Niesłychana zbrodnia
Tekst leżał w rogu stołu, trochę na lewo od lampy i nie dawał znaku życia. Bobik trącił go nosem, a potem jeszcze dla pewności poskrobał łapą. Zero reakcji. Żadna litera nie raczyła choćby ziewnąć, albo leniwie rzucić „odczep się”. A przecież wczoraj wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. Tekst, elegancki, wymuskany i błyskotliwy, był gotów do pokazania się w dobrym towarzystwie, a nieznacznie podniesiona temperatura tylko dodawała mu rumieńców. W niczym nie przypominał tego zdechlaka, który teraz bezwładnie spoczywał pośród codziennego, stołowego bałaganu.
– To niemożliwe! – jęknął Bobik, w głębi ducha dobrze wiedząc, że takie rzeczy się zdarzają. Nie tacy jak on autorzy stawali nad zwłokami tekstów z bolesną świadomością, że na ratunek najprawdopodobniej jest za późno. Może reanimacja? – przemknęło mu przez myśl, ale nie bardzo miał pojęcie, jak miałby się do niej zabrać. Tchnięcie ducha w tak oczywistego trupa wydawało mu się zadaniem ponad pieskie siły.
Zerknął ze smutkiem na nieruchome szczątki swoich wczorajszych starań i zaczął zastanawiać się, jak mógłby je godnie pożegnać, kiedy znienacka tekst złośliwie zaświecił mu w ślepia tytułem i wystawił język na całą długość. Bobik odskoczył, zmiatając ogonem ze stołu zaskoczoną filiżankę i plącząc się we własnych kudłach.
– Myślałem, że nie żyjesz! – krzyknął z urazą.
– Jasne, że nie żyję – potwierdził tekst. – Co się tak durnie gapisz? Przecież osobiście mnie zarżnąłeś.
– Nic takiego nie pamiętam – wykrztusił Bobik, dość niezdarnie próbując ukryć zawstydzenie.
– Czyżby? – jadowicie rzucił tekst. – W końcu włożyłeś w to sporo wysiłku. Najpierw próbowałeś mnie piłować polityką, ale to było tak męczące, że łapy ci opadły. Wtedy przerzuciłeś się na coś w rodzaju filozofowania, tylko że z tym narzędziem od początku nie małeś szans. Tępe było jak cholera. Dziwne, że przez cały czas tego nie zauważyłeś. No, ale potem złapałeś za ostrą satyrę i jak sieknąłeś… Krew bryznęła, zęby poleciały! Niestety, moje. Wszystkie po kolei mi wytłukłeś. I jakby tego nie było dosyć, dźgnąłeś w same wątpia jakimś takim lirycznym farfoclem, który mnie ostatecznie załatwił. Z tego już nie miałem prawa się podnieść.
– Ale ja nie chciałem! – wykrzyknął z przerażeniem Bobik. – Byłem święcie przekonany, że robię wszystko, jak trzeba. Myślałem…
– Ha, ha! – roześmiał się sardonicznie tekst. – On myślał! To już jasne, gdzie jest pies pogrzebany. Czy ty, Bobik, nie kapujesz, w jakich czasach żyjesz? Każdy głupi wie, że nic tak nie szkodzi chwytliwym tekstom, jak myślenie.
– I nie mogę tego jakoś naprawić? – spytał Bobik żałośnie.
– W każdym razie ode mnie precz z łapami, zbrodniarzu! – warknął tekst i z obrzydzeniem wykrzywił wszystkie akapity. A kiedy zgnębiony Bobik odwrócił się i w milczeniu poszedł cierpieć do kąta, tekst za jego plecami wymownym gestem popukał się w puentę.

martwe teskty nie mają puent!
Dzień dobry 😆
Ten ma 😆 Jej, jaki żywy 😆
Złośliwość tekstów nie ma granic. 🙄 Potrafią nawet na przemian udawać żywość i martwość, żeby tylko na złość zrobić. 👿
Jesli Ty, Bobik, sadzisz, ze potrafisz wymierzyc znaczacy cios tekstowi z pomoca filozofowania, by na koncu dobic go lirycznym farfoclem, to jestes bardzo mlodym Psem indeed, i nie wiesz po jakie narzedzia zbrodni siegac.
Po pierwsze musisz znalezc odpowiednie t.zw. „zrodla”, najlepiej gdzies w okolicach baru na dworcu w Psikocinie. Zrodla rozpoznasz po czerwonych nosach i obrzeklych mordach. „Zrodla” z zaskoczenia musza Ci powiedziec pierwsze co im slina na jezyki przyniesie. To wszystko nalezy spisac z pamieci po wytrzezwieniu nazajutrz, najdalej za dwa dni, , a nastepnie otwierajac na chybil trafil podrecznik chemii (albo fizyki, albo botaniki, albo przygotowania do zycia w rodzinie) wyjac stamtad i wrzucic do tekstu pare t.zw. „terminow”. Starannie wymieszac. Im sa bardziej „terminy” zakrecone i niezrozumiale , tym maja wieksza wartosc gatunowa. Tekst natychmist po zazyciu „terminow” nabierze rumiencow.
Potem – i jest to nieslychaie wazny element calej procedury, musisz bardzo glosno szczekac na prawo i na lewo prezac jednoczesnie myskuly i wydajac z siebie wieloznaczace pomruki.
Im glosniej bedziesz szczekal, tym ciszej nazajutrz bedziez musial odszczekiwac. No i tekst zalatwiony.
Proste, nie? 😈
Ależ dokładnie na odwrót, Mordko! Taki tekst nie tylko nie jest zarżnięty, ale wręcz rozkwita jak pączek w szmalcu wieprz. Wszyscy na rękach go noszą, pochlebstwa mu prawią i za wzór go stawiają. A redaktorzy zapłacą każdą cenę, żeby go móc wydrukować.
Stary Kot, a też jeszcze nie zauważył, na jakim świecie żyje. 😈
Bobiku, znam ten ból. Czasem tekst sam się pisze, a czasem im bardziej się człowiek czy pies stara tym tekst gorszy. 🙄
Odpoczywamy z Simchą po wizycie panów od demontażu piecyka. Demontaż zrobili, rury wycięli i oczywiście nabałaganili. Teraz trzeba posprzątać…
I znowu ten maskulistyczny, wredny punkt widzenia. A ja się pytam: gdzie jest feministyczna wersja tekstu?
Panie: Środa i Szczuka – na ratunek!
Tylko te portki a w portkach wiatr
i od Bałtyku trąci do Tatr…
😉
Tak, tak. Znamy te numery. Nasz piecyk cudem zdemontowany, ale ten Pies Bobik to gość podejrzany… 🙄
Eee, zeen, nie przesadzajmy z tym brakiem równouprawnienia…
Odkąd portki śmiało nosi piękna płeć,
każdy w nich te same wiatry może mieć. 😈
Simcha nadzorowała cały proces, obserwując panów z korytarza. Potem wszystko odebrała, obwąchując każdy skrawek łazienki. Teraz zagrzebana pod kołdrą odpoczywa. 😉
A propos równouprawnienia – panowie cały czas pytali Filozofa jak zrobić, czy to dobrze wygląda itd. Mnie ani kota o zdanie nie pytali 👿
Jest to, zeenie, jak najbardziej feministyczna wersja tekstu, tylko trzeba umiec czytac! 😉
A ja z zafascynowaniem obejrzalam zdjecia Hali Mirowskiej w Warszawie:
http://wyborcza.pl/duzy_kadr/56,97904,12862150,50_lat_Hali_Mirowskiej.html
Bylam tu chyba dwa razy w zyciu – raz jeszcze przed wyjazdem z Polski, drugi zaraz po tym jak juz mnie z powrotem do Polski zaczeto wpuszczac, po obaleniu komuny. Wtedy byla to wciaz hala targowa, bardzo fajna, choc pod katem higieny – pelna groza: te kielbasy i miesa nan brdnych kontuararch i roje much (bylo lato) szczegolnie utkwily mi w pamieci.
Zaluje, ze taraz Hala, sadzac ze zdjec, jest czyms w rodzaju taniego shopping centru z normalnymi sklepami, podczas gdy biedne baby zarabiajace na zycie sprzedaza warkoczy czosnku czy suszonych grzybow, musza marznac i moknac na zewnatrz. A przeciez to dla nich Hale Targowa wybudowano!!! I one powinny byly w niej pozostac, za maly grosz.
Zaluje tez, ze nie znalazlo sie wiecej zdjec archiwalnych – przdwojennych i powojennych. Ten rodzaj zarejestrowanej na kliszy social history zawsze mnie fascynuje i potrafie jedno zdjecie ogladac przez caly kwadrans albo dluzej, wylapujac z tlumow twarze, odnotowujac ubiory, mowe ciala, wyobrazajac sobie rozmowy etc. Jak na tych pieknyc zdjeciaich z warszawskiego Rynku na Starowce, ktore kiedys przyniosla Alienor na blog. Mam je wciaz przed oczyma.
Kleparz w Krakowie też zepsuli. 🙁 Zadaszyli, wylizali i oczywiście opłaty za stoiska podnieśli, więc staruszki z pęczkiem pietruszki już tylko nieśmiało gdzieś na obrzeżach sterczą i patrzą, czy przed kontrolą zwiewać nie trzeba.
Ale cóż, taki trynd. Paryskie Hale to już też nie to samo… 🙄
Ja uwielbiam „normalne” bazary i targi i zawsze odczuwam taki rodzaj podniecenia na nich jakie miewalam gdy chodzilam na ryby. Ze w kazdej chwili moze sie zdarzyc cos nadzwyczajnego i znajde na bazarze jajko Faberge z carskiej kolekcji. Bardzo przyjemnie na targ sie chodzi z moja przykaciolka Zosia – gdzies u nich w povlizu, w zachodnim Londynie. Ona ma oko jak jastrzab i zawsze wypatrzy jakas stara koronke za grosik. POtem te stara koronke przyszyje do swej dlugiej bialej i wykrochmalonej halki pod dluga czarna spodnice. Tylko ona ja widzi, bo halki nigdy przenidy nikomu sie ie pokazuje, nawet rabka.
Podobnie jej maz, Maciek, ktory kolekcjonuje rozne porcelanowe ptaszki. Zawsze cos fajnego wypatrzy i ich „salon” w tej dzielnicy gdzie zeszlego lata byly te straszne rozruchy, caly jest ustawiony upolowanymi przez niego ptaszetami, co Zosie doprowadza do rozpaczy. I nie ma dla niego wiekszej przyjemnosci jak uslyszy: Ooo, Maciek masz nowego rudzika na lopacie! Jaki slodki!
Zaraz leci wskazywac co jeszcze przybylo do jego zbiorow odkad mnie nie bylo.
Kiedys Maciek dowiedzial sie z telewizji ku swemu niepomiernemu zdumieniu , ze niektore misie-wycieruchy od Steiffa z metalowa plomba w uchu potrafia na aukcji osiagnac astronomiczna cene £600 -£6 000 .
Zaczal skupywac wycieruchy w nadziei, ze znajdzie sie miedzy nimi prawdziwy Steiff. Musialam mu zrobic dlugi ilustrowany z pomoca Google’a wyklad, ktore wycieruchy sa drogie, a ktore nic nie warte. I wytlumaczyc jak odroznic moherowe futro misia od poliestrowego.
Ziechecil sie i trzyma sie porcelanowych ptaszkow.
Nie chciałabym psuć dobrych nastrojów, wybaczcie:
http://wyborcza.pl/1,75248,12866020,Szkolenie_w_gorach_dla_chetnych_do_Strazy_Niepodleglosci.html
A Mackowie mieszkaja w polnocnym, nie zachodnim Londynie. Bardzo daleko ode mnie, dlatego rzadko sie spotykamy, bo musze zmieniac kilka pociagow.
A nie zauwazylas Siodemeczko, ze na forumie pod tym doniesieniem ktos juz podsunal linke do „naszej” petycji.
Tam juz jest dobrze ponad 800 podpisow jak zagladalam z godzine temu. I parenascie „przeciw”.
Posel Anna Grodzka wlasnie poinformowala mnie mailem, ze tez dostala ten beznadziejnie glupi list z Biura Rzecznika Praw Dziecka!
Bo ona tez po naszym liscie interweniowala u RPD, bless her heart!.
Zaniedbalam napisanie odpowiedzi do Katarzyny Czaj. Zrobie to jeszcze dzis po poludniu, bo nie mozna tego zostawic bez odpowiedzi.
Dzięki, Heleno.
Szokuje mnie bezkarność działań ONR.
Goralenvolk im się marzy?
Te podpisy przeciw, to w większości anonimy. Albo Adolf Hittla (sic!), albo podpisano – to już skrajna bezczelność i trzeba chyba zawiadomić petycje.pl – Jacka Harłukowicza (w rubryce z miejscem zamieszkania ktoś wpisał „Gaz Wyborczy”), który ostatnio w „GW” – nie mogę niestety umieścić linki, bo to tekst płatny – dał bardzo dobrą analizę ruchów faszystowskich.
A ktoś jeszcze skomentował: może za rok będzie was 500. Ja się zdumiewam, że jeszcze jest tylko 800. Bo ludzi – jak patrz po petycje.pl – naprawdę interesuje podpisywanie petycji o męczeniu zwierzątek. Pewnie, że to bardzo ważne, ale czy katowanie ludzi jest mniej ważne?
Co zaś do Hali Mirowskiej, właśnie ostatnio opowiadał mi nestor polskiej fotografii jazzowej Marek Karewicz, jak po powstaniu (był małym chłopcem) zamknięto tam mnóstwo schwytanych polskich jenców, głównie ludność cywilną. I rozstrzeliwali. Nie miałam pojęcia.
Alienor, bezwzględnie przed sprzątaniem trzeba dobrze wypocząć, nie ma dwóch zdań. 😀
No wiecie co… można pęc ze śmiechu 😈
Zbadano drugą „tutkę” i znaleziono na niej to samo, co na pierwszej 😆
Tam też był zamach, jak widać 😉
Też zwróciłam uwagę, że zwierzęta potrafią zebrać po kilkadziesiąt tysięcy podpisów, a zasadnicze sprawy państwa nie mają wzięcia.
Bo zasadnicze sprawy panstwa sa dla wielu ludzi nudne, dopoki sami nie odczuja na wlasnej skorze.
Do not despair! Rozprawimy sie z faszystami. Czuje moje serce, zazwyczaj pelne zwatpien i obaw.
Spoko. Jak jakiegoś spotkam, to będzie niepełnosprawnym faszystą. Ale obawiam się, że u nas łatwiej o yeti niż o faszystę. 🙂
Taki półżywy tekst, Bobiku, można dobić suchym dowcipem, tego jeszcze żaden tekst nie przeżył. Po co ma się męczyć.
Nie wiem, jak u was WW, a u nas niebezpiecznie dużo z tej mieszanki składającej się na faszyzm.
Obawiam się, że to jest atrakcyjne dla części młodych ludzi, daje poczucie mocy, stadionowe zadymy to margines przy takich możliwościach.
A że nie brak żądnych władztwa dusz, to się martwię.
Suchym dowcipem skutecznie sie dobija wirtualnie. Ale w realu ktos moze ci calkiem realnie przetracic kregoslup, wybic zeby etc.
Ja akurat cos na ten temat slyszalam w domu zanim jeszcze nauczylam sie co to jest wroclawski squat albo pogrom w Brzegu.
Prezyden na tym zdjęciu mówi chyba do kumpla:
– Mówię ci, jak ja nie lubię tego miejsca.
http://wyborcza.pl/duzy_kadr/56,97904,12869675,_,,10.html
Zaraz, to yeti zaczęli w Polsce organizować jakieś swoje marsze i służby, na dodatek liczniejsze niż te wszechpolskie? 😯
Dlaczego o tym zagrożeniu żadne gazety nie piszą? 👿
Rozmawiamy poważnie? Jak wziąć statystycznie, to wypada mniej więcej po faszyście na gminę, więc nic dziwnego, że w niektórych miejscach można się zestarzeć nie widząc ani jednego. Ośmielę się powiedzieć, że nawet w zdecydowanej większości miejsc. Tym łatwiej wyłapać ich tam, gdzie występują w kupie, tylko trzeba chcieć.
A jak władza chce, to umie zniechęcić do rożnych rzeczy nie naruszając św. konstytucji, więc nawet dobrych rad nie potrzebuje. Zwłaszcza, że tym przypadku trudno oczekiwać gromkich protestów ze strony lewicowych organizacji broniących praw człowieka. 😈
Wodzu, kocham Cię miłością wielka, ale nie potrafię akurat z tego żartować, może widzę tego za dużo.
Doskonale rozumiem i zdaję sobie z tego sprawę, kiedy tzw. media manipulują emocjami, wzniecając je wcześniej.
Wiem, że wiele tych osób, którym Klakier współczuje, to dobrzy ludzie, którzy tak zostali uformowani i taką mają potrzebę wyrażania swojego przywiązania do ojczyzny, dla których to co mówi ksiądz w kościele, radio M i PiS, to są prawdy bezdyskusyjne, ważniejsze niż Pismo Święte.
Jest dla każdego poglądu i ekspresji uczuć miejsce dotąd, dokąd nie zaczyna się wykluczanie innych , a takie wykluczenie zaczęło się już dawno.
Może dla mnie jest bardziej dotkliwe, bo wyklucza się mnie nie tylko ze wspólnoty narodowej, ale i religijnej.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji w moim długim już życiu i między innymi dlatego tak nie znoszę Jarosława Kaczyńskiego, jest wyjątkowym destruktorem, odkąd go tylko pamiętam.
Nagadał się na początku III RP o socjotechnice i pewnie wiele się naczytał na ten temat, pojętny uczeń.
Mam tylko jedno niedługie życie i inni też, chcę je przeżyć w spokoju i nie życzę sobie, żeby ten jegomość szarogęsił się w nim i dla budził upiory, które ja znam tylko z książek i filmów historycznych.
Nawet jeżeli w Twojej opinii przesadzam, to wolę przeceniać niż nie doceniać potencjału i gróźb, tym bardziej że widzę jakąś dziwną spolegliwość policji w pewnych przypadkach.
Chłopaki są z tej samej ferajny?
Poważnie, Wodzu, to ja się jeszcze podomagam wyjaśnień w sprawie spod poprzedniego wpisu, bo chciałbym zrozumieć. Wykładałeś z grubsza coś takiego, że żadna organizacja z natury rzeczy nie może być przestępcza, bo przestępstwo popełnia się zawsze indywidualnie. Ale istnieje w KK pojęcie związku przestępczego i samo należenie do niego jest zagrożone karami. No to właśnie tu czegoś nie rozumiem, a okropnie nie lubię tego stanu umysłu. 😉
Konczy sie moja grecka przygoda. A. zostaje tu jeszcze ponad tydzien, a ja wyruszam z rana do Aten, do Londynu, do Toronto, do domu… Troche mi sie przejadlo restauracyjno-hotelowe jedzenie; sklepowe jedzeniowe zakupy tez wyladowaly w smietniku. Za wyjatkiem wina. Mam wielka ochote na… domowy rosol oraz jajko sadzone na grzance. Chociaz jajka i zupy Grecy serwuja wysmienite, to juz mam ochote na to co moja osobista kuchnia poleca (jajko jest zawsze ze szczypiorkiem np, rosol z imbirem).
Pisze o jajkach i zupie a nie o Delfi, ktore widzialam dzisiaj w deszczu… Bardzo refleksyjne, ale juz przezylam tutaj refleksyjnosc na Akropolu. Jak to powiedziala moja wyemancypowana kanadyjska przyjaciolka (French Canadian/ Pakistani), z ktora podrozowalysmy w roku 2000 po poludniu Francji i Szwajcarii, what did we see w Arles i Nimes… ruins!
Kocham moja psiapsiolke Honor do imentu (to od Nisi), ale od tamtej pory jak jestesmy deczko zmeczeni zwiedzaniem, to mowimy, och… ruins…
Chcialam jeszcze bardzo pochwalic jak czyste jest morze w Grecji. Daj im Boze (choc za duzo chyba do kosciola nie chodza, w naszej miejscowosci jest jeden i wiecznie pusty), bogowie i boginie.
Królik znowu o rosole!
Króliku, ja Ciebie uduszę!
Teraz pojadę do sklepu, żeby nabyć rosołowe ingrediencje. 🙁
Może gdyby to była inna pora roku, Króliku, np. wiosna, to ruiny też byłyby bardziej atrakcyjne?
Myślałem, że rosół robi się z kury, nie z królika…
Tu nie ma co myśleć, jeżeli rosół to tylko z królika 😉
http://www.wielkiezarcie.com/recipe71998.html
Dobra, już będę poważny. Naprawdę. Chociaż pewnie długo nie wytrzymam. 😉
Ponieważ psia żądza wiedzy wymaga zaspokojenia, to niestety muszę się wytłumaczyć. Chyba za bardzo skróciłem myślowo. Organizacja może być „przestępcza”, jeśli z jakichś powodów jej działalność jest uznana za sprzeczną z prawem i sam udział w pracach organizacji jest czynem zabronionym. Lepiej mówić jak w kodeksie, o związku przestępczym, który nie musi być w żaden sposób sformalizowany, wystarczy stan faktyczny. Nie ma więc przy okazji problemu delegalizacji.
Tak, przestępstwo zawsze popełnia się indywidualnie. Udział w związku przestępczym też jest sprawą indywidualną, a zależności między uczestnikami związku są istotne przy ustalaniu winy każdego z nich, jednak nie ma pojęcia przestępstwa zbiorowego. Podmiotem postępowania karnego jest indywiduum, a przedmiotem może być jego współdziałanie z innymi w ramach związku przestępczego, winę ustala się indywidualnie.
Takie subtelności. W normalnej rozmowie to nie przeszkadza, kiedy wiadomo o co chodzi. U polityków i dziennikarzy powinno się o subtelności dbać, ale u nich jest wszystko jedno, pozew czy akt oskarżenia, wyrok czy postanowienie, lud patrzący w telewizor i tak zapamięta tylko, że coś było złodziejach.
Dzięki, teraz już mogę być subtelny jak najwytrawniejsza żurnalista. 😎
I nawet lepiej teraz wiem, o co mnie samemu chodziło. 😉 Mniej więcej o to, że nielegalnej organizacji nie można wprawdzie zdelegalizować, ale można ją uznać za związek przestępczy, jeżeli spełnia kryteria. A akurat obalania siłą i takie tam kk za kryterium uznaje.
Rosol z krolika! Andsolu, boj sie Boga, to nie sa ingrediencje, ktore Siodemeczka miala na mysli. Kura to podstawowy skladnik. Dodatki sa rozne, jak w bigosie… Od tesciowej przejelam wloska kapuste do rosolu… Od ogolnej kanadyjskiej atmosfery przejelam imbir (korzen). Kawalek wolowiny, cieleciny, indyka czy kaczki z koscia nie zawadzi. Kluski jadamy wlasciwie tylko japonskie. Robimy sie sie snobami francusko-japonskimi jesli chodzi o rosol.
Ruiny wiosna sa chyba takie same jak jesienia. Ruiny latem tutaj musza byc nie do zniesienia:
Ale ja jade do domu, gdzie zawsze wszystko zielone:
http://www.youtube.com/watch?v=VjxY7xmhJ6o
Króliku, do greckich ruin najlepiej się pchać późnym, mniej już gorącym latem, jak świerszcze świerszczą i tymianek w nos łaskocze. Ja mam takie przypomnienie ze Starej Agory i to była dokładnie taka Grecja, po jaką się tam jedzie. 🙂
Swoją drogą, chęć powrotu do łaskoczącego w nos rosołu też nie jest mi całkiem obca. 😉
Bobiczku, dla ciebie rosol codziennie, Piesku. Mysle ze tez by ci smakowal rybno krewetkowy. Na szczescie nie moge otworzyc linki Irka o rosole z krolika… wiec spokojnie wyrusze do domu za kilka godzin…
Irku, moja Mama gotuje z rzeczonego krolika barszcz (na tzw przodku).
Tak Wodzu. A skoro było o złodziejach, to nie ważne czy ukradł, czy jemu ukradli. Tak czy siak, był zamieszany w kradzież.
Nawet nie musi kraść ani być okradziony. Jak jest bogaty albo z rządu, to złodziej z definicji. 🙄
A jak złodziej, to pijak, bo każdy złodziej to pijak. 😎
Jednak to szczęście w nieszczęściu, że więcej jest złodziei z definicji, niż złodziei definicji. Gdyby było odwrotnie, zrobiłoby się straszne zamieszanie.
Rosół się gotuje, bez królika. 🙂
Imbir?
Ach, te prawnicze szczegóły!
Nic dziwnego, ze nie mogą zapuszkować największych mafiosów.
Pani, a definicji to niby nie kradnom? Połóż pani tylko jakom niepilnowanom definicje przy polityku albo tym, no, publicyście, to nie tylko ukradnie, ale zara przemaluje i tablice wymieni, że tej definicji potem rodzony właściciel nie pozna. 👿
Wrocilam z Oxford Street gdzie w sklepie z kanapami (Debenhams) widzialam – nie zgadniecie kogo!
Potrzmam Was przez chwile w napieciu.
A do sklepu z kanapami udalam sie w ramamch mojej najnowszej chaltury – urzadzania nowo zakupionego mieszkania jednej znajomej milionerce – znajomej z NYC, obecnie w Kalifornii.
No to kogo zobaczylam w sklepie? Dwadziescia pytan.
Imbir do rosołu dla mnie też już obowiązkowo. 🙂
I pies z kulawa noga nie zwracal na niego uwagi. Procz mnie rozanielonej.
Eeee tam, przesadzacie, jakby każdy był pijakiem, to nie byłoby złodziei.
Tak myślę.
Heleno, w sklepie z kanapami można spotkać wszystkich, kładę się na plecach i podnoszę cztery łapy do góry.
Urządzanie mieszkania milionerce to niezła chałtura, ale ryzykowna 😀
Też zajrzałem, mają właśnie wyprzedaż i przeceny up to 60%. Od razu bliżej ludzi ta milionerka. 🙂
Ktoś z telewizji pewnie? To ja się nie znam.
Absolutnie wszystko jest konsultowane i ona wydaje zgode, Ale najpierw sama mowi co juz kupila i my to odwolujemy w sklepie.
No to kto byl w dziale z kanapami?
Poddajecie sie? OK!
– Sting!
Ale nie podbieglam do niego krzyczac: I love you, Mr Sting!!!!
Skad! Bardzo spokojnie wymierzalam wysokosc trojkata nierownobocznego z jednym katem prostym i jednym bokiem skalkulowanym – chodzi o to by kanapa przeszla przez waskie drzwi!
Sting sie snul miedzy kanapami! A ja spojrzalam na niego w sposob DYSTYNGOWANY, a nie jak jakas pensjonarka. .
Tak! Kanapa przeceniona o 60%. Very good, WW!
Milionerka rozwiodla sie z milionerem i dlatego musi troche oszczedzac. Ale mam nadzieje, ze nie na mnie.
A dlaczego, mogłaś mu powiedzieć, Heleno, albo przynajmniej uśmiechnąć się promiennie. 😀
A 40% ceny kanapy to ile?
Nasza średnia krajowa mniej więcej. 🙂
Sting, no tak, w Londynie jesteśmy. U mnie można było spotkać tylko Kazika, i to w sklepie z butami. 😆
Specjalnie dla Heleny od Stinga:
https://www.youtube.com/watch?v=037uSAIahho
Bodaj £1100.
MNie sie juz troche myla ceny bo od rana siedze w kanapach (najpierw mailowo) i cena w tej chwili taka wazna nie jest. Wazne jest aby sie ja udalo wniesc, bo zakupione w Richmond mieszkanie jest w starym kosciele przerobionym na mieszkania i drzwi sa troche nietypowe. Wezsze i nizsze niz standard.
Ale kanapa to pestka. Do mieszkania ma niebawem przybyc fortepian Steinwaya (baby grand piano). Mam nadzieje, ze mu sie nogi odkrecaja!
To jest ten stary kosciol Christchurch. . Okna Eleny wychodza na druga strone i sa piekne widoki na Richmond nad Tamiza.
http://details.winkworth.co.uk/RIC110037.PDF
Ciekawe, jak by się człek czuł, gdyby mógł kupić mieszkanie i urządzić je nie licząc się z groszem.
No to ona biedna jak mysz w kościele…
No, w środku ciekawie, widziałam już interesujące mieszkania w kościele, ale z wierzchu trochę deprymująco wygląda.
Jaka przystępna cena 😯
W mojej okolicy za byle kurnik tyle wołają, bo w środku są łuki i marmury. Inna sprawa, że wołać to sobie mogą, a klientów jakoś nie ma. 🙂
Tak, to musi byc fajne. Ale ona sie troche jednak liczy, bo kryzys, i rozwod i corka i wnuczka paromiesieczna. A to bedzie europejski pied a terre, baza wypadowa. Glowny dom obecnie w Kalifornii.
Wiec jak ja jej cos oszczedzam, to sie bardzo cieszy. A ja jestem bardzo… jakby to powiedziec… skrzetna przy wydawaniu cudzych pieniedzy.
A gdyby przeciągnąć jakieś sznurki i suszyć gacie za oknem, to by było mniej deprymująco.
O właśnie, wnuczka jest, to może pieluchy?
Czy Sting się przynajmniej poznał na dystynkcji Heleny? Bo jak nie, to dla takiego gbura nie warto było być tak dystyngowaną. 🙄
A hol, jaki ładny:
http://www.zoopla.co.uk/for-sale/details/16603961
Ten Kosciol jest ladny, caly w otoczeniu zieleni. A mieszkanie jest malenkie, dwie nieduze sypialnie, malenka kuchnia, dwa malutkie salony – jeden na dole, drugi po schodach, za ta balustradka, dwie lazienki.
Zdarzalo mi sie widziec przepieknie przerobione koscioly na mieszkania, ale tu architektowi kazano najwyrazniej wcisnac jak najwiecej „jednostek mieszkaniowych”, wiec architektonicznie jest troche balaganu w tej przestrzeni.
Ale dwa kroki do cebtrum Richmond (do ktorego 15 lat temu pierwsy raz zaprowadzilam Elene i strasznie jej sie spodobalo) a w drugim kierunku 10-15 minut spaceru do Krolewskiego Ogrodu Botanicznego. Ten kosciol jest na tej samej ulicy co Kew Gardens.
Richmond jest moim najukochanszym miasteczkiem, co potwierdzi i Bobik i Pani Kiewowniczka. Elene prowadzilam tym samymi szlakami przed laty i jej sie tez ogromnie spodobalo, wiec jak postanowila kupic mieszkanie w Europie, to natychmiast zdecydowala sie na Richmond wlasnie.
Źle by się czuł, choćby o tym nie wiedział, Siódemeczko. Ja bym się źle czuła i nie chciałabym się znaleźć w tak idiotycznej sytuacji. Na szczęście, z żadnej strony, mi to nie grozi 😉
Hol prowadzacy do wszystkich mieszkan jest oblednie piekny, Siodemeczko. Mowe mi odebralo jak zobaczylam.
Jak tam są te cholerne angielskie krany, to ja taką łazienkę mam w …., no!
No tak, dzisiaj takie czasy, że człowiek musi się liczyć z każdym milionem…
Richmond bardzo smaczne miasteczko. Znaczy, naleśniki odjazdowe tam mają. 😀
Hol rzeczywiście bardzo piękny. Podziwiam, ale nie dla mnie. Do kościoła trzeba jednak dorosnąć 🙄
Tu sa te odjazdowe nalesniki.
http://www.chez-lindsay.co.uk/
Ee, Haneczko, mogłybyśmy spróbować, zawsze można się zrzec bogactwa na rzecz wdów i sierot.
Proszę, można otworzyć w dobrym miejscu lokalik z naleśnikami gryczanymi i już jest parę groszy.
Grunt to dobry pomysł.
Dopiero zauwazylam, ze mi Siodemeczka przyslala cudnego Stinga.
Boze, jak on zawsze chwyta za serce, nie?
A ten drugi obok z gitara , to Bob Geldof?
Ja jestem leniwy, otworzyłbym z dwoma naleśnikami.
Każden naleśnik po milionie i zamykam te budę i leżę na Hawajach 🙂
Jakbym nazywał się Steinway nie dałbym sobie odkręcić nóg.
A czemu to jeszcze jest w Sieci jeśli już jest sprzedane?
Nie wiem, któż zacz, ale na 100% nie Geldof.
Siódemeczko, przerzucanie na wdowy i sieroty ciężaru, z którym nie umiemy sobie poradzić, nie jest humanitarnym pomysłem. Nie ma lekko. Bogactwo, to poważne wyzwanie 😕
haneczko 😆
Wlascicielka tego lokalu, Lindsay jest obledna frankofilka, jak nasz Krolik. I ma samych Francuzow za obsluge. I sprowadza bretonski cidre, swietny, i andouille prawdziwy i wszystko co tam podaja jest zawsze znakomite. A lokal istnieje juz od wielu lat i my tam z E. lubimy chodzic i zapraszac przyjaciol. I taki bardzo, bardzo bardzo czarny Senegalczyk, ktory tam podaje zawsze pamieta, ze moje galettes sa al’andouille, a E bierze zawsze z ratatuille. Jak jest jakis inny kelner, to zawsze mnie pyta czy napewno jadlam przedtem andouille, bo najwrazniej niektorzy Anglicy odsylaja z powrotem do kuchni ten specjal! I cidre podaja w kamionkowych filizankach (bolles) tak jak powinien byc serwowany bretnski napoj.
Podobny, ale raczej nie.
Nie wiem z jakiego roku to jest.
http://www.dominicmiller.com/
Haneczko, mozna zawsze na mnie przerzucuc, a ja bez trudu i bez jednej skargi na ustach te miliony zutylizuje.
Dwa miliony mogły wystarczyć zeenowi na Hawajach, tam można siedzieć na plaży, nie potrzeba chałupy.
Zadałaś potężny cios mojemu dobremu samopoczuciu, Haneczko.
Nie pomyślałam o tym.
WW to ma znajomości 😉
Ale na Hawajach też by się przydały naleśniki. A kto je zrobi, jak zeen będzie tylko leżał? 👿
Wdowa z sierotą 😉
Andsolu, czy chcesz powiedzieć, że mam Ci odkręcić nogi tylko dlatego, że nie nazywasz się Steinway? 😯
Na Hawajach zeen leży z melonem pod głową,
wysługuje się niecnie sierotą i wdową,
gnębi obie nieszczęsne ile w jego mocy,
naleśniki im każąc robić w dzień i w nocy. 👿
Choć nie jestem Anglikiem, naleśnika z andouille też miałem ochotę odesłać do kuchni, tylko mi nie wypadało, bo leżał na talerzu Heleny, nie moim. 😈
Ale cała reszta wyżerki była znakomita, włącznie z obsługą. 😎
O proszę już mu niesą nową porcję:
http://perso.telecom-paristech.fr/~delon/artefact_removal_html/images/renoir_gauguin/gauguin.jpg
A dlaczego, Bobiku?
Nie lubisz kiełbas?
Przez Kierownictwo wybuliłam 9,90 peelenów, żeby przeczytać Jacka Harłukowicza.
Dostęp tylko na tydzień.
Sierżant mi powiedział, że owe andouille to ja bardzo chętnie, z naleśnikami i bez 🙂
Lubię kiełbasy. Lubię salcesony. Lubię podroby. Lubię kaszankę. A jak już tyle różnych świństw lubię, to muszę jeszcze andouille? 😈
Bobiku, lubienie wyklucza muszenie i odwrotnie 😉 Katuj się tym, co lubisz 🙄
Hel., mam nadzieję, że nie jesteś frajerem i ne usługujesz tej milionerce za fryko, żeby sie tylko popisać swoim gustem. A w ogóle to kto zacz? Pierwsze słyszę o jakiejś Elenie. W takim mieszkaniu-kościele to i dorobic można – i chrzty, i śluby, i egzekwie żałobne odprawiać, to inwestycja szybko się zwróci.
A wiecie, gdzie znajduje się ( i w czym) podobno najpiękniejsza księgarnia świata? W Maastricht, w nieużywanej katedrze. W NYC była bardzo modna dyskoteka przy Park Avenue South w starym zborze, oryginalny wystrój pozostawiono prawie nietknięty.
A ja, głupia, się dziś ucieszyłam, kiedy za 24 złp kupiłam w second-handzie nowiutką spódnicę od Ralpha Laurena. Dlaczego w usa nie wyszłam za milionera??? Mógłby mnie nawet rzucić, prawnik zalatwiłby resztę
Haneczko, andouille (w grubej kisze) podobnie jak andouilette (w cienkich kiszkach) jest boskie. Francuzi nawet maja swoje AAA (asocjacja admiratorow andouilettes) do ktorej mnie podobno zapisal moj paryski przyjaciel Ludwik Lewin, ktory mi zawsze przywozil z Paryza te wspanialosci!
Moja E. wyprowadzala sie z mieszkania jak ja to zaczynalam podsmazac na patelni, twierdzac, ze w calym domu cuchnie knurem! I ze jest to rzekomo gorsze nawet od woni papierosow.
A jak cuchnie knur mniej więcej? 😯
No, przecież była informacja – gorzej od papierosów. 😈
Z całym szacunkiem dla E., knur nie ma podskoku przy kaszance i czerninie 😉
Jesli o mnie chodzi to cuchnie piekna perfuma – jesli nie wykastrowany zawczasu 😳 Ale ludzie maja przesady…
O, Kumo! Elena jest najblizsza przyjaciolka Elzuni de K., corki Hrabiny P. Poznalam ja w Londynie 15 lat temu, kiedy obie przyjechaly.
Oczywoscie, ze nie robie za fryko, jakkolwiek musze chyba na nowo przenegocjowac umowe – tak zw. „flat fee”.
Ale oczywoscie sluchy o moim dobrym guscie gruchnely po Ameryce! 😆 😆 😆
Papierosy nie cuchną cuchnącemu 😉
Spadam do poniedziałku. Będziemy się z panem mężem, mam nadzieję, wypasać, niekoniecznie kiełbasianie 🙄
Dobranoc 🙂
Kuma pokazała się wyżej, Heleno. 😀
Kumo, po cholerę Ci właściwie ten milioner? Musiałabyś na Hawajach sieroty i wdowy wykorzystywać, a to chyba średnia przyjemność. W przeciwieństwie do upolowania Ralpha Laurena za 24 peeleny. Nie dość, że satysfakcja, to jeszcze można dać wypchać i na ścianie jako trofeum zawiesić. 😆
Już od ponad godziny się rozglądam, z kogo by tu wziąć dobry przykład i zagonić się na legowisko. Gdyby nie Haneczka, kto wie, ile jeszcze bym tutaj tkwił. 😈
Też spadam, choć nie do poniedziałku. Dobranoc. 🙂
No tak, takiej milionerce obca jest radość z upolowania spódnicy od Ralpha Laurena za grosze.
Nie potrafią czerpać radości z życia. 🙂
Tu jest dużo ładnych aranżacji kościołów na inne cele
Dobranoc, śpijcie smacznie.
Przewijam, przewijam. późno już, a ja dopiero skończyłem pracę.
Bardzo mi się spodobał tekst Bobika.
Ad mt7 – to powinien być podpis – ja się będziesz tak uśmiechać do tłumu pod Pałacem, to ci przydzwonię.
A teraz już idę spać.
Na Warszawą Sputnik – 6 Festiwal Filmów Rosyjskich – tyle mego, co obejrzę w weekend.
http://www.sputnikfestiwal.pl/2012/repertuar_pl_17_11_2012
Takie milionerki też mają swoje drobne radości z życia, jak pewna multimiliarderka polskiego pochodzenia, co kupiła do swojej kolekcji obrazów rusunek Leonarda, wywieziony cichcem z Włoch. Trochę bylo z tego powodu pisaniny w mediach, ale trafiła okazję. Hel. wie, o kim mówię. A ja z kolei mam serdeczną koleżankę, też formalnie rzecz biorąc milionerkę, która tak sobie skąpi ubrań, że już mole narzekają, że ciągle muszą wcinać te same od lat sweterki. W ostatniej „Polityce”, by pozostać w temacie, cover story o „magnacie na kredyt”, czy Hajdarowiczu. Przeczytałam z uwagą i dalej nie moge pojąć, jak oni to robią, że manna sie im sypie z nieba.
Ad Helena o Hali Mirowskiej, a właściwie o pójściu na „podHale”
Eeee tam, to kiepski fotoreportaż. Nie dotrwałem do końca.
Jak się pójdzie na „podHale”, a się nie wchodzi do – to człek czuje innego bluesa. Gdyby jeszcze nie te staruszki ciągnące za sobą wózki zakupowe i zagracające przejście.
brykam 🙂
w mgle do przegladu pozycji
sobotnie zadowolony
bryku 😀
brykam fikam
Dzień dobry,
też byłam chez Lindsay z Psem i Kotem 😀 Oczywiście jadłam zupełnie innego naleśnika 😉
Dzień dobry,
gmła i praca. A poziom ludzi dzisiaj taki, że czuję się jak Michel:
http://www.youtube.com/watch?v=0OVuoeVfgH0
Dzień dobry 🙂
O ile pamiętam, ten naleśnik Kierownictwa był akurat najciekawszy. Nawet trochę żałowałem, że sobie takiego nie wziąłem. 😉 Ale ja kompletnie tracę rozum na widok wszelkich morskich stworów, więc jak tylko zobaczyłem takie w karcie, to od razu było wiadomo, że się nie oprę. 😳
A dziś pewnie się u mnie nie obejdzie bez rosołu. To jest okropnie zakaźna potrawa. 😈
Zbrodnia to niesłychana – Bobik w roli morderczego tekściarza z wyrzutami sumienia. Dobrze, że tekst się wykazał postawą.
Z niepokojem czytałem do końca, czy aby się to nie zakończy podniesieniem tylnej nogi. 🙄
tytul redakcji GLUPI, ale slowa Tuska miod na moja dusze 🙂
” – Jeżeli mówię, że nie będę zatykał uszu na słowa, które padają pod naszym adresem, to dlatego, że uważam, że to są słowa groźne. Mówię o tym, ponieważ PO powstała po to, żeby ludzie chcący tworzyć i pracować w pokoju nie musieli już nigdy się zbroić na wypadek konfliktu zewnętrznego lub wewnętrznego. Żeby słabi ludzie tylko dlatego, że obok żyje silniejszy, nie musieli się bać. Żeby słabość nie była źródłem dramatów ludzkich.”
calosc tu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12874744,Tusk_straszy_PiS_em___Jestesmy_po_to__zeby_te_grozby.html
pstryk 🙂
podobno mgla/gmla rozwiana (tak mowia klienci) ale co ja widze poza pozycjami?
do przegladu jeszcze tylko kilka godzin 🙂 🙂 😀 😀
pstryk
Czytałem w jakiejś książce, żeby po owocach ich poznawać ich. To poczekam, aż skończy gadać i ruszy odwłok (następne pięć lat?). 🙂
Dobrze, ze powiedzial i powiedzial jednoznacznie.Zle, ze tak dlugo zwlekal az sprawy zaczely umykac kontroli. Przedtem te groze minimalizowal.
Ciekawa jestem czy jego ministrer sprawiedliwosci podziela zaniepokojenie. Mam wrazeie ze nie za bardzo, skoro Krytke Polityczna stwaia w jednym szeregu z trogflodytami z zyleta w zebach.
Tak, ruszenie odwloka byloby nie od rzeczy.
Mail od Eleny: Ja musze, musze, musze miec ten bujak, Helenka, taki mi sie zawsze marzyl! Prosze cie, nie odmawiaj mnie od niego!
http://www.darlingsofchelsea.co.uk/victorian-slipper-rocker-chair/p34/s1092
Wiec lece do Puney po bujak w stylu chesterfielda. I przy okazji obejrze troche kanap!
W ramach poprawy samopoczucia:
http://wyborcza.pl/1,75478,12874020,Byly_redaktor_naczelny__Wiezi____Dlaczego_polski_Kosciol.html
Potrzeba wiecej i więcej takich głosów.
Napisałabym, biedna Helena, ale Ciebie to najwyraźniej bawi.
Myślałam, ze kupiłaś już kanapę.
Niedawno oglądałem (rosyjski) reportaż o żonach milionerów porzucanych przez nich w UK. To chyba jakaś moda, bierze (na ogół blondynkę), wywozi z pieniędzmi do UK i tam ją porzuca, żeby sądy brytyjskie mogły jej przysądzić tych marnych parę milionów. A w Rosji mogł tanio załatwić byłej żone nagrobek. No i te stada milionerek strasznie cierpią teraz w UK i mają dużo psychologicznych cierpień. Więc wszystkim paniom odradzam taki tułaczy los.
Dzień dobry,
a właściwie taki sobie. Ręce opadają
http://www.polityka.pl/kraj/wywiady/1532689,1,nie-pochwalam-burd-i-hasel-ale-to-cena-demokracji—byly-prezes-tk-o-delegalizacji-skrajnej-prawicy.read
To chyba Bobik (choć dobry pies) nie upilnował stada szczęk środowych i się rozlazły po całym świecie, zmutowały i gryzą w każdy dzień.
Na dworze ziąb ściska, liść opadły po drzewami barwi się wspomnieniami babiego lata.
A mnie w przerwie raboty opadła jakaś nostalgia jesienna.
http://www.youtube.com/watch?v=8F7juh9Q-To
Bry!
Jakoś te dni szybko lecą. Ale nawet przy słońcu, chwała mu za to. A propos milionerów, to wyznam Wam swoje największe życiowe marzenie. Chciałbym być byłym (BYŁYM) prezydentem USA… Nawet mógłbym nie pisać pamiętników ani nie budować biblioteki. Etc.
A propos kościoła-mieszkania, jakoś głupio by było sikać w sakrystii. Ja choć nie nadmiernie wierzący, dalej parówki nie będę jadł przy mszy Bacha (czy Palestriny, etc.).
Jaki ziąb, u nas w Europie 👿 ciepło. Na rowerze jeżdżę!
Trudno psu upilnować przed szczękami, jak sam czasem w szczękach szczęk… 🙄
A parówki to niby czemu nie można przy sakralnej muzyce? 👿 Wystarczy spytać któregokolwiek psa – nam wszystkim podczas jedzenia parówek dusza wznosi się ku Absolutowi i Bach jest do tego wręcz wymarzonym podkładem. 😎
Andsolu, co tak tylko z negatywnej strony? Dzięki porzucanym blond pięknościom rozszerza się na Zachodzie rynek pracy dla rysyjskich bądź mówiących po rosyjsku psychoterapeutów. A w dzisiejszych czasach każdy wzrost robocia trzeba sobie cenić. 😎
Jaki zachodni psychoterapeuta zrozumie rosyjską duszę?
Ale zachodni może pojąć blond piękność. I blond może dorzuci marne kilkaset tysięcy….
Co mnię przypomniało sprawę pana ok. 70 lat z UK, który pojął za żonę panią ładną blond lat ok. 30 z USS,,, tego, Rosji. Pani po roku znała angielski, miała już konsultacje z prawnikiem i w piękny sposób wyzuła pana z wszelkich pieniędzy. Jak to opłaca się być blond, niegłupim i zdeterminowanym!
Co prawda Bach z pewną panią (później żoną) wyczyniał różne takie na chórze przy organach w kościele… więc nic co święte… Bachowi nie obce.
Ludzie jednak są pomysłowi. Na chórze to ja z blond parówką jeszcze niczego nie wyczyniałem. 😯
O wyczynianiu przy organach jakoś mi krępująco szczekać, choć w przeciwieństwie do Mordechaja posiadam je w całości. 😳
Ten pan 70 plus przypomniał mi Dieda. Died mieszkał w naszej okolicy, był wdowcem, miał tak gdzieś 60 plus kiedy poznaliśmy go i przychodził do nas pogadać sobie po ukraińsku. Tzn. on mówił po ukraińsku, my po rosyjsku i porozumienie między narodami kwitło. Kiedy Died zliżał się do siedemdziesiątki coś mu odpaliło i zaczął szukać na Ukrainie młodej żony. Kandydatek zaraz się znalazło mnóstwo wiele, bo nawet najmarniejsza niemiecka renta w pewnych zakątkach świata bogactwem szalonym się zdaje. Próbowaliśmy nieszczęśnikowi dyskretnie dać do zrozumienia, że nie na jego męskie walory te kandydatki lecą, ale który prawdziwy samiec w coś takiego uwierzy? Skończyło się tak, jak musiało – znaleziona po długim przebieraniu młoda żonka dorwała się do konta, Dieda zamknęła w oddzielnym pokoju, skazując na kleiczek i bastę, a sama oddała się uciechom życia.
Niestety, puenta nie jest optymistyczna. Żaden obcojęzyczny psychoterapeuta się przy tej spryciarze nie pożywił. 🙁
Mordechajowi brakuje organu?
Nieśmiało obstawiam, ze chodzi o „Prawdę” 🙄
Za 24 minuty będzie śpiewać w medici.tv Joanna na stosie.
Zapodam też u kierownictwa.
Nie dziwię się milionerce, że koniecznie chce mieć ten bujany fotel. Helena najwyraźniej tak słodko w nim zasnęła, że żaden sprzedawca nie odważa się jej obudzić. 😆
Obawiam się, ze przez milionerkę straciliśmy Helenę na dłuższy czas.
A na http://mariinsky.tv/n/
Большой гала-концерт баритонов Мариинского театра. 1 отделение
Jezdem, jezdem, lekko zlachana tymi kanapami. Ale jestesmy juz blisko…
A tymczasem dostalismy liscik z redakcji Nigdy Wiecej, ktorych prosilam o rizporowadzenie petycji:
Szanowna Pani,
dziekuje za jak zawsze milego i celnego maila. Petycje juz podpisalem i puscilem w obieg. Mam nadzieje, ze ta i podobne inicjatywy wspierane przez wrazliwsza czesc spoleczenstwa obywatelskiego doprowadza wreszcie do sytuacji, w ktorej skrajna prawica znajdzie sie tam, gdzie jej miejsce – na glebokim, defensywnym marginesie.
Ze swej strony chcialbym Pania poprosic o podpisanie petycji ws. ratyfikacji konwencji i protokołu o walce z rasizmem w cyberprzestrzeni: http://petycja.nigdywiecej.org oraz rozpropagowanie na ile to mozliwe tej inicjatywy.
Przygotowujemy wlasnie nowa „Brunatna Ksiege” – nie bedzie to niestety, ani latwa, ani przyjemna lektura. Mam tylko nadzieje, ze jej tworzenie przyczyni sie do poprawy sytuacji w kraju, bo ostatnio tendencje ksenofobiczne przebraly na sile…
Pozdrawiam serdecznie,
Marcin Kornak
Redaktor naczelny
Redakcja antyfaszystowskiego magazynu „NIGDY WIECEJ”
Heleno, podpisałaś ją już w lutym, tak jak ja.
Dostałyśmy widocznie maila tego samego dnia.
Dobry ten koncert z Maryjskiego, choć brakuje mu jakiejś dramaturgii.
Może to kwestia odbioru poprzez internet.
Ale chciałoby się, aby tak się działo w Teatrze Wielkim w Wwie.
Pani Kierowniczka na Dywanie poddaje pod dyskusję różne formy organizacyjne życia muzycznego. Mnie się wydaje, że w przypadku takich instytucji narodowych, jak Teatr Wielki nie daje się jechać pozbieranymi ze świata śpiewakami.
Obserwuję przez internet Teatr Maryjski ze stałym zespołem.
Wydaje mi się, ze to jest jedyna słuszna koncepcja. No, oczywiście oni mają zupełnie inne „zaplecze” niż my.
Ale nawet w czasach, które wydawały się mizerią, chodziło się do Opery, aby posłuchać Paprockiego, Hiolskiego, Ładysza.
Aaa, to dlatego mi powiedzialo, ze z tego adresu mailowego juz zostalo podpisane! Tak sie zdziwilam!
Wiecie, co… ludzie maja tak w glowach juz pomieszane( aby nie powiedziec mocniej), ze na naszej petycji w dzialce „Nie popieram petycji” znalazl sie taki osobliwy wpis jakiejs pani: „dlaczego za przyzwoleniem rzadu starsi ludzie sa bici przez bandziorow w kominiarkach.Dlaczego zboki i zydy nie nawidza Katolikow i Patriotow Polski”.
Zboki i zydy w kominiarkakch bija Patriotow! 😯 😆 😆
Do mnie też pewna osoba napisała i nie wiem, czy żartowała, czy serio, że nie podpisze, bo boi się, ze jak dojdą do władzy to nas wszystkich wymordują. 😯
A tymczasem Tusku Wilcze Oczy chyba sfalszowal wybory? Nie ma wprawdzie dowodow, ale wszystko na to wskazuje, jak na trotyl i sztuczna Gmle:
„Prezes PiS zapowiedział także większy nadzór nad wyborami w Polsce. – Nie mam dowodów na to, że wybory były sfałszowane. Jednak – jak powiedział – „Strzeżonego Pan Bóg strzeże”.
Ona ma racje, Siodemeczko! Wymorduja jak nic.
Straszna taka opcja widzenia!!!!!!!!!!!!!!
Ubiegłej nocy wyzionął ducha nasz kot rezydent ogrodowo-schodowy. Dożył bardzo sędziwego wieku. Ile lat miał dokładnie, tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że 1995 roku, kiedy stracił ogon, był juz kotem zupełnie dorosłym, mniej więcej trzyletnim. Mój mąż i nasza sąsiadka pochowali kota w ogrodzie, pod jabłonką. Smutno trochę. Rudzielec bez ogona wpisał się mocno w naszą codzienność.
To byl zart, Klakier 🙄
Fałszował nie fałszował ale będzie ciekawie
http://sphotos-e.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc7/295753_10151178965808425_1648175810_n.jpg
Widocznie mamy inne poczucie humoru.
Świeczka dla Rudzielca. Musiał być twardym i łebskim Kotem, jeżeli na tyle lat zdołał sobie zagwarantować pozycję rezydenta. Pewnie nawet konkurentom w jakiś sposób będzie go brakować. 🙁
Hm, myślisz, że świeczka, Bobiku?
Mojego starożytnego ciągle mi brak.
Klakier,
to nie Helena wymyśliła te teksty, ludzie tak myślą, to co ma usiąść i szaty rozdzierać?
A kto te osoby przywiódł do takich myśli?
Irku, a w czym Pawlak nie zgadza się fundamentalnie z Piechocińskim wiesz może?
Świeczka dla Rudzielca.
Zgadzam się z Bobikiem.
A po za tym niech nikt, kto nie ceni kotów nie wchodzi mi w drogę….
Ludzie mówią, piszą rożne rzeczy – od człowieka inteligentnego można wymagać, aby nie powtarzał tekstów z … (dowolne wstawić)
Jezusmaria. Klakier nie zaczepiaj , bo znowu dostaniesz w ucho, no. . 👿
Mam nauszniki (jak Aga) – znaczy się słuchawki – słucham Le Willi Pucciniego z Kurom, którego uwielbiam w tej roli.
I nie jestem w nastroju na drapanie się.
Klakierze, znowu pouczasz ex cathedra. 🙄 A to zajęcie dość niebezpieczne, bo gdyby przeprowadzić na blogu ranking, czy poczucie humoru Heleny lub Mordechaja przemawia do Szanownych Zgromadzonych, to mogłoby się okazać, że jesteś w swoim poglądzie dość osamotniony. 😈
Ależ Bobiku, ja tylko mówiłem o swoim poczuciu humoru – nigdzie ani słowem nie wspomniałem o poczuciu humoru Heleny.
A czyż się nie zgodzisz ze mną, że niekoniecznie trzeba powtarzać wszystko, co ludzie mówią, piszą?
Hi, hi…
Przypomniałem sobie, jak w zamierzchłej przeszłości też miałem pretensje do inteligentów 😆
Inteligentny – prawdziwie inteligentny człowiek, swoje wydzieliny kieruje do Zakładu Oczyszczania Miasta korzystając z jego infrastruktury i całkiem prywatnego kibla.
To oczywiste, że nie wszystkie, bo niektóre lądują całkiem gdzie indziej – np. w laboratorium analitycznym, po czym analiza owych trafia przed oczy właściwego specjalisty, który stwiedza krótko: Tworki.
Na podstawie kału – diagnoza: do Tworek?
Jak ta medycyna poszła do przodu 😯
No dawno nie robiłem takiej analizy, może pora zrobić?
Może 😉
Zapiszę się do lekarza podstawowego kontaktu – pewnie termin będzie za jakieś pół roku.
Idzie Grześ przez wieś,
niesie kału worek,
a laborant
mówi: pora,
Grzesiu, iść do Tworek. 😈
I wyszedł Grześ
worek pusty
Jak to do Tworek?
Jak jutro zapusty.
😀
Bobiku, zeenie, dziękuję. Świeczki od Was dołączają niniejszym do świeczek w halloweenowych dyńkach, przeniesionych pod jabłonkę. Skoro dyńki się ostały, niech poświecą Rudemu. W sumie, odszedl z klasą i fasonem, wśród przyjaciół.
Idzie Grześ przez wieś
i się trochę głowi:
Tworki biorę,
ale worek
lepiej dam Antkowi.
On z pewnością go
użyje w swym stylu –
w jego treści
gładko zmieści
ślady po trotylu. 😎
Piechociński wygrał , wreszcie jakiś worek
W mediach gadające głowy – byńdzie czarny wtorek
Trzęsą się gacie, głos drży ex prezesowi
Pojawili się na estradzie jacyś ludzie nowi
Piechociński to Premier!
Dzień dobry.
Drugi dzień próbujemy prawidłowo zamontować nowe drzwi do piwnicy. Wszystkie niepowodzenia zwalamy na nierówną podłogę i krzywe ściany. Idziemy na rekord świata w najdłuższym czasie montażu. 🙂
Koty oburzone bałaganem i brakiem perspektywy samodzielnego wejścia do piwnicy w dowolnym czasie (poprzednie drzwi otwierały bez trudu). 🙂
Miłego dnia! Wiaderko kawy stoi i czeka na chętnych.
A to ja chętnie, Mar-Jo 😉 .
Doczytałam wszystko. Rysiu, melduję posłusznie, że z Monachium wróciłam, tylko potem usiłowałam siłą woli pokonać zmorę- uzurpatorkę, co mi zasiadła na piersiech. No i chyba ta moja wola niezbyt jednakowoż silna jest, bo troponina podwyższona. Ale zmorę przepędziłam, a co 😉 .
Strasznie dużo tu się działo przez ten miesiąc.
Bobiczku, najdzielniejszy szczeniczku, strasznie mi Cię brakowało.
I wszystkich tu obecnych także zarówno.
Siódemeczko, dzięki wielkie, że dajesz odpór złu i wychodzisz z tego cało fotokronikarzu.
Moniko, moja młodzież jest Ci ogromnie wdzięczna za instrukcję użytkowania wesela 😉 . I ja także dziękuję.
Dzień dobry Mar – jo 🙂
za kawę dziekuję, bo mnie grypa jelitowa kompletnie przestawiła na kleiki 😉
Współczuję z powodu montażu drzwi. Stanowczo odradzam bicie rekordów. Nie narażałabym się tak lekkomyślnie kotom. Jeżeli mają charaktery podobne do naszego Sokratesa, to za chwile możecie oberwać 😯
Poirytowany Sokrates trzepie nas łapą po nogach albo podgryza nam paluchy od stóp. Nie ma zmiłuj ❗
Trzeba w porę zrozumieć czy chce jeść czy wyjść, na co ma aktualnie apetyt. Czy jadł będzie w kuchni czy na tarasie. Czy wychodzić będzie drzwiami od salonu czy oknem w pralni. To wszystko trzeba odgadywać w lot. W przeciwnym razie, sankcje 🙂
Pieszczoty, dozowane i tylko w porach wybranych przez KOTA 🙄
Szaman jest inny. On zdecydowanie potrzebuje pieszczot. Oboje i to codziennie musimy robić za judische mame – pozdrowienia Vesper 😉
A wiecie, że w tym Monachium to jakieś dziwne ludzie som?
Dwa tygodnie towarzyszyłam budowlańcom usuwajacym usterki i mimo że okoliczności były sprzyjające, to ani razu nie padło nawet niwinne Schei…e?
Aż się nieswojo czułam 😉 .
Dzień dobry 🙂
Jak to miło, że Zmora się odnalazła. 😀 Ale uprzedzam, że tutejsza sympatia do zmór nie obejmuje tych siadających na piersiach. Tamta niech się trzyma z daleka, bo Kotami poszczujemy! 👿
A jak już dzień się od Kotów zaczął, to się z Wami podzielę wieścią o nowej, dizajnerskiej rasie kociej, która się nazywa toyger. Dlaczego akurat tak, robi się jasne, jak się tylko spojrzy na fotkę: 🙂
http://www.toygers.org/images/bportrat.jpg
W tych nieszajsujących budowlańców nie wierzę. No, zabijta, a nie wierzę. 😯
Na moje głośno wyrażone zdumienie dziecko odparło ” mamo, to jest Bawaria” 🙂 .
Pręgowana to nawet sankcji nie potrzebuje stosować. Jej rojalny sposób bycia nie pozostawia żadnego miejsca na niespełnianie życzeń Jej Miaukotności. 🙄
Choć trzeba jej przyznać, że wszelkie akcje remontowe znosi z podziwu godnym stoicyzmem. Ale u nas remont to nie chwilowe zaburzenie porządku świata, tylko rutyna. 😈
Bry!
Słońce! Robota pali się w rękach! Pewnie czyichś tak… Ale, uwaga, brzydkie słowo, posprzątałem 👿
A może w bayerische Sprache to ta Sch… jakoś inaczej jest 😉
Witam Koszyczek,
na początek artykuł smutny, ale pięknie napisany. I ciekawy, bo w sumie nie wie się o istnieniu takiej gałęzi usług: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/reportaze/1531901,1,jak-robi-sie-porzadki-po-tych-co-umarli-w-samotnosci.read#ixzz2CZM0wnai
Też dołączam świeczkę za Rudego.
Odmawiam czytania smutnego!
Ale chetnie poczytam cos o latexowych materacach, zeliwnych piecykach elektrycznych do sypialni, rodzajach skory obiciowej tudziez persach – dywananch, nie kotach.
I nikt mi jeszcze nie powiedzial czy Steinwaya (baby grand) da sie rozkrecic na mniejsze elementa aby waskimi schodami wniesc na pieterko.
Tak wygladaja baby grand pianos:
http://www.besbrodepianos.co.uk/babygrandpianos.htm
Chyba pojde pytac do Pani Kierowniczki!
Przerwa obiadowa. Końca robót nie widać. Przerwa obiadowa.
Wierzcie mi , ja kocham moje miasto! 🙂
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12878149,Abp_Dziega_kontra_radni_PO___Zaden_katolik_nie_moze.html?lokale=szczecin
PS. Pani Kierowniczce bardzo dziękuję za wielkoduszność (powstrzymanie się od oceny piątkowego koncertu). 🙂
Witaj, Zmoreczko, witaj na ojczyzny łonie. 🙂
I wszystkim dzień dobry. 🙂
powoli zlatuje sie bobikowe towarzystwo do „domu”, znak ze idzie zima 🙂 🙂
w B. mokro, a Tadeusz mimo pogody (mgla=wilgc) na rowerze, ma chyba garaz rowerowy lub torbe „Aldi” 😉
bawarczycy to mili ludzie, nie uzywaja Fäkalsprache
co by tak na obiad? cos gotowanego, pieczonego, smazonego, a
moze na telefon? 8)
Dzien Dobry Bardzo!!!
niedzielnie
bryku fiku
🙂 🙂 🙂
A dlaczego lateksowy materac, a nie sprężynowy?
Obiad! Najpierw trzeba zjeść śniadanie. ;(
Muszę zmienić tryb życia.
To akurat słowo, Tadeuszu, jest w beirisch dokladnie takie samo.
Oni chyba tacy są, skoro Rysiu to potwierdza.
Nawet wielu katolikowe nie jest w stanie zrozumiec nauczanie Kosciola katolickiego w sprawie „amoralbosci” zaplodnienia pozaustrojowego – o czym swiadcza liczne artykuly dostepne w internecie. Glownym zrebem argumentacji przeciow in vitro jest to, ze plod („dziecko”) jest „fabrykowany” przez laboranta nawet kiedy zarowno jajeczko jak i plemniki pochoza od kochajacego sie malzenstwa.
Ale jest w tym jakas krzyczaca niekonsekwencja, na ktora nie znajduje odpowiedzi. Jesli jajeczko jest zapladniane „po bozemu” z pomoca Boskiej woli, to gdzie jest Bog gdy zapladnianie odbywa sie na szkle? Przeciez podobnie jak przy stosunku plciowym, nie zawsze dochodzi do zaplodnienia! In vitro nieraz nalezy powtarzac wiele razy zanim Bog zgodzi sie na zaplodnienie, so to speak!
POnadto gdyby PB nie zalezalo na tym bysmy naprawiali Jego bledy przy nader pospiesznym Stworzeniu, z pewnoscia nie dopuscilby do tego by metoda in vitro powstala. Jesli poprowadzil reke Swych utalentowanych dzieci , ktore metode in vitro stworzyly, to pewnie w jakims celu, nie?
mt7 – bo klientka jest przekonana, ze spi dobrze tylko na lateksowym materacu. Nie ona jedna. Kiedys kupowalysmy z Jasiuna materac i ona tez chcala tylko z latexu, firmy Dunlipillo pamietam, choc bylo to ze 20 lat temu. Ota tez je najbardziej lubi.
Dunlipillo ma nawet royal warrant, o czym natychmiast poinformowalam klientke, ktorej wydawalo sie, ze tylko Niemcy takie produkuja i chciala sprowadzac z Niemiec. Wlasnie wybilam jej to z glowy.
http://www.youtube.com/watch?v=NTrYBASHMQo
Heleno, tu masz instrukcje przeprowadzki pianiana 😉 .
Heleno,kupawnie materaca dla kogoś jest obarczone dużym ryzykiem. Są podane co prawda grupy twardości w zależności od wagi delikwenta, ale w praktyce rzadko się to sprawdza.Jedni wola bardziej twarde, inni miękkie.
Lateksowe materace wg jakiejś super tchnologii NASA robi firma Tempur.
Najprościej by było, gdyby Twoja klientka przeszła się do sklepu z materacami i sobie próbnie poleżala na paru, a potem przysłała Ci listę z wybranymi przez siebie modelami. Wtedy ona ponosi ryzyko błędnego wyboru, a nie Ty 🙂 .
@zmora 13:47: na Youtubie jest wszystko 😯
Ja się już od lat dziwuję, jak to biega, że cała medycyna jako taka nie jest według ojców Kościoła be, choć przecież ingeruje jak cholera w boskie zamiary. No, sami powiedzcie – Pan B. postanawia Józka od Maciaszczyków ukarać za jego grzeszne życie i trypra na niego zsyła, ale zanim się Józek opamięta i grzechów pożałuje, już konowały z antybiotykiem jakimś w paradę wejdą. Albo biskupa świątobliwego chce Pan B. do raju powołać, zawał mu załatwia, żeby było szybko i sprawnie, a tu bach! Reanimacje, bypassy i z przeprowadzki na rajskie łąki nagle nici. 👿
Logiki w tym nijakiej nie ma, że bypassy tak, a in vitro nie. No, ale może nie o logikę w tym wszystkim chodzi? 😉
Meterace Tempur sa znakomite (moja E. strzelila sobie taki pare lat temu i od tego czasu nie cierpi juz na heksenszusa w szyi i gornych plecach, poduszki tez dokupila sobie Tempura) ale Elena z jakiegos powodu chce takie normalne lateksowe i ona bedzie wybierac. Ja jej tylko podsuwam co jest do wziecia, wiec ryzyka nie ponosze.
Każden ma takie tempury, na jakie mu kieszeń pozwala. 😉
http://justhungry.com/vegetable-tempura
Heleno, jak widać na filmie od zmory, sprawa jest skomplikowana i trzeba wołać ekipę z Niemiec. Sugerowałbym inne rozwiązanie, które wnosi się po każdych schodach, a muzyki w nim więcej niż w baby grand. Oczywiście mowa o ustrojstwie z mp3, można dołączyć z 30 głośników…
Bypassy chyba nie sa dobrym przykladem, bo jesli dobrze rozumiem, to Kosciolowi chodzi o ten mistyczny moment „powstawania czlwieka”. I tej mistyki rzekomo nie ma przy zapladnianiu in vitro. Moja intuicja mowi, ze owszem, jest ten mistyczny moment nawet w laboratorium, a tu mozna sie kierowac wylacznie intuicja, bo PB sie na temat in vitro nie wypowiadal, o ile wiem.
Wiec nie rozumiem, dlaczego intuicja jakichs facetow w czerni majacych z definicji slabe rozeznanie w biologii i fizjologii kobiety, jest wazniejsza niz moja kobieca intuicja.
To ja się też temu właśnie dziwię, że fragmenty innych ludzi wszczepiać, wbrew naturze można, a wspomożenie tworzenia życia be.
Ja wiem, że w związku z tą procedurą są różne nadużycia, jak z każdą dziedziną, w której człowiek macza paluchy, ale z tego powodu pozbawiać ludzi możliwości posiadania dzieci i wygłaszać kazania o nienaturalności?
Dzisiejsza medycyna nie jest naturalna, więc nie wiem o co chodzi.
Jak miał powstać projekt zabraniający zamrażania nadliczbowych zarodków, to hierarchia też była przeciw.
Nie, bo nie.
Swietna istrukcja, Zmoro, jak zapakowac fortepian do przewozenia, ale brakuje najwazniejszej sprawy – jak nim manewrowac w waskim korytarzu i jak skrceic pod katem prostym z korytarzyka!
mp3 z glsnikami nie wchodzi w rachube, alas!
Heleno, widziałam, że noszą fortepiany na specjalnych pasach, nikt ich nie turla na kułeczkach.
To może tylko te najcenniejsze noszą na pasach, bo widzę, ze na zdjęciach turlają.
U mnie 30letnią Legnicę też nosili na pasach. A wartość tego pianina żadna. 🙄
A otwiera się jakieś okno, to może przez okno?
Wszystkie okna sa neogotyckie, a zatem waziutkie, choc dosc wysokie. Najweksze w pokoju na dole sklada sie z trzech paneli szerokosci okolo 40cm kazdy.
Juz bylo brane, hehe.
Ja to bym sobie rozrysowała w skali wg. oryginalnych wymiarów i przesuwała rysunkiem forteklapy.
Dałoby mi to pojecie, czy się zmieści, choć w naturze mogą być jeszcze jakieś niespodzianki.
Zastanawiam się nad tą poduszką forte, to dla mnie poważny problem.
Stanowisko Episkopatu wobec in vitro uzasadnione jest tak:
Sprzeciw Kościoła katolickiego wobec metody in vitro wynika najpierw z wiary chrześcijańskiej. W trakcie procedur zapłodnienia pozaustrojowego dochodzi do naruszenia godności człowieka. Poczęcie człowieka następuje na drodze eksperymentalnej procedury technicznej i nosi znamiona „produkcji ludzi”.
Dalej coś jeszcze było, że nienaturalność tej metody sprzeciwia się prawu bożemu. Więc nawet nie „mistyczny moment poczęcia” jest tu najważniejszy, tylko rzekome naruszanie „prawa naturalnego” (choć nikt jeszcze nie udowodnił, że taki źwirz naprawdę istnieje). Podobne argumenty są zresztą od dawna używane wobec antykoncepcji. Ale uratowanie przy pomocy technicznych procedur od śmierci kogoś, kto przez naturę został na nią skazany, jest równie nienaturalne, więc tu się cała konstrukcja sypie.
Mogę się przyznać, że już ileś lat temu byłem na tyle złośliwy lub naiwny 😳 , że próbowałem dyskutować na ten temat z uczonymi w teologii. Skończyło się oczywiście w sposób łatwy do przewidzenia – kiedy drugiej stronie skończyły się „argumenty”, użyto argumentu ostatecznego, czyli zostałem wyproszony. 😈
To znaczy nad poduszką tempur.
I już się nie zastanawiam, bo zamówiłam. 😯
Bobiku, sam Jezus zostal poczety w hmmm.. pewnym sensie metoda in vitro, w kazdym razie nie w sposob naturalny, i nikt w kosciele sie tej nienaturalnosci nie czepia.
Pisze juz z domowych pieleszy, gdzie dotarlam w nocy po morderczej jezdzie z lotniska do domu w kompletnej mgle. jeszcze czegos takiego nie doswiadczylam jak ta z przeproszeniem po prostu smolenska gmla.
Az mi sie nie chce wyjsc z domu po skladniki rosolowe. Ale od czego w takim razie opcja druga czyli japonska zupe miso z torebli.
Bobiku, w religii katolickiej najwyższą „instancją” dla człowieka jest jego sumienie.
Uczynienie czegoś wbrew niemu właściwie jest grzechem.
Kościół mówi, co prawda o właściwie ukształtowanym sumieniu, ale tyle już krzywd narobił swoim nauczaniem, że ja stoję goła ze swoim sumieniem tylko przed Bogiem i na Niego się zdaję, jak na najbliższą, miłującą mnie osobę.
I tyle. 🙂
Witaj, Króliku w domowych pieleszach. 😀
Co Ty mówisz, torebki zamiast rosołu?
Gmła to i u nasz, więc może ona cały glob nasz ziemski ogarneła?
Heleno, czytam z wielka przyjemnoscia kolejne odcinki serialu pt. „Decorating on a Budget with Helena”. 🙂 I na razie mam taka mysl, ze przeciez, jak sie juz ma fortepian, to sie kupuje mieszkanie do fortepianu, a nie wpasowuje fortepian do nowo zakupionego mieszkania. No, ale gdyby kazdy stosowal sie do tej zasady to na swiecie byloby stanowczo mniej smiesznie. 😉
Zmoro, ciesze sie, jesli cokolwiek z tego, co napisalam jakos sie Twojemu synowi przydalo. 🙂 Ciekawe takie spotkania miedzykulturowe, zwlaszcza, gdy zdarza sie w zyciu nie za pozno, kiedy jeszcze dziala mlodziencza ciekawosc swiata. Choc, oczywiscie, jest wielu ludzi, ktorzy jej nigdy traca.
O konwolucjach w stanowisku Kosciola Katolickiego na temat in vitro jakos nie mam dzis sily sie odzywac, po mocno srodowym tygodniu.
Kroliku, po tej mgle i diecie wyjazdowej, rosol to balsam na cialo i dusze, w wersji miso takze (think zen). 😉
A ja sama musze sie chyba jednak powoli zakrzatnac wokol zakupow na Thanskgiving, zanim tlok w sklepach zrobi sie nie do zniesienia (ma razie mam tylko zamowionego organicznego indyka, a reszta jeszcze zupelnie w proszku).
Indyki w proszku integrujemy bez użycia metody in vitro.
Uwielbiam spojrzenie Moniki na świat otaczający, przywracające temuż światu odpowiedni układ współrzędnych.
A co to jest organiczny indyk?
Happy Thanksgiving, Moniko! My to piekne swieto mamy juz za soba. Ja tez nie wyobrazam sobie Dziekczyniowego obiadu bez indyka pieczonego w calosci, with all the trimmings!
Zupa miso z torebki albo pasty ze sloiczka jest znakomita. Trzeba tylko do niej dorzycic suszonych wodorostow i srednio twardego tofu (albo pare listkow szpinaku i odrobine pokruszonej fety, jesli nie ma oryginalnych skladnikow) i voila!
W ksztaltowaniu sumienia bardzo wazne moim zdaniem jest nie tylko czynienie dobra, ale takze nieczynienie (imieslowy chyba juz tylko razem z nie, non?) swinstwa oraz szukanie przebaczenia/ odpuszczenia, jesli sie juz jakies swinstwo zrobilo.
Masz rację Króliku,przywróćmy właściwe proporcje, bo jak się tak rozglądam wokół siebie, to dochodzę do wniosku, że własciwie nieczynienie świństwa jest już pojmowane jako czynienie dobra ;-( .
Porozmawiajmy o polityce – wczorajszy wybór Pana Piechocińskiego na Prezesa PSL jest „trzęsieniem ziemi”.
Zwraca uwagę język, jakim mówi. To zupełnie nowa jakość, od poprzedniej. PSL, jako języczek u wagi wszelkich ostatnich decyzji „demokratycznych” jest w tej chwili zagadką. W którą stronę to pójdzie?
Dziekuje, Kroliku. 🙂 Pamietam przeciez, ze Ty obchodzisz to samo swieto troche wczesniej niz my. Pewnie, ze bez all the trimmings to zadna dziekczynna uczta.
„Organiczny”, Klakierze, to „bio” po kontynentalnie-europejsku (karma niepryskana pestycydami, brak tuczacych hormonow i antybiotykow w diecie, i – bardzo czesto, choc niestety nie zawsze – bardziej humanitarne traktowanie zwierzat hodowlanych). Choc najbardziej humanitarny pewnie bylby indyk w proszku, jak sugerowal Andsol (na razie jest wersja tofurky, jak ktos koniecznie chce moec indyka weganskiego, z tym, ze za smak tej trawy producent nie odpowiada). 😉 A z kolei Mordka pewnie by probowal upolowac indyka u nas w ogrodzie, ale mysmy sie do „wlasnych” dzikich indykow na tyle przywiazali, ze nie widzimy w nich potencjalu spozywczego. 😉
Dlatego na upoloiwanie tych dzikich ogrodowych indyokw musi przyjsc ktos zzewnatrz, kto nie jest szargany zadnymi wzgledami indykotarnymi.
Wpadam na razie tylko na moment, oderwawszy się od pichcenia, żeby powitać Królika w pieleszach i wręczyć mu Nagrodę im. Heleny, która niewątpliwie należy się za piękne słowo dorzycić. 😆
I wracam do mojego fusionu, czyli kurczaka w sosie pomarańczowym, z kiełkami sojowymi i zieloną cebulką. 🙂
A piknie dziekuje, Bobiku. Juz mialam sobie sama te nagrode wreczyc, ale widze, ze osiegniecie moje nie przeszlo bez echa. Z duma przyjmuje i dziekuje!
Ad Kot Mordechaj 18 listopad 12, 17:34
To się chyba tak klasyfikuje:
Płatny zabójca wynajęty przez Rodzinę, aby wyeliminować członka Klanu.
Czy to jest sos pomarańczowy miso?
Siodemeczko, taki sos chyba nie istnieje: ja jadlam zupe miso, a Bobik pracuje wlasnie nad kurczakiem w sosie pomaranczowym.
Sos pomarańczowy misio by się mi bardziej podobywał 😉 .
A wiesz Siódemeczko jaki świat jest mały. Celę spotkałam jakieś 11 lat temu w pensjonacie w Zawoi ( o ile mnie pamięć nie myli). Spędziłam z nią trochę czasu. Poruszała się po mitologii lepiej niż ja po alfabecie.
Przechodziła okres fascynacji Herą, wciągnęła mnie w dyskusję, którą przegrałam z kretesem, mimo że temat wcale mi nie był obcy.
I była to rzeczywiście dyskusja, a nie odtwarzanie nabytej wiedzy.
Byłam pod dużym wrażeniem tego dziecka. I pełna podziwu i uznania dla jej rodziców.
BUTANIKU NO MISONI – plastry smażonego schabu z cebulą i cukinią podane w pomarańczowym sosie miso i białym ryżem lub ryżem smażonym z jajkiem i groszkiem:
http://www.narada-sushi.pl/index.php?cms_site=35
😀
Tak, Zmoro, to jest piękna rodzina.
Anna Sobolewska napisała książkę pt. „Cela. Odpowiedź na zespół Downa.” Wielokrotnie wznawianą.
Tu jest jej fragment:
http://czytelnia.onet.pl/0,1091319,do_czytania.html
Nie wiem co sie stalo, ale cieklo mi dzis duzo wpisow, woiec dopiero zobacztlem, ze Krolik uz jest w pieleszach, zas Siodemeczka zamowila sobie poduszke!
Witam krolika w progu !
Siodemeczko, mam nadzieje, ze poduszka pomoze, bo tak naprawde chodzi o to by caly kregoslup ulozyl sie na lozku nalezycie, aby wzystkie wglebiebia bylu dobrze podtrzymywane. E. najpierw kupila sobie materac Tempura (na wyprzedazy i zamiast £1 000 na pojedyncze lozko placila £600) Zaraz nazajutrz powiedziala, ze wstala bez heksenszusa, ktory jej bardzo dokuczal. PO jakims czasue dokupiula sobie poduszke i tez bardzo, bardzo chwalila ( a Stara podlapala jej w tym roku w Ameryce poduszke z tej samej gumy, ale CHLODZACA na dodatek! Taka nowa technologia – czego to koty nie wymysla! Bardzo z niej jest zadowolona.)
Jak dostaniesz te poduszke, to pamietaj, ze jesli ma ona strone walkowata, zaokraglona, to ta strona idzie pod szyje. Mowie, bo znam kogos, kto sie nie polapal w konstrukcji poduszki tempur i myslal, ze ten walek idzie pod ciemie !!! 😯
Wiem, Kocie, też złapałam jakąś okazję, aż się zastanawiałam, że to może jakaś podróbka, bo kosztowała połowę ceny innych.
Sprawdziłam wszystko dokładnie, rzecz jest oryginalna (one nie są z lateksu, tylko z materiału wiskoelastycznego).
Wiskoelastyki są używane w medycynie.
Poduszka jest o połowę krótsza od normalnej (50 cm zamiast 100) i ma torbę do zapakowania.
Bardzo się męczę, gdziekolwiek pojadę i motam sobie różne wałki pod głowę z ręczników, z kocyków…
Mam nadzieję, że spełni moje oczekiwania i będę miała fajną kumpelę. 🙂
Jestm pewien, ze tak bedzie!
Dawno powinnas byla to sobie strzelic!
Znakomite sa tez poduszki wyprofilowane pod plecy (t,zw. lumber support) – do siedzenia, prowadzenia samochodu etc, takie w ciemnoniebeskich poszewkach. Kto kto „cierpi na kregoslup” po wyprobowanbiu taiej poduszki juz inaczej zycia sobie nie wyobraza. Moja Stara kupila taka Matce, i dwu przyjaciolkom matki. Matka przywoiazala taka poduszke do oparcia krzesla w ktorym siedzi przy stle, dwie prztjaciolki uzywaja glownie w smochodzie przy prowadzeniu. To wspaniale podtrzymuje kregoslup i czlowiek sie pdobno nie meczy.
Tak to wyglada:
http://www.valefurnishers.co.uk/View.asp?ID=1315&new=promo
http://fakty.interia.pl/raport/srodek-wschod/news/zalecenie-komisji-europejskiej-usunac-krzyze-i-aureole-z,1864706
Bardzo rozsądna decyzja KE 😉 .
Dobry wieczór,
no i proszę, jaki mam instynkt: od dawna mam zwyczaj siedząc w domciu przy pracy, na krześle komputerowym, kłaść pod plecy, pod wgłębienie, małą poduszeczkę. Takiego minijasieczka. Nie mam w ogóle kłopotów z kręgosłupem, zapewne także dlatego.
Od niedawna nabyłam sobie nowy materac, ale sprężynowy kieszeniowiec, z kokosem, pianką i w ogóle full wypas. W życiu na niczym mi się tak przyjemnie nie leżało. To ważne jednak bardzo, zupełnie inny komfort spania (więc i komfort życia). A podusię mam z pierzem, więc swobodnie mogę ją układać.
Dobry wieczór 🙂
Bobiku, głęboko Ci współczuję. Gęsina, którą jedliśmy w siedmiu postaciach, była tak znakomita, że Mordka rżnąłby w kąt bażanty 😉
Do fortepianu najlepszy Węgiełek, ale on już w zaświatach 🙁
Wszystkie nasze odeszłe Koty żyją w naszej pamięci. To jest bardzo dobre życie 🙂
Szaleństwo poduszkowe przeżyłam w Japonii 😉 . Tam widziałam ze 200 różnych rodzajów.
Usiłowałam znależć właściwą poduszkę dla młodego, któremu od dziecka wypadały kręgi szyjne. Kupiliśmy na przestrzeni lat ze trzy poduchy.
Najśmieszniesza była taka skrzydełkowa. Wyglądała jak dwie płaskie podusie złożone razem, jedna na drugiej, i przeszyte pośrodku. Na toto się zakładało dwie poszewki, a właściwie to nie poszewki, tylko takie mini przescieradełka z gumką 🙂 .
Ja stary kręgosłupowiec. Płasko i na twardo. Działa, bo działam 🙂
Porozmawiajmy o polityce – wczorajszy wybór Pana Piechocińskiego… Klakierze, najprostszym sposobem na zrobienie zamachu stanu w Koszyku to udowodnienie Bobikowi, że zagryzł Kota Mordechaja i osadził w Londynie jego mizerną psią namiastkę. Lud pójdzie za Tobą, a Bobik do budy czyli do suki. Ale póki jest koszykowa demokracja to rozmawianie o panu Piechocińskim przegra z rozważaniami o azteckich sposobach przyprawiania dziewic do spożycia.
Ale jeśli już trzeba Ci czegoś aktualnego i ważnego, to porozmawiajmy o Grothendiecku i kohomologii na snopach.
Nawiasem, jak Ty to robisz, że choć zupełnie Cię nie znam to tak Cię nie lubię?
Wrzuciłam kohomologię sierżantowi i zaraz sczezłam Andsolu 🙁
Podejrzewam, że nawet świetnie wykształcone dzieci Moniki mają w wiedzy pewną lukę, którą jednakowoż bez trudu mogą nadrobić, kiedy zapoznają się z następującą czytanką historyczną: 😀
Indyki, jak to one,
na żer wylazły rano,
w ogrodzie pod Bostonem,
gdzie chętnie je widziano.
Tu zajmą się robakiem,
tu grzebną sobie w ostach,
gdy nagle – oj! Za krzakiem
wyrasta straszna postać.
Pazury ma bojowe
i futrem jest pokryta,
potrafi odgryźć głowę,
nim indyk gulgnie „witam!”.
Połowa ptactwa zaraz
ukryła się za chatą
i wrzeszczy: chodu, wiara,
nadchodzi Indykator!
Połowa druga dyma
w dal szybko tak jak da się,
na pewno nie zatrzyma
się wcześniej niż w Teksasie.
Rzekł Indykator smętnie:
to łowów koniec, kryska,
oddalam się niechętnie
i wrąbię dzisiaj whiskas.
Zabrzmiała w całych Stanach
dziękczynna pieśń indycza,
a nawet sam Obama
z radości głośno krzyczał.
I choć śpiew w końcu zamilkł,
to nikt się już nie dziwi,
że właśnie z indykami
kojarzy się Thanksgiving. 😈
To nie bylo wcale tak, Bobik!
Gdy Indykator rusza na lowy
Indyk nieboga wraca bez glowy,
Prawego skrzydla i lewej nogi.
Bo Indykator dla ptactwa srogi
Nadzwyczaj. 😈
Zauwaz enjambement. 😈
Przeprowadziłam nocną akcję ratunkową wykupu recepty wystawionej 18 października.
Nadaremno. 🙁 🙁
Jak pouczył mnie pan w okienku, październik miał 31 dni i termin minął wczoraj, buuuuuuuu.
Kierownictwo wierci się po świecie jak owsik, to czemu miałoby mieć kłopoty z kręgosłupem?
Ale dobrze, niech sobie podpiera zdrowotnie. 😀
Materacyk to ja też mam kieszeniowy, wygodny akuratnie, dzielnie znosi moją dostojność biedaczek.
Nie wiem, jak dzieci Moniki, ale ja bardzo się podciągnęłam z historii, tylko nie wiem, która wersja jest prawdziwa. 😆
Ta z zamachem i trotylem.
Niestety.
Niech ryczy z bólu wściekły kotek,
przechwala się na pokaz,
gdy ptactwo zwiało mu z polotem,
to już i tak po ptokach. 😈
😀 Buziaki, Bobiku.
Jak również, Siódemeczko. 😀
A ten cały enjambement to po naszemu się chyba nazywa wynóżenie? 😆
Gęgające dobranoc 🙂
Och, Bobiku! 🙂 Dopiero teraz dotarlam do domu z przedswiatecznych zakupow (juz bylo mocno tloczno). Sliczne i straszne, jak nalezy dla dzieci. 😆 Teraz bedziemy sie edukowac. 😆
Chyba wszystko kupilam, oprocz brukselki, bo brukselka ma byc dopiero w przeddzien swieta (teraz w naszym regionie brukselka zrobila sie bardzo modna na Thanskgiving, jako jedno z wielu dan towarzyszacych – ale nie gototowana, a ladnie przyrumieniona na patelni).
A przy okazji kupilam sobie zwykly czajnik – na wypadek kolejnych wylaczen pradu.
Brukselka zblanszowana, przekrojona na polowki i podsmazona na maselku z orzechami i suszonymi borowkami goscila na moim dziekczynieniowym stole. Ciesze sie ze znowu modna. Mam nadzieje, ze moda na mini warzywa wreszcie minela.
Po spacerze z Piesami i malym przemeblowaniu domu w piekne niedzielne popoludnie Starsza Siostra zaprosila na pyszny rosol. To dla mnie krolowa zup!
Kiedys mieszkalismy w bardzo duzym domu, ktory sluzyl takze jako przechowalnia mebli dla przyjaciol, bo miescilo sie w nim wszystko, nawet baby grand piano (stalo w w wielkiej jadalni). Ale od 6-ciu lat mieszkamy w malym domu i na przechowaniu zostal sie juz tylko buffet mojej psiapsioly, ktora wlasnie przeprowadzila sie do Midland (razem z nowa praca). Buffet powedrowal z nia kilka dni temu, a ja uzyskalam dzieki temu przestrzen, ktora chce zeby dalej zostala pusta przestrzenia. Potrzebny mi bedzie za to nowy dywan do tej przestrzeni i juz jestem podekscytowana poszukiwaniem duzego dywanu, bo dywany kocham. Szczegolnie kocham dywany kazachskie, o takich rozmazanych kolorach i nieprecyzyjnych wzorach, i bucharskie o pieknych skomplikowanych geometrycznych wzorach. Marzy mi sie dywan o kolorze glownie koralowym (kazachski).
A tutaj, niespodzianie dla mnie dzisiaj, kolejny artykul o naszych polskich rozrachunkach z bolesna przeszloscia… Nie unikniemy ich dzisiaj w swiecie, w ktorym dostep do informacji jest szybki i powszechny, a trudne pytania zaczynaja wymagac nie standartowych odpowiedzi:
http://www.thenation.com/article/171262/noble-and-base-poland-and-holocaust?page=full#
Dzien Dobry Bardzo 🙂 🙂
szeleszcze
herbata
bryku
brykam
poniedzialkowo 😀
brykam fikam
dla frakcji, polityka 🙂
Gibt es Hoffnung?
Die auf den nächsten Waffenstillstand. Das Ende einer Runde im Boxkampf, von außen, womöglich den USA erzwungen.
Nicht mehr?
Nein, nicht mehr, solange wir nicht an die Wurzeln gehen und klären, wie ein Miteinander, mindestens ein Nebeneinander zwischen Israelis und Palästinensern zu schaffen wäre.
powiedzial znany w BRD historyk Moshe Zimmermann w tym wywiadzie:
http://www.tagesspiegel.de/politik/historiker-moshe-zimmermann-ueber-gaza-die-erziehung-zum-frieden-hat-versagt/7406814.html
Dzień dobry.
Trzeci dzień montażu drzwi do piwnicy przed nami.
Dobrze nam idzie! 🙂
„Der Mut beziehungsweise das Interesse daran, die radikalen Kräfte kaltzustellen”. To dla mnie zdanie-klucz, pomocne w rozwiązywaniu większości konfliktów. Naszych również.
w czytanej ksiazce fajny wiersz dla dzieci (?):
Oded Burla
Dzis zrywalismy kwiaty polne
Dzis zrywalismy kwiaty polne,
Liron i Tamir, i ja.
Liron zrywala klosy z ziarnami,
ja gonilem za pasikonikami,
a Tamir powiedzial: o zerwalem tylko jeden klos!
Wczoraj jechalismy pociagiem,
Liron i Tamir, i ja.
Liron po drodze liczyla mosty,
ja czytalem sobie ksiazki,
a Tamir spytal: jak sie nazywa pan, ktory kieruje pociagiem?
Dzis mowilismy sobie historie,
Liron i Tamir, i ja.
Liron wspominala cud purimowy,
ja powiedzialem wiersz chanukowy,
a Tamir zaspiewal: caly swiat zasnal – szsz! Jablko w skrzynce spi
Wczoraj rysowalismy obrazki,
Liron i Tamir, i ja.
Liron wymyslila ogrod z drzewami,
ja narysowalem klauna z pilkami,
a Tamir cos nagryzmolil i powiedzial: to jest wtorek.
przeklad (ksiaki moze i wiersza tez):Agnieszka Jawor-Polak
wlasnie Mar-Jo, Interesse tylko i az
biedne Wasze koty, czy mlot pneumatyczny byl w akcji 🙄 🙂
pstryk 🙂
Ojej, Rysiu sam ze sobą gada, trza poratować frakcyjniaka…
Rysiu, tu mokro i bezsłonecznie. Ale ciepło.
A ten list Pasikowskiego mi się bardzo ale to bardzo spodobał:
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,12880742,Pasikowski__Nie_bede_przepraszal_za__Poklosie_.html
Mnie tez – po sprawdzeniu who or what is Anya Rubik.
Nawet postanowilem, ze napisze tez do M. Stuhra , skoro potzeebuje wsparcia, choc filmu nie widzialem.
Dzień dobry 🙂
Ja już po kawie, też mogę gadać. I nawet mógłbym o mgle, bo mi się akurat w okolicy zaczęła panoszyć. Ale mógłbym to nie znaczy muszę, więc nie będę. 😈
Jak widać, w szybkim tempie nauczyłem się czegoś od Pasikowskiego. 😉
Jestem gotów mimo mgły skoczyć mu po duże piwo, bo kawę wyłożył na ławę i może nie ma co pić. Należy mu się za ten list jakaś gratyfikacja. 🙂
Mordko, ja nie sprawdzałem, bo wyszedłem z założenia, że ta Anja to kostka Rubika. A cudzymi kostkami dobrze wychowanemu psu nie wypada się interesować. 😎
Jak już mowa o dobrych listach, to podrzucę jeszcze list Stefana Frankiewicza, byłego naczelnego „Więzi”:
http://wyborcza.pl/1,75478,12874020,Byly_redaktor_naczelny__Wiezi____Dlaczego_polski_Kosciol.html
Gdyby polski Kościół mówił takim głosem, mógłbym zacząć mieć trudności ze znalezieniem powodów do strzępienia ozora na jego temat. 😯
„Pani nie jest człowiekiem przesyconym pogardą. I krytykowanie tego, co w Pani oczach jest „typowe dla katolicyzmu”, wiąże się z założeniem, że Kościół Rz-kat i wierzący członkowie tego Kościoła, to potężna siła, nacechowana pewnością siebie, sprawująca obskurancki ucisk wobec reszty społeczeństwa. To się sprawdza, gdy w grę wchodzą „Panowie, Książęta, Prałaci”. Ale w ławkach kościelnych czują się u siebie także osoby, dla których to jedyne schronienie. „Świat katolicki” to ich ojczyzna i skarb. Przez „Prałatów” często nie są traktowani z szacunkiem, chociaż sami okazują szacunek już nadmierny, na przykład dają więcej, niż ich stać, na budowę kościołów w swoim otoczeniu. Nie ich wina, że wiele z nich wychodzi „brzydko”, że może wkrótce będą zbędne. Wciąż ufam, że z tymi ludźmi można się porozumieć. Sądzę tak w oparciu o swoje doświadczenie. Tylko za mało jest konsekwentnej pracy! Wiele lat poświęciłam temu. Teraz jestem za stara”
To jest końcowy fragment listu Haliny Bortnowskiej do prof.Środy.
Magdalena Środa się pokajała, a ja mam mieszane uczucia.
Uważam, że o „schronienie”, aby pełniło funkcję schronienia trzeba szczególnie dbać. I nie jest prawdziwym schronieniem miejsce, w którym czuję się niezbyt komfortowo psychicznie. Brak w tym logiki.
I nie można się oburzać, że właściciele posesji graniczących ze schronieniem skarżą się na wydobywający z niego hałas i smród uniemożliwiający spokojną koegzystencję. Mają do tego prawo. Również mają prawo do posługiwania się karykaturą, jeżeli uprzednie prośby i krytyka nie przyniosły poprawy sytuacji.
Szukający schronienia sami powinni zadbać o to, aby warunki tego schronienia nie były uciążliwe i dla nich i dla otoczenia.
Na swoim podwórku każdy sprząta sam ( przynajmniej powinien), choćby dlatego, że nie żyje w próżni i nie ma prawa narażać sąsiadów na uciążliwości wynikające brudu zalegającego na nim.
Sąsiedzi mają prawo do niczym niezakłóconego korzystania ze swoich podwórek.
I twierdzenie, że sąsiedzi wyrażający swój sprzeciw tylko pogłębiają istniejące podziały plemienne stoi moim zdaniem na głowie.
A że są tacy, którzy sprzatają wkładając w to wszystkie siły , jakimi dysponują, przecież wiemy. Dziękuję, Siódemeczko 🙂 .
http://halinabortnowska.blox.pl/2012/11/Prof-Magdalena-Sroda-Droga-Pani-Magdo.html
Lece, wroce popoludniu.
Tylko lataj ostrożnie, Heleno 😉 .
zmoro,
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,12825000,Sroda__Halina_Bortnowska_ma_racje__Ze_wstydem_pochylam.html
krolik – Connelly bardzo zrównoważony i uczciwy. Dzięki za linkę.
Wiem, Jagodo, czytałam.
Pozwalam sobie tylko uważać, że posprzątaniem tej stajni Augiasza powinni zająć się sami wierzący. I to ci naprawdę głęboko wierzący, a nie malowani, których jest niestety większość. Bo to im powinno na tym najbardziej zależeć. Bo to ich dom. I tu się zgadzam z Pasikowskim. Należy dać głos. W słusznej sprawie.
A takie stawianie sprawy przez p.Bortnowską – „uszanujcie nas, nie pogłębiajcie podziałów” jest w moim odczuciu odżegnywaniem się od własnej odpowiedzialności za klęskę i przerzucaniem jej poniekąd na drugą stronę. Tę, która też nic innego nie chce, jak tego, żeby jej nie narzucać sposobu na życie, wolności wyboru.
I nie chce być atakowana tylko za to, że myśli i czuje inaczej.
Niesłychanie cenię Panią Bortnowską, nawet nie umiem znaleźć słów opisu, bo wszystkie wydają mi się miałkie. Gdybym miała użyć tylko dwóch, trzech – mądrość, odwaga, służba – wszystkie z wielkiej litery.
Kiedy o niej myślę, to zawsze zaskakuje mnie jej niezależność w ocenach i odwaga w upomnieniu się, o to, co ważne, z pełnym szacunkiem dla wszystkich.
Serce mi się ściska, kiedy spotykam ją przy różnych okazjach i widzę zaawansowany wiek.
Pisze, dzięki młodszemu pokoleniu, które gromadzi się wokół niej.
Przyznam się, że przy całym szacunku i dla Haliny Bortnowskiej, i dla Magdaleny Środy, też miałem mieszane uczucia wobec tej ich wymiany zdań. Czy w interesie „cichych, łagodnego serca” należy zaprzestać krytyki – choćby i kąśliwej – kościoła instytucjonalnego? Konkretnych wypowiedzi konkretnych prałatów? Radia M? Pani Joanny spod krzyża? Należy udawać, że karykaturalne zjawiska wcale karykaturą nie są? Nic nie mówić o agresji, arogancji, anachronizmie, nienawiści, ksenofobii, szkodliwości dla całego życia społecznego, itd., bo a nuż wykopie się rów albo zrobi się przykrość komuś, kto w Kościele szuka schronienia?
Nie uważam tego za dobrą drogę. Owszem, szydząc z ojca Rydzyka i jego wersji katolicyzmu szydzę również z tych, którzy pod tą wersją się podpisują. Ale przecież nikt nikomu nie każe szukać schronienia akurat pod rydzykowymi (michalikowymi, głódziowymi, etc.) skrzydłami. Są i w polskim Kościele inne opcje, można z nich skorzystać. Nie sądzę, żeby Jagoda czy mt7 karykaturowanie Radia M. wzięły do siebie i poczuły się urażone. Czemu więc taka karykatura musi zaraz „wykopywać rów pomiędzy plemionami”?
Dla mnie zwolennicy Kościoła anachronicznego i ksenofobicznego są przeciwnikami ideowymi, więc mam zamiar walczyć z nimi przy pomocy takich środków, jakie są dostępne psu pióra, sorry, klawiatury, a więc również pamfletu, karykatury, itp. Nie uważam, żeby dotyczyło to tych, którzy w Kościele szukają schronienia i ewangelicznego ducha. O nich w takiej krytyce w ogóle nie ma mowy. Dlaczego ze względu na nich miałbym oszczędzać tych, którzy do Kościoła lgną dlatego, że znajdują w nim wsparcie dla swoich nienawistnych czy kołtuńskich poglądów? No, chyba że miałbym uznać ich wszystkich, en bloc, za niepełnosprawnych umysłowo i w związku z tym nieodpowiadających za swoje wybory, ale nie podejrzewam, żeby Halinie Bortnowskiej o to właśnie chodziło. 😉
HB ma dobre intencje, ale nie zauważa, że stosuje tę samą zasadę, co przeróżni prałaci, którzy skrytykowanie jednego z nurtów lub dostojników Kościoła uznają za walkę z religią jako taką. Zakłada, że krytyka w instytucji lub jej urzędników automatycznie uderza również w petentów 😉 , a przecież to nieprawda. MŚ też ma dobre intencje i z szacunku dla nadawczyni listu nie odważa się dostrzec jej błędów myślowych. A ja szacunek podzielam, ale błędy dostrzegam i stąd te mieszane uczucia.
Mam zaszczyt cieszyć się przyjaźnią Haliny Bortnowskiej. Jest ostatnią osobą, która chciała by się wyręczać kimkolwiek w wypełnianiu swoich obowiązków. Ostatnią osobą, która pozwoliłaby sobie na tanie chwyty, manipulację.
To jest Człowiek przez duże „C”.
Od kilku lat praktycznie nie widzi. Jak sama mówi, jej oczami jest jej mąż. Jej oczami są młodzi ludzie. Często kursanci z prowadzonych przez nią warsztatów dziennikarskich.
Magda Środa jest mocną, niezależną kobietą. Wie co robi.
Dzięki Bobiku, nie czuję się już osamotniona 🙂 , a miałam poczucie dużego dyskomfortu po tej wymianie korespondencji.
Co nie umniejsza zasług żadnej z dwóch pań. Tylko że postrzeganie problemu przez p. Bortnowską jest obarczone dużym błędem logicznym. A pani profesor natychmiast z szacunku do adwersarza walnęła sie z łomotem w piersi 😉 .
Ale uważam, że szacunek nie powinien wpływać na zmącenie myślenia.
I chętnie widziałabym p.Bortnowską na mszach ks.Lemańskiego.
Już kiedyś pisałam, że na miejscu wierzących organizowałabym gremialne pielgrzymki do miejsca jego zesłania, jako wuraz milczacego poparcia. Gdyby mi na mojej wierze zalezało!!!
Pani Halina życie sterała w naprawianiu Kościoła, ona nie ma dobrych intencji, tylko autentyczny wkład.
Jak napisała Jagoda, pani Środa wie co robi, że pochyla głowę.
Myślę, że zupełnie nie zrozumiałyście listu Pani Haliny, może dlatego, że nie znacie jej wcześniejszych wystąpień do hierarchii kościelnej, jej mocnych sądów i prawości, które powodują, ze jest znienawidzona przez część prawicowych środowisk.
Zmoro, piszesz straszne herezje. Pani Bortnowska jest dla Księdza Lemańskiego mistrzem i wzorem.
Tu nie ma najmniejszego powodu, żeby problem traktować w kategoriach personalnych, bo personalnie wszyscy przecież wyrażają się z najwyższym respektem. Tylko że czasem i stary Homer się zdrzemnie. 😉 I moim zdaniem właśnie obu Paniom przydarzyło się takie zdrzemnięcie, co żadnej z nich w żaden sposób nie umniejsza. Nobody’s perfect – na szczęście, bo osoby doskonałe automatycznie byłyby wykluczone z wszelkich dyskusji. 😉
Tu na promocji Jej książki sami admiratorzy pani Haliny:
http://klubczwartkowy.blox.pl/2011/11/1-grudnia-2011-r-promocja-ksiazki-Haliny.html
Siódemeczko, gdzie Ty widzisz herezje w moim stwierdzeniu, że widziałabym ją na mszach księdza Lemańskiego ???
Wiem, że walczyła z nieprawidłosciami kościoła, wiem, że pisze że jest już stara, ale jest otoczona młodzieżą, którą wystarczy zainspirować tylko, aby czyniła to co jest właściwe. I mam nadzieję, że wychowała pokolenie, które jej walkę podejmie. Bo jeden człowiek nie zdziała nic, chocby nie wiem jak głośno krzyczał.
I martwi mnie osamotnienie księdza, a przecież do miejsca jego zsyłki nie jest z Warszawy daleko.
Zbyt emocjonalnie traktujecie dziewczyny moje wypowiedzi z racji szacunku i sympatii jaką darzycie p.Bortnowską.
Nobody’s perfect?
Jak to? Ja z panem mężem!!! Drzwi osadzone, opiankowane.
Perfekcyjna robota! Jutro obróbka tynkarska (własnoręczna).
Potem dobór kolorów ścian i schodów,malowanie, kupno mebelka (szafko/wieszako/lustro)… I parapetówka! 🙂
Mnie się porozumienie obu Dam podobało. Można, nawet przy ogromnych różnicach. To porozumienie było dla mnie najważniejsze. (Piszę tylko o moim odbiorze, nie nawiązuję do innych wypowiedzi).