Sklep dla ludzi
Klient od ponad godziny kręcił się dosyć bezradnie wśród regałów. Sprzedawca już kilka razy miał ochotę zaproponować mu pomoc, ale coś go powstrzymywało. Facet wyglądał niepewnie, a zarazem nieprzystępnie. Doświadczenie mówiło Sprzedawcy, że tacy często się płoszą, kiedy nieumiejętnie do nich podejść i rezygnują z zakupu. Ale z drugiej strony, bez zachęty też na ogół niczego nie kupują. Przyjrzał się zagubionemu facetowi jeszcze raz, podszedł do niego i spróbował nawiązać nienachalny kontakt.
– Trudno się zdecydować, co? – zagadnął, starając się, żeby zabrzmiało to niezbyt zobowiązująco.
Klient rozpromienił się jak na widok kolegi z wojska.
– No właśnie, tyle tu tego – odpowiedział szybko i przymilnie, niemal jakby się bał, że rozmówca mu ucieknie. – A ja tak szukam i szukam…
– Rozumiem – zapewnił go Sprzedawca. – Ale niech się pan nie martwi, na pewno coś dla pana znajdziemy. W branży skrzydeł nasza firma jest praktycznie bez konkurencji. Skrzydła husarskie. Skrzydła anielskie. Skrzydła wiatru. Skrzydła myśli. Do wyboru, do koloru. Akcesoria też mamy, gdyby pan reflektował. Skrzydlate słowa, manewry oskrzydlające i różne takie. Tylko musiałby mi pan coś bliżej powiedzieć… pan te skrzydełka do celów zawodowych czy prywatnie?
– Pry… prywatnie, jak najbardziej prywatnie – zająknął się Klient, skubiąc nerwowo rękaw swetra.
– A, to doradzałbym coś w miarę niskogabarytowego, a reprezentacyjnego, tak żeby koszt eksploatacji nie był za duży, ale sąsiadom żeby, jak to się mówi, oko zbielało. Tu na przykład mamy bardzo eleganckie skrzydła typu Orzeł. Produkt niezwykle wytrzymały, po prostu nie do zdarcia i cena bardzo przystępna. Albo te archanielskie skrzydła marki Gabriel. Ognioodporne, wodoszczelne i akurat w promocji. A jakie przyjemne w dotyku, niech pan pomaca.
– Tylko właściwie – wykrztusił niemal szeptem Klient – mnie nie całkiem o to chodzi…
– Oczywiście, oczywiście – wpadł mu w słowo Sprzedawca. – Pan szanowny widać że wrażliwy, pewnie coś bardziej z duchowego zakresu by się przydało. Może skrzydła Pegaza? Leciutkie, z tworzywa sztucznego, mowy nie ma, żeby się od nich podźwignąć. A jak się kobietom podobają! Niedawno jeden gość takie u nas kupił i od razu założył, to jeszcze ze sklepu nie zdążył wyjść, a już do niego ładna panienka podleciała i mówi „Muza jestem, chętnie bym się zapoznała”. To co, chce pan przymierzyć?
– Tak, tak, to bardzo atrakcyjnie brzmi – przyznał Klient, ale na propozycję przymiarki w ogóle nie zareagował. Sprzedawca powoli zaczynał tracić cierpliwość. Granice jego profesjonalnej uprzejmości kończyły się tam, gdzie perspektywa zysku traciła prawdopodobieństwo. Trzeba było wreszcie skończyć tę ciuciubabkę.
– Niech mi pan konkretnie powie, czego pan szuka, a ja sprawdzę, czy mamy coś odpowiedniego w asortymencie – rzucił dość obcesowo, niezbyt już przejmując się tym, czy przypadkiem nie spłoszy nabywcy.
– Kiedy to tak trudno wyjaśnić – wymamrotał Klient. Pomilczał chwilę i dodał rozmarzonym głosem – A, co tam, już panu powiem. Ja bym chciał mieć skrzydła bez żadnych przymiotników, bez żadnych marek, tylko takie, żeby na nich pooleeecieeeć. Takie, żeby były jak własne.
Sprzedawca najpierw zesztywniał, a potem zrobił spory krok do tyłu.
– Panie! – powiedział niechętnie. – To jest sklep dla ludzi, a nie dla ptaków. Chcesz pan własne skrzydła, to idź pan do Stwórcy, nie do handlowca.
– Byłem – westchnął Klient. – Ale oświadczył mi, że nigdy nie uwzględnia reklamacji. Chociaż chwileczkę, powiedział też, że nikt mi nie broni wpisać się do książki skarg i zażaleń. Wie pan co, to niech pan poda te skrzydła Pegaza. Kupił, nie kupił, przymierzyć można.

:shock. 😮
😯 😯 😯
😮 😮 😮 😮 😮
dziekujemy, dziekujemy, dziekujemy, klawiatura i ja 🙂 🙂 🙂
Dzien Dobry Ogromnie Bardzo 😀
herbata leniwy poczatek niedzieli
brykam
Dzien dobry, Rysiu!
Zubry z rana bardzo wyglodzone! Jest ich na polance w tej chwili osiem lub dziewiec!
Heleno 🙂 🙂
Czuwam, czuwam, Rysiu. Od wczoraj 🙄
wiem, niedziela
wiem, gotowanie i tak dalej 🙂 ale nosilo mnie kilka dni i jednak
zalinkuje 🙄
Qanta Ahmed
„Dżihad Izraela jest moim dżihadem”
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8652
Teraz na żubrach pasą się ptaszki 🙂
Dzień dobry, podrzucam babeczki z serem i wiśnią na śniadanie.
Do tej pory tylko dwa razy udało mi się w ogóle zerknąć przez kamerę – mój internet nie daje rady. 🙁 Będę się paść na babeczkach. 🙂 Kawy jeszcze nie było? To podaję.
Rysiu, dzięki za Quantę Ahmed! Wreszcie ktoś z tamtej strony, kto ma odwagę widzieć rzeczy oczywiste. Mądra (i piękna) kobieta, mam nadzieję, że jest bezpieczna, bo po takiej wypowiedzi może jej niejedno grozić.
Dzień dobry 🙂
Z nieba wali gęsta, biała Dunkierka. 😀 Trzeba będzie chwycić łopatę i oddunkierczyć ulicę przed domem, żeby Ordnungsamt się nie czepiał, a ludzie kończyn nie łamali.
Ale to oczywiście dopiero po kawie i serze. Bo chyba mogę wyżreć z babeczek sam ser, a resztę zostawić amatorom reszty? 😈
Ja też podziwiałem i podziwiam odwagę Qanty Ahmed, o urodzie już nie mówiąc, bo jaka jest, nawet koń widzi. Niestety, nie dałbym głowy, że za wypowiedzi o islamie jakiś fanatyczny mułła nie obłoży jej fatwą.
I też jest dla mnie oczywiste, że jakiekolwiek ugrupowania, jakikolwiek ideolodzy wychowujący dzieci do „pięknej śmierci w imię”, to zbrodniarze lub/i obłąkańcy, czy to będzie Hamas, czy Terlikowski.
Ale tak w ogóle na temat bliskowschodni głos zabieram niechętnie i ostrożnie. Sprawy są tam tak pogmatwane, tak nabrzmiałe różnymi krzywdami, zaszłościami i konfliktami interesów, że bardzo łatwo stać się słoniem w składzie porcelany. Albo zacząć widzieć dramat tylko po jednej stronie, a winę wyłącznie po drugiej, podczas kiedy rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana.
Dla mnie to cały czas jest dramat obu stron, żydowskiej i palestyńskiej. I nie jest on biało-czarny.
Warszawa. 20.01.2012. Przyleciały szpaki.
Hmmm – nie obudziłem się jeszcze – 2013.
Dzień dobry,
bractwo mniejsze nakarmione 🙂
Przykład hipokryzji. Zamiast zdjąć po prostu to malowidło robi się międzynarodowe sympozjum
http://tygodnik.onet.pl/32,0,79217,malowidlo__ktore_kluje,artykul.html
Widzę, że Irek posłuchał posła Hofmana, który twierdzi, że niedziela bez ataku na Kościół jest dla leberała niedzielą straconą. 😈
A, to i ja nie pozwolę sobie zepsuć niedzieli. 😎 Po wyznaniach Armstronga Papieska Rada ds. Kultury orzekła, że świat sportu jest zepsuty. Ciekawe, jaki świat należałoby oskarżyć o zepsucie choćby w związku z ostatnio wspomnianym księdzem-miłośnikiem muzyki (i wieloma innymi)? 🙄
I nie mogę sobie powiedzieć, że to nie mój biznes, póki przedstawiciele tego zepsutego świata usiłują wszystkich pouczać, co jest moralne, a co nie jest. Bo w zestawieniu z czynami, wzniosłe słowa tych przedstawicieli stają się czystą obrzydliwością, od której mnie wręcz fizycznie mdli: 👿
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13263070,Benedykt_XVI__Plodne_malzenstwo__Tak__Filozofia_gender_.html
Z tym malowidłem to już od dawna dla mnie niezrozumiałe. Gdyby przedstawiało ono wielką wartość artystyczną, czy coś w tym rodzaju, mógłbym zrozumieć wahania przed zdjęciem go i złożeniem w magazynie. Ale przecież magazyny muzeów, a zapewne i kościołów, są pełne obiektów o wartości wiele wyższej i nikt nie drze z tego powodu szat. Nie jest też ten obraz obiektem czci ani żadną świętością, więc w cziom dieło?
Gdyby zamiast „mordu rytualnego” problemem był za duży dekolt którejś z postaci, odesłanie malowidła do magazynu na pewno nastąpiłoby szybko i bez jakichkolwiek rozterek. 🙄
Klakier dziś szpakami karmiony. 😆
🙂
Na razie to trzeba karmić szpaki.
Ale to znak, że wiosna już się zbliża.
Szpaki wiedzą lepiej. Pamiętam kilka lat temu. Pogoda podobna do dzisiejszej, tylko trochę cieplej. Poszedłem na spacer – a tu słychać jakieś trzaskanie dziobem i miłosne zaśpiewy. Siedział taki jeden zmoknięty, zziębnięty – rozmoczony śnieg turłał mu się po piórach i piłował dziób.
„Głupek jakiś” – pomyślałem.
– I że mu się chce w taki ziąb?
Za tydzień było ciepło i ani śladu śniegu.
Ja tam wierzę w szpaki.
Hehehe – znaczy się szpak piłował dziób, a nie śnieg.
Stanowczo idzie wiosna, bo się nie mogę obudzić.
Ja mam taką cichą nadzieję, że żonkile, które wyprodukowały całkiem już spore badylki, wiedziały lepiej. Ale teraz ich nie mogę zapytać, czy potwierdzają swoje przypuszczenia, bo są zasypane śniegiem grubo powyżej uszu. 😉
Jak te cudze dzieci szybko rosna! Ta Zuza Radzik, ktora jeszcze niedawno jako siedemnastolatka takie siala zgorszenie, jest juz dorosla kobieta! I jaka przemadrzala!
http://laboratorium.wiez.pl/teksty.php?kwk_zuzanna_radzik
A na zubrzej polance ruja i porubstwo:
p://www.lasy.gov.pl/zubr
http://www.emeryetcie.com/en/what/tiles/
Heleno,są jeszcze takie belgijskie odloty.
A Delft,to bym radziła zaszaleć z obrazkami na jednym fragmencie,który nie będzie zasłonięty innymi sprzętami a resztę polecieć na biało,żeby się nie naćkało.I może jakiś naturalny drewniany detal do tego?
Firma Kermi,ta od kaloryferów robi też kabiny z różnym „wypasem technologicznym”,warto sprawdzić.
Hej, nie mam czasu.
Wyjeżdżam jutro rano na parę dni do ostatniej siostry mojej Mamy, będę bez internetu.
Obiecuję Jej przyjazd od śmierci Mamy.
Byłam w synagodze, zrobiłam trochę zdjęć, później pójdę do kościoła, nie będę robić zdjęć.
Zuzanna była kilka lat na stypendiach w USA i Izraelu, to jest mądra i sympatyczna młoda kobieta. Bardzo ją lubię.
Brała udział w założeniu Forum Dialogu miedzy Narodami http://www.dialog.org.pl/ i jest bardzo zaangażowana.
Nie wiem, czy dam radę jeszcze się odezwać.
Narka! 🙂
Gruess Gott! 🙂
Ja tez bylam dzisiaj w synagodze. Tez zrobilam troche zdjec.
W sumie grupa zapisanych przez Internet na zwiedzanie Ohel-Jakob Synagoge liczyla ok. 50 osob.
Odwiedzilam nastepnie Ogrod Poetow, chcialam popatrzec na pomnik Chopina. Pamietajac wloskie doswiadczenia Heleny, bez zadnego strachu weszlam na pomnik i Frycka odsniezylam. Nie wygladal bowiem dobrze w sniegowej czapie.
Potem bylam jeszcze w kilku sympatycznych miejscach.
A teraz dochodze do siebie.
Ladny tekst Zuzanny Radzik, od razu widac zgubne wplywy… 😉 Moze skonczy sie na tym, ze nie tylko amerykanskie zakonnice beda podskakiwac, choc im pewnie latwiej, bo widza wokol siebie pastorki (u mnie w miescie w dwoch kosciolach prostestanckich zawiaduja kobiety, a tam gdzie nie sa pastorami, i tak pelnia wazne funkcje).
Za to obraz sandomierski mnie zastanowil. Najlepiej pewnie byloby mu w magazynie, jak piszesz, Bobiku, ale moze jego obecnosc za zaslona tez ma jakas wymowe? – nie zapominajmy, czego nas uczyly obrazy, a nie zawsze uczyly najlepszych rzeczy. Czasem wrecz wprost przeciwnie. Co z kolei dobrze sie laczy z tym, co napisales o roznych komplikacjach tematu zlinkowanego przez Rysia, bo a propos obrazow przypomnialy mi sie miedzy innymi anty-muzulmanskie plakaty w metrze nowojorskim (sponsorowane przez dosc nieprzyjemna grupe), i protesty, nie tylko zreszta muzulmanow, przeciwko tym obrazom (i rozwazania na temat wolnosci slowa z cala sprawa zwiazane). I to, ze pare tygodni temu jakas kobieta zepchnela pod kola nadjezdzajacego pociagu Hindusa, twierdzac, ze wygladal jej na muzulmanina, a ona muzulmanow nienawidzi (okazalo sie, ze wcale muzulmaninem nie byl). Ale zeby nie bylo za ponuro w niedzielne przedpoludnie (u mnie) albo popoludnie, przy artykule Qanty Ahmed wyswietlila mi sie reklama najblizszego bostonskiego koncertu w East-West Diwan Orchestra z Danielem Barenboimem.
Kroliku, mam nadzieje, ze dalej stosujesz podnoszace na duchu metody na katastrofe hydrauliczno-termiczna. Lody z mango sa – paradoksalnie – szczegolnie dobre na wszelakie trudnosci, tylko trzeba wiedziec, jakim sznureczkiem poprowadzic mysli (mango – Ganesh – usuwanie trudnosci – nadzieja). 😉 A u mnie powoli wszyscy wychodzimy z pilnych potrzeb rosolowych, co i dobrze, bo mi sie juz rodzinne rosolowanie odrobine znudzilo. A miso lubie sobie czasem zrobic na sniadanie (bo ja w ogole lubie nieslodkie sniadania, choc nie zawsze, bo strasznie nudne byc zupelnie w takich sprawach konsekwentym). 😉
Dzieki Labadku. Te falszywe izniki sa bardzo ladne.
Ja tez powstrzymuje Elene przed zbytnim nacpaniem w malej kabinie prysznicowej- mialysmy calonocna konferencj Kalifonia-Londyn. Najgorsze jest to, ze w tej chwili fabrcznie robonych kafli w stylu delft nie uswiadczych – producenci przestali je produkowac, zas recznie malowane sa oblednie drogie. I poniewaz chce zeby Elenie starczylo budzetu jeszcze na rozne inne rzeczy w domu, ktore wymagaja interwencji lub wymiany, to staram sie zachowywac jak skrzetna gospodyni domowa – co zreszta nie przychodzi mi z wielkim trudem, gdyz we wlasnym domu robilam wszystko na shoe string i nieraz latami czekalam az bedzie mnie stac na to czy tamto.
Ostatnie moje myslenie idzie w kierunku wylozeia kabny do pewnej wysokosci „kacikami” delft, np takimi:
http://www.wallsandfloors.co.uk/catrangetiles/wall-tiles/delft-m-h-tiles/dlf1-blue-white-6212/7297/
a wyzej juz czyste biale z tej samej serii kaflowej. Ich dwa nedzne „obrazkowe” delfty z tej serii nie budza megn zachwytu. Nie sa zle, ale nothing to write home about.
Moje wlasne kafle delft w kuchni, wylozone chyba ponad 20 lat temu sa znacznie bardziej rustykalne, „naiwne”, powierzchnia kafli jest lekko pofaldowana, a obrazki (holenderscy chlopi robia swoje) sa zebrane w niewielki panelek nad kuchenka (3×3) , bo byly drozsze niz „kaciki” cz gladkie kafle i stac mnie bylo bez bolu tylko na 9 sztuk. Niestety znana stara firma szklarsko-kaflowa, ktora te rzeczy produkowala fabrycznie, Pilkington poszla z torbami juz pare lat temu. Robi wciaz szklo, ale nie kafle.
Ja wlasciwie uwazam, ze taka konferencja wokol sandomierskiego obrazu nie jest czyms zlym. A Zuzanna R. jest istne cudo. Poidejrzewam, ze sie marnuje w Polsce…. Z drugiej strony jest Polsce znacznie bardziej potrzebna niz np takiej Francji czy gdzie tam….
Bry! Już zapomniałem czy mówiłem :shame: …
Buro. Bezsłonecznie. Blado. Brrrr.
To była moja strona malkontenta. Źle zadowolona, to nieźle brzmi. Jestem zadowolony!
I to była moja strona bienkontenta 😆
A propos Agi:
to nie ja, bihme! Nie mogę odradzać sprzętu jakiego na oczy nie słyszałem!!! Mogłem mówić, że dobrze nie w ciemno (hehe… sam tak kupuję…). I że słyszałem CD Arcama (to nie w ciemno!), ale mi nie leżał. Ani nie pasował.
Jak cieszy ucho — superaście!!!
Ech, przypomniały mi się kafelki w istambulskich meczetach! http://previews.agefotostock.com/previewimage/bajaage/98bcb291075d7888d3fdb660da047e1c/MB-03797596.jpg
http://farm2.staticflickr.com/1227/1473044754_b70f34cf42.jpg
A ja wpadam w zachwyt na widok portugalskich azulejos – tez chyba pozostalosc po muzulmanskiej kulturze.
http://www.flickr.com/photos/77841418@N02/8015209639/
Jeden starenki kafelek przedsyawiajacy koszyk z kwiatkami kupilam sobie, a drugi ukradlam z domu przeznaczonego do rozbiorki.
Zastanawiam sie nad tym obrazem w katedzre sandomierskiej za zaslona. Zaslonety obraz budzi zrozumiala i zdrowa ciekawosc (moja z pewnoscia by obudzil), przekore i az sie prosi aby zaslone zerwac gdy nikt nie patrzy. Umiesclabym obok tablice – z opisem, rysem historycznym, interpretacja i zdjeciem obrazu.
Ciekawe, ze JPII nie upomnial sie przez wiele lat aby cos z tym fantem zrobic, choc jesli dobrze pamietam, szly do niego liczne listy w tej sprawie.
Ja nie mam nic przeciw konferencji samej w sobie. Rozmawiać o obrazie i kontekstach można jeszcze latami. Ale – jak zasugerowała Monika – pewne gesty mają znaczenie symboliczne. Odesłanie malowidła do magazynu miałoby dla mnie wymowę mniej więcej taką: odsyłamy antysemickie legendy tam, gdzie ich miejsce, czyli do lamusa historii. Nie twierdzimy, że ich nie było (bo przecież nie niszczymy obrazu), ale nie życzymy sobie ich obecności w naszym bieżącym życiu.
Z kolei symbolika zasłonięcia nie kojarzy mi się dobrze. Wszyscy dobrze wiemy, co jest za tą zasłoną, ale udajemy, że tego nie ma. Coś w rodzaju zmiatania pod dywan.
Wlasnie. Zaslona nie kojarzy sie dobrze i wywoluje odruch sprzeciwu.
W Hiszpanii też są piękne, pomuzułmańskie kafelki. 🙂
Prawdę mówiąc, mnie się w ogóle te Delfty do maleńkiej kabiny prysznicowej wydają trochę zbyt rozgadane, nawet w tej postaci z samymi narożnikami. Jeżeli już, to może bym dał na dole niebieskie, na górze białe i tylko jakąś bordiurkę dla przypomnienia, że to jednak Delfty. 😉
mówimy Dunkierka a to ….tylko Lublin
http://www.antik-bau-stawe.de/delfter-fliesen/
Nie mam pojecia ie kosztują, to manufaktura i cennika nie ma. Ale mozna zapytać zapewne.
http://www.fliesenmanufaktur.de/klassische-delfter-fliesen.html
do pooglądania 🙂 .
Malutkie pomieszczenia, w ktorych przebywamy bardzo krotko, moga byc rozgadane. A nawet czasami powinny byc.
W Nowym Jorku mieszkalam pare lat w bardzo starej kamienicy, gdzie kiedy dopriwadzano ciepla wode, wszystie rury poprowadzono po sciananch. Moja malutka lazienka ze splotami tych ponurych brzydkich rur (bylo ich am ze dwie tony!) zawsze mnie doprowadzala do rozpaczy.
Po powrocie z Paryza i obejrzeniu nowo wybudowanego Pompidoleum, wiedzialam cob mam zrobic. Wszystkie rury z zimna woda zostaly pomalowane jaskrawym niebieskim lakierem, wszystkie z woda goraca – ostrym (przeciwpozarowym) czerwonym. Pomalowalam sciany biala farba i lazienka zaczela spiewac. Budzila powszechne zaskoczenie i szczery zachwyt. Zajelo mi to jedno popoludnie.
Kiedy moja E. mieszkala w poblizu Victorii, tez w bardzo starym budynku, miala oddzielna ubikacje z czarna stara armatura (chyba z lat trzydziestych jeszcze) . Smetek. Nieustannie planowalam, co ja z tym kiblem zrobie – w sensie scian, marzyly mi sie jakies graffitti sprayem, ale E. nie miala odwagi. 🙄
Do zasłonięcia obrazu, ale tylko zasłonięcia, walnie przyczynił się ksiądz S. Musiał
http://www.archiwumetnograficzne.edu.pl/readarticle.php?article_id=81
http://www.friesischefliesen.de/beispiele.php – o a tu sa te podstawowe z narożnym wzorkiem po 5,50 euro.
I dużo kur dla miłośników rosołu 😉 – tylko cholernie drogie 😉 .
Wesołej narki, Siódemeczko! 😆
Narka mi brzmi jakoś tak odlotowo. 😉
Zmoro, nie uwierzysz, ale ogladalysmy z Klientka dzis te wlasnie kafle gleboka noca. Moje sa bardzo podobne, choc fabryczne.
Na tej stronie Elena znalazla jakis panel z dziwacznym wielorybem, ktory jej sie marzy, a mnie nie. Bo ona uwaza, ze w lazience powinien byc „temat wodny” np rybki. A ja uwazam, ze temat wodny w lazience jest sztampa i przed nim uciekam. Ja wole troche zaskoczenia poznawczego.
Ale nie wykluczam, ze sie ona uprze przy tym wlasnie panelu z wielorybem.
Sam mam dość wesołą i rozgadaną łazienkę, ale w kabinie prysznicowej trochę to rozgadanie ograniczyłem, bo dostawałbym klaustrofobii, gdyby się w tak małej przestrzeni za dużo wzorków na mnie pchało.
Chociaż rosół z kafelków wg przepisu Zmory mógłby mieć w łazience pewien sens. Rozebrać się jak do rosołu… 😀
tp:// http://www.ebay.de/itm/Zitronenbaum-handbemalt-Citrus-Fliesen-Wandbild-Wandfliesen-Bodenfliesen-Keramik-/290810840091?_trksid=p2047675.m2109&_trkparms=aid%3D555001%26algo%3DPW.CURRENT%26ao%3D1%26asc%3D29%26meid%3D5012631855796107424%26pid%3D100010%26prg%3D1013%26rk%3D1%26sd%3D160833394645%26
Tak mi się z Portugalią skojarzyło 🙂 .
No, jakby na tym panelu obok wieloryba był jeszcze jakiś przystojny wielorybnik, to bym zrozumiała i wybaczyła, a tak to jestem Twojego zdania, Heleno.
Czy ja dobrze rozuiem? Czy caly panel handbemalten fliesen tyle kosztuje? To cos bardzo malo? 😯
Jestem za tym, żeby na kafelku był przystojny wielorybnik – jak raz pasuje do rozbierania do rosołu! 😆 A wieloryb wystarczy, żeby był w domyśle. 😎
Linka Irka prowadzi do mojego e-mailowego adresu… Cos tam jest pokrecone…
Te rury na Pompidoleum dzisiaj raczej strasza i wygladaja juz przestarzale. Rury w lazience najlepiej wygladaja jak sa ukryte w scianach, ale jesli juz sa odsloniete to rzeczywiscie moga byc czescia dekoratorskiej inwencji.
Kazdy wystroj wnetrz (szczegolnie kuchnie i lazienki) jest zwykle wyrazeniem upodoban swojego czasu. Fajnie jest jednak zachowac czy wprowadzic na nowo jakis element przeszlych upodoban, ktory sie szczegolnie lubi. Jam taki jeden kafelek w mojej kuchni, w ktorej kafelki sa male, czarne…
Ogrzewanie juz dziala! W nocy mielismy burze z blyskawicami i piorunami, a nad ranem sniezyce i silny wiatr. Teraz swieci slonce i zapanowala cisza. Czas na spacer z wiadomo kim, nie wymawiam tego zamiaru glosno, bo one od razu leca do drzwi i stoja gotowe na bacznosc.
Ten panel z handbemalten fliesen to jednak bardziej pasuje do wloskiej knajpy. Odpada. Stracilam glowe patrzac na cene.
Kanadyjska hydraulika budzi moj szczeru podiw. Tak szybko!
Bo dzis w nocy wysmiewalam z z Kanady ogladajac w dziennikach te banknorty z poltycznie nieslusznym lisciem klonowym!
Króliku, który link: zdjęcie z ogrodu czy ten dot. obrazu sandomierskiego
Dla tych co nie wiedza: na nowych banknotach kanadyjskich umieszzono symbol Kanady – lisc klonowy, tyle ze z klonu-przybledy, nie rodzimego, tylko takiego, ktory jest przywleczonym skads chwastem! Tlusciejszy na szerokosc noz szlachetny klon z Kanady. 😆
Zdecydowanie do knajpy, ale portugalskiej :-). Nie pytaj mnie czemu 😉 . I rzeczywiście tylko tyle kosztuje.
Aga ma rację do lazienki pasuje sam wielorybnik rozebrany do rosołu bez kur.
http://www.youtube.com/results?search_query=sea+leopard&oq=sea+leopard&gs_l=youtube.1.0.0l3j0i5.36722.40282.0.44924.11.11.0.0.0.0.321.1654.0j7j1j1.9.0…0.0…1ac.1.FumCW9Vy-SM
Jakie te istoty ludzkie są tępe 😉 .
A tu filmik uzupełniający być może jeden z komentatorow miał rację podejrzewając, że chodziło o barter 😉
http://www.youtube.com/watch?v=3RDeegucCD8
To tak a propos akcentów wodnych w lazience 😉 .
Restauracje portugalskie nie powinny byc nigdzie poza Portugalia wlasciwa. Nie maja z czym do gosci. Wiec do wloskiej lub hiszpanskiej!
Irku, link mowimy Dunkierka.
Króliku, chyba coś pokręciłem ze zdjęciem 😳 . Teraz powinno być dobrze
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/SniegWL#slideshow/5835597559627652754
Okazuje sie, ze Duch Dunkierki jest juz w slowniku:
http://en.wiktionary.org/wiki/Dunkirk_spirit
Works like a swiss clock, Irku. Bardzo piekne to zimowe zdjecie.
Tak ten klonowy norweski lisc bekart na naszym kanknocie to obciach. No ale nasze banktoty sa wogole obciachowe. Dwudziestki maja plastikowe (polimerowe) „wkladki”.
Ale hydraulikow, elektrykow i fachowcow od ogrzewania/ oziebiania mamy boskich! To dlatego, ze ucza sie ok czterech lat zeby zostac takim samodzielnym licencjonowanym fachowcem.
😳 Króliku.
Skoro działa to jeszcze jedno zdjęcie dla tych co po drugiej stronie Kałuży
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/CoByTuZabracNadToZamorze#slideshow/5835578510155580242
U nas sie tez pare lat ucza, ale nie rur centralnego ogrzewania tylko zlodziejstwa. Kazden jeden sie uczy. Zabronilam Elenie zlecanie hydraulikowi zakupu sprzetu. Bo oni nawet rachunki w sklepie podrabaja. Bylam kiedys swiadkiem, jak w malym sklepie hydraulicznym sprzedawca pytal klienta, najwyrazniej hydraulika, jaka cene ma wypisac na rachunku, hehe.
Tez uslugi i tzw customer service mamy (wlaczam tu USA) na najwyzszym swiatowym poziomie. Zawsze o tym z czuloscia pamietam przy roznych przygodach w tym departamencie jak bawimy zagranica. W Nowym Jorku w hotelu jak oddalam pare rzeczy do uprania to jak zobaczylam moje majtasy pieknie poprzekladane i oddzielnie zapakowane w kolorowe bibulki to chcialam sie rozplakac.
Irku, dzis jak kamera byla nakierowana na zawieszone lojowe kule na zubrzej polanie, to najpierw zjawilo sie sporo sikorek, a poten byla inwazja sojek (i jednego dzieciola) . Chyba z szesc sztuk. Jakiez to piekne ptaki, ter sojki. I madre. Jedna kula juz sie konczyla i trudno bylo ja dziobac, bo sie zanadto chwiala. Jedna sojka sciagnela cala siateczke z resztkami pozywoenia na galaz, przydepnela ja noga i wtedy miala znacznie latwiejsze dziobanie. Dodziobala prawie do konca.
Sliczne sa sojki.
Króliku, u nas wiadomych wyrazów ludzie nie mogą nawet pomyśleć, a co dopiero wymówić. 😈 Wystarczy, że po neuronalnych łączach przebiegnie im samo spa…, a ja już wiem, o co biega.
Nie mają też szans żadne próby zamotania sprawy poprzez chodzenie ogródkami (nawet jak są tak zasypane, jak u Irka), czyli krętactwo typu „to kiedy masz zamiar perypatetyzować z tym tam kudłatym, teraz czy później?”. Kiedy pada jakiś taki tekst, natychmiast ostentacyjnie zasiadam u stóp i pojękuję dotąd, dopóki nie padnie upragnione słowo „teraz”.
Starzy, nie wiedzieć czemu, nazywają to pojękiwanie chińską torturą. 😯
Tak, o takim serwisie na Starytm Kontynencie mozna sobie tylko pomarzyc. Najsmieszniejsze, jak Europejczycy mowia z przekasem, ze Amerykanie falszywie sie usmiechaja, z automatu.
To tylko szok tak przez nich przemawia, Heleno. Przydalaby sie im kropla purytanskiej etyki pracy. Moja mlodsze siostra z Warszawy, choc byla tu juz 15 razy w czasi eletnich wakacji, tez sie nie moze przyzwyczaic. Na poczatku sugerowala, ze ta uprzyjmosc i usmiech sa ponizajace dla samych uslugodawcow!
Koty tez czytaja w myslach bez problemu.
Psy sa jakies inne umyslowo:
http://www.simonscat.com/Films/Fetch/
A jak się ma ten „dyzajn” kabiny do reszty łazienki?Bez całokształtu nie razbieriosz…
O,taką kocio-psią grafikę na całą ścianę kabiny i reszta na biało.Jest taka usługa sitodruku na kaflach.Tylko Baby może się zapowietrzyć z wrażenia i zacznie śpiewać arie……
A ja poszukuję możliwości zlecenia zrobienia fototapety 2,70×2,60 z muralem Bangsy’ego.
Reszta lazienki jest biala, procz jednego dlugiego kamiennego, matowego blatu w kolorze prawie czarnym.
Wczoraj w nocy ogladalam program w ktorym bardzo zakamuflowany Bangsy (w czarnym kapturze) wwypowiadal sie na temat inengo artysty ulicznego (nie zlapalam nazwiska). Nawet glos jego szedl przez jakies filtry i byl kompletrnie znieksztalcony.
Sa jakies firmy, ktore takie fototapety dzis robia.
Robi to np.Dekoruj.pl
Nie wiem czy do Bangsy’ego nie jest potrzeby copyright.
Sprawdzilam, ze istnieja stencile:
http://www.thestencilstudio.com/banksy-style-stencils-76-c.asp
Ale pewnie za male. Swoja droga mozna byloby zrobic na wlasnym domu, jesli mur jest w miare gladki!
Chyba potrzebny.
Jak cała biała,to ja bym walnęła całą ścianę na wprost wejścia do kabiny (tzn.wewnątrz kabiny) tymi delftami z narożnikami,bez dzielenia na pasy.A resztę zostawić w spokoju.To oczywiście najlepiej wygląda w dużej prostokątnej kabinie z szybami bez zamulających listewek.Ale pewnie jest całkiem inaczej.
Ciekawe czy za to bym poszla w Polsce do mamra?
http://www.thestencilstudio.com/banksy-style-lenin-stencil-266-p.asp
A to dla Bobika with love:
http://www.thestencilstudio.com/madonna-stencil-3662-p.asp
Gdziekolwiek teraz wchodzę, jakąkolwiek stronę internetową otwieram, ścigają mnie reklamy kafelków. 😆
Za Madonnę mogę się odwdzięczyć teamem rzemieślników, którzy choćby z sympatii do Mordechaja wykonają wszelkie robótki popisowo. 😈
http://www.thestencilstudio.com/rat-pack-1—save-money-when-you-buy-the-set-406-p.asp
Tylko trzeba na nich nakliknąć i sobie powiększyć, bo na tym małym rysuneczku (pierwszym) nic nie widać.
Dobry wieczór,
W sprawie tłustego liści klonowego chciałabym pocieszyć Królika; w ojczyźnie mamy podobny obciach, tyle że z monetami. Swego czasu jakiś szalony dyzajner wsadził na pięcio i dwuzłotówki liść dębu amerykańskiego, który do Polski sprowadzono, zamiast szypułkowego, rosnącego u nas, jak wiadomo, naturalnie.
Wiem, wiem!
Wlasnie nastapila furiacka wmiana listow z Klientla, ktora prosi mnie abym zlamala prawo obowiazujace w tym kraju.
Ona ma tam zapasowe (na pieterku) drzwi przeciwpozarowe. I ona chce miec na tych drzwiach lancuch, czego akurat nie wolno. W dodatku uparla sie by na obu drzwiach lancuchy byly znacznie ciezsze niz ten ktory jest obecnie na drzwiach wejsciowych. Ale tego nie da sie zrobic, gdyz framugi drzwi sa cieniutkie i juz mi facet z drogiej starej firmy Banhams powiedzual, ze innego miec nie moze, a na drzwiach przeciwpozarowych nie ma prawa.
Bede wiec chyba musiala wolac Macka, aby zalozyl lancuch na tych dzwiach przeciwpozarowych!
Dzizaz! Jak ja tego nie lubie!
Czy monety wycofano z obiegu?
Ciekawe jak Kanadyjczcy roziwaza swoj dylemat? Czy beda musieli nowe banknoty drukowac?
Czy monety wycofano? Ależ skąd! Biegają w obiegu i mają się świetnie! Jednogroszówki wycofują z obiegu, ale nie z powodu liścia (przed chwilą sprawdziłam, dąb amerykański jak byk :)), tylko bardzo wysokich kosztów bicia tego drobiazgu. Tego liścia pewnie nikt nawet nie zauważył, sama bym nie zauważyła, gdyby nie fachowiec pod ręką, któren się z tego dębu natrząsał.
Probowalam wrzucic zdjecia z mojej dzisiejszej wizyty w synagodze. Nic z tego nie wyszlo.
Znalazlam cos na tubie. Daje jakis obraz wnetrza.
http://www.youtube.com/watch?v=8bAoisjLaAk
Dobranoc Wszystkim. 🙂
Pewnie nic z powodu norweskiego liscia klonowego na banknocie nie wyniknie, bo w sumie ten wlasnie rodzaj klonu sie najszybciej dzisiaj rozprzestrzenia. W przyszlosci to bedzie nasz najpopularniejszy klon. No ale co sie posmialismy to nasze.
Nie wiem czy juz oglaszlam na blogu, ze skonczyla sie recesja. Sprawy ekonomiczne wygladaja znacznie optymistyczniej. Powrocila NADZIEJA. Ludzie zaczynaja wydawac pieniadze. Restauracje sa pelne po wreby i kolejki do zwolnionych stolikow coraz dluzsze. Parkingi wokol sklepow i restauracji zapchane na wdus.
Nie wiem co to za ptaszek z linki Irka, ale jest sliczny! ptaszki moge obserwowac godzinami, sa madre i takie pracowite. Jakie misterne gniazdka potrafia zbudowac, sprytnie pochowane np. w winoroslach. Jak przejde na emeryture to zostane jednym z takich ptasich obserwatorow.
To sojeczka. Blue jay. Ta co sie za morze wybiera.
Mielismy blackout o 10 wieczor. Nagle wszystkie swiatla zgasly gdzie okiem siegnac i grozila nam prawdziwa Dunkierka. Ja pare minut wczesniej napisalam do Klientki, zeby sie nie bala kolejnych rozruchow w Londynie (to a propos lancuchow na drzwiach) , dopoki na strazy stoi ten rzad, ktory serio zabral sie za nasze bezpieczenstwo i przetrzepal wladze w policji.
Wiec sie okropnie denerwowalam, zeby nie bylo zadnych rozruchow, jak je pamietam z Nowego Jorku, gdy cale miasto pograzylo sie w ciemnosci.
Ciekawe bylo to, ze w chwili gdy zgaslo swiatlo, zrobilo sie tak cicho, jak juz dawno nie pamietam. Okazalo sie bowiem, ze zyjemy w niezauwazalnym juz dla ucha halasie – cichego buczenia lodowki, bojlera, jakichs jeszcze domowych halasow.
Chcialam pobiec do E. zeby jej znalezc swieczki, ale nie moglam pociemku znalezc wlasnego klucza, choc jej kluicze wisoaly na miejscu. Ani butow zrzuconych gdzies w domu po drodze. Wiec z drzwiami otwartymi na osciez i na bosaka przez snieg pobieglam do jej drzwi, ale ona miala juz zalozony lancuch od wewnatrz i zdolalam jej tylko krzyknac przez szpare, ze ciemno jest wszedzie, a nie tylko w jej domu. Ona juz wiedziala, bo wwyjrzala przez okno.
Telefony nie dzialaly. Tylko jedna latarnia na mojej ulicy sie palila. Samochody jechaly wolniutko. Bo jest slisko.
Polozylam sie i nawet w tej ciemnosci zadrzemalam. Wyrwal mnie ze snu glosno nastawiony telewizor. Cywilizacja wrocila. a z nia cztery listy od klientki w kluczowej kwestii kafli. 🙄
Pamiętam ze szkoły taką czytankę w podręczniku do rosyjskiego – „Pagas swiet.”
I tam było mniej więcej tak.
Pagas swiet. I wsie chadili pa sasiedam i spraszywali – szto słucziłos’. I tolka adin starik skazał: – Niczewo – pagas swiet.
I raskazał nam, kak pieried riewalucjej nie było swieta.|
🙄 🙄 🙄
Tak, Heleno, w takiej ciemnosci dopiero mozna sobie nareszie poogladac gwiazdy w miescie, jezeli akurat nie ma zachmurzenia. Mam dosc podobne wspomnienia naglej ciszy w domu przy wylaczeniach pradu przy okazji sniezyc albo huraganow, chociaz u mnie tak zupelnie cicho przy huraganie nie bylo, bo wiatr wyl i jeczal za oknem.
Ladne te kafelki, nie mowiac o widokach i ptaszkach na zdjeciach Irka. 🙂 Dopiero teraz je moge sobie spokojnie obejrzec, bo ten weekend byl dodatkowo zabiegany przez lekcje muzyki Matyldy. Jej nauczyciel sporo podrozuje z koncertami, i stara sie nadrabiac swa nieobecnosc, kiedy sie da, chocby i w weekendy. Ale tak bardzo na to nie narzekam, bo przy okazji podrzucania do Cambridge ta osoba, ktorej przypadnie rola szofera dostaje darmowy koncert (za daleko, zeby podrzucic, wrocic, i potem odebrac). 😉
A jeszcze co do obrazu sandomierskiego, to za zaslona moglby pozostac, gdyby na niej zawieszono mikroskopijne zdjecie obrazu, i bardzo duze, z daleka widoczne i calkowicie wyrazne objasnienie, na czym polegalo zjawisko blood libel, i dlaczego jest ono odpowiedzialne za wiele okropnych rzeczy w europejskiej historii (i nie tylko europejskiej, bo antysemityzm rozszedl sie przeciez po swiecie).
Monika? O tej porze jeszcze na nogach? Przeciez jutro czyli dzisiaj nie wstaniesz!
Fik, bryk. Ktoś tu się zaniedbuje 😉
A ja mam w łazience kaczuszki! Rudozielone. I dekor, i kafelki (pod kaczuszkami zielone, wyżej ecru) hiszpańskie. Chciałam zieloną łazienkę, tak mi pasowało.
To jeszcze był czas, kiedy kaczuszki kojarzyły mi się wyłącznie miło 😉
Dzień dobry 🙂
zimno, biało i słoneczko nieśmiało przedziera się przez chmury.
Dzień Babci. Wszystkim Babciom radosnego świętowania 😆
Stawiam kawę, herbatę i domowe ciasto orzechowe. Jakby ktoś potrzebował co nie co na wzmocnienie, to też się znajdzie 😉
Dzień dobry 🙂
Przez ten kopny śnieg za oknami czuję się dosyć rodzimie. 🙂 W Nadrenii takich śniegów przez wiele lat nie było i chyba jeszcze tylko najstarsi niziole (to jest nizinny substytut górala) przechowywali po strychach biegówki i sanki. 😉
Ale w związku z globalnym ociepleniem zimy w ostatnich kilku latach zrobiły się znowu mroźniejsze, czasem nawet białym zdrowo przysypie i sanki wróciły do łask. Tylko choćby symboliczny pagórek dla nich znaleźć bardzo trudno. Ale zdeterminowana dzieciarnia potrafi. 😀
Wczoraj szedłem przez cmentarz, którego jeszcze – dzięki weekendowi – nikt nie zdążył odśnieżyć i skrzypiało mi pod łapami jak w Lewniowej albo w Bukowinie Tatrz. Do tego stopnia było swojsko i dziecięco, że tylko resztki rozsądku powstrzymywały mnie przed padnięciem w ten śnieg całym psim jestestwem i wykonaniem modelowego orła. 😆
Niech mi kto mądry wytłumaczy, dlaczego w związku z globalnym OCIEPLENIEM zimy są MROŹNIEJSZE? 🙂
Pani Kierowniczka nie musi się tłumaczyć, my tu dobrze odróżniamy kaczuszki od kaczuszek. 😆
Jasne, że Panikierowniczkowe to nie są żadne tam wredy, tylko te, co nie wiedziały, że wieszaki są tak duże, duże, duże. 😎
Gdzieś, kiedyś czytałem jakieś okropnie mądre (i długie) meteorologiczne wyjaśnienie zjawiska mroźniejszych zim jako efektu globalnego ocieplenia, ale widocznie to było jednak za mądre, bo już zdołałem zapomnieć, jak to w detalach szło. 😳
W każdym razie miało coś wspólnego z golfsztromem. 🙂
Bobiku, wczoraj jak ie zrobilo bez swiatla, wyjrzalam za okno i zgadnij co widze? Na moim trawniku baraszkuja dwa lisy!
Moze zreszta nie baraszkowaly, tylko sie zagryzalo na milczaco. Moglo pojsc o te dwie kromki przyschnietego chleba, ktore wyrzucilam przez kno sypialni dla ptakow jak jeszcze bylo jasno.
Wyszedłem do ogrodu, żeby zanurzyć ogon w śniegu i uzyskać wskutek tego coś w rodzaju rośliny ozdobnej. Bo ja mam ogon typu husarskie skrzydło, tylko miękkie i kudłate. Po solidnym ośnieżeniu robi się z niego efektowny bukiet, którym uroczyście mogę zamerdać Babciom. 😀
Okolicznościową kawę też wyżłopię, a jakże. Babcie są bardzo pożyteczne i trzeba o nie dbać, a nade wszystko chronić je przed szarganiem ich dobrego imienia przez producentów żywności. 🙂
Na pewno się tylko wygłupiały, Heleno. Lisy należą do psowatych, więc nie mogą być takie durne, żeby z byle kromki suchego chleba robić widły. 😎
Szkoda, że Mar-Jo nie udało się zrobić zdjęć w synagodze. Co własne, to jednak własne. 😉
Dziękuję Bobiku za pomerdanie 🙂
Słuchajcie, czyżbym była jedyną Babcią na tym blogu? Jeżeli tak, to chyba jakiś Status mi się należy 🙄
Poproszę o Statusa, Bobiku 😎
No, chyba żeby mi się nie należał 😉
A bo Pani Kierowniczka jest zacofana i nie wie, że już nie ma globalnego ocieplenia i nikt nie da grantu na globalne ocieplenie. Teraz się mówi „globalne zmiany klimatyczne”, a kto uważa inaczej, jest imperialistą, świnią i krwiopijcą, albo jeszcze gorzej.
I jak mi załatwicie grant, to wszystko objaśnię, a tak mi się nie chce. 😎
Babcią na pewno jest też Wanda TX. Jeżeli nikogo więcej sobie nie przypomnę (albo się nie zamelduje), to z przydzieleniem dwóch Statusów powinienem jeszcze jakoś wyrobić. 🙂
Najgorzej, to jak Statusy trzeba produkować hurtowo. 😉
Psiakrew, kolejne dziecko kapitana granta. 😈
Za co ten cały przychówek utrzymać? 😯 Bozia dała kapitanowi dzieci od groma, ale na dzieci to już łoży z oporami i barierami. 🙄
Gruess Gott! 🙂
Bobiku, udalo sie zrobic zdjecia, nawet sporo.
Nie udalo sie ich wrzucic. Mam tez zdjecia pomnika Frycka przed i po odsniezeniu. Dziwnie czulam sie stojac na pomniku za Fryckiem. Tak troche dostojniej. 🙂
A, to coś mi się pomerdało. 😳 Ale to tym lepiej, że zełgałem jak pies. Jeśli fotki zrobione, to sposób na wrzucenie jeszcze się może znaleźć. 🙂
Student Avaaz chyba postanowił być tryndowy. Przysłał mi dziś maila (petycja w sprawie zmodyfikowanego genetycznie łososia) o tytule „Atak ryby Frankensteina”. 😯
Posłałem go do diabła, czyli do kosza. Nie ze mną, Brunner, te tabloidowe numery. Z takim tytułem nie podpiszę niczego, choćby słuszność świetlistym fajerwerkiem po ślepiach chłostała! 👿
Inna rzecz, ze dobrych pare lat temu byl jakis ogolnoswiatowy survey dotyczacy lososi z hoodowli, po ktorym obie z E. znaczaco ograniczylysmy spozycie lososi europejskich, poniewaz wiekszosc zawierala takie ilosci antybiotykow i metylene blue (tym sie leczy ryby w akwariaich jesli zapanuje epidemia, zwlaszcza chorob skornych), ze naukowcy radzili by tych europejskich lososi nie spozywac czesciej niz 2- 3 razy w miesiacu. Amerykanskie i kanadyskjie hodowlane byly znaczaco zdrowsze do spozycia! Ale ten survey byl robiony ze 20 lat temu i moze sie cos zmienilo. Ja wciaz czasami kupuje, choc nie tak czesto jak kiedys, ale E. przestawila sie kompletnie na lososia dzikiego – parokrotnie drozszego i koloru znacznie bardziej bladego niz te z hodowli.
Te dzikie sa jednak sezonowe i choc sa w sprzedazy caly rok, wczesniej mrozone nie umywaja sie do swiezych, o czym sie przekonalam w tym roku w Ameryce (nieocenione Healh Foods, ale nawet w supermarkecie Publix byly do zdobycia – i roznica jest naprawde wielka!) . Za mrizonymi dzikimi nie przepadam, ale te swieze!!!! Wtedy sie rozumie dlaczego losos byl zawsze najbardziej luksusowa z ryb.
A ja sobie odczytałem wczorajsze rozmowy o urządzaniu wnętrz i jakby ktoś był ciekawy pod czym jestem, to jestem pod wrażeniem, najbardziej tej belgijskiej manufaktury. Kumulacja jest w totka, zagram sobie, bo mam cel. 🙂
Belgowie bardzo sie wycwanili w „podrobkach” perskich dywanow i kafli, to prawda.
Polecam Kordobe –ale bardzo goraco – zwlaszcza w pelni lata i konieczny swimming pool—-ach, jakze piekne kafelki 🙂
Lososie norweskie …. u nas caly czas w sprzedazy,,,,a dzikie drozsze i rzadkie. Nie moj „sort” ryby. Sledz, sledz i jeszcze raz…..holenderski sledz 😉
Chopin z Monachium zastępczy bez śniegu 😉
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/Monachium2011#5580522590364650818
plus pięć następnych.
Dziekuje bardzo. Po odsniezeniu „moj” pomnik tak samo wyglada. 🙂 Tylko w tle duzo sniegu.
Dzień dobry. Mam pytanie do Mordki, jako Autorytetu oraz do wszystkich szczęśliwców, którzy mają zaszczyt być personelem. Co zrobić, kiedy Kot ma zaparcie oraz ciężką paranoję? Zaparcie jak zaparcie, tłumaczyć nie trzeba. A kocią paranoję już objaśniam.
Otóż mame i tate chcą otruć Furkota. Wkładają do jedzenia tabletki i dlatego jedzenie stało się Niebezpieczne. Picie też. Bezpiecznie napić można się co najwyżej ze szklanki z wodą, którą mame stawia sobie samej przy łóżku. No i jak mame na oczach Kota wlewa tę wodę ze szklanki do kociej miski. Ale jeśli nie widać, jak nalewa, to pić nie można, bo nie ma pewności, czy czegoś tam nie Dosypali. Z jedzeniem jest jeszcze gorzej, bo mame kroi na kawałeczki pyszną pieczeń, do jednego z kawałków wkłada tabletkę, po czym to wszystko polewa cudownie pachnącym sosem. Nie wiadomo niestety, w którym kawałku mięsa jest tabletka, więc choć jedzenie kusi zapachem, jeść nie wolno. To wie każdy Kot. Jeść można tylko to, co się Ukradnie. Mame już to zauważyła i próbowała nawet upuszczać, niby to niechcący, zatrute jedzenie, ale naiwnie te jej podstępy wyglądają i żaden Kot nie da się nabrać.
Pozostaje pytanie, jak Kotu paranoikowi podać cokolwiek z oliwą, czy środek przeczyszczający?
Oliwa jest bardo ddobra na zaparcia. Ale Furkot moze odmowic jedzenia albo Personel nie bedzie mu umial wlac do pyszczka pol stolowej lyzki oliwy.
Czy w domu jest srodek na klebki siersci w zoladku? Tzw. Hairball remedy?
Jesli jest, to 3-4 cm tej mazi wyciskanej prosto z tubki i podsunietej pod pyszczek , za ktora koty zazwyczaj przepadaja, pownno go wyleczyc z zaparcia. Sa jeszcze inne metody. Lyzeczka surowego siemienia lnianego wymieszana z jakims mielony surowym mieskiem.
Kiedys Mordka, potracony przez samochod, mial lapke w gipsie. Przebywal w tym gipsie ze trzy lub wiecej tygodni, czas spedzal glownie w wozku inwalidzkim odstapionym mu przez E i ustawionym przed akwarium, no i dostal straszliwego zaparcia – z braku ruchu.
A poiniewaz trudno mu bylo schodzic po schopdach, to na noc dostal dodatkowa kuwete w mojej sypialni.
Od siedmiu dni sie nie wys..al, brzyszek mial twardy jak kamien, a im twardszy mial brzuszek tym bardziej byl markotny. Sidmego dnia z rozpaczy wymyslilam ze dam mu przed snem troche blonnika. Pozyczylam od E. siemie lniane, rozmieszalam w mielonej cirlecinie, ulozylam kota na fotelu obok i zasnrlam. O trzeiej w nocy budzilo mnie bardzo glosne pierd.enie i zapach tak powalajacy, ze tylko obrazy swiete wynosic z domu.
Mordechaj nareszcie sie wypreoznil i tak natychmiast poweselal , ze zaczal biegac po pokoju z radosci! Byla trzecia w nocy, ale poszlam do sypialni E, obudzilam ja i powiedzialam: Otwoeramy szampana! E. juz sama poczula nosem z jakiego powodu. I tak sie ucieszyla, ze wypilysmy po kieliszku na czesc solidnej, twardej jak kamien kupy naszego ukochanego Kotka.
Furkotowi dodatkowo nalezy od czasu do czasu masowac brzuszek jak niemowleciu, okraglymi ruchami w kierunku drugiego konca KOta. Delikatnie. Jesli pozwoli. No i duzo plynow.
To, ze odmawia jedzonka, tym bym sie nie przejmowala. Weterynaria swiatowa nie zna przypadku kiedy Kot sam z Wlasnej woli zaglodzil sie na smierc. Pewnie go dlawi w brzuszku i nie ma apetytu.
Ale troche oliwy staralabym sie w niego wlac. Albo pojsc do sklepu i kupic Hairball Remedy. To ma zapach maggi albo amgielskiego smakolyku pod nazwa marmite i koty bardzo to lubia.
Albo lyzeczke siemienia lianego wymieszanego z dobrym surowym mieskiem.
Mamy MaltPastę. Furkot jej nie lubi 🙁 Zjada, kiedy wymieszam z mięsem. Ale teraz nawet na to nie daje się skusić.
Nie lubi MaltPasty???!!! Toz to delicje! Mordka mnie nieraz pobil lapami, kiedy za wczesnie odstawialam tubke od pyska!
Nie lubi, dziwak jeden
Wiadomo, że każden Kot lubi co insze. Znam i takiego, któremu oliwy nie trzeba podstępnie wciskać, bo zji cokolwiek, byle było polane oliwą. 😯
Z obserwacji mogę powiedzieć, że moi Starzy dla przemycania tabletek nigdy nie stosują czegoś zwartego, jak np. pieczeń, tylko papki w rodzaju pasztetówki, mielonego lub rozdeptanego tuńczyka z puszki (sam z siebie ma dużo oliwy, ale można jeszcze dolać). Jeśli to ma być dla Pręgowanej, tabletkę dzielą na kilka części, każdą rozgniatają i nadziewają tym maleńkie kuleczki papki (oczywiście tak, żeby P. nie widziała), a potem podają po jednej niby od niechcenia, przechodząc przez kuchnię, albo odrywając się na moment od garów. Inną bardzo dobrą metodą, która może skutkować w przypadku paranoi, jest „przypadkowe” zostawienie takich spreparowanych kąsków na stole kuchennym i wyjście. Zwłaszcza Koty, które świetnie wiedzą, że na stół im wchodzić nie wolno, nie potrafią się w takiej sytuacji opanować i rabują na potęgę.
Generalnie jest tak, że każdy źwirz ma jakieś żarcie tak ulubione, że oprzeć mu się nie potrafi i trzeba tylko wiedzieć, co to takiego. 😉 Do wciskania tabletek najlepsze jest oczywiście żarcie o silnym własnym smaku, który maskuje przemyt.
A niejedzeniem, które jest spowodowane tylko paranoją czy fochami, nie chorobą, przejmować się rzeczywiście nie ma co. U nas zawsze się wychodzi z założenia: zgłodnieje, to sam poprosi. Sprawdza się u całej zwierzyny, włącznie z Młodym. 😈
Dziś właśnie zostawiłam na blacie kuchennym, zupełnie przypadkowo oczywiście, mięsną kulkę z tabletką przeczyszczającą. A Kot dziś jak na złość przypomniał sobie o przykazaniu „Nie kradnij”.
Dobrze, że paranoiczna obawa przed piciem mu przeszła. Niejedzenie przez chwilę na zdrowie mu wyjdzie, bo gdzieś sobie dodatkowy bufet znalazł i nawis mu się pod brzuchem zrobił. Tylko skoro nie je, to mu się niczego nie da w jedzeniu przemycić, a do pyska mu nie umiem wlać 🙁
Dziękuję za poradę o siemieniu lnianym. Jak już zacznie jeść, będę mu trochę dosypywać. Na razie niech go wet przeczyści.
Do takiego rozdeptanego tuńczyka w oliwie można domieszać siemię albo otręby, kiedy Kot nie patrzy. Potem takiej pasty, już na oczach Kota, trzeba nałożyć sobie grubo na kawałek chleba, ostentacyjnie odgryźć kawałek, a następnie z niechętnym „no masz już, masz, niech ci będzie” strząsnąć pastę do kociej miski, chleb konsumując do reszty. Nawet największego paranoika powinno to przekonać, że tabletki tam nie ma. Oczywiście pod warunkiem, że uwielbia tuńczyka. 🙂
Zastanowiłem się właśnie, jaki to jest nie mój sort ryby i w sensie gatunkowym nie znalazłem, tzn. nie spotkałem się z takim osobiście (nawet rekin, do którego pierwsze podejście miałem dość nieudane, w drugim okazał się całkiem, całkiem). Są tylko nie moje sorty przyrządzania ryby. Na przykład po szwedzku, na słodko (brrr!!!!). Słynny śmierdzący przysmak islandzki chyba też nieszczególnie by mi podszedł. 🙄
Zakladajac, ze Furkot lubu tunczyka z puszki. Chlopaki nigdy nie tykaly, zwlaszcza w oleju, ale czasami sie daly namowic na lososia z puszki, w wodzie i tylko czerwnego, nie rozowego. A i tak w malych dozach. Z ryb przyrzadzanych tylko krewetki i dorsz w bialym sosie pietruszkowym, z rzadka losos. MIlej widziane zawsze byly miesa: jagnie pieczone , bazant, kaczka dzika i domowa, kurczak, szynka -byle nie pakowana uprzednio w plastiku, bez czegos co sie nazywa benzoic acid, powodujacy gwaltowne rzyganie niemal natychmiast po przelknieciu.
Z indywidualnych upodoban – Mordechaj bardzo lubi croissanty i skonsy, zas Pickwick uwielbial fabryczny rice pudding, na slodko.
I po weterynarzu. Kota sponiewierano 🙁 Dostał głupiego jasia, a potem lewatywę. Reszta atrakcji będzie w nocy 🙄
Furkot lubi ryby, ale rzyga po nich jak kot. Po czym on zresztą nie rzyga… Wiem, po chrupkach Royal Canin, puszce bażantowej Evengers oraz pieczonym indyku.
Od wczoraj jestem w szponach hazardu!
Kupilam w sklepie przy Judisches Museum:
http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Dreidel_001.jpg&filetimestamp=20091015031045
Wygralam (sama od siebie) mnostwo czekoladek. Dobre byly.
Mar-Jo,
a kumulacja była? 🙂
Pis i przbudowki lacznie z jego zbrojnym moherowym ramieniem zamierza najwyrazniej zrobic zadyme na pogrzebie starej Kaczynskiej.
Oni chca pochodami i masowkami rozhustac stolice i kazda okazja sie do tego nadaje.
Sprytnie, Mar-Jo! Zakładam, że wygrane nie tuczy, a od przegrywania się chudnie? Może też coś czasem do siebie przegram i od siebie wygram. 😎
Chciałabym stanąć w obronie Furkota: on nie ma paranoi, tylko zdolność obserwowania i wyciągania logicznych wniosków. ❗
Stado jelonkow sie pozywia:
http://www.lasy.gov.pl/zubr
Irku, kumulacja (duza!) byla. Zaczne chyba wprowadzac do puli zapalki.
Prawicowe próby zadym to już właściwie rutyna. Ale właśnie przeczytałem o takim odjeździe w prawo, że nawet mnie, szczeniakowi, co już z niejednej miski spożywał, ślepie trochę zbielało. Prawica organizuje obchody rocznicy śmierci Ludwika XVI, oskarża przy tym rewolucję francuską m.in. o spowodowanie rzezi Ormian, powstanie „krwawej bolszewickiej utopii”, a Komunę Paryską ocenia jako zbrodniczą. 😯
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,13270881,Prawica_czci_rocznice_smierci_Ludwika_XVI_i_komentuje_.html
Jak tak, to ja oskarżam Bolesława Wstydliwego o niedobór plaż dla nudystów i żałosny poziom edukacji seksualnej w szkołach! 👿
Polskiej prawicy chrześcijańsko-patriotycznej, jak lubi byc nazywana, wszytkie słowa zaczynające się od „komun” kojarzą się z fanatycznym antyklerykalizmem. Niedługo zaczną zwalczać komunikację miejską. Tylko co zrobią, kiedy przyjdzie kolej na komunię świętą 🙄
Może komunię świętą prawica ch-p odeśle na cmentarz komunalny? Zawszeć to poświęcone miejsce. 😈
Może przestaną też klepać komunały 🙄
Posikalam sie ze smiechu czytajac ten link i Wasze do niego komentarze.
W sumie to ja mysle, ze dobrze, ze sie swiatem zajeli. Beda mieli mniej czasu na Zydow. A swiat jakos to przetrzyma. Ma inne, wazniejsze rzeczy na glowie.
Wyobrazacie sobie, ze te ciemniaki sakramenckie moglyby byc dzis u wladzy ? 😯
Bardzo mi sie tez podoba „prawica ch-p” 😳
Hehe. Ja sądzę, że na Żydów zawsze czas się znajdzie. W końcu trudno przypuścić, żeby antymonarchizmu dopuszczali się czystej krwi aryjczycy. A kto to był ten cały Dąbrower, to wiadomo, choć nosił piękne, prapolskie imię Jarosław. 🙄
Ja mialam nadzieje, ze Zydzi troche sie rozmyja poki trwa debata o winach (zydo)Komuny Paryskiej. Safety in numbers, so to speak.
Bobiku, mi też Avaaz przysłał tego maila. A że dzisiaj miałam ostatnie zajęcia z przedmiotu o nazwie Gothic and Horror, dodał ładnego tematycznego smaczku. 😉
A że prawica ma coraz bardziej absurdalne pomysły, to dobrze. Może w tych inteligentniejszych i rozsądniejszych ich zwolennikach zasieje to ziarno wątpliwości.
Chociaż głupie wypowiedzi niektórych działaczy z lewej strony moich przekonań nie zmieniają. 🙄
Mój A. (zmarły lata temu mąż) dostał zupełnej fiksacji na punkcie swojego pierwszego psa, labradora Zbigniewa (domyślacie się, kto go zmusił do kupna szczeniaka). Zbigi, jak to labradory, był psem nadzwyczaj łakomym, a A. postanowił mu sam gotować strawę, podejrzliwy wobec fabrycznej. Zaopatrzył się w tym celu, za niemałe pieniądze, w wielki gar z francuskiej nierdzewki i raz w tygodniu targał do domu zakupy: kurczaki, mostki cielęce, kaszę jaglaną, pęki marchwi i pietruszki. Gotował, a gdy żarcie wystygło, wkładał obie dłonie i wyjmował kostki, rozgniatając przy okazji rozgotowane jarzyny. Zbigniew chłonął każdy jego ruch. Następnie A. wyjmował plastikowe pojemniki i porcjował żarcie, umieszczając je w zamrażalniku. A wtedy Zbigniew rzucał się na resztki w garze, niemal do niego wchodząc. Każdego rana A. wyjmował jeden pojemnik, wkładał do mikrofali i podawał Zbigniewowi w eleganckiej misce. Następował błyskawiczny wsys, a gdy Z. dochodził do wniosku, że mu mało, dzwonił miską o podłogę.
Przemknęło mi kiedyś przez myśl, a było to z ćwierć wieku temu, że należałoby może napisać książkę kucharską dla psów (czy wręcz labradorów). Już w oczach widziałam tę kasę, bo rzecz się działa w Ameryce, a labradory były wtedy najliczniejszą rasą. Myślałam sobie nawet, że może dokooptuję jakiegoś weterynarza, żeby książka była odpowiednio unaukowiona.
Zaraz potem zajrzałam do ulubionej księgarni, żeby sobie kupić jakąś belle lettre. Kiedy przechodziłam obok półki z aktualnościami, stanęłam jak wryta: stała tam książka kucharska dla psów. Jej autor, po prostu drań, najwyraźniej wyczytał mi pomysł w myślach.
I tak to nie zbiłam fortuny.
A propos lub nie a propos: własnie kazano mi wziąć udział w ankiecie „Po co literatura”.
Też nie wiem. 🙂
Książka kucharska dla psów to bardzo dobry pomysł. Założę się, że tamta wcale nie była dla psów, tylko dla ich właścicieli. Książka dla psów jest więc nadal niezapełnioną niszą na rynku. Bobik byłby świetnym konsultantem 😎
Mozna by było pomyślec od razu o książce kucharskiej dla kotów, ale tak sobie myślę, że chyba by się nie sprzedawała. Koty raczej nie lubią same gotować. Za to konsultantów do kociej książki kucharskiej tu u Bobika multum 🙄
Wlasnie: po co? Kiedy zycie jest takie ciekawe!
Ide teraz zaganiac Stara do lozka, bo jutro ma gdzies isc z E.
O nieludzkiej porze – 12 w poludnie.
Jest bardzo slisko, a noca temoeratura ma spasc do arktycznych -3, a nawet moze i -4.
Ale ta ciekawość życia potrafi być bardzo męcząca (por.: obyś żył w ciekawych czasach). Literatura jest więc po to, żeby się ponudzić i odpocząć. 😈
Czy praca konsultanta książki kucharskiej polega na tym, że przepisy przerabia się na rymowane? Jak tak, to proszę bardzo, mogę pokonsultować. 😀
Myślę, że taka praca polega głównie na jedzeniu opisywanych w książce specjałów oraz doradzaniu, co powinno znaleźć się w książce kucharskiej dla psów. Z ręką na sercu, Bobik, nie znam większego autorytetu w tej dziedzinie niż Ty.
Co daje rycyna zmieszana ze święconą wodą?
Ruchy religijne 🙂
Praca polegająca na jedzeniu też mi pasuje. Mam przy niej poczucie samorealizacji. 😎
Jak tej książki wtedy nie napisałam, to już odpuściłam. Bobiku, do dzieła. Z rymami i średniówką. To fakt, że książka pisana przez psa mogłaby niejednym zaskoczyć dietetyka w tej dziedzinie, np. skradnij surową kość, zakop na trzy dni w piachu i obgryź do białości.
Duża pudlica, towarzyszka mojego dzieciństwa, niemal siostra, po szczenięcej nosówce – a nie było w tej zamierzchłej przeszłości szczepionek – stała się wegeterianką. Uwielbiała surowe obierki, jajka we wszelkiej postaci, zwłaszcza kogel-mogel, a także, i od tego nie można jej było oduczyć, końskie gałki. W tamtych latach po Żoliborzu jeździły furmanki z węglem czy głowami kapusty, więc miała pod dostatkiem tych delikatesów.
Co mi przypomina często spotykaną w Central Parku młodą kobietę, posiadaczkę wychudzonej owczarki berneńskiej, która buszowała po krzakach, wsuwając zatłuszczone papiery po hamburgerach czy kurczakach. Kobieta była zapiekła wegeterianką i w tej religii wychowywała swego psa. Dopiero A. jej wytłumaczył, że psu należy się mięso. Odtąd z obrzydzeniem mu je podawała.
Ot, kilka tematów do przyszłej Xięgi Dyktowanej Nosem.
Zeen, ten przypadek medyczny jest bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Bo taki ruch religijny potrafi również iść w zaparte. 😛
Też znam jedną Psicę zmuszaną do wegetarianizmu. Jej pańciuś, pewnie dla uspokojenia nieczystego sumienia, twierdzi, że ona mięsa nie lubi. Ha! Widziałem, jak nie lubi, kiedy była u nas na przechowaniu urlopowym. Nie bacząc na żaden savoir vivre odpychała mnie od mojej mięsnej michy, a dużo większa ode mnie urosła, niestety. 👿
Wychudzona to ona nie jest, mimo tej jarzynowej spyży, ale szczęśliwa chyba też nie. 🙄
Uświadomiłem sobie, że kiedyś u Kierowniczki już wrzuciłem coś w rodzaju konspektu powieści kulinarno-muzycznej dla psów. Ale nie kończyła się happy endem. 🙄
W il giardino di amore
ktoś hodował piesków sforę
i – dobrego grając pana –
bardzo dbał o ich organa.
Wciąż podsuwał im, jak leci,
paróweczki prosty flecik,
wciąż serwował coś na ząb,
przy dostojnych tonach trąb.
Dźwięcznie wdzięczył się klawesyn,
pieski żarły niczym biesy –
każdy tłusty, nie jak patyk,
każdy wielki, nie skarlaty.
Rajski ogród, rajski żywot,
w miskach zamiast wody piwo,
na życzenie fis lub ges,
ach, jak to uwielbia pies.
Cuda wizja, ale krótka,
nagle krzyknął ktoś: pobudka!
I – z niechęcią, pełen żalu –
piesek ocknął się w realu.
No, nie jest to taki unhappy end. Mógł się pies obudzić i pognać do michy. Ty, Bobik, już chyba wszystko napisałeś, zawsze wytrząśniesz gotowca z łapy.
A ja ciągle rozmyślam, żeby się nie zbłaźnić, po co literatura. Na razie wypowiedziała się Julia Hartwig. Czy ktoś może wie, ile jest matematycznych kombinacji 25 liter?
Chyba 25!
Ale pewnie źle pamiętam, Andsol by mnie słusznie wyśmiał. Rachunki miałem ostatni raz za Gierka.
Jak akurat nie mam pod łapą gotowca, to zawsze mogę go sobie szybko napisać. 😆
O kombinacjach matematycznych na pewno wiedziałby andsol, ale on się przeprowadza i nie jest pewien, czy w ogóle żyje. Na mój niematematyczny rozum trzeba by tu wyliczyć silnię z 25, ale samemu liczyć mi się nie chce, bo Sierżant Gugiel robi to wiele szybciej. 😉
A jednak 😎
http://pl.wikipedia.org/wiki/Permutacja#Permutacja_bez_powt.C3.B3rze.C5.84
Od czasu do czasu jeszcze coś trybię. Na wszelki wypadek w tym miejscu dobranoc. 🙂
O, Wodzowi poszło w tym samym kierunku, co mnie. 🙂
A tu jakiś pracuś już policzył:
http://coloner.friko.pl/
Dzięki bardzo. Żebym wiele z tego zrozumiała, to nie powiem. Co to jest bowiem to E na końcu ciągu liczb? I co się z nim robi w tym rachunku? Proszę o wyjaśnienie tępej.
bez zaniedbani i bez ociagania
🙂 🙂 🙂
brykam 😀
fikam 😀
szeleszcze 😀
herbata
Tereny
S-Bahn
pozycje
brykam fikam
padalo padalo padalo, zima jak z dziecinstwa 😐
WSPANIALE po prostu 😀 😆
Ciapciaki żeście…
Kumie chyba jednak nie o to chodziło. Przecież 25! to ilość możliwych ułożeń zbioru składającego się z 25 liter a tu chodzi o możliwość wszystkich kombinacji z wykorzystaniem tych 25 liter, czyli począwszy od jednej, poprzez dwie, trzy aż do 25. No to teraz to już macie z górki, wynik właściwie podałem na tacy 😉
Bobiku, to Ty dales linke (o/z) Dawida Wildsteina?
tutaj glos Pani Bielik-Robson
http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130120/miedzynarodowka-nacjonalizmow-i-jej-granice
a dla frakcji jeszcze troche o odmowie badan po domniemanym gwalcie
http://www.tagesspiegel.de/weltspiegel/skandal-in-koeln-aggressive-abtreibungsgegner-schicken-detektive-inkliniken/7667064.html
kurcze, Benedykt XVI klania sie nisko………….
Dzień dobry 🙂
Jak tak dalej pójdzie z tym śniegiem i mrozem, to chyba będziemy musieli od Anglików wypożyczyć Ducha Dunkierki. 😉 Zwyczajne odśnieżanie już tu i ówdzie przestaje wystarczać.
Idę szybko wychłeptać kawę, zanim się okaże, że wszędzie już tylko iced coffee 😎
Osiem godzin spania! Z jedna malutka przerwa aby sprawdzic czy spie! No, takiego to juz dawno nie pamietam.
Lecimy z E do jej okulisty!
To ja dałem linkę, Rysiu i cieszę się, że Ty dałeś kolejną, bo w tekście Bielik-Robson są różne rzeczy, które i mnie chodziły po głowie. Tylko mnie chodziły może krócej i prościej, jak to szczeniakowi. 😉
Nie każda prawica musi być nacjonalistyczna, ale w Polsce ona taka po prostu jest i jeżeli ktoś do niej zgłasza akces, to powinien sobie z tego zdawać sprawę. A nacjonalizm, w jakiekolwiek nowoczesne ciuchy by się nie przebierał, zawsze opiera koncepcję wspólnoty na starej zasadzie Blut-und-Boden. I dużą naiwnością jest przypuszczenie, że Wildsteina lub jakąkolwiek jednostkę „obcej krwi” nacjonaliści będą skłonni uznać za ważniejszą od tej zasady. Wobec Narodu jednostka niczym, jednostka zerem. 😛
Mawia się, że przed wojną każdy endek miał „swojego Żyda”, który służył mu za usprawiedliwienie czy zasłonę dymną – proszę bardzo, jak Żydzi są grzeczni, mówią to, co chcę usłyszeć i nie pchają się, gdzie nie ich miejsce, to mogę ich tolerować. Dla prawicy takim swoim, pokazowym Żydem był już Wildstein Starszy. Być może Wildstein Młodszy wszedł w to dziedzictwo nie zastanawiając się, co ono praktyce oznacza. Ale kiedy miał okazję do zastanowienia się, nie bardzo z niej skorzystał. Znoszony łach z emblematem „Wildstein jest okej, ale tak w ogóle Żydzi są źli” przewrócił tylko na drugą stronę, gdzie stało „Ziemkiewicz dał plamę, ale tak w ogóle prawica jest dobra” i uznał, że jest dalej do noszenia. A było ciepnąć łach do śmietnika i zobaczyć, że król jest nagi. 🙄
Tylko jakby tak dokładnie przyjrzeć się tej czystej polskiej Blut, to zapewne okazałoby się, że być może parę promili mieszkańców Polski załapuje się do tej kategorii. Cała reszta to mieszańcy aż miło.
Z drugiej strony kundle mądrzejsze są zazwyczaj od rasowych psów, więc znowu coś mi nie gra 🙁 .
@Bobik 22 styczeń 13, 12:28
„…Nie każda prawica musi być nacjonalistyczna, ale w Polsce ona taka po prostu jest i jeżeli ktoś do niej zgłasza akces, to powinien sobie z tego zdawać sprawę….”
Powyższe zdanie zupełnie nie opisuje rzeczywistości w Polsce. W Polsce mamy całą gamę prawicy. Główna partia rządząca i główna partia opozycyjna to partie prawicowe. W obu są różne nurty. Używając jako skrótu myślowego pewnych odniesień historycznych znajdziemy w PiS i w PO liberałów, konserwatystów, piłsudczyków, chadeków. W PiS dodatkowo endeków a nawet monarchistę 🙂 Są też silni na prawicy zdeklarowani zwolennicy Europy federacyjnej (np. Zdzisław Najder). W samej delegacji parlamentarnej PO ma Pan gamę postaw od euroentuzjazmu (Róża Grafin von Thun und Hohenstein) do eurorealizmu (Saryusz-Wolski). W PiS są postawy od euroealizmu do eurosceptycyzmu. Żadna z powyższych nie jest nacjonalistyczna a ciągle mówimy o prawicy.
W partiach pozaparlamentarnych gama odcieni prawicowych jest jeszcze szersza i mieści się od skrajnych liberałów (UPR) do faszystów (NOP). Są także silne intelektualnie i reprezentowane w Europarlamencie środowiska europejsko-chadeckie w rodzaju ekipy „Teologii Politycznej” czy niektórych polityków PJN”
Wiem, że miło sobie uprościć skomplikowaną rzeczywistość i ustawić miliony ludzi do kąta z napisem „nacjonaliści”, ale wtedy opisuje się raczej własne niedostatki analityczne albo postawę polemiczną, niż dzieli się sensowną diagnozą.
@Helena
„…na pogrzebie starej Kaczynskiej….”
Nie przesadziła aby Pani z brakiem kultury? Rozczarowujące.
Witam Warszawiankę i od od razu zgadzam się z tym, że posłużyłem się skrótem myślowym. Wziął się on stąd, że my tu w tym gronie rozmawiamy już od dawna i zakładam, że stali bywalcy moje skróty rozumieją. Przyznaję, że innych czytających nie wziąłem pod uwagę.
W tej chwili akurat nie mam czasu, żeby wdać się w dłuższe wywody, więc dalej w pewnym skrócie uściślam, że chodziło mi przede wszystkim o większość prawicy pisowskiej plus mniejsze, ale hałaśliwe ugrupowania, które nacjonalizm wręcz mają wypisany na sztandarach. Mógłbym też dołożyć sformułowanie „polska prawica widziana z zewnątrz”, ale wiem, że to znowu byłby skrót, z którego później musiałbym się tłumaczyć, więc nie dołożę. 😉
Uczciwie uprzedzam, że na razie ani wypowiedzi nie rozwinę, ani nie odpowiem na ewentualną polemikę, bo muszę się odłączyć od netu i wyjść.
Zmoro,
jednak nieco więcej 😉
http://pl.wikipedia.org/wiki/Haplogrupa_R1a1_(Y-DNA)
Tez witam Warszawianke i zapewniam, ze w moim wlasnym przekonaniu nie przesadzilam „z brakiem kultury” nazywajac matke upiornych Braci ” stara Kaczynska” ( w odrozieniu od mlodej Kaczynskiej czyli Marty). Ale Warszawianka oczywoscie moze to oceniac inaczej nz ja.
Matka braci Kaczynskich bardzo malo obchodzila mnie za zycia. Nie znalam tej pani, wiec i jej zgon w zaden sposob mnie nie poruszyl. A w kazdym razie nie wiecej niz kazdy inny nekrolog nieznajomej osoby przeczytany w gazecie. Jeden raz poczulam do niej gwaltowna antypatie czytajac, ze to dzieki niej Anna Fotyga, jej bliska przyjaciolka zdobyla posade ministra. Ta informacja podana przez jakiegos przyjaciela rodziny Kaczynskich wcale nie musiala byc prawdziwa, i dzis malo mnie obchodzi kto przepchnal FOtyge na ministra. Bo juz nim nie jest, chwalic Boga.
Smierc matki Kaczynskich mnie malo obeszla w kategoriach jakiegokolwiek wspolczucia. Sorry, taka jest prawda, moja prawda. Moge udawac inaczej, ale mi sie nie chce. Obchodzi mnie ona tylko w kontekscie rozroby na ktora sie szykuje PiS w czasie jej pogrzebu. Mam nadzieje, ze do zadnej rozroby nie dojdzie, chociaz znajac cala te formacje, wiem, ze uczynia wszysto aby sie dymilo. I aby Zmarla przedstawic jako Matke Narodu.
No, nie do końca, Jagodo 🙂 . Ta wartość z Wiki jest za wysoka.
Bo mieszanki polsko- rosyjskie, białoruskie, węgierskie, ukraińskie etc, są w tej liczone w tej grupie na terenie Polski. A przemieszani jesteśmy okrutnie, choćby z racji zawirowań historycznych, nie wspominając o chuci, która niejednego z przodków i przodkiń na lekkie manowce prowadzała 😉 .
No i prosze! W polskiej grupie etnicznej genow azjatyckic jest jednak wiecej niz w rosysjkiej! Haha.
@Helena
Istotnie, inaczej to oceniam. Ja o nikim nie piszę, ani nie mówię „stara X” ani o żywych ani o umarłych – chyba ze z sympatią w stosunku do osób, z którymi łączy mnie osobista zażyłość.
Pewnie wychowywaliśmy się w różnych paradygmatach kulturowych. W mojej rodzinie „Jadwigę ” od „Marty” odróżniało się używając imion ewentualnie zgodnie z polską normą kulturową jakichś tytułów z tradycyjnym „Pani” na czele.
Mam nadzieję, że nikt znajomy lub nieznajomy w przeddzień pogrzebu Pani Matki nie powie (powiedział) o niej per „Stara X”. Ja na pewno bym tego nie zrobiła, bo by się moja nieżyjąca mama w grobie przewróciła i dała po łapach za taki brak kindersztuby. Szczególnie w przeddzień pogrzebu żołnierza Armii Krajowej.
Co do prognoz przebiegu pogrzebu, to nie wypowiadam się bo nie mam daru przewidywania przyszłości. Pogrzeby o wymiarze publicznym czy nawet politycznym są częścią polskiej tradycji kulturowej. Nie pierwszy i nie ostatni to taki pogrzeb. Robiła publiczne pogrzeby prawica, robiła lewica. Polityczne przemówienia nad grobami wygłaszali różni ludzie przez lata. Niczego tu PiS nie wymyślił ani nie ma w ich planach niczego z definicji nagannego.
Widzę, że muszę Warszawiance coś wyjaśnić, żeby uniknąć długiego, a niekoniecznego szarpania sobie wzajemnie nerwów. Tu jest prywatny klub, w którym spotykają się ludzie lubiący ze sobą pogadać. Nie jest on zamknięty, ani nie wymaga od jego członków jednomyślności, ale wymaga pewnego minimum dobrej woli. Na przykład zrozumienia tego, że wśród starych znajomych rozmawia się za pomocą grupowych kodów, skrótów, że nie zawsze zważa się na słowa tak, jak w przypadku rozmów z nieznajomymi czy wystąpień publicznych, etc. Albo tego, że niezgodność poglądów to jednak co innego niż okrzyk „a pan jesteś zwykły cham!”.
Ktoś, kto wchodzi w cudze progi i na wstępie dość aroganckim tonem poucza gospodarza oraz jego gości, zarzucając im brak kultury, nie wydaje się tego minimum dobrej woli posiadać. Co więcej, obawiam się, że taki ktoś nie wchodzi na blog po to, żeby włączyć się do rozmowy, tylko po to, żeby dołożyć.
A ja już za stary jestem szczeniak na takie zabawy. Szkoda mi na to czasu i zdrowia. Poproszę więc tylko uprzejmie, żeby ci, którzy nas nie lubią, oszczędzili sobie katorgi przebywania w naszym towarzystwie. Oczywiście nie będę straszył banami ani niczym podobnym, bo jestem pewien, że osoby o wzorcowej kulturze osobistej same nie będą się pchały tam, gdzie są niechętnie widziane.
Gruess Gott! 🙂
Jest ciag dalszy kolonskiej afery:
„Der Kölner Kardinal Joachim Meisner hat sich für die Abweisung einer vergewaltigten Frau in zwei katholischen Kliniken in Köln entschuldigt. „Dieser Vorgang beschämt uns zutiefst, denn er widerspricht unserem christlichen Auftrag und Selbstverständnis“, teilte der Erzbischof am Dienstag in einer Stellungnahme mit. Was der Frau widerfahren sei, hätte nie geschehen dürfen. Es gebe keine kirchliche Anweisung, Vergewaltigungsopfer anders zu behandeln oder abzuweisen. „So etwas darf sich auf keinen Fall wiederholen.“
No i z takim Kościołem to ja mogę łapa w rękę, nie zważając na odmienny stosunek do transcendencji. 🙂 Na Kościół, który poważnie bierze swoje chrześcijańskie przesłanie miłości bliźniego, nie mam powodów szczekać.
@Bobik
W porządku, zrozumiałam. To jest trzeci i ostatni mój wpis.
Chyba jednak , wbrew temu co Pan pisze, wymagacie Państwo jednomyślności co do tego, że o nieznanych sobie ludziach pisze się „stara Kaczyńska” a nie „Pani Kaczyńska” i że to jest „skrót myślowy” . Tu mnie jest trudno się dostosować.
Pozostańcie Państwo ze sobą.
Nie chodzi o to, że pochwalam to sformułowanie. Na ten temat w ogóle się nie wypowiadałem. Pisałem – wykładając kawę na ławę – o tym, że rozpoczęcie pierwszej rozmowy z kimś od wyższościowego pouczania go na temat jego kultury, nie jest ani zręczne, ani do kontynuowania rozmowy nie zachęca. C’est le ton qui fait la chanson. Chyba nie jest takie dziwne, że kiedy otwieram drzwi nieznajomemu i po pierwsze słyszę gromkie pokrzykiwanie „ale chamidła zbierają się w tym lokalu”, mam ochotę zaraz je zamknąć.
Jestem pewien, że gdyby Pani przywitała się, przedstawiła, napisała coś o sobie, a potem dodała coś w rodzaju „muszę przyznać, że niemiło zazgrzytało mi takie a takie sformułowanie”, inna byłaby reakcja zarówno moja, jak Heleny.
A nie chamidła? Chamidła. Potomstwo fornali i jeszcze gorzej. Gdzie mi na przykład do takiej cywilizowanej Warszawianki, która nie napisze po prostu po imieniu i nazwisku o pani Rózy Thun, tylko wpieprzy w środek Grafin, żeby było ą ę aliganciej.
Ja wam motyla noga powiem, że czasem nie wierzę. Nie ma takich ludzi, oni udają, przyroda by tego nie zniosła. A tu proszę, sru – i mamy dowód. Grafin i trzysta odmian prawicy. Flaki mi się przewracają, jak coś takiego widzę. Mogę od biedy dyskutować z inteligentnym faszystą, a nawet z bolszewikiem, jak będzie trzeba, ale to tutaj, to jest jakaś sekta.
„Pewnie wychowywaliśmy się w różnych paradygmatach kulturowych. W mojej rodzinie “Jadwigę ” od “Marty” odróżniało się używając imion ewentualnie zgodnie z polską normą kulturową jakichś tytułów z tradycyjnym “Pani” na czele.”
Rozumiem, że tradycyjna „Pani” nie dotyczy nawiasów?
„(np. Zdzisław Najder). W samej delegacji parlamentarnej PO ma Pan gamę postaw od euroentuzjazmu (Róża Grafin von Thun und Hohenstein) do eurorealizmu (Saryusz-Wolski). ”
Czy zechciałaby mi Pani, szanowna Warszawianko, dokładniej wyjaśnić zasady? Czuję, że mam duże braki w tej materii.
I nie jestem w stanie ocenić, czy chodzi tu o brak zasad, czy brak konsekwencji, czy też całkiem inne względy?
I jeszcze takie malutkie pytanie. Czy tradycyjna „Pani” musi być zawsze pisana z dużej litery, a jeżeli tak, to dlaczego?
Wdzięczna będę niezmiernie za wyczerpującą odpowiedż.
Mar-Jo, czytalas moja linke z „tagesspiegel” (o 10:56)?
Jezeli slowa Kardynala Meisnera (Twoj cytat) nie sa jedynie proba ratowania twarzy, to slowa rzecznika Stowarzyszenia Katolickich
Szpitali -„Wir müssen darüber nachdenken, ob es richtig ist, dass katholische Kliniken mit Ärzten zusammenarbeiten, die nicht dem katholischen Träger verpflichtet sind“- mozemy zapomniec, inaczej, trzeba miec uzasadnione obawy przed leczeniem w
Katolickich Szpitalach
A ja mam trzy pytania, ale jeszcze mniejsze niż Zmora
1) czy mówi się „z dużej litery” czy „wielką literą”? 😉
2) czy Gospodarz przewiduje miejsca dla publiczności?
3) czy popełnię fopasa, przynosząc własny popcorn?
O, choroba! To ja juz nie mam mowic Stara o mojej Starej? Mam mowic „moja Pani”?
No Brat sie chyba w grobie przewraca ze smiechu… 😈
Vesper, w zasadzie poprawnie jest wielką lub dużą literą.
Ale dosyć powszechne są rusycyzmy „z wielkiej litery”.
Mnie uczyła polonistka „z wielkiej litery” zamiennie „z dużej litery”( i tak już mi zostało) , no ale ona byla ze wschodnich rubieży, co zresztą nam szalenie ułatwiało dyktanda. Nie zdażyło się, żeby ktoś robił błedy 😉 .
Puryści językowi bedą się upierali przy : „wielką literą”, inni dopuszczą również, aczkolwiek niechętnie, ” dużą literą”, a są tacy, którzy uważają wszystkie cztery formy za poprawne, bo te dwie z „z”, co prawda niepoprawne, ale już zadomowione w jezyku są i dość powszechne.
Rysiu, czytalam. Serial kolonski bedzie sie ciagnac jeszcze dlugo. Przypuszczam, ze sprawa moze miec final w sadzie.
Wyobrazasz sobie taka wypowiedz polskiego biskupa?
Dreidel jest od dzisiaj skonfigurowany na wygrane „w rozumie”.Ale za to: zum Abendessen münchner Weißwürste mit „Brezn“ und Bier! Ja w trakcie tego pobytu chyba nie schudne! 🙂
A ja się podszkolę z niemieckiego 🙂
Czy monachijska Weißwürste mit „Brezn“ to kielbasa z brzoza? I czy brzoza dla odmiany smolenska?
Kocie, to biale kielbaski plus duuuzy precel. Ale najwiecej bylo piwa.
A propos mieszanek etnicznych: ostatnio widziałam się z kuzynem z Wrocławia i jego koleżanką, Polką ktora większość życia przemieszkała w Anglii, a jej rodzina o Polsce chyba za wiele jej nie opowiadała. W każdym razie, dyskutowaliśmy z kuzynem (który studiuje na wydziale zamiejscowym mojej Uczelni) o znanym na obu wydziałach, pochodzącym z Wrocławia właśnie, profesorze Ohme. W tym momencie jego koleżanka zaczęła się dopytywać skąd on jest, a jak próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że to Polak, nie była w stanie uwierzyć „no bo to przecież nie jest polskie nazwisko”.
Coś, co dla Polaka jest wiedzą wrodzoną nieomal (losy takich miast jak Gdańsk, Poznań czy właśnie Wrocław i efektów tej zawieruchy odczuwalnych do dziś) dla osoby z zewnątrz jest nie do pojęcia.
O kolezance mam jeszcze kilka anegdot, które świetnie pokazują, jak czasem spojrzenie „obcego” na polską rzeczywistość może być ciekawe, ale jednocześnie niemile zaskakujące, a czasem nawet wkurzające.
Weißwürsty to my w tym domu znamy. Tylko Brezny nie ciesza sie zbytnia popularnoscia. Ale piwo, owszem. Najlepiej Heineken.
A ja bardzo polecam to:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2e/Augustiner_Helles.jpg
Mar-Jo, i pomyslec ze Joachim Meisner uchodzi za „beton”
biale kielbaski, precel, piwo – cala Bawaria 🙂 🙂 🙂
o widze popcorn, poprosze wersje solona 😀
Moje ulubione bawarskie. http://www.germanbeerinstitute.com/images/Ayinger_Pils_1.jpg
Irku, sprobuje! 🙂 Ale to moje w Monachium uchodzi za najlepsze. W Szczecinie tez (ocena mojego meza). 🙂
Alienor, wiele lat temu – pare lat po osiedleniu sie w Ameryce, nadzialam sie w ksiegarni na „polskie rozmowki” dla turystow. Rozmowki jak rozmowki, ale ciekawy byl bardzo ogolny wstep wyjasniajacy amerykanskiemu turyscie czego sie moze spodziewac w Polsce. Bylo tam aby miec przy sobie na miescie papier toaletowy i jeszcze jakies porady ulatwoajace zycie, jak to np. ze jedyny dostepny na rynku dezodorant ma tak ostry i nieprzyjemny zapach, ze lepiej przywiezc wlasny alb sie pocic jak wszyscy. Napisane z przymruzeniem oka, ale wyraznie przez kogos, kto dosc dlugo w Polsce mieszkal. I byl tam fragment brzmiacy z grubsza tak: Mozesz oczekiwac, ze najczesciej zadawanym ci w Polsce pytaniem bedzie: co Amerykanie sadza o Polakach/o Polsce? Odradzam odpwiadanie: nic nie sadza, bo zanadto o Polakach i o Polsce nie rozmyslaja. Mozesz natomiast odpowiedziec cos ogolnikowego, co powinno ucieszyc Gospodarzy, np. ze merykanie bardzo lubia Chopina. A jesli to nie wystarczy i beda dalej sie dopytywac, powiedz, ze bardzo sobie cenia Marie Curie, tylko musisz dodac jej panienskie nazwisko Sklodowska (wym. Squodoffska).
Nie wiedzialam czy sie smiac czy wsciekac. Ja jeszcze wtedy nie czytalam Gombrowicza.
Bylo to w czasacjh na dlugo przed Janem Pawlem, Walesa, a nawet Zbigniewem Brzezinskim. I nigdy nie przestalam zalowac, ze tych rozmowek nie kupilam.
Bawarskie menu prawie w całości nie dla mnie. 🙁 Precli nie lubię, a Weißwurstów – aż się głupio psu do tego przyznać – wręcz nie znoszę. Piwa też wolę niebawarskie, ale dla towarzystwa mogę tego Augustinera polizać. 🙂
Chociaż prawdę mówiąc dziś to chyba bym nawet nie odmówił, gdyby Mordechaj zaserwował mi cioś brązowego na myszach. 😈
A może to właśnie Gombrowicz dorabiał sobie pisaniem rozmówek pod pseudonimem? 😆
[na stronie] no i przejechali walcem po Warszawiance
http://www.youtube.com/watch?v=bb_ZQdATeog
„Tocz Polaku bój zacięty,
Ulec musi dumny car,
Pokaż jemu pierścień święty,
Nieulękłych Polek dar,
Niech to godło ślubów drogich,
Wrogom naszym wróży grób,
Niech krwią zlane w bojach srogich,
Nasz z wolnością świadczy ślub. Hej, kto Polak, na bagnety! Żyj, swobodo, Polsko, żyj! Takim hasłem cnej podniety Trąbo nasza wrogom grzmij! Trąbo nasza wrogom grzmij!”
Moze Gombrowicz… 😆
wlasnie dostalem wiadomosc ze:
Kochani, wieści o nadciągającej brunatnej fali rozchodzą się z prędkością dźwięku i światła, czy jakoś tak – nie czujemy się mocni w fizyce i nie możecie nas z tego powodu dyskryminować. Anyway, dostaliśmy maila od Richiego, który będąc pisowcem under-cover może korzystać z modemu w gminnej bibliotece, gdzie schowany za dziełami wybranymi Sienkiewicza napisał do nas kilka zdań:
Kochani!!! Dotarła do mnie ta straszna wiadomość, która poruszyła dzisiaj wszystkich normalnych i kolorowych ludzi. Oczywiście tu na podkarpaciu strzelają… no może nie korki szampanów, ale szyjki tulipanów z butelek po piwie z Biedronki. Lokalni fashyści dowiedzieli się bowiem, że w piątek będzie w kiosku Tygodnik Lisickiego. No i co ja tu z nimi mam…
Oczywiście jako syn sołtysa mam prawo razem z plemienna starszyzną zbierać się raz dziennie na plebanii na wspólny Anioł Pański i wiadomości w Radiu Maryja. Właśnie stamtąd otrzymałem te straszne wiadomości. Zasmutałem się i niejedna łezka poleciała mi z oczkoof. Na szczęście fashyści w ekstatycznym szale radości przeoczyli moje zasmutanie. Zostawili mnie samego i już zaczęli się ustawiać w kolejce do jedynego w gminie kiosku. Odprasowali z tej okazji najlepsze wyjściowe sukmany, wyczyścili kościółkowe buty, stoją tak i śpiewają „Boże coś Polskę”. Na szczęście wykręciłem się na chwilę i pod pretekstem, że muszę napisać maila, poszedłem napisać maila. Ciągle mi ufają. A ja znowu ich przechytrzyłem.
Najbardziej cieszy ich to, że do pierwszego numeru będzie dołączona pasta do butów. Trochę się boję, ale udaję, że wcale nie. Razem z nimi będę musiał stać w kolejce, śpiewać patriotyczne pieśni i zapuszczać wąsy. Przez okno widzę, że kolejka się posuwa na kolanach. Osoby płodzące przygotowały mi kanapki z pasztetowo i ogórki kwaszone. To będzie długa noc i długie dni. A ja tu jestem w środku całkiem sam, zagubiony, bezbronny i przestraszony jak chooy. Jadźka zaprasza mnie pod wspólny koc. Zrobiłbym kamerką zdjęcie dla kolegi-geja, ale mają tu tylko starego kompa z windowsem 95…
Z czeluści podkarpackiego piekła, którego of kors nie ma, bo katole tylko straszą nim dzieci.
Wash Richie.
ukazala sie tu:
https://www.facebook.com/MWizWO?ref=stream
Heleno, nie czytaj (nowego tygodnika), to nie bedzie lekarstwo
na sen 🙄
No to National Geographic ma przechlapane:
http://www.polityka.pl/kraj/1534913,1,katastrofa-smolenska-national-geographic-pokazala-rekonstrukcje.read
O!
Irek ma rację, mniamuśne 🙂
Co prawda ostatni raz piłem w zeszłym wieku, ale jeśli zachowało jakość, to miodzio (kufaodhokooblizywaniesięjęzorem)
Jutro po pracy kupie to piwo! 🙂
Zapomniałem wyjaśnić Kumie: to E+25 w wyliczeniu silni oznacza 25 zer, które dużo miejsca zajmują, a poza tym komu by się je chciało liczyć, żeby wiedzieć, ile ich tam jest. 😉
Kto walcem wojuje, od walca ginie. 😎
To też na fb 👿
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13273731,Faszysci_pala_billboard_posla_Ruchu_Palikota_i_chwala.html
Nie każda warszawianka to waltz, n’est-ce pas?
Brał i Napoleon czasem po tabinkach.
A był taki, co zawalcował die lustige Witwe
I ten odwetowiec Strauss też walcował wszystkich jak leci 😎
Irku – jak wiadomo – najpiękniejsze warszawianki są przyjezdne, a nie miejscowe 😀
do linki Mar-Jo o filmie kilka slow Teresy Toranskiej z rozmowy z
Remigiuszem Grzela w „wolne”
Co zaskoczylo cie najbardziej w tych rozmowach?
Banalnosc, kumulacja bylejakosci. Katastrofa sie wydarzyla, poniewaz wszystko bylo byle jakie.
Kiedy to zrozumialas?
Kiedy zaczelam czytac, jak zorganizowany byl wyjazd Lecha Kaczynskiego do Smolenska trzy lata wczesniej, czyli 17 wrzesnia 2007 roku. W archiwum sa te materialy. Te wizyte organizowala kancelaria prezydencka. Zobaczylam, jakie to wszystko bylo byle jakie. Nie mowie, ze bylo nieodpowiedzialne, w ogole nikt nie myslal o odpowiedzialnosci, slowo to stracilo znaczenie . (…)
tluste – ja rys
To inaczej nalezy tlumaczyc. Jesli pozwolimy malpie wyprobowac taka kombinacje literek – tu ciag kilkudziesieciu cyfr i dodamy do niego 25 zer to wtedy gdzies posrod tej liczby moze zostac napisany np Hamlet.
Nie. To jeszcze jakos inaczwj.
Malpa probuje kobinacje literek (tu ciag cyfr i 25 zer na koncu) i wtedy posrod tej liczby kombinacji moze napisac Hamleta.
O!
Podobno.
„nieskonczonosc” – to tego slowa zadanego przez Krolowa Sniegu nie mogl ulozyc z literek Kaj?
dla frakcji:
http://www.zeit.de/studium/hochschule/2013-01/plagiatsvorwurf-schavan-verfahren
kolejna/y
wstyd
Nie jestem w stanie pojac dzialan pani minister. Na co liczyla?
Nieskończoność albo wieczność.
Z literkami Kajowi nie wychodziło, ale – jak się przed Królową Śniegu przechwalał – nawet działania na ułamkach potrafił obliczać w rozumie. 😆
Hamleta to każden jeden może sobie napisać.
Niech spróbuje przeczytać!
O!
😎
Zgadza się. Ja mam nawet dowody na to, że sobie napisałem, ale nie mam żadnych na to, że przeczytałem. 😈
Czym się różni nieskończoność od wieczności?
iloscia liter, Klakierze 8)
pstryk Wy tu
pstryk
Bry! A w zasadzie brnoc!
Ja mam bardzo polskie nazwisko wybitnego polskiego językoznawcy, na które i Polacy zwykle gały wybałuszają (a mógł zostać prezydentem Polski…): Ja Niecisław Baudouin de Courtenay
😆
Ale ci, którzy wiedzą, jaki wybitny, to go często za rosyjskiego uczonego mają.
😆 😆
No bo uczył w Kazaniu… i w Petersburgu…
„opowiadał się za wprowadzeniem do wszystkich szkół żydowskich na terenie II Rzeczypospolitej nauki polskiego, a do wszystkich szkół polskich – nauki jidysz”.
Jego córka się jeszcze smaczniej nazywała (po wszystkich mężach):
Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz Jędrzejewiczowa
No czysto po polsku!!! A jeszcze była żoną przez chwilę Maxa Vasmera. Ten, niestety, nie był Polakiem… ale najbardziej znany z wielkiego słownika etymologicznego języka rosyjskiego. No bo Rosjaninem też nie był.
Ja nieskończoność odczuwam bardziej przestrzennie, a wieczność bardziej czasowo. Ale to na tyle osobnicze, że nie muszę się przy tym upierać. 😉
Jan oczywiście. Komputer się narowi.
Ja mam nazwisko… Ja Niecisław… Nareszcie sprawa się rypła – to Tadeusz był tym Baudouinem de Courtenay. 😆
Czy trzeba lepszego dowodu na to, że cykliści są zawsze podejrzani? 😈
No wiem, wiem. Mogłem po cichutku poprawić na Jana. Ale żal mi było nie skorzystać z okazji. 😳 😆
Ja tak ni pricziom, jak zwykle, ale kto to da radę Was poczytać w całości…
To tera branoc!!!
Rabo cza wstać i pracać 🙁
No ale Bobiczku jeden wyraz mnie zdradzał: mógł, nie mógłem 😉 To wskazuje niezbicie, że to nie ja, ten Jan Niecisław. Ale bardzo tego żałuję… bo to był bardzo wybitny umysł.
Ad Bobik
Tak, to jest jakieś rozróżnienie. Ale – np. czas dłużył się w nieskończoność. To przestrzenne postrzeganie nieskończoności to chyba wpływ szkolnej geometrii – jakoś ta kreska prostej bardziej przemawia niż te E+coś tam.
Hmmm, pora spać. Aby tylko ta nieskończoność z wiecznością nie cwałowały mi po poduszce.
Dobrej Nocy DeZeMo – Dzienna Zmiano
A Vasmer, choć nie Polak, w czasie WWII próbował interweniować w sprawie uwięzionych profesorów krakowskich. Może nie zastanowił się, czy łączy go z nimi jakaś haplogrupa? 🙄
O! Przeczytałam urobek popołudniowy i trafiłam na Warszawiankę.
To mi przypomniało jedną panią (z małej litery, może mi wybaczy 😆 ), która miała uprzejmość wypowiedzieć się na blogu Daniela Passenta. A może to nawet ta sama pani. Bo najpierw było tylko moralizatorsko:
http://passent.blog.polityka.pl/2013/01/02/chwila-zadumy/#comment-278758
(cd. osobno, bo będzie druga linka)
Ja jej odpowiedziałam, potem wypowiedziała się Helena, a potem już było tak:
http://passent.blog.polityka.pl/2013/01/02/chwila-zadumy/#comment-279016
I tu wychodzi duuże szydło z worka: „wasze lewackie 'milieu'”, „najśmieszniejsze u was, lewaków”…
I cała elegancja-Francja się skończyła, nawet „milieu” nie pomogło.
Ech, te prawaki, zawsze się odsłonią i rąbną tą łopatką z piaskownicy 😆
O rany, zostałam zbombardowana : spiskami bankierów, korporacji, koncernów farmaceutycznych, Nową Szwabią aktualnie powstałą, jako niezależne państwo, społecznościami alternatywnymi, końcem świata, który jednakowoż ma nastąpić w lutym, a nie w jak zapowiadano w grudniu.
Tudzież informacją, że Niemcy to nie państwo, tylko firma o kapitale zakładowym 100 tys Reichsmarek.
I wszystko absolutnie poważnie w wykonaniu niegłupiej osoby 😯
Idę się otrząsnąć. Dobranoc.
Ale nie było nic o Smoleńsku przynajmniej 🙂
Tadeusz 22 styczeń 13, 22:33 napisał:
„Ja tak ni pricziom, […]
Rabo cza wstać i pracać 🙁
Jakoś liter dziś Tadeusz słabnącym placem o klawisz nie dobija.
Rabom, rabom!
Ja naprawdę nie dobieram swoich Gości pod kątem lewak-prawak. Nie przeszkadza mi, że ktoś zaatakuje moje autorytety, czy spróbuje podważyć coś, o czym jestem święcie przekonany. Autorytetom, z którejkolwiek bajki, wręcz niezbędne jest od czasu do czasu przetrzepanie. 😉 Przekonaniom też.
Problem jest w czym innym. Kilka lat blogerstwa nauczyło mnie, że jeśli ludzie mają ze sobą rozmawiać bez wiecznych awantur i mordobić, to mogą atakować autorytety czy przekonania, ale nie siebie nawzajem jako osoby. Dlatego nie jest wszystko jedno, czy się napisze „sformułowanie stara Kaczyńska uważam za nieeleganckie”, czy „brak Ci kultury”. Czy się w niechętnym bądź prześmiewczym tonie pisze o osobach publicznych, czy o koleżeństwie blogowym. I tak dalej. Dość oczywiste też jest, że inaczej się przyjmuje pewne uwagi, nawet merytoryczne, od kogoś, z kim się zjadło blogową beczkę soli, niż od kogoś, z kim pierwszy raz w życiu ma się kontakt.
No i jest jeszcze kwestia stylu albo grupowego kodu, który nam się tu od tych kilku lat uciera. Są osoby, które szybko w ten kod wchodzą, ale są i takie, które nie tylko mówią „innym językiem” (i nie chodzi tu bynajmniej o „starą Kaczyńską”), ale i oczekują, że inni się do nich dostosują. A ja dostosowywać się nie mam ochoty, bo gdybym chciał mieć forum takie, jak np. na politycznych blogach „P”, to od początku całkiem inaczej bym satrapił. 😈
A przede wszystkim naprawdę coraz bardziej szkoda mi życia na szarpaniny, o których z góry wiem, że nic z nich sensownego nie wyniknie. W niektóre dni tak mi szkoda, że już wolę stracić imydż miłego i otwartego na inne poglądy szczeniaka, niż patrzeć, jak blog w stronę takiej szarpaniny zmierza. 😉
Pewnie, że nie chodzi o to, czy prawak, czy lewak. Tylko o jakiś rodzaj obłudy: niby elegancja, ale z poczuciem wyższości. A potem i tak prędzej czy później wszystko wydaje się fałszywe.
A „stara Kaczyńska” po prawdzie też mi zazgrzytała, ale to już zupełnie inna historia.
No właśnie, mnie też zazgrzytała i po prostu bym to napisał, gdyby uwagi na ten temat zostały wyrażone w inny sposób.
Na uspokojenie:
http://www.youtube.com/watch?v=sJrqrypdb0o
Poczekaj do jutra, Pani Kierownbiczko. Jak z Powazek pociagnie pochod z pochodniami pod prezydencki Palac aby nawrzucac zabojcom tej Swietej Kobiety, ktora splodzila Zbawce Polski a nawet Zbawcow. Eszelony sie szykuja z calego Kraju.
Nie takie slowa beda Ci do glowy przychodzic…
Klakierze, podpadłeś! Ja nie jestem przyjezdna. 😈
Ale nie na jej temat, niech już jej tam ziemia lekką będzie.
Na dobranoc jeszcze jedno bawarskie pyfko dla Mar-Jo – Hofbrau Muenchen Schwarze-Weisse. Pite na Herreninsel:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/HerrenchiemseeSobota#5767638645729507378
Z kolei od zeena nauczyłam się wielbić piweńka z klasztoru Andechs 🙂
Ale dziś nie jest dzień piwny. Choć dobry ukraiński Obołoń stoi w lodówce 😉 Za zimno.
Wlasnie przeczytalam, ze zmarla bardzo juz leciwa L.Winnicka. Byla wspaniala i pamietna w Matce Joannie… Potem podobno nikt juz jej takich rol nie dawal, co wielka szkoda.
Heleno, nawet jak się kogoś nie znosiło, to jest coś takiego, jak majestat śmierci. I zwłaszcza w przypadku śmierci bardzo świeżej jego naruszanie odbiera się nieprzyjemnie. Nie od dziś wiadomo, że lepiej w takim przypadku o zmarłym nic, niż źle albo bez szacunku.
A jak chodzi o eszelony… Jadwiga Kaczyńska ich nie zwoływała, więc nawet jeśli będą mi przychodzić do głowy najgorsze słowa (czego nie wykluczam), to akurat nie pod jej adresem.
Ale to, co piszę teraz, swoją drogą, a to, co napisałem o „interwencji” Warszawianki, swoją. 😉
Łajznęło się nieco z Panią Kierowniczką. 😉
Faktycznie, do piwa dziś nie ciągnie, bo za zimno. To może zdałby się jakiś grzaniec na dobre spanie? 🙂
Lucyna Winnicka zrezygnowała z aktorstwa z własnej nieprzymuszonej woli:
http://www.rp.pl/artykul/161947.html
Ja akurat nie uwazam, ze okreslenie „stara” jest uwlaczajace czy pozbawione szacunku. Ma dokladnie taka sama wartosc emocjonalna jak „mloda” w odniesieniu do Marty Kaczynskiej. Wiec nie obiecje, ze innej starej kobiety nie nazwe stara. Nie moge odpowiadac za to jak ktos starosc odbiera. Akurat matka Kaczynskich mnie ani ziebi ani grzeje. Nie przezywam w zaden sposob jej smierci, poza zawsze w wypadku czytania nekrologow obojetych mi osob, cienia melancholii, ze wszystko przemija. Naprawde nic wiecej.
Mowiac zas o mlodych, wspominalam tu niedawno o profesorze astrofizyku, ktory wyglada jak nastolatek – Brianie Coxie (chyba nalezy odmieniac Coksie?). Ktory jest znakomity.
Jest, jak sie okazuje, jego zenski odpowiednik. Obejrzalam wlasnie pierwszy odcinek serii (BBC) ktory absolutnie wszystkim polecam o iluminowanych sredniowiecznych manuskryptach. Serie prowadzi jakas ewidentnie trzynastolatka choc w makijazu, ktora sie nazywa dr Janina Ramirez.
http://www.janinaramirez.co.uk/
Skad oni, kurcze, wytrzaskuja tych gowniarzy* z tytulami naukowymi? Kiedy ona zaczela ten doktorat pisac? W wieku osmiu lat?
_________
W tym kotekscie, kurcze blade, slowo gowniarz nie oznacza braku szacunku, tylko podziw dla osiagniec kogos, kto powinien jeszcze za chlopakami sie uganiac, a nie siedzic w starych ksiegach.
Wlasnie przeczytalam, ze byl to nie pierwszy, ale drugi odcinek jej serii. Musze dorwac ten pierwszy on line, bo sie tego slucha i oglada z rozziawiona geba, takie to dobre!
Słowo „stara”, jak mnóstwo innych słów, brzmi różnie, w zależności od kontekstu. 😉 Nie ukrywam, że mnie w kontekście pogrzebu zabrzmiało lekceważąco. Przez co wcale nie chcę powiedzieć, że zawsze w przypadku śmierci trzeba lać krokodyle łzy i udawać wielką atencję dla kogoś, kogo się nią nie darzy. Wystarczy użyć sformułowań całkowicie neutralnych, np. w ogóle bez przymiotników.
Genialni gówniarze chyba zawsze byli, tylko teraz jest ich więcej, bo i ludzi więcej. Dużo, dużo więcej. 😉 A śmiertelność niemowląt mniejsza. No i dawniej o genialnym gówniarzu chińskim czy fińskim nic się nie wiedziało, bo to było za daleko, a teraz internet wszystko rozgada. 😛
Polecam edycję szwajcarską (po francusku) kilkutomowej księgi „Malarstwo we Francji w XIII wieku” autorstwa Charlesa Sterlinga, czyli łodzianina Karola Sterlinga, przez wiele lat kuratora malarstwa dawnego Luwru. Bajeczny człowiek! Znałam go i odwiedzałam w jego domu pod Paryżem. A on nadzwyczaj ciekawie przedstawił ten fenomenalny okres w dziejach Europy – nie malarstwa francuskiego, bo wtedy do Paryża ściągali malarze z różnych części Europy. I zrobił w tej księdze prezentację wszystkiego, co w sztukach plastycznych owych czasów było płaskie, w tym witraży i właśnie miniatur. Oglądałam w jego pracowni zdjęcia miniatur, na ogół w ogóle niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika, bo zamkniętych w skarbcach inkunabułach. No i światło im bardzo szkodzi, dlatego te cuda w Chantilly ogląda się niemal po ciemku. Pamiętam, że zachwyciła mnie zwłaszcza jedna miniaturzystka, która wykonała swój autoportret w cudownej zielonej sukni. Miałam obiecaną reprodukcję, ale w końcu Sterling pewnie o tym zapomniał. Podróżował po całej Francji w poszukiwaniu zbiorów jeszcze w głębokiej dziewięćdziesiątce, pisał do ostatka.
Zadam sobie dziś do śnienia średniowieczne malarstwo. W księgach, w kościołach, na zaginionych deskach – jak leci. To będą przyjemne sny, a może nawet doznam iluminacji. 🙂
Tym dyskretnym sposobem dałem do zrozumienia, że merdam dobranocnie i udaję się na legowisko, serdecznie zalecając Helenie pójście w me ślady. 🙂
Nie umniejszajac zaslug Sterlinga, o ktorym duzo przeciez slyszalam, mam wrazenie, ze telewizja robi to lepiej, chociaz ksiazki z pewnoscia glebiej. Telewizja jest pierwszym krokiem, ktory dla ludzi takich jak ja, jest czesto potrzebny. Choc akurat iluminacje zawsze zatrzymywaly moj wzrok i uwage i sama mam pare ksiazek zaweirajacych iluminacje – sliczne facsimile Biblii, francuskie 'godzinki”, no i to od czego sie wszystko zaczelo dla mnie – od duzego formatu Tristana i Izoldy, szczegolnie cenne dla slepora, bo wszystko jest znaczaco powiekszone, mozna widziec olsniewajacy szczegol i doceniac jakie mieli dobre oczy ci iluminatorzy. .
Oczywiscie bez kluczowego koloru prawdziwego zlota, ktore pokazane w programie w blasku swiec jest rzeczywiscie takie, ze klekac i plakac z zachwytu.
Zara pojde, Piesku. Melatonina w pogotowiu!
Ale nie wiem czy zasne, bo ten program wytracil mi troche wyobraznie, a z wytracona wyobraznia trudno mi zawsze zasnac.
Bry!
Wszedłem na stronę pani Ramirez i … krew we mnie zastygła! Kobita paluchami jeździ po manuskrypcie (co prawda wygląda jak kopia, ale… )!!! Nie wolno!!!! Białe, sterylne rękawiczki się nosi!!! Łapy mają tłuszcze, enzymy, drobnoustroje!!! Książka w ostrym białym świetle…. potrójnie nie wolno!!!!! Rozproszone, bezpieczne światło (są specjalne lampy z gęstymi filtrami). Jak pisała Kuma, dawniej się w półmroku oglądało. To a propos dydaktycznej wartości.
I tu szansa dla nas wszystkich: dygitalizacja zbiorów. Jak się ma przyzwoity sprzęt do wyświetlania, to obrazek wygląda dość podobnie do rzeczywistości.
O, np.
http://www.bu.uni.wroc.pl/sites/default/files/images/rkp/07.jpg
szeleszcze 🙂
herbata 😀
brykam
zima ma sie, i to swietnie tak 🙂
z pierzyna w Tereny Zielone do cieplego S-Bahnu
w SRODE
brykam fikam
bryku fiku fik fik fik bryk 😆
Dzień dobry 🙂
Zima, dopiero będzie. Od piątku -23 🙄
Herbata z ” prądem”
rękawiczki i za ” szeleszczące”
Prof. Ramirez wygląda na trzydzieści kilka lat. To i tak młodo. Wieku sprytnie nie zdradza. Dziś kobitki umieją świetnie się konserwować 😛
A może to, po czym „maże paluchami”, to nie są oryginały? 🙂
Zrobiłam z niej profesora 😆 Doktor oczywiście 🙂
@Bobik
Tak już zupełnie na pożegnanie zauważę, że moja krytyka użycia sformułowania „stara Kaczyńska” skierowana była do @Helena a nie do wszystkich Państwa, ani do blogu jako calosci. Rzeczywiście jesteście Państwo zgraną grupą, bo wspólny chór oburzenia się natychmiast podniósł. Potem co prawda @Bobik skrytykował @Helenę, no ale to już bez udziału obcych więc liczy się bardziej. Następnie zrobiono ze mnie sekciarkę, prawaczkę itp. Ludzie, opanujcie się…
Rozumiem, że na moją uproszczoną typologię prawicy nie oburza się Pan ani nie uznaje jej za chamski atak? Nawiasem mówiąc większość PiSu z Kaczyńskim na czele nie jest nacjonalistyczna, no ale ponieważ nie chce Pan ze mną dyskusji to nie będę się narzucać.
Co do nazwiska Europosłanki z Krakowa, to mnie nauczono, żeby nazywać ludzi tak jak chcą aby ich nazywać i nie poprawiać ich własnych nazwisk. Skoro Pani Róża ma te wszystkie grafinie i von na swoim oficjalnym biogramie w Parlamencie Europejskim a także miała na karcie do głosowania i w sprawozdaniu Państwowej Komisji nazwisko w takim brzmieniu, jakie przytoczyłam, to znaczy, że tak sobie życzy być nazywana.
Żegnam, miłego blogowania. Rzeczywiście się pomyliłam z blogiem. To nie jest miejsce dyskusji tylko tzw. „ośrodek identyfikacji ideowo-środowiskowej”. Istotnie, Pana Blog, Pana wybór formulz, Pana wybór gości. Wszystkiego najlepszego. „Oficerska wdowa zbanowała się sama” i Amen.
Gruess Gott! 🙂
Dziekuje za wszystkie piwne popowiedzi. Na pewno wyprobuje kolejne niebianskie smaki.
Pani Warszawianko, prosze, odpusc sobie. Jako i ja odpuszczam.
Dziędobry, Koszyczku. Sytuacja jest dziwna. Obudziłam się sama z siebie po ósmej, wyspana, nic mnie nie boli – chyba nie żyję? Jakby co, to nie lubię żółtych kwiatów i storczyków, reszta może być.
🙂 🙂 🙂 (do Nisi)
Pewnie nie oryginał, ale niedydaktycznie kobieta postąpiła.
Pan Bobik może nie chcieć dyskutować, zbójeckie prawo Pana Szczeniaka w swoim Koszyczku.
Ale ja – odpowiadając Warszawiance (jeśli jeszcze to czyta) – mogłabym podać nie jedną, nie pięć, nie dziesięć nacjonalistycznych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego.
Choć dla mnie jest ewidentne, że on używa nacjonalizmu koniunkturalnie. (Ale nie dla jego wyborców, zwłaszcza tych radiomaryjnych.)
Jego bratu z kolei wiele można było zarzucić, ale nacjonalizmu w żadnym wypadku. Cóż, ale on nie żyje.
Tadeuszu, przecież wiadomo, że co wolno doktorowi, to nie zwykłemu człowiekowi 🙂
A ja sobie nie życzę, aby mnie po śmierci przerobiono na aniołka z powodu tradycyjnego niemówienia zle o zmarłych.
Nie jestem aniołkiem, jestem zmorą i będę domagać, aby mówiono o mnie całą prawdę i tylko prawdę. I żeby mi nikt nie słodził i przemilczywał, bo po dwóch tygodniach pozostanę w pamięci jako ktoś zupełnie inny, a po roku okaże się, że zasłużyłam na pomnik. A nikt lepiej ode mnie nie wie, że to jest nieprawda.
A od drugiego roku po mojej śmierci wycieczki szkolne będą zakłócały miejsce mojego spoczynku.
Pamiętajcie- nieboszczka zmorą zołzą była nieprzeciętną, ale taką chciała być najwidoczniej, wolno jej było.
Dzień dobry 🙂
Żebyście wiedzieli, jak ja nie lubię zaczynać dnia od napięć. 😉
Ale trudno, służba nie drużba. 😎 Nawet blog nie może być tylko nieustającą przyjemnością. Wyżłopię kawę i przyjrzę się życiu oraz gospodarzowaniu z jego mniej miłej strony.
Nisiu, mogą w razie czego być lodowe kwiaty z szyb? Dosyć mi obrodziły w tym roku. 🙂
Prawdę powiedziawszy, to p. Kaczyńskiej już nie darują tabloidy. Właśnie ujawniono (na Onecie; nie będę zaśmiecać linką) straszliwą „tajemnicę rodziny Kaczyńskich”, że babcia Jadwiga nie lubiła swojej wnuczki Marty ❗
To mi przypomina „Straszną rozmowę Gżegżółki z Duchem”. Miejsce: Sala Senatorska na Wawelu.
Gżegżółka: Co słychać?
Duch: Nic.
Gżegżółka: To w porządku.
Kurtyna.
Zmoro, przypomniała mi się pewna znajoma, która na żartobliwe zarzuty „takaś stara, a takaś głupia” reagowała zawsze ze strasznym oburzeniem – tylko nie stara, tylko nie stara!. 😀 Znaczy, każdy ma własne wyobrażenie, jak chce, żeby o nim mówiono. 😉
O mnie proszę nie na klęczkach, tylko dobrze. 😆
Bobiku, jasne. Zimą będą nawet dłużej stały.
Pan Bobik? Czy jednakowoż nie powinien być Panicz???
@Pani Warszawianka
1. Nigdzie nie napisałem, że nie chcę dyskusji. Nie chcę pouczań „z wysokości” ani kłótni, zwłaszcza takich z ostentacyjnym wskazywaniem poszczególnym osobom lub całemu blogowi, o ile niżej od pouczającego stoją na drabinie ewolucji.
2. Wczorajsza rozmowa na blogu chyba dość wyraźnie pokazała, że Helenę wolno tu krytykować 😉 , tylko nie w takiej formie, w jakiej Pani to zrobiła. Próbowałem to Pani uświadomić, ale niestety bez skutku.
3. Niechętnie przeze mnie widziane są nie odmienne poglądy, tylko zaczepny, agresywny ton, który Pani tu wniosła. Przyjęliśmy tu na zasadzie niepisanej umowy, że staramy się unikać takiego tonu wobec współblogowiczów (choć jest on dozwolony wobec zdarzeń, zjawisk, osób publicznych, etc.), żeby nie dopuszczać do przeradzania się dyskusji w pyskówkę. Pani tę niepisaną umowę naruszyła już od pierwszego postu, w którym – paradoksalnie – wypominała Pani komu innemu brak kultury.
4. Wiem, że na wielu blogach formuła „kto kogo” jest przyjęta i uważana za normalną. Ja jej tutaj zaakceptować nie chcę, bo znacznie znacznie bardziej podoba mi się rozmowa w tonie przyjaznym. Owszem, wymaga to często ugryzienia się w język i powiedzenia o kilka słów mniej, niż chciało się powiedzieć, ale w dłuższej perspektywie to się opłaca. Ze swojej strony nie przypominam sobie, żebym ugryzł kogoś, kto pierwszy nie zaczął warczeć. 😉
5. Na zarzuty z półki „bo tu jest Towarzystwo Wzajemnej Adoracji” odpowiadam zawsze to samo – wolę TWA od TWZS (Towarzystwo Wzajemnego Zagryzania Się). Bez uzasadnień, po prostu tak mam.
6. Możliwe, że pomyliła się Pani z blogiem. Ale możliwe też, że pomyliła się Pani z wyborem formy, w której się Pani na tym blogu zaprezentowała. To już Pani musi rozważyć. Zawsze pozostaje jeszcze eksperyment – zaprezentować się pod innym nickiem nie w sposób arogancko-zaczepny i zobaczyć, czy to rzeczywiście poglądy były problemem, czy jednak forma ich wyrażania. 😆
7. W sprawie PiS-u i Kaczyńskiego nie zgadzam się, że nie są nacjonalistami. Według mnie są. Ale wobec braku argumentów z Pani strony, chwilowo nie mogę służyć kontrargumentami. 😉
Słuszna racja, Nisiu. Panicz Bobik jest całkowicie na miejscu. Aczkolwiek jeśli ktoś się do mnie zwróci per Wasza Wysokość, zbyt gwałtownie protestował nie będę. 😎
I niech mi ktoś zarzuci kompleks Napoleona… No! Kurdupel, nie kurdupel, ale do łydki jeszcze dosięgnę. 😈
Panicz Bobik o poranku
lubi chadzać w kwietnym wianku.
Wiosną zrywa je w ogrodzie,
zimą zbiera z okna, w lodzie.
A gdy już mu zmarzną uszy,
swój wianuszek Bobik kruszy
i po chwili wianek znika
w dużej szklance łyskaczyka.
😆
Jak to jest „ośrodek identyfikacji ideowo-środowiskowej” to ja sie bardzo ciesze, bo oznacza to byc moze, ze bedzie tu nieco spokojniej niz na t.zw. „blogach” gdzie kadzy moze przyjsc i nachamic, powolujac sie zeby bylo smieszniej na wysokoa kulture, ktora mu mamusia wpoila. Niech kazdy przewbywa tam gdzie mu dobrze.
Dzien dobry ideowe srodowisko! Melduje, ze sie wyspalam co najmniej szesc godzin! Jesli ktos zostawil dla mnie croissanta na sniadanie, to chetnie skorzystam, bo w lodowce mam tylko cos podejrzanego po nazwa Victoria sponge cake, albo jakos podobnie.
PK, dr Ramirez za boga nie wyglada na trzydziestolatke w tym programie , tylko trznasto. Zetrzec z niej makijaz i jej do kina nie wpuszcza na film od 14 lat! I cala mowe ciala ma trzynastoletnia! Trust me. Ona pochodzi z jakiejs specjalnej hodowli wunderkindow. A nazwisko moze swiadczyc o tym, ze dziadkowie znalezli sie w Anglii uciekajac z Hiszpanii w czasie wojny domowej. Jak ojciec Michaela Portillo, bylego ministra w rzadzie Maggie, a obecnie popularnego dziennikarza zwiazanego z BBC. Jest tu sporo hiszpanskich nazwisk od czasu wojny domowej. Podobnie jak francuskich jeszcze z czasow uciekania z Francji hugonotow przesladowanych przyz Kosciol katolicki w XVIII wieku.
Bobik, zwierzątko blogowe przefajne
lubi, gdy mówi doń się „Jur Hajnes”.
Gdy ktoś mu czyni afront,
Bobik się rzuca na front
tego kogoś, odgryzając wszystko, co wystajne.
Tak na marginesie, to ja nie rozumiem, dlaczego ośrodek identyfikacji ideowo-środowiskowej miałby z założenia wykluczać dyskusje. Powiedziałbym, że jest wręcz przeciwnie – im więcej dyskusji (ale dyskusji, nie pyskówek), tym silniejsza potem identyfikacja środowiskowa tych, którzy doszli do jakiegoś wspólnego wniosku, albo przynajmniej kompromisu. Może dzięki poczuciu „jak to a to nas nie poróżniło na ament, to już niewiele może nas poróżnić”? 😉
Chyba będę dziś musiał nadać Nisi tytuł Lady. Za zasługi dla Satrapii. 😆
Helenko, dużo jest dr Ramirez na tubie. No, naprawdę nie wygląda ona na trzynastolatkę. Ale stylizuje się poprzez sposób wypowiedzi. Zapewne uznała, i zapewne słusznie, że w ten sposób lepiej trafi do szerszej publiczności.
Gdy wzięła się Nisia do słusznych zachwytów,
Bobik za zasługi dał jej Lady tytuł,
a przy tym nakazał przestrzegać zasady:
niech nikt nie próbuje sprzedawać spod Lady! 😎
Tak, tak, poproszę. Mogę walnąć jeszcze jakiś psanegiryk. Albo psodę. Albo dypsyramb.
O, to już! Dzięki, Jur Hajnes. Psajnes.
Kiedy Lady Nisia na czymkolwiek usiędzie,
do sprzedaży to już się nadawać nie będzie.
Przez tę poezyję teraz sam będę miał problem – czy należy mówić Lejdi Nisiu, czy Lado Nisiu. 😆
W każdym razie tytuł jest tytułem i swoją wartość ma. 😎
Jednakowoż oddalam się do roboty. Tyłem i w lansadach. Pa!
Może Lansado?…
Byle nie Landaro. 😆 Tego zabraniam mocą swego Majestatu. 😎
Czy nie będę zbyt bezczelny
kiedy spytam czy to wina
jednocześnie też przyczyna
Lady Nisi wielkiej sempiterny 😯
Wina dajcie, lub innego
z procentem napoju,
a rozmiary sempiterny
ostawcie w spokoju! 😎