Bezsilna Furia
– Spotkałem Furię- zawiadomił Bobik, wbiegając lekkim truchcikiem do ogrodu Labradorki. – Szła ze swoimi kumplami i spojrzała na mnie nieprzychylnie.
– Ale nie wydajesz się specjalnie zaniepokojony- zauważyła sąsiadka. – To nawet trochę dziwne, bo niedawno naszczekałeś na nią, a ona jest pamiętliwa i potrafi się mścić.
– Fakt, potrafi – przyznał Bobik. – Kość odbierze, salceson ukryje, legowisko czymś brzydko pachnącym spryska, do miski z wodą nie dopuści. Komuś nawet kiełbasę wiejską przez okno wyciągnęła hakami, które przez lata gromadziła na tę okoliczność. A jak czasem wrzeszczy, gromi i przytupami straszy… Większość psów woli na wszelki wypadek stawać przed nią na dwóch łapach i nie warczeć nawet wtedy, kiedy ewidentnie by należało. Ale są też takie, które jej się nie boją. Albo takie, które się boją, a mimo to warczą i szczekają.
– No to skąd to się bierze, że jedne szczekają, a drugie nie szczekają? – zaciekawiła się Labradorka.
– Chyba z wielu powodów – udzielił odpowiedzi szczeniak, usiłując przy tym wyglądać bardzo rozsądnie i analitycznie. – Niektóre nie szczekają, bo im się nie chce, albo myślą, że to nie ich biznes. Innym wygodniej uważać, że Furia zawsze ma rację. Albo biorą część za Całość i wydaje im się, bez powodu zresztą, że nawarczeniem na jedną Furię zaszkodzą Całości. Jeszcze inne szczekną na boku, a jak co do czego twierdzą, że w ogóle nie otwierały pyska. A te psy, które szczekają, prawdopodobnie mają takie przekonanie, że ważniejsze od najwspanialszej nawet kości jest sumienie. To jest wprawdzie przekonanie kłopotliwe i mało komfortowe, ale akurat przed różnymi Furiami całkiem skutecznie chroni.
– Sumienie? I to wystarczy, żeby szczekać? – spytała z niejakim zdziwieniem Labradorka.
– W zasadzie tak – stwierdził po namyśle Bobik. – Ale nieźle jest mieć jeszcze Dobre Towarzystwo. Bo wtedy nie tylko szczekać, ale i oberwać jakoś raźniej. Wobec sumienia i Dobrego Towarzystwa każda Furia, nawet jak początkowo zaszkodzi, koniec końców okazuje się bezsilna. I nie mów mi, że przemawia przeze mnie szczenięca naiwność. Owszem, jestem szczeniak, ale czasem swoje wiem i tego, w przeciwieństwie do salcesonu, nikt mi nie odbierze.

Jak dobrze będzie Was zobaczyć po przymusowej przerwie. 😀
Przybywajcie, przybywajcie. Paszetówka czeka. 😆
Dzień dobry! 🙂
Kawa, kawa…. A do kawy – co kto lubi.
W piątek: Richtung Lübeck. Na cały miesiąc. Dla chleba, Panie, dla chleba…. 🙂
Okropnie źle się pije kawę bez Dobrego Towarzystwa. Bo w mojej porze kawowej rodzina zwykle jest już wybyta i bez blogu jestem skazany na samotne chłeptanie. 🙁
No a niemożność oplotkowania z DT prasówki to już w ogóle… Futro mi się jeży na samo wspomnienie. 👿
Lübeck to bardzo niemój kierunek. Szkoda. Nie mógłby ten chleb w NRW rosnąć? 😉
Z zaległych prasówek: czy zauważyliście te bezprzykładne ataki na polską hierarchię kościelną, jakim ostatnio znowu bez żenady oddawał się Franciszek? 😯 Świeckiego państwa mu się zachciewa! Gejów osądzał nie będzie! Młodzież do rewolty wzywa! Kościoła miłosiernego się domaga, a nie pouczającego! No, po prostu Konrad W., podstępnie wkręcony na stanowisko przez komuchów! 👿
Na szczęście nieoceniona Fronda z TzB na czele od razu zaczęła odpierać wroga i demaskować czarcią robotę wiadomych lobbies. 🙄
http://wyborcza.pl/1,75478,14355288,Fronda___Papiez_wystapil_przeciw_wolnosci___Komentarze_.html
Po pierwsze – bezgraniczna radosc z powodu powrotu Dobrego Towarzystwa na swoje miejsce w Cyberprzestrzeni. Bylo mi bez Was smutrno i niespokojnie. Nieustannie przez okno wygladalem i sie matwilem. Wyobraam sobie jak sie musial martwic Bobik, ktory zawsze za wszystko czuje sie odpowiedzialny i za to go kochamy.
Po drugie – bezgranicznie cieze sie z wielu slow wypowiedzianych przez Franciszka przy okazji wizyty w Rio: i tych skioerwanych do biskupow, i tych o wyzszosci swieckiego Panstwa nad Panstwem z uprzywilejowana religia i tych o „ktoz a jestem zeby osadzac”. Ciesza mnie ogromnie reakcje prawdziwych brytyskich katolikow w mediach, bardzo podobnych do mojego intuicyjno-zdroworozsadkowego odczytywania slow Franciszka, bo nikt mi teraz nie podskoczy i nie powie: eee, bo ty, Mordko, jestes zbytnim idealista (no jestem, owszem!) i sie na naszych katolickicxh sprawach znasz jak Kura na pieprzu, a ogolnie to i tak nie masz prawa sie wypowiadac, ty Obco Kreaturo! Nikt mi nie powie niczego takiego, bo za mna stoi autorytet np. Christiny Odeone, bylej naczelnej z Catholic Herald, bardzo ostrej baby, a dzis rozanielonej nie mniej niz Kot Mordechaj.
Wiec jak wszystko to sie z tym Papeizem dzialo, t mi bardzo Was brakowalo, aby cieszyc sie razem.
Jaka ulga, ze jestescie w domu!
Hej, nareszcie!
To dokładam te wiaderka kawy.
Jak dobrze, że jest redaktor Terlikowski! Dzięki niemu taki Franciszek od razu wie, że nie powiedział tego, co to mu się zdawało, że powiedział. 🙂
Nie myslicie, ze warto byloby napisac Petycje w obronie Terlika przed szykanami watykanskimi? Widac juz jak bardzo jest zawiedziony nowym Gospodarzem Stolicy apostolskiej, ktory okazal sie byc gluchy i slepy na Magisterium Frondy. Terlik juz sobie cala klawiature zdarl aby wyprostowac Papieza i jego slowa przestawic na sluszna sciezke, ale nawet jego tytaniczne wysilki splywaja po Franciszku jak woda po Kaczce.
Hip hip hurra! Mam do kawy trzy rodzaje ciasta z wiśniami – zapraszam. 🙂
Magisterium Frondy 😆
Pisanie petycji dla jednego TzB chyba się nie opłaca. Zaczekajmy, aż dołączy do niego abp Michalik (też niezwykle wprawny w tłumaczeniu Franciszkowi, że nie powiedział tego, co powiedział, tylko to, co abp chciał, żeby powiedział) i kilku innych biskupów, tudzież ubogi redemptorysta i wtedy rąbniemy zbiorczy list w obronie ich wszystkich. 😎
Wtedy to juz moze byc za pozno. Wiesz jak Wrogowie Kosciola sie rozzuchwala i zaczna sie domagac rozdzielu Kosciola od Panstwa!
Juz w tej chwili zwachali pismo nosem i Bractwo Bezbozne pod przywodztwem Obcego Hartmana domaga sie zniesienia konkordatu. Jutro kaza pozamykac koscioly i wyslac Terlikowskiego do jeego ukochanej Arabii Saudyjskiej aby tam nawracal.
Przeczytałem, com napisał i mróz mi po kościach przeszedł, bo a nuż wyrażenia „abp Michalik” albo „ubogi redemptorysta” to jest mowa nienawiści? 😯
Z tym zapraszaniem na kawę czy ciasto też bym uważał. Albowiem, jak wynika z niektórych doniesień w necie, my się tu niemal wyłącznie mową nienawiści posługujemy. Te wszystkie „ależ proszę”, „ależ dziękuję”, „ależ przepraszam”… Brrr! 🙄
Lepiej przyswójmy sobie takie piękne słowa, jak kierowane pod naszym adresem (zapewne w celach edukacyjnych), „żydziory, parchy, judasze, zdrajcy, pedały, do gazu komusze bydło” itd., bo tak właśnie powinna wyglądać prawidłowa mowa nawiści.
Wreszcie koniec szabasu. 🙂
Z zachwytem w sprawie Franciszka jednak bym się pohamował. Nic nowego na razie nie powiedział, co by nie było wcześniej napisane. Potem okaże się, że pod spodem jest beton, może w ładniejszym kolorze i ogrzewany zimą, ale jednak beton.
Zapomniales chyba, Bobiku, ze w jezyku nawisci znalazly sie jeszcze okreslenia takie jak „ubeckie scierwa” , „agenci” i zlodzieje z Fundacji KidProtect.
Ale to sa tylko opinie podlegajace ochronie prawnej.
Wodzu, ja sam nawoływałem „jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy” i na razie na główkę nie skaczę, bo też lubię najpierw sprawdzić, czy w basenie jest woda. 😉 Ale co u Franciszka można już zauważyć, to zmianę języka, jakim się o kościelnych sprawach mówi. A ponieważ, jak wiadomo, język nami myśli… wcale bym się nie zdziwił, gdyby Franciszka „zamyślało” nawet dalej, niż sam się spodziewał. 😉
W każdy razie tę zmianę języka widzę i doceniam, bo co mam nie doceniać. 🙂 A reszta, oczywiście, okaże się w praniu.
Ooo, Mordko, w języku nawiści jest jeszcze mnóstwo innych wspaniałych wyrażeń, ale nie wszystkie cytowałem, bo od nagłego zalewu nawiści mogłyby nam brudne serca pęknąć z zawiści, że tak pięknie nie umiemy. 😳
E, daj spokój, Piesku – toż nie będziemy kupować sobie nauszników w rozmiarze XXXL tylko dlatego, że ktoś próbuje przyprawić nam trąbę. 😉
Owszem, powiedzial, Wielki Wodzu. Kiedy ostatnio slyszales z ust wysokiego przedstawiciela Kosciola (nawet juz mniejsza o papiezy), slowa o wyzsosci swieckiego panstwa, ktore nie powinno miec uprzywilejowanej religii?
Kiedy slyszales z ust papieza „kto ja jestem”?
Przypominaja mi sie wsciekle wystapienia przedstawicieli Stolicy Apostolskiej w czasie demograficznego szczytu w Kairze (parenascie lat temu). Oni nie przyjmowali do wiadomosci zadnej argumentacji na rzecz spowolnienia chocby przyrostu naturalnego. Rozmanazac sie i nie medrkowac! Takie bylo nastawienie JPII.
Ten papiez zmienil jezyk, a jezyk jest bardzo wazny. Bardzo wazny.
Teraz mozemy dyskutowac, a przedtem Kosciol Katolicki do zadnych rozmow nie byl gotow.
Jezyk jest wazny. Jak przekonal sie ks. Lemanski.
I to bardz dobitnie podkreslaja tutejsi obserwatorzy z kregow katolickich.
Lajza z Bobikiem.
Trąba to jakaś dziwna ortografia. 😉 Ja znam tylko TROMBY, które nieraz radośnie sami sobie przyprawiamy. 😆
A może to jest jednak prawda, że nieodwzajemniona miłość jest toksyczna? Zatem tryska jadem. To by wiele tlumaczyło 😉 .
Nie ma takiego rozmiaru nauszników, który pasowałby na TROMBY. 😆 To znaczy, że możemy się zacząć zastanawiać, na co wydamy pieniądze zaoszczędzone na nausznikach. 🙂
Może i tak, Zmoro, ale w psychoanalizę to już się pchać nie będziemy, bo zaraz Morda nas podrapie. 😈 Jak to mawiali w moich niegdysiejszych stronach – niech se ta. 😉
Forsę zaoszczędzoną na nausznikach możemy wydać na jeszcze więcej TROMB. 😆
Tak, Franciszek zmienił język i to może być ważne, ale cały czas jesteśmy przy ozdobnikach. W ozdobniki Wojtyła też był niezły i co, pytam? 🙂
Na pewno przyjemniej jest stracić wszystkie pieniądze u kulturalnego, odzianego w garnitur przedstawiciela funduszu inwestycyjnego, niż w bramie przy ulicy Stalowej. 😎
Wodzu, ale wziąłbym pod uwagę, że te ozdobniki padają teraz na inny grunt. Nie ma już dwóch wiadomych obozów i wynikającego z tego zakonserwowania pol-społ., jest za to kryzys, demontaż państwa opiekuńczego, bezrobocie młodzieży, ogromna niepewność jutra, ruchy oburzonych, itepe, itede. No i internet, co też na postać świata ma niejaki wpływ. Nie wiadomo, czy jakieś grupy katolików nie wezmą aby słów Franciszka na serio i nie zaczną robić w Kościele rewolty, powołując się na papieski autorytet. A jeśli byłyby to grupy spore, to jeszcze może być ciekawie. 😉
Zaznaczam, że ja tylko tak się zastanawiam, teoretyzuję i rozważam różne warianty. Żeby mi nikt potem nie powiedział „a nie mówiłem?”. 😆
Absolutnie masz racje, WW. Zdecydowanie lepiej.
Wy tu sobie cwiczcie te mowe nienawisci, a ja nastawiam cierpliwie drugi policzek i lece do pracy!
Bardzo się cieszę z powrotu w wirtualną przestrzeń tego „klasztoru trzeźwych myśli”. W myśl powiedzenia: „Hope for the best and prepare for the worst” szukałem w sieci informacji na temat losów tego miejsca. Dałem wyraz swoim obawom ostatnim wpisem w wątku: „Jak rozmyć sprawę ks. Lemańskiego”, a uspokoiły mnie informacje od Kota Mordechaja podane w wątku: „Franciszek w kraju ks. Lemańskiego”.
Domniemuję, iż Państwo tu aktywni znacie się od dawna i macie ze sobą kontakty, aliści przy okazji pisma w sprawie Księdza Lemańskiego stworzyła się (czy poszerzyła) – daj Boże nie tylko w mojej wyobraźni – taka nieformalna, wirtualna grupa. Wiem teraz, że gdyby co (odpukuję) będę szukał wieści na blogu „Gra w klasy”.
Szczerze uradowany
Orm
To ja też z mową nienawiści
Dzień dobry 🙂
To niekoniecznie są tylko ozdobniki Wodzu.
Słowa Franciszka znajdują oddźwięk u wielu księży, którzy już deklarują chęć zmian w franciszkowym duchu.
Oczywiście nie w Polsce.
Ale nie możemy patrzeć na KK wyłacznie przez pryzmat polskiego kościoła, który jest jednym z najbardziej wynaturzonych kościołów. Niewiele jest tak aroganckich, zacofanych, pysznych, oddalonych od ducha ewangelii, jak nasz. I taki też mamy w większości nasz siermiężny katolicyzm, malowany, będący targowiskiem próżności, celebrą na pokaz.
Widać takie jest zapotrzebowanie.
Jeden ks.Lemański dla ludu nie wystarczy. Potrzeba ich tysiące, aby ludzie chodzili do kościoła z potrzeby serca, a nie chęci pokazania się przed sąsiadami.
I może słowa Franciszka dodadzą odwagi paru innym polskim księżom. Na co w skrytości ducha liczę.
A najciekawsze dla mnie jest to, że ten zatęchły polski kościół ma ciągle tylu gorących zwolenników.
Ja zresztą – trochę a propos TROMB – czuję się moralnie zobowiązany do zapewnienia Franciszkowi miękkiego startu. Nie wiem, czy sobie przypominacie, ale trochę maczałem łapy w przydzieleniu mu posady papieża. Jednakowoż z wrodzonej skromności nie trombię o tym wszem i wobec, a tylko do wtajemniczonych na blogu. 😉
Już dzień czterdziesty trwało konklawe
kardynałowie już mieli dosyć,
myśli ich były coraz mniej żwawe,
miny im rzedły szybciej niż włosy.
Koniec się wcale nie zdawał blisko,
z nudów ktoś pod stół zabłądził okiem,
a tam siedziało kudłate psisko,
o futra czerni nader głębokiej.
Krzyknął kardynał: widzę wyraźnie!
Świętego Ducha myśl chyba łapię
i gdy wypowiem ją, się nie zbłaźnię –
to ma następny być, czarny papież.
Tu się obruszył któryś purpurat:
coś pan, kolego? Zwyczajne zwierzę,
w dodatku wzrostu dosyć średniego,
miałoby serio zostać papieżem?
Znowu medialna będzie zadyma,
znów rzeczy o nas napiszą brzydkie…
Tego już Święty Duch nie wytrzymał
i kardynała ukąsił w łydkę,
dodając: wybór to moja sprawa
i go nie robię na łapu-capu,
niech mi kardynał żaden nie wmawia,
że się to psisko nie zna na papu.
Zaraz się gremium zorientowało,
co według Ducha by trzeba zrobić:
niechaj obwieści światu dym biały:
że papą będzie teraz pies Bobik.
Polacy! TROMBY niech wam zagrają,
tym wydarzeniem serca swe paście:
znów będzie papież z waszego kraju –
czarny, kudłaty B XVII.
Zdumiał się Bobik, za łeb się złapał,
do sfer niebieskich emaila pisze:
„ze mnie by chyba marny był papa,
niech nim już lepiej będzie Franciszek.”
Szybko zerknęły niebieskie sfery,
kto odpowiednie miałby portfolio
i rzekły: jak dwa a dwa jest cztery,
Franciszkiem może zostać Bergoglio.
TROMBY melodię zagrały śliczną,
dym za posłańca poleciał robić,
lecz nie wiedziała wcale publiczność,
jaki miał udział w sprawie pies Bobik. 😎
Ormie, grupa się rzeczywiście ostatnio trochę poszerzyła, z czego się bardzo cieszę. 🙂 Nie wiem natomiast, czy szukanie wieści o nas na blogu „Gra w klasy” nie byłoby uciążliwe dla tamtejszego Gospodarza. Nie chcę go na to narażać, mam zatem jeszcze lepszą i skuteczniejszą propozycję. 😉 Napisz do mnie słowo, albo nawet pół słowa, przez Urząd Pocztowy nr 1, który jest oznaczony kopertą w prawym górnym rogu blogu, ja Ci odpowiem i potem już, jako posiadacz mojego adresu, w razie czego będziesz mógł mieć informacje z pierwszej łapy. 🙂
Brawo Bobiku! Jak powiada mój tatuś – pies wyczuje dobrego człowieka. No i Twoja skromność, niczym Franciszkowa, napawa szacunkiem 🙂
Dzień dobry. Cieszę się,że jesteście i jak widzę w dobrej kondycji i humorze. Tak mi czegoś brakowało ostatnio. Pozdrawiam.
Jedno Franciszkowi trzeba przyznać. Docenił znaczenie dobrego PR-u. I jest bardzo skuteczny jeśli chodzi o zmianę wizerunku papieża.
Używajac prostego, komunikatywnego jezyka, omijając jak na razie rafy( aborcja, małżeństwa homoseksualne, eutanazja), dryfując w kierunku lewicowym stał się ulubieńcem mediów i umiejętnie to wykorzystuje.
Mimo iż w wielu przypadkach nie mówi nic innego niż B XVI. A jego skuteczność w rozpowszechnianiui odbiorze tego co głosi jest znacznie większa niż poprzednika 🙂 .
Anro, nietracenie humoru, nawet gdy burza uczy wokół nas, jest przywilejem i obowiązkiem każdego obywatela tutejszej psatrapii. 😆
Sam psatrapa ma oczywiście prawo podczas burzy wepchać się na ludzkie kolana (pod łóżkiem wcale nie jest tak bezpiecznie, jak się niektórym psom wydaje) i tam przeczekać nawałnicę, również nie tracąc humoru. 😎
Demetrio, przyznaję, że mojej wrodzonej skromności nauczyłem się od Kota Mordechaja. Nie chcę nikomu odbierać zasług. 😈
Tak sobie myślę, że abepe Hoser, gdyby mógł, to by Franciszka jeszcze szybciej wysłał na emeryturę niż ks.Wojciecha 😉 .
Bo przecież papież jest na najlepszej drodze do zostania popikoną 😉 .
Bobiku, wierszyk śliczny !
w tzw. międzyczasie powstawała rymowanka zawierająca taką frazę:
…więc się cieszę w sposób dziki
bowiem jeszcze nie zginęła
gdy pilnują jej Bobiki 🙂
info w trybie właściwym wysłałem, nie używałem przedtem tego sposobu komunikacji z Tobą gdyż po prostu nie chciałem sprawiać wrażenia że taki przylazł i głowę zawraca 🙂
Dzien dobry,
Zbieram sie od tygodnia coby podziekowac Bobikowi, PA, Kotu i mt7 za ciezka prace, a wszystkim pisujacym, czytajacym, podpisujacym za podtrzymanie wiary w czlowieczenstwo.
Cokolwiek napisalam brzmialo pensjonarsko i gornolotnie, a potem jak juz wymyslilam cos nieto strona padla.
Ciesze sie, ze moglam podpisac i odsylac na strone do podpisania krewnych i znajomych (nie tylko) krolika.
Ciesze sie, ze przyzwoitosc nie jest na wymarciu.
Dziekuje bardzo :).
A my dziękujemy, Kropku, za wyrazy, kibicowanie i rozpowszechnianie. 🙂
Za te zasługi już Ci darujemy, że jeszcze nie opanowałaś mowy nawiści. 😆
Dzień dobry 😀
Już się nauczyłam, o 😀
Bobiku,
nie strasz, na rozpowszechnianie to jest chyba paragraf …
Mówi Orm, że nie zginęła,
Bobik zatem się rozgląda:
gdzież ten kawał pasztetówki,
gruby niczym anakonda?
O, wciórności! Coś porwało,
choć tak bardzo pilnowałem,
spałem czujnie oraz mało,
otulałem własnym ciałem…
Ale nic to. W jakąś formę
wepchnę jedno, drugie słówko
i pochwalę się przed Ormem
wierszykową pasztetówką. 😆
Mieszasz pojęcia, Haneczko. 👿 Zastosowałaś klasyczną mowę nienawiści. Nad nawiścią musisz jeszcze sporo popracować. 🙄
Ucz się od Irka – on też poleciał mową nienawiści, ale przynajmniej odróżnia. 😎
W moich psaragrafach niczego takiego nie ma, Kropku. Możesz rozpowszechniać, że aż będzie dudniło. 😀
Satrapa mnie złajał 🙁
Na wszelki wypadek rozpowszechniac bede dobre slowo, kawe, ciasto i pasztetowke (a w moim sklepie wyjatkowo dobra maja). Nad mowa nawisci popracuje w wolnym czasie – circa pazdziernik 2013 – wczesniej nie dam rady.
Znaczy, Haneczko, kocha! 🙂
Jasne, gdyby nie kochał, to by nie bił, bo po co miałby się bez powodu zmęczyć? 😛
OK, Kropku, jeszcze tylko dostarczysz usprawiedliwienie od rodziców i zwolnienie lekarskie, a potem prolongatę do października masz załatwioną. My tu osoby ludzkie podmiotowo i z zaufaniem traktujemy. 😎
Ufff, koniec odwyku, można używać. Cudnie jest …
Dzień dobry, Koszyczku 🙂
Zastanawiam się, co też Koszyczek ma w liczniku? Mianownik podobno wspólny, wiadomo jaki. Słaba z matmy byłam, no i git.
ooo, mimo technicznych zawirowań nick, email i strona zapamiętane, czyli wszystko gra, a przerwa pozwoliła wszystkim pozałatwiać zaległe sprawy: odebrać dzieci z przedszkola, zakisić ogórki, zrobić pranie i wyprowadzić psa na spacer…
Aż się boję zapytać, Fomo – dzieci przebywały w przedszkolu od czasu ostatniej przerwy technicznej? 😉
W liczniku to my mamy stale przyrost, bo trzymamy w łapach, pardon, mackach, wszystkie banki. 😈
Foma, spróbuj w TYM kraju (znaczy w tym, gdzie przebywam) uczciwie zakisić ogórki. Nie ma takiej długiej przerwy, żeby dało się to wykonać. 👿
http://jerzymazgaj.natemat.pl/69717,dwie-polski-dwa-koscioly
P.Mazgaj zgrabnie to ujął.
i Jak widać w komentarzach, niestrudzena mróweczka Helena roznosi nowa linkę do listu.
Heleno, jesteś WIELKA!
Mrówczość doceniam 🙂 ale nowej linki już nie trzeba (a nawet nie należy) roznosić, bo ze starej jest automatyczne przekierowanie. A od czwartku wszystko wróci do normy, czyli pod stary adres.
Mordko, pamiętasz historię skradzionych w Londynie skrzypiec?
Się znalazły! 🙂
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14359699,Skradziony_stradivarius_wart_2_5_mln_USD_odnaleziony_.html#BoxSlotII3img
A jestem spowrotem, bo mie nie bylo!!!
Cieszesie, Bbiku, ze pusciles farbe jak to bylo naprawde z tym wyborem Franciszka.
Jakbys sam o tym nie opowiedzial, to sadzilbym dalej, ze kardynalom musialo sie cos pokickac na konklawe, ze wybrali akurat tego Argentynczyka. Beda z nim mieli sporo pepbkemow.
Moja Stara nie ejst Wielka. Nie ma w tym domu dosc mijsca na az dwie wielkie postecie. Wystarczy jak ja biore Wielkosc na swe spracowane lapy.
Historie ze stradivariusem zwinietym koreanskiej skrzypaczce na stacji Euston pamietam oczywoscie bardzo dobrze, gdyz sam o bniej opowiadalm. Ta kradziez jak ze zlego snu.
Stara kiedys zdolala w wielkim strachu wywiezc z Polski olejny obraz dziadka naszej E, pedzla bardzo znanego krakowskiego mnalarza, przyjaciela dziedkow E.. z lat bodaj trzydziestyxh badz dwudziestych. . Ryzykowala sporo wywozac go, gdyz Polska z jakiegos powodu uznaje, ze wszystkie dziela sztuki powstale przed 1945 roku naleza wcale nie do wlasciciela, tylko do niej, do Polski i ona wlasnie zezwala lub nie zezwala na wywiezienie. Gdyz sa to „skarby kultury” a kultura jest jakas pochodna od Panstwa.
No wiec Stara to przywiozla, ale poniewaz musiala portret wyjac z ramy, tu w Londynie postanowila go zawiezc do Royal Academy of Art i tam dac do oprawenia.
Niestety w czasie zmiany pociagu metra, zostawila go w pierwszym pociagu!
Myslala, ze umrze ze zgryzoty i przerazenia. Nie wiedziala jak to bedzie musiala wytlumaczyc naszej E. Etc. etc.
Na szczescie ktos obraz znalazl i zostawil natychmiast u zawiadowcy stacji Holborn!
Wiec zostal odzyskany niecala godzine po zgubieniu.
Stara nazajutrz zaniosla zawiadowcy ogromne bombonierke z czekalada i on byl zdumiony tak „nieobyczajna” wdziecznoscia – bo przeciez zrobil tylko to co do niego nalezalo.
Ale ilekroc Stara przypomina sobie co wowczas przezyla, leca z niej siodme poty. Wiec ta historia z Koreanka i jej wypozycxzonym stradivariusem jest nam bardzo bliska: poczucie winy i wscieklosc na siebie sama, bezsilnosc i rozpacz.
Hej, jest tam kto?
Jestem.
Już myślałam, że znowu coś padło 🙄
Padło, Haneczko, 25 lat temu sakramentalne : TAK.
Z panem mężem 25 lat! 🙂 Wesoło nam było cały dzień.
Starsza z Młodszą grały.
Teraz spanko. Padam. Dobranoc. 🙂
Ojej, padło i powstało 😀 Jak piękna okrągłość, Mar-Jo 😀
Srebrna Mar-Jo!
Złotą bądź (co najmniej) w szczęściu i zdrowiu 🙂
Mar-Jo! Kolejnych dwudziestu pięciu! A potem następnych! I oby Wam się!
Mar-Jo, dalszych szczęśliwych okrągłych rocznic w wesołości nieustannej 🙂
Na mokro wzrusza mnie zaufanie, jakim tylu ludzi obdarzyło listę.
Bobiku, jesteś Wielkim Satrapą 😉 ,ale to przecież malutki, prywatny blog. I tak bardzo bym chciała, żeby jeszcze nigdy tak wielu, nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym.
Ładny wyrok, Mar-Jo. Tak trzymać. 🙂
Wychodzi, że jesteśmy z tego samego rocznika, tylko że zabrakło mi wytrwałości. No i paru innych rzeczy. 😳
Wielki Wodzu, takie 25 (a u nas prawie 30) to jak wieczna młodość, która nie ma nic wspólnego z wytrwałością 😉
@ Haneczka: bardzo ta fraza związana jest z naszą historią, a i niekiedy z losami naszych Bliskich; a może ktoś z Twoich startował z, cytuję, nieckowatych runway’ów Northolt ?
Orm, moi Bliscy, podobnie jak ja, bardzo przyziemni. Nie startowali. Lotna fraza, w nie moim kontekście, mi się nasunęła. haneczki tak mają 😉
Nareszcie i ja się mogę napić. 🙂 Powrotnoblogowe na jedną nóżkę, rocznicowe Mar-Jo na drugą. A potem, złapawszy w ten sposób równowagę, złapię z kolei za telefon i spróbuję znaleźć kogoś, kto za mnie powiesi to pranie. I następne. 😉
Jeśli przeżyjemy jeszcze trzy tygodnie i jeden dzień, stuknie nam 15. Żaden tam poważny jubileusz, ale zawsze to coś 🙂
Nie ja, Ago. Dwa wiszą, dwa czekają 🙂
Demetrio, Ty wiesz, i ja wiem, i Mar-Jo wie, i liczni inni wiedzą, że najpiękniej jest, gdy codziennie stuka 🙂
Ostatnio, z przemiłych powodów, zarywałam noce do skrajnie nieistniejącej. Muszę odzyskać twarz. Dobranoc 🙂
Haneczko, zatem tylko się cieszyć iż ta fraza z przemówienia Winstona Churchilla wciąż żyje w swoim uniwersalnym znaczeniu i to w kilka generacji po tamtych wydarzeniach. Mnie się zawsze kojarzy z bezpośrednimi adresatami – w tym z pilotami z dyonu 303 – uczestnikami Battle of Britain.
…a nie trzeba było koniecznie startować samemu, o tych co przyziemnie umożliwiali startowanie mówi rozdział p.t. „Szare korzenie bujnych kwiatów” książki „Dywizjon 303” boć to ten dyon stacjonował w Northolt. Rozdział ten mówi o mechanikach. Książka napisana w roku 1940, znałem pierwsze, okupacyjne jeszcze wydanie z 1942 roku. I coraz częściej widzę analogie takich sposobów bycia/działań jak te tu do…pracy mechaników utrzymujących „na chodzie” maszyny ku Dobrym Sprawom sposobne.
Z powrotem w domowych pieleszach. Karkonosze piękne, pozdrowiłam Przesiekę od Nisi. Jestem zachwycona odbudowanymi na Dolnym Sląsku pałacami i zamkami. W kasynie w Harrachovie mają dobre piwo, ale nie wiedzieli, że można je pić z sokiem malinowym 🙁 .
Wróciłam ze stertą szeleszczących i walizką książek, dużo skandynawskich krimi, bardzo lubię!
Bobiku, Twoje kremy stracą niedługo ważność!!!
O matko, najpierw oddaliłem się do obowiązków, a potem padło mnie na nos i przespałem takiego pięknego okrąglaka. 🙁
Jeszcze ze 3 takich, Mar-Jo, a we wszystkich kolejnych wszystkiego naj(le)psiejszego. 😀
Wykonuję zamaszysty merd i wracam na legowisko, bo cóż innego o tej porze robić? 😉
Panno Koto, dam Ci się rozpakować, a potem zamelduję się i wszystkie kremy wyliżę do dna. 😎
Zaczely sie brzoskwinie i morele. Jakie lato jest wspaniale! Co tydzien na targu niespodzianki! Skonczyl sie jednak juz groszek, sad!
Marchewka z groszkiem, mielone , mlode ziemniaki i mizeria! Klasyczny letni zestaw. Bedzie jutro musiala byc sama marchewka, bez groszku! Dobrze, ze te kanony kulinarne sa tylko w mojej glowie, bo rodzina jest malo wybredna.
Spijcie dobrze. Poprzedniej nocy snilo mi sie, ze mieszkam w polnocnych Wloszech, ale zapomnialam w ktorym miescie, a przypadkiem wsiadlam w jakis pociag, ktory mnie z tego miasta wywiozl. Oczywiscie nie mialam portfela, ani zadnej rzeczy, ktora by mi pomogla wybrnac z tego klopotu. Uff! Dobrze sie bylo obudzic we wlasnym lozku, choc bylam spozniona do pracy.
Auguri, Mar-Jo!
witam porannie i upycham w kącię lodówkę z mineralną niegazowaną; przy 20 % zawartości wykonane jest automatyczne zamówienie w wodo_sklepie ;
czyli to takie trochę perpetuum mobile;
pyrsk ludkowie 🙂
P.S. Poczytam Bobika
na głównej, w sensie
dobra – już uciekam
Dzień dobry 🙂
Poranny luzik
Szampan na poprawiny dla Państwa Młodych 😀
Kawa, pasztetówka, croissanty …..
🙂 🙂
poranny chlodzik
brykam
szeleszcze
brykam fikam 😀
Do kawki
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1550665,1,pies-czyli-kot.read
Dzień dobry, a nawet bardzo dobry – 12 187 🙂 😉
Dzień dobry. 🙂
Dziękujemy bardzo za życzenia.
Stanisław Tym do kawy bardzo smaczny.
http://swiat.newsweek.pl/papiez-w-pulapce,104479,1,1.html
Na drugą nóżkę 🙂 .
Prasówki ciąg dalszy. http://wyborcza.pl/1,75968,14361985,Jaki_jest_ks__Lemanski_przy_pracy__z_dala_od_kamer_.html
Ps. Padłam wczoraj, jak Bobik, drugie pranie zostało w pralce. 😳
Dzień dobry 🙂
Przez Królika pewnie się znowu dziś przejem. Czytanie o jedzeniu ma niebywałe właściwości apetytogenne. 🙄
A 12 187 z rana cały dzień mi opromieni. Mam swoje szczenięce problemy z autorytetami 😳 i rzadko kogoś udaje mi się w tej roli zaakceptować, ale z Panią Profesor najmniejszego problemu nie mam. 🙂
Co Wy na to? Mnie szlag trafił – wczoraj trafił, a dziś ciągle jestem trafiona. http://oi29.tinypic.com/161kpas.jpg
„Świadom wywrotowej treści swych słów, papież odwrócił się do prałatów i rzekł: – Niech biskupi i księża mi wybaczą, jeśli młodzież zrobi im raban. Ale taka jest moja rada…”
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,14343262,Papiez_Franciszek_w_Brazylii__Chce_rabanu_w_Kosciele.html#ixzz2abhcq6hi
No proszę, my wieczna młodzież wyprzedziliśmy życzenie papieża 🙂
A zatem dalej róbmy raban 🙂
To Muzeum PW takie cuś wymyśliło? 😯
Rozumiałbym, gdyby to miał być plakat o wymowie pacyfistycznej – zobaczcie, jak bez sensu są wszelkie wojny, wszelkie powstania, jakiekolwiek wyrzynanie się. Ale akurat Muzeum piłowałoby w ten sposób gałąź, na której siedzi. A z kolei taka wersja, że oni z dumą pokazują, jakie cool jest posyłanie dzieci na śmierć, jednak mi się we łbie nie chce pomieścić.
Przydałby się Koń, żeby za mnie pogłówkował. 🙄
Ale sądząc po dacie jest to plakat z 2010 r ???
Wczoraj na budynku naprzeciwko Muzeum zawisł ogromny plakat z hasłem „Pamiętamy” i postacią dziecka, przypominającą pomnik Małego Powstańca. Szukając potem w sieci tego plakatu, znalazłam to, co na lince powyżej. Mamy zbyt mało pojemne głowy, Bobiku.
Ten wywiad z rabinem Skórką ma fascynujące momenty. Pokazuje Bergoglia jako konserwatystę, który z dużą determinacją walczy o nieutracenie kontaktu z rzeczywistością i wskutek tego – chcąc nie chcąc – nie mieści się w takim Kościele, jaki jest obecnie. To jednak trochę pachnie rewolucją. 😉
A z perspektywy rzeczywistości polskiej fragmenty na temat rozwodników, niewierzących, wolnych i homoseksualnych związków, pedofilii i innych występków w Kościele, celibatu, obowiązków duchownych (przede wszystkim wobec człowieka, bo poprzez niego służy się Bogu) już są absolutną rewolucją. Tak samo zresztą jak sam fakt głębokiej przyjaźni i publikowania wspólnych przemyśleń z rabinem, bo to idzie znacznie dalej niż „oficjalna” wspólna modlitwa. Jak na tym tle wygląda osławione „pytanie Hosera”, nawet mi się nie chce pisać.
Zobaczycie, przyjdą ciekawe czasy. 🙂
Kolejny przykład. Więcej nie szukam – chyba już nie trzeba. http://www.ward.pzk.pl/wiadomosci,14967.html?tyt=1+sierpnia+pamietaj+o+powstaniu+warszawskim++#
Plakat na który zwróciła uwagę Aga, a Bobik się do tego odniósł jest w moim odbiorze ilustracją znacznie szerszego zjawiska. Jest nim wpisanie czy postrzeganie i opisywanie wielu fenomenów w kategoriach pop kultury i to takiej typu disco polo rzeby nie rzec wręcz kiczu.
Coraz dobitniej ukazują się diametralnie różne od siebie siatki punktów odniesienia; prościej – skojarzenia, czy wręcz gust. To co być może szczerze wielu autorów pragnie ukazać tak, jak na tym plakacie, dla wielu innych jest w najlepszym przypadku kiczem, a tak głębiej – niedopuszczalną dla nas operacją na znaczeniach.
Ad dendum:
Podobnie odbieram plakat ukazany w kolejnych linkach podanych przez Agę. Utrzymując com powiedział w poprednim wpisie z przykrością dodaję iż wcale mnie to nie dziwi. Jest to również konsekwencja „uwolnienia” i powszechności prawa do wykonywania zawodu artysty. Poza wybitnie utalentowanymi jednostkami nie dyponującymi odpowiednim wykształceniem/treningiem które jednak intuicyjnie potrafią tworzyć znakiem graficznym, formą, dźwiękiem odpowiednie do tematu znaczenia, większość osób uprawiających sztukę bez odbycia odpowiedniego treningu będzie nam serwowała takie obiekty jak przedmiotowe plakaty. W pracowni prof. Tomaszewskiego na warswskiej ASP uczono przede wszystkim tworzenia znaczeń i przedstawiania ich znakiem graficznym. Tego samego uczyli tacy jak prof. prof. Jerzy Jarnuszkiewicz czy Oskar Hansen. A nie trzeba dodawać, iż rozpoczynano od tworzenia i uzgadniania swoistego katalogu znaczeń, optymalnie ilustrujących/przedstawiających opracowywany temat.
Ja tu jeszcze widzę tunelowe pojmowanie świata, co zresztą w popkulturze dość nierzadkie. Mówiąc prosto: ktoś, dla kogo np. „mały powstaniec” ma konotacje wyłącznie pozytywne, nie jest sobie w stanie wyobrazić żadnej innej możliwości, innej interpretacji. Nie wie o tym, że takie inne interpretacje już istniały lub mogą zaistnieć, bo go to nie interesuje. Nie zastanowi się nad nimi nawet po to, żeby je odrzucić. Tkwi w bardzo wąskim przedziale pojęć i znaków, uważając je za „naturę rzeczy”, widząc świat już nawet nie jako czarno-biały, tylko całkowicie jednokolorowy.
Ale nie jest to tylko cecha popkultury. Takie tunelowe myślenie jest również charakterystyczne dla wszelkich postaw nadmiernie zideologizowanych – w którąkolwiek stronę. W tym przypadku nawet ludzie wyjściowo wcale nie tak durni potrafią się w taki tunel zapchać. Ale istnieje tu pewna profilaktyka: śmiech. Dopóki ktoś potrafi się sam z siebie śmiać, utknięcie w tunelu jest dla niego mniej prawdopodobne. 😉
Dzien dobry, ale sie zmachalem! Wy tu gadu-gadu, a kto petycje poroznosi? Stary Kot?
Ale podsunal tu i owdzie i moze sie zabrac za wypicie kazy z omletem.
Fajny ten wywiad z rabinem Skorka.
A tymaczasem zorientowalem sie, ze rosnie nam cale pokolenie egezgetow – takich co rozne klopotliwe slowa papieza skieruja na wlasciwe sciezki teologiczne. Bo ten papiez to wyraznie czasami nie wie co gada i naalezy to kocietom wyjasnic w prpstych zolnierskich slowach.
Wyjasniaja zatem nie tyle co papiez powiedzial, tylko czego NIE powiedzial a mial na mysli.
Bardzo to jest fajne zajecie. I nie potrzeba zadnego teologcnego sznytu i oczytania. Papiez w gruncie rzeczy mowi to samo co Terlikowski i Michalik, tylko nie jest tak utalentowany retorucznie jak oni. Wiec czasami kluczowe slowa mu umykaja.
Jak to mowia Ukraincy? Daj Boh naszemu cielatku wilka zjesc.
Zwłaszcza ten pierwszy plakat jest w moim odczuciu wyjątkowo bezmyślny i wyjątkowo podły. Wobec wszystkich 🙁 .
Mały Powstaniec (myślę o pojęciu, często uosabianym postacią Antka Godlewskiego a utrwalonym ową figurką o nota bene nie bardzo znanej dziś historii) może mieć konotacje pozytywne dla tych, którzy nie bardzo znali bądź nie bardzo rozumieli idei i dzieła Aleksandra Kamińskiego.
Bardzo mi tu pasuje, Bobiku wprowadzenie pojęcia tunelowego pojmowania świata. Myślę iż do Twego stwierdzenia o przyjmowaniu postaw nadmiernie zideologizowanych (gdzie jest granica – odpowiadam sam sobie – zwykłe poczucie przyzwoitości na początek) można dodać; bezrefleksyjne przyjmowanie takich a nie innych postaw.
A coraz częściej fenomeny pop kultury i sposób ich istnienia przypominają mi nie tyle tunelowe a płaszczyznowe pojmowanie świata. Taka ( w sensie krajobrazowym) depresja; ładniej – jakiś step czy preria płaska a rozległa a na takich „Dzikich Polach” hulają co energiczniejsi i głośniej brzmiący pociągając za sobą tłumy; coś na kształt powodzi.
To jeszcze Ci, Kocie, dorzucam do śniadania dwa bażanty w galarecie. Bo na upał taki eksperyment bażantowy wydaje mi się być uprawniony.
Kocie, zdekonspirowałeś się: Ty nie jesteś kot, tylko sturęka stonoga. 😯 Taka, u której każda para rąk i nóg biegnie gdzie indziej. Oczywiście, z petycją. 😉
„Sturęka stonoga” podoba mi się stukrotnie! Sto stokrotek dla Agi! 🙂
Ja bym na wszelki wypadek nie wykluczał też takiej opcji, że Kot jest wielorękim indyjskim bóstwem, któremu znudziło się sztywne siedzenie w lotosie i postanowiło trochę pobiegać. 🙂
Bynajmniej nie wyrzekając się, rzecz jasna, przyjmowania hołdów i bażantów. 😆
Dobrego nigdy zbyt wiele, zatem przypomnę.
Wspaniały Jan Ciszewski sprawozdaje ze Służewca:
– Proszę Państwa, bomba w górę, teraz wszystko w rękach konia!
Raczej stolapa jestem.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14363627,Ks__Boniecki__Kiedy_ksiadz_z_Jasienicy_cos_mowi__odbiera.html#BoxSlotII3img
Okazuje się, że myślę podobnie jak ks.Boniecki 😉
To może jeszcze będą ze mnie ludzie ?
Czy Koń ma ręce? W tym temacie
wątpliwość mnie czasami nęka,
lecz na wyścigach, to przyznacie,
na pewno wszystko w jego rękach.
A Kot? Gdy czuje żądzę czynu,
kiedy już dźwignie się z kanapy,
wzgardzi poduszką i pierzyną…
Czy on ma ręce, czy też łapy?
Na to, by opcję rąk wykluczyć,
zaraz najeżam się wewnętrznie,
bo Kot, jak doświadczenie uczy,
gdy robi coś, to zawsze z-ręcznie. 😉
Pośpieszne dzień dobry 🙂
Zerknijcie do GW, p. Wiśniewska i ks. Boniecki.
😆 Oj, przydałby mi się teraz z-ręczny kot do pomocy w pakowaniu.
To może spakuj wyłącznie bagaż pod-ręczny, Ago 😉
Bagaż pod-ręczny wystarczyłby może na 3-4 dni. A przez pozostałe 10 miałabym chodzić tylko w zegarku na ręku? 😳
No to rzeczywiscie nie jest najlepszy pomysł, może być chłodno. Zwłaszcza wieczorami.
Na-ręcze zegarków firmy Patek lub Rolex pozwala godnie przeżyć urlop nawet całkowicie niespakowanym. 😎
„Na-ręcze zegarków firmy Patek lub Rolex pozwala godnie przeżyć urlop nawet całkowicie niespakowanym. ”
Dziękuję. To jest ważny wkład. Dla mnie. Gdyby jeszcze tylko mieć urop…
Piękny ten świat urlopów.
Ale czy to nie jest zbyt ryzykowne? Można się narazić na zarzut paserstwa.
Trzeba wyjątkowo z-ręcznie handlowac pod-ręcznym na-ręczem, aby kłopotów się nie nabawić.
Na pocieszenie mogę zauważyć, że w świecie urlopów są też czarne owce. Urlopy przymusowe. Nieudane przez pogodę. Przerwane z ważnych powodów rodzinnych. Przechorowane. Przekłócone z partnerem/-ką. Przesiedziane w domu z braku kasy.
Podejrzewanie świata urlopów o monochromatyczną cudowność jest oznaką nieuleczalnego, ale mało realistycznego optymizmu. 😉
Skoro o urlopach mowa, to może by też zanotować iż istnieją ludzie dla których urlop – czyli wypoczynek – polega na czasowej/sytuacyjnej zmianie aktywności na inną. Warunkiem jest aby lubić to, co się robi, i mieć powody do zasadnego poczucia, iż ma to sens. A nie mam na myśli tzw. sensu ekonomicznego.
Jak znam życie, westchnienie Telemacha dotyczyło przedłużającej się niemożności ucieczki spod dyktatury sensu ekonomicznego. 😉
Podejrzewam, że ze zmianą aktywności na inną poradziłby sobie w okamgnieniu. 🙂
Żeby odpocząć, trzeba się zmęczyć, że odkrywczo zauważę 😉 Urlopów dotyczy to także 🙂
mozna balkonowac 🙂 przyjemne 25°, lekki wiaterek, pomidory
czerwienieja – lepiej niz urlop gdzies 🙄
Wczoraj WW nałożył wilgotny kocyk na entuzjazm w sprawie papieża. Było to prawie w tym samym momencie, gdy go (czyli papieża) słuchałem, a mówił o różnych bodaj konspiracjach, wśród nich masońskiej. Chciałem go zapytać o czym on mówił, ale mnie nie słyszał, bo byliśmy z dwóch różnych stron telewizora. Więc zdecydowałem, że kićka mu się, jak i innym na tym fotelu.
Ale potem pooglądałem internet w jego języku i okazało się, że głównie jest atakowany jako jezuita, syjonista i mason. Więc pomyślałem, że może u nich czyli tu (w Buenos Aires) „mason” to coś takiego co u nas w szkole się mówiło „głupi gnój”. I co ja się będę wdawał w te ichnie pieszczoty.
Korzystając z wolnej chwili pobiegłem tropem Kota i zerknąłem na kilku fundamentalistycznych forów. A tam roi się już nie tylko od egzegetów, ale i od oburzonych kontestatorów papieskich słów. Jeden z komentatorów ujął to krótko i dobitnie: Powiem wprost – czuję się zdradzony.
I ja się tym zdradzonym o świcie ultrakatolikom wcale nie dziwię. Poczytajcie sobie choćby ten ciąg wypowiedzi Franciszka:
http://vaticaninsider.lastampa.it/en/news/detail/articolo/26808/
Język to jednak potężne narzędzie. Niby nic się jeszcze konkretnego nie stało, ale fundamentaliści już czują, że ich świat staje na głowie. Bo opoką fundamentalizmu są instytucje niezmienne i nauczające, obwarowane murami i bronione armatami Pisma, a Franciszek kościół swój widzi otwarty, zmieniający się i uczący, zakorzeniony w Duchu. W jego przesłaniu można wyczytać „jeżeli wierzę w Boga wszechmocnego, muszę wierzyć w to, że bieg dziejów też należy do boskiego planu, nie mogę więc odrzucać współczesności jako tworu szatana”. Takie myślenie jest dla fundamentalizmu śmiertelnym zagrożeniem.
Bóg chrześcijańskich fundamentalistów skończył stwarzać świat i spoczął na laurach, uznawszy, że przez resztę wieczności może już tylko odbierać hołdy. Bóg chrześcijaństwa otwartego odpoczął siódmego dnia, ale potem wrócił do roboty i stwarza świat, wraz z całą jego zmiennością, każdego dnia. W tej pierwszej opcji Bóg, stwarzając czas, a w konsekwencji historię, stworzył zarazem kamień tak ciężki, że nie potrafi go unieść. W tej drugiej tworzy kamienie nie tylko na własną, ale i na ludzką miarę. Te dwie wizje czy też dwa odczucia teologiczne są nie do pogodzenia i nie bez kozery ci katolicy, którzy przez swoich pasterzy dotychczas karmieni byli jedynie wykładnią fundamentalistyczną, nie mogą nagle zrozumieć, co się dzieje. Ktoś, kto z założenia miał być Najwyższym Autorytetem i Dobrym Ojcem, czyli potwierdzić im, że świat jest właśnie taki, jak ich nauczono, nagle bierze i rozwala im klocki? To przecież naprawdę straszna trauma.
Jakiekolwiek zresztą snuć rozważania, konserwatywny Polak-katolik, który nazywa papieża zdrajcą, to niewątpliwa oznaka, że nadciąga rewolucja, równocześnie z kontrrewolucją. Wielki Wodzu, śpij z dzidą pod poduszką. 😆
oba plakaty wstretne, ohydne i glupie (czy ten z 2010r naprawde jest „autorstwa” Muzeum PW?. niestety od kilku lat wzmaga sie disneylandyzacja Powstania Warszawskiego i
rosnie mit zalozycielski prawdziwej wolnej Polski.
ca` 200 000 ofiar, w tym wiekszosc cywilna ludnosc miasta!!!
zabijanie to nie zabawa, ani powod do dumy i wzywania do
nasladowania!!!!
Andsolu, w pewien sposób wszedłem powyżej w wymianę zdań z Tobą, choć jeszcze nie miałem tego świadomości. 😉 Nie wątpię, że jeszcze nieraz nie będę się zgadzać z Franciszkiem, a może nawet będę na niego straszliwie warczeć. Ale zauważam, że jego wizja wiary i Kościoła, jest zasadniczo odmienna od tej, jaką prezentowali JP2 i B16 (choć on sam, szczerze lub dyplomatycznie, pewnie by się od tego odżegnał). I nie sądzę, żeby została przez kościelną hierarchię i część wiernych gładko przełknięta, dlatego podejrzewam, że może się zrobić bardzo ciekawie.
A że nawyki mogą się czasem kłócić z uskrzydloną wizją i ściągać ją do parteru? No tak, mogą. Nie zaprzeczę. 😉
A zauważyleś Rysiu, że w tym pierwszym użyto zdjęcia trzyletniej( zapewne to za mocne określenie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy) Lolitki – z misiem na hełmie i umalowanymi pazurkami?
I jeszcze przytłaczający wszystko orzeł.
Co autor miał na myśli?
zmoro, lepiej nie pytaj mnie Co autor miał na myśli?
jezeli napisze doslownie co o takich jak na plakacie „haslach” i
ludziach je gloszacych mysle, dostane od Bobika zakaz na
pisanie na blogu!!!
To już szybciutko wycofuję pytanie 😉 .
Wszystkie dziennijki zaczynaja sie o uznaniu winy pary mlodycxh POlakow, krorzy zamordowali ze szczegolna brutalnoscia jej 4-letnie dziecko. Sluzby, kurcze, znow niczego nie zauwazyly:
http://wyborcza.pl/1,75477,14367229,Sad_w_Anglii__Polacy_winni_morderstwa_4_latka__Malemu.html
Haneczko, zajrzyj do poczty
Pusto, Irku 🙁
Widocznie pierwszy nie dotarł. Sprawdź teraz
Podobnie jak Ryś, ocenzurowałam się. Za to bardzo chętnie dorwałabym takiego autora w naturze, podobnie jak rekonstruktorów powstańczych i rzeziowych. Mam parę pomysłów na ich czyściutkie mundurki i bielsze od bieli, starannie wyprasowane koszule
„rekonstruktorzy rzeziowi”!!!!!!!!!! 😆 😆 😆
Ty się śmiej, Kocie. Zobaczysz, że wkrótce na kilku uczelniach powstaną wydziały rekonstrukcji rzeziowej i rekonstruktor rzeziowy stanie się takim samym normalnym zawodem jak retoryk toruński. 🙄
a tutaj ciekawostki
i http://studioopinii.pl/jacek-palasinski-kuria-rzymska-kuria-polska/
Bobiku, możliwe, że masz proroczą wizję 🙁
@ Wszyscy zbulwersowani tymi plakatami:
Toż to niestety nic nowego; może zbyt nudnie pisałem o tym w swoich poprzednich wpisach w tym wątku. To jest wynik najdelikatniej rzecz ujmując rezultat zdominowania świadomości wielu takich „twórców” przez popkulturę typu disco polo, a nieco głębiej – dokonania drastycznej operacji na znaczeniach. Tragiczne do śmieszności jest, że tzw. „autorzy” takich prac bardzo często nie zdają sobie sprawy z wyrazu tego, co robią.
Jest to spowodowane brakiem wyrobionej wrażliwości i nie wyuczonego katalogu znaczeń, a w każdym razie totalnej nieumiejętności stworzenia czy choćby dobrania odpowiedniego kształtu czy znalezienia znaku dla przedstawienia znaczenia lub użycia znaku który znaczy co innego.
Malutki przykład: miś na hełmie: miś – atrybut dziecka/dziecięcości a aspekt militarny – zamieszczenie owego misia w miejscu gdzie G.J Joe’s często trzymali papierosy a więc mamy wojownika. Estetyka twarzy typu estetyka plastikowa w której przecież wychowało się już niejedno pokolenie więc będzie OK. I tak autor zrobił coś na miarę swej wrażliwości i możności skojarzeń i nie wykluczam, że się czuje twórcą i ma czyste sumienie.
Jak już uprzednio pisałem: totalny brak treningu w dziedzinie rozeznawania i tworzenia znaczeń i ich przedstawiania w sztuce, tu – w plakacie. Brak wyrabianej od małego wrażliwości, ubogi a często fałszywy bo nie na temat katalog znaczeń. Wspominałem już o sztuce tworzenia znaku graficznego; kiedyś tryumfy święciła Polska Szkoła Plakatu ale po uwolnieniu zawodu artysty oraz dominującego postmodernizmu wszystko jest dozwolone. I jak tu będąc decydentem/szefem/administracją ocenić co dobre, a co nie ? Nieliczna statystycznie rzecz biorąc garstka ludzi wrażliwych, czy choćby z tzw. dobrym gustem choćby wyniesionym z domu nie musząc dysponować wykształceniem w dziedzinie sztuki od razu widzi fałsz i kicz a może i wręcz szkodliwość takich produkcji. Szkodliwość, bo takie produkcje niosą przekaz który nie tylko zafałszowywuje temat ale i ośmiesza go czy choćby odstręcza odbiorców od poważnego potraktowania sprawy. Mówiliśmy o tym jeszcze na Kongresie Kultury Polskiej w roku 2000, ale cóż, tak jest od pewnego czasu rozumiana wolność w niestety niezbyt oświeconym społeczeństwie.
Popatrzmy na okładkę numeru 31/4 sierpnia 23013 Wprost; grafika postaci „powstańca” z pistoletem i z łebkiem myszki Miki moim zdaniem celnie oddaje sprawę i jest dobrym przykładem na właściwe przedstawienie znaczenia, tytuł – POPwstanie ’44 – Jak tragedię powstania warszawskiego zmieniono w mit popkultury.
Anro, nie ukrywam, że szczęka mi opadła. Czyżby naprawdę wiatr się zmieniał 😯 ?
Orm, to nie tylko autor. Taki projekt przechodzi przez ileś tam rąk i niewidzących oczu. Na koniec ktoś to nakleja. Niedobrze mi się robi, gdy o tym pomyślę.
Barbie i Ken w strojach powstańców warszawskich?
Ja znałam kilka osób cywilnych, które przeżyły Powstanie.
Nie zacytuję-przez grzecznośc -Ich oceny Powstania. To się później w szkołach przekładało na moje słabe stopnie (historia, język polski) za tematy powstańcze. Nadrabiałam po kilku tygodniach te „straty”. Historii prawdziwej uczyłam się w domu.
Na dobranoc, coś, co znam od wielu lat. Ale dzielę się dopiero teraz:
http://www.youtube.com/watch?v=8-aZWUPSSGA
Haneczko, myślę,że coś zaczyna się dziać.
Za dużo ostatnio sobie pozwalają i nic nie rozumieją,ze społeczeństwo nie jest już takie samo.
Mar-Jo, dziękuję za odtrutkę 😀
12351?
bez ?
Haneczko, to oczywiście nie pojedynczy autor, to signum obecnego etapu cywilizacji i kultury a więc i sztuki. W przeraźliwym skrócie – postmodernizm. dopuszczający analfabetyzm w kulturze i sztuce. No i musi być głośno „głos w dyskusji należy do perkusji”…a kto to nakleja ? konsumenci czy ofiary popkultury takiej z najniższej półki…to gdzie sobie mieli wyrobić wrażliwość ?
No i oczywiście wielokrotnie słyszałem w ciągu ostatnich już kilkudziesięciu lat: analfabetyzm ? to jest twoje zdanie, ja uważam inaczej.
Mar-Jo: w moich czasach w szkole o powstaniu nie mówiono inaczej niż tylko pejoratywnie żeby nie rzec mocniej. Historii i nie tylko (np. podstaw języka angielskiego) oczywiście uczyliśmy się tylko w domu (angielskiego z Voice of America, BBC Radio etc., z głową nakrytą kocem aby sąsiedzi nie usłyszeli bo konsekwencje mogły by być, hm, nieprzyjemne). To co serwowano w szkole było znakomitym treningiem do „dwójmyślenia” czy „dwójistnienia”: co innego na zewnątrz, co innego na prawdę.
Tyle, że co innego moim zdaniem ocena negatywna z powodów podawanych w Polsce w latach ’50, a co innego ocena negatywna wygenerowana z wyważonych pozycji faktów i zdrowego rozsądku. Podczas jakże licznych bliskich kontaktów osobistych – niekiedy bardzo osobistych z licznymi w tym bardzo mi bliskimi osobami które przeżyły Powstanie w Warszawie czy to ze Stenem w ręku czy to karmiąc nowo narodzone dziecko w piwnicy zawsze słyszałem negatywną ocenę decyzji o Powstaniu i zawsze słyszałem wyrazy najszczerszego najgłębszego szacunku dla wszystkich którzy w tym tak czy inaczej brali udział, będąc postawionymi przed faktem dokonanym mocą ocenianej negatywnie decyzji o wybuchu Powstania. W sumie moje zdanie pokrywa się ze zdaniem Pana Władysława Bartoszewskiego.
P.S. Powołuję się na inne Osoby gdyż co prawda samemu podczas Powstania już byłem na świecie, w Warszawie, w Śródmieściu, ale byłem zbyt mały aby cokolwiek pamiętać. Oczywiście poza relacjami ustnymi znam dość obfitą literaturę tematu tak wspomnieniową ukazującą się od casów tzw. Odwilży Październikowej jak i opracowania historyczne tak te wydawane na tzw. Zachodzie jak i krajowe.
Ten zlinkowany przez anro Palasinski ze Studia Opinii jest niezwykle ciekawy i bardzo polecam.
No i co zrobić z takim 12351? Mail w porządku, więc nie ma podstaw wyrzucać. A z drugiej strony formularz wyraźnie przewiduje wpisanie danych, nie deklaracje ideowe. I nie bez powodu tylko tak przewiduje.
Ciężki jest żywot decydenta. 🙄
Pan Pałasiński dobrze pisze.
Rozesłałam, Mordko.
Orm, ja jednak oddzielam niewiedzę od niewrażliwości. Niewiedza to leworęczna dłoń i coś w rodzaju szwabachy na plakacie (świetnej!) wystawy średniowiecznych rękopisów (autor wystawy omdlał). Niewrażliwość to znacznie cięższa choroba.
Bobiku, się nie upieram. Wolę pobłądzić, niż skrzywdzić. Nie zawsze mi się to udaje 🙁
Ale dlaczego Was ta deklaracja ideowa razi? Komu to szkodzi, ze mial potrzebe zaznaczyc? Niech tak zostanie, you, control freaks!
Pałasiński zadziwił. Wkurzał mnie okrągłością na TVN24.
Ormie, ja się tak ogólnie zgadzam, że więzi między znakiem a znaczeniem zostały przez postmodernizm na różne sposoby poharatane i – z małymi wyjątkami – okazało się to ślepą uliczką. Ale w przypadku Małego Pop-wstańca zwróciłbym uwagę jeszcze na kontekst. Gdyby taki obraz pojawił się, powiedzmy, w odpowiedzi na obłęd typu rymkiewiczowskiego – „nie ma patriotyzmu bez krwi i umierania” – ten miś i cukierkowy buziaczek w oprawie munduru miałyby inną wymowę. Można by się krzywić na estetykę, ale równocześnie odczytywać przesłanie „czy naprawdę chciałbyś odebrać temu dziecku tę całą beztroskę i wysłać je na śmierć? Naprawdę taki horrorpatriotyzm ci się marzy?”. Ale kiedy taki plakat wydaje Muzeum z okazji rocznicy Powstania, ja staję wobec jego przesłania bezradny umysłowo, za to czuję, jak wręcz otrząsa się moja fizyczność. Nie i nie. I podejrzewam, że wiele osób tutaj tak właśnie, „z brzucha” reaguje – no, nie i nie.
And now for something compeltely different:
Jak odepchac zatkany kibel
czyli
O wyzszosco irlandzkiej hydrauliki nad brytyjska:
http://www.youtube.com/watch?v=8Qt95KUOX_8
Mordko, mnie deklaracja ideowa w tym przypadku przeszkadza, bo moja idea była taka, że podpisujemy nie jako wierzący czy ateiści, tylko jako „osoby ludzkie”. Mamy jakiś wspólny cel, wspólne przekonanie i dla jego zademonstrowania wszelkie podziały odkładamy na bok, bo one się tu okazują nieważne. Przyzwoitość nie ma wyznania czy niewyznania. Dlatego jest taki formularz, jaki jest.
Zarzut, że nie każdy tu jest osobą ludzką, przyjmę tylko do pewnego stopnia. Ja nie jestem, ale w razie czego potrafię się bardzo dobrze podszywać. 😉
No, sorry, ale u Mordechaja i jego Starej hydraulika to nie jest „something completely different”, tylko stały punkt programu. 😆
Dobranoc 🙂
Pałasiński od Anro rzeczywiście bardzo ciekawy, ale nie mogłem przeczytać go z należytą powagą, bo przypomniał mi się mój nauczyciel od PO, który przechadzał się po klasie z groźnym pomrukiem „no, no, co tu jeszcze wyjdzie na jaw?”. I kiedy wyobraziłem sobie majora Ł., w przyciasnym mundurze pękającym na obfitym brzuszysku, z czerwonofioletowym nosem wyłaniającym się z pucołowatej buźki jak samotna wyspa, spacerującego po Watykanie i mruczącego „no, no, co tu jeszcze wyjdzie na jaw?”, wszelkie próby zachowania powagi prysły mi niczym zmysły. 😳 😆
Pa, pa, Koszyczku. 🙂 Do zobaczenia za dwa tygodnie.
Bobik, z deklaracja ideologiczna to jest naprawde male naruszenie formularza (tzw. minor infringement) i ja bym nie robil z tego zasadniczego problemu. Bo to nie jest tak, ze kazdy sie natychmoiast bedzie deklarowal. A jak dla kogos bylo wazne aby podkreslic, to niech ma. Live and let live.
Toteż nie zrobiłem zasadniczego problemu i nie skasowałem. 🙂
Radosnego byczenia się, Ago. 🙂
Tylko w ramach byczenia nie porywaj przypadkiem Europy! 😎
Ponieważ czuję się – aczkolwiek jestem tu „newbie” – pomiędzy Przyjaciółmi, których cierpliwość szczerze podziwiam, proszę mi pozwolić kontynuować.
Przede wszystkim: oczywiste iż na poziomie odczuć i odbioru indywidualnego w pełni zgadzam się z odbiorem i oceną tych plakatów. Trudno mi wszakże pozostać na takim poziomie odbioru „indywidualnego” i poprzestać na stwierdzeniu: to jest bee, to nie moje czy jakoś tak. Najczęściej staram się uzyskać diagnozę tego, co mnie dotyka, boli i tak, może zbytnio teoretyzując, napisałem swe poprzednie wypowiedzi.
Jeśli chodzi o rozmowę na temat Powstania to proszę mi pozwolić przyjąć sytuacyjnie za punkt „startowy” zdanie Bobika na temat odbierania dziecku jego beztroski i wysyłania go na śmierć.
To jest moim zdaniem bardzo ważne, może nawet w jakimś sensie kluczowe dla takiego jak ja je próbowałem sobie wypracować zdania na temat Powstania tym bardziej iż dotknęło ono bardzo dotkliwie moich Bliskich i ich kręgi, zniszczyło cały nasz świat, a ja sam przeżyłem tzw. cudem boskim.
Rozpatrując dany fenomen historyczno/społeczny staram się, poza oczywiście takim „własnym’ punktem widzenia, a więc i własnym zasobem wiedzy, własnymi uwarunkowaniami z racji czasu w którym żyję, własnymi doświadczeniami, etc., starać się dla dobra dywagacji przyjąć też punkt widzenia który uznał bym za prawdziwy dla czasów, w których dany fenomen miał miejsce. Oczywiście nie uniwersalnie wówczas akceptowany, ale typowy przynajmniej dla pewnej grupy ludzi. UWAGA: oczywiście znam Pamiętnik z Powstania Białoszewskiego i jestem świadom wielkiej prawdy tego przekazu.
I tak pamiętam, iż tak na prawdę sprawa rozpoczęła się w sposobie w jaki zaistniał w Polsce …Romantyzm w jego aspektach społecznych. I przemożnym wpływie tegoż Romantyzmu na wychowanie kolejnych generacji. Na stronach tytułowych książki z 1866 roku, którą pewna Matka wyniosła z Powstania wraz z malutkim synkiem, książki będącej pamiętnikiem uczestnika Powstania Listopadowego pod odpowiednią ilustracją przedstawiającą wąsatego kosyniera i młodą niewiastę widnieje podpis wierszowany: „a gdy przyjdzie legnąć w krajowej potrzebie/nie rozpaczaj Luba, zobaczym się w niebie”. Dla dobra dyskursu upraszam choć przez moment potraktować to dosłownie.
Banałem było by przypominanie Orląt Lwowskich, udziału w wojnie ’20 roku, etc.
Dobrze te „klimaty” oddaje, moim zdaniem, pisarstwo Melchiora Wańkowicza.
Tak wychowywały się generacje. Po czasie, kiedy byłem już dorosłym Ormem, zdałem sobie sprawę z minusów a nawet wielkich minusów takiego wychowania, ale przez lata do głowy by mi nie przyszło aby takie idee poddawać w wątpliwość. Kiedy w długim i barwnym życiu zetknąłem się ze starą kulturą Japonii, pojęcie honoru i kultury…samurajów zabrzmiało mi bardzo znajomo.
Żyjący mój Stary Przyjaciel, dziś w wieku 82 lat, w pełni aktywny, w swej wąskiej specjalności jeden z lepszych specjalistów w skali kraju, z własnej woli poszedł do Powstania nie myśląc ani przez chwilę że jest dzieckiem; Rodzice byli zresztą daleko i też „robili swoje”.
Bliscy mi są/byli Ludzie którzy (w latach ’50) w wieku lat 12 oczywiście z własnej woli i własnym (oczywiście uczciwym) „pomyślunkiem” zarobili pieniądze, aby Matce kupić buty…pierwsze od 1939. A bardzo kochająca swego syna Matka uznawała to za coś naturalnego.
Próbowałem to zasygnalizować przywołując w jednym z moich uprzednich wpisów postać i dzieło/idee Aleksandra Kamińskiego.
Przepraszam, że się rozpisałem; prowadzę do tego, że pojęcie: „wysyłania dzieci na śmierć” zakłada współczesne (dla mnie) rozumienie określenia: „dziecko”, oraz stosowanie tegoż rozumienia do tamtych czasów, tamtej cywilizacji i tamtych ludzi. Inaczej traktowano pojęcie: odpowiedzialność, a takową wielu Małych Ludzi (dziś: dzieci) uświadamiało sobie i realizowało wcześniej a niekiedy znacznie wcześniej niż dziś. Oczywiście wielkim kosztem, boć dzieciństwo jest normalnym etapem rozwojowym człowieka.
Dziś zdanie: „nie ma patriotyzmu bez krwi i umierania” dowodzi, hm, proszę mi pozwolić przemilczeć. Pomieszanie pojęć, epok, kultur, etapów cywilizacji w najlepszym przypadku. Pewno jakowaś „Licencja poetica” ale z taką licencją to by mnie pewno przyaresztowano na jakiejś granicy NormalLandii:)
Patriotyzm ma być realizowany zgodnie z realnymi najlepiej i najmądrzej pojmowanym interesem Patrii, a tzw. czyny zbrojne są dziś dawno przebrzmiałym środkiem. Krew – tak. Do punktów krwiodawstwa.
Działania typu:
„szlachta na koń siędzie
my z synowcem na czele
i – jakoś to będzie”
są po prostu szkodliwe. Tyle, że to nasz obecna świadomość.
A żeby tylko więzi pomiędzy znakiem a znaczeniem zostały poharatane…niestety moim zdaniem bliskie nam znaki są dziś nieczytelne a wyobraźnia obecnych autorów przypomina mi nie najwyższych lotów starą anegdotkę o badaniu poziomu wyobraźni…kiedy badania wykazywały poziom zerowy, zastosowano odwieczny środek imagogenny…po pól litrze na ekranie urządzenia badającego ukazał się…kiszony ogórek. I czemu administracja/decydenci jakiejkolwiek instytucji mieli by mieć inną wyobraźnię, operować na innej siatce znaczeń/punktów odniesienia ?
@haneczka 31 lipiec 13, 23:18
Czy nie jest tak, że wrażliwość może bywać wrodzona, ale często jednak bywa wynikiem wychowania – „treningu” wyuczanego „od małego”. Kapitalną rolę odgrywają wzorce osobowe najbliższego otoczenia. I tak przy ocenie istniejącego stanu rzeczy nie czuję się nim zdziwiony.
To, co dla jednych jest chorobą dla innych jest normą, taką normą domyślną. Jeśli ktoś od dziesięcioleci pali tytoń, to dla niego jest to norma, a dla lekarzy – choroba nikotynowa. I podobnie widzę kwestię wrażliwości tu i teraz. Jak uświadomić komuś, że jest niewrażliwy, bądź wrażliwy na co innego, niż inni/my ? dla niego wszystko jest OK.
A nasze przesyłki już w Mediolanie 🙂
Pa pa Ago! Przyjemnego urlopowania, mam nadzieje ze pelnego przyjemnych przezyc! W okolicach gdzie nie brakuje sprawnej hydrauliki i wspanialych polskich hydraulikow. Unikaj Wielkiej Brytanii na wszelki wypadek!
Okropnie smutna ta dzisiejsza rocznica. Straszna kleska i straty juz pod sam koniec tej okropnej wojny. Jakos nie mam sily komentowac. Oby juz nigdy.
Znaki tak szybko sie starzeja i staja sie zupelnie nieczytelne w nastepnych pokoleniach. Trzysta lat pozniej juz absolutnie nikt nie pamieta, nie wie ktora dziewczyna przy wirginale czeka na klienta, a ktora na narzeczonego.
A dzis staja sie nieczytelne chyba znacznie szybciej, bo nie towarzyszy im ogolnie przyjeta konwencja.
herbata 🙂
szeleszcze 😀
brykam
brykam fikam 🙂 😀
Tereny Zielone S-Bahn pozycje
🙂 🙂 🙂 🙂
Orm Patriotyzm ma być realizowany zgodnie z realnymi najlepiej i najmądrzej pojmowanym interesem Patrii, a tzw. czyny zbrojne są dziś dawno przebrzmiałym środkiem. Krew – tak. Do punktów krwiodawstwa.
Działania typu:
“szlachta na koń siędzie
my z synowcem na czele
i – jakoś to będzie”
są po prostu szkodliwe. Tyle, że to nasz obecna świadomość
Tak
i ta dzisiejsza swiadomosc naklada na nas odpowiedzialnosc za slowa i czyny, oddajmy dzisiaj czesc poleglym, ale przestanmy trywializowac smierc, przestanmy
wypinac piers po chwale za „dalem sie zabic”, ale mnie jest latwo mowic, lewacy sa gorsi od zydokomuny 🙄
bryk fik 🙂
brykam (herbate zostawiam 😀 )
(…) Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”. Stwierdził na antenie, że słowa Bartoszewskiego „są obraźliwe i nie przyczyniają się do wyciszenia nastrojów”. – Jeżeli profesorowi zależałoby na uspokojeniu sytuacji, to z pewnością nie używałby takich słów. Wypowiadanie ich dzień przed rocznicą to oczywista prowokacja – dowodził. (…)
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,14366161,Bartoszewski_mowi_o_motlochu__odezwala_sie_prawica.html#ixzz2ahKt99h0
p.s. Lisicki, Lisicki, czy to ten pan z wyrokiem sadu? pilnowacz interesow PiS w Rzepie? czy to ten sam?
Na Pana Władysława Bartoszewskiego wielu pluje od dawna. Takich jak On kiedyś opluwał miniony regime (zwłaszcza do ca. połowy lat ’50); dziś przykre że takie opluwanie jest usankcjonowane naszym obecnym sposobem pojmowania i realizacji prawa do wolności słowa i akceptowalną jak widzimy kulturą dyskursu publicznego. Problemem jest dla mnie pewna bezsilność tych, którzy są przeciw takiemu opluwaniu.
Kocie Wspaniały:
Tak, znaki się zmieniają, ale czy rzeczywiście wszystkie zmieniają się aż tak szybko ? czy dana kultura nieprzerwanie istniejąca od dłuższego czasu mogła by istnieć, gdyby nie wciąż zrozumiałe i czytelne systemy znaków ?
Gorzej jest, gdy w miejsce „starych” znaków proponuje się brak znaków (podobnie rozumianych). Dla mnie jest to zilustrowane na przyklad naszym odbiorem omawianych wczoraj plakatów. Dla mnie bowiem ktoś kto te plakaty wykonał i rozpowszechnił po prostu nie pojmuje faktu istnienia i znaczenia znaków, może nie czuje takiej potrzeby.
@rysberlin:
oczywiste iż trywializowanie śmierci jest niedopuszczalne. Chwała za to, że „dałem się zabić” ostała ośmieszona jeszcze takimi dziełami jak np. „Śmierć porucznika” Sławomira Mrożka (1963). Interesująco też pisał na te tematy Tomasz Łubieński w książce „Bić się, czy nie bić” (1976).
Żartobliwie acz na temat: wielka szkoda że nasi romantyczni wojownicy nie byli uczeni sztuki wojennej z podręcznika Sun Tzu: podstwowym sposobem wygrania wojny jest uniknięcie wojny.
Bo dzisiaj śpiewać i tworzyć może każdy.
I masz wiele racji, Orm( -ie ?). Powszechny dostęp fotpszopów, coreli itp powoduje wysyp tzw. agencji marketingowych pełnych domorosłych „tfórców”branych z ulicy, gdzie nie jest istotne przesłanie. Ważne jest, aby było geil.
Dzień dobry 🙂
Upał od rana taki, że o ziem rzuca. Błogosławię mój zielony, winogronowy dach nad tarasem, bez którego już o tej porze nie dałoby się kawy wypić.
Za to myśl o wyjściu na ulicę… no, nic, pomyślę o tym potem, jak już będę musiał. 😉
Niezorientowanym we współczesnej niemczyźnie odradzam sprawdzanie w słownikach, zwłaszcza starszych, co oznacza użyte przez Zmorę słowo „geil”. Dawniej miało ono zabarwienie seksualne („napalony”), ale teraz jest po prostu niemieckim odpowiednikiem „cool”. 🙂
Tylko jeżeli te plakaty były wydane przez Muzeum Powstania, to znaczy, że na stołkach decyzyjnych w tej instytucji siedzą niewłaściwi ludzie i powinni te stołki jak najszybciej opuścić.
Zmoro: programy do tworzenia grafiki czy to mozaikowej czy wektorowej są tylko narzędziami, i można nimi robić i kicze wspaniałe dzieła sztuki. Domniemuję, iż może miałaś na myśli liczne katalogi gotowych obrazków (stacks). Ale i używając gotowych obrazków stosując metodę swoistego collage’u można stworzyć coś dobrego, wszak wybór może być aktem twórczym. Najważniejsze: co chcemy powiedzieć, co mamy do powiedzenia.
Tyle że pomyliły się w obecnej cywilizacji czy w obecnym sposobie realizacji wolnego rynku i szerzej – demokracji pojęcia: powszechnego prawa do wypowiedzi/działalności z moralnym prawem do „mówienia publicznie” bez głębszej refleksji: czy to, co „mówię publicznie” jest na tyle wartościowe, ważne, pożyteczne abym dał sobie moralne prawo do publicznej wypowiedzi. Znów nawiązuję do tych nieszczęsnych plakatów.
Czytam w Twoim kolejnym wpisie iż…(swoje) stołki tacy ludzie (decydenci) powinni jak najszybciej opuścić. OK, ale kto je zajmie ? skąd wziąść tych właściwych ludzi w kraju AD 2013 ? proszę pozwolić mi nie kontynuować, to samo lub jeszcze dobitniej ma miejsce w krajowych instytucjach kultury i sztuki (muzealnictwo w tym to, poddane samorządom lokalnym) czy w edukacji, w tym niestety na poziomie akademickim. Starałem się to zasygnalizować na poziomie bardzo ogólnym swoimi poprzednimi wpisami, wspominałem o Kongresie Kultury jeszcze z roku 2000. Jestem zdania iż minie kilka generacji zanim odbuduje się nasza generalnie rzecz ujmując kultura powracając do przyzwoitego poziomu. To, co się stało jest częścią ceny za zmiany 1989 roku i konsekwencja realizacji demokracji pojmowanej zbyt często opacznie przez niezbyt jednak w swej masie oświecone społeczeństwo.
Bliskiej jest mi motto: im więcej wolno, tym mniej wypada. Ale to chyba jakaś postawa dyluwialna, wręcz wstecznictwo w kulturę gdzie nagłośnienie jest rezultatem akcji promocyjnej zbyt często będącej sztuką samą w sobie i mającą się nijak do jakości tego, o się promuje.
Trudno mi polemizować z Ormem… bo się z nim za bardzo zgadzam. 🙂 Mam natomiast ochotę pociągnąć niektóre jego myśli, ale mogę to robić tylko po kawałku, w miarę spływania strzępków wolnego czasu na moje biurko. 😉
A na razie coś w rodzaju okrężnego aproposa: 😯
http://wyborcza.pl/1,75248,14361441,Dyrektorka_muzeum_zamalowala__niemoralne__dzielo_.html
Dzień dobry. 🙂
Tylko krótki meldunek: walizka czeka.
Nie wiem, czy będę w stanie zorganizować w Lubece łączność internetową. W razie dłuższego milczenia – proszę się nie martwić. Odezwę się najpóźniej 4. września.
Hansestadt LÜBECK: Marzipan und Thomas Mann. 🙂
Muzea wynotowane, koncerty i połączenia z Hamburgiem też.
Nie będzie łatwo przebić Monachium.
Bobiku Zapracowany 🙂
Bardzo to okrężny a propos. U nas bywa prościej, np. w ramach traktowania muzeów jako jednostek gospodarczych zdarzało się przerabianie ich czy ich części na dyskoteki.
Mechaniczne wprowadzenie a raczej mechaniczne realizowanie ustawy o samorządzie terytorialnym czy przepisów o zarządzie managerskim spowodowało, iż kiedy czas jakiś temu opowiedziałem prof Regulskiemu o tym, co się wyrabia w pewnym bliskim mi a jedynym w kraju swą specjalnością z zakresu sztuki stosowanej muzeum, to ten się za głowę złapał.
Ale nie chcę narzekać; będzie dobrze za jaaaaakiś czas; aby było dobrze, dziś to my, żyjący musimy wciąż robić swoje. Do katalogu pojęć „robienia swego” zaliczyłem niedawno nową czynność: bobikowanie 🙂
Mar-Jo: dawno nie byłem w Lubece ale sądzą iż są tam dziś obszary darmowego dostępu do bezprzewodowego internetu tzw. WiFi. Dworce, hole instytucji, nawet place w centrum miasta. Wystarczy laptop czy nawet bardziej zaawansowany telefon komórkowy z tzw. WiFi.
Bon Voyage, Mar-Jo! Uwazaj na torebke!
No i slusznie, pani Natalia postapila. Obrazki malo budujace powinny byc przykladnie zamalowywane na czarno i zaraz jest weselej i patriotyczniej.
Przypomnialo mi sie, ze na tej wystawie cosmy ja z PK widzialy w National Gallery (Vermeeer i muzyka) w zeszlym tygodniu byl jeden bardzo fajny Vanitas (nie pamietam czyj, ale jak wszystko tam sami barokowi Holendrzy) z czaszaka tak ulozona, ze wygladala na rozesmiana, A z pyska jej wypadla jakas fujarka.
Mar-Jo, gdybys przypadkiem byla dostepna pod jakims telefonem, podaj mi namiar. Ja z całymi Niemcami mogę kłapać paszczą za friko. 🙂
Dzień dobry,
GW na pierwszej stronie dała ten wiersz Słonimskiego.
Mogiła Nieznanego Mieszkańca Warszawy
Antyczni, nadzy i ogromni,
Zastygli w krzyk kamiennych warg,
Których na łukach tryumfalnych ark
Ustawią kiedyś w rząd potomni,
Bohaterowie wielkich dni,
Na tle chorągwi i barykad,
Antyczni, nadzy i ogromni,
O których co dzień komunikat
Podawał światu rapsod nowy,
O was historia nie zapomni
I narodowy rzuci pieśniarz
Ziarno męczeńskiej waszej krwi
I posiew cierpień
I uniesień
Na nowy Sierpień,
Nowy Wrzesień,
Na nowych dni sześćdziesiąt trzy.
O was historia nie zapomni,
Lecz któż na grobach będzie siadał
Tych, którzy trwożni i bezdomni
Padali mrowiem niezliczonym,
Któż się o milion ten upomni?
I jaki pieśniarz będzie składał
Słowa gorące i szalone
O tych, co w cieniu waszej glorii,
Bez narkotyku wielkich czynów
Konali w męce dla wawrzynów,
Co wasze skronie ozdobiły,
Rzucając pomiot ciał swych zgniłych
W dymiący, krwawy gnój historii?
Dla was pieśń moja i łzy moje,
Zwyczajni, prości, nieogromni.
Kiedy na zgliszcza wróci życie,
Na narodowy święty grób,
Gdy kości będą zbierać z szańca,
Aby z nich dźwignąć pomnik sławy,
Niech na cmentarnej będzie płycie
Ten napis prosty, napis krwawy:
Tu leży Trup
Nieznanego Mieszkańca
Warszawy
12368
Koszyczku i Bobiczku, wpadłam, żeby ucałować i dać znak życia.
Wróciłam z Wrocławia i musze pilnie złapac sie za obowiazki.
Wpadnę później. 🙂
Dzień dobry 🙂
Wymyślili jeszcze coś takiego (w związku z Powstaniem)
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20130731/cecko-garbaczewski-powstancza-koparka-z-ostrymi-zebami
Chyba już nic nie rozumiem. Poddaję się.
Ile czasu mógł jechać kurier z Warszawy do Rzymu korzystając z rozstawnych koni?
Przyjęcie przesyłki 2013-07-31 18:15 MILANO P. BORROMEO C.S.I.
Nadałam 26.07., wyslano z Polski 27. o godz. 03:06
@ jedna taka:
– a tu rozumieć ? usankcjonowany postmodernizm zbiera swoje żniwo. Może więc tym bardziej nie wolno się poddawać
Notuję serio ton wypowiedzi p. Krzysztofa Garbaczewskiego, powstrzymuję się od komentowania. A co, nie wolno mu i licznym podobnym ?
O tym i temu podobnych zanudzałem swoimi wpisami wczoraj i dziś.
Przypuszczam, że ten kurier rozstawnymi końmi byłby już dawno w domu 🙂 Jak na przesyłkę priorytetową, to się nie przemęcza. No i ta jazda do Rzymu przez Mediolan 😉 No, ale mają tam najcudniejsze w świecie Duomo…
ostatni raz 😉
http://grzegorzjakubowski.natemat.pl/70283,dzien-o-ktorym-nie-wolno-zapomniec?fb_comment_id=fbc_360823650687205_1693291_360868867349350#f388f9a49
no, radykalnie…….
natura zaskakuje, balkonowe pomidory maja pomidorowy smak!, a ja sadzilem naiwnie, balkonowy 🙂 🙄
pamietam, bylo w telewizji, urocze……
http://www.youtube.com/watch?v=P_6gkFDmy5U
dochodzimy do 28° od jutra 30°+ tez fajnie 🙂 🙂
lato po prostu 😀
Siodemeczko, do waznego adresata z nalezna powaga, bez poganiania 8)
Rysiu, tekst Grzegorza Jakubowskiego mówi rzeczy powszechnie już znane — ale tak niechciane, że wywołują bełkot obronny jakiegoś Leszka Jarzębowskiego — i to chyba dziś jest niemniej groźne niż chęć niektórych rodziców oddania życia (swoich lub też nie) dzieci „za sprawę”. Gość wikła się w „przyrodzonych prawach niewolników” a jego pitolenie niczym nie różni się od dyskursów wielu polityków. Ale tacy ludzie nie dadzą się chyba przekonać, że najpierw muszą pójść do psychologa, a potem wrócić do szkoły.
Nie pamiętam, czy tutaj była już przypominana książka Jana Kurdwanowskiego „Mrówka na Szachownicy” — jest do ściągnięcia w pdf-ie ze strony autora. Ale dla nawiedzonych świadectwo inteligentnego uczestnika nie będzie miało znaczenia. Gdzie hałas, tam wizje a nie dowody wygrywają.
Gdyby nie ten upał, to ja bym tu napisał… 😎
Ale chociaż to wcześniej zapowiadane pociągnięcie myśli czuję się zobowiązany wrzucić, zanim padnę gdzieś pod krzakiem i będę zdolny już tylko do ciężkiego dyszenia. 🙄
Kultura (jeżeli nie jest martwa) ma w ogóle to do siebie, że część znaków odkłada do lamusa, gdzie mogą je co najwyżej wyszperać dociekliwi badacze, część przepycha z pokolenia na pokolenie, a część nabywa jako najnowszy krzyk mody i szybko zużywa, bądź zachowuje do dalszego użytku. W ten sposób gwarantuje sobie zarazem żywotność, jak i ciągłość. Ten proces sam w sobie jest normalny i nie byłoby o co rozdzierać szat, gdyby zachodził w miarę harmonijnie i sensownie, tzn. gdyby nie cierpiała na tym ani żywotność kultury, ani jej ciągłość, ani sensowność (wiem, że o definicję sensowności można się spierać godzinami, ale dla celów praktycznych przyjmijmy, że wszyscy wiemy, o co chodzi 😉 ).
Problem zaczyna się wtedy, kiedy względna równowaga tych elementów zostaje naruszona. Np. długotrwała dominacja w naszej kulturze paradygatu romantycznego niebezpiecznie przechyliła szalę w stronę ciągłości, na czym ucierpiała żywotność (bo nie mogły dojść do głosu inne paradygmaty) i sensowność, bo zespół znaków romantycznych zaczął być „bytem samym w sobie”, bez związku z sytuacją, adekwatnością, społeczną użytecznością, zdrowym rozsądkiem, etc. Inaczej mówiąc, znaki oddzieliły się od znaczeń, o czym pisał Orm, a wtedy i ciągłość staje się jedynie iluzoryczna.
Niebezpieczeństwa takiej schizmy widać jak na dłoni, nawet jeśli nie będziemy wchodzić w dyskusję o postmodernizmie (bo akurat w przypadku naszego post-romantyzmu nie tylko on był winien). Przyjmowany bezrefleksyjnie znak zaczyna służyć do masowej produkcji kulturowych chipsów i zapiekanek, jako przyciągające wzrok opakowanie dla najdzikszych i najgłupszych idei (bombonierka z zatrutymi czekoladkami w środku), a nader często również jako maczuga do walenia po łbach wszystkich tych, którzy do znaczeń są nadmiernie – więc podejrzanie – przywiązani. I tak się właśnie teraz porobiło. Mesjanistyczne bejsbole w łapach patriotycznych kiboli aż furczą, z nadętych do niemożliwości balonów politycy leją hektolitry wrzącej, choć umęczonej Ojczyzny, a po pobojowisku biegają zachwyceni tfu!rcy, przerabiając to wszystko na tajemnicze i wzniosłe NSZNW (Narodową Sieczkę z Najświętszych Wartości). Ten i ów nieprawdziwy Polak próbuje się osłonić a to Gombrowiczem, a to chłopskim rozumem, ale przy tamtej wrzawie jego głosik cieńszy od pisku.
Można by powiedzieć – chcieliście romantyzmu, no to go macie. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale przecież nie wszyscy go chcieli/chcą, zwłaszcza w tej zinfantylizowanej, szmirowatej postaci. I choć ci niechcący są na razie mniej słyszalni, to nie powinni pesymistycznie opuszczać łap, bo to by było jakieś takie… niepozytywistyczne. 😈 Za kontrbejsbola nie mają co łapać, jako że i tak nie umieją się nim posługiwać, ale mogą cichcem produkować podstępną broń chemiczną. Choćby z tego Gombrowicza i chłopskiego rozumu, z przyglądania się trzeźwiejszym nacjom, z odruchowego otrząsania się na co durniejsze wykwity matyrologicznego wzmożenia, z mówienia błeeee, kiedy cała sala ryczy „Rotę”, czkając w przerwach z błogiego samozadowolenia, itede, itepe. Jak się taką bronią zatruje jednego, drugiego, trzeciego… no, może drugiej Skandynawii nie zbudujemy, ale przynajmniej będzie nas więcej. 😆
W tekscie Grzegorza Jakubowskiego widze przede wszystkim niczym nie uzasadniona pewnosc siebie w formulowaniu sadow bez wystarczajacej znajomosci podstawowych faktow historycznych (albo ich lekcewazeniu). Do mnie przemawia bardziej rozwazny glos Normana Daviesa:
http://natemat.pl/70183,profesor-norman-davies-dla-natemat-osiem-tez-o-powstaniu-warszawskim?fb_action_ids=582061105173656&fb_action_types=og.likes&fb_source=other_multiline&action_object_map=%7B%22582061105173656%22%3A401754466602766%7D&action_type_map=%7B%22582061105173656%22%3A%22og.likes%22%7D&action_ref_map=%5B%5D
Tak, mnie też u Jakubowskiego przeszkadza ten dość histeryczny ton młodego gniewnego, który wszystko-wie-najlepiej.
Trzeźwe analizowanie i ocenianie zdarzeń historycznych post factum jest potrzebne, żeby uniknąć powtarzania stale tych samych błędów. Ale przykładanie do nich wyłącznie późniejszych miar emocjonalnych jest nie tylko anachronizmem, jest też nadużyciem. Trzeba spojrzeć również z perspektywy uczestników wydarzeń, którzy w przypadku PW w większości intencje i porywy mieli jak najszlachetniejsze. Czyli, prosto mówiąc, docenić te intencje i zaangażowanie, nie unikając wyliczenia błędów. Ale to już ktoś chyba przede mną powiedział. 😉
Hmm, Pan tu, Panie Pogorzelski, polityką historyczną się zajmuje, a świat gore
Wojna w Syrii podzieliła świat na dwa wielkie, nienaturalne obozy: „szyicko-sowiecki” i „salaficko-syjonistyczny”, jak – czyniąc aluzję do historii – nazywa je francuski orientalista Gilles Kepel. W pierwszym obozie jest prezydent Syrii Baszar Asad i jego klika, Iran, Hezbollah, Rosja, regionalne mniejszości (w tym chrześcijanie) i oczywiście szyici, czyli jakieś 10 proc. wszystkich muzułmanów rozsianych po Bliskim Wschodzie. Do tej grupy należą też nowe potęgi: Chiny, Indie, Brazylia, które na razie głośno nie występują. Drugi obóz tworzą sunniccy rebelianci (Al-Kaida, islamscy ekstremiści i umiarkowani), monarchie z Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt), Turcja, Francja, Wielka Brytania, USA, Izrael i wielomilionowa masa arabskich sunnitów.
Pewnie jestem naiwna, ale dla mnie to zaskakuje informacje i marnie wróżące na przyszłość.
Więcej pod adresem (tylko trzeba poczekać na całość)
http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1550523,2,syria—konflikt-wszystkich-ze-wszystkimi.read#ixzz2ajjV3NkF
W sprawie powstania warszawskiego, żyję już tak długo, że powiedziawszy wszystko na ten temat, nie mam chęci powracać ciągle do tego wątku, dlatego nie będę zabierać głosu.
Powstanie Warszawskie żyje i żyć powinno w naszej narodowej świadomości całą głębią szacunku dla szczytów bohaterstwa i zadumą nad jego historyczną prawdą.
Powstanie to nie tylko wielka epopeja bezgranicznego bohaterstwa milionowej stolicy i jej powstańców. Szczytów tego bohaterstwa nic nie zdoła przesłonić ani przewyższyć. Powstanie Warszawskie to patos 63 dni walki, prowadzonej w warunkach istnego piekła, w czasie których miasto legło w gruzy, spopieleniu uległy bezcenne skarby kultury, życie straciło setki tysięcy ludzi a reszta mieszkańców milionowej stolicy poszła na tułaczkę i poniewierkę. Była to katastrofa narodowa.
Powstanie Warszawskie to synonim polskiego heroizmu i niemieckiego barbarzyństwa. Tym niemniej powszechny heroizm i jego kult nie może przesłaniać problemu odpowiedzialności. Na tych, co szafują życiem ludzi, ich dorobkiem i zasobami kultury narodowej, ciąży wyjątkowa odpowiedzialność.
Powstanie to wielkie historyczne wydarzenie, którego prawda powinna być należycie znana, aby kłamstwa o nim nie rodziły zatrutych owoców.
Powstanie Warszawskie rodzi nakaz podejmowania wzmożonych wysiłków nad właściwą i powszechną poprawą kultury politycznej narodu. Prawda o Powstaniu unaocznia skutki niewłaściwego mechanizmu selekcji i doboru właściwego człowieka na właściwe stanowisko. Te wady naszego organizmu narodowego są schorzeniami zadawnionymi, powstałymi przez zaniedbywanie na przestrzeni wieków i do dziś, zasad umiejętnego rządzenia się.
Pamięć o Powstaniu winna uczyć kultu wielkości człowieka oraz kultu kompetencji i odpowiedzialności za życie i wartości Narodu. Czas na polską szkołę realizmu i kult rzetelnej kompetencji. O to wołają gruzy Warszawy i tysiące poległych, a wołają na miarę wielkości i powszechności bohaterstwa ujawnionego w Powstaniu.
Jan Matłachowski, Londyn, lipiec 1971
rzeczywiście gorąco i ciśnienie skacze, wiec tylko króciutko:
@andsol: dzięki za przypomnienie książki Jana Kurdwanowskiego. Nawiedzonym nic nie pomoże, natomiast:
– autor jest znakomitym, bystrym i „głębokim” a więc bardzo wiarygodnym obserwatorem. Na przykład: na początku książki pomiędzy tymi który wyjeżdżali z Warszawy przed Powstaniem wylicza jakże słusznie także Białogwardzistów. Wielu Białogwardzistów znalazło azyl w Polsce przedwrześniowej i w 1944 ewakuowali się spiesznie przed nadciągającą Armią Czerwoną.
– książkę dedykował bym także tym, którzy byli tak czy inaczej związani z lepiej zorganizowanymi, wyszkolonymi i uzbrojonymi oddziałami jak Zośka i Parasol. i tak postrzegali Powstanie niejako przez pryzmat tych oddziałów.
Bobiku Upałem Wymęczony:
cóż, paradygmat romantyzmu czy post romantyzmu został dla wielu „załatwiony” przytoczonymi już pracami Sławomira Mrożka czy Tomka Łubieńskiego (lata ’60 – ’70). Ten kierunek czy tendencja była tak dobitna, że pułkownik LWP i literat Zbigniew Załuski wydał w roku 1968 książkę „Siedem polskich grzechów głównych” gdzie przypominając fakty historyczne przywraca „cześć i wiarę” ukazując zdrowy rozsądek i racjonalizm niektórych aspektów naszych działań uznawanych powszechnie za durnowate romantyczne szaleństwa.
Obawiam się, że nie ma rady na zawłaszczanie znaków. Owszem: trzeba robić swoje, i im więcej światłych miejsc, grup etc., takich nieformalnych jak tu u Ciebie tym lepiej. Może grzeszę optymizmem, ale nie wykluczam iż tak się mogą tworzyć centra kulturo i opiniotwórcze.
Właśnie Pan Władysław Bartoszewski powiedział m.inn.: „Nikczemności i łobuzerstwa się nie karze, to się potępia” TVN24, 19.34. Mam nadzieję że TVN24 powtórzy tą rozmowę w terminie późniejszym.
Widzieliście ostatnią serię15 podpisów poparcia, które przyszły z Białorusi?
U Jakubowskiego bardziej niż hunwejbiński ton przeszkadza mi dość intuicyjne stosowanie interpunkcji. Niby też tak robię, bo zasad nie znam, ale widać intuicję mam lepszą. 🙂 Chłopak nadmiernie uogólnia, jednak to miał chyba być felieton, z wszystkimi tego konsekwencjami.
Co zaś do czcigodnego profesora Daviesa, to nie mam czasu ani kompetencji, aby z nim polemizować. Profesor wszystko co czytałem, a najwięcej czytałem o średniowieczu, pisze na okrągło, żeby dało się zrozumieć tak, jak kto sobie życzy. Jego zbójeckie prawo, postawił na popularność i ją ma.
A ja miałbym parę laickich pytań do jego okrągłych uwag o powstaniu, pytań czysto fachowych, bez ideologii, męczennictwa i moralności.
Pierwsze – jakie, do konia, cele wojskowe osiągnięto w pierwszych dniach? Bo to podobno była operacja wojskowa. Wprawdzie do takiej operacji po pierwsze potrzebne jest wojsko, ale dobra, na użytek dyskusji niech będzie.
Z celów wymienionych przez profesora większość nie jest celami wojskowymi (żeby świat usłyszał, żeby dać świadectwo), to jakiś ponury żart, który nie przystoi historykowi. Zająć „znaczną część miasta na okres 5-6-7 dni”, aby osłabić niemiecką linię obrony, o tak, to wygląda jak zarys celu wojskowego, a profesor pisze, że założenia zostały przekroczone dziewięciokrotnie, zapewne chodzi mu liczbę dni. A teraz popatrzmy na ogólnodostępne mapki i rozkmińmy, co takiego zajęli powstańcy w ciągu pierwszego tygodnia, dopóki niemieckich ochroniarzy nie zastąpiła armia. Łatwiej powiedzieć, czego nie zajęli, a mianowicie nie zajęli lotniska, węzła kolejowego i dróg wjazdowych do miasta. Mało tego, nawet ich nie uszkodzili i nie zajęli pozycji pozwalających w jakiś sposób przeszkadzać w transporcie. Kapral po kursie może o tym nie wiedzieć, bo nie musi, ale dowódcy powstania nazwali się generałami, więc powinni wiedzieć, że po takiej realizacji założonych celów są dwa wyjścia: przejść do obrony albo się poddać. Przejście do obrony ma sens tylko wtedy, gdy są widoki na skuteczną odsiecz i utrzymywany do tego czasu obszar ma jakieś znaczenie strategiczne. Nie było widoków i nie miał znaczenia, i 7 sierpnia każdy generał, nawet głupi, miał obowiązek o tym wiedzieć. Walka w okrążeniu do ostatniego żołnierza kojarzy się z metodami marszała Żukowa, a jakkolwiek oceniać strategiczną skuteczność marszała, trudno jego metody stosować nie mając w zapasie miliona czy dwóch jakiegoś innego wojska w pobliżu. Tak sobie kombinuję, jajako szeregowy rezerwy bez odbycia.
Następnych pytań do profesora Daviesa, pozwólcie, nie zadam. 😎
I proszę zważyć, że ja nie o rocznicy, tylko o warsztacie naukowca. 🙂
andsolu, dziekuje za „Mrowki…”, widzialem ze jest tam jeszcze inna ksiazka, przeczytam 🙂
ktos cos napisal o Powstaniu, jezeli chcecie przeczytajcie, ale ciekawa jest wpis/polemika Pana Wachmistrza (znalazlem na
Knieziowisku).
tu wpis:
http://missjonash.blox.pl/html
tu odpis :
Wachmistrz napisał(a):
1 sierpnia 2013 o godz. 20:28
Wklejam tutaj swój komentarz to tekstu Missjonash, bo tam , jako uznany przez Blox za spamera, nie mogę się wypowiedzieć
Droga Missjonash! Pozwól, że się niemal z niczym, czego się domagasz, nie zgodzę… Po pierwsze, w sensie logicznym, jest to źle postawiona kwestia i nadużycie (chcę wierzyć, że tylko semantyczne) w głoszeniu, że „ci sami ludzie, którzy tak piszą i mówią, powtarzają też dowcipy o prezydencie Czecho-Słowiacji”, bo raz , że jak się stawia zarzut, to jeszcze go trzeba udowodnić, a nie uogólniać do rangi zasady jakieś nieznane mi, jednostkowe przypadki, które Cię tak wzburzyły. Pomiędzy potępieniem Czechów za brak oporu w roku 1938 i 1939 (sam mam im to może nie tyle za złe, co uważam za błąd, ale mniej więcej podobne polityczne i planistyczne błędy miałbym do zarzucenia władzom naszym własnym, o czym zresztą sporo w swoim czasie pisałem), a potępieniem Powstania jest cała gama postaw, których się zdajesz nie zauważać, a i samo porównanie jest zupełnie nietrafnem, bo porównujemy nieporównywalne…
Jeśli ja miałbym z czymkolwiek Powstanie porównywać, to najprędzej z Leonidasową obroną Termopil: równie heroiczną, równie mężną i… równie bezsensowną…. I nie chodzi mi o to, że zdrajca przeprowadził Persów przez góry i cała ta mężna obrona zdała się psu na budę, tylko o to, o czym się już nie mówi poza kręgiem historyków: że trzystu Spartiatów w tamtych czasach to był nie tylko rdzeń armii spartańskiej, ale i lwia część męskiego obywatelskiego społeczeństwa tego kraju… I że Leonidas swoim bezmyślnym heroizmem (bo tak to widzieli jego osieroceni rodacy, po równi opłakując poległych, czując autentyczną dumę z ich poświęcenia, jak i gryząc palce z żalu i wściekłości, że oto osłabiony kraj na półtora stulecia utracił jakiekolwiek między sąsiadami znaczenie, a straty demograficzne trzeba było przez kilkanaście wyrównywać pokoleń). Tyle, że nikt nie zapytał o zdanie reszty Spartan, co o Termopilach tak naprawdę sądzą, a po setkach lat została już tylko duma z męstwa… podobnie jak w Powstania przypadku pozbawiona refleksji o tem, co tam się naprawdę stało i do czego to posłużyło…
Po drugie, nie jest prawdą, choć widzę tu komentatorów w ten sposób myślących, że ci, co potępiają Powstanie, nie są godni miana Polaków, bo uwłaczają pamięci poległych… Rozdzielmy najpierw dwie rzeczy: decyzję o wszczęciu Powstania i pamięć tych, którzy w gruncie rzeczy są tej decyzji ofiarami… Oczywiste, że tym drugim należy się i pamięć, i łza żałobna, i cześć za męstwo, czy choćby za jego próbę… I dotyczy to wszystkich dwustu tysięcy ludzi, nie tylko powstańców, którzy w wyniku tej nieszczęsnej decyzji stracili życie. A bardzo byłbym ciekaw, co by oni powiedzieli, gdyby była możność ich o zdanie w tej kwestii zapytać… Bo co powiedzą ci, co przeżyli, którzy wspominają swoje największe w życiu dokonania i wyzwania plus powab własnej młodości, jest dla mnie oczywistem i nader daleki jestem od potępiania ich za to. Zapewne każdy z nas na ich miejscu by myślał dziś podobnie, zwłaszcza, że oto po dziesiątkach lat szczucia i poniżania dostępują wreszcie powszechnego szacunku. I to im się godziwie należy, ale nie mylmy szacunku z apoteozą i bezmyślnym uwielbieniem samej, zgoła kretyńskiej decyzji o walki tej w ówczesnych okolicznościach rozpoczęciu! Inaczej wychowamy, a boję się że już wychowujemy, młodzież w kulcie tej straceńczej walki i że to przejdzie, jak to w narodzie naszym zwyczajnie, w kolejne pokolenia… I że tak, jak dziś nieraz się zarzuca Sienkiewiczowi, że wychował tysiące „Kmiciców” i „Skrzetuskich”, co „dla ojczyzny” byli gotowi rzucić się własną piersią na strzelnicę bunkra, zamiast zastanowić się, czy tego bunkra nie można inaczej obejść, spalić, zatopić… cokolwiek… byle uzyskać celu, a nie marnować nonsensownie młodego życia, tak boję się, by i nas za sto, czy dwieście lat nie sądzono za kult bohaterstwa, który jakieś kolejne młode pokolenie doprowadzi do podobnych wyborów i podobnych postaw.
Przypomnę tylko, że ten zryw tak wielbiony i czczony, nie osiągnął żadnego ze swoich celów, a w jego efekcie zginęło 1 570 Niemców, co oznacza, że za każdego z nich nasz naród stracił około 120 swoich córek i synów. Jeśli ktoś uważa, że nas stać na takie wymiany w imię czegokolwiek… niech będzie i honor… to darować upraszam, ale ja z niem już dysputować sensu nie widzę…
Komentarz, do którego się odwołujesz, a który zrównuje Powstanie z Kampanią Wrześniową, jest tak demagogiczny, że się nawet zastanawiałem, czy go w ogóle komentować… Ale zrobię to, bo zdaje się, że ta demagogia jednak do niektórych przemawia, zatem pozwolę sobie przypomnieć, że decydenci nie unikający wojny w 1939 (zwracam uwagę na tę subtelność, że to nie my rozpoczęliśmy tę wojnę, a Powstanie już tak) mieli pełne prawo oczekiwać pomocy od zachodnich aliantów i na tym opierać swoje (prawda, że nader optymistyczne plany). Przypomnę, że nie spodziewali się uderzenia ze wschodu, co wprawdzie tragicznie świadczy o pracy naszego, tak gloryfikowanego, wywiadu, ale wg stanu na koniec sierpnia 1939 roku było to faktem nieznanym. Natomiast decydenci w Warszawie w 1944 roku już świetnie wiedzieli, jak postąpił Stalin z wyzwalającymi Lwów i Wilno akowcami i jeśli mieli w tej mierze jakieś złudzenia, że w Warszawie będzie inaczej, to za samo to jedno powinniśmy ich pomiędzy największych w dziejach naszych liczyć głupców. Argumentuje się często, że powstanie by i tak wybuchło spontanicznie… Nie wierzę w to, chyba że zostałoby w jakiś sposób sprowokowane… Ci ludzi, konspirujący od kilku lat, mieli się za żołnierzy i byli z tego dumni. A w wojsku rozkaz nie gazeta, służy nie tylko do czytania… W ostateczności można było zarządzić koncentrację w Kampinosie i tam osiągnąć z grubsza to samo, co się osiągnąć udało: związać może ze dwie czy trzy dywizje niemieckie (w czasie, kiedy Sowieci wstrzymali ofensywę, więc nie były one specjalnie potrzebne na froncie) i zabić trochę Niemców… Bez rujnowania miasta, nieoszacowanych strat w kulturze i śmierci niemal ćwierci miliona ludzi… Można było z tymi czterdziestoma tysiącami powstańców uderzyć od tyłu w dowolnym miejscu na front i przerwać go, co byłoby gestem rzeczywiście dostrzeżonym w koalicji… Jeśli się liczyło na pomoc lotniczą z Zachodu, to kosztem jakichkolwiek strat było trzeba opanować lotnisko i utrzymać je przynajmniej przez dni kilkanaście… Z wojskowego punktu widzenia wszelkie plany dowództwa powstania znajdują się gdzieś pomiędzy świętą naiwnością a wańkowiczowskim „chciejstwem”… Za podobnie przeprowadzoną operację wojskową w większości armii świata demokratycznego, jej planiści i dowódcy idą pod sąd, i oczywiście nie chodzi mi o bolszewickie represje, tylko o uczciwy sąd, który zważy i zmierzy winy i zasługi… U nas imieniem tych oszołomów nazywa się place i ulice, a drużyny harcerskie i szkoły przyjmują ich za patronów…
Nie sądzę, by ta dysputa do czegokolwiek doprowadziła, ale dobrze, że jest… że może choć niektórych do refleksji pobudzi… Bo nieszczęściem tego Powstania chyba ostatnim jest wplecenie go w tryby polityki współczesnej, według której są jacyś patrioci „prawdziwi” i najwyraźniej jacyć inni, już „nieprawdziwi”. W atmosferze licytacji na to, kto jest lepszym patriotę, wszelki rozsądek idzie w las i dopóki nie wróci, to nie widzę szansy na prawdziwą nad tymi zdarzeniami refleksję…
Piszesz dość dosadnie o „obrzygiwaniu” i od razu o „nienawistnikach”… A nie przychodzi ci do głowy, że jest rzesza ludzi, po prostu i zwyczajnie zmęczonych ustawicznym wykorzystywaniem tej krwi i tych nieszczęść do doraźnej polityki? I że tak naprawdę oni nie Powstaniem są zmęczeni, tylko jego bezrefleksyjnym, martyrologicznym epatowaniem?
Jako historyk nie mam złudzeń, że nader rzadki (i w dziejach naszych niespotykany) czas pokoju, którego owoców szczęśliwie mamy okazję kosztować, będzie trwał wiecznie… Wcześniej czy później nasi następcy będą znów walczyć o Rzeczpospolitą… I od tego, co im wpoimy, będzie zależało, czy będą walczyć z głową na karku, czy legną „z głową na karabinie”…
Kłaniam nisko:)
u Lagoma zdjecia:
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/970168_10151628231291144_1196881168_n.jpg
https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/543779_10151628231641144_443369028_n.jpg
i Gospodarza komentarz: Kolejny raz rocznica sklaniajaca raczej do zadumy i namyslu staje sie okazja do jarmarcznej rozrywki, eksploatujac zafalszowane symbole ku zadowoleniu fotografow.
WW widze, Dzide naostrzyl 🙂
Dobrze gada ten Wachmistrz, co wojskowy, to wojskowy. 🙂
W dalszej części rekonstrukcji chłopczykowi granat urywa rączkę i główkę, jak rozumiem?
WW, myslisz ze tam prawdziwe Bum! Bum! robia? 🙄
Rysiu, ta druga książka pana Kurdwanowskiego jest równie fascynująca — nie tylko przez opis powojennej Czechosłowacji, przez którą starał się wydostać z Najlepszego Ustroju, ale także dla opisu swoich działań powojennych w grupie znajomych akowców, bo okazuje się, że ci ludzie zajmowali się nie tylko przeprowadzaniem staruszek na drugą stronę ulicy, ale w kwestii wizji politycznej i planowania działań zachowali wszelkie swoje zalety z okresu okupacji.
Mogę dopisać genezę Mrówki…”. Wieki temu ogłosiłam w nowojorskim „Nowym Dzienniku” konkurs wśród czytelników pod hasłem „Moja niezwykła historia życia”. Przyszło zaskakująco wiele prac, ale najlepsza z nich to właśnie „Mrówka na szachownicy”, która otrzymała pierwszą nagrodę i w tym piśmie miała swój pierwodruk. O ile mnie pamięć nie myli, I edycja książkowa ukazała się w kosztem autora, później była wydana w Polsce.
Z autorem, z zawodu lekarzem, mieszkającym na północy stanu New York, utrzymywałam przyjazny kontakt, odwiedziłam go tam kilka razy, a pewien mój znajomy, młodociany uczestnik PW, zaprzyjaźnił się z nim. O ile wiem, Kurdwanowski nadal żyje i byłby bardzo rad, że w oczach PT Czytelników, przynajmniej tego bloga, jego relacja zasługuje na uwagę.
Postaram się mu to przekazać.
Droga moja Ukochana Jaczejko! Niniejszym skladam najserdeczniejsze podziekowanie za wynagrodzenie mnie swietna ksiazka, na ktora juz sie rzucilem.
W sam raz dla mnie – po lekturze bede mogl sie na zadany temat wymadrzac.Bylem zaskoczony, uradowany i troche mi glupio. Z wrodzonej Skromnosci (moje drugie imie, jak pamietacie – Mordechaj Skromny 😈 )
Musialem wysjc na miasto i kupic nowa klawiature, ktorej nie trzeba szorowac, bo jest czarna. Ale glownym powodem bylo to, ze z tej applowej nie potrafilem wydrapac zuzytych baterii. Nie umial tez Pan ze Sri Lanki, wlasciciel nowego komputerowego sklepu na naszej ulicy. Za to sprzedal mi nowa klawiature, ktpra, choc sie upewnialem, okazala sie byc nie komatabilna z Makiem. Musialem zasuwac na miasto i dobrze sie stalo bo kupilem sobie sukienke (oprocz klawiatury) przeceniona ze 140 funtow na 45. Czerwana, Jaegera, na czesc sw.p. Jasiuni, ktora zawsze u Jaegera sie ubierala. Mordka bedzie zadawal szyku na caly zachodni Londyn! Kupilem sobie takze nowa drukarke-skanera i jutra maja ja z rana dowiezc, bo byla za ciezka, choc dosc mala.
Uff. ale sie spocilem!….. Temperatura dzis byla ok. 34 st. C. Ale w nocy byla burza, wiec wszystko podlane.
Wdzieczny wzruszony
Mordka Skr.
Ja bym właściwie odróżnił kolejne fazy funkcjonowania paradygmatu romantycznego, które na własny użytek mogę nazwać romantyzm – postromantyzm – „postromantyzm” (albo nibyromantyzm). O ile postromantyzm bez cudzysłowu to było kontynuowanie całej tej wzniosłozrywowo-mesjanistycznej treści i formy bez względu na przystawalność do czasów i sytuacji, bez oglądania się na realne społeczne skutki (i do tego jeszcze odnosiły się dawniejsze spory, m.in. Łubieński i pułkownik ZZ) , o tyle ten z cudzysłowem to już tylko wydmuszka, pusta forma. Przecież ci „zaangażowani kibole” wcale nie chcą składać żadnego tam życia na ołtarzu ojczyzny, używają całego tego patriotycznego sztafażu jako barw klubowych. KS Polska. Rydzykowi rycerze nie mają zamiaru zbawiać innych narodów, tylko przekonać siebie samych, że Polacy są „lepsi”. Syndrom ofiary został zastąpiony syndromem wrogości, a do tego pseudoromantyczny sztafaż został przemielony przez maszynkę popkultury i wyszedł zaiste cudny pasztecik.
Ten niby-romantyzm, niby-mesjanizm to jest stosunkowo nowe zjawisko, związane z odzyskanym po 1989 roku śmietnikiem. Ale niestety, nie jest to kwestia wyłącznie estetyczna, bo ta wydmuszka ma bejsbole w łapach, rozgłośnię w Toruniu i posłów w Sejmowych ławach, więc nie jest bynajmniej krucha i niegroźna. 🙄
@ Kuma z Gdyni: relacja Pana Jana Kurdwanowskiego zasługuje moim zdaniem nie tylko na uwagę ale na spopularyzowanie; jak zasygnalizowałem skrótowo, stanowi dopełnienie czy „poszerzenie” niekiedy dosyć zawężonego obrazu, zawężonego jeśli go oglądać tylko przez pryzmat „Zośki” i „Parasola”.
O, Kuma wychynęła. 😀
To dobrze, może dzięki temu będę trochę więcej kumał. 😉 Bo mam wrażenie, że od tego upału mózg mi się nie tyle lasuje, co już się doszczętnie zlasował. 🙁
To ja przysiądę obok wyostrzonej dzidy WW.
A nie widzisz, Bobiku, pewnych podobieństw do moczaryzmu? Bo moim zdaniem to nie jest wcale takie nowe, tylko trochę inaczej ozdobione w szczegółach i KC siedzi gdzie indziej.
Dzida żywi, dzida broni, dzidę zawsze trzymaj w dłoni. 😎
Frakcja romantyczna zalozyla delegature w Kenii i wybrala wlasanego Macierewicza:
http://wyborcza.pl/1,75248,14366862,Prawnik_z_Kenii_chce_procesu_w_sprawie_Jezusa__Napisal.html#TRNajCzytSST
Na temat PW mogę powiedzieć, że Samuel Willenberg po ucieczce z Treblinki przyłączył do.
Więcej nie powiem.
To jest dobre, jeżeli to prawda, a nie ogórek.
To o tym w Kenii. 🙂
Wydaje mi się że to, co nazywasz, Bobiku „neo mesjanizmem” jest zawłaszczeniem, nieuprawnionym zawłaszczeniem znaków, symboli, strzępków nierozumianej ideologii. I tak z mesjanizmem nawet najbardziej nieprzyjaznym ale takim serio nie ma wiele wspólnego. Jest to na pewno fenomen społeczny tyle że nie nazwał bym tego mesjanizmem, może wynaturzonym i bezrefleksyjnym post modernizmem w bardzo agresywnej, wrzaskliwej edycji (kultura czy subkultura transu) a raczej efektem zmanipulowania takich uboższych duchem przez ludzi mówiąc najdelikatniej nie uczciwych.
Na pewno stoi przed nami poważne pytanie: jak się do tego odnosić, co z tym robić ? masz rację, sprawa się tak rozbuchuje że zaczyna być, czy już jest groźna. I tak powracam do zacytownego dziś u Ciebie stwierdzenia Pana Władysława Bartoszewskiego: “Nikczemności i łobuzerstwa się nie karze, to się potępia” . Jasne. Ale jak ? jeszcze nie wiem. Bo trzeba i z kultura i skutecznie.
No przecież zrobiłam swego czasu ile można, by spopularyzować opowieść Kurdwanowskiego. Nagroda, wywiad z nim, druk w odcinkach jego tekstu, itd. Reszta należy do innych. Nawiasem mówiąc, wysłałam właśnie mail do USA, prosząc o jego namiary i przekazanie mu, by może wszedł na Blog B. Jak nawiążę z nim kontakt po latach, to dam znać.
Ad. Bobik: jestem bbb. zapracowana, podpieram się nosem. Gdzieś obok mija lato, nad którym zamyślam się wieczorami, oglądając bajeczne widoki z okna kuchennego, gdy nieubłaganie zapada kolejny zmrok, a ja smętnie żuję kanapkę. Na ogół wycie mew (bo inaczej nie mogę tego określić) z pierwszym brzaskiem zastaje mnie nadal przy pracy.
Tu są fragmenty w Muzeum Powstania Warszawskiego.
http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/relacje/relacja18.html
Była spora akcja promocyjna do wznowienia w ubiegłym roku, jest też strona na FB.
Jak się wpisze tytuł książki, to sporo stron pokaże się w wyszukiwarce.
Ma też swoją stronę i jest adres e-mail.
Ormie, ja tego celowo nie nazwałem neo-, tylko niby-mesjanizmem, bo też nie ulega dla mnie wątpliwości, że jest to zawłaszczenie (nb, na temat zawłaszczania już tu kilka razy dyskutowaliśmy). Może być zresztą i postmodernistyczny mesjanizm, ze mną jak ze szczeniakiem. 🙂 Ale mesjanizm czy romantyzm mi tu jednak pasuje, bo właśnie taki sztafaż, utożsamiany z jedynym słusznym patriotyzmem, jest używany do walenia wszystkich nieprawdziwych Polaków po łbiech.
WW, nad prekurską rolą moczaryzmu się zastanowię, ale jak będzie trochę chłodniej. 😎 Nos mi mówi, że jest niewątpliwe pokrewieństwo, ale nie jest to całkiem to samo. Tylko że nos przy tych temperaturach całkiem suchy, a wiadomo, z suchym nosem piesek nie działa na pełny gwizdek. 😉
Psłowo honoru, że”prekurska” rola zamiast prekursorskiej wyszła mi całkiem przypadkiem. To nie miał być kalambur, choć teraz wszyscy tak pomyślą. 😳 😆
Kumo, szkoda lato tak całkiem przepuścić. Ja to zrobiłem w zeszłym roku, a potem jak żałowałem…
Naucz się na moich błędach i zafunduj sobie chociaż kilka dni laby. 😆
Morda mnie ubiegł, bo też chciałem wrzucić o tym Macierewiczu z Kenii.
Nieźle się teraz będzie musiała pisowska szpica nagłówkować, żeby coś takiego przebić. 😈
Bory Tucholskie czekają z kwaterą w II połowie miesiąca. Tylko muszę stamtąd wrócić szybciej niż myślałam, bo odnalazł mnie cudem po latach kumpel Wielki Żeglarz, niegdyś kapitan jachtu Johnsonów (oj, miał za swoje od Basi J.!), który na statku żaglowym 24 bm. wypływa z Gdyni do Amsterdamu ze STOMA kardiologami na pokładzie. A tam odbędzie się konferencja światowa z udziałem – jak mi oświadczył – 35 tysięcy(!) kardiologów. Nie chciałam wierzyć w tę liczbę, ale cytuję, co usłyszałam. Nikomu nie życzę w tym czasie ataku serca.
Ma być z tej okazji wielki jubel w Gdyni z udziałem naszej faworyty, dr Kopacz, innych notabli i orkiestry Marynarki Wojennej, ale na szczęście zostałam zaproszona na pokład parę godzin wcześniej, a potem zbiegnę. Syn Wielkiego Żeglarza (znanego mi niemal od dziecka, z Żoliborza), jest teraz wiceministrem od czegośtam.
Coś mi już zaczęło łazić po głowie i o ile nie są to pchły, to pewnie coś związanego z moczaryzmem. Ten obecny nibyromantyzm dlatego nie wydaje mi się dokładnie tym samym, że moczaryzm był tylko wzniosłozrywowy i ksenofobiczny, ale bez elementu mesjanicznego, jako że on musi mieć podłoże religijne, a czasy wówczas temu nie sprzyjały. No i element popkulturowy nie był jeszcze wtedy tak silny, choć Filipski robił dużo, żeby zostać popkulturową ikoną. Tak że pasztet był wtedy, jak to w peerelu, siermiężny – nie ze wszystkich składników, tylko z tego, co akurat było dostępne. A teraz mamy pasztet ze wszystkimi szykanami – kibol rano włącza Radyjo, żeby posłuchać kazania o podstępnych cyklistach, w południe przebiera się za powstańca i leci rekonstruować rzeź, a wieczorem maluje swastyki na murach, które runą, jak wreszcie wszystkich lewaków wykopie się na Madagaskar. I jest, kurde, gites, co nie? 🙄
Oj, to na Irka w czasie tej pływającej konferencji kardiologicznej musimy chuchać i dmuchać, zwłaszcza że do morza ma daleko. 🙄
A jak jakiegoś przymkną za burdy i narkotyki, to urządzi się manifestacje pod pałacem prezydenckim i namiot z poparciem, tudzież całodzienne śpiewy Pietrzaka z magnetofonu spod ustawionego na kółkach Krzyża.
Dalej już nie będę pisać, bo mi się nie chce, ale jeżeli ktoś myśli, że zmyślam, to bardzo, bardzo nie docenia rzeczywistości.
Kuma z Gdyni: parę miesięcy temu miałem krótką wymianę emejli z panem Kurdwanowskim — bardzo chciałem, żeby jego książki przeczytał Bolesław Gleichgewicht, bo wszystkie te ulice to nie były nazwy dla niego, a jego młodość. Więc wypytywałem J.K. czy zanosi się na nowe papierowe wydanie książek. Było jednej z nich, ale nic mi to nie pomogło, bo wydawnictwo akceptuje tylko przelewy, a nie karty kredytowe. Skończyło się tym, że B.G. dostał te książki w laptopie. Nie wiem czy już czyta, bo miał niestety przerywnik życiowy w szpitalu ortopedycznym w Trzebnicy.
http://www.powstanie.pl/index.php?ktory=18&class=text
Specjalnie dla WW, coby dzida nie stała w kącie bezczynnie.
Zdecydowanie w porywach egzaltacji, zbyt pochopnie stawiamy pomniki i nadajemy nazwy ulicom i szkołom. Jeżeli istnieje cień wątpliwości, to nie wolno tego robić.
Andsol, bardzo mnie cieszy, że p. Kurdwanowski jest still around. Ta jego opowieść zrobiła na mnie wtedy wielkie wrażenie, bo jest pozbawiona tromtadracji i natrętnej bohaterszczyzny. W jakimś sensie jest drugim głosem do „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego” mego ulubionego autora, Białoszewskiego. Ale i jeden, i drugi słabo się nadają do rozgrywek ideologicznych, i chwała im za to.
Kuma z Gdyni, przypomniałem sobie, że pisałem do niego z gmail.com, a nie z domowego, więc choć-m 1500 km od, mam jego adres: jkurdwanowski małpiszon hvc.rr.com .
Dzięk, zaraz napiszę,
No wiecie, jaki ten Pan Administrator jest spryciarz? 😯 Dziś mimochodem się przyznał, że w pewnym momencie zaopatrzył listę z podpisami w takie triko, żeby nie można się było z tymi samymi danymi wpisać podwójnie.
Są wprawdzie sposoby i to nie nazbyt skomplikowane, żeby to zabezpieczenie ominąć, ale nie ma głupich, nie będę ich podsuwał na tacy. 😈
Wiwat Pan A.! Wart noszenia na rekach!
Ide poczytac pana Kurdwanowskiego (coz to za niezwykle nazwisko!) gdzie sie da. Siodemeczka juz go troche namierzyla.
Cieszcie ze latem, bo minie chyba juz minelo!
Tez bardzo mi smutno z powodu malego smierci malego Daniela Pelki zameczonego przez rodzicow w UK. Pelka to moje panienskie nazwisko i Daniel wyglada tak ja ja, moj syn i moi kuzyni, gdzy bylismy malymi dziecmi. Banalnosc zla… z reki najblizszych.
I na dobranoc stary melancholijny dobry L. Cohen:
http://www.youtube.com/watch?v=dkOVWyY96KQ
krolik, skoro jeszcze nie śpię (no tak, żydo-kanto-komuna czyli Salomon Majmon, Autobiografia), to czemu nie powiedzieć:
http://www.kurdwanowski.pl
🙂
🙂
😀
herbata
🙂
🙂
😀
Dzień dobry 🙂
Kawa….
Dzięki za panów Matlachowskiego i Kurdwanowskiego
35 tysięcy kardiologów w jednym miejscu 🙄
Szykuj waćpan kordiały, bo czas niepewny idzie 😀
złapałem się dziś na tym, że nie mam co napisać na zielonym blogu, linki nie wrzucę, bo jeszcze nic nie zdążyłem przeczytać, o pogodzie nie napomknę, bo cóż w niej do napomykania, o inicjatywach i innych szlachetnych czynach ani nic mogę powiedzieć, bo do inicjatyw mnie nie ciągnie, a za mało szlacheckiej krwi we mnie, by o szlachetnych czynach rozmyślać. słowem – gdyby nie głośne zastanawianie się bez nastawienia na znalezienie odpowiedzi nie miałbym zupełnie nic do dodania.
czyżby to znaczyło, że fomizm się wyczerpał, albo (nie wiadomo, czy to lepsza opcja) nie wyczerpał się, ale nie działa w strefie bobiczej? byłby to ciekawy dylemat do rozważenia, gdyby nie to, co w zdaniu poprzednim. ech…
Dzień dobry 🙂
Przestałem rozumieć, o czym te całe dyskusje, skoro wczoraj okazało się – nie po raz pierwszy zresztą – że całe to powstanie zrobili Antek z Pezesem, grupą wielbicielek i kilkoma chłopakami z Radyja, bezpardonowo wygrywając moralnie. O synowcu historia milczy, ale pewnie też się gdzieś tam pelętał. Może bronił parasola przed Władysławem Bartoszewskim? 🙄
U nas dziś ma być 38 stopni, ale przed chwilą rozmawiałem z Tokio, gdzie jest 40 i 90% wilgotności. Jakie to pocieszające, że inni mają gorzej. 😈
Foma, może fomizm też działa tylko w określonym przedziale temperatur, tak jak moje zwoje?
Na wszelki wypadek zerknij w instrukcję obsługi. 😉
Bobiku, obawiam się, że jak zerknę do instrukcji i to znajdę czarno na białym, że pewnych strefach nie występuje zupełnie, a w ostatnich latach zanika także z (…) (choć to bardziej wpis encyklopedyczny niż instrukcja, ale czy fomizm nie zasługuje co najmniej na notkę w wiki? ;]
bez zerkania można się jeszcze łudzić, że wcale tak nie jest jak w owej notce i zwalać na sezonowość i temperatury, szukać jakichś analogii i co tam jeszcze wypada w takich razach.
Jeżeli czytanie instrukcji wykaże, że produkt jest wadliwy, można jeszcze zgłosić reklamację u producentów. 😎
Bobiku, dyskusje, wyrazy niezrozumienia etc. rzeczywiście mogą momentami przypominać zdziwienie molierowskiego pana Jourdain, kiedy się okazało że mówi prozą. Koń, jaki jest, każdy widzi. Czemu tu się więc dziwić, a dyskutować, moim zdaniem, było by fajnie gdyby tematem dyskusji było: co z tym wszystkim robić.
Od zawsze wydarzenia/fakty a i artefakty z nimi związane bywały używane jako atrybuty dla przepierania swoich wizji, racji, poglądów. Tryumfy święci „prokrustyka stosowana” – naciąganie aż trzeszczy czego się da na swój „stroj” że wprowadzę rusycyzm. Dzięki Bogu rośnie liczba Osób które na takowe zabiegi reagują śmiechem.
Od wczesnego dzieciństwa chodziłem co weekend do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Znakomita to była lekcja manipulowania historią. Wiele zabytków znam na pamięć i obserwowałem jak się ich używanie już w ich wcieleniu obiektów muzealnych zmieniało. Oto pistolet Colt kal. 9, wersja niklowana. W czasach stalinowskich był opisany jako broń księdza dywersanta. Potem był eksponowany jako bron kogoś bodaj z AL. Potem oczywiście został przypisany do AK.
Czasem takie „kwiatki” były także silnie podlane ignorancją. Oto niemiecki pistolet maszynowy, bodaj dobrze znana któraś edycja MP 40 zwanego Schmeisser. Podpis głosił, iż to broń dzielnego porucznika (potem generała – E.R.) Liczna liczba nacięć na uchwycie/rękojeści informuje o liczbie faszystów którzy zginęli z ręki dzielnego porucznika.
Osoby ceniące wysiłek zbrojny z nabożeństwem oglądały ów zabytek, ale niektórzy nijak się nie mogli dopatrzyć owych nacięć. Ale obiekt był eksponowany w gablotce przy ścianie, widać było tylko jedną jego stronę więc sądzono że te nacięcia są z drugiej strony. No i nie pamiętam w którym roku w Pałacu Kultury w Warszawie zorganizowano wystawę z jakiejś okrągłej okazji, i tenże pistolet był tam eksponowany. Tym razem w gablotce przeszklonej z obu stron. Z zaciekawieniem go oglądano bo sprawa była znana w niektórych kręgach, ale nadal nijak nie można się było owych nacięć świadczących o liczbie zabitych wrogów dopatrzeć.
Aż nagle przyszło oświecenie. Ktoś policzył linie – tzw. moletowanie – wykonane fabrycznie na okładzinach rękojeści niektórych edycji Schmeisserów I się okazało, że było ich dokładnie tyle, ile miało być tych nacięć.
Z tym odżegnywaniem się od dyskusji to ja tak tylko żartowałem, bo poszczekać sobie po prostu lubię, zwłaszcza w Dobrym Towarzystwie. 😉
Ale poza przyjemnością rozmowy, niektóre przynajmniej, są też pewnym sposobem „zrobienia czegoś”, choć może się wydawać, że „to tylko gadanie”. Słowami można np. wiele rzekomych pewników odczarowywać i pokazywać, że są zaledwie śmiechu warte (jak choćby z tymi eksponatami z MWP – nie wiedziałbym o tym, gdyby nikt mi nie powiedział). Można nimi tworzyć wspólnotę (a można ją też rozbijać). Można dać innym, nawet bardzo odległym fizycznie, znak, że nie są osamotnieni w tym, co myślą. Można sobie nimi porządkować świat pod czaszką. Różne rzeczy można. 😉
A poza tym ludzie nie są tak zmyślni jak plankton, który potrafi się dogadać bez gadania. 😈 Żeby coś wspólnie zrobić, muszą się najpierw umówić – co robią, jak robią, z jakim podziałem zadań, itd. I przecież wiele naszych blogowych przedsięwzięć, większych i mniejszych, wzięło nam się właśnie z tego, że najpierw się o czymś kłapało, potem się wymyślało, co można by zrobić, a potem się brało i się robiło. 🙂
Zbanuj Pieseniu 83.11…43
Dzisiaj u mnie jest 35 w cieniu, więc żadnych dyskusji, dobra? Tylko łatwo przyswajalne papki poproszę. 😈
A to W. Wódz nie w Polszcze? Bo u nasz takich nie ma.
Może trza było nie wyjeżdżać. 😀
Rozumiem, Wodzu i ze względu na moje 38 jestem skłonny się podporządkować dyrektywie, nawet bez presji dzidy. 😆
Jak nie w Polszcze? Nie ma Kaszeb bez Polonii i bez Kaszeb Polści. 😈
Nasza Psinka dobrze szczeka, słowo ma wielką moc. Wg Księgi Rodzaju Bóg najpierw coś stworzył, potem dokonał kontroli jakości, a potem to nazwał i dopiero wtedy przechodził do kolejnego elementu. Słowacki mówił, że trzeba „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Profesor Bartoszewski nazwał właściwie pewne kręgi i pomogło, przynajmniej częściowo.
A co do pana Antoniego, to przecież powszechnie wiadomo, iż jest on jedynym Prawdziwym Powstańcem Warszawskim. To przecież on biało-czerwoną na Prudentialu zatykał. A kto tego nie rozumie ten bura suka, zdrajca o świcie, kondominista i enej! No!
U mnie też 35 w cieniu, ale nie narzekam, bo ciepełko lubię, a na skutek nieustannych spisków wiadomych sił, ciepłych dni w Polsce jest tak niewiele. 🙂
Dzień dobry 🙂
Tyrałam w ziemi, w tych stopniach, świadomie i dobrowolnie. Stygłam po Macierewiczu na Powązkach. On tam randki sobie urządza! Z całuskami i odbieraniem hołdów!
Jeszcze mi nie przeszło.
33°, jestem jeszcze za peletonem, z brykamia nic 🙁 , domowa pani doktor powiedziala przy 38,5°, lezec psem (t.z. bykiem), duzo pic, i jeszcze wiecej pic, lykac pigulki z kartonika na caly tydzien. o balkon nie pytalem, ale chyby wolno
balkonowac? fomizmowac nie bede dobrowolnie, regulamin i instrukcja obslugi,
w taki upal 😕
pstryk
Reuters o ks. Lemanskim:
http://www.huffingtonpost.com/2013/08/01/poland-catholic-church-jews_n_3688035.html?utm_hp_ref=religion
– kiedyś taki jeden śpiewał:
…że mieliśmy swój egzamin
w czas kiedy jeszcze słowo
słychać było jak dynamit
Egzamin trwa.
A ja na argentyńskim bruku podmarzam za Ojczyznę…
Bo nie każdy wie, że Buenos Aires to 13 milionów ludzi. I tłok! A w autobusach monety albo karty doładowywane elektronicznie. Żeby doładować, trzeba mieć. Żeby mieć, trzeba kupić. Ale nie rzucili. Od dwóch miesięcy nie rzucają. Wiemy, wiemy, peerel.
Także przy wymianie pieniędzy. W Pewnych Miejscach wymieniają za 60% powyżej oficjalnej stopy. Ale i wtedy nie wszystko jest tanie dla Brazylijczyka czyli Waszego sprawozdawcy.
Dobra! Mogę jeszcze jedno zdanie o Powstaniu.
Czekam, kiedy w Warszawie zawyją syreny i na minutę wszyscy się zatrzymają w rocznicę wybuchu powstania w getcie.
I w ogóle czekam na rozmowy o historii prawdziwej.
Rozmowy o historii prawdziwej możemy sobie zaraz tu urządzić, nie widzę problemu, tylko niech słonko, kurna, zajdzie. A takie ogólnokrajowe, to za mniej więcej 300 lat, jak się uda. 🙂
Ta parka z piekla rodem, Luczak i Krezolek dostala dozywocie, co znaczy, ze bedzie mogla wyjsc na wolnosc dopiero po 30 latach.
Zal mi bardzo ich drugiego dziecka (nie znamy ani plci ani wieku), ale naturalny tatus tez nie robi najlepszego wrazenia… Moze dziadkowie w Polsce?
Pamietam czasy kiedy za zamordowanie malegp dziecka ze szczegolnym okrucienstwem przez rodzicow/opiekunow dostawalo sie 8 lat – tyle co za oproznienie sejfu u Harrodsa.
Z takim wyrokiem jak dzis jest szansa ze pani Magdalena ani jej partner nie sprowadza nowego dziecka na swiat.
A pamiętasz, Kocie, naszego dzielnego mordercę i gwałciciela sprzed paru lat? W Anglii dostał podwójne dożywocie, to taki termin techniczny oznaczający brak możliwości zwolnienia przed terminem, ale miał chłopak bogatą rodzinę, więc załatwili mu najpierw odsiadywanie w Polsce, a potem przetłumaczenie angielskiego wyroku na 12 lat więzienia. Niedługo wychodzi. 👿
Nie wkurzajcie mnie. Nie mam już dzisiaj siły na kolejne roboty ziemne 🙁
Rysiu, dużo pij, śpij i czytaj o Arktyce albo czymś równie lodowatym. Niech Ci szybko spada 🙂
Pamietam WW. Co nie mam pamietac. Byla wielka kampanbia w POlsce na rzecz jego uwolnienia za niewinnosc. Choc skazano go tu na podstawie DNA.
Ja w zasadzie nie mam nic przeciwko wydaniu tej pary Polsce, jesli chca.
To jest tak okropne, że aż mi słów brak. Nie mogę zrozumieć, co siedzi w głowach tych ludzi? Czy nie mogli komuś oddać tego dziecka? Ja bym chętnie się nim zajęła, tym bardziej, że Daniel to moje ulubione imię.
Wzorem Haneczki idę oddać się robotom ziemnym na balkonie w celach spokojnościowych.
Roboty – nie! Samo życie to dziś za duży wysiłek. 🙄
Na parkę z piekła rodem ja nie znalazłem i nie znajduję dalej słów. Nawet chorobą psychiczną trudno to tłumaczyć, bo takie choroby zwykle nie bywają zakaźne, a tu 2 osoby musiałyby mieć dokładnie tę samą jednostkę chorobową.
Nie umiem pisać o czymś, czego ani trochę, w najmniejszym stopniu nie udało mi się zrozumieć. 🙁
Rozmowy o prawdziwej historii? Heee, heee. Dowcipnisie z Was. 😈
Tu nawet żadnych Żydów nie trzeba ani lewaków (Rysiu, wracaj szybko do zdrowia i do nas!), żadnych współczesnych, obolałych tematów, żeby się zaczęło. Ale jak ktoś chce sprawdzić, to proszę bardzo. Na początek proponuję, żeby nasz stary znajomy Stach Poraj skoczył na jakieś wzniosłonarodowe forum i zapytał np., dlaczego czystą niemożliwością jest sławetne uderzenie Szczerbcem przez Chrobrego w kijowską Złotą Bramę. Potem niech opowie, jak było, a ja w tym czasie będę przewidująco dał szarpie, zagniatał chleb z pajęczyną i chłodził surowe befsztyki, które najpierw można przykładać na siniaki pod okiem, a potem rzucać psu do właściwego wykorzystania. 😛
Andsolu, może wybieranie papieży z peerelu tak się w Watykanie przyjęło, że kiedy zabrakło oryginalnego, polskiego peerelu, trzeba było poszukać jakiegoś zastępczego, np. w Buenos Aires. 😉
Dzień dobry. 🙂
Dotarłam do Lubeki, torebki pilnowałam. Internet słabiutki, ale jest. 🙂
Doczytam wieczorem.
Myślisz, Bobiku, ze wszystkie nacje tak mają?
To znaczy Szczerbce i ten tego tam?
Lubeka to ładne miasto jest w Internecie. 🙂
Sorki, że się wszczeknę. Powiadają, że każda nacja ma swój Pis… A żeby nie było, że tutaj mowę nienawiści uprawiam, dla równowagi, pełen miłości cytat z p. Marka Suskiego, który ma nadzieję, że „w przyszłości pod pomnikiem powstańców kwiaty mogli oficjalnie składać potomkowie powstańców, a nie Wehrmachtu”.
Demetrio, wszystko zależy od proporcji.
Od 1-5% to pewnie dobre dla zdrowia psychicznego narodu.
Im wyżej, tym gorsze rokowania.
pije, pije, pije – pomaga 🙂
mt7 14:56, nigdy Siodemeczko, nigdy tak nie bedzie, Narod jest
jeden, prawdziwy!
jestem za waski w ramionach, niestety 🙄
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/p480x480/998743_622278617796389_1784125905_n.jpg