Zadanie
Siedzieliśmy z Kumplem przy misce rosołu, było słoneczne, leniwe, podszyte jesienią popołudnie. Kumpel właśnie opowiadał mi o najnowszych odkryciach naukowych w dziedzinie gonienia kotów, kiedy nagle jakiś mały, rudawy typek z czarnym szlaczkiem przeleciał nam przed nosami. Kłapnąłem na niego raczej z obowiązku, niż z rzeczywistej chęci złapania i zamierzałem wrócić do pasjonującego tematu rozmowy, ale Kumpel już zdążył wypaść z rytmu.
– Motyl – szczeknął trochę głupawo, jakbym sam nie widział, co mi po domu fruwa.
Przyglądaliśmy się przez dłuższą chwilę, jak rudzielec bezradnie obija się o szyby i w końcu żal nam się go zrobiło.
– Można by go wypuścić – zasugerowałem ostrożnie, nie mając pewności, czy mój gość też jest skłonny do podjęcia się tego niewdzięcznego zadania.
Kumpel pokiwał potakująco łbem. Był dość sporym mieszańcem wyżła z labradorem, więc otwarcie drzwi wejściowych nie stanowiło dla niego problemu. Nie musiał nawet skakać na klamkę, oparł się po prostu o nią przednimi łapami i rudy miał wolną drogę. Ale zamiast skorzystać z okazji, tłukł się dalej jak potępieniec, to po drzwiach na taras, to po oknie w dachu, wzbudzając współczucie, ale też, nie ukrywajmy, działając nam na nerwy.
– Z drzwiami od tarasu nie pójdzie tak łatwo – frasobliwie przyznał Kumpel. – One mają taki skomplikowany zamek, że nawet ludzie czasem muszą się z nim mocować. Ale szyba to rzecz raczej krucha. Gdyby udało nam się przewrócić na nią coś ciężkiego i twardego…
Rozejrzeliśmy się wokół. Metalowe, kute krzesło wydawało się odpowiednie. Przepchnęliśmy je w pobliże drzwi i naparliśmy od spodu. Mebel stracił równowagę, walnął w szklane drzwi, szyba poszła, a motyl przeniósł się pod okno dachowe i tam nadal uprawiał swoje potępieńcze tańce.
Popatrzyłem na Kumpla, on na mnie. Wiedzieliśmy bez jednego warknięcia, co teraz musi nastąpić. Nieraz obserwowaliśmy ludzi, zmagających się z tym oknem. To już była wyższa – nawet całkiem dosłownie – szkoła jazdy.
Najpierw trzeba było przywlec z ogrodu drabinę. Na szczęście dostęp do ogrodu, dzięki rozbitym drzwiom, był prosty, ale wleczenie drabiny i tak sprawiało nam pewne trudności, nazwijmy to, anatomiczne. Czym są jednak trudności dla dwóch bardzo zdeterminowanych psów. Dowlekliśmy tę drabinę, ustawiliśmy pod oknem, a potem zaczęliśmy deliberować, który z nas powinien na nią wejść. Obaj nie mieliśmy żadnych doświadczeń cyrkowych ani wysokogórskich. W końcu Kumpel zaryzykował, wdrapał się na piąty czy szósty szczebel i wtedy drabina się złożyła, przywalając go z kretesem.
Kumpel zawył boleśnie, wygrzebał się spod zawodnego sprzętu, wylizał gnaty i spojrzał na mnie znacząco. Nie wypadało mi się wycofać. Ustawiliśmy drabinę jeszcze raz, wlazłem na nią aż do samej góry i z całej siły pchnąłem grzbietem okno. Puściło. Szklana tafla uniosła się, Kumpel merdnął z uznaniem, ja zaszczekałem zwycięsko, a rudy zatrzepotał skrzydłami i wyfrunął w pierwszy z brzegu podmuch wiatru, nie bąknąwszy nawet dziękuję.
Omijając starannie kawałki szkła wróciliśmy z Kumplem do miski. Bolały nas wszyskie mięśnie, a Kumpla dodatkowo jeszcze poobijane gnaty. Rosół skrzepł w galaretę. Byliśmy szczęśliwi.

Pierwszy?
Udało się. 😎
No, nie wiem, Bobik. Nie wiem czy wypuszczenie motyla na zewnatrz gdy idzie akurat jesien, bylo najlepszym pomyslem.
Moze nalezalo go zostawic w cierplym domu i pozwolic upiec sie na zarowce po zapadnieciu zmroku.
Zaczęły się Szalone dni Muzyki w Warszawie.
U nas wytworzył się taki zwyczaj, że na premiery, inauguracje i inne “prestiżowe” z punktu nie ma miejsc, lub są rzucone takie ochłapy, że natychmiast znikują.
Poza tym jak sie ma czuć człek, ktory przychodzi na kameralny koncert po koncercie inaugurujacym, na które biletów nie dostał i każą mu czekać 15 minut na rozpoczęcie, bo ważni goście nie zdążyli się przemieścić z jednego na drugi, po czym publiczność opuszczając w pośpiechu salę, żeby iść na następny, dowiaduje się, ze otóz on był wlaśnie zaczał się 15 minut temu i nie wpuszczają.
Widać ważni goście nie byli zainteresowani tym ostatnim.
Koncerty zaczynają się jeden po drugim, jakby nie można było zrobić jakiś odstepów czasowych.
Może to nie jest coś bardzo ważnego, ale – wybaczcie proszę – mam ochotę komuś w mordę dać.
I teraz myśle, że ludzie, którzy się zerwali z widowni w trakcie krótkiej pauzy przed ostatnim fragmentem koncertu, wprawiając w zdumienie, pianistę i kwartet, pogalopowali na następny koncert właśnie.
Pysznie.
Mordko, ale co ja bym z tego miał? Nie lubię pieczonych motyli. 😈
Przenoszę na chwile temat służb. Nie musicie się znać na tym, ja też się nie znam i nie wiem, czy i co generał ukradł itd. Chodzi mi o sposób informowania. Przez tydzień mamy się ekscytować jakimś stosunkowo drobnym przekrętem w Malborku, kiedy wiadomo, że każdego dowódcę jednostki i kwatermistrzów można od razu zamknąć na dwa lata, bo mniej nie mają prawa dostać. Malbork nie schodzi z głównej strony GW. Fajnie.
Potem chwila ciszy, lecą jakieś głowy na górze – no tak, nakradli, to lecą. A tu sru! Nie o to chodziło, nie ten kradł, a przeciwnie, meldował. Ale tego już z GW nie wyczytasz.
A pan premier przemawia jak nasz przyjaciel Hoser – nie wiem, sprawa wpłynie, zobaczymy, mamy trzy* miesiące.
* g. prawda, ma miesiąc; trzy w rzadkich przypadkach, z czego administracja lubi robić sobie rutynowy termin.
Teraz skupmy się może na tych cyckach.
Muzyka może sobie nie mieć narodowości, ale organizacja powinna mieć. Niemiecką. 😎
Z tymi koncertami, no co ja mogę powiedzieć, jak już mówiłem tyle razy? Wpuść chama na salony, to się poczuje. Bić w mordę to dobry pomysł, więcej powiem, na chama jedyny dobry.
słusznie Wódz prawi, cycki górą!
Pan premier to mi się w ostatnich latach zdołał narazić już nieraz, ale co mi zaczyna w gardle wzbierać ostrzejszy warkot, to zaraz go nieco przydusza myśl: no dobra, gdyby ten premier ustąpił, to kto po nim. Ob. Potop? 🙄
Co nie znaczy, że nie należy warczeć w ogóle. 😎
Nieźle. Już mi wściekłość przeszła jakby. 😉
Górą, górą… A jak baba stanie na głowie? 😛
jak na głowie to dołem. ale nie takim zupełnym ;p
Poeta się wyjaśnił pod poprzednim wpisem. 🙂
Zupełnym to jak baba myje podłogę.
Poeta się wyjaśnił, kwestia cycków załatwiona? To co, teraz mamy rozmawiać już tylko o kulturze? 😯
Wielki Wodzu, czuję, że śmierdzi, ale nie wiem kto, komu i za co świni. Wyczytałam i nadal jakoś nie wierzę w jedynego sprawiedliwego, bo wojsko to nieprawdopodobna stajnia Augiasza i to nie tylko tutaj przecież.
Myje i chłopem wyciera 👿
To mopy też mają cycki? 😆
Mają 😆
Poczekajmy az bedzie wiecej wiadomo. Tymczasem naprawde niewiele. Chyba, ze cos przegapilem. Jesli pospolite zlodziejstwo, to malo interesujace.
Nie wiem, czy mopy mają, ale chłopy nawet jak mają, to nie myją. 🙄
Podejrzewam, Mordko, że w wojsku, a zwłaszcza w specsłużbach, złodziejstwo może mieć wymiar dość niepospolity. Niekoniecznie zresztą wyłącznie finansowo. 🙄
Z wojskiem, to było tak.
Mój syn dosyć poważnie we wczesnej młodości się nachorował, ale wojsko powiedziało nic to, nadaje się.
Wiec on studiował i studiował (odpłatnie), aż raz kiedy znowu kamasze wzywały, znalazł się dobrodziej, co wziął wziątek i okazało się, że wystarczyłoby tych chorób na wielu, żeby nie nadawać się do wojska.
Bez żadnej lipy, sprawdziliśmy, tak było od początku.
Miałam nadzieję, że teraz, jak armia zawodowa, to wojsko inaczej funkcjonuje.
Jak jeżdżę do lekarza (na WAT) to dużo teraz dziewczyn widzę na uczelni wojskowej.
Nie wkurzać mnie babami 👿
A czym/kim należy Cię wkurzać, Haneczko? 😆
Haneczko, słusznie!
Napisałam o mopach, bo baby mują mopai, wiec cycki dalej wysko.
W rodzinie młodego to młody sprzata i myje podłogi, Haneczko.
Idzie na lepsze. 😀
B., wzrok mi się też psuje i klumpię po sąsiadach.
Chyba potrzebny mniejszy spontan. 🙁
Może tym proroczym filmem ktoś powinien się wkurzyć?
https://www.youtube.com/watch?v=Na4KbXEMZk4&feature=player_detailpage#t=107
Żeby za rok się nie okazało, że za rok lecimy głosować na jakiegoś Dupiaka, kolegę Schetyny, bo inaczej ten zły Kaczor…
i wogle 😎
Byc moze, Bobik, ale nakieruj mnie prosze na dobrze napisany artykul na ten temat. Bo chyba ze dwa dni temu ( a moze bylo to wczoraj?) usilowalem zrozumiec co sie tam stalo i nie dalo sie.
A poki dobrze nie rzoumiem, nie bede wyrabial sobie pogladu.
Niczym, Bobiku. Koić, bo trochę za dużo pooglądałam i zrobiłam się niecenzuralna.
cycki mopem? no wiecie co…
Czasami trzeba trochę poniecenzuralnić, bo się człowiek zatchnie, albo rozpuknie.
Kocie, czy ja jestem niekomunikatywny? Nie wiem kto co ukradł i nie chcę wiedzieć, bo i tak się nie dowiem. Chcę czytać TEŻ o odwołaniu szefa kontrwywiadu wojskowego w państwie średniej wielkości należącym NATO, poznać w miarę możliwości różne opinie, a nie TYLKO w kółko pedofile, zły kaczor, jaki śmieszny, cha cha, pedofile.
I jeszcze żeby pan premier się ustosunkował może, a nie pieprzył jak rzecznik prasowy urzędu gminy. To są, motyla noga, wygórowane wymagania?
I cycki na mopie nie są wcale niecenzuralne. Niecenzuralnie to ja mogę o panu premierze. 😈
Problem w tym, że Kaczor (razem z kolesiami) naprawdę zły. Gdyby nie to, byłaby zupełnie inna rozmowa.
Co szczekam dla porządku, mimo rozpaczliwego przekonania, że żywcem nie ma na kogo głosować. 🙁
O muzeum z Ostrołęki, ale nie o tym co ma być, które Marek podlinkował, a o tym co jest – polecam, lubię i ma nie tylko ciekawe eksponaty ale i sympatyczne ruchome gabloty, więc przy kolejnym zwiedzaniu innej wystawy nie będzie się musiało powtarzać starej geografii.
No to niedługo będzie ładny jubileusz, 25 lat wybierania mniejszego zła. 😎
Jeszcze raz podkreślając, że nie bronię GW ani poziomu dziennikarstwa tak w ogóle – czy przypadkiem wyjątkowo złe informowanie w tej sprawie nie wynika z tego, że do rzetelnych informacji dotrzeć trudno, bo wszystko jest objęte tajemnicą wojskową, więc harcują ci dziennikarze, którym jest i tak wszystko jedno, a ci co poważniejsi się wstrzymują, bo nie chcą palnąć jakiejś piramidalnej bzdury?
Wodzu, po pierwsze nie 25. W wybieraniu mniejszego zła mamy długie, historyczne doświadczenia. 😎
A po drugie, jako praktyczny pies zapytowywuję o praktyczne wyjście. Wybierać większe zło? 🙄
No, chyba że rewolucja. Tu bym przynajmniej miał pewność, że na pierwszą linię poleci Morda i potem będzie na niego. 😈
Dobry ten film, Wodzu. 😆
Mordka nie na każdą rewolucję poleci 😉
Bobiku, czy mogę się nie ustosunkowywywać, że niby dziennikarze GW nic nie piszą, bo nie chcą pisać głupio? Jakoś mierzi mnie perspektywa znęcania się nad Psem. 🙂
I dobranoc. Co się dzisiaj przyśni i dlaczego się obudzę z krzykiem, trudno przewidzieć. 😛
To może powiem coś w obronie premiera.
Nie chciałabym, zeby szef mojego państwa wydawał sądy o ludziach, zanim zrobi to sąd.
Już aresztowania pokazywane i wyroki ferowane przez wysokich przedstawicieli państwa były w telewizji piblicznej i mediach IV RP.
Wolę powściągliwość, gdyby mnie ktoś zapytał.
Niejasno się może wyraziłem. Nie miałem na myśli dziennikarzy z GW, tylko ich ogół. Bo Morda pisał, że nigdzie mu się nie udało znaleźć rzetelnej informacji.
I też dobranoc. 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=DZdA0Thgm8U
Jestem dziennikarzem i wiem jak piszą dziennikarze! A piszą skrótowo.
Bardzo dobranoc 🙂
Bobik, mysle, ze powinienes zastanowic sie nad tym aby zalozyc paralelny blog – jeden specjalnie dla Niezadowolonych z Tego Ktory Jest.
Wowczas moze uda nam sie uniknac regularnych scysji i grubych zlosliwosci, ze sie TU rozmawia nie na ten temat na ktpry wartaloby, zas Niezadowoleni mogliby sie cudnie bawic na wlasna reke i przerzucac sie bon motami.
Nie paralelny, tylko parafialny.
Wtedy wszystko byłoby jasne.
przyznam, ze ten bobik to ewenement i wyjątek w rodzinie blogów. musze jeszcze troche tu pobyc, aby agarnac zamierzony bajzel w budzie;)
Do lozka, Nisiu!
O tej porze to tylko my z Puchala czuwamy. Ew. czasami z Krolikiem.
Ja czuwam juz ostatkiem sil…
Nighty night!
poranna zmiana przy herbacie 🙂
jaka niebianska cisza na blogu 🙄
brykam
szeleszcze
motylowo bez slowa…………….. brykam fikam 🙂
w sobote 😀
bryk fik
bryku fiku 🙂 🙂 🙂
mle kawe, parzyc mozecie sami
brykam fikam
Dzien dobry 🙂
Zaparzona kawa 🙂
Pierwszy raz słyszę, że można molestować sofę. Raczej na.
Ja się molestowana nie czuję.
Dzień dobry.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14685080,Jak_trafiono_generala_Noska__Kulisy_dymisji_szefa.html?lokale=szczecin#BoxWiadTxt
Dzień dobry 🙂
Ten ekspresik do kawy od Liska chyba z Bajek Robotów przywędrował. Pewnie był giermkiem jakiegoś elektrycerza. 😀
Sofio, czy na Tobie można przysiąść z filiżanką kawy i giermkiem u stóp, czy to by już jednak podpadało pod molestowanie? 🙂
Bobiku, dokladnie o tych bajkach myslalam 🙂 To bylo a daleki propos Wojen Gwiezdnych fomy, w ich wczesniejszym i lepszym wariancie.
Widzę, że muszę metaszczeknąć, ale postaram się streścić i nie zanudzić. 😉
Ja się nie obrażam o przyjacielskie prztyczki w sprawie proporcji blogowych tematów. Co tu dużo gadać – one ostatnio rzeczywiście były bardzo przechylone w stronę kościelną. Oczywiście, były ku temu przyczyny – petycja, czyli Spółdzielnia Wspólna Sprawa, radość z przybywających podpisów, w świecie „przełom franciszkański”, w kraju pewne oznaki, że pozycja KK może nie być tak całkiem niewzruszona… Naprawdę było o czym rozmawiać. Ale też prawdą jest, że pod tą wzniesioną kościelną falą inne tematy zaczęły tonąć i mnie to już też chwilami zaczęło dolegać. Bo jakoś moje psie serce woli, jak to świetnie określił Mariusz, „zamierzony bajzel” niż monokulturę. 🙂
I chyba wcale nie ma potrzeby zakładania osobnego blogu. 😉 Wczoraj spokojnie pomieścił się tu i wątek parafialny (tu znowuż ściągam określenie od Nisi), i sofistyczny, i służbisto-specjalny, i kulturalny, i co tam jeszcze. Czyli spoko, może być dla każdego coś miłego i nie mam o co zbyt długo pyska metastrzępić. 😆
Swoją drogą, obecne prztyczki fomy to przy jego dawnym wampiryzmie drobny pikuś. Nie te lata, nie te zęby… 😈
Z filiżanką herbaty zawsze. Dla giermka mam poduszki.
Tobie sie tak wydaje, Bobiku, ze nie ma potrzeby zakladac oi
ddzielnego blogu dla Niezadowolonychg albo ze sa to przyjacielskie prztyczki. Zbyt regularenie takie glosy sie podnosza i nalezy dac im szanse spotytkac sie w lepszym miejscu niz to. Rozumiem, ze nie moga spotykac sie u siebie, bo panuje tam zbyt wielki tlok.
A ja, prawde powiedziaweszy jestem zmeczony regularnym upominaniem mnie i innych na tym blogu, ze rozmawiamy nie tak i nie o tym o czym nalezy. Eee, tam, zmeczony – mam tego powyzej dziurek w nosie. Serio. Nie sa to zadne przyjacielskie prztyczki – ja to odboieram jako grube zlosliwosci pod adresem obecnych. Najczesciem staram sie ignorowac, ale ptrzychodzi taki momenty w zyciu Kota, kiedy juz nie jest w stanie tego zniesc.
Na dzień dobry satanizm w Lidlu :)))
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14686045,Trzy_szostki_i_rogi_w_reklamie_Lidla__Egzorcystka.html#BoxWiadTxt
Dzień dobry 🙂
Szatańskość owładnia spragnionych szatańskości 😉
Mordko, daj spokój. Za ładny dziś dzień, żeby się kłócić, a pewnie już zbyt wielu takich dni w tym roku nie będzie. 🙂 Niech po prostu nikt nikogo nie upomina, tylko każdy proponuje swój wątek. Jak inni się nim zainteresują, to dobrze, jak nie, to trudno, widocznie nie był zbyt pasjonujący dla ogółu. C’est la vie. I na tym metarozmowę skończmy, proszę, bo ja mam zamiar się dziś wybrać do lasu i nie chciałbym cały czas podczas wycieczki gryźć się myślami, czy przypadkiem z blogu nie zrobiło się pole minowe. 😉
Dokladnie o to mi chodzi.
Aby kazdy pilnowal wlasnych watkow, a nie cudzych. Jesli potrafi wlasny wprowadzic tak by zainteresowalo to innych, to ci inni sie przylacza, wczesniej czy pozniej. Jesli potrafi natomaist jedynie upominac innych, ze sa nudziarzami, to niechaj zejdzie mi z oczu, bo ja sie tez potrafie odwinac.
Bry! 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=fZ9WiuJPnNA
Kot jak zwykle musi mieć ostatnie słowo. 😆
A ja się zdumiewam, nie po raz pierwszy zresztą, co potrafi zrobić słońce. Jak przyświeci, to się zaraz chce bryknąć, zaszaleć, nawet zaśpiewać. Pod warunkiem, że Kierowniczka nie słyszy. 😈
Moje hasło na dziś: uśmiechnijmy się do świata. Nie jest taki zły, nawet kiedy nie kwitną jabłonie. 🙂
Dzień dobry,
ja dopiszę się do Bobika z moim punktem widzenia. Na każdym porządnym blogu typu świetlica (tak ja to już od dawna nazywam), gdzie ludzie przychodzą, żeby się wygadać, żeby miło ze sobą pobyć i może też przy okazji żeby się czegoś dowiedzieć (patrz merytoryzm na Dywanie), prędzej czy później musi rozwinąć się coś na kształt „zamierzonego bajzlu”. Bywa, że – cytując Boya – każdy mówi o czym innym, jak zwykle w życiu rodzinnym. No i trudno świetnie, każdy trzyma się swego tematu, a rolą prowadzącego blog jest umiejętne moderowanie. Da się, naprawdę. U mnie bardzo często tak jest i naprawdę jeden temat z drugim nie musi się kłócić, nawet jeśli są skrajnie różne. Taka jest specyfika podobnych miejsc. Niektórych przychodzących po raz pierwszy ta forma szokuje, dla przyzwyczajonych jest normalna. To są czasy zwiększonej podzielności uwagi i tak już chyba zostanie. Można więc wyciągać z tego przyjemności i rozmawiać jednocześnie na kilka tematów.
A jeśli jakiś temat komuś nie odpowiada, po prostu się w niego nie włączać.
Piesku, przecież jesteś wielką artystą wokalną. To dlaczego chcesz mnie pozbawić swej sztuki? 😀
Bom jest pies-niecnota i krytyk się boję. 😆
Słońce potrafi na przykład pojawiać się i znikać. Dziś na przykład umówiło się z lujem, by pobawić się z mieszkańcami Trójmiasta w „kto potrafi szybciej rozłożyć parasol” 👿
O, Siódemeczka mi się wpasowała w dzisiejszy nastrój. 😀
Vesper, to ja satrapim ukazem zarządzam, żeby chociaż w wirtualu dziś nie było żadnego luja. 😎
Mogę na tę intencję podrzucać od czasu do czasu trochę słońca z mojego realu. 🙂
Gdybym przypadkiem, na co nie liczę, znalazł w lesie jakiego grzyba, też podrzucę, a co. 😉
Bajzel jest twórczy 😀
Widocznie pogoda wypomina ludziom blad w tlumaczeniu, bo w Polsce ochrone przeciwsloneczna – para-sol – uzywa sie na luj (para pluie) 🙂
Ja dotychczas mialam jedna, pierwsza, i odosobniona ulewe i bardzo bym chciala jeszcze…
http://observatory.designobserver.com/media/slideshows/LetterG013.jpg
(Russell/F.Themerson)
A tu są smaczne dania vege i zupa dyniowa 😀
http://www.youtube.com/channel/UC61mBggYh9_HTKo__onAnhA?feature=watch
Wobec luja w realu, luj w wirtualu byłby prawdziwą katastrofą, zwłaszcza że zamiast wyprawy rowerowej mamy dziś ból ucha i jesteśmy, że się elokwentnie wyrażę, udupieni 🙁
Przepraszam, ale nie byłam w stanie….
http://m.natemat.pl/c2b10152f547712efb4e10a4438666f8,641,0,0,0.jpg
Za poduszczeniem Liska wydam kolejne satrapie zarządzenie – z dniem dzisiejszym odstawiamy na bok niesłuszny parasol i zaczynamy używać (oby jak najrzadziej) wysoce słusznego parapluja. 😆
A co tam trzy!
https://www.youtube.com/watch?v=SjRTQZoXns0
Nie przepraszaj, Mar-Jo. Com się uśmiał, to moje. 😈
No to, zanim słońce się rozmyśli – do Moskwy! Do Mo.. tfu, co ja opowiadam… Do lasu! Do lasu! 😀
O Mar-Jo 😆
Tam też jest dobry tytuł zdjęcia: Warszawo za mną!
Bobiku, parapluj sliczny 😉 Pogoda wypomina blad w tlumaczeniu, a mnie taktownie nikt nie wypomnial bledu gramatycznego, bo zamiast „uzywa ochrone” chyba powinno byc „uzywa ochrony” 😳
Dzisiejszy poranek jest gmlisty. Kawaherbata. Potem jajko na miekko i tost. Dzien bedzie pracowity. A na obiad przyjdzie Syn, wiec zawsze sie bardziej staram. Dzisiaj planuje poledwice wolowa z mini bok choy w sosie orzechowym w stylu tajskim. Troche jak to:
http://www.marthastewart.com/341761/skirt-steak-and-bok-choy-stir-fry
Robi sie szybko, ale to nie gotowanie, tylko kupowanie i przygotowanie i sprzatanie po gotowaniu zajmuje czas.
To smacznego obiadu i przyjemnego biesiadowania. 🙂
Ja jutro idę do młodych pobiesiadować.
Zaczął nagle imieniny obchodzić zamiast urodzin.
Uch, jaki sie glodny zrobilem na krolikowe poledwiczki z bokczojem…..
Taak, Królik jakoś potrafi zachęcić do pojedzonka.
Może dlatego, że taki entuzjastyczny i lakoniczny. 😀
Macham Ci, Króliku!
Odmachowywuje serdecznie, Siodemeczko! Milego imieninowania z Mlodymi.
To ja dla kontrastu z bokczojem zapraszam na kurczaczka z nadzionkiem a la polonaise jak najbardziej. I krupnik po mnie chodził, więc też robię i jakby co, nakarmię głodnego.
Kurczaczek nadziewany tez moze byc!…
A ja zapraszam na dynię upieczoną z czerwoną cebulą i polędwiczki wieprzowe. Z sosem balsamico.
Ja zrobilam pieczona kaczke z duszonymi jablkami i ziemniakami.
Zapraszam oczywiscie! 🙂
Krolik potrafi zachecic do jedzenia poniewaz ma wyobraznie gastronomiczna, i przez to oddzialywuje na nasza 🙂
Kurczaczki nadziewane to kiedyś były ptaszyny małe akurat jeden na głowę.
Co to się porobiło.
Przyjeżdżał stały wiejski dostawca furą na podwórko dwa razy w tyżniu i sprzedawał w okresie odpowiednim małe (żywe) kurczaczki, które można było z wozu wybrać.
Jakoś nie pamiętam, żebym kiedykolwiek oglądała, czy zdawała sobie sprawę z aktu pozbawia życia żywiny, którą mój ukochany Dziadziuś przynosił do domu. Miał chyba wielką wprawę, robił to cicho i dyskretnie.
Z kurczaków w maśle były robione weki na zimę. Dobre. Ech!
Znęcają się 😥
Kurczaki nadziewane po polsku robi moja Mama. Bardzo dobra rzecz.
U mnie właśnie wypada jeden kurak na jeden łeb. Ale co mam zrobić, kiedy chce mi się pieczonego? Będę go jadła dwa dni i podzielę się z psiarnią.
W rodzinnym domu Starej tez! Jak goscie przychodzili. Ale u nich akurat goscie byli swiatek i piatek bo Dziadkowie bardzo lubili przyjmowac.
Teraz to trudno w Anglii robvic po polsku, bo kurczaki sprzedaja najczesciej bez podrobow.
A ja właśnie wyjęłam z piekarnika sernik. Zapraszam – bardzo udany egzemplarz. 🙂
Mniam, co za kulinarnie krolewski dzien!
Byłabym wdzięczna mistrzom patelni za wszelkie wskazówki, jak nie popsuć pieczeni. Wychodzi mi w miarę jedynie pierś z indyka. Wszelkie inne mięsiwa muszę przyrządzać na patelni, bo w piekarniku albo wyjdzie mi niedopieczone, albo za suche 😳
To jeszcze doniose wino (lepsze jest z tej samej serii czyste cabernet bez domieszki merlot, nie znalazlam zdjecia)
vesper, ja bym proponowała piec w foli aluminiowej, a na końcu przyrumienić na złocisto brązowy kolor bez folii.
Mam maly piekarniczek, bo wolno stojący elektryczny, to się szybko przyrumienia.
Och, kurczaki z nadzieniem… Rozmarzylam sie. 🙂
A ja dzisiaj zrobie szarlotke, tez jedna z tych tradycyjnych potraw, na ktore od czasu ma sie nagle ogromna ochote (zwlaszcza, ze u nas akurat pelno jablek z pobliskiej farmy). Ale to wieczorem, bo na razie niestety musze sie udac na przedwyjazdowe zakupy. Na szczescie kurtka Zosi dotarla na czas, bo ze wszelkich doniesien, wychodzi mi, ze bedzie jednak chlodno, jak przewidywalam. Troche szkoda mi moich tutejszych temperatur w okolicach 20 stopni, ale nie mozna przeciez miec wszystkiego naraz (co nawiazuje tez troche do poprzedniej dyskusji, ale na tyle lekko, zeby znowu nie musiec sie w nia zaglebiac). 😉
Vesper, specjalistka od pieczeni nie jestem, mieso najczesciej dusze. Ogolna zasada w pieczeniu (duszeniu w jednym kawalku tez) jest wpierws stworzyc jakby skorupke zewnetrzna, zeby soki nie uciekaly z wnetrza podczas przyrzadania. Wiec kawal miesa wpierw trzeba oblac wrzatkiem by sie sciela zewnetrza warstwa, lub obsmarzyc. Ja przewaznie robie jedno i drugie. Niektorzy do obsmarzania takze przypruszaja maka.
Z kaczka latwiej bo ma skorke, wiec wpierw pieke krotko w otwartym w bardzo goracym piekarniku by sie zarumienila (po obu stronach), potem przykrywam b. dokladnie (najlepiej folia dobrze przymocowana do brytfanki) w troche mniej goracym, tak by czas pieczenia w sumie wynosil okolo 2 godz (na kaczke 2g-mowa). W tym wypadku etapy mozna odwrocic (zarumieniac na koncu).
Dziękuję. Obsmażam, zanim włożę do piekarnika, dokładnie przykrywam, a i tak nie wychodzi. Teraz spróbuję jeszcze oblać wrzątkiem. A jeśli w ten sposób też nie wyjdzie, pozostanę specjalistką od warzyw 😎
A, i gdy pieke bez przykrycia, wylaczam turbo bo wysusza.
Co jeszcze przychodzi mi do glowy to dopasowac wielkosc brytfanki do pieczeni (w za duszym sie suszy); mieso do pieczenia nie moze byc bardzo chude (a tluszczyk naokolo bardzo pomaga, choc moze nie na zdrowie 😉 ); gdy boje sie ze bedzie suche co pewien czas wyciagam z piekarnika i polewam sosem – to bardzo dobry sposob (tyle ze zawsze jestem przy tym poparzona.. )
Miła Vesper, mistrzynią nie jestem ale pieczenie mi wychodzą.
Po pierwsze wkładam do gorącego piekarnika (220-240 stopni), a po około 10 minutach skręcam gaz do 180 i piekę około godziny na kilogram mięsa, aż zaczyna pachnieć.
Po drugie wkładam do rękawa lub zamkniętego naczynia żaroodpornego. Można również okręcić w folię aluminiową błyszczącą stroną na zewnątrz.
Po trzecie zależy od rodzaju mięsa i kto to będzie jadł. Jeśli biesiadnicy mają zdrowe wątroby i inne podroby, to na schab środkowy można położyć skórkę słoninki lub plasterki boczku.
Schab środkowy nie potrzebuje niczego. Wołowinę dobrze naszpikować słoninką.
Najważniejsza jest temperatura. W książkach kucharskich napisane jest, żeby pieczeń obsmażyć na patelni (żeby się zamknęły pory), a potem na brytfankę, ale ja ze względu na diety różnych członków rodziny już dawno tego nie stosuję.
Pozdrawiam cały Koszyczek.
A w swojej budzie każdy ma prawo mieć taki porządek jak mu się podoba i nikomu nic do tego.
Tyle mojej madrosci w tej materii… 🙂
Termometr do miesa pozwala unikac przesuszenia. Najprostrze sa najlepsze:
http://www.thermometersdirect.co.uk/comark-thermometers/comark-thermometers/comark-meat-thermometer_ct491bd194pd1970.htm?utm_source=Google&utm_medium=Comparator&gclid=CPaX0tqk7rkCFeSWtAodHGsApg
Mielismy taki przez 30 lat. Niestey Pani Doch w chwili szalenstwa wrzucila go do zmywarki. I po termometrze.
Nowy, zakupiony pare miesiecy temu, byl juz cyfrowy i okazal sie byc do niczego. Szukamy zatem starego modelu.
Eluzet, to juz wyzsza szkola jazdy. O szpikowaniu czytalam, nigdy nie probowalam sama.
Chyba „najprostsze”, nie „najprostrze” 😳
Jamie robi rozbefa:
http://www.youtube.com/watch?v=zerw2t8yKC0
Skomplikowane. Uparłam się, żeby piec bez termometru, bo przecież w dawnych czasach ludzie robili pieczyste, a termometrów nie znali. Wiem, wiem, zmywarek do naczyń, pralek z wirówkami i suszarkami ani klimatyzatorów tez nie znali, ale każdy ma prawo być irracjonalny na swój własny sposób 😎
Dziękuję za wszelkie porady. Szpikować słoniną się nie podejmuję, ale będę szczelnie zawijać.
W mojej obecnej kuchence nie ma termometru. Z instrukcji zapamiętałam, że pokrętło na 2 to 180 stopni, na 3 i w górę to wyżej i tyle.
Szpikowanie słoninką jest proste, ale mojego pomysłu nigdzie nie znalazłam i za pierwszym razem bez narzędzi specjalistycznych (ponoć takie są), użyłam wszystkich znanych i nie znanych słów ze słownika wulgaryzmów.
A patent jest prosty. Bierzemy słoninkę, kroimy ją w słupki-ostrosłupki grubości ołówka, długości jaka wyjdzie np. 10 cm., wsadzamy do zamrażalnika. Jak słoninki zamarzną na kość wyciągamy, cienkim nożem dźgamy pucek mięsa, robimy otworek i wkładamy słoninkę. Można dźgać wzdłuż, można w poprzek, a można i tak i tak. Słoninką, która zostanie rzucamy na wierzch pieczeni. Po upieczeniu słoninki wierzchnie zdejmujemy i po wystygnięciu przekładamy do kociej miski, przy której już czekają koty. Nie zaszkodzi też kilka kawałeczków przełożyć do psiej miski.
Słoninka musi być dobra, czyli w czasie krojenia sama spadać ze stołu prosto do kotserwatorów procesu krojenia.
To ja całkiem jak Elazet. Dopóki nie wpadłam na zamrażanie, obficie używałam 😉 Upieczoną słoninkę bardzo lubię i nie całą oddaję Kotom, oj niecałą…
Ja obsmażam albo obkładam słoninką.
Biedna moja wątroba.
A podlewacie swoje pieczenie w trakcie pieczenia tychże pieczeni? Mamunia mówiła, że mus podlewać.
Mogę Wam, za to podać patent na pieczenie drobiu, który podała w jakiejś książce Joanna Chmielewska. Zastosowałam i teraz zawsze tak robię.
Dowolnie doprawionego kuraka albo innego ptaka wstawiam do zimnego piekarnika – koniecznie pod przykryciem. Wystarcza folia aluminiowa. Nastawiam na 200 i zostawiam mniej więcej na godzinę, w zależności od wielkości ptaka można skrócić albo wydłużyć tę fazę. Po odkryciu dróbek jest biały i miętki. Piekę łobuza dalej, jakieś 20-30 minut, aż mu się zrobi ładna skórka. Ptaszę jest soczyste i chrupiące.
Jeśli mi się chce, to po odkryciu smaruję gorącą tuszkę masłem nabitym na długi widelec, ładnie się na niej topi i dobrze robi.
O, i to jest temat, w który JA nigdy się nie włączę 😛
Furt ta słonina i mięso… 😉
Niczego nie podlewam, niczego nie sprawdzam, siadam i latam po internecie. Jak zaczyna pachnieć w całym domu, to znaczy, że już. Zaczyna!!! Nie jak wali siwy dym.
Jakto? A ja slyszalem, ze Paniu Kierowniczka na swoje Imieniny zawsze podaje ogromny schab! 😈
Ja tez robie duzo na nos, m.i. kupuje w ten sposob owoce 🙂
Ha! Dziś wyjątkowo mogę się ustawić po stronie Kierownictwa i na wszelkie pieczenie spojrzeć obojętnie, bo mam coś jeszcze atrakcyjniejszego (jako że najwyżej raz-dwa razy w roku). Zobaczcie, jakie bogate łupy z lasu przywlokłem. 😀
Zanim się zabiorę do obróbki skrawaniem, muszę najpierw posiedzieć i się ponapawać. 😎
A chwilami czujnie pilnować, żeby mi się jakaś zazdrosna cholera do łupu nie dobrała. 👿
A nie mówiłem, że dziś jest piękny dzień? 😆
No to anegdotka.
Młoda żona szykując szynkę do upieczenia obcina pucek z obu stron i wkłada do brytfanki. Mąż ją pyta, po co obcina. Bo mamusia tak robiła – odpowiada żona. Ciekawski mąż przy okazji pyta teściową, po co obcina końce szynki do pieczenia. Bo mamusia tak robiła – odpowiada teściowa. Na szczęście matka teściowej jeszcze żyła, więc młody pyta babcię, po co obcina końce szynki do pieczenia. Babcia po chwili zastanowienia mówi, że tylko raz to zrobiła, bo szynka nie mieściła jej się do brytfanki.
Kanie, ?%$£>*!
Właściwie nigdy się szczególnie nie zastanawiałem, jak robię pieczeń. Przyprawiam (zwykle sporo wcześniej, żeby się przegryzło), świninę lub krowinę obsmażam (bo uwielbiam smak smażeniny) i lu do piekarnika w żaroodopornym, przykrytym naczyniu (jak na spodzie jest tak z centymetr sosu, to nawet podlewać szczególnie nie trzeba) a potem to już tylko od czasu do czasu sprawdzić, czy gotowe. 🙂
Drobiu ze skórką nawet nie obsmażam, tylko najpierw do bardzo gorącego, a potem temperaturę zmniejszyć. Żeby skórka była chrupka, trzeba to ptactwo piec na ruszcie, ale pod spodem powinno być naczynie z płynem, coby parowało i nie dopuszczało do wysuszenia mięcha. I tu raczej trzeba polewać i /lub smarować masłem czy oliwą.
Szpikować słoniną zwykle mi się nie chce :oops:, ale za to bardzo pilnie szpikuję czosnkiem i rozmarynem, wtedy smak przypraw się po całym wnętrzu rozchodzi. No i krowinę właściwie zawsze marynuję (niekoniecznie w occie albo winie, przy lepszym kawałku wystarczy oliwa i zioła), wtedy nie wychodzi podeszwa.
A wyjdzie jak wyjdzie. Na ogół pysznie, ale co mam ukrywać, wpadki mi się też zdarzały, więc mam pełnię zrozumienia dla tych, którym nie wychodzi. 😉
Kanie, Mordko, kanie. 🙂 A ile ich jeszcze zostawiłem w lesie… Bo tego grzyba ani przechować, ani ususzyć, więc z bólem serca zebrałem tylko tyle, ile mogę zjeść od łapy.
Słyszałam o suszeniu kani i przerabianiu ich na proszek grzybowy, znaczy się przyprawę.
Spróbujcie kiedy tego patentu z ładowaniem dróba do zimnego piekarnika – wydaje się bez sensu wszystkim wychowanym na metodzie odwrotnej, ale zaskakująco dobrze się sprawdza. No i nie trzeba pamiętać o nagrzewaniu piekarnika PRZEDTEM.
A właśnie: mój kuraś bardzo dobrze wyszedł, jakoż i nadzionko. Zapraszam!
Nadzionko z ątróbki? To poproszę.
Zawsze robiłem metodą Bobika. Intuicyjnie. Zwykle wychodziło. 😎
A ja metoda mojej guru sprzed 100 lat (prawie) Madamme Sainte-Ange ( La Bonne Cuisine), tez zawsze wychodzi, a jaka przyjemnosc w czytaniu!
Vesper, a może to wina piekarnika? Ja też kiedyś miałem taki, co to nie wszystko się udawało, po jego wymianie wychodzi wszystko 🙂
Rozmawialam dzisiaj z moim Ojcem, ktory obchodzi dzisiaj imieniny (Waclawa). Zostal potraktowany obiadowo pieczona kaczka z jablkami! Tez mial krolewski posilek.
Wspominalam sobie jak moja ciocia zabrala nas kupe dzieciakow nad jezioro Otmuchowskie na niedzielny letni piknik. Gwozdziem pikniku byl wlasnie nadziewany kurczak. Delicje!
Bobiku, co zrobiles z tych pieknych grzybow, do ktorych widac bylo na zdjeciu, ze leci ci slinka?
😉
http://www.youtube.com/watch?v=dFttaXuC0BM
Dotrzymałem słowa. Nie zapuściłem ogrodu. To prawie jak badanie stanu dziewic bez mopa.
Muszę 🙁 Zaczynam zbyt boleśnie odczuwać dolegliwości zespołu odstawienia 👿
http://www.youtube.com/watch?v=dFttaXuC0BM
Bobiku, kanie suszę w całości. Do pieczonych perliczek ostatecznie kurczaków jak znalazł
To miało być to:
http://www.youtube.com/watch?v=fFjCvnIhd0Y
wszystko przez zespół odstawienia 👿
Jagodo, ale to się kupy trzyma 😈
Irku, nie mogłeś o suszonych kaniach powiedzieć zanim poszedłem do lasu? 🙁
Irku 😉
http://www.youtube.com/watch?v=uYwDhAgKvdQ
Jagodo, jak masz aż tak silne objawy odstawienia, to ja Ci na Dudka wypiszę receptę. 3 razy dziennie wystarczy? 😎
Sprawdzę 😉
Króliku,
a najlepszymi życzeniami dla Twojego Ojca 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=f-tTeYmz_bE
Bobiku, suszone kanie to przy nadmiarze
Ale właśnie dziś, jak nigdy, mogłem mieć nadmiar. I zostawiłem ślimakom na pożarcie… 🙁
Pies się uczy przez całe życie, człowiek zresztą też 🙁
Ale do rana może dotrwają 😉
Ślimaki? No, może dotrwają, jeśli potrafią odróżnić kanię od sromotnika. 🙂
Bobik, a jesli tych kani jest tak wiele w lesie, to czy nie moglbys zamrozic w calosci?
Ja bardzo w zamrazanie grzybow wierze i dotad sie nie zawiodlem.
A w zimie jak znalazl.
Zamrozilem w czwartek prawie kilo kurek i pewnie jeszcze dokupie.
To wielka radosc poza sezonem.
Zwierzę się Wam z pewnego rozczarowania. Po wielu latach przerwy, zjadłam w tym roku rydze podsmażane na maśle. Chciałam przypomnieć sobie smak, który kojarzył mi się z wakacjami na wsi, smak wyjątkowy, przepyszny, niesamowity, cudowny. Ależ to było rozczarowanie 🙁
Niedawno miałam okazję zjeść kanie, ale zrezygnowałam, żeby nie pozbawiać się wspomnienia smaku pierwszej samodzielnie znalezionej i usmażonej kani.
hau, hau, hau 🙂
ślimaki to tez człowiek, ślimaki lubią grzyby, brawo Bobiku
miau, miau, miau 🙂
Badanie stanu dziewic bez mopa 😆
Z tych grzybów zrobiłem:
– kanie usmażyłem
– podgrzybki udusiłem ze śmietaną
– borowiki włożyłem do lodówki i będą jutro jak znalazł do nieprzyzwoitej, znaczy świńskiej polędwicy.
I wszystkiego najlepszego dla Taty, Króliku. 🙂
Kuraka Nisi już dziś po tych grzybach nie dopcham, ale gdyby na jutro coś zostało… 😉
A ja upiekłam dziś dynię na sposób Vesper. Jutro będzie powtórka. 🙂 Bez dodatków mięsnych, także Kierownictwo jak najbardziej może się włączyć, a nawet podłączyć. 😛 Poza tym odespałam koci dyżur. Następny już za tydzień. 😯 Wczoraj Jej Kociość traktowała mnie z góry, bo za mało i za wolno biegałam, a dziś zostałam podrapana po nosie, bo za długo nie chciałam wstać. 😳
O, wywolalem lewacka psuje! Pewnie gdzies niedaleko chowaja sie jeszcze kwasne winogrona.
Skoro będzie powtórka, to próba chyba udana, Ago?
Jej Kociość pracuje pilnie na bonus w postaci obcinania pazurków 😈
Bo biegac, Ago, trzeba szybko. Nie slimaczyc sie, nie ociagac ze sniadaniem.
I dziekowac Bogu, ze nie masz corgy na przechowaniu tylko Kota. Corgi lubia podgryzac w piety. Dlatego byly tradycyjnie w Walii uzywane do pracy przy pilnowaniu stad krow. Takiee to ledwie od ziemi widac, ale trzymnaly krowy w posluchu i szacunku.
Tak dzis opowiadali w telewizji.
Nawet Our Dear Queen zostala kiedys mocno ciapnieta przez corgy i musiala leciec na pogotowie.
Próba dyniowa jak najbardziej udana. 🙂 Jej Kociość daje mi chyba, po swojemu, do zrozumienia, że awansowałam z personelu zastępczego na personel alternatywny. 😈
Rzucałam ątróbką w stronę Wodza, ale nie wiem czy doleciała.
Miałam pewne plany w stosunku do kurzych biustów, ale obawiam się, że Szanta z Rumikiem je ode mnie wycyganią.
Plany, Nisiu? Niech biorą. Tobie zostaną biusty 😉
Och, ta gramatyka…
Biusty.
Dziekuje w imieniu Ojca, Jagodo i Bobiku.
http://wojciechlemanski.natemat.pl/76443,zstapic-do-piekiel
w sumie chciałem coś napisać a propos koło południa, ale… będzie jeden nabój więcej na później, póki co skupię się na biustach, skoro tyle ich
Ech, kto nie chciał, foma… Ale luj ma pozostać tam, gdzie jego miejsce, więc biusty w górę, allelujah i do przodu 😉
a trzeba do przodu? ten imperatyw: wyżej, dalej czasem mnie mierzi…
Oczywiście, to kwestia priorytetów.
i miejsca, żeby przycupnąć, gdy wszyscy popędzą w to wyżej i do przodu
Po to właśnie potrzebna jest Sofia
po to o niej pomysleliśmy. ale od razu były zakusy, żeby było po co insze
http://natemat.pl/76439,papiez-franciszek-ostrzega-przed-wojna-domowa-w-watykanie-to-wojna-ktorej-nie-prowadzi-sie-przy-pomocy-broni
Sofia dla sofistów! Z tym hasłem na ustach, udaję się w objęcia Morfeusza.
Morfeusz jest chyba najbardziej znienawidzonym rywalem 😕
Siedzę sobie spokojnie, a tu coś nagle mnie między uszy, patrzę, ątróbka. Może być, dziękuję. 🙂
Diabli to wezmą, ostrzega Franciszek i ma rację.
Co tam jeszcze mamy w prasówce? Bardzo mnie rozczulił komentarz pod kazaniem księdza Wojciecha, ten że piekła nie ma i coś o komiksach. Naprawdę, próbuję się nie załamywać poziomem młodych wykształconych z miast, ale nie idzie, nie idzie. 🙄
Dziewice na mopie czy z mopem na dziewice? Biusty na sofie z sofistami, a może i u sofistów. Morfeusz to świnia.
Poza tym czuję się dobrze, naprawdę. 😛
A ktoś kwestionuje?
Sofistyka Morfeusza i Wątróbki – jak najbardziej, jak najbardziej…
Ale jakieś grzybki, Wodzu, to chyba spożywałeś? 😈
Sofistyka Wątróbki owszem, owszem, ale nie wiem, czy do jej uprawiania nie trzeba być z Pragi, a wtedy chyba tylko jedna osoba by się tu załapała. 😉
Dzisiaj wątróbka plus kaszanka. Też może być!
Wodzu, jakie one z miasta i wykształcone?
Ostatnio słucham rozmów młodych ludzi w ŚT* i pytań, jakie mi zadają.
Większość (bo nie wypada powiedzieć wszyscy) nie ma pojęcia gdzie się znajduje, orientacji w stronach świata i chyba w czymkolwiek.
Wpadam w coraz większe zdumienie i zastanawiam sie, gdzie sie podziali warszawiacy.
Ani trochę nie zmyślam.
Przecież jest swietna strona zakładów komunikacyjnych ze swietną mapą, gdzie wszystko można obejrzec i znaleźć.
To jest jakieś nieszczęście.
*autobusy, tramwaje, metro
To oczywiste, że z Pragi 🙂
Bystrzacha…
A swoją drogą po grzybkach to dobrze popić, nie 😉
A z której Pragi, bo jak z tej warszawskiej, to ja też. 😀
Żeby nie myśleli, że ich psi zjedli.
Idę w objęcia Morfeusza. Mówiłem, to świnia jest.
Nareszcie Wódz się wycomingoutował 🙂
Żaden wstyd się z Morfeuszem zadawać, prawie wszyscy to robią 😉
To ja też sie ujawniam i lecę 🙂
MIłych objęć!
No przecie, Mańka też z Pragi jest. 😀
No to mamy już dwie wątrobiane morfosofistki lege artis. 😆
Bobik, też idź i się zadaj, dobrze Ci zrobi ten Morfeusz. No, Wódz potwierdzi… 😆
Ino się potem nie dziw, że Spanielka będzie Cię za sodomitę miała 😆
Mam się do Morfeusza, Wodza i Mańki przyłączyć na czwartego? 😆
Myśl nawet pociągająca, tylko się boję, że u Spanielki będę miał wtedy już całkiem przechlapane. Ona w sprawach obyczajowych dość konserwatywna jest… 🙄
Ktoś tu ma grzybki-halucypki?
Idę lulu.
Dla vesper:
o pieczeni, co prawda tu wieprzowina jest z koscia, i nie jest roasted (w wysokiej temperaturze) tylko braised (duszona chyba to znaczy):
http://chocolateandzucchini.com/archives/2013/09/rosemary_braised_pork.php
Ale ogolnie jest to dosc ciekawy kulinarny blog (rowniez w wersji francuskiej). Pieczenie miesa zalezy od tego z czego to mieso, z koscia czy bez, wymagajace krotkiego pieczenia w goracym piekarniku, czy wolnego w wilgoci i nizszej temperaturze.
Poledwiczki wieprzowe moim zdaniem wymagaja krotkiego pieczenia w wysokiej temperaturze: 15 do 25 max minut na funt miesa. Pozwolic odpoczac pod folia 15 minut i zajadac pokrojone w cienkie plastry. Do tego jakis francuski fancy schmancy sos, albo grzyby, albo smazone na masle owoce (jablka, gruszki, morele, brzoskwinie itp). Tez nabylam dzis na targu poledwiczki pod wplywem twojego wpisu i cos uwarze z nich w poniedzialek. Czasem zwyczjnie podsmazam na patelni i dochodzi pod przykryciem moze 10 minut, bo jedna poledwiczka wystarcza zwykle na nas troje na obiad. Ale juz nic wtedy nie zostaje dla Dobrych Piesow…
Dobranoc, ide ogladac Breaking Bad i obgryzac przy tym paznokcie.
Rzecz jasna mam refleks szachisty… Dzis pytanie, popojutrze odpowiedz.
Dzien dobry 🙂
Niedzielna kawa 🙂
Proponuje zaadoptowac giermka elektryceusza ktory wczoraj kawe parzyl, bardzo sympatyczny, bedzie sie tu krecil i dolewal. Bobik by go ochrzcil.. 🙂
Przylaczam sie do serdecznych zyczen dla Ojca Krolika
Herbata i -niczki 🙂
Szkodnik w porannej kawie
herbata herbata 🙂
juz slonce 😀
luz niedzielny
podbieram Liskowe herbatniki
szeleszcze
wale gory powidel na kanapke
luz niedzielny
Dzien Dobry Bardzo Niedzielo
🙂 🙂 🙂
brykam 🙂
fikam 🙂 🙂
w berlinie jesien 🙂
Zapraszam Wszystkich do przycupania /przycupiania?/.
Bobiku jesteś piękny.
O matko, przycupywania.
Dzień dobry 🙂
Przycupnięty na Sofii, nieśpiesznie tępię kawowe szkodniki, popatrując jednym okiem na jesień w Berlinie, a drugim na bohaterskie wysiłki lata u mnie za oknem. Bardzo się stara jeszcze nie wpuścić jesieni do ogrodu, choć obawiam się, że stoi na z góry przegranych pozycjach. Ale jakie przyjemne te starania… 🙂
W otoczeniu tylu grzybów każdy by był piękny. 😆
Bezczelne Saudyjki chcą się zamachnąć na dziewictwo. 👿 Zachciało im się prowadzenia samochodów, co jak wiadomo automatycznie prowadzi do zmniejszenia liczby dziewic, których niszę ekolgiczną natychmiast zajmują homoseksualiści:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14684510,Saudyjki_zapowiedzialy__dzien_nieposluszenstwa___Zlamia.html
Nadzieja tylko w rozsądnych saudyjskich mężczyznach, którzy zrobią wszystko, żeby do takiego horroru nie dopuścić. Przecież drastyczne zmniejszenie liczby dziewic mogłoby spowodować kompletne wyginięcie jednorożców! 👿
Prawa kobiet, chocby i saudyjskich? Traci monokultura, Bobik, wiec wymysl jakis inny temat.
Ja od wczesnego ranka tez chcialem jakimis przeczytanymi sprawami sie podzielic, ale sie rozmyslilem, bo wszysytko sie klasyfikowalo jako monolultura. Wiec uznalem, ze lepiej sie nie dzielic.
Popieram pomysł zaadoptowania giermka. 😀 Życiorys ma chyba wystarczająco słuszny? 😎
Jego właściwe nazwisko brzmi Ręczon Kawczak (syn Kafetiery i Kupresa), ale na co dzień posługuje się przydomkiem Kantek. Urodził się w Bezprądzinie. W dzieciństwie marzył o wstąpieniu do zakonu capuccinów, nie został jednak przyjęty, z powodu alergii na laktozę i niewłaściwego pochodzenia. Po osiągnięciu wieku młodzieńczego był przez jakiś czas posługaczem u ekspresów bosych, rzucił jednak tę posadę ze względu na jej nieznośną monotonię i zatrudnił się jako giermek u sławnego elektrycerza Aluminazego, wasala króla Metallana VI Szlachetnego. Jego hobby jest gra na bulgofonie. Zwolennik minimalizmu filiżankowego. Cichy wielbiciel dziewicy Makinetki.
😆 😆
Czy przydomek wskazuje na tendencje do filozofowania nad kawa?
Morda, już ustaliliśmy, że każdy ma prawo do swojego wątku i tylko od Voksa Populego zależy, czy on się przyjmie. I juszsz, proste jak drut. 🙂
A w to, że Koty się szczególnie przejmują tym, czy ktoś je uzna za mono, czy za stereo, w życiu nie uwierzę. 😆
Niestety, Lisku, pozory mylą. Skłonności do filozofowania nad kawą ma Robustoteles. A idolem Kantka jest raczej Lawrence Arabic. 🙂
Dziękuję, Króliku, za linkę. Rzeczywiście ciekawy blog.
Spragnionym dziewic 😉
http://www.youtube.com/watch?v=wCSw-5HOUFQ
W tej „Czekoladzie z cukinią” od Królika jest bardzo ciekawy przepis na kaczkę z kwiatami lawendy. Szkoda, że nie znałem go wtedy, kiedy lawenda kwitła na tarasie i Pręgowana po każdym przejściu koło niej pachniała jak babcine mydełko. 🙂
Dobra, dobra, Jagodo. Znamy te numery. Udajesz, że Ci chodzi o dziewicę, nie o modlitwę, ale my dobrze wiemy, w cziom dieło. 😈
Ci nałogowcy wstydu nie mają. Nawet dziewice potrafią wykorzystać, żeby w nich te swoje dragi ukryć. 😎
Z takimi tendencjami Kantek jeszcze gotow sypnac sobie troche kardamomu 😉
Trzeba by zapamietac ten 26 pazdziernika i moze jakos Saudyjki poprzec?
Ale jak poprzeć? Wierszyka po arabsku napisać nie umiem. 🙁
Moze w ten dzien na roznych prywatnych i gazetowych blogach po polsku i angielsku wpisac komentarz OT Dzis W Saudii itd ?
A czy solidaryzowanie się z Saudyjkami przez kobiety z Europy czy Izraela nie będzie dla protestujących niedźwiedzią przysługą?
Wrocilem wlasnoie ze sniadania na rogu, wiec dopiero teraz odpowiem na odpowiedz Kota.
Oczywiscie, ze kazdy ma prawo do wlasnego watku i o to sie wlasnie rozchodzi: nie podoba ci sie watek istniejacy, zaloz watek wlasny, a jesli bedzie on interesujacy dla paru innych osob albo jesli ty sam go interesujaco przedstawisz, to sie rozwinie i coraz wiecej ludzi bedzie w nim uczestniczyc.
Jednakze kiedy malo zainteresowani biezacym watkoiem zaczynaja na boku, niby miedzy soba, ale tak by wszyscy uslyszeli, komentowac i krytrykowac uczestnikow, ich wybor tematow do rozmowy, to nawet jak sie chce te krytyke zignorowac, to zamraza ona wszelkka spontanicznosc wymiany uwag i komentarzy.
Podejrzewam, ze nie tylko w moim przypadku tak sie dzieje. W moim z cala pewnoscia: zaczynam sie mocno zastanawiac czy warto rozmawiac na ten czy tamten temat, pesze sie i zamilkam. Tak, pesze sie, bo mnie jest latrwo speszyc dajac do zrozumienia, ze jestem glupim, nudnym, monotematycznym Kotem. Nie mam wtedy na to zadnej odpowiedzi.
A zamilkajac czuje coraz wieksze poirytoiwanie na tych, ktporzy sa winni tego nieprzyjemnego zmrozenia rozmowy. Tym wieksze kiedy sa juz recydywistami.
Na odpowiedz Psa, ozywoscie, a nie Kota.
Mordko, kiedy prztyczki są w żartach, najlepiej, moim zdaniem, odpowiadać na nie również żartem. Ja się z kabukizmu oraz sofizmu po prostu zdrowo uśmiałem, powygłupiałem razem z sofistami, a pisał i tak będę o tym, o czym chcę. Czego i Tobie życzę. 😀
A przy okazji odnieśliśmy taką korzyść, że na blog odważyła się wejść sofa Sofia. 🙂
Dama Coffea z Tetragony była bliska wrzenia. Oto rycerz Kardamończyk powrócił z długiej wyprawy na Zalatcie i niczego bardziej nie pragnął, niż ujrzenia wybranki swego serca i wciągnięcia w nozdrza jej niebiańskiego zapachu, a tu straż królewska pojmała go, osadziła w owianej złą sławą Wieży Celnej i trzymała już trzeci dzień, bez podania konkretnych zarzutów. W sercu Coffei wzbierała trwoga, bo król Metallan, choć mądry i dobry, czasem zbytni posłuch służbom swoim dawał i nawet niewinnego potrafił w krainę wiecznych ścieków wyprawić.
Skrzypnęły drzwi i do komnaty wśliznęła się kolumbijska pokojówka Triangula. Surowa nieco była to dziewka i niezbyt rozmowna, ale teraz najwyraźniej aż paliła się, żeby jak najszybciej podzielić się ze swą panią najnowszą wiadomością.
– Pono z Kardamończykiem niewesoło – szepnęła, trwożnie oglądając się na boki – Jest w gwardii pałacowej jeden taki, Fajans się nazywa. Kawał chłopa, gruby, krzepki prostak, ale przystojny dosyć. No i on mi powiedział, że temu Kardamończykowi podejrzane konszachty z waszą miłością zarzucają. Że to niby wieczorami zachodził, nie rankiem, jak przyzwoitość każe i się nasładzał.
– Ale skąd to wiedzą? – jęknęła przerażona Coffea. – Kto mógł sypnąć?
– A juści, że ino Kantek – zawyrokowała Triangula i siorbnęła zamaszyście, żeby dać wyraz swojemu zdegustowaniu.
Jak powieść się przyjmie, to ciąg dalszy nastąpi. 😆
Vesper, z Europy nie bedzie niedzwiedzia przysluga, z Izraela nie wiem ale moze tak, i dlatego nie robilabym tego na blogach izraelskich. Dwa lata temu artysta z Saudii, ktorego praca byla wystawiona na miedzynarodowej wystawie w Jerozolimie, spotkal sie z ostra krytyka w domu (choc takze poparciem).
http://www.theartnewspaper.com/articles/Saudi-artist-targeted-over-Jerusalem-show/25061
Kot jest dzisiaj o Bardzo Cienkiej Skorze.
Tutaj, moze niekoniecznie o saudyjskich kobietach, ale bardzo ciekawie o Ottomanskim Imperium, jego historycznych uwarunkowaniach i wplywie rozpadu na dzisiejsze panstwa, ktore z niego powstaly:
http://www.independent.co.uk/arts-entertainment/tv/features/end-of-empire-the-glory-of-the-ottomans–and-the-devastation-wreaked-since-they-lost-power-8842053.html
BBC ma nawet odpowiedni film na tem temat, ale ja tu nie mam BBC, a nawet telewizji wogole jako takiej w moim domu. Natomiast sciagam rozne kawalki z internetu. Min dzieki wam (dzieki za Midsomer, Siodemeczko).
Dzieki Lisku za Tatowe zyczenia.
A teraz kawaherbata. I przeglad prasy cd.
Tymczasem do bram opactwa Cappucinów zbliżał się jeździec na spienionym koniu
– Już jesteśmy u celu, Latte – szepnął do ucha wycieńczonemu wierzchowcowi. Zeskoczył z siodła i zakołatał do klasztornej furty. Szczęknęły sztaby zamków, zaskrzypiały zawiasy i w bramie, oświetlona jasną poświatą księżyca, ukazała się zakapturzona postać brata Monokultura, starego furtiana, pełniącego swą służbę u bram, odkąd tylko Kantek pamiętał.
-Witaj w progach opactwa, Kantku – rzekł Monokultur – Jakie nam przynosisz wieści?
-Niedobre, bracie Monokulturze. Niecny Kardamończyk nasładza się z Coffeą, a wiadomo ci przecież, że pod opieką Coffei przebywa córka naszego umiłowanego króla Kronunga, Olivia Extra Virgin.
– Wszystko przez te nowomodne zwyczaje, bracie Kantku. Dziewice jeżdżą dwukółkami, faetonami albo i – Monokultur przeżegnał się szybko – wierzchem! Niedługo na świecie w ogóle dziewic nie uświadczysz. Tak, bracie Kantku, świat czeka upadek. Zaprowadzę cię do opata. Musisz mu wszystko opowiedzieć.
Kot nigdy nie byl przesadnie gruboskorny, Kroliku. Sklonny jest raczej do brooding.
Przeczytalem wpisy pod apelem Caritasu o pomoc dla uchodzcow syryjskich:
http://wyborcza.pl/1,75248,14689705,Nie_maja_nic__potrzebuja_wszystkiego__Pomoz_ofiarom.html
Wszystkie komentarze jak dotad sprowadzaja sie do powiedzenia „pocalujcie nas w sempiterme. Dobrze im tak!”.
To jest tez dziedzictwo pracy wychowawcxzej polskiego Kosciola z wiernymi.
Inna rzecz, ze nie podoba mi sie gdy organizacja charytatywna nawoluje na dawanie wylacznie pieniedzy. Rozumiem, ze po to aby sortowac koldry, reczniki, ubrania, buty garnki czy formuly dla niemowlad potrzebna jest arnia wolontariuszy, wiec wygodniej poprosic o pieniadze. Ale przeciez chrzescijanska charity jak Caritas moglaby zwrocic sie do proboszczow aby z ambony poprosili wiernych by poswiecili dwie godzinny w tygodniu na sortowanie darow. Mozna byloby zwrocic sie o pomoc do mlodziezy szkolnej i byloby to z pozytkiem dla wszystkich.
Mnie czasami zdarza sie dawac pieniadze zbierane na ulicy – ofiarom trzesien ziemin czy tsunami. Ale pomoc fiinansoiwa i to calkiem pokazna idzie z moich pdoatkow – nie tylko nie zmniejszona, ale nawet zwiekszona w czasach kryzysu finansowego.
Osoboiscie wolalbym podzielic sie tym czego mam w nadmiarze: garnki. koce, bielizna poscielowa, ubrania i buty Starej. Takie apele jak ten Caritasa wchodzxa jednym uchem, wychodza drugim. Niestety.
😀 😀
Grypa mi minela a na kieliszek wina za wczesnie, wiec losy Kostka moge tylko goraco podziwiac z uboku 😀
Czytam artykul z The Independent o Ottomanach, zlinkowany przez Krolika, i dziwia mnie niektore zdania:
Sliwowica jako wspomnienie po Ottomanach?
Luksusowy, egzotyczny i zmyslowy aspekt tej kultury wyrazajacy sie np haremami pelnymi chrzescijanskich (m.i.) konkubin? Watpie czy z punktu widzenia tych konkubin byly w tym luksus, egzotyka i zmyslowosc 👿 Mam nadzieje ze program BBC, proponujacy „nowe spojrzenie” na to imperium, bedzie umial pozbyc sie przestarzalych cliche’s (dobrych i zlych).
przepraszam, Kantka 🙂
Kocie, nie jestem pewna, ale mozliwe ze transportowanie uzywanych garnkow i blielizny poscielowej za granice jest drozsze niz zakup nowych na miejscu.
Kocie, troche brooding nikomu jeszcze nie zaszkodzilo. Zycze ci przyjemnego dnia. Moze w tym celu nalezaloby przerwac czytanie gazet na chwile…
Nie tylko sortowanie, ale transport jest problematyczny i bardzo drogi, od darczyncow do miejsc objetych wojna czy inna katastrofa. Tymczasem tam na miejscu juz sa organizacje, ktore wiedza czego potrzeba, a my tu niedokladnie sobie zdajemy sprawe. Mozemy wiec dac tym organizacjom zajecie w postaci dalszego sortowania i przchowywania, a one maja inne cele. Ja jestem za pieniedzmi, a to czego mamy w nadmiarze rozdawac potrzebujacym lokalnie.
Lisek juz to powiedzial w jednym zdaniu.
O, widzę, że powieść zaczęła się rozwijać. 😀
Rzucę się do pisania dalszego dalszego ciągu, jak tylko wrócę ze spaceru, bo pogoda nadal robi wszystko, żeby do niego zachęcić. 🙂
Wlasnie myslalam o tym ze ja troche obcesowo o Krolik ladnie 🙂
… a Krolik…
Przy okazji, czy ktos moze wie jak dzialaja datki zbierane poprzez wysylanie SMSu na dany numer?
Ale tu chodzi o transport do obozow uchodzczych, nie do samej Syrii.
Wiem, ze zbieranie dareow jest obarcxzone roznymi niewygodami, ale skuteczniejksze niz apelowanie o pieniadze.
Ja pieniędzy na ulicy nie daję, absolutnie.
Najczęściej robię przekazy pieniężne, lub dają do puszki osobom kwestujacym, na zapowiedziany cel, jezeli chcę go wesprzeć.
U nas był w pewnym momencie wysyp oszustów, bardzo sprytnie podszywajacych się pod rózne organizacje i cele.
Chodzą również po domach.
Odmawiam, wspieram organizacje do których mam zaufanie.
Rozmowę usłyszał brat Tszibo. Od dawna dojrzewał w nim bunt przeciwko przestarzałym zwyczajom i doktrynie.
Im wiecej dziewic, tym mniej dziatwy, grozi nam wyludnienie, najazd barbarzyńcow.
Muszę zwołać stronników, pora nadeszła, czas przejąć władzę.
Siodemeczko, u nas te zbiorki uliczne moze inaczej wygladaja niz w Polsce, choc prawde mowiac nie mam pojecia jak wygladaja w Polsce.
Pojemniki na wrzucanie pieniedzy sa opieczetpowane i zalakowane.
Zbieracz jest zaopatrzony w stosowny dokument. Najczesciej jest ich dwu lub wiecej, wiec sie chyba pilnuja nawzajem. No i daje zawyczaj znanym organizacjom, takim jak moja ukochana Armia Zbawienia (bo Stara zrobila kiedys sliczny godzinny program o AZ) .
Teraz bedzie ich wielki wysyp prezed sklepami, jak co roku w okresie przedswoiatecznym.
Gazety tez prowadza rozne zbiorki. Podoba mi sie jak robi to Daily Telegraph – mozna wplacac na „konkretne cele” – na koze-zywicielke dla afrykanskiej rodziny, albo na krowe, na wykopanie studni albo na szkolna biblioteke w jakims kraju trzeciego swiata (chyba to juz „non PC” taka nazwa?). I takie tam – co nam pozwala wyobrazic sobie jak nasza pomoc zostanie wykorzystana. A nie „dawac forse, lapiduchy! Juz my wiemy jak ja wykorzystac!””.
Taaak, Kocie, u nas też. Ale zafoliowane plakietki zawieszone na szui i zapieczetowane puszki nie mają certyfikatow.
Były afery,oprócz indywidualnych oszustów, że jakieś osoby ogłaszały nabór i wysyłały w plener po datki udając jakieś stowarzyszenia.
Zresztą, co to za sztuka zarejestrować stowarzyszenie.
Niby trzeba mieć zezwolenia, ale papier jest cierpliwy. Co ja Ci bedę tlumaczyć, Kocie.
Ja do Caritasu raczej mam zaufanie.
Brat Tchibo rozejrzał się dyskretnie, po czym krokiem spokojnym, by nie budzić niczyich podejrzeń, udał się w kierunku cel nowicjuszy. Zapukał do pierwszych drzwi po prawej i nie czekając, aż ktoś mu otworzy, bezszelestnie zniknął w korytarzu wiodącym do piwnic. Chwilę później, podążyła za nim inna postać, a za nią, w krótkich odstępach, kilka kolejnych.
Gdy do maleńkiego pomieszczenia, tuż za składzikiem win, dołączyła ostatnia zakapturzona postać, brat Tchibo zamknął za nią drzwi na rygiel, zdjął kaptur i zwrócił się do zebranych, siedzących po turecku na zimnej posadzce.
– Powstańcie, bracia!
– Powstańmy, już czas! – rozległ się stłumiony okrzyk
– To też. Już wkrótce. A teraz powstańcie, bo dostaniecie wilka.
Korekta:
… po prawej…
… a za nią…
… po turecku…
Kursywa do końca
Przepraszam za błędy. Kursor skacze i wstawia litery gdzie bądź. Trochę wyłapałam, ale powyższe zostało.
Tu są filmy BBC o imperium otomańskim.
Pewno jest ich wiecej, warto szukać, bo są w dobrej rozdzielczości:
http://www.youtube.com/results?search_query=The+Empire+of+Reason++BBC&oq=The+Empire+of+Reason++BBC&gs_l=youtube.12…103490.103490.0.106168.1.1.0.0.0.0.99.99.1.1.0…0.0…1ac.2.11.youtube.AR8QjOqySpo
Lecę na jubel. 🙂
Dominikanscy komunoisci walcza z naszym Biskupem i Kosciolem. O. Rydzyk:
„Na przykład teraz, z księdzem arcybiskupem Wesołowskim, nuncjuszem apostolskim. Jak się pastwią! A co? Nie wiem czy ktoś zauważył, podpisywali „rzekomo” coś tam było, „rzekomo”. Jak „rzekomo”, to dlaczego pokazujecie twarz, dlaczego mówicie nazwisko? (…) . A więc po co to „rzekomo” i to pastwienie się?
– Ja na przykład o księdzu Wesołowskim, nuncjuszu apostolskim słyszałem od naszych ojców z Boliwii, jak to szlachetny właśnie ten arcybiskup jest. Oni tego doświadczali, on tam był nuncjuszem Ale też usłyszałem niedawno, że był w dwóch krajach, w których bardzo mocno działają mafie narkotykowe. I występował przeciw. A może te mafie narkotykowe się zemściły i coś podstawiły? Można przeróżne rzeczy zmontować, podprowadzić człowieka. To trzeba widzieć, to jest walka z Kościołem. Ksiądz arcybiskup Wesołowski, o tym nie mówią, że walczył z narkotykami tam. A czy to nie jest za to? W komunizmie ile razy za coś, to od razu atakowali….’
Dziekuje, Siodemeczko. Musialem to przegapic.
koniec lata czy poczatek jesieni? wszystko jedno, SLONCE
jest, i to swietnie tak 🙂
http://sandrascholz.natemat.pl/76459,10-najlepszych-ksiazek-z-dziecinstwa
na liscie kilka znanych 🙂
Siodemeczka: Ale zafoliowane plakietki zawieszone na szui dokladnie na szyi szui 🙂 🙂 🙂
a jaka pogoda w Londku Kocie? pogodna? 🙄
zmiana tematu. Kocie Twoje lewacka psuja chetnie wezme i uzyje, pozwalasz?
Pogoda jest boska, Rysiu. Jakby powiedzial poeta Keats „season of mists and mellow fruitfulness. „.
Z lewackiej psui mozesz oczywoscie korzystac pelna lapa. Mogie powymyslac na Was jeszcze troche inwektyw.
dziekuje Kocie, lewacka psuja jest boska 🙂 🙂
O, jaka ladna lista, Rysiu! Ja teraz to wszystko przerabiam na nowo z moimi corkami, z dodatkiem nowinek, oczywiscie. Bardzo ciekawe jest zetkniecie sie innej osobowosci (dzieci na szczescie nigdy nie sa maszymi wiernymi kopiami) z ta sama ksiazka. No i uwielbiam czytac nowe ksiazki, napisane juz wylacznie z mysla o ich pokoleniu. Niektore sa naprawde bardzo dobre (z tym, ze tu raczej juz jestesmy w repertuarze anglojezycznym, ktory jeszcze nie zdazyl chyba byc przetlumaczony na polski).
Kroliku, spoznione, ale serdeczne zyczenia dla Ojca! I jakie piekne ma imie… 🙂
A cienkoskorosc Kotow ma swoje zalety i wady. Poniewaz zwykle przy rozmowie o cienkoskorosci jest mowa glownie o wadach, to ja tym razem skoncentruje sie na zaletach. 😉 Co prawda Koty czesciej niz Psy prychaja i reaguja na przerozne, nawet tylko lekko negatywne bodzce, ale tez ich kociosc pozwala im z kolei czesto wiecej niz inni zauwazac. Mowi sie nawet czasem o podziale na trudne do zdeptania „mlecze” i wrazliwe „orchidee”, i chyba i te ostatnie tez sa swiatu potrzebne, skoro w drodze ewolocji jednak nie tylko nie znikly, ale tez wiele daly swiatu – wielu pisarzy i artystow to wlasnie przerozne odmiany orchidei. A najlepiej, oczywiscie, gdy rosnie tysiac kwiatow. 😉
Jakoś się zadomowiłem w komnatach i na razie nie chce mi się z nich wyłazić, więc w powieści zakwitnie wielowątkowość. 🙂
Rozstrojona niedobrymi wieściami Coffea właśnie przymierzała się do zażycia odprężającej kąpieli w bitej śmietanie, ale zanim zdążyła zzuć trzewiki, znowu rozległo się pukanie i do komnaty wszedł, strzelając na boki małymi, brązowymi oczkami, nadworny kopista Luwak. Różnie o tym Luwaku gadano, ponoć za młodu prowadził żywot nieczysty i w obrzydliwych kręgach się obracał, ale potem, jakby grzechy młodości chcąc odpokutować, szlachetną sztukę alfabetyzmu opanował i przepisywaniem okrutnie mądrych ksiąg się zajął. Szkolił też nadwornych muzykantów, jako to wesołych trubadurów i smętnych trubamolli, a nawet skomponował dla nich Kantatę O Kawie, którą król Metallan umiłował sobie wielce i kiedy jej słuchał, aż cmokkał z ukontentowania. Teraz jednak Luwak minę miał zafrasowaną i bez dłuższych wstępów zaczął wykładać kawę na ławę:
– Miłościwa Coffeo, wielkie niebezpieczeństwo cnemu Kardamończykowi grozi. Król Metallan, oby parzył wiecznie, za podszeptami nieżyczliwych postanowił wysłać naszego rycerza na poszukiwanie świętego Kavaala, ukrytego w czeluściach Parząchy. A jak mówią moje mądre księgi, z głębi Parząchy nikt jeszcze żyw i pełen smaku nie wrócił. Leży ona daleko za Wiedniem, w tureckich stronach, a na jej dnie ukrywają się małe, złośliwe stworzenia zwane fusami, które najdzielniejszych rycerzy o rozstrój podniebienia potrafią przyprawić. Nie obaczym już Kardamończyka, jeśli w tą straszną podróż się uda.
– Na litość Cremy! – krzyknęła Coffea i tupnęła nogą tak mocno, że drzemiącemu w korytarzu pachołkowi Miśniakowi pękło uszko. – Czyżby król Metallan zapomniał o swojej niezmierzonej dobroci? Nie godzi się wiernego rycerza na taki dyzgust wystawiać! Parzącha, też coś! Radźmy, Luwaku, jak królewskie wyroki odwrócić…
Dzieki, Moniko. Skad wiedzialas, ze wlasnie w tej chwili potrzebuje tych slow?
Jeszcze jak zapotrzebowalem!
A teraz ide odpoczac. Serio odpoczac.
Monika ma takie empatyczne czujniki! Niech nam rosnie tysiac kwiatow, z Kotem na czele. Odpoczywaj sobie Mordechaju w to niedzielne popludnie.
A tu przyklad lewackiej psuji a la francaise:
http://www.theguardian.com/world/2013/sep/29/monsieur-made-in-france-foreign-goods
Bobiku,
już chciałam burknąć: poeci do rymów 👿 ale przypomniałam sobie, że bywają psy od dragów 😉
Podczas gdy nieszczęsny Kardamończyk zaczął już podupadać na duchu, a Coffea nie posiadała się już to z gniewu, już to ze strachu, ich wierni przyjaciele nie ustawali w wysiłkach. Dzielny Cynamon wysłał gołębia z wieścią do Kardamończyka, że rozesłał już Goździkowych posłańców żeby mobilizowali sprzymierzeńców pod wodzą Szlachetnego Imbira. Wierna Gałka Muszkatołowa, tyleż szlachetna, co sprytna, zaczęła snuć nić opowieści, przeznaczonych dla królewskich uszu a szeptanych przez wargi rozlicznych dworaków, o wyjątkowej cnocie Coffei i obmierzłych złych językach, na jej cześć nastających…
Próba połączenie wątków – czy udana, to się okaże. 😉
Król Metallan zajęty był oglądaniem rycerskiego turnieju, który odbywał się na pałacowym dziedzińcu. Widok pancerzy i przyłbic cieszył jego metaliczne serce, a wręczanie zwycięzcom nagród odpowiadało wrodzonej dobroci, z której słynął w całej Koflandii. Teraz z ukontentowaniem spoglądał, jak przybyły z dalekiego Nipponu samuraj Nagakawa odpiera wściekłe ataki rodzimego rycerza Mleczki. Z czół obu walczących leciała już obfita pianka, ale żaden nie zamierzał się poddać. Siedzące na krużgankach damy achały i ochały z przejęciem przy każdym celnym pchnięciu łyżeczką. Tylko Coffea z miną czarną i posępną szeptała coś do ucha kanclerza Wedgwooda, zupełnie nie zwracając uwagi na przebieg potyczki. Nikt nie zauważył jasnobrązowej, zakapturzonej postaci, która przemknęła się pod ścianą i rozsiewając wokół korzenną woń podążyła w kierunku komnaty Luwaka…
Kocie, składam Ci stokrotne dzięki za kurki 🙂 .
Dzięki Tobie też kupiłam, bo pisałeś tak sugestywnie. Normalnie mi się nie chce ich czyścić, więc omijam od lat wielkim łukiem. No ale wczoraj kupiłam i były pyszne 🙂 . Mordko, nawróciłeś mnie na kurki;-) . Skoro tak Ci dobrze idzie, może powinieneś założyć własny kościoł ;-).
A tymczasem zastanawiam się, co Franciszek zrobi z tym ponętnym fantem?
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,14685908,_Wrog__ktorego_papiez_zainstalowal_w_swoich_scianach__.html#MT
Jakieś pomysły?
A kurki zrobiłam eksperymentalnie: podsmażona, ale nie zrumieniona, cebulka na maśle, do tego posiekane kurki, sól, pieprz, trochę świeżego czosnku, ździebko natki z pietruszki ( suszonej, bo świeżej nie miałam). Mnie smakowały 🙂
Bardziej wciąga niż angry birds lub angry virgins! Szkoda tylko, że to fascynacja abstrakcyjna, bo nie mam ani drzwi ani pomieszczenia…
rysberlin (o 16:39) – nie mogę dopisać się tam, bo nie mam legitymacji partyjnej z fb, ale szybko bym tam dorzucił Porwanie w Tiutiurlistanie/
Księżniczka Olivia Extra Virgin, siostrzenica króla Metallana, córka władcy sąsiedniego imperium, potężnego króla Kronunga, obserwująca turniej z królewskiej loży, również nie miała wesołego oblicza. Ona jedyna zauważyła cień zakapturzonej postaci, przemykający pod ścianą pałacu. Intuicja podpowiadała jej, że to właśnie nad jej głową gromadzą się ciemne chmury. Nigdy nie czuła się dobrze na dworze wuja Metallana. Pośród wszystkich słodzących lub niesłodzących, tych, co ze śmietanką i tych, co bez, czuła się zbyt… wytrawnie. Nie musiała więc długo zastanawiać się, komu przemyka ten zakapturzony cień. Widziała, że przemyka on jej, Olivii.
Bobiku, możesz wykursywić? Z góry dziękuję.
vesper, taka kulturalna osoba i wykursywić? Świat siem kończy.
Bobiku, nie potrzebujesz czasem służących? Plujka, Fusiasta i Zalewajka mogłyby czyścić różne rzeczy.
Przeciwnie, andsolu, wszystko jest bardzo spójne. Jam recydywa, muszę grypsować 😉
Biedna Terlikowa jest znow przy nadziei.
Zmusil jednak, skubaniec.
Ojoj, Terlik niedługo własnymi siłami będzie mógł wzniecić powstanie 🙄
Żeby jednym powstańcem wyrobić całe powstanie, to trzeba niezłego…
Nie skończę, bo utwierdzę andsola w przekonaniu o zbliżającym się końcu świata. 🙄
Eluzet, Plujkę i Zalewajkę zaraz kupuję, żeby mnie ktoś nie ubiegł. 🙂 Nad Fusiastą musiałbym się zastanowić, bo trzeba by było napomknąć, jakie ma związki ze złośliwymi fusami z dna Parząchy, a na razie nic nie przychodzi mi do głowy. 😉
Fusiasta jest szpiegiem z pogranicza Parząchy. Podszywa się pod Plujkę i Zalewajkę.
Luwak pienił piankę na wszystkich możliwych frontach i nawet mu do głowy nie przyszło, że jego śmiertelny wróg Kakaoshua…
Taki arabski zatroskany Terlique…
http://natemat.pl/76469,saudyjski-szejk-kobiety-nie-moga-prowadzic-samochodu-bo-to-zle-wplywa-na-jajniki
De Berrier-al Luhaydan dwa bratanki. Albo któryś u któregoś nauki pobierał. 😈
Rozbudzona ciekawość nie pozwoliła Olivii przejść nad dziwnymi zdarzeniami do porządku dziennego, ale osobiste śledzenie spiskowców uznała za zbyt ryzykowne. Wróciła do swych umeblowanych chińską porcelaną komnat gościnnych i gorączkowo zaklaskała w dłonie.
Dwie wierne służące zjawiły się natychmiast, jakby tylko czekały, żeby usłużyć swej pani.
– Zalewajka – zakomenderowała księżniczka – włóż męskie odzienie i schowaj włosy pod biretem. Pójdziesz do klasztoru capuccinów jako poszukujący roboty barista i wywiesz się, co kawalerowie knują z Coffeą. Weź ze sobą Plujkę przebraną za parapluja. Luj dziś akurat okrutny, nikt podejrzeń nie poweźmie. A ty, Plujka, nic się nie odzywaj, nawet jakby kto pytał. Zostaw gadanie Zalewajce, ona już coś odpowiedniego zaleje. No, ruszajcie, ruszajcie, a biegiem, żeby spisek nie wystygł.
Oliwia postanowiła podążyć za cieniem. Przemknęła jak potrafiła najciszej wzdłuż krętych korytarzy, ująwszy szeleszczące warstwy sukni w dłoń, przebiegła w dół po wąskich schodkach i… straciła trop. Rozejrzała się, nasłuchiwała, lecz jej uszu dochodziły jedynie dalekie odgłosy turnieju. Nagle jej usta zasłoniła czyjaś dłoń
– Nie krzycz, pani. To ja, Balsamico. Przybyłem, by cię ratować.
Oj, chyba stworzyły się nam wersje alternatywne
To może pierwsze zdanie drugiej wersji zmienić tak: Wysławszy na przeszpiegi zaufane służki, Olivia postanowiła zająć się Luwakiem. A dalej może już lecieć tak, jak jest.
OK 🙂
Czy Caffea nie ma czasem niańki Tygelliny Kanaki (turczynki).
http://kollohalal.blogspot.com/2013/03/jak-zaparzyc-kawe-w-tygielku.html.
W hołdzie dla ulubionych lektur: 😆
Plujka i Zalewajka, przejęte swoją misją, mężnie przedzierały się przez rozmokłe wertepy, nie zauważając, że za nimi podąża, kryjąc się za kubkami i spodeczkami, tajemniczy Don Fussili, szpieg z krainy Parząchy.
Kiedy pomyślę, z jakimi schorzeniami klinicznymi urodziły się moje dzieci, brrr! I to bezobjawowymi.
Czy ktoś się orientuje, czy w tej Saudii kobiety mogą jeździć samochodem jako pasażerki? A jeśli mogą, czy to nie wpływa na jajniki?
Ja na marginesie, do Królika nie na marginesie.
Dziękuję Ci stokrotnie, Króliczku, za życzenia, bardzo się spełniły. Przyjęcie było udane i smakowite, koty wystraszone, ale umiarkowanie.
Była pyszna zupa dyniowa, poproszę o recepturę.
Kłaniaj się Tacie ode mnie i przekaż serdeczne życzenia wielu, wielu pogodnych lat życia w dobrym zdrowiu. 🙂
Fusiasta zajmuje się wróżbami.
Oooo, to fajnie. Furkot nie zajmuje się. Furkot zajmuje parapet 🙄
Kot pozwolil 🙂
ta linka malo lewacko psujowa:
http://www.youtube.com/watch?v=CjB_oVeq8Lo
andsolu 🙂 i kilka innych na dokladke 😀
Aga, dynia
mt7, dyniowa
jednak jesien 🙂
Ku zaskoczeniu Olivii zakapturzona postać przemknęła obok niej, w ogóle nie przejawiając chęci sięgnięcia po sztylet i znikła w długim, mrocznym korytarzu. Księżniczka nawet nie zdążyła zastanowić się, czy podążyć za pienistym cieniem, kiedy w głąb korytarza posuwistym krokiem wśliznął się drugi cień, otulony peleryną w modnym ostatnio stylu latte art.
– Coffea -szepnęła zaskoczona Olivia. – Czy to możliwe, żeby spiskowała z capuccinami? Chociaż kto wie, krążące po dworze plotki łączyły ją z Kardamończykiem, który, jak mówiono, popadł w niełaskę władcy. Może dla uratowania go była gotowa na wszystko, nawet na wycieczkę do pełnego kawalerów klasztoru? To niewykluczone, choć od kawalerów zawsze wolała kawalarzy. Ale mogło się jej odmienić. Tylko jaką rolę w tym wszystkim odgrywał Luwak, u którego najwyraźniej był punkt kontaktowy?
bogatszy o wiedza instalacji drzwi metalowych brykam, fikam
pstryk
🙂