Petycja w sprawie Rzeczywistości
Do
Wszelkich Możliwych Władz i Innych Instancji
.
My, niżej podpisani, stanowczo protestujemy przeciw samowolnemu, niedemokratycznemu, nieraz wręcz naruszającemu prawa człowieka i psa postępowaniu ob. Rzeczywistości.
Wyżej wymieniona nie liczy się w ogóle z najgłębszymi potrzebami zbiorowości, nie mówiąc już o jednostkach. Nie przestrzega również przyjętych w cywilizowanym świecie norm, podejmując decyzje bez konsultacji z kimkolwiek, stawiając wszystkich mających z nią kontakt przed faktami dokonanymi, oraz zaskakując ich nagłymi, nieoczekiwanymi zwrotami akcji.
Nie pragniemy powrotu do gospodarki planowej, ale pewne minimum przewidywalności pozwala jakoś ułożyć sobie życie nawet w trudnych, kryzysowych warunkach. Tymczasem p. Rzeczywistość potrafi znienacka, w chuligański sposób dewastować plany dwudziestominutowe, dzienne czy tygodniowe, nie mówiąc już o dalekosiężnych. Niestety, organa sprawiedliwości pozostają wobec tego wandalizmu obojętne i bezczynne. Pytamy więc: czy zwykły, szary człowiek i czarny pies nie zasługują na ochronę przed taką bezwzględnością?
Daleko posunięta ingerencja p. Rzeczywistości w życie prywatne obywateli skutkuje ogólną niepewnością i ciągłym naruszaniem z trudem osiągniętej stabilizacji. Powoduje też poczucie życia pod przymusem, niemal w warunkach ustawicznego szantażu. Większość prób przeciwstawienia się p. Rzeczywistości, lub choćby niedostrzegania jej, dotychczas kończyła się niepowodzeniem. I nic dziwnego, skoro w ostatecznej konfrontacji z nią obywatel prawie zawsze jest pozostawiony samemu sobie.
Należy też podkreślić fakt w najwyższym stopniu naganny: zachowanie ob. Rzeczywistości cechuje niezwykła brutalność, która nie tylko przynosi wstyd imieniu, ale również powoduje niewymierne straty materialne i psychiczne. Stosowanie okrutnych, nieprzewidzianych w żadnym prawie nacisków, należy do jej stałego repertuaru. Nie cofa się przez zadawaniem ran, ani nawet przed unicestwianiem jednostek i grup. Co gorsza, przed unicestwieniem lubi sobie jeszcze pomęczyć, albo pograć w kotka i myszkę. Czy wyborca naprawdę musi się na to pokornie zgadzać?
Władze państwowe od lat przymykają na skandaliczne wybryki p. Rzeczywistości oko, co jest sytuacją po prostu nie do przyjęcia! Żądamy zajęcia się tą sprawą, wyciągnięcia wobec ob. Rzeczywistości konsekwencji oraz jak najszybszego nakłonienia jej do zmiany postępowania i liczenia się – nareszcie! – z ludźmi i psami.
Bo jak nie, to sygnatariusze niniejszej petycji wezmą sprawy w swoje ręce/łapy i wtedy dopiero zobaczycie!
.
Podpisano:
Pies Bobik i Reszta

+++
Rozumim z tego, ze Rzeczywistosc bardzo pieknie obchozi sie z Kotami, albowiem nie ma o Nich ani slowa w petycji?
A moze Autor petycji, jak zawsze o Kocie zapomnial albo uznal, ze bye jakie zycie pod uciskiem Rzeczywostosci to jest dokladnie to, na co Sobie Kot zasluzyl i niech tak juz bedzie?
Niechze wiec wolno mi bedzie przypomniec, jesli nikt nie ma nic przciwko temu (i generalnie przepraszam, ze zyje), iz jesli Rzeczywistosc na kogos sie prawdziwie uwziela, to na Kota wlasnie, choc Kot, bedac osoba stoicka i znoszaca bez szemrania strzaly i pociski zawistnego losu, nie zawsze sie skarzy na los i nie wszystko opowiada calemu swiatu.
A mialby co opowiadac! Ale gpdnosc przede wszystkim.
Rozumiem, że jako jeden z Reszty jestem już podpisany pod Petycją. Zatem podpisuję się jeszcze pod aneksem nr 1 do Petycji obejmujący Kota.
Stanisław, jeden z Reszty
A myszy ????? Też by chciały się podpisać – mimo, że szare. 😉 😆
Wy szare, to mozecie co najwyzej podpiskac pod petycja. Petycja jest dla DUZYCH chlopcow.
I właśnie dlatego nie ma w niej nic o kotach 😈
Podpiskać się pod petycją 😆
Rozumiem rozżalenie niepsich Zwierząt, ale, drogie Zwierzęta – trzeba umieć właściwie czytać figury stylistyczne. Pies jest w petycji symbolem całej Zwierzęcości, a może wręcz całego nieludzkiego świata. Nie tylko Kot i Mysz, ale nawet jeśli jakaś Roślina zechce się do tej symboliki załapać, albo, dajmy na to, Pantofelek, wcale nie będę stawiał przeszkód. 😎
A w ogóle – sygnatariusze wszystkich gatunków, łączcie się, a nie zaczynajcie zaraz z pretensjami… 🙄
Pies czyli szeroko pojety Kot?
Nie ze mna te numery, Psino.
A taka ameba… To co? Ma ciągle płynną rzeczywistość mieć?
I wieczny reumatyzm…?
No właśnie, Mordko, już klasyk Tym zauważył, że między Kotem i Psem tak naprawdę nie ma jakiejś znaczącej różnicy. 😈
Zeen, a te ameby smaczne są? Jak tak, to przyjmujemy, przyjmujemy… 😈
To nie Tym to wymyslil. To jakas bardzo stara anegdota o brytyjskich kolejach, ktore mialy regulamin przewozenia zweirzat i pod rybryke „pes” mozna bylo przewiezc nawet zyrafe, jesli zostala odpowiednio zakwalifikowana. Bo zyraf akurat przewozic nie bylo wolno.
Nie pamietam kto pierwszy wymyslil te anegdote i zawarl ja w felietonie, ale pewnie daloby sie wyguglowac..
Tym lepiej. To znaczy, że tożsamość Kota i Psa jest jeszcze bardziej klasyczna, niż myślałem. 🙂
A tu piękny i budujący przykład zgodnego łączenia się sygnatariuszy: 😎
http://nicalbonic.blox.pl/resource/OBYWATELU_NIE_PIEPRZ_BEZ_SENSU.jpg
Ania Frajlich ma wieczor autorski w Warszawie w najblizasza niedziele:
18.00 Kawiarnia „Pardon to tu”
Wieczór Anny Frajlich
– wieczór poprowadzi Katarzyna Jutkiewicz-Kubiak
Zainteresoalam sie co to jest ta Kawiarnia Pardon, To Tu i to tu mozna przeczytac:
http://www.gastronauci.pl/pl/18500-pardon-to-tu-warszawa
Napisała Psina petycję i zderzyła się z Rzeczywistością. Tak trzymać, nie powinniśmy się wyróżniać. 🙂
O ile dobrze pamiętam, Anna Frajlich będzie też wkrótce miała jakiś wieczór w Szczecinie, ale po dokładniejsze informacje proszę nie do mnie, tylko do Rysia. 🙂
Tak, ona wydala jakis kolejny tom wierszy i objezdza kilka miast. A na trasie nie moze zabraknac Szczecona, to przeciez to prawie miasto rodzinne (ona sie urodzila naprawde w Kazachstanie gdzie rodzice byli na zeslaniu).
Kocie, nie pierwszy to (chyba) przypadek, że mysz lubi Kota wraz z całą fauną. Nie wspomnę już o szefie B. 😆 😆
Jeśli ktoś jest zainteresowany, to można posłuchać rozmowy z ks. Lemańskim tu :
http://www.tokfm.pl/Tokfm/0,130515.html#TRNavSST
Stanisławie, niektóre Psy były jeszcze brutalniej potraktowane przez Rzeczywistość, ale nauczyło je to trzeźwego do niej podejścia. 😉
Pisała petycję psina
przy bladym świetle księżyca,
alfabet wił się i zginał –
łaciński, nie cyrylica.
Pisała w widzie natchnionym,
powarkiwała z boleścią,
w pocie stawiała kulfony,
główkując przy tym nad treścią.
Lecz na nic się to nie zdało,
wpadka to była i kwita,
że obciach rzec, to za mało –
petycji nikt nie przeczytał.
I jasne – nikt nie podpisał,
skoro nie czytał, niestety.
Więc psu pisanie dziś zwisa,
woli spożywać kotlety. 🙄
Bardzo trafnie ujęte. Taka kolejność rzeczy, że chce się świat zmieniać do momentu konfrontacji z Rz. Potem się idzie na kotlety. Ale są takie psiny niezłomne, przez niektórych zwane nierozumnymi, że nigdy nie przestają próbować. Motywacja bywa różna, ale to akurat najmniej ważne.
Bobiku, no co Ty, jak mam wyłazić z norki na tą (tę?) Rz., bez wsparcia Twojej petycji. 🙁
Nie bój nic, Myszo, tę Rzeczywistość to my jeszcze odpowiednio potraktujemy. Niech się tylko Zeenek tu zjawi i jeszcze śwagra przyprowadzi… no! 😎
My ze śwagrem wespół w zespól
w oczach mamy mętną mglistość
dorwiem te gadzine piesku,
jak jej tam, no, Rzeczywistość
daj nam tylko ciut ochłonąć,
sposób mamy na nią chytry,
tylko musim przestać tonąć,
było na łeb po dwa litry…
😆 😆 😆
Zazdraszczam Wam talentu.
Rzeczywistość dość się chwieje,
albo nawet się przewraca,
gdy dwa litry są wczorajsze,
przetworzone już na kaca.
Lecz po świeżej ich dostawie,
gdy się dobrze kurzy z onuc,
rzeczywistość prawie-prawie
da ustawić się do pionu. 😉
szara mysz 08:12 Koszyczek jest po prostu konserwatywny.
myszko, z dodatkiem lewaka, do smaku oczywiscie 8)
Kocie zobacz czy Stara juz ma???
https://lh4.googleusercontent.com/-bFNgAJVU3Es/UasPX-Rd_HI/AAAAAAAAMeg/4AiocW45Qoc/s1000/P6022246.JPG
juz w EMPIKU wczytalem sie do srodka, a w S-Bahnie przy czytaniu tak plakalem ze pani obok podala mi paczke z husteczkami, bywa……….
https://lh3.googleusercontent.com/-txfX-H76HCo/UasPaS6iMJI/AAAAAAAAMew/5V02rfcdOfQ/s1000/P6022252.JPG
tlumaczenie drewniane (moze amerykanska wersja tez plaska
jezykowo?), korekta ogromnie niechlujna, ale historia sama w sobie…..
polecam
🙂
pstrak Nisiu, pstryk…… na oceanach czy przy pracy?
pstryk…. 🙂
Przecież chodzi chyba o to,
co jest rzeczą oczywistą
żeby letko wdeptać w błoto
tę, jak jej tam, Rzeczywistość…
kroliku mam ochote wyslac Tobie zapytanko, ale nie wiem jak, moze skromny mail?
Rzeczywistość, coś słyszałem. Taka gazeta kiedyś była. 🙂
Dobry Wodzu jesteś 🙂
To wydawał Jagiełło pod Grunwaldem 😉
Pod Grunwaldem, na leśnej porębie.
Ale to nie tyle pismo było, co kloaka. 🙄
Cóż, frazesów tyle on miał w gębie.
To nie gęba winna, umysłowość taka.
Tymczasem nasi dzielni futboliści natknęli się na rzeczywistość. 🙄
Mam rzeczywistości jedno do zarzucenia: praktyki monopolistyczne. Jakim prawem ona jest jedna? Dlaczego nie rodzimy się z pilotem do rzeczywistości w dłoni?
Rysberlin, zdanie o konserwatyzmie koszyczka odnosiło się tylko do; „a tu śpią. tradycyjnie. strasznie tradycyjny zakątek się tu zrobił”. Jak zwykle myślałam (niczym indyk w niedzielę), że tyle wystarczy – byłam jeszcze przed czytaniem kawy. 😉
Ago a wyobrażasz sobie co by zrobili z takim pilotem do rzeczywistości np. prezesik, albo inni nawiedzeni ? Chyba jednak wolę jej monopol.
Ago, mnie się wydaje, że pilota ma Ktoś i ten Ktoś sobie pstryka, ustawiając każdego człowieka w innej Rzeczywistości. Ty masz własny kanał, Bobik, każdy Koszyczkowy bywalec ma swój własny kanał. I czasem się zdarza, że nasze Rzeczywistości się pokrywają, a czasem nie. Są tacy, z którymi przeważnie nie. Na przykład Macierewicz. On ma zupełnie własną Rzeczywistość. Są też tacy, których Ktoś przełącza z Rzeczywistości na Rzeczywistość, najliczniej reperezentowani w szpitalach psychiatrycznych, choć wcale nie wiadomo, czy słusznie się ich tam zamyka.
W każdym razie, gdyby każdy miał pilota, byłoby chyba Zamieszanie 🙄
Zaraz, zaraz, ale każdy by pilotował tylko swoją rzeczywistość. 😉
A tu sie gleboko, Ago, mylisz. Rzeczywistosci sa rozne. Najwtrazniej dawno nie zagladalas do Psychiatryka24. Tam Rzeczywistosc jest taka, ze rodzonej mamusi bys nie rozpoznala: POlacy zostali wytrzebieni do szczetu,poza garstka tych co zdazyli sie schowac w Psychiatryku, Kraj Ojczysty splywa potem i krwia Patriotow, dyktaura jest taka, ze Korea Polnocna przy niej to sanatorium na Bahamach, a wladze dzierza – Michnik i ks. Lemanski. POlska nauka tylko dlateg sie jeszcze jako tako trzyma, ze pilnuja jej przed terrorystycznymi komunistami koryfeusze tacy jak prof Bender, prof. Wolniewicz, mgr Cenckiewicz i mgr Zaryn – slynni w calym swiecie naukowcy. Niestety polegl na polu walki prof Jasiewicz, zaciukany przez rozliczne miernoty z PANu w sluzbie tych notorycznycgh szubrawcow Michnika i Lemanskiego.
Ale Wyzwoliciel juz nadchodzi i z Boza pomoca niezabawem odbierze wladze. Trzeba sie tylko jeszcze troche spiac i nie wypuszczac Zbawcy przed mokrofony, bo gotow znowu napsuc, gdy Zwyciestwo jest tuz-tuz. .
Ago a co będzie, jak się 2 różne rzeczywistości zderzą? Zanim bym znalazła pilota, żeby „wyprostować” moją, to już by mnie capnęła cudza a koszmarna w silniejszych łapach. 😉
No taka piekna lajza z Vesper!
O rany, ależ burzę rozpętałam! 😆 W gruncie rzeczy, wcale mi się nie chce skakać po kanałach rzeczywistości. Pomyślałam sobie tylko, że gdyby Ms Rz. miała konkurencję, to musiałaby się trochę bardziej starać.
Rzeczywiście, do Psychiatryka24 nie zaglądałam. Ale chętnie bym zajrzała do takiej rzeczywistości, w której go nie ma i w której, na samą myśl o takim tworze, wszyscy kulają się ze śmiechu. A Psychiatryk24 niechby się urzeczywistniał gdzie indziej, na torze rozbieżnym. Nad zagadnieniem zderzania się rzeczywistości musiałabym się nieco dłużej zastanowić.
Łajzie to dobrze: jest zarazem rzeczywista i nierzeczywista. 🙄
W psychiatryku przez małe p jest dużo równoległych i prostopadłych Rzeczywistości, jakie kto chce. Nie żebym zachęcał, tylko tak, dla informacji. 😛
Ale gdyby tak chociaż czasem, chociaż na chwilę dostać w łapy pilota do cudzej rzeczywistości… Jak sobie wyobrażę, jakich zajączków bym Macierewiczowi nawpuszczał, to mi się pysk sam chichrać zaczyna. 😈
A u nas wczoraj wieczorem byl bardzo smieszny napad z siekierami na bardzo drogi sklep towaroy na Oxford Street – Selfridges.
Na pol godziny przed zamknieciem sklepu napastnicy rozbili szybe wystawowa i chcieli uciekac z Rollexami.
Kiedy bedzie smieszne? Za chwile.
Otoz nie bardzo wiadomo ilu ich tam bylo, ale dla niepoznaki byli oni wszyscy ubrani w… burki oraz kaski motocyklowe. Mieli tez jakies przygotowane mopedy. Niestety jeden w kasku sie wywrocil na mopedzie i najechal na drugiego w burce. Ludzie rzucili sie ich obezwladniac i szczegolna odwaga wykazal sie jakis kelner z pobliskiego Pizza Hut, ktory w dodatku rozpoznal tego w kasku z innego napadu rabunkowego i mogl go zidentyfikowac natychmiast.
Jeden z napastnikow-partaczy bardzo bolesnie sie uszkodzil i przebywa w szpitalu. Drugi korzysta z goscinnosci specjalnego zamknietego pensjonatu Jej Krolewskiej Mosci.
Nie wiemy co z pozostalymi w burkach, a policja dziwnie nabrala wody w usta i nie wypuszcza zadnej pary. Co zazwyczaj oznacza,…
Well.. jak mowi E,. powtarzajac znane nam wszystkim haslo: We must’t jump to conclusions…..
U nas może też ludzie by się rzucili obezwładniać, ale zegarków potem nikt by się nie doliczył. 🙂
Zaczynam tracić serce do własnego pomysłu. Bo jeśli konkurencja, to także reklama i piar. Urynkowiona Rzeczywistość zakasa aspekty i weźmie się za tworzenie: napuszonej wizji, pompatycznej misji i niegramatycznych hasełek reklamowych, a potem zaoferuje nam w promocji +10% różu gratis i zniżkę na urzeczywistnianie marzeń we śnie oraz wprowadzi kary umowne za to, że ktoś się od niej na chwilę oderwie. 🙄
OK, tu mozna poczytac (dziesiejsza popoludniowka Evening Standard) i zobaczyc zdjecie z napadu:
://www.standard.co.uk/news/crime/selfridges-raid-vin-diesel-action-hero-tackled-axe-gang-after-gems-heist-8648668.html
Moze teraz:
http://www.standard.co.uk/news/crime/selfridges-raid-vin-diesel-action-hero-tackled-axe-gang-after-gems-heist-8648668.html
A kto nosi zegarki?
Jeżeli nosi, to po ulicy nie chodzi.
Aaa, to chodzi o ukradzione! No tak, to istotnie mogliby się nie doliczyć. 😀
Oj, nie mam siły.
Jutro sobie poczytam. 🙂
rysiu, smialo mnie sie zapytowuj na taki adres:
ayburanna malpa gmail kropka com
Dzień dobry 🙂
Coś mi się zdaje, że Królik się rąbnął w pierwszej literze. W moim adreśniku ten adres zaczyna się od z.
Zegarek przestałem nosić, odkąd zaposiadłem komórkę. Jak spora część świata zresztą. 😉 I przez te komórki zegarki robią się coraz bardziej przedmiotami tylko do szpanowania, nie do czystego użytku. O, zobacz, ja mam takiego…
Ale co to za pomysł, żeby je rabować w burkach. 😯 Spytaliby którejkolwiek zaczarczafionej kobiety, to by im powiedziała, ile trzeba ćwiczyć, żeby się w takim ustrojstwie nauczyć choćby przechodzić na drugą stronę ulicy, a co dopiero zwiewać przed policją. 🙄
A ja lubię mieć na ręku zegarek – łatwiej pilnować torebki, jeśli się jej co chwila nie otwiera w poszukiwaniu komórki. 😉
„Chrześcijańskie wartości” w działaniu:
http://wyborcza.pl/1,75478,14060837,Ks__Lemanski___Czytelnik_Frondy_naplul_mi_w_twarz__.html
Nie wie ktoś, czy drewno na stosy czytelnicy Frondy już zaczęli zbierać? 🙄
Słoneczne dzień dobry, czego całemu Koszykowi życzę. 😆
Bobiku. Fronda już ma dużo drewna, teraz prezio zbiera a jak mu zabraknie to „ojczulek” mu podrzuci. 🙁
Dzień dobry. Dziś rano z duszą na ramieniu otwierałam lodówkę, by sobie zrobić śniadanie, ale odetchnęłam z ulgą, ponieważ nie wyskoczył z niej ksiądz Lemański. To jest bardzo fajny i mądry ksiądz, ale gdyby mi wyskakiwał z lodówki albo z szuflady albo z puszki z konserwą, to by już poważnie zachwiało moim wyczuciem proporcji. Zobaczymy, co będzie jutro. Tymczasem lato, plaża wzywa, morze wzywa, las wzywa, rowery podskakują z radości, że wyprawa, przygoda, a tu niestety. Robota do zrobienia, wstukania w komputer, wysłania w terminie 🙁 Królestwo za pilota! I pstryk do rzeczywistości bez żab.
Ks. Lemanski sam do lodowki nie wlazl. Zamknela go tam konkurencja, tez wystepujaca pod nazwa katolikow.
A tymczasem cyniczny do szczetu St. Tym zrobil sobie wycieczke do innej niz ja znamy i kochamy Rzeczywstosci:
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1544571,1,pies-czyli-kot.read
Co trzeba mieć w głowie, żeby pójść na targ z listą zakupów, a i tak połowy rzeczy zapomnieć? 😯 👿
Gdybym miał tego pilota, przepstryknąłbym się do rzeczywistości z dobrą pamięcią i koncentracją. Czyli do swojej eks, wcale nie tak znowu odległej w czasie. 😉
Wiosnę, Bobiku, wiosnę 😆
jedzenie nie zając, no chyba, że miałeś w planie konsumpcję zająca 😉 a wiosna bywa tylko raz w roku 🙄
Właśnie miałem napisać mniej więcej to, co Helena. 🙂
Też nie lubię, jak mi ktoś/coś z lodówki wyskakuje, ale czasem się na to godzę, bo „patrz pan tylko, jaką mamy sytuację”. Niestety, rozszalałego byka trzeba łapać za rogi, zanim zdąży całą rzeczywistość podziurawić. Bo czekać, aż się sam z siebie uspokoi, można by dłuuuugo. 🙄
Jedzenie… to Jedzenie. Najważniejsza z pieskich wartości. No, może na równi ze szczekaniem. 😆
I to jest właśnie straszne, że trzeba krzywdą człowieka, wbrew jego woli nawet, przed oczami nieustannie machac, żeby zobaczyli. To jest taniec na linie, bo można machnąć o ten jeden raz za dużo i zamiast współczucia i chęci działania, wzbudzić zniecierpliwienie, niechęć i lęk przed otwieraniem lodówki 👿
A jak już lodówka na tapecie… Prof. Bartoś niby też o ks. Lemańskim, ale tak naprawdę włączył się do naszej niedawnej dyskusji. 😉
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14051718,Bartos__kara_dla_ks__Lemanskiego_to_lamanie_wolnosci.html
Nie da się ukryć, że trochę z nas pościągał, ale i tak znacznie mniej niż Guardian, więc mu z chrześcijańskim miłosierdziem wybaczymy. 😆
Vesper, zawsze jest takie ryzyko, że komuś będzie za wiele. Ale nie da się tu ustalić jakiejś „właściwej ilości”, bo każdy ma inny próg tolerancji. A nieodzywanie się w ogóle, kiedy dzieją się rzeczy haniebne, albo choćby do żywego irytujące, chyba nie byłoby dobrym wyjściem?
Oczywiście, że nie. Denerwuje mnie tylko, że tak oczywiste sprawy, jak to, że ks. L. ma rację, wymagają takiego rwetesu 👿 Jest to kwestia innych rzeczywistości, rzecz jasna. Ale czy nei masz czasem tak, że skoro w Twojej Rzeczywistości i w Rzeczywistościach Twoich przyjaciół sprawa jest prosta, to miałbyś ochotę reprezentantom innych Rzeczywistoci kwestię tę włożyć do głowy łopatą i przejść do ciekawszych zajęć?
Nalezalobu zawezic slowa prof, Bartosia, ze „kościół jest strukturą, w której się nie dyskutuje” do Kosciola katolickiego w Polsce.
Bo np w Kosciele Anglii i innych episkopalnych, dyskutuje sie , ze az szczeka dretwieje, dyskutuje sie do obledu. Nieustannie sie dyskutuje, krytykuje wypwpiedzi przelozonych i na wszelkie inne sposoby okazuje niesubordynacje stojacym wyzej w hierarchii.
Nawet Kosciol katolicki w Anglii nie jest wolny od grzechu zadawania pytan i szukania na nie odpowiedzi. Co sie ze swiatem porobilo, swoja droga.
Dam każde piniondze i jeszcze kawał pasztetówki na dodatek, za taką Cudowną Łopatę, którą dałoby się włożyć. 😆
To może zamiast biadolić, opracujemy konstrukcję łopaty? 🙂
W Niemczech też się dyskutuje, ale jednak duchowni katoliccy mają wyznaczone pewne granice, poza które nie powinni się wypuszczać, pod groźbą kar (te granice leżą jednak wiele, wiele dalej niż w Polsce). Za to katolicy świeccy mogą sobie rozpuszczać japę do woli i korzystają z tego, oj, korzystają, że wspomnę tylko o „Eunuchach do raju”. 🙂
Heleno, KK nie jest w Polsce pod tym względem jakimś dziwolągiem. Nie znam w naszym kraju żadnej dużej instytucji, w której dykusję uznano by za modus vivendi. To się zaczyna, ale dopiero zaczyna trochę zmieniać w rodzinach. Dzieciom coraz częściej się decyzje rodziców uzasadnia i słucha zdania dzieci. Ten niebezpieczny trend przenika też do przedszkoli. Ale już szkoła niezwykle skutecznie się opiera. Weźmy też służbę zdrowia. Niech w szpitalu pielęgniarka spróbuje sobie podykutować z lekarzem, asystent z ordynatorem, stażystka pielęgniarstwa z pielęgniarką oddziałową 😈 Zdawałoby się, że naturalnym środowiskiem dyskusji powinny być uniwersytety. Nic bardziej mylnego. W naszym kraju z zasady się nie dyskutuje, a im bardziej hierarchiczna organizacja, tym mniej dyskusji. Dlaczego w KK miałoby być inaczej?
A długo się taką konstrukcję łopaty opracowuje? Bo ja nakupiłem roślin i muszę je powsadzać. 🙂
Tak na mojego czuja, konstrukcja łopaty, zwłaszcza Cudownej, może być trochę bardziej skomplikowana niż konstrukcja cepa. 🙄
KK może i nie jest dziwolągiem w Polsce, ale jest rodzajem dziwoląga w zachodnim świecie. Zarówno jego sztywna hierarchiczność, jak i „nieprzepuszczalność” budzą tu wśród niekatolików raczej nieprzyjazne uczucia. A i wielu katolików kłóci się z tym zażarcie, albo – w przypadku duchownych – próbuje cichcem na swoim podwórku wprowadzać inne porządki.
Są chwile w życiu emeryta, że chce wierzyć w lepszą rzeczywistość, ale ta cholera nie ma litości.
Podpisuję się z Tobą.
Napastuje mnie starsza pani (hi,hi, odezwała się młodsza), która koniecznie chce się ze mną zaprzyjaźnić, zaczyna się akcja podobna do tej, która spowodowała moją zastępczą nienawiść do telefonu, zamiast do faktycznych sprawców.
Pani mnie nachodzi, dopada gdzie tylko mignę, zapowiada następną dłuższą wizytę, domaga się umówienia. Wczoraj dopadła mnie, kiedy jechałam na zakupy, miała jechać w przeciwną stronę, ale się rozmyśliła i zdyszana przybiegła w ostatniej chwili. Oczywiście pojechała ze mną, a ja niestety nie umiałam ukryć złości, co teraz mnie męczy.
Na dodatek jest głucha i mówi różne głupstwa, a ja nie mam chęci drążyć, co i dlaczego wygaduje.
Ma ktoś jakiś pomysł? Nieotwieranie drzwi, mówienie, że przyszła nie w porę, nie skutkują.
Zdaję sobie z tego sprawę, Bobiku. Jednak spór ks. L. z przełożonymi ma lokalny wymiar i nie sposób zrozumieć jego dynamiki, nie biorąc pod uwagę lokalnych uwarunkowań.
O, widzę, że Siódemeczce też by się przydała Łopata 🙄
W brytyjskim systemie sluzby zdrowia pielegniarka nie podlega lekarzowi w zwiazku z tym nie moze on wyciagac wobec niej zadnych konsekwencji sluzbowych, nie mowiac juz od „potraktowaniu” czy odburknierciu.
Ich funkcje sa scisle rozdzielone. Lekarz odpowiada za leczenie, pielegniarz/rka odpowiada za samopoczucie pacjenta i jego welfare, nie przestajac oczywoscie wykonywac roznych zabiegow. Jesli lekarz popadl w konflikt z pielegniarka, jego jedyna instancja do odwolywania sie jest Naczelna Pielegniarka . niegdys zwana „matrona”. Przez nia i tylko przez nia lekarz moze sie skarzyc na pielegniarke, a pielegniarka na lekarza. Nie ordynator oddzialu, ale wlasnie szefowa pielegniarek, ktora sama tez wykomuje prace pielegniarskie.
Dowiedzialam sie o tym gdy sama przebywalam w szpitalu i poskarzylam sie memu chirurgowi, ze uslyszalam niechcacy bardzo niegrzeczna uwage na swoj temat, gdy pielegniarz sadzil, ze nie jestem przytomna po zabiegu.
Okazalo sie tez, ze na chirurgii wlasnie ten czlowiek byl Naczelnym Pielegniarzem. Jednak moja skarga na niego jakos sie przesaczyla do jego uszu i gdy pare dni pozniej bylam juz na innym, normalnym oddziale, przyszedl do mnie naprawiac mosty. Bo sie bal, ze sie poskarze do dzialajacego w szpitalu Stowarzyszenia Pacjentow.
Tlumaczono mi w szpitalu, ze na oddziale intensywenj terapii zatrudnia sie nie staly personel, tylko z agencji i z nimi zawsze sa problemy.
Jasne, że uwarunkowania lokalne (i nie tylko takie) trzeba brać pod uwagę. Ale porównywanie różnych stanów rzeczy też ma sens. Można sobie wtedy w całej rozciągłości uświadomić, że te stany nie są żadną „wyższą koniecznością” i można/trzeba się pieklić, żeby tam, gdzie są wysoce niezadowalające, ewoluowały w określonych kierunkach. 🙂
Polscy lekarze w Szwecji bardzo są cenieni za kompetencje, ale sami przyznają, że mają trudność w dostosowaniu się do niehierarchcznego środowiska pracy. Kobietom przychodzi to łatwiej niż mężczyznom, co niejako potwierdza, że źródłem problemu jest sposób socjalizacji – w wychowaniu kobiet większy nacisk kładzie się na wspólnotowość.
A przecież hierarchiczny KK to sami mężczyźni. Dopóki nie zmieni się sposób socjalizacji, od pieluch, po uniwerek, cieżki los czeka każdego Lemańskiego w każdej instytucji 🙁
Siodemeczko, ona juz moze miec demencje, skoro nie rozumie sygnalow niecheci.
Bezbolesnych sposobow spuszczenia kogos z osmego pietra chyba nie ma.
Pamietam taka omerdeze jak pracowalam w gazecie. Dzwonila kilka razy dziennie, zaczynajac placzliwym glosem: Pani Sz…ownaaaaa…, a dalej szla dluga lista zapotrzebowan na dzien dzisiejszy: rozprawic sie z dozorca, zadzwonic do biura porad obywatelskich i z nimi porozmawiac do sluchu, zalatwic wyrzucenie starej i zainstalowanie nowej lodowki i ewntualnie sprawic aby Zydzi przestali rzadzic w Ameryce a zaczeli wreszcie Polacy.
Furkalam do telefonu, ciezko wzdychalam i klamalam, ze wlasnie dzwoni inny telefon. Zawsze uprzejmie bo przeciez to strasza pani, mocno starsza.
No, nie pamietam jak sie to skonczylo. Czy moja dreczycielka umarla? Czy sie nadziala na Kume i Kuma jej wyperswadowala grubym slowem?
Ale po roku czy dwoch juz nie dzwonila.
Wszystko sie samo rozwiazalo.
Siódemeczko, do udzielania rad, jak spławić namolnych kandydatów/-tki do zaprzyjaźnienia się, ja nie jestem odpowiednim adresem. 🙁 Sam od lat nie umiem spławić Spanielki. 😳
W ogóle chyba niewiele jest osób, ludzkich czy psich, które potrafią spławiać całkiem konsekwentnie i bezlitośnie. To nasza społeczna natura na różne sposoby utrudnia nam powiedzenie komuś w oczy „nie lubię cię, uważam cię za żałosnego durnia i nie mam ochoty na żadne kontakty z tobą”.
Co oczywiście nie oznacza, że w sprawach tego wymagających lepiej machnąć ręką, bo i tak się niczego nie wskóra. Nie. Tylko może fajnie by było, gdyby jaki niegłupi środek masowego przekazu rozpoczął debatę nad związkiem całej afery z hierarchicznością jako cechą wielu instytucji, w tym również rodziny i szkoły oraz nad związkiem silnej potrzeby hierarchiczności z lękiem (owszem, pychoedukacja się kłania). Być może część z osób, które gotowe są stanąć murem za księdzem Lemańskim, na swoim własnym podwórku woli mieć klacki poukładane według tradycyjnych schematów i związku jednego z drugim nie widzi.
Zgadzam się z Vesper w sprawie x.L i uwazam, że nie powinien pędzić do każdego, kto gwizdnie.
Powiedział już po sto razy wszystko odpowiadając na te same ciągle pytania, mielą Go i przeżuwają do mdłości.
Ile można.
No nie, Bobik. Mozna jeszcze inaczej: Kochalem cie, ale przestalem nawet lubic, nasze drogi sie rozeszly, nie odpowiada mi, ze czytasz Gazete Wyborcza, bo ja jej nie czytam, wiec przestaje sie z toba zadawac.
I po problemie. 🙁
To jak w milosci, nie ma lagodnej i niebolesnej metody, zeby powiedziec komus, ze sie go nie kocha. Dlaczego? Czyja to wina? jest niewazne. Pewnie wszystkie samotne starsze panie marzylyby o takiej przyjaciolce jak Siodemeczka, ale nie wszystkie krzyze trzeba nosic. Oczywiscie mnie jest latwo mowic bo to nie moja sasiadka, ale wizja Siodemeczki nie podchodzacej juz ani do drzwi ani do telefonu ze strachu wydaje sie prosic od jakis skuteczny sposob.
W takim razie opowiem anegdotę. Pewien pan, nazwijmy go Kazimierz, miał sąsiada dotkniętego paranoją. Sąsiad był przekonany, że żona go zdradza. Nachodził pana Kazimierza i wypytywał o to, czy widział dziś jego żonę, a której godzinie, a czy szła do domu, czy z domu, a jak była wtedy ubrana, czy się usmiechała, czy raczej była przygnieciona. I tak co dzień.
Pan Kazimierz, człowiek wykształcony i że tak powiem „z branży”, był świadom, że sąsiad dotknięty jest chorobą, ale miał dość. Wiedział, że w żaden bezpośredni sposób człowieka nie zniechęci. Może najwyżej obniżyć własną atrakcyjność w oczach sąsiada, jako obiektu do zwierzeń i indagacji. Pewnego dnia, wysłuchawszy go z uwagą, odparł: „A wie pan, że pociąg do Łodzi odchodzi teraz o 15.20?”. Sąsiad zdębiał, po czym wykrzyknął „Pan jesteś wariat!” oddalił się i zaczął pana Kazimierza unikać. Gdybym więc była na miejscu Siódemeczki, przygotowałabym sobie kilka gotowych wypowiedzi „od czapy” i bardzo uprzejmie serwowałabym je namolnej pani za każdym razem, gdy się do mnie zwróci. W takich przypadkach chodzi o zakłócenie komunikacji. To powinno zniechęcić.
Króliku, to są osoby z zaburzoną psychiką i do czasu demencji mojej Mamy, jakoś dawałam radę, lepiej lub gorzej, ale od tamtego czasu niewiele już mogę udźwignąć, a jeżeli muszę w bliskiej rodzinie to płacę zdrowiem.
Po wczorajszym incydencie, kiedy uciekłam chyłkiem ze sklepu, żeby pojechać do innego ze strachu przed dalszym towarzystwem sąsiadki, doszłam do wniosku, że muszę jej powiedzieć wprost, że źle znoszę towarzystwo innych osób i nie jestem w stanie zaprzyjaźnić się z innymi.
Dopowiem jeszcze do powyższej anegdoty, że poza przerwaniem płynnej komunikacji, chodzi również o to, by natręt sam podjął decyzję, że nie warto z kim rozmawiać. Nie poczuje się odrzucony, nie będzie się próbował odegrać. Efekt jest trwały i pozbawiony skutków ubocznych, które naturą rzeczy pojawiają się przy bardziej bezpośrednich formach odrzucenia.
Vesper, byłaby to świetna metoda, tylko ja jestem poniekąd osobą 'urzędową’. Przewodniczę radzie budynku (pożal się Boże) i moja odpowiedzialność i wiarygodność ma znaczenie, więc jak sąsiadka zacznie opowiadać, że zwariowałam… 😀
Chętnie złożyłabym już rezygnację, bo mieszkańców budynku mało co obchodzi, ale dopóki jestem, to blokuję miejsce 'swoim’ ludziom zarządu.
Starsza sąsiadka odkąd pamiętam słała mi powłóczyste spojrzenia, więc nie wiem.
Matko, pędzę na koncert! 🙂
Ja mam dla takich osob, Siodemeczko, ogromne wspolczucie, bo w spoleczenstwie jest bardzo trudno zyc osobom, ktore nie rozpoznaja lub mylnie odczytuja social clues. Czasem doswiadczaja przez to niezasluzonej antypatii albo wrecz wrogosc. Mysle, ze taka komunikacja wprost jaka zaproponowalas o 16.09 jest najlepsza, bo szczera i z szacunkiem dla osoby odrzuconej. Bo prawo do odrzucenia zdecydowanie masz! Good luck!
Nie namawiam, Siódemeczko, choć myślę, że Twoja wiarygodność jest powszechnie znana wśród mieszkańców, a starsza pani może się już niejednemu naprzykrzyła. W każdym razie jest to jedna z opcji do rozważenia. Jeśli powiesz jej otwarcie, że nie chcesz się z nią przyjaźnić, poczuje się zraniona, a to rodzi chęć odwetu. Wtedy może rzeczywiście zacząć Ci „robić opinię”. Dowódu na to, że Siódemeczka to wariatka w każdym razie nie będzie. Tylko jej słowa 😉
Nie jestem taki, żeby nie podzielić się genialnym wynalazkiem kulinarnym, jak akurat takiego dokonam. 😎 No więc dziś zrobiłem sobie najzwyklejszy twarożek śmietankowy z rzeżuchą, ale w napadzie twórczego szału dodałem do niego grubo zmielonego pieprzu i odrobinę oliwy truflowej. Efekt samemu Michelinowi można by serwować. 😀
Przepis przydatny zwłaszcza dla tych, którzy nie wiedzą, co zrobić z nadmiarem oliwy truflowej. 😈
Bobiku, oliwa truflowa, ba, same trufle byly rowniez moim kulinarnym odkryciem nie tak dawno temu. Zaczelo sie od sadzonych jajek podanych z grubo mielonym pieprzem i platkami jasnej trufli, na grzance, we Florencji. Po prostu nirvana! Wersji twarozkowej nie znalam. Ale przynioslam dzisiaj z targu rosyjski twarog i sprobuje go ochrzcic szczypiorkiem i truflami. A na lunch sie podziele corn chowder, czyli zupa z kukurydzy i mlodych ziemniakow gotowana na mleku. Moja Mam dzisiaj wspominala, ze u jej Babci jadlo sie duzo kasz, bo gospodarstwo bylo duze, a wszystkie prace gospodarskie byly reczne i nie bylo czasu na gotowanie potraw typu kluski. Kasza gotowala sie sama i szybko. Otoz Babcia jadala kasze jaglana gotowana na serwatce na lekko gesto, polana na talerzu gesta smietana. Jendnakowoz ani Dziadek, ani Mama, ani zaden z jej siedmiu braci tego rarytasu nie tykal.
Na kaszę z serwatką raczej też bym się nie rzucał. Dzięki czemu więcej by dla Babci zostało. 😆
Nie wiem, czy szczypiorek nie będzie do tych trufli nieco za intensywny, ale spróbować zawsze można. 😉 Rzeżucha komponowała się idealnie. Z zieloną pietruszką też potrafię sobie to danko wyobrazić.
Zaznaczam tylko lojalnie, że to, czego ja użyłem, to nie był twardy twaróg do krojenia, a mazista paciaja, u nas zwana Quark, w związku z czym przyrządzenie całej potrawy nie trwało nawet minuty. Po spróbowaniu już sobie nie zawracałem głowy chlebem, tylko łyżeczką wszystko na miejscu wyżarłem. 😳
Mazista paciaja? Tzw kajmak? My tu mamy diabelski mazisty wynalazek tzw serek Philadelphia, ale on ma bardziej konsystencje pasty do butow.
Moj rosyjski twarog (troszke grudkowaty) byl znakomity z bagietka, bez szczypiorku i trufli!
Nie, nie, kroliku, quark bardziej przypomina cottage cheese. Ale jakos wiecej w nim plynu.
A ja kocham philadelphie! Ale teraz z odstawiam sobie od pyska.
Wczoraj bardzo mi brakowalo Jarzebinki, bo tylko ona by mnie zrozumiala.
Poszlam ja na zakupy, a tu!.. zza rogu,,,.. samochod z lodami. Takimi miekkimi w rozku waflowym, co to E. twierdzo ze sama chemia i ani grama smietanki, ktpra zastepuje olej palmowy. Ale ja wlasnie te libie najbardziej.
No i wiedzialam z miejsca, ze jak natychmiast nie kupie sobie samej chemii, to po prpstu umre. Umre jak stoje.
Powiedzialam to E. ktora z miejsca zaczela stroic miny i mowic, ze sama chemia.
– Ale ja bym umarla na miejscu gdybym natychmiast nie kupila! – mowie.
-Trzeba bylo sprobowac – odpowiedziala lodowato E.
Ona mnie juz chyba tez nie kocha.
Gdzie sie podziala Jarzebinka?
Quark ma konsystencję mniej więcej taką, jakby philadelphię zmieszać z gęstą śmietaną. W smaku rzeczywiście przypomina cottage cheese, ale w ogóle nie ma w nim grudek.
Spędziłam piękny wieczór w filharmonii i duch mi się polepszył.
Serek z grudkami można zmiksować z odrobiną śmietany i będzie mazisty bez grudek. 😀
Od spędzenia wieczoru w ogrodzie też się duch polepsza. Pod warunkiem, że żaden lui się nie wprosi. 😉
Dobry wieczór 🙂
Dobry, choć opustoszały, bo Młody odleciał 😕
Nie bardzo rozumiem, jakiej Rzeczywistości się czepiacie. Mnie otaczają lub osaczają rożne różniste. Taka pracowa, na przykład, jest bardzo sympatyczna. Męcząca okropnie, ale niegroźna, przewidywalna, przypisana do miejsca i czasu. I taka dokładnie powinna być. Pracową trzymam w łapach i ona mi nie podskoczy. Parę osobistych też mam pozbieranych. Liczne inne chwytam w strzępkach i nie wiem, co łapię i kontroluję, a co mi umyka.
Dobranoc 😀
Dzień dobry. 🙂
Jak wyżej 🙂
Dla Rysia ( i nie tylko 🙂 ):
Drugą edycję przyznawanej przez „Kurier Szczeciński” Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki Gryfia wygrała Zyta Oryszyn. Jury pod przewodnictwem prof. Ingi Iwasiów nagrodziło ją za książkę „Ocalenie Atlantydy”.
Nie znam, ale chętnie poznam.
powiedzieli: SLONCE
jest: BARDZO SLONCE
Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂
niedzielne leniwe snucie sie z hebata 😀
leniwieee
leniwwwwi……….
niedzielnie
dziekuje Mar-Jo, rozgladne sie, ufam pani Iwasiow (albo calemu
Jury 😉 ) „wloskie szpilki” (zeszly rok) Magdaleny Tulii to
doskonala ksiazka 🙂
https://lh6.googleusercontent.com/-Bg5bHSp7fbg/UbQxMGX9VwI/AAAAAAAAMgE/Yu9LQcNGiyY/s1000/P6072321.JPG
Paul Celan
DO NIKOGO NIEPRZYTULONY policzkiem-
do ciebie, zycie.
Do ciebie, znalezione
kikutem reki.
Wy, palce.
Daleko, w drodze,
na skrzyzowaniach, czasem,
postoj
ze swobodnie spoczywajacymi czlonkami,
na
poduszce z kurzu Niegdys.
Zdrewnialy zasob serca:
tlacy sie
sluga milosci i swiatla.
Plomyk pol-
klamstwa jeszcze w
tym, w owym
niewyspanym porze skory,
ktorego dotykacie.
W gorze zgielk kluczy,
w drzewie
oddechu nad wami:
ostatnie slowo, jakie was widzialo,
powinno byc teraz u siebie – i zostac.
……………………………………..
Przytulony do ciebie,
znalezione kikutem reki,
zycie.
Tadeusz Różewicz
Widzę szalonych
Widzę szalonych którzy
chodzili po morzu
wierzyli do końca
i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają
moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne
dłonie okrutnie żywy
odtrącam rok za rokiem.
pstryk 🙂
I też dzień dobry 🙂
Przywlokłem dziś osobiście wiadro z kawą, żeby nie było, że się zawsze innymi wyręczam. 😉 A do kawy mam smaczne (i nietuczące!) ciasteczko – wywiad Żakowskiego z R. Jessopem, traktujący o rzeczywistości/-ściach:
http://www.polityka.pl/rynek/1543027,1,rozmowa-o-ideach-rzadzacych-swiatem.read
W końcówce, gdzie jest o różnych postawach, jakie wobec rzeczywistości można przyjąć, znalazło się określenie, które mnie wręcz rozczuliło. Romantyczni publiczni ironiści – no, czyż to nie my tutaj zebrani? 😆
Podoba mi się pan Jessop – choć, w gruncie rzeczy, nie mówi niczego nowego. Także termin”ironista” nie jest nowy – natknęłam się na niego u Rorty’ego, który używa go chyba w co najmniej podobnym znaczeniu. Piszę „chyba”, bo Rorty jest dla mnie zdecydowanie za trudny, przebrnęłam tylko przez kilkadziesiąt stron i bardzo niewiele z tego zrozumiałam. Może nic. 😳 A mimo to, ta lektura okazała się brzemienna w skutki. Rorty cytuje wiersz, który tak mnie zaintrygował, że kupiłam tomik wierszy tego poety. Larkina. Znalazłam tam więcej fascynujących wierszy, ale ten pierwszy nadal przemawia do mnie najsilniej.
Dziękuję, Bobiku. 🙂 Przegapiłam tamten numer Polityki – to mi się zwykle nie zdarza, ale akurat miałam kiełbie we łbie. 😉
Tam jest jakiś błąd, jak można oszczędzać kosztem zasobów przyszłości?
Nie oszczędzać takim kosztem można, jak najbardziej.
Doberek! 🙂
To jest w ogóle śmieszna historia, z Rortym i Larkinem. Rorty pisze, że natknął się na wiersz Larkina w trakcie pisania książki. Następnie przystępuje do wyjaśniania, co poeta miał na myśli. I, moim zdaniem, zawodzi przy tym jako ironista. 😯 😆 Interpretuje wiersz tak, żeby pasował do jego bajki. Twierdzi, że Larkin … udaje. Nie bardzo rozumiejąc całokształt wywodów Rorty’ego, mając przed oczami jedynie fragment wiersza, byłam jednak absolutnie przekonana, że Rorty się myli, że Larkin mu się wymyka. Wrażenie było bardzo silne i nie dawało mi spokoju – w rezultacie przestałam się katować czytaniem Rorty’ego i kupiłam tomik Larkina. 😛
To nie błąd, Mt7. Mowa o takim oszczędzaniu, które dziś obniża koszty, ale podnosi koszty w przyszłości, dla następnych pokoleń. Taniej jest „gospodarować” nie zwracając uwagi na ekologię, ale przyszłe pokolenia zapłacą za nasze finansowe „oszczędności”, choćby zmniejszoną zawartością tlenu w powietrzu.
😀
Zęby szczerzę do do wpisu z 12:03.
Ja nie nazwałabym tego oszczędnością tylko gospodarką rabunkową. Ale teraz ludzie tak różnie używają słów.
Idąc za Agą znalazłam ciekawy tekst o różnicach w przekładach wierszy Larkina
http://www.academia.edu/394091/Pomiedzy_zalem_Baranczaka_a_rozpacza_Dehnela._O_przekladzie_wybranych_wierszy_Philipa_Larkina
Rzeczywiście ciekawy, Mt7. 🙂 Zachowam go sobie do dokładniejszego przestudiowania. Szkoda tylko, że pomija osiągnięcia translatorskie Bobika.
Powiedzieć coś całkiem nowego, po wiekach produkowania przez ludzkość kultury, jest nader niełatwo, co wiem z własnego, bolesnego doświadczenia. 😆 Toteż każda kolejna generacja w jakiejś mierze wyważa drzwi otwarte, mówiąc stare, tylko w nieco innej formie. A i wewnątrzgeneracyjnie jedni drugich podglądają, podsłuchują, ściągają, kompilują, mieszają nowe ze starym idzięki temu ten kulturalny iznes jakoś się dalej toczy. 😉
Ja właściwie jestem bardzo wdzięczny tym, którzy różne myśli, swoje i cudze, potrafią pozbierać do kupy i sensownie przedstawić, albo rzucić tzw. nowe światło. Bo wiadomo, po prostu nie ma takiej siły, żeby ktoś sam przeczytał (i jeszcze przetrawił!) Wszystko, więc dobrze, kiedy chociaż czasem ktoś to robi za mnie. I choć korzystanie z czyjegoś systemu trawiennego może się w pierwszym momencie wydawać nieapetyczne, to wystarczy pomyśleć, ile czasu i atłasu oszczędza, żeby jednak apetytu nabrać. 😉
Toteż dlatego napisałam, że podoba mi się pan Jessop. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od Rorty’ego, na przykład, wypowiada się w sposób zrozumiały nawet dla mnie. 😀
Nie tylko ks. Lemanski sie doskakal. Wyzej podpisany tez! Wlasnie mialem jak zawsze zamneiscic bardzo grzeczny i uprzejmy list na stronie Publikacje Gazety Polskiej, juz bylem zalogpwany etc. az tu wyskakuje mi: Nie możesz komentować na tym blogu.
W odroznieniu od ks, Lemanskiego nawet nie zaczynam sie domyslac co ja takiego nazbroilem, zeby mnie bez pardonu wywalac. Moje wpisy w Psychiatryku24 zawsze byly nad wyraz uprzejmie, wesole i serdeczne. Wiele razy czterema lapami podpisywalem sie pod roznymi pogladami wyrazoneymi przez pacjen..autorow Psychoatryka.
Tym razem chcialem jedynie ustosunkowac sie do podanej na blogu informacji, ze Lech Kaczynski w czasie Okraglego Stolu nie pil z nikim wodki, w odroznieniu od Michnika. Bylby to jedyny znany przypadek gdy Lech Kaczynski odmowil napicia sie. I dlatego warty odnotowania.
Człowiek Jessop powiedział:
Kiedy pan skopie mi ogródek, a ja w zamian pomogę panu w angielskim, obaj skorzystamy, a ekonomiści tego nie zauważą i politycy nie będą się mieli czym chwalić.
Chyba to dosyć naiwne, nie chodzi o chwalenie się tylko o Money!
A gdzie VAT od usług, a podatek dochodowy, a składki na ZUS i pochodne?
Unieważniamy wynalazek Fenicjan? Wracamy do handlu wymiennego?
A kto za zasiłki zapłaci?
Barterowa gospodarka ma sens jesli trudno jest wymienic towar czy usluge na gotowke.
Sorry, Kocie, ze zostales wywalony z Gazety P. Pamietaj, ze placze sie zwykle do okolo trzech dni, potem coping mechanisms take over.
Ten Larkin pisze bardzo pieknie.
A co moglbym zrobic lekarzowi w zamian za zrobienie mi niebezpiecznej operacji albo hydraulikowi za wymiane bojlera na nowy i wywalenie starego ? Pomruczec mu na kolanach? Upolowac chorego wrobla? I gdyby taki bpjler wybuchl, tp czy prawnikowi, ktory mnie bedzie reprezentowal w sadzie moglbym podrzec firanke?
Może ma sympatyczne poglądy i postulaty, ale nic z nich konkretnie nie wynika, ot, pogadali sobie, a czytelnicy dowiedzieli się, że rzeczywistość to złożony problem.
Jacek Żakowski prowadzi rozmowy z ciekawymi ludźmi, oni na ogół mają różne recepty na tę złożoność, ale jakoś nic z tego nie wynika.
Teraz dowiedzieliśmy się, że i tak nie ogarną tego rozumem ani politycy, ani uczeni, o zwykłym ludzie nie wspominając.
On (ten lud) potrzebuje bajek i finał.
Głęboki jak proza Coelho, tylko mniej denerwujący, może nawet sympatyczny i chyba nieszkodliwy. To jest i tak dużo w dzisiejszych czasach. 😉
Ja bynajmniej nie zrozumiałem Jessopa tak, że on proponuje gospodarkę wymienną. Dawał tylko przykłady, że monetaryści nie dostrzegają różnych pozapieniężnych aspektów ekonomii, które też pewną rolę odgrywają, a w ogóle że współcześni ekonomiści gospodarkę na poziomie nie całkiem makro mają gdzieś, bo ich tylko wielkie liczby i wielkie obiegi interesują. Ekonomia gospodarstw domowych praktycznie nie istnieje i w makrodecyzjach nie jest brana pod uwagę, a przecież dla zwykłego człeka to ona jest najbliższa ciału.
Nie miałem też wrażenia, że Jessop daje jakiekolwiek recepty. Wręcz przeciwnie, cały czas na różne sposoby mówi o tym, że rzeczywistość jest zbyt złożona, żeby była jakakolwiek jedna recepta i jeżeli ktoś, robiąc minę eksperta, usiłuje nam wciskać kit, że ją ma, to jest albo zadufanym durniem, albo cynicznym oszustem.
A ponieważ niemal każdy polityk właśnie taki kit usiłuje wciskać, to… 😉
E, Wodzu, Coelho jest z zadęciem, egzaltacją i poszumem skrzydeł, a Jessop bez. Dla mnie to różnica dość zasadnicza. 😈
Młody Palestyńczyk,który miał mi dziś pomóc w ogrodzie, zadzwonił, że jednak nie może przyjść, więc rzuciłem się sam do kopania, grabienia i odchwaszczania. Niestety, nie pomyślałem o tym, że na zakończenie robót trzeba było zamówić masażystę. Auuuuuu…. A co dopiero będzie jutro… 🙄
Monetarysci nie sa od tego by dostrzegac pozamonetarne aspekty ekonomii. Tym niechaj sie zajmuja socjolodzy.
Stara jest prawie spakowana. Wypedikiurowana. Wydepilowana. Obcieta. Rozpaczliwie szuka sznura od laptopa.
Musi jeszcze upiekszyc goscinna sypialnie dla przyjezdzajacej we wtorek Nicole. Zostawoc jej suszarke do wlosow, wieszaki na ubrania, polozyc ladne reczniki. Kupic maslo i jajka.
Zamowic taksowke na jutro rano. Przepakowac sie do innej torebki. Nie zapomniec paszportu.
Podlac kwiatki. Wziac troche wiecej gotowki z dziury w scianie dla E.
Keep calm and carry on.
Bobi, toż o tym napisałam, że żadnej recepty nie daje, bo nikt tego rozumem nie ogarnie.
Recepty miewają inni rozmówcy Pana Jacka.
Muszę się zbierać.
Coelho jest ulubionym chlopcem do bicia wsrod polskiej inteligencji. POdejrzewam, ze ma to cos wsponego z koszmarnym tlumaczeniem – widzialam tylko Alchemika. Nie jest wcale oceniany tak zle przez tutejsza krytyke i cieszy sie umiarkowanym powodzeniem. . Znamy znaczne gorsze powiesci niz Coelho.
To nie byl Mordka tylko ja, co mozna poznac po koniugacji czasownikow.
Uważam, że Jessop mądrze mówi, a Coelho nie jestem w stanie czytać. 😉 Lekcja pokory wobec złożonej rzeczywistości, doprawiona nutką optymizmu, że jednak świadomość zmienia byt, każdemu z nas się chyba od czasu do czasu przyda.
Ja swoje jutro też widzę tak sobie. Burza zalała warszawskie ulice i stacje metra, a mnie wyssała z energii i zmieniła w bezmyślny, bezwolny kapeć. Żeby choć w pantofelka. 🙄
Heleno, bonvojażuj się radośnie i bez kłopotów, ze wszystkimi akcesoriami i kłaniaj się nisko od nas Mamie. 🙂
Przecież ja nie mówię, że niemądrze. 🙂
Mądrze i ciekawie, tylko ja myślałam, ze da jakąś receptę na koniec. 😀
Ale, skoro powiedział, że zbyt złożona, żeby ogarnąć, to już nie mógł mieć recept.
Sznur od laptopa bardzo mnie niedawno rozczarował. Kiedy się go odłączy od prądu, to lampka nadal się pali, przez dobrych kilkadziesiąt sekund. Z tego by wynikało, że po odłączeniu w sznurze telepią się jakieś resztki prądu. A jednak, choćbym nie wiem jak szybko przekładała wtyczkę z jednego gniazdka do drugiego, pozbawiony baterii laptop zawsze się przy tej okazji wyłącza, a potem stroi fochy. 👿 😉 😆
Heleno, pilnuj torebki! I baw się dobrze. 🙂
Bobik za stachanowca dzisiaj robił? 🙁
A wy tam w Belinie, na mini-zlocie tez bawcie sie dobrze i pilnujcie aby Bobik sie nie przemeczyl.
Dobry wieczór 🙂
Odespałem VII edycję Nocy Kultury. Impreza zrodziła się w 2007 r. w czasie kandydowania Lublina do tytułu ESK 2016 i na szczęście nadal jest akceptowana przez władze miasta. Jutro II odsłona festiwalu ” Knajpa filarem kultury”. Będzie kazanie o. Tomasza Dostatniego na ulicy pod Bramą Grodzką, parówki, piwo. Takie tam klimaty prasko- lubelskie
Ach, rzeczywistość 😎
W domu też życie nocne. Do wyklucia szykują się ” królowe nocy”. Tu królowa nocy jako jajo
Ja dziś robiłem za 3 stachanowców. Jest to bolesne, ale ileż daje duchowej satysfakcji. 😈
Mordko, monetaryści nie są od tego, żeby się zajmować pozapieniężnymi aspektami gospodarki, ale problem w tym, że nimi właściwie nikt się nie zajmuje, choć istnieją i może warto by im się przyjrzeć. A socjolodzy tego robić nie będą, bo tu jednak o ekonomię biega. 😉
Należę do tych, co Coelho jakoś nie mogą, tłumaczenie nie tłumaczenie. No, odrzuca mię i juszsz. 🙁
Heleno, jeżeli przed przyjazdem nie przyślesz danych jak obiecałaś, moja Stara zamierza się obwiesić i w charakterze upiora straszyć Cię we florydzkie noce. 😯
Każdemu stachanowcowi przysługują wczasy w Berlinie jak psu pasztetówka
OK, OK, juz za chwile/
Gdzie moze byc ten sznur?
Wyslalam, Piesku. 😳
Od inteligencji mi nie wymyślaj, Kocie. 👿
W tłumaczeniu można różne rzeczy popsuć, ale jak czytałem jakąś książkę Coelho (bo wszyscy czytali i cmokali), to akurat nie język i styl mnie odrzucał, tylko brak sensu. Każda minuta była stracona, jakbym siadł i oglądał serial Klan, albo coś równie wyrafinowanego.
To samo wrażenie miałem czytając wywiad, że gość robi z siebie wielkiego filozofa, powtarzając parę oczywistości w kółko. Siedli, ponarzekali, wzięli honoraria. 😛
Pozwolisz, WW, ze sie Ci jeszcze raz naraze i wypowiem poglad, ze Klan czyli Dynastu bylo znakomita seria – swietnie napisana, fantastycznie zagrana, jesli codzi o glowne postacie (bo do niektorych pobocznych brano specjalnie tak drewnianych aktorow, ze kazde ich odezwanie sie wywolywalo salwy smiechu – np postac, ktorej w naszym domu nadalysmy pieszcxotliwe imie Cielecina, albo aktora, z jedna mina, ktorego nazwalysmy z E. Krzywy). Tam wszystko bylo nie na serio, wszystko bylo absolutnie zmierzonym pastiszem. Dynasty by;a throuugh i through postmpdernostyczna rozrywka i satyra na pewien gatunek seriali ( w odroznieniu od Dallas, ktore bylo jak najbardziej serio). A w klanie bylo jedno wielkie przynruzenie oka i to jakie!
Z jakiegos powodu jeszcze dlugo zanim polska tv zakupila serie, poszla wsrod polskich krytykow fama, ze Dynasty nie wypada sie zachgwycac i paaaaszlo. Innymi slowy polska krytyka potraktowala Klan jak najseriozniej mogla, kompletnie bez wyczucia konwencji, kompletnie nie dostrzegajac fenomenalnie komicznych zwrotow akcji ( jak np. w ostatnim odconku przed nakrecaniem nowego sezonu pokazany zostal potezny wyvhuch w kosciele, gdzie odbywa sie slub, a wszystko dzialo sie w motycznym kraju bodaj Rutlandia. Z takiego wybuchu nie mozna bylo wyjsc zywo, ale w pierwszym odcinku nastepnego sezonu znikneli tylko ci aktorzy, ktorzy mieli inne angaze lub domagali sie wiecej pieniedzy. Rszta uszla z zyciem).
Zapewniam cie, ze zawodowcy piszacy scenarisze dla telewizji nie sa idiotami, nie sa glupsi od polskich krytykow, i raczej wiedza, ze nawet naftowe milionerki takie jak niezrownana Alexis grana przez znakomita aktorke komediowa Joan Collins nie budzi sie w lozku w pelnym makijazu, diamentowej kolii wyzerajac lyzka ze sloika bieluge i popijajac poludniowoafrykanskim szampanem.
Tylko naprawde nalezy rozumiec konwencje i pozwolic sobie sie bawic. I nie nadymac sie zanadto, ze jest to kicz. To jest parodia kiczu.
Jeden z kłopotów z homo sapiens polega na tym, że potrafimy po mistrzowsku nie dostrzegać oczywistości – im bardziej nas nosem trącają, tym mniej je widzimy – a także tracić z oczu rzeczy ważne. To nam pozwala z zapałem zajmować się dyrdymałami i tworzyć teorie oderwane od rzeczywistości. I stąd zapotrzebowanie na ludzi, którzy przekonująco i w atrakcyjnej formie powtarzają oczywistości. Jasne, że co dla jednego atrakcyjne i przekonujące drugiego może nudzić, ale przy odrobinie wysiłku, każda potwora znajdzie swojego mentora 😉 – albo i stadko mentorów, którzy pomogą jej trzymać w miarę sensowny kurs.
To ja z WW, chociaż nie oglądałam ani Dynastii, ani Klanu (ale Ostry dyżur pasjami 😳 ). Pana C. nie mogę. Nie lubię ckliwego bebeszenia. Jak bebeszyć, to już porządnie.
Wywiad był bezkolizyjną pogawędką i tyle.
Heleno.
Czuję się niepewnie.
Napisałem, że oglądanie Klanu jest stratą czasu. Odpowiadasz, że Dynastia to znakomity serial, w swojej kategorii.
Jakim sposobem zamierzałaś mi się tym narazić, skoro nawet nie pomyślałem o Dynastii? 😆
Tak, Dynastia to znakomity serial, oglądałem, to było prawie ćwierć wieku temu.
Całe tłumaczenie jak pastuch krowie, co konwencja, co krytyka, a co autorzy, za które dziękowałbym, gdybym sam tego nie wiedział, zmarnuje się. Szkoda. 😛
Ale jeśli, Heleno, bardziej wolisz mnie jako poczciwca, który nie rozumie konwencji, nie pozwala sobie się bawić i nadyma się, że to jest kicz, bowiem nie umie odróżnić parodii kiczu od niego samego – bardzo proszę. 😎
Aha, chyba zapomniałem podnieść na swoją obronę, na samym początku, że Klan to taki inny serial. Nie Dynastia. 😎
Nikt nie ma obowaizku lubic Coelha czy go czytac, ale ja akurat spotkalam pare osob, oczytanych i kulturalnych, ktorym Coelho bardzo sie podobal. Sama przeczytalam tylko jedna ksiazke (wlasnie Alchemika, ktprego mi ktos z redakcji polecil) , nie wpadlam w zachwyt, ale tez nie uznalam tego za szmire,jak choralnie uznano w Polsce. Slabo ja pamietam, ale czytalam wieksze szmiry niz Alhemik, nawet w lekturach szkolnych. Powiesc jak powiesc. Bywaja lepsze, bywaja gorsze. Jej styl narracxyjny mnie nie irytowal, tak jak nie irytowaly mnie swego czasu Bramy Raju, uznane za arcydzielo. W mlodosci mozna to czytac.
Aaaa, jesli Klan to nie Dnastia, to rozmawiamy o roznych seroalalch. Bo ta Dynastia nazywala sie w Niemczech Klan i zanim zostalo to zakupione przez TVP, przy omawianiu tego nazywamo to Klanem.
A ten kraj to była Mołdawia (czyli koło 1985 roku – nigdzie), i nie wybuch, tylko banda terrorystów. 🙂
Heleno, też spotkałam parę osób, ale oni to oni, a ja to ja. Jeżeli mnie wkurza, to niczyje peany nie pomogą 😎
Ok, to z filmem się wyjaśniło, a jeszcze ten nieszczęsny Alchemik. Wypadałoby hipstersko powiedzieć, że całkiem przyjemna książeczka, ale nie, nie da się. Wzdęta szmira to wzdęta szmira, może gdybym miał 12 lat i to była pierwsza poważna książka, to znaczy lepiej nie, ale gdybym. 🙂
W lekturach szkolnych to racja, było parę cięższych przypadków. „Serce” na przykład przerabialiśmy, chyba nie całe. Albo pierwsze 30 stron „Nad Niemnem”. Dalej nigdy nie dotarłem, to nie wiem, może jest spoko. 😎
W rozmowę o Dynastii bądź Klanie się nie włączę, bo nie znam ani jednego, ani drugiego, czyli nie mamy armat. 😉
A do pogawędki między panami J. i Ż. wracając – ja tam lubię się przysłuchiwać, kiedy niegłupi ludzie rozmawiają. 🙂 Nie muszą wcale odkrywać Ameryki, wystarczy żeby od czasu do czasu powiedzieli coś, o co moja myśl się zahaczy i pójdzie po nitce. To mi nieraz więcej daje, niż kiedy ktoś mówi nawet i coś nowego, ale dla mnie obojętnego, do przeczytania i zapomnienia natychmiast.
I zgadzam się z Agą, że pewne niby-oczywistości trzeba powtarzać. Zresztą przy tym powtarzaniu zwykle się okazuje, że wcale nie dla wszystkich są takie oczywiste. 😉
Ja tez, WW, nie przebrnelam przez Nad Niemnem, a Serca nie czytalam, jakos mi umknelo. Natomaist lkalam w dziecinstwie nad francuzka powiescia, o ktorej nikt poza mna i poza Francja nie slyszal – Sans Famille, nie pamietam autora. Spotkalam bardzo niewielu ludzi, ktprzy to czytali. Pamietam tylko pierwsze rozdzialy orazz smierc na zapalenie pluc malpki kataryniarza….
Orzeszkowej nie da sie czytac poza szkola, choc akurat znam ludzi, ktorzy bardzo sobie Nad Niemnem chwalili ( czy nie Bobik?). Ale kiedys Kuma dostala w Nowym Jorku tomik opowiadan Orzeszkowej, siegnelam wiec po nie po raz drugi i sie wstrzasnelam jak byly grafomanskie. Nie moglam dojsc do siebie z przezytego wstrzasu.
Wodzu, na „Serce” pewnie po prostu byłeś już za stary. Ja czytałem gdzieś tak w wieku 7-8 i szlochałem jak bóbr. 😆
Ja miałem sobie Orzeszkową chwalić? Ja? 😯 👿
Też ją uważam za grafomankę do kwadratu, a co najgorsze, niestrawną w czytaniu. Bo bywają i strawni grafomani, choć przyznaję, że nie jest to przypadek za częsty. 🙂
Wtedy szlochałam nad Pinokiem 🙄
Nie o grafomanię chodzi, tylko o sentyment. Z sentymentem się nie dyskutuje 🙂
Przy „Sercu” musiałem mieć z 10 lat, więc chyba rzeczywiście za stary byłem.
Sorry Bobik, zwracam honor!
Mowiac zas o grafomanach:
http://wyborcza.pl/1,75478,14069667.html
Najbardziej do płaczu nadaje się z lektury szkolnej węgierska powieść „Chłopcy z placu broni”. Ja płakałam, a po z górą 30 latach, kiedy nadal była lekturą, płakali moi synowie.
Szerokiej drogi, Heleno.
Nemeczek! Jak mogłam zapomnieć o Nemeczku! No przecież, że ryczałam!
Leć i przyleć, Heleno 🙂
No wlasnie. Nikt nie czytal Sans Famille!
Ja jeszcze okropnie plakalam nad Chata Wuja Toma. Zwlaszcza w scenie jak mala niewolnica tanczy przed lustrem w sukience Ewy St.Clair. Pekalo mi wtedy serce.
Chata Wuja Toma byla pierwsza ksiazka ktora sama sobie kupilam w wieku 9 lat. Za wlasne pieniadze – 8 (starych) rubli. I jeszcze w scenie jak umierakaca Ewa obcina sobie loki i rozdaje na pamiatke. .
Dziekuje. Wracam 2 lipca.
Koniec czynienia na dzisiaj. Dobranoc 🙂
O tak. Nemeczek, to był ktoś. Bardzo!
„Serce” Amicisa, chociaż wzruszyło moje dziecięce serduszko, od początku wydawało mi się niemiłosiernie łzawe.
Ja tak mam, wzruszam się beznadziejnie i jednocześnie jestem wściekła, bo wiem, że grają prymitywnie na wrażliwych strunach, więc często – jako osoba dorosła – szlochając mam ochotę dokopać temu, kto tanio zarządza moimi emocjami.
Heleno, weź aparat. Na automacie nawet z astygmatyzmem w oku powinny wychodzić dobre zdjęcia. Uciesz oka koszyczka zdjęciami.
Czytając „Serce” wylałam fontannę łez, trochę później z tym samym skutkiem przeczytałam „Dobrą panią” E. Orzeszkowej i już wiedziałam, czego w życiu nie będę robiła, tak jak po obejrzeniu nowelki „Kolorowe pończochy”. Pamiętałam te nowelki całe życie – były wzmocnieniem mamowych nauk. Myślę, że co się czytało w dzieciństwie, nie powinno się czytać/oglądać na starość – poza Brzechwą, Tuwimem itp. Przynajmniej się człek nie rozczaruje. 😉
Kolorowe ponczochy widzialam na ekranie. Morgenstern? Pamietam, ze mi sie podobaly. Ale nie pamietam bym plakala.
OK. Powiem na czym placze ZAWSZE bez pudla niezaleznie od tego ile razy mam to przed oczami. Na Traviacie Zefirellego.
Zaczynam juz w czasie uwertyry. Kontynuuje w czasie rozmowy Violetty z ojcem Alfreda. Nastepna fontanna jest w czasie balu i potem juz wlasciwie do samego konca: Alfreeedoooo! Alfreeedoooo!
Chyba pojde sie wyspac przed jutrzejsza taksowka.
Sznura nie znaalzlam, wiec mam nadzieje, ze kupie nowy na miejscu. Jesli sie uda.
Odezwe sie wtedy.
W młodości miałam dobrze, bo w przylegającym budynku była ogromna biblioteka. Naprawdę ogromna, wzdłuż tego budynku od bramy do bramy: http://i1108.photobucket.com/albums/h406/janex_wwa6/DSCF3922.jpg
Ta Praga II to było swietne miejsce do życia i w pewnym sensie dalej takie jest.
Nie musiałam kupować książek, bo były pod ręką.
Miałam szczęście.
Well, nie chce oczywiscie nikogo przebijac swim lkaniem nad lektura, ale szlochalam nad Sercem, szlochalam nad Winnetou, nad Nemeckiem… Ale jako juz dorosla osoba, w Kanadzie, szlochalam nad Debra Winger w filmie Shadowlands tak, ze poszla mi w kinie krew z nosa i nie dala sie zatamowac.
Dawno nie szlochalam juz nad ksiazke. Ale pewnie nie byloby to nad ksiazkami Coelho, ktory w moim adoptowanym kraju wcale nie jest polularny. Bardzo kochalam za to ksiazki trzeciorzednego Francuza Hevre Bazin.
Herve-Bazin dla nie-dysleksyka.
Wysokich lotów, Heleno i miękkiego lądowania. 🙂
I dobrej nocy Wszystkim, bo za chwilę ziewanie paszczę mi rozerwie. 🙂
Szczesliwego lotu, Heleno, i radosnych dni z Mama.
Szlochalam jeszcze straszliwie na francuskim filmie Mouchette.
Zajrzałam, poczytałam i ze wzruszeniem stwierdziłam, że Rysberlin zwany dalej Rysiem pytał, gdzie jestem. Akurat wtedy siadałam na swoje miejsce w Filharmonii Narodowej, żeby posłuchać jak Skrowaczewski prowadzi Dziewiątą Pana B.
Od wczoraj jestem w domu, aktualnie martwię się, bo ogłuchłam na prawe ucho, parę godzin temu, bez dania racji. No i jak ja będę słuchać Pana B. jednym uchem???
Muszę polecieć do jakiego doktora, a jakby kto nie spał, to może kciuki potrzyma za cud? Fajnie byłoby obudzić się z dwoma uszami.
Dobranoc i pięknych snów, Koszyczku.
Nisiu, ja bede trzymac za twoje uszy! Pan B. tez mial wielkie klopoty z uszami, a jednak slyszal jak nalezy! Mam nadzieje, ze tworcza przerwa byla owocna, nisiu!
Sadzcie plozacy tymianek! jest peikny, pachnie wsoaniale i nie zostawia miejsca zadnym chwastom!. Moj ogrod znowu dostal nominacje (nie wiem od kogo) od City in Bloom!Mam duzo plozacego sie tymianku!
Dzień dobry 🙂
Kawa
Czymanie za uszy Nisi i nominacje Królika
slonce 🙂
herbata 🙂 🙂
poniedzialek 😯
ooo, widzę, że pobutka nie musi być dla wszystkich. to POBUTKA dla niektórych (wiem, wiem, otwieram w ten sposób pole do popisów i interpretacji, że jak dla niektórych, to nie tylko, że nie do Irka – bo dał powyżej wspaniały przykład, że można – ale że również nie do innych śpiochów. ale nigdy dość okazji do tłumaczeń, wszak tłumaczenia to wehikuł kultury)!!!
Lot opozniony poltprej godziny. Moglam jeszcze pospac..
Dlaczego czlowiek spi najglebiej zawsze jak ma z rana samolot?
Leć szczęśliwie Heleno 🙂
Kłaniaj sie Mamie. Maja jest o dwa miesiące starsza od Twojej 😉
Dzieki! Mam nadzieje, ze to przelozenie lotu to nie z powodu jakiegos wykrytego zamachu albo powaznych usterek technicznych samolotu.
Strasznie fajne maluchy u Panstwa Bielikow, wlasnie sa karmione:
http://www.lasy.gov.pl/bielik
Wysokich lotów i łagodnych lądowań, Heleno 🙂
„Lagodnych” jest tym slowem, ktorego szukalam. 🙂
Heleno wysokich lotów! 🙂
Dzień dobry 🙂
Pobudzonym, pobudzonym. Z czego wynika, że zaliczam się do niektórych. Teraz jeszcze tylko muszę dojść, do których niektórych. 🙄
Mam nadzieję, że Nisia dwuuszna już teraz, albo wkrótce zaraz…
Tu przerwał, lecz kciuk trzymał, bo mu się zdawało,
że za dużo trzymania lepsze niż za mało ❗ 😀
Zna ktoś osobiście jakiegoś lota, który by w ogóle nie był opóźniony? Bo ja chyba jeszcze takiego nie spotkałem.
Ale to prawda, że najbardziej lubią się opóźniać te poranne – na złość, żeby tylko wyciągnąć pasażera z rozkoszy pościeli. 👿
http://vimeo.com/36789712
to do plakania dla Romantyczni publiczni ironiści
Sznur odnaleziony! Alleluja!
Witam ironiste, jesli nie jest to ukryty zeen!
No i jak tu nie skomentować „ostał ci się ino sznur”? 😆
Ironista owszem, jest ukryty, ale to nie zeen. Nie powiem kto, bo chyba wszyscy lubią pozgadywać? 😉
To co, zgadujemy?
Pyt. 1. Czy RPI (romantyczny publiczny ironista) jest człowiekiem czy zwierzęciem?
Hmm… To jest bardzo trudne pytanie, bo RPI jest niejednoznaczny. Jego „normalny” nick może sugerować zarówno człowieka, jak i zwierzę.
http://www.youtube.com/watch?v=DidUEo_nwU4&NR=1&feature=endscreen
to do plakania dla Romantyczni publiczni ironiści
Króliku, za pamięci, choć teraz jeszcze śpisz – czy ten Twój płożący tymianek ma jakąś konkretną odmianę z łacińską nazwą? Bo ja sobie taki płożący zainstalowałem, ale mi go w zimie diabli wzięli. Skoro ten Twój kanadyjskie mrozy wytrzymuje, to pewnie i nasze by wytrzymał.
Dla Twojego ogródka gratulacje i zamaszyste merdnięcie spracowanego rolniczo ogona. 😀
Pytania do zagadki można zadawać dalej, ale odpowiem dopiero po powrocie z terenu. Co nie powinno być problemem, bo jak wiadomo pytania są często ciekawsze niż odpowiedzi. 🙂
Próbujesz się wykręcać, Bobiku 😈 Pytanie brzmiało: „Czy RPI jest człowiekiem, czy zwierzęciem”, a nie: „Co sugeruje normalny nick RPI” 😉
Ale odpowiedź mogłaby drastycznie skrócić zabawę, więc kolejne pytanie będzie takie:
Ile kończyn ma RPI?
Tak sobie myślę, że Macierewicz żyje w naszej Rzeczywistości. To cyniczny gracz udający idealistę. Cel uświęca środki, w tym wszelkie kłamstwa. Nazywanie idealizmem dążenie to podobnych celów kazałoby mi zaliczyć do idealistów i Lenina.
„Rzeczywistość” postponujecie bezzasadnie. Pismo wiele prawd głosiło uznanych przez innych bohaterów dzisiaj wspominanych, głównie związanych z IPN. W czasach, gdy wychodziło, chyba miało jeszcze patronat wywodzący się z kemp i moczarów, teraz przynajmniej chyba z kemp też by miało.
Obojętnie ile kończyn ma RPI, jest skazany na wymarcie. Przetrwa PLS (postmodernistyczny lokalny sarkastyk). Uprzedzam pytania, jest bardzo podobny do mnie. 😛
Rzeczywistość zawsze powinna być bliższa niż literatura, ale i o Coelho mogę wspomnieć. Wolę paru innych pisarzy południowoamerykańskich. Z egzotycznych dołożyłbym jeszcze Le Clésio. Fakt, że tłumaczenia bardzo psują niejedno dzieło. Np. Llosa ma szczęście do tłumaczy, Le Clésio różnie, a Coelho pominę w ocenie, bo tłumaczka chyba jedna. Ostatnio czytałem książkę pod tytułem Szpiedzy i komisarze, autor Robert nomen omen Service, profesor Oxfordu. Książkę po polsku czyta się bardzo ciężko, ponieważ w ramach jednego akapitu zdania słabo do siebie przystają i często są niezgrabne. Nie wierzę, żeby to mogło być winą autora. Zresztą chwilami można się domyślić, jak zdanie mogło brzmieć w oryginale i znaleźć zgrabniejsze tłumaczenie, choć może nieco mniej dosłowne. Ale dosłowność mnie nie kręci. Śmieszy mnie powszechne tłumaczenie „exactly” jako „dokładnie” tam, gdzie po polsku używamy „właśnie”. W rezultacie młodzi ludzie coraz częściej w polskim „właśnie” zastępują anglicyzmem „dokładnie”. Naprawdę książkę można ocenić w oryginale, niestety. Właściwie można oceniać, gdy wydaję się bardzo dobra, bo wówczas widać, że jej tłumaczenie nie zaszkodziło. Natomiast jeśli się nie podoba językowo, nie wiadomo dokładnie, kogo winić.
Chciałbym coś wygrać. Pan Adamczewski zarzucił środowe zgadywanki kulinarne. Miałem nadzieję, że za ustalenie natury RPI nagrodzi czymś Bobik albo Helena. A tu na linkę rzuconą przez Ironistę informatycy nasi zamknęli szlaban z uwagą „media-streaming”. Media sugerują ludzką naturę, można jednak wpaść w pułapkę. Tu też w końcu mamy Psy i Koty.
Nie ma, co liczyć na nagrodę.
Kim jest RPI? Obstawiam fome 😆
21° – lato, Helena w samolocie, berlin czeka na mini zlotowcow
🙂 🙂 🙂
Jaką pogodę zamówił Berlin?
Bobiku czy jest nagroda?
18 VI – 22° slonce
19 VI – 23° slonce
20 VI- 26°!!! slonce
Bry! Rysiu optymista. Ale jak B ma tak ładnie, to B tęz 🙂 Bawcie się dobrze, ja świetnie ze studentami się zabawiam… ;-(
No i co? Mówiłem, RPI wymrze. Nie odzywa się od rana. Pewnie Rzeczywistość go skrzywdziła. 😈
Gowin zgadza się ze mną w 62% 😯 😯 😯
http://jakaplatforma.org/
A ze mną tylko w 32. 😯
To znaczy, że ze mną jest gorzej 🙄
Dziś to mi Rzeczywistość dała w kość. Na chwilę przysiąść na ogonie nie dała. 👿
Zanim się zabiorę do organizowania jakiejś kolacji, odpowiem na pytanie Vesper: RPI ma kończyny jak wszyscy, dwie z tyłu, dwie z przodu, bądź – w innej pozycji – dwie u góry, dwie u dołu. Nie jest to jednakowoż foma, chociaż z opisu mogłoby pasoać. 😈
I spryciarz z niego jest. Nie pokazał się po moim wyjściu, żeby skierować podejrzenie na mnie. Ale nie ze mną te numery. 😎
No, chyba że nie pokazał się, bo wymarł, albo został wyparty przez PLS. 🙄
Ankiety jeszcze nie robiłem, ale z góry oświadczam, że ja się z Gowinem nie zgadzam, a przede wszystkim nie zgadzam się na Gowina. 😈
Tadeuszu, to nie optymizm to pewnosc 🙂 🙂 dziekuje(my) za
zyczenia 😀 😀
Aikido Gembal, napisal do i o :
Kochani Rodacy!
Nie będę komentował tego zdjęcia. Podam natomiast kilka faktów, związanych z wykonaniem tej fotografii, która jest warta tego, aby nie tylko obiec Polskę, ale także pokazać światu, a przede wszystkim naszemu sojusznikowi USA, na czym zasadza się Polski patriotyzm i jak silnie splata się on z elementem religijnym i agrarnym. Fotografia została wykonana we wsi Hopowo na Kaszubach 4.06.2013 roku. Udałem się do firmy Murkam, w której nie znalazłem poszukiwanego przeze mnie łupka szwedzkiego, ale Bóg mi to wynagrodził. W drodze powrotnej Pan nasz bowiem poprowadził mnie przez HOPOWO…
i tam cud!!!
Odkrycie! Eureka! Gospodarstwo ogrodzone płotem, a za płotem kamień, okazały i ogromny, a na nim dostojna tablica w kształcie mapy Polski (PRL-u, III RP i może IV bis – wszystko na to wskazuje). Wspaniale wygrawerowana tablica, granit droższy niż w kryptach na Wawelu. Na tablicy zmarły tragicznie b. Prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią – oni w centrum (Mazowsze, Małopolska, Podlasie). Obok nich (Wielkopolska i Ziemie Odzyskane) – papież. Wydaje mi się, że to Polak – a więc Jan Paweł II, a dla nas po prostu Nasz Karol Wojtyła (Nasz Papież). I wreszcie na Mazurach, nad głową pary prezydenckiej Orzeł w Koronie, zwrócony oczywiście na Zachód (bardziej na USA, niż Brukselę jednak). Jeszcze jest napis ku pamięci Państwa Kaczyńskich, ale jest też inny napis:
„Fundator – Eugeniusz Kreft” – z pewnością właściciel gospodarstwa.
Uważam, że pomnik jest genialny i że autor ma wspaniałe wyczucie artystyczne, wprowadzając element mobilny (krowę) jako cześć kompozycji opartej na statycznym głazie. Oddaje to w pełni dynamikę naszego narodu!
Genialne, genialne !
Ale może tylko ja się tym zachwyciłem…
https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/972059_557471590971311_1213241971_n.jpg
😆 😆 😆
To jest genialne 😆
Łi, se żenial!
Brakuje wierzby płaczącej
A w psychozabawie wyszło mi, że byłabym raczej kiepską żoną Gowina. Zgadzam się z nim tylko w 53%, a nie w 100 🙄
Prawda, Rysiu, koniecznie trzeba pokazać to światu. 😀
Krowa jako element mobilny, oddający dynamikę naszego narodu, rozłożyła mnie doszczętnie. 😆
Nic nie rozumiem z tego testu, ja zaznaczam trudno powiedzieć, a on zaznacza zgodność poglądów. 😯
Będziemy doić naród 😈
Przedarłem się przez ankietę Gowina. Leżę bardzo blisko Wielkiego Wodza. Tak blisko, że Wódz może wyciągnąć rękę i mnie pogłaskać. 😆
Byle nie dzidą. 😎
a moze ja – lewak – wymysle pytania dla Gowina 🙂
domniemam, zgodnosc 0 % 😀
Gowin – 34%
I tak za dużo 👿
Brakuje bociana. Powinien dumnie stać na pomniku. Koniecznie na jednej nodze 😉
Mar-Jo, pani Frajlich w Secesja Cafe, 16 VI o 19:00
bedzie prezentacja wierszy z:
https://lh4.googleusercontent.com/-bFNgAJVU3Es/UasPX-Rd_HI/AAAAAAAAMeg/4AiocW45Qoc/s1000/P6022246.JPG
🙂
Mar-Jo 😳 😳 😳 13 VI (slownie – trzynastego)
Skoro wszyscy grają w oczko z Gowinem, to ja też. 😉 38%. Ale w większości pytań, nie bardzo wiedziałam, o co chodzi i odpowiadałam na ideową intuicję. 😳
Dobry wieczór 🙂
Helenie to mogę już tylko pomachać z oddali…
Widzę, że temat RPI zanikł. Moim zdaniem może to być tylko rysberlin 😛
A ja naprawdę zaznaczyłam wszystkie odpowiedzi – 'trudno powiedzieć’, czyli nie wyraziłam żadnego poglądu i mam 100 % zgodności.
Na wejściu miałam 50% za samo głosowanie na Platformę.
Bez sensu.
Pani Kierowniczko 😛 😛 😆
Siodemeczko 😀 😀 nie wyraziłam żadnego poglądu i mam 100 % zgodności. 😀 😀
rysiu 😆
A ja nie dałam rady rozwiązać testu Gowina, bo na IE nie chodzi prawidłowo, a nie chce mi się włączać innego kompa tylko w tym celu 😈
Nagrody wprawdzie nie były zapowiadane, ale za odgadnięcie Kierowniczka może otrzymać szczególnie zamaszyste pomerdanie ogonem. 😀
Głaszcząc Bobika (dobry pies) powiem, że konserwatywno-katolicki światopogląd nie daje sam z siebie wystarczających kompetencji do układania ankiet, cbdu. 🙂
Też miałam przeczucie, ale myślę (sobie) Ryś udający Rysia? 😀
Rysiu,
jeśli REMONT (!) mnie puści, to się wybiorę 13-tego.
Na razie bałagan, ciągłe poprawki, końca nie widac. 🙂
Już zapomniałam o monachijskim zmęczeniu, to szczecińskie je przebiło.
Jak już tak w tych remontach brodzicie, to może podpowiecie, jakiej dobrej farby użyć do drewnianych okien, żeby trzymała długo, dobrze chroniła i matową była.
Przyjrzyjcie się tym pytaniom, są one tak dobrane, by zawsze wyszedł spory procent zgodności.
Poeksperymentujcie. Ja dawałem odpowiedzi „od czapy” i zgodne = procent mi wyszedł podobny, odwrotne – też.
Ta ankieta nie jest niczym innym, jak kolejną manipulacją pana Gowina, który uważa nas raczej za motłoch.
A pytania… No kto nie będzie popierał dofinansowania rodzin albo dzieci? Kto nie będzie za opodatkowaniem straszydeł dyżurnych kapitalizmu? Pod włos nas próbuje brać.
Ja panu Gowinu mówię: bujać to my, ale nie nas 😉
Gdyby była papierowa, mogłaby się przynajmniej przydać na co…
Ja też się z tej ankiety raczej złośliwie uśmiałem. Istotnie część pytań była taka, żeby po prostu każdy musiał odpowiedzieć w określony sposób, a ogólnie metoda obliczania zgodności z Gowinem była… hmm… wyrafinowana. 😈
Ja tego poważnie brać nie mogłem, ale zastanawiam się, czy jednak niektórzy ankietowani nie uznają, że Gowin jest idealnym wyrazicielem i reprezentantem ich poglądów. Tzn. czy chociaż częściowo ta manipulacja nie może mu się udać.
I ten sprytny zabieg: zauważ, że masz tylko dwie możliwości odpowiedzi: tak albo nie, a wiesz, jak się konstruuje pytania do takich odpowiedzi 😉
Np.: czy przestał pan już bić żonę?
Proszę wybrać odpowiedź: zdecydowanie takaaaaaak….
😆
Bardzo przykro, że Mar-Jo nie puści do Berlina Remont, a Tadeusza studenci. 🙁
Rozumiem, ale łezkę dyskretnie ocieram. 😥
Moja prawa małżowina najuprzejmiej dziękuje za czymanie. pomogło, acz nie do kąca (moglibyście się postarać porządniej, ale to nie wymówka, absolutli). Najadłam się strachu, że zostanę połówką Beethovena – bez jego geniuszu.
Przez głupie ucho, w którym wciąż coś dzwoni, nie wiem, co wszyscy rozwiązywali. Poszukam, bo brzmi obiecująco.
ACH, KOSZYCZKU!
To było westchnienie ulgi.
43%.
To nie wiem, czy jest dobrze, czy niedobrze.
I co to ma za znaczenie???
Ale podejrzewam, że są jeszcze inne sprawy, w których zgodzimy się, ja i pan G. Mycie zębów na przykład, używanie dezodorantów, powstrzymywanie się od plucia na ulicę.
Może by zostać politykiem-tyczką?
Dobry wieczór 🙂
Nisiu! Natychmiast do lekarza! Nie lekceważ tego, bardzo Cię proszę.
Pod petycją się podpisuję. Chyba zostanę spiskowcem, bo za moją Rz. najwyraźniej ktoś stoi. Nie wiem kto i nie mam czasu się dowiadywać. Tym bardziej że każdego dnia ktoś inny. Jak się trochę odżabię, to tych ktosiów dopadnę, oj, dopadnę. No!
Nisiu, czy Ty może złapałaś tinitusa? 😯
To jest podobno bardzo niesympatyczne zwierzę. I najlepiej trzymać je w klatce. A za posiadacza tego okazu trzeba trzymać dalej kciuki ❗
Rzeczywistość ma to do siebie, że na ogół ktoś w niej stoi. Za albo i przed. A nawet za albo przeciw. Ale jak ma nikt nie stać, skoro każdy już woli postać niż pójść siedzieć? 🙄
Jakby stał przed, to bym widziała kto. Stoi za, przeciwko mnie. Żabą do popędzania się zasłonił. Niech się odczepi uuuuu….
Jedno Tako! W życiu. Już mi prawie przeszło.
Nauczyłam się lekceważyć moje pomniejsze przypadłości, bo inaczej stale kursowałabym między lekarzami i nie miałabym czasu na życie. A liczba interakcji między moimi lekarstwami (imię ich Legion) idzie zapewne w miliony jeśli nie miliardy. Z jednym się właśnie żegnam i to chyba to.
Bobiku, już wiem, skąd się wziął refren pewnej ludowej piosneczki („Tini, tini, tini na skrzypkach, tini, tini, tini, zapiska”…) – piska mi od stu lat kręgosłupowo, silniej lub słabiej.
Ech, Ludzieńki, życie jest cudne!
Za jakiś tydzień mam nadzieję sfotografować mój ogród różany i pokazać Wam te arcydzieła ogrodnictwa. Na razie kwitną tej wiosny sadzone (więc popędzone letko) Burgund 81, Clodagh McGredy, Alabaster, China Girl, Nostalgia i Speelwark (Frakcjo Niemiecka, to coś znaczy???). Ze starych: Coral Dawn i Sympathia, a zaraz pęknie Friesia, A cappella, Ingrid Bergman, Leonardo da Vinci, Queen Britannia i cała reszta moich piękności. Uwielbiam je!
Polityk, polityczka to brzmi tak jakoś nie po naszemu… Nie kalajmy naszego pięknego języka i mówmy, zgodnie z jego duchem, wielotyk, wielotyczka. 😎
Konieczne wyjaśnienie: pisząc „arcydzieła ogrodnictwa” nie miałam, bynajmniej na myśli własnego ogrodnictwa, które zresztą uprawia za mnie cudny Pan Uojtek. Miałam na myśli tych wszystkich Kordesów,Tantau’ów, McGredych, Harknessów, Delbardów i całą resztę.
O, zapomniałam: Monika kwitnie jak szalona! Niejaki Tantau ją wyhodował, podobnie jak inne boskie kwiatki.
Bobique, nie prościej wielebny, wielebna???
Czy jest może w Koszyczku ktoś fiśnięty różanie?
Łomatko, idę spać, bo rano muszę podlać posiadłość (dzisiaj dałam se luz).
Dobranoc, Koszyczku!
Speelwark to po wysokoniemieckiemu Spielwerk, co z bardzo grubsza można przetłumaczyć jako granie. Nazywa się tak ludowy zespół muzyczny z Holsztyńskiego Szlezwika. I od razu przyznaję, że bez Wiki bym na to nie wpadł. 🙂
Róże u mnie, niestety, niezbyt dobrze się udają. Cosik je żre i przez to nie są takie cudne, jak by być mogły. Ale za to parę innych rzeczy nieźle rośnie, więc w sumie jakoś się wyrównuje. 😉
Psiakrew, ja sobie z podlewaniem nie dałem świadomego luzu, tylko zwyczajnie zapomniałem. 👿
To już wiem, od czego jutro dzień zacznę.
Czy w tym Tantau jeszcze nie wpadli na to, że jakąś szczególnie oporną w krzyżowaniu różę mogliby nazwać Męki Tantaua? 😈
Dzięki, Bobiku. Ten Speelwark jest mieszańcem herbatnim żółto-pomarańczowo-różowym i zaraz mi zakwitnie. Wygląda obiecująco, zdrowiutki i wysoki.
Jeśli chodzi o żre, to żrą ślimaki, robale, mszyce i cholera wie, co jeszcze. Grzyby! Mączniak! Czarna pleśń! Jeśli nie ma się specjalnego talentu i zacięcia na Kopciuszka, to mus postarać się o takiego Pana Uojtka, zawodowca, który nic tylko leje, nawozi, trzyma fachową rączkę różom na pulsie.
Jeśli nie masz Pana Uojtka, kupuj róże z certyfikatem ADR (Allgemeine Deutsche Rosenneuheits-Pruefung) – są odporniejsze i zdrowsze od innych. Dotyczy to niemieckich hodowców. Anglicy mają bodaj róże roku, inne nacje też, trzeba by się zorientować. ADR się sprawdza.
Oczywiście, większość róż kupuje się z miłości… ale jeśli z dwóch podobnych jedna ma certyfikat, a druga nie – no to wiadomo.
Polski Fryderyk Chopin – obowiązkowy w każdym ogrodzie – cudne kwiecie, a przy tym koncertowo zdrowy i odporny. Ach.
Ale ja właśnie nie mogę dojść do tego, co żre, a bez tego nie wiem, czym toto potraktować. Na pewno nie są to żadne robale, bo bym je widział. I nie pleśń. Grzyb niewykluczony, ale skąd wziąć pewność? 🙄
W tym roku właśnie takiego herbacianego, żółtopomarańczoworóżowego, upojnie pachnącego, dotąd odpornego mieszańca zaczęło żreć i nie mogę sobie z tym poradzić. 🙁
A mój Pan Wojtek akurat od komputerów, nie od róż. 😉
Bobiku, ten tymianek to jest thymys doerfleri- Doone Valley:
https://www.gardenerdirect.com/buy-plants-online/681/Thyme/Thymus-doerfleri-Doone-Valley-Thyme
Najlepiej rosnie na suchym piaszczystym podlozu. Ale czy jest u was w Niemczech jeszcze gdzies jakis kawalek suchego miejsca…
Ja jestem sama swoim Panem Wojtkiem wiec mam rosliny tak dobrane, zeby sobie same rosly, najlepiej jak ja spie. Ja tylko wyrywam chwasty i ograniczam ekspansje. Zadnych roz, niestety, bo sa za duze mimozy.
Hej, dzisiaj minelo 10 lat od pierwszego same sex slubu w Kanadzie. Tu jest ta para dzisiaj:
http://www.cbc.ca/news/canada/story/2013/06/10/canada-same-sex-marriage-anniversary.html
Króliku, zimni Kanadyjczycy też kochają róże i mają np. serię Explorers http://landscapeontario.com/exploring-explorer-roses – dowiedziałam się niedawno o jej istnieniu i gdybym jeszcze miała miejsce, z powodu ulubionej pieśni zrobiłabym sobie rabatę „North West Passage” (Davis, Franklin, Mckenzie, Thompson…). Ale miejsca nie mam, więc kupiłam tylko Franklina („… znajdź miejsca, gdzie zimował Franklin u Beauforta wrót”…) i Johna Cabota, też z powodu pieśni („John Cabot, żeglarz z Bristol Town”…).
Może by Ci posłużyły? Piękne są.
No i Chopina spróbuj, powinien dać radę.
A Pana Uojtka (tak mówili do niego Arabowie, kiedy jeszcze był oficerem na tankowcach) to ja muszę mieć, bo rączki mam małe, za to krzywe, rozpieprzony kręgosłup i zawroty głowy. Jedyne co mogę robić to podlewać, ciąć i planować…
Moze sprobuje, Nisiu. Ogrodnictwo rzeczywiscie wymaga fizycznej sprawnosci i sily, bo przeciez trzeba byc ciagle zgietym, schylac sie, podnosic i na dodatek czesto przy goracej pogodzie. Roze bardzo ciesza oko (i nos).
Dzień dobry 🙂
Herbata biała z płatkami róży, croissanty, dżem różany
Wiadro kawy pod ręką/ łapą
Wyhodowałem z nasion różę jabłkowatą
http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCa_jab%C5%82kowata
Świetna na dżemy
Wojna na oskary 🙄 http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,14072867,Amerykanska_Akademia_pozwala_Polakow__Za_ludowe_Oskary.html#LokLubTxt#LokLubTxt
herbata 🙂
mile rozmowy o ogrodach dla posiadacza balkonu z warzywami, krzakami bzu i lezakiem 🙂 🙂
bywa
herbata 😀
przeczytalem, ze powiedziano kiedys Wasowski mial swietne przybory do pisania
zdarza sie
herbata 🙂 🙂
slonce nagrzewa berlin, dla Was oczywiscie 🙄
😀
pstryk
ucinając wszelkie spekulację (które co prawda są rozwiane przez Bobika, ale że nie wiadomo co dokładnie kryje się pod pasoać…) powiem, że nie jestem romantyczny, więc zdecydowanie nie podpadam pod RPI
Jestem wstrząśnięta poziomem nieodpowiedzialności za słowo, głównie pani Lichockiej, bo Rymkiewicz chyba z jakichś wewnętrznych przyczyn już od dawna nie odpowiada za to, co mówi i pisze:
http://wyborcza.pl/1,75478,14075872,Polska_wedlug_Rymkiewicza___Nie_wyszlismy_z_PRL_u_.html#BoxSlotII3img
Dzień dobry 🙂
Pod pasoać kryje się zawodny klawisz z literką w. W każdym słowniku to stoi. 😀
A niedoborami romantyczności nie ma się co przejmować. Nigdzie nie jest powiedziane, jaka ma być proporcja romantyczności, publiczności i ironii, więc można ją sobie ustalić na np. 1:5:94. 😈
Dzień dobry,
przecież już zostało ustalone, kim jest RPI 😀 Nawet otrzymałam z tej okazji merdnięcie od Bobika. Odmerduję wzajemnie (już kiedyś ustaliliśmy, że Kierowniczki też miewają ogony 😉 )!
Chcę też do Berlina… Niestety, w tym czasie jadę do Krakowa. Tak wyszło.
eee, dlaczego na publiczność tak mało? 😐 może foma nie nie wciska się w tłum, żeby zabawić i przykuć uwagę, ale jak już zostanie rzucony na scenę, to daje radę. po krótkim namyśle współczynnik RPI dla fomy byłby w okolicach 2:34:64 🙄
Ach, jak przyjemnie poczytać o róźkach.
Miałam kiedyś jedną wielkiej urody, pnącą. Rosła pięknie przez kilka lat, aż jednej zimy wymarzła. 🙁
Nie tylko ona, wszystkie róże na moim osiedlu. Od tamtej pory już nie mamy róż.
Vesper, ja już dawno nic nie rozumiem.
Dla mnie to jest paranoja.
Jeżeli są publicyści posługujący się takim językiem, to albo to jest zbiór chorych osób, albo przemawiają do jakiejś części społeczeństwa, którą za paranoiczną uważają.
Im bardziej są przekonani, że słuchacze owładnięci sa paranoją, tym bardziej ich działalność jest nieodpowiedzialna. W końcu naprawdę ktoś sięgnie po broń.
foma, czy te liczby to wymiary biust:talia:biodra?
Takie cóś o paranoi http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:6sZ4GcBsYQsJ:www.radiomaryja.pl.eu.org/teksty/rzmorm/paranoja.html&hl=pl&strip=0
Jasne, też mi skóra cierpnie, ze nieszczęście prowokują.