Dudniąca prawda
Bobik dawno nie widział Bernardyna, ale jakoś nie był zdziwiony, że ten na pysku i z sylwetki w ogóle się nie zmienił. Bernardyn już tak miał, że raz przyjęta treść czy forma potrafiła mu się zakonserwować na długie lata. Dziwne było raczej radosne ożywienie, z jakim krzątał się po swoim gospodarstwie, zazwyczaj tchnącym atmosferą cierpiętniczego załzawienia.
– Miło widzieć, że masz z czego się cieszyć – powiedział uprzejmie Bobik, choć na ogół trudno mu było radości Bernardyna podzielać.
– A mam, mam! – szczeknął Bernardyn, ukradkiem sprawdzając w lustrze, czy jego poza wystarczająco wyraża dumę i samozadowolenie. – Zostałem z tylu stron bezprzykładnie zaatakowany, że jeszcze na długo satysfakcji mi starczy. Chart się na mnie zamachnął, Wyżeł mi niesłusznie zarzucił, a Szpic nie docenił i mogłem się z nimi wszystkimi solidnie pogryźć. Wiesz, jak to podnosi na duchu?
– Nie rozumiem – zmartwił się Bobik i zaczął nerwowo drapać się za uchem, bo nierozumienie odczuwał jako pewien dyskomfort. – Jaka jest przyjemność z pogryzienia się, zwłaszcza ze wszystkimi?
– Głupiś, Bobik, oj, głupi – westchnął Bernardyn – ale ze względu na młody wiek na razie ci wybaczam. Przecież nareszcie mam potwierdzenie wszystkich swoich podejrzeń. Od lat ostrzegałem przed Chartami, Wyżłami i Szpicami, ale jedni mnie kneblowali, a drudzy nie chcieli słuchać. Ale teraz wyszły szydła z tałesów, rubaszek i innych części obcej Psom garderoby. To tamci od zawsze mącą, gryzą i zwalają wszystko na nas, bo mają w tym interes czyli biznes. A my dzięki temu możemy ich odesłać, gdzie ich miejsce, udowadniając, że sami sobie na to odesłanie zapracowali. Zobacz, jak to się wszystko ze wszystkim ładnie i logicznie wiąże. I chyba nawet taki durny szczeniak ja ty pojmie, że w obliczu tej logiki ja nie mogę pozostać bezczynny. Coś mnie wręcz pcha do czynu, choćby to miał być tylko komentarz na forum.
– A konkretnie to co teraz zamierzasz zrobić? – zapytał Bobik, dosyć zaniepokojony bojowym nastrojem rozmówcy.
– Konkretnie to po pierwsze polecę się uderzać w cudze piersi – oświadczył zdecydowanie Bernardyn. – To tak rozkosznie dudni odgłosem wyzwalającej prawdy.
– Bić się w cudze piersi? A czemu nie we własne? – zdziwił się naiwnie Bobik. – Do nich ci chyba bliżej?
– Jeszcześ głupszy niż myślałem – warknął ze zniechęceniem Bernardyn. – We własne to boli. A w końcu nie po to szukam wyzwalającej prawdy, żeby mnie bolała, tylko żeby wybielała. Bo ja z natury byłbym bielutki jak Maltańczyk, gdyby nie czarny pi-ar, robiony mi przez Charty i Wyżły, nie mówiąc już o Szpicach.

Bobiku, masz może na zbyciu zimnego luja? Może być dudniący, z piorunami. Na jutro potrzebuję 👿
Luja mam pod dostatkiem, ale akurat się dziś, jak na złość, ocieplił. 👿
Pójdę poszukać piorunów. Może Zeus jeszcze wszystkich nie wykorzystał i pożyczy?
Gdyby przyszedł w moje strony, to go odeślę do Ciebie, Haneczko. Tymczasem spróbuję wymyślić metodę, jak to skutecznie zrobić.
Świat zwariował, zdziczał i zmierza ku!
Nie oglądam, nie słucham, nie czytam tzw. informacji.
Na jutro wyłączam prąd w domu. 16. kwietnia kolejny wyjazd do Monachium. Wytrzymaj Mar-Jo!!!!
Oj, Bobik! Co sie z poniektorymi Psami porobilo przechodzi kocie wyobrazenie… Zalamuje lapy, nie spie po nocach, przewracam sie z boku na bok i coraz bardzoiej trace nadzieje, ze sie da Kotu z Psem zyc w harmonii. No, nie ze wszystkimi Psami rzecz jasna nie sposob dojsc do porozumienia, ale z tymi, co poczuli Moc i z rasy lagodnej i dobrousznej, postanowili przeistoczyc sie w jakies narwane bulleterriery z klami na wierzchu i groznym warczeniem. Nie sposob im kaganca zalozyc, bo zaczynaja sie drzec wnieboglosy, ze sie wolnosc do swobodnej ekspresji ogranicza. Nie sposob ich na krotkiej smyczy trzymac, bo smycz podra na strzepy i jeszcze cie obluzgaja przy okazji.
Malo juz miejsc zostalo gdzie mozna sie bezpiecznie udac na spokojny spacerek, wiosna sie uicieszyc, swieza trawke poskubac, bo jest ona bardzo dobra na klebki siersci w zoladku, a i pewnie w witaminy bogata.
Jest zle, a mam wrazenie, ze bedzie jeszcze gorzej. Ze, jak zwykla mowic moja Stara, to sa dopiero kwiatuszki, a jagodki pozniej w sezonie zaowocuja.
Dawno nie bylem tak ponurym i pesymostycznym Kotem, ktoremu nawet Scarlatti nie pomoze. Bo co moze Scarlatti?
Bezmiar smutku mnie ogarnia.
Mordko, jak nie Scarlatti, to może spacer? Na drzewo wejdziesz, może ptaszka złapiesz. Dobrze Ci zrobi. Dobry pomysł?
👿 Nie. 👿
Nie wiem, czy jasny dzień jest odpowiedni na kocie spacery. Pręgowana w każdym razie od kilku dni dopiero koło północy staje pod drzwiami i taki wrzask podnosi, że chcąc nie chcąc muszę ją wypuścić, bo nikt z domowników by spać nie mógł.
Wraca rano i oczywiście przez cały dzień odsypia. 🙄
Jestem trochę sceptyczny wobec odwracania się od świata, bo z moich doświadczeń wynika, że on wcześniej czy później każdego dorwie. I lepiej wiedzieć, z której ma zamiar dorwać strony. Choć fakt, że nieodwracanie się powoduje czasem taki bezbrzeżny smutek, z którego nawet Scarlatti nie wyciąga. Ale ktoś to pisał, że istota kocia smutna jest z natury. Może więc smutek, zwłaszcza wtedy, kiedy są do niego powody, rzeczywiście jest niezbywalnym składnikiem kociej kondycji i nie ma co z nim walczyć? 🙄
Dla równowagi: jak dobrze poszukać, nawet w smutku można znaleźć coś pocieszającego. Ja właśnie znalazłem dla Mordki Nagrodę im. Jego Starej. Za psie rasy dobrouszne. 🙂
To pewnie zależy od indywidualnych kocich upodobań. Furkot noce woli spędzać w domu. Lament pod drzwiami podnosi rano. Wieczorem skacze na klamkę, kiedy chce zwrócić na siebie uwagę – skok, a potem wymowne spojrzenie na piórka do zabawy. Z porannego spaceru przyniósł dziś sikorkę. Nie wiem, czy sam upolował. Podejrzewam, że raczej ukradł kotkom z sąsiedniej kamienicy, bo kiedy go ganiałam po mieszkaniu celem odebrania zdobyczy, widziałam, że kręciły się pod drzwiami do naszego domu.
Vesper, może te kotki to fanklub? W końcu Furkot gość przystojny, a jeśli jeszcze polować umie, albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie…
Jak kocice zaczną wydawać fanziny, dasz poczytać? 😈
Junior jest najdziwniejszym Kotem ze wszystkich jakie znałam i znam. Mordkę ma ufną i pogodną. Nic nie jest w stanie go zdenerwować, on tylko się dziwi. Nigdy się nie spieszy, ale nie ma to nic wspólnego z rozleniwieniem. Skończony stoik. To jest bardzo dobry Kot na trudne czasy 🙂
Kot uzyl zwrotru „rasy dobrouszne” z cala swiadomoscia.
Natomiast Stara miala wczoraj faktycznie niezly wystep, piszac na prywie do Bobika „Moze ta wisniowka pomoze Ci zasrac?”
No, mialo byc „zasnac”. 🙄
Świat jest dyskusyjny 😉 http://wo.blox.pl/html
Mordka ostatnio notorycznie pozbawia sam siebie nagród. 😯
To jest bardzo niepokojący objaw. Bardziej nawet niż smutek. Jak jeszcze odsunie z niechęcią bażancie udko, dzwonimy po pogotowie ❗
Mordka wlasnie lezy i kwiczy. Ze smiechu. Odkad przeczytalam muz ze , jak sie teraz okazuje zadnej brzozy nie bylo. Ustatnie ustalenia Macierewicza. To znaczy moze tam jakas brzoza i byla, ale zlamala sie na czubku sama, z reozpaczy:
„, bo tupolew przeleciał nad nim. Proszę mi udowodnić, że było inaczej – apeluje parlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości.”
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,13704964,Macierewicz__Tupolew_przelecial_nad_brzoza__Kaczynski_.html#ixzz2PyMtwSSc
Pan mąż brzozy sadzonej przez Stalina z Berią nie odda 😛
Ja tez jestem sceptyczna wobec odwracania sie od swiata, Bobiku, choc z drugiej strony jednak kazdy ma jakas wytrzymalosc nerwowa, i musi jeszcze zwykle funkcjonowac w zwyklym zyciu, czasem na mniejszych, czasem na wiekszych obrotach.
A tematy, o ktorych wiadomo z gory, ze pewnie wywolaja ostra dyskusje i kontrowersje, jak sie okazuje, przerastaja nie tylko moderatorow polskich gazet. Wlasnie doczytalam, ze The Telegraph zamknal calkowicie swoje strony przeznaczone na komentarze dotyczace pani Thatcher, bo tyle bylo wpisow nie do przyjecia. A z drugiej strony, w Guardianie (druga strona politycznych podzialow) ukazaly sie artykuly krytyczne, a takze artykuly krytykujace zalobny bezkrytycyzm wobec politykow. I strony na komentarze tez pod wieloma artykulami pozostaly zamkniete.
http://www.guardian.co.uk/media/2013/apr/09/telegraph-shuts-reader-comments-thatcher
A ja sama sobie z kolei przypomnialam, ilu moich angielskich kolegow ze studiow mowilo o niej bardzo gorzko (i niektorzy, z ktorymi do dzisiaj jestem w kontakcie, dalej o niej nie maja najlepszego zdania, choc widza tez i pozytywne strony). I im bardziej pochodzili z dala od Londynu i poludniowej Anglii (kolega z polnocnej Anglii, kolezanka Walijka, paru kolegow Szkotow i polnocnych Irlandczykow), tym bardziej jej nie lubili.
Fanklub, myślisz? Kto wie, Furkot jest przystojnym brunetem. Mr. Tall&Dark. Jeśli jakimś cudem nie widziały, jak chodzi po płocie, to może…
Odmowa aktywnego uczestnictwa w bieżących wydarzeniach nie jest według mnie tożsama z odwracaniem się od rzeczywistości. Po prostu każdy ma własny kawałek tejże i własne poletko, na którym musi się zmagać z rozmaitymi jej negatywnymi przejawami. Innym można być na tysiące sposobów. Można być Żydem, można być czarnoskórym, można być bezdzietną singielką w morzu dzieciatych mężatek o wąskim światopoglądzie, można być niepełnosprawnym lub rodzicem niepełnosprawnego dziecka. Empatia rozumiana jako współbrzmienie emocjonalne z Innym ma swoje granice. Nie sposób bez szkody dla własnego zdrowia psychicznego empatycznie cierpieć ze wszystkimi cierpiącymi tego świata.
Aż wstyd się przyznać, ale przy czytaniu linki od Moniki w pierwszym momencie niemal mi ulżyło, że inni też mają problemy z hejterami. 😳 😳 😳
Ale w drugim momencie wyłowiłem cytat dotyczący zamknięcia komentarzy, który polskie redakcje mogłyby sobie wziąć do serca:
„We don’t tolerate abusive letters in print, why should we tolerate it online,” the insider said. „It’s not about stifling debate or a question of free speech, it’s about the Telegraph. We don’t want people spewing bile on line.”
A divisive figure like Thatcher was always bound to cause abuse, they added, but it wasn’t something the editor felt was fitting for the paper.
Oczywiście, Vesper, że nie da się cały czas cierpieć za miliony. No, chyba że się odsiaduje karę za oszustwa podatkowe albo napad na bank. 😉 I mnie z tym nieodwracaniem się nie chodziło o to, żeby cały czas latać z sercem gorejącym na dłoni, a raczej o to, żeby nie mieć złudzeń, że od publicznego dyskursu da się uciec poprzez celowe niezauważanie go. On jest maratończykiem i nawet jeśli na krótszym dystansie pozwoli komuś uciec, to na dłuższym i tak go dogoni.
Ale dobrze rozumiem, że czasem ma się ochotę po prostu od tego dziada odpocząć i nie czuć jego oddechu na plecach chociaż przez kilka godzin lub dni. 😉
mt7 dzisiaj: Bohaterka budzi moje współczucie, ale nie sympatię i zrozumienie. Kobieta zabijająca ludzi niczym się nie różni od innych oprawców, którzy ją skrzywdzili.
tak nakreca sie ta sprezyna, oko za oko, zab……… az nie ma komu dokrecac.
przy ogladaniu przez glowe szly mi obrazy z wywiadu
z Pania Eva-Elvira Klonowski (z polecanej tu ksiazki „zycie…”) i wzmacnialy film
tez z ksiazki „zycie” wiersz Pani Krystyny Starczewskiej napisany kied< umieral tata pani Krystyny
Jeszcze zamiesc podloge
Wygladzic serwetke
Wode zmienic w wazonie
Moze przetrzec marchewke
Moze kleik dosolic
Moze podac herbaty
Kwiaty swieze postawic
Okno zamknac otworzyc
Spiesznie glupio bez sensu
Tam i znowu z powrotem
Piasek z reki do reki
Sypie w otwarte oczy
I nic juz nie mamy w rekach
Procz okruchow istnienia
A tuz za progiem wiecznosc
I wichury wszechswiata
A tuz za progiem droga
Otwarta na twoje kroki
Kleikiem pigulka dotknieciem
Pustych rak jeszcze przez chwile
Pragniemy zatrzymac cie z nami
W drzaca dlon
Wkladamy niezgrabne
watle zdzblo istnienia
chce polecic Wam jeszcze jedna ksiazke, ale zamiast cytatu z ksiazki, wpisy z blogu autorki:
„Jestem DDA.Cz.1
Postanowiłam w końcu wyjść z szafy. Krzywej i pustej, chybocącej się niepewnie od lat jakby miała za chwilę się rozpaść. O!!! Właśnie się rozpadła! Wyszłam na zewnątrz. W szafie było ciemno, więc nie dziwcie się, że mrużę oczy. Bez ochrony czterech ścian, zamka zamkniętego na mosiężny klucz i zapachu kulek na mole, kojarzącego się z zapomnianym już uściskiem pewnej starszej kobiety, czuję się niepewnie. Stojąc przenoszę niespokojnie ciężar z jednej nogi na drugą i wolno sprawdzam stabilność gruntu. A może i on się chwieje, albo i ja sama?
Nie wychodzę z szafy z zamaskowaną twarzą i wytartą linią w dowodzie osobistym, w miejscu gdzie zwykle napisane jest imię i nazwisko. Większość ludzi podobnych do mnie woli pozostać anonimowymi i według statystyk ma – po znajomości z pierwszej linii – ułatwione wejście do popularnego na całym świecie klubu AA (Anonimowych Alkoholików).
Jestem DDA!
Wiecie, co oznaczają te drukowane literki? Czy dotyczą Was, albo Waszych dzieci? Nie? Macie szczęście! Ja, trochę mniej, ale to było dawno temu, choć nadal ta etykietka, w moim przypadku jest aktualna. Prawda, że kojarzy się z jakąś chorobą, naukowym syndromem czy wirusem?
Nie. Nie martwcie się. DDA nie jest zaraźliwy. Oznacza: Dorosłe Dzieci Alkoholików i dla wielu osób kojarzy się ze wstydem. Niby nie za siebie, ale za kogoś innego, bliskiego, zwykle rodzica, ale dzieci – niezależnie od wieku – biorą go na siebie, bo nie potrafią oddzielić swojej osoby dorastającej w dysfunkcyjnej rodzinie – od alkoholika, którego bezpośrednio dotyczy ten problem. Tak jakby koniecznym było wspólne poniżenie, dyshonor, upokorzenie i idące z nim w parze poczucie niskiej wartości, braku wiary w siebie, wybuchy złości, użalanie się nad sobą, reakcje lękowe i strach przed tym, że może jest się lub będzie podobnym do tego, którego widziało się tak często obejmującego butelkę zamiast nas i traktującego ciała żony i dzieci jak zwykły worek treningowy pozwalający na upust frustracji.
Zauważyliście, z jaką łatwością przeszłam z liczby pojedynczej do mnogiej? „Nas” – nie „mnie”! Od razu poczułam się raźniej. Faktycznie. Nie jestem sama. Problem alkoholizmu i przemocy w rodzinie dotyczy lub może dotyczyć nie tylko mnie, ale i innych ludzi niekoniecznie należących do DDA, AA, DDPO*.
W dzieciństwie nigdy nie zapraszałam nikogo do domu. (Do tej pory trudno mi przyjmować gości bez stresu mającego swój początek w tamtym okresie). Nie chciałam żeby się nie wydało, że mój ojciec nie potrafił skończyć delektowania się wysokoprocentowymi napojami na jednej butelce, lubił pić alkohol częściej niż inni ojcowie – choć, może z podobną regularnością, ale nikt nigdy mi o tym nie powiedział – i kiedy jest pijany, jego ręce potrafią znaczyć czerwone ślady swojej obecności na ciałach najbliższych mu ludzi.
Idąc ulicą, koło domu rozglądałam się uważnie czy przypadkiem nie widzę jakiejś znajomej, chwiejnej sylwetki, którą można by skojarzyć ze mną i wyśmiać mnie za nią lub pogardzać mną za jej słabość.
Nikomu się nie zwierzałam. Nikt nie wiedział… A właściwie… wiedzieli prawie wszyscy, choć się do tego nie przyznawali: sąsiedzi, przypadkowi przychodnie, listonosz, dzieci z mojego podwórka, sprzedawczynie w sklepie spożywczym z działem „alkohole”, ksiądz chodzący po kolędzie, kuratorka, koledzy z pracy, dalsza i bliższa rodzina.
Nie wiedziały tylko moje najbliższe koleżanki, nauczyciele, chłopcy, z którymi umawiałam się na randki czy znajomi z harcerstwa, w którym aktywnie działałam. Oni nie mogli wiedzieć! Nie pozwoliłam im na to!!!
Mając 23 lata, moja koleżanka opowiadając o czymś szerszemu gronu osób, pomiędzy jednym zdaniem a drugim, wtrąciła: „mój ojciec alkoholik…” Nie pamiętam, czym skończyło się to zdanie. Nie wiem czy pobladłam, zsiniałam czy może odwrotnie, byłam czerwona? Chyba jednak wyglądałam tak jak zwykle – dość blado i nijako. Od dziecka uczyłam się skrywania emocji, szczególnie tych bolesnych, problematycznych. Nic nie powiedziałam, nie zemdlałam z wrażenia, mimo, że pewnie powinnam była, biorąc pod uwagę siłę oddziaływania na mnie tych pozornie błahych dla kogoś innego i zwykłych słów wypowiedzianych publicznie: „mój ojciec alkoholik”…
Moja najskrytsza tajemnica została nagle wyjawiona całemu światu przez kogoś podobnego do mnie, ot tak sobie, jak gdyby nigdy nic. Pozwolono sobie na to bez dramatycznej pauzy, szeptu, prośby o dyskrecję. Wokół nie było zabezpieczającej siatki przyjaznych ludzi dotkniętych tym samym problemem, ani specjalizującego się w zagadnieniu psychologa. Wyznanie to nie zostało przesłane, tak jak ja robię to teraz – w wirtualną bezosobowość informatycznej sieci, gdzieś tam w odległym kraju mówiącym obcym językiem. Moja prawda ukryła się w ciszy pokoju, przerywanej odgłosem wystukiwanych liter i szmerem pracującego komputera.
Te trzy słowa tamta dziewczyna wypowiedziała bardzo naturalnie. Tak jakby mówiła: „mój ojciec inżynier, mój ojciec nauczyciel, mój ojciec muzyk”… Bez negatywnych konotacji. Bez nienawiści czy nieśmiałości w głosie. Byłam zaszokowana. Najdziwniejsze jednak były moje myśli. Nie zdyskwalifikowałam jej od razu, jako kogoś gorszego, bo była córką alkoholika, stosunek innych studentów do niej nie zmienił się w tej samej czy w następnej chwili w poniżającą litość, okazywaną z wyższością komuś, kto jest w sytuacji o wiele gorszej od naszej, nikt nie ofiarował jej pustego stwierdzenie typu: „nieszczęśliwa, biedna dziewczyna” (w domyśle: jak dobrze, że ja nie jestem w jej sytuacji) i nikt nie odwrócił się do niej plecami, demonstrując tym ruchem przekonanie, że człowiekowi szanującemu siebie i swoich najbliższych, nie warto przebywać w jednym towarzystwie z kimś, kto ma w swojej rodzinie nałogowego pijaka, bo jest on „podejrzany”, „inny” w znaczeniu „gorszy” tak jak uliczny żebrak, który „na pewno” zasłużył sobie na to by koczować na ulicy w biedzie i którego lepiej udawać, że się nie zauważa.
Pamiętam: moje zaskoczenie sobą, swoim tokiem myślenia. Nie utożsamiłam automatycznie tej, która przyznała się do bycia dzieckiem alkoholika z jej ojcem, nie myślałam, że ona jest dokładnie taka sama jak on (w domyśle: słaba, niewarta miłości, uzależniona) i nie postanowiłam też skreślić jej z listy znajomych, jako tej nieodpowiedniej do podtrzymywania bliskich kontaktów. (Tak sobie zawsze wyobrażałam reakcję ludzi na tego typu moje oświadczenie). Nadal patrząc na nią miałam przed sobą wesołą, miłą dziewczynę, czasami nie wiadomo, dlaczego wpadającą nagle w złość jak gdyby miała problemy z tarczycą, inteligentną, oczytaną, którą bardzo lubiłam i podziwiałam za znajomość SCS, –u czyli języka starocerkiewnosłowiańskiego, o przegłosach, którego nie miałam, w przeciwieństwie do niej, bladego pojęcia.
ni tamtego dnia, ani następnego miesiąca, czy roku nie przyznawałam się do wyrastania w „problematycznej” rodzinie. Nie ujawniłam tego wstydliwego sekretu przed nikim aż do momentu, kiedy na emigracji, będąc już od kilku lat żoną chłopaka, pijącego „Kinley” i czasami jeden kieliszek czerwonego wina, niepochodzącego z Polski, lubiącej żyto w przeźroczystych butelkach, tylko z odległego od niej i od mojej osobistej „hańby” Izraela, zaczęłam pisać książkę pt. „Biała cisza” będącą rodzajem autoterapii i osobistego wyznania.
Pisanie książki była dla mnie unikiem. Bezpiecznym światem literatury, w którym wszystko się może zdarzyć. Fabuła, chociażby przez swoje uporządkowanie w opowieść, dzięki kompozycji i postaciom żyjącym własnym, powieściowym życiem stała się odrębną od mojej biografii fikcją literacką aczkolwiek opartą o autentyczne epizody. Od chwili napisania zaczęła żyć własnym życiem odrębnym od mojego. Dzięki niej, zmory mojego dzieciństwa mniej mnie dzisiaj straszą, aczkolwiek nadal nie uwolniłam się od ich wpływu na mnie.
Mój ojciec już nie żył, kiedy na kartach książki nadal łapał kota, pod blokiem, w małym miasteczku w Polsce. Tę i następną scenę schowałam do szuflady zamykanej na klucz długie lata przed wydaniem „Białej ciszy”. Pomiędzy czytaniem książek psychologicznych z pomocą, których starałam się uzdrowić sama sobie, jogą i grupami medytacyjnymi wsuwałam do schowka kolejne obrazki z opuszczonej przeze mnie Polski i dzieciństwa, które nie chciało minąć. Niektóre obrazy wykrojone ze wspomnień – pisane były tego samego roku, inne – doszywałam dopiero po kilku latach – wtedy, kiedy już potrafiłam. Wyłuskiwałam je z pamięci tak jak mała dziewczynka nawlekająca koraliki na niezbyt sztywną żyłkę: powoli, z trudnością, rozsypując paciorki i zbierając je na klęczkach od nowa. Nanizana opowieść o fikcyjnej bohaterce noszącej moje ulubione imię pozwoliła mi nabrać dystansu do siebie i przeszłości.
Były sceny, które mnie bawiły, inne obdarte na chwilę z fikcji przerażały odnowioną dosłownością. Irracjonalnie bałam się, że mogłyby się zdarzyć jeszcze raz. Były też pogodne impresje szczęśliwych dni i banalnych faktów pozwalających mi na zaczerpnięcie oddechu i te, które mój przyjaciel radził mi bym wykreśliła z książki, bo przecież „nie chciałabyś by wszyscy o tym wiedzieli? Nie jesteś chyba aż tak odważna ani bezwstydna?” Nie. Nie jestem odważna. Nadal jest we mnie strach przed dziedzictwem oraz świadomość tego, że nie do końca potrafię przystosować się do znormalizowanego życia. Nadal też jestem zażenowana przeszłością (wstyd DDA porównać można ze wstydem ofiary gwałtu. To ona czuje się winna zamiast gwałciciela), mimo że o wiele mniej niż kiedyś.
Pisząc „Białą ciszę” żegnałam tych, którzy odeszli. Uczyłam się mówić o śmierci jak o czymś, co istnieje naprawdę, bez obronnego uniku wyparcia się faktów i bez pomijania zmarłych milczeniem. Zbyt długo obsesyjnie nie dopuszczałam do siebie niczego, co mogłoby ich przypominać. Nie mówiłam o nich, nie śniłam, nie wspominałam. Ukrywałam śmierć mamy razem z pięściami ojca i pijanym bełkotem. Ona nie wydarzyła się, a jeśli czasami, w jakiś urzędowych papierach musiała zostać zaznaczona – to nie miała ze mną nic wspólnego. Była danymi z wypełnionej rubryki, które podaje się ziewając z nudów. Ożyła w książce i tam ją nareszcie potrafiłam pochować, a nawet odsiedzieć po niej spóźnioną o wiele lat „sziwa”.
W książce pozwoliłam sobie przekroczyć obyczajowe tabu i kochając wykrzyczeć, że „nienawidzę”. A kiedy napisałam już całość, zobaczyłam w moim ojcu – pierwszy raz bez jednoznacznego potępienia – człowieka: słabego, nieszczęśliwego, chwilami okrutnego, niszczącego życie sobie i swojej rodzinie, zasługującego jednak na miłość, przebaczenie i próbę zrozumienia – chociażby ze względu na mnie samą.
„Biała cisza” była również rozmową z tym, któremu jest dedykowana – z moim synem. Nie odważyłam się opowiedzieć mu o „problematycznym” dziadku zmarłym w pierwszych latach jego życia i o odbiegającym od normy dzieciństwie jego matki. Nie chciałam by poczuł się gorszy i zawstydzony. Moim zamiarem było oszczędzenie mu – kosztem przemilczenia prawdy – dyskomfortu psychicznego. Do tej pory Mashi nie przeczytał „Białej ciszy” do końca, bo jest dla niego „zbyt emocjonalna” – jak się usprawiedliwił – podobnie jak dla mojego średniego brata, dla którego jej literacka fabuła zaczęła, w miarę czytania, spełniać funkcję autentycznych wspomnień z czasu, kiedy wszystko było jeszcze dla niego zasnute zapomnieniem i niemożnością pamiętania. Najmłodszy z mojego rodzeństwa – nie przeczytał książki, bo „nie lubi czytać”. Najstarszy powiedział: „Nieźle się uśmiałem, siostra” – jak gdybym napisała komiczną powieść. – Ciekawe jest oglądanie z boku jak żonglujesz zdarzeniami, mieszając je ze sobą jak gdybyś układała puzzle z brakującymi elementami i dziwiła się, że nie dają się ułożyć w całość. A może one nie powinny się były w nią ułożyć? No, wiesz, siostra, to twoje niezintegrowane pisanie, fragmentaryczne, jakbyś zaczynała i nie chciała kończyć, bardzo przypomina mi Ciebie. Czy ty naprawdę tak widziałaś nasze dzieciństwo? Przecież ja w nim byłem razem z Tobą. To nie było tak”!? Czytając książkę, co chwilę dzwonił do mnie z Polski starając się sprawdzić, czy przypadkiem nie pomieszało mi się coś w głowie, bo sceny, które znał, osoby, które widywał i miejsca, w których przebywał nie zawsze można było poznać, choć nimi były. Część z nich kończyła się inaczej, albo zaczynała w innym punkcie, postaci oglądały świat z innej perspektywy, mieszały się ze sobą i wymieniały cechami, nadymały albo wstydliwie milczały, tam gdzie powinny krzyczeć. „Ale Ty wiesz, że nie dokładnie tak to było?” – dopytywał się z troską w głosie mój brat. Było i nie było. Jednocześnie.
Historie, które opowiedziałam w książce, zwykle pozostają za zamkniętymi drzwiami. „Brudy pierze się we własnym domu”. Na zewnątrz uśmiecha się do wszystkich i na pytanie: jak się masz? – grzecznie odpowiada się: „świetnie”. Chciałabym się łudzić, że nastały inne czasy, ludzie zmienili się, a rodzina podobna do tej z kartek „Białej ciszy” jest tylko wydumana. W realnym życiu zdarza się bardzo rzadko i to gdzieś na końcu świata, nie wiadomo w zasadzie gdzie i nie wiadomo komu.
Moja książka może przypominać ludzi, których znacie, z którymi spotykacie się – choć o tym nie wiecie – a może i opisuje ona Was samych czy Waszych najbliższych, mimo że trudno Wam się do tego przyznać? Opublikowałam ją z myślą o ludziach, którzy, na co dzień doświadczają przemocy czy sami jej używają, dla tych żyjących z piętnem alkoholizmu, wyobcowaniem, samotnością i poczuciem przegranej, dla mnie samej i mojej rodziny.
„Biała cisza” nie jest łatwa w odbiorze. Może denerwować i wpływać na dyskomfort psychiczny. Najtrudniejszą ze scen i najbardziej dramatyczną nie ja jednak napisałam tylko jedna z moich czytelniczek, również z tymi samymi, wyróżniającymi ją ze społeczeństwa literkami DDA. Ona to po przeczytaniu książki napisała do mnie w liście: „Tak byłam wstrząśnięta tym, że w Twojej książce czytam o sobie, że nie mogłam wytrzymać. Musiałam otworzyć butelkę wina i skończyć ją. A potem następną. Moje dzieci wstydzą się mnie i gardzą mną, dokładnie tak, jak ja wstydziłam się mojej matki. Jak to się stało?!”
„DDA to nie wyrok” – napisała w komentarzu do mojego tekstu o dzieciach alkoholików czytelniczka – „można się z niego wyleczyć”. Mam nadzieję, że i mnie uda się jednego dnia powiedzieć to samo i to z pewnością w głosie.”
polecam Wam Ela Sidi „Biala Cisza”
blog Ela Sidi tu
herbata 🙂 🙂 🙂
herbata 😀 😀
kawa tez 😆
Ja też nierozumienie odczuwam jako dyskomfort. Czyżbym… schodził na psy?
Na szczęście – jeżeli – to tylko Bobikopodobne! 😉
Coś lżejszego 🙂 Dzisiejszy cymes lubelski. To nie instalacja
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/SieweczkaRzeczna#slideshow/5864899173594999778
poszedlem na petycje (Jasiewicz), a tam przeciw wiecej niz za, a w za tez przeciw ale chyba bardzo przeciw albo nie czytajacy dokladnie. czego ja tam szukam?
Irku, zamkniete dla obcych 🙂
Rysiu, musisz przyznać, że trudny ze mnie przypadek. Ale teraz działa. Upoważniam Psa Bobiku do pierwszego szczęknięcia przy porannej kawie ” Tylko publicznie Irku”
Irku, śliczna ta sieweczka. 🙂 Wyjątkowo lubię przyglądać się jej morskim kuzynkom biegającym po plaży, ona pewnie porusza się w podobny sposób?
Instytut Studiów Politycznych PAN miał dziś dyskutować o Jasiewiczu, ale nie widziałam, żeby pojawiło się gdzieś ich stanowisko.
Zmoro, dziękuję za linkę do tekstu prof. Kołakowskiego pod poprzednim wpisem.
Tetryku, bobikopodobność bardzo łatwo osiągnąć. Po zejściu na psy trzeba jeszcze tylko się skundlić – i gotowe. 😀
Mam przy porannej kawie zachęcać Irka do coming outu? Hmm… A co Suka na to powie? 😎
Sieweczka urocza. 🙂
Nie zaglądaj na petycje, Rysiu. Od tego to już naprawdę wątrobę kompletnie sobie można zepsuć. I nawet solidny detoks potem nie pomoże. 🙁
Suka nic nie powie. Suka zabije. A ciem ? Kapciem 🙄
Wyobraźcie sobie takie miejsca gdzieś w Polsce. Żadnych tablic, ktoś coś tam wie i tyle
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.10200495219439596.1073741836.1130809609&type=1
Kocie, bezmiar smutku, jest tu, niestety, na miejscu i nie ma co przed nim uciekać. W głowie mam lament. Okazuje się, że to nie jest margines, to jest chyba, aż boję się to pisać, choroba społeczna. I chciałabym się dowiedzieć, co zrobi PAN, co zrobi MEN, co zrobi KK, co zrobi parlament, żeby bronić przed nią następne pokolenia. Bo w to, że da się wyleczyć tych, którzy już ciężko chorują, poczytawszy ich komentarze – nie wierzę.
Tak, Ago. Tak zle jeszcze nie bylo za mojego zycia i mojej pamieci.
Tez jestem pesymistą. Po raz pierwszy, naprawdę zetknąłem się z antysemityzmem w czasie wyborów prezydenckich 1990. Byłem wtedy szefem komitetu T. Mazowieckiego. Pamiętam spotkania w Chełmie i Lublinie. Hasło nie głosujemy ” na Żydów” było szokiem. Ten klimat narasta. A może był taki zawsze, tylko trzeba klimatu. Na pewno KK i Kaczyński zastąpili skutecznie Moczara
Myślę, że ważny artykuł. Tu jego fragment:
Zdaniem badaczki charakterystyczne jest też, że przez 70 lat do powszechnej świadomości nie przebiła się informacja o żydowskim pochodzeniu innej ważnej dla pokolenia Kolumbów postaci z tej szkoły – Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jego wiersz zaczynający się od słów „Byłeś jak wielkie stare drzewo/ narodzie mój jak dąb zuchwały” a kończący się wezwaniem „Ludu mój! Do broni!” przez lata był w szkołach interpretowany w kontekście historii Polskiego Państwa Podziemnego.
„Zupełnie ignorowany był realny kontekst i kształt tej twórczości, fakt, że jej autorem był człowiek, który doświadczał antysemickiej przemocy przed wojną i którego wuj zginął wraz z rodziną wskutek denuncjacji po tzw. aryjskiej stronie. Wiersz, o którym mowa, napisany został w kwietniu 1943 roku, w związku z wybuchem powstania w warszawskim getcie. Dotykamy tutaj problemu uporczywego infantylizmu polskiej kultury dominującej, która nie jest przyzwyczajona do autoanalizy i nie jest ciekawa sama siebie, nie drąży, nie krytykuje i nie próbuje przekraczać własnych tradycji. Sama się przez to wyjaławia”
Całość:
http://dzieje.pl/aktualnosci/dr-janicka-z-pan-mit-kamieni-na-szaniec-domaga-sie-analizy
Dobry wieczór,
Lubię wiedzieć, gdzie żyję, dlatego przeczytałam dyskusję na blogu Sąsiada, gorzej (lepiej?) – skorzystałam z odsyłacza podanego przez komentatora i przeczytałam wywiad z prof. J.
Tez prof. powtarzać nie ma sensu, wszyscy je doskonale znają, mnie uderzyły dwa stwierdzenia, o których się nie mówi, a moim zdaniem też zasługują na uwagę, świadczą bowiem o postawie mówiącego. Mam nadzieję, że nie jest to postawa powszechna w środowisku naukowym, choć przyznaję, mam coraz więcej wątpliwości.
Na początku wywiadu odpytujący zainteresował się zmianą poglądów prof.J., wytykając mu, że w książce wydanej w 2002 r. pisał coś zgoła odmiennego. Prof. J. cierpliwie wyjaśnia: „… uległem PEWNEJ MODZIE (podkr. moje) – że w dobrym tonie jest krytykować przedstawicieli własnego narodu”. To mówi historyk. Sic! A nawet sick! Ale już w następnym zdaniu się mityguje: „Zdecydował (o zmianie poglądów – dopisek mój) także proces ponownego przyjrzenia się źródłom”.
Na końcu wywiadu motyw mody powraca, tuż obok stwierdzenia, że Żydzi pracowali …itd., już nie chce mi się powtarzać tego okropieństwa. „I myślę, że bycie krytycznym wobec Żydów – zwłaszcza gdy mordują dziś swoich sąsiadów na Bliskim Wschodzie – jest BARDZIEJ TRENDY (podkr. moje) i ma sens niż ich obrona i rozgrzeszenie”.
Historyk pisze historię, historyk trendseter, rzecz jasna. Obłęd.
To akurat nic dziwnego, historycy zwykle piszą pod zamówienie i zgodnie z tryndem.
A tymczasem nie koniec smutnych wieści, Lechu nie ma na samolot (to znaczy na bilet)
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,13703236,Walesa_chce_jechac_na_pogrzeb_Thatcher__ale__srodki.html#TRNajCzytSST
No paczpan, Wielki Wodzu, stara-m, a naiwna jak dziecko (w sprawie historyków).
Biedny Lechu 🙁 Niech siada za kompem, Wizira albo Rayana do Londynu rezerwuje, hotelik niedrogi na booking.com i będzie git.
Gdyby nie jego ostatnie wystapienia, to nawet moglbym Stara poprosic aby mu bilet na Wizzaira strzelila.
A tak, niechaj sam buli. 👿
Następnym logicznym krokiem w tej eskalacji będzie zastrzelenie Żyda Tuska. Który sam sobie tego będzie winny.
Poszłam tropem od Mt7. Różne rzeczy znalazłam, np. to: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/niedobre-pochodzenie I poczytałam Baczyńskiego. A teraz idę poszukać jakiejś bajki na dobranoc. I nic a nic się nie wstydzę – niech wstydzą się ci, co tak paskudzą rzeczywistość, że zdrowy człowiek czuje potrzebę uciec przed zaśnięciem w bajkę. Nie powinnam była rozdawać wszystkich pluszowych misiów. 🙁
Moze Zyd Tusk sam sie zastrzeli, bez posednikow?
Ja też poczytałam, ale można też posłuchać:
http://www.youtube.com/watch?v=Uq0i0w8s87U
Chowałam się na piosenkach Ewy Demarczyk. I one dla mnie nie minęły, jak minęło tyle innych dziecięcych doświadczań. Wciąż poruszają – sobą, a nie echem tamtego wzruszenia sprzed lat.
W tym, co cytuje Jedna Taka, pan Jasiewicz sam na siebie składa donos, że naukowiec z niego żaden, ale jego obrońcom i tak to nie będzie przeszkadzać. Ważne, że jest Rycerzem Prawdy – takiej, jaką złote ptacy lubią. 🙄
A Żyd Tusk sam się zastrzelić nie może. Zgodnie z prawidłami Historii, Żyda muszą wykończyć inni Żydzi. 👿
To by się zgadzało, Żyd Kaczyński go wykończy z Żydem Rydzykiem, a potem się nawzajem. Dobranoc. 🙂
Dla ciekawskich: wyniki badania opinii Polaków o Rosjanach i vice versa (linka do pełnych wyników na końcu artykułu). http://wyborcza.pl/1,75478,13708204,Polacy_i_Rosjanie_o_sobie__Po_katastrofie_smolenskiej.html Bajki nie znalazłam.
Wszystkim życzę owocnie przespanej nocy, która pozwoli nabrać sił przed jutrzejszym. Wprawdzie nie wiem, co to jutro będzie, ale na pewno nie będzie tak, żeby nie było. 😎
Jutro będzie ŚRODA, niestety, kruca bomba. Mało casu, mało casu…
Dobranocki 🙂
Jutro będziemy przyznawali tytuł Człowiek Pojednania pastorowi luterańskiemu Friedrichowi Magiriusowi z Lipska. 🙂
Branoc.
Czy wszyscy psia czy ktos chce porozmawiac?
psiać mi trzeba, aż ogonek się do spania skręca.
Zauważyłem swoje coraz ogólniejsze zwiewiórczenie. Nie żebym rudy się robił, ale coraz bardziej mi do orzeszków. Włoskich i tych „castanha do Pará” i macadamia czy jak to z Australii i migdałów… oj, czym to się skończy.
Dzień dobry 🙂
Publicznie kawa i herbata, croissanty też 😀
herbata, kawa, szeleszczace dla porannej zmiany
🙂 🙂 🙂
sroda do wziecia
😀
Kot i Helena do spania – MARSZ
tluste, kaloryczne, niebiansko smaczne croissanty – dziekuje
Irku 🙂 🙂 🙂
brykam
Tereny jako takie Zielone S-Bahn pozycje
brykanko
fikanko
🙂 🙂 🙂
brykam fikam
😀
😆 😆
Dzień dobry. :
Żadne duby smoleńskie nie zepsują mi dnia. Wybieram się w plener. Miłego dnia Wszystkim!!! 🙂
Czy Nisia wita dzisiaj Chopka w porcie?
Bo ja wiem czy dobry? 🙄 Śnieg wprawdzie występuje już tylko w ilościach śladowych, ale szaro i buro. Luje zapowiadane do końca tygodnia 👿 Jak żyć panie premierze, jak żyć? 😯
W ogrodzie huk pracy i trzeba się za nią brać powoli, niezależnie od okoliczności przyrody 😎
Wspominam dzisiaj, bez udziału mediów, moją ukochaną na zawsze Izabelę Jarugę – Nowacką. Wspominam wszystkich, którzy zginęli niepotrzebnie. I nie dam sobie narzucić żadnego jazgotu i wrzasku 😎
Wiadro kawy, herbata, śniadanie dla chętnych 😆
Dzień dobry 🙂
Orzechy ponoć w średniej ilości bardzo dobre, w za dużej ciężkostrawne. Ale jak się jest wiewiórką, to pewnie ma się inny metabolizm. 😉
Środa… czy myśmy przypadkiem tego złośliwego dnia nie nauczyli się likwidować? Mimo szczenięcej demencji coś mi się kojarzy, że wszystkim tak pasowało i wspólnymi siłami uznaliśmy, że śród ma nie być.
Uważam, że jest to zwyczaj ze wszech miar godny kontynuacji i zarządzam dzisiaj brak środy. 😎
Wiadomego 10 kwietnia byłem w Krakowie. Dobrze pamiętam pierwsze reakcje na katastrofę w rodzinie, w kręgu znajomych, nawet na ulicy. To były reakcje na ludzki dramat. To był szczery, osobisty niedyktowany z prawa ani z lewa smutek. Pamiętam też, kto bardzo szybko zaczął zamieniać tragedię w cyrk i wymuszać „odpowiednie”, publiczno-uliczne okazywanie smutku.
To właśnie „kochający brat” ze swoimi akolitami doprowadził do tego, że dzisiaj wspólne, poważne przeżycie rocznicy tego tragicznego wypadku nie jest możliwe. Powaga, smutek, ból – po to wszystko trzeba sięgnąć do tych pierwszych, jeszcze całkiem prywatnych reakcji, sprzed niesmaku wywołanego rozkręcaniem smoleńskiego cyrku. Jakiekolwiek obchody publiczne są skażone pisowską trucizną i skazane na eksponowanie podziałów.
Gdybym był Panem B., ukarałbym Jarosława K. nagłą i dogłębną świadomością tego, co naprawdę zrobił dla swojego brata i dla narodu. Byłaby to kara straszliwa, ale w pełni zasłużona.
Świadomość plus baaaaaardzo długie życie bez litościwej demencji 👿
Dzień dobry,
naszły mnie rozterki. Podpisałam petycję przeciwko lokalizacji pomnika, w pierwszym odruchu zgadzając się z jej treścią. Ale teraz myślę, że może niekoniecznie jest to optymalne rozwiązanie, bo przyczynia się do cementowania istniejących podziałów. Że myślimy w zbyt krótkiej perspektywie. A należy myśleć w perspektywie 30, 50, 100 lat.
I ten pomnik tam właśnie mógłby pełnić rolę zwrotnicy kolejowej, która nasz sposób odczuwania przestawiłaby na właściwe, wspólne tory. Oczywiście, dzisiaj jest to szalenie trudne, o ile nie prawie niemożliwe.
Oczywiście byłyby protesty, ale stojącego pomnika nikt nie burzy.
Na to jesteśmy zbyt leniwi, a i siłowe rozwiązania, mimo wszystko nie leżą w naszej naturze.
A pomnik stojący tam właśnie, byłby dla wszystkich odwiedzajacąch sygnałem, że przeszłość, wraz z jej wynaturzeniami, była jednak wspólna.
I że należy skończyć z wzajemnymi zarzutami, kto co zrobił, bądź nie zrobił. I ten pomnik, tam właśnie, byłby teraz pierwszym krokiem, a po latach świadectwem współżycia, a nie separacji. Co jest istotne bardzo, choćby ze względu na młodzież żydowską odwiedzajacą miejsca pamięci w Polsce. Za 30 lat byłoby łatwiej, a za sto, być może normalnie. I o tym, nie pomyślalam podpisujac petycję. A przecież świat się na mnie nie kończy i moim obowiązkiem jest zadbać o to, aby moje praprawnuki żyły w normalnym świecie.
Przyznaję, dałam się zwieść emocjom, byłam nie dość refleksyjna i uważna. Bo gdybym była uważna, to przeczytałabym uprzednio na stronie Muzeum Żydów Polskich, jaka jest jego misja 🙁 .
A ta petycja jest jej zaprzeczeniem.
Nie daje szans na zmianę, utrwala podziały.
„Muzeum ma stać się punktem odniesienia dla wszystkich zainteresowanych dziedzictwem Żydów polskich oraz znakiem dokonującego się przełomu we wzajemnych stosunkach Polaków i Żydów. Sto tysięcy Żydów przyjeżdżających corocznie do Polski znajdzie w nim najważniejsze informacje, które pozwolą im świadomie kształtować własne plany podróży do miejsc ich rodzinnej historii. Istnienie Muzeum powinno wspomóc rozwój tożsamości żydowskiej, wśród odradzającej się wspólnoty Żydów polskich, a jednym z jego zadań będzie wspieranie wielu inicjatyw lokalnych i ogólnopolskich, podjętych w demokratycznej Polsce, by na nowo przemyśleć doświadczenie współżycia obu społeczności. Program Muzeum będzie swego rodzaju portalem, dającym ogólną orientację i kierującym wszystkich zainteresowanych do miejsc, w których przypominane są zarówno jasne jak i ciemne karty polsko-żydowskiej przeszłości.
Muzeum powinno jednak nade wszystko stać się miejscem spotkań i dyskusji ludzi, którzy pragną lepiej poznać przeszłość i współczesną kulturę żydowską, którzy chcą zmierzyć się ze stereotypami i ograniczyć zjawiska zagrażające współczesnemu światu, takie jak ksenofobia i nacjonalistyczne uprzedzenia. W tym sensie, musi to być miejsce dla wszystkich, promieniujące ideami otwartości, tolerancji i prawdy.”
Muzeum to muzeum. Pomnik to pomnik. Przeciwko pomnikowi nikt nie protestuje. Niektórzy uważają, że powinien być w innym miejscu. Ja też.
I dla mnie nieprzyzwoite jest, że w „GW” publikuje swoje „odrębne zdanie” Adam Daniel Rotfeld, a skądinąd wiem, że to on był autorem idei pomnika w tym miejscu. Propaguje więc własną ideę nie przyznając się, że to jego własna. Tak się nie robi.
A on nie czuje sprawy. Sam został jako mały chłopczyk uratowany, ale w klasztorze na Wschodzie. Nie ma pojęcia, czym było getto warszawskie. I dlaczego tu powinna być raczej strefa ciszy i zadumy, jak słusznie postuluje Barbara Engelking.
Ale już i tak za późno na zasypywanie podziałów. Brunatne się rozlało i będzie bronić swojego. Jak tak dalej pójdzie, to muzeum będzie tylko narzędziem. Tego się obawiam najbardziej.
Tymczasem wczoraj hakerzy zablokowali stronę Centrum Badań nad Zagładą Żydów.
Coraz lepiej.
Gdzie wyjechać?
Co zaś do Sprawiedliwych, z których zresztą większość już niestety nie żyje, żaden pomnik nie zwróci tego, co musieli po wojnie przeżywać w swoim kraju z powodu swoich rodaków. Jak wspaniała, święta osoba – Antonina Wyrzykowska, która musiała po prostu uciekać z Jedwabnego. A wiele osób do dziś nie chce mówić, że ich rodziny przechowywały Żydów. Boją się.
Zmoro, rozumiem Twoje wątpliwości, bo przed podpisaniem sam się nad różnymi takimi sprawami zastanawiałem – w przeciwieństwie do petycji w sprawie Jasiewicza, gdzie nie miałem ani chwili wątpliwości, że trzeba podpisać i tyle. Ale właśnie to, co zaczęło dziać się wokół Jasiewicza, jest dla mnie widomym znakiem, że to (jeszcze?) nie jest odpowiedni czas na stawianie pomnika Sprawiedliwych w takim miejscu. W innym jak najbardziej, ale nie tam.
Sięgnę tu do niezbyt przeze mnie lubianego, ale czasem dużo wyjaśniającego pojęcia narracja. Lokalizacja pomnika przy Muzeum, „na dziś” sugeruje narrację następującą (z góry przepraszam za ogromne uproszczenie): byli kiedyś w Polsce jacyś Żydzi i świetnie im się działo, ale potem przyszli źli Niemcy i chcieli ich zniszczyć. Na szczęście dobrzy Polacy do tego nie dopuścili, Żydów uratowali, dzięki czemu mogli sobie oni spokojnie wyjechać do Izraela. A potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Nie muszę chyba nikogo tutaj przekonywać, że jest to narracja nieprawdziwa i lukrowana. Jej przyjęcie byłoby zapewne na rękę tym, którzy twierdzą, że problem antysemityzmu w Polsce nie istnieje, stosunki polsko-żydowskie zawsze były i są cacy, a w ogóle wszystko to rozdmuchuje dla kasy „przedsiębiorstwo Holocaust” i paru redaktorów z GW. Ale tak naprawdę to by przecież było zamiecenie sprawy pod dywan i udawanie, że jej nie ma, choć wystarczy jakiekolwiek uderzenie w stół i nożyce zaraz się odzywają.
Nie wiem, co będzie za 20, 30 albo 50 lat. Może wtedy nasze dzisiejsze za i przeciw lokalizacji będą całkowicie niezrozumiałe – i oby. Ale dziś mamy dziś i symboliczne przypieczętowanie zakłamanej narracji pomnikiem wydaje mi się niewłaściwe. Najpierw musimy sobie jako społeczeństwo z naszym stosunkiem do wspólnej, polsko-żydowskiej historii poradzić, dojść do tego, żeby postawa i świadomość Sprawiedliwych stały się „dobrem powszechnym”, a dopiero potem pieczętować.
Lukier nie jest dobrym materiałem na pomniki. Pierwszy lepszy deszcz może go zmyć i ujawnić, że pod spodem jest substancja niezbyt przyjemnie pachnąca. 🙄
Mar-Jo, nie idę witać Chopina, bo znowu mnie gryzie jakiś wirus. Co będę ludzi zarażać…
Czy pisałam już, że byłam, za przeproszeniem, beneficjentką znanej katastrofy? Akurat dwa dni wcześniej zajechałam do sanatorium w Kołobrzegu i – o losie! – miałam pokój wprawdzie z boskim widokiem, ale nad dyskoteką. Po katastrofie został mi sam widok.
Poza tym bardzo, jak wszyscy, byłam przejęta i oglądałam w telewizji transmisje. Dziś już nie mogę słuchać o tym zdarzeniu, niedobrze mi się robi.
Za to tulipany pchają się na świat aż wizg idzie!
Dzień dobry 🙂
Nie miałam rozterek i nie mam. Podobnie jak Bobik – za wcześnie.
Jak to jest? Szczęśliwe euforie mają krótki żywot, a wredne wydają się być nieśmiertelne. Dlaczego?
Dlatego że lubimy w nich grzebać, Haneczko.
O, samo się wpisało. A chciałam jeszcze dodać, że dają znakomitą okazję do wynajdywania coraz to więcej złych cech u bliźnich, sypania coraz to nowymi oskarżeniami, jątrzenia i dzielenia ludzi. To duża przyjemność, jak mniemam.
No właśnie, możemy co najwyżej mniemać. Ja nie mam pojęcia, jaka może z tego być przyjemność, i nie chcę tego pojęcia mieć.
Nisiu, za dość powszechne „dziś już nie mogę słuchać o tym zdarzeniu” Pan B. też powinien urządzić sekcie jarosławskiej jakieś drobne piekiełko na Ziemi, gdyby sprawiedliwe były jego wyroki. 🙄
Na tulipany chyba już wkrótce trzeba się będzie do Holandii przejechać. 🙂
Czescia tej…hm… nie do konca prawdziwej narracji jest cos,co pierwszy raz zaczelam slyszec w Nowym Jorku przy kazdej mozliwej okazji rocznicowej i bez okazji. To jest narracja o „jednym wozie” w czasie wojny. „Polacy i Zydzi byli w czasie wojny na jednym wozie, wszyscy cierpieli tak samo”. „Niemcy mieli sie najpierw rozprawic z Zydami, a potem eksterminowac wszystkich Polakow”.
Nie byli na jednym wozie. Do Polakow strzelano, czasem rostrzeliwano, zabijano, wywozono na roboty czy zmuszano do niewolniczej pracy. Wiekszosc jednak przezywala. Zydow i Romow eksterminowano jak leca, wszystkich po kolei – takze kobiety stare i mlode, ciezarne i z dziecmi. Dla Zyda wywiezienie na roboty do Niemiec czy niewolnicza praca bylo ratunkiem i losem wygranym na loterii. Ja sama zyje i jestem tylko dlatego, ze Stalin na szczescie wsadzil mojego ojca do lagru, gdzie spedzil polowe wojny, a pierwsza polowke w kopalni w Kazachstanie, co tez bylo niebywalym szczesciem, zwazywszy na losy calej rodziny pozostalej w Warszawie.
Ta narracja o „jednym wozie” zrobila sie w jakims momencie – za mojej juz pamieci, tak powszecha, ze zaczeto ja powtarzac bez chwili zastanowienia, bez cienia refleksji
Uczynil to kiedys nawet Czeslaw Milosz na lamach Kultury. To z kolei doprowadzilo do takiej furii Henryka Grynberga (jego byle co zreszta do furii doprowadza 🙄 ), ze napisal: Panu, Panie Czeslawie, w czasie wojny grozilo co najwyzej, ze pan pod tramwaj wpadnie! (Milosz przezyl wojne w Warszawie na litewskim paszporcie).
Pare lat pozniej panowie sie pogodzili, a nawet bardzo sie zaprzyjaznili… Nie sadze by Milosz jeszcze kiedys chlapnal cos o „jednym wozie”.
Co Wy się dziwicie wrednym euforiom. Wróg jest dla niestabilnej, niepewnej siebie, zakompleksionej świadomości znakomitą brzytwą, której można się chwycić. 🙄
Absolutnie się z Tobą nie zgadzam, Zmoro, ale nie mam sił na dyskusję.
Może sobie stać pomnik sprawiedliwych na każdym rogu ulicy, ale nie na tym kawałku getta i wybacz, że nie napiszę dlaczego.
Psychicznie nie wyrabiam.
Jeszcze o pomniku.
Tam jest obok pomnika Bohaterów Getta pomnik nazwany Drzewo Sprawiedliwych poświęcony Żegocie.
No to @#$%^&* ile w końcu ma być tych pomników ❓
Ludzie…
Powiedziałabym: my Sławianie, my lubim pomniki (gdybym była Słowianką 😉 ). Częstochowa dostanie takiego papieża, że jej w pięty pójdzie…
http://wyborcza.pl/1,126565,13705572,Architekci_o_gigantycznej_figurze_papieza__To_katastrofa.html
Oczywiście, że to nie był jeden wóz w ogóle, a już w getcie w szczególności. I właśnie Miłosz w Campo di fiori o tym napisał. A w Biednym chrześcijaninie o tym, że nawet jeśli osobiście nie czyniło się zła, nie można po Zagładzie umyć rąk i powiedzieć „moje sumienie jest czyste, mnie proszę w tę sprawę nie mieszać”. Że Holocaust w pewien sposób obciąża sumienie wszystkich nie-Żydów, sumienie świata, przez samo to, że się dokonał.
Nie trzeba chyba wrażliwości wielkiego poety, żeby tak odczuwać. Wystarczy zwykła przyzwoitość.
Kiedy wlasnie na narracja o 'jednym wozie’ splywa teraz tak gladko z ust, w imie „nie robienia/nie utrzymywania podzialow”, ze kazdy, kto sie jej sprzecowia jest zydowskim nacjinalista lub przedsiebiorca od Holcaustu ( i to niezaleznie od tzw. wyznacznika rasowego). Sama mysle, ze jesli owych podzialow nie ma w zasadzie w Niemczech, gdzie ideologia htlerowska zostala wymyslona, to dlatego, ze Niemcy jednbak od co najmniej juz dwu pokolen z calych sil staraja sie rozmawiac uczciwie i nie przekrecac. A w Polsce podstawowe fakty wciaz nalezy przypominac i sie o nie spierac z piana na pysku. No i owocuje to nieybnie takimiksiazkami i wywadami jak ten Jasiewicza, profesora historii najbardziej prestizowej placowki naukowej w kraju.
A sabat smolenski w pelnym szwungu. Jak patrze na twarz Maciorki, to mi przypomina jakiegos operetkowego, przerysowanego Mefistofelesa.
Tak, jeden wóz jest wyraźnie widoczny. Sama z niego swego czasu zsiadałam.
Heleno, z całym szacunkiem, ale w Niemczech narracja o wspólnym wozie Niemców i Żydów nie urosła raczej nie dlatego, że Niemcy od dwóch pokoleń nad tym pracują, tylko dlatego , że w elementarna logika na to nie pozwala. Gdyby w Niemczech ktoś sprzedał z sukcesem narrację o wspólnym wozie, to byłby to geniusz manipulacji propagandowej. Nie stawiajmy jednak może znaku równości między relacją Niemcy-Żydzi a Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej, bo przekroczymy granicę zdrowego rozsądku.
W przypadku pomnika Sprawiedliwych ja nawet nie zadaję pytania, ile tych pomników ma być, bo to nie jest sedno sprawy. Sedno dla mnie jest w tym, że pomysłu tej lokalizacji nie bronią ci, którzy przeżyli getto, nawet nie ich potomkowie czy strażnicy pamięci, tylko głównie ci, którzy byli (lub podczas okupacji byliby) z drugiej strony muru. „Biedni chrześcijanie”, którzy tanim kosztem chcą uspokoić swoje sumienia – „przecież zrobliśmy, co do nas należało i nikt nam, jako zbiorowości, nie powinien niczego zarzucać”.
Moje sumienie będzie niespokojne do ostatniego antysemity, do ostatniego antyżydowskiego komentarza w necie. A póki antysemityzm jest gorzką i wciąż aktualną rzeczywistością, nie mogę mieć poczucia, że moja zbiorowość ma moralne prawo do wystawiania samej sobie pomnika akurat w tym miejscu, w którym sumienie tak mało ma powodów do samozadowolenia.
Stawianie pomników samemu sobie to w ogóle dość głupi pomysł.
Vesper, ja nie pisalam, ze Niemcy nie kultywuja narracji o „wspolnym wozie” gdyz nie upadlam na glowe. Mowie o tym, ze nie ma tam takich podzialow jakie sa w Polsce gdyz od dwoch pokolen Niemcy robia co moga aby o historii mowic uczciwie, bez zakrecania.
Piekne slowa, Bobiku. Szlachetne.
Z niestawianiem znaku równości między relacjami polsko-żydowskimi i niemiecko-żydowskimi Vesper ma rację. Tu co najwyżej można mówić o tym że w Niemczech mniej więcej od końca lat 60-tych jest w dyskursie publicznym wyraźne staranie o uczciwość i niezmiatanie pod dywan spraw związanych z wojną. Ale też nie można zapominać, kto tę wojnę rozpętał i w jaki sposób ją prowadził. Dlatego w takie porównania bym się nie wdawał, bo to teren pełen min, które w szybkim, blogowym komentarzu trudno ominąć.
No właśnie, od razu się okazało, że ze skrótowości wyszło nieporozumienie. 😉
Pani Doroto, który to już raz… „To jest miś na miarę naszych możliwości. My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz miś, przez nas zrobiony, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”
muszę? nie muszę, ale urzekło mnie, więc się podzielę, bo to jest złota liga lapsusów.
szkolenie połączone z pracą warsztatową, jeden z punktów agendy – doświadczenia jednego z praktyków, praktyk się wida ile i nieco kryguje, zastrzega, że to, że tamto, rozpędza, ale ropędzić nie może i wtedy pada owo cudowne: „wypowieść”.
piękne! poetykie wręcz! i, zapewne, nieprzetłumaczane na inne języki
Piękne słowo! I na ile sposobów można je interpretować!
oszszsz, tak na raty pisałem, że aż rozmyła się część wstępna :/
Nie szkodzi. Myśl pozostała
O, to rzeczywiście piękne słowo i jakże użyteczne w blogosferze. 🙂
Wcale bym go do lapsusów nie zaliczył, tylko do wynalazków. Pewien typ blogowych komentarzy trudno by lepiej określić. Na przykład przeczytawszy wypowieść Heleny o Miłoszu i Grynbergu pomyślałem sobie… 🙂
Nie za wysoko poprzeczka? Z imiesłowem użytym we właściwym miejscu i formie? To nie jest średnia blogowa, z wyjątkiem tut. towarzystwa, rzecz jasna. 😎
Wlasnie dlatego, ze od lat 60-tych prowadza Niemcy dialog o wlasnej przeszlosci, nie wyowluje to wcale podzialow i resentymentow ze striny Zydow, choc pewnie zdarzaja sie jakies iuncydenty gdy obie strony widza spawy inaczej. Ale nie dotycza one najczesciej przeszlosciu tylko terazniejszosci.
I dlateg wlasnie jest mozliwy w Berlinie taki happening, ktory w Polsce bylby zwyczajnie nie do pomyslenia – z tym Zydem(Zydowka) w otwartej szklanej kabinie, gdzie kazdy chetny moze przyjsc, dotknac i obejrzec zywego Zyda jesli uwaza, ze nigdy przedtem takiego nie spotkal i zadac pytanie i dostac uczciwa odpowiedz. Sa tacy, ktoruch taka forma happeningu razi, mnie akurat absolutnie nie razi i uwazam ja za swietnie pomyslana. Wcale mi sie nie kojarzy z „Zdem w klatce”, raczej z otwarta zywa ksiega..
Pare lat temu zalozono na Psychatryku24 Forum Zydow Polskich. I ono mialo chyba jakis podobny cel – prosze bardzo, jestesmy otwarci na rozmowe i mozna nam zadawac pytania. Odpowiedzi udzielane przez grupe „dyzurnych” na Forum byly bardzo dobre, przemyslane, powazne i uczciwe. Ale z miejsca zalozono sobie, ze pewnych tematow nie bedzie sie poruszalo. I wcale nie chodzilo o jakies pytania , ktore mozna byloby uznac za klopotliwe, tylko takie, ktore dotycza tu i teraz.
Bardzo szybko okazalo sie jednak ze to nie dziala – z winy obu stron, choc znacznie wieksze pretensje mam do strony zalozycieli Forum. Bo choc oni poczatkowo starali sie odpowiadac na pytania, to z takim poczuciem wewnetrznej cenzury, ze szybko stracili do tego serce i prowadzenie forum zostawili facetowi, ktory jest na moje wyczucie chamem, z ktorym nie chce sie rozmawiac (typowy ŻetCeHa, jakby powiedzial sw.p. Jakub Karpinski – czyli zydowski cham). Ktory gotow jest najgoszymi slowy lzyc prezydenta Stanow Zjednoczonych za „polskie obozy” i absolutnie goloslownie oskarzac go o zla wole i glupote i nieznajomosc historii, natomiast nie dostrzega znacznie powazniejszych problemow w Polsce na styku polsko-zydowskim i gotow jest je usprawiedliwiac i minimalizowac.
No dobra, Wodzu, mogę trochę obniżyć. Zapomniawszy o pilnowaniu lodówki, Pręgowana okradła mnie z pasztetówki. 👿
no wiedziałem, że takiej perełki (jakkolwiek ją językoznawcy zakwalifikują) nie wolno pozostawic jak ziarna na skale, tylko rzucić na żyzną glebę, coby plon przyniosła obfity 😎
Po smiercxi sw. p. Antoniny Wyrzykowskiej napisalan do FZP pytajac czy nie miglibysmy podjac jakiejs wspolnej kampanii publicznej na temat nadania jej umienia jakiejs ulicy w Jedwabnem lub postawienia pomniczka lub chocby tablicy dla Spraweidliwej.
Ale choc dostalam zapewnienie, ze fajnie bylaby uczcic Zmarla, naprawde swieta kobiete, to jednak nie tereaz, nie jest to miejsce, moze kiedys, kiedsy bedze lepsza atmosfera…
No zez $%@*!!! !
Wypowieść może również oznaczać powieść, w której autor wypowiedział się do cna z tego, co miał do powiedzenia i nie opublikował już nic więcej.
Nie uwierzycie jakiego gwaltu dokonalam na wlasnej naturze! Wyrzucilam (no, nie, nie wyrzucilam jeszcze fizycznie, ale przygotowalam przed drzwoami do wyrzucenia) mniej wiecej dwie tony „Economistow”.
Kiedy zaczyalam prace w mojej redakcji przyslugiwal nam zlikwidowany pozniej niewielki „dodatek prasowy” – to znaczy wolno nam bylo do okreslonej sumy co miesiac kupowac prase i dostawac zwrot. Nalezalo jednak w tym celu wypelnic jakies bumagi, ktorych ja notorycznie nie wypelnialam, wiec i dodatku najczesciej nie pobieralam, chyba, ze Krysia Nadzwyczajna Sekretarka zlapala mnie za wszarz i kazala wypelnic, abym nie stracila nalezych mi £30 .
No i kiedys tak wypelniajac formularz z Krysia stjaca mi nad glowa, zapytalam facecyjnie, czy moge wpisac do listy prasowej miesiecznik House and Gardens.
-Mozesz – odpowiedziala bez mrugniecia Krysia Sekretarka. – Ale napisz The Economist.
Od tego czasu wszystie moje kolorowe pisemka o wnetrzach nazywaja sie The Economist. I wlasnie one leza posotowane w workach przed drzwiami.
Wypowieść mogłaby też oznaczać narrację cudzą, w odróżnieniu od narracji własnej czyli mypowieści. Ale nie wiem, czy jest to znaczenie warte rozpropagowania. 🙄
Ja niedawno wyrzuciłem trochę Economistów kuchennych (nie o wnętrzach, tylko o żarciu). Ale bez autoprzemocy też się nie obeszło. 😉
U mnie zalegają The Economisty wnętrzarskie, ogrodowe i druciane (w rozumieniu – dotyczące robótek na drutach). Jeszcze nie przerwałam emocjonalnej pępowiny łączącej mnie z nimi 😳
Luj chyba przysnął. Muszę szybko skoczyć pozałatwiać sprawy, zanim się obudzi. 😉
To ja teraz piszę wypowieść czy mypowieść???
jak krótko, to raczej wypowiadanie, ale pod warunkiem, że jest wyczerpujące mimo niewielkiego rozmiaru 🙄
Ja tez mam emocjonalna pepowine ciezka jak zelazny lancuch, laczaca mnie z kolorowymi pisemkami.
I know. It is sad.
Mam, co mam nie mieć 😳 Wycinki i odkładki 😳
Kiedyś trzymałem tony Polityk i miesięczników fotograficznych. Ale potem okazało się, ze do starych Polityk nie sięgam, a jak sięgam, to via net, więc poleciały, z periodyków fotograficznych zaś ostały się tylko te, które skupiały się na samej fotografi, a nie na sprzęcie, bo ten starzeje się prawie tak samo jak aktulany numer Polityki. I okazało się, że świat się ani nie skończył, ani nie pogorszył, a nawet są podstawy twierdzić, że się przestrzennie polepszył 😎
Wycinki i okladki sie nie icza, Haneczko.
Biedny czlowiek!
http://wyborcza.pl/1,75478,13710992,Naukowiec_z_Waszyngtonu_broni_sie_w_internecie__To.html
Podobno nawet National Geographic mozna wyrzucac!
Heleno, liczą nie liczą, ale ważą 🙄
Odkładki. Matko, to takie wstydliwe 😳
Rzezcywiscie, skrotowosc pisania blogowego czasem robi rozne sztuczki, tak jak napisales, Bobiku. Na przyklad przeczytanie slow Grynberga, co prawda skierowanych wylacznie do Milosza, ale dotyczacych przeciez mieszkanca okupowanej Warszawy, jednak w pierwszym odruchu zle ida w czytaniu komus, kto jak np. ja, stracil czesc poprzednich pokolen rodziny w Warszawie, i to bynajmniej jednak nie w wypadkach tramwajowych… A oczywiscie z drugiej strony przeciez wiem, o co Grynbergowi chodzilo, i zgadzam sie, ze sytuacja obu grup byla inna. Ale tez uwazam, ze uwaga przy formulowaniu jest tu rzeczywiscie potrzebna, tak jak to zauwazyla Vesper. Inaczej nic z tych trudnych rozmow nie wyjdzie.
I z tym jednym wozem to w ogole trudna sprawa w takich rozmowach. Historycznie to na pewno byl inny woz, bo inne byly okolicznosci, jakich doswiadczali Zydzi i Polacy, choc trudno przeciez polskie doswiadczenia nazwac przyjemnymi. Jednak w przypadku Zydow byly one zupelnie wyjatkowe i wyjatkowo okropne, do tego poprzedzone latami doswiadczania wiekszych i mniejszych – czasem te male bywaja szczegolnie upokarzajace – przejawow dyskryminacji, takze w Polsce przed wojna. Te dyskryminujace postawy wcale nie przemienily sie z dnia na dzien w czyste wspolczucie, gdy wybuchla wojna i nawet juz po niej wspolczucia w duzej mierze zabraklo, i to szczegolnie, zupelnie szczegolnie, musi jednak bolec.
Ale z kolei, gdy chodzi o wlaczanie wspolczucia wspolczesnych odbiorcow to jednak odwolujemy sie, musimy sie odwolywac, do wspolnego wozu czlowieczenstwa – zeby wlaczac wlasne neurony lustrzane, zeby miec wlasnie te empatie dla losu Innych, o ktorej mowila kiedys bardzo ladnie Barbara Engelking, a propos swojej ksiazki Jest taki piekny, sloneczny dzien… I tu moim zdaniem lezy szczegolna trudnosc, tym bardziej, ze przeciez wystarczy sobie poczytac Engelking albo Grossa, zeby zobaczyc, jak bardzo jednak nie na jednym wozie obie spolecznosci jechaly.
Nie mowiac juz o tym, ze obecne napisy na murach, wpisy na forach, tez nie pomagaja rozmowie. Czasem sie zastanawiam, jakie bylyby wpisy na forach w latach 60-tych w Niemczech – gdyby juz byl wtedy internet…
W samych poczatkach lat szescdzesoatych z Niemec zaczely przyjezdzac do POlski male grupki (na wieksze wladze PRL nie godzily sie) uczniow i studentow aby porzadkowac zydowskie porozwalane kirkuty, w malych miejscowosciach, nie na widoku u wszystkich. . Prasa PRL, przejeta Hupka i Czaja, o nich nie pisala, dowiadywalismy sie o nich z Wolnej Europy. To byly te grupki, ktore mnie pogodzily z Niemcami. Wtedy.
🙂
+9°
dosc cieplo na samozamach, kto wie czy andsol nie wie czegos wiecej, macierewicz tylko moze wiedziec jeszcze wiecej 🙄
bywa
Nisiu, zdrowia
slonca i wygodnego siedliska w przed domowym ogrodzie (albo
jak wolisz za lub obok domowym 8) )
➡ dbaj o siebie
🙂
vesper, robotki drutowe zachowaj, ponownie w modzie (w S-Bahnie drutuja i szydelkuja masowo) 🙂
Helena 15:23: mozna Heleno, mozna 🙂 🙂 🙂
happening w Zydowskim Museum w Berlinie, o ktorym napisala Helena ma trwac kilka miesiecy (do konca sierpnia) – „pytaj jestem Zydem”
Helena 11: 42: Zydow i Romow eksterminowano jak leca, wszystkich po kolei – takze kobiety stare i mlode, ciezarne i z dziecmi.
kilka tygodni temu bylem na rozmowie o akwarelach Diny
Gottlibovej i pani Petra Rosenberg (ze zwiazku Cinti i Roma z
Berlina) ktorej ojciec przezyl Auschwitz, powiedziala ze Zaglada
Cinti i Roma jest bardzo slabo udokumentowana, ci co przezyli
prawie nie zostawili spisanych relacji.
herbata 🙂
slonca!!! slonca chce mi sie!!!
prosze
Skoro jest tak, jak piszesz, Siódemeczko, to stawianie drugiego pomnika Sprawiedliwym, w jakiejkolwiek lokalizacji, jest, przynajmniej w obecnej chwili, pozbawione sensu. Sama biżuteria jeszcze nikomu urody nie dodała.
Żadna ze stron do tego nie dorosła ;-( .
I obawiam się, że jeszcze długo nie zechcemy wsiąść na wspólny wóz wiozący ku przyszłości, człowieczeństwu ( jak to ładnie ujęła Monika) albo choćby ku normalności.
I mam poważne wątpliwości, czy kiedykolwiek będzie to możliwe.
A przecież tak się, na miły Bóg, nie da żyć.
Rysiu, w naszych (szeroko, od granicy do granicy pojętych) stronach już od poniedziałku słońce ma być. 😀
Obiecuję, że poniedziałku nie odwołam. 😎
Zmoro, nie musi być aż tak źle. 😉 Przed wojną antysemityzm był dość rozpanoszony w prawie całej Europie. Wiadomo, jakie rozmiary przybrał w Niemczech. A przecież znając tylko obecne Niemcy, bez ich historii, nikt by nie wpadł na to, że był to kiedyś kraj antysemicki wręcz programowo.
Trzeba po prostu uparcie pracować u podstaw, zwłaszcza na niwie edukacji i publicznego dyskursu. To w końcu daje efekty. Nawet neurony lustrzane się co poniektórym uruchamiają. 😉
Tak Rysiu, Zaglada Romow i Sintiw obozach jest slabo udokumentowana i sama mialam sporo problemow ze zbieraniem relacji. Nie tylko dlatego, ze Romowie nie maja tradycji pisanej, ale z powodu barier psychologicznyh – wystepownie w roli ofiar jest dla ich bardzo upokarzajace. Mnie sie zdarzalo czesto, ze juz dorwalam jakas stara kobiete, a ona jak tylko widziala wlaczony mikrofon, to zaczynala sie opedzac i mowic, ze „nic nie pamieta”. Jak wylaczalam mikrofon gotowa byla opowiadac, ale bez szczegolow: tu nas zebrali, kazali kopac row. Szkoda im bylo nabojow na nas…. Kazali skakac do rowu i miejscowych zebrali, zeby zakopywali. Mnie sie udalo uciec, bo znalam jednego policjanbta.. Ziemia sie trzy dni ruszala, nad tym rowem….
Z Auchwitz jest jedna relacja Polaka o powstaniu garstki Romow tuz przed likwidacja „cyganskieg obozu rodzinnego”. Jest ona w archiwum KL Auschwitz, ale slaba znana. Sporo tam w archiwum zdjec zostalo. Zwlaszcza dzieci, podopiecznych dra Mengele.
Pytanie Moniki, co pojawiałoby się w komentarzach na niemieckich forach w latach 60, jest całkiem ciekawe. Nie wiem, na ile zgodne z niemiecką rzeczywistością są takie opisy, ale zakładam, że z palca autorzy nie wyssali:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13663909,Rasizm_w_niemieckich_domach_starcow___Ty_polska_swinio__.html?v=1&obxx=13663909
Zakładam więc, że ogólny ton pewnie byłby zbliżony do tego, co obecnie słyszy personel domów starców.
Mam nadzieję, że perspektywa wspólnego, ludzkiego wozu kiedyś w końcu zdominuje spojrzenie na doświadczenie II wojny światowej. Zwłaszcza, że obecnie nikt nie ma już złudzeń, a przynajmniej nie powinien mieć – ludzie w zasadzie nie różnią się między sobą zdolnością do zadawania cierpienia innym. W specyficznych okolicznościach każdy z nas może stać się katem. Obozy zagłady usytuowano w Polsce, więc rozważania nad moralnym obowiązkiem pomocy lub współwiną dotyczą głównie Polaków. Ale w sytuacji Polaków w kontekście tej dyskusji może postawić się każdy człowiek.
Nie, nie kazdy z nas moze sie stac katem „w specyficznych okolicznosciach”.
Panstwo Wyrzykowscy nie poszli na plac w Jedwabnem uczestniczyc w festynie.
Nie relatywizujmy zla.
W różnych znanych eksperyentach psychologicznych też byli ludzie, którzy w pewnym momencie odmawiali udziału, choć przerażające było to, ilu „normalnych” nie odmawiało. Ale oczywiście należy to wiązać z indywidualnymi postawami moralnymi, nie z narodowością.
A w niemieckich domach starców, wskutek wieku i demencji, odzywają się, nazwałbym to, nastawienia sprzed czasów poprawności politycznej. I tu właśnie dobrze widać, do czego ona jest potrzebna.
Och, mam wrazenie, ze Sasiad zrozumial, ze zbyt szeroko otworzyl brame swego blogu.
Boje sie, ze juz troche za pozno na dzialaia poprawcze, bo dzin juz uciekl z butelki.
POdejrzewam tez, ze i poprzednim razem robil jakis odsiew komentarzy , ale stanowczo za maly.
Chyba powinienem być dumny 🙄
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/602167_555218044523473_1719952781_n.jpg
Irku, myslalam o Tobie widzac ten transparent i przeczuwajac, ze sie ucieszysz ze swej spolecznej obywatelskiej postawy….. 😆
widze ze cieplo u Ciebie Irku, trzymasz transparent bez rekawiczek 🙄 🙄
o tym ze Romowie nie lubia byc „ofiarami” i chetniej patrza w przyszlosc bez rozpamietywania przeszlosci pani Rosenberg tez
mowila.
bardzo ciekawa byla ta rozmowa i wiem szykuje sie kolejna, ale
dopiero jesienia
E tam, bez kostiumu husarza to się nie liczy. 😆
herbata 🙂
zagladnac do Sasiada, czy nie zagladnac, oto jest dylemat 8)
🙂 😀
WW 🙂 piora wyszly 🙂 🙂
A nasz Pies, to istny Wieszcz Narodowy. Juz w lipcu 2010 r pisal:
„Kiedy poległ już prezydent nasz w akcie męczeńskim,
kagiebiści go gonili po lesie smoleńskim….”.
Myslelismy, ze to taka satyra i nic wiecej. An niet (jak mowia Rosjanie), faktycznie trzy osoby przezyly Zbrodnie w Sztucznej Gmle i dwa wybuchy trotylu, wszystko oplacone w Lublinie. .
Rysiu, (chwilowo?) można zaglądnąć. A na blogu medycznym Mordechaj tytułowany jest Panem Kotem Mordechajem. Pan doktor bardzo elegancki. 🙂 Nie wiedziałam, że Lublin to taki dziany gość. Przyjechałabym była w zeszłym roku z – dużym – kapeluszem…
Tez sie wzruszylem…
Irku,
trochę się tego domyślałam 😉
RedaKtror Psychiczny wymyslil program:
Prezes PiS podzielił się pomysłem na program telewizyjny: – Ja jednej telewizji zaproponowałem, pani redaktor Holeckiej (Danuta, dziennikarka TVP Info – przyp.red.), że się spotkamy, ja przyniosę kilka wyjątków z przemówień Tuska, ona je puści i sobie o tym porozmawiamy. Pani redaktor można powiedzieć, że przyjęła to do wiadomości. Ale taką audycję warto by zrobić. Skonfrontować wypowiedzi Tuska z różnymi fragmentami jego przemówień takich niezwykle agresywnych, na niesłychanie niskim poziomie. Agresja, insynuacje, wskazujące na niesłychanie odrzucający typ kultury, to wszystko jest bardzo szeroko reprezentowane w wypowiedziach Tuska i warto by to gdzieś kiedyś pokazać – przekonywał.
Tego by Bobik nie wymyslil!
A kto finansuje Układ? Też Lublin? 👿
Pooglądałam trochę i wcale mi nie do śmiechu. To nie jest szaleństwo z metodą, to samo szaleństwo.
Helena @19:55
Owszem, było wywalane np. „Ty sk…synu, gotuj się na śmierć”. Tego się właśnie dowiedziałam. Fakt, że w porównaniu z czymś takim to, co zostało, wydaje się niewinnym szemraniem. Ale to Adama nie usprawiedliwia. Daje trybunę psycholom i w ten sposób niechcący oczywiście, ale staje po ich stronie. Tłumaczy się zresztą podobnie jak ten głupi Wójcik z „Focusa” (demokracja, wolność słowa, te rzeczy, a poza tych niech ludzie zobaczą), różnica jest taka, że on przynajmniej wyraził swoją dezaprobatę we wpisie, a Wójcik wydrukował to g… bez żadnego komentarza. Nawet jeżeli rzeczywiście był tylko naiwny i uważał, że ludzie natychmiast zrozumieją jego intencje, to nie nadaje się na redaktora naczelnego żadnego pisma. Ale Gruner+Jahr chyba nie wyciągnął jak dotąd takiego wniosku… Pewnie i dla nich sprzedawalność liczy się bardziej od zwykłej ludzkiej przyzwoitości. W końcu mamy kryzys
Pani Doroto, Polityka to dla mnie Firma. Nie po to wchodzę na jej blogi, żeby babrać się w g…nie. Jeżeli gospodarze tych blogów chcą gościć miłośników g…na – trudno, ich teren, ich wola. Nic tam dla mnie i po mnie.
Ja Sasiadowi napisalam, ze sie zrobilo na jego blogu tak niebezpiecznie i przykro, ze moze da mu to do myslenia. Potrafie sobie latwo wyobrazic, ze przychodzily straszne teksty, ale tez to on pozwalal „Michalowi” bardzo dlugo bluzgac pogarda i nienawisca rodem ze Stuermera. To dlaczego nie mialby bluzgac przy takiej swietnej okazji jak Jasiewicz? Oczywoscie ze po Michale to i rozni cwiercinteloigenci i cwiercinteilgentki moga sie wydac jak niewinne pacholeta i dzieczynki z pensji,,,
Okropnie to wszystko jest przykre.
Focus i jego „tlumaczenia” az tak mnie nie bola, jak nabranie wody w usta przez PAN, ktore firmuje poglady Jasiewicza. Ani slowka do tej pory od Prezesa? Jak to moze byc? Dlaczego media nie przypieraja go do muru i nie zadaja jasnego stanowiska i powiedzenia co zamierza z tym swym „naukowcem” robic? Przeciez to jest podstawowym zadaniem wolnej prasy!
Zdumiewa mnie ta wiara wielu blogerów, że nie selekcjonując wpisów daje się „prawdziwy obraz”. Raczej g…o prawdziwy, bo składający się głównie z g…a, obficie produkowanego przez ćwierćinteligentów i psycholi. Psycholi nie odstrasza nic, a wszelkie zamieszania i szarpacki wręcz przyciągają. Odstraszają natomiast ludzi normalnych, którzy widząc dominację szamba po prostu przestają się na blogu odzywać, a czasem w ogóle go czytać. Czyli taki niekontrolowany obraz, gdzie zły blogowicz coraz bardziej wypiera dobrego, wcale nie odzwierciedla rzeczywistego społecznego rozkładu postaw.
O tym, ilu dyktatorów doszło do władzy dzięki szczerym demokratom, którym ich demokratyczne przekonania nie pozwoliły w odpowiednim momencie wrzeszczeć i tupać, już nawet nie będę pisać, bo wiadomo. Ale właśnie – wiadomo, a jakby nie wiadomo. Tak samo jak niby wiadomo, że poprawność polityczna służy demokratycznej ochronie praw mniejszości, ale w praktyce wielu gospodarzy nie odważa się jej zastosować, powołując się na demokrację. Czy demokraci w Polsce nie dali się aby nieco zwariować?
Jasne, że bycie kontrolerem i wykidajłą to żadna przyjemność. Ale jednak trzeba pilnować swoich podwórek: nie dla przyjemności, tylko z poczucia odpowiedzialności. Zarówno za własne podwórko, jak i za ten nieszczęsny dyskurs publiczny, na który takie poszczególne podwórka się składają.
To okropne, kiedy ktoś dostaje bluzgi i groźby, ale to przecież nie jest argument za zostawianiem tych bluzgów w publicznej przestrzeni. Odwrotnie, dla mnie to jest raczej argument za zasadą „zero tolerancji”. Żeby temu złemu szelągowi do wypierania lepszego nie dawać okazji.
G..niana Łajza z Haneczką zaraz mi dała poczucie, że słusznie prawię. 😈
A zreszta kto naprawde chce wiedziec ilu bluzgaczy siedzi przed komputerem? To salon do rozmow i wymiany pogladow , a nie pracownia socjologiczna, ktora ma ustalic proporcje holoty do normalnych w narodzie. .
A bo, Bobiku, mam tego dość. Pochylanie się z troską i zrozumieniem nad g…nem, bo ono też ma prawa jest brakiem szacunku dla tych, którzy starają się wyrazić swoje poglądy w formie nie g…nianej.
Haneczko, aforystko nasza, jak ładnie Ty w te dziesiątki trafiasz. 😆
Helenko, napisałaś do niego mail?
Nie chwalić. Pochwalona, głupieję 😳
Prof. Kleiber wypowiedział się już parę dni temu, rozkosznie dość:
http://wyborcza.pl/1,75478,13688038,Prezes_PAN_o_antysemickim_wywiadzie_prof__Jasiewicza_.html
Miało tam być jakieś zebranie, nie wiem w końcu.
Stary wic, „zasnęli w PAN-u”, jakby znowu aktualny. 🙄
Tam podobno szef instytutu się wściekł, coś się chyba jednak będzie działo. No, chyba że stchórzą.
Prof. Kleiber już dawno zasnął.
Profesor ostatnio jest celebrytą – wciąż go widuję na ważnych koncertach i imprezach 🙄
No dooobrze… jest melomanem. 😉
A tak na marginalnym marginesie. Czy ktoś zauważył, gdzie się podział brylujący do niedawna prof. Gliński? Żyje czy już pogrzebion?
Ale właściwie kogo/czego w PAN-ie mają się bać? Ojca Rydzyka? Ludu smoleńskiego? Kadetta z Feliksem Stychowskim? 😯
Nagana po linii partyjnej to już chyba nie jest realny straszak. 😉
Prof. Gliński może jeszcze nie pogrzebion, ale już leży na desce. 😉
Jeszcze o jednej lince zapomniałam:
http://natemat.pl/57445,liderzy-ruchu-narodowego-staja-za-profesorem-ktory-obwinil-zydow-za-holokaust-narodowcy-odslaniaja-antysemicka-twarz
Aaa, znaczy czeka, aż prezes pociągnie za sznurek 😉
Nie poradzę, ale automatycznie mi się kojarzy: „…ażeby Dąbrowskiego usłyszeć Mazurek” 😈
Raczej żeby mu zagrał, a on wtedy jak zatańczy…
Nie inaczej 👿
Pani Kierowniczko, ale o tych narodowcach to chyba nie w tym sensie, że PAN ma ich się bać. 🙄
Eee tam, on nawet nie jest tańczony. On jest szurany. Bardzo bym chciała, żeby ktoś go zapytał, jak się z tym czuje 🙄
Cholera wie…
Jak wezmą się wszyscy do kupy, narodowcy, smoleńskie, wszelkiej maści agresywne oszołomstwo…
To trza będzie siłom i godnościom osobistom. Lepszej recepty jeszcze nikt nie wymyślił. 👿
Z cholerą to tylko na przytomnie.
Czas do spanka. Dobranoc 🙂
Niechby dobra. 🙂
Wlasnie obejrzalam film Lincoln. Co to byly za czasy… ale jednak niewolnictwo padlo, chociaz segregacja rasowa trwala dlugo, a rasizm jeszcze dluzej, ale jakos oszolomstwo nie wygralo i w mlodszych pokoleniach rasizmow jest zdecydowanie mniej.
Niemozliwe byloby oczekiwac, ze Druga Strona zamilknie calkowicie, ale narodowstwo smolenskie przyblizyloby kraj do Iranu i Bialorusi. Nawet jesli by wygralo to tylko chwilowo, jako alternatywa dla zmeczenia Tuskiem. Polska slusznie postawila na sojusz z Niemcami, a nie z Rosja, i nie przez Smolensk do pielegnacji tego sojuszu droga.
Jeszcze do dyskusji o antysemityzmie to mysle, ze nalezy zachowac proporcje. Antysemityzm jest nieprzyjemny, haniebny i rasistowski, ale sam antysemityzm choc byl bardzo powszechny w Europie i Ameryce nie wysylal Zydow do obozow koncentracyjnych i do krematoriow. To mechanizmy oswieconego nowoczesnego panstwa niemieckiego zorganizowaly sprawna masowa rzez ludzi. Przypadki zezwierzecenia (Jedwabne) choc sie zdarzaly, to byly inicjatywa niejako oddolna, nie sankcjonowana przez panstwo polskie (rzad na emigracji czy potem rzad komunistyczny). Dzisiaj nie sadze, zeby byly w kraju na to nastroje.
Ale rozumiem jak ciezko a nawet strasznie musi byc Pani Kierowniczce. Droga Doro, bardzo sie z Pania solidaryzuje.
Mam pecha. Albo tam w petycjach jest dywersja. Ale druga podpisana petycja też nie wraca do mnie do potwierdzenia.
I znowu nie zbawię świata.
Tak, Tablet GoClever R105BK to jest to i choć nie ma go w Brazylii, to ja jeszcze położę na nim łapę (to tu mnie do niego przekonali, ale co ja się tam musiałem naczytać…
Rysiu – dziękuję! Wzruszyłeś mnie.
Ogródek mam wokołodomowy. Wpadnij powąchać kwiatki (jak bedą) i wypić kawę na tarasie (w każdej chwili).
Czas spania na raty. Bywa. Czekałam wczoraj na efekty zapowiedzianych obrad PAN, ale nic się nie pojawiło. Prawda, wczoraj nie był dobry dzień, ale dłużej nie powinni już zwlekać. Przy okazji nawynajdywałam różności, głównie paskudnych, nie będę ich tu przywlekać. Głównie, ale nie tylko. 🙂
Co jakas taka biala noc u wszystkich?
herbata, andsolowa kawa, szeleszczaca
brykam
na palcach, czy Helena spi i mozna halasowac kubkami
fikam
brykam fikam 🙂 🙂 🙂
szeleszcze zaleglosci
😀
a wiecie ja jestem posiadaczem (droga nabycia za 9,99zl) tego slynnego juz nr2 „Fokus Histoeia extra” i w zaden sposob nie wpadlbym na pomysl ze wywiad z panem jasiewiczem jest ostrzezeniem, jako prowadzacy wywiad podany jest „fokus historia” co sugeruje cala redakcje (?), a wiem z wypowiedzi pana Wojcika ze byla to jedna osoba – zapomnialem nazwiska pana pytajacego.
Cale pismo jest – powiem – dziwne.
pstryk
Nisiu, uwazaj 🙂 trudno napoic takiego rysia, oj trudno 😀
pstryk
Dzień dobry,
leży toto cały czas w empikach i innych kioskach, ale przecież szkoda mi moich nawet paru złotych na finansowe wspomaganie tego #$%^@&…
Dzień dobry 🙂
Ze wstrząsem zauważyłem, że wczorajsza rocznica nie wywołała na blogu żadnych podziałów. 😯
W ten sposób sami zakwestionowaliśmy (nie po raz pierwszy zresztą) naszą polskość i zapracowaliśmy sobie na wykluczenie nas z Narodu, który z założenia musi być podzielony przez kłamstwo smoleńskie.
To wszystko przez Lublin. Na zamach kasy nie żałował, ale na jakiś drobny, symboliczny choćby blogowy podzialik, poskąpił. 👿
Za karę wypiję dziś kawę brazylijską. 😛
Dzien dobry.
No dobra. Jestem pierwsza naiwna i troche za wczesnie cieszylam sie, ze Sasiad postanowil oczyscic blog.
Niestety damska wersja Slawomirskiego, ciut bardziej upierdliwa, dalej szaleje. Wiec ja wracam na swe wygnanie. Prosto w lapska Bobika i jego Gosci.
Czeka mnie za chwile troche nieprzyjemna (dla mnie glownie ) rozmwoa z Zastepcza Pania Dochodzaca, z grubsza w celu przypomnienia jej moich i E. szczodrych profesjobalnych stawek za profesjinalna prace, ktora ma trwac 3 godziny, a nie 1 godzine i 10 minut, skoro za 3 godziny place. I ze oczekuje odsuwania krzesel w czasie odkurzania i generalnie wycierania powierzchni z kurzu i brudu ..
Wymyslilam juz ladne face-saving formuly, jak „To oczywoscie moja wina, Pani Magdo, bo pewnie nie wytlumaczylam tego nalezycie, ale czy bylaby pani dobra pozostac pelne trzy godziny, w czasie ktorych chcialabym by Pani ….”
Nie ryzykowałbym, Heleno. Na wzmiankę o czasie Pani Magda może Ci polecieć pewnymi aspektami teorii względności, a potem jeszcze z rozpędu udowodnić, że za krzesłami przestrzeń jest zakrzywiona, więc odsunąć ich się po prostu nie da. I wyjdziesz tylko na nieuczkę, która sama na to nie wpadła. Potrzebne Ci to? 🙄
Dzień dobry. 🙂
„….Po naszej stronie jest umysł krytyczny, racjonalność, profesorowie, dane, wykładnie naukowe, a po drugiej stronie mamy ludzi, którzy zachowują się jak sekta – oświadczył Hofman.”
😆 😆
Zdaje się, że dużo wczoraj straciłam.
Bobiku, tej brazylijskiej kawy trochu dostanę?
Stara goebbelsowska zasada: kłamstwo powtarzane setki razy stanie się prawdą. Trudno więc wykluczyć, że coraz więcej będzie ludzi zgadzających się z Hofmanem 👿
Bardzo to smutne.
Tak jak to:
http://wyborcza.pl/1,75478,13715361,Lud_smolenski__lud_wybrany.html
Niepokoją zwłaszcza ci młodzi.
Sławomirskiego zabawnie ktoś podsumował tutaj. 🙂
A jego damska wersja jest o tyle groźniejsza, że sprawna językowo i dość giętka argumentacyjnie, więc potrafi bardzo wrednym manipulacjom nadać formę nie tylko zgrabną, ale nawet mającą pozory intelektualnej uczciwości. Nacjonalistyczni „rycerze prawdy” łykają to jak gęś kluski i gęgają z zachwytu. A Gospodarz nie korzysta, niestety, z żadnej okazji do odpowiedzenia na te „uczciwe” wywody tak, żeby było widać, czym naprawdę są – intelektualnym pasztetem z zalanych żółcią wątróbek. 🙄
Brazylijskiej kawy nalewam wszystkim po brzegi, a nawet poza brzegi. Nie moja, tylko andsola, to co będę oszczędzał. 😆
Bardzo slusznie prawicie, kolego Bobik. Ona juz grasuje wszedzie i jest czesto wzmacniana naszym tu dawnym bywalcem, ktory na szczescue sie obrazil i tutaj juz nie wpada.
Mój pesymizm bierze się stąd, Bobiku, że ja w tę pracę u podstaw w Polsce nie wierzę. Nie leży ona w naszej naturze. I myślę, że to jest źródło niemożności porozumienia.
Bo przecież logicznie rozumując, powinno znacznie łatwiej dojść do pojednania między Żydami a Polakami, niż między Żydami a narodem sprawców, Niemcami.
A jednak jest zupełnie odwrotnie. I myślę, że to jest kwestia narodowych charakterów. Niemcy są narodem karnym, szanują i przestrzegają prawo( no nie wszyscy, ale większość), potrafią prowadzić dyskusję, chowając w kat emocje. Mają zdolność do konsensusu i jak go osiągną, to się go trzymają, tak długo, dopóki demencja nie uwolni upiorów 😉 .
Pamiętam dyskusje w tv od lat 80. w Niemczech. Emocjonalność Żydów trafiała na logikę i zmysł analityczny Niemców. I umiejętność przyznania się do winy. I to połączenie pozwoliło na gaszenie pożarów.
W moim odczuciu niemożność porozumienia polsko-żydowskiego bierze się stąd, że jesteśmy zbyt podobni do siebie. Reagujemy glównie emocjonalnie. Oprócz tego jeden i drugi naród chowany jest w poczuciu bycia narodem wybranym. A przecież, w ogólnej percepcji, wybrany może być tylko jeden. No przecież Polska jest Chrystusem narodów.
Stąd nieustanna konfrontacja, bo przecież moje musi być górą. Obustronna skłonność do generalizowania, indywidualizm, upór, skłonność do trwałego chowania uraz itd itp. Różnią nas, w zasadzie, tylko obyczaje religijne.
A Polacy mają skłonność do szukania tego co dzieli, a nie łączy. Czego ostatnie lata są najlepszym dowodem. I mitologizują na potęgę – vide religia Smoleńska. I mylą wolność z anarchią. Czego dowodem są m.in. wpisy pod blogami.
Nie nauczeni jesteśmy pracy w grupie, która poza innymi walorami daje poczucie zbiorowości. Cały program edukacyjny, poczynając od szkoły, a kończąc na studiach nastawiony jest na pracę jednostki.
W takich warunkach praca od podstaw ma niewielkie szanse powodzenia. A jeszcze wymaga ogromnej odporności psychicznej od ludzi, ktorzy podjęliby się tej misji, aby mimo okropieństw stawianych zarzutów, zachowac zimną krew i racjonalnie argumentować, nie ulegajac prowokacji. Helena wspominala, że były takie próby i umarły szybciutko.
Dlatego czarno to widzę.
Zwolennicy teorii spiskowych jednak mają rację, że nic się nie bierze tak ot, z niczego. 🙄
Kupiłem sobie sporą porcję owoców miechunki peruwiańskiej i w napadzie nagłego pożądania pożarłem je w przeciągu okamgnienia. A potem, z braku owoców materialnych, polazłem do Wiki, żeby sobie przynajmniej o nich poczytać. I dowiedziałem się, że ta miechunka była dawniej przez niemiecki lud nazywana Judenkirsche, czyli żydowską czereśnią. No i wszystko mi się racjonalnie, krytycznie, na podstawie naukowych danych wyjaśniło. 😎
Cos tram tchorzliwie i rumieniac sie wybakalam pod nosem , ale nie moglam w takim zakresie jaki mi sie marzyl… Ona jest tak slodka, usmiecnieta i pogodna, ze nie moglam jej zepsuc humoru.
No trudno. Zacisne zeby i podloge w kuchni umyje sama…, 🙁
Kurka wodna. Jestem szmata. 🙁
Ja nawet nie wiem co to jest mechunka perywianska a co dopiero zydowska.
Dzień dobry 🙂
Podłoga to drobiazg, ale jak posprzątać coś takiego? Naprawdę chcą to postawić. Pani Doroto, bardzo mi przykro 🙁 http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36000,13715959,Paderewski_bedzie_mial_pomnik_na_Swietym_Marcinie.html#LokPozTxt
Aaaa, cape gooseberry, … physallis.
Chyba jest to jeden z dostepnych w handlu owocow egzotycznych, ktorego dotad nie sprobowalam.
Zmoro, ja nie bardzo wierzę w coś takiego jak charakter narodowy. 😉 Raczej jestem skłonny mówić o kulturowych uwarunkowaniach, które zresztą w globalnej wiosce robią się coraz mniej kategoryczne. Młodzież z mlekiem internetu wysysa poglądy nie tylko swojego bezpośredniego otoczenia, ale i takie z odległych krańców świata. Socjolodzy używają coraz częściej pojęcia tożsamość transkulturowa, czyli ukształtowana pod wpływem wielu kultur, swobodnie wędrująca między umysłowymi i duchowymi światami. W Polsce też na pewno będzie coraz więcej takich transkulturowców. Tego nie da się zatrzymać, co najwyżej na chwilę przyhamować.
I druga rzecz: nawet jeśli na użytek doraźny używamy skrótów myślowych w rodzaju „Polacy są tacy” czy „Niemcy są siacy”, to w tzw. szerszym planie jednak nie zapominajmy, że nie wszyscy Polacy, nie wszyscy Niemcy, itd. Owszem, duża, wciąż jeszcze za duża część Polaków daje się uwodzić różnym obrzydliwościom czy głupotom i temu należy przeciwstawiać się siłom etc., ale przecież nie jest tak, że „w tym kraju” nie ma nikogo, kto mógłby prowadzić pracę u podstaw, ani żadnej grupy, do której mogłoby to trafić. Nawet na tych nieszczęsnych, hejterskich forach internetowych zawsze znajdą się osoby, które powiedzą „to jest wstrętne, gdzie moderator”. Więc ja dalej nie będę widział wyłącznie czarno, tylko się ograniczę do czarnowidztwa punktowego. 😉
Lomatko.
W POlsce musi kwitnac jakis chalupniczy biznes pomnikowy. Pani Kazia z Panem Czeskiem S.o.o.
Paderewski na św. Marcinie? Czy to nie jest aby… hmm… zbyt śmiałe obyczajowo? 🙄
Myślę, Zmoro, że do czynników, które wymieniłaś, dochodzi jeszcze jeden, być może zasadniczy. Wina Niemców była niekwestionowalna, a ich pozycja w dychotomii kat-ofiara, zupełnie oczywista. W przypadku Polaków i Żydów w czarno-biały świat wkradają się różne odcienie szarości, przedwojenne endeckie zaszłości oraz powojenne żale związane z udziałem komunistów pochodzenia żydowskiego we wprowadzaniu jedynie słusznego systemu. W zachodnich Niemczech tego problemu nie było. Podział ról na wybaczających i proszących o wybaczenie był bardzo jasny, a to ułatwia dialog.
Do tego dochodzi kwestia, której w żaden sposób dowieść nie potrafię, jest jedynie moją intuicją – uważam, że Polacy są wyjątkowo wrażliwi na kwestionowanie ich moralności. Wszyscy ludzie, niezależnie od narodowości sa na to wrażliwi, ale chyba w Polsce argument podający w wątpliwość czyjąś moralność potrafi wyjątkowo podnieść temperaturę dyskusji. Brak kultury dyskusji to już osobna sprawa, tego w Polsce nikt nie uczy. Ale wracając do moralności – myślę, że Polacy odbierają dyskusje o swoim udziale w zbrodni na narodzie żydowskim jako próbę zrównania ich winy z winą Niemców. Tego nigdy w życiu nie przyjmą i myślę, że nie można się dziwić. Dlatego myślę, że gesty świadczące o tym, że Żydzi pamiętają Sprawiedliwych, że pamiętają również o cierpieniu Polaków (cierpienie jako wartość jest w Polakach silnie zakorzeniona) mogłyby ułatwić dyskusję o winie tych, którzy winę ponoszą. Uważam w ogóle, że cała dyskusja powinna się rozpocząć od rozważania na temat roli biernego obserwatora w legitymizacji przemocy. Z tej płaszczyzny byłoby łatwiej przejść do rozmowy o indywidualnej lub zbiorowej winie. Dyskusja natomiast zaczęła się od oskarżenia (słusznego, z tym nie dyskutuję), co wywołało odruchy obronne – przywoływanie argumentów o cierpieniu własnym, o tym, że w Ameryce Murzynów biją, o tym że przecież było wśród nas wielu, którzy z poświęceniem własnego życia ratowali Żydów itp.
Ja prawde mowiac nie widze tu zadnego „dialogu polsko-zydowskiego”. Jest raczej dialog Polakow samych ze soba, ze swymi mitami i uprezdzeniami, swoja historia. Zydzi nie stanowia w Polsce problemu. Jest ich jakas przestraszona garstka i siedza cicho, nawet czasami za cicho. Polacy owszem – sa ogroimnym problmemem dla Polakow, co mozna bylo obserwowac wczoraj w Warszawie jak i przez reszte roku. Albo przejsc sie po Psychiatryku24.
Kompletnie racja, Vesper.
A czemu temu pomniku pożałowali nóżek? 👿
Przez chwilę zastanawiałam się nad kupieniem Focusu. Potem uznałam, że cytaty były absolutnie wystarczające, by wywołać mój słuszny gniew i protest i nie bedę wydawcy przysparzać korzyści majątkowych, a sobie bólu głowy. 😈 Trafiłam byłam w sieci na wywiad z przeprowadzającym wywiad. Powiedział tam, że wysłany do autoryzacji wywiad wrócił w stanie tak zmienionym, że odmówił firmowania go swoim nazwiskiem, bo gdyby w rzeczywistej rozmowie padły TAKIE odpowiedzi, on by, na bieżąco reagował. Jakoś tak.
Heleno, dialogu polsko-żydowskiego nie ma oczywiście na hejterskich forach czy w S24. Ale przecież są i tacy ludzie jak choćby nasza Siódemeczka, którzy bardzo aktywnie o ten dialog się starają. Więc nie można powiedzieć, że nie ma go w ogóle, tylko że nie ma w tym a tym miejscu, albo w takim a takim zakresie.
Ale z tym, że to Polacy są problemem dla Polaków trudno się nie zgodzić. 😉
Jagodo, gdyby Paderewskiemu dali nóżki, mógłby uciec trzymając się rączkami za głowę i wrzeszcząc coś o estetyce. Do tego nie można było dopuścić. 👿
O winie w ogóle rozmawiać można chyba jedynie pod warunkiem, że jest strona oskarżająca i oskarżana, że strona oskarżająca daje oskarżanemu wyraźnie do zrozumienia, że jest gotowa wyznane winy wybaczyć. Helena całkiem słusznie zauważyła, że Polacy właściwie dyskutują sami ze sobą (czy może z własnym sumieniem), więc właściwie do jakich by się okropności we własnej przeszłości nie dokopali, to nie ma im wybaczyć winy. Samemu sobie w tym kontekście trudniej tego dokonać, zwłaszcza w taki sposób, by nie narazić się na zarzut samousprawiedliwienia. Kwadratura koła. Polacy czują chyba intuicyjnie, że rozmowa jest jałowa i prowadzi donikąd. Nie ma bowiem charakteru ekspiacyjnego, a jedynie samooskarżycielski. Samooskarżanie bez szans na wybaczenie i odzyskanie szacunku do siebie samego jest samowyniszczające, w wymiarze jednostki, jak i społeczeństwa. I tego właśnie mamy przykład w obrzydliwych komentarzach na przeróżnych forach i blogach – ludzie, którzy nie mają już szacunku do siebie, ciskają plugawymi słowami, by splugawić świat wokół i poczuć mniejszy dysonans.
Mysle, Bobiku, ze to co robi Siodemeczka i rozni szlachetni i rozumni ludzie z jej kregu tez nalezy zaliczyc do dialogu Polakow z Polakami przede wszystkim.
Dialog usilowalo robic Forum Zydow Polskich, ale jako rzeklam, nic z tego nie wyszlo, bo wszyscy po stronie zydowskiej stracili do tego serce i machneli reka.
Sama nie wspoluczestniczylabym w zadnego „dialogu” w spolce z FZP, tak jak to teraz wyglada. Zanadto dziala mi na nerwy facet (bardzo wyksztalcony zreszta), ktory pozostal na polu boju, ktory na szczescie w zaden sposob nie reorezentyje szerszej spolecznosci zydowskiej. I hope not, that is.
Bobiku,
😆 😆 😆
mógłby wpaść do mnie do pracy, bo to tylko rzut beretem. Może dałoby mu się jakoś pomóc. Ma powody do poważnej traumy 👿
Należy też pamiętać o Wirydarzu Haliny Bortnowskiej.
Wiosenne renamenta w naszym ogrodzi wypadły nadzwyczaj pomyślnie 😎
NIC nie padło 😆
Trzeba usunąć płożacy jałowiec ze skarpy przy oczku wodnym. Ale oznaki jego choroby były widoczne już jesienią.
Przegnił od korzenia. Może miał zbyt mokro 🙄
Mnie się zdaje, Vesper, że nie musi się tego koniecznie widzieć w kategoriach samooskarżania i espiacji. Chodzi raczej o taką mniej więcej deklarację: „tak, byli i są w mojej zbiorowości ludzie zachowujący się haniebnie. Jest mi za nich wstyd i nie tylko nie mam zamiaru ich bronić czy usprawiedliwiać, ale mam zamiar nazywać ich postępowanie po imieniu i robić wszystko, żeby zapobiec mu w przyszłości”. Jeżeli takie „oświadczenie” (w cudzysłowie, bo myślę bardziej o postawie, niż jednorazowej wypowiedzi) nie jest natychmiast relatywizowane opowieściami, jak to w Ameryce Żydzi Polaków biją itp, powinno wystarczyć. Bo w końcu naprawdę nikt nie wymaga od Polaków samobiczowania się, tarzania w pyle dróg i noszenia cierniowej krakuski po wieki wieków ament.
Zgadzam się z Vesper i Heleną bardziej niż z Bobikowym optymizmem. Jasne, że naród nie jest monolitem. Ale nie można patrzeć na nasz naród wyłącznie poprzez nas samych i nasze postawy. Te jednak statystycznie należą do mniejszości. Jak smutne by to nie było. Dzięki globalizacji świat się zmienia bardzo szybko i też uważam, że cała nadzieja w młodzieży. Tylko nalezałoby ją jeszcze rownież fizycznie wysłac w ten świat.
Ja ogromnie cenię wysiłki Siódemeczki i tej garsteczki ludzi, która jej towarzyszy. Ale obawiam się, że ich wysiłki zostaną zniweczone choćby przez jedną taka wypowiedź:
”
To kto jest bardziej winny: Polacy czy Niemcy?
Niemcy stworzyli warunki, w których to wszystko mogło się dziać. Ich inicjująca rola była więc decydująca. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.”
Jedyne skojarzenie, jakie mam przy tak postawionym pytaniu i takiej formie odpowiedzi jest : Niemcy byli inicjatorami, a Polacy byli sprawcami. I to z całą pewnością nie służy nikomui pogłębia podziały.
„A dlaczego, skoro Ukraińcy czy Litwini brali znacznie bardziej czynny udział w Holokauście, to właśnie Polacy stali się symbolem tej kolaboracji?
Dlatego że najwięcej ocalonych, którzy znaleźli się po wojnie na Zachodzie i w Izraelu, pochodziło właśnie z Polski. Ocaleni z Ukrainy czy Litwy nie mogli przecież przez długie lata wyjechać z ZSRR. W efekcie to ból polskich ocalonych ukształtował potoczną opinię Izraelczyków na ten temat.”
Z powyższą wypowiedzią trudno się nie zgodzić i ona wiele wyjaśnia.
Wniosek dla mnie jest jeden cały czas ten sam, dopóki emocje będą brały górę, dopóki będziemy dostarczać im pożywek, nie ma szans na wzajemne zrozumienie i racjonalne i spokojne przepracowanie bolesnej przeszłości.
Całosć poniżej
http://www.rp.pl/artykul/310528.html?p=1
A tak nawiasem mówiąc widzę dużą sprzeczność w opiniach p.Całej.
Bo albo jest to potoczna opinia, albo historycznie uzasadniona.
Słowo potoczna sugeruje, że nie jest ona prawdziwa, natomiast wymowa całosci wypowiedzi podkreśla jej prawdziwość.
Alina Cała do bólu uczciwa jak zwykle. Choć parę zdań rzeczywiście mogła sformułować inaczej, bo mogą być źle zrozumiane.
Co zaś do ocalonych na Litwie i Ukrainie, ich było po prostu dużo mniej. Prof. Bristiger wspominał, że o ile polscy szmalcownicy wydawali Żydów głównie dla kasy, to Ukraińcy – dla samej przyjemności. Litwini też zachowywali się paskudnie.
Straszny ten pomnik. Paderewski w grobie się przewraca. 👿
Czy ludzie w ogóle nie mają już żadnego poczucia estetyki? 🙁
Wydawanie Zyow bylo fenomenem glownie na Ukrainie zachodniej, gdzie znacznie wiecej ludnosci niz na wschodniej kolaborowalo z Niemcami.
A dr Alina Cala jest faktycznie w Polsce fenomenem. Mam wrazenie, ze jej bezkompromisowa i samobojcza wrecz uczciwosc ma jednak cos wspolnego z jej silna protestancka tradycja wyniesiona z domu.
„Potoczny” nie oznacza „nieprawdziwy”. „Potoczna opinia” to – z grubsza – opinia „ludowa”, niezweryfikowana, niepretendująca do naukowości. Potoczne sądy mogą być zarówno prawdziwe, jak i nieprawdziwe, uzasadnione bądź nieuzasadnione. Np. w Europie potocznie uważa się, że zielone rośliny są pożyteczne, bo przerabiają dwutlenek węgla na tlen i nie jest to wcale sprzeczne ze stanowiskiem naukowców. Ale w niektórych krajach afrykańskich zieleniny w potocznej opinii to banda szkodników, bo odbierają ludziom tlen. A wzięło się to stąd, że w pierwszych afrykańskich podręcznikach, pisanych na chybcika po dojściu do niepodległości, ktoś źle przedstawił proces fotosyntezy. Potem było wiele przedruków, fałszywa informacja poszła w lud i stała się „wiedzą” potoczną.
Na własne ślepia widziałem kiedyś popularyzatorski artykuł w Jeune Afrique, gdzie fotosynteza była narysowana na odwrót i redaktor ostrzegał przed hodowaniem roślin w mieszkaniach.
Ano właśnie, Bobiku, myślenie potoczne, określane inaczej, jako samowiedza, charakteryzuje się nieweryfikalnością. W wielu wypadkach jest oparte na doświadczeniach życiowych, czy obyczajach obowiązujacych w danej grupie społecznej, często słusznej.
Dlatego nie mozna twierdzić, że wiedza potoczna jest tożsama z naukową, bo nie zawsze jest 😉 .
Dlatego podtrzymuję swoją opinię.
Doro, to ja jestem podwójnie obciążona, bo moja prababcia była Litwinką 😉 .
No, ciutkę mniej, bo to jednak była praprababcia 😉 .
Ale za to mogę sobie recytować ” Litwo, ojczyzno moja” bez posądzania mnie o jakieś wielkopaństwowe ciągoty 🙂 .
Poglądową lekcję na temat odnoszenia się Ukraińców do Żydów miałam odwiedzając z rodziną miasteczko, w którym się urodziła moja mama. Śladu ni popiołu ani po Żydach, ani po Polakach; śladu po polskim kościele, po synagodze – można powiedzieć, że jest, bo została przerobiona na centrum handlowe. W malutkim muzeum o historii miasteczka było tak, że najpierw byli źli polscy panowie i biedny cierpiący lud ukraiński, a potem złych polskich panów szczęśliwie szlag trafił. O tym, żeby mieszkali w tym miejscu jacykolwiek Żydzi, ani słóweczka. Prawda jest taka, że miasteczko miało polskie władze, Ukraińców było tam malutko, a Żydów było ponad 90 proc., jeden z największych na przedwojennych terenach Polski. Wszyscy poszli na śmierć, przedefilowali godnie przez miasteczko z rabinem na czele, rozwalono ich w lesie, a dziś nie ma najmniejszego śladu ani po dwóch cmentarzach żydowskich, ani po polskim, ani po tym miejscu rozstrzelania. Nawet nie wiadomo, gdzie dokładnie to było.
Zmora,
recytować możesz, ale tylko co ósmy wyraz 😎
To co to za przyjemność 😉 🙄
http://natemat.pl/57537,zupa-po-sasiedzku-czyli-wroclawska-odpowiedz-na-zawieszona-kawe-potrzebujacym-nie-trzeba-kawy-tylko-cieplego-posilku
Ciekawe, czy się przyjmie? Fajna akcja 🙂 .
Zapomniałam dodać, że oczywiście rozstrzelali ich hitlerowcy. Ale pamięć zacierali miejscowi.
Dobrze policzyłaś, Jagodo, tylko, co ósmy?
Zaraz sprawdzę, co z tego wyjdzie 🙂 .
Dumam jeszcze nad komentarzem Vesper z 12.28, bo sporo tam do przedumania. 😉 I tak mi się wydumuje, że jeśli by już użyć kategorii oskarżenia, winy i ekspiacji, to walor ekspiacyjny ma samo uznanie własnej winy, a jeszcze bardziej żal i próba zadośćuczynienia. Tyle można zrobić w ramach rozliczeń ze sobą samym. A wybaczenie należy do dziedziny rozliczeń z bliźnimi czy ze światem i tu już nie wszystko zależy od winnego. Można zatem mieć nadzieję na wybaczenie, dążyć do niego, ale nie można uznania swojej winy uzależniać od tego, czy się wybaczenie uzyska, bo w ten sposób odpowiedzialność za swoje sumienie przerzucałoby się na skrzywdzonego.
Więc nie wydaje mi się, żeby rozmowa w „zamkniętym kręgu” własnego sumienia, na tematy żydowsko-polskie czy inne, prowadziła donikąd. Jeżeli wyniknie z niej choćby tylko uczciwsze, bardziej realistyczne widzenie siebie samego, to – moim zdaniem – już i tak spory zysk.
Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,
Widać, że okolica obfita we zboże
Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza.
Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać.
I też same portrety na ścianach wisiały.
A przed nim leży Fedon i żywot Katona
By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek
Na niem noty i książki; wszystko porzucano
W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą,
Tylko co wyszła; jeszcze kołyszą się drzwiczki
Wonnymi powiewami kwiatów oddychając
Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję
Świecił się, jak korona na świętych obrazku.
Nagła, cicha i lekka jak światłość miesiąca
Chciał coś mówić, przepraszać, tylko się ukłonił
Dalej mi się nie chce 🙂
A gdzie sie podziala D. Pala?
Zmoro, Cała w inkryminowanym zdaniu mówiła tylko o tym, co ukształtowało potoczną opinię Izraelczyków na dany temat, natomiast w całym akapicie wskazuje na to, że „egzaminu” nie zdali nie tylko Polacy, ale i Ukraińcy czy Litwini, a dysproporcje w zauważaniu tego przez potoczną opinię biorą się z tego, że relacji Żydów ukraińskich i litewskich po prostu nie było. Nie twierdzi przy tym, że brak tych relacji przekreśla zło czynione przez Polaków, nie ukrywa faktów, nie zmienia moralnych kwalifikacji, czyli nie podważa tego, co mówiła w reszcie wywiadu, zwraca tylko uwagę na pewien aspekt, którego potoczna opinia nie dostrzegła. Nie bardzo widzę, gdzie tu sprzeczność.
Wybaczenie, nie oznacza wymazania win.
Ale trzeba spróbować patrzeć w przyszłość.
Nie wiem, jak to napisać, aby było odebrane przez wszystkich właściwie.
Większość mojej rodziny, z kobietami włącznie, wojnę spędziło w obozach, oflagach. Część wróciła, część nie. Ktoś zginął jako pilot dywizjonu nad Anglią, ktoś zginął w Katyniu, ktoś się stamtąd uratował, a raczej uratował go jego kierowca, narzucając mu na ramiona płaszcz szeregowca, wbrew jego woli, ale apelując do jego poczucia odpowiedzialności za podległych mu żołnierzy i prosząc, aby tej odpowiedzialności nie przysłonił mu honor oficerski.
I mimo to wyjechałam do Niemiec, próbując nie obarczać winą wszystkich Niemców. Po to choćby, abym mogła tam żyć. I żyje mi się tam całkiem dobrze. Pamięć zdarzeń należy zachować i dokładać starań, aby historia się nie powtórzyła. Ja wiem, że doświadczenia mojej rodziny są nieporównywalne z losem narodu żydowskiego. I zapewne samo to porównanie jest niestosowne.
Czytam teraz listy mojego dziadka z oflagu. Oni wszelkimi siłami starali się tam stworzyć dla siebie pozory normalności, z kabaretem włącznie. Stworzyli swój mikroświat. A przecież byli w rękach nieprzyjaciela, zdani na jego łaskę. Myślę, że gdyby nie ten mikroświat, wielu z nich nie przeżyłoby oflagu.
Inaczej mówiąc, chciałabym, aby ta przyszłość w Polsce była lepsza dla wszystkich, nie dla mojego pokolenia, bo to się raczej nie uda, ale dla dzieci i wnuków.
Tylko nie bardzo wiem, jak to zrobić. A jak patrzę na to, co się dzieje, to mnie czarna rozpacz ogarnia.
Kurację społeczną ktoś mądry powinien przeprowadzić jakimś mocnym antybiotykiem, bo homeopatia się nie sprawdza.
Ach, już sama się pogubiłam 🙁 .
Wybaczenie i pojscie dalej oznacza jakies closing – bylo, przeszlo, patrzymy w przyszlosc.
Ale wlasnie to closing nigdy w Polsce nie nastapilo. Mnie sie nawet w pewnym momencie wydalo, ze owszem i jest to zwiazane zreszta z moim pierwszym i bardzo przypadkowym spotkaniem z Alina Cala pod pomnikiem Getta w Wwie, kiedy ja glosno co takiego do kogos wypowiedzialam. Byla okragla rocznca powstania w Getcie, zaraz po upadku komuny i ja przyjechalam czesciowo z potrzeby aby uczestniczyc w obchodach, a czesciuowo namowilam swoich szefow aby pozwolili mi pisac sprawozdania nie tylko dla nas, ale takze dla redakcji rosyjskiej, gdzie zawsze chetnie korzystano z mojej wspolpracy. I wtedy wlasnie, w Warszawie pelnej gosci z calego swiata, wydalo mi sie, ze to wlasnie jest closing – sprawily to jakies rozmowy z przypadkowymi ludzmi – w hotelu, w talsowkach, w tlumie, jakies ladne wypowiedzi politykow i przedstawocieli kosciola. I ja cos takiegop owiedialam w zasiegu uszu owejze Aliny Calej, o ktorej przedtem slyszalam (bo wykonywala jakies wspolne badania z moja przyjaciolka, Helenka), ale zbyrt wiele nie wiedzialam. Ona z moim prostodusznie wypowiedzianym zdaniem nie byla laskawa sie zgodzic, napadla mnie ostro i pamietam, ze powiedziala m.in ze mieszka na Zoliborzu w poblizu kosciola sw, Stanislawa Kostki i chodzi tam dosc czesto na nabozenstwa gdy jest np. zla pogoda albo nie chc jej sie leciec do swego protestanckiego kosciola na drugim koncu miasta. I ze za kazdym niemal razem slyszy tam z ambony teksty tak antysemickie ze glowa mala. Podawala mi jeszcez jakies przyklady, a ja – wciaz nie skora aby sie z nia zgodzic – mowilam cos o „ciemnym niewyksztalconym ludzie”. – Niewylsztalconym ludzie? – zapytala z drwiona w glosie ta rozjuszona wariatka. – A o Teykowskim pani slyszala? Teykowski ma doktorat, wie pani o tym? A o profesorze X czy Y? O historyku Q?
Po rozmowie z , jak sie okazalo, Alina Cala, uznalam ze jest ona narwana i byc moze raczej niesprawiedliwa, nawet jesli wszystko co mowi jest prawda.
I dopiero nastepne lata przekonaly mnie jak naiwna bylam sadzac, ze jestesmy w punkcie, gdzie mozna patrzec w przyszlosc.
Bo nie ma wlasnie tego closing – powiedzenia ze bylo tak i tak i odtad bedziemy sie starac isc dalej.
Isc dalej nie sposob. W zeszlym tygodniu przetoczyla sie no, nie tyle debata, co raczej fala oburzenia z powodu „antysemityzmu w AK”. Ze niby jest to paskudne pomowienie. Otoz on tam byl i Zydzi nalezacy do AK musieli to ukrywac przed swoimi towarzyszami broni, inaczej zdarzalo sie czesto ze byli wydawani w rece gestapo lub zabijani na miejscu.
Jeden sposrod dwu koelgow szkolnych mojego ojca, Daniel (Tadek) Rudnicki – pierwzy maz znanej spikerki POlskiego Radia, Aliny Rudnickiej byl w AK. W odroznieniu od innych Zydow ocalal dzieki temu, ze mial dobry wyglad i nie byl obrzezany. Ale nawet w PRLu nie mogl o tym opowiadac (byl zawodowym pisarzem jakichs kryminalow pisanych pod pseudonimem). Przed smiercia npaisal o swych doswiadczeniach z AK, proszav swa druga zone aby zachowala te wspomnienia „na wszelki wypadek”. Jego znacznie mlodsza druga zona
te wspomnienia spalila, bo nie chciala aby sie zachowaly. Nie ze strachu, ale z niedowierzania.
A Alina Cala jest pierwsza badaczka, z ktora ja sie zetknelam, ktora gptowa jest o tym mowic wprost.
I dopiero jak to pole minowe troche sie oczysci, jak pokolenia, ktore boja sie tej tematyki, nie wymra, trudno mi bedzie uwierzyc, ze mzona wspolnie patrzec w przyszlosc.
To co sie dzialo i mowilo w ostatnich tygodniach wokol Jasiewicza sprawilo, ze ja sama jakbym drugi raz wyemigrowala z Polski.
Gdybym nie zrobila tego 45 lat temu, tp rok 2013 bylby wlasnia ta data do podjecia decyzji o emigracji.
Bo tej atmosfery nie da sie wytrzymac.
Pani Halina Bortnowska! Jaka to piękna osoba.
Dlaczego dopiero teraz przyszło mi do głowy, żeby Ją pokazać osobno?
Nie mogę brać udziału w tej dyskusji, bo jest we mnie za wiele bólu.
Domknięcie jest możliwe dopiero wtedy, kiedy żal za to, co się stało, wyrażony jest bez żadnych ale. Kto byłby skłonny wybaczająco przyjąć żal w takiej formie: przykro mi, że mój brat otruł ci kota, ale to bydlę samo sobie było winne, bo strasznie tupało, jak brat miał kaca ?
Tylko że o czym tu gadać, skoro nawet na salony wpuszcza się silne grupy pod wezwaniem, które krzyczą po pierwsze nie otruł, tylko udusił, po drugie szkoda, że nie zarżnął powoli i tępym nożem, a po trzecie żadnego kota nie było. 🙄
Też mnie strasznie bolą te wiecznie żywe upiory. 🙁
Oświadczenie: jestem Polakiem i nie wierzę w Macierewicza.
Czyli wracamy do punktu wyjścia. Nikt nas nie nauczył w szkole podstaw rzeczowej dyskusji. Spokojnej w tonie rozmowy na bolesne tematy. Jednostki jakoś sobie z tym radzą( szkoda tylko, że nie w tv), ale w masie jest to beznadziejne.
Negatywna, niestety, rola KK w Polsce nie podlega wątpliwościom.
Ilekroć poszłam do kościoła, nieczęsto, przyznaję, to z ambony słyszałam tylko judzenie. Skierowane do władzy najczęściej.
W takiej atmosferze naprawdę trudno żyć. Ta niechęć do drugiego człowieka. Pytanie jest, jak to zmienić. Co należy zrobić, abyśmy się bardziej lubili?
Bobiku, ale kto ma wyrażać ten szczery żal?
Bo tak naprawdę to sprawców praktycznie już nie ma, a następne pokolenia nie czują się bezpośrednio winne, mimo że tak są postrzegane. I ja rozumiem i oczekiwania na wyrażenie żalu i wewnętrzny opór przeciwko temu.
I nawet, jak jakimś cudem uda się, że wszyscy Polacy walną się gremialnie w piersi, to ten wyrażony żal w nikłym procencie będzie szczery. I wtedy, tak naprawdę, będzie niewiele wart. Będzie gestem, w znacznej mierze pustym. I czy to jest zadawalające rozwiązanie?
Właśnie douczyłem się z Wiki po portugalsku, że physalis w Brazylii wiele imion nosi (musi jakaś ważna dama) a wśród nich
frutinha do Barkemeyer (owocek Barkemeyera), bucho-de-rã (kałdun ropuchy), mata-fome (zabij-głód), saco-de-bode (jaja kozła), erva-noiva (trawa-narzeczona), cereja-de-judeu (czereśnia Żyda), balão (balon), tomate-lagartixa (pomiroro-jaszczurka).
Zagadka: co teraz zalega w brzuszku Bobiczka?
Heleno, a nie wiesz przypadkiem, czy kolega Twojego ojca, Daniel Rudnicki, miał krewną Anielę, ur. ok.1850-60r?
Powiem coś.
To jest Pan Kotlicki, którego poznałam w Kielcach już wcześniej:
https://picasaweb.google.com/110036307578240581096/Kielce2009Szabaton#5393715077993427106
Nasz dobrodziej, bo przekazał nam nieproszony 20 tys. na konto (wobec stałej kwoty rocznej ok.2 tys. zł. ze składek), żebyśmy mogli opłacić przyjazd i pobyt grupy działaczy żydowskich z Izraela.
Finansowo wspiera cały czas róże inicjatywy w mieście, w którym jego ojciec z trudem ocalał podczas pogromu.
Tu jest fragment Jego listu dot. naszej modlitwy w dawnej synagodze kieleckiej, która teraz służy za archiwum. Na czas modlitwy miłosiernie zakryto płachtami szarego papieru regały i modliliśmy się wspólnie korzystając ze specjalnie przygotowanych fonetycznie śpiewników szabatowych, stojąc gęsto w wąskim korytarzu utworzonym z tych szaropapierowych okładzin.
Nie jestem osobą religijną, nie wiem jak się modlić. Do synagogi chodziłem przede wszystkim z okazji Bar Micwy, zarówno swojej, jak i moich synów. Wtedy też, zgodnie z żydowską tradycją, „podszedłem do Tory”. Nigdy nie marzyłem o tym, by modlić się określonym miejscu czy modlić się w ogóle. Nie marzyłem też o tym, by modlić się w kieleckiej synagodze. Jednak kiedy to się wydarzyło, była to moja druga Bar Micwa.
Gdy miałem 13 lat świętowałem swoją bar micwę w naszej lokalnej synagodze. Otaczała mnie wtedy cała rodzina i przyjaciele. Jako że byłem uzdolniony muzycznie, nauczyłem się śpiewać Brachot, Aftara i Maftir niczym prawdziwy chazan. Dobrze pamiętam, że wywołało to wiele emocji. Moi rodzice byli wtedy ze mnie dumni. Wydarzyło się to prawie 50 lat temu.
W miniony weekend stałem w kieleckiej synagodze, gdzie odbywały się modlitwy. Znów otaczali mnie przyjaciele, osoby zarówno żydowskiego jak i nieżydowskiego pochodzenia, a wśród nich Naczelny Rabin Polski.
Powoli zaczęły napełnić mnie emocje i zdałem sobie sprawę, że po raz drugi świętuję Bar Micwę. Tym razem jednak nie ma przy mnie moich najbliższych. Zamiast czytać Sidur, zacząłem myśleć o każdej osobie z mojej rodziny, która mieszkała w Kielcach i modliła się w tym samym miejscu. Powoli, bardzo powoli, zacząłem odczuwać ich obecność. Kiedy Rabin Schudrich poprosił mnie do Tory, zamiast czytać Brachot, nagle zacząłem śpiewać jego słowa do dokładnie tej samej melodii, do której śpiewałem, gdy byłem trzynastoletnim chłopcem i której od tamtego czasu nie powtarzałem. Mam wrażenie, że przyjechałem do Kielc, aby powtórnie – po 49 latach – świętować moją Bar Micwę, tym razem wspólnie z moimi dziadkami, wujami mojej prababci, kuzynostwem i pozostałymi członkami rodziny, którzy mieszkali w Kielcach i nie mogli uczestniczyć w mojej pierwszej Bar Micwie. Mam nadzieję, że byli tak samo dumni z mojego śpiewu jak moi rodzice, kiedy miałem 13 lat.
Yaacov Kotlicki
cd. dalej, bo muszę wkleić jeszcze jedną linkę
Niestety, ja się nie piszę na lubienie ani Jasiewicza, ani Macierewicza. Jakem piesek pokojowy i do oglądania słoni z różnych stron skłonny, tak niektórym ludziom łapy dawać nie mam ochoty. 👿
Gdybym jeszcze w tym widział jakiś interes publiczny, może bym się przemógł. Ale nie widzę. Uważam, że w interesie publicznym jest szczekanie, za co nie lubię Jasiewicza, Macierewicza i innych takich.
Wiem, to chyba nie jest taka odpowiedź, o jaką Zmorze chodziło. 🙁
No, niektórzy zdecydowanie nie dają się lubić 🙁 . Problem w tym, że jednak przez wielu są lubiani, a nawet dla wielu są autorytetami.
Czyli wychodzi na to, że lubić się wzajemnie nie będziemy nigdy.
I ten wóz człowieczy coraz bardziej nam odjeżdża.
Wszystko mrzonki i utopia.
Na pytanie Zmory z następnego komentarza odpowiem praktycznie: żal niech wyraża ten, kto go czuje i chce wyrazić, a pozostali niech mu przynajmniej w tym nie przeszkadzają. Niech po prostu milczą „w tym temacie”. Już taka sytuacja byłaby do zaakceptowania.
Tu jest strona o tym, że Pan Yaacov dostał odznaczenie, ale mnie chodzi o to, co jest napisane na końcu:
http://www.jankarski.org.pl/aktualnoci/item/154-z%C5%82oty-krzy%C5%BC-zas%C5%82ugi-dla-yaacova-kotlickiego
Generalnie chodzi mi o to, że podczas różnych działań naszej Rady spotykam wielu Żydów Polaków, tych ocalałych lub ich potomków i zawsze są to tak wielkie emocje tych osób, jakaś przedziwna czułość do tej ziemi i tak okropne historie, że jak później czytam różne teksty, czy słucham różnych wypowiedzi, to nie umiem się w tym odnaleźć i nie umiem swoich uczuć opisać, jakbym uczestniczyła w Ich umieraniu, w moim umieraniu z nimi po raz kolejny i kolejny.
Nie umiem o tym pisać spokojnie, ważyć racje, zastanawiać się.
Są tacy, którzy uważają, że przesadzam. Niech uważają.
Siódemeczo, ja się zaraz popłaczę. Już mnie coś w gardle ściska.
Zmoro, żeby wyrazić żal z powodu nieszczęścia, które się stało, żeby przytulić ofiary, zapłakać nad nimi, hołubić i ocalać pamięć o nich nie trzeba poczuwać się do winy za przodków.
Wręcz wydaje mi się oczywiste, że gdybym chciała się od tych win odciąć to takim właśnie okazywaniem współodczuwania i żalu, a nie agresją i nienawiścią.
Ja nie rozumiem tej argumentacji.
Siódemeczko, to , co jest oczywiste dla Ciebie, Bobika, dla mnie, nie jest oczywiste dla większości.
Dla większości będzie to nieszczery żal. Będzie, co najwyżej gestem dobrej woli. To oczywiście też jest ważne, pytanie, czy wystarczające? I czy coś z tego wyniknie?
Czy coś zmieniło słynne biskupie, wyrażone na kolanach ” Wybaczamy i prosimy o wybaczenie” ?
Niestety nic.
Więcej osiągnie pan Kotlicki – dla mnie jest on wzorem człowieczeństwa. Czy Ty, Siódemeczko.
Wydaje mi się, że niewłaściwie odbierasz moje intencje. Ja poprostu szukam jakiejś drogi rozwiązania tego bolesnego bezsensu, uwzględniającej bardzo różne uczucia obydwu stron. I nie bardzo ją znajduję.
Codziennie tępię antysemickie wpisy, zgłaszam do moderatorów, ale to jest syzyfowa praca. Ręce opadają.
I widzę, wśród znajomych będących w moim wieku, nagle pojawiają się teorie na temat spisku światowego. Nigdy nie byli antysemitami i nagle szaleju się opili czy co. Podobnie się ma z zamachem smoleńskim. Co się z ludźmi dzieje na starość?
Tłumaczę, rozmawiam, ale nie dociera. Kuzynka z Kanady, światowy autorytet naukowy w luźnej rozmowie rzuca :” Szymon? Hm, to imię wiele mówi”. Zatkało mnie 🙁 .
Dlatego, widzac to, co widzę uważam, że oczekiwanie gestu dobrej woli, w chwili obecnej, jest złudne. To co w takim razie?
Jakie jest inne rozwiązanie? Co zrobić, aby móc normalnie żyć?
Kilkanascie lat temu w Stanach byla dyskusja na temat tego, czy Afro-Amerykanom naleza sie reparacje i oficjalne przeprosiny od Kongresu za doznane krzywdy, nie tylko w czasie niewolnictwa, ale i potem (wlasciwie do okresu Civil Rights na Poludniu panowalo przedluzenie de facto niewolnictwa). Nic takiego oczywiscie sie nie wydarzylo, i pewnie nigdy sie nie zdarzy, choc dyskusje przyblizyly temat historii, ktora laczy i dzieli jednoczesnie. Nie wszystkie glosy w tych dyskusjach byly przyjemne, zwlaszcza dla potomkow niewolnikow, ale przeciez tez dla bialych mieszkancow Poludnia, i w ogole dla bialych Amerykanow. Nawet teraz, gdy prezydentem jest Obama, gdy w szkolach bardzo powaznie bierze sie wszelkie incydenty obrazajace uczucia mniejszosci, gdy uczy sie o Civil Rights, i o Civil Rights, gdy coraz wiecej jest malzenstw mieszanych, jednoczesnie przeciez obserwuje sie zwiekszona aktywnosc hate groups, a to co leci w talk radio, a i u Foxa czesto przypomina z kolei to, co mozna bylo sobie poczytac na blogu Sasiada w ciagu ostatnich dni (bardziej eleganckie wersje rasistowkich wypowiedzi). A mimo, to jest przeciez coraz lepiej. Ale to jest zmudny proces, czesto rownie nieladny w ogladaniu jak sausage making (takie porownanie zwykle stosuje sie tutaj do opisu tworzenia prawa). 😉
Kiedys zreszta, w swojej pierwszej kampanii prezydenckiej, Obama wyglosil mowe, w ktorej tak wlasnie to tlumaczyl (to bylo a propos wypowiedzi bylego prezydenta Clintona, ktory, chcac pomoc Hilary, niechcacy wplatal sie w wypowiedzi, ktore mozna bylo z pewnoscia uznac za obrazliwe, gdy sie znalo typowe insynuacje i jawne wypowiedzi na temat gorszosci, niedojrzalosci, czy intelektualnej nizszosci Afro-Amerykanow). Powiedzial o tym, jak slyszal czasem rasistowkie odzywki, nie na wlasny temat, ale tak w powietrze, z ust swoich bialych dziadkow, ktorzy go przeciez bardzo kochali, wspierali, i w sumie to oni go wychowali (jego samotna matka opierala sie na pomocy swojej rodziny). I mowil o tym, ze choc trzeba reagowac na rasizm, to nie mozna od razu oczekiwac, ze on zniknie z dnia na dzien, skoro nawet jego kochajacy dziadkowie mieli klopoty z pozbyciem sie odziedziczonych stereotypow. Nalezy tylko rozrozniac podzegaczy, ludzi zlej woli, ludzi, ktorzy rzeczywiscie chcieliby powrotu do okropnej przeszlosc od ludzi typu jego dziadkow. I mowil tez o tym, jak trudno mu sie z dziadkami na te sprawy rozmawialo. Czasem nie zdawali sobie sprawy, z tego co mowili, czasem zas naprawde wierzyli w teorie, ktorymi nasiakneli w dziecinstwie i pozniej.
No i wlasnie mimo wszystko, mimo tego, ze w Ameryce zadnego oficjalnego zamkniecia, zadnego grupowego uderzenia sie w piersi i przyznania sie do grupowej winy nie bylo, jednak jest coraz lepiej, i powoli dokonuja sie zmiany w nastawieniu, w swiadomosci.
Oficjalne zamkniecia, a nawet milczenie tych, ktorzy nie chca do serca przytulic i poczuc bol pokrzywdzonych, zwykle w takich sprawach pozostaja raczej w sferze zyczen… Moze znowu trzeba pozyczyc pomysl od Desmonda Tutu, i nie myslec w kategoriach winy i przebaczenia (trudne, z innych powodow, dla obu stron), a w kategoriach prawdy i pojednania (wtedy wlacza sie mniej mechanizmow obronnych). Liczac sie realistycznie z tym, ze bedzie jeszcze dlugo wiele przykrych glosow (na forach internetowych szczegolnie, bo to jednak szczegolne miejsca, gdzie wielu ludzi z siebie przerozne rzeczy wyrzuca).
Jest lepiej, choc przeciez w ostatnich tygodniach jeden z pomniejszych politykow Partii Republikanskiej zupelnie w przelocie wyrazil poglad, ze niewolnictwo mialo swoje dobre strony. A pomnika ofiar niewolnictwa na razie jeszcze nie ma. Dopiero niedawno w Waszyngtonie dostal swoj pomnik Martin Luther King…
Kuzynka z Kanady może coś słyszała o Szymonie Hołowni 😛
Ale, serio, rzeczywiście jest tak, jak jeszcze nie było.
Jedno pocieszające, że u Sąsiada dziś jakby lepiej. Nawet odważyłam się coś tam kłapnąć i nie zostałam tradycyjnie odesłana do moich zabawek. A pańcia też jakby trochę się przymknęła. I zaczyna być coś na kształt dyskusji. Chyba Sąsiad wziął się porządniej za moderowanie.
Zmoro, w sprawie jakiejkolwiek rodziny Tadka (Daniela) Rudnickiego nie mam zielonego pojecia, procz tego, ze mial jakas ciotke w Paryzu, mial chyba dwie corki z pierwsza zona Alina i cos z jedna bylo (schizofrenia? cos innego psychicznego?), a druga zona, bardzo prosta dziewucha nazywala sie Danka.
Kuzynka z Kanady o tyle ma racje, ze w moich czasasch dzieciom nie nadawano imienia Szymon. Czy Dawid.
Pierwszy wylom ( i bylo to wielkie wydarzenie towarzyskie) zrobila Amerykanka, Ania Erdman (corka Marty, wnuczka Wankowicza) wychodzac w Warszawie za Walendowskiego. Ich pierwsze dziecko dostalo imie Dawid i byla to sensacja, ktorej nawet Wolna Europa poswiecila miejsce.
POtem jednak postanowili Dawida wychowywac raczej w Ameryce.
Chyba Monika dotknęła sedna sprawy – przyznania się do grupowej winy.
Tego nie można oczekiwać od obecnego pokolenia. Bo winnym się jest własnych czynów. Trudno się czuć winnym za czyny cudze, zwłaszcza za czyny przodków, na których wpływ się miało żaden.
Można czuć wstyd, można odczuwać niekłamana przykrość, mieć potrzebę wyrażenia żalu i przytulenia do piersi, ale nie można czuć się winnym zdarzeń z odległej już przeszłosci, w której nas nie było przecież.
I tak sobie myślę, że te paskudztwa na blogu Polityki są cześciowo wynikiem tego, że żale słuszne Żydow, są traktowane jak obwinianie obecnych właśnie za winy przodków. I może działać prosty mechanizm, jak on mnie maczugą, to ja go cepem. I się nakręca samoistnie spirala niechęci.
I argumentacja obronna, że inni także, że Żydzi także.
Mnie samej trudno jest przyjąć bez oporu stwierdzenie, że Niemcy byli inicjatorami, a Polacy sprawcami Holokaustu. Podobnie, jak nie przyjmuję twierdzenia, że Żydzi są sami sobie winni.
No, tak, Heleno, tylko jakie to ma znaczenie, żeby na potencjalne pochodzenie zwracać uwagę? Ja tego nie kupuję. Przyznam, że mnie odrzuciło od kuzynki na czas jakiś.
Doro, nie gniewaj się, proszę, ale określenie „pańcia” też niczemu dobremu nie służy, a wręcz przeciwnie spowoduje tylko niepotrzebny wzrost niechęci. Przecież nie możemy wykluczyć, że wspomniana osoba także tu zagląda.
Czasami czlowiek zwraca uwage na potencjalne pochodzenie. Nie ma w tym nic zlego samego z siebie. Kiedy Waldemar Januszczak wspomnial mimochodem w programie telewizyjnym, ze Diego Velasquez byl z pochodzenia portugalskim Zydem, jego rodzice czy dziadkowie uciekli do Hiszpanii i mieszkali w Sewilli w zydowskiej dzielnicy, na malej zydowskiej ulicy gdzie Diego sie urodzil – to choc wiadmosc ta nie ma najmniejszego znaczenia chyba dla naszego rozumienia czy doceniania obrazow Velasqueza, to jednak bylam… well… delighted.
Takze zazwyczaj ciesze sie kiedy podejrzewam, ze moim nowym lekarzem bedzie Zyd, a nie .. zalozmy Nigeryjczyk. Wiem ze z pewnoscia wsrod Zydow znajdzie sie tyluz zlych lekarzy co wsrod Nigeryjczykow, ale takie etykietki pomagaja mi porzadkowac swiat, jak kazdemu innemu, podejrzewam.
Oczywoscie jak za kazdym chlopcem/mezczyzna imieniem Szymon widzi sie pejsatego Zyda, jak w tej pamietnej scenie w filmie Annie Hall , to moze byc to cos nie calkiem zdrowego….
balkonowalem dzisiaj mocno 🙂 a to dopiero poczatek 😀
herbata teraz 😆
pan Szostkiewicz napisal bardzo ciekawa recenzje ksiazki
Stefana Zgliczynskiego
http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1539327,1,jak-polacy-niemcom-zydow-mordowac-pomagali-recenzja-ksiazki.read
tak wiec nie pozostaje Wam nic innego jak kupic i przeczytac 🙂
koniecznie, nie zwlekajcie
Zmoro, wspomniana osoba,, jest kims bardzo agresywnym w kontaktatch, z natrectwem i obsesja . I to ona wlasnie spowodowala, ze ja przestalam wiele blogow odwiedzac. Bo ona grasuje absolutnie wszedzie i wszedzie sieje jad i swinstwa.
Osobiscie nie mialabym nic przciwko temu by przczytala.
i jeszcze raz herbata 🙂
teraz ulegam przykladowi i:
Oswiadczam! nie wazne kim jestem, ale na pewno nie macierewiczem, i to dobrze tak 8)
lodowka wola, ulzyj mi, ulzyj mi, uluyj mi…… jestem slaby, ulegne 8)
Ale, zmoro, ani ja nie użyłam nicka, ani żadne inne z nas.
Co do imion, od pewnego czasu w Polsce dorośli są chłopcy, którym nadawano imię Dawid, jeszcze bardziej kojarzący się z Żydami niż Szymon. Okazuje się, że to bardzo popularne imię. Są Sary, Estery – po prostu ludzie nazywają dzieci kierując się brzmieniem imienia lub np. obecnością w ulubionych serialach 😉
Te biblijne imiona bardzo popularne w protestantyzmie sprawaly takie klopoty tlumaczce Ani z Zielonego Wzgorza, ze wszystkie je powymieniala, zeby sladu nie bylo: Rachela zostala Lucyna, Dora (Debora) stala sie Tola, Dawid stal sie Tolkiem, i pelno jakichs innych ktore ze zdumieniem odkrylam jak pierwszy raz zobaczylam Anie w oryginale.
Zanim odczytam, jako bonus za niepodzialik z okazji rocznicy takie małe zjednoczenie 🙂
A w ogóle to tak się lata
Irek 🙂 🙂 🙂
dla frakcji:
http://www.juedische-allgemeine.de/article/view/id/15641
podpisalem petycje, a tu taki klops…..
http://fzp.net.pl/opinie/kleska-petycji-w-sprawie-wypowiedzi-krzysztofa-jasiewicza
Helenko, o ile pamiętam, to Rachela została Małgorzatą 😉
A David został Tadziem.
Sluszne, Malgorzata. Ale byla tez jakas Lucyna na tej kanadyjskiej wyspie!
Ale też Paul został Jasiem. Więc to nie tylko o hebrajskie imiona chodziło.
I z pisownią nazwisk były kłopoty, Lynde zmieniło się w Linde, a Pye w jednym z tłumaczeń – Pay.
Tadzio. Rozczulajace.
Jak u Manna.
Lucyny chyba nie było, za to autorka była Lucyną 😉
Jeszcze jedna bardzo śmieszna zmiana: narzeczony Ani, którego miała przez pewien czas, gdy odtrąciła Gilberta, w polskim tłumaczeniu nazywał się Robert Gardner, a w oryginale miał na imię Royal 😈
Coraz więcej moich studentek nosi typowe biblijne imiona, które kiedyś nosiły tylko żydowskie dziewczyny. Bardzo mi się to podoba. Wiele razy korciło mnie żeby zapytać o związki z Żydowstwem, ale oczywiscie nigdy tego nie zrobiłam.
Właśnie parę tygodni temu do kłapnięcia dziobem w tiwi makijaż mi robiła Estera 🙂
Aha, w rodzinie mojego szwagra jest rodzeństwo w wieku studenckim – Noemi i Samuel. Rodzice Polacy (ojciec protestant), dzieci się zdrabnia Emisia i Samek 🙂
Irek: to chyba nie jest przykład gorącej miłości?
Co do protestanckich obyczajów z nadawaniem imion, wielokroć musiałem sięgać do Biblii poznając ludzi, by kojarzyć sobie z czymś np. Abigail, Efraim czy Ismael. Ale z dumą powiadamiam, że gdy pewien pastor przedstawił mi się „Moisés”, od razu wiedziałem.
Ale że Dawid stał się tak popularny (najbardziej mnie śmieszą prawicowcy, jest nawet jeden poseł PiS o tym imieniu, albo… kibole), to chyba sprawka jakiegoś serialu? Ja nie oglądałam prawie nigdy, więc nie wiem.
Dobry wieczór,
Rysiu, nie martw się, z petycji.pl zniknęły wszystkie petycje, więc albo mają awarię, albo ktoś ich zhakował. Prawdą jednak jest, że wczoraj w nocy podpisów „przeciw” było więcej 🙁
Będę teraz miał myślówę, z jakiego powodu nasz Młody jest Szymon… 😆
Ale nikt nas nie zmusi do przerobienia go na Tadzia. 😎
Zhakowali ich. I myślę, że właśnie z powodu TEJ petycji.
Ciekawostka przyrodnicza:
http://www.jewish.org.pl/index.php/pl/opinie-komentarze-mainmenu-62/5415-jak-nie-zostaem-autorem-wywiadu-z-profesorem-krzysztofem-jasiewiczem-.html
W ramach polemiki z piwnicznym optymizmem
Przychodzimy, odchodzimy
Pod stopami grunt gliniany
Mgłą zasnute nasze miny
Liczne grzechy odpychamy
Kłamstwom formę nadajemy
Niech się prawdą staną z czasem
Na półuśmiech, na pochwałę
Dla odważnych prawdy nasze
Wiarołomni bezsensownie
Dni liczymy co za nami
I składamy w wierze dłonie
Pochłonięci modlitwami
To co było, to co będzie
Los co rzuca ochłap nędzny
Życia wątek nić nam przędzie
Pieśni nasze i kolędy
Ojciec, matka, Bóg, ojczyzna
Słowa nasze, myśli nasze
Ciasna klitka, wielka blizna
Oczy patrzą wielkim strachem
Co to będzie, co być miało
Przeczuwamy w rozedrganiu
Serca mało, wiary mało
Tak w gonitwie i staraniu
Dostrzegamy, nie widzimy
Oślepieni blaskiem czasu
Losu z dłoni nie puścimy
Choć nas wiedzie wprost do lasu
Słów za wiele, kłamstw za wiele
Już opoka nam uciekła
Umierają przyjaciele
Cel przed nami: bramy piekła
Wybaczymy, zapomnimy
Liżąc swoje liczne rany
Już niczego nie skończymy
Taki był już świat zastany…