W centrum natury

sob., 11 stycznia 2014, 15:02

– Mam problem i nie umiem go rozwiązać – przyznała Labradorka.
W jej pysku było to oświadczenie zdumiewające, bo Labradorka, przy wszystkich jej zaletach, bardzo niechętnie przyznawała się do jakiejkolwiek nieumiejętności, toteż Bobik natychmiast bacznie nadstawił uszu.
– Od kilku tygodni – ciągnęła sąsiadka – dostaję czasopsismo, którego nie zamawiałam, a równocześnie listy straszące mnie psądem, gdybym za to niezamawiane spróbowała nie zapłacić. Nakleiłam na skrzynkę prośbę, żeby mi żadnych psism nie wrzucać, nawet osobiście poprosiłam o to listonosza, chocież wiesz, że psu do przyjaznej rozmowy z nim niełatwo się zmusić, ale nic nie pomogło. Listonosz powiedział, że to nie jego biznes – on ma podany adres, pod który przesyłkę musi dostarczyć i nic go więcej nie obchodzi. Dziś znowu toto wrzuci, więc będzie się liczyło, że dostałam i powinnam zapłacić.
– I to nazywasz problemem? – zdziwił się Bobik. – Zaczekaj, ja to załatwię. Siądę pod skrzynką, zaczekam na tego listonosza i pogadam z nim po swojemu.
Oczekiwanie nie było długie. Już za jakieś pół godziny spod furtki dało się słyszeć dziwnie basowe ujadanie, ostrzegawczy warkot, odgłosy szarpaniny, bolesny okrzyk, kilka zduszonych wyrazów niekoniecznie parlamentarnych i szybko oddalające się kroki. A potem, radośnie merdając, do ogrodu nadbiegł Bobik, wyraźnie zachwycony sobą.
– Z głowy! – szczeknął z dumą – Chyba już nikt się tu z żadnymi psismami przyjść nie odważy.
– Jak ty to zrobiłeś? – zdziwiła się Labradorka. – Przecież jesteś niewielkim szczeniakiem łagodnej rasy, a nawet kilku łagodnych ras. Nikt by nie pomyślał, że jesteś w stanie wygrać z dużym i profesjonalnie zdeterminowanym listonoszem.
– E, bo ty jesteś starsze pokolenie – nadął się Bobik, błyskawicznie korzystając z tego, że mimo niekorzystnej dla niego różnicy wzrostu chociaż raz może potraktować Labradorkę nieco z góry. – Ciebie przyzwyczajono, że labradory zawsze muszą być grzeczne i przyjazne, więc nawet ci nie wpadnie do głowy, że masz też inne możliwości i możesz ich używać elastycznie, w zależności od sytuacji. A mnie pozwolono już w przedszkolu przebierać się za rottweilera i dzięki temu nie muszę sztywno tkwić w psołecznych rolach. Jak widzisz, to daje lepsze efekty.
– A nie boisz się, że ktoś ci zarzuci pogwałcenie prawa natury? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Natura to ja! – prychnął z oburzeniem szczeniak. – Gdybym nie miał w swojej naturze ani odrobiny rottweilera, nie udałoby mi się tego poczciarza wystraszyć. A skoro postępuję zgodnie z moją naturą, to nie naruszam ani jej prawa, ani lewa. Logiczne?
– Logiczne – zgodziła się Labradorka. – No to bardzo dziękuję za pomoc.
– Tylko nie zapomnij wspomnieć o tym na Piesbuku! – krzyknął przez ramię Bobik, który już zdążył odbiec i zająć się tarmoszeniem kości. – Bardzo jestem ciekaw, ile ta druga strona mojej natury zbierze lizajków.