Nosorożce
Bobik wrócił z przebieżki jakiś markotny. Ogon miał oklapły i nie poświęcał najmniejszej uwagi muchom, które zaczęły coraz bezczelniej zbliżać się do jego nosa.
– Coś się stało? – zapytała współczująco Labradorka i przysunęła szczeniakowi miskę z kawałkiem świeżego salcesonu.
Bobik zignorował salceson, poczłapał pod stół i zwinął się w przygnębiony kłębek.
– Wiesz – wykrztusił spod stołu – byłem trochę poszczekać z kumplami i jakoś to dziwnie wyszło. Niby nic takiego nie było, a w końcu prawie każdy się poczuł… no, trochę jak pogryziony.
– Oj, to przykro – zmartwiła się sąsiadka. – Najgorzej, kiedy nikt nie chciał gryźć, a tak jakoś wychodzi, jakby chciał. To mi przypomina taką anegdotę, którą kiedyś słyszałam. Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach dekolonializacji, na posiedzeniu ONZ przedstawiciel Wielkiej Brytanii mówił o pladze żuków w jednym z brytyjskich protektoratów w Afryce. Te żuki nazywają się po polsku rohatyńce nosorożce, a po angielsku rhinoceros beetle. Tłumacz na rosyjski nie dosłyszał słowa beetle i poinformował delegatów swojego kraju o wytężonej walce ludności protektoratu z nosorożcami. Jeden z delegatów przerwał mowę, dopytując się, w jaki sposób Wielka Brytania pomaga opanować tę inwazję nosorożców. Dostał odpowiedź, że poprzez dostarczanie dużych ilości mioteł i pojemników z chemikaliami.To wydało się radzieckiemu delegatowi dalece niewystarczające, a ponadto było dla niego dowodem, że imperialistyczni kolonialiści z obawy przed Afrykanami nie chcą im dać do rąk broni palnej dla skutecznej obrony przed dzikimi bestiami. Na to włączył się jeszcze inny delegat, z pytaniem, dlaczego jest to taki problem, skoro nosorożców w Afryce jest już bardzo niewiele. Brytyjczyk odparł stanowczo to twierdzenie, mówiąc z naciskiem: o, nie! Są ich miliony! Każdej wiosny nadlatują ogromnymi stadami z północy i zżerają korę na drzewach. W tym momencie dyskusja osiągnęła taki stopień komplikacji, że trzeba ją było przełożyć na następny dzień, żeby wyjaśnić nieporozumienia i ustalić, kto tak naprawdę o czym mówił.
Labradorka zamilkła i czekała, kiedy Bobik się uśmiechnie. Ale bobiczy ogon nadal był dość oklapły, chociaż jego koniuszek dyskretnie zdradzał pierwsze objawy wracania do równowagi. Zastanowiła się i dodała:
– Pomyśl, to było prawie 50 lat temu i od tego czasu zdarzyła się jeszcze niejedna taka historia. Ale ONZ nadal istnieje i nadal się tam rozmawia. Czy to nie jest jednak optymistyczna puenta?
Bobik pomyślał o perpektywie jutrzejszego poszczekania z kumplami i doszedł do wniosku, że Labradorka ma dużo racji. Wyczołgał się spod stołu, wykonał dla rozgrzewki kilka rozluźniających ruchów ogonem i skubnął odruchowo kawałek salcesonu. A potem zdecydował, że salceson właściwie najlepiej zjeść do końca, póki świeży.

Od razu zrobiło mi się wesoło na całe popołudnie – i jeszcze starczy na wieczór. Ten widok nadlatujących chmar nosorożców po prostu powala 🙂
Swiezego salcesonu absolutnie nie wolno marnowac, Bobiku, zwlaszcza, ze niestety rosna ceny zywnosci. 😉
A co do meritum, to wlasciwie napisalam juz pod Twoim ostatnim komentarzem pod „Daltonizmem”, wiec tylko dodam, ze nieporozumienia w rozmowie wynikaja nie tylko z klopotow z tlumaczeniem z jednego jezyka na drugi, czy podkladaniem innych znaczen lub skojarzen pod te same slowa w tym samym jezyku, ale takze dlatego, ze czasem podkladamy ogolne stwierdzenia jako odnoszace sie juz do naszej konkretnej osoby (w duzym uproszczeniu). Bardzo to ludzkie, oczywiscie. Tymczasem jednak mozna rozmawiac o rohatyncach nosorozcach, i tym jak sobie z nimi radzic, nie robiac calosciowej oceny moralnej prywatnej sylwetki konkretnego przedstawiciela danego pogladu na to, jak sobie radzic z plaga rohatyncow. Lepszy i ciekawszy jest spor na poglady niz wystawianie lub niewystawianie konkretnym osobom swiadectw moralnosci. Co, jak napisales, nie oznacza wcale rezygnacji z oceniania np. praktycznych konsekwencji w zyciu spolecznym tego czy tamtego pogladu, takze pod wzgledem etycznym.
Dlatego osobiscie moge rozmawiac z kims, z kim sie w jakims punkcie nie zgadzam, nie uwazajac przy tym, ze on sam jest „zlym czlowiekiem”, czy dajac mu jakies inne negatywne epitety. Moge go szanowac, a jednoczesnie gleboko sie z nim nie zgadzac w jakims punkcie. Czasem to jest sprawa wazna, taka jak jakie postawy nalezy przyjac wobec okreslonego negatywnego zjawiska spolecznego, a czasem moze to byc sprawa blaha, taka jak np. jakie ksiazki czy potrawy osobiscie lubie lub jaka druzyna hokejowa jest mi bardziej bliska.*
* (To ostatnie zdanie jest w moim przypadku akurat scisle teoretyczne, bo w przypadku druzyn hokejowych, i ich najbardziej zazartych poplecznikow, osobiscie identyfikuje sie z trzecia strona, ktora chcialaby po prostu, zeby w wyniku popierania dwoch druzyn nikt nie doznal trwalych uszkodzen na ciele.) 😉
No tak, ja mieszkam na tyle daleko od Kanady, że musiałem sobie ten hokej przełożyć na piłkę nożną, żeby skapować, w czym rzecz. 😆
Jestes dobrym tlumaczem, Bobiku. 😆 A moj maz przeklada sobie na baseball, z cala historia nieszczesnych bostonskich Red Sox, ktore przez lata, a nawet dekady, nie mogly wygrywac, choc byly czesto tak blisko, ze wzgledu – jakoby – na klatwe jednego przetranferowanego wbrew wlasnej woli zawodnika, nazywanego wdziecznie i dla zmylki Babe Ruth. Stad w bostonskich i podbostonskich barach zapadala solenna cisza, gdy ktos wspomnial „the curse of the Bambino”. Od niedawna Red Sox zaczely takze wygrywac, klatwa zostala oddalona (choc czy na zawsze?), ale folklor i legenda zostaly. Ladne, o ile tylko sie nie zamienia sie w napasci na zwolennikow nowojorskich Yankees (na szczescie, mimo rywalizacji, to zjawisko dosc rzadkie). 😉
Dobrze, że Bobik taką Labradorkę ma. Zawsze mu wyłuszczy wszystko, co i jak i jakoś idzie.
To skarb taka Labradorka.
A sam, miotałby się i… kombinował w nieskończoność.
Szkoda, że niektórzy nasi…, takiej Labradorki nie mają, a nawet jak mają, to „wiedzą lepiej”.
🙂
Jest tyle uwarunkowań, na dodatek zmiennych w czasie i przestrzeni, że nigdy się nie uniknie sytuacji niezręcznych i kłopotliwych.
Nad moją norką powiewają trzy flagi – polska z oczywistych powodów, unijna, bo lubię Unię, wreszcie izraelska, przez solidarność z dalekimi krewnymi (powinna jeszcze dla porządku niemiecka, ze względu na austriackie korzenie po linii ojcowskiej). Na wszelkie formy rasizmu reaguję niechętnie, a czasem nawet alergicznie. Z drugiej strony przeturlało mnie niedawno ze śmiechu na taki dowcip: „co znaczy wyraz 'jezuicki’?”, „to okrzyk wydawany na widok nadchodzących Izraelitów”. Ale jednocześnie w plecach zaswędziała alergia, choć antysemityzmu nijak się w tym żarciku nie można dopatrywać – zresztą opowiadała go osoba, której nie da się posądzić o jakiekolwiek resentymenty.
Jak zawsze, potrzebny jest zdrowy rozsądek, dystans i szczypta empatii. No i poczucie humoru 🙂
Chcecie jeszcze jedną anegdotkę „tłumacką”?
No pewnie, że chcecie, odpowiadam sam sobie i wrzucam. 😀
Przed proklamowaniem niepodległości Tanzanii w ONZ trwała dyskusja na temat aktu prawnego, jaki miał być w związku z tym proklamowaniem wydany. Nazywał się on Organic Akt. Tłumaczką z angielskiego na rosyjski była podczas tego posiedzenia córka emigrantów, która wprawdzie rosyjskim władała znakomicie, ale w Rosji nigdy nie mieszkała, więc najświeższych idiomów nie znała. Organic Akt przełożyła dosłownie, jako Organiczieskij Akt, nie mając pojęcia, że potocznie używa się tego określenia w znaczeniu „stosunek płciowy”. Radzieccy delegaci próbowali tłumić śmiech podczas kolejnych wywodów na temat stanu prawnego, detali i modyfikacji „organiczieskogo akta”, ale nie wytrzymali i ryknęli głośno, kiedy na pytanie angielskiego delegata, jaki stosunek ma do aktu miejscowa ludność, padła odpowiedź: „na ogół zajmuje wobec niego postawę pasywną”. 😈
@Andy_lighter – no ja nie wiem, czy Bobik nie łże jak, nomen omen, pies, czy to nie jakaś wyimaginowana postać i zabieg literacki, drugi podmiot liryczny. Kiedyś usiłowałem pozyskać jakiś dowód istnienia Labradorki i dostałem tylko słowo honoru, a nie fotkę 🙂
Andy, ja też nie wiem, co bym bez tej Labradorki zrobił. 😉 Ani wątpliwości bym się nie pozbywał, ani dodatkowej porcji salcesonu nie miał…
Spanielka to jednak nie to samo. 🙄
Pawle, a jak się udowadniało realność osób w czasach przed wynalezieniem fotografii? 😈
A ten dowcip mnie się taki niewinny nie wydaje. Określanie Żydów mianem „Icki” jest w najlepszym wypadku lekceważące. I nie sądzę, żeby oni sami życzyli sobie być tak nazywani. Może właśnie dlatego coś Cię jednak w plecach zaswędziało. Często podświadomość okazuje się mądrzejsza od świadomości.
I oczywiście nie mam Ci zamiaru zarzucać rasizmu, tak samo jak wcześniej nikomu na blogu go nie zarzucałem. Zwracam tylko uwagę, że to, co nam, wskutek wieloletnich (wielowiekowych?) nawyków wydaje się „normalne”, od strony obiektu żartu wcale takie normalne ani przyjemne nie jest. I wszyscy chyba mamy pewną pracę do wykonania – łapać się na takich wpadkach i na drugi raz już wiedzieć, że to wpadki. 🙂
Ależ Bobiku, ja czasem sam się łapię na rasizmie – widzę żebrzące natrętnie dzieci cygańskie i gdzieś tam w bebechach odzywa mi się „ci cholerni Cyganie”, a rozsądek podpowiada, żeby nie uogólniać, że taka reakcja jest bezsensowna i do niczego nie prowadzi.
Nawiasem mówiąc, moi Sudańczycy opowiadali mi, że tamtejsi są szalenie dumni i wyniośli, traktują obcych z wyższością – użyli nawet określenia „Übermensche”. Tak więc rasizm ma różne oblicza.
Tak, Bobiku, wydaje mi sie, ze to nie jest cos, co mozna zalatwic za jednym razem. Raczej wdac sie w dialog z obiektami zartow z podtekstem etnicznym lub rasowym (takze innych, gdy mowa o calej grupie z pozycji wyzszosciowej – tu pomocna jest pewna znajomosc historii, ale i swiadomosc, ze jest ona inaczej opwiadana wewnatrz kazdej grupy) ii brac pod uwage, co ich razi, zwlaszcza, ze obecnie sa przeciez wieksze mozliwosci – polaczony elektronicznie i rodzinno-przyjacielsko swiat – dowiedzenia sie, jak druga strona to odbiera. I oczywiscie trzeba sie liczyc z tym, ze beda wpadki, jak przy kazdym procesie uczenia sie o cudzej wrazliwosci, ale lepiej sie nimi nie zrazac.
A co do anegdotek „tlumackich”, to zawsze mam w pamieci swietny skecz sprzed wielu lat w wykonaniu duetu komicznego Fry and Laurie (ten ostatni jest ostatnio najlepiej znany jako Dr House). Otoz obaj panowie pokazani sa przy stole, jako reprezentaci dwoch krajow na spotkaniu miedzynarodowym. Na poczatku idzie dobrze, choc od czasu czasu zachlystuja sie od smiechu na dzwiek wyrazow, ktore w jezyku jednego sa niewinne, a drugiego – juz wlasnie nie. Z czasem zaczynaja patrzec na siebie wilkiem, by wreszcie zakonczyc skecz wzajemnym praniem sie po pysku po uslyszeniu prawie kazdego slowa. Mozna powiedziec, ze obaj co prawda wyrazali swoja wrazliwosc (pod koniec mocno drastycznie) natomiast w zadnym momencie nie reagowali na wrazliwosc drugiego. Oczywiscie, w tym przypadku nie mogli, bo nie mowili tym samym jezykiem i caly proces dowiadywania sie o tym, jak odbiera to druga osoba zostal skrocony do paru minut. Dlatego caly skecz byl wlasnie tak smiesznie absurdalny i absurdalnie smieszny. 😉
A pewnie, że rasizm ma różne oblicza, ale – już tu była o tym mowa – cudze wątpliwe zachowania nie mogą być używane jako usprawiedliwienie dla własnych. A często są. W przypadku zdeklarowanych rasistów czy antysemitów jest to nawet jeden z koronnych argumentów – żebyś wiedział, jak oni nienawidzą nas… 🙄
I jeszcze – lapanie sie na rasizmie, na poslugiwaniu sie skrotami i stereotypami wypracowanymi przez wlasna spolecznosc, ktore wyrazaja niechec i podejrziliwosc, a takze wyzszosc do grup odczuwanych jako inne i obce, jest rzecza zupelnie naturalna, nawet u osob z najlepszymi checiami w tej dziedzinie. Raczej chodzi o to, zeby w takich momentach moc sie na choc chwile od takiego automatycznego myslenia zdystansowac na tyle, by zastanowic sie, czy jest sprawiedliwe, i uzasadnione w spotkaniu z konkretnym przeciez czlowiekem. I ewentualnie dalej sie zastanawiac nad zrodlami.
Ladnie o tym napisal Malcolm Gladwell w ksiazce „Blink” (po polsku „Blysk”), sam dziecko z mieszanego malzenstwa, i czasem obiekt dyskryminacji. Choc swiadomie zadnych rasistowskich pogladow nie ma, to w tescie na nieswiadome stosowanie negatywnych stereotypow okazalo sie, ze sam je – na szczescie bardzo lekko – stosuje. I to tez jest smutna historyczna spuscizna – podswiadomie przyswoil te stereotypy z masowej kultury (filmy, reklama), gdzie inni, mniej nastawieni na zastanawianie sie nad wlasnymi nawykami myslowymi, czesto jeszcze do dzisiaj zupelnie nieswiadomie je powielaja. Przynajmniej teraz, bo kilkadziesiat lat temu robiono to jeszcze zupelnie swiadomie.
Czasem mówienie tym samym językiem dopiero potrafi doprowadzić do konfuzji… Na dowód jeszcze jedna anegdotka oenzetowska, choć tym razem bez tłumacza. 😉
Delegat indyjski, krytykując postępowanie byłych potęg kolonialnych wobec Trzeciego Świata, wygłosił zdanie: the colonial powers remain unchanged, still holding in their hands their long-standing fallacies. Zdanie to wywołało histeryczną radość angielskojęzycznych zebranych i przeszło do anegdoty dlatego, że ostatnie słowo w ustach delegata zabrzmiało jak phalluses. 😆
Bobik, a czy mozna sie zwrocic do Labradorki z Petycja, zeby sprobowala mediacji z andsolem? Teskno mi bez niego, ale nie tylko. Caly czas wyobrazam sobie jak musi mu byc przykro i to mi przeszkadza…
A, Bobiku, 😆 To przy tej anegdotce troche jeszcze dodam. Wlasciwie wszyscy wyksztalceni Hindusi sa prawie od kolyski anglojezyczni – i w zwiazku z tym, dwujezyczni -a indyjska odmiana angielskiego jest obecnie uwazana za oddzielny dialekt, z wlasna odmiana wymowy, tak jak na przyklad jest nim dialekt szkocki (angielskiego).
Heleno, mysle, ze moze nie tylle o mediacje chodzi, a o danie czasu na zagojenie negatywnych emocji. Choc teraz ogolnie jest taki kulturowy trend, zeby szybko wszystkich jakos zranionych prosic o „closure”… Tymczasem kazdy kieruje sie wlasnym rytmem czasu, zwlaszcza w takich sprawach.
Ja wiem, Moniko. Ale nie przestaje myslec o andsolu, a im wiecej mysle, tym mi przykrzej. Sama potrzebuje closure, I guess.
Labradorka też powiedziała, że z Petycją lepiej poczekać. Ona może andsolowi przekazać, że blog tęskni i łzy leje, ale taka Petycja to by był już nacisk bezpośredni. 😉
Wiem, Heleno. Ale jednak uczucia andsola maja tutaj pierwszenstwo nad tym, ze my bysmy sie lepiej poczuli, gdyby juz byl.
I w ogole, ostatnio bylo troche zranionych uczuc all around, choc z pewnoscia nie tak gleboko, jak u andsola. I mam nadzieje, ze tez sie zagoja u wszystkich pozostalych, o ktorych tez mysle.
Też zauważyłem – z naprawdę dużym smutkiem – te zranione czy dotknięte uczucia z różnych stron. A przy tym mam głębokie przekonanie, że nikt tego nie chciał i nikt w nikogo nie celował specjalnie, na złość. Wzajemne pretensje stron można właściwie sprowadzić do frazy „dlaczego nie chcecie zrozumieć naszego stanowiska?”.
Ale mam poczucie, że dalsze ciągnięcie tematu już niczego w tej chwili nie może polepszyć. Stanowiska zostały przedstawione, argumenty podane i teraz chyba trzeba to po prostu przetrawić, starając się na racje drugiej strony nie zamykać. Może kiedyś, po przetrawieniu, na jedne rzeczy da się spojrzeć innym okiem, a drugie powiedzieć inaczej – tak, żeby nie dotykało.
Dlatego próbuję odłożyć temat i występuję w charakterze aniekdotczika, chociaż dobrze wiem, jak taki aniekdotczik może skończyć. 🙂
Eeeee, tam – to w sprawie andsola.
Eeeee, tam -to w sprawie „racji”,ktore mnie brzydza.
Tak, Bobiku, podobnie mysle. Ale czasem lepiej choc raz, bez przeciagania struny, zwrocic uwage na slonia w kacie pokoju – odwolujac sie do angielskiego idiomu – zamiast udawac, ze go w ogole tam nie ma.
A skoro to juz zrobilismy, to chetnie dalej poslucham anegdot. 🙂
Do poczytania 🙂 http://wyborcza.pl/1,75480,9796721,Tadeusz_Konwicki__Niech_sie_Bog_martwi__nie_ja.html
Heleno, wobec racji rasistowskich sam mówię „eee tam”, ale przecież na blogu po nie nie sięgano. A w tej chwili mowa już o blogu i o tym, żeby spróbować zrozumieć, dlaczego np. również nierasiści mają opory wobec PC. Albo dlaczego pewien ton jest odbierany jako pouczactwo (które oprócz innych wad ma jeszcze i tę, że jest antyskuteczne). Albo – z innej strony – dlaczego niektórzy są do zasad PC tak przywiązani i widzą w ich przestrzeganiu jakąś nadzieję.
Bardzo proszę – na tym temat naprawdę na razie zamknijmy. I pomyślmy.
A z anegdotek jeszcze mam taką, jaki jest patentowany sposób na uniknięcie nieporozumień. Trzeba mieć takiego tłumacza, jaki był na dworze Ludwika XIV. Przekładał on kiedyś niemiecką mowę szwajcarskiego dyplomaty, która w jego wydaniu była niekończącym się pasmem hołdów i pochwał pod adresem monarchy. Po skończonej audiencji dyplomata podszedł do tłumacza i zgłosił pretensję: drogi panie, ja francuski rozumiem i wiem, że nie tłumaczył pan tego, co ja mówiłem. Ależ oczywiście, monseigneur – odparł zagadnięty. – Tłumaczyłem to, co pan powinien był powiedzieć. 😎
Czyli tlumaczyl hokej na pilke nozna, Bobiku. 😆
Ide czytac link od Haneczki. 🙂
Polecam sprawdzonego tłumacza:
http://www.youtube.com/watch?v=qcxagJvfnjw
Łomatko, Naród jest niezawodny!
http://www.youtube.com/watch?v=yrKZsMrv3J0&feature=related
Myślę pozytywnie. Już nie pracuję, hura! Nic nie rozumiem z napisanego, hura!! Ale może zrozumiem jutro, hip hip hip!!!
Jutro ogłoszenie, czy Lublin będzie ESK 2016. http://teatrnn.pl/makieta/makieta.html
Tylko o Lublinie? czy w ogóle o zwycięzcy? czy jak tam nazwać…
O ESK 2016 🙂
Mnie brakuje jakiegoś tam pługa, żeby wejść na ten Lublin. Ale podobno w sprawie ESK Wrocław ostatnio robił Lublinowi koło pióra? 😉
Bobik zamyka – mimo to tylko kilka slow 🙂
glupi dowcip, zawile tlumaczenie dlaczego go umieszczono i wlasciwie byl ten dowcip tak gowniarski ze dziwie sie fali emocji jaka rozlala sie w komentarzach
jest to tylko dowod na nasza ludzka niedoskonalosc komunikacji
werbalnej
Blog jest wprawdzie Bobika, ale brykam tutaj juz od setek dni i przez tysiace fikniec i bardzo bardziej ciekawie jest gdy jest nas tu wielu ❗ z doswiadczeniami wielu miejsc
🙂 😀
stare reklamy na fasadach
https://lh5.googleusercontent.com/-TWzEw6XlSPc/Tf5fJf9tEdI/AAAAAAAADos/leSk38l_nOY/DSCN1475.JPG
to zniknie i pozostana tylko nasze wspomnienia 🙂
„W tym momencie dyskusja osiągnęła taki stopień komplikacji, że trzeba ją było przełożyć na następny dzień, żeby wyjaśnić nieporozumienia i ustalić, kto tak naprawdę o czym mówił.”, czyli dyskomułka Bobik, 🙂 wg ” Wyczesanego słownika najmłodszej polszczyzny”. I dobrze, że Ci zaczął ogonek chodzić, bo na salceson czyha EHEC. 😀
biore sie za linke Haneczki (Irka jak i od Bobika chce cos 🙂 )
Nacht Bobikowo
do smiechu mialem to przygotowane ale wiecie jak to jest z mozgiem panow starszych latami 8)
http://vetulani.wordpress.com/2011/06/19/traumatyczne-uszkodzenia-mozgu-w-komiksach-asterix/
Nacht
Nacht
I tu się z Tobą zgadzam, Rysberlin. :). Do Lublina też musiałem zainstalować pług. Ale jako małorolny to mi jakoś poszło :D.
Dlatego sie, Rysiu, dziwisz, ze nie jestes kims innym, a wylacznie Rysiem (chociaz w jednym Rysiu moze byc wiele roznych Rysiow, zeby sprawy skomplikowac – rozbrykany Rys poranny, popoludniowy Rys po pracy, wieczorny Rys balkonowy, a poza tym Rys przy herbacie, Rys przy przegladaniu pozycji, Rys z S-Bahnu, Rys z Terenow Zielonych, nie mowiac juz o Rysiu szczecinskim, czlonku „frakcji szczecinskiej”, itd.). 🙂 A ktos inny moze dziwi sie czasem Rysiowi, bo wlasnie Rysiem nie jest, a jest kims zupelnie innym. Zwlaszcza, ze mozna byc przeciez nie-Rysiem na niezliczona ilosc sposobow… 😉
Vetulani – 😆
Dyskomułka – 😆
Rodzinne dopijanie herbaty po kolacji (późno się u nas jada) – 🙂
Do grupy dowcipów bazujących na stereotypach, czyli pokrewnych rasistowskim, można zaliczyć wszystkie witze z cyklu „idzie polak, rusek i amerykan”, które znam jeszcze ze szkoły podstawowej, bo w tamtych czasach odreagowywaliśmy chętnie nasze fobie takimi żartami. W miejsce „idzie” można było podstawiać „leci”, „jedzie” i co tam jeszcze. Oczywiście nasz był tym najcwańszym, a „rusek” najgłupszym i wykołowanym.
„I tu się z Tobą zgadzam, Rysberlin.” To do 21:52. Dobranoc Bobikowo. 🙂 Jutro I zmiana od 6 rano. :(. Chociaż jest prośba, by myśleć pozytywnie. A więc 🙂 🙂 🙂 🙂
Przepraszam, nie zauważyłem, że Bobik prawem gospodarza zamknął temat – milczę już zatem.
Co to znaczy DYSKOMUŁKA???
Żeńska wersja dyskomuła, dokładnie nie wiem jak to wygląda. Dyskomuł zaś składa się z wyjściowego dresu i żelu kapiącego z czaszki.
A propos dowcipu z pierwszych komentarzy:
ja znałam to w wersji z 1967 r. i wówczas nawet sami polscy Żydzi (jeszcze nie wyjechani, bo przed 1968 r.) sobie to opowiadali. A było to po wojnie sześciodniowej.
Otóż szło to tak: dlaczego nazwę Kanał Sueski zmieniono na Kanał Jezuicki? Dlatego, że Egipcjanie nim odpływali w popłochu krzycząc: Jezu, Icki! Jezu, Icki!
Kawał równie głupi, ale miał jednak wówczas całkiem inne zabarwienie…
Bardzo ladny wywiad z Konwickim, Haneczko, dziekuje, ze podeslalas, bo moglo mi umknac. 🙂
Zasmialam sie, jak on o tych czastkach zaczal mowic, bo pewnie by nerwowo nie wytrzymal rozmow w moim domu, gdzie moj fizyk caly czas czyms takim nas zabawia przy posilkach (stad jedno z dzieci, jeszcze malutkie, przez jakis czas oczekiwalo szybkiego konca swiata, wcale nie na podstawie wplywow jakiegos zwariowanego kaznodziei, a po prostu dlatego, ze nie rozumialo jakie przedzialy czasowe wchodzily w rachube). 😉 A o buddyzm Konwicki tylko lekko zahaczyl, tylko delikatnie nim zamachal… 🙂
A mnie dzis to sie spodobalo, choc nie anegdota 😉
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1516968,1,debata-czy-polacy-sa-skloceni-czy-tylko-elity.read
Jak zrozumiałem z postu Irka, ta żeńska wersja jest synonimem nieporozumienia (zapewne przez to, że dyskomułka nie kuma ni dudu). Ale brzmi to cudnie również przez jakieś – nie całkiem jasne – skojarzenia z różnymi innymi dysko-. Dyskomfort, dyskontakt…
Discomprehension? 😀
Ja domyślam się, że to od zamulonego dysku 😎
Z dyskomułem dyskomułka
urządzają bal na kółkach.
Ta nie kuma, ten nie jara –
ach, dobrana to jest para. 😛
Rady Bobik, że się śmieli,
gdy udawał czasem człeka,
do czyściutkiej wlazł pościeli
i zachrapał zamiast szczekać. 😎
Znaczy, dobranoc. 🙂
podobno bedzie slonecznie 🙂
czekam cierpliwie
czytam, sniadaniuje
brykam
brykam fikam
No jest słonecznie! 🙂 i zimno. To dobrze.
Witam 🙂 Dzięki Haneczko za Konwickiego.
Dzień dobry,
znalazłam takie „kuzorium”:
http://wyborcza.pl/1,101392,9819759,Polskie_wtyczki_Lukaszenki.html
@Mar-Jo – zawsze mnie zastanawia, dlaczego u takich ludzi nieodłącznie, gdzieś w bliskim tle, pojawiają się Żydzi. To przecież tutaj całkowicie ni priczom.
Tekst budzi rozbawienie (Rydzyk żyjący z żydowskiego kapitału w symbiozie z Michnikiem, ha…), połączone jednak z nutką lęku.
No komuniści i Żydzi, stałe połączenie. Albo stare połączenie: kapitaliści i Żydzi. Tu wszystko na raz. Jeszcze masoni powinni być.
Swoją drogą ostatnio z osłupieniem przeglądam Wyborczą, przynajmniej w Internecie. Piszą już takie bzdury, że najgorszy tabloid by się nie powstydził.
Co ciekawe, ponieważ regularnie czytam (w Internecie, oczywiście) brytyjskie czasopisma, tam się aż gotowało od wieści naokoło Grecji. U nas — cisza. Wszędzie. Najważniejszą wiadomością była prastara Doda czy ostatnio Wojewódzki. Mam wrażenie, że ktoś robi z kogoś durni. O Grecji, dopiero po ptakach.
No a teraz Polacy doświadczają rasizmu:
Z holenderskich statystyk, do których dotarła „Gazeta”, wynika, że Polacy pracujący w Holandii stają się częstszym celem ataków na niderlandzkich forach internetowych niż dotąd powszechnie tam piętnowani muzułmanie. Polska ambasada w Hadze przyjmuje też coraz więcej skarg od rodaków dyskryminowanych bądź wyzywanych w Holandii w pracy, klubach, na ulicach.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9820475,Holender_nie_znosi_Polaka.html
Bobiku,
historia o nosorożcach piękna, wzruszająca. Aż chciałoby się biec pocieszyć Pieska. Istotnie, współczuję Szczeniakowi. Przykra jest zawsze rozbieżność pomiędzy intencjami a efektami.
Kłaniaj się, proszę, mądrej i dobrej Labradorce.
Niestety różnimy się w oglądzie przyczyn. To nie w kompetencjach komunikacyjnych i sprawności tłumaczy, sorry, pies pogrzebany.
Tam gdzie jest wzajemny szacunek i wola wzajemnego zrozumienia, można się zrozumieć – również przy zachowaniu odrębnych stanowisk – nawet na migi.
Tam gdzie racje jednych pisze się dużymi drukowanymi literami a racje innych opatruje się cudzysłowem z dopiskiem „brzydzą”, taka możliwość nie istnieje.
W kulturalnym towarzystwie pozostaje już tylko spisanie protokołu rozbieżności i …
Tobie i Labradorce przesyłam, przez umyślnego, ogromny świeży, pachnący salceson i tuzin pęt, równie apetycznej, pasztetówki 🙂
Rysiu,
(rysberlin 20 czerwiec 11, 11:06 )
masz u mnie przechlapane 😯
z takim tekstem do damy? 🙄 czy szuracie juz przydeptanymi kapciami 👿 orzeszku!!! 👿
No chyba, że sprawę oprzesz o bufet 😉
bardzo drogi bufet!!! 😉
Masz rację, Tadeuszu. Też nie mogę do końca zrozumieć celowości wyciągania dla szerokiej publiczności ( a taką ma na pewno Wyborcza ) takich spraw niszowych jak np. działalność WSP i siłą rzeczy ich popularyzacji. Część oczywiście przyjmie to tylko do wiadomości, ale będą też tacy co skorzystają z podanych linków i puszczą w obieg wieści ( wybierając te im wygodne ) i dla uwiarygodnienia cynicznie zaznaczając: ” Wyborcza o tym pisała”. Mam wrażenie, że część dziennikarzy poszukuje tematów trochę sensacyjnych, łatwych do zredagowania. Ale nie zdają sobie sprawy ze szkód jakie mogą przy okazji wyrządzić. Nie wspomnę już o unikaniu tematów istotnych ( jak chociażby wspomniana Grecja). Ale przy takich zagadnieniach trzeba się trochę napracować.
Dzisiaj jest pierwszy Dzień Lata 😀 i Noc Kupały 😀 . Warto poszukać kwiatu paproci
@Wimmer,
No to mnie zbiłes z pantałyku z tym słowem honoru… tylko.
No, ale co nam pozostaje? Uważasz, ze Bobik taki mądry by był bez Labradorki?
Eee, wątpię 🙂
Nie pozostaje mi nic innego, jak wierzyć na razie, a jak nabiorę większych podejrzeń, to się wyśle jakiegos Baseta, żeby wywęszył co i jak z tą Labradorką 🙂
Dyskomulka mnie usatysfakcjonowala i nadecie mi przeszlo.
Ale ja bardzo boje sie ludzi, ktorzy maja nieugiete poglady.
A liska nie ma…
Trzeba myśleć pozytywnie: jest Rysberlin, jest Tadeusz!! Ten ostatni ma ugięte poglądy!
Dzień dobry 🙂 Zacząłem się zastanawiać, jak mogę udowodnić istnienie Labradorki bez fotki. Bo z fotki na razie nici – aparatowi krzywdę zrobiłem. 🙁 Zgrabność łap mi na chwilę zaszwankowała i wykonałem numer typu „rżnij obiektywem w bruk ulicy”. 🙄
Ale jak dobrze pomyślę, to może i coś niefotograficznego wykombinuję. 🙂
Z Kupałą mam dobrze, nie muszę na to poszukiwanie kwiatu paproci lecieć zbyt daleko. Paproci w ogrodzie mam od groma – sieją się same w najdziwaczniejszych miejscach, a ja mam tylko tyle do roboty, żeby ich nie wyrywać. 🙂
„Ugięte poglądy” mnie rozłożyły. 😆
Fajnie, Zwierzaku, że się oddęłaś. 🙂 Za długie nadęcie zaczyna okropnie uwierać. Znam z autopsji. 😉
@andy_lighter – Bobik jest nadzwyczaj mądrym szczeniakiem, ale myślę, że Labradorka pełni ważną rolę przyjaznego kontrapunktu – pewnie poloniści znaleźliby jakieś stosowne określenie na taką rolę literacką 🙂
Jotko, poleciałem zapytać Labradorkę, co ona tak dokładniej miała na myśli z tymi tłumaczami i ona powiedziała coś takiego, co nie do końca zrozumiałem, ale może mądrzejsi ode mnie rozumieją: nie jesteś stróżem brata swego, ale możesz być jego tłumaczem. A potem jeszcze dodała zagadkowo, że każdy nosi w sobie tłumacza, tylko on nie zawsze może zabrać się do roboty.
Ja to sobie tak wytłumaczyłem, że ten tłumacz czasem pewnie poleci pogonić kota, czasem jest zajęty szarpaniem z kumplami sznurka, a czasem po prostu śpi. I pracować zaczyna dopiero jak się obudzi i nie jest akurat zajęty innymi rzeczami. Ale jak szczeka dużo psów równocześnie, to ciężko jest tak zsynchronizować tych tłumaczy, żeby się budzili wszyscy jednocześnie. Jeden już jest na nogach i zasuwa z przekładem aż furczy, a drugi jeszcze smacznie chrapie.
I chyba nie da się tak zrobić, żeby ci wszyscy tłumacze mieli identyczny rytm. Ale można poczekać… 🙂
Za wędliny obydwoje z Labradorką bardzo dziękujemy, bo samym kwiatem paproci to się jednak pies nie pożywi. 🙂
Od kontrapunktów to tu chyba Pani Kierowniczka jest specjalistką, a nie żadni poloniści. 😆
Eee tam (by zacytowac Helene), jesli chodzi o ten strach przed ludzmi z wykrystylizowanymi pogladami, Zwierzaku. 🙂 Naprawde nie ma co od razu wpadac w strach, strach, strach, rany boskie, strach. 😉
A wczoraj maz przyniosl mi swieza anegdotke, Bobiku, to Ci ja i podrzucam. Niedawno jego laboratorium przenioslo sie Cambridge o pare ulic dalej od poprzedniej lokalizacji, i w zwiazku z tym otworzylo sie pole do kupowania lunchu w nowych miejscach. Jedno z nich specjalizuje sie w swietnych, swiezych kanapkach, wiec maz tam ostatnio czesto wpada. Zwykle w takich miejscach zamawia sie kanapke, podaje sie wlasne imie i czeka sie chwile, az te kanapke zrobia i podane imie wywolaja zza lady, zeby gotowa kanapke odebrac. Maz sie zdziwil za druga wizyta, gdy osoba za lada pamietala jego imie. Po paru razach, gdy imienia nie musial podawac, bo pamietali, w koncu sie zapytal, czy maja taka fenomenalna pamiec do imion wszystkich klientow. Okazalo sie, ze nie. Pierwszego dnia, gdy zamawial kanapke, przed nim zamawial kanapke czlowiek o imieniu Thor, bog skandynawski, zas moj maz ma imie jednego z hinduskich bogow. Mlodzi ludzie za lada tak sie z tej jednoczesnej wizyty bogow ucieszyli, ze oba imiona pozostaly im w pamieci, a Thor takze nie musi juz podawac swojego imienia przy zamawianiu. 😉
Swoja droga, dobrze to swiadczy o szkolach, do ktorych ci mlodzi ludzie chodzili, ze takie rzeczy wiedza. 🙂
Poruszyliście tu pewien temat tak rozległy, że aż się boję do niego podejść, mianowicie jakości polskiej prasy codziennej (internetowej, bo do innej mam dostęp tylko wyrywkowy). To jest rzeczywiście rozpacz i to coraz większa. Nierzetelność, niedbałość, niechlujność, nieobiektywizm, zaburzona hierarchia spraw, faktoidalność, „pistoletowość” zamiast porządnego rzemiosła dziennikarskego – strasznie długa lista grzechów.
Mam obawy, że w stosunku do prasy zaczęło działać prawo monety – gorsza wypiera lepszą. A chyba nie jest to „prawo natury”, bo jakoś tak mi się zdaje, że nie zawsze tak było.
Chyba że ja już zacząłem lukrować przeszłość i mieć złudzenia, że dawniej to i owo było lepiej. 🙄
Oczywiście od razu sobie wyobraziłem „prawdziwych” Thora i Ganesha, jak wpadają do kanapkarni i zamawiają – jeden sandwicha z wołem, drugi wegetariańskiego i konsumują je wśród obojętnej, zajętej swoimi sprawami klienteli. Tylko obsługa zwraca uwagę, że jednak stało się coś nie całkiem zwykłego i…
Ech, żeby to się miało czas codziennie napisać jakąś powieść. 😆
Tak, Bobiku, tak moglaby sie spokojnie zaczac powiesc. 🙂 Moja sasiadka, tez zreszta zajmujaca sie zawodowo pisaniem, tyle ze swietnych opowiadan, a nie powiesci, ostatnio mi opowiadala, jak im pare lat temu scinali pare drzew (niestety sprochnialych) bardzo mili, przystojni i mocno umiesnieni panowie pochodzacy z Brazylii. Pracowali, pracowali, az okolo poludnia zrobili sobie drzemke na jej ganku. Szesciu olbrzymow, spiacych jak niemowleta. Teraz zastanawia sie, gdzie by to wstawic, tak ja ten obrazek uderzyl. 😉
W tej Holandii coś się bardzo niedobrego porobiło. Znowu trzeba zastrzec: nie „wszyscy Holendrzy”, ale jednak ksenofobii jest tam ostatnio wystarczająco dużo, żeby budziło to poważne obawy.
Jedno z moich cichych podejrzeń w sprawie przyczyn idzie w kierunku politycznej legitymizacji ksenofobicznych postaw. Bo skoro takie postawy są akceptowane na politycznych salonach, to nawet ci, którym wcześniej byłoby głupio przypisywać się do jakiegoś marginesu i raczej podążali za hasłami umiarkowanymi, teraz zaczynają się radykalizować.
To oczywiście sprawy nie wyczerpuje, jest tylko jeden z elementów puzzla.
C:\Documents and Settings\irek\Pulpit\ogródVII,07
Bobiku,
tak za dużo to też nie warto rozumieć, bo od tego to głowa może rozboleć 😉
Czasem pies coś zaszczeka, czasem człowiek coś zagada. Raz z sensem, raz bez sensu i tak się to kula. Byle byśmy zdrowi byli i żeby nam przyjaciół i pasztetówki nigdy nie zabrakło 🙂
Coś nie wyszło, Irku. Chyba musisz sięgnąć do rady Japończyka Kusumi, jak ładnie kłaść fikuśne tynki: immer probieren. 🙂
Jotko, ja za dużo rozumieć to nawet nie próbuję. Od tego mam Labradorkę. 😆
Tak coś mi się pomyliło, sorry 🙁
Irek,
zdjecie musi byc na serwerze , nie mozesz dac linku do swojego komputera.
Moniko,
kazdy ma wlasne strachy, ktore czasem innym wydaja sie smieszne. Ale kazdy strach ma jakies podstawy.
Dobrze, ze Tadeusz ma ugiete poglady 🙂
Jotko, racje bez cudzyslowu pochodza chyba od ratio i maja cos wspolnego z rozumem. Zas racje z cudzyslowem rodza sie w jakichs najcemnoejszych zakamarkach duszy, sa czesto wlasnie irracjonalne i agresywnewobec innnych ludzi . Cudzyslow pelni wowczas role kordonu sanitarnego.
POziom informacji umieszczanej w internecie na stronie gazeta.pl siegnal od jakigos czasu kompletnego dna. Chamskie tytuly pisane jakims menelskim slangiem, nierzetelnosc graniczaca z klasyczznym pisaniem z sufitu, przypominajaca mi czasami amerykanski National Inquierer.
Od paru miesiecy mam gazete.pl wykasowana z Favorites,bo za kazdym razem jak tam zagladalm to mi cisnienie skakalo i chcialam pisaac list do Heleny L.:popatrz co oni ci zrobili i robia ze strona!!!!
Zwierzaku, zapewne, i wiele o tym tu wlasnie piszemy, ale akurat pomyslalam sobie Starszymi Panami, zapewne zachecona ostatnio przez Bobika (choc niezaleznie od tego, mam czesto zwyczaj nimi myslec). 😉
Swoja droga to juz chyba nie do powtorzenia zjawisko, choc kto wie, na co bedzie moda za iles lat. Moze nagle wroca muszki, laseczki i cylindry? 😉
Przyszedł na blog Tadeusz, wokół się rozgląda,
ale stojąc na miękkich, ugiętych poglądach:
jak się tutaj na niego rzucą z każdej strony,
jak nic z ostrej tej jazdy wyjdzie potłuczony.
Nie bój się Tadeuszu o całość swej skóry,
nie tak straszne blogowe wyboje i dziury,
bo ugięte poglądy w takich rozhoworach
tak działają, jakby się było na resorach. 😀
Ja jeszcze z przyzwyczajenia na gazetę.pl wchodzę, ale też coraz bardziej zaczyna mnie trzepać.
A chciałbym przecież obieg informacji oglądać również od polskiej strony. Co byście polecili, jak to się ładnie mówi „na dzień dzisiejszy”, jako w miarę strawną internetową gazetę codzienną?
Warto przeczytać:
http://wyborcza.pl/1,97863,9806271,Zydzi_wracajcie__Cudowne.html
Heleno,
eeee taam, gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Pabianice? Gdzie gazeta.pl a gdzie bobik.eu? 🙄
Przeglądam różne gazety internetowe, ale chyba nadal gazeta.pl jest najbardziej strawna. Jeszcze najmniej tu podpięcia się pod określoną opcję polityczną. Ale poziom dziennikarstwa się obniżył. To odnośnie codziennych gazet. A tygodniki. Tu nadal jestem wierny „Polityce” i ” Tygodnikowi Powszechnemu”.
Bardzo mi się w wypowiedziach Grossa spodobało przesunięcie akcentu ze zbiorowej odpowiedzialności na zbiorowe doświadczenie. Bo przyjęcia odpowiedzialności i tak nie da się wymusić, nawet przy pomocy kodeksu karnego (on może zmusić tylko do poniesienia konsekwencji). Jedni się czują całkowicie odpowiedzialni za zbiorowość, inni wcale nie, a między tym jest jeszcze mnóstwo stopni pośrednich. Ale zbiorowe doświadczenie – tak, tu można powiedzieć: chcesz czy nie chcesz o tym mówić czy myśleć, to jest również twoje doświadczenie. I lepiej, zdrowiej dla ciebie, jeżeli nie będziesz tego wypierał.
No i przyjęcie doświadczenia nie stwarza takiego „ciśnienia” jak przyjęcie odpowiedzialności, co też nie bez znaczenia. Może w tzw. szerokim planie społecznym z określeniem „doświadczenie” łatwiej będzie się przebić niż z odpowiedzialnością?
Nie mogłem się natomiast zidentyfikować z tym miejscem, gdzie mowa (to już nie Gross) o „wstydliwym poczuciu bliskości z Żydami”. Moje poczucie tej bliskości jest całkiem bezwstydne. 🙂
Idzie Bobik drogą,
przez lasy, poręby,
nagle, uups,
wywrotka
i wybite zęby!
Rozgląda się Szczeniak,
wszak to niepojęte!
W co się tak zaplatał?
W poglądy ugięte 😉
Irek,
mam dokładnie tak samo 🙂
Ja też, tylko umówmy się, że „najmniej podpięcia pod opcję” oznacza jednak bardzo dużo podpięcia, co jest irytujące tak samo, jak błędy ortograficzne w tytułach. 😉
Oczywiscie, ze chodzi o wspolne doswiadczenie. Pierwsza, niesllychanie elokwentni pisala o tym eparu laty prof. Swida-Ziemba (czy nei przekrecam jej nazwiska?) wzbudzajac wsciekle reakcje wsrod autorow Salonu24.
A w ten powrot nie werze. Nie wchozi sie dwa razy etc. Mysle wrecz, ze pani Yael wymyslila te trzy miliony zeby dokuczyc polskim antysemitom, hehehe.
No tak, człek zdradzi tajemne zakamarki swej duszy, takie z zakresu ir-ratio, a tu już huzia, już nuzia, już ugięta. I jeszcze aparat, co zarył ryjem w trotuar, na poczet duszy tadeuszowej poszedł!
A skrobanie szparagów sukces silny! Na zupę nawet nic nie zostało 🙄
Z zupy szparagowej została ino woda, z wody zrobiłem zupę rybną, jutro z rybnej zrobię rosół, z rosołu będzie jarzynowa ! A na końcu: barszcz pomidorowy! Wszystko mam, tylko brak odwagi…kto to zje….
Wielki Wodzu: hough! My się zawsze zgadzamy!
A może zjesz, WW, barszczu pomidorowego?? O posmaku szparagów????
Może być, chociaż sugerowałbym szczaw zamiast pomidorów. 🙂
Zimno dziś w tych Niemcach jak cholera. 👿
Zjem czegokolwiek, byle było gorące i z mięsną wkładką. 😎
A zupę szparagową nietreściwą, taką typowo przekąskową, można zrobić również z samej wody po szparagach, bez żadnej twardzizny. Zagęścić, podprawić creme fraiche i ewentualnie wspomnianym kiedyś lekceważąco żółtkiem, do tego grzanki – łapy lizać.
Z przypraw u mnie sól, cukier, cytryna, gałka muszkatołowa, pieprz, odrobineczka estragonu, odrobina kurkumy (niedawne odkrycie, które okazało się tak słuszne, że dostało prawo obywatelstwa). Wariantowo jeszcze koperek, ale to już wtedy zupa szparagowo-koperkowa, czyli coś w bardzo Tadeuszowym duchu. 🙂
U mnie jest sól (oj mało), oregano, kurkuma, pieprz biały (mielony) i czarny (cały). Nad estragonem myślałem, ale jak się namyśliłem to polazł do kąta i nie wrócił 🙁
A koperku mam dużo… ale na razie jest zupa rybna! WW, talerzyk??
Proszę przy mnie nie mówić o szczawiu i jeszcze kilku innych rzeczach. Moją upojną wizję zupy szczawiowej zeżarła pełzająca banda wstrętnych, oślizłych terminatorów.
Przykro mi, dziś zupy nie mam. Mogę podać gulasz z grzybami i cebulką, do tego odsmażane ziemniaki z koperkiem, kalafior i sałatkę z pomidorów i ogórków małosolnych.
Kto sobie winszuje 🙄
Jak już przy wieściach ogrodowych jesteśmy: floksy dziś zakwitły. 😯 Aż miałem ochotę powiedzieć starczo i zrzędliwie: za wcześnie, kwiatku, za wcześnie. 🙄
Z działki użytkowej – wiśnie trzeba zbierać, maliny, a za kilka dni już i cukinia będzie w sam raz na ratatouille, o ile ci bandyci i do niej się nie dorwą.
Zupki odrobinę tak, poprosze.
Sprawdziłem, co to jest ten ratatuj i się okazuje, że robiłem to wiele razy tak na oko, bez przepisów i było dobre. 😆
A któż by ratatuja z przepisu robił? 😈
To jest właściwie potrawa o charakterze nawrzucanki czyli ubrałem się w com ta miał. 🙂
Piszą w gazecie, że we Wrocławiu ma być jakaś większa kultura, ale dopiero za kilka lat. 😎
Barokowy ratatuj, zacytowany na dywanie:
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2008/06/26/w-krainie-smaku-takze-muzycznego/#comment-21408
No bo takiej dużej kultury nie buduje się w jeden dzień. 😈
Pobiegałem trochę wokół barokowego ratatuja i odkryłem zapomniany już przeze mnie 😳 fakt, że zostałem mianowany dowódcą Międzynarodowej i Międzygatunkowej Frakcji Antybudyniowej. Ponieważ nikt mnie nie odwoływał, to chyba dalej nim jestem. 🙂
U mnie tez czas ratatuji, i truskawek (w tym roku szczegolnie pozno sie pojawily). 🙂
A z tym przejsciem od mowienia o „zbiorowej odpowiedzialnosci” na mowienie o „wspolnym doswiadczeniu” (zreszta jednak troche inaczej przezytym, stad Gross zajmuje sie przyblizaniem jednej strony, pozostawiajac strone druga innym), tak zupelnie slowa „odpowiedzialnosc” chyba uniknac sie nie da. Pozostaje jednak jakas odpowiedzialnosc za dzis, choc nie wszyscy, oczywiscie, musza sie do niej rownie mocno poczuwac.
A teraz musze poczuc sie do odpowiedzialnosci za moja sprawozdawczosc, i zniknac niestety na troche w jej odmety. 😉
Irku!
Kilka słów zanim Paweł poprawnie a przystępnie sprawę objaśni. Napis zaczynający się od C: jest adresem w podsystemie plików będącym pod systemem systemu operacyjnego komputera samodzielnie pracującego.
Jest to w przypadku umieszczonego wyżej przez Ciebie napisu
„ścieżka dostępu” do zasobu kategorii „plik”. Zasób ten jest zlokalizowany na Twoim (w domyśle) komputerze, którego
„adresu sieciowego” nie podałeś.
Aby zlokalizować twój komputer należałoby (tu za Wikipedią):
„Adres IP nie jest „numerem rejestracyjnym” komputera – nie identyfikuje jednoznacznie fizycznego urządzenia – może się dowolnie często zmieniać (np. przy każdym wejściu do sieci Internet)”
A więc adres IP nie ma przesądzonej statyczności, a ścieżka dostępu do pliku jest stała, o ile nie przniesiesz pliku do innego folderu określanego też jako katalog.
Linki jakie spotykasz w naszych wskazaniach są adresami innego rodzaju zasobu. Jest on identyfikowany akronimem
„HTTP” lub „HTTPS” (wielkość liter nie ma znaczenia).
Samo rozszyfrowanie tego akronimu niewiele w tej chwili by Ci dało.
Najbardziej zwarte wyjaśnienie odróżnienia adresu podanego w Twoim napisie od adresu w podawanych przez nas linkach wyraża chyba się słowami: podajemy zlepek
„adresu strony www” np.: „http://blog-bobika.eu/”
oraz elementu na tej stronie internetowej. Ten mój komentarz widzę teraz u góry ekranu na „pasku adresu jako:
„?p=652&cpage=2#comment-76518”
Sklejony w takiej kolejności z dwóch części adres mojego komentarza może być wskazaniem komentarza, do którego odsyłasz w dialogu z innymi komentatorami blogu.
Rozpisałem się tu w materii kuchni komunikacji sieciowej aby między innymi nawiązać do obecnego w naszych głowach i sercach andsola.
W moich Ulubionych andsol jest pod jako „migotanie słów”
i objawia się jako nagłówek i czerwcowy kawałek kalendarza bez jawnego widoku wpisu gospodarza i komentarzy gości.
Trzeba wybrać dzień z kalendarza aby mieć szansę czytać.
W moich Ulubionych Bobik jest jako „Blog Bobika”. Po otwarciu długo lądowałem na początku jednego ze styczniowych wpisów, chociaż miałem już za sobą lekturę jego wiosennych szczęknięć.
Obie podane tu nazwy są etykietami jakiegoś adresu i mogą być w dowolnej chwili zmienione dzięki opcji „Organizuj Ulubione”.
Cały Twój wpis z adresem C:… sprowokował mnie do przypomnienie sentymentalnego tropu frazeologicznego:
„Otwieram przed Tobą serce!” A w naszym medialnym świecie to może znaczyć coś innego niż w intymnej korespondencji naszych dziadków.
Cały ten wywód sprowokowany jest co najmniej dwuwarstwową opowieścią pewnego sprzątacza zakładu fryzjerskiego i przywołuje nam na pamięć Cyrulika Sewilskiego. Oto ten zamiatacz ściętych włosów wchodzący w telewizor:
http://www.youtube.com/watch?v=ezINamNANUc&feature=related
No jak, ja duży jestem, kultura we mnie i kilka lat już mam. I ja to Wrocław! Vive l’emp… ee. No. Właśnie.
OK, WW, następnym razem będzie ratatuja, barszcz pomidorowo-szczawiowy!
Znalazłem estragon, źle się schował. Od razu pomogło! Nie wspominając o następnym słoiku pomidorów.
A gulasz to nie taki węgierski ratatuja?
Jak wymieszać ratatuja z gulaszem, to będzie Eintopf. W zasadzie.
Ratatouille
Pyszny gulasz warzywny rodem z Prowansji, który równie dobrze sprawdza się jako danie główne, jak i dodatek do potraw.
http://www.palcelizac.pl/przepis/16/ratatouille/
hihi
Do Eintopfa jeszcze dojdę.
@Jotka – a propos tekstu w Gazetce W. Kilka miesięcy zdałem średnio udolnie sprawę z filmu Marzyńskiego „Sztetl”, który wyemitowała TVP Kultura.
http://alfaomega.webnode.com/news/pawe%C5%82%20wimmer%3a%20sztetl/
Pomyślałem sobie, że ciężko by było nawet te symboliczne liczby zachować na tablicach, bo pewnie Prawdziwi Polacy zaraz by się nimi zajęli.
Nie wiem, czy przyda się Irkowi, ale na wszelki wypadek wrzucam adres małego poradnika o zakładaniu albumu w usłudze Picasa Web Albums (trzeba mieć do tego konto w Google).
Tekst jest sprzed dwóch lat i pewnie szczegóły się pozmieniały, ale idea pozostaje.
http://komputipsy.blogspot.com/2009/07/picasa-web-albums-startujemy.html
Fotki wrzucone do PWA można już podawać na talerzu u Bobika 🙂
Jakby ktoś koniecznie chciał robić tego Ratatuja z przepisu, to proszę bardzo. 😎
Raz zbój Ratatuj, bardzo chcąc
się w wyższą wkręcić sferę,
nader dostojnych gości krąg
zaprosił na dinerek.
Dwie damy przytuptały wnet,
pękata i chudawa,
ciekawe bardzo, co na wet
Ratatuj chce podawać.
Po chwili w bramy zbója mknie,
nie bacząc, gdzie jest fosa,
mąż, co w całości składał się
z fioletowego nosa.
A za nim, robiąc wdzięczny dyg,
czerwienią lśniąc ubiorów,
przy stole się zjawiło w mig
trzech braci Pomidorów.
Ratatuj damom coś tam szkli,
zasuwa im duserki,
nagle Cebulę łapie i…
posiekał ją w plasterki.
A potem, na zbójecką swą
zasłużyć chcąc opinię,
z szuflady ostry tasak wziął
i napadł na Cukinię.
Spoconą wprawnie otarł skroń,
bo zmęczył się prawdziwie
plasterki z dam pochwycił w dłoń
i smaży je w oliwie.
Pociągnął smętnie nosem typ,
co zwał się Bakłażanem,
lecz nim odezwał się, już – ryp!
i też miał przerąbane.
Do dam dołączył zacny mąż,
wzbogacił ciałem sosik,
Ratatuj zaś zbójeckim wciąż
rechotem się zanosił.
Pomidorowa na to brać
wrzasnęła: nuże, chodu!
w tej sytuacji tylko wiać,
to najsłuszniejszy modus.
Zbój tylko syknął: „mów se, mów”,
wykonał wdech głęboki
i z Pomidorów miękkich głów
wycisnął wszystkie soki.
Wrzasnął: zbójecka gwiazdo, świeć
na cudne te katusze,
lecz by radochę pełną mieć,
ja jeszcze ich uduszę,
na wątpia im posypię sól,
dam pieprzu w każdą ranę,
rozmaryn, który wzmaga ból
i jeszcze ten… tymianek.
A kiedy usta otrę z pian,
gdy już odpocznę krzynę,
krawacik włożę i jak pan
spożyję z gośćmi diner. 😈
Hej, Wy nie rozumicie: Wrocław jest Europejską Stolicą Kultury!!! A może będzie…
Argument nie do obalenia za jest taki:
W którym mieście wyprodukowano najwięcej taboru kolejowego dla Polski? We Wrocławiu!
http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,114628,9825144,Wroclaw_Europejska_Stolica_Kultury_2016___Jednoglosnie__.html?obxx=9825144&order=najstarsze&page=3#opinions
No to oczywiste, że tylko taki argument obala wszystkie inne! Dodajmy jeszcze, że zrobiono to w Linke-Hofmann-Werke AG Breslau, murów Krasnaja Armia nie wyszabrowała 🙁
Wimmer, przepraszam, ale tu mnie bąbelki kolejowe unoszą!
Z gulaszem bardzo dobrze się miesza krupnik. Tylko podczas mlaskania tudzież oblizywania się proszę pamiętać, że to mój patent i się nazywa krulasz. 🙂
Zasmażany czy na parze??
Mam nastrój szampański, myślę, że krulasz bobiczy w sam raz się nadaje jako zakąska!
Pawłowi Wimmerowi jako żartobliwy hołd składam za kawał życia spędzony nad klawiaturą abyśmy cieszyli się multimediami.
Nie znam języka pisoenki. Jeśli są w niej elementy obrażające Was, to proszę je mi wybaczyć.
Jesli wskazne poniższym linkiem dziełko jest w kiepskim guście, to proszę o surową ocenę mego poczucia humoru.
http://www.youtube.com/watch?v=R1SGzVpe5R8&feature=related
@Staruszek – ha, tu zapewne najlepiej by się zorientował nasz amigo brasileiro Andsol. Inaczej pozostaje obawa, że może to być jak z tym utworem Queen na konwencji PiS:
Chłopie, Ty tworzysz straszny hałas
Grasz na ulicy, mówisz, że zostaniesz kiedyś kimś
Masz błoto na twarzy
Ty wielka hańbo
Kopiąc przed sobą puszkę
Śpiewasz
'Poruszymy, poruszymy was
Poruszymy, poruszymy was’
Ale muzyczka fajna, bez dwóch zdań 🙂
Wróciłem z terenu.
Staruszku i Wimmer. Dziękuję 🙂 . Z C: to był wypadek przy pracy, ale prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. 🙂
Tadeusz, gratuluję ESK 2016. 🙂
Mam nadzieję, że zespół, który pracował w Lublinie nad aplikacją do ESK 2016 nie spuści z tonu.
To skoro wam się podobało, rozdarty między ulubione blogi wkleję tu Wam wesołe fado. Jest już już takie!
Wkleiłem je też gdzie indziej, ale z tą muzyką można chodzić po ludziach, co sami zobaczycie.
Deolinda „Um Contra O Outro”
http://www.youtube.com/watch?v=Qxv9s3PTIzY&feature=artist
Staruszku, urokliwe i pozytywne – I like it.
No to na dobranoc piękne spokojne fado.
eu tenho um melro – Deolinda
http://www.youtube.com/watch?v=rVBs2LiQhhs&feature=artist
Bobiku, ratatuj odrażającego draba cudny 😀 Tylko bakłażan mi nie leży 🙁 Może być kalarepa?
Jotka 09:18
bufet, oczywiscie bufet 🙂 😀 (czy moze bycwe formie papierowej? 🙄 )
Monika 20 o 22 i cos
🙂 😀
Rys niejedna ma twarz 🙂
ciekawy zegar znalazlem
http://failblog.files.wordpress.com/2011/06/epic-fail-photos-things-that-are-doing-it-the-res-erection.jpg
Nacht Bobikowo
Żegna się Stolica Kultury!!
Nieustająco zdumiewa mnie lekkość i polot, z jaką Bobik strzela dowcipnymi rymami na dowolne tematy. No ale z tym się człowiek rodzi, to od Boga (wersja dla wierzących) lub od genów (wersja racjonalistyczna).
Takie coś, to od wszystkich bogów i wybranych genów 😉
Jak się Tadeusz wyśpi, to sobie przeczyta, a ja już wiem. To był SPISEK. 😈
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35057,9827022,Kamil_Durczok__W_walce_o_ESK_wygrala_polityka.html
Jaki tam spisek, krasnoludki 😉 Dobranoc 🙂
Życie mnie dopadło i wywlokło za kark z blogu. Teraz niby puściło, ale co mi z tego, jak Szanowne Towarzystwo już w pościelach, a i ja tam wkrótce muszę, bo jutro nie pośpię. 🙁
Bardzo mi miło, że zbójecki przepis Wam spasował. 🙂 Tylko widzę, że przy okazji Paweł zrobił ze mnie człowieka. Sam nie wiem, czy to uznać za komplement, czy wręcz przeciwnie. 😎
Haneczko, z kalarepą nie wiadomo, bo ona to dość twardy zawodnik i Ratatuj mógłby mieć kłopoty z siekaniem i duszeniem. Natomiast z papryką albo z grzybami – nie ma sprawy. To też są bardzo dobre ofiary. 😈
Pies też człowiek – zawsze tak twierdzę, o.
Aaa, jeżeli w takim sensie, to kupuję. 🙂
Chyba jednak temu Wrocławiowi wypada pogratulować zostania ESK (Europejską Stolicą Kolejową), mimo że po linii spiskowej sobie to załatwił. 🙂
A Lublin zawsze może uznać, że jest zwycięzcą moralnym. 😈
Nie dla psa kiełbasa, nie dla kota spyrka,
więc przy dźwiękach fado udam się do wyrka.
Dobranoc. 🙂
Wyciskanie pomidorowych miękkich głów powaliło mnie na kolana.
Uzupełniam wymienione – do wstawienia po Cebuli i Cukinii.
Rozochocony wrzasnął drań:
Ach, dłoń ma nader krzepka!
Za chwilę w ślady tamtych pań
podąży Kalarepka!
Uciekła! Nie chce być julienne!
Ze strachu już zielona…
Na próżno… złapał naci tren…
Już leży, pokrojona.
Papryka, widząc wszystko to
zadrżała całem ciałem,
poczerwieniała – no i co?
Skończyło się zawałem.
Zbrodzień nie bierze ambu w dłoń,
nie woła pogotowia –
już leci, biedna, w garnka toń,
wśród innych jarzyn mrowia.
Nagle w lodówce trzasną drzwi –
złowieszczy pisk wydając…
Grzybowy orszak rusza z nich,
lekko się wszak wahając.
Co ma być, będzie – mówi rydz. –
A myśmy fataliści.
Toż protest nasz nie warty nic,
zginiemy jak artyści…
To my krasimy smakiem swym
i zupy, i desery…
I skoczył rydz, a inni z nim –
jak Pepi do Elstery.
Przed padnięciem w wyrko jeszcze zrobiłem szybki obchód (a raczej obieg) włości i dobrze, bo się mogłem z Nisiowego dodatku uchachrać. 😆
To jednak nie pójdę spać na smętnie, tylko na wesoło. 😀
na dobranoc troche jazzu, po portugalsku, z hiszpanska publiczznoscia spiewa zaledwie 25-letnia Esperanza Spalding
http://www.youtube.com/watch?v=ZNyIN2GZ170&feature=related
karty rozdane, ukryte asy na stole i jednak Wroclaw 🙂
tu dodaja dawniej Breslau i ze dostanie hiszpanskiego partnera 😀
brawo
brykam
krolem wiadomosci z tytulowych stron jest jednak
Papandreou – i to nie jest zle 🙂
przez tereny zielone z wypasionymi na nosie do S-Bahnu do
przegladu pozycji
brykam fikam
Dzień dobry 🙂 Dziś i ja sobie mogę bryknąć z Rysiem, choć o tak niepsiej porze (i przy takiej pogodzie 👿 ) mój napęd do brykania jest taki sobie. Ale znalazłem coś, co pozwala nawet deszczowy dzień zacząć fikająco. Bogaty zestaw psich uśmiechów. 😀
http://deser.pl/deser/51,111858,9820477.html?i=0
I ja też witam 🙂 Mam młyn w terenie ale czas na 😀 musi się znaleźć
I to prawda. Moja Babcia i mama mowily to samo. Dla nich wejscie Niemcow to bylo wybawienie, bo juz siedzieli na walizkach przygotowani na wywozke, bo byli na liscie. Na szczescie dla nich zabraklo wagonow i tak ocaleli.
http://tygodnik.onet.pl/35,0,64822,wojna_mile_widziana,artykul.html
Dzień dobry 🙂
niezły tłok na rannej zmianie.
Wimmer,
oglądałam ten film kilka lat temu, na jednej z głównych stacji TVP. Nie pamietam na której. Warto by go było powtórzyć. Pokazane różne warstwy problemu i obie strony bez makijażu.
Tadeusz,
ja też się cieszę z Wrocławia. To moje ukochane miasto. Haneczka ma rację, to sprawa krasnoludków. Ostatnio odwiedziłam je w połowie maja. Wiem do czego są zdolne 😉
Rysiu,
szczegóły Sie dogada 😉
Wczoraj, kiedy oglądałam w telewizorni migawki ze wspólnego posiedzenia obu rządów, pomyślałam: Zjazd Gnieźnieński …
http://wyborcza.pl/1,75478,9826572,Niemcy_w_Warszawie.html
Na wszystko potrzebny jest czas, czas, czas. Czas dobrze wykorzystany. Czas na rzetelne przepracowanie problemów.
Bez tego mamy integrację o smaku pomidorów z holenderskich szklarni …
Zwierzaku,
mieliśmy w rodzinie osoby z takimi doświadczeniami …
@Jotka – widziałem kilka filmów Marzyńskiego i bardzo go cenię jako dokumentalistę.
Marzyński pisze zresztą regularnie interesujące teksty do Studia Opinii.
@Zwierzak – ciekawy artykuł.
Wimmer,
jestem w ciągłym niedoczasie i nie przyglądnęłam się uważniej Studiu Opinii.
Mam nadzieję zrobić to w lipcu. Sierpień niemal cały spędzę na bezinterneciu.
Ja ostatnio nawet na wszystkie linki na blogu nie mam czasu nakliknąć. 🙁 😳
To witanie Niemców jak zbawców na Kresach było nawet psychologicznie zrozumiałe, chociaż nie świadczyło o dużym rozeznaniu politycznym. Ale cóż, internetu wtedy nie było i odcięcie od wiadomości to było prawdziwe odcięcie od wiadomości.
To dodatkowo naświetla jeszcze pogromy i wzmacnia tezę o skwapliwości niektórych Polaków do spełniania oczekiwań Niemców.
@Jotka – gdyby chcieć jakoś zdefiniować Studio Opinii, to najbardziej pasowałyby takie określenia: świeckie, centrowe (czasem z lekkim odchyleniem w lewo), racjonalistyczne. To taka porządna, inteligencka gazeta internetowa, oczywiście nieperiodyczna. No i nadzwyczaj zacne towarzystwo.
Politycznie SO wspiera ostrożnie i krytycznie Platformę, jest zdecydowanie krytyczne wobec PiS.
Nie możemy sciągnąć andsola bo …
Może to pomoże:
Learn Brazilian Portuguese Language Phrases – Greetings
http://www.youtube.com/watch?v=yZUnOGvhqDg
A ja uwazam, ze skrzywdzilismy liska 🙁
To madra i wrazliwa dziewczyna i niepotrzebnie dostala to co dostala, bo jej sie to wcale nie nalezalo. Mnie gryzie sumienie.
Lisku, wracaj, bo mi smutno! 🙁
Obszczekam krótko SO absolutnie wrażeniowo i od razu poproszę o wybaczenie mi, że nie będzie do tego sążnistego uzasadnienia. 😉 Ja tam zalądam, choć nie tak często, jak bym chciał i zajduję tam wiele ciekawych rzeczy, ale jak na gazetę inteligencką SO jest dla mnie trochę zbyt przechylone w stronę polityki. Bardziej nawet niż „Polityka”, która z racji tytułu miałaby do tego większe prawo. 😉 Działy „Kultura” czy „Społeczeństwo” są znacznie słabsze od tych stricte politycznych i przy otwarciu, tzn na stronie tytułowej nie bardzo się przebijają.
To nie jest krytyka „w czambuł”, bo przecież mówię, że w sumie ciekawe, ale uwaga o tym, czego mnie brakuje i dlaczego jednak pozostaję raczej wierny „Polityce”. Ale też widzę w SO duży potencjał i myślę, że gdyby popracować nad osiągnięciem w nim pewnej „inteligenckiej równowagi”, mogłoby się stać dla „P” – przynajmniej internetowej – konkurencją. Choć z drugiej strony – nie wykluczam, że klientela SO jest trochę specyficzna i właśnie polityki w dużych dawkach pożąda.
Powiem otwarcie, acz skrótowo, bo robota ciśnie – cały czas miałem wrażenie, że Monika z Liskiem całkiem niepotrzebnie się „zapętliły” wokół jakiegoś sporu, w którym nie było rzeczywistej, merytorycznej różnicy stanowisk, tylko jakieś wzajemne, chwilowe wejście sobie na odcisk. To się oczywiście zdarza, że w jakimś momencie rozmówcom „chemia nie zagra”, ale nie było przy tym żadnych epitetów ani mordobicia 😉 więc myślę, że z dystansu kilka dni można na to machnąć ręką czy łapą i powiedzieć „gramy dalej”. O co w imieniu Blogowiska serdecznie bym prosił.
Bo przecież to, że Liska kochamy szalenie i brak odczuwamy, to chyba oczywista oczywistość. 🙂
A teraz spadam w teren, wyrażając jeszcze jedną prośbę – o wybaczenie mi zaległości w korespondencji. No, nie wyrabiam. 😳
No, pewnie, że to oczywista oczywistość, że Liska kochamy, całymi garściami.
Każdy musi w swoim tempie układać się sam z sobą i dookolnym całokształtem. Ale czekać, czekam z utęsknieniem.
Tęsknię również za Vesper. Vesper, macham do Ciebie 🙂
Zwierzaku,
czy możesz do mnie skrobnąć na
nota7@o2.pl
będę wdzięczna 🙂
A teraz nakładam sobie szlaban na blogowanie 🙁
Muszę „wykończyć” rok akademicki na dwóch uczelniach. Czyli „roki dwa” 😯
Jak już je „wykończę”, to się odezwę. No, chyba, że one „wykończą” mnie 👿
Bawcie się dobrze 🙂
Obserwuje się w przyrodzie zmęczenie kryzysem.
Bauman nie potrafi wskazać króla, ani nowych prawideł elekcji.
Grecy boją się trojana zaciskającego obręcz na brzuchu.
Zwiększona aktywność słoneczna zaimportowała na blogi wybuchy drażliwości oraz zakłócenia w przekazywaniu sieciowego porozumienia. Mlodzież różnych roczników oczekuje dyplomów przed wyjęciem z antresoli ekwipunku wakacyjnego. Blogerów popędzono do zamknięcia półrocza, bo nie wypada aby prezydencja wstąpiła do nas w rozkroku.
A ja jakieś mało męskie wpisy popełniam, żeby nie rzec elementarne.
Co prawda: Ubóstwiam drakę
Gliny na dole draka była
Skrwawiony był jak trup i blady, gdy wyciągnęłam go z pod lady
I podnieść go nie było jak przez ręce leciał mi jak flak
A potem z żalu się zagryzał gdy w moim łóżku z ran się lizał
Że kumpli mu i spluwy brak i ukochanych jego drak
Błagałam nie raz kiedy dzień już zgasł, by mi darował całą noc choć raz
A on się tylko ze mnie śmiał że skąd by siły potem brał
Aż z kulą w sercu padł na wznak i więcej nie rwał się do drak!
I odtąd gdy z pijanych kart po nóź i krew wyskoczy czart
Ubóstwiam drakę!
Gdy ręka skrada się po krtań,
by wpisać śmierć na listę dań -ubóstwiam drakę!
I jeszcze wtedy gdy jak klin
rozdziera noc syrena glin
-ubóstwiam drakę!
Nozdrzami chłonę zapach krwi i we łzach ulgi tonę,
i -chcę ciągle nowych drak!
Gdy pragniesz, żebym ci oddała wszystko
co we mnie z krwi i ciała,
i z pożądaniem twoim sprząc
wszystko co we mnie z krwi i żądz,
O, wtedy najpierw pokaż w jaki
sposób zabierasz się do draki
-gdy się rozbuja cały kram
wśród brzęku szkła i pisku dam!
A jeśli wtedy tylko twarz ci drgnie,
to choćbyś piękny był jak bóg,
mój śnie przed nosem ci zatrzasnę drzwi,
do innej idź, niech z tobą śpi
-ja wygląd twój mam gdzieś i tak,
bylebyś melodię miał do drak.
Bo zawsze gdy z pijanych kart…
http://www.youtube.com/watch?v=4Jzq0AtB2RI&feature=related
A tu trzeba konstruktu zanim słońce się przesili w noc kupałową i zapadniemy w Sen Nocy Letniej.
Puk! Puk!
Oberon! Do roboty!
Szarp pan bas!
Bo jak pan nie szarpie
to krew się w nas
sączy zimnym karpiem!
Rwij pan bas
aż wyrzężę, że już pas.
Szarp pan bas!
Bo gdy pan go szarpie
to krew wre w nas
w rytm charczą harpie.
Wal pan w bas!
I łup pan! Skub pan! Drób pan bas!
Jak pies
warczy w basie
struna w czasie
gdy pan ją z werwą rwie!
Jak bies
bas mnie kusi
gdy pan go dusi
i kark mu zgrabnie dla mnie mnie!
Wal pan w bas
bo jak pan nie wali
to pusto w nas
jak w nieczynnej sali!
Szczyp pan bas!
I szarp, i mnij! Duś pan bas!
By zgasł i już mi nie chrzęści
to złamał bas serce mi na części!
Z bólu się ja na ścianę pnę!
I w rozpacz brnę, i szaty mnę!
I klnę ten bas!
http://www.youtube.com/watch?v=gZ-uEsLUhJQ
Zwierzaku, ja takze mam nadzieje, ze Lisek sie pojawi, bo mi go tu brakuje, podobnie jak Vesper.
I wydaje mi sie, choc moze Ty inaczej rozkladasz akcenty, ze sprawa z Liskiem miala dwie strony, jak napisal Bobik. Ja wzielam dosc szybko gleboki oddech, choc nie ukrywam, ze niektore slowa Liska takze sprawily mi prawdziwa przykrosc, bo dla mnie byly zbyt personalne, ale nie uzalam sie tu nad soba, nie rozpamietuje, nie robie aluzji (stad i moze sie wydawac, ze przykrosc byla tylko jednej stronie). Ogolnie mysle, ze to jest na codzien najlepsze podejscie, choc Ty oczywiscie mozesz sie ze mna nie zgodzic. Ale – dla blogowego dobra, i tzw. closure – ja juz sie wiecej na ten temat nie odezwe.
Moje dzieci niedawno dostaly w prezencie prosta, a piekna zabawke, o nazwie Buddha Board. Jest to mala tablica pokryta bialym materialem, ustawiona nad naczyniem z woda i okraglymi kamieniami. Do tego jeszcze jest pedzelek, ktory macza sie w wodzie, lekko otrzasa z nadmiaru wody na kamieniach, po czym szybko maluje sie obrazek na powierzchni tablicy. Po paru minutach, obraz – wszystko jedno, najpiekniejszy czy najgorszy – znika. I mozna zaczac od poczatku. W dzisiejszych czasach, gdy prawie wszystko jest gdzies zarejestrowane elektronicznie, gdy wlasnie nic juz nie znika, nawet najmniej wazne slowo, Buddha Board jest dobra buddyjska zabawa, przypominajaca, ze jest takze piekno i madrosc w niewpadaniu w zbytnie rozpamietywanie wszystkiego.
Co napisawszy, ide sie cieszyc kazda chwila przy sniadaniu (medytacja przy sniadaniu, z dzieckiem dla utrudnienia, ale i podniesienia poprzeczki, jak pisze Thich Nhat Han, buddyjski mnich, ktorego lubie czytac). 🙂
To ja? Inny komputer…
To ja!
Praca z Wordem z wyłączonym backupem to często była taka zabawa buddyjska….
Ja tez mam nieustajacy buddyzm z moim malutkim , maluszkiem, Tadeuszu. 🙁
Ja Was w ogóle wszystkich kocham, już bez wyszczególniania, bo kogo nie kochałem, tego albo nie wpuściłem, albo zbanowałem. 😆
Pewną odmianą Buddha Board są obrazy piaskowe. Można w tym dojść do nieprawdopodobnej wprawy:
http://www.youtube.com/watch?v=U8fl3OokqWk&feature=mr_meh&list=PL2085E00940D542C9&index=6&playnext=0
Te obrazy piaskowe to jak robota na szydełku? Podobno bardzo uspokaja, więc chciałem się nauczyć, co skończyło sie szydełkiem w korkociąg. Dobrze, że ja przeżyłem (chociaż teraz mnie wątpliwości ogarnęły…), a jaki spokojny byłem…
Am Rhein to też tak duszno??
Aha, zapomniałbym: Bobiku, też Cię uwielbiam!! Nie jestem zbanowany i wpuszczany bywam… to…
Am Rhein to leje jak z cebra i ząb o ząb uderza, jak się kto dobrze nie odzieje. 🙄 A ja muszę jeszcze na zakupy skoczyć, bo jutro znowu świętujemy.
Wyrazy uwielbienia najchętniej przyjmuję w wędlinach. 😈
Coś zabawnego i sympatycznego
Break Dancing Gorilla at the Zoo
http://www.youtube.com/watch?v=VNKyG4C2VlA
Mmmm. Am Oder słońce, lepko, duszno. Porno inaczej mówiąc. My też świętujemy, w ramach czego jadę sobie na rower, mam nadzieję, że nadreńskie pogody nie dojdą do jutra…
OK, następnym razem ugarniruję wyrazy w wędlinkę! Zdrową, sojową 👿
Oh, how nice. Tow. Katarzyna Laniewska, b. wieloletni i legendarny z powodu swej bezkompromisowosci sekretarz POP PZPR w Teatrze Komedia, a pozniej Zasluzona Artystka Radia Maryja,bedze kandydowac w wyborach z raienia PiS.
Maly bezintereswny donosik spisala
Zyczliwa.
Raduje się moje serce na widok każdego nawróconego grzesznika 😈
Łosoś, schab, kalmary, młode ziemniaki, szparagi, sałata, rukola, mango, truskawki… Obawiam się, że nawet ja nie zdołam tego przez 2 dni pochłonąć. 🙄
A zawsze mówię, żeby nie kupować na głodzie…
Nie rozumiem, co się tak dziwicie tej Łaniewskiej. PiS sięga po sprawdzone kadry. 😈
Bobik, ależ takich sprawdzonych kadr jest multum poczynając od Roberta J. Nowaka sekretarza CK SD itd., już nie wspomnę o lektorach WUML-u na listach PiS. Ale nie psujmy sobie wieczoru. Wróciłem z terenu. Studenci do sesji puszczeni. Jerzyki za oknem dźwięczą. Za godzinę zakwitnie mi królowa nocy. A ja szelest tygodników w fotelu przy nalewce z derenia. Jutro nie dzwoni mi budzik 😆
Przypadek Łaniewskiej świadczy dobitnie, jak wielka jest siła moralnego oburzenia, gdy się dostrzeże zło, gdy osobiście człowiek czuje się poraniony zaprzaństwem macierzystej partii. Ta siła rzuciła ją aż do przeciwległego kąta.
Wimmer, przez wiele lat byłem homo politicus, ale nigdy nie poszedłem do przeciwległego kąta. To nieuczciwe wobec siebie. Nie wspomnę o innych, którzy mi ufali.
Bobik, a propos zakupów na dwa dni. Czy w Niemczech jest jutro dzień wolny i do tego bez zakupów? U mnie lista krótsza: pstrąg, płocie, bryndza spod Piwnicznej, zielona pietruszka i coś na ząb 🙂
Pewnie, że w Niemczech jutro wolne. W maju i czerwcu na brak wolnizny nie możemy tu narzekać. 🙂
Ale za to bryndzy spod Piwnicznej nie mamy. 🙄
Bryndzę spod Piwnicznej zawdzięczam firmie krakowskiej, która dostarcza nie tylko bryndzę ale i salceson szwoleżerów, nie wspomnę o kleparskich kiełbasach, kiszkach gryczanych spod Pilzna, kiełbasie księcia Sapiehy, czekoladach licealistów z Sobieskiego.Ale stop tym kulinariom, bo ślinka leci. 😀
Łaniewską pamiętam bodaj z publicznego poparcia stanu wojennego – nie bluźnię przypadkiem?
Wracając do ” dyskomułki” pytania z testu najmłodszej polszczyzny:
1.Który z poniższych paradoksów jest prawdziwy w wypadku młodego języka?
a. „Szyybko” znaczy ” wolno”,
b. „Cieenko” znaczy ” grubo”,
c. „Słaabo” znaczy ” dobrze”,
d. Żaden z powyższych.
Nie mógłbym zamiast tego odpowiedzieć na jakieś pytanie z genetyki? Albo z fizyki jądrowej? Chyba by mi jednak było łatwiej. 😎
No dobra, strzelam, z góry wiedząc, że może być w płot. Słaaabo znaczy grubo. 😀
Bingo 🙂 czy grasz dalej?
Mam grać?
To wobec tego trzy piki. 🙂
Sześć pik 🙂
Jedna haubica! 😈
Z przyłbicą. 😎
Dzida, składająca się z przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia.
Spróbuję odpowiedzieć: c, ale słaabo musi być z intonacją pytająco-dziwiącą. 😕
A więc prowadź Bobik 😈
http://www.janwolek.com/prowadz_wodzu.html
Ja mam robić za Wodza? 😯
Żeby WW ogon mi uciął za się podszywanie? 😯
To zgadłem czy nie?
WW,tak. Jesteś master- blaster, full wypas, wyczes na maksa i wyrąbisty wynik. 🙂
Aaa, WW to od Wyrąbisty Wynik. Sypło się. 😈
To już dzisiaj będzie drugi sukces językowy w rodzinie. Moje dziecko dostało piątkę z lit. staropol., a ja tylko trochę gorzej. 😎
Jak to ” master- blaster” to szóstka. Co z tym TW ” Wyrąbisty Wynik” co się sypło 😈
Rany boskie, to WW nie tylko WW, ale i TW? 😯
Jakbym był TW, to bym doznał iluminacji i kandydował z ramienia.
Sprawa jest poważna. Pora na herbatę.” Anastazjo Filipowna prosimy samowar” 🙂
– Ależ proszę – odpowiedziała Anastazja Filipowna i z chwilowego braku służby dystyngowanym gestem sama sięgnęła do wara.
A może do gara, ale czy ja wszystkie cytaty tak dokładnie muszę mieć w głowie? 🙄
A WW niech nie kandyduje tylko nastawia alembik. A włożyć w ten alembik kawał bizonowego mięsa, badjanu, korzenia angielskiego, pieprzu, cynamonu, buraków, marchwi, hanyżu, skórki z pomarańcz. To wszystko włożywszy, pędzić i z tej likwory robić. Chcieć mieć likwor kawowy sto ziaren kawy upalić, syrop zrobić.
To chyba następna nagroda będzie dla tego, kto powie, co to ten badjan.
Decyzją satrapy Irek zostaje wykluczony z udziału w konkursie i zapędzony do pełnienia roli jurora. Jeżeli sam nie wie, kim/czym jest badjan, to wcale nie szkodzi. Będzie jak w normalnym konkursie. 😈
Sponiewiera?
Ten likwor.
Kawowy to nie wiem. Ale gruszkowy sponiewiera bez ochyby. 😎
Wiem i czekam na wynik :D. A czy sponiewiera? Na pewno nie. Jest to przepis na likwor pędzony z mięsa w rodzinie Świeżawskich. A ich nie sponiewierało. 🙂
Likwor z mięsa! Czyż może dla psa być coś rozkoszniejszego? 😆
Badjan to jest, rzecz jasna, wybrzeżokościosłoniowski obrońca kopany, który gra w klubie FC Istres.
I jak mi ktoś powie, że nie wygrałem, to Sierżanta Gugla zawołam, żeby zrobił porządek! 👿
Ale Sierżant Gugl nie dostał piątki z lit. staropolskiej jak dziecko WW
Nie szkodzi, ja kiedyś dostałem. Znaczy, średnia z Sierżantem i tak nam wyjdzie dobra. 😈
Przy okazji – gratulacje dla Wielkowódzkiego Dziecka. 🙂
Ja też dołączam się do gratulacji :). I natenczas Dobrej Nocy wszystkim. 🙂
Dziękuję. Dziecko gdzieś właśnie pije, a ja idę spać o suchym pysku. Zresztą na wieść o likworze mięsnym rozważam rzucenie.
Wielki Wodzu, lepiej nie rzucać, tylko zmienić gatunek. Z ludzkiego na pieski. 😆
Dobrej nocy tym, co już pod kocem,
tym co właśnie mają białe noce,
tym też, co się już ze strachu pocą
przed bezsenną – jak codziennie – nocą,
i tym, co samotnie, bez pomocy,
tkwią w procentów mocy…
dobrej nocy. 🙂
A u mnie,po wizycie w Costco:
morele, maliny, manga – te wlasciwe, male zolte, kaczka ryba morska, grzyby, Heineken, 5 butelek wina czerwonego, krrewteki, pomidory Campari, slodka cebula Vidalia, ziemniaki, kura organiczna, pimiento di padron- duza paczka, dwie glowki zywej salaty, 8 pusszek francuskiego groszku De Seur, szesc kostek masla, pastrami, cudna t-shirtka z pima cotton dla syna Audrey, melatonina. I karton Benson&Hedges.
Super zakupy, Heleno, same pysznosci. Ale az 6 kostek masla… podejrzewam pyszna francuska kuchnie.
A tu dla anglojezycznych nocnych markow artykul (nie naukowy), wlasciwie recenzja ksiazki o psychopatii, i jak brak empatii, o ktorej czesto tu dyskutowalismy, jest symptomem tego zaburzenia.
http://www.nytimes.com/2011/06/19/books/review/im-ok-youre-a-psychopath.html?ref=books&pagewanted=all
Czytam co popadnie na ukojenie nerwow, bo zaginal nam dzisiaj nasz mlodszy pies Basil (Bazyli, Bazyliszek, Baz-Baz), ale juz sie znalazl, co za ulga i radosc w domu. Dzieki dobrym ludziom… raczej zdolnym do empatii.
Kolorowych snow, a rysiowi suchego i slonecznego balkonu do porannego brykania.
Od lat marzy1mi sie jakas nawigacja satelitarna do odnajdywania zagubionych/zabradziazonych zwierzat. Moze juz taka nawet istnieje . Tyle nerwow by zaoszczedzila.
Costco to geenialna hurtownia dla slepow i restauracji,do ktorej kazdy moze sie zapisac. Ale wiele produktow (choc absolutnie nie wszystkie) sprzedajes ie w iilosciach przzemyslowych, zato bardzo tanio. 16uncjowa kostka masla w supermarkecie kosztuje $4.00,zas w Costko za 6 paczek tego samego masla place $9.90. Wiec jedna paczka do lodowki, a reszta do zamrazalnika.
A swoja droga ja tu pcham maslo gdzie sie da.Dzieki czemu moja Mama wycienczona chemia i wazaca w dniu mojego przyjazdu 99 funtow, wazy obecnie 115, dzieki mojemu dotuczaniu. Bardzo mi pan doktor gratulowal.
O psychopatatch moglabym pisac tomy, niemniej poczytam co inni mowia.
16 funtow odzyskane po chemii, brawo Heleno. Czytalam gdzies w jakiejs dekadenckiej ksiazce kucharskiej, ze najlepsze ziemniaki puree sa jesli sie wmiksuje funt masla do funta ugotwanych ziemniakow. Jeszcze sie na to nie odwazylam, ale gdybym miala pare kostek masla pod reka i Mame do nakarmienia to kto wie… Pozdrawiam serdecznie.
blyskalo, grznialo, urwanie chmury
Bobik swietuje berlinczycy brykaja do U-Bahnow, swietowac
musi ktos, by pracowac mogl inny 🙂
brykam
herbata samowarowa dla wszystkich 😀
brykam fikam
ciekawostka :
http://www.sueddeutsche.de/leben/james-blunt-skandal-um-ein-foto-der-kuschelsaenger-und-sein-facebook-fauxpas-1.1111536
Dzień dobry Wszystkim, 🙂
A dla Rysia dodatkowo „eine zischende Molle”. 🙂
Nawet „Sueddeutsche” sprawą tej fotografii się zajęła?
Pan B. jednak ma poczucie humoru. Rozszczelnił mi kanalizację deszczową, pojawiła się woda w piwnicy. Wczoraj dokopałam się do miejsca, które w czasach zamierzchłych jacyś „fachowcy” „uszczelnili” betonem.
Jutro ciąg dalszy robót, z użyciem wiertarki z dłutem! 😀
Dzień dobry 🙂 Chociaż z wodą w piwnicy i wizją wiertarki to może nie taki dobry… Ale trzeba myśleć pozytywnie. Póki nie pada hasło „woda wyżej!”, można spróbować mieć przyjemność ze świątecznego dnia, na przekór temu figlarzowi, co rozszczelnił. 😉
Zaginięcie zwierzątka to jest rzecz okropna i nieprzytomna nerwówa. A ile się nalatać trzeba… 🙁 Dobrze przynajmniej, że w przypadku Bazyliszka z pozytywnym skutkiem.
Ja się ostatnio stale martwię o Pręgowaną. Nie jest jeszcze zachipowana, bo nie chcieliśmy jej serwować zbyt wiele kłucia jednocześnie, a obróżkę z numerem telefonu zgubiła już drugą (to są takie obróżki „rozrywalne”, żeby kot nie był uwięziony, jak się o coś zahaczy). Ale przy następnym terminie kłucia, za jakieś 2 tygodnie, już koniecznie jej zamówię chip. Ja nie mam nerwów do rozdania. 🙄
Z tym Bluntem to jest kolejny przykład, jak trzeba uważać, nawet jak się nie ma żadnych złych intencji. O ile wiem, facet rzeczywiście ma jakieś udziały w hotelu budowanym w Krakowie i chciał się po prostu pochwalić, a wyszło jak kpina z Polaków.
Gdyby wiedział, że Polacy od określenia „polnische Wirtschaft” mają już potężny, obolały nagniotek, może by swój post inaczej sformułował i żadnej afery by nie było.
Od wielu lat drę pysk, że w zjednoczonej Europie interkulturowość powinna się znaleźć w programach szkolnych i to dla młodszych klas, ale wciąż jeszcze za mało wydarłem. 🙁
Dla osób mających dostęp do TVN24 – podobno dziś wieczorem ma być film o Franciszce Hałamajowej, która ocaliła w czasie wojny szesnaście osób, w miasteczku Sokal. Film amerykańsko-izraelsko-ukraiński, prod. 2009.
TVN nie mam, ale kiedy wiem, co w nim idzie, to potrafię sobie wyobrazić, że mam. 😉
Chociaż… wieczorem to ja już mogę być tak zmęczony świętowaniem, że ani łapką, ani ogonkiem. 🙄
Mam wrażenie, że dni powszednie są dla mnie mniej męczące. Jak się nie obżeram tak okropnie, to jakoś poruszać się lżej…
Ale sobie zrobilam wesoly wieczor! 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=X-PV9lqdmj8&feature=related
Rany, jaka niespodziewana przyjemnosc mi to sprawilo!
W ramach pokuty za grzechy przeczytalam wypracowanie Prezesa na zakonczenie roku szkolnego, dostepne w Salonie24. Czysto napisane, bez bledow ortograficznych, troche zabraklo merytoryzmu, z nadmiarem sztamp jezykowych („uczniowie udaja sie na zasluzony wypoczynek” i takie tam), ale jesli dobrze zrozumialam, jak Prezes wygra wybory, to wszystkie, a nie tylko tuskowe dzieci beda mogly jezdzic na wakacje, zas podreczniki bendom lepsze. Pewnie Giertych juz je pisze – ze szczegolnym naciskiem na bezkompromisowa rozprawe z teoria ewolucji, jeszcze tak niedawno krytykowana przez pisowskiego wiceministra oswiaty na forum Unii Europejskiej..
Ten Wilk ze Zwierzakowego linku niby taki żul, ale szaconek dla kultury jednak posiada. Po odśpiewaniu pieśni przez Zająca nie omieszkał wręczyć mu bukietu. 😆
Teorię ewolucji to prezesowi ludzie obalają jednym paluszkiem. Gorzej, że mogą usiłować teorię big bangu wprowadzić w życie… 🙄
Też przeczytałem wypracowanie i miałbym odpust zupełny, ale potem przechodziła procesja, a ja się nie przyłączyłem, tylko spojrzałem przez okno przy okazji palenia fajeczki, no i całe pokutowanie wzięli diabli. 😈
Heleno, nie nadążasz za dynamiką. Giertych teraz chodzi po telewizjach i opowiada, że Jarek jest szkodnik polityczny i zamierza wchodzić w koalicje z czerwonymi. Coś w tym może być, bo to wypracowanie wygląda na zerżnięte od tow. Kuberskiego.
Wielki Wodzu, naraziłeś mi się! Teraz już trudniej mi będzie twierdzić, że palenie nie szkodzi. 👿
Odpuściłam sobie wypracowanie 🙄 pamiętam Kuberskiego.
Haneczko, nie zmyślaj, ludzie tyle nie żyją. 😛
Dobrze, że nic nie sączyłem przy tym oknie.
Żyją, tylko się nie przyznają 😉
Dzień dobry 🙂
Ktoś tu pytał, co to jest badjan czyli badian?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Badian_w%C5%82a%C5%9Bciwy
A , juz wiem – star anise. Ja uzywam do ryzu w bukiecie innych przypraw – wydlubane i zmiazdzone ziarenka.
Anyżek, anyżek, ale były obrońca kopany też to jest. 😎
http://en.wikipedia.org/wiki/Seydou_Badjan_Kanté
A to przecież przepis na mięsny likwor był, nie gwiaździsty. 😈
Chyba lepiej sie wyznaje na anyzku, Bobiku. Anyzek to jest takie cos, co Zosie niechetnie jedza, twierdzac, zeby poczekac dwadziescia lat, to moze im sie zmieni (20 lat oznacza w tym przypadku nieskonczonosc widziana oczyma kilkulatki). 😉
A wczoraj odkrylam, dzieki wizycie przyjaciolki, ktora ciotkuje moim dzieciom, ze w razie deszczu mozna puszczac babelki takze w domu (tyle, ze potem podloga robi sie wyjatkowo sliska), a latawce tez mozna puszczac we wnetrzach, o ile ma sie podreczny wenylator. Wlasnie dokonczylismy dzisiaj sprzatanie po tych wszystkich atrakcjach. 🙂
Mar-Jo, wspolczuje zalania piwnicy, bo mialam to dwa razy w tym roku. Strasznie duzo przy tym i po tym roboty.
No i ciesze sie, ze dieta maslana pomogla przy wzmacnianiu Mamy, Heleno. A zolte mango tez wchlaniamy, w ogromnych ilosciach.
Tego nie będzie u Sierżanta Gugla, gdyż on nie wie, że kiedyś kmin nazywano badjanem (pisane przez j ) 🙂 http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/kuchnia-ziemianska-wedlug-swiezawskich,9,3329522,wiadomosc.html
Miszkulancja mi się bardzo widzi. Czymś zastąpię kapłuna, dam więcej co rozumiem i będzie dobra taka miszkulancja. 😎
Niesamowite, ale jestem pełen obaw o tych ludzi po zetknięciu z naszą cywilizacją http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9834267,Tajemnicze_plemie_odkryte_w_amazonskiej_dzungli__Nie.html
A mnie swieżawski sposób upiększania dziedzińca zbił z łap. Choćbym miesiącami próbował, tego stylu bym nie potrafił sfalsyfikować ani się podszyć. 😈
Trzeba zabić morską wronę, bez nadwerężenia zwierzchniej fizjonomii, ażeby wypchana kształt naturalny zupełnie zachowała, potym takową na parkanie bliskim pomieszkania przybić na goździu, umocowawszy dwoma inszemi po bokach. Ten sposób, acz trudny dla rzadkości tego ptaka w Polszcze, jednak dla swojej przyjemności uderzający w oczy, powinien usuwać wszystkie ambarasujące zawody.
Zabicie dla upiększania, w dowolnej odległości od pomieszkania, silnie mnie ambaransuje.
Miszkulancję uprawiam. Kapłuna chętnie poznam, bo jeszcze w twarzy nie miałam 🙄
Pranie blondyn
Owinięte, tak jak koronki na wałek, nacierają się mięszaniną
złożoną z miodu, mydła i spirytusu i wyciskając polewając letnią wodą. Następnie odwinąć je z wałka, przesuszyć trzepiąc, rozesłać na miękkiem i zamiast prasowania pociągnąć kilka razy wilczym kłem, co im nada glans i sztywność.
Mogę wam jeszcze dać sposób na pranie kapeluszy ryżowych. 🙂
🙂 🙂
poranna szeleszczaca, herbata do tego, wlasnorecznie ugotowany dzem truskawkowy na pieczywie
zycie jest wspaniale 😀
brykam
w tereny zielone do S-Bahnu do przegladu pozycji 🙂 😀
brykam fikam
Witam 🙂 .Własnoręcznie ugotowany dżem truskawkowy 😎 – to brzmi jak z kuchni ziemiańskiej.
Nie tylko czarnoskórzy przeszkadzają 🙁 http://miasta.gazeta.pl/miasto/1,96987,9836696,Narodowy_Spis_Powszechny__Bialorusini_wykresleni.html
Za to czarnoskóre chcą się przytulić, i to do kogo!
http://www.plotek.pl/plotek/1,78649,9829059,Ale_jaja___Murzynki__chca_spotkac_sie_z_Wojewodzkim.html
Dora, niestety w terenie nie otwiera mi się ta strona, sprawdzę wieczorem. Ale tytuł brzmi obiecująco 😀
Warto było startować 🙂 http://kultura.lublin.eu/wiadomosci,1,7059.html?locale=pl_PL
Dzień dobry 🙂 dzień dobry 🙂 dzień dobry 🙂
To w ramach zaległości i na zapas, bo mi dziś technika świruje i w sieć wpuszczać nie chce. 👿
Wist czarnoskórych dziewczyn świetny. Co myślą o żartach KW powiedziały, a równocześnie z góry rozbroiły możliwe miny, wyciągając rękę do zgody. Bardzo mi się spodobało. 😀
Chyba mnie ktoś niepostrzeżenie wirusem pozytywizmu zaraził. 😯 Lublin też mi się spodobał. 🙂 Jasne, że kapitał społeczny, który się wytworzył przy okazji konkursu jest wiele ważniejszy od samego konkursu. I świetnie, że jest w Lublinie taka świadomość i pomysły na niezmarnowanie tego kapitału.
Obserwowałem w niedalekim Zagłębiu Ruhry (w 2010 roku ESK było Essen) przebijanie się takiego myślenia, że z kultury można mieć nawet więcej pożytku niż z węgla. Przebiło się i w dużej mierze zostało. No bo się okazało, że po jakimś czasie te pożytki nawet w statystykach da się ująć i w brzęczącej monecie wymierzyć. 😉
A ja właśnie robię ratatuję według pana Malgoire! Ha! Dotychczas robiłem miszkulancję według siebie, składniki te same, ale nazwa się liczy.
Życie jest piękne zaiste: wczoraj czcząc (ale nie na czczo) pojeździłem po górkach na rowerku 🙂
Mam nadzieję, że pan Malgoire nie weźmie tego zbyt osobiście 😉 ale ja mam do jego przepisu poważne zastrzeżenia i wolę własny. W ogóle, we wszelkich miszkulancjach, nie lubię zbyt długiego męczenia jarzyn i robienia z nich rozgotowanej paciai. Wolę, jak stawiają chociaż lekki opór zębom. W związku z czym nie uprawiam zbyt długiego duszenia, a przegryzienie się smaków osiągam wcześniejszym, nawet i o cały dzień, przyrządzeniem miszkulancji. Potem ją szybko podgrzewam i mimo przegryzienia mam jeszcze co gryźć. 🙂
Wyszło pół na pół 🙂 nie miałem cierpliwości na ciapowatość czekać, tak ładnie pachniało…. i skończyłem po swojemu: mniamem.
Tadeuszu, trzeba było siąść na rower to byś pojeździł po górach 🙂
Może dorosłe rowery stawiają zbyt duży opór?
Ale te góry to górki…. to i rowerek odpowiedni potrzebny, nie? Tylko zdrobnienie od jazda nie pasowało: jazdeczka… jeźdźka… bo co to te marne 50 km.
Ja bardzo przepraszam, cyklofilii nie uprawiamy! Rower miał już 7 lat!
Jak już/znowu jesteśmy przy ratatuju, to całkiem serio bardzo polecam wypróbowanie jego grzybowej wersji. Wymyślił mi się kiedyś ten patent z konieczności – znalazłem za mało grzybów, żeby z nich zrobić potrawę całkowicie grzybową, a za dużo, żeby je zostawić ślimakom – i okazał się tak dobry, że wszedł do domowego kanonu. Jest to ratatuj bez bakłażana i pomidorów (cebula i cukinia zostają), za to z dużą ilością pietruszki. Dla tych, co lubią grzyby, nader mniamowy. 🙂
Ja to chyba już wszystko lubię… . No, w moim sklepie i grzyby bywają 😆 bo do zbierania ja mam bardzo słynne zdolności 👿
A już wiem co tak zawsze ładnie pachnie: rozmaryn, hihi. Jak jest napisane to wiem.
Podoba mi się, że Tadeusz do rowerów podchodzi z należytą rowerencją. 😎
Rozmaryn należy koniecznie posiadać w ogrodzie albo na balkonie, a w braku w/w przynajmniej w doniczce na parapecie. Już samo posmyranie go przed przystąpieniem do czynności kulinarnych przenosi duszę utęsknioną w rejony zbliżone do prowansalskich, a wrzucenie gałązki na patelnię sprawia, że ślinianki zaczynają trubadurzyć i to z nienagannym akcentem.
Suszony rozmaryn takich efektów nie daje.
Ja raz spróbowałam zrobić ratatuję według Malgoire’a i faktycznie była inna. Na co dzień nie duszę tak długo, ale patent z jajkiem już też kupiłam – naprawdę ciekawy efekt 🙂
Mam ciche podejrzenie, że ten patent jest ukradziony od Węgrów – oni do lecza na końcu dają jajko. 🙂
Odleciała 🙁 i doleciała 🙂 Z pustoty wysprzątaliśmy całą chałupę na na błysk 🙄
Placki z jabłkami.
Haneczko, jeszcze nieraz przyleci 🙂 odleci 🙁 i doleci 🙂 . Jak widać, w ogólnym rachunku 🙂 przeważa w proporcji 2:1, która to myśl może pomóc w poradzeniu sobie z 🙁
Dlaczego ja w ogóle nie mam zainstalowanej takiej opcji, która dawałaby chęć do sprzątania chałupy na błysk? 👿
Ona się szybko odbłyszcza i potem jest już normalnie 🙂
Opcję mam, chęci mam, ino coś egzekutywa szwankuje…. bo jak mam opcyjną chęć, to najchętniej siadam i czekam, aż przejdzie. Coś. Może opcja.
Dostałem linkę, którą natychmiast przywlokłem na blog, bo nie powinniście być pozbawieni możliwości zapoznania się z zaiste g.wnianą, w pełnym tego słowa znaczeniu, teorią spiskową.
Rzecz jest z cyklu „to musi być prawdziwe, bo czegoś takiego nikt by nie wymyślił”. 😈
http://wachmistrz.blog.onet.pl/Kanalizacya-miasta-Warszawy-ex,2,ID153970461,n
Przed chwila umarl Colombo – Peter Falk, na Alzhie.
mera. 83 lata.
Wszyscysmy go kochali, nie?
Pod koniec XIX wieku światłe mieszczaństwo postanowiło walczyć ze złym stanem sanitarnym miast. Narodowość mieszczan była różna. W Lublinie np. głównie Żydzi i Niemcy. Ale to im właśnie zawdzięczamy, że firmy wodociągowe mają ponad stuletnią tradycję. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wie%C5%BCa_ci%C5%9Bnie%C5%84_na_placu_Wolno%C5%9Bci_w_Lublinie
Około 400 m od mojego miejsca zamieszkania stoi jeszcze tzw. kiosk wodny z 1899 r., w którym sprzedawano wodę na wiadra. A na spisek nie ma rady. Można go tylko 😆 😆 😆
OCH, COLOMBO. Nosiłem kiedyś nawet taki płaszcz a la Colombo 🙁
Tak, Heleno 🙁
Columbo on się pisał. Znaczy się porucznik. A ojciec Petera Falka był polskim Żydem o korzeniach węgierskich. Matka z Rosji.
Nawet nasz Młody kocha inspektora Columbo. Chociaż na inne stare seriale raczej się wykrzywia.
Tak, już sobie przypominam. Columbo. I to zwisowe wejście na miejsce jatki zn. zbrodni.
Ach, Columbo – swietne usprawiedliwienie dla wszystkich w starych pogniecionych plaszczach. Nawet jego pies, ktorego uwaznie przenosil z miejsca na miejsce (bardzo pasywny dlugouchy Basset), wygladal, jakby ktos go wyciagnal ze sklepu z uzywanymi ubraniami… 😉
Nie wiem, jaki był zamysł twórców serialu, może zwykłe działanie pod prąd konwencji, ale dla mnie miało to inny wymiar. Rzeczy były dla C. bardzo ważne, coś znaczyły, prywatnie i zawodowo. Miały najwyższą wartość. Dlatego nie patrzyłam na niego jak na zwykłego abnegata.
PS. Basset ani przez moment nie był rzeczą.
Ja tez nie patrzylam na rzeczy. Wprost przeciwnie, uwazam, ze rzeczy sa bardzo wazne dla przeciwnikow Columbo w grze, jaka z nimi prowadzi – mordercow zwykle o wysokim statusie spolecznym, ktorzy traktuja go z gory. A wygnieciony wyglad wlasnie odwraca uwage od jego spostrzegawczosci i inteligencji, i skutecznie usypia ich czujnosc. 😉
Basset tez dla mnie nie byl rzecza, oczywiscie. Nigdy by mi to do glowy nie przyszlo. 😯
A tu cos ciekawego, o liberalizmie.
http://www.polityka.pl/kraj/wywiady/1517004,1,wywiad-liberalizm-w-polsce-bez-szans.read#
Owi mordercy traktują rzeczy użytkowo, na potrzebę chwili. I on to wie 😉
Co ja tu jeszcze robię o 1:10 😯
Dobranoc 🙂
Początkiem wywiadu, który Haneczka przeczytała, jest obezwładniająco głupie pytanie dziennikarza (chyba dziennikarza):
„Dlaczego pani profesor broni liberalizmu, choć to ani opłacalne, ani modne”.
Ot czym jedynie warto się zajmować, tym co opłacalne i modne. To wysoki poziom dziennikarstwa.
Dzień dobry 👿
Nie, to teolog i filozof….
wlasnie odczytalem na skali
tylko 10°
i to w sobote
berlinskie JazzRadio saczy od rana Jazz do spania dalej
a ja brykam 🙂
w tereny zielone w S-Bahn z wracajacymi z nocnych barow
do przegladu pozycji 😀
brykam fikam
Haneczka i Tadeusz o godzinach tylko na cyferblacie 🙂
wymieszana zmiana nocnoranna 😀
Tu zimny luj. Dzień dobry 😕
Dzień dobry 🙂
I na razie tyle z uśmiechania się, bo zimny luj i u mnie, a poza tym znowu mnie w nocy w sieć nie wpuszczało 👿
Czy ta cholerna technika chce mnie na skowronka przerobić? 😯
Dobrze, że dziś dzień targowy. Będę sobie miał czym humor poprawiać.
To pytanie, dlaczego ktoś nie zajmuje się tym, co modne i opłacalne, rzeczywiście zbija z łap. Ale może w tym miejscu warto postawić pytanie, dlaczego wywiadowca wpada na pomysł zadania takiego pytania?
Jakiś mi się z tą tematyką skojarzył inny wywiad z „P”, a konkretnie ten jego fragment, który jest rozwinięciem odpowiedzi na pytanie, czy da się wyżyć z pisania i fotografowania:
Pracowała pani dla czołowych włoskich gazet. Nie dało się z tego finansować wypraw?
Jest bardzo trudno. Zawód reportera wolnego strzelca właściwie przestał istnieć we Włoszech. Od czasu, gdy zaczynałam pracę dziennikarską, media kompletnie się stoczyły, nastąpiła trywializacja i komercjalizacja tematów. Nie mam wrażenia, że zainteresowanie moją pracą ze strony ludzi osłabło, ale jednocześnie właściwie nie da się już opublikować ambitnego reportażu. Myślę, że odbiorca się nie zmienił, zmieniła się za to polityka medialnych korporacji. Rządy w gazetach przejęli ludzie sprzedający reklamy. Kiedyś reportaże zamawiały u mnie kobiece dodatki do „La Repubblica” i „Corriere della Sera”. Niedawno powiedziano mi, że nie wolno im już publikować zdjęć starych ludzi i brzydkich kobiet, bo to źle wygląda z reklamowanymi obok ekskluzywnymi kosmetykami czy biustonoszami.
Na razie tylko wrzucam, a komentarz dowarczę za chwilę. 👿
Warcz, Bobiku, także w moim imieniu 👿 Nie potrafię tak dobrze warczeć, jak bym chciała 👿
Jak ktos chce to moz epoogladac moje kwiatki 🙂
Tu chyba naprawdę jest o co warczeć, bo jakieś okropnie niedobre mechanizmy w mediach zaczęły działać. Gdyby to jeszcze była zwyczajna żądza zysku, mógłbym to jakoś zrozumieć, choć bez przyjemności. Klienci chcą takiego towaru, to taki dostają. Ale jeżeli klienci niekoniecznie chcą, tylko są zmuszani do łykania tego, co sprzedawcy reklam uważają za właściwe, to coś tu chyba stoi na głowie. 👿
To, co nie wykazuje odpwiedniego poziomu idiotyzmu i wylizania, z góry zostaje skazane na nieopublikowanie, bo „to się nie sprzeda”. A ponieważ nie ma tego na rynku, to istotnie się nie sprzedaje, w odróżnieniu od będących na rynku idiotyzmów. Co potwierdza przekonanie władców korporacji, że tylko idiotyzmy się sprzedają i błędne kółko się zamyka.
Ja od dawna mam podejrzenie, że to nie odbiorca ze szczętem skretyniał, bo przecież znam wielu odbiorców, którzy są od tego dalecy. Postępującemu procesowi skretynienia ulegają raczej żyjący w swoich sztucznych, wskaźnikowo-ideologicznych światach korporacjoniści medialni. Tylko że oni sporą część odbiorców jednak wciągają w te swoje sztuczne światy, choćby dlatego, że ludzie z mediów korzystać chcą, a wyboru wielkiego nie mają. Skoro tu papka i tam papka… 🙄
Zaraz widać, że u Zwierzaka jakieś tropiki albo co… 😀 Jest co popodziwiać. U mnie takie kwiatki na wolności nie wyrosną, choćbym nie wiem jak się starał. A w areszcie domowym nigdy tak okazałe nie będą.
Po niemiecku ten dragon fruit też się nazywa Drachenfrucht albo Pitaya. Ja go, prawdę mówiąc, bardziej poważam wizualnie niż smakowo, no ale wygląda faktycznie cudnie, od wewnątrz i od zewnątrz.
A największe pokrewieństwo duchowe odczułem z kaktusem drzewiastym. Ja też kwitnę nocą. 🙂
Sam model ekonomii jest do… no do tego. To on wymusza na ludziach-decydentach, skądinąd zapewne często niegłupich, takie zachowania. Model oparty jest na ciągłym przyroście zysku, który wynika z przyrostu ilości sprzedaży. A ceny należy obniżać, bo konkurencja. W czasopiśmie trzeba utrzymać niską cenę, jak najniższą się da, płacą za to reklamy. Logicznie należy eliminować wszystkie elementy, który choćby potencjalnie mogą obniżyć ilości/przyrosty. No to eliminują. Taki model obowiązują naprawdę wszędzie, od kolorów okładek książek po długość filmu.
A to, że uważają (zwłaszcza w Polsce), że odbiorca to dureń, co jest skądinąd często racja, to inna sprawa.
To ten sam model ekonomii, w którym mamy mniej konsumować, bo niszczymy przyrodę, ale więcej konsumować, bo się gospodarka zapadnie. Wcale się nie zapadnie, tylko nie będzie zakładanego zysku. A przyroda za to naprawdę się niszczy.
U mnie tez burza i leje, juz ktorys dzien z rzedu.
Z tym, co da sie opublikowac, a co nie, to zjawisko istnieje nie od dzisiaj, Bobiku. W jednym z esejow Milosza, opowiada on swojej rozmowie z redaktorem „The Reader’s Digest”, specjalizujacym sie w wydawaniu przetrawionej papki. Redaktor, ku przerazeniu Milosza, twierdzi, ze to jest wlasnie przyszlosc wydawnictw. A ta rozmowa odbyla sie dobre pol wieku temu…
Zas wywiad z prof. Bielik-Robson, pomimo stylu pytan dziennikarza, wydal mi sie interesujacy, bo problem relacji pomiedzy jednostka i grupa, i jak akcenty w tej relacji wywazyc, ciagnie sie w polskim mysleniu od dawna, i ma ze wzgledu na historie, szczegolna specyfike. Dlugo wygrywal Konrad z Gustawem, a i teraz tez jest dosc interesujaco, i Bielik-Robson ma sporo ciekawych spostrzezen w tej dziedzinie. Np. o tym, jakie widzi przyczyny polskiego oporu wobec liberalizmu, tak jak ona go definiuje (wylaczajac z tego np. ekonomiczny neoliberalizm, z ktorym sie nie identyfikuje, a i tradycyjne pouczactwo inteligenckie, ktorz rowniez ocenia krytycznie).