Znośna pieskość bycia
Kolejny rok zaczął się mało spektakularnie. Bobik usiłował udawać sam przed sobą, że coś się zmieniło, ale był przy tym znowu na bakier z ciągle czegoś się czepiającą uczciwością. Podszedł kilka razy do lustra, żeby zobaczyć, czy starszość wpłynęła mu przynajmniej na zewnętrzne szczegóły, ale nie mógł się dopatrzyć żadnych różnic w porównaniu z wczorajszym dniem.
– Po co właściwie te wszystkie rytuały, toasty i napinania się, skoro tak naprawdę wszystko zostaje po staremu? – poskarżył się Labradorce, która z leżyckim spokojem usiłowała odespać zarwaną noc.
– Och, zmian będziesz miał jeszcze dosyć – ziewnęła Labradorka. – Ale nie mogę ci odmówić pewnego rodzaju racji, choć miałeś ją zupełnie niechcący. W moim wieku coraz bardziej dochodzi się do wniosku, że w gruncie rzeczy, mimo wszelkich przemian i zdarzeń, kręcimy się cały czas za własnymi ogonami. Nihil novi w tej samej rzece, jak mawiali starożytni.
– No to jaki to całe dzianie się ma sens? – wykrzyknął rozżalony szczeniak.
– Nie denerwuj się, mały – mruknęła Labradorka uspokajająco. – Punkt wyjścia jest tak samo dobrym punktem dojścia jak każdy inny. A dzianie się jest po prostu po to, żeby nam się nie skończyły tematy do rozmów.

OK, OK, ja nie mam nic przeciwko stanieciu po stronie Klakiera przeciwko tym wszystkim co to uwazaja, ze Walerij Abisalowicz Gergijew jest chalturszczykiem, a to tylko na podstawie tego, ze podobal mi sie jego Romeo wraz z Julia.
Mam nadzieje ze Klakier juz sie nie czuje taki osamotniony.
Pani Kierowniczko, a kysz!
🙂
Wiem, że naśmiewanie się z nazwisk do dobrego tonu nie należy, ale mierzenie wielkości Tomka tuleją kompletnie mnie rozłożyło. 😆
Niezależnie od tego, metody CBA to już raczej horror niż komedia. 🙄
Tak, Bobiku, wiem o tym, że z nazwisk…
Ale to nie jest zwykła tuleja, tylko tuleya. Może się do mierzenia Tomków całkiem nadaje
wg słownika PWN
chałtura pot. «mało ambitna dodatkowa (podrekślenie moje) praca, podjęta jedynie dla zarobku, często wykonywana niedbale; też: produkt takiej pracy»
Jeżeli uważasz, że ktoś, kto wpada na jeden dzień, żeby wykonać jakiś utwór z nieznaną sobie orkiestrą bez pracy z nią i prób nie jest chałturnikiem, to Twoja sprawa.
Inni mają prawo do zdania przeciwnego.
I nikt nie powiedział, że nie jest dobrym dyrygentem, więc nie wiem, o co ci chodzi.
Zebys wiedzial, Bobik, ze kazdy panstwowy urzednik powinien drzec na mysl, ze mu stane na drodze. Juz sie niejeden przekonal, nie wylaczajac obecnego premiera, ktory tez mial nieostroznosc pojawic soe w Londynie, choc wtedy jeszcze nie mial tyle za uszami co obecnie. Wtedy potraktowalam go dosc lagodnie, ale ostrzezenie dostal.
Nie tylko nie usluchal, ale jeszcze rzecznikiem ds rownosci wyznaczyl Radziszewska co bylo Bardzo Duza Pomylka z jego strony i on jeszcze o tym uslyszy.
@Bobik
dziekuje za pare slow odsobnych i te refleksje egzystencjalne, ktore podczytalem w odpowiedzi @klakierowi.
O Gergievie wiem tyle, co o metodzie rozwiazania matematycznego problemu millenium Henri Poincaré przez rosyjskiego matematyka przez rosyjskiego matematyka Grigorija Perelmana ( chyba nawet o tym wiem wiecej 🙂 )
Gergiev byl u nas w Sztokholmie i przyznano mu Polar Music Prize 2006 i chyba Larry Feinstein zrobil jakis film o Szostakiewiczu z Gergievem.
to tyle, dobranoc
ozzy
jedno slowo….
Gergiev nie powinien byl atakowac Pussy Riot- MINUS!!!!
Skoro Helena po wysłuchaniu Romea i Julii nie miała nic przeciwko, aby zaprzeczyć, że Walierij Abisałowicz jest chałturszczykiem, to sądzę, że tę płaszczyznę wirtualnego sporu należy przesunąć do Historii Blogu Bobika.
Albowiem (przeważnie się z Heleną nie zgadzam w wielu kwestiach) to w sprawach rosyjskich Helena jest dla mnie Autorytetem Najwyższym.
Ale to jest sprawa muzyczna, nie rosyjska, Klakierze. Ja bym ad acta tak szybko nie przesuwała 😉
Miałam tylko jedno pytanie: KIEDY? Sprawdziłam: wg sierżanta, pan rzecznik będzie miał przyjemność spotkania Heleny już w najbliższy wtorek. 😀
Jesli Ty, Klakierze, masz mnie za autorytet najwyzszy w sprawach rosyjskich , to niech Bog sprawuje piecze nad Rosja i jej sprawami! Amen. 😯
A ja bym ad acta przesunął, bo chyba wszyscy mieli już okazję do wypowiedzenia swojego zdania i chyba nic pasjonującego z dalszego giergiewienia nie wyniknie. No, chyba że wyjdą nowe okoliczności, to możemy wznowić rozprawę. 😆
A to sie zgadza, Ago! Osmego stycznia o wpol do siodmej wieczorem. Juz zarejestrowana.
Watch this space.
Juz przyszlo nawet potwierdzenie: Your order for Korczak: Reformer of the World – Private View 8 Junuary 2013 is complete!
Private view to znaczy, ze bedzie glownie prasa. I o to nam dokladnie sie rozchodzi. Zeby nie byla to prywatna wymiana pogladow miedzy Helena i Panem Rzecznikiem.
Vesper,
dzięki, że w tych moich być może upierdliwych wypowiedziach, dostrzegasz pytania, które za tymi wypowiedziami stoją.
Tak, to nie tylko jest sprawa rosyjska (ale ona też jest), to może i nie do końca jest sprawa muzyczna.
Pewnie jest to pytanie o całość.
To jest pytanie o miejsce w Europie.
W sensie pozycji kulturalnej.
Ależ proszę, Klakierze. Nie przypisuj mi, proszę, zbyt wielkich zasług, bo niczego nie dostrzegłam. Taki mi tylko wyszło 🙂
Jestem zbyt pochłonięta Tomkami, by świadomie rozróżniać rosyjskość od muzyczności 🙄
Ad vocem: 😉 wszystkie pocztówki, które wysłałam z Moskwy (sztuk 5) dotarły JUŻ do adresatów. Wysłane 6 listopada, wzbogaciły się o stempel poczty lotniczej 21 listopada – wychodzi na to, że ponad miesiąc latały sobie samolotami! A może zatrzymywały się po drodze w różnych miłych miejscach, gdzie podają drinki z parasolkami? Ech, gdyby one umiały mówić… 😉
A James jest tylko jeden. 😛
Tomkami
Tajemnicza wyprawa Tomka?
Czy to ktoś jeszcze czyta teraz (oprócz naszego pokolenia)?
Wygrali.
Jeszcze chwila, a zacznę tak truć o rugby, że nikt, łącznie ze mną, tego nie zniesie 😛
Niezły oryginał z sędziego, Vesper, ale mnie się podobają sędziowie z jajami, niezależnie od płci.
Nie wiem, czy ktoś to czyta, ale że pisze i mówi, to pewne:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13146462,_Duzy_agent_Tomek__w_operacji_CBA_ws__dr__G___Kaminski_.html?lokale=trojmiasto
Nie śpij spokojnie, urzędniku
i nie pchaj się bez lęku w plener,
bo zawsze, w Londku czy w Kórniku,
możesz się natknąć na Helenę.
Nie ględź, że dzień coś miałeś śnięty,
że jakoś nie tak było z weną…
Na nic się zdadzą te wykręty,
gdy staniesz twarzą w twarz z Heleną.
I jeśli, urzędniku, jeszcze
nie wiesz, czym jest dantejska scena,
to miej od dzisiaj grozy dreszcze,
bo ci wyjaśni to Helena. 😈
Ago, moje świąteczne przesyłki jeszcze się tułają po Berdyczowach 😕
Ago, nie chcę, żeby wyszło, ze jestem przeciwko Klakierowi, więc nie skomentuję, ale 😆 się chyba mogę.
hehehe – jak to kogo inne Tomki interesują 😀
Dowiedziałam się właśnie, że za pomocą niewielkiego urządzenia pneumatycznego, w którego skład wchodzi coś na kształ tuleyi, można z Małego Tomka uzyskać Dużego Tomka. Może więc to Ten Sam Tomek, tylko przed i po? 😯 😳
W przypadku CBA to nie był Tomek na tropach, a raczej Tomek po trupach. 🙄
A ja, starszy referent (i coś tam jeszcze, ale zapomniałam), bardzo bym chciała stanąć twarzą w twarz z Heleną 😉
Ja bym nie wykluczal, ze wszyscy agenci CBA nosza operacyjne imie Tomek. Rozroznia sie ich jakos opisowo: Duzy Tomek, Maly Tomek, Sredni Tomek, Tomek z Duzym Fiutem, Tomek bez Fiuta, Tomek Ktory Przeczytal Ksiazke, Tomek Skonczony Debil, etc.
To umówmy się, Haneczko, że Ty jesteś urzędniczka, nie urzędnik. 🙂
Już myślałem, ze da się zasnąć wśród wspomnień – a tu się okazało, że nie wspomnienia lektur, ale jakiegoś gostka.
Że też zawsze kobitki jakiś mydłek podnieca???
Dobrej Nocy Bloże
Vesper, jak będziesz oglądać takie tuleye, to w końcu złapiesz wirusa. 😈
Duży Tomek na Baterie. Praktyczna Tuleya gratis. 😈
Spoko, spoko, Wodzu, oglądam przez superwytrzymałego avasta 😎
Może kobiety po prostu myślą praktycznie, Klakierze? Ten Tomek z lektur już swoje lata ma. 😈
Jednocześnie ma swoje lata, jak i nieletni.
Coś mi się zdaje, że tam nie ma Dużych Tomków. Tuleje też mikre. Skarłowacenie widzę ogromne 🙁
I nie wszyscy mają te same lektury.
A jak się Tomkowi baterie wyczerpią, to co? Wirus przestępczości zacznie się plenić bez przeszkód? 👿
Haneczko, chodzi raczej tylko o wysokość postaci. Spoko. 🙂
Oni cały czas mówią, że nie występował pod przykryciem.
To chyba znaczy, że przyszedł i poderwał na prawdziwe imię.
Amerykę odkryli, że pacjenci na wyprzódki aż skręcają się, zeby komuś wręczyć kopertę, żeby operował ich ten, a nie tamten, żeby sobie kupić (w swoim mniemaniu) czyjąś uwagę i opiekę, być może kosztem innych, którzy nie mają takich możliwości.
Ależ, panie doktorze, to nic wielkiego, to tylko drobne podziękowanie…..
A później trąbią po świecie, że łachudra, bo bierze, musiałem dać, choć nikt tego nie żądał.
Trochę się napatrzyłam na moich rodaków.
Też się napatrzyłam, Siódemeczko. Ale wiesz co? Nigdy nie dawałam i nigdy nie miałam powodu narzekać na leczenie i opiekę. Kwiatki i słodkości po, zanosiliśmy zawsze.
Ja też, Haneczko. 🙂
Ja też w Polsce ograniczałem się tylko do kwiatków i jakoś przeżyłem. 😉 Tu i kwiatków nie daję, bo nie ma takiego zwyczaju, a opiekę medyczną mam jakby nieco lepszą. Czyli nie prezenty robią dobrą służbę zdrowia. 😉
Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem, żeby przedstawić Wam Pana, który czyta blog Bobika, ale się nie odzywa. Ma na imię Marek, mieszka w Szwecji i jest emigrantem 68 roku, z wykształcenia jest socjologiem.
Jakiś czas temu na Facebooku poprosił mnie o dołączenie do grona znajomych.
Trochę byłam zaskoczona, myślałam, że jest znajomym innego Polaka ze Szwecji Romana Wróblewskiego, syna bliskiego współpracownika Korczaka, którego poznałam na fejsie na stronie Drugie Pokolenie.
Później okazało się, że Pan Marek zna mnie z tego bloga.
Robi od zawsze fantastyczne zdjęcia i wydaje się, że miał coś wspólnego z filmem w Polsce.
Umieszcza czasami swoje czarno-białe zdjęcia z Polski sprzed 50 lat i aż szkoda, żeby przeszły bez echa.
Tu jest jedno z tych zdjęć z Lublina:
http://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151191330161144&set=pb.567541143.-2207520000.1357340031&type=3&theater
Chciałabym, żeby Pan Marek się odezwał, bo po pierwsze jest przeuroczym człowiekiem, a po wtóre myślę, że mógłby się nieźle odnaleźć w naszym gronie z korzyścią dla wszystkich stron.
Długo nosiłam się z tą prezentacją, bo nie chciałam urazić Pana Marka, ani wywierać na Niego presji, ale zgodził się, więc zebrałam się wreszcie na odwagę.
Panie Marku, zapraszamy. 🙂
Aaa, przypomniało mi się. Miałam. Gdy kazali mi głupio rodzić córaska i gdy wprost przeciwnie. Ale, w obu przypadkach, znalazł się Człowiek.
Ja Marka już znam korespondencyjnie i też nie chciałem wywierać presji, ale z najwyższą przyjemnością bym go na blogu powitał. 🙂
Tylko o ile wiem, Siódemeczko, ten 68 jako rok emigracji się nie zgadza. Marek wyjechał wiele później.
Jutro mam inwenturę. Słowo paskudne jak rzadko i reszta też obrzydliwie tępa. Nie cierpię przelewania z pełnego w pełne na piechotę 👿
Idę nabierać sił do warczenia. Dobranoc 🙂
To może ja coś źle zrozumiałam, albo jestem tak nastawiona, że wszystko odbieram przez pryzmat tamtego roku.
Już wiem, Pan Marek przywołał w swojej wypowiedzi 68 rok i ja to wzięłam za jakąś granicę.
Ta data jest zresztą taką granicą, że łuski spadły z oczu.
Zobaczymy, może odezwie. 🙂
Te zdjecia Pana Marka tak mnie wciagnely, ze musialam sie w pewnym momencie opanowac i powiedziec sobie : nie wszystko naraz.
Ale sa one wspaniale. Najbardziej poruszylo mnie zdjceie z Lubliubna sprzed pol wieku – kawalek bazaru blisko Podzamcza, z widoczna zza bud wieza starej cerkwi. Znalam to miejsce dosc intymnie, i to dokladnie z czasu kiedy zdjecie zostalo pstrykniete, gdyz przez te kaluze, stopiny snieg, obok tych bud i straganow maszeriwala codziennie w drodze do szkoly. Robilam tu tez czesto zakupy – jajka, smietanr (ile za kwaterke?) Mam z tym dokladnie miejscem zwiazane jedno wspomnienie, dosc zabawne z perspektywy lat, kiedys o nim moze opowiem, choc jedna moja kolezanka, Agnieszka Lesiewicz napisala juz kiedys o tym przed laty opowiadanko. Bardzej niz akiekolwiek ine zdjecie z archiwalnego Lublina, to z bazaru przenioslo mnie w czasie.
Niezwykla jest seria z „miejscami zabaw”. Te dzieci, choc wygladaja tak jakos znajomio, wydaja sie byc oddalone o lata swietlne. W rzeczy samej – Past is a foreign country.
No i bardzo mnie ucieszyly zdjecia taboru cyganskiego chyba robione w czasie targu koni. Zdazyl Pan Marek uchwycic ostatni moment, bo zaraz, juz w 1964 r. weszlo prawo zakazujace wedrownego trybu zycia. Zrujnowalo to zycie wielu ludziom, syszalam o licznych wtedy samobojstwach, o dramatach, no i od tego momentu zaczyna sie wsrod wedrownych, nezdlnych do innego niz dotad zarabniania na siebie szczepow, prawdziwa przerazajaca nedza i upokorzeie.
A generanie zawsze chetniej znacznie ogladam na takich zdjeciach ludzi, niz np architekture czy widoki. To taki kawal social history, jakiego nie jest w stanie dac nam zaden film czy zapis literacki. Uchwycona chwila znacznie wiecej potrafi przekazac, wytlumaczyc.
Jutro powroce do tych zdjec i zobacze wiecej.
Dzieki Siodemeczko za udostepnienie. Dzieki Ukryty Panie Marku.
Marek należy do tych, którzy wypowiadają się obrazem, więc w pewien sposób możemy uznać, że już się odezwał i nawet bardzo dużo opowiedział. 🙂 Ale oczywiście jeszcze przyjemniej by było, żeby odezwał się również w słowie.
Ja chyba już też dobranocnę, bo ostatnio aż taki żubr nie jestem, żebym przez całą noc się obżerał. 😉
O, dobrze, ze przypomniales mi, Piesu, zubry. Ide poogladac akwarium, to moze uda mi sie zasnac!
Tak, Pan Marek sie wypowiada obrazem. I ciekawe jaki cieply i przyjemny autor sie zza nich wylania. On naprawde lubi ludzi! On na nich patrezy z czuloscia i zrozuieniem. Co az bije z tych zdjec. Dawno takich fajnych zdjec nie widzialam.
Zerknąłem jeszcze przed snem do karmnika i zobaczyłem, że teraz sarny przyszły na kolację. Też się po nocach włóczą. 🙂
przyszly sarenki!!!!!
Szybko wszyscy przybiegajcie!
http://www.lasy.gov.pl/zubr
Sh..t! Wyploszylam!!! 🙁
Wyploszylam cala zwierzyne. Nie ma na polanie nikogo.
Sarenek czy tez jelonkow bylo co najmniej trzy, albo cztery. Niektore mialy niewielkie rozki i biala pupe, pod ogonkiem, Staly sobie przy sianku i podjadaly, rozgladajac sie nieustanie na boki. Bardzo slodkie.
Moze wroca.
Nie wrocily.
Dzień dobry.
Powaliła mnie ta odwaga, na łopatki!!!!
„Den Odeonsplatz mit der Feldherrnhalle kennt jeder Münchner. Doch man muss nur ein paar Schritte hinter die Feldherrnhalle gehen und erlebt in der Viscardigasse eine recht unbekannte, aber bewegende Sehenswürdigkeit. Im Dritten Reich wurde die Viscardigasse Drückebergergasse genannt, da Münchner auf dem Weg zum Odeonsplatz die Gasse entlang gehen konnten, um zu umgehen, die SS-Wachen vor der Feldherrnhalle mit „Heil Hitler” grüßen zu müssen. Eine bronzene Spur auf dem Pflasterboden erinnert heute an den zivilen Widerstand”.
Zycze Panstwu wielu ciekawych spotkan
pozdrawiam tez milo,
ozzy (göteborg)
Dzień dobry 🙂
Ozzy jak Latający Szwed – wczoraj w Uppsali, dziś już w Götegorgu, kto wie, gdzie jutro… 😉
Przyjemnych dni, Ozzy, gdziekolwiek będziesz. 🙂
Och, muszę dla nieniemieckojęzycznych streścić to, co wrzuciła Mar-Jo, bo faktycznie tym monachijskim, bezimiennym bohaterom należy się powszechna sława i chwała. 😈
Otóż w Monachium znajduje się uliczka nosząca obecnie imię Visakarty. W czasie wojny nazywano ją jednakowoż Zaułkiem Uchylaczy (Się), albowiem tamtędy można było dojść do Odeonsplatzu omijając posterunek SS i unikając w ten sposób obowiązku zahajlowania. Dziś ślad z brązu wtopiony w bruk przypomina o tych heroicznych aktach cywilnego oporu. 😎
Heyah reklamuje „rewolucję w telefonii” przy pomocy Lenina. Żarcik jak dla mnie taki sobie, ale spoko, były poseł Artur Zawisza już wie, jak ukarać jego twórców:
Do tej pory suk…yny z korporacji twierdziły, że promują tow. Che, bo nie był typowym komunistą, ale jakimś tam rzekomym marzycielem itp. Teraz pokazują zbrodniarza w ścisłym tego słowa znaczeniu, i to ukazuje prawdę o nich – należy wobec tego podpalać ich siedziby, wywłaszczać ich z własności i na koniec rozstrzeliwać pod ścianą – będą mieli prawdziwy leninizm.
Silni Ludzie mają to do siebie, że zawsze znajdą dla jajcarzy jakiś kanał do wykopania. 🙄
Dzień dobry,
na dworze jesiennie, prószy zmrożoną mżawką.
Nic tylko siedzieć w domu i wspominać czarno-biały świat sprzed 50 lat.
I tak, Heleno – zdjęcie, które opisujesz, to nie do końca dokładnie bazarek, to plac manewrowy dworca autobusowego PKS (dworzec widać na drugim planie – taki szary klocek. Bazarek od Lubartowskiej dochodził do dworca. Niewykluczone, że wcześniej rozciągał się i tu, zanim dworzec przenieśli z placu za Urzędem Miasta na Podzamcze.
A widziałem wczoraj na mieście ten plakat reklamowy. Najpierw się zastanawiałem, czy to na pewno Lenin, potem się zastanawiałem, czy bym się skusił na tę ofertę (poprzez tę reklamę), a potem sobie pomyślałem, że jakoś ludziom brakuje konceptu – to jak z tą postacią Hitlera, co klęczy w bramie na Próżnej i 24 godziny na dobę pilnuje jej ochroniarz.
Ad Bobik 5 styczeń 13, 11:13
Moim zdaniem tu znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie Bobiku:
http://www.4sound.se/shops.aspx
Z tym Hitlerem to nie znam i nie wiem, o co chodzi. 😯 Też coś reklamuje?
Tu jest o tym (a i Alienor wspominała kiedyś)
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,12887709,Hitler_modli_sie_w_bramie_na_Proznej___To_przerazajace_.html
A przy okazji na dole pod artykułem jest baner Heyah 🙂
Dzięki, Klakierze. 🙂 Czasem mi jakiś link ucieka, a przyznaję, zdarza się też, że przeczytam i potem zapominam. 😳 To ta szczenięca skleroza…
Ale ten modlący się Hitler to jednak inna jakość od reklamowego Lenina. Sądząc po reakcjach oglądających, wywołuje nieraz wstrząs i refleksję, czyli robi to, co sztuka w zasadzie robić powinna.
Chyba pierwszy raz się cieszę, że nasz drogi Kotek jeszcze się nie pojawił. Oby to znaczyło, że wreszcie zdołał pospać. 🙂
A tu to ja bym się Bobiku nie do końca z Tobą zgodził.
Pewnie, że wstrząsa osoba samego Hitlera. I tu nie trzeba dołączać żadnej sztuki. Przy okazji zastanawiam się, że postać Stalina budzi grozę, ale jakoś inaczej. A Lenin? Wiem, ze jestem zindoktrynowany i że przez lata wtłaczano mi obraz – Lenin w Poroninie.
Mam też takie wrażenie, że coraz częściej sztuka ucieka się do szokowania, a nie tworzy refleksji. Ale tak, jak napisałem – mam wrażenie.
Albo stoi na warcie i pilnuje dostaw. 🙁
Mam nadzieję, że Twoja nadzieja, Bobiku, nie okaże się płonna.
Znikuję do wieczora.
Dobrego dnia bez względu na okolicznosci przyrody. 🙂
Z ponoworocznym pozdrowieniem… witajcie Starzy i Nowi blogowicze.
Wyrazy wspolczucia dla tych co przezyli takie ciezkie chwile w okoloswiatecznym okresie.
Okejrzalam zdjecia Marka. Bardzo dobrze jeszcze pamietam te Polske 50 lat temu. W Falenicy nie bylo jeszcze wtedy asfaltowtch drog za wyjatkiem trzech glownych (jedna to trasa Warszawa-Otwock, a druga, poprzeczna, prowadzila do kosciola a trzecia do Walu Miedzeszynskiego). Praktycznie nie bylo wtedy nowych domow, a stare juz zaczynaly sie sypac. Bylo ok 6 punktow kowalskich i ten stuk mlotow i ogien palenisk oraz cierpliwosc kutych koni pozostaja wyraznie w pamieci. Dzieci byly wszedzie, w kazdym mieszkaniu i jakos bylo bezpiecznie bawic sie na dworze, bo zawsze byla chmara dzieci do zabawy w berka, chowanego, klasy, w gume, w zbijaka, czy wspinac sie na drzewa, nie mowiac o saneczkach i lyzwach (mialam takie na dwoch plozach) zima. Swiat doroslych byl odrebnym swiatem. Pamietam, ze zajmowalismy sie sami soba, a dorosli rozmawiali o swoich problemach i ogolnie malo nam poswiecali uwagi.
Wczoraj wybralismy sie do naszej ulubionej restauracji na noworoczna celebracje i po raz kolejny, nie zawiedlismy sie. Proste danie jakim jest risotto z radicchio bylo wspaniale! Sezaki w jakiejs skomplikowanej redukcji tez. Do tego winko totez przed 9-ta spalismy jak susly az do dzisiejszego ranka.
Nie, tu wstrząsa nie sama postać Hitlera, tylko sytuacja, w jaką została wkomponowana i opóźniona rozpoznawalność postaci. Znamienna jest przecież różnica reakcji przed i po rozpoznaniu. I właśnie ten dysonans wywołuje refleksje widzów – czy ktoś taki jak Hitler byłby w stanie modlić się, okazać skruchę, prosić o przebaczenie? Czy miałby prawo do tego przebaczenia, a nawet tylko do okazywania skruchy? Czy my, „późne wnuki”, moglibyśmy uwierzyć w szczerość tej skruchy? Etc.
Nie wdaję się tu w rozstrzyganie, czy dzieło Castellana z artystycznego punktu widzenia wielkim jest, czy wręcz przeciwnie. Mówię o tym, że widzę tu zupełnie inny zamysł niż w reklamie z Leninem, która jest po prostu czystym jajcarstwem i nie ma żadnych refleksji budzić, tylko przyywołać proste skojarzenie: Lenin=rewolucja.
Wiewiórki na mieście powtarzały sobie czikiki-czikiti-tita , że najpierw twórca zgłosił się do proboszcza pobliskiej parafii z propozycją, aby „Hitler” klęczał w kościele.
Obaj Bobiku mówimy o wzniecaniu (różnych w swym wymiarze) emocji, ale w obu przypadkach jest to wykorzystywanie wizerunku danej osoby do tworzenia swej własności twórczej.
Coś mi się tu nie zgadza.
Prawdę mówiąc jajczarstwo z Leninem niewiele dla mnie się różni od jajczarstwa z Hitlerem.
To co mnie wzrusza, to to jak widzę, jak od listopada w dzień, w noc, w deszcz, śnieg stoi tam przy tej bramie ochroniarz i pilnuje Hitlera. I zdaje się, że jest to wciąż ta sama ekipa kilku ochroniarzy zmieniających się w jakimś tam rytmie.
Króliku, ja też się czasem głęboko zamyślam nad tym, jak bardzo w ostatnich dziesięcioleciach zmienił się świat dziecięcy i jego relacja ze światem dorosłych. Bo to rzeczywiście były dwa odrębne światy, do których – z bardzo małymi wyjątkami – nawzajem się nie wpuszczano. Chyba żadnemu dorosłemu nie wpadłoby wtedy do głowy, żeby się nosić jak nastolatek, a żadnemu dziecku, żeby w wieku lat 14 być zaawansowanym alkoholikiem, po przejściach z dziesięcioma narzeczonymi. Istniało dość silne poczucie „to jeszcze/już nie dla mnie”.
Owszem, dzieci nieporównywalnie częściej dostawały w skórę i nie miały nic do gadania, ale równocześnie na pewnych polach miały nieporównywalny z dzisiejszym zakres wolności. Wychodzę na podwórko – Tylko wróć przed szóstą! – i tyle było czasem całej kontroli. No, jeszcze ewentualnie pytanie a zadania odrobiłeś?, na które zawsze można było odpowiedzieć odrobiłem!, niezależnie od stanu faktycznego. 😉
Ile ja się sam czy z rówieśniczą paczką nawłóczyłem po miejscach, w które w życiu nie puściłbym własnego potomstwa. 🙄 Nie myśląc w ogóle o pedofilach, mordercach, kidnaperach i tak dalej. Rodzice też najwyraźniej o tym nie myśleli, bo na te eskapady patrzyli przez palce. Ile ja miałem wolnego czasu, choć radośnie zapisywałem się do wszelkich możliwych kółek zainteresowań, w szkole i w Domu Kultury. Ile decyzji mogłem, a nawet musiałem podejmować sam, choć niby jak ryba głosu nie miałem – tylko dlatego, że z różnymi rzeczami nie honor było do dorosłych lecieć…
Dziś bardziej dbamy o podmiotowość dziecka, o zdobycie jego zaufania, o nietykalność cielesną, o zaspokojenie potrzeb materialnych i wypełnienie wolnego czasu, ale chyba odebraliśmy dzieciom sporo tej nieuładzonej wolności, którą miały dawniej. Wiem, świat się zmienił, zrobił się bardziej niebezpieczny, bardziej wymagający, co było, uż se ne vrati, no i zawsze jest coś za coś. Ale czasem, kiedy patrzę na stukające w smartfony, wożone z angielskiego na chiński i dalej na balet, nieznające w ogóle instytucji podwórka szczeniaki, trochę mi żal, że po moście nie suną już sanie… 😉
Klakierze, dla mnie różnica jest ta, że nie widzę w tym Hitlerze Castellana żadnych intencji jajcarskich. Tylko tyle, ale postać rzeczy zmienia zasadniczo.
Żubr czeka na polanie!
Rzeczywiście. To one jednak nie jedzą przez całe noce, tylko przez okrągłe doby. 🙂
Ale skoro one żują profesjonalnie, to by oznaczało, że mają 168-godzinny tydzień pracy. 😯
Co na to żubrze związki zawodowe?! 👿
Wróciłem z ogrodów. Wylazł przebiśnieg i spytał się tylko @#$%& gdzie tu śnieg. Zakwitł wawrzynek wilcze łyko 🙂
Zdjęcia lubelskie Pana Marka – rejon dworca się nie zmienił
Dworzec PKS byl znacznie mniejszy w tamtych latach. BYlam zaskoczona jak sie rozrosl ( a targ sie skurczyl) gdy odwiedzilam po 30 latach od wyjazdu. Na zdjeciu widac chyba tyly Koziolka, czesc tego to byla hala i stragany. Bylam na tej hali „zaprzyjazniona” z Rosjanka, ktpora sprzedawala mi spod lady fistaszki nie lupane. Moja gospodarcza operatywnosc bardzo byla dpceniana w domu, a fistaszki byly chowane przed ojcem do bielizniarki, gdze je regularnie znajdiwal i wyjadal przed czasem, czyli przed swietami. .
I takie wlasnie rozjechane blocko bylo tam wszedzie. Bardzo jakies evocatiove to blocko i cale to miejsce.
Usnelam kolo 9-ej rano . I az do wpol do trzeciej..
Czy wawrzynek to drzewko laurowe?
Wawrzynek to wawrzynek, chociaż jakiś laur zawsze można mu przyznać. 🙂
Bez żadnego związku z czymkolwiek 😉 wrzucam linkę do absolutnie fascynującego, a poza Anglią chyba mało znanego życiorysu. Gertrude Bell, arystokratka, podróżniczka, alpinistka, archeolożka, poliglotka, pisarka, pracownica brytyjskiego wywiadu, faktyczna „twórczyni” Iraku, żeńska odmiana Lawrenca z Arabii (choć może sprawiedliwiej byłoby nazwać Lawrenca męską Gertrudą Bell). Trafiłem na jej nazwisko przy okazji czytania czegoś o Iraku, skoczyłem do Wiki, żeby sprawdzić, kto zacz i już nie mogłem się od tego życiorysu oderwać, mimo że hasło bardzo dłuuugie. 🙂
http://en.wikipedia.org/wiki/Gertrude_Bell
Pierwszy sen Heleny w Nowym Roku! Chyba trzeba to oblać kawą. 😀
O Gertrudzie bylo glosno kilka lat temu i tutaj jest review kilku o niej biografii:
http://www.nybooks.com/articles/archives/2007/oct/25/the-queen-of-the-quagmire/?pagination=false
Prawda, powinienem napisać nie „poza Anglią”, tylko „poza obszarem angielskojęzycznym”. W Niemczech jakoś szczególnie fetowana nie była, a przynajmniej ja nic o tym nie wiedziałem. 😉
Cos takieg musialo sie dziac w drugej polowie XIX wieku i poczatkach XX, ze w Anglii dzialalo pelno niepospolitych kobiet, wszstie wywoidzace sie z klas uprzywilejowanych, choc nie koniecznie arystokratycznych, ale najczesciej zamoznych, ktore wchodzily w dorosle zycie z silnym poczucie misji do spelnienia, roli do odegrania, sluzby do wysluzenia. Octavia Hill, o ktorej kiedys juz opowiadalam, Florence Nightingale, Gertrude Bell, panie Pankhurst, a przed nimi jeszcze Milicent Fawcett, Katherin Booth (wspolzalozycielka Armi Zbawienia) , Elizabth Fry – reformstorka wieziennictwa, dr James Miranda Barry (chodzila cale zyce zawodowe przebrane za mezczyzne, aby moc wykonywac zawod lekarza) – bylo znacznie wiecej wowczas tych pan z dobrych domow, ktore braly na wlasne barki spoleczne reformy i naprawianie ulomnego swiata. I byly niesamowicie, ale to niesamowicie skuteczne w tym co robily.
Na zdjęciach Pana Marka Polska 50 lat temu.
A dziś w Wwie nostalgiczna imprezka.
Na zdjęciu Zasłużona Motornicza:
http://wiadomosci.wp.pl/gid,15226643,gpage,4,img,15226672,kat,355,title,Pozegnanie-tramwajow-13N,galeria.html
Dodam tylko, ze jestesmy w narodowej zalobie, bo nie tylko przegralismy do USA w mistrzostwach swiata w hokeju juniorow o zloto, to jeszcze do Rosjan (w dogrywce) o braz.
http://sports.nationalpost.com/2013/01/05/canada-leaves-world-juniors-without-a-medal-after-overtime-loss-to-russia/
Hokejowe rozgrywki juniorow sa traktowane z wieksza rewerencja niz regularne.
Mistrzostwa juniorow bez medalu to tragedia i szok. This is not acceptable!
To nie tylko w Anglii się działo. A choćby nasza Skłodowska to pies? 😎
Nietrudno dojrzeć w tym konsekwencje myśli Oświecenia, ruchów emancypacyjnych i coraz większego, choć opornego, dopuszczania kobiet do edukacji. W całej Europie coś się ruszało, a nawet w Turcji w 1894 otwarto dla kobiet uniwersytety. Taki trynd się zrobił.
Tylko może te Angielki były bardziej znane, bo pisano o nich w dość popularnym języku. 😉
Pani Curie byla wielka uczona, ale nie byla social reformer, tak jak te wymienione Angielki. Predzej chyba pani Maria Dulebianka i polskie socjalistki niz Curie.
wspoczucie z powodu porazki hokejowej dla Kanady. Better luck next year.
Ostatnia szansa, aby przeczytać wiadomość od Agnieszka.
Twój znajomy Agnieszka, 10 dni temu wysłał/-a Ci wiadomość, której wciąż nie przeczytałeś/-aś.
I jeszcze piszą, że usuną wiadomość w przeciągu. Z Barcelony tak piszą. To Aga narozrabiała. 😯
http://sphotos-e.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/524786_4160514052969_974487275_n.jpg
Різдво Христове 2013 … najlepsze życzenia dla wszystkich przyjaciół wschodniego obrządku
A czy panna Bell nie była raczej z drugiej strony reformatorskiego kija?
Bell also became honorary secretary of the British Women’s Anti-Suffrage League. Her stated reason for her anti-suffrage stand was that as long as women felt that the kitchen and the bedroom were their only domains, they were truly unprepared to take part in deciding how a nation should be ruled
WW, ta Barcelona łazi już od Świąt. Też ją dostałem z życzeniami. Aga chyba ode mnie 🙁
Muszę przyznać, że to dla mnie miła odmiana, wreszcie trochę narozrabiać. 😳 Drugie wreszcie – udało mi się zerknąć na paśnik (do tej pory pokazywały mi się tylko mrugające punkty), a tam akurat całe stadko saren. 🙂
Poniewaz, jesli dobrze pamietam, tylko ja w tym towarzystwie otrzymalam proper chrzest w kosciele wschodniego obrzadku, to przyjmuje oczywoscie pozdrowienia z wdziecznym sercem, chociaz chrzest nie do konca sie przyjal.
Po stoczeniu dzielnej walki do krwi ostatniej o to by nie nazywac faszerowanej ryby z wieprzowa zelatyna, tfu!, gefilte fiszem. 🙄
Nie, nie byla, Vesper, jeslu przeczytasz jej „uzasadnienie”.
Ago, to nie sarenki. To panie łanie, czyli jelenie 😉
Kota od psa zwykle odróżniam, ale z gatunkami nieudomowionymi mam często kłopoty. 😳 Dziękuję, Irku. 🙂
A ja bym twierdził, że miss Bell jednak była z innego końca, bo przecież miała wybór, czy walczyć o to, żeby kobiety gdzie indziej niż w kuchni widziały swoje powołanie, czy zapisać się do antysufrażystek. Wybrała, co wybrała. Dlatego też nie nazwałbym jej reformatorką społeczną. Ona chyba za wielki zaszczyt i radość życia uważała tytuł „honorowego mężczyzny”. Co nie zmienia faktu, że sama była sufrażystką w praktyce. 😈
I przy tym nie była jedyną kobietą, która nie zauważała, że różne swoje możliwości samorealizacji zawdzięcza właśnie tym przebrzydłym sufrażystkom. Ba, mało to i dzisiaj bardzo wyemancypowanych, pełnymi garściami korzystających ze zdobyczy feministek pań, które od feminizmu odżegnują się jak diabeł od święconej wody? 🙄
Uzasadnienie jest dwuznaczne, Heleno. Podobnych argumentów używają obecnie przeciwniczki systemów preferecji dla kobiet w polityce i biznesie, uważając się za chlubne wyjątki od niechlubnej reguły.
Nawet Łajza Gertrudzie dołożyła. 😎
Alesz tam inwazja jelonkowatych z bialymi pupami. Co najmniej 14 , w tym zaledwie 2-3 urogowione.
Oglada na zywo ok. 1200 osob.
Jedyny zubr jaki byl, po namysle przeniosl sie do tegp drugiego pasnika, pod daszkiem i cos tam sobie pracowicie skubie.
Welka frajda to akwarium.
No proszę, a do mnie Aga udaje niewiniątko. Jeszcze żadnego przeciągu mi nie przysłała, z Barcelony czy skądinąd. 😛
Przypomnę, że jelonek to bardzo tajemnicze i pełne zagadek zwierzę. 😎
Jak szybki jest jelonek?
A jaki ma ogonek
i w którą biegnie stronę
przez tajemniczy las?
Czy kiedy wzejdzie dzionek
tereny on zielone
objada, a skowronek
czy mu umila czas?
Czy niosą go kopytka?
Czy czasem dziura brzydka
mu płynność biegu przytka
i go pozbawi tchu?
Czy zwija się w womitkach
lub męczy się na spytkach?
Czy jakaś faworytka
masuje różki mu?
Czy też porożem hożo
zahacza o miłorząb?
Czy karmy mu dołożą,
gdy ma na siano smak?
Pytania wciąż się mnożą,
komisją śledczą grożą,
i wcale nie jest w porzo,
gdy odpowiedzi brak! 👿
Bobiku, do Ciebie Irek dotarł pierwszy. Ten barceloński rozbójnik internetowy chyba dość starannie prowadzi kartoteki – jego listonosz nie puka dwa razy. 😉
Ten rozbójnik jest wszędobylski. Pukał już do mnie dwa razy. Nawet do mnie ode mnie. Wchodzę do firmy,a mój szef mówi” Dzień dobry panie Irek L” 😯 🙂
Irku, Ty zamiast się parać rozbójnictwem, lepiej wyjaśnij, jak odróżnić panią sarnę od pani łani. 🙂 Tylko po wielkości, czy są jeszcze jakieś inne sygnały rozpoznawcze?
Znaczy, Bobikowi się upiekło. 🙂 Do mojego szefa też zbój zapukał – dobrze, że szef ma poczucie humoru i mądrą żonę. 😉
Biała bielizna? 😳
O Gertrudzie Bell był kiedyś artykuł w „GW”:
http://groups.yahoo.com/group/islampl/message/1190
Jeszcze nie wiadomo, czy mi się na dobre upiekło. Zbój wcale nie zaprzestał zbójeckiej działalności. 👿
Jaki piekny wiersz!
Moze umiescisz go na tej stronie z polanka? Oni by sie tam bardzo ucieszyli!
Czy znowu ja to mam zrobic?
Oj, Heleno, wiesz, jak ja kocham autoreklamę. 😆
Okej, okej, juz wyslalem z odpowiednim listem!….
Uff, to ja mogę iść odgrzewać bigos. 😀
Taki dobry wyszedł, że nie dziwcie się, jeśli dziś i ja okażę się żubrem. 😳
Bobiku, głównie po wielkości ( 1:7). Dla psów ważne też będą trop i bobki. Poroże inne, ale teraz nie ma. Jeleń to pan puszcz, a sarna laski i pola. Na polanę w Browsku mogą też wpaść sarny, ale jeszcze nie widziałem
Ja tez myslalem o odgrzewaniu bigosu. Ze sloika. Bez zadnych dodatkowych „babun” i „dziaduniow”.
Bo mam taka zasade, ze zadnych produktow , ktore maja w nazwie babunie lub dziadunia (ok. 90% polskiej produkcji spozywczej) nie kupuje. Podobnie unikam produktow z okresleniami takimi jak „zolnierska” (grchowka) lub „jadlo („jadlo dziadunia). To jest absolutnie pewny znak, ze do „jadla” wrzucono rozliczne smiecie.
A „zolbnierskie jadlo dziadunia” przechowalo sie chyba jeszcze z czasow kiedy dziadunio sluzyl w c.k. armii Franciszka Jozefa. Unikac jak zarazy.
Kocie,
“żołnierskie jadło dziadunia” to tzw. zapas nienaruszalny ( w skrócie ZN ) uruchamiany co 30 lat. Teraz dostępny dla ludności cywilnej 😉
Co tez ta Monika z Dziewczynkami tam wyprawia!
http://wyborcza.pl/1,75476,13143709,Nie_dla_wody_w_plastikowych_butelkach.html
S. Pelegrino w szklanych butelkach jest nie do udzwigania, jak sie iesie wiecej niz cztery!
Tak tez jakos podejrzewalem, Irku.
O, przepraszam, na hellmannowski majonez babuni złego słowa nie dam szczeknąć. Uważam go za najlepszy ze znanych mi majonezów. Ale pozostałe babuniostwo i dziadostwo traktuję podobnie jak Mordka – łapy weg! 🙄
To Hellmann byl babunia? 😯
Moze Heinz od keczupu tez?
Nieee, Heinz to third cousin twice removed. 😆 Ja też używam wyłącznie majonezu babuni. I czasem jadam, nie narzekając, chleb poligonowy. 😳
Inteligencja w szponach produktów masowych.
😆 😆 😆 😆 😆
Dobra, ale co konkretnie jadło dziadunia i czy przeżył? 😯
To nie ja, Heleno. To wlasciwie wina systemu town meeting, czyli demokracji bezposredniej w stylu amerykanskich malych miasteczek, typowego zelaszcza dla Nowej Anglii, przeniesionego w prawie tej samej formie w dzisiejsze czasy (miejskie walne zebranie, na ktorym wszyscy dorosli mieszakncy maja prawo i do zaproponowania nowych praw na terenie miasta, i od razu mozna takie propozycje przeglosowac za albo przeciw, jak wlasnie sie stalo w tym przypadku, kiedy na ponad 17 tysiecy mieszkancow Concord za zakazeml zaglosowalo cos okolo 500, ale na tym akurat zebraniu, o bardzo poznej porze, gdy wielu uczestnikow juz poszlo do domow, stworzyli wiekszosc). Obecnie zreszta trwa akcja odkrecania tego zakazu, zobaczymy na ile skuteczna. Mnie ten zakaz szczegolnie nie przeszkadza, bo miejscowa jestem, i na okazje turystyczne napelniam woda metalowe butelki na wode (bez BPA), ale licznych turystow odwiedzajacych nasze miasto czeka pewnie niemila niespodzianka. A z ekologicznym przekazem ogolnie sie zgadzam, tyle, ze mysle, ze mozna to bylo przeprowadzic sensowniej (np. wiecej koszy na plastikowe smieci w miescie, z akcja informacyjna w sklepach na temat innych mozliwosci, takich jak korzystanie z dostepnych w paru punktach miasta, lecz niekoniecznie znanych turystom water fountains, gdzie mozna turystyczna butelke napelnic czysta, dobra, miejska woda z kranu).
Ciekawa ta recenzja ksiazek o Gertrude Bell z NYRB, podrzucona przez Krolika. Panie z uprzywilejowanych sfer (jak zreszta i panowie) mieli wtedy poczucie misji, wewnatrz kraju, jak i na zewnatrz. I czasem im wychodzilo dobrze, a czasem nie za bardzo. Ostatnio byly zawodowy dyplomata amerykanski napisal ksiazke pod tytulem We Meant Well, bardzo pouczajaca, o podobnym podejsciu w dzisiejszych czasach (lacznie z wysokimi kosztami, i slabymi rezultatami), ktora sie czyta troche jak Szwejka. 😉
.
Kroliku, commiserations. Better luck next time! Jakos sama caly ten dramat przeoczylam, bo wlasnie czytam najnowsza ksiazke Olivera Sacksa, o halucynacjach, wiec nieco sie oderwalam od rzeczywistosci. 😉
Zazwyczaj jakas nierozpoznawalna maz, WW.
Gdy babunia – niestety – spożywczo odpadła,
w żołnierskiej atmosferze maź dziadunia zjadła. 😥
Chyba widziałem taki film kiedyś, amerykański. Nie tylko dziadunia, tam pół miasteczka zjadło.
Moze sie da odkrecic ten zakaz.
Z pewnoscia mozna znalezc przyklady kiedy dobrymi intencjami pieklo zostalo wybrukowane – mowie w tej chwili nie tylko o zalkazie plastikowych butelek, ale i o tych paniach z dobrych domow (i panach), ktore usilowaly cos waznego dla dobra wspolnego robic. Ale rachunek wychodzi jednak na korzysc nas wszystkich. Np Armia Zbawienia zawsze byla dla mnie nieco humorystyczna organizacja, troche to widzialam jak te zone Wellera Starszego, dzlalajaca w towarzystwie trzezwosci, niemilosiernie wysmiana przez Dickensa i skarykaturyzowana. Tak myslalam az do czasu gdy zmagajac sie z pomyslem co by tu zrbic na swiateczny program czesto mi zlecany, postanowilam sie blizej zapoznac z AZ, bo i rocznica byla jakas okragla i tyle sie widzialo na ulicach znarznietych , przypupujacych osob w charakterystycznym mundurku i kapeluszach, grajacych koledy, zbierajacyxh pieniadze na jakies tam cele.
I jak zaczelam zbierac i rozmawiac czym sie AZ zajmowala i jak, przestalam miec do nich stosunek przesmiewczy. A zaczelam ich szanowac i wspierac ilekroc moglam. I okropnie zalowalam kiedy postanowili zreformowac swoje mundurki i dostosowac je do XX wieku. Dzis nie odrozniaja sie od tapety w przedswiatecznym miejskim krajobrazie. I wcale mozesz nie zauwazyc, ze to Armia Zbawienia – ta pani czy pan w zwyczajnej kurtce, bez wielkiej kokardy pod szyja, bez kapelusza z XIX wieku. 🙁
Pół miasteczka zjadło, a drugie pół głodowało? 😯
To prawdę mi wciskali w szkole że w tej Ameryce taka okropna niesprawiedliwość społeczna. 👿
Armia Zbawienia przyszła i im pomogła.
Tym, co jedli, czy tym, co głodowali? 😈
Jadłam niedawno nierozpoznawalną maź, którą dostałam w prezencie. Była ona fuagrasem i żałowałam, że nie da się tego zjeść więcej na raz.
Maź, jak wiadomo, mazi nierówna:
jedna z fuagrasa, druga zasię z …
No właśnie.
No dobra, dodam jeszcze coś, żeby się Helena nie zaczęła złościć. 😉 Dla mnie rachunek jest dość prosty: po jednej stronie świat w ogóle bez dobrych chęci, po drugiej z dobrymi chęciami, które czasem służą do brukowania piekła. Chciałbym zobaczyć takiego, co zdecydował się żyć po tej pierwszej stronie. 🙄
Fłagras to nie jest żadna maź, Nisiu. 👿 Fłagras to jest poezja, tylko troszkę rozdeptana. 😈
To byly niezwykle charakterne kobiety: Emilia Erhardt, Gertrude Stein, ze dodam do listy jeszcze te dwie. Nasza Curie- Sklodowska, jak najbardziej, dwa Noble w tamtych czasach!
Dzieki za slowa pocieszenia Heleno i Moniko z powodu tej hokejowej mizerii.
Ide dzisiaj zobaczyc film Argo, o amerykanskich zakladnikach w Teheranie. Ale przedtem solidny zimowy obiad choc nie bigos a zeberka, w stylu sticky ribs, puree z ziemniakow oraz Ceasar salad.
Ja sie tez z tych wszystkich dobrych intencji automatycznie nie wysmiewam, bo swiat bez do-gooders i marzycieli bylby trudny do zniesienia, a idealisci czesciej pewnie sie zdarzaja tam, gdzie juz nie trzeba prowadzic podstawowej walki o byt, wiec i klasy uprzywilejowane beda pewnie zawsze mialy tu pewna nadreprezentacje. Ale tez dobrze dla rownowagi pamietac te arystokratyczne panie, ktore odwiedzaly Szwejka w szpitalu, skoro juz jestesmy older but wiser. 😉
Bobiku, nawet Armia Zbaweinia uwazala zawsze i uwaza nadal , ze nie urodziismy sie aniolamy i zyjemy w stanie permanentnego grzechu. Ale modlitwa i dobrymi ucznkami wiele mozna osiagnac. Pierw chleba, potem moral mozna dac, jak spiewali w Dreigroschen…
No właśnie, Bobiku. Rozdeptana poezja, a wygląda jak maź.
Wierszyk o jelonku powalił mnie w siano. Rozumiem jednakowoż, że nie miałeś na myśli tego jelonka?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jelonek_rogacz
O, ja też dostałem pocztę od Agnieszka. Ale przezornie nie otwierałem 😉
O, Nisia chyba odkryła mazię, która by moim psom smakowała, jak pasztetów Tarczyńskiego nie będzie 😆
O, ale piszecie….
O muzyce może??? Giergiew podobno dobrze nagrał Le Sacre du Printemps, nawet kupiłem, bo za małe pieniądze sprzedają 🙂 Ale nie słuchałem. Jeszcze Poza tym Maestro Giergiew lubi Cara Putina, za co go wielu nie lubi. Ale może też dlatego ma forsę na Maryjski Teatr, że lubi Putina…?? Aha, muzyka… akurat Czajkowski nie jest kompozytorem, którym bym się bardzo pasjonował.
Czy można tak zrobić, żeby o tej porze wszystko o jedzeniu szło do poczekalni i wychodziło jakoś przed południem? Bo znów będę b. tłusty. 👿
Zamyśliłem się nad menu Królika i zrobiłem taką naukową obserwację. To chyba jest z psychologii, ale się nie będę upierał, bo się nie znam.
Owóż, są w internecie przepisy po polsku na sałatkę cesarską i sałatkę Cezar i jest ich pełno. Jednak jest tylko jeden przepis po polsku na Ceasar Salad i on jest zamieszczony na blogu osobistej Córki Premiera.
Wniosek mi się nasunął. 😆
Wodzu, przez tę sałatkę musiałbym i Ciebie wepchnąć do poczekalni, a tam znalazłbyś się sam na sam z tym całym jedzeniem… Sam widzisz, że nie idzie. 😈
😆 😆 😆
Nazwe klasyczna amerkanskiej salata zawdziecza Ceasarowi Cardini , ktory mial wloska restauracje w Tijuanie. Przepis jest z poczatku ub. wieku, gdzies tak lata – naste , poczatek dwudziestych.
Uwielbiam, ale tylko w Ameryce, gdzie potrafia to robic i gdzie zawsze jest w restauracjach jak sie poprosi.
Ww, nasza tutejsza Ceasar salad to pewnie taki italo-amerykanski wynalazek. Nie pamietam zebym widziala ja kiedy we Wloszech. Trzeba miec salate w stylu romaine:
http://www.bing.com/images/search?q=romaine+lettuce&qpvt=romaine+lettuce&FORM=IGRE
do tego male grzanki z czosnkiem, ser parmezan i to wszystko wytaplac z sosem ktory sie robi z czosnku, zoltka, cytryny, anchois, parmezanu i oliwy (wychodzi z tego sosu taka bura maz, ale sie nie bac!). Liscie salaty romaine sa bardzo wytrzymale na ten mocny sos i nie wiedna. Do tego bagietka. Niektorzy wkruszaja jeszcze upieczone platki bekonu, ale ja jestem purystka w tej sprawie.
Tadeuszu, dzięki za podpowiedź. Poszukam tego nagrania Le Sacre du printemps. Poszukam w realu, bo mi nie sprawia przyjemności kupowanie przez internet.
A ostatnio kupiłem Prokofieva – Romeo & Juliet z LSO.
Nie podjąłbym się recenzowania, ale słucham to już kolejny raz – znaczy nie odrzuca.
A co do Putina – urodził się w Leningradzie w bardzo dobrym i znaczącym roku 1952 😉 , w latach 1992–1996 pełnił funkcję zastępcy mera Petersburga. Z tego pewnie okresu panowie się blisko znają.
A i jeszcze, za wiki:
„Rodzina Putina posiada sięgające daleko wstecz tradycje „związków z władzą” w Rosji. Dziadek Władimira Putina był kucharzem Rasputina i Lenina, a później szefem kuchni w jednej z willi Stalina”
Nie, we Wloszech tego nie uswiadczysz. To amerykanski przeis wymyslony przez amerykansiego Wlocha. POdobnie jak gambino i rozne inne przepisy fuzyjne, ktire staly sie amerykanska klasyka.
Ja tez jestem purystka w sprawie ceasar’s salad i nie lubie majstowania przy znakomitym przepisie. Smaki maja byc CZYSTE.
Pewnie w Kanadzie tez potrafa to zrobic. Tu kiedys zobaczylam w restauracji i zamowilam, ale odeslalam z powrotem gdy zorientowalam sie ze zaprawa jest z butelki (mialam taka sama w lodowce i jej nie uzywalam!) . Nie odeslalabym, gdyby salata nie byla na tyle droga, ze wymagala zrobienia zaprawy from the scratch.
Oj, nie wydaje mi sie prawda by Rasputin mial wlasnego kucharza.
Żerny był okrutnie, to może i kucharza od utytułowanej przyjaciółki dostał w prezencie. 😎
Romaine po naszemu to sałata rzymska. Nawet nie wiem, czy już powszechnie do dostania, czy tylko w Gdyni. 😉
Królik mnie wykończy tymi szczegółami. 🙁
Nie przesadzaj, Wodzu. Anchois to takie nic, że musiałbyś chyba ze 3 tony zjeść za jednym zamachem, żeby się utłuścić. 😎
Дед по отцу, Спиридон Иванович Путин, всю жизнь работал поваром (сначала в подмосковных Горках, „где жил Ленин и вся семья Ульяновых. Когда Ленин умер, деда перевели на одну из дач Сталина… И Сталина тоже пережил и в конце жизни, уже на пенсии, жил и готовил в доме отдыха Московского горкома партии в Ильинском” – От первого лица. Разговоры с Владимиром Путиным. М., „Вагриус”, с.7).
Helena wątpiła tylko w Rasputina. W Lenina nie zwątpiła ani przez chwilę. 😆
A tu jeszcze bardziej obdarta z fantazji wersja:
http://flb.ru/info/4728.html
Najwyraźniej Helena uznała, że Leninowi przysługiwał kucharz.
😆
Zbliża się północ.
To i jakoweś duchy w giezłach powłóczystych mogą się snuć i po wirtualnym świecie.
No to taki jeden duch się tu snuje, poddźwiękuje nagraniami i głosem strasznym i ponurym pyta:
„A TO CZEMU CZAJKOWSKI NIE PASJONUJE”?
Zupelnie nie tuczacy bedzie zatem ten kanadyjski koktajl cesarski:
pije sie go nawet do poznego sniadania w week-endy:
http://en.wikipedia.org/wiki/Caesar_%28cocktail%29
Wielki Wodzu – wybór należy do Ciebie!
Natłoczność tkaneczki
Czy białe myszeczki?
Najlepiej przejechałby się Wódz do tego sanatorium dla radzieckich prominentów, gdzie выдавали по утрам бутылку молока, несколько яиц, полтора фунта хлеба и три раза в день ставили самовар для чая. Wszyscy wyjeżdżali stamtąd opaleni i szczuplutcy. 😎
Nawet kieszeń się odchudzała, kiedy przychodziło za te luksusy płacić z własnego karmana. 😈
Bobiku, jak ja Ciebie lubię – Ty zawsze odszukasz Sedno.
🙂
Najtrudniej złapać trop, Klakierze, potem to już dla psa pestka. 😆
😆 😆 😆
Jednak się uwzięli i wykończą. Dlaczego człowiek może naraz tak mało zjeść?
A radzieckie sanatoria odchudzające były swego czasu słynne, owszem, dziadek coś wspominał. Nie jestem tylko pewien, czy się opalał. 😎
Nawierna – zakurił.
Pa adnoj.
Przypomniało mi się z dzieciństwa, z Miasteczka.
Gdy przyjechałem w któreś lato na wakacje, H. nie było.
A gdzie jest H. ?
Pojechał na kolonie dla niedożywionych.
??
Jak to H. – niedożywiony. Ojciec był rzeźnikiem…
Po kilku tygodniach H. wrócił.
Schudł kilka kilogramów.
Opowiadał jakieś niebywałe dzieje.
Aby kuchnia ugotowała zupę, chodzili całe przedpołudnie po lesie zbierając jagody.
Chyba już nadeszła moja pora. 😉 Łyk wody ze szklanej butelki, szybki rzut oka na karmnik i – na legowisko.
Dobranoc. 🙂
Jeden chudawy zuberek i kilka jelonkow.
Heleno, podrzucam Ci ciekawy program o snie i bezsennosci, z naszego lokalnego radia (niekoniecznie do odsluchania dzisiaj). Tak mi sie przypomnial, moze dlatego, ze dzisiaj rozmawialam z sasiadem, ktory jest specjalista od snu na Harvardzie, i zawsze przy okazji „ewangelizuje”. Jemu tez sie ten program podobal. 😉
http://onpoint.wbur.org/2012/08/15/science-sleep
I jeszcze ladnie o snie na blogu dr Breusa, ktory tez we snie sie specjalizuje (tez raczej na inna pore, wedlug jego wskazowek):
http://www.theinsomniablog.com/
Wlasnie wysluchalam programu i prof. Rosalind Cartwright zrobila na mnie takie wrazenie, ze chyba zamowie sobie jej ksiazke „24 Hour Mind” – tylko musze najpierw odebrac E. mego kindle’a.
Dzieki, Moniko. Serdeczne dzieki. Chyba pojde sie teraz zanurzyc w bardzo goracej wannie, tak jak pani prpfesor kaze. Z olejkiem eterycznym.
A po wyjsciu z wody przeczytam dra Breusa, bo ona pozwala czytac po kapieli.
Fajne macie to lokalne radio.
Juz nawet zrobilam sie troche senna, po goracej wannie.
Zobaczymy.
Polana pelna jelonkow.
Dobranoc, jelonki zlociste,
Snijcie sny wiekuiste
Bez pajakow…
(After Milosz)
Slodkich snow, Heleno. 🙂
🙁
Koszmarna wiadomosc o brutalnym aresztowaniu w Brazylii Bialego, pod sfingowanym zarzutem usilowania przeszmuglowania przez bramy wiezienia narzedzi do ucieczki wiezniow: telefonu komorkowego i ladowarki, swidrow i chyba, jesli sie nie myle, lopaty.
Jak podaje BBC bohaterski Kot kategorycznie odmawia skladania zeznan:
http://www.bbc.co.uk/news/world-latin-america-20922275
Wzruszylem sie prawie do lez, jak newsreaderka BBC po przeczytaniu wiadomosci o Bialym, westchnela i powiedziala: „Poor love”.
Bry!
Już po jedzeniu, czyli odporny jestem 😉 Sałata rzymska wszędzie jest. Inne składniki też.
Jako żywo na zdjęciu Biały nie ma do siebie przytroczonej łopaty …. swoją drogą dość obcesowo sobie z nim poczynali.
Czajkowski, Klakierze, mi odpowiadał jak miałem 15 lat i bardzo rozbuchaną emocjonalność 😆 Ale emocjonalność się zbuchała, tylko czegoś u Czajkowskiego dalej została. I jeszcze chłopina za grosz nie miał poczucia humoru… Często jego wykonania są też strasznie kiczowate. Tak więc trawię teraz Czajkowskiego wtedy, jak to jest grane tak, aby pokazać jego mistrzostwo orkiestrowe. Czyli Mrawiński 😉
Strawiński Giergiewa jest w Kolekcji RMF Classic Mistrzowskie nagrania, razem z Ognistym ptakiem. Ta sama para baletów z tymi samymi wykonawcami (plus gratisowi tancerze 😆 ) jest też na filmie z baletem, za tanie pieniądze na DVD w jakiejś kolekcji (Polityki, GW?), za większe pieniądze, ale warte tego, na Blu-Ryju. Mogę Ci wysłać na DVD, mam zbyteczne!
O, żesz, obowiązków nie dopełniłem…
Bryyyyyy…k!!!
Dzień dobry,
nie lubię Czajkowskiego 👿
Nie znoszę Putina
Nooo… 😐
A sałatę rzymską uwielbiam.
Co to jest w ogóle za rada, żeby wylegiwać się w wannie przed pójściem spać. Przecież to pobudza.
Dzień dobry 🙂
Prysznic. Wylegiwanie w czymkolwiek odpada. Wysiaduję.
Teraz siedzimy z panem mężem w Torańskiej. Czytamy, powtórnie, Jej wywiady.
Dzien Dobry Bardzo Mocno 🙂 🙂 🙂
leniwie niedzielnie szeleszcze
ogromnie duza herbata 😀
za Tadeuszem
brykam fikam (niedzielnie powoli 🙄 )
Mar-Jo 🙁
i Pani Toranska juz z nikim nie porozmawia, szkoda……..
bardzo lubilem jej cieplo w rozmowach przez nia prowadzonych
polecam bardzo:
https://lh5.googleusercontent.com/-z8p-6w74NJQ/Tb1_c2bIWxI/AAAAAAAAC8s/H9pQc_Gm0kU/s1000/DSCN1389.JPG
mniej znana, dlatego tez warto……
w domu Starej to maja chyba wirusa bezsennosci, Helena zamiast
w lozku w wannie, a Kot walesa sie po sieci, Pani Dochodzaca
powinna pogonic sciera do spania i juz 8)
lekarstwo na Czajkowskiego (Putina tez):
https://www.youtube.com/watch?v=txOsirx9JpQ
🙂
pstryk
Dzień dobry 🙂
Dzięki Tadeuszowi zrozumiałem, dlaczego już od lat nie słuchałem Czajkowskiego z własnej woli. Zbuchał mi się po prostu. 😆 Znaczy ten, Czajkowski, nie Tadeusz.
Ale tyle innych rzeczy mi się nie zbuchało, albo wręcz z czasem rozbuchało, że jeszcze do końca życia będę miał czego słuchać. 😉
To może do kawy coś zamiast Czajkowskiego, ale też z Rosji? 😈
Tadeusz nie ma co klikać w linkę, bo z góry wiadomo, że się zaraz wykliknie. 😛
https://www.youtube.com/watch?v=l-feADQFAww
Ojej, Helenie nie pomaga nawet liczenie jelonków. 🙁 Na mnie lepiej, niż moczenie się w wannie działa przepłynięcie kilku basenów. A jeśli spać mi nie dają jakieś niedomykające się dzienne sprawy, to proszę o pomoc Hopkinsona Smitha. Kruchy dźwięk lutni jakoś wyjątkowo skutecznie przegania natrętne dzienne kłopoty.
😆 😉 http://www.youtube.com/watch?v=VHuBvrDlzYY
Rysiu, nie wiem, czy zauważyłeś pytanie, które było właściwie do Ciebie, bo Ty masz kontakt z Katarzyną Weintraub. Zadał je Ozzy, tutaj:
http://blog-bobika.eu/?p=1441&cpage=10#comment-212209
Mnie się przypomina, że specjaliści od snu wannę wprawdzie często zalecali, ale ciepłą, nie gorącą i na 2-3 godziny przed snem, nie tuż.
Spacer z pieskiem też jest zalecany. Zwłaszcza dla pieska, który po spacerku śpi jak grzeczne niemowlę. 😆
A najlepiej jakoś umówić się z duszą, że nie będzie stawać w poprzek i pozwoli pospać chociaż kilka godzin. Bo to najczęściej dusza robi krecią, antyspaniową robotę. 🙄
Wstyd może się przyznać, ale ja jestem raczej ranny myjek, wtedy porządny prysznic plus wcześniejsza gimnastyka pobudzają mnie do życia. Wieczorem ograniczam się do symbolicznych podkranowych ablucji. Śpię jak niemowlę. Ostatnio kładę się przed północą – już wtedy chce mi się spać. Do poduszki parę słów i łepetyna sama opada, no, chyba że to kryminał i czytanie zaawansowane, wtedy już muszę doczytać do puenty 😛 Czasem budzę się w nocy, ale zasypiam z powrotem – rzadko zdarza się inaczej. Ze zdumieniem słyszę o wstających w nocy i udających się do lodówki. Niepojęte.
Musi dusza Kierowniczki jakaś wyjątkowo kooperatywna. 😆
Wiosna idzie, trzeba zawczasu zadbać o zaopatrzenie się w patriotyczną koszulkę na ciepłe dni. Może koszulka Husarz? Albo Żołnierze Wyklęci? Góra Stracenia? Czarne Diabły? Czy też Wojtek Miś dla softies?
Do wyboru, do koloru, najlepiej biało-czerwonego, albo patriotycznie czarnego. 😈
http://surgepolonia.pl/pol_m_KOSZULKI-154.html
Wszystkim bardzo dziękuję.
No, nie jest to tani patriotyzm, a dla kobiet tylko trzy propozycje i dlaczego mnie to nie dziwi 🙄
Dzień dobry,
za oknem ni to jesień, ni to zima. Po kątach smutki siedzą opatulone w futra kurzu.
Ciekawe to, co napisał Tadeusz o muzyce Czajkowskiego.
Muszę się zastanowić nad sobą, co to oznacza, że właśnie teraz symfonie mnie jakoś pociągają. Zawsze byłem umiarkowanym miłośnikiem muzyki Czajkowskiego. Może to było też to, że sierioznyj eta czieławiek i to mroziło mnie w jego muzyce.
Tadeuszu, dziękuję bardzo za DVD z baletami, ale najpewniej u mnie było mało oglądalne. Nie wiem dlaczego – mogę słuchać muzyki przez radio, z płyt, a oglądanie koncertów, przedstawień, sfilmowanych oper, czy transmisji (poza kilkuminutowymi filmami na Youtubie) powoduje to, że się łapię na tym, że gdzieś mi myśli uciekają, wracam do oglądania z poczuciem winy i za chwilę znów gdzieś „wędruję”. W efekcie duszę mam umęczoną i zwyrzutowaną sumiennie.
A CD, które wskazałeś, poszukam jutro.
Dziś ni to jesień, ni to zima.
Zamieścić tego linka u Pani Kierowniczki nie mam odwagi.
Nie dość, że „chałturnik”, to jeszcze i „rębajło jeden” 😛
Ale może kogoś zainteresuje. A ja będę miał bonusa dla duszy – bo to i pod prąd, i bycie wiernym.
http://citedelamusiquelive.tv/Concert/0997438/orchestre-du-theatre-mariinsky-valery-gergiev-denis-matsuev-html
Ten klakier to nas w końcu zakatuje 👿
Co do kooperacji duszy, to ona mi hasa we śnie. Jakieś dziwne rzeczy mi się śnią. Na szczęście szybko zapominam.
Jedna taka, pozdrowienia serdeczne.
Heleno, nie zniechecaj sie. Pierwsze Koty za ploty (tam bylo duzo wiecej, i chodzi o to, zeby sobie ustalic rytual winding down, lacznie z unikanie kofeiny poznym popoludniem i ostrego swiatla wieczorem, zazywaniem dosyc ruchu w ciagu dnia, itp.) … 😉
A wodpowiedzi na pytanie Dory, byc moze retoryczne, kto sie kapie przed snem – odowiadam: tradycyjnie Japonczycy na przyklad (zeby sie zrelaksowac po calym dniu). 😉
Dusza sumiennie zwyrzutowana to określenie, które należy zachować. 😆
Moniko, ja się też lubię wieczorem powylegiwać w wannie, ale doświadczalnie stwierdziłem, że o ile w trakcie moczenia można się przyjemnie rozmemłać, to faza zaraz po wymoczeniu jest raczej rozbudzająca. Czuję się świeżo i energicznie, raczej na suczki bym poszedł, niż do wyrka. 😉 Jeżeli w następnej fazie pojawia się senność, to dopiero po dłuższym czasie, zgodnie zresztą z tym, co różne autorytety spalnościowe twierdzą.
Japończykom może i chce się spać od razu po moczeniu, ale oni podobno używają półkul mózgowych odwrotnie niż Europejczycy, więc dla nas ich doświadczenia nie muszą być miarodajne. 😆
Oj, Bobiku, chyba te wszystkie nasze blogowe rozwazania o snie i zasypianiu przetlumacze Russelowi (mojemu sasiadowi zza plotu, specjaliscie od snu, kierownikowi specjalnego wydzialu snem sie zajmujacego w Harvardzie). 😆 A powazniej, to akurat dr Cartwright tlumaczyla w programie, dlaczego doradza czasem kapiel przed snem (rzeczywiscie chodzi o odpowiednia temperature ciala). A i tak, jesli ktos np. cierpi na jakas niezdiagnozowana chorobe, od cukrzycy do depresji, to moze miec dodatkowe trudnosci.
Zas z kapielami to jest jeszcze to, ze obecnie wszyscy maja jasno oswietlone lazienki. Wiec jezeli brac kapiel, to najlepiej przy swieczkach, przy przyjemnej, uspokajacej muzyce (swieczki moga byc pachnace, jak komus to pasuje). 😉
Ja też się kąpię wieczorem. Prysznicowo, znakomicie odpręża. Rano też się kąpię. Jak jest gorąc w dzień, też. Do lodówki nie wstaję, ale czasem jadam kolację o drugiej w nocy. Albo o trzeciej. To się nie liczy jako wstawanie, skoro jeszcze się nie położyłam. W ten sposób życie higieniczne (ten prysznic) staje się niehigienicznym (ta kolacja). Życie to paradokst.
„Paradokst” mówił jeden pan, jak chciał wytwornym być. Ja też chcę.
Czajkowski, faktycznie, straszny smutas. Ale człowiek w każdym wieku miewa ochotę na posmucenie się nad światem albo i abstrakcyjne. After można sobie zapuścić na przykład to: http://www.youtube.com/watch?v=tMjh9ZjMZp8
I świat wraca na swoje miejsce.
Jeśli ktoś ma depresję, to czasem w ogóle przestaje się kąpać, a propos Monika. Zębów nie myje, ubrania nie pierze. Masakra. Znam takie przypadki. Brrr…
Ale Święto wiosny koniecznie trzeba zobaczyć jako balet, chociaż raz. Wtedy jest straszne olśnienie: to nie jest abstrakt…. do jakiego przyzwyczajają wykonania koncertowe.
O rany, ale leje…. pójdę na spacer, nie będę się musiał myć.
Tadeuszu, ale musisz iść na ten spacer goły. I polej się szamponem przed wyjściem.
Ja tez znalam takie przypadki, Nisiu. Na szczescie w przeszlosci, bo z depresji mozna wyjsc – jak sie ma troche szczescia, dosyc czasu, i duzo wsparcia (choc nie zawsze, nie oszukujmy sie).
A tu podrzucam ewenwtualnie zainteresowanym cala strone prowadzona przez zespol mojego sasiada (z tematami do wyboru). Ciekawe, ze na poczatku XXI-ego wieku nagle zauwazylismy, ze wraz z rozwojem cywilizacyjnym, udalo nam sie zamordowac sen na dosc duza skale.
http://healthysleep.med.harvard.edu/need-sleep
Nisu, ale aut nie wolno myć na ulicy!! Bez szamponu. Ale w japonkach 😆
Nisia @ 15:22
Mój przyjaciel Włodek 😀 😀 😀 Uwielbiam jego granie od dawna, a znam go, odkąd był długowłosym młodzieńcem w czarnym powyciąganym sweterku 😉
Byłam na tym koncercie w warszawskiej Akademii Muzycznej i pewnie gdzieś mnie tam widać w publiczności.
Rozmawiałyśmy o tym, Doro, pamiętam.
Tadeuszu, coś kręcisz.
Są dwa.
Nie omawialiśmy jeszcze spania w wannie, a to bardzo przyjemne. Tylko trzeba sobie wyregulować przepływ ciepłej wody, żeby nie obudzić się w zimnej zupie. Swojego czasu sypiałam w wannie dość często – po godzinie, dwie. Odkąd używam wyłącznie prysznica, zużycie wody jakoś zmalało – pod prysznicem i czytać nieporęcznie, i kolacji zjeść nie można, i spanie na stojąco niewygodne…
Rysio to jest Królik Książkowy. 😉
Gdyby ktoś chciał nabyć elektroniczną wersję Torańskiej, to tu jest najtaniej:
http://www.publio.pl/szukaj.html?q=%C5%9Amier%C4%87%20sp%C3%B3%C5%BAnia%20si%C4%99%20o%20minut%C4%99
Naprawde gpraca kapiel zalecaja specjalisci od snu po to by podniesc temperature ciala i potem oszukac organizm kiedy po wyujsciu z wody zacznie ona opadac. POniewaz przy zasypianiu temperatura wlasnie opada albo jakos tak.
Ja wczoraj bardzp staranie pozaslanialam okna, tak ze ani odrobona swiatla z latarni na skrzyzowaniu naprzeciwko nie wpadala do pokoju. Ale lezalam w wannie w pelnym swietle.
Nastepnym razem sprobuje przy swiecach. 🙁
Mnie najbardziej utrudniają zasypianie wieczorne sesje z komputerem. Niestety, przeważnie dopiero poźnym wieczorem mam szansę popracować przy kompie, więc i na blogi pozaglądam na maile odpowiem. I tak sobie płynie godzina za godziną, a kiedy przegapię chwilę, kiedy robię się senna, mogę już siedzieć choćby do rana. Co nieraz mi się zdarza. I wszystko fajnie, ale rano trzeba wstawać 🙄
Swieto wiosny widzialysmy z Kuma w Nowym Jorku w wykonaniu Bejarta. Najbarzdiej zapamietalam z calego spektaklu scenografie.
Bo jestem nade wszystko wzrokowiec.
Tak. KOmputer nie promuje higieny snu. Dziwne.
vitajcie! Wszystkiego Dobrego w Nowy Roku. 🙂 Tak sobie czytam to i owo w sieci i nie mam żadnych mysli. Czy to żle czy dobrze? Czy ktoś może widział wiosnę bo już dosyć mam zimy .. pa!
Widziałam wiosnę u mnie w ogrodzie. Hortensja się zazieleniła i ma pąki kwiatowe. Bez też się obudził.
Miecie mysli, Jarzebinko, nie jest dobre na sen. 🙁
Gorąca kąpiel pobudza, bez dwóch zdan, wycisza i uspakaja – ciepła, letnia kąpiel. Olejki zapachowe bardzo mogą być.
Ja nabyłam sobie kilka buteleczek w dawnej fabryce Polleny:
http://www.pollenaaroma.com/nasza-firma
na dole jest link do sklepu internetowego i produktów.
Robię sobie różne mieszanki pachnące, bardzo przyjemne.
Proponuję nie brać sobie do serca działań zdrowotnych, bo to trochę ośmiesza te skądinąd bardzo dobre produkty.
Dokupię sobie jeszcze kilka. Największą chęć mam na drzewo sandałowe, bo uwielbiam zapach, ale cena mikro buteleczki jest ogromna.
Vesper, dużo gorzej jest, kiedy nie trzeba wstawać. Zdarzało mi się spać do późnego popołudnia, do trzeciej na przykład. Potem znowu nie można pójść spać o rozsądnej porze. I tak dalej.
Wiosna jest u mnie w ogródku – między innymi w postaci ptaszków. Dziś na moim bzie siedziało chyba ze dwadzieścia sikorek, potem przyleciało tyleż wróbli. Widać moja restauracja trzyma poziom.
hahaha, ok może jakaś malutka myśl się znajdzie bo tak bez myśli to jakoś tak nie inteligentnie 🙂 /chyba/ .@ vesper a czy nie jest Ci potrzebny ogrodnik ? Nie wezmę dużo, wikt i opierunek i kieszonkowe wystarczą. :):) Heleno ja jeszcze nie idę spać, muszę zaistnieć, tzn. trochę poracować 🙂 pa!
Takiego smaka narobiliście mi na tę wannę, że chyba się w niej pójdę wylegiwać. 😆
Do tego Włodek Pawlik, „Muzyka kąpielowa”, part 4. Plus balet w wykonaniu baniek mydlanych. Plus wymagająca lektura w papierze, np. „Sekrety łaziebnego”. Bo ja nawet w łazience kulturalny pies jestem. 😎
Może jeszcze jakieś stare sandały pańciusia do wanny zawlokę, skoro ten olejek taki drogi. 😈
Bobiku gdy tylko spotkam takiego psa jak Ty to zaraz go do domu przyjmę . Ciągle tylko mam dylemat ma być czarny, brązowy w łatki czy biały? Same problemy eh, ech 🙂
Black is beautiful, Jarzębinko, co szczekam całkiem bezstronnie. 🙂
Idę sprawdzić, czy moja czerń jest niezmywalna. 😎
czy mogę polać Cię prysznicem ?:) pap!
A ja juz po kapieli. Ale nie tej dorocznej bozo-narodzeniowej, to chwala Bogu mam juz za soba, tylko cotygodniowej poranno-niedzielnej, z piana i babelkami, po ktorej nastepuje robienie porzadkow z paznokciami itd itp.. itp itd itp…
Na codzien jednak prysznic o poranku. Tzn o 7-ej. Czasem popoludniowa drzemka, jesli poprzednia noc byla zarwana, ale to rzadko, bowiem zasypiam i spie jak susel. Zdarza mi sie czasem obudzic w nocy lub nad ranem i nie moc zasnac z powodu gonitwy roznych mysli. Trzeba wtedy zajac sie czyms (czytaniem) az mysli przestana galopowac.
Ogrodnik by się przydał, ale gdybym zobaczyła ogrodnika przy pracy, zaraz miałabym ochotę mu pomóc i nie robiłabym tego, co powinnam. Bez ogrodnika źle, z ogrodnikiem też niedobrze. Masz rację, Jarzębinko, same problemy.
tzn . wodą z prysznica. Właściwie to jak się mówi. Wezmę prysznic…. na plecy czy jak. Dziwny jest nasz język.
Powiada andsol ( w odpowiedzi Mordce), ze niewinny bialy kot po przejsciach w Brazyzlii szuka dobrego domu.
Rozumiem, ze w posagu wnosi wiertarke i telefon komorkowy wraz z ladowarka.
Moze sie Kot nada Jarzebince?
Swoje problemy senne rozwiązuję przy pomocy tabletki ( nasennej) 🙁 Niestety teren o 5:30 i pełna przytomność o tej porze wyklucza atrakcyjniejsze sposoby
Potrafisz rano być przytomny po tabletce, Irku? 😯
Ja 3 razy w życiu spróbowałem tego świństwa, spałem potem za każdym razem 3 dni i po 3 próbie artystycznie zawyłem znany przebój „Już nigdy…” 🙄
Andsol przecież się przeprowadza (-dził?) i będzie miał dużo miejsca, bo wyrzucił wszystkie książki. Kot mu się zmieści, a posażna wiertarka bardzo się przyda. W nowym mieszkaniu zawsze najpierw się trzeba sporo nawiercić, zanim się uda zadomowić.
No i andsol nie będzie się musiał na wyprzódki uczyć brazylijskiego, żeby dogadać się z Branco. 😎
Jarzębinko, to dziwne wyrażenie zostało w języku na pamiątkę pewnego złodzieja, który przyszedł okraść chałupę z wierzchu może niczego sobie, ale w środku niebogatą. Forsy nie znalazł, złota i biżuterii nie znalazł, papierów wartościowych też nie, zmęczył się tylko tym szukaniem, spocił i w końcu stwierdził z rezygnacją: „no to wezmę prysznic!”. 😎
Dobrałem wspólnie z lekarzem tabletkę / stilnox/ i dawkę – pól tabletki. Biorę niestety koło 9 wieczorem i ucieka mi Wasze nocne życie blogowe 🙁 Ale rano jestem przytomny z wiadrami kawy, croissantam…. 🙂
Straszliwa Ballada Kąpielowa Z Tadeuszem W Tle: 😯 😯 😯
Idzie facet ulicą,
ma japonki zielone,
gwiazdy mokro mu świcą,
on się zlewa szamponem.
Śmiga ramię rozdziane,
włos na czaszce się pieni,
deszcz spłukuje tę pianę
ku japonek zieleni.
Sunie pył Mleczną Drogą,
smog wśród murów się błąka,
nie ma wokół nikogo,
prócz faceta w japonkach.
Księżyc chmurą się okrył,
przewidując coś złego,
wszak osobnik ten mokry,
nie ma prawie niczego.
Sprawa dosyć to ostra
i trza rzec: szkoda chłopa,
szampon tylko mu został
i japonki na stopach.
A że zimno mu w nery,
to pytania nie zada,
o czym jest, do cholery,
ta straszliwa ballada?
Syknie wąż błyskawicy,
piorun czasem gdzieś strzeli,
a po pustej ulicy
idzie facet w kąpieli. 😯
Preparat stosuje się czasowo, może wywoływać uzależnienie i upośledza sprawność psychofizyczną. To o preparacie Irka. 🙁
Mnie się wydaje, ze przy rozchwianiu czasu czuwa i snu, może dojść do okresowych bezsenności.
Najlepiej spać jednak w nocy, bo wtedy jest najciszej.
To Helena wie, czy ma stałe problemy ze snem, czy okresowe i do tego powinna dostosować działania.
Poza tym, wydaje mi się, jeżeli człek skupia się się na jakimś skutku, lub spodziewa się tego złego skutku, to raczej ma go zaklepany.
Ja mam tak z ciśnieniem mierzonym u lekarza, denerwuję się z góry i mam zaklepane, dlatego ciągle im perswaduję, żeby mi nie mierzyli, bo to bez sensu. Nikt nie ma czasu, żeby uciąć sobie ze mną dłuższą przyjazną pogawędkę o przyjemnych sprawach, po to, żeby mnie wyciszyć, uspokoić i dopiero mierzyć ciśnienie.
Więc z tym snem trzeba sobie chyba też wypracować strategię, a przede wszystkim jednak nie siedzieć w nocy w internecie i trzymać się ustalonych godzin.
Tadeusz to ma dobrze, taka piekna ballada mu sie dostala!
To prawda z tym cisnieniem, mt7. Ja zawsze u przygodnych lekarzy mam bardzo wysokie, ale gdy przychodze do mojego ukochaneg Birmanczyka, dra Koko Gyi, ktory starswieckim, przedpotopowym wrecz urzadzeniem z pompka bada mi cisnienie, to mam idealne. A jesli mam troche podwyzszone, to dr Gyi mowi: odczekajmy 15 minut i sprawdzmy raz jeszcze. I to zawsze dziala. Drugi pomiar jest zawsze znacznie lepszy niz pierwszy.
A to dlatego, ze ja sie zawsze ciesze jak patrze na jego dobra i ciepla twarz, slysze jego sciszony, spokojny glos czy jego smiech z moich marnych zartow.
Kiedy przed wiele laty moja E zawolala go do mnie (okropne zatrucie pokarmowe w podrzednej knajpie), to dr Gyi wchodzac do mojej sypialni zdjal buty! O mala nie spadlam z loza bolesci z zaskoczenia. Ale od tego czasu bardzo sie lubimy, a chociaz widzimy sie raz na piec lat, to dobry doktor zawsze mnie pyta co tam w Serwisie Swiatowym BBC!
Wiec od atmosfery w gabinecie lekarza bardzo zalezy jakie masz cisnienie. Dobry lekarz domowy powinien miec nieskazitelne bed-side manners i umiec sluchac co mu pacjent mowi i ufac ze pacjent nie koniecznie jest debilem. Taki jest moj pan doktor.
Moze sie wybiore do niego z tym snem. Ale ja wiem, ze moja bezsennosc jest depresyjna i zwiazana z nieustajacym niepokojem wobec spraw na ktory mam slaby wplyw i zero kontroli. A ja chce miec ten kontrol!!!!
Może, jak Helena wreszcie urządzi tę sypialnię, to zacznie spać?!
Ubrałem się w balladę, uważam, że jej bardzo do twarzy we mnie. Dziękuję!
Irku, z tym stilnoksem to faktycznie jest jak mt7 mówi. Sam uzależniłem własną matkę od tego świństwa…. Bo mi znajoma anestezjolog powiedziała, że takie bezpieczne. Bardzo ostrożnie trzeba.
Ona też pół. Ale bez tego pół nie zaśnie. W szpitalu dostałe, na własne przerażone żądanie, swoje pół plus pół czegoś innego od lekarza i miała śliczne omamy, bardzo śliczne. To tak też działa.
A bliny bobikowe śliczne wyszły!!! Sytne, duże i złociste!!!
A nie mówiłem? Grunt to dobry przepis. 😀
W tym programie radiowym, ktory zlinkowala Monika dla mnie noca, to prof Rosalind Cartwright bardzo przestrzega dzwoniacego do studia radiowego sluchacza przed jakims srodkiem nasennym powodujacym halucynajcje i to, co sie kiedys nazywalo lunatyzmem: bezwiedna dzialalnosc w czasie snu, buszowanie po calym domu.
MNie dotad pomagala bardzo melatonina, ktora nie jest lekarstwem nasennym, tylko naturalnym hormonem, regulatorem doby w organizmie, ale ostatnio nawet 4 mg melatoniny nie przynosza rezultatu. Moze zreszta moja melatonbina jest za stara, sprzed paru lat i dlatego utracila moc. Ale jej tu nie sprzedaja bez recepty. All the more reason to visit dr Gyi!
Z tym uzależnieniem to na pewno jest coś na rzeczy 🙁
Siódemeczko – „najlepiej spać w nocy bo wtedy jest najciszej”…
HAHAHAHAHAHAHA
Dokładnie w środku nocy Rumik uznaje, ze musi mieć dzieci z kotem. Kot śpi, więc na propozycje najpierw nie reaguje. Rumik zaczyna szczekać. Kot zaczyna wrzeszczeć. Mogą tak godzinami. A kiedy uda mi się wywalić kota do drugiego pokoju i namówić Rumika do drzemki, kot wraca najspokojniej i zaczyna głośno opowiadać, jakie to ma ciężkie życie.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
O, morda nie wyszła, paluszek z nerw się omsknął!
Bobik, proszę, zrób mi mordę we właściwym miejscu!
Heleno, do mnie kiedyś przyszedł szalenie przyjemny lekarz Arab. Akurat odwalałam kitę z powodu woreczka. Psy zamknęliśmy gdzie indziej, żeby nie przeszkadzały, normalnie śpią ze mną wraz – jeszcze duża Becia wtedy była. Pan doktor zbadał, pogadał, pomocy doraźnej udzielił, leki zostawił. Usłyszał basowe szczeki i powiedział, że dobrze, że psy schowane, bo nie mógłby pracować, ponieważ dla niego psy są nieczyste.
No, ja rozumiem nakazy religijne, ale żeby psy były nieczyste???
Proszę bardzo, mordę dorobić mogę, tylko żeby nikt mi potem nie zarzucał, że jestem epigonem wiadomo kogo. 🙄
Bobiku, jesteś aniołem w psim obleczeniu! 😆
Bobik, byleś mi pupy nie dorabiał, mam dostatecznie okazałą.
A bo, Nisiu, w arabskim świecie uparcie utrzymuje się legenda, że jakiś pies ugryzł kiedyś Mahometa ( w innej wersji jego śwagra, co też jakiś wielki ważniak był) i za to został skazany na wieczną nieczystość wraz ze wszystkimi pobratymcami. 👿
Jest to czysty wymysł, bo ani w Koranie niczego takiego nie ma, ani w hadisach. Ale trzyma się ta legenda jak prawda smoleńska – nawet herbicydem nie wykorzenisz. 🙁
Mnie osobiście parę razy używano do Projektu Pies, czyli do nauczenia muzułmańskich dzieci, jak trzeba się obchodzić z psami. Bo te dzieci nas się okropnie boją i wyprawiają czasem na nasz widok dzikie cyrki, co z kolei powoduje naszą reakcję warczącą, szarpiącą się, a bywa że i gryzącą. Ale to cierpliwością i pracą da się zmienić, tylko trzeba do tego odpowiedniego czworonożnego nauczyciela. 😉
No, nie chce, Nisiu, nikomu tu dorabiac geby, ale Psy potrafia byc nieczyste w porownaniu z Kotami. Oczywisce i Kotu zadrza sie zafajdac, jak ma biegunke, ale Koty nie maja zwyczaju wytarzac sie w napotkanym na spacerze guanie. Chodzi podbno o to by w organizmie Psa byla wystarczajaca ilosc jakichs bakterii rzekomo niezbednych. Smyczynski w swej slynnej wydanej za PRLu ksiazce doradzal, jak twierdzi nasza E. by Psu dawac troche surowego miesa drugiej swiezosci, jesli wykazuje zbytnie zainteresowanie tarzaniem sie w kupach. Ale nie wiem, bo Smyczynski w tej ksiazce rozliczne glupoty wypisywal. Unchallenged, bo innej ksiazki nie bylo w tamtych latach.
Arabski pan doktor powinien sprobowac Kota ( w sensie zyciowego partnera oczywista , a nie kolacji) .
Jak w ogóle można ufać gościowi o nazwisku Smyczyński?! 👿
A z tym tarzaniem jest też inna, dla mnie bardziej prawdopodobna teoria, że to taki atawizm drapieżniczy, pomagający w polowaniu. Zdobycz nie może zwęszyć podkradającego się psa, bo on pachnie… no, jak niewinna krówka, która się obkakała. 😳
Znaczy, to tarzanie nie z upodobania do nieczystości, tylko z przyczyn profesjonalnych. 👿
A czemu mój biały śliczny piesek…. eee, no dobra, mój piesek ma taką minę dziwną, jak przychodzi pachnący jak obkakanie się krówki??? On wie, że śmierdzi i go zaraz wyrzucę na zbity trawnik, a później wrzucę pod prysznic!!!
No dobra, ona. Żeby politycznie niepoprawnie było.
Kocie, nie wiem, może pan doktor miał kota albo i całe stado. Moja kicia niestety jest brudaską i na przykład teraz patrzę z przykrością, jak śpi na mojej ukochanej, bardzo misternej serwetce z Koniakowa. No, jak jej tam dobrze, to trudno. Ale serwetka będzie jak psu z pyska i ciężka do doprania.
bo w owych – a fe! – bywają niestrawione resztki pokarmowe. Moja Szanta raczej tego nie rusza, ale Rumik zjadłby wszystko, z kamieniem drogowym i cegłą dziurawką włącznie, więc czasem mu wali z morduli…
Wytarzanie w guanie, mój drogi, to pryszcz z tym, co się dzieje, kiedy pies ma znajomą gnojówkę. Beta z upodobaniem wiała z domu i pędziła tam, zeby się wykąpać w całości. Jeszcze z niej spływało, kiedy wracała.
Smyczyńskiego już nie pamiętam, co tam wypisywał. Podobno natomiast psy zjadają – a fe!
Pryszcz w porównaniu, off horse.
A podstarzałe mięso i owszem, od czasu do czasu nam się należy, ze względu na słuszne bakterie właśnie. Bo my w naturze oprócz upolowanego zżeraliśmy też znalezione, nie zawsze pierwszej świeżości i nam się organizm przyzwyczaił. Tylko że te bakterie trzeba wprowadzić do przewodu pokarmowego, a nie futro w nich tarzać. 👿 Futro to wyłącznie jako przygotowanie do pracy.
Jeżeli pies ugryzł Mahometa, to może miał jakiś powód???
Jedma amerykanska pani w tutejszej telewizji, Anna Maurice The House Doctor, ktora pomaga ludziom, ktorzy przez wiele miesiecy, a nawet lat nie sa w stanie sprzedac swego domu/mieszkania, najpierw kaze im pochowac wszystkie zbyt osobiste dekoracje, takie jak 180 zdjec w ramkach lub swiatowa kolekcje ceramicznych sow badz lalek barbie, potem pokrywa wszystkie amarantowe sciany biala lub kremowa farba, zas na samym koncu kaze wyprowadzic z domu psa (psy) i dobrze wywietrzyc. W ostatecznosci wyszorowac psa i wyniesc jego poslanko z sypialni na koytarz. Nie jest wiec bardzo popularna wsrod licznych posiadaczy psow. Ale dzieki tym zabiegom dom jest sprzedany w ciagu paru tygodni.
Osobiscie nie wpuscilbym Ane Maurice do swego domu, bo gotowa bylaby wyprowadzic moja kuwete na mroz. A Starej kazalaby pochowac ukochane dupersznyty.
Aktualnie Szanta tarza futro w moim łóżku, które pracowicie rozgrzebała i umieściła się w poduszkach. Zupełnie jak Pańcia – mordka na podusi, reszta pod kordełką… Rumik chciał na rączki, ale mu wytłumaczyłam, że teraz nie, wiec współpracuje z pustą butelką po mineralnej, co uwielbia.
No patrzcie, a czymże byłby dom bez zwierzaków?…
Jeżeli Mahomet zachowywał się w stosunku do psa tak, jak jego wyznawcy, to pies na pewno miał powód. Ale wytłumacz to wyznawcom… 🙄
Uwazaj, Nisiu, bo Cie dzihad odwiedzi.
Kocie, widziałam tę Ann Maurice. Uważam, że jest podejrzana.
👿
Poza tym nie znoszę tej amerykańskiej energii, która przypomina bomby burzące albo zgoła miotacz ognia.
W temacie developerstwa nadal: mam ostatnio swój ulubiony program, w którym przyjemny i nienachalny Anglik Alistair Cośtam-Cośtam znajduje domy dla ludzi chcących wywiać z miasta na wieś. Domy z reguły są do zeżarcia, a przy okazji pięknie pokazana jest angielska prowincja. Dziś młody Alistair wodził dwóch starszych panów po Kornwalii i Devonie. Od takich krajobrazów ciśnienie od razu leci w dół.
A od AM i jej licznych klonów – przeciwnie, w górę.
Ten fajny program nazywa się u nas „Ucieczka na wieś” a w oryginale – e, sami se poczytajcie: http://www.domoplus.pl/program/?full/ucieczka-na-wies_14198
Jakby kto miał okazję, polecam.
Kocie, a wiesz, że pomyślałam? Tfu, na psa urok, na koci ogonek…
U nas dżihadystów nie ma:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,13124432,Planowal_zorganizowac_w_Polsce_grupe_dzihadystyczna_.html
Co za kraj, prawda? Nie można nawet zostać mudżahedinem, bo zaraz ktoś z kaftanem przyleci.
Widziałam niedawno reportaż o dżihadystach a Anglii. Przerażajace. Absolutnie rozumiem Orianę Fallaci razem z jej wściekłością i dumą.
Ja właściwie wszystkich takich, co marzą o umieraniu za sprawę, zapakowałbym w kaftany, bez względu na wyznanie lub brak. 🙄
O, gupi Łotr. Najpierw mówi, ze za szybko wysyłam, a potem daje dwa razy.
Bobik, jes, ou, jes! Chętnie zawiazywałabym rękawki w tej akcji.
Oddalam się, muszę coś zjeść. Denerwują mnie takie tematy i od razu soki trawienne walą z siłą wodospadu. Czy jakoś.
Jeśli ktoś chce syna wychować na małego powstańca, właściwie też się kwalifikuje w rękawki, n’est ce pas?
Jak chce wychować na dużego powstańca, to też. Kandydatów do rękawków nam nie zabraknie. 🙄
Dobry wieczór 🙂
Chciałam przysiąść o Trzech Mędrcach ze Wschodu zagadać. Ale jak straszycie kaftanami, to ja powiem przezornie: dobranoc 😉
Ze Wschodu? A jak to też jakiś dżihad? 😯
Chociaż nie, jak mędrcy, to raczej z umieraniem za sprawę nie chcą mieć nic wspólnego. Możesz siadać, Jagodo, o ile już nie śpisz. 😉
Ooo, to już po północy.
To ja idę do łożnicy, bo mam mocne postanowienie poprawy życia.
Dobranoc!
Nie rozumiem, czemu u nas jest dostępna dla wszystkich bez problemów, a u Heleny na receptę. Melatonina.
Jasne, Helenko, że ona jest nieskuteczna, taki staroć.
Może zapytaj w aptece, może już jest w wolnej sprzedaży.
Ja z przykroscia czytalam te wsciekla Oriane, z wielka przykroscia. Nawet chyba nie zdolalam doczytac do konca, bo tak ialam dosc tej wsceklosci i histerii.
Escape to the Country ogladalam parokrotnie z przyjemnoscia, owszem. Jest eskapistyczny, a ja wszystko eskapistyczne ogladam z przyjemnoscia. 😳 . Ale tych programow sie namnozylo! Mam wrazenie jednak, ze BBC doszlo do rozumu i postanwilo troche przyhamowac z mnozeniem kolejnych serii progeamowych o poszukiwaniu domow, bo absolutnie wszystie sa robione na jedno kopyto.
Ubieglej nocy ogladalam program z cyklu RE:THINK i z tego korporacja powinna byc naprawde bardzo dumna. Wczoraj przed wielkim audytorium zasiedli naprzeciwko siebie naczelny rabin LOndynu (czy tez Anglii?) Sacks oraz prof. Dawkins. I choc dochodzilo wsrod nic do zasadniczych spiec , przyjemnie bylo przysluchiwac sie z jaka kultura i wzajemny szacunkiem rozmawia ze soba dwu fascynujacych intelektualistow, ktorzy sie zwyczajnie lubia i rozumieja nawzajem. I sluchaja sie nawzajem bardzi czesti zgadzajac sie w zasadbnuczycg sprawach, np etyki swieckiej v. religijnej. I Dawkins nauczyl sie z tej rozmowy czegos, co mnie przeszkadzalo gdy cztalam „God’s Delusion” i czego nie bedzie juz chyba nigdy powtarzal. Rabin Sacks zadal mu lekture do czytania! I Dawikns przyjal to do wiadomosci i obiecal przeczytac.
To bylo powtorzenie jakiegos znacznie wczesniejszego RE:THINK, wiec moze nawet istnieje na youtubie.
Wlasnie „re:think”, przemysl na nowo. I wtedy BBC is at its best!
Helenko, w tej polskiej aptece w Londynie (można nabyć przez internet) jest melatonina i nic nie wspominają, że na receptę.
Ja kupowałam dla Mamy i sama czasami korzystałam, kiedy chciałam szybo zasnąć, 5 mg tabletki i dawkowałam po połówce.
Spróbuj, wygląda na to, że można kupić.
Komisarz Rex, ot co. AXN Crime puszcza w idiotycznych godzinach. Masa wdzięku. Morze wdzięku! Ocean wdzięku!!! O piesku mówię. Ale i aktorzy sympatyczni, i ten austriacki niemiecki przyjemny do słuchania, i Wiedeń piękny.
Tylko psy wilczurkowate mają zdolność robienia takich oczek rzewno-łajdackich. Moja nieodżałowana Becia jak tak na mnie spojrzała, to jej wybaczałam nawet tę jej ukochaną gnojówkę.
Pa!
U nass melatonina jest na recepte bo nie istnieje taka instytucja jak amerykanska FDA – Food and Drug Administration.
Wiec chodzi pewnie o to by NHS zarabialo na wydawaniu recept.
Nie zgadzam się, Nisiu. Rzewno-łajdackie oczka to kwestia charakteru, nie rasy. 🙂
Natomiast z opinią na temat Komisarza Rexa zgadzam się w stu procentach. 😎
A ja spróbuję teraz ubić dwie muchy jedną packą, czyli powiedzieć dobranoc i dzień dobry zarazem, albowiem jutro lecę na party bardzo rannym słonkiem i nie wiem, czy mi się uda doskoczyć do kompa. Czy potrafię o tak wczesnej porze zasnąć też nie wiem, więc to dobranoc jeszcze nie jest takie całkiem pewne. 😉
Przepraszam, nie wkleiłam linki do tej apteki:
http://www.iapteka.co.uk/index.php?route=product/product&keyword=melatonina&product_id=775
Jak nie zasniesz, Bobiku, to moze sie w czasie party przekimasz. Oni zawsze wrzucaja do kieliszka cos co ukolysze.
Ale zycze Ci bardzo, Najdrozszy Piesku, bys zasnal.
Bobiku, przytulaj się do poduchy i do spanka. Dobranoc 🙂
Dzieki, Siodemeczko.
Alez ona u Was tania! Mozna garsciami zazywac!
A i jeszcze jedno. Dzisiaj u Dominikanów na Freta sprzedawali nowy numer „Teofila” dominiczków z Krakowa.
Jest tam ci parę ciekawych rzeczy, ale nie nabywszy, bo nie miałam tyle gotówki.
Jednym z ciekawych punktów jest rozmowa Richard Dawkins George V. Coyne SJ pt. „Zbyteczny Bóg”.
Zapytałam sierżanta, a on wyciągnął z zza pazuchy taką oto nagraną rozmowę tych osób:
http://www.youtube.com/watch?v=Nhd09ATs8VQ
Już dzisiaj nie będe oglądać, ale jutro z przyjemnością.
To już ostateczne dobranoc.
Ciekawe, co Królik dzisiaj jadł. 😀