Plan Pięcioletni

sob., 26 października 2013, 00:01

Z odświętną miną chciałbym przypomnieć wam, Kochani,
że równo pięć lat temu urodził nam się Planik.
Malutkim był osesekiem, co w wieku tym przystoi,
więc na początku ciągle chciał bawić się i broić,
nie myślał o przyszłości, nie dumał o zasadach,
miał w głowie tylko jedno – przyjemnie się nagadać.
Lecz potem czas i jego wziął ostro do galopu,
pokonać wkrótce kazał mu przed powagą opór,
zasępił momentami, namieszał, jak się dało,
szczegóły zaczął zmieniać (więc się zmieniła całość)
i w końcu tak przerobił wyjściowe wszystkie dane,
że Planik z niemowlęcia stał się powoli Planem.
Dziś już jest pięcioletni, już myśli, robi kroki,
już z koni różnych spada (najchętniej z tych wysokich),
a czasem bez powodu rozbryka się jak szczeniak,
bo mu nie przeszła całkiem ochota do brojenia.
Choć wichry nim miotały, jak każdym żywym stworem,
potrafił im się dotąd skutecznie oprzeć w porę,
pogonie jakoś zmylić, przed zniechęceniem nawiać,
by swędem psim prowadzić spółdzielnię Wspólna Sprawa.
Nie lubi się przechwalać, lecz cichcem, w cztery oczy,
przyznaje, że sam siebie stukrotnie już przekroczył,
a jeśli nie przeszkodzą mu nawałnice losu,
to mógłby jeszcze rosnąć – na swój niewielki sposób.

Kto w ciągu pięciolatki się zdołał zżyć z tym Planem,
niech dla lepszego wzrostu podleje go szampanem. 😀

Migawka sieneńska

czw., 17 października 2013, 23:56

Po przodkach jakichś Bobik miał włóczęgowskie geny,
więc pętał się po świecie, aż trafił raz do Sieny
i szczeknął: coś tu kupię, bo mam na razie za co,
na przykład bilet wstępu do tego tu palazzo.
Pubblico się nazywa, co daje mi nadzieję,
że również psim osobom wstęp tu wzbroniony nie jest.
O cenę zatem szybko wywiedział się w tedesco
i wszedł, a tam gdzie spojrzy, na ścianie jakieś fresco.
Pies biega i w kąt każdy z zachwytem naso wsadza,
wtem patrzy – na tych freskach to zła i dobra władza,
na temat jednej z drugą znaczące zaś konkrety
przecudnie wymalował niejaki Lorenzetti.
Tę dobrą poznać po tym, że wszystko się rozwija,
że wszędzie jest harmonia, a nie medialna chryja,
że chłop ma tłuste wieprze, a kupiec dobry towar,
że dba o wspólne dobro najgłupsza nawet krowa,
a wreszcie, że dla władców, co głów nie mają ciasnych,
ważniejszy jest interes publiczny, a nie własny.
Ach, gdzież jest taka władza! – wykrzyknął pies w euforii,
a z boku szepnął rodak – ech, tylko w alegorii.

Lapsus na niedzielę

śr., 9 października 2013, 01:02

Grzech wstrętny jest w zasadzie, gdy wśród duchownych gości,
rozumieć jednak trzeba tej sprawy subtelności,
pojmować, że nie godzi się po kamienie schylać,
gdy dziecko niewinnego wciągnęło pedofila.
U dzieci już od dawna proceder ten jest w modzie,
szczególnie jeśli mają rodziców po rozwodzie,
uczucia deficytem pałają, albo zgoła
wychować seksualnie ich próbowała szkoła.
Zepsute to owoce i chyba nie dziwota,
że kler nieletnim takim się może dać omotać.

Świat groźnym jest siedliskiem występku i rozróby,
a księża sami jedni ratują go od zguby,
więc co maluczkim czynią, jest ich prywatną sprawą,
w to nie powinno wchodzić bezczelnie nawet prawo,
tym bardziej zaś owieczka, co swych pasterzy wini,
wywody odszczepieńców, publicznej głos opinii,
lewacki jakiś pomiot lub dziennikarska szmata,
bo to na Kościół przecież jest bezprzykładny atak!
Bo kiedy ktoś skrzywdzony, od tego sługa boży,
by jeszcze mu dokopać, by jeszcze mu dołożyć,
ze Słowa i z tradycji wyraźnie tak wynika…

To Ewangelia według biskupa Michalika.

Wyznanie aktywisty

sob., 5 października 2013, 14:18

Szumią mi często wierzby, topole oraz tuje:
ty, Bobik, jesteś durny. Co ty się tak przejmujesz?
Weź, jak Fernando Byczek, nos lepiej zanurz w kwiatach,
zamiast się rwać na smyczy do poprawiania świata.

Nie przeczę, jest w tych szumach rozsądku odrobina,
zapewne zdrowsze nerwy spokojna ma zwierzyna,
co – nawet gdy na draństwo okropne coś zakrawa –
odpowie flegmatycznie: iii… to nie moja sprawa.

Co nie chce ryzykować, że zbłądzi w każdej chwili
(bo kto nie wyda głosu, tonacji nie pomyli),
co zawsze, kiedy tylko o dobro wspólne biega,
kelnerskim wistem śwista: to nie ja, to kolega…

Taa… gdybym tak potrafił, jak pączek żyłbym w maśle,
nie płacząc, że skrzywdzono jelonka pod Supraślem,
lub że krakowscy rajcy, na żałość mą niepomni,
psu chcą odebrać miejsce, gdzie miał od dawna pomnik.

Ale na nic gdybanie, sentencją błysnę skromną.
Natura ciągnie wilka, to co ma psa nie ciągnąć,
więc pewnie dalej genom się dam kierować zdalnie
i na pytanie „szczekasz?” odszczeknę: „naturalnie!”.