Bajka o kolesiach
Gonił lew ongiś hienę przez dobre dwie mile,
bo zezwalał mu na to królewski przywilej.
Kiedy już miał ją dopaść, ocknie się goniona
i krzyknie: moment, królu, nie tak zaraz skonam,
wstrzymaj się, jeśli łaska, w swoim władczym biegu
i racz wziąć pod uwagę, że ja mam kolegów.
Z niedźwiedziem byłam w szkole, z wilkiem w zetemesie,
z nosorożcem robilim w jednym interesie,
bobrowi ustawiłam przetargi na tamy,
zebrze dałam w prezencie markowe piżamy,
leopardowej futro, psom uszyłam buty,
z hipopotamem zasię poszłam raz na ksiuty.
Drapnął się lew po głowie i przysiadł na zadku,
mrucząc: chyba dam sobie siana w tym przypadku,
a wtedy kumple hieny doborową spółką
zabrali mu koronę, obstąpili w kółko,
przycisnęli do ściany i gminna wieść niesie,
że dziś rządzą w królestwie jak koleś z kolesiem.

Niezupelnie na temat…
, moj ulubiony lew
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły. Znaczy, do linki od Liska niemiecka tuba nie wpuszczała, ale do tej wpuściła:
http://www.youtube.com/watch?v=52LhuIhEPUo
A ten lew nie cudny?
http://www.youtube.com/watch?v=hld81D0Vlxo
Bobiku, czy znasz historie lwa Christiana?
A, jest na Twoim filmiku
Właśnie w tej pierwszej lince o nim jest.
Typowy Kotek. Pręgowanej też muszę stale tłumaczyć, że toaleta nie jest na to, byś z niej pił, pił, pił.
Mam caly film o nim, nakrecony po to by zebrac pieniadze na jego transport i przywracanie. Ace Bourke (ten do ktorego lew tak sie tuli) jest dzis znanym specjalista sztuki aborygenskiej.
Niestety, ta historia o przywracaniu drogą kolejnych skojarzeń przypomniała mi, że wczoraj dostałem do podpisania petycję w sprawie słoni, które są w Afryce wybijane w tempie zastraszającym.
Mam wrazenie ze w sprawie sloni petycje bardzo malo pomoga
Też tak myślę.
Podpisuję, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że nie podpisałem, ale złudzeń nie mam.
Tu by były potrzebne jakieś mocne gospodarcze i polityczne naciski, przede wszystkim na odbiorców kości słoniowej, czyli Chiny i Tajlandię, a kogo w kręgach, które mają możliwości nacisku, obchodzą słonie..
Ale lewcio się tuli do kobitki, nie do Ace B.
W pierwszej lince, Nisiu, też są przytulanki.
Wzruszyłam się jak stary siennik przy lince Liska.
Próbuję żartami pokryć nadmierne wzruszenie.
Czekam na Haneczki refleksje po Idzie, jeżeli można.
Pridurek jakis, ten Krystian. Jak ja bym mial te gabaryty co ten infantylny Kot, to by Stara chodzila u mnie na smyczy.
Swoja droga, jak sie dzis slyszy, ze ci dwaj panowie „kupili lwiatko u Harrodsa” w 1969 roku, to az sie wierzyc nie chce.
Jak Stara przyjechala do Anglii 32 lata temu, to u Harrodsa nie mozna bylo juz kupic ani kociaka, ani szczeniaka, nie mowiac juz o dzikim zwierzu. Sklep wciaz rozpporzadzal listami hodowcow, ale prawo juz nie zezwalalo na posiadanie wielkiego zwierza, a opinia publiczna byla przeciwko trzymaniu zwierzat w sklepach. . Wtedy, w 1969 roku, gdy panowie kupili Krysiana, wszyscy musieli chyba miec zle w glowach, zeby sprzedawac lwy.
Przyjaciele mojej Starej, Helenka i Pawel mieli psa, ktpry byl pol-dingo. Urodzil sie w warszawskim zoo z miotu szesciu szczeniat. Stan swiadomosci ludzi w zoo byl chyba wowczas na poziomie Harrodsa, choc bylo to duzo pozniej – w srodku lat osiemdziesoatych. W radiu nadano, ze sa „do zaadoptowania” psy z matki dingo. No i panstwo S. wzieli jednego takiego szczeniaka.
Nie bardzo sie chyba nadawal na house peta. Byl absolutnie nieobliczalny i czasami rzucal sie na gosci i na napotkane na spacerze zwierzeta. Do mojej Starej ktora czesto u Helenki (po jej rozwodzie z mezem) mieszkala, poczatkowo sie rzucal, ale pozniej zaakceptowal. Przychodzil nieraz i kladl glowe na kolanach pozwalajac drapac sie za uchem. Byl juz bardzo leciwy.Trzeba bylo jednak bardzo, bardzo na pieska uwazac gdyz mogl absolutnie nieoczekiwanie i bez uprzedzenia chapnac za drapiaca za uchem dlon z calej sily.Inni goscie sie go bali, ale i gospodarze musieli uwazac na dingo. Jedna osoba, ktorej nigdy nie ugryzl to byl synek Helenki i Pawla, Jas, ktpry sie urodzil gdy pies byl juz domownikiem.
Kiedys Stara poszla z psem na spacer i spotkala ja zdumoewajaca przygoda. Szla jakas kobieta ze swa moze 5-letnia coreczka. Dziewczynka spojrzala na psa i oznajmila glosem pelnym zdumienia: Mamo, to nie jest domowy pies, to jest dingo! Stara zapytala ja czy poznala tego psa wczesniej i uslyszala, ze jest on dingo. Dziewczynka zaprzeczyla i powiedziala, ze widziala takie wlasnie psy w telewizji i z miejsca rozpoznala.
Zazwyczaj ludzie nie rozppznawali, choc piesek faktycznie wygladal jak dingo i tak sie zachowywal. Byl naprawfe grozny. Zoo nie powinno bylo „pozbywac sie klopotu”, rozdajac te potencjalnie grozne szczeniaki. Mam nadzieje, ze dzis juz by tak nie postapilo. Bo jest to kompletny brak zdrowego rozsadku i odpowiedzialnosci.
Kocie, im to sie tez nie podobalo. Dziewczyna jednego z nich zobaczyla lwiatko w malej klatce u Harroda. Gdy opowiedziala im o tym, zebrali pieniadze (cena byla wysoka) i wykupili go po prostu po to by go uwolnic. Warunkow na chowanie go nie mieli, wpierw trzymali go w domu, potem w sklepie z meblami w ktorym pracowali, w koncu znalezli dla niego czasowe miejsce pobytu pod Londynem i rzucili pracy by tam z nim pojechac, w miedzyczasie zbierajac pieniadze na jego przewoz do Kenii (pomagala im w tym para aktorow ktora uczestniczyla w filmie Born Free i miala kontakt ze specjalista od takiej rehabilitacji).
Pare lat potem specjalna ustawa zabronila tego rodzaju handlu tz dzikimi zwierzetami.
Norrmalnie Dzień Przytulania!
Popieram.
Nie mam pomysłu, co sobie kupić na mikołajki. A jak sobie nic nie kupię, to mi będzie przykro – wiem, już to przerabiałam. Zdziecinniałam ostatnimi laty.
Reczywiscie, ludzkosc w duzej mierze dojrzala do rozumu przez te lata, Lisku.
Choic wciaz trudno jest uwoerzyc, ze w 1969 roku mozna bylo u Harrodsa kupiuc lwiatko. No jak oni sobie wtedy wyobrazali hodowle lwa w Londynie?
Z przyjemnością obejrzałam po raz enty film o Christianie
A to jest historia, którą właśnie znalazłam:
http://www.youtube.com/watch?v=mZw-1BfHFKM
Może już znacie, ale jeśli nie, to zobaczcie koniecznie. Szekspir miał rację. Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło.
I′ve always liked, someday the lamb will lay by the lion…. but it won′t get much sleep.
Woody Allen
Ago, bilet na grudniowy koncert w Krakowie napewno juz masz?
Kocie, lwiatko pochodzilo z londynskiego zoo, zostalo odtracone przez matke. Wystawili je na sprzedaz przed Bozym Narodzeniem (dlatego chlopcy tak je Christian), moze liczac na bogatych wlascicieli posiadlosci ziemskiej robiacych noworoczne zakupy w Londynie.
Historia z lwica i antylopkami dosc smutna. Widzialam suczki ktore po rui maja cos podobnego do depresji poporodowej, adoptuja rozne zabawki, pileczki itp
(..dlatego chlopcy nazwali je Christian…)
wlasciwie nie depresji poporodowej (bo wtedy matka niemowle raczej odtraca), lecz moze urojonej ciazy.
Oczywiście, że mam, Lisku.
To jest prezent gwiazdkowo-noworoczny.
Dzień dobry
Czasem bardzo nie lubię poniedziałków. Nie byliśmy na Idzie, Siódemeczko
Leśmianienie Bobika i Zeena, cudne
Gdzie byłam, gdy dawali skrzydła i odziewali w pióry, gapa jedna
Zdarzają się zadziwiające adopcje w świecie zwierząt, ale ta antylopa nie będzie chyba miała dużych szans na przeżycie, jeżeli nie będzie bała się lwów.
Ta antylopka zdychala w tym ukladzie bo nie miala matczynego pokarmu, a lwica uniemozliwiala jej powrot do stada; w koncu zlowil ja lew.
W związku z biletami do Krakowa zobaczyłam, że jest udostępnione archiwum Znaku od 1946 do 2011.
Jest w czym przeglądać:
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/Archiwum/
Ja kilka dni temu natrafilem na sama koncowke programu o dziwnych zwierzecych przujazniach i zdolalem zobaczyc dzikiego zubra ( czyli amerykanskiego bizona czyli bufallo) ktoory sie zaprzyjaznil z okoloicznym rolnikiem, starszym panem. One sa nie tylko bardzo wysokie, ale niesamowicie barczyste i generalnie wygladaja dosc dziko – znaczy sie zubry, nie rolnicy, choc pewnie i rolnicy czasami tez…
Najzabawniejsze w tym programie bylo to, ze rzeczony zubr spedzal sporo czasu w domku tego pana. Bardzo ostroznie wsuwal sie przez drzwi i szuybciutko kierowal sie, uwazajac aby niczego nie potracic, do jego living roomu. Nie zdarzylo mu sie tez zafajdac ani mieszkania ani zagrody. Moze jest gdzies w internecie. Zaraz poszukam.
Jest linka do mpojego zatrzymanego wpisu o zubrze zaprzyjaznionym z rolnikiem:
http://www.youtube.com/watch?v=jtnZ2vFR9Hc
Poleśmianiwszy Bobik następnie ponoblił – efektami można się uweselić na Dywanie.
Może przychodzi w odwiedziny do przodka, którego wypchana głowa zdobi living room pana rolnika
Wlasnie tez sie zastanawialem co on mysli o tej glowie!….
Układy rodzinne bywają bardzo różne…
Wchodzi pijany facet do mieszkania,siada przy stole,wali ręką i mówi:
– Kto w tym domu rządzi ?
– My – odzywają się,żona z teściową.
– To rządźcie dalej,bo przepiłem całą pensję.
Przyjazne, podręczne zwierzątko z tego bizona.
Ale przyjaźń prawdziwa.
Kocie, piekne!! You made my day
(Ten przodek tez troche mnie speszyl…
)
Rodzina PA, w przedwojennych jeszcze, dworkowych czasach, miała zaprzyjaźnionego jelenia, który zawsze przychodził z wizytą w porze podwieczorku, bo nade wszystko uwielbiał herbatę.
Nie ukrywajmy jednakowoż, że właśnie przez tego jelenia, nie przez żadną wojnę, zachowały się tylko nędzne resztki rodzinnej porcelany.
Tez chcialbym sie zaprzyjaznic z zubrem.
Matka mojej Starej twierzdi, ze byla odwiedzana na porodowce przez krowe. Nie wchodzila ona na sale, ale wsuwala glowe przez otwarte okno i strannie obwachiwala dzieciatko, czyli moja Stara. Pielegniarki i lekarki byly ponoc na absolutnym luzie i sie nie przejmowaly
Trochę zajrzałam do tego archiwum znaku.
Uwagę moją zwrócił ten tekst:
Czy rozpamiętywanie totalitarnych okropności XX wieku ma dziś sens? Kiedy stawiam to pytanie swoim amerykańskim studentom, odpowiadają twierdząco. Prawie zawsze przynajmniej kilkoro z nich cytuje wtedy George′a Santayanę: „ten, kto zapomina okropności historii, jest skazany na ich powtórzenie”.
Optymistyczna wizja Santayany zakładająca, że ludzkość jest w stanie uczyć się na własnych błędach, w naturalny sposób przemawia nie tylko do studentów. Jednak dowody na prawdziwość tych słów nie wydają się ani liczniejsze ani mniej dyskusyjne niż dowody potwierdzające opinię wprost przeciwną: że jedyną nauką płynąca z historii jest to, iż nikt się tak naprawdę od niej niczego nie nauczył. Bez długiego zastanawiania się można przecież wymienić całkiem współczesne przykłady ludobójstwa, masowych rzezi, terroru i niewolnictwa i dojść do wniosku, że najlepszym sposobem radzenia sobie z okropnościami historii jest jak najszybsze puszczenie ich w niepamięć. Że „rozdrapywanie ran” powoduje często skutki opłakane dla następnych pokoleń: nakręca spiralę urazów, odwetu i zemsty.
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/10119/znieczulony-umysl-gulag-w-swiadomosci-zachodu
Kupię sobie bizona. Rumik się ucieszy z towarzystwa.
Tolczyk nie ma racji. Uczymy sie bardzo dobrze. Ze niektorym to idzie oporniej, to fakt, ale i oni sie ucza. Swiat jest jednak coraz lepszy i madrzejszy dzieki naszej pamieci czym sie rozne ludzkie zabawy koncza.
Nisiu, moze na poczatek bison vodke?
Nie wiem, Kocie.
To jest trochę tak, trochę nie.
Swiat jest lepszy.Ludzie sa madrzejsi. W ogolnym rozrachunku.
Jeszcze pare lat temu nikt by nie rozbil wielkiej sprawy z tego, ze jakiejs chprej psychicznie kobiecie wyjeto bez pozwolenia dziecko z brzucha. A dzis jest potewporna awantura. I bardzo dpobrze.
W 1969 r. mozna bylo u Harrodsa kupic lwiatko z zoo. Dzis nawet chomika juz nie mozna.
Ja bym chciala zaprzyjaznic sie z delfinem…
Ale tu chodzi o pamięć historyczną.
Są ludzie, którzy pałają nienawiścią, np. do Ukraińców, chociaż nigdy nie spotkali żadnego.
I tak dalej…
Delfin się do wanny nie zmieści, musisz, Lisku, zbudować sobie wieeeeelkie akwarium.
Ogladalem tez ostatnio bardzo przygnebiajacy film o orkach (killer whales) pokazujacych rozne sztuczki w basenie. One umieraja bardzo wczesnie, w wieku ok.20 lat, podczas gdy na wolnosci zyja 40-60 lat.. PO paru latach trzymania w niewoli autentycznie wariuja i nieraz zabijaja swoich trenerow. A gorna pletwa licznym orkom trzymanym w niewoli skreca sie w rurke po 6-7 latach. Nie bardzo wiadomo dlaczego. Starsznie smutne. Jest juz ruch sprzeciwu. Wielu ludzi protestuje.
Siodemeczko. To nie pamiec historyczna kaze im nienawidziec, tylko fatalne wychowanie w domu i w szkole, w mediach, w spoleczenstwie..
Dlatego w licznychg systemach edukacyjnych zwraca sie na to wielka uwage. Kiedys nie. Spoleczenstwa w krajajch demokratycznych ucza sie, ze nie wszyscy muzlmanie sa terrorystami, nie wszyscy Niemcy sa hitlerowcami etc.
Pamiec historyczna natomiast przetrzega przed rozpetywaniem nienawisci, krysztalowymi nocami, przemyslowym ludobojstwem, eugenika. I kaze zwracac uwage na wlasne zachowania, odruchy, przesady.
Pamiec historyczna jest jak najbardziej OK, jesli wyciagamy wlasciwe wnioski.
Siodemeczko, raczej przeniose sie blizej jego habitatu (tz Mahomet do gory
)
Nie znosze zamknietych zwierzat. Jedynym ktory zdolal mnie przekonac do ogrodow zoologicznych byl Jan Zabinski w ksiazce o warszawskim zoo, ale warunki jakie on stwarzal np lwom byly wyjatkowe – dosc duze terytorium otoczone fosa (bez krat), tak duze ze odwiedzajacy niezawsze mogli je dostrzec.
Niezupelnie, Kocie. Nie wystarczy pamiec historyczna, trzeba tez umiec wyciagnac z niej odpowiednie wnioski. Przyklad Siodemeczki to przyklad nieodpowiednich wnioskow.
http://natemat.pl/84017,w-supermarkecie-powiedzieli-bym-nie-dotykal-towaru-bo-im-kradna-polsko-egipski-dyrygent-szczerze-o-pladze-rasizmu
Ileż to karaluchów, much, komarów i korników chce się z nami zaprzyjaźnić. Ale w naszej kulturze Prawdziwa Przyjaźń nie schodzi poniżej kota, a najchętniej wchodzi powyżej misia. I nawet wtedy w jawnym utylitarnym nastawieniu, bo najbardziej są cenione niedźwiedzie Przydauby (przydałby misie).
Mnie się zasadniczym pytaniem wydaje jak się uczy, jak przekazuje historyczną pamięć. Bo jeśli to jest tylko ustawiczne przypominanie o odwiecznej wrogości między Ogonią a Paragonią i mrożące krew w żyłach opowieści o paragońskich zwyrodnialcach, którzy wyrżnęli w pień bezbronnych Ogońców (lub na odwrót), to rzeczywiście służy to tylko dokarmianiu nienawiści, żeby rosła duża i silna. Ale jeśli potrafi się nauczanym pokazać, jak straszliwe skutki mają uprzedzenia, pogardliwe i kłamliwe stereotypy, obłąkane ideologie, etc., to jest szansa, żeby z historii zrobić nauczycielkę życia.
Obawiam się, jednakowoż, że poszczególne kraje uczą historii na zasadzie, kto nam wyrządził najwięcej krzywd.
Przecież wiem, że pamięć jest ważna, tylko są różne pamięci, ot co.
Pierwszy zaczal tworzuc takie ogrody zoologiczne brytyjski przyrodnik Gerald Durell. Jego zwierzeta byly zawsze na wolnosci, choc teren byl otoczony.
Bardzo pierwsze ogrody zoologoczne 200-250 lat temu byly w pierwszym rzedzie placowkami naukowymi, jak i dzis. Ludzi zaczeto wpuszczac w XIX wieku, kiedy placowki nie mogly podolac finansowo z wykarmieniem wszystkich zwierzat.
Najwspanialszym chyba ogrpdem w Anglii jest Longleat Safari Park na terenie oddanym w tym celu przez ojca obecnego hrabiego Bath, niesamowitego ekscentryka i artysty.
Tu jest kawalek z tego parku:
http://www.youtube.com/watch?v=6jczkR_dxuI
Ktoregos dnia pojedziemy tam ze Stara i z E. – dawno chcemy.
Alez o tych wnioskach z histpriiwasnie, Lisku pisalem wczesniej. Brytyjczycy nawiasem mowiac sa bardzo za pan brat z wlasna historia. O niej jest masa programow w telewizji – poczynajac od licznych programach o antykach i social history, poprzez liczne programy archeologoczne i konczac na programach „tematycznych” poswieconych rozlicznym okresom lub zagadnieniom historii. Tutaj np zupelnie inaczej sie oglada serial Downton Abbey niz np w Ameryce. Jesli my teraz doskonale tu odnajdujemy sie w serii, ktorej akcja toczy sie w latach dwudziestycg XX w,. to dlatego, ze my w gruncie rzeczy wiemy naprawde bardzo wiele o tych latach dwudziestych – wiemy o strojach, meblach czy porcelanie , ale wiemy takze o problemach spolecznych, polityce czy zyciu prostych ludzi, o strajkach czy o bezpieczenstwie pracy w miastach i na roli. Wiemy o chorobach ludzi i zwierzat, wiemy o edukacji i pozycji kobiet. Wiemy o sztuce i literaturze. Wiec wchodzimy w swiat Downoton Abbey jako swiat znajomy nam z innych programow i filmow.
Andsolu, nie zaglądaj mi w głowę. Panuje w niej tej chwili taki bałagan, że wstyd kogoś wpuszczać.
W domu bałagan, w głowie bałagan, w lodówce pusto… Wszystkiemu winien ten gender i jego yzm!
Mordko, jak kocham Geralda Durrella niezmierzoną miłością, tak jednak przed Żabińskim tworzyć ogrodów zoologicznych on nie mógł, choćby z tego prostego powodu, że był ponad 30 lat młodszy (a i życiorys miał bardziej meandryczny, więc do tworzenia zoo doszedł stosunkowo późno).
Żabińskiego też zresztą kochałem chyba od najwcześniejszego szczenięcia i sczytany był przeze mnie tak, że się rozlatywał. Mogę więc spokojnie oddać Durrellowi, co durrellowskie i Żabińskiemu, co żabińskie.
Ja również nie znoszę zamkniętych zwierząt, Lisku.
I jestem głęboko przekonana, że obecnie już nie ma takiej potrzeby. Kiedyś, żeby zobaczyć słonia trzeba było jechać do dużego miasta do ZOO. Teraz są wspaniałe filmy ukazujące zwierzęta w naturalnym otoczeniu.
Ogrody zoologiczne, moim zdaniem, powinny być stopniowo zamykane, a pozostawione tylko te, które zajmują się zachowaniem gatunków.
Zawsze się zastanawiam, jakbym się czuła, co prawda pojona i karmiona, ale zamknięta całe życie w ubikacji gościnnej.
Bo takie to są mniej więcej proporcje.
Kontakty ludzkości z Przydaubą istotnie mają charakter utylitarny. Ale jest też subtelna, uduchowiona strona stosunków niedźwiedzio-ludzkich, którą reprezentują niedźwiedzie Marzy (Marzy misie).
Gdyby nie zamkniete placowki hodowlane i ogrody zoologiczne w Chinach zabraklo by juz pand.
No to takie „zachowawcze” zoo Zmora aceptuje.
Na zubrzej polance sa dwa fajne dziki.
Może to jest żucza polanka?
Racja, Ago, żubrzo-dzicze daje w skrócie żucze.
Pói nie dżu-cze, wszystko jest w porzo.
Moim odwiecznym towarzyszem jest niedźwiedź Niechce, niestety.
Lepszy niedźwiedź Niechce, od niedźwiedzia Nudzi.
Z tym kolesiem, Wodzu, to ja się już podczas ssania mamusi zapoznałem.
Z czasem odkryłem, że to wredne bydlę, ale już się nie chciał odczepić.
Ale fakt, że niedźwiedź Nudzi jeszcze gorszy. Dość wspomnieć frazę to wszystko z nudów, wysoki sądzie…
Ja chyba nie znam niedźwiedzia Nudzi, za to coraz bardziej przyjaźnię się z Niechce.
Cztery dziki-skurczybyki.
Mocuję się z niedźwiedziem Niechce. Za godzinę planuję pójść na basen
Irku, koniecznie idź na basen! Może się zaprzyjaźnisz z delfinem.
A basen kryty czy szczerzepolsko otwarty?
Niedźwiedź Nudzi odwiedza mnie czasem w chorobie; taki troskliwy miś z tego Nudzi.
Zwykle wkrótce potem odkrywam w sobie pokrewieństwo z dzikiem.
Co tak wszyscy o samych niemiłych misiach, a o niedźwiedziu Podobie ani słowa?
Jest jeszcze sympatyczny miś Upiekło.
A miś Widzi jest sympatyczny, czy nie bardzo? Bo Widziego chyba jeszcze nikt nie wymienił.
Miś Widzi bywa uparty i samowolny, ale nie jest to całkiem zły chłopak.
Za to litewskie niedźwiedzie Dostałło i Oberwałło to bardzo smętne figury.
Ale miś Udałło jest ok
Udałło jest super.
A Zdarzyłło nierówny. Raz jest jak podarunek pod choinkę, raz jak wciągająca powieść, a raz jak nudne, deszczowe popołudnie.
Powioddło to jest jednak równy gość
I pewny siebie, w przeciwieństwie do misia Zdaja, na którego nigdy tak do końca liczyć nie można.
Zazwyczaj lubię misie, ale przyznam, że nie przepadam za misiem Wydawałło
Ale Łajza chyba lubi Wydawałłę na równi ze Zdajem.
No i nie zapominajmy w tej wyliczance o azjatyckich misiach Gu.
z ogrodem zoologicznym jest tak jak z liczbami, mamy arabskie,
Grecy mogli wymyslic dobry/lepszy system, ale zabraklo im
koncepcji zera! jakie sa braki w systemie ZOO? duzo wiecej niz
tylko zera.
Synek mojej koleżanki, kiedy był całkiem malutki, chciał na okrągło słuchać jednej kołysanki, która jednakowoż była za krótka. Na prośbę jego mamy dopisałam kilka zwrotek – jedna była o misiach:
Były sobie dziarskie misie
Miały miód w słoikach
Miód wyjadły i zaczęły
Wesolutko brykać.
Zdaje się, że te misie dobrykały dziś do Koszyczka.
Mikolaj tuz, tuz
niespodzianki tez
pstryk
Dobry wieczór się z Koszyczkiem,
to ja też podrzucę cóś pięknego, o!
https://www.youtube.com/watch?v=pW9SbaydAzM
Jedna taka, piękne
Szkoda że nie było takiego w basenie
Irku, prawda? Mnie się oczy robią mokre, kiedy to oglądam.
Piękne. Widzę, że mamy całą serię o spotkaniach ludzko – dzikozwierzęcych
Jest nam bliżej do siebie nawzajem, niż mogłoby się wydawać.
Ten slon morski sie do niej po prostu zaleca
I jak wdziecznie sie wygina
Tylko troche sie boje czy ten kontakt nos w nos nie moze byc niezdrowy dla jednego z nich dwojga (ktores moze sie czyms zarazic).
Tez mysle ze jest nam o wiele blizej do siebie niz homosapiensocentrysci przypuszczaja
W tych spotkaniach jest bardzo ciekawe ze przynajmniej do pewnego stopnia rozumiemy wzajemne gesty, mimike i tempre glosu, lub potrafimy nauczyc sie je interpretowac. Wiem ze wielu zoologow twierdzi ze to personyfikacja, ale wydaje – misie ze jednak czesciowo tak jest. Chyba nikt nie powie ze zachowanie sie tego slonia jest agresywne.
Duży pieszczoch.
Czy też czekacie z niecierpliwością, aż komuś przyjdzie do głowy zmienić nazwę gatunku na hetero sapiens?
Ago
Oczywiście, już dawno przyszło.
Sierżant wyrzuca 39,800 wyników.
U mnie wyrzucił 222.000 wyników w 0,31 sek.
Muszę się ukołysać, bo nigdy nie wstanę o 7., żeby mieć szansę na numerek do lekarza.
A tę historię Państwo znają?
LWY PRZEZ TRZY LATA KARMIŁY SWOJEGO POBRATYMCA, KTÓRY ZOSTAŁ UWIĘZIONY W SIDŁACH.
Rzecz miała miejsce w Tanzanii, w rodzinie lwów zamieszkujących terytorium Mikumi National Park.
Lew wpadł w sidła kłusowników jeszcze jako lwiątko. Prawdopodobnie ciekawski mały kociak wsadził głowę w drucianą obręcz – pułapkę ustawioną na antylopy.
Rannego lwa zauważyli turyści w 2009 roku. Poinformowali o tym pracowników opiekujących się rezerwatem, ale pomimo wszelkich starań – lwa nie udało się wyśledzić, aby mu pomóc.
Z biegiem czasu lew stał się prawdziwym zakładnikiem metalowej obręczy, która coraz głębiej wrastała w jego szyję, skazując zwierzę na śmierć w wyniku uduszenia.
Lwa udało się wyśledzić dopiero w sierpniu 2012 roku, gdy ponownie został zauważony przez turystów. Lew był otoczony przez swoje stado, które przynosiło mu jedzenie. Pracownicy rezerwatu uważają, że stado karmiło lwa przez wszystkie te lata, ponieważ sam z całą pewnością nie był w stanie polować. Było to dla wszystkim dużym zaskoczeniem, gdyż lwy z reguły zabijają słabych i chorych młodych samców.
Wezwani na miejsce weterynarze, po podaniu zastrzyku usypiającego, przeprowadzili skomplikowaną operację w zaimprowizowanym namiocie szpitalnym, wycinając z szyi lwa metalowe pręty. Podczas trwania operacji, pracownicy rezerwatu musieli jeździć jeepami wokół namiotu i odganiać stado lwów, które usiłowało bronić swojego krewniaka.
Lew po operacji został wypuszczony, by mógł dochodzić do siebie w swoim wiernym stadzie. Parę miesięcy później pracownicy rezerwatu ponownie zauważyli lwa, którego blizny prawie całkowicie się zagoiły, a szyja i głowa zaczynała porastać grzywą.
Dla mnie to niesamowita historia…
I jak tu nie stawiać zwierząt wysoko w skali „człowieczeństwa”
W jakiejś Wiki ktoś umieścił artykuł o Hetero Sapiens, w komentarzu wzywającym do rozszerzenia hasła napisano, że autor mógł również pić zbyt dużo cydru na przyjęciu wczoraj wieczorem.
A taki slon morski jak sie pcha z morda do calowania, to musi byc kompletny0, totalny bliss…
Gonił lew ongiś hienę przez dobre dwie mile,
bo zezwalał mu na to królewski przywilej…
Ten przywilej powiadał: możesz z każdą hieną,
jak potrzeba przyciśnie, nie przejmuj się ceną,
edykt wszakże wydany, że królewskie zwierzę,
ciupcia sobie do woli – ciupciany nie bierze.
Król zaś nie miał jednego, co usłyszał w biegu,
choć używał bez granic, to nie miał kolegów,
zatem chętnie wysłuchał hieny opowieści,
pomny wciąż osobistej i wielkiej boleści…
Tak jak był w gotowości, tak jak go dopadło,
po wysłuchaniu hieny wszystko mu opadło,
bo już w szkole zaczęła, aby nie za wcześnie?
z niedźwiedziem to musiało być chyba boleśnie…
Później już poleciało: akty erekcyjne
z dzikim zwierzem wprost z boru – po linii partyjnej!
Nosorożec też ziółko – się prostytuował,
w jednym wszak interesie z hieną współpracował.
Lecz do diabła ciężkiego, tak traktować damy,
żeby w akcie miłosnym na niej stawiać tamy???!!!
Zawód hieny wymaga dyspozycyjności,
więc jak zebra wypada, nie ma się co złościć,
albo leopardowa, jak ci jest posażna,
żadnych granic nie stawiaj, płeć wówczas nie ważna,
psy to jest oczywistość, ale hipopotam
chyba, że dla rekordu spróbuję, a co tam…
Jakiż obraz królestwa się z tego rysuje,
władca nagle zrozumiał: wszyscy myślą ch.jem!!!
To nie żadne porządnie rządzone królestwo,
to kraina nierządu, powiem wprost: kurestwo…
Jeśli Siódemeczka nie śpi, to tu jest cudny kawałek z polarnymi stworami i krajobrazami. W sam raz na dobranockę.
https://www.youtube.com/watch?v=TMV7H5N5F-s
Jestem wielką (choć zaoczną) wielbicielką tych kluskowatych stworzonek.
A propos króla… znacie?
http://www.youtube.com/watch?v=PKh68MFd2Do
Pięknie, zeen!
Dzien dobry
Historia od blue.netki fascynujaca.
Kawa
Herbata
Dzień dobry
herbata i kawa
Dzień dobry
Komuś mleka do kawy?
Historia od Blu.netki rzeczywiście fascynująca, ale tematy zwierzęce są w ogóle wyjątkowo fascynujące. I pokojowe. Nie ma przy nich żadnych kłótni, żadnego warczenia, żadnych nerw… Może to zwierzęta łagodzą obyczaje, nie tylko muzyka?
No i zwierzęcy obyczaj ciekawy jest nadzwyczaj, co zeen niedwuznacznie, mową związaną udowodnił.
zimno, bardzo mocno zimno
herbata (Liska imbryk taki delikatny, kruchy)
herbata, herbata, herbata
brykam
fikam
fik
Tereny i jak zwykle
brykm
brykam
fikam
Niestety, nie wstałam o siódmej, bo z tego przejęcia, że mam natychmiast zasnąć nie mogłam zamiarów wprowadzić w czyn.
Udało mi się nad ranem.
Spróbuję załatwić sprawę na wydrę, może ktoś mi wypisze receptę. Jak ja ich mam serdecznie dosyć.
Nisiowe filmiki cudnej urody pod każdym względem.
Tak krystalicznie czystego obrazu dawno w Tubie nie widziałam.
Zasubskrybowałam sobie kanał. Dzięki, Nisiu.
Nie znałem tego wyrażenia „na wydrę”.
Siódemeczko, a ta recepta jest „chroniczna” (tzn. na lekarstwa, które stale bierzesz) czy „świeża”? Bo jeżeli chroniczna, to po kiego diabła numerek i odsiadywanie?
Ręce opadają
http://wyborcza.pl/1,75478,15070203,Zatrwozone_dzieci_ogladaja_plakaty_martwych_plodow_.html#BoxSlotII3img
Bo takie wprowadzili przepisy czas jaskiś temu.
Nie można już zostawić zapotrzebowania, tylko trzeba obowiązkowo stawiąć się, co trzy miesiące, bo tylko na taki okres dają lekarstwa. Może ma to sens, żeby lekarz czasami obejrzał człowieka i wynalazł mu parę nowych chorób, ale ja nie mam szans. Doóki prowadzili zapisy mogłam z wyprzedzeniem miesięcznym, później trzymiesięcznym zamówić wizytę.
Teraz jak za komuny, trzeba bladym świtem stanąć u drzwi twoich, żeby dostąpić łaski otrzymania numerka.
Muszę znowu poszukać innej przychodni.
W tym rejonie mocno utwierdzone są stare ZOZ-y i odstraszają chyba prywatne inicjatywy, bo NFZ nie będzie z nimi zawierał kontraktów mając tyle starych placówek na garnuszku, a one nie czując konkurencji tłuką stare modele.
Jedna łapa mi opadła od linki Vesper, druga od odpowiedzi Mt7.
Na szczęście za chwilę za chwilę lecę do rehabilitantki na gimnastykę, podczas której może podniosą mi co trzeba, z morale włącznie.
Chyba z moralem? Obywatel kapitan uczył mnie, że wojsko ma morale, a jeden żołnierz ma moral, więc z Bobikami powinno być tak samo.
Psiakrew, mnie znowuż uczyli, że z moralem jest bajka, chyba że boliwijska, to wtedy z Moralesem.
Wiedza, jak widzę, nie rozwiązuje żadnych problemów, tylko stwarza duckę nowych.
Co to jest DUCKA???
Ducka znaczy duck, ale rodzaju zenskiego, czyli kaczka. Nie my;ic z podobnym slowem zaczynajacym sie na F. My takich slow nie uzywamy, Nisiu.
Mordechaj łże jak Kot.
Ducka jest bardzo użyteczną miarą ilości. Jedna ducka to tyle, co 0,75 wcholeręitrochy, albo 2 wjasnełany. Każdy szczeniak to wie, a nawet potrafi przeliczyć.
Ducka podoba mi się z przyczyn eufonicznych: pięknie i dosadnie brzmi.
DUCKA.
Zanabyłam dla przyjaciółki pod choinkę antydepresyjne kubeczki i talerzyk plus kieliszek do jajka – w tym wzorze. Popatrzcie i podziwiajcie. Ja jestem wielbicielką Bolesławca od lat, ale ta seria mnie urzekła urodą i pogodą.
http://www.boleslawieckaceramika.pl/decoration/12
Kubaski już przyszły i są o wiele piękniejsze niż na fotkach.
Do mojego domu taka ilość kwiatów nie pasuje, sobie kupiłam kilka sztuk kremowych z tymi stempelkami, jak jest na winiecie strony. Też piękne. I starannie zrobione, doskonale oszkliwione, bez żadnych wad.
A te kwiatowe cuda to co do jednego unikaty i na każdym jest nazwisko pani, która go malowała.
Świat mi się od razu bardziej podoba, kiedy widzę takie cudeńka namalowane przez panie z Bolesławca…
PS. Czy któreś z tych naczyniek jest DUCKĄ???
A żebym to ja wiedział.
Ducka należy do takich słów, które znałem od zawsze, więc – jak to zwykle bywa w takich przypadkach – nie przyszło mi do łba, żeby jej zaglądać w zęby. Używało się jej po prostu w znaczeniu „dużo”. I rzeczywiście brzmi jak jakieś naczynie, choć żadnego konkretnego przedmiotu o tej nazwie sobie nie przypominam.
W każdym razie nie jest to wyraz opatentowany, więc jeśli komuś się podoba, może go używać do woli i zapewne znajdzie duckę stosownych do tego sytuacji.
A na te gary kwiatowe faktycznie bardzo się przyjemnie patrzy. Tylko nie wiem, czy jak jest ich na stole za dużo, nie zaczynają zanadto optycznie rozrabiać.
Jest to możliwe, Bobiku. ale jak się ma kilka sztuk, to cudownie rozweselają otoczenie. A zawsze jest jakiś wybór.
Wiosną kupię sobie takie dzbanki duże i ustawię w ogrodzie na stołach. Albo co.
Wiecie że oni robią nawet takie umywalki? I misy z dzbanami jak przed wojną (pierwszą).
O, zduplowało się.
Znalazłam duckę!!!
http://www.moon-pearl.pl/do-kuchni/687-ducka.html
pada, deszczowa mgla, wchodzi pod kaptur, owija glowe, wciska sie w rekawy, moczy szkla, rozmywaja sie swiatla samochodow, stoja i czekaja, mozna przechodzic?
mokre zimno
wlaczylem gwiazde, swieci w ciemnosc, urok przed swiateczny
Nisiu, pamietasz „cepelie” na Wyzwolenia? my tam kupujemy boleslawiec, mamy duzo tej (ale nie tylko w granacie):
http://www.boleslawieckaceramika.pl/decoration/13
przed laty bylismy autem w boleslawcu i ledwie domknelismy bagaznik
(zupelnie nie lewacka konsumpcja
)
herbata bynajmniejiowszem
Troche boleslawca mam od rodzicow i strasznie lubie. A ostatnim razem przywiozlam sobie zestaw kaszubski
http://www.porceland.pl/oferta/porcelana-na-sztuki/solniczka-65-jastra-wzor-kaszubski.html
Nisia mnie zawstydziła.
Sam już dawno powinienem poszukać tej ducki.
Choć nie zawsze rzeczy wyniesione z dzieciństwa warto sprawdzać, bo nieraz można się obudzić na gruzach pięknych iluzji, na dodatek z łapą w naczyniu. Nocnym.
Udało mi się użebrać recepty u trzeciej wraczki; trafiłam do pustego zakładu fryzjerskiego i nieźle mnie chyba obmigcili za niewielkie pieniądze, to chyba mogę powiedzieć, że Mikołaj był łaskawy.
Nie mogę pojąć, dlaczego z tymi receptami tak strasznie trzeba utrudniać ludziom życie.
Ja, kiedy potrzebuję recepty, dzwonię do recepcjonistki u mojego lekarza domowego i mówię „to i to mi potrzebne”, a ona odpowiada „okej, proszę odebrać receptę o tej i tej godzinie”. Na tym cała sprawa się kończy. Skoro tu się da, to czemu nie da się gdzie indziej?
No, no, też kiedyś wpadliśmy z ekipą po drodze do Bolesławca i bagażnik nam przysiadł znacząco. Wtedy (i trwało to 20 lat!) jadałam z tego wzorka: http://www.ceramikaboleslawiec.com.pl/index.php?route=product/category&path=1_99300
Zaczęło się od sześcio- czy osmiokątnej salaterki, która wyskoczyła na mnie agresywnie w Książu i złapała mnie za tyłek, nie pozwalając odejść. Po 20 latach wielką stertę naczyń oddałam bratanicy, a sama przeszłam na niebieskie malowane w wieś (angielskie). Niebieskie mi się rozszerzyło, zwłaszcza jeśli chodzi o herbatę (china blau, stare niemieckie słodziaki cienkie jak marzenie).
A Cepelia na Wyzwolenia ma się dobrze. Patrzę na nią z przyjemnością, kiedy staję na czerwonym świetle na rogu obok.
Bobiku, u mnie też tak można z tymi receptami. Raz na dwa miesiące dzwonię do pielęgniarek w przychodni (mają specjalny numer) i zamawiam zestaw na dwa miesiące. Ona wypisuje, pani doktórka podpisuje, odbieram za dwa dni.
Siódemeczko, domagajcie się tam u siebie, bo najwyraźniej jest to rozwiązanie w Polsce dozwolone.
Oczywiście, tylko dla „nałogowców”, znaczy przewlekłych.
Ja wiem, że jest dozwolone i wiem też, że można to wywalczyć.
Kiedy pojechałem do Krakowa opiekować się Babcią i okazało się, że co drugi dzień jest potrzebna jakaś recepta (nałogowa, a jakże) i za każdym razem trzeba do niej zamawiać numerek, zrobiłem rebelię. Poszedłem do lekarki, opowiedziałem, jak to wygląda u mnie i zapytałem, czy są jakiekolwiek przepisy uniemożliwiające takie zorganizowanie sprawy w Polsce. Okazało się, że nie ma i pani doktor osobiście udała się do recepcji, iżby poinformować panie, że mają mi załatwiać recepty na telefon, a jej tylko dawać do podpisu. Znaczy, dałosie.
Ale dałosie w tym jednym przypadku. Po moim wyjeździe reszta rodziny, tak samo jak inni pacjenci, nie odważyła się „zadzierać” z przychodnią i wszystko wróciło w utarte koleiny.
Słuchajcie, muszę to z siebie zrzucić, bo nie mogę.
Byłam dziś w księgarni koło Filharmonii Narodowej, kiedyś bodaj nazywała się Nike, teraz prowadzi ją Matras.
Przypadkiem usłyszałam, jak dziewczyna spytała jedną z ekspedientek, czy jest jakaś tam książka Baumana. Nie było. No dobra.
Tymczasem po wyjściu niedoszłej klientki pańcia rzuciła w stronę dwóch pozostałych sklepowych pańć: Nie wiem, jak się zachować, kiedy ktoś chce kupić Baumana? – tamte spojrzały ze zrozumieniem.
Ja podniosłam głowę znad książki, którą prawie już miałam kupić, i spytałam: – A jak się zachować? O co chodzi? Mają panie z tym jakiś problem?
Panienka, która się wypowiedziała, zrobiła w tył zwrot i się schowała. Pozostałe panienki patrzyły na mnie milcząco i wrogo, jedna nawet z czymś w rodzaju drwiącego uśmieszku.
Najpierw szeroko otworzyłam oczy, myśląc, że znalazłam się na księżycu, potem cisnęłam książkę i powiedziałam: – Niczego w tym sklepie nie kupię. – I wyszłam.
Ale to, kurcze, jakoś za mało…
Ja bym się głupimi ciućkami nie przejmowała, nawet w liczbie trzy sztuki.
Jeden brat w niedoli wyłożył mi takie racje, że jak przyjdzie pacjent po receptę, to znaczy, że wizyta się odbyła i kasa się należy.
A wypisanie recepty, to jest czynność marnie opłacana, ale to tylko jedna strona medalu.
Były awantury, bo NFZ zaczął karać lekarzy wysokimi karami za wypisywanie recept pod nieobecność pacjenta.
Tu jest trochę na ten temat, ale jest pełno informacji w internecie, to dotyczy całej Polski:
http://www.zielonka.pl/artykul/recepty-beda-wystawiane-tylko-podczas-wuzytu-pacjenta
Myślę, że u żródeł leżały recepty, które były wystawiane fikcyjne na nazwiska pacjentów z uprawnieniami do bezpłatnego lub mocno ulgowego otrzymywania leków.
Lekarze się bronili, że to byli pacjenci hospitalizowani, niepełnosprawni, itp., tyle że proceder dotyczył drogich leków. Nie wiem, nie będę osądzać, w kazdym razie teraz również inwalidzi mają się zwlekać do przychodni, lub wzywać lekarza do domu, jeżeli zechce przyjść.
Tak więc nie wiem, Nisiu, na jakiej zasadzie wyp[isują ci receptę na telefon, chyba że leki pełnopłatne i prywatny lekarz,. to może NFZ nic nie obchodzić.
Ja bym tam naslala dziesiec osob ktore beda prosic o te ksiazke Baumana i patrzyla jak sie wija
Oprocz tego moze napisalabym do Matrasa, ktore w ofercie internetowej ma okolo 14 pozycji Baumana.
Dora, dobrze by było, żebyś sobie przypomniała tytuł: http://www.matras.pl/szukaj/?autor=Zygmunt%20Bauman
Wtedy można napisać list do dyrekcji, czy naprawdę tych książek nie miały i czy nie powinny zaproponować dostawy, bo ja odbierałam książki w Matrasie i widziałam, że proponowali zamówienie i dostawę w krótkim, jednodniowym terminie tych, których akurat w ich punkcie nie było.
Nie pamiętam, o jaki tytuł chodziło i czy panienka zaproponowała jej dostawę, słuchałam jednym uchem i byłam zajęta szukaniem książki na prezent. Dopiero tak naprawdę zwróciłam uwagę na to, co później powiedziała.
Ja bym jednak napisała i poprosiła o sprawdzenie, czy te książki ( i inne) nie są bojkotowane przez personel i ukrywane przed klientami.
Z receptami to nasz brytyjski wyprobowany sposob na skrztne gospdoarowanie pieniedzmi podatnika. . Jak natrafia na taka na ten przyklad Stara, to jak ona ma isc i po czterech tygodniach wypisywac nowa recepte, to sie zapiera i nie idzie. Dla Krajowej Sluzby Zdrowia to sam zysk. W ten sposob Stara sama bez lekarza parokrotnie w zyciu schodzila z prozaca. Bo jej sie nie chcialo zapisywac na nowa wizyte, zamawiac takspwke do przychodni, czekac w poczekalni godzine lub dwie, potem zamawiac kolejna taksowke do domu. Stara zaoszczedzila w ten sposob na taksowkach, zas NHS na Starej.
Stara tez miala dzis mala przygpde w sklepie. Przed ruchomymi schodami staly dwie ekspedientki i rozmawialy po polsku, troche tarasujac przejscie. Stara sie na sekunde zatrzymala, a wtedy jedna z nich, powiedziala do drugiej: Przepus tom kobite.
Cos na twarzy Starej musialo sie odbic, bo ekspedientka
zaraz sie poprawila i powiedziala: Przepus tom paniom.
– Try again – powiedziala pedagpgicznym glosem Stara – PrzepusC tE pania.
Nie ma tak zeby odpuscila.
W Szwajcarii wygoda pacjenta przewlekle chorego jest chyba najbardziej brana pod uwagę – kiedy kończy się ważność recepty, na ogół ważnej przez pół roku, kierownik apteki dzwoni do lekarza rodzinnego, a ten przesyła nową receptę mailem. Lekarstwo odbieram, jak poprzednie się kończy, a rachunki za lekarstwa apteka wysyła raz na 2 miesiące wprost do kasy chorych.
Forma tA (obok tE) zostala juz uznana oficjalnie za poprawna
Niedluga uznaja za poprawna forme „prosze paniom”.
Pani Kierowniczko, pojadę do tego Matrasu (a?), zerknę, czy mają cokolwiek Baumana i zapytam o jakąś jego konkretną książkę. Jeśli panie same nie zaproponują, to ja zapytam o możliwość ściągnięcia tytułu. Zobaczymy, co się będzie działo, a potem coś … zadziejemy, jak będzie trzeba.
Tylko nie dam rady przed sobotą.
Jeśli nowa fryzjerka okaże się niewypałem podobnego kalibru, to przyjdzie mi nabyć perukę.
A teraz przepraszam, mam kilka luster do stłuczenia.
Mt7 zazdraszczam, zgrzytając zębami. Królestwo za dobrą kosmetyczkę!
Ago, zwariowałaś?
Stłuczone lustro to 7 lat nieszczęścia. Żadna kosmetyczka nie jest tego warta.
Ludzie przesądów nie znają, albo się nie stosują, a potem się dziwią, czemu spadają na nich jakieś plagi egipskie.
Ooo, dobra kosmetyczka, to jest potężne wyzwanie losu.
Chociaż chyba zależy od wrażliwości twarzy. Ja po pobycie u pani, nad którą rozpływały się moje koleżanki i były jej długoletnimi klientkami, wyglądałam, jak Belfegor.
Mąż mnie powitała pytaniem, z trudem hamując śmiech, czy wracam z gabinetu piękności.
Miałam pokaleczoną całą twarz, pomimo zachowania wszystkich przyjemnościowych procedur maseczkowych i innych. Moja skóra nie nadaje się i juszz.
Poza tym chyba zawsze po takich zabiegach oczyszczająco-ulepszających skóra jest trochę zmaltretowana i potrzebuje odpoczynku, Agusiu.
W sprawie Baumana też jestem za jakiegoś rodzaju napuszczeniem.
Ja mam być przez lekarzy, sprzedawców, masażystów, zdunów, etc. kompetentnie, uprzejmie, profesjonalnie obsłużony, a nie poinformowany o wyższości ich poglądów politycznych nad moimi.
Ale ja bym chciała SAMA sobie podnosić jedną brew wyżej i to tylko w momentach skrajnego zdziwienia, czyli coraz rzadziej.
Oraz móc wybrać, którą tym razem. I co jest niezrozumiałego w komunikacie: „Proszę nie zwężać.”?
A propos zdziwienia, to już widziałam i Wy pewnie też: http://www.defence24.pl/uploads/images/2013/07/Zdj-Kobiety.jpg
Puchało, w Szwajcarii!!!!
Tam chyba lekarze nie dorabiają wystawiając recepty na drogie leki na nazwiska osób korzystających z ulg.
Teraz niby każdy może wejść na swoje konto w NFZ i zobaczyć z jakich usług i leków korzystał, ale najwięcej korzystają starsi już ludzie, nie korzystający z internetu.
Ja sama mam już wypełniony i zaakceptowany wniosek w tej sprawie, tylko jeszcze drobiazg, muszę udać się gdzieś tam, gdzie podadzą mi hasło do mojego konta. Do tej pory tego nie zrobiłam.
A to do pary: http://wyborcza.pl/duzy_kadr/5,97904,15066135,_Pictures_of_the_Year_2013____zdjecia_roku_fotoreporterow.html?i=1 (chodzi o zdjęcie numer dwa, jeśliby się samo nie otworzyło)
Tak, wiem – te kobiety mają większe problemy, niż artystycznie nastawiona kosmetyczka.
Puchalo, nie wiem, jak dokładnie jest u nas z „nałogowymi” receptami dla niepełnosprawnych, ale sądząc po innych tego typu rozwiązaniach, sprawa też jest załatwiana między lekarzem a apteką, która potem dostarcza lekarstwo do domu. Albo jakaś służba socjalna w tym pośredniczy. Bo też jest tu po prostu niewyobrażalne, żeby niepełnosprawnego ganiać wtedy, kiedy nie jest to absolutnie konieczne.
Z ogłoszeń 1924
https://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/1476278_777638302252873_1161698561_n.jpg
Biedna Aga, masz najzupełniejszą rację. A z tymi wyskubywanymi brwiami, to jakaś plaga chyba.
Chinki mają jakieś fascynujące buty, pomijając ich niewątpliwy urok, to chyba spadają im z nóg.
A co na w świecie teraz?
Ogłoszenie cudne od początku do końca, ale chyba najcudniejsza „muzykalna, bezwzględnie samodzielna lub zupełna sierotka”.
Chinki trzymają się mocno
Siódemeczko, moja przychodnia jest normalna, funduszowa, żadne wyćwiry. Wygląda to tak, że dzwonię pod konkretny numer, pani pyta o lekarza, potem o moje dane, i wypisuje wszystko, co jej przez ten telefon zapodam. Jakiś czas (dość krótko, trzy czy cztery miesiące) nie było tego w którymś z ubiegłych lat, ale przywrócili. Nie wiem jak to robią, że im się opłaca. W każdym razie można.
Aha, recepty z normalnymi zniżkami.
„Cel wykaże bliższa znajomość.” też jest urokliwe.
Mnie to wygląda tak (mam na myśli przychodnie), że jeśli jest kumaty dyrektor, to organizuje sobie robotę tak, że można zamawiać stałe leki telefonicznie. A jak jest jaki nygus albo gamoń, to mu się nie chce, bo jeszcze by się napracował…
Myślę, że ta metoda znacząco zmniejsza kolejki pod gabinetami.
Już wiem! Wysłać do tej księgarni Starą Mordechaja. Ona ich tam już odpowiednio ustawi.
Sam bym chetnie zawarl znajomosc z dentystka wyzszego ducha. Nawet nie musi byc muzykalna sierotka.
Z Heleną, oczywiście, nie mogę się równać i ani mi w głowie próbować, ale ja mam jednak trochę bliżej.
A tu niczego sobie plantatorzy:
http://wyborcza.pl/duzy_kadr/5,97904,15063030,Plantatorzy_protestuja_przeciw_cieciom_w_budzecie.html
Ja swoją wizytę u rodzinnego zaczynam od pytania : jak zdrowie pani doktor” tu muszę wysłuchać. ….
Zęby mu za darmo leczyć, koncerty domowe organizować, lokum zapewnić, tyrać na niego w charakterze losującej sierotki i jeszcze umilać i wyglądać!
Nisiu, mnie się już wszystkiego odechciewa czasami.
Są dzielnice głównie nowe, młodych mieszkańców, gdzie powstały prywatne placówki na kontraktach z NFZ i można bez problemu zapisać się, czy telefonicznie zamówić wizytę. Ale to chyba tylko z powodu młodości tak im dobrze.
Zazdroszczę Ci, nie mogę znależć przyjaznej przychodni.
I jeszcze, żeby lekarz był mądry i rozsądny.
Miła Pani doktor, która się zlitowała nade mną pozagodzinowo, poradziła mi, żebym się zapisała do lekarza, który ma najmniej pacjentów (tu nazwisko) i od razu z góry zamówiła wizyty na cały rok, co trzy miesiące.
Ja chodzę grzecznie co trzy miesiące do pana doktora, on wypuszcza z komputera gotową receptę i się cieszy, że się nie narobił. Kolejek nie ma, bo zapisują na godzinę, jak zadzwonię poprzedniego dnia. Bardzo mi się to podoba ze względu na kontakt z prostym ludem, który zawsze przychodzi pół godziny wcześniej na wszelki wypadek i nie może pojąć koncepcji, że on, lud, siedzi tyle pod drzwiami, a ja dopiero przyszedłem i wejdę do doktora pierwszy. Zawsze próbują, nigdy im się nie udaje, to jest nawet zabawne.
To ja takiej szukam, Wodzu.
Przeniosłam się do tej przychodni parę lat temu, bo tak mieli, mogłam z kilkudniowym wyprzedzeniem zamówić wizytę, a w nagłych wypadkach dawali do jakiegoś obecnego akurat.
Nie śmiałabym się tak z tych wcześniej przychodzących, oni prawdopodobnie odebrali lekcję z innych (specjalistycznych) przychodni, gdzie pacjenci zapisywani wiele miesięcy wcześniej po prostu nie przychodzą często i można wejść sporo wcześniej.
Tak jest np. u szpitalnego endokrynologa. Raz jest tłum i godzinne opóźnienia, a raz nikogo nie ma i wchodzisz jak panisko.
Ja tez, prosty Kot zawsze jestem pol godziny wczesniej bo jestem kompulsywnie punktualny.
Zas mowiac o prpstym ludzie, to dzis wyczytalem w gazecie, ze Neadertalczycy nie tylko mieli wiekszy mozg od Was, Pitekantropow, ale byli znacznie bardzoej porzadniccy w swoich jaskiniach. Odzielnie, u wejscia do jaskini mieli kuchnie do przyzrzadzania strawy, oddzielnie sypialnie, gdzie spali, a oddzielnie lazienke, gdzie sie zajmowali toaleta. Wszystkie ostre narzedzia trzymali w najdalszym zakatku pieczary, aby byly bezpieczne. To jacys kanadyjscy archeolodzy opisali.
No, zadumalem sie nad tym i przypomnialem Starej aby powynosila wszystkie naczynia ze swej sypialni, gdzie sie lubi odzywoiac przed telewizorem
Ciekawa jestem, jak wypadnie doświadczenie Agi.
Ja też jestem bardzo porządna, wszystkie brudne naczynia mam w jednym miejscu – na oknie w sypialni, która jest też gabinetem pracy twórczej.
Są ładnie wyeksponowane, w ciekawej kolorystyce.
To ja chyba jestem preneadertalczyk – zmywam od razu.
Zawsze uważałem, że utrzymywanie nadmiernego porządku świadczy o niewspięciu się na wyższy stopień rozwoju.
Za wyjątkiem, rzecz jasna, zmywania w trakcie gotowania. To jest objaw daleko posuniętej ewolucji mózgu.
Poza tym, kompulsywne porządkowanie nie świadczy najlepiej o kondycji psychicznej
O, właśnie. Już nie mówiąc o tym, że nadmiar porządku zwyczajnie szkodzi.
I proszę mi tego nie kazać wyjaśniać czy uzasadniać. To jest aksjomat.
Nasz parapet w sypia;ni jest za waski, wiec moga sie zmiescic co najwyzej szklanki. Reszta jest wkomponowana w przestrzen wokol lozka. Wyraznie odczuwa sie brak przepelnionych popielniczek.
Ksiadz Pirozynski powstal zza grobu:
http://wyborcza.pl/1,75248,15076490,_Pokahontas__zachwala_poganstwo__W__Kill_Bill_u__czuc.html
Nalezaloby mu juz teraz odebrac mu mlotek.
Chce Wam doniesc, ze w Studiu Opinii jeden z Autorow juz oficjalnie nazywa Kaczynskiego Atamanem.
Wrzucilem Piesn o Atamanie, ale mnie zatrzynalo w poczekalni. No nic. Wypuszcza.
chcialem cos napisac o ….. a wlasciwie powiem tylko:
DOBRANOC
Czy ktos moglby mi wytlumaczyc takie zjawisko przyrodnicze: dlaczego mianowicie wszystkie listy czytelnikow GW to jeki zbolalej duszy? Jedna nieustakjaca Ksiega Zazalen na Los?
Kiedy biore do reki Telegrapha, Timesa czy Guardiana, autorzy listow, a jest ich wielu, pisza o tym co przeczytali w doniesieniach czy komentarzach, jakos sie do tego odnosza, dodaja jakies wlasne przemyslenia, czesto zartuja. A w Wyborczej caly czas utyskiwaniem nad najczesciej wlasnym losem.
Kazdy w zyciu przezywa rozczarowania i niesprawoedliwosci, kazdy doswiadcza, jakby powiedzial Szekspir, „pociskow zawistnego losu”, czyz nie lepiej opowiedziec to Przyjacielowi, wyplakac sie przed nim, wodki sie napisc i takie tam. Czy nalezy natychmiast dzielic sie swymi przezyciami z calym swiatem?
To pewnbie brzmi okropnie bezdusznie, ale jestem swiezo po lekturze wielostronicowego krzyku duszy jakiej pani, wszystko starannie opisane, 26 lat zycia krok po kroku, blow by blow. Dlaczego oni to drukuja?
Ciekawe, jak Pirożyński Reloaded oceniłby „Żywot Briana”.
A czy w polskiej telewizji pokazywano miedykolwiek kapitalna irlandzka s Father Ted? O ksiedzu Tedzie Criley, jego rozkosznie glupim mlodym asystencie, ks. Dougalu MCGuiere, emerytowanym ks-alkoholliku Jacku Hacketcie i ich wspanialej gospodyni Mrs Doyle – wszyscy mieszkajacy pod jednym dachem na wyspie Craggy Island. To jest tak smieszne, ze choc znam to na pamiec, wciaz ogladam.
Bezczelnosc z tym Matrosem.
W sprawie recept to w Grecji i Meksyku mozna pojsc do apteki jak do sklepu, bez recepty i kupic co trzeba. Podstawowe lekarstwa tam sa tanie. W Ontario mamy system nieco bardziej skomplikowany, ale nie tak bizantyjski jak niektore tu wymienione. Moja ubezpieczalnia placi za moje lekarstwa bezposrednio do apteki. Lekarz wydaje mi recepte faxujac czy e-mailujac ja do apteki, na lekarstwa ciaglego uzytku (cisnienie, cholesterol, regulacja cukru) raz na rok, a aptekarz z tego wydziela mi 3 miesieczne zapasy. Jak sie zapas konczy to apteka dzwoni i przypomina, ze jest nowy do odebrania. Apteka tez dostarcza lekarstwa do domu na zyczenie, bez oplaty. Recepty lekarz przesyla do apteki, ale moze tez dac do reki. Sa lekarstwa, silne przeciwbolowe np, ktore sie wydaje w miesiecznych dawkach, i ktore lekarz moze kontynuowac tylko pozbadaniu pacjenta. Do lekarza chodze srednio raz na dwa lata na badania ogolne i na review lekarstw, ktore biore, jak lekarz popatrzy na nowe wyniki.
Uff…
Ducki nie znalam. Boleslawiec fajny, sama mam kilkanascie.
Nie wsciekaj mnie, Kroliku.
Understanding Football for Women:
http://www.youtube.com/watch?v=uWm-23RSjfs
Dobry wieczór
Moja przychodnia normalna. Kartkę z zapotrzebowaniem wrzucam do skrzynki, następnego dnia odbieram receptę. Lekarz chce mnie widzieć dwa razy w roku. O terminie przypomina pani wydająca receptę.
Bolesławiec mam Nisi, ten z winiety
Nie ufam Pirożyńskiemu. On to ogląda i nasiąka miazmatami. Podejrzewam, że znalazł w tym upodobanie. Proponuję spowiedź furtkową pod nadzorem egzorcysty.
Historia Pań Sprzedawaniem Baumana Zniesmaczonych rymuje się z owym księgarzem, co książkę Grossa za 5 tys. wystawiał.(Dla niepamiętających: sprzedaje, owszem, ale przebrzydły zakupnik niech dostanie za swoje intencje). Wzruszające gdy nie tylko sama książka uczy, ale i sprzedawca.
Sprawa nie jest nowa, bibliotekarki i sprzedawczynie zawsze miały wielki wpływ na moje wybory lektur, ale był drobiazg odróżniający moje doświadczenia od wyżej omówionych.
Panie, które mnie doradzały, przed wyrażeniem opinii czytały owe książki.
Moja noga więcej nie postała w aptece, gdzie odmówiono dziewczynie realizacji antykoncepcyjnej recepty. Dziewczyna się spłoszyła i uciekła, a ja zrobiłam dziką awanturę na cicho. Nie mam złudzeń. Ich nie wyleczyło, ale mnie pomogło.
Ale ja mam szczęście. W 00:00 się wpisałem.
A ja się chyba wypiszę, bo jutro wczesne wstawanie mam. Dobranoc.
andsol o wyjatkowej godzinie 00.00… tez pamietam panie z biblioteki, ktore jesli nawet nie czytaly ksiazek, to nie komentowaly moich wyborow czytelniczych. Moglam wypozyczyc dziela Lenina czy Stalina i nie mrugnelyby okiem. Moj Ojciec natomiast, niestety, mial zapedy cenzorskie i jak mialam 14 lat zabral mi Lukrecje Borgie i Slowka Boya i oddal do biblioteki! Coz, i tak przeczytalam, a nieznosna ingerencje pamietam do dzisiaj. Ojciec byl pewnie nieco przerazony wychowywaniem trzech corek, o nielatwych charakterach i trudnych do kontroli.
W obronie Ojca dodam, ze nie kazal mi czytac zywotow swietych… Sam tez nigdy nie siegnal po dziela JPII, o ile pamietam…
No i tak sobie myślę o ogłoszeniu, które Irek wygrzebał i o 20:27 nam przekazał. Z jednej strony proste, poszukujący mecenaski bobasek oferuje dobre płowe nazwisko nawet izraelitce, dobrze by było gdyby mu o jego wampirze ząbki dbała, a tak tolerancyjny jest, że nawet 30letnie starocie przyjmuje. Ale ta sierotka, ta sierotka…
Ciekaw jestem jak dobrze były zintegrowane policje z trzech zaborów. Przecież komputerów i komórek nie mieli, a ruchliwość była duża – czy wzięcie sierotki z Królestwa, uduszenie jej w Galicji i zamieszkanie w byłych Prusiech byłoby łatwe do wykrycia?
W każdym razie, ta lektura wydobywa z człowieka okrzyk: i co potem, i co potem?
Dzień dobry
kawa
herbata
brykam.
brykam fikam
szeleszcze
brykam
Dzień dobry
Na pytanie andsola co potem? kilka razy starał się odpowiedzieć Marcin Wroński w swoich retrokryminałach, w związku z czym ja się czuję z odpowiedzi zwolniony.
No, chyba że Blogowisko zatęskniło za zbiorowym pisaniem kryminałów i ma ochotę wrócić do tego przyjemnego obyczaju.
Kijów zszedł z pierwszych stron gazet, co z jednej strony dobrze, bo to oznacza, że w tej chwili nie kroi się żadna jatka (a tego się najbardziej bałem), a z drugiej źle, bo wygląda na to, że cały zryw się rozmył i skończył na niczym. I znowu – z jednej strony, na teraz, to może i dobrze, bo sytuacja wcale nie była czarno-biała i nie było z niej widać jedynego słusznego wyjścia, ale z drugiej źle, bo takie wytłumione społeczne zrywy kiedyś wracają, czasem z siłą tak dużą, że zmiatającą wszystko, co na drodze.
Współczuję Ukraińcom bez względu na to, co się dalej stanie, bo na razie nie widzę szans, żeby stało się naprawdę dobrze. Co najwyżej jakieś tam mniejsze zło jest w zasięgu.
Nic sie nie rozmylo, Piesku. Po prostu attention span w naszej dobie nie trwa dluzej niz od piatku do wtorku.
Zgadzam sie natomiast, ze sprawa nie byla jednoznaczna i dlugo jeszcze nie bedzie. Ukraina zmnarnowala wiele lat i spory kapital zyczliwosci dla siebie na Zachodzie.
Ja mam jednak wrażenie, Kocie, że się rozmyło, w tym sensie, że protestujący wytracili impet, co normalne, a władza poczuła się znowu w siodle. Oczywiście napięcie jeszcze wisi w powietrzu, co może spowodować, że byle iskra wywoła kolejny pożar, ale chyba jednak temperatura powoli będzie opadać. No i długie protestowaie w grudniu na Ukrainie to nie to samo, co np. wiosną w północnej Afryce.
Przy Arabskiej Wiośnie zresztą, jakkolwiek rozumiałem, że ludzie wreszcie musieli powiedzieć „mamy dość!” i kibicowałem temu, zachowałem sporo sceptycyzmu co do dalekosiężnych skutków i coraz bardziej zaczyna się, niestety, okazywać, że miałem rację.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15074628,Kolejne_panstwo_przyjmuje_prawo_szariatu_jako_podstawe.html
Teraz jestem akurat barrdzo zajety, ale troche pozniej przetlumacze BARDZO ciekawa wypowiedz naszej ministry spraw wewnetrznych Teresy May – z wczoraj na spotkaniu z Boasd of Jewish Deputies, ktorzy ja zaprosili aby porozmawiac o wolnosci slowa na uniwersytetach.
Bo pewnie zaden londynski korespondent tym sie nie zainteresuje.
petycja w GW
Do braci Ukraińców
http://wyborcza.pl/0,133791.html
O matko, ale dujawica się zrobiła!
To jakaś odnoga orkanu Ksawerego, który w zasadzie na północy Niemiec założył główną kwaterę, ale do nas też postanowił zajrzeć.
A potem Ksawery ma podobno zamiar wyruszyć na Berlin. Rysiu, trzymaj się!
Byle nie wiatru.
Dzień dobry!
Dujawica to jest u mnie -w regionie Ostfriesland. Kieleckie x 100!!!!!
Przepraszam za milczenie, ale działo się.
Andsola przepraszam za niewywiązanie się w spr. p. Profesora.
Jestem główną zarabiającą w rodzinie i – zdaje się – to jeszcze potrwa.
Dostęp do Internetu mam od wczoraj.
Trzymajcie, proszę, kciuki, żebym bez uszczerbku przeżyła TEN orkan.
Mar-Jo, potwierdziłaś stuprocentowo skuteczność telepatii.
Właśnie wczoraj zamartwialiśmy się z Rysiem mailowo, co się z Tobą stało.
Teraz wprawdzie będziemy się zamartwiać dalej, całym blogiem, w związku z Ksawerym, ale przynajmniej już wiemy, w jakiej sprawie mamy trzymać.
Hej, kciuki w dłoń!
Nie. nie moge podpiisac tego apelu, jest tam sporo overstatements.
Nie mysle, aby „swiat spogladal z nadzieja”, bo jesli „swiat” ma jakas nadzieje, to taka, ze minie jeszcze co najmniej z 10 lat zanim Ukraina wejdzie do Unii. Po drugie „autentycznym glosem” Ukrainy sa nie tylko ci, ktprzy demonstruja na kijowskim majdanie, ale takze ci, ktorzy w wolnych wyborach wybrali Janukowicza. W wyborach obserwowanych przez OBWE. Nie da sie zakrzyczec faktu, ze sa w istocie „dwie Ukrainy” – wschodnia i zachodnia. I sa to dwa dosc rozniace sie od siebie spopleczenstwa i dwie rozne historie. . I nie jest tez tak, ze zachodnia Ukraina jest z automatu „lepsza” czy autentyczniejsza Ukraina niz wschodnia.
Nie podpisze, choc zycze im wszystkiego najlepszego. Ukraina jest kraina mego dziecinstwa, jedna z mych przybramych i ukochanych ojczyzn, jest mi bliska jej kultura, jej jezyk, jej muzyka i poezja, jej obyczaj i jej krajobraz. I dlatego nie zamierzam sie wtracac i judzic i rozsadzac kto ma tu racje.
A na czesc Ukrainy – jej nieoficjalny „drugi hymn” – Rewe taj stohne Dnipr szyrokyj…” ze slowami Tarasa Szewczenki:
http://www.youtube.com/watch?v=t2R3JUiQDEY
Spiewam ja do dzis jak jestem sama w dpmu i nikt mnie nie slyszy, a zachwycila mnie jak mialam moze 8-9 lat i spiewalam w szkolnym chorze:
„,,,syczi w haju pereklykalys,
taj jasen raz po raz skrypiw…”
(puchacze wzajem nawolywaly sie w gaju, i skrzpial raz po raz jesion…) .
Z jakiegos nieznanego mi powodu dzis sie uwaza ze jest to piesn „ludowa”, ale nie, jej tekst znajduje sie w „Kobzarzu” Szewczenki i mnie uczono w szkole, ze on wlasnie jest autorem slow.
Helena mnie wyręczyła, bo właśnie miałem napisać coś podobnego – że nie ma dla mnie na Ukrainie tak czarno-białej sytuacji, żebym mógł z czystym sumieniem nawoływać „bracia Ukraińcy, olejcie tę brzydką Rosję, opowiedzcie się za Unią to od razu będzie Wam lepiej”.
Putin, niestety, ma czym straszyć i co zakręcać, Unia za Ukrainę umierać nie będzie, Polska jej na utrzymanie nie weźmie i mogłoby się okazać, że zagranie w tej chwili niedźwiedziowi na nosie wyszło na korzyść tylko popularności kilku polityków, ale nie braciom Ukraińcom.
Bardzo się przejmuję tym, co tam się dzieje, ale nie umiem i nie chcę „wiedzieć lepiej”, co dla Ukrainy dobre.
Konkurencyjne wykonanie:
http://www.youtube.com/watch?v=rE8_5ugH5Jc
To jest, Nisiu, musowy numer dla kazdego ukrainskiego choru! Naprawde ukochana piesn, powazna i piekna.
Ja to wiem, Heleno. Znam trochę ukraińskich pieśni.
A tu już kolejna konkurencja rośnie:
http://www.youtube.com/watch?v=3ty0aWDlyus
A to pewnie znasz takze i najbardziej w Polsce popularna piosenke „Rusznyk” (Ridna maty moja, ty noczej nie dospala…)
http://www.youtube.com/watch?v=nGe0w62HuY0
Ona tez jest czesto zapowiadana jako „ludowa” i tez nie jest to prawda, bo pochodzi z jakiegos radzieckiego filmu z lat 50-tych. Filmu nikt dzis nie pamoieta, ale piosenka byla natychmiastowym hitem radiowym, co doskonale pamietam, bo wszyscysmy sie jej natychmiast uczyli.
Ona jakos bardzo pasuje dla nas, popdroznikow swiata.
Tez ja spbie spiewam jak nikt nie slucha…
Mnie sie ten chlopczyk tez bardzo podoba, Bobiku. Jest taki powazniutki, jak trza.
Usilowalam znalezc t;umaczenie tej piesni na polski, wklepujac po kolei „Huczy i jeczy Dniepr szeroki”, albo nawet „Dniepr szeroki”, albo Szewczenko Kobziarz przeklady , ale bez rezultatu.
Tu pod koniec, pod tytułem „Urzeczona”, jest jakiś przekład, ale bardzo niedobry:
http://www.irekw.internetdsl.pl/szewczenko_taras_wiersze.html
Dobrego też nie znalazłem, ale na własnołapne przekładanie tym razem się nie piszę, bo mam na karku inne robótki.
http://image.zn.ua/media/images/original/Dec2013/77748.jpg
Świeżo otrzymane od Żeni. Z zapytaniem, czy zrobimy coś ponad oświetlenie Pałacu Kultury? Obawiam się, że nie.
Ukraińcy muszą sami wybrac drogę. Najlepiej w referendum.
Heleno, ja znam sporo ludowych ukraińskich kawałków.
(Mój tata pracował 20 lat na granicy (Zbrucz) między Ukraińcami, bardzo dobrze poznał język. Śpiewał często i zawsze, kiedy ktoś słyszał).
Lomatko, rzeczywiscie ten przeklad z „rozlozystymi jesionami” jest tragiczny, tragiczny. No nic, trzeba bedzie czekac az Bobik robotki skonczy…..
Ukraincy sa najmuzykalniejszym narodem swiata. I wszyscu spiewaja w harmonii! Jedyna Ukrainka, jaka w zyciu spotkalam (w Toronto), ktpra nie mogla spiewac trzecim glosem to byla z Przemysla. „Prawdziwi” spiewaja od kolebki. Spiewaja nieustannie. Spiewaja namietnie. W kazdej malej i wiekszej grupce.
Jak bylam w tym Toronto, zapropszpona przez Komitet Pomocy Radzieckim Wiezniom Politycznym, kiedy rodzila sie Solidarnosc, to w czasie kazdej przerwy w obradach ludzie zaczynali spiewac. Starzy i mlodzi. Top bylo niesamowite – tyle glosow ile osob sie akurat zebralo.
Ale to samo pamietam z Ulrainy. Narod spiewakow.
„Bladawy ksiezyc”!!!
Bladawy!
Ale dobrze przelozony „testament” (Jak umru, to pochowajte mene u mohyli, sered stepu szyrokoho, na Wkraine milej… czy jakos tak, moj ukrainski jest troche zardzewialy po latach…)
Ciepłe myśli i kciukotrzymanie za zawianych, oczywiście.
Kolejny Patryjotyczny Fackelzug sie szykuje w przyszlym tyzniu:
http://wyborcza.pl/1,75478,15082563,Kaczynski_zapowiada_wielki_marsz_13_grudnia__Razem.html?pId=25407059&send-a=1&v=1&obxx=15082563
Wyniki badania antysemityzmu w krajach Unii Europejskiej – raport:
http://fra.europa.eu/en/publication/2013/discrimination-and-hate-crime-against-jews-eu-member-states-experiences-and
Był prezentowany dzisiaj u RPO.
Muszę pędzić na zebranie rady nadzorczej spółdzielni, poprosiła mnie jedna z osób, bo chcą mieć świadka.
Mam takie pytanie i prośbę. Czy może ktoś ma taką książkę w wersji elektronicznej
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/28130/morderstwo-w-ciemnosci
i mógłby pożyczyć?
Bo muszę przeczytać jedno opowiadanko i odrobić lekcje. Coś tam z teorią literatury i innymi Ingardenami. A jak sobie wypiję, to będzie jeszcze Derrida i Żiżek.
Nigdy nie przyznawajcie się własnym dzieciom, że umiecie pisać. Nigdy.
Przykro mi, Wodzu – mam tylko Lady Oracle na papierze.
Wodzu, ksiazka stoi w almamaterowej bibliotece, ale po angielsku.
Papierowa „Kobieta do zjedzenia” pewnie też Wodza nie urządza.
Ale w ramach zadośćuczynienia za brak eletronicznej Atwood jestem skłonny napisać 3 do 5 zdań teoretycznoliterackich na dowolny zadany mi przez Wodza temat.
troche wietrznie, bedzie wietrzniej w nocy, nie tak jak u Bobika,
ale do 130-140 km/h
sporo
Mar-Jo, dobrze ze odnaleziona jestes
wieczornie przy herbacie szeleszcze zaleglosci
ciekawe? kawalkami bardzo ciekawe, a jakie kawalki? przeczytajcie to znajdziecie
http://wyborcza.pl/1,75478,15033558.html?as=1
Dzięki za dobre chęci. Będę musiał chyba kupić książkę, do czego to dochodzi.
Wietrzno. Mokro. Dramatycznie. http://www.youtube.com/watch?v=juVLrJZHG4Q
Umarl Nelson Mandela.
Zapalmy swieczke.
Wodzu, czy to jest w orginale The Blind Assassin? Czyli slepy zabojca? jesli tak to bardzo niefortunnie przetlumaczony tytul. Ksiazka stoi u mnie na polce. Po przeczytaniu dalej trudno miec o niej jakas opinie. Bohaterowie ksiazek Atwood sa czesto bardzo niesympatyczni. Jej watki w sposob bizantyjski skomplikowane. W tej ksiazce jest jeszcze jedna kasiazka o tym samym tytule, The Blind Assassin, napisana przez jednea z bohaterk, a tej ksiazce sa jeszcze opowiesci jednego z bohaterow tej wewnetrznej ksiazki. Atwood pisze bardzo pieknym jezykiem, ale nie wiem czy piekny jezyk zostal zachowany w polskim przekladzie.
Atwood to nasz literacki skarb narodowy, okok Munro rzecz jasna.
Ja juz jakos nie mam zdrowia do czytania powiesci.
Mar-Jo (o 14:03), nie przejmuj się, życie ważniejsze. Ważne, byś była uśmiechnięta często i tutaj gdy się da.
Jest dostępna w angielskiej wersji.
Książka WW.
Myślę, że raczej Murder in the Dark, Króliku.
Mar-Jo sie odnalazla! Sily ze zmagania sie z wiatrem zycze serdecznie.
A w sprawie Ukrainy. Toc przeciez Rus Kijowska to samo serce i poczatek Rosji! Niemniej jednek tak jak i poprzednie drogi, putinowska droga nie przyniesie Ukrainie korzysci.
Matt dla Krolika:
http://www.telegraph.co.uk/news/matt/
Mandela był chyba już ostatnią w świecie naprawdę Wielką Postacią wśród polityków. Kimś, kogo mogłem podziwiać i czyja śmierć osobiście mnie przejęła.
Świeczkę dla niego należy koniecznie zapalać słuchając N′kosi sikelele Afrika :
https://www.youtube.com/watch?v=MFW7845XO3g
Aaaaa, krotkie opowiadania Atwood. Nie przeczytalam.
A Matt rzeczywiscie dobry. Mnie sie przepisy Nigelli zawsze sprawdzaly. A Saatchi i te dwie wloskie zlodziejki na pohybel! Pomyslec, ze ta trojka do byly osoby najblizsze dla dzieci Nigelli, po smierci ich ojca!
Dzieki Mandeli wszyscy jestesmy troche lepszymi ludzmi. On nas wszystkich obdarzal jakas szczegolna Laska i swiatlpscia.
Moja swieczka sie pali w swieczniku. Najladniejsza jaka mialam w domu.
Nigella sie zachowuje w sadzie z wielka godnoscia osobista.
Jakby ktos mial okazje ogladac 2-odcinkowy program Simona Seabaga Montefiori „Bizancjum – opowiesc trzech miast”, to bardzo polecam. Wlasnie obejrzalam pierwszy godzinny odcinek. BBC.
W Mandeli najbardziej kochalam jego optymizm. Bo jakze czesto widzimy rzeczywistosc, przyszlosc, i przeszlosc w bardzo czarnych kolorach, bez wyjscia. Jasne ze jako Wszechswiat zmierzamy ku unicestwieniu z predkoscia swiatla, wiec cos w tym jest. A jednak naszymi bohaterami sa ci ktorzy widza swiatlo w tunelu w trudnych a czasem tragicznych okolicznosciach, jak Mojzesz, Gandhi, Martin Luther King, Mandela wlasnie…
RIP Mr. Mndela.
Ten Dniepr szeroki po mnie chodził.
Wróciłam ze spotkania, trochę odespałam, a on dalej chodził.
Może być tak?
Burzy się, huczy Dniepr szeroki,
wichura w gniewie pędzi w dal
zgina wierzchołki drzew wysokich
podnosi w górę grzbiety fal.
Spoglądał miesiąc blady skrycie
przez rozwichrzone zwały chmur,
niby łódeczka w mórz błękicie
to wznosił się, to spadał w dół.
Jeszcze nie piały kury trzecie,
jeszcze nie wstawał ranny brzask,
sowy gadały w ciemnym lesie
i skrzypiał jesion raz po raz.
No, nadzwyczajnie, Nisiu! I mozna spiewac!
Dzieki!
Dzień dobry
kawa
Zmaganie z wiatrem i śnieżycą
Dzień dobry.
Duło okrutnie!!! Duje nadal. Do tego pada śnieg. Ale dajemy radę! W niedzielę wyprawa do Bremy. (O ile komunikacja pozwoli).
Nelson Mandela….. Też paliłam świeczkę.
Dzień dobry
Wpół do dziewiątej i jeszcze prawie całkiem ciemno. Jak żyć, panie premierze?
Dobrze chociaż, że kawy dziś duuużo.
Nisi Dniepr świetny.
Jak to się mówi, sam bym tego lepiej nie zrobił.
Mar-Jo, jakie wieści z frontu orkanowego? Czy Ksawery był w miarę uprzejmy i dał pożyć?
O, łajznęło się, bo donos od Mar-Jo już był.
Aż mi już czasem głupio znowu wchodzić z dyżurnym tematem, ale na niektóre rzeczy dusza każe mi się pooburzać wespół w zespół. Poczytajcie sobie, co ten – przepraszam za onetowate rzucanie inwektywami, ale już po prostu nie mogie – kretyn Niesiołowski wygaduje:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15084256,Niesiolowski___Glownym_wrogiem_gender_jest_rodzina_.html
Nie o to mi już biega, że mu się gender nie podoba, tylko o jego kompletną niemożność zrozumienia, co się do niego mówi, zastanowienia się i odpowiedzenia przynajmniej na temat, jeśli już nie rozsądnie. O tym, że można by mówić w miarę składną polszczyzną już nawet nie wspominam, bo wiem, że to wobec większości wybrańców narodu zbyt duże wymaganie.
Powodów do głosowania na PO widzę coraz mniej i mniej.
Dzień dobry.
Nelson Mandela
Wietrzy okrutnie. Za oknem śnieg, a na parapecie zbierający się do kwitnienia phalenopsis. Jednemu z moich trzech coś się pomieszało w korzonkach i po przekwitnięciu puścił nowy pęd.
I jeszcze jeden kwiatuszek z tej samej łączki. Na Uniwersytecie Ekonomicznym Poznaniu zakłócony został wykład pt. „Gender – dewastacja człowieka i rodziny”. Zakłócony nie przez faszystowskie bojówki, nienawistne hasła, ryki, groźby, facetów w kominiarkach, etc., tylko przez chłopaka w złotej sukni, który pląsał po sali. Zrobiła się straszna chryja – ochroniarze, policja, paralizatory, zatrzymania – po której wykład został przeniesiony do innej sali i dokończony pod policyjną kuratelą. Podejrzanych indywiduów, na przykład z kolczykiem w nosie, już nie wpuszczano.
A „naukowe” rewelacje, które wygłaszał wykładowca, ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz, były takie:
Gender wiąże się z radykalnym feminizmem, który opowiada się za aborcją, zatrudnianiem kobiet i przetrzymywaniem dzieci w żłobkach.”
„Przetrzymywanie dzieci w żłobkach” brzmi tak potwornie, że gdybym był teraz w kraju, natychmiast ruszyłbym na żłobki, szablą odebrać nieszczęsne, przetrzymywane tam bobasy. A w dalszej kolejności wszystkich pracodawców zatrudniających kobiety – do pierdla. Albo od razu na stos, żeby dozoru więziennego nie kłopotać.
U nas też śnieg, wielkimi płatami. Co mniejsze daszki już białe.
Dzień dobry
Wtedy, w 1995, wyglądało to tak https://www.youtube.com/watch?v=Ncwee9IAu8I i to naprawdę było Coś.
Mam od wczoraj poczucie, że z odejściem Mandeli „skończyli się bohaterowie”. Postacie, które dla całego świata były symbolami walki o wielkie sprawy – wolność, równość, braterstwo, itp. Teraz są co najwyżej doraźni, często dość przypadkowi przywódcy jakichś lokalnych ruchów, którzy często nawet nie bardzo udają, że chodzi im o coś innego niż szybkie przejęcie władzy, lub włączenie się w jej struktury. Albo technokraci. Może jeszcze gdzieś po chińskich więzieniach siedzi garstka ideowych dysydentów, ale za mało znanych, żeby robić za światowe, uniwersalne symbole.
Nie chcę tego wartościować. Może to i lepiej dla świata, że takie symbole są mu potrzebne już tylko doraźnie i na krótko? Mnie się tylko odezwało jakieś takie ciche, nostalgiczne „a wsio taki żal…”.
Jedyne prócz kuchni miejsce nadające się do zatrudnienia kobiet to ubikacja, bo prawdziwy mężczyzna ręki ze ścierką do muszli klozetowej nie wsadzi. To nie kwestia uprzedzeń, a biologii, rączka kobieca mniejsza jest.
Mycie sraczy, za darmo rzecz jasna, z natury rzeczy przynależy kobietom, ale zupełnie nie wiadomo, kto je posadził przy wejściu do toalet, żeby zgarniały monety. Wszelkie zarabianie forsy kłóci się ze świętą powinnością.
A na przykład takie akuszerki? Od wieków już są zatrudniane jak gdyby nigdy nic. I może, gdyby nie ks. prof., nikt nie zwróciłby na to uwagi.
Akuszerka i babcia klozetowa narzędziami szatana! Żądamy akuszerów i dziadków klozetowych!
Prawdziwy wsadzi. I są szczotki.
Wiesz Bobiku, to jest tak durne, że już się nawet warczeć nie chce, ale że durne jest, że istnieje, wiedzieć trzeba.
Obiecalam chyba wczoraj, ze opwoeim co mowila nasza ministra spraw wewnetrznych Teresa May, zaprpszpna na wyklad przez Board of Deputies of British Jews. Otoz uwaza ona z grubsza ( i z ciuensza), ze zadna wolnosc wypowoiedzi nie powinna byc usprawiedliwieniem i parawanem do glposzenia na kampusach uniwersyteckich bigpterii, ze radykalny jezyk dyskursu prowadzoi do radykalnych zachowan i czynow.
„Tolerancja la jadowityego i nienawistnego jezyka skutkuje tym, ze taki jezyk powszednieje, obnizza poprzeczke tegp co jest w spoleczenstwie alceptowalne, prowazdi do przemocy i terroru. (…) Skrajny jezyk moze prowadzic do skrajnej przemocy. Ale granica miedzy tym co miesci sie w ramach wolnosci wypowiedzi a jezykiem nienawisci i ekstremoizmu nie zawsze jest widzialna i oczywosta. Nie wszystie glupie i nieprzyjemne, a nawet niebezpieczne poglady sa sprzeczne z prawem i sprzeczne byc nie powinny. Kiedy skrajni kaznodzieje bardzo uwazaja na to co mowia aby pozostac w granicach prawa, a mimo to wyglaszaja poglady nie do prz6yjecia, sa kroki, ktore mozna i nalezy podejmowac aby ograniczyc ich zdolnosc rozptrzestrzeniania tioksycznych tresci. Ciesze sie, ze coraz wiecej uniwersytetow zaczyna rozumiec jak wazne jest podejmowanie krokow by powstrzymymac elstremostow. … Szacunek do zasady wolnosci slowa nie powinien oznaczac przyzwolenia na to by ekstremiosci dyktowali czy narzucali (uniwersytetom) swoje warunki, jesli sa one sprzeczne z wartpsciami glosozonymi przez dana instyticje oswiatowa. ”
Haneczko, ja mam dwubiegunówkę.
Raz czytam, kiwam łbem i myślę „szkoda ozora”, a raz mi włos staje dęba i warkot sam z młodej piersi się wyrywa.
Znów policja na uniwersytecie, tym razem bardziej ochocza w działaniu niż na wykładzie prof. Środy.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15084132,Wyklad_o_gender_przerwany__Interweniowala_policja.html?lokale=trojmiasto#BoxWiadTxt
Zgadzam się z ministrą.
Ministra Teresa May nawiazywala do raportu na temat plciowej segregacji jakiej domagaja sie nieraz zapraszani na uniwersytety radykalni duchowni muzulmanscy, ktorzy chca aby uczestnikow takich spotkan rozdzielac wedle plci na sali, gdzie odbywa sie spotkanie. I niektore uniwersytetu w imie „szacunku dla wartosci reloigijnych” ustepuja i sie na to godza. Tu wiecej na ten temat:
http://www.bbc.co.uk/news/education-25051838
Właśnie o tym wykładzie pisałem, Vesper. I warkot sam mnię się wyrwał.
Ja sie tez zgadzam z pania Teresa May (choc nieraz mnie irytowala) , Haneczko i bardzo ubolewam, ze toczaca sie obecnie w tym kraju debata publiczna o dopuszczalnosci skrajnego jezyka na brytyjskich kampusach uniweruyteckich, debata nieslychanie ciekawa. zupelnie nie jest relacjonowana w doniesieniach polskich korespondentow, choc moglaby ona wniesc wiele takze i do polskiego dyskyrsu na ten sam przeciez temat.
To az sie propsi aby cos o tym opowierdziec POlakom, ale korespondenci sa przekonani najwyrazniej, ze Polakow interesuje wylacznie to co zagranica mysli o nich.
Aaaa, rzeczywiście to ten sam
A Wyborcza naprawde nie ma szczescia do londynskich korespodndentow, jeden gorzej poinformowany od drugiego.
Wczoraj jeden z nich napisal, ze UKIP, partia eurosceptykow, jest partoia radykalnych ekstremostow (nie jest!) a nazwa tlumaczy sie jako Partia NIEPODLEGLOSCI Wielkiej Brytanii, W rzeczywostosci jest to Brytyjska Partia Niezalezna lub Niezaleznosci (niezalezna od trzech partii mainstreamu – czyli torysow, labourzystow i liberalow, a takze niezalezna od Europy, choc jest w Unii reprezentowana). Skad ta „niepodleglosc”? Trzeba kompletnie nie rozumiec kontekstu ani kraju z ktorego sie nadaje.
Mam pewien problem z całkowitym zgodzeniem się z ministrą, bo nie wiem, jak ona widzi egzekwowanie swoich postulatów. Z jednej strony sam popieram pewne ograniczenia radykalizacji (i schamienia) języka, a z drugiej bałbym się nieco umocowania takich ograniczeń w przepisach prawnych. Nie mówię tu o oczywistym języku nienawiści, zwłaszcza takim z nawoływaniem do. Ale np. nazwanie dziś przeze mnie Niesiołowskiego kretynem – byłoż ono zbyt radykalne, czy nie było? A gdybym użył określenia „niespełna rozumu”, albo „ograniczony umysłowo”, to co? Albo jakiegoś neologizmu, który nie widnieje jako obelga w żadnym słowniku, w rodzaju „poseł Łomatkoboski”? Zakazać jakiejkolwiek eskpresji? I kto miałby decydować, gdzie są granice? Znany zestaw pytań.
Mnie w każdym razie bardziej się podoba perspektywa ograniczania radykalizacji (z niewielkimi, wspomnianymi wyjątkami) raczej przez opinię publiczną, niż przez wymiar sprawiedliwości, który i tak wszystkich przypadków nie jest w stanie ogarnąć.
A bigoteria to jeszcze inna rzecz. Tu jest łatwiej. Bigoteria z zasady na uczelniach nie ma nic do roboty i juszszsz.
Nie, Bobik. Moze to zle przrtlumaczylam, ale ona PODKRESLA, ze nie wszystkie abominacyjne slowa i poglady powinny byc wyjmowane spod prawa. Mowi natomiast, ze uniwersytety nie musza takich pogladow toleroiwac. Jesli zaproszony gosc domaga sie aby kobiety siedzialy z tylu sali, a w najlepszym wypadku kobiety z prawa, mezczyzni z lewa, to uczelnia nie musi sie na takie warunki zgadzac (niektore sie zgadzaja!). Moze powiedziec – to odpraszamy. Jesli pogladuy sa sprzeczne z gloszonymi przez uczelnie wartosciami („ludzie sa rowni, kobiety i mezczyzni maja te same prawa”), to nie powinny takich gosci zapraszac. Ona wrecz przestrzega przed pokusa prawnego zakazu nierownosci plci, wskazujac na inne instrumenty powstrzymania toksycznego jezyka.
haneczka, Prawdziwy Mężczyzna leje z rozpryskiem i Pani Szczotka od góry muszli nie oczyści. Chcesz spytać znajomych Prawdziwych Mężczyzn czy czyszczą muszle czy też życzliwie żonom to zostawiają?
Ostrzeżenie: mogą się obrazić. No bo co za pytanie, on i muszla, i to ani w wojsku, ani na plaży.
No to moi są prawdziwi inaczej
By się bardzo zdziwili, dlaczego mianowicie mają nie czyścić? Nawiasem, wszystko czyszczą lepiej ode mnie
A moj tylko bardzo starannie i dyskretnie do kuwety.
Chyba, ze jest chory, to wtedy do zlewu lub do wanny, ale starannie ustawiajac sie nad splywem.
Apartheid w RPA byl jednak nie najgorszy w porownaniu z rzadaniu ludozercow spod znaku Nelsona Mandeli, dowodzi nasz ulubiony katolicki publicysta:
„To on wprowadził w RPA najbardziej radykalnie lewacką ustawę aborcyjną, która pozwalała na zabijanie nienarodzonych dzieci kobietom i dziewczynkom w każdym wieku i z każdego powodu (do 12 tygodnia) i z przyczyn ekonomicznych czy społecznych także później. W efekcie już w 2008 roku (nowe prawo wprowadzić w 1996 roku) kilka lat po wprowadzeniu tego prawa rocznie ginęło w RPA ponad 90 tysięcy – głównie czarnych – dzieci. Ogółem od kilkunastu lat obowiązywania tej ustaw w RPA zginęło już ponad milion czarnych dzieci. I to także jest dziedzictwo Mandeli. Człowieka, którego rozwiązania prawne zabiło wielokrotnie więcej czarnych, niż najbardziej zagorzali biali rasiści w RPA – stwierdził Terlikowski na portalu fronda.pl”
No więc ja wczoraj nie wytrzymałam na tym spotkaniu u RPO i chociaż miałam nie zabierać głosu, bo mówiono o Statystykach, Trudnościach prawnych i faktycznych, Badaniach na temat i wszyscy zabierający głos to osoby o wysokich kompetencjach, to emocje we mnie wzięły górę i powiedziałam o bezsilności wobec mowy nienawiści.
Korzystając z obecności redaktorki z Gazety Wyborczej wytknęłam jej, że nie usuwają zgłaszanych wpisów, mało, eksponują najbardziej szokujące na pierwszym miejscu, żeby podbechtać publikę.
Powiedziałam o niemożności usnięcia skandalicznych stron i produkcji np. Tuby, o reakcji urzędów centralnych i policji na skargi w tym zakresie, o całkowitej bezsilności.
Dziennikarka GW powiedziała, że teraz usuwają zgłoszone posty.
Mój emocjonalny głos chyba zrobił wrażenie, Pani rzecznik w posumowaniu powiedziała, że we Francji wprowadzono odpowiedzialność administratorów za treści ukazujące się na stronie i radykalnie zmniejszono mowę nienawiści, więc widać, jak ktoś chce, to może.
Już po zakończeniu, podszedł do mnie ważny urzędnik RPO, dał wizytówkę i zapewnił o pomocy w razie czego i powiedział, że obowiązują nas unijne dyrektywy, które zabraniają(?) usuwania wpisów bez uprzedniego zgłoszenia ich do usunięcia przez innych użytkowników.
Nie chciało mi się dyskutować, zapytałam tylko, czy Francja nie jest w Europie?
Pani Lipowicz zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, ale nie mogłam oprzeć się werażeniu, że wszystko jest trochę przedstawieniem przed Joergem Gebhardem z Agencji Praw Podstawowych UE, który prezentował bardzo ciekawe wyniki unikatowych badań przeprowadzonych w wybranych krajach UE na temat antysemityzmu.
Helena – a milionowe żabobójstwo, którego dopuszczają się smakosze kawioru…
Nawiasem, jeden terlik to miara dziennej produkcji jaj dużej fermy.
Przepraszam, chyba jednak kawior jest z jesiotra, a z żaby chiński kawior.
Dziędobry.
Ksawery wywrócił mi krzeselko w ogrodzie. I kwiatek zleciał z żardinierki.
Brawo, Siodemeczko. Glosy z sali zawsze powinny byc donosne, bo inaczej organizatorzy i uczestnicy rozmawiaja sami ze soba i czestoi pija sobie z dziobow.
Dobrze, ze redaktorka GW uslyszala co uslyszala. To prawda, ze jest dzis troche mniej wpisow antysemockich i czy rasistowskich na forum GW, ale zdarzaja sie jeszcze bardzo czesto, niestety.
Ze nie mozna usunac wpisow „nie zgloszonych”? To jakies wariactwo i jestem przekonana, ze nie jest to prawda. Takie wpisy znikaja natychmiast z gazetowych forow brytyjskich.
A te wizytowke zachowaj. Jeszcze sie moze nam przydac.
Czy Flondra.pl jest najbardziej odlotowym w sposob niezamierzony portalem w Europie? Nawet nie jestem juz w stanie porzadnie pogniewac sie na Terlika z Betonu, bo on jest jakis nierzeczywisty i przez to wydaje sie mniej grozny. Ale moze nie mam racji.
Uwazam, ze nalezy dzwonic z awantura do kazdej redakcji, ktpra daje forum wypowiedziom Terlikowskemu. Ludzie nienormalni powinni byc pod troskliwa opieka specjalistow i pielegniarek a nie przed mikrofonem.
W moim wpisie po ?mało′ powinien być koniecznie przecinek. Koniecznie. Proszę Bobiku.
Chodzi o zdanie:
…że nie usuwają zgłaszanych wpisów,mało, eksponują najbardziej szokujące na pierwszym miejscu…
Sam zauważyłem, Siódemeczko, że brak tego przecinka zmienia sens, więc dołożyłem go jeszcze przed zamówieniem.
Dzięki, Bobiku.
Muszę wyjść i kupić uszczelki do okien, bo zamarznę. Stare usunęłam w lecie i nie przykleiłam nowych.
A tu duje, grzmoci wiatrem, zimmmnnno, jak wyjść, jak wyjść, panie premierze?