Plan Pięcioletni
Z odświętną miną chciałbym przypomnieć wam, Kochani,
że równo pięć lat temu urodził nam się Planik.
Malutkim był osesekiem, co w wieku tym przystoi,
więc na początku ciągle chciał bawić się i broić,
nie myślał o przyszłości, nie dumał o zasadach,
miał w głowie tylko jedno – przyjemnie się nagadać.
Lecz potem czas i jego wziął ostro do galopu,
pokonać wkrótce kazał mu przed powagą opór,
zasępił momentami, namieszał, jak się dało,
szczegóły zaczął zmieniać (więc się zmieniła całość)
i w końcu tak przerobił wyjściowe wszystkie dane,
że Planik z niemowlęcia stał się powoli Planem.
Dziś już jest pięcioletni, już myśli, robi kroki,
już z koni różnych spada (najchętniej z tych wysokich),
a czasem bez powodu rozbryka się jak szczeniak,
bo mu nie przeszła całkiem ochota do brojenia.
Choć wichry nim miotały, jak każdym żywym stworem,
potrafił im się dotąd skutecznie oprzeć w porę,
pogonie jakoś zmylić, przed zniechęceniem nawiać,
by swędem psim prowadzić spółdzielnię Wspólna Sprawa.
Nie lubi się przechwalać, lecz cichcem, w cztery oczy,
przyznaje, że sam siebie stukrotnie już przekroczył,
a jeśli nie przeszkodzą mu nawałnice losu,
to mógłby jeszcze rosnąć – na swój niewielki sposób.
Kto w ciągu pięciolatki się zdołał zżyć z tym Planem,
niech dla lepszego wzrostu podleje go szampanem. 😀

To chyba zacznę:
https://www.youtube.com/v/He0hNg0yZok
Północ minęła, więc mały wierszyk okolicznościowy nawiązujący do pierwszego wpisu
My, ścichapęki i złośnicy,
pijacy, lenie, wierszokleci,
zwykłe fujary, weredycy,
ci, którym nienajlepiej leci,
psy, Kierowniczki, rysie, koty,
którym blogować też się zdarza,
trutnie, geniusze (brak idiotów) –
wszyscy piszemy komentarze.
Sowy natrętnym nocnoporzem
oraz skowronki skoroświtem,
Ci, którzy siedzą gdzieś za morzem
i o zachodzie tęsknią przy tem,
Moc cała rewolucji ciotek,
a także cisi jej grabarze,
choćby psu wdepnąć na nagniotek –
wszyscy piszemy komentarze.
Także wredoty te zawzięte,
co patrzą, jak dołożyć komu
i zachowują się jak męty,
i rozwalają po kryjomu,
i trolle, co blogowi zawsze
zza węgła szkodzą i się srożą –
póki Psatrapa się nie zaprze,
pisują swoje komentarze.
Tak już od pięciu lat dokładnie
słodki słowotok uprawiamy,
raz jest tu ciepło oraz ładnie,
i atmosfera jak u mamy,
a dnia innego kły, pazury,
bójka się nawet może zdarzyć…
Nigdy się nie przewidzi z góry,
kiedy jest tyle komentarzy…
Za więcej – nieustająco pijemy szampana
Ja właśnie wznoszę toast, Bobiku, za następne 5 lat Wspólnej Sprawy i 120 lat Twoich!
O, Boze.
Jak dobrze, ze wszyscy jestescie i ze mamy gdzie sie spotykac i gdzie sie schronic.
Dziekuje Ci, Piesku. Takiego miejsca nie bylo i nigdzie nigdy nie bedzie.
Ech, westchnę sobie wzruszona, to prawda, Heleno.
a gdzie matki założycielki w przebraniach?
Na miejscach, nie widać?
Wszystkim Wam dziękuję, Kochani, za spółdzielnię Wspólna Sprawa i Waszą wytężoną pracę na niwie podlewania jej szampanem.
A Siódemeczce i Kierowniczce jeszcze za dzisiejszą twórczość artystyczną
Szampan strumieniami, a gdyby ktoś miał ochotę na przywiezione z Italii limoncello, to też jest.
Precz, precz od nas smutek wszelki,
gdy tańczą Założycielki.
Gdy w swych suną pióropuszach,
to depresja nas nie rusza.
Zaraz skoczę tylko po jednych.
Dobrze zesmy tych Pieciu Lat nie zmarnotrawili i ze przchodzac tu na spotkania, nie bylko rozmawialismy, nie tylkko uczylismy sie jeden od drigiego, nie tylko bawilismy sie i dzielili smutkami i radosciami, ale tez staralismy sie czasami cos robic dla innych. Wiec to naprawde wyjatkowe takie miejsce.
No dobra, były wierszyki, były tańce, było przemówienie, to teraz pytanie dla odważnych – kto zaśpiewa?
http://www.jacquielawson.com/preview.asp?cont=1&hdn=11&mpv=3355565&path=83551
O, w międzyczasie Mordka jeszcze zagrał na TROMBACH.
Nigdy się nie przyznawał, że jest takim utalentowanym instrumentalistą.
Ale właściwie można było podejrzewać. Słynna kocia muzyka…
Mar-Jo i Kierownictwo to chórzystki, powinny zaśpiewać.
Ja dopinguje personel do otwierania szampana, ale coś się zaciął.
Sto lat Bobiku!
Kciuki trzymam za wszelką pomyślność (emotka trzymanych kciuków)
Koszyczkowi całemu Sto Lat też
Całuski, rybie łuski, wyrazy i zrazy…
Siódemeczko – super!
Szumią jodły oraz listki:
gdzieś tu kryją się chórzystki
i powinny coś zaśpiewać,
by ukontentować drzewa.
Emotka trzymanych kciuków bardzo by nam się tu przydała. Notorycznie by była w użyciu.
Chyba już psią chórzystki, a moi kelnerzy zatrzasnęli sie i nie mogę sie dobic, zeby szampana podawali.
Poddam się. Moze się spili.
Poczekam do rana.
Udaję się na spoczynek.
Dobranoc.
Nie mąćcie. To niemożliwe, żeby pięć. Przecież to było wczoraj
Mam gardłową chorobę, nie mogę śpiewać, niczego nie mogę, krucafuks. Idę zalegać, night night
Dzięki Bobiku za te 5 lat. I dzięki Wam wszystkim.
Nastepnej pieknej pieciolatki, Bobiku i Wszyscy!
Ojej, jaka uroczysta chwila! Spiewam calym sercem! Bo mam serce do muzyki, choc nie mam glosu. Ale szczegolnie spiewam Bobiczkowi, sloneczko ty nasze, O Sole Miooooooo. Co tu ukrywac. Przywiazalam sie do Psa i jego Koszyczka…
Szampan, raz!
Wodzu, te romskie dzieci w Grecji tez sa sztuk dwie (jak w Irlandii): jedno na wyspie Lesbos gdzie bezdzietne starsze malzenstwo romskie zaaranzowalo prywatna adopcje romskiego dziecia z pominieciem wladz, co oczywiscie jest nielegalne, ale czasem sankcjonowane przez skorumpowane wladze panstwowe, tylko trzeba to robic pewnymi kanalami. Drugie dziecko to Maria, ktora jej bulgarska/romska matka (nielegalnie pewnie wtedy w Grecji, bo Bulgaria chyba nie byla wtedy EU) urodzila i pozostawila dobrowolnie, majac pelnie wladz rodzicielskich, pod opieka innej romskiej rodziny i zamierem powrotu po to dziecko. Matka z wielu powodow nie powrocila, ale romska rodzina wychowywala Marie jak swoje wlasne, co dobrze o niej swiadczy. W tej romskiej rodzinie rodzice i dzieci mieli jakies lewe dokumenty i to pewnie jest ich glownym przewininiem. Zaloze sie, ze chodzilo pewnie o dokumenty na ktore mozna bylo pobierac rozne zasilki na dzieci. Rodzic ma prawo umiescic swoje dziecko w innej rodzinie, jesli okolicznosci i jego dobro tego wymagaja. Wcale nie trzeba prosic wladz o pozwolenie. Bulgarska matka tez nie popelnila przestepstwa. Nie lozyla na dziecko, ale opiekunowie sie tego od niej nie domagali.
Prasa pisala, ze do romskiego osiedla przyszla grecka policja szukac broni i terrorystow. A wyniosla biedna mala Marie, ktora nie byla maltretowana, ani zagrozona. A jej opiekunow aresztowano, bo nie mieli tego samego DNA. Mind boggling. Mozna bylo sprawe wyjasniac, ale po co zaraz wyciagac najciezsze armaty i tak zranic te mala dziewczynke, i jej rodzicow.
Moze dlatego ze kilka lat pracowalam kilka lat w child protection agency (jako child maltreatment investigator) oraz bylam zawodowym kuratorem dla nieletnich w sadzie rejonowym w Otwocku, bardzo jestem wyczulona na te sprawy dzieci.
Dzieki za te lata spedzone na przysluchiwaniu sie ciekawym rozmowom toczonym w goscinnych progach Bobika. Wiwat Koszyczek!
polewitujmy z kanadyjskim auronauta, milosnikiem Davida Bowie, spiewajacemu sla nas z kosmosu:
http://www.youtube.com/watch?v=KaOC9danxNo
Dzień dobry
kawa urodzinowa
herbata
do szampana przez caly dzien
szeleszcze (mozna szeleszczenie podgladac? sledzic?)
brykam
Irku
(wisienka o kolorze…….
)
brykam fikam
Tereny Zabudowane S-Bahn przeglad pozycji
bawcie sie ja tworze dochod
brykam
Dzień dobry wszystkim Pięciolatkom
.
Humor poranny :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-cofniemy-zegarki-pociagi-stana,nId,1049070
Dzień dobry
Wtedy huknę
Też tworzę dochód i mam zakaz strzelania, ale wieczorna bateria czeka w gotowości
Dzień dobry
No i kto powiedział, że czasu cofnąć nie można? Europejczyk potrafi, nawet jak go to wkurza.
A zresztą, kto by się tam przy szampanie od rana przejmował czasem.
Wirtualnie też Wam nie wolno, Haneczko?
Ciekawe, jak zwierzchność to kontroluje, czy ktoś się aby wirtualnie nie nabombił.
Wolno, , ale trudno. Real bardzo się wpycha
Nowa odsłona kabareciku. Coraz śmieszniej.
http://wyborcza.pl/1,75478,14846403,Mamy_dowod_na_klamstwo_eksperta_PiS_od_brzozy.html
Tak, to wesola historia z tym profesorem.
Szkoda, ze list do profesora od dziennikarza GW zostal chyba przepuszczony przez internetowy translator bo roi sie od idiotrycznych zgola bledow, ale trudno.
Czy istnieje dzis w Polsce postac bardziej zalosna i upokorzana niz Macierewicz?
Ja bym sobie chyba w leb strzelil jakby tak wszyscy sie ze mnie wysmiewali i cieszyli kazdym potknieciem. No ale co sie Maciorka natyral na taka reputacje to sie natyral. Hehe.
Inna rzecz, ze nikt sobie dzis nie odbiera zycia tylko dlatego ze stracil honor. Najwyzej za ojczyzne laduje w gestej mgle.
A skąd niby Antoni I Smoleńczyk ma wiedzieć, że już nie potrzebuje błazna, żeby się z niego wyśmiewał, bo ponad pół Polski to robi? Przecie on wrogich mediów czy osób unika, a zwolennicy na ręcach go noszą i utwierdzają w przekonaniu, że jest Jedynym Sprawiedliwym.
Antoni już od lat stoi po drugiej stronie lustra, gdzie rzeczywistość jest, jaka jest, świdrokrętnie wężająca i w ramach logiki paranoicznego snu jakoś tam spójna. Ta strona lustra, po której my stoimy, jest dla niego całkowicie niedostępna.
Czuwający może obserwować śpiącego. Odwrotnie nie idzie.
Serdecznie gratuluję jubileuszu!
Cześć, Koszyczku.
Znalazłam wczoraj jegomości z ułańską fantazją serwujących szampan, ale nijak nie mogę ich namówić do współpracy, więc muszę sama, banalnie szampana podano
O jakze piekny Dyplom Gloria Psartis!
A najpiekniejsze, ze i Kiciuni M tam nie zabraklo. Przycupnal z wrodzona sobie skromnoscia przy swieczce!
Niektorzy moiga byc nawet zazdrosni z powodu tego wyroznienia.
serwujących szampana, oczywiscie.
Nie chce mi się otwierać paszczęki na tematy smoleńskie, jęknę tylko, że gromada poważnych ludzi jest zmuszona do zajmowania się bredniami.
I gdyby ktoś jeszcze wytłumaczył mi, skad ci eksperci smoleńscy się biorą, czy zawód profesor może źle wpływać na rozum?
Właśnie kombinuję, jak sobie internet powiesić na ścianie, żeby wszyscy mogli Dyplom oglądać.
Dziękuję za wszystkie dotychczasowe miłe słowa pod adresem.
Wolę to zrobić, póki jeszcze jestem trzeźwy, bo po dostawie od Siódemeczki długo pewnie ten stan nie potrwa.
Mordko, trzymasz w pyszczku prawdziwy zloty medal z prawdziwym uskrzydlonym złotym psem. A w koszyczku rosną zwoje wierszy.
Tytuł profesorski wpływa ostatnio źle nie tylko na rozum, ale i na morale:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14844808,Wielkie_sledztwo_w_sprawie_profesorskiej__spoldzielni_.html
Nic dziwnego, że Janusz Czapiński już się zaczął od tego tytułu odżegnywać.
W lince Bobika z 10:49 widzę, że niejaki Roman Imielski podpisuje się pod treściami tego typu: Did you involve in that project and help prof. Ciszewski to create his theory? Elegancja postury oficera śledczego współgra z jego znajomością angielskiego. To się chyba „poruta” nazywało po poznańsku.
Więcej wślipywać się w to nie będę, bo oczu szkoda. Aha, Kot już wspomniał jaką techniką wyprodukowano dokument.
Znalazłem coś na Jubileusz. Daleko nie mam, więc pójdę i zamówię jakiś order dla Bobika, Gwiazdę Szczeniacką z Parówkami i Wstęgą z Kiszek, czy coś w tym guście.
http://bi.gazeta.pl/im/55/80/e2/z14843989Q,Gdynska-Riviera-otworzyla-dzis-swoje-drzwi-dla-kli.jpg
Order tuż pod Dyplomem zawieszę, Wodzu (wiem, że to się w zasadzie wiesza na piersi, nie na ścianie, ale jak chodzę na czterech łapach, to pierś jest za mało widoczna). I szczególnie Wstęgę Kiszek wyeksponuję.
Muszę Wam go pokazać, przyciągnęłam z FB:
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/Bobikowo#slideshow/5939033880164299058
A moze tak elegancki jubel dla Psatrapy i Bywalcow ?
Dzis protest kobiet w Arabii Saudyjskiej, zobaczymy co z niego wyniknie.
A to kwiaty dla Bobika
Wpierw myslalam o jakichs okazalych zwojach kielbas, ale okazalo sie ze wszystkie mi sie kojarza ze Smolenskiem..
Jakie piękne kwiaty dla Bobika, aż mi ślinka cieknie.
Czy istotnie spodziewasz się, Lisku, jakiś efektów protestu?
Wiem, wiem, ja też uważam, ze kropla drąży skałę, tylko nigdy nie wiem, czy rozpad skały jest efektem kropli, czy też innych, brutalnych sił (widocznych i niewidocznych).
A kropla myśli, że to ona.
Kot od mt7 przypomniał mi tego:
https://picasaweb.google.com/PaniDorotecka/PieseczkiKoteczki#5303533420529663874
Siodemeczko, nie wiem, za daleko jestem by moc wyczuc szanse lub jej brak. Moge tylko popierac to co one robia.
Czy moglabys zajrzec do skrytki?
pogoda idzie na gorsze, tylko 19°
Lisku, już zajrzałam.
przy liskowym stole to mozna biesiadowac
miejsca dosyc dla gosci i baterii kieliszkow Siodemeczki
mowi sie (?) ze Mutti o podsluchach wiedziala od miesiecy, ale czekala na sprzyjajacy moment na ogloszenie „swietego oburzenia”, tutaj jeden z dowodow:
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/q71/1395997_537325799681982_1182711074_n.jpg
I ja dorzucę parę groszy!
http://smakpodniebienia.pl/dzentelmen-siedzi-w-kazdym-z-nas/
To oburzające, co te Saudyjki wyrabiają. Przecież w Koranie jest zupełnie jasno napisano, że prowadzenie samochodu psuje jajniki!
Wycięłam taki śmieszny kawałek z takiego filmiku, gdzie kelnerzy szampana szablami otwierają i nic nie rozumiem, bo mi za zadne skarby nigdzie nie chce tego zapisać. Zmieniam rozszerzenia i figa.
andsolu i przez to gender się robi
Dzień był dziś jeszcze na tyle ciepły i słoneczny, że można było się było wybrać na spontaniczną wyprawę łupieżczą do lasu i obrabować go z ostatnich grzybów. Oprócz 2 prawdziwków same kanie i niewiele, ale dobre i to.
Na kolację wobec tego kwiaty od Liska (czemu u nas tak rzadko te jasne figi bywają? Prościutko z fioletowymi tak ładnie nie wygląda), reszta wczorajszego krupniku wzbogacona o wkładkę prawdziwkową, smażone kanie, sałata, winogrona. Po dyskretnym odłożeniu na bok prościutka nawet Kierowniczka mogłaby zjeść.
Dżender się robi z fluidów. Wiem to na pewno.
Kurczę, mieliśmy jakoś wesprzeć te Saudyjki i w końcu, w powodzi bieżączki, cosik nam się to rozmyło.
A jak mieliśmy wesprzeć?
Bo powiem szczerze, ze ja już przestałam czytać, te cochwilne apele o podpisywanie wszystkiego o wszystko.
To bardzo smutne, ze gender wdarl sie do Arabii Sudyjskiej i maci babom w glowach.
Jeszcze nie tak dawno kolega Terlik z Betonu stawial Arabie Saudyjska nam wszystkim za przyklad do nasladowania , kiedy odkryl, ze w saudyjskim katalogu IKEi w odroznieniu od polskiego, nie zameiszczono zdjecia dwoch przystojnych panow wyzywajaco mieszkajacych po jednym dachem posrod mebli i gadzetow skandynawskiej firmy. Ze mieszkali razem nie ulegalo watpliwosci, gdyz pokazano ich spozywajacych wspolnie sniadanie, zas scienny zegarek w kuchni pokazywal siodma rano. A zatem spedzili nioc w lozku z IKEi i teraz jakby nigdy nic obzerali sie croissantami. To wywolalo okropne zgprszenie redaktora Flondry i spod jego piora wyplynal namietny felieton wzywajacy niemal do wprowadzenia w Polsce praw szariatu i wypowiedzenie dzihadu wszystjkim beczelnie spozywajacym sniadanie tym… jak ich tam… homosiom.
A teraz genderowe baby za kierownica. No, zgroza.
W sprawie wsparcia dżenderówek Lisek coś proponował, ale już mi się zapomniało co.
Ciekawe, ze jazda na wielbladzie saudyjskim jajnikom nie szkodzi! Jest to szkola logiki Maciarewicza. Teorie trzeba dopasowywac do z gory juz udowodnionej tezy za pomoca roznych lamancow, ale wciaz z blyskiem w oku. Biedny Kopernik, biedny Giordano Bruno.
Jesli chodzi o pdsluchiwanie Obamy, to przywodcy europejscy juz nie wspominaja o jego pokojowej nagrodzie Nobla, ktora dostal awansem kilka lat temu. Wtedy jego osiagnieciem bylo zaledwie autorstwo dwoch ksiazek. Obu zreszta o sobie.
Pani Terlikowa niech drzy, bo w trosce o jej jajniki i ona moze stracic prawo jazdy w tym nowym wspanialym swiecie, o ktory walczy jej maz.
A Ikee kocham, szczogolnie tutaj, bo jest promykiem prostego i surowego, ale pogodnego skandynawskiego wzornictwa artykolow do uzywania w codziennym zyciu. Bez Ikei mielibysmy tutal same ciezkie, neo-kolonialne, gigantyczne produkty dla jakichs gigantycznych ludzi, w jakims okropnym babciowym country style a la Marta Stewart (skadinad zreszta Rodaczka). Gupi ten Terlik i juz.
Króliku, bo jajnikom szkodzi wyłącznie tankowanie, a wielbłąd się bez tego obchodzi.
A andsol niech sobie uważa, bo Flondra właśnie ujawniła, że ta cała Brazylia jest krajem stworzonym – wiadomo po co – przez masonerię. Teraz już wiemy, że pociągnął swój do swego.
A moze te Saudyjki jezdza coiezkimi radzieckimi traktorami z lat piecdziesoatych, od ktorych faktycznie jajniki sie psuly, ale tylko babom. Chlopy zas wpadaly w ostry alkoholizm.
Niemożliwe, Kocie. Saudyjskie chłopy z przyczyn religijnych nie powinny wpadać w alkoholizm, więc radzieckich traktorów tam się nie używa, żeby nie wodziły na pokuszenie.
Moga sobie przeciez dyskretnie pedzic bimber w lazience.
Tu Ph. Zimbardo w Polsce i o Polsce:
http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,14845946,Uwolnic_dzieci.html
Zakaz prowadzenia samochodu jeszcze jednym z elementow ograniczania ruchu kobiet poza domem. Kobiety powinny wychodzic na ulice tylko eskortowane przez bliskiego mezczyzne z rodziny, nie powinny same wsiadac do taksowek, nie wpuszcza sie ich do niektorych autobusow. Czesc z tych zakazow nie jest bardzo skrupulatnie przestrzegana, ale ogolnie tak to wyglada
Tz na przyklad kobieta bita w domu moze miec trudnosci z ucieczka z niego. O wyjezdzie za granice bez zgody meskiego opiekuna w ogole nie ma co mowic. Rownoczesnie, wg wikipedii, procent analfabetyzmu wsrod kobiet jest tylko 20%, podobnie do mezczyzn.
To co proponowalam bylo wrzucac zajawke o dzisiejszym strajku na roznych forumach i blogach, ale w koncu sama nie mialam odwagi wskakiwac z takim oftopikiem na Dywan czy do Sasiada
No, sam z siebie otworzyłem książkę i teraz zmora dusi. To Anna Bikont „My z Jedwabnego”. Czasami zatyka, że tak prosty argument nie przebija się do powszechnej świadomości:
Profesor Jerzy Borejsza, historyk, zwraca uwagę, że nie można wyjaśniać zbrodni zachowaniem Żydów w czasie okupacji sowieckiej:
– Niewątpliwie Żydzi witali radośnie Armię Czerwoną. Tylko że to samo dotyczy Białorusinów, a nie było pogromów białoruskich. Te przyczyny leżą dużo głębiej.
A czasami, nawet będąc z zupełnie innego środowiska, w innym miejscu, w innym czasie, człowiek nie wie co ze sobą zrobić:
Z opowieści Dziedzica wynikało, że Polacy byli nie tylko wykonawcami, ale też inicjatorami mordu: ,,Opowiadano, że
komendant posterunku żandarmerii zrobił nazajutrz awanturę Polakom dowodzącym pogromem: ?Nastawaliście, że zrobicie porządek z Żydami, ale wy porządku zaprowadzić nie umiecie′ „. ,,Chodziło mu o to – tłumaczył Dziedzic – że nie pogrzebali szczątków, i on bał się, żeby jakaś zaraza się nie wywiązała, bo były upały i już psy się do nich dobierały”.
świeże kwiaty na stół
A teraz doczytanie i Borys Polewoj
Allors: ? votre santé, chien Bobik!
Przyjaciel ze Stanów, od lat uważnie obserwujący Brazylię, takie ma uwagi na temat ostatnich wydarzeń, które jednak nie zablokowały porozumienia chińsko-brazylijskiego, z nagannym, a może i kryminalnym, pominięciem interesów Prawdziwej Demokracji:
Walka o brazylijska ropę wydaje się nie kończyć. Schemat tej walki został już wielokrotnie pomyślnie przetestowany. Wybiera się jakiś mało znaczący, ale słuszny dla wielu problem, jak te wycięte drzewa w parku w Stambule i organizuje się demonstracje w nadziei, że władze popełnią jakiś błąd i na przykład kogoś ukatrupią, co wzmoże protesty i zaangażuje mrowie nowych pożytecznych idiotów. Rząd popełnia kolejne błędy i wtedy przywołuje się nowe problemy (w Stambule był to brak alkoholu w sklepach po 18) do rozwiązania (gdzież ich nie ma?) I mamy kraj zdestabilizowany, gotowy do walki o prawdziwą wolność.
Niestety w Syrii sytuacja wymknęła się spod kontroli, bo do walki o wolność zbyt skutecznie podłączyli się islamiści różnej maści, wprawdzie wrogowie Iranu, ale także wrogowie proamerykańskich reżymów, takich jak Arabia Saudyjska. Mamy wiec dylemat.
Turcja jakoś też się na razie wywija dość skutecznie. W końcu ile razy można używać tego samego schematu? Inni tez się uczą.
Babilasie, już mnie korciło, żeby radośnie odszczeknąć a juści, juści, ? la mienne, ale poczucie socjalne zwyciężyło i jednak podzielę się z innymi – ? la notre!
Andsolu, rope naftowa, albo moze bardziej gaz lupkowy, dzisiaj maja wszyscy. Lepszy jest gaz lupkowy, bo nie trzeba go wozic. Malaysia chce wlasnie wybudawac w Kanadzie prztwornie tego gazu na ciekly bo wtedy zajmuje jeszcze mniej miejsca, co przy transporciee jest wazne. Produkcja wielu rzeczy wraca do USA z Chin, bo w Stanach stosuje sie gas lupowy wlasnej produkcji, co zmniejsza koszty. Wiec te wszystkie strachy na lachy i konspiracje z ropa to sa jeszcze z OPEC-owskiej epoki.
Brazylia sobie poradzi, bo bedzie sobie sama te rope wydobywac. A w Arabii Saud. rope wydobywaja multinationals, bo Saudyczyjcy nie potrafia wyprodukowac u siebie nawet olowkow. To dziwne, bo tu jest wielu znakomitych arabskich, perskich czy pln. afrykanskich inzynierow.
Artykul nie przez o z kreska rzecz jasna.
Irku, co to jest takie cudne, niebieskie, na 3 zdjęciu (bez motyla)?
Bobiku, to jest krokus jesienny a oficjalnie szafran okazały.
Tez chcialam zapytac o ten niebieski na trzecim zdjeciu, przepiekny.
Siodemeczko, dyplom rewelacyjny!
Nasze krokusy wystepuja pozna jesienia po pierwszych deszczach, sa fioletowe, biale i zolte. Ale zdarza sie i taki
http://flora.huji.ac.il/static/4/78/0039784.9OCWBSHHQ87CGK0Q.010.jpg
Lisku, to jest ten
czyżby impreza jubileuszowa wygasała jak ognisko, wokół którego matki nie tańczyły? bo tak jakoś ani kwiecia, ani morza wódki
Zaraz bedzie 400.
Kwiecie na wianki, a wianki do morza ….ech….
Irku, tez mi sie tak zdawalo, ale nie bylam pewna
Witajcie!
Niespodziewanie zupełnie odcięło mnie w Moskwie od internetu – kindle zameldował, że, moł, nie da rady. Ale już jestem i dołączam do świętowania – jeśli ktoś jeszcze ma ochotę na razowy chleb i jajecznicę, a potem, oczywiście koniak, to zapraszam. Doczytam jutro, bom nie tylko głodna, ale i kompletnie wykończona. Wróciłam z tarczą, to znaczy z torebką.
Muszę chyba się zbierać, bo nie ma jutro wstawania w południe.
To narka! Bawcie się grzecznie.
Chcę jutro sfilmować spotkanie Treblince, bo bedą czytane/przywolywane osoby przygotowane przez Panią Halinę B. Myślałam sobie o 16, 16:30 to jeszcze niezbyt ciemno, a to będzie 17:30, wiec już chyba za ciemno.
Nie wiem, zobaczę. Szkoda by było bardzo.
Foma, wytrwale hukam morzem
ale przecież nie banalnej wódki
Zdrowie Psatrapy i Jego Koszyczka!
wódka ostatnio wcalenie jest tak popularna jak kiedyś, a w związku z tym picie wódki przestało być banalne
Znaczy, zeen zaczął robić za awangardę?
zeen zawsze był tfurcą awangardowym
Proszę odsmerfić się od Zeena. Zeen zeeni, Foma fomi, Bobik bobiczy i tak jest dobrze, żeby tfórczość rosła w siłę, a Koszyczek obrastał różnorodnym dostatkiem
Mowy nie ma, żebym się odsmerfił od zeena. Zeen na pewno bardzo lubi, jak mu się łagodnie wczepiam w nogawkę.
Ale sama wódka, moim zdaniem, nie wystarczy. Do pełni awangardowości zeen musi poprosić Agę o kawałek tego moskiewskiego razowca.
Dla Agi w Moskwie; atrykul z The Moscow Times:
http://www.themoscowtimes.com/news/article/youve-been-in-russia-too-long-when–part-2-photo-essay/488350.html
To sa oznaki, ze bylo sie w Moskwie za dlugo, uwazaj Ago!
Adze nie zdążyłam pomachać odlotowo
A wiecie od czego sie zaczynaja dzis wieczorne dzienniki u nas?
Ksiaze William bardzo pieknie i dobitnie wypowiedzial sie przeciwko rasizmowi na stadionach. Jest to zwiazane z jakims incydentem z grupa rosyjskich kiboli na meczu z Man United. Tu wywolalo to straszliwe zgorszenie i angielski klub zastanawia sie jakie zastosowac sankcje, lacznie z wycofaniem sie z Mistrzostw w Moskwie.
Slowa ksiecia Williama padly na waznej uroczustosci z okazji 150-lecia Stowarzyszenia Pilki Noznej i pewnie beda mialy wplyw na decyzje FA w sprawie wyjazdu do Moskwy.
Nie będą miały, Mordko.
Wychyliwszy za Sześciolatkę dreptam grzecznie do spanka
Czarni pilkarze nie chca jechac. Byli powitani na stadionie malpimi odglosami.
Awangardowym tfu!!!rcą będąc
piedestał wzgórny już szykuję
a moja wzniosłość zawsze względną
mówi Wam: wszyscyśmy są chuje…
I nawet mimo liczne braki
co ich bym śmichem poobnażał
to ja nie jestem przecie taki
bym zaraz kogo chciał obrażać…
Umysłu lotność, cienka linia
co dzieli frazy i wyrazy
ona mnie ale i Wam sprzyja,
będąc granicą dla obrazy.
A Agę zawsze, w każdej chwili
poproszę o razowy chlebek
bo tą dziewczynę moi mili
mogę przytulić wprost do siebie.
I niech Wam, kurwa, do łba wejdzie,
że kiedy Kogoś wspominacie,
nie daj Bóg jego już nie będzie,
to niejednemu spadną gacie.
Tak Was pozdrawiam jako żywo,
niech Wam Pomyślność zawsze sprzyja,
a teraz spiję swoje piwo.
Swoje, nie na krzywego ryja!
KoJaK Moguncjusz – kto pamięta
gościa, co mądrze tu pisywał?
A mnie ma przyzwoitość pętać,
bo Towarzystwo tutaj bywa?
Tu mądrzy wiele razy brali
w dupę, aż huk był w całej sieci,
bo są tu wielcy, co są mali,
kiedy im sławy blask zaświeci.
Malutkim pyłkiem jestem, zeenem,
co zarysował swą obecność,
nie życzę sobie być wspomnieniem,
więc morda w kubeł – tak przez grzeczność…
zeen jak juszszsz powie to powie. Bardzo pieknie. A Moguncjusza pamietam stad, a nawet jeszcze wczesniej, z kulinarnego. I pamietam nasze ostatnie tu dla niego zyczenia, kiedy to pisal, ze jest z nim zle…
Dzien dobry
Kawa na szczescie
Herbata
szeleszcze zaleglosci
niedzielnie powoli
snuje sie
do Liska herbaty
Dzien dobry Rysiu
Zastanawiam sie nadal nad Maria z Grecji. Zachowanie policji powinno byc oceniane wg ich wiedzy na poczatku afery, a nie wg wynikow. a. Dziecko wygladalo jak nie nalezace do rodziny. Czy nalezalo w ogole nie zwrocic na to uwagi?
b. Jesli nalezalo, to w normalnej sytuacji, jak pisala Krolik, mozna by badanie DNA zrobic nie usuwajac dziecka z domu przed wynikiem. Z drugiej strony, jesli rzeczywiscie podejrzewa sie przestepstwo wobec dziecka jako jedna z mozliwosci,co podkreslil Wodz, trzeba dopilnowac by podejrzani o nie nie uciekli razem z potencjalna ofiara, zanim sie te mozliwosc sprawdzi i eliminuje.
Jak powinna sie byla zachowac policja?
Mysle ze w ogole nie nalezalo zwracac uwagi na wyglad dziewczynki czy formulowac na tej podstawie podejrzen.
Wodz podkresla ze bylo tu przestepstwo, i oczywiscie ma racje (a jest w tych sprawach ekspertem). Z drugiej strony, jasne dzieci u ciemnych romskich rodzin sa, i jesli nieformalna adopcja wsrod Romow istnieje, nie wiem czy mozna powiedziec ze dotyczy czesciej dzieci jasnych niz ciemnych…
Nie wiem.
Dzien Dobry Lisku
Wsrod Romow jest wielu o jasnej karnacji i wlosach.
Dyrektor pewnej szkoly srednej w Nowej Hucie z radoscia mnie informoiwal, ze w jego szkole romskie dzieci „sa naprawde biale” i nie ma najmniejszegio powodu by byly Romami i rozmawialy miedzy soba w rromanez. Bo on, dyrektor ich romskiej tozsamosci nie uznaje. „To sa Polacy, prosze pani, Polacy”.
Opowiadalam o tym w reportazu w Plusie – Minusie
Dzień dobry
Dobrze, że wczoraj jeszcze rzutem na taśmę pobiegłem do lasu, bo dziś już leje i jest prawdziwie październikowo.
A z tymi wczorajszymi kaniami świetny wist wykombinowałem. Usmażyłem je na patelni (w połówkach lub ćwiartkach, zależnie od wielkości), zalałem rozbełtanymi omletowo jajami i dosmażyłem tylko na tyle, żeby spód był ścięty, a wierzch lekko galaretowaty (czyli tak, jak uczciwy omlet), a na końcu posypałem szczypiorkiem. Mówię Wam, nie mogliśmy się namlaskać i łap/rąk naoblizywać.
Najedzona, odespana i przytulona przez zeena powoli wracam do siebie. Tym razem byłam w Moskwie tylko przez tydzień, pracowałam od rana do wieczora i wróciłam wczoraj w nocy solidnie wymięta. Doczytuję.
A propos razowca od zeena – ja też czasem wspominam Kojaka Moguncjusza. Udało mi się kiedyś znaleźć chyba jego numer telefonu (nie sądzę, żeby w Moguncji było zbyt wiele osób o tym imieniu i nazwisku), kilka razy (ostatnio przedwczoraj, właśnie przy jubileuszowych rozmyślaniach) zebrałem się na odwagę i zadzwoniłem – nikt nie odbierał.
Ale numer dalej istnieje…
Dzień dobry
Ooooo, patent na kanie
Październikowo słonecznie i + 20. Dziś pieczenie ziemniaków
Ago, chcesz być jeszcze bardziej wymięta? To chodź, wszyscy Cię poprzytulamy.
Ja o Moguncjuszu przez ostatnie trzy lata wiele myslalam. Ale nie wszystkimi myslami czlowiek sie dzieli ze swiatem.
Ja pierwsza!
(po zeenie oczywiscie)
Irku, Ty masz kanie często, to naprawdę spróbuj je raz zrobić tak na omletowo (do bełtanych jaj dochlapuję trochę mleka skondensowanego, mineralki i oliwy, oczywiście i na grzyby, i do jaj, sól-pieprz w stosownej ilości). Obiecuję, że nie pożałujesz.
Rozumiem, że jak ktoś jest kaniowo niedożarty, to w żadne tam omlety się bawił nie będzie – ja też na początku napawałem się kaniami jak najszybciej walniętymi na patelnię i juszsz. Ale po kilku razach zaczęło mnie ciągnąć do wariacji.
Dzień dobry.
Przypomniał się wczoraj zeenowi KoJak Moguncjusz… on najwięcej to był chyba na Dywanie. U łasuchów grasowała raczej jego małżonka wrzucając jakieś złośliwości i w pewnym momencie wydało się, że to ona… Ale Konrad był w porządku. Nawet kiedyś specjalnie robiłam dla niego zdjęcia z jego ulubionej knajpy na Monciaku… Kiedyś zrobił też jakąś niesamowitą akcję, zadzwonił do Martina Buscha z Lackendorf (tego terapeuty od Dominika Połońskiego), do którego się wybierałam, żeby uświadomić go, z kim będzie miał do czynienia – uśmieliśmy się wtedy wszyscy…
Był barwną postacią, trudno go nie pamiętać. Żal.
Długo pisałam powyższą wypowiedź, bo miałam małą sąsiedzką wizytę, ale widzę, że więcej z nas pamięta Moguncjusza. Skoto numer istnieje, to może używa go Marylka?
Linkowałem o przyznaniu, już wręczona
http://moje.radio.lublin.pl/teatr-nn-z-europejska-nagroda-obywatelska.html
Alfonsina Storni
BÓL
(przekład Mar Canela)
W pewien cudowny
październikowy wieczór
chciałabym spacerować
po odległym brzegu morza,
aby złoty piasek, zielone wody
i czyste niebo
spostrzegły moje przejście.
Wysoka i wyniosła,
doskonała, niczym Rzymianka,
dopasować się do wysokich fal,
skał umarłych i szerokich plaż
otaczających morze.
Powolnym krokiem,
z zimnym spojrzeniem i niema
dać się ponieść,
bez mrugnięcia widzieć
jak niebieskie fale rozbijają się
o granit skał,
nie budząc się dostrzec
jak drapieżne ptaki
zjadają małe ryby,
nie westchnąć na myśl,
że kruche łodzie mogą
zniknąć pod wodą…
Dostrzec z twarzą do wiatru
jak zbliża się
najpiękniejszy mężczyzna
i nie pragnąć kochać…
Zagubić spojrzenie w roztargnieniu,
zatracić je i nigdy nie odnaleźć:
wyprostowana
między niebem a plażą
odczuć wieczne zapomnienie morza.
Dzień dobry
Całkiem jak Helena.
Agę mnę
Alfonsina Storni
Czas bezpłodności (1938)
A najpierw cyfry ujarzały Kobietę,
i na jej łonie złożyły puzderko:
stamtąd trysnęła owa rzeka krwawa,
Co świat obiega spiralą okrężną.
Znaków przedziwnych nieczytelne pismo
cieniem pokryło rzeczny brzeg, a Księżyc,
złowieszczo pośród nich zarysowany,
wyznaczał czasy przypływów tajemnych.
To o był twórcą wezbranych powodzi
i lodowatych losów, co widnieją
na ciepłych twarzach o wzroku strwożonym.
Aż raz jej łono porzuciła rzeka.
a żyzna wyspa, kwitnąca dla mężczyzn,
została pusta; i wicher się zerwał.
Tłumaczyła Irena Kuran-Bogucka
i dla frakcji
Alfonsina Storni
Bald geh ich schlafen….
du mit den blumenzähnen, mit dem häubchen aus tau
und händen aus kräutern, du zärtliche amme,
bereite mir das erdige, kühle leintuch
und das federbett aus zerpflücktem moos.
bald geh ich schlafen, meine amme, bette mich gut
stell mir ein lämpchen ans kopfende,
ein sternbild, irgendeins, das dir gefällt.
sie leuchten ja alle. und neig es mir ein wenig zu.
lass mich allein: ich hör das aufbrechen der knospen,
ein fuss des himmels wiegt mich leise,
und ein vogel trillert mir ein paar takte,
damit ich vergesse… danke… ach, ein auftrag noch:
falls er anruft,
sag ihm, sein drängen sei umsonst, ich sei verreist..
Bobiku, w podobny sposób przyrządzam prawdziwki. Plastry grzybów zanurzone w omlecie lub jak kto woli w cieście naleśnikowym. Pycha
znikam…………..
To „Bald gehe ich schlafen” bardzo już zaduszkowe… Piękny wiersz.
Teatrowi NN już gratulowaliśmy, ale co szkodzi jeszcze raz pogratulować.
Kolejny sukces zespołu Macierewicza
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/965132,Sondaz-TNS-PO-z-duza-przewaga-nad-PiS
Bobiku, co to jest mineralka, dodajesz wode mineralna do omletu?
Prosze Cie, Bobik, zrob z tym cos, bo ja wyskocze z futra i skocze z drugiego pietra:
http://wyborcza.pl/1,75248,14849623,Biskup_w_Opolu__Dziecko_z_in_vitro_to_produkt__efekt.html
Tak, Lisku, dodaję wodę mineralną do omletu.
W ilości maleńkiej – ze 2-3 łyżeczki (tak na oko, bo chlapię prosto z butelki).
Podobno te mineralne bulki go spulchniają. Prawda czy nieprawda, ale ja w to wierzę, więc zaraz mi pulchniej smakuje.
Mordo, oszalałbym z niepokoju, gdyby nie to, że chałupa kończy Ci się na pierwszym piętrze.
Nie wiem, czy z TYM da się coś zrobić. Łapy opadają i już się nawet szydzić nie chce.
I możecie mi powiedzieć, o co im właściwie chodzi, wobec takiego tekstu?
Królikowski dowodził także, że gdyby wprowadzić zakaz aborcji czy in vitro, to nie wyeliminowałoby to tych zjawisk; przeszłyby one tylko do szarej strefy. – A nie o to chodzi. Chodzi o to, by wprowadzić prawo, które będzie maksymalizować ochronę pewnych wartości – konkludował.
Za ciemna masa jestem, żeby pojąć, jak można wprowadzić „prawo maksymalizujące ochronę pewnych wartości” bez spychania „tych zjawisk” do szarej strefy. Niech ktoś psa o bardzo małym rozumku oświeci.
Poddaję się. Mam jeszcze mniejszy. Właściwie, to już wcale nie mam.
Coś na odtrutkę:
http://wyborcza.pl/1,75517,14845593,Lemanski__Ksiadz_z_krwi__kosci_i_wiary.html
Nie muszę się z Lemańskim zgadzać w każdym calu, ale widzę, że jest to Człowiek Myślący, który nie przyjmuje „na wiarę” pakietu poglądów wtykanego przez naczalstwo lub tradycję, tylko stara się problemy sam przegłówkować, nie zamykając się na zdanie innych i na rzeczywistość.
I bardzo mnie ujmuje jego stale wyrażane przekonanie, że zasady religii katolickiej dotyczą katolików, nie są wszechobowiązujące. Że ci, którzy kierują się innymi zasadami, mają do tego prawo i nie są przez to w żaden sposób „gorsi”.
Widzę, że to jest ktoś, kto naprawdę chce dialogu z Innym, nie tylko deklaratywnie, ale również w swojej życiowej praktyce. Wie, że to nie zawsze wychodzi, że musi się nieraz z trudem przekraczać swoje własne graniczenia, potykać, błądzić, ale próbuje dalej, choć akurat w jego instytucji warinki wyjątkowo „nie sprzyjają mu”. Chapeau.
Zebralismy juz ponad 500 podpisow pod listem.
Ciekawe ze w Izraelu, w ktorym rola religii jest duza, akurat z tymi sprawami nie problemow. IVF jest bardzo popularny, wlasnie dlatego ze posiadanie dzieci jest wazne, rabini nie maja nawet problemu z braniem od innej kobiety komorek jajkowych w razie potrzeby. Aborcje nie sa popierane przez religie, ale na praktyke publiczna to nie wplywa – trzeba przejsc specjalna trzyosobowa komisje, w ktorej sklad wchodza trzy lekarz, pracownik socjalny i trzecia osoba, czesto drugi lekarz, i te komisje zatwierdzaja aborcje w 97% wypadkow.
Lisku wydaje mi się, że obsesje wobec wszekich spraw związanych z seksem są jednak wiele silniejsze i trwalsze tam, gdzie jest celibat. Rabini mają rodziny, więc podchodzą do sprawy trzeźwiej, tak samo zresztą jak np. ewangelicy (nie ma generalnego zakazu in vitro; niektórzy ewangeliccy teolodzy są wobec metody sceptyczni, ale inni ją wręcz pochwalają).
Pewnie tak. Z drugiej strony samo istnienie celibatu wynika z idealizacji abstynencji seksualnej, widocznej w podkreslaniu dziewictwa Marii.
U nas juz od tygodnia zapowiadaja na jutro megahuragan stulecia. Ma sie zaczac dzis wieczorem i trwac caly jutrzejszy dzien.
A Stara ma jutro z rana lekarza, a po poludniu Cyrk MOskwieski (yeah, yeah, I know… ale zostala niemal zgwalcna przez Elene-Klientke, ktora nie przyjmuje do wiadomosci slowka „Nie!”. )
Ale poniewaz cyrk jest chyba w namiocie (czyz wszystkie cyrki nie sa w namiocie?), to moze odwolaja przedstawienie. No, oby.
Trzeba bedzie dzis wsyzstko sprzed domu pozabierac, bo kiedy byl huragan stulecia dwadziesia pare lat temu, to po tygodniu niespodziewanie spotkala swa wycieraczke przy stacji metra, polewaczki nigdy juz nie spotkala ani paru pomniejszych doniczek. Inni mieli gorzej – bo im dachy pozrywalo, drzewa spadly na samochody, ploty wywialo, rusztowania powalilo i takie tam.
Tamten huragan stulecia tez byl z grubsza o tej porze roku, w dodatku kompletnie nieoczekiwany, i dzien o nim wszystkie drzewa staly lyse.
Byl w nocy, kiedy Stara miala nocny dyzur. Samiutka w redakcji do przgotowania dziennikow i przegladu prasy i potem poprowadzenia terzech porannycg polgodinnycgh audycji. Zamiast przegladu prasy postanowila opowiedziec co widzi za oknem. Gdy wyszla z pracy po osmej rano, miasto bylo pusciutenkie, ani samochodow ani ludzi, metro nie chodzilo, ulice nie do przejcia z powodu tych powalonych rusztowan. Az nagle zobaczyla bardzo wolno sunacy autobus. Byl absolutnie pusty, tylko kierowca. Kiedy ja zobaczyl, to sie sam z siebie zatrzymal i zapytal, czy moglby w czyms pomoc. Dowiozl w polowie drogi do Victorii, gdzie wtedy mieszkala E. , a dalej juz nie mogl przez te rusztowania w poprzewk wszystkich szos. Wiec Stara maszerowala na piechote przeskakujac przez powalone drzewa az dobrnela do E. Miala klucz do klatki schodowej , ale z trudem otworzyla drzwi gdyz do polowy byly one zasypane liscmi z drzew.
Przyyszla, wygonila E z lozka i walnela sie spac, bo jej nogi odpadaly z tego chodzenia na piechote. I dopiero nazajutrz pod wieczor dobrnela do domu w Zachodnium Londynie, bo juz pociagi metra chodzily, tory zostaly odgruzowane z lisci, drzew i krzakkow wyrawanych z korzeniami.
Chyba na jutro do lekarza zamowie taksowke, jakby jezdzily.
Ale z kolei istnienie celibatu zapewne bardziej skłania do popełniania „grzechu Onana” i może stąd ten obłęd na punkcie wszystkiego, co o masturbację zatrąca.
Interesująca jest wybiórczość chrześcijaństwa wobec nakazów i zakazów starotestamentowych – obrzezanie jest fuj, niejedzenie wieprzowiny jest bez sensu, ale rączki trzeba trzymać na kołdrze.
U nas już tak duje, że koło południa chodziliśmy po ogrodzie, zbierając krzesła, drabiny, konewki i inne luzem stojące utensylia.
Doniczki zostaną na zewnątrz, bo w środku nie ma na nie miejsca, ale zostały przestawione w zaciszne miejsce pod ścianą i może ocaleją.
Co do trzymania raczek na koldrze jest ponadwyznaniowy consensus
Mlodych chlopcow ktorzy nie daja rady wczesniej sie wysyla pod chupe
Z kolei w chrzescijanstwie, przynajmniej na poziomie spoleczenstwa (nie zakonow) jakos nie ma obsesji zakrywania kobiecego ciala i separowania plci.
Mam nadzieję, że we środę w Londku już nie będzie huraganu. Znowu wpadam jak po ogień, nie wiem nawet, czy tym razem będę miała kiedy miauknąć do Mordki…
A w Warszawie dziś wręcz lato. Słońce i bardzo ciepło. Straszyli zmianą pogody, ale ta jeszcze nie dotarła.
WSzystko sprzed naszych domow pozgarnialismy, taksowka zamowiona.
Wiatry juz troche sie zbieraja, jakos bardzo podstepnie. Drobniutki deszczyk proszy po katem. Potem przestaje i znow jest slonce. Ale cos lekko zlowrogiego wisi w powietrzu.
Wiesz, Heleno, ze tak sie zlozylo, ze w czasie tamtej wichury, mlodym dziewczatkiem, bylam akurat w Anglii, i pamietam tamto spustoszenie i zaskoczenie przy przygladaniu sie krajobrazowi po bitwie.
Dobrze, ze wylecielismy z Warszawy przed piatkowa mgla, i przed zapowiedzianymi wichurami, bo akurat lecielismy nad Anglia (choc pewnie lot by skierowano troche inna trasa, ale mgly ciagle jednak opozniaja).
Na razie i tak wychodze z mgly niewyspania, a juz niestety musze dzisiaj na tyle sie ocknac, zeby dojechac do Bostonu i z powrotem. Ale i tak, pomimo niewyspania i poczucia, ze jest sie chwilowo troche w czasie poza czasem, bardzo lubie ten lekko-sredni rozgardiasz po powrocie – tu ksiazki, tam gazety, tu DVD, tam prezenty od rodziny, programy teratralne i operowe, a wszystko udrapowane w jeszcze bardzo tymczasowych miejscach… (Co do czasopism, to mieszanka: Egzorcysta, Przeglad, Tygodnik Powszechny, Zeszyty Literackie i Krytyka Polityczna, przyprawily mlodego i dowcipnego mlodziana przy kasie o lekki zawrot glowy, za co zapewne glownie nalezy winic Egzorcyste.)
I tez przez obchody pierwszej pieciolatki, myslalam sobie o roznych przygodach blogu, i postaciach, ktore sie przez niego przewinely. I o Kojaku Moguncjuszu, i o innych, ktorych imiona i nicki figuruja w pierwszych wpisach, i potem w nastepnych latach. Jest co wspominac, Bobiku!
Mordko, to, co do Heleny, to i do Ciebie, oczywiscie. Wybacz, to ten glupi jetlag.
Czy wiesz, Moniko, ze slynna prognoza pogody bardzo doswiadczonego „wicherka” z BBC, Michaela Fisha z 1987 r. obrosla juz legenda i z biednego Pana Fisha do dzis ludzie sie natrzasaja? To przycmilo cala jego bardzo illustrious kariere weathermana.
A bylo tak, ze tuz przed wieczormym dziennikiem zadzwonila do BBC jakas pani i powiedziala, ze jej 16-letni syn, amator zajmujacy sie z pasja mlodzienca prognzpwaniem pogody zapowiada, ze w nocy nadejdzie znad morza do starszliwy huragan, ktory przyniesie wielkie zniszczenia. No i jak wszyscy pamietamy Michael Fish wyszedl i podzielil sie wiadomnoscia, ze dzwonila do niego jakas pani i pytala czy rzeczywoscie bedzie spory huragan. I on ja zapewnil, ze choc beda pewnie silne wiatry, ale zeby spala spokojnie.
No i potem byl na Wyspach istny koniec swiata. Wiatr lamal 400-letnie deby w Kew Gardens.
Oczywiscie na tubie znajduje sie ta legendarna prognza, ktora zawsze wszystkiochw wprawia w rozweselenie:
http://www.youtube.com/watch?v=uqs1YXfdtGE
Od tego czasu wiekszosc prognoz w tv BBC prowadza rozliczne mlode kobiety i niemal kjazda z nich jest akurat w zaawansowanej ciazy.
A, tak, znam te legende, ale mysle, ze tych, co noe znaja, takze rozbawi.
Oprocz zaawansowanej ciazy przydaje sie tez mocny regionalny akcent (moze chodzi o to, zeby z gory zwekslowac ewnwtualnych krytykow, a moze o being solidly down-to-earth).
Zosia wlasnie mnie powiadomila, ze jeden z jej butow byc moze zostal w Polsce, u Dziadka. Zobaczymy zaraz, czy to prawda. A poki co mamy wizje rozdzielonej przez ocean pary.
A tak, tak, te cholerne regionalne akcenty. Kadza mowi jak chlopka z Yorkshire Dales albo zona gornika z Newcastle. Bezpowrotnie minelay czasy gdy BBC mowilo jak JKM. Kate Adie nie mialaby dzis szans na dostanie pracy. Too posh, bloody hell!
Mam nadzieje, ze drugi but Zosi zglosi sie po rozpakowaniu wszystkiego.
Zglosil sie!
No to teraz jeszcze teraz, skoro tak dobrze zadzialalo, potrzymaj kciuki, Mordko, zebym nie zasnela nad kierownica (co wolalabym nie, i na te intencje zeszlam ze sciezki Herbaty na Mocna Kawe).
Ojej, rozdzielona przez ocean para butów tak świetnie by się nadawała na wierszyk, a ja akurat całe popołudnie pracowałem głową i mózg mam już całkiem wydrenowany.
Ale za to mogę zaproponować bardzo praktyczną podstawkę pod fliżankę z kawą – ozdobną, trudną do zgubienia i świetnie nadającą się do samochodu. Wynalazek indiańskiego ludu Kayapó, żyjącego gdzie w okolicach andsola.
http://assets.survivalinternational.org/pictures/1344/braz-bmdam-ab-010_article_column.jpg
Sam se Bobik taka podstawke sprokuruj.
Bym sprokurował, ale na psim pysku trudniej ją zahaczyć.
Dlaczego nikt mi nie przypomniał, że czas na blogu trzeba przestawić?
Wódz przez to już w następnym dniu wylądował.
Nie wiem, czy zauważyliście, że z boku blogu, podniżej linku „kandydatura do Nagrody im. S. Musiała”, Pan Administrator wstawił statystyczkę. Można sobie tam zobaczyć, skąd jest ile podpisów, jakie są dzienne przyrosty, albo poszukać, czy jest coś z jakiejś konkretnej miejscowości. Dla tych, co lubią takie numery.
Bobik-Czasocofacz, no no. Magia pura
Trudno palić z taką podstawką.
Statystyczka dobra rzecz, bardzo ułatwi pracę klerykom uzupełniającym teczki w kurii.
No, ja tam nie wiem, czy magia pura, czy szczeniacka dezynwoltura.
Moja osobista pięciolatka dzisiaj przy obiedzie poprosiła, żeby jej doprawić zupkę magią. Na szczęście, kiedy rozglądałam się nerwowo za jakąś różdżką, zadowoliła się taką brązową magią w buteleczce
Brązowa magia w buteleczce to lepsze nawet od brązowej wódki na myszach.
Jako blondynka, do tego ciemna, pojąć nie mogę co KK ma przeciwko sztucznemu zapłodnieniu – takie to czyste, sterylne i bez tego, tfu, seksu. To powinien być główny sposób katolickiego rozmnażania się (wybacz Terlique).
U nas sie juz zaczelo. TYmczasem straszna oslepoiajaca ulewa.
Fajna ta statystyka
Biedne myszki!
Statystyka fajna.
U nas dzisiaj była niezła wichura, w pobliskim parczku złamał się potężny konar. Ale było ciepło i ani kropelki deszczu. Trzymajcie, się, Kocie ze Starą, pazurkami. Ja trzymam kciuki (z braku pazurów).
Seks przy in vitro jest, w formule manualnej. I jeszcze przed nim trzeba się świerszczyków naoglądać. Może o te świerszczyki chodzi? To w końcu spora konkurencja dla „Naszego Dziennika” i „Egzorcysty”.
Prawdziwy katolik z pewnością potrafi pobudzić się ND. Nie wiem jeszcze, jak wyeliminować manuał, ale myślę, że nauka sobie wkrótce z tym problemem poradzi
Podejrzewam, że ci, co podpisują, to raczej nie z tych najstrachliwszych.
Raczej tak. Niektórzy nawet w mordę mogą dać.
Dżizas, co za perwersje. Z tym ND.
Jak wyeliminować, to miałbym parę pomysłów, tylko czy one są zgodne z doktryną?
Jak tylko raz do roku i to wyłącznie w celu mienia dziatek, to pewnie są.
No to do dzieła, zainteresowani.
I myśleć mi przy tym tak usilnie o Anglii, żeby aż się jej pypeć na języku od tego myślenia zrobił!
Jakaś ofiara zmiany czasu z bezsenności uważa, że jest dowcipna: 15751, 15752.
Z pobudzania sie ND to co najwyzej male Kobylanskie moze sie zalegnac.
Nie jestem mężczyzną, ale kiedy czasem czytam, co tam wypisują w ND, to mi wszystko buzuje
Troll zwinięty i zawieziony na dołek.
Ja też zaczynam już być ofiarą czasu, więc idę spać.
Mordko, trzymaj się jutro czego możesz, byle nie wiatru, a my też za Ciebie będziemy trzymać.
Dobranoc.
Dobranoc Piesku.
Dobranoc KOszyczku.
Dpobranoc John-John*
———-
The Waltons.
O, the Walthons…
Mordko i Heleno, nie dajcie sie huraganowi! I mam nadzieje, ze masz na wszelki wypadek latarki/swieczki, male radio na baterie, itp. (ostatnie pare lat po mojej stronie dobrze mnie przecwiczylo survivalowo).
A ja przekornie w środku nocy dzień dobry wszystkim kundlowatym i rasowym.
http://smakpodniebienia.pl/higieniczny-blog/
Smutne dzień dobry
Zmarł Tadeusz Mazowiecki
Dzień dobry.
Rzeczywiście bardzo smutno. Mazowiecki to była wśród polityków może już ostatnia postać wielkiego formatu.
I nie chodzi o decyzje jego rządu. Wiele z perspektywy czasu może zostać uznanych za niedobre, ale wtedy tak naprawdę nie było mądrych – zaczynało się coś kompletnie nowego i nikt nie mógł dać gwarancji, w jaki sposób co zadziała. Ale przynajmniej nikt nie miał wątpliwości, że premier jest człowiekiem osobiście i politycznie uczciwym, z klasą. Że należy do tych ludzi, dla których słowa „interes publiczny” nie są tylko pijarowym chwytem. Pamiętam, że się nawet wtedy mawiało „za uczciwy na politykę”.
Jugosławię z wielkim szacunkiem mu pamiętam.
Pomilczę minutę.
Przezylismy, ale jeszcze nie koniec.
Lekarz odwolany, przelozony.
Podworko zasypane.
Dobrze ze sprzed drzwi wszysko zostalo pochowane.
Z drzwi wyrwana/zlamana szczoteczka zabeieczajaca przed wiatrem przez otwpor pocztowy.
Nawet przez najmniejsza szparke wpada taki wiatr ze rozwiewa papiery na stole..
Sila wiatru od 50 do 80 mil na godzine.
Nie umywa sie to do tego sprzed lat, gdy predkosc pprzraczala 100 m/h.
Dzien dobry
Co to jest ND i jaki zwiazek ze sztucznym zaplodnieniem ma fakt ze Demetria jest ciemna blondynka…?
Nie nadazam za Wami
Dobrze ze nikogo nie wywialo.
80 mil/h domów chyba jeszcze z korzeniami nie wyrywa, więc jak Kot będzie siedział grzecznie w domu i nie ulegnie pokusie wyskoczenia na stację benzynową po whisky, to chyba możemy mieć nadzieję, że jakoś przetrwa.
Dobrze (choć niedobrze), że lekarz odwołany, bo koniecznością udania się do niego najbardziej się denerwowałem.
Tak ogólnie na pewno szkód ten Juda narobi, ale może przynajmniej nie w ludziach i zwierzętach, jeżeli wszyscy będą rozsądni i zrezygnują z whisky.
Lisku, ND to jest Nasz Dziennik. To znaczy nie nasz (nawet bardzo), tylko ich. I Demetria podejrzewa, że im może służyć również jako afrodyzjak dla manuału, co w prostej linii prowadzi do in vitro.
A zaznaczenie ciemności blondu jest dyskretnym podkreśleniem „taka głupia to ja już nie jestem”, bo według stereotypu naprawdę ciemne to są blondynki jasne.
Czy teraz już wszystko jasne, z blondynkami włącznie?
Pojasnialo, dzieki wielkie !
Dzień dobry.
Dobrze, że Kota nie wywiało, ufam, że zapas whisky zrobił zawczasu.
Szkoda pana Mazowieckiego, to był mądry człowiek, a mądrych nigdy dosyć.
Ciemny blondynizm oznacza, iż jestem misiem o niewielkim rozumku, ale jest też wygodnym usprawiedliwieniem, bo jak tu się gniewać na blondynkę, w dodatku ciemną?
Demetrio, ja się nie będę na Ciebie gniewać nawet jak się przefarbujesz na rudo.
Dzięki, Bobiku. Pieski zwykle mają bardziej ludzkie odruchy niż ludzie
Dzień dobry.
Smutno mi z powodu śmierci Tadeusza Mazowieckiego.
Niewesoło również dlatego, że model szkolnictwa w Polsce coraz bardziej zachodzi nam za skórę via nasze dziecko. Radością nie napawa również perspektywa wizyty u weterynarza (Furkot znowu się z kimś bił i ma naderwane, nieco paprzące się ucho). Cóż, bywają takie dni, kiedy nie można się doczekać wieczoru
Wyrazy współczucia dla Furkota, mimo że sam sobie winien.
Z modelem szkolnictwa jest ten ogromny problem, że trudno powiedzieć, gdzie właściwie on w tej chwili jest dobry i skąd można by czerpać wzorce.
Z jednej strony od jakiegoś czasu dla wszystkich jest jasne, że stary model, oparty na hierarchii i wkuwaniu, przeżył się i nie pasuje do czasów, a z drugiej nowe, nieautorytarne modele w praktyce wcale nie funkcjonują idealnie (poza nieliczymi wyjątkami) i nieraz prowadzą do tego, że uczniowie po prostu wycodzą ze szkoły kompletnie niedouczeni. Jakoś strasznie trudno tu znaleźć złoty środek, który by działał w szerszym planie, nie tylko w wybranych szkołach, którym akurat trafili się niezwykle zdolni i zaangażowani nauczyciele.
Niech sobie będzie nieco autorytarnie, ale niech nie będzie tak bardzo nudno. Ileż można wypełniać zeszyty ćwiczeń i wykonywać polecenia w rodzaju połącz punkty i pokoloruj. Zosia powiedziała kilka dni temu, że kiedy jest w szkole, czuje jak umiera jej mózg. Nic dodać, nic ująć.
15754
Mu mamy od paru lat b. dobrego ministra oswiaty, wielkiego pasjonata porzadnej edukacji dla wszystkich, a nie tylko dla tych co chodza do szkol prywatnych. Michael Gove. Nauczyciele go nienawidza, zwiazek nauczycielski go nienawidzi, ale rodzice sa twardo po jego stronie.
Nauczyciele nie lubia zmian i reform, zwlaszcza jak polegaja na tym, ze dzieci trzeba faktrycznie uczyc i faktycznie oczekiwac wynikow.
Michael Gove kiedy byl jeszcze w opozycji, to do tego resortu bardzo sie starannie od lat przygotowywal i mowil co chce zrobic. Interesowala go tylko oswiata. Zwiedzal tez w ub. roku lepsze polskie szkoly i rozmawial ze wszystkimi – nauczyucielami i uczniami. Ladnie o tym opowiadal i uwazal, ze jest sie czego uczyc.
To chyba najlepszy minister w rzadzie Camerona. Prawdziwy pasjonat z prawdziwymi pomyslami i wiedza.
Za oknem cicho. Ale podobno jeszcze bedzie hucznie. Mowilem wczoraj aby nie skladac workow z reciclingiem pod drzewem na trawie. Ale kto by tan starego Kota sluchal. Dzis te worki lataja po calym zachodnim Londynie, jak sadze, bo noca zniknely.
W Polsce sprzedaja taki zolty proszek do rozpuszczania i przemywania ran. Taki prooszek kiedys bardzo pomogl memu bratu Pickwickowi, jak mial spiuchnieta uszkodzona lapke i dwie serie antrybiotykow nie pomogly.
Usunalem …54.
U nas też dmucha ostro, ale stanu katastrofy nie ogłoszono, więc muszę w teren.
Do potem.
Żólty proszek to rivanol.
Cześć Gromadko.
Szarpię sie od północy z nagraniem w Treblince.
Niedość, ze ciemnosci zapadały, bo już po zachodzie słońca śmy się spotkali, to jeszcze tragicznie nagrał się głos.
Nie mam zewnętrznego mikrofonu, a wewnętrzny rejestruje dźwięk ostrzenia aparatu, wiatr, którego powiewy są ogłuszające, a nie rejestruje cicho mówiących ludzi.
Zalezało mi bardzo na tym nagraniu, bo Pani Halina Birenbaum przygotowała nam listę swoich bliskich, którzy zginęli w Treblince i bardzo chciałam to upamiętnić.
Przez pół nocy próbowałam usunąć zbędne dźwięki i wzmocnić głos, ale kolejny raz mi się nie udaje, trzeba by chyba fragmentami sekund czyścić, a i tak efekt byłby mizerny.
Trudno.
Ładuję teraz kolejny raz film do Tuby i denerwuję się, bo wiem, że Pani Halina czeka.
Kocie, a co zapowiadają na środę i czwartek? Będzie jeszcze duło czy już nie?
Nie zaglądałam na inne strony i tu zobaczylam, że odszedł Pam Mazowiecki.
Okropnie się poczułam. Bardzo go ceniłam i szanowałam.
Siedzę i płaczę.
W srode tez moze duc. Dzis na Heathrow odwolano ponad 130 lotow porannych. Zwlaszcza przylotow.
Siodemeczko, nawet zawodowcom w otwartym terenie czasami nie wychodza nagrania. Zwlaszcza dzwiek, do ktorego potrzebne sa dwa zupelnie rozne mikrofony – jeden lapiacy dzwiek ze wszystkich stron (background mike) z taka duza nakladka futrzana lub gabczasta . i drugi nakierunkowany na poszczegolne dzwieki (np jak ktos przemawia).
Pamietam jak nagrywalam rozmowe z kustoszka Zigeunen Lager w Oswiecimiu, pania Kubica i pogoda byla straszna – wiatr, deszcz, pustka wokol z jakimis gwizdami i chcialam uchwycic to tlo, klimat tego miejsca, wiec uzywalam wielokierunkowego mikrofonu w futrzanej czapce-nakladce. Slychac bylo swietnie wiatr i gwizdy i deszcz, ale glos Pani Kubicy ledwo sie przedzieral przez to tlo. Bylam bardzo zla na siebie. Udalo sie to uratowac z tego dopiero z pomoca londynskich technikow, ktorzy czesciowo wyeliminowali background noise i wzmocnili glos mojej rozmowczyni. A i tak, moim zdaniem, nie brzmial zbyt naturalnie.
Tak wlasnie, rivanol. Nie moglam sobie przypomniec.
Troche mnie wkurzaja zewszad glosy, ze takich jak Mazowiecki juz nie bedzie, tego formatru, tego kalibru.
A skad sie maja wsziac jak sie wybiera Pawlowicz do Sejmu czy Suskiego czy jakies inne miernoty i mendy?
W kazdym pookoleniu rodza sie tacy „Mazowieccy”. Ale poki zycie polityczne bedzie takie jak obecnie, poki mozna o kazdym przyzwoitym czy madrym czlowieku mowic kazde nikczemnosci jakie slina na jezyk przyniesie, poki mozna szczuc i oskarzac bezpodstawnie, to pewnie ze ci wszyscy „Mazowieccy” (czy Kuronie, czy Lemanscy, czy Geremkowie) beda woleli zamknac sie w swoich gabinetach. Jak sie nie ksztalci mlodych do sluzby dla dobra wspolnego, do sluzby innnym, to skad maja sie wziac?
Wszyscy sie nagle budza z reka w cniku i biadola. ze „takich juz w Polsce nie ma”.
Oczywoscie, ze sa, ale nosa nie wysuna dopoki to Pawlowicz wyglasza najbardziej pamietne przemowienia sejmowe roku i wszyscy uwazaja, ze moze jest to osoba niezbyt madra, ale tez na prawo przemawiac w Parlamencie.
A ja bym chciala aby pod Pralament zjawil sie tlum wrzeszczczacy „Pawlowicz won! Nie nadajesz sie! Fora ze dwora!”.
Brzmi okropnie po takich cięciach, nie rozpoznaję kto mówi, bez sensu.
Trudno będzie z łomotem i trzaskami.
To mówisz< Helenko, że taki z gąbką, czy owłosieniem nie będzie dobry?
Taki chciałam nabyć http://www.redcoon.pl/B291910-Nikon-ME-1_Akcesoria-do-lustrzanek-cyfrowych?refId=ceneo
Przynajmniej nie będzie hurgotu wiatru i pracy urzadzeń wewnątrz aparatu.
Sam głos można później wzmocnić.
Nie mam pojecia Siodemneczko jaki jest ten Nikon, bo ja nie znam takich fiu-bzdziu milrofonow. Wyglada na wielokierunkowy i generalnie takich nalezy uzywac w terenie, chyba ze jest w tle potworny halas. Wtedy lepiej sprawdza sie jednokierunkowy jak sie mialam przekonac ku swemu utrapieniu.
Nie ma takiego patentu, żeby jeden mikrofon wystarczył w plenerze. Tak jak Helena mówi, dwa muszą być, jeden kołowy, wytłumiony, drugi kierunkowy i potem się to miksuje. Od biedy może być tylko kierunkowy, tylko trzeba nim dziarsko wywijać w stronę mówiących, sprawdza się jakoś przy przesłuchiwaniu jednej, stojącej w miejscu osoby. Taki jak na obrazku jest bardzo dobry do ogólnych odgłosów przyrody, ludzka mowa metr dalej i w bok będzie mało czytelna.
W niewytłumionym pomieszczeniu to samo, odgłos odkładanej łyżeczki wyjdzie lepiej, niż mowa.
Siódemeczko, przejrzałam film i gdybym miała coś z tym zrobić, to około 12 minuty, kiedy słabo słychać dołożyłabym napisy. Te osoby stały po prostu za daleko. Cała reszta jest w porządku.
Przepraszam za śmiałość, ale trochę z dokumentami, których nie dało się inaczej zrobić miałam do czynienia.
Tu, jakby ktoś chciał i miał cierpliwość jest nagranie z Treblinki:
https://www.youtube.com/watch?v=yUI8pdBui8I#t=0
Jeszcze się przetwarza, ale tak jest od 7 godzin.
Trzeba nastawić jakość HD.
Niewesoły dzień. To był porządny człowiek.
Eluzet, po wielu godzinach przerabiania z lewa na prawo nikt mnie w najblizszym czasie do niczego nie namówi.
Zresztą chodziło mi głównie o Halinę Birenbaum, to dla niej jest nagranie. Tak się złozyło, że Ks. Wojtek przełozył spotkanie z soboty na niedzielę i to na późny wieczór po zmianie czasu. Gdybyśmy spotkali się, jak zawsze w południe, to przynajmniej widok byłby lepszy.
Z filmami kłopot mam taki. że aparat robi filmy w formacie dla Maca, więc Windows oczywiscie ma to w nosie. Jeden kawałek filmu, który robi aparat to 20 minut o wadze 3,3 GB. Muszę to przekonwertować na format czytelny dla Windowsów i wrzucić w program, na którym mogę dokonywać najprostszych poprawek, scalania, cięcia. Z powodu ciężaru, a więc jakości, trwa to dosyć długo. Później też zapisuje z godzinę, albo lepiej. Zdarza mu się zawiesić pod koniec, temu programu i muszę zaczynać zabawę od początku. Pewnie gdybym miala Maca, to przynajmniej część problemów by odeszła. Poza ty potrzebuję mikrofon zewnętrzny, ale do marca go nie kupię.
Przywiało mnie z powrotem.
Na nagrywaniu ni cholery się nie znam, więc pozwolę sobie szczeku na ten temat nie zabierać.
Zauważę natomiast, że podpisów coś dziś mało. Może by trzeba jeszcze trochę linkę poroznosić? Znaczy, ja nie namawiam i nie zmuszam, ale…
Siódemeczko, akurat bardzo dobrze wiem o czym mówisz i serdecznie Ci współczuję. Jeśli napiszesz jaki masz model aparatu, to podpytam pana brata i pana męża co by można i za ile. A to, co zrobiłaś i tak jest wspaniałe.
To jest nowy aparat D5200 i jest tylko jeden mikrofon zewnętrzny dedykowany, ten, który pokazałam.
Może dorzucę napisy, bo widzę, że Tuba mówi, że może napisać, jak mi Ewa od imion przyśle dane.
Tylko nie wiem kiedy, jutro jest walne Rady, wcześniej mam jechać odebrać pocztę, co mi zajmie pół dnia bez sensu.
Na cmentarz też wypadałoby się wybrać cokolwiek wcześniej niż 1., żeby jakieś porządki zrobić.
Oj tak, Vesper, bywają takie dni. I zdarza się, że wyczekiwany wieczór przynosi tylko zmęczenie. Przydałyby mi się optymistyczne krople do oczu, rozweselające ziółka, energetyzujący krem do rąk i rozmarszczająca czoło maseczka. Może ten wiatr, który pustoszy Kotu podwórko, odpowiada też, choćby częściowo, za smętną watę w mojej głowie? Idę poszukać jakiejś miotły. Czy lepiej grabi? No ileż można przeczekiwać!
Rivanol jest także w płynie. Działa świetnie i na ludzi, i na zwierzęta.
Bardzo przepraszam za tępotę, ale podajecie numery z listy, której nigdzie nie widzę
A propos pogody…
http://www.youtube.com/watch?v=VbpMpRq6DV4
„Sów” brak
http://wyborcza.pl/1,75478,14859448.html
Ustawka… tz jak on te dziewczynki ustawial?
Haneczko, tu jest
http://poparcie-lemanskiego.blog-bobika.eu/
Dziękuję, Lisku
Tak to jest, jak się nie zrobi osobnej linki do
No to mamy jasność w temacie dziewczynek. Michalik mi się podoba. Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia. Biskupom też się podoba, skoro go wybierają.
Mi nie brak słów. Niestety, muszę się powstrzymać od ich użycia. Gdyby nie dobre wychowanie, powiedziałbym o tym starym, obrzydliwym pierdzielu, co on szczegółowo jest.
Wielki Wodzu, mówienie w przestrzeń mnie nie satysfakcjonuje. Na żywca owszem
Dziędobry. Znowu jestem.
Wywiało mnie z blogu i znowu będę czekać, aż Łotrzyk się przyzwyczai do skromnej Nisi, co nie wszystko jej wisi.
Skończyłam już robótki,
com miała w życiu grubsze
i mogę choć czas krótki
spocząć na własnym kuprze.
Boy na co dzień i od święta.
O, wrzucił. Nie taki to Łotr, jak wygląda.
Boy na każdą okazję:
Oj Mi, oj Mi, oj Michalik,
powiedz mi chłopie.
czyś ty się wścik???
Nisiu, to już wkrótce będziesz do kupienia
Bardzo osobliwe to bylo przezycie – znalezc sie znowu w cyrku, w ktorym nie bylam juz ponad pol wieku. Elena, jak wspominal Mordka, nie uznaje slowka „Nie!”, wiec im bardziej sie wzbranialam przed pojscuiem do cyrku, tym bardziej ona byla przerkonana, ze cyrk to jest to czego potrzebuje najbardziej.
No i wybralysmy sie – ja, Elena, jej dwudziestoparoletnia corka Vanessa i dwuletnia Aria Zema. Ten namiot Moskiweskiego Cyrku Panstwowego byl znacznie mniejszy, niz oczekiwalam, zawsze te areny byly przeciez ogromne. I jak czekalysmy na pierwszy gong i zgaszenie swiatel, to pierwszy raz od lat przypomnialo mi sie, ze w przeszlosci zawsze wychodzilam z cyrku nie majac pewnosci kim najbardziej chcialabym zostac- akrobatka, robiaca bardzo niebezpieczne salta mortale pod samym sufitem, woltyzerka stojaca na pedzacyum wpkol areny koniu, klownem czy treserem zwierzat. Chyba najbardziej chcialam pracowac ze zwierzetami – jak Wladimir Durow, ktorego wszystkie ksiazki mialam na polce, a nawet zdazylam jeszcze zobaczyc w cyrku jego syna, tez Durowa, ktory pokazywal nieslytchanie fajne numery z prosiakami, psami, kotami, szczurami i inna drobna zwierzyna, z ktora latwo bylo podrozowac cyrkowym taborem. Mialam wtedy 9 lat. Ale tez nie mialabym nic przeciwko temu aby zostac akrobatka i robic salto mortale mod sufitem, bez siatki, koniecznie w blyszczacej paczce i z rozpuszczonymi dlugimi wlosami.
Dzieci, ktore przyszly dzis w towarzystwie rodzicow aby obejrzec ten jakze staroswiecki entertaitainment tez po skonczonym przedstawieniu mialy gwiazdy w oczach. To bylo widac, nikt mi nie powie…
Najpierw jak sie ledwo zaczelo i na arene wyszla dwojka clownow – chlopak i dziewczyna, to nawet uznalam, ze jest to smnieszne w sposob niezamierzony, bo wydawalo sie jakies nieporadne i nie tak smieszne jak mogloby byc. . No i nie wygladali oni jak na clownow przystalo – zadnego czerwonego nosa, rudej peruki, bialo-czarnej charakteryzacji, za duzych butow. Pomyslalam sobie, ze postmpdernistyczni clowni to jednak nie to samo co „prawdziwi”.
Ale potem wciagalam sie coraz bardziej, usta mialam otwarte, jak zawsze gdy jestem czyms pochlonieta (to jeszcze z czasow zanim mi wycieto adenoida, nawyk oddychania z otwartymi ustami pozostal w momentach skupienia) i co najdziwniejsze powrocil kompletny zachwyt i chec zostania akrobatka gdy dorosne.
I mialam tez takie naplywy wspomnien wszystkich przeczytanych w dziecinstwie ksiazek o cyrku i kolocyrkowych – Kasztanke Czechowa, Chlopca z gutaperki zapomnianego juz przez mnei autora, Sans famille – francuzka powiesc sentymentalna dla dzieci z wedrowna trupa cyrkowcow. Wszysctkie one niesamowiecie smutne, a mimo to ciagnace do tego swiata.
Cyrk moskiewski nawet nie udaje, ze chce byc nowoczesny, taki jak kiedys widzialam w telewizji z jakiegos kraju. Nic tam nie ma nowego, czego juz bym w zyciu sto razy nie ogladala – zonglerzy, akrobaci, kobieta rozpilowaywana na dwie czesci w skrzynce, mechaniczna lalka, ktora na koncu okazuje sie byc prawdziwa kobieta. Nie bylo tylko zwierzat, bo obroncy zwierzat doprowadzili do zakazu wystepowania ich w cyrku. I tego mi troche brakowalo. Durowa i jego cudnych kotow i szczurow i prosiat w karocach i samolotach.
POtem poszlysmy do polskiej restauracji na pierogi i Aria byla przedmiotem nieustannych zachwytow personelu. Bo piekna i grzeczna. Bardzo jej smakowal kompot z wisni i mizeria. Ale pierogi z kapusta i grzybami tez niezle wcinala.
Jestem troche zmeczona i nawet mysl, ze moglabym zostac akrobatka gdy dorosne nie wydaje sie taka kuszaca jak wtedy gdy ogladalam.
Odwiedziłem na chwilę salon24… właściwie chlew24. Do przewidzenia było , że zacznie się spektakl nienawiści, pogardy, opluwania i pomawiania o wszystko co najgorsze śp. Tadeusza Mazowieckiego. Podobno żyjemy w katolickim kraju, podobno Niezależne Forum Publicystów jakim jest Salon24 walczy jak lew o katolickie i chrześcijańskie wartości w życiu publicznym, prawie wszyscy publicyści ( z małymi wyjątkami) owe wartości mają wymalowane na twarzach … Podobno…
Dowiedziałem się , że odwieczna zasada „De mortuis aut bene, aut nihil” , prawicowych publicystów nie obowiązuje.
Tomasz Terlikowski nawołuje:
http://www.fronda.pl/blogi/contra-gentiles/trzeba-skonczyc-sprawe-ks-lemanskiego-i-zakonczyc-publiczne-zgorszenie,35988.html
Życie wieczne wiernych naraża.
Nie wiem, czy plakać, czy śmiać się.
Zasada aby o zmarlych nie mowic zle iu mowic wylacznie dobrze badz wcale, nie jest „odwieczna” od bardzo dawna, zwlaszcza w stosunku do zmarlych politykow. Smierc jest znakomita okazja aby zrobic podsumowanie ich kariery i dzialanosci, a w dzialalnosci kazdego polityka zawsze znajda sie momenty wzudzajace kontrowersje. Takze w dzialnbosci b. premiera Mazowieckiego – np. wprowadzenie religii do szkol. I bardzo wiele wspoanialych zaslug tez.
Osobiscie wiec nie mam nic przeciwko temu aby takie podsumowania byly i aby nie byly wylacznie zaklamanymi laurkami. Aby ich zycie bylo jakas nauka – aby mowic o bledach i o zaslugach, aby wyciagac wnioski.
Ale rozumiem o co Ci chodzi, Marku. Tak, Salon24 nie nadarmo nazywany jest psychiatrykiem. Nie ma tam autorow powaznych, ktorzy umieliby uczciwie i bez uprzedzen mowic o Zmarlym. Na Psychiatryku albo zraca zolc, albo uwielbienie.
Straszna kanalia jest ten Terlikowski. Torquemada od siedmiu bolesci.
A w cyrku nie mogę patrzeć właśnie na zwierzęta, męczą stworzenia, żeby gawiedź zabawialy, dobrze że zabronili.
Pamiętam, że po pierwszym pobycie w cyrku kręciło mi się w głowie.
Chyba były tam liliputy, które wystawiały na pośmiewisko swój wygląd, żeby zarobić na życie. Wcale nie wydawało mi się to śmieszne.
Rano słucham różnych stacji radiowych z Niemiec. Do moich ulubionych stacji nalężą SWR3 czy NordWestRadio z Bremen. We wszystkich porannych serwisach informacyjnych jendą z pierwszych wiadomości była informacja o śmierci Tadeusza Mazowieckiego.
Dla wielu ludzi był postacią na równi z wielkimi założycielami zjednoczonej Europy : Adenauerem, Schumanem czy Monnetem.
Jeden z komentatorów w SO trafnie zauważył : Jest niestety cechą miernoty obszczekiwać wielkość.
Pierwsze zanotowane użycie de mortuis… pochodzi z 4 wieku i jest przekształceniem jeszcze starszego przysłowia greckiego, więc zasada nie jest taka znów niedawna.
Ale to tak na marginesie, bo właściwie o czym innym chciałem. Ja bym jeszcze jakoś zrozumiał mówienie źle o zmarłym, który był skrajnym draniem, żonę bił, dziećmi poniewierał, zwierzęta dręczył i sąsiadowi chałupę spalił. Kiedy jednak chodzi o polityka, który mógł popełnić takie czy inne polityczne błędy (który polityk nie popełnił żadnych?), ale wiadomo, że osobiście był bardzo przyzwoitym człowiekiem, plucie na niego jest obrzydliwością do kwadratu.
No, ale obrzydliwości w 24 już nie powinny mnie dziwić.
Ten się nie myli, co nic nie robi.
Pan Mazowiecki to był bardzo mądry i odpowiedzialny człowiek.
Odczuwam Jego odejscie, jak wielką, osobistą stratę. Bardzo jest mi smutno.
Terlikowski i Michalik są dość poważnymi argumentami na rzecz nieistnienia Boga. Bo aż trudno uwierzyć, że jeśli on jest, to widzi tych dwóch i nie grzmi.
W związku z oświadczeniem Nisi zacząłem się zastanawiać nad poważnym problemem: czy kuper, na którym spoczywa spoczywający, jako część spoczywającego też spoczywa, czy też pracuje, bo jest zajęty dźwiganiem ciężaru spoczywającego?
A jak już to rozwiążę, zabiorę się do diabłów na końcu szpilki.
Może nie ma czasu, bo przygląda się pałacowi w Limburgu. Jeśli doniesienia są prawdziwe, a dlaczego mają nie być, to kuria postanowiła przybytek przekształcić w przytułek dla potrzebujących. Bardzo charakterystyczne, że i w tej sprawie purpurowi mają pomysły identyczne, jak czerwoni.
Nie ma czasu pan B., a nie kuper.
Ja bym była zdania, iż rzeczony kuper pracuje jak ten atlant.
A panowie Michalik i Terlikowski, mówiąc językiem tego ostatniego, zostali chyba zesłani Kościołowi, żeby wiernych ćwiczyć w pokorze i cierpliwości.
Grzmi, ale nie wiedziec czemu w Londynie
Siodemeczko, do cyrkow mam taka jak Ty awersje i z tych samych powodow.
Mnie Terlikowski naraża doczesne.
Dziś dzień bez PiS-u. Pewnie prezes nie opracował jeszcze instrukcji.
Ludzie tak, zwierzęta nie.
Ludzie jako akrobaci (z zabezpieczeniem) tak, jako clowni (kopani opluwani itp) raczej nie, ulomnosci na pokaz calkiem nie (choc tego ostatniego juz chyba prawie nie ma).
Helena też się nie ekscytuje udrękami zwierząt, to są takie reminiscencje z dzieciństwa.
Pewnie mnie też takie różne występy zwierząt wprawiały w zachwyt w dzieciństwie, ale akurat tego nie pamiętam, być może późniejsza niechęć, żal, czy nawet odraza przyćmiła wcześniejsze uczucia. Pamiętam te negatywne.
Ja pamiętam. Bardzo mi się podobało. Myśleć zaczęłam później.
Też nie lubię cyrku ze względu na zwierzęta. Raz jeden, w dzieciństwie, byłam na przedstawieniu i najbardziej podobali mi się klauni. Teraz jestem duża i się ich boję
https://www.youtube.com/watch?v=okfnvgxgDY0
W dzieciństwie, które przeżyłem cudem, bylem wiele razy w cyrku. Było ładnie. Całkiem miałem jak u Haneczki.
Jedna z gorszych chwil w życiu to była ta, kiedy dziecko przyniosło z przedszkola ulotkę z cyrku, promocja, te rzeczy. Jakbym tego gada od ulotek spotkał, to bym teraz jeszcze siedział. No ale poszliśmy, co było robić. Dziecko teraz też już myśli.
troszke wiecej informacji o albino Roma dziecku, ktorym swiat sie przestanie interesowac (i jej srodowiskiem, bo okazalo sie, ze nie byla porwanym bialym dzieckiem.
whttp://www.spiegel.de/international/europe/stereotypes-fed-fears-that-roma-had-kidnapped-blond-blue-eyed-girl-a-930355.html
Ech, graj piekny Cyganie…
W cyrku nie bylam nigdy, i wiecie co, z tym da sie zyc!
Pewnie sie da zyc bez cyrku tak jak bez koncertow rokowych, meczy pilki noznej czy biegow przez caly Boston.
Ale fajniej jest zyc z cyrkiem, zas poziom przygotowania i treningu niezbedniego do tego by w cyrku wystepowac, jest znacznie wyzszy niz w wypadku koncerow rokowych, kopania pilki czy biegania.
Ech, znow musze sie wybierac do lekarza i tak wczesne wstawanie drugi dzien z rzedu jest nie do przyjecia.
Drzewa za oknem sie nie ruszaja i jest cicho-cicho.
Dzień dobry
kawa
Szczególnie dla wstających wcześnie rano drugi dzień z rzędu
Polecam wywiad ks. Krzysztofa Mądela z Tadeuszem Mazowieckim z 1999 roku.
http://krzysztofmadel.natemat.pl/80103,tadeusz-mazowiecki-twarz-europy
hmmm, dziwne. z każdym tygodniem niepicie kawy jest trudniejsze
Dzień dobry
Twierdziłem wczoraj, że w Niemczech nie było stanu katastrofy, a tymczasem w sumie było chyba gorzej niż w Anglii – 6 ofiar śmiertelnych, z tego 2 całkiem niedaleko mnie.
Ale dziś już jest spokojnie, przynajmniej w mojej okolicy. Lekki powiew, ciemne chmury, umiarkowana ponurość… Normalny koniec października.
Dzięki za wywiad, Marku, również ze względu na przypomnienie Mądela. On się sam „zniknął” ze sfery publicznej, ale ja o nim cały czas bardzo ciepło myślę.
Tak się przypadkiem złożyło, że niedawno rozmawialiśmy o cyrku z kolegami z pracy. Polecali cirque de soleil – ponoć ta grupa zrezygnowała z występów ze zwierzętami jeszcze zanim zostały zakazane i od lat daje imponujące pokazy cyrkowej sztuki. Widzę, że na tubie jest sporo kawałków, ale chwilowo nie mogę nic otworzyć.
Z klaunów w cyrku dorośli też mogą śmiało zrezygnować – w mediach i w polityce klaunady aż nadto.
Zresztą w ogóle cyrku tyle wokół, że nie wiem, czy warto bulić za bilety tylko po to, żeby było w namiocie.
Dzień dobry
Ago, są rewelacyjni. Córasek była na ich występie.
Podobnie jak Wy odkąd dorosłam nie trawię obecności zwierząt w cyrku, a także omijam wielkim łukiem ogrody zoologiczne.
Ago, kocham Cirque de Soleil. Widziałam 3 ich spektakle w Kanadzie, Holandii i w Niemczech. W ubiegłym roku byli w Gdańsku.
Podobnie jak Lisek generalnie nie lubię ułomności w cyrku, ale w de Soleil występują artyści ułomni( np. znany z reklam telewizyjnych Turek poruszajacy się o kulach) i oni wzbudzają we mnie podziw. Nie zaakceptowali losu i wspięli się na wyżyny ludzkich możliwości.
Ago, mam ich chyba wszystkie spektakle na dvd. Podaj adres na maila, chętnie Ci pożyczę.
Jak to zwykle w życiu, nic nie jest takie na 100 procent.
Szczury i świnki też wydają się lubić pracę. Nie będę natomiast nic mówić o cyrkowych kotach i pchłach, bo nie mam na ten temat żadnych danych.
Dzikie zwierzęta w cyrku to oczywiście horror i całe szczęście, że w Europie tego zakazano. Ale już z niektórymi domowymi (do których zaliczam również oswojone szczury) nie jestem taki pewien. O psach mogę powiedzieć bez żadych wątpliwości, że niektóre z nich mają duszę aktorską i uwielbiają się popisywać publicznie.
Nasz Puszkin był taki. Dawał nieraz występy, zwłaszcza przed dziecięcą widownią, czasem na jakiejś imprezie, na zaproszenie, a czasem tak sam z siebie, jak się gdzieś grupka widzów zebrała. Uwielbiał się uczyć nowych sztuczek (a załapywał je, skubaniec, w okamgnieniu) i aż skakał z radości, kiedy zaczynała się lekcja. Nawet go nie trzeba było zachęcać smakołykami, choć dosyć był łakomy – widać było, że przyjemność sprawia mu opanowanie umiejętności, a przede wszystkim podziw, którym rzecz jasna hojnie był obdarzany.
Naturalnie wszystko zależy od metod nauki. Jeżeli jest to tępa tresura, połączona z karami, zawsze będę przeciw. Ale jeżeli cyrkowy pies jest uczony poprzez nagradzanie, lubi występy i ma silną więź z opiekunem, to dlaczego właściwie miałaby mu się mu dziać jakaś krzywda? Ma sto razy lepsze życie, niż np. psy azylowe.
A w ogóle najszczęśliwsze ponoć są psy pracujące.
Co rzekłszy zbieram się w troki i lecę na party. Pa, na razie.
Opowiadanie Czechowa pt „Kasztanka” o zagubionym na ulicy kundrelku – psie piajanego i bijacego gp stolarza, przygarnietym przez bardzo dobrego czlowieka, tresujacego do cyrku psy, koty, kaczki czy kury – jestr wziete z zycia, popdobno. A czlowoiek opisany przez Czechowa w opowiadaniu to Wladimir Durow, z ktorym Czechow byl zaprzyjazniony wiele lat. I to wlasnie Durow byl pierwszy, ktory kompletnie zrezygniwal z prac ze zwierzetrami dzikimi i trzymal w swoim mieszkaniu caly folwark zyjacuych w przyjazni zwierzat udomowionych. Dlatego nie pamietam juz abym kiedykolwiek widziala jakies dzikie zwierzeta na arenie – chyba ze na starych filmach.
Cyrk jest byc moze bardzo staroswiecka forma rozerywki w dobie kiedy na pstrykniecie pilotem mamy tyle przecudnych programow telewizyjnych.
Ale rownie stroswiecka jest opera czy festyn dozynkowy. Ja wczoraj przypomnialam sobie jaka magie niesie w sobie zywy cyrk, jaki potrafia wzbudzic podziw i szacunek jego artysci i jak bardzo taki cyrk budzi w nas uspione przed laty „wenetrzne dziecko”. Malo co tak juz budzi jak uczciwy cyrk.
Cyrk nie w moim typie…
W typie mam filharmonię. Tu wrócę do piątkowego koncertu z Mahlerem – był omawiany, jak widziałam. Poczekałam te kilka dni, żeby mi się uczucia skrystalizowały. Otóż stałam ze wszystkimi i biłam brawo jak szalona, ale już pół godziny potem mi wychłódło. Czegoś tam zabrakło w tym wykonaniu.
Wszyscy śpią? W biały dzień?
Musi kawy za mało dziś było.
Ale jak tak, to i ja się solidarnie zdrzemnę. Już sobie zamówiłem sen z wkładką regeneracyjną i mam nadzieję, że za chwilę zostanie dostarczony.
Teatr też jest dość staroświecką formą. Co było pierwsze, teatr czy cyrk, zdania są podzielone. Chyba nie w tym rzecz, co stare, a co nowe.
Ja śpię cały czas, wczoraj też. Jaki biały dzień? Jest ciemno, brudno i leje.
U nasz, teraz ciemno, dzięki madrym glowom, ale w dzien, pomimo wiatru było przyjemnie i słonecznie.
Moze byśmy jaką obywatelską inicjatywę podjęli i zakazli zmieniać czas. Co to jest, zeby człowiek po 16. siedział w nocnych ciemnościach?
Lecę na walne. Ech.
A na pl. Konstytucji podpisują ksiegę kondolencyjną. 10x ech!
Teatr jest stary, ale nie staroswiecki, bo nieustnnie sie zmienial. Dzis trudno jest w teatrze nawet niezbyt awangardowym rozppznac teatr grecki czy elzbietanski. A cyrk choc wyzbywal sie niektorych elementow rozrywki (dzikie zwierzeta czy karly) jednak pozostal z grubsza taki sam. Co mnie akurat nie perzeszkadza, bo jak czesto chodzimy do cyrku w porownaniu z np. teatrem?
U nas juz niebo czyste, a drzeewa nieruchomo stopja. Wiec moze po huraganie? Sluzby gratuluja sobie, ze straty w ludziach sa niewielkie (choc jest chyba 4 przypadki, glownie jak dzrewo walnelo w samochod z kims w srodku).
A wszystko dlatego ze zaczeli wzcesniej uprzedzac, wiec ludzie unikali niebezpiecznych sytuacji.
Byl taki czas, potem zmieniony, ze w POlsce nastepowala zimowa zmiana godzin dokladnie miesiac po innych krajach Europy, w listopadzie. Jak pracowalam, to bardzo to lubilam. bo przez caly miesiac oznaczaloi to nie tylko pozniejsze o godzine przychodzenie do pracy, ale takze taksowka poznym wieczorem odwozaca do domu. Zyc nie umierac!
Ale bylo to bardzo zle podobno dla polskiej gospodarki z jakiegos wzgledu, kiedy byla na starym czasie podczas gdy wszyscy juz zmienili. Wiec w koncu Polska sie dostsowala. Bo chyba w czasach globalizmu lepiej jest jak wszsycy sa na tym samym czasie. I tak sie slyszy narzekania, ze Polska ma za duzo swiat i dni wolnych od pracy ktorych inni w tym czasie nie maja i nie mozna sie dodzwonic do zadnego urzedu czy biznesu.
MT7 obecny czas jest „naturalnym” , musielibyśmy zostać przy czasie letnim, ale wtedy o ósmej rano byłoby ciemno i co dzieci by szły do szkoły po ciemku
Za miesiąc i tak się będzie wychodzić z domu w nocy i wracać w nocy. Zresztą w takim Norylsku mają gorzej, i tego się trzymajmy.
Teatr jest w porządeczku i aktorzy też. Dostaliśmy w wydawnictwie naszym malusim książkę napisaną przez jedną inteligentną i dowcipną aktorkę – pewnie ją wydamy, jeśli mnie nie przegłosują. Zaczęłam ją czytać późnym wieczorem, wydrukowawszy – skończyłam o piątej rano, bawiąc się doskonale (zwłaszcza rozszyfrowywaniem kto jest who). Mam nadzieję, że mnie nie przegłosują.
Bardzo mnie cieszy wiadomość, że w Londku się uspokoiło
Może dolecę. Ale ponieważ przylot na Heathrow mam o 14:15, pojadę od razu do hotelu (na Russell Square, więc bezpośrednio). Będzie co najwyżej chwila na przegryzienie czegoś, bo w stronę Southbank Centre będę się pewnie ruszać ok. 17:30.
Choć nie wiem, czy wypada się do tego przyznawać w kulturalnym towarzystwie – mnie nie tylko cyrk, ale i teatr podnieca średnio.
Nie, żeby wcale, ale dokładnie tak, jak napisałem: średnio. Może dlatego, że w szczenięctwie prowadzano mnie głównie na takie sztuki, których tekst już znałem z czytania i to, co sam sobie przedstawiłem w głowie, z reguły było od prawdziwego spektaklu wiele atrakcyjniejsze.
Co zresztą w ogóle nie wpływało na to, że sam w różnych szkolnych przedstawieniach bardzo chętnie występowałem i nawet dziś pewnie na jakieś publiczne wygłupy dałbym się namówić.
W kulturalnym to też nie wiem, w moim śmiało.
To może zacznij już pisać Bobiku szopkę noworoczną z podziałem na role.
.
Potem każdy nakręci swoją partię i wrzuci na tubę albo cóś innego. Się nie znam.
I będziemy mieli własny spektakl, a jaka zabawa z charakteryzacją coby zostać inkoguto
Pewnie nie miales, Piesku, szansy zobaczyc naprawde porywajacej inscenizacji teatralnej, takiej ktora sie pamieta na reszte zycia.
Ja sama takie spektalkle zobaczylam pierwszy raz dopiero w Nowym Jorku – „trylogie” skladajaca sie z trzech sztuk „greckich” w inscenizacji Andreia Serbana (to jest „zlota miarka”, na Trojankach z fenomenalna Priscilla Smith w roli Hekuby bylam cztery razy!), Hamleta na off-off Broadwayu, Sen nocy lerniej w londynskim National i zeszlorocznego Konia wojny, tez w National. ChYba do tych zaliczylabym tez Umarla klase Kantora w NYC oraz Grotowskiego Apocalypsis cum Figuris w Filadelfii. A jeszcze moze dwa balety – Swieto wiosny i Ognistego Ptaka inscenizowanych przez Bejarta, w Nowym Jorku. Aaa! Jeszcze jeden spektakl – Kopenhaga Michaela Frayna w Londynie. Poszlam trzy razy i moglabym pojsc chyba czwarty i moze nawet piaty. Kopenhaga jest wybitna sztuka wybitnie zagrana – to o spotkaniu Nielsa Bohra z tym, jak mu tam, od teorii nieokreslonosci. Bylob takie slynne historyczne spotkanie, kiedy ten drugi ze „szkoly kopenhaskiej” pracowal juz dla Hitlera, ale sztuka dzieje sie juz po smierci obu wybitnych fizykjow. Boze, jak to zostalo napisane i zagrane!
Heisenberg. Ten drugo nazywal sie Heisenberg ofkors. Skleroze im kop.
Helena i skleroza
To jak się nazywa to coś, co mi zapomina?
Szopka noworoczna to bardzo dobra myśl. Muszę sobie przypamiętać.
Porywających spektakli widziałem rzeczywiście niewiele – Swinarskie w krakowskim Starym i tamże Wajdy „Biesy”. Na Kantora się wybierałem jak Sójka za morze i w końcu się nie wybrałem, czego do dziś nie mogę przeboleć.
A teraz mieszkam na prowincji i do dobrego teatru mi daleko. Ale jakoś się już przyzwyczaiłem do życia bezteatralnego i na co dzień nie dolega mi ono nadmiernie.
A ja widzialam tych Biesow i ledwie je pamietam.
Ale ja tez nie naleze do wielbicieli Wajdy, ktory moim zdaniem nie potrafi poprowadzic aktora. Pamietam, ze na Pannach z Wilka w Paryzu pekalam ze smiechu bo aktorzy byli tak nieporadni, ze bawili w nieodpowiednich momentach.
I te Biesy, widziane w Londynie w towarzystwie Matki, przeszly bez echa. Zostalo mi po nich poczucie winy, bo nie pozwolilam mamie dokonczyc obiadu ze strachu, ze sie spoznimy.
Potem przeporosilam i powiedzialam, ze niepotrzebnie tak zesmy sie spieszyly.
„Biesy” pamiętam, nie da się zapomnieć.
Ze spelktakli polskich, ktore wryly mi sie w pamiec, to moze trzy – Zywot Jozefa Dejmka, Kariera Artura Ui i bodaj Wozzeck nie pamietam w czyjej rezyserii, z bardzo dobrym Pszoniakiem w tytulowej roli.
Ja nie liczyłem spektakli Teatru TV, bo tam też kilka bardzo dobrych dałoby się znaleźć.
A Wajda może i aktorów nie umie poprowadzić, ale w Biesach był przede wszystkim znakomity Nowicki, który świetnie umiał się prowadzić sam.
To on trzymał cały sektakl, chociaż Stuhr też nie był zły.
Możliwe też, że inaczej się w tamtym czasie odbierało spektakl w Krakowie, inaczej w Londku. Sytuacja pozateatralna i atmosfera na widowni to też są bardzo istotne elementy przedstawienia.
A to prawda.
Tak, Nowicki. Od wtedy z nim czytam Biesy.
Niechaj przypomne na wszelki wypadek.
Jutro o polnocy uplywa termin zglaszania kandydatow do Nagrody im. Ks. Musiala.
Mamy juz ladnie ponad 700 podpisow, co jest naprawde impponujace. W polowie dnia mozna bedzie juz wyslac list z podpisami.
Naprawde jestem okropnie z nas dumna i zadowolona.
Well done chlopcy i dziewczyny.
A tu jest adres, zeby nie trzeba bylo kartkowac calego blogu:
klub@przym?ierze.krako?w.pl