Sprzedaż wiązana
Kupił Bobik posiadłość, raptem kilka hektarów,
kopał, pielił, murował, machał pędzlem i kosą,
bramę trzymał otwartą, bo już taki miał narów,
a poza tym był ciekaw, kogo wiatry przyniosą.
I zaczęło zlatywać się z odległych zakątków
towarzystwo mieszane, bujna i dziwna klika,
bez przewodniej idei, bez porządku, bez wątku,
ale łasa niezmiernie na gościnność Bobika.
Koło smukłych radości siadły smutki zębate,
koło jawy fertycznej sny jak flaki z olejem,
zapomnienia wspomnieniom przysuwały sałatę,
gładki spokój opierał się o szorstką zawieję.
Karmił Bobik i poił tę łakomą czeredę,
nie żałował ni czasu, ni energii wydatków,
wina ciągle dolewał, obsługiwał per pedes,
nie zerkając na zegar, który dostał po dziadku.
Aż się jeden ze smutków dał mu nadto we znaki,
krzyknął więc „żegnaj smutku!”, nawet porwał za dzidę,
gość się podniósł, lecz radość wstała też na wist taki,
mrucząc przy tym stanowczo: „to i ja sobie idę”.
Za nią do drzwi ruszyło lato z zimą pospołu,
biel i czerń, szarość, rytmy posuwiste i skoczne,
cisza, wrzawa, a w końcu życie wstało od stołu
i szepnęło nieśmiało: „co ja bez nich tu pocznę?”
Pojął Bobik, że rodzaj to sprzedaży wiązanej,
że się nie da wydłubać z tego ciasta rodzynków,
opanował się zatem, głowę schłodził pod kranem
i poprosił, by wszyscy znowu siedli przy winku.
Znosi odtąd hałastrę tę raz lepiej, raz gorzej,
czasem strasznie się zżyma, głośno pyta, czy warto,
czasem nawet przed gośćmi się ukrywa w komorze,
ale bramę, skubaniec, dalej trzyma otwartą.

Czy wyjście na świeże powietrze blogosfery też się liczy? 😉
Przekleństwo Frankensteina z tym malowaniem. 👿 Coś się dziwnego ze ścianą porobiło. Po czwartej warstwie farby wciąż jeszcze wyłażą na niej żółtawe plamy i miejsca po obrazach. 😯 Wina farby to nie jest, bo w kuchni żadnych takich numerów nie odstawiała.
Poddaliśmy się. Piątej warstwy nie kładziemy. Postaramy się powiesić obrazy dokładnie w tych samych miejscach. 🙄
Julian Tuwim – Brzózka kwietniowa
To nie liście i nie listki,
Nie listeczki jeszcze nawet –
To obłoczek przezroczysty,
Pozłociście zielonawy.
Jeśli jest gdzieś leśne niebo,
On z leśnego nieba spłynął,
Śród ogrodu zdziwionego
Tuż nad ziemią się zatrzymał.
Ale żeby mógł zzielenieć,
Z brzozą się prawdziwą zmierzyć,
Ściemnieć, smugę traw ocienić –
– Nie, nie mogę w to uwierzyć
Rysiu, recytowałem ten wierszyk na jakiejś szkolnej akademii. W VI klasie chyba. 😆
Do Irka mnie ostatnio diabelstwo w ogóle nie wpuszcza. Heleny też nie dało zobaczyć. 😯 😥
Bobiku, nikotyna?
Bobiku 🙂
wchodze bez problemow
linka jeszcze raz:
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/H#slideshow/5873403551577992594
Bobiku, sprawdziłem. Ja naprawdę jestem publiczny 🙄
wierszyk to troche dodatek do zdjec Irka na jego picasaweb
No, mówię, że diabelstwo. Wszystkich wpuszcza, a mnie nie wpuszcza. 👿
Pewnie wskutek zajęcia się remontem za mało grzeszę, a diabelstwo tego nie lubi. 🙄
Może jakiś sabat na schodach u Bobika lub inne egzorcyzmy 🙄
A, jakiś drobny sabacik to nie jest zły pomysł. 😈
Kto może wypożyczyć kozła? Do sabatu musi obowiązkowo być kozioł. 😎
http://www.leroymerlin.pl/porady/budowa/materialy-budowlane/gruntowanie-powierzchni-przed-malowaniem,e464,l1416.html
Eee tam,zaraz diabelstwo…
Ani chybi nikotyna się wżarła,to zagruntować trza…
No współczuję!
A sabat swoją drogą.Nikomu jeszcze nie zaszkodził.
Może być i kozioł:
http://www.koziol-shop.pl/
Nikotyna to by się i w kuchni wżarła. 😈
Ja mam raczej podejrzenie, że to skutki działalności kozy. Czyli jednak diabelstwo. 😯
A kto siedział w kozie 🙄
To papierochy tak wyzeraja sciany? 😯
A Stara wczoraj o maly figiel nie miala recydywy nikotynowej i musialem ja sporo przekonywac aby nie wyszla z domu po papierosy.
Nastepnym razem to nie dam glowy….
na dobry dnia koniec, polityczny kawalek 🙄
http://wyborcza.pl/1,75248,13838870,Szkodliwe_mity_o_akcji_agenta_Tomka.html?as=1
po tym co slyszalem w poniedzialek i wtorek w TV (w Szczecinie)
to zwolennikow agenta tomka i uwielbiaczy panow ziobry i kaminskiego nikt i nic nie przekona 🙂
zastanawiam sie czy agent tomek cokolwiek doprowadzil do „szczesliwego” konca?
No tak,koza nadymiła na tłusto. Ale nikotyna w ilościach przemysłowych też swoje robi.
To bez kozła ani rusz!
A obrazów to ja u siebie też nie ruszam ani na milimetr.Nawet,kiedy ktoś chce kupić.
U mojej Suki tak samo wyżarły ściany, ale mówi że płuca ma świetne. Podobno jest gen, że można palić do końca życia. Nie ma genu na obrazy, firany i ściany 😈
Psiakrew, gdybym wiedział, w życiu bym nie kupił firanki bez genu. 👿
Podstawowy błąd był w optymistycznym założeniu, że gruntować nie trzeba, bo poprzednia farba jest wystarczająco dobrym podkładem.
Nie wiem, czy pesymiści żyją dłużej, ale remontują pewnikiem krócej. 🙄
Podobno jest gen, że można palić do końca życia
Eeee, taki gen to wszyscy mają. Tylko u niektórych koniec następuje szybciej, a u innych później. Ale to już chyba sprawka jakiegoś innego genu 😉
I ten gen powinien w kozie siedzieć 😉
A ja w łóżku. braaaanooooc
Podczas przebieżki po świeżym powietrzu znalazłem bardzo dobry komentarz pani Paradowskiej do agenta Tomka, Sawickiej, Kamińskiego i reszty:
http://paradowska.blog.polityka.pl/2013/04/30/nasi-kosztowni-nietykalni/
A ja już od dawna powtarzam, że niektórym rodakom, szczególnie zaś tym związanym z wymiarem sprawiedliwości, powinno się przymusowo aplikować wysokie dawki Law and Order. Nauczyliby się przynajmniej tego, że nie warto zbierać nielegalnych dowodów, bo i tak będą się nadawać tylko do potłuczenia o kant. 🙄
To byl rzeczywiscie bardzo dobry felieton pani Paradowskiej,
Dam Ci tipa, Piesku. Studio Opinii daje wszystie feleiteony JP , nawet czasami wczesniej niz Polityka. Czytajac w Studiiu Opini ten sam tekst, omijasz wszstkich wariatow pod spodem. Studio Opinii jest bezlitosne i wariatow nie wpuszcza.
Bobiku, mam nadzieje, ze wielka radosc z powodu mebli na swoich miejscach na pieknie pomalowanej podlodze tuz tuz!
Zakladanie pulapek na ludzi i kuszenie ich do zlego przez panstwowe instytucje w majestacie prawa jest niegodne i ,nareszcie Sad oglosil, ze takze bezprawne.
Moniko, w sprawie Francuzow i ich upodobania do fast foodow, to nobody is perfect. Gwyneth Paltrow ostatnio opublikowala bardzo dluga liste zywnosci, ktorej nalezy unikac jak trucizny, czym rozzloscila felietonistke z The Star Heather Mallick, ktora tak zareagowala:
http://www.thestar.com/opinion/commentary/2013/04/29/gwyneth_paltrow_is_a_foodborne_virus_killing_all_the_fun_mallick.html
Dzieki za wspanialy artykul o madrej i zyczliwej ludziom pani Ani. Chcialabym, aby dostala dobra prace szybko!
Kroliku, stokrotnie wole to, co ma do powiedzenia pani Ania od tego, co swiatu oznajmia Gwyneth Paltrow 😉 (i to pomimo, ze wiem, ze alergie jak najbardziej istnieja). No i ja tez bardzo lubie Francuzow, choc biore ich zwykle z malenka szczypta soli, chyba wlasnie przez tych kelnerow (moze to odrobina moich wlasnych genow francuskich jakos wytworzyla u mnie odpornosc nie na ich uroki, bron Boze, ale na ich wlasna, czarujaca odmiane BS?). Nasz przyjaciel, Francuz, tutaj mieszkajacy, opowiadal nam ze smutkiem, ze jego siostrzency z Paryza, w wieku od 6 do 12 lat, nie bardzo wiedzieli jak sie zabrac za tradycyjnie ugotowany obiad, ktory przygotowal dla nich przy okazji ich wakacyjnej wizyty. W koncu, po trzech dniach wzajemnej mordegi, zlamal sie, zaczal zamawiac pizze i hamburgery, i zostal ukoronowany na najlepszego wujka na swiecie. A gotuje jak marzenie… 😉
Irku, to moze nie tak ladne zdjecia jak Twoje, ale w podobnym duchu i z mojej najblizszej okolicy. Tak naprawde to tylko zapowiedz najnowszej wystawy, ktora mozna akurat teraz obejrzec w concordzkim muzeum (mysmy juz ja zobaczyli). To niesamowite, ze szkice i dokumentacja sprzed ponad 150 lat do dzisiaj sie badaczom przydaja.
http://www.concordmuseum.org/concord-museum-early-spring-exhibition.php
Heleno, nie oddawaj sie recydywie. Pomysl nie tylko o znow poszarzalych firankach, ale i o wlasnym Kocie, ktory naprawde nie zasluzyl na to, zeby mu dymem tlumic bazancie wonie…
szeleszcze
wlasciwie szeleszcze sobie, i juz 🙂
herbata, i kawa andsolowa
brykam
fikam
🙂 🙂 🙂
brykam sobie
fikam sobie, i juz
Tereny Zielone S-Bahn przeglad pozycji 😀
brykam fikam
Mialam strasznie smieszny sen.
Odwiedam Bobika, ktory jakby w sasiedztwie i ide do niego do kuchni. A tak kogo znajduje? Premiera Tuska.
W mojej glowie natychmiast dojrzewa plan – ja mu wzystko WYTLUMACZE – dlaczego traci poparcie, dlaczego traci zaufanie spoleczne, dlaczego powinien rozwijac ijc przed spoleczenstwem wizje jakichs atrakcyjnych rewolucyjnych zmian.
Wiec mowie do niego… nie nie „Ppnie Premioerze” i nie „Panie Donaldzie” i nie „Donku”. Mowie do niego „Tusku!” obejmuje go ramionami i prowadze dp drugiego pokoju aby to wszystko powiedziec. Tusk jak grzeczny chlopiec poddaje sie moej woli i potem z OGROMNYM ZAINTERESOWANIE wsluchuje sie w moje slowa. Przez mysl mi przechodzi, ze moze udaje, ale zaraz uspokajam sie, ze patrzy wzrokiem tak szczerym i uwaznym, ze chyba moje proste slowa do niego dotarly i teraz juz wszystko bedzie dobrze.
Wiec jeszcze na zakonczenie sciskam mu dlon, glaszcze po plecach i mowie: nie zaweidz, Tusku, moje wiary w ciebie.
Zostawiajac go w domu Bobika, wychodze i ide przez cmentarz na ktory Bobik chodzi na spacery
Przy wyjsciu z tego cmentarza rosna dwa duze stare deby jak ten co go Irek sfotografowal, ale pokryte juz liscmi. Na jednym debie widze oggromne gniazdo, w ktorum znajduja sie trzy potezne sepy rozdzierajkace jakies scierwo na strzepy.
A obok na drugim debie tez wielkie gniazdo, bardzo halasliwe, ale z… rozowymi flamingami. Zastanawiajac sie czy sepy odzywiaja sie flamingami, widze, ze przez park-cmentarz ida dwie pograzone w rozmowie panie. POdchodze do nich i pokazuje im gniazda i sie budze! 😆 Budze sie rozbawiona.
Jest szosta rano.
Dzień dobry 🙂
Tuska śnić 🙄
Z wrażenia zapomniałem o kawie i herbacie
Moniko, fantastyczny pomysł wystawy 🙂
Dzień dobry 🙂
Freudyści do dzieła! 😈 Taki sen aż się prosi o prychoanalizę. Znaczy taką, przy której prycha ze śmiechu zarówno analizowany, jak analizujący.
Nie mylić z oprychoanalizą. Od tego są profilerzy. 😎
Prosze bardzo, freudysci. 😆
Przy okazji concordzkiej wystawy tak sobie pomyślałem, że przyszłe pokolenia klimatologów powinny zwracać baczną uwagę na tut. blog, gdzie co roku wiosną jest mnóstwo doniesień, którym kraju co właśnie zakwitło. Toż to nieocenione źródło. 😆
Sugerowałbym nawet uczelniom jak najszybsze wykształcenie specjalistów od analizy tego materiału, czyli klimatoblogów. Katedra Klimatoblogii przyszłością każdego uniwersytetu! 😎
Nie znudził Wam się jeszcze mój remont? Bo podejrzewam, że ja jeszcze przez kilka dni cięgiem będę truł na ten temat. 😳
Dziś wyprawiłem Pana Administratora do zarabiania piniędzy, a siebie zostawiłem sam na sam z podłogą w pokoju. A ta podłoga to bardzo trudna osobowość. 🙄 W detalach jej analizował nie będę, ale z grubsza największy problem z nią polega na tym, że z przyczyn technicznych jej wymiana to by była wielka, fundamentalna akcja, na którą w tej chwili nie mamy siły. Ładnie, a przede wszystkim trwale zaolejować czy zapuścić niekryjąco jej się nie da, bo to miękkie drewno i szybko się wyciera w uczęszczanych miejscach. Pozostaje właściwie tylko polakierowanie, co zbyt szlachetną opcją nie jest, ale mówi się trudno. Będzie lakier, półmatowy (tzw. jedwabisty mat).
Oczywiście po podjęciu ostatecznej decyzji, że będzie lakier, zacząłem mieć myślenice na temat koloru. Nie może być za jasny, ze względu na ślady zabłoconych łap. Nie może być za ciemny, bo będzie widać każde stąpnięcie zakurzonym butem. Musi się jakoś zgrywać z podłogami w przedpokoju i kuchni, bo to jest wszystko w jednym ciągu (po wejściu do przedpokoju ma się na prawo kuchnię, na lewo living room), a wszystkie drzwi na ogół są otwarte. Nie może być za szary, bo mnie będzie wpędzał w depresję. Nie może być za krzykliwy, bo mnie będzie drażnił. Nie może to, musi tamto. A najgorsze, że go trzeba w końcu wybrać. 👿
Pociąłem próbnik na kawałki. Zacząłem je przykładać do podłogi, usiłując sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądać na dużej połaci. Zostało mi w końcu 5 odcieni do ostatecznego castingu. Ułożyłem je w rządku na stole i patrzyłem na nie dość bezradnie, za diabła nie mogąc wybrać najlepszego kandydata. I nagle mnie olśniło. Nie muszę wybierać! Zrobię sobie na podłodze Tarasewicza czyli pasiak łowicki. 😈
Znaczy, już wszystko jasne i idę ługować. 😆
By all means, Bobik, ale dodajesz sobie mocno pracy. Jesli pociagasz poliuretanem, to musi byc co najmniej trzy razy, obawiam sie. A to znaczy, ze musisz trzy razy dzielic ja na pasy.
Tak mi mowil specjalista, ktory dwa lata temu kladl debowa podloge na dole. Podloga jest poolejowana i on cos wspominal, ze nalezy olejowanie powtarzac raz do roku. Na pytanie czy gdybym w przyslosci postanowila pokryc to poliuretanem, oznajmil, ze musza byc trzy wartswy.
Tymczasem jednak podloga trzyma sie nadzwyczajnie i myta byla (maszyna parowa) tylko raz, bo sie cudownie nie brudzi i wyglada tak jak pierwszego dnia po polozeniu. No, nie mam oczywoscie zabloconego psa wracajacego z deszczu i z ogrodu. Nie doszlam jeszcze do olejowania, bo jakos nie widze powodu.
Heleno, Twoja podłoga (tak samo jak moja w kuchni) jest zaolejowana „przemysłowo” i z twardego drewna. To jest zupełnie inna rozmowa. Ja to swoje miękkie, iglaste drewno też kilka lat temu zeszlifowałem i zaolejowałem własnymi łapami, ale to się w użytku zupełnie nie sprawdziło. Co przyznaję z bólem serca, bo w ładności olejowanych podłóg żadne inne nie przebiją. 🙁
Wiem, że się z tym Tarasewiczem namęczę, ale kiedy mi ten pomysł przyszedł do łba, serce głośno wrzasnęło „yes, yes, yes!”, więc nie mam wyjścia. 😈
Serca nalezy zawsze sluchac, zwlaszcza gd wypwoiada sie nie w kwestii kochankow. lecz dekoracji wnetrz. Wowczas jest bez pudla, czego nie da sie zawsze powiedziec gdy mowi w sprawach sercowych.
Go on, Doggy!
A co do wyzszosci ladnosciowej podlog olejowanych nad lakierowanymi, to bez przesady. Dziesiejsze lakiery sa tak dobre, ze na oko roznicy zadnej nie widac, zwlaszcza jesli uzyjesz „jedwabnego” wykonczenia.
Ja zdecydowalam sie na deba olejowanego tylko dlatego, ze facet w sklepie podlogowej powiedzial, ze lakierem nalezy pokrywac co 10 lat. Uznalam, ze wole olejowac co rokuu – czego nie robie, niz wyciagac wszystkie meble z pokoju nawet raz na 10 lat.
Na pewno jest na blogu ktoś, kto zna kogoś, kto zna Tuska. Chciałabym dziś, w dniu narodowego święta, zaapelować do tej osoby, żeby złapała kontakt z premierem i sprawdziła, czy on aby wszystko zrozumiał. Bo jeśli nie, to jak tylko skończę prosić Helenę, żeby nie dała się otumanić namiętnym szeptom byłego nałogu, poproszę ją, żeby śniła Tuska aż do skutku! 😆
Byłam wczoraj na ślubie, przyniosłam Wam mądrość-spod-ołtarza: „Kwiaty przechowuje się w doniczkach, pieniądze przechowuje się w banku, antyki przechowuje się w antykwariacie, a miłość przechowuje się w małżeństwie.”
Nieustająco kibicuję wszystkim blogowym remontom. Mogę pomóc w sprzątaniu po remoncie, ale w trakcie przeszkadzałabym bardziej, niż nieporęczna komoda – ona przynajmniej potulnie stoi tam, gdzie się ją postawi – dlatego zajmę się lepiej remanentem w szufladach. To jest coś na miarę moich możliwości.
wpadam i wypadam, jak kukułka podrzucając, tym razem nie jajo, a Wajraka. Sporo tu zwirzolubów, a Publio akurat ma dla nich promocję
http://www.publio.pl/promocja-wajrak.html
Sprawdzilam bzy. Za pare dni rozwinie sie ciemnofioletowy Charles Jolli, a ciut pozniej bialy Madame Leomoine. Miniaturowy zas, ktorego nazwy nie zapamietalam, jest troche opozniony w tym roku. Zdarzalo sie juz, ze wcale nie zakwitl, aby rok pozniej oddac z nawiazka.
O, takie jest Charles Jolli (albo Joli, albo Joly – to sie roznie pisze)
http://www.crocus.co.uk/plants/_/syringa-vulgaris-charles-joly/classid.4447/
A moj jakby nieco ciemniejsza odmiana. Choc osoboiscie lubie te najbardziej pospolite w kolorze bzowym. Ale takie dwa (Jolli i Mme Lemoine) dostalam od Jasiuni przed laty zanim zdolalam jej powiedziec co naprawde lubie. Musialam latami czekac az osiagna odpowiednia wysokosc do zakwitniecia. :rol:
Dzień dobry. Sen prześmieszny, Heleno 😆 Mi się dzisiaj śniło, że nie spałam. Wyjaśniałam komuś, że nie mogę zasnąć, dlatego siedzę w kuchni i czytam. Sen był bardzo sugestywny i obudziłam się bardzo niewyspana.
U nas w ogrodzie bez President Lincoln dopiero wypuszcza listki, na kwiaty jeszcze poczekamy.
President Lincoln przesliczny – niebieski!
http://www.whiteflowerfarm.com/67581-product.html#
W ramach uzasadnionej przerwy w pracy:
Pojechał Bobik do Wagadugu,
za ciężką forsę nakupił ługu,
bo w Wagadugu ług jest najlepszy,
tak że podłogę trudno nim spieprzyć.
Wiadra z tym ługiem, trzymając fason,
przewiózł przez całe Burkina Faso,
Mali, w Sahary nie ugrzązł piaskach
i do chałupy bagaż dotaskał.
Lecz gdy tę ciężką targał cholerę,
zgubił po drodze kilka literek
(bo pies ten w każdej życiowej dobie
lubił mieć zapas liter przy sobie).
U mu umknęło prosto do rzeki
i w ujściu Nigru znikło na wieki,
o się omsknęło z miną oziębłą,
a w wypadło i zjadł je wielbłąd.
Ług nie ucierpiał od tych awantur,
bo znał arabski, języki bantu,
francuski, ruski i dialekt z Hesji,
więc się wyługał z każdej opresji.
Bobik, gdy tylko do domu dotarł,
zaraz po pierwsze pogonił kota,
jego kolegów wygryzł za płoty
i raźno zabrał się do roboty.
Natarł podłogę tym, co przytaszczył,
a przy tym szczekał, nie szczędząc paszczy,
o tym, jak świetnie spełnia swą rolę,
aż tu znienacka przyszedł Kontroler.
Gdy ujrzał rzeczy stan, wpadł pod stolik
i jęknął – Bobik, głupiś że boli!
Takiś pojętny, jak chora krowa –
ty nie łgać miałeś, tylko ługować.
Dostrzegłbyś, gdybyś używał główki,
co narobiły ci literówki.
Morał: nie starczy łapami machać,
myśleć to także sprawa niebłaha. 🙄
I koniec przerwy, zanurzam się. 😈
Luguj, Piesku, luguj, tylko nie wachaj lugu bo Cie glowa rozboli.
A moze czas na maly fajrant, Bobik?
Cały dzień luj. 🙁
Jutro zajrzę do swoich bzów. Mam kilka odmian, w tym Krasawicę Moskwy
http://images42.fotosik.pl/205/393ebfc9a634de95med.jpg
Krasawica tez bardzo ladna. Ale czy nikt juz dzis nie wysadza (Lwow) bzow z pojednczymi kwiatkami? Te sa moje ulubione! W kolorze majtczanym (za PRLu) .
oraz Primrose – odmiana o żółtych kwiatach, co wśród bzów jest rzadkością
http://www.ceneo.pl/10595022
tu lepsze zdjęcie
http://image.ceneo.pl/data/products/10595022/i-bez-zolty-primrose-syringa-vulgaris.jpg
Kocie, mam taki bez wykopany spod starej wiejskiej chałupy. Pojedynczy kwiat , ale zapach niepowtarzalny, prawdziwie bzowy 🙂
Zoltego nigdy dotad nie widzialem! Pewnie profesor Stefan Buczacki bardzo by wydziwial i krytykowal.
Ale prawda jest, ze pojedynczokwiatowe pachna najbardziej. A jest ich coraz mniej.
Anglikom z jakiegos powodu bzy kojarza sie zawsze z cmentarzami i malo kto trzyma je w ogrodzie – bo kwitna krotko, zas krzew przez reszte roku jest „malo interesujacy”.
W naszej dzielnicy sa fajne stare bzy przy torach metra. Ale bardzo trudno jest tam siegnac.
Bardzo mi sie podobalo, wiec przekazuje dalej:
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1541515,1,z-zycia-sfer.read
Wodzu Wielki, potrzebna mi jest Twoja dzida!
Bo chyba tylko to mi zostało – postraszyć dzidą.
Otóż przypadkiem odkryłam zdjęcia grobów mojego prapradziadka i siostry mojej babci. Zlokalizowalam je, zadzwoniłam do parafii i USC. Są to rzeczywiscie groby moich przodków, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Szkopuł w tym, że ponieważ były zaniedbane, bo dziesiątki lat nikt się tam nie pokazywał, pięć lat temu parafia sprzedała je obcym ludziom, którzy je odchwaścili, posadzili kwiatki, jednym słowem dbają o nie, traktując to jako etap przejściowy, bo chcą je przeznaczyć na miejsce spoczynku swoich rodziców.
Jeden grób jest z 1920 r, drugi z 30- go. Wówczas przy pochówku dzierżawiło się miejsce na 99lat.
Tyle teoria, bo już mi w podobnej sytuacji parafia zlikwidowała jeden grób rodzinny w Kaliszu. Był zadbany, ale nikt na nim nie bywał regularnie. Raz na jakiś czas jeździłam tam, upewniłam się w parafii, że jest opłacony do 2040r, no i któregoś razu przyjechałam i zastałam w tym miejscu całkiem świeży grób kogoś innego.
Czy coś mogę w tej sytuacji zrobić, aby te groby zachować?
Zdjęcia odkrylam w internecie, tak nawiasem mówiąć. Szkoda, że parafie robiąc ewidencje cmentarzy nie korzystają z tego środka komunikacji.
O, jaka przykra historia, Zmoro. 👿
Fajrant, fajrant. A kolację kto miał ugotować? Nie mówiąc już o jej zjedzeniu. 😎
Bez pojedynczy posiadam i absolutnie podpisuję się pod tym, że pachnie on nieporównywalnie mocniej od powdwójnego, który też posiadam.
Muszę mieć dwa, bo ten podwójny kwitnie później i dzięki temu mam sezon bzowy przedłużony. 🙂
Zmoro, a może od razu weź adwokata? Czasem przez samo to, że prawnik się oficjalnie włączył w sprawę, rozmowa się zmienia.
To na czym stanelismy w temacie „Podloga”?
Naprawdę przykra, Heleno, zwłaszcza że śmierć siostry mojej babci była tragiczna. Zdała właśnie maturę, wybierała się na studia. Przyjechała na wakacje do babci i poszła z paczką przyjaciół nad Wisłę. Była znakomitą pływaczką, ale na wiry nie ma mocnych. Znaleziono ją po 6 dniach parę kilometrów od miejsca kąpieli.
Byłą jedyną córką, drugiej żony mojego pradziadka, który wcześnie owdowiał. Wychowała i wyprowadziła na ludzi jego dwoje dzieci, swoje jedyne straciła. Poźniej zajmowała się mną od niemowlęctwa, aż do swojej śmierci. Była moją najukochańszą babunią. Jestem jej winna walkę o grób jej dziecka.
W temacie podłoga stanęliśmy na schnięciu (podobno po tym ługowaniu trzeba porządnie wysuszyć) a podczas schnięcia na rozplanowaniu pasów, bo one nierównej szerokości mają być. 5 kolorów lakieru już zakupiono. Jutro od rana znowu do dzieła. 🙂
Bobik dobrze mowi, ze moze warto od razu pojsc do adwokata i poprosic o wystosowanie uprzejmego listu.
Bobik, gratuluje wylugowania.
Dziękuję uprzejmie. Ale wolałbym, żeby było czego gratulować po trzaśnięciu pasiaka. 😈
Może adwokat coś zdziała, ale nie jestem pewna.
Mój pradziadek, jeszcze w XIX wieku podarował ileś tam hektarów na cmentarz. W umowie z Kurią było, że jedna kwatera, na 8 grobów zostanie na zawsze własnością rodziny. Umowa sporządzona była w 2 egzemplarzach, dla Kurii i dla rodziny. Niestety w czasie II wojny dokumenty rodziny zaginęły, prawdopodobnie spłonęły. Po wojnie w dalszym ciągu nie było kłopotów z tą kwaterą, zarząd cmentarza miał gdzieś tam zapisane, że to nasze i chowaliśmy tam naszych zmarłych. Tak było do 89 roku. Po 89 roku zmarła nasza stara ciotka, zarząd cmentarza kazał zwrócić się do Kurii, bo to ona decyduje. Poszliśmy tam. Ksiądz, który z nami rozmawiał nie wątpił w naszą prawdomówność, wierzył też, że w archiwum Kurii jest gdzieś ta umowa, ale : ” proszę państwa, ja nie będę jej szukał, proszę mnie zrozumieć, to nie byłoby w interesie Kurii”. Postawił nam warunek, jeżeli chcemy zachować te groby i pochować ciotkę, to musimy zapłacić za wszystkie groby opłatę za czas od 45 roku, no i oczywiście za 20 lat następnych. Nawet się zdziwiłam, dlaczego od 45 roku, a nie na przykład od założenia cmentarza, odpowiedział, że to jego dobra wola. Cóż było robić, rodzina się złożyła, bo suma była dość wysoka, a ciało ciotki czekało na pogrzeb.
Paski nie są głupie,bo jak już nie wiadomo czego szukać,to zawsze można poszukać wspólnego mianownika.Tylko uwaga na „zapływanie” sąsiednich pasków.Może malować co drugi,aż przeschnie?Albo właśnie na koniec całość „przewerniksować”.
..Ja nic nie chcę mówić,ale do tego trzeba podejść jak do obrazu.No i na ścianie do kompletu powiesić Tarasewicza.
A po wszystkim oczywiście poprosimy foto pasiaka plus winko wernisażowe.
Moja Stara moze Ci, Bobiku, Tarasewicza wysmarowac na sciane, ze mucha nie siada.
Przeciez juz kiedys zrobila Centre Pompidou w swojej lazience w Nowym Jorku i wszysc sie zachwycali. Wykonuje tez Kandinsky’ego, Malewicza (zwlaszcza bialy kwadrat) i pozna Gonczarowa. Moglaby tez sprobowac Pollocka, tylko trza jej dac duze wiadro i biale przescieradlo superking size. 😈
Klaro, może teraz, przy nowym papieżu, powieją nowe wiatry? 😉
Jest już dosyć wypowiedzi F1, na które można się powoływać wobec wyraźnej pazerności sług bożych. I ja bym to bezlitośnie wykorzystywał we wszelkich rozmowach z Kościołem. 😛
Mordko, ale mnie nie trzeba smarować ścian. Już są wystarczająco wysmarowane po wczorajszym. 😎 Czysty Malewicz. No, powiedzmy, postarzony Malewicz, inaczej altmalewicz. A w Tarasewicza ma być podłoga, do której po pomalowaniu, zgodnie z sugestią Łabądka, będę gadał jak dziad do obrazu. 😈
Dzida niezbędna. Nie można wyjść na chwilę. No więc tak.
Zmoro, są dwie opcje: liczyć na dobrą wolę xiędza, że będzie można się dogadać, albo nie liczyć. Pierwsza opcja czym się kończy, już napisała Klara (i tak dobrze, mog ubit’).
Druga wymaga mnóstwa nieprzyjemnej pracy i chodzenia do sądu.
Nie znam przepisów z roku 20. i 30., prawdopodobnie wtedy obowiązywało jeszcze prawo odpowiedniego zaboru, pierwsza polska ustawa jest z 1932. Przypuszczam, że to nie ma większego znaczenia, bo tak jak w tej ustawie (1932) i w obowiązującej teraz (1959), sprawę okresu wykorzystywania grobu pozostawiono prawie na pewno do umownej regulacji. Dobrze by było spojrzeć, ale dam sobie uciąć, że tak.
Teraz zaczynają się schody, bo umowy pewnie nie ma pod ręką i nie da się znaleźć, vide Klara. Wariantu, że umowa się znalazła, a dobrodziej i tak robi obstrukcję, nie rozważamy, ale wtedy sprawa byłaby dużo prosta.
Umowy nie ma na papierze dla celów dowodowych, ale jest grób, z czego wynika, że umowa była zawarta, więc będzie konieczny pozew o ustalenie treści umowy. To może skutkować cudownym odnalezieniem papiera w archiwum, ale nie musi. Sąd może odtworzyć treść umowy z wszelkich dowodów – świadków, innych dokumentów, np. umów o inne groby z tego okresu, zapisów w jakichś kwitach, które na tym cmentarzu pewnie ktoś prowadzi, nie znam się na tym dokładnie. Nie jest to proste, trochę czasu jeszcze jest, a im wcześniej się zacznie, tym wcześniej się skończy.
Na początek warto by było napisać poleconym listem pismo przedprocesowe, wyłuszczając sprawę i wzywając do ujawnienia wszystkiego, co drugiej stronie wiadomo o treści umowy, z informacją o zamiarze wytoczenia powództwa. Pismo powinno być napisane profesjonalnie, językiem prawniczym, bez emocji, ozdobników stylistycznych i formuł grzecznościowych. To jest bardzo ważne, nie żartuję.
No.
Renowacyjny lancuch niespodzianek!Bardzo intrygujacy. Poprooooosze o zdjecie czerwonych schodow i pasiastej podlogi. Chyba mnie skreci z ciekawosci.
Tymczasem u mnie znienacka slonce i temperatury powyzej 20 stopni. Mozna sie opalac. Wszystko rosnie jak wariat, bo bardzo pozno w tym roku. Dopiero mamy forsycje, tulipany i zonkile, a magnolie to pewnie za pare dni. Do bzow jeszcze nam bardzo daleko. Ja mam pojedynczy filoletowy bez w ogrodzie. Bzy bardzo lubie, ale ich nie zrywam pod wplywem wiersza Tuwima. Czuje sie zrywajac jak brutalny Wandal i ze smutkiem patrze jak szybko kwietne grona wiedna i schna na krzewie. Zolte bzy wygladaja troche jak czeremcha, prawda?
Do czego jest zdolny pazerny sługa boży, widziałem jako urzędnik. Kiedyś przybiegli do prezydenta zgorszeni parafianie, że dobrodziej przestawiają płot cmentarza ładny kawałek w stronę sąsiednich bloków, w urzędzie panika, nikt się na tym nie zna, więc co robić? Oczywiście, wołać tego tam, co się na wszystkim zna, nie zdążyłem się schować. Jakoś zwalczyliśmy …syna, chociaż już wziął zaliczki za cały nowy rządek grobów. 😈
W sprawie remontu, to zawsze miło poczytać, że inni mają gorzej. 😈
Gdyby trzeba było wszczynać proces beatyfikacyjny Pana Administratora, to od razu mówię, że nie mam o tym żadnego pojęcia. 😈
Toż o tym był cały odcinek „Rancza”!!!(dostępne tylko dla frakcji polsko-polskiej).
„Ranczo” było o cmentarzu,nie o beatyfikacji.Jakby co,służę znajomością z córką jednego błogosławionego.A co!
Błogosławieni oglądający telewizję. 🙂
Zaraz labadku – moja Stara tez ma w rodzinie „swietego meczennika” Kosciola Prawoslawnbego o czym dowiedziala sie niedawno, tez Chlodkowski, ale imienia nie pamieta. Z XX wielu. To co, prawoslawny meczennik chyba sie nie liczy?
Ranczo jest łopatologią stosowaną o dużych zapędach w kwestii tzw.edukacji obywatelskiej. Wystąpienia sejmowe są bardziej traumatyczne.
Nie mam pojęcia,mój jest lewosławny.
Coś słyszałem, że prawosławnych męczenników się nie ćwiartuje na relikwie, któryś cesarz w Konstantynopolu zabronił. Może nielegalnie ćwiartują, w końcu pop też musi jakoś żyć.
Jeżeli ja wziąłem udział w malowaniu ścian, a teraz podłogę remontuję osobiście, to chyba też zasłużyłem na beatyfikację chociaż jednej łapy? 😎
Dodatkowa korzyść będzie taka, że przy jednej łapie zbyt wiele ćwiartowania nie ma. 😈
Co do dobrze wyschniętego drewna na podłogę u Bobika to sobie przypomniałem dęby rogalińskie — kiedyś Babilas tam mnie zawiódł. I pokazał owe trzy słynne drzewka o imionach Czech, Lech i Rus. I Lecha szlag a raczej piorun za komuny trafił i jest tylko połowicznie.
I onże Michał opowiadał, że szlag czyli piorun trafił wcale nie Lecha a Rusa. Ale bardzo przestraszone władze by uchronić naszych młodszych w słowiańszczyźnie braci przed nieutulonym bólem jako i przed podejrzeniem o sabotaż antyustrojowy, drzewa szybko poprzemianowywali no i okazało się, że kara boska na Lecha spadła.
Dzień dobry 🙂
Proszę dziś do mnie z reszpektem, per Panie Majster. 😎
Nie da się mojego panamajstrowego statusu przeoczyć, bo jestem otoczony przez widome insygnia w postaci pędzli, rolek, puszek z farbą i innych takich. Dobrze, że mam cztery łapy, bo w dwóch nie byłoby siły trzymać tego wszystkiego, co jest przy malowaniu potrzebne. Niby ludzie jakoś to robią, ale zbyt wydajni chyba być nie mogą. 🙄
To lubię – słoneczko, ptaszęta ćwierkają, kawa stygnie a ja do roboty. 😈
Panie Majster, uwazac na te instrumenty, zeby sie nie podziobac albo nie zabrudzic. I nie nawachac zanadto farb.
Podobno pomaga postawienia obok wiadra z woda i pokrojona cebula.Tak stoi we wszystkich ksiazkach.
Pewnie lepszy zapach cebuli od farby.
Mozna byloby tez chyba zwalczac zapach farby zapachem pieczonego bazanta, ale te klsiazki zawsze tak pisza aby bylo jak najtaniej i kazdy sobie mogl pozwolic.
Relato refero.
Zadałbym tu pytanie, czy nie można po prostu okna szeroko otworzyć? Ale nie zadam, bo znam odpowiedź. Nie można.
Wczoraj przy tym ługowaniu beztrosko otwarłem. Oczywiście natychmiast w środek cyklonu wlazło pasiaste zwierzę i zaczęło się przechadzać po żrącej kałuży. 👿 Wiadomo, co potem musiało nastąpić – wierzgające łapy pod wodę i tak trzymać, przez kilka minut. Ja podrapany, Kocica wściekła i prychająca, robota leży.
Więc dziś albo muszę robić przy oknie tylko lekko od góry uchylonym, albo zorganizować jakiś doraźny sąd i skazać Pręgowaną na kilkanaście godzin ścisłego kicia w pokoju na górze. Ona i tak w dzień głównie śpi, więc nie będzie to chyba wyrok szczególnie dotkliwy. 😈
Jeszcze raz – pragne wszystkich przeprosic w imieniu Kota Mordechaja za to, ze ktos w jego Imieniu i korzystajac z jego skrzynki rozsyla spam.
Nie mielismy z tym nic wspolnego. Wlasnie dostal zdumiony list od Pyry z Poznania z pytaniem ososierozchodzi. .
Nie domyslalismy sie nawet, ze spamer polecial po wszystkich!
Adres Koci jest w zasadzie uzywany tylko do rachunkow oraz pierwszego kontaktu, ktory szybko zmieniam na adres wlasciwy. Do Kota zagladamy raczej rzadko bo tam nic ciekawego, chyba ze ktos odnalazl w Nigerii jego zdechlego kuzyna i pragnie przekazac milionowy spadek ( Mordka to najbogatszy Kot w Zachodnim Londynie, choc dotad lapa nie kiwnal aby cos zarobic).
To jakosc zycia, zdaniem Szanownej Pani, nic nie kosztuje? Lapy sobie utarlem do krwi podnoszac jakosc zycia swej Starej i taka oto wdziecznosc. 👿
No tak. Wystarczy, że na kilka dni zajmę się swoimi sprawami i zaraz świat nie może sobie sam poradzić. 🙄 Teraz przez moją podłogę rozhulał się jakiś niebezpieczny anarchista, który zaczął burzyć papiestwo i podważać tron Piotrowy: 👿
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13847182,_Burzy_papiestwo____podwaza_prymat_Piotrowy___Tradycjonalisci.html
Wallenrod, czy ki diabeł? 😯
Zastanawiam sie co autor mial na mysli mowiac o rezygnacji papieza z „sugestywnych strojow”? 😯
A swoja droga dobrze, ze ks. Jankowski nowego papieza nie dozyl. Zaplakal by sie. Kochal przeciez ladne fatalaszki.
O, biedny Mordko, Tobie tez sie wlamali do skrzynki! Chyba bedziesz musial zmienic haslo na trudniejsze. Tylko jest taki klopot z tymi nowymi haslami, ze one sa takze trudniejsze dla prawowitych wlascicieli (najlepiej wyskrob je je gdzies pazurem na tyle kanapy, albo w innym trudno dostepnym i zupelnie niewirtualnym miejscu).
U mnie dzisiaj tak piekna wiosna – choc jeszcze bez bzow i konwalii – ze po prostu nie mozna wysiedziec w domu. A jeszcze dzisiaj dzien Monik (zyczenia dla Nisi, jesi akurat ma czas nas czytac), wiec postanowilam sobie zrobic zasluzona moniko-majowke, jako prezent. A wieczorem bedziemy robily magdalenki, wlasnorecznie je maczaly w herbacie, i zobaczymy, co nam sie przypomni. W dzisiejszych czasach moga to byc zapomniane hasla ze skrzynek mailowych, zamiast placu i kosciola kolo domu ciotki Leonii w Combray… 😉
Power struggle z rzymska Kuria to nie beda przelewki. Trzymam kciuki za Franciszka.
Bobiku, skoro ciezko pracujesz os switu, poszlam za ciebie na sobotni targ. Jest nowe stoisko. Rosjanie. Maja duzo wedzonych ryb (zimno-wedzonych i cieplo-wedzonych) i salo, ktore kupilam na tzw sprobowanie. Kiedys kupletowalismy sobie tutaj na temat sala.Kupilam tez pyszny cieply czarny chleb. jeszcze tylko zrobie zwiezej herbaty i voila! lunch „ugotowany”.
Pieknej moniko-majowki, Moniko!
Nisia, mam nadzieje juz po tworczych porodach i tez cieszy sie wielodniowym polskim wiosennym week-enedem.
Happy Monika Day!
Gruess Gott! 🙂
Zapracowanym – wytchnienia.
Solenizantkom- najlepszego.
Czy ktos – poza mna- rozpoczal juz sezon szparagowy?
Mniam! 🙂
Jutro Alpy i kilka zamkow, w tym Neuschwanstein krola Ludwika II. Aparatka gotowa do drogi, ja jeszcze nie.
Przyskakał Bobik jak polny konik,
słysząc, że pije się zdrowie Monik,
bo choćby zdychał, padał na biuścik,
tego toastu pies nie przepuści –
w górę kielichy, serca i duch,
samych dobrości dla Monik dwóch! 😀
Pierwsza warstwa Tarasewicza położona. Nie powiem, żeby mi to poszło szybko 😳 , ale z efektu jestem bardzo zadowolony. 🙂
Tylko kolana… e, lepiej nie szczekać. 🙄
Jutro druga warstwa, a trzecia pewnie pojutrze. Jak wyrobię, bo poniedziałek mam dość zalatany. Potem jeszcze tylko 3 dni poczekać, żeby można było przesuwać meble i będzie się można zająć kolejnym etapem remontu. 😈
Wędzonej ryby ani szparagów niestety nie mam i żałuję, ale przynajmniej w dobre gardła poszło. 😆
Magdalenki jako sposób na przypominanie sobie zapomnianych haseł to pomysł genialny w swojej prostocie. 😆
Zastosuję przy najbliższej okazji, która zapewne szybko nastąpi, bo mniej więcej co kilka-kilkanaście dni nie mogę sobie jakichś haseł, kodów czy PINów przypomnieć. 👿
No i Kot sie przylacza z najserdeczniejszymi toastami i najnowszymi oberwacjami ornitologicznymi.
Okazuje sie, ze para Bocianow na zmiane wysiaduje jajka. Myslalem dotad, ze on jej przynosi jakies kanapki z polowan i wode w dziobie , ale nie. Ogladalem teraz jak przylecial do gniazda, troche postal w miejscu i poprzewracal jakies kawalki plastyku. POtem ona wstala, troche rozporostowala nogi, skrzydla i pochodzila po gniezdzie, az on w koncu usiadl na jajach i ona odleciala.
Wyglada tez na to, ze te kawalki gazet i plastiku, co to myslalem ze je wiatrem przywialo do gniazda, to one sobie chyba zbieraja i znosza w jakims celu! Z jakiegos powodu te kawalki podtykaja pod sebie lub odsuwaja na boki. Ciekawe o co to moze chodzic?
Wczoraj ktorys z Bocianow zgubil duza lotke ze skrzydla (albo sam sobie wyrwal). Teraz widzialem, ze pioro to zostalo polozone kolo jajek.
Jajek jest w tej chwili cztery. Pewnie jak przedtem, jak sie wykluje czworo pisklat, to dwa pojda na odstrzal. No chyba, ze w tym roku bedzie wybitnie duzo jedzenia i bedzie im sie chcialo wychowac czworke.
Ale nie liczmy pisklat przed zachodem.
Teraz to on siedzi na jajach:
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
Powinny juz byc szparagi miejscowe w Londynie (w tv mowili). Ale dzis sprawdzilem i byly tylko podwiedle peruwianskie!
Po cholere nam peruwainskie szparagi? I w dodatku podwiedle? Eeech!…
Ale sa juz tez arbuzy, nie wiem skad! Bardzo czerwone i bardzo smaczne.
Długo się zastanawiałem, co to takiego te podwiedle i doszedłem do wniosku, że to jakiś rodzaj obelgi. 😆 Te cholerne podwiedle! Ty podwiedlo jedna! A może ty podwiedlu? Jak knedlu?
Potem mnie wprawdzie olśniło, co to miało być naprawdę, ale podwiedle jako wyzwisko już sobie zachowam. 😈
Najlepsze życzenia dla Monik, wyrazy szacunku dla zaremontowanych oraz współzłości dla Kota. Mt7, wracasz do siebie? Jadłam dziś szparagi. Ze słoika. 🙁
Przeczytałam wczoraj „Nas” Torańskiej. Jestem bardzo niepolitycznym zwierzęciem i wywiad z Kaczyńskim, to była pierwsza wypowiedź prezesa, licząca więcej, niż kilka zdań, jaką przeczytałam. No i dostałam falą negatywnych emocji od frontu, a od góry logiczną próżnią, aż mi się błędnik rozdygotał, a reszta organizmu zaczęła wysyłać komunikaty o zatruciu. Też sobie znalazłam lekturę na majówkę. 🙄
Wróciłem. Nostalgia. W puszczy bociany bez jaj 😉
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/BocianyWPuszczy#slideshow/5874199875789069106
Monikom najcieplejsze
http://kartki.net.pl/kartki/13/53.gif
Sezon na szparagi tuz tuz (Aga juz zaczela):szparagi to nie powiedle, sa pyszne, np tak:
http://www.guardian.co.uk/lifeandstyle/2013/may/03/asparagus-recipes-yotam-ottolenghi
Ja pieke szparagi 10 minut w piekarniku polane oliwa lub maslem. Do tego parmezan (na koncu) lub jajko na ledwo twardo ze szczypiorkiem.irek juz roze rozdaje. Noedlugo rozpocznie sie sezon rozany!
Czy dziś jest może prawosławna Wielkanoc?
Pytam, bo Kliczko, po obiciu mordy rywalowi, zaczął wywiad od „po pierwsze Christos woskries”. 😯
Od polnocy chyba jest Wielkanic.
Ladny przepis na ten bread pudding ze szparagami.
No, niech sie tylko pojawia nasze, angielskie! Angia dla Anglikow!
Ja mieszkam w zagłębiu szparagowo-kapuścianym, więc jak się sezon szparagowy na dobre zaczyna, można w okolicy u co drugiego bauera kupować szparagi na skrzynki, za psie pieniądze. Tylko nie zawsze nam się chce za tym jeździć. 😳
Ale na targu też nie są jakieś wściekle drogie. Idzie poszaleć. 😉
No to prawosławnym Wesołych Świąt, choć może bez obijania komukolwiek pyska. 🙂
Helou, helou, dzięki za życzenia, Moniko, Tobie najlepszego! Jeszcze się chyba nasze święto nie skończyło, skoro nie poszłam spać.
Nie poszłam, bo odpoczywałam. Nie lubię iść spać, padajac na pysk. Miałam gościa – przyjaciółkę z dawnych lat, ostatnie trzydzieści parę siedzi w Danii i widziałyśmy się wszystkiego kilka razy. Dwa dni z kochaną psiapsiółą – sami wiecie, wyczerpuje maksymalnie, bo obydwu nam się gęby nie zamykały 48 godzin na dobę.
Woziłam ją po kraju (bez Kolberga). Wczoraj na północ, znaczy Nowe Warpno i tak dalej, dzisiaj dla kontrastu na południe. Wzdłuż Odry aż do Siekierek. Dzień był – wbrew prognozom – cudowny. Może ktoś z Was był na tym wielkim cmentarzu otoczonym z trzech stron lasem? Ilekroć tam jestem, tylekroć czuję jak bardzo nienawidzę wojny pod każdą postacią.
Poza tym krajobrazy (z cmentarzem włącznie) wyglądały w niskim słońcu bajkowo.
Idę lulu – o ile Szanta wpuści mnie do łóżka, gdzie rozwaliła się na MOJEJ poduszce.
Nisiu, Ty najwyrazniej funkcjonujesz takze w moim czasie (tu jeszcze sobota sie nie skonczyla)! 🙂
Z podziekowaniem za cieple mysli w moim kierunku, zostawiam spory talerz swiezo upieczonych magdalenek, bo machnelysmy ich podwojna porcje. Moze komus od razu zapomniane hasla internetowe sie przypomna… Albo gdzie polozyl list z rachunkiem za swiatlo. (Ali Baba, wedlug tej teorii, powinien byl pogryzac magdalenki, zamiast jesc sezamki.) 😉
A szparagi i ja dzisiaj jadlam. Okazuje sie, ze zwykle je robie tak samo, jak Krolik.
I radosnej Wielkanocy tym, ktorzy ja teraz obchodza!
Dzień dobry 🙂
W Kościele Prawosławnym zaiste Wielkanoc. Czułem atmosferę świąt. Nawet sklepy dzisiaj są zamknięte.
Pozazdrościłem wszystkim remontu. Idę więc na 12 do kardiochirurgów na remont serca. Jeżeli będzie wszystko ok. to czwartek/ piątek pojawię się na blogu. Można czymać
Irku Drigi bedziemy czymac z calej sily. Niech Cie wyremontuja na schwal!
A tego http://wyborcza.pl/1,75478,13849078,Gdanski_ksiadz_informuje_wiernych___Hello_Kitty_to.html
raczej nie czytaj. To o diabelskim nasieniu w przebraniu rozowego Kotka. PO co sie masz frasowac.
Dzień dobry 🙂
Lecę szybko skończyć drugą warstwę, żebym od 12.00 miał łapy wolne i mógł czymać wszystkimi czterema.
Irku, remont to mała przyjemność, ale jakaż radocha, kiedy wreszcie jest po. 🙂
Witaj, Bobiku, witajcie Wszyscy. Bobiku, oszczedzaj zdrowie.
Te Bociany chyba zwariowaly. Naznosily do gniazda tyle plastyku, ze niebawem cale gniazdo wydzie wyscielane.
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
Ja też witam. 🙂
Jeszcze nie wiem dlaczego trzeba trzymać za Irka, ale trzymam.
A jak Ty sie czujesz, Siodemeczko?
Bociany idą z duchem czasu, co wcale nie znaczy, że z duchem rozumu. 🙄
Ale nawet jeśli zwariowały, to nie aż tak, jak moi Starzy, którzy wyraźnie jakieś przybory fryzjerskie szykują. 👿
Nie dość im remontu, jeszcze im się fryzjerstwa zachciewa? 😯
Nisię całuję serdecznie i bukiet samych dobrych, radosnych życzeń ofiaruję. 😀
Odpowiadam Adze, że maszeruję (dosłownie 2 z 24 dziennie) do siebie i mam nadzieję dojść.
Bobikowi – zakończonego remontu. 😀
Czuję się lepiej, ale przeżyłam chwile grozy.
To może dobrze, bo zmobilizowało mnie, żeby wziąć się za siebie.
To dobrze, Siodemeczko, ze przeszlo bokiem…
A co do fryzjerstwa, to bardzo Bobikowi wspolczuje. Czy nie chcialbys wcisnac sie gdzies bardzo gleboko pod lozko? To czasam pomaga, zalezy od tego jak oni sa zdetermonowani.
Stara czasami uzywa kija od miotly 👿
Wlasnie wysluchalem w tv reportazu o coraz liczniejszych mlodych Polakach szmuglujacuch papierosy do UK. Pokazano trojke mlodych ludzi, zatrzymanych na Gatwick z 400 kartonami papierosow w trzech walizkach. Zatrzymano takze Polaka-kierowce, ktory przyjechal po nich. Skonfiskowano nie tylko papierosy, ale takze samochod, choc kierowca sie przysiegal, ze nie ma z nimi nic wspolnego i nie mial pojecia co przewoza. Ale z nosa mu sie kurzylo i to bylo widac.
Samochod ma byc zwrocony w chwili gdy zaplaca clo za papierosy oraz jakies kary za niezgloszenie transportu w deklaracji celnej.
Musze uprzedzic Pania Doch, bo ona podejrzewa, ze para jej lokatorow tez zajmuje sie jakims szmuglem, choc 100-procentowej pewnosci nie ma. Papierosy lub cos innego, bo wydatki maja znacznie wieksze niz legalne zarobki. No i co pare tygodni jezdza do Polski i wracaja z wypchanymi czyms walizkami. .
Ale jesli ich zlapia faktycznie na przemycie, to moga ja potraktowac jako meliniare, choc ona naprawde Bogu ducha winna.
W tej chwili paczka papierosow w legalnej sprzedazy kosztuje tu ponad osiem funtow, wiekszosc tej sumy to akcyza. 👿
Ach, bo to święto Monik, a ja myślałam, ze urodziny Nisi.
To Monice zza wielkiej kałuży tyleż dobrych życzeń i serdecznych myśli. 😀
Siódemeczko, sękju wery!!!
Cudowny dzień nam znowu nastał. Irek, nie daj się, za ładna wiosna na chorowanie.
Bobiku, myślę, że powinieneś czymać czterema i jeszcze ogon zawiązać na supeł.
Sprawa Hell-o-Kitty pouczająca. Idąc tropem wykryłam ziemską siedzibę szatana. Jest to, mianowicie, Grecja. Hell-ada. Jakaś szatańska Ada tam sprząta. Albo może gotuje.
Uwielbiam maj!
Nie wiem, czy Helena nie jest aby przez jedno l tylko dla zmylenia przeciwnika. 🙄
O mgle z helu już nawet nie będę szczekał, bo chyba dla wszystkich jasne, skąd ona rodem, bez względu na jedno czy dwa l.
Maszynka się stępiła w trakcie fryzjerstwa. 🙁 ONI mówią, że już wolą remont, niż strzyżenie. A co JA mam powiedzieć? 👿
Hell-ouyn – nowoczesna Noc Walpurgii.
Optymistycznie (choć też nie wiadomo, jacy szatani byli tam czynni): nadgraniczne miasteczka i wiochy urokliwe, dawniej obraz nędzy i rozpaczy, obecnie zadbane i czyściutkie, a też coraz bardziej zamożne, co widać po stanie domków. Droga (dawna krajowa E-14) wciąż wąska – jej funkcję przejęły inne drogi – ale równa, wyasfaltowana, bez dziur.
NO I DOBRA!
Ada, to nie wypada
gotować u szatana-gada,
na wieść, że cię zatrudnia ten piekielny miot,
aż oblewa zimny pot. 😯
Ada! To przecież zdrada!
Nie wiesz, że trefna jest Hellada?
Ty porzuć ją, bo kolców więcej ma niż róż,
na plebanii lepiej służ! 😎
Oj, nie wiem, czy i w Polsce piekło nie ma swojej zamaskowanej ekspozytury na Helu. 😯
Musze cos powiedziec w tajmnicy, ale niech to tylko miedzy nami zostanie i nie opowiadajcie nikomu.
Otoz jak ja czytalem ten wywiad z ksiedzem od Hell-o! Kitty, to jakos mi go ogromnie, po kociemu zrobilo sie zal – ze on jakby nagle przejrzal na oczy i zobaczyl, ze sie zagalopowal na granicy kabaretu – z ambony!!!! I pewnie mowi teraz sobie: co o mnie ludzie teraz pomysla! Naczytalem sie jakicgs glupot w internecie i wszystko prostodusznie im powiedzialem. A teraz oni za plecami sie smieja i nazywaja mnie glupkiem glupkiem! Jaki diabel mnie podkusil, zeby mowic o Hell-o Kitty!.
Hej, Irku!mam nadzieje, ze kardiologiczna odnowa (restoracja, renowacja, restauracja- ktory to termin bylby najakuratniejszy?) nastapila i juz od popoludnia ma sie ku lepszemu. Piekna majowa przyroda bedzie cie wspomagac w rekonwalescencji.
W mojej kuchni dzisiaj bedzie nasze czeste letnie danie: chicken pita. Kurczk (bez kosci) grillowany, pokrojony cienko; owiniety ogrzanym pita bread z posiekanymi ogorkiem, czerwona celula i salata; polany sosem jogurtowo-tahiniowym:
http://www.food.com/recipe/quick-tahini-yogurt-sauce-423988
Sos mozna zastapic tzatziki, albo czym kto lubi.
Ja coś nie bardzo wierzę w przejrzenie tego księdza na oczy. Raczej się tylko przestraszył tego, że go w gazetach opiszą i będzie poruta. 🙄
Chicken pita i w ogóle pita to jest pyszne żarcie, tylko mnie by się go nie chciało robić. U naszych (znaczy niemieckich) Turków jest dobre i tanie, a właściwie śmiesznie tanie, więc jak zwykle lenistwo wygrywa. 😳
Och, muszę się tym z Wami podzielić. Zobaczcie, jakie świetne szczeniaki. Szapo do kwadratu! 🙂
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,13844078,Absolutnie_niezwykla_inicjatywa__Uczniowie_buduja.html#MT
Rzeczywiscie, swietni mlodzi ludzie, Bobiku! 🙂
Irku, zdrowiej jak najszybciej i nie daj sie remontowcom! Jeszcze sporo wiosny zostanie po tym tygodniu, zeby moc sie nia nacieszyc (ja jak Nisia, uwielbiam maj).
Dobrze, Siodemeczko, ze chociaz juz Ty wychodzisz na prosta.
No i wszyscy miewajaja wpadki, wcale nie tylko domorosli etymolodzy-egzorcysci. Ostatnio mial wpadke Niall Ferguson, krytykujac teorie ekonomiczna poprzez zycie prywatne ekonomisty (w tym przypadku Keynes’a).
http://www.guardian.co.uk/books/2013/may/04/niall-ferguson-apologises-gay-keynes
A tu jeszcze cos nowego z bostonskiego Mass General (oni na badania naukowe wydaja ok. 1 miliarda dolarow rocznie, co wiem od znajomej, ktora tam pracuje, choc nie w tym akurat zespole). Obawiam sie, ze bez egzorcyzmow sie nie obedzie, a i zatwardziali tradycyjni racjonalisci moga sie poczuc nieco nieswojo… 😉
http://commonhealth.wbur.org/2013/05/genes-altered-after-relaxation-practice
Echch, dorwałabym tego, kto wymyślił, żeby przeszklić mój balkon, wyrwałabym mu nogi z sempiterny, a potem bym je przyszyła tylko po to, żeby móc znowu wyrwać. 😈 Po trzech-czterech powtórzeniach, może bym się uspokoiła. Niestety, chirurg ze mnie w ogóle marny, a z operacją na samej sobie, to już na pewno bym sobie nie poradziła…
Irku, trzymam. Za Mt7 też – oby marsz jak najszybciej zmienił się w marszobieg.
Nie wiem, co to jest tahini, ale jak zobaczę, to kupię, bo proste sosy to jest to, co spracowane korpoludki lubią bardzo. Nie powiem, co lubią najbardziej, bo mnie resztki wstydu powstrzymują. O tych fajnych młodych ludziach czytałam w Polityce. Od razu mi się radośniej zrobiło. 🙂
Ja uprawiam od trzech dni nordic walking, Ago.
Robię to rzetelnie przez minimum dwie godziny, więc każdy mięsień mnie boli w plecach, ręcach i nieco w trzęsących, zakwaszonych nóżcach.
Sama wiesz, jaką mam nadwagę, więc mam co dźwigać.
Doszłam do wniosku, że wolę wykańczać się w ten sposób z nadzieją na sukces, niż oddać w ręce wracza, który jest mnie w stanie wyprawić dwiema tabletkami na tamten świat.
Trochę mnie wkurzył artykuł linkowany przez Bobika o tych uczniach, bo w Polityce pisała o tym Edyta Gietka w kwietniu, a tu w TOKFm piszą w tytule -’tylko u nas”, wyjaśniając od niechcenia na końcu, że pisali już o tym tu i mówili tam.
Gruess Gott! 🙂
Z dziennej wróciłam wycieczki.
Przywiozłam łupy (fotograficzne) bogate
W (górskich) zamkach i twierdzach zdobyte.
Pięknie bylo.
Irku, czymam!
Za Wszystkich Innych też.
Ago, wyrwij mu nogi razem z płuckami. Bardzo uspokaja.
A czy dzielisz się czasami swoimi łupami, Mar-Jo? 🙂
Moniko, a czy do self-care można też zaliczyć medytację przed lodówką? Bo ja codziennie ileś tam minut przed nią odsiaduję i medytuję, kiedy otworzą i czy co dadzą. 😎
A ja dadzą, to czuję, po prostu czuję, nawet bez badań, że mi to znakomicie na ekspresję genów wpływa. 😆
Jak rozumiem, Ago, przeszklony balkon w maju to nie jest to. Zrob to co nalezy.
Siodemeczce zycze wytrwalosci w nordyckim marszu po zdrowie.
W koncu zamiast gotowac obiad poszlismy (po trosze zgodnie z sugestia Bobika) na pozny lunch do cafe arabesque na rzeczona pite, na dodatek z pyszna zupka z soczewicy i placuszkiem maneesh nadziewanym szpinakiem, a na deser sok z mango.
Siodemeczko, czasami sie dziele. 🙂
Tego Neuschwanstein, gdzie Mar-Jo dziś łupiła, sam byłbym ciekaw. Jest to kicz tak już odjechany, że aż przez to fascynujący. Krasnal ogrodowy nadnaturalnej wielkości. No i jest nieustającą turystyczną atrakcją, z czego wniosek, że nie tylko kraść lepiej na wielką skalę niż na małą. 😈
Ha! Zdemoralizowałem Królikostwo. 😆
Zaraz guglnę za tym szpinakowym placuszkiem, bo bardzo interesująco to brzmi. No dobra, mogę się przyznać do niepsiej namiętności – uwielbiam szpinak. 😳
Ago, tahini to jest pasta z sezamu, bardzo często używana w kuchni arabskiej i co poniektórych innych kuchniach orientalnych.
U nas do kupienia już nie tylko w arabskich i tureckich sklepikach, ale praktycznie w każdym supermarkecie. Ale można sobie również zrobić własnymi ręcami:
http://greek.food.com/recipe/homemade-tahini-73859
Tu każą prażyć sezam w piekarniku, ale ja wolę na patelni (trzeba mieszać), bo szybciej idzie i lepiej widać, kiedy jest w sam raz.
Dzisiaj nie dam rady, ale postaram sie w najblizszych dniach cos wrzucic.
Dobranoc Wszystkim. 🙂
Branoc. 🙂
Ja też chyba się udam, bo mnie ciągnie do łożnicy.
Poszłam spać o 5 rano. 🙁
Aaa, to znaczy, że wiem, co to jest tahini, tylko chwilowo nie pamiętałam.
Przeszklony balkon nie byłby zły, gdyby nie trzeba było tego całego szkła myć. Z kolei bez szkła balkon nie nadawałby się do użytku, bo strasznie się brudzi. Wychodzi na „studnię”, nie widać z niego nic, poza… otaczającymi go balkonami, wykorzystuję go więc latem do suszenia prania. 😳 Ale suszarka stoi tak, że z podwórka jej nie widać, z większości balkonów też nie. A ja mam w mieszkaniu więcej powietrza. Właśnie otworzyłam dziś sezon.
Mt7, dwie godziny nordic walking to bardzo solidny trening! Gdzie chodzisz? Niektórzy odradzają chodzenie z kijkami po chodniku – zdaje się, że to może obciążać łokcie, ale pewności nie mam – słyszałam od znajomej, a ona od trenera w uzdrowisku. Coś czuję, że ja też będę jutro miała zakwasy…
Mnie w zasadzie nie ciągnie, ale mam jutro dużo walkingu, choć bez Nordyka i rozsądek ględzi, że warto by na legowisko. Ciekawe, czy uda mi się go posłuchać. 😈
Chodzę po twardym i staram się po równym, bo potrzebuję rytmiczności ruchów.
Łokcie? Ręce raczej powinny być w miarę wyprostowane.
Ja czuję ramiona, barki i plecy, oraz mięśnie brzucha, chociaż tego do końca nie jestem pewna, bo się dramatycznie rozchorowałam po pierwszej porcji otrzymanych lekarstw i miałam/mam wszystko obolałe w brzuśtu.
Słucham sobie audiobooków i maszeruję, raz wolno, raz dynamicznie, ale staram się nie forsować nadmiernie, bo i tak ledwo się dowlekam do domu.
Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej.
Będzie lepiej, Siódemeczko. Musowo. 🙂
Noc ciepła i pełna zapachów, trudno się dziwić Pręgowanej, że się włóczy, zamiast spać. Ale ja sobie dziś święcie obiecałem, że tak całkiem tego rozsądku nie zlekceważę. 😉
Spij spokojnie i smacznie, Bobiku. 🙂
Kociak wiedzie do piekła seksualności („hello kitty” to anagram „ok helly tit”, a u mnie w piekarniku ciasto się piekło. No ale u bezbożnika to normalne.
Fik, bryk!
Przybrykałam do Warszawy. Też parę dni spędziłam z kijami, pierwszy raz w życiu, choć dostałam je od rodziny parę lat temu 😈 No, ale w mojej okolicy przez ten czas była heca ze śmierdzącym kreozotem, więc przestałam chodzić do tutejszego lasu, a jeździć z nimi nie chciało mi się. Teraz miałam motywację, bo razem z siostrzeństwem. Oczywiście robimy to zapewne zupełnie niefachowo. Parę razy mięśnie czułam, potem przestałam.
Spóźnione serdeczności dla Monik i mam nadzieję, że Irkowy remont się udał!
Co do Tok FM, to „Polityka” jest współudziałowcem tego radia, więc to nie całkiem konkurencja 😉
Dzień dobry 🙂
Malutkie dzień dobry, bo po wczorajszym strzyżeniu dużo mnie ubyło. Na oko tak jedna trzecia psa została.
Ale spoko, dzień dobry ma to do siebie, że odrasta. 😉
A w stolicy to teraz wszystkie dziewczyny muszą się obowiązkowo z nordykami przechadzać? Portugalczyków nie chcą, że niby wykorzystają…? 😈
Co się dziwić, że księża straszą piekłem i szatanami. To jest bezpieczna działka. Za to się nie wylatuje z roboty, tylko za aniołki. I to nawet nie za aniołki Charliego. 😯
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13854016,Biskup_odwolal_proboszcza_spod_Ostrowa__Za_aniolki.html
Wylecianego proboszcza w ogóle mi nie żal. Nie dość że złodziej, to jeszcze głupi. Mógł słuchać psa, który ze znajomością życia twierdził, że jak już kraść albo robić przekręty, to na potęgę. Dużemu przekręciarzowi wszyscy mogą skoczyć. 🙄
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,13844731,Abp_Slawoj_Leszek_Glodz_hoduje_daniele_na_dzialce_.html
Kult Daniela 😆
Kult kultem, ale nie wykluczyłbym, że niektórzy z tych Danieli znikają w głodźnej lwiej paszczy. 😎
A my obchodzimy dzisiaj Pierwszy Maja i spiewamy Czerwony Sztandar na melodie O, Tannebaum!
Jest wprawdzie Szosty Maja, ale nie bedzie nam kalenarz dyktpwal kiedy jest Pierwszy. To wlasnie o to sie rozchodzi zeby na kalendarzu byl komletnie inny dzien niz ten co go swiecimy.
Wiec prawie wszystko jest pozamykane: poczta i apteka, bank i pralnia chemczna. Pootwoerane sa tylko zaklady wszelkich cudzoziemcow co sie nie znaja na angielskiej ekscentrycznosci – kawiarnia Marcela i Janka-Slowakow, dwa warzywniaki nalezace do Srilanczykow, sklep polski i rosyjski. Cala reszta dzielnicy jest pod kluczem.
Najwyrazniej nie ponfrmowano o tym swiecie centra telefoniczne w Indiach, gdyz mielismy juz dwa telefony namawiajace nas do skorzystania z uslug adwokatow jesli potracil nas samochod.
Bobiku, tu nie chodzi że mało zajumał, tylko że kościelne. Gdyby aniołki były czyjeś inne, to by się nazywało „bezprzykładny atak”.
Kocie, a jak się zgodzisz, to masz jedno potrącenie gratis na próbę? 🙂
Tak jak oni obiecuja pieniedzy, to bym sir zgodzil nawet zeby mnie samochod przejechal.
A najlepiej moja Stara.
A teraz bacznosc! The people’s flag is deepest red!
http://www.youtube.com/watch?v=kDIuApfVxBg
Chociaz oczywoscie w tym domu to my wolimy inna wersje Czerwonego Szrandaru:
The people’s flag is palest pink
It’s not the colour you might think
The middle classes stand and cheer
The Labour government is here
We’ll change the country bit by bit
So nobody will notice it
And just to show that we’re sincere
We’ll sing The Red Flag once a year!
W moim domu dawno temu na tę melodię śpiewano jakąś pieśń, z której pamiętam tylko kawałek jednego refrenu: „Że ułan orze, to nie wstyd, wojna go nie wzbogaci. Ja za kwaterę dam ci kwit, a (???) zapłaci”.
Zna ktoś z Szanpaństwa taką wersję?
Ciekawe jak sie Tarasewicz posuwa?
Przeciek maturalneg zadania z matmy:
– Robotnik wykonuje swoją pracę w 4 dni i 5 godzin. Pijany robotnik tę samą pracę w 7 dni i 8 godzin. Na budowie pracuje 7 robotników i 1 majster. Majster przychodzi trzeźwy na budowę co 3 dzień, a do sklepu monopolowego jest 13 minut biegiem. Oblicz zysk sklepu monopolowego, gdy budowany jest dom dwukondygnacyjny
Tarasewicz już klepnięty po raz trzeci, tym razem ręcami Pana Administratora, bo ja miałem pilne terminy w terenie i bym nie zdążył, a poza tym wszystkie cztery łapy mam zajęte czymaniem za Irka, więc musiałbym malować ogonem, co nie jest zbyt wygodne. Teraz tylko 3 dni odczekać, aż farba porządnie stwardnieje i będzie można przewlec meble. A potem zabrać się do mniejszego pokoju, bo remont, jak wiadomo, nie kończy się nigdy. 😈
Ale może jednak zrobimy parę tygodni przerwy, żeby się majem nacieszyć. 😉
W terenie spotkałem najlepsze truskawki świata, ananasówki i namówiłem je, żeby poszły ze mną na chatę. Trochę się ociągały, więc rzuciłem „no, co się tak boicie, przecież was nie zjem”, a te naiwniaczki się nie zorientowały, że łgałem jak pies. 😈
Niech zyje Tarasewicz!!!
A zadowolony Pies? Tak wyszlo wlasnie jak sie mu widzialo?
Na razie zadowolony. Ale ostateczne potwierdzenie mogę dać dopiero po wstawieniu mebli, jak mi się optyka całości rzuci na ślepia. 🙂
U Ciebie sa juz lokalne truskawki, Bobiku? Jesli tak, to zyjesz prawie w raju, juz niezaleznie od zakonczonego remontu. I gratulacje z okazji jego – przynajmniej chwilowego – zakonczenia remontu! Teraz odtruwaj sie po Tarasewiczu na tarasie. 🙂
U mnie na pobliskiej farmie wszystko sie dopiero powoli zaczyna, choc zdjecia ze szklarni i pola wygladaja obiecujaco (przy okazji mozna poznac lokalny sposob myslenia, czyli being Thoreau, zawarty wlasciwie w kazdym zdaniu). 😉
http://www.hutchinsfarm.com/?page_id=4
Czasem mam takie wrażenie, że Kościołowi naprawdę życzą głównie bezbożnicy i lewacy. Żeby jeszcze słudzy Pana B. umieli posłuchać ich ze wszech miar słusznych rad… 🙄
http://wyborcza.pl/1,75248,13853937,Abp_Michalik_Kosciolem_walczy_z_Polska.html
Dziękuję, Moniko, choć rzeczywiście gratulować będzie czego dopiero we czwartek, kiedy to – mam nadzieję – uda mi się ten cały bajzel budowlany uprzątnąć. 😉
W maju istotnie zaczyna się u mnie raj szparagowo-truskawkowy i zwykle korzystam z tego do upadu. Okolica jest rolnicza, Ruhra już dawno przestała zadymiać, więc nic tylko konsumować. 😀
Ale Wam zazdroszcze, Moniko, tych pobliskich farm ekologcznyc! I jaki fajny newsletter wydaja – gdzi wszystko jest jakies takie rzetelne i uczciwe : „Kupilismy okropna ziemie, zbiory byly fatalne, ale juz zmienilismy dostawce i w przyszlym sezonie powinno wszystko wygladac lepiej!”. Albo „nasze szaragi dopiero za trzy sezony mozna bedzie nazwac prawdziwie ekologicznymi…”
Dzizaz. Dlaczego caly swiat nie moze byc jednym wielkim Concorde’em. Mass?
Bo gdzieś musi być cieplej, żeby ptaki mogły na zimę odlatywać do ciepłych krajów. 😆
A w tych cieplych krajach nie mozna byloby zaprowadzic Concorde, Mass? Albo przynajmniej wydzielic w kazdym jednym kraju wydzielone rewiry pod nazwa „konkordy masseczusettskie”?
Gruess Gott! 🙂
Na szybko kilka obiecanych fotek:
https://plus.google.com/photos/101208902374345930662/albums/5874912521028934145?authkey=CNXy3sjm3qnqaA
No więc andsole gotują się do odlotu, bo cościk tu zimno w tej części Brazylii zaczyna się robić. Proszę szybko informować gdzie jest obecnie ciepło, ale też bez przesady, bo nie chcę, żeby mnie piekło, bo nagrzeszyłem za mało, by iść doń.
Truskaweczko, leć do nieba,
przynieś mi siostrzyczki z drzewa.
Mogą także być porzeczki,
po nich piszę ciut odrzeczki.
A bo co?
Nie fikam.
Nie piję.
I nie brykam.
Truskawek nie oszukuję.
Żony też nie choć ona i tak nie wierzy.
I jak się umawiam na ósmą,
jestem o ósmej czyli wyrodek.
Wyrodek punktuałek.
Ale gdybym już miał grzeszyć,
to nigdy z zegarem,
ale najszybciej z truskaweczkami.
A kiedy bedziecie w Londynie, Andsolu? My ze Stara tymczasem sie jeszcze nie wybieramy nigdzie (dopiero w czerwcu), tylko trzynastego przyjedzie do nas ktos na dluzszy wywiad i obiecalismy trzynac dzien otwarty. . Otherwise jestesmy free i chetnie przyjmujemy.
Jak już oblecim Afganistan, Andorrę, Bambukolandię, Bułgarię, … no i tak dalej. A United Kingdom jak widać jest prawie na końcu. Ale dolecim i tak i niezadługo do Kota do puszeczki (ale nie do kuwetki) zastukami i daty podamy.
OK. UK jest nudny w porownaniu z Afganistanem i Bambukolandia.
A ja wiem, kiedy andsol będzie w Berlinie, bo ja też tam wtedy będę. I jakby ktoś jeszcze chciał wiedzieć w celach spotkawczych, to powiem. 🙂
Ja, ja!!!! 🙂
Bry!
Tu ja, rozerwany między uczucie/1 (Bobik et ferajna), uczucie/2 (psy/dzieci/etc), uczucie/3 (etc.), a wydolność. Wydolność wygrywa! Że taka niewydolna…. joke, joke, dżołk!!!
Ostatnio byłem… eeeee…. w Lublinie. Sorry, Irku, ale to było od rana do wieczora….
A, nie! Ostatnio byłem w Zagórzu, etc.
Andsol to powinien i do B. dojechać… swoją drogą to nazywa się oficjalnie dokładnie jak kierownik DKF z Politechniki B., w której byłem, pardą, członkiem. I cały czas się zastanawiam, on czy nie on. I decyduję, nie on.
A poważniej (nie umiem!!!!!) to andsolu, jak będziesz w B/W, to…. wiesz gdzie jestem. U Bobika, hihi.
No, dałem głos, pogadałem ze sobą. Jeszcze się użalę: wiosna, kurna, na całego, magnolie kwitną, bzy, lilaki, też. Pachnie. Park Południowy… cały w młodzieży gotowej do … jak to młodzież.
Aha, miałem się użalić. Łeb boli….
Koniak pomoże? Stock! Z Lublina! Gdzie od rana do stocka.
Dobry wieczór, właśnie wróciłam ze Szkocji 😆
Do Berlina? Na spotkanie z Bobikiem, Andsolem &Co? Of course ❗
Proszę o namiary. Mówię dobranoc bo jutro do ajbartu na mus 😉
Wszystkiego dobrego Koszyczku 😆
Powracajac zas do Pierwszego Maja obchodzonego Szostego.
Qlasnie dostalem cynka, ze Czerwony Sztnadar na leodie o, Tannebaum mozna spiewac jeszcze inaczej:
The working class can kiss my arse,
I’ve got the foremans’ job at last.
I’m out of work and on the dole,
You can stuff the red flag up your hole.
The working class can kiss my arse,
I’ve got the foremans’ job at last.
'Twas on Gibraltors rocks so fair,
I saw a maiden lying there,
And as she lay in sweet repose,
A puff of wind blew up her clothes.
The working class can kiss my arse,
I’ve got the foremans’ job at last.
A sailor who was passing by,
Tipped his hat and winked his eye,
And then he saw to his despair,
She had the red flag flying there.
The working class can kiss my arse,
I’ve got the foremans’ job at last.
Ta odnoga z Politechniki była bogatsza w przeszłości – dowiedziałem się kiedyś, że dla zachowywania części herbowej przy nazwisku trzeba było wrogowi czyli carowi płacić i przodkowie tamtego płacili a moi zdecydowali się zdemokratyzować. I dobrze, bo od strony mamy to tam nie tylko szlachty, ale i przyzwoitej burżuazji nie było, wszystko jakieś murarze i sprzątaczki. I to jest bardzo dziwne, bo choć mi tata przygłupem nie byli, to bez wątpienia mama miała znacznie większe talenty do uczenia się i tworzenia. Ale czasy nie bardzo życzliwe kobietom były.
A w DKFie nigdy nie przyznawałem się nikomu, że to mój daleki kuzyn, bo on był specjalista od spoilerów i przemów na temat „co reżyser chciał powiedzieć”.
Mam też jakiegoś kuzyna na geologii wrocławskiej, ale gdy odkrył moją niekatolickość, kontakty się urwały, ale liczę na to, że jak do nieba kiedyś pójdzie to mi jednak zaproszenie wyśle.
A z Tobą, Tadeuszu, to przecież we Wrocławiu też możemy. Podaj mi tylko na prive’a komórkę na węgiel i coś tam dorzucę.
I bardzo żałuję, że ta Polska taka długa i do Lublina nie dolecę. Jakoś dziwnie mam doń wiele sentymentu.
Porozsyłałem co trzeba komu trzeba, czyli stosownie do życzeń. Jeśli o czymś/kimś zapomniałem, proszę mnie napomnieć, bo za swoją przytomność w ostatnim czasie nie ręczę. 😉
Bobiku, kocham Cię 🙂
Dobranoc 😆
Pierwszy raz do mnie dotarło, że wyrażenie „pijany w sztok” można odnieść nie tylko do Stocka-kija, ale i do trunku. 😛
Jagodo, miłosne deklaracje w maju jednoznacznie stawiają Cię w gronie młodzieży. 😆
A co jadalas w Szkocji, Jagodo? I czy Ci smakowalo?
Jedzenie zawsze najciekawsze z przygod.
Mordo, jak już populacja Londynu będzie się składała w większości z Polaków, podrzucę Ci jeszcze jedną wersję Czerwonego sztandaru na melodię O, Tannenbaum – po polsku. Będziesz jedynym dysponentem tej wersji, więc będziesz mógł żądać za jej udostępnienie dowolnych opłat w bażantach. 😆
Bobiku 😆 😆 😆
Kocie Drogi,
jadałam przedziwne śniadania 😯
Jajko sadzone, kiełbaska, bekon, fasolka w sosie pomidorowym, placuszki ziemniaczane 🙄
Nie ukrywam, że był to dla mnie zaskakujacy zestaw. Oprócz tego były płatki zbożowe, owoce konserwowane, jogurty. To w ramach B&B.
Niezależnie od tego jadaliśmy jagniecinę, haggis, pijaliśmy wyborne piwa 🙂
I oczywiście śpiewaliśmy 😆
Ale o tym później.
Dobranoc 🙂
Szkocja jest piękna ❗
Dzięki wielkie, Mar-Jo, zdjęcia są bajkowe, gdyby usunąć ślady techniki współczesnej, spokojnie można ilustrować bajki braci Grimm.
Świetne! 🙂
Dziekuje, Siodemeczko. 🙂
Dobranoc Wszystkim. Ajbart (Jagoda chyba zasluzyla na nagrode imienia?) czeka jutro od switu. 🙂
Fakt, zupełnie nierealne to zamczysko.
Trzeba być niezłym wariatem, żeby coś takiego w środku lasu wybudować. Choć trzeba też przyznać, że ci od Brasilii byli jeszcze bardziej stuknięci. 😉
O, przeoczyłem ajbart (Bart to po niemiecku broda). Pewnie, że dajemy Nagrodę. 😀
No to jadaliscie, Jagodo, kasyczne English Breakfast- jeszcze powinny byc zgrylowane pieczarki. Ludzie tego wlasnie spodziewaja sie w B&B, bo we wlasnym domu tego zazwyczaj nie jadaja, za duzo cholesterolu, , ale oczekuja, ze tak wlasnie bedzie wygladalo sniadanie poza domem.
Zaraz po przyjedzie do Londynu zdarzylo sie Starej, ze mieszkala w tym samym mieszkaniu z Sewkiem Blumsztajnem pod nieobecnosc gospodarzy, ktorym przyrzekla, ze bedzie sie nim czule opiekowac. . Chcac mu dogodzic, zapytala co jada na sniadanie i on sie przyznal, ze marzy mu sie prawdziwe angielskie sniadanie.
Stara sie nie przyznala, ze nie ma pojecia jak ono wyglada i pamieta, ze musiala o polnocy dzwonic do znajomej, aby ta ja poinstruowala. Rano pobiegla do sklepu, kupila wszystko procz tych krokietow ziemniaczanych i rano, nie mrugnawszy zaprezentowala SB angielskie sniadanie. Byl pod duzym wrazenirm i zjadl tylko polowe.
Stara uwielbia prawdziwe angieslkie sniadanie, ale jadala je tylko okazjnalnie – wlasnie w roznych B&B, albo bladym switem po nocnym dyzurze redakcyjnym. Po calonocnej bardzo wytezonej pracy (wieczorem produkcja programu, nad ranem przetlumaczyc dwa wydania dziennika i napisac solidny przeglad pracy, potem to przeczytac w miare nie zaspanym glosem) , solidne angielskie sniadanie bylo tym wlasnie czego organizm potrzebowal. Skladala sobie na talerz wszystko co bylo do zlozenia z bufetu – dwa jajka usmazone, boczek, krokiety ziemniaczane, pomidory zapieczone z ziolami, grzyby, grzanki i fasolke w sosie czerwonym. I do tego pol litra kawy przed wyjsciem z pracy do domu. Wtedy dopiero czula, ze odzyskuje czlowieczenstwo po niewolniczej eksploatacji..
Nie wiem, czy nawet po przeharowanej nocy byłbym w stanie takie śniadanie wrąbać. 😯
Mnie się żołądek kurczy nie z zimna, tylko z porannych godzin. 🙄
Believe me, Bobik….
Jak tu radośnie w kilku tonacjach! 😀 A może i w kilkunastu, za bardzo się śmiałam, żeby liczyć. Chętnie bym postawiła truskawki tym policjantom, którzy ujęli sprawcę niezgłoszonej kradzieży antyków. 😯 Właśnie wczoraj zaczęłam czytać What a carve up! – czy to nie Tadeusz polecał tę książkę, dawno, dawno temu? Przewiesiłam obraz i mam teraz dziurę do załatania i zamalowania. Jakiego materiału najlepiej użyć, jeśli łatanie będzie wykonywane dwoma lewymi rękoma? Fachowiec kazał kupić akryl, a co doradza koszyczkowa sekcja remontowa?
Ooops Zakursywiłam. 😳
Okropne są historie tych ludzi:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13844104,Lzy__strach__bezsilnosc__Tak_Hiszpanie_traca_swoje.html#BoxSlotIIMT
Czyta się to wszystko bez emocji, dopóki nie zobaczy rozpaczy tych ludzi.
Odkursywiłem, Ago. I zaraz przesłucham Pana Administratora na okoliczność łatania dziur. 🙂
Hmm, nie wiem z czego masz ścianę.
Akryl może być, chociaż ja człowiek prosty użyłabym gipsu przy niewielkim ubytku.
Łatwiej zeszlifować i w ogóle. 🙂
PA twierdzi, że wszystko zależy od wielkości dziury. Jeżeli jest maleńka, to akryl starczy. Jak przy wyrywaniu gwoździa wyleciał większy kawałek ściany, to lepiej załatać masą szpachlową, o której odrobinę najlepiej poprosić jakichś fachowców, bo z kupionej w sklepie porcji trzeba będzie wywalić 99%.
Dziękuję za odkursywienie. 🙂 Dziura jest rozmiaru mojego kciuka, głęboka też na kciuk. Tycią bym jej nie nazwała, ale większość ściany wciąż jest na miejscu. 😉
Przeczytałem właśnie, że Terlikowscy u Lisa stratowali księdza Lemańskiego. Przykro. 🙁
A gdzie to przeczytales, Bobiku?
Są gotowe masy w niewielkich opakowaniach, zawsze jednak większych niż mały ubytek.
Ja nie znam dobrotliwych fachowców, może Aga zna.
Ja mi się ukruszyła w spłuczce klozetowej nakładka przyciskająca uszczelkę, żeby woda nie wyciekała na podłogę, to cierpiałam trzy tygodnie bez rzeczonej spłuczki, bo się uparłam, że nie zapłacę nie wiadomo ile za usługę, która dotyczy plastikowego kółka wartego 1 zł.
Problem w tym, że wszyscy sprzedają wyposażenie, ale bez asortymentu do zamocowania lub napraw.
Straciłam kilka dni, żeby się o tym przekonać, a realizacja zamówienia u producenta to zakup całego pakietu + 14 dni. 😆
Pakiet kosztował kilkanaście złotych (przyda się na przyszłość), kurier (!) 19 PLN, ale mam.
Sądząc po lamentach Mordki, kapitalizm hydrauliczny wszędzie tak wygląda, czyli PRL dał radę. 😀 🙁
A tu, Mordko:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13860078,Terlikowscy_u_Lisa__ksiadz_Lemanski_na_straconej_pozycji_.html
Na kciuk to już za duża dziura na akryl. Ma być szpachlówka. To w zasadzie to samo co gips, tylko z dodatkami opóźniającymi twardnienie, więc łatwiej tego używać. Zwłaszcza jak się ma dwie lewe ręce. 😉
Widziałam ten program, bo dostałam cynk.
Istotnie, nie dopuścili X. Wojciecha praktycznie do głosu, mówili tak żarliwie o swoim doświadczeniu, z takim ogniem, że X. Wojtek, który potrzebuje czasu na wyłożenie całego skomplikowania materii, nie mial szans.
Dotychczas rozmawiał z osobami prowadzącymi, które dawały mu czas na wypowiedzenie się.
Często jednak ludzie rozumieją opacznie, co chce powiedzieć, On nie jest odszczepieńcem, nie odpowiadają mu metody.
Tu będzie można niebawem obejrzeć:
http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/tomasz-lis-na-zywo
Wiecie, że dziś jest dzień antydietowy? 😯 Właśnie w wiadomościach mówili.
Ja oczywiście popieram całym sercem i paszczą. Precz z dietami! 😈
Bardzo dziękuję. 🙂 Kobieca intuicja górą! Wyczułam, że pomysł z akrylem jest nienajlepszy. W międzyczasie wymyśliłam, że w ramach treningu porobię jakieś dziury w piwnicy i to od nich zacznę łatanie. Tylko jeszcze kupię sobie jakiś śliczny kombinezonik roboczy z dużą liczbą kieszonek. Do ściany z dziurą po obrazie, jak już się nad nią wyleworęcznię, przyjdzie pewnie i tak wzywać fachowca, ale co się przedtem ubawię, to moje. W kalendarzu maj, na termometrze – maj, jakieś atawizmy unoszą się w powietrzu i naciskają receptory szepcząc przy tym zmysłowo: w kombinezon i do kielni, kobieto! Muruj gniazdo! 😆
Choroba. Im kompletnie nie zalezy na prezentowaniu pogladow i racji, tylko na walce gladiatorow. Jak zapraszaja do rozmowy Niesiolowskiego z Kurskim – na jakikolwiek temat – to czego mozna sie z tej rozmowy dowiedziec?
Konca tego zupelnie nie widac. Tak juz zawsze bedzie?
Bobiku! Jeśli nie ufasz dietom (słusznie), to podbuduj się tą książką i jedz co chcesz!
http://www.empik.com/smacznego-chorzy-z-powodu-zdrowego-jedzenia-pollmer-udo-fock-andrea-gonder-ulrike-haug-karin,prod46310193,ksiazka-p
Czytam od wczoraj, z przerwami na gości. Fascynujaca lektura!
Ej tam. Ja jem co chce i takie sa rezultaty. 👿
My jemy – od myć.
Wy jecie – od wyć.
Oni ją – jacy oni, jaką ją?
A ja jem? Jakim jajem? Kogo jajem? I dlaczego???
To jeszcze z przedwojnia. F. Jarosy.
Full British fry up, czyli tradycyjne sniadanie brytyjskie i u nas, w dawnym dominum, je sie do dzisiaj, ale bez fasolki w pomidorach, pieczarek i pieczonego pomidora. Znakomite w weekendowe poludnie, na kaca. Na takie sniadanie chodzimy do ulubionej greasy spoon. Kazdy ma swoj zestaw. Moj to jest: bekon, dwa jajka w stylu over easy, kotlecik ziemniaczany, bialy tost i miod. Do tego dzban kawyherbaty. Nie jest to sniadanie codzienne, ale wystarcza za calodzienny posilek.
Tadeusz odnaleziony i bardzo tajemniczy!
Bardzo marze o wycieczce do Szkocji. Na razie wybiore sie za Mar-Jo po bawarii.
Ok, rozumiem, ze bez fasolki, Bog z nia. Ale bez pomidora i bez pieczarek?!!! To sie nie liczy jako full, tylko partial fry up! Ale sa przynajmniej kielbaski?
Full fry up to powinien byc cholesterol w przemyslowych ilosciaich, a nie jakies dziecinne zabawy.
Kiebaski albo bekon albo szynka, jedno do wyboru. Ja wybieram zawsze bekon, bo nie ma to jak kanadyjski bekon. Do sniadaniowych kielbasek jakos nigdy nie nabralam odwagi.
Bardzo rzadko sie juz dzisiaj spotyka niegdys popularne amerykanskie sniadanie, jajka po benedyktynsku (pieszczotliwie czesto nazywane w menus eggs Benny`s). Ja je bardzo lubie i wybieram, jesli sa oferowane, choc nie przepadam za pieczywem, na ktorym sie je podaje: tzw English muffin, no i nie ma nic gorszego jak nieudany sos Hollandaise. No i jajeczny sos do jajek wydaje sie przesada. Ale mniam mniam jesli wszystko sie uda z jajkami w koszulce o prawidlowej konsystencji wlacznie.
Tu mistrz Ramsey: what`s not to love…
http://www.bbcgoodfood.com/recipes/2450/
Ramsay
Tymczasem w Bostonie Bruins dokopuja nam (Toronto Maple Leafs) w hokeja! The Leafs suck!!!
Eggs Benedict – brilll! Jutro rano sprobuje.
Sorry about Leafs!
Niesamowita histpria z trzema kobietami porwanymi 10 lat temu w Cleveland Ohio i odnalezionymi! A raczej jedna z noch zdolala zaalarmowac sasiada, pod nieobecnosc porywacza. Tam juz sa oczywoscie jakies dzieci!
Dzień dobry 🙂
Wcale się dziś nie wylegiwałem do (po)południa, na co pora mojego pojawienia się na blogu mogłaby wskazywać. Wręcz przeciwnie – tak wcześnie musiałem wybiec z domu, że się nawet zameldować nie zdążyłem.
Teraz doczytuję i widzę, że tego polecanego przez Nisię Pollmera będę sobie musiał nabyć. Szczególnie mnie rajcuje, że to pisze nie lekarz, nie dietetyk, tylko chemik, który z natury rzeczy ma nieco inny winkiel widzenia. Trudno, jakaś pijawka z portmonetki będzie musiała poświęcić życie w imię wiedzy. 😎
Prasówki jeszcze odwalić nie zdołałem. A działo się coś? 😈
Nic specjalnego, Bobiku.
Urząd mi zwrócił 120 PLN za internet. 🙂
Czyżbyśmy nareszcie żyli w nieciekawych czasach? 😆
Gruess Gott! 🙂
Zakwasy. Za szybko uciekalam od tlumow przyzamkowych na wyzej polozone alpejskie szlaki.
To po co ja switem robie prasowke, zeby sie potem Bobik pyta czy cos sie dzialo. Oczywiscie, ze dzialo.
Do oswobodzonych pan z Cleveland, Ohio, moge jeszcze dorzucic naszego very senior politician, najdluzej sprawujacego niegdys funkcje ministra skabu, Nigela Lawsona, ktory napisal dzis w Timesie, jakze slusznie, ze czas najwyzszy aby UK wycofalo sie z Unii, bo z ta monstrualna i przed nikim nie odpowiedzialna biurokracja juz sie nic nie da zrobic i nie da sie jej okielnac. . I ze beda oczywoscie jakies z tego straty, ale zyski wieksze. Chwatit.
My tez w tym domu tak uwazamy.
Stara wlasnie wrocila z Richmond i zabiera sie za sprzatanie, inszallah.
O dziwo, nie będę się zanadto z Kotem spierał 😈 bo sam coraz częściej odnoszę wrażenie, że o ile tzw. stara Unia funkcjonowała całkiem nieźle, o tyle jej rozszerzenie było – z różnych przyczyn – nienajlepszym pomysłem. Zrobił się z tego dinozaur, który przestaje panować nad własnym cielskiem.
Sprzątaniem nikt mi dziś nie zaimponuje. 😎 Udało mi się znowu wyrzucić około tony papierów i to nie hurtem, tylko po przejrzeniu. Mniej więcej 5% z tego, co od lat zalegało, było naprawdę potrzebne. 😯
W każdym razie bohater pracy socjalistycznej to dzisiaj ja, JA! 😆
Tylko prosze zadnych swoich utworow nie wyrzucac, musimy cos zostawic dla poznych wnukow.
Ale staneliscie na wysokosci zadania, towrzyszu Szczeniaku.
A jeszcze czeka nas w Unii………………………. Rumunia. Strach sie bac.
No, poczułem się socjalistycznie doceniony. 😈
Późne wnuki już w ogóle nie będą wiedziały, do czego służy papier, może poza toaletowym. Co nie będzie w komputerze, tego nie będzie. Uwtory, nie utwory – albo zeskanować ewentualnie wstukać w kompa, albo won. 🙄
A nie jest ta Rumunia już od paru lat?
RumUnia to faktycznie niezły wist, ale jeszcze lepszy byłby z Turcją. A Niemcy strasznie prą do tego, żeby Turcję zunizować. 👿
Rumunia i Bułgaria jest już dawno w Unii, to GB ma otworzyć dla nich rynek pracy teraz.
Bez przepychu, Kocie, straszyli Polakami, teraz straszą Rumunami i Bułgarami.
Ktoś musi na Was tyrać. 😆
Jest, Wodzu, od 2007, ale teraz się zaczną numery z wolnym dostępem do roboty, a wtedy obecność w Unii zaczyna być tak naprawdę widoczna dla tzw. zwykłego człowieka, nie tylko dla polityków.
Łajza z mt7, która też złapała Mordki skrót myślowy. 🙂
Straszenie Rumunią, a właściwie Rumunami, tak całkiem bezpodstawne nie jest. Tutaj w niektórych branżach już zaczęli psuć rynek pracy. 🙁
Bobiku, koszty zawsze jakieś są, zawsze tak jest.
Ale napłynęła z Polski rzesza młodych, wykształconych ludzi, tyle że 100 normalsów nikt nie widzi, tylko 2 pijaczków koczujących na ulicy.
Brytyjczycy to też nie są anioły.
Jak rynek pracy, to u nas tylko żebracy byli zagrożeni przez Rumunów. Teraz nie uświadczysz Rumuna, w innych krajach mały pieniążek jest wart cztery nasze małe pieniążki. 😛
A rynek pracy, to chyba biedni Azjaci przede wszystkim popsuli, Bobiku.
Mordko, nie przejmuj sie, gdy Bobik – z przepracowania bohaterska praca – czyta po lebkach. Ja ZAWSZE czytam Twoje prasowki (i czesto po cichu na nie rano licze…).
A angielskie sniadanie tradycyjne czule wspominam, choc nawet mieszkajac w Anglii jadalam je bardzo od czasu do czasu, zwykle wlasnie przy podrozach, badz dla wzmocnienia ciala i ducha w szczegolnych sytuacjach. Natomiast w Stanach bardzo lubie – nie za czesto – tradycyjny niedzielny brunch, ktory w moim regionie jest wariacja na temat angielskiego tradycyjnego sniadania. Dobry brunch wystarczy wlasciwie za caly posilek niedzielny i jeszcze na pol poniedzialku, bo zwykle sa w nim oferowane eggs Benedict, ale tez i inne roznosci do wyboru: waffles (gofry), kielbaski, bekon, salatki owocowe, granola z jogurtem (uklon dla mody baby boomers), omlety i w ogole jajka na rozne sposoby, grillowane pieczarki, grillowane pomidorki, amerykanskie mufinki, amerykanskie pancakes, tradycyjne nalesniki nadziewane serem z jagodami, a nawet (Bobikowi sie to pewnie spodoba), dobra pieczen wolowa w cienkich plasterkach. I tak pewnie wszystkiego nie wymienilam, bo wszyscy cos tam od siebie dokladaja, a wybiera sie samemu tyle i to, co sie chce (i tak zwykle za duzo, ale dlatego brunche je sie tylko od czasu do czasu). Wlasnie w najblizsza niedziele szykuje sie duzy dzien na niedzielne brunche – Dzien Matki (zawsze druga niedziela w maju).
A znani amerykanscy ekonomisci od jakiegos juz czasu zastanawiaja sie nad tym, dlaczego Europejczycy chca tkwic w Unii Europejskiej w jej obecnym ksztalcie (nie moze sie zdecydowac, czy chce byc w koncu Stanami Zjednoczonymi Europy – wtedy wspolna waluta i wspolna polityka monetarna mialaby sens, ale to bylaby ogromna zmiana polityczna, czy tez jednak konfederacja odrebnych panstw – wtedy wspolna waluta nie bardzo ma sens, a nawet poszczegolnym, zwlaszcza slabszym gospodarkom, szkodzi). Choc oczywiscie rozumieja, ze przynaleznosc do Unii tlumi myslenie zaszlosciami, ktorych przeciez w Europie jest sporo.
Biedni Azjaci nie mieli jak popsuć niemieckiego rynku pracy, bo zezwolenia na robotę nie mieli i nie mają. 😉
Rumuni mogą go popsuć głównie w zakresie małokwalifikowanym. Nawet nie, jak Polacy, hydraulicznym czy innym rzemieślniczym, tylko gdzieś przy taśmie albo przysłowiowym zamiataniu. Bo biorą jakąkolwiek robotę, za jakiekolwiek pieniądze, za które Polak już pracować się nie zgodzi. A ponieważ tutaj największy problem ze znalezieniem pracy mają właśnie niewykwalifikowani, to zdumpingowanie przez Rumunów może się odbić na państwowym budżecie, przez konieczność wypłacania większych zasiłków niemieckim bezrobotnym. Nie mówiąc już o tym, że Rumun, który straci pracę po roku, też będzie miał przez jakiś czas prawo do zasiłku, wraz z całą, nieraz liczną, rodziną.
Ja świetnie rozumiem tych ludzi, którzy jakoś chcą sobie poprawić los. Też bym na ich miejscu parł na zachód. Ale nie ma się co czarować – pewne koszta tego są. Najpierw finansowe, a potem zaczynają się społeczne. I moim zdaniem lepiej to zawczasu z zainteresowanymi społeczeństwami przedyskutować, niż chować głowę w piasek.
Moniko, to w Ameryce Dzień Matki też w drugą niedzielę? A ja myślałem, że to czysto starogermański obyczaj. 😉
Tu się w Dzień Matki tradycyjnie jada szparagi, mnóstwo szparagów. Obieranych oczywiście przez nieszczęsne matki. 😛
Bobiku (kiwanie głową z poczuciem wyższości), z jakiego powodu przedsiębiorstwa z bogatych państw wyniosły się do Azji?
A, w tym sensie to rzeczywiście. Ja byłem teraz zafiksowany na przyjeżdżających tutaj w poszukiwaniu pracy. 😉
A praca wyjechała. 🙁
Ciekawe jest przy tym, że nie całkiem biedni, tzn. żyjący w swoich krajach na przyzwoitym średnim poziomie, wcale się aż tak tutaj nie pchają. Parę lat temu Niemcy odkryli, że mają za mało informatyków i w tej branży zrobili duże ułatwienia z zezwoleniem na pracę. Oczekiwano zalewu przede wszystkim Bułgarów i Hindusów, a tu guzik, nie byli szczególnie zainteresowani. Zarobiliby wprawdzie trochę więcej niż u siebie, ale najwyraźniej koszt kulturowy i osobisty był dla nich za duży. Z czego można wysnuć odkrywczy wniosek, że pieniądze to nie wszystko. 😆
Siódemeczko, ale przynajmniej sprzątanie ulic z całą pewnością nie wyjedzie. 😆
To niech dzieci obieraja te szparagi, Bobiku, i bedzie w porzadku (przy okazji naucza sie gotowac, a to u wielu zanikajaca umiejetnosc). 😆 Moje dzieci umieja obierac, ale jeszcze czekamy na lokalne szparagi, bo jak Helena doczytala, na farmie jeszcze ich nie ma. Mozna jesc troche mniej lokalne, ale to juz nie to samo swieto. 😉
Ja nie wiem, skąd to się bierze, ale pobyt na blogu jest u mnie dziwnie powiązany z nagłymi atakami głodu. 😈
Nie, Siodemeczko, jesli Ty sadzisz, ze nas sie tu „straszy” Ruminami z powodu zagrozonych miejsc pracy, to sie gleboko, gleboko mylisz. My sie nie boimy zupelnie, ze ktos tu sobie prace ZNAJDZIE. Boimy sie tych, ktorzy nie znajduja i nie zamierzaa znajdywac, a przyjedzdzaja dlatego, ze lepiej jest byc bezrobotnym w Birmingham niz gdziekolwiek w Rumunii. Bo nie tylko nikt tu nikogo na bruk nie wyrzuca, ale wladze lokalne maja obowiazek zapewnic kazdemu dach nad glowa, opieke zdrowtna, oswiate etc etc. I nasze infrastruktury tego nie wytrzymyja – nasza sluzba zdrowia, nasza opieka socjalna, nasze tu szkolnictwo – juz w tej chwili sa szkoly gdzie w klasie wiekszosc stanowia dzieci obcojezyczne i rodzice angielscy sie wsciekaja, ze ich dzieci sa przez to zapoznione w nauce, a szkoly sa ciraz bardziej przepelnione, podobnie jak lecznice.
Zreszta to nie tylko o rynek pracy i spoleczne zapezpierczenia chodzi, lecz o to, ze Bruksela coraz wiecej decyzji podejmuje o nas bez nas i kontrlowac jej sie nie da. I ze pozera coraz wieksze wydatki. Czy sadzisz, ze my tu naprawde nie wiemy jak beztrosko sa wykorzystywane unijne fundysze np na wspieranie rlnictwa w Polsce? POdczas gdy coraz wiecej tutejszych rolnikow idzie z torbami? To ze Unia zdecydowala sie w tej chwili ukarac Polske za niezgodne z przepisami dysponowanie jej funduszami, przeciez ne jest tu dla nikogo tajemnica.
To spoleczenstwo czuje, ze ma coraz mniejsza kontrole nad tym jak gospodaruje sie jego pieniedzmi i jest coraz bardziej wsciekle.
A nie o rzekomo odebrae nam stanowiska pracy chodzi.
Moniko, dzis kupilam pierwsza w sezonie skrzynie mango z Indii, jeszcze nie probowalam. Podziele sie z E. Sa pieknie zapakowane w bobulki i slome .
Byly na tym samy stoisku jakies podobne manga z Dominikany, ale mysmy z wlascicielka tylko wymienily spojrzenia, ze nie damy sie nabrac na Dominikane. Ona wie.
A pudelka sa podobne. Nazywaja sie Indian Alphonso Mangoes BBC (?) Krishiv. Zolte rumiane.
Dobrze Kot gada, chociaż w Wyborczej by tym na chleb nie zarobił. 😎
Heleno, myślę, że ten artykuł coś mówi na temat dopłat do brytyjskiego rolnictwa:
’Wspólna Polityka Rolna (WPR) Unii Europejskiej jest „pomocowym programem dla brytyjskich arystokratów” – jak twierdzi News Statesman* . Przeciętne brytyjskie gospodarstwo domowe łoży na rzecz unijnej WPR – 245 funtów rocznie, z których większość trafia do kieszeni najbogatszych brytyjskich właścicieli ziemskich. Program WPR stworzony oryginalnie z myślą o wspieraniu małych gospodarstw rolnych oraz zmniejszaniu uzależnienia Europy od importu żywności, stanowiący ponad 40% (55mld euro) całego budżetu UE, stał się funduszem pomocowym … dla eurosceptycznej arystokracji.
Unijne dopłaty „wyznacza” powierzchnia terenu, a nie sytuacja materialna ubiegającego się o dotację, są zatem paradoksalnym instrumentem działającym na zasadzie – im więcej masz tym więcej dostajesz. Europejska definicja rolnika nie wymaga od niego prowadzenia produkcji żywności czy produktów rolnych, adresaci dofinansowania płaceni są w rzeczywistości tylko za to, że posiadają ziemię, nawet gdy jej nie uprawiają.
The New Statesman uzyskał zgodnie z unijną polityką transparentności dane od brytyjskiego Departamentu ds. Środowiska, Żywności i Spraw Wsi – za ubiegły rok – o największych dotacjach “obszarniczych”, na które złożyły się de facto miliony europodatników.
Największym indywidualnym brytyjskim beneficjentem w 2011r. był Sir Richard Sutton, któremu zostało wypłacone 1.7 mln funtów za Settled – 6.500 akrową nieruchomość. Dalej plasuje się Książę Westminster, multimiliarder, który otrzymał 748.716Ł z tytułu posiadania farm w Grosvenor. Nastepni są: Hrabia Plymouth z 675,085Ł, Książę Buccleuch z 260.273Ł, Książę Devonshire z 251.729Ł i Książę Athollu z 231.188Ł.”
http://lidiageringer.blog.onet.pl/2012/10/17/unijna-zapomoga-dla-brytyjskich-arystokratow/
Może i dobrze, tylko…
Niech kot poczyta na temat funduszy rolniczych dla Polski i dla Anglii i niech porówna wysokość subwencji.
A później niech zobaczy o jaki procent dopłat Unia się czepia Polski.
Wśród tych licznych „nasze” Kot mógłby zajrzeć do przemówień swoich kolejnych premierów, którzy byli łaskawi docenić wkład Polaków i innych przybyszów w wzrost dobrego bytu wszystkich mieszańców wysp, bo wraz z ich pracą przybywało tych „naszych”
Jedno oko patrzy jak zwykle bez głębi ostrości.
Na tejże samej stronie europosełki o kosztach wyjścia GB z Unii:
http://lidiageringer.blog.onet.pl/2012/12/05/brytyjska-cena-wyjscia-z-unii/
New Stesman nie lubi kapitaistow kak klass. Osobiscie nie mam nic przeciwko temu by wspierac rolnictwo lokalne, wydajne i nowoczesne, niz rolnictwo w krajach innych. Gdyby brytyjskie rolnictwo bylo lepiej wspierane, nie musielibysmy sprowadzac szczypiorku z Peru, a jablek z Chin. Anglia to byla kiedys potega jablkowa. Ale w ciagu ostatnich trzydziestu lat ilosc sadow zmniejszyla sie o 80%.
Nie ma nic zlego w tym, ze wspierane sa duze farmy. Gdyby cale europejskie rolnictwo nie bylo tak mocno subsydiowane jak jest, nasi farmerzy mogliby normalnie konkurowac na rynkach zbytu. Ale nie moga, z powodu wspolnej polityki rolnej UE.
A to co sie dizalo w ostatnich dekadach np w rybolostwie, jest granda straszliwa. Rybacy musza wyrzucac z powrotem do morza ponad 70% swego ulowu, bo wolno im lowic tylko okreslone gatunki w okreslonych ilosciaich, a reszta wyciagnieta w sieciaich idzie na zmarnowanie. Bo te ryby wyrzuca sie do morza juz sniete. A w sklepach nie uswiadczysz niczego poza paroma gatunkami ryb, na ktore zezwala Unia.
http://www.youtube.com/watch?v=L2fZcmjbqpA
Kwoty połowowe dotyczą wszystkich państw i mają na celu ochronę ryb przed wymarciem.
Przecież zwykły dorsz, najpospolitsza kiedyś ryba w Polsce już od długiego czasu jest trudno dostępny w wodach Bałtyku.
To są bardzo egoistyczne argumenty, Heleno.
To nie o to chodzi, Siodemeczko, ze wyznaczane sa kwoty dorsza. Nir musimy jesc tyle dorsza ile go spozywamy w tej chwili. Bo sa jeszcze inne dobre ryby w morzu. Chodzi jednak o to, ze te inne ryby zlowione w sieci, MUSZA byc wyrzucane, gdyz Unia nie zezwala na ich sprzedaz.
Wszyscysmy w ostatnich latach znaczaco ograniczyli spozycie dorsza. Ja i E kupujemy dorsza raz do roku. Ale jesli rybacy moga TYLKO dorsza sprzedawac, a inne ryby, rownie dobre wyrzucac juz sniete ze statku, to jest to chore. Jest to szalenstwo. Jest to oblakana gospdarka zasobami rybnymi. O te wyrzucane ryby prowadza od lat kampanie m.in. nasi najlesi kucharze.
My nie chcemy spozywac wecej dorsza. Nie chcemy tylko marnowania innych morskich gatunkow.
Ja nie pisałam o kwotach dorsza, tylko o kwotach połowowych ryb.
Dorsza podałam dla przykładu.
Jest coraz mnie ryb w morzach, a niektóre gatunki są zagrozone wyginięciem.
„W innych z kolei badaniach ustalono, że 63 proc. szacowanego pogłowia ryb na całym świecie jest nadmiernie poławianych lub przetrzebionych i ponad połowa wymaga dalszego zmniejszenia połowów, aby się odbudować.
http://www.polskatimes.pl/artykul/419117,zatrute-oceany-juz-ledwo-dysza-czy-podwodne-zycie-sie-konczy,id,t.html
Jeżeli łowią ryby, których nie mogą sprzedawać, to kim są ci rybacy, Heleno?
Ale to nie o to Unii chodzi.
Unia nie chce, z jakiegos sobie znanego powodu, by na rynkach byly inne gatunki ryb, procz paru okreslonych – dorsz, sledz, makrela, niekrore gatunki plastug. I nic wiecej. Nie dlateg, ze ich chroni, tylko dlatego ze tak sobie ustalila. Podobnie przeciez z owocami czy jarzynami. Jesli chcesz sprzedawac odmiany jablek ze swego ogrodu, ktoruch nie ma na liscie dozwolonych jablek przez UE, to owszem, mozesz, ale musisz wykupic specjalna licencje unijna – dziesiec lat temu kosztowala ta licencja 2 tysiace funtow.
Tak ksiaze Karol dowiedzial sie, ze lamie prawo, bo on stra sie ocalic jakies stare historczne gatunki jablek, wiec je hoduje i sprzedaje, ale okazalo sie, ze mu nie wolno przed wykupieniem licencji. Ksiaze Karol akurat ma ogromne gospdarstwo rolne, ale wiesniak ktory ma w gospdarstwie dwie stare jablonki, nie moze dac do lokalnego sklepiku swych nadwyzek poki nie zaplaci licencj, wymaganej przez Unie.i.
Ja juz kiedys opowiadalam historie pewnej pary z wyspy White. To niewielka wyspa i ta para przez wiele lat prowadzila na swej ziemi maly cmentarzyk dla zweirzat – psow i kotow. Rocznie tych pogrzebow bylo 4-5. Dowiedziala sie o tym Unia i zaczela sprawdzac czy ma w swych listach dozwolonej dzialanosci gospodarczej „cmentarze zwierzat”. A poniewaz nie miala najblizsze co jej pasowalo to „wysypisko odpadow”.
Kazde zas wysypisko odpadow musi placic powazny podatek ekologiczny co roku. I okazalo sie, ze para staruszkow, ktpra chowala zwierzyne na swej dziace musi co roku zaplacic £2 000 jesli dalej chce „wysypisko odpadow” prowadzic. Musieli wiec zwinac swoj interes, ktory zadnym interesem nie byl bo ludzie placii im sumboliczne stawki. Wyspa White nie ma juz cmentarza dla kotow i psow.
A z rybami jest jeszcze gorzej. Zakazane i juz. I nie chodzi o ocgrone gatunkow, tylko o ochrne list unijnych.
Nie zrozumialam pytania o rybakakch, ale teraz musze na chwile wyjsc do banku i do sklepu.
Hodowla danieli jest na urzędowych listach i dotacje są bardzo przyzwoite. To jakby ktoś pytał, dlaczego Głódź się uwziął na te stworzenia, a nie na przykład kozy. W jego przypadku na pewno procedury są zachowane i nic nie trzeba będzie zwracać.
Andsol,
przeczytalam caly czwarty tom wspomnien p. Prof. Gleichgewichta. Bardzo, bardzo dziekuje.
Kilka razy sie poplakalam. Ale i niesamowity smiech dopadal mnie co jakis czas.
Czekam na nastepne tomy. (Chetnie przylacze sie do prac pomocniczych po powrocie do Polski.) 🙂
Owieczkami by sie lepiej ksiadz dobrodziej G. zajal. Jak dobry pasterz.
Na dobranoc, dla tych, ktorzy nie widzieli:
http://www.polityka.pl/galerie/1533955,2,rysuje-andrzej-mleczko-2013-r.read
Piekne, nieprawdaz?
blyska i grzmi, burza nad Terenami Zielonymi, lato? 🙂 🙂
specjalnie dla Bobika, ale tez dla frakcji jak ochote ma 😀
http://www.fr-online.de/wirtschaft/ernaehrungsexperte-udo-pollmer–ich-bin-kein-gegner-von-bio-,1472780,21499360.html
tydzien temu mielismy Swieto Pracy, jedni grilowali inni poszli na demonstracje podziekowac za wieloletnia walke o godne warunki pracy i placy, ja tez dziekuje za 8 godzinny dzien pracy 🙂
tutaj swietny wywiad (po niemiecku) z biologiem molekularnym,
neurobiologiem, Prof. Joachimem Bauerem o jego nowej ksiazce
„Arbeit – Warum unser Glück von ihr abhängt und wie sie uns krank macht” (neoliberalowie sluchajac rwa wlosy 🙄 8) )
http://mediathek.rbb-online.de/inforadio/zwoelfzweiundzwanzig-zu-gast-bei-ingo-kahle?documentId=14432848
prognoza na jutro – akcje i gielda w gore, bezrobocie tez (jezeli
mozna zarobic na spekulacji to po co inwestowac w miejsca
pracy ❗ ), podobno bedzie tez slonecznie, nad Berlinem
bynajmniej i to jedyna dobra wiadomosc z dzisiaj 😉
🙂 🙂 🙂
Julian Tuwim – Mój dzionek
Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.
Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.
Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię
Zaśmiecam język z lubością,
Znieprawiam, do złego kuszę,
Zakusy mam bolszewickie
I sączę jad w młode dusze.
Czasem mnie wujcio odwiedza,
Miły, niechlujny staruszek,
Czytamy sobie, czytamy
Talmudzik, Szulchan-Aruszek.
Z wujciem, jewrejem brodatym,
Emisariuszem sowietów,
Śpiewamy pierwszą brygadę,
Chodzimy do kabaretów.
Od oficerów znajomych
Wyłudzam w czasie kolacji
Sekrecik jakiś sztabowy
Lub planik mobilizacji.
Często mam misje specjalne
To w Druskiennikach, to w Kielcach
I wywrotowców werbuję
Na rozkaz Moskwy do Strzelca.
Do domu wracam pogodny,
Lekki jak mała ptaszyna,
W cichym mieszkaniu na Chłodnej,
Czeka drukarska maszyna.
Odbijam sobie, odbijam
Zielone dolarki śliczne,
Komunistyczną bibułę,
Broszurki pornograficzne.
A potem mała orgijka
W ramionach płomiennej Chajki!
(Mam w domu taką sadystkę
Z odsskiej czerezwyczajki.)
I choć mam milion rozkoszy
Od Chajki krwawej i ryżej,
To ciężko mi! Nie na sercu,
Lecz wprost przeciwnie i niżej.
Niech się ciężarem tym ze mną
Podzieli któryś z rodaków!
Mój Boże ile tam siedzi
Głupich endeckich pismaków.
pstryk
🙂
🙂 🙂
🙂
😆
😆
Z tym rysunkiem Mleczki jakoś mi się kojarzy piosenka Kleyffa o dziadzie Kaczorowskim. 😈
http://www.youtube.com/watch?v=X0A5kL86dBk
Rysiu, dzięki za wywiad z Pollmerem. Ale książki i tak poszukam. 😉
😀
Tu też jest o Pollmerze:
http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/fragmenty/1504784,1,fragment-ksiazki-smacznego-chorzy-z-powodu-zdrowego-jedzenia.read
Nakład wyczerpany.
Mam w pdf. mogę Ci, Bobiku, wysłać.
Fajny ten Tuwim, rysiu.
Nie taki Rumun straszny jak go maluja. I pewnie bedzie wolal jechac do Hiszpanii czy Portugalii, a nawet Francji, bo to podobne jezyki i kultura. Z mojego doswiadczenia Rumuni bardzo latwo ucza sie jezykow i maja bardzo porzadne wyksztalcenie. A i tez kraj geograficznie trafil im sie nadzwyczaj piekny!
WB nigdy calym sercem do kontynentalnej Europy nie nalezala, boc to wyspa na Atlantyku, powiazana z Pln. Ameryka.
Ale dla Polski zlapanej pomiedzy dwoma mocarstwami (a czasem trzema) po wsze czasy i Rumunii (gdzies na obrzezach ottomanskiego imerium- w koncu Besarabia to Arabia-bis) najbezpiecznie i najfajniej bedzie w zjednoczonej Europie. Zjednoczonej metoda prob i bledow na coraz lepiej dzialajaca wspolnote, mam nadzieje.
Dla frakcji CHiJE – jutro zaczynają sprzedaż biletów.
Frakcja czuwa. 😎
Siódemeczko, bardzo poproszę o ten pdf, jeżeli Ci to nie kłopot. 🙂
Mógłbym sobie wprawdzie kupić po niemiecku, bo znalazłem w amazonie, ale co darmocha, to darmocha. 😆
Króliku, ci zdolni i świetnie wyształceni Rumuni to chyba rzeczywiście jadą do Francji albo Hiszpanii. A tu przyjeżdżają (z małymi wyjątkami) zupełnie inni i może dlatego to się robi problem społeczny. Ja go mogę nie mieć osobiście, ale trudno mi nie widzieć, jak wiele osób w otoczeniu ma.
Jasne. Tylko muszę go trochę odciążyć. 😀
Się zrobi.