przecież dla wielu osób te czołgi z początku kojarzyły się tylko z tym, że przegnały Niemców. Nie wszyscy byli tak wyrobieni politycznie, żeby od razu przejrzeć wielkie oszustwo. A nawet i ci wyrobieni często mieli złudzenia, że „u nas komunizm będzie całkiem inny”. Albo np. uważali, że wskutek umowy jałtańskiej na inną Polskę i tak nie ma szans, a lepsza komunistyczna niż żadna.
Jeszcze raz powtórzę, że ówczesne wybory nie były proste i czarno-białe. I świadomość tego nic nie ma wspólnego z „usprawiedliwianiem zbrodni” czy sowiecką propagandą. Można realny komunizm uważać za zło, a równocześnie rozumieć, czemu poparli go ludzie, którzy w swoim najgłębszym przekonaniu chcieli dobra. I nie robić im zarzutu, że nie wiedzieli tego, co wiemy teraz.
Faktycznie, Zmoro, nie pomyślałam o tych listach jakie profesor na pewno codziennie dostaje… A to zostawia ślad. Nawet gdyby sobie człowiek ciągle tłumaczył, że nie ma się czym przejmować, bo głupota ludzka jest niezniszczalna, a ci ludzie nawet mnie nie znają…
Bardzo łatwo się kogoś ocenia z perspektywy kilkudziesięciu lat i znając dalszy ciąg historii.
Gdzie jest WW? ❗
Niech chociaż dzidę podrzuci 😉
Akurat nie to miałam na myśli. 😉 Wódz się ostatnio skarżył na brak okazji do dyskusji ze względu na zbyt dużą zgodność poglądów.
Mnie przeraża jedno. Jak ludzie łatwo wytykają, co ktoś zrobił mając naście bądź dwadziescia lat.
Sama siebie pamiętam w tym wieku i moją naiwną wiarę, że świat tylko czeka na to, abym go uczyniła lepszym. I nie dziwi mnie podatność na różne ideologie. W tym wieku tylko nieliczni potrafią dostrzegać pułapki i z reguły uważają, że jednakowoż są wrażliwsi i mądrzejsi od rodziców.
Potem im się oczy otwierają( albo i nie).
Mój młody ma 25 lat, informacji o świecie dużo więcej niż młodzież przed 60-70 laty, a i tak naiwny jest niepomiernie.
Choć faktem jest, że machanie dzidą w trakcie dyskutowania jest naturalnym odruchem wodzów. 😉
Alina 14:27
Operacja się udała, tylko pacjent nie przeżył. Zabijać można, długo i z upodobaniem, nie tylko fizycznie.
I bardzo proszę nie opowiadać mi bajek o Świętym Kurasiu i Wyklętych Aniołach.
Pomiedzy haneczka @13:07 i Alina jest morze nie do przebycia.
Inteligencja zoliborska nie przystoi, ale zona modna czy magma amorficzna to tez chyba nie jest komplement.
Bobiku, szykuj sie i laduj bezpiecznie w Londku!Londyn jest pelen desusow, sama widzialam. Nie przejmuj sie praniem!
No i po co piszę, zamiast doczytać 😳
To już są „baumanowskie więzienia” 😯
Przypominam: w 1945 r. Bauman miał 20 lat…
Co zaś do Żoliborza, to dla mnie także jak dla Jagody przede wszystkim Jacek Kuroń i dawna WSM. Jedną z wielu parszywych rzeczy, jakie zrobił Kaczyński, jest splugawienie opinii Żoliborzowi.
Jagodo 14.09.
W mojej rodzinie nie słuchało się Wolnej Europy, bo rodzina była całkowicie apolityczna. Tak naprawdę ci rozpolitykowani byli wyjątkami. Istniała, oczywiście, niepewność co do przyszłości Ziem Zachodnich, ale ludzie przede wszystkim pracowali żeby mieć na przeżycie, uczyli się, studiowali i zyli zupełnie normalnie – tak ja to odbierałam, dziecko tej epoki.
Oczywiscie, byli i tacy, co słuchali WE, siedzieli na walizkach itp. – ale nie można generalizować.
„Alina 20 sierpień 13, 14:22
Nie możemy się rozstać, ale to nic. Rozstanie przyjdzie.”
Oj, nieładnie, Alino, rozkochać w sobie i rzucić i patrzeć, jak cierpią z powodu rozstania.
Zmoro 😆
Tak, „baumanowskie wiezienia” na mnie tez zrobily spore wrazenie. 🙁
Alino, a jednak boję się żoliborskiej inteligencji – w osobach ludzi takich jak Ty i jeszcze jeden wybitny inteligent z tej dzielnicy. Boję się nienawiści, dzielenia ludzi na dobrych i złych, boję się tych, którzy uznają mnie za śmieszną, bo mam inne poglądy niż oni sami.
Boję się i już.
Użyłaś wielu długich, imponujaco obcych wyrazów. Część rozumiem, ale nie rozumiem co to znaczy, że ktoś „ekstensywnie się przedstawił od strony ideowej”. Chciałaś powiedzieć „obszernie”?
„Po dyspepsji pozostał mi ekstensywny absmak” – próbka języka „intligencko”-żoliborskiego.
Króliku, wiem że to są jałowe dyskusje. Już to przerabiałam i to z ludźmi, z którymi kiedyś zjadłam niejedną beczkę soli. Mnie ogłusza świadomość, że dla swojej idei gotowi są uznać takich jak ja za wiór, czyli robią to samo, za co tak bezkompromisowo potępiają innych. Mój rozum jest na coś takiego za słaby, ale ciągle próbuję przepłynąć nieprzebyte.
http://natemat.pl/72081,policjanci-zawinili-w-gdyni-sokolowski-taktyka-nieodpowiednia-do-sytuacji-trzeba-bylo-wystawic-patrole-na-plazy
Idzie nowe?
http://natemat.pl/60231,pasazerowie-z-miejscowkami-wyproszeni-by-zrobic-miejsce-tlumowi-kibicow-wracajacych-z-meczu
To się w głowie nie mieści 🙁
Myślę, że niemal wszyscy mamy tu problem z kategorycznością sądów (a i języka) Aliny. Wprawdzie odżegnuje się ona od czarnobializmu, ale w języku on raz po raz wychodzi. Między niedobrym (czy nawet fatalnym) – jak wykazała historia – wyborem a zdradą jest ogromna różnica. Pierwsze określenie nie usprawiedliwia wyboru, ale w jakiś sposób odbija złożoność historycznej rzeczywistości. Drugie jest jednoznaczne – drań i tyle. Podobnie – według mnie bardzo nietrafione – porównanie z rakiem. Rak nie myśli, nie czuje, nie waha się, nie podejmuje decyzji. Jest fizjologiczny, nie moralny. Ale oczywiście „zniszczyć raka” brzmi wiele lepiej niż „zniszczyć człowieka”. Obraz raka nie pozostawia miejsca na wątpliwości: trzeba go wypalić do korzeni, bo tylko wtedy zdrowa tkanka będzie miała szansę.
Kiedy się świat widzi w ten sposób, tu rak a tu chirurg, bezwarunkowe potępianie nawet tych, którzy wcale tacy jednoznaczni nie są, prawdopodobnie jest łatwiejsze. Ale dla mnie, na moje szczęście, świat na ogół nie jest jednym wielkim szpitalem. Chociaż fakt, czasem mam chwile zwątpienia i zastanawiam się, czy aby nie jest jednym wielkim psychiatrykiem. 😆
Tak sobie myślę, Nisiu, że ktoś dysponujący dobrym piórem i znający się na żaglowcach by mógł opisać historię marynarzy pływających pięknym statkiem, gościnnych, szarmanckich, rozśpiewanych, którzy nagle lądują na polskiej ziemi i, zapewne na skutek działalności demonów (powołany później zespół parlamentarny ustali, iż jedli oni z chińskiej porcelany, uprawiali jogę, zbierali słoniki i słuchali ELO), zabrali się za napastowanie polskich białogłów, a wtedy, zesłane przez Opatrzność (zapewne) zastępy dzielnych młodzieńców, z anielskimi skrzydłami u ramion (genetyczna husaria) uczą ich dobrych manier. Nagroda im. Macierewicza i tytuł Genetycznego Patioty gwarantowane 😉
Zmoro, to się rzeczywiście nie mieści. 😯
Zdębiałem i chyba muszę iść przeprać jakieś gatki, żeby się oddębić. 😯
Z samozadowoleniem z siebie i z pewnoscia, ze samemu by sie dokonalo najwlasciwszych i bohaterskich wyborow jest trudna dyskusja. Pozostaje tylko podziwiac blask aureoli.
I jak latwo jest widziec co sie chce widziec.
Marynarze meksykanskiego Daru Pomorza zaatakowali pijanych polskich kiboli na plazy. Dobre sobie. Podparte argumentem, ze w Meksyku sa niebezpieczni bandyci. Jeszcze raz dzieki Nisiu za zdjecia.
Ufff, skończyłam. Jutro pojedziemy (odkąd mojej dziecko odkryło uroki poruszania się jednośladem, przestało używać nóg do chodzenia) do biblioteki po drugi tom opowieści o elfie, a tymczasem głos mi odpocznie od czytania.
Zwątpienie, czy świat nie stał się jednym wielkim psychiatrykiem, też mnie czasem nachodzi. Ostatnio przedwczoraj, kiedy dowiedziałam się, że dziewięcioletnie dziecko znajomych, za aprobatą rodziców, otrzymało od wujka w prezencie strzelbę.
Demetrio, Nisia omdlała 😉
samzadowolenie z siebie= maslo maslane, czasem precyzja wyslawiania nie jest moim plusem dodatnim. ugh…
Demetrio, ja nie stawiam kropki nad i, bo nawet chłopcy, którzy są bardzo grzeczni w ramach obowiązujących na statku rygorów, mogli się bez dozoru zachować całkiem inaczej. Takie przypadki są historii znane. 😉 Jeżeli się zachowali, niech poniosą konsekwencje. Ale drugą stroną medalu jest tu dość brutalny samosąd, który trudno uznać za adekwatną reakcję i powinien zostać ukarany. A wcześniejsze zachowanie kiboli (wrzaski, race) to chuligaństwo, które również domaga się konsekwencji.
Bobiku, zmoro, to już nie pierwszy raz się tak stało.
Kibole są w tym kraju ponad prawem.
Nie przejmuj się, Króliku. Mnie już tak palce bolą od wysławiania się, że też zaraz zacznę pisać plusami dodatnimi. 😆
Zmoro, kurcze, szkoda, że nie mialam aparatu i nie moglam zrobić zdjęcia, jak wyglada sytuacja z nadciągającą armią kibiców. Widzialam na dworcu w Krakowie, nadciągnęły z trzech stron szwadrony specjalne policji, opancerzone od stóp do czubka głowy. Nie wiedziałam co się dzieje, a oni przyszli wsadzić 'kibiców’ do pociągu. Obstawili cały dworzec i było ich naprawdę dużo. Samej akcji już nie widziałam, bo pociąg mój nadjechał, ale rozumiem, że takie środki uruchamia się nie po to, żeby później pojedyńczo wpuszczać do pociągu, tylko pewnie pod specjalnym nadzorem wyekspediować całość.
Rozumiem wściekłość pasażerów, bo sama też bym się wściekła.
Kierowniczka mnie dobiła. 🙁
Chyba muszę zjeść jakąś parówkę, żeby wrócić do względnej równowagi ducha. 🙄
O tak to mniej wiecej wygląda. Na dworcu trzy szwadrony takich ciężkozbrojnych, a tu kolejne doprowadzają miłośników sportu na dworzec.
http://www.portel.pl/artykul.php3?i=52425
Miałam stryjecznego dziadka w wieku Baumana – cztery lata starszy. Ów stryjeczny dziadek – robotnik, w czasie wojny członek PPS-WRN, żołnierz Armii Krajowej po rozformowaniu swojeg oddziału AK na lubelszczyźnie został wcielony do II Armii Świerczewskiego „Waltera”. Później aresztowany, jak wielu akowców wcielonych do II armii przeszedł piekło śledztwa w więzieniu Informacji Wojskowej (której agentem o pseudonimie „Semjon” był Bauman).
Kiedy dziadek wychodził jako wrak człowieka, 28-letni major B., którego Państwo tak wychwalacie, żałujecie, głaskacie i w ogóle lubicie był nie zagubionym nastolatkiem a szefem oddziału II zarządu politycznego Ludowego Wojska Polskiego w stopniu majora. Zapewne ów subtelny intelektualista nadzorował pracę polityczno-wychowawczą w więzieniu na Oczki w Warszawie, które dla takich reakcyjnych bandytów jak brat mojego dziadka było niewyobrażalnym piekłem. No cóż Bauman tak się bał stryjecznego dziadka jak @Nisia mnie.
Tenże mój stryjeczny dziadek zanim umarł mówił, że najtrudniej mu się pogodzić z tym, że:
1) Służący sowietom peerelowscy komuniści przywłaszczyli sobie język i pojęcia lewicy – w istocie sprzeniewierzając się tym wartościom, które on prosty uważał za święte – na czele z patriotyzmem.
2) Był nazywany „faszystą” choć faszyzmu nienawidził.
Rozumiem jego ból.
Kurtyna.
Ten przykład zmory jest sprzed kilku miesięcy.
Wołają mnie? Sytuacja mnie przerosła. Proszę, oto dzida, zróbcie z niej użytek i oddajcie ładnie oczyszczoną z wnętrzności. 😈
Potem doczytam. Na razie poddaję pod rozwagę biegłym w psychologii: czy postawa „może ci kibole trochę chamscy, ale bili tylko czarnuchów i mieli rację” ma coś wspólnego z syndromem sztokholmskim? Czy, mówiąc prościej, ze słusznie minionym „mogli ubit’, no nie ubili”?
No ja tam mysle, ze wladze pociagu postapily nad wyraz roztropnie, wyrzucajac na pysk uzytkownikow z miejscowkami i wypelniajac pociag ta holota stadionowa. Lepiej oberwac za dyskryminacje „zwyklego czlowieka” niz potem odpowiadac za pobicia, poturbowanie czy zarzyganie pasazerow.
Trudno. Dopoki legalnie dziala Patriotyczna Partia Ogolonych Becwalow, ona poowinna zawsze i wszedzie miec pierwszenstwo.
Or else.
dzecinstwo mialem biedne, siermiezne, bawilem sie na gruzach
poniemieckich kamienic i nigdy nie bylem w posiadaniu
prawdziwej szczelby, moi rodzice i krewni kupowali mi lody,
landrynki na sztuki (te biale mleczne to moje ulubione), ale
nigdy szczelby, mialem tez tornister z tektury, drewniany
piornik, i inne takie do szkoly, tylko strzelby NIE. teraz wiem
dlaczego zostalem lewakiem i niemcem 8) szczelba winna
No i widzisz , Rysiu, nie wyrosles na prawdziwom meszczyzne. Tylko jakiegos mietkiego inteligencika. A trza bylo zarzondac szczelby i pif-paf po wszystkich wroblach i kulawych kaczkach.
Jaki piekny liryczny wiersz napisal rys!
Mój syn mi to do dzisiaj wymawia, Rysiu. 🙂
Lament Rysia Nad Strzelbą, Której Nie Było prześliczny. 😀
w 1989r mozna bylo zmienic wykladnie prawna w Polsce, mozna bylo przychylic sie nad pogladami Gustawa Radbrucha, jednak
sytuacja nie sprzyjala radykalnym zmianom, wybrano pozytywistyczna wykladnie prawa (H.Hart) i nie uchylono „praw”
PRLu, dlatego tez dzialalnosc powojenna Baumana podlega tylko i wylacznie ocenie subiektywnej, kazdy na miare swojej wiedzy,
przekonan i smaku. IPN probowal doszukac sie w archiwach
dowodow komunistycznych zbrodni Baumana i do dzisiaj brak ich. do dzisiaj oczywiscie. przestepca (nawet komunistycznym)
zostaje sie po wyroku sadu, tylko i wylacznie. i tak to juz w zyciu jest i bywa.
pstryk
(przepraszam Wodzu, wymachuje Twoja dzida)
A gdzie jest rzad i ten caly Tusk. Czemu nie wezwie meksykanskiego ambasadora, zeby sie wytlumaczyl. Jak trzeba bedzie to pojdziemy i na Meksyk! A tego Baumana to czemu jescze do tej pory nikt nie zamknal za to co zrobil dziadkowi Aliny.
🙂 lewaki tez wierszuja 🙄 czasami
herbata do liskowego serwisu 🙂
Rysiu, białych nie lubiłam, reszta bardzo smaczna 🙂
Bobiku, ja to tak w ramach rozprawy z czarnobializmem. Świat jest w przeważającej części pomalowany na różne odcienie szarości. Na pewno i wśród marynarzy znajdą się rozrabiaki, a i pomiędzy kibolami może zdarzyć się ten czy ów przyzwoity chłopak. Nie ma chodzących aniołów, niestety 🙂
Mam nadzieję, iż Nisi nic nie jest 😀
Bieszczady wczoraj (stonka w siodmym niebie 🙂 🙂 )
https://lh5.googleusercontent.com/-uDFNWj_iSbk/UhOBzrDDLfI/AAAAAAAANXw/R9H2cBMaSL4/s1000/IMG_2184.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-oPdtlInmF94/UhOBpzfQG3I/AAAAAAAANXI/cg1nE4F9Jag/s800/DSCF2718.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-3zvQUOlZJ10/UhOBr9DK0lI/AAAAAAAANXQ/40h_ciX4Dys/s1000/DSCF2730.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-TZr6qitGTtc/UhOB35DU8rI/AAAAAAAANYA/N7kJml3EhRE/s800/DSCF2861.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-AZnS1WL–SE/UhOB7HVxwzI/AAAAAAAANYI/31Z2WzTf2Bc/s1000/DSCF2875.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-QtJDeevNlAE/UhOB_6VWrkI/AAAAAAAANYY/c021ez64ngc/s1000/IMG_2211.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/–zk58EWBhTI/UhOCGmPZ0jI/AAAAAAAANYw/bdtAE1EP_lQ/s1000/DSCF2913.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-OFN3tjD42Po/UhOCJhCD6HI/AAAAAAAANZA/v_xuzm39GHQ/s1000/IMG_2226.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-ksNtq7XWWsM/UhOCMctG71I/AAAAAAAANZI/NAuF1EZN7GU/s1000/IMG_2237.jpg
Piękne zdjęcia, Rysiu. I Bieszczady piękne.
Cudne te Bieszczady!
🙂
No prosze, nahuczalam na Tuska i sie odezwal, co prawda w tej lewicowej szcxzeaczce Wyborczej, ale zawsze:
Premier skrytykował w ostrych słowach media i polityków, którzy bronili uczestników bójki na gdyńskiej plaży, sugerując, że kibice Ruchu Chorzów zostali sprowokowani do agresji przez meksykańskich marynarzy. – Politycy i dziennikarze mówili o tym, jak to bohaterscy kibice chronili godność polskich kobiet na plaży, a rząd Tuska chce sięgnąć po przemoc, wykorzystując jako pretekst kibiców. Radzę takim ludziom, by wreszcie otrzeźwieli, żeby zobaczyli, że to interes narodowy, by wyeliminować bandytyzm z przestrzeni publicznej w Polsce. I tak będziemy prowadzili naszą akcję, ale będziemy skuteczniejsi, jeśli uzyskamy pomoc od polityków i dziennikarzy. Nie można usprawiedliwiać takich zachowań ani przypisywać im pobudek patriotycznych – zaznaczył premier.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,14466442,Premier_Tusk__Z_bandytami_trzeba_walczyc_skutecznie_.html#ixzz2cWRJ7UCc
w
Szybki Bill to nic przy takiej wizycie, co od razy zacznie strzelaninę z paru najspokojniejszymi komentatorami blogu.
byłam w Meksyku dwa razy. Polska to naprawdę kraj łagodnych ludzi przy tamtej dziczy.
Szkoła Cejrowskiego.
Polska to naprawdę łagodny kraj. W Mexico City po zmroku ludzie się barykadują, a na pograniczu z USA krążą szwadrony śmierci.
Wie Pani dlaczego Mrożek wyjechał z Meksyku??
Ruszyły mnie zwierzenia Mrożka, bo gdyby pani Fuentes serdecznie nie odradzała mi wyjazdu tam, to może i ja bym tam skończył. I został albo barykadującym się albo członkiem szwadrony śmierci. Ale tam jest 117 milionów ludzi, wszyscy tacy samiutcy?
a tu po prostu sowiecka wersja historii leci równo. Więc żegnamy się.
Oj, na zły blog trafiłam. “Wojna domowa” – też coś.
Praszczajtie towariszti.
Szczastliwoj puti, osobo genetycznie poprawna. Bo ja, komisarz bolszewicki odetchnę z ulgą, i nie byłoby więcej o czym mówić, ale…
Pileckiego na śmierć skazywał akowiec Jan Hryckowian a Fieldorfa “Nila” żydowska komunistka Maria Gurowska.
A „Pamiątkę z Celulozy” napisać ćwierćczeski półrosyjski pisarz Abramow-Newerly.
U ilu osób zachowuje się się ten kawałek nie genetycznego ale kulturowego antysemityzmu, sąsiadujący z bełkotem o „nadreprezentacji Żydów”, który odzywa się czkawką gdy mowa o zbrodniach. Bo gdyby ta cholera nazywała się Zand to wicie, ludzie, ale jak Gurowska to lepiej przypomnieć.
W istocie była sowiecka agresja i świeża okupacja. Mordy, gwałty, wywózki, grabież majątku. W tle zmęczone społeczeństwo i zrozpaczeni, zdziesiątkowani, często poddani niezawinionej przez siebie demoralizacji najwierniejsi z wiernych – żołnierze wyklęci.
Była okupacja, agresja, kradzież majątku narodowego – i była też zagubiona w historii masa ludzi, których zupełnie spora część poszła w działania, które każdy rząd, dyktatorski czy demokratycznie wybrany, by zwalczał. A porównanie ilości ofiar z obu stron z Polski po 1945 r i z Kolumbii z ostatnich czasów (gdzie ma się za uzasadniony zwrot „wojna domowa”) wydaje się dość poprawnym terminem technicznym. Natomiast nie jest nim politycznie umotywowany zwrot „żołnierze wyklęci”. Przy okazji, skoro czytaliśmy Kurdwanowskiego o jego roli w Powstaniu, to poczytajmy też jak w drugim tomie opowiada jak działał po wojnie w AK.
Ale mam coś do “dużej grupy bandytów” z AK/WIN.
No, mała to ona nie była. Dwie lektury boleśnie to przypominają. Jedna bardzo tu była komentowana, Wioletta Weiss „Pozostało nas tak niewielu”, a druga, niewydana po polsku, Nessia Orlovitz Reznik „Mamo, czy mogę już płakać?” — przerażający dla mnie jest opis jak przewożąc ocalone żydowskie dzieci ze Śląska do Wałbrzycha ta wychowawczyni najbardziej się boi (w Polsce, powojennej!), że zatrzymają ich bandy AK. Śmierć pewna. Dzieci i wychowawczyń.
No więc różnej maści bywali wówczas bohaterowie i żadne dzisiejsze zaklinanie języka tego nie zmieni.
Już tu kiedyś rozmowa na temat przeszłych win była i dziś mogę zakończyć tym samym, co wtedy – zgadzam się z tym, że akowców generalnie skrzywdzono i bardzo nad tym boleję, zgadzam się z tym, że komunizm okazał się reżimem zbrodniczym (choć wierzę w to, że nie wszyscy od początku zdawali sobie z tego sprawę), jestem za tym, żeby wszystkie popełnione zbrodnie indywidualnie (o czym pisze też Ryś) osądzić. Nie jestem za potępianiem w czambuł, bez żadnych niuansów, za osądem zbiorowym (każdy, kto z komunistami współpracował, jest z założenia zbrodniarzem), na zrównywanie zaczadzenia ze zbrodniami (jakie, u licha, straszliwe zbrodnie popełnił np. Miłosz?) i na zatrzymanie się w latach 50. czyli branie w ocenie człowieka wyłącznie tego, co zrobił wtedy, a nie całokształtu. Ponadto oświadczam, że nie zamierzam żadnego dziedzica (ani jego potomków) ścigać za krzywdy, które wyrządził moim przodkom. Uff, ament, więcej chyba nic nie mam do powiedzenia w tym temacie. 😎
Doro, z tej pierwszej mojej linki można przejsć do:
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Relacja-z-pociagu-ktory-przywiozl-kibicow-Ruchu-Chorzow-do-Trojmiasta-n71747.html
relacji, jak zachowywali się plażowi kibole w drodze do Gdańska.
Nie odbiega to zbytnio od relacji sprzed 4 miesięcy. Widać taka norma 🙁
Przepraszam, wpadnę jak Piłat w credo, ale nie mogę się powstrzymać. 😳 Czy wiedzieliście, że w Rudzie Śląskiej jest ulica Kokotek, która prowadzi od urzędu skarbowego do hostelu „Relax”? 😯 Znalazłam informację, że w gwarze śląskiej kokotek/ kokocik to kogutek albo kran, 😯 ale dalej nie moge dojść do ładu ni z semantyką, ni z gramatyką. Może mnie ktoś oświeci?
„Specjalne” traktowanie kiboli, a nawet kibiców, w sensie osobnych wagonów dla nich, wydaje mi się działaniem sensownym. I im z tym będzie lepiej, i pozostałym pasażerom. Ale wypraszanie podróżnych z miejscówkami, żeby zrobić miejsce dla szalikowców, świadczy o kompletnym braku kontroli nad sytuacją.
Słusznie Tusk mówi, że wyeliminowanie bandytyzmu z przestrzeni publicznej w Polsce leży we wspólnym interesie, którego nawet nie ograniczałbym do narodowego. Nie mogę pojąć, że nie dla wszystkich polityków jest to oczywiste.
http://natemat.pl/72101,prawica-ekskomunikowala-prymasa-abp-jozef-kowalczyk-napietnowany-za-poparcie-dla-gejow-i-krytyke-opozycji
Szykują Hosera na prymasa?
Mało pojętna jesteś, Ago. 🙄 Ulica Kokotek, tak samo jak ulica Adam Mickiewicz, ulica Władysław Jagiełło, czy ulica Maria Konopnicka.
Nisiu,
zauważ, że rozmawiamy o pewnym wycinku życia. Ścisłe związanym z polityka. I nikt przytomny nie twierdzi, że ludzie zajmowali się wyłącznie polityką.
Się ockłam, ale jeszczem się słaniała, kiedy przeczytałam poemko Rysia i zobaczyłam oczami duszy, zupełnie jak jaka Hamlecica, własne dzieciństwo na gruzach miasta.
Lubiłam te same landrynki (białe).
Też nie miałam szczelby.
Ale moi koledzy znaleźli w jednych gruzach nieboszcza!
To przyniosło naszej paczce poważanie4 i zazdrość ogółu. bo nie każdy może znaleźć nieboszcza w „spalonym domu” na Matejki.
Ja białych nie lubiłem, jeżeli już, to czerwone albo zielone. Jak widać, preferencje mi się wcześnie ujawniły. 😆
Jagodo, jestem za precyzyjnym wyrażaniem pogladów.
Z innej beczki zauważę, że Anglicy dali sporą plamę. 🙄
Ja wiem, że Guardian od nas ściąga, ale to jeszcze nie powód, żeby go tak potraktować. 👿
To mówicie, że ten świat taki okropny? 😯 🙄
A ja dzisiaj co godzinę zakraplam oko, bo mi jutro mają bielmo z ócz zdejmować. Może nie warto na oczy przejrzeć? 👿
Może się z tej operacji wycofać póki czas? 🙄
Nisiu, konstytucja Ci tego nie zabrania 😆
A może piękna piosenka?
http://www.youtube.com/watch?v=8muzopI0tvA
Gościłam wczoraj przyjaciół, jak zwykle kilku śpiewających, jeden świeżo habilitowany szantymen, i własnie ten habilitowany śpiewał nam francuskie balladki do pieczonego kuraka i kaszanki oraz wina w dowolnym kolorze (Bobiku, mógłbyś wybierać!).
No bo widzisz, Jagodo, nie zawsze rozumiem, co chcesz powiedzieć.
Uwielbiałam białe 😆
Reszta, jak to w pokoleniu powojennym bywało.
Możemy Cię łagodnie prowadzić przez nową rzeczywistość, Jagodo. Bez szczelby. 🙂
Kciuki też będziemy jutro czymać. Jak już Ci to bielmo mają zdjąć, to niech to zrobią jak cza. 🙂
Nie szkodzi Nisiu, niewiele tracisz 😉
Oprócz pięknej Isabeau były w użyciu córki kowala z Paimpont, bardzo wdzięczne dzieweczki, choć grzesznice:
http://www.youtube.com/watch?v=tPTVjCb_17o
A może w nową rzeczywistość lepiej jednak ze szczelbą? Jakby trzeba było, to mam od kogo pożyczyć.
Nisiu, niby mógłbym wybierać, a wiadomo, że i tak bym wybrał kaszankę. 😆
Natura ciągnie psa do prostych przyjemności. 😎
Vesper, zasiałaś we mnie ziarno zwątpienia. 🙁 Może jednak faktycznie lepiej ze szczelbą? 🙄
Jesteś pewny Bobiku, że bez bielma nie będę mniej szczęśliwa 🙄
Bo jak napisano w mądrych księgach, błogosławieni ślepi albowiem zła oglądać nie będą 😎
Za czymanie dziękuję rzecz jasna 😆
Bobiku, kaszanka była bardzo dobra. Rzucalismy w Twoją stronę, ale może nie zauważyłeś.
A teraz zapraszam na małe kochane okonki, które zostały z wczoraj. Będę smażyć, otwierajcie okna!
Się odmeldowuję, bo muszę skonsumować całą baterię leków, przed jutrzejszymi pieszczotami, w tym relanium i tym podobne. Nie wiem po co, ale jak cza, to mus 😉
Leć szczęśliwie Bobiku. I koniecznie kup sobie w Londku jakieś dizajnerskie gatki 😉
13891 Jakiś doktorant, chyba 🙂
Jagodo, trzymaj sie dzielnie jutro.
Zagloba choc z bielmem na oku to widzial dosc prznikliwie.
Konserwatystom rozważającym pod wpływem wypowiedzi abp Kowalczyka zmianę religii, polecałbym zapisanie się do talibów. Oni na pewno żadnego wrednego numeru nie wytną. Bo w okolicy to nawet ci lefebryści nie do końca pewni. 🙄
Swoją drogą, literówki w tym artykule są bestialskie. 😈 Dwie musiałem, po prostu musiałem Wam zaprezentować:
…każdy papież będący następcą zmarłego w 1958 roku Pisua XII…
…wspierał abp. Henryka Hosera w ucieszeniu ks. Wojciecha Lemańskiego.
Aaa, to jednak nie szlag mnie wczoraj trafił, tylko kaszanka. 😆
Świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły… 😈
Trzymam Jagodo, bądź dzielna !
Jagodo, kciuki trzymam, chyba jednak bez tego bielma.
Ago, na temat Kokotka znalazłam taką informację: „Jezioro Kokotek, Kokotek; niekiedy opisywane błędnie jako Staw Edward. Jest to zbiornik zapadliskowy o powierzchni 6, 4 ha w pobliżu ulicy Kokotek; dawne źródlisko rzeki Rawy, znikłe wskutek szkód górniczych. Zarówno nazwa stawu, ulicy, jak i całego terenu wywodzona jest od legendarnego zbójnika Kokotka, czyli po śląsku Kogutka” Co do fleksji – są takie formy na tym najlepszym ze światów, o których nie śniło się filozofom…
Jestem wzruszona tym ucieszaniem ks. Lemańskiego przez abepe Hosera…
Bo się prymas zbiesił i namawiał do nie brania udziału w referendum warszawskim.
Taka siurpryza, obawiam się poważnie, że mu zabronią wypowiadania się w mediach 😉
Nie wiem, czy Terlikowski już mu nie zabronił. 😈
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ks-wojciech-lemanski-dla-onetu-jak-abp-hoser-dalej-moze-funkcjonowac/x0d8r
Bardzo dziękuję, Demetrio! I wszystko jasne: ulica jeziorna, jezioro zbójnickie, zbójnik drobiowy. 😆 A mianownik zamiast dopełniacza w nazwie, to taka drobiowo-zbójnicko-jeziorno-uliczna fantazja. 😉
Jestem zakaszlana ościście.
Małe okonki to zaraza.
Bobik, co do przeszłych win (20 sierpień 13, 17:22), nie w tym rzecz, by wytaczać po latach procesy i sprawdzać, który AKowiec strzelał do Niemców, a który im do odstrzału wystawiał Żydów czy też sam do nich strzelał. Chodzi o to, że organizacja, która niesłychanie utytułowanych dowódców miała w nadmiarze i wieści o skali przestępstw miała też pod dostatkiem, nigdy do problemu w oficjalny sposób nie odniosła się. Wszystko, co wiemy, to rozproszone świadectwa, zapisy, wspomnienia. Z tej strony żadnego oficjalnego potępienia masowości zjawiska.
Też prawda, andsolu. Inna rzecz, że czasy powojenne nie były najlepsze na bicie się przez AK w piersi, a potem to już nie bardzo miał kto przepraszać w imieniu organizacji.
Ale ciągle ma kto oskarżać.
No wiecie co 😯 Pomiędzy zjedzeniem a ugotowaniem obiadu prymas został kazionnym Kowalczykiem 😯
Mili Państwo,
Znalazłem na sieci – opinia w sprawie doktorantów.
W Psychiatryku24 na pytanie wprost Gmyza od Trotylu co sie stalo, o. Madel odpowiada, ze „zostal sprany po twarzy przez jednego ze wspolbraci”. Odepchnal go mocno od siebie. POtem zostal wezwany na rozmowe przez prowincjala, ale jak rozumiem, nie dosiedzial do konca, tylko trzasnal drzwiami i wyszedl – ale to juz z GW.
To, co Andsol pisze o AK, przypomina mi trochę sytuację w kurii 🙂 Ale to pewnie takie lewackie skrzywienie.
Ten człowiek, który pisze o doktorantach, zapewne nigdy się doktoratu nie dorobi 😉
I poraża mnie ta miłość bliźniego wśród jezuitów…
13 900 😈
Jak milo.
Weselsza czytanka przed spaniem.
No to sobie poczytałem. Jak się nazywał ten gość, co mu zęby za wolność wybili, a całe towarzystwo miało to w odwłoku? Nie Alina, jakoś inaczej, no nie pamiętam.
Rysiu, dzidą bardzo ładnie pracowałeś, wiersz mnie wzruszył, narzędzie możesz oddać jutro.
My tu po naradzie z towarzyszami postanowiliśmy, że złożę samokrytykę. Więc składam. Niesłusznie proponowałem, żeby wpuszczać co jakiś czas kulturalnego. Uprzedzał tow. Bobik, że tamci kulturalni są trochę inaczej, a ja nie uwierzyłem, albowiem byłem dufny i pełen pychy. Trochę mi się style mieszają, za co również się samokrytykuję. Wybaczcie mi towarzysze, bowiem zbłądziłem i wnoszę o wymierzenie łagodnej pokuty partyjnej, bez lustracji. Chyba że autolustracja trzy pokolenia wstecz, jak przykład dała tow., wróć, nietow. Alina. Chociaż PPS trzy pokolenia wstecz to chyba mogą być towarzysze, no nie? Nie znam się. I proszę na mnie nie krzyczeć. 😈
O matko, jak to dobrze, że ja jutro nie lecę PKP. 🙄
🙂 🙂 🙂
Miłego latania!
PPS trzy pokolenia wstecz to jak najbardziej towarzysze 😈
To już jutro fruwający Pies 🙂
Z jednej strony dobrze, z drugiej może by cos ciekawego pani w kasie na bilecie napisała… Mój mąż do tej pory trzyma w archiwach, jak skarb najcenniejszy, bilet PKP, na którym po dokonaniu dopłaty do pospiesznego dla czterech osób, pani w okienku na dworcu głównym w Poznaniu napisała własną rączką: „Pojedzą 4 osoby”.
Moze byla akurat glodna?
Siedzący Byk ani Latający Holender nie mogę być z przyczyn genetycznych, to niech chociaż sobie pobędę Fruwającym Psem. 😈
I dziękuję za wszystkie dobre życzenia w sprawie tego fruwania. 🙂
A Wódz, jak widzę, wcale dzidy nikomu nie oddał. Dzierży krzepko i używa zgodnie z przeznaczeniem. 😆
Hmmm…
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,14466766,Mamy_nowy__lepszy_zapis_z_monitoringu_z_plazy__Bijatyke.html#MT
Polatuj bezpiecznie i londkuj radośnie, Bobiku 🙂
Ciekawostka. Pies rozwinął skrzydła. A bo mu to źle na płaskiem było? I w lądynie strasznie się chudnie. Jak mnie z jednego na drugie lotnisko przeniosło to chyba mnie z 26 funtów obskubało. A 26 funtów to waga całego psa. Czyli mogą nam Bobika zdematerializować.