Wykład o psoezji renesanpsowej
W kolejnym wykładzie z literapsury chciałbym zwrócić uwagę Szanownych Słuchaczy na nieco pomijane w dotychczasowych opracowaniach utwory z epoki renesanpsu. Pomijane, dodajmy, nader niesłusznie, bo oprócz wysokiego kunsztu formalnego, możemy w nich odnaleźć szeroki zakres tematów, do dziś poruszających serce każdego Psa. Począwszy od niewątpliwie priorytetowych zagadnień samorealizacji i przedłużenia gatunku:
Nie uciekaj przede mną suczko urodziwa,
w gumki ani w pokera ze mną nie pogrywaj,
gdy amor z łuku strzela, nie jest żadnym wicem,
że jamnik oczarować może i dożycę.
Nie uciekaj, ma rada, wszak wiesz, im pies mniejszy,
tym być musi w techniczne sztuczki zasobniejszy.
Któż może o tym lepiej wiedzieć od jamnika,
że nie rozmiar jest ważny, liczy się technika?
poprzez obyczajowe obrazki z życia codziennego, w głębszej warstwie opisujące odwieczną walkę obowiązku i przyjemności:
I nie stróżować ciężko, i stróżować
nie bardzo chce się, kiedy chęć przemożna
ciągnie ku frisbee, albo kurze z rożna,
która już wkrótce może się zepsować.
Pies jest obejścia stróżem, jasna sprawa,
instynkt go jeden kieruje w tę stronę,
a drugi wiedzie tam, gdzie rzeczy one
jak aport, biegi, spacer i zabawa.
Gdy trzeba wybrać jedną z tych miłości,
zostaje łapę gryźć w bezsilnej złości
zainteresowanie jakością życia publicznego i apelem o przestrzeganie zasad etycznych przez rządzących:
Wy, którzy zasobami lodówki władacie
i wolny dostęp do jej wnętrza macie,
wy, szczekam, których władzy tej pozłota mami,
nie bądźcie nieczułemi, zimnemi draniami.
Miejcie to przed oczyma, że służbą jest władza
i nie na samolubstwie jej sens się zasadza,
na to dano kontrolę wam jadalnej rzeczy,
byście i pieczeń dla psa też mieli na pieczy.
Dajcie innym skorzystać z bogactwa swojego
i nie strzeżcie zazdrośnie boczku wędzonego,
boć grzeszy ten, kto myśli jeno, by sam zyskać,
a nie widzi pod stołem zgłodniałego pyska.
aż po filozoficzne rozważania o przemijalności, a zarazem powtarzalności wszelkich spraw tego świata:
Nasz weterynarz spać się od nas bierze,
z czego się cichcem każde cieszy zwierzę,
wszytko na próżno: sny doktora zmorzą,
aleć też z łoża wstanie z ranną zorzą.
Już tych kilka przykładów pozwala uświadomić sobie, jak istotna była rola rensanpsu w życiu kulturalnym psiości. Nieunikające bolączek i problemów, odnajdujące jednak psens nawet w bezpsensie strofy pozwalały łagodzić, czy wręcz przezwyciężać immanentny tragizm psiej egzystencji. Toteż najważniejsze chyba przesłanie renesanpsowego psoety, pełne trudnego, ale niepohamowanego opsymizmu, pozwolę sobie przytoczyć na koniec:
Nie frasuj sobie, przyjacielu, głowy,
nie dumaj o tym, by napisać Skowyt,
pomyśl, gdy pieskie życie zda się psujem –
fraszki to wszytko, czym się tak przejmujesz.
Wszakżeś w ogrodzie, gdzieś tam pod orzechem,
zakopał pewną żywota pociechę,
więc nie rób nigdy najmniejszego kroku,
by nie pamiętać o tej kości z boku.

Pier! Pier! Wszy! Wszyyyyy!
Andsolu, czyżbyś od rana czyhał pod blogiem na tę możliwość?
I drugi.
Zaś czemu nie? Gdzie pies śpi a kot się nie budzi, każdy zwierz ma szansę.
Koniec świata, andsol się pomylił w liczeniu!
Bo chyba nie będzie się usprawiedliwiał, że gospodarz się nie liczy?
Ech, brak mi czasem psiego nosa, żeby mi pomógł odnaleźć zakopaną „gdzieś tam” pociechę. Bo że „gdzieś tam” jest, to zwykle pamiętam, tylko czasem trafić trudno.
Rzeczywiście, Ago, widzę tu poważny dylemat. Zakopywanie pociechy zawsze w tym samym miejscu, np. pod orzechem czy pod krzakiem bzu, wprawdzie niebywale ułatwia jej odnalezienie, ale równocześnie w jakiś sposób jest zubożeniem i ograniczeniem. Nie mówiąc o tym, że ktoś może przyuważyć i pociechę drutnąć.
Szczegolnie jakos lapiace za serce sa strofy:
(…) boć grzeszy ten, kto myśli jeno, by sam zyskać,
a nie widzi pod stołem zgłodniałego pyska.
Ilez razy myslalem podobnie, a nie umialem nadac temu odpowiedniej Formy, odpowiedniej dac rzeczy Slowo.
Drutnięta pociecha – świat się nie uśmiecha;
pociecha drutnięta – smutkiem chodzę zdjęta.
Drutniętej pociechy wciąż wspominam cechy;
pociechy drutniętej łaknę sącząc miętę.
Drutniętej pociesze brak siły do wskrzeszeń;
pociesze drutniętej ślę myśli nie-święte.
Proszono jednej wielkimi prośbami,
aż się zgodziła. Na co, wiecie sami.
Gdy już po wszystkim, gość z małżonkiem owej
w krótką a szczerą wdał się był rozmowę,
a ten powiada: nie chcę straszyć pana,
lecz dobrze radzę – zrób pan Wassermana.
Gość, poglądając na niego ze strachem,
pojął, jak chytrze mąż się bawił z gachem
i na badania pojechał tym chutniej.
Nie zawsze wygra, kto drugiemu drutnie.
To Wasserman jeszcze zyje? Myslalem ze on taki staroswiecki i przedpotopowy.
Renesanpsowa poezja bardzo wdzieczna.
Ile ja dzisiaj czasu namarnowalam, tyle co przecietny Kennendy w caly miesiac!
Ale chyba wreszcie basta!
Bobik, Lubie To
„Ani znakomity smak restauracyjnych potraw, ani markowe metki z wysokimi cenami przyczepionymi do zakupionych w sklepie prezentów nie dorównają wartością szczęściu, jakie przynieść mogłoby dobra, których brak lub niedobór chce sie w ten sposób zrekompensować”
Zygmunt Bauman
mowie pstryk i przekazuje polecenie:
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/p480x480/602747_619039341488561_361856685_n.jpg
cokolwiek to znaczy
okrzyki niepodległościowe
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/969404_699987833347639_211220100_n.jpg
i
pstryk
Rysiu, ten dziób jest genialny. Jesteś na G+, nie masz ochoty wrzucić tam tego? Czy wolisz, żebym to zrobił w Twoim imieniu?
Wassermann w diagnostyce nie żyje już od dawna, ale skąd niby w renesanpsie ktoś miał znać nowsze metody?
nie jestem, wrzucaj jak mozesz, warte tego
dziekuje
Rysiu, zakaz dobijania dziobem odnosi się do etyki mediów. Znaczy, w tych etycznych wolno kłapać dziobem tak, żeby mocno przyłożyć w dziób, ale od dobijania trzeba się powstrzymać. Lepiej niech się obkłapany jeszcze pomęczy.
widzialem wlasnie relacje z Wiednia i Budapesztu, wegierski rzad wprowadzil do kostytucji poprawki i bezdomnosc jest zabroniona (grzywna, wiezienie), bezdomni jak moga uciekaja do Austri.
Co wyprawiaja ci Wegrzy? co w nich wstapilo? cos nowego, czy starego tylko dlugo ukrywanego i nigdy nierozliczonego?
Dzięki, Rysiu. Wstawiłem to z komentarzem: Powinno się to zawiesić nad sceną u Moniki Olejnik.
Niedawno węgierski pisarz Ákos Kertész otrzymał azyl polityczny w Kanadzie. Wiadomość o tym była dla mnie o tyle wstrząsająca, że od upadku komuny osobom z b. bloku wschodniego azylu w krajach zachodnich w zasadzie w ogóle przestano udzielać, wychodząc z założenia, że już nie ma powodów. Uznanie, że na Węgrzech powody znowu są, coś o tamtejszej demokracji mówi.
Strasznie to dla mnie smutne, bo przez wiele lat kochałem Węgrów szalenie. Ale niektórych dalej kocham, żeby nie było, że generalizuję i stosuję odpowiedzialność zbiorową.
Chyba coś bardzo starego u nich, Rysiu, i na wszelki wypadek przypomnę, że te „dwa bratanki” nie dotyczyły lendzieli i madziarów, a naszej relacji z ludźmi z Górnych Węgier czyli ze Słowacji.
Ja się zgodzę na bratanków i z rdzennymi Madziarami, ale jeśli to będą tacy Madziarzy, z jakimi się przyjaźniłem. Czyli kompletnie wolni od nacjonalistycznej i prawackiej szajby.
W swoim czasie wcale o nich nie było trudno, ale już tyle lat na Węgrzech nie byłem, że nie jestem na bieżąco. Pewnie teraz jest trudniej.
czytalem o tym azylu dla Kertésza. co za szalenstwo.
Bobiku, za moich „Auto STOP” czasow, Twoj Krakow byl pelen Wegrow, razem z niektorymi walesalem sie po i wysiadywalismy wspolnie pod Adamem
Więc, Rysiu, od razu złapało na G+, w 20 minut 11 plusów, 2 komentarze i jedno udostępnienie.
Powinien być zakaz wypowiadania się polskim biskupom
http://tygodnik.onet.pl/wlasnym-glosem/nie-tylko-nie-jezyk-rasizmu-w-kosciele/dk93y
Rysiu, zakaz kapitana udostępniam dalej
Ja często gościłem różnych bratanków w domu i rewizytowałem w Budapeszcie. Niektórzy nawet jeszcze w Niemczech mnie odwiedzali. Przez długi czas były to naprawdę bardzo bliskie, serdeczne stosunki i nawet jeśli potem się rozluźniły (ech, życie…), to zostało mi wobec Węgrów poczucie dużej nieobojętności. Dlatego taką osobistą przykrością mnie przejmuje to, co tam się u nich dzieje.
obiecuje ze to juz koniec na dzisiaj:
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/1463579_666134453431989_1998826558_n.jpg
dziekuje andsol
zagladne zaraz do G+ (jak sie uda
)
Andsolu, a niech sie tam wypowiadaja. To tylko sprowadzi role kosciola w panstwie do wlasciwych proporcji. Kon jaki jest kazdy widzi.
Na Wegrzech tradycje faszystowske byly potezniejsze niz np taka polska Falanga. Wegry blisko wspolpracowaly z Wlochami Mussoliniego i Hitlerem, przystapily do Axis i walczyly po stronie niemieckiej z Rosja. W 1944, zorientowawszy sie, ze to dalej nie ma sensu zdradzily Fuehrera i same zostaly zajete przez hitlerowcow. Tak wiec koloryt na ten rodzaj prawicy na Wegrzech byl silny.
Kertesz azyl dostal. Kanada azylu udziela w niekoniecznie typowych sytuacjach. To dlatego, ze wciaz jej glupio, ze jak trzeba bylo to azylu nie udzielala Zydom.
Powinno udać się wejście, bo to wrzucone publicznie: https://plus.google.com/114345730453300313459/posts/DrjhC8sVk6E – w tej chwili już 16 plusów.
A propos Baumana – czy ktoś wie, gdzie należy jeść w Toruniu?
Przez kilka dni będę tam miała kwaterę główną, a pasjami nie lubię podłej spyży.
andsolu,
Wrzucam, choć nie pod wszystkim się podpisuję. Ale czuję, że to ważne:
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,14961009,Dzieci_w_szklanej_kuli__Przelamac_stereotypy_o_autyzmie.html#LokKrajTxt
Bardziej do indywidualnych przemyśleń i włączenia odpowiednich skojarzeń, gdy potrzeba, niż do dyskusji. Bo i o czym tu dyskutować.
Biała rasa w niebezpieczeństwie!
http://wyborcza.pl/1,75478,14966561,Metropolita_lodzki__Przez_gender_biali_moga_byc_jak.html
Vesper, a możesz tak z grubsza napisać, pod czym się nie podpisujesz? Chciałbym wiedzieć, w których miejscach są rozbieżności zdań na ten temat.
Czy ja kiedyolwiek byłem w Toruniu?
Coś mi się mętnie kojarzy, że we wczesnym szczenięctwie byłem, ale paskudny Niemiec wszystkie toruńskie wspomnienia mi wykasował z dysku.
Ja bylam w Toruniu jakies 40 lat temu. Jadlysmy z przyjaciolkami chleb z maslem, bialym serem i dzemem, popijajac mlekiem z butelki, w namiocie na polu namiotowym. Bylo pyszne!
Będę jadła pierniki.
Byłam w Toruniu rok temu. Polecono nam pierogarnię w centrum, takie małe coś po schodkach w dół. Pierogi były pyszne, a wystrój na zdjęciach https://plus.google.com/u/0/106690777434745166768/photos
To jest moje pierwsze podejście do publikacji zdjęć. Mam nadzieję, że uda się je obejrzeć.
Nie udało się.
Tak jakby nie były udostępione dla publiki.
Udostępnione dla publiki są. Sprawdziłam z komputera męża i działa. Nie kumam.
Elazet, pozwolisz, że się powymądrzam? W prawym górnym rogu przy najechaniu myszką pojawia się „menu opcji”, wśród nich jest linka do wpisu i podawszy ją:
https://plus.google.com/106690777434745166768/posts/VHhg8rf6RLj
oglądanie Twoich zdjęć będzie umożliwione. Mam nadzieję.
W Toruniu spędziłem ładny kawałek życia. Nie w sensie „długi”, tylko właśnie ładny. Przyjemna miejscowość.
Też mnie interesuje trochę autyzm, bo ostatnio siedzę w temacie dzieci niepełnosprawnych w szkole. Nie mogę o tym mówić, ale słuchać nie zabraniają.
Działa, bardzo fajne zdjęcia, Elu.
Nie wiem, może Bobik coś poprawił.
Nic nie poprawiałem, ale teraz i ja mogę oglądać.
Mordechaj nic nie mówił, że jest właścicielem pierogarni w Toruniu.
Wystrój tam strzelił trochę narcystyczny, ale nie powiem, ładny.
Czy tam przypadkiem nie była kiedyś mordownia dla najbardziej zdesperowanych studentów?
Profesjonalni do bólu.
I do śmierci psa.
http://fakt.onet.pl/policja-zatrzymala-witolda-j-poszukiwanego-listem-gonczym,artykuly,429404,1.html
A bo to pierwszy raz człowiek zawinił, psa powieszono?
Och, mowiac o chowaniu przed ludzmi swoich niepelnosprawnych dzieci, obejrzalam wlasnie program o Pierwszym Wnuku „naszej” krolowej Wiktorii, synu jej corki Vicky – Williamie, czyli pozniej cesarzu zjednoczonych Niemiec Wilhelmie II (ur. w 1857 r).
Vicki, ktora wyszla za nastepce tronu, miala bardzo ciezki porod pierwszego dziecka i lekarze wyciagajac go z matki nie tym koncem co trzeba, uszkodzili mu nerw barkowy, co sprawilo, ze mial sparalizowana lewa reke, ktora rosla krotsza niz prawa.
Mamusia przyszlego Kaisera byla absolutnie zdeterminowana, ze ona go z tej przypadlosci uleczy, a poniewaz zawody lekarskie przestaly byc wowczas w Niemczech regulowane, to co z tym biednym cesarzatkiem wyprawiano, wola o pomste do nieba: robiono mu latami codzienne kompresy ze swiezo rozprutych zajecy (aby „witalne sily zwierzece” wstapily w jego cialko, nazywalo sie to „zwierzoterapia”) przykuwano mu metalowymi klamrami prawa zdrowa reke do plecow, aby zmusic do uzywania bezwladnej lewej, wsadzano w specjalnie skonstruowany metalowo-skorzany gorset z prostym pretem na plecach, aby wyprostowac sylwetke, ktora byla troche skrzywiona, zwlaszcza w szyi, no i oczywiscie starannie ukrywano przed swiatem jego niepelnosprawmpsc od malenskosci. Fotografowano go tak, aby lewej reki nie bylo widac i nikt nie porownywal jej dlugosci z prawa i nie zauwazyl bezwladu.. Wsadzano go tez od czasu do czasu na konia, choc nie mogl utrzuymac rownowagi.
Mamuska, kiedy sie wreszcie po latach (byl juz nastolatkiem) zorietnowala, ze w zaden zywy sposob nie da sie go ozdrowic z paralizu, przestala go kochac i skupila sie na swym pozostalym licznym potomstwie. Natomiast William oszalal na jej punkcie i wyslany do babci do Anglii zasypywal matke erotycznymi listami (niedawno odnalezionymi w domowych archiwach). Byl absolutnie sfiksowany na punkcie jej pieknych bialych rak i dloni i opisywal dokladnie jak sciagnie z nich rekawiczke i bedzie je calowal i w ktorym dokladnie miejscu- nikt mi nie powie, ze taka byla epistolarna moda w tamtych czasach, gowniarz byl niebezpiecznym gerontofilem! Listy byly czeste, krotkie i namietne w slowach i tonie, zas Maman odpowiadala mu listami na 30-40 stron rekopisu, starajac sie odwrocic jego uwage od swego ciala i zwrocic w kierunku filozofii, literatury, muzyki, sztuki i architektury. Kiedy to nie odnosilo skutku i synek dalej wyznawal jej cielesna milosc, zaczynala sie wsciekac i robila mu listowne awantury o bledy ortografoczne.
Matka Williama umarla 7 miesiecy po smierci ukochanej babci Wiktorii, syn wyrosl na okropnegp Kaisera Wilhelma II i przynosil tyle wstydu i klopotow naszej rodzinie krolewskiej rozpetujac I wojne swiatowa, ze nasi zmienili sobie niemieckie nazwisko na Windsor, bo lud brytyjski krzyczal na ulicach: Powiesic Wilhelma – sukinkota!
Cesarz Wilhelm umarl na wygnaniu niedaleko Utrechtu i tam jest pochowany w skromnym jak na bylego cesarza grobowcu. Zmarl dopiero w czerwcu 1941 r.
W tym miejscu, Bobiku:
Czy są jakieś skuteczne terapie, które uczą te osoby kontaktowania się? Czy w ogóle da się tego nauczyć i czy w Polsce są tacy specjaliści?
– Tak. Jest ich bardzo niewielu. To osoby, które mają specjalizację logopedyczną. Bo to właśnie szeroko pojęta praca logopedyczna daje rezultaty i uczy osoby z autyzmem kontaktu ze światem zewnętrznym.
Z tej wypowiedzi rodzic autystycznego dziecka może wywnioskować, że powinien przede wszystkim szukać pomocy u logopedy. I że takich specjalistów ze świecą szukać. A to nie tak. Zaburzenia rozwoju mowy, którymi zajmują się logopedzi, mogą, ale nie musza być jednym z objawów autyzmu. W autyzmie wczesnodziecięcym opóźnienie i nieprawidłowości rozwoju mowy są wpisane w spektrum objawów, ale już na przykład w autyzmie wysokofunkcjonującym (czyli takim, który diagnozuje się u dziecka z IQ co najmniej w normie ) i zespole Aspergera nie koniecznie. W ZA rozwój mowy często przebiega zupełnie prawidłowo, czasem przedwcześnie. Często się zdarza, że czternastomiesięczne dzieci z ZA mówią pełnymi zdaniami, a dorośli się cieszą, jakie te ich dzieci zdolne. Z kolei w niektórych zespołach neurologicznych, zupełnie niezwiązanych z autyzmem, zaburzenia mowy wyglądają bardzo podobnie. W każdym razie logopeda nie jest specjalistą „pierwszego kontaktu”, do którego powinni się zwrócić rodzice dziecka, u którego podejrzewa się całościowe zaburzenia rozwoju, bo logopeda nie przeprowadzi diagnozy różnicowej. Logopeda przeprowadzi jedynie odpowiednią do deficytów terapię. Co nie znaczy, że przedszkolny logopeda nie może jako pierwszy dostrzec pewnych niepokojących objawów u dziecka. Może. Ale równie dobrze może to stwierdzić nauczycielka przedszkolna. Albo pediatra. Albo instruktor na basenie. Zależy, w jakiej sferze objawy są najbardziej dostrzegalne. Autystyczne dziecko potrzebuje terapii ukierunkowanej na wszystkie sfery, w których jego funkcjonowanie jest nieprawidłowe – terapii pedagogicznej, socjoterapii, fizykoterapii, terapii psychologicznej (rodzice też!), ale przede wszystkim żywych kontaktów z otoczeniem społecznym. Sprowadzanie pomocy autystycznemu dziecku do terapii logopedycznej to nieporozumienie. Diagnoza autyzmu rozpoczyna się od opinii psychologicznej i pedagogicznej, a kończy ostatecznym potwierdzeniem przez lekarza psychiatrę. Logopeda jest niezwykle ważny, ale dopiero na etapie właściwej terapii.
Z wywiadu można również wywnioskować, że wiedza specjalistyczna, a zatem zdolność niesienia skutecznej pomocy, jest dostępna jedynie nielicznym wybranym. A to przecież nieprawda! W każdym nieco większym mieście znajdzie się ktoś, kto ma doświadczenie i wiedzę. Wystarczy poszukać. Ale zaczynać należy od psychologa dziecięcego ze specjalizacją z psychologii klinicznej oraz lekarza psychiatry ze specjalizacją w psychiatrii dzieci i młodzieży, nie od logopedy. Z całym szacunkiem dla wiedzy i doświadczenia logopedów.
Dzięki. Właśnie się nad tym zastanawiałem, dlaczego głównymi specjalistami od autyzmu mają być logopedzi, skoro zaburzenia mowy raczej są objawem, nie przyczyną.
Krakowska strona GW nie działa u mnie, więc nie mam dostępu do artykułu o autyzmie.
JUż wiem, nie podoba się jej blokada reklam i dlatego się nie wyświetla.
Bardzo ciekawy artykul, vesper.
A tu, mozna i tak. Mala Dania:
http://life.nationalpost.com/2013/11/15/why-brave-danes-risked-their-lives-to-help-nearly-every-one-of-denmarks-8000-jews-escape-the-nazis/
Stad Hamlet, Bebette′s Feast, Jan Christian Andersen… Skad w takiej malej nacji tyle ducha?
Babette′s, rzecz jasna.
Na dobry początek dnia
http://www.godvine.com/An-Entire-Family-Shocks-the-Bride-With-THIS-Amazing-Broadway-Performance-4250.html
z rana
herbata
i kawa
tez
szeleszcze poniedzialkowo
piekne koty pilnuja pierogow
Tereny?
brykam
brykam fikam
Tereny Zimne S-Bahn
brykam fikam
Dzień dobry
Tropikalna herbata na zimne tereny
http://www.yerbamarket.com/data/gfx/pictures/large/4/0/3104_2.jpg?990384
W Lublinie w komunikacji miejskiej przedstawiciele społeczności czeczeńskiej, mieszkający na stałe w Lublinie, zapowiadają przystanki. A że jesteśmy społeczeństwem wybitnie tolerancyjnym to …
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/1043183,czeczeni-czytaja-przystanki-w-komunikacji-miejskiej-ludzie-krytykuja-akcja-trwa,id,t.html
komentarze (wiekszosc), pod Twoja linka Irku, bez komentarza!
http://wyborcza.pl/1,87648,14968821,Zdziwienie__bunt____i_wdziecznosc.html
Od dziś nie wezmę do ust żadnej krówki, nawet jeżeli nie jest hand made.
Brak odpowiedzialności i wyobraźni nie tylko właściciela, ale tłumu ludzi tam zatrudnionych. Gorzej niż w Bangladeszu
.
Pieniędzy nie dostałam, bo to był okres próbny, usłyszałam, że powinnam się cieszyć, że mogłam zdobyć doświadczenie. Potem usłyszałam, że ten hotel słynął z tego, że brał co dwa tygodnie jakiegoś nowego pracownika, wyżymał go, a potem wywalał.
a moze tak Bezwarunkowy Dochod Podstawowy?
* trzeciego widziałam już tylko ludzi pełnych szacunku i wdzięczności za to, że w ogóle mogą pracować.
a moze tak Bezwarunkowy Dochod Podstawowy?
za zmora:
http://wyborcza.pl/1,76842,14967407,Jaki_jest_rekord_glodowej_stawki_za_prace_na_godziny_.html
krotka piosenka o „mowi sie” placu:
https://www.youtube.com/watch?v=BxIDc9Ezm-4
Dzień dobry
Myślałem przez noc i doszedłem do wniosku, że ja to sobie mogę poszaleć genderowo. Białej rasy i tak już niewiele we mnie zostało, raptem jeden kosmyk na piersi, czyli do stracenia mam niewiele.
Więc się nie dziwcie, jak się znienacka przebiorę za dziewczynkę albo odwrotnie. Mnie, czarnej rasie, zanik białej rasy przez gendera zwisa jak kilo kitu.
Rysiu, wybij sobie z glowy „bezwarunkowy dochod podstrawowy”, bo nigdy juz na Ciebie nie zaglosuje.
Nie przejmuj się, Rysiu, tymi groźbami. Ja na Ciebie z lewackiej solidarności będę głosował, więc tak całkiem bez głosów nie zostaniesz.
Aspektami pracopłacowymi krówek teraz się, z braku czasu, nie zajmę, ale na Sanepid sobie w locie warknę i to zdrowo. Jak kierownictwo zakładu tak olewa przepisy sanitarne, to znaczy, że żadnej kontroli się nie boi.
ja sie bardzo przejmuje! tym bardziej, ze szkoda mi Heleny staran i grozb, zamiast „zainwestowac” czas w studiowanie tej kapitalistycznoliberalnej propozycji, wgraza mi, biednemu, nic niewinnemu, lewakowi
Rysiu, ale chyba się zgodzisz, że za określenie „dochód podstrawowy” Nagrodę im. Heleny trzeba Helenie przyznać natychmiast i to z przytupem.
Zaiste, coraz więcej ludzi ma dochód, który nawet na strawę nie starcza.
nagrode? koniecznie
Powiedzcie mi, dlaczego na takie kryminalne kretyństwo prokuratorski bat się nie znajdzie?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14969121,Cejrowski_nawoluje_do_palenia_teczy__Won_z_pederastami.html
Przecież ten złamas kutany publicznie nawołuje do czynów przestępczych, a wymiar sprawiedliwości buźki w kubeł, żeby przypadkiem nie zabulgotać.
Odsieciowuję się i idę polatać po terenie, może mi trochę pary ujdzie. Do potem.
Trudno się nie zgodzić z Żakowskim, tylko jak zapanować sensownie nad tymi polami?
I czy powinno panować? To mi się źle kojarzy.
Piszę o tym tekście, przepraszam, nie wyspałam się:
http://wyborcza.pl/1,75968,14968750,Poszly_konie_po_betonie.html?
Albo tu:
http://wyborcza.pl/1,75248,14968337,Naiwne_dzieci_internetu__Wierza__ze__gimnazjalne_dupeczki_.html#TRNajCzytSST
Wszyscy mówią o edukacji, ale nic z tego nie wynika. Czy gadaniem można wpwać na takie zachowania?
Czy to na temat?
https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/s720x720/1467415_10153463824590321_1125867264_n.jpg
Lagom, jak najbardziej na temat
Zapoznałem się z komunikatem Państwowej Komisji Wyborczej. W naszym kraju oficjalnie zarejestrowanych jest 75 partii
Co ciekawsze nazwy:
Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka;
Sztandar Matki Boskiej Licheńskiej Bolesnej Królowej Polski;
Europa Wolnych Ojczyzn – Partia Polska;
Lepsza Polska;
Związek Słowiański;
Unia Polskich Ugrupowań Monarchistycznych;
Polska Partia Imperium Słowiańskiego ” Razem”;
Elektorat;
Obrona Narodu Polskiego.
A mówią że nie ma na kogo głosować
Dzień dobry
Nisiu, my będziemy w Toruniu w środę. Ostatnio jadłam tu http://spaghetteria.eu/ i bardzo sobie chwalę
pada
za Lagomem:
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/1375186_671752922834808_1659567715_n.jpg
a pada i tak
Copada? Nicpada.
Z ostatniej chwili. Zgromadzenie kolibrów postanowiło:
W związku z plotkami bez związku z realem o padaniu
Kolibry
Dla zachowania spokoju i unikania prowokacji
Dziś nie siusiają.
Kolibry uwazaj:
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/p480x480/1240666_745155248843867_247268443_n.jpg
Bardzo toporne wyznanie. Wolę ideę kolibra Lenina wygłoszoną na zlocie „Dziób pod plombą”: towarzysze! trzeba się ruszać, żeby stać w miejscu!
A ja się dziś prawie cały dzień ruszałem i wcale nie stałem w miejscu. To jak to w końcu jest?
Helena wczoraj tak obsmarowała tego cesarza Wilusia, a przecież miał chłop również pozytywne cechy.
Jest na to nawet dowód fotograficzny. Cechy pozytywne po lewej:
http://www.hschamberlain.net/briefe/wilhelm1923.jpg
Krystyna Dąbrowska laureatką Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej za tomik ” Białe krzesła”
Krystyna Dąbrowska: wiersz z tomu „Białe krzesła”
Codzienność w poezji niech będzie jak białe
plastikowe krzesła pod Ścianą Płaczu.
To na nich, nie w ozdobnych fotelach,
modlą się starzy rabini,
czołami dotykając kamieni w murze.
Zwyczajne plastikowe krzesła –
wspinają się na nie kobiety i mężczyźni,
żeby siebie widzieć ponad dzielącą ich przegrodą.
I matka chłopca, który ma bar micwę,
wchodzi na krzesło i obsypuje cukierkami
syna żegnającego dzieciństwo.
Codzienność w poezji niech będzie jak te krzesła,
które znikają, żeby zrobić miejsce
dla tanecznego kręgu w szabatowy wieczór.
Bo nie umiesz ruszać tylko lewą
I laureat Łukasz Jarosz za tomik ” Pełna krew”
http://lukaszjarosz.com/poezje/pelna-krew/
Gdyby ktoś chciał wiedzieć, skąd mi się wziął trop pozytywów i negatywów, to proszę bardzo, stąd:
http://www.fronda.pl/a/czy-katolik-moze-sie-cieszyc-z-palenia-teczy-a-moze-to-grzech,32040.html
Przy myślowych wygibasach tego myśliciela, marksistowscy dialektycy to była grupa wiekowych pacjentów oddziału ortopedycznego, którzy mogą tylko leżeć i kwiczeć.
Irku, co tam taki laureat i taka „Pełna krew” wobec Rymkiewicza.
A jeszcze lepiej wobec posła PiS Mariusza-Oriona Jędryska, który do Rymkiewicza dopisał tfurczą kontynuację o wstrząsającym tytule „Komentarz do KRWI Rymkiewicza”. Treść i forma jeszcze bardziej wstrząsające:
Wykrzyczeć więcej niż myśl przyśni,
chwaląc oskarżać, bić pochwałą.
Czego nie myśli nikt, kto myśli
jak sprzedać krew – w niej Polskę całą.
Rozdrapać: nie dać zasnąć w gnoju
nim ciepłem usta, oczy, sklei.
Nie pytam czyje rękawiczki
– czyje pazury w nich siedzieli?
Pazury sa meskoosobowe? Siedzieli? Pazury siedzieli czy ja przestalem rozumiec mowe poetyckom?
Moje pazury siedzieli dzis w bardzo tlustym baleronie i taraz majom wyrzuty sumienia.
dobra wiadomosc Irku
Krystyna Dąbrowska
Miasto umarłych
Na sznurach rozciągniętych między nagrobkami
kobieta wiesza świeżo upraną bieliznę.
Podnosi ręce jak w niemym lamencie,
żeby przypiąć klamerką majtki czy koszulę.
Halki, prześcieradła tańczą wśród kamieni,
Wokół mauzolea, w których żyją ludzie:
sublokatorzy umarłych i stróże ich spokoju.
Wszędzie tupot dzieci,
grają w piłkę, groby to ich bramki.
Matka woła je na obiad, a jej głos
miesza się z trwającą w kaplicy modlitwą.
Słońce. Kurz pustyni. Bielizna schnie szybko,
wiejąc resztką wilgoci na cmentarną ziemię.
Przed drzwiami mauzoleów sąsiedzi przy herbacie,
spędzają popołudnia w skąpym cieniu grobów,
przywiązani do nich tak jak sznury z praniem.
Wole o pazurach, Rysiu.
A gdzieś Ty, Mordo, widział żeńskoosobowego pazura, hę?
Nie podważaj jenzykowych kąpetęcji posłety, bo namówi kumpli i uchwalą takie prawo, żeby Ci pazury utknęli w baleronie na ament.
Too late. Juz utknelli.
Biedny baleron.
Wybaczcie ignorantowi. Co znaczy OFM Cap u tego filozofa? Bo przypuszczam, że coś innego niż myślę?
Całkiem co innego, niż myślisz, Wodzu.
OFM Cap to jest małe capuccino.
W pełnym brzmieniu Ordo Fratrum Minorum Capucinorum.
Kocie, nie znasz się na poezji, tam chodzi o rym. Jakby było „siedziały”, to by musiało być coś podobnego, a nie „sklei”. Przecież nie ma słowa „sklały”. Jest inne na s, nawet pasuje w kontekście gnoju, ale chyba jednak się nie nadaje.
No proszę, jaki prostak ze mnie.
„czyje pazury w nich się dzieli” miało być, oczywiście. Nie zauważyliście, że rękawiczki rozdzielają palce, tak, że są już mniej razem, niż osobno?
Sioedzieli znacznie ladniej. obrazowiej. Siedza pazury i same sie ogryzaja. A wszystko przez tom Polske.
Z trzeciej strony, do „siedziały” też da się znaleźć parę fajnych rymów, np.:
Porysowane są kindżały –
czyje pazury w nich siedziały?
Z orbit wylazły prawie gały –
czyje pazury w nich siedziały?
Szponami zryte pastorały –
czyje pazury w nich siedziały?
A gdy obficie krwawi mały* –
czyje pazury w nim siedziały?
*”mały” oczywiście nie ten, którego Wódz ma na myśli, tylko pewien patryjotyczny osobnik niewielkiego wzrostu. Co zresztą w zasadzie na jedno wychodzi.
We mnie te pazury siedzą od rana. Tego posłetę ktoś wpisał na długo dyskutowane listy i ktoś go wybrał.
Ago, kuszące, ale nie. Zawyżasz poziom
Bobiku, Ty też
No dobra, to już zostanę przy prawdziwie polskich formach.
Na serce leją nam miód pszczeli
pazurzy, którzy w nich siedzieli.
Tak może być?
lejom
Lejom. Susznie. Wstydzili siem.
To formy wolskie
Do prawdziwie wolskich form zabraklo troche k..ew.
Nie wyrwie nam pazura z zupy
ni z baleronu moc dżenderu
bo póki Polska nie zginęła
my niesiem flagę pegieeru.
Do zupy każdy wiersz, niestety
i rymy jakieś w nim kibolskie,
kiedy pod czachą u poety
siedzą pazury z ziemi wolskiej.
My, prostacy, lubimy takie formy poecyckie.
Albośmy to jacy tacy, my prostacy?
No więc tak, posiedziałem 48 minut przy Janie Hartmanie, choć mam lepsze kotki do obgłaskania, ale jeśli powiecie, że nie, to ja rozumiem, bo czasami od słuchania głupich pytań rosną wampirze kuy.
Na mój dusiu! Ze jesteś, Bobicku, wiecnie młodym psem – to juz mi wiadomo. Ale ze ta młodość sięgo casów pona Jana z Czarnolasu – tego nie wiedziołek!
Ja może bym i cuś napisał,
lecz mi się nie chce
i mi zwisa…
Jednak się chyba zreflektuję
i coś słabego
zarymuję…
No więc, gdy Bóg rozumem dzielił,
nie wszyscy go w pazury wzięli…
Parafianie z Jasienicy mają coraz bardziej dość…
http://wyborcza.pl/1,75478,14974105,Parafianie_z_Jasienicy_pisza_do_papieza__Ratuj_nas.html
Pan Bóg nierychliwy, tylko na Terlique′a można liczyć…
Niezadługo papież do Lemańskiego pisać będzie z prośbą o interwencję u Hosera, żeby w Watykanie mu cenzurę znieśli chociaż chwilowo.
Siodemeczko, obejrzalam juz 54 odcinki Midsomer! Jakos bardzo dobrze mi to robi na wieczorne wyciszenie sie przed snem. Dzieki. Jeszcze ok. 30 do obejrzenia.
Nie samym rozumem czlowiek zyje.
Paszteciki (nalesnikowe) i barszcz czerwony, ktore dzisiaj serwowalam na obiad to moje drugie ulubione danie z barow mlecznych mojej mlodosci w Warszawie. Pierwsze to byly jajka sadzone z ziemniakami tluczonymi i ciapciasta marchewka.
Po pieknym cieplym week-endzie (15 stopni + slonce) dzisiaj przyszly huragany i snieg. Listopad!
Jutro do pracy mimo wszystko, bo dochodu podstawowego ani widu ani slychu.
sława Balmonta jak nagle się zaczęła, tak nagle przeminęła. […] zadecydowało jednak przede wszystkim to, że okazał się on gadatliwym, a także (przykro to powiedzieć) niemądrym poetą. Stało się wreszcie to, co często się staje z poetami, którzy są przewodnikami swego pokolenia […] Jego myśl poetycka okazała się bezmyślna, jego symbole stały się rozpaczliwie banalne, a uwielbiana przez ówczesnych czytelników muzyka jego wierszy zaczęła nudzić albo śmieszyć.
I w ten to sposób w roku 2001 w książce „Leśmian Encyklopedia” o rosyjskim poecie Balmoncie pisze polski poeta … wiem, że nie zgadniecie: Jarosław Marek Rymkiewicz.
Czy ja dziś wstałem przed Rysiem i Irkiem?
Eee, niemożliwe… Pewnie mi się tylko śni. A nawet jeśli to jawa, to i tak w nią nie uwierzę.
Owczareczku, moja młodość jest z bardzo elastycznego tworzywa. Daje się rozciągać i ściągać wedle potrzeb. To jest bardzo wygodne, bo przyciśnięty potrzebą mogę sięgnąć np. do czasów jury, kiedy potrzebuję orientacji prawnej, albo do kredy, jak mi się inne pisadła zepsują.
Demetrio, Pan B. ma w tej chwili inne pilne zajęcia. Tęczę musi zreperować, bo mu jakieś palanty uszkodziły.
Ciapciasta marchewka? Hmm… ja jeszcze rozumiem, że coś takiego może lubić Królik, ale jednak nie Pies.
Dzień dobry
Wspomóżcie nas wszyscy żołądkowi święci
Jedziemy na dobijanie dziobem, czyli gęsie obżarstwo, daleko od ciapciastej marchewki
Wstać Bobiku nie wstałeś
Dopiero teraz dopuszczono moje pazury do klawiatury
Dzień dobry
Nisiu, w Toruniu polecam Karczmę Spichrz, byłam tam niedawno, wyszłam zadowolona
http://www.spichrz.pl/?karczma,25
kawa z pazurem
Patrzcie, o ile jesteśmy lepsi od Michelina. On o tych wszystkich knajpach w Toruniu ani uchem, ani brzuchem nie słyszał.
Irku, nareszcie wiadomo, czyje pazury.
Choć nie jestem pewien, czy Morda nie zgłosi tu jakichś konkurencyjnych zastrzeżeń.
Dzień dobry!
Mordka ma prawo zgłosić zdanie odrębne
http://kotburger.pl/uimages/services/kotburger/i18n/pl_PL/201209/1347178632_by_mentor_500.jpg?1347178633
Jednak jest w tym Rymkiewiczu sporo z autoprofety…
Znowu się muszę na jakiś czas oddalić, bo obowiązki, tym razem partyjne (od „party”), wzywają.
Ale uważajta, uważajta. Duchem to ja tu cały czas będę.
Specjalnie dla Agi i mojej narzeczonej
, a Wszystkim na miły początek dnia.
http://www.youtube.com/watch?v=jhWQLV-S3js
http://www.cirquedusoleil.com/en/shows/europe/germany.aspx
A tu można sobie sprawdzić, gdzie będą w najbliższym czasie i najbliższej okolicy. Polski nie ma w planach.
Dzięki, Zmoro! Piękna piosenka.
Tam w lipcu był śmiertelny wypadek akrobatki, pierwszy od początku podobno.
W Jasienicy rzeczywiście stoi samochód z policją pod kosciołem w czasie mszy.
Kiedyś rano w niedzielę doszło tam do jakiejś awantury, szczegółów nie znam.
Na widok Owczarka serce mi się uśmiechnęło.
To wszystkim z mojego rana
http://www.youtube.com/watch?v=YOHCWSadPx0
Tu jest duuużo lepsza jakościowo ścieżka dźwiękowa. Strasznie to lubię
.
Cosik Was podejrzanie zamilkło. Czy to jeszcze głębokie posłetyckie przeżycia nie pozwalają żadnym innym tematom dojść do głosu?
Nie będę żadnych burd ani dyskusji wszczynał, tylko coś zabawnego podrzucę (trzeba koniecznie przeczytać komentarze).
Okej, uszanuję to.
Morda to najwyraźniej znał już wcześniej, ale się nie podzielił.
http://studioopinii.pl/cezary-bryka-wygralem/
Dziękuję, Zmoro.
Od dwóch dni jestem na kolejnym kocim dyżurze. W pracy się ze mnie śmieją, bo zaczęłam mówić „nasz kot” i nawet tego nie zauważyłam.
Wszystkie Koty są nasze.
A czy sam Kot już wyraził zdanie, kogo uważa za Personel Właściwy?
PW jest jednak moja siostra. Ja jestem personel no-dobra-może-być. Idę poudawać mysz pod gazetą.
Gdyby zalazł się tu ktoś tak niewyedukowany, że nie zna precyzyjnej definicji dobra i zła, to mam dla niego materiał edukacyjny, który wszelkie wątpliwości rozwiewa:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14976672,Dobry__czyli____religijny_i_pobozny__Zly__czyli_bezbozny_.html
Przy okazji, drogie dzieci, możecie napisać krótką rozprawkę na temat „Różnica między edukacją a indoktrynacją na podstawie lektury podręczników dla klas I-VI”.
Uslyszne w telewizji.
Prowadzacy programu, oprowadzajacy telewidzow po pieknej gotyckiej katedrze w Walii, zaczepia jakas pania i pyta czy czesto tu przychpdzi.
– Nie – odpowiada ta pani, – ale zawsze prowadze naszych gosci aby im te katedre pokazac. Zobaczylam ja pierwszy raz gdy mialam 10 lat, rodzice sie zatrzymali w drodze z Londynu aby ja zobaczyc, i od tego czasu bardzo ja lubie. Nie, zupelnie nie jestem wierzaca, ale jak juz tu jestem to zawsze zmawiam modlitwe. It′s… it is… almost… a matter of curtesy….
Bobik, co do tabelki z przymiotnikami to śmieszy, że z tej samej mentalności przynoszącej takie ćwiczenia bierze się też straszenie co u nas się stanie jak już Islam zwycięży.
A mnie w szkole nie uczyli pisać rozprawek, tylko wypracowania, więc nic nie napiszę!!!
Ha! Znakomicie! Forbes odszczekuje oszczerstwa:
http://www.forbes.pl/sprostowanie-dotyczace-artykulu-kadisz-za-milion-dolarow-,artykuly,166623,1,1.html
I przeprasza:
http://www.forbes.pl/oswiadczenie-forbes-w-sprawie-materialu-polski-zyd-oskarza-,artykuly,166626,1,1.html
A ile ludzi przeczytało i opowiedziało innym nieprawdę.
Na FB były całe afery z tego tytułu, jakby ktokolwiek złotówkę wpłacił na ratowanie, utrzymanie tego zrujnowanego dziedzictwa, głownie kirkutów.
Dzisiaj usłyszałam, że liczba członków wspólnoty religijnej żydowskiej to 4 tys. osób, a ze spisu powszechnego 8 tys. deklaruje się jako Żydzi, w tym 5 tys. również jako Polacy.
To tak na marginesie żeby uzmysłowić, kto ma ratować to wspólne dziedzictwo.
To jest bardzo wygodne, bo przyciśnięty potrzebą mogę sięgnąć np. do czasów jury, kiedy potrzebuję orientacji prawnej, albo do kredy, jak mi się inne pisadła zepsują
Ooo! To moze przy okazji podrózy w casie nojdzies, Bobicku, pierwszorzęd i drugorzęd? Bo ludzie, kie gwarzom o historii Ziemi, to ino o trzeciorzędzie i czwartorzędzie furt zbocowujom. A o pierwszorzędzie i drugorzędzie – ani słowa
Hej, Owczareczku, piknie, że jesteś!
A ludzi ?ilu′, nie ?ile′
Warto wyjaśnić hierarchom, żę dżenderowa choroba zaczęła sie w 1915 roku od Davida (no tak, z takim imieniem) Hilberta, gdy domagał się na Uniwersytecie w Getyndze, by zatrudniono Emmę Noether – i powiedział: „Meine Herren, der Senaat is doch keine Badeanstalt”.
Albowiem zacni profesorowie słuszne obstrukcje czynili, że jak mieli się czuć wracający z frontu na uniwersytet mężczyźni, zmuszeni do usadzenia się w salach u stóp kobiety.
Wprawdzie mężczyźni nie tak szybko wrócili na uczelnię (i bynajmniej nie wszyscy), ale na wszelki wypadek nie zatrudniono jej.
Dobry wieczór Koszyczku,
Siódemeczko, obie formy poprawne, „ilu ludzi” bardziej staranna
Przy okazji, drogie dzieci, możecie napisać krótką rozprawkę na temat „Różnica między edukacją a indoktrynacją na podstawie lektury podręczników dla klas I-VI
A czy może być praca plastyczna? Bo Zosia, na lekcję religii, miała niedawno wykonać pracę ilustrującą stworzenie świata. Zapomniała o zadaniu, więc zrobiła w pięć minut, w szkolnej świetlicy. Praca przedstawiała Wielki Wybuch
Nie ma sprawy. Owcarku, znalazłem. Z tym że pierwszorzęd nie jest czasowy, a miejscowy – znajduje się wszędzie tam, gdzie podają pierwszorzędne befsztyki. A drugorzędu najłatwiej szukać w kulturze – drugorzędne dzieła literackie, filmy, wystawy, itd.
Mogłoby się wydawać, że problemy zaczynają się przy piąto- czy szóstorzędzie, ale to też nie jest takie znów trudne. W każdym kinie czy teatrze tego towaru od groma.
Może być praca plastyczna, Vesper, można też temat zatańczyć lub zaśpiewać, albo wyrzeźbić z mydła. Szczenięcej kreatywności nie będziemy tu stawiać żadnych granic, howgh!
Andsolu, Magdalena Środa twierdzi, że pierwszym dżenderystą był Jezus. To chyba musiało być nieco przed 1915 rokiem.
Zosia sie doigra.
Musowo. W teokracji nie ma groźniejszej przypadłości niż racjonalność.
Zosia się doigra na wielu polach, Heleno. Niedawno czekała na nauczycielkę przed zajęciami indywidualnymi, ale pani się spóźniała. Zosia postanowiła więc wrócić do świetlicy. Spotkała panią na schodach. Pani zapytała, dokąd Zosia idzie, na co Zosia odparła: „do świetlicy, czekałam już tak długo, że osiągnęłam limit cierpliwości”. I sobie poszła.
Innym razem pani poleciła dzieciom namalować pracę o jesieni. Dzieci malowały kasztany, żołędzie, żółte liście. A Zosia namalowała smoka. Bo Zosia ma ostatnio fiksację na smoki i zawsze maluje smoki. Pani na to, że praca miała być o jesieni. A Zosia, że owszem, to jest jak najbardziej praca o jesieni, bo te smoki przylatują do nas właśnie jesienią
Aha, bo one dmuchają w kaloryfery…
Lubię Zosię!
Dzień dobry
kawa
Dzień dobry
Wypijam kawę przytulony do kaloryfera, nadmuchanego przez jesienne smoki, bo ranek taki chłodny, że nawet w domu się to czuje. A kozie rano pracować się nie chce, dopiero na popołudniową szychtę się zgadza.
Zrobiłem przed chwilą literówkę, którą w korektorskim odruchu od razu poprawiłem, a może niepotrzebnie, bo miałbym dużą szansę na Nagrodę. Napisałem „wypijam jawę” i niewątpliwie coś w tym jest.
Oj, Bobiku, nie wypijaj jawy, bo Cię brzuch rozboli
.
Ja wychodze, a Wy trzymajta za mnie kciuki.
Zostawiam Was z moja ulubiona klawiszka wiezienna, Sam Bayley, ktora jest moja tegoroczna faworyta (obok grupy Rough Copy), najstarsza (35 lat) z calej pozostajacej siodemki. Przygptowuje ja do wystepow Sharon Osborne (zona Ozzy′ego O):
http://www.youtube.com/watch?v=GllreYuqRmI
Za późno, Zmoro. Już rozbolał.
A rozbolał, bo zalazłem kolejne materiały do zadanej wczoraj rozprawki. Burmistrz Goleniowa postanowił – bez pytania kogokolwiek – zawierzyć swoją gminę Chrystusowi, zamówił w tym celu mszę, a zagadnięty o to odparł mniej więcej „proszę się ode mnie odpinkwolić, to jest moja prywatna sprawa”, następnie zaś wyjaśnił, jakie są jego motywacje: Bo głęboko wierzę w konieczność stwarzania dobra. Modlę się o pomyślność, spokój, harmonię i inną jakość życia publicznego. O to, żeby nasza gmina fajnie się rozwijała.
Jak widać, nauka już od dawna nie idzie w las. Dobro to jest kościółek, aniołek, paciorek i państwo wyznaniowe, a zło… nie chcę Was martwić, Kochani, ale złem jesteśmy tu wszyscy, jak jeden mąż, jedna żona i jeden pies. Bo nawet katolik, ale niekruchtowy, w szkolnej i ultrasowskiej definicji dobra się nie zmieści.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14979288,Burmistrz_Goleniowa_zawierzy_gmine_Chrystusowi_Krolowi.html
Kciuki, kciuki… gdzie ja mam te cholerne kciuki? O, znalazłem. Trzymam.
Też czymam.
Skutki są zawsze odwrotne od zamierzonych. Mam na myśli Goleniów.
Mozna tymczasem kciuki puscic, chyba , ze ktros woli czymac az przyjda wyniki. Wtedy pownien czymac jeszcze z tydzien lub dluzej.
Ten z SLD, jest równie śmieszny.
Miał pytać o zgodę radę gminy, czy chcą zawierzenia Goleniowa?
Dobrze, Helenko, że poszłaś.
To ja mogę na przemian czymać przy czytaniu i puszczać przy pusaniu, tfu, pisaniu. W ten sposób może uda mi się połączyć skuteczność z wygodą.
Mam poczucie, że jako zwierzę polityczne powinienem się emocjonować dzisiejszą rekonstrukcją rządu, ale co poradzę – jakoś to po mnie spływa. Zupełnie nie mam przekonania, że te zmiany rzeczywiście coś zmienią. Chyba kolejny raz w życiu straciłem wiarę.
Ta superministra Bieńkowska zbiera znakomite opinie, może czas na premierkę.
Jesli bedzie choc przez moment zagrazala Tuskowi, on ja rozdepcze. Jak Schetyne.
Eee, Schetyna to dziwny człowiek, pokątnie obniżał zaufanie do Platformy.
Ja od dawna nie przepadam za nim i od dawna się zastanawiam, czy on sobie wyobraża, że będzie tak samo popularny jak Tusk.
Myślę o czasach, kiedy Tusk cieszył się powszechną sympatią.
Podoba mi sie nominacja Leny Kolarskiej, ktora mi sie od wielu lat bardzo podoba. Bywala u nas czestym gosciem w programach, podobnie jak jej maz Chris Bobinski, swietny dziennikarz z Financial Timesa. Nie przypuszczalabym, ze kiedykolwiek zgodzi sie wejsc do rzadu.
No, nie! Bienkowska: „Nasze przedsiębiorstwa muszą przestać konkurować tanią siłą roboczą…”
Pewnie. Niech Chiny konkuruja.
Spotkalem smoka, smutny siedzial na lawce, S-Bahn mu uciekl,
stracil cierpliwosc na dalsze czekanie i para zamiast w kaloryfery
poszla w nicos. Bywa, powiedzialem, dalem mu szeleszczaca,
niech ma.
mokro, zimno, brrrr……..
duza, bardzo czarna, herbata i………
„Tej niedzieli, ktorej poszedl do kosciola, dawali komunie, a u baptystow chleb to chleb, ale wino to sok winogronowy. ?Co to ma byc, do cholery? – zawolal (…). -Jak to jest krew Baranka, to chyba mial anemie?.”
Gdybyscie mieli okazje obejrzec program BBC ze Stephenem Fry′em jezdzacym po swiecie i rozmawiajacym z najwieklszymi politycznymi homofobami swiata, to bardzo namawiam. Najbarzdiej mi sie podobala rozmowa z brazylijskim politykiem katrolickim, ktory sprzeciwia sie wprowadzaniu programu nauczania szkolnego w ktorym kladzie sie duzy nacisk na roiwnosc gejow w spoleczenstwie. Polityk (zapomnialam nazwiska) wypowiada tam takie slowa do swego rozmowcy, geja Fry′a, ze „my, Brayzlijczycy zwyczajnie pedalow nie lubimy. mozemy ich tolerowac, ale niech nikt nas nie namawia do lubienia”. A potem dodaje, ze „oni zawsze klamia jak mowia o swoich rzekomych przesladowaniach”. W tym momencie Fry nie wytrzymuje psychcznie i powiada: Panie posle, radze panu aby pan natychmiast sie zamknal, bo tu telewija filmuje i dziesiatki milionow ludzi na calym swiecie zobaczy , ze jest pan nieukiem i debilem…”
Naprawde bardzo entertaining, jak wszystko co Stephen Fry robi.
o kapitalistycznoliberalnym projekcie:
http://www.nytimes.com/2013/11/17/magazine/switzerlands-proposal-to-pay-people-for-being-alive.html?pagewanted=all&_r=0
i to:
http://www.economist.com/blogs/democracyinamerica/2013/11/government-guaranteed-basic-income
pomysl na szarosc za oknem? dobra zupa pomidorowa
pstryk
Nie istnieje taki zwierz jak „dobra zupa pomidorowa”. Wszystkie pomidorowe, a zwlaszcza takie z ryzem, sa fuj.
Ale moge sie mylic. Kiedys w bardzo wczesnej mlodosci mialam boyfrienda, ktopry chcial mnie nakarmic w jakims barze w Otwocku, gdzie akurat wystepowal. Przezywalam wtedy okropny glod, ale wzbranialam sie i certolilam jak przystalo na dobrze wychowana i dumna panienke. I wtedy on powiedzial patrzac w karte dan: Na pierwsze bedzie zupa pomidorowa z ryzem, bo wszyscy lubia pomidorowa…
Strasznie sie zdziwilam, ale zjadlam z wielkim apetytem. To byla chyba ostatnia pomodorowa, ktora jadlam.
Ale sok pomidorowy rozweselkony sola selerowa, kropla tabasco, paroma kroplami cytryny oraz łuster-sosem, w dowolnych ilosciach, Troche wodki w tym soku tez jeszcze go nie zepsulo. Taki zas bez wodki, ale z innymi dodatkami nosi nazwe Virgin Mary.
Oj, bo tu mi się tolerancja może skończyć. Zamach na zupę pomidorową odbieram bardzo osobiście!
Fakt, że pomidorówki barowe i stołówkowe to są na ogół ścierkówki i psują przyzwoitym zupom opinię. Ale uczciwa, domowa pomidorowa, choćby i z koncentratu, to jedno z najlepszych szybkich (w 10 minut gotowych) dań, jakie istnieją.
I jak dobrze można do pomidorowej wykorzystać resztę ryżu czy makaronu, z którą inaczej żywcem nie byłoby co zrobić.
No więc, po zastanowieniu, Bieńkowska i Kolarska-Bobińska na plus, Kluzik-Rostkowska na minus, w linii męskiej sam nie wiem, zaczekam.
Daczego nie wyleciał Arłukowicz, to chyba najmędrsi Indianie nie wiedzą.
Powołanie ministra środowiska po to, żeby przyspieszał wydobycie z głupków, a opóźniał decyzje wynikające z konieczności ochrony klimatu, to jest dla mnie durnota i chryja, ale krajowych komentatorów chyba niewiele to przejmuje.
Uff, teraz już nikt mi nie może zarzucić, że nie zauważyłem tak ważnego politycznego wydarzenia, jak zmiana wystroju gabinetów.
Stephen Fry, Jair Bolsonaro i homofobia brazylijska.
Tutaj jest 13minutowy filmik, w którym Fry rozmawia z tym posłem (federalnym, czyli deputado federal).
Próba senatora z partii PT (tej od Dilmy) Paulo Paim, by zmienić prawo o dyskryminacji, polega na włączeniu dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej do tekstu, gdzie jest mowa o dyskryminacji rasowej ? a za dyskryminację rasową, jeśli udowodnioną, jest się w Brazylii aresztowanym, bez prawa zawieszenia czy grzywny czy czegokolwiek.
Póki trwa walka o to, przechodzą w różnych stanach (oraz w Distrito Federal) prawa bardziej ograniczone ale sprawne, zakazujące dyskryminacji na tle homofobii w handlu. w administracji czy w okolicznościach niby określonych, ale dających dość daleko idącą protekcję w tej dziedzinie.
Nawiasem, równouprawnienie finansowe (prawa podatkowe) istniej już chyba od 15 lat, widzę w wypełnianych zeznaniach podatkowych, że mowa jest o wspólnym gospodarstwie z towarzyszem czy towarzyszką życia lub w małżeństwie.
Z powodu prawa przeciw rasizmowi, Jair Bolsonaro, kapitan rezerwy, nie otwiera buzi przeciw Czarnym, ale jest przeciw zakazowi bicia dzieci (bo stłuczenie dziecka broni je przed miękkością i homoseksualizmem), przeciw ochronie służących domowych ? posłance, która przedłożyła ongiś to prawo publicznie oświadczył, że nie zgwałci jej, bo ona nie zasługuje na to przeciw równouprawnieniu osób homoseksualnych w służbie wojskowej (bo to „zmusi wojskowych do stawania się gejami”) itp, itd. Wiele razy wnoszono o zawieszenie jego immunitetu, koledzy z dolnej izby parlamentu go bronią. Nawet było tak w roku 1999 gdy w tv oznajmił, że w czasie dyktatury powinno się rozstrzelać z 30 tysięcy degeneratów („corruptos”), poczynając od prezydenta Fernando Henrique, i byłoby to wielką korzyścią dla Narodu. No i jest jest już szósty raz wybrany na posła, tym razem ze 120 tys. głosów, jedenasty w stanie Rio de Janeiro. Nawiasem, jest po ostatniej zmianie w szóstej kolejnej partii politycznej. Zawsze wysoko niesie flagę powrotu do kary śmierci.
No więc są tu i takie zwierzęta egzotyczne.
Ale może Fry miał rozmowę i z innym politykiem, bo tu nie ma owych cytowanych przez Helenę słów.
Owszem, to jest ten fragment, ale cytowany kawalek, w ktroym Bolsonaro mowi, ze homoseksualisci zawsze klamia, a Fry traci cierpoliwosc i mowi, zeby zanknal sie bo dziesiatki milionow ludzi zobaczy go w progranmie i uzna za nieuka i debila WYLECIAL! Czy moglo byc tak, ze Bolsonaro sie nie zgodzil na ten cytat z siebie w wersji bryazylijskiej?
TYm cytatem konczylo sie spotkanie z politykiem, juz chyba po rechocie.
Zabraklo jeszcze jednego fragmentu – w ktorym Fry tlumaczy, ze Bolsonaro jest nie tylko politykiem, ale takze ksztalci sie na ksiedza i przygotowuje do swiecen kaplanskich. To tez jakby wylecialo.
Ciekawy tez fragment o Indiach. Fry twierdzi, ze homofobia (mniejsza niz w Europie, ale wystepujaca) w tym kraju jest residue pokolnialnym i zjawiskiem raczej zwiazanym z chrzescijanstwem niz hinduizmem. Religia rodzima dopuszcza homoseksualizm i nie robi z tego wielkiej sprawy. Kama Sutra ma rodzialy poswiecone stosunkom homoseksualnym oby plci.
Bobiku, tak jak zgadzam się z Tobą w sprawie obrony pomidorowej przed antypomidorystami (szczególnie, kiedy zrobimy pomidorową na bazie cukinii), mam całkiem przeciwne zdanie w sprawie zadań ministra od środowiska. Kolejność jest bardzo dobra, najpierw znajdźmy i wyciągnijmy gaz, a potem możemy rozmawiać o szczegółach z bandą szantażystów, powołujących się na dobro Matki Ziemi.
Ja naleze do partii szantazystow.
I antypomidorystów.
Ale tylko jesli chodzi o zupe.
pomidorowa byla WSPANIALA
bywaja takie sklepy
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/1240419_10151838609760250_593933329_n.jpg
herbata
herbata
pstrak
Rysiu, a o powietrzu też jest jakiś napis?
Helena, co do tego, że Bolsonaro […] takze ksztalci sie na ksiedza i przygotowuje do swiecen kaplanskich[, coś tu nie gra. Jair „wybrał” w latach 90tych swoją żonę na radną w mieście Rio de Janeiro (potem 17letniego syna na radnego, kończył 18 lat przed objęciem urzędu) i rozwiódł się z nią, bo głosowała nie tak, jak on kazał, i teraz jest w kolejnym małżeństwie, choć publicznie oznajmia, że jest katolikiem i przeczytał całą Biblię. Więc może był i jakiś inny wywiad Fry′a w Brazylii?
Nie, byl tylko ten i z matka tego zadreczpnegp chlopca.
Zastanawiam sie jeszcze nad czyms. Z ktorego roku byl ten program i czy nie byla to jakas powtorka (choc nadana wczoraj w prime time)? Mnie sie ostatnio zdarzalo wiodzioec jakies programy, co myslalam, ze byly nowe, ale byly sprzed paru lat.
I czy nie nadano czasem jakiejs niepoprawionej wersji? Nie „wyedytowanej”?
Bo z cala pewnoscia byly te fragmenty o ktorych mowie.
Skoro istnieje juz wersja na Brazylie, to wskazywaloiby to, ze to co widzialam, bylo juz co jajmniej raz nadane.
Zaraz sprpobuje to sprawdzic.
Andsolu, jak po sklepach będą chodzić bojówki ściągające opłaty za korzystanie z powietrza, to mogą się pojawić takie napisy o powietrzu. Może w Brazylii ten problem szczęśliwie nie jest znany, u nas chodzą i łupią za muzykę. To ma podobno jakiś związek z prawami autorskimi.
Ja też szantażysta. Trudno, Wodzu, będziemy się musieli kochać nie tylko dzięki podobieństwom, ale i mimo różnic.
Na wszelki wypadek szybko wrzuciłem do piekarnika sporą porcję bułeczek z różą, żeby w razie ataku dzidą coś mieć na swoją obronę.
Zupę pomidorową trzeba umieć robić. Jak nie bierze się do tego patałach, to jest pychota.
Lubię też zupę rybną w wersji pomidorowej.
A przyprawą, która mi bardzo pasuje do pomidorówki (bez ryżu! bez makaronu! zupa-krem), jest zielony pieprz w ziarenkach.
Podobnie jak czerwony pieprz w ziarenkach idealnie pasuje do zupy z dyni.
Mniam.
OK. Juz wiem wszystko. To jest program zrpbiony w tym roku i trwa niecala godzine:
http://www.youtube.com/watch?v=tc19KxerK7U
Przygptowuje sie do zostania ksiedzem, nie brazylijski politryk, tylko pteresburski , nijaki Milinow, steraszna kreatura. I to z nim w rozmowie, a nie z Brazylijczykiem padaja te slowa, aby zamilk bo robi z siebie najwiekszego idiote dla dzioesiatek tysiecy telewidzow w swiecie.
Ten fragmenyt jest tez jest do oddzielnego odsluchania.. Zaraz go dam. Absolutnie warto odsluchac, bo mowi jak za przeprpszeniem nasi biskupi, toczka w toczke.
Tu jest milutki Milonov:
http://www.youtube.com/watch?v=HtCx45DE3QM
Szkoda, ze nie dali jeszcze minuty czy dwie z tej rozmpwy.
Zupa pomidorowa w wersji rybnej nazywa sie bujabeza i jest to juz kompletnie innna zupa!
Ale chyba dawny boyfriend mial racje, ze wszyscy kochaja pomidorowa. Procz mnie.
Przypomnialo mi sie, ze jadlam jednak pare lat temu pomidorowa – zaproszona na kolacje w gronie innych osob. Pani domu byla weganka, nie pozwalala palic nawet na korytarzu, kazala zdejmowac buty, i nieustannie wychwalala weganska kuchnie. i to co pdala w wersji pomidorowej moze sie przysnic jako nocny koszmar. W niej plywaly jeszcze jakies kawalki, komplerie rozgotrowane. Kazala nam zgadywac przepis. Potem oglosila z tryumfem, ze jest to zagrzany sok wielojarzynowy, a kawalki jakiejs mazi to tofu.
Obok mnie siedzial przy stole 8-letni Danielek Krajewski, ktpry zachowywal sie tak meznie, tak dzielnie, choc wiedzialam , ze mu tp przez gardlo nie moze przejsc. Mrugalismy do siebie porozumiewawczo i szturchalismy sie pod stolem..
Byl stuprocentowym dzentelmenem. Ja nadludzkim wysilkiem woli staralam sie usmiechac i wydawac zachwycone pomruki.
Pomidory właściwie w każdej postaci są pyszne (o ile ich ktoś niewłaściwym przyrządzeniem nie spieprzy). Surowe, gotowane, pieczone, suszone, jako zupa, jako sos, jako pasta, jako krwawa Mańka… Gdybym musiał przez miesiąc ograniczyć się do jednej jedynej jarzyny, to chyba właśnie pomidory bym wybrał.
Bujabeza to jest z owocami morza. Wrrr. Trefne.
Niestety będę musiał wnieść do sądu sprawę przeciw Helenie o zranienie moich pomidorowozupnych uczuć. Do pełnej zbrodni brakuje tylko zaatakowania zup ogórkowych.
E, jeszcze gorszy byłby bezprzykładny atak na jarzynówkę, który mógłby równocześnie urazić marchewkowców, selerowców, cebulowców, kalafiorowców, nosicieli porów, kapuściane głowy…
Są jeszcze kiszone pomidory. Przysmak kuchni kresowej
I są zielone pomidory w occie, przysmak nie wiem dokładnie jaki, ale dobry.
Kiszone pomidory robimy w tym domu, choc ostatnimi laty nie bylo takiej potrzeby, gdyz mamy niezly sklep rosyjski pod bokiem, ktpry ma kiszone pomidory z kilku firm – najlepsze robione przez niemiecka firme w Bulgarii na rynek rosyjski – „beczkowe” lub po chersonsku badz z chili. Zastanawiam sie czy niecheci do klasycznej polkskiej pomidorowej nie wynioslam z domu, gdzie pomidorowa nigdy robiona nie byla, za to ceniony byl nadzwyczajnie sok pomidorowy.
Ogolnie to tak za zupami nie przepadamy w tym domu, choc jest pare ulubionych: barszcz a la Audrey ( z bialym winem), grzybowa, zurek, i owszem ogorkowa tez a la mama Elzuni de K ( dwie puszki cream of tomato Campbella, starty kiszony ogorek, duzo pietruszki – voila!).
No i przepadamy za wszelkiego rodzaju chlodnikami (byle nie owocowymi): litewski, okroszka (na piwie) , gazpacho, migdalowo-czosnkowo -winogronowe ajo blanco.
Chlodniki w dowolnej ilosci. Nie ma zup lepszych niz chlodniki ze swiezymi jarzynami.
POmidory konserwowane nie umywaja sie do zakiszonych z duza iloscia swiezergo selera. Moga byc zielone, moga byc rozowe, albo moga byc czerwone.
Na Ukarinie baby wraz z pomidorami w beczce kisily czesto grubo pokrojone skorupy arbuzowe, ktore po ukiszeniu mialy cudny winny smak. Takie sie kupowalo tylko na bazarze, podobnie jak kiszone zielone jablka, antioowki kiszone wraz z kapusta w glowkach. Ale beczka musiala byc debowa, ppodobnie jak do ogorkow, najlepoiej po gruzinskim winie. A zawartosc obciazona wygotowanym kamieniem na wieczku beczki. Wieko wchodzilo do srodka beczki. Wtedy jarzyny i owoce zostawaly twarde przez cala zime i mialy charakterystyczny rozpoznawalny posmak „debowy”.
Jeżeli grzybowa to na gąskach zielonych i żeberkach. Dorzucam grochówkę na wędzonce z dużą ilością majeranku i barszcz czerwony z kołdunami
Heleno,na lubelskim targu można na bieżąco kupić kiszone pomidory razem z kiszonymi jabłkami.
Pokłócę się z Irkiem.
Grzybowa wyłącznie na suszonych podgrzybkach. Z makaronem sojowym.
Kiszone jak kiszone, ale włoskie suszone pomidory mogę zajadać tak po prostu, jak suszone śliwki.
A zupy uwielbiam.
Grzybowej na gąskach nie jadłam, ale coś mam wrażenie, że grzybowych może być wiele różnych pysznych. Tyle, ile jest grzybów.
Jasne, że na podgrzybkach (prawdziwki też OK), ale jaki znowu makaron sojowy?
Grzanki albo lane ciasto.
A ogórkowa (he, he! ogórkowa!) na jakichś pomidorach Campbella to jest po prostu narodowa zdrada i podstępny cios w brzozę!
Ogórki do ogórkowej, pomidory do pomidorowej, a pasta do zębów!
U mnie w domu je się z ziemniakami. Kiedy zaczęłam ograniczać ziemniaki, dodałam do grzybowej makaron sojowy. Pomidorową też z nim robię.
Och moglabym o zupach napisac ksiazke. Pomidorowa wlaczylam do ukochanego zestawu dopiero kilka lat temu. Trzyma sie teraz mocno. Przepis przy okazji. Pomidorowe mojej mlodosci byly kwasne od koncentratu i kwasnej smietany, a ryz byl mazisty i gorzki. Nie dziwie sie, ze mozna bylo tej zupy nie lubic. Choc wiadomo, ze ludzkosc dzieli sie na tych co lubia rosol i tych co wola pomidorowa. Ja zawsze wybiore rosol, do ktorego dzisiaj dodalam troche pulpecikow z kurczaka a parmezanem, garsc szpinaku, i garsc wegierskich zacierek. Voila! Obiad gotowy.
Grzybowa z prawdziwkiem, makaronem i koniecznie bez miesa.
Najlepsze suszone pomidory (a porównanie mam duuuże) są u naszego lokalnego rzekomego Turka, który udaje Greka, a tak naprawdę jest Irakijczykiem.
Ale pomidory ma niekłamanej wspanałości, marynowane w oliwie, z czosnkiem i ziołami. Oliwki też są u niego genialne, i dolma (zawijańce w liściach winogronowych), i różne pasty do chleba…
No i znowu zgłodniałem.
OK, ENOUGH.
Lece naprzecowko po suszone pomidpory – zanim mi zamkna sklep!
Wyjątkowo udana gra w pomidora.
Eeetam, jakie koncentraty? A po co pod koniec lata kupowało się wielkie skrzynie pomidorów? Żeby zrobić przeciery w butelkach, które później stały w wielkiej szafie w piwnicy.
Butelki miały porcelanowe kapturki z gumową uszczelką na grubym drucie i były po napełnienniu gotowane w wielkim garze z dnem wyłożonym gazetą.
Starczało do następnych pomidorów, zupę jadło się często i była przepyszna. Do tego raczej kluski własnej roboty, też pyszne same w sobie.
Grzybowa z suszonych grzybów tylko z pęczakiem.
Z zielonych gąsek (mamo!) z piaskiem raczej grzanki najlepsze.
Kluzik-R moze sie jeszscze okazac najlepszym ministrem oswiaty jak dotad:
http://wyborcza.pl/1,75478,14987449,Pierwsze_deklaracje_nowej_szefowej_resortu_edukacji_.html
He, he, he, wiedziałam, że ci się spodoba.
Jasne. Dżenderówka. I warto sprawdzić czy nie obrzezana.
Dzień dobry
kawa na grzybach
Ago, zupa na suszonych podgrzybkach jest zupą o smaku grzybowym a nie grzybową
Dzień dobry
A może by tak… na ryby?
A jak się w zupę rybną zaplątają te frućki dyć marne, to nie szkodzi, tyż się zji. Za siebie i za Kierownictwo.
Jak dalej przy zupach jesteśmy – u nas w domu zupy lubi się szalenie, a chyba najbardziej jedną, pt. „ubrałem się w com ta miał”. Ma ta zupa tylko jedną wadę – jest niepowtarzalna. Już ileś razy obiecywałem sobie, że jakieś niebywale trafione dzieło przypadku zapamiętam i zrobię raz jeszcze, ale guzik, nigdy mi się to nie udało.
Zawsze następnym razem jest jakiś inny zestaw resztek do wykorzystania i wpuszczam się w kolejną wielką improwizację.
Ja też z gotowania najbardziej lubię improwizacje i eksperymenty. Rodzina mniej
Moja rodzina eksperymenty wprawdzie przyjmuje radośnie (zazwyczaj), ale i tak nie mam najmniejszych szans, żeby zadowolenie z obiadu było ogólne i pełne. Bo jak pytam „co byście zjedli”, to z jednej strony pada odpowiedź „wszystko jedno, tylko żeby było dużo mięsa”, a z drugiej „wszystko jedno, tylko najlepiej bez mięsa”. Ponieważ za leniwy jestem, żeby gotować dla każdego z osobna, kończy się zwykle tak, że robię to, na co sam mam ochotę.
Dzien dobry,
Herbata ze smoczkiem (czy moze na odwrot)
Irku, wiersz Biale krzesla bardzo mily, choc wole by codziennosc byla jednak ladniejsza od tych plastykowych krzesel…
Grzybowa na prawdziwkach (suszonych) z lanymi kluskami to jest pomysl, bedzie na jutro.
Sa chwiole na eksperymentowanie i sa chwile na trzymanie sie klasyki. Jesli cos sie stalo klasyka do ktorej chcemy powracac, to pewnie z takiego powodu, ze okazalo sie miec nieprzymijajaca wartosc smakowa. Dopiero jak sie opanowalo klasyke to mozna sobie wprowadzac poprawki i improwizcaje. Troche to jak z muzyka czy malarstwem. Pierw warsztat. Potem indywidualizm i wlasne poszukiwania. Jak sie patrzy na obrazy, to sie zawsze wie czy malarz przerabial najpierw techniki. W koncu nawet Pollock zanim zaczal chlapac farba, malowal calkiem ladne „wczesne picassy”, ktore i dzis chetnie bym mial na scianie. A nie koniecznie te ktore znamy jako „pollocki”. Chociaz moze gdyby troche zmienil gabaryty, to bym sie zastanowil….
Lisku, czy to smoczek z tego wierszyka?
http://www.anikino.pl/dzieci.php?s=czytanki&id=49
Bobiku-jak na ryby to tylko z tylko z moim Osobistym Wędkarzem.On każdą propozycję w tym względzie przyjmie,
a nawet poszerzy,zmodyfikuje i udoskonali w oparciu o bieżące priorytety
Cieszę się,że u Bobika też zrobiło się kulinarnie i zupami zapachniało.Na listopad fasolowa na jakiejś aromatycznej wędzonce obowiązkowa.Rzecz jasna klasyczna,bez żadnych eksperymentów.Taką zupą pachnie regularnie u naszych sąsiadów,ale nie zostaliśmy,jak dotąd poczęstowani i jak znam życie oraz naszych sąsiadów,to nie zostaniemy
Mordko, to oczywista oczywistość, że budowanie zaczyna się od fundamentów, a nie od dachu. Ale możemy chyba milcząco założyć, iż w tut. Szanownym Gronie kulinarne fundamenta wszyscy mają już na tyle opanowane, że nie ma o czym gadać.
No, chyba że się akurat bardzo chce pogadać o klasyce.
Bobiku, to chyba jego wnuk
Witaj Danuśko.
Kulinariami pachnie tu dość często, no bo, co tu ukrywać, nie tylko dla Psów jest to jedna z treści życia.
Fasolową na wędzonce popieram, zwłaszcza w wersji blogowej, z którą miałbym bardzo mało zachodu – wędzonkę zjadam sam, a fasolę oddaję Kierowniczce i niech ona się urobi.
Wariat na wystepach zagranicznych:
http://wyborcza.pl/1,75478,14989415,Macierewicz_w_Ameryce__Nie_ma_dowodu_na_zamach__Putin.html
Poprawka: w Chicago chyba nie istnieje dzielnica nazywajaca sie Greenpoint.
Raz wymoczek pewien w barze
kawę sobie podać każe,
a barmanka doń pomyka:
czy pan Smoczek? Ten z wierszyka?
Co ta radość! Rzadko my tu
mamy takich celebrytów,
niebo dla mnie dziś łaskawe,
więc dam na koszt firmy kawę.
Tu wymoczek się zapłonił,
łapą drapnął się po skroni
i wykrzyknął: panno święta!
Wzięli mnie za prominenta!
Alem stwora prawdomówna,
fakty dla mnie to rzecz główna,
więc się przyznam, kurczę bladę –
tamtym Smoczkiem był mój dziadek,
a ja, mały, skromny żuczek,
to zaledwie jego wnuczek.
Wierszy o mnie nikt nie płodził,
w telewizji nie mam godzin,
nie obszczekał mnie Pudelek,
ludzkość o mnie wie niewiele,
więc by się ukarać za to,
sam zapłacę za macchiato.
Macierewicz, który się obcina przed powiedzeniem „całej prawdy” tak sam z siebie?
To niemożliwe! Ktoś/coś musi za tym stać. Może ogłosimy konkurs na najlepszą teorię spiskową?
Maciarewicz z jego wizja wielu wybuchow i diabolicznie nad cialami zabitych smiejacego sie Putina, zostanie z nami na wieki. Tak jak eksperci od UFO, czy zabojstwa JFK (jak film Olivera Stone′a) staja sie czescia mainstream. Dopoki jest tesknota za alternatywnym wyjasnienie, dotad takie wyjasnienia beda sie znajdowac.
Pozdrawiam blog (hej, hej, Danusko i lisku) i lece. Do po pracy!
Dzisiaj na obiad bedzie wczorajsza zupa, ale ta fasolowa bedzie za mna chodzic. I tyle jest odmian fasoli do wyboru!
Z wczorajszych zaległości: zapowiedź Kluzik-Rostkowskiej, że nie będzie matury z religii i 6-latki pójdą do szkoły, nie jest żadnym novum. Taki był przecież dotychczasowy kurs Platformy i na pewno nie miał szansy na ministerialne stanowisko ktoś, kto by go nie chciał kontynuować. Wic w tym, że dotychczasowe działania ministerstwa oświaty były dość chaotyczne i na zasadzie „że Stasiek, że koń, że drzewo”, nieogarniające całości systemu edukacyjnego, który właśnie w sposób systemowy należałoby zmieniać, a nie latać i łatać. I ja jakoś nie dowierzam, że K-R jest do takiego całościowego ogarnięcia zdolna, ale wcale się nie zmartwię, jeśli się okażę fałszywym prorokiem.
Zaraz, chwileczke , Bobik, chyba nie doczytales do konca tej wiadomosci o K-R, ktora mnie ucieszyla, Najwazniejsze wcale nie religia na swiadectwie maturalnym, ani szesciolatki – ona juz z tym nic nie zrobi, bo to juz postanowione.
Najwazniejsze zas jest, ze K-R zamierza wprowadzic autentyczna, jak sie wydaje, edukacje seksualna, czego jeszcze zadnemu z jej poprzednikow sie nie udalo.
Trzeba czytac do konca, a nie same naglowki, ktore w GW sa coraz glupsze, niestety.
Ja nie przeczytałem, Mordko?
To chyba Ty przeczytałeś ze sporą domieszką wishful thinkingu.
Bo cóż dokładnie powiedziała na temat edukacji seksualnej K-R (wytłuszczenia będą moje)?
Dzisiaj młody człowiek, jeżeli czerpie wiedzę o sferze seksualnej, to bierze ją z internetu w formie bardzo zwulgaryzowanej. Byłoby dobrze, gdyby to było uzupełnione o coś, co jest miękkie, ładne przyjemne i stanowi komplet informacji.
– Chciałabym, żeby człowiek, który wchodzi w dorosłe życie, był wyposażony w wiedzę, która pomoże mu uniknąć błędów takich jak niechciana ciąża. Dobra edukacja seksualna jest metodą na to, by tych błędów nie popełniać – zapowiedziała Kluzik-Rostkowska. Jednak jej zdaniem niekoniecznie zajęcia z edukacji seksualnej powinni prowadzić nauczyciele.
– Trzeba mieć propozycję, ale trzeba uszanować te rodziny, które mówią „nie”. Bardzo bym chciała się dowiedzieć za pomocą badań, skąd młodzież czerpie wiedzę na temat seksualności. Myślę, że można ich o to zapytać, przeprowadzić badania.
Pani ministra na początku autorytatywnie oświadcza, że wie, skąd młodzież czerpie wiedzę, a na końcu, że bardzo by się chciała tego dowiedzieć. Jej propozycja wiedzy o seksualności to „coś, co jest miękkie, ładne przyjemne” – może najlepszy byłby pluszowy miś, albo jakiś chomiczek? Celem edukacji nie ma być zresztą wiedza, tylko uniknięcie niechcianej ciąży, zatem pluszowy miś zamiast byłby jak najbardziej na miejscu. Lekcji nie muszą prowadzić nauczyciele, więc kto – hydraulicy? Rodzice? A może to taka chytra furtka dla katechetów? Ale w końcu i tak nie ma się co tymi propozycjami nadmiernie przejmować, bo jak rodziny sobie nawet chomiczka na lekcjach wychowania seksualnego nie będą życzyć, to trzeba będzie to uszanować i żadnych tam lekcji nie wprowadzać.
Mówiąc krócej: K-R kluczy, blabla i bredzi jak Piekarski, usiłując nie zająć żadnego konkretnego stanowiska i zostawić sobie wszystkie drzwi otwarte. Nie ma żadnej wizji edukacji seksualnej, a wyłącznie wizję swojej długiej i bezpiecznej kariery na ministerialnym stołku.
Rozumiem, Mordo, że możesz chcieć nowym ministrom dać pewien kredyt zaufania, ale ja bym na Twoim miejscu jednak dokładniej sprawdzał, czy mają chociaż minimalną zdolność kredytową.
Zara, zara. K-R mowi jakie zadania powinna spelniac szkola w zakresie wychowywania seksualnego. I nie ma nic zlego w tym by bylo to miekkie, ladne i przyjemne. Mowi jednoxzesnie o niezbednym pakiecie wiedzy.
Kto te lekcje powinien prowadzic, nauczyciel czy kto inny? Akurat jesli chodzi o JEDYNA LEKCJE SEKSUALNA jaka w zyciu miala moja Stara, to zostala ona poprowadzona nie przez nauczycielke (o „rozmnazaniu sie czlowieka” nuaczac miala moja Stara zona slynego preof. Ryszarda Bendera z KULu), lecz bardzo dobra pielegniarka w sanatorium w Rymanowie. I bardzo dobrze, ze pilegeniarka, a nie Pani Benderowa, ktorea w jej szkole byla postracia raczej komiczna i kiedy dopiero w maturalnej klasue pojawil sie w podreczniku higieny (!) rozdzial o rozmnazaniu czlowieka, Pani Benderowa oznajmila: ten rozdzial poiniemy, bo wy pewnie wiecie na ten temat wiecej od mnie…. .
Nie uwazam tez by lekcje wychowania seksualnego masialy odbywac sie wbrew tym rodzicom, ktprzy sa bardzo temu przeciowni. Takich jest z pewnoscia garstka, zas wiekszosc rodicpw, na mojego nosa, chetnie sceduje ten obowiazek na szkole.
I z pewnoscoa K-R ma racje mowiac ze wiekszosc dzisiejszych dzieci w Polsce czerpie wiedze o sprawawch seksualnych raczej z internetu. Pewnie czerpanie tej wiedzy z podworka i rozmow z rowiesnikami jest tylko troszke mniej niebezpieczne niz z intermetu.
Tak, dalbym jej kredyt zaufania co najmniej na pierwsze pol roku w resorcie. A potem sie okaze, Brzmi jednak juz teraz duzo lepiej niz brzmiala od samego poczatku pani Hall, o Szumilas wiem niewiele.
Zgodziłabym się z Bobikiem, że to zastrzeżenie o zgodzie rodziców jest nie do przyjęcia.
Albo się całą ofertę edukacyjną poddaje pod ocenę rodziców i tworzy wyspy dla dzieci uwzględniające poglądy rodziców, albo ma się wizję i wiedzę, jaką wiedzę będzie sikę przekazywać.
Żakowski w nowej Polityce piszę, że całe młode pokolenie to produkt wolnej Polski i trudno z nim się niezgodzić.
„Tę nacjonalistyczną zarazę wychowaliśmy wspólnym, trwającym ćwierć wieku wysiłkiem. Poczytajcie szkolne podręczniki historii. Jaki obraz się z nich dzieciom wyłania? Obraz wspaniałego narodu otoczonego przez morze wrogów, odwiecznie krzywdzących szlachetnych Polaków. Z zachodu napierają germańskie i nordyckie lutry. Ze wschodu prawosławna lub komunistyczna ciemnota. Z południowego wschodu dziki islam. A zewsząd zgnilizna.”
Może niekoniecznie zgodziłabym się z prostymi diagnozami, ale takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie, że polecę banalnym już cytatem.
Ojej, miazdzaca rozprawa ze swiezo mianowana minister/ministra, Bobiku.
Ja zauwazylam, miedzy innymi, ze zapowiedziala wieksze zainteresowanie nauczaniem etyki w szkolach. A co do planow nauczania o seksualnosci, to minister rzadu centroprawicowego bedzie przeciez odpowiednio lawirowac, i i tak wszystkich obywateli nie ucieszy (sa tacy, ktorym sama wzmianka o wychowaniu seksualnym w szkolach publicznych nie bedzie sie podobala, i tacy jak Ty, ktorzy chcieliby o wiele wiecej). W sumie wydaje mi sie to typowa ostrozna wypowiedzia zawodowego polityka, ktory zapowiada lagodne zmiany. Dla jednych szklanka bedzie do polowy pusta, dla innych do polowy pelna.
A ze politykow najbardziej interesuje zapobieganie niechcianej ciazy to mnie raczej nie dziwi, bo chca zapewne uniknac pozniejszego obciazania ewentualnymi kosztami podatnika (zakonczenie procesu edukacji mlodej matki, obnizenie jej perspektyw ekonomicznych, a wiec takze jej przyszlej zdolnosci podatkowej i finansowej samodzielnosci, etc.). Chec jak najdluzszego utrzymania wlasnych ministerialnych stolkow tez oczywiscie nalezy brac w rachube.
A figuratywne pluszowe misie to ja w ogole ostatnio w wielu miejscach dostrzegam. No i czy akurat ta polityczka nie specjalizowala sie juz przedtem w ocieplaniu wizerunkow?
Tymczasem do mnie tez wreszcie dolecialy smoki az z Pekinu – na nowym chinskim czajniczku. Udalo im sie nie stluc w tak dlugiej podrozy, i teraz patrza na mnie swoim zlotym, smoczym okiem. Wlasnie zdazylam rozpracowac, ze maja po piec pazurow, i ze to cos znaczy (podobnie jak ich kolor)..
O ilez to przyjemniejsze jednak niz analizy wypowiedzi politykow. Prawie tak dobre jak zupa pomidorowa (nieznajacym kuchni hinduskiej polecam wegetarianski rasam)!
Tamilska zupa rasam, ktpra byc moze i Stara by polubila, gdyby nie byla taka pracochlonna:
http://www.wikihow.com/Prepare-Rasam-in-Tamil-Nadu-Style
Jeszcze raz powtórzę, Mordko, że widzisz u K-R to, co chcesz widzieć, a nie to, co jest. Przeczytaj jeszcze raz, com napisał i zobacz, że ona nie mówi niczego przemyślanego, spójnego i konkretnego, tylko tak kręci, żeby wilk był syty, owca cała i z każdego zdania można się ewentualnie było wykręcić przy pomocy innego zdania.
W mojej rozciągliwej młodości też się edukowało „w tym temacie” głupio i źle albo wcale, ale wcale z tego powodu nie uważam, że choćby o pół centymetra lepiej to już będzie wielkie osiągnięcie. Świat od tego czasu zrobił kilka kilometrów. I co najgorsze, K-R to wie, ale udaje, że nie wie, bo się nie chce narazić ciemniakom, dla których seks to szatan we własnej osobie.
Że czasem nienauczyciel w jakimś zakresie potrafi kogoś wyedukować lepiej od nauczyciela? Prawda, zdarza się, ale chyba z tego powodu nie zażądamy oddania całej edukacji w ręce nienauczycieli. Że wielu rodziców może chętnie scedować wych. seks. na szkołę? Prawda, ale też wielu może powiedzieć (i na pewno pod wpływem KK powie) „a my sobie w ogóle nie życzymy”. Że młodzież w dużej mierze czerpie wiedzę o seksualności z internetu? Prawda, ale przecież K-R, też to mówiąc, za chwilę oświadcza, że ona nie wie, skąd młodzież czerpie i dopiero chciałaby się dowiedzieć. Nic mi się tu kupy nie trzyma.
No i – sorry, ale opowiadanie o doświadczeniach Starego Kota nijak się ma do tego, czego oczekiwałbym od wychowania seksualnego w XXI wieku.
Żadnego kredytu!
A mi najbardziej się podoba ten fragment.
Bardzo bym chciała się dowiedzieć za pomocą badań, skąd młodzież czerpie wiedzę na temat seksualności. Myślę, że można ich o to zapytać, przeprowadzić badania.
Już Instytut Badań Edukacyjnych się za to bierze, już rezerwuje pieniądze od Matki Unii, już szuka wykonawców. Wykonawcy się bardzo cieszą.
Takie badania sa wykonywane na calym swiecie.
Pamietam, ze w Polsce kiedys przeprowadzpono badania co o seksie wie polska mlodziez.
Mozna bylo pekac ze smiechu. Pod wareunbkiem oczywoscie ze sie nie bylo polska mlodzieza.
Moniko, chyba w tym właśnie rzeczy sedno, że dla mnie K-R wydaje się dbać wyłącznie o cieplutki wizerunek (i to raczej własny niż rządu), a jakakolwiek spójna wizja resortu i jego polityki jest dla niej rzeczą drugorzędną.
Ja rozumiem, że polityk rządzącej partii do jakiegoś stopnia musi lawirować i starać się zadowolić również przeciwników, ale właśnie „do jakiegoś stopnia”. Kiedy ktoś mnie zapewnia, że równocześnie zje ciastko i będzie je miał, to bez wahania odpowiadam – po kredyt proszę do kolegi .
Cudów się nie spodziewałem, to najlepszy sposób, żeby nie mieć na co dzień zdziwionej, rozczarowanej gęby. Na przykład nie spodziewałem się, że minister edukacji postara się trochę zmniejszyć napływ do szkół Skomplikowanych Formularzy, które nauczyciele wypełniają w wolnym czasie. Albo, kto w ogóle mógłby mieć taki pomysł, żeby korzystając z nadciągającego niżu, spróbował zmniejszyć klasy do rozsądnych rozmiarów, zamiast zwalniać masowo nauczycieli. O innych pomysłach na wykorzystanie zasobu ludzkiego nawet się nie zająknę, bo moglibyście uznać, że jest ze mną całkiem źle.
Zaraz widać, że Wódz z polską szkołą ma bliskie spotkania, może nawet drugiego stopnia.
Takich badan jest wiele, np
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23000558
No pewnie, Lisku.
Wymoczek przesliczny
No właśnie, takich badań jest wiele, więc rzucenie rrrewelacyjnym i odkrywczym pomysłem myślę, że można ich o to zapytać, przeprowadzić badania li tylko o niekompetencji pani ministry świadczy. Od początku chce parę wpuszczać w gwizdek.
Nie czepiam się zresztą tylko tego, tamtego czy owamtego szczegółu. Szczegóły na tym etapie mają prawo być niedopracowane. Czepiam się, że nijakiego ogólnego a sensownego pomysłu na edukację u K-R nie widzę.
Zadumalam sie ze smutkiem nad malymi Terlikami przyniesionymi przez bociana i znalezionymi pod krzakiem kapusty.
Kolejny maly meczennik jest w drodze, rozpowiada wszem i wobec Papa Terlik.
Mielismy przed laty taka pania Victorie, nazwiska nie pomne. Bylo jej pelno w mediach. Miala dziesiecioro dzieci trzymane ostro za mordki, zadnej tam edukacji seksualnej, zadnych srodkow antykoncepcyjnych. A w dodatrku Pani Victporia co rano wstawala switem i piekla chleb. No jak nie znienawidziec takiego babska?
I nagle – radosc zapanowala na Wyspach. Wielka radopsc: 16-letnia corka Pani Victorii zostala sfotografowana na plazy topless. Odetchnelismy wszyscy z ulga.
Badań jest pełno, na wszelkie tematy dotyczące szkół, zakończonych i w toku, że o planowanych nie wspomnę. To są bardzo rzetelne badania, z bardzo rzeczowymi wnioskami. I znów, gdybym miał inne oczekiwania, to byłbym bardzo zdziwiony, że tych kilometrów szaf w ministerstwie nikt nie otwiera po uregulowaniu faktury.
Kto wie, czy taki topless nie gorszy od niechcianej ciąży. Nie da się go naprawić szybkim ślubem.
U nas można kupić za 150 złotych maszynę, która przez noc upiecze chleb. Dziki ten kraj na Wyspach, że trzeba robić panią Victorią.
Po zastanowieniu: a może to jest grzeszna maszyna?
Nie wiem, czy się chociaż częściowo nie nawrócę na cynizm. Sądząc po Wodzu, jest to bardzo skuteczna profilaktyka wrzodów żołądka.
Może mi się szczególnie przydać za rok, kiedy ministerówką oświaty zostanie Pawłowicz.
OK, Bobik. Zgodzmy sie zatem, ze nasze opinie o pani K-L diametralnie sie rozchodza. Nie wspomne nawet o tym, ze badania takie w krajach gdzie edukacja seksualna w szkolach wystepuje moga sie zasadniczo roznic od krajow gdzie zamiast ediukacji seksualnej prowadzi sie jakies kursyy z wychowania w rodzinie. Nie wspomne.
Ja po parokrotnym wysluchaniu K-R, ja szanuje. Szanowalam nawet wowczas gdy byla w PiS. Szanuje tez, ze miala odwage (w Polsce to sie uwaza za „zdrade”) opuscic wlasna partie, zalozyc nowa, a gdy nic z tego nie wyszlo, prezewniesc sie do innej. Nie szanowalabym gdyby wciaz tkwila w PiSie, choc mowia roznymi jezykami, gdyby dala sie zepchnac na margines lub usunbela sie w cien. Mnie wiele z tego co mowi K-R podoba sie, choc moga sie zdarzyc tez poglady z ktorymi nie sympatyzuje. Ale jest znacznie uczciwsza intelektualnie, moim zdaniem, od Tuska, ktory w calej swej karierze premerowskiej zdobyl sie na jedna odwazna deklaracje: Nie bedzie klekania przed biskupami. POczym rzucil sie na kolana,
I ja jestem gptowa dac Joannie K-R szanse. I podejrzewam, ze bedzie o niebo lepsza od swych poprzednikow. Sie okaze.
Ale Ty sie z tym wszystkim nie zgadzasz. I to jest OK.
Chyba ministerowna.
Fuj, fuj. Heleno, szowinistyczna swinio.
Służę konsultacjami i wsparciem.
Heleno, gdyby mi się chciało rzucić do poszukiwań, pewnie dość szybko bym znalazł i polskie badania na omawiany temat. Ale mi się nie chce, bo lenistwo, w przeciwieństwie do cynizmu, mam wrodzone i nie muszę się go dopiero uczyć pod bacznym okiem Konsultanta.
Co do reszty – Twoja kapitała, Twój ryzyk. Kredytuj, jak lubisz.
Bobiku, tylko nie przy okazji nie przeplosz zanadto Wspomnien Starego Kota, bo to moja ulubiona powiesc epizodyczna w odcinkach, idaca na blogu od 5 lat (cos na miare kultowej powiesci Laurence′a Sterna, Life and Opinions of Tristram Shandy, albo szwejkowskich anegdot przy okazji zupelnie innego tematu).
Kola to my i tak tu na nowo nie wymyslimy, ale za to te przepyszne anegdoty!
A niechciana ciaze to miala tez jedna z corek ultrakonserwatywnej Sary Palin (nie wiem, ile ja osob jeszcze poza Stanami pamieta). Ale i tak jej matce udalo sie to wykorzystac politycznie, a potem celebrycko (Taniec z gwiazdami, itp.).
Mordko, sa rozne rasamowe skrotowce (np. zamiast swiezych pomidorow uzyc przecieranych wloskich pomidorow ze szklanej butelki, takiej, jak ja wczoraj opisala Siodemeczka – tutaj dostepne w Wholefoods). To jest zupa, ktora zdecydowanie stawia na nogi (dwie, cztery, ile tam kto ma)!
Och nie, żadnych wspomnień – nie tylko Kocich – nie mam zamiaru płoszyć. Jestem pełen żarliwej rewerencji wobec wspomnień i zawsze chętnie poczęstuję je dowolnie wybraną przez nie zupą.
Zwróciłem tylko dyskretnie uwagę, że nasze osobiste miary nie zawsze nadążają za światem, który wciąż w takim dzikim pędzie…
To prawda, Bobiku. Rzeka czasu nie stoi przeciez w miejscu – by na chwile zadumac sie filzoficznie.
Masz babo placek
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,14988036,Nirvana___zla_nazwa_dla_pizzerii___Stoi_w_sprzecznosci.html
Kto umie się modlić, niech się pomodli za gastronomików uboższych w rozum. Pozostałych proszę o chwilę świeckiej zadumy nad marnością.
A ja się podczepiam pod czepliwego Bobika
.
Tej pani nie cenię, głównie za wyrachowanie i brak zasad. Wpierw fałszowala pracowicie i skutecznie wizerunek JK, potem się od tego odcięła, traktując owo odcięcie jako polityczna trampolinę, uwieńczone jak widać sukcesem.
Ja tam lubelskich gastronomików rozumiem. Ktoś, kto się głęboko nawrócił na plackarstwo, nie może pozostać przy sprzecznej ze swą wiarą nazwie Nirvana. Tylko Plackarnia w pełni oddaje ducha tej wiary. Tak samo jest dla mnie jasne, że ducha wiary jadowitej w pełni wyraża nazwa Jadalnia.
Tak trzymać, zawróceni lubelscy gastronomicy!
Plackarnia im. św. Jacka z Pierogami.
nirwana na stole, a Jezus przy kasie
Matko Boska w toalecie?
Dobra, już przestaję.
No widzisz, Wodzu, coś narobił? Teraz wszyscy zamarli z przerażenia, że zaraz tu wejdzie kompania modlitewna z czerwoną farbą i wreszcie zrobi z nami porządek.
Nie zamarłam z przerażenia, nie zdążyłam. Dzisiaj byłam latającą myszą.
I zostałam rozszarpana. Wszystkimi czterema łapami i zębami. Auć.
No nie wiem, Bobiku, czy akurat wszyscy zamarli.
Ja, na ten przyklad, zdazylam zrobic to i owo pozablogowo, a teraz zabieram sie, rowniez w realu, za robienie ratatouille, bo akurat mam do niej wszystkie skladniki. A przy okazji zagladam do wlasnie wydanej najnowszej ksiazki z serii o Mma Ramotswe (nie wiem, czy Mordka juz zdazyl przeczytac, o u niego wyszlo to jakis miesiac wczesniej niz u mnie). I wlasnie w mniej wiecej w polowie ksiazki doszlam do takiego ladnego fragmentu, na ktory zlozyla sie i Jane Austen, i Virginia Woolf, i wielu innych angielskich pisarzy, i oczywiscie bardzo dobry zmysl obserwacyjny samego autora, ktory potrafi niezwykle lekko mysli ubierac w slowa:
„…Mma Makutsi had many merits, she came to realise, and these easily outweighed her occasional faults. And now, with Mma Makutsi on maternity leave and the office seeming strangely quiet as a result, there was something else that she came to realise: she missed her assistant in a way and to a degree that she had never anticipated. She missed her occasional outbursts; she missed her comments on what was in the newspapers; she even missed the way in which she would intervene in the conversation Mma Ramotswe was having with clients, dropping in observations from her position to the rear and making them stop and turn their heads to reply somebody over their shoulder – not an easy thing to do. All of that she missed, just as she missed Mma Makutsi′s knack of putting her teacup down on the desk in a manner that so completely revealed her thinking on the subject under discussion. There was nobody she knew who could put a cup down on a desk to quite the same effect. It was, she decided, one of the many respects in which Mma Makutsi was – and here she could only think of only one word to express it – irreplacable. There simply could never be another Mma Makutsi…”
Doniesienie o Nirvanie przerobionej na Plackarnie z Jadalnia strasznie smieszno-smutne.
Dobry wieczór
Wróciłam ledwo żywa z przeżarcia i z przetrąconym kręgosłupem. Jestem sztywna i trzymam z WW 16:32 i Zmorą 19:21. Panią K-Z darzę głęboką nieufnością. Oby mnie zawiodła, nie wierzę, ale oby