Dziurasik Park
Baraszkując beztrosko po obrzeżach jury,
dinozaur zajrzał kiedyś do sporawej dziury,
a sprawdzając, czy przepchnąć jakoś przez nią da się,
stwierdził z pewnym zdziwieniem, że to dziura w czasie.
Dał w nią nura, bo tak mu kazał móżdżek gadzi,
mrucząc: nie wiem, czy wszyscy będą mi tam radzi,
ale jak nie skorzystać, do tyranozdzicha,
gdy okazja się sama prosto w łapy wpycha.
Rozejrzał się dokoła, już od drugiej strony,
ucha nadstawił: widzi kościół, słyszy dzwony,
dalej sklepik spożywczy, gospoda „U Stasi”
i Urząd – nie, nie Kafki, lecz Gminy Dziurasik.
W urzędzie przed okienkiem kolejka zagięta,
co urzędnik, to bardziej w nosie ma petenta,
a petent klnie i warczy, że nędza, że bieda,
ale przez tych złodziei, panie, nic się nie da.
Ach, znam to – rzekł dinozaur – znam aż do znudzenia,
czas jednak nie tak całkiem wszystkie rzeczy zmienia!
Od wójta do plebana pomknął na kazanie,
tam przy brzuchatych mężach moherowe panie
z zachwytem niepomiernym siedzą jak w operze,
słuchając opowieści o strasznym genderze,
o rozwodach, co brzydkich tworzą pedofilów,
że na tacę nie dało dziś tylu a tylu,
o tym, że w zamach wierzy cała już parafia
i skąd się bierze homoseksualna mafia.
Dino aż się z radości w ławce zakolebie:
w Dziurasiku się czuję całkiem jak u siebie,
nieobca mi mentalność, poglądy mi bliskie,
proboszcz takim poczciwym jest brontozaurzyskiem,
że na tyłku mnie z dzikiej chętki świerzbi krosta,
by olać mezozoik i tutaj pozostać.
W parku założę gniazdo w ramach szybkiej akcji
i gminie turystycznej dostarczę atrakcji,
w gospodzie nad kufelkiem spędzę chwile boskie,
z chłopaków paką z gwinta pociągę za kioskiem…
Wracać już mi się nie chce, bo choć ten czas nowy
nie różni się pod względem zawartości głowy,
to jednak – a do takich rzeczy ja mam nosa –
piwo teraz jest lepsze niż to bywsze, z prosa.

Niepierfszy
Ale nie ostatni
Lecz w sam raz
Andsolu, dzieki za wytlumaczenie roli druzyny pilkarskiej w piosence
Rozchmurz się, andsolu. Lisek czytał ostrożnie, tekst nic a nic niezatarty, ekran niewymięty, nie szkodzi, żeś niepierwszy.
W tym stuleciu chyba nie zdążę poczytać o bitcoinach. No chyba, że po pojawieniu się nowego wpisu, na ekranie zacznie migać: „Wrzuć bitmonetę!”.
Oj, ta dziura jest moze glebsza niz sie nam wydaje.
Wczoraj obejrzalem prpgram komercyjnego Kanalu 5 pt. Seven days that made the Fuehrer. Program OK, choc mozna pewnie sie czepiac roznych uproszczen wynikajacych z przyjetego formatu skupiajacego sie na siedmiu dniach z zyciu Hitlera, ktore byly dla niego jakos formujace osobowosc i kariere – od kapitulacji Niemiec w 1918 r., poprzez, rok pozniej, wyygloszenie i porwanie audutorium w pewnej piwiarni, poprzez probe zamachu w 1923 r., zakonczzona porazka i skazaniem go za zdrade stanu na lagodne i dosc przyjemne paroletnie wiezienie, w ktorym mial czas wypoczac, przemyslec dalsza strategie dzialania podyktowac Mein Kampf uwiezionemu wraz z nim Rudolfowi Hessowi, poprzez kryzys na gieldzie w 1929 roku i wreszcie wybory w 1933 r. (czy 1934?) i wkrotce po tym wprowadzenie ustawy laczacej urzad kanclerza i prezydenta kraju w jednych, jego wlasnych rekach i przyjecie tytulu Fuehrera. No i koncowka – zajecie Austrii i gorace powitanie setek tysiecy Austriakow.
Byly jednak w tym programie rzeczy, ktore mnie zaskoczyly. Pierwsze to, ze gdy po dojsciu do wniosku ze musi zostac przywodca w drodze demokratycznych wyborow i do nich stanal, wygral je choc za partia narodowych nacjonalistow opowiadalo sie zaledwie 30% – 10 lat przedtem gdy usiloal obalic rzad, mail za soba sympatie ok. 10% Niemcow.
Druga rzecz, ktora mnie zaskoczyla, to ze w czasie kampanii wyborczej, Hoitler znaczaco przyhamowal swa obsesyjna retoryke antysemicka i ludzie jakos uwierzyli, ze on sie ucywilizowal, opamietal. Nie chcial zniechecac do siebie rozsadniejszych zwolennikow nazizmu.
I trzecia rzecz, ktora mnie zaskoczyla, to ze on bardzo wczesnie zrozumial, ze absolutnie niewazne jest jakie przemowienia wyglasza pod katem ich zbornosci czy jakiejkolwiek logiki. Ze jego publiczne tyrady (jezdzil po kraju, odwiedzal prowincje) skladaly sie glownie z emocjonalnie wypowiadanych zdan, bez ladu i skladu. Chodzilo o rozgrzanie tlumu, a nie przestawienie im jakiejs spojnej wizji, Chodzilo o wrzucanie do tych tyrad slow-kluczy – zdrada, wrog, spisek, narod niemiecki, suwerenosc, zdrada, winni, winni zdrady, winni spisku, prawdziwi Niemcy, prawdziwa suwerennosc.
Okropnie mnie to wczoraj przygnebilo i nie spalem do rana.
No i te stare kroniki z Fakelzugami – tez wygladaly dziwnie znajomo.
no Bobiku, ganianie po miescie sprzyja talentowi
znajomo wyglada tez retoryka narodowosocjalistyczna PiS i
Kaczynskiego, bardzo znajomo, niestety.
dziesiaty
No dobra, jedenasty.
Tak sobie myślę, czy takie analogie nie ubliżają panu Hitlerowi?
E, on by się raczej cieszył, że ma naśladowców.
lisku, naprawdę nie ma za co. Ale dotarło do mnie, że temat można utrzymać przy życiu, bo tam jest ciekawy przypadek metonimii, nie do utworzenia w polskim języku.
Otóż on śpiewa:
eu quero ser para ti
chcę być dla ciebie
o camisola dez
– i tu jest der Ptaszek rozgrabion, bowiem tu widać, że on nie myśli o byciu koszulą dziesięć (rodzaj żeński), ale tym koszulą 10 (rodzaj męski), czyli napastnikiem.
A co do bitcoin to WW ma rację, ale ja się z nim nie zgadzam, bo nie ma racji. Bo stworzyć system, który olewa oficjalne wymiany ale może mieć wymianę na normalne i nikt do machinacji nie ma dostępu, to duża sztuka. I dosypywanie przez lata tych bitcoins nie jest za piękne oczy a za udostępnianie mocy przerobowych, bo to jest system absolutnie wirtualny, i kto chce, odpala kawałek swojego wiecznie pracującego komputera, żeby działały rozłożone na drobinki programy z przeliczeniami, przekazami i zabezpieczeniami przed światem oficjalnym.
Chyba wstępem do takich zabaw (choć bez pieniędzy) był GIMPS, o którym każdy co zechce może sobie wyguglić, ale chodziło o to, żeby w domowym zaciszu dzięki szemrząconemu pecetowi stawać się odkrywcą naukowych zjawisk.
jedyna (? no moze jedna z ) strona naprawde ciekawa w bitcoin to jest wlasnie to wirtualne rozdrobnienie. P2P, (tak jak napisal andsol) praktycznie wyklucza manipulacje i ingerencje nadzorcza.
To i NSA moze tylko poprzygladac sie
pietnascie
i……….
pstryk
Bitcoin to jest połaczenie waluty z akcjami giełdowymi, wartość waluty wyznacza giełda, kto dokładnie nie wiadomo, bo nie ma tu żadnego nadzoru oficjalnego.
Dobrze jest przeczytać ten artykuł:
http://waluty.onet.pl/bitcoin-najwieksza-farsa-internetu,18892,5465415,news-detal
I niech nikogo nie zmyli tytuł, autor w tym siedzi po uszy i nie ma zamiaru wyjść. Wciągnęła go gra.
Obawiam się, że to jest jakieś globalne oszustwo, wyższy stopień piramidy finansowej.
I jest strona http://www.bitcoin.pl/? gdzie wszystko (?) wykładają.
Na tym etapie można kupować i sprzedawać bitcoiny, jak zwykłe akcje, czy walutę.
Przecież pieniądze i akcje też są wirtualne w gruncie rzeczy.
Pozostanmy moze przy tatrzanskim sniegu w tubce, na odmlodzenie.
Można, Kocie, przy tubce, ale świat się tym nie podnieca.
Dobrze wiedzieć, co w trawie piszczy.
Stwierdzam, że jakoś mi się zawęziły horyzonty
Jak jest gospoda „U Stasi”, to chyba trzeba rozumieć, że jesteśmy w Krakowie?
Dobry wieczór
Wiedzieliście, że nasz znajomek stał się autorem hitu internetowego?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,15011700,Kaczynski___Wielka_bieda_w_Polsce___A_dziennikarz.html#BoxSlotIIMT
A „po obrzeżach jury” to ja baraszkowałam beztrosko przez ostatnich parę dni
Jury konkursowego, ma się rozumieć
Dora, tak, i jak sam zainteresowany to ujmuje, Stałem się na chwilę wrogiem publicznym. I to jest uczciwa gra, on ustrzelił kaczkę, teraz do niego będą strzelać jak do w/w.
Kierownictwo mi namieszało i teraz już nie wiem, czy mam podążać bułgarskim śladem, czy krakowskim.
A czemu do Pawła walą jak do kaczki, w ogóle nie rozumiem. Odkąd to u nas liczbami ktoś się przejmuje? Polacy nie Niemcy i fantazję swoją mają oraz wielką improwizację, a nie jakieś tam wyliczenia.
Andsolu, w polskim języku wszystko się da. Polska język, giętka język. Nie tylko można powiedzieć chcę być dla ciebie koszulkiem numer 10, ale nawet można zrobić z tego tytuł w GW i przejdzie.
Przeciez Kaczor nie mowi aby ludziom cos od siebie powiedziec, podzielic sie przemysleniami i reflekksjami czy nawet pokusic sie o jakas analize sytuacji w kraju, tylko wylacznie o to by rozbudzic w ludziach burze emocji, namietnosci, niepokoj, zlosc. I jego uczniowie to podchwytuja i dlatego nie wystarczy takiemu Wildsteinowi Mlodszemu skrytykowac np feministki, tylko musi wszem i wobec wykrzyczec w Salonie 24, ze „feministki to skonczone chamidla”.
Ja to teraz dopiero zaczalem rozumiec.
I Boze, jakiez to jest skuteczne. Boje sie.
Podobnie sprawa wygląda z Zawiszami i innymi brunatnymi koszulami, Kocie. W tym nie ma ideologii, jedynie cynizm. Po stronie odbiorców też nie ma poglądów, a jedynie emocje, u podstaw których leży lęk. To moja osobista opinia, nie mogę jej poprzeć żadnymi badaniami, ale ufam swojej intuicji. Zazwyczaj mnie nie zawodzi i pozwala odróżnić cynika od ideologicznego fundamentalisty.
Tak robią wszyscy skuteczni politycy, że nie wygłaszają naukowych rozpraw, tylko naciskają emocjonalne guziki. Ale problem z Kaczorem polega na tym, że on swoje politykowanie opiera właściwie wyłącznie na emocjach negatywnych. Nawet rzecz tak pozornie pozytywną, jak przeżycie wspólnoty, PiS wywołuje poprzez wspólne kumulowanie wrogości, rozczarowania, złości, agresji, itd. Pisowska wspólnota jest głęboko neurotyczna (a po części chyba nawet psychotyczna), ale nie może się poddać żadnemu leczeniu, bo to groziłoby jej rozpadem, albo wręcz unicestwieniem.
A od dawna mówiło się proroczo „najgorsza choroba, jak ktoś ma zajoba”.
Ale problem z Kaczorem polega na tym, że on swoje politykowanie opiera właściwie wyłącznie na emocjach negatywnych.
Na emocjach negatywnych (dla potrzeb dyskusji przyjmijmy ten termin) oparte są wszelkie kulty religijne. Bo nie ma chyba bardziej demokratycznej i uniwersalnej emocji negatywnej niż lęk przed śmiercią.
Tak, wylacznie na emocjach negatywnych.
Ale wiele religii potrafi ten lęk skanalizować i przekształcić w pozytywne doznania, np. uczucie mistycznej miłości, uniesienia, łączności z siłą wyższą, doznawania łaski czy opieki, itd. Wtedy wspólnota religijna może się stać wręcz rodzajem grupy terapeutycznej.
Natomiast specyfika wspólnoty pisowskiej jest w tym, że emocje pozytywne (wiem, wiem…) są w niej właściwie z góry wykluczone, bo byłyby dla spoistości grupy zagrożeniem. No bo jeśli rzeczywistość, z Unią, Tuskiem i feministkami włącznie, okazałaby się nie taka straszna i wroga, to Kaczor jako centrum wyrażania frustracji przestałby być potrzebny. A on nie ma innego pomysłu na politykę (i na życie chyba też) niż granie na frustracjach.
Co z niejaką frustracją wyraziwszy, życzę wszystkim dobrej nocy.
Coś takiego. Pies poszł, pasztetówki nie zostawił. Wyrażam protest i idę do kuchni. Let kitchen be with you, too.
Religie kiedys byly oparte nie tylko na leku. Tlumaczyly swiat i jego budowe (skad sie wzial, kto przesuwa slonce), pozwalaly interweniowac w sprawie deszczu..
Dzien dobry
Kawa
Herbata
Na sniadanie
Dzień dobry
Do liskowej herbaty dostęp zabroniony, więc dorzucam jeszcze jedną
herbata
Jak to zabroniony
Do zagryzki liska:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/Sofia2013#5950318343227036754
Wspaniały refleks resortu ministry Bieńkowskiej:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,134983,14904654,,,,641962.html
I tak trzymać! Mało co w naszej polityce mnie tak ostatnio ucieszyło.
Dzień dobry
Lisek nie ma racji, że religie kiedyś pozwalały interweniować w sprawie deszczu. Sejmowa modlitwa o deszcz całkiem niedawno była i jak znam życie, jeszcze nieraz będzie.
Kurosanty cudne.
Uwielbiam takie ludowe etymologie, a jednym z moich ulubionych przykładów jest męcynas
Linka od Kierowniczki coś była porąbana i mimo wysiłków nie udało mi się jej całkowicie odrąbać, więc podpowiadam, że trzeba ją skopiować w całości i wrzucić w pole adresowe, wtedy działa.
A w meritumie, to akcja MRR rzeczywiście była świetna i peowscy piarowcy powinni wyciągnąć z niej wnioski. Tylko że do takiej akcji niezbędne są kompetencje i dużo danych w głowie (albo przynajmniej wiedzy, gdzie je natychmiast znaleźć), bo jak się dopiero za danymi zacznie grzebać, to rzeczywistość zaraz oświadczy „czas minął, przegrał pan”.
Od rana mnie nurtuje czy kuro-patwy jadają na śniadanie kuro-santy?Może francuskie kuropatwy jadają?
Bo że męcynas mętnie opowiada czasem jakieś mecyje,
to ogólnie wiadomo
Kurosanty to są święte kury. Takie co zniosły milion jajek.
Ludzie, nie macie pojęcia, jaką kurosantę dostałam w prezencie i właśnie odmrażam. Jest wsiowa i wielkość ma małego słonia. Zapraszam wszystkich na rosołek!
Kuropatwy jadają kurosanty, ale nie w stałym miejscu zamieszkania, tylko w kurortach, gdzie jeżdżą mimo kurzawy (nigdzie drogi ni kurhanu…), żeby się kurować pod kuratelą personelu w kurtkach, a w przerwach oglądać filmy Kurosawy.
U mnie dziś też będzie rosół kurzęcy.
A jak się nażłopiemy rosołu, to pójdziemy na koncercik kurantów do kurhausu. Założywszy ciepłe kurtki, bo kur…ko zimno dzisiaj.
A, kurtki już były.
Niezapomniany wierszyk:
Król Kurzaj w koronie
siedzi na złotym tronie,
a obok królowa Kurzaja
znosi mu złote jaja.
Kurtyna!
No i pozdrowienia od Kurfirsta Kurlandii.
O kurczę.
Śniadansio. Dzisiaj wcześnie.
Miło wcześnie zacząć ranek,
podlewając kurdybanek.
Wlasnie mialem napisac dokladnie to co Nisia – ze kurosanty to kury hodowane na plebanii ksiedza dobriodzieja.
W zamnierzchlych czasach moja Stara jezdzila regularnie z E do Grecji (zanim E Grecje znienawidzila). Zatrzymaly sie w tej samej wsi Akyjes, zanim jeszcze wies zaslynela na cala Unie Europejska , kiedy sie okazalo, ze grubo ponad 60% mieszkancow cierpi z powodu kalectwa – sa slepi, kulawi, glusi lub cos jeszcze. I wszyscy oni pobieraja zasilki.
Ale ja nie o tym. Glownym centrum swiatowego zycia na tej wyspie Zakinthos jest miasteczko Zakinthos. Bardzo zaiste swiatrowe miasteczko i nazwy wielszosci zakladow odwiedzanych przez turystow sa en francais, ale pisane oczywoscie greckim alfabetem.. A dla tych, ktorzy nigdy greckiego alfabetu nie opanowali, znajduje sie stosowana transkrypcja: Shans Elyze, Zharden De Delys, Etual De La Mer.
Wyszukiwanie tych nazw bylo zrodlem nieustajacej radosci i podziwu naszej E.
A takiego widzieliście?
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/Barcelona2012#5825595086763975938
Jednym zdaniem: Żan żre żur, a koń trawę… wszystko z odpowiednim akcentem.
Dawno temu takie wymyśliłem i teraz mi się przypomniało:
Raz kurtyzana z Kurdwanowa
kurtuazyjne rzekła słowa:
Nawet z kurduplem z kurnej chaty,
byle kure.sko był bogaty,
na kurdybanie-m spać gotowa!
Męcynas piekny, męczy nas i na dodatek sepleni
Te kurosanty jeszcze moga byc kurzymi męczennikami
Właśnie wyczytałem o pociągnięciu za odpowiedzialność tajskiego tatuażysty, który miał chińskimi znakami wypisać klientce „Bóg jest miłością”, ale po odczytaniu tatuażu przez znawcę chińszczyzny okazało się, że na klientce widnieje dumny napis „Ralf jest d..a”.
Lisku, po ludowemu to nie jest seplenienie, tylko mazurzenie.
Z moim rotacyzmem, dobrze ze nie musze dzisiejszego blogu czytac na glos
Bobiku, przypomnialam sobie te wymowe chwileczke po napisaniu
Chyba po goralsku tez?
Tak, górale też mazurzą, ale bez wzajemności, bo Mazurom ani w głowie góralić.
Z królem kurkowym z Kurozwęk
kur..iła się, aż przed nią klękł.
Kurna, powiedział do niej miło,
z nadmiaru coś mi się skurczyło!
Wszystko przez ten kurpiowski wdzięk!
Kurosanta, męczenica zrodzona w Kurniku*,
przez niemało lat znosiła jaj po skurczybyku,
a dowodem jest świętości oraz łaski bożej,
gdy męczennik każde jaja znieść w pokorze może.
Lecz i ona podłamała się, buchając płaczem,
bo ujrzała w telewizji kiedyś jaja kacze.
Czniajcie wy się, kurna – rzekła – z takim interesem,
święta jestem, ale takich jaj to już nie zniesę!
* korekta, nie poprawiać!
Dla purystów językowych alternatywna płęta:
Czniajcie wy się, kurna – rzekła obolałym głosem –
święta jestem, ale takich jaj to już nie zniosę!
A że hiszpańskie j czytają ch, to w bliskich mi krajach ludzie z generacji sms śmieją się tak:
jajajaja
To już wiadomo skąd powiedzenie: ale jaja…
A znowuż po niemiecku ja ja znaczy po kaszubsku jo jo.
Gdyby ktoś nie wiedział co było pierwsze kura czy jajo,
to również od dzisiaj wie,że najpierw były kurosanty,a potem jaja.
Skarb pod kiltem Szkot ukrywa,
ostrożnie go nosi,
temu Szkotu czasem bywa,
że się kilt podnosi.
Jakaż to przemożna siła
unieść kilt zdołała?
Tam tasiemka wszyta była-
tajemnica cała.
Szkot tasiemkę drobnym ruchem
naciąga jak w procy,
lube by wyławiać uchem
zachwyty nad mocą.
Gdy pociągnie nazbyt wiele,
każdy wtedy przyzna,
że pod kiltem nie ma wiele
ot, szkocka słabizna…
To by sie zgadzalo, bo po quechua jaja (yaya) znaczy „ojciec”
Ale wynika z tego ze jaja byly nie po ani przed kurosantami lecz jednoczesnie..
Szkot się nader szybko zraża
do wydatków zbędnych,
więc natura go obdarza
w sposób dość oszczędny.
Szkot charakter ma spokojny
i humor tez zdrowy,
nie obejda go szczegolnie
te wszystkie obmowy
Brawo, Lisek.
Ja mam moralne prawo do natrząsania się z oszczędności Szkotów, bo to prawie jak samokrytyka. Ogólnie wiadomo, że krakowscy centusie to Szkoci, wypędzeni z ojczyzny za nadmierne skąpstwo.
herbata! czarna, z mieta, jablkiem i cytryna!
Ale sie Bob przestraszyl!
Dzien Dobry Bardzo z B. przy powyzej zera (sladowo )
Nisiu, z takiej kurosanty to chyba rosol jak przed wojna, niestety (dla mnie, dla ciebie szczescie przy moim apetycie) do Sz. wybieram sie dopiero 22, niestety
Dmucham w kierunku Niemiec cieplym wiatrem, z tych moich dzisiejszych 30-tu stopni
No jak to, Lisku?
Jakim cudem 30 gradusów?
Przecież w J. też śniegi padają.
„W nogach lozka wisiala stale zasunieta zaslona oddzielajaca alkowe od kuchni. (…)
Druga czynnoscia, jakiej oddawalam sie, za zaslona bylo czytanie.
Czytalam ksiazki wypozyczone z biblioteki Kitsilano, kilka przecznic od nas. A kiedy podnosilam wzrok w stanie wzburzonego zdumienia, w ktory potrafila wprawic mnie lektura, odurzona lapczywie polykanymi bogactwami, widzialam znajome pasy. I nie tylko postaci czy akcja, ale nawet klimat ksiazki laczyl sie z nienaturalnymi kwiatami i stapial z ponura zielenia albo kolorem czerwonego wina. Czytalam grube ksiazki, ktorych tytuly juz znalam i ktore dzilaly na mnie jak zaklecia – wzielam sie nawet do Narzeczonych – a w przerwach miedzy nimi powiesci Aldousa Huxleya i Henry?ego Greena, Do latarni morskiej, The
Last of Cheri i Death of the Heart. Polykalam jedna po drugiej, bez zadnych preferencji, poddajac sie kazdej po kolei, tak jak poddawalam sie wladzy ksiazek, ktore czytalam w dziecinstwie. Wciaz bylam na etapie tego wilczego apetytu, nienasycenia graniczacego z bolem.”
dziekuje Lisku
przyda sie
Dzis jest goraco, bardziej niz w przeciagu ostatniego miesiaca. Zima sie jeszcze wlasciwie nie zaczela, czesto zaczyna sie dopiero w grudniu. A sniegi w J. padaja, ale nie kazdej zimy i przewaznie nie wiecej niz kilka dni. Pare dni temu taplalam sie w morzu
Właśnie dostałam ofertę
Glasgow z Gdańska i Warszawy od 68 PLN
Myślałam, że w J. trochę surowszy klimat. Jak to sobie (ten) człowiek buduje wyobrażenia na podstawie wycinkowych wiadomości.
Byłam kiedyś w maju, było akurat, nie za gorąco.
Jednym energicznym machnieciem ogona stracilem z kuchennego blatu otwarta butelke z olejem oraz ulubiona cukierniczke Starej, z cukrem. Cukiernioczka ulubiona, bo mala i zgrabna, taka co sie miesci na kawiarnianym stoliku w kuchni. Ze starego krysztalu.
Stara jest bardzo na mnie zla, niby nic nie mowi, a usta ma zacisniete i wzrok dziki. Ona sie przywiazuje do rzeczy materialnych, niestety.
Teraz ktos to musi posprzatac i wylowic z kupy szkla i zmieszanego oleju z cukrem lyzeczke oraz umyc podloge.
Uff.
Zaloze sie, ze jak zajrzy do kredensu, to znajdzie nie jedna cukierniczke. Ale te twierdzi, ze wyjatkowo lubila.
Czuje sie bardzo winny, no to niech mnie zastrzeli, jesli jej to pomoze.
Albo zrobie tak, jak zrobil A. Gajdar gdy stlukl ulubiona blekitna filizanke swojej zony. Pojde na dlugi spoacer, Znikne z oczu.
A jak wroce niech kuchnia bedzie wysprzatana.
Ja dziś miałem Sztokholm za 30 eur. Nawet się mocno zastanawiałem, czy się nie przelecieć, ale mnie zniechęciło, że to w styczniu i będzie ziąb. A do Sztokholmu dmuch Liska może już nie sięgnąć.
Mordko, jeden mój przyjaciel mawiał przy takich okazjach „to nie zgnije, musi się rozbić”. Zawsze mnie to tak rozbrajało, że nie umiałem się dalej złościć.
Chociaż olej zmieszany z cukrem to faktycznie ostra jazda.
Bardzo ciekawe spojrzenie na muzykę instrumentalną.
Bez jaj by było
strasznie nudne życie,
śmiechu dostawy
mielibyśmy tycie.
A kto te jaja
robi wręcz tonami?
Kurdesz, kurdesz,
nad kurdeszami!
Obywatelu,
nie podchodź do kury
z małym szacunkiem,
albo z grubej rury.
Po dziobie pogłaszcz,
podrap za skrzydłami,
kurdesz, kurdesz,
nad kurdeszami!
Gdy zastrajkują
nagle wszystkie nioski,
jaj nam zabraknie –
wyciągnijcie wnioski.
Daj kurze grzędę,
obsyp zaszczytami,
kurdesz, kurdesz,
nad kurdeszami!
Kura też człowiek,
chce wiedzieć, że żyje,
śledzia przegryzie,
szampana wypije.
Więc spać nie chodźmy,
a pijmy z kurami,
kurdesz, kurdesz,
nad kurdeszami!
Kto nie rozumie,
że kura to złoto,
głupotą grzeszy,
lub kurzą ślepotą.
Chór kur niech gdacze,
oby nam nie zamilkł,
kurdesz, kurdesz,
nad kurdeszami!
Siodemeczko, w J. przez wiekszosc zimy w nocy jest okolo 2-6 stopni. Zima zaczyna sie pod koniec listopada lub grudnia i moze trwac do konca marca lub troche dluzej. I jest to bardziej pora deszczowa niz zima – od lutego wszystko zielenieje, bo nareszcie jest mokro
A tegoroczny listopad, jak sie okazuje, jest najcieplejszy od 60-ciu lat.
Andsolu, czy Terlikowski już o tym wie? Bo może mu nikt nie doniósł i jeszcze nie potępił tych wszystkich zgejonych muzykantów?
Nie może tak być, żeby nasz Terlik nie nadążał za jakimś tam obcym mułłą!
Bobiku
Robię, kurde, co mogę.
Rysiu, ta cholera miała z pięć kilo. Właśnie ją (nieco odmroziwszy) podziabałam wdzięcznie, podzieliłam na trzy nierówne połowy i dwie wpakowałam z powrotem do mrozu. I tak bym Cię wykarmiła tym, co się właśnie nastawiło…
Ze Szkotów to się niby stale wszyscy śmieją,
ale jak trza dobrej whisky,to są naszą the best nadzieją.
Kocie-współczuwam.Już jedno wielkie nieszczęście jest z rozlanym olejem,a jeśli trzeba uprzątnąć olej,cukier i cukiernicę z kryształu,to już lepiej wiać gdzie nogi poniosą.
Najlepiej,by poniosły na ten rosół do Nisi
Heleno, do Twoich uwag o niepokojących podobieństwach pewnych dzisiejszych polskich polityków i niedzisiejszych niepolskich dorzuciłbym coś takiego, co i ja nie w pełni rozumiem, bo mówią portugalskim portugalskim, ale wystarczy ogląd. Tak rzeczywiście mogłyby dziś wyglądać wywiady u jakichś zrównoważonych (pół prawdy tu, pół tam) dziennikarzy. Obejrzyj.
Gorzkie to drwiny. „E a noite das facas longas?” „Vacas longas?” „Facas longas.” „A noc długich noży?” „Długich krów?” „Długich noży.” […] „Ach to jego wujek. Wziął i zabił wszystkich. Ja jestem zupełnie niewinny.”
Nasz maly puculowaty Constipado nie jest taki wyszczekany, wiec miedzy poszczegolnymi slowami nalezaloby wstawiac „eeee” oraz glosne mlaskanie wywolane zle dopasowana proteza. Swoja droga nie rozumiem dlaczego nie pojdzie do dobrego ortodontyka. Punkty PiSu poszlyby zaraz w gore.
Z frontu kurzego: i ątróbkę miała…
Kocie, przekaz Helenie wyrazy wspolczucia w sprawie cukierniczki (rozumiem ja bo tez niestety przywiazuje sie do przedmiotow) i lepiej wyskocz na rog po duzy bukiet.
Na pocieszenie Helenie – niedawno ktos wrzucil na tube plyte swietnej rosyjsko-romskiej spiewaczki Sonii Tymofeewej, z b. dobrym zespolem, nagrana w latach 70-tych. Mam to nagranie i strasznie lubie. Tu mozna posluchac
Na whisky robi Szkot nadzieję,
lecz gdy ją robi, nie gdy leje,
bo porcja po nalaniu Szkota
taka, że nawet pies się miota
i rozżaloną robi kufę.
A co dopiero, gdy zeen lufę
ma sobie strzelić w stylu szkockim?
Odmawia. Nie chce grać w te klocki.
Dziekuje , Lisku. Znamy Sonie T. ale chetnie jeszcze posluchamy, bo plyty zadnej nie mamy.
Komentarz pod wywodami imama:
Summary Man playing musical instrument = gay Man fucking a goat = real man Man killing in gods name = Good man of god Man marries underage girls = Holy man and good husband Man killing his daughter for honor = Is a man of honor That´s twisted if you ask me
Źle wkeiłam.
Ludzieńki kochane, dlaczego Tymofeewa??? Timofiejewa mówimy po polsku… Jak będziemy transkrybować rosyjski przez angielski, to młodzi będą mówili: tymofeewa, wladimir, lesznewa,wolgograd i solszenitsyn.
Przyznam, że straszny wrzód na d. robi mi ta, mocno przecież nielogiczna i niepotrzebna droga okrężna. Zwłaszcza że my, Polacy, o wiele lepiej wiemy jak wymawiać rosyjskie nazwy i nazwiska niż Anglicy…
Żaden Anglik nie wypowie prawidłowo: Sołżenicyn.
A my tak…
Od kilku dni (ja wyczaiłam przedwczoraj) Mezzo nadaje o 17.00 opery Brittena. Jakaś taka jest ta muzyka, że jak się już posłucha minutę, to nie da się jej wyłączyć. Przed chwilą skończył się rewelacyjnie zaśpiewany Peter Grimes, wczoraj był Albert Herring, a przedwczoraj The turn of the screw, u nas tłumaczone albo jako Obrót śruby, albo W kleszczach lęku. Jak zwał tak zwał – genialne. Jutro będzie Billy Bud, a w czwartek już zupełnie coś innego. Ciekawe ile przegapiłam.
Mamy Rok Brittena i wszedzie go pelno.
A to ci. Nie mam głowy do roków. W tym udało mi się pomylić własne urodziny.
Nisieńko, dzięki za info.
Dzięki Tobie zerknęłam na Tubę i tam też jest sporo oper Brittena:
https://www.youtube.com/results?filters=long&search_query=britten+opera&lclk=long
Ludzie to czasem naprawdę jest zaraza. Rewolucję kulturalną Psom zrobili. Jeszcze tylko czapek hańby brakuje!
http://dog-shame.com/
Na szczęście większość moich pobratymców zachowuje się godnie, nie kaja za słuszne czyny i nie składa samokrytyki.
Co za wredny pomysl. W Stanach dzieciom robia to tez, powaznie, bylo pare artykulow o tym jak nastolatki za kare musialy stac z takimi afiszami na ulicy.
Przepraszam, że nie w temacie.
Obejrzałam fragmentami na Tubie „Śmierć w Wenecji” Brittena ze sfilmowaną pięknie Wenecją, przypomina to film Viscontiego, a przecież to opowiadanie Manna takie maciupkie.
Szkoda, że takiej marnej jakości, bo ja uwielbiam Wenecję, a ona gra tu bardzo ważną rolę, zwłaszcza jest specyficzna uroda.
A ja wprost ze Stanow, ale jednak bez afisza
zazycze tylko Helenie z Mordka (i Kumie, jesli czyta) Happy Thanksgiving!
I oczywiscie wszystkim innym, ktorzy obchodza (chocby Wanda TX, ktorz tu kiedys stale bywala, i ktora cieplo wspominam z pierwszych lat blogowania). A sama wroce do przedswiatecznego zaaferowania. Doba stanowczo powinna miec wiecej godzin!
I ladny artykulik z NPR o obchodzeniu tego bardzo sympatycznego swieta za granica (USA).
http://www.npr.org/blogs/theprotojournalist/2013/11/26/244520324/project-xpat-no-tinned-pumpkin
Ludzie maja bzika zwlaszcza na pukcie wydzielin. Lubia bardzio regulowac gdzie sie robi kupe, gdzie siusiu, a gdzie sie wyrzyguje trawe albo kolacje.
Jest to troche meczace.
Od 1 stycznia obywatele Bulgarii i Rumunii beda mogli podejmowac legalnie prace w UK. Wiec sie troche denerwujemy ilu ich sie zwali. . E. przyslala rysunek ukochanego Matta z Telegrapha:
http://www.telegraph.co.uk/news/matt/
I jeszcze z naszego zakatka swiata, slusznie i zasluzenie oskarzanaego o multikulturowosc,
obchody Thanksgivukkah (Happy Hannukah dla wszystkich obchodzacych! – w tym roku oba swieta sie ze soba zbiegly, podobno nastepny raz tak ma byc za kilkadziesiat tysiecy lat, o ile dobrze dosluchalam w samochodzie, czego absolutnie nie gwarantuje).
http://cognoscenti.wbur.org/2013/11/26/thanksgivukkah-anita-diamant
Bardzo smieszne, Moniko! Ten cholerny kalendarz ksiezycowy!
Radosnej Chanuki wszystkim, a w czwartek skladamy zyczenia na Dzien Dziekczynienia.
Tak w ogóle to żyję
W czwartek łosoś
Siódemeczko, wsysa, prawda?
Tę inscenizację pokazywało Mezzo przedwczoraj. http://www.amazon.co.uk/Britten-Persson-Bickley-Glyndebourne-Production/dp/B0095I9B1M/ref=sr_1_1?s=music&ie=UTF8&qid=1385503293&sr=1-1&keywords=the+turn+of+the+screw+dvd
Chyba ją sobie zażyczę podchoinkowo od dziecka, które ma wydeptane ścieżki na Amazona.
Jak dla mnie znakomita inscenizacja, świetne głosy, gra aktorska, scenografia pomysłowa i funkcjonalna – w sumie mniód. Troszkę może bym pogrzebała przy kostiumach, zresztą to dotyczy wszystkich „brittenów”, jakie pokazano (mnie).
Mordko, ja juz teraz skladam na wszelki wypadek, bo moze mnnie jednak wessac na amen we czwartek (sila wsysania do kuchni wprost proporcjonalna do liczby gosci).
A ksiezyc sprzyja poetom i wariatom (czasem to zreszta te same osoby)
wiec niech juz sobie te kalendarze ksiezycowe beda. Dzieki temu jest bardziej nieprzewidywalnie, a moze i poetycko!
Dobrze, to dopiero jutro, ale ladne, miłe i świeżutkie.
https://youtube.googleapis.com/v/iFribLvzITw
Radosnej Chanuki!
Kartki przesliczne. Powinni na przyszly rok wydac komplet i sprzedawac. Sam bym chetnie takie kupil.
A propos sztuki – zachwycilem sie wlasnie obejrzanym programem o zmarlej niedawno (pare lat temu) w wieku 99 lat i czynnej do ostatrnich dni zycia amerykansko-francuskiej rzebiarce Louise Bourgois poprowadzony prze Tracy Emin (to taka nasza tu Katarzyna Kozyra). Znalem niektore jej dziela, ale dopiero ten program wprwail mnie w pelny zachwyt. Ona wymyslila taki kierunek, ktory sie nazywa dzis „sztuka konfesyjna” – jest bardzo autobiografioczna, pelna osobistych lekow i obsesji, i rozpaczy. Swietna pani i jej dziela.
No i Tracy Emin, zupelnie inna w „powaznej” rozmowie niz sobie ja wyobrazalem. Kiedys natknalem sie na nia na placu Trafalgar, szla i sama do siebie sie usmiechala, w ladnym zoltym plaszczyku, a dzien byl ponury i bury jakis. A ona sie usmiechala do wlasnych mysli. Bardzo mi to wtedy poprawilo humor.
Choroba! Zanowu mnie zatrzymalo w poczekjalni! Ca commence…
To jeszcze Mordko, dopoki Cie Lotr nie wpusci, przepis na indyka uprzednio moczonego w Manischewitz wine i inne interesujace przepisy (o ile mnie pamiec nie myli, Helena wspominala ten szacowny trunek tutaj).
http://www.npr.org/blogs/thesalt/2013/11/23/246723541/time-to-mix-up-the-manischewitz-turkey-brine-for-thanksgivukkah
Hehe: „It?s a little terrifying when you pull it out of the brine and it?s bright purple,”
W Manischewitzu wystarczy jezyk zanurzc na chwile i jest bright purple!
Musieliby mi najpierw sporo zaplacic….
Cos troche jak coq au vin, zanim sie troche pogotuje (choc moze nie az tak intensywnie)…
Ale jak to zdanie uslyszalam, to od razu sobie pomyslalam: „Mordki chyba im sie jednak nie uda przekonac!”
Prawda, Nisiu, wsysa, zwłaszcza, jak wcześniej nie widziało się.
Ale ta Wenecja!
Wenecji nie pokazywali, chyba że wcześniej. Mnie zafascynowała ta niesamowita śruba czy też kleszcze leku, znaczy The turn of the screw. Dreszcze maszerujom po ciałku. Dryp, dryp.
Dobrej nocy.
Z drugiej strony nie dziwię się wściekłości wenecjan i opuszczaniu przez nich miasta.
Te, Nisia, jak dobrej nocy to odkręć tę śrubę, dobra?
Nie mam klapcążków, andsolu…
Te, andsol, możesz odkręcić śrubę sam, jeśli będziesz wiedział, w którą stronę zatańczyć tego walca: http://www.youtube.com/watch?v=TPqpK58WSIM…
Hehehe.
Oj, jak dla mnie to pogorszyło. Czy to muzyka do filmu „Rodzina Adamsów przy śniadaniu”?
Dzień dobry
kawa
Dzień dobry
Wcięło mnie wczoraj na cały wieczór, ponieważ PA postanowił ulżyć laptokowi w jego ciężkim rzężeniu i przeprowadził mu gruntowne czyszczenie wnętrzności z kurzu, popiołu, sierści, sentymentalnych pamiątek po śniadaniach i kolacjach oraz innych śladów materialnych, jakie pozostawia intensywne współżycie z kompem.
Operacja udała się częściowo, tzn. pacjent żyje, ale przy zaszywaniu brzucha poodpadały mu niektóre wierzchy od klawiszy, toteż pisanie na nim wymaga w tej chwili dużego samozaparcia. No, ale czego się nie robi dla ukochanego blogu…
Uff, sprawozdanie zdałem, teraz nareszcie się mogę kawy napić.
Takie wiadomości zawsze linkuję z dużą satysfakcją, bo to znaki, że człapie nowe i to człapie w słuszną stronę:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15029388,Idzie_do_wiezienia_za_zabicie_szczeniat__Na_osiem.html
Coraz częściej się zdarza, że sędziowie reagują na bestialstwo wobec zwierząt, ale ponieważ ja dobrze pamiętam, że do niedawna wszelkie podobne sprawy umarzano „ze względu na znikomą szkodliwość społeczną”, wciąż jeszcze przy takich wyrokach jestem pozytywnie zaskoczony.
Dzien dobry
Herbata
Wiadomosc o wyroku za zabicie szczeniat bardzo cieszy!
Rysunki swiecznikow chanukowych b. ladne (szczegolnie pierwszy, laczacy swiecznik z zydowskim gestem modlitwy i blogoslawienstwa, dziecko z wyjatkowa wyobraznia).
Jak już jesteśmy przy sprawach sądowych, coś z blogosfery. Pozew Owsiaka przeciw znanemu blogerowi Matce Kurce, który zaczynał nawet ciekawie i zabawnie, a potem coraz bardziej dostawał jakiegoś kuku na muniu. Co mnie zaskoczyło, to idiotyczny sposób, w jaki MK broni się w sądzie. Czyżby sobie wyobrażał, że to przedłużenie blogosfery, gdzie wystarczy po chamsku, bez żadnych przyczyn ani dowodów komuś przywalić czy oskarżyć go o cokolwiek i zaraz chór nienawistników krzyczy „świetnie, wspaniale, a teraz jeszcze pod glany go weź!” ?
http://wyborcza.pl/1,75478,15030533,Owsiak_pozywa_blogera_za_oskarzenia_o_kradziez__Skad.html
I lecę w teren, który już mnie bardzo brutalnie przynagla.
Ja bym posadziła gnoja na osiem lat.
Nisiu jest śruba z tekstem i tłumaczeniem
http://www.youtube.com/watch?v=uiX3bFL8eLs
Siódemeczko, ale to nie ta śruba, którą oglądałam. Ja się do tamtej przywiązałam!
Coś Wam napiszę na temat jakości pracowników GW.
Zobaczyłam na stronie wielką akcję:
http://wyborcza.pl/1,97327,14956690,Smartfon_Samsung_Galaxy_S4_Zoom_w_wyjatkowej_cenie.html
Zajrzałam do wyszukiwarki i zobaczyłam ceny sporo niższe bez łaski Gazety i jej kuponów.
Nie mogę wkleić drugiej linki ale jest dużo cen poniżej 1.500 zł, a Gazeta promuje swoją akcję, że czytelnik zyskuje ponad 500 zł.
Napisałam do nich o tym i dostałam odpowiedź:
Niestety nie mamy wpływu na oferty sklepów internetowych, ani pewności pochodzenia towaru oferowanego w tych kanałach. Proszę zwrócić uwagę na ceny u największych dystrybutorów Samsunga: tu 3 adresy stron, gdzie można kupić najdrożej, a i tak ceny na tych stronach to 1.600-1.700 zł.
Bronili się jeszcze, że uzyskali promocję w Orange. Takie warunki dla nowych klienów Orange ma zawsze.
Nie wiem, moze wszystkie działy reklamy robią z siebie idiotów, bo już miałam tak kiedyś supermarkecie Real, namawiali do zbierania punktów (20 pkt za 500 zł) i prezentowali towary do zdobycia, które w internecie miały ceny o połowę niższe. Też wtedy pisałam do nich i do Samcika z GW. Nie doczekałam się odpowiedzi z Reala, a u Samcika zobaczyłam, że proceder jest znany, jeżeli nie powszechny.
Tlumacz oczywiscie wie lepiej i moze nawet z biskupami lepsze wiedzenie ustalal, a tu wredny TP sie czepia:
http://tygodnik.onet.pl/wwwylacznie/skandal-z-tlumaczeniem-adhortacji-lud-bozy-moze-byc-madrzejszy-od-biskupa-franciszek/ewwyf
To jeszcze raz.
Radosnego Święta Świateł
http://kopjik.files.wordpress.com/2009/11/20061213-russian-chanuka-guide-06-sm.jpg?w=450
Jasne, co moze napisać Obłudnik Powszechny.
I jeszcze takie ode mnie
http://www.123greetings.com/send/view/11227513906410755296
A tu radosnego Dnia Dziękczynienia też ode mnie
http://www.123greetings.com/send/view/11227113006235717146
Świętującym wszystkiego najlepszego, najmilszego i najświąteczniejszego. Nieświętującym też zresztą tego samego, tylko z pominięciem ostatniej pozycji.
A czy kto mądry mógłby mnie oświecić, daczego w Wiki jako data rozpoczęcia tegorocznej chanuki stoi 17 grudnia, a nie dziś? Jakoś za mały miś jestem, żeby to objąć rozumkiem.
Bobiku, 17 grudnia bedzie w 2014 r.
O matko! Z niewiadomych przyczyn chyba zacząłem nad poziomy wylatywać.
Dzięki za sprowadzenie mnie do rzeczywistości.
mt7>, Nie wiem, moze wszystkie działy reklamy robią z siebie idiotów. Gdyby oni robili z siebie, to by było pół biedy.
Nisia, Ja bym posadziła gnoja na osiem lat. A którego, tego od piesków czy od Owsiaka? Choć pytanie głupie, warto by obu.
W istocie, świat się bardzo szybko kręci. Były czasy, że Matka Kurka to była świetna marka od felietonów i czytało się z przyjemnością. Podejrzewam, że zwrot „upadł na głowę” może nie być li tylko przenośnią.
Że Franciszek cały czas opowiada jakieś lewackie horrenda, które potem w pocie czoła trzeba poprawiać, to przecież nie od dziś wiemy od Najwyższego Auterlitetu, wspieranego przez biskupów i niektórych tłumaczy.
Mam w ogóle podejrzenie, że tak naprawdę papieżem jest Wiadomo Kto, a ten cały Franciszek to tylko p.o. i wcześniej czy później świat się o tym dowie. Ale my jak zwykle jesteśmy najlepiej poinformowani i wiemy już teraz.
Zidiocenie i schamienie Matki Kurki było bardzo spektakularne – właśnie dlatego, że na początku wyrobił sobie dobrą markę i czytało go mnóstwo ludzi. Ale oprócz tego odbyło się wiele pomniejszych, już nie tak widowiskowych zidioceń, blogerskich jak również pozablogerskich. Nie wiem, czy to wszystko skutki upadków na głowę, bo to by jednak jakaś strasznie wysoka wypadkowość była. Może raczej jakiś wirus?
Światełkowego i dziękczynnego świętowania
Matka upił się powodzeniem. Mam nadzieję, że sąd go trochę otrzeźwi
Andsolu, myślałam o tym pieskowym.
Drugiemu zapodałabym szósteczkę.
Haneczko, mnie to nawet nie wyglądało pijańsko, tylko chorobliwie, dlatego poszło mi w kierunku wirusa.
PS – walczyk się nie podobał???
Podobał, tylko nóżki sie zaplątali.
Uprzejmie informuję, że żadnemu działowi reklamy NIE DAM zrobić z siebie idiotki!!!
Nisiu, chodzi o lewą górną szósteczkę?
To może przy okazji jedynki by też przemodelować?
Aczkolwiek jestem cichą wielbicielką wanisza, różowej siły z tysiącem bąbelków odrywających plamę od materiału.
I tego pana, który cukrowym głosem dziękuje fioletowej krowie i namawia mnie do spróbowania ciągnącej się delikatności.
Czy ktoś z Was jadł ciągnącą się delikatność?
Bobiku, nie. Chodzi i sześć lat prdla.
Siódemeczko, bo to był walczyk dla Andsola, żeby se śrubę na noc przekręcił…
Chodzi OOOOOO, of horse…
Szkoda, Nisiu. Bo mi się spodobała nowatorska idea wprowadzenia paragrafów stomatologicznych. W pewnych przypadkach byłyby chyba najskuteczniejsze.
Ale jeszcze nie tracę nadziei. Myślę, że ta idea ma szansę zyskać poparcie Wielkiego Wodza.
Ciągnąca się delikatność brzmi jakoś tak… flegmatycznie.
No i w tym rzecz!
Stomatolo i kopa w d.
No dobrze…
Ale za pieski do prdla!!!
Dzien dobry.
Z Matka Kurka stalo sie to, co mialam okazje obserwowac juz nie raz w zyciu.
Matka Kurka wystartowal spektakularnie. Nie bylo wtedy smieszniejszegio piora w blogosferze. Ma tak przewrotne poczucie humoru. Potrafi pisac. Na nowe wpisy Matki Kurki sie czekalo i podawalo je dalej. Matke Kurke wprowadzano do dzialki Ulubionych. Matka Kurka wygrywal jakies sondaze na najlepszy blog rokui i osiagal wszelkie rekodry klikalnosci,
I poten zaczelo sie cos z nim dziac – pojawiac jakies zdania jadowite i nie zrozumaile dla czytelnikow spoza jego bezposredniego otoczenia. Coraz wiecehj takichg zdan sie pojawialo i myslalam, ze moze przezywa jakis osoboistuy kryzys. Bylo jeszcze w miedzyczasie zalowenie wlasnego serwisu. I im dalej w las, tym gorsze wrazenie zaczal Matka Kurka sprawiac. Niektpore wpisy nosily juz jawnie antysemicki czy ksenofobiczny chrakter. Cporaz wiecej w nim bylo zolci i nienawisci. I cham,stwa, niestety.
EWtedy wywalilam go z Uliubionych. Inni tez przestali sie na niego powolywac i go cytowac. Juz nie bylo co cytowac. Inni Blogerzy tez zaczelki odchodzic z jego serwisu. Np. Maria Xzubaszekm ale byli tez inni.
I wszyscy jakos zapomnieli o istnieniu Matki Kurki. Az do teraz, kiedy sie okazalo, ze napisal jakies jadowite i – jak sadze – sklamane rzeczy o Owsiaku.
Tyle tego w zyciu widzialam. Jak z ludzi kompletnie normalnych robia sie jacys nawiedzeni. To, podejrzewam, jest jakos zwiazane z wiuekiem i jest jakas jednostka chorobowa. Macierewicz tez byl kiedys normalny.
A moze sa to jakies ciemne moce, ktore tkwia w nas uspione. I nagle tama sie przerywa i one wychodza na zewnatrz. . Myslalam dzis o pieknej, utalentowanej kobiecie, bardzo bogatej po mezu-multumiliardzerze i z wlasnej wytezonej pracy. Teraz toczy sie jej bardzo glosna sprawa rozwodowa z drugim mezem, ktorego poslubila po dramatycznym, opisywanymj z dnia na dzien umieraniu jej pierwszego meza, fantastycznego dziennikarza.
Dzis wszystkie gazety cytuja jej korespondencje z obecnym mezem z ktorej wynika, ze od lat jest narkomanka, pobierajaca niewyobrazalne ilosci narkotykow i lekow. Pieniedzmi meza oplacala milczenie dwu swoich asystentek pracuijacych dla niej od lat, jeszcze w czasach chodroby pierwszego meza.
Biedna Nigella. Jest mi jej autentycznie zal.
Muszę powiedzieć, że Matyka Kurka od początku miała dla mnie przechyły, które ją (jego) dyskwalifikowały i nie rozumiałam, czemu Kot tak się nią (nim) zachwyca.
Bo byl piekielnie smieszny.
Zastanawiam się, kiedy mieszkańcy budynku mnie zlinczują za dobór kolorów i gresów do budynku.
Ale zanim to zrobią, to prędzej ciśnienie mnie uszkodzi, bo dochodzę już do kresu wytrzymałości.
Przepraszam za osobiste wątki, ale żyję tym od dłuższego czasu i nie mogę spać, ani skupić się na niczym , bo cały czas szukam czegoś, żeby miało określone parametry techniczne, pasowało do siebie wymiarami i miało kolor, który jestem w stanie zaakceptować.
I ciągle odbieram telefony lub maile, kiedy uzgodnię z mieszkańcami kolorystykę.
Otóż nie uzgodnię.
Heleno, najłatwiej jest szydzić z innych, zwłaszcza jak się ma umiejętności po temu.
Pietrzak za komuny też był śmieszny, ze boki zrywać.
Początkowe przechyły MK jeszcze się mieściły w ramach normalnej satyrycznej zjadliwości. A potem się zaczęła szajba z pianą na ustach, a na (w?) głowie ujawniał się coraz większy kołtun. Przykro było oglądać tę ewolucję, toteż nie przyglądałem się jej zbyt długo, tylko dałem dyla po kilku pierwszych objawach.
Opowiedz wiecej Siodemeczko, to bedziemy Cie kompetentnie wspierac. O jaki kolor chpodzi i w jakim miejscu? Z jakiego okresu pochodzi budynek? Bo sa pewne kolory szczegolnie przypisane do pewnej architektury.
Np dom mojej przytjaciolki na Litewskiej, zachowany z czasow wojny (niedaleko byla siedziba wladz okupacyjnych, na Szucha, wiec nie zostal zbombardzowany). Wszystkie kolejne remonty domu, zbudowanym w strylu art deco (chyba tuz przed wojna, bo art deco zagoscil dosc pozno w polskiej architekturze) i posiadajacy wszystkie zachowane szczegoly architektoniczne, takie jak parapety, sufotu, porecze i sztacuhety na klatce schodowej, bardzo starnnie zachowuja popularne w latach trzydziestuch kolory zgaszonej zieleni i kremowego wpadajacego w lekko pomaranczowy. I tak byc powinno. Gdyby pomalowali to inaczej mnie by razilo. Ten zielony z kremowym, obok czarno-bialego, to byl najpopularniejszy wowczas kolor. I mnie sie podoba.
A jak jest u Was?
Ja jakos podobnie, Bobiku.
Siódemeczko, take it easier.
Ja też się ostatnio dałem wpuścić w taki kanał przy poszukiwaniu kolejnych urządzń kuchennych (bo sąsiad-stolarz nareszcie zaczął NAPRAWDĘ robić nasze szafki), ale kiedy zauważyłem, że ciśnienie mi rośnie, odpuściłem, tzn. pogodziłem się z tym, że nie będzie idealnie, zgodnie z marzeniami i jeszcze tanio. Trudno, lodówka będzie miała do duszy pojemnik na jarzyny (ale za to odpowiedni rozkład półek), blat będzie zbyt matowy (ale za to w odpowiednim kolorze), piekarnik będzie za nisko (ale za to nie zasłoni antycznych kafelków), itepe, itede.
Grunt, że po tylu latach wreszcie będą normalne, uczciwe szafki, a nie wieczna prowizorka.
Gratulacje. Bobik. Naprawse sie ciesze.
Oby tylko żadna delikatność ciągnąca nie wyciągnęła ze mnie jakiś ciemnych mocy,co to we mnie też może tkwią (mam nadzieję,że mocno uśpione).Skoro uśpione,to niech śpią dalej i świata nie oglądają.A kyszszsz,ciemne moce,a kysz !
Bobiku, piekarnik za nisko to jednak problem dla kregoslupa, ktory moze dac sie odczuwac przy kazdym uzyciu. To powazna sprawa.
Ja tez, Danusko, mam nadzieje, ze moje ciemne moce, choc strannie przeze mnie obserwowane (mam wglad!) nie wyjda na zewnatrz. A przynajmniej nie na calego.
Danuśko, na razie załatwiłaś tylko sprawy wewnętrzne, ale pozostaje jeszcze kwestia zewnętrza.
Coś może Cię pociągnąć w stronę ciemnych mocy z jakąś taką nieśmiałością i delikatnością ciągnika, że choćbyś chciała, nie potrafisz się oprzeć.
Anyway, Danusko, trzymaj sie z daleka od kokainy. Bobik dobrze gada.
Trudno, Lisku. Wszystkie urządzenia już zostały zakupione, rozkład szafek ustalony i gdybym teraz znowu zaczął coś nowego kombinować, doprowadziłbym się do takiego stanu, jak Siódemeczka. A jak ją lubię, tak w podobnym stanie być nie chcę.
Najwięcej kokainy mają polskie dziewczyny!
A tu kolorystyka art deco:
http://nailside.blogspot.de/2011/11/art-deco-chevrons.html
Albo to:
http://susanbriscoe.blogspot.co.uk/2011/07/thirfty-thirties-art-deco-mini-quilt.html
Male dawki czerwoieni, jak w porcelanie Clarice Cliff, byly bardzo popiularne w polaczeniu z zielono-kremowym.
Radosnej Chanuki
https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/1461068_10202013536316569_1107695845_n.jpg
Za zyczenia swiateczne dziekuje
Jest to osmiodniowe swieto po ktorym wyglada sie jak glowny przysmak, tz paczek…
Heleno 18.40-ogólnie trzymam się dobrze
Jako nowicjuszka u Bobika muszę się jeszcze tylko chyba nauczyć czytać ze zrozumieniem…
OK, Heleno.
Mój budynek to jest 35-letni blok (za dewizy, he, he)
Tu są zdjęcia, które mówią za siebie:
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/27Listopada2013#
A tu moja odpowiedź, do pani, która napisała do mnie o uzgodnienie kolorów:
Podjeliśmy już decyzję w kolorze ścian, będzie to bardzo jasny kolor nazywa się Savanne 18 z palety CaparolColor (tu był adres strony, ale drugi u Bobika nie wejdzie)
Terakotę na posadzkę chcielibyśmy w kolorze miodowym i w takim samym kolorze drzwi wind, fugi przy posadzkach , kraty i futryny, które trzeba pomalować, jeżeli nie były zmiemniane przez mieszkańców.
Kaloryfery i rury w kolorze ścian, na których są zamontowane.
Ściany w pomieszczeniu przy wejściu kafle w jasnym, ciepłym beżu, jeżeli się uda. Biegamy za tym.
Mieliśmy wybrany bardzo przyjemny zestaw, ale musieliśmy zrezygnować, bo nie ma do nich stopnic, czyli specjalnie ryflowanych kafli do wyłożenia schodów do 1p.
W windzie często śmierdzi ze zsypu, że nie wspomnę o zapachach u mnie na 12 piętgrze, gdzie jest wylot zsypu.
Pani ….., nie czuję się na siłach dyskutowania z mieszkańcami o kolorach.
Lamperii nie będzie.
Chciałam na początku, żeby były białe ściany, ze względów czysto praktycznych, przez te lata wielokroć szorowaliśmy z sąsiadem pomazane ściany, a ja kilkakrotnie malowałam je białą farbą, zwłaszcza obrysowaną od góry do dołu klatkę schodową, więc wiem, że jest to kolor najłatwiejszy do utrzymania w czystości, wbrew temu, co sądzą osoby, które nie miały takich doświadczeń.
Ponieważ jednak niespecjalnie lubię biały kolor, pomyślałam, że taka przełamana biel nada ścianom przyjaznej, eleganckiej jasności.
Na zdjęciu kolor gresu, który wybrałam na posadzkę na parterze.
Dla Moniki HAPPY THANKSGIVING DAY
http://1.bp.blogspot.com/-256FRRzSIU0/TsoyQSw_yWI/AAAAAAAACS8/mPM3P6Ey5BQ/s640/thanksgiving.jpg
Najlepszego z okazji! Okazja do wyboru.
Lisku, paczkami trzeba latkes zagryzac. Moze zeby sie splaszczyc?
Królik też jest wdzięczny, tylko w innym terminie.
Dobre placki ziemniaczane mniam, mniam.
Zrobię jutro.
Radosnego świętowania.
A jak ktoś akurat nie ma własnego święta, to może przecież poświętować z okazji święta sąsiada, jako i ja świętuję.
Plytki podlogowe bardzo ladne, ale zanim zostana zainstalowane nalezy koniecznie sprawdzic te mokre zacieki na betonie wokol rur kaloryfera i przy sciananch. Kolor Savane 18 obejrzalam, ladny kremowy z odrobina zieleni. Mysle, ze biale sciany w przestrzeni publicznej wprost zapraszaja aby cos na nich nasmarowac – zanadto przypominaja czysta kartke papieru, Savane chyba lepszy, zwlaszcza, ze biale sciany sa ladne tylko wowczas gdy stanowia tlo do czegos (sama mam wszystko w chalupie pomalowane na bialo, ale mam duzo obrazow i koloru). Kepiej chyba trzymac zapasowa puszke z farba aby mozna bylo cosik podmalowac. Bialy zreszta jest trudny do podmalowania, gdyz bardzo szybko zmienia odcien, nawet bardzo drogie farby biale, z dyza iloscia stalego pigmentu, zmieniaja kolor, zolkna.
Na czym wiec teraz polega problem? Czy na tym, ze niektorzy chca miec drzwi pomalowane nieco innym kolorem? Z tym osoboiscie bym nie walczyla – ludzie chca miec mozliwosc indywidualnej estetyki, nic w tym zlego, jesli wszyscy umowia sie, ze TON (18 – natezenie barwy) bedzie podobny. To moze nawet wygladac lepiej niz zunifirmizowane drzwi pomalowane Savanna.
A ja bym zjadła kopytek. Ale nie zjem, bo nie mam kiedy zrobić.
Zdawało mi się, że kupiłam wszystkie prezenty gwiazdkowe i już nie będę biegać po sklepach, ale zapomniałam, że przecież jest jeszcze do przygotowania paczka dla nieznajomych – od paru lat włączamy się z kolegami z pracy w tę akcję. No to jeszcze trochę pobiegam.
A ja mam kopytka zakazane. I kurasanty. I kostki wegierskie. I nawet spaghetti.
Bo okazuje sie, ze mam jakis nieprzytomny cukier we krwi. I przez niego podobno jestem caly czas taka zmeczona.
Obawiam się, żeśmy Danuśkę nieco skonsternowali absurdaliami.
My tu sobie tak czasem (a właściwie to dość notorycznie) absurdalizujemy, bez żadnych podtekstów. Pure nonsense.
Spoko, Danuśko.
Nie, Heleno, większość ma zamontowane indywidualnie drzwi, obłożone wykładzinami, każde w innym kolorze. Nikt tego nie będzie malował.
Okna też sobie ludzie wymienili i nie uwierzysz, ile można mież pomysłów na okna, zeby każde w budynku było inne. Cudo!!!
Te osoby, które ze mną rozmawiały chcą, żywych kolorów i lamperii, w dalszych szczegółów nie udało mi się dojść.
Miałam chodzić po wyremontowanych już budynkach (nasz jest ostatni) porobić zdjęcia, zwołać zebranie mieszkańców, przedłożyć te zdjęcia, oraz własne propozycje ze zdjęciami, a oni podejmą decyzję.
Żywych kolorów nie będzie i lamperii też. Dyskusji również.
Jeżeli wywołają wojnę, co jest możliwe, administracja ma chyba jakieś doświadczenia w tej mierze, bo okropnie się boi, to ja składam rezygnację i mam to wszystko w nosie.
Przywyknie.
Heleno, jak to dobrze, że wreszcie zrobiłaś te badania! Wysoki cukier wykryty jest jednak wiele lepszy od niewykrytego.
A dieta bez węglowodanów nie jest najgorszym z życiowych dramatów. Sprawdziłem.
Zywe kolory tez moga byc delikatne.
Piór nonsens, sierści nonsens i łysy nonsens też jest mile widziany.
Heleno, to siadaj ze mną do grejpfrutów – zaczynam właśnie sezon grejpfrutowy.
Jak można, łysy nonsens ja sobie osobiście odpuszczę. Uraz mam.
Ale włochatym nonsensem mogę służyć do zdechu.
Meki, o splaszczeniu figury poprzez latkes nie pomyslalam, sprzedam dalej
Swieczek co prawda zapalac u mnie nie mozna, bo moje czworonoze boi sie ognia i alarmujaco na nie szczeka. Ale mozna pokrecic baczka i pospiewac o zwyciestwie swiatla nad ciemnoscia, zjesc placki ziemniaczane (latkes), placki z jablkami i paczki z dulce de leche. Aha, i dostaniesz czekoladowe pieniazki
Ago, zapraszam
A i jeszcze o mazaniu ścian.
Mój budynek ma 12 pięter. Od drugiego piętra klastka schodowa nie jest używana, bo wszyscy korzystają z windy.
Obok nas jest szkoła średnia i gimnazjum.
Bardzo dobrze jest posiedzieć godzinami na schodach klatki schodowej na wyższych piętrach, nikt nie widzi i nie chodzi, chyba, że się nasmrodzi petami, ale i tak starszyzna boi się mruknąć, bo nie wiadomo, co taka młodzież moze.
Młodzież się nudzi więc upiększa przestrzeń sprejami, łącznie z windami. Na schodach jacyś artyści specjalizowali się w rysunkach, wyglądało, jak ołówek, częściowo rozmazany, ale ile trzeba ołówków, zeby zamazać ściany kilku pięter.
To wszystko szorowałam i zamalowywałam białą farbą, bo tam akurat ściany były białe.
Tu nie ma miejsca, Heleno, na zważanie, czy biel jest identyczna, tu chodzi o życie.
Uprzedzając, budynek ma domofon.
Siódemeczko, ponieważ wiem, jak łatwo się w lokatorskim gronie dogadać i coś wspólnie ustalić, ode mnie dostajesz błogosławieństwo na róbta co chceta i nie przejmujta się tym, że potem część ludzisków będzie mieć za złe.
I tak by miała, cokolwiek byś nie zrobiła.
Hm, grejpfruty…
Czy one dobrze zastepuja kurasanty?
Watpie.
Swoja droga, coz za zwierstwo, zeby mnie odstawic od kurasantow.
Kurasantry z rana sa trescia i radoscia mojego zycia sniadaniowego. I napraewde nie obiecuje, ze zrezygnuje tak latwo.
Albo kurasanty albo papierosy. Tertium etc.
Lisku, za określenie „moje czworonoże” dostajesz ode mnie specjalną, dziewiątą świeczkę chanukową. Tzw. pświeczkę.
Przy podniesionym poziomie cukru zabronili mojej Mamie jedzenia przede wszystkim owoców i warzyw typu marchew, buraczki. Za to węglowodanach nic nie mówili.
Kurasanty bardzo dobrze zastępuje się szynką parmeńską albo szwarcwaldzką. Każdy pies to potwierdzi.
Bobiku, ten Lajdak Birmanski, dr Koko Guy odstawia mnie takze od kielbasy i roznych tam takich podnoszacych cholesterol, ktory tez jest niczego sobie (8,7 podczas gdy norma jest 5-6).
Wiec on mnie chce wyraznie do grobu doprowadzic. Ale tymczasem bede miala jeszcze sporo badan.
Przy wysokim cukrze biega przede wszystkim o metabolizm węglowodanowy, Siódemeczko. Słodkie owoce, marchew, buraki to też dużo węglowodanów, nie tylko pieczywo czy kasze. Ale jednak słodycze i mączne produkty najbardziej na cenzurowanym.
Zresztą co ja się tu mam wymądrzać, jak to Lisek jest od spraw medycznych specjalistką.
Nie może być, Heleno. Od cholesterolu też Cię chcą odstawić?
No, to już faktycznie lepiej sznur mieć w pogotowiu. Tak dla poczucia, że nie jest się w sytuacji bez wyjścia.
Dziękuję, Lisku. Mniam.
Heleno, po grejpfrutach jakoś maleje mi ochota na słodycze.
Mnie maleje nawet bez grejpfrutów.
Ale pasztetówki żaden grejpfrut nie potrafi mi obrzydzić.
Ja też się nie chcę madrzyć. Dzielę się tylko, tym co nas spotkało.
Kiedyś miałam baaardzo wysoki poziom złego cholesterolu i ciśnienia.
Nawet się dzięki temu zakwalifikowałam wstępnie jako właściwy kandydat do testów jakiejś szwajcarskiej firmy na super leki nowej generacji.
Jednakowoż, przez kilka miesięcy musiałam stosować jakąś dietę, ale zadnej ekstremy i co tydzień robić badania krwi.
Z otrzymanych tam zaleceń dowiedziałam się, że przed badaniem ostatni posiłek mam zjeść najpóźniej o 17, czy 18.
I szybko okazało się, że te moje wysokie wyniki były związane z późnym spożywaniem posiłków przed badaniami.
Owszem, mam podwyższone różne tam takie, ale ogólnie mam sporą nadwagę i nie mam szansy, żeby przy takiej masie miała dobre.
Piszę o tym, bo może Helena nie zachowuje 12. godzinnego postu przed badaniem.
Przepraszam za te przecinki bez sensu, szybciej myślę niż piszę.
Nie maleje Ci, Bobiku, tylko po prostu, decyzją matki natury, masz piesko niskie.
Ja przed badaniami musialam skonczyc jesc o szostej wieczorem poprzedniego dnia. Czylli 16 godzin wczesniej.
No zobacztmy. On chgce mnie widziec za trzy tygodnie i bedzie znow badal cukier.
Latem byłam kilka dni w szpitalu. Było tam kilku pacjentów z cukrzycą i lekarze diabetolodzy oraz dietetyk zalecali im jedzenie kiszonych ogórków, bo obniżają poziom cukru. I to działało
Na temat wyzywienia przy cukrzycy sa rozne teorie. U nas poleca sie ograniczenie weglowodanow, tz pieczywa, makaronow, cukru. Zaleca sie duzo warzyw i owocow (raczej nie macznych jak ziemniaki, banany), jesli pieczywo to pelne.
Co do tluszczow i zlego cholesterolu – wazne jest nie tylko ograniczyc cholesterol (tluszcze swierzece), lecz jesc tluszcze zdrowe, ktore wrecz cholesterol obnizaja. Awokado, orzechy i migdaly (nie prazone, nie solone), oliwa z oliwek, ryby. I nie jesc margaryny.
Najlepiej – spotkanie z dietetyczka, omowic wszystko szczegolowo.
Wiec nie jest tak zle. Zamiast kurosanta na sniadanie granola z owocami i jogurtem.
http://2.bp.blogspot.com/-vi-Io5JN1BI/TWZ_td6sKmI/AAAAAAAADm0/73Qxa5jMxnQ/s1600/Berry+and+Greek+Yogurt+with+Homemade+Granola+1.JPG
(granola bez cukru i nie prazona z tluszem, owoce nie maczne jak banany, i n).
Ewentualnie awokado z pomidorkami sherry, pokropione cytryna. Przy takim sniadaniu kurosant sie moze schowac
Naprawde?!!!! Kiszone ogorki moge zazywac po sloiku dziennie. Robione przez niemiecka firme w Bulgarii na rynek rosysjki. Sa bardzo dobre. Moge chyba nawet jeszcze sama ukisic!
O, taka dieta mi sie podoba. Kurasant zagryzany ogorkiem kioszonym!
Bobiku, za pswieczke wielkie dzieki
Co do imponujących malunków na paznokciach: gdyby dziewczyny były chłopakami, to by się ścigały we wzorkach ze sznurowadeł w tenisówkach.
O kiszonym ogorku nie slyszalam, sprawdze
Ale jesli kiszony w soli to w duzej ilosci niedobre na cisnienie, a jesli w occie, moze byc problematyczne przy nadkwasocie…
Juz przestaje
Dlatego nie zamierzam opowiadac o tym E, gdyz bedzie mnie przesladoiwala, zebym na sniadanie jadla owsianke i jogurt!!!!
Po moim trupie.
Ale dzis zjadlam sluszna porcjhe wedzonego na goraco lososia z polskiego sklepu (tego lepszzego). Byl wysuszony i bez smaku. Odtad moim dostawca wedzonych lososi jest Marks i Spencer lub Waitrose.
Naprawdę, Heleno. Sama się dziwiłam. Pewnie ogórki kiszone mają niski indeks glikemiczny, ale żeby ogórkami kiszonymi obniżyć pacjentce cukier z poziomu niebotycznego do takiego, z którym można ją wypisać ze szpitala, to już jednak jest sukces. Żeby nie było – dieta cukrzycowa i insulina też były, ale cukier szybował pod sufit mimo to. A po ogórkach spokój, stabilność, okolice normy. Ki czort, nie wiem. Może efekt placebo. Ale najważniejsze, że działało.
Nie tyle ogorki, co ocet:
https://www.sciencenews.org/blog/food-thought/vinegar-sweet-solution
W ogórkach kiszonych nie ma octu.
W tych ktore obnizaja skok cukru po posilku jest, wg artykulu… Ogorki kiszone (pickled cucumbers) z octem.
Dzieki, Lisku. To bardzo ciekawy artykul.
Nie bede miala zadnych problemow z octem – w zaprawie, w ogorkach i pomidorach – ja nawet lubiue ten plyn, w ktorym sa marynowane czy koszone.
Mam w lodowce marynowane malutkie pomidory. Zaraz pociagne tej marynaty.
Wg polskiej ksiazki kucharskiej – korniszony oraz pikle z ogorkow sa z octem.
Heleno, nie jestem pewna czy to obniza ogolny poziom cukru we krwi (badany po okresie postu), zdaje sie ze glownie obniza skok cukru (peak) po posilku. Jeszcze poczytam.
Ale spotkanie z fajna dietetyczka znajaca sie na dobrej kuchni to naprawde dobry pomysl.
Lisku, w artykule jest dlatego, ze na Zachodzie wszystkie komercyjne sloiki z ogorkami czy pomidorami zawieraja ocet. Wszystkie. Inaczej ogorki maja krotkie zycie polkowe i robia sie kapciowate. Jakkolwiek – najlepsze ogorki kiszone nie sa produkowane ani w P;lsce ani w zadnym innym kraju Europy Wschodnirj, lecz w Izraelu – te takie w puszkach, bardzo cienkie dlugie, z delikatna skorka.. Nigdy nie widzialam takich ogorkow swiezych w sprzedazy. Kiedys mozna bylo kupic w Londynie bez trudu te izrelskie i zawsze je kupowalamm bo byly swietne – zawsze twarde. Niestetu nie widzialam juz od dluzszego czasu bo rynek jest wypelniony wschodnioeuropejskimi i niemieckimi, marynowanymi chyba z malym dodatkiem cukru, bardzo dobre ale nie to co trzeba duszy wshodnioeropejskiej.
Izraelskie. Tylko izraelskie.
Tak masz racje. To obniza skok cukru po posilku. Chyba nie ma nic o obnizaniu ogolnym.
Z internetu:
There is a big difference in taste and in size and shape between „American” or „Kosher” pickles, and Israeli pickles. First, the Israeli pickles are much smaller – made from what you may call „Persian” cucumbers in the US, or in Israel called „Biladi” (ground, land in Arabic). These are very different from the plump american ones. Israeli cucumbers are smaller, firm, have tiny seeds and more taste. Also, a huge difference is in the process of making pickles. American Pickles are made by pouring a boiling brine over the pickles in the jar. Now, when was the last time you got something good out of pouring boiling water over fresh veggies? in my opinion that?s not the best way to preserve taste and vitamins.
So here I bring you a simple recipe for making Israeli style „Hamutzim”, at home, and the taste is worth the trouble. Actually it is super-easy to make. You really need a bit of patience.
Czy te male w occie to nie korniszony? Wg polskiej ksiazki kucharskiej tak sie je robi.
Pani, która miała zalecenie spożywania kiszonych ogórków w szpitalu, dostała od siostry ogórki domowej roboty, z ogródka, zakiszone w domu, w glinianym garnku bez dodatku octu, z chrzanem, koprem i czosnkiem. Przynajmniej tak mówiła.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Korniszon
i chyba wlasnie uzywa sie malych twardych , jak izraelskie „biladi”
Vesper, jutro jeszcze poszukam, moze jest o kiszonych tez.
Nb z takich kuchennych przepisow bardzo lubie oklady z lisci kapusty na lekkie zapalenie stawow.
Mojej Mamie w szpitalu zabronili np. jeść jabłka z powodu cukrzycy. A to była starcza cukrzyca (88 lat) i problemem było, żeby coś w ogóle zjadła, a ten przyszedł i wyliczył, czego nie wolno.
Przepraszam Cię, Lisku, ale w Polsce lekarze nic nie wiedzą o starszosci i oczekują, że wszystko będzie tak działać, jak u osób zdrowych w sile wieku. Zatruwają zbędnymi lekami i zaleceniami resztkę życia seniorów.
Zatruwaja zbednymi lekami takze mlodych, Siodemeczko.
Nigdzie w zyciu nie widzialam takich baterii lekow jak u wszystkich znakomych w Polsce. Lekarstwa sie daje na wszystko. Wystarczy raz kichnac, a dostajesz antybiotyki. Znajoma bardzo zaprzyjazniona lekarka chciala mi dac serie zastrzykow antyhistaminowych, kiedy zobaczyla, ze zostalam pogryziona przez komary na wsi. Uprzejmie odmowilam i zakupiulam na komary takie cos co sie wlacza do sieci. KOmary przestaly gryzc.
Sama poszlam raz do laryngolozki radiowej w Warszawie, bo mialam straszny sienny katar. Dostalam trzy, TRZY! rozne recepty. Laryngolozka zeszka ze mna do apteki aby sie upewnic, ze wykupie wszystkie – widocznie moja mina wzbudzila jej podejrzenie. Katar minal po pierwszej tabletce. Reszte wyrzucilam.
Siodemeczko, u cukrzykow podczas ostrych chorob i zapalen cukier b. czesto ostro wzrasta, czasem nawet aplikuje sie insuline ludziom ktorzy normalnie jej nie potrzebuja, i wtedy sa inne zalecenia. Bez dokladnych danych niczego nie mozna powiedziec.
W nawiasie, Bobik troche przesadzil, bo jestem niepraktykujaca, takze w tej dziedzinie
Nie chcę znów zabrzmieć jak zdarta płyta, co uparcie gra utwór „A wcale nie”, ale nie spotkałam się ostatnio z takim podejściem. Ani u internistów, ani u pediatrów. Znam dwóch psychiatrów dziecięcych, którzy uwielbiają przepisywać leki najcięższego kalibru, ale reszta jest powściągliwa w tej kwestii. Może to kwestia pokoleniowa. Młodsi lekarze zanim przepiszą coś, czego bez recepty kupić nie można, dwa razy się zastanawiają. Zośka w swoim ośmioletnim życiu antybiotyk dostała dwa razy, w tym raz w szpitalu, kiedy naprawdę nie było innego wyjścia.
Przed chwila uslyszane:
Po dlugim i wyczerpujacym posiedzeniu Komitetu pan wspierajacych Filharmonie, zarzadzono przerwe . Pierwsza odezwala sie Francuzka:
-Jestem glodana i spragniona i chetnie bym sie teraz napila szampana.
Po niej przemowila Rosjanka:
– Jestem glodna i sprawgniona i napilabym sie troche wodki.
Po niej Greczynka:
– Jestem glodna i spragniona i nie mialabym nic przeciwkjo kielszkowi ouzo.
Po Greczynce odzywa sie Zydowka:
– Jestem glodna i spragniona i chyba mam cukrzyce.
Bardzo interesujace tematy dzisiaj.
W pierwszych slowach mojego listu chce rowniez zlozyc zyczenia Dziekczynieniowe i Hanukkowe dla obchodzacych. W tym roku moga to robic razem, jednoczesnie. Indyk i placki ziemniaczane przy swiecach, bardzo przyjemna mysl.
O kolorach. U mojego Syna w budynku w ktorym jest wlascicielem mieszkania, wszystko poza wnetrzem nalezy do decyzji zarzadu condominium. Wewnatrz mieszkania jest zarzadzone, zeby zaslony czy rolety byly tylko biale czy off-white. Inne kolory tzw window treatment sa niedozwolone. Chodzi pewnie o jakas tam estetyke.
Ja z jedzenia najbardziej lubie wlasnie weglowodany, ale tylko rabanie drzewa przez caly dzien da rade spalic te weglowodany, zanim sie zamienia w skrobie, a ta znowu w ten trujacy cukier. Ruch wiec przede wszystkim, jesli sie chce jesc normalnie. A dla siedzacych pozostaja szwedzkie chrupki, omlety z bialek, brazowy ryz, tofu i zielone warzywa. Ugh!
Okłady z ciepłych liści kapusty w ludowej medycynie stosuje się też przy stanach zapalnych piersi u karmiących matek.
A z tymi ogórkami, to może trzeba było spytać tę panią nie czym zakanszała, tylko co piła.
Vesper, to masz dużo szczęścia z lekarzami. Bo moje doświadczenie też jest ogólnie (czyli z nielicznymi szczególnymi wyjątkami) takie, że polscy lekarze mają podejście lekomańskie. Jak również, bądźmy szczerzy, większość pacjentów, którzy byliby święcie oburzeni, albo przynajmniej ciężko rozczarowani, gdyby nie dostali recepty na jakieś piguły.
No i rynek parafarmaceutyków czy leków bez recepty też potwierdzałby naszą narodową lekomanię. Strasznie dużo tego kupujemy. Kiedyś widziałem jakieś statystyki porównawcze, to się za łeb złapałem.
A o geriatrii to w ogóle szkoda gadać. I statystycznie, i w bezpośrednim doświadczeniu.
Przepraszam, że wracam umarłego (ale chyba jeszcze nie pochowanego) tematu Matki Kurki, ale dopiero teraz przypomniało mi się. Co jest zresztą u mnie normalne, bo wprawdzie Bozia nie obdarzyła mnie refluksem, ale refleksem też nie.
Jeszcze gdy MK wysoko latała (a bardzo tajemnicza ona była i nikt nie ryzykował sugestii z jakich ona światów), ktoś w gronie znajomych półżartem wyraził podejrzenie, że to może takie Kukryniksy, bo rozpiętość, prędkość i ilość przekraczała to, czego człowiek spodziewa się od dobrego felietonisty.
Więc gdy loty zmieniły kąt nachylenia oraz i poświst, doszliśmy do wniosku, że hipoteza słuszną była i że ktoś rozsądny z ekipy odpadł.
A teraz wygląda na to, że to był ostry przypadek rozdwojenia klawiatury.
Matki Kurki nie zdazylam poznac, wiec nie sie nim nie rozczarowalam.
A tu Jennifer Lopez na najwyzszym profesjonalnym poziomie na uroczystosci AMA, tribute dla Kubanki Celii Cruz:
http://www.youtube.com/watch?v=Vz4XlYMku-M
Do Kota M.: calym sercem jestem z Nigella i mam nadzieje, ze ten Svengali potwor & Satyr Saatchi znajdzie kogos na kogo sobie naprawde zasluzyl.
Dzień dobry
kawa
Ratunku, chcę spać ale nie umiem.
No tak, kawa w tej chwili to bezsen(s)
Dzien dobry
Herbata z dżinem
(tak naprawde to sosjerka
)
Dzień dobry
Danuśka zawsze będzie po słonecznej stronie
Proszę nie wprawiać Danuśki w pomieszanie
Dzień dobry
A któż chciałby Danuśkę mieszać? Precz z mieszaniem! Ja nawet herbaty i kawy nie słodzę, żebym nie musiał mieszać.
Mówicie, że dzień dobrze zacząć od herbaty z dżinem i ogórka? Hmm… byłaby to w moich zwyczajach dietetycznych pewna nowość, ale nie będę nieszczerze udawał, że nie mam ochoty spróbować.
Andsolu, mnie na bezsenność zawsze bardzo skutecznie działało „Nad Niemnem” Maksymalna dawka pół strony – i głęboki chrap murowany.
Pewnie teraz otwarłem puszkę z Pandorą, bo każdy będzie miał własną, niezawodną receptę.
Nad Niemnem i Nie-Boska. Zgadza sie.
Bobiku-absurdalia bardzo lubię,a kawę/herbatę też i zarówno, ale równiej herbatę.Spieszę wszystkich uspokoić,w tym Haneczkę również
że od rana oddycham pełną piersią,
nie czuję się zmieszana,ani wprawiona w pomieszanie
Mieszankę wedlowską to kupię dopiero bliżej Świąt.
Natomiast zamieszanie to obserwuję od rana za oknem.
W ptasiej stołówce mieszają na potęgę rozmaite i wymieszane ptaszęta.
Na mnie swietnie dziala mleko lub herbata lipowa. A teksty rozne
Heleno, wyslalam Ci tlumaczenie niektorych ustepow z izraelskich recomendacji.
O, to zupełnie jak u mnie. W zasadzie też wyznaję równość kawy i herbaty, ale w praktyce jakoś zawsze tak wychodzi, że herbata równiejsza.
Ptasich stołówek, odkąd zamieszkała u nas Pręgowana Potwora, mogę tylko zazdrościć z bólem serca. No bo nie będę przecież drapieżnikowi podsuwał ofiar pod same pazury.
Przypomniałem sobie, że jeszcze „Na wsi wesele” bardzo było nasenne, ale miało poważne skutki uboczne. Pierwsze 3 podejścia były nawet udane, usypiałem po kilku zdaniach, obojętne czy z początku, czy ze środka, czy z końca. Ale za 4 razem nieopatrznie zażyłem w pośpiechu całą stronę podczas lekcji, na której w/w lektura była omawiana, bo chciałem udawać, że przeczytałem. No i jak z hukiem zaryłem łbem w ławkę…
Nauczycielka pogotowie chciała wzywać.
Ptasia stolowke prowadzilam przez pewien czas na kuchennym parapecie, do dzis gdy tylko otwieram okno w kuchni od razu jest poruszenie na drzewie naprzeciwko, mimo ze stolowke zamknelam ponad rok temu, niestety gdy zostawiam je otwarte zastaje slady obecnosci wewnatrz (dlatego przestalam je karmic). Wlasnie kupilam kolorowy wiatraczek do okna, moze to je zniecheci do nieproszonych wizyt.
Ja miałem stołówkę na tarasie, czyli parę kroków za oszklonymi drzwiami. Przez całą zimę pełniła obowiązki psiej telewizji, a program miała urozmaicony i fascynujący.
I wszystko ta Potwora popsuła!
A wiesz, Piesku, ze z ust mi Dabrowska wylales. Poniewaz od lat zNany jest w blogosferze moj stosunek do (marsz! marsz!) Dabrowskiej, nadludzkim wysilkiem woli powstrzymalam sie od dodania jej nazwiska do listy antylektur. Ale nich juz wydusze z siebie:
NIE CIERPIE BABSKA
Nad Niemnem wkurza, a to nie jest usypiające
Haneczko, to Ty doszłaś do tego etapu, na którym może wkurzać?
Podziwiam, ale naśladować nie potrafię.
Taaa, trza byloby na nowo czytac
A tu prawdziwa Literatura. Wojciech Sadurski nie wytrzynal i dopisal pare wersetow do „Krwi” poety Rymkiewicza :
„I jak na polach polne maki
I nad polami białe chmury
Jak narodowi dane znaki
Oni wznosili się do góry”
(Jaroslaw Marek Rymkiewicz)
… a nie zniżali się do dołu
Ani cofali się do tyłu
Poecie nie jest żal mozołu
W obliczu zdrady i trotylu.
I jak na morzu morska piana
I nad Poetą aureola
Ta Prawda musi być spisana
Bo taka jest Polaków wola.
A ci, co Prawdę gnoją stadnie
Lękliwe niech uniosą głowy
Do Rosji. Wieszcz ich tam dopadnie
Rymami prosto z Częstochowy
Nasi sa jednak zabawniejsi od ichnich. Nie da sie ukryc.
Za wieszczem Prezes uskrzydlony
poleci, gdzie smoleńskie brzozy
i Częstochowy tam obronę
nakręcą, w formie filmu grozy.
Dorzucilam do innych komentarzy poetyckich na blogu Sadurskiego:
http://wojciechsadurski.natemat.pl/83531,poetycki-ps-do-ostatniego-utworu-jaroslawa-marka-rymkiewicza#comments
Czy zro9bimy Patriotyczna Zbiorke Finansowa?
http://www.rp.pl/artykul/459542,1068336-Film-Smolensk-ubiega-sie-o-wsparcie-PISF.html
LUBIĘ Nad Niemnem.
Gęstsze opisy czytałam po łebkach…
Hehe.
Obejrzeliście te trailery?
Tym ludziom chyba ktoś wrzucił po wiązce handgranatów do mózgów.
Ja bym koniecznie chciał poznać nazwisko tfurcy oprawy muzycznej. Nie powinno przepaść w pomroce dziejów.
Ależ proszę http://pl.wikipedia.org/wiki/Smole%C5%84sk_%28film%29
Dziękuję, Haneczko. Już dałem cynk w piekle dla artystów, żeby przyjęli go szczególnie serdecznie.
Nie, nie, Bobiku, Lorenca będę broniła własnom pierwsiom wypukłom! To jest genialny kompozytor filmowy. Ja też zwróciłam uwagę na muzykę. Mam nadzieję, że on to potraktował jako zlecenie, a nie jako misję…
A z obsadą chiba mają jakeś kłopoty, tylko pięć sztuk na razie.
Tak a propos ściepki, to zaraz tu napiszę operę żebraczą, choć nie w sprawie filmu o Smoleńsku. Ale też będzie chodziło o forsę.
A gdyby więcej osób wysłało po parę groszy, to może nawet na niejedną kolację by starczyło?
Na stronie Pusta Miska są różne zwierzaki do adopcji. Z jednym z nich wszedłem w wirtualny kontakt i dowiedzałem się, że czeka na swój łut szczęścia już od dawna, niestety bezskutecznie, mimo niebywałych przymiotów powierzchowności i charakteru. Na dodatek nosi nieszczęśnik imię Bierut, co życia w schronisku mu nie ułatwia, bo wśród Psów, co tu dużo szczekać, też zdarza się oszołomska prawica, która na sam dźwięk warczy, nie wnikając w sedno. Zresztą, nawet nieprawicowi kumple też się z tego imienia podśmiechują, a i suczkę zerwać z nim trudno. Słowem, nie ma ten Bierut lekko.
I tak sobie pomyślałem, że gdyby na Święta postawił współmieszkańcom porządną kolację, to może by uznali, że jest równy gość i nie ma się go co o imię czepiać? Psy dobrą kolacją bardzo łatwo skorumpować.
Przyjrzyjcie się Bierutowi i powiedzcie, czy ja dobrze główkuję, że warto by mu chociaż jednorazowo ułatwić życie (a przy okazji innym zwierzom dać skorzystać)? Jak uznacie, że tak, to się zajmę kwestiami organizacyjnymi, w tym przypadku nietrudnymi zresztą.
http://www.schronisko.krakow.pl/Adopcje/ZWIERZAKI_DO_ADOPCJI/Psy/40788-BIERUT.html
Wiem, że zwierzów, którym ciężko, jest na świecie całe mnóstwo. I wszystkim nie da się pomóc, ale to nie powód, żeby nie zapalić choć jednego, małego światełka.
Nisiu, szkoda pierwsi.
Jak ktoś jest świetnym i rozchwytywanym kompozytorem muzyki filmowej, to nie każde zlecenie musi przyjmować. A notka w Wiki o jego sympatiach politycznych niejedno mówi, więc podejrzenie o misyjność nie jest tu chyba całkiem od rzeczy.
Bobiku, ja się pochlastam.
No dobra, dobra,
juz wysje na tego Bieruta, tylko prosze mnie pozniej nie szantazowac zem kryptokomuch stalinowskiego pokroju.
Koniec swiata! AGH zawiesila prof. Ronde na pol roku za hichsztaplerke smolenska.
Jak mowia Angole – mozecie mnie piorkiem przewrocic.
hoch, nie hich. Cociaz hich tez pasuje.
Hichsztaplerka smoleńska to przecież musowa kandydatka do Nagrody im. Heleny I stopnia Z Przytupem.
Mordko, my, Żydzi, musimy przecież z założenia popierać żydokomunę. Nawet jeśli jest obcego gatunku.
Dziękuję za senne porady, ale czytanie dramatu Nade Mną nie będzie działało, bo to chyba będzie o tym, że nie śpię i wtedy zapętlę się do imentu, czym by ten iment nie był.
Czy zauwazylisxie, ze przez Polske przetacza sie jakas fala Zdrowego Rozsadku?
Będę dzisiaj robić przelewy to zrobię dla Bieruta, na co mi przyszło!
Bobiku, nie wiem czy to pomylka, w tym spisie jest pies Indra, wg zajawki przebywajacy tam 10 lat, od szczeniectwa … Bardzo ladnie ze go chowaja, ale wystawianie go do adopcji na tym etapie nie ma chyba wiekszego sensu
Lisku, ci Psowie mogą zostać również zaadoptowani wirtualnie, tzn. ktoś się zobowiązuje miesięcznie płacić za konkretnego psa drobną sumę. I wtedy wiek nie gra szczególnej roli.
Ponieważ widzę, że moje żebractwo nie pozostaje bez odzewu
podaję stronę, na której są numery konta (dla przekazów zagranicznych jest podany iban i swift). Upraszam o dopiski „dla Bieruta”, bo miła pani ze schroniska obiecała telefonicznie, że jak Bierut będzie stawiał kolację, to trzaśnie fotkę, żebyśmy na własne oczy zobaczyli tę imprezkę.
http://www.schronisko.krakow.pl/Nasze_potrzeby,_czyli_jak_pomóc/
przestalo padac, ocieplilo sie, jest niestety juz ciemno
bywa
czwartkowe dzien dobry wieczorowo
pani Merkel powiedziala: Mamy!!!! Mamy koalicje na kolejne cztery lata!!!!! i tak moze bedzie, okaze sie w polowie grudnia,
szlonkowie SPD zaglosuja demokratycznie: tak czy nie.
jak na tak, to jedno skonczy sie, dumping placowy, co na to eksport?
nie lubie octowych potraw
kiszone tak, ale jak moge wybieram takie:
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/p480x480/1467267_235148466652333_748964703_n.jpg
Rysiu, mnie to nawet się podobało, że Niemcy chociaż przez jakiś czas nie-rządem stały. Jakoś się tak swojsko czułem…
Swoją drogą, co to za dziwny kraj, w którym przez ileś tygodni rząd nie może powstać, ale nikt się tym szczególnie nie podnieca, media mają również inne tematy, a życie codzienne funkcjonuje jak w zegarku.
bardzo smutny wiersz, troche przepraszam, troche……
ROMA JEGOR
kiedy pies idzie do nieba
Panie doktorze jeszcze nie.
Oddech tak dzielnie trzyma się firanki
i łapy jeszcze biegną. Pewnie ma sen o kocie –
dajmy mu go wyśnić.
Panie doktorze ta igła taka duża aż
nie do wiary jak łatwo wchodzi w sen.
Parę kropli i stanął świat. I dzień się położył
Tylko kulawy szpak klęczy przy rododendronie
a ja mam takie zimne kolana jakby mi zamarzły
w brązowych psich ślepiach
(mówią że kot na kolanach bardzo rozgrzewa).
Panie doktorze czy ma pan teraz coś na drżenie warg
na zarastanie opuszczonej ścieżki za domem
albo na miskę przy progu która przestała być głodna
Ja wiem że pan nie leczy ludzi ale mnie coś w środku
tak bardzo skowyczy.
tak Bobiku, wyjatkowo spokojne i sympatyczne bez…rzadowo