Postęp
– Życie mi się ostatnio jakieś takie monotonne zrobiło – stwierdził Bobik z niesmakiem, złażąc z solidnie wysiedzianego fotela. – Potrzeba mi zmiany, fantazji, powiewu przygody. Może bym rozbójnikiem został? Łupić, rabować, wymykać się z zasadzek, robić w konia przedstawicieli prawa… Nie da się ukryć, że to brzmi bardzo emocjonująco.
– Rozbójnictwo chyba wcale nie jest takim łatwym kawałkiem chleba – zauważyła sceptycznie Labradorka. – Nie wiem, czy podobałoby ci się na przykład ukrywanie się w jaskini albo w ziemiance. Zimno, wilgotno, twardo i robactwo łazi. Co to za warunki dla psa? Nie słyszałam jeszcze o żadnej jaskini z kanapą i dobrze zaopatrzoną lodówką. Albo to całe strzelanie. Ty przecież nie lubisz huku. No i uciekanie po lasach przed szeryfem i spółką to też nie takie znowu mecyje. Na początku może zabawne, ale szybko może wyleźć bokiem i zadyszką.
– Masz bardzo przestarzałe pojęcie o rozbójnictwie – warknął z przekąsem Bobik. – Współczesny rozbójnik nie pelęta się po żadnych lasach i nie śpi w jaskini. On siedzi w skórzanym chesterfieldzie, na najwyższym piętrze, krawat poprawia, pyłki z garnituru strząsa, sekretarki po szynkę parmeńską posyła, a od czasu do czasu stuknie w klawiaturę i łupi przy tym na całego. Uciekać przed stróżami prawa też nie musi osobiście. Od tego ma adwokatów. Ogólnie żyje mu się wygodnie i bez skrupułów, ale nie nudno, bo kombinowanie, jak by tu zrabować jeszcze więcej, dostarcza mnóstwo adrenaliny. Mówię ci, to jest świetna fucha.
– Ale co ty byś właściwie z tego miał? – zgłosiła kolejną wątpliwość Labradorka. – Prawdziwy rozbójnik, taki jak Robin Hood czy Janosik, to, co odebrał bogatym i tak musiał oddać biednym. Trudno w ten sposób zapewnić sobie dostatnią emeryturę.
– A nie mówiłem, że nie nadążasz za światem? – zirytował się Bobik. – Współczesny rozbójnik łupi wszystkich, jak leci, choć biednych najchętniej, bo nie podskoczą. I nikomu niczego nie oddaje. Jego doradcy podatkowi zawsze jakoś tak wykręcą, żeby nie musiał. Uświadom sobie wreszcie, że rozbójnictwo w jego obecnym kształcie jest zawodem z teraźniejszością i przyszłością.
– A co z legendą? – jęknęła przygnębiona Labradorka. – Co z rozbójniczym etosem?
– Postępu nie powstrzymasz! – pouczył ją z wyższością w głosie szczeniak. – Jak się chcesz upierać przy legendzie i etosie, to sama sobie zostań smokiem wawelskim i żyj o siarce i wodzie. A rozbójnicy będą na to patrzeć i pękać ze śmiechu.

Eee, tam, Bobik. Jakby nie bylo rozbojnikow w chesterfoeldach, tobysmy absolutnie nie mieli pojecia do czego nalezy aspirowac. Aspirowac! Ad aspera per astra, cokolwiek to znaczy!
A jakbys znal osobiscie jakiegos fajnego rozbojnika, to czy moglbys mu polecic moja Stara na urzadzanie ziemianki na najwyzszym pietrze i najwyzszym poziomie artystycznym? Ona mu przepieknego Chesterfielda znajdzie, kolor scian dobierze, persy na podloge (dywany, nie Koty, chociaz ladnego, kolorystycznie skoordyniwanego Kota tez by znalazla na eBayu) , obrazy na sciananch oraz rozne dupersznyty na biurku, bez ktorych zbojectwo ani rusz!
I nie jest droga, naprawde nie jest. Zrobi za bezcen. A nawet moze jeszcze na wlasny koszt taksowkami sie rozbijac, jesli przycisnac ja do muru. 😈
Coś nudny ten postęp i jakiś taki… ograniczony 😕
Nogawki podwinęłabym z najradośniejszą przyjemnością 😀
Współczesny rozbójnik nie klika sam, ma od tego klikaczy.
Współczesny rozbójnik nie zjada szybki parmeńskiej sam, ma od tego zjadaczy 😯
Jak ja już zostanę tym rozbójnikiem, Mordko, to z całą pewnością Twoją Starą zatrudnię. Jestem jej gotów zapłacić połowę z tego, co ta amerykańska milionerka. Plus prenumerata Naszego Dziennika jako bonus. Deal stoi? 😈
Ale nie mamy na kogo nogawki podwijac! Niestety nie dane nam bylo miec takiego Havla, ktory jak zaczynal mowic albo pisac, to sie wszystko rzucalo i siadalo do sluchania. U jego stop sie sluchalo.
Pamietam, byl jeszcze chyba stan wojenny i w jednym z londynskich teatrow pokazano „dwuglos” jednoaktowek ( z Jeremy Ironsem) – jedna napisal Samuel Beckett i odpowiedzial mu jednoaktowka Vaclav Havel. I kiedy pokazywano Havla, to w teatrze byla taka cisza, jakiej nigdy nie slyszalem – nie bylo kaslania, krecenia sie, jak makiem zasial … I pamietam twarze ludzi wychodzacych z teatru – takie tez rzadko sie widzi. Choc juz slabo pamietam ten spektakl, to pamietam te powage z jakasmy sie wsluchiwali w jego glos.
I daltego dzis mozna robic takie hapenningi na jego czesc i ku jego pamieci.
On mial bardzo powazne serce, Vaclav Havel.
Foma, otwarłeś mi dodatkową perspektywę życiową. Jeśli mi się rozbójnikiem nie uda zostać, to spróbuję przynajmniej jako zjadacz się zatrudnić. 😆
Bobiku, toż to fach znany od wieków. niejeden imperator miał takiego zjadacza, który sprawdzał, czy potrawa aby nie przyprawiona czymś nie tego…
Krewna (potencjalna) Heleny nie spoczęła na laurach:
http://deser.pl/deser/1,111857,13076350,Zniszczyla_fresk_z_Jezusem__stala_sie_slawna_i_zaczela.html#BoxWiadTxt
Szynkę parmeńską przyprawiać czymś nie tego? 😯 Toż to zbrodnia! 👿
Faktycznie jakas nasza krewna, kurka wodna, Jimenez.
A jak smakuje parmeńska szybka?
Witrazowo.
😀
Ja jeszcze w sprawie psiej. Rumik ma w nosie oklaski łaskawcy, natomiast z upodobaniem kradnie w sposób artystyczny, np. sztućce ze zmywarki, skacze jak pchła, zamykany kosz na śmieci rozbraja jednym zębem, butelki odkręca, książki czyta, kota podrywa i wykazuje żywą inteligencję na tysiąc róznych sposobów. Jakby mu dać hulajnogę albo deskorolkę, też dałby radę. Komuś, kto by go chciał ubrać we fraczek albo okulary, odgryzłby rączkę.
Co pies, to charakter, Nisiu. 😀
Słuchajcie, andsol ostatnio taki zajęty, a my nawet nie bardzo nie wiemy czym. Mam nadzieję, że nie dał się w żadną rewolucję wciągnąć. 😯 😆
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,107328,13070800,Rewolucja_seksualna_w_Brazylii__Masowe_zapisy_na_portal.html
Jak to nie wiemy czym? Przeprowadzką i upychaniem tomów 🙂
Wiem, ze sie naraze i Kotom i Ludziom, ale trudno – nie ma nic przeciwko antropomorfizowaniu Kotow i Psow, podobnie jak felinomrfizowaniu Ludzi. Bo o tym przeciez mowimy, z lapa na sercu.
W tym domu i mnie i Brata-nieboszczyka zawsze nazywano Chlopcami, traktowano jak ludzkich czlonkow rodziny (wiem, ze nie w kazdym domu tak sie niestety dzieje) , gotowano lepiej nz dla siebie, dbano takze o strawe duchowa (tu musze szczegolnie pochwalic nasza E.), wiec jesli mala cene za takie zycie jest noszenie budow na obcasach czy tez obrozki ze sztucznymi diamentami, czy tez posiadanie wlasnej drogiej porcelany, to nie mam nic przeciwko temu. Co wiecej oczekuje, ze jesli pogoda naprawde bedzie nie do zniesienia, to ktos mnie zaopatrzy w dobre angielskie kalosze-wellingtony firmy Barbour albo czerwone francuskie, a ja bede mial dosc rozumu, zeby sie nie wstydzic tego na dachu garazu, bo nie chcialbym sie nabawic reumatyzmu czy kichania, bron Boze.
Ja ze swojej strony obiecuje traktowac Stara jak stara lysa kocice z kontem w banku. No i tyle.
😈
Oczywiscie, Synku, dostaniesz wellingtony.
Czy moga byc takie, bo akurat sa na znizce?
http://www.amazon.co.uk/Hunter-Womens-Original-Wellies-W23616/dp/B002DKKB2M/ref=sr_1_7?ie=UTF8&qid=1355928656&sr=8-7
Wole takie, ale musza byc czerwone wtedy, do jasno blekotnego futra:
http://www.bestboots.co.uk/prod/6917/wellington-boots/le-chameau-chasseur-zipped-and-leather-lined-mens-and-ladies-wellington-boots
No, to u nas, w porównaniu, zimny wychów cieląt 😎 ale członkowie rodziny jak najbardziej 🙂
Olaboga! Ile to kasy trzeba wydać, aby wejść w błoto! 😯
[na stronie] – Mówiłem ci przecież, że żyjesz na Księżycu.
Zobaczcie, jakie piękne muzeum u nas powstało:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,12690636,Muzeum_jak_z_Biblii_prawie_gotowe__Zobacz_panorame.html
Naprawdę piękne.
Kot kosztuje, Klakierze. Jak chcesz miec tanie w utrzymaniu zwierze, zlap sobie szara mysze.
Troche brutalna ta architektura. Mnie sie bardziej podobal zgloszony na konkurs projekt Libeskinda.
Od czasu kiedy zwiedzalam muzeum zbudowane przez Zahe Habib w Rzymie i bolesnie sie wykopyrtnelam o posadzke , troche sie boje przestrzeni, gdzie sciany nie sa prostopadle do podlogi, bo one strasznie myla mozg i blednik. Pamietam tez jak u tej Zahy ostroznie staralam sie stapac po mostkach. Pamietam ze z ulga opuscilam muzeum nie czekajac nawet jak Kuma obfotografuje je z zewnatrz. Wyskoczylam za brame i odetchnelam ze jestem na rownej drodze a prawo ziemskiego przyciagania powoduje ze wszystko na ulicy jest pod katem 90 stopni w stosunku do rownego gruntu. Uff.
Wiec dopoki nie zwiedze muzeum nie wypowiem sie o nim. Moze moje obawy sa kompletnie nieusprawiedliwione.
Ciekawe, czy zaprosza na otwarcie tych, ktorzy przed laty rozdawali lekka raczka na muzeum (ktore wtedy bylo tylko idea) swoje pamiatki rodzinne, tak jak moja E.
Hadid.
Mnie się tak z pierwszej piłki budynek bardzo podoba, ale też nie zdarzyło mi się jeszcze w żadnym muzeum wyrżnąć łbem w architekturę, więc nie jestem straumatyzowany. 😉
Do Szarych Myszy więcej szacunku, proszę. Pojawia się tu czasem Szara Mysz i pomyśl, Mordo, jak się może poczuć czytając, że jest tanią zwierzyną. 👿
Upodobania zwierzęce naprawdę są bardzo różne. Nawet wczoraj rozmawialiśmy o tym z Mordechajem – on np. swoją obróżkę uwielbia i czuje się bez niej jak bez makijażu, a nasza Pręgowana biżuterii nie cierp i każdej obróżki w ciągu najwyżej dwóch dni się pozbywa. Ja jestem tz. Naturbursche i po największych mrozach latam wyłącznie w futrze własnym, ale mam znajomego Mopsika, który już przy 5 stopniach bez płaszczyka na spacer nie wyjdzie. Jelonek uwielbia być noszony w torbie, a ja bym chyba w czynś takim dostał zaburzeń błędnika jak w budowli Zahy. Itede, itepe.
Jak się tylko zważa na to, co zwierz lubi, a czego nie, to wszystko jest w porządku, z akcesoriami lub bez. 🙂
Bo tez moje obrozki sa tak starannie dobierane jakby to byl zielony zeliwny piecyk dla klientki Starej.
Ona wlasnie wymienila 129 listow w kwestii dywanikow do sypialni po obu stronach lozka.
😳 dziękuję za czymanie.
Masoni wlali we mnie izotopy promieniotwórcze, a potem patrzyli jak świecę. I twierdzili przy tym, że to jest postęp 🙄
mt7, pospacerowałem po muzeum. 🙂
Mam nadzieję na real. To tylko 170 km
mt7,
Jest dalej niż myślałem 😈
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,13075730,Lotnisko_Lublin_jest_w_Chinach__Dla_Anglikow_tak.html
😆 😀 😆 😀
129 listów w sprawie dywaników.
Przez chwilę sobie pomyślałem, czy to przypadkiem nie moja ciotka jest klientką Heleny. Ale nie, wszak nie jest milionerką.
JUz jest 60 nastepnych maili na ten sam temat!
Z ta wspolczesna architektura to zawsze sa jakies zasadzki, chocby wydawalo sie, ze nie ma zadnych.
Pamietam jak wiele lat temu w pewien wielkanocny poniedzialek jechalysmy z Kuma i jej sw.p. mezem Andrzejem do Bostonu, aby sie przywitac z Baranczakiem, ktory po dlugich straniach z naszej, amerkanskiej strony wyladowal wreszcie w Harvardzie. Pamiatam, ze wiozlysmy mu pisanki z wydrapanymi na nich wierszami Mandelsztama.
No i jak podjezdzalismy juz we trojke do Bostonu, oczom naszym ukazal sie przepiekny wiezowiec, wspolprojektowany takze przez Andrzeja pracujacego w firmie slynnego architekta I.M Peia (oni pozniej budowali te piramide szklana orzed Luwrem).
To ten budynek:
http://www.GreatBuildings.com/cgi-bin/gbi.cgi/Hancock_Place.html/cid_1066417250_P1010029.html
On jest caly zbudowany z takiego szkla co wyglada jak lustro. Dzien byl piekny, wiosenny, i cale blekitne niebo z puszystymi obloczkami odbijalo sie w tym lustranym gmachu. Olsniewajace to bylo.
Obiesmy z Kuma widzialy Hanckock Place po raz pierwszy na zywo i zachwytom naszym nie bylo konca. Andrzej sie plawil w przyjemnosci naszych zachwytow.
Az ktoras z nas zapytala: a jak sie okna otwieraja?
I uslyszalysmy, ze okna sa na zawsze zamkniete, do konca swiata zaryglowane, a wietrzenie odbywa sie z pomoca klimatyzatorow, zas mycie od zewnatrz z pomoca bodaj specjalnych jezdzacych w gore, w dol, na boki wind, ktore same myja.
Posmutnialysmy jakos, zmarkotnialy. No bo co to za budynek w ktorym nie sposob otworzyc okna na osciez? I nigdy nie bedzie mozna?
Irku, jeśli to świecenie już Ci tak zostanie, możesz sporo na prądzie zaoszczędzić. 😉
A co masoni mówili? Słusznie świeciłeś, czy niesłusznie?
Witam,
u mnie ostatnio ciągle środa 👿 , a jak wyskrobałam trochę czasu to się dowiaduję, że w Irka wlewają w izotopy, Lublin przenieśli do Chin, a Helena przerosła w ferworze dekorowania moją Rodzicielkę 😯
Nie mogę już nigdy opuszczać Koszyczka, zbyt wiele tracę… 🙄
Muzeum piękne, trzeba tam będzie pójść jak się przewalą „premierowe” tłumy.
Na stole stawiam dżem pomarańczowo-imbirowy na kolację albo jutrzejsze śniadanie.
To wychodzi, że Irek już może zacząć straszyć, nawet zanim wysiłki masonów przyniosą skutek. 😈
Lepiej na jutrzejsze śniadanie, Alienor, bo już mam na nie dzisiejszego croissanta, to z dżemem będzie komplet. 🙂
Możemy założyć z Irkiem Straszne Duo. Mnie w ostatnich miesiącach tyle razy prześwietlano, że pewnie też już sam z siebie świecę. 😎
Będziemy włazić do starych wierzb, udawać próchno i traumatyzować tym pijanych chłopów, wracających z karczmy. 😈
Udawać? 😕
No dobra, niech będzie.
Irek świeci i bez izotopów. Bardzo ciepło świeci 🙂 Na własne oczy widziałam 🙂
Strasznie bym chciała uczestniczyć w traumatyzowaniu pijanych chłopów. Najlepiej na Podhalu… byłby największy efekt.
A swieccie obydwaj jak ta betlejemska gwiazdka!
Z nowoczesna architektura jest tak, ze czesto starzeje sie po dwoch pokoleniach i jest niestrawna w powieleniu. Cetrum Pompidou w Paryzu wyglada rzczej zalosnie. Tak samo cale miasto Brasilia, ktorego tworca zmarl dopiero niedawno. Galeria Narodowa w Ottawie (Gehry). Lista jest dluga. Te lustrzane sciany wygladaja imponujaco w sloncu, ale prz zachmurzeniu… nie ma po co odbijac tyle szarosci. Czemu architektura rozstala sie z detalem w projekcie? To tak jakby cala muzyke pisac tylko na trzy instrumenty! Starozytni Grecy sie nie krepowali uzywac ornamentow w architekturze.
Żebyście wiedzieli jak Irek świeci po spożyciu nalewki miętowej w pewnym pubie w L. sporo po północy! Ho, ho.
Irek, powiedz im, zeby spróbowali z tą nalewką, co tam izotopy. Myślę że nalewka jest potężniejsza.
W każdym razie TAMTA nalewka.
No dobra, w związku z napływem nowych kandydatur możemy rozszerzyć duo i stworzyć Straszny Chórek. Warunkiem przyjęcia do jest przynajmniej podstawowy stopień spróchnienia i jakie takie talenty traumatyzacyjne. 😎
Patrz no, Irku, nic nie wiedziałeś, że mieszkasz w Państwie Środka, to może wybierz się na zwiedzanie, zanim Cię przeniosą z powrotem do Polski.
Muzeum jest ładniejsze w naturze niż na zdjęciach. Oceniam z zewnątrz.
Jestem pewna, że będzie fantastyczne, szkoda tylko…
Nie mogę tego napisać, bo płaczę.
To prawda, Kroliku, ze nic sie tak nie starzeje jak bardzo awangardowe pomysly architektoniczne.
Budynek, do ktorego pierwszy raz wprowadzilismy sie w Nowym Jorku stal naprzecowko nieduzego domu zbudowanego przez ikone amerykanskiej architektury pierwszej polowy XX wieku Franka Lloyd-Wrighta. Miescil sie tam miedzy innymi gabinet mojego lekarza. Ilekroc wchodzilam do tego domu wstrzasalam sie jak nieprzyjazna to byla archtektura wewnatrz, a na zewnatrz tez nothing to write home about, jak uwazalam.
A dom byl zbudowany na przelomie lat 30-40-tych, chyba. Moze dzis ocenialabym go inaczej, ale wtedy bardzo juz mi sie nie podobal.
Okropnie sie zmartwilam Irkiem. 🙁 Pusc pare, Irku.
Króliku, jeszcze bym dorzucił, że ta nowoczesna architektura okropnie brzydko się starzeje, niezależnie od tego, że szybko. Starożytni to nawet ruiny umieli budować takie, że oko bieleje. 😉 A to całe szkło i beton, jak go tylko przez kilkanaście lat nie czyścić i nie remontować, obrzydliwie slumsieje i nie do patrzenia się robi. 🙄
Beaubourg podoba mi się i już 🙂 Podobnie jak piramida przed Luwrem 🙂 i budynek linkowany przez Helenę 🙂
Siódemeczko, bardzo jestem ciekawa proporcji i osadzenia w przestrzeni. Zbyt dawno nie byłam w Warszawie…
Króliku, ale Grecy mieli to bardzo skodyfikowane.
Haneczko kochana, obawiam sie, ze bedziemy nadal jezdzic do Petry, na Akropol, do Louvreù, do egipskich piramid, a nie do piramidy Louvreù.
Kodyfikacja znaczyla dla Grekow zgodnosc z kanonami piekna i doskonalosci, nothing to sneeze at!
Ta piramida jest doskonała, Króliku 🙂
A w Poznaniu reaktywują taką doskonałość http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/1659667,pomnik-wdziecznosci-w-poznaniu-radni-sa-za,id,t.html
Zbudowany w Londynie w polowie lat 60-tych centrum licznych instytucji sztuki Southbank Centre z ponurego betonu jest poprawiany architekonicznie od dekad – bo nie sposob bylo wytrzymac w tym bunkrze. Kiedys lecialam tam sluzbowo na festowal filmowy i byl potworny deszcz z wiatrem. I ani jednego okapu aby sie schowac – kilometry chodzenia wsrod plaskiego, ciemnego od deszczu betonu!
http://www.architectsjournal.co.uk/news/daily-news/southbank-centre-seeks-architect-for-revamp/8630663.article
A jeszcze panowie, ktrzy to zaprojektowali zapomnieli wybudowac dostatecznie duzo sraczy. Damskich ubikacji byly dwie kabiny, DWIE! w maciupkim pomieszczeniu z drzwiami otwierajacymi sie do wewnatrz. Wiec kolejka stala na zewnatrz przestepujac z nogi na noge. Nieustannie ktos kogos walil drzwiami w glowe i nie dalo sie inaczej. Pare lat temu dobudowano troche wiecej tych ubikacji bo ludzie sie wscekali i nie sposob bylo dostac sie do niej w czasie przerwy w koncercie.
Kiedys ogladalam w telewizji archiwalny film z urczystosci przecinania wstegi na otwarcie Centrum przez Krolowa . JKM , ktorej wyraznie nie podobalo sie centrum, miala mine wrecz rozwscieczona, ze jej poludniowy brzeg Tamizy spartaczono.
To wlasnie to centrum chyba mial na mysli Ksiaze Karol, kiedy mowil o „czyraku na ukochanej twarzy miasta”, co doprowadzilo do furii architektow pokroju Rogersa. 😆 😆 😆
Nieatrakcyjne starzebnie się awangardy to problem nie tylko architektoniczny. W literaturze, muzyce czy malarstwie też takie zjawisko można obserwować. Ale z drugiej strony bez awangardy byłby zastój i żadne nowe prądy by się nie pojawiały. Pozostaje więc cenić ją platonicznie, omijając jednakowoż z daleka sensie użytkowym. 😈
Dobranoc 🙂
Elewacja od strony pomnika, to są szklane płyty z wytrawionymi literami hebrajskimi.
Myślę, że to jest świetna architektura i ząb czasu jej nie zaszkodzi.
Kiedy zobaczyłam ten projekt w 2007 roku, myślałam, że to będzie trwało i trwało, a już w kwietniu tego roku wyglądało na prawie wykończony. Widocznie wnętrza robili.
Ja mam duza czulosc do paryskiej Piramidy, bo budowal ja ukochany niezyjacy Przyjaciel. Mieszkali tam z Kuma kilka lat kiedy powstawala Piramida, odwiedzalam ich nieraz i z Londynu i Andrzej mi rozne rzeczy pokazywal i tlunaczyl. I jest ona oczywoscie kompletnie zgodna z kanonem greckim, bo i o to chodzilo – by byla klasyczna. I dlatego, jestem przekonana, przetrwa jako bardzo piekny obiekt.
Sa awangardowe rzeczy, ktore sie nie starzeja nawet po bez mala stu latach i wciaz wyladaja bardzo nowoczesnie:
http://www.ambientedirect.com/en/knoll-international/barcelona-chair_pid_2698_1258.html
Ale wiele faktycznie okropnie zle znosi zab czasu.
Dobranoc haneczko.
W mojej okolicy archtektura jat 60-ych byla najgorsza: niskie, brazowe bunkry bez okien i okapow. Na szczescie juz ich nie ma.
Wedlug przepisow otwierane okna i balkony maga byc tylko do ktoregos tam pietra, a powyzej nic, szczelnie zamkniete pudelko. Pewnie wzgledy bezpieczenstwa, bo jakby cos spadlo z okna czy balkonu na 60-tym pietrze, to bylaby to automatycznie bron masowego razenia.
Ale to nowe muzeum w Warszawie jest ciekawe i jak sie Siodemeczka wyplacze, to moze cos wiecej o nim powie.
Jakby piramida byla w gdzis w Paryzu to tez bym sie nie czepiala, ale ona sie podczepila pod Louvre, ktory juz sam w sobie byl piekny i doskonaly i korzysta z jego wielkosci i ruchu turystycznego. Troche jak taka architektoniczna huba na Louvrze.
Ale Luwr pekal w szwach i byl rozpisany konkurs jak dorobic przestrzen aby nie naruszac istniejacego kompleksu. Tylko to miejsce wchodzilo w rachube i rzad wydal na to zgode. A nawet baradzo chcial sobie pomnik wystawic.
mt7 bardzo Ci dziekuje za link do muzeum. Taki jeden (dyrektor szkoly) dla ktorego zaczelam na mojej scianie wieszac rozne zdjecia z Polski powiedzial wreszcie: No dobrze, moze sie zastanowie i jeszcze kiedys do Warszawy pojade. To jest Twoj olbrzymi sukces! Nawet jesli jednak nad Warszawe wybierze w koncu cruise na cieple morza.
Widzialam latem spoza plotu. Przy nastepnej bytnosci chyba juz bede mogla wejsc do srodka.
Haneczko, zaraz zerknę na zaszłości, tzn niegdysiejsze zdjęcia.
Wrzuciłam tu trochę, dających pogląd, jak wygląda Muzeum Historii Żydów w przestrzeni miejskiej.
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/MuzeumHistoriiZydow02
Polski desing też ma się nieźle, zwłaszcza ten z lat 55-68 cieszy się dużym uznaniem.
Była ciekawa Spółdzielnia Artystów ŁAD.
Trochę ambitnej sztuki użytkowej było.
Piękne kolorowe szkła.
A teraz upadają Krosno i inne, bo tłuką jakiś szmelc na okrągło.
Nie rozumiem, nie mogą zaprosić do projektowania młodych ludzi po uczelniach artystycznych.
Bardzo sie ciesze, ze mamy takie muzeum w Warszawie, zwiedze za nastepna wizyta.
Dzieki Siodemeczko, fotoreporter extraordinaire, za zdjecia z muzeum i linke do polskiego wzornictwa. Naprawde jest sporo bardzo atrakcyjnych rzeczy. Moj dom jest z tego okresu, 1954 rok. Wydaje mi sie, ze wzornictwo to jest nasz polski talent. Tez warszawska moda zawsze na dobrym poziomie i bardzo tworcza! Nie tylko etykietki, ale kompozycja i czesto tupet przesadzaly o superatrakcyjnosci.
A tu z mijej ulubionej tematyki, kulinaria; o poczatkach wspolczesnej diety. Zwroccie uwage na nalesniki, ktore sa typowe dla wschodnio tureckiej kuchni. Zwroccie tez uwage, ze zarowno reporter Guardiana jak i klienci w opisywanej restauracji i jej obsluga to sami mezczyzni. Kobiet nie ma.
http://www.guardian.co.uk/travel/audioslideshow/2012/dec/19/food-tour-urfa-eastern-turkey
Czwartek to jest wigilia majanskiego konca swiata wiec ciekawa bede waszych ostatecznych przemyslen.
Cheers!
Dzień dobry w wigilię końca świata i piątku 🙂
Dżem od Alienor jest. Dorzucam kawę/ herbatę, croissanty, masło grubo / bo -11/. TAMTA nalewka na wieczór 😉
UCHWAŁA
Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 7 grudnia 2012 r.
w związku z 90. rocznicą zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę śmierci oddaje hołd pamięci pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabriela Narutowicza, który został wybrany na urząd w dniu 9 grudnia 1922 r. przez Zgromadzenie Narodowe.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej potępia mord polityczny popełniony na prezydencie Narutowiczu oraz prowadzącą do niego polityczną kampanię nienawiści.
Wydarzenie to Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uznaje za przestrogę dla uczestników współczesnego życia politycznego.
MARSZAŁEK SEJMU
/ – / Ewa Kopacz
Pogrubienie moje
Dzień dobry 🙂
To co, dziś z rana jednak tylko my dwaj z Irkiem straszymy? 😈
Ale jak mamy uczciwie wykonywać obowiązki, skoro dotychczas jeszcze żaden chłop z karczmy nie wracał? Po 13.00 dopiero zaczynają, czy ki diabeł? 😯
Wracali. Chłop z babą. Wczoraj wieczorem z powójnego spotkania opłatkowego. I co? I nic! Żadne próchno nie straszyło 🙄
Obiecanki cacanki 👿
No bo w tym czasie, zgodnie z propozycją Nisi, świeciliśmy na Podhalu. 😆
Wszechobecności wymagać od Strasznego Chórku nie można, bo to atrybut boski, a na stanowisko Pana B. chyba nikt z chórzystów nie reflektuje. 😎
To co, grafik na straszenie robić? 🙄
A może jeszcze przedpłaty uiszczać? 😯
To nie jest dobry pomysł. To są dwa bardzo dobre pomysły. 😀
Zaraz się zabiorę do pracy nad grafikiem. Jak myślicie, kiedy na Malediwach chłopi zaczynają wracać z karczmy? 😈
Cześć, Bobiku! 🙂
Irek nie chce powiedzieć, jak świecenie zinterpretowali masoni?
Chce nas w niepewności trzymać, czemu?
Uśmiecham się szeroko do wszystkich 😀 i biorę się, biorę, bo wszystko leży odłogiem.
Dzień dobry 🙂
Nie wracają z powodu braku karczm 😉
Natomiast uprasza się o niestraszenie niczym nas, gdy będziemy wracać nocną porą z wylądowanym córaskiem. My i tak w strachu, gdy leci 🙁 No i ta pogoda… Młody, z mglistych powodów, lądował we Wrocławiu.
Interpretacja masonów.
Druga ablacja, 🙁
tym razem po lewej stronie. Kolejny dowód że prawica nie rozwiązuje problemów. 🙂
Oby lewica rozwiązała, przynajmniej Twój!
Żądamy od masonerii, żeby po ablacji udzieliła Irkowi absolucji i to już na dobre ❗
Ament ❗
Irku,
najlepszego 🙂
Irku, czymamy!
A tu bardzo fajny pomysł amerykańskiej ambasady w Warszawie: http://www.youtube.com/watch?v=xm-iuIdp4vg
Bardzo fajny ten nasz nowy ambasador. No i żołnierze fajni. 🙄
Dzięki, Irku i serdecznie wspieram Cię myślami. 🙂
Kategorycznie przyłączam się do żądań Bobika.
Świetne te życzenia ambasadora. 🙂
Mój wnikliwy research wykazał, że informacje Haneczki o braku karczm na Malediwach nie były całkiem ścisłe. 😈
Na Malediwach karczma stała,
w wyspiarskich znana sferach.
Nie był z niej żaden wielki pałac,
ale i nie rudera,
zwyczajnie, bez szczególnych pomp,
wabiła: chłopie, do mnie wstąp!
Właziły malediwskie chłopy
więc do niej razy skolko
ugodno, by leniwie dopić
koktajla z parasolką
i wcale im nie było żal,
że karczmarz zgarniał spory szmal.
Aż raz się zjawił jakiś dziwak
i rzekł, jak głosi plotka:
nie będzie w brzuchu moim pływał
fikuśny żaden koktajl.
Karczmarzu, setę migiem lej
i niczym nie rozcieńczaj jej!
Ogarnął nagły ziąb karczmarza,
dygocząc włożył sweter,
a dziwny gość z kamienną twarzą
wychylił swoją setę
i odszedł w malediwski mrok,
nie bacząc na ogólny szok.
Od tego czasu w okolicy
zaczęły dziać się jaja,
coś strasznie wyło po piwnicach,
świeciło na rozstajach,
lecz nikt nie wiedział, chłop ni pan,
co znaczy ten niezwykły stan.
Tu do roboty z przyjemnością
zabrali się poeci,
pisząc: to ten kamienny gościo
przykładem dobrym świeci,
i wyje, bo mu jest nie w smak,
że naśladowców ciągle brak.
Pojęła malediwska ludność,
co los jej wpycha w dłonie,
powiedział nawet karczmarz: trudno,
już z koktajlami koniec,
już parasolek żadnych niet,
od dziś żył będę z czystych set.
Któż jeszcze wątpi, że na popyt
kultura mocno wpływa?
Za setą setę walą chłopy
w karczmie na Malediwach,
wielbąc poetów, którzy im
właściwy podsunęli rym. 😎
Dzień dobry.
Bardzo niedobre dla wracających nocą z karczmy były bagna pod Łęczycą.Dla mojego dziadka też. Dawał wprawdzie radę, ale opowieści o powrotach krążą w rodzinie do dzisiaj.
(Wersję kompletną usłyszałam 6. października na 80-tych urodzinach mojej ciotki. Spłakałam się ze śmiechu.) 🙂
Znaczy, dziadek znał Borutę osobiście i potrafił sobie z nim poradzić? 😯
Pełny szacun. 😎
Okazuje się, że na imieninach u cioci, to można się spłakać ze śmiechu. I nikt nie wie dlaczego. 😀
Bobiku, nie dość, że znał osobiście, to był z nim na ty. I to Boruta zawsze pierwszy polewał! Dziadek nigdy nie miał zamiaru ani ochoty…. To TEN B.! Dziadek w w swojej bardzo wysokiej samoocenie abstynent był! 🙂
Przede mną kuchnia, chór, odebranie Starszej….
Ale zdążyłam odkryć wzruszającego artystę (Josef Lada).
Jeden z obrazów:
http://4.bp.blogspot.com/_ieoqawNMnMc/TQthAKQZ-bI/AAAAAAAACuc/K0rdVFePLXw/s1600/okno_s_vanocnim_stromeckem1948.jpg
Widzę, że wszyscy poszli do karczmy, żeby sprawdzić, czy w drodze powrotnej coś ich na świecąco nastraszy. 😆
Niestety Bobiku, niezupełnie tak 🙁
Wracając wczoraj z knajpy uszkodziłam sobie zapasowe oczy czyli bryle 😉
Dzisiaj lecę na zapasowych Kolegi Małżonka. Kiedy mi się uda je ukraść a potem coś przez nie zobaczyć 😯
I to może potrwać. Prawdziwa pokuta 👿
Trzeba by postawić ankietera przed wejściem do Koszyka. To może być bardzo ciekawe, co kto widział i gdzie widział. Porównamy z grafikiem i zobaczymy, co wyjdzie.
Vesper,
ja nic nie widziałam 😯
ale co wypiłam , to moje 😉
Dobranoc 🙂
Odnotowano – Jagoda nie widziała. Wyżej Jagoda pisała, że zepsuła okulary, znaczy bryle, znaczy to świadectwo jest do kitu, bo jak miała Jagoda coś zobaczyć przez zepsute okulary, no jak?
Czy ktoś jeszcze chciałby dać świadectwo?
Tak, ankietera postawię i nikt tu już nigdy nie przyjdzie. 🙁
Mało jest skuteczniejszych sposobów przepłaszania ludzi niż ankieterzy. 🙄
Na wszelki wypadek zaznaczam: to, co prowadzi Vesper, to są badania naukowe, a nie żadne ankieterstwo. 😎
Wyrywają mi bryle 👿
Dobranoc 🙂
Myślisz, Bobiku, że badacze nie działają na ludzi podobnie? (zatroskana kufa) To ja może przebiorę się za choinkę. Sezon jest, nikt się nie połapie.
Ojej, badają…
Jagodo, ale bez bryli nawet nie będziesz widziała czy śpisz, czy czuwasz. 🙁
Czy już nie?
Widziałeś, Wodzu, czy nie widziałeś? Bo muszę w odpowiedniej rubryce ptaszka postawić.
Widziałem. Na moich oczach to robili.
A może przebierz się za Świętego Mikołaja, Vesper? Populacja na darmochę zwykle jest łasa, więc nawet nie zauważy, że przy okazji rozdzielania prezentów jest badana. 😈
Odnotowano – Wódz widział. Ale jak widział, skoro mu na oczach to robili? Znaczy kolejne świadectwo do kitu.
To by był bardzo mały Mikołaj, Bobiku. Krasnal właściwie. Nie dadzą się nabrać.
Wysoce podejrzana ta formuła naukowości, którą reprezentuje Vesper. Jakieś rozszczepianie włosów, czepianie się faktów, niedowiarstwo… Chyba konkurencyjny zespół ekspertów musimy powołać. 👿
Konkurencyjny Zespół Ekspertów pod patronatem Brzozy Smoleńskiej 😈
A ja oprócz tego mogę nakręcić film o czterech pancernych brzozach i psie, ze mną w roli głównej. 😈
No nie wiem, jak to jest z tymi karczmami, ktore wczesniej wspomniales, Bobiku, bo teraz diably i inne licha chyba juz uzywaja gadzetow, i tak samym, na piechote, nie bardzo im sie chce wystepowac, zwlaszcza przy marnej pogodzie, Co najwyzej moze jakies special effects na odleglosc wykombinuja, idac z duchem czasu… 😉
Tymczasem u mnie trwa Nieustajaca Sroda, i juz bardzo mam ochote na inne dni tygodnia. 😉
A poza tym, z dosc przypadkowo wybranych parodniowych remanentow, to wspomniany przez Helene Hancock Place w Bostonie (zwany tez John Hancock Tower), rzeczywiscie nie jest brzydki – lustrzany i lekki, i nie tak pudelkowaty jak wiele innych tego typu budynkow (bo zbudowany na planie rombu, a nie prostokata), ale okna to zdecydowanie jego slaba strona, choc nie jedyna. Byl taki czas, ze na ulice masowo spadaly szyby, zagrazajac bezpieczenstwu nieszczesnych przechodniow (trzeba bylo zamknac w zwiazku z tym pare ulic, co w i tak zatloczonym miescie z waskimi, „angielskim” ulicami jest spora niedogodnoscia). Do tego osoby znajdujace sie na najwyzszych pietrach cierpialy na mdlosci, i trzeba bylo wymyslac mechaniczne rozwiazania, lagodzace skutki kolysania sie budynku (akurat jest on wystawiony na zdarzajace sie tu czesto spore wichury, o czym mozna bylo zawczasu pomyslec). No i na koniec, budowa tego wysokosciowca omal nie zamordowala bardzo pieknego, XIX-wiecznego episkopalnego kosciola Trinity Church, ktory zaczal sie niebezpiecznie przechylac, gdy tuz obok wykopano ogromny dol pod fundamenty dla Hancock Tower. (Bardzo czesto wiezowiec jest pokazywany wlasnie jako lustro dla tego kosciola, ktory ma bardzo piekne witraze, m.in. zaprojektowane przez Williama Morrisa. W koncu wielu sasiadom budynku wyplacono spore odszkodowania za nieplanowane i wymuszone remonty). Jednym slowem, owszem, nowy – juz nie taki nowy – budynek moze byc, i kojarzy sie dzisiaj z panorama miasta, ale nie jestem pewna, czy jego wartosci estetyczne usprawiedliwiaja przerozne bole glowy, ktore spowodowal. Ale moze jestem uprzedzona, bo ja jakos za bardzo wysokich wiezowcow nie lubie – nie sa dla mnie na miare czlowieka. Juz wole wieze starych kosciolow. Niby tez w gore, ale z innych powodow, i jednak nie tak wysoko. I nie zacieniaja az tak ulic, przy ktorych stoja. 😉
A Josef Lada zaraz kojarzy mi sie ze Szwejkiem i kotem Mikešem, bo te dwie ulubione ksiazki przeciez ilustrowal. (I w ten sposob wrocilam do tematu karczmy.)
Irku, szybkiego powrotu do naturalnej rownowagi, najlepiej bezizotopowej! 🙂
Jak efekty specjalne są dobrze zrobione, Moniko, to nikt ich od realu nie odróżni i będzie podejrzewał staroświeckiego diabła tam, gdzie jakieś fale i digitale. 😉
Wieżowców też nie lubię, już od tych czteropiętrowych poczynając. 😎
Uff, zapakowałam do bigosu wszystko, co miało być zapakowane, to mogę spocząć.
Chyba niezły będzie, mam nadzieję.
Grzyby suszone moczą się na pierogi, a moje stare kości protestują, więc tylko obejrzę sobie jeszcze witraże Trinity Church i złożę je (kości, nie witraże) na zasłużony odpoczynek. 🙂
Wiezowce, a wlasciwie ulica nimi wysadzana, pozwala oszczedzic na filtrach przeciwslonecznych, wiec sa i jakies pozytki z wiezowcow, Bobiku. (Za to w zimie tworza sie ciekawe tunele powietrzne, chyba, ze juz sie zabuduje na mur.) 😉
Witraze w Trinity jeszcze nie spia, bo i godzina wczesniejsza, i duzy ruch o tej porze roku, Siodemeczko! 🙂
Zanim padne – tak, ja pamietam te historie z sypaniem sie Hanckock Place Tower, o ktorej pisze Monika i Andrzej opowiadal nam, ze nie byla to jednak wina architektow lecz wykonawcow, ktprzy przekonali firme zamawiajaca budynek , aby uzyla znacznie tanszych materialow (bodaj tafli szklanych) niz przewodywaly to plany Peia. Albo odwrotnie zamawiajacy rzekonali wkonawcow aby uzyli tanszego szkla. Byla chyba jakas sprawa w sadzie w zwiazku z tym i Pei wygral. Ale Kuma pewnie bedzie znacznie lepiej pamietala te sprawe, bo choc stalo sie to bodaj zanim spotkala Andrzeja Gorczynskiego, sprawa ciagnela sie pare lat, jak to zawsze…
Trzeba juz zaczac cwiczyc koledy! Tu, Mariah Carey, prawdziwa diva (potrzebuje trzy aystentki odwiedzajac pomieszczenie, do ktorego krol piechota chodzi), ale jak jej nie kochac za to wykonanie na zywo O Holy Night:
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=xqqFJf6_Ags
Publika szaleje!
Zanim zaswieci pierwsza gwiazdka koledy beda mi sie wylewaly wszystkimi otworami organizmu.
Handel dlugo sie zastanawial co by tu dolozyc biednym klientom do tloku, wscieku i zmeczenia. I wyszlo mu, ze nalezy tym pinkwolonym klientom dolozyc muzaka.
Wiec jeszcze jedna Stille Nacht amd I’ll scream! I rzuce sie do gardla z nozem.
Miejsce drugie, prosze panstwa, Mahalia Jackson:
http://www.youtube.com/watch?v=uNY0DBlYnZc
MASZ!!!
http://www.youtube.com/watch?v=n_cOkWjYEiE
Dzień dobry 🙂
pojedynek na youtubki obejrzę po powrocie z terenu. Na sztuki jest 2:1 dla królika
Herbata z imbirem i skórką z pomarańczy zaparzona. Konfitura wiśniowa.
Jutro mogę być ankietowany. Będę zlewał dereniówkę 😀
Irku, ja przychodze do Ciebie z moim kubkiem kawy i kawalkiem panettone.
Heleno, 🙂
Good morning! 🙂
Bry!
O której ten koniec świata, bo nie wiem, iść coś kupić do jedzenia czy skrobać resztki…
I zimno znowu.
o 12.21, skrobać 😉
Dzień dobry.
Na zakupy! 🙂 Skończy się koniec świata, coś jeść trzeba będzie. Moja rodzina (w komplecie) wybrała opcję „żadnego skrobania resztek”. Zaraz odpalam auto.
PS. Wczorajsza próba chóru zakończona wielkim jedzeniem i śpiewaniem, śpiewaniem, śpieeeeewaaaniem! 🙂
Dzień dobry 🙂
Przez ten chór Mar-Jo zazdrość mnie kiedyś zeżre z kretesem. 😉 A nie mogę wykluczyć, że już do końca świata będę tak zazdrościł. 🙄
A propos końca świata… Może byśmy jakieś rozbuchane marotrawstwo z tej okazji popełnili? Oszczędzać już nie ma co, więc możemy powyciągać wszystkie zapasy i orgiastycznie się na nie rzucić. Nawet jak się okaże, że wbrew zapowiedziom będzie jakieś jutro – co skonsumujemy, to nasze. 😈
Hiii, hiii 😈 Na koniec świata stawiam skrzynkę Paulanera, niewypitego przez posła Piętę, który z obrzydzeniem napisał na fejsie:
Ogłaszam przedświąteczny bojkot piwa Paulaner. Nie mam nic do piwa, ale menedżerowie firmy sprzedającej Paulanera w Polsce postanowili umieścić reklamę piwa w Wyborczej. To oznacza BOJKOT produktu. Czasami bywam w Warszawie, przy placu Trzech Krzyży jest taka mała knajpka Adler, tam chodzimy coś zjeść, zamawiamy Wasze piwo i rozmawiamy o polityce. Teraz już tak nie będzie, dalej będziemy tam przychodzić, ale Paulanera już nie tkniemy. Reklamujecie się w Wyborczej? Jak wam nie wstyd?! Reklamujecie się w gazecie, która popiera zabijanie nienarodzonych dzieci, homomałżeństwa i esbecką agenturę. Nie pijemy już Waszego piwa. BOJKOT!!!
Piwo z nienarodzonymi homoesbeckimi zarodkami to w sam raz coś na Armageddon. 😆
Podjechałem autem a tam, okazało się, zakupy z wczoraj…. to zupę zrobiłem. teraz przynajmniej najedzony będę nieczekał na koniec 😆
Ok, widzę, że trzeba kupować Paulanera w większych ilościach. 😉
Swoją drogą, jak poseł Pięta się o tym dowiedział? Przecież nie kupuje i nie czyta. 🙄
Jeśli poseł Pięta zamierza bojkotować wszystkie artykuły reklamowane w polskojęzycznych mediach, to pozostanie mu chyba uprawa we własnym ogródku i pranie na tarze, ługiem własnej produkcji 🙄
I podcieranie się liściem łopianu… 🙄
Sierżant Gugiel to zawsze coś ciekawego opowie. 🙂 Okazuje się, że producenci piwa to spryciule. Już od dawna do końca świata się przygotowywali. Jest szkockie piwo pod nazwą Armageddon:
http://laughingsquid.com/armageddon-the-worlds-strongest-beer/
A w Belgii piłem piwo pod nazwą Mort Subite, czyli nagła śmierć, co też nieźle się mieści w końcoświatowej poetyce:
http://cocinayrecetas-static.hola.com/buenanfitrion/files/2012/07/Mort_Subite_Xtreme_Framboise.jpg
Omal zresztą rzeczywiście nie odkorkowałem nagle po pierwszym łyku, bo to piwo miało smak malinowy, o czym mnie wcześniej nie zawiadomiono. 👿
I kto w ogóle niemieckie piwo pije?
Tylko pachołek z kondominium.
Dobry dzień, mam nadzieję. 🙂
Dzień dobry 🙂
Koniec będzie uprzejmy poczekać. Praca, wrócić, nakarmić Koty, nakarmić ludzi, upiec ciasta, odsapnąć, pomyśleć, co by tu jeszcze, zrobić to jeszcze, skończyć na dzisiaj i przymierzyć się do jutra. Nie mam czasu na końce 😉
Tadeusz już zupę ugotował, świat się już prawie skończył, a ja jeszcze nie do końca wstałam. 😳 Z zupą przed końcem świata, to już na pewno nie zdążę, ale spróbuję przynajmniej pełen pion uzyskać. Niespecjalnie mam wybór w tej kwestii, bo wezwano mnie z urlopu do pracy. 👿 Podobno na chwilę. 🙄 No to: pionizacja! W drodze powrotnej mogę poudawać pijanych chłopów wracających z karczmy – kobieca intuicja mi się w końcu uaktywniła, czy co, w każdym razie ostatnio intensywnie pracowałam nad tym, żeby dobrze wypaść w roli pijanych chłopów. 😳 Odegrać pijanych chłopów wracających z karczmy po końcu świata? Proszę bardzo. Co to za problem, żeby upić się tak, by przeoczyć koniec świata i wciąż wracać, choć już nie ma dokąd…
Haneczko, a jakbyś tak najpierw zrobiła jutro, to może by było lżej?
Przed Agą ogromna, kobieca praca. Niech się przynajmniej upije, bo co za przyjemność w samym udawaniu.
Tadeuszu, ale mnie jest lekko 😀
Niech Pięta się sam w siebie pocałuje 👿 Takie tępe, a już poseł. Wysoko zajdzie 👿
Cholera, a już się tak cieszyłem na armageddonowe atrakcje! 👿
Może ci Majowie tylko z godziną się rąbnęli i będzie dziś jednak ten koniec, tylko trochę później?
Haneczko, dawniejszymi czasy się mawiało „wysoko zaszedł, aż na szubienicę”. 😛
Za dużo roboty z szubienicą, dzida nie wystarczy?
Bobiku
http://www.polityka.pl/galerie/rysunkisatyryczne/1533873,1,andrzej-mleczko.read
Wielki Wodzu, szubienic coś nie lubię, ale szkoda kalać porządną dzidę 🙄
Mleczko pyszny 😆
Przynoszę od Łasuchów.
Romeo z Julką bezkonkurencyjni z tymi ręcami 🙄 http://kultura.wp.pl/gid,15176529,title,Koty-imituja-dziela-sztuki,galeria.html?ticaid=1fbdd&_ticrsn=3
Niemców wśród ofiar na razie też nie było, o czym jako pachołek kondominium mam informacje z pierwszej linii frontu. 😎
Coś się ta linka nie sprawdza, Haneczko.
Rzeczywiście, a jeszcze niedawno się otwierało, szkoda 🙁
Haneczko, rzeczywiście wygryzło 🙁 , ale znalazłam inna stronę, gdzie jest ich jeszcze więcej 🙂
http://www.turborotfl.com/pl/news/2144/Koty_jak_obrazy
Te ręce http://pl.wikipedia.org/wiki/Ford_Madox_Brown
Dzięki, MałgosiuW, przecudna ta stronka. 😆
Nasza Pręgowana zupełnie jak tycjanowska Wenus z Urbino. Też takie pozy przyjmuje i nawet ten rudawy brzuszek się zgadza. 😀
MałgosiuW, dziękuję 🙂
Nasze szare bezwstydnie na odaliskę 😳
Cisza na blogu, zanurzenie.
Ateiści przygotowują Święta.
😯
Jacy ateiści. 🙄
Boruta u bram .
jazz u Jezusa
Ptaszyn pikielnie – reszta, to chyba jakieś szkło małokontaktowe.
Bobiku, znalazłam u p. Tomasza Jastruna tłumaczenie pewnego wiersza. Twoje lepsze!
x x x
Spieprzyli cię rodzice, nie ma rady; /
Może nie chcieli, ale tak to jest.
Dali ci przecież wszystkie swoje wady,
Plus kilka ekstra, bo mieli ten gest.
Lecz dali spieprzyć się też, nim dorośli,
Tym glupcom starym − tak samo jak ty.
Głupcom, co byli to ckliwie wyniośli,
To bez pardonu się brali za łby.
To jest przez ludzi ludziom dana zmora,
Jak szelf brzegowy pogłębia się nam.
Przerwij ten łańcuch teraz póki pora
I nie mieć dzieci żadnych zechciej sam.
przel/ Jarek Zawadzki
Super wiersz, znalazłem rapa, co pasuje:
http://www.youtube.com/watch?v=Vi2qHfXCnDw
To też pasuje
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,13089802,Peszek_u_Zakowskiego__Wspolnoty_mi_nie_brakuje__a.html?as=2
Bobik zmajstrował pyszne Malediwy, Bobiku, brawo 🙂
Idę na stronę pozazdraszczać talentu 🙁
Ale chyba nie tepemu tlumaczowi powyzej, zeenie? Dopiero jak sie polozy obok siebie dwa tlumaczenia , tego Jarka i Rego Psa, to widac, gdzie niebo i gdzie ziemia.
Eeeech!…. Bywajut ze sobaki s talantom!
No faktycznie tępa piła ten pan Jarek przy naszym Psie.
Musiałem poguglować. A gdzie ja byłem wtedy ?
Przecie to wierszyk w sam raz dla mnie… 😉
Czekaj, zeenie! To jest wierszyk dla prawie wszystkich. Rzadko znajdziesz takiego, dla ktorego ten wierszyk NIE JEST.
Zycie.
Nie wiem, czy o tym samym mówimy.
Ja pomyślałem, że dla mnie w sensie translacji.
Nie jestem specem, raz czy dwa mi się chyba do tej pory zdarzyło, a potów przy tym było…
O matko, już wiem od czego mi się pypeć na ozorze zrobił. 😉 😳
Ale jak tak pozytywnie obgadują, to już nawet pypeć zniosę. 😆
A zeen to kokiet jest. 🙂 On to akurat ma czego zazdrościć… 😉
Fakt, że ten Larkin coś zeenowego ma w sobie. 😆
Ale przecież wersji tłumaczenia może być od groma. Dla każdego starczy. 🙂
Ano mam, mam.
Czego zadrościć. Akurat to jedyna rzecz: talent – czego zazdraszczam.
I z całom odpowiedzialnościom twierdzę, że gdybym miał tylko połowę talentu Bobika, byłbym tysiąc razy lepszy od niego 😆
😆
W każdym razie talent do rozśmieszania mnie masz niezrównany. 😆
Poczytałam.
Nie wiem, gdzie szukać wiersza Bobika.
Odetchnęłam trochę, to idę oprawiać drugiego karpia. 🙁
Uff.
Przynies to tlumaczenie, Bobi. Bo ja to mam gdzies starannie schowane, ale taka zmeczona, ze nie pamietam w tej chwili gdzie. Ale mam. Larkina poprpsimy!
Proszę bardzo. Mnie łatwiej znaleźć, bo w moim kompie jakby trochę mniej danych niż w guglu. 😉
A oryginalne they fuck you up, your mum and dad… to i u Sierżanta łatwo wyklikać.
Jebią ci życie tata z mamą,
choć może nie chcą, ale jebią,
wciskają pełnię win ich samych,
dodając ekstra coś dla ciebie.
Ale ich zrobił też na szmaty
w niemodnych płaszczach durniów tandem,
autorytarno-dupowaty,
skaczący sobie wciąż do gardeł.
Przechodzi z rąk do rąk nieszczęście
jak szelf przybrzeżny w głąb wciąż leci.
nie tkaj już tej materii gęściej
i nie miej swoich własnych dzieci.
Też poproszę. Średnio zmęczona, ale zapieczona 😕 Czy wam keks też ZAWSZE pęka?
Jaka to przyjemność, nie musieć oprawiać karpi. 😛
Niech żyje mrożony sandacz z Kazachstanu! 😈
Keks ma prawo, a nawet obowiązek pękania ❗
Takie znalazłam http://www.literackie.pl/przeklady.asp?idautora=60&idtekstu=3389&lang=PL
No, nie! Jaka znowu „najblizsza rodzina”? Siostra z bratem? Syn z corka? Maz i zona? I metrum gdzie sie podzialo?
Your Mum and Dad! Tata z mama!!!!!!
Gdzie jest ten Jastrun, to mu podrzuce? Bo mnie szlag trafi!
I takie http://www.literaturajestsexy.pl/lekcja-larkina-po-profesorsku-jerzy-jarniewicz-%E2%80%9Elarkin-odsluchiwanie-wierszy%E2%80%9D/
Przepraszam za „wam” z małej 😳
O, Jurek Jarniewicz juz lepiej, choc wciaz nie tak dobrze jak Piees Bobik.
Jarniewicz jest dobrym poeta i jeszcze lepszym tlumaczem i bardzo smiesznym czlowiekiem. Robilam kiedys z nim dwa nader zabawne krociutkie programy – jeden byl o postmodernistycznych walnetynkach, a drugi o McCartneyu, kiedy populista Tony Blair rozwazal mianowanie go Nadwornym Poeta (Poet Laureate) i wzyscysmy sie pokladali ze smiechu. Tony sie wycofal z pomyslu. Jarniewicz wszystko chwyta w locie.
Właśnie się dowiedziałem, że jutro w mojej mieścinie będzie obwoźny polski slepik. Podobno mają uszka i ciasta. Czyli jest szansa, że nawet ja będę miał coś na Święta. 😈
Ale generalne sprzątanie niech sobie te Święta robią same, jak im zależy. 👿
Nie uznaję świątecznego generalnego sprzątania. Nie po to jest chałupa i święta, żeby jedno i drugie stawało z okazji na baczność. Lubie świąteczne rozkrochmalenie 🙂
W zadnym razie przekład, zainspirowany ino zostałem…
No brawo, moi dzielni starzy!
Jak raz wam wyszło szydło z worka
Pieprzyliście się tysiąc razy
By jedynego mieć potworka
Na kształt i podobieństwo wasze
Tandetą jestem dziś na świecie
Wszystkich dziś swym wyglądem straszę
Bo robić dzieci – nie umiecie
Taka sztafeta: od was do mnie
A nie daj bóg na moje dzieci
W życiu! To ja już wolę skromnie
Wierszyk Onana cicho klecić…
A kolo mnie pojawily sie oczyszczone z luski swieze karpie.Moze sie jednak zmusic aby cos zrobic?
Zeen, podobno istnieją lepsze i przyjemniejsze metody antykoncepcji. 😆
Ale wariacja w bardzo larkinowskim duchu.
Zeen, nie zazdraszczaj. Masz swój, najjedyńszy, zeenowy 🙂
Heleno, zmuszanie i świętowanie to sprzeczność 😎
Ja wiem Bobik…, że nie ma takiej sytuacji, z której nie można się wylizać…
No to pędzę, bo ostatnio po 14 godzin na dobe za kółkiem.
Sie czymajta, a jakby co, to dajcie znać – to rozjadę
Dzięki, Bobi. 🙂
Rzeczywiście nie umywa się.
Do Haneczki.
Helena tyle naopowiadała o tej bace keksowej, ze pierwszy raz upieklam dzisiaj keks.
I oczywiście jest pęknięty, ale w przepisie było napisane:
Piec w nagrzanym piekarniku ok. 60min. w temperaturze 180°C, do suchego patyczka. (Po ok. 30 min. pieczenia można na chwilę uchylić drzwiczki piekarnika i szybkim ruchem naciąć ciasto wzdłuż na głębokość ok. 1cm, aby zapobiec nierównemu pękaniu ciasta. Gdyby ciasto za szybko się przyrumieniło z góry, można przykryć je folią aluminiową).
I rzeczywiscie w kupowanym keksie zawsze idzie wzdłuż lekko wystająca bruzda, widocznie kroją.
Siódemeczko, szybkim i na głębokość. Zdecydowanie mnie przeceniasz 😉
A mnie keks zawsze sam pękał wzdłuż, właśnie tak jakby był nacięty. 😯
Padam dobranockowo 🙂
No, ja już padłam.
Wiec dobranockuję i znikam.
Bobiku, nacięty pęka równiej. 😆
Zobaczymy co mi z niego wyszło.
O, jak tu ladnie pachnie keksem!I tworczymi tlumaczeniami.
Swieta w tym roku beda skromne, bez przyczyny. Po prostu z wiekiem jemy coraz mniej. No i nie mamy nastolatkow o apetycie bez dna w naszej rodzinie. Na wigilie bedzie barszcz czerwony (Winiary) na rosole, z uszkami, oraz smazona rybe, ale nie karp, bo go tu nie ma i juz sie od niego odzwyczailam, ale pewnie pstrag. Do pstraga tagliatelle ze starta na tarce trufla i parmezanem oraz kapusciana surowka. Na deser gruszki w czerwonym winie i rice pudding z miodem gryczanym prosto z pasieki. Sledzie i pierogi z kapusta zaserwuje w Nowy Rok. No i tak jak u Bobika, niech sobie Swieta sprzataja same. A ciast piec nie umiem i juz na nauke za pozno. Czasem kupuje, ale to jest hit & miss.
Bobiku, Koszyczku,
wszystkiego dobrego, ciepłego, serdecznego na tem szczególny Gwiazdkowo – Noworoczny czas. Oby świat pachniał najsmaczniejszą z pasztetówek. A wszystko toczyło sie gładko niczym najcudniejszy z salcesonów 😆
Bry!
Co jest, koszyczek się rozlazł? Rysiu pewnie na ojczysto-matczystym łonie, albo w pędzie do niego. To ja nieśmiało:
brrryk….
Przy okazji jestem zniesmaczony, bo pasztetów Tarczyńskiego nie ma. A nawet stragizowany. Tragedia jest podwójna, pierwsza, bo długo dając lekarstwo większemu kundlowi starannie otulałem je pasztetem Tarczyńskiego, bo nie chciała (ta kundel) jeść. I one się tak przyzwyczaiły, że teraz micha pełna żarcia, a ja muszę dorzucić trochę pasztetu, bo nie jedzą. Człowiek to głupi…. po 3 dniu pewnie by zjadły… I nie ma pasztetu!!!
I to była tragedia druga. Z czkawką, która dała czas na włączenie zasilacza do gniazdka.
Dzień dobry. 🙂
Grubodziób w karmniku, cała rodzina z nosami przy oknie.
Dzisiaj makowce i serniki w planie prac.
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc6/9209_179990155476606_222516506_n.jpg
Bardzo ładna książeczka.
A z pułkownikiem Meow (to ten, co czycha) myślę, że Mordka by się zaprzyjaźnił. 😈
Tutaj jest profil pułkownika na facebooku: https://www.facebook.com/colonelmeowinthecity?fref=ts
Idę leczyć zapalone migdałki artykułem o Caravaggiu w dzisiejszej GW. Na odchodne zostawiam czekoladę na gorąco.
Dzień dobry 🙂
Migdałki w okresie przedświątecznym najlepiej leczyć wetknięciem do makowca albo innego wypieku. Podczas pieczenia wszystkie bakterie i wirusy szlag trafia. 😈
Pasztetową tragedię Tadeusza głęboko współodczułem. 😥 Pozwalam sobie jednak, w interesie moich wrocławskich kumpli, zauważyć, że pasztet Nietarczyńskiego jest zdecydowanie lepszy niż brak pasztetu w ogóle ❗
Grubodziób? Pięknie. 🙂 A nie zaplątał się komuś do obejścia renifer? Potrzebuję, żeby mnie kopnął na rozpęd. 🙄
U mnie dzisiaj też żywnościowa tragedia: lodówka prawie pusta w oczekiwaniu na świąteczną wałówkę od mamy, okazało się, że nie da się zrobić omletu bez jajek, a ogórek wyjęty z folii zaprezentował piękną pleśń i wylądował w koszu. Czy do tej czekolady od Alienor mogłabym wyżebrać kawałek keksu?
Możesz wyżebrać nawet bułeczę z różą, Ago. 🙂 Odkąd odkryłem, że surowe drożdżowe ciasto genialnie przechowuje się w zamrażarce, a na krótsze okresy nawet w lodówce, mam takie bułeczki praktycznie na zawołanie. Robię dużo ciasta, upycham je w niewielkich porcjach do opakowań po lodach i wyprawiam w arktyczną podróż do dużej zamrażarki w piwnicy. Potem tylko wyjmuję taką porcję, rozmrażam, toczę nadziewane różą kulki i piekę zawsze świeżutkie buły. 🙂
O, to ja też taką bułeczkę poproszę. Moje migdałki spragnione są frykasów.
W dzisiejszej GW wywiad z ks. Tomasem Halikiem, który twierdzi że z niektórymi ateistami dogaduje się lepiej niż z niektórymi katolikami. 😯 Dobrze, że to czeski ksiądz, bo jakby był polski, to by zaraz przełożeni zrobili z nim porządek jak z tym bluźniącym Bonieckim. 🙄
W ogóle polecam dzisiejszą Gazetkę, mądre rzeczy piszą, zresztą jak zwykle w wydaniu świątecznym.
Mniam. 😛 Teraz nie ma już to-tamto – czas na mróz. 👿
Ależ proszę. Bierzcie i jedzcie z tych bułek wszyscy. 😀 Są z rodzinnego, przekazywanego z pokolenia na pokolenie przepisu. Dokładniej mówiąc, z tego samego ciasta, co „babka dobra od Niny”, tylko z czterema jajkami zamiast sześciu. 😉
Nawet mi na łapę, żeby je upiec, bo wysiłek żaden, a świątecznie w chałupie zapachnie. 🙂
Bo tak ogólnie, to u nas podobnie jak u Królika – rodzina jakaś mało żerna, nie ma komu serwować ton wałówki, więc rozum z roku na rok coraz bardziej każe mi ograniczać kulinarne, okołoświąteczne porywy. A w tym roku, z tych i innych powodów, tendencja jest wyjątkowo spadkowa. 😉
Szukam tego renifera po obejściu, bo zupełnie niezależnie od Świąt kop by mi się też przydał, ale coś się dobrze, skurczybyk, ukrył. 👿
Jak myślicie, czy kawa może zastąpić renifera? 🙄
Po zastanowieniu stwierdziłem, że ja się też z niektórymi katolikami dogaduję lepiej niż z niektórymi ateistami. Widocznie linia porozumiewawczego podziału w ogóle nie musi iść tą drogą. Jak Kwaśniewski i pies Saba. 😈
Ach, to ten ks. Tomas Halik, ktorym moim zdaniem juzesmy sie tu zachwycali! Czy to moze Mordka sie zachwycal?
Ja dorzucam szarlotke z polskiej piekarni Polish Village, o niebo lepszej niz przereklamowany naszym zdaniem Sowa, ktorym zasypany jest caly Londyn – on musi miec naprawde jakis potezny kombinat wypieku ciast. Na szczescie moj najblizszy sklep hurtowo sprowadza ciastka spod Londynu.
Zostalam obdarowana aparatem Lumix w ladnym kolorze czerwonym, co jest najwazniejze. Musze pojsc i dokupic pamiec oraz kabelek do transferu z aparatu do kompa, bo ten dolaczony nie jest kompatybilny z Makiem.
Mam nieoczekiwana konkurencje w dziedzinie interior design and decoration. Jest nia 20-paroletnia corka Klientki, ktora nagle rozwinela ogromne zainteresowanie urzadzaniem domu. Bredzi oczywoscie absolutnie od rzeczy, wiec musze pisac dlugie artykuly-elaboraty dlaczwgo frymusne dywaniki (cute as apple pie) ze sklepu Antropologie nie sa najlepszym pomyslem do architeltonocznie neogotyckiej sypialni.
Musze stapac bardzo, bardzo ostroznie po tych dywanikach… kurka wodna.
Aga, gdzie masz tego renifera? Teraz ja go potrzebuję. Za oknem – kryminał.
Te opowieści Heleny kojarzą mi się z filmem (chyba dobrze pamiętam, a może nie??) Garsoniera i sceną, w której główny bohater wchodzi do urządzonej mu przez główną bohaterkę garsoniery. I dosłownie szczęka mu opada na widok tego, co ona tam naściągała.
Hehehe – renifery stoją w kolejkach do mięsa, ryb i wędlin. Widziałem na własne oczy, bo zwiedziłem kilka okolicznych sklepów. A może to nie były renifery, a tylko łosie?
Nie podziękowałem gospodarsko Jagodzie za życzenia, co nie znaczy, że je zlekceważyłem, tylko mam propozycję takiej umowy, że w trochę późniejszym terminie podziękuję wszystkim zbiorczo. Bo życzenia, jak co roku, na pewno będą jeszcze niejedne i wtedy właściwie w co drugim komentarzu trzeba by dziękować. 😉 Więc sercem i ogonem będę dziękował od razu, a formalności, jeśli pozwolicie, dołączę potem. 🙂
Garsoniera to byla o probie samobojstwa mlodziutkiej Shirley MacLaine – ukochany film naszej E. Watku z urzadzaniem wnetrz nie pamietam. Ale i film widzialam ponad 50 lat temu.
Uwolnić karpia!
Genialny pomysł marketingowy hodowców i sprzedawców żywego karpia zwiększający sprzedawalność karpia. Ale jak to kapitalista wredny, co go obchodzi, co się będzie działo dalej po zakupie karpia. Ciągną pochody uwalniaczy w kierunku najbliższego ścieku wodnego. Karp widząc, co się święci woła głosem wielkim i wigilijnym – JA CHCĘ NA PATELNIĘ LUB DO GALARETY!
Nic to karp, ty się nie wydzieraj, za chwilę odzyskasz wolność i to nie byle gdzie, bo w wodach królowej rzek polskich.
Że co, że fekalia, że stężenie zbyt wysokie, że grozi śmiercią.
Ty sobie karp nie wymyślaj, wolność jest najważniejsza. Będziesz miał szansę, aby się wykazać kreatywnością.
Czytam z zainteresowaniem serial Heleny,bo ja to robię zawodowo,więc współczuję z pełna świadomością tematu.
To ostatnie zjawisko jest jednym z najbardziej wkurzających i zawsze na początku zaznaczam „cywilom na budowę wstęp wzbroniony”. Ale gdzie tam!!! Jak pod koniec projektu klient mówi mi przez telefon (bo się boi prosto w twarz ) ,że „kuzynka żony to miała taka wizję”,wiem,że wizje św.Teresy to pikuś.A też jakoś nie przechodzi mi przez gardło,że nowa wizja,to nowa kasa.Choć z tego żyję,ale jakieś komunistyczne skrzywienie nie pozwala mi się wciąż awanturować o pieniądze..Dlatego zasuwam całą dobę. I tez zauważam prawidłowość,że im klient bogatszy,tym mniej wypłacalny.Z tym nastawieniem chyba powinnam zmienić zawód.Oczywiście robię czasem dla przyjaciół.ale to zupełnie inny przypadek.
Dyskusje o gustach są cholernie delikatne,bo klient bierze wszystko do siebie,a z drugiej strony projektant się gimnastykuje,żeby sirota nie zrobiła sobie krzywdy za własne pieniądze.Psychologia i negocjacje powinny być głównym przedmiotem na wydziałach projektowych.Na moim roku było 15 osób.W zawodzie pracuje 3.Reszta nie wytrzymała kontaktu z klientem,choć merytorycznie byli świetni.Więc przejście tego problemu daje ostateczny patent na wykonywanie zawodu.Trzeba kupić duże opakowanie Relanium.Życzę powodzenia!!
To jeszcze się za czymś wystaje w kolejkach? 😯 Ja myślałem, że to signum słusznie minionego czasu. 🙄
Uwalnianie karpia ma dość niewielki sens ekologiczny, ponieważ słodkie wody w Polsce i tak są zakarpione ponad miarę. Do tego stopnia, że niektórzy wręcz uważają karpia za szkodnika, wypierającego rodzime gatunki.
Ale żeby przed Wigilią nie było o karpiu tylko źle, mogę dodać, że wg. Sierżanta Gugla wędkarze uważają go za rybę waleczną i przebiegłą. 😆
A najcięższy dotąd złowiony w Polsce karp ważył 34 kilo. 😯 Cały blog by się najadł i jeszcze dla sąsiadów by starczyło. 😉
Święta prawda, co Łabądek pisze. Pan Administrator też jest z wykształcenia wnętrzarz (nawet po tym samym krakowskim wydziale, co Łabądek, tylko z innego rocznika), ale właśnie socjalna strona sprawy go rozłożyła i odpadł w inne rejony. 😉
Wszystkim obchodzącym święta Bożego Narodzenia.
A dla wszystkich serc pełnych pokoju i ciepła. 🙂
I jeszcze jedna prawidłowość:im taniej się liczy,tym więcej mieszają.Bo skoro tak tanio,to co to za sztuka,kużden potrafi!
No tak Bobiku, jakoś się tak zdziwiłem dziś koło południa, gdym poszedł kupić coś do żarcia. Detalicznie rzecz ujmując stała pozakręcana kolejka do mięsa, do stoiska rybnego, do pierogowego, do wędlin. Brakowało tym kolejkom owej dawnej elektryczności (starczy dla mnie, nie starczy), więc stały sobie oklapnięte. Aby uwzględnić jeszcze dekoracje – to ów sklep, to pamiętający dawną epokę „dom handlowy WSS”, który zachował i wnętrze i tę atmosferę kupna-sprzedaży dawnych dni.
Och, labadku, nareszcie mnie ktos rozumie!
Wczoraj dzwoniac aby podziekowac za aparat, spedzilam z grubsza pol godzin drogiego polaczenia z Kalifornia tlumaczac dlaczego niezbyt fortunnym pomyslem jest polozinie pod POLOWE duzego, centralnie ustawionego loza (king-size) duzego dywanu z jednej strony, a z drigiej, przeciwnej – malutkiego ( 120 cm X 80cm, z Antropologie!). Bojac sie uzyc wlasnego „autrytetu” musialam powolywac sie na klasykow: Syrie Mougham (zone Somerseta) i Baldwina (wielkie nazwisko w Ameryce), ze lepiej wyglada jesli mebel stoi CZTEREMA nogami na dywanie, a nie jedna przednia i jedna tylna i jest to pierwsze co sie widzi przy wejsciu do pokoju.
Ale nieco lepiej mi poszlo z przekonaniem aby sie pozbyla na oknach w dwu sypialniach ciekich zaslon, ktore po obu stronach zaslaniaja te wspaniale neogotyckie okna w murach koscielnych grubosci 48 cm. Tych zaslon nie mozna odsunac na boki tak, by nie zaslanialy wspanialego kamiennego obramowania gleboko osadzonego okna. Te okna sa najwspanialszym elementem architrektonicznym mieszkania, jego focal points i zasluguja na odpowiedni szacunek i lekka reke. Musze teraz wziac bardzio, bardzo wysoka drabine (wypatrzylam taka komunalna w piwnicy) wymierzyc wysokosc okien (albo kupic sobie specjalny drogi wymierzacz laserowy) i zdobyc oszacowanie gdyby pod samym niemal sufitem zainstalowac prawie niewidoczne w ciagu dnia rolety (bp Elena boi sie wczesnego swiatla w lecie i musi miec okna zasloniete jesli slonce wczesnie wstaje).
I dowiedziec sie od kogos kompetentnego czy takie rolety bylyby praktyczne w uzyciu przy dosc wysokim suficie.
A tak się jakoś zgadało ostatnio ze znajomym budowlańcem o budowach domów i mu opowiadam, jak to znajoma wpadła do gotowego już budynku i rach ciach w pół godziny poprzestawiała ściany.
Na to ze spokojem znajomy budowlaniec – zmiana koncepcji po zatwierdzeniu – a proszę bardzo – w umowie mam zapisane: doliczam 15% do ceny ogólnej.
hehehe – jak bym słyszał coś takiego – „wiesz, bo tu cały czas idą long-distance na temat urządzenia tego mojego mieszkania”.
Alez Bobiku, karp ktory wazy ponad poltora kilo nie nadaje sie do jedzenia z powodow, o ktorych nie warto wspominac przy karpiowych swietach.
Ruch w obronie karpia dotyczy ich transportu i przechowywania w brudnej, za cieplej wodzie, bez pozywienia w sklepach. Kupowanie zywych karpii przez konsumenta to tez problem, bo konsument tez mogl glodzic karpia w cieplej wodzie we wlasnej wannie calymi dniami, nie mowiac juz o braku umiejetnosci i domowych narzedzi, zeby te nieszczesna rybe sprawnie zabic. Jednym slowem, jestem z ruchem w sprawie karpia.
Pogoda u nas pod (swiatecznym) psem, duje arktyczny wiatr, cienka warstwa sniegu jest przewiewana w te i wewte. No ale nic nie pada przynajmniej.
Noo, niechby mnie ktoś spróbował podłożyć dywanik pod jedną tylną i jedną przednią łapę! 👿
No wlasnie. Wygladalbys, Piesku, jak wariat. I tak wylada lozko king size centralnie ustawione z dwoma niocnymi stolikami po obu stronach.
Króliku, jak chodzi o niemęczenie wigilijnego karpika warunkami transportu i sprzedaży, to oczywiście, że jestem za. Ale Klakier, jak zrozumiałem, pisał o jakiejś takiej inicjatywie, żeby kupić tego już umęczonego, choć jeszcze dychającego karpia i wypuścić go do Wisły, co ani nie wpłynie na polepszenie innym karpiom warunków, ani nie zmniejszy ich sprzedaży, bo kto na Wigilię chce jeść karpie mięso i tak będzie jadł. Czyli pożytek z tego jest istotnie tylko dla handlowców.
Ojej,głupio mi się wkleiło,ale nie będę przeklejać.
A co się głupio wkleiło, bo jakoś nie widzę? 😯
To u Siódemeczki linka gada, że page not found.
Niestety, ach, niestety, w sprawie urządzania wnętrz, nie tylko klientom.
Święte słowa Łabądka.
Z drugiej strony, z trzeciej i dziesiątej, to klient ma się dobrze czuć w swoim „cudnym’ mieszkaniu, ubraniu, samochodzie i ogrodzie, tylko po co wydaje na pomoc w tej sprawie.
I jeszcze do dywanu:klient przeważnie jak u Tuwima „widzi osobno”.Gdyby ogarniał zasadę,byłby zawodowcem.Dlatego to takie trudne.Jak dwa konie w zaprzęgu,w tym jeden dziki.A później i tak ten drugi ślepiami świeci i nazwiskiem firmuje.W każdym fachu są jakieś minusy.Ten ma własnie takie.Bo samo projektowanie fajne jest…
Od tego,żeby czuł się dobrze,to się uzgadnia długo i pracowicie projekt koncepcyjny,po wcześniejszej dożylnej psychoanalizie.Ja piszę o nagłych interwencjach osób trzecich pod koniec realizacji,z którymi nic nie było uzgadniane.Tzw.podpowiadacze.
Tutaj proponuja na zywe stwirzenia (jak homary, bo glupi Anglicy nie tkna zadnej ryby slodkowodnej i jeszcze tak brudnej w srodku jak karp) aby wsadzic do zamrazalnika i niech tam usnie. To poncc najdardziej hunamitarny sposob zabicia.
http://www.muratorplus.pl/technika/oknadrzwi/rolety-okienne-sterowane-recznie-elektrycznie-czy-radiowo_66828.html
Jak nie widać,to wklejam jeszcze raz.Linka dla Heleny,sorry,mało interesująca dla już urządzonego Koszyka.
Już poprawiłam, zapominam, że albumy domyślnie mają ustawiony tryb 'tylko ty’.
Pamietam szczere oburzenie w mojej redakcji, kiedy w wewnetrznp-bbc-owskim pismie Ariel owczesny warszawski korespondent BBC Kevin Ruane napisal „pocztowke” ze swiat Bozego Narodzenia z Polski i zapodal , ze Polacy maja na te okazje jedzenie szczegolnie wstretne – wywar z burakow, po nazwa borsht with ear-shaped damplings oraz szczegolnie obrzydliwa rybe – karpia. A na koniec kolacji jest wywar z suszonych owocow, ktrory oni nazywaja kompotem, chociaz to glownie slodka woda z mala iloscia owocow oraz bez custardu, podawana w szklankach!
Mial szczescie Kevin, ze byl wtedy w Warszawue bo doszloby do lynchu.
Toz to WSPANIALE ustrojstwo, labadku! Wieczorem znajde to samo po angielsku i wysle Klientce. Wysokosc rolet byla mom najwiekszym problemem do rozwiazania! I tak, jest gniazdko obok.
I pomyslec, ze ja chyba juz gdzies czytalam, ze mozna miec rolety mechanicznie podnoszone i opuszczane! Ale zapomnialam!
Dzieki najserdeczniejsze.
Jednak co prawdziwy specjalista, to nie to samo co ” zdolny amator”. Wiedza o tym co jest dostepne na rynku jest tylez wazna co dobre pomysly. Albo wazniejsza.
Oczywiscie, pelno tego na rynku, nawet na baterie, bez gniazdka!
http://controlissblinds.co.uk/roller-blinds
No pewnie, niech sie Kevin obiada pysznym baranim hagis, ze nie wspomne juz o steak and kidney pie, albo pork pie z cieknacym cieplym wieprzowym tluszczem, ktore u nas mozna dostac na targu dla teskniacych za kuchnia dziecinstwa w UK. I nie jest to stoisko szczegolnie oblegane.
Ja karpia lubie, ale ma on za duzo osci, i za duzo przy nim roboty. Mozna kupic nieduze zywe karpie w chinskim supermarkecie. Srzedawca je sprawnie zabija i oprawia, moze tez odciac skore na zycznie. Robi to w 30 sekund. Doslownie warto popatrzec dla samego spektaklu fachowosci.
Labadku, ja mam takie rolety (regulowane sznurkiem, nie elektrycznie) i bardzo je sobie chwale. Poniewaz mam tez ozdobne grube ramy okienne to nie mam zaslon ani firanek, same framygi i rolety wygladaje fajnie, wiec nie musze miec ani firanek ani zaslon! Po prostu win-win sytuacja. Szczegolnie przedswiatecznie.
Bardzo się cieszę!Jednak opanowanie zasad i pomysły są ważniejsze.Co się dzieje na rynku wystarczy śledzić na bieżąco (no,trochę te czasem jeździć na branżowe targi).Ale bez negocjacji ani ruszszsz…
Też mam rolety!
O rany,znów zżarłam,miało być:trochę tego jest i czasem trzeba jeździć…
Napisalam obiada od obiadu a nie od objadania.
Łabądkowi należy się „odsyp” za konsultacje. 😀
Kroliku, dokladnie to samo mowili moi koledzy po przeczytaniu Pocztowki Kevina Ruane’a z Warszawy. Wscieklosc i zgrzytanie zebow byly nie do opisania… Wszyscy pozniej tego Ruane’a nienawidzili.
Cała przyjemność po mojej stronie! Niech się milionerka zasłania a słoń zamilionerza!!
Juz jej wyslalam entuzjastyczny list w sprawie mechanicznych rolet.
Ja tez go juz nienawidze, co za arogancja i dismissal tradycji kulinarnej w kraju ktorego jest gosciem. Toz nie podano mu smazonej szranczy ani konfitury ze sfermentowanej ryby! Trzeba miec troche otwarte kubki smakowe na inne doswiadczenia!
Kompot z suszu jest rzeczywiscie okropny, ale przy Kevinie pilabym szklanka za szklanka!
To byla pocztowka pisana w zartbliwej i nieco nostalgicznej manierze korespondenta udupionego na swieta w obcym kraju i nie dla ogolnej publiki – Ariel byl okropnym pisemkiem dla pracownikow, chyba mocno kontrolowanym przez management, bo zawsze stawal w obronie dyrekcji, nawet oglaszalismy strajk. Ludzi trzeba bylo strasznie namawiac aby cos sypneli do Ariela. Ja w swoim czasie odmowilam zamieszczenia artykulu, ktory pozniej ukazal sie w biuletynie federacji niepelnosprawnych – o prawach (a wlasciwie wowczas ich braku – pierwsze lata transformacji) osob z niepelnosprawnosciami.
Forum muratora w ogóle bardzo jest przydatne w sprawach wnętrzarskich. My często korzystamy, bo na własnych śmieciach designer’s work is never done. 😉
Kompot z suszu, zmora mojego wczesnoszczenięctwa, stołówki szkolnej czar… Brrrrr 👿
Ale tak ogólnie też bym na tego Kevina warczał. Pamiętam, jak okropnie kiedyś pogryzłem Niemca, który pytał, jak to się nazywa ta polska zupa, co wygląda jak krew i smakuje też jak krew.
He,he,moja własna końcówka remontu też „never”.Wriemieni niet…
Trzeba mu było barszczyk kroplówką podać…
Na walsnych smieciach designer’s work is a work in progress. Zawsze cos mozna jeszcze poprawc, ulepszyc, wymienic na jeszcze lepsze. Ja jestem z tych co miesiacami a nawet latami sie przymierzaja i cierplwie czekaja na znizke co najmniej 60%. Bez znizki to niechaj sie wytpchaja trocinami. I co nagle to po diable. Wszystko w tym domu jest na shoe string budget.
Zreszta z klientka tez staram sie maksymalie oszczedzac. Wczoraj kupilam jej kapielowy recznik wspanialej firmy angielskiej Christy obnizony z £40 do £12.99. W kolorze soczystej glebokiej rdzy oraz mniejsze (z £17 do £4.50) w kolorze glebokiego turkusu. Bardzo pieknie wygladaja razem i pasuja do jednej z lazienek. I noze Sabatier – tez za grosze.
Niezrownany TK Maxx!
Marki są u nas w domu głęboko lekceważone. Króluje – jak to u psa – pchli targ. 😈
A orientacja w ofercie handlowej jednak nie jest przy urządzaniu taka nieważna. Pan Administrator miał kiedyś szczere chęci, żeby posłużyć Vesper wnętrzarską radą, ale szybko poległ na tym, że nie miał pojęcia, co i jakich firm jest na polskim rynku. 🙄
Jak gdzie niezrównany… W Warszawie tak sobie, i oszczędności też takie sobie. A ciuchy zdecydowanie mniej atrakcyjne i odjechane niż w Londku. Ale i ja tam to i owo kupiłam. Ostatnio duży plecak w kwiatki na parodniowe wyjazdy 😆
Głęboka rdza i turkus – popieramy! 😉
Kochany Bobiczku i jego Koszyczku – jak już wcześniej napomykałam, trochę a propos niedawnych rozmów o Włortugansji czy jak to tam było, jutro wylatuję z siostrzeństwem na tydzień do Barcelony. Będzie szok termiczny – ze 30 stopni różnicy. Właśnie rozmawiałam z koleżanką tamże – ponoć jutro i pojutrze będzie można chodzić do figury 😯
Będę się odzywać,bo biorę maluszka. Na razie serdeczne życzenia przedświąteczne 😉
O, ciekawie nam się z Kierowniczką łajznęło, bo ja właśnie wracam z Dywanika, gdzie jak również życzyłem. 🙂
Pani Kierowniczko, wczoraj zwiedzajac TK Maxxa zobaczylam sliczne plecaczki w kwiatki Roznych rozmiarow, chyba trzech, i natychmiast pomyslalam o Pani Kierowniczce. A potem powiedzialam sobie : eee, nie. Pani Kierowniczka uznalaby je zapewne za zbyt frywolne… I jeszcze pomyslalam, ze sa one troche ww wczesnym stylu takiej brytyjskiej projektantki, imieniem Lulu Guiness.
Ciekawe czy byly to te same plecaczki co w warszawskim TK Maxksie?
Nie mówię,że orientacja nieważna tylko że łatwiej ją uzupełnić niż wiedzę podstawową.
Plecaczek dla PK powinien mieć własny motorek (jak ta roleta).Inaczej za właścicielką nie nadąży…
Pomyslnych lotow i milych wakacji w cieple, Doro! 🙂
Ten film o projektantowaniu wnetrz, i okropnym zaskoczeniu klienta, ktory wspomnial Klakier, to chyba Pillow Talk z Rockiem Hudsonem i Doris Day (ciekawie sie te komedie oglada, bo nie tylko drugie dno wyziera, zwiazane z prywatnym zyciem aktorow, ale tez niektore czesci sa jak najbardziej aktualne, a inne sie znowu okropnie zestarzaly).
Co do potraw swiatecznych, to nie ma sie co tak przejmowac Kevinem, zeby go az nienawidzic. 😉 Francuskie wydanie Saveur mialo pare lat temu bardzo ladne wydanie poswiecone tradycyjnym polskim potrawom – opisanym in glowing tones. A ze zawsze jednemu bardziej smakuje to, a drugiemu tamto, to tez nie takie wielkie zaskoczenie. 😉 W kazdym razie, w moim domu najbardziej na tradycyjne polskie potrawy cieszy sie chyba moj zupelnie niepolski maz, i rownie niepolscy przyjaciele (choc zaznaczam, ze robie tylko to, co lubie, wiec np. sledzia nie ma, bo nie lubie i tyle; i nigdy nie za duzo, bo dzisiaj nam bardziej grozi przejedzenie niz glod, przynajmniej w krajach rozwinietych).
A na podstawie interakcji z klientka i jej corka, bedziesz mogla, Heleno, napisac spora ksiazke. I choc Ty cierpisz katusze estetyczne i psychologiczne, nie mowiac o wyzysku, to ja czekam z tesknota na kolejne odcinki Twoich przygod. 😉
Chłe chłe, Helenko, frywolność to ja…
Pamiętasz, jakiej torebusi o mało nie kupiłam w Richmond? 😉
Firma Eastpak – nie gniotsa, nie łamiotsa. Dokładnej fotki nie znalazłam, ale najpodobniejszy jest ten na zdjęciu nr 1:
http://thelow-low.com/category/patterns/
Też różowe róże, też paseczki, ale poziome i mniej widoczne. I plecak większy.
Wpiszę renifera na pierwszej pozycji mojego przyszłorocznego listu do Mikołaja. A że widzę, że zapotrzebowanie na renifery jest spore, to poproszę od razu o całe stadko, żeby móc się podzielić. 😆 Myślę, że najlepiej by było, żeby renifery były sterowane radiowo i żeby można było regulować siłę kopania. 😉
Faktycznie, ja sobie też z Pillow Talk przypominam jakieś wnętrzarskie perypetie. Chyba Doris Day jako projektantka w akcie zemsty urządziła macho-Hudsonowi mieszkanie, które było koszmarem z jego najgorszych snów. 😉
Te plecaczki co je widzialam w TK Maxx byly ladniejsze chyba. Jakas laczka na bodaj szaroniebieskim tle. Przebieglam kolo nich w pospiechu szukajac zastawy stolowej dla baby Arii. Znalazlam – £4.99 za kubeczek, miseczke i talerzyk, z solidnego plastiku (melamine) , zdobionego w kolorowe krowki, owieczki, kurczeta i kwiatki. Zastawa dla doroslych, garnki etc bedzie wypozyczona z mojej kuchni na tygodniowy przyjazd Vanessy, baby i przyjaciolki.
Aaa! Wczoraj udalo mi sie zmusic hydraulika do zaniesienia na pieterko i poskladanie tego kojca wazacego pol tony. Ci hydraulicy co pracuja dla milonerow sa nadzwyczaj zgodliwi. W odroznieniu od Declanow tego swiata, pies ich drapal!
Tak, tak, tak – dziękuję Monice i Tobie Bobiku za rozszyfrowanie tytułu filmu. Już go sobie ściągam do kompa. Widziałem go chyba w końcówce lat 60tych. I ta scena, jak on wchodzi do mieszkania po zmianie została mi na zawsze w pamięci. Cudo!
O, o, o.! o! Bobik oczywiście dobrze pamięta. The Apartment (Garsoniera) to znakomity film, ale nic takiego nie było z wystrojem mieszkania. Na koniec grali w karty, a Shirley Maclaine nie pozwalała powiedzieć Jackowi Lemmonowi, że ją kocha. Podobno film uważano za cyniczny, ja go odbierałem jako realistyczny (może z wyjątkiem „happy endów”).
Tadeuszu, ale co tu ma do rzeczy Lady Pank? 😯 http://www.youtube.com/watch?v=JFHanoST-vI
Matko, Dziewczyny, co wy z tym kompotem z suszu?
U mnie to jest przepyszny aksamitny, gęsty napój ze śliwek, jabłek suszonych z niewielkim dodatkiem moreli.
Ile bym nie naszykowała, zawsze za mało.
Nie wiem. o czym piszecie.
Oooooooooooooooo. Wrhhhhhhhhrrrrrrrhhhhhhh.
Lepiej? 👿
Przykro mi, Tadeuszu, ale nic a nic nie lepiej. 😆
Ja nie dziewczyna, więc mam prawo być straumatyzowany suszonym kompotem. 😆
Nic nie poradzę – w szkolnej stołówce nie było niczego innego do picia, oprócz tej ohydnej, przesłodzonej lury, więc lata całe musiałem albo zdychać z pragnienia, albo żłopać to świństwo. I już na resztę życia zostałem naznaczony. Smak suszu natychmiast przenosi duszę moją nieutęsknioną do tych stołów z ceratą i wyziewów z kotła, oby je jakaś siła z pamięci wymiotła. 🙄
Pomału się okazuje, że to stołówki szkolne były kuźnią przyszłych pokoleń smakoszy.
W Warszawie widocznie nie było suszu, bo nie dawali w stołówkach. Jakieś kompoty raczej z wyblakłymi truskawkami mi się kojarzą, ale bez traumatycznych wspomnień.
Za to szczerze nie lubię mizerii i wydaje mi się, że to spadek stołówkowo-kolonijny.
Ooo, ja kocham mizerie. I wegierska uborke szalate .
Gorsze od kompotow sa tylko kisiele. I zupy mleczne.
Wlasnie dostalam wiadomosc, ze bedziemy robic te zmechanizowane rolety, pod wyjezdzie corki – Vanessy. Okropnie sie ucieszylam.
Tylko musze jeszcze znalezc firme, ktora przyjdzie i wymierzy, a po zrobieniu na miare zainstaluje cala mechanike. I bedzie mniej droga niz inne.
Wszystko dzieki labadkowi!
A w końcówce „Pillow Talk” (wiem, bo sobie ściągnąłem cały film, jako prezent na Święta) jest scena jak rudy pręgowany kot w chodzi za bohaterami do mieszkania i na widok wnętrza prycha przeraźliwie i daje dyla. 😀
Serdeczne Życzenia z Okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2013 🙂
klakier,
nie dotyczy kotów brytyjskich
wiem że nie każdy w TEN Dzień świętuje ale każde nowonarodzone dziecko może przynieść nadzieję 🙂 i radość czego życzę Bobiczkowi i Jego współblogowiczom 🙂
A co do roku 2013 to sama nie wiem co mam o nim mysleć. Mam tylko nadzieję że wreszcie uda mi się trzymac z daleka od slodyczy /tych spozywczych oczywiście/ .. 🙂
nie piszę bo mam problem z internetem a także z powody braku czasu 🙂 pozdrawiam papa!
Bardzo się cieszę! A takie rzeczy to i tak na całym świecie montują głównie polscy „fachowcy”.Może będzie taniej.
Kto pamięta piosenkę:
„Bo dobry Bóg już zrobił,co mógł.
Teraz trzeba zawołać fachowca…”
postanowiłam mieć wiecej czasu w 2013 bo jak Babcie kocham co to za okropna data …..
dobrejnocki
http://www.youtube.com/watch?v=vF54jFc70p8
Jarzębino, 🙂
dziękuję i dedykacja dla Ciebie
http://www.youtube.com/watch?v=CD1RJtYd1lA
Wesolych, radosnych Swiat, Jarzebinko i zebys miala wiecej czasu w Nowym Roku!
Bobiku, na Twoje łapy składam ciepłe życzenia gwiazdkowe dla Ciebie i wszystkich blogowiczów. Ja na święta się lenię, najwyżej zabłysnę tatarem z ryby, po którą muszę lecieć w ostatniej chwili, by świeża była, oraz sałatką wenecką z czerwonej cykorii, czerwonej cebuli, mandarynek, owoców granatu, marynowanego imbiru i obok na talerzu świeżych fig nadziewanych mascarpone, całość podlana winegretem. Dorowałam się do dwóch tomów wyjątkowo smacznej książki o kuchni północy i południa Włoch, ułożonej regionami. Autorka Marlena Jakaśtam. Aha, i mam wspólnie z przyjaciółą spreparowany przed tygodniem piernik z bakaliami, ciężki i twardy jak maczuga. No i zapomniałabym o moim wkładzie winnym sprowadzonym z Alto Douro. Zapalimy w piecokominku, a choinkę zrobię z drabiny.
Moja rodzina z wyboru składa się z dwu bab i dwojga psów. Założę się, że baby w noc wigilijną będą szczekać, a psowie pouczać nas po ludzku.
Ja postanowilam, ze zrobie pare danek, ktore bardzo lubi zaniedbana ostatnio potwornie E, w tym placki ziemniaczane i mielone z dorsza z bardzo duza iloscia kopru. . Nie beda to zadne danka stricte wigilijne, moze poza kupnym barszczem i kupmymi uszkamy. Desery z piekarni Polish Village. I eto wsio! Jestem zmeczona, slabo wyspana, zestresowana.
Tatar z tunczyka badz lososia jest bardzo dobry, Podobniez carpaccio z tunczyka.
Jak to miło, że Jarzębina chociaż chwilę czasu dla nas znalazła. 🙂 To już jej wybaczymy, że nie trzymała diety z żelazną konsekwencją. 😉
Podobno pokoj na swiecie bedzie zagrozony i „ekologia czlowieka”:
http://wyborcza.pl/1,75477,13094841.html
Dziś u mnie w domu ekologia człowieka oraz kota jest bardzo zagrożona, albowiem gdyż wysiadła pompa przy kotle centralnego ogrzewania i zaczynają panować temperatury arktyczne. Za oknem -12, w środku niedługo również -12 🙁 Właśnie czekamy na kogoś, kto podobno umie to ustrojstwo naprawić. Mam nadzieję, że będzie to fachowiec, a nie „fachowiec” i że uruchomi ogrzewanie, zamiast wysadzić nas w powietrze.
Kumo, a skąd Ty czerwoną cykorię weźmiesz? To w Gdyni takie specyjały bywają? 😯
Na mojej prowincji jeszczem w życiu czerwonej cykorii nie widział. Ale w sumie i tak muszę przyznać, że Germania się w ostatnich latach bardzo kulinarnie rozwinęła. Świeże figi, czy jakieś tam rukole albo manga już w najmniejszej dziurze świecą obecnością. A nawet męczennicę w każdej parafii można spotkać. 😈
Daję znak, że żyję i mam się więcej niż dobrze.
Do południa roboty, po południu tradycyjny brak prądu, teraz Młode napierają 🙄
Kiedyś wszystko doczytam 🙄
Coś z ekologii człowieka:
http://www.youtube.com/watch?v=DiXjbI3kRus
Wersja z bardzo przyjemnym małym werblistą:
http://www.youtube.com/watch?v=gEcCGN7diwU
Och Vesper, wspolczuje… trzeba owinac sie kotem i popijac herbate z rumem.
Ja tez kupilam dzisiaj figi, bo tak pieknie wygladaly.
Musze wreszcie opanowac sztuke dodawania emoticons dla klaryfikacji niektorych moich stwierdzen. Oczywista, ze tak naprawde to nie nienawidze Kevina. Po pierwsze wcale go nie znam, a po drugie nienawisc rezerwuje dla typow takich jak np Pol Pot czy Goebels.
Jarzebinko, pogodnych swiat!