O racjonalnym dyskursie
Kiedy Kara Mustafa pod Smoleńsk podążał
truchtem, chociaż ciążyła mu z in vitro ciąża,
na Wawelu znienacka spotkał się nad ranem
z naukowo krytycznym rzecznikiem Hofmanem.
A ten rzecznik nie wypadł spod ogona kury,
obracał się swobodnie w kręgach profesury,
która udowodniła na antycznych łamach,
że Kopernik wiedeński przygotował zamach,
wspólnikiem zaś w tym niecnym dziele był szach perski,
co z kanclerzem Bismarckiem żył w związku partnerskim
i byłby Amerykę bez litości złupił,
gdyby mu nie stanęli na drodze biskupi,
wydając oświadczenie, że trzeba pogonić
cywilizację śmierci – z kaktusem na dłoni.
Gdy na skutek tych intryg Napoleon poległ,
Semici zatańczyli nad nim Karmaniolę,
a Orzeł Biały, pióra strosząc w Budapeszcie,
mruknął:
no, to się sprawy wyjaśniły wreszcie,
racjonalność wygrała na calutkiej linii,
wszystko z wszystkim związało się w ludu opinii,
kto nie z nami, ten dostał po moralnym pysku –
i tak właśnie wyglądać ma publiczny dyskurs!

Dzięki za fotorelację, Siódemeczko. Jakoś mnie ta długaśna kolejka do Muzeum optymistycznie nastroiła. Może będę spał lepiej. 🙂
Skoro pojawiają się świetliki nadziei i nawet dzwony biją nie wołaniem do walki a przypomnieniem bliźnich, to może odtworzę zdumiewający moment sprzed paru lat, pokazujący jak nieobliczalny jest tłum, nie tylko do złego ale i do sublimacji.
Przedtem muszę wyjaśnić, że wymyślony w Salvadorze, w stanie Bahia `trio elétrico’ to rzeczywiście z początku była trójka muzyków na samochodzie z paru głośnikami, ale przerodziło się to na potrzeby karnawału z olbrzymim piętrowym pojazdem na kilkadziesiąt osób z tak potężnymi głośnikami, że generatory do nich zaspokoiłyby potrzeby małego osiedla. I za wozem, wewnątrz dwóch sznurów utrzymywanych przez kilkuset ochraniarzy szaleje w kilkunastumetrowym pasie tłum. Napędy są tak klasyczne, alkohole, jak i bardziej współczene oraz zwykła ludzka adrenalina, a że noc może być parna (bo rzecz trwa wiele godzin, od późnego popołudnia) to niekiedy z wozów strażackich z sąsiednich ulic polewają ten tłum, ale ubranek raczej nie moczą, bo tych ubrań to tam mikroskopijna ilość.
No i tym razem, który chcę opisać, siły walczyły z ożywieniem i to ostatnie wygrywało i wygrywało i już słonko brazylijskie sprzed szóstej nad ranem zaczęło się pojawiać gdy znienacka po paru taktach milczenia trio buchnęło niekarnawałową muzyką „Ave Maria”. Kompletny szok, ludzie zamarli w pozycji, w której pierwsze dźwięki ich dopadły i zaczęli osuwać się na kolana a inni chować twarz w ręce a jeszcze inni płakać lubo też śpiewać. I trwało to tak chyba 5 czy 6 minut i potem znowu buchnęła samba i tłum wrócił do wyuzdania i rozpusty i dzikiej radości, ale to już nie był ten sam tłum co przedtem.
NYT sprzed paru dni (wtedy nie mialam glowy ani czasu podrzucic) o Marku Edelmanie:
http://www.nytimes.com/2013/04/19/opinion/the-jewish-hero-history-forgot.html?src=me&ref=general
A z ta celebra, to moze jednak nie takie proste, Bobiku. 😉 Moim zdaniem, wspolna fizyczna obecnosc w jednym miejscu i czasie tak sie ma do obchodzenia czegos z prywatnie zapalona w domu swieczka, jak czytanie sztuki teatralnej w domu do obecnosci w teatrze – nawet na nieszczegolnym przedstawieniu. (Nie mowiac juz o tym, ze czytanie sztuk w domu, i ogladanie ich w teatrze jest gatunkiem zajec, ktoremu byc moze grozi wymarcie w dobie internetu.) 😉
Choc rzeczywiscie przy kazdej celebrze latwo wpasc w nadetosc, groteske i autoparodie, a jeszcze jej wersja sprzed paru dekad w Polsce dodatkowo moze szczegolnie zniechecac (byc moze kraje demokratyczne wspolna, nieprzymusowa obecnosc w ogole nieco inaczej odczuwaja?).
A tu jeszcze Bard jako natchnienie dla amerykanskiej piosenkarki w stylu folk (w poprzednim wcieleniu aktorki szekspirowskiej). Bardzo sie nam spodobalo, gdy wracalysmy dzisiaj z Bostonu, via Cambridge. (Mnostwo ludzi bylo na ulicach, czyli duch Dunkierki i tutaj Heleno. Bo i tak chodzi przeciez o kuzynow, co mozna bylo dzisiaj szczegolnie w Londynie zauwazyc). 😉
http://www.npr.org/2013/04/21/177988757/a-folk-singer-sets-sail-with-the-bard-at-the-bow
bryk
bryku
fik
🙂 🙂 🙂
bryku fiku
herbata oczywiscie 🙂
kawa andsolowa bynajmniej
szelesszcze
🙂 😀 🙂 😀
zanurzam sie w poniedzialek
😆
brykam fikam
mt7, dziekuje 🙂
o akcji Zonkile:
Inauguracją obchodów będzie, przygotowana przez Muzeum Historii Żydów Polskich we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, akcja społeczno-edukacyjna Żonkile. Żonkil symbolizuje pamięć, szacunek i nadzieję. Żonkile kwitną w kwietniu – miesiącu wybuchu Powstania. Marek Edelman, jeden z jego przywódców, co roku składał pod Pomnikiem Bohaterów Getta bukiet złożony z żółtych kwiatów, często właśnie z żonkili. Odwołując się do tego prostego, a zarazem wyrazistego symbolu, pragniemy włączyć do obchodów mieszkańców Warszawy i przyjezdnych. Zależy nam na rozpowszechnieniu wiedzy na temat Powstania w Getcie Warszawskim i wspólnym upamiętnieniu jego bohaterów.
Celem akcji jest przypomnienie współczesnym warszawiakom o heroicznym Powstaniu i o likwidacji warszawskiego getta, która niemalże położyła kres istnieniu społeczności warszawskich Żydów. Historia tego heroicznego zrywu, który na świecie jest symbolem walki o godność, w Warszawie jest mało znana. Chcemy, aby to się zmieniło, aby pamięć o Powstaniu była jednym z elementów kształtujących tożsamość mieszkańców stolicy i wspólnej świadomości historycznej Polaków i Żydów.
19-21 kwietnia na ulice Warszawy wyjdzie kilkuset wolontariuszy. Będą rozdawali specjalnie zaprojektowane papierowe żonkile, opowiadając o ich symbolice i namawiając do przypinania kwiatów do ubrań – na znak pamięci o Powstaniu. Wcześniej o akcji Żonkile będą informowały media, przypominając o Powstaniu i jego bohaterach. Żonkile zostaną także zasadzone wokół budynku Muzeum Historii Żydów Polskich (naprzeciw Pomnika Bohaterów Getta) oraz na terenie Muzeum Powstania Warszawskiego.
Akcja Żonkile jest tylko jednym z wielu wydarzeń, które Muzeum Historii Żydów Polskich przygotowuje dla upamiętnienia rocznicy Powstania w Getcie. Zapraszamy do udziału w nich w nowej siedzibie muzeum.
z tu:
http://www.jewishmuseum.org.pl/pl/cms/aktualnosci/2203,obchody-70-rocznicy-powstania-w-getcie-warszawskim/
Dzieki Siodemeczko
Dzień dobry 🙂
Litościwy Szef Od Pogody zarządził dzisiaj słońce, przyzwoite temperatury i wiatry umiarkowane. Bardzo mi to pasuje, bo dużo po terenie muszę latać.
Gdyby ktoś jeszcze litościwie dobudził mi duszę, która nijak nie chce być kompatybilna z dobudzonym już ciałem, mógłbym uznać, że wszysto jest tak jak ma być na tym najlepszym ze światów. 🙂
Dzien dobry.
Cytat dnia: „Vorbild a.D.” Taki upadek chyba bardzo boli rozdmuchane ego.
Alte Pinakothek i ” Jan Brueghel Starszy” – tlumy zwiedzajacych. Nie lubie takiego tloku w takich miejscach. Ale i tak nacieszylam oczy i dusze… Zostanie na dlugo. Pieknie wydany katalog.
Pani Kierowniczko, Siodemeczko,Irku, Lagom´ie ,(Inni) – dziekuje za fotki. Piekne.
Ależ oczywiście, Moniko, że w tzw. szerszym planie kwestia celebry nie jest całkiem prosta, a ja nawet dobrowolnie mogę ją dokomplikować. 🙂 Wiem, że ludzie, a nawet psy, potrzebują przeżyć wspólnotowych. Rozumiem też potrzebę organizowania oficjałek z różnych okazji i nieraz byłbym wręcz oburzony, gdyby tego zaniedbano. A równocześnie sam na ogół nie potrafię się w tego rodzaju wspólnotowe przeżycia do głębi włączyć, nawet kiedy moja fizyczność bierze w nich udział. Już prędzej się włączę w jakieś przeżycie spontaniczne, jak to opisane przez andsola, choć i tu miewam opory. Ale przy eventach odgórnie organizowanych zaczyna mi działać z automatu jakiś hamulec i – „niedasię”.
Nie wie, czy to przez szczenięctwo w przodującym ustroju, który oficjałki mi do cna obrzydził, czy ujawnia się tu introwertyczna strona mojej natury, czy jeszcze coś innego. Często odczuwam tę nieumiejętność włączenia się jako rodzaj ułomności. 🙁 Bo przecież przy celebrowaniu różnych rocznic, symbolicznych dat, itd., jak najbardziej odczuwam więź z moją zbiorowością, tyle że wolę ją odczuwać po cichu i z daleka. A przy tym wiem, że gdyby wszyscy robili tak jak ja, wspólnota mogłaby zacząć zanikać, więc całe szczęście, że są tacy, którzy lubią celebrować. Czyli komplikacji aż nadto, jak na jednego psa średniej wielkości. 😉
Ooo, Mar-Jo wczoraj piękny dzień miała. 🙂
Ja się tylko mogę wstydzić, że tyle lat mieszkam w tym kraju, a do Monachiuma jeszcze nie dotarłem. 😳
Wstydz sie Bobik, wstydz! 🙂
Odwiedzilam tez piwiarnie (obok Frauenkirche). Andechser Doppelbock Dunkel!!!!! Mniam.
Muszę szybko odwrócić uwagę od swoich zaniedbań. 😉 Wiecie już, jaką straszliwą zbrodnię wykrył minister Gowin? 😯
http://wyborcza.pl/1,76842,13782986,Gowin__zarodki__Niemcy.html
Tyle lat po zaborach, po wojnie, a Prusak dalej polskie dzieci męczy. 👿
Dla równowagi zauważę jednak, że są na świecie politycy, którym zdrowy rozsądek wydaje się w ogóle nie przeszkadzać. 🙂
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13764758,Fenomenalne_wystapienie_ws__malzenstw_dla_gejow___Wiecie_.html
W maju ukaze sie w wydawnictwie „Czarne” ksiazka Angeliki Kuzniak o Papuszy – najbadziej znanej poetce cyganskiej.
Po spotkaniach z Cyganami przed laty pozostalo mi niestety zaledwie kilkanascie zdjec.
https://plus.google.com/photos/103665958647123675396/albums/5840020334054905025?authkey=COOfmLGLl5rZbA
rysberlin: to wygląda na klasyczne idu na wy. Zmuszony jestem wypowiedzieć układ o częściowej przyjaźni, odwołać na konsultacje wszystkich Brazylijczyków oraz brazylijską muzykę. A nasza kontrola sanitarna stwierdziła, że Mohnbrötchen przynoszą pypcia oraz depresję. Więc zachęcam do szybkiego powrotu do kawy po dobremu.
Bobiku, uwaga Pawła Wimmera na G+ o Gowinie
Argumentacja ministra przypomina mi rozumowanie radzieckich uczonych, że w starożytnym Egipcie był telegraf bez drutu, bo w czasie wykopalisk nie znaleziono żadnego drutu.
balkonuje 🙂 🙂 pogoda ……………. (wstawic zachwyty jakie kto woli 🙂 )
do Lagoma nie moge wejsc, niestety
andsol Zmuszony jestem wypowiedzieć układ o częściowej przyjaźni
brutalnie! poprosze o inna wersje:Zmuszony jestem częścio
wypowiedzieć układ o przyjaźni. 🙄
i obiecuje poprawe 🙂
herbata 🙂 🙂 🙂
KAWA 😀 😀 😀
KAWA
KAWA
KAWA
8)
spotykacie ciekawych ludzi w autobusie? ja czasami w S-Bahnie,
ale tego osobnika jeszcze nie……….
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/p480x480/557988_150400735137015_2018426116_n.jpg
jak on sie uchowal 😉
linkuje Wm jeszcze dwa programy z poskiej YV (dostalem mailem), niestety u mnie Hala Odlotow co chwile staje i nie wiem dlaczego. warto ogladnac……..
Hala Odlotow z 17. 04
http://vod.tvp.pl/audycje/kultura/hala-odlotow/wideo/stosunki-polskozydowskie-18042013/10823751
i doskonala „Kultura glupcze” z 21. 04……….
http://vod.tvp.pl/audycje/kultura/kultura-glupcze/wideo/21042013/10587201
wracam na balkon 🙂 🙂 🙂
i herbata oczywiscie + KAWA (obiecalem poprawe)
No dobra. Niech bossa nova świeci i w Niemczech.
O, Bobiku, powodow, dla ktorych samemu sie jakos nie chce przylaczyc do tej czy tamtej celebry moze byc mnostwo. A polskie zyciorysy moze rzeczywiscie maja tych powodow wiecej – czy to introwertyczme czy ekstrowertyczne (czy gdzies posrodku). A moze byc tez to, ze jedni sa bardziej z Wenus, a drudzy bardziej z Marsa, i nie bardzo sie ma ochote na demonstracje z osobnikami z drugiej planety… 😉
Ale czasem jednak zwykla fizyczna obecnosc, na przyklad taka z zonkilem w reku, mowi wiecej niz tysiac przemowien. W koncu – – choc to czasem wlasnie „lewakom” wyrzucaja co bardziej spostrzegawczy sposrod z nich (taki Lakoff na przyklad, ale nazwiska mozna mnozyc) – nie zyjemy glownie w naszych glowach (a nawet gdyby, to glowa jest takze czescia ciala).
Widzę, że prawie wszyscy w terenie, tylko andsol pod balkonem śpiewa bosą nowę do Rysia byczącego się na balkonie. 😀
Z Gowinem właśnie mi cały czas chodziło po zapominalskim łbie, że był jakiś stosowny do sytuacji dowcip, ale nie mogłem sobie go przypomnieć. Na szczęście Paweł ma lepszą pamięć. 🙂
O, jak ładnie skoordynowaliśmy z Moniką powrót z terenu – niemal co do minuty. 🙂
Pewnie, że i w temacie obchodów są różne sytuacje. Czasem przyłączenie się do jakiejś celebry jest po prostu obywatelskim obowiązkiem, czasem możliwością demonstracji własnego poglądu, czasem potrzebą serca, nawet jeśli ogólnie się za celebrowaniem nie przepada. Ale zasadniczo są tacy, co to lubią bardziej i tacy, co mniej. 😉
I może całe szczęście, bo gdyby zawsze wszyscy brali udział, zabrakłoby lodów, baloników i waty na patyku. 😆
A o życiu tylko w głowie mówił już przedwojenny przebój. 😉
Chyba wpadłbym w płacz,
chyba wpadłbym w straszny płacz,
tak głęboki prawie jak Mariański Rów,
gdyby, no powiedzmy, wróg
mnie pozbawił nagle nóg
i od stóp bym nie był, tylko do głów. 😯
Gdybym ja miał samą głowę,
ogromną głowę, lub małą głowę,
mógłbym nucić bossa novę,
ale jej tańczyć już nie mógłbym.
Miałbym myśli przymusowe,
ale nie spacer, chociaż to zdrowe,
i wciąż wpadki miałbym nowe,
bo pójść po rozum bym nie miał czym. 🙁
Gdybym miał osiem nóg
chciałbym też mieć osiem rąk,
nogi by do ciebie biec,
ręce zaś, jakby to rzec,
by ci zrobić zarąkczyny
i wnet na dnie z tobą zlec.
Z tobą
z honorem
Zlec.
Mało rozmowny dzień dzisiaj. No to ja skorzystam z tego, żeby wcześnie pójść spać. 😉 Ale na dobranoc, w charakterze kołysanki, po prostu MUSZĘ Wam podrzucić najśmieszniejszy z dotychczasowych dowodów na to, że w Smoleńsku jednak był zamach. Autorem kołysanki jest oczywiście Antoni M. 😈
Nawet Rosjanie byli gotowi powiedzieć prawdę w pierwszym momencie, a potem przyjechał Tusk, ściskał się z Putinem i wyrosła pancerna brzoza, pijany generał, niedoświadczeni piloci i nieodpowiedzialny prezydent. To nie jest możliwe, bo prezydenckie samoloty po prostu nie spadają. Nie ma katastrof, w których giną prezydenci. Nie ma w dziejach świata naturalnych katastrof samolotów, którymi latają prezydenci, bo piloci są nieodpowiedzialni, bo jest mgła. Żaden naród nigdy wcześniej w dziejach świata nie był tak strasznie doświadczony. Samoloty prezydenckie, tak po prostu, naturalnie, nie spadają.
Zabawnej nocy 😀
Jakoś mnie to, Bobiku, nie śmieszy.
Jestem znużona bredniami i współczuję rodzinom ofiar katastrofy.
Nie wiem co bym zrobiła tym smoleńskim hienom, gdybym była takim członkiem rodziny.
Nie mam w tym tygodniu czasu, bo muszę wreszcie zrobić, to czeka od dawna, a teraz kończą się terminy i żarty. 🙁
Ja moze i dlatego malo dzis jestem rozmowna Bobiku, ze mnie chwilowo wierszykowanie o utracie nog jakos mniej smieszy (w spokojnym bostonskim radiu leca wywiady z tymi, ktorzy je wlasnie potracili)… Choc oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze gdzie indziej jest co innego. Czasem lepiej, czasem duzo, duzo gorzej.
Bywa, jak to mawia zawsze pogodny Rysio…
🙂
😀
😆
i to z rana samego 🙂
herbata, KAWA 😀
brykam
szeleszcze
brykam fikam
a to wtorek wlasnie 🙂
bryk bryk bryk
🙂
brykam fikam
do przegladu pozycji przez Tereny Zielone
smigam
brykam
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
Kawowo, herbacianie i wiosennie
Huk roboty z przewagą roboty
Ale nic to. Wyjazd do Białowieży zbliża się 😀
Awans na ojca Dyrektora to na pewno kariera http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13785968,Papiez_Franciszek__Karierowicze_w_Kosciele_to_zlodzieje.html?lokale=lublin#BoxWiadTxt
Dzień dobry 🙂
A propos Irkowej linki: wczoraj uśmiechałem się pod wąsem, czytając usprawiedliwienia abp Nycza, że Świątynia Opatrzności może i mogłaby być mniejsza, ale tak jakoś wyszło, że jest duża, a papież Franciszek przecież nie powiedział, że Kościół ma przestać być mecenasem kultury. Widać było, jak urzędnicy gwałtownie usiłują się dostosować do nowych wiatrów.
Ale zębem też zgrzytnąłem. Bo już czuję, że teraz wszystkie Lichenie i statuje zaczną robić za wybitne dzieła kultury, do których obfitego stawiania Franciszek wręcz zachęca. Abp Nycz argumentu dostarczył. 👿
Ojej, Moniko, rzeczywiście, strasznie nietaktownie mi to wyszło. 😳 Akurat oglądałem fragmenty różnych przedwojennych filmów i byłem w tamtej rzeczywistości, tę dzisiejszą całkiem tracąc z oczu, no i nie puknąłem się w porę w – nomen omen – głowę, że w aktualnym kontekście wierszyk może całkiem inaczej zabrzmieć.
Naprawdę bardzo mi przykro. 🙁
Bobik o tej godzinie? daja Bobiku, pasztetowke na wtorkowym targowisku za obecnosc? 🙄
moze uda sie cos zalinkowac 🙂
http://izrael.org.il/opinie/3378-getto-hiob-bog-rozmowa-z-pawlem-spiewakiem.html
poleca rys 🙂
Siódemeczko, ja rozumiem tych, których brednie smoleńskie z okolic Macierewicza i s-ki już nie śmieszą, ale rozumiem też tych, których już wyłącznie śmieszą. 😉 Te bajędy z katastrofą jako rzeczywistym, bolesnym zdarzeniem już dawno nie mają nic wspólnego. Oddzieliły się od niej i poszybowały w krainę czystego absurdu, który może być większy lub mniejszy, ale cały czas pozostaje absurdem.
Tu nie czuję się winny niedelikatności. Twierdzenie, że teorie zamachowe są niezbędne, bo samoloty prezydenckie po prostu nie spadają, jest absurdem do kwadratu, którego ja nie dam rady słuchać z powagą. Co się wydaje, że poseł M. już stanął przed umysłową przepaścią, to on jeszcze potrafi zrobić krok do przodu. 😎
Rysiu, pasztetówki, niestety, nie dają, ale na koktajle mogę, a nawet muszę się załapać, pod warunkiem, że wkrótce wyjdę z domu. 😉
To trzymaj się, Bobiku, dzielnie na tych koktajlach. 🙂
Ja nie zarzucałam Ci niedelikatności, po prostu nie mogę już tego słuchać.
Dzien dobry i Gruess Gott. 🙂
CZYMAM MOCNO!!!!
Koniec przerwy!
Rysiu, dzięki za linki. 🙂
Nie przejmuj sie nic, Bobiku kochany. 🙂 I wracaj szybko z tych koktajli.
Tak sie zreszta czasem zdarza, taka jest natura jednoczesnosci rzeczy, jak u Koheleta, jak w moim ulubionym wierszu Audena. Teraz to jest tylko bardziej widocznei, gdy piszemy jednoczesnie z roznych stron swiata.
http://poetrypages.lemon8.nl/life/musee/museebeauxarts.htm
A swoja droga, wlasnie dlatego z pewnym zaciekawieniem czytam analizy takie jak np. Sasiada, ktoremu tez w pierwszym momencie jednak kojarzy sie to, co blizej i geograficznie, i jego konkretnego zyciorysu (zreszta, posrednio, przez Ojca, mojego tez, wiec i to rozumiem). Dlatego, choc ma sporo racji w zastanawianiu sie nad granicami naruszania wolnosci obywatelskich, jednak – wybacz Rysiu, bo wiem, ze Ci sie komentarz spodobal – jednak tym razem trafil nieco kula w plot. Moze tez i dlatego, ze ma proweniencje z Tygodnika Powszechnego (na ktorym wlasciwie uczylam sie czytac, wiec mam do niego spory sentyment), a nie np. reportera codziennej gazety, ktory zdarl podeszwy na donoszeniu o czasem dramatycznych wydarzeniach. Bo ktos, kto pracowal jako reporter, i stykal sie z dramatycznymi sytuacjami oko w oko, moze szybciej by zalapal, dlaczego w tym przypadku ludzie z nawet bardzo liberalnego stanu nie mieli wiekszych watpliwosci co do checi wspolpracy z policja (choc juz potem, na chlodno, analizy tez sie pojawily). I ze dlatego porownania ze stanem wojennym, choc wizualnie moze i uzasadnione, emocjonalnie uzasadnione jednak nie sa.
No ale zrozumiec cokolwiek na odleglosc jest zawsze trudniej. Przypomina mi sie opowiesc Heleny o tym, jak robila sobie w dziecinstwie kanapki z ogorkiem – tylko chleb byl inny, i ogorek byl kiszony, ale dla niej wtedy to byla wtedy wlasnie kwintesencja jakiegos aspektu angielskosci. Bardzo lubie te jej historie, bo chwyta tyle rzeczy w naraz…
Jestem, nie zmogły mnie koktajle, a każdym razie nie tak całkiem. 🙂
I nie wiem, co mam najpierw zrobić – linki doczytywać, czy do zrobienia kolacji się zabrać.
Chyba jednak kolacja… 😳 😉
Naturlich kolacja. Po koktajlach bez zakanszania kolacja jest niezbędna.
Schody pomalowane? 😈
No i wieczór mam, z grubsza, zaplanowany: najpierw koktajl, potem kolacja, a przed zaśnięciem będę liczyć schody do pomalowania.
WW, farba na schodach schnie i tak niezrecznie wyszlo ze malarz malowal w gore i tam czeka na kolacje 😉 😉 😉 😀
bywa
Siodemeczko, prosze bardzo 🙂 🙂
Bobiku,
wszystkiego najlepszego 🙂
Miotam się pomiędzy wyjazdami. Śpiewającymi, ale jednak wymagającymi dopięcia tak zwanych spraw organizacyjnych 👿
W międzyczasie codzienność skrzeczy 😉
Wiosna szaleje. Mam nadzieję, że pojutrze Edynburg przywita nas pogodnie i wiosennie 🙂
Aga, doskonaly pomysl, zamiast owiec (brykaja przeciez)
schody liczyc……. 🙂 🙂
ale pomalowane 🙂
Moniko, powolalem sie na Sasiada, mimo ze porownanie ze Stanem Wojennym jest troche – moim zdaniem – niezreczne, zgadzam sie tez z tym ze moja opinia jest determinowana czasem i miejscem, oraz moim osobistym temperamentem i
doswiadczeniami. Po prostu obawiam sie, ze oddajemy sie w rece panstwa, liczac na to ze panstwo uchroni nas przed „zlem”, a panstwo majac to pozwolenie stosuje metody wymykajace sie kontroli spolecznej. U nas (RFN) „sukces” poszukiwan i pogoni domniemanych sprawcow w Bostonie, ponownie dal argumenty
do wzmocnienia podgladania kamerami w miejscach publicznych
(autorytet – Londyn) i wyposazenia naszej policji w specjalne prawa – jakie ma policja amerykanska. W Bostonie sukces – bezdyskusyjny – przykrywa obawy. Osobiscie wole panstwo ograniczone, wyciszone, niewidoczne, choc moze tez dlatego troche bezbronne. Oczywiscie jest tez tak jak piszesz, ze stykanie sie z dramatem oko w oko, moze zmienic opcje.
🙂 uff!!! ale napisalo sie, herbata nalezy sie 🙂 🙂
zabieram sie za malowanie mieszkania (powoli, powoli) i mamy
chec na eksperyment i nasza kuchniojadalnie pomalowac jednym
kolorem zielonym
http://www.colorexpress.de/Home/PreisgruppenAnzeigen?kollektionId=50408&kollektionName=SWINGCOLOR%20MIX&farbtonId=2169858&farbtonName=FOREST%2011.132&kategorieId=15&kategorieBezeichnung=CapaTint&rot=96&gruen=144&blau=32
ale w roznych odcieniach, macie moze doswiadczenie, jak to
„zrecznie” polaczyc, gdzie ciemniejsza, a gdzie jasniejsza?
p.s gdzie jest Helena jak bardzo jej doswiadczenie i wiedza potrzebna sa?
Schody na razie zaszpachlowane i w trakcie szlifowania. Kolacja w trakcie konsumpcji. Liczenie… e, najlepiej na nic nie liczyć, to ma się dużo przyjemnych niespodzianek. 🙂
O Rysiu, ja tez w odcieniach zielonych domek na działce. W pokojach trawa morska. Ganek też. Bejca sosnowa nie zdała egzaminu. No chyba żeby co roku. Łączenia ciemna zieleń. Ale najpierw uszczelnienie dachu. Schody to pikuś 😉
Schody to pikuś? 🙂
Pan maz jest odmiennego zdania. Remont schodow w naszym domu rozoczelismy na poczatku grudnia. Mam dziwne przeczucie, ze potrwa do kolejnego grudnia. 🙂
Wiec chyba nie pikuś? 🙂
Irku, pora na zmiane i upatrzylismy sobie zielen 🙂
Mar-Jo, nie strasz remontami miesiecznymi 🙂 ja chce
(optymista 🙄 ) w kilka dni, najlepiej dwie/trzy soboty 🙂
Dwie/trzy soboty wielkanocne 🙄
A to jest możliwe 🙂
Rysiu, w dwie/ trzy soboty też można. 🙂
Właśnie jadąc do Białowieży uświadomiłem sobie, że znów wchodzę w Wielki Tydzień. Wielka Sobota 04.05. Wielkanoc 05.05. itd.
Faktycznie, w tym roku u wyznawcow prawoslawia Wielkanoc w maju.
I w ten prosty sposób jestem młodszy o całą pełnię wiosenną+ 😉
Trudno rozmieszczać kolory nie znając układu przestrzennego i lokalizacji okien,oraz stylu wnętrza (gładko modern,czy szmery-bajery sztukaterie).I nie radzę wybierać koloru w kompie (cholernie zniekształca),tylko w prawdziwym wzorniku w mieszalni.Pamiętając,że duża ściana robi się mocniejsza przynajmniej o ton od malej próbki.I że zbyt czyste kolory potrafią na dużej płaszczyźnie nieprzyjemnie „jarać”.Np.żółty często daje jak sok z kanarka i cytryny.
Mam w domu relny wzornik Caparola,ale chyba innej serii,bo nijaki Forest w nim nie lata.Ale jest np.ładnie przełamany OASE 85 lub 80,którym można polecieć ściany i sufit na tzw.pudełko,a ścianę,lub jej fragment będący tłem jadalni zaakcentować mocniejszym Oase75 lub innym z tej gamy.To tak teoretycznie,bo nie znam realu.I raczej mat,bo połysk wyciąga nierówności.
Powodzenia!
Rysiu, ja Ci proponuje, zrób sobie z grubsza szkic sytuacyjny pomieszczeń i i wypróbuj różne warianty kolorystyczne. Mnie to bardzo pomaga.
przy meblowaniu też.
Kiedy nie było komputrów, robiłam sobie wycinanki mebli i jeździłam nimi po planie mieszkania, później już było łatwiej. Kolory na kawałku próbki w sklepie, to całkiem co innego niż na wielkiej połaci w domu, gdzie różne kąty nie są tak dobrze oświetlone.
Ja też chyba w lecie odnowię mieszkanie, kiedyś wzięłam się za i nagłe załamanie zdrowia Mamy zaskoczyło mnie w trakcie. pozostały poważne niedoróbki i zaniechania, później jeden brat – nieszczęścia, drugi brat – śmiertelna, intensywna choroba, może zbiorę się w tym roku.
Twój przykład wpływa na mnie mobilizująco.
Bobik merda po koktajlu – chwała Panu! 🙂
Dorzuciłam do tego niby bloga do ostatnich zdjęć 6 krótkich filmików (sorki za jakość) z nazwiskami przywoływanych żydowskich ofiar, które są czytane podczas corocznego Marszu Rady w getcie i we wszystkich zresztą miejscach też. Ta lista rośnie. Gdyby ktoś zechciał na te filmiki spojrzeć, to na pierwszym odczytuje je ks. Wojtek, na drugim Paweł Sawicki współautor wyszukiwanych danych razem z Ewą Teleszyńską, siostrą Barbary Engielking, w trzecim Ks. Manfred Deselaers – Niemiec, od 1990 roku trwa w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, czwartym – żydowski przewodniczący Rady Stanisław Krajewski, piątym – nie wiem, twarz dobrze znam, szóstym na Umschlagplatz – Marta Titaniec sekretarz Rady.
http://emtesidemeczka.blogspot.com/
Schody wyszlifowane i się malują. W sobotę to już nawet suche będą. 😀
Do zieleni aktualnie nie jestem dobrym doradcą. Właśnie tak mi się znudziła zieleń (bardzo jasna) w pokoju, że zażądałem przemalowania jej na biało. 😉
A to może dlatego zabrakło w tym roku prawosławnego przedstawiciela, Irku.
To dosyć duże opóźnienie.
Łabądku, nie mam pojęcia, dlaczego Łotr Cię wciął. 😯 Na szczęście akurat byłem pod ręką i porada od fachowca nie musiała długo w poczekalni odsiadywać. 🙂
Czy mógłby się głośno odezwać ktoś, kto nie jest świeżo po, w trakcie, ani nie planuje w najbliższej przyszłości remontu? Bardzo proszę. Chciałabym swój jeszcze chwilę poodkładać. 😳
Ago, spoko, planowanie nic nie kosztuje i do niczego nie zmusza.
A morale podnosi i moze trwać dowolnie długo. Namysł jest cenny. 😀
Pan Administrator właśnie mi wyjaśnił, że maluje na mat, bo przy połysku wszelkie niedoskonałości bardziej wychodzą (a schody stare i mimo szpachlowania nadal dość niedoskonałe). Zaraz widać, że skończyli z Łabądkiem tę samą szkołę wnętrzarską. 🙂
Jak to dobrze, że przy poprzednim remoncie COŚ mi się przypadkiem udało zrobić dobrze. Pomalowałam na mat. Caparolem. 🙂
Ago, na mnie nie licz ani teraz, ani chyba w przyszłości. U nas w domu jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby coś nie było remontowane albo przygotowywane do remontu. 😎
Zgodnie z zasadą panta remontei. 😀
Oraz Kartagina musi być wyremontowana. 🙂
Rysiu, kazdy by wolal panstwo male, delikatne jak mimosa i wyciszone, ale niestety takie panstwa, jak np Guinea-Bissau, dostaja sie w rece handlarzy narkotykow (tez Belize czy Trynidad i Tobago), a takie panstwa jak Somalia juz jest podzielone na trzy wojujace podpanstwa. Si vis pacem para bellum, mowili starozytni. Ktos musi miec potencjal natychmiastowej reakcji. Amerykanie to tez moi sasiedzi i dzieki nim czuje sie bezpieczniej i mozemy miec tutaj w Kanadzie mniej armii, czolgow, samolotow i lotniskowcow (tych ostatnich chyba nawet nie mamy w Kanadzie ani jednej sztuki). To ze broni w Europie nie widac to nie znaczy, ze jej nie ma! NATO czuwa!
Ode mnie do Bostonu jest zaledwie 1000 km i znam osoby, ktore braly udzial w tym maratonie.
A z ta rozna wrazliwoscia na rozne tragedie odleglejsze i bliskie to Monika, jak zwykle, trafila w samo sedno za przkladem angielskich kanapek z ogorkiem z opowiesci Heleny. Ja tez robilam te kanapki! Z surowym ogorkiem, ale za to na zytnim chlebie z chrupiaca skorka!
Pamietam tez moja mlode psorke socjologii na uniwersytecie warszawskim jak plakala po smierci ukochanego anarchisty, jednego z przywodcow Czerwonych Brygad.
Stare schody z niedoskonałościami są bardzo szpanerskie.
Jak moja firma nabyła starą chałupę i ją rozbudowała w górę i w dół, to architekt wnętrz specjalnie zachował stare schody z ozdobnymi balaskami i różymi ubytkami, bo to był najciekawszy detal w tej monotonii gipsowo-kartonowych ścian.
Pomalowane na turkusowy z mlekiem kolor pięknie się prezentowały.
Matko, naciągnełam sobie okropnie mięśnie na prawej stronie żeber z plecami i nie tylko nie mogę się poruszać, ale nawet zakasłać.
Rozgrzewanie końską drakwią nic nie pomaga, nie ma kto jakieś sposobu?
Okrutnie mi dokucza. 🙁
Ten Starszawy Kato dostawał w łapę od rzymskiej firmy typu Skanska.Bo po co burzyć,jak nie dla remontu?
Remont jest stanem constans,a kto myśli inaczej,niepotrzebnie się denerwuje.
Mat działa we wszystkich szkołach wnętrzarskich na świecie,ale nasza krakowska była super!
A tłuczony liść kapusty nie poradzi??(to na mięśnie,nie na remont…)
😮 A jakieś szczegóły?
Czy ten lisc kapusty trzeba polozyc na plecach a potem go tluc?
Już widzę. Piszą, ze to na bóle stawów.
Ja mam ewidentnie naciągnięte niemożliwie mięśnie grzbietowe z prawej strony. 🙁
Spróbuję jutro z tą kapustą.
Idę, bo dozorca zbudził mnie po trzech godzinach snu, żeby mi wręczyć za pokwitowaniem ogłoszenie, które wywiesił na klatce i w windach.
Dobrej! 🙂
Siódemeczko, toteż nam nawet przez głowę nie przeszło, żeby te stare schody wymieniać na nowe. Pan Administrator wykonał tylko przy nich dobrą, konserwatorską robotę. 🙂
A przy okazji Starszawego Kato – niedaleko mnie jest obwodnica, którą jakieś 15 lat temu obsadzono krzewami, kwiatami, bluszczem i takimi różnymi. Pięknie się to wszystko rozrosło, poprzerastało i wyglądało bardzo efektownie. Parę tygodni temu z przerażeniem zobaczyłem, że wszystkie rośliny wyharatano i zaczęto siać trawnik – bez żadnej potrzeby. W prywatnych rozmowach prawie wszyscy mieszkańcy wyrażają przekonanie, że ktoś musiał dostać w łapę za zlecenie tych robót (i późniejsze koszenie trawnika), ale jak to udowodnić? 🙄
Króliku, to by było skuteczne.
Tak obić klienta, że będzie tęsknił do poprzedniego stanu. 😀
Liść liściem, ale przy silnym boleniu ja bym się tam wysmarował Voltarenem albo czymś w podobie, a jeszcze do środka procha przeciwbólowego wrzucił. Po diabła się męczyć?
Bobiku, to trzeba delegacyją udać się do urzędu i zażądać wyjaśnień w imieniu i na piśmie.
Dobrze jest powiadomić jakieś lokalne medium, oni też potrzebują zarobić na chleb.
A po co udowadniac Bobiku? Samoloty same nie spadaja, a kwiaty na betonie nie rosna; na betonieeeeee, nie kwitna rooozeeeeeee… Kolo trawy cala armia ludzi bedzie miala duzo zajecia. Project prace miejskie!
To ja wlasnie zrobilam tzw channeling of my inner Krzysztof Krawczyk!
Wyjaśnienia już „były zażądane”, na co władze miejskie odpowiedziały jakimś bla-bla, że te krzaki były trudne w utrzymaniu i wskutek tego wyglądały „nieporządnie”. To jest niby kwestia smaku, więc złą wolę czy przekupstwo udowodnić tu szczególnie trudno. Ale miejscowa społeczność jakoś czuje, że coś tu śmierdzi, choć bez dowodów nikt publicznie oskarżeń nie będzie rzucał.
mt7, na tym drugim filmiku jest na pewno Paweł Sawicki? Bo trochę niewyraźne i jakoś go nie rozpoznaję, a dawno go nie widziałam. Chyba że myślę o innej osobie. Ten, o którym myślę, pracował kiedyś w radiowej Dwójce, a teraz w Muzeum Auschwitz, a w Dwójce jeszcze czasem poranki prowadzi. Bardzo fajny chłopak.
Na tym przedostatnim filmiku facet przypomina mi mojego dawnego kolegę Grzesia Polaka, ale też niewyraźny jest.
Przypomniało mi się, jak kiedyś byłam na takim marszu – wiele lat temu, chyba jeszcze po prostu w przyjacielskiej grupie, i Staszek z Kostkiem przy bunkrze odmawiali Kadisz. Dawne dzieje, dziś Kostek w innych sferach się obraca.
Ale w ogóle wzruszyłam się. Wielkie dzięki.
Do voltarenu/ ketonalu/ olfenu w żelu (tabletki w ostateczności) dorzuciłabym witaminę B complex. Tak naprawdę, to powinno być jakieś konkretne B, ale nigdy nie pamiętam, które (1 i 12?), poza tym konkretne bywa na receptę.
Modlitwy psalmami i różne pieśni modlitewne żydowskie są jak najbardziej.
Paweł Sawicki w białej koszuli i Pani Ewa w ciemnej sukience są warszawskiego KIK-u:
https://picasaweb.google.com/PRChiZ/22Lipca2012JasienicaTreblinka#slideshow/5768083115629091698
Jasne, na przedostatnim jest Grzegorz Polak.
W oryginale te filmy maja kilkaset MB, tu zmniejszyłam je do kilkunastu.
Stosuję od kilku dni maść końską silnie rozgrzewającą, ale nie mogę nawet westchnąć głębiej, wiec to nie jest skuteczne.
Piszą, że ten Voltaren na kontuzje, więc jutro nabędę.
Ago, to podejście, że tabletki tylko w ostateczności, jest od jakiegoś czasu uważane przez lekarzy za niesłuszne. Teraz jest taki trynd, że ból trzeba wytłumić jak najszybciej, żeby on się nie „osadził w połączeniach neuronalnych”.
Oczywiście odnosi się to tylko do tych przypadków, kiedy znana jest przyczyna bólu. W innych trzeba ją najpierw znaleźć. Poza tym przy łykaniu tabletek trzeba brać pod uwagę, czy nie ma jakichś przeciwwskazań, ale one zwykle w ulotce są podane.
W Niemczech dramatycznie spadła konsumpcja piwa. 😯
Dobrze, że chociaż Mar-Jo daje biednym browarnikom zarobić. 😆
Bobiku, chodziło mi o te konkretne tabletki (voltaren i ketonal) – trochę się ich nałykałam i choć voltaren jest dostępny bez recepty i nadal po niego sięgam, jak muszę, to boję się go polecać – lepiej, żeby to zrobił lekarz. Mam nadzieję, że ból nie jest zbyt zawzięty i żel zadziała. 🙂
Aaa, chyba że tak. 🙂
Voltarenu w prochach osobiście nawet nie znam, ale ketonal to gość podejrzany. Tutaj się go prawie nie używa, bo ponoć na dłuższą metę uzależnia i za bardzo ubocznie skutkuje.
Dzień dobry 🙂
Nie damy z rana zarabiać browarnikom
Kawa, herbata….
Do przeglądu prasy
Dzień dobry,
Rysiu zapsał? Czy już zaczął przenosić tereny zielone do kuchni?
To ja pobrykam 🙂
Bryk, bryk, oooo, postrzał ;-(
Gruess Gott! 🙂
Obawiam sie, ze ten drastyczny spadek konsumpcji piwa w Niemczech nastapil przy moim wspoludziale.
Jedna wizyta w piwiarni i jedno wypite piwo. Nie to co kiedys.
Ale kilka klasztorow piwnych jeszcze do zwiedzenia. 🙂
Rysiu sie wystraszyl?
Reparil gel – polecam na bole Siodemeczkowe. (Dziekuje za filmy. Ciezko bylo zasnac.)
Dzień dobry,
muszę znowu jechać do Monachium 🙂 Już nie mogę słuchać, jak gdzieś tam Andechs Doppelbock Dunkel leje się beze mnie! 🙁
Z Grzesiem Polakiem dawno temu pracowałam w „Gazecie”. Później współzakładał KAI, a później wydawał jakieś pisemko o papieżu. Cieszę się, że też bierze udział w takich spotkaniach.
Czyli ogólnie jest to środowisko dawnego KIK-u. Szkoda, że tak niewiele ma dziś do powiedzenia. Bardzo dobrze je wspominam z lat 80.
Pani Kierowniczko, do 3. czerwca jestem w Monachium. 🙂
dobrykuje 🙂 dofikuje 😀
herbata zasluzona
terminy odhaczone
przy przegladzie pozycji juz 🙂
herbata
herbata
Dzień dobry 🙂
W dziennym świetle jest lekki zgryz ze schodami. Brązowoczerwony kolor wyszedł trochę zbyt czerwony w stosunku do kafelków podłogowych (ochra i lekko czerwonawy brąz, oryginalne, jeszcze XIX-wieczne, nie ma mowy o wymianie), ale sam w sobie jest taki ładny, że szkoda go bardziej zbrązowić. Łażę po przedpokoju w te i wewte, ogon w strapieniu gryzę i nie wiem, co począć przy drugiej warstwie farby. 🙄 A decyzje kolorystyczne Pan Administrator bardzo zdecydowanie spycha na mnie. 😉
To są bolesne dylematy.Spychanie decyzji na klienta jest odwetem za wcześniejszą „nadczynność projektową ” onego.
Ja tam myślę,że efekt całości jest ważniejszy od efektu części.A ten brąz to trzeba kupić,czy kolor mieszacie sami?Bo jak tak,to zrobić na jakiejś tekturze większą próbkę z brązem,rzucić na posadzkę i porównać efekty.Kolor to nie dźwięk,nikt nie ma „wzroku absolutnego”.Trza przyłożyć i ocenić.
Howgh!
Właśnie nam się nie chciało mieszać osobiście, bo wtedy zawsze trzeba namieszać za dużo, albowiem domowo drugi raz identycznego koloru już się za Chiny nie osiągnie. Daliśmy zmieszać w sklepie, według próbnika. Na próbce, nawet większej, przyłożonej do posadzki, kolor był cudny i jak trza, tylko że w jeszcze większej masie, na innym podłożu i w innym świetle wyszło nie w stu procentach to samo. 😉
Ale serce raczej mi się skłania ku zostawieniu jak jest, bo brązowsze będzie dosyć nuuudne. 😉
Poczekam jeszcze trochę, może serce wygra i nie będę musiał niczego zmieniać. 😈
Poza tym nie mogę się zajmować tylko schodami, bo mam bardzo poważne zadanie do wykonania. Starzy w spisku z Sąsiadami umożliwili Nowemu z sąsiedniego ogrodu przechodzenie na moje terytorium i muszę temu Nowemu pokazać, kto tu rządzi. 😎 On jest jeszcze kompletny gówniarz, raptem 5 miesięcy, ale już większy ode mnie i wydaje mu się, że się może stawiać. 👿
Pan Administrator spycha na Psa – a kto tu skończył studia plastyczne? 😛
Rozmawiając o remontach, wywołujecie mój stały wyrzut sumienia 🙁
To Kierownictwo nie wie, że magistrem sztuki można i z lekkim daltonizmem zostać? PA żywym na to dowodem. 😆
I dlatego spycha, bo w kolorystyce zawsze się czuje trochę niepewnie. 😉
Bobiku zaplatalem sie (rano) 🙂 🙂 dziekuje 😀
Optowałabym za bardziej czerwone niż bardziej brązowe, chociaż brązowy brązowemu nierówny.
Dobrego nigdy nie za wiele, więc życzę więcej! 🙂
To znaczy dobrego dnia.
I w ogóle też. 😀
Dopiero teraz zauważyłem, Rysiu, że dobryknąłeś. 🙂
Zjadacze literek nie mają z Łotrem letko. 😉
Pogoda się znienacka ogrodowa zrobiła. Biorę dobre od wszystkich, którzy dają i idę poryć w ziemi, bo już bezwstydnie zachwaszczona. 🙂
dzisiaj mielismy w pracy (akcja promocyjna zwiazana z promowaniem czytelnictwa) klase zainteresowanych czytaniem dzieci i do tego znaly odpowiedz na wszystkie pytania konkursu!!! sluchaly uwaznie, podpowiadaly tytuly i bohaterow, co za wspaniale uczucie!!! dwudziestka czytajacych mlodych ludzi!!!!!!!!! 🙂 🙂
90% inwestorów „pci męskiej” spycha kolorystykę na żony.Norma budowlana.Zauważam to notorycznie.A architekci lecą w szarościach nie tylko z miłości do elegancji i minimalizmu.Choć w ten sposób efekt jest standardowo pewny.
Te jarzeniówy i halogeny w mieszalniach zawsze fałszują.Ja wychodzę z próbnikami na dzienne,a i tak nie zawsze trafia.
To może jakowymś laserunkiem podziałać?Lekko przełamie.Sorry,za wcinanie się koledze.
Jajako należący do tych 10%, nie tylko z powodu chwilowego braku żony, jestem za bardziej czerwienią. 😎
Czerwień? Kto tu jest za czerwienią? Zakładamy jaczejkę?
A jak za brązem to falangę?
Ja tam zakładam nogę na nogę i czekam na zdjęcie schodów, ogrodów i Nowego od sąsiada. 😛
O nie! Na te schody nie wejdę! http://lh4.ggpht.com/_rFlo-8dsfU0/S4FAVihEKbI/AAAAAAAAAWU/oNDx7j5jlic/s512/schody.JPG
To chyba jest dla kotów? 😕
Rysiu, czuje sie gleboko wyrozniona Twoim dluzszym wpisem, bo wiem, ze zwykle wolisz krotsze wypowiedzi. 🙂
Nie chodzilo mi wcale o to, zeby nie kontrolowac i nie dyskutowac publicznie, co panstwo robi a czego robic juz nie powinno w walce z przestepczoscia, terroryzmem, itp. Wrecz przeciwnie, sama bardzo sie nad tym zastanawiam, i nie jestem tu w tym odosobniona, zwlaszcza w moich okolicach. Chodzilo mi o to, ze imputowanie konkretnej spolecznosci, w chwili po szokujacym ataku, ze bezmyslnie pozwala na rozprzestrzenianie sie panstwa policyjnego, jest jednak – moim zdaniem – sporym naduzyciem. Zwlaszcza, gdy bezposrednia rzeczywistosc emocjonalna tej spolecznosci jest taka, ze w okolicznych szpitalach lezy jeszcze wielu ciezko rannych, a ofiary sa jeszcze nie pochowane, gdy lokalna spolecznosc jest w stanie szoku, a sprawca – nie wahajacy sie przed zabijaniem – grasuje wlasnie po okolicy. Podejrzewam, ze wlasciwie wszedzie to nie bylby najlepszy moment na takie dyskusje. Potem mozna – a wrecz nalezy – dyskutowac, czy ta reakcja byla za duza, za mala, czy w sam raz, mozna rozwazac wszelkie jej aspekty (i podjac decyzje, co do nastepnych razow, choc chcialoby sie, zeby nastepne razy sie nie zdarzyly). I tak juz sie wlasnie dzieje. Oczywiscie, tu glosy sa podzielone, i tez trzeba umiec odczytywac je w kontekscie: nie tak na przyklad, jak gazeta.pl pare dni temu, ktora w pewnym momencie dala tytul, ze media amerykanskie twierdza to, czy tamto, a okazalo sie, ze chodzilo nie o cale media, a glownie o mocno prawicowy, jastrzebi, murdochowski Wall Street Journal.
Ale podczas samej oblawy i goraczkowych poszukiwan mordercy/terrorysty, przypisywanie ludziom bezmyslnego poddawania sie panstwu policyjnemu, jeszcze z porownaniami do polskiego stanu wojennego, jest – moim zdaniem – jednak pewnym naduzyciem, ktora sobie tlumacze wcale nie zla wola, a wlasnie odlegloscia od wydarzen (geograficzna, kulturowa, emocjonalna).
I nadal mysle, ze dziennikarz z doswiadczeniem reporterskim byc moze by to wszystko, nawet na odleglosc, jednak lepiej wyczul (mniej intelektualnie, bardziej ze zrozumieniem dla emocji).
I na razie uciekam, i o dekorowaniu wnetrz doczytam sobie dokladniej pozniej, bo niestety inna strafa czasowa goni. 😉
No to na kogo te schody w końcu głosują? Na komunistów,czy faszystów?Okrutny wybór…
Nie wiem, czego się spodziewałam, ale to mnie nie satysfakcjonuje. http://www.aktualnosci.pan.pl/images/stories/pliki/2013/Stanowisko_Prezydium_PAN_-23_04_2013.pdf
Wariacje na temat schodów. http://pinterest.com/mennamahmoud/stairs/
O, jakże słuszne jest hasło „nie robim, bo się urobim”. 😎
Zachciało mi się robić, no i się zgodnie z przewidywaniem urobiłem. Leżę teraz, dyszę, z ozora mi kapie i ledwo do jaczejki zdołałem się doczołgać.
A zachwaszczenie wcale jeszcze nie minęło z kretesem. 👿
Bobiku, przeca te chwasty po pierwszym lepszym deszczu rzucą się znowu. Miałam ci ja, miałam kiedyś ogródek.
Dlatego, gdybym miała jakieś grunta, to nasiałabym http://www.top-decor.pl/sites/top-decor.pl/files/_mix%20polne%20FLTD-xxx-07-g%20copy.jpg
i leżała pośród. 😆
Bobiku, jestem o krok od udowodnienia, że życiem chwastów rządzą prawa behawioryzmu. Rosną tym lepiej, im więcej pozytywnych wzmocnień otrzymują od ogrodnika. Im bardziej się przyglądasz, tym jest ich więcej 👿
No, właśnie w tym cały wic, że się znowu rzucają. I dlatego się trzeba urobić. 🙄
Ale gdyby tego cholerstwa nie tępić, to dość szybko leżeć można by wyłącznie wśród pokrzyw, ostów i zdziczałych jeżyn, bez względu na to, co by się wysiało. 😉
Myślisz, Vesper, że negatywne wzmocnienia w postaci wymyślań, wrzasków i obelg mogłyby znacząco odchwaścić ogród? 😯
Hmm… może bym poleciał na jakieś waleczne forum dokształcić się z ogrodnictwa?
Ależ Bobiku chwast zwalczaj chwastem. Jak ściągnąłem do ogrodu ok. 200 gatunków rodzimej flory to wszystko jakoś dziwnie żyje ze sobą w zgodzie. 🙄
Można by jakąś doktrynę ukuć.
Bo i w donicach, co je mam na balkonie zasiały się wieki temu jakieś płożące rośliny z białymi, drobnymi kwiatkami. Rosną wściekle i im więcej wyrywasz, tym szybciej się mnożą, jakby wyrywanie było jedynym sposobem na pomnożenie.
Zrezygnowana, wyrywam więc kępami tylko wtedy, kiedy już trudno wytrzymać.
Znaczące wymiany ziemi też nie przynoszą rezultatów. 🙁
To chyba nie takie proste, Bobiku. Myślę, że w przypadku chwastów każda forma uwagi skierowanej bezpośrednio na nie działa jak wzmocnienie pozytywne. Siódemeczka poniekąd teorię tę potwierdza – wściekłe wyrywanie powoduje wściekłe namnażanie. Od pewnego stopnia wysycenia chwastami, dynamika wzrostu zachwaszczenia zdecydowanie spada 😎
Piszę powyższe, żeby sobie to jutro przeczytać i się zastanowić, zanim ponownie wyruszę w ogród 😆
Już wiem, to to mi tak rośnie bez opamietania i nie moge się tego pozbyć: Stellaria
Siódemeczko, typowa mokrzyca. Kocha wyrywanie i wygryzanie. Wysiewa się od stycznia do grudnia 😈
a może to 🙄
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/be/Minuartia_kitaibelii_a3.jpg
W sumie nawet urodziwa 🙄
Tylko która 🙄
Wolę Stellarię.
U mnie najwięcej tego: http://www.zch.sarzyna.pl/sor/katalog_chwastow/sporek_polny.html
Jak się zapomina o podorywce to i ze sporkiem są problemy 🙂
Radosna wiadomość. Od jutra nie istnieje dla mnie godz. 5:30 czasu lokalnego 😀
Biedna 5.30, kto się teraz o nią zatroszczy 🙁 🙂
Może za kałużą 😉
Roślina Vesper podobna, ale uważam , ze moja jest stellaria.
Wyrasta razem z innymi wysianymi, więc na początku nie wiem, które co je (od jest).
A później to już jest po herbacie.
ona ma niby delikatny, ale mocny i rozrośnięty system korzeniowy, w ogóle to jakby jedna mocna nitka przechodziła przez wszystkie te rośliny, bo się urwie zielone, a zostaje nitka.
Poza tym przy takim splątaniu wyrywają się pożądane rośliny, a tej cholerze w to graj.
Jedyna nadzieja 😉
Wy tu gadugadu a Borussia Dortmund nakopała Hiszpańczykom nogami niejakiego Lewandowskiego 4 bramki.
Niemcy vs Hiszpania – 2:0, w bramkach 8:1
A jak się robi podorywki w donicach?
A jak się nazywa malutka czerwona nibykoniczynka, która ma korzeń 100 razy większy niż część nadziemna, a której za żadne skarby świata nie sposób wytępić?
Co tam Hiszpańczycy i Borussia, kiedy chwasty atakują. 😉
Zeen, a w co kopali, skoro chwasty nadal. Bez sensu taka agrotechnika.
a ta czerwona koniczynka, to chyba szczawik. Zaraz sprawdzę
Chyba to jest to
http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://babij.blox.pl/resource/Oxalis_corniculata_szczawik_rozkowaty.JPG&imgrefurl=http://babij.blox.pl/2007/08/Oxalis-corniculata-szczawik-rozkowaty.html&h=466&w=700&sz=87&tbnid=PSf-9ErCykdCVM:&tbnh=73&tbnw=109&zoom=1&usg=__7_JQPtEHrnNQiUQmEo2NmnlcISI=&docid=cCdVc10YlBLtXM&hl=pl&sa=X&ei=3Ut4UcbvLobQtQb42ICQDA&ved=0CDsQ9QEwBA&dur=613
Dobry wieczór 🙂
Widzę, że pokrewnie 😆 Trzy dni tyrałam w gnoju (końskim) i trudzie. Łapy mam zryte do łokci. Chwaściory, chwilowo, przestały rządzić. Przepięknie kwitnie masa fiołków, cebulice (bardzo nieadekwatna nazwa), nieliczne narcyze, trzy tulipany, dereń (podobno jadalny) i to by było na tyle. Reszta się spręża. Mrówki atakują 👿
Tak, Irku, to jest ta gadzina 👿 Czy wiesz może, jak się jej pozbyć?
Jedyny sposób. Pędzelek i malować listki herbicydem
O to chodzi?
http://s3.flog.pl/media/foto/1445138_czerwona-koniczynka-.jpg
To mi też czasami wyrasta, ale daje się usunąć. Nie wiem co to, jakieś rodziny koniczyste.
Też mam to cholerstwo
Chyba struję Randupem, choćbym miała pipetą 
Niezależnie, że jutro bez 5:30, ale dzisiaj było, więc już padam.
Branoc.
No to kochaniutka, będziemy cię w tym roku malować 😈
Piszą, ze agresywny ten szczaw i dobry na zawał (chyba od wyrywania ten zawał).
Ma plytki system korzeniowy, wiec niepodlewany zdechnie.
Najlepiej jakąś chemią potraktować na wiosnę zanim wyrośnie.
Tyle wyczytałam.
Ta moja to jest taka cholera:
Kwitnie od maja do października (często cały rok). Na jednej roślinie dojrzewa kilka tysięcy nasion (do 25 tysięcy[4]). Nasiona zachowują zdolność kiełkowania przez 20 lat. Kiełkuje przez cały rok, także pod śniegiem.
W takim razie nie tylko na zawał dobry ten szczaw, ale i na zwyrodnienie kręgosłupa.
I susza jest w stanie go uśmiercić? No nie, aż tak zdeterminowana nie jestem, żeby tępić szczaw razem z kwiatkami 🙂
😆 Niezła ta Twoja 😆
Ty się, Vesper, śmiej, ale to draństwo wytrzymuje wszystko. Gorsze niż rozchodniki, a one dużo potrafią. Okropnie agresywne i plenne. Jak się odrobinę odpuści, to przechlapane 🙁
Ależ ja się nie śmieję, ja się łączę w bólu.
I słusznie 😉
Czytam i poleca „Bogowie u władzy” Moniki Milewskiej. Zgroźliwie śmieszni jesteśmy, my ludki, i wcale nam to nie mija 🙄
m mi uciekło. To ja też uciekam do spanka. Dobranoc 🙂
Najlepsze zawsze na koniec:
„-Rozmawiałem niedawno z nauczycielką z małego miasteczka, dostała rozporządzenie, żeby zorganizować w rocznicę 150- lecia powstania styczniowego jakąś inscenizację. Miał to być wymarsz powstańców na pewną śmierć, a zapłakane dzieci miały ich żegnać. Tylko że był mróz i rodzice nie chcieli dzieci puścić. Powiedziano zatem dzieciom i rodzicom, że wszystkie dzieci, które odprowadzać będą powstańców, dostaną szóstkę z religii.
No więc rodzice ubrali dzieci ciepło i cała klasa poszła – trzydzieścioro dzieci.
Z tym, że przyszło tylko czterech powstańców.
Szczęść Boże i na zdrowie”
Czterej powstańcy na umrzyka skrzyni
ho ho
i butelka rumu.
Dzień dobry 🙂
Nie jestem pewien, czy spałem tej nocy, bo za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, żebym zasypiał. 😯
Ale z drugiej strony niewątpliwie się dziś obudziłem, a to się dzieje głównie od spania, więc chyba jednak.
W każdym razie wyjątkowo mogłem się o 7.30 zatroszczyć. 😆
Oooo, Bobiku, a 7.30 nie padła zemdlona z wrażenia, któż to wstał, by się o nią zatroszczyć?
Jakie ciekawe chwasty macie. 😉 A u mnie banał – pokrzywy, jaskry, mlecze (to draństwo bym pędzelkiem malował, ale wtedy musiałbym cały czas wyłącznie na to poświęcić). Z koniczynkowatych jest nie to czerwone, tylko tzw. zajęcza kapusta, ale ona ląduje w sałatkach, więc jej łaskawie do chwastów nie zaliczam.
Najgorsze do wykopania, a też dziko się mnożące, są jeżyny. Wyharatanie ich korzeni w całości czasem już właściwie nie wchodzi w zakres rolnictwa, a górnictwa. 🙄
Dzień dobry 🙂
Dziś po angielsku – jajecznica na bekonie
Potrzebna energia do wysadzania dalii. Takie tam górnictwo odkrywkowe 😀
7.30 nie zareagowała omdleniem, tylko jakimiś dziwnymi kłopotami z tożsamością. Uparcie twierdzi, że jest 10.00. I o posłannictwie coś krzyczy, że niby została wybrana i naznaczona… 😯
Irku, ja jestem skromny pies. Mnie wystarczy sam bekon. Jajecznicę altruistycznie oddam innym. 😎
To chyba objaw jakiegoś wirusa dat i godzin. Wczoraj mój telefon o godzinie 12.30 twierdził, że jest 14.00 i upierał się, że jest 26 stycznia 2010.
Pora w pole 🙂 Dziś dzień dobroci dla róż 🙂
Moje róże dość zmarniały przez tę ostrą zimę. Niektóre pędy całkiem przemarzły. Nie zawijałem ich, bo któż by się tutaj takich mrozów spodziewał.
I jedną hortensję chyba szlag częściowo trafił. Od korzeni puszcza się jakieś zielone, ale gałązki suche jak pieprz.
🙁
Ładny klops. Z 7.30 coraz gorzej. 🙁 Patrzyła mi przez ramię, kiedy czytałem post zeena o powstańcach i nagle zaczęła się wydzierać, że ona też jest powstanką, ma na to dowody, jakby co, to weźmie Rysia na świadka i takie tam…
Próbowałem jej tłumaczyć, że porządne powstania są nieudane, więc nie może mieć świadków, bo oni godzinę powstania przespali, ale nawet nie chce słuchać i dalej się drze. 😯
Zna ktoś dobrego psychiatrę od godzin?
Co to, Klub Ogrodnika w tym Koszyku zakładacie? Czuję się upośledzona 🙁
Nie możemy założyć Klubu Ogrodnika, bo on tu już od dawna jest. 😎 I wystarczy skrzynka na balkonie, żeby się do niego zapisać. 😉
Ale jeśli Kierownictwo nie ma nawet balkonu, to przecież możemy płody rolne w postaci kwiecia składać mu u stóp, żeby się nie czuło upośledzone. 😆
Jak to jednak trudno poznać obcą kulturę. Tyle lat mieszkam w Niemczech, a do dziś nie wiedziałem, że największy niemiecki bohater narodowy nazywa się Lewandowski. 😯
Z telefonem się nie dyskutuje. Telefonowi się mówi jak ma być i koniec. Bo wtedy telefon się jeszcze rozgada i dopiero klops.
To prawda. Telefon to niebezpieczna gadzina. Już Ciechowski ostrzegał… 😎
http://www.youtube.com/watch?v=8ebtfZJ3cGI
Ja telefonu wręcz nie cierpię i przez to mam przechlapane.
Są ludzie, którzy zaakceptowali tę moją fobię i tacy, którzy nijak tego pojąć nie mogą i ten brak pojęcia wpływa na nasze stosunki bardzo ochładzająco. Czasami stosowane są środki odwetowe, np. nie odpowiada się na maile.
Fobii nabawiłam się przez wpływ zewnętrzny, ale chyba i we mnie tkwi jakaś praprzyczyna.
Przyznaję, narzędzie jest użyteczne, ale tylko do krótkich komunikatów.
Popatrz, Bobiku, to mamy tych samych największych bohaterów narodowych. 😆
Ten @#$%^&*() Lewanowski czy nie mógł zrobić takiego numeru w zeszłym roku dla naszej reprezentacji, tylko musiał dla tych Miemców… ❓
Pieseczku, balkon mam, nawet całkiem porządną loggię, ale nie mam czasu ani cierpliwości. Kiedyś mi się chciało, ale teraz wciąż jest coś ważniejszego…
Telefonów panicznie bałam się w dzieciństwie. Ale się wyleczyłam. Tj. mój zawód mnie wyleczył. Przymusowo 🙂
No tak, kaktusy w loggii mogą polskiej zimy nie przetrzymać. 😉
Telefonów się nie boję, ale nieraz mi się okropnie nieeee chceeee odbierać. 😳 Czasem ulegam temu sięniechceniu i nie ruszam zadka z kanapy, ale znacznie częściej wygrywa coś w rodzaju „poczucia obowiązku” – że może to coś ważnego, może coś się stało, może ktoś potrzebuje mojej pomocy… A potem często się wściekam, słysząc w słuchawce głos jakiegoś pinkwolonego ankietera czy marketera. 🙄
ale że jak z tym telefonem? że dzwoni? przecież teraz telefony mniej dzwonią niż robią co innego. właściwie to nawet mogłyby nie dzwonić i niektórzy by się nie połapali że czegoś brak, a inni połapaliby się dopiero za czas jakiś 🙄
Biskupi w liście pasterskim zajęli się naprawdę palącymi problemami polskiego Kościoła, czyli magią, okultyzmem, jogą i językami obcymi.
http://episkopat.pl/aktualnosci/5095.1,Nie_rozwadniajmy_chrzescijanstwa.html
W dokumencie tym jest również bardzo istotne wyjaśnienie, jak Episkopat pojmuje ekumenizm: chrześcijaństwo ma do zaoferowania daleko więcej niż jakakolwiek inna religia czy sekta, jednak trzeba chcieć je bardziej dogłębnie poznać, by dostrzec ukryte w nim skarby.
Nie było napisać zrozumiale dla wszystkich – „są zwierzęta równe i równiejsze”? 🙄
Bobiku, po wynalazku łuku złe rzeczy robiącego wynaleziono strzelby i one robiły rzeczy jeszcze gorsze. I dlatego ma rację Episkopat zwalczając ostrzaltyzm i okultyzm. To są poważne plagi w życiu społecznym.
Języki obce to rzeczywiście jest problem, chyba nowy i dlatego wymaga szczególnej czujności. O innych tego rodzaju problemach już dawno wypowiadał się ksiądz Dobronek. 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=BsGa-0x8UNQ
Ech, szkoda gadać. 🙁
A tu ks. Rydzyk zaatakował Gazetę Polską i Sakiewicza.
Założyli konkurencyjną telewizję Republika, to będzie teraz 'ociec prać’. A Sakiewicz mu znak pokoju 😆
http://wyborcza.pl/1,75248,13806460,O__Rydzyk_atakuje_Sakiewicza__ten_w_odpowiedzi_przekazuje.html
Podejrzewam, że Ociec R. odpowie mu znakiem łazienki, tzn. spuści po słowach Sakiewicza wodę. 😈
Czy jest na nasłuchu jakiś korpoludek? Chciałabym się podzielić swieżo zdobytą wiedzą. 😈 Kto to jest Project Manager? To ktoś, kto uważa, że jak zbierze 9 kobiet, to mu urodzą dziecko w miesiąc. 😆
Ago 😆 😆 😆
Wróciłem z ogrodu. Przez to towarzystwo trochę czułem się jak św. Franciszek 🙂
Teraz trochę kultury, a więc do lektury
To jeszcze dorzuce, Ago, najgorsze przyklady management speak (wedlug Guardiana, kazdy ma zapewne swoje ulubione). 😉
http://www.guardian.co.uk/books/2013/apr/25/top-10-worst-management-speak
A mnie się zawsze wydawało, że korporacja to rzecz niewesoła. 😆
Wojna tez niewesola, Bobiku, a popatrz na Szwejka… 😉
Napisałem,że to ocieplanie wizerunku korporacji i Łotr zaraz zjadł 🙄
zasłyszane
Korpoludek:
Ależ ja nie mam nic przeciwko przychodzeniu do pracy, ale czekanie osiem godzin na wyjście to jednak lekka przesada…
Dobry wieczor. 🙂
W mojej bylej korporacji po osmiu godzinach wychodzili z pracy tylko ci, ktorzy byli na urlopach.
😆 😆 😆
Na liście The Guardian brakuje bardzo użytecznego korporacyjnego wynalazku, a mianowicie parkowania pytań. „Let me park your question” mówi się do kogoś zadającego niewygodne pytanie, co ma oznaczać, że otrzyma on odpowiedź, ale… w stosowniejszym momencie. Jakoś tak się składa, że w korporacyjnym kalendarzu stosowne momenty pojawiają się skrajnie rzadko i większość pytań pozostaje zaparkowana. Dobrze, że choć nie każą płacić za parking…
Pora chyba na dzieło „Szwejk w korporacji”. 😆
😆 😆 😆
Moje ulubione z życia wzięte to „stanąć w prawdzie”. Oraz (nie zaczyna się zdania od oraz 😈 ) wyliczanie na palcach koniecznie rozpoczynając od palca małego.
cóż Ci Ago o PieMie powiedzieć? bo ostatnio się zacząłem w prodżektmanadżment zagłębiać…
„zaparkowanie” u mnie też się ostatnio stało modne. ale raczej nie w kontekście pytań, a spraw do zajęcia się za czas jakiś, jak się przetoczą te, które są
Dobry wieczór,
widzieliście już to? 🙁
http://deser.pl/deser/1,111858,13804656,Przeprowadzili_sonde_wsrod_gimnazjalistow___Ile_dni.html#BoxSlotIIMT
Niezła puenta na koniec drugiego z filmików. Ale warto oba całe obejrzeć.
Fomo, w PM od lat tkwię po uszy, ale od strony P, a nie M. 😉
Doro, nie spieszyłabym się z ocenianiem tych młodych ludzi. Pytania były trywialne, ale oni znajdowali się w specyficznym stanie emocjonalnym po potwornie odmóżdżającym egzaminie i jeszcze bardziej odmóżdżających doń przygotowaniach. Profesor Doliński badał niedawno zjawisko huśtawki emocjonalnej, specyficznego stanu, w którym człowiek się znajduje, kiedy spodziewa się czegoś nieprzyjemnego, a potem zagrożenie mija bądź okazuje się nieprawdziwe. Zdecydowana większość ludzi w takim stanie traci zdolność podejmowania racjonalnych decyzji, jakby władze poznawcze znajdowały się w zawieszeniu. Myślę, że pomysł, by testować wiedzę ogólna gimnazjalistów tuż po tym, jak wychodzą z egzaminu jest wyjątkowo wredny i ma na celu wyłącznie wyśmianie tych ludzi. Nie podoba mi się takie podejście.
Ago, to moze pora zbliżyć się do M? ale langsam, najpierw trochę O, potem N… 🙄
O nie! Od M trzymam się z daleka! Ani myślę się cofać w tym kierunku 😛
skoro nie ten kierunek, to moze w stronę R? :roll?
A czy ja koniecznie muszę się w którąś stronę ruszać? 😉 Ćwiczę bezruch dynamiczny. 🙂
Wy tu o przyziemnościach, a Irek przedstawił taka ilość niezwykłych ptaszków, że do tej pory mam opadniętą szczękę. Nie tylko ich nigdy nie widziałam w naturze, ale o wielu nawet nie wiem, że istnieją.
Gdzie ten Irek ma ten ogród? 😯
musisz, bo korporacje są dynamiczne ;p
Zgadzam się z Vesper, że autorzy filmików przedstawionych przez Dorę cynicznie i wrednie wykorzystali specyficzny stan młodych ludzi.
Mnie też się czasami zdarza, jak się zagłębię w jakiś rozmyślaniach, że na niespodziewanie zadanie pytanie przez kogoś na ulicy, mam gonitwę myśli i odpowiadam zupełnie od rzeczy.
Później, oprzytomniawszy, mam do siebie pretensję, że zamiast powiedzieć nie wiem, udzielam tym ludziom np. złych wskazówek w sprawach, które przecież dobrze znam.
A co dopiero po długotrwałym stresie i tacy młodzi.
Mało brakowało, a przepadłaby mi cała wspaniałość Irkowego ptactwa, oprócz pierwszych dwóch egzemplarzy, bo nie wpadłem na to, że trzeba poklikać. 😳 Dobrze, że Siódemeczka mi podsunęła głowopukawkę. 🙂
U mnie większość ptaków już się zorientowała w morderczych skłonnościach Pręgowanej i trzymają się z daleka. 🙁
Gdzie ten ogród, to jest bardzo dobre pytanie, a drugie dobre pytanie, to co jest w tej wodzie, że się tak do niej wszystkie zlatują. I jeszcze: o której trzeba tam być, żeby to towarzystwo zobaczyć. Grubodziób mną wstrząsnął.
Foma, a dlaczego bezruch dynamiczny miałby być gorszy od ruchu dynamicznego? Chyba nawet jest lepszy, bo osiągany mniejszym kosztem. 😉
Bobiku, bezruch jest zły z założenia. i tyle w temacie. ruch jest oznaką życia i dostosowania. i nie ma potrzeby więcej tłumaczyć. prosta korporatszczyzna
A ja stanęłam pod prąd. 😆
To w korporacji nie jest tak, że jak szef mówi, to wszyscy powinni zamrzeć i słuchać w bezruchu? Nie wierzę. 😯
Trzeba się ruszać, żeby nie pomyśleli, ze się śpi. 🙂
można zamrzeć, ale tylko po to, żeby się spiąć przed skokiem do jeszcze wydajniejszego ruchu. proste.
Dzień dobry 🙂
Twój blog Bobiku ma niesamowitą moc. Wczoraj, po naszej dyskusji o śniadaniu angielskim, Suka wpadła do kuchni, otworzyła lodówkę i warknęła ” A gdzie bekon” 😆
Dzisiaj więc nie ryzykuję, tylko tradycyjnie
Kawa, herbata, croissanty, masło, dżem 😀
Ogród jest w L, w wodzie oprócz wody kupa skrzeku. Kamera online przy kaskadzie miała by chyba wzięcie.
Dzień dobry 🙂
Och, Irku, zainstaluj taką kamerę. Będę siedział, gapił się i pilnował, żeby morderczyni-Pręgowana nawet nie zbliżyła się do kompa. 😆
Dla Suki pozdrowienia z plasterkiem baleronu. Dobry, z polskiego sklepu. 😎
Gruess Gott! 🙂
Polskiego sklepu w poblizu nie mam. Ale po Monachium jezdza polskie autobusy (SOLARIS).
Znow koniec przerwy!
Dzień dobry, Kochani.
Jak to miło Was poczytać. Z korporacjami nie zawsze tak. Mój synek, który przez ostatnich 5 lat był Project Manager w korporacji, nie narzekał. Ale to było w Finlandii, może tam jest inaczej. Ja miałem niedawno rozmowę kwalifikacyjną z panią, która działała na polu rekrutacji naukowo na zlecenia czegoś jeszcze mądrzejszego niż korporacja. Zaskoczyła mnie kompletnie pytaniem „Co Pan wniesie swoją osobą do…?”. Nie mówię, że pytanie jest głupie, jednak jest tak samo sensowne, jak próba uzyskania dziecka w miesiąc przy pomocy 9 kobiet. Na sprawdzenie, co ktoś może wnieść są określone testy wymyślone przez specjalistów.
Po co o tym wszystkim piszę/ Bo mam wrażenie, że MSZ też zlecił opracowanie listy prezentów jakiejś specjalistycznej firmie z anglojęzyczną nazwą. Mógł minister zapytać żonę, ale to by nie było profesjonalne.
Wersja Heleny, że to wymyślił ktoś z ministerstwa zatrudniony jako szwagier czy kuzyn możliwa do zaakceptowania choć na mój rozum mniej prawdopodobne. W takim przypadku co najmniej kilku urzędasów po kolei musiało to zaakceptować. Mimo wszystko możliwe.
Z drugiej strony taka lista prezentów ma swoje zalety. Bez żadnych przeróbek nadaje się do wykorzystania w literaturze czy przynajmniej w kabarecie. A może to było w jakimś kabarecie i ktoś wziął to na poważnie i zrealizował.
Poezja Zeena dała mi do myślenia. Nie chcę, żeby wywalili Tuska, choć przyznaję, że rząd nie jest do tego samego, co krem Nivea. Wnioski do wyciągnięcia, to przy Słowiczce nie eksponować nadmiernie brudnych skarpet, myć przynajmniej ręce, zażywać środki przeciwko wzdęciom, ograniczyć spożycie alkoholu i oglądanie sportu w TV. Poza pracą i domem przebywam rzadko, pod tym względem mogę nic nie robić. I tak jednak lista jest długa i trudna w realizacji. Gdy pomyślę, że dla dobrego skutku oprócz mnie to samo muszą wszystkie pozostałe słowiki, ogarnia mnie zniechęcenie.
Widzieć tu Stanisława po tak długiej przerwie to dopiero miło! 😀
Ciekawe, jak by rekrutująca pani oceniła odpowiedź „wniosę drugie śniadanie, jeśli nie będzie przeszkód”. 😈
W moich testach psy-chologicznych takiej odpowiedzi udziela ktoś chodzący po ziemi, trzymający się realiów, mający ugruntowaną hierarchię wartości i słuszne priorytety. 😎 Ale psy to psy, a z ludźmi nigdy nic nie wiadomo. 🙄
Pamiętam czasy, kiedy z zakładu się raczej wynosiło, niż wn- 🙂
O, przepraszam, wnosiło się czasem też. Pół basa pod kapotą, bo na jawniaka nie szło. 😈
Tak było. A raz w miesiącu się losowało, kto wynosi chyłkiem karton z butelkami. 😆
Matko, co za Towarzystwo!!!! 😯
A bufet był w szafie z segregatorami. 😆
A teraz ten karton z butelki ma wynieść gmina 🙄
Mt7, oczywiście. Bufet w archiwum 2 półka za strategią w rozwoju 🙂
W odpowiedzi na pytanie, co by się wniosło, należy mitygować zapał.
W swoim czasie, jak zaczęłam przed prezesem firmy roztaczać wizje, co zamierzam zrobić i w jakim czasie, chyba go wystraszyłam. On uważał, że plan jest do realizacji na lata, a ja, że do końca roku.
Łypnął na mnie złym okiem i nie zakwalifikowałam się. No i dobrze. 🙂
No i niech mi ktoś powie, że nie byliśmy wesołym barakiem. 😈
Bylismy. Pamietam taki Dzien Kobiet (brrrr!), tak „napranego” od rana szefa, ze zyczyl wszystkim paniom urody ! 🙂
Zrozumiałe. Przecież nie mógł życzyć pieniędzy, bo a nuż któraś z dam poprosiłaby go o podwyżkę. 😎
Mar- Jo, Twój szef to pikuś wobec Dnia Kobiet 1975 r. Zbiórka w szkole OSA w Toruniu. Absolwenci uczelni krakowskich i wrocławskich. ” Obywatele podchorążowie wystąp” , ” Do Dnia Kobiet, wymarsz”. Wchodzimy. Siedzą panie oficerowe. Standard. Panie w kremplinach, wysoki tapir, pół litra co 30 cm 😉
Byłem na spotkaniu z Danutą Szaflarską, która zaśmiała się przy pytaniu o reformę 67+
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/14065_10151415814633930_1710145463_n.jpg
Ja widziałam Panią Szaflarską na premierze Pokłosia.
Prezentowała się świetnie, piękna kobieta i w znakomitej kondycji intelektualnej.
Radość dla oka i ducha. 🙂
I ja pamietam… ale przede wszystkim uciesze sie za wami z obecnosci Stanislawa! Witaj Stanislawie! Mogles powiedziec pani rektrutujacej, ze wniesiesz do korporacji troche trzezwosc! Widzisz co tutaj WW i Siodemeczka wspominaja.
Ja tez wspomne. W tygodniku w ktorym pracowalam w dziale porad, pracowal tez Pan Jan i radzil w sprawie min uzaleznien. Trzymal barek w szufladzie biurka, po prostu. Ale kiedys w ciasnej kuchence redakcyjnej, siegajac po czajnik, po prostu OBALIL sie na stateczna pania Marie. W redakcji, glownie pracowaly zony wysoko postawionych urzednikow (w tym czasie), wiec Pan Jan musial wyleciec na emeryture.
A Pani Maria wiecznie palila papierosy. W redakcji mozna bylo powiesic siekiere. I napic sie przy okazji. Ktos tez notorycznie kradl papiet toaletowy. Trzeba bylo miec wlasny w torebce! Ech, czasy.
Papier toaletowy w ogóle lepiej zawsze było mieć przy sobie, bo nie być go mogło gdziekolwiek i kiedykolwiek.
Na temat siekiery… eee, czy ja się muszę na każdy temat wypowiadać? 😈
A bo co, Bobik to nadal skrzyżowanie psa z ciuchcią?
Dobry wieczór 🙂
W związku z tym co powyżej, wcale nie pracowałam 😯 Zero procentów 🙁 No, chyba że uwzględnić wernisażowe lampki 😉
Biednaś, Haneczko. 🙂
Zadumałem się partyzancko. A najlepiej, jak kiedyś pani sekretarz urzędu weszła do naszego pomieszczenia z wiszącą siekierą i oparami zacnego trunku, i powiedziała, że teraz to przegięliśmy. Chyba jej o to chodziło, że z kolegą siedzimy z nogami na stole, ale nie jestem pewien. W każdym razie dała nam nagany na piśmie, co było z jej strony pochopne, bo zaraz napisałem odwołania, wytykając błędną podstawę prawną i obrazę szeregu przepisów, a także nieścisłości w ustaleniach faktycznych. Po jakimś miesiącu zawołała nas załamana pani kadrowa i powiedziała, że ona wyczyści sprawę wstecz i zniszczy kwity, tylko mamy więcej nic nie pisać, i tak się stało. 🙂
Nieszczęśnicy z innych wydziałów musieli sami kupować flaszki, a do nas przychodziły same, z małą pomocą geodetów i innych wdzięcznych klientów. Nie żeby ktoś się domagał, sami byli tacy rozgarnięci. Trochę uciążliwe było przywiązanie do tradycji, od połowy grudnia każdy uważał, że musi przynieść szampańskie, potem to trzeba było pić, bo przecież nie wylejesz. Do dzisiaj nie mogę patrzeć. 😕
Nawiązując do poprzedniego wątku: czy Starszyzna blogowa pamięta, jakie było podstawowe zastosowanie gaśnic śniegowych?…
Za moich czasow niebylo jeszcze gasnic sniegowych. Przynajmniej ja ich nigdzie nie widzialam. Do gaszenia bylo wiadro z woda.
Eee tam, nie biedna a głupia :oops;: Jałowo się zatrudniałam 😳
Nisiu, poczułam się Młodszyzną 😀
Mordka mi się, stosownie, zwichnęła 😕
Skrzyżowanie psa z ciuchcią… Bobikotywa? 😯
To co z tymi gaśnicami? Ja też nie wiem, do czego one były.
Nisiu, wytłumacz, proszę, osochodzi z tą gaśnicą. 😯
Zgłosiłam dziś swoje propozycje nazw dla sal konferencyjnych w biurze: idea blender, problem crusher i conflict cooler. Bardzo niepolityczne. I patrzcie, jak się, poniekąd, wstrzeliłam w temat, krokiem zawianej wróżki. 😛
Coś z chłodzeniem? Nie próbowałem. Jak człowiek był młody, to nie przywiązywał takiej wagi do temperatury trunku. 🙂
Gaśnice śniegowe zawsze były, tylko w takich ilościach na korytarzach, że nikt na nie nie zwracał uwagi z wyjatkiem strażaka, który musiał pilnować ważności certyfikatów.
Zresztą one były pianowe i śniegowe, albo jakoś tak.
Sama miałam taką przygodę, że ktoś postawił gaśnicę na drodze w korytarzu, a ja szłam tyłem i wpadłam na nią i ona się uruchomiła i cały korytarz i schody były w pianie, a gaśnica latała.
To chyba do tego służyły, żeby się pienić.
Ago, następnym krokiem powinno być udekorowanie sal konferencyjnych parasolkami i plasterkami cytryny. 😈
Łomatko, jestem matuzalemką!!!
Jeden psik z gaśnicy śniegowej fantastycznie i błyskawicznie zamrażał pół litra czystej. Te gaśnice były w biurowcach na wszystkich korytarzach – przeważnie do pierwszej kontroli pepoż (uwaga, Młodzieży: przeciwpożarowej), która konstatowała, że w razie pożaru nie ma czym gasić instytucji. To był powszechnie stosowany proceder.
Zdrówko!
WW, koneserem należy być od młodości.
Gaśnice śniegowe zastąpiono tetrowymi. Za duże było zużycie tych śniegowych.
Uff, przynajmniej pepoż zrozumiałem od razu, bez przypisów. 😆
Ale tego patentu z mrożeniem gorzały nie znałem w porę, a teraz z braku gaśnic już za późno. 🙁
A jeszcze zapomniałam powiedzieć, że w innych gaśnicach to jak się już nacisnęło co trzeba, to one się, z przeproszeniem, wypróżniały do końca. Śniegową można było zamrażać i zamrażać.
Widocznie w różnych instytucjach były różne zwyczaje, w haneczkowych nie było pite (wernisaże się nie liczą).
Za moich czasow , jak u WW, tez sie przywiazywalo malo wagi do temperatury trunku. Ani do bukietu wina. Piwo sprzedawali w restauracjach cieple. Tzw lampke wina (typu Gellala, albo Gamza) przypominam sobie. A z koniakow bulgarska Pliske.
Siódemeczko, naprawdę? Załóż się ze mną… najlepiej o dużą sumę pieniędzy!
Z kreatywnych zastosowań państwowego sprzętu, bardzo dobrze wspominam suszarkę do szkła laboratoryjnego i zapiekanki ze srem tylżyckim. Pizza też by wyszła, ale to z dużo roboty. 😛
Cóż, kiedy już strażak się połapał i wymienił gaśnice, trzeba było przejść na ciepłe. Ale to był horror. A już ciepła wódka z ciepłą colą… mamuńciu, straszne.
Króliku, pełna nazwa tego rumuńskiego specjału brzmiała Gellala, Postrach Północy. 🙄
Bobiku, w tem kierunku zmierzam. 😎
Ech, że też w czasach gaśnic śniegowych nie było filmujących komórek! Wyobraźni mi nie wystarcza…
Wodzu, padłam na kolana!
Myśmy tylko popijali w szkle laboratoryjnym.
Gellala, przebój mej młodości…
Wodzu, czy te zapiekanki ze srem to były w ramach kreatywnego wykorzystania skutków braku papieru toaletowego? 😈
Idealnym napojem biurowym jest koniak.
Jejku, ale się kiedyś okropnie strułam tą Gellalą.
Mało nie umarłam. 🙁
Ach, dobrze wymyta próbóweczka po kwasie solnym!
Nisiu, nie założę się, bo też w to nie wierzę. 😆
U nas się chyba nie przyjęło, w miasteczku była sławna wytwórnia win, więc my tak bardziej patriotycznie.
Od biurowego koniaku lepszy jest darmowy biurowy koniak. 😈
Tę Gellalę 'U Hopfera’ dawali, brrrrrrr.
Siódemeczko, kiedyś pracowałam w wiejskiej szkole – jak było zimno (ogrzewanie czasem szwankowało), to panie wysyłały dzieci do geesu po jabola. Telewizyjna szkoła picia w porównaniu z tym, co potrafiły panie nauczycielki z podstawówki, to był pikuś.
Państwowy sprzęt, pożyczany zresztą, też wykorzystywałem w słuszny sposób. Przy pomocy wysokiej klasy aparatury z Instytutu Fizyki Jądrowej pędziłem śliwowicę, przy której łącka mogła się schować. Milicjanci z posterunku po drugiej stronie ulicy od samego zapachu chyba stale musieli chodzić zawiani. Zapewne przez to zaniedbywali obowiązki służbowe i nigdy mnie nie nakryli. 😎
A jak się nazywało takie słodkie świństwo, niezmiernie eleganckie, kobiety to w pracy piły przy imieninach? No dziurę mam w mózgu. Nie szło po tym zębów rozkleić.