Straszny bąbel
Wyżeł kilka razy nieznacznie poruszył spuszczonym ogonem i ze znużonym posapywaniem wgramolił się na fotel. To były najwyższe objawy radości ze spotkania, na jakie było go stać, więc Bobik poczuł się mile pogłaskany tak uprzejmym przywitaniem. Już miał rzucić zwyczajowe „co u ciebie?”, ale przypomniał sobie, że skutkuje to natychmiastowym wyliczeniem wszystkich nieszczęść, które spadły na gościa w ostatnich tygodniach, więc spróbował popchnąć rozmowę w innym kierunku.
– Piękny dzień – zagadnął ze stosownym merdaniem. – W sam raz na tarzanie się w suchych liściach. I jutro też ma być słonecznie. I salceson potaniał. I…
Ale Wyżeł nie dawał się tak łatwo sprowadzić na podejrzane ścieżki optymizmu. Jęknął wymownie, pochylił się nad prawą przednią łapą i zaczął ją wylizywać, resztą ciała dając do zrozumienia, że sprawia mu to okropny ból.
– Masz coś z łapą – zmartwił się Bobik. – Bardzo źle?
– A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem Wyżeł i zaraz dorzucił kolejne pytanie. – Czy ja bym się skarżył, gdyby nie było bardzo źle? Zresztą, wcale się nie skarżę, tylko zawiadamiam, bo przyjaciele powinien wiedzieć, że mój stan jest poważny. Straszny bąbel mi się zrobił. O, tu, zobacz.
Odgarnął ze zwycięską miną futro i pokazał wypełniony płynem pęcherzyk wielkości łebka od zapałki.
– Rzeczywiście, przerażający – przyznał Bobik, starając się spełnić znane mu nie od dziś oczekiwania Wyżła.
Gościowi wyraźnie poprawił się humor. Rozłożył się wygodnie w fotelu, wyeksponował zaatakowane przez strasznego bąbla miejsce i zdobył się na coś w rodzaju bolesnego uśmiechu.
– Byłem już u trzech lekarzy i żaden nie potrafił mi pomóc – oznajmił ze słabo skrywaną przyjemnością. – Jakieś maści mi proponowali. Maści! Tak jakby nie widzieli, że to naprawdę Straszny Bąbel i trzeba rzucić do walki z nim wszelkie dostępne środki. Mówiłem, żeby zapisali przynajmniej antybiotyk, jak już nie chcą operować, ale się wykręcali. Wiadomo, NFZ im kazał robić oszczędności na pacjentach. A poza tym co oni się tam znają. Jeden w drugiego partacze. Porządny lekarz zaraz by zauważył, że jestem bliski śmierci.
– No i co teraz zrobisz? – spytał Bobik, oblekając pysk w odpowiednie do powagi sytuacji przygnębienie.
– Jak to co? Spiszę testament – oznajmił z mściwą satysfakcją Wyżeł. – Zawsze to robię, kiedy czuję, że mój koniec już się zbliża. Tobie też radzę. Nie należy odchodzić ze świata, nie uporządkowawszy swoich spraw.
– Ale wiesz – zmieszał się Bobik – mnie się nigdy nic specjalnego nie dzieje. Ot, miałem niedawno pęknięcie śledziony po wypadku, potem zapalenie płuc mi się przyplątało i właściwie tyle. Aha, jeszcze jakiś zawalik, ale malutki, nie ma o czym gadać. A nadciśnienie z kolei mam od tak dawna, że już go nie zauważam. Ogólnie zdrowy jestem jak koń, więc o testamencie na razie nie myślę.
– Ty to jesteś szczęściarz – westchnął Wyżeł, popatrując na swoją łapę. – Nawet jak masz jakieś zmartwienia, to niewielkie i szybko mijają. A mnie zawsze wiatr w oczy i los wbrew.
– Ale salceson potaniał i dla ciebie – zauważył Bobik, usiłując mimo wszystko przemycić jakiś optymistyczny akcent.
– Fakt, potaniał – zgodził się Wyżeł, znowu pochmurniejąc. – Ja już wprawdzie nie bardzo zdążę z tego skorzystać, ale jak będę wracał do domu, kupię kawałek i zapiszę ci w testamencie.

Mar-Jo, nie chcę Cię martwić, ale remont raz zaczęty ma tendencję do pozostawania na stałe. Historia mojej rodziny jest tego najlepszym przykładem: zaczęło się od łazienki w Kielcach 13 lat temu, potem remont się przenosił na inne pomieszczenia, zabraliśmy go ze sobą pod Warszawę, a teraz nawet się rozdwoił i panuje i tam, i w bazie wypadowej w Spale. Nikt nie wie czy kiedykolwiek się wyniesie… 🙄
Dzień dobry, zapowiada się słoneczny, czego wszystkim życzę 🙂
Cóś pod osłoną nocy podmieniło płaszczyznę dyskusji. Włączyłam się do rozmowy na temat fundamentalizmów teistycznych i ateistycznych, ich związku z, zaproponowanym przez Bobika „wierzę” i „wiem”. A rano widzę, że jesteśmy już w samym środku sporu o charakterze epistemologicznym 🙄
Mam w najbliższej rodzinie dziesięciu fizyków. Kładą mi nieustannie do głowy, że nauka to fizyka. A cała reszta to „zbieranie znaczków” 😉
Niech im będzie. Ja wiem swoje. Hermeneutyka stanowi równoprawną metodę poznania. Aparat/metodologia nauk matematyczno-przyrodniczych ma zastosowanie w poznaniu innych fragmentów rzeczywistości. Hermeneutyka innych.
Jestem też mocno przywiązana do Brunerowskiego podziału na tryb poznania paradygmatycznego i narracyjnego.
Wobec tego, co stanowi jądro człowieczeństwa: miłość, przyjaźń, wiara, nadzieja, wierność, zarówno aparat matematyczno-przyrodniczy jak i tryb paradygmatyczny są raczej bezradne.
I szczerze powiedziawszy jest mi dość obojętne czy poznanie narracyjne, hermeneutykę opatrzymy stempelkiem „naukowe”, czy też im tego stempelka odmówimy. Wszak jest to w zdecydowanym stopniu sprawa umowna.
Nie chodzi mi też, Bobiku, o przeciwstawianie „wiary i czucia szkiełku i oku”. Pisałam słowo wiedza w cudzysłowiu nie dlatego, że się dystansowałam do wiedzy, o której mówiłam, ale dlatego żeby zaznaczyć, że posługuję się rozróżnieniem dokonanym przez Bobika.
Potrzymuję swoje stanowisko, że wiem, wiem w odniesieniu do istnienia Boga, wcale nie musi pociagać za sobą fundamentalizmu, braku tolerancji czy zapędów misjonarskich. Te ostatnie postawy wiążę raczej ze specyficzną cechą osobowości, jaką jest potrzeba kontroli otoczenia. Wiem, w kwestii istnienia Boga, jest nie do obrony na gruncie nauk matamatyczno-przyrodniczych i przy użyciu ich metodologii. Co nie znaczy, że nie jest prawdziwe – znowu nie na gruncie klasycznej, arystotelesowkiej teorii prawdy 😉
Alienor, (23:06)
„polaczkowate” 😯
Jesteś pewna, że to jest język szacunku a co najmniej język neutralny wobec adwersarzy?
Mnie osobiście to obraża.
Powtarzam: między „wiem” a „jestem pewny/a swoich uczuć” jest różnica.
Mówiąc „wiem” zakłada się, że to, o czym mówię, jest prawdą. Konkretnie w tym wypadku: istnienie Boga.
A przecież tego wiedzieć nie możemy. Możemy mieć tylko takie odczucia, że jest Ktoś Wyższy, i być ich pewnym. Ale nie znaczy to, że ten Ktoś Wyższy istnieje.
Dora,
a skąd wiesz, że ja nie wiem? 😉
Jagodo, jeśli przeczytałaś mój wpis ze zrozumieniem, powinnaś wiedzieć, że nikogo z tu obecnych nie obrażam. Nie o to mi chodziło.
Alienor,
użyłaś języka pogardy. I to jest obraźliwe. Czy naprawdę muszę tłumaczyć dokładniej 🙁
Jagodo, są w moim narodzie zjawiska których nie lubię, nie trawię. Nazywam je wtedy po imieniu, krytykuję i głośno na nie krzyczę. Wynika to z faktu że kocham ten kraj i smutno mi jak na niego patrzę i myślę o wyjeździe w siną dal. Daleko mi do pogardy. Określenia ostrzejsze i bardziej… barwne padały już tutaj w dyskusjach.
Jagodo, znów się zapętlimy. A to przecież tylko kwestia nomenklatury. Co prawda już Bobik wcześniej wspominał, że te kwestie bywają niebezpieczne.
Ale naprawdę, wiedzieć w tym wypadku można tyle, że odczuwa się tak, a nie inaczej. 🙂
Bo tu są nałożone na siebie dwie sprawy:
1. czy wiem, co czuję,
2. czy wiem, że Bóg istnieje.
Tego drugiego wiedzieć nie można. To pierwsze – oczywiście tak.
Daje do myślenia:
http://wyborcza.pl/1,75968,12923794,Wymusilismy_na_ONR_autocenzure.html
Ale ja, w przeciwieństwie do Ewy, nie jestem optymistyczna. To, że poglądy faszystowskie są zakamuflowane, nie znaczy, że zanikną. Będzie tylko więcej mrugnięć typu ty wiesz, a ja rozumiem. A w niektórych przypadkach, jak ostatnio z Michalkiewiczem czy Braunem – pójście otwartym tekstem i za to wielkie oklaski za „odwagę”.
Alienor,
w moim przekonaniu nic nie usprawiedliwia używania języka pogardy. Swój sprzeciw, niezgodę a nawet gniew można wyrazić bez używania języka pogardy.
Skoro tego nie możesz albo nie chcesz zrozumieć, to trudno.
Przymuję do wiadomości rozbieżność stanowisk. I na tym kończę dyskusję na temat „polaczkowatości” 🙁
Doro,
trudno mi powiedzieć czy to jest sprawa zapętlenia czy też dojścia do pewnego punktu, w którym indywidualne doświadczenie jest nieprzekazywalne.
Posłużę się porównaniem, pozornie tylko, z drugiej strony huśtawki. Z zakresu seksu. Dla kogoś, kto nigdy nie miał udanego życia seksualnego, nie miał go wcale, miał nieudane czy wręcz trumatyczne, opowieści o rewalacyjnych doznaniach seksualnych mogą być kompletnie niewiarygodne. A widok pary w trakcie stosunku seksualnego wręcz odrażający.
To nie są doświadczenia przekazywalne. Trzeba tego samemu doświadczyć. Równocześnie jest tak, że osoba mająca bardzo udane życie seksualne, czuje, w okreslonych momentach, że seks jest czymś wspaniały. I wie, nawet poza tymi momentami, że tak jest. Czy ta osoba wierzy czy wie? Wie, ponieważ doświadczyła. Poznanie zmysłowe jest równoprawnym z abstrakcyjnym rozumowym. W tym wypadku, rozum jest niezdolny do poznania wartości seksu bez pomocy zmysłów.
Badania nad neuronietypowymi, vide wspaniała książka „O mężczyźnie, który pomylił własną żonę z kapeluszem”, pokazują, że nasza wiedza na temat możliwości ludzkiego mózgu jest naprawdę mizerna.
Ja naprawdę rozumiem różnice pomiędzy takimi pojęciami jak: wierzę, czuję, wiem.
I naprawdę nie oczekuję, że ateiści przyznają mi rację. Będę się bardzo cieszyć, jeżeli zdobędą się na powstrzymanie się od robienia kółek na czole. Nawracania mnie na jedyna prawdę matematyczno- przyrodniczą, w tej sferze życia. A już szczytem szczęścia było by dla mnie to, gdyby któryś z nich powiedział: wprawdzie nie potrafię uwierzyć w to, co ta kobieta wygaduje, ale jak jest naprawdę, to ja też tak do końca nie wiem 😉
Przypominam, ja ciągle odnoszę sie do fundamentalizmów teistów i ateistów.
Dora, (09:55)
podzielam Twoje zdanie 🙁
Z mojego punktu widzenia nadal jest to zapętlenie, i myślę, że każda z nas zostanie przy swoim 🙂
Co zaś do mojego pesymizmu, dodam jeszcze dzisiejszy wywiad w „GW” z Gowinem. Już nie będę go tu dodatkowo linkować, każdy może przeczytać na wyborcza.pl. Póki tak będzie myślał minister sprawiedliwości, lepiej nie będzie.
Dzień dobry 🙂
Musiałem sam siebie długo przekonywać do uśmiechnięcia się na przywitanie, bo pogoda cały czas uparcie wykrzywiała mi mordkę tak: 🙁
Najchętniej zaszyłbym się dziś w kącie, w kupie liści, tak żeby nawet końca nosa nie było widać i zaczekał na słoneczniejszy czas. Ale przecież nie mogę tylko przez pogodę tak całkowicie zaniedbać blogowych obowiązków. 😉
Ja się wczoraj w pewnym momencie zorientowałem, na czym prawdopodobnie polega zapętlenie i nawet gdzieś uściśliłem „wiedza” w sensie „nauka”, ale może zrobiłem to za cicho. 😉
Prawda, że używamy słowa „wiedza” również w sensie po prostu wiedzenia czegoś, posiadania jakichś – w naszym przekonaniu pewnych – informacji o czymś. Ostatnio nawet rozpanoszył się potworek językowy „posiadam wiedzę na ten temat”. 👿 Ale jest to zupełnie inna para kaloszy niż np. wyrażenie „według aktualnego stanu wiedzy”. W tym ostatnim chodzi o wiedzenie jakoś tam zweryfikowane przez naukowców, na tyle przybliżone do tzw. obiektywnej prawdy, na ile to obecnie jest możliwe. I oczywiście temu rozumieniu wiedzy nie wystarcza wiedzenie intuicyjne czy wynikające z doświadczeń jednostki. Ono wysuwa żądanie „udowodnij to” i bez dowodów nie wpuszcza, jak małolatów do kina. 😉
Może więc całe to zapętlenie wynika z czysto językowego niedogadania i odróżnienie wiedzy naukowej od nienaukowej je rozwiązuje?
Ale gdyby ktoś bardzo chciał zapętlić jeszcze bardziej, to możemy obok wiedzy wprowadzić jeszcze kategorię poznania i wtedy będziemy mogli pętlić do końca świata. 😈
O, zaraz, w następnym zdaniu, mogę dać własny przykład na wiedzenie nienaukowe. 😆
Że remont często bywa chorobą chroniczną, wiem z własnego doświadczenia. U nas zaczął się 10 lat temu i trwa w najlepsze. I teraz już właściwie nie ma prawa się skończyć, bo jeśli nawet kiedyś wykonamy plan, to wtedy zacznie się sypać to, co było remontowane na samym początku i całą kołomyjkę będzie można zacząć od nowa. 😈
Wywiad z Gowinem też czytałem i rzucałem wściekle wyrazami.
Ojej, Nisię jakieś niewiadomej proweniencji obrzydlistwo dopadło? 🙁
„Ech, żeby to można zrobić coś więcej, niż trzymać kciuki” – westchnął Bobik i poszedł trzymać kciuki.
Bobiku, posyłam słońce w dużych ilościach. 🙂
Piękna pogoda dzisiaj w Szczecinie.
Dziękuję, Mar-Jo. Jeszcze nie doszło, ale wiadomo, jak działa poczta, zwłaszcza w okresie przedświątecznym. 😉
A wywiad z Gowinem zniknął. No, ni ma go. 😯 Tylko zawiadomienie, że strona usunięta lub skasowana.
Ale tu (jeszcze?) można przeczytać streszczenie:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12924197,Gowin__Nie_slyszalem__zeby_skrajna_prawica_zapraszala.html
Nie wiem ilu trzeba osób, żeby zrobić społeczność, ale musi ona być i mieć wewnętrzną zgodę (na ogół wypracowywaną przez kilkaset lat) co to technik sprawdzania i potwierdzania i dopuszczalnych metod perswazji, by móc w takim sensie jak dziś to robią w zachodniej kulturze mówić o wiedzy.
A to, co się dzieje wewnątrz człowieka, jak znajdzie na swoją ektoplazmę inne słowo niż „wiedza”, to dobrze zrobi. Bo indywidualne „wiem” to jedna sprawa, a publiczna i weryfikowalna „wiedza” to sprawa druga, głównie przez etymologię z pierwszą powiązana.
Aha, w definicji społeczności trzeba będzie „dobawić” otwartość na przyjmowanie nowych członków. Bo w klubie miłośników S24 będzie wiedza (wedle przyjętych tam kryteriów na solidną wiedzę), że trotylowa gmła ubiła najlepszego na świecie prezydenta, ale ta wiedza rozwiewa się po otworzeniu drzwi i okien.
Bobiku, jest wywiad:
http://wyborcza.pl/1,75248,12922910,Gowin__Szalency_sa_wszedzie.html
Ci gazetowi często uaktualniają wiele razy swoje artykuły i one zmieniają miejsce.
Takie nieaktualne linki często się zdarzają, trzeba wtedy szukać inaczej.
U mnie słonce, przyjemny – na oko – dzień.
Poczytam sobie trochę zaległości i poleniuchuję, nie mam ochoty na poważne dyskusje.
Nisia się odezwała, to już coś.
Machanko do Nisi, nie mogę napisać merdanko, co pewnie bardziej by Ją ucieszylo. 😀
Pod wywiadem sonda, czy Gowin jest dobrym ministrem sprawiedliwości.
Wyniki na razie: 30 proc. tak, 59 – nie, 11 – nie wiem.
😯
Siódemeczko, a czemu nie miałabyś sobie pomerdać, jak masz akurat ochotę? Ja tam o merdanie nie jestem zazdrosny i nikomu nie zabraniam. 😆
Sonda ma zły tytuł, powinna się nazywać „czy lubisz tego gościa”. Akurat o zadaniach ministra sprawiedliwości kto jak kto, ale czytelnicy tabloidu mają pojęcie. 🙄
Jest złym ministrem z powodów, o których nie ma mowy w wywiadzie.
Żre mnie jakaś influenca paradygmatyczna.
Dzięki za życzliwość.
Mar-Jo, wzruszyłaś mnie.
Kocie, moje pipi nie było hasłem do siusiania, tylko piskiem malutkiej myszki schowanej w najgłębszym kącie wielkiego ciemnego pokoju. Ci faceci! Zero zrozumienia!
Merdam do Was czule.
Nisiu! 😀
Swoją drogą Gowin jest dla mnie raczej upiorny.
Nisiu, potraktuj inluence hermeneuTYka, 4 razy dziennie co trzy godziny na czczo.
To i ja merdam, a co tam! 🙂
PS. Czy tu nie powinno być ikonki merdającej?
Kocie, musiałabym bez przerwy być na czczo.
Tego nie zniosę.
Merdanie mentalne oraz intelektualne dozwolone jest każdemu człowiekowi.
Śniadanko. Oddalam się chwilowo. Żadna hermeneutyka na czczo.
Och, ja ten wywiad przeczytalam jeszcze moim poznym wieczorem. Chyba najbardziej irytujaca, oprocz niekompetencji, i paru innych rzeczy, jest samo-zadowolona jego pewnosc siebie. (Swoja droga, przy okazji przedwczorajszego naglego wybuchu zainteresowania mojego meza Gowinem jako zjawiskiem na polskiej scenie politycznej, odkryslismy, ze on bloguje dla Wall Street Journal, wiec jego punkt widzenia idzie dalej w swiat. No ale oni naleza do Murdocha, to co sie dziwic. Ciekawa tez jestem, Bobiku, czy najbardziej zgrzytales zebami przy galicyjskim konserwatyzmie.)
A co do blogowego zapetlenia, to chyba ono w ogole jest niepotrzebne, bo tacy wlasnie ludzie jak Obirek (a Bartos takze, wraz z wieloma interesujacymi wspolczesnymi teologami), interesuja sie wlasnie „teologia slaba”, jej zwiazkami z postmodernizmem, i z historycznie istniejacym trendem w wielu religiach zwanym teologia apofatyczna (ktora wczoraj wieczorem nawet zlinkowalam), a ktora polega na przyznaniu, ze o Bogu/bogach – bo jest ona obecna, o wiele mocniej w religiach Wschodu – nic nie wiemy, i duzo latwiej o nim twierdzic, czym nie jest, niz czym jest. Mnie osobiscie to nie bardzo dziwi, bo jako dociekliwie dziewczatko nastoletnie przeczytalam z fascynacja Oblok niewiedzy, ale mysle, ze nie figuruje on programach religii w polskich szkolach. Z tego, co wiem, tam raczej uczy sie pewnosci. 😉
Z pelnym zoladkiem hermeneuTYki to sie nie da przelknac. Chyba z jakos tak bardziej epizde.. epuzdo..stomatologicznie.
Nisiu, trzymaj sie! Stanowcza odmowa permanentnego bycia na czczo to bardzo optymistyczny znak. 🙂
Przez pol soboty probowalam zrozumiec, dlaczego wsrod swiatecznnych ozdobek panoszacych sie w sklepach pelno jest figurek weży i kobr uwiecznionych a to na choince, a to na fotelu, na szyi Dziadka M. badz w jego czapce (widac juz po konsumpcji pierwotnego nosiciela). Jakos nie moglam sobie przypomniec żadnych rosyjskich/ prawoslawnych swiatecznych opowiesci zwiazanych z weżami, a tym bardziej z kobrami. A potem wpadl mi w oko kalendarz swiateczny z napisem: „2013. Rok żmii.” Sprawdzilam dzis w internecie – podobno wg chinskiego kalendarza 2013 ma byc rokiem weża. Waz, kobra – widac niektorym wsio ryba. 😉 Z rozpedu spojrzalam, w jakim roku sie urodzilam – to byl rok szczura. Szkoda, wolalabym jakis bardziej urokliwy – np. rok smoka. Albo psa. 🙂
Kalendarz byl scienny, a nie swiateczny. Caloroczny znaczy sie byl, ow kalendarz, jak to zwykle kalendarze.
Moniko,
możesz jeszcze dodać Węcławskiego – teraz Polaka. Tyle tylko, że panowie nie mówili o tym czy istnieje, ale o tym jaki jest.
Tak, tak, stanowczo należy unikać wszystkiego co szkodzi 😉
(Żeb-ja znała czym się truji,
czy to rośnie, czy kupuji…)
Idź do lasu borowego,
przynieś węża zielonego.
Przynieś jego we fartuszku,
gotuj jego na garnuszku…
I tą metodą herpeTOlogiczną wredna siostra otruła brata, a gach i tak się na nią wypiął.
Ci faceci!
Ago @14:36, wąż po rosyjsku to „zmiej”, pisząc fonetycznie oczywiście.
Panowie mowili o wielu rzeczach, Jagodo. 🙂 Akurat odwolywanie sie do tradycji apofatycznej, i jak to robi Obirek, do innych tradycji religijnych niz judeo-chrzescijanska jako inspiracji, dobiera sie jak najbardziej do (bez)zasadnosci klotni o twierdzenia „istnieje/nie istnieje” w kwestiach metafizycznych. (Budda na przyklad na ten temat uparcie i zdecydowanie milczal, stad i co bardziej ortodoksyjni katolicy nie darza buddystow miloscia, delikatnie mowiac, a w hinduizmie ten watek tez jak najbardziej silnie istnieje. Tradycja mistyczna, w ktorej najwiecej teologii apofatycznej mozna znalezc, w ogole raczej koncentrowala sie na indywidualnym doswiadczeniu niz na instytucji, z ktora zreszta czesto sama wchodzila w konflikt, bo taki mistyk latwo sie wymykal spod kontroli). A poza tym wszystkim, rozmowa z ateistami, w ktorej wierzacy powoluja sie na „wiedze” zle sie akurat ateistom kojarzy, i maja po temu wiele historycznych powodow.
Ago, jak jestes spod znaku szczura, to gratulacje! O ile sobie przypominam, to szczur wygrywa wyscig wszystkimi innymi zwierzetami z chinskiego zodiaku (bo szczur jest zaradny i inteligentny). 😉
Bardzo podoba mi się słowo „apofatyczny”. Jest takie… puszyste i duże 🙄
Jak duża tłusta pszczoła…
Albo jak sterowiec, wielki jak wieloryb, powoli i bezgłośnie (tak to sobie wyobrażam) płynący po niebie. Albo jak ryba rozdymka. Jeśli coś jest apofatyczne, to powinno mieć mocno wydęte policzki, nie uważasz Nisiu?
Dobra wiadomosc dla Psa. Zaraz kolo naszego domu (ok.15 sekund spaceru door to door) mlody, nader przystojny Pan Slowak otworzyl cudna kawiarenke z przepysznym cappucino i znakomitymi croissantami – jak w Paryzu, z nieco ciezszego ciasta niz te z naprzeciwka skladajace sie glownie z powietrza. Pan Slowak nazywa sie Marcel, kawiareka nazywa sie Panorama i znajduje sie po naszej stronie ulicy, w tym samym pomieszczeniu, ktore do niedawna zajmowal Pan Hindus i u ktorego, Bobiku, gleboka noca kupowales kiedys wino. Poprzedni wlasiciciel lokalu zdecydowal sie na emeryture i sprzedal sklep Marcelowi.
No, mowie Ci, Piesku – Paryz pelna geba! Oby sie utrzymal na rynku. Musimy ze Stara starannie go wspierac przychodzac na sniadanie.
Tlusta pszczola! – 😈
Cudne słowo. Czuję jednak, że strasznie natrętne. No nic, idę, bo obowiązki wzywają.
Apofatyczny, apofatyczny, apofatyczny…
Dziękuję Moniko, na Ciebie zawsze można liczyć. Miło było sobie odswieżyć starą wiedzę 😆
Bo chuda pszczoła cienko przędzie.
Tak, apofatyczność jest zdecydowanie bardziej sympatyczna i o wiele łatwiejsza do przełkniecia i strawienia 😆
W porównaniu z tą okropnie kanciasta i chropowatą hermeneutyką, a fuj, czy też nie mniej paskudnymi paradygmatami 👿
Dbajmy o zdrowie 😆
You are welcome, Jagodo. 🙂
A poza tym – o what (verbal) games people play… 😉
Ups, punkt dla Pani Kierowniczki – nie pierwszy raz dalam sie zrobic w … zmije (zwiodlo mnie podobienstwo wyrazu po polsku i po rosyjsku). To raz. A po drugie, sierzant twierdzi, ze zmije to … weze, 😯 takze figurkom kobry w kontekscie roku weza tez nic nie mozna zarzucic. Nie moge sobie przypomniec, co robilam na lekcjach biologii. 😳 Mgla mi sie jakies mitochondria, roznice w budowie serca gadow i plazow, pantofelki …
Moniko, przeczytalam „charakterystyke” osob urodzonych w roku szczura i rzeczywiscie jest ona nieprzyzwoicie pozytywna. 😉
Moniko 😆 😆 😆
Niemala niechuda pszczola. 😉
Teraz siedzę i myślę, czym miałaby być Żmija Według Agi, jeśli nie wężem. 😕 😛
Zmiej to smok. Jak slynna postac z rosyjskich i ukrainskich basni Zmiej Gorynycz:
http://www.hobobo.ru/blog/item/otkuda-rodom-zmey-gorynych
Smiej sie WW, smiej. Skoro delfin, to nie ryba, to dlaczego zmija nie mialaby byc niewezem? 🙄 O masz, jeszcze smoki… A propos delfina, to wyglada na to, ze po rosyjsku tez sie mowi o rekinach biznesu.
Gowin w wywiadzie szczery do bolu, jacy wyborcy taki minister
bywa
jak to? delfin nie ryba? to co? ptak moze? Aga, Aga….
pora na zabawe przy/z fortepianem 🙂 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=P1KyJtFowr4
Irku, siedze, kartkuje, czytam, co za ogromna praca, bardzo Tobie
dziekuje, bardzo… 🙂
Niedawno widziałam apofatyczny balon.
Jest taka kolumna w Warszawie…
Tfu.
Jest taki hotel w Warszawie, a właściwie pokoje gościnne w Domu Literatury na Krakowskim Przedmieściu, na samym koniuszku, przy Placu Zamkowym. I jeśli dostanie się pokój narożny na trzecim piętrze, to ma się w pokoju Króla Zygmusia. A w drugim oknie apofatyczny balon pojawiający się i znikający we gmle.
Pardzo boetyczne, milordzie.
Jednak ten „zmiej” to wąż:
http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%BC%D0%B5%D0%B8
Smok to „drakon”. W bajkach jest czasem „zmiej” – jak w polskich bywał „żmij”, to archaiczna nazwa.
Rok Smoka po rosyjsku będzie więc raczej rokiem Drakona 🙂
Drakon jest drakonem. Zmiej to Smok. Pilnujacy rzeki, albo zamku. Moze tez latac, jesli jest skrzydlaty.
Zmieja jest zmija lub innym wezem, nawet zaskroncem.
Apofatycznym padalcem.
Do Irka i Rysia.
Mnie się wydaje, że dobrze jest zgłębiać tę książkę, w konfrontacji z Wirtualnym Sztetlem, np. dla miasta Kryłów:
http://www.sztetl.org.pl/pl/city/krylow/
W tym wirtualnym muzeum jest więcej zdjęć i innych możliwości, widzę natomiast na przykładzie tego miasta, że treści w wielu momentach istotnie się różnią.
Jeżeli książka powstała we współpracy z ŻiH. i strona wirtualna też jest projektem ZiH., to dobrze by było, żeby te treści się jakoś sprzęgły.
Książka jest opracowaniem uporządkowanym, metodycznym, ułatwiającym bardzo poznanie i orientację.
Chcę wkleić info o miejscowości, z której pochodzi rodzina mojej Mamy, ale to już w następnym wpisie.
Bardzo skromne te wiadomości z Przasnysza, ale zawsze to lepsze niż nic:
http://www.sztetl.org.pl/pl/city/przasnysz/
Trochę się dziś zagrzebywałem w liściach, a trochę miałem terminów (dentysta, brrrrr!) i w rozmowie się mało udzielałem, ale przynajmniej teraz wrzucę podsumowanie z morałem. 😀
Apofatyczność przefrunęła
ogrodu sporą połać
i siadła na natury dziełach
jak duża, tłusta pszczoła.
Hermeneutyka się nadęła:
niech pani tu pozwoli,
najlepiej zabrać się do dzieła
przy tykach od fasoli.
O, tak! – apofatyczność na to
z zapałem jęła bzykać –
wyłożyć chcę fasoli kwiatom,
czym raczej nie jest tyka.
Ta druga krzyknie: cóż ja słyszę!
Co to za dziwne racje?
Ja zaraz tykę tu opiszę,
i dam interpretację.
Za kudły się złapały w biegu
i każda mocno trzyma,
a z tyłu cicho tykał zegar,
nadeszła jesień, zima…
Już tyki w szopie, już fasola
w kociołku gdzieś wymięka,
a one ciągle w szczerym polu
targają się po szczękach.
Jest morał: spór nie zawsze warto
wieść w każdej czasu krzynie,
bo życie ma znaczone karty
i nim ktoś wygra – minie. 😉
Brawo, Bobik! Bardzo mi byl taki Poemat potrzebny!
Ty to zawsze odpowiedniej dasz rzeczy – slowo!
Właśnie! 🙂
Bobik, Bobik, hura, hura!!!
Doczytałem,
Nisiu, trochę krwi Nelsona wpuść w siebie 🙂
Przez Bobika padła meta u Hindusa w Londku 🙄 🙄
Mt7, Rysberlin, w czwartek kolejny wykład w Jesziwie ” Sztetl”.
Jakieś żmije, padalce tu chodzą. Sympatyczne poniekąd stworzenia. 🙂
Ale kto pije i …/ bez przesady z tym hedonizmem/ ten nie ma robali
O, jak ladnie, Bobiku, napisales. 😀 A przy okazji udalo Ci sie uzyc pare razy nowego slowa (zreszta nie Tobie jednemu, ale Tobie mistrzowsko – taka ladna, dorosla wariacja na temat cwiczen szkolnych). 😆
A poza tym co ja tu widze? Szczur, wczorajsza mala piskliwa myszka, dzisiejsze zmije, kobry, drakony, nie mowiac o Psie i Kocie… Bardzo zoologicznie sie zrobilo. 😉
Psi traktat przy łuskaniu fasoli 🙂
Siodemeczko, papier to papier 🙂 kartek szum 😀
na coraz zimniejsze wieczory przy czytaniu troche (ca`60min)
sympatycznej muzyki 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=PlJRLkxMGcI&feature=watch-vrec
Nisiu, zrob: pstryk i jakaś influenca paradygmatyczna pstryk bedzie
🙂
o to robi sie tak:
pstryk……….
Łuskanie przez psa fasoli to jest typowa sztuka dla sztuki, bez żadnej praktycznej przydatności. 🙄
To o robactwie cudne 🙂 aczkolwiek nie do końca prawdziwe. Jeśli takiego robala z członkami jak nażarty komar potraktować prasą albo literaturą, to zaraz na ścianie pojawia się dowód, że jednak ma krew. 😈
Bo komary to ptaki, chyba?
Nie wiem, Mordko, jak Ci to powiedzieć, ale ja bardzo lubię takie powietrzne croissanty. 😳 Niemieckie są solidne, jak te czeskie, nie ma się co obawiać, że pofruną. No to ja muszę fruwać do Londka, specjalnie na te lżejsze. Więc z tym wsparciem dla Pana Słowaka może być krucho… 🙁
A tu tegoroczni globalni zwyicezcy Nagrody Mojej Starej:
http://www.guardian.co.uk/books/gallery/2012/oct/25/worst-typos-pictures#/?picture=398262579&index=0
🙄
OK. Bedziemy donosic do Pana Slowaka croissanty na sniadanie z naprzeciwka, specjalnie dla Psa. Ale najpierw musi sprobowac te z kawiarni. Moze jeszcze zmieni zdanie.
A cappucino tez boskie – geste, welwetowe, duzo gorzkiej czekolady na czapce, lyzeczka ledwo sie zanurza.
Rysiu, bardzo przyjemny ten papier, taki aksamitny i pieszczotliwy. 🙂
Ciężki.
Jak się tłucze kryminałem, Braunem etc. to trudno żeby nie było krwi. Oczywiście to komar zrobił zamach 😈
Nowa wersja przykazań 😆
New Improved, Siodemeczko. Duzo lepsza niz oryginalna.
Byl kiedys taki dowcip opowiadany przez rabina Kushnera. Schodzi Mojzesz z Synaju dzwigajac tablice i mowi do swego Ludu: Jest dobra wadomosc i jest zla. Od ktrorej mam zaczac?
– Od dobrej – odkrzykuje lud.
– OK. Udalo mi sie stargowac i zamiast 0siemdziesieciu Przykazan, mamy tylko Dziesiec.
Zla wiadomosc natomiast taka, ze niestety „Nie cudzoloz” zostaje….
To jest bardzo prawdopodobne opowiadanie. 😀
Zaraz mi się przypomina, jak Abraham chytrze podchodził HaSzem w sprawie oszczędzenia Sodomy.
W komentarzach był też bardzo ładny cytat z jakiejś francuskiej broszurki hotelowej: There is a french widow in every bedroom, affording delightful prospects. 😈
Dobry tekst, podłapany na fejsie:
http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20121125/o-boze-zabilismy-macka-stuhra
do dobrego (przeczytalem) tekstu mt7, dokladam ostry (i dobrze sie ubawilem czytajac):
http://tomaszlis.natemat.pl/39677,karnowscy-lisicki-wildstein-zaremba-macie-jaja
Nacht Bobikowo
Pod tym rysiowo-lisowym wpisem są screeny komentarzy, na drugim chyba Ewa Wanat nie zgadza się z autorem.
Moje ulubione z cyklu „dobra i zła wiadomość”:
Galera. Wielki facet wali w bęben, galernicy wiosłują rytmicznie, pot im z czoła leci, co jakiś czas któryś obrywa kotem o dziewięciu ogonach.
Wchodzi bosman, ucisza bęben.
– Hej, galernicy – powiada. – Mam dla was dwie wiadomości, dobrą i złą. Którą najpierw?
– Dobrą – mruczą wioślarze.
– Dostaniecie dzisiaj dodatkową porcję mięsa do obiadu.
Galernicy cieszą się. Jeden nieśmiało pyta:
– A zła?…
– Po obiedzie kapitan chce pojeździć na nartach wodnych.
Nie wiedziałam, Nisiu, że to się nazywa kot.
Dobra wiadomosc dla UK, Heleno:
http://www.telegraph.co.uk/finance/economics/9704557/New-Bank-of-England-Governor-Mark-Carney-going-where-the-challenges-are-greatest.html
Ten facet ma bardzo jasny sposob wypowiedzi. I nie kreci!
OK, Krolik. Jesli go polecasz, to i ja gotow jestem zamknac oczy na fakt , ze na czele naszej szacownej instytucji stanie freaking foreigner. No trudno, zacisne zeby i bede obserwowal. Ale pamietaj, ze bede Ciebie rozliczal z drukowania pieniedzy. Uprzedzam.
Siódemeczko:
Już niejeden pokład mym domem był
i niejeden kot me plecy bił.
Choć robota podła i żarcie psie,
w Callao po rejsie znajdziesz mnie.
Już znikają główki portu,
w którym stary został dom,
już za rufą niknie w dali
ukochany stały ląd…
No i dalej, chłopcy, rwijmy fały,
niech uderzy w żagle wiatr.
W morze znowu wypływamy.
Ileż tam spędzimy lat…
U nas „Hiszpankę z Callao” śpiewa się na tę melodię: http://www.youtube.com/watch?v=hmm7u7Z7kPU
Kot bez dobrego powodu nie bije… 😈
Ile masz ogonów, Mordko???
👿
Jeden, ale bardzo puszysty – jak dziesiec zwiazanych w jeden.
Rys chyba zaspal?
Ryyyysiuuuuu! Pobudka!
🙂 🙂 🙂
dziekuje Heleno 😀
dobudzilem sie 🙂 😀
szelescilem juz
herbacilem
wiec
brykam fikam
🙂 🙂 🙂
w Tereny Zielone do S-Bahnu i przegladu pozycji 🙂 😀
brykam fikam
Wstałam.
Nigdy tego nie robię o tej porze z własnej woli, ale dziś w ogóle nie spałam. Nie udało mi się.
Luj, mżymżawka, szaro, psy śpią z łapami do nieba.
Kawka.
Dzień pochmurny. W sam raz na tren 😉
Usiadł w kącie paradygmat
I smutny jest bardzo
Bo go Bobik nie pogłaskał
Swą kosmatą łapa.
Nie zaprosił w tany z tyczką
Z fasolą nadobną
Biedny, biedny paradygmat
Tak go to ubodło.
Mierzyć i rachować
To jest jego godło
Przecież on by nie pomylił
Taktu, kroku, tempa
Wszak ekspertem jest od miary
Zna wagi powagi
Proporcje i zależności
Wyssał z mlekiem matki.
Za co, za co ta oziębłość
Biedaka spotyka?
Czy już tylko we śnie
Dla niego od fasoli tyka?
I nie może pojąć tego biedny paradygmat,
Że nie rządzi afektem
Mądra matema – tyka,
Nie pomoże nic na niechęć jej siostra fizyka.
Ponoć chemia coś by mogła,
Ale widać nie chce.
Siedzi w kącie bez nadziei,
Oj dola przeklęta.
Na dodatek go zakuli w influenzy pęta.
Podpisano:
Społeczny Komitet Obrony Paradygmata 😉
Dzień dobry.
Nie wiem, co jest gorsze: być bitym przez koty, czy być budzonym przez koty? Moje obudziły mnie dzisiaj o godzinie 5.46. Na dwór!!!! Na dwór!!!! Wstałam, wypuściłam, i już nie zasnęłam.(Biografia Wisławy Szymborskiej mocno do przodu). 🙂
No widzisz, Mar-Jo, dziś nie jest dzień do spania. Chociaż wygląda jakby był wyłącznie.
Och, alez pieknie Bobik zawierszyl! /zachwycona emotka/
Oooo, słoneczko nadziei błyska zza chmur. Czas do pracy.
Miłego dnia 🙂
Mar-Jo,
nas koty i biją i budzą, ale i tak je kochamy 😉
Dzień dobry 🙂
U mnie też Pręgowana już od 6.00 budziła. A ogony jej przy tym ino śmigały. 👿
Próbowałem potem dospać, ale gdzie tam. Wymęczyłem się tylko tymi usiłowaniami.
Wniosek z tego jest taki, że Koty są bardzo dobre na spanie, ale własne. A na cudze szkodzą. 👿
Mam dokladnie takie samo dośwaidczenie, ale jest ono raczej zbieżne z założeniem, że to koty pracują w branży wypoczynkowej i nie lubią patrzeć, jak amatorzy radzą sobie po swojemu. Stąd skakanie na klamkę od drzwi wyjściowych o 5.15, głośne narzekanie o 6.03 i inne podobne akcje.
Bardzo mi się podoba idea Komitetu Obrony Paradygmata. Gdyby nie paradygmaty, nigdy nie powstałoby wiekopomne dzieło „Paradygmaty transformacji” naszej ukochanej Pani Profesor Jadzi S.
Po pierwsze trzeba się zakrzątnąć wokół działań PR-owych i poprawić Paradygmatowi imydż. Pokazać, że potrafi przezwyciężać słabości, transformować się i zawsze na wierzch wypłynąć, co niedwuznacznie wskazuje na to, że jest Prawdziwym Paradygmatem! 😎
Siedzi i wścieka się Paradygmat:
kto mi podp…wędził pantałyk?
Alfa, czy beta, czy może sigma
tak do wiwatu mi dały?
Bez pantałyku z metodologią,
jakże na dużą pójść wódkę?
Gdy błędnych pojęć zatruje smog ją,
jaką miał będę odtrutkę?
Niby niewinna kawka z konsensem
też może nie wyjść na zdrowie,
on niby mięczak, lecz jeśli mięsem
rzuci, co wtedy odpowiem?
Nie chcę w milczeniu siedzieć na skwerku,
latać w pokutnej opończy,
jeszcze hyr pójdzie po uniwerku,
że Paradygmat się kończy…
Ale niepewnych słów sypać kaszą
też źle, bo kto mi uwierzy?
Może włączeniem nawet postraszą
dyscyplinarnej macierzy? 😯
Ach, co za kłopot! Wszak naukowych
zajęć mam ciągle bez liku,
a wszystko sypie się przez chwilowy,
bolesny brak pantałyku.
Lecz się nie poddam! Do tego dryg mam,
by czmychać, zmyliwszy straże.
I zobaczycie, że Paradygmat
wam wszystkim jeszcze pokaże! 👿
Jakiś kawałek wywiadu z Gowinem nie dawał mi spokoju i wbrew pozorom nie był to nawet galicyjski konserwatyzm. 😉 Teraz sobie uświadomiłem, że chodziło mi o ten fragment:
Na początku tego roku „Gazeta Wyborcza” zleciła gruntowne badanie elektoratów poszczególnych partii i okazało się, że 48 proc. wyborców Platformy deklaruje poglądy centroprawicowe bądź prawicowe. Czyli prawie połowa identyfikuje się z poglądami, które ja głoszę. Poglądy centrolewicowe bądź lewicowe deklarowała zaledwie jedna piąta wyborców Platformy.
Czy nie wydaje Wam się, że wiele ruchów PO tłumaczy to przekonanie o prawicowym w większości elektoracie? No bo jakąś tam lewicową jedną piątą nie ma się co przejmować. 👿
Ale oni mogą się na tym przejechać, bo można deklarować poglądy prawicowe i odnosić to np. głównie do gospodarki, a być przy tym dość liberalnym obyczajowo i trzymać się z daleka od nacjonalistyczno-kruchtowego zaścianka. I dla takiej prawicy prawicowość typu Gowina może być o wiele za prawa. 🙄
Ja tez nie psalem do dziewiatej rano. POtem troche.
Paradygmanty brzeczaly mi nad uchem i okladaly sie tyka.
Nastrój mam taki, że mogłaby pomóc tylko piwniczka:
http://i.lidovky.cz/12/022/lngal/GLU4139d6_sklipek.jpg
Eeee tam, Bobiku.
Najpierw trzeba ustalić, co kto ma na myśli mówiąc prawicowy, bo ja nie wiem.
Mam po dziurki w nosie ankiet, dlatego w ogóle nie zwracam uwagi na ich wyniki.
W mediach też główne doniesienia, co jaki idiota powiedział o każdej godzinie dnia i wałkowanie, i komentarze, i oblicza prezesa z Hofmanem na podtrzymania zainteresowania.
Powinniśmy się wszyscy w głowy popukać.
Czyżby dziś znowu jakaś podła środa dokonała aneksji wtorku i wszyscy jęczą w jej jarzmie? 😯 😥
Mar-JO dobra piwniczka grzecznego trunku, to jest moje ciche marzenie.
Mała winniczka, sprzyjający klimat, ech!
A widziałam całe opuszczone miasteczka- domy, winnice, kościół- do sprzedania za przystępną cenę.
Kościół niekoniecznie. Ale winnicę kupiłabym. W Portugalii.
Właśnie wirtualnie leciałam! 🙂
O proszę:
http://winecountry.it/orvieto/
Może się zrzucimy i zamieszkamy?
Mar-Jo, Portugalia najlepszy klimat.
Biorę obok Ciebie. 🙂
Dzień dobry 🙂
Jęczą w jarzmie, Bobiku 🙁 Nie ankiety, tylko dane. Na rozmaite sposoby 🙁 Lubię moją pracę, nie cierpię papierkomanii 👿
W domu jestem, ale mnie nie ma. Czytam „Wielką Trwogę”.
Mar-Jo, poproszę coś bardziej kameralnego. Bez kościoła i z cudzą winnicą w pobliżu 😉
Hofman to chodząca drogeria
Dlaczego się katujesz, Siódemeczko? Wyłącz telewizor 😎
Siódemeczko, aż takie proste to chyba nie jest, że wystarczy chwycić za młotek, puknąć i już wszystko będzie cacy. 😉
Po primo wynikami ankiet w tym wypadku nie przejąłem się ja, tylko Gowin, a zapewne i inni ważniacy z PO. Ja natomiast próbowałem się zastanowić, jaki to przejęcie mogło mieć na nich wpływ.
Po wtóro, na temat płynności pojęć prawica-lewica już tu nieraz było i w końcu umówiliśmy się, że nie traktujemy ich precyzyjnie, tylko intuicyjnie, orientacyjnie i pi razy drzwi. 😈
Po trzecio, gada się o różnych rzeczach, to czemu politykę wykluczać, zwłaszcza że zwierząt politycznych na tym blogu nie brakuje? 😆 A ona, cóż począć, jest taka, jaka jest.
A po końcowo, od naszej ewentualnej splendid isolation jakość polityki ani polityków się nie poprawi. Pewnie, że nie należy się wieszać po każdym palnięciu jakiejś bzdury przez Hofmana albo Rzepę, ale udawanie, że takie zjawiska w ogóle nie istnieją, chyba też nie byłoby zbyt rozsądne. 😉
Nie mogłaby ta ściepka być jednak na winnicę włoską? Raz że bliżej, a dwa że brazylijskiego nie trzeba by się było uczyć. 😎
A tu jeszcze taniej i aktualne:
http://obiezyswiat.time4men.pl/ciekawy-swiata/wies-na-sprzedaz
Włochy mogą być! 🙂
Siódemeczko, całą wieś brać sobie na głowę?
Bez dusz wprawdzie, ale cała wieś.
25 domów? To już byśmy się jakoś rozlokowali. Zresztą, gdyby zabrakło, ja z Mordechajem mogę stać w jednym. Najwyżej wierszyki będę o tym pisał. 😆
A tanio naprawdę jak barszcz i to bez krokietów.
„Bobik i Mordka w jednym stali domu…”. Początek prosty. Ale kto byłby spokojny? 🙂
Ręczę, czy raczej łapię, że Mordka nie ma najmniejszych wątpliwości w tym temacie. 😈
W Portugalii jest za gorąco!!!
“Bobik i Mordka w jednym stali domu…”. 🙂 🙂 🙂
jezeli zalozymy biblioteke i ja dostane ( 😳 ) posade do
ksiazkowania i herbatowania to zniose nawet bezposrednie
sasiedztwo Psa i Kota 😉 🙄
Nisiu, kupimy sobie duze lodowki i wiatraki tez 🙂
Gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej pewnie można niedrogo sposobną pod winniczkę ziemię nabyć.
Haneczko, daj znac jak bedziesz na koncu czytania czy warto, to
taka cegla 🙂
Nisiu, w lecie niezbyt gorąco, a w zimie akurat 16 gradusów.
Zobacz:
http://www.odyssei.com/pl/weather/portugalia.php
Nisiu, jeśli nawet będzie za gorąco, to będziemy słuchać np. tego:
http://www.youtube.com/watch?v=w3PFqqH15Po
Chłodzi bardzo przyjemnie.
http://sphotos-f.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/c11.0.403.403/p403x403/148416_522754424401739_1766317048_n.jpg
Rysiu, jak zbierzemy wszystkie książki do kupy, to nie będzie lepszej i większej biblioteki.
Wieczory przy lampce najlepszego wina własnej roboty – bajka! 😀
udalo sie 🙂
A kwiaty jakie można hodować 🙂
wlasnie, siodemeczko, wieczorem w fotelu, szlanka wina, ksiazka,
przyjemne cieplo – BAJKA!!!!! 🙂
Drogo faktycznie nie jest, może jeszcze z pół miliona opuszczą. Jak tylko będę miał, zaraz się dorzucam. 🙂
Tylko wtedy przykro mi bardzo, ale trzeba będzie ustalić kto jest Panem na włościach (chyba on się nazywa Dom po brazylijsku), kto nosi beczki, kto sprząta po osiołku, takie rożne. Żadnego lewactwa i anarchizmu, porządek musi być we wsi. 😈
Rysiu, już Ci mówię, że bardzo warto. Pomijając tematykę, to jest świetnie napisane.
Piszę się na prace porządkowo-ogródkowe. Proszę o chatę niekoniecznie za wsią, ale w pewnym oddaleniu od Psa i Kota, bo kocham ciszę, a tam hałaśliwe wióry będą czasem leciały 🙄
Ja chcę gotować, bo to oznacza wolny dostęp do lodówki. 😈
Kto ma kuchnię ten ma waadzę 😈
Mogę pędzić. Coś pić trzeba 🙂
Model z forum rośliny akwariowe 😀
http://forum.roslinyakwariowe.pl/pliki/bimbrownia_191.jpg
Dlaczego mówicie o Portugalii, skoro te posiadłości z linków są we Włoszech?
Ale ja do Portugalii nic nie mam. Wcale tam nie jest za gorąco – przeciwnie, jest bardzo przyjemna bryza znad oceanu.
Na razie rozważamy – Portugalia czy Włochy. 😎
Może powinniśmy wziąć pod uwagę, gdzie nam paradygmaty lepiej mogą obrodzić? Żeby Irek miał z czego paradygmatówkę wyrabiać. 😈
Cała para w paradygmatówkę!!!!
To Pani kierowniczka jeszcze nie w radiu 😯 Wtorkowe „Rozmowy po zmroku” poświęcimy zmianie pokoleń w dyrygenturze.
Jakie są oczekiwania młodych dyrygentów? Co przyniesie zmiana pokoleniowa w tym zawodzie? W Dwójkowej dyskusji udział wezmą Dorota Szwarcman, Tadeusz Strugała, Marek Pijarowski, Wojciech Michniewski i Michał Dworzyński.
Zaprasza Anna Skulska.
27 listopada (wtorek), godz. 21.30
Obiecują, planują, a skończy się na tym (czuję ci ja), że zamiast willi i willinicy, oj, winnicy, kupią znowu dwie butelki wina.
To jest obojętne dla paradygmatówki, gdyż:
a) paradygmatówka winna być jak najprostsza i zawierać tylko te składniki, które są dla danej paradygmatówki rzeczywiście niezbędne,
b)dawać możliwość łączenia się z każdą pasztetówką, salcesonem , owocami morza, serami etc.
Masz rację Andsol. Najlepsze są proste rozwiązania np
tu
Ziarnko do ziarnka. Jeśli każdy codziennie kupi dwie butelki wina, to w końcu całkiem uczciwa winniczka się z tego zbierze. I jeszcze się zanadto nie narobimy. 😆
A jak do tego dodać zapasy paradygmatówki, to nie tylko na własne potrzeby napitków starczy, ale i opylać turystom będziemy mogli. 😈
We Włoszech paradygmat traci jedną literkę, to już nie jest to samo. W Portugalii to nie wiem. Zresztą nie znam takich wyrazów. Jak się da mimo wszystko przepędzić, to może być.
W parady gnaty zwolna się formują,
Manifa rośnie jak zboże
Kuhn wciąż to nowy materac nadkłada
By dać ruchowi podłoże.
Przepędzić Polak potrafi nawet bez czterech liter. Ale tak po prawdzie, ileż to roboty jedną literę szablą odebrać? 😎
Paradne gnaty na zagrychę? Czemu nie. Gnaty chyba nie tylko dla psa znacznie atrakcyjniejsze od gmatów, nie mówiąc już o gmłatach. 😛
No proszę, już pędzą, a nawet degustują 😉
Jak już wywaloliśmy dwa i pół melona na tę wieś, to coś z tego chcemy mieć. 😆
Bardzo życiowy przykład origami.
Przyjemna bryza znad oceanu. Proszę, Kierownictwo też wie. 🙂
Ja dałam przykład, że we Włoszech i Polsce też zbywają po całości, to w Portugalii na pewno nie są gorsi.
W winnicy to ja mogę pracować i przerabianiu owoców tejże.
Trochę praktyki mam i jestem zdolna nad wyraz. 🙂
Mam dziś tak koncyliacyjny nastrój, że nie chce mi się spierać o taką drobnostę jak kraj, w którym będzie nasza winnica. Kupmy ją we Włortugalii. Tam jest taki klimat, że każdemu spasuje. 🙂
Tam są i gaje oliwne, ale nie wiem, bo oliwki przy przerabianiu okropnie śmierdzą.
Może do marynowania tak nie dają z siebie.
Trzeba je dosyć długo moczyć podobno.
To origami od andsola należy do nurtu smutnego hiperrealizmu. 🙁
Co ja ty widze!
Wystarzylo na chwile sie po niewyspanej nocy, a tu juz bez Kota jakas wies kupili z winnica i piwnica, Bobik sie do mnie sprowadzil i paradygmaty nas osaczaja.
Jestem zanadto skolowany.
Tylko rzucilem okiem na gazety a tam ogromny tytul, ze Olbrychski spusclby G. Braunowi lanie:”Ja pana Brauna zaprosiłbym na spotkanie, ściągnął mu majtki i publicznie sprawił po tyłku. Po prostu złoiłbym mu goły tyłek na własnym kolanie.”
Ten kabotyn niczego sie z latami nie uczy. Pamietam jak ze 40 lat temu o podobnej wypowiedzo mlodego Olbrchskiego w radiu , ale dotyczacej bezdmnego 16-latka, ktory z glodu wyrwal jakiejs kobiecie torebke na ulicy, pisal na lamach Tyg. Powszechnego Antoni Slonimski. Z wielkim smutkiem i przygnebienem pisal. Pisal tak, ze zapamietalem na cale zycie. Pana Antoniego zabolalo, ze Olbrychski przyjal z rak komendanta MO nagrode w postaci albumu z widoczkami Warszawy, a o bezdomnym chlopaku wyrazal sie z pogarda i nazywal go miejskim szczurkiem.
Ale Olbrychskiego nie oduczylo to rzucac bon-motami przed mikrofonem. Jest naprawde kompromitujacy dla Sprawy.
A dzis nie znajdzie sie zaden Antoni Slonimski.
👿
Są tacy, którzy mają odwrotne origami, więc nie smuć się Bobiku, poza tym chyba będziemy samowystarczalni.
Kot się wyspał i będzie po nocy buszował. 😀
Mordko, skoro znasz go tyle lat, to czemu się dziwisz?
Panowie Słonimscy nie rodzą się na kamieniu.
Olbrychski niczego się nie uczy, ale mnie się zdaje, że każdy jego kolejny występ robi coraz mniejsze wrażenie. Został obsadzony, czy raczej sam się obsadził w roli kabotyna, więc nikogo specjalnie nie dziwi, że ją gra. 🙄
A Kotkowi z czym się tak trudno pogodzić? Z winnicą, z piwnicą, czy ze współlokatorem? 😉
O, proszę, mt7 też mało zdziwiona. 😉
Może jest we Włoszech port Ugalia? 🙂
NIGDY nie powiedzialem, ze mi trudno sie pogodzic z winnica, piwnica i Psem w domu. Bardzo wrecz latwo sie pogodzic. Tylko. ze jestem skolowany. Bo ze snu wtrwany jak zab (J.Prevert – Spacer Picassa).
Port? Nie wiem, czy Koty to lubią, jak jest za dużo wody. 🙄
Weź się w garść, Mordko. Bywają znaczne gorsze przebudzenia, niż w charakterze współwłaściciela winnicy z piwnicą. 😈
Fakt, bywaja.
LUDZIE!
Wpływałam do Lizbony z oceanu statkiem żaglowem w lipcu i ta przyjemna bryza to było coś jak termoobieg w piecyku. Czterdzieści stopni (jeszcze na wodzie, jak najbardziej) i gorący wiatr. Te 22 stopnie to tam są o dziesiątej wieczorem…
Całe przedpołudnie spędzałam w mojej kochanej kabinie z klimą, a dopiero pod wieczór odważałam się wysunąć nos i od razu dostawałam zapaści, bo od statku do zabudowań było ze sto metrów po gołym placu.
Mar-Jo, te Niemce w pikielhaubach, co śpiewają Santianę są REWELACYJNE. Już się nimi kiedyś zachwycałam.
Czy nie moglibyśmy kupić winnicy w północnej Szkocji?…
Ale ośmiornice te Portugały bardzo misternie grillują… I zielone wino Alvarinho Deu La Deu – wyborne…
Np. przebudzenie w charakterze współwłaściciela zadłużonej winnicy z pustą piwnicą. 🙂
Już nie będę. Chilijczyk pity z panem mężem nagle się skończył. :
Tu to przesadzili, nie damy rady tyle wypić:
http://nieruchomosci.hiperogloszenia.pl/nieruchomosci-za-granica/ogloszenie/254334-portugalia-gospodarstwo-rolne-winnica-na-sprzedaz-oferta-zagranica/
Oj, Nisiu, raz wpłynęłaś i wyciągasz pochopne wnioski.
Co by na to Drzewiec powiedział. 😀
Spośród wszystkich krajów, gdzie w zimie temperatura przekracza 10 Celsjuszów, Portugalia ma najchłodniejsze i najprzyjemniejsze lata.
Zdarzają się wybryki, oczywiście.
Czego sami nie zdolamy wypic, opylimy. Ja tu wesze dobry interes.
A piniendze przepijemy. 😈
Nie rozumiem, co macie przeciwko klimatowi włortugalskiemu. 👿 Wyjątkowo elastyczny klimat. Nawet w sprawie śniegu na Gwiazdkę można się z nim dogadać.
Z opylaniem mogą być kłopoty, bo chyba trzeba mieć licencję, co innego na potrzeby własne. 😀
WW, za piniendze nabędziem silę pracowitą i będziem się sjestować nieustająco.
Rysiu, zamknij oczy.
Leżysz w hamaku z książką, nad Tobą drzewa pomarańczowe szumią, palmy się kołyszą oplecione kwiatami bugenwilli, od oceanu napływa łagodna bryza, a na nieodległych polach dojrzewają przyszłe wina.
Licencje i inne papióry Wielki Wódz załatwia. On ma do tego należyty łeb. A w uznaniu zasług dostanie hamak w rozmiarze XXXL. 😈
Już po audycji 🙂
Nie wiem, na jaką anomalię Nisia trafiła. Byłam latem dwa razy w Portugalii i było tak, jak opisuję.
Popijam sobie porto, więc w temacie pozostaję 😉
A grupa wiernych Indianek co trzy lata ten rozmachnięty hamak prać będzie.
Znalazłam właśnie w Kadyksie mieszkanie 3 pokoje 70 m2 za 60 tys. euro.
Tam jest pięknie i też wysunięte w morza i oceany na rogu Europy.
No nie, jak my się mamy wszyscy w 3 pokojach pomieścić? 😯
Winnica z 25 chałupami oraz 99 tysiącami litrów wina jest w sam raz i nie ma już co kombinować. 😎
Indianek ani w ogóle kobiet nieludzko eksploatować nie będziemy. 👿 Zupełnie wystarczy jak raz na pięć lat wypiorą.
Co za taniocha. Już kupuję 🙂
Nie mamy chętnych na te 25 kamiennych chałup, to muszę rozejrzeć się po świecie.
Lubię tak sobie pobuszować, patrząc, co bym mogła nabyć, po spieniężeniu własnej kanciapy, w miejscach, które wydają mi się przyjazne do życia.
Jak oni w tym Kadyksie mają takie piękne domy nad samym brzegiem morza, to im tych domów nie zalewa w czasie sztormów?
Bo tu bym chciała mieszkać, na którejś ulicy wzdłuż morza, ale jak się wejdzie w spacer z Google, to widać, że morze jest prawie pod domami.
Wino z polnocnej Szkocji byloby kwasne jak ocet, ale mozna by je od razy przdestylowac na porzadnego Scotcha.
A Scotch bedzie potrzebny na chlodne mzyste dni i noce…
Gorzyste miejscowosci sa chyka o przyjazniejszeym klimacie. Np Gruzja. Wino dobre, herbata dobra, jedzenie tez; no ale biesiadne zycie przy winie i toastach jest tylko dla mezczyzn. Kobieta siedzi w kuchni i cieszy sie jak gosciom smakuje. Podobnie jest w Wortygalii, czy Grecji… Niestety nie dla mnie, bo by mnie trafil szlag!
Moze Alzacja/ Loratyngia z francusko niemieckimi sensibilities? Wina mozelskie nie takie najgorsze!
A mapa mówi do mnie:
– Caramba! 😆
Króliku, co Ty, tu chodzi o klimat, słońce, morze, palmy i te rzeczy.
Jakie mozelskie? 😆
Ja owszem chce te klimaty, ale chce tez jeszcze inne pozaklimatyczne okolicznosci, zeby mnie pod ta palma nie trafil szlag np ogladajac Silvio w TV.
Żarty żartami, ale niektórzy ludzie muszą być naprawdę w dramatycznej sytuacji, bo za bezcen chcą sprzedać bardzo duże mieszkania.
No, chyba pora na spanie.
Gdzie sa te duze mieszkania za bezcen, Siodemeczko…
Czy to może być cena?? Może to pierwsza wpłata, mt7
Z obowiązku zawodowego pochyliłem się nad paru padającymi tu liczbami i zauważyłem, że numeracja tutejszych kolejnych komentarzy jest bardziej dziurawa niż logika Macierewicza. Chyba że jest jeszcze jakaś inna, wewnętrzna numeracja, znana tylko Bobikowi i fomie…
W różnych miejscach w Hiszpanii.
Na przykład tu 100 m2 za 76 tys. euro:
http://www.nestoria.es/avenida-fernandez-ladreda/piso/comprar#dyn:/coord_42.428668,-8.638709,42.422332,-8.652313/piso/comprar/margen-10
I see…
A zresztą wszystko jedno, mogę jechać byle gdzie, najwyżej se klimę zainstaluję w chałupie i będę prowadzić wyłącznie życie nocne.
Króliku, jesteś w mylnym błędzie, wina w Szkocji są doskonałe, zwłaszcza niektóre moje ulubione francuskie.
Ba, francuskie wina, wiadomo… bien sur, Nisiu… jeszcze zeby te palmy…
podobno ostatni deszcz 🙂 w tym roku oczywiscie 🙂
pada, pada, leje… 😀 😀
szeleszcze
herbata bucha
brykam
zamykam oczy i widze jak wipijemy i A piniendze przepijemy. 🙂 😀 😆
co za swietlana przyszlosc, slonce, byczenie sie, ksiazki,
wino, wino, wino
pozno jesienne Tereny Zielone
S-Bahn
pozycje
🙂
brykam fikam
andsolu, że niby ja znam algorytm przydziału numeru komentarza? 😯 hmmm… a może znam…? albo znam przyczynę pozornej przypadkowości tejże? 🙄 muszę o tym pomyśleć…
Pewna pani na stacji Polianka
z ocz stracila nowego kochanka.
„Bez kochanka wszak zyc nie potrafie,
dobrze wiec, ze ten stary – wciaz w szafie.”
– pomyslala ta zaradna moskwianka.
Dzień dobry 😆
Tak mnie Aga rozśmieszyła, że złamałem kilkuletnią już tradycję pokazywania z rana tej, średnio jeszcze dobudzonej mordki: 🙂
Mam nadzieję, że na tej jednej stacji się nie skończy. Moskwa ma ich w końcu co nieco do zaoferowania. 😉
dzień dobry 🙂
Dzisiejszy Mleczko http://www.polityka.pl/galerie/rysunkisatyryczne/1533139,1,andrzej-mleczko.read
Ale numer! 😯 Andsol ma rację, numeracja jak w serze, dziura dziurę dziurą pogania.. 😯
Zaraz lecę sprawdzić, czy to pod wszystkimi wpisami tak i czy od jednego do końca, czy tylko w jakimś zakresie liczbowym.
Ae to sprawdzenie i tak tylko dla zaspokojenia mojej szczenięcej ciekawości będzie. Wyniknąć z niego nic nie wyniknie, bo to Łotr przydziela te numerki – jak się okazuje, po uważaniu. A ja nie bardzo mam mu jak powiedzieć „nie ze mną, Łotr, te numery!”. 🙄
Wygląda na to, że Łotr już od dawna prowadzi taką krecią robotę. 👿 Ale już zdobytych dziesięciotysięczników fomie odbierać nie będziemy. I tak by je zdobył, wcześniej czy później. 😆
Pewnej pani znudzily sie stacje
metra, cerkwie i peregrynacje,
wiec pakuje walizke,
zbiera rzeczy swe wszystkie
i w ten piatek zje w domu kolacje. 😀
Dzień dobry 🙂
Portugalia, Portugalia, Portugalia!!!
Jak tylko dorobię się drugiego miliona, zaraz się dorzucę. Mogę się zająć osiołkami. Mam wprawę. W wolnych chwilach spreparuję nalewkę. Z paradygmatem lub bez. Wedle życzenia 😆
Niskie ceny mieszkań czy domów w rejonach podpalmowych i podoliwnych rzeczywiście często biorą się ze społecznych dramatów. Co komu po palmach, jak nie ma roboty, czyli nie ma za co żyć. Nawet cudne krajobrazy nie pomagają, bo turysta koniecznie chce wody i to najlepiej dużej, więc poza pasem ściśle nadmorskim zwykle nie ma co liczyć, że się mu poprzez usługi trochę dutków odbierze. No, jeszcze na praszczurach można zarobić, jeśli jakieś porządne zabytki pobudowali, ale jak już przyszło by żyć samymi szczurami, to lepiej się szybko wyprowadzić i spylić hacjendę, choćby tanio. 🙄
Niemniej jednak w Szkocji dla mnie stanowczo za chłodno. Jak już inwestujemy dwa i pół melona w tę winnicę, to niech ja chociaż nie marznę. 😉
Bobiczku @9:00, Aga mieszka właśnie przy Poliance 😉
Portugalia. Hm. Ale czy ten wiatr nie jest jednak niezdrowy? Nie mówiąc o nieustającym saudade.
Pamiętam, jak za ostatnim razem, mieszkając w Peniche, robiliśmy wypady do różnych miejscowości. Jeździliśmy autobusową komunikacją krajową. Zwróciła naszą uwagę wcale niemała ilość ludzi – nie to, że po prostu starych, ale pomarszczonych bardzo, z wykrzywionymi kończynami aż do kalectwa. Może tam jakieś straszne rumatyzmy łupią?
Tak sobie próbuję racjonalizować, dlaczego tam raczej nie zamieszkam 😉
Ja się właśnie po to upieram przy Włortugalii, żeby nikt nie musiał się upierać ani przy Portugalii, ani przy Włoszech. 😆
Widzę, że obsługę osiołków mamy z głowy. Gdyby Jagodzie zabrakło mocy przerobowych, andsol może pomóc. Dawanie wycisku oliwkom i winogronom też z głowy – do obsługi prasy oddelegujemy Dorę z Mordką. Mają doświadczenie, niech cisną. Plewienie również załatwione, bo Królik na pewno dobrowolnie chwasty powyjada. Myciem garów się nie przejmujemy – jak znam Mordkę, musowo przywiezie zmywarkę (a może i Panią Agatę, wtedy sprzątanie by odpadło). Mar-Jo chyba nie odmówi śpiewania do kotleta, żeby i kultura jakaś była. Zorganizowani jesteśmy coraz lepiej. 😎
Coś czuję, że ci, co się nie załapią w pierwszej turze, potem będą aż piszczeć, żeby im jakąś robotę przydzielić. 😆
A, i euro strasznie im dało w kość. Za pierwszym razem w Lizbonie, jeszcze przed wejściem euro, nie widziałam na ulicy tylu żebraków, i to agresywnych. To p;rzygnębiające.
Palmy są przereklamowane.
Moja ulica nazywa się Polanka, hehe.
Wprowadzanie euro poza tzw. starą Europą od początku było pomysłem poronionym. A i tej starej w sumie nieszczególnie się przysłużyło. 🙄
Nisiu, może i w tradycyjnej postaci przereklamowane, ale gdybyśmy tak zaczęli hodować na nich gruszki? Na wierzbie się udało, to czemu na palmie Polak nie miałby potrafić? ❗
Oj, Bobik, Bobik, młody jesteś to i niedoświadczony. Kto będzie lazł kilometr w górę po te gruszki?
Chyba żeby od razu wymyślić palmy karłowate.
A w Szkocji można by wyhodować na jakiś krzaku te ichnie genialne kotleciki jagnięce, od razu z piwem.
No, przecie mówię, że Polak potrafi. Wierzby karłowate już są, możemy je z palmami skrzyżować i będziemy mieć gruszki jak ta lala.
Od takich dyskusji soki trawienne mi się produkują.
Śniadanko.
😎
Kotlecików jagnięcych nie ma co hodować na krzaku, można je sprowadzić i zainstalować w formie perypatetycznej. Czego Królik nie doje, kotleciki spożyją podczas przechadzki i będą rosły w kalorie, a nam się będzie żyło dostatniej.
A po piwo ktoś skoczy do gieesu. 😆
Bardzo ciekawa audycja, między innymi, na temat sensowności wprowadzenia Euro. „Goście Passenta” 27.11.2012
http://www.tok.fm/TOKFM/0,0.html
Bobiku, a potem taki kotlecik będzie mi perypatetykował po wątpiach?
Kurcgalopkiem???
Trudno, takie już są obyczaje kotlecików i i innej żywności (nie mylić z żywiną, bo żywność to już zwykle martwina, jeśli nie liczyć ostryg). Na szczęście perypatetycznie to raczej stępa niż kurcgalopkiem. 😉
Wysuszeni i wykrzywieni od wiatru? 😯
dziesięciotysięczniki zdobywałem kiedy numeracja była jak na linijce, nie po Łotrowskiemu uważaniu. Kiedy Łotr zaczął ingerować ze zdobywaniem dałem sobie spokój. A może to dlatego, że po ósmym uznałem, że starczy? 😯 Nie niepokojony i nadzorowany Łotr mógl wreszcie zacząć rozrabiać 😯 🙄 👿
Dziwne z tymi numerami.
Może jakąś bramę powitalną zbudujem dla Agi, albo choć transparencik. 🙂
Bilbordzik.
Nie jestem pewna, czy to już było, ale zanim wyjedziecie, proponuję test http://www.heyquiz.com/quiz/cat_kill
Mnie wyszło 85% prawdopodobieństwa, że mój kot planuje morderstwo 🙁
Ach, to bez te kotleciki Nisia tak do Szkocji ciagnie, a ja miałam we śnie widzenie, że Nisia lubi, jak chłopom spódniczki wiatr podwiewa. 😀
A mnie wyszlo z tego testu, ze Stara na 92% planuje mnie zamordowac. Tak tez myslalem. Plain evil. 👿
To przynajmniej cos ciekawego soe w Twoim zyciu dzieje, Mordko… 😉
Co do planow zbiorowych przenosin w cieple klimaty, to raczej nie trzymaj dla mnie na razie miejscowki, Bobiku, bo a. jestem z natury za duza indywidualistka, zeby zyc grupowo, nawet w cieplej, winnej utopii, b. planowana utopia wydaje mi sie kolejna wersja siedzenia i pobrzekiwania na harfie, na co dla mnie stanowczo za wczesnie, i nudzilabym sie tam pewnie jak kapitan Stromfield w niebie. 😉
Ale chetnie moge otrzymywac od czasu kartki pocztowe stamtad, z ladnym obrazkiem. 🙂
Myślałem i wymyśliłem, obecnie nie zdobywa się już dziesięciotysięczników tylko poluje na nie 💡 I wcale nie muszą się pojawić… Taka atrakcja.
Ja tam nie wiem, Moniko, czy Twoja decyzja jest taka słuszna. 🙄 Jak już żyć w utopii, to przecież najlepiej w wirtualnej i takiej, w której można się pojawiać w razie ochoty, a nie pojawiać w razie nieochoty. No i kupionej samodzielnie, a nie zafundowanej przez któregoś z polityków, którzy nieustannie jakieś utopie święcie obiecują. 😉
O nudzeniu się przy dźwiękach harfy w naszej winnicy nawet nie ma co myśleć. Sądząc po błyskawicznym i bezproblemowym rozdziale obowiązków, to będzie ostry kibuc, a nie żadna Grecja. 😆
Muszko, nie ma znaczenia, czy test zrobimy przed wyjazdem, czy po. Kota przecież zabieramy ze sobą. 😈
Aż mi głupio to wyszczekać… 😳 Przez pierwsze pół godziny słuchałem rozmowy Passenta z gośćmi aktywnie, z zainteresowaniem, tu potakując, tam powarkując. Ale popełniłem ten błąd, że słuchałem siedząc na kanapie i w drugiej połowie jak odjechałem… 😳
Obudziłem się z niejasnym poczuciem winy i całkiem jasną obawą, czy przypadkiem podczas różnych konferencji na szczycie to samo nie przydarza się wszystkim uczestnikom. A potem budzą się i szybko uchwalają cokolwiek, bo żaden nie chce się przyznać, że mu się usło. 😯
Kibuc tez nie, Bobiku. Za duza ze mnie indywidualistka (choc jako zjawisko historyczne pod wieloma wzgledami podziwiam). 😉
A nawet wirtualnie za bardzo mi harfami brzeczy… Budzi sie we mnie wtedy caly wewnetrzny Twain i Gombrowicz, co na to poradze. 😆
Bilbordzik powitalny dla Agi możemy trzasnąć, jasne. 😀 Nawet niejeden. Tylko przygotujcie na piątek hasła i malunki czy tam fotki. 😆
No niee, Moniko, chyba nie przypuszczasz, że po tej winnicy ktokolwiek ma zamiar latać w białym gieźle? 😯
Poza duchami i Prasłowianami, oczywiście, bo to ich strój służbowy. 😆
No, niee, Bobiku, muslisz, ze Gombrowicza i Twaina tylko biale giezla smieszyly… 😆
Harfy! W życiu!
Chyba ta Monika za mało nas zna. 😀
Gombro, przy całym swoim sarkazmie, akurat dla wewnętrznego dziecka, które się do takiej zabawowej utopii oddelegowuje, mógłby mieć dużo zrozumienia, a nawet uznania. Twaina też o to zresztą podejrzewam. 😉
Bardzo możliwe, że by się pośmiali razem z nami, wydatnie wzbogacając koncept. 😀
Jeżeli połączy się Mordkę z harfą (a podejrzewam, że takiej okazji by nie przepuścił 🙄 ) to nie ma mowy, żeby ktoś usiedział na miejscu, w gieźle czy bez 😉
Mysle, ze by sie posmiali, ale wylacznie przetwarzajac koncept, Bobiku. To samo Oscar Wilde, come to think of it. Albo taka Murile Spark… 😉
Siodemeczko, te harfy sa raczej metaforyczno-buforyczne (to w ramach z kolei poznanawania w druga strone). 🙂
Pewien pan gral Adze na nerwach.
Minut szesc. Nic nie ugral, wiec przerwal
i gdzies pobiegl – pewnie humor poprawiac.
Z Aga mozna po rosyjsku porozmawiac,
lecz nie mozna po moskiewsku jej poderwac. 😈
Mnie wczoraj w nocy tak rozśmieszyła mapa na stronie wyszukiwania nieruchomości, że nie mogłam później usnąć.
Z lewej strony był spis nieruchomości, z prawej mapa gdzie były zaznaczone lokalizacje na mapie.
Ponieważ byłam zainteresowana terenem powyżej tego, który był na mapie pokazany przesuwałam ją uporczywie do dołu, a ona pokazywała nowe tereny i propozycje.
I tak przesuwam, przesuwam, a tu wyskakuje pustka z wielkim czerwonym napisem 'Caramba!’
Rozmowy Passenta wysłuchałam z zaciekawieniem, między innymi dlatego, ze panowie prezentujac krańcowo różne stanowiska rozmawiali spokojnie, nikt nikomu nie przerywał, nie atakował, każdy mógł wypowiedzieć swoje racje.
Tak kiedyś się rozmawiało.
Dobra, to jednak będzie harfa, jak Mordka się do niej przystawi. 😈 I Królik na kobzie. Ja mogę brzdąkać w trójkącik, a Muszka robić rytmiczne bzzzz.
A jak nam się akurat robić nie będzie chciało, zaprosimy na gościnne występy Muzykantów z Bremy. 😆
Koncept cały czas się zmienia lub jest zmieniany. Taka jego dynamika. 😆
Np. jeszcze przed chwilą harfy były wykluczone, a teraz – proszę bardzo, pełne przyzwolenie na Mordechaja przy harfie. 😈
Harfa wraz z tym co Kuma z Gdyni nazwala kiedys „potepienczym wyciem Tego Kota” pownna brzmiec bardzo ladnie i nowoczesnie jakos tak. Eksperymentalnie for sure.
To ja na grzebieniu mogę pograć.
Siódemeczko, to przecież jasne, że w tej czerwonej pustce z napisem caramba ma swoje posiadłości tajemniczy Don Pedro. 😎
Mnie on jako sąsiad nie wadzi. Wręcz przeciwnie, też może wzbogacić koncept. 😆
Stara moglaby jeszcze dorzucic tego Steinwaya, Model M, ktorego ma odbierac 12 grudnia:
http://www.steinway.co.uk/pianos/steinway/grand/model-m/
O, jak gra na grzebieniu, to w odpowiedniej odległości ode mnie. Nigdy nie wiadomo, kiedy taki grzebień na psa się rzuci. 👿
Steinway to chyba też do kultury się zalicza? Mógłby akompaniować Mar-Jo przy kotlecikach. Najlepiej perypatetycznie. Odpadłby wtedy problem z wnoszeniem go. 😈
Wygląda na to, że hardy Sokrates planuje moją śmierć w 74% a chodząca miłość Szaman w 76% 😯
I w co tu wierzyć? 🙄
Bobiku, a czy udało Ci sie nie przespać fragmentu o Euro? Była tam mowa miedzy innymi o niemieckich ekonomistach, którzy przestrzegali przed wprowadzeniem Euro.
To było na szczęście w pierwszej połowie. 🙂 I w ogóle o tym, że decyzja o rozszerzeniu strefy euro nie była oparta na gospodarczych podstawach, tylko na politycznym chciejstwie. Też tak myślę, więc w tym miejscu potakiwałem, nie warczałem. 😉
Niemieccy ekonomiści przestrzegali, bo zdawali sobie sprawę, kto w razie czego najwięcej będzie bulił. I nie dość, że się sprawdziło, to jeszcze tych bulących za euro Niemców najbardziej nie znoszą ci, którzy najwięcej korzystają z tego bulenia. 🙄
Dzień dobry. 🙂
Śpiewanie do kotleta jagnięcego? Czemu nie! Lubię jedno i drugie oddzielnie, niewykluczone, że razem też. Natomiast Steinway sam nie zagra. Obawiam się. 🙂
Ja tez przestrzegalem tu przed wprowadzaniem euro.
Nie warto placic niemieckim ekonomistom, kiedy macie Kota Mordechaja za bezcen.
Co znaczy, Steinway sam nie zagra? Jak się będzie stawiał, Pani Kierowniczka mu taką reckę puści, że zaraz się weźmie do roboty. 👿
Jeszcze tylko tego brakowało, żeby steinway machał psem! 👿
Tu jest, dosyć kontrowersyjna dla mnie, rozmowa Magdaleny Środy z Agnieszką Kublik:
http://wyborcza.pl/12,82983,12935724,Rozmowy_Agnieszki_Kublik__Magdalena_Sroda__Gowin_.html
Kontrowersyjny jest dla mnie fragment dot. rocznych urlopów macierzyńskim i całej wokół tego filozofii.
Ciekawa jestem Waszych opinii.
http://www.scenicreflections.com/files/Beauty_little_dog_in_the_Piano_Steinway_Wallpaper_o3d1n.JPG
Aga dziś w Najwyższej Formie. 😆 Pyszne limeryki i słuszne ideologicznie 😎 wrzuty. Czyżby to bliskość powrotu tak uskrzydlała? 😉
Palmy są przerośnięte, przemądrzałe i nie łkają gmłą nad życie.
To ja sobie przemyślę Portugalię, bo przy takich cenach domków warto przeprowadzić się i dopiero wtedy kupić sobie Kindla.
Oj, uskrzydla. 😀 Na dodatek pomysl z Wlortugalia mi sie podoba i choc mam dzis w biurze Dzien Podsumowan – czyli jeden-wielki-stres – kombinuje caly czas, jak tu sobie w tej Wlortugalii dni planowac: sniadanie w winnicy, po sniadaniu do Muzeow Kapitolinskich, na obiad do Toskanii, a wieczorem wypad do Lizbony? Nastepnego dnia dluuugi poranek nad oceanem, a wieczor w La Scali? 😀
Ha! Wiedziałam, że Aga zrozumie. 🙂
A do poduszki kindel i kundel. To już nie jest utopia, to raj w wersji przejrzanej i poprawionej. 🙂
Colorless green ideas sleep furiously (to a propos tych palm)… 😉
Pewnie kazdy ma swoje wlasne Wyspy Szczesliwe, Siodemeczko, i czasem sie one znajduja w tym samym miejscu na mapie, a czasem nie – cos jak sledzik i zielona, jasminowa herbata. Co nie przeszkadza przeciez ani w konsumpcji sledzika, ani rzeczonej herbaty. Niech kwitnie tysiac kwiatow. 😉
A swoja droga, Ago, to jakie jest to moskiewskie podrywanie, ktore Ci dzialalo na nerwach w limeryku? Tak z ciekawosci miedzykulturowej sie pytam (ewentualna odpowiedz doczytam pozniej, bo niestety musze sie chwilowo udac w bezinternecie). 😉
Jeszcze przed wyjsciem, ciekawe co nas tutaj czeka: producenci papierosow maja odszczekiwac publicznie swoje dawne reklamy (tak zdecydowal sad):
http://www.bbc.co.uk/news/world-us-canada-20520983
Osiatyński: zróbmy pikietę pod domem Brauna:
http://wyborcza.pl/1,75478,12942278,Osiatynski__zrobmy_pikiete_pod_domem_Brauna.html
Mnie to pasi, pójdę, jak będzie.
Kocie,
niemieckich ekonomistów pytano jeszcze przed wprowadzeniem Euro. Ale ich nie posłuchano a na dodatek brzydko o nich mówiono 😉
Mam słabość do Paryża, więc optowałabym za Włortugancją, jeśli szanowne bywalcostwo uwzględniłoby ten drobny dodatek
Zaraz musze pojsc sie poawanturowac z pewna firma, ale tylko szybko w odpowiedzi Siodemeczce.
Ja sie zgadzam ze Sroda, ze wydluzanie urlopow macierzynskich bez wprowadzania urlopow ojcowskich jest na niekorzysc kobiet. Kazdy pracodawca bedzie sie bal zatrudnic kobiete w wieku rodzrodczym jesli grozi mu, ze pojdzie dzieci rodzic i nie bedzie jej w pracy co najmniej rok, a stanowisko pracy musi byc dla niej trzymane statutowo. Ja na miejscu pracodawy z pewnoscia balabym sie zatrudniac mlode kobiety. Pamietoam wscieklosc mojego wlasnego pracodawcy („equal opportunities employer”) kiedy kolezanka rodzila w krotkim odstepie dwoje dzieci.
Niby nic nie zostalo powiedziane na glos, ale bylo sporo wscieklego sapania, gdy padalo jej imie w rozmowach.
Wiec zgadzam sie kompletnie z prof, Sroda, ze oznaczaloby to tylko jeszcze wieksze zawezanie rynku pracy dla kobiet.
Ale jest inne wyjscie, szwedzkie. Wprowadzenie urlopow ojcowskich tej samej dlugosci co macierzynskie. Jak nie chce brac, to nie bierze. Ale niechaj pracodawca wie, ze taka mozliwosc jest pracownikowi mu dana tak samo jak kobiecie.
No to Prowansja 😉
@ mt7 17:25
Wydaje mi się,że im więcej uwagi będziemy poświęcać temu osobnikowi,tym większą obudzimy w nim „potrzebę publicznej ekspresji ekskrementów psychicznych i umysłowych”, że zacytuję Osiatyńskiego.Mam mieszane uczucia (nie wobec Brauna,bo te są jednoznaczne ) ale wobec pomysłu pikiety.
A z kolei
ad @Kot Mordechaj 27.11. godz.22:23
równie mieszane uczucia mam wobec wypowiedzi Olbrychskiego, ale akurat w tym przypadku publiczne batożenie byłoby bardzo wskazane ( i to wielokrotne,bo jednorazowe nie poskutkuje) : http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,12936153,Grzegorz_Braun___rezyser_od_teczek.html
No… po prostu tęsknię za chwilą,gdy ktoś mu zdrowo przyłoży ( i bardzo wstydzę się tej tęsknoty 🙁 )
Aha, i jeszcze. Ja tego Osiatynskiego czytalam i , jesli chodzi o publiczne demnstracje, to zgadzam sie z nim w stu procentach i powstrzymywalam sie mowic o tym do tej pory wylacznie dlatego, aby nikt mi nie zarzucil, ze jestem ciotka rewolucji. Za czym nie przepadam.
Ale ja bardzo wierze w demonstracje i wiece w takich wypadkach. Sama organizowalam w Nowym Jorku niejedna – a to pod polskim konsulatem, a to pod radziecka misja przy ONZ. I zapraszalam prase i telewizje. Zdarzalo mi sie tez, choc umieralam ze strachu, oklejac w bialy dzien Konsulat PRL plakatami – byly to plakaty pieknie zaprojektowane przez Janka Sawke kiedy do Nowego Jorku przywedrowala przygotowana na Biennale w Wenecji wystawa KORowska Fasada i Tyly. Zaprojektowal je Janek na moja prosbe bezplatnie i zaluje, ze nie zatrzymalam sobie zadnej kopii. . Piekne to byly plakaty. Ale naprawde umieralam ze strachu jak nalepialam. 😳
Bardzo wierze w takie akcje. Ludzie zachowuja sie fantastycznie jesli im dac mozliwosc.
Mordka, w tej nowej wersji urlopu macierzyńskiego ojciec może wziąć do 8 tyg. urlopu.
Ja nie zauważyłam, żeby Pani Środa o to się martwiła, natomiast zauważyłam, że martwi ją promocja macierzyństwa, bo kobiety będą siedziały w domy i nie będzie kto miał wywierać presji na pracodawców w kwestii równych szans.
Prowansja – oczeń charaszo. 😀
Dla winnic i do życia dobre miejsce.
Dla natchnień malarskich takoż.
Ooo tak, Prowansja tez może być 🙂
Hurra!!!
Hajdarowicz ostro zabral sie za robote i wy..peiprzyl Lisickiego z „Owarzam Rze”.
Moze jestesmy coraz blizej cywilizowanej prasy konserwatywnej w Polsce.
Lisicki byl absolutnie wyjatowa kanalia – w moich ksiazkach.
Przejdzie do „W sieci” Karnowskiego.
Ew-ka, nie gniewaj się, ale uważam, że takie obawy są niebezpiecznie blisko innych, wyrażanych przez umiarkowanych publicystów, po ukazaniu się książek Grossa, że radykalizm autora spowoduje wzrost nastrojów antysemickich i radykalizm tzw. obrońców Polaków.
Ten radykalizm miał być pożywką i paść przeciwny.
Ludzie, którzy żywią uczucia niechęci do innych nie przestaną ich czuć, jeżeli będzie się milczeć.
Braun nie zmieni się dlatego, że ludzie nie dadzą wyrazu swojemu oburzeniu.
Dzisiaj w mediach jest popyt na każdy idiotyzm i chamstwo, im większe tym lepiej.
Media już go złapały i będą nim obracać na wszystkie strony.
Nie chodzi o awanturę na ulicy, tylko o wyrażenie sprzeciwu.
Milczenie jest najgorsze.