Sprzedaż wiązana
Kupił Bobik posiadłość, raptem kilka hektarów,
kopał, pielił, murował, machał pędzlem i kosą,
bramę trzymał otwartą, bo już taki miał narów,
a poza tym był ciekaw, kogo wiatry przyniosą.
I zaczęło zlatywać się z odległych zakątków
towarzystwo mieszane, bujna i dziwna klika,
bez przewodniej idei, bez porządku, bez wątku,
ale łasa niezmiernie na gościnność Bobika.
Koło smukłych radości siadły smutki zębate,
koło jawy fertycznej sny jak flaki z olejem,
zapomnienia wspomnieniom przysuwały sałatę,
gładki spokój opierał się o szorstką zawieję.
Karmił Bobik i poił tę łakomą czeredę,
nie żałował ni czasu, ni energii wydatków,
wina ciągle dolewał, obsługiwał per pedes,
nie zerkając na zegar, który dostał po dziadku.
Aż się jeden ze smutków dał mu nadto we znaki,
krzyknął więc „żegnaj smutku!”, nawet porwał za dzidę,
gość się podniósł, lecz radość wstała też na wist taki,
mrucząc przy tym stanowczo: „to i ja sobie idę”.
Za nią do drzwi ruszyło lato z zimą pospołu,
biel i czerń, szarość, rytmy posuwiste i skoczne,
cisza, wrzawa, a w końcu życie wstało od stołu
i szepnęło nieśmiało: „co ja bez nich tu pocznę?”
Pojął Bobik, że rodzaj to sprzedaży wiązanej,
że się nie da wydłubać z tego ciasta rodzynków,
opanował się zatem, głowę schłodził pod kranem
i poprosił, by wszyscy znowu siedli przy winku.
Znosi odtąd hałastrę tę raz lepiej, raz gorzej,
czasem strasznie się zżyma, głośno pyta, czy warto,
czasem nawet przed gośćmi się ukrywa w komorze,
ale bramę, skubaniec, dalej trzyma otwartą.

Brawo, Bobiku!
Czy myślałeś o takim doborze menu, który wybiórczo wzmacniałby gości pożądanych a podtruwał wszystkie smutki? To może pozwoliłoby nieco odfiltrować hałastrę…
Nie wiem, jak reszta pakietu, ale ja chętnie będę kontynuować picie. 😆
Dzięki, Mt7, na Gandalfa jeszcze nie zajrzałam. Próbuję nie piracić i z darmowych stron ściągać tylko te książki, do których wygasły już prawa autorskie, stąd polowanie na księgarnie. Trochę się zdziwiłam, że na merlinie i empiku tak mało e-booków, a amazon taki drogi.
Heleno, rozumiem tęsknotę za Amsterdamem i Rijksmuseum – jest za czym tęsknić. Dodatkowo, stamtąd tylko rzut beretem do Teylers Museum w Haarlem i dwa rzuty do Bobika. 😉 Może będziesz miała okazję iść na występ NDT1 – warto. http://www.ndt.nl/en Bobiku, w lipcu będą w Kolonii.
🙁 🙁 🙁
Tak i nieraz jest tak, że w tych dużych witrynach nie ma e-booków, a w jakiś maleńkich są, albo tam są w cenie papierowej lub droższe, a gdzieś za ułamek ceny można elektroniczną nabyć.
Dlatego koniecznie trzeba porównywać ceny.
Ostatnio zdechła mi mysz, popędziłam do pobliskiego Media Markt i nabyłam + gniazdo usb z niezależnym zasilaniem. Jakaż byłam wściekła, kiedy okazało się, ze w dziesiątkach sklepów moje zakupy są minimum o połowę tańsze.
Obiecałam sobie, że już nigdy nie pojadę do tego sklepiszcza.
A czemu Helenka się smuci?
Ostatnio było dużo o Vistuli. Nie gustuję. Dzisiaj zasłużyłem pracując ciężko fizycznie. Pokroiłem glazurę jak należy i zalepiłem dziury w betonie. jedno z drugim bez związku. W nagrodę uraczyłem się nalewką pigwową, w której Ukochana nie gustuje – za dużo miodu. Ja akurat w miodzie gustuję, więc nalewki ubyło sporo. Znowu światowy pokój zagrożony, chociaż wszystko co trzeba poza ograniczeniem alkoholu wykonałem, nawet skarpetki zmieniłem. Jeśli kto nie wie, o co chodzi, niech przeczyta Zeena z poprzedniego
Wiersz Bobika bardzo mnie zasmucil.
No tak, nie jest dla nas szczególnie łaskawy.
Nie! Bobik jest dla nas laskawy. Nie zrozumialas, Siodemeczko. Przecztaj jeszcze raz, uwaznie.
.
Och nie, dajcie spokój. Stanisław dziury zabetonował i skarpetki zmienił, a Wy się smucić chcecie? Nie ma mowy! 😀
Ago, lej ten koniak szybko i obficie, bo smutne myśli nie lubią mokrego środowiska. 🙂
Mój wierszyk nie miał oczywiście nic wspólnego z Gośćmi blogowymi, których z szaconkiem piszę zawsze z dużej litery. 😎
Tetryku, problem w tym, że to życiowe towarzycho na dłuższą metę jest jak muszkieterowie – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. 🙄 Ale można ich trochę przechytrzać doraźnie – tych niepożądanych nie wypraszać ostentacyjnie, ale nie dawać im dochodzić do głosu. 😉
No tak, nader powierzchownie przeczytałam.
Chyba lepiej by było, żeby był o nas.
Nie ma związku? To co jeszcze może mieć związek. Nie koniec z końcem przecież. Swoją drogą sprzedaż wiązana ma sens.
Bobiku, nie smuć się i nie narzekaj na brak wdzięczności. Na wdzięczność nie powinien liczyć ni pies ni człek. A wiersz pomimo czarnej rozpaczy w nim zawartej całkiem ładny.
Bobiku, ja się dam chętnie wynająć w charakterze zamaskowanego zbira (dla Ciebie za zupełną darmochę) i zaknebluję, kogo trzeba. Jakby co, będzie na mnie, nie na Gospodarza.
A tak w ogóle, to się boję, czy Wódz mi aby nie nakopie za to, że sobie bez pytania dzidę pożyczyłem. 😳
Bobiku, jestem gotów zmieniać skarpetki dwa razy dziennie i wrzucać, gdzie należy. Niech się Słowikowa cieszy
vitajcie! Jakoś smutnawo zrobiło się u Bobika 🙂 Jako, że jestem z natury pogodną osobą nie mogę dopuścić aby piesek był smutny ani ten ani inny. Swoje nastroje te zwierzaki nie potrafią wypowiedziec slowami ale w inny dla człowieka domyślny sposób.
dlatego też jest ładna pogoda i Świeci słońce. 🙂
Wódz na pewno wybaczy. On nie taki
jutro może pojadę gdzieś na rowerze … 🙂 pa!
Bobik akurat słowami potrafi jak mało który człowiek
Jutro? Czy w ogóle nadejdzie? Po wierszu Bobika zaczynam wątpić. Ale, jak zobaczę Jarzębinę na rowerze, to będę wiedział, że nadeszło
co wódz wybaczy ???? Nie potrafię się do niczego zmusić to chyba jakaś wada genetyczna. 🙂 Pewnie po przodkach. 🙂
Wódz nie wybaczy. Wódz się bardzo zdziwi, że miałby wybaczać. I wkurzy posądzeniem o taką małostkowość ❗
ale ja to uwielbiam, no co Ty Staś . … dobej nocki 🙂
Poczucie bezpieczeństwa zdecydowanie mi wzrosło, jak Vesper robi za zamaskowanego zbira. 😆 Ale może dla kontrastu jeszcze by się przydał Arsen Lupin, który niepożądanym gościom z wyszukaną elegancją kradłby głos tak sprytnie, że nawet by nie zauważali. Ktoś reflektuje na rolę? 🙂
Jarzębinko, nie zapomnij na rowerową przejażdżkę zabrać jakiegoś pieska. My to uwielbiamy. 🙂
wódz Apaczów ? Kiedyś chciałam być Indianką ech to były czasy ..
Bobiku otóż zdechły mi wszystkie ze starości . Ale może kiedyś…. 🙂
Zgłaszam Wodza jako ochotnika 😈 Dzidę schowa w cylindrze, nie powinna wystawać 🙄
Uroczyście oświadczam, że przynajmniej jeszcze jedno jutro nadejdzie. Mam zawekowane i jutro otworzę. 😎
jakoś abstrakcyjna ta rozmowa ale fajna . Idę spać . …::):)
Wódz nawet nie musi chować dzidy w cylindrze. Może ją wypożyczać za opłatą jak będzie szedł na robotę, za uzyskane fundusze nabywać procenty, a te z kolei wnosić na zakład czyli do blogu. I wszyscy będą mieć udział. 😈
Tylko kto potem będzie szkło po cichu wynosić?
Radzisz sobie, Bobiku… 😉
ja mogę vesper…..
Ja też kiedyś chciałem zostać Indianinem, ale okazało się, że jest za dużo przeszkód i poszedłem na łatwiznę. 😳
Psu zostać Indianinem niełatwo, mimo chęci.
Poza tym niepoważne to trochę przedsięwzięcie –
gdy tylko o tym myślę, od razu śmiać się muszę:
jak by wyglądał jamnik z indiańskim pióropuszem,
lub pudel z tomahawkiem? Któż serio by traktował
boksera, co w wojenny wzór ogon pomalował?
Dalej, męczarni pale. Świat Indian z nich jest znany,
lecz ja nie jestem do nich szczególnie przywiązany.
A już ten pomysł dla mnie jest wręcz zatrważający,
by pies po świecie biegał z imieniem Byk Siedzący.
Lecz zostać detektywem – i sławnym na dodatek?
O, na to od szczenięctwa pies każdy ma zadatek,
czy Kraków to, czy Paryż, czy może Saragossa,
nikt inny do przestępców takiego nie ma nosa.
Gdy psu na miejscu zbrodni przytrafi się robota,
potrafi zaraz szczeknąć: „to przecież sprawka kota!
I zaraz wam wyjawię, bom w ciemię nie jest bity,
że się nazywa zbrodniarz ten straszny – Makawity!
Bo gdy nie widać śladu oblicza ni postury,
na pewno Makawity w tym maczał swe pazury.”
Naczelnik szybko prasę na konferencję wzywa:
„wykrywalności przestępstw nam znowu wzrosła krzywa!”
a pies pozwala sobie na taką przyjemnostkę,
że śpiewa „o, radości!” i wącha przy tym kostkę.
Pomniejsze płotki również pies łapie bez problemu,
wszak gdyby ich nie złapał po nocach spać by nie mógł,
więc kryminalistyka, podobnie jak opera,
wrodzony talent ceni i na psach się opiera. 😎
Bobik, to Ty jesteś Kajetanem Chrumpsem? 😯
Uff, jak dobrze, że Bobik zawekował jutro, bo dziś mi jakoś bezproduktywnie przeminęło. Problemu ludzkich zestawów nie potrafię rozwiązać i nader często ukrywam się w komorze. Ale, na radośniejszą nutę, pragnę zauważyć, że bywają zestawy autentycznie promocyjne, w których każdy element to czysta radość. 😀
Szkła możemy nie wynosić, tylko tłuc na szczęście. Jeżeli dzida będzie odpowiednio często wypożyczana, mamy szanse stać się enklawą szczęśliwości. 😆
brawo Bobiku !!!! Dostajesz ode mnie Nobla z kości 🙂
Serio, Ago? Jesteś pewna, że to nie sales pitch?
i obrożę p/ pchelną 🙂 🙂
Kajetan Chrumps to nie ja, tylko mój kuzyn. Łatwo nas odróżnić po tym, że on potrafi wyjść z labiryntu drogą dedukcji, a ja rozprawić się z przestępczym kurczakiem drogą obdukcji. 😎
Aaaa, czyli po owocach ich rozpoznacie. Dobrze wiedzieć, choć do końca przekonana nie jestem. Ale nie chcę demaskować inkognita 🙂
Właściwie to żal mi tego jutra. Lezie, biedactwo, bo musi. Niesie wszystko, co można i czego nie można sobie wyobrazić. Czasem udaje się nam pomajstrować trochę przy tym bagażu, ale bez pewności, czy nie narobiliśmy bałaganu na pojutrze.
Mielibyśmy całkiem przechlapane, gdyby nie Koty, niektóre Psy, Delfty pana V. (Heleno, z Mauritshuis nie wyjdziesz, wyniosą Cię przemocą), dojrzewająca pigwówka i parę innych drobiazgów 😉
vesper a ja przeczytałam że po owcach ich rozpoznacie. I to jest myśl. Taka owca Dolli będzie znakiem rozpoznawczym dla szkoły modyfikacji genetycznych. I tak niebieska dla Wenuso podobnych a zielona dla Marsjano podobnych .:)
Vesper, bywam. 😉
Wszystkie Koty i tylko niektóry Psy? 😯
Nie wiem, Haneczko, czy nie będę Cię musiał – mimo całej sympatii – zakapować do jakiejś antydyskryminacyjnej instancji. 🙁
Bobiku, jestem dziwnie spokojna, że instancja niczego z Twojego kapowania nie zakapuje 😉
Okazuje się, że na niepożądane towarzystwo najlepsze jest doborowe towarzystwo. 🙂 Po paru blogowych godzinach zębate smutki nawet pisnąć nie śmieją.
Mam nadzieję, że i Helena odsmuciła się z kretesem. 🙂
Śpij dobrze, Piesku.
Wgryzłam się w robotę na 3 m-ce, to tylko 9. zostało.
Muszę szybciej gryźć.
mt7, dzięki za tę wskazówkę o darmowych e-bookach. Wprawdzie Amazon pobrał ode mnie $0.99 za http://hundredzeros.com/nikola-tesla-imagination-invented – tegoroczną książkę o Tesli (by Sean Patrick), ale na pewno warto było.
Kłopot z nimi, że tam jest potworna kupa śmiecia. Trzeba mieć w oku szybki scan, żeby czegoś się dopatrzyć.
Nawiasem, skoro o lekturach, im bardziej brnę w Rodzinę Curie tym bardziej zszokowany jestem własną niewiedzą. Ale też Denis Brian miał dostęp do najnowszych (to znaczy niedawno udostępnionych) materiałow… Wyjątkowa rzetelność przekazu.
Dobrze by było zakazać wszystkim pisarzom pisania, bo w takim stanie rzeczy to człowiek nigdy nie nadąży.
Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂 🙂
niedziela bez slonca to wyzwanie, brykac mozna tez w/pod
peleryna przeciwwodna i to swietnie tak 😀
podpowiadajacym rady do co i jak malowac – dziekuje, i
🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
za rada wyszperalem w piwnicy gruba wiazke – „Caparol –
Alpinacolor Alle Farbtöne” – wzorow kolorow i pojechalismy do sklepu mieszajacego, Prosze Panstwa – powiedzial pan mieszajacy – takiej palety jeszcze nie widzialem, ja pracuje tutaj dopiero dwadziescia lat!!! 😆 nie poddajemy sie 🙂 dostalismy nowe wzory na papierkach, obklejamy sciany 😀
andsol ma kolejny pomysl na czytelnicrwo, po ekologicznym – pijawki w portmonetce – legistacyjny 😉
moze do nadazenia mimo to za malo byc
🙄
Bobiku, daruje sobie pytanie «co autor mial na mysli?» i utulam
w 🙂 😀 🙂 😀 🙂 😀 🙂 😀 🙂 😀 do ∞
szeleszcze 🙂
herbatuje 😀
brykam fikam
bryku
fiku
😆 😆
Dzień dobry białowiesko :D.
Pierwsze „pstryknięcia ”
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/BiaOwiezaPierwszeImpresje#5871571201125338034
Za oknem słowik nieustannie swoje „filip filip”
Gdzie tu miejsce na smutek 🙄
Kawa, herbata, bliny gryczane z kawiorem….
Gruess Gott!
Beksa Mar-Jo, beksa.
Irku, zazdraszczam.
Nareszcie wolne, psychika domaga sie przestrzeni.
Pogoda belejaka, z Salzburga nici.
Ob er aber über Oberammergau,
Oder aber über Unterammergau.
Oder aber überhaupt nicht kommt,
Ist nicht gewiss
Niedziela Palmowa w Białowieży
Mar-Jo, Teatr w Stodole w Teremiskach rozpoczyna sezon 🙂
Dzień dobry 🙂
Zagadkowy cytat, wrzucony przez Mar-Jo, pochodzi z bawarskiej piosenki ludowej. Ma ona (piosenka, nie Mar-Jo) bądź ile wersji tekstu, ale to wszystko jedno, bo niebawarczyk i tak ze śpiewanego nic nie rozumie. 😈
No, chyba że ma angielskie tłumaczenie. 😎
http://www.youtube.com/watch?v=GOD9TY25L-s
A jeszcze lepiej, jak niebawarskiemu Niemcowi Anglik najpierw powie, a potem zaśpiewa tekst powoli i wyraźnie: 😆
http://www.youtube.com/watch?v=8WgLCasrDpA
Irku, to co zawsze. Udostępnij. Zdjęcia i bliny. 🙂
Ukradłem z Dywanu, bo nieprawdopodobnie śmieszne. 😆
http://www.youtube.com/watch?v=si4go3Hraq8
Ja tylko na chwilę, nie mam czasu filozofować, dzidę bardzo proszę, zawsze pożyczę kiedy trzeba. Albo sam przyjdę, wtedy muszę wiedzieć kogo bić. 😎
Pierwsze zdjęcia są; takie jakieś kolorystycznie-atmosferycznie atrakcyjne, że już nie prostą zazdrość, a zawiść budzą. Ach, nie dla alergika Białowieża wiosną! Niedzieli nie ma. 🙁 Co się zgadza z moją percepcją. Biegnę w tę niebędącą niedzielę, bo mocno padało, powietrze jest więc, przez chwilę, wolne od pyłków.
U mnie ciągle pada
Poszłabym w deszcz, ale 9 m-cy czeka 🙁
Wiec trochę optymizmu z piosenką, a sobie marsz krasnoludków.
A tu jest czysta magia!
http://www.youtube.com/watch?v=m99aIPUR2vk
To znaczy, że mnie maszyna jakoś szczególnie nie lubi? 😯 Gada do mnie „sorry, that page was not found.”, zamiast Białowieżę pokazywać 👿
Alergików zacząłem ostatnio rozumieć, chociaż alergii jako takiej nie posiadam. Zaposiadłem natomiast nadwrażliwość śluzówki, która obecnie stanowczo nie życzy sobie zapyłkowienia, zbyt wysokich i zbyt niskich temperatur, ostrych przypraw i różnych takich. Znaczy, alergia bez alergii. 😉
Siódemeczko, a przecież podpowiadała Aga, co trzeba zrobić. Znaleźć 9 kobiet, które Ci robotę zrobią w 1 miesiąc. 😆
Wodzu, tylko z opłat przy tym hojnym pożyczaniu nie rezygnuj, bo nie będzie za co szkła tłuc. 😎
Dzień dobry 🙂
A czemu ten ktoś głaskał tylko Kota a Psa nie? I tylko Kot dostał jedzonko… Tak nie można, trzeba równo.
Przepraszam, już się upubliczniłem 😳
Mam tylko 2 dni, Bobiku, wiec muszę sama 😆
Ta durna GEMA nawet do zwierzęcej linki od Heleny mnie nie wpuściła, przez podkład muzyczny.
Ale znalazłem sobie inne kawałki z tymi samymi bohaterami i z oburzeniem stwierdziłem, że nasza Pręgowana udziela się aktorsko pod ksywką Muesli. I oczywiście nawet jej nie przyjdzie do futrzanego łba, żeby z zarobionych milionów choć trochę zasilić domowy budżet. 👿
Widzę, że konsekwentne upominanie się o prawa Psa przynosi efekty. Haneczka już zrozumiała, a jak dobrze pójdzie, za nią pójdą miliony. 😎
Siódemeczko, to tylko kwestia przeliczenia, ile kobiet trzeba znaleźć, żeby zrobiły w 2 dni. Poproś andsola, on Ci naukowo przeliczy. A potem trzeba będzie ustalić, kto na ochotnika ma szukać kobiet. 😈
jest SLONCE 🙂 🙂 🙂
peleryna do schowanka powedrowala 😀
pstryk
A dlaczego kobiet? Robotny chłop starczy za trzy kobiety, jak mu obiecać piwo. 😈
po dedykacji a przed prologiem, czyli poczatek ksiazki:
Jako ze dzien dlugi, a swiat wiekowy, to i wielu ludzi moze stac w tym samym miejscu,
jeden po drugim.
(G.Büchner, „Woyzeck”, przel. Eliza Borg)
Jenny
Erpenbeck „Klucz do ogrodu” jest krotka ksiazka o dlugim czasie w jednym miejscu,
przedmiotach i ludziach, przenikaja czas dotykajac tych samych miejsc, a ich losy jednostkowe
sa wspolne z domem stojacym nad jeziorem. Przepiekna poetycka narracja, oparta o watki autobiograficzne, slowa, slowa, slowa onomatopeja…………..
Przez kolorowe szybki nawet w poludnie nie wpada zbyt wiele swiatla, dlugi stol pograzony jest w polcieniu. Wokol stolu siedza jej maz, syn z zona i wnuczka, czesto takze
przyjaciele i koledzy z Berlina, towarzysze, albo, jak dzisiaj, gosc, dalej kucharka i wrescie ogrodnik. Przy zupie maz mowi o tym i otamtym, syn o owym, synowa cos wtraca, gosc milczy, ogrodnik milczy, kucharka podaje drugie danie, ona sama cos dorzuca, synowa pyta o szczegoly, syn mowi: Wedlug mnie to wykluczone, jej maz mowi: Alez tak. Ona sama
zauwaza: To calkiem interesujace, i: Alez prosze sobie dolozyc jeszcze troche ziemniakow, gosc mowi: Nie, dziekuje, ogrodnik milczy, wnuczka potrzasa glowa, syn mowi: A ja owszem, synowa: Bylo bardzo smacznie, ona sama: Tak, naprawde, kucharka: Zupa byla troche przesolona, syn mowi: Wcale nie, kucharka stawia brudne talerze jeden na drugim i balansujac, wynosi je do kuchni, wraca z malymi miseczkami na tacy, rozlewa kompot,
wszyscy jedza, zapada cisza, ktos naciska z zewnatrz klamke, ta wydaje z siebie metaliczne westchnienie, to chlopiec z sasiedztwa, przyszedl po wnuczke, zeby sie z nia pobawic, staje kolo pieca i czeka, az wszyscy skoncza jesc, gosc podnosi kompotierke do ust i wypija plyn,
synowa mowi do malej: Ale najpierw pomozesz sprzatnac ze stolu, jej maz mowi: No, to skonczylismy, ona sama dziekuje kucharce skinieniem glowy. Wszyscy wstaja i opuszczaja jadalnie w tym czy tamtym kierunku.
niemiecki tytul ksiazki to Heimsuchung – nawiedzenie, plaga, dopust (doswiadczyc, nawiedzic), polski tytul jest moim zdaniem malo szczesliwy 🙂 mimo to kupic (EMPIK ma)
i w majowe wolne dni przeczytac, bedziecie bardzo zadowoleni po………… 🙂 🙂 🙂
brykam 🙂
😀
Wrocilam po wystawach licznych, piwiarniach nielicznych.
(Andechser DBD ! 🙂 )
Irku, ja w Teremiskach mam krewnych. Strasznie Ci zazdroszczę tego pobytu. 🙂
Stara wrocila z centrum ogrodnicxzego, gdzie wydala mase pieniedzy, ale ma kwiatow i ziemi na trzy domy: swoj, naszej E i Gladys Next Door.
Ja tymczasem obejrzalem blog Honey (Bighoneydog Blog) skad dowiedzialem sie, ze mieszka w Ausytalii, jej stara nazywa sie Hsin Yi i jest pisarka, zas stary nazywa sie Paul i jest ludzkim wenetrynarzem.
Ale najbardziej zdumiewajace jest, ze Hoiney ma juz 11 lat (dogi podobno zyja srednio 6 lat) , choc cierpi troce na nietrzymanie moczu i stracila jedno oko na jaskre. A Muesly ma cos ponad rocxzek jesli dobrze zrozumialem.
Hsin Yi pisze wlasnie ksiazke dla dzieci o psie-detektywie imieniem Honey, a Honey jej bardzo pomaga w pisaniu, co widac na zalaczonym zdjeciu.
Ja ten filmik o Honey i Muesly obejrzalem az trzy razy, tak mi sie spodobal i pewnie jeszcze obejrze.
Poproś andsola, on Ci naukowo przeliczy. A potem trzeba będzie ustalić, kto na ochotnika ma szukać kobiet – Bobiku, a nie da się tu lekkiej odmiany wprowadzić, żeby ktoś coś naukowo przeliczył, a ja będę na ochotniczki szukać kobiet?
Spytał mnie przyjaciel kiedy świata koniec,
bo ostatni się nie udał ewidentnie,
dobry gest do gry złej to złożone dłonie,
efekt lepszy gdy człek przy tym głośno stęknie.
Po cóż wiedzieć ci to drogi przyjacielu,
czy nie lepiej żyć jak gdyby go nie było,
chyba takich co chcą wiedzieć, jest niewielu,
to zwykłego człeka strasznie by dręczyło.
Lecz przyjaciel na to dictum tak powiada
i to jest na koniec chyba dobra pointa:
nakup fajek i gorzałki – ojca rada,
żebyś synu w razie czego się nie pętał…
Wróciwszy z ostatniej mszy w mieście muszą przysiąść fałdów, żeby chociaż drugi kwartał zakończyć.
Nie interesuję się końcem świata, jak przyjdzie to będzie.
Może nie zdążyć do końca kwietnia, więc trzeba się sprężać.
Uff, remont przedpokoju już prawie zakończony. 😀 Jeszcze tylko drugą warstwę farby na schody trzeba położyć, ale to już czysta robota, która nie zanosi całej chałupy.
Jednak zostanie ten czerwieńszy brąz, bo sam w sobie ładny, nawet jeśli nie całkiem w kolorze wzorów na posadzce. A poza tym jaby co, to mogę zwalić na Was, bo większość głosów na niewidzianego była za czerwieńszym. 😈
A później wszyscy będą na bosaka po schodach wchodzić?
W zamierzchłej przeszłości wynajęłyśmy z koleżanką pokój w Lipsku w niedużym chyba dwupiętrowym budynku.
Drewniane schody były brązowe i pastowane.
Na klatce wisiał grafik, które mieszkanie w jaki dzień odpowiada za czystość.
Najbardziej zdumiewał nas fakt, że na wyfroterowanych schodach nie widać było śladu innych stóp oprócz naszych, aż zobaczyłyśmy, że mieszkańcy z butami w ręku suną po schodach na bosaka.
Ja po prostu marze o czerwienszo brazowych schodach albo podlodze. Marze. Bardzo eklektycznie, ze nie calkiem dokladnie w kolorze wzorow na podlodze. Chcialabym zobaczyc zdjecie tych schodow.
Wrocilam z 30-ych urodzin mojego Mlodszego Siostrzenca. Czas leci.
Dobranoc.
herbata 🙂
i kawa 😀
szeleszcze
brykam
bryku fiku
brykam fikam
🙂 😀 🙂 😀
Halina Birenbaum
Zauroczenie
zauroczył mnie internet
upoił złudą
wirtualną bajką mylną
nadzieją
przyjaciółmi wirtualnymi
nieznanymi z oczu z głosu
twarzy
wirtualne chwilowe
przystanie
w kliknięciu myszki
znalezione
i jak kliknięcie myszki
stracone –
i kilka slow autorki do………:
(…) w życiu wszystko mija, zmieniamy się, sytuacje, warunki, wiek. Jedne zbliżają, inne oddalają. Ale w intercie poznajesz nagle jakieś bratnie dusze, prowadzisz serdeczną, szczerą korespodencje, a nagle znka ci osoba z ekranu, i te wszystkie słowa, poświęcany czas, ufność przepadają, jakby ich nie było nigdy… Moment czy momenty bliskości ulatuje, myszka przelatuje na kogoś innego niespodzzianie, i znów chwila rozjaśnienia, zauroczenia. A słyszało się tylko głos duszy, czytało się go z ekranu nie w uszach dźwięk. (…)
Tereny narescie Zielone 🙂
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
Zionę wściekłością po półgodzinnym, bezskutecznym usiłowaniu załatwienia sprawy w urzędzie online. Teoretycznie taka możliwość istnieje, żeby petent miał wygodnie, ale w praktyce to wszystko nie działa. I najgorsze, że urząd o tym wie, bo kiedy w końcu zadzwoniłem, przyznano półgębkiem, że no tak, „są trudności”, ale zamiast tę bezproduktywną opcję wyłączyć, utrzymuje się fikcję „nowoczesnego podejścia”. Wrrrrr 👿
Tak czy owak będę musiał zasuwać do tego urzędu, bo telefonicznie sprawy załatwić też nie idzie. 🙄
Czerwoną klatkę schodową mamy od kilkunastu lat. Wydawała się bardzo ryzykowna. Miała się szybko stać męcząca. Jakoś przyzwyczailiśmy się. Sypialnię mamy granatową. Nigdy takiej byśmy nie wymyślili. To córeńka przy takiej się uparła, gdy był to jej pokój wiele lat temu. Teraz nie zamienilibyśmy tego koloru na żaden inny.
Remont w domu to prawie przyjemność. Teraz rozumiem wiersz Bobika.
Ja wczoraj i przedwczoraj też remontowałem. Skończyłem kafelkowanie schodka i odetkałem rynnę, a dokładniej rurę spustową zapchaną ziemią. Zamo odetkanie drobiazg. Dostanie się do niej – metr poniżej dachu – okazało się problemem. Trzeba było drabinę ustawiać na wąskich schodkach biegnących wzdłuż muru.
Wrażeń w ogóle w ostatni weekend sporo. Wnusia, która za 3 dni kończy 2 latka, poszła w ubiegłym tygodniu do przedszkola. Jej tata poszedł do roboty, znalazł wreszcie pracę, która go zadowala. Ja się cieszę, że dostał pracę, Ukochana się martwi, że maleństwo w przedszkolu. Ale starsza siostra maleństwa też chodziła do przedszkola od ukończenia drugiego roku życia.
Tłumaczę Ukochanej, że wiek się szybko zmienia, co wiem od Rysbelina. Jakoś to jej nie cieszy.
Dwuletnie dziecię w kindersztubie
powiada raźno: ja to lubię.
Ta chwila trwa na fotografii
aż na nią wzrok modelki trafi
czterdziestoletniej jak na dzisiaj
i widok ten niby zachwyca,
jednak łza w oku już nabiega:
Jakże daleko w życia ściegach
od dni przedszkolnych całkiem miłych,
do pełni życia pełnej siły
Dzień dobry 🙂
W Białowieży -1, szron, ale koty to lubią 😀
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/Kot#slideshow/5872171110466015730
Koty szronu nie lubia. Pomylilo Ci sie z kaszmirami.
Stara wstala p szostej i o tej pory wysadzala (tak mowia we Lwowie) wszystkie doniczki, a raczej, jak mowia we Lwowie, wazonki. Oraz skrzynke na oknie kuchennym.
Czuje sie pelna cnoty.
Ukochana też wstaje i wysadza. W intercyzie zapisaliśmy, że palcem ogródka dotykał nie będę. Nie powiem, że od początku zmuszała. Ale żal się czasami człowiekowi robiło i tworzył precedensa teraz niecnie wykorzystywane.
U nas Pan Administrator, jako zatwardziały mieszczuch kamieniczny, też się przed laty zarzekał, że rolnictwa nie tknie. Ale bardzo szybko zaczął być wrabiany i nie protestował, a potem nawet polubił. Albo udaje, że polubił, żeby uniknąć konfliktów, bo zgodliwy z niego człek. 😈
W urzędzie udało mi się załawić, co trza – bez onlajnu, po zaledwie 2 godzinach czekania – ale teraz muszę w teren gnać z kopyta. Skąd ja kopyto wezmę? 😯
Jak człek chce coś z kopyta, to nie powinien komputera otwierać. 🙁 😀
Usłyszałam wczoraj historię od ginekologa, w którą nie chciałam uwierzyć, ale szperanie w sieci potwierdziło to, co mowił.
Mianowicie, niedawno jeszcze kartę zgonu szpital wystawiał w przypadku poronienia płodu majacego min. 22 tyg i ważącego min.500g. Karta zgonu uprawnia do otrzymania zasiłku pogrzebowego i skróconego do 8 tyg zasiłku macierzyńskiego.
Jakoś chyłkiem te ograniczenia wiekowo-wagowe zostały usunięte, co skutkuje tym, ze szpital jest zobowiązany wystawić zaświadczenie o urodzeniu martwego dziecka, nawet w przypadku 5-tyg. „fasolki”. W takim przypadku obligatoryjne wpisanie płci, której ustalenie na tym etapie jest niemożliwe, wpisuje się zgodnie z wolą matki.
Szpital ponosi dodatkowe koszty, bo musi żądać zwrotu płodu wysłanego do badania histopatologicznego.
A do każdego szpitala małomiasteczkowego zgłasza się dziennie średnio 5-6 kobiet, z „dowodami” poronienia. W celu uzyskania szpitalnego zaświadczenia. Po czym idą na zasłużony 8- tyg urlop macierzyński.
Myślę, że koszty ponoszone przez ZUS na te przypadki z nadwyżką pokryłyby koszty zapłodnień in vitro.
Żyjemy w dziwnym kraju.
Dzein dobry.
Bobik, poszukaj w okolicy szewca, ktory pilnuje tego , czego potrzebujesz! 🙂
Zmoro, tp wlasciwie cos co sie nadaje na jakas komediowa sztuke teleewizyjna . Nalezaloby sprzedac komus pomysl. Z zacoeciem na Nikolaja Gogola. Jakies nowe Martwe dusze.
Gowin weg 🙂 🙂
Alleluja!
Nie rozumiem tylko jednego – Tusk oznajmil: – ” Powodem nie są poglądy ministra Gowina”. A co jest powodem? Numer butow? Brudne paznoklcie?
Skad sie bierze to przekpnani, ze wyrazane publicznie „prywatne” poglady ministra sa jego sprawa prywatna? Kiedy dziennikarz pyta ministra jakie sa jego poglady w kwestii in vitro badz zwiazkow partnerskich, to pytanie swe kieruje dokladnie do ministra, a nie do specjalisty od in votro ani do prywatnego obywatela! I jjesli jego poglady rozchodza sie zasadniczo z polityka rzadu, to on musi odejsc! „Prywatne” poglady minister moze wyglaszac do zony przy sniadaniu, a nie przed kamerami telwizji!
Kiedy jedna pani minister w rzadzi Blaira nie zgadzila sie na interwencje wojskowa w Iraku, to wyglosila przemowienie w Parlamncie i natychmiast oglosila swoja dymnisje. Gdyby nie oglosila zostalaby zdymisjonowana wbrew woli. I slusznie!
Kiedy indziej sekretarz (minister) rolnictwa w rzadzie USA prywatnie w czasie lotu samolotem podzielil sie swymi pogladami na temat zwyczajow seksualnych czarnych Amerykanow jakiemus panu, ktory siedzial obok w pierwsej klasie samolotru. Tak sie zlozylo, ze jego sasiadem byl dziennikarz pisma Rolling Stone, ktory prywatne zweirzenia ministra natychmiast po wyladowaniu opulikowal. Nie mialo to nic wspolnego ani z rolnictwem, ani z polityka rzadu, ale za swe „prywatne poglady” polecial na zielona trawke. I tak byc powinno. Jesli becwal na stanowisku ministrea daje wyraz swym prywatnym pogladom, to mozna i nalezy go wywalic na zbity pysk. On ma grac w orkiestrze, a nie wyrywac sie z solowka.
Ale u nasz same solisty, Heleno 😉 , i nie tylko w rządzie.
Tylko że teraz Tusk musi rzucić ochłap peezelowi, więc odkręci powoli i po cichutku reorganizację sądów w pipidówach, przynajmniej to. Gdyby mnie ktoś pytał, to wolę jednak Gowina w rządzie.
Zupełnie niesamowite
Przypuszczam, że mi nie uwierzycie, ale jednak. Otóż nie mam nic do powiedzenia i dlatego będę siedział cicho, a potem zapewne jeszcze ciszej.
Ale jutro będzie zupełnie inaczej. Wiedz o tym, Mar-Jo.
A Bezgłowin wiele dobrego zrobił dla odwracania zwykłych ludzi od Kościoła, więc czemu taka radość antyklerykałów?
Ja nie wiem, czy nie wpadliśmy z deszczu pod rynnę:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13828761,Byly_opozycjonista__minister_i_konserwatysta__Kim.html#BoxSlotII3img
Widocznie to jest resort zarezerwowany dla prawnikow od prawa „naturalnego”.
Oj, Tusku, ty sie doskaczesz….
Cóż dobrego w odwracaniu ludzi od kościoła. Toż nawet znany mi świętej pamięci SB-ek mawiał, że kościół nikomu nie zaszkodzi. W kościele w mordę nie dadzą, mawiał. To było dawno, jeszcze zanim wypłynęły rewelacje o pedofilii.
Marek Biernacki jest dobrym urzędnikiem, na ogół realizuje, co ma zrealizować. Jest też dobrym biznesmenem, a prezydent mojego miasta ma w nim dobrego orędownika. Szefował zręcznie paru komisjom sejmowym zwyczajnym i nadzwyczajnym. Raczej pod rynnę
No i w porównaniu z Gowinem ma jedną zaletę: jest z wykształcenia prawnikiem. 😐
Tusk nie lubi, jak mu się ktoś w rządzie robi zbyt wyrazisty i zaczyna podskakiwać, ale równocześnie wyciągnął wnioski z Rybnika. 🙄
To oni wnioski w Rybniku trzymali?
No ładnie…
Jako likwidator majątku po PZPR wykazał się skutecznością i bezkompromisowością. Tu miał u mnie plusa. Ale grupa konserwatystów jest jego prawdziwą polityczną, i nie tylko, rodziną.
Zeen, najpierw trzymali te wnioski w ciemnej komórce, ale potem chcieli, żeby była chociaż częściowa jasność i przenieśli do Rybnika. 🙄
Nowy minister jest urzędnikiem, jak Stanisław powiedział, i to dobrym. Nie jest i nie chce być gwiazdą, wie, że się na przywódcę nie nadaje. Konserwatywny zawsze był, ma to z domu, ale nigdy się nie narzucał. Bycie prawnikiem w tym resorcie to akurat nie jest zaleta, na szczęście jest słabo powiązany, bo nie robił kariery u kolegów.
Pozywiom, uwidim.
Bobiku, wyjdz na slonko.
Na słonko chętnie (choć o tej porze to już tylko na drugiej półkuli), ale w jakim sensie mam wyjść? 🙂
Pobyc tutaj. Nie musisz merdac jak opetany. Nie musisz nic madreg szczekac.
Ja z tego smutku wywolanego Twoim wierszem wpisowym, to wyszorowalam sobie tak klawiature, ze Rysiowi by oko zbielalo. A ne mam zwyczaju rzucac sie do sprztania jak mi smutno.
A, w sensie pobyć to ja właściwie jestem. 🙂 Tylko właśnie merdanie mi dziś marnie wychodzi. A ja jestem tak mikrych rozmiarów, że jak nie merdam, to mnie prawie nie widać. 😳
Dobry wieczór 🙂
Właśnie przestałam się rzucać. Jutro lecimy do Młodych. Wszystko (oprócz tego, co objawi się za późno 🙄 ) spakowane i dopięte. Wczoraj strasznie mną trzęsło. Dzisiaj jest mi już wszystko jedno. Pokornie położyłam łeb pod wyjazdowy topór 😉
Tak tez czulam sercem mojem.
Haneczko, take it zupełnie easy. Czasy się takie zrobiły, że nawet jak zapomnisz zabrać kabanosa, grzałkę i herbatę w workach, to jakoś przeżyjesz. Jako doświadczony psodróżnik daję Ci na to psłowo honoru. 😀
Bobiku, jak nie merdasz, widać Cię jeszcze bardziej.
Wiem, oni mi mówią, że tam jest cywilizacja 🙄 Ale targamy książki i papier rożny, żeby dokarmić. Nie jestem pewna, czy spakowałam cały prowiant 😕
Wielki Wodzu, z powiązaniem nie całkiem trafiłeś. Powiązany jest mocno, choć akurat w karierze kolegów przeskoczył. Ale mogę przypomnieć dobrego kolegę Pałubickiego. W swoim czasie razem Grom rozgromili. Z ich polecenia dowództwo najechano i rozbito sejfy. Mało kto już to pamięta.
Stanisławie, ja pamiętam Pałubickiego. Od ćwierć wieku z kawałkiem.
Jajka na twardo, pomidory i oranzade. Sol do jajek i pomidora. Moze masz gdzies w pakiecikach z poprzedniej podrozy samolotem. Oni pieprz tez dawali. No wiec sol i pieprz. Nie przejmuj sie, jak sie troche wysypalo. Napewno w kaciku cos zostalo.
I wlasciwie powinnas przetrwac.
Pamietaj zeby w bagazu podrecznym nie bylo zadnych rzeczy ostrych, ktore mozna uzyc do aktu terrorystycznego – oni sa specjalnie cieci na pensety do brwi i wlosow na brodzie. Takze nie mozna zadnuch plynow miec w podrecznym.
Mało się orientuję w powiązaniach, a nawet całej reszcie Biernackiego, mam jednakowoż zasadę, że urzędnik sprawdza się w praniu. 😉 Były już przypadki, że niesympatyczny osobnik i niezbyt lotny polityk okazywał się całkiem dobrym ministrem (na odwrót zresztą też bywało). Więc jakiś tam kredycik zaufania jestem skłonny dać, choć wiadomo, że lansowanie konserwy nie może mi się podobać. Każdy pies o niezepsutym smaku wie, że konserwa do świeżyzny się nie umywa. 😎
Heleno, tym razem, bez jaj 🙂 Śmiercionośne pensety w luku. Płyny i inne podejrzane takoż. Na oko to goli i bosi lecimy 😆
Heleno, należy też pamiętać, że niebezpiecznym płynem terrorystycznym jest róża cukrowa. Ja po locie do Londka wbiłem sobie to w głowę po wieki wieków. 😎
Kredyt dałam nawet PISowi, gdy wygrał wyboryl, ale na Gowina byłam od razu cięta 👿
Coś mi się stało z wyborami 😕
Bobiku, czy my to lecimy? Co to jest, ta róża. Może mam, a nie wiem 😯
Gladkich lotow, haneczko.
Czego nie wzielas to zrobisz na miejscu, np salatke jarzynowa, pierogi z kapusta czy rolade z kurczaka, bo skladniki do polskich potraw da sie znalezc chyba wszedzie.Szczegolnie w EU.
Rozgromienie Gromu brzmi jak tytul do niezlego filmu.
Roza zcukrowana. Gorsza od pensety i kremu zabezpieczjacego przed opalaniem. Caly samolot wylatuje w powietrzu.
Króliku, my się tam mamy byczyć 😀
W czasie wolnym od byczenia wolno oglądać rugby i snookera 😀 Poza tym kompletny luz w postaci ganiania wszędzie i i ogadywania wszystkiego 😆
Czy ta róża ma coś wspólnego z miodem? Ostatni wylatywał od miodu…
Dobrych, udanych wojaży, Haneczko. 🙂
Ja już prawie finiszuje, jeszcze tylko jeden miesiąc mi został.
Niestety, cosik nie nadaję się do zapalania słońca, bo mnie też od jakiegoś czasu jakiś strukturalny marny nastrój ogarnął.
Przytulam się do psiego łepka i kołyszę łagodnie, jak kołysze się małe dziecko.
Jeden mój kumpel, który pół życia spędza w Meksyku, dostał tamże zębobólu. Zaprzyjaźniony tubylec usiłował ratować go jedynym lekiem, jaki miał pod ręką, czyli skrętem z marychy. Kumpel na wszelki wypadek skręta wziął, włożył do kosmetyczki, ale nie użył, bo znalazł paracetamol i jakoś wolał. Skręcik pelętał się po kosmetyczce wiele tygodni, aż się częściowo rozsypał, w nierozsypanej części został wyrzucony, a cała sprawa doszczętnie zapomniana.
Cięcie. Przenosimy się na lotnisko, kilka miesięcy później. Kumpel leci do Polski, kosmetyczkę ma w bagażu podręcznym. Podchodzi do kontroli, nieopodal widzi zapracowane pieski i nagle blednie, bo uświadamia sobie, że wiezie coś jak najbardziej trefnego, choć w postaci szczątkowej. Zwiać już nie może, wzbudziłby podejrzenia, więc robi minę niby-nigdy-nic, podsuwa torbę do prześwietlenia, przechodzi przez kontrolę osobistą i widzi faceta w uniformie, który trzyma jego bagaż i wymownie kiwa ręką. Proszę otworzyć torbę. Proszę wyjąć – no, co? Oczywiście kosmetyczkę. A więzienia w Meksyku to nie jest bułka z masłem.
Kumpel odsuwa zamek kosmetyczki, próbując średnio skutecznie opanować drżenie rąk. Te cholerne pieski – myśli. To one musiały jakoś dać cynk. Mundurowy z groźną miną zagłębia rękę w kosmetyczce i wyciąga… szydełko, które służyło do wydłubywania czegoś tam z czegoś. Proszę zapamiętać – mówi surowo – że takich rzeczy w podręcznym przewozić nie wolno. Konfiskuje szydełko i znowu kiwa ręką, tym razem popędzająco. Pan przechodzi dalej, pan nie blokuje kolejki. 😈
Haneczko, usiłowałem kiedyś zawieźć Helenie do Londka słoik konfitury z róży (to taka pasta, która powstaje po utarciu róży z cukrem), ale okazało się, że to terrorystyczny płyn, który mi odebrano z krzykiem. 🙁
Siódemeczo, ja to jestem wańka-wstańka. Bywa, że mnie przygnie, ale zaraz się gibię w drugą stronę. Czego i Tobie życzę. 😆
Wiozę Żabią żurawinę, w lukowym, o matko ❗
Młodemu zabrali miód spadziowy. wiedzieli, co dobre 👿
Historia z szydełkiem niesamowita. Aż dziw, że szmugler marychy nie zszedł na zawał, gdy celnik grzebał w kosmetyczce 🙂
Żurawiną można załatwić całą załogę i ochroniarzy, nawet nie odkręcając słoika. Odbiorą jak nic!
Vesper, ja się z kolei dziwiłem, że on się nie utopił we własnym pocie. 😉
Mam nadzieję, że, jeśli już, odbiorą i zeżrą. Byle nie wyrzucili 👿
Teraz grzecznie, podreptam do spanka, choć wcale mi się nie chce. Jutro (nerwowo 🙄 ) zamykam miesiąc i prosto z pracy jadę i lecimy. Poproszę o już pojutrze 🙂
Bardzo mi tu brzydko pachnie. Jakieś merdanie, co okropnie rani moje portugalskojęzykowe uczucia. Ale ja nie o tym.
Ja słowa dotrzymuję i nic nie mówiłem, bo nie miałem o czym. A teraz mam i mówię: http://andsol.blox.pl/2013/04/Urodziny.html .
Wyrzucą, Haneczko. Będą się bali, że to dżem z wąglika. 🙄
Jutra nie mogę tak wziąć i zlikwidować, bo obiecałem Stanisławowi, że ono będzie. Ale mogę przed snem powalczyć o lepsze jutro. A nuż się uda. 🙂
O, przepraszam, ja wprawdzie nie jestem prawdziwym Psolakiem, ale nie do tego stopnia nie jestem, żeby merdać po portugalsku czy – a fuj! – po francusku. Zresztą to by było wulgarne, fi donc! 👿
Serce mnie namawia, żeby do czytania spisanych przez andsola wspomnień pana Gleichgewichta rzucić się od razu, ale rozsądek doradza powstrzymanie się, bo jutro ślepia będę miał mniej senne i łeb pewnie świeższy. 😉
Andsolu, przekaż, proszę, serdeczne życzenia autorowi wspomnień, wielu lat w dobrym zdrowiu i przyjaznych okolicznościach przyrody. 120 lat! 🙂
Udanego wiosennego wypoczynku, haneczko. Co za piekna pora na bieganie i zwiedzanie- dlugie majowe dni. I na dodatek bez gotowania!
Tak, podrozowanie juz stracilo swoj allure; nerwy, kolejki na lotniskach, opoznienia, lek. A pozniej tlumy turystow i wszedzie zrobione w Chinach (lun dzisiaj predzej w Bangladeszu) pamiatki i wyroby. Np koronki w Burano byly chinskiej produkcji, podobnie jak reczniki ze slonecznikami Nan Gogha w Arles, a pewnikiem i ciupagi w Zakopanem.
Ale podroze do dzieci z wizyta to zawsze jeden duzy fun!
Palce mi sie placza po klawiaturze, to pewnie ze zmeczenia.
Dobranoc.
Mnie też zmęczeństwo jakieś dopadło. To też dobranoc. 🙂
Sczesliwych lotow, pomyslnych wiatrow, Haneczko.
Dzień dobry, nikt nie bryka ;-( .
Wygląda na to, że pan premier jest przysłowiowym stryjkiem. Zapewne zmuszony okolicznościami, obawą przed rokoszem.
Niefajnie być premierem, człowiek zbiera baty za wszystko, a gołym okiem widać, jak ma zwiazane ręce.
http://wyborcza.pl/1,75478,13829063,Fundacja_Izabeli_Jarugi_Nowackiej_ostrzega_przed_nastepca.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
Haneczko, przycupnij na chwilkę na zydelku ( czy jak się w poznańskim mówi – na ryczce) przed podróżą, tak robiła zawsze moja babcia i przygód nijakich w podróżach nie miała 🙂 .
I nie spędzaj czasu w kuchni przy pierogach, tylko z Młodymi na głupotach i pogwarkach.
W moim domu ZAWSZE sie siadalo i siada przed wyruszeniem z domu w podroz.
Gruess Gott! 🙂
Leć Haneczko, leć!!! 🙂
Andsol, dzieki! Od wieczora sie zabiore za czytanie.I pewnie skoncze nad ranem.
Do roboty!
Dzień dobry 🙂 Słońce świeci 😯 Ciepło, to może za dużo powiedziane, ale zimno też nie.
Haneczce wysokich lotów i szczęśliwych lądowań 🙂
Vesper, ja się z kolei dziwiłem, że on się nie utopił we własnym pocie
Utopił czy zszedł na zawał, w każdym razie powinien był coś ze sobą zrobić 😆
A behawior ogrodowy drugich połówek to ciekawa kwestia. Mój mąż wprawdzie w intercyzie żadnej klauzuli nie zawarł, ale niepisana umowa jest taka, że może mi przenieść worek kompostowanej ściółki z bagażnika do piwnicy albo powyrywać wyjątkowo oporne wilki z lilaka, ale na nic więcej liczyć nie powinnam. A tu wczoraj, podstępnie zwabiony do centrum ogrodniczego, buszuje wśród sadzonek róż i wychodzi z osobiście wybranymi trzema i pyta, gdzie będzie mógł je posadzić 😆
Mezczyzni sa jak przedszkolaki i latwo nimi manipulowac, brac pod wlos, ze ani sie obejrza, a robia tak jak powinni byli zrobic od samegp poczatku.
Do prac ogrodniczych zagonic ich najlatwiej, jak mysla, ze to oni wymyslili co nalezy posadzic i gdzie.
I trzeba bardzo duzo ich cxhwalic – ponad wszelka miare i tak wszystko przelkna. 😈
PS. Kursy postepowania z chlopami otwarte przez caly sezpn od 1 maja.
😈 😈 😈
„Normalność jest najbardziej podejrzaną rzeczą”- coś w tym jest 😉
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,13826561,_Prawdziwemu_Polakowi_najbardziej_stoi_w_okolicach.html#BoxSlotIIMT
Haneczko, jeśli jeszcze nie wyjechałaś, to szczęśliwej podróży. Jeżeli wyjechałaś też Ci dobrze życzę.
Jarzębinki na rowerze nie zauważyłem, ale nowy dzień jednak nastał. Byłem świadkiem, gdy się pojawił i potem jeszcze parę godzin, kiedy pod nasz dom przywieźli przęsło mostu przez parów w ramach nadmorskiej ścieżki rowerowej. Lora parkuje na chodniku vis-a-vis i na prawie całej jezdni. Stanowisko dla żurawia jest po drugiej stronie parowu. Szkoda, że nie będę oglądał montażu. Tarmosili się z podjeżdżaniem i parkowaniem do 4 rano.
Haneczki słoiki w bagażu podręcznym nie do zaakceptowania.
Jeszcze nie było 11 września, tylko zwykły stan wojenny od dwóch lat, gdy Ukochana leciała samolotem z Gdańska do Krakowa z Córeńką wówczas roczną. Okazało się, że plastykowa butelka z mlekiem może być, ale słoiczek ze smoczkami do nakładania na butelkę – w żadnym przypadku. W metalowym pudełeczku pinceta do wyjmowania smoczków ze słoiczka też ani rusz. Po wielkich przepychankach zgodzono się na oddanie słoiczka i pincety pani stewardesie, która w odpowiednich momentach podchodziła ze słoiczkiem i pozwalała smoczek wyciągnąć. Reszta rodziny jechała samochodem od wieczora i rano odebrała panie na lotnisku.
Powierzchowna i słabo zorientowana lista kolegów:
Jan Kozłowski – Eurodeputowany, Jacek Bendykowski, adwokat – przewodniczący Klubu PO w Sejmiku Pomorskim, Brunon Synak – były przewodniczący Sejmiku, Jan Kleinszmit – przewodniczący Sejmiku, Jacek Karnowski – Prezydent Sopotu, Wojciech Szczurek – Prezydent Gdyni, Paweł Adamowicz – Prezydent Gdańska, rodzina Rybickich – od czasu Ruchu Młodej Polski, Sławomir Kosakowski – Sekretarz Województwa Pomorskiego – Dyrektor generalny Urzędu Marszałkowskiego, bezpartyjny.
Na pewno bardzo skuteczny. Jeżeli będzie chciał przeprowadzić coś, co się komuś nie podoba, potrafi to zrobić tak, żeby przeciwnicy się nie zorientowali. Pod tym względem na pewno lepszy od Gowina. Umiejętność pisania ustaw tak, żeby dopiero po czasie było widać, o co naprawdę chodziło, to trudna sztuka, ale już nieraz takie akty prawne powstawały. Jeżeli powstaną w dobrej sprawie, dobrze. Jeżeli w wątpliwej, fatalnie. Ja jestem naiwny i niedoświadczony, więc jestem z natury przeciwny takim metodom. Rozumiem, że trzeba być lisem, ale nie potrafię.
To mnie to niepokoi. Moim zdaniem ustawy powinny być pisane w sposób absolutnie jasny i klarowny, niepozostawiąjący cienia wątpliwości, co do intencji i skutków.
Ale rzeczywistość skrzeczy – może rzeczywiście jedyną metodą służenia dobrej sprawie są metody mośći Zagłoby. Tylko że ja się z tym źle czuję, bo dobra sprawa jest pojęciem mocno wzglednym ;-( .
Dzień dobry 🙂
Ustawy powinny być pisane tak, żeby pies nie musiał tracić nerw i wychodzić z się. 😎
Że przy Biernackim będzie musiał, jest wysoce prawdopodobne. Ale dobrze, w ten sposób Tusk ułatwia psu życie, rozwiewając wszelkie resztki wahań, czy nie należałoby jednak głosować na Platformę. 🙄
Vesper mi przypomniała, że mam pogonić Pana Administratora do wykopania bzowych wilków. Sam przecież wilkom krzywdy nie mogę robić, nie wypada kopać krewniaków. 😉
Z opowieścią Stanisława o locie skojarzyła mi się opowieść pewnej znajomej Krakuski o jej pierwszym spotkaniu z Magdaleną Samozwaniec. Było to w latach wkrótcepowojennych, tuż po tym, jak dobra władza ludowa wymieniła niesłuszne pieniądze na słuszne, w proporcji 100:3. Krakuska jechała pociągiem, na tamte czasy średnio zatłoczonym, tak że część pasażerów nawet normalnie siedziała. W pewnym momencie jakaś elegancka dama zaczęła gorączkowo grzebać w torebce, mrucząc pod nosem coś, co brzmiało jak „gdzie moja pińćsetka, no, przecież miałam tu pińćsetkę”. Sąsiadujący z nią pasażerowie kręcili się coraz bardziej nerwowo, bo nowa pińćsetka to była straszna kupa forsy i nikt nie chciał być podejrzany o jej zwinięcie. Dama pogrzebała i pomruczała jeszcze kilka minut, by w końcu, kiedy wytrzymałość sąsiadów była już na wykończeniu, triumfalnie wyciągnąć z torebki pincetkę, lusterko i wyskubać sobie kilka zbędnych włosków. Oddech ulgi sąsiadów był ponoć słyszalny w najdalszych wagonach.
Krakuska rozpoznała potem tę damę na spotkaniu autorskim i doszła do niezbitego przekonania, że Pani Madzia jaja sobie w tym pociągu robiła, bo jej się zwyczajnie nudziło. 🙂
Bobiku, zbyt skrajne wnioski wyciągasz z tego, co napisałem. Nie ma w tej chwili nic lepszego niż Platforma. A Biernacki może tworzyć różne rzeczy, w tym bardzo dobre. Na pewno dobrze, że on będzie kończył ustawę o prokuraturze, bo to jednak z najważniejszych rzeczy w tej chwili. On tworzył CBŚ, które najmniej nabroiło z wszystkich „służb”, a miało też wiele prawdziwych sukcesów. Na pewno mało będzie go w mediach, co też uważam za bardzo słuszne. Przemycanie w słusznej sprawie czegoś chyłkiem moim zdaniem może do Biernackiego pasować, bo jest inteligentny i dobry w cichej robocie. Niepokoi to mnie podobnie jak Zmorę, ale nie sądzę, żeby miał robić coś takiego w sprawach zdecydowanie złych. Politycznie jestem w obozie, który z obozem Marka Biernackiego zwalcza się w sposób jawny, jednak wierzę, że Ministrem Sprawiedliwości może być całkiem dobrym. Wczoraj napisałem, że raczej pod rynnę, ale to w chwili emocji.
Bobik przypomnial mi pewna kolejowa historie.
Wesele w rodzinie,potem poprawiny. Potem kolejne poprawiny.
Trzeciego dnia wieczorem: stacja kolejowa, duza grupa miejscowych gosci odprowadza gosci przyjezdnych. Pozegnania, usciski, machanie rekami.
Odjechali….. Miejscowi.
Przyjezdni zostali na peronie.
Kiedys to byly wesela. 🙂
Stanisławie, ja wnioski wyciągam od dawna i z przesłanek wielu, choć tego, co Ty piszesz, bynajmniej nie leceważę. 😉 Już od jakiegoś czasu mi się widzi, że Platforma skostniała, znieporadniała, ugrzęzła wyłącznie w utrzymywaniu się przy władzy i zaczęła przesuwać się coraz bardziej w stronę konserwy, a mnie tamtędy bardzo nie po drodze. Nie powiem, żeby straszak PiS-u zupełnie przestał na mnie działać, ale nie mam ochoty wiecznie głosować na partię, która do zaproponowania ma jedynie „inni są jeszcze gorsi”.
Może PO wręcz potrzebne jest takie polityczne otrzeźwienie w postaci utraty władzy? A przy okazji wyborcy będą mogli za nią zatęsknić, bo nie wątpię, że PiS u sterów okaże się jeszcze gorszy. 😉
Tak, czasami myślę, że utrata władzy zrobiłaby dobrze. Zaletą PO jest to, że mało psuje i od czasu do czasu zrobi jakiś kroczek w dobrym kierunku. Takim krokiem było wydłużenie wieku przechodzenia na emeryturę. Wiem, że brzmi to okropnie, ale to naprawdę jest konieczne. Konieczne jest radykalne cięcie nieuzasadnionych wydatków. Na to nie może się zdecydować i to wielki błąd. Tylko, że ani PiS ani lewica tych cięć też nie dokonają. Może gdyby po wyborach PO była w koalicji z lewicą, coś by z tego mogło wyjść.
Ale gdzie ta lewica? SLD to raczej stołkowica, RP to utracjusze, którzy kapitał wyborczego zaufania już w większości przeputali (zresztą ich lewicowość zawsze była wątpliwej jakości), a innych trzeba by szukać z lupą, albo nawet mikroskopem. 🙄
Była Unia Pracy, Marek Borowski gdzieś się plącze chyba. Ruch Palikota to żadna lewica. Poza tym, co to jest lewica? Mnie się kojarzy głównie ze sprawami społecznymi. I one są naprawdę ważne. Liberałowie i konserwatyści z zasady udają, że te kwestie mają dla nich jakiekolwiek znaczenie. Tymczasem opowiadanie, że ręka rynku wszystko ureguluje, to po prostu paranoja. Rynek cokolwiek regulował, gdy była wolna konkurencja. Nie ma jej już od dawna.
Prawda wygląda tak, że wolna konkurencja była jednym z głównych celów powstania EWG. Dyrektywy antymonopolowe były skuteczne. W obliczu pozostawania Europy w tyle za Ameryką i Azją Komisja Europejska na tym polu wszystko totalnie odpuściła znów robiąc wielkie świństwo dla wspólnego dobra. Uznała, że tylko silne europejskie monopole będą miały szanse konkurować z amerykańskimi i azjatyckimi potentatami. Monopolizacja poleciała biegiem, a Europa nic się w wyścigu na przód nie przesunęła.
Ja tez jakos, jak Bobik, doroslem do mysli, ze wartaloby aby PO utracila wladze i pozwolila porzadzic komus nawet jeszcze gorszemu, jeszcze bardziej tchorzliwemu, jeszcze z mniejsza wizja przyszlosci.
Innymi slowy aby pozwolila porzadzic PiSowi. Jak te rzady by wygadaly to my wszyscy wiemy, jestem gotow przechowac w szafie u Starej troche znajomych b;logowych na czas trwania okupacji PiSowskiej, oczywoscie nalezaloby najpierw troche z tej szafy owywalac rzeczy o cztery rozmiary za male, bo nic juz z nic nie bedzie.
Trochę muszę zaprotestować, Stanislawie.
Europa bardzo się zmieniła mentalnie. Stała się dużo bardziej otwarta na „inność” i tolerancyjna. To są ogromne wartości. I chyba jednak stała się wspólnym domem. Zatarły się historycznie uwarunkowane animozje, nie zniknęły zupełnie, ale myślę, że jednak z czasem znikną.
Stała się również miejscem atrakcyjnym dla przybyszy z innych kontynentów.Dużo młodzieży przyjeżdża tutaj na studia i wiele osób zostaje w Europie. Gospodarczo też nie jest źle, z wyjątkiem Grecji, czy w mniejszym stopniu Portugalii i Hiszpanii. Ale to są hausgemachte problemy. Za które należy winić lokalne rządy.
PiS do władzy nie wróci. Nie zdobędzie tylu głosów, żeby rządzić samodzielnie, a do koalicji tylko samobójca się wpisze.
Obyś miał rację, Stanisławie, bo ja, w przeciwieństwie do Heleny i Bobika, nie chciałabym tego doczekać.
Skaranie boskie z tymi Kotami! 👿 Pręgowana, usiłując się dobrać do waleriany, zrzuciła i rozpirzyła w drebiezgi całą (sporą) butelkę tego zacnego trunku. I jeszcze za Chiny nie chciała się dać wyprowadzić z najeżonej okruchami szkła kałuży. 👿
Nie wie ktoś, czym zneutralizować walerianowy smród? Wietrzenie mało pomaga. 🙄
Zmoro, ja nie mówię, że chciałbym doczekać. 😉 Mówię, że zacząłem się z tym liczyć i nawet zastanawiać, czy Platformie dobrze by to nie zrobiło.
Otwartość i tolerancyjność to trochę inna bajka niż wolna kokurencja, o której pisze Stanisław.
A całkiem wolny rynek to jest w ogóle źwirz z gatunku fantasy, przynajmniej od czasu, kiedy powstały państwa. I niech mi nikt nie próbuje udowadniać, że nie mam racji. 😈
Mowie to wbrew sobie, ale Stara na atrakcyjne zapachy uzywala zawsze roztworu biologicznego detergentu.
Otherwise mozesz sprobowac sok pomidoriwy. Bardzo pomagal na smierdziela w Zolym psisku (The Old Yeller) . Moze i na waleriane pomoze.
A swoja droga – kto dzis uzywa walerianki? Co, porzadnej chemii zabraklo?
Nigdy nie poddawałem się zasadzie „im gorzej tym lepiej”, a do tego sprawa się sprowadza. Radykalne środki zawsze wychodziły na pogorszenie. Wielu usprawiedliwia zamach majowy Piłsudskiego. Sejmokracja sprowadzająca się do bezustannych kłótni. Coś jak teraz. Ale zamach niczego nie naprawił. Wyniósł do władzy w administracji legionistów, ich krewnych i znajomych. Dopóki żył Piłsudski miało to jakieś granice, potem wszelkie zostały zmiecione. Oddanie władzy PiS-owi może spowodować straty nieodwracalne.
Jestem pacyfistą zdecydowanym. Ale rozumiem, że wywiad, kontrwywiad i podobne rzeczy są nieodzowne. Likwidacja WSI spowodowała tutaj straty niewyobrażalne. Mało się o tym mówi, bo to sprawy tajne, ale i tak wiadomo dostatecznie dużo. Ujawnienie przez Macierewicza, że określona firma, bodaj budowlana, stanowiła w Afganistanie przykrywkę naszego wywiadu wojskowego, to po prostu zbrodnia. Ujawniono wielu agentów, bo według Macierewicza mieli nie taką przeszłość albo przyjaźnili się z kimś tam. Praktycznie nasz wywiad wojskowy za granicą przestał istnieć. Między innymi stąd tyle naszych ofiar w Afganistanie. Przypomina to trochę „Pana Jowialskiego” we fragmencie o małpie w kąpieli. I tak w każdej dziedzinie.
W rządzie PiS był jeden minister, który nie zdziałał wiele, ale przynajmniej opracował plan działania w swojej dziedzinie. Nie zdążył go realizować, gdyż rząd Kaczyńskiego upadł. Mam na myśli Wiecheckiego, Ministra Gospodarki Morskiej. Z Młodzieży Wszechpolskiej i LPR. Nie wiem, kto wtedy strategię dla niego układał, ale była sensowna.
Detergent nic nie daje, Mordko. Cuch się go nie boi. 🙁 Soku pomidorowego nie mam pod łapą, a nie mogę poń wyskoczyć, bo wkrótce mam w Ebayu licytację bardzo ładnych dywaników.
Chemię cały czas mi różni tacy usiłują wciskać i właśnie dlatego mi się już przejadła, jak tej królewnie, co żarła tylko pierniczki. 😈 Kiedy tylko mogę wracam do źródeł, czyli do walerianki, rumianku czy czosnku – najchętniej na baranich kotletach. 😎
Te wywiadowcze historie to rzeczywiście była groza. Dziwię się, że po tym ktoś jeszcze ma odwagę pracować w polskim wywiadzie albo kontr. 🙄
Wiem, Bobiku, że inna bajka, chciałam tylko napisać, że jednak nie we wszystkich dziedzinach Europa stanęła w miejscu.
I że globalizacja wcale nie jest straszna. Jest wiele rzeczy, które mnie się w niej podobają.
Żyjemy w ciekawych czasach i nie zamieniłabym ich na inne. A pamiętam, jak moi dziadkowie, wielokrotnie gromadzili zapasy, mąki, cukru i kasz na wypadek wojny.
Jasne, że jest wiele błędów i wypaczeń, ale tak zawsze jest, jak gospodarka się zmienia. A jesteśmy w przełomowym momencie.
Mnie się nie podobają w Europie głównie próby ponownej, lewicowej nacjonalizacji przemysłu. Wolę opcję amerykańskiego koła ratunkowego.
A najbardziej nie lubię owczego pędu 😉 .
Oczywiscie, ze ujawnienie sekretow wywiadu bylo zbrodnia i osobiscie rozstrzelalbym Macierewicza przed plutonem egzekucyjnym. .
W takich momentach mojej Starej przypomina sie zawsze rozmowa z jej dawna przyjaciolka w Waszyngtonie. Stara cos jej opowiadala i wyrazala jakies oburzenie, zas przyjaciolka przerwala jej w pol slowa i oznajmila: Przestan! Antek jest klinicznym psychopata. Jego nalezy leczyc, choc pewnie na to nie ma lekarstwa.
A bylo to wiele lat temu. Ciekaw jestem czy dalej tak uwaza… 👿
To, o czym pisze Stanisław, budzi grozę.
Nie jestem w stanie pojąć casusu Maciarewicza. On dawno powinien odejsć w niebyt, nawet przy pomocy metod bezpośredniego przymusu. Trudno o większego szkodnika.
A cały czas jest na salonach.
Poważnie się zrobiło, a Stanisław pytał, gdzie lewica, to muszę jako dyżurny prymityw przypomnieć, że jakąś lewicę założył, zdaje się przedwczoraj, towarzysz Kalisz. Planuje zwłaszcza pochylanie się. Akurat pochylony tow. Kalisz nie jest tym, co chciałbym oglądać, niezależnie od punktu patrzenia. 😎
Jezusmaria…..!!!!!
Nie straszcie powrotem PiS do wladzy.Prosze!!!!
Bo zostane na obczyznie. Na stale. A w moim wieku nie bedzie letko.
W niedziele kierunek: Tyrol. Za ptasznika sie tam moze zostane. Albo za tego drugiego (cyt. WW). 🙂
Ha! Zostałem szczęśliwym posiadaczem dywaników. Teraz mogę iść po sok pomidorowy, chociaż po drodze pewnie dojdę do wniosku, że uczciwy kawał zrazówki znacznie lepiej wywabia niemiłe psom zapachy. 😈
Kalisz w samej rzeczy może się pochylać, ale tylko bardzo ostrożnie. Sympatyczny facet, ale co mu chodzi po głowie, trudno przewidzieć. W każdym razie nie sprawia wrażenia szaleńca.
Czy Maciarewicz jest psychopatą, tego nie wiem. SB-cy jeszcze przed historią z teczkami rozpuszczali pogłoski jakoby leczył się na schizofrenię gdzieś pod Łodzią. Ale ja im nie wierzę. Właściwie ta sb-cka plotka najbardziej mnie uodpornia na podejrzenia co do jego stanu umysłu. Ja myślę, że to cyniczny drań, który sam za grosz nie wierzy w to, co mówi i rozpowszechnia. Bo wbrew pozorom inteligencji mu nie brakuje, więc nie może wierzyć, że w samolocie były 2 wybuchy na wysokości 30 czy 40 metrów, a 3 osoby przeżyły katastrofę.
Mam wrażenie, że lewica była bardziej znaczącym terminem w XIX wieku, gdy „wyzysk” czy „przemoc” miały imię i nazwisko i walka ze złem (piórem czy strzelbą) miała zrozumiałego wroga. W odróżnienie od socjalizmu, komunizm (że tak sobie pozwolę na wycieczki w Świat Definicji) celował nie w rozwiązanie problemów ale w opisanie Ur-modelu i całościowe rozwiązanie problemów przez zmianę modelu.
Ale diagnozy dotyczyły owego świata z imionami i nazwiskami. A sprawy bardzo się zawikłały gdy pojęcie własności i odpowiedzialności za decyzje zaczęło się rozpływać. I dzisiejszy socjalista ma lekkie kłopoty z jasnym opowiedzeniem się jak chce on świat modyfikować. Niestety, coraz częściej jest to bełkocik holistyczny albo kontrasygnowanie skompromitowanych miraży komunistycznych. I w krajach bez przyzwoitej tradycji dbałości o dobro publiczne, jak ulice, na których się mieszka, czy szkoła, do której chodzą własne dzieci, bycie lewicą łatwo degeneruje się do mętnych zapewnień, że człek jest po stronie dobra a przeciwko złu.
A w wieku XIX byłbym socjalistą, a może anarchistą.
O lewicy/prawicy mozna bardzo dlugo, zwlaszcza, ze te terminy sie ostatnio rozmywaja po obu stronach, w wielu krajach… I ogolniej niestety, jak to ostatnio zauwazyl np. kapitalista, George Soros, rozmywa sie i demokracja.
Ale to dlugi i skomplikowany temat, a bardziej pilny temat to wywabianie plam. 😉 Bobiku, sprobuj mieszanki ekologicznej, czyli octu z soda oczyszczona, ktore mozna tez nieco rozwodnic. Co prawda sama mieszanka nie pachnie najladniej przez ten ocet, ale dobrze czysci i usuwa inne zapachy, a soda oczyszczona dezodoryzuje (dlatego np. otwarte pudelko z soda zaleca sie trzymac w slabo przewietrzalnych miejscach, takich jak np. lodowki, bo wchlania zapachy). Potem trzeba tylko jeszcze zmyc ciepla czysta woda, i zapachu zwykle juz nie ma.
A swoja droga, Mordka ma racje. Ta waleriana jest czarujaco old-fashioned. 😉
Zas wiersz, ktory tak zasmucil Helene, mnie sie bardzo podobal, bo mozna go czytac szerzej – i wychodzi bardzo ladnie. Z tym, ze ja nie oczekuje od wierszy, ze mnie zawsze beda podnosic na duchu. Niech sobie podmiot liryczny, takze w moim imieniu, czasem troche ponarzeka… 😉
A ja, jak czytam ten wiersz Bobika, to zaraz chce plakac.
Bo chce zeby Bobik chociaz mial same rodzynki. Choc nieraz bym go zdrowo podrapal. Ale rodzynki sie mu naleza jak Kotu bazant.
Ocet i soda to rzeczywiście duet na sytuacje kryzysowe. A na zbliżające się aukcje można wynająć snajpera:
http://www.snajper.net/
🙂
W XXI w w Polsce aborcja jest dalej zamiennikiem antykoncepcji.
I to nawet w przypadku pań wykształconych i finansowo dobrze stojących.
Popatrz, Heleno, 50 lat minęło i nic się nie zmieniło.
Jak czytam te liczby, to mi się niedobrze robi. Przecież są do cholery spirale, pigułki a i prezerwatyw różnorodność taka, że się nie da wszystkich wypróbować.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,13829790,Polski_ginekolog_pracujacy_w_Niemczech__Dzwoni_Polka_.html#BoxSlotIIMT
Albo konkurencyjnego
https://www.aukcjoner.pl/
Zdrowa konkurencja to podstawa. 😎
Z kolei na kleszcze dla kota najlepszy Frontline, co nadmieniam zupełnie nie a propos wcześniejszej dyskusji w Koszyku, a bardziej w nawiązaniu do mojego własnego dialogu wewnętrznego. Bo Furkot od kilku dni z każdego spaceru (ale by była fajna literówka – napisałam sapceru, niestety zauważyłam, więc i tak by się nie liczyło) wracał z kleszczem. I patrzył z wyrzutem na mame, że go mame nie broni przez wrednym robalem. A mame szukała Frontline’a po sklepach, tylko nigdzie nie było. Na szczęście wczoraj znalazła i już nie trzeba będzie wyciągać kleszcza ze strategicznego miejsca pod ogonem 🙄
Niechciane, niepozadane ciaze zawsze sie beda zdarzac, Zmoro, bez wzgledu na to ile jest na rynku srodkow zapobiegawczych. Nie jestem w stanie osadzac tych kobiet, ktore wbrew sobie, zaszly w ciaze i zapragnely ja usunac, bo nie znam okolicznosci.
Tabletki antykoncepcyjne sa owszem, dobre, ale tylko do pewnego wieku, a potem ich dalsze przyjmowanie grozi kobiecie znacznie gorszymi nastepstwami niz kompetentnie wykonana skrobanka czu dwie. Czy nawet trzy i wiecej.
Frontline podobno dobry jest tez na dzieci, jesli przywioza z kolonii jakies robactwo w glowie, jak mnie sie raz zdarzylo ku rozpaczy mojej superhigienicznej matki.
Czytalam przed laty w gazecie zwierzenia jakiegos weterynarza, ktory przysiegal sie na Frontline gdy jego dzieci zawszawily na obozie (jak mowila moja matka: Bo one tak wszystkie tym samym grzebieniem czesza wlosy, zamiast swoim wlasnym!….) .
Moniko, dzięki za wskazówki, ale plama to się nawet nie zrobiła, bo buteleczka walnęła o terakotową posadzkę, z której starło się wszystko bez śladu optycznego. Tylko zapachowy został. 😉
Pewnie coś prysnęło pod kuchenkę albo szafkę i stamtąd prześmiewczo, a niedostrzegalnie dla oka cuchnie. 👿
Ale muszę przyznać, że przyrządzanie zrazów po nelsońsku sytuację na froncie zapachowym dość poważnie zmieniło. 😉
lewica, prawica,. rzeczywiście teraz bez sensu. Ale wrażliwość społeczna pozostaje. Rozwarstwienie rośnie, a najbardziej potrzebujący nie mają pomocy, bo pomoc społeczna jest odfajkowywana. Są wzory np. szwedzkie, gdzie to działa
Heleno, nie masz co się smucić, że nie samymi rodzynkami pies żyje. Psy mają dość specyficzny smak. Potrafią lubić nawet to, co im kością w gardle staje. 😆
Tak, masz racje, Stanislawie, wrazliwosc spoleczna jest bardzo wazna.
Bobiku, ta mieszanka u mnie w domu pomaga i na zapachy, nie tylko na usuwanie widocznych plam. Czasem tez uzywam specjalnych naturalnych enzymow, ktore sobie poradza z wlasciwie kazdym, najokropniejszym nawet zapachem, ale nie wiem, pod jaka nazwa cos takiego mogloby wystepowac u Ciebie. Ale z czasem nawet meczacy zapach w koncu zwietrzeje, wiec mozna rozwiazanie pozostawic czasowi, a poki co perfumowac powietrze zrazami. 😉
Heleno, no pewnie, ze ja tez Bobikowi zycze samych rodzynkow, ale jednak przeciez juz wiem, ze to sie wlasciwie w zyciu nie zdarza. No i chyba wlasnie za nierodzynkowosc lubie ten wiersz, za to, ze odnosi sie do tego, co buddysci ladnie nazywaja „pierwsza strzala” (the first dart jest wlasciwie nieunikniona, ale juz z the second dart mozna sobie jakos radzic).
Mar-Jo, pyszna ta ślubna historyjka! 😆
No ja osobiscie to poprosze o same rodzynki, a reszte chetnie oddam w jakies dobre rece. 🙂 🙁
No nie wiem, Heleno. Moja Matylda czasem slyszy od swojego nauczyciela, wirtuoza: „and now we have to access our sadness, and that is OK”. Gdyby miala same rodzynki w zyciu, to trudniej byloby jej grac (choc czesc matczynej duszy mowi „och, same rodzynki, nic oprocz rodzynkow”). 😉
Ale jakos ostatnio jest slaba proporcja rodzynkow do reszty ciasta. Ktos je chyba wyjada jak nie patrze.
Przepraszam, ale w pośpiechu nie dosłyszałem, gdzie rodzynki, jakie rodzynki, czarne czy żółte? I nie znikną nim ja dotrę do stołu?
I porozmawiajmy o chałwie.
Przykro mi, chałwy nie mam, ale nabyłam właśnie kilogram rodzynek i chętnie podzielę się ze wszystkimi, którzy odczuwają ich niedobór. 🙂 To są ekologiczne rodzynki – znajome młode matki długo mi tłumaczyły, na czym polega ekologiczność rodzynek, ale i tak nie zrozumiałam. Coś tam było o piekielnej siarce, z którą rodzynki nieekologiczne mają podobno niepożądane kontakty. Chyba. W każdym razie rodzynki, choć ekologiczne, są naprawdę smaczne. 😎
Wiecie co, może siądźmy na czerwonych schodach u Bobika i pogryźmy tych rodzynek. 😛 Dla chętnych na pewno znajdzie się też chałwa. Oraz pasztetówka, bażant, a nawet, dla łakomych inaczej, koreczki śledziowe.
Kalorie jakieś są w tych ekologicznych rodzynkach?
A z siarką to rozumiem, co tu nie rozumieć. Chodzi o szatanizm, żeby unikać. Te zwykłe rodzynki jedzą rytualnie w sektach. 😎
W śledziach na pewno nie ma siarki. 😎
Jasssne, że są kalorie. 🙂 W międzyczasie nie próżnowałam i mogę jeszcze dorzucić tzatziki. Bobiku, uwaga!, wiktuały stoją na piątym schodku od dołu.
Nie wiem do czego dokladnie sluzy siarka przy suszeniu owocow, ale wiem, ze morele suszone bez siarki sa koloru ciemno-brazowego, zas z pomoca siarki koloru morelowegop. Te z siarka sa zdecydowanie ladniejsze i mniej pomarszczone , ale maja zuopelnie inny smak niz te bez siarki. Bez siarki sa znacznie bardziej morelowate w smaku.
I to by się zgadzało, bo te rodzynki są wyjątkowo rodzynkowate w smaku. 🙂 Aż trudno pamiętać o tych kaloriach…
Andsol,
nie chcem, ale muszem sie oderwac od wiadomej lektury (jutro autem od rana jezdze). Jestem zachwycona.
I zaczynam zalowac, ze nie poszlam na matematyke. Piekna nauka.
Siarkowane suszone owoce u niektorych osob (w tym, i u mnie) wywoluja alergie, wiec dlatego sie zwykle ich unika, zwlaszcza dla dzieci.
http://www.organicguide.com/organic/food/dried-fruit/
A smak rzeczywiscie maja – moim zdaniem – lepszy. 😉
A tu Ella Fitzgerald na podobne tematy rodzynkowo-nierodzynkowe… 😉
http://www.youtube.com/watch?v=PJ9IaplRrm4
A wiecie, mnie dziś akurat coś takiego po łbie chodziło, że te wyremontowane schody będą się bardzo dobrze nadawać do imprez. 😆
Okej, wiktuały na piątym od dołu, napitki na czwartym i jedenastym, popielniczki wedle potrzeb. Grajo na dole, łazienka na górze. Czujcie się jak u siebie w domu. 😀
Ha! Oni tez mowia o morelach!
POdejrzewam, ze ten dwutlenek siarki powstrzymuje proces dojrzewania owocow w sloncu, gdy maja sie suszyc, a nie dojrzewac i produkowac w sobie wiecej cukru. Stad morele z siarka sa bardziej kwaskowate i mniej intensywnie morelowate niz prawie czarne i bardzo pomarszczone morele bez siarki – znaczie slodsze i intensywniejsze w smaku.
Kiedys robilam bardzo fajny i skomplikowany przepis z kuchni azerskiej bodaj ( a moze ormaisnkiej) -cieleciny z morelami i migdalami. I w przepisie bylo bardzo wyraznie zaznaczone, ze morele maja byc BEZ siarki. Wtedy poszlam szuklac i pierwszy raz dowiedzialam sie, ze wiekszosc owocow suszonych w handlu ma siarke albo raczej jej jakies zwiazki. . I przypomnialam sobie, ze w moim dziecinstwie w Rosji suszone owoce byly zawsze znacznie ciemniejszrgo koloru niz w Anglii, nawet jablka czy gruszki.
gruszki.
Ależ mądrze zrobiłam kupując ekologiczne rodzynki! Imprezowanie na schodach też jest zapewne bardzo ekologiczne. 😎
Bobiku, na schodach tez akustyka zwykle swietna… 🙂
Nie wiem, czy czytales o imprezie grillowej pod Krakowem podczas ostatniego weekendu (na 20 tys. osob). Po imprezie wirtualno-schodowej zawsze bedzie o wiele mniej sprzatania. 😉
Suszone bezsiarkowe śliwki – takie, jakie pamiętam ze szczenięctwa – są czasem właśnie mniej słodkie od siarkowych. Polskie bywają wręcz kwaskowate i z wyraźnym wędzonym smakiem. Przywożę je albo sprowadzam specjalnie do schabu, bo z tymi wielkimi, słodkimi to już zupełnie nie ta sama potrawa.
Grillowania na schodach nie będzie, nawet wirtualnego. 😎 Ciarki mnie przechodzą na myśl o tym, że jakiś wirtualny węgielek mógłby upaść na tę świeżą, czystą czerwień. 😯
Zimny bufet starczy. 😈
Ha, a u mnie sa bezsiarkowe suszone sliwki bardzo slodkie, i to bez zadnych dodatkowych substancji slodzacych (ze znanego Helenie Wholefoods, gdzie siarkowanego owoca nie uswiadczysz, chocbys bardzo chcial; ale o nie gdzie indziej z kolei zupelnie nietrudno).
Znaczy, Bobiku, wybierasz bardzo teraz modne na wszystkie okazje „heavy hors d’ouvres”? 😆
Te bardzo słodkie to nie węgierki, tylko jakaś inna rasa. A ja jak chodzi o suszone śliwki jestem węgierskim nacjonalistą. 😈
Heavy horse d’ouvres? Znaczy, mnie też wkręcili koninę do zakąsek? 👿
Idę pod schody, zgarnę tylko po drodze jakąś podusię. 🙂 Uprasza się o niemlaskanie. Zbyt głośno. 😉
Znalazłem o siarkowaniu. To się robi już w trakcie suszenia, nie na drzewach.
Aby utrzymać jasną barwę suszonych owoców, producenci często stosują siarkowanie. Polega ono na przetrzymaniu owoców w ciągu 15-30 minut w atmosferze dwutlenku siarki (E 220). Siarkowanie hamuje reakcję utleniania, odpowiedzialną za ciemnienie owoców, zabija drobnoustroje i owady oraz przyczynia się do zakonserwowania witaminy C. Proces ten odbywa się w specjalnie szczelnych komorach, w których tace lub sita są rozstawione na rusztowaniu lub wjeżdżają na wózkach. Oprócz siarkowania gazowego stosuje się również siarkowanie na mokro – czyli zanurzanie owoców w 1-3% roztworze siarczynu.
Suszone owoce są również często spryskiwane olejem mineralnym, który nadaje im połysk i zapobiega przed sklejaniem się.
Zimny bufet, zimny grył, zimny wychów rodzynek. Od tego są pomarszczone, nie satanistycznych zabiegów.
Rodzi się we mnie espirit d’escalier, żeby tam na nie pójść i coś narozrabiać. Na przykład żółtą farbę.
Andsolu, w ramach rozrabiania lepiej namówić Helenę, żeby opowiedziała, jak mąż Kumy z Gdyni narozrabiał z czerwoną podłogą. 🙂
Nic dziwnego, ze te owoce maja pancerna skorke, zeby wytrzymac te wszystkie zabiegi. Wlasnie kupilam ubiegloroczne jablka. Wciaz wygladaja jak prosto z drzewa. Ale nie pachna. Nazywaja sie Honeycrisp. Sa pyszne. Bardzo lubie czastki jablka posmarowane peanut butter!
O, takiego wynalazku nie znam, muszę spróbować. Ale za to sam wynalazłem przekąskę w postaci smarowanych masłem fistaszkowym (najlepiej znaleźć nie za słodkie i z kawałkami fistaszków) plasterków młodej, surowej cukinii. Bardzo proste i bardzo skuteczne. 🙂
Dlaczego Hel. ma pisać o MOJEJ czerwonej podłodze, wyjaśnij Bobiku, bo czuję się z tym tak, jak bym pod moją niewiedzę znalazła się na tamtym świecie, a na razie wróciłam – tym razem z Barcelony. Byłam tam już pięć razy, więc nie było to spotkanie z nieznanym. Tym razem odkryłam m.in. ciekawską dzielnicę, której nazwa – Tibidabo – mnie zaintrygowała. Pięknościowe rezydencje w stylu modernizmu katalońskiego. Proporcja taka: 2 i pół dnia pięknej pogody, trzy dni ulewy non-stop. Chodziłam po mieście jak wyciągnięta ze studni, a wczorajsze popołudnie i wieczór były kryzysowe. Wymyśliłam skalę bólów; jednostka 1 ból. Chyba doszło do mocnej ósemki z elementami dziewiątki we wszystkich stawach. Wszystko przez takiego bezdomnego, jak się okazuje Polaka, który usiłował od nas coś wyżebrać, ale ponieważ przeszłyśmy z przyjaciółą mimo bez słowa, rzucił za nami: Żeby was kara boska spotkała, choć nie wiedział, że my też Polki. Naszło mnie typowe esprit d’escalier, bo dopiero po paru krokach chciałam mu odkrzyknąć: Bo ciebie, ch… już spotkała!
Wątek barceloński mogę zakończyć uwagą: Tapies i tapas OK. Zdecydowanie wolę starą katedrę od Gaudinowskiej.
A co do moreli, te suszone na słońcu można bez trudu dostać w mojej budce z jarzynami. Jasne, że są lepsiejsze.
Witaj Kumo!
Oczywiscie o Twojej czerwonej poidlodz to musze JA opwiadac, bo Cie przy tym nie bylo. a podloga miala byc niespodzianka dla Ciebie po Twoim powrocie z San Francisco!
A ja przy tym bylam od pierwszego dnia!
KOrzystajac z tego, ze Kuma spi, ja te historie jednak opowiem.
Panstwo G. mieszkali bardzo centralnie w Manhattanie, w starej kamienicy na Madison Avenue, obok muzeow i Park Centralnego. . Mieszkanie zamieszkale bylo przez Pana Meza jeszcze sprzed slubu z Kuma, wynajete, jak wiekszosc mieszkan nowojorskich , ale bardzo male, z malutka kuchnia zabudowana z jednej strony i trzeba bylo sie troche pogimnastykowac aby wszystkie niezbedne rzeczy w niej zmiescic, czemu sluzyly liczne otwarte polki az do samego sufitu po jednej stronie. Po drugiej bylo okno i jakis spory kufer. Kuchnia byla bardzo waska.
Kiedy Kuma przebywala od dluzszego czasu w Kalifornii, gdzie sekretarzowala Miloszowi i pisala wlasna ksiazke o nim, Pan Maz postanowil zrobic jej niespodzianke przed powrotem i wykonac cos, czego dawno sie domagala: doprowadzic w kuchni stara drewniana podloge do porzadku. A ze byl architektem, rozwiazanie znalazl nader architektoniczne – podloga bedzie pokryta kilkoma warstwami jaskrawoczerwonego blyszczacego lakieru – jak chinskie pudelko w srodku. Gladziutka i lsniaca.
W tym celu nalezalo wyprowadzic nie tylko wszystkie znajdujace sie tam sprzety i odzywiac sie przynoszonym z restauracji jedzeniem, ale takze dopilnowac aby przez 10 dni, kiedy kazda nastepna warstwa olejnej farby pokladowej wysychala, powstrzymac przed wchodzeniem do kuchni czarnegi labradora Zbiga i sporego kocura Kotka. Co nie bylo latwym zadaniem, gdyz kuchnia w tym za malym mieszkaniu nie miala drzwi. Zatem wejscie do kuchni miedzy warstwami schnacej farby bylo starannie zagradzane roznymi meblami. .
Codziennie Andrzej dzwonil do mnie i skladal raport z postepow malowania coraz to nowa blyszczaca warstwa farby podlogi. Kibicowalam z przejeciem.
Andrzej, podobnie jak Pan Administrator, byl perfekcjonista jesli chodzi o swoje robotki i okazalo sie, ze po czwartej warstwie lakieru, przydalaby sie jeszcze warstwa piata i wowczas podloga powinna juz byla byc jak z obrazka.
I wtedy TO sie stalo. Po pokryciu podlogi bodaj piaty raz, Andrzej przed ostatecznym zatarasowaniem wejscia do kuchni meblami, przypomnial sobie, ze mial zabrac z tejze kuchni sliczny czajniczek z jenajskiego szkla, o ktorym zawsze marzyl az wreszcie dostal ode mnie w prezencie urodzinowym ze dwa lata przedtem. . Taki czajniczek skladajacy sie z trzech szklanych elementow z cieniusienkiego szkla:
http://theoryofsupply.com/WagenfeldTeapotJena.htm
No wiec siegnal po niego, ustawionego na wysokiej polce. Juz sie pewnie domyslacie? Czajniczek wylecial mu z rak z duzej wysokosci na swiezo pomalowana podloge rozsypujac sie w 100, 000 000 000 szklanych okruszkow, jak lustro w Krolowej Sniegu! Wszystkie z impetem wbily sie w swiezo pomalowana podloge!
Cala farbe trzeba bylo zdejmowac razem z rozsypanym szklem i malowac wszystko na nowo. Ale juz mniej ambitnie. To zajelo kolejne dwa tygodnie bez dostepu do kuchni, o ciezkiej niebezpiecznej robocie nie wspominajac.
Ta historia sni mi sie od lat po nocach, a na czajniczki z jenajskiego szkla nigdy juz w zyciu nie spojrzalam.
Kuma z Kalifornii przywiozla kupiony tam bardzo zgrabny japonski czajnik z czarnego zeliwa, ktory ma i uzywa do dzis.
Ja sobie kupilam identyczny z dziesiec-pietnascie lat temu.
No Jena glass in this house!
Dzień dobry 🙂
Kawa na schodach. Dobry pomysł
U mnie podobnie jak w Barcelonie. Luj do słońca jak 1:1
Ale dzisiaj spróbuję dotrzeć na znaną nam polanę żubrzą
Dzień dobry 🙂
Haneczka jak księżna w Walii rugby sobie ogląda, Mar-Jo kapelusz tyrolski kupuje, Kuma pobarcelońskie reumatyzmy wylizuje, Irek do Białowieży bieży, a ja zacisznie, spokojnie, w niemieckiej prawie-wsi, na własnych czterech literach spoczywam.
No bo gdzieżbym się tam po świecie szastał, kiedy wiśnia kwitnie i cały ogród pełen niezapominajkowych zatok. Pojadę gdzieś, jak wszystko chwastem zarośnie i będą tylko dwa wyjścia: wyplewić albo wyjechać. 😈
Historie weselno – szklane świetne 😀
Andsol, dziękuję. Wspaniała lektura 🙂
Wyplewiłem, wyjechałem, wyplewię 😈
Całe szczęście, że Helena od razu podała zasadniczy powód, dla którego to ona ma opowiadać o podłodze, bo już się bałem, że jakiś kryzys dyplomatyczny nastąpi. 😆
Swoją drogą jest coś takiego, że kiedy jakąś historię słyszało się od osoby A, automatyczny pilot nakazuje o powtórne opowiedzenie zwrócić się do A, choćby historia dotyczyła B.
No, no. Z Irka w tej Białowieży Cezar pełną gębą się zrobił. 😆
Polanka zubrza juz przestala istniec, gdyz zwierzyna najwyrazniej woli swieza trawke od sianka. Nikt tam niczego juz nie wyklada, bo sie dobre jedzenie marnowalo. Jelenie i dziki tez nie przychodza, a ptaki wysiaduja gniazda.
Podobno u bocianow sa w gniezdzie trzy jajka (ja widzialam tylko dwa, ale powtarzam za Alicja), co nie jest dobrze – bo one po wykluciu sie bocianiatek pozbywaja sie pisklad najpozniej wyklutych, gdyz moga wykarmic tylko dwojke.
Ludzie powinni brac przyklad.
Bocianica bardzo pociesznie okladala sie przed chwila puchem i pierzem. Zgarniala rozsypane pierze z calego gniazda i podtykala pod siebie.
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
Kumo, mam drobne poplątanie z Tibidado. Nie, żebym się próbował czepliwie wymądrzać, zwłaszcza żem w Barcelonie niebywały, tylko na wypadek przyszłych zapędów turystycznych chcę sobie w głowie poustawiać. 😉
Z nazwą Tibidado zetknąłem się czytając „Cień wiatru” Zafóna. Tam często występuje Avenida del Tibidado, którą sobie podczas czytania zaraz wyguglałem, żeby wiedzieć, jak wygląda. Nazwa avenidy pochodzi od górki Tibidado, która stoi sobie w tle Barcelony. A nazwa górki to już chyba diabli wiedzą od czego, bo hipoteza, że od łacińskiego tibi dado jakoś mnie mało przekonuje.
Teraz oczywiście usiłowałem wyguglać dzielnicę Tibidado, ale wygląda na to, że ni ma takiego źwirza. No bo ponoć to, czego nie ma w Guglu, na pewno nie istnieje. Więc nie wiem, czy po prostu potocznie tak się zwie okolice tej górki, czy to jeszcze całkiem co insze?
Że TaPIES jest okej, to się chyba rozumie samo przez się. 😎 Nie rozumiem tylko, czemu on się nie mógł zwyczajnie nazywać Suka. Markizowi nie wypadało? 😯
Teraz, kiedy już wiecie, jak to z podłogą i czajniczkiem było, chyba rozumiecie, że żółta farba na czerwonych schodach to jest jeszcze drobny pikuś, którym nie można mnie na serio wystraszyć. 😈
Nie, nie zapomniałem, że Święto Pracy dziś mamy. Balonik w łapę – i do roboty. 😎 Przede mną malowanie living roomu. Albowiem remont to jest neverending story. 🙄
E. nie pozwala mi uzywac slowa „suka” na ta pies. 🙁 Zaraz zaczyna sie wsciekac i pytac czy nie znam lepszego na okreslenie psiej dziewczynki. 🙁
Ależ Suka to bardzo pięknie brzmi. ” proszę Suki, może jeszcze kawy 🙂 „
Można mówić ” psica”
Ona chyba woli „psice” od „s…”
Mnie się suka też dawniej wydawała nie teges, ale kiedy się dowiedziałem o Irkowej Suce, natychmiast mi się to słowo nobilitowało i teraz już brzmi dumnie. 😀
Na stronie ” Łam stereotypy – o sprawnych inaczej” zdjęcie użytkownika ” Psy są WIELKIE” 🙂
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/47629_225040240963692_1902044024_n.png
Dzisiaj 113 rocznica urodzin Aleksandra Wata.
http://magazynzapisz.wordpress.com/2013/05/01/aleksander-wat-poezja-przeciw-historii-1959/
To juz tyle?
A tym eseju to futurysta mowi o przyszlosci jak jakis wczesny romantyk buntujacy sie przeciw rewolucji przemyslowej i „erze maszyn”. Choc zdarzali sie oczywiscie romantycy, tacy jak nasz ukochany Turner, ktorzy maszyn sie nie bali i dymy fabryk czy rozpedzone pociagi czynili integralna czescia romantycznego krajobrazu.
Ten obraz nazywa sie „Pelna para naprzod”:
http://www.guardian.co.uk/artanddesign/picture/2012/sep/27/turner-rain-steam-speed-great-western-railway
Jajeczka bocianie sa cztery. Wlasnie byly wietrzone.
Uprzejmie donoszę, jakby się ktoś martwił, że ja żyję, tylko otrzymane od lekarza lekarstwa wyłączyły mnie z życia, korzystam z chwilowej przerwy.
Postanowiłam przecierpieć te pięć dni, chyba że nie dam rady.
Więc na tymczasem! 🙂
Łomatko. Samo malowanie to nic, ale powynoszenie całego drobnego kramu i ponakrywanie folią tego, co do wynoszenia za wielkie, żeby do malowania móc przystąpić, to jest prawdziwa Praca. 🙄
Ale jak już powynoszone, to spontanicznie rozszerzyłem plan remontowy o polazurowanie podłogi w pokoju. Ta podłoga była tylko olejowana, ale to się niezbyt sprawdziło – brudziła się niemożebnie i w dość brzyćki sposób. Więc ja ją jutro lazurkiem trzasnę – temy łapamy, bez użycia Pana Administratora – i będzie tak cudnie, że pewnie swojej osobistej chałupy nie poznam. 😈
Biedna Siódemeczka. 🙁
Trzym się, jako i my za Ciebie trzymamy. 😀
idzie cieplo 🙂
na pewno zielono 😀
jechalem wlasnie pociagiem i przylepialem nos do szyby (prawie czystej) relaksujac sie zielonym na czym sie dalo 🙂 🙂
wlepiam wzrok w pola szerokie i dlugie i dopiero gdy tuz przy
szynach kolejowych przelecialy slupy dwa w kolorach narodowych to dotarlo ze tu GRANICA!!!! Biedna zagubiona i przez przypadek odkryta wzrokiem sokolim, a jest to, jak historia glosi, granica panstw i narodow zabiegajacych o wladze w tej czesci Europy. A tu takie zaniedbanie, zarasta chwastami i krzakami! ZGROZA 8) 8)
co to jest Granica, beda pytac i szukac w slownikach wyrazow zapomnianych nadchodzace pokolenia Europejczykow 🙂 🙂
i to jest swietnie tak 😀
herbata oczywiscie 🙂 🙂 🙂
Dzień dobry wieczór spod słonecznego Olsztyna 😀
Od tego miejsca do końca albumu – Tibidabo w dużych ilościach:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/Barcelona4#5826714220124375218
Willowa dzielnica na stoku tej góry to właśnie to, o czym pisze Kuma.
Czyżbym był dziś jedyny, który czci pracę pracą? 😎
Dzięki, Kierowniczko, pooglądam w pierwszej wolnej chwili,
I przyjemnego byczenia. 😀
Jak to jest mozliwe, ze ktos w imieniu mojego Kota i jakby z jego adresu rozsyla z Lotwy jakies glupoty i Yahoo mowi mi, ze ten ktos zna Koci password?
Juz wyslal list do andsola i do jakiegos „sekretariatu”, ale nie wiem o co chpdzi.
Nie znam nikogo na Lotwie. 👿
Do mnie też przyszło coś od Kota, a ponieważ wyglądało podejrzanie, nie czytając wyrzuciłem do kosza. Chyba słusznie zrobiłem?
Niby nie ja odwalałem dziś najcięższe roboty remontowe, ale jakimś cudem uchechtałem się tak, że ledwo merdam. 😯
Dobranocnie jeszcze merdnąć potrafię, ale to wszystko, na co mnie w tej chwili stać. 😉
U mnie niestety zwykla, pracujaca sroda, wiec moge sobie tylko moim wieczorem poczytac jak inni swietuja remontujac… Dobrze Bobiku, ze nie ulozyles nigdzie przypadkowo mozaiki ze szklanego czajniczka! 😉
A sama tez mam taki solidny, zeliwny, w wersji jednoosobowej i wiekszy, na co najmniej dwie-trzy ooby (albo na bardzo spragniona herbaty jedna osobe).
Zas esej Wata to juz przeciez esej futurysty po przejsciach, wiec trudno sie dziwic, ze wpada w inne tony.
Tymczasem wczoraj dosluchalam sie w radiu (Kroliku, nie czytaj, zeby nie zasmucic Twojej frankofilli!), ze obecnie Francuzi wiecej wydaja pieniedzy na zywnosc typu fast food niz na tradycyjne restauracyjne posilki, zwykle kojarzace sie z Francja. Podobno winni sa francuscy kelnerzy i brak czasu, tak przynajmniej twierdzil krytyk kulinarny z Le Monde’a . A ja wlasnie sie zabieram za kolejny manifest pro-kulinarny ulubionego Michaela Pollana, zachecajacy wszystkich do gotowania, chocby najprostszych potraw (wszystkich to znaczy mezczyzn i kobiety, oraz dzieci, gdy juz choc troche podrosna). Ladnie te ksiazke zatytulowal: Cooked, co mozna rozumiec na wiele sposobow. Tymczasem wychodzi, ze ugotowani sa juz i Francuzi…
Ach, Francuscy Kelnerzy! Moja Stara zostala kiedys od gory do dolu ochraniona przez takiego za bezczelne poproszenie decafa!
Byla w szoku, dopoki nie dowiedziala sie, ze ow kelner z kawiarni na rogu Rue de Seine jest NOTORYCZNY i powinien sie juz dawno znalezc w przewodnikach Michelina jako lokalna osobliwosc. Stara jednak dostala takiego urazu na wiele lat, ze odtad usilowala skladac zamowienia w kawiarniach i restauracjach w trybie pytajacym: Escargots, s’il vous plait?
tryb nakazujacy: brykamy 🙂
tryb dowolny: szelescimy 😀
tryb zadowolony: Tereny Zielone S-Bahn przeglad pozycji
🙂 🙂 🙂
tryb spelniony: brykam fikam
bryk
fik 🙂 🙂 🙂
brykajaco fikam
fikajaco brykam
😆
brykam fikam
https://picasaweb.google.com/wojtek.wilczyk/WojciechWilczykKalwaria19952004?authkey=uUa7nj3ReaE#
ciekawostka na czwartek 🙂
pstryk 🙂
Dzień dobry 🙂
Mt7, szybkiego powrotu do zdrowia
Pstryk i kawa na stole
Odwiedziłem wczoraj żubrzą polanę. Kilka pstryknięć https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/ZubryOnline#slideshow/5873271413033339682
Solidna kupa. Pozazdroscic. 😈
Siodeeczkjo, szzybko na lapy powstan!
Wyslalo mi sie, zanim poprawilem na „Siodemeczko” etc.
🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Irku, chyba czytales Winnetou 😀 swietnie trzymasz trop 😆
Kocie 🙂 😀 😆
podebrales nagrode „Starej” 🙂
myslalem ze tylko moje nazwisko mozna „zniemczyc” do nie odczytania, a tu: Siodeeczkjo 😆
i jak mam teraz uwage skupic na przegladzie pozycji? 😆
Dla Siodemeczki (krotkie!) :
http://www.youtube.com/watch?v=y1hN7PiiKps
Dzień dobry 🙂
Strasznie mi się życie pokomplikowało. 🙄 Kolorystycznie i nie tylko. Najpierw się okazało, że tzw. stary biały (altweiss) na ścianach okazał się brudnoszarym popielatym i trzeba go jeszcze raz przemalowywać, na biały biały. Potem mi uświadomiono, że z podłogą w pokoju to wcale nie takie proste, jak sobie naiwnie wyobrażałem – przelecieć rolką i z głowy. Najpierw trzeba deski doczyścić jakimś żrącym zajzajerem, potem zagruntować, a dopiero na to kłaść warstwę ostateczną. Roboty w cholerę i po każdym kroku trzeba trochę odczekać, zanim będzie się można zabrać do następnego. A graty z pokoju w kuchni stoją i trzeba się między nimi na wdechu przeciskać. 👿
Chyba nawet bocianie jaja nie będą mnie w stanie dziś pocieszyć. 🙁
Z remontami jak z psychoanalizą – co chwilę odkrywasz kolejne problemy i w połowie drogi żałujesz, że w ogóle zacząłeś. Tylko cofnąć się już nie sposób 😆 Szczerze współczuję.
Wiadość z pola walki z kleszczami – wczepionych ostatnie nie znajdujemy, za co takie łażące po sierści. Sama nie wiem, co wolę.
Sorry Bobiczku, ze Ci nie przekazalem wczoraj, ze polozenie lakieru na podloge nie jest jednoetapowa czynnoscia. Cos mi przelecialo prezez glowe aby Ci powiedziec, ale zaraz pomyslalem sobie ze nie bede uczyl ojca dzieci rodzic… Nawet na przygotowana podloge kladzie sie kilka warstw lakieru – jedna to za malo bo zaraz sie zetrze.
Z pewnoscia lepsze sa lazace po siersci niz ukrywajace sie pod skora.
To jednak Frontline dziala na kleszcze! Nigdy z kleszczanmi nie mialem tu problemow to i nie wiem.
Działa, działa. Jeden wczepiony w ucho po prostu zdechł. Boję się tylko, że strącone z sierści będą czaić się gdzieś w mieszkaniu. Na razie udało nam się chyba wszystkie przechwycić, ale powtarzanie procedury oczyszczania kota za każdym powrotem do domu jest mocno kłopotliwe i dla samego zainteresowanego cokolwiek stresujące. No trudno, będziemy robić, co w naszej mocy.
Z łażącymi przynajmniej nie ma problemów ideologicznych, czy je wykręcać w lewo, czy w prawo. 🙄
Mordko, ja osobiście jestem technicznie dosyć głupi 😳 A Pana Administratora wczoraj już o tę podłogę nie pytałem, bo był na dość wyraźnym wykończeniu. Powiedziałem tylko „to ja zrobię podłogę”, on na to odmruknął „dobrze” i tyle było całej gadki. Ale dziś zaczęło techniczne szydło wyłazić z worka. 😥
Trudno. Będzie jak być musi, że tak się filozoficznie wyrażę. 😈
Przy ścianach też dziś obiecałem pomóc, żeby było szybciej, więc rzucam się do rolki. 😉
Od czasu do czasu wyjrzyj na swieze powietrze, Bobiku, zeby sie odtruc od tych zajzajerow.
A tu podrzucam cos, co brzmi zupelnie jak glos znanej mi przez lata pani Irenki z Mokotowa (podobna historia zyciowa i osobiste spostrzezenia, tyle ze nie pracowala w sklepiku osiedlowym, a zajmowala sie krawiectwem, a przy okazji czujnie podpatrywala i podsluchiwala swiat). 😉
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13839247,_Juz_od_progu_wolaja__kierowniczko__kochanienka__krolowo.html
I zupelnie inna opowiesc z mojej obecnej okolicy. Mozna zwierzac sie na Twitterze, ale i tak czesto niestety nie ma zadnej pani Ani ani pani Irenki, zeby uwaznie sluchac:
http://cognoscenti.wbur.org/2013/05/02/dzhokhar-tsarnaev-warning-signs-kylah-goodfellow-klinge
Trzymałem trop i znalazłem piękną Helenę 😉
Moniko, piękne osiedlowe klimaty/ ojczyzny 🙂
Bobik jak wyszedl na powietrze to tam zostal chyba 🙂
Bobiku jak chcesz to u mnie tez malowanie czeka, wystarczy male slowo: prosze i odstapie Tobie walki 8)
Helena piekna i dorodna 🙂 🙂 🙂 🙂
Irku tropicielu 😀
bajeczna jest ta cerkiew, Irku 🙂