Atmosfera bez smyczy

niedz., 3 marca 2013, 10:41

– Coś się z ludźmi porobiło – zauważył Bobik, z zakłopotaniem drapiąc się w ucho. – Takie rzeczy mówią, a nawet krzyczą, że pies ma ochotę w najciemniejszej budzie się schować.
– Wszyscy ludzie tak? – zapytała ze zwyczajową pedanterią Labradorka.
– Nooo… nie wszyscy – przyznał z wrodzoną prawdomównością Bobik. – Ale za to coraz częściej. I coraz głośniej.
– To pewnie atmosfera społeczna urwała im się ze smyczy i nie mogą sobie z nią poradzić – postawiła diagnozę Labradorka, która na ludziach znała się lepiej od Bobika, nie mówiąc już o tym, że znacznie dłużej.
– Atmosfera społeczna? A co to takiego? – zainteresował się szczeniak.
– Ba, żeby to tak łatwo było wyjaśnić. To trochę jak z powietrzem. Nie da się go zobaczyć ani dotknąć, ale ono i tak jest.
– Myślałem, że rozsądniej i bezpieczniej jest wierzyć tylko w to, czego dotknąć się da – zaniepokoił się Bobik, wietrząc konieczność żmudnych przemeblowań w przekonaniach.
– Z niektórymi rzeczami jest inaczej – zapewniła Sąsiadka. – Zaczyna się w nie wierzyć dopiero wtedy, kiedy one dotkną nas. Tylko że wtedy zwykle jest już za późno. To też jak z powietrzem. Na początku mało kto się przejmuje jego zanieczyszczeniem, a tym, co się przejmują, wymyśla się od nawiedzonych. Kiedy już prawie wszędzie wisi brunatny smog i oddychać trudno, zaczyna się płacz i zgrzytanie zębów, ale tego smogu już tak łatwo odkręcić się nie da. Trzeba czasu i wysiłku.
– A nie dałoby się – wpadł jej w słowo Bobik, jak zawsze odwołując się do swego naiwnego optymizmu – jakiejś ekologii wykombinować? Też społecznej. Żeby tej atmosferze nie pozwalała biegać tak całkiem samopas i się zanieczyszczać bez przeszkód.
– Teoretycznie by się dało – westchnęła Labradorka, nie bardzo ulegając szczenięcemu optymizmowi. – Ale do tego najpierw trzeba uwierzyć, że atmosfera spuszczona ze smyczy gryzie wszystkich, nawet swoich. A ilu masz ludzi skłonnych uwierzyć, że może ich pogryźć coś, czego nie da się dotknąć?