O racjonalnym dyskursie
Kiedy Kara Mustafa pod Smoleńsk podążał
truchtem, chociaż ciążyła mu z in vitro ciąża,
na Wawelu znienacka spotkał się nad ranem
z naukowo krytycznym rzecznikiem Hofmanem.
A ten rzecznik nie wypadł spod ogona kury,
obracał się swobodnie w kręgach profesury,
która udowodniła na antycznych łamach,
że Kopernik wiedeński przygotował zamach,
wspólnikiem zaś w tym niecnym dziele był szach perski,
co z kanclerzem Bismarckiem żył w związku partnerskim
i byłby Amerykę bez litości złupił,
gdyby mu nie stanęli na drodze biskupi,
wydając oświadczenie, że trzeba pogonić
cywilizację śmierci – z kaktusem na dłoni.
Gdy na skutek tych intryg Napoleon poległ,
Semici zatańczyli nad nim Karmaniolę,
a Orzeł Biały, pióra strosząc w Budapeszcie,
mruknął:
no, to się sprawy wyjaśniły wreszcie,
racjonalność wygrała na calutkiej linii,
wszystko z wszystkim związało się w ludu opinii,
kto nie z nami, ten dostał po moralnym pysku –
i tak właśnie wyglądać ma publiczny dyskurs!

Kiedy rozum przysypia, budzą się upiory
A to jest, jak wiadomo, kłopot zawsze spory
Wstanie ci taki upiór głodny, niewyspany
Choć z pełnymi portkami, karmią go Hofmany
Wiedzą bowiem, że sami mogą stać się karmą
Dla upiora większego choć z posturą marną
Po wielokroć straszniejszy jest od tych upiorów
Dla sług swoich i wszystkich uczestników dworu.
Upiór ci nad upiory i pomyślcie ludzie:
Jakąż mógłby karierę zrobić w Hollyłódzie…
A dlaczego kariery nie zrobił nasz Bondzik?
To jasne. Wiemy, kto tym Holyłódem rzondzi… 🙄
To szeroko jest znana prawda w Hollyłódzie,
Że tam starozakonni siedzą w pierwszej budzie
I sprawdzają przy wejściu: niech najbardziej znany,
Nie przestąpi przez bramę, jak nieobrzezany
Niech największe zasługi poniósł dla ludzkości,
On nie wejdzie i koniec… Jego Napletkości 😉
Śliczności! 😀 😀 😀
Prasówka. http://wyborcza.pl/1,75248,13751625,PAN_ma_klopot_z_antysemita.html
Prasówka cd. Niestety. http://wyborcza.pl/1,75478,13751309,Polska_dla_Polakow__wiec____spalic_Czeczenow__Ogien.html
Dwuglos naszych Wieszczow, Wieszcza Bobika i Wieszcza zeena jak zawsze nadaje sie do przerabania w szkole. Do recytowania przed tablica.
W kwestii starozakonnych właśniem dostał liścik:
ich się teraz nazywa „antypoloniści”,
by każdy polski Adam, każda polska Ewa,
wiedzieli, czego po nich można się spodziewać. 🙄
Lecz Polakom nie tylko Holyłód zagraża:
od Czeczenii już też się pcha nawała wraża,
z Merkellandu Germanie raźno suną dzicy,
a tuż po nich napadną na nas Japończycy,
bo nawet każdy głupi bez wysiłku poniał,
co naprawdę znaczyła ta druga Japonia.
I znów przyjdzie odkopać nam zasadę starą,
że jakkolwiek by było, my zawsze ofiarą. 😥
Bzdura! My się nie boim choćby stada słoni! 👿
Matka Boska lub Gruzja – któraś nas obroni. 😎
Wczoraj po poludniu zamiescilam w Rzepie na forum pod artykulem redakcyjnym o bloszewikacxh z Krytyki Politycznej bardzo uprzejmy list, ze nie zgadzam sie z Redakcja, zgadzam sie z Krytyka Polityczna i dlatego wyslalam wlasny list od siebie do Guardiana zawiadamiajac ich o incydencie i sugerujac by na przyszlosc nei korzystali z uslug Andrzeja Krauzego – rasisty i homofoba. Zamiesclam tez kopie krotkiego listu po angielsku do Giardiana, w ktorym przypominalam takze „incydent z koza”.
Podpisalam sie pelnym imieniem i nazwiskiem pod wpisem na forum Rzepy.
Nie zdziwlam sie jednak, ze moj, jak powiadam, bardzo uprzejmy list nigdy nie zostal opublikowany.
Ale zrobilam swoje i to jest najwazniejsze.
Prawdę mówiąc, bardziej mnie ciekawi, czy będzie jakakolwiek reakcja Guardiana.
Ściągają z nas notorycznie, to mogliby się jakoś odwdzięczyć. 😈
Sadze, ze nie bedzie zadnej publicznej reakcji. Oni musza jednak zachowac jakas lojalnosc wobec swych wspolpracownikow, wiec nie sadze by byla jakas reakcja publiczna na cos co sie wydarzylo w Polsce, w innej gazecie, a nie w ich wlasnej..
Natomiast mysle, ze beda chcieli uniknac ambarasu zamawiajac u kogos tak uwiklanego w kontrowersje jak Krauze. To dziala tak: redakcja ma jakis „polski” temat i pragnie go zilustrowac. Wtedy zwraca sie do swego czlowieka w Polsce, sugeruje mu jaka to ma byc ilustracja lub posyla tekst i uzgadnia jak bedzie temat potraktowany przez rysownika. On zas im wysyla pare propozycji.
Otoz mysle, ze po tym skandalu minie bardzo bardzo wiele czasu zanim zdecyduja sie skorzystac z jego talentu rysunkowego. Bo co ktos ma im wypominac zza granicy, ze zatrudniaja rasiste i homofoba.
Ja nawet nie myślałem o publicznej reakcji, tylko o odpowiedzi na mail. A jeśli już publicznej, to nie w sensie kajania i tłumaczenia się, tylko właśnie niezamawiania u Krauzego. Albowiem…
Niczym moralne potępienia,
kiedy nie biją po kieszeniach. 😈
Tak, Bobiku. Ja tez genetycznie bardzo wierze w sile pieniadza. 😆
U bocianstwa jest juz jedno piekne bale jajo i pani bocianowa na nim siedzi! Przed chwila widzialam, zanim usiadla!
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
Płacze pani Słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan Słowik nie chce czynić zadość prokreacji
Wciąż unika jej i miga się od obowiązków
Choć, jak ksiądz przykazał, w bożym pozostają związku
Łoże stygnie, peniuary wonne już zrzucone
Nic, jak tylko brać ją, znaczy, Słowikową żonę
A pan Słowik nic, ni dudu, za piwko się łapie
I bezczelnie, na widoku po kroczu się drapie
Oczy wrzepia w telewizor, właśnie mecz nadają
I tak wolne od lat wielu daje swoim jajom
Po cóż zatem i dla jakiejż to na Boga sztuki
Się oszczędza, czyżby wolał wysiadywać zbuki?
Pani Słowikowa wreszcie w szlochach wprost do księdza
Poszła i od progu woła głośno: księże, nędza!
Obowiązków nie wypełnia, nie współżyje wcale,
Przy okazji swe wylała pozostałe żale:
Skarpet brudnych i śmierdzących do prania nie wrzuci
Jak już pójdzie w świat, to nigdy nie wiem kiedy wróci
Pierdzi, beka, się nie myje a upija często,
Głośno mlaska przy jedzeniu, klnie jak szewc i gęsto
Ksiądz dobrodziej choć nie użył żadnych harf eolskich
To zajęczał niczym one: wszak to Słowik polski,
On się zmieni, wróci szczęście do waszego łóżka,
Ale najpierw rząd zmienimy: wywalimy Tuska…
Podobno jak slowiki przenosza sie do Anglii, to przyoist naturalny im bardzo znaczaco wzrasta. Chyba przez to, ze nie musza sie zanadto martwc polityka niezaleznie czy u wladzy stoi ta czy tamta partia.
Nie mam natomaist pewnosci w sprawe skarpetek rozrzucanych nie tam gdzie trzeba.
Dzień dobry 🙂
Takim to dobrze. Wyżyją się rymująco, a człowiek może tylko gulgotać prozą nie do publikacji, a ciśnienie i tak mu rośnie 🙁
Dobre popołudnie! 🙂
Balkon obsiałam, może co urośnie. W dwóch misach posiałam kwiecistą łąkę.
Jakiś dobrodziej kupił trąbkę i daje nam szanse posłuchania postępów.
Mam nadzieję, że ci z jego budynku wyperswadują mu koncerty przy otwartym oknie.
Nie chciałabym pisać źle o bliźnich, ale czy to jest przypadek, że palenie i mordowanie ludzi miało miejsce na Białostocczyźnie. Ja bym uważała, ze w takie miejsce powinno się rzucić wszystkie środki w celu edukacji i wstrząsania sumień.
Ale ostatnio pewien zasłużony bardzo człowiek, o dużym, skutecznym dorobku w tym temacie, twierdził, że te wszystkie nachalne wysiłki powodują odwrotny skutek i betonują następne pokolenia.
Nie będę tego tematu rozwijać, bo nawet stado psychologów nie ma doświadczenia tego rodzaj, bo skąd?
Sióedemeczko, pisałam tu wiele razy o „paradoksalnej teorii zmian”. Ona wyjaśnia to o czym piszesz.
To może niezupełnie o to chodzi, Jagodo.
Rozmowa dotyczyła Jedwabnego i naszego tam wyjazdu w styczniu.
Ks. Wojciech chciał zawiadomić miejscowego proboszcza z nadzieją, że może się przyłączy, albo co.
Stary proboszcz odszedł czas jakiś temu i jest też nowy biskup, więc wstąpiła w nas nadzieja.
I tu właśnie ten doświadczony, skuteczny działacz stwierdził, że robimy złą robotę.
On tam stara się wejść w środowisko od jakiegoś czasu, zorganizował w szkole spotkanie z młodzieżą jakiś egzotycznych przedstawicieli, żadnych Żydów, nic z tych rzeczy. I na tym się skończyło.
Rodzice zaprotestowali w szkole i okazało się, ze miejscowy burmistrz, dyrektor szkoły, proboszcz i inni, których życzliwość z trudem pozyskiwał, nagle odwrócili się, odcięli od wszystkiego, bo oni z tą społecznością żyją i wobec powszechnego oporu nie będą wchodzić z nią w konflikt.
Jak więc wyobrażasz sobie, Jagodo, że 'ktosie’ zrozumieją, jakie naprawdę są? A tylko to jest podstawą zmiany wg. teorii zmian.
Chodzi o to, jak to spowodować?
Kiedy w latach 90. w Niemczech zdarzały się przypadki podpaleń mieszkań Turków głównie, dałabym sobie rękę uciąć, że coś podobnego w Polsce zdarzyć się absolutnie nie może.
I nawet, wstyd się przyznać, odczuwałam coś w rodzaju moralnej wyzszości. I teraz mi wstyd za samą siebie 🙁 . No, ale z drugiej strony cieszę się jednak, że nie zaryzykowałam swojej prawicy 😉 .
Generalnie mam podobne odczucia, jak Janda. Mój znany mi dobrze świat bardzo się skurczył, mikroskopijny jest teraz 🙁 .
http://fakty.interia.pl/raport-jacy-jestesmy/gwiazdy/news-moja-samoocena-jest-dla-mnie-najwazniejsza-mowi-krystyna-jan,nId,954053
Nie piszę o teorii zmian, ale o paradoksalnej teorii zmian.
Pośrednio nawiązywała do tego Vesper, pisząc o uruchamianiu mechanizmów obronnych.
Smutno mi się stało, że otwierającym nową epokę, co ja mówię: erę koszykową, bipoematem nie mam się tutaj z kim podzielić. Twórcze wyjście, które dość łatwo się ujawniło, jest takie: podzielę się z Wami, o Twórcy. Niech stoi w historii, że są to wiersze Bobika, zeena i andsola. Tak będzie przynajmniej sprawiedliwie.
Przyjmuje się do spółki i innych muzów i muzy jako twórców. Jak ja, czejka, to jaczejka.
Wiem, Jagodo, użyłam skrótu myślowego. 😀
ciagle mam samopoczucie
od wczoraj od zetkniecia sie z moca ZLA, bezposrednio,
namacalnie, a nie przy szeleszczecniu
jestem wiec 👿 👿 👿
prozaiczna bezposredniosc:
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/p480x480/73325_454243224652473_1259899752_n.jpg
bez homeopati, bez ezoteryki 😉
pogoda bardzo balkonowa 🙂
tez planuje obsiac balkon, tylko co? cos leniwego? trawa jak
laka? taka bez koszenia, tylko czasami konewka wody i lezenie
bykiem w kwiatach, szeleszczenie w kwiatach 🙄
Prof. Piotr Sztompka o szacunku: studium erozji. Zdrowe społeczeństwo to takie, w którym szacunkiem obdarzani są ludzie kompetentni, szlachetni, prawdomówni, a szacunku odmawia się oszustom, kłamcom, manipulatorom i chamom.
tu:
http://www.tokfm.pl/blogi/zmowa/2013/04/prof_piotr_sztompka_o_szacunku_studium_erozji_zdrowe_spoleczenstwo_to_takie_w_ktorym_szacunkiem_obdarzani_sa_ludzie_kompetentni_szlachetni_prawdomowni_a_szacunku_odmawia_sie_oszustom_klamcom__manipulatorom_i_chamom__/1#BoxSlotII3img
dla Heleny szczegolnie
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,13640351,Alfreda_Markowska_zwana_Noncia.html
Ciekawe, czy Pani Słowikowa wróciła z plebanii z jajem. Kukułczym. 😈
Rysiu, Twoje lektury szeleszczące wymagają pięknych kwiatów
http://www.1000rad.pl/latwe-w-uprawie-kwiaty-na-balkony
Z traw to tylko tomka wonna zw. żubrówką 😉
Andsolu, jak Ty czejka, to ja też czejka. Jeszcze by tego brakowało, żebyśmy sobie czejek żałowali. 😆
Ach, balkon zarośnięty żubrówką… Już sama myśl o tym upaja. 🙂
dziekuje Irku 🙂 peralgonie (nie potrzebują szczególnej pielęgnacji) to cos wybitnie przydatnego na moim balkonie,
tsm rzadzi szeleszczenie 😀
zaslaniam okna 🙂
pa
pstryk
W sprawie teorii i praktyki zmian. 😉
Jasne, że zabiegi edukacyjne czy terapeutyczne, zwłaszcza długofalowe, to co innego, niż rozmowa w gronie niewymagającym pilnej edukacji, gdzie można lecieć otwartym tekstem. 😉 W projektach edukacyjnych trzeba edukowanych „spotykać tam, gdzie oni są”, nie wybiegać zanadto przed szereg, bo się straci kontakt z resztą peletonu. Ale to przecież nie znaczy, że zmiana nastąpi wtedy, kiedy się nic nie robi. Robić trzeba tylko z głową, biorąc mechanizmy obronne pod uwagę już w fazie planowania projektu.
Pelargonie bluszczolistne tylko w miejscach gdzie nie wieją wiatry., niestety. 🙁
A ja dzisiaj brałem udział w racjonalnym dyskursie, u Pani Kierowniczki na blogu, o! Nie takie TWA, jak tu, tylko naprawdę było racjonalnie. 🙂
Panowie, jesli jestescie za przystojni, nie podrozujcie do Arabii Saudyjskiej! Mozecie zostac usunieci za kuszacy wyglad (irresistible):
http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/middleeast/saudiarabia/10000341/Saudi-Arabia-deports-irresistible-men-deemed-too-handsome-to-women.html
Dzień dobry 🙂
Króliku, witaj w chóralnej kompanii 😆
Do dwóch prób tygodniowo dodaj koncerty, warsztaty, wyjazdy chóralno – towarzyskie. Dużo tego, ale zazwyczaj warto.
Dzien Dobry Bardzo
🙂 🙂 🙂
odslaniam okna
herbata herbata herbata
szeleszcze 🙂
brykam
brykam fikam
😀
🙂
Tereny Zielone 😀
brykamy?
bryku fiku
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
Potwierdzam, Wielki Wódz wczoraj czujnie dzidził 😎
O, widzę. Ale muszę jeszcze pospać.
Bo do 4 przerabiałam tekst, a teraz musiałam wstać, żeby zapchany zsyp zgłosić, to jeszcze podrzemię.
A gdzie Kierownictwo pojechało?
Dzień dobry 🙂
Właśnie się zastanawiałem, gdzie się wybrać w podróż i widzę, że Arabia Saudyjska odpada. Mojemu wyglądowi na pewno żadna Saudyjka by się nie oparła. 😎 Na razie, bo wkrótce mnie pewnie ostrzygą i stracę połowę swego męskiego powabu. 🙁
No to nigdzie dziś nie jadę. Idę żłopać kawę i zazdrościć wszystkim chórzyst(k)om. 😉
Kierownictwo pojechało do Lajpcysia. 🙂
Bobiku,
nie ma takich szans, żeby strzyżenie odebrało choć cząstkę Twojego męskiego powabu 😎
Życie chóralne ostatnio bardzo intensywne. W mijającym tygodniu dwa koncerty. Najbliższy weekend warsztaty w przepięknych okolicznościach przyrody. Za tydzień odlot do Edynburga na koncerty i zwiedzanie Szkocji. A krótko po powrocie wyjazd na Śląsk, gdzie w towarzystwie kilku innych chórów śpiewamy „Magnificat” Ruttera. Oczywiście program towarzyski też bogaty 🙂
Wesołe jest życie chórzysty (tki) 😉
Halina Birenbaum
Mój Ojciec
Ojciec czytał nam wspaniałe pieśni
Ze starych ksiąg
Wypełniony wzruszeniem i podniosłością
Przekazywał nam ich piękno
Wtedy nie rozumiałam ich treści
Ale ojca przejęcie i zachwyt
wchłaniałam
Ojciec tłumaczył nam znaczenie świąt
Czytał legendy o poświęceniu Chany
Cudzie Hanukah
o bezgranicznym oddaniu wierze –
Nie bardzo rozumiałam
Obca była mi nawet mowa
Jego żarliwych modlitw
Ale kochałam wzruszenie Ojca
Wyraz twarzy – blask w jego oczach
Gdy czytał lub modlił się
Do dziś żyje we mnie ten obraz
Gdy bombardowano we Wrześniu Warszawę
Ojciec niemal płakał w swej niemocy
Nasz dom wtedy się spalił
W Wielki Dzień Sądu żydowski Jom Kipur
Wybiegliśmy na płonącą ulicę
Ojciec mocno ściskał moją rękę
Wpatrywał się we mnie rozpaczliwie
Jakby usprawiedliwiając się…
Zapamiętałam jego spojrzenie z Tamtych dni
W getcie modlił się więcej niż dawniej
Szukał ratunku w Bogu
Porzucanym przez wielu pośród okropności
Pierwszy raz widziałam go płaczącego jak dziecko
Na wieść o śmierci dziadka w Białej Podlaskiej
Ojciec miał wtedy czterdzieści kilka lat…
I odtąd modlił się jeszcze częściej –
Ludzie w getcie puchli z głodu
Umierali na ulicach – my jeszcze mieliśmy chleb
Uczyliśmy się nawet w „kompletach” [1]
Z książek pozostałych po pożodze…
Kilka teatrów nadal grywało w getcie
Mój starszy brat zdobył raz bilety
W Feminie wystawiano Księżniczkę Czardasza
Ojciec nie wybaczył – nie mógł pojąć
Jak można pójść do teatru gdy zwłoki
Gdy umierający zalegają ulice?!
Nie rozumiałam, nie słuchałam jego głosu
Do dziś jego słowa i głos dźwięczą mi w uszach –
Ojciec mówił że nie wolno sprzeciwiać się rozkazom
Wspominał straszną nazwę-karę: Auschwitz …
W swej naiwności nie doceniał morderczych planów
Nazistowskich niemieckich okupantów!
Matka miała przeciwne zdanie –
Ojciec kochał pieśniami, modlitwami
Rozpaczą wobec grozy
Matka zmaganiem lub godzeniem się z losem
Ojca posłusznego Bogu i ludziom zabili w Treblince
Walczącą i na przemian godzącą się z losem Matkę
Zabili i spalili na Majdanku
Czy kiedyś naprawdę Oni byli? Miałam ich?
Ich obraz wyziera z moich oczu wraz z ich męką
Poprzez moje oczy Oni uśmiechają się, płaczą
Prowadzą mnie po moich wszystkich drogach
Żyją – póki moje oczy na zawsze się nie zamkną
24. 08. 2003
Komplety – w Getcie Warszawskim aż do wysiedlenia część młodzieży uczyła się w prywatnych domach w niewielkich grupach, nazywanych kompletami. Była to gettowa forma klas szkolnych, dla tych, którzy nie umierali jeszcze z głodu i których rodzice mogli za ich udział w komplecie zapłacić.
p.s. andsol dziekuje za Pania Haline 🙂
Aparat sprawiedliwości jest narzędziem państwa i państwo odpowiada za jego poczynania, dlatego uprawnionym jest mówić, że państwo chroni wielkie firmy przed konsumentami
http://lewica24.pl/wywiady/2805-po-wyroku-krytyka-artystyczna-tylko-grzeczna-i-umiarkowana.html
ale z drugiej strony mamy bardzo podobną sprawę i zupełnie inne zachowanie aparatu
http://niezalezna.pl/40422-sledztwo-ws-wypowiedzi-grzegorza-brauna-zostalo-umorzone
Z takich przypadków można ułożyć spory zeszyt, a mówią one, że państwo polskie nie widzi niczego złego w nawoływaniu do przemocy z pozycji faszystowskich, chroni także tych, którzy symbole faszystowskie dystrybuują. Co więcej: państwo polskie karze dotkliwie krytyków dystrybutora.
Wpisuje się to w szerszy aspekt wolności wypowiedzi w Polsce, gdzie Doda i Nergal są ścigani przez państwo za słowa – abstrahuję, czy mądre, czy głupie – bo silna instytucja, jaką jest kościół katolicki, wywiera wpływ na zachowania państwa, samą pozostając nietykalną mimo wielu przykładów naruszeń przez nią różnych paragrafów.
Pani Kierowniczka ostatnio pisała o niepokoju wywołanym podnoszeniem łba przez faszyzm w Polsce.
Myślę, że niepokój jest uzasadniony, bo podnoszenie łba odbywa się ze wsparciem aparatu państwa polskiego.
A jeżeli – w innych przypadkach – nawet nie ze wsparciem, to przy obojętności albo bagatelizowaniu.
I rzeczywiście bardzo się rzuca w oczy ten kontrast: jakiekolwiek „urażenie uczuć religijnych” jest ścigane z całą surowością, a w stosunku do faszystów, rasistów, itp. Temida często wykazuje niebywałą pobłażliwość.
Czasami próbuję zamknąć oczy i uszy, bo mam już dość. Dziękuję, że mi je otwieracie.
Zadzwonią czy nie zadzwonią? http://wyborcza.pl/1,75968,13759210,Koscielne_dzwony_uczcza_Zydow.html
Jak jest prikaz, to może i zadzwonią. Ale i tak nie będzie wiadomo, w którym kościele dzwonią z przekonaniem, a w którym z musu. 🙄
Mnie się generalnie dzwonienie nie podoba, wolałbym ciche msze.
Dzwonów kościoły używają do pokazania kto tu rządzi. Mnóstwo krwi zepsutej w wielu miejscowościach jest od tych dzwonów a skargi na nadmierny hałas i dzwonienie o bardzo wczesnych albo bardzo późnych porach są bezskuteczne.
Im głośniej, tym lepiej a w dodatku zaangażowano do tego elektronikę.
Brakuje tylko obwieszenia kościołów jaskrawymi neonami, jak ten fryzjer niedaleko mnie, który migającym neonem wkurza całą okolicę, dyskotekę darmową ludziom w domach urządził i…. prawa nie łamie.
W XXI wieku jest tyle możliwości komunikowania, że potężne dzwony nie są już konieczne, wręcz są wyrazem pychy.
Ciche dzyń – proszę bardzo, niech tradycji stanie się zadość, ale to nie są ciche dzyń, tylko bardzo głośne jebudu!
Rysiu,
Pani Halina jest bardzo aktywna na Fejsie.
Dopiero to odkryłam. 🙂
Mnie by tam już forma była mniej ważna, ważniejszy jest gest. Ale powiedzmy sobie szczerze, ilu wiernych będzie tak „z siebie samych” wiedziało, w jakiej sprawie dzwonią? Żeby ten gest stał się zrozumiały i wypełniony treścią, musiałoby towarzyszyć temu wyjaśniające kazanie, może nawet kilka, jakiś rodzaj rozmowy z „owieczkami”, w której pasterze mówiliby o tym, że powiały nowe wiatry i starych, antysemickich formuł trzeba się będzie zacząć wstydzić. Bez tego dzwonienie, głośne czy ciche, będzie w sporej części kościołów gestem psu na budę. 🙄
Jestem ciekawa, czy uda się sklecić choć kawałek budy.
Mam prośbe do bywałych w świecie, dla których segregowanie śmieci to chleb powszedni.
O co chodzi w tych wytycznych?
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/Bobikowo#slideshow/5868174619472500466
Bo ja to czytam pięć razy i nic nie rozumiem.
Ja mam ustawić sobie w domu trzy pojemniki, bo jak inaczej posegregować wedle życzenia? I jak na przykład odróżnić zabrudzone opakowanie plastikowe od opakowania plastikowego po żywności?
Ja się poddaję, przyznaję, ze jestem głupia i nie potrafię czytać ze zrozumieniem.
Był odczytywany we wszystkich kościołach list bpa Nycza o dzwonieniu i
Ponadto, podczas Mszy świętych, w piątek 19 kwietnia i w niedzielę 21 kwietnia br. należy dołączyć do modlitwy wiernych poniższą intencję: Módlmy się za ofiary Powstania w Getcie Warszawskim, którego siedemdziesiątą rocznicę właśnie obchodzimy, aby ich bohaterstwo i cierpienie nie poszły na marne, lecz przyniosły dobre owoce trwałego pojednania między ludźmi, narodami i religiami.
Dobry kazdy gest, który jakoś wpływa na wiernych.
A gdzie się wyrzuca obierki i ogryzki?
Robi się kompost. 🙂 Albo bierze się opakowanie plastikowe, brudzi je ogryzkiem i wyrzuca razem. 🙄
😳
Ktoś wrzucił na fejsie mogą być ciekawe, nie ogladałam jeszcze:
http://vod.tvp.pl/audycje/kultura/hala-odlotow
Haneczko, proponują szkolenia śmieciowe, chyba jakiś kurs trzeba skończyć albo co.
Było cały Naród odbudowuje Ojczyznę, teraz będzie przeglądał odpadki.
Nie, żebym była przeciw, ale jakieś jadro racjonalności by mi się przydało.
Czekam na bywałych może mają jakieś wyjaśnienie.
Dzień dobry,
Siódemeczko, to jest jakaś ściema albo pomyłka. Na Mokotowie dostałam informację o segregowaniu na trzy grupy:
pojemnik czerwony (odpady segregowane suche): suchy papier, tektura, butelki plastikowe, inne opakowania z plastiku, kartony po sokach oraz puszki (umyte);
(papier suchy tzn. gazety,kartki itd. , ale już nie opakowania po maśle, smalcu itp.)
pojemnik zielony (szkło opakowaniowe): szklane butelki, słoiki bez metalowych nakrętek (te wrzucamy do pojemnika czerwonego);
pojemnik czarny lub ciemnoszary (odpady zmieszane): wszystkie pozostałe śmieci.
Taką informację moja wspólnota dostała z deklaracją, którą trzeba złożyć w administracji do 22 kwietnia.
Jedna taka, 🙂
to jest informacja z urzędu gminy Bemowo, którą wrzucono do wszystkich skrzynek w postaci stałej gazetki – informatora dla mieszkańców.
O deklaracja tak była mowa i terminie 22.04.
Ciekawe, jak to będzie rozwiązane dla wysokich budynków, gdzie są zsypy.
O matko, toż to jakaś wyższa śmieciologia stosowana. 😯
U mnie to jest rozwiązane z germańską racjonalnością. 😉 Cztery kubły: papier, plastiki, kompost, reszta. Kubła kompostowego nie używam, bo mam własną pryzmę. Wot i cała filozofia.
Tak że mimo wieloletniej praktyki w sortowaniu, na eksperta śmieciologicznego się nie nadaję. 😳
Siódemeczko,
Informatora? Toż to kpina, dezinformator raczej :). U na żadnych ulotek nie było, wszystkie informacje dostaliśmy z administracji, muszę przyznać bardzo wyczerpujące (np. że słoiki i puszki po konserwach należy myć, butelki plastikowe zgniatać, papieru nie moczyć, bo w takim stanie jest nieprzydatny jako surowiec wtórny itp.) Ja segreguję już chyba od 20 lat wg. zasad przywiezionych z zagranicy; trochę bez sensu do tej pory, bo u nas na wszystkie nieorganiczne odpady był tylko jeden pojemnik.
Słyszałam, że w wysokich budynkach mają na dole postawić kosze na odpady nieorganiczne, a organiczne do zsypu, ale nie wiem, ile w tym prawdy, sama mieszkam w niskim.
Deklaracja jest bardzo prosta: liczba osób i oświadczenie o segregowaniu lub nie. W Krakowie podobno jakieś straszne formularze potworzyli i bez pomocy urzędników nie idzie tego wypełnić.
Bobiku,
tutaj też jest prosto, tylko urzędy wszystko komplikują. Tzn. segregacja jest prosta, bo cała reszta tonie w urzędniczych śmieciach. Np. regulamin zatwierdzony przez warszawski ratusz jest niezgodny z ustawą i niektóre wspólnoty już go zaskarżyły. W lipcu będzie bałagan jak diabli i jak zwykle u nas.
My jeszcze nie dostaliśmy wytycznych 🙄
Segregujemy sami z siebie. Pan mąż rozwozi potem do oznaczonych miejskich pojemników i do „puszkarza”. Nasz kubeł śmieciowy to popiół i niesprecyzowane nie wiadomo co.
😯 No dobra: ja zbieram tylko czyste odpady; czerwone – papier+plastik; zielone – szkło. Ponieważ czyste, to w domu wrzucam do jednego kubełka, segreguję przy wyrzucaniu do pojemników. Czarne ignoruję – odmawiam zbierania patyczków higienicznych i jak mnie z tego powodu wyrzucą z zielonawych, to trudno. 🙄
Dzwony dzwonią, a wataha szczeka dalej.
Czy może czarne, to po prostu śmieci właściwe, czyli cała reszta, a akurat patyczki higieniczne wymieniono przez, ehem, delikatność?
Zaraz padne. Dawno nie mialam tak stersowegp dnia, ale sie skonczyl, na szczescie.
Siodemeczko. My tez dostaemy jakies ukazy w kwestii segregowania. I JA JE DOKLADNIE OLEWAM, co i Tobie wolno zrobic.
Moja kuchnia jest malutka, pod zlewem miesci sie jeden niewielki pojemnik oraz troche srodkow czyszczacych. Srodek kuchni jest to gdzie sie poruszam- od zlewu, do pralki, do lodowki, do kuchenki, do kawiarnianego stolika (srednica 60 cm) przy ktorym jem sniadanie Na zewnatrz, przed drzwiami trzymac nie chce i nie bede (moja jakosc zycia, moje potrzeby estetyczne – aby byly dwie doniczki z kwiatkami, a nie worki czy pojemniki na smiecie. ), wewnatrz nie mam gdzie.
I KONIEC ROZMOWY, jasne?
Kiedy wszyscy bedziemy mieszkan na wsi z ogrodem, bedziemy segregowac do upojenia.
Aha, mam na blacie kuchennym stare francuskie wiaderko z przykrywka, tres chic, do ktorego wkladam scinki jarzynowe, zepsute swieze jarzyny etc i jak juz zaczynaja latac muchy kolo niego, to odnosze do kompostownika – strannie ukryteo przez mnie posrod zieleni. Jacys cholerni sasiedzi, najwyrazniej z Polski, lubia do mojego kompostownika powrzucac puszki po piwie Tyskim i Okocomiu. Z furia je wywalam.
W segregacji odpadów – co kraj to obyczaj. Najbardziej wyrafinowaną i modelową widziałem w Delmenhorst w 1992 r. Tam mieszkaniec dostawał od gminy 37 różnych worków / Na baterie,przeterminowane leki, metal itd…/ z terminarzem odbioru. Nasz model polski próbuje nawiązać do rozwiązań niemieckich i holenderskich. Nie wpadajmy więc w panikę, wszystko przed nami 😉
W sprawie segregacji śmieci pięknie się różnimy z Heleną nie od dziś. 🙂 Ja uważam, że segregowanie jest obywatelską powinnością, bo Ziemia tonie w śmieciach i zgadzam się dla idei trochę estetycznie pocierpieć (nie da się ukryć, pojemniki śmieciowe żadnemu obejściu urody nie przysparzają).
Ale tu też jest istotna kwestia zaufania do państwa. Łatwiej cierpieć, kiedy ma się przekonanie, że te posegregowane śmieci istotnie zostaną przetworzone i wtórnie wykorzystane. A w Krakowie już kilka razy słyszałem „ja posegreguję, a potem pewnie i tak to wszystko trafi na jedno wysypisko, więc po co się w to bawić”.
balkon rulez 🙂 🙂 🙂 25° w cieniu 😀 😀 😀
siodemeczko, juz odkrylem, niesamowicie aktywna jest pani Halina
Zbieranie osobno baterii i leków jest, ze względu na ich mały rozmiar i możliwość pozbycia się ich tuż pod domem, do tego stopnia niekłopotliwe, że w ogóle zapomniałam, że to robię, dopóki mi Irek nie przypomniał. 🙂 Natomiast świetlówki to już problem – zwłaszcza, że nie mam nigdzie blisko miejsca zbiórki.
a nagrode dnia z berlina wysylam do Heleny 🙂
nasza Helena anarchista smieciowym 🙂 🙂 🙂
Nie wiem, czy u Niemców jest instytucja Pana Zbieracza? Bo u nas działa znakomicie, na pewno lepiej, niż przyszłe gminne wynalazki. Wprawdzie oni utylizują tylko metale i grubszy karton, ale za to perfekcyjnie. W dodatku cały transport załatwiają rowerem i dwukołowym wózkiem, więc ratują planetę przed zmianą klimatu. 🙂
Nie ma takiej obywatelskiej powinnosci ktora byl gotowa byla spelniac kosztem kwaitkow przed domem. Nie ma i nie bedzie. Koniec gadania.
Heleno 🙂 🙂 🙂
Segregacja śmieci w Brazylii jest wyśmienicie rozwinięta w niektórych miastach (jak tu, na południu kraju) i odzyskiwanie aluminium z puszek osiąga ponad 90%. A dowodzi to… nadal panującej w części społeczeństwa biedy i niezaradności życiowej – ciągnąć się z wózkiem po ulicach zbierając puszki, makulaturę, plastyk, każdy potrafi… Często tacy ludzie wyprzedzają o parę godzin ustaloną przez miejskie przedsiębiorstwo porę na przybycie miejskich samochodów… Z pewnością wiedzą o tym, ale i tak zostaje mnóstwo dla miasta.
Teraz mieszkam w bloku mieszkaniowym, zamkniętym, typowa średnia klasa i studenci (blisko uniwerku). Widzę bardzo staranną selekcję, szkło, metal, plastyk, papiery, reszta. Oczywiście świata to nie zbawi (jedna pazerna firma za miastem w końcu tygodnia bardziej zaświnić środowisko może), ale z drugiej strony przynajmniej końca świata nie przybliża.
Helena nie jest anarchistą śmieciowym. Ona nie jest zwolenniczka segregacji in situ 😀
Siodemeczko, tutaj Pani Halina Birenbaum w Radio
„Opowieść o Halinie Birenbaum
Polka, Żydówka, pisarka, tłumaczka, ocalona z Holocaustu. Halina Birenbaum.
Jej historia to warszawskie getto, Majdanek, Auschwitz-Birkenau,
Ravensbrück oraz Neustadt-Glewe.
Sama przyznaje, że jej obowiązkiem jest mówienie o tym co przeszła,
mówienie o trudnym okresie wojny.”
http://radioer.pl/audycje/112/
radio z Lublina, Irku 🙂 (Rozglosnia Archidiecezji Lubelskiej)
Tak, założył je nieżyjący już J. Zyciński. Też tam dawałem głos 🙂
Na szczęście broni się jeszcze przed radiomaryjnym tonem.
Heleno :),
moja opłata za wywóz śmieci wzrośnie od lipca prawie o 300%, gdybym nie segregowała doszłoby kolejne 40%. Segreguję z przekonania i bez wysiłku, problem w tym, że Ratusz nie potrafi należycie zadbać o czystość na terenach gminnych, więc jakoś wierzyć mi się nie chce, że poradzi sobie ze śmieciami, posegregowanymi, czy nie.
Jestm jak najbardzie za tym by ludzie segregowali smiecie. Ale ja nie mam miejsca na to. Nie mam na kilka pojemnikow. Mam na jeden i nie chce byc inaczej.
Nie trzeba bylo tak budowac mieszkan. U nas juz wszystkie smietniki stoja na podworku, zamiast w specjalnym do tego przeznaczonym budyeczku. Bo jeden sasiad-pinlkwolony aktywsta komsomolec wypowiedzial wojne lisom i nakazal ratuszowi ustanowienie dwu ogromnych pojemnikow z bardzo ciezkimi przykrywkami. Wyszczysz ode mnie. Ja zeby wyrzucic worek ze smieciami, musze podniesc wieko smietnika obiema rekona, polozyc go na glowe i pozniej dopiero podniesc worek obiema rekami tak wysoko by wpadl do pojemenika. Mnie to okropnie wscieka, bo nie dosc ze od powoly tygodnia wszyscy wystawoaja swoje worki za drzwi (bo sie w kuchni nie mieszcza) aby zostaly zabrane w poniedzialek, to jeszcze te dwa ogromne smietniki. A worki ze swmieciami do recyklingi trzeba wyniesc poza ogrodzenie z frontu domu. Nasze podworko wyglada teraz jak smietnik cum parking samochodowy.
A ja bede miala kwiatki. I E. tez bedzie miala kwiatki. Juz w ten weekend. Nikt inny procz nas i Gladys (94 lata) kwiatkow przed dmem nie wysadza. Gladys juz nie moze, ale jak jej posadze to starannie podlewa.
No tak, niemiecka organizacja to nie jest. 😉
A co to takiego wyszczysz? Wszystkiego innego się domyśliłem, ale tego nie. 😳 🙂
Pozdrowienia ze Lwowa przesyła — niżej podpisany!
Ładne to miasto… a pod operą płynie rzeczka i jest knajpka nad jej brzegiem! Mnoho bohato!! Bawiliśmy się z 20-latkami w”kto dotknie mojej nogi” 😉
Co to jest wyszczysz ode mnie?? Wyszczaniej ode mnie? Wyszczasz ode mnie?
Bobikowe bingo!
Lwów dla chrześcijan? 😆
Nie mam pojęcia, na czym polega zabawa w „kto dotknie mojej nogi”. Ale brzmi wystarczająco nieprzyzwoicie, żeby było zachęcająco. 😈
Zacząłem podejrzewać, że wyszczysz to musi być coś znajdującego się w Wytrzyszczce. Jak jest tam Tropsztyn, to czemu nie miałoby być wyszczysza? 😎
To zresztą moje strony. Nasza wiejska chałupa była raptem kilkanaście kilometrów stamtąd. A miedzami nawet bliżej. 🙂
Mnie patrzy na „wyższy”, ale to pewnie za proste 😉
Panowie Zbieracze, zwani u nas domu Carton Service (żeby było more sophisticated 😉 ) są na wagę złota. Wybredni, owszem, ale szybcy i niezawodni.
A rewolucji śmieciowej trochę się obawiam. Na ostatniej „odprawie” u naszych administratorów dowiedzieliśmy się, będziemy musieli nie tylko sobie tych kilka nowych kubłów na śmieci kupić, ale własnoręcznie je wystawić przed posesję, jeśli chcemy, by zabrano zawartość. Już nas jakiś czas temu najlepszy prezydent miasta w Polsce ukochał postanowieniem, że śmietniki mają być przeniesione na wewnętrzną część każdej posesji. Żadnych tam zabudowanych specjalnych wnęk w ogrodzeniach, nic z tych rzeczy. Kubły mają zniknąć. W związku z czym trzy razy w tygodniu, bladym świtem, przyjeżdża pierwszy pan, z pękiem kluczy i otwiera drzwi do kamienicy, drzwi na podwórze (w tym czasie każdy, kto chce, może sobie na teren ogrodu wejść, posiedzieć, wypić piwo, wypuścić psa, co by się załatwił…) i kiedy już pootwiera wszystkie drzwi na całej ulicy, przyjeżdżają inni panowie i zaczyna się przetaczanie kubłów. Najpierw słychać ciche trzy łupnięcia. To spowalniacze na podjeździe dla śmietnika. Potem dwie serie kolejnych trzech łupnięć. To trzy schodki prowadzące z ogrodu do klatki schodowej i trzy schodki prowadzące na poziom parteru. Potem jednostajne dudnienie. Kubeł jedzie koło naszych drzwi. Następnie rozlega srrrrruuuuuu – drzwi wahadłowe. które gdy są maksymalnie wychylone i puszczone z całym impetem, ocierają się o siebie, wydając niemiłosierny huk. Ale najfajniejszy moment dopiero nastąpi – kubeł zjeżdża po schodach. Niewysokich, zaledwie osiem stopni, ale zapewniam, że wystarczy 👿 Następnie słychać odgłosy śmieciarki. A potem procedura przejazdu kubła się powtarza, tyle że w odwrotnej kolejności i jako że kubeł jest pusty, przebiega nieco ciszej. Ale nieznacznie, bo panowie pustym kubłem szybciej powożą 👿
A teraz możemy sobie sami pojeździć kubłami, czterema, w tę i z powrotem, o szóstej rano. Albo kogoś wynająć za dodatkowe pieniądze. I jeszcze musimy sobie sami te kubły myć. Do tej pory czyszczeniem pojemników na śmieci zajmował się dostawca usługi. A teraz właściciel posesji ma to zrobić sam. Tylko gdzie? U siebie w łazience?
Zamek w Tropszynie wygląda na zamieszkany, ma podejrzanej urody dachówki. 😉
Ba, w Tropsztynie nawet zabytkowe lądowisko helikopterów jest. 😀
http://www.malopolska.eteris.pl/images/tropsztyn/zamek-tropsztyn-4.jpg
Vesper, nie odbierz tego źle, ale jestem zafascynowana i pod wrażeniem. Zupełnie nie znałam tajników śmieciowego życia, a to gotowy scenariusz filmu grozy. U nas jest tak banalnie bezproblemowo, że nie ma o czym pisać 🙁
Vesper, całkiem cichego zabierania śmieci to chyba nigdzie na świecie nie ma. 😉
Ale fakt, że Wasz włodarz miasta bardzo solidnie się postarał o utrudnienie życia. 🙄
Ja starannie segreguję, nie żałując czasu
aby później ze śmieciami nie mieć ambarasu
ludzkość produkuje jeszcze liczne wciąż odpady
więc utylizujmy je, bo nie ma innej rady
część podwórka mi zajmują pojemniki liczne
większe, mniejsze, ładne, brzydkie i dwa bardzo śliczne
one jeszcze puste stoją, ale nie ma strachu
znajdą się i dla nich śmieci w światowym bardachu
tak już jest, że wciąż przybywa śmieci w kraju naszym
a największym jest ostatnio łeb wznoszący faszyzm
dlań kontener zamówiłem, rangę dając sprawie
mam nadzieję, że drugiego nigdy nie postawię
jeden średni na głupotę, drugi na złodziejstwo
przezroczysty zaś na płyny, czyli wodolejstwo
obok chamstwa i agresji stoi podejrzliwość
tuż za okrucieństwem stoi większy ciut na chciwość
śmieszne, że na pychę stoją tuż obok kościoła
zatem miejsce mam na jeden, w którym… prawda goła!
ja goliznę lubię bardzo, ale nie nachalną
bo za bardzo się kojarzy ze śmieciem: brutalność
zwykła prawda ulicami może jawnie chodzić
pokazujmy ją palcami, niechaj widzą młodzi
o drobiazgach nic nie piszę, nie jestem czynownik,
ot, tuż obok stoi na nie zwykły kompostownik…
Zeen, kwitniesz i owocujesz jednocześnie 🙂
😳
Jeszcze dodałbym pojemnik, jeśli mam być szczery,
dość banalny, nic takiego, na zwykłe papiery,
tam bym wrzucał, bez wahania i łamania głowy,
kilka dobrze wszystkim znanych tytułów prasowych,
a gdy miejsca by znalazło się dosyć w tych plewach,
również to, co się z radyja pewnego wylewa… 🙄
I tak ulęgła się śmiecianologia stosowana.
ad Vesper: zupełnie jakbym czytała, co się dzieje u mnie w kamienicy. Też schody, wleczenie pojemników z minipodwórka na tyłach, a co się po drodze rozsypie, łącznie z tynkiem ze ścian, tak zostaje. Według przepisów ustalających, w jakiej odległości mogą być pojemniki od okien, nie zmieści się żaden dodatkowy na wyspecjalizowane odpady. W związku z powyższym trzeba będzie płacić maksymalne stawkę – bez segregacji. No i te podwyżki od lipca będą giganty, dla mnie szczególnie bolesne, bo mieszkam sama na wielu metrach, a w Gdyni liczą metry, nie ludzi na tych metrażach. Czyli nie mam żadnych bodźców, żeby segregować, oszczędzać, kompaktować.
Jak ja lubię utrupianie słusznych idei przy pomocy biurokratycznego burdelu i kretynizmu… 👿
Kumo, u nas liczą ludzi. Zamieszkanych, nie zameldowanych. Składamy oświadczenia. Będziemy płacić mniej, niż dotychczas.
Tak, Kumo. Liczenie od metra to kretynizm do entej potęgi.
Jakby jedna osoba na stu metrach śmieciła więcej, niż cztery na sześćdziesięciu. Mam coś na kształt schadenfreude, bo Szczurkową administrację od dłuższego czasu darzę wyjątkowym poważaniem, a co nowego wymyśli, to mnie w poważaniu tym utwierdza 👿
Odchodząc na chwilę od tematu śmieciowego – Vesper, mam nadzieję, że udało Ci się nie posłać jeszcze dziecka do szkoły i uchronić je w ten sposób przed zbyt wczesną indoktrynacją: 🙄
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13759849,Paradowska__Kochane_dzieci__zamiast_chodzic_do_szkoly_.html
Zgadnijcie, dlaczego już nie robię w tej administracji. 🙂
A jak ktoś zapyta, dlaczego robiłeś, to zostanie dzidą potraktowany? 😈
Na ten inny temat, to chyba już mówiłem, co należałoby niektórym rodzicom robić za młodu? Bo nie chcę się powtarzać. 😎
Jak zapyta, to odpowiem. Bo to nie było u Szczurka, tylko u Cegielskiej i czasy były partyzanckie. Bez jaj teraz mówię, to se ne vrati, organizowanie od podstaw samorządu po 50 latach przerwy, czyli z niczego, w dzikim kraju, wśród dzikich ludzi. Gorzej, że te ludzie nadal dzikie. 🙂
No dobra, wierzę na słowo. Robienie usprawiedliwione. 😉
Moje dziecko zostało indoktrynowane przez wrogie siły już w przedszkolu 😎 29 października mieli dyńkowy festiwal, a 14 lutego robili sobie kartki walentynkowe. Katechetka, która straszyła dzieci piekłem za miłość do dyniek została przez dyrekcję wyrzucona kilka lat wcześniej. Kiedy Zosia poszła do przedszkola, pracowała tam zakonnica całkiem przeciągnięta na niesłuszną stronę 😆
Moje dziecko teraz roznosi papiery po szkołach, roboty zaczyna szukać. Mówiłem, ucz się na katechetkę, to nie. 😈
Do czego to dochodzi. 😯 Niedługo już do żłobka nie będzie można dziecka posłać bez obawy, że nasiąknie nienarodowym duchem. 👿
Młode, wielkie lata temu, chodziły do zakonnego przedszkola. Nikt nie pytał o metrykę chrztu Za indoktrynacje można by, od biedy, uznać jasełka 🙄 Wspominają ciepło, my też. Tam zdiagnozowano u Młodego lewostronność, za którą, w państwowej podstawówce, chcieli go zesłać do szkoły specjalnej 👿 Mamy we wdzięcznej pamięci tamte siostry od św. Franciszka 🙂
Dobranoc 🙂
Mam niejasne podejrzenia, Haneczko, że było to ładnych parę lat temu, kiedy Kościół jako instytucja pokazywał nieco inną twarz niż dzisiaj.
Owszem, dalej są zakonne przedszola i szkoły bardzo cenione za poziom, ale z rozmów z rodzicami posyłającymi tam dzieci wygląda mi na to, że bez jakiegoś stopnia indoktrynacji to się już nigdzie nie obchodzi. 🙄
Branoc! 🙂
Dziękuję wszystkim braciom w niedoli śmieciowej. 😀
Poczułam się umocniona.
Jak słusznie zauwazył Bobik, nie ma śmieciarek bezszelestnych, a państwo obsługujące nie należy do wrażliwców.
Mnie na 12. piętrze zawsze budzi odbiór mojego i sąsiadów urobku, taki dopust.
Mnie się wydawało, że w całym kraju śmieci są liczone od osób.
Zobaczymy, jak to będzie, wiele zależy od organizacji sprawy przez administratorów, a ten zależy od mieszkańców, przynajmniej teoretycznie.
PS. Inna rzecz, czy Wy też produkujecie takie ilości śmieci jak ja, bo ja straciłam nad tym kontrolę, wyrzucam ze trzy razy więcej niż przynoszę.
Zaiste firm grozy. Pt. „Uśmieceni”.
U nas smiecie sa uregulowane urzedowo. Sa smiecie tak zwane large items (np lodowka), ktore miasto zabiera jak sie zadzwoni, sa liscie i patyki, ktore zabierane sa sezonowo co 2 tygodnie, patyki musza byc regulaminowej dlugosci. Smieci elektroniczne sa surowo niedozwolone i trzeba je zawozic do specjalnych punktow lub sklepow elektronicznych. Nadto oczywista regularne domowe smieci w kategoriach: szklo, puszki, plastyki, papier i tektura oraz smieci odpadkowo-resztkowe. Kompostowanie nie jest obowiazkowe. Papieru zuzywamy coraz mniej! Nie mamy smieciowej policji, wiec zapewne bywaja smieci posortowane nieprawidlowo albo nieposortowane. Ale generalnie sortujemy z powodow uczuc obywatelskich, choc podejrzewamy, ze wszystkie smieci laduja na jednym wysypisku, bo nie ma w naszym regionie przerabialni smieci, a jest wysypisko. Do Chin chyba tych smieci sie nie wozi!
Po raz pierwszy z sortowaniem domowych smieci zetknelam sie 25 lat temu na wakacjach w Vermont. Mieszkalismy w Bed & Breakfast prowadzonym przez sympatyczna i muzykalna gejowska pare. Wyobrazcie sobie moj szok jak zobaczylam naszych gospodarzy w ogrodzie recznie sortujacych nasze smieci z lazienki i pokoju, a bylo tam wszystko: resztki kanapek, skorupki od jajek na twardo, butelki po sokach, puszki, chusteczki do nosa i podpaski higieniczne. Przez reszte pobytu sortowalismy sami smiecie przed wyrzuceniem do kosza w pokoju i lazience. Mielismy sekretny pojemnik na smieci ukryty w szafie, ktory po kryjowmu wywozilismi codziennie do miejskiego smietnika w miescie!
Welcome to my world!
🙂 🙂 Dziendobry Piatkowo 🙂 🙂
herbata wiec
szeleszcze 😀
poranne brykanko 🙂
Tereny Zielone
S-Bahn
pozycje do przegladniecia
🙂 🙂 🙂
brykam fikam
z Bobika linki 00:08
„Toczy się gra o świadomość narodową, o to, czy kolejne pokolenia młodych ludzi to będą patrioci, którzy szanują wartości narodowe, tradycję, czy to będą „Europejczycy”, którzy za jedyne święta będą uznawali Halloween oraz walentynki. Zmiany w edukacji bardzo mnie martwią. Im później dzieci trafiają w maszynkę, która je odziera z różnych wartości, tym lepiej”
😮 😮
krolik:
Do Chin chyba tych smieci sie nie wozi!
nie kroliku, do Afryki i Indii jednak tak!!!
bry
bryk
brykam
fik
fikam
😀
Dzień dobry. Wiersz na dzisiaj
http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=6&u=101
Do porannej herbaty przysiadam się 🙂
tez na dzisiaj:
Władysław Szlengel
Pomnik
Bohaterom – poematy, rapsody!!!
Bohaterów uczczą potomni,
na cokołach nazwiska ryte
i marmurowy pomnik.
Walecznym żołnierzom – medal!
śmierci żołnierskiej – krzyż!
Zakląć chwałę i mękę
w stal, granit i spiż.
Zostaną po Wielkich Legendy,
że tacy byli Ogromni,
mit zakrzepnie i – będzie
Pomnik.
A kto wam opowie, Przyszli,
nie spiż i nie mitu temat –
że Ją zabrali – zabili…
i że Jej nie ma…
Czy była dobra? – Nawet nie –
często się przecież kłóciła,
stuknęła drzwiami, burknęła…
ale – była.
Ładna? Nie była nigdy ładna,
nawet nim głowa się posrebrzyła.
Mądra? Ot, zwyczajnie, niegłupia…
No, ale… była.
Rozumiesz: była, a gdy Jej nie ma,
to każdy kąt tu oczy złe ma
i zaraz widać, że Jej nie ma.
Nie żeby wielkie słowo: Dom,
mój Boże, cóż to za gospodarstwo?!
(nie byli z Warszawy)
mąż cały dzień w warsztacie,
syn – także miał gdzieś swoje sprawy,
pokoik często nie sprzątnięty
(bo wodę z dołu przynosiła),
tak jakoś stały wszystkie sprzęty,
tak jakoś zegar uśmiechnięty,
no – była.
Była.
I cóż? Człowiek? Nie – nieważne –
statystyka żadna Jej nie wymieni,
dla świata, Europy mniej niż pyłek,
ważna to rzecz ten Jej wysiłek!
ale gdyś zbliżył się do sieni,
nim klamkę wziąłeś, nim drzwi pchnąłeś,
jakoś w powietrzu zapachniały
ni ciepła zupa, ni ręcznik biały,
tak jakoś ciepłość cię owiła,
no…
była.
I wzięli.
Poszła, jak stała.
Od ognia.
Zupy nie zdążyli…
zabrali, poszła – nie ma,
zabili.
Wróci z warsztatu mąż,
usiądzie ciężko na stołku,
ręce opadną na podołku,
głową wodzi i patrzy.
Ognia nie ma pod blachą –
ścierka spadła i leży,
talerz na stole – brudno.
Nie wstaje. Pochyla się. Myśli.
Trudno.
Nie ma.
Zje chleba i zupy z warsztatu
fabrycznej – obcej i marnej.
Je i patrzy:
na półce milczący,
zimny i martwy Jej garnek.
Nie pójdzie już do warsztatu,
syn wróci z miasta zgłodzony,
w łóżko nie zaścielane
rzuci się w butach zbłoconych.
Nie uśnie.
Będzie patrzył i nie zapomni…
Tam Matki wystygły g a r n e k –
JEJ POMNIK…
kolejny wiersz na dzisiaj:
Władysław Szlengel
ROZMOWA Z DZIECKIEM
Dziewięćset czterdziesty drugi rok.
Matke i dziecko. Warsztat – blok…
Dziecko twarz ma liliową,
matka włosy jak mlecko,
powiedz mi matko – pyta malec –
co to znaczy: DALEKO…
Daleko to znacy za górami,
za lasami i za rzekami…
Daleko to znaczy szyny,
Daleko to morskie podróże,
okręty i przestwór siny
i góry w słońca purpurze…
Daleko to wyspy złote
i wonne wiartu podmuchy
to jakaś soczysta zieloność
i piasek miękki i suchy.
Lecz jak wytłumaczyć dziecku,
co znaczy: DALEKO…
Daleko – kochane dziecko
(a łza się chybocze na rzęsach)
daleko to z bloku naszego
aż do bloku Többensa…
A powiedz mi mamo kochana,
co to znaczy: DAWNO…
Dawno to wieczór miejski,
płonące lampy, neony…
to cichy spokój w mieszkaniu
i dobrze piec napalony…
Dawno – to ciastko z Ziemiańskiej,
dawniej – to obiad przy radiu
dawno – to rano „Nasz Przegląd”,
i wieczór w kino Paladium.
Dawno – to miesiąc nad morzem,
dawno – to zdjęcia z wycieczki
i ślubne zdjęcie z welonem
i biały chlebek bez sieczki…
Lecz jak wytłumaczyć dziecku
tę przeszłość jasną i sławna,
gdy nic… nic przecież nie wie…
jak wytłumaczyć: DAWNO…
Widzisz, kochane dziecko
stare i smutne za młodu
dawno – to znaczy gdy dawno…
nie przydzielano nam miodu…
A powiedz mi mamo, powiedz,
co to, co słyszę nocą…
świstt taki długi… daleki
co to tak świszcze i po co…
Jak wytłumaczyć dziecku
jaki wziąć przykład i motyw,
by wytłumaczyć nocny,
daleki świst lokomotyw…
Jak wytłumaczyć szyny
i długą drogę w bezkresy,
radość mknięcia w sleepingu
i oszałałe eksresy.
Dworce, sygnały, zwrotnice,
nowe miasta, ulice,
bilety, przesiadki, bagaż,
kurier, bufet i tragarz.
Migot światełek nocą,
i dymów liliowy ślad.
Jak wytłumaczyć… i po co,
że gdzieś jeszcze w dali jest świat…
Ten świat znaczy – chłopcze maleńki
coś rączki żałośnie tak splótł,
że może być dalej niż Töbens – –
i jeszcze dalej niż miód – – –
pstryk przy herbacie
Dzień dobry 🙂
Aż głupio mi pisać w jaki sposób w mojej gminie rozwiązany jest, od lat, problem śmieciowy.
Gmina wydała wszystkim gospodartwom domowym po trzy stojaki: szkło, plastyk, papier. W te stojaki wkłada się stosownie podpisane, mocne worki plastikowe. Worki wystawiane są do odbioru raz na dwa tygodnie. Ktoś je bezszelestnie zabiera, wrzucając na posesje nowe worki, które trzeba zamocować w stojakach.
Usługa jest bezpłatna A ścislej, uważamy, że zapłacilismy za to w postaci podadków. Wybrane przez nas starannie władze Gminy, rozumieją, że leży to w interesie Gminy. Lepiej śmieci odbierać z posesji niż zbierać po rowach i lasach.
Ponadto mamy pojemnik na tak zwane śmieci komunalne, czyli różne różności. Odbiorem zajmuje się specjalna firma i jej płacimy w ramach prywatnej umowy. W ramach innej umowy, ci którzy nie chcą mieć kompostnika w ogrodzie, odstawiają od wiosny do jesieni, trawę, inne odpody organiczne, etc. do innego pojemnika.
W sumie pięć pojemników w wydzielonych i z reguły porośniętych bluszczem „śmietnikach”. Hałas minimalny.
Raz do roku odbierane są odpady typu baterie i inne nie biodegradalne. I raz do roku wielkogabarytowe, typu stary tapczan czy telewizor.
Niestety nie wyeliminowało to pskudów, którzy nadal śmiecą. Są też tacy, którzy podwożą samochodami śmieci z innych gmin.
Jestem za segregowaniem śmieci. Ale potafię zrozumieć emocje Heleny.
Dzień dobry 🙂
Przyjemnie czytać, że tu i ówdzie gmina potrafi. 😀
Osłodzę sobie tą myślą poranną herbatę (zwykłego cukru i tak nie używam) i będę ją pić powooooli, żeby jak najbardziej odwlec moment, w którym natrętnie zaczną się pchać całkiem inne myśli. 😉
Na dobry początek: wczoraj słuchałem Powtórki z Rozrywki, gdzie Alina Janowska produkowała się (świetnie!) z monologiem autorstwa Mariana Załuckiego i z tegoż monologu przytaczam:
małżeństwo jest jak pochód w Warszawie – Wola maszeruje a Ochota już przeszła 😉
Bociany maja juz w gniezdzie dwa jajeczka. Ale nawialo troche workow plastikowych i Bocianowa probowala je wyrzucic poza gniazdo. Udalo sie jej tylko odepchnac je na bok.
Potem starannie dziobem obracala jaja.
Jak to dobrze, że moi Starzy są z Krakowa. Tam Stare Miasto zawsze w cenie. 😆
Podsłuchane…
Ja panu powiem, tylko słuchaj pan uważnie
to spisek cichy jest na galaktyczną skalę
oni na wiośnie postawili fest odważnik
i nie wypuszczą jej do lipca oni wcale
a końca kombinacji ich pszepana ni ma
bo lato dawno już sprzedali ponoć Ruskim
zaraz po lipcu to zaplanowali zimę
tak kombinują we dwóch: Gowin razem z Tuskiem
co oni z Polski porobili panie drogi
no to się w pale już nie mieści ani trochę
ja panie zwijam się stad, biorę za pas nogi
na stare lata to ja się zostanę Włochem
tam panie ciepło, słońce cały rok im suszy
i wino tanie jest, makaron na talerzu
a nie jak u nas: nawijają nam na uszy
trzeba stąd spadać panie, może mi pan wierzyć…
Cudne. 😆
Zeen zostaje niniejszym zobligowany do dalszego prowadzenia podsłuchu i natychmiastowych donosów jakby co. 😎
Dojrzałość społeczeństwa poznaję po dwóch cechach. Pierwsza to szacunek dla pochodzącej z powszechnego wyboru władzy. U nas, poprzez liczne pochopne wypowiedzi podważające w istocie uczciwość i dobre intencje władz, szacunek ten jest nagminnie podważany.
(…)
Drugim ważnym kryterium jest demonstrowany szacunek dla słabszych, niemających formalnie wpływu na bieg wydarzeń. Szczególnie dotyczy to tych, którzy czują się zdezorientowani brakiem reakcji na swoje postulaty.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,13763730,Prof__Kleiber_sklada_oferte__Nauka_moze_rozbroic_Smolensk.html?as=2#ixzz2QtoQTIiQ
Co Was tak przymulilo, za przeproszeniem ja kogo?
Niektórzy obrażają uczucia Prawdziwków u Pani Kierowniczki, więc nie mają czasu. Jeden Prawdziwek też dał głos.
Zwróciłem uwagę na taki fragment:
Polski historyk Tomasz Szarota, choć przytacza wiele głosów wsparcia dla powstańców publikowanych w prasie podziemnej, zauważa, że postawa warszawiaków wobec żydowskiego zrywu była bardzo zróżnicowana: „Nie wolno nam zapominać o haniebnych zachowaniach jednostek, o ludziach cieszących się, że » Żydki się palą «, i o tym, że stanowczo zbyt rzadko na takie odezwanie z oburzeniem reagowano. Moim zdaniem bardzo trafna jest analiza postaw warszawiaków dokonana w odezwie wydanej 1 maja 1943 roku przez przebywającego po stronie aryjskiej jednego z działaczy socjalistycznego Bundu: » Reakcja ludności polskiej – stwierdzał on – na rozgrywające się wypadki nie jest jednolita. Drobnomieszczaństwo i lumpenproletariat, zatrute propagandą oenerowsko-hitlerowską, odnoszą się obojętnie, a nawet z kpinami, do tragedii żydowskiej.”
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13763767,_Zydzi_tego_nigdy_by_nie_zrobili_w_Rumunii_czy_Francji_.html
A zastanowiło mnie to dlatego, że zwykle dużo mówi się o postszlacheckości kultury polskiej, pomija się natomiast ten jej drobnomieszczańsko-lumpenproletariacki odłam, który w powojennej rzeczywistości miał świetne warunki do rozpanoszenia się. Bo dla „budowniczych socjalizmu”, dla całej tej wykorzenionej „ludzkiej kaszy” z hoteli robotniczych, o której pisał Ważyk, punktem odniesienia wcale nie była szlachta, tylko właśnie drobnomieszczaństwo. Marzenie o awansie cywilizacyjnym zawierało meble „politerowane”, oleodruk na ścianie i koronkową serwetkę pod figurką Matki Boskiej, nie żadne tam kontusze czy karabele.
Ten zdrobnomieszczaniały lud to była „naturalna” klientela ONR-u, która z jego braku zapisywała się np. do ORMO, bez problemu łącząc to z niedzielnymi mszami.
Miłosz z genialną intuicją napisał w „Traktacie poetyckim” – jest spadkobiercą ONR-u Partia. Była, pod wieloma względami, choć się przed świadomością tego bardzo broniła. Tak samo jak dziś niektóre ugrupowania za diabła by nie przyjęły do (ś)wiadomości, że są wnukami ONR-u, a dziećmi PZPR-u.
Postszlachecka?
„Rodowód większości Polaków jest chłopski, nie szlachecki. A jednak pamięć o naszych korzeniach uporczywie wypieramy. Na jakich symbolach zbudowana jest nasza tożsamość? Czym się charakteryzuje wiejska mentalność? Jakie znaczenie ma nasz rodowód dla kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego?’
http://www.wykop.pl/ramka/1361557/wszyscy-jestesmy-chlopami/
Mordko, ja się musiałem trochę powłóczyć, tak że nawet w obrażaniu uczuć u PK mogłem wziąć udział nader niewielki. Ale jak się teraz jeszcze odrobię z obowiązkami domowymi, to jak poobrażam… 😈
Nie martw sie, Piesku. Ja, jako Opiekun Bobikowej Tworczosci odgarzalem jednego kotleta u PK. Bo widze, ze juz nie nadazasz.
Mordko, czy możesz do mnie zadzwonić? Bo do Ciebie dodzwonić się nie sposób – telefon kompletnie świruje, a ja sprawę mam. 🙄
Siódemeczko, jak szlachty było gdzieś 10%, to wiadomo, że rodowód więszości populacji musiał być nieszlachecki. 😉 Ale przez wiele lat różni uczeni w piśmie twierdzili, że kultura szlachecka tę chłopską zdominowała i zawładnęła tzw. zbiorową świadomością. Co do pewnego stopnia nawet było prawdą, ale nie całą. Bo poprzez migracje i chłopska kultura zdobyła pewne przyczółki w mieście, i drobnomieszczańska się nachapała.
Mieszczańska nie drobno chyba na dziejowych przemianach wyszła najgorzej. 🙄 U nas, bo tam, gdzie była silniejsza, to różnie. 😉
Ja już kompletnie zapomniałem, że w świebodzińskiej balladzie tak pracowicie uczucia obrażałem. Ale nie bądź bezpieczny, Bobik, Mordechaj pamięta. 😈
Mordechaj pamieta i czasem tak sie natrudzi zanim znajdzie!
Dzielny Kot! 🙂
Adam Michnik w rozmowie z Markiem Edelmanem: I wtedy sobie pomyślałem, że jestem Polakiem. Dlaczego? Dlatego, że ja się za wszystkie polskie świństwa w specyficzny sposób wstydzę. (…) Otóż jest to właściwie jedyne kryterium, które znam i potrafię do siebie odnieść. Czy ja kocham Polskę bardziej niż inny kraj, nie wiem, natomiast za pewnego typu świństwa Polaków ja się w specyficzny sposób wstydzę.
„Czarę goryczy przelały prezenty, które dla izraelskich dziennikarzy przygotował polski MSZ. W czwartek po południu otrzymali oni od przedstawiciela resortu paczki, które zawierały trzy rzeczy: książkę Juliana Tuwima, napisany po angielsku list od ministra Radosława Sikorskiego i słoik z „czymś w środku”. Jak pisze dziennikarz „Haaretz”, hebrajska inskrypcja na okładce książki napisana była od tyłu, a przez to nieczytelna. W liście od Sikorskiego znalazło się wspomnienie „życia silniejszego niż śmierć i dziedzictwa”, które goście będą mieli okazję zobaczyć, gdy odwiedzą muzeum. W słoiku zaś znajdował się „kurz z Umschlagplatz”, czyli miejsca wywózki do obozów koncentracyjnych. „Zabrakło nam słów” – komentuje lakonicznie dziennikarz .”
😆 😆 😆
Chciałbym powiedzieć, że nie wierzę…
ale wierzę. 😆
Czytam o tych prezentach i przecieram oczy ze zdumienia i coraz bardziej
Tak sie zastanawiam dlaczego Polski MSZ ni miglby np zatrudnic jako doradce Kota Mordechaja? Ja bym im pieknie doradzil co nalezy dawac w paczce izraelskim dziennikarzom.
Po pierwsze sloik ogorkow kiszonych.
Po drugie peto kielbasy jalowcowej, bez koniny.
Po trzecie rozaniec poblogoslawiony przez Ojca Rydzyka.
Bo Tuwima i kurzu to oni w Izraelu maja sami bez liku. Choc pewnie mieliby trudnosci ze znalezieniem jelopa rownego Sikorskiemu zeby jakis gustowny list napisal.
W mojej 5 stopniowej skali Sikorski ma 3,5 jołopy 🙂
Jeżeli MSZ, to wierzę.
Och, jak ja to dobrze rozumiem, z tym wstydzeniem się jako kryterium przynależności. Każdy zataczający się i wrzeszczący rodak w supermarkecie przypomina mi, że choćbym chciał, od polskości się nie odetnę. Wiele bardziej mi przypomina, niż jakieś medale czy nagrody dla naszych. 🙄
Mordko, a do czego w Izraelu przydaje się różaniec poświęcony przez Ojca R.?
Bobik, a do czego komu kurz z Umschlagplatzu? Ze o liscie Sikorskiego nie wspomne?
Dla listu Sikorskiego zastosowanie bym znalazł. Ale przecież nikt się nie będzie podcierał różańcem. 😯
Z prawie godzinnego milczenia wnoszę, że wszyscy rozważają tę delikatną kwestię. 🙂
Dogłębnie, ale nie empirycznie, Wielki Wodzu 🙂
I bardzo dobrze, nie próbujcie tego w domu 😈
Bobik jak zwykle dosadny i praktyczny.
Pani Sikorska juz pewnie miala z Sikorskim powazna rozmowe w domu w sprawie tego listu.
Ale dzisiaj dzien jest smutny rocznicowy. Ze tez Prawica taki sobie wybrala na odwiedziny u Pani Kierowniczki! Pojde i sama zobacze!
Nie sądzę, żeby ktoś z nas tego próbował gdziekolwiek. Różaniec, nawet po kontakcie z tak wielką pomyłką, jak pan Rydzyk, nadal jest symbolem religijnym, który należy traktować z szacunkiem. Ja się wciąż zastanawiam, jak mogło dojść do powstania tak kuriozalnego „zestawu prezentowego”. Kumulacja niezręczności, głupoty i partactwa jest tu obezwładniająca. Znowu jest się za co w specyficzny sposób wstydzić.
E tam, nic takiego, nie przesadzajcie. Jeden gość, pokazujący się zresztą od czasu do czasu blogowicz, nie był zachwycony moim skojarzeniem pomników papieża ze znanym dowcipem o statui. Jemu moje skojarzenie z kolei skojarzyło się z Ewą Wójciak. Ale przecież nie użyłam wiadomego wyrazu 😈 a człowiek i tak przyznał, że pomniki okropne 😉
Pani Doroto, skojarzenie ze statują jest nieuchronne. A tak w ogóle, to dużo zawdzięczam statui 😉
Ale wcześniej jeszcze był jeden, co o narodach pisał i w sumie mogło powstać wrażenie, że się różni tacy zaczęli nagle do Kierownictwa pchać.
A może kilku niepiszących szlag trafił? Zawsze byłby jakiś pożytek z tej statuji. 🙂
W ogródku zakwitły dzisiaj fiołki, hiacynty i pierwsze żonkile 🙂 Wszystko się rozpakowuje, ale bardzo powoli i nieufnie 🙄 Forsycje postanowiły nie kwitnąć 🙁
Eee, tam, wstydzic, Czy to my ukladalismy zestaw? Usmiac sie.
Ale jak sobie prypomne te wystawe Korczakowska, co jezdzila po swiecie z okazji Roku Korczakowskiego, tez pod patronatem MSZ, to wcale sie nie dziwie. Chciaz oczywoscie sloiczek z kurzem Umschlagplatzu przebija wszystko.
Dobrze, ze nie z prochami z Auschwitz….
Ale jest to jakims symbolem tego rzadu – jego zalosnej bylejakosci, braku wyobrazni, pomyslunku, jego mysiej szarosci, jego „nie odroznisz od tapety”. . Kogo oni zatrudniaja do wymyslania takich zestawow i takich wystaw? Niedouczona bratanice szwagierki szefa kancelarii ministra?
Obejrzalam teraz niezwykle dobry program (BBC) o pierwszym Wedgwoodzie. Wystapil w programie takze Edmund de Waal, autor „Zajaczka o bursztynowych oczach „, bardzo wybitny brytyjski garncarz. Nigdy nie widzialam go do tej pory i bylam zaskoczona, ze jest jeszcze bardzo mlody. Boze, jakaz to piekna mezczyzna!….
O rysach jak wykutych w marmurze, bardzo patrycjuszowskich. A jednocesnie bardzo wrazliwa twarz. Obok Alana de Bottona, najpiekniejsza mezczyzna posrod zyjacych. Dla mnie, anyway.
Niestety, obaj zbyt mlodzi, zwlaszcza ten de Waal.
Własnie, znany dowcip. Według tego, co znajduje gugiel, nikt nie zna tego dowcipu, są tylko jakieś niedorzeczne wersje.
Oj, nie jestem w typie Heleny 🙁
Też za młody, Wodzu? 😆
Sorry, Wodzu. Serce nie sluga.
Tu jest Ukochany:
http://www.google.com/search?client=safari&rls=en&q=edmund+de+waal+photos&ie=UTF-8&oe=UTF-8
Heleno, moim zdaniem pan Edmund jest w wieku … uniwersalnym, 😎 ale żona i trójka dzieci…
Na młodość nic nie poradzę, a reszta by wymagała kwoty sześciocyfrowej i dłuższego pobytu w Szwajcarii. No i jeszcze do Paryża po perugę. 🙂
Jednak nie, całkiem niepodobny do pana męża 🙄
Włosy można wszczepić, wyglądają zupełnie jak swoje. 😈
A w tej Szwajcarii za ten gruby szmal to się czegoś dodaje, czy ujmuje?
Zapewne ujmuje, ujmowanie jest droższe. 😉
Aga, absolutnie uniwersalnym, czyli wlasnie w takim w jakim byc powinien.
Ale mezczyzni sa dziwni i zazwyczaj wola kobiety in the making…
Biedna Monika z Rodzina. Chcialabym uslyszec, ze sa OK.
Dlaczego biedna? Co mi umknęło albo czego nie rozumiem?
Monika nie mieszka w samym Bostonie, więc choć na pewno bardzo przeżywa to, co się dzieje, fizycznie zagrożona być nie powinna.
Też mi się zdawało, że bezpieczna, ale może czegoś nie wiem.
Oczywiscie, ze nie mieszka w Bostonie, ale mieszka blisko i to sie jednak przezywa inaczej jak miedzy toba a tym ci sie stalo nie lezy ocean. Nie chodzi o to, ze Rodzinie cos zagraza, tylko o cala otaczajaca atmosfere, ktora musi byc bardzo ciezka. No i ten caly Dzohar jest wciaz at large.
Nic nie poradzę, „at large” kojarzy mi się natychmiast z moim pierwszym podręcznikiem do angielskiego (Eckersleya) i czytanką „Puma at large”. 🙂
Przeżywać oczywiście inaczej się przeżywa z bliska, dlatego ja się nawet nie chciałem Moniki o nic dopytywać, bo po czymś takim można nie mieć ochoty na beztroskie blogowe rozmowy i wygłupy. Trzeba dojść do siebie, a jak tu dojść, kiedy sprawa jeszcze wcale nie została zamknięta.
Ale też o Tobie myślę, Moniko i o Twoich.
Moj ojciec tez sie uczyl z Eckersleya, u jakiejs staruszki-lekarki. 🙂
No ja nie wyzwę Heleny na pojedynek o względy ukochanego. 🙂
Nie wiem, może z tym kurzem, to miał być jakiś dowcip, jak z puszkowanym powietrzem z różnych miejsc, ale przecież nie w tych okolicznościach.
Trudno mi jest uwierzyć, czytałam rano.
W pewnym okresie podręcznik Eckersleya był chyba dość popularny. Ja go zresztą bardzo lubiłem, bo miał „osobowość”, wyraźne autorskie dotknięcie, poczucie humoru i angielskiego ducha. 😉 A potem wszędzie nastał nudny, sztywny, bezbarwny Alexander, którego polubić nigdy nie zdołałem.
Moze to BYL dowcip. Obdarowani mysleli, ze w sloiku sa grzybki marynowane, a tu – kuku! – kurz z Umschlagplatzu! 😉
Nie był. I właśnie to jest smętne, że oni tak na serio. 🙄
Bo to a tandeciarze i nic na to nie poradzimy.
A jak panu de Waal na lewej rączce świci jak ten Filon miły pierścionek złoty to on jest (po brazylijsku) żonaty czy (po polsku) wdowiec?
Bardzo rzadku zdarza mi się, że oniemiuję i godzinami nic nie mam do powiedzenia. No więc, kochane MSZ a w szczególności Wielki Afgańsko-Bydgoski Wojowniku, zatkaliście mię. Takiego happeningu to nawet Major Fydrych w tym kraju nie odstawił.
U nas wszystko w porzadku, na ile moze byc. Helena dobrze odgadla, ze przeciez jestesmy czastka tego miejsca, a Bobik – ze sa takie chwile, ze sie nie ma ochoty pisac. W radiu i w gazetach byly doniesienia o ludziach, ktorzy potracili nogi (mala dziewczynka, mlodsza siostrzyczka chlopca, ktory zginal, tancerka, ktora blagala lekarzy, zeby jej nie ratowac, i wielu innych), o ludziach walczycych o zycie. Wywiady z lekarzami. Trzeba bylo tez dzieciom tlumaczyc…
A z tym, czy cos jest w Bostonie, czy juz poza to jest tak – wszyscy tu jestesmy wlasciwie polaczeni z Bostonem, Cambridge itd. – przez prace, przyjaznie, i przerozne codzienne i niecodzienne sprawy (np. chor dzieciecy spiewajacy wczoraj na miedzywyznaniowym spotkaniu byl prowadzony przez Zosi nauczyciela muzyki, o ktorym tu kiedys pisalam, wiec posrednio bywajace tu osoby tez o znaja).
Nie mowiac juz w ogole o interbeing, jak ladnie to nazywa Thich Nhat Hanh…
No i wlasnie dlatego slucham doniesien radiowych (wlasnie zdaje sie, ze moze jest szansa, ze dzisiaj sprawce zlapia, ale co chwila cos sie zmienia), a w sercu trzymam dzisiaj zoltego zonkila – pamietajac , co sie wydarzylo w moim miescie po drugiej stronie Atlantyku (co potwierdza, ze mozna miec wiecej niz jedno bliskie miejsce, ja akurat mam trzy).
A przy tym wszystkim – sloiczki z kurzem to pomysl z komedii omylek. 😉
Nie nalezy na sile starac sie sie byc za oryginalnym z prezentami. Trzeba dawac co jest symboliczne i reprezantacyjne dla danego kraju. Np bursztyny, ogorki kwaszone (a jakze), konskie kabanosy (to dla Francuzow), nagrania Lutoslawskiego, krakowskie stroje, ciupagi, oscypki, kurpiowskie wycinankii fajans z Boleslawca. Nic w tym zlego.
Monika z pewnoscia w srodku tych smutnych wydarzen, gdzie tylko pogrzeby, cierpienie, rozpacz i szok. Amerykanie maja ogromny stoicyzm i determinacje w tych dniach.
szeleszcze cicho 🙂
herbata
😀 😀 😀
Dzien Dobry Bardzo sobotnie i juz 🙂
brykam
fikam tez
bywa
🙂 🙂 🙂
co mozna zrobic z tym kurzem w sloiku, jaki byl pomysl, co mial (kurz) powiedziec – pokazac – znaczyc, czy zawartosc po otwarciu jest niebezpieczna (toksyczna), gdzie jest jego (sloika) miejsce w domu obdarowanego, na polce z pamiatkami, pomiedzy szpargalami na biurku, pomiedzy nie czytanymi ksiazkami, a moze w garazu, czy mozna sloiczek uzyc praktycznie, kurz odkurzyc elektroluksem, sloiczek wypelnic sypka kasza, albo brazowym cukrem dla kontrastu,
a moze sloiczek wysoki jest i mozna w nim kredki na sztorc,
albo kolorowymi scinkami po otrzeniu…………….. taki maly sloiczek a pytan bez konca 8)
pstryk
brykam fikam
Dzień dobry,
ja z kolei wczoraj dyskutowałam o dzwonach kościelnych, w które kazano dzwonić o 10. w Warszawie (których zresztą u siebie na Kabatach nie słyszałam). Moim i moich żydowskich przyjaciół zdaniem bardziej tu pasuje cisza. Ale też były zdania, że do polskiej publiczności to bardziej przemawia, więc dobrze.
Cóż, nie tylko co kraj to obyczaj, ale co jego podgrupa, to obyczaj. Mamy różne wrażliwości i dlatego pewnie często się tniemy. Z polskiej strony pada argument: jesteśmy w Polsce, to nasze święto, więc pozwólcie nam je obchodzić po swojemu. Z jednej strony dobrze, że obchodzą i że chcą. Ale z drugiej strony już się zaczynają kwasy: a dzwony się nie podobają, a pomnik Sprawiedliwych w środku getta się nie podoba, wy Żydzi zawsze chcecie dyktować 👿 I po całej sprawie.
Dzień dobry 🙂
Zakwitła ogromna, przepiękna magnolia naprzeciwko moich okien. Może jednak nie będzie tak, jak w podsłuchu zeena i trochę wiosny zaznamy. 😉
Ale na kawę na tarasie dziś za chłodno. Żłopię we wnętrzu, patrząc przez szybę, jak się zielone rzuca na wszystkie możliwe gałązki.
Komuś kawy z zieleniną? 🙂
No i z tym słoiczkiem. Teren getta traktowany jest przez Żydów jak cmentarz (choć Umschlagplatz był miejscem, skąd zabierało się na śmierć, a nie gdzie umierano i grzebano), a ziemi cmentarnej się nie narusza, bo należy do umarłych. Niby prosta rzecz. Ale popełniane są gafy także w stosunku do innych narodów, Żydzi nie są wyjątkiem. Takimi dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
Największe w Iraku, gdzie Amerykanie myśleli, że wprowadzą demokrację w stylu amerykańskim 😯
Dzień dobry.
Nas uwierała wczoraj huczna radość w Bostonie. Rozumiem ulgę ludzi, że już po wszystkim, ale wcale nie jest po wszystkim. Jestem jak najdalsza od radosnej satysfakcji.
Kierowniczko, rozmowa na temat obchodów i nie tylko nie może być sensowna, jeżeli nie ma się cały czas „w zatyłkie” głowy, że Wyżydzi są równocześnie Mypolakami (nie myślę tu oczywiście o izraelskich dziennikarzach). I zabieranie głosu w jakichkolwiek publicznych sprawach jest ich świętym prawem, nie żadną łaską pańską.
Przekładając sytuację na pieskie: jeżeli nie cierpię, żeby mi mówić Bobisiu, to zawiadamiam o tym rodzinę i przyjaciół, spodziewając się nie bez podstaw, że nie będą mi chcieli robić przykrości i z Bobisiem dadzą sobie siana, a będą się do mnie zwracać tak, jak mnie pasuje . I kiedy ktoś z nich moją prośbę ignoruje, to również nie bez podstaw zaczynam mieć podejrzenie, że chyba on mnie ma gdzieś, albo na złość mi chce zrobić. Prawdaż czy nieprawdaż?
A że i dobre chęci czasem potrafią „pójść obok” to insza inszość. W przypadku wyraźnych dobrych chęci rzeczywiście przydałoby się więcej ducha wzajemnego zrozumienia, ze wszystkich stron świata.
Bobisiu, Ty masz szczescie, Krolowa moich Terenow Zielonych,
magnolia przepiekna, dopiero w pekach peka 🙂
zrobilo sie chlodniej, sloneczko ukryte, mimo to mozna grillowac, w Tereny wiec
do czynu 🙂 🙂
wstawac spiochy, kuchnie ogarnac i na spacer dotlenic glowe
🙂
herbata na dobry dnia poczatek
😀
Rzecz jest właśnie w tym, że Wyżydów nie uważa się za Mypolaków. W każdym razie nie tak do końca 👿
Mnie na myśl o Bostonie jest wręcz przeraźliwie smutno. Patrzę na zdjęcia tych młodych, miłych chłopaków i serce mi się ściska, że dając się uwieść głupocie – bo to nic innego, tylko nieprawdopodobna głupota – zmarnowali życie swoje i tylu innych. A mogli zrobić tyle dobrego, bo najwyraźniej rozpierała ich żądza czynu i poszukiwali jakiejś idei, dla której mogliby się poświęcić.
Za chwilę przyjdzie mi pomóc w pracach ogrodowych palestyński nastolatek. Młody, miły chłopak. I rozpacz mnie ogarnia, kiedy pomyślę, że on czy jego brat też mogliby w pewnym momencie dać się omotać jakiemuś obłędowi i zacząć zabijać. Nie wiem, czy na swoim podwórku robię dosyć, żeby do tego nie doszło. 🙁
Dlatego dobrze jest Mypolakom zadzwonić.
Tu też można poczytać o uważaniu. Mnie rozbroiło odkładanie Boga na półkę http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,13640401,Przeznaczeni_pl__Randki_po_bozemu.html?as=1
Ja wraz z bostonczykami tryumfuje , ze po tak strasznym tygodniu pozostajacy na wolnosci bandyta zostal ujety, mozna spokojnie odetchnac, pootwierac na nowo biznesy, wychodzic z domu, isc z dziecmi na spacer czy do kina. Policja fantastycznie sie spisala, ale takze mieszkancy miasta wykazujac nadzyczajna dyscypline w obliczu powaznego zagrozenia.A ofiary i rodziny ofiar moga miec pewnosc,m ze bandyta poniesie konsekwencje swej zbrodni. Ciesze sie wraz z bostnczykami, czapki w gore!
Ja też przyglądam się w osłupieniu twarzom tych młodych ludzi i tych okaleczonych i zabitych.
Tacy młodzi, urodziwi, życie przed nimi, przecież byli dziećmi, kiedy przyjechali. Wydaje mi się, ze bez stymulacji zewnętrznej nie mogli by mieć tyle nienawiści, żeby zabijać.
Straszne!
Nie powiem, co myślę o ewentualnych sprawcach moralnych, bo budzą się we mnie żądze odwetu, które mnie przerażają.
Bobiku, usuń 'w’.
Zgadzam się z Tobą, Haneczko, Mypolakom trzeba dzwonić.
To jest za proste, Heleno, powiwatować i zamknąć sprawę. Ja znam wielu takich chłopaków i wiem, że tu przeważnie nie działa żadne demoniczne, skondensowane Zło, tylko straszliwe pogubienie i durny przypadek – czy w odpowiednim momecie trafi się na ludzi, którzy pomogą się odnaleźć, czy wręcz przeciwnie. Znam rozpacz rodziców, którzy widzą to pogubienie dzieci, ale często nie potrafią im pomóc, bo sami nie rozumieją tego obcego świata, który ich otacza i czują, że przestali dla dzieci być autorytetami. To jest wszystko trudne, smutne i wcale nie czarno-białe.
Oczywiście, że w pierwszym rzędzie boleję nad ofiarami i z całego serca życzyłem Bostończykom, żeby ten koszmar się jak najszybciej się skończył. Ale wiwatować nie potrafię i wątpię, czy bym potrafił, gdybym był teraz w Bostonie. Zwłaszcza że złapanie zabójcy ofiarom życia nie zwróci, więc nie wiem, czy jest tak jednoznaczny powód do radości.
O tym właśnie myśleliśmy z panem mężem.
Bobik, nie wiem czy zauwazyles, ale ja nie wchodze w przyczyny i powody, ktore sprawily, ze dwojka mlodych ludzi postanowila zbombardowac swych sasiadiow i wyslac ich na lono Allacha? BO MNIE TO W TYM MOMENCIE ABSOLUTNIE NIE INTERESUJE. To co mnnie interesuje, to ze Bostonczycy moga wreszcie odetchnac spokojnie i zajac sie wlasnym zyciem. To co czuje, to solidarnosc z mieszkancami miasta, ktorzy mieli w tych dniach przekonac sie czym jest terroryzm. A poniewaz od ponad 30 lat zyje na codzeien z zagrzeniem terrorystycznym i rozlicznymu wariatami, ktrzy chca nas wszystkich poslac na lono Allacha, to pozwol, ze tymczasem bede rzucala czapkami w gore, a nie pochylala sie nad zagubionymi duszyczkami.
Problemami „mlodych zagubionych” niechaj sie zajmuja powolane do tego organa, utrzymywane z moich podatkow. Mnie interesuje bezpieczenstwo moje, moich sasiadow i mojego Kota, a nie praca u podstaw posrod religijnych fanatykow – islamskich czy katolickich. .
Wiec nie mow mi „to jest za proste”, bo dla mnie to jest w sam raz.
Kazdy z nas w tym miescie zna kogos, kto przezyl zamach terrorystyczny (ja tez, bo w zamachu pod Harrodsem ucierpial moj przyjaciel, sasiad i byly szef Gienek Smolar, ktorego odwieziono do spitala z cialem pelnym gwozdzi z bomby podloznej przez terrorystow z IRA). Kazdy z nas w tym miescxie byl niejednokrotnie ewakuowany z miejsxa gdzie znaleziony byl podejrzany pakunek lub bagaz. Ja sama znajdowalam sie w odleglosci 30 metrow, kiedy wybuchla bomba w autobusie zabijajc 3 osoby (byl to nocny autobus) naprzeciwko mojej pracy. Przezywalismy w tym miescie starszne momenty. Nazaajutrz po 7/07/07 jechalam do pracy w prawie pustym metrze, umierajac ze strachu o wlasne zycie. Z pewnoscia w tym momencie nie zapraztalismy sobie serc zastanawiajac sie nad powodami i przyczynami, ktore sprawily, ze ktos postanowil nas pozabijac. To nie jest tem moment, drogi Bobiku. I wszelkie oczekiwania by w tym momencie pochylac sie nad terrorystami jest zwyczajnie obrazliwe dla nas, ktory zyjemy z tym nacodzien i sie boimy, powtarzajac swiatu „business as usual”.
A rok czy wa temu w naszej dzielnicy wykryto fabryke bomb, aresztujac szesc osob. . Bless Scotland Yard i sluzby antyterrorystyczne.
A tu Anne Applebaum z rozsadna analiza:
http://www.slate.com/articles/news_and_politics/foreigners/2013/04/dzhokhar_and_tamerlan_tsarnaev_if_the_suspected_boston_marathon_bombers.html
U mnie pada snieg. Zadnych magnolii! A niech to dunder.
Heleno, to nie jest pochylanie się nad sprawcami. Patrzyłam na wiwatujących ludzi i myślałam, że wśród nich może być kolejny „chłopak z sąsiedztwa”. Że stoi obok roześmianej, klaszczącej pani, sam roześmiany i klaszczący, a za chwilę wróci do domu i dokończy budowanie bomby.
Właśnie odkopałam, z archiwum Muzeum Holocaustu w USA filmy Juliena Bryana, gdy ktoś chciał zobaczyć:
http://www.ushmm.org/research/collections/highlights/bryan/video/
jest tam też jego dużo zdjęć z czasów okupacji.
Heleno, jestem głęboko przekonany, że Twój punkt widzenia nie jest jedyny możliwy i słuszny. W Niemczech zagrożenie terrorystyczne też jest realne, przez jakiś czas mieszkałem w Paryżu podczas dużego nasilenia zamachów i też czułem się realnie zagrożony, ale nadal w przypadkach, kiedy zamachów dokonują pogubieni młodzi – bardzo młodzi – ludzie, odczuwam raczej smutek i żal, że tak się to wszysto potoczyło, niż radość, że bandytę złapano i teraz mogę sobie powiwatować. Zresztą, choćby ze względu na niewinnych ludzi, którzy zginęli, nie jest mi jakoś do radości „w tym temacie”.
Dla mnie to wszystko nie są teoretyczne rozważania. Mam w tej chwili przed oczami całkiem dosłownie, nie metaforycznie, takiego młodego człowieka, który przyjechał do Niemiec 4 lata temu i na pewno nie jest jeszcze całkiem wpasowany w tutejsze społeczeństwo. To jest strasznie fajny, porządny chłopak i naprawdę z przerażeniem myślę o tym, że mógłby wpaść w łapy jakichś fanatyków i zacząć krzywdzić ludzi w przekonaniu, że właśnie tego jego Bóg wymaga. I kiedy zadaję sobie pytanie, co ja mogę zrobić, żeby do tego nie doszło, to chodzi mi zarówno o niego, jak i o tych ludzi, którym mógłby zrobić coś złego. To mi się łączy.
Trzeba umieć odróżnić smutek, będący rodzajem żalu do losu – „że też nie było jakiegoś skrzydła motyla, które skierowałoby to wszystko w całkiem inną stronę” – od opłakiwania czy usprawiedliwiania sprawców. I sądzę, że takiego rodzaju smutek przeżywają dziś niektórzy ludzie również w Bostonie.
Radość i ulga. Tak. Ale także ból i współczucie dla ofiar i dla tych, których bliscy zginęli bądź zostali okaleczeni, i którzy teraz, być może, przeżywają najgorsze chwile w swoim życiu. I bezbrzeżny smutek, bo przecież, prawie na pewno, ktoś gdzieś w tej chwili siedzi i dłubie przy kolejnej bombie. A więc także bezradność i strach wynikające ze świadomości ciągłego zagrożenia – wiszącego nade mną, nad moimi bliskimi, nad, tak radosnymi dziś, bostończykami. Oraz niepewność i żal, bo ten miły chłopak, który pomógł mi wysiąść z metra, ta dziewczyna, która z takim oddaniem opiekuje się babcią, jutro mogą wymordować dziesiątki i setki niewinnych ludzi. I dręczące pytanie, czy mogę coś zrobić, żeby temu zapobiec. W tym maglu emocji nie ma nic oryginalnego – myślę, że wszyscy mniej więcej to właśnie czujemy, tyle, że między falami emocji poszczególnych osób nie ma idealnej koordynacji. Ale to nie powinno tworzyć muru między tymi, którzy w tej chwili radośnie świętują koniec bezpośredniego zagrożenia, a tymi, którzy, właśnie w tej atmosferze święta, najmocniej odczuwają żal, strach, współczucie.
Widzę, że Haneczka mnie rozumie. Może dlatego, że wie, jak taki jeden z drugim Młody potrafi mieć namieszane w głowie i jakie robić głupoty, zanim mu się w tej głowie poustawia. I to wcale nie jest tak, że ustawia się po przekroczeniu magicznej cezury 18 lat. Jeszcze długo się kotłuje.
Skądś też biorę pewność, że zrozumie mnie również Monika i będzie wiedziała, dlaczego nie potrafię wiwatować, choć sercem jestem z bostończykami.
Ta, Ago, nie powinno się arbitralnie ustalać, który sposób przeżywania jest lepszy. Można różnie.
Ja nie mam za złe tym, którzy czują i okazują ulgę. To zrozumiałe. Mówię o tym, dlaczego sam jej tak do końca poczuć nie potrafię. I zauważam, że ulga czy wiwaty nie pomogą ani zrozumieć dlaczego, ani zapobiec takim makabrom w przyszłości. A ja chciałbym chociaż się łudzić, że coś się da zrozumieć i czemuś zapobiec.
To ja jeszcze sie odezwe „z oka cyklonu”, i dodam, ze jest psychologicznie zupelnie zrozumiale, ze osoby, ktorych spokojne okolice staly sie nagle strefa powaznego zagrozenia, po prawie 24 godzinach praktycznego aresztu we wlasnych domach, w bialy dzien, osoby, ktore czesto osobiscie znaly ofiary zamachu, albo czlonkow ich rodzin – bo tu naprawde ludzie sie znaja przez to, ze zrzeszaja sie w chorach, druzynach biegaczy, organizacji dziecinnych sportow, kolkach muzycznych i teatralnych, spotkaniach rodzicow dzieci szkolnych i uzytkownikow imponujacej sieci publicznych bibliotek – ze te wlasnie osoby, a wlasciwie jednak tylko jakas czesc z nich, mialy spontaniczna potrzebe wyrazenia publicznie ulgi i radosci, ze nareszcie jest po wszystkim. (Bostonscy policjanci, ktorym wdzieczni obywatele sciskali reke z podziekowaniami mowili: „Ach, to teraz wreszcie wiem, jak sie czuja strazacy.”) Tu sie calkowicie zgadzam z Helena, ktora dobrze uchwycila bezposrednie emocje zwiazane. Ztakimi sytuacjami.
A z drugiej strony trzeba tez uwaznie ogladac to, co podaja media. Lepiej sie pamieta obraz tlumu, niz np. to, ze prawie natychmiast na Twitterze powstalo konto „modlmy sie takze za sprawcow” (zapoczatkowane przez katolikow, a potem sie do nich dolaczyly inne wyznania, i osoby zupelnie bezwyznaniowe, bo mozna to przeciez dla ateistow przetlumaczyc na „spare a thought for…”). Nie mowiac juz o tym, ze Watertown to troche jak warszawska Wola (kiedys bylam lawnikiem z kilkoma osobami z tego miasta – bardzo ciepli ludzie, ktorzy wlasnie przypominali mi chlopakow (i dziewczyny) z Woli. Nie mowiac juz o tym, ze w radiu i mediach bylo bardzo duzo glosow zupelnie niedyszacych nienawiscia i checia odwetu. Nie mowiac juz o tym, jak cieplo wszyscy mowili zwlaszcza o mlodszym bracie, nawet dzisiaj, widzac w tym wielka tragedie, ze starszy prawdopodobnie tak mlodszego, wtopionego w lokalna spolecznosc, zradykalizowal (miasto Cambridge, gdzie mieszkali, ufundowalo mu stypendium do jednej z lepszych szkol, wszyscy go lubili i wszkole i na studiach).
Dlatego z odleglosci, na podstawie drmatycznych obrazow, tak trudno czasem inne spolecznosci zrozumiec. Choc i z bliska tez nie jest latwo, i i istnieje wielosc glosow i opinii. Ale wlasnie o tej wielosci glosow i opinii sie wiecej wie i to, co wyglade na typowe, na monolit, okazuje sie ozywiona konwersacja. Bostonczycy, Amerykanie, i w ogole inne grupy, z bliska sa duzo bardziej zroznicowane, niz sie to z daleka wydaje.
Ojców chrzestnych takich fanatycznych radykalistów jest wielu.
Do nich również należą światowe mocarstwa.
Zrównane z ziemią miasto Groznyj, ludność na uchodźstwie, zrozpaczone rodziny tysięcy ofiar.
Islam wkroczył tam później.
O, wlasnie, Moniko. Nic dodac.
Wiesz, Heleno, ze myslalam o Tobie i wszystkich radiowcach, gdy przez te pare dni szczegolnie intensywnie sluchalam lokalnego radia. Bo oni zrobili cos bardzo ciekawego podczas samych wydarzen, i takze juz po nich. Otoz nasi reporterzy sporo czasu spedzili na tlumaczeniu sluchaczom, jak wiele jeszcze nie wiadomo, jak czesto niepewne sa pierwsze doniesienia, nawet przy najlepszych checiach i sporym wysilku, jak trudno kazde doniesienie zdobyc w goracej sytuacji, i jak trudno zdecydowac, co najlepiej wyrazi dany moment. No i jak zwykle w radiu – jak budowac obrazy z dzwiekow (radiowcy wiedza, ze to jak najbardziej mozliwe).
A centrala NPR do wszystkich doniesien doczepiala tlumaczenie, ze wiele szczegolow, o ktorych wlasnie donosza, moze sie zmienic, gdy dowiedza sie czegos wiecej – moga wymagac uzupelnien, sprostowan, albo nabiora innego znaczenia, gdy sie pozna szerszy kontekst. W sumie mozna powiedziec, ze byla to edukacja dziennikarsko-epistemologiczna dla szerszego ogolu, przynajmniej tego, ktory slucha radia (a tych osob jest zadziwiajaco sporo, pomimo tylu innych zrodel, z ktorych sie teraz korzysta).
Troche podsluchiwalam Waszego lokalnego radia, bo dalas linke.Ono sie swietnie spisywalo i myslalam o tych dniach kiedy mysmy tu w Londynie nie odchodzili od odbiornikow.
Też powiem no właśnie. Nie zawiodło mnie przekonanie, że Monika potrafi zauważyć i zrelacjonować różne strony medalu, a nie będzie warczeć na psa, że niewłaściwie przeżywa. 🙂
😯
Tp chyba raczej Pies nie pozostawil watpliwosci, ze ja niewlasciwie przezywam pojmanie sprawcy. nie? „To nie jest takie proste, Heleno…”
Kazda wypowiedz zaczynajaca sie od slow „to nie jest takie proste…” to wlasnie dokladnie oznacza: twoje myslenie jest prostackie i ja ci powiem jak powinnas myslec…
Najwidoczniej nie każda. 😉 Pisałem cały czas w pierwszej osobie, o swoich odczuciach i myślach, więc wydawało mi się, że kontekst jest wystarczająco jasny – dla mnie to nie jest takie proste.
Ale nawet bez kontekstu „to nie jest takie proste” według mnie oznacza „to można widzieć z różnych stron”, „to ma wiele aspektów”, a nie „ja ci powiem jak masz myśleć”. Ta ostatnia opcja wchodzi w grę raczej wtedy, kiedy ktoś mówi – „to jest proste: jest tak a tak i nie ma o czym dyskutować”.
Bobik, gdyby kazdy z nas chcial uwzgledniac wszystkie strony, kiedy chcemy jedynie powiedziec , i tu cytuje: „ja wraz z bostonczykami tryumfuje , ze po tak strasznym tygodniu pozostajacy na wolnosci bandyta zostal ujety, mozna spokojnie odetchnac, pootwierac na nowo biznesy, wychodzic z domu, isc z dziecmi na spacer czy do kina. Policja fantastycznie sie spisala, ale takze mieszkancy miasta wykazujac nadzyczajna dyscypline w obliczu powaznego zagrozenia{ – , to zamiast wpisow parepzdaniowych musielibysmy pisac doktorat na zadany temat.
Jesli ja sie ciesze, to ja sie ciesze i nie ma co dawac mi do zrozumienia, ze jestem skonczona idiotla, bo gdybym powmyslala o
WSZYSTKICH aspektach porwania, historii Czeczenii nie wylaczajac, to wcale bym sie nie cieszyla,. tylko siedziala i smucila nad Czeczenami.
Nie masz pojecia jak bardzo irytujace jest dla mnie za kazdym razem gdy slysze od Ciebie „To nie jest takie proste, Heleno!”.
Nie zawsze i nie w kazdym momencie musimy przelewax lzy nad swiatem lub szukac powodow dlaczego ktos jest morderca. Nie zawsze i nie w kazdym momencie. I nie swiadczy to ani o moum prostactwie ani glupawej prostodusznosci, ze ciesze sie iz straszny kryzys zostal zazegnany.
I nie pisales „w pierwszej osobie”. Zwracales sie bezposrednio do mnie wytykajac mi na moja prymitywna radosc.
Jakbys pisal w pierwszej osobie, napisalbys: Malo mnie obchodzi radosc bostonczykow, bo wlasnie zastanawiam sie…
I to byloby w porzadku. Ale „to nie jest takie proste, Heleno” w porzadku nie jest i bardzo mnie dotknelo.
Helenko, czasami unosisz się honorem zupełnie niepotrzebnie i to w stosunku do osób, które dobrze znasz i wiesz, że cię darzą szacunkiem i sympatią.
Chyba że nic tak dobrze nie robi na ospałą atmosferę, jak mała awanturka.
Ponieważ wszystkie inne aspekty przeżywania zostały już poruszone, więc nie będę tematu rozwijać.
Siodemeczko, honor nie ma z tym nic wspilnego. To ma cos wspolnego z checia zalatwienia kazdego tematu z pomoca tego co sie nazywa po angielsku knee jerk reaction, w tym wypadku: nie wypada sie cieszyc z ujecia terrorysty, bo z pewnoscoa jak dobrze poszukac to on tez jest ofiara Zlego Losu.
Moze jest ofiara zlego losu, ale nicehaj mi nikt nie odbiera radosci, ze jest pod kluczem w celi i ludzie moga spokojnie poruszac sie po miescie. Bo ja sie tymi ludzmi martwilam od poczatku tygodnia, a nie losem pinkwolonego terrorysty.
A w dodatku cieszenie sie ueciem groznego terrorysty jest dowodem na niezdolnosc do zobaczenia „calej zlozonosci” losow terrorystow.
To mi odbiera chec do jakiejkolwiek rozmowy. Bo o czym tu rozmawiac?
O, nie, ja się na żadną szarpackę z gatunku „bo Ty mi wtedy to, kiedy ja Ci tamto” nie dam się namówić. 😎
Kto chciał, ten wyczytał, czym się naprawdę smuciłem – nie „losem pinkwolonego terrorysty”, tylko losem młodych chłopaków – w tym wielu osobiście mi znanych – którzy mogą być wciągnięci w takie potworności (a są jeszcze zbyt durni, żeby pełni zdawać sobie sprawę z tego, co czynią). Tym, że przez to wciąganie zginęli i mogą zginąć następni niewinni ludzie. Stanem świata, w którym takie rzeczy się dzieją.
Ze swojej strony na tym sprawę zamykam.
Oczywiscie lepiej jest nie przywolywac co kto powiedzial i jak zareagowal. Wowczas nie ma przeciez zadnej sprawy, jest tylko jeden Sprawiedliwy Pies, napadniety nie wiadomo za co, ktory sie do niczego nie poczuwa. . I na tym sprawe mozna zamknac.
Gruess Gott!
Przesyłam prawdziwego, monachijskiego Anioła Pokoju.
http://media-cdn.tripadvisor.com/media/photo-s/01/41/60/78/angel-of-peace-friedensengel.jpg
i po balkonowaniu 🙂 slonce zachodzi, cieplo odchodzi, balkon
tylko z pledem 😀
teraz dylemat, czy znajde w lodowce cos co zaspokoi moja chec
na cos, oczywiscie dylemat dobrobytu, lodowka wypchana 🙄
Mar-Jo, otwiera sie, powoli, powoli ale do konca 🙂 🙂
jak tam w „wolnej” Bavaria? piwne ogrodki zapchane?
trzym sie Mar-Jo 😀
Siodemeczko, dzieki za linke, poogladam jutro 🙂
tez ciesze sie z mieszkancami Bostonu ze ujeto domniemanego
terroryste, zaszczuty mogl kolejnym niewinnym zrobic krzywde,
moj temperament nie wyrzucilby mnie na ulice, a inne moje
przemyslenia w duzej czesci oddaje pan Szostkiewicz.
ale ja jestem z berlina, i do tego lewak z kreuzberg 8)
bywa
u naszego „szweda” kolejna partia rewelacyjnych zdjec, koniecznie ogladnac………….
https://www.facebook.com/marek.zurn
🙂 🙂
w najciekawszej ksiegarni berlinskiej doskonale wieczory szykuja sie
https://www.facebook.com/events/547897491922176/?ref=notif¬if_t=plan_edited
https://www.facebook.com/events/147366538773806/?ref=notif¬if_t=plan_edited
Zapraszamy 😀
Rysiu, ogrodki piwne zapchane. 🙂
Bylam dzisiaj na Theresienwiese – odbywal sie najwiekszy w Bawarii pchli targ. Tysiace sprzedajacych, tlum nieogarniety kupujacych. Karuzele, diabelskie mlyny, duzo jedzenia i picia.
Jutro Alte Pinakothek i wystawa „Brueghel – Gemälde von Jan Brueghel d. Ä.”
Mar-Jo 😀
Mar-Jo, tylko podmieniłem zamiast wyciepywać. Obecność Anioła Pokoju nigdy nie zaszkodzi. 🙂
On wysoko, ten Anioł. Niech zstąpi.
No, ale jeśli jest wstępnym, a nie zstępnym, to co może na to poradzić? 😉
Pokojowy musi być obrotowy, otwarty na wszystkie opcje 😉
Znaczy, występny też powinien być? 😯
Oczywiście! Żeby móc zareagować na wezwanie: „Ochotnicy wystąp!” Myślę, że anioła poniosło do Bostonu, tam jest bardziej potrzebny. W najbliższej okolicy nie widzę niczego ponad ludzkie siły.
Najlepiej, gdyby był zastępny, na różne takie.
Byle nie przestępny, bo wtedy mógłby być tylko co 4 lata. 😉
Występny anioł nieźle by się też sprawdził w teatrze, operze, showbiznesie i takich tam. Każdy menago powinien mieć takiego anioła pod ręką. 😎
Bobiku, jak możesz! Tam świat jest odwracany na nie wiadomo jaką stronę! Żaden Anioł temu nie sprosta 🙄
Oj, dobranoc 🙂
Jakie brzydkie słowo dobranoc. Parę butelek jeszcze nęci zawartością, innym dziewiczy korek dech zapiera, impreza dopiero się zaczyna, a tu ktoś tak światło zapala i mówi, że starzy zaraz wrócą z teatru. A niech wracają, zobaczą coś, czego w życiu sobie nie wyobrażali.
herbata
czarna bezcukrowa
brykam
szeleszcze powoli
szeleszcze leniwie
szeleszcze od niechcenia
wiosna na balkonie wciaga 🙂 🙂 🙂
brykam
niedzielne Tereny Zielone
🙂 😀
brykam fikam
ha, hi, hi, ha, ha……..
jedna z ikon moralnosci w sporcie i zyciu codziennym nie tylko
w Bawarii, przyznal sie do oszustw podatkowych (wielkich – moze nawet ogromnych), Szwajcaria pomogla
jak to mowili medrcy (i to nie tylko o pieniadzach 🙄 ): nie
uzurpuj innym jezeli sam robisz
bywa hi, hi, hi…..
Kawa. 🙂 Niektórzy przebiegli już dziś całe mnóstwo kilometrów, a ja co? To pewnie przez ten brak dopingu… Piję kawę, wyobrażam sobie doping i do roboty!
Dzień dobry 🙂
Ponura pogoda i nie ma jak skorzystać z doprowadzonego wczoraj do porządku tarasu. Pan Administrator przygotowuje schody do malowania i nie ma jak chodzić z dołu na górę albo odwrotnie. Młody zajął kanapę i nie ma go jak z niej wygryźć.
Wobec takiego nagromadzenia pocisków oraz strzał gniewnego losu, zdobycie się na powitalny uśmiech uważam za bohaterstwo i proszę o przyznanie mi Virtuti Pomerdali. 😎
A biorącej się do roboty Adze ja mogę przyznać Order Obowiązki.
Sam go nie zjem, to niech chociaż drugiemu dam. 😈
Dzień dobry 🙂 🙂 🙂
Dużo mordek bo słońce w pełni
Jadę więc na przycinanie wrzosów. Herbata w termosie, jaja na twardo, rzodkiewka. Typowa kwietniówka 😉
U mnie też słońce, ja dzisiaj działam na Muranowie, zespołowo i indywidualnie.
Nie wiem jak się ubrać, wczoraj wieczorem zmarzłam i ucieszyłam się z wełnianej czapki znalezionej na dnie torby.
Virtuti Pomerdali należy Ci się, Bobiku, bez dwóch zdań. 🙂
Słońce, a ja muszę nad kompem… buuu 🙁
Zanim wyjechałem pospacerowałem po Lipsku
Dora, dziękuję 🙂
Czy nie przesadzacie w tym wyścigu po Order Obowiązki 🙄
ja wiem że każdy na wiosnę się poczuwa, ale bez przesady 😉
Ktoś tu pisał wcześniej, że powstaniu w getcie nie potrzebny jest żaden sumbol, w związku z żółtym żonkilem. Pomijam fakt, że to jest kwiat związany z Panem Edelmanem, to muszę powiedzieć, że ciepło mi jest na sercu, bo mijałam dzisiaj ludzi z przyklejonymi tulipanami i jak zdarzyło się, że ktoś nie miał, to byłam zdziwiona, tak nas było gęsto.
Myślę, że to był dla nas ważny znak, że jest nas trochę na świecie. A do Muzeum Historii Żydów Polskich stała wielka kolejka.
Ten symbol był zawsze. Dobrze, że został przypomniany, a i przy okazji postać pana Marka też
Mnie osobiście raziło to, że dużo ludzi uważa, że trzeba pod pomnikiem składać żółte kwiaty. Bo żółte łaty? My w rodzinie zawsze kładliśmy białe i niebieskie.
A papierowy kwiatek był trochę bezsensownie pomyślany (choć wizualnie ładny; projektowała go koleżanka Róży), mnie na przykład od razu odpadł.
Postać Pana Marka jest bardzo dobrze cały czas pamiętana, wielu tego pilnuje. Szkoda tylko, że dopiero teraz zauważono Pana „Kazika” Ratajzera i dopiero teraz go odznaczono. Wręcz zdumiewające.
O żółte o tej porze roku najłatwiej, bo właśnie na żonkile jest sezon. Innych może by się ludziom nie chciało szukać, a tak rzeczywiście bez trudu mogą „się policzyć”.
Po prostu, ja pamiętam, że Pan Edelman ostentacyjnie składał te żólte kwiaty.
Odbierałam to tak, że to są naturalne kwiaty godne tych bohaterów getta w przeciwieństwie do napuszonych wieńców ku czci.
Teraz się dowiedziałam, że ktoś anonimowo przesyłał je Markowi Edelmanowi zawsze przed tą datą.
Dla mnie żółty żonkil zawsze się z Nim kojarzy, a do głowy by mi nie przyszło, że żółte łaty.
Widziałam zapał wolontariuszy rozdających te papierowe symbole i chętnych wyciągających ręce i przypinających te żółte symbole kwiatów. Ja uważam, że to była z jednej strony wspaniała akcja edukacyjna (fragment większej całości), a z drugiej wzruszający moment „policzenia” się.
I wyszło mi, że jest nas naprawdę dużo, Pani Doroto, chociaż zwyczajni nie rzucają się w oczy.
Jeśli to prawda, to się cieszę. Ja w sumie mało latałam po mieście, więc nie bardzo wiem. Ale na wczorajszej premierze w Operze Narodowej też trochę tych kwiatków widziałam 🙂
Wracając zaś do b. p. Pana Edelmana, to właśnie jego ostentacyjność mi jednak przeszkadzała. Wszyscy wiedzieli, o której przyjdzie, przychodził z obstawą swoich wielbicieli, i celebra się odbywała. Ja starałam się omijać nie tylko oficjałki, ale i te demonstracje. Jakoś zawsze swój hołd dla powstańców i dla getta w ogóle traktowałam bardzo prywatnie.
A, to o papierowe żonkile chodziło. Dopiero teraz do mnie dotarło. 😳
Ja tak w ogóle mam z wszelkimi publicznymi rocznicami, że wolę wtedy prywatnie podumać, świeczkę jakąś zapalić, a nie otwarcie celebrować. Celebra mnie odstrasza.
Tu można sobie zerknąć na „żonkile” i to i owo.
http://emtesidemeczka.blogspot.com/?view=sidebar
Celebra była 19.04.
Niesamowitą historię znalazłem: 😯
http://www.youtube.com/watch?v=DynG5fjsZ4k
Szkoda, że nie wiadomo, co było dalej.
Fakt, krwiożercza bestia rozczuliła się maleństwem.
To jest fragment jakiegoś filmu, może ktoś znajdzie.