Wyższa klasa
– Trzeba powiedzieć, że technika jednak szalenie ułatwiła życie – skonstatował z zadowoleniem Bobik, odwracając na chwilę wzrok od ekranu komputera.
– Może byłabym skłonna przyznać ci rację – zawiadomiła wielkodusznie Labradorka – gdybyś nieco uściślił swoją wypowiedź. W jakiej to konkretnie sprawie twoje pieskie życie dzięki technice stało się łatwiejsze?
– Chodzi mi o klasę – posłusznie sprecyzował szczeniak.
– Klasę…? – zakrztusiła się Labradorka. – Myślisz, że uda ci się przejść do następnej klasy dzięki jakiejś technicznej sztuczce?
– E, to się już od dawna robi – nadął się Bobik. – Banał. Referaty z gugla, zadania ze ściąga.pl, komórki na klasówce i te numery. Ale teraz myślałem o czym innym. O wyższych i niższych klasach.
– A cóż to ma wspólnego z techniką? – spytała Labradorka i Bobikowi wydało się, że słyszy w jej głosie lekko ironiczny odcień, czego bardzo nie lubił.
– Dużo ma! – odwarknął z naciskiem. – tylko musi się na to spojrzeć z prespek… z persek… no, z pieskiejtywy. Dawniej, żeby należeć do wyższej klasy, należało się odpowiednio urodzić. Jak pies się urodził kundlem, to kundlem zostawał i nie było szczekania. Potem się zrobiło z tym łatwiej czyli trudniej. Dało się przebić do wyższej klasy, ale trzeba było się czegoś nauczyć, czymś się wykazać, coś osiągnąć, no i jeszcze mieć klasę. To też nie każdemu kundlowi wychodziło i niejeden przechodził przez życie, wyższej klasy nawet nie powąchawszy. Ale teraz, dzięki wynalazkom technicznym, sytuacja zmieniła się całkowicie. O, zobacz tę reklamę – „Zasiadając we wnętrzu Forda można poczuć zapach klasy wyższej”. A wiadomo, że jak pies poczuje interesujący zapach, to już pójdzie tym tropem i nie spocznie, póki źródła zapachu w zęby nie dorwie. I tak jest nareszcie całkiem demokratycznie. Każdy kundel może być w wyższej klasie, jeśli tylko zasiądzie w odpowiednim wnętrzu.
– Czy to jednak nie jest jakieś takie… nowobogackie? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Skąd ci się to wzięło? – szczeknął z oburzeniem szczeniak. – Czy tu gdzieś jest mowa o pieniądzach? Przecież nie musisz nawet tego Forda kupować. Wystarczy, że zasiądziesz.
Labradorka spróbowała jeszcze raz znaleźć dziurę w całym.
– Ale jeśli ta wyższa klasa dzięki zasiadaniu będzie dostępna dla każdego, to wszyscy zasiądą i klasa niższa zniknie – zauważyła sceptycznie. A wtedy zniknie i wyższa, bo nie może być niższego bez wyższego i na odwrót.
– Ty z twoim rozumowaniem! – lekceważąco machnął łapą Bobik. – Gdyby świat miał się opierać na rozumie, to wiesz, ile rzeczy oprócz reklamy trzeba by zlikwidować? A jak się rozumem nie przejmować, to zaraz wszystko robi się proste. I ja, zwykły kundel, mogę bez przeszkód napawać się upojnym zapachem klasy wyższej.

Zaloze sie, ze wykasowala te ze soba. Znam ja te sztuczki.
Myślę, że tego z kozią radką w krakowskiej Almie znajdę. Przy okazji kupowania kabanosów z Kredensu. 🙂
Smętna łajza 🙁
Fajnie te serki wygladaj na ich strinie.
Polska jest teraz krajem POWAZNYCH serow? Czy takie tylko od Brzucha?
Nie tylko, ale te od Brzucha są wyjątkowe. Każdy znakomity i każdy inny 🙂
Frontiera Blue owcza i jersey wygląda zachęcająco.
Brzucho to sprawa nader poważna. Każdy Pies to potwierdzi. 😎
Brzucho czyli Gieno jest całkiem pokaźne 😀
Dobranoc 🙂 Już czas na sen 🙂
Nie wiem, czy i ja wkrótce nie padnę na pysko. Tak intensywnie towarzyszyłem zlotowi myślami, że aż się od tego fizycznie zmęczyłem. 🙂
Przez Wasze trajkotanie zapomnialem zajrzec od rana do Bockow.
Czy ktos wie czy jajko nr 4 jeszcze jest? Starszaka widzoalem rano. Calkiem razny. Ale nie zdolalem zobaczyc czy jest jeszcze jajko czy zostalo… tego… schowane pod gniazdem…
Śpijcie, śpijcie i niech Wam się śnią smaczne spotkania i podróże. 🙂
Dobrej nocy.
Już wiem, z czego Bawaria tak się cieszyła. Trzeba przyznać, że powód mieli – Bayern wkopał Stuttgartowi i zdobył wskutek tego Puchar DFB, a ponieważ wcześniej już załatwił sobie mistrzostwo w Bundeslidze i w Champions League, to udało mu się trzasnąć tripla, jako pierwszej niemieckiej drużynie.
No dobra, łaskawie pozwalam Bawarczykom powiwatować z tej okazji. Sam bym wiwatował, gdybym był Bawarczykiem. 😉
Niestety, na ten moment nie posiadam szczegółowej wiedzy o Boćkach. Ale jutro coś się na pewno wyjaśni. 😉
Jak fajnie-scie sie zlecieli! A ja polatalam troche z wami po miescie dzieki aparatce Siodemeczki. Bardzo przyjemnie.
I kulinarne aspekty, az slinka leci. Lece szukac kozieradki do posypania koziego sera.
Koszykowa to jedna z moich ulubionych ulic. Przesiedzialam godziny w czytelni biblioteki miejskiej w czasach uniwersyteckich.
Mam nadzieje ze u bocianow OK.
Ja tez przesiadywalam w tej bibliotece, Kroliku (bardziej licealnie niz uniwersytecko, bo uniwersytecko to juz tez i troche dalej, ale zawsze). No i te ulice, swiezo uchwycone, tez mi sa bardzo bliskie.
Bardzo, bardzo ladne zdjecia – tak realistyczne, ze nawet mozna sie z nich dowiedziec wczorajszych cen warzyw i owocow, nie mowiac juz o ofercie serow.
A samo spotkanie… Japonczycy maja swoj odpowiednik europejskich makatek, na ktorych wypisuja rozne stale powtarzane powiedzenia, i akurat z jednym z tych powiedzen mialam skojarzenia: „Every meeting is a once-in-a-lifetime experience.” (Kazde spotkanie jest jedynym takim doswiadczeniem w zyciu.) Jakos szczegolnie mi to pasuje do wszelkiego rodzaju zlotow, gdy zjezdzaja sie ludzie z daleka i bliska. Korespondenci inernetowi nagle na chwile razem, przy tym samym stole i tych samych pierogach.
A serow kozich na szczescie nie musze daleko szukac, bo mam je bardzo blisko na lokalnej farmie, ktora wytwarza dosc podobne pysznosci. Najbardziej lubie „Honor Ady” (kozi farmer jest w wolnych chwilach takze poeta, jak tu czesto zreszta bywa – stad zaskakujace czasem nazwy i dolaczane od czasu do czasu do serow poetyckie hymny na czesc ich smaku). 😉
kto spi……. ma lepiej
luj
z rana, a wlasciwie prawie od zawsze (?)
bywa
herbata 🙂
Dzień dobry – słońce się obudziło. 😯
Kocie, Króliku u bocianów maluchy coraz żwawsze. 😀
Jajeczko zniknęło. 🙁
Koszyczku, słonecznej i ciepłej niedzieli życzę. 😀
Dzień dobry 🙂
Słońce świeci, kosz piknikowy naszykowany, jedziemy do Puszczy Noteckiej, kontynuować wczorajszą zabawę w domu przyjaciół 😆
Zlot piękny, Zosia cudna!
Miłego dnia Koszyczku 🙂
Halina Birenbaum
mój syn ma dziś Bar-Micwa
nie mogłam zasnąć tej nocy
rozmyślałam
starałam się spojrzeć wstecz
w dal – porównywać
oczywiście moje próby były daremne
nie po raz pierwszy tak, nie po raz ostatni
nerwy nerwy
można wziąć pigułkę i będzie spokój
albo pokręcić się z boku na bok…
nie zasnęłam płakałam
może wcale nie chciałam zasnąć
chciałam płakać
chciałam być z moimi bliskimi
z tymi co mnie kochali
przypomnieć Ich sobie czuć Ich wokół siebie
a to jest możliwe tylko w ciemnościach bezsennej nocy –
pragnęłam wyobrazić sobie co by było i jak
gdyby Oni żyli
gdyby żyła moja Matka Ojciec
gdyby byli ze mną w moje wszystkie święta
kiedy ślubowałam
gdy przyniosłam synów na świat
gdy prowadziłam syna po raz pierwszy do szkoły
i dziś w dniu jego Bar-Micwa?
– nie było Ich nigdy ze mną
w tych wielkich chwilach mojego życia
był zawsze ból łzy tęsknota
niezapomniane wieczne wspomnienia
i nigdy nie miałam prawdziwego święta
prawdziwej radości bo
w moim życiu była wojna getto Auschwitz
– nie, nie trzeba płakać ani brać lekarstw
to nie choroba nie nerwy – to rzeczywistość
poprzez wspomnienia Szoa
nie leczy się jej nie usypia ona
jest życiem
– dziś mój syn ma Bar-Micwa, 13 lat
z Tamtych popiołów i krwi nie tylko
śmierć została – wyrosło nowe życie
żydowskie Dziecko nasz syn!
zwycięstwo nasze
święto –
myślałam o tym do rana aż zasnęłam
bez uspakającej pigułki –
15 września 1969
Bardzo przejmujące są te wiersze Pani Haliny.
Dzieńdoberek, trochę słońca, trochę chmur, wilgotno, nie pada.
Irek dosłał i proszę, jestem:
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/1Czerwca2013SpotkanieWarszawskie#slideshow/5884799824800282914
Cbdo. 🙂
Dzień dobry 🙂
Nareszcie piękny dzień. Polesie czy Puszczę Notecką mam za daleko, więc pewnie wsadzę łapy w ogród. Psu z rolniczym rodowodem nic tak dobrze nie robi, jak ubabranie łap ziemią. 😎
Do kawy krótki wywiad z projektantem MHŻ, Rainerem Mahlamäki:
http://www.bryla.pl/bryla/1,85301,13812098,Rainer_Mahlamäki___Od_Polakow_slyszalem__ze_to_sie.html
Trochę smutno to brzmi, kiedy mówi o swoim osamotnieniu przy realizacji przedsoęwzięcia. Ale chyba nie wynika ono z tego, że teraz już nikt się MHŻ nie interesuje, tylko z tego, że odeszli ludzie, z którymi zaczynał.
Siódemeczce to dobrze. Ma fotograficzny dowód swojego istnienia, więc już nie musi myśleć, żeby udowodnić sobie i innym, że jest. 😆
Ładne jest to japońskie powiedzenie, przytoczone przez Monikę. A przy takich spotkaniach, które faktycznie mają dużą szansę nie powtórzyć, przynajmniej w tym samym składzie, brzmi jakoś szczególnie prawdziwie. 🙂
Gruess Gott! 🙂
Leje straszliwie, musze sie pakowac, jutro ostatni dzien w pracy. I potem prosto do pociagu. Gdzies z okolic Kassel bedzie machanie w kierunku NRW, z Berlina Hbf – do Rysia, ze Szczecina do Wszystkich Pozostalych. 🙂
Smutny wiersz . Smutna linka.
Na Marienplatz zaczynaja sie gromadzic fani FC Bayern, bedzie szalenstwo od 14.30:
http://www.muenchen.de/sehenswuerdigkeiten/webcam.html#
Ciekawy ten wywiad. Ciekawe co z niego wylecialo: powod dlaczego tyle czasu uplynelo od deczyzji o rozpisaniu konkursu az do jego realizacji, bo kiedy architekci z calego swiata zaczeli nadsylac projekty i konkurs byl juz zamkniety, okazalo sie oto, ze wszystkie projekty te mozna wyrzucic na smietnik, gdyz polskie przepisy nie zezwlaly w owym czasie by CUDZIOZIENCY nie bedacy czlonkami stowrzyszenia polskich architektow uczestniczyli w konkursie. Byl z tego troche skandal, trzeba bylo zmieniac prawo, uniewazniac konkurs, wielu architektow zachodnich juz nie wrocilo ze swymi projektami, gdy prawo zostalo napredce zmienione – np Zaha Habib, choc pozostal w tym gronie Liebeskind – jego projekt byl olsniewjaco piekny na planach – budynek w ksztalcie otwartej Ksiegi ze stronicami ulatujacymi ku niebu, Boze jakiz on byl piekny! Ale chyba za drogi w realizacji. Nigdy nie widzialam takiego olsniewajacego projektu gmachu jak ten.
Odwiedzilam Gniazdo. Mysza ma racje, ze jajko zniknelo. Mlodziez sie rozwija i cwiczy klekotanie, wydajac dodatkowe dzwieki do zludzenia przypominajace miauczenie 😯 Zastanawialam sie czy Mordka nie zameldowal sie na trzeciego pisklaka. Rodzic dyzurny strannie wydziobywal cos spod pach pisklat.
Cicho bylo wokol gniazda, oprocz niedzielnych koscielnych dzwonow.
A Stara dzis w nocy spadla z lozka i bolesnie sie potlukla w (tlusty) tylek .
Smiechu bylo co niemiara. 😈
Heleno, myśle, że często projekty są uskrzydlone na papierze.
Liebeskind ze swoim 'Żaglem’ też budził zachwyty, budynek w naturze jest sporym rozczarowaniem, niczym żagla nie przypomina.
Dzięki wywiadowi z Rainerem Mahlamäkim poszperałam trochę w przeszłości.
I zobaczyłam, że od dawna istniał jakiś podział na właściciela i zespół odpowiedzialny za ekspozycję, nieporozumienia, tarcia, arbitralne decyzje personalne.
Mimo to jestem dobrej myśli i jestem przekonana, że to jest piękny budynek, a będzie wspaniałe muzeum i żywe miejsce kultury.
Rzeczywiście, Małe pomiaukują. 😯
A chwilami skrzeczą jak żaby. Czyżby akurat przerabiały lekcję o onomatopei albo innym trudnym słowie? 😈
Wyrzuconych jaj chyba nie ma co żałować. Natura zwykle jakoś „wie”, ile piskląt starzy są w stanie wyżywić.
Ale heca. Przed chwilą widziałem, jak Stary Bociek użył sprytnie podwiniętej po brzegach reklamówki w charakterze miseczki, w której podał Małym jakieś wijące się paskudztwa. Wije zostały z zachwytem pożarte, a dzięki reklamówkomiseczce nie mogły się swobodnie rozłazić. 🙂
Nie tak miał wyglądać ten długi weekend. Jeśli w ramach protestu przeciwko pogodzie szukacie dobrej lektury na wieczór – polecamy nasze bezpłatne archiwum numerów z lat… 1946-2011
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/Archiwum
🙂 🙂
i to swietnie tak 🙂
za oknem luj, na balkonie luj, w miwszkaniu……… 😀
Lojalnie uprzedzam, że ja dziś w żadnych protestach przeciwko pogodzie nie będę brać udziału. 😎 Mogłoby wprawdzie być jeszcze trochę cieplej, ale słoneczne 20 stopni na pewno nie jest do pogardzenia. Wsadzam pysk w kubeł i nie bulgotam, żeby się klimatowi nie narazić. 😉
Szkoda tylko, że Monachium żegna Mar-Jo lujem. Ale może do pojutrza Szczecin zdoła przygotować bramę powitalną z tęczy. 🙂
Moniko, ja zajecia mialam glownie w Instytucie (Profilaktyki Spolecznej i Resocjalizacji) na Podchorazych, a stamtad na Koszykowa bylo wygodniej niz do BUW-u. Tym bardziej, ze zawsze wieczorem czekala mnie podroz dwoma lub trzema autobusami do Falenicy. W przenosni wiec do szkoly mialam pod gorke. Milo pomyslec, ze chodzilysmy tymy samymi sciezkami. Bardzo tez lubilam pobliskie kino Iluzjon, dzisiaj teatr Jandy.
Mam nadzieje zobaczyc muzeum kultury zydowskiej w koncu czerwca. Mam wynajete mieszkanie na Zlotej na czas wizyty, to chyba blisko. Zgadzam sie z Siodemeczka, pomimo powstawania w bolu i frustracji, juz ono jest, piekne i sluzy dobrym celom.
Uff, odetchnelam z ulga z powodu bocianow. Dzieki Szara Myszo.
Mialam wczoraj isc do kina na wielki Gatsby, ale skonczylo sie jak zwykle, na czytaniu i wloczeniu z psami po parku. A dzisiaj Synek z wizyta na obiedzie! Hurra! postaram sie rozwinac kulinarne skrzydla. Choc gotuje coraz prosciej. A ta grecka oliwa oktorej tu wspominalam i ktora udalo sie otworzyc za pomoca synowskiej przemyslnosci, jest pyszna!
Dzieki, Rysiu, za udostepnienie archuwum Znaku. To cenne i bede tam zagladac. Jakkolwiek….
Otworzylam sobie na chybil trafil w dziele Spoleczenstwo artykul zatytulowany „Kto moze byc rodzicem?” i po pierwszym zdaniu widze, ze nie ma po co czytac dalej: ” Nie ma innej drogi do bycia rodzicem jak poprzez rodzicielstwo biologiczne.”
No prosze ja kogo.
To jest tak sprzeczne z caym duchem judeochrzescijanskiej tradycji i myslenia . Wolno tak mowic ksiedzu? Bo czlowiek ma jednak nie tylko biologie. I jego postawy i postepowanie ksztaltuje cos wiecej niz tylko wiez biologiczna.
Nie wiem, Kroliku, czy wyabortowanie z gniazda nienarodzonego bocciana mozna uznac za dobra wiadomosc. Osobiscie zawiadmilbym Kurature.
Mojzesz, ktory byl dzieckiem adoptowanym, pewnie by sie troche ze Znakiem poroznil w sprawie rodzicielstwa biologicznego, ale co tam Mojzesz. Schmuck bez prawdziwych rodzicow!
Heleno 🙂 bardzo prosze 😀
Nie mozna tez chyba powiedziec, zeby sam Jezus byl biologicznym dzieckiem swoich rodzicow.
i jeszcze cos o dzieciach……
http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/blanka-normalne-dziecko-z-downem,1,5530249,wiadomosc.html
dodam jeszcze do tego, ze na poczatku maja mialem z Iwona (mama Blanki) bardzo ciekawa rozmowe o nowoczesnych badaniach prenatralnych i przerywaniu ciazy z diagnoza zespolu
Downa. Mama Blanki to fajna, bardzo sercem, dusza i calem
oddana mama 🙂
krolik 14:33 😆 😆 😆
przepraszam krolika 😳 oczywiscie 14:25!!!!!!
luj
luj
luj
nieustajacy 🙂
rysiu, 🙂
Szkoda, ze ten luj was tak zamecza. Szukam prezentu dla siostry w Warszawie. Chyba jej kupie zgrabne kaloszki w szkocka krate!
Hi, hi. Szanowny ksiądz chyba nigdy nie słyszał maksymy „pater semper incertus”. 😈 A to jest przecież bardzo w naturze rozpowszechnione, że tatusiowie chowają biologicznie nieswoje, nie wiedząc o tym i jak najbardziej czując się rodzicami. U ptactwa to nader częste, u niektórego ssactwa, a i św. Józef może tu być przykładem.
W tej sprawie powstaje, w świetle wypowiedzi księdza, ciekawy dylemat. Jeżeli Kościół uznaje przez wiele lat jakiegoś osobnika płci męskiej za ojca, w przekonaniu (osobnika i otoczenia), że to fakt biologiczny, a potem badania DNA wykażą, że osobnik jednak biologicznym ojcem nie jest, to co? Ma się w imię religii wyrzec dziecka, nawet jeżeli kocha je nad życie? Czy dziecko jego? Czy w ogóle stosunek rodzicielski jakimś aktem teologicznym należy rozwiązać? A może na wszelki wypadek wprowadzić obowiązkowe badania DNA u niemowląt natychmiast po urodzeniu, żeby biologiczne rodzicielstwo było gwarantowane na sicher?
Więc ja bym księżowskie zdanie odrobinę przerobił, na taką wersję: jedyną drogą do niepopadania w absurdy jest zachowanie zdrowego rozsądku. 😎
kroliku, zalewa nasz balkon 😡 nasze pomidory, buraczki, kalarepki i inne……. a kaloszki w modzie i potrzebie 🙂
Królik w Warszawie! 😀 To będzie kolejny zlot, być może… 😉
A w Warszawie dziś akurat słońce. Przez chmury bo przez chmury, ale przynajmniej bez luja. Tfu, tfu…
Ło matko, to ze publikuje się czyjeś zdanie na jakiś temat, nie oznacza, że to zdanie publikującego przecież.
Ludzie!
W sprawie prezentu.
Kalosze? No czy ja wiem? Lujów u nas tak dużo nie ma.
Chyba że nad wyraz ładne. 🙂
W sprawie zlotu jestem na TAK. 😀
Swietnie! Yes!Yes! Zlece sie z wielka przyjemnoscia miedzy 22-gim czerwcem a 27-ym czerwcem! Przedtem bowiem musze byc z Matczyskiem w Jedrzejowie, bo jej obiecalam ze pojedziemy tam razem pewnie to ostatni raz:
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad błękitna Nida rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane, jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.
A 28-go musze byc w Malborku na weselu!
O masz, to jest dokładnie ten tydzień, kiedy mnie nie będzie. 🙁
🙁 Ago.
Króliku, my się jeszcze zlecimy, zobaczysz! 🙂
Starszakowi juz sie zaczynaja pokazywac czarne piorka na skrzydelkach, podczas gdy Mlodszak jeszcze nie wyszedl z pisklecej golebiej szarosci.
Gniazdo jest cale zarzucane zmietymi plachtami plastyku i gazet.
Ciekawe co znosily Bpciany do gniazda, przed wynalezieniem plastyku i gazet?
Pewnie kradly pieluchy ze sznurow i stad poszlo, ze dzieci przynosza w dziobach. .
Mnie terminy królikowe pasują. 🙂
Befsztyk, szparagi, małe ziemniaczki pieczone z rozmarynem, wielka micha sałaty, truskawki. Nie pytajcie, jak to wszystko w niewielkim psie się mieści, bo ja też nie wiem. 😀
Królik się zlatuje. 🙂 Mogę coś pokombinować 22-23 z tendencją na 23
Na zdrowie, Pieseczku, na zdrowie.
23-ci bylby super, jesli jeszcze Kierownictwo byloby wolne przelotem na chwile w swoich perypatetyczych peregrynacjach….
Siodemeczko, Irku, moj email jest zyburanna malpa gmail kropka com. Moze sie skontaktujemy kilka dni wczesniej… Inne klucze do mnie (w sensie telefonu i bardziej prywatnego e-maila) sa u Bobika pod wycieraczka i on je wyda zainteresowanym.
Sympatycznie wzywany u Bobika przed tygodniem do skomentowania ulicznych zamieszek w Sztokholmie, nie zglosilem sie z kilku powodow, a o jednym z nich, troche dlugo za co przepraszam, ponizej.
Nie mam pojecia, co mysla „zwykli, szarzy Szwedzi”, gdyz nie prowadzi sie tu zadnych badan opinii publiczne, naturalnie poza badaniami rynku czy skutecznosci reklamy. Pozostaja wiec relacje z drugiej reki, czyli mediow. I to dopiero jest ciekawe.
Podpalanie zaczelo sie w jednej dzielnicy. Plonace w nocy samochody to naprawde wizualnie atrakcyjny motyw, o czym wie kazdy kinoman. Nic wiec dziwnego, ze specjalne wkladki tabloidow i dziennikow tv byly coraz wieksze, tym bardziej, ze „niezadowolenie mlodziezy” zaczelo ujawniac w innych komunach, a nawet odleglych miastach. Pierwsza diagnoza sytuacji w wydaniu policji byla jednoznaczna: okolo dwoch trzecich uczestnikow rozroby tj podpalen i obrzucania kamieniami strazakow jest wczesniej znana byla z kolizji z prawem, a reszta to podjudzani bardzo mlodzi, ktorzy nawet przylapani sa z racji wieku praktycznie bezkarni. Ta prostacka interpretacja zostala poglebiona przez utytulowanych naukowcow przerzucajacych sie wyswiechtanymi frazesami o „strukturalnym rozwarstwieniu” i „blokowanych drogach awansu”.
Porzucam ten watek, choc z racji ostatniej, kilkuletniej pracy w szkole, mam na temat drugiego pokolenia emigrantow (czyli pierwszego tu urodzonego) wlasne przemyslenia.
Interes mediow krecil sie dobrze do czasu, gdy pewien wolny strzelec nie zapytal publicznie na swoim blogu, czy prawda jest co powiedzial mu jeden z podpalaczy, ze za dobre zdjecia z akcji dziennikarze placa tysiac koron (100€) a za film nawet 7 tys. Naczelni natychmiast wyjasnili, ze w dzisiejszych czasach norma jest kupowanie zdjec od ludzi i tak robia wszyscy, nie tylko w Szwecji, a przed publikacja sprawdzaja, czy autorzy zdjec nie byli przypadkiem inicjatorami zdarzenia (nie mozna oczywiscie uzyc okreslenia przestepcy, dopoki nie ma wyroku itd).
Zeby bylo smieszniej (?), po tych wypowiedziach zniknely materialy „specjalne”, temat sie nagle skonczyl i tylko jeden bloger (Andrew Brown) z The Guardian pochwalil srodowisko szwedzkich dziennikarzy za wyjatkowa rozwage w potraktowaniu tematu „buntu mlodziezy”. Kolega naczelnych?
Acha, bylbym zapomnial. Zamieszki skonczyly sie z dnia na dzien, smochody i szkoly juz nie plona, nie trzeba w calym kraju wprowadzac wzorem Francji stanu wyjatkowego – co prorokowano. A „szarzy Szwedzi” – dalej nie wiem co mysla, chyba ze to ich wlasnie spotykalem kibicujac pracy mlodych archeologow, by byc naocznym swiadkiem fantastycznych odkryc, gdy wydobywano materialne dowody skutkow cywilizacyjnych dalekosieznego procesu sprzed tysiaca lat: konca epoki vikingow i poczatkow chrzescijanstwa. Pojawili sie rowniez dziennikarze by te rewelacje opisac, sfotografowac i sfilmowac. Materialy te spadaly z emisji przez kolejne dni, wypychane przez to co wazne – podpalanie saamochodow, szkol i przedszkoli.
Dzięki, Króliku, odezwę się zgodnie z Twoją sugestią, w porozumieniu z chętnymi. 🙂
Chwilowo jestem przewściekła, bo po godzinnym oczekiwaniu na przystanku autobusowym musiałam zrezygnować i wrócić do domu.
Dzieki za obserwacje Lagom.
No coz, chyba tylko w Korei Pln nie bylo ostatnio zamieszek. W Kanadzie byly w ostatnich latach w Montrealu, gdy nie odbyl sie koncert Guns & Roses, i w Vancouver po meczu. Wydaje mi sie, ze nie mozna tego zjawiska wyjasnic jako unikalnego dla danego kraju. Pewnie sprawcow czynow niszczenia mienia uda sie powoli odszukac (w Vacouver sami siebie filmowali smartphoneami i umieszczali te filmy z komentarzami na Facebook, gdzie byli rozpoznawani przez swoich kolegow, rodziny, nauczycieli.) i ukarac. Media i u nas byly okropne.
Siodemeczko, przykro. Czytalam gdzies, ze Warszawa w ramach oszczednosci miala ograniczyc liczbe kursow autobusow. Pewnie radni autobusami nie jezdza to im za jedno!
Ukarac w granicach zdrowego rozsadku, of course. Dlugoterminowe siedzenie w wiezieniu nie buduje lepszych, zdrowszych moralnie i przystosowanych spolecziee ludzi.
przestalo
w nocy odpoczywa
jak wstaniemy to bedzie ponownie – luj – od jutra do……..
buraczki w skrzynce pod woda 🙁
pstryk
moja kolezanka zamiescila:
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/p480x480/7859_591488417548609_1568290859_n.jpg
i to
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/p480x480/943544_10152862014040459_1458936150_n.jpg
Lagom, to pyszne co opowiadasz! Usmialem sie!
Naprawde wielce odswiezajace jak nie ma slowa o „straconym pokoleniu”, „braku perspektyw” tudziez niewatpliwej winie doroslych posiadaczy oraz nieczulego rzadu.
Uciekam, bo mnie zaraz blogowa zydokomuna dorwie i zacznie ochrzaniac. 😈 😈 😈
Dzięki, Marku. Dość to wszystko inaczej wygląda w Twojej relacji niż w mediach, no ale nie od dziś wiadomo, że media czyste i rzetelne informowanie coraz mniej mają na względzie. Dlatego tak dobrze mieć niezależne, blogowe źródła. 😉
A z tymi „szarymi Szwedami” to nie myślałem o badaniach opinii, tylko co mówią ludzie na ulicy, w pracy, w metrze, w taksówce, w kolejce (u nas czasem do kas kolejki bywają, choć niezbyt długie), itp. To może nie być miarodajne statystycznie, ale oddaje atmosferę.
Jeden blogowy żydokomuch zbyt jest dziś nażarty i leniwy, żeby ścigać po sieci reakcyjne Kocury. Ale jak strawi… Kto wie, kto wie. 😈
Nie, Króliku, mam tu tylko jeden autobus. Jeździ Królewską przez Krakowskie Przedmieście na dół Tamką.
Ponieważ jest to miejsce, gdzie ciągle coś się dzieje, autobusy są kierowane na jakieś trasy zastępcze i z niewiadomych przyczyn, albo nie jeżdżą godzinami, albo kiedy im się chce, lub uda.
Straciłam już 3 bilety na koncerty i kilka istotnych spraw z tego powodu, że nie mogłam się wydostać.
O tym, że autobusy nie jeżdżą dowiaduję się stercząc długo na przystanku, kiedy na wszelkie akcje ratunkowe jest zbyt późno.
Komunikacja w Warszawie to jest temat na długie opowiadanie.
Do relacji Marka refleksja ogólniejsza.
Obawiam się, że ekscytacja mediów takimi aktami wandalizmu, nazywając rzecz łagodnie, może powodować nasilanie się takich zachowań w całej globalnej wiosce, bezkarność młodocianych przestępców jest dodatkowym atutem.
Piekny program BBC nadaje wlasnie o Anicie O’Day.
Dzień dobry 🙂
Wczorajsza wyprawa do Puszczy bardzo udana, słoneczna.
Zaczęło padać, kiedy wróciliśmy do domu.
Dzisiaj smętny luj 🙁
Na szczęście jutro idziemy całą paczką na koncert tych panów:
http://www.youtube.com/watch?v=JXhAz0DOpMU
Miłego dnia, udanego tygodnia Koszyczku 🙂
sucho 😯
szeleszcze
herbata jak zwykle
🙂 🙂 🙂
Deniz Yurdakul:
„Dunyanin en güzel en insani direnisi bu , direnenler ihtiyaci olanlar icin paket paket yiyecek icecek alip basamaklara koymuslar”
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/p480x480/945775_10151739432279845_1261453987_n.jpg
za pomoc przy tlumaczeniu dziekuje bardzo Tolunay:
” Najpiekniejszy, humanitarny ruch oporu Swiata. Czlonkowie ruchu klada na stopniach paczki z napojami i jedzeniem dla
potrzebujacych”
zydokomuna, w osobie ja mowi: to swietnie tak 🙄
woda i chlebem, a nie kamieniem
Rozejrzałam się trochę, Rysiu, po Turcji.
Szukałam Deniz Yurdakul. I nie wiem, dalej o co chodzi.
Nazwisko jest dosyć popularne.
mt7, Deniz Yurdakul to dziewczyna ktora to zdjecie (z Gümüşova, Bolu, Turkey) na swoim facebook zamiescila, a moja kolezanka Tolunay przeslala dalej i ja Wam do ogladniecia. Bardzo fajnie
ze nie o palenie samochodow chodzi!!!
🙂
dla frakcji:
http://www.zeit.de/meinung/2013-06/tuerkei-protest-erdogan
🙂
pokazalo sie SLONCE 🙂 😀
swieci 🙂 😀
Teraz widzę, Rysiu.
Na FB jest ich trochę 🙂 http://www.facebook.com/search/results.php?q=Deniz+Yurdakul&init=public
U tej Twojej ( 🙂 ) jest też palenie samochodów, kopanie ludzi i inne takie. Ech, świat!!!
niestety, palenie i kopanie tez 👿
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/468660_10151738307069845_2056939552_o.jpg
Ech, swiat!!!!
Dzień dobry 🙂
Strasznie mam dużo dzisiaj bieganiny, więc będę na razie tylko z doskoku doszczekiwał.
Z Turcją mógłbym mieć coś w rodzaju mściwej satysfakcji, gdybym był człowiekiem, nie psem. 👿 Strasznie zgrzytałem zębami na herbatnikowanie się niemieckiego rządu z Erdoganem, bo wiem skądinąd, co to za sukinkot (za przeproszeniem Kotów) i jak głęboko gdzieś ma prawa człowieka tudzież inne cywilizowane normy. Zwłaszcza tureccy Kurdowie dużo mogą o tym opowiedzieć. Pomstowałem też na wyraźne poparcie kanclerki Merkel dla przyjęcia Turcji do UE, bez jasnego powiedzenia, że najpierw musieliby Turcy postarać się o prawdziwą demokrację.
Teraz wychodzi na moje, ale jakoś nie mam z tego żadnej przyjemności. 🙁
Nareszcie slicznosciowa pogoda, a my z Pania Doch zasuwamy do Ricmond aby przed moim wyjazdem do Ameryki przygotowac mieszkanie na przyjecie gosci Klientki.
To znaczy Pani Doch bedzie przygotowywac, a ja bede dyrygowac przygotowaniami. Uff, jak mi sie nie chc. Ale sluzba nie druzba.
Jeszcze sie nalezy zaczac pakowac, wyciagac letnie rzeczy z kufra i przygortowac mieszkanie wlasne na przyjecie przyjaciolki E. z Francji. Uff, jak mi sie nie chce. Sezon sie zaczal, kurka jego wodna.
Dziendobry,
co prawda nie mamy luja, ale za to gradusow za oknem jest tylko 6! To tez sie chyla zalicza do pogodowych cierpien jesli jest 3-ci czerwca.
Ja mam dzisiaj dzien prac domowych i zalatwiania spraw na miescie z wizyta u nowego fryzjera wlacznie. Czyli dzien wolny. Zaczne go od goracych plynow i mysle rzucic sie na zielsko w odpowiednio cieplym ubraniu, bo nienawidze pracowac w ogrodzie w upaly. A poniewaz wczoraj padalo, wiec zielsko bedzie troche latwiej wyrywac.
Ciekawe czy wogole bedziemy mieli upaly w tym roku.
Piesy zerwaly mnie wczesnie, bo w dzien wolny oczywiscie nie mam prawa sobie dluzej pospac! Ale chyba wieczorem brykne do kina na francuski film Renoir.
Długi weekend był na Kaszubach przepiękny. W piątek po południu lunęło i rąbnęło, ale to drobiazg.
Parę dni całkowitego oderwania, coś cudownego.
Ogród na wsi wreszcie wygląda, jak powinien.
Co lepsze – uzależnienie od szkoły czy od rodziców. Ja zawdzięczam rodzicom bardzo wiele, od biedy mógłbym może się obyć bez szkoły. Tyle, że z matematyką byłoby marnie. Jednak nauczycielom zawdzięczam sporo. Na pewno licealnemu wychowawcy, który nas uczył języka polskiego (całą klasę) i łaciny (połowę klasy, druga uczyła się angielskiego). Przed każdą lekcją była kwestia zagadywania, żeby zamiast lekcji była mowa o czymś innym. Teraz te rozmowy o czymś innym – życiu codziennym w starożytnym Rzymie, wpływie życia osobistego pisarza na jego dzieło, relacjach pomiędzy postaciami Wielkiej Emigracji, życiu prywatnym Biskupa Krasickiego, obiadach czwartkowych, kompleksach Ernesta Hemingwaya, Borysie Pasternaku (nie było go w żadnym programie) i td. Program pamiętam tak sobie, choć chyba wystarczająco. Te wszystkie rozmowy pozaprogramowe, toczone zwykle w formie dyskusji, pamiętam lepiej i uważam, że wniosły do mojej edukacji więcej niż sam program, ustawiany wtedy bardzo głupio – wszystko w relacjach z rozwojem sił wytwórczych.
Nasz wychowawca nie miał wyższego wykształcenia, dopiero po mojej maturze skończył studia historyczne. Ale wiedzę miał wielką i interpretację literatury fantastycznie ciekawą. Mówiono, że studiował teologię w seminarium duchownym, ale nie skończył, bo się ożenił.
Nauczyciel języka rosyjskiego. Wszczepiał nam skutecznie miłość do literatury rosyjskiej. Charakter taki sobie, ale uczył skutecznie. Przepisałem za karę (nie pamiętam przewinienia) Wystrzał z Opowieści Biełkina. Myślę, że na złe to nie wyszło.
Historyczka – bardzo inteligentna kobieta, stale toczyliśmy spory na lekcjach. Na pewno nie poszły na marne. I to oboje skorzystaliśmy, jak przyznała na zjeździe absolwentów. Mam nadzieję, że reszta klasy też.
Jak wiele zależy od konkretnych osób.
Jeszcze do radiowej 2. Cieszy się poważaniem dzięki koncertom i w ogóle muzyce klasycznej, której gdzie indziej nie uświadczysz. Fakt, że reszta drętwa ponad wszelka miarę.
Bobik po Warszawie hasa,
to jest zawsze wyższa klasa.
Pieróg pasztetowy wcina
Wyższej klasy nasza psina.
Z Kierowniczką Panią wespół
Tworzą wyższej klasy zespół,
w pierogarni dają szpanu,
a w muzeum by rabanu
narobili, bo zamknięte,
klasie wyższej wręcz niechętne.
Muzealna, choć zamknięta,
wyższa klasa na szczenięta
i na psy dorosłe taka,
instytucja od Śpiewaka.
Bobiku, jeśli będziesz miał czas rzucić tu okiem, wymieć ogonkiem tę pierwszą wersję.
Bobiczek zabiegany, jak obiecywal. Hasa.
Ja wybiegam z domu pozalatwiac tone spraw, moze pohasam wieczorem.
milego dnia!
Na Bobika:
Wszyscyśmy wpadli w łapy
tego psatrapy…
Na Helenę:
Nigdy nie przynudza,
za to wciąż odchudza…
Na Stanisława:
Gdziekolwiek go zastano,
zawsze z Ukochaną…
Na Vesper:
Co ty wiesz o kłopotach,
jak nie masz Furkota…
Na Monikę:
Niezły bajer
z New Hampshire…
Na królika:
Bon ton
od Toronto do Edmonton…
Na Mordechaja:
Któż, jak nie on
winien zająć tron?
Na Irka:
Najlepsza gościna
w obrębie Lublina…
Na Jagodę:
W tak pięknych okolicznościach przyrody
nie może zabraknąć Jagody…
Na mt7:
Jak spółdzielczość mieszkaniową
móc pokonać jedną głową…
Na Tadeusza:
Tu sprawa jest czysta,
– cyklista.
Na Wielkiego Wodza:
Nic tak obaw Wam nie przyda
jak jego dzida…
Na Mar-Jo:
Da gibt es nichts zu lachen,
Geh nach Hause Kinder machen 😉
Na rysberlina:
Bo literatury urok nie przeminie,
o czym powiadamia rysa na Berlinie…
Na Agę:
Dziewczyna niecnota:
zherbaciła kota…
Na szarą mysz:
Cicho przemyka
i znika…
Na jarzębinę:
Idzie na całość,
całą swą nieśmiałość…
Na fomę:
Barman – niebezpieczna fucha,
a szczególnie gdy gość chucha…
Na zeena:
Niech się kto odważy,
już ja mu pokażę!
😆
A na Kierownictwo to się zeen nie odważył? 😈
😆
zgaga, zgaga 🙄
haneczka, haneczka 🙄
Odhasałem swoje, aż mi łapy weszły w nie-powiem-co i teraz muszę chwilę odsiedzieć, choć mam do pilnego wsadzenia w ziemię nowe róże, cukinię, ogórki i drobne kwiecie.
Bardzo mam ciekawego nowego klienta. Młody Chińczyk, niedwuznaczny inteligent, bardzo dobrze mówiący po niemiecku (to wśród moich klientów ogromna rzadkość). Przyjechał do Niemiec na praktykę (zapomniałem się dopytać jaką), ale w jej trakcie postanowił zdać się na azyl, ponieważ posadzono mu matkę w obozie pracy, za przynależność do falun gong. Próbuje teraz uderzać do różnych politycznych czynników w sprawie jej uwolnienia. Podsunąłem mu, że przydałaby się też petycja online, co zaraz chętnie podchwycił.
Może macie pomysł, jaka międzynarodowa strona petycyjna byłaby do tego najlepsza? Bo Avaaz chyba zajmuje się bardziej sprawami ogólnymi niż jednostkami.
Panna kota , Kuma z Gdyni, andsol, Nisia 🙄
Noo, zeen, co to za brakoróbstwo? Do roboty proszę, uzupełniać ubytki! 😆
Czyli u zeena teraz remont
Sam się prosił 😆
Na haneczkę:
Po cóż długie wywody
gdy w skrócie tyle urody…
Na Nisię:
Zna chyba wszystkie, bez kantów,
nie ma nieznanych jej szantów…
Na Pannę Kotę:
Mamy tu na blogu pannę,
Mordechaj – kawaler,
byłaby z nich para
wcale, wcale…
Na andsola:
Z ksiąg swych zrezygnował
wcześniej emigrował
jeszcze to doliczmy:
łeb matematyczny…
Na Kumę:
Wystarczy sylaba
i chociaż nie żaba
chwilę się zaduma
i kuma…
Zeen 😀
Koszyczku – dobry wieczór. 😀
Zeen, to je cudo !!! 😆 😆
Trafiłeś w samo sedno, każda mysz – szczególnie szara powinna siedzieć cicho pod miotłą. Jeszcze się nie dorobiłam samobójczych zapędów. 😉 😆
Biedne bociany, mokną i wg prognoz będą mokły do 15.VI. 👿
To ja pójdę się dalej martwić o południową Polskę i północne Czechy. 🙁
Superzeen!!! (na melodie Soperman).
jeszcze tylko na zmorenke, please.
Soperman= Superman
Off topic. Poseł Arkadiusz Czartoryski /PiS/ przygotował projekt uchwały 😯
http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/83C1FB677A85102AC1257B790038E5CA/%24File/1410.pdf
A tak uzasadnia swoja inicjatywę pan poseł
Swojego czasu powstała kłamliwa książka pseudo historyka Tomasza Grossa zatytułowana „Złote żniwa”, mówiąca o tym, że mieszkańcy Treblinki rzekomo grabili Żydów zabijanych przez Niemców i byli obojętni na tragedię. Należy pamiętać, że okoliczni mieszkańcy to setki, a nawet tysiące osób, które Żydom pomagały – tłumaczy poseł.
Hm, nie wiem, jak mam rozumieć pominięcie przez zeena…
Ja przepraszam, ale z doskoku piszę, teraz chwilę mam.
Na Panią Kierowniczkę:
Wiele mam szacunku dla jej stanowiska,
całkiem bez frasunku:
Dora, dawaj pyska
Na Zmorę:
Człek ma pełne pory
przed obliczem Zmory…
Buźkę mi wcięło przy Pani Kierowniczce 🙁
a była taka: 🙂
Bez fanfar się zaczął ten tydzień,
dzień spływał leniwie po rynnie,
blady i anemiczny.
Aż nagle… JAK NIE RYMNIE!
😆 😆 😆
zeenie 😆
Irku, jak ktoś chce żyć w świecie iluzji…
Co nie znaczy, że śmiem oceniać, czy oskarżać, z wyjątkiem oczywistych przypadków.
Nie mam złudzeń, ale ciągle nie umiem się uporać z tą ciemną stroną ludzkiej natury.
Ten kwadracik coś oznacza. Taki kwadratowy kwadracik nie kwadratuje bez powodu 😆
Może to taki parawanik? 😎
Ej, co za heca, moi kochani!
Zeen ciągnie Dorę
za parawanik. 😉
😎
Zeen każdemu po fraszce przydzielił na głowę,
a Kierownictwu jeszcze jaja kwadratowe. 😆
Ten projekt ustawy jest właściwie reakcją typu „a u was Murzynów biją”, tylko na abarot. Pojawia się ta reakcja dość często przy zarzutach wobec jakichś zbiorowości i można by ją nazwać „a u nas takie porządne ludzie są”. Tak jakby istnienie w zbiorowości tych porządnych mogło unieważnić wszelkie świństwa, jakich dopuszczają się nieporządni.
Na tej zasadzie prawica powinna jednakowoż z góry odpuścić wszystkim Polakom aborcję, in vitro i homoseksualizm, bo przecież bohaterski sprzeciw polskiego duchowieństwa i T. Terlikowskiego wobec tych zjawisk sprawia, że ich nie ma, a przynajmniej w ogóle nie powinno się o nich mówić. 🙄
I love you All. I truly do.
… aczkolwiek nie bez wzajemności. 😆
eee tam…. 🙂
Ech, pohulałoby się jeszcze, ale rozsądek warczy, że przed jutrzejszym, niezbyt przyjemnie (w pierwszej połowie przynajmniej) zapowiadającym się dniem, lepiej byłoby się solidnie wypsać. 🙄
To dobranoc 🙂
Wypsij sie, Piesenku.
Dobranoc, Bobchen, do jutra.
Dzię dobry! 🙂
Powrót z przygodami. Wejście do domu – również.
Z remontu łazienki zrobiło się REMONCISKO! Jest obietnica, że do 25. rocznicy ślubu wszystko będzie wykończone. (Stwierdziłam, że ja na pewno. 🙂 )
Zeen- cudny. 🙂
Dzień dobry 🙂
Na szczęście kawę podają w kuchni lub na tarasie, więc REMONCISKO w łazience nie wykańcza 😉
Luje standard. A nie tak dawno narzekałem na brak luja
Bobiku, drapię za uszkiem. Panremontum. 😯
Zeen ubawił. Mnie też kwadratowy kwadracik od razu kwadratował w kierunku parawanu. Widać coś w tym jest.
Projekt uchwały bardzo dziwny. Nie znam historii tego powstania (zwykle zwanego buntem). Wiem, że trwało około pół godziny i pochłonęło mnóstwo ofiar. Ilu więźniom udało się uciec, nie wiadomo. Różne źródła podają od kilkunastu osób do 100. 200 osób, o których mówi projekt uchwały, to grupa, która przedzierała się skutecznie, ale co najmniej w połowie zginęła w bezpośredniej walce ze strażnikami. Zdobycie broni polegało na otwarciu magazynu przy pomocy wcześniej dorobionego klucza.
Prawdopodobnie wojnę przeżyło kilkadziesiąt osób. Na pewno nie 100. 200 uciekło, 100 przeżyło, według uchwały. Takie zawyżanie robi fatalne wrażenie. Jak wyglądała pomoc miejscowej ludności, nie mam pojęcia. Bez niej jednak prawie nikt by nie przeżył. Ale wszystko powinno być pokazane wiarygodnie i we właściwych proporcjach. Właściwe proporcje to moja obsesja. We wszystkim łącznie z architekturą. Wiarygodnie i we właściwych proporcjach uchwała byłaby dla mnie pożądana. Mam nadzieję, że projekt wywoła właściwą dyskusję i zostanie właściwie skorygowany. Byle dyskusja nie przerodziła się w pyskówki, jakie miały miejsce po ukazaniu się książek Grossa.
Dzień dobry 🙂
Wpadam, zbieram podrapanka 😀 i zaraz wypadam, bo za chwilę dyliżans zajedzie. Do potem. 🙂
Macham do Bobika w dyliżansie. 🙂
Sama waruję pod kasą i czekam na bilety na Marthę o 11.
O buncie:
http://www.treblinka.bho.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=48&Itemid=48
Dobrze jest spojrzeć w zakładkę o sprawiedliwych. wymienione są tylko dwie osoby.
W filmie „Shoah” Lanzmanna sporo się mówi o wykonywanym przez miejscową ludność znaku podcinania gardła pokazywanym jadącym na śmierć.
W filmie miejscowi ludzie, którzy to potwierdzają twierdzą, że to była informacja nie radość.
Na tej stronie jest człowiek, który przeżył – Samuel Willenberg.
Widziałam w Zachęcie wystawę jego poruszających rzeźb, których zdjecia tu można obejrzeć:
http://www.treblinka.bho.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=132&Itemid=77
Skąd w projekcie uchwały taka masa Sprawiedliwych. To smutne. A zapewne pomagających było więcej, ale to trzeba rzetelnie opisać. Tych dwoje ukrywało dziewczynę, która nie była uciekinierką z obozu zagłady. Pomoc polegająca na „nie zauważaniu” nie była podstawą medalu chyba. Nie zauważało prawdopodobnie wielu, może jeszcze pomagało lepiej. Ale blisko 100 (może 78?) Sprawiedliwych z powiatu, jeżeli tylu ich było, zapewne nie miało nic wspólnego z pomocą dla uciekających powstańców. Nie mają związku z wydarzeniem, nie powinni być wspominani w uchwale. Chyba bez pyskówek się nie obejdzie.
Uffff! Mam.
15 czerwca będą odsłaniali ławeczkę Jana Karskiego u zbiegu ul. Zamenfofa i Anielewicza.
Bez komentarza.
Niech bedzie laweczka dla Ukochanego Pana Profesora, gdziekolwiek..
Dzieki Siodemeczko za podrzucenie wywiadu z tym rzezbiarze, o ktorym nigdy nie slyszalem dotad.
Czy pamietacie jak 12 sierpnia 2010 r. Bpbik zamiescil na blogu przepiekny kawalek literatury futurologicznej „Z dziejow Zamurza”?
Jest nasz pies wieszczczem prawdziwym, gdyz nasz tryumfalny pochod w przyszlosc, gdy wszystkie dni tygodnie beda niedzielami i nikt pracowac nie bedzie musial, nabiera nowego pedu. W Gazecie Wyborczej jakis redakcyjny wizjoner zamiescil wlasnie list otwarty aby by zakazac w niedziele nie tylko handlu ale i kursowania pociagow, bo nie ma sie co wloczyc po Polsce w dzien swiety.
http://wyborcza.pl/1,75248,14025432,List_otwarty_w_sprawie_zakazu_kursowania_pociagow.html?order=najnowsze
Osobiscie poszedlbym troche dalej i zakazal korzystania w niedziele ze znakomitej polskiej sluzby zdrowia, ktora sie tyle w ciagu tygodnia napracuje z tymi hipochondrykami. Nikomu korona z glowy nie spadnie jak przelozy swoj zawal czy porod do poniedzialku.
Szybko przez swego Umyslnego zamiescilem na forum Bobikowy kawalek o Zamurzu. Powinien on kazdego przekonac, jakie przepastne wyzyny otworza sie przed Polska gdy bedziey juz u koncu marszu do Zamurza. 😈
A tu jest „Z dziejow Zamurza” dla odswiezenia.
http://blog-bobika.eu/?p=326
No sami powiedzcie czy nie jest to profetyczny tekst?
Mam potrzebe opowiedziec.
Proboszcz anglikanskiej parafii w londynskiej dzielnicy Woolwich, gdzie zamordowany zostal przez dwu fanatykow zolnierz Lee Rigby przyslal mi do podpisania petycje do ministerstwa obrony aby uhonorowac Medalem sw. Jerzego (najwyzsze odznaczenie wojskowe nadawane osobom cywilnym) trzy kobiety, w tym matka i corka, ktore wylonily sie z tlumu SETEK przerazonych swiadkow zajscia i swoim postepowaniem i zimna krwia spowodowalu, ze nikt inny nie ucierpial z rak wariatow.
Tak pisze proboszcz:
On 22 May after Fusilier Lee Rigby was killed in an horrific attack in Woolwich, three women stepped forward, confronted the attackers and went to his aid.
Amanda Donnelly and her daughter Gemini Donnelly-Martin comforted the soldier as he lay on the ground and Ingrid Loyau-Kennett calmly spoke to the attackers until police arrived. The fact that no other bystander was hurt in the incident is testament to the courageous actions of these women.
As the Rector of Woolwich I saw how the tragedy hit this community hard, but the actions of Gemma, Amanda and Ingrid has been an inspiration to all of us. Instead of running away when they saw danger they went straight to the heart of it.
As the people of Woolwich comes to terms with what happened here — coming together to honour the heroines of that day will send a positive message of unity and peace.
The George Medal can be awarded to civilians for acts of great bravery. This is one of those acts. Please sign the petition to ask the MOD to award Ingrid, Gemini and Amanda the George Medal.
O, Rany!!!!!!!!!!
Wszystkier bociany zniknely z gniazda!!!!!
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
Tylko tyle znalazlam:
Straż Pożarna na wniosek Wydziału Ochrony środowiska Urzędu Miasta w Ustroniu wyciągnęła małe bociany. Jeden został przewieziony do Azylu w Mikołowie
I ani slowa wiecej na stronie Bociany integruja. Ani dlaczego ani co sie stalo z drugim piskleciem.
Ludzie, tak nie wolno postepowac z nami. Nie wolno zostawiac wszystkich obserwujacych bez slowa wyjasnienia co sie stalo. To jakies nieludzkie postepowanie.
Wróciłem, a tu zaraz na wstępie takie zmartwienie. 🙁
Chyba dla pokrzepienia serca kapuśniak sobie ugotuję. 🙄
Heleno, też to zauważyłam przed południem i napisałam pod adres email podany na stronie „bociany integrują”, poniżej wklejam moje pytanie i prawie natychmiastową odpowiedź :
Bardzo bym była wdzięczna za informację ; co się stało z pisklętami i ich rodzicami. Od kilku tygodni obserwuję tę bocianią rodzinkę – wczoraj wieczorem jeszcze widziałam rodzica w gnieździe a dzisiaj pusto. Przeczytałam na stronie „Bociany integrują” informację o tym, że straż pożarna zabrała pisklęta i bardzo bym była zobowiązana za krótką odpowiedź – dlaczego.
Odpowiedź :
Do urzędu dzwoniła jakaś grupa pań, które przekonały urzędniczki do
podjęcia interwencji. Po szczegółowe informacje odsyłam Panią do
tegoż
urzędu, gdyż my nie braliśmy udziału w tej akcji.
Pozdrawiam
Jutro wyślę pytanie do urzędu miasta, ciekawa jestem, jak długo będę czekała na odpowiedź. 🙁
Idę się dalej posmucić. 😉
Niestety, wiadomości są złe: bociany zalało. Z tego, co piszą na forum wynika, że jeden pisklak nie żyje, drugi być może walczy o życie. 🙁 http://www.bociany.edu.pl/forum/viewtopic.php?t=3328&postdays=0&postorder=asc&start=0
Na forum bocianow jest wyjaśnienie:
http://www.bociany.edu.pl/forum/viewtopic.php?t=3328
Wyłożone folią gniazdo nabrało wody, zrobiło się błoto i jeden pisklak utopił się.
Bociany są przemoczone nie mogły polować i ta akcja ratunkowa była podobno niezbędna.
Przeczytajcie całą rozmowę.
Mnie też, jak komuś tam, wydawało się nieporozumieniem, że pozwalano na folię w gnieździe.
Już kiedyś bocianięta padły z tego powodu, że odchody zatrzymywały się w gnieździe, bo było wyłozone folią.
Smutna Łajza z Agą.
Ktoś pod petycją napisał:
These women had bigger balls than most blokes I know.
Prawda, dzielne, odważne niewiasty.
Na forum widze tylko wpisy sprzed lat.
Nie moglo ich zalac, bo dzis rano je widzialam. T.zn, siedzacego bardzo rozczapirzonego Rodzica Dyzurnego spod ktprego dochodzily glosy pisklat.
Gdyby je zalalo, nie interweniowalby Urzad Miasta. I teraz gniazdo nie wyglada na zalane. Z odpowiedzi, jakiej udzielono Szarej Myszy mozna wyczytac, ze nikt z organizatorami „Bociany integruja” nie konsultowal sie.
Dlaczego tak malo sie mowi ludziom, ktorzy od miesiecy obserwuja gniazdo?
Przeciez sie tak nie postepuje!!!!
Nie, Helenko, to są wpisy z dzisiejszego dnia.
Zobacz datę u gory forum.
Tam jest na kazdy dzień osobny wpis.
Nie patrz na daty, kiedy ktoś dołączył.
Heleno, na linkach od Mt7 i ode mnie są wpisy z dziś.
No, dobra, Łajzo, rozumiemy, że też Ci przykro i martwisz się o Starszaka.
Zobacz film, do którego masz link na dole strony.
Z tego, co widzę na forum, w Ustroniu starły się dwie racje: „tylko obserwować” i „obserwować, a w razie czego ingerować”. Rozumiem tę pierwszą w przypadku badań naukowych, kiedy chce się zdobyć „nieskażone” informacje na temat życia zwierząt w naturze, albo kiedy ma się do czynienia z jakimś jeszcze kompletnie dzikim zakątkiem Ziemi, gdzie natura radzi sobie sama i lepiej, żeby człowiek się tam nie wpychał. Ale tutaj obserwacje nie były naukowe, a natura nie taka znów dzika, boć przecie te folie i śmieci w gnieździe to już skutki ludzkiej ingerencji w przyrodę, dlatego argumenty nieratowaczy zupełnie do mnie nie przemawiają.
Owszem, bocianich i innych ptasich tragedii jest mnóstwo i nie da się uratować wszystkich piskląt. Ale przecież tak samo jest z tragediami ludzkimi – nie wszystkim da się pomóc, ale to nie jest powód, żeby nie pomagać tym, którym można.
Szkoda Małego. 🙁
Najnowsze wiadomość dot. X. Wojciecha:
http://tygodnik.onet.pl/79988,foto.html
Tak, przeczytalam i zobaczylam pierwsze dwie minuty filmu, dalej nie moglam.
Znowu zginely ptaki PRZEZ NAS. Przez nasze zasmiecanie srodowiska foliami i plastykami.
Tu, w Wlk. Brytanii tak zabijamy labedzie, polykajace olowiane ciezarki od wedek, ktore urywaja sie i zostaja w wodzie. Labedzie gina zatrute olowiem.
Cóż, Mt7, dawno się na to zanosiło i, jak widać, nawet „wybryki” papieża Franciszka nie zatrzymały polskiego walca. Niestety. http://natemat.pl/63637,ks-wojciech-lemanski-musi-milczec-komu-przeszkadza-otwarty-na-swiat-duchowny
To jest dopiero początek.
Ojejej. Czy nie ma dzis konca frasunkom?
Ja, jak pisalam, ze sie doigra, dosacze, to myslalam, ze tym samym odczarowuje grozbe uciszenia ksiedza Lemanskiego.
Wiec jak to jest? Nie konfiktuje wiernych betonowy Terlik, ani biskupi wygadujacy duby smalone i powodujecy ofwracanie sie mlodziezy od instytucjonalnej religii, ale konfliktuje jeden z nielicznych duchownych, ktory chce rozmawiac z wiernymi jak z osobami doroslymi, rozumnymi i DOBRYMI. Ten, kurka wodna, przeszkadza?!!!! 🙁 🙁 🙁
Pewnie „katolik” Terlikowski nie posiada sie z radosci. Do tego wlasnie nawolywal. tego chcial.
Och, jak on sie zdziwi po smierci.
Piękne, Heleno! Głupio się zdziwi. 😈
Ech, niby wszyscy się spodziewali, ale jak przyszło co do czego, to płakać się chce.
Są dalsze decyzje, nie wiem, czy mogę o tym pisać.
Mt7, to może mailnij?
Sluchajcie. W Studiu Opinni wlasnie ukazal sie nowy wpis ks. Lemanskiego. Mozna to wtkorzystac i pod wpisem zalaczyc do niego pare slow wsparcia i sympatii:
http://www.liiil.pl/1370344174,Wojciech-Lemanski-Znow-ten-Franciszek.htm
Niechaj wie przynajmniej, ze posuniecue Biskupa zostalo odnotowane i zbulwersowalo opinie pibliczna.
Tu jest artykuł z Tygodnika, mam nadzieję, że w dobrej sprawie wybaczą mi piractwo;
http://emtesidemeczka.blogspot.com/
Dzięki, Siódemeczko. To rzeczywiście w dobrej sprawie. 🙂
Strasznie jestem zniesmaczony zachowaniem władz ks. Wojciecha, ale ani trochę nie zdziwiony. Czy ktoś czegoś innego oczekiwał?
Polski Kościół jako instytucja nie zmieni się bez jakiejś rewolucji. A na rewolucję się nie zapowiada i kółko się zamyka. Gdybym był polskim katolikiem, chyba opadłyby mi łapy. 🙄
Dobry wieczór,
Z komentarzy pod linkowanym wpisem „na temat” dowiedziałam się o stronie na facebooku:
https://www.facebook.com/pages/O-prawo-do-g%C5%82osu-ks-Lema%C5%84skiego/470329296380288
Ktoś też rozmawiał z X. Lemańskim o pomyśle zbiórki pieniędzy (1550 euro) na proces odwoławczy w Watykanie. Ksiądz zgodził się na otwarcie strony, a w sprawie zbiórki proponuje przysłanie pieniędzy do parafii w Jasienicy na msze w różnych intencjach. Problem w tym, że podobno został zawieszony w funkcji proboszcza i nie wiadomo co dalej.
Prof. Obirek tez dal glos w obronie ks. Lemanskiego:
http://www.liiil.pl/1370379624,Stanislaw-Obirek-Kibicuje-ks%A0Wojciechowi-Lemanskie.htm
To nie chodziło o 1550 euro, tylko o konieczność wynajęcia proponowanego adwokata w Rzymie, któremu trzeba za usługi płacić i szereg ewentualnych innych opłat związanych z postępowaniem.
A efekt do przewidzenia.
O tych pieniądzach dowiedziałam się z linkowanego wpisu w „na temat”, a ksiądz mówi, że takich pieniędzy nie ma.
Bo tam był skrót. Pełna wypowiedź była taka:
Również od stwierdzającej poprawność procedur decyzji Sygnatury przysługuje odwołanie, należy jednak złożyć w jej kasie 1550 euro jako kaucję pokrywającą koszty procesu i w terminie 30 dni wybrać adwokata z załączonego spisu. – Nie jestem w stanie podważyć tego, co istnieje jako trwałe przekonanie w umyśle mojego biskupa. Nie mam też takich pieniędzy. Zrezygnowałem z odwołania – opowiada „Tygodnikowi” proboszcz z Jasienicy.
Dzięki za adres strony z poparciem na FB, może się rozwinie.
We wsi, gdzie kiedyś miałem chałupę, mawiano „lepszy sąsiad za pasem, niźli brat za lasem”. Kryła się w tym praktyczna myśl, że ci, co są blisko, mają na nasze życie większy wpływ niż ci, co są daleko. W przełożeniu na sytuację ks. Lemańskiego – papież daleko i nic o jakimś tam szeregowym polskim proboszczu nie wie, a biskupi blisko i strasznie ich ten proboszcz uwiera. Dlatego nie mam, jak ks. Obirek, nadziei, że dzięki papieżowi jest w tej sprawie w tej chwili coś do wygrania.
Dla mnie ten zakaz to prawdziwy dramat, niedzielę zaczynałam od lektury X. Lemańskiego.
Ksiądz na razie publikuje, bo odwołał się od zakazu i do czas rozpatrzenia sprawy zakaz nie obowiązuje, ale to tylko odroczenie egzekucji.
I przewidywalna radosc w Rzepie:
http://www.rp.pl/artykul/9158,1016364-Kolejny-pupil-salonu.html
zaglądam i znowu śpią. śpią i nawet herbaty nad prasą nie czytają. jeszcze się potopią, jak w nocy mocniej popada, a oni w łóżkach. ech… ale czy to oznacza, że budząc ratuje się życie? 🙄 śmiała teza…
ale co tam. POBUTKA!!!
Pani Starowieyska ma rację. Widać było entuzjazm u wrogów kościoła. To fakt. W innych kwestiach gorzej. Ze zdumieniem przeczytałem o uznaniu, jakie budzą wypowiedzi księdza Isakowicza Zaleskiego. Czyje uznanie? Przecież kilkakrotnie dostawał zakaz publikacji, a głoszone przez niego idee są jaskrawo sprzeczne z zasadami religii katolickiej i chrześcijańskiej w ogóle. Śledzenie ewentualnych przewinień konkretnych osób i domaganie się dla nich kary na tym świecie to ewidentny brak wiary w sprawiedliwość boską.
Z kolei o śledzeniu nieprawości kapłanów można by powiedzieć to samo, ale nie można. Nie można, gdyż ksiądz Lemański nie zajmuje się szczególnie grzechami kapłanów tylko zamiataniem tych grzechów pod dywan. Zamiatanie jest podstawowym źródłem, z którego wypływa strumień byłych wiernych. Sam mam w rodzinie co najmniej 4 osoby, które odeszły od kościoła z powodu molestowania przez kapłanów w dzieciństwie lub w latach licealnych. Jeżeli zamiata się pod dywan aborcję, do której kobietę przymusza ojciec dziecka – kapłan, który wychodzi z całej afery bez kościelnego szwanku, to księża, którzy wierzą w to, co głoszą, nie mogą pozostać obojętni. Oczywiście można podejść do tego spokojnie. Powiedzieć, że przez 2000 lat nieprawości kościoła wiara się ostawała. Ja sam w to nawet wierzę i uważam, że im więcej nieprawości kościoła, tym większa zasługa pozostania przy wierze. Ale z nauki Chrystusa wynika, że nie wolno być obojętnym na zło. Najbardziej ostre wypowiedzi Chrystusa nie dotyczyły jawnogrzesznicy czy celników tylko kapłanów i ludzi najbardziej religijnych – faryzeuszy. Groby pobielane, jak bardzo to określenie pasuje do dzisiejszych świętoszków i części kapłanów.
Wreszcie brak zainteresowania dla zbrodni popełnianych w majestacie prawa – aborcji, i in vitro. Akurat w takich sprawach ksiądz powinien się wypowiadać. Myślę, że ogólnie przypominać o istocie aborcji, do której społeczeństwo przyzwyczaiło się jako do czegoś zwyczajnego i traktowanego nawet jako rodzaj antykoncepcji, ksiądz ma prawo. Ale o szczegółach różnych sytuacji związanych z aborcją czy in vitro ksiądz powinien wypowiadać się w konfesjonale. Tam można roztrząsać wszystko szczegółowo. Ogólnie Chrystus mało mówił o konkretnych nieprawościach. Bezpośrednio piętnował handel w świątyni i obłudę kapłanów. Kazał miłować bliźniego, zarówno świętego jak grzesznego. I księża też na tym powinni się koncentrować w publicznych wypowiedziach.
Nie czytałem dokładnie wypowiedzi księdza Lemańskiego na temat in vitro, ale z tego, co przeczytałem, widzę, że bardzo dobrze zna to zagadnienie. Jeżeli twierdzi, że nie napisał ani jednego zdania sprzecznego z nauką KK, ja mu wierzę bez zastrzeżeń. A nie wypowiadał się, co jest grzechem, a co nie jest, tylko o istocie procesów.
Oj, już nie krzycz, fomo, nie krzycz, już się biorę za czytanie kawy nad prasą. Wczoraj prawie do północy miałam pod domem koncert tanz metal, to chyba mogę być dzisiaj nieco przygłuszona? Dzisiaj kolejny koncert. I operator napisał, że przez jakiś (!) czas będą problemy z zasięgiem, bo pracuje nad jego poprawieniem. I kran kapie – bo pan hydraulik go niedawno poprawiał. I w pracy… a poza pracą… Tak w ogóle, to poproszę o legitymację spanielki na dziś, przynajmniej do 16.00. 😳
Dzień dobry 🙂
Foma, Ty przy budzeniu uważaj, żeby najpierw zbudzić rozum. Bo jak on jeszcze śpi, a pobutka już się zaczyna, to wiesz, co się może porobić… 😯
Ale przeczytanie herbaty to nie jest taki zły pomysł. 😀
Ago, mogę Ci pożyczyć swoją legitymację. Do 16.00 chyba nie będę potrzebował. Tak przynajmniej mam w planie. 😉
kto rano przeczytał herbatę, ten wieczorem może nawet przełknąć trzy programy informacyjne 😎
Na jedną taką:
Radzę każdej kreaturze:
lepiej dawaj stąd drapaka,
nie chciałbym być w twojej skórze,
gdy cię dorwie jedna taka…
Dzień dobry
zeen 🙂
Poslusnie hlasim, że najpierw dorywam samą siebie, taki mam porąbany obyczaj 🙂
Dzień zapowiada się dobry, mimo, że pochmurny.
Wczoraj, po koncercie King’s Singers, świętowałam:
https://www.facebook.com/events/533753326688323/
Nie zdążyłam jeszcze doczytać zlinkowanych artykułów. TP na stoliku nieotworzony. Ale przynajmniej dwie kawy wypite 😉
Z tytułów i odgłosów domyślam się w czym rzecz.
Szczerze współczuję księdzu Lemańskiemu 🙁
A równoczesnie się cieszę i jestem dobrej myśli. Nie, nie kpię sobie. Naprawdę uważam, że hierarchowie są na najlepszej drodze do popełnienia mentalnego samobójstwa. Ja im w tym przeszkadzać nie będę 👿
Jest takie porzekadło „kogo Pan Bóg chce ukarać, temu najpierw rozum odbiera”. Najwyraźniej odebrał. A że najciemniej jest zawsze przed świtem, to insza inszość. Trza to przetrzymać 😎
Poszłam tak późno spać, że nie mogę rozumu dobudzić i nawet herbaty nie przeczytam.
Złości mnie, że dwóch ludzi, którzy założyli stronę księdza na FB cały czas nadają o pieniądzach, kiedy w ogóle nie maja one nic do rzeczy.
Tłumaczyłam to wczoraj razem z Zuzanną Radzik, autorką artykułu, ale do tych ludzi nic nie dociera.
Obawiam się, że narobią więcej szkody niż pożytku.
W portalu na temat, wyciągnęli tą kwotę z kontekstu, żeby uczynić własny tekst bardziej poruszającym.
Ksiądz nie jest majętny, bo uzyskane środki przeznacza na rzecz parafian, ale biedakiem też nie jest.
Za tzw. własne środki zorganizował świetlicę dla dzieci, która jest ośrodkiem kulturalnym tej miejscowości
i plac zabaw wyposażony w drewniano-sznurowe elementy dla młodszych dzieci.
Parafia jest obok szkoły, po drugiej stronie ulicy, więc dzieci mają blisko i chętnie tam przychodzą.
Czytanie herbaty mi nie pasuje jakoś. Co innego kawa; tę czyta się dobrze nad gazetą a nawet książką. Aromat kawy silny, nie trzeba go kontemplować. Herbata delikatna, czytanie rozprasza. To sprawa indywidualna oczywiście. Wierzę, że komuś lepiej czyta się herbatę.
Czy mogę otwartym tekstem? Kto przeciw? Nie widzę, to dawaj. 😉
Rozumiem, że dla księdza porzucenie stanu kapłańskiego musi być olbrzymim życiowym dramatem. Ale w Polsce, w przypadku księży samodzielnie myślących i odważających się głośno, publicznie mówić, co myślą, rozstanie z kapłaństwem coraz częściej wydaje się być „naturalną koleją rzeczy”. Przykłady wszyscy znamy. Po prostu w tej chwili, przy obecnym nastawieniu kościelnej góry, chyba nie ma możliwości pogodzenia myślącej, otwartej głowy z wymogami posłuszeństwa i polityką episkopatu. Można próbować przez jakiś czas lawirować, ale wcześniej czy później dochodzi do ściętki i niewygodny ksiądz ma tylko dwie możliwości: zamknąć się (dokonując gwałtu na swoim sumieniu), albo wyjść ze struktur.
Oczywiście, pozbywanie się krytyków jest dla każdego systemu na dłuższą metę samobójcze, ale na krótką najwygodniejsze, nawet jeśli wiąże się to z pewnymi stratami personalnymi, wizerunkowymi czy innymi. Kościół wybiera rozwiązania taktyczne, nie strategiczne i w zasadzie – jak Jagodę – nie bardzo mnie to powinno martwić 😉 ale zawsze odczuwam przykrość, kiedy konkretni, przyzwoici ludzie na tym cierpią.
Swoją drogą, wewnętrzni krytycy Kościoła przypominają mi czasem niegdysiejszych dysydentów partyjnych, którzy próbowali naprawiać „błędy i wypaczenia”, starannie unikając atakowania instytucji, systemu i dogmatów. Czy to się może udać, pozostawiam ocenie lub wspomnieniom Szanpaństwa. 😉
Można by powiedzieć: nie mój cyrk, nie moje małpy, ale…
Można by powiedzieć: nie pasuje ci, to się wypisz, ale…
W tych ale jest cała troska o stan naszego państwa, w którym KK odgrywa dużą, często zbyt dużą rolę i ignorowanie tego na zdrowie nikomu nie wyjdzie. To uzasadnia prawo do krytyki tegoż KK przez będących po za nim. Łatwo byłoby powiedzieć księdzu Lemańskiemu: nie walcz z wiatrakami, odejdź.
Niewykluczone, że to w końcu zrobi, możliwe jest również wyrzucenie go przez naszych hierarchów, co chwały też nikomu nie przyniesie Ale…
Widzimy, jak niewielu jest księży odważnych i mądrych, którzy podejmują próby naprawy polskiego kościoła i cieszymy się, że jeszcze tacy się zdarzają. Jeśli oni zrezygnują, oddadzą walkowerem nas wszystkich: wierzących i niewierzących. Wpadniemy w łapy czarnego luda w sensie dosłownym i w przenośni. Najgorsze, że postawa hierarchów ma wielki wpływ na licznych polityków, którzy nam kształtują kraj, licznych serwilistów, którzy dla kariery, którą wciąż łatwiej zrobić z poparciem KK niż bez tegoż poparcia, bezkrytycznie będą przyklaskiwać w większości przypadków, niestety, niemądrym pomysłom.
Jestem w trakcie przedwyjazdowych zabiegow fryzjerskich, wiec tylko wspomne, ze zgadzam sie bardzo z zeenem.
Tak, tak. Tyc przyzwoitych nalezy holubic i miec nadzieje, ze beda dalej niesc swoj krzyz, ku dobru wspolnemu wszystkich – wiernych i niewiernych jak my z Kotem. Choc mam tez ogromny szacunek dla integrity osob takich jak prof. Obirek, ktory powiedzial: dalej czterech liter nie przeskocze, dalej sie nie da.
Nowy format i czcionka stron GW wybitnie unfriendly dla astygmatykow. Poprosze o cieniowane litery w tytulach z powrotem, bo te grubasy sie zlewaja w jedna czarna wstazke. ! Roman, please.
Ja się z Pieskiem tym razem nie zgadzam. Zasadniczo. Ksiądz ma swoje powołanie, swoich wiernych i powinien im służyć najlepiej jak potrafi, zgodnie ze swoim sumieniem. Z dogmatami polemizować niech nie próbuje, bo to nie jego zadanie. A dogmaty w niczym nie przeszkadzają. Posłuszeństwo jest winien przełożonym w sprawach wiary, a w innych niekoniecznie. Pewnie, że niepokorny ma ciężko, ale gdzie niepokorny ma lekko?
To było w sprawie księży, a w sprawie dysydentów partyjnych podobnie. Dysydenci partyjni objawili się chyba po raz pierwszy na szerszą skalę w 1968 r. Właściwie oni sami wtedy nie uważali się za dysydentów, to dysydentów z nich zrobiono. Oni tylko mieli czelność ujawnić swoje poglądy na różne sprawy. Ale potem już nigdy nie było tak samo. Coraz więcej członków PZPR od czasu do czasu ujawniało poglądy nie całkiem zgodne z „linią partii”. Ja wówczas nie wierzyłem, że z tego może cokolwiek dobrego wyniknąć. Nie wierzyłem też, że ma jakikolwiek sens wstępowanie do PZPR aby tam próbować czegoś dobrego dokonać pomimo wszelkich trudności. Tym, którzy taką chęć zdradzali, gorąco to odradzałem. Jednak bez tych ludzi, którzy tam wstąpili i się do cna nie zdemoralizowali, nie byłoby chyba 4 czerwca 1989 i jego konsekwencji. 64% miejsc w Sejmie miała PZPR. A jednak ten sejm działał bardzo dobrze i całkowicie oderwał się od BP PZPR. Wśród kandydatów PZPR byli ludzie znani z zacności i na nich właśnie głosowano. Przepadła „lista krajowa” z partyjnymi prominentami, weszli z PZPR ludzie, którzy wspierali rząd Mazowieckiego. Dlatego teraz przyznaję, że potępianie przeze mnie wstępujących do PZPR, jeżeli chcieli tam coś naprawiać, nie było słuszne.
Dysydencja zaczela sie od Listu Kuronia i Modzelewskiego do Partii, a to byl chyba rok 1964. Potem byl List 34 (pisarzy) i to byl chyba jeszcze ten sam rok, a moze 1965.
Tak na marginesie. Dlaczego wszędzie muszą być dysydenci, czyli zdrowo myślący margines w przeważającej masie sobiepaństwa, prywaty i korupcji? W kościele, polityce, instytucjach państwowych, a nawet w wielu prywatnych. Widać to nie specyfika tych instytucji tylko polskiego społeczeństwa. Takich mamy polityków, dyrektorów, kapłanów, jakich społeczeństwo wydało. Cieszę się, że wydaje i innych, ale żaden patriota nie wmówi mi, że polski naród szczególnie wyróżnia się na korzyść na tle innych. Ja też nie przestałem być patriotą, ale rozumiem patriotyzm jako wewnętrznie odczuwany obowiązek działania ku pożytkowi społeczeństwa i kraju, a nie wychwalania ich wbrew zdrowemu rozsądkowi. Ku pożytkowi kraju jest nazywanie rzeczy po imieniu i ujawnianie wszelkiego zła, jakie się dzieje. Tak samo chyba ksiądz Lemański rozumie działanie dla dobra kościoła i wiernych. Mówi, co go boli.
Kto się zgadza z zenem
w całości,
ten już zjadł bochenek
mądrości
😎
Stanisławie,
nieśmiało odważę się przypomnieć, że bycie dysydentem nie daje monopolu na zdrowe myślenie. Niekoniecznie wiąże się to także z marginalizacją.
Przykładów można mnóstwo, ale przypomnę Natolińczyków za PRL i wskażę obecnych: PISS 😉
Nie jestem pewien, czy można ten list uznać za dysydencję. Nie przekroczył on chyba przyjętych norm partyjnych, bowiem nie był ujawniony poza strukturami PZPR. Był wysłany do władz partyjnych i był czytany na zebraniach partyjnych. Takie rzeczy były tolerowane, ale w tym przypadku tekst wydał się władzom nadmiernie niebezpieczny. W listopadzie 1964 roku obaj zostali wyrzuceni z PZPR, Modzelewski także z ZMS. Wówczas napisali list otwarty, który był już szerzej rozpowszechniony, ale to już nie byli partyjni dysydenci, bo byli z partii usunięci. Tekst pierwszego dokumentu nie był znany szerokiej publiczności. Propaganda partyjna i SB-cja informowały o skrajnie maoistycznej i totalitarnej wizji państwa michnikowsko-modzelewskiego. Ciekawe, że teraz te same sformułowania żywcem przepisane z materiałów propagandowych PZPR można przeczytać w mediach prawicowych:
http://prawica.net/node/12280
Na dobro prawicy mogę podać tylko tyle, że w przeciwieństwie do propagandy partyjnej podaje też trochę prawdziwych postulatów, jak likwidacja cenzury i wielopartyjność, które zadają kłam tytułowym hasłom.
List 34 był nawet wcześniej, bo w marcu 1964. Trudno tu mówić o dysydentach, gdyż bardzo wielu sygnatariuszy nie było członkami partii. Temat był w gruncie rzeczy drobny – przydziały papieru i zaostrzenie cenzury. Mógł być przez władze zbagatelizowany, ale nadano mu wielką rangę. Nie postulował likwidacji cenzury tylko sprzeciwiał się jej zaostrzeniu.
W rezultacie nie wiem, czy można te dwa dokumenty uznać za dysydenckie, ale na pewno były to pierwsze znaczące akty odwagi polegającej na wyrażeniu myśli niemiłej władzy.
W tamtym momencie tym bardziej wydawać się to mogło porywaniem z motyką na słońce. Jednak bardziej pasuje tu porównanie z kroplą wody i skałą. I ci porządni księża też takie krople stanowią. Nie mogą się poddawać, a zrzucenie sutanny takim poddaniem by było.
Księdza obowiązuje wierność Ewangelii. Jeżeli dogmaty i przełożeni pozostają w niezgodzie z Ewangelią, ma moralny obowiązek sprzeciwu. Jezeli tego nie zrobi, czym, w wymiarze etycznym poza skalą zła, będzie się różnił od tych, którzy „tylko wykonywali rozkazy”.
Dogmaty jest to twierdzenie bezwarunkowe i nie podlegające podważaniu. W KK funkcjonuje tzw. Magisterium Kościoła, które ogłasza lub modyfikuje dogmaty. Magisterium to biskupi z biskupem rzymskim na czele. Papież może ogłosić dogmat sam, natomiast biskupi tylko wspólnie z Papieżem, na soborze. W tej sytuacji nie wyobrażam sobie, aby ksiądz mógł uznać, że dogmat jest sprzeczny z Ewangelią i powinien to ogłosić wiernym. Wśród wiernych nieraz dochodzi do dyskusji nad dogmatem o niepokalanym poczęciu (czyli poczęciu NMP przez Jej rodziców bez grzechu pierworodnego) czy poczęciu Chrystusa z Ducha Świętego. Akurat dla mnie jest to całkiem bez znaczenia i w niczym mi te dogmaty nie przeszkadzają. Dlatego nawet nie próbuję poddawać ich sobie w wątpliwość, bo po co?
Natomiast przełożeni w niezgodzie z Ewangelią to zupełnie inna sprawa. Tutaj ksiądz ma obowiązek sprzeciwu i dobrze, że są księża, których stać na sprzeciw.
Bardzo się cieszę z niezgadzania się ze mną, bo pozwalając na to wykazuję, że jako satrapa czymś się różnię od biskupów. 😆
„Dogmaty” w swoim poście powinienem był wziąć w cudzysłów, bo nie chodziło mi o dogmaty religijne w ścisłym znaczeniu, tylko o pewne (rzekome) „prawdy”, których na mocy niepisanej umowy podważać nie wolno. Przyjaźń ze Związkiem Radzieckim jest z natury dobra. PGR-y są cacy. Partia zawsze wie lepiej. Nieposłuszeństwo wobec kościelnych zwierzchników jest z natury złem. In vitro jest be. Biskupi zawsze wiedzą lepiej. Itede.
Oczywiście nie byłoby Lutra ani innych reformatorów, gdyby tego typu „dogmatów” nie zaatakowali. Ale, jak uczy historia, po takich atakach struktura ich odrzucała. Musieli z niej wyjść, czy to powodując schizmę, czy usuwając się na bok i krytykując spoza struktury. Ceną za pozostanie było niemal zawsze ugięcie się i zamilknięcie, w najlepszym wypadku krytykowanie w jakimś wąskim gronie, bez szerokiego oddźwięku. Dlatego jestem dość sceptyczny wobec możliwości pozostania w Kościele i dalszego, swobodnego krytykowania go, o ile się nie jest papieżem. 😉 Ale oczywiście niczego nie przesądzam, bo nawet w Kościele cuda się zdarzają. 😈
Z zeenem całkowicie się zgadzam, bo jego wywód w niczym się z moim nie kłóci. 😉 Też uważam, że dobrze by było, gdyby Kościół znajdywał krytyków we własnych szeregach i że taka krytyka jest wiele cenniejsza niż zewnętrzna, nie bardzo tylko wierzę w to, że „na obecnym etapie” ta instytucja w Polsce jest w stanie konsekwentną i długotrwałą wewnętrzną krytykę dopuścić. I obym się mylił. 🙄
A ja sie absolutnie i kategorycznie NIE ZGADZAM i pod ciezkimi torturami sie NIE ZGODZE, ze krytka wewnatrzkoscielna jest wazniejsza niz pozakoscielna. Gdyby Kosciol byl samotna wyspa zawieszona w przestworzach, to nie mialabym nic do gadania. Ale poki jest nie tylko osadzony w spoleczenstwie, dopoki uwaza, ze spoleczenstwo „wychowuje”, dopoki uzurpuje sobie prawo dyktowania jakie nalezy uchwalac prawa swieckie, dopoki jest utzrymywany z pieniedzy podatnika, dopoki rozopoczyna wszystkie panstwowe uroczystosci, dooki wtrynia swoj dlgi nos ludziom do lozka nie pytajac o pozwolenie, dopoki uwaza, ze wladze nad kobiecym brzuchem sprawuje w ramach „kompromisu”, choc o to kobiet nie pytal, , DOPOTY krytyka spoza struktur i wiernych Kpsciola jest wazniejsza niz krytyka wewnatrzkoscielna!!!!!!!
Dopóki Kościół chce wpływać na świat poza nim, jego krytyka z zewnątrz jest jak najbardziej uprawniona i tu rzeczywiście nie może być wątpliwości. Jak Bóg Kubie tak Kuba Bogu. 😉 Będę się natomiast upierał, że krytyka wewnętrzna jest cenniejsza (nie ważniejsza, bo to nie całkiem to samo) w sensie możliwości realnych zmian. Jak twierdzi teoria systemów, żaden system nie zmienia się strukturalnie pod wpływem bodźców zewnętrznych (od tych bodźców może się co najwyżej zacząć szminkować lub całkowicie załamać), można go zmienić wyłącznie od wewnątrz. Przy krytyce tylko zewnętrznej może raczej pojawić się syndrom oblężonej twierdzy. Znaczy, bez zewnętrznych krytyków zmiany i tak mogą się dokonać, ale bez wewnętrznych ni ma takiego źwirza. 😉
Nie, Piesku, nie „uprawniona” tylko ZNACZACO istotniejsza niz krytyka wewnatrzsrodowiskowa.
A zmieniac Kosciol od wewnatrz niewiele sie rozni od zmieniac Partie od wewnatrz. Wielu probowalo, roznie siebie nazywali: lewymi eserami, mienszewikami, partyjnymi reformatorami.
Wszescu co do jednego gryza ziemie, a imion ich juz malo kto pamieta. No, moze poza Trockim, znanym dzis glownie z tego, ze zaciukali go w Meksyku i ze mial romans z Frida.
No to tu się będziemy pięknie różnić, bo ja nadal będę uważał swoje, a właściwie nie tylko swoje, ale i tych teoretyków od systemów. 🙂
Partyjnym reformatorom nie udało się wprowadzić zmian w porę, bo partie tzw. realnego socjalizmu krytykę skutecznie blokowały lub spychały na margines i wiadomo, jak się to skończyło: rozwałką całego systemu (któremu zewnętrznych krytyków, zwłaszcza pod koniec, bynajmniej nie brakowało). On, zgodnie z teorią 😉 musiał upaść wskutek unicestwienia mechanizmów autokorygujących. Gorbaczow niby czegoś tam próbował, ale ta musztarda była już dawno po obiedzie.
Gdyby te mechanizmy nie zostały zablokowane, KPZR czy PZPR mogłyby się stopniowo przekształcić w „normalne” parie typu socjaldemokratycznego i historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Ale oczywiście nie chodzi mi o to, żeby sobie pogdybać. Fakty są takie: cały ogrom zewnętrznej krytyki i bodźców naciskowych nie doprowadził do zreformowania się systemu, tylko do jego upadku. Czego zresztą realnemu socjalizmowi serdecznie życzyłem, ale Kościołowi nie muszę życzyć. Potrafię sobie wyobrazić, że mógłby odgrywać bardzo pozytywną rolę społeczną, gdyby umiał się zmienić i stać rzeczywistą ewangeliczną wspólnotą wiernych, opartą na miłości bliźniego.
Najwyraźniej zostałam w sposób nieodwracalny skażona duchem Reformacji. Znam naukę Kościoła i na temat dogmatów i na temat Magisterium. Ale się z nią nie zgadzam. Z czego będziemy rozliczani na Sądzie Ostatecznym? Przecież nie z posłuszeństwa.
Kościół potrzebuje zarówno krytyki wewnętrznej jak i zewnętrznej. I powinien się w nią wsłuchiwać z uwagą i powagą. Dla dobra własnego i środowiska, w którym żyje.
A czymzez, Piesku, rozni sie hierarchicznosc Partii do hierarchicznosci Kosciola? Moze tym jedynie, ze Partia jednak dopuszczala „krytyke konstruktywna’; przewodniczacy kolchozu, choc nalezy do Partii to chleje i kradnie zyto, trzeba by z nim cos zrobic, chocby poprosic panow Kukryniksy aby machneli odpowiedni rysunek w Krokodylu. . Towarzyszka Kowalska na wyjezdzie na Zlot Bojownikow o Pokoj i Demokracje puszczala sie z Murzynami, przynoszac nam wstyd. Wpiszemy jej duscyplinarke do akt.
Nie pamietam aby Kosciol kiedykolwiek godzil sie na „krytyke konstruktywna” : ksiadz pleban nie chcial uczestniczyc w mszy zalobnej, bo rodzina nie chciala zaplacic tyle ile sie proboszczowi marzylo. Arybiskup Glodz za duzo chleje i ludziska sie gorsza, trzeba go upomniec.
Jesli nawet w Kosciele istnieja jakies procedury karania, nie za obrone Nergala czy in vitro, ale za pospolite wykroczenia i nawet przestepstwa, to odbywa sie to przy drzwiach zamknietych i nigdy sie o tym nie dowiadujemy.
Jesli krytyka od wewnatrz jest tak zle widziana i grozi konsekwencjami sluzbowymi, jak przeniesienie Lemanskiego do Koziejdupy Gornej i wreszcie uciszenie go nalozeniem kaganca, to sam widziesz, Piesku, ze daleko na tej krytyce nie zajedziesz.
I prosze Cie, nie machaj mi przed nosem jakimis „systemami”, bo i tak nie mam pojecia o czym Ty mowisz. Ja jestem prosta baba i do mnie trzeba prostemi slowamy.
Nie, nie, nikt Go nigdzie nie przenosi.
Pozbawia się go probostwa i finał.
Wszczęto procedurę pozbawienia parafii i to wszystko.
Mogę to napisać, bo jest już publiczną tajemnicą.
No bo jest nieporownanie wiekszym gorszycielem ludu bozego niz arcybiskup Flaszka.
Zanim się pokłócicie, ustalcie przedmiot. 🙂 Kto jest wewnątrz chociażby, a kto nie? Hierarchia, tak. Księża, zakonnicy. Kto jeszcze, od którego miejsca zaczyna się zewnętrze? Jak kogoś oseskiem ochrzcili i potem się nie wypisał, bo mu się nie chce, to on daje głos wewnętrzny czy jaki? Czym to mierzyć i po co?
Ja bym sadzila, ze glosami wewnetrznymi sa, procz samego duchowienstwa, w pierwszym rzedzie ludzie zwiazani z kosciolem wiara, emocjami i przekonaniami, ktorzy zabieraja publicznie glos: tacy jak Terlik, Zuzanna Radzik, Bortnowska, Szostkiewicz, Grabska etc, a takze zwiazane z Kosciolem media jak TP czy RM. . Ale takze i tacy ludzie jak Jagoda czy Siodemeczka. Z wiekszoscia tych imion Kosciol sie kompletnie nie liczy. Co nie znaczy ze ich glosy nie ksztaltuja opinii pozakoscielnej. Very much so -czy kiedy pozakoscielni sa przeciw jak w wypadku Terlika czy RM, czy kiedy sa za, jak w wypadku Radzikowny czy Siodemeczki. Akurat opinia spoza Kosciola bardzo uwaznie wsluchuje sie w glosy „koscielnych” i ma dzieki temu znacznie lepsza perspektywe na te sprawy i lepsze zrpzumienie ichniej wrazliwosci i niepokojow. Dlatego glos ks. Lemanskiego jest dla mnie tak wazny. Choc oczywiscie w takich sprawach jak przestrzeganie rozdzialu Kosciola od Panstwa czy sprawa krzyza w Sejmie zdanie „koscielnych” nie jest konieczne.
Cytat Dnia:
„Prześladowanie prof. Jasiewicza przywołuje pamięć o najczarniejszych praktykach terroru komunistycznego skierowanych przeciwko wolności nauki” –
Trzeba byloby cos zrobic z tymi terrorystami z PANu, a nie przelewac z pustego w prozne.
Pod listem jest podpisany Kwiat Polskiej Nauki: prof. Bender, mgr Zaryn i inni uznani koryfeusze.
Swoje zapotrzebowanie na legitymację spanielki przewidziałam z dokładnością do 10 minut. 🙂 Dziękuję, legitymacja na miejscu, czeka nienapastliwie na kolejnych potrzebujących. Doczytam potem, bo muszę pilnować hydraulika.
Ja też dyskusję przekładam na potem, bo musiałem przeprowadzić akcję ratowniczą, czyli wyrwać sikorkę ze Strasznych Pazurów 👿 i zaprowadzić ją do weta, żeby sprawdził stopień poturbowania (na szczęście niewielki), a teraz już kolacją muszę się zająć.
Przy okazji akcji R dowiedziałem się, dlaczego ptactwu lepiej dawać mączniaki suszone niż żywe. Bo taki mączysty łajdak potrafi ptaka ugryźć w przełyk od środka! 😯
Mam takie niejasne wrazenie, Bobik, ze wybrales lojalnosc wzgledem nieznanej blizej Ci przybledy, niz kochajacego czlonka wlasnej rodziny. I wcale sie tego nie wstydzisz.
No, ja bym sie jednak wstydzil….
Kocie, nie rób Bobikowi wyrzutów, bo zapewne sumienie wystraczająco go już gniecie. Gdy odebrałam kiedyś Furkotowi zwłoki sikorki, przez pół dnia patrzył na mnie takim wzrokiem, że prawie przyniosłam mu ją z powrotem. I jeszcze chodził za mną i pytał, gdzie jest „aaaaa”. A ja wiem, że Furkot na ptaszki mówi „aaaaa”, czyli pytał o tę sikorkę. Bardzo mi było głupio, że musiałam mu tę ptaszynę ukraść podstępnie, no ale jakoś nie lubię zdechłych ptaszków u siebie w domu 🙄
Yhm…
Ja ze swoim chodzę na spacery. Wiąże nas ze sobą długa, rozwijana smycz, jakie reakcje ludzi spotykamy – pominę, na szczęście coraz ich mniej.
Prowadzi mnie, gdzie chce. Robi przystanki, podjada trawkę, obserwuje ptaszyska. Okoliczne już go znają i specjalnie paradują mu przed nosem z kpiącym uśmieszkiem na dziobach. Zanim ruszy swój tłusty kuper, one już dawno daleko. Ale czasem zaczyna: przyczajka, kiw, kiw w lewo, w prawo dupskiem i … spogląda na mnie, bo ja już się chichram, wiem, czym się to kończy. I wtedy odpuszcza. Jak udam, że nie widzę, to nawet wykona ruch w stronę ptaszyska, tyle, że w tym szybszy byłby ślimak…
Oto, co robi ze zwierza kanapa.
Krótkie „dobry wieczór”. 🙂
Łazienka 21. wieku!!!! To się chiba nigdy nie skończy.
A potem na nowo obstalować drzwi do piwnicy (z wyburzeniem ściany!), nowy właz ze schodami na strych….
Kosiłam trawę wysoką do kolan….
Potem piłam piwo z klasztoru Andechs. ( 🙂 )
Zeenie, jestem pod wrażeniem. Bardzo zazdroszczę każdemu człowiekowi, któremu wolno za Kotem nieść smycz.
A można zapytać w czym wyraża się łazienki XXI wiek…?
No, ja mieszkam w bloku i nie mam możliwości dawania swobody. Dużo wokół kotków z bloków poginęło. Pozwalano im swobodnie chodzić. Pełno wokół karteczek ze zdjęciem i prośbą o informację, jakby ktoś widział. Słychać też płacz.
Dobrze, że Twój kot zaakceptował smycz.
Tak swoją drogą, to chyba ponownie spróbuję Furkota przekonać do smyczy. Za pierwszym razem to była porażka. Ale wtedy był jeszcze bardzo wystraszony i gryzł nas okrutnie. A teraz nabrał zaufania i pozwala się wykąpać, a nawet wyciągać kleszcze spod ogona… 🙂 Może tym razem by się powiodło. Moglibyśmy chodzić na spacery nad morzem albo pojechać na wieś. A tak, kiedy chcemy spędzić dzien poza domem, kot kisi się w mieszkaniu, a my musimy wcześniej wracać.
Moi jeździli z Kotem na wieś bez smyczy, ale za to na motorze. 🙂 Kot tkwił pod kurtką, za pazuchą pasażerki. Nie protestował na te eskapady, bo wieś lubił, zwłaszcza od strona drzew do wspinania. Od chałupy wolał się jednak nie oddalać i kiedy widział,że jego ludzie zbierają się do odjazdu, sam się pakował pod kurtkę.
Ale jak znam życie, nie każdego Kota da się przekonać, żeby miał do wycieczek tak rozsądny stosunek. 🙄
ad. Zeen : łazienka wieku XXI. wyraża się w: wymianie kanalizacji (była poniemiecka), dociepleniu (końca nie widać) przegród, w montażu przy łazienkowej umywalce podgrzewacza c.w.u (łazienka jest na 1. piętrze, kocioł 2-funkcyjny w piwnicy), montażu baterii prysznicowej termostatowej, montażu zestawu prysznicowego Eco pozwalającego na oszczędność wody do 40% …. W łazience będzie szafa, wiszący kibelek,nowe ciepłe ściany, inteligentna wentylacja (nie wiem, co to jest!)…..
2 butelki Doppelbock dunkel złagodziły mój ból…. 🙂
PS. Wywalczyłam odchudzenie łazienkowej szafy. Płytki podłogowe i ścienne – kompromis (czyli stanęło na moim! 🙂 )
Dobranoc Wszystkim! 🙂
Mordechaju, zupełnie nie rozumiem, dlaczego robisz mi zarzut z mojego miłosierdzia wobec przybłęd. Przecież nawet Mocni, Twardzi Mężczyźni przestrzegają zasady „miłuj ptaszka swego jak siebie samego”. 🙄
Smycz!
Stara z E. tez miala taki pomysl na nas z Bratem. Ze niby za duzo samochodow wokol i takie tam.
Kupily wiec dwie rozwijane specjalne smyczki cieniutke. Czerwonego koloru, rozwijaly sie chyba na piec metrow. Do smyczek szeleczki, tez czerwone, bardzo piekne. Wystroily nas z Bratem w te szeleczki i we czworke przed dom, gdzie jest piekny zadbany trwanik.
Chetnie tam poszlismy na tych czerwonych sznurkach. W drodze na trawnik zastanawialem sie gleboko jak z tych szeleczek wyjsc. Brat spogladal na mnie z wyrazem na mordzie, ze chetnie nauczy sie jesli cos wymysle.
No i oczywoscie wymyslilem zanim doszlismy. To sa dwa zreczne ruchy calego Kota (a raczej wtredy kociaka) i szeleczki zostaja na trawie.
Stara z E. az zdebialy z wrazenia. Zachecilem Pikwika aby tez sprovbowal. Poczatkowo mu nie bardzo wychodzilo, ale zaraz zlapal na czym ten numer polega.
Wtedy Stara, przy biadoleniu E. postanowila, ze te szeleczki zacisnie silniej. Ale jak nie zaciskala (pozwalalem jej!) wyjscie z szelek nie zabiertalo mi dluzej niz 3 sekundy.
Stara nie dawala jednak za wygrana, w jej ksiazkach stalo napisane, ze Kota mozna przyzwyczaic do szelek, wiec probowala jeszcze parokrotnie, Za drugim razem nie czekalem az przyjdziemy na trawke, tylko wysuwalem sie z szelek jak tylko zostaly zalozone. Brat tez.
Potem te szelki i ta smyczka dlugo lezaly w Szafie Psychologicznych Koszmarow dzialajac Starej na nerwy, ilekroc otwierala drzwi aby cos nowego tam wrzucic. W koncu schowala je gdzies gleboko. Powinny jeszcze tam byc, gdzies pod starymi lustrami i niekochanymi juz obrazami. .
Wymusilismy z Bratem klapke i zaczelismy wychodzic na dach garazu, gdzoe jedyne niebezpieczenstwo to te psychowate sroki.
Wychodzilismy takze na tory metra, do sasiednich ogrodow oraz do ogrodka naprzeciwko domu (trzeba bylo pezejsc przez jezdnie i Stara troche histeryzowala) .
Nie wiem jak zeen przyzwyczail Swojego. Podejrzewam, ze poczekal az Kot sie odpowiednio wytlusci i straci pewna taka zlapnosc. .
Za jego młodości byliśmy na urlopie w domu ukrytym w gęstym lesie. Jakieś 500 metrów od bramy była oddalona najbliższa ścieżka prowadząca do miejscowości, tamże stacja kolejowa już jakieś 1,5 kilometra od nas. Kocisko chodziło swobodnie. Teren wokół domu ogrodzony, ale brama za dnia otwarta.
Znikał na całe dnie, wracał przed zmierzchem. Któregoś dnia wyprawiliśmy się na zakupy w okolice stacji i tamże naszym oczom się ukazał…
Nic to, wolność miał wciąż, aż któregoś dnia zmrok zapadł, bramę trzeba zamknąć, kotka nie ma… Dziecko w płacz, my w stres, co robić, co robić…
Ja latarkę w dłoń i idę do bramy zamykać, płacz dziecka, uspokajanie żony, natłok obaw i żalu, kombinuję: może pójdę szukać… tylko gdzie, przecież teren wielki, ciemno, może być wszędzie i nigdzie.
Ja przy bramie a ten urwipołeć świeci ślipiami po ścieżce…
Radości co niemiara a następnego dnia kara: na tarasie 5 metrów na trzy proszę: jest twój, ale na smyczy, ty patałachu. Za nasze nerwy, za płacz, za przegrane powstania, za biedę, za choroby, za Polskę!
Następnego dnia znów swoboda.
Ale podróży autem nie znosi, to wręcz nie do opisania.
Nie, co prawda, jak był malutki, chodził swobodnie, bo byliśmy w stanie go dogonić, ale później gdy nie reagował na nasze wołania i zbyt długo go ścigaliśmy, poszliśmy do butiku, przymierzył kilka par, wybrał i zapłacił. Od tej pory nosi się z tym dumnie….
Właśnie, może to kwestia wyboru fasonu i koloru!
Wam to dobrze, macie KOTY!
A ja nie. 🙁
Idę spać, bo ledwo, ledwo.
Dobrej! 🙂
Haute Koture 😉
🙂 Pewnie, w pet-aporter niech sobie psy chodzą 😈
😆
Zeen, na podroz samochodem powinniscie mu sprawic Feliwaya w sprayu i dobrze koszyk tym wysprejowac. To jest koci hormon szczescia. Kiedys polecalam to juz Furkotowi.
To naprawde dziala.
To tak dziala na Kota Simona:
http://www.feliway.co.uk/
Aporter to rzecz bardzo przyjemna. I wiele sensowniejsza niż uganianie się za myszami, które wcale nie są smaczne i potem zębów z futra nie można doczyścić. 🙄
Myślę, że koty nie łapią myszy i ptaków dla zaspokojenia głodu, tylko z przywiązania do tradycji. Jak już złapią, to się raczej zdobyczą bawią, wiedzą albowiem, że jedzeniem jest tylko to, co się znajduje w kuchni, gdzie pracuje personel, na talerzach, z których personel jada, no i ostatecznie w kociej miseczce. Jedno jest pewne – jedzenie nie biega i nie lata.
Tak jest!
Ja na ten przykład zawsze w restauracji pytam, czy podadzą już zabite.
Strasznie nie lubię jak mi z talerza ucieka.
Kiedys Pickwick byl troche chory i lekarz nakazal specjalna diete (nisko bialkowa). Przynioslysmy mu od wterynarza jakies specjalne jedzenie, na ktorym mial pozostac 7 dni.
Pickwock kategprycznie odmowil nawet sprobowania.
Jeszcze tego samego dnia udalo mu sie dac drapaka przez lekko uchylone na sekunde drzwi.
Wrocil do domu 15 minut pozniej, tryumfa;nie przynoszac prawdziwe jedzenie, juz z oddlubana glowa.
Nie mialysmy serca mu zabrac.
Ale prawda jest co mowi Vesper, ze domowe koty raczej nie poluja z glodu, tylko z dobrego humoru.
W tym punkcie muszę przyznać rację Kotom, nie Ludziom. Nie ma nic bardziej pobudzającego apetyt, niż uciekające jedzenie. 😎
I to się nazywa Kultura Jedzenia! Kto to widział, żeby jeść jedno udko, gdy drugie jeszcze gotowe uciekać, fe! Nie wszyscy oczywiście są Kulturalni. Furkot zna na przykład takie dwie (a może i trzy, bo ich nie sposób się doliczyć) z sąsiedniej kamienicy, co w ogóle nie mają Manier. One co złapią, to zjedzą. Chyba że jakiś duży, czarny i bardzo Kulturalny kot zdąży im To ukraść. Ale jak nie zdąży, to zjedzą, dzikuski jedne. Zachowują się, jakby nigdy nie było antyku, gotyckich katedr, holenderskiego malarstwa, Oświecenia, rewolucji przemysłowej… Jakby się u neandertalczyków wychowywały! A do tego biegają po płocie, podczas gdy Kulturalne Koty statecznie i otrożnie po nim kroczą. Dlatego trzeba je wypraszać z ogrodu, czasem samą godnościom osobistom, czasem z uzyciem brutalnej siły. Kulturalne koty potrafią wyczuć, kiedy zastosować perswazję, a kiedy uciec się do przemocy 😎
😆
Dobrej nocy 😆
Dobry wieczór nocny 🙂
Ja tylko na chwilę, bo padam. Wykrakałam niegdysiejsze sezony 🙄
Zeen, stworzyłeś summa blogowe 😀
Niezwykle mi się spodobało, że siła wrażenia zależy od stopnia w hierarchii. Owieczka może mieć wrażeń od metra i trochę i może się tym wypchać. Natomiast wrażenie biskupa ma moc wypychania owieczek. Pan mąż twierdzi, że młyny jeszcze bardzo długo będą miały co mielić. Ja uważam, że już mielą sieczkę.
Heleno, macham Ci wyjazdowo póki mam siłę podnieść łapę 🙂
Dobranoc 🙂
no i zaś… zaś śpią, albo czytają coś nad prasą… no nic, widać niektóre elementy życia nie moga się dziać automatycznie, tylko wymagają ręcznego uruchomienia. to uruchamiam (tylko proszę się nieprzyzwyczajać, bo ja nie lubię długotrwałych… -może lepiej nie będę dookreślał…)
POBUTKA!
Dzień dobry 🙂
Ja właśnie myślałem, że foma już się przyzwycział do pobudzania i nie śmiałem wstać, zanim nie krzyknie. 😀
A wstać dziś warto, u mnie przynajmniej. Cudowny, całkiem letni dzień, z ćwierkaniem, brzęczeniem i zapachami. Aż mi w uchu zabrzmiał pamiętny przebój: 😆
http://www.youtube.com/watch?v=5gRPizIAApQ
Dzień dobry. 😀
Foma, nie wiem jaka jest pogoda u Ciebie, ale w większej części Europy, pogoda wręcz senna. Zimno, szaro, buro, ponuro i do tego siąpi lub leje. 👿
Heleno, dobrej podróży. 🙂
Ja jeszcze jestem w całości, więc nie jest tak źle z kotami. 😆
Co się uchichrałam, to moje. 😆 😆
Żebym to ja mógł być pewien, że z Kotami wszystko w porządku. Ale nie całkiem mogę. Pręgowana nie wróciła na noc i do tej pory jej nie ma. 🙁 Na razie próbuję to zwalić na jej włóczykijstwo albo ciężką obrazę za odebranie sikorki, ale z tyłu głowy jakiś niepokój jednak drapie… 🙄
Słuchajcie, czy my mamy jakiś wpływ na Rzeczywistość, która ostatno najwyraźniej dąży do zamęczenia Haneczki na ament? 👿
Może trzeba by jakąś akcję protestacyjną zorganizować, petycję do Rzeczywistości wysłać, albo co… ❓
Trzymam kciuki za szybki i bezpieczny powrot Julki.
Helena dopiero 10. odlatuje do ciepłych krajów.
Obudził mnie ryk wiertarki. Nie teraz. o 7:30. 🙁
Nowy sąsiad się urządza, budują obok dwa nowe budynki i są BARDZO pracowici, a także trwa nieustające koszenie trawników. 🙁 🙁
Ech!
myszo, podobno jestem europejczykiem, więc i pogoda europejska. bez siły woli żeby wstać, na pewno by się nie wstało. a że siła woli jedynie półboska 😎 to do godziny z budzika trzeba było doliczyć 25 minut
Miejmy nadzieję, że Panna Julka wybrała się na ksiuty. Pogoda taka, że każdemu może się z marcem pomylić 🙄
Kiedy u nas właśnie pogoda lipcowa. A ona nie wraca ranki i wieczory… 😥
Od tych pracowitych nalezy natychmiast brac namiary for future reference, bo nigdy nie wiadomo kiedy beda bardzo potrzebni. Szkola Jasiuni.
Usiluje sie spakowac i namowic Pania Doch do uprasowania lnianych rzeczy. I przygtowac pokoj goscinny na przyjazd Nicole ( w przyszlym tygodniu). I pedikiur by sie przydal, cyba, ze poprosze Audrey. I zakupy jakies.
Jest goraco.
Zaczęło się. Abepe Michalik odkrył, że media walczą z Kościołem przy pomocy papieża. 🙄
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14046948,Abp_Michalik__Walka_z_rzekomo_bogatym_Kosciolem_przy.html
A ja nie będę pierwszy donosił, kto z Londynu na H zaczął ten niecny proceder, ale jak mnie abepe zapyta, to zeznam jak na spowiedzi. 👿 Bo przecież abepe ma absolutną rację, kiedy właściwą postać Kościoła określa w haśle „bogactwo materialne, ubóstwo duchowe”. Do takiego Kościoła nie trzeba nawet dążyć – taki już jest i w utrwalaniu tej jego formuły nasz kraj niewątpliwie odgrywa rolę przodującą.
Z tymi dysydentami rzeczywiście bywało różnie. Ale Natolin i Puławska to chyba były frakcje po prostu. Ale w istocie różniły się nie tylko wizjami kadrowymi ale i programowymi, więc można by dysydenci się doszukać. Przyznaję, że Zeen słusznie zauważa, iż mogą być grupy dysydentów wcale nie marginalne. Warto jednak zbadać, czy nie były marginalne początkowo. Idee potrafią się rozprzestrzeniać.
Nie rozumiem za bardzo kontrowersji pomiędzy Bobikiem i Heleną. Dobrze Kot zauważa, że trzeba uściślić przedmiot sporu. Po uściśleniu może się okazać, że oboje mają rację. Z pewnością KK się nie zreformuje bez odpowiednio silnej krytyki wewnętrznej. Ta krytyka i ta reforma jest potrzebna mnie i innym wiernym. Bo mnie zależy na tym, żeby księża nie ustawiali mi życia w każdym aspekcie pod groźbą ekskomuniki wymagając głosowania na konkretne partie czy nawet osoby oraz wytyczając etykę niezgodną z Ewangelią. Dla osób spoza KK ta reforma może być zupełnie obojętna, bo relacje pomiędzy kapłanami a wiernymi ich nie dotyczą. Z kolei dla osób spoza KK ważne może być krytykowanie KK za wtrącanie się w sprawy państwowe, ponieważ tutaj działalność kościoła dotyczy wszystkich. Taka krytyka rzeczywiście wywołuje poczucie oblężonej twierdzy, ale może kiedyś skłoni do refleksji.
Ufffffffff… Włóczęga raczyła się zjawić. 🙂 🙂 🙂
Znam taki sprawdzony sposób na wołanie Kota. Trzeba wziąć tłuczek do schabowych, owinąć szmatą i tłuc w deskę, a Kot się pojawia. 😛
Jak mam Towarzystwo Dochodzące, to już samo udanie się do kuchni powoduje natychmiastowe pojawienie się Towarzystwa.
Fakt, ze u mnie nie ma wybiegu.
Prawda, wczoraj szczekałem, że odkładam dyskusję na potem, a potem już mi się jakoś zapomniało. 😳
Ale jak kontynuować, to rzeczywiście trzeba uściślić. Mówiąc o krytyce wewnętrznej miałem w tym przypadku na myśli węższą formułę, tzn. w praktyce duchownych, ew. bardzo zaangażowanych działaczy.
Kontrowersję z Heleną też tylko częściowo rozumiem, bo przecież ja pierwszy postawiłem w sensie systemowym znak równości między Kościołem i Partią, więc dlaczego miałbym się tu z Heleną nie zgadzać? 🙂 Natomiast co do „określania ważności” krytyki mogę jeszcze raz wyjaśnić: broń Panie B. nie uważam krytyki zewnętrznej za nieważną czy niepotrzebną i w żaden sposób nie chciałbym jej ograniczać albo lekceważyć, niemniej jednak, wnosząc z teorii i z historii, jestem skłonny sądzić, że system nie zmieni się bez wystarczająco silnego nacisku wewnętrznego. Dopóki w jakimś systemie panuje samozadowolenie i przekonanie, że „MY jesteśmy świetni, tylko jacyś ONI nam brużdżą”, krytyka powoduje co najwyżej obronę Częstochowy (he, he) – choćby do dumnego końca, czyli rozpadu. Dopiero odpowiedni stopień niezadowolenia i wzburzenie wewnątrz systemu powoduje faktyczne, nie kosmetyczne zmiany. Dlatego każdy duchowny, który głośno mówi o tym, co w jego instytucji jest złe i co trzeba by zmienić, jest „na wagę złota”.
Ale jak mnie Helena nie pobije za jeszcze odrobinę teorii 😉 to dorzucę, że krytyka zewnętrzna, choć sama bezpośrednio zmian nie wywołuje, jest tzw. irytowaniem systemu, które może (choć nie zawsze musi) zapoczątkować wewnętrzne tarcia i w konsekwencji uruchomić mechanizmy autokorekcyjne. Znaczy, Kościół nie tylko potrzebuje takiej krytyki, ale wręcz powinien być za nią wdzięczny.
A co zrobić, jak się w domu najprawdopodobniej w ogóle nie ma tłuczka? 😯
Ja tak bardzo lubię schabowe, że nie miałbym serca ich bić. 👿
Przecież mówiłam, że Julka jest na randce 😉
Bo Ty Bobiku zupełnie nie potrafisz czytać wypowiedzi abepe. Brak Ci właściwego przygotowania. ja Ci to zaraz wytłumaczę.* Kosciół nie jest bogaty. Jedynie korzysta z „bogatych środków”
http://www.pmk-sa.com/dokumenty/ksiazki/rozwazania/cz2rV1.htm
Co więcej kościół jest ubogi. Od u-Boga mieć co najważniejsze. Nikt przecież nie może oczekiwać, że ktokolwiek, w tym kościół, będzie żył w nędzy.
———————————
* za posługę cołaska, ale nie mneij niż … 😉
Moi? MOI??? ja sie z czyms z Bobikiem nie zgadzam? Zeby mi na jezyku pryszcz bolesny wyrosl, zeby mi reka uschla, ale ja sie zawze z Bobikiem zgadzam, nawet jak sie nie zgadzam!
Toi toi 😆
Toi toi? Bardzo dziękuję, wolę unikać 🙄 Myślę, że vous vous byłyby bardziej przyjazne, ale nigdy nie spotkałam 🙄
Jest OK. My z zeenkiem jestesmy na tu.
Byle nie lui lui. Luja mam już na długo dosyć. 👿
wykluły się 😀 . Teraz jeszcze wykarmić 😈
Teatr NN – laureatem Europejskiej Nagrody Europejskiej 2013 przyznanej przez Parlament Europejski 🙂
A w gazecie mówią, że właśnie będzie lui lui.
Może się pomylili, albo co.
Myślałam, ze skorzystam z ładnej pogody i pójdę z kijami, kupię coś na obiad czwartkowy i zdążę coś na wieczór przygotować, a tu młodszy zadzwonił, że chce skorzystać z ładnej pogody, więc jedzie rowerem i będzie parę godzin wcześniej.
Musiałam się migiem uwinąć z zakupami i powrotem. Z kijów nici, bo teraz już mi się nie chce wyjść.
Na dodatek naleśniki ze szparagami, zapiekane ze śmietaną i srem, okazały się mdłe i bez wyrazu.
I kto to teraz będzie jadł?
Piekne, Irku.
I przyjemnie, ze Teatr NN nagrodzony! Wasze podatki miejskie nie ida na marne.
Wejdzcie na bieliki. Jest karmienie pisklat:
http://www.lasy.gov.pl/bielik
Nie zawracaj glowy, Siodemeczko.
Zawolaj mnie lub E na mdle i bez wyrazu nalesniki, a zobaczysz jak Ci zejda z oczu w rekordowym tempie..
Gratulacje dla Teatru, należy mu się. 🙂
Chętnie oddam, Heleno.
A bieliki chyba poszły spać.
W Ustroniu pada, bociany mokną.
Wiadomość z forum:
Rozmawiałam przed chwilą z Panem Jackiem Wąsińskim. Bocianek przewieziony do pogotowia żyje , a co najważniejsze, stan Jego polepsza się. Przeżyje. Zapytałam też Pana Jacka, co sądzi o interwencjach. Powiedział, że rzeczywiście, nie należy z tym przesadzać. Jednak, jeżeli zaistnieją anomalia pogodowe (jak w Ustroniu), ingerencja jest jak najbardziej uzasadniona.
Ja tez przylece do kuchni jak uslysze rozbijanie schabowych.
Anomalia pogodowe sa chyba wszedzie w tym roku. Pewnie anomalia to nowa normalka.
Dysydenci dysydentami, ale czesto (szczegolnie w XX wieku) zmiane wprowadzily decyzje sadowe. Hip hip hurra dla sedziow.
Tez specjalne hip hip hurra dla bocianka i tej lajzy Pregowanej.
Sprawy natomiast nie maja sie najlepiej dla Ksiecia Philipa. Za to los sie usmiechnal do Ludmily Putiny. Free at last! Bedzie mogla zyc wlasnym zyciem. Pani Walesowa tego nie zrobila i jej zycie to ciagla gorycz i zawod.
To Siódemeczka też jest włóczykijka? 😀
A łajza Pręgowana chyba została utrzymanką. Na noc nie przychodzi, swoją miskę olewa (wraz z zawartością) i w ogóle się wypindrza. Ani chybi ma gdzie pójść, jak jej się coś w domu nie podoba. 🙄
Dla Teatru NN trzykrotne hau, hau, hau. Znaczy, w sumie 9 hauów. 🙂
Rezczywiscie wszystkie dzienniki zaczynaja sie od planowanej na jutro rano operacji ksiecia Edynburga, ktory w poniedzialek ukonczy 92 lat i jest jak na swoj wiek w znakomitej formie. Takze umyslowej, ani cienia staruszkowatosci.Dzis cale popoludnie spedzil na Garden Party w palacu B. i moge poswiadczyc, ze jest to ciezka harowka, bylam, widzialam – oni oboje sa caly czas na nogach, jest ogromny szpaler ludzi i do wszystkich w pierwszym rzadku pochodza i rozmawiaja ok. 1-2 minuty z kazdym i wydaje sie, ze maja mnostwo czasu. Dzis na tej Garden Party byl bardzo ozywiony i duzo zartowal i sie smial, ale nie wypuscil pary z geby, ze za dwie godziny idzie do szpitala na operacje. Stara dobra szkola. Operacje ogloszono jak juz jechal swoim samochodem do szpitala.
Operacja ma byc jak to nazwane „exploratory”, maja mu otworzyc brzuch i zobaczyc co sie dzieje, nic ponadto nie ogloszono, ale operacja jest planowana od zeszlego tygodnia. Ma pozostac w szpitalu do dwoch tygodni.
POdejrzewamy , ze ma to cos wspolnego z tym, ze mial w ostatnim roku dwukrotnie zaplenie pecherza, ale Palac bardzo prosil media, aby nie spekulowac i ze opinia publiczna bedzie regularnie informowana jak juz bedzie wiecej wiadomo co mu jest.
Wszyscy sie o niego martwimy, ale do tej pory jest on wlascowoe w swietnej formie na swe lata, i operacja serca jaka przeszedl w 2011 roku przyniosla swietne rezultaty. Ten facet, podobnie jak jego zona, nie przestaja pracowac, a lato jest zawsze ciezkim okresem dla nich, bo codziennie maja po kilka funkcji publiczych. Oprocz kilku dni garden parties (na kazdej do tysdiaca osob), jest jeszcze trooping the colurs (parada konna z okazji urodzin mnonarchini), wczoraj dluga msza w katedrze z okazji 60-lecia koronacji, no i regularne cotygodniowe rady koronne – konsultacje z premierem i paroma jego ministrami. I po pare wizyt kurtuazyjnych codziennie.
Jutro JKM ma wazna i dluga wizyte w BBC, ktorej bynajmniej nie przeklada – jej sie to raczej nie zdarza, aby cokolwiek odwolywala, choc podobno teraz z jakas wizyta zagraniczna pojedzie Karol zamiast niej, wlasnie z powodu operacji meza monarchini.. Ona tez nie szczypiorek – 87 lat.
Trzymamy wszyscy kciuki aby to z Filipem nie bylo nic zbyt powaznego.
My też trzymamy kciuki, a własciwie jeden kciuk, bo w drugiej dłoni trzymamy szampana i wznosimy toast: vive la République 😉
My tu mamy bardzo przyjemny system konstytucyjny, stary, zasluzony i szanowany, wiec cudzoziemcy niechze nas nie proponuja zman, tylko pilnuja wlasnego nosa. 🙂
Gdzieżby śmieli sugerować zmiany! Ot, własny nos im się całkiem podoba, to sobie na jego cześć wznoszą toast 🙄
Mam grać? https://www.youtube.com/watch?v=7ySPsLrInuI
Najbardziej to mi się u nich podoba: ciepła woda osobno, zimna woda osobno 😆
Miała być Marsylianka, ale się rozmyśliłam. 😀
Jasne, to wszystko z zazdrości. Kto może poszczycić się takimi widokami
Tak, tej klasy wypróżniaczej to najbardziej zazdrościmy, ona ciągle ma tam widoki 🙂
Tak faktycznie bylo, zeenku, ale ze trzydziesci lat temu. Dzis tego raczej sie nie spotyka.
Ja pamietam, ze rece myto w zlewie, do ktorego napuszczalo sie troche ziomnej i troche goracej wody. Stad Brytyjczycy byli zawsze wstrzasnieci w radzieckich hotelach, gdzie w zlewach nie bylo zatyczek. To jak mamy myc rece? – biadolili w prasie dzienniakrze wracajacy z Moskwy czy Leningradu. Byl nawet na tem temat jakis artykul redakcyjny, autor ktorego proponowal aby sprobowac myc rece pod biezaca woda, a nie taplac sie w zlewie.
Jak ja kupilam swoje mieszkanie, to byly w lazience jeszcze dwa krany – z wrzatkiem i zimny.
Dom zbudowany byl w latatch szescdziesiartych i juz nie ma chyba zadnego tu mieszkania ze staroswieckimi zlewami i malo sie tego widzo w sprzedazy ( zlewow z dwoma otworami na krany).
Ale legenda pozostala. Podobnie jak legenda o okropnej brytyjskiej kuchni, choc od lat nie jest to prawda i brytyjskie restauracje maja, o dziwo, wiecej w sumie gwiazdek Michelina niz Francja! 😯
Wszystko cacy, ale hydraulika wciaz nie jest najmociejsza strona Brytyjczykow, nieprawdaz.
God bless Prince Philip, niechze sie jakos i z tej operacji wykaraska.
jak to mówią, dzięki bogu już piątek, więc piątku nie można przespać. a tu śpią. tradycyjnie. strasznie tradycyjny zakątek się tu zrobił… cóż zatem? POBUTKA!!! 😎
Foma, przepraszam, ale koszyczek jest złożony z tylu wędrowniczków, że nie byłam pewna w jakiej części globu mieszkasz. 😳 😀
Koszyczek jest po prostu konserwatywny. 😉 😀
Miłego, ciepłego – suchego dnia. 😀
Irku, gratuluję teatrowi NN. Kwoczka wręcz cudowna. 😆
Dzień dobry 🙂
Potwierdzam z całą mocą: kuchnia brytyjska u Heleny w domu, jak również w restauracjach tajskich, japońskich i chińskich, jest po prostu znakomita i nawet taki smakosz jak ja nie miał się czego czepić. 😆
A konserwatyzm… hmmm. Mnie nie każdy odpowiada. Pedigreepalowy jest na przykład w porzo, ale chappistyczny to nie moja bajka. 😎
Jedna rzecz się jednak nie zmienia – wciąż przekładają nogę nad kierownicą, gdy wsiadają na rower 😆
I jeszcze jedzą pyskiem, a…
No dobra, nie będę wchodził w drastyczne szczegóły. 😳 😈
Obawiam się, że ten niebezpieczny radykał znowu abepe Michalikowi bruździ: 👿
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14052701,Papiez__Lepiej_wrocic_do_parafii__niz_osmieszac_sie.html
Jagnięcina w greckiej restauracji w Glasgow przepyszna 😆
Bobiku, na Twoim miejscu poważnie zastanowiłabym się nad powodami zachowania Panny Julki.
Wszystkich obdarzasz perłami poetyckiego talentu. Ale Ody do Pręgowanej albo Sonetu dla Julki jak nie było, tak nie ma 🙁
A to mi zabiłaś klina, Jagodo! 😯 Może ona rzeczywiście urażona, że wierszyka nie dostała?
Będę musiał z nią przeprowadzić szczerą, konstruktywną rozmowę. 😎
Przy okazji zadam pytanie na temat innych rozmów. Mar-Jo, co wynikło z konsultacji z Remontem? Czy zgodził się wypuścić Cię do Berlina, chociaż na krótko? 🙂
Papiez az sie sam prosi aby mu Michalik przylozyl. A przynajmniej dal porzadna egzegeze jego pokretnych slow jak sie maja zachowywac watykanscy dyplomaci. Slow, ktore sa woda na mlyn Gazety Wyborczej i innych zajadlych polskojezycznych wrogow Kosciola.