Cienie
Ptak przebiegł nerwowym truchtem po zaśnieżonym tarasie, rozejrzał się, podfrunął w stronę karmnika, ale w trakcie lotu zmienił zdanie i usiadł nieco wyżej, na pergoli. Nie czuł się bezpiecznie. Żaden z jego zmysłów nie stwierdzał obecności kota, ale coś kociego czaiło się w samym dniu, w jego chrzęszczącej cicho jasności. Podłużne kamienie obrastały futrem, szczapom drewna niewidzialna ręka dorysowywała wąsy, wiecznie zielone pędy bambusa drżały jak koniuszek ogona. Ślady na śniegu, zwykle czytelne i zrozumiałe, znienacka stawały się receptą wypisaną przez pijanego lekarza.
Chyba już łatwiej byłoby znieść, gdyby kot tu był, niewątpliwy, z rozmiarem, wagą i kolorem przymrużonych ślepi. Wtedy byłaby to tylko kwestia procedur. Precyzyjnie obliczyć odległość, ocenić wiek, stan fizyczny i stopień najedzenia, z którego wynikał współczynnik determinacji, przypomnieć sobie szkolne zadania o drapieżnikach skradających się z miejsca A do miejsca B… Dobrze znana, uspokajająca rutyna, żadnej niedookreśloności i Nie Wiadomo Czego. Żadnego idiotycznego, urągającego ptasiej logice poczucia, że brak kota w połączeniu z natrętnymi myślami o kocie jest znacznie gorszy niż sam kot.
Sam nie wiedział, co poderwało go nagle do panicznego lotu. Skok, który nie był skokiem, pazury, które nie były pazurami, nieporuszony ruch, niedokonany mord? Strzeż się, strzeż się, strzeż się, krzyczało coś milcząco i nie można było tego nie posłuchać, nie śmignąć, nie wznieść się pionowo ku niebu, nie opaść wreszcie z dudniącym sercem na sam czubek czereśni, gdzie gałązki były zbyt cienkie, żeby utrzymać ciężar kociej nieobecności. Gdzie można sobie było pozwolić nawet na bezczelny, triumfalny śpiew.
Cień kota odsunął się od okna i wydał z siebie cień rozczarowanego miauknięcia. W skrytości ducha liczył na to, że niedoszła zdobycz tym razem nie odleci tak szybko. Polowania na ptaki z krwi i kości nigdy wprawdzie nie były udane, ale o ileż bardziej podniecające od polowań na cienie ptaków.

Ja, wychowana do jakieghos wieku w Zwiazku Radzieckim, nie uwazam, ze zbytnia „pryncypialnosc” i „bezkompromisowosc” to najlepsze cechy prawdziwego komsomolca.
Obawiam się, Bobiku, że „frakcja katolicka” okazuje to, co okazuje, bo lepiej zna się na rzeczy, a ton żartobliwy u pewnej grupy zawodowej wywołuje u onej frakcji drgawki.
To idę okazywać, choć katolik ze mnie, jak z tej, no. 😐
Wiecie, że wskutek pilnego wypełniania gospodarskich obowiązków jeszcze dziś nie zdołałem zrobić sobie kawy? 😯
Więc choć nie wszystkim zdążyłem uprzejmie odszczeknąć, zawieszam na chwilę kłapanie i idę się napoić. 😎
Jeszcze tylko przed czmychnięciem w stronę czajnika spytam Marka Kurpiowskiego, gdzie można zobaczyć te zdjęcia, o których mowa w notce, bo jakoś nie zauważyłem żadnej linki.
„Bobik 26 styczeń 13, 15:05
Nie wiem, czy zauważyliście, że bardzo zabawna rzecz się dzieje. Frakcja krwiożerczych antyklerykałów wita księdza serdecznie i pasztetówki mu przychyla, a rezerwę (choć nie bez elementów bojowych), zachowuje tutejsza frakcja katolicka.
Może jednak rzeczywiście będzie ten koniec świata?”
A może „frakcja krwiożerczych antyklerykałow” wabi nieszczęsnego klechę niczem Baba Jaga Jasia i Małgosię, żeby go utuczyć pasztetówką, a potem podstępnie pożreć?! 👿
Nie pozywiam sie ksiezmi. Ani nie traktuje ich walkiem zeby skruszeli.
Ale jesli w czasie naszych rozmow ja cos z tego zrozumiem, a sama zdolam do czegos przekonac, to jest to dodatkowy wymiar przjemnego towarzyskiego obcowawania na blogu.
O to, to , Jagodo, Jasia już mamy, tylko skąd wziąć Małgosię do kompletu 🙂 ?
Wielki Wodzu, mniej więcej tak. Ze wskazaniem na mniej. Bo na więcej się nie odważę 😳
Taka odważna to nawet ja nie jestem. Chociażem katolik co to nie jednego lwa rozszarpał. I zodiakalny Lew 😉
Zmoro,
może się też zgłosi na ochotnika 😉
Obowiązki wzywają. Spadam!
Ach, no pewnie, Jagodo, ze powiedzialam, ze „przyjście Bogusława niczego nie zmieniło”. Ale jest to klasyczne wyrwanie pieciu slow z kontekstu.
NIczego nie zmienilo w sensie oczywoscie funkcjonowania blogu. I nie zmienilo w naszym ostrym krytycznym widzeniu pewnych spraw zwiazanych z funkcjonowaniem Kosciola katolickiegonw w Polsce.
Nie podoba mi sie imputowanie Obecnym ze sie rzucili na kolana. Nie pamietam ani jednego wypadku aby ktokolwiek rzucal sie tu kiedykolwiek na kolana w jakiejkolwiek sprawie. To jest jakis wyraz malego szacunku dla nas, a i dla nowego naszego Goscia zapewne tez.
Poprawka: nektore wiersze Bobika rzucaly mnie na kolana, nie raz.
Ale nogi mi sie nieraz same uginaja gdy stoje prze Talentem (jakos to bylo u Okudzawy w Piosence o Aleksandrze Sergiejewiczu: …a my wsio cholopami czislim siebia…)
O, krolik się zdenerwował…. Ja to tam po prostacku: życie to pasmo wyborów, najczęściej tych, które same podejmujemy. No to przyjmijmy to co mamy z własnego nadania. I jak zmora uprzejmie (a bardzo fachowo) wyjaśnia, nie ma to jak konstruować widzenie własnej sytuacji nie zważając na fakty.
A sytuacja mnie dalej frapuje: po co ten ks. przed imieniem?
Heleno,
a gdzie ja pisałam o „rzucaniu się na kolana”? Zacytuj proszę?
Take it easier, please!
Naprawdę muszę do pracy, sorry 🙁
Mam nadzieje Tadeuszu, ze nie bedziesz nigdy w klopocie, a jesli bedziesz i sie tym podzielisz z innymi to nie uslyszysz, ze sobie sam to wszystko zalatwiles swoimi wyborami. Wiecej na temat nie chce pisac. Alienor sie potrafi doskonale wyatrykulowac sama.
Jak zmora ma dzisiaj dzien pouczania to ja tez. Otoz mysle, ze najlepiej jak sie kazdy wypowiada w swoim imieniu. Nie wiem o co chodzi Jagodzie… Czy ja musze teraz dawac blogowe sprostowanie, ze ja nie na kolanach?
Bobiku, czy mozesz ten postulat wprowadzic do regulaminu?
Mam dzisiaj dzien wspanialych literowek!
O kolananch to akurat nie Jagoda pisala. Ale nie chce juz dalej tego ciagnac. Nie jest to szczesliwa figura retorczna i juz.
Ja mam duza przyjemnosc i satysfakcje, ze pojawil sie tu ks. Boguslaw. Bobik, mam wrazenie, a naet glebokie przekonanie tez. Satysfakcje glownie z tego, ze choc tu jaczejka antyklerykalow,indeed, ale nie na tyle krwiozerczych, ze trzeba sie przed nimi chowac bo podbija oko i juche puszcza z nosa. . Jak sama nieraz sie chowam na innych blogach, pelnym wscieklych niepohamowanych omerdez.
Zmoro (15:03),
w Kanadzie bywa różnie ze studentami, zależy, na jakiej uczelni się studiuje. Czesne wysokie na prestiżowych uczelniach, a na kierunkach takich jak prawo i medycyna płaci się jak za zboże, bo wiadomo, że lekarz i prawnik po skończeniu studiów będzie miał na ich spłatę (można płacić semestr za semestr, można wziąć pozyczkę bezprocentową i płacić po ukończeniu studiów).
Moje dziecko studiowało informatykę – pierwszy rok darmo, bo miał stypendium za dobrą naukę w tutejszym ogólniaku (high school), ale życie trzeba było opłacić, to już nasza kieszeń. Wynajęli w 5 osób mieszkanie, hulaj dusza, piekła nie ma! Tuż po egzaminach koledzy wyjechali, a dziecko zostało z 1600$ rachunkiem do zapłacenia za ostatni miesiąc, bo koledzy „zapomnieli” się dorzucić 🙄
Matka wyciagnęła z kieszeni, bo co miała robić, ale też zapowiedziała – nigdy więcej i niech to będzie nauczka itd. To taka dygresja, bo mi się przypomniała naiwność dziecka, który nie znał nawet domowych adresów czy telefonów kolesi, z którymi mieszkał. Mało tego – zawalił rok, tak mu się świetnie studiowało!
Dziecko postanowiło zostać na wakacje w Toronto (to 4 m-ce, od maja do września) i popracować. Wynajął niedrogi pokój za marne 600$, oglądaliśmy to locum z progu, bo mieścił się tam tylko materac, od ściany trochę miejsca na plecak, książki i doniczka z bougenvillą, z domu wzięta.
Najpierw zmywak, a potem awansował do przyrządzania kanapek w jakiejś trochę lepszej fast-foodowej sieci kanadyjskiej, już nie pamietam, co to było.
Wziął się na ambit – całe studia pracował i sam opłacał czesne oraz mieszkanie (zamieszkał z właściwą osobą, obecnie małżonka), a my przyglądaliśmy się z boku i wiadomo, że jakby co, to pomożemy. Dziecko po latach wyznało, ze gdybym wtedy (rachunek za mieszkanie) nie powiedziała STOP, to „pewnie dalej bym sie bujał”. Morał z tej historyjki żaden, ot, dygresja.
Wracając do – różnie z tym bywa, ale wielu studentów pracuje, studiując. Tylko wyjątkowe leniwce (bogate muszą one być!) nie, ale nawet te bogate w większości same chcą na głęboką wodę, żeby sobie udowodnić, że dadzą radę.
I każdy z domu wieje jak najdalej (dziecko miało możliwość studiowania na bardzo prestiżowej uczelni w mieście, gdzie mieszkamy) – ja też tak miałam prawie 40 lat temu. Skończyłam szkołę średnia – i tyle mnie widzieli, ile raz na jakiś czas do domu zjechałam z wizytą.
Alienor,
nie ma nic lepszego, jak SZKOŁA ŻYCIA. Trochę trzeba się natrudzić, żeby potem było lepiej. Dasz radę!
Króliku,
nie wiem czy odnotowałaś, że składałam Ci dzisiaj życzenia:
Jagoda 26 styczeń 13, 07:44
Króliku,
moc powinszowań i serdeczności 😆
Jeżeli nie odnotowałaś, to składam Ci życzenia raz jeszcze 🙂
Nigdzie nie pisałam o kolanach. I jest to moje ostatnie „blogowe sprostowanie” w temacie kolan. Smutne, że muszę to robić po raz kolejny 🙁
Trzeci i ostatni 😎
Wyżłopawszy kawę, polazłem do ogrodu i wygrzebałem spod śniegu gałązkę oliwną, którą macham, szczekając „give peace a chance!”. 😆
Wodzowi nikt tu się nie każe tłumaczyć z tego, że jest Wodzem, mnie z tego, że jestem psem, ani Jagodzie, że jest pracownikiem naukowym. Stosujmy i wobec księdza tę samą miarkę. 🙂
Wszyscy tu już dość dużo wiemy o sobie nawzajem, o swoich sprawach zawodowych i prywatnych. To, że ktoś nowy wchodząc od razu daje nam pewien wgląd w swoje życie, w swoją pracę, w swoją „przynależność ideową” itd. wydaje mi się nie tylko sympatyczne, ale i uczciwe, zwłaszcza w przypadku kogoś tak ideowo od tutejszego Szan. Towarzystwa odległego.
Ja odniosłem wrażenie, że po to właśnie były te literki „ks” przed nickiem – nie będę się ukrywał, tajniaczył, chcę, żebyście od razu wiedzieli, kim jestem, z jakich pozycji występuję i dlaczego mówię to, co (i jak) mówię. Gdyby było inaczej, propozycja wypicia z blogiem brudzia i pomijania „ks” nie zostałaby przyjęta. 😉
Mnie interesuje „księżość” Bogusława tylko o tyle, o ile interesuje mnie „językoznawczość” Tadeusza, albo „studenckość” Alienor – bo to ważna część ich życia. I najchętniej przestałbym o tej „księżości” cały czas mówić, żeby móc rozmawiać po prostu z Bogusławem.
To może trochę przerobię transparent. Drogie Towarzystwo, let’s give priest a chance. 😆 Zapomnijmy o „ks” i zobaczmy, co z tego wyniknie. 🙂
Mało, że, jakoś zupełnie niechcący, zostałam członkiem antyklerykalnej jaczejki, to jeszcze mam powiewać na jej sztandarze? 😯 Jak mus, to mus, tylko proszę, mówcie mi raczej nie „Jago”, lecz „Jaguś” – niektórzy od dawna mnie tak wołają, łatwiej mi się będzie przyzwyczaić do tej formy. 😆
Chyba trochę rozumiem rezerwę wynikającą z dotychczasowych doświadczeń. Strzeżcie się księży, zwłaszcza uśmiechniętych? 😉 Upraszczam sobie trochę sprawę przyjmując założenie, że w Koszyczku pojawił się Bogusław, który jest księdzem, a nie ksiądz o imieniu Bogusław.
Bobiku, ja dziś musiałam wyjąć baterie z myszki, żeby spienić mleko do kawy. 😳 A nie tylko pierwsze, ale i piętnaste, i dwudzieste piąte pojawienie się na blogu wspominam jako bardzo stresujące – choć nikt mi ani tu, ani u PK, nie dał powodów do stresu.
Ja tez sprostowalam, Jagodo. Moja wina, bo z tekstu mojego komentarza, mozna bylo odczytac, ze mowie wciaz o Tobie. A mowilam juz o kims innym. Sorry.
Sie ma, Łajzo! 😆
Po co „ks.” przed imieniem – zeby sytuacja byla jasna, moim zdaniem. Sa osoby, ktore nie stawiaja w nicku niczego, ale potem czesto powtarzaja wypowiedzi typu „ja, jako – tu wstawic zawod, stanowisko, stopien naukowy, dziedzine, w ktorej sie jest specjalista* – uwazam, ze…”. Proste wstawienie skrotu robi po prostu to samo, i powiedzialabym, ze w tym orzypadku jest raczej aktem pewnej odwagi w nie swoim srodowisku.
* z uzywanych tutaj sformulowan, z pierwszej reki przychodza mi do glowy: „stary belfer”, „nauczyciel akademicki”, „psycholog”, „dziennikarz”, „socjolog”, ale mozna zapewne przyklady mnozyc.
Jagodo, na pewno zmienilas, w moim mniemaniu, 🙂 jak zmienia kazdy kolejny dolaczajacy sie i bioracy w rozmowie glos. Akurat szczegolnie mi Twoje pojawienie utkwilo w pamieci, ale przeciez tak dzieje sie za kazdym razem. Moim zdaniem, o ile nowy glos nie jest napastliwy czy obrazliwy, wystarczy sie posunac, posluchac, czegos czasem sie dowiedziec, jak napisala Helena. Nie oznacza to ani padania na kolana, ani automatycznej zgody. (Czyli pisze wlasnymi slowami to, co Bobik, Helena i Krolik.) 😉
O, Bobiku, kolejna Lajza… 😉
A w ogóle bez litości jesteśmy. Biedny Bogusław chory, a my jeszcze straszliwego pypcia na języku mu dokładamy. 🙁 😆
„Give priest a chance” – bezcenne 😆 😆 😆
Tak to juz jest z Poetami. Nieraz z czyms ladnym wyskocza! 😆
Sorki Jagodo za moj faux pas, dziekuje ci serdecznie za zyczenia. I sorry za te nieszczesne kolana, ze je do ciebie przykleilam nie zgladajac do zrodel!
Give! not Gieve!
Dzieki, Piesku za poprawienie.
😆 😆 😆
Nie wiem dlaczego, ale nabrałam strasznej ochoty na poncz. Ponczu nietu, proponuję więc białe nowozelandzkie. Bo jest. 😎
Nowozelandzkie to dla mnie kompletna terra incognita. Budzi się we mnie duch Waśki da Gamy. Proszę lać! 😎
Ależ proszę bardzo. 🙂
Może byśmy oddelegowali Łajzę do opieki nad chorym Bogusławem? Wydaje mi się, że Łajza ma niezbędne kwalifikacje, bo przecież chorego trzeba pilnować, żeby ciągle powtarzał te same czynności: jak już się przespał, napił i wziął lekarstwa, to teraz powinien… się przespać, napić i wziąć lekarstwa.
Mam nadzieję, że Haneczka jest na dobrej drodze do stawania na nogi. Brakuje jej. Za zdrowienie chorych i nieustające zdrowie zdrowych!
Oj, tak, Haneczki bardzo brakuje. 🙁 Ale pisała, że już jej idzie w kierunku zdrowienia. Uff. 🙂
Toast Agi tak słuszny, że wręcz nie wypada go nie wypić. 😀
Alicjo, dziękuję.
To pokrywa się z tym, co wiem od siostry z Montrealu. Ona jest nieco starsza od naszej Alienor i skończyła już studia. Nie musiała, ale pracowała podczas studiów w jakimś fitness studio, a potem dodatkowo na uczelni, miała stypendia naukowe i wspólnie z 4 koleżankami wynajęła mieszkanie, bo chciała spróbować samodzielności. I nie obciążać rodziców. Na studia masterskie dostała stypendia przeróżne i wyjechała do Hiszpanii, a potem do Skandynawii. I też sobie dorabiała i była kompletnie finansowo niezalezna od rodziców. A teraz od dwóch lat mieszka i pracuje w Stanach.
Ja też wyszłam z domu po maturze, a mój młody po drugim roku studiów wyjechał razem z kolegami do W.Brytanii. Tam wynajęli w szóstkę szeregówkę. Pracowali żeby zarobić na studia i utrzymanie, niektórzy na dwóch posadach, w nocy jako kelnerzy.
On po trzecim roku się przeniósł na kontynent na studia masterskie, które skończył w Monachium. Też mieszkali w szóstkę. Teraz robi jeszcze jedne studia masterskie, plus doktorat, pracując jednocześnie po 10 godzin dziennie w bardzo zacnej firmie. Tak sobie wybrał i jest zadowolony.
Ale Aga narobiła! Teraz nie może mnie opuścić wizja Łajzy ganiającej po blogu w pielęgniarskim czepeczku i z wielką strzykawą w dłoni. 😆
To ja chetnie moge wypic, ale herbata, bo mnie jeszcze stanowczo za wczesnie, i jestestwo nawet przed wirtualnym nowozelandczykiem o tej porze sie wzdraga. 🙂
Mordko, wlasnie doczytalismy, ze oprocz noeszczenego zakazu sprzedazy wody w malych plastikowych butelkach, na wokandzie nastepnego Town Meeting bedzie takze Straszna Propozycja Dotyczaca Kotow. Otoz ktos wymyslil, zeby nasze miejskie („miejskie” tu ma troche inne znaczenie, i w naszym przypadku oznacza tez ogromne polacie zieleni, w tym takiej zostawionej samej sobie) Koty chodzily na dwor wylacznie na smyczy! Wlasnie doczytalam w naszej gazecie, ze beda dwie petycje, nad ktorymi bedziemy glosowac za pare tygodni. Jedna za tym szalonym, choc pelnych jak najlepszych intencji pomyslem (chodzi o ochrone ptactwa), a druga przeciwko. Jest w tej sprawie mnostwo listow do gazety. Pewnie wiesz, jak bedziemy glosowac. 😉 Mam nadzieje, ze anty-kocie lobby nie wygra, a wygra za to opcja uwazne ustawiania karmnikow dla ptakow.
Moniko, nie możesz dopuścić do takiego okrucieństwa wobec Kotów! 😯 Gdy już wszystkie sposoby ratunku odpadną, skorzystaj ze swojego dziedzictwa kuturowego i rzuć się Rejtanem gdzie trzeba. 😎
Ja też pracowałam w czasie studiów, choć nie musiałam i też byłam wtedy zadowolona. Ale teraz żałuję. Nie tylko nie miałam czasu na brykanie i życie towarzyskie, ale też na pewno nie skorzystałam ze studiów tak, jak mogłam. Zdziczałam i pozwoliłam, żeby zatrzasnęły mi się w głowie te klapki, które na pierwszym roku studiów tak pięknie mi się zaczęły otwierać. Dziś myślę, że trzeba było raczej wykorzystać ten czas na intensywniejsze studiowanie oraz, oczywiście, brykanie. 🙂 A ja weszłam w kierat. Pracodawcy bez specjalnego wysiłku wykorzystywali młodzieńczą potrzebę angażowania się bez reszty w to, co się robi i zanim się obejrzałam, moje życie było pracą i nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Oj, ciężko się z tego wychodziło!
Mar-Jo w dalekiej Bawaria maja chyba TV? Jezeli tak to dzisiaj
Bayern o 20:15 daje „Marcel Reich-Ranicki:Mein Leben” z
doskonalym Matthiasem Schweighöferm, a o 23:30 (czyli w
nocy ❗ ) „Aimée i Jaguar” ze wspanialymi Maria Schrade i
Juliana Köhler 🙂 🙂
jak nie zasne to ponownie ogladne „Aimée…..” odnowienie
„tematu” przed spotkaniem na poczatku lutego z Pania Erica
Fischer autorka ksiazki i Kasia Weintraub tlumaczka na polski
😀
zmora 15:03
Ale ja pisałam o osobach już po studiach, w wieku ok. 27-28 lat, w którym to wieku powinno się pracować na etat i zakładać rodzinę, a nie mieszkać w czwórkę w trzypokojowym mieszkaniu.
Tadeusz 13:50
Tylko, że w takim Wałbrzychu dobrego poziomu studiów ze świecą szukać. Wiele osób w moim pokoleniu kończy studia tylko dla papierka, ale ja do nich nie należę. Mnie i moim rodzicom zawsze zależało na tym, żebym otrzymała jak najlepszą edukację w kierunku, który mnie interesuje i robiła w życiu to, co lubię i na to nigdy w naszym domu nie brakowało chęci i pieniędzy. Chcieli mi oszczędzić tego, co im samym zgotowali ich rodzice, każąc edukować się w konkretnym miejscu na konkretnym kierunku.
Alicja 16:11
Dziękuję za dobre życzenia.
Staram się być samodzielna, ale raczej do obrony obu prac magisterskich mi się nie uda. Na szczęście studia doktoranckie wymagają mniej obecności na uczelni, można też dostać dość łatwo stypendia, prowadzić zajęcia, więc czekam z utęsknieniem na te możliwości (jeszcze rok-półtora).
Mogłabym sobie olać jak moi znajomi, siedzieć w domu rodziców i o nic poza kolokwiami się nie martwić, ale na drugim roku pomyślałam sobie, że już najwyższa pora żeby z tego domu wyfrunąć, bo będę magistrem z mentalnością maturzystki. No i teraz się borykam z życiem, pieniędzmi, jedzeniem i domem. Wiem, że to dobra szkoła i że już niedługo będzie trochę inaczej. Ale czasem odzywa się rozgoryczenie, zmęczenie i frustracja.
mielismy dzisiaj ostatni dzien mrozu, od jutra idziemy w plus
pobrykalem wiec po Terenych Zielonych w sloncu jak w gorach
bylo Bosko…….. 🙂 🙂
Ago, ja też się mierzę i walczę codziennie z zamknięciem klapek, żeby nie myśleć tylko o kasie, jedzeniu i sprzątaniu. Czasem wygrywa jedna opcja, czasem druga. Na szczęście na studiach rozwijam się jako człowiek, uczę o sztuce i wtedy sporo roboty odwalają za mnie 😉
A teraz idę się szykować do porcji egzaminów w przyszłym tygodniu. Pa, Koszyczku!
Zmoro, mnie też się, jak Królikowi, wydaje, że pokazanie komuś „zobacz, inni sobie radzą lepiej od ciebie” jego problemów nie rozwiąże, ani nie sprawi, że się lepiej poczuje. Pomijając już w tej chwili kwestię perspektyw młodzieży „jako takiej” (co jest oczywiście skrótem myślowo-statystycznym i nic nie mówi o konkretnych przypadkach), każdy ma czasem potrzebę pospanielkowania i oczekuje wtedy po prostu zrozumienia, ewentualnie pogłaskania, a nie przemusztrowania. 😉
Alienor, bierz legitymację Spanielki i trzymaj w widocznym miejscu. 😎 To wprawdzie też problemów nie rozwiązuje, ale przynajmniej dostarcza trochę głasków i pasztetówki. 😆
Ago, też się tego obawiam. Mało tego, już to widzę niestety.
U młodego jest jeszcze gorzej, bo on zaczął pracować jak tylko skończył 16 lat. Konsekwentnie tworzył sobie życiorys, który miał mu ułatwić start w wybranej branży. Przynajmniej miesiąc stażu zagranicznego podczas każdych wakacji, praca w weekendy, tudzież popołudniami.
Ale to co chciał osiągnął. Semestry praktyk studenckich( obowiązkowe w Niemczech) u najlepszych w branży, to samo praca masterska dyplomowa, teraz doktorat.
Pracuje niejednokrotnie i po 12 godz. Usiluję go skierować nieco na inne tory, ale na razie to beznadziejne 🙁 .
Ale to w końcu jego wybór, zatem nie mogę ingerować, mogę tylko próbować zachęcać do innych form spędzania czasu wolnego.
Ad Bobik 26 styczeń 13, 16:59
A czy Łajza ma habit?
Z zapisów blogowych wynika, że powinna.
Juz cwicze rzucanie sie, Bobiku! Jeszcze mam pare tygodni, ale trening nie zaszkodzi. 😉
Znikam po wyjedzone nagle cytrusy (niezplanowany wydatek, ktorego czasem rzeczywiscie sie nie zauwaza, jak juz sie wyciagnie ze studenckiej biedy).
I masz Ago racje z tym, ze czasem obecnie za malo czasu zostaje na brykanie i mlodziencze, studenckie rozszerzanie horyzontow. Choc, jak sie zdaje sobie sobie z tego sprawe, to zwykle znaczy, ze nie sa one wcale, wcale waskie. 🙂
W tym roku po raz pierwszy od wielu, wielu lat uczelnie amerykanskie mialy wiecej miejsc dla studentow niz kandydatow. Inflacja dotyka czesne o wiele bardziej niz inne dziedziny (bardzo dlugi temat, dlaczego), od kilkunastu lat nie mozna sie nigdy pozbyc dlugu studenckiego, nawet w najciezszych przypadkach losowych (jest to wlasciwie jedyny taki wyjatek). Nawet przy nastawieniu, ze wszyscy pracuja i pracowali podczas studiow, niektorzy rodzice dzieci juz w wieku studenckim sami jeszcze splacaja wlasne dlugi, nie odkladajac na wlasna starosc…
na przykladzie mojej stonki widze ze studiowanie w Berlinie to
przyjemnosc sama 😆
oplata semestralna: 250-300€ w tym miesieczny bilet komunikacji miejskiej, w przypadku corki (jest na Uni Poczdam) na Berlin i caly Land Brandenburg (!)
studencka kasa chorych: albo rodzice, albo od 26 roku zycia
specjalna stawka dla studentow 70-90€
mieszkanie dzieci: cztery osoby kazdy po 200€ i maja po pokoju
dla siebie (w cenie czynsz, prad, telefon, internet, oplata RTV,
oraz WAZNE ubezpieczenie mieszkania z odpowiedzialnoscia cywilna)
oboje „dorabiaja” syn ma wlasna firme, a corka kasuje w kasie
w ksiegarni
jedzenie tanie, knajpy tanie, kluby tanie Berlin jest „biedny, ale
sexy” jak powiedzial nasz Wowereit 😀
p.s. auto zbedne, rower, rower, rower jest cool
Ad Bobik 26 styczeń 13, 17:37
Bobik pisał:
„- Baa… bardzo mi będzie przyjemnie – wykrztusił szczeniak, zastanawiając się, dlaczego nawet w tej chwili nie jest w stanie złapać Spanielki za kudły, potrząsnąć i wyjaśnić jej, dlaczego nigdzie nie jest chętnie widziana.”
Aha, ja też monitoruję 'bloga’ (piszę według tego, co usłyszałem w audycji, choć się blogerka Dorota Szwarcman na to oburzała kulturalnie) i do tego mam nieszczęście mieć pamięć śmietnikową i pamiętam latami jakieś zupełnie niepotrzebne mi rzeczy.
Przeczytalam wlasnie blog jakiejs pani Agaty w Salonie24 pod bunczucznym tytulem:
http://agataczarniak.salon24.pl/
Mialam nawet wielka pokuse aby sie wpisac pod komenrtarzami, ale przypomnialam sobie na czas, ze jakis wczorajszy absolutne uprzejmy moj wpis gdzie indziej, zostal przywitany slowami „Ty, smieciu, spadaj…”, wiec dalam spokoj. Poniewaz jednak polemizowac MUSZE i pisac tez musze (zupelnie jak jakis za przeproszeniem Dostojewski 🙄 ) , opowiem co bym napisala, gdyby nie strach, ze bede zmieszana z blotem, czego raczej nie lubie, choc nie zawsze unikam.
A napisalabym tak mniej wiecej:
Droga Pani Agato, dosc slabo interesuje mnie Pani wlasne pozycie z konkubentem, gdyz, podejrzewam, ze nie odbiega ono zasadsniczo od pozycia setek tysiecy innych kobiet zyjacych w nieformalnym zwiazku z mezczyzna – kazdy z nas zna takie konkubinaty na peczki.
Natomiast okropnie bylabym cekawa, dlaczego jest Pani przeciwna tym wszystkim gejom i lesbijkom, ktorzy chca swoje zwiazki sformalizowac, chocby na drodze instytucji zwiazku partnerskiego.
Kiedy kobieta i mezczyzna zyja w nieformlnbym zwiazku, najczesciej dzieje sie tak dlategoo, ze nie sa go jeszcze na tyle pewni, jego dlugowiecznosci, znaczy sie, ze wola tymczasem uniknac podjecia prawnych wobec siebie wzajemnie zobowiazan. Wola nieraz poczekac, zobaczyc, wyprobowac. Zapewne sa i inne przyczyny niezawierania malzenstwa (czasami jest to, np brak rozwodu z poprzedniego zwiazku malzenskiego), ale najczesciej jedbnak jest to brak commitment jednego lub obu partnerow, na mur beton. Z czasem takie commitment moze sie pojawic (bo np dziecko sie urodzi) lub wszystko zostanie po staremu.
Inaczej jednak jest w formalnych partnerskich zwiazkach homoseksualnych tam wszedzie gdzie sa one dozwolone.
Ludzie ida i podpisuja „papierek” w Urzedzie Stanu Cywilnego, bo chca, maja wielka potrzebe powiedzenia swiatu, powiedzenia wszem i wobec: To jest partner(ka) mojego zycia. Biore za niego odpowiedzialbnosc przed spoleczenstwem i wlasnym ulomnym sercem. Bede go kochal, szanowal, pomagal w trudnych momentach, wspieral i pocieszal, bede mial do niego cierpliwosc i wybaczal mu (jej) rozliczne trywialne glupstwa, poniewaz chce spedzic z nim cale zycie. Moze nic z tego „calego zycia” nie wyjdzie, takie czasy, ale w chwili gdy podpisuje to partnerstwo wierze, ze tak wlasnie bedzie. Bede mu/jej wierny i bede oczekiwal wiernosci od niego/od niej.
Tak zazwyczaj mysla ci wszyscy, ktorzy zawieraja homoseksualne formalne partnerstwa, tam wszedzie gdzie jest to jedyny spoosb sformalizowania zwiazku.
Dlaczego uwaza Pani, ze skoro sama nie chce swojego zwiazku formalizowac ( na drodze malzenstwa), nalezy nie dawac takiej mozliwosci innym gdy oni o tym marza?
Czy naprawde uwaza Pani, ze „panstwu” lub „spoleczenstwu” potrzebne sa tylko takie pary, ktore moga sie rozmnazac? Czy Panstwu lub spoleczenstwu do niczeg nie byl potrzebny Waldorf, Iwaszkiewicz, Konopnicka, Andrzejewski, Stryjkowski, Mycielski.
„Ale gejowskie pary chca przywilejow jak malzenstwa” – odpowie mi Pani. Przywilejow? A moze jednak praw, np do rozliczania wspolnych dochodow skoro prowadza wspolny dom, skoro odciazaja nieraz panstwo od opieki nad starym samotnym mezczyzna lub kobieta, bo opiekuje sie nim lub nia partner zyciowy? Tak jak to bylo np w wypadku Waldorfa?
To drobne udogodnienia finansowe stwarzane dla mazlenstw nie sa przywiejami. Sa prawami jak prawo do emerytury dla osob pracujacych, prawa do urlopu wychowawczego czy prawa osob niepelnosprawnych lub samotnych matek do zasilku.
Dlaczego gotowa jest pani odmawiac praw innym parom, ktore ( w odroznieniu od Pani i jej Partnera zyciowego ) CHCA formalnego zwiazku? Co pani ubedzie, kiedy oni/one zyskaja?
Oczywiscie, i tu sie z Pania zgodze, ze po zyskaniu praw do formalnego partnerstwa, wielu gejpw obojga plci zechce pojsc o krok dalej i domagac sie malzenstw, a nawet jeszcze dalej – prawa do adopcji dzieci.
Takie sa nieubagane prawa postepu i rozwoju ludzosci. POnad sto lat temu sufrazystki domagaly sie jedynie prawa do uczestniczenia w wyborach, a za chwile chcialy wiecej – rownej placy za rowna place, wlasnych kont w banku, urlopow macierzysnkich, a nawet zasiadania w Parlamencie lub stawania na czele rzadu.
I tak bedzie w Polsce z sytuacja gejow, to ma Pani jak w banku!
Najpierw partnerstwo, a potem malzenstwo i dzieci brane na wychowanie. Oczywiscie, ze tak bedzie. Ja, samotna kobieta, z tego sie ciesze.
Klakierze, co innego spanielką być, a co innego nią czasem bywać. A kto nigdy nie bywa, niech pierwszy rzuci kamieniem. Cytat na wsparcie znajdziesz rzut kamieniem stąd, for your convenience przytaczam: „każdy ma czasem potrzebę pospanielkowania”.
Łajza jest jak Proteusz, Klakierze. Potrafi przybrać dowolny kształt i strój. Nie zdziw się, jeśli ją jutro zobaczysz na Paradzie Równości, a pojutrze na poligonie. Ba, nie dziw się nawet, kiedy ją ujrzysz na moim monoogonie, w charakterze pchły. To będzie oznaczało, że się czai, a jak za chwilę skoczy… 😈
Dobrze, że jestem łysy, to się na mej głowie nie utrzyma.
Bylam w lesie na biegowkach! Jutro zakwasy na bank.
Rysiu, mam w Bawarii telewizor, lodowke,pralke,….., auto.
Pana M.R.-R. bardzo lubie (Kwartet Literacki uwielbialam), film bede ogladac.Dzieki.
Nie zabieram glosu na temat kosztow edukcji dzieci studiujacych poza domem. A moglabym duuuzo…..
Alienor, bedzesz kiedys dziekowac Losowi za finansowe przeczolganie. Dasz rade w kazdych warunkach. Wiem, co mowie.
Dziękuję, Ago, za chwilowe przejęcie moich obowiązków. 🙂
Oczywiście, że czym innym jest pospanielkowanie doraźne, a czym innym spanielkowanie notoryczne. Po to jest zresztą przechodnia legitymacja Spanielki, żeby było wiadomo, że to tylko w ramach bywania, a nie bycia. 😉
Bo ja wiem, Mar-Jo? Ja się też w różnych okresach życia finansowo czołgałem i nie odczuwam za to żadnej wdzięczności wobec losu. 🙄
Jak już mu jestem wdzięczny, to raczej za to, że czasem trochę odpuszczał, robił przerwę w czołganiu i dawał pokurit’ . 🙂
Mi już spanielkowanie powoli przechodzi, bo moja instruktorka od szarf wrzuciła śliczne zdjęcia tego jak się gibamy, mam więc i swoje, wyraźniejsze i ładniejsze niż poprzednie: https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/530608_3836410923574_891326646_n.jpg
No i niech mi ktoś powie, że Alienor na tym zdjęciu wygląda na Spanielkę! 😆
Zresztą Spanielki nie mogą się tak gibać, bo by im się uszy w szarfy wkręcały. 😎
No i ciekawe, czy te szarfy to za darmo, czy trzeba płacić?
Super wygląda to zdjęcie, jak się je obróci o 180 stopni.
Zdjęcia które pokazałem na wystawie:
http://nadzwyczajny.blogspot.com/2012/04/moj-paryz.html
Jeszcze dość spóźnione szczeknięcie do Alicji. 😉 Rzeczywiście, Alicjo, tak jest, że na Fundusz Kościelny muszą się ściepywać wszyscy podatnicy, nie tylko wierzący i praktykujący. I właśnie w tym cały jest ambaras.
Chyba mało kto miałby problem z tym, żeby za forsę ogólnopodatniczą np. remontować zabytkowe obiekty sakralne, na takich samych zasadach, jak świeckie zabytki. To jest dziedzictwo kulturowe wszystkich, nie tylko instytucji religijnych. Ale już np. ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych, albo działalność charytatywna czy oświatowa, to inna para kaloszy. Nie ma dobrego powodu, żeby pieniądze na to szły hurtem z budżetu państwa (choć i tu, poza ubezpieczeniami, dopuszczałbym pojedyncze, celowe dotacje czy granty, również na takich samych zasadach, jak dla instytucji świeckich). Dlatego niektórym tak ten Fundusz kością w gardle staje.
Zdjęcie Alienor wygląda super i bez obracania. A Ty, Klakierze, ciągle o pekuniach? Daj spokój, proszę, zanim przyjdzie Ci do głowy wspomnieć, że Bobik nie pobiera opłat za wchodzenie na blog! (W sprawie odmiany wyrazu „blog” trzymam z PK).
„- Szanowni Państwo, pragnę wyrazić swoje głębokie oburzenie odrzuceniem przez Państwa projektów ustawy o związkach partnerskich, w tym projektu autorstwa PO – tak zaczyna się wiadomość do posłów, przygotowana przez kwartalnik „Liberte”. Tylko do godziny 15:00 internauci za pomocą specjalnego formularza wysłali do posłów ponad 70 tysięcy maili”.
Wysle zaraz, tylko namierze.
klakierze, płacę niewiele, bo używam karty Multisport. To jedyny benefit jaki w mojej firmie można sobie załatwić będąc na tak niskim stanowisku.
Jak namierzysz, Mar-Jo, wrzuć, proszę, linkę.
Mar-Jo, podrzuć jak znajdziesz.
Ago, sama zaczęłam się na blogu z kasy rozliczać, sama sobie nagrabiłam 😉
Łajza z Bobikiem.
Alienor, ale teraz nie sama to ciągniesz, a Twój budżet jest – wybacz proszę – zbyt krótki, żeby o nim tak długo rozmawiać. 😉
I na podsumowanie tematu piosenka:
http://w964.wrzuta.pl/audio/7cAekohSlyj/andrzej_rosiewicz_-_student_zebrak_ale_pan
Bobiku, oto owa linka :
http://liberte.pl/zwiazki-tak/
Dziękuję, Mar-Jo. 🙂
Dzięki, zaraz się wgłębię. 🙂
Nie pojechałby ktoś ze mną do Paryża? Najchętniej do tego z czarno-białych zdjęć. Ja po francusku ani be, ani me. 🙁 Myślałam, że pojadę z siostrą, ale odkąd jestem personelem zastępczym dla Sili, raczej razem nie wyjeżdżamy.
Ja bym pojechał, ale nie w styczniu, ani nie w lutym. Bo jak zobaczyłem na zdjęciach Marka Kurpiowskiego porozbierane ludziska, wylegujące się na Champs de Mars, to mi się okrutnie majowy Paryż zamarzył. 🙂
Sacrecoeurowskie ciasteczo też lepiej w słońcu smakuje niż w chlapie. Albo i w deszczu, ale znowu – majowym, nie lutowym.
A w ogóle te Marki to jakieś wyjątkowo zdolne bestie do fotek. 😆
Bobiku, wpadłeś jak pies w kałużę! 😆 Maj mi bardzo pasuje – najbardziej ostatni tydzień, ale mógłby też być 10-19. Lecę z wałówką – mama podyktowała mi jakąś listę, ale ja przecież wiem lepiej: przyszykowałam jej to, co sama lubię. 😈
Ad Aga 26 styczeń 13, 18:50
O zarabianiu na blogu było też w tej audycji w Dwójce.
Koszty utrzymania blogu biorę pod uwagę, choć oczywiście nie przy każdym wpisie o tym myślę, przeliczając literki i spacje na eurasy, które Bobik wydaje.
Coś tak rok temu rozmawialiście tu o współfinansowaniu blogu, ale wtedy Bobik się wziął i odciął. Temat zawsze można reanimować.
Aga wprawdzie apelowała, żeby już skończyć o pekuniach, ale ja tak tylko krótko i ostrzegawczo. 😉
Zwierzem dzikim pekunia jest i strasznie żarłocznym,
w dzień pochłonie twój bułek oraz jaj przydział roczny,
nie daruje pierogom, ni brokułom, ni serom,
choćbyś z płaczem powtarzał jej „no, zjeżdżaj, cholero!”,
wina beczkę wyżłopie, cały zapas herbaty,
kiedy pustki w spiżarni poobgryza i gnaty,
na tym jednak nie koniec, bo gdy zeżre produkty
żywnościowe, jak mięsa, ryby, nabiał i frukty,
to się weźmie do mebli, do zastawy, do płaszczy,
sprzęt grający jak płotka drobna zniknie w jej paszczy,
potem padną ofiarą jej wakacje w Toskanii
i samochód, co, psiakrew, nie był wcale z tych tanich,
wreszcie książki ci wyje, gdy zaś zbraknie i książek,
skonsumuje z mlaskaniem twój ostatni pieniążek.
Więc gdy widzisz pekunię zmierzającą w twą stronę,
nie proponuj, że chętnie byś z nią zagrał w zielone,
tylko skryj się pod pierwszym lepszym pękiem petunii,
by uniknąć spotkania z apetytem pekunii. 🙄
Czuje sie ostrzezona, Bobiku, i to ze skutecznoscia wprost proporcjonalna do kunsztu Poety (czyli bardzo, bardzo). 😆
Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić
DWÓCH POLAKÓW
Występują:
SANDWICZ, SKOCZWISKI
SKOCZWISKI:
Ja pana wykończę.
SANDWICZ:
A ja pana.
SKOCZWISKI:
Co? Dokumenty!
SANDWICZ:
Legitymacja!!
SKOCZWISKI:
Czy pan wie, kto ja jestem?
SANDWICZ:
A czy pan wiesz, z kim masz zaszczyt?
SKOCZWISKI:
Nie wiem, ale sądząc z pańskiego plugawego wyglądu, przypuszczam, że nie słyszał pan nawet o Heraklicie z Efezu.
SANDWICZ:
Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
SKOCZWISKI:
Co? Niech żyje Heraklit z Efezu!
SANDWICZ:
(daje mu w twarz)
SKOCZWISKI:
Jak?
(daje mu w twarz)
Pauza dziejowa.
SANDWICZ:
Czy pana boli?
SKOCZWISKI:
O tak. Cierpię.
SANDWICZ:
I ja. Cierpimy. A znowu na jednej mapie nas nie było.
SKOCZWISKI:
Niemożliwe.
SANDWICZ:
Znowu intrygi.
SKOCZWISKI:
Przeklęta Europa.
SANDWICZ:
Ma pan lusterko? Czuję, że jagody* mi puchną.
SKOCZWISKI:
I mnie. Dobrze by było jakiś gorący kompres. Ma pan kuchenkę elektryczną?
SANDWICZ:
Mam, ale kontakt zepsuty.
SKOCZWISKI:
(jadowicie)
Był to pewnie pański jedyny kontakt z rzeczywistością.
SANDWICZ:
To nie pański interes. A kuchenki też nie ma. Zgubili.
SKOCZWISKI:
Kto zgubił?
SANDWICZ:
Nie wiem. Ot, zgubili i koniec. Od kuchenki został mi tylko sznur.
SKOCZWISKI:
(jak echo)
Ostał ci się ino sznur.
Światła ciemnieją; wiatr.
Kurtyna
* Uwaga dla czytelników zagranicznych: jagody po staropolsku policzki.
Konstanty Ildefons Gałczyński „Teatrzyk Zielona Gęś”
tylko sobie
pstryk
No pięknie Alienor odpowiedziała, z klasą! Nie to co ja 😉 Aż by się chciało pogadać, bo te doskoki blogaste często zbyt skrótowe. Myślę, Alienor, że Twoja szkoła dobra 🙂
Fajne zdjęcia z Paryża. A te z lat sześćdziesiątych, prima sort!
Urodzinowe życzenia dla Królika 🙂 Spóźnione, ale szczere
„Mam w Efezie pańskiego Heraklita” to jeden z moich ulubionych tekstów „zastępczych”, tzn. kiedy się chce rzucić słowem, a zarazem nie chce (lub nie bardzo wypada). 🙂
Tadeuszu, to wcale nie taki rzadki przypadek, że nauczani są z klasą, a uczący przeciw klasie. 😆
Ale prawdziwy problem się zaczyna, kiedy klasa jest przeciwko uczącym. Bywa kosz śmieciowy na łeb, a bywa i gorzej. 🙄
Dzień dobry wieczór 🙂
Wygrzebałam się z pozycji horyzontalnej do niemrawo siedzącej 🙄
Wybaczcie, ale najpierw obowiązek, potem przyjemność. Ponieważ trafił mnie ostateczny szlag, najpierw napisałam i wysłałam listy do platformianego posłaństwa. Mniejsze zło wzięło i urosło poza granice mojego przyzwolenia. Musiałam dać głos i głos to jest mój ostatni.
Doczytałam galopkiem i po łebkach.
Bogusławowi życzę zdrowego wyjścia, a jak wyzdrowieje, to poproszę o odpowiedź, co zdrowy człowiek robi w chorej instytucji?
Alienor, za ostatni grosz kupowałam kwiatek, a potem zawsze jakoś tam było 🙂
Cześć Haneczko! 😀 Uważaj na siebie, proszę, zachowaj czujność i ćwicz cierpliwość – mikroby zimoś podstępne i nawrotne. 👿
Szlagniętych trochę się uzbierało, nie wszyscy poprzestali na jednym liście, ponoć do 21.00 wysłano ich ponad 220 tysięcy; oj, niektórzy posłowie będą mieli problemy z odpaleniem swoich skrzynek pocztowych! 😎
Z wiersza Bobika wynika chyba, że pekunie trzeba trzymać krótko. 😆
O, jak miło, że Haneczka już nawet do klawiatury podchodzi. 🙂
I w tym kierunku trzymać, Haneczko. 😎
Listów do posłaństwa do godziny 21.00 było już ponoć 220.000. Bardzo to pocieszające, że się ludziom chce i to tak masowo. 🙂
Ago, w trzymaniu pekunii jestem mistrzynią 😀 Lata praktyki 😎
Tym razem Łajza za rachmistrza się przebrała. 😉
Pekunie trzymać jakkolwiek bardzo trudno, bo one są z natury (prze)puszczalskie. 🙄
Nie ma to jak haneczka
powstała z łoża boleści
Zarazę powaliła,
się wzięła i wkurzyła
i wysłała odpór do…
no, tych tam,
Bobikiem nie jestem, ale mam dobre chęci 😉
Irku, dziekuje za zyczenia. Z przyjemnoscia ogladam twoje lubelskie zdjecia i linki (rodzina tescia jest z okolic Chelma Lubelskiego).
Alicjo, też byś się wkurzyła 👿 Przeleciała mi Australia, Tygrysy, czytać nie mogłam, a potem przekroczono granice brawury 👿
Uff, dobranoc 🙂
Haneczko
spokojnie poddawaj się Jureczku, rekonwalescencja.
bardzo mocne Dzien Dobry 🙂
niedziela 😮
leniwe sniadanie
brykam
brykam fikam
Szybka herbata przed pracą (kierat nie odpuszcza nawet w niedzielę!), podrzucam dżem pomarańczowy z imbirem. Good morning, Koszyczku!
Dobra nuta: http://www.youtube.com/watch?v=SgpOdBTzG-o
😆
Dzień dobry,
Pisze Aga 26 styczeń 13, 16:38
„Może byśmy oddelegowali Łajzę do opieki nad chorym Bogusławem? ”
Pisze Bobik 26 styczeń 13, 18:48
„Ale już np. ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych, albo działalność charytatywna czy oświatowa, to inna para kaloszy. Nie ma dobrego powodu, żeby pieniądze na to szły hurtem z budżetu państwa”
Czyli Łajza pielęgniarska tak, ale nie za darmo.
Pozostaje dylemat – odsypać połowę tacy na leczenie, czy zawierzyć modlitwie:
„Jezu, Synu Boży i Synu Człowieczy,
Tyś doświadczył, czym jest ból i cierpienie.
Tyś niósł chorym ulgę i zdrowie.
I ja, dotknięty chorobą, zwracam oczy i serce do Ciebie.
Zmiłuj się nade mną, złagodź moje cierpienie,
udziel światła, abym lepiej zrozumiał sens bólu i choroby.
Daj mi siłę wytrwania i podtrzymuj moją nadzieję.
Skieruj myśli moje ku wyższym rzeczom i prawdzie wiecznej,
pomóż mi zrozumieć wolę Bożą.
Zechciej mi wrócić siły i zdrowie.
Przez Ciebie, Zbawicielu cierpiący, i w Tobie, łączę się
ze wszystkimi cierpiącymi członkami Twojego Mistycznego Ciała, świętego Kościoła,
i ofiaruję moje boleści na Twoją chwałę i za Kościół nasz święty.
Amen”
Klakierze, Łajzie pomysł opieki nad chorym bardzo się spodobał i z dużym zaangażowaniem krząta się wokół Bogusława. To jest, w gruncie rzeczy, życzliwa dziewczyna, a jak się ją jeszcze na dodatek zauważy, grzecznie przywita, doceni jej kompetencje, to chętnie i nieba przychyli. A Ty teraz siedź choćby i cały dzień i licz, ile Ci z tego tytułu z kieszeni ubyło. 😈
Sprawdziłam po kątach: ani śladu dylemata.
Szlagnięty Hartman. http://hartman.blog.polityka.pl/2013/01/26/zwiazki-partnerskie-czarnej-reakcji/#more-192
Bry!
Szybka kawa, teraz wolna herbaaaaaataaaa…. Ago, jak chcesz kilka dylematów, to u mnie wiele się chowa! Np. wymieść dylemata czy wyodkurzać, o, to jest meta-dylemat…
Teraz szybka robota i szybki spacer. 10 km dziennie dobrze mi robi.
Dzień dobry 🙂
Ja ostatnio stosuję trik, którego się nauczyłem od kumpla o imieniu Salomon: na dole wyodkurzać, na górze wymieść. Bo odkurzacz cięższy jest od miotły i niewygodnie go na górę wlec. 😉
Na spacer chyba też powinienem szybko, bo jak się będę grzebał, to mi się lody roztopią. Śniegi też. Właściwie już połowa tarasu jest w ciemne plamy. 🙄
Odkurzanie przez zamiatanie. Stary trik 🙂
Dziś rekord tegorocznej zimy – 18,5
Z lodów piękne sople bo w słońcu + 13
Ha, to ja mam szczotko-odkurzacz, za to nie mam góry 🙂 Ale polecam, bo bardzo ułatwia szybkie sprzątnięcie. Jak mam wytargać odkurzacz za każdym razem…
No, u nas zaraz będzie też plusowo. Termometr idzie dziarsko na spacer też; w górę.
Uff, jestem. 🙂
Wczoraj razem z Warszawskim KIK-iem i Księdzem Lemańskim uczciliśmy pamięć ofiar Holocaustu, przywołując imiona ofiar w Jedwabnem, Radziłowie i Wasoszu.
Modliliśmy się, między innymi Psalmami Haliny Bortnowskiej napisanymi specjalnie dla pielgrzymów do tych miejsc.
Można tu zatrzymać się pamięcią się nad tymi miejscami:
https://picasaweb.google.com/110036307578240581096/JedwabneRadziOwWasosz#slideshow/5838031365421858114
Pojechałam w poniedziałek do ostatniej siostry mojej Mamy, starszej ode mnie tylko o 10 lat, a ona, biedna rozchorowała się i prawie cały czas spała w łożu boleści z małymi przerwami na wyjście z psem na mróz, bo stare psisko warczało cały cały czas na mnie i nie wyszłoby ze mną.
Tak wiec chyba nie bardzo mi się odwiedziny udały, teraz się martwię, czy aby nic od Cioteczki ulubionej nie przyciągnęłam.
Wczoraj byłam tag gdzie wyżej, wstałam o 5 😯 i po powrocie padłam o 20 – na godzinkę, która trwała do 8 dzisiejszego dnia.
To tyle.
Mt7, dziękuję 🙂
Dziś Światowy Dzień Ofiar Holocaustu. Zapalmy świecę o 18
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/154825.html
Witaj Haneczko, powstala z loza bolesci! Teraz juz z gorki, mam nadzieje!
Witaj Siodemeczko! Poruszajaca ta biel i pustka w miejscach, ktore odwiedziliscie – Garsteczko! I dzieki Wam za to.
Usilowalam napisac kilka slow podziekowania dla ks. Lemanskiego pod jego wpisem zamieszczonym dwa dni temu i wspominajacym Zmarlego bylego Prymasa, o ktortm pisze bardzo cieplo. Ale mi wpisu nie przyjelo, bo nie ma mnie na Facebooku – to znaczy ja jestem, chyba, bo dostaje jakies zawiadomienia i nawet moge je otworzyc, ale poniewaz zostalam zapisana automatycznie przez God Knows Whom nie znam hasla, no to i mnie nie przyjelo.
Jesli mozesz, to poslij mu prosze pare slow ode mnie, ktore skopiowalam:
Wielce Szanowny Ksieze Wojciechu,
korzystam z tego miejsca aby od serca i pokornie podziekowac Ksiedzu za odwiedzenie z grupka swych wiernych tych zasniezonych i wyludnionych miejsc, gdzie stoja pomniki Pomordowanych przez Sasiadow: w Jedwabnem, Wasoszu i Radzilowie, za poklonienie sie tym miejscom i przeczytanie modlitwy. Obejrzalam wlasnie zdjecia podrzucone na Blog Bobika przez Marysie T. i jestem nimi gleboko poruszona. A dzis zapale sweiczke w oknie w Londynie za moich Pomordowanych i wszystkich tych, ktorzy mogil nie maja.
Helena
Dla mnie też strasznie przejmujący był ten kontrast: maleńka grupka, stawiająca swoje płomyki pamięci w białym, mroźnym milczeniu aż po horyzont.
I też dziękuję, bo byliście tam również za mnie.
Dobrze, Helenko, zaraz wyślę.
Okropnie poruszające i bolesne są te „wypominki”, to przywoływanie konkretnych ludzi, rodzin, zawodów, adresów. To przestaje być tłum cieni, a stają obok żywi ludzie.
Trudno się z tym mierzyć, ale trzeba, dobrze, że są osoby, które to robią, szukając w różnych źródłach.
Bardzo wzruszajace i poruszajace zdjecia, Siodemeczko – w monochromatycznym, surowym i jednoczesnie swojskim krajobrazie. Rzeczywiscie Garsteczka Was, ale wszystko, co dobre i troche na przekor otaczajacemu swiatu zazwyczsj zaczynalo sie jako dzielo garsteczek…
Siodemeczko czy moge Twoje zdjecia z Warszawskim KIK-iem
poslacz dalej?
usciski 🙂 🙂
Moniko, czytalas moze Richard Wilkinson i Kate Pickett: The Spirit Level?
pada gesty snieg 🙂 a rtec przy +1°, a jeszcze wczoraj rano
bylo -15°!!!!!!!! co za wariacka zima, do tego zapowiadaja na
wtorek/srode 12° plus 🙂 😀
bywa
Właśnie skończyłam poranny (10:00 prawie u mnie) przegląd prasy i podsyłam sznureczek do ciekawego wywiadu z niemieckim księdzem, który mieszka w Oświęcimiu od ponad 20 lat.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13301023,Gdzie_byl_Bog_w_Auschwitz__cz__2___Krzyczec_o_pomoc.html#MT
Jasne, Rysiu.
Umieszczam je uporczywie z wielu ważkich powodów.
dziekuje 🙂 sle dalej 😀
Dzień dobry,
EmTeSiódemeczko, wielki szacun!
Ksiądz Manfred to piękna postać, do prowadzonego przez Niego Centrum Modlitwy i Dialogu przyjeżdża bardzo dużo młodych Niemców.
Bierze udział w różnych wydarzeniach organizowanych przez naszą Radę.
Tu jest takie poruszające, symboliczne dla mnie zdjęcie.
Na Umschlagplatz stoją po bokach współprzewodniczący Rady Stanisław Krajewski i Zbigniew Nosowski, a w środku Rabin Michael Schudrich i niemiecki Ksiądz Manfred Deselaers pełniący służbę u progu Auschwitz:
https://picasaweb.google.com/110036307578240581096/ModlitwaSladamiPomnikowGetta2007#5122059439746199602
Tak, Rysiu, czytalam. Ty mnie zawsze ksiazkowo wyczujesz. 😉
A z najnowszych anglojezycznych w tej dziedzinie polecam bardzo Chrystia Freeland, Plutocrats. Ona nie jest zadna „lewaczka”, jak moze niektorzy z nas, 😉 tylko powazna dziennikarka ekonomiczna (dlugie lata w The Economist), i analizuje podobne zjawiska, co Spirit Level, tyle, ze „od gory”. Wiem, ze ostatnio zainteresowali sie nia nawet niektorzy konserwatysci brytyjscy, bo jej analizy raczej nie sa pod teze, a mimo to sa calkiem niepokojace (a UK obecnie patrzy w oczy triple dip recession).
http://www.amazon.com/Plutocrats-Rise-Global-Super-Rich-Everyone/dp/1594204098
Na troche dzisiaj musze zniknac, bo u mnie rodzinne urodziny (zawsze sie smiejemy, ze razem z Mozartem, wiec muzyka w radiu gwarantowana). 😉 Tylko chcialam jeszcze powiedziec, ze jakos niedobrze sie czuje po wczorajszej naszej wspolnej rozmowie z chorym na zapalenie pluc naszym nowym gosciem/uczestnikiem. Taki jakis dyskomfort psychiczny, ktory mi jeszcze przez noc nie przeszedl i tyle.
Moniko 🙂 tak mi przyszlo na mysl ze Ty na pewno 🙂
Richard Wilkinson i Kate Pickett „Duch Równości. Tam gdzie Panuje Równość, Nawet Bogatszym Żyje się Lepiej”
to polski tytul-KONIECZNIE przeczytac 🙂 🙂
frakcji polecam tez :
Wolfgang Schmidbauer „Das kalte Herz”
https://lh3.googleusercontent.com/-W_7hmj1e06s/TYYbYPiUyYI/AAAAAAAACoM/Uveh2zhn_ZI/s800/DSC_3565.JPG
🙂 😀
dostalem wlasnie:
http://www.vosizneias.com/121356
zima ze sniegiem! w Jerozolimie
Dziekuje siodemeczko
https://plus.google.com/photos/103665958647123675396/albums/5838161766680208673?authkey=CMyaueLksZuqKg
Piekna rozmowa z tym ks. Manfredem z Akwizgranu i Oswiecimia (dzieki, Alicjo na sznureczek!) . I ma on swietny jakis „wyglad” jak zobaczylam na tych zdjeciach podrzuconych przez Nieoceniona Siodemeczke. Zawsze je ogladam wypatrujac znajomych. Tym razem tez wypatrzylam.
W sprawie niewygody Moniki po wczorajszej rozmowie. Dlatego czesto (choc moze nie zawsze) lepiej jest z kopyta zglaszac zastrzezenia. Bo one pozniej uwieraja noca, o czym nieraz sie przekonalam, wiec raczej nie trzymam w mance, tylko wale prosto z mostu. Majac nadzieje, ze wszyscy to jakos dzielnie zniosa i przezyja.
Postanowilam wreszcie uporac sie z piecdziesiecoma odcieniami szarosci i poprac potezne poklady zaniedban, pod plaszczykiem bycia zajeta Richmondem. Leniwe babsko ze mnie, nie da sie ukryc! Ale nadchodzi moment kiedy dalej nie da sie juz wytrzymac.
Lagom, w Tarnowie, ktory znam z kilku dluzszych pobytow, ostalo sie calkiem sporo zydowskich sladow – w tym na ulicy Zydowskiej otoczone metalowym plotem slady po starej Synagoze, zbombardowanej w czasie wojny. Ostala sie jedynie bima z trej synagogi. Tymi sladami opiekuje sie moi zaprzyjaznieni Romowie wraz z niezywklym czlowiekiem, dyrektorem tamtejszego Muzeum Enograficznego Adamem Bartoszem, ktrory jest sam w zaleznosci od okolicznosci raz Romem raz Zydem, a podejrzewam, ze Polakiem etnicznym z dziada-pradziada. Ale on sie do tego nie przyznaje.
Siedziba tarnowskiego Stowarzyszenia Romow znajduje sie dokladnie naprzeciwko tego miejsca po synagodze, pod numerem Trzynastym, co jest powodem moich nieustajacych dyzurnych zartow: nie dosc ze na Zydowskiej, to jeszcze pod Trzynastka, nie mogliscie trafic lepiej! A obok tego stowarzyszenia malutka knajpka, gdzie moj przyjaciel i brat przyszywany Adam Andrasz (nie mylic z Adamem Bartoszem) czesto spiewa przejmujace „nieturystyczne” piesni cyganskie, grajac sobie na gitarze badz na elektrycznych organach. Rozni czlonkowie zasluzonej od pokolen romskiej rodziny Andraszow tam tez spiewaja. Ciesza sie oni wielkim mirem wsrod tarnowian.
Mysle, ze duchom z tej nieistniejacej synagodi jest bardzo przyjemnie z tego sasiedztwa. Przed wojna mieli ozywione kontakty podobno, twierdza Andraszowie, ktorzy mnie sama zaadoptowali niemal od pierwszego dnia znajomosci i nazywaja Biala Romni.
Heleno,
czytasz te 50 odcieni szarości? Ja zabrałam się za, ale mi ospale szło i odłożyłam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jestem gorzej, niż leniwa (leniwiec pospolity?), ale zobowiązałam się do działalności twórczej na prośbę starej (nie wiekowo!), wiernej klientki, no to idę działać.
Nie, Alocjo, nie czytam, tylko zbieram w koszu na bielizne w lazience!
Alee jeszcze przeczytam, nie polenie sie. Trzeba byc w kursie, jak sie jest postepowa! 😆
Jestem. Pamiętam.
Helenie, juz prawie w drzwiach: nie zawsze w trakcie ogolnej sieczki, nawet jak sie zglasza zastrzezenia, sa one slyszalne. A czasem nie ma sie po prostu czasu, zeby od razu moc zglaszac. A czasem samemu przychodza do glowy po dluzszej i krotszej chwili refleksji. A jeszcze czasem lepiej je adresowac do pozostalych, gdy i oni mieli czas na refleksje… A czasem… No wlasnie, jest jeszcze sporo roznych czasem.
Ale ogolnie, jak jestesmy dumni ze swojej otwartosci i tolerancji, to traktujmy chorego goscia, nawet jak jest z zupelnie innej opcji, jak czlowieka przede wszytkim. Tak w kazdym razie mysle ja, tylko jedna z wielu uczestnikow tutejszej rozmowy.
I to tyle, bo musze znikac. 😉
True.
hmmm – otwartości i tolerancji…
otwartole i katole w kręgu polskim stali
nie rozpoznasz kto jest którym
a kim pozostali
Wziąłem taką świecę, która się bardzo długo pali, żeby pamięci było jak najwięcej.
Króliku/ 01:03/ , jaki ten świat mały. To też moje miasto rodzinne 🙂
Wydaje mi sie, że im bardziej jesteśmy otwarci na świat, tym szybciej pozbywamy się uprzedzeń, jeżeli kiedykolwiek w nas takie ktoś zasiał.
Wydaje mi się, że świat idzie w tym kierunku, bo podróżujemy, emigrujemy, bywamy tu i tam, spotykamy różnych ludzi i bywamy wśród innych kultur. To zmienia nasz punkt widzenia.
Lampka zapalona.
Ja mam jeszcze czas na rozwieszenie bielizny z pralki przed zapaleniem swieczki.
Z tym, co napisała dzisiaj Monika o traktowaniu gości, chyba zdążyłem zgodzić się już wczoraj. 😉
Ale do wywalania wszystkich emocji natychmiast, w pierwszym porywie, nie jestem przekonany. Te emocje są często przesadne, niesprawiedliwe, nieadekwatne i bardzo łatwo, dając im upust, zrobić komuś przy okazji brzydkie kuku. A ja już z dwojga złego wolę, żeby mnie nocą pouwierało, niż pogryźć kogoś za żywota.
Niemieckie przysłowie radzi, żeby ze sprawą się przespać i nie jest to pozbawione ludowo-życiowej mądrości. Bo nieraz na drugi dzień wstaje się ze spokojem w duszy i z myślą „czymże ja się wczoraj tak strasznie nabuzowałem? W gruncie rzeczy nie było o co”.
Oczywiście może zdarzyć się i tak, że na drugi dzień nabuzowanie trwa i ma się poczucie, że jednak trzeba coś z tym zrobić. Ale i wtedy na ogół nie warto z siebie wyrzucać wrzącej Niagary, lepiej spróbować ją trochę odparować i odfiltrować. We własnym interesie. Bo do wrzącej Niagary mało kto chce się zbliżyć, raczej wszyscy uciekają w panice. A przecież jak się wypuszcza skłębione emocje, to tak by się chciało, żeby ktoś zrozumiał, pogłaskał, przybasował, pocieszającego salcesonu przyniósł… 😉
Monachium tez pali swieczke.
Bobiku, widzisz Monike wypuszczajaca z siebie Niagare? 😆
Zazwyczaj sie wie bardzo dobrze czy bedzie dalej uwierac nazajutrz czy nie bedzie. Takie sprawy jak wyrazanie kompletnie bezpodstawnych watliwosci czy ktos mowi prawde czy tez klamie, ze jest ksiedzem, zazwyczaj sa przez niektorych odbierane absolutnie bez pudla, bez watpliwosci ze nazajutrz sie uzna, ze nic wrednego nie zostalo clapniete. Zreszta, jak slusznie kieds zauwazyles, to ton, ktory robi szanson.
Juz. Dalam wyraz. Wiecej nie wracam.
Wena jest wredna. Muszę z siebie wykrzesać na jutro cztery strony eseju, a ona gdzieś polazła. W domu jej nie ma, a jest za zimno żeby szukać na dworze. Mam nadzieję tylko, że się ciepło ubrała i że wróci wkrótce. Nie ma nic gorszego niż zakatarzona i zakichana Wena. 🙄
Moja w tym roku plone jakims wyjatkowo wysokim ogniem. A przeciez uzywalem tej samej grubej swiecy w swieczniku zaledwie tydzien temu, kiedy w naszej dzielnicy zgaslo swiatlo.
Wena ma zwyczaj szybkiego powrotu im blizej jest godziny zlozenia utworu do oceny lub do druku!
Zaraz wroci zasapana z pospiechu i z czerwonym nosem!
Zubry sta sera bardzo wyglodniale. Zglosily sie calkiem spora gromada.
Ja nie pisałem o emocjach pod żadnym konkretnym adresem, tylko tak w ogóle. 🙂
I nie chodziło mi też o to, że reagowanie od razu jest „z natury” złe. Ma jak najbardziej sens, dopóki emocje i rozsądek pozostają w rosądnej proporcji. Ale każdy chyba zna z doświadczenia takie sytuacje, kiedy czuje, że go trzepie, że zaczyna się własnymi emocjami dławić i rozsądek przestaje mieć cokolwiek do gadania. Mnie się wtedy zapala czerwone światełko i jakiś głos mówi „stop! Zrób, Bobik, cokolwiek, rozszarp poduszkę, upij się, zadzwoń do kumpla i się wywarcz, przebiegnij 10 rundek wokół domu, bylebyś tylko nie wypowiadał się publicznie. Bo jak przeczytasz to za miesiąc, to za łeb się złapiesz, coś ty tam powypisywał. A już na drugi dzień będzie ci przykro, że gryzłeś na oślep i bez opamiętania”. I wtedy się ze sprawą przesypiam, a potem już na spokojniej patrzę, co z nią zrobić dalej.
Siódemeczko, z wielkim dla Was szacunkiem.
Sure, widok Bobika latajaceg 10 rundek wokol stolu nawet jest tylez przekomujacy, co widok Moniki wyrzucajacej z siebie Niagare. Hehe.
Heleno, chciałam Ci podpowiedzieć, że do 50 odcieni jest już stosowny podkład muzyczny. http://www.empik.com/fifty-shades-of-grey-classical-album-piecdziesiat-twarzy-greya-various-artists,p1053181276,muzyka-p Alicjo, być może przy tej muzyce lepiej się czyta. 😉
Uwertura z Traviatty (among others) jako podklad muzyczn do pornograficznej ksiazk??????
Przeciez moja Stara zaplacze sie przy pierwszych taktach! Ona juz tak ma z Traviatta! 🙄 🙄 🙄
Do 50 odcieni w ogóle mi nie tęskno. To teraz bardzo modne, a z modą mi nie po drodze 😉
Za pół godziny obejrzę katastrofę, zaraz potem Wolacy wypowiedzą Kanadzie wojnę, już słyszę surmy bojowe 🙄
Kocie, Traviata, nie Traviatta.
Dostałam od wydawnictwa i książkę, i płytę. Nie mam co robić, tylko zajmować się czytaniem tego szajsu tylko dlatego, że płytę z klasyką załącza 👿
Pewnie mni jakos bardziej viatta pasuje. 😈
Czy piec lindorkow dziennie to jest w sam raz czy za duzo?
Przyznaję, że trochę się zdziwiłam, znajdując tę, ehem, pozycję w bestsellerach muzyki klasycznej.
Za mało. Zniszczyć do ostatniego 😀
W Traviacie zawsze był seks 😉
http://www.lamonnaie.be/fr/mymm/related/event/235/medias/91/photos%20de%20production/
Kocie, gdy idzie o słodycze, to ja po prostu nagle przestaję umieć liczyć… Ale pięć, to nie może być za dużo, bo to przecież bardzo mała liczba.
To pojde dojem jeszcze dwa lindorki, do tych trzech, ktore juz sa wspomnieniem…
Mam jeszcze jedno pytanie, skoro mi tak pomyslnie poszlo z poprzednim.
Czy Wam tez zubry nie chca sie otworzyc, czy cos z naszym polaczeniem nie tak? Bo u mnie caly czas takie koleczko lata po czarnym ekranie.
Kocie, mnie kółeczko lata NAPRAWDĘ przez cały czas – żubry latały tylko dwa razy. 🙁
Mnie się otwierają, ale też się długo ładują i wtedy to kółeczko lata.
Alienor, kiedyś zadawałem się z kuzynką tej Weny i przy każdym rozstaniu, nawet krótkim, wydawało mi się, że to już na zawsze. Ale ona potem jednak wracała. Tyle że czasem dość sponiewierana i nienajlepszej formie. 👿
Haneczko, dlaczego wojne Kanadzie? Nie mielismy tu wojny na swoim terytorium od rpku 1812-go (O roku ow! rowniez w Polsce).
Z ciekawostek lokalnych: premierem Ontario zostaje kobieta, na dodatek jest ona gay (na jednym ze zdjec ze swoja partnerka), a na jeszcze jeden dodatek to kontr-kandydatem byla rowniez kobieta!
http://news.nationalpost.com/2013/01/27/ontarios-incoming-premier-vows-to-work-with-opposition-avoid-elections/
W rozmowie telefonicznej z Mama dzisiaj dowiedzialam sie, ze bedzie zajeta ogladaniem transmitowanej uroczystosci w Kosciele Sw Krzyza z okazj pogrzebu Glampa. To dzisiaj, bo jutro bedzie uroczyste przeprowadzenie trumny ze Swietego Krzyza do katedry Sw. Jana, gdzie znowu odbeda sie uroczystosci. A w poniedzialek odbedzie sie pochowanie w krypcie Swietego Jana (juz chyba bez telewizji). Wiele wiele godzin telewizyjnej oprawy pogrzebu dostojnika koscielnego jrdnsk swiadczy o sile Kosciola w kraju. Nie dziwota, ze zwiazki partnerskie nie moga jeszcze byc zalegalizowane.
Boguslaw mam nadzieje czuje sie lepiej. Ma on poczucie humoru, no i pewnie juz widzial na blogu (a jeszcze bardziej na innych blogach) rozne niedelikatne czy nietaktowne komentarze.
Siodemeczka znowu spisala sie medal i byla obecna tam gdzie wazne.
Pozdrawiam serdecznie (i bez zlosliwosci).
Żadnej wojny od 1812? I żadnego powstania?
Króliku, to Wy w tej Kanadzie w ogóle nie macie Historii! 😯
To by był świetny sposób na szybkie wzbogacenie się Polski. Z naszych bogatych zasobów sprzedawać Historię tym krajom, gdzie występują jej niedobory. 😈
Nic dziwnego, ze w tej Kanadzie nie maja czego obchodzic!
Takiz to ichni patryjotyz , ze Ontario wybiera sobie premiera zupelnie niewlasciwej pci i niewlasciwej orientacji seksualnej, ktora w dodatku sie afiszuje fotografujac ze swa partnerka, gorszac nieletnich ontarczykow.
Ciekawe swoja droga, ze sw.p. Prymas Glemp nie chcial sie dac pochowac w Swiatyni Opacznosci dokad innych Nieboszczykow wyganial wbrew ich woli.
Sluchajcie, dzieki zubrom znalazlem Pandy online. National Geografic monitoruje:
http://kids.nationalgeographic.com/kids/animals/panda-cam
Wlasnie, zadnej Historii, ani zadnej Kultury Narodowej! Niektorzy goscie sa tym bardzo zawiedzeni; zadnych zamkow, ruin, mauzoleum ani palacow (tez katedr jak na lekarstwo).
Te pandy nie różnią się aż tak bardzo od żubrów – też są dostojnie żarłoczne! 😆
Na tym polega jego dostojność 😀
Nie ma co liczyć na to, że po sejmowej szopce przybędzie do nas elektorat z prawej strony. Raczej trzeba liczyć się z tym, że to nasz odpłynie na lewo. Wystarczy przeglądnąć fora internetowe, w których aż huczy od wściekłości zawiedzionych zwolenników PO
reszta tu:
http://natemat.pl/48601,jerzy-borowczak-wieszczy-rozpad-po-tak-to-bywa-gdy-poslowie-sa-zalezni-od-koscielnych-hierarchow?fb_comment_id=fbc_464603766921784_4817070_464650813583746#fc0024e46d4608
OKazuje sie z tego monitoringu, ze ich liscie bambusowe zupelnie nie interesuja, tylko pnie – od grubszej strony. Wyjadaja co jest w srodku!
Wspaniala kamere ma NG w tym Seczuanie. Bo ona jak wyczuwa, ze pandy sie przesunely w inne miejsce, to sie na nie nakierowuje i natychmiast poprawia ostrosc. A jak sa za daleko, to przybliza.
Ale ogladac mozna tylko za (chinskiego) dnia! Czyli naszym wieczrem i noca do rana.
Niedziela, 27 stycznia, 21:45: Jest pół miliona maili! Okrągłe 500 001 dokładnie
poczatek i reszta:
https://www.facebook.com/liberteworld
ma internet sile wielka, to jest jak lawina
Kocie, mam nadzieję, ze dopilnujesz, żeby Helena jednakowoż nie oglądała pand do rana!
Rysiu, streść dokładniej, bo nie ma mnie na facebooku ani nie będzie. Ale znalazłem sposób, aby wysłać (z Liberte’).
Czyli tu:
http://liberte.pl/zwiazki-tak/?contact-form-id=5354&contact-form-sent=16241&_wpnonce=d6c3d9e332#contact-form-5354
Ale hecne te pandy! 😀 Pożywiają się może i dostojnie, ale obok tego jakaś hecność w nich jest. Żubry tego nie mają.
Ach, to swietnie, to swietnie, Tadeuszu! Udalo mi sie wyslac z tej linki, po porzednim kliknieciu na „Wroc!”.
podpisac i wyslac mozna tu:
http://liberte.pl/zwiazki-tak/
Zauwazylam wsrod tych poslow PO co glosowali przeciwko moja szczegolna ulubienice – Elzbiete Radziszewska. Mam ochote poslac do niej osobny list, ale poniewaz wiem, ze oni beda kasowac jak leci ze skrzynki mejlowej, odpuszcze sobie. Albo odczekam pare dni i wtedy – LUBUDU, ty, glupia krowo!!!
PS, Bobik, to byl zart, nic nie musisz… 🙄
Mnie też na facebooku nie ma, ale dowiedziałem się skądinąd, że FB rozpoczął akcję szukania męża dla posłanki Pawłowicz, żeby mogła zacząć być pożyteczna dla społeczeństwa. 😈
https://www.facebook.com/pages/Mąż-dla-Poseł-Pawłowicz/137268916437510
A co musiałem musieć, Heleno? 😯
Nie no, sadzilem, ze moze bedziesz mial potrzebe uprzedzic mnie abym do Radziszewsiej nie zwracala sie per „ty, glupia krowo”.
A ja przeciez nawet jak pisalam list do Psychicznego, to zwracalam sie per „Panie Posle”…
Zastanawialam sie przez moment czy nie polecic na meza Pawlowicz Psycha, ale potem uznalam, ze jako kobieta nie narazalabym innej kobiety na takie stadlo. Sa granice mojej niezyczliwosci.
Kochani, widziałam dziś na własne oczy, że ktoś nauczył swojego kota reagować na komendę „siad”. Wypowiadaną oraz wydaną samym gestem 😯
Po co mu to było, tego nie wiem…
Lagom, dziekuje za Kirkut 🙂
kiedys kupilem sobie album (po niemiecku, polskiego wydania w
szczecinskiej ksiegarni nie bylo) Moniki Krajewskiej „Zeit der Steine”. Pani Krajewska przez wiele lat jezdzila po polsce i dokumentowala Zydowskie cmentarze lub to co po nich pozostalo,
album wydano w 1982r.
https://lh6.googleusercontent.com/-CWkGfFvPYZo/T93zIElkmxI/AAAAAAAAGJg/cynycaMdtTY/s800/P6170841.JPG
Vesper, to z życzliwości dla Kota. Żeby nie musiał cały czas stać. 😆
https://lh3.googleusercontent.com/-GdYYV2TfJeI/T93zI7tG-zI/AAAAAAAAGJo/BVtJWSJmFrA/s800/P6170843.JPG
https://lh6.googleusercontent.com/-giGH8WD5pME/T93zJkwelAI/AAAAAAAAGJw/rYHw4PJBhv8/s800/P6170845.JPG
https://lh5.googleusercontent.com/-cdgtBMU47pk/T93zKfAK3KI/AAAAAAAAGJ4/iIbLVNmhM84/s800/P6170847.JPG
na mnie czas 🙂 🙂
Wena pokazała na chwilę twarz, pozwoliła napisać mi połowę wymaganej ilości stron i znowu gdzieś pobiegła. Idę więc spać. Może jutro wróci.
Dobranoc.
Alez Kota jest tak samo latwo nauczyc rozlicznych komend co psa.
Nasi Chlopcy od kociectwa znali rozne „komendy”, acz wypowiadane bardzo lagodnym tonem – nie wladczym, jak sie mowi do psa.
POtem czesto patrzyli na wyraz twarzy i wiedzieli z miejsca, co bedzie nastepne: „No, Darling, nie wchodzimy czterema lapami na stol obiadowy!”.
„Co myslisz o przekaszeniu?”
„Kupilam ci skonsy, niestety byly tylko z rodzynkami!”
„Nie musisz sie denerowac, kaczka jest dla wszystkich, ale w tej chwili jest za goraca!”
„Koty tego nie lubia!”
„Kanapa nie jest do drapania, Darling! Idz na slupek do drapania”.
„Czy chcesz sie bawic? Przynies myszke/pileczke, bedziemy rzucac!”
„Myszka jest chyba pod kredensem, tam ja zostawiles!”
„Obawiam sie, ze klapka juz jest zamknieta na noc, ale jutro rano ja otworzymy”
„Niestety musze ci umyc pod ogonem po tej biegunce!”
„Idziemy sie szczepic! To nie jest opcjonalne!”
„Pan doktor zakazal ”
„Teraz bedziemy do siebie mrugac!”
To sa wszystkie komendy i inne komunikaty, ktore obaj Chlopcy mieli opanowane bardzo dobrze i zgadywali czesto zanim zdazylam je wypowiedziec – zwalszcza te dotyczace zabaw z myszka lib mruganiem i ziewaniem na wyscigi.
Koty rozumieja i latwo sie ucza, ale nie wszystkie i nie zawsze chca sie do tego przyznawac. Nie lubia byc traktowane jak pajacyk na patyku.
W odroznieniu od You Know Who.
Dziękuję, Bobiku, teraz rozumiem. Z tego, co usłyszałam, praca na rzecz poprawy komfortu Kota była bardzo czasochłonna i wymagała wiele wysiłku. Czego to się nie robi, żeby Kot miał lepiej 🙄
Rysiu, Monika Krajewska (zona Staszka) robi tez piekne wycinanki, naprawde bardzo piekne.
O, no popatrz, Heleno, jakie te Koty pojętne! Furkot rozumie, kiedy mówię „Nie chodzimy po stole”. I zawsze odpowiada „Wiem, że nie chodzicie. A my chodzimy, siadamy, a nawet się kładziemy”
To znaczy, ze musisz Furkotowi zaproponowac rozumny kompromis. W naszym domu oznacza to, ze mozna stanac na stole przednimi lapami i zrobic dokladna inspekcje. Ale tylne lapy zostaja na krzesle. Czasami jedna tylna lapa zaczyna drgac i sie podnosic, jakby chciala wskoczyc. Wtedy mowi sie: Nie, Kochany, tylne lapeczki na krzesle, uprzejmie popropsze”.
National Geographic nadał film o katastrofie samolotu.
Wszystko wydaje się klarowne, ale bez wątpienia nie przekona on wierzących w spisek.
Sraty taty,
D..a w kraty. 👿
Nasz rozumny kompromis polega na tym, że można siedzieć na parapecie tuż obok stołu i podobnie jak Chłopcy, oprzeć się przednimi łapami, gdy szanowna pupa pozostaje na kolanach u mame. To jest ustępstwo z mojej strony. Ustępstwo ze strony Kota polega na powstrzymywaniu się od leżenia na stole i siadania na nim, kiedy ludzie mogą to zobaczyć.
Nie rozumiem tego wyższościowego tonu wobec You Know Who. 👿 Mnie jeszcze nikt nigdy nie ośmielił się zabronić wchodzenia na stół. Ba, nawet do głowy by nikomu nie przyszło, żeby mi tego zabraniać.
No owszem, mnie sie tez zdarzalo wracac z pracy i kiedy otwieralam drzwi wejsciowe to slyszalam ciezkie tapniecie Kota lub obu Kotow na podloge z wysokosci mniej wiecej stolu.
Ale czego oczy nie widza, tego sercu nie zal.
Ja bym nie zalowala Chlopakom aby sobie przekiwamli sie na stole, ale niektorzy goscie mogliby sie gorszyc i wydziwiac. Zwlaszcza moja matka-mikrobiolozka potrafila byc funny about it. Stad nauka, ze gdy ktokolwiek jest w poblizu, na stol nie wchodzimy.
Najwyrazniej, Druhu, masz lepszych, bardziej kochajacych i oddanych Starych. 👿
Dialog Vesper z Furkotem, to jest bardzo bardzo prawidłowy dialog. Myślę, że inny nie jest możliwy. 🙂
Ciekawe, co Haneczka na film powie.
A chory ks. Bogusław, to w jakiejś sprawie zajrzał, czy tak, bo ma chęć porozmawiać i nas lubi?
Mysle, ze poczatkowo chcial powstrzymac ewentualne krytyczne glosy na temat Zmarlego Prymasa, bo byloby mu przykro i oczywiscie powstrzymal. Wspomina Go cieplo i z wdziecznoscia, przynajac, ze mozna roznie oceniac Jego posluge duszpasterska.
A potem juz zesmy sie rozgadali.
Mam nadzieje, ze czuje sie troche lepiej i niebawem wroci do „jaczejki antyklerkalow” 😆 😆 😆
Haneczka pewnie oceni film tak jak i Ty, mt7.
Ciekawe bedzie zajrzec jutro do Psychiatryka 24 – tam sie dopiero bedzie dzialo! Ogien i siarka!
MNie sie wydaje, ze przynajmniej czesc ludzi, ktorzy sa dzis przekonani o zamachu badz szczerze nie wiedza komu zaufac, uwierzy w wersje katastrofy przedstawiona przez NG. Bo jednak w ludziach jest przekonanie, ze ktos zzewnatrz, ktos powazniejszy w sumie niz Maciorka czy Gargas jest bardziej wiarygodny niz dzialacze partyjni z tej czy tamtej strony barykady.
Z pewnoscia w nowym tygodniu pojawia sie jakies sondaze na ten temat. I ja wiem czego sie mozna spodziewac.
Ja mam nadzieję, że w ogóle wszyscy chorzy szybko wrócą do zdrowia (nasz Młody też skądsiś przywlókł ciężką grypę), a zdrowi nie zachorują. 🙂
I z tym optymistycznym nastawieniem merdam bardzo intensywnie, tak żeby starczyło do jutrzejszego wieczora, albowiem jutro od godziny, której dla psów nie ma, znowu rzucam się w wir party life, więc na blog pewnie już zajrzeć nie zdążę.
Dobranoc 🙂
Film bardzo marny, aż się dziwię, że tak marny. Ochłapki takie. No ale zero zamachu, dobre i to.
Króliku, to dzieło Kanadyjczyków.
A tam, nie mam chęci zaglądać. Wolę swój świat.
Chyba trzeba iść spać, albo co.
Nie mogę przeżyć, że ja siedziałam, a chora, półprzytomna kobieta wychodziła z psem na mróz, bo stara kundela warczała na mnie. Ona była zazdrosna, a cioteczka ją rozpuściła, jak dziadowski bicz. Pies się rozwalał na środku łóżka przykryty kocykiem, a chora kobieta na kancie ledwo się mieściła.
Zresztą przez to nieustanne leżenie pies wstawał z wielkim trudem, chyba nie ze starości, ma 13 lat.
Bobiku, to nie moja grypa. Przysięgam, że dusiłam zarazę w czterech ścianach i nigdzie nie wysyłałam!
Dobranoc 🙂
Trzynascie lat to bardzo sedziwy wiek dla pieska, a poniewaz zyja one dzis znacznie dluzej niz nawet 40-50 lat temu (szczepienia!) ewoluca nie zdolala, nie zdazyla poradzic sobie z ich konczynami i stawami. Wiekszosc pieskow w tym wieku cierpi na reumatyzm czy tez artretyzm.
Pomysl o tym inaczej Siodemeczko, Pies w zyciu Twojej Cioci znaczaco podbnosi jej JAKOSC zycia, kaze sporo sie ruszac, chocby przez wychodzenie na spacery i wielu starych ludzi taki towarzysz zycia trzyma w dobrej formie, lepszej niz byliby bez tych wszystkich spacerow trzy razy dziennie, bez troski o inna istote i bez bezwarunkowej mliosci Psa. She’s a lucky girl, Twoja Ciocia.
Haneczko, nie widziałam innych filmów z tej serii, ale myślę, że one odtwarzają przebieg wydarzenia na podstawie oficjalnych dokumentów i przedstawiają relacje osób biorących udział w śledztwie i komentarze znanych dziennikarzy.
Bez sensacji, bez jakiś nadzwyczajnych odtworzeń zdarzenia, ale klarownie.
Mnie zupełnie umknęło, lub zapomniałam już o tym, że odejście na drugi krąg na automatycznym pilocie nie było możliwe z powodu braku ILS na lotnisku w Smoleńsku.
Film też mnie dosyć rozczarował, ale obrazowo przedstawił, co się wydarzyło, bez epatowania grozą.
Dziwne wydawały mi się te pomiary i badania kątów i wysokości. Takie jakieś proste, niewielkie urządzenie.
Myślałam, że to jakoś zespołowo się odbywa.
Wiem, Helenko, widziałam, że się kochają, ale ja bardzo źle się czułam w tych okolicznościach.
Dobrze, idę spać.
Dobranoc. 🙂
Nie tyle nawet na podstawie oficjalnych dokumentow, co raczej udokumentowanych faktow.
W odroznieniu od wielu wypowiadajacych sie na forach ludzi, ja zadalam sobie trud przeczytania spory szmat (bo nie calosc) rosysjkiego raportu w oryginale.
I tam byly podawane wstrzasajace, udokumentowane fakty, np na temat ilosci godzin szkolenia pilota. Oni tam np musza X razy ladowac w bardzo niesprzyjajacych warunkach pogodowych, na calkiem porzadnych lotniskach. No i na przyklad w dokumentacji pilota tupolewa byly podane kompletnie zmnyslone dane, np, ze ladowal w bardzo ciezkich warunkach w Brukseli tego i tego dnia, podczas kiedy w Brukseli byla w rzeczywistosci tego wlasnie dnia idealna pogoda, co przeciez latwo sprawdzic. . Szefowie pilota nawet nie probowali tych danych weryfikowac i wygada na to, ze wszystko bylo dokumentowane na odpieprz.
ehum…
Haneczko, Kanadyjczycy zrobili dokument dla National Geographic, a tam pracują ludzie różnych nacji.
Nie wiem, co kto oczekiwał z tego dokumentu, zebranego w godzinę dla oglądania, a pewnie dużo więcej dałoby się zrobić dla publiki i oglądalności. Z tego co widzę (oglądam) – suche fakty.
http://www.youtube.com/watch?v=zEvcOUzmLas
Bobiku, udanego party!
Trzymaj sie jutro, Bobiku kochany, a do towarzystwa niech ci podspiewuje stara rebieliantlka Patti Smith:
http://www.youtube.com/watch?v=M_ciiCyxOJA
Trzymaj sie jutro, kochany Bobiku, i niech ten dzien zleci jak najszybciej.
snieg plynie, jeszcze wolno, potrwa 🙂
szeleszcze
🙂
herbata
😀
brykam
o film o katastrofie juz na Tubie?
bryk fik
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
kawa, herbata, śniadanie, muzyka …
Bobiku, kciukotrzymanie 🙂
Też byłam lekko rozczarowana filmem. Ale może z powodu podświadomego oczekiwania, że ktoś bezpośrednio niezainteresowany powie wreszcie coś roztrzygajacego. A tak się nie stało bo nie mogło. Powtórzono to co jest nam powszechnie znane.
Dla nas, żyjących w cieniu katastrofy i związanej z tym awantur, nic nowego.
W tym czasie Witold Waszczykowski brylował w mediach Rydzyka. Opowiadając, w „Rozmowach niedokończonych” o wspaniałej polityce zagranicznej braci K., a nawet Kwaśniewskiego. W przeciwieństwie do zgubnej polityki Tuska.
Pierwszy słuchacz, który się do RM dodzwonił po emisji filmu, był roztrzęsiony z powodu „skandalicznego szkalowania Polski”. Waszczykowski i redemptorysta basowali mu z pełnym zrozumieniem. Film został potraktowany jako jeszcze jeden dowód na to, że Tusk prowadzi zgubną politykę zagraniczną. Zupełnie tak, jakby film został nakrecony przez samego Tuska albo przynajmniej na jego zlecenie.
Rozmawiano, jak zazwyczaj, bez wyrazów, nawet bez specjalnej agresji. Miłość i troska wprost wylewały sie z radia. A każdy dzwoniący mógł mówić bardzo długo, co chciał i spotykał się z bardzo ciepłym zrozumienie. W końcu to „katolicki głos w naszych domach”.
A na marginesie. W poprzednich dniach pewien pan powiedział mniej więcej tak: „mówią pan Tusk, pan Komorowski, to może niedługo zaczniemy mówić pan Hitler, pan Stalin, na szacunek trzeba sobie zasłużyć” prowadzący audycję milczeli.
Nasze koty rozumieja sporo z tego co się do nich mówi. Ale tylko wtedy, kiedy mają w tym interes 👿
Niestety sesja. Do roboty 🙁
Miłego dnia 🙂
Dzień dobry 🙂
Od rana już muzyka. Miło
Kciukotrzymanie za Wszystkich chorujących i partujących
Film NG sucho o banalnych 👿 przyczynach katastrofy.
Oczywiście zwolennicy niebanalnych przyczyn katastrofy nie pozostawiają „suchej nitki”.
beznamietny film dla „Zachodniego” widza, racje ma Jagoda:
Dla nas, żyjących w cieniu katastrofy i związanej z tym awantur, nic nowego. i Irek: Oczywiście zwolennicy niebanalnych przyczyn katastrofy nie pozostawiają “suchej nitki”.
a w B. za oknem Ogromnie Wielkie Slonce
brykam 🙂 🙂 🙂
Rysiu, podeślij kilka promyków. W Warszawie wszyscy śpią bo słońce poszło do Berlina 🙄
prosze bardzo 🙂 🙂 🙂 😀 😀 😀 😆 😆 😆
Dzień dobry,
no właśnie w tym rzecz, że przyczyną katastrofy był banalny splot banalnych okoliczności i błędów. A ludziska lubią, żeby było niebanalnie. No, a jak już zginął prezydent, to banalnie wręcz być nie może 😈
To Bobik już znowu dzisiaj koktajle zażywa?
Jak ten czas mknie. Niech Ci, Bobiku, pójdzie na zdrowie, Kochany. 🙂
Interesy personelu i kocich mości są na ogół rozbieżne. 😀
No, minęło tych parę tygodni, nie ma rady.
Kciukotrzymanie za Pieska.
A u frakcji:
http://wyborcza.pl/1,75477,13306886,Polowanie_na_pigulke__dzien_po__w_katolickich_klinikach.html#BoxSlotII3img
Tam przynajmniej jakoś się z tym rozprawiają…
Gdyby oni, w tym RM, komentowali słuchaczy, lub prostowali ich poglądy, w krótkich abcugach nie mieliby kogo komentować. To się tak jakoś wzajemnie napędza.
Gruess Gott! 🙂
Bobiku czymam!
Zakwasy po nartach biegowych skutecznie po poludniu zakwasilam wczoraj na lyzwach na kanale przed Zamkiem Nymphenburg (rzut beretem). Na kanale szalalo kilkaset osob. Taki tlum pojawil sie chyba na wiesc o temperaturze, ktora na nas spadnie w srode (+ 14).
Przed poludniem kilka wystaw, m.in. „Entartete Kunst” Der Berliner Skulpturen Fund von 2010.
Dzien dobry, 😳 Zupelnie mi wylecialo z glowy, ze Pies ma dzis Party Koktajlowa :oops:, miejmy nadzieje, ze juz ostatnia.
I dlatego zasnelam wieczorem jak jakies bydle 😳
Jagoda ma racje, ze ten National Geographic zupelnie nie dla tego widza. Dal plame.
Mogliby troche podrasowac, Dodac troche budzacej dreszcz i stopniujacej napiecie muzyki. Przydalby sie romans – Jennifer Aniston wyglada calkiem slowiansko, moglaby zegnac na lotnisku w Warszawie kogos po slusznej stronie. Jakis schwartzcharakter, przypominajacy Tuska, jego wspolnicy mowiacy z rosyjskimi akcentami. Jakis bezkompromisowy detektyw-dziennikarz, zwracajacy uwage na ruskie trumny, ktory sie pojawia na krotkjo w Smolensku, ale jest niemal natychmiast odwolywany do swej redakcji i odtad musi prowadzic dochodzenie nie wychodzac ze swego gabinetu i wygooglujac polskie nazwiska w Ameryce, ktore maja cokolwiek wspolnego z samolotami – np. lubia sklejac makiety samolotow z czesco powycinanych z dykty.
Moglby to byc cudny film, ale zabraklo talentu, dobrej woli, wyobrazni, nie mowiac, ze tworcy filmu znani sa z antypolskich antypatii. Zmarnowano okazje!
OK. Nie bede chowac dla siebie:
„Nie możemy pozwolić wewnętrznym Moskalom, żeby zawładnęli naszymi umysłami. Nie możemy dać im żadnej szansy – nawet jeśli krew znów musiałaby zostać przelana” – z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem rozmawia Joanna Lichocka.
Reszte mozna przeczytac na Psychiatryku24.
Helenka wyspana 😀 Z melatoniną czy bez? 😉
Ja i tak zakupię. Przylatuję już we środę, o 9:35 na Heathrow. Jeszcze nie wiem, jaki gryplan i gdzie hotel, mam nadzieję, że dowiem się dziś. Koncert wieczorem. Powrót w czwartek z samego rana.
Ten nowy wieszcz ma jakąś obsesję krwi i wieszania, czy innych widowiskowych spektakli dla dobra Ojczyzny.
To dobrze że Helena zaczyna zasypiać wieczorem dostojnie jak jakiś żubr czy panda, za przeproszeniem 😉
To i ja przyniosę kość z bloga emerytki, „opisującej świat z punktu widzenia zwykłej przyzwoitości”:
Tzw. dziennikarz pan Gebert…
Szkoda oczu i czasu.
To moze prosto z lotniska pod wiadomy adres?
Oczywisxie, ze z melatonina. Zasnelam po 20 minutach ogladania Swietego z Rogerem Moore’em .
Jak zwykle okazuje się, że media gadu gadu, a o wąznych rzeczach cicho-sza:
http://wyborcza.pl/1,75478,13214675,Gwalt_scigany_z_urzedu__Rzad_za___Chcemy_walczyc_z.html
Mam nadzieję, że chociaż to PO przegłosuje. To skandal, że ofiary gwałtu ciąga się po komisariatach i sądach, gdzie często pracują niewrażliwi prostacy (vide sprawa Anny Marii Żukowskiej) i każe udowadniać, że dokonano na nich potwornych rzeczy.
Udowadniac, ze sie padlo ofiara gwaltu trzeba zawsze, w przeciwnym razie dochodziloby do strasznych naduzyc.
Z tym sciganiem z urzedu tez nie jestem do konca pewna. Bedzie mniej kobiet zglaszac. Tak zazwyczaj jest.
z ” Prognozy Oddziaływania na Środowisko Strategii Rozwoju Lublina na lata 2013 – 2020″
budowanie dobrych relacji i współpracy z diasporą żydowską, w tym powołanie specjalnego rzecznika, czy współpraca z organizatorami wycieczek z Izraela to działanie neutralne wobec środowiska przyrodniczego *
Rzecznik ratusza ” zdaje sobie sprawę że prognoza jest na dużym stopniu ogólności” 😯
* pogrubienie moje
Piesku, jak wrócisz do domu z balangi, to szczeknij jak żyjesz, zanim zalegniesz. Kciukoczymanie nieustające 😉
Też nie mam pewności, co do tych z zmian w kodeksie. Myślę, że dobrze by było, gdyby PO mogła się pochwalić zmianą podejścia w stosowaniu już obowiązujących przepisów. Bo jak dotąd, choć sprawcy znęcania się nad rodziną powinni być ścigani z urzędu, praktyka od policji po prokuraturę, na sądzie skończywszy jest taka, że włos się na głowie jeży. Przede wszystkim polska doktryna prawna zdaje się hołdować przekonaniu, że dobrem najwyższym jest małżeństwo, nie prawo do nietykalności osobistej każdego z małżonków. Kiedy mąż bije żonę z chęci poniżenia jej, to może sąd go skaże, ale jeśli powie, że ma na względzie całość małżeństwa i chce babie jedynie głupoty wytłuc ze łba, to szanse na to, że pójdzie siedzieć są zdecydowanie mniejsze. Wódz by pewnie potrafił lepiej wyłuszczyć, co szwankuje i dlaczego. Z raportów organizacji pozarządowych wyłania sie w każym razie obraz mało optymistyczny, choć przepisy same w sobie najgorsze nie są.
Tak, sciganie gwalcicieli z urzedu nie jest dobrym pomyslem na dluzsza mete, choc „slusznie” wyglada. Lepiej sie przylozyc do lepszej opieki psychologicznej i zyciowej dla kobiet, ktore latami toleruja znecanie sie przez meza. A tak postepuje multum maltretowanych kobiet , ktorym po gwalcie lub pobicoiu mazus przynosi kwiatki, czekoiladki i zapewnia, ze gdyby ona sama lepiej sie do malzenstwa przylozyla, to i nie walilby po ryju i nie gwalcil.
Oglądałam wczoraj
http://chomikuj.pl/cedrik59/zachomikowane/Film/film+dokumentalny/Ewa+Ewart+poleca/Ewa+Ewart+poleca+-+Koszmar+ka*c5*bcdej+rodziny,1944642468.avi(video)
15.letni chłopak oskarzony przez 17.letnia dziewczynę, która kłamała. Przesiedział rok w zakładzie zamknietym. Rodzice stracili dom na procesy. Dziewczyna bezkarna. Wymiar sprawiedliwości nie kiwnął palcem w ramach zadośćuczynienia.
Przerwa w czytaniu prac zaliczeniowych. W ramach odpoczynku idę zrobic obiad 😉
„Koszmar każdej rodziny”
Nie chciałabym wzbudzać na nowo dyskusji o nierównościach, ale odnieść sie w jednym zdaniu (no, może dwóch 😉 ) do tego, co napisała Helena. O ile ze stwierdzeniem o narastającej biedzie można dyskutować, o tyle narastające nierówności są dość obiektywnie dającym się stwierdzić faktem. Wystarczy zerknąć do roczników statystycznych.
Problem jednak jest chyba w czymś innym niż same nierówności, mianowicie w ich prawomocności. Dawniej mówiono, że Bóg tak chciał. Króla czynił królem, a chłopa pańszczyźnianego chłopem pańszczyźnianym. Jeden miał i mógł wiele, drugi nic, ale nikt z tym nie dyskutował. Potem uwierzono w doktrynę liberalną, stanowiącą, że do pieniędzy dochodzą ci, którzy wkładają wysiłek w nauke i pracę. I ciężej pracujesz, tym więcej masz. Tego juz też nikt nie łyka, bo coraz więcej takich, którzy wkładają ogromny wysiłek w wykształcenie i pracę, ale wciąż odbijają się o różne szklane sufity. Od spodu mogąsobie popatrzec na często mniej wykształconych i mniej pracowitych szczęsciarzy, którzy znaleźli sie tam przed nimi i zdążyli okopać. Może jakiś czas temu wykształcenie i ciężka praca dawały pewność społecznego awansu w stosunku do porzedniej generacji, ale teraz nie wystarczają do zachowania status quo. W uzasadnieniach nierówności doktryna ta nadal jednak obowiązuje. Coś przestało ludziom pasować, doświadczenie przeczy teorii, rodzi się z jednej strony frustracja, z drugiej wyuczona bezradność (naturalny skutek braku możliwości zmiany własnej sytuacji niezależnie od wysiłku). Niektórzy twierdzą, że powstaje nowa klasa społeczna:
http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1519162,1,prekariat-mlodzi-bez-perspektyw-nowa-klasa-spoleczna.read
A mnie ucieszyla w lince Jagody piekna notka o Ewie Ewart. My to nazwisko wymawiamy „ju-art” tak jak sie wymawia nazwisko jej rozwiedzionego meza, tez dziennikarza Tima Ewarta.
Zawsze mam szalona satysfacje,kiedy czytam o niej dobrze. BYla krotko, pare miesiecy zaledwie, nasza redakcyjna kolezanka, niestety w momencie, kiedy szefem redakcji przestal byc Gienek Smolar, a nastapil jego dotychczasowy bardzo zakompleksiony i mniej rozumny zastepca.
I on wlasnie Ewe Ewart po paru probnych miesiacach… wywalil! Bo mu zagrazala – swoim talentem i umiejetnosciami. Teraz pewnie woli o tym nie pamietac.
Ona pewnie i tak by sie wyrwala z czasem na szerzsze wody, ale kiedy ja wywalono, bylam wsciekla i oburzona. I mialam ostra wymiane zdan z tym jelopem.
Zaluje, ze wymieniajac jej niewatpliwe liczne zaslugi dla telewizji, nie wspomina sie o innej znakomitej dzennikarce BBC, ktora ja w to wszystko wciagnela i razem z nia zrobila te najlepsze programy (jak ten o Korei Polnocnej) – Olenka Frenkel, urodzona poza Polska corka doskonalego krakowskiego malarza
Stanislawa Frenkla (przed smiercia nadan mu tytul profesora h.c. na UJ), naszego wieloletniego recenzenta wystaw malarskich.
Dziwie sie ze Ewa Ewart wricila do Polski – tu miala znacznie wieksze mozliwosci rozwiniecia skrzydel i robienia wraz z Olenka swietnych (i niestety bardzo drogich!) programow dla tv.
Jedna z pandeczek wlasnie sie obudzila i postanowila cos wtrzachnac na sniadanie:
http://kids.nationalgeographic.com/kids/animals/panda-cam/
Dobrze, ze nie musi dlugo wybierac
Nie na sniadanie, tylko na sniadanie-obiado- kolacje, bo zasiadanie przy posliku jest jej glownym zajeciem od rana do wieczora.
Niektore zwierzeta to maja przyzwoita opieke…
Zalezanie przy posilku… moze tak powinienem to ujac.
Irek
Co to jest Środowisko Strategii (Rozwoju Lublina) i jaka współpraca jest działaniem neutralnym wobec środowiska przyrodniczego?
Siódemeczko (11.10)
byłabym skłonna dyskutować. Z pewnością niełatwo byłoby zmienić klimat RM w tej chwili. Ale moim zdaniem jest to wykonalne.
Przytaczałam tu kiedyś wyniki badań L.Bobińskiej – Kolarskiej na temat tego co jest najważniejszym spoiwem RM. Wyszło jej, że autorytet Kościoła. Kościół musiałby chcieć tego autorytetu użyć w lepszej, niż dotychczas, sprawie. Słuchacze RM szukają zrozumienia, akceptacji, poczucia wspólnoty i przynależności, poczucia bezpieczeństwa, prostego objaśniania świata. To wszystko jest możliwe bez manipulacji, dzielenia i napuszczania ludzi na siebie. Budowania oblężonej twierdzy. Spoiwem nie musi a nawet nie powinien być lęk i nienawiść.
Vesper,
podobnie jak Ryś, jestem zdania, że na dłuższą metę będziemy musieli zająć się redystrybucją bogactw.
Nie wiem jak, ale trzeba będzie to zrobić. Koszmarne doświadczenia komunizmu nie mogą od tego zwolnić.
Świat po kolei rezygnuje z różnych nierówności. Począwszy od niewolnictwa. Teraz mamy etap wyrównywania nierówności zwiazanych z seksualnością. Przyjdzie czas na kasę. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale przyjć musi. To wynika z trendów cywilizacyjnych.
Jakby ktos nie widzial jeszcze w jaki sposob Panda robi kupke, to juz opowiadam, bo wlasnie obejrzalem.
Ta mniejsza, juz obudzona, ulozyla sie w poprzek drewnianego mostka, pupa do kamery. Ulozyla sie tak by pupa zwisala. Nastetnie wydalila z siebie cztery zielone „jaja” wielkosci duzej cytryny. Potem odwrocila sie na plecy, starannie podrapala po brzyszku i wydalila nastepna „cytryne”.
No naprawde mozna godzinami ogladac. Nie rozumiem tylko dlaczego strona National Geographic nazywa sie KIDS. Powinno byc CATS.
Czy im się nigdy nie znudzi?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13307711,Moj_ojciec_Mordechaj_i_dziadek_Juda__Dziennikarz_TVN24.html#BoxWiadTxt
Mordko, mysmy tez wlasnie to obejrzaly!
A pandy w naszym domu zawsze kojarza sie z seria cudnie ilustrowanych i bardzo madrych ksiazek dla dzieci. Tu podsylam krotki wywiad dla NPR z autorem/ilustratorem, Jonem Muthem:
http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=130412091
Wszystkie trzy ksiazki sa ukochane przez moje dzieci. I zupelnie sie z nich nie wyrasta (ja tez jeszcze nie…)! 😉
I jeszcze redaktorka ze Scholastic, o pracy nad pierwsza ksiazka z serii:
http://www.scholastic.com/teachers/article/beauty-and-mysticism-jon-j-muth39s-zen-shorts
Dorota Kania po krotkim stazu w londynskim Dzienniku Polskim zostala wyrzucona, gdy adwokat BBC wystosowal list do redakcji ze Korporacja oddaje sprawe do sadu za antysemickie insynuacje Autorki pod adresem szefa polskiej redakcji na lamach tej gazety. Mind you, londynski Dziennik Polski nie mial wiekszych oporow przed zamieszczaniem antysemickich teklstow, ale tym razem trzeba bylo cos zrobic, bo taki proces jednak sporo kosztuje, zas Dziennik Polski byl wowczas na skraju bankructwa. Nie bylo wyboru, trzeba bylo zamiescic przepropsiny Rady Powiernikow oraz Redakcji, zas Kanie pozbawic kawalka chleba. Wrocila szybko do Polski, gdze mozliwosci dla jej donosicielsko-intryganckich talentow byly znacznie szersze.
@Monika 😈 😈 😈
Piesku! Czy jestes juz w domu? Odezwij sie, bo siedzimy tu jak na iglach.
A pozniej jestes na zwolnieniu, jesli wolisz.
Jidysze mame kota Furkota ma pytanie do Autorytetu oraz Personelu. Czy to jest normalne, że kiedy kot drzemie, to się trzęsie? Furkot odkąd go znam, lekko „podskakuje” podczas lekkiej drzemki, ale ostatnio to sie tak nasiliło, że zaczyna mnie niepokoić.
Śni mu się.
Może poluje. 🙂
Nie, Siódemeczko, nie o to chodzi. Raczej o drżenie, jak u kogoś chorego na Parkinsona. Jak już zaśnie, to przestaje, bo wtedy kładzie głowę. Ale kiedy drzemie z głową uniesioną, to mu ta głowa nieustannie drży. Głupio mi dzwonić do weta z takim drobiazgiem, zwłaszcza że juz mu kiedyś o tym wspominałam i powiedział, że nie wie, co to, ale chyba nic groźnego. Pytam więc Was, bo przed Wami mniej mi głupio 😳
Kocia mama robi tak: 😀
http://www.youtube.com/watch?v=Vw4KVoEVcr0&feature=em-subs_digest-vrecs
Mnie się też wydaje, że nic groźnego, ale niech się Autorytet wypowie.
„He spoke with a slight panda accent.” Ulubione w moim domu, choc kocich powiedzen tez mamy sporo. 😉
Psy i koty maja bardzo podobny cykl snu do ludzkiego.
Drganie i trzesawki zazwyczaj oznaczaja, ze pies/kot wlasnie wchodzi albo juz jest w stadiu REM (rapid eye movement). Ludziom w podobnym stadium szybko lataja pod powiekami galki oczne – jest to momenrt gdy mozg sortuje wszelkie informacje
zarejestrowane za dnia.
Im aktywniejszey Furkot za dnia, tym wiecej mu sie sni w czasie REMu, kiedy mu tez krecimy sie w lozku i przewracamy z boku na bok.
Im mlodsze zwierze, tym czesciej sni, tym wiecej nowej informacji ma do przetworzenia.. Nasze Chlopaki potrafily tez „rozmawiac” w czasie snu, podrygujac przy tym albo boksujac lapami w powietrzu. Czasami myslalam, ze moze mu sie cos zlego sni, wiec delikatnie budzilam i nieraz bylam pobita lapami przez rozwscieczonego Mordke, ktory bardzo sobie sen zawsze chwilil, byle go w tym czasie nikt nie usilowal calowac. .
Wszystkie informacje o snie pochodza od internertowego weterynarza.
I może tak drżeć we śnie, nawet jak ma otwarte oczy?
Tak! Moze.
A tymczasem:
http://wyborcza.pl/autorzy/1,129154,12599685,Strona_Agnieszki_Kublik,,,392154.html?bo=1&v=1&pId=20774799&send-a=1#opinion20774799
google – „drżenie kota podczas snu” – jest tego trochę na różnych forach
Tak, Klakierze, tylko tam w końcu wyskakuje, że kot z pewnością już umiera, jak to za każdym razem, kiedy sie coś diagnozuje przez googla.
Dziękuję, Heleno. W takim razie niech sobie Furkot podskakuje na zdrowie 🙂
A Bobik nic się nie odzywa.
A może by tak dać spokój Bobikowi?
Moze byl bardza psiacy po Party. Koktajle tak na niego dzialaja.
Helena napisała:
„i nieraz bylam pobita lapami przez rozwscieczonego Mordke, ktory bardzo sobie sen zawsze chwilil, byle go w tym czasie nikt nie usilowal calowac. „
Rozmyślam dziś cały dzień nad wyjazdem mt7 z KIKiem.
Z jednej strony to jestem pełen podziwu, z drugiej przypomina mi się, co sama mt7 napisała w innej sprawie, ale kontekst podobnu.
„to nie Las Vegas, aby sobie robić wycieczki” [cytat dość dowolny].
Klakierze, usiadz i pomysl co napisales w zwiazku z wizyta mt7 przy symbolicznyc grobach w Jedwabnem, Wasoszu I Radzilowie.
Sprobuj uzyc glowy rozmyslajac.
Ależ Heleno – napisałem, że rozmyślałem o tym cały dzień – a mam urlop, więc mam czas rozmyślać. No może nie jestem za bardzo rozgarnięty, wykształcenie socjalistyczne (może istnieć podejrzenie, że Wieczorowe – lub nie daj Boże, zaoczne – znaczy się książki oczy nie widziały).
Jak to ulubiony Twój sekretarz K. podobno dzwonił do rektora S. i pytał – Towarzyszu rektorze, to na którym już roku jestem?
Dzień dobry wieczór 🙂
Jak się miałem odzywać, jeśli dopiero przed chwilą wróciłem?
Ponieważ to było ostatnie planowe koktajl party, wmusili we mnie tych koktajli od groma. Aż dziw, że jakąkolwiek (pół)przytomność jeszcze zachowuję. 🙄
Jeżeli plan uda się wykonać (co się dopiero po dokładnym obliczeniu i sprawdzeniu okaże), dalej będę tam wpadał już tylko na pojedynczego drinka, bez mieszania. To znacznie krócej i do 13.00 można wyrobić. A po 13.00 wiadomo – hulaj dusza, piekła nie ma. 😈
Jak te peerelowskie nawyki jednak się silnie trzymają… 😉
Bobiku, chwalić Boga , że Cię nie zgarnęli do „wytrzeźwiałki”. 🙄
Cześć Psatrapo! 😀 Spokojnego tygodnia, Piesku.
Możesz sobie, Klakierze, myśleć, co tylko chcesz.
Rzeczywiście, mogli mnie zgarnąć, bo dyspozytorka w wylęgarni taksówek też chyba była po paru koktajlach albo zielsku jakowym i mimo trzykrotnego powtórzenia, że ma posłać taxi do Neuwerk, posłała do mnie do domu. Taksiarz stanął pod domem i czekał, może sobie nawet przysnął i dopiero Młody, który akurat wrócił od lekarza, posłał go pod właściwy adres. A ja w tym czasie biegałem po ulicy w Neuwerk i coraz głośniej wyszczekiwałem słowa powszechnie uważane za… 😳 👿
Klakierze, to może za długo myślałeś? Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to podziw był bardzo na miejscu i naprawdę nie było po co szukać jakiejś drugiej strony. Podpowiedź numer dwa: jest różnica między wycieczką, a pielgrzymką. Podpowiedź numer trzy: jeśli nie mogę podpowiadać, to udaj, że nie czytałeś. I, na Wielkiego Kompozytora, odpuść proszę trochę z tymi cytatami!
Dzień dobry 🙂
Do 13.00 to kiedyś tylko na melinie 🙄 Trochę szemrana ta Twoja knajpka, Bobiku, ale jeśli dobrze mieszają, to niech im interes kwitnie i owocuje 🙂
Chwała Bogu, Bobiku, że już jesteś. Lubię mieć świat pod częściową kontrolą.
No to jak Pies wyszczekuje słowa, to albo jest Wigilia, albo jakieś inne Święto. I jeszcze biega po ulicy.
A, wiecie co, jak szaleć to szaleć. 😈 Jeszcze jedną banię sobie trzasnę, bo mnie wdzięczność rozpiera – za czymających i trzymających. 😀
Ad Aga – ja to najczęściej używam kałasza do wyrażania swoich myśli.

I nie biegam 10 razy wokół stołu jak Bobik.
Jak minęły 24 godziny, to to już tylko może być little boy.
Dobrze, że już jesteś, Bobiku. Właściwie nie jesteś już tylko dopiero, ale zdanie „dobrze, że dopiero jesteś” byłoby bez sensu 🙄
Siódemeczko, nie nerwuj się. 😉 Klakier znowu miał dysonans poznawczy, bo nie wpadł na tę różnicę między wycieczką a pielgrzymką. Ale Aga już mu podpowiedziała, więc jak usłyszał, to może wykorzystać i nie dostać dwói. 😈
Klakierze, sam sobie tym kałaszem w stopę strzelasz. A jak nim tak będziesz wywijać, to i w jakiś (swój) ważniejszy fragment możesz trafić. Bo, skoro wokół stołu nie biegasz, to stopy są akurat mało ważne. Coś bym jeszcze krzyknęła o honorze Czapli, alem nie Irek, uprawnień mi brak.
Ja się nie denerwuję, Bobiku. 🙂
Powiem nawet, ze jestem szczęśliwa.
Ależ Bobiku – dwója to przepuszczająca ocena – w skrócie – dopek.
Znaczy się POZYTYWNA.
„nie wpadł na tę różnicę między wycieczką a pielgrzymką”
No tak, nie wpadłem… zapomniałem, że po „kolędzie” obowiązuje na blogu inna nomenklatura.
Ile to się trza uczyć?
Klakier, nie trolluj. Nasz Gospodarz mial nielatwy dzien. Uszanuj przynajmniej jego spokoj, skoro nie chcesz szanowac nas.
Uuuuu – troll nie szanujący Gości Gospodarza.
A i Spokoju Gospodarza nie szanujący.
A już chciałem sobie napisać przed klakier: „ks.” – aby mnie wszyscy od pierwszego kopnięcia szanowali i lubili.
A tak tylko w cytopyge kopią.
Mt7, a czy ja mogę się trochę podenerwować? 😉 Już tak całkiem cichutko. Ciśnienie mi wczoraj spadło do poziomów trudnowykrywalnych, trochę szlagnięcia dobrze mi zrobi. 🙄 Wczoraj najlepiej mi zrobiło, kiedy taki gruby szklany świecznik pod wpływem gorąca bijącego od świeczki (no tak, co za idiotka wstawia zapaloną świeczkę do świecznika!) rozpadł się z hukiem i grzechotem na dwa kawałki. Huk i grzechot, to raz. Wymyślanie idiotce, to dwa. Denerwowanie się na myśl o tym, że gdyby od wykatapultowanej z pękającego świecznika świeczki coś się zapaliło, albo gdyby świecznik stał w innym miejscu, to komuś mogłaby stać się krzywda, to trzy. W sumie wystarczyło, żeby ciśnieniomierz uznał, że jednak żyję. 🙄
Bobik w domu PB w domu
Mt7, /15:15/ to jest idiotyzm w wydaniu Urzędu Miasta Lublin za 8800 brutto 👿