Straszny bąbel
Wyżeł kilka razy nieznacznie poruszył spuszczonym ogonem i ze znużonym posapywaniem wgramolił się na fotel. To były najwyższe objawy radości ze spotkania, na jakie było go stać, więc Bobik poczuł się mile pogłaskany tak uprzejmym przywitaniem. Już miał rzucić zwyczajowe „co u ciebie?”, ale przypomniał sobie, że skutkuje to natychmiastowym wyliczeniem wszystkich nieszczęść, które spadły na gościa w ostatnich tygodniach, więc spróbował popchnąć rozmowę w innym kierunku.
– Piękny dzień – zagadnął ze stosownym merdaniem. – W sam raz na tarzanie się w suchych liściach. I jutro też ma być słonecznie. I salceson potaniał. I…
Ale Wyżeł nie dawał się tak łatwo sprowadzić na podejrzane ścieżki optymizmu. Jęknął wymownie, pochylił się nad prawą przednią łapą i zaczął ją wylizywać, resztą ciała dając do zrozumienia, że sprawia mu to okropny ból.
– Masz coś z łapą – zmartwił się Bobik. – Bardzo źle?
– A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem Wyżeł i zaraz dorzucił kolejne pytanie. – Czy ja bym się skarżył, gdyby nie było bardzo źle? Zresztą, wcale się nie skarżę, tylko zawiadamiam, bo przyjaciele powinien wiedzieć, że mój stan jest poważny. Straszny bąbel mi się zrobił. O, tu, zobacz.
Odgarnął ze zwycięską miną futro i pokazał wypełniony płynem pęcherzyk wielkości łebka od zapałki.
– Rzeczywiście, przerażający – przyznał Bobik, starając się spełnić znane mu nie od dziś oczekiwania Wyżła.
Gościowi wyraźnie poprawił się humor. Rozłożył się wygodnie w fotelu, wyeksponował zaatakowane przez strasznego bąbla miejsce i zdobył się na coś w rodzaju bolesnego uśmiechu.
– Byłem już u trzech lekarzy i żaden nie potrafił mi pomóc – oznajmił ze słabo skrywaną przyjemnością. – Jakieś maści mi proponowali. Maści! Tak jakby nie widzieli, że to naprawdę Straszny Bąbel i trzeba rzucić do walki z nim wszelkie dostępne środki. Mówiłem, żeby zapisali przynajmniej antybiotyk, jak już nie chcą operować, ale się wykręcali. Wiadomo, NFZ im kazał robić oszczędności na pacjentach. A poza tym co oni się tam znają. Jeden w drugiego partacze. Porządny lekarz zaraz by zauważył, że jestem bliski śmierci.
– No i co teraz zrobisz? – spytał Bobik, oblekając pysk w odpowiednie do powagi sytuacji przygnębienie.
– Jak to co? Spiszę testament – oznajmił z mściwą satysfakcją Wyżeł. – Zawsze to robię, kiedy czuję, że mój koniec już się zbliża. Tobie też radzę. Nie należy odchodzić ze świata, nie uporządkowawszy swoich spraw.
– Ale wiesz – zmieszał się Bobik – mnie się nigdy nic specjalnego nie dzieje. Ot, miałem niedawno pęknięcie śledziony po wypadku, potem zapalenie płuc mi się przyplątało i właściwie tyle. Aha, jeszcze jakiś zawalik, ale malutki, nie ma o czym gadać. A nadciśnienie z kolei mam od tak dawna, że już go nie zauważam. Ogólnie zdrowy jestem jak koń, więc o testamencie na razie nie myślę.
– Ty to jesteś szczęściarz – westchnął Wyżeł, popatrując na swoją łapę. – Nawet jak masz jakieś zmartwienia, to niewielkie i szybko mijają. A mnie zawsze wiatr w oczy i los wbrew.
– Ale salceson potaniał i dla ciebie – zauważył Bobik, usiłując mimo wszystko przemycić jakiś optymistyczny akcent.
– Fakt, potaniał – zgodził się Wyżeł, znowu pochmurniejąc. – Ja już wprawdzie nie bardzo zdążę z tego skorzystać, ale jak będę wracał do domu, kupię kawałek i zapiszę ci w testamencie.

Mam pytanie.
Zapisze w Starym Testamencie czy w Nowym?
Bobik! Ty mozesz miec peknieta sledzione, zapalenie pluc i gnijaca watrobe na dodatek! Ale czy to widac? Nie! Bo to jest w srodku! POdczas gdy babla, pod odgarnieciu futra widac wszem i wobec!
Sam mialem kiedys babla, jak mialem gips na lapie i ten gips mnie ocieral ostrym brzegiem i babel sie zrobil. I byl to Bardzo Bolesny Babel.
Pogonilem Starej Ko… Psa i zawiozla mnie do szpitala, zeby mi ten ostry brzeg opatrunku rozcieli.
Ale co sie nacerpialem to tylko Ja wiem. Najgorszemu wrogowi zycze!
Zastanawiam się dlaczego ów 'bombel’ na prawej łapie, a jeśli już na prawej, to dlaczego na przedniej? Bo jakby tak na obu przednich, no może by i dało się jakoś to wytłumaczyć, z obiema tylnymi, jakby gorzej. A salceson wcale nie chce potanieć. I jakby w nim mniej mięsa, a więcej galarety.
Heleno, dostałam poduszkę.
Bardzo ona jest dziwna, to w środku do niczego nie podobne, chyba rzeczywiście dostosowuje się idealnie do kształtu ciała.
Za godzinę odbieram Młodszego ze szkoły i nigdy więcej go tam nie zawożę. Tylko za parę tygodni okropna ceremonia ze śpiewami i modłami, śpiewać będą jaka ta szkoła cudowna a modlić się w podziękowaniu dla PB, że pozwolił im być tak cudowną szkołą. (A tydzień później egzaminy wstępne).
Dobre w nich było, że nie pozwalali nikomu chodzić z piercing w pępkach czy w nosie i w zasadzie strofowali za nadmiernie silny język. Jak na obecne obyczaje, to nie tak mało. Ale o przygotowywaniu młodych ludzi do życia w myśleniu mają tyle mniej więcej pojęcia co ja o przygotowywaniu do życia w Panie. Cóż, Colégio Adventista.
A dla mnie najbardziej zauważalne, że koniec płacenia za szkołę. Jeśli i ten dostanie się na UFSC to nawet jedzenie (w restauracji uniwersyteckiej, ostatnio całkiem przyzwoite) jest subsydiowane, a starszy już załapał się (na drugim semestrze!) na jakies stypednium od pomagania w Olimpiadach Matematycznych – wcale niebanalne, R$500 miesięcznie. Dumny jest z posiadania konta bankowego i pieniędzy. Sądzę, że drugi też dorwie coś podobnego, bo na informatyce powinno to być jeszcze łatwiejsze.
Czyli mogę wreszcie zacząć trenować życie w ubóstwie nie martwiąc się rodziną.
Kurcze, Bobik, skąd znasz mojego brata?
Ale proszę, jaki ten Łyżew poczciwy. Zapisze Bobikowi salceson w testamencie 😀
Mar-Jo, Wyżeł przecież za każdym razem sporządza nowy testament i do starego przestaje się przyznawać. 😉
Prawa łapa tym razem była bez żadnych podtekstów. Po prostu tam właśnie zrobił się Wyżłowi bąbel. 🙂
Siódemeczko, ja nie znam Twojego brata, ale znam mojego. 😆
Słuchajcie, andsol tak ostentacyjnie chwali się nagłą poprawą swojego statusu materialnego, że chyba warto by go na coś naciągnąć. 😈
Dajosz, andsol?
Dzisiejsze zdjęcie mojego kolegi z trasy Warszawa-Lublin: https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/551539_4790063386876_133158298_n.jpg
Ciekawe, czemu mu się tak do Lublina spieszy 🙄
Jak to „nagłą poprawą swojego statusu materialnego”?
Skoro napisał, że:”Czyli mogę wreszcie zacząć trenować życie w ubóstwie nie martwiąc się rodziną.”
No bo jak się próbuje to zrozumieć to:
1. Trenował życie w ubóstwie, martwiąc się rodziną
2. Teraz będzie dalej trenował, nie martwiąc się
Tak więc status się nie zmienił, ale zmartwienia odeszły.
Nic z tego nie rozumiem (zresztą, jak zawsze, gdy andsol coś napisze)
Proponuje konkurs na wymyslenie podpisu do tego zdjecia co Alienor wlasnie wrzucila – zrobionego przez kolege z teasy Warszawa-Lublin.
Ad Alienor – no jak czemu?
Zachęcona przykładem świń chińskich, śpieszy tutaj:
http://www.nocowanie.pl/noclegi/lublin/aquapark/67253/
A mozesz Siodemeczko pokazac te poduszke, czy jest ona gdzies fotografowana?
Po stypendium do Lublina pędzi!!!! (Ci, którzy czytali, wiedzą).
Punkty za udział w imprezie sportowej już zdobyła.
A proszę, Kocie:
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/Bobikowo#slideshow/5814009526298549330
Szkoda tylko, że taki szary pokrowiec.
Przymierzyłam się już, fajnie się ugina, jakby się cofało pod wpływem dotyku.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12909478,Upadla_znana_uczelnia__Wszystko_przez_niz_demograficzny.html
Tamże:
„Według prognoz zamieszczonych w raporcie „Demograficzne tsunami” opublikowanym na stronie Instytutu Rozwoju Kapitału Intelektualnego im. Sokratesa do 2020 r. liczba studentów spadnie tak drastycznie, że wszyscy znajdą miejsca na uczelniach publicznych. Pisaliśmy już o szacunkach Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, że do 2025 r. z prawie 350 niepublicznych uczelni przetrwa ok. 50 najlepszych, a dwie trzecie zniknie do 2015 r.”
W artykule wskazuje się przyczynę: niż demograficzny.
Szary pokrowiec praktyczny, prać nie trzeba. 😈
Świnia zasuwa do Lublina, żeby sobie należycie poświntuszyć. W związku z tym tytuł może być sensacyjny: Galopem po świństwa. 😎
Myślę, że akurat w tym przypadku nie tylko niż jest przyczyną, ale i malejące znaczenie zawodu dziennikarza.
Na jedno i drugie nic poradzić nie można. 😐
W związku z niżem już się zaczęło zamykać szkoły również te niewysokie. Nauczyciele mają obłęd w oczach i zastanawiają się, jaki język najbardziej się przyda, kiedy przyjdzie się przekwalifikować na sprzątaczki i hydraulików. 🙄
Siodemeczko, profil poduszki jest taki jak potrzeba. Pamietaj, ze czesc wypukla idzie pod szyje! Znajdz sobie wygodna pozycje, najlepiej na plecach, ale na boku tez powinno Ci pomoc. Poczatkowo moze byc „dziwnie”, ale nie zauwazysz nawet jak zasniesz.
Mozesz poduszke wlozyc do normalnej poszewki, zdejmowanej do prania. Ta szara podszewki w zasadzie jest jedynie po to by gumy nie niszczyc. Do tej pory widzialam tylko kremowe, ale widac zmienili.
Przepraszam, ale myślę, że już najwyższy czas. Ilość wydziałów dziennikarskich kształcących po kilka tysięcy rocznie w samej Warszawie, to jakiś dopust.
Jakość tych „dziennikarz” widać właśnie mediach.
Nie mogę na plecach, bo cierpię na bezdech.
Muszę na boku.
Ma dobre gabaryty, takie akurat dla mnie.
Cieszę się, że kupiłam, tym bardziej, że zapłaciłam 199 przy cenie ok. 400 zł na rynku. 🙂
Dostawca był nietypowy (RTV, AGD), miał ostatni egzemplarz i pewnie chciał się pozbyć.
Ma tę jeszcze zaletę, ze można ją zgrabnie zapakować i zabrać w podróż.
A tu akurat Bobiku dzieją się dziwne sprawy – szkoły są zamykane, a liczba etatów w placówkach oświatowych rośnie.
http://www.cie.men.gov.pl/index.php/dane-statystyczne/142.html
Alienor, czy kciuki jeszcze trzeba trzymać, czy już po wizytacji?
Jak wypadła?
tak brykalem ze fiku zrobilem szybkie i Monike przeoczylem 🙂 🙂
Alienor, zdjecie swietne 😀 jest to swinia ekologiczna, wolno zyjaca, czy tez moze uciekinierka z fermy, bez znaczenia, biegnie w kierunku wolnosci (na prawo-na wschod 🙄 )
mt7, pierwsze godziny/noce mialem na tej poduszce takie sobie (bylem zwolennikiem miekkich jaskow), ale teraz nie moge bez niej spac 🙂 (zona namawiala mnie na nia kilka lat:oops: ) mysle ze bedziesz zadowolona
pstryk
🙂 🙂 🙂
Ta swinia jak juz dobiegnie do lasu powinna sie szybko utytlac w blocie i udawac, ze jest dzikiem. Moze nawet zalozyc rodzine z jakims dzikiem.
Ale ona ponoć nie biegnie do lasu, tylko do Lublina. Czy tam jest najwięcej marzących o założeniu rodziny dzików? 😯
Jakos bardzo chce wierzyc, ze ona biegnie do lasu…. I ze go znajdzie.
Sorry, to jakies takie moje genetyczne uwarunkowania….
A tu Bobiku masz fragmenty opisu, co może się stać z budynkiem zamkniętej szkoły w centrum dużego miasta:
„Według policji budynek stał się największą meliną w mieście. Ściągają do niej nawet bezdomni z innych miast województwa. Szkoła jest też popularną kryjówką dla złodziei i bandytów. ”
„Budynek, w którym pod koniec lat 90. mieściła się szkoła, jest w opłakanym
stanie. W ubiegłym roku Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego nakazał właścicielowi zabezpieczenie gmachu przed katastrofą budowlaną. Teraz jednak do środka może wejść każdy. Drzwi są wyłamane, w oknach brakuje szyb. W wielu miejscach widać ślady po pożarze. Złomiarze wyrwali grzejniki i rury, nie oszczędzili nawet elektrycznych kabli.”
„- Pijaństwo, pobicia to tutaj chleb powszedni.W ostatni weekend kwietnia policjanci patrolujący opuszczoną szkołę natrafili na kompletnie pijaną kobietę „opiekującą się” dwuletnią córką. 39-letnia Marzena J. miała we
krwi 2,5 promila alkoholu. ”
„Ale to jeden z najlżejszych przypadków ze Złotej. W czerwcu 2006 roku pijani bandyci skatowali w szkole bezdomnego mężczyznę. Zmasakrowane zwłoki schowali
w nieczynnej lodówce w byłej stołówce w piwnicy.”
„Urzędnicy: nic nie możemy”
W tym przypadku urzędnicy też nic nie mogą: 🙁
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12908892,NFZ_odmawia_zastrzyku_na_wage_zycia.html
Może warto zadać pytanie – dlaczego urzędnicy nic nie mogą?
O rzeczonej uczelni nic nie wiem, ale na ogół uczelnie są ubijane nie przez niż demograficzny (ten jest przewidywalny z 15letnim wyprzedzeniem) a przez niż mentalny.
Kwestia klakiera nic z tego nie rozumiem (zresztą, jak zawsze, gdy andsol coś napisze) dowodzi, że mój plan udaje się, zawsze chciałem być tajemniczy i skomplikowany. Ale rzeczywistość jest prosta: jak mnie szlag trafi albo szlag trafi moje dochody, albo koszty utrzymania nieprzyjemnie wzrosną, to mogę filozoficznie myśleć o kwiatkach, olewając je z konewki, bo rodzina już jest poza zakrętem.
Przy okazji, jeśli mowa o prostocie i o rzeczywistości, może kogoś z Was zabawi moja twórczość pro publico bono.
Prezes Piechociński to chyba powinien zatrudniać asystentów, którzy zdadzą egzamin ze znajomości na pamięć aktualnej listy posłów.
Resztę poprzednią odczytałem andsolu zgodnie z mi dostępnym zrozumieniem.
Czy imię Lea się odmienia?
Brawo, andsol! (re: Piechocinski)
Oczywiście, że tak:
Leję Leę…
FWD z Dywanika
zeen ma pomysł na petycję:
„Do czego to doszło: kobitka macha pałeczkami i nie po to, by ryż mieszać 😯
A w tym czasie: dzieci zaniedbane, podłogi nie umyte, pranie czeka, w garnkach pustka aż wyje, mąż rozglądać się musi za zastępstwem…
Piszemy petycję o zlikwidowanie feminizmu, bo to z tego tylko same kłopoty…”
Mówił o Lei Kenig. Pan Szurmiej wczoraj w Teatrze Żydowskim.
Rozdawali medale Zasłużony dla Tolerancji.
Ksiądz Lemański też dostał.
Tu można zerknąć, jak ktoś chce:
https://picasaweb.google.com/110036307578240581096/TytuZasUzonyDlaTolerancjiKsiedzaLemanskiego
Przepraszam, że nie OT. Otrzymałem od ukraińskich przyjaciół.
http://sphotos-g.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/262032_368723833218372_1611393872_n.jpg
Ad mt7 23 listopad 12, 20:16
„Rozdawali” ??
Ważne światło. Dzięki, Irku.
Rozdawali.
Jeśli chodzi o dziennikarzy, to teraz większość wydziałów dziennikarskich ma specjalizację PR i tam ciągną tłumy. W czasach kapitalizmu ludzi od wizerunku nigdy za mało. A inne kierunki mają specjalizacje dziennikarskie żeby wykształcić dziennikarzy specjalizujących się w czymś – polityce, sprawach społecznych itd. Pewnie i tak większość mgr dziennikarstwa skończy jako asystentki i pracownicy korporacji.
Moja Uczelnia żeby złagodzić kryzys niżowy ściąga studentów zagranicznych, głównie ze wschodu. Mnóstwo u nas Ukraińców, Białorusinów, mamy też Turków i Kazachów. Jest też silna grupa Chińczyków. Jest to całkiem ciekawe, choć też problematyczne przy ogromnych różnicach kulturowych i mentalnych.
Ale to pewne, te marne małe szkółki będą padać. Ostaną się najlepsze prywatne i publiczne, chociaż te ostatnie pewnie będą musiały przejść zmiany. Ludzie czasem wolą iść na prestiżowe studia prywatne, bo te dają większy komfort – mniejsze grupy, milsze panie w dziekanatach.
Ze spotkania mnie wykopsali bo jestem pracownikiem Uczelni 8O. No ale mam nadzieję że poszło dobrze, popytam wykładowców jutro. Będą jeszcze wizytacje na zajęciach. Zobaczymy. Ale jakaś nadzieja jest, bo poprzednio Komisja odrzucała nasze wnioski jeszcze przed wizytacją czepiając się jakichś formalności.
Mt7, zerknąłem 🙂
I to dokładnie. Rozpoznałem J. Sęka ku miłemu zaskoczeniu. Szkoda, że z ramienia PSL- u dyrektoruje naszej filharmonii sprowadzając ją na psl 👿
No co bysmy bez fotorelacji Siodemeczki zrobili! Niw myslalam, ze ks Lemanski to taki jeszcze mlodzik.
Zato Szurmiej – kompletnie stary grzyb, a przeciez ledwo wczoraj usilowal mnie … jakby to uprzejmie nazwac? … podrywac, stary satyr @%*%>&!
Czy to TEN prof. J. Wiatr? Naprawde? No niech mnie kule bija!
Zaoale jutro swieczke, Irku. Jako dziecko wzrastajace na wschodniej Ukrainie w latach piecdziesiatych nasluchalam sie bardzo duzo o Holodomorze (od nauczycielek, od sasiadek, przychodzacych do naszego domu, od matek moich szkolnych kolezanek) i te opowiesci jakos mnie uksztaltowaly. Wiec z pewnoscia postawie swieczkie Ofiarom Wielkiego Glodu na Ukrainie – tym ktore przezyly i nade wszystko tym, ktore nie przezyly.
klakier,
Ty to jesteś dziecko specjalnej troski.
Jak bym chciał to tu napisać, to myślisz, że co? Nie napisałbym?
Czy nie wiesz, że zarazy się nie roznosi?
Masz coś do napisania, to pisz, nie posiłkuj się dziełami zebranymi Genialnych Tfu!rcóffff….
Ad mt7 23 listopad 12, 20:33
Myślałem, że wręczali 😕
Bo jak rozdawali, to ja jeszcze zza socjalizmu mam taką pamięć, że trza by być pierwszym. 😐
Widzę, że jakiś ostry thriller polityczny leci. 😈 Tajemniczy Andsol usiłuje zwabić w pułapkę Przedstawiciela Władzy, który ze swej strony próbuje uciekać i mylić pogonie. Koniec trudno przewidzieć, więc widzowie do ostatniej minuty będą w napięciu pogryzać paznokcie i zapijać je coca colą. 😎
Andslu, w +G mogą pisać tylko przynależący do plusa.
A ja nie mam zamiaru, tym bardziej że Google stosuje chamskie praktyki, żeby mnie tam zapędzić.
Co się czepiasz, zeen. Dobrze, że Klakier przyniósł, bo ja już zacząłem petycję kompinować. Szybciej będzie. 😆
Ad zeen 23 listopad 12, 20:54
zeen, bardzo proszę się nie pochylać nad mą kołyską i nie wtykać mi wcześniej zdezynfekowanego obliźnięciem smoczka.
Ja sobie tylko tak do snu w kołysce nucę zasłyszane kołysanki.
A co o tego, że byś NAPISAŁ, no nie mam żadnych złudzeń. 😀
Bry1
Uff, cały dzień na niwie…. i żeby to kwiatki były.
Alienor, coś masz chyba błędne dane. Komisja Akred.,o ile wiem, akredytuje, nie przyznaje uprawnienia do nadawania doktoratów. Od tego jest inna komisja, uprawnieniowo-nadawcza;-) http://www.ck.gov.pl/index.php/wnioski
O.
Nagrodu sie rozdaje, Klakier. Wyklikaj sobie „Rozdanie nagrod” dowolnych.
Ba, w Radiu Erewań to nawet o rozdawaniu samochodów było. 😆
mt7, oj wiem, to jak ze mną i fb czy innymi portalami „społecznościowymi”. Pokazałem gwoli rozrywki, nie licząc na wzbogacenie rozmowy. A zresztą, o czym tu mówić, do polityków pisać trzeba, żeby nie myśleli, że im obleci jak ja fotelu publicznym robią to samo co na prywatnim troniku, ale liczyć na odpowiedzi to tylko w noc świętojańską.
Ale Bobik nie rozdaje, ale przyznaje i wręcza wirtualnie? 🙄
Jeszcze bym jak głupi za friko rozdawał! 😯 Wręczam, bo zwykle nagrodzeni chowają po kieszeniach jakieś obrywki dla mnie. 😉
Co do fotorelacji mt7 – chodzę i chodzę, patrzę i patrzę, a prof.Legutki nie widzę… ech gdzie te moje dawne oczka.
Tak, Heleno, ten. Też osłupiałam, ale człek wystąpił na początku i wygłosił hymn pochwalny na cześć jednego z inicjatorów fundacji, nie pamiętam nazwiska, chyba Kazimierza Morawskiego, który zmarł w tym roku.
Mówił o nim, że zaprosił jego, ateistę, obarczonego złą sławą do Rady Fundacji i on jest mu bardzo wdzięczny.
Wzruszał się tak dosyć długo.
Ci laureaci reprezentują bardzo szeroki wachlarz postaw, poglądów, życiorysów.
Na przykład Tomasz Miedziński, prezes Stowarzyszenia Żydów i Kombatantów Poszkodowanych w II wojnie światowej, mówił, że został zaproszony do fundacji, żeby proponować osoby duchowne i jak się weźmie pod uwagę, kogo honorowali, to chyba dobrze się wywiązuje.
M.in. Stanisław Musiał, Manfred Deselaers, Michał Czajkowski, Adam Boniecki, Roman Indrzejczyk, Wacław Oszajca.
mt7, dziekuje za relacje 🙂
Brazylijski Przyjacielu, ubogosc wymaga hodowli pijawek 🙂
kto pyta nie bladzi, mowi przyslowie (madre wiedza generacji), nie bladzi nie znaczy ze dostaje odpowiedz
8) 🙂
pstryk
zanim dojdzie do realizacji testamentu salceson pokryje się pleśnią i tyle wszystkiego 🙄
O salcesonie to jest pieśń
i smutna to canzona
salceson wnet pokryła pleśń
gdy w dłonie wziął go foma…
Rysiu, Ty tu o tej porze?? Ach tak, jutro sobota…
Spleśniałe wampiry 😯 Panowie, nie idźcie tą drogą 😉
ja się tylko zastanawiam nad wartością zapisanego w testamencie salcesonu. niby się dostaje, a więcej z tego kłopotu niż pożytku. bo zjeść się nie zje, a wyrzucić nie wolno, bo sanepid mandat wlepi. widać, że wyżeł nie w formie…
Przecież to salceson z zamrażarki. 😯
A ja oglądałem konferencję prasową na zakończenie konkursu w Katowicach.
I widziałem Panią Kierowniczkę!
Widzieliście jak leżąc na płask włoskie władze piłki nożnej będą się kajać za antyżydowskie wybryki swoich kiboli?
Eee, myslalam, z naprawde padna na plask…
Jestem zła. W dzisiejszej GW są dwie rzeczy, które chciałabym Wam zlinkować, a nie mogę 👿 Wywiad z Małgorzatą Szpakowską, autorką książki o „Wiadomościach Literackich” i z Sadą Maire, pierwszą i jedyną somalijską archeolożką. No wściec się można 👿
W ogromny Bobik popadł lament,
o jakim tu nikt nie śni,
gdy Wyżeł, pisząc swój testament,
zakończył go: cześć pleśni!
Salceson, co go oko duszy
wkładało już na ozór
w daleką podróż nagle ruszył
i przepadł w pleśni morzu.
I Wyżeł przepadł, i zapisy
zaczęły nagle znikać,
i tylko obok pustej misy
brzmiał straszny płacz Bobika. 😥
Bobiku, od kiedy to przywiązujesz wagę i salceson do testamentów hipochondryków? Kładę Ci u łap salceson biały, ozorkowy, pierwszorzędnej jakości. Jedz nie łkaj. Chyba że z rozkoszy 😉
Wagę to ja przywiązałem do ostrzegawczych słów fomy. I dlatego ozorkowy wcinam od razu, żeby się przypadkiem z tą pleśnią nie zadał. 😎
Pleśn pleśni nierówna
rzekła Kupa Camembertowa.
Co ty, Bobik, będziesz strasznie ryczał za salcesonem Łyżwa?
A co na to pasztetowa?
Dobrze, idę wypróbować nową poduszkę.
Pobudka o 5:30 🙁
Nie wiedziałam, że ten Rys B. taki uparty.
Żona prosiła go latami, coś takiego!
To hej. 🙂
Widział mnie klakier – a ja się chowałam przed kamerą, jak tylko mogłam… widać nieskutecznie 😉
Zobaczyłam właśnie oczyma duszy testament z przywiązaną doń wagą oraz salcesonem. Spleśniałym. Ładny widok 😈
Czego oko pasztetówki nie widziało, tego jej sercu nie żal. 😈
No dobra, zdradzam ją czasem z innymi wędlinami, ale tylko takimi w osłonce. Tego wymaga elementarna uczciwość. 😎
Niech Pani dorzuci do tego jeszcze dwa bezkrwiste wampiry… Świat się kończy ;-(
Powiedzmy sobie szczerze: czy kamera mogła mieć lepszy obiekt do uganiania się za, niż Pani Kierowniczka? 🙂
Monika po wczorajszych ekscesach czasowych miała dziś chyba prawdziwy Black Friday. 😉
Dobranoc, czego i wszystkim serdecznie życzę 🙂
Misiobsesja czyli they’re going to take me away, ha ha…
Po pyszczkach mozna poznac, ze te niedzwiedzie to grizzlies, andsolu. Tak samo zreszta jak Mis Yogi z Yellowstone, a wiec te co nie odzywiaja sie korzonkami i, jak Kubus Puchatek, miodem, a tresciwsza karma. Gratulacjie z powodu kolejego kamienia milowego w zyciu coraz bardziej doroslego Syna!
Tymczasem my tu sobie spimy (ja wlasnie sie obudzilam z z poobiedniej drzemki), a Chinczycy nie zasypiaja gruszek w popiele. Oto na jakim poziomie maja teraz technologie budowlana/ inzynieryjna:
http://news.nationalpost.com/2012/11/22/above-the-world-in-90-days-china-building-worlds-tallest-skyscraper-220-storeys-in-just-three-months/
Wygladam ci ja za okno, a tam bialo… Zaraz zaraz, czy to aby?! Tak, to nasz pierwszy snieg!
The Boss i Tom Waits, can it get any better than this?
http://www.youtube.com/watch?v=xRXhDQXhdXE
A u mnie rzeczywiscie Czarny Piatek, bo na szczescie jeszcze snieg nie pada (ale juz padal wczesniej tej jesieni). Na razie jeszcze z jakim takim entuzjazmem dojadamy. resztki podziekczynne, i nie spedzilismy wiekszosci dnia polujac na trzystocalowy plaski telewizor, co uwazam za spore osiagniecie. 😉
A Wyzel z zycia wziety, Bobiku. 😆
Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂 🙂
i tuz po Monice 😀
szeleszcze przy herbacie
duzo dzemu na masle 🙄
brykam sobotnie 😀
brykam fikam
🙂 pstryk 🙂
Dzień dobry. 🙂
Doczytałam, do-oglądałam. Kawa. (Z pleśnią na ustach, chciałoby się rzec).
Z panem Jerzym Wiatrem mam niedobre wspomnienia.
Był On autorem podręcznika do socjologii. Podręcznik ów, bełkotliwy w mojej ocenie, nie ułatwiał zdania egzaminu.
Zdałam (był to mój pierwszy egzamin na studiach), ale nie zachowałam Profesora w tzw. wdzięcznej pamięci. 🙂
Witajcie
Kot Mordechaj, rozmawiał ze mną o liiilu i właśnie otrzymałem odpowiedź. „Blog Bobika” nie został skasowany czy usunięty, a jedynie ranking dotyczy 10 ostatnich dni, podczas których nikt nie dodał notki z „tego” bloga. Jednym słowem, ktoś musi stworzyć konto i po prostu polecać blog.
To tyle ode mnie, czyli wszystko jest ok, tylko zasady zmieniły się nieco.
Pozdrawiam
Romskey
Dzień dobry 😕
Niektórzy mają naprawdę imponujące bąble, na mózgu http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12916777,Braun_w__Klubie_Ronina___Kule_powinny_swistac.html?lokale=poznan
Tadeuszu, decydować o przyznaniu może kto inny, ale tzw. PAKa ma coś z tym wspólnego na pewno. Ja się w tym nie orientuję a osobom, które się orientują nie chce się o tym mówić. Pewna dystyngowana pani profesor na wspomnienie formalności związanych z tym doktoratem puściła całkiem treściwą i imponującą wiązankę słów nieparlamentarnych.
U nas ciepło, ale depresyjnie szaro. 🙄
Dzień dobry 🙂
Czytając post Królika przez chwilę byłem pewien, że przez noc wyrósł mu pod oknem chiński wieżowiec, więc wiadomość, że to był tylko śnieg, przyjąłem z dużą ulgą. Śnieg jednak łatwiej od wieżowca rozgarnąć na boki. 😉
A tak w ogóle jestem głodny jak niedźwiedź grizzly, bo PA jeszcze nie powrócił z targu. Chyba z rozpaczy rzucę się na indycze resztki z Mass, czym zapewne zyskam sobie dozgonną wdzięczność Moniki i jej rodziny. 😈
Dzieki, Romskey, za wyjasnienie.
Bo juz myslalem, ze mojemu Psu niezasluzona krzywda sie dzieje!
A moja pierwsza mysl po obudzeniu sie to byla czy poduszka Tempura sie Siodemeczce spisala juz pierwszej nocy.
Bo czuje sie odpowiedzialny – jak zawsze. 🙄
Nie podoba mi się ten chiński wieżowiec. Nie lubię cywilizacyjnych ogromów. No, chyba że stare i nadgryzione zębem 😉
Oj! Cos mnie okropnie rozsmieszylo. Wiecie jak nazywaja portal Braci Karnowskich „wPolityce”?
wPotylicę.
Witaj Romskey 🙂
Dzięki za wyjaśnienia, ale ja dalej czegoś nie rozumiem. Podobno dwa moje ostatnie wpisy nie pojawiły się w ogóle na liście notek do promowania, więc nawet gdyby ktoś bardzo chciał na nie kliknąć 😉 to nie miał jak. Czy teraz jest tak, że notki nie pojawiają się na liście automatycznie, tylko za każdy razem ktoś je musi zgłaszać? Czy też to ja powinienem zgłaszać, kiedy wrzucam? Nie jest to jasne.
Mam do tego wszystkiego dwie uwagi, ogólną i osobistą. Ogólną z pretensją do liiilu. Nie powinno się zmieniać zasad w trakcie gry, a jak się to już robi, koniecznie trzeba o tym poinformować, w widocznym miejscu i wołowymi literami. Teraz sprawdziłem, że na liiilu nawet w rubryce z regulaminem nie pojawiła się najmniejsza informacja o tym, że zachodzą jakieś zmiany. Nie podoba mi się to z przyczyn pryncypialnych. 😎
A osobiście muszę przyznać, że zawsze czułem się nieco niezręcznie na liście blogów politycznych, bo choć zdarza mi się – i to nierzadko – szczekać o polityce, to jednak za komentatora stricte politycznego trudno mi się uważać. Więc może w tym zniknięciu z listy był jakiś palec losu i tak powinno zostać? 😉
a mnie po lince haneczki odebralo chec do smiechu, moge tylko
k…. ( 😳 😳 ) powiedziec, to nie tylko bable i nie tylko
na mozgu
Mordko, u nas w domu od zawsze się mówi „wpotylicę”. Jakoś tak samo wyszło. 😈
Ten Braun ma na mózgu nie tyle bąble, co ropiejące wrzody. A najgorsze, że to nie jest hipochondria jak u Wyżła, tylko rzeczywiście ciężka choroba. I chyba, niestety, niezbyt uleczalna. 🙄
Nie rozumiem. Kompletnie nie rozumiem biernosci prokuratury kiedy takie wezwania sa wyglaszane publicznie.
Parlament Ugandy jest już o krok od uchwalenia ustawy według której homoseksualistom w kraju będzie grozić kara śmierci. Jeśli tak się stanie tysiącom Ugandyjczyków będzie grozić egzekucja – tylko dlatego, że są homoseksualistami.
Chyba się nie dziwicie, że wrzucam link do petycji?
http://www.avaaz.org/pl/uganda_stop_gay_death_law/?bjCfqbb&v=19515
A ja wyobraziłam sobie, że na salę wkracza ekipa i ze słowami „Spóźniliście się, my już jesteśmy po ćwiczeniach” wyciąga giwery (atrapy, proszę mnie nie posądzać 😉 ).
Bierność prokuratury bardzo przekonująco wyjaśnił kiedyś Wielki Wódz – nie ma tzw. woli politycznej, czyli prikazu od szefostwa, żeby takimi sprawami się zająć. 🙄
W tym miejscu nasuwa się oczywiście pytanie, dlaczego tej woli brakuje. O paru powodach już tu mówliśmy, a dorzuciłbym jeszcze jeden. Syndrom literacki, czyli eee, to tylko gadanie. Inaczej mówiąc, jest chyba w sporej części społeczeństwa głębokie, choć niewypowiedziane przekonanie, że w każdym Polaku tkwi romantyczny poeta, który może w górnolotnych słowach nawoływać do czynu, ale tak naprawdę kiwnąć palcem nie ma zamiaru i z góry liczy się z tym, że inni też nie kiwną. Pogadamy, popodziwiamy się, jacy odważni jesteśmy, potem pójdziemy spać i tyle tego całego czynu będzie. Dlatego nie warto różnych „bohaterskich” deklaracji brać na serio.
Trzeba przyznać, że to się często sprawdza i rzeczywiście różni nawoływacze nawet samych siebie nie biorą całkiem poważnie. Ale często nie znaczy zawsze. A poza tym wiek już nie jest XIX, sytuacja się zmieniła i trzeba by nareszcie takich „literatów” nauczyć odpowiedzialności za słowo. Zwłaszcza że oni już teraz nie muszą gromadzić mnogich rzesz zwolenników, żeby nieźle narządzić. Wystarczy jeden wariat i jedna bomba.
„Demokratyzm pokazal swa wstretna morde”, „polska inteligencja zarazona jest judeoidealizmem”, Geremek -„demon naszej historii”….
I oni o sobie mowia: „ja, polski inteligent”. A Ziemkiewicz i Warzecha sa ochrzaniani za mieczakowatosc i za uleglosc. Nie wytrzymalam i przestalam sluchac.
A Ty, Bobik, nie musisz sie tlumaczyc za wrzucenie petycji na swoj blog.
A nie, nie tłumaczyłem się. To taka figura stylistyczna była. 😉
Moj jest wiekszy od twojego:
http://wyborcza.pl/1,75248,12915594,Najwiekszy_papiez_swiata__Kolejny_wielki_pomnik.html
Nigdy nie używałem tego liiila, dzisiaj pierwszy raz. I co wam powiem, to wam powiem, ale wam powiem. To jest jakieś szambo, te linkowane blogi. Zajrzałem sumiennie do wszystkich ze słupka po prawej stronie i poczułem się jak wypalony zawodowo psychiatra. Może jeden czy dwa mógłbym czytać z własnej woli, gdybym nie miał nic lepszego do roboty, ale naprawdę nic, z krojeniem cebuli włącznie. Nie ma tam Bobika, to dobrze i niech tak zostanie.
Sześć pięter Wojtyły to pikuś przy chińczyku. Poczekajmy, z pewnością ktoś da więcej 🙄
Gdzieś leży projekt tego pałacu komunizmu, który miał powstać w Moskwie, tylko trzeba odciąć Lenina z czubka i dać Wojtyłę.
A czy będzie można wchodzić do środka tego największego papieża i wyglądać przez uszy albo zęby?
Przez uszy i zęby może tak, ale żebyś nie ośmielił się Bobiku wyglądać papie przez …. 👿
Tam będą toalety, bez okien.
WW, ja starannie sledze na liiil Studio Opoinii, ktore jest dobrze redagowane i pare innych blogow – laudate, revelsteina, Blog de Bart, Kuczynskiego. Patrzac na ogolna liste nowych wrzutow, wiem, ze oni cos nowego napisali i moge przynajmniej rzucic okiem. Niektorzy, jak Blog de Bart pisza tak rzadko, ze z pewnoscia bym przegapila. POnadto uwazam, ze teksty Bobika docieraja z pomoca liiil do znacznie szerszego grona czytelnikow, co mnie zawsze cieszy, podobnie jak ilosc promocji, kiedy temat jest szczegolnie goracy. Dlatego nie postponowalabym liiil.
Gnany żądzą poznania, masochistycznie wysłuchałem kilku przypadowo wybranych, tak gdzieś 5-minutowych kawałków tego konserwatywnego panelu zlinkowanego przez Haneczkę. Podstawcie mi teraz miskę albo wiaderko jakieś. Ino migiem, póki jeszcze dywanu nie zabryzgałem. 🙄
Dla Mordki: https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/63880_513499718669271_1523403879_n.jpg
😉
Wiecie, ze w najgorszych snach nie snilo mi sie, ze ktos bedzie w wolnej Polsce wzywal do pozbawienia zycia „tuzina redaktrow GW i ze dwa tuziny redaktorow innej gwaiazdy smierci”.
Ja to przezywam jako osobista porazke i boje sie, ze nie ma dla Polski ratunku. Bo to sie wyleje na ulice. To sie wyleje. Bedzie to oczywoscie mniejszosc, ale dostatecznie grozna aby rozpetac wojne domowa. Oni sie przed niczym nie cofna.
No tak Alienor. Te psy maja garbate nosy, jak przyjrzec sie bardzo uwaznie, najlepiej z pomoca mikroskopu.
Dzień dobry,
przy całej mojej atencji do JPII, kolejne pomniki (a zwłaszcza jakieś giganty) wprowadzają mnie w irytację. Zupełnie nie rozumiem, czemu to ma służyć. Kiedyś w homilii na mszy rocznicowej (już nie pamiętam w dniu urodzin, śmierci, czy pontyfikatu) ówczesny abp Nycz powiedział – musimy nauczyć tego papieża kolejne pokolenia. Lecz, czy droga wiedzie poprzez kolejne pomniki? I pewnie jeszcze trzeba by się zastanowić, które z Jego nauk przetrwały upływ czasu. Dziś, gdy słucha się archiwalnych nagrań niektórych Jego homilii, to język, którym się posługiwał, nie sądzę, aby trafiał do współczesnych.
Liiil jest bardzo nierówny, ale to już taka jego uroda. Są tam uwzględnieni, jak wspomniała Helena, również komentatorzy „z jakością”, włącznie z tuzami w rodzaju Passenta czy Paradowskiej. I to fakt, że można poprzez ten portal dotrzeć do większej liczby czytelników. Tylko że ja zawsze swoją obecność tam odczuwałem jako pewnego rodzaju „nadużycie”, bo jestem zwierzęciem, nazwijmy to, wszystkoistycznym, nie czysto politycznym. Nie zaprotestowałem wprawdzie, kiedy ktoś mnie tam dołączył, ale gdybym to ja sam się miał zapisać na listę, chyba wrodzona uczciwość by mi nie pozwoliła. 😉
@Bobiku
W liiil.pl istniała możliwość dodawania wpisów za pomocą RSS, czyli automatycznie, ale taką opcję trzeba było uzgadniać z adminem np. w zamian za stałego linka do portalu. Jeżeli Twoje wpisy nie były dodawane w ten sposób lecz ręcznie przez kogoś, to najprawdopodobniej, ten ktoś przestał to robić (ktoś po prostu mógł dodawać Twojego bloga bez porozumienia z Tobą).
Zmiana zasad wynikła z powodu stwierdzenia manipulacji rankingiem i promocjami, za sprawą wielokrotnego promowania tych samych (najczęściej własnych) notek przez te same osoby. System logowania ma/miał rzecz uniemożliwić. Istniała na ten temat informacja w FAQ i regulaminie. Informacje „wisiały” przez kilka dni.
Co do Bobika w polityce:) Nie sądzę by było coś w tym niestosownego. Czasem zapewne lepiej poczytać o psich sprawach niż wgłębiać się w stanowiska naszych rodzimych ekspertów. Poza tym, nie sądzę by w Polsce istniał temat, który nie jest polityczny lub takiego z niego nie dałoby się zrobić:) Nie zachęcam/nie zniechęcam. Liiil.pl stworzono dla polecania ciekawych notek a to oznacza praktycznie „de gustibus…”:)
Pozdrawiam
Romskey
Bobiku, też się tym nie pasę, ale trzeba wiedzieć.
Nie pinkwol, Bobik, ze zacytuje slowa Krzysztofa Bobinskiego w czasie wwiadu prowadzonego przez jednego z moich szefow (ale nie na zywo, wiec mozna bylo wyciac…)
Ja do JPII mogę mieć różne swoje zastrzeżenia, ale nawet mnie sprawia to przykrość, kiedy widzę, jak jest ośmieszany i bezlitośnie wpychany w objęcia polskokatolickiego kiczu przez swoich wielbicieli (czy może trzeba by powiedzieć wyznawców?). Typowy przykład brukowania piekła dobrymi chęciami. 🙄
Klakier, to jest jak z tym liiilem, de gustibus. Do mnie język homilii Wojtyły nie trafiał nigdy. Podejrzewam, że do nikogo nie trafiał, bo kto coś z tego rozumiał, ten chciał uciec jak najdalej, a komu wystarczyła sama świętość, ten nie przejmował się językiem. Nieśmiało przypomnę, że przed Wojtyłą pobożny lud tak samo, jak świnia grzmotu, słuchał Wyszyńskiego, a nikt nie zarzuci Wyszyńskiemu, że jakoś był komunikatywny czy porywający. Ogólnie Nycz ma rację, z nauk zostało tyle, co z poezji (parę milionów nigdy nie przeczytanych egzemplarzy na półkach koło świętych obrazów), a do ludu trafia się pomnikiem czy włosem łonowym w złotej ampułce.
Oj, Bobik… Wcale nie chodzi o dobre checi tylko o tryumfalizm, o kto kogo, czyj bedzie wiekszy…
Testosteron, nie dewocja.
Romskeyu, jeżeli informacje o zmianach zasad (nawet uzasadnionych wyższymi względami) wisiały przez kilka dni, to stanowczo za krótko. Trudno przypuścić, że wszyscy blogerzy i promujący codziennie sprawdzają, czy przypadkiem w regulaminie coś się nie zmieniło. 😉
Co do wszechobecności polityki w polskim życiu może i masz rację, ale nie jestem pewien, czy powinienem z tego powodu radośnie merdać ogonem. 😉
Polemizowałbym z tym stwierdzeniem, że „kto coś z tego rozumiał, ten chciał uciec jak najdalej”. Ja mam do tego, co mówił swój własny indywidualny stosunek. Na zasadzie – co mi to dało w kategoriach mego własnego rozumienia świata. Stąd i moja atencja, choć nie umocowana w Jego rozważaniach teologicznych.
Testosteron testosteronem, Mordko, a dewocja dewocją. 😉 Też jest. I jakkolwiek jest mi obca, dostrzegam w niej jednak często również dobre chęci, prostoduszne (to nie ma być określenie deprecjonujące) uwielbienie, nie tylko walczący fanatyzm. Ale wszyscy wiemy, jak to bywa z dobrymi chęciami, kiedy im nie po drodze z rozumem. 🙄
Ad Bobik – odwieczny problem – czucie, czy szkiełko? 😀
Do testosteronu i dewocji dorzucę jeszcze interes. Naród będzie ciągnął, jadł, pił, kupował pamiątki, może w pobliżu wybije źródełko albo jakiś cud się zdarzy 😎
A niby co jest złego w interesie?
Interes to jest interes – jest zapotrzebowanie, jest interes.
Gdyby Największy Papież nie wystawiał ramion do odlotu a rękoma twarz zakrył, konstrukcyjnie by to było prostsze a ideologicznie słuszniejsze.
Nie rozumiem dlaczego miałby odwracać twarz od świata, tylko dlatego, że ów jest niedoskonały?
Bardziej mi odpowiada „odlot ramion” – wiem, że jesteście niedoskonali, ale każdy z was jest mi bliski.
Bpbiku, z prpstodusznej dewocji mozna sobie nad lozkiem powiesic obrazek z papiezem, zapalic swieczke w ksztalcie papieza, nosic w portmonetce zdjecie papieza albo nawet zjesc kremowke wadowica. . Ale jak ktos mowi: moj papez betonowy bedzie wiekszy, okazalszy, widoczniejszy z daleka niz twoj zakichany karlowaty papiez, to jest to testosteron – pure and simple. 😈
Kot Mordechaj słusznie prawi – w tym linkowanym artykule było coś o Księdze Guinessa
Zmiany tak naprawdę nie dotyczyły istoty działania portalu, lecz jego dodatkowych „usług” m.in. rankingu. Nie znam szczegółów decyzji admina. Być może pracuje jeszcze nad tym wszystkim.
Wszechobecność polityki, wyjaśniam sobie tym, że nie jesteśmy zbyt samowystarczalnym społeczeństwem by politykę traktować jako średnio istotny dodatek do w miarę stabilnej rzeczywistości. W Polsce zbyt wiele od polityki zależy i myślę, że znacznie więcej niż powinno. No ale dopiero ćwierć wieku testujemy demokrację:)
Poprzednio przez dłuższy czas testowaliśmy demokrację ludową. 🙄
Tak sobie teraz pomyślałem, że w polskiej polityce wciąż pokutuje dyktat – mobilizowania szerokich mas ludowych.
Tylko ie ma żadnej Nowej Huty 😥
A ja nie wiem osochodzi 😯
Jak się wrzuci Bobik w przeglądarkę, to na pierwszym miejscu pokazuje się blog.
Stuletnia (chyba 😯 ) pani przyprowadziła przed chwilą wycieczkę dzieci. Starości, podaj mi skrzydła ❗
Kocie, nie czuj się odpowiedzialny, ja jestem dużą dziewczynką i decyzję podejmuję samodzielnie. 😀
Na początku wydawało mi się, że to poduszka dla osób o łabędziej szyi, a mnie się ździebko skróciła 🙁
Ale spałam spokojnie, tylko poduszka trochę spociła. 🙂
Muszę, jakąś grubszą powłoczkę wziąć.
Uważam, że się polubimy, ona ma wszystkie dane do tego.
Haneczko, skoro przyprowadziła, to znaczy że jeszcze żyje.
Żarty na bok.
Przeraża mnie, nawet bardzo, taka perspektywa.
Ależ Siódemeczko, pani pełna życia i energii! Maleńka, przygarbiona, o lasce, ale zachwycająco młoda 😀
Właśnie studentka mnie w mailu spytała czy na kierunek „psychologia dla magistrów” można zdawać mając licencjat. A ja tek próbuję być dla nich uprzejma i miła. 🙄
Siodemeczko, Izrael jest tez duza dziewzynka, ktorej nawet nie znam osobiscie, ale i tak sie zawsze czuje odpowiedzialna…
Ciesze sie, ze masz dobre pzeczucia co do tej poduszk Tempura
Z tym rankingiem, to chodzi o to miejsce:
http://www.liiil.pl/blogi-polityczne.php
Mordko, myślę, że możemy dojść do jakiegoś krakowskiego targu. 😉 Zgadzam się w całej rozciągłości, że w przypadku inicjatyw pomnikotwórczych chodzi o testosteron. Ale te inicjatywy są potem często finansowane z różnych wdowich groszy i tu motywacje mogą już być zupełnie inne.
W wieku moherowym nawet kobiety produkuja testosteron, utrzymuje moja Stara.
Nigdy nie mogę zrozumieć, dlaczego wdowom, należy przeliczać ich wdowi grosz? 😯
Klakierze, wyrazenie frazeologiczne „wdowi grosz” jest zaczerpniete z Ewangelii sw. Marka – 12,41-44.
Z tym związkiem między stabilnością rzeczywistości i miejscem polityki w życiu Romskey ma rację, ale chyba dodałbym tu jeszcze czynnik kulturowy. Na moje oko większa skłonność do „wszechpolityzowania” jest np. we Francji niż w Niemczech, choć Francuzi też miewali okresy całkiem przyzwoitej stabilności. Skądś to się musi brać.
Można by się zastanowić, czy idzie to po linii katolicyzm/protestantyzm, ale raczej nie. W Niemczech są również katolickie landy, ale i w nich jak rzemieślnik ma wykonać robotę, to jego ambicją jest wykonać ją dobrze, a nie udowodnić, że dobrze się zrobić nie da przez tych złodziei z rządu. 😉
I tamże:
40 Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok”.
Ojjjj… W Ewangelii tak bezprzykładny atak na ojca Rydzyka and Co? 😯
Już i Chrystus przystał do wrogów Kościoła. Gdzie są granice tej lewackiej propagandy? 👿
Hehehe, Bobiku. Wystarczy zapuścić w wyszukiwarkę „Chrystus komunista (liberał)”, aby się wysypała rozliczność wynurzeń na ten temat. 😀
A w Rzepie pojawił się taki artykuł:
http://www.rp.pl/artykul/20,955038-Wladza–pieniadze-i-seks-w-Kosciele.html?p=1
Bobiku, jak najbardziej obdarze Cie dozgonna wdziecznoscia za zniszczenie indyczych remanentow w lodowce. 🙂 Tymczasem rodzina oglosila strajk, twierdzac, ze przez najblizsze dni jest otwarta wylacznie na potrawy wegetarianskie (co dla mnie nie tylko nie jest zadna tragedia, a wrecz odwrotnie). :-;
A dla rownowagi, podrzucam wywiad ze Stanislawem Obirkiem, z tak podejrzanego zrodla, jak Krytyka Polityczna (sadzac po ostatnich wypowiedziach Jaroslawa Gowina, nie mowiac juz o zlinkowanym powyzej przez Klakiera artykule).
http://www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/ObirekKatolicyzmowigroziputinizacja/menuid-50.html
Zachwycajaca jest u Stanislawa Obirka sprawnosc jezykowa, obrazowosc jezyka, umiejetnosc znajdywania blyskotliwego myslowego skrotu. Jak to, ze wydzialy teologii w Polsce to zawodowki.
I ma on chyba gleboka racje mowiac, ze w Polsce Kosciol katolicki nie przerobil nawet nalezycie reformacji i oswiecenia, wiec kudy mu do dialogu z postmodernizmem. Derrida, Foucault? kon by sie usmial.
Szkoda, ze tacy intelektualisci jak Obirek sa wypychani z Kosciola. Za duzo glowkuja, wiec sa niebezpieczni, bo nieposluszni i knabrni.
A tu dzisiejszy Stanislaw Obirek, o Poklosiu:
http://www.liiil.pl/1353767890,Stanislaw-Obirek-Ciemna-strona-wsi.htm
I do tego Obirek jest swietnie zorientowany w tym, co ciekawego dzieje sie gdzie indziej – np. to, co mowi o Harvardzie, i mysleniu pluralistycznym o religii, to calkowita prawda. Tam nawet jest cos, co sie nazywa „pluralism project”, zainspirowany zreszta przez wydzial specjalizujacy sie w sanskrycie (sanskryt studiowal na Harvardzie T.S. Eliot) i Indian studies, ktoremu przewodzi swietna specjalistka od hinduizmu, Diana Eck (bo hinduizm, a za nim takze buddyzm maja swoja, zupelnie inna od europejskiej, zachodniej, wizje wspolzycia z innymi tradycjami; o tych roznicach ladnie pisze tez Dalaj Lama w ksiazce Beyond Religion). A Harvard, i Nowa Anglia maja z kolei zainteresowania dotyczace dialogu z tradycjami Wschodu, bo Emerson i Thoreau sie juz nimi powaznie fascynowali poltora wieku temu, wiec intelektualne szlaki sa juz przetarte.
Tymczasem ide czytac artykul o Poklosiu.
Bardzo ciekawy ten Obirek, Moniko. Moj mlodziutki (no mlodszy o jakies 20 lat ode mnie) kuzyn Filip wystapil z zakonu kilka lat temu wlasnie dlatego, ze bylo mu tam intelektualnie za ciasno i samodzielne myslenie bylo niemile widziane. A uczyl sie (w Polsce skonczyl prawo) w szkolach zakonnych w Niemczech i we Francji. A pamietam jak skladalismy sie (jego ojciez zmarl a mama byla bardzo finansowo przycisnieta) na sutanne po swieceniach. I cala sutanna na nic!
Niestety zadna instytucja nie moze sie sama zreformowac od srodka. Trzeba bylo czekac dwa tysiace lat na Sobor II Watykanski i to niepozorny papiez Jan XXIII jest odpowiedzialny za ten kamien milowy w historii kosciola.
No, wlasnie, Kroliku. Niektorych „wola” zycie duchowe, i to wlasnie chyba sie najlepiej – choc niekoniecznie tylko – robi we wlasnej tradycji. Tyle, ze nie moze ona skostniec, i ludzi dusic, i marnowac ich talentow (a myslenie krytyczne, ciekawosc innych, zadawanie pytan, takze tych niewygodnych, to jak najbardziej talent). Moja kuzynka, z ktora wyrastalam tak blisko, jak z siostra, zostala Mala Siostra Jezusa, i poki co jeszcze trwa, ale tez nie jest to latwe. Nie mowiac o naszym tutejszym przyjacielu, Austinie, ktory jest ksiedzem w stylu posoborowo-tygodnikowym, i jest mu bardzo trudno (ale tez dzielny jest bardzo).
A tu wspomniana Diana Eck o rozumieniu slowa „pluralizm” w kontekscie roznych tradycji religijnych:
http://www.pluralism.org/pages/pluralism/essays/from_diversity_to_pluralism
„Chociaż główny polityczny konflikt w Polsce jest daleki od zakończenia, to jezyk polityki, zdaje się, osiąga właśnie kres
To jest motto artykułu Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki.
Trochę przerażający, prawdę powiedziawszy.
Dla czytelników z zagranicy, nie mających dostępu do Polityki wklejam na 1 dzień.
Można sobie wydrukować, jak robi Rysio, lub drukować do pliku w pdf.
http://emtesidemeczka.blogspot.com/
A tu własciwie o tym samym.
W polskiej polityce czuć proch.
http://wyborcza.pl/1,75478,12916314,Prof__Markowski__Brunonow_K__moze_byc_w_Polsce_stu.html
Co to się porobiło. Władyka na słusznych pozycjach, DżejDżej Wind na słusznych pozycjach…
A od czasu do czasu nawet Winczorek, jak jesteśmy przy W. 🙂
W jak Wallenrod zapewne. 🙄
Siódemeczko, też myślałam, że osiąga kres, dopóki nie przeczytałam Ronina. To już jest szaleństwo, a szaleństwa bardzo się boję.
Wielki Wodzu, z Wallenrodem mam mocno na pieńku 👿 a z tą
Aldoną to już całkiem 👿
Dzieki Siodemeczko za udostepnienie… W sumie bardzo posepny jest ten artykul Janickiego/ Wladyki.
Uniknelam Wiatra na studiach. Historie mysli socjologicznej wykladal goscinnie na moim wydziale prof. Szacki. To byly super wyklady. Z ktorych polowe opuscilam, bo wydawalo mi sie ze superwyklady beda zawsze.
Dzieki za udostepnienie, mt7.
Bardzo ponura lektura.
Obirek, poza innymi zaletami, jest dla mnie osobiście Najlepszym Alibi. 🙂 Żywym dowodem, że jestem cięty nie na religię w ogóle, czy katolicyzm jako taki, tylko na pewne ich formuły, które uważam za fatalne zarówno dla życia intelektualnego, jak i społecznego, a przy tym zubażające, nie wzbogacające duchowo. Takich katolików jak on zawsze poliżę po nosie, zamiast szarpać za nogawki. 😀
Kiedy Obirek ze swojego, głęboko katolickiego przecież, punktu widzenia mówi o polskim Kościele, o roli w nim Wyszyńskiego i JP2, o znaczeniu duetu Ratzinger-Wyszyński dla katolickiej myśli teologicznej i społecznej, niezdolności tej myśli do dialogu z ze znaczącymi niereligijnymi prądami umysłowymi, itd, itp, mam cały czas ochotę wołać „z ust pan to mnie, poganinowi, wyjął”.
No i jest on też wspaniałym przykładem na to, że to nie wiara (jakakolwiek) uniemożliwia dialog i porozumienie z niewierzącymi, tylko zabetonowanie się na upatrzonych pozycjach, a potem rozpaczliwa obrona tych pozycji, najczęściej przez atak.
Okej, żeby było sprawiedliwie zaznaczę, że to samo odnosi się również do zabetonowanych na amen niewierzących. 😉
Tu nie ma symetrii. Bo choc istnieje cos takiego jak zabetonowane odlamy w kosciele (kosciolach), to nie istnieje jednak zapetonowane odlamy ateistow ( chyba ze mowimy o jakichs niedemokratycznych systemach, gdzie ateisci u wladzy zakazuja praktyk religijnych).
Za moich studenckich czasów biegały jakieś nieprzystojne dowcipy o Wiatrach intelektualnych puszczanych przez partię, ale to było dość dawno temu i prawdę mówiąc nie wiem, na ile wymowa tych dowcipów zachowała aktualność, mimo że partia jej nie zachowała. 🙄
Jak chodzi o zdolność do dialogu, to istnieją również zabetonowani ateiści. A systemy, w których zakazywano praktyk religijnych, istniały jak najbardziej realnie, pokazując, do czego takie zabetonowanie prowadzi.
Trzeba też wziąć pod uwagę, że nie we wszystkich krajach pozycja religii i Kościoła jest taka, jak w Polsce. W Europie Zachodniej Kościół znacznie rzadziej podejmuje rozmowę z pozycji siły. Nawet kiedy Watykan w ten sposób chciałby ją prowadzić, lokalne struktury często nadają jej na własną rękę całkiem inny charakter. I wtedy jak najbardziej można mówić o symetrii.
Do czego dodałbym, że nie ma mowy o Kościele podejmującym rozmowę z prawdziwej pozycji siły. Jaka-taka znajomość historii Europy mówi, że gdy Kościół miał siłę, o żadnej rozmowie nie było mowy, niech szkielety pokoleń innowierców to przypominają. Jedyne momenty luzu pojawiały się gdy następowały wojny wewnątrz Jedynej Słusznej Partii i kto chciał żyć mógł coś utargować.
O reszcie moich przekonań dotyczących dzisiejszego Kościoła dzisiejszego zamilknę.
Wiatr kojarzy się nieciekawo, to jasne, ale…
Tak dziękował, tak się wzruszał, że powierzono mu tę zaszczytną funkcję.
Eh, prawie się wzruszyłam.
Na dobranoc, luli, luli u matuli: 😀
https://plus.google.com/photos/+lincolnparkzoo/albums/5801106664679056433/5801106663592475106?banner=pwa
Oczywiscie, ze istnialy takie rezymy i osoboscie nie musze daleko szukac. Ja sie w takim urodzilam, remember? Ale mowimy o wspolczesych demokracjach.
Co do zdolnosci do dialogu z strony ateistow, to powiedzmy sobie z reka na sercu, ze nie wszystkim ateistom ten dialog jest do szczescia potrzebny.Oni sie swietnie obchodza bez dialogu, dopoki nikt im wierzen, praw relgijnych, obrzadkow i symboli nie narzuca.
I dopoki nie przeszkadzaja innym w praktykowaniu ich wlary, nalezy to uszanowac – ten brak inklinacji do dialogu.
Z betonem religijnym jest jednak troche inaczej, bo oni, jak nasz ulubiony Terlik, postawia Ikee pod sciana za pokazanie dwu szczesliwych mlodych mezczyzn w mieszkaniu. Takiemu nie wystarczy, ze powie sobie , ze nigdy juz niczego w Ikei nie kupie, nie, jemu potrzeba aby Ikea naprstowala swoje bledne sciezki. Ze o powazniejszych interwencjach nie wspomne, wszyscy je znamy na pamiec.
A jesli chodzi o Wiatra, to mnie zawsze cieszy jak ktos po latach bladzenia, przechodzi przeobrazenie. No i bardzo dobrze. Nie mam juz nic do Wiatra. Nie mam juz nic do Passenta, a nawet do wielu innych komuchow, ktorzy wcale sie nie nawrocili i dozywaja swoich dni wspominajac dawna chwale i tanie sklepy za zoltymi firankami. Pan Bog sie z nimi policzy, so to speak.
O, nie, Heleno, mysle, ze mozna byc zabetonowanym we wlasciwie kazdym swiatopogladzie, choc, oczywiscie, przynaleznosc do instytucji, ktora od bardzo dawna wymaga od swoich czlonkow przestrzegania ortodoksji, szczegolnie sklonnosci do betonowania sprzyja. Zabetonowanie moze sie na przyklad wyrazac przez dosc uparte cherry-picking, odmawianie drugiej stronie jakichkolwiek stron pozytywnych (to zarzucaja Nowym Ateistom ich koledzy, takze ateisci, ale bardziej otwarci, tacy, jak chocby marksista (sic!) Terry Eagleton.) Albo przez podejscie, ktore zaklada, ze z czasem wszyscy dojrza swiatlo, dorosna, i ateistami sie stana (bo religia to bajki dla dzieci).
Siodemeczko, dziekuje, juz ktorys raz korzystam z Twojej uprzejmosci i dobrego serca. 🙂 A artykul rzeczywiscie przygnebiajacy. Zas podobienstwa z tutejszymi zjawiskami tez sa, chocby przez wspolne inspiracje (Carl Schmitt jest tez guru w obecnej wersji Partii Republikanskiej, choc nie dla wszystkich).
A moj maz dzisiaj postanowil z jakiegos powodu poczytac wiecej (glownie po angielsku, choc po polsku tez na dosc podstawowym poziomie potrafi) o obecnym polskim ministrze sprawiedliwosci. Dosc to strescic tak – co chwila slyszalam „Oh, my God, Monika!”, „Listen, it gets worse”, etc. (glownie czytal o in vitro, ale nie tylko, takze o tym, ze minister sprawiedliwosci przepisy ma w nosie, o tym jak nie nalezy sie przejmowac bojowkarzami ze Swieta Niepodleglosci, bo po drugiej stronie jest rownie ekstremalne srodowisko Krytyki Politycznej). Zaskakujaco duzo mozna sie w jedno senne sobotnie popoludnie dowiedziec. 😉 Przy okazji odkryl tez jednego anglojezycznego blogera, mieszkajacego w Polsce, i dowcipnie na polskie tematy piszacego.
Bobiku, widze, ze sie troche z Toba lajznelam. 🙂
Andsolu, tylko że szczególnie jak chodzi o prądy umysłowe czy dialog, nie można utożsamiać instytucji Kościoła z katolicyzmem. W obrębie tego ostatniego są również osoby przez instytucję bardzo niechętnie widziane, czy wręcz wyklęte. Tak się składa, że w Niemczech tych „odszczepieńców” jest niemało i na pewno ma to związek z tutejszym – bardzo zindywidualizowanym – podejściem do religii. To raczej nie przypadek, że z jednego kraju wywodzą się Ratzinger czy Algermissen, a z drugiej strony Drewermann albo Uta Ranke-Heinemann. I wcale nie jest tak, że przeciętny niemiecki wierny wielbi B16, a Drewermanna uważa za zdrajcę. Powiedziałbym nawet, że w większości jest na odwrót. 😉
No a tak komu, Moniko, moze serio przeszadzac czyjes przekonanie, ze wierzacy z czasem ujrzy swiatlo? Jesli sila nie zmusza do ujrzenia swiatla?
Znam takich ateistow (mialam kolege w redakcji) ktorzy uwazaja, ze trzeba byc niespelna rozumu aby wierzyc w Nieistniejace Byty. Who cares? Mozna z takim ateista sie nie zadawac. Trudniej nie zadawac sie z biskupem Ryczanem. Albo z pania Radziszewska, ktora projeky ustaw posylala po imprimatur do Episkopatu.
Mozna sie nie zadawac, Heleno. Ale zupelny brak checi zrozumienia drugiej strony, czy calkowite unikanie tematu, jest pewnym utrudnieniem w codziennym zyciu, tu i teraz, bo daje hodowac w sobie bardzo duze poczucie obcosci wobec sporej rzeszy wspolobywateli (nie wszyscy z nich sa przeciez fundamentalistami, ktorych tak lubia z kolei niektorzy ateisci opisywac). Diana Eck, w podrzuconym przeze mnie powyzej krotkim fragmencie o pluralizmie, pisze o tym, ze sprobowac zrozumiec, na ile sie da, nie oznacza zamazywania roznic, ani koniecznosci przejmowania cudzych pogladow. Ale jednak humanizuje inaczej myslacych/odczuwajacych.
Heleno, trochę się chyba rozmijamy, bo Ty cały czas wracasz do polskiej rzeczywistości, a np. Monika czy ja już tak bardziej ogólnie. 😉
Mnie dialog z katolikami jest potrzebny po prostu dlatego, że interesuje mnie, co inni mają do powiedzenia, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam (pod warunkiem, że da się rozmawiać sensownie). A i z tego powodu, że z tzw. katolikami otwartymi zgadzam się w wielu kwestiach społecznych i świetnie mogę z nimi na tym polu współpracować. Oni wcale nie zamierzają mi narzucać swojej wiary ani jej przepisów, ja im swojej niewiary, a innych punktów stycznych jest wiele. To niby dlaczego miałbym się odcinać od dialogu?
Łajza coś dziś uparta. 🙂
Nie, Bobik, ja tez mowie bardziej ogolnie.
Pewnie, ze jest przyjemniej jak wszyscy sa otwarci na dialog. Ale zarowno po stronie wierzacych jak i niewierzacych mozna sie spodziewac takich, ktorym dialog do niczego potrzebny nie jest. I to jest, moim zdaniem zupelnie OK i do przyjecia.
Probemy zaczynaja sie wtedy dopiero kiedy jedna ze stron nie gotowych na dialog pragnie drugiej narzucic postepowanie, poprzez np odmawiania sprzedazy srodkow antykoncepcyjnych badz przeprowadzenia badan prenatalnych. Albo uczestniczyc w obrzadkakch religijnych.
I przyznacie oczywosce, ze w dzisiejszym swiecie demokratycznym strona wierzaca ma znacznie wieksze mozliwosci narzucania postepowania, niz strona ateistyczna. Ateistyczna moze jedynie domagac sie przestrzegania prawa przez strone wierzaca.
Z kronikarskiego obowiązku dodać można jedynie, że jeszcze niedawno było zupełnie odwrotnie i pewnie działa tu jeszcze prawo odbicia. Przynajmniej u nas. Sporo też takich, którzy jeszcze nie tak dawno temu zrywali studentom na zajęciach z wojskowości krzyżyki na łańcuszkach, a teraz biegają na każdy nieszpór. Myślę, że jeszcze dwa, trzy pokolenia i sytuacja zupełnie się uspokoi.
Ryszard Filipski – aktor i zalozyciel bolszewicko-narodowego teatru Eref. Najbardziej partyjny beton jaki mozna sobie wyobrazic.
A dzis jasna gwiazda Radia Maryja.
Albo inna moja uu ibienica z czasow komuny – towrzyszka sekretarz podstawowej organizacji partyjnej Katarzyna Laniewska, o ktorej chodzily legendy w swiecie teatralnym. Dzis w Rodzinie RM.
Właśnie w demokratycznym świecie dialog jest często wręcz konieczny, bo różne sprawy praktyczne go wymagają. Można nie przejawiać najmniejszego zainteresowania dla przekonań drugiej strony w kwestii Najwyższej Istoty, ale już choćby sztandarowy przykład aborcji czy in vitro pokazuje, że nie we wszystkich sprawach wzajemne desinteressement da się utrzymać.
Jestem gorącym zwolennikiem państwa świeckiego, ale kiedy to państwo wprowadza przepisy, które dla sporej części społeczeństwa są ze względów religijnych (czy innych) trudne do przełknięcia, unikanie dialogu i próby przekonania drugiej strony do swoich racji uważam za ogromny błąd. Są wtedy spore szanse, że tamta strona odbierze te prawa jako narzucone, bez względu na to, jak jest w rzeczywistości (tzn. nie biorąc pod uwagę, że może z pewnych wolności dawanych przez prawa nie korzystać). A kiedy chce się przekonywać czy zawierać kompromisy, otwartość na dialog – z obu stron – jest rzeczą absolutnie podstawową.
I oczywiście nie przyznam 😈 że wszędzie strona wierząca ma większe możliwości narzucania postępowania. Mieszkając w Niemczech miałbym spore trudności ze znalezieniem postępowania, które strona wierząca jest w stanie mnie, ateiście narzucić. A właściwie no way. Zaraz bym do środków prawnych sięgnął i wygrał. 🙂
Ponieważ linia frontu katolicko-ateistycznego w wydaniu PRLowskim przebiegała przez środek małżenstwa moich rodziców, po 1989 roku widywałam przykłady ciekawych ewolucji światopoglądowych po obu stronach tej linii. Choć przyznam, że przejścia ze strony marksistowskiej na przeciwną były bardziej interesujące (i zabawne poniekąd). Patrzę jednak na obecnie toczący się proces zepchnięcia niewierzących do narożnika nie jako na trwałą tendencję, tylko na wychylenie wahadła.
Przepraszam, znalazłem jedną rzecz, która jest mi narzucona, a wywodzi się w dużej mierze z religijnych tradycji. To dni wolne. Ale nie zamierzam ich zaskarżać. 😆
Bobiczku, ja nie jestem przeciwnikiem dialogu, ale nie, nie uwazam, ze kazdy w nim MUSI partycypowac jesli nie zyczy sobie.
Cytowalam w czwartek zdanie wypowiedziane przez labourzystowskiego posla w panelu, ktory na pytanie co sadzi o deczyzji Synodu w sprawie konsekrowania kobiet na biskupow, odpowiedzial: malo mnie to obchodzi, nie jestem chrzescijaninem.
To dla mnie jest w porzadku, taka odmowa. I uczestnkow to nie zgorszylo, rozmawiali sobie dalej na zadany temat.
Rozbawilo mnie to niejako w kontescie i opozycji Polski, gdzie nikt nie mialby odwagi tak uciac dalsze nagabywanie.
Ale to chodziło, jeśli dobrze zrozumiałem, o wewnętrzne kościelne sprawy, nie o coś, co dotyczy wszystkich albo większości, bez względu na wyznanie lub jego brak. Nie np. o prawo państwowe.
W momencie, kiedy kwestie sporne są „ogólnospołeczne”, odmowa mówienia o nich jest zaprzeczeniem postawy obywatelskiej, na co zwłaszcza poseł chyba nie bardzo może czy powinien sobie pozwolić. 😉
A, jeszcze coś. Ja nie stawiam sprawy tak, że każdy MUSI partycypować w dialogu. Ja sobie zadaję pytanie, czy są istotne powody, żeby partycypować i odpowiadam na nie twierdząco. 😉
Jestem za dialogiem. Przeciw zmuszaniu do dialogu niechetnych.
A wszystko to w kontekscie zabetonowania stanowisk.
Zabetonowanie stanowisk ateistycznych, powtorze, nie jest symetryczne z zabetonowaniem stanowisk teistycznych w swiecie zachodnich demokracji, gdzie ateisci w zasadzie nie rzucaja sie na wierzacych i kaza im przerywac ciaze, stosowac antkoncepcje itp.
Czesto prawa swieckiego panstwa sprzyjaja bardziej postawom ateistycznym, niz teistycznym, ale to jest oczysiscie zupelnie inna rozmowa.
Znowu mi się wydaje, że nie o tym samym mówimy. Przypomnę, że mnie chodziło o betonowanie stanowisk w kotekście dialogu, czyli w uproszczeniu o to, żeby żadna ze stron nie wychodziła ze założenia „z tobą gadać nie mam o czym, bo cokolwiek byś powiedział, jesteś głupi i nie masz racji”. Albo jeszcze gorzej: „po co miałbym słuchać twoich argumentów, skoro i tak moim jedynym celem jest narzucenie ci moich poglądów albo wręcz zniszczenie cię”.
Symetria rzeczywiście nie istnieje tam, gdzie jedna ze stron w sposób dość wyraźny przyjmuje takie założenia, a w dodatku ma dosyć władzy politycznej, ekonomicznej czy innej, żeby na drugiej stronie coś wymuszać. Dlatego istotnie nie można mówić o symetrii w polskiej rzeczywistości, ale nie mam poczucia asymetrii w rzeczywistości niemieckiej (nawet B16 świetnie wie, że tu niczego nikomu poza katolikami, a i to nie wszystkimi, narzucić nie może), nie miałem jej we francuskiej, a i angielska chyba taka straszliwie asymetryczna nie jest. 😉
W angielskim spoleczenstwie nie ma zadnych betonowych barykad, bo Brytyjczyc z natury nie sa sklonni do zadnych skrajnosci i raczej wybieraja najczesciej kompromis.
Poza tym jednym moim kolega z pracy, ktory pod kazdym nie tylko tym wzgledem, byl nieprzyjemnym czlowiekiem, nie zetknelam sie w Wielkiej Brytanii ani w zyciu publicznym, ani prywatnym z zabetonowymi ateistami. Nawet nie wiem jakby to mialo sie przejawiac i na czym polegac. W wypadku mego kolegi z pracy polegalo to wylacznie na okazjonalnym dokuczaniu redaktorowi od spraw religijnych, zartobliwych a nieprzyjemnych docinkach.
Jesli chodzi o strone religijna, to z pewnoscia tez ich, betonu, zanadto nie widac, jesli nie liczyc pary imamow-wariatow. Jakis beton chrzescijanski moze i istnieje, ale nie odgrywa zadnej znaczacej roli w spoleczenstwie. Nie widac ich. Wiec naprawde nie wiem o czym mowisz.
Naszym „sztandarowym” ateista jest prof Richard Dawkins, wybitny biolog ewolucyjny, ktorego betonem pod zadnym pozorem nazwac nie sposob. Jest to czlowiek wielkiej kultury osobistej, ogromnej wiedzy, ktory nieustannie uczestniczy w rozlicznych „dialogach” i panelach nawet z ewidentnymi kretynamiwszelkich wyznan, ktorym z wielka cierpliwoscia tlumaczy, ze nauka nie zna zadnych najmniejszych dowodow na istnienie Sily Wyzszej, wiec jest bardzo duza szansa, ze ta Sila nie istnieje.
Czy słowo „beton” nie za często tu pada? Gdyby nieugięte tkwienie w swojej postawie ideologicznej tak opisywać, to olbrzymia większość katolików i spora część deklarujących się na lewo i prawo ateistów by była betonowa. Agresywność obu stron jest nieznośna, ale odmiennych kolorów. Mandat do naprawiania świata i uwalniania zaopiumowanych od religii na ogół bierze się u walczących ateistów z niegłęboko przemyślanych teorii o sprawiedliwości i równości, czyli popłuczyny po francuskiej rewolucji, z uroczym spadkiem takiego jak za rewolucji teoretycznego opowiadania się za prawami kobiet, ale w praktyce bez przesady.
Przy okazji, znajoma, bardzo czarna, przez idee, bo ze skóry to z daleka widać, że jak większość czarnych Brazylijek miała w rodzinie mieszanki rasowe, kiedyś uwierzyła, że mimo zupełnie niepoprawnej różowej skóry mam czarne poglądy i zwierzyła się, że wkurzają ją ich zebrania Zjednoczonego Ruchu Czarnych, bo mężczyźni gadają o niechybnej rewolucji, a ją wysyłają do robienia kawy.
Więc ci ateiści są tacy z dobrego serca, które ukojenie znalazło czy to u Platona czy u Campanelli, i nie będą słuchać czego by ludzie chcieli, bo oni wiedzą lepiej co dla ludzi jest dobre. Potężne ich intelekty plus jedna książka. No, w porywach to nawet dwie.
Natomiast przyjęcie na poważnie, że jest jeden Bóg i on ma całą rację, a co więcej, jest racją, nie zostawia najmniejszej szansy na tolerancję dla innych, bo przecież oni sprzeciwiają się woli bożej i tu nie ma minimalnej teoretycznej różnicy między odczytem Islamu czy Nowego Testamentu. Praktyka bywa odmienna, ale nie wtedy gdy religia jest dominująca. I wierzący nie zapytają ludzi czego by oni chcieli, bo wola ludzi jest zupełnie nieistotna gdy zestawiona z wolą istoty z definicji będącej wyższą.
I niesłychanie mnie ucieszy gdy czytający mnie katolicy ruszą do zapewniania mnie, że wcale nie myślą o przymuszaniu mnie do myślenia, mówienia i działania wedle ich pojęć metafizycznych, bo to będzie deklaracja, że nie są sterlikowani, ale to nie ma najmniejszego, najmniejszego znaczenia w ewentualnie odmienionych warunkach. Bo gdyby takie Rydzyki stały się prawdziwą siłą i Rydzykowa Formacja Prawdziwej Polskości prowadziła mnie do zawieszenia na jakimś mizernym drzewie, nikt by temu nie sprzeciwił się, bo mógłby stać się mi towarzyszem w wiszeniu.
Dlatego podstawą mego optymizmu, że da się żyć, nie jest alternatywny czy charyzmatyczny czy postępowy katolicyzm, tylko dość mocno już osadzona w naszej kulturze zasada rozdziału Państwa i Kościoła. Nie rozsądne poglądy ludzi mających swoje zastrzeżenia względem Watykanu, ale jednak stojących po stronie tej struktury z całą jej historią – ale strukturalne i wpisane w zasady gry ograniczenia ingerencji świętego ducha w kwestie mojego ciała.
I niech będzie tu powiedziane ciepłe słowo o peerlelu (oczywiście nie sprzed roku 1956), że jakby hipokryzyjna czy głupia czy zbędna walka władz z PB nie była (z Kościołem, jak coraz lepiej ludzie to widzą, wcale nie było takiej ostrej walki, przynajmniej nie takiej, która by przekraczała walkę z chłopami czy robotnikami czy gospodyniami domowymi), to jednak przyzwyczaił on parę pokoleń, że można żyć z takim rozdziałem i świat wcale się od tego nie wali.
Ja dziekuje za linki z Obirkiem, bo to jest fajnie miec dialog z takimi katolikami, ktorzy nie odrzucaja innych i nie tkwia w archaicznej swiatopogladowej przeszlosci. Mam wrazenie, ze bedzie coraz wiecej zainteresowania pogladami Obirka .
nieco za wczesnie 🙂 jak na niedziele 😀
brykam 😆
szaleszcze przy herbacie
🙂
dziekuje mt7, juz wydrukowane 🙂
teraz mam czas czytanie lawiny linkow
tak wiec, biore sie 🙂
brykam fikam
Dzień dobry.
Ta dziewczynka z kłoskami w rękach wczoraj nie dawała mi spokoju:
http://img.istpravda.com.ua/images/doc/a/b/ab68655-29.jpg
Dzień dobry.
Dziękuję, Mar-Jo.
doczytalem 🙂
vesper, Patrzę jednak na obecnie toczący się proces (…) nie jako na trwałą tendencję, tylko na wychylenie wahadła.
zawsze i wszedzie, dawniej, teraz i w przyszlosci, bylo, jest, bedzie i to dobrze tak 🙂
trywialnie na niedziele:
Taksówkarz z Nowego Jorku napisał:
Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do „bazy”… ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. „Minutkę!”, odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze…
Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.
U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.
Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.
„Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?”, zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.
Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.
Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. „To nic”, powiedziałem, „Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę.”
„Och, jesteś takim dobrym chłopcem” , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: „Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?
„To nie jest najkrótsza droga”, odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.
„Och, nie mam nic przeciwko temu”, powiedziała. „Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum…”
Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. „Nie mam już nikogo z rodziny”, mówiła łagodnym głosem. „Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele…”
Wyłączyłem licznik… „Którędy chce Pani jechać?”
Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.
Jechaliśmy przez okolicę, w której żyła z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła bym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.
Czasami prosiła by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.
Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle „Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę”. Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.
Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi..
Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.
„Ile jestem panu winna?” Spytała, sięgając do torebki.
„Nic”, powiedziałem.
„Trzeba zarabiać na życie”, zaoponowała.
„Są inni pasażerowie,” odpowiedziałem.
I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.
„Dałeś staruszce małą chwilę radości”, powiedziała. „Dziękuję”.
Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka .. Za mną zamknęły się drzwi – był to dźwięk zamykanego Życia ..
Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?
Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.
Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.
Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich.
zrecznie zmyslone, chyba ze prawda? kto wie
w ciekawej ksiazce „Ocaleni” Matthew Kelly w poslowiu – na koncu ksiazki juz – napisal:
” Ocalalych z deportacji darze wielkim szacunkiem i jesli chcialem przedstawic czytelnikom nieco ze zlozonosci polskiej historii, to nie po to, by zmienic ofiary w sprawcow albo sugerowac rozumiana w uproszczony sposob zbiorowa wine czy odpowiedzialnosc. Jesli skonfrontowanie sie z wlasna zlozona przeszloscia jest dla Polski konieczna czescia transformacji w strone demokracji liberalnej, trzeba pamietac, ze Wielka Brytania (ani tez Stany Zjednoczone) nie moga sluzyc przykladem w zakresie wlasciwego postepowania z wlasna przeszloscia. My, Brytyjczycy, jestesmy oczarowani dawnym imperium, szczegolnie zas Indiami Brytyjskimi, z falszywa skromnoscia zdarza nam sie doswiadczac chwili neokolonialnych uniesien, wynikajacych z przeswiadczenia, ze „oni” mieli szczescie, bo to „my” bylismy ich wladcami, a nie ktos z naszych
bardziej bezwzglednych europejskich rywali. Szczycimy sie
ciagloscia naszych instytucji i swobod, zwyczyjowo zapominajac o Irlandii i, o blizszych nam czasach, o tolerancji dla sekciarskiego rezimu w Irlandii Polnocnej w latach 1920-1972.
Chwalimy sie zniesieniem niewolnictwa, ale zachwycajac sie okazalymi osiemnastowiecznymi domami, utrzymywanymi z naszej dotacji dla National Trust czy English Heritage, nie pamietamy, do jakiego stopnia owczesne majatki oparte byly na handlu niewolnikami. Zachwycamy sie epoka wiktorianska,
a cierpienia owczesnej biedoty traktujemy jak dickensowska scenke rodzajowa.
Historia – nieistotnie, brytyjska, polska, czy irlandzka – nie musi
zapewniac komukolwiek milego samopoczucia albo pomagac przewidziec przyszlosc. Historia przedstawia dowody na to, ze wciaz trzeba zadawac sobie pytania, rozwijac zdolnosci krytycznego myslenia i umiejetnosci szanowania systemow wartosci innych ludzi. Zbyt wiele jest tych dowodow, by je
wszystkie poznac, sa tez bardziej poruszajace niz abstrakcyjne rozwazania. Szukajac solidnych podstaw do obserwacji zlozonosci historii, mozna wskazac jedynie uparte przywiazanie do zasady, ze z jednostronnej perspektywy nie sposob dostrzec pelnego obrazu zadnego istotnego zjawiska.”
(tluste-ja)
pstryk
pora na drugie sniadanie 🙂 🙂
lodowko czekaj, przybywam………….
bryku fiku
Dzień dobry 🙂
Komu drugie śniadanie, temu drugie. Niektórzy dopiero do pierwszego się przymierzają. 🙂
Co by tu sobie nałożyć… Zdjęcie od Mar-Jo, cytaty od Rysia, a przecież i z wczoraj pozostały jeszcze różne smakowite kąski…
E, porządny łakomczuch chyba wszystkiemu powinien dać radę. 😆
Ponieważ jest to na tym blogu duża rzadkość, żeby ateiści spierali się z ateistami o religię, nie mogę sobie odmówić przedłużenia jeszcze choć o kilka chwil tego sporu, nawet jeżeli nie jest on w gruncie rzeczy w kwestiach zasadniczych. 😉 Wsiadam więc na koń i ruszam zetrzeć się z dwoma argumentami andsola.
Pierwszy to ten: przyjęcie na poważnie, że jest jeden Bóg i on ma całą rację, a co więcej, jest racją, nie zostawia najmniejszej szansy na tolerancję dla innych. Otóż wcale nie musi być to prawdą, jeżeli uwzględnimy różnicę między wierzę a wiem. Kiedy wierzący ma świadomość, że jego wiara nie opiera się na mocniejszych dowodach i racjonalniejszych argumentach, że jest tylko osobistym wyborem (i to często „mimo wszystko”), to jak najbardziej zostawia to miejsce na tolerancję. Na zasadzie „ja wierzę w taką opcję, bo chcę w nią wierzyć, ale rozumiem, że inni równie mocno chcą wierzyć w inną i to ich święte prawo”. Nawet kłótnia z nauką nie jest tu konieczna, bo można uznawać jej racje i wcale nie upierać się przy dosłownym traktowaniu świętych ksiąg, ale na końcu mówić „tyle że kwestia wiary nie mieści się w dziedzinie ratio, więc rozmawiamy na dwóch różnych płaszczyznach. Ja sobie dalej będę wierzyć bez racjonalnych podstaw, a równocześnie zgadzać się z wami wszędzie tam, gdzie racjonalność jest ważna lub konieczna, np. przy lotach na księżyc albo stanowieniu praw”.
Gorzej (a czasem nawet całkiem źle) jest, kiedy na miejsce wierzę cichcem albo i głośno podkłada się wiem, nadal nie poczuwając się do obowiązku jakichkolwiek racjonalnych uzasadnień. Tu rzeczywiście nie ma miejsca na tolerancję, albo jest go niezwykle mało. Tylko że ja bym tu mówił nie tyle o wierze, co już o religijnym fundamentalizmie.
Druga sprawa to zasada rozdziału kościoła od państwa jako gwarancja praw zarówno niewierzących, jak innowierców. Owszem, to jest gwarancja konieczna, ale niewystarczająca, co choćby na przykładzie Polski dobrze widać. Kiedy ta zasada nie jest zinternalizowana i zaakceptowana przez wierzących, zwłaszcza jeśli są dominującą większością, zawsze może się okazać, że istnieje tylo deklaratywnie i papierowo.
Zinternalizowanie tej zasady wcale nie przyszło zachodniej Europie łatwo i bez bólu. Najpierw setki tysięcy ludzi musiały się powyrzynać w wojnach religijnych, żeby zaczęto główkować, jak z tym wreszcie skończyć. I rozdział kościoła od państwa wcale nie był pierwszym ani jedynym pomysłem. Okazał się w końcu pomysłem najskuteczniejszym, ale też trochę potrwało, zanim wszyscy go kupili.
Zmierzam do tego, iż sama zasada rozdziału kościoła od państwa, nawet osadzona w prawie, nie daje jeszcze żadnej pewności, że któregoś dnia jakaś radyjna rodzinka nie poprowadzi w stronę mizernego drzewa andsola, mnie i pozostałych zaprzańców. Taką pewność daje dopiero uznanie tej zasady za oczywistą oczywistość przez taką większość, przy której ewentualna nieuznająca mniejszość jest niewartym wzmianki pikusiem. A internalizowanie zasad nie odbywa się na drodze wprowadzenia ich i juszsz, tylko właśnie długotrwałego, czasem nawet wielowiekowego dialogu. I zwykle nie tyle z fundamentalistami, bo oni z zaprzańcami gadać nie będą, co z jakimś rozsądnym środkiem, który z kolei ma szanse powolnego drążenia fundamentalistycznej skały kroplami rozsądku.
Mnie to w każdym razie milsze niż wojna religijna, choć jeśli już musiałoby do niej dojść, to jasne, że świeckości państwa będę bronił własną, czarną, skudloną piersią. 😈
Osobną sprawą jest ciepłe słowo o peerelu jako „przyzwyczajaczu” do zasady rozdziału. Ja „w tym temacie” wcale o nim tak ciepło nie myślę, bo uważam, że wymuszając stosowanie tej zasady raczej uniemożliwiał zinternalizowanie jej. Zahibernował różne przedwojenne spory i opcje światopoglądowe, nie pozwalając się im „wykokosić” i stracić na znaczeniu, co stopniowo odbywało się w Europie niekomunistycznej, bez odgórnego przymusu. Czyli na dłuższą metę bardziej zaszkodził sekularyzacji, niż jej pomógł.
Podobne zjawisko zahibernowania, nie tylko w sferze religijnej, zaszło w byłej Jugosławii i wszyscy wiemy, jak dramatyczne były tego skutki.
To prawda, że ateiści w kwestiach związanych pośrednio lub bezpośrednio z religią mogli się lepiej czuć w peerelu niż teraz, tyle że jednak odbywało się to kosztem ograniczenia praw wierzących (choć nie zawsze Kościoła). Nie jest to chyba taki wzorzec demokracji, któremu warto by zbyt ciepłe myśli poświęcać. 🙄
To szczekałem ja – pies, który wcale nie uważa, że w peerelu dokładnie wszystko, bez najmniejszego wyjątku, było złe. 😉
dla frakcji:
Oberbürgermeister von Stuttgart
Wolfgang Schuster
Er habe es immer als Kompliment empfunden, dass die Stadt Menschen aus aller Welt anziehe, die sich hier bessere Zukunftschancen erhofften.
http://www.zeit.de/2012/47/Stuttgart-Auslaender-Integration
Dzień dobry,
taki truizm – wydaje mi się, że te odwieczne spory mają umocowanie w niepewności, a jednocześnie w tęsknocie do pewności. Niekiedy mi się wydaje, że im bardziej ktoś jest niepewny tym żarliwiej broni tego, co wybrał. Zwłaszcza, jeżeli za sobą ma argument liczebny w postaci rzeszy współwyznawców. Pomijając wszelkiego rodzaju totalitaryzmy, to zupełnie przyzwoicie daje się żyć w sferze wiary/niewiary obok siebie, od czasu do czasu zastanawiając się nad tym, że strona przeciwna być może ma w czymś rację. Praktyki dnia codziennego tu pomijam, bo to moim zdaniem, obszar poza wiarą/niewiarą, a ideologie.
Wiem, ze juz niejednokrotnie o to sie z Bobiliem spieralam, ale powtorze jeszcze raz, ze nie zgadzam sie, iz ” internalizowanie zasad nie odbywa się na drodze wprowadzenia ich i juszsz, tylko właśnie długotrwałego, czasem nawet wielowiekowego dialogu”.
Wcale nie koniecznie. Czesto wprowadzenie prawa, przeciwko ktoremu jest wiekszosc (nawet zdecydowana wiekszosc) spolecznstwa, powoduje, ze zasady na podstawie ktorych to prawo wprowadzono, zostaja zinteranlizowane i to w podskokach. Tak bylo poczynajac od zniesienia kar smierci w wielu krajach do zakazu wymierzania dzieciom klapsow w Szwecji. Osobiscie pamietam wzburzenie w spoleczenstwie brytyjskim, kiedy w pierwszych latach mojego tu pobytu zdelegalizowano kary cielesne wymierzane starym zwyczajem w niektorych prywatnych szkolach. Dwa – trzy lata pozniej trudno bylo uwerzyc, ze wzbudzalo to takie opory wsrod „tradycjonalistow”.
Dzis bicie w szkole dziecka za nieodrobiona lekcje, kolczyk w uchu czy krnabrne zachowanie jest nie do pomyslenia.
Od pierwszego stycznia nowego roku w Polsce beda obowiazywaly narzucone przez Bruksele znacznie ostrzejsze przepisy dotyczace dobrostanu wszysrkich zwierzat trzymanych w gospodarstwie – trzody, zwierzat hodowlanych, koni, psow etc.
Nie sa to przepisy, ktore sprawiaja wielka radosc wszystkim polskim np rolnikom, bo dobrostan kosztuje i kosztuje nieraz sporo. I sprzeciwy to prawo wywolywalo juz pare lat temu, kiedy wyznaczono terminy jego stopniowego wprowadzania.
Dzis malo kto odwazy sie powaznie argumentowac przeciwko niemu.
Podsumowujac – internalizowaniu mozna dopomoc i je znaczaco skrocic wprowadzajac dobre ustawodawstwo zmieniajace ludzkie zachowania.
Ideologie bardzo rzadko pozostają w sferze czystej abstrakcji, zwykle mają przełożenie na codzienność. 🙄
Zgadzam się jednak z tym, że wierzący z niewierzącymi mogą nie tylko żyć obok siebie, ale i całkiem nieźle się w wielu sprawach dogadywać, pod warunkiem, że ich wiara lub niewiara nie ma charakteru prozelitycznego.
Polski Kościół w ostatnich 20 latach ogromnie się wahnął w stronę prozelityczności, co zresztą wydaje mi się jednym z jego dramatów. Przez to wahnięcie nie jest zdolny do „pokojowej koegzystencji”, co z kolei staje się dramatem wielu wiernych, którzy w imię trzeźwości umysłu i wartości uważanych przez nich za prawdziwie chrześcijańskie, muszą się odcinać od swojego Koścoła i sporej grupy współwyznawców.
Heleno, to po prostu nieprawda, że zasady internalizuje się w podskokach (poza wczesnym dzieciństwem, a i wtedy kilka lat to zabiera). Nie ma tak, że hop-siup, uchwalamy powszechnie nieakceptowane prawo i za rok świadomość powszechnie się dostosowuje. Przecież wprowadzenie wszystkich tych praw, o których piszesz, poprzedził właśnie długotrwały dyskurs społeczny i proces stopniowej ich akceptacji. Raz bardziej ożywiony, raz mniej, ale jednak powoli sączący do głów takie „rewolucyjne” myśli, że tłuczenie gówniarza czy dręczenie kota nie jest zajęciem godnym porządnego człowieka.
Pomagać temu procesowi można na różne sposoby, ale nigdy nie jest to hop-siup. Żeby wprowadzić jakieś prawo, trzeba do tego przekonać przynajmniej parlamentarną większość. Czyli nie tylko posłów, ale również ich wyborców, którzy zagłosują na partię mającą w programie np. zniesienie kary śmierci, a nie odrzucą jej gremialnie właśnie z powodu tego punktu. A więc pomaganie internalizacji nowych zasad poprzez ich prawne umocowanie może się odbywać dopiero wtedy, kiedy duża część społeczeństwa już została przekonana uprzednią dyskusją.
To, że wprowadzenie jakiegoś prawa może przyspieszyć proces internalizacji u nieprzekonanych, to już trochę insza inszość. Bez wcześniejszego pozyskania przekonanych do tego punktu w ogóle by się nie doszło.
To przypomnij sobie , Piesku, jakimi „dyskusjami” bylo poprzedzone w Polsce wprowadzanie prawa zakazujacego sztucznego przerywania ciazy. Rozleglymi, co? Kazdy, kto chcial mogl sie wypowiedziec, co?
KIlka lat pozniej osoby jak najdalsze od koscielnego nauczania w sprawach aborcji, powtarzaly jak za pania-matka, ze „choc nie jestem wierzaca, uwazam aborcje za zabijanie dzieci nienarodzonych i dopuszczam tyko w wyjatkowych, szczegolnie drastycznyc przypadkach” . Kto dzis w Polsce odwazy sie bronic prawa do aborcji ze wzgledow spolecznych? Kto dzis, poza pania Czubaszek, odwazy sie (tak jak bylo to przed laty we Francji) znalezc sie przed kamera i powiedziec: musialam usunac ciaze, bo chcialam kontynuowac studia, bo nie bylam gotowa na macierzysntwo, bo sukinsyn nie zamierzal sie ze mna zenic.
Zinternalizowany zostal nie tylko poglad, ze aborca jest „najwiekszym zlem”, ale i jezyk – ze plod jest „dzieckiem nienarodzonym”. Nikt dzis o odzyskanie jezyka bojow nie toczy.
Moja diagnoza jest taka, jeżeli chodzi o hierarchię kościelną w Polsce, łatwiej jest jednoczyć i mobilizować wokół wspólnego 'wroga’, niż podejmować wysiłek pracy formacyjnej kształtowania sumień.
Na dodatek przez dziesięciolecia żyli w twierdzy, bo wróg istotnie był.
Teraz na skutek ruchów laicyzacyjnych zaostrzono radykalizm religijny, co paradoksalnie sprzyja laicyzacji.
A jeszcze inna sprawa, że obecni biskupi są głównie z „wiejskiego naboru”, który kiedyś był podobno dominujący w Polsce i myślę, że prezentują taką ludową religijność właśnie – żarliwą, ale mało refleksyjną.
Helenko, ja miałam koleżankę w pracy, matkę dwojga dzieci, która co roku robiła 'skrobankę’, bo nie chciało jej się zabezpieczyć. Dopiero jak lekarz powiedział, że już więcej jej zabiegu nie zrobi, bo nic jej z macicy nie zostało, to założyła spiralę, o której przez lata wszyscy w głowę kładli.
Dla niej aborcja to była antykoncepcja. Nie była osobą ubogą, często wyjeżdżała za granicę służbowo (w PRL).
Nie wiem ile jest takich kobiet.
Ale wprowadzanie sekularyzmu po wojnie, przez nowy rezim i wprowadzanie np. zasad dotyczacych dobrostanu zwierzat w panstwie majacym struktury demokratyczne, wolnosc slowa, itp. to jednak dwie rozne rzeczy, Heleno. Wprowadzanie sekularyzmu a la panstwo komunistyczne jest czescia pamieci rodzinnej, chocby w takich rodzinach jak moja. Moj Ojciec, jako chlopiec, mieszkal przez jakis czas zaraz po wojnie pod Lublinem, i sam byl naocznym swiadkiem morderstwa ksiedza w malym miasteczku przez „nieznanych sprawcow”. Byl to zreszta ksiadz-inteligent, dzisiaj by sie powiedzialo „liberalny”, wiec przy okazji zalatwiono i pare innych spraw. A z kolei kuzynka Ojca, ktora w poznych latach czterdziestych studiowala prawo na KUL-u, byla tak nekana przez UB, zeby donosic na to srodowisko, ze w ostatnim semestrze studiow, tuz przed dyplomem, po prostu zdecydowala sie wyjechac, porzucic to miejsce i srododowisko, bo donosic nie chciala, choc studia skonczyc i uzyskac dyplom jednak tak (i to jej, w ramach wprowadzania sekularyzmu na zawsze zabrano). Tak wiec historie dotyczace sekularyzacji po polsku, w tamtym czasach sa zupelnie inne, w zaleznosci od tego, kto je opowiada. Bo i doswiadczanie byly inne, i tego tez lepiej z gory nie splaszczac, i nie bagatelizowac, nawet jesli samemu mialo sie zupelnie inne rodzinne historie, chocby noe tak dramatyczne.
A co do Dawkinsa, to bardzo to piekne, ze jest biologiem, specjalista od ewolucji, ale wlasciwie udowadnianie, ze Boga nie ma przy pomocy metody naukowej jest takim samym cwiczeniem myslowym, co udowadnianie, ze Bog jest (pozostanmy juz w kregu zachodnich sporow, nie zaglebiajac sie w to, jak inaczej to widza inne systemy reliigijne, takie na przyklad, ktore Boga osobowego w ogole nie przewiduja). Metoda naukowa, niezwykle szanowana u mnie w domu, zostala wymyslona z zalozenia jako metoda empiryczna, ograniczona do tego co mozna zaobserwowac przy pomocy zmyslow, a potem odpowiednich instrumentoe pomiarowych, i co mozna czesto elegancko zapisac uzywajac modeli, czesto, choc nie zawsze matematycznych (nie mowiac juz o tym, ze w te metode jest wbudowana podwazalnosc, oczywiscie dalje w oparciu o empirie). Stosowanie tej metody do rozmowy na tematy dotyczace metafizyki, czy to, zeby udowodnic, ze cos istnieje, czy po to, zeby udowodnic, ze cos nie istnieje, jest przejawem filozoficznej naiwnosci. I tu Dawkinsa wypunktowuja filzofowie, czesto wlasnie takze ateisci. (A jego prozelityzm, do ktorego oczywiscie ma prawo, w ramach wolnosci slowa, wlasnie przypomina prozelityzm drugiej strony, i to nie w wersji tych posrodku, tych otwartych i szukajacych.)
No a poza tym, oczywiscie nadal zgadzam sie Bobikiem, ze lepiej szukac punktow wspolnych, i nie pielegnowac poczucia obcosci wobec tych, ktorzy mysla/czuja/wierza inaczej (rozmowa z tymi, kyorzy wiedza lepiej zawsze jest skazana na niepowodzenie). I moze jednak donbrze pamietac na przyklad to, ze w Ameryce rozdzial religii od panstwa do Konstytucji (wtedy dla Europejczykow szokujacej swoim liberalizmem) wprowadzono pod wplywem owczesnych innowiercow, ktorzy chcieli panstwa, ktore nie bedzie nikogo wyrozniac, anir zadnych dzialaczy na rzecz sekularyzacji (popatrujac na owczesna Europe, ktora wtedy jeszcze wcale nie swiecila przykladem).
Bardzo wiele z pewnoscia jest ( a raczej kiedys bylo) takich kobiet. Ale nie kazda niepozadana ciaza jest skutkiem zaniedbania ze strony partnerow.
Nie zgadzam się, że już nikt bojów o język nie toczy. Widzę ostre boje np. w internecie, w sytuacjach towarzyskich (podczas pobytu w Polsce), w niektórych mediach, itp. Bo dyskurs społeczny to nie tylko to, co zostanie wygłoszone w Sejmie lub z ambony. A także nie tylko to, co będzie w mediach, necie czy naukowych rozprawach. To również gadki w kolejce do lekarza, w taksówce i z dalekimi znajomymi podczas spacerów z czworonogiem. I obraz, który mnie się z tego wszystkiego wyłania, nie jest wprawdzie różowy, ale też nie całkowicie czarny. Powiedzmy, że jest w paski. 😉
Mam też spore wątpliwości co do tego, na ile „zabijanie dzieci nienarodzonych” zostało zinternalizowane, a na ile jest rodzajem obowiązkowej daniny, czyli czymś, co się odklepuje z musu, wcale nie uważając tego za słuszne. Zważywszy na szacowaną rzeczywistą liczbę aborcji, to drugie wydaje się dosyć prawdopodobne.
Moniko, po pierwsze w zyciu nie bronilam narzucanego przez komunistow sekularyzmu. Wiem cos o tym, bo jak to juz chyba w tym miejscu opowiadalam, sama bylam chrzczona przez matke w wieku 9 lat, na radzieckiej Ukrainie, w najwiekszej tajemnicy przed szkola, sasiadami, pracodawcami rodzicow etc i w mojej pamiecu ten chrzest byl najbardziej upokarzajacym doswiadczeniem calego zycia – wlasnie przez to rozgladanie sie na pustej ulicy przed brama koscielna czy nikt nas nie widzi, nie doniesie. Odczuwam przykrosc i wielki smutek z tego powodu do dzis, kiedy sobie przypminam ten dzien.
Prozelityzm Dawkinsa polega na pisaniu popularnych ksiazek wyjasniajacych stan wiedzy naukowej na temat istnienia Boga, a nie metafizyki i duchowosci. Jest takze nadzwyczajnie czesto zapraszany do rozlicznych paneli lub na wyklady. Nie slyszalam, zeby jezdzil po kraju/krajach oferujac swoje uslugi ateistyczne. Ale podobnie czesto zapraszany przed mikrofony jest naczelny rabin, arcybiskup Canterbury oraz szczegolnie dobrze wyszczekani duchowni muzmanscy badz wierni . Nie po to by nawracac kogokolwiek na swoja wiare, lecz by dzielic sie pogladami i wyjasniac i tlumaczyc. Dawkins nie prowadzi zadnej kampanii na rzecz odebrania wierzacym wiary w Boga. Wyjasnia co jemu na temat Boga wiadomo, a poswiecil na namysl troche czasu.
Od paru dni duchowni Kosciola Anglii nie opuszczaja studiow radiowych i telewizyjnych dyskutujac bardzo ciekawie dlaczego Synod nie dopuscil do konsekrowania kobiet na biskupow pomimo, ze glosowalo za tym 63 % uprawnionych. Nikomu by do glowy nie przyszlo sadzic, ze chca nawracac. Ale nawet ja, daleka od Kosciola Anglii i bliska ideom femnistycznym, rozumiem dlaczeg sie tak stalo i akceptuje. Wlasnie dlatego, ze mi ktos (duchowni) bez zacietrzewienia wytlumaczyl.
Ja tez jestem za tym by szukac punktow wspolnych, choc z pewnoscia sa tacy i to calkiem liczni, z ktorymi punktow wspolnych nie chce mi sie szukac, niech ida do diabla.
No właśnie, Moniko, jak coś udowodnić w metafizyce? 😉
Można się spierać o to, czy świat w obecnej postaci został stworzony w ciągu kilku dni, kilka tysięcy lat temu, czy też rozwijał się ewolucyjnie przez lat miliony. Tu jest się na czym oprzeć i wszystkie dotąd dostępne dowody wskazują na słuszność drugiej wersji. Ale kwestia istnienia czy nieistnienia Boga w ten sposób rozstrzygnięta być nie może. Nawet jeżeli nie znajdzie się najmniejszych „objawów” jego istnienia, nie jest to jeszcze żaden twardy dowód na nieistnienie. W tym punkcie rzeczywiście niewiara staje się rodzajem wiary a rebours. 😉 Ateista może powiedzieć tylko „na podstawie znanych mi argumentów istnienie Boga uznaję za tak mało prawdopodobne, że w praktyce nieprawdopodobne, więc nie mam ochoty ani zamiaru w niego wierzyć i tym przekonaniem będę się w życiu kierował”. Natomiast oświadczenie „naukowo stwierdzono, że Boga nie ma” jest po prostu intelektualnym nadużyciem.
Oj, Bobik, nie denerwuj mie. To, ze sie cos dyskutuje w taksowkach , poczekalniach i na anonimowych forach internetowych, nie liczy sie w tym wypadku. Liczy se jedynie to czy ktos ma odwage upominac sie o jakas sprawe publicznie pod wlasnym nazwiskiem. .
W poczekalni z przygodna nieznajoma czy na anonimowym forum, to ja Ci moge nawet ze szczegolami opowiedziec historie mojego zycia seksualnego, ale nie wyjde z tym przed mikrofony i nie napisze artykulu pod wlasnym nazwiskiem. I tak jest ze sprawa chocby aborcji ze wzgledow spolecznych. Nikt sie tego nie tknie, bo przeciez bedzie zjedzony – yak bylo to niedawno z pania Czubaszek, ktora zostala sponiewierana nawet przez te „liberalna” i „swiecka” dewotke Kolende-Zaleska.
A tu się oczywiście zgodzę z Heleną, że są tacy, z którym szukać punktów wspólnych nie ma się ochoty. Z Rydzykiem czy Terlikiem ja też nie będę. Są jednak granice brawury. 👿
Ale ja cały czas nie o takich wierzących. 😉
Ze swojej strony na razie dyskusję zawieszam na kołku, z którego właśnie zdjęto smycz. Gorąco wierzę w to, że doprowadzi to do wyjścia na spacer. 😆
A kiedy, Bobiku slyszales, by ktos kto ma choc ociupine mozgu w glowie oznajmil: „“naukowo stwierdzono, że Boga nie ma”.
Bo z pewnoscia nie byl to prof. Richard Dawkins. I gdybys czytal God’s Delusion, to zapewne uderzyloby Cie zdanie, ktore pada gdzies blisko poczatku ksiazki, w ktorym stwierdza, ze w jego najglebszym przekonaniu Bog nie istnieje tak na 99% z grubsza. Reszte zas ksiazki poswieca na analizowaniu rozlicznych powodow dlaczego tak sadzi.
I nie mow mi, ze ksiazke czytales, bo Ci nie uwierze. Jakbys czytal, to bys wiedzial i pamietal. On, Dawkins, bardzo ostroznie dobiera slowa.
A pan Janusz Piechociński odpowiedział.
Rysiu, oba cytaty bardzo cenne, dziękuję.
Pierwsza historia, o starszej pani i taksówkarzu, prawdziwa czy zmyślona? A jakie to ma znaczenie czy zdarzyła się… Jeśli tak było, było krótko i minęło i nikt by o tym nie wiedział. Utrwalone, zapisane działa i jest realne dla wielu, kiedykolwiek i gdziekolwiek. Rzeczywistość rozszerzona.
Nie wiem dlaczego, ale nie moge otworzyc, andsolu. Moglbys wzucic jeszcze raz?
wRzucic.
Księdz Boniecki tez o dialogu:
http://m.tokfm.pl/Tokfm/1,109983,12852337,Ks__Boniecki_po_listach_Srody_i_Bortnowskiej___Moze.html
Heleno, nie wiem czemu tym razem nie otwiera, a poprzednio otworzyło, wpis jest publiczny! Spróbujmy jeszcze raz.
W TP:
http://tygodnik.onet.pl/0,78688,maly_pecherzyk,komentarz.html
Heleno, ja czytalam Dawkinsa i Hitchensa God iI Not Great, i mowiac szczerze nie bylam obiema ksiazkami szczegolnie wstrzasnieta. Troche z powodow wyjasnionych przez Monike wyzej.
Religie dzisiaj musza sie dodatkowo uporac z najnowszymi odkryciami fizyki. Bo przeciez swiat to nie tylko Ziemia, ale i Wszechswiat. Dzisiaj juz wiemy dokladnie ile ma lat, wiemy, ze zaczal sie gwaltownie (od Big Bang), wiemy, ze od tego czasu rozszerza sie z predkoscia swiatla; wiemy ze dzieki Hobble mamy zdjecie najstarszej w nim galaktyki…
Latwiej nam bedzie ten wszechswiat zrozumiec przez wspolprace wyznawcow roznych kosmologicznych teorii.
andsolu,
świetnie, że napisałeś do Piechocińskiego i wywołałeś dyskusję 🙂
Rysiu,
znakomite teksty. Dziekuję 🙂
Heleno, co do tego, że prozelityzm Dawkinsa polega na pisaniu popularnych ksiazek wyjasniajacych stan wiedzy naukowej na temat istnienia Boga, a nie metafizyki i duchowosci, zupełnie nie rozumiem jaki może być „stan wiedzy naukowej na temat istnienia Boga” — przecież to już nawet brzmi jak niezbyt mądry żart (istnienie Boga nie jest tezą a hipotezą poznawczą i w ciągu tysięcy lat nikt nie zdołał wykazać jej wewnętrznej sprzeczności, czyli każdy może ją sobie przyjąć i koniec dyskusji) — i chyba niestety dość wiernie oddaje wektor jego działań.
Czyli wielka wiedza i inteligencja oddana całkiem niewłaściwemu celowi. Wojownicze nastawienie jest godne poparcia gdy bezbożność czy obojętniactwo jest atakowane. Albo gdy wciska się jako tezy naukowe nadmiar stwierdzeń biblijnych (część z nich oczywiście ma tam swoje miejsce). Albo gdy osadza się wierzących na wszystkich fotelach dla uczciwych i etycznych, zostawiając dla reszty siedzenie na mrowisku. Ale zamiast strzelać z pukawki w dowody na istnienie Boga, mógłby lepiej puknąć się w głowę.
Jeszcze raz: naukowo ma pełen sens badanie historii i socjologii religii, podobieństw między religiami i konsekwencji społecznych ich uprawiania i odrzucania. Można też wykazywać wewnętrzne sprzeczności w aksjomatyce, ale chciałbym przypomnieć, że o ile w XIX wieku logika dwuwartościowa wydawała się jedyna sensowna, z przyczyny takich jak (katolik i logik) Jan Łukasiewicz logiki z wewnętrznymi sprzecznościami mają już obywatelstwo w nauce i zupełnie sprawnie opisują coraz większe połacie rzeczywistości (logiki parakonsystentne).
O, łajza z krolikiem…
Jeszcze jeden polityk, który nie odróżnia pozwu od aktu oskarżenia. Z jednej strony bardzo miło, że pan przewodniczący potwierdził własnym pismem to, co bije w oczy, gdy patrzę na jego fotografie, z drugiej żal, że awans społeczny musiał doprowadzić do takich wynaturzeń. 😎
wstyd mi: Hubble of course
Bobiku,
nie do końca mogę się zgodzić z tym fragmentem Twojej wypowiedzi:
Gorzej (a czasem nawet całkiem źle) jest, kiedy na miejsce wierzę cichcem albo i głośno podkłada się wiem, nadal nie poczuwając się do obowiązku jakichkolwiek racjonalnych uzasadnień. Tu rzeczywiście nie ma miejsca na tolerancję, albo jest go niezwykle mało. Tylko że ja bym tu mówił nie tyle o wierze, co już o religijnym fundamentalizmie.
Można „wiedzieć”, że Bóg istnieje i pozostawać z nim w bliskich relacjach wyłącznie w oparciu o, jak to pięknie nazywa Obirek, „religijny słuch”. Przecież „wiem”, że kocham kogoś. Nie jest to kwestia „wiary”, ale szczególnego rodzaju „wiedzy”. Nie wymaga ona dostarczania naukowych dowodów. Ale też nie może sobie rościć pretensji do tego żeby inni uznawali fakt jej istnienia. Inna rzecz, jaka jest jakość mojego „kocham”. Może być różna.
Czy „wiem” musi powodować fundamentalizm, brak tolerancji, konieczność przekonywania innych do swoich racji? Moim zdaniem nie ma takiej korelacji. Jeżeli ktoś rzeczywiście „wie”, że Bóg istnieje, to nie nie ma potrzeby robienia takich rzeczy.
Sądzę, że brak tolerancji, etc. wiąże się raczej z silną potrzebą sprawowania kontroli nad otoczeniem. A ta z kolei z brakiem poczucia pewności, o czym wspominał Klakier.
Ważne jest też rozróżnienie pomiędzy „wierzeniem w Boga” a „wierzeniem Bogu”.
„Wiem”, że kocham kogoś – to nie wiedza, to uczucia. Jak przeminą, nie będzie „wiedzy”, prawda?
Wybiegałem się, teraz mogę kłapać dalej. 🙂
Jagodo, już samo branie „wiem” w nawias wskazuje, że nie chodzi Ci o taki rodzaj wiedzy, jak w słownikowych definicjach. 😉 Nie o rzeczy mierzalne i policzalne, twierdzenia oparte na dowodach, itd. Takie „wiem” jest również rodzajem wiary, bo na pewno (?) możesz powiedzieć coś tylko o swoich uczuciach wobec PB, ale to w żaden sposób nie dowodzi istnienia obiektu owych uczuć. Gatunek ludzki ma wrodzoną zdolność do darzenia uczuciami obiektów wyimaginowanych czy abstrakcyjnych. 😉
A religijne wiem bez cudzysłowu dlatego uważam za niebezpieczne, że w praktyce oznacza zwykle wiem lepiej, a stąd już bardzo niewielki krok do prób wzięcia za pysk tych, którzy wiedzą gorzej. Jasne, że jest w tym również potrzeba sprawowania kontroli nad otoczeniem, ale ta potrzeba, jak sądzę, z przekonaniem o wiedzeniu lepiej jest skorelowana.
Nie myślę przy tym o języku potocznym, bo kiedy symboliczna toruńska staruszka 😉 mówi „wiem, że PB istnieje”, to nie będę się czepiać, choć mowa tu jednak o wierze, nie wiedzy. Ale w takich rozważaniach, gdzie potrzebna jest już większa precyzja sformułowań, to rozróżnienie jest dla mnie dość istotne.
Łajza tym razem na Kierowniczkę się rzuciła. 😆
Też z „TP”. Ten ksiądz też mówi o wiejskim pochodzeniu dzisiejszego kleru. Bardzo ciekawa postać.
http://tygodnik.onet.pl/32,0,78718,artykul.html
Dwa pytania do odpowiedzi Heleny. 😉
O 14.04 – a skąd ta myśl, że mój post z 13.53 był personalnym wyrzutem pod adresem Dawkinsa, skoro ja nadal uogólniałem? No, chyba że z nożycami i stołem było coś na rzeczy. 😆
I o 13.56 ten fragment: To, ze sie cos dyskutuje w taksowkach, poczekalniach i na anonimowych forach internetowych, nie liczy sie w tym wypadku. Liczy sie jedynie to czy ktos ma odwage upominac sie o jakas sprawe publicznie pod wlasnym nazwiskiem.
Nie bardzo rozumiem, czemu „się nie liczy w tym wypadku”? Ja mówiłem o dyskursie społecznym, a on zawsze toczy się w dużej mierze anonimowo. I właśnie różni anonimowi, przypadkowi rozmówcy czasem dają większe pojęcie o rzeczywistych nastrojach społecznych niż to, co w przysłowiowych gazetach piszą. Z moich obserwacji wynika, że nastawienie do Kościoła zaczęło się w ostatnich latach zmieniać i w związku z wsłuchiwaniem się w anonimowe głosy prorokuję, że będzie się zmieniać dalej, choć trudno mi powiedzieć, w jakim tempie. 😉
A z tą anonimowością to też nie do końca jest tak. Posłowie Ruchu Palikota zostali wybrani głównie ze względu na przeciwstawianie się Kościołowi i zawłaszczaniu przez niego języka, bo przecież nie z powodu swojego olśniewającego programu gospodarczego. Więc opozycja wobec Kościoła ma już nawet swoją, całkiem nieanonimową, reprezentację parlamentarną. Czy było to do pomyślenia jakieś 5 lat temu?
Ogłoszenie drobne, w związku z odpowiedzią Piechocińskiego andsolowi, ale nie tylko:
REPREZENTANTOM NARODU LEKCJI MÓWIENIA PO LUDZKU TANIO UDZIELI PIES BOBIK.
Predzej Narod nauczy sie szczekac niz jego przedstawciele zechca opanowac trudna sztuke mowienia w jezyku ojczystym.
Jakby kazdy przedstawiciel Narodu mowil po ludzku, to Narod by sie znarowil i zaczal zadawac impertynenckie pytania jak ten naiwniak andsol.
Mogę czuć, że ogień jest gorący i mogę wiedziec, że jest gorący. Podobnie z kochaniem. Mogę i czuć i wiedzieć 😉
Czy każda wiedza musi być mierzalna?
A cóż ja pocznę, Jagodo, kiedy tak się już dość dawno temu społecznie umówiliśmy, że za wiedzę będziemy uważać to, co policzalne, mierzalne, udowadnialne, logiczne, etc. 😉 Teoretycznie można by tę umowę, jak każdą inną, renegocjować, ale obawiam się, że w praktyce napotkałoby to na spore opory. 🙂
Przyznam, Mordko, że coś takiego podejrzewałem, dlatego na wszelki wypadek nie unikałem również wysiłków, żeby nauczyć naród szczekać. 😈
Już jestem po obiedzie ale przed kolacją, więc mogę spokojnie wrócić do peerela.
Mówi Bobik (25 listopad 12, 11:23) o ówczesnym rozdziale władz świeckich i kościelnych: uważam, że wymuszając stosowanie tej zasady raczej uniemożliwiał zinternalizowanie jej. Zahibernował różne przedwojenne spory i opcje światopoglądowe, nie pozwalając się im “wykokosić” i stracić na znaczeniu, co stopniowo odbywało się w Europie niekomunistycznej, bez odgórnego przymusu. Czyli na dłuższą metę bardziej zaszkodził sekularyzacji, niż jej pomógł.
Tak i nie, ale najpierw meta-uwaga. Ciekawie to się wpisuje w ogólne różnice opinii na temat roli zmian stopniowych i gwałtownych, nalepka „ewo czy rewo”. Przypominają się rozważania Jay Goulda, że w przewodnikach muzealnych jest teoria ewolucyjna, że akumulacja drobnych zmian, a potem piszą o kataklizmach, które gwałtownie zmieniały widok i klimat i życie w środowisku.
Inne skojarzenie – przytoczę je, bo może ono skleja oba podejścia – to rozważania z teorii literatury Matthewa Arnolda, że sypie geniuszami, a potem cicho, cicho, krytycy jakieś idee mielą, coś w ludzie twórczym powoli bulgocze, a potem znowu jest zasyp geniuszów. Czyli może i jedno i drugie ma swoją rolę.
W takich zjawiskach jak powszechne zmiany nastawień światopoglądowych na samych dekretach daleko się nie pojedzie, ale że czasami są one fundamentalne… W głowie mi teraz kard. Hlond i jego zaciekła (a zwycięska) walka przeciw cywilnym rozwodom. Przed wojną radził sobie każdy jak mógł, pan Piłsudski przechodził na prawosławie a pani Kowalska przechodziła obok tłumu wiernych spluwających obok niej, że jawnogrzesznica. Ale problem nie był palący. W powojennym Kraju stał się nim. Teraz to był ład lub koszmar milionów rodzin. Na szczęście weszło w życie w 1947 roku prawo o cywilnych małżeństwach i rozwodach.
Znam historię par rozwodników napiętnowanych teraz, w roku 2012 z ambony, ale sytuacja ich nie jest tragiczna, mogą iść do innej parafii albo nie iść do kościoła. Bez dekretu smutno by było. Dekret wyprzedził i ułatwił zmiany w mentalności.
Ponadto, Bobiku, myślę, że ze dwa pokolenia wyrosły z bardzo obniżonym przymusem rodzinnym do „chodzenia do kościoła”. Jasne, że zakazy i utrudnianie życia wierzących były smutną bzdurą (równoległą do bzdury zebrań i zobowiązań pracowniczych w życiu ludzi partyjnych) i świetnie, że kto w sobie odkrył religijne geny po 1989, mógł wejść do Kościoła i nigdy więcej z niego nie wychodzić — ale bardzo mi trudno rozpaczać nad tym, że głupie nastawienia władz weszły w konflikt z głupimi nastawieniami rodzin i sąsiadów. Na pewno młodzi mieli więcej szansy na wybór niż moja siostrzenica dzisiaj, w której klasie wszyscy poszli do komunii i wszyscy złożyli się na laptopa dla księdza. (to taki miły znak oddania dla PB).
A że makabryczna hibernacja nastąpiła w całej serii przemyśleń światopoglądowych to jasne, chociaż gdybym był Żydem to mi by była jedna cholera, bo po krótkiej uldze gdy władze przyduszały antysemityzm kościelny, wystąpiły z pełną energią z własnym jego wydaniem.
Toteż mnie jest jedna cholera 👿
Ale hibernacja była bezsprzecznym faktem i jak zaczęła się rozmrażać, to mnie się zimno zrobiło i marznę coraz bardziej 🙁
Wróciłem z pięknego wieczoru poezji śpiewanej w wykonaniu dwóch Krakusów: Grzegorza Turnaua i Andrzeja Sikorowskiego 🙂 Z klimatów koncertu
Andrzej Sikorowski – Lekcja religii
Nie brakuje mi siły do tańca
I szalone pomysły mam w głowie
I w kieszeni nie noszę różańca
Chociaż róże uwielbiam – nie powiem
Nie brakuje mi wiatru we włosach
I słownictwo przeważnie mam szewskie
Ale przecież docenią niebiosa
Jeśli chociaż są trochę niebieskie
Że choć zapomniał dawno świat
Na czym polega słowo brat
To ja pamiętam
I jeśli nawet licho śpi
To zawsze mu otworzę drzwi
Nie tylko w święta
Bo choć zwariował dawno świat
I coraz częściej bratu brat
Szykuje kulę
To w moim oknie płomień drży
I ściganego u swych drzwi
Zawsze przytulę
Kaznodziejów omijam z daleka
Choć w kościołach oglądam obrazy
Cenię talent i mądrość człowieka
I nie ufam facetom bez skazy
Bo religia rumiany kolego
To nie taca i rewia pacierzy
To jest wiara w każdego bliźniego
I nadzieja, że on też tak wierzy
Że choć zapomniał dawno świat
Na czym polega słowo brat
To ja pamiętam
I jeśli nawet licho śpi
To zawsze mu otworzę drzwi
Nie tylko w święta
Bo choć zwariował dawno świat
I coraz częściej bratu brat
Szykuje kulę
To w moim oknie płomień drży
I ściganego u swych drzwi
Zawsze przytulę
I Grzegorz Turnau
Na północy ściął mróz
z nieba spadł wielki wóz
przykrył drogi pola i lasy
myśli zmarzły na lód
dobre sny zmorzył głód
lecz przynajmniej się można przestraszyć
na południu już skwar
miękki puch z nieba zdarł
kruchy pejzaż na piasek przepalił
jak upalnie mój boże
lecz przynajmniej być może
wreszcie byśmy się tam zakochali
a w krakowie na brackiej pada deszcz
gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany
nie od deszczu mokre lecz od łez
na zachodzie już noc
wciągasz głowę pod koc
raz zasypiasz i sprawa jest czysta
dłonie zapleć i złóż
nie obudzisz się już
lecz przynajmniej raz możesz się wyspać
jeśli wrażeń cię głód
zagna kiedyś na wschód
nie za długo tam chyba wytrzymasz
lecz na wschodzie przynajmniej życie płynie zwyczajnie
słońce wschodzi i dzień się zaczyna
a w krakowie na brackiej pada deszcz
przemęczony i senny zlew przecieka kuchenny
kaloryfer jak mysz się poci też
z góry na dół kałuże przepływają po sznurze
nie od deszczu mokrym lecz od łez
bo w krakowie na brackiej pada deszcz
gdy zagadka istnienia zmusza mnie do myślenia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany
nie od deszczu mokre lecz od łez
bo w krakowie na brackiej pada deszcz
bo w krakowie na brackiej pada
pada deszcz
pada deszcz
Andsolu, będę nadal korzystał ze swojego prawa do wątpienia. 😉 Nawet jeżeli dwa pokolenia wyrosły z obniżonym przymusem chodzenia do kościoła (ale czy rzeczywiście? na wsi? w małych miasteczkach?), to po wyjęciu z zamrażarki tak bardzo wahnęło się to w drugą stronę, że jeszcze długo czkawką może nam się to odbijać. A tymczasem na Zachodzie powolutku, po cichutku, bez bicia w rewolucyjne tarabany, ten przymus obniżył się do takiego poziomu, że praktykuje religijnie wyłącznie ten, kto naprawdę chce i nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Więc czy ta gra naprawdę warta była świeczki?
Dora (25 listopad 12, 17:40), spore dzięki za linkę. Tak, tuż obok panów Bonieckiego i Sporniaka, jeszcze jeden, którego tam można czytać z szacunkiem i z własnym pożytkiem. Ech, jak by był piękny świat, gdyby taka mentalność była częstsza…
Krakusy, ach… 🙂
Mógłbym się doszczętnie rozrzewnić, ale trochę się boję, że utrudniłoby mi to trawienie kolacji. 😉
Więc czy ta gra naprawdę warta była świeczki? Nie wiem, Bobiku, ograniczenia wizji, możliwość przeżycia tylko jednej rzeczywistości w jednym życiu — i w dodatku niepewność tego co bym miał za stan idealny bardzo utrudniają mi odpowiedź. Szczególnie, że jak sam piszesz, sytuacja jest bardzo zmienna i może przed ogłoszeniem końca religii (historii, ateizmu, cierpienia, głupoty, whatever) może warto jeszcze troszeczkę poczekać.
A teraz idę do kuchni na jakieś słodycze, żeby nabrać sił do walki z Tobą w uprzednich kwestiach (Ty, komentarz z „25 listopad 12, 11:05”). Chociaż nie wiem jeszcze czy będę starał dobierać się Ci do kudłów, w końcu niech walczy wierzący z wierzącym a nie pies ateista z człowiekiem bezbożnikiem.
Wiedza nie jedno ma imie 😉
Nie wszystko w życiu jest mierzalne i policzalne. Co nie znaczy, że jest niepoznawalne.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wiedza
Bardzo ciekawie rozprawiacie 🙂
Na dobranoc wrzucę cytat z czytanej powolutku, bez pośpiechu biografii Wisławy Szymborskiej.
„Ona sama humorem posługiwała się i w poezji, i w prozie, i w życiu. Jak opowiadał Bronisław Maj, wszyscy czytujemy program telewizyjny, ale tylko Szymborska zauważyła zapowiedź: „Jak Pan Bóg stworzył świat – film dokumentalny”.
Dobranoc Wszystkim, bez względu na typ poduszki. 🙂
Wiedza niejedno ma imię – przyczynek. 🙂
Niektóre z tych imion są nie do wymówienia w porządnym towarzystwie. Na przykład tu 60% głosujących uważa (wierzy=wie, bo widzieli filmiki na jutubie), że GMO to samo zło i spisek korporacji.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/0,114914,12923133.html?lokale=trojmiasto
Można założyć, że większość z tych 60% nie wierzy w spisek smoleński (czyli wie, że nie było). Dalej można założyć, że większość z tych 60% wierzy w spisek (czyli wie o spisku) imperialistyczny przeciw Palestynie, Irakowi, Afganistanowi (potrzebne dopisać), z kolei w spisek niemiecko-francusko-żydowski przeciw Narodowi Polskiemu nie wierzy. I tak można jeszcze długo. Czy ktoś umie z tego wyciągnąć jakiś wniosek? Oprócz tego, że większość ludzi to debile? 😎
Jagoda: no to podstępnie i cichutko wciągnę Cię w mierzalność i policzalność. Więc trudno tu z uczuciami. A jak z tą pozawerbalną sztuką, z muzyką? Szybko pojawiają się schody, które trzeba liczyć. Alfred Crosby (The Measure of Reality. Quantification and Western Society, 1250-1600, Cambridge, 1997) wywodzi, że gdyby nie mierzenie (tempus, tempora), śpiewalibyśmy tylko po gregoriańsku, bez polifonii. O sztukach plastycznych i odczuciach przez nie przynoszonych oczywiście nie mówmy, bo to nie wykłady geometrii a humanistyczny Kąt Bobika.
A gdyby Pitagoras nie szarpał baraniego jelita i nie robił notatek, to w ogóle by się skończyło tylko na śpiewaniu. 🙂
Andsolu, mimo niemożności zmierzenie, zważenia i policzenia wkładu, jaki w rozwój ludzkiej wiedzy wniosła filozofia, nikt chyba nie będzie próbował filozofii zdejmować z piedestału.
Nauki parające się badaniem ludzkiej psychiki i zjawisk społecznych rownież muszą dość często obywać się bez możliwości mierzenia. Mogą najwyżej obmyślać mniej lub bardziej trafne eksperymenty i zadowalać się mierzeniem natężenia badanych zjawisk, zjawiska te jednak jedynie pośrednio świadczą o badanych procesach, toczących się w zakamarkach ludzkiego mózgu lub gdzies pomiędzy jednostkami czy grupami. Co nie umniejsza wartości wiedzy, którą w rozwój ludzkości wnoszą nauki społeczne, ani nie czyni psychiatrii praktyką znachorską. Oczywiście, łatwiej jest, jeśli można policzyć, zmierzyć, zważyć, zobaczyć. Czasem jednak trzeba tworzyć hipotezy i próbowac je z lepszym lub gorszym skutkiem weryfikować.
Z przyczyn rodzinnych będę chwilowo dopadał blogu tylko na krótko, więc mogę nie spełniać swoich własnych kryteriów precyzji myślowej, z czym się z góry godzę. 😉
Wyliczanie, na jakiej podstawie zaliczamy coś do wiedzy, zakończyłem etceterą, co oznacza, że wyliczankę można kontunuować. Przy filozofii czy naukach społecznych mniejszą rolę będzie odgrywać mierzalność, a większą np. logika wywodu albo łatwość zweryfikowania hipotezy. Niemniej jednak chyba intuicyjnie wszyscy się zgodzimy, że od wiedzy (w sensie nauki) wymagamy chociaż prób obiektywizowania i szukania prawidłowości. Trudno taką próbą nazwać twierdzenie „skoro ja tak czuję, to jest to obiektywna prawidłowość. 😉
Oczywiście moje prawo do wąrpienia obejmuje również to, co sam szczekam, więc dopuszczam i taką możliwość, że jestem po prostu niepoprawnym konserwatystą chowanym na romantycznej poezji, który nie potrafi się wyrwać z objęć dualizmu typu czucie i wiara/szkiełko i oko. 😈
pora na ……… sen 🙂
Nacht Bobikowo
vesper, ludzkiej wiedzy jest tyle, że nauki mierzalne spokojnie mogą odpalić połowę filozofii, drugą połowę innym naukom humanistycznym a dla nich ciągle zostaną ze trzy połowy.
WW (22:15), tu właśnie jest problem – bo tak naprawdę to chyba nawet naukowcy nie wiedzą zbyt wiele o GMO. Ludzkie (czy właściwie polaczkowate) przekonanie, że znają się na czymś lepiej niż eksperci z danej dziedziny niejednokrotnie doprowadzało do wielkich kłopotów.
Co do dyskusji o ateizmie – po pierwsze odnoszę wrażenie, że owszem, są betonowi ateiści i są oni tak samo szkodliwi jak betonowi wierzący. Wszak ateizm to też rodzaj wiary, skoro nie możemy stwierdzić jednoznacznie, że Bóg jest, nie możemy też jednoznacznie stwierdzić, że go nie ma. A hasełka głoszone przez zaciekłych ateistów są tak samo bolesne dla wierzących jak obelgi kierowane przez ślepo wierzących. Wszędzie gdzie brakuje otwartości na drugiego człowieka, jego poglądy i odczucia, zaczyna się frustracja i agresja.
A wszelkie naukowe udowadnianie uważam za nonsens. Sama znam trochę nauk i wcale taka pewna nieistnienia nie jestem. Jest wiele rodzajów wiary, wiele rodzajów myślenia o Bogu i jego obecności w naszym życiu (deizm, panteizm, agnostycyzm, żeby wyliczyć te najprostsze przykłady).
Byłam na Drohobyczu Artystów. Za mało dla mnie Schulza. Widziałam jego prace na jego stronie i mam wrażenie że wybrano te najsłabsze. W sumie 8 prac i film dokumentalny o przedwojennym Drohobyczu. Dyskutuje się mocno o Cattelanie wystawianym w CSW i na Próżnej (rzeźba klęczącego Hitlera). W CSW do wystawy dołączeni są studenci historii sztuki czy czego tam wyjaśniający zwiedzającym, jak oni te prace widzą. Efekt mierny. A wystawienie Hitlera na Próżnej to niezły chwyt marketingowy, ale moim zdaniem wybór miejsca zbyt oczywisty, zbyt spłycający możliwości interpretacyjne.
vesper (22:30) – ale psychologia na przykład nie jest nauką. Definicją nauki jest fakt, że powtórzony eksperyment za każdym razem przyniesie te same rezultaty. Przy gmeraniu z ludzką psychiką nie ma takiej możliwości. Owszem, psychologia korzysta z innych nauk, np. medycyny, neurologii, chemii, biologii, etc., ale sama w sobie nauką nie jest. Dlatego adepci tego fachu spędzają niewyobrażalne ilości godzin trenując rozmawianie z pacjentami, a i tak przyszli terapeuci muszą skończyć kolejne 4-letnie studia podyplomowe.
Co do nauk społecznych – Bobik w skrócie to opisał. Trzeba też odróżnić socjologię od psychologii społecznej – brzmią podobnie, to mylące.
Filozofia to z kolei taki wykręt, że musiałabym zatrudnić do tego Filozofa, ale i on pewnie by myślał nad tym długo. 🙄
Dorzuciłam swoje trzy grosze, idę spać 😉
Odezwę się rano. Dobranoc.
Andsolu, to ja bym wolała, żeby już niczego nie dorzucały, bo jeśli do tego, co mam opanować na sobotnie kolokwium (zamiast brnac w smuge cienia, postanowiłam pójść na jeszcze jedne studia 😉 ) przyszedł choćby jeszcze jeden mały rozdział, to bym zwariowała 😆
Niczego nie dorzucam, dla mnie zbyt kręto 😉 Najlepiej czuję się w mierzalności 🙄
It’s OK, Haneczko. Nie jestes osamotniona.
Back to Father Ted.
Trochę podyskutowaliście, ale nie mam już sił dzisiaj czytać, więc tylko powiem dobranoc. 🙂
I powiem Wam, że to jest świństwo. Ten artykuł powinien być dostępny bez ograniczeń. Wybity grubymi literami na czołówce. Podobnie jak Anny Bikont w tym samym numerze.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,12915474,Opowiedzialem_o_tym__co_dla_mnie_wazne.html
Jutro mam bezpracowy, okropnie pracowity dzień. Dobranoc.
Mnie tez dzisiaj dopadly „wazne powody rodzinne”, troche jak Bobika, 😉 wiec tylko dorzuce moim zdaniem calkiem wywazona recenzje God Delusion z New York Review of Books (dosc pokrywajaca sie z moimi odczuciami przy czytaniu tej ksiazki):
http://www.nybooks.com/articles/archives/2007/jan/11/a-mission-to-convert/
No i jeszcze moze to, bo wlasnie brak znajomosci i tej tradycji recenzenci ksiazki Dawkinsowi zarzucali (a laczy sie to troche, Bobiku, z tym co napisales o rozroznianiu miedzy „wiem” i „wierze”). Dawkins odpowiadal, ze nie ma obowiazku wiedziec, ale w przypadku polemiki nieznajomosc przedmiotu krytyki jest czyms nazbyt dla krytykujacego dogodnym. 😉
http://en.wikipedia.org/wiki/Apophatic_theology
Hellou.
Nie wiem, co mnie dopadło, ale coś mnie dopadło.
Niemniej żyję i konsekwentnie Was ajlowju.
Jak się pozbędę tego NN, to znowu będę wpadać reguralnie.
Dobranoc.
Pi, pi.
Kuwete dla Nisi!!!!
Zdrowiej, Nisiu i wpadaj jak tylko sie daje.
Bylam dzisiaj na zakupach. Tlumy ludzi przyszly wydawac pieniadze. Jeszcze bardziej zaczeli wydawac gotowke najlepsi konsumenci swiata- Amerykanie. Wydaje sie, ze kryzys mija, bo nastapilo optymistyczne ozywienie, zauwazalne golym okiem. Moniko, rozwaz ten 300 calowy telewizor!
Wlasnie rozwazam, Kroliku (na ile sobie moge siebie z rodzina przed nim wybobrazic). 😆
Nisiu, zdrowiej, i nie daj sie zadnym dopadajacym.
U mnie dzis dziecko chorowalo, wiec teraz pisze z chrypka, o rpzeczytalam na glos tomy ksiazek dla dzieci (dobry pretekst, zeby do starych wracac, a nowe poznawac). 😉
A, i teraz HuffPost Relogion zaczal z nas sciagac: 😉
http://www.huffingtonpost.com/2012/11/23/faitheist-chris-stedman_n_2174563.html
Dzień dobry. 🙂
Linka od Rysia (dziękuję): nadburmistrz Stuttgartu ma rację – integracja zaczyna się od edukacji, nie od pracy.
Nisiu, gdyby potrzebna była jakaś pomoc – daj sygnał. 🙂
Remont się rozlewa po domu. Mam nadzieję, że do Świąt skończymy. 🙂
brykanko 🙂
szeleszcze spokojnie w wolny poniedzialek 😀
herbata, duzo herbaty
brykam fikam 🙂