Niesłychana zbrodnia
Tekst leżał w rogu stołu, trochę na lewo od lampy i nie dawał znaku życia. Bobik trącił go nosem, a potem jeszcze dla pewności poskrobał łapą. Zero reakcji. Żadna litera nie raczyła choćby ziewnąć, albo leniwie rzucić „odczep się”. A przecież wczoraj wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. Tekst, elegancki, wymuskany i błyskotliwy, był gotów do pokazania się w dobrym towarzystwie, a nieznacznie podniesiona temperatura tylko dodawała mu rumieńców. W niczym nie przypominał tego zdechlaka, który teraz bezwładnie spoczywał pośród codziennego, stołowego bałaganu.
– To niemożliwe! – jęknął Bobik, w głębi ducha dobrze wiedząc, że takie rzeczy się zdarzają. Nie tacy jak on autorzy stawali nad zwłokami tekstów z bolesną świadomością, że na ratunek najprawdopodobniej jest za późno. Może reanimacja? – przemknęło mu przez myśl, ale nie bardzo miał pojęcie, jak miałby się do niej zabrać. Tchnięcie ducha w tak oczywistego trupa wydawało mu się zadaniem ponad pieskie siły.
Zerknął ze smutkiem na nieruchome szczątki swoich wczorajszych starań i zaczął zastanawiać się, jak mógłby je godnie pożegnać, kiedy znienacka tekst złośliwie zaświecił mu w ślepia tytułem i wystawił język na całą długość. Bobik odskoczył, zmiatając ogonem ze stołu zaskoczoną filiżankę i plącząc się we własnych kudłach.
– Myślałem, że nie żyjesz! – krzyknął z urazą.
– Jasne, że nie żyję – potwierdził tekst. – Co się tak durnie gapisz? Przecież osobiście mnie zarżnąłeś.
– Nic takiego nie pamiętam – wykrztusił Bobik, dość niezdarnie próbując ukryć zawstydzenie.
– Czyżby? – jadowicie rzucił tekst. – W końcu włożyłeś w to sporo wysiłku. Najpierw próbowałeś mnie piłować polityką, ale to było tak męczące, że łapy ci opadły. Wtedy przerzuciłeś się na coś w rodzaju filozofowania, tylko że z tym narzędziem od początku nie małeś szans. Tępe było jak cholera. Dziwne, że przez cały czas tego nie zauważyłeś. No, ale potem złapałeś za ostrą satyrę i jak sieknąłeś… Krew bryznęła, zęby poleciały! Niestety, moje. Wszystkie po kolei mi wytłukłeś. I jakby tego nie było dosyć, dźgnąłeś w same wątpia jakimś takim lirycznym farfoclem, który mnie ostatecznie załatwił. Z tego już nie miałem prawa się podnieść.
– Ale ja nie chciałem! – wykrzyknął z przerażeniem Bobik. – Byłem święcie przekonany, że robię wszystko, jak trzeba. Myślałem…
– Ha, ha! – roześmiał się sardonicznie tekst. – On myślał! To już jasne, gdzie jest pies pogrzebany. Czy ty, Bobik, nie kapujesz, w jakich czasach żyjesz? Każdy głupi wie, że nic tak nie szkodzi chwytliwym tekstom, jak myślenie.
– I nie mogę tego jakoś naprawić? – spytał Bobik żałośnie.
– W każdym razie ode mnie precz z łapami, zbrodniarzu! – warknął tekst i z obrzydzeniem wykrzywił wszystkie akapity. A kiedy zgnębiony Bobik odwrócił się i w milczeniu poszedł cierpieć do kąta, tekst za jego plecami wymownym gestem popukał się w puentę.

Siódemeczko, nie mam najmniejszego zamiaru kwestionować zasług Pani Bortnowskiej. Ale żadne zasługi nie chronią przed pomyłkami i skoro uważam, że osoba szacowna się pomyliła czy nie domyślała czegoś do końca, to wyrażam swoje zdanie o tym, w głębokim przekonaniu, że właśnie ta szacowna i mądra osoba będzie pierwszą, która nie weźmie mi tego za złe.
I jakoś nie jestem przekonany, że coś źle zrozumiałem. 😉 Wydaje mi się, że zrozumiałem intencje tego listu, a co więcej, doceniłem je. Nie zgodziłem się tylko z tokiem rozumowania, ale to już moje psie prawo uczestnika życia publicznego. 😉
Najmocniej przepraszam, Mar-Jo. Zapomniałem, że nawet od zasady nieperfekcyjności istnieją wyjątki. 😆
Dziewczynki, macie prawo być krytyczne, ale ja uważam listy tych pań za piękny gest.
Myślę, że Pani Halinie chodziło o to, że Pani Magdalena szydząc, częstokroć słusznie, z Kościoła rani wielu jego członków, którzy nie mają wpływu, na to jak on funkcjonuje.
Ooo, widzę, ze Mar-Jo też tak to odebrała. 🙂
Gratulacje za upór przy pokonywaniu drzwi. 😀
A to jeszcze wrzucę info o Wirydarzu, dziecku Pani Bortnowskiej:
http://wirydarz.blox.pl/2009/10/Wirydarz-w-swoich-zalozeniach-jest-grupa-otwarta.html
Mogłabym tak długo.
Mnie się też w wymianie zdań między obydwiema Paniami szalenie podobała wzajemna rewerencja. Oczywiście, że to bardzo ładne. Ale z najwyższą rewerencją można się również z kimś nie zgadzać. 🙂
A mnie w skrócie chodzi o stawianie znaku równości między szydzeniem z Kościoła i szydzeniem z tych, którzy ośmieszają czy wręcz hańbią ten Kościół. Uważam, że nie ma takiego znaku. Ci członkowie Kościoła, którzy haniebnych czy głupich poglądów nie podzielają, nie mają przecież powodów, żeby się z ich głosicielami identyfikować. Ani Rydzyk nie jest Kościołem, ani Michalik, ani nawet Episkopat. A tym bardziej nie są oni religią katolicką.
Ja się np. czuję członkiem wspólnoty miłujących książki, ale nie rani mnie, kiedy ktoś marne książki krytykuje czy wyszydza (choć też nie mam wpływu na to, że się ukazują). Wręcz przeciwnie – uważam, że to dobrze dla mnie i wszystkich członków mojej wspólnoty, kiedy nie pozwolimy się zalać grafomanii. Więc jestem skłonny wręcz hołubić krytyków i szyderców, byle krytykowali i szydzili z sensem i podstawnie. 😉
Ano właśnie, Bobiku.
Siódemeczko, tylko ja wolałabym, żeby ta wymiana korespondencji nie miała charakteru otwartego listu. Bo w takiej formie i zarzuty i walnięcie w piersi nabierają charakteru uniwersalnego , a nie sądzę, że o to p.Bortnowskiej chodziło, bo jest to jednoznaczne z zamknięciem ust krytyki na wieki.
I nie sądzę też, że p.Bortnowska uważa, ze tylko członkowie KK mają prawo tenże kościół krytykować. Karykatura jest też formą krytyki – ostatnią deską ratunku 😉 .
Aczkolwiek, gdyby nie ta otwarta forma, nie byłabym świadkiem pokajania się prof.Środy, co jest samo w sobie niepojętę 😉 .
Ja cenię prof.Środę za wiele rzeczy, ale ostatnimy czasy chyba częściej sie z nią nie zgadzam, zarówno z treścią jak i ( najczęściej) z formą.
I generalnie chodzi mi o to, że zarówno zarzuty wobec prof.Środy, jak i jej publiczne pokajanie staną się orężem w rękach tych aktywistów KK z którymi p.Bortnowska całe życie walczyła.
Obydwie panie, kierując sie jak najszlachetniejszymi pobudkami dostarczyły mimo woli amunicji do dalszych potyczek. Tak ja to widzę, obym się myliła.
pstryk
🙂
gdzie Nisia? moze w morzu?
pstryk
zmora: „(…)ale ostatnimy czasy chyba częściej sie z nią nie zgadzam, zarówno z treścią jak i ( najczęściej) z formą.
tez to mam, ale mysle ze to mowienie w „las”, jest przyczyna
radykalizacji tresci i formy u Pani Srody
Mar-Jo, znasz to:
http://www.facebook.com/konstelacja.szczecin
Bobiku, robisz szuru-buru 🙂 czy mam zjawy 😀
Robię, bo nie chce mi się zlinkować to, co trzeba. 🙂
Myślę, Zmoro, że obawiasz się niepotrzebnie.
Adam Michnik o Pani Bortnowskiej:
Halina Bortnowska jest rzadkim ptakiem bardzo szczególnego rodzaju. Jest człowiekiem wartości, a nie polityki, choć często angażowała się w konflikty polityczne, a i polityka bardzo często ingerowała w jej życie.
Halinko, dziękuję za wszystko, co już zrobiłaś i co jeszcze zrobisz. Napisałaś o Jacku Kuroniu, że „starał się każdym dobrem dzielić”. To samo dotyczy Ciebie, Halinko. Dziękuję ci za te wszystkie dobra.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,10339392,Halina_Bortnowska__rzadki_ptak.html#ixzz2Cg9j6Szn
Raczkowskiego otworzylem
Ale to miał być nie ten Raczkowski. Trudno, nie udało się. Spróbuję potem, bo teraz najwyższa pora na spacer. 🙂
A co to znaczy szuru-buru?
Ha, ciekawe badania recepcji tego samego tekstu, inaczej odbieranego w zaleznosci od odczytywania jego kontekstu i indywidualnej wrazliwosci, a pewnie i wlasnej historii.
Ja odebralam te wymiane listow pozytywnie, jak Mar-Jo, Jagoda czy Siodemeczka. Moze dlatego – i to podejrzewam moglo byc rowniez powodem takiej a nie innej odpowiedzi Magdaleny Srody – ze dla mnie kluczoww w liscie Haliny Bortnowskiej bylo odniesienie sie do podzialu na dwa wrogie sobie plemiona. I mysle, ze w odpowiedzi na to, a nie tylko z atencji dla konkretnej, indywidualnej osoby, z cala pewnoscia zaslugujacej na szacunek, takze ludzi z zewnatrz, Sroda odpowiedziala w sposob, na ktorego opisanie wskakuje mi uparcie angielskie slowo „generous”. Mysle, ze ani Sroda nie zrezygnuje z krytyki, ani Halina Bortnowska ze swojej dzialalnosci w Kosciele. Ale chodzilo o to, ze w przy wszystkich racjach przemawiajacych za krytyka instytucji, czy hierarchii, czy wyjatkowo niesympatycznych postaci tam spokojnie tolerowanych przez hierarchow, w tej instytucji tez sa ludzie dzielni, dobrej woli, zmagajacy sie wewnatrz niej z jej inercja, jej brakiem wrazliwosci na potrzeby wlasnych czlonkow, z brakiem wrazliwosci dla ludzi nie bedacymi czlonkami Kosciola. I przy bardzo czestym wydrwiwaniu, mozna o tych ludziach, tez tam obecnych, po prostu zapomniec. Tymczasem sytuacja takich koscielnych „liberalow”, ludzi wierzacych, ale o otwartym sercu, chcacych kontynuowac tradycje, jednoczesnie probujac ja zmieniac od wewnatrz, jest nie do pozazdroszczenia. Wewnatrz sa przedmiotem krytyki „twardoglowych”, a na zewnatrz, gdy tylko napomkna, ze maja cos wspolnego z religia czy Kosciolem. od razu grozi im przyczepienie etykietki z napisem „Rydzyk”, czy religia smolenska.
A sama osobiscie znam sporo osob, i tutaj, i w Polsce, ktore sa zupelnie inne, i chcialyby zmian. I im jest naprawde trudno. Nie zmienia sie one w ateistow, a nawet nie przejda do innych wyznan chcrzescijanskich z wielu skomplikowanych powodow, wiec sie mecza wewnatrz. Moim zdaniem, slusznie krytykujac, o ich istnieniu nalezy jednak pamietac. I mysle, ze ta mysl w liscie Haliny Bortnowskiej byc moze wlasnie przemowila do Magdaleny Srody.
A ze list otwarty? Moim zdaniem to zaproszenie do myslenia i dyskusji szerszego grona osob po obu stronach barykady.
Siódemeczko, dziękuję za linki, ale nie musisz mnie przekonywać, ja naprawdę wiem co nieco o p.Bortnowskiej i bardzo ją cenię i szanuję. Jest dla mnie wzorem człowieka prawego, nie tylko katolika.
Rysiu, nie znałam tego. Dziękuję bardzo.
Wiesz, ja jeszcze pamiętam trochę tych gruzów.
Bywałam z tatą w fotoplastikonie. Pamiętam tamte obrazy z różnych miast Europy. Niektóre zobaczyłam w realu. O innych nadal marzę.
Można powiedzieć od dziecka. 🙂
Zmoro, słoneczko, ja te linki nie dla Ciebie. 🙂
Są tu jeszcze inni czytelnicy, więc tak na wszelki wypadek.
A poza tym chyba chciałbym się nią pochwalić, jako członkiem tej samej wspólnoty, z którym się identyfikuję.
Adam Michnik napisał:
Należała do formacji „Znaku” czasów Hanny Malewskiej, „Tygodnika Powszechnego” czasów Jerzego Turowicza.
Otóż właśnie, nie ma już Znaku i Tygodnika takiego, jaki był, odchodzą ważni dla mnie i mojej świadomości ludzie, to macham tą Panią Haliną na blogu Bobika, póki jeszcze mam czym.
Dzięki, Moniko, jak zwykle dobrze ujęłaś istotę rzeczy.
I machaj Siódemeczko niezłomna, machaj, póki Ci sił starcza. Stoję za Tobą murem 🙂 .
I żeby nie było, że tylko wielkie autorytety są dla mnie wzorami. Wzorcem prawego i uczciwego człowieka jesteś dla mnie Ty. Wzorzec z Sevres przy Tobie to bzdet 😉 .
To Ty walczysz niezłomnie o prawdę, rozdzielasz znak pokoju, dajesz wyraz przekonaniom, udzielasz poparcia słusznym ideom, jesteś otwarta na wszystkich ludzi i sprzątasz, sprzątasz, sprzatasz to co inni nabałaganili. I utrwalasz dla potomności. Chwała Ci za to.
I nawet idziesz w Marszu Niepodległości, mimo że nie całkiem Ci po drodze z wszystkimi postaciami, którym oddawaliście cześć. Ale idziesz, bo uznajesz, że trzeba dawać wyraz dobrej woli. Ja pewno bym nie poszła, nawet mieszkając w Warszawie, bo jestem małostkowa, ale cieszyłam się, że miałam swojego reprezentanta.
W ten sposób wilk był syty i owca cała;-) . I dziękuję Ci za to.
I dumna jestem z tego, że ze mna polemizujesz.
1. To nie lista do podpisania, ale i ja zaznaczę sympatię dla wymiany zdań Dwóch Dam. Tak, ja też wolałbym, by wierzący a sensowni nie podejrzewali w antyklerykalnych atakach czy harcach nastawień antyreligijnych (w żadnym wypadku nie dam się wmanewrować w myślenie, że religia to Kościół), ale reakcję drugiej Damy odczytałem jako gest dobrej woli; czasami warto zrezygnować ze swojej racji dla dobrej atmosfery.
2. Ten człowiek z Łodzi… to nie mój ulubiony typ tekstów, ale czytam go dość uważnie, i czasami okazuje się, że naprawdę warto. Tym razem o odchodzeniu (a może raczej: o kończeniu życia) naszych zwierząt.
Jaka ciekawa rozmowa przeleciala jak mnie nie bylo! Dobrze, z nie musialam sie wypowiadac, zostawiajac to aryjczykom. 😆
Wrocilam bardzo zadwolona, zakupilam kanape i bujaka w Darlings of Chelsea – wydalam kupe pieniedzy nie swoich. Rano wstapilam jeszcze do tego mieszkania w Richmond, aby upewnic sie ze dobrze wszystko odmierzylamn(Siem’ raz otmier”, raz otrez!) i przy okazji wyjac i sprawdzic poczte ze skrzynki.
Teraz jeszcze zadzwobic w pare miejsc i sie poumawiac.
Zmoro, wpędzasz mnie w zakłopotanie, ja zwykły człowiek, tylko dużo mówię i robię trochę zdjęć.
Nikt mnie nie zna i dla nikogo nie jestem żadnym wzorem, Kochana.
Zwyczajnie przyzwoitych ludzi jest większość, co to za zasługa.
Ważne są autorytety społeczne, bo są pewną busolą, prezentują jasne wzorce, z którymi inni po wysłuchaniu racji mogą się utożsamiać, a w ciężkich chwilach znaleźć oparcie, jak ja na przykład w Panu Turowiczu.
Martwię się, bo w tym zgiełku bitewnym, nie widać specjalnie następców.
Może zresztą są to następcy na inne czasy i ja już ich nie dostrzegam, nie wiem.
Heleno, a co fortepianem, też już znalazłaś rozwiązanie?
Fortepian juz zostal wczesniej zakupiony przez Elene, ale kiedy bedzie dostarczonyy nie mam pojecia.
Elena na czas swiatecznej przerwy (ona uczy muzyki w szkole Montessori) wraz z moja przyjaciolka z lat studenckich Elzunia wyjechaly na Floryde i stamtad maja do mnie dzwonic.
Chodziło mi o upchanie instrumentu w mieszkaniu, ale skoro nie wiesz kiedy będzie dostarczony, to może niepotrzebnie się martwisz.
Po spacerze zostało mi jeszcze dość energii, żeby zapolemizować również z Moniką. 😉 Absolutnie nie mogę się zgodzić z tym, że ten podział na wrogie plemiona przebiega po linii katolicy-niekatolicy. Po drodze mi z wieloma katolikami, włącznie z Tu Obecnymi i mimo różnic zdań w poszczególnych sprawach, cały czas mam poczucie, że mówimy jednym językiem. Nie po drodze mi z nacjonalistą czy homofobem, choćby legitymował się świadectwem ateizmu do pięciu pokoleń wstecz – jego język jest mi zupełnie obcy. To nie plemię katolickie prowadzi wojnę z niekatolickim, już prędzej plemię europejskie z wolskim.
Mam wrażenie, że obie Grandes Dames gdzieś na początku popełniły właśnie tę pomyłkę, że przyjęły katolicko-niekatolicką linię podziału. I z takiej przesłanki mogą oczywiście bez trudu wyniknąć wnioski w rodzaju „przecież po tej drugiej stronie też są ludzie dobrej woli”, „zasypmy rowy”, itp. Tyle że ja przesłankę uważam za nieprawdziwą i w dodatku niepotrzebną. Nie mam czego zasypywać ani między Pani Haliną a mną, ani między Panią Magdaleną a mną. Przy wszelkich możliwych różnicach poglądów, jesteśmy z tego samego plemienia.
Zgodziłbym się natomiast z innym ujęciem problemu. Zdarza się, że w rozmowach z lenistwa, bezmyślności, czy dla wygody stosujemy różne skróty myślowe, nieprecyzyjnie formułujemy myśli, albo rąbiemy w nerwach ostrymi określeniami, nie zastanawiając się, czy rykoszetem nie trafią w przypadkowych przechodniów. No bo mało komu się chce za każdym razem pisać „ta część Kościoła, która”, „Kościół jako instytucja, w odróżnieniu od wspólnoty wiernych”, itp. Pisze się KK, mając poczucie, że przecież „wiadomo, o co chodzi”. A nie zawsze wiadomo i sam parę razy tego doświadczyłem, że jakimiś sarkastycznymi uogólnieniami sprawiłem przykrość komuś, kogo ani dotknąć nie chciałem, ani w ogóle na myśli nie miałem. Zacząłem od tego czasu bardziej zwracać na to uwagę i choć może jeszcze nie zawsze udaje mi się powściągnąć ozór, to jednak się staram. 😉 Więc jeżeli apel byłby o to, żeby pilnować języka, starać się o precyzję, unikać generalizacji i tak operować ostrzem krytyki, żeby trafiało w cel, nie na boki, to ja też bym się zaraz pod nim podpisał. Ale kiedy z apelu wynika – w ogromnym uproszczeniu, rzecz jasna – że w celu niepogłębiania przepaści pomiędzy katolickim i niekatolickim plemieniem należy zaprzestać ostrej krytyki pod adresem „złych” katolików, bo wtedy „dobrzy” katolicy cierpią, to pod tym podpisać się byłoby mi trudno.
Mam nadzieję, że nie zepsułem atmosfery, upierając się przy swoich racjach. 😆
Oczywiście zgadzam się z andsolem, że nie zawsze upierać się przy nich warto. Czasem wyrazem nie tylko dobrej woli, ale i zdrowego rozsądku jest wyciągnięcie ręki albo zamilknięcie. Ale ponieważ na razie nie kłócimy się, tylko pięknie różnimy, to chyba nie ma problemu w tym, że każdy szczeka swoje. 🙂
https://www.facebook.com/OcieplanieWizerunkuJaroslawaKaczynskiego?fref=pb 😆
Siódemeczko – następcy są, ale giną w morzu narastającego radykalizmu. A wiele osób jest pośrodku, chce tam pozostać, ale widząc że coraz więcej ich znajomych barykaduje się po którejś ze stron, sami za te barykady uciekają.
Ostatnio kolega w pracy powiedział, ze jeśliby głosował (a nie głosuje), to albo na PiS albo na Palikota. Znam wieloletnie pary albo młode małżeństwa, które nie zgadzają się co do spraw fundamentalnych: religii, polityki, spraw które kiedyś nie pozwoliłyby im się zejść. Ale teraz kłótnie o takie rzeczy lub całkowite zobojętnienie na argumenty drugiej strony są powszechne. O czymś to świadczy.
Migam (wciąż jeszcze) z Moskwy. Jutro zaczynam odliczanie – w następny piątek wracam do Warszawy. Dzisiaj będzie opowieść o wizycie na poczcie.
Jako że nie każdy ma skrzynkę pocztową w sieci, niektórzy mają ją na podwórku, pod lipą czy kasztanem, zdobyłam się na heroiczny wysiłek i napisałam kilka pocztówek. Na poczcie otwarte było tylko jedno z czterech okienek, ale w kolejce czekały zaledwie 3 osoby i żadna nie miała pod pachą reklamówki z kilogramami biurowej korespondencji. Wyglądało to nieźle. Krótko tak wyglądało. Czekałam co najmniej pół godziny, a kiedy przyszła moja kolej, okazało się, że nie ma znaczków. To znaczy, znaczki były – po rublu – a wysłanie pocztówki do Polski kosztuje ponoć 25 rubli – spod jednorublowych znaczków nawet adres by nie wystawał. Zaczęły się sceny, jak z jarmarcznego teatrzyku. Pani z działającego okienka zwołała ćmę koleżanek i dawaj razem lamentować i sycić się znaczkową katastrofą:
-„Moł, tyle czasu nam już znaczków nie przysyłają.”
– „Co tu robić, co tu robić.”
– „Przyjdzie pani w przyszłym tygodniu” – był wtorek – „MOŻE przywiozą.”
– „No, co ty, jakie w przyszłym tygodniu, kobieta pocztówki chce wysłać, do Polski chce wysłać, z Moskwy chce wysłać, a ty jej – w przyszłym tygodniu!”
– „Co tu robić, co tu robić.”
Stałam jak zaklęta. Dawno machnęłabym ręką i poszła szukać innej poczty, ale to widowisko… Zorientowałam się, że każda z pań ma swój własny, pilnie strzeżony skarbczyk z zachomikowanymi znaczkami i że lamentując na wyprzódki popatrują jednocześnie po sobie spod kwiecistych chust, których nie było, ale jednak były, podpuszczając się nawzajem i czekając, która się pierwsza złamie. Bawiły się świetnie. Nie wiedziałam, jak tu się mówi „sezamieotwórzsię” – zresztą, panie nie zostawiały mi ni wolnego miejsca na wypowiedz, ni wolnych kwestii do wypowiedzenia, użalając się nade mną na całe gardło i wykazując pełne zrozumienie dla mojej trudnej sytuacji. Pod koniec były chyba nawet trochę zdziwione i rozczarowane, że nie tylko nie poszłam rzucać się z mostu, ale nawet nie zapłakałam rzewnymi łzami.
Koniec przedstawienia był nieoczekiwany. Inna klientka wychodziła z poczty nic nie kupiwszy – tego, po co przyszła, też nie było – zatrzymała się przy mnie i powiedziała, że często wysyła korespondencję za granicę i może, może ma przy sobie jakieś znaczki, bo to z nimi ciągle są kłopoty. Szukała przez kilka minut, wreszcie znalazła i odsprzedała mi znaczki – cztery, wszystkie, jakie miała. Potrzebowałam pięciu. Wzruszone panie z poczty wyczarowały piąty – przy czym nie obyło się bez targów miedzy nimi: jedna pani drugiej pani dała inny znaczek ze swych zapasów i dopiero wtedy trzecia pani dała czwartej pani znaczek dla mnie – a potem przez kilka minut cała poczta aż drżała od wybuchów radości wszystkich pań. I mogłam wreszcie wrócić do pracy.
Nie wyszedłszy z szoku dotarłam do biura i opowiedziałam tę pocztową epopeję. W odpowiedzi usłyszałam: „A co ci przyszło do głowy, żeby pocztówki wysyłać? U nas połowa poczty w ogóle nie dochodzi do adresata, a połowa z tej połowy, co dochodzi, idzie miesiącami.” Myślę, że koledzy trochę przesadzają. I choć żadna z pocztówek jeszcze nie dotarła, nie tracę nadziei – w końcu nie minęły jeszcze nawet trzy tygodnie. Ale na wszelki wypadek nie informowałam babci, żeby wyglądała listonosza.
Nie wie ktoś, gdzie zapodziałem pantofel Pana Administratora? On się miota po całym domu z jedną nogą bosą i chyba zaraz zacznie używać wyrazów, a ja nie mogę sobie przypomnieć. 😳
Och, Aga mnie uratowała! Jak przeczytam Panu Administratorowi jej moskiewską korespondencję, to na pewno mi daruje zgubienie pantofla. 😆
Słuchajcie, dla osób, które nie mają dostępu do płatnych stron Gazety, zamieszczam adres do kopii artykułu Adama Michnika, którą usunę jutro:
http://emtesidemeczka.blogspot.com/2012/11/michnik-ile-dac-wolnosci-przeciwnikowi.html
Dzień dobry 🙂
Bliżej mi do Bobika. Dyskusja powinna była zacząć się tam, gdzie się, niestety, skończyła.
Ago, nie żal Ci opuszczać tak anegdotyczne miasto 😉 ?
Ale ponieważ na razie nie kłócimy się, tylko pięknie różnimy, to chyba nie ma problemu w tym, że każdy szczeka swoje?
Jasne, Bobiku. 😀
Jak powinno brzmieć ostatnie zdanie, bo coś mi zgrzyta?
Ago! 😆 😆
A ja myślałam, że gorzej niż w Poczcie Polskiej już nie ma.
Dobrze jest podróżować po świecie i zobaczyć, że inni mają gorzej. 😀
Dobrze, że wracasz, smutno tu bez Ciebie.
Haneczko, dla mnie dobrze, ale niech specjaliści się wypowiedzą.
Mury można budować na rozmaite sposoby. W debacie publicznej i prywatnych rozmowach, cegłami są słowa. Słowa, za pomocą których opisujemy adwersarza, kategorie, w których o nim myślimy. I tak na przykład, kilka komentarzy wyżej pisze Zmora:
I nie można się oburzać, że właściciele posesji graniczących ze schronieniem skarżą się na wydobywający z niego hałas i smród uniemożliwiający spokojną koegzystencję.
Jedną z najgorszych rzeczy, którą można powiedzieć drugiemu człowiekowi jest to, że śmierdzi. Z jakiegoś powodu przełknie on, że jest głupi, że nieudaczny, a nawet że brzydki. Ale tego jednego nie przełknie.
O ile rozumiem, że dzwonienie na mszę oraz śpiewy dobywające się z wnętrza podczas mszy mogą okolicznym mieszkańcom przeszkadzać, o tyle dziwi mnie, że ktoś kojarzy kościelne sąsiedztwo ze smrodem. Bo kościoły nie śmierdzą na odległość najbliższych posesji. Żeby urazić swoje powonienie, trzeba by do nich wejść, a tego już nikt nikomu nie nakazuje. Czego więc dowodzi powoływanie się na smród? Moim zdaniem dowodzi sposobu myślenia o tych, co po drugiej stronie muru.
Vesper, mnie się zdaje, że tu co innego zadziałało. Zmora skonstruowała metaforyczny obraz złego sąsiedztwa, który już ją potem sam niósł, odłączywszy się od obrazu katolików czy Kościoła. Ale m.in. właśnie takie sytuacje miałem na myśli, mówiąc o potrzebie większej uważności. I jeszcze raz powtórzę, że sam nie jestem bez winy, też mi się zdarza nie ogarnąć wszystkich aspektów moich wypowiedzi i dociera to do mnie dopiero wtedy, kiedy odbór jest zupełnie inny od spodziewanego. Najważniejsze jednak wydaje mi się to, żeby umieć odpowiednio zareagować na sygnał, że w tym a tym momencie zgrzeszyło się nieuważnością i kogoś zraniło. Jeżeli ktoś wycofuje się, przeprasza, przyznaje, że poszedł za daleko, coś z tych rzeczy, to na ogół można spokojnie założyć, że nie było w tym złej woli.
Siódemeczko, dzięki za Michnika. Przeczytałem z dużą ciekawością, ale nie będę komentował, bo Kolacja Jest Najważniejsza. 🙂
Och, Vesper, to byla metafora.
Otrzymałem z Drohobycza. Kadisz w miejscu śmierci Brunona Schulza
http://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/534495_478060332236444_1497432503_n.jpg
Opowieść Pocztowa Agi to przepiękny upominek wigilijny. Tego się nie zapomni.
Tak, Opowiesc Pocztowa Agi przepyszna!
Podroze jednak bardzo ksztalca.
Ten Pan z laseczką to Alfred Schreyer, jeden z ostatnich uczniów B. Schulza
http://sphotos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/259839_478060845569726_1902969125_n.jpg
A teraz wyobraźmy sobie, że zacytowane przeze mnie wyżej zdanie, zawierające metaforę o smrodzie, odnosi się nie do katolickiej świątyni, ale do meczetu, synagogi, romskiego domu, miejsca pobytu azylantów… Czy będziecie, Bobiku, Heleno, równie liberalni w interpretacji „smrodu” jako figury stylistycznej?
Tak, Vesper.
Chwała Panu, było trochę ludzi, Irku, bo już mi skóra ścierpła, że pierwsza fotografia obejmuje ogól modlących się.
Ja uczciwie mówię, że nie wiem. Bardzo możliwe, że też bym uznał taką metaforę za nietrafioną czy obraźliwą. Ale myślę, że zwróciłbym uwagę na to, kto jej użył i w jakich – prawdopodobnie – intencjach. Jeżeli byłby to ktoś, kogo nie podejrzewałbym o świadomą chęć obrazy, to chyba po prostu zwróciłbym uwagę, że można tak i tak tę metaforę odebrać, więc lepiej byłoby takich obrazów nie używać.
I wracam do kolacji. 😉
Popełniamy błędy, Vesper i w rodzinach, i w szerszych relacjach.
Dobrze, że o tym mówimy, że zwracamy uwagę na naszą wrażliwość, ale i wsłuchujemy się w cudzą.
Jesteś wrażliwą, mądrą osobą i Twoje uwagi są cenne.
Myślę, że i Zmora, w której dobre intencje nie wątpię, przyjmie je dobrze.
A tu sceptyczna opinia prof. Łętowskiej o próbach delegalizacji:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20121119/letowska-walka-polityczna-lepsza-od-delegalizacji
Alez jestem zaskoczona! Wicenaczelnym Rzepy zostal Bartek Weglarczyk! Bardzo liberalny konserwatysta, „zachodniego” chowu, do niedawna w GW w dziale miedzynarodowym, dobry znawca Ameryki, gdzue wiele lat byl korespondentem.
Mam nadzieje, ze takim zostanie jak go pamietam i bardzo lubie. I nie zrobi mi takiego numeru jak Jacek Karnowski, z ktorym mi sie kiedys doskonale razem pracowalo i ktorego cenilam za prpfesjonalizm. To zanim mu odbilo w prawo, w kruchte, w koltunstwo, w skrajny pisizm.
Trzymam kciuki za Bartka.
mt7, załączony tekst Michnika bardzo cenny. Trzeba troszkę czasu, by się ułożył w środku. Z zabawnych refleksji z pierwszej chwili to celny sztych w Legutkę.
On wyraźnie od lat mądrze administruje mówienie. Nie występuje publicznie na codzień, ale gdy pisze, jest to znaczącą lekturą. Choć mam wrażenie, że zdumiewających elementów tam nie ma. Ale często warto czytać coś nie tyle nowatorskiego, co syntetycznego i do rzeczy.
Opowieść Agi przepyszna! Nie wiem czemu, widzę ją w Poczcie Głównej w Moskwie… Należy jednak z szacunkiem odnotować miłosierne podejście wszystkich Pań do cudzoziemczyni.
Juz jest wscieklosc na prawicy z nominacji Weglarczyka. Wyzywany jest od… „lewakow”. Boze, jaki to pop..y kraj!
Koniec swiata sie zbliza nieuchronnie. Petycje do Tuska wlasnie podpisala Joanna Lichocka. Chyba, ze to jakas inna. Zaraz Ziemkioewicz zglosi swoj podpis! 😈
A, to ten od internetowych świń. Niech się mile pasie na tej prawicowej łączce ta owieczka.
Rzecz w tym Heleno, że nie wiesz, jak byś zinterpretowała taką metaforę. Ludzie mają silna potrzebę, by postrzegać siebie samych jako wewnętrznie spójnych, takich, co to to samo myślą i czynią, ale rzeczywistość jest inna. Jesteśmy bardzo zależni od kontekstu. I Ty, i Bobik, i ja, i każdy z nas. Zmorze z góry byś wybaczyła, ale niechby Klakier spróbował to samo napisać. Na przykład. A przecież w publicznej debacie, w której podobnych metafor padają setki, nie wiesz, kto Ci Zmorą, a kto Klakierem (że tak metaforycznie to ujmę), prawda?
Ago, jaka sliczna opowiesc! 🙂 A najbardziej mi sie podobalo, kiedy zauwazylas te kwieciste chustki, ktore byly, chociaz ich nie bylo. Takie rzeczy zauwazaja naprawde tylko niektorzy. Heard melodies are sweet, but those unheard are sweetest… 😉
Bobiku, jak ja sie ciesze, ze Ci sie chce ze mna polemizowac, 🙂 choc, jak przeczytalam o co, to mi wyszlo, ze mala ta kosc niezgody miedzy nami. 😉 Mowisz, ze podzial na dwa wrogie plemiona nie przebiega po linii katolicy-niekatolicy. Ja mysle, ze w pewnym sensie masz racje, bo podzialy mozna widziec na wielu obszarach. Sama nie czuje sie szczegolnie oddzielona od katolikow, wiec w sumie chyba domyslam sie, o co Ci chodzi. A jednak, a jednak – mysle, ze jeden z podzialow w polskim spoleczenstwie jakos tak sie zbiegl z podzialem na dwa bieguny wrazliwosci: po jednej stronie ultra-katolicka ekstrema, po drugiej z kolei ludzie nie bardzo nawet czujacy wlasnie, jak bardzo bolesnie moga niektore zwroty odczuc wcale nawet nie-ekstremalni katolicy, ktorym czasem wlasnie w pospiechu sie przy okazji dostaje (bo, jak sam napisales, nie ma czasu zaznaczac za kazdym razem, ze to o tych, a nie tamtych chodzi). Wlasciwe jedyna rada na to, zeby nie ranic tych posrodku, tych otwartych i jakos po-Tygodnikowych, bylyby moze przyjaznie i rozmowy, bo one nawzajem ucza wrazliwosci na siebie. Nie kazdy wierzacy (co juz jest szerszym pojeciem niz tylko katolik) ma ochote byc postrzegany glownie jako naiwniak o slabym umysle, a przyznajmny szczerze, ze ateistom nieraz zdarza sie w swch wypowiedziach cos takiego implikowac. A z kolei ateisci nie maja ochoty wysluchiwac, ze kiedys w koncu dojrzeja do Dobrej Nowiny, a poki co, niech siedza cicho, i niech nie narzekaja, bo ich samych nie stac na zadna etyke. Wrazliwosci sa naprawde inne, rozmowa czasem trudna, i obie strony, moim zdaniem, powinny byc otwarte na to, ze druga strone moze cos nieoczekiwanego urazic. A jak sie jeszcze w to wlaczy polityke, ktora wykorzystuje te podzialy dla wlasnych potrzeb, to sie robi jeszcze trudniej. Dlatego wlasnie podoba mi sie, ze gdy Halina Bortnowska powiedziala, ze przeciez sa i tacy katolicy, jak wlasnie ona (a ja sama znam tez takich katolikow sporo, po obu stronach Atlantyku zreszta), Magdalena Sroda wolala nie miec racji w tym czy tamtym szczegole, a zamiast tego otworzyc mozliwosc dalszego dialogu. I tak – dalszego spierania sie takze. Ale w innej atmosferze.
Wiem, ze to moze troche mniej pasuje do Psich i Kocich wpisow, bo te sa przeciez w duzej mierze satyryczne, ale mysle, ze takie podejscie jest jest takze bardzo potrzebne, zeby nie rozdzielic sie juz zupelnie na dwa rozne, nieznajace sie nawzajem obozy.
andsolu,
lubię teksty i wypowiedzi Michnika, takie szersze spojrzenie i pewien dystans.
I pewnie ma rację, cytując Antoniego Gołubiewa, ze będzie zawsze zupełnie inaczej.
Siodemeczko, dziekuje za Michnika 🙂 dalem na papier, bedzie
do S-Bahnu 😀
Ago, mialas szczescie, mogli miec znaczki w nominalach kopiejkowych 😉 ciekawe czy same znaczki tez mozna wyslac?
do srody coraz blizej 🙂
pstryk
Na ile znam Halinę Bortnowską, to jestem w zasadzie przekonana, że ona w żaden sposób tych „plemion” nie etykietowała. Przez całe lata konsekwentnie protestowała, kiedy nazywano ją „publicystką katolicką”. Pisała i mówiła w takich razach, że jest publicystką bezprzymiotnikową. I nie reprezentuje katolicyzmu. Dlatego trudno mi teraz uwierzyć, że miała na uwadze konflikt katolicy vs niekatolicy. Myślę, że chodziło jej po prostu o bolesne oddalanie się ludzi od siebie. Kopanie rowów. Plemienność rozumiałabym, w tym przypadku, bardziej jako wskazanie na odwoływanie się w sporach do najbardziej elementarnych emocji i instynków. Jeszcze nie uładzonych przez cywilizację.
Ujęła się za słabszymi. Jak zawsze. Tym razem jest to prosty członek kościoła, dla którego ten chory kosciół jest domem. Domem duchowym. Być może jedynym jaki ma. Bortnowska postąpiła by tak samo w przypadku każdej innej grupy ludzi, jeżeli uważałaby, że potrzebna jest im ochrona.
Nie prosiła Środy o zaniechanie krytyki. Przecież sama krytykuje kościół. Wie, że krytyka jest potrzebna jak powietrze. Prosiła o zastanowienie się nad formą krytyki. Zwróciła uwagę na fakt, że krytyka która jest karykaturą może przynieść odwrotne skutki. Zamiast refleksji obudzić złe instynkty. Karykatura odwołuje sie głównie do emocji.
Środa, która jest etykiem i ma świetny słuch społeczny, wrażliwość na różne środowiska i ich bolączki, doskonale zrozumiała przekaz Bortnowskiej.
Jestem przekonana, że Środa nikomu nie dała by się namówić na ochronę jakiejkolwiek formy katolicyzmu. Na ochronę zagubionych ludzi, tak. I dlatego, ze wstydem, pochyliła głowę przed Bortnowską. Która jej przypomniała: „przede wszystkim nie szkodzić”.
Tak ja zrozumiałam wymianę opinii między obu paniami.
A poza tym sledziłam dzisiaj z zainteresowaniem krajobraz po zmianie prezesa. Bardzo ciekawa sytuacja. Nie sądzisz Klakierze?
Podatki liczę. 🙁
A w jakim sensie, ciekawa, Jagodo?
Że Pawlak kazał się Piechocińskiemu wziąć się do roboty?
Nie przepadam za PSL, myślę, że sobie oczek nie wykolą.
Trochę personaliów się zmieni. Gdyby naprawdę chcieli coś zrobić dla wsi, musieliby się zdrowo natyrać.
Oh, Vesper, strasznie mi przykro, że tak to odczytałas.
Dziękuję Helenie i Bobikowi za stanięcie w mojej obronie.
Ale to nie była nawet metafora. Ja jestem prosta jak konstrukcja cepa i pisząc o hałasie i smrodzie na podwórkach sąsiadow naprawdę miałam na myśli podwórka sąsiadujace z moim. Gdzie po jednej stronie balują do białego rana, jak tylko zaczyna się robić ciepło, z drugiej strony palą w ognisku absolutnie wszystko trując siebie i nas dioksynami, a jeszcze dalej jedna pani umieszcza w klatce 2x 3 m 35 kotów, którym wprawdzie donosi jedzenie, ale odchodów juz nie sprząta.
Jedyna analogia jaka byla zamierzona, to ta, że każdy powinien dbac o ład na swoim podwórku i o to, aby nie być uciążliwym dla sąsiadow i żeby sasiedzi nie byli zmuszani do krytyki i interwencji.
Nie przypuszczałam, że ktoś to może odczytać wprost smród i hałas
jako zarzuty wobec kościoła. Niewątpliwie moja wina, jest mi bardzo żle ze świadomościa, że tak to odczytałaś.
Teraz muszę już zniknąć do jutrzejszego wieczora.
mt7,
ciekawa, bo PSL jest przepołowione, trzeba będzie układać się od nowa w koalicji. Być może nastąpią jakieś zmiany w rządzie.
Choć najzabawniejsze jest przerażenie Piechocińskiego i próba ucieczki przed skonsumowaniem własnego zwycięstwa. Tego jeszcze nie widziałam 🙄
O ich oczka, i nie tylko, jestem dziwnie spokojna 😉
Podatki? Teraz? Przecież to nie kwiecień 😯
Dobranoc 🙂
Jakby ktos nie zauwazyl, ze znow po dlugiej nieobecnosci pojawil sie nowy wpis na Blog de Bart, to podrzucam:
http://www.liiil.pl/1353357392,Swiety-Breloczek-unboxing.htm
Jagodo, intencji nie musisz bronić, bo w ich szlachetność nikt nie wątpił. 🙂
Ja się zastanawiam nad innymi rzeczami. Co to np. oznacza, że MŚ miałaby zaprzestać „karykaturalnej krytyki”? Przecież jej krytyka, jakkolwiek ostra, nie była jednak z półki „te durne katole”. Nie sądzę też, prawdę mówiąc, żeby poczuła się nią dotknięta uboga starowina, której jedynym domem jest Kościół, bo ona z dużym prawdopodobieństwem w ogóle nie czyta MŚ. A z kolei ci, którzy czytają, mogą oczekiwać mowy jasnej: tak-tak, nie-nie. Poszukiwać jakiegoś autorytetu ze strony świeckiej, który bez owijania w bawełnę odważy się wytknąć instytucji kościelnej jej błędy. Nie po to, żeby pogłębiać podziały, tylko żeby oparcie mieli również ci, których domem są, nazwijmy to, oświeceniowe wartości.
Mam nadzieje, ze odnotowales, Piesku, moja powsciagliwosc? 😈
Mysle, ze moje trzecie imie powinno byc Powsciagliwosc.
Mordka Skromnosc i Powsciagliwosc. 😈
Można się potknąć o własne nogi Bobiku.
Rzecz w tym, że o półce, na której leży pisanie MŚ, decyduje odbiorca i wierz mi, że znam kilku ateuszy, którym ta półka bardzo blisko „tych durnych katoli” się wydaje a sam już od dawna w tychże okolicach to pisanie umieszczam.
Na pytanie co to oznaczać ma, że MŚ miałaby zaprzestać “karykaturalnej krytyki” w dużej mierze odpowiadasz sam: zaprzestać pisania, które nie rozróżnia, na co zwróciła uwagę Bortnowska i potencjalnie godzi w rzeczoną staruszkę, która może i nie czyta MŚ, ale np. jej wnuczek przeczyta i mu się nóż otworzy, opowie babci o nawiedzonej feministce, która z szaleństwem w oczach wali kijem wszędzie, gdzie tylko poczuje coś religijnego.
I smutno mi czytać, że ubogiej starowiny nie dotyka pisanie MŚ z tego tylko powodu, że prawdopodobnie tego nie czyta. To znaczy: czego oczy nie widzą… to grzechu nie ma.
Bez owijania w bawełnę – ależ proszę bardzo, ale im mniej bawełny, tym celniej trzeba i szczegółowiej, bo ciosy sięgają niewinnych.
Smutno mi z drugiego powodu: by się MŚ opamiętała, trzeba było użyć autorytetu kalibru, jakiego na zbyciu za dużo nie mamy. Lepiej późno niż wcale i godne pochwały posypanie głowy popiołem.
Tyle, że znając temperament MŚ wiem, jestem pewien, że za dni, tygodni parę zapomni i kolejny raz ją poniesie…
Przyznaję, że ja też nie czytam absolutnie wszystkiego, co pisze MŚ. 😉 To, co czytałem, z rzeczonej półki nie było.
Ze starowinką nie chodziło mi o „czego oczy nie widziały”, tylko o to, że ktoś, kto nie czyta, nie ma np. możliwości pomylenia krytyki instytucji z krytyką wiernych i odczucia wskutek tego dyskomfortu.
A jeżeli zdarzy się np. coś takiego, że ktoś, niekoniecznie już nawet MŚ, w bardzo ostrych i nielitościwych słowach wyrazi się o tzw. kościele toruńskim, wnuczek przeczyta i nóż mu się w kieszeni otworzy, bo uzna, że babcię mu ktoś zaatakował, to sorry, ale to jest pomieszanie z poplątaniem. Kościół toruński jako taki zasługuje na słowa nielitościwe i nie zmienia tego współczucie dla tych, którzy w jego tryby dostali się niejako przez przypadek.
Bobiku, czy wyobrażasz sobie, że mogą istnieć staruszki nie będące admiratorkami kościła toruńskiego a będące katoliczkami i w dodatku posiadające wnuczki umiejące odróżnić rzeczony kościół od normalnego katolicyzmu?
No proszę Cię…
Czyzbys, Mordko, nagle postanowil zostac kwakrem? Oni bardzo lubia takie imiona, no i jeszcze do tego to pacyfisci. Modesty, Reticence, Charity… 😉
Siodemeczko, dziekuje za ciekawy wywiad z Michnikiem. Zdazylam doczytac przed koncem dnia czasu srodkowo-europejskiego, bo zdaje sie, ze wtedy maja zniknac, albo w kazdym razie zamienic sie dynie ciagnieta przez myszy. 😉 A nie bylo to latwe, bo jednoczesnie zrobilam kruche spody (i gory) do dziekczynnych pies, a nawet – w ramach naglego napadu good housekeeping – spryskac Uggi przed zima, bo zimno sie robi, a snieg tutaj moze sie zdarzyc w kazdej chwili. 😉
To prawda co pisze zeen. Ja tez znam ateuszy, ktorzy uwazaja, ze parytet upokarza kobiety, albo, ze powolaniem kobiety jest kuche i kinder, ze aborcja jest zabijaniem i rozliczne inne popularne w Polsce poglady. I oni wszyscy beda oczywoscie uwazac, ze Profesor Sroda jest nawiedzona i niczym sie od mohera nie rozni, skoro takie dziwaczne rzeczy posiadla. A jeszcze wprawia ich w kompleksy, ze potrafi byc zabojczo dowcipna i kastrujaca, hehe.
Ja tam dziekuje Bogu, ze jest i ze mowi na glos to czego wielu komentatorow jak dotad nie wyartylulowalo.
Zeen, ja chyba nie do końca rozumiem, o co się teraz spieramy. O potrzebie „precyzji ciosów”, żeby nie dotykały tych, w których nie były wymierzone, sam wcześniej pisałem. I o tym, że trzeba nad tym pracować. Ale chyba zgodzisz się z tym, że są w polskim katolicyzmie zjawiska, które na ciosy (również ze strony samych katolików, nie tylko ateistów) zdecydowanie zasługują. I trudno przy każdej krytyce Radia M. czy stanowiska Episkopatu w jakiejś sprawie zaznaczać „ale to nie dotyczy starowinek, środowiska TP, księdza X, księdza Y, etc.”
Jak Ty napiszesz „wrednym i brzydkim psom nie należy dawać kiełbasy co najmniej przez rok”, nie dodając przy tym „nie mam tu na myśli Bobika”, to ja się w ogóle nie poczuję urażony, bo niby dlaczego miałeś mnie mieć na myśli, skoro piszesz o brzydkich i wrednych psach. 😆
Ale ktoś, kto czyta i komu ta retoryka pasuje, uczy się od pani profesor Środy języka pogardy. Oczywiście pani Środa ani nie jest w tym przedmiocie nauczycielką jedyną, ani najznamienitszą, ani nawet najbardziej oddaną. Naucza raczej incydentalnie, bo zazwyczaj wypowiada się na inne tematy, ale jeśli już pisze o katolicyzmie, to przeważnie w taki oto sposób: http://www.wprost.pl/ar/220005/Newsy-z-Polski-K/?pg=1
Nie pisze nieprawdy. Zjawiska te istnieją i pewnie nawet tę staruszkę z przywołanego tu stereotypu opisują. Czy opisują przeciętnego polskiego chrześcijanina? Nie sądzę. Jeśli jeszcze przywołać skojarzenie, które większość użytkowników języka polskiego ma ze skrótem „k…”, to podprogowo może to wywołać efekt „te durne katole”. MŚ ma skłonność do wypowiadania się w podobnym duchu, do czego oczywiście ma prawo, ale im bardziej zamierza być laickim sumieniem narodu, tym bardziej musi sie zastanawiać nad emocjami, które jej wypowiedzi mogą wywoływać.
Ad Zmora i jej nie-matafora 😉
Chciała Zmora powołać przykład swoich sąsiadów, ale napisała o „schronieniu”, które wcześniej zostało użyte jako określenie kościoła, czy też katolicyzmu. Słowo wstukane w klawiaturę nie nadążyło za myślą, która już była przy brudnych podwórkach. A więc nawet nie niezręczna metafora, tylko ewidentny błąd. Ja się na Ciebie, Zmoro nie gniewam. Ty mnie nawet nie uraziłaś, bo mnie to na poziomie emocjonalnym w sumie ani ziębi, ani grzeje, ale był to – przyznasz – piękny przykład, jak strony mogą się ranić nawzajem, jak przez nieuważność, niezręczny dobór słów, możemy nieświadomie kopać rowy trudne do zasypania. Skoro taka sytuacja mogła się zdrzyć tutaj, gdzie 1) jest pewien czas na przemyślenie wypowiedzi, choćby przez to, że trzeba ją wstukać w klawiaturę, 2) trochę się znamy 3) mamy możliwość prostowania na bieżąco ewentualnych niezręczności 4) poziom wykształcenia piszących i czytających jest nieco wyższy od średniej krajowej (i zakładam, że jest to prawdą dla wszystkich krajów, w których zamieszkujemy), to nie ma się co dziwić, że podobnych sytuacji jest więcej w życiu codziennym czy w debacie publicznej prowadzonej za pośrednictwem mass mediów.
Sądzę więc, że list Haliny Bortnowskiej jest jak najbardziej na miejscu.
” uczy się od pani profesor Środy języka pogardy”? I przytczony felietn o egzorcystach i nauczaniu satanologicznym prowadzonym przy parafiach ma byc przykladem na jezyk pogardy? Odwiedz Vesper katedre w Oliwie i uslyszysz prawdziwy jezyk pogardy, jak ja uslyszalam kilka lat temu gdy odwiedzilam z kolezankami piekna katedre niewidziana od czasu szkolnych wycieczek. I absolutnie nikt w przepelnionym kosciele na mszy na sw. Szczepana nie reagowal negatywnie na jezyk plynacy z ambony.
Jeden dzień z życia Blogu Bobika dostarcza przykładów na wiele zjawisk, również tych, które bywalcy bardzo piętnują. Skoro jesteś, Heleno, przy braku reakcji to pokaż mi proszę, gdzie jest reakcja Gospodarza na słowa Andsola do Klakiera: „Nawiasem, jak Ty to robisz, że choć zupełnie Cię nie znam to tak Cię nie lubię?”.
Uważamy się za stojących wyżej w rozwoju moralnym od głoszących nienawiść z ambon, a jednak nikt nie reaguje. Konformizm społeczny ma wiele twarzy.
vesper, pomóż zrozumieć. Chodzi mi o ten podlinkowany tekst p. Środy o egzorcystach i szatanach. Czy Twoim zdaniem temat egzorcyzmów nie powinien być podejmowany publicznie przez ludzi spoza KrK? A może rzecz w stylu, w tym wypadku jaki styl miałabyś za dopuszczalny? I czy Twoim zdaniem delikatność względem tego tematu ma jakiś związek z szacunkiem dla religii?
Jeśli dobrze rozumiem, nie było tu Ciebie przez pewien czas, bo zjawiska z tej dziedziny widziałaś jako niedopuszczalne – no to jak pamiętasz i ja mam coś takiego na moim koncie, pewne postawy jednej jedynej osoby uznałem za tak niedopuszczalne, że wolałem pożegnać się z całym towarzystwem. I z pewnością nie chciałbym być przyczyną podobnego odejścia jakiejś myślącej i sensownie piszącej osoby – ale gdzie biegnie Twoja granica dopuszczalnego?
Na przykład, czy jeśli w Sieci pojawi się wielbiciel Kuby Fidela i opowiada kompletne i weryfikowalne nonsensy o dobrobycie tam kwitnącym, to będziesz uważała, że katolicy nie powinni obśmiewać się z tego jak norki, bo to może dotknąć uczuć społecznych piszącego, a te powinniśmy szanować?
Może wyjaśnię swoje własne nastawienie (oczywiście w razie potrzeby zachowane na własny użytek, a w razie dobre argumentacji modyfikowalne). Myślę, że póki ludzie podzielający pewne przekonania (lista dyskusyjna, portal podobny do Frondy) piszą tam o świecie w stylu „wierzę, sądzę, chciałabym”, wymogi kultury współżycia w Sieci zabraniają mi wchodzenie tam i opowiadanie im w co ja nie wierzę i co myślę o pewnych wierzeniach. Ale gdy w tekstach otwartych dla świata używają trybu oznajmującego, nierzadko zapewniając, że coś ma poparcie nauki czy oglądu rzeczywistości, to nie ma w tym momencie żadnych ograniczeń dyskusyjnych, bowiem nie mówią już o swych wewnętrznych przekonaniach a o realnym świecie.
Czyli jeśli egzorcysta mówi: „wierzę, że andsol jest opętany przez szatana”, mam to za jego problem. Ale gdybym był małą dziewczynką i on mi wrzeszczał do ucha, że mają ze mnie wyjść szatany, to jestem przekonany, że egzorcystą i moją mamą powinna zająć się policja.
U nas na blogu, Vesper, panuje taka swiecka tradycja, ze bijemy Murzynow. Zwlaszcza tych passive agressive.
Andsolu, problem widzę w zestawieniu faktów. Zestawieniu poczynionym świadomie, w celach perswazyjnych, wszak MŚ włada piórem zawodowo. MŚ wrzuca do jednego worka egzorcystę i jego Bogu ducha winną ofiarę oraz Chrystusa ze Świebodzina i kolejkę gondolową, którą można podjechać do oka Króla Wszechświata. W tytule mamy Polskę K, co dopiero bardzo małym druczkiem w przypisie jest objaśnione jako „Katolicką”, ale pierwsze skojarzenie już u czytalnika powstało. Tekst nie został napisany, by poddać debacie zjawisko egzorcyzmów, tylko by obśmiać katolicyzm. Owszem, to jego wydanie, które być może jest do obśmiania, ale bez zastrzeżenia, że nie obśmiewamy wszystkich identyfikujących się jako katolicy.
Jak pisałam, mnie to osobiście nie dotyka, ale przyglądając się nastrojom widzę, że rozmowy nie ułatwia. Rozumiem, że temperament polemiczny i satyryczna żyłka mogą MŚ poprowadzić również w takim kierunku. Ale dyskutujemy o tym, czy HB mogła napisać to, co napisała i czy akurat do MŚ, więc zabieram głos, popierając swą tezę przykładem.
Trzeba jednak wziąć też pod uwagę prawa, jakimi rządzi się publicystyka, czy też gatunki literackie. Kiedy np. pisze się pamflet, to się słów nie łagodzi, tylko wręcz przeciwnie, wyostrza. Kiedy używa się ironii jako środka literackiego, to przecież nie po to, żeby sprawić wrażenie pojednawcze. Kiedy się sięga po tzw. ostrze satyry, to też nie w celu zamazywania konturów. Wielcy publicyści (co niekoniecznie znacza ci, z którymi się zgadzam 😉 ) nigdy nie pisywali w letnich temperaturach i właśnie za to ich cenimy. 😉
Nie wiem, czy MŚ chce być laickim sumieniem narodu. Ja jej – przy całym uznaniu – nie traktuję w ten sposób. Jest dla mnie osobą, która często mówi to, co ja myślę i robi to z dużym nerwem publicystycznym. Kiedy ironizuje, rozumiem, że ta ironia dotyczy zjawisk, które ją bolą lub doprowadzają do białej gorączki. A że mnie często boli to samo, jestem jej wdzięczna, że to artykułuje. Co nie znaczy, że czasem nie posunie się o jeden most za daleko. To się każdemu może zdarzyć i wtedy, w konkretnych przypadkach, można to wytknąć. Ale tu wracamy znowu do tego, że trzeba się starać o uważność i precyzję wypowiedzi, czyli do tego, co już było mówione. 😉
Tak, Bobiku, zgoda. Jeśli jeszcze dodać do tego, że fajnie by było pracować nad świadomością własnych niedoskonałości z zakresie i precyzji wypowiedzi, i niezawsze do końca szlachetnych motywów, to byłoby już to, o co chodzi. Przecież każdemu z nas się zdarza chlapnąć coś, nie całkiem niewinnie. Mi się na przykład właśnie niniejszym oraz tym, co powyżej, zdarzyło. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie zabiorę głosu na Blogu Bobika w innej sprawie niż koty i masz babo placek. Zamykam się więc, przepraszam, jeśli komuś za bardzo podłubałam w oku, w poszukiwaniu źdźbła i idę spać. Mam nadzieję, że belki w moich własnych oczach nie przeszkodzą mi zasnąć. Dobranoc.
Vesper, my chyba nie dyskutujemy o tym, czy HB mogła napisać to, co napisała. Oczywiście że mogła, a któż by jej zabraniał? Dyskusja toczy się o tym, czy we wszystkim, co napisała, miała rację. Jedni uważają że tak, inni że nie, ja np. napisałem, że miałem uczucia mieszane – cała gama reakcji. I bardzo dobrze, że nie było jednomyślności Ale nikt nie atakował osobiście Pani Haliny, ani nie uważał, że za coś jej tam „się należało”. Więc może warto, żebyśmy zachowali się równie kurtuazyjnie wobec Pani Magdaleny, zwłaszcza kiedy mowa o zasypywaniu rowów? 😉
Osobno na temat, dlaczego nie zareagowałem, kiedy andsol ujawnił Klakierowi, że go nie lubi. Bo nie był to jakiś nieuzasadniony zarzut wobec Klakiera, czy atak przy pomocy argumentów poniżej pasa, tylko, że tak powiem, oświadczenie andsola na temat jego własnego stanu emocjonalnego. Nieraz broniłem Klakiera, kiedy wydawało mi się, że został źle zrozumiany, ale nikogo nie da się obronić przed uczuciami, jakie ktoś wobec niego żywi. Ani od nikogo zażądać, żeby swoje uczucia odwołał.
Oczywiście znacznie by mi było przyjemniej, gdyby wszyscy wszystkich lubili, ale nawet tak naiwny szczeniak jak ja zdążył się już nauczyć, że tak dobrze to w życiu po prostu ni ma. 🙁
Niemniej jednak skorzystam z okazji do wyrażenia nadziei, że negatywne deklaracje uczuciowe nie staną się na blogu praktyką powszechną, bo długo byśmy ze sobą w ten sposób nie wytrzymali. 😉
Popatrz, Bobiku, zaczelo sie od dyskusji, z wlasciwie nie tak wielka roznica zdan, na temat dwoch osob o roznych swiatopogladach, i pogladach na wiele spraw, rozmawiajacych ze soba ze szczegolna klasa (nawet jesli mozna bylo sie spierac o szczegoly i poczatkowego listu, i odpowiedzi na niego), a zeszlo w koncu na cos zupelnie innego (wystawiania sobie nawzajem blogowych rachunkow, oceniania calej osoby, albo i calego blogu?). 🙁
No nic, jutro jest nastepny dzien, i moze lepiej go zaczac, tak, jak to robia niektorzy – od wyrzucenia starych talerzy przez okno – byle nie na przypadkowych przechodniow – i zaczecia na nowo. 😉
A mowiac o talerzach, to zdalam sobie wlasnie sprawe, ze jeden polmisek w zeszlym roku padl ofiara nieszczesliwego wypadku, i ze jutro musze kupic cos w zastepstwie. Obawiam sie, ze w towarzystwie wielu, pewnie zbyt wielu osob, ktore dokonaly wlasnie podobnego odkrycia. 😉
Uff… widze, ze prasowa debata dwoch autorytetow zaowocowala intensywna blogowa dyskusja, z dogodnym wystawianiem blogowych rachunkow wlacznie, choc pretekst to zawsze sie znajdzie.
Dla jasnosci, Bobiku, to ja nie czuje, ze moge tu pisac tylko o trywialnych sprawach, bo ogolny ton, ktory jest tobie jako Gospodarzowi bliski, i ktory promujesz firmujac swoj blog, jest i mnie bliski. Choc nie w kazdej sprawie sie zgadzamy.
Moniko, masz racje jak zwykle… Jutro jest dobrze zaczac od swiezego spojrzenia, rowniez na stan domowej porcelany. Nasz rynek zostal ostatnio zasypany pieknymi portugalskimi wyrobami ceramicznymi, caesto zaro-odpornymi, o rustykalnej estetyce. Bardzo pasuja do wszystkiego!
Talerze i wogole stare rzeczy (wlacznie z np. telewizorami) wyrzuca sie we Wloszech przez okna w Sylwestra. Jezeli wybieracie sie na Sylwestra do Wloch, to uwazajcie na spadajace z nieba meble, urzadzenia i przedmioty!
Wlasnie o takim rustykalnym portugalskim polmisku myslalam, Kroliku. Podoba mi sie, ze kazdy z nich jest troche inny, nie ma dwoch identycznych, i w ogole sa wabi sabi, a wabi sabi z kolei mnie od zawsze, odkad siebie pamietam, chwyta za serce, choc nazwe dla tej kategorii estetycznej poznalam juz nie w dziecinstwie.
Wabi-sabi: prostota, niedosknalosc, asymetria, piekno i utylitarnosc! Tak, to wlasnie jest ta portugalska ceramika!
Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂 🙂
szeleszcze
herbata
🙂 😀
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
Herbata 🙂
Poranny spacer. Nucę tak sobie pod nosem
„…kocha. lubi, szanuje
w myśli, w mowie, w sercu,
kocha, lubi……”
Wabi – sabi
Bry!
A to dzisiaj nie środa? Jakoś ciężko od rana… tylko się lekko zrobiło, gdy podczytałem wypowiedzi, bo blog najwyraźniej wraca do stanu równowagi, czyli się kopią po kostkach 😉
Klakier jest cenny, bo inny. Nawet jak zirytuje, a umie on, oj umie. Ale „innym” się wybacza!
w tym rzecz Tadeuszu, „innym”… nie tak łatwo zasłużyć na status innego, z immunitetem na kostki, którego się wielkodusznie toleruje 🙄
i tak mi się pomyślało, że zwykłe zasypywanie rowów to marnotrawstwo. ileż by się dało przy okazji zakopać w 🙄
Dzień dobry 🙂
Jakie marnotrawstwo? 😯 No dobra, czasem się jakiś talerz przez okno wyciepnie, ale potem zaraz bierzemy się do zakopywania jego szczątków w tych rowach. To niby nie jest oszczędnie i zapobiegliwie?
W każdym razie lepsze szczątki w rowach niż trupy w szafach. 😈
Dzień może z wygądu podobny do środy, ale zaręczam Wam, że w głębi swego serca jest porządnym, uczciwym wtorkiem. I można go przejść krokiem Irka, podśpiewując pod nosem wabi-sabi. 😀
Łapię i odstawiam do kredensu talerz, który przyniósł Tadeusz, żeby przypadkiem nie skończył jako zjawisko archeologiczne (talerz, nie Tadeusz). Fraza cenny bo inny zawsze bardzo do mnie przemawia i nawet kiedy ktoś jest Wielkim Mistrzem Wzbudzania Irytacji, mogę się z nim wykłócać po pachy, ale jego obecność nadal sobie cenię. Bo „irytujące” to nie to samo, co „nie do przyjęcia”. Choć trzeba też przy tym zauważyć, że ktoś, kto wkłada kij w mrowisko, musi się liczyć z tym, że go mrówki oblezą. 😉
Celowo tak to ogólnie formułuję, bo biedny Klakier ma już pewnie okropnego pypcia na języku i może to być dla niego krępujące. 😉
😯
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12888210,Prokuratura_i_ABW__planowano_zamach_terrorystyczny.html
Słoneczne dzień dobry 🙂
Nie będę kopać, ani zasypywać. Będę grabić. To taka kojąca i, zarazem, irytująca czynność. Likwiduje dołki, górki i śmieci, ale przecież nie raz na zawsze. Ucheta się człowiek, zmacha, a za jakiś czas trzeba robić to samo. Ogród nie robi mi na złość, on po prostu żyje. On pracuje i wymaga mojej ciągłej pracy.
Idę ładzić 🙂
Dzień dobry 🙂
słoneczny, zapowiada się pięknie. Oby był dobry dla wszystkich.
Sądzę, że wymiana poglądów pomiędzy HB i MŚ spełniła swoje społeczne zadanie. Co kto z tego zrozumie, to inna sprawa. Liczy się sam namysł. Zwrócenie uwagi na pewne kwestie. To, co zostało posiane, niech dojrzewa w głowach i sercach. Może wykiełkuje coś dobrego.
Jedna rzecz, w nocnej dyskusji, bardzo mnie zaskoczyła. Skąd pomysł, że zagubionymi, szukajacymi duchowego schonienia w kościele są tylko/przede wszystkim „toruńskie staruszki”?
Tacy ludzie są w każdym przedziale wiekowym i w każdej warstwie społecznej.
Aga,
pyszna historia pocztowa. I ten talent literacki narratorki. Jestem pod wrażeniem.
Jagodo, toruńskie staruszki za symbola tylko robiły. Pars pro toto. 😉
Dzień dobry,
od rana groza – zatrzymano polskiego Breivika… cóż. Nie dziwi mnie to, nie dziwi mnie nic. Takie czasy.
Wczoraj wieczorem nie zaglądałam do Koszyczka i teraz dopiero przeczytałam wczorajszą wymianę zdań. Patrząc więc z zewnątrz wyrażę swój pogląd, że jej przedmiotem była umiejętność czytania ze zrozumieniem. I tak, to prawda, wielu, bardzo wielu ludzi nie czyta ze zrozumieniem. Nawet prawdopodobnie większość. To stwierdzenie faktu, nie ocena. Tak po prostu jest.
Intencje vesper i zeena rozumiem tak, że prof. Środa powinna swój język powściągnąć, żeby nie drażnić tych, co nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Ja bym postulowała raczej, by pisała w ten sposób, aby to zrozumienie przyszło. By edukowała, zamiast etykietować. Ale, jak Bobik słusznie powiedział, felietony są rodzajem tekstu, w którym wyostrzenie języka i tezy jest dopuszczalne, a nawet wskazane. A przecież nie możemy prof. Środzie wskazywać formy, w jakiej ma pisać. Zwłaszcza że „Wprost” i „GW” zamawiają u niej właśnie felietony.
Mam nadzieję, że zeen o 00:26 żartował. Ja znam w każdym razie wiele starszych pań, katoliczek, nie będących admiratorkami kościoła toruńskiego. (Spotykam je np. w filharmonii 🙂 )
A w felietonie zlinkowanym przez vesper naprawdę nie wiem, co jest złego. Ale Bobik już to wszystko napisał i nie mam co do tego dodać.
Zszokowała mnie okropnie ta wiadomość o przygotowywanym zamachu bombowym i teraz zacząłem odkrywać, dlaczego aż tak. Doszukałem się mianowicie w swej psiej duszy jakiegoś dziwnego, z bardzo chyba dawnych czasów pochodzącego przekonania, że „takie rzeczy” to gdzie indziej, a polska wieś, mimo wszelkich bijatyk na weselu, jednak zaciszna i spokojna.
No wiem, bijcie mnie, bom durny i należy mi się łomot. 😳 Szaleńcy zdarzają się wszędzie. Ale jakoś mi wcale nie jest lepiej od tej trzeźwej konstatacji. 🙁
Bobiku,
skoro za symbola, to nie bedę im tej zaszczytnej roli siłą wydzierać 😉
A tego niedoszlego zamachowaca to jak nic Tusku osoboscie podrzucil aby PiSowi dokuczac. Aby moc powiedziec: „Nie zabijajcie nas!”.
No cóż, chyba to się musiało zdarzyć, wcześniej czy później.
Nie brakowało przecież nawoływań do wyjscia na ulicę. Atakowania budynków urzędów państwowych.
Może wreszcie prokuratura ruszy tyłek i zajmie się innymi brunatnymi pogróżkami 👿
znowu vesper narozrabiała? 😯 co koszyk robi z porządnymi ludźmi… 🙄
Foma, sam proponowałeś, żeby zakopywać w rowach, a nie wykopywać z. 😆
vesper zakopać? nie, tego nie proponowałem
Obawiam się, że prokuratura ma raczej skłonności do działania na zasadzie że Stasiek, że koń, że drzewo. Ale oczywiście nie miałbym nic przeciwko byciu w tym wypadku fałszywym prorokiem. 🙄
Dżizas, to coś naprawdę przerażającego. Oglądam właśnie konferencję ABW. To nie był jeden szaleniec. Oni się organizowali. Cała organizacja zbrojna, profesjonalnie się przygotowująca. Czynności śledcze w wielu miastach. O rany 😯
Nie mogę się oprzeć, żeby a propos kopania nie przytoczyć zapamiętanych z liceuma skrzydlatych słów mjra Łanuszki od przysposobienia obronnego: nikt nie będzie kopał pojedynczemu żołnierzowi! 😆
O rany!
O matko. To mnie Kierowniczka dobiła.
Podziwiam ABW za profesjonalizm. Prowadzili intensywnie to śledztwo praktycznie od początku listopada i do dziś nie było żadnego przecieku w tej sprawie. Dzięki temu uniknęliśmy czegoś naprawdę przerażającego, bez żadnych żartów!
Właśnie pokazali filmik z próbną eksplozją 250 kg ładunku, jakiej dokonała grupa. W planach było zdecydowanie 4 ton takiego ładunku!
Zdetonowanie oczywiście, To nerwy.
To potezna bomba polityczna tez.
Też mi jakoś nie do żartów w tej sprawie. I chyba nie mniej niż planowany zamach przerażają mnie takie komentarze, które natychmiast pojawiły się w necie:
Mam nadzieję, że chociaż trochę stracha napędził tej hołocie na Wiejskiej. O ile to nie jest jakaś dziwaczna rozgrywka razwiedki oczywiście.
Rudy i spolka nie maja juz pomyslu na rzadzenie i sami organizuja szopki zeby udawac meczennikow.
Czy to byl talib planujacy odwet za okupacje kraju – nie to byl Polak ktory mial dosc ;D jak wiekszosc narodu ma dosc tego nepotyzmu politycznego i rozkradania panstwa.
Nie potrafię tego odfajkować pobłażliwym słowem „głupota”.
O cholera, lecę na dół przed telewizor 😯
No i czemu się denerwujecie? Zaraz się dowiemy, że to pic na wodę, fotomontaż i przykrywka, a ofiarami niesłychanej prowokacji tuskowych służb są Genetycznie Patriotyczni Prawdziwi Polacy.
Ten główny facet – mówi właśnie prokurator – nie należy do żadnej partii, ale kierował się pobudkami, cytuję, „narodowościowymi, nacjonalistycznymi, ksenofobicznymi i antysemickimi”. Nic nie zmyślam.
Mieli wysadzić w powietrze sam sejm, ale wtedy, gdy byłby tam podczas posiedzenia premier i prezydent.
Źle napisałam wyżej – ta osoba była rozpracowywana „od końca ubiegłego roku”. Tym większy podziw dla ABW.
Bobiku,
skoro prokuratura nie zareagowała z urzędu na zamknięcie łańcuchami Seju RP przez Solidarność, to można teraz pobawić się bombami …… (tu wszystkie brzydkie słowa, jakie znam i jakich się tylko domyślam) 👿
Już się dowiadujemy, Haneczko. 🙁
Zastanawiua mnie to co przeczytalam: ze zatrzymano podejrzanego (jednego!) i przesluchano swiadkow. To wskazywaloby raczej na jednego wariata? Nie?
Nie, zatrzymano trzech. Pozostałym dwóm nie można było na razie przedstawić zarzutów innych niż posiadanie broni.
Wiecie co, niedawno napisałem tu o tym, że widać w necie różne skrajnie prawicowe grupy, które aż piszczą do jakiegoś „czynu zbrojnego” i potem sam się zacząłem zastanawiać, czy nie jestem panikarzem i nie traktuję zbyt serio durnej kłapaniny. Ale jak widać słowo może głupotą wylecieć, a bombą wrócić.
Oskarżony twierdził, że osoby sprawujące władzę w Polsce to „obcy” – mówią śledczy.
Tu relacja na bieżąco z konferencji:
http://wyborcza.pl/relacje/1,126862,12888366,Udaremniono_zamach_na_najwyzsze_wladze_w_Polsce.html?bo=1
Niemiec też o tym pisze
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12887595,Niemcy___Na_ulice_Polski_wrocila_tradycja__ktora_doprowadzila.html?lokale=lublin
Jak już o Niemcach, to dorzucę, że wczoraj słuchałem audycji radiowej o sytuacji politycznej w Polsce, w której cytowano obficie Gowina, załamując ręce, jak podobne rzeczy może opowiadać minister sprawiedliwości. A była to apolityczna stacja, która stara się żadnych sympatii ani w prawo, ani w lewo nie ujawniać.
jak się szuka, zawsze się coś znajdzie. dlatego dobrze jest odróżnić wystąpienie incydentalne od systemowego
Co prosze?
W przypaku Brunona K. wszelkie teorie o”wykluczonych” biorą w łeb – powodziło mu się całkiem przyzwoicie.
http://wyborcza.pl/1,75248,12888522,Zatrzymany_przez_ABW_to_Brunon_K___adiunkt_Uniwersytetu.html
prościej: uogólnianie na podstawie pojedynczego przypadku obarczoje jest dużym prawdopodobieństwem tworzenia nieistniejących światów
Ide wziac cos na uspokojenie. Moja mama pracuje w sejmie. Moja siostra tez tam czasem bywa w ramach swoich zawodowych obowiazkow.
Ale w odniesieniu do czego, Fomo? Slow Gowina?
Z konferencji PiSu: ” Trudno domniemywać, jakie miał poglądy, skoro nie zrobiono profilu psychologicznego.”.
słów Gowina, słów kogoś innego, Brunona K. i całe mnóstwo innych tego typu drobiazgów.
łapię się ostatnio na tym, że choć słucham rano TOK FM to nic mi nie zostaje w głowie, bo właściwie nic nie ma dłuższego bytu niż dzień-dwa. żadna wielka strata z odpuszczenia sobie, chyba że ktoś właśnie to lubi i musi się czymś krótkotrwałym pobudzić
Foma, jesli to wszystko co podaje na konferencji prasowej prokuratura JEST prawda, to nie bedzie to latka-jednodniowka tylko bardzp duza sprawa, sledzona przez caly swiat i z powaznymi konsekwencja,i na polskiej scenie..
Troche mnie niepokoi ten pospiech z ujawnianiem szczegolow sledztwa przed jego zakonczeniem…
Oni twierdzą, że zabezpieczyli wszystkie dowody.
A śledztwo trwa rok.
Ale też mnie trochę dziwi, że nie poczekali jeszcze trochę. Może mimo tej zadziwiającej szczelności trochę bali się, że coś wycieknie.
Hmmmm.
Moje watpliwosci budza takze informacje o zdetonowaniu przez Brunona K 500 kg materialow wybuchowych, co pokazuje skonfiskowany rzekomo u niego film.
Jak mozna odpalic taki wybuch gdziekolwiek w Polsce i nie odnotowaly go zadne sejsmografy, a dopiero skonforskowany film mowi o wybuchu?
Sorry, foma, ale próba zamachu bombowego to nie jest drobiazg, nawet jeśli nie dotyczyłby najwyższych władz, tylko zwyczajnych ludzi.
Czy ktokolwiek może przekonywać Agę, której mama pracuje w Sejmie, a siostra tam często bywa, że w ogóle nie ma się czym przejmować, bo ewentualna jatka byłaby incydentalna, nie systemowa?
Piszą, że jego praca naukowa polegała między innymi na przeprowadzaniu wybuchów cokolwiek to znaczy.
Mnie te ogromne ilości materiałów wybuchowych też się dziwne wydały. Czy nie ma takiej możliwości, że facet się przechwala, a przesłuchujący – jak Gmyz – nie sprawdzili, co jest technicznie możliwe i łykają każdy kit?
W takiej wagi śledztwie powinno się szczególnie pilnować, żeby do wiadomości publicznej podawane były wyłącznie informacje absolutnie pewne.
Tak. Lepiej powiedziec za malo niz za duzo w takich prypadakch.
Czy 90 lat temu Niewiadomski byl systemowy czy incydentalny?
W Tok fm jakiś ekspert twierdzi, że zdobycie w Polsce 4 ton trotylu to nie jest żaden problem. 😯
Wciąż na nowo odkrywam, że ja nie mam pojęcia, w jakim świecie żyję. 🙄
I jak? trzyma sie go w piwnicy?
Serio pytam.
A tymczsem dostalam list z BBC z ptaniami czy bylam kiedykolwiek ofiara pedofilskich praktyk Sevile’a, znam inne ofiary, albo cokolwiek wiedzialam o jego prdofilskich praktykach na terenie korporacji. Jestem tez proszona o laskawa „kooperacje” z policja w tej sprawie. Taka sama koperta na moj adres przyszla do mojej E.
No, też sobie takie pytania zadaję, ale tylko pytam, żadnego hop nie mówię. Bo pamiętam, jak niemiecki sąd uznał za niewiarygodne zeznania pewnego mojego czeczeńskiego klienta, który m.in. mówił o przewożeniu jakichś materiałów wojskowych ciężarówką. Sędzia podchwytliwie zapytał, ile tego było, a kiedy klient rzucił liczbę, wyśmiał go, twierdząc tak „na oko”, że to absolutnie niemożliwe, żeby tyle a tyle ton zmieściło się w opisywanej ciężarówce. A potem adwokat w odwołaniu zadał sobie tyle trudu, żeby nie dowierzać wydajemisiom, a zwyczajnie policzyć. I okazało się, że dokładnie tyle włazi na ciężarówkę, ile klient powiedział.
Z komentarzy w necie wygląda, że każde dziecko wie, że saletra amonowa to jest znakomity środek wybuchowy.
Rolnicza uczelnia ma chyba różne magazyny w pomocniczych gospodarstwach.
No to policzmy. Przyjmując, że chodzi o trotyl. Wchodzi tego 1,56 g na cm3. Tona trotylu zajmuje 0,64 m3, cztery tony – 2,56 m3. Zmieści się w czterech skrzyniach o wymiarach 1x1x0,7 m. Na polityce się nie znam, ale taki ładunek bym umiał upchnąć w samochodzie, zwłaszcza, że ze względu na cel misji nie trzeba się martwić o stan zawieszenia i opon.
Każde dziecko się naoglądało filmów, lecz to prawda, każdy chemik umie przerobić nawozy sztuczne na materiał wybuchowy.
W Wiki stoi, że w zamachu z 26 lutego 1993 roku pod Północną Wieżą World Trade Center eksplodowała ciężarówka, wypełniona 682 kg azotanu amonu, zaparkowana w podziemnym garażu. W wyniku zamachu zginęło 6 osób, a ponad tysiąc zostało rannych. 🙁
Chyba był bez przeróbek.
Taką miałem cichą nadzieję, że ktoś weźmie i policzy. 😉 To faktycznie, takie 4 skrzynie (albo 8 mniejszych, żeby nosić było poręczniej) w byle piwnicy można przechować i do półciężarówki bez trudu załadować.
W porównaniu z handlowym nawozem pewne przeróbki były. To naprawdę jest proste, tylko trzeba mieć jakąś szopę na odludziu, bo strasznie śmierdzi. Jeżeli nie potrzebujemy produktu ślicznego, żółciutkiego i prasowanego w kostki oczywiście.
Breivik robił zakupy między innymi w Polsce. Badając jego polskie kontakty trafiono na Brunona K.. Nie wiem czy bezpośrednio czy pośrednio.
Nie lekceważę sprawy, ale pośmiać się z profesjolaizmu naszych służb chyba mogę?
Brunon K.
„Stwierdził też, że jego motywacja nie wynikała bezpośrednio z jego woli, ale działał pod wpływem siły sugestii innych osób.”
Pani Sawicka też ślozy lała, że ją tak ohydnie CBŚ podszedł.
„Portal dowiedział się również nieoficjalnie, że ABW prowadziła wokół domniemanego zamachowca grę operacyjną. Część z zwerbowanych przez niego pomocników miała także być współpracownikiem Agencji.”
Co nie wyklucza, że grupa liczyła trzech poruczników ABW i Brunona K.
„Według śledczych zatrzymano do tej pory jedną osobę. Mężczyzna był obserwowany od końca ubiegłego roku. Dodatkowo, w toku postępowania zatrzymano jeszcze dwie osoby, których zarzut ogranicza się do posiadania nielegalnych materiałów wybuchowych i broni. Sprawa ma charakter rozwojowy”
Jak sprawa ma charakter rozwojowy, to znaczy się g… wiedzą i będą teraz łapanki.
Ja na wsjaki słuczaj swoje kapiszony wyrzucam.
Choć wydarzenia ostatnich godzin przesuwają wczorajszą dyskusję za górną krawędź ekranu, to pozwolę sobie na krótko do niej powrócić. Ze swej strony podziękować Wszystkim i Każdemu z osobna za miłe słowa wypełnione życzliwością. Co do irytującej formy i treści moich tu wypowiedzi – no cóż pewnie jest to jakaś cecha charakteru. Nie było i nie jest moim zamiarem irytować kogokolwiek dla samej chęci irytowania. Mnie też czasem irytują niektóre tu wypowiedzi, może godzą w moją małomiasteczkową mentalność, może przewracają moje prywatne pomniki. Ale czytam wytrwale, bo to inny świat niż mój, inne spojrzenie na otaczający świat. Czasem się buntuję wewnętrznie, bo (może to wada) staram się w różnych wydarzeniach dostrzegać różne aspekty ( nie tylko jeden), zwłaszcza, że dzisiejszego świata ze względu na jego globalny charakter nie da się opisać niegdysiejszym sztywnym i niewzruszenie trwającym porządkiem małego miasteczka.
Nie zrozumiałem, dlaczego andsola zirytowała moja nieśmiała sugestia, aby wymienić się poglądami o sytuacji po Kongresie PSL-u. Napisałem tamto, bo wydaje mi się, że coś się w polityce polskiej zmieniło, czego sam nie umiem, z racji wiedzy jedynie medialnej, ocenić. W nadziei, że ktoś ma szersze spojrzenie i będzie się chciał z tym podzielić. Okazało się, że to jakiś „granat zaczepny”. Przecież nie chodzi o wojnę na poglądy (to sobie mogę obejrzeć w mediach). Czasem może warto wyjaskrawić poglądy, przesuwając się może i skrajnie w tę, czy inną stronę – wydaje mi się, że można się więcej dowiedzieć niż wtedy, kiedy robi się klakę poglądom ogólnie akceptowalnym. Ale czy to jest powód do negatywnych uczuć?
Czas jest zapalny i groźny, niekiedy w zupełnie nieistotnych szczegółach – ale mimo upływu lat, nie mogę zapomnieć jakiegoś dziadka w (chyba jeszcze przedwojennym wojskowym mundurze), wyraźnie spluwającego na mój widok, tylko dlatego , że szedłem ubrany w długi, czarny płaszcz i dlatego, że mam brodę.
Pan Prezydent to tak tylko przy okazji. Tam gdzie drwa rąbią … – Loża pana prezydenta znajduje się bezpośrednio nad klubem parlamentarnym PiS. Rozumiem, że zamach byłby wymierzony w klub PiS i pana prezydenta – oświadczył poseł PiS Antoni Macierewicz.
Brawo Klakier za wpis napisany zrozumialym, nie zakreconym jezykiem (i nie zaczepnym ) , ktory w 99% zrozumialam za pierwszym czytaniem.
Chce wierzyc, ze nie chcesz irytowac, tylko tak Ci wychodzi, kiedy piszesz np ze organ mi potrzebny to „Prawda”. Jak czytam, to nie wiem dlaczego kojarzysz mnie z Prawda (rownie dobrze moglbys mnie kojarzyc z Der Sturmerem, Morning Star lub Zenminzipao), nie wiem i czuje sie tym zaczepiona i lekko poirytowana. POtem tych lekkich poirytowan zbiera sie wiecej i staja sie one coraz wiekszym wkurzeniem, nad ktorym ledwo panuje.
O! To rozumiem! A jednak byl to zamach przygotowywany przeciwko PiSowi – slusznie wyjasnil Macierewicz.
Ja tez, podobnie jak zeen, reserve the judgment. Moze to intuicja, a moze dalam sie przekonac PiSowi, ze ta ekipa czesto kreci. Ale cos mnie tu nie pozwala przyjac absolutnie wszystkiego za dobra monete. Naprawde nie wiem.
Klakierze, Ty się uczysz współżyć blogowo z resztą, a reszta z Tobą. To coś jak sllnik na dotarciu. 🙂
Wiedziałem, że na Antka zawsze można liczyć w sprawie szybkich i jednoznacznych wyjaśnień. 😎
Pewną rezerwę i ja zachowuję, ale myślę, że trzeba przy tym odróżnić oświadczenia firmowane przez same służby od cytatów skądinąd, jak np. ten o „motywacji nie wynikającej bezpośrednio z własnej woli i działaniu pod wpływem siły sugestii innych osób”. Taka wypowiedź niedoszłego zamachowca może świadczyć o tym, że nie ma równo pod sufitem. Poczucie bycia sterowanym przez obcą, przemożną siłę jest typowe dla niektórych schorzeń psychicznych.
A mnie, niezależnie od tego, czy wszystko było dokładnie tak, jak dziś na konferencji opowiadano, przeraża fakt, że istnieją tacy faceci, którzy siedzą gdzieś w normalnych mieszkaniach, przy normalnych ulicach i opracowują plan zabicia iluś tam, w gruncie rzeczy przypadkowych osób. Wiem, że oni siedzą nie tylko wtedy, kiedy się o tym głośno trąbi, ale ja sobie to wtedy uświadamiam i na jakiś czas groza mnie ogarnia.
Za profejolaizm poproszę o nagrodę imienia Pięknej Heleny!
Tfu! profesjolaizm o czywizda…
Sorry, tym razem przeoczyłem. Już naprawiam. Nagroda zostaje uroczyście wręczona. 😈
Nasi politycy są niezastąpieni w błyskawicznym obracaniu w farsę wszystkiego, nawet Makbeta by przerobili w trymiga 🙂
No, Makbeta to i ja bym przerobił… Nie ukrywam, że nawet ze sporą przyjemnością. 😈
Dziękuję 😳
Dziękuję moim współpracownikom, czyli Wam – Drodzy i Szanowni Blogowianie, dziękuję mojej żonie, mojej córeczce, mamie, tatusiowi…
Bez Was by tego sukcesu nie było.
Wszystkich, których z braku czasu i przytomności umysłu pominąłem – bardzo przepraszam.
Dzięki Bogu – koniec.
Do zobaczenia za rok na wręczaniu kolejnych oskardów, którymi rok cały wykuwać będziemy Piękną Helenę 😆
Po Breiviku ciągle się obawiam następców, ludzi z zaburzeniami jest sporo w społeczeństwie i stwierdzam to z wielkim bólem serca, nie po to żeby okazywać niechęć, czy pogardę.
Część tych osób jest niebezpiecznych w różnym stopniu i nasileniu.
Poza tym mogą funkcjonować normalnie w społeczeństwie, bo każdy ma różne drobne dziwactwa.
„Nasi politycy”?
To znaczy część polityków, przy wydatnej pomocy mediów – mówiąc ściśle.
Ad Helena 20 listopad 12, 14:38
No cóż Heleno, tamta uwaga o „Prawdzie” w swej wymowie była zdecydowanie „nieelegancka”, przyznaję. Przepraszam za nią. Pozwól, że nie będę jej po czasie uzasadniał.
Jako wyszczerbiony zębem chwili talerz, proponuję wynieść na strych, czy do piwnicy.
Widze, ze Siodemeczka powaznie sie przestraszyla, ze nie wypowiadamy sie tu nalezycie scisle.
Relax, Girl! Take it easy 🙂
Klakierze, to co, nastepna filizanka jasminowej dla wszystkich, w ramach porannego wabi-sabi? 🙂 Ja osobiscie do tego lubie czasem solone migdaly i gorzka czekolade, ale kazdy moze wstawic co tam najbardziej mu do jasminu pasuje… 😉
A z tym wybuchem, to to nie tylko polski would-be Breivik, jesli wierzyc doniesieniom, ale takze polski Timothy McVeigh (odpowiedzialny za najwiekszy akt wewnetrznego terroyzmu w Stanach – wybuch w budynku federalnym w Oklahoma City, gdzie zgineli nie tylko urzednicy, petenci, ale i male dzieci, bo tam bylo takze pracownicze przedszkole, o czym zreszta McVeigh wiedzial, ale sie tym nie przejal).
W ogole retoryka latwo moze sie zamienic w czyny, przy sprzyjajacym klimacie. W Stanach zjawiskami tego typu zajmuje sie, oprocz organow scigania miedzy innym, i organizacja pod nazwa The Southern Antipoverty Law Center. Podaje ich strone w Wikipedii, bo oni maja spore, ponad czterdziestoletnie, doswiadczenie w sledzeniu jak slowa czasem zamieniaja sie w czyny, i dlaczego nie nalezy ich lekcewazyc:
http://en.wikipedia.org/wiki/Southern_Poverty_Law_Center
I jeszcze w ramach jasminowych, podrzuce to:
The thought manifests as the word;
The word manifests as the deed;
The deed develops into habit;
And habit hardens into character.
So watch the thought and its ways with care,
And let it spring form love
Born out of concern for all beings.
– The Buddha
mt 7 napisała słusznie.
To co się oglądało potem w sądzie – te rąsia, rąsia – było takim niewiarygodnym przesłaniem. Zobaczcie, temu facetowi podaje się rękę.
Mnie to przeraża 🙁
http://bielik.salon24.pl/465690,podpalacze-reichstagu-sejmu-rp
Ad Monika 20 listopad 12, 15:23
Z przyjemności. I gorzką czekoladą. 😀
Mnie tez, mt7.
O, widze, ze ktos oprocz mnie lubi gorzka czekolade, Klakierze. 🙂
Klakier,
mordo Ty moja 😀
Ku Chwale Czapli, Irku. 🙂
Wszyscy lubią gorzką czekoladę, a jak nie, to więcej zostanie dla mnie. 😎
Ktos mi wytlumaczy od kiedy kaczysci tacy nieufni w kwestiach zamachu? Prawdziwy trotyl tylko w Smolensku? 😯
Zrobiłam swoje, zgrabiłam.
Heleno, oni są wierni swoim zamachom. Cudze to nadużycie i uzurpacja.
Wolę mleczną 🙂
Dla mnie to wcale nie jest incydentalne i hipotetyczne. Jest groźne i nie należy tego lekceważyć.
😆 Haneczka.
Bardzo gorzka dla mni – 75%, cienka. Maya, z chili.
U Agnieszki Kublik jest rozmowa z Michnikiem na temat tamtej pisanej rozmowy.
Dla chcących:
http://wyborcza.pl/0,107323.html
Ja też najbardziej lubię gorzką, ale generalnie śledzika. 😉
Wreszcie jest normalnie. Każdy ma swój zamach, w który nie wierzy 🙂
Po namysle – ja tez sledzika.
To ja, że tak wyznania padają, najchętniej wytrawną (winę) i serek 😉
Sledzika do wszystkiego? 😯 Swoja droga, sledzik z herbata jasmonowa to dosc ciekawa wersja fusion cuisine. 😉
Ja tez lubie powyzej 70%, chetnie wyzej, i czasem z chili. Choc teraz sa i inne ciekawe polaczenia (jedno ze slonymi migdalami wlasnie, ale te mozna i chrupac na boku). A najbardziej jednak bez dodatkow. No i ksiazke, i film „Chocolat”… 😉
Back to normal?
Niejedzenie mięsa może za pewien czas stać się moralnym obowiązkiem, tak jak dziś równe traktowanie kobiet – mówił prof. Jan Hartman
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,12894161,Dlaczego_kot_jest_bardziej_ludzki_od_swini__DEBATA.html
😆
Herbata jaśminowa brrrr….
brrr! Właśnie, Tadeuszu.
Herbatę bardzo, ale bez dodatków smakowych.
Winę też lubię wytrawną, serki jak najbardziej.
Dla jednych brrr, a ja lubie. A sledzika znowu – shall I admit it here, bo to prawie tak niepatriotyczne, prawie tak jak nie wiedziec, co to Omega 3 – jakos mniej. A wino z serem (w rozneych wersjach i serow, i win) – jak najbardziej. I tak to jest z gustami kulinarnymi, i nie tylko. 😉
Moja ątróbka nie podziela mojego śledzikowego entuzjazmu, dlatego jest to dla mnie szczególny rarytas.
Ale kiedyś, dawno, dawno temu, kiedy byłam przy nadziei, takie mnie spierały chęci na powyższego w marynacie, że wpadałam do sklepu, kupowałam słoik i paluchami przed sklepem pożerałam zawartość. Ech, aż mi ślinka na wspomnienie cieknie. 😀
Tu pewien pan uważa, że Brunony K. chodzą stadami po ulicach i wreszcie któremuś się uda:
http://www.tokfm.pl/blogi/cleofas/2012/11/twarz_brunona_k/1
Mam nadzieję, że nie.
Film Chocolat byl cudny, ale ksiazka jeszcze lepsza. W filmie oni znaczaco zlagodzili krytyke Kosciola katolickiego, ktora w powiesci byla miazdzaca (autorka Joanna Harris jest katoliczka i chyba dlugo mieszkala na francuskiej prowincji. Jest nauczycielka z zawodu) .
Dobry wieczór z Katowic 🙂
Herbaty zieloną z jaśminem i pomarańczą właśnie się napiłam. Dobra była.
Odkryłam ostatnio (belgijską) ciemną czekoladę z ziarnkami czerwonego pieprzu – rewelacja! Kupiłam w Almie.
No niech będzie, że dobra. Kierownictwo znowu na muzycznych ścieżkach. 🙂
A Bobikowi pewnie się spodoba:
„nie mam dostatecznej motywacji etycznej, by przezwyciężyć pragnienie jedzenia mięsa.” 😀
Śledzik bardzo, ale wino osobno 😉 Herbatę z Tadeuszem i Siódemeczką 🙂 Michałki, Siódemeczko, kilogram dziennie 😳
Chocolaty nie widziałam i nie czytałam. 🙁
Rozejrzę się, ale tyle mam zaległości. 🙁 🙁 🙁
Jak już musi być czekolada, to najlepiej ta gorzka z pieprzem. Czerwony czy zielony mniej ważne, bo psy i tak kolory nie bardzo widzą. Ale zasadniczo to śledzik w charakterze sera, a serek z winą w roli desera. No i pasztetówka jako deser deserów.
Jeszcze jakaś książka kucharska do poczytania i już do raju niezbyt daleko. 🙂
Ja wiem, że nie o to Hartmanowi chodziło, ale jego przesłanie natychmiast przypomniało mi stare hasło „kobieta najlepszym przyjacielem człowieka”. 😈
Niestety coraz częściej głos ludu głosem Hadesu. Oto co pewien człek komentuje pod równie sympatycznym wpisem na blogu, poznanemu dzięki Babilasowi:
Na tych DZIADOW,to „zamachnac” sie GNOJEM szkoda !!!trzeba odwolac katastroficznego Tuska i niepismiennego BULA,bo z nich juz caly mojzeszowy SRALON sie smieje !!!!!
Nawiasem, owa blogerka to „obecnie adiunkt Akademii Leona Koźmińskiego.” Ktoś z Was zna tę uczelnię?
Zaczynamy robić konkurencję Łasuchom. Właśnie zadeserowałem – pannerone lodigiano z konfiturą z rabarbaru i migdałami 🙂
A pieprzną czekoladę kupię przy najbliższej bytności w Almie
Słuchajcie, muszę pochwalić Simchę. Wpadła do nas właścicielka, żeby omówić co i jak z przedłużeniem umowy na nasze lokum. I moja kotka, która przed momentem jeszcze szalała jak diabeł wcielony ze sznurkiem w pysku, ułożyła się na kanapie obok właścicielki i zrobiła minę najsłodszego kociaka na świecie. Właścicielka się rozanieliła i spotkanie było bardzo miłe. 😆
Bobik: To faktycznie, takie 4 skrzynie (albo 8 mniejszych, żeby nosić było poręczniej)
tez wole poreczniejsze paczki, waga nieistotna 🙄
Alienor, Koty mają wszystkie zwierze pod sobą.
Wybacz, Bobiku, ale taka jest prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma 😉
herbata herbaciana i juz
czekolada czekoladowa i juz
ksiazki drukowane i juz….. widac rys zadnym lewakiem jest
bywa
rysiu, a książki na czytniku odpadają? bo ze zdumieniem odkrywam, że z kindlem czytam zdecydowanie więcej
pstryk (Nisia gdzie TY- moze morze czy jak)
Andsol, ma bardzo dobrą opinię, jak wybuchła wojna Grossa z prawdziwymi Polakami, to tam odbyła się chyba pierwsza debata, gdzieś mam zdjęcia.
A Owczarek jest tam szefem od książek.
Rysiu, trzeba zajrzeć do łasuchów w poszukiwaniu Nisi. 🙂
foma, do czytania bynajmniej i owszem, do ogladania wole papier
https://lh3.googleusercontent.com/-64WWqQBbFws/UF7pwGSE85I/AAAAAAAAGzU/YTb_AtRiW6s/s1000/P9231237.JPG
do lasuchow? to lasuchowanie uwiodlo Nisie, a ja myslalem ze moze morze jak czesto bywalo 🙂 🙂
Tam też nie ma Nisi 🙁
Jak się kliknie w 'ciekawostki’, to otworzy się zdjęcie Owczarka z pracownikami, spécialité de la maison: 😀
http://www.kozminski.edu.pl/pl/o-uczelni/biblioteka/o-bibliotece/
i tam tez nie?
mgla/glma/gmla* winna
* co kto woli
To może wypłynęła w morze i pisze nową książkę.
Oni się tam przyjaźnią, to powinni wiedzieć.
Ale Haneczka też jest 'ona’ i nie wie, to trzeba się dowiedzieć koniecznie, bo może można ją jakoś wesprzeć duchowo, jeżeli tego potrzebuje
Na stronie Nisi i wydawnictwa też nic.
To chyba Trzeba Alicji zapytać.
No niech mie kule bija! Foma sie nawrocil na kindle’a!
Nie zebym komu wypominala, ale pamietam ten chor lekko zgorszonych „papierowcow”, kiedy sie pochwalilam, ze dostalam na urodziny kindle’a od E.!
Na kindle’u sie wspaniale czyta/ Ale nie tylko! Wszystkim cierpiacym na bezsennosc bardzo polecam sluchanie w ciemnosci ksiazki czytanej na glos komputerowo. Mozna sobie wybrac glos meski lub damski, wlaczyc , ale przedtem – bardzo wazne – zapamietac numer ostatniej przeczytanej samodzielnie strony. Po peciu minutach miarowego, monotonnego czytania czlowiek idzie w gleboka kime, zas budzac sie nazajutrz odkrywa, ze w nocy cala ksiazka zostala mu naglos przeczytana, wiec musi powrocic do tej strony, sprzed zgaszeniem swiatla.
MNie sie jeszcze ani razu nie udalo nie zasnac w ciagu pieciu minut od wlaczenia glosnego czytania. No, nigdy.
A glosy sa przyjemne, cieple i, rzecz ciekawa, bezblednie wymawiaja trudne nazwiska, obce slowa, skomplikowane nazwy wlasne etc. Nigdy mnie to zadziwiac nie przestaje.
Nisia była u Łasuchów w niedzielę jak Haneczka była na gęsinie 🙂
Gaszę światło i za 5 min…..
Irku, jesteś niezastąpiony 😀 Teraz mogę nawet na lwyby 😀
Dzięki, Irku, to znaczy, ze nic złego się nie dzieje.
Andsolu, ten blog nie jest niczym szczególnym ani wyjątkowym. Z klawiatur większości prawicowych komentatorów chlusta dziś nieprawdopodobna Niagara ścieków. Co jest dla mnie o tyle niepojęte, że gdyby ten zamach w Sejmie doszedł do skutku, to wybuch nie wybierałby, kto lewak, kto prawak. Czy nienawiść, u licha, odbiera nawet instynkt samozachowawczy? 😯
bo foma lubi niszowe gadżety 😈
Media oczywiście pękają w szwach od newsów o adiunkcie. Mnie zastanowiło jedno: w przytoczonym jego wpisie do internetu ten doktor nauk okazuje się półanalfabetą (czy to typowe dla Prawdziwych Polaków?). Z krótkiej i odstręczającej treścią notki cytuję: „masz racie”, „te zlo”, „niema”. Przecinki nieobecne.
Interesujące jest również, jak mały wyrok mu grozi – „do pięciu lat”.
Polskie e-wydania nie mają wersji czytanej i pisanej.
Poza tym, nie wiedzieć czemu, część osób nagrywających audiobooki modeluje głos dostosowując inny do każdej postaci. Wychodzą z tego monstrualne karykatury. Wrrrrrrrrrrr!
Kumo, to akurat mnie nie dziwi.
Ludzie rocznik < 40, przyzwyczajeni do super szybkich przekazów w SMS nie używają interpunkcji, całych wyrazów i nie zawracają sobie głowy ortografią.
Oni tak piszą i juszzzzzzzzzz.
Kumo, Jarutę też to uderzyło. Rektor mówi o nim „przeciętny pracownik”. Tak się zastanawiam nad przeciętnością, rektora i uczelni.
A pięć, bo zamiar, nie czyn. Tak tłumaczą.
Bobiku, czy po osobach lansujących zamach można się spodziewać racjonalnej refleksji?
Owszem, Kumo, można zauważyć taką prawidłowość, że im Prawdziwszy jakiś Polak, tym niechętniej traktuje takie obce słowa jak ortografia czy gramatyka.
Na tym zlinkowanym przez andsola blogu rzucił mi się np. w ślepia, czy może wręcz do gardła, taki komentarz, przepiękną, Prawdziwą polszczyzną pisany:
Czego sie boisz? Nic nie wprowadza bo osmieszliby sie na caly swiat.Oni wszystko chca zrobic w tym grajdorze .Nic co wychodzi poza Polske nie jest im na reke.
I to wcale nie jest żadne szczytowe osiągnięcie. To Prawdziwa normalka. 🙄
uraczony komentarzami z andsola linki pstrykam 🙂
pstryk
pstryk
pstryk
mt7, dziękuję. A więc to zarządzanie i finanse. I to jak wysoko notowane… Więc może nie wyznacza jakości uczelni widzenie świata jej adiunkta, pani Teresy Bochwic. Ciekawe, że na poziomie adiunktów wcale wcale sporo ludzi ma taki zdecydowany prokaczyński przechył. Coś w tym jest. ale może lepiej nie wiedzieć co.
Siodemeczko, ja jestem juszzzzzzzzzzzz cos pod prawie 60!
i tez tak pisze 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Akurat Kuma, bless’er, swoich studentow nie oszczedza i WYMAGA gramatyki i ortografii i jeszcze interpunkcje dorzuci for good measure. Nie mowiac o sensie. Nie ma letko z Kumom. . 🙂
Eee, Rysiu, a gdzież by! 😀
Heleno, toteż Kuma żyje w nierzeczywistości i teraz się dziwi 😀
Heleno, ręka mi drżała przy każdym przecinku.
w BRD mielismy ostatnio (od 2001r.) kilka nieudanych zamachow, nie do konca zorganizowanych grup terrorystycznych, ale nie moge sobie przypomniec takich masowych drwin z „nieudacznikow”, czy snutych teorii spiskowych o udziale sluzb i rzadu w „nieudacznikowaniu”, terroryzm od lewej do prawej strony jest smiertelnie powazna sprawa, czesto konczy sie Bervikem lub Zwickauer Terrorzelle
teraz w objecia……. 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Nacht Bobikowo
pstryk i ciemno 😆
Rysiu, tu jest Polska 🙄
Haneczko, ja tez jestem czasami obcyndalana bez pardonu przez Kume za literowki, ale zaraz wyciagam swiadectwo lekarskie: tu! tu jest napisane, ze mam ostry astygmatyzm i czasami, zwlaszcza pod koniec dnia, oczy sa tak zmeczone, ze nie widza.
Dlatego nie prowadze samochodu. Bo nie mam zaufania do swojego wzroku, ktory jest podobno na granicy dopuszczania do egzaminu na prawo jazdy. Ale ja przeciez wiem lepiej! Sercem!
Na jednym z pierwszych wykładów we Wrocławiu, które usłyszałem (czyli nie byłem jakimś adiunktem, a studentem pierwszego roku) usłyszałem od prof. Bronisława Knastera
uwagi, których nie potrafię zacytować dosłownie, ale w przybliżeniu tak brzmiały: nauka składa się ze zdań. Aby móc korzystać z nauki czy ją tworzyć trzeba umieć czytać i pisać. Kto ma trudności z jasnym rozumieniem zapisanych zdań czy z prostym wysłowieniem swoich myśli, powinien posiąść te zdolności, a dopiero potem zająć się studiowaniem nauki.
Nawiasem, na jego wykładzie usłyszeliśmy jak to Julian Tuwim ukląkł przed Steinhausem (za zwrot, że Ziemia to kula u nogi) i wiele tej klasy anegdot. Od innych osób dość szybko dowiedzieliśmy się o tym jak wszy jemu i Banachowi ratowały we Lwowie życie. Ale o małżeństwie z Marią Morską i wojennym ménage à trois dowiedziałem się dużo, dużo później. Co za czasy i ludzie, co za losy i dylematy…
Andsolu, ja usłyszałam, że autorytety są po to, żeby zadawać im pytania i niekoniecznie zgadzać się z odpowiedziami 🙂
Heleno, nie mam astygmatyzmu. Nic mnie nie usprawiedliwia.
Aforyzmy Hugo Steinhausa: 😀
http://pl.wikiquote.org/wiki/Hugo_Steinhaus
haneczko, to widzę, że żona nie jest mi autorytetem, bo ja muszę zgadzać się i nawet boję się myśleć co by było gdyby.
Już to widzę 😆 Zwłaszcza banie się myślenia 😉
E, zwykłych literówek to się tu nikt nie czepia, a co smakowitsze są nawet nagradzane. 🙂 Nie chodzi o literówki, a o posługiwanie się „tak w ogóle” językiem jakimś takim kulawym, owrzodziałym, niedomytym, szczerbatym.
Właściwie nie ma się co dziwić, że co ładniejsze myśli się do takiego języka nie garną. 🙄
Człowiek jest dowodem boskości zwierzęcia.
Zawsze wiedziałem, że porządny gość z tego Steinhausa. 😈
A mnie sie podoba to o stereoskopii.
A do tematu Prawdziwej Polszczyzny najbardziej pasuje to: Dzięki rozpowszechnieniu oświaty można dziś czytać, pisać i publikować, nie przestając być analfabetą. 😎
Lech Walesa znow mi zaimponowal! Wykonal bardzo pomyslowy manewr, kiedy Wyszkowski wbrew sadowemu nakazowi, zapowiedzial, ze nie zamierza przeraszac b. prezydenta za nazwanie go agentem. Tekst przeprosin zostal narzucony Wyszkowskiemu przez sad (t.zn. jak sie domyslam, uzgodniony przez adwokatow stron i w tej formie tak zaipsany w orzeczeniu sadowym).
Walesa zatem sam oplacil ogloszenie w TVN, ze „przepraszam Lecha Walese”, Wyszkowski oczywisce zaprzeczyl, ze przeprosil, ale zaprzeczenie i tak nie ma znaczenia, gdyz musi zwrcic Walesie koszty oswiadczenia w telewizji, inaczej wyegzekwuje to komornik!
No swietny numer!
Brawo, Lechu.
A w Psychiatryku24 straszliwe miotanie sie i zgrzytanie zebow z powodu Brunona.
Koniec wieczornej prasowki.
Dobry wieczór jeszcze raz, po powrocie do hotelu.
Teresę Bochwic znam. Niestety.
Nie, nie będę o polityce. Powiem tylko… o psach.
Teresa Bochwic była pańcią mamy naszej (nieżyjącej już niestety) Pumy. To ona sprawiła, że nasza psica była ciężko znerwicowaną zwierzyną.
Otóż sunia, mama Pumy, urodziła w tym miocie aż 12 szczeniaczków. Ta @#$%^& Bochwic obawiała się, że one coś swojej mamie mogą zrobić, więc trzymała je OSOBNO! Pieski więc nie bardzo miały się jak zsocjalizować.
Pumeczka była biedną psiną, nastroszoną do wszystkiego naokoło, jak się broń boże wykonało jakiś niewłaściwy ruch, potrafiła być agresywna. Raz ugryzła małego jeszcze Jaśka Śpiewaka, przykro to przyznać, ale coś z tym miała wspólnego nasza Helenka. Normalny pies by się tak nie zachował, ale Puma była wariatka. Dopiero na stare lata spoczciwiała. No i do rodziny, w tym mnie, choć byłam dochodząca, zawsze była bardzo pieściwa.
Tak więc ile razy myślę o Teresie Bochwic, to wrrr…
Taka była Puma:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/PumeczkaKawaEkPieseczka#
Aha, skąd my do Bochwic.
Otóż przyjaźni się ona z moją odwieczną przyjaciółką, osobą wielkiej poczciwości, która niestety ma teraz takie otoczenie, jakie ma, więc moje kontakty z nią się rozluźniły. Zna ją mt7 🙂
No ja z tym mialam tylko tyle, ze po ugryzieniu Jasia przez Pumeczke, wrocil on nazajutrz ze szkoly z okropnie spuchnietym policzkiem, tuz pod okiem. Poniewaz Mamy Jasia nie bylo w domu, musialam odwolac wazny wywiad i zaprowadzic Jaska do pobliskiego szpitala, gdzie dostal zastrzyk z antybiotykiem.
Pumeczka, jak sie przychodzilo do Siostry Pani Kierowniczki blya zamykana w drugim pokoju, ale jakos tego wieczoru, kiedy bylismy zaproszeni na kolacje musiala sie wyrwac i capnela Jasia, ktory zreszta zachowal sie bardzo szlachetnie i nie robil zadnych scen. Zreszta pieseczkowi Spewakow, Lampusiowi tez nic nie brakowalo jesli chodzi o capanie – wzieli sobie bowiem z zoo pol krwi dzikiego psa australijskiego – dingo (dyrekcja warzsawskiego zoo musiala upasc na glowe gdy poupychala szczeniaki z matki dingo po ludziach).
Żeby „wychowywać” szczeniaki w izolacji od matki to już naprawdę trzeba mieć coś nie teges. 👿
Dla równowagi mogę coś optymistycznego o psach, bo właśnie w wieczornych wiadomościach usłyszałem. Anglikom udało się przywrócić sparaliżowanemu jamnikowi sprawność przy pomocy komórek macierzystych pobranych ze śluzówki nosa. Przyznajcie, że to niesamowite. 🙂
Lampo, pol dingo byl ciekawym psem. Nieznajomych nie trawil, ale do mnie przychodzil i kladl ciezka glowe na kolananch. Kiedy go drapalam za uszkiem, patrzyl bardzo oddanym wzrokiem i nagle, nieoczekiwanie i jakby wbrew sobie zaczynaly mu sie odslaniac kly. Wtedy nalezalo bardzo spokojnie, unikajac naglych ruchow odsunac reke, a i tak potrafil bolesnie ugryzc. Po kazdm takim incydencie wyraznie sie wstydzil.
Kiedys bylam na spacerze z Lampo i szla jakas pani z dziewczynka, moze 5-letnia. Nagle dzieczynka zatrzymala sie przed psem i powiedziala: mamo, to przeciez jest dingo!
Ja zamarlam, a mama zaczela uspokajac dziewczynke mowiac – Nie , piesek tylko tak wyglada, to jest normalny domowy pies.
– To jest prawdziwy dingo – powiedzialo dobitnie dziecko.
Szybko sie oddalilam.
Ale byl to ponoc jedyny raz, kiedy ktos Lampusia rozpoznal i zdemaskowal.
Tak, wczoraj bylo o tym bardzo duzo w brytyjskiej prasie. POkazany byl jamnis, Jasper, ktory w 2008 roku przetracil sobie niefortunnym skokiem kregoslup i caly odwlok psa zostal sparalizowany. Pobrano mu ze sluzowek w buzi komorki, wyhodowano je in vitro, a nastepnie wszczepiono je w kregoslow. Wszczepione komorki stworzyly po krotkim czasie pomost miedzy zdrowymi komorkami nerwowymi a martwymi. Pies porzucil wozek inwalidzki (ktorym mial przytroczony do tylnej czesci kregoslupa) i obecnie lata po swoim ogrodzie jak wariat.
A komoki sluzowki dlatego, ze one bardzo sie szybko rozmnazaja laboratoryjnie.
I Jasper byl nie jedynym sparalizowanym psem. Oni w tej grupie doswiadczalnej mieli kilkanascie psow po rozlicznych wypadkach. Wszystkie w mniejszym lub wiekszym stopniu odzyskaly pelnosprawnosc.
Kregoslow? Nalezy mi sie jakas nagroda?
Za kręgosłów nagroda może być, ale przyznawanie Helenie nagrody Heleny jakoś by zbyt kumotersko wyglądało. Wobec tego uroczyście wręczam Ci Nagrodę im. Kota Mordechaja. 😆
Nagroda, ale nie za kręgosłów, a za komoki. Poczciwe stare japońskie komoki.
POnadto nawet sPOkojna Helena zakaziła się POwszechną manią POdnoszenia głosu w niektórych słowach.
A czemu niby japońskie? Piast Kołodziej w komokach zasuwał aż miło, kiedy Japończykom jeszcze nie śniło się o zrobieniu sobie drugiej Polski. 👿
Klakier, załatwione, nielubienie Ciebie jest skasowane i wymazane. Teraz już nie lubię Teresy Bochwic. Podziękuj Dorocie.
Bobiku, piastowskie komoki to była teoria związana ze słowiańskim pochodzeniem Biskupina. Potem odwołali.
To jeszcze sprzedam strzał Michała Babilasa, jak usłyszał, że zamachowiec w istocie celował w PiS: „ciekawe czy wkrótce wykryją ślady tupolewa na trotylu”.
To jest takie slowo – komoki? 😯 Nie musze googlowac?
Slady tupolewa na trotylu z pewnoscia w odpowiednim czasie zostana wykryte. Chialam zaproponowac komisje miedzynarodowa, ale przypomnialam sobie, ze juz nie wchodzi w rachuba, bo moga nam podrzucuc do komisji samych brzezinskich, jak juz oznajmil Psychowaty. W tej sytuacji pozostaje tylko Macierewicz jako specjalista od gmlistej pirotechniki. W koncu wiadomo juz, ze to na PiS zamachiwal sie dr Brunon.
Bobik, Helena chce się wykręcić z komoków. Zrób z tym coś, bo nie chcę przed snem łapać się za komoki, może od tego robi się siusiu.
Japońskie komoki z natury rzeczy nie mogą być Helenie bliskie. Było uwierzyć w słowiańską teorię pochodzenia komoków, to nie trzeba by było teraz latać i wołać psa na pomoc. 👿
Helena, a Ty nie jesteś półJaponka? Bo różne rzeczy o Tobie piszą…
Tego rzeczywiście nie można wykluczyć. Japończycy są wszędzie. I w przerwach między rządzeniem światem płodzą połówki dzieci, o których potem się pisze i pisze… 🙄
A jeśli tak to mogę spokojnie iść spać. Tym bardziej, że w jednym z brazylijskich antykwariatów stowarzyszonych w estante virtual była za owczy grosz Empty Cradles by Margaret Humphreys, o wysyłce jak zwierzątek roboczych tych tysięcy brytyjskich dzieci do Australii (ostatnia wysyłka przed 50 laty!!!), o czym wczoraj czytałem.
mgliscie 🙂
szeleszczaca sobie, radio sobie, w co wierzyc?
(przecinki stawiam, Kuma ma oko na te malutkie , . – ; : _ ’ # *)
😉
harbata herbaciana, goraca bardzo (nad kropka mysle jeszcze)
brykam
Tereny, S-Bahn, przeglad 😀
brykam fikam
Bry!
A może i na harbatę (do charbaty mnie nikt nie przekona!) czas…
Trza iść komoki do pracy zaprząc.
Wstałam bladym świtem, bo do przeglądu muszę się zaprowadzić. 🙁
Zajrzałam do andsolowego linka, a tam nieszczęścia dzieci z brytyjskich sierocińców.
Wygląda na to, ze jeszcze całkiem niedawno nikt się nad dziećmi nie rozczulał, a i teraz sieroca dola nie jest do pozazdroszczenia.
Lecę, to znaczy brykam, ale nie fikam, bo mi coś w plecy wlazło. 🙁
Ale może przejdzie. 🙂
Hej, Gromadko! 🙂
Pomyslnego przegladu, Siodemeczko.
Z plecow wylizie jak przjdzie nowa poduszka!
Dzień dobry 🙂
Ślady tupolewa na trotylu przepiękne 😆 😆 😆
Ślady tupolewa na trotylu podałam dalej, ku wielkiej uciesze otoczenia.
U nas w domu pomór grypowo-świnkowy, ale nie dajemy się.
O komórkach macierzystych ratujących psy mówili już u nas jakiś czas temu. W Polsce dzięki nim też już jest kilka szczęśliwych piesków. A procedura wcale nie jest u nas taka droga.
Tupolew na trotylu przepiękny. 😆
Dzień dobry,
przyprowadziłam się od przeglądu. Rozważałyśmy z panią doktor możliwość dokwaterowania się niejakiego doktora A.
Nic mądrego nie wymyśliłyśmy. Doktor A. jest nieprzewidywalny.
Zjawia się nieproszony, niespodziewanie. Trudno sie przed nim obronić 👿
Ślady tupolewa na trotylu bardzo inspirujace. Wysiłek umysłowy konieczny. Maleńki kamyk pod nogi doktora A.
Sposób traktowania dzieci brytyjskich koszmarny. Aż trudno w to uwierzyć. Z drugiej strony, trzeba pamietać o tym, że przez wieki traktowano dzieci jako przedmiot, własność dorosłych.
To, że zmieniło się podejście do dzieci, zawdzięczamy, do pewnego stopnia, Freudowi. Mało kto ma go z tego powodu we wdzięcznej pamięci.
Bardzo smutne jest to, że ci ludzie tak długo musieli czekać na przeprosiny ze strony instytucji – oprawców. Nawet na przeprosiny brytyjskiego rządu.
Ach ci ludzie. Zwierzęta by tego nie wymyśliły.
Szybkiego i łagodnego przejscia przez czas pomoru, Vesper 🙂
Ta technika naprawiania urazow kregoslupa jest absolutnie nowa i bedzie miala, jak twierdza badacze, kluczowe znaczenie dla leczenia paralizu ludzkiego, spowodowanego urazami. Badania sa pionierskie.
Dzis rano obudzil mnie telefon. Mily damski glos poinformowal , ze w moim koszyku znajduje sie matras i czy chce za niego zaplacic, co mnie bardzo zdziwilo, gdyz probowalam wybrazic sobie wielkosc koszyka mieszczacego matras.
Po dosyc belkotliwej wymianie z mojej strony udalo sie wyjasnic, ze moja klientka zamowila w koncu ten podrzucony jej Dunlipillo lateksowy, tylko jeszcze musi zaplacic.
Musza ja pochwalic, bo mnie slucha i kupuje doklanie to co jej kaze:
matras, kanape, czajnik (taki jak moj, sliczny), piecyk elektryczny Esse Solo do mniejszej sypialni bez ogrzewania, pralke i suszarke Boscha (zaraz ide zamawiac). No, jeszcze ani razu sie nie postawila! Odpukac. Nawet jej elektryk mi sie nie sprzeciwia, a wiadimo jak krnabrni sa elektrycy! Kazdemu takiej klientki!
Materac, oczywiscie.
Naprawde moge wracac – tu osiagnelam juz wszystko. Kolezanka spojrzala dzis na mnie z podziwem i powiedziala: Ух, ты даеш! 😆 😉