Dziurasik Park

pon., 25 listopada 2013, 18:39

Baraszkując beztrosko po obrzeżach jury,
dinozaur zajrzał kiedyś do sporawej dziury,
a sprawdzając, czy przepchnąć jakoś przez nią da się,
stwierdził z pewnym zdziwieniem, że to dziura w czasie.
Dał w nią nura, bo tak mu kazał móżdżek gadzi,
mrucząc: nie wiem, czy wszyscy będą mi tam radzi,
ale jak nie skorzystać, do tyranozdzicha,
gdy okazja się sama prosto w łapy wpycha.
Rozejrzał się dokoła, już od drugiej strony,
ucha nadstawił: widzi kościół, słyszy dzwony,
dalej sklepik spożywczy, gospoda „U Stasi”
i Urząd – nie, nie Kafki, lecz Gminy Dziurasik.
W urzędzie przed okienkiem kolejka zagięta,
co urzędnik, to bardziej w nosie ma petenta,
a petent klnie i warczy, że nędza, że bieda,
ale przez tych złodziei, panie, nic się nie da.
Ach, znam to – rzekł dinozaur – znam aż do znudzenia,
czas jednak nie tak całkiem wszystkie rzeczy zmienia!
Od wójta do plebana pomknął na kazanie,
tam przy brzuchatych mężach moherowe panie
z zachwytem niepomiernym siedzą jak w operze,
słuchając opowieści o strasznym genderze,
o rozwodach, co brzydkich tworzą pedofilów,
że na tacę nie dało dziś tylu a tylu,
o tym, że w zamach wierzy cała już parafia
i skąd się bierze homoseksualna mafia.
Dino aż się z radości w ławce zakolebie:
w Dziurasiku się czuję całkiem jak u siebie,
nieobca mi mentalność, poglądy mi bliskie,
proboszcz takim poczciwym jest brontozaurzyskiem,
że na tyłku mnie z dzikiej chętki świerzbi krosta,
by olać mezozoik i tutaj pozostać.
W parku założę gniazdo w ramach szybkiej akcji
i gminie turystycznej dostarczę atrakcji,
w gospodzie nad kufelkiem spędzę chwile boskie,
z chłopaków paką z gwinta pociągę za kioskiem…
Wracać już mi się nie chce, bo choć ten czas nowy
nie różni się pod względem zawartości głowy,
to jednak – a do takich rzeczy ja mam nosa –
piwo teraz jest lepsze niż to bywsze, z prosa.

Wykład o psoezji renesanpsowej

niedz., 17 listopada 2013, 17:19

W kolejnym wykładzie z literapsury chciałbym zwrócić uwagę Szanownych Słuchaczy na nieco pomijane w dotychczasowych opracowaniach utwory z epoki renesanpsu. Pomijane, dodajmy, nader niesłusznie, bo oprócz wysokiego kunsztu formalnego, możemy w nich odnaleźć szeroki zakres tematów, do dziś poruszających serce każdego Psa. Począwszy od niewątpliwie priorytetowych zagadnień samorealizacji i przedłużenia gatunku:

Nie uciekaj przede mną suczko urodziwa,
w gumki ani w pokera ze mną nie pogrywaj,
gdy amor z łuku strzela, nie jest żadnym wicem,
że jamnik oczarować może i dożycę.

Nie uciekaj, ma rada, wszak wiesz, im pies mniejszy,
tym być musi w techniczne sztuczki zasobniejszy.
Któż może o tym lepiej wiedzieć od jamnika,
że nie rozmiar jest ważny, liczy się technika?

poprzez obyczajowe obrazki z życia codziennego, w głębszej warstwie opisujące odwieczną walkę obowiązku i przyjemności:

I nie stróżować ciężko, i stróżować
nie bardzo chce się, kiedy chęć przemożna
ciągnie ku frisbee, albo kurze z rożna,
która już wkrótce może się zepsować.

Pies jest obejścia stróżem, jasna sprawa,
instynkt go jeden kieruje w tę stronę,
a drugi wiedzie tam, gdzie rzeczy one
jak aport, biegi, spacer i zabawa.

Gdy trzeba wybrać jedną z tych miłości,
zostaje łapę gryźć w bezsilnej złości

zainteresowanie jakością życia publicznego i apelem o przestrzeganie zasad etycznych przez rządzących:

Wy, którzy zasobami lodówki władacie
i wolny dostęp do jej wnętrza macie,
wy, szczekam, których władzy tej pozłota mami,
nie bądźcie nieczułemi, zimnemi draniami.

Miejcie to przed oczyma, że służbą jest władza
i nie na samolubstwie jej sens się zasadza,
na to dano kontrolę wam jadalnej rzeczy,
byście i pieczeń dla psa też mieli na pieczy.

Dajcie innym skorzystać z bogactwa swojego
i nie strzeżcie zazdrośnie boczku wędzonego,
boć grzeszy ten, kto myśli jeno, by sam zyskać,
a nie widzi pod stołem zgłodniałego pyska.

aż po filozoficzne rozważania o przemijalności, a zarazem powtarzalności wszelkich spraw tego świata:

Nasz weterynarz spać się od nas bierze,
z czego się cichcem każde cieszy zwierzę,
wszytko na próżno: sny doktora zmorzą,
aleć też z łoża wstanie z ranną zorzą.

Już tych kilka przykładów pozwala uświadomić sobie, jak istotna była rola rensanpsu w życiu kulturalnym psiości. Nieunikające bolączek i problemów, odnajdujące jednak psens nawet w bezpsensie strofy pozwalały łagodzić, czy wręcz przezwyciężać immanentny tragizm psiej egzystencji. Toteż najważniejsze chyba przesłanie renesanpsowego psoety, pełne trudnego, ale niepohamowanego opsymizmu, pozwolę sobie przytoczyć na koniec:

Nie frasuj sobie, przyjacielu, głowy,
nie dumaj o tym, by napisać Skowyt,
pomyśl, gdy pieskie życie zda się psujem –
fraszki to wszytko, czym się tak przejmujesz.
Wszakżeś w ogrodzie, gdzieś tam pod orzechem,
zakopał pewną żywota pociechę,
więc nie rób nigdy najmniejszego kroku,
by nie pamiętać o tej kości z boku.

Wyzwalacz

niedz., 10 listopada 2013, 13:18

Foksterier przybył pod okienko wczesnym rankiem, kiedy Bobik jeszcze leniwie tarzał się po posłaniu. Zastukał w szybę pomalowaną na biało-czerwone kolory lancą i krzyknął:
– Bobik, idziesz z nami wyzwalać Polskę?
– To jeszcze nie jest wyzwolona? – zdziwił się szczeniak, niechętnie gramoląc się z posłania. – A ja myślałem…
– On myślał! – warknął z gryzącą pogardą Foksterier. – Właśnie z myślenia biorą się najgorsze zarazy i miazmaty. Precz z myśleniem! Trzeba czuć, szczuć i działać. Miej ser i patrzaj w ser, jak mówił Wieszcz do kruka. A poza tym jeśli już myśleć i to, za przeproszeniem, logicznie, to należałoby wyciągnąć wniosek z tego, że śpiewamy „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Gdyby już była wolna, oj, my byśmy jej inaczej zaśpiewali!
– Obawiam się, że do śpiewania w tym chórze nie mam wystarczającego talentu – zaczął się dyplomatycznie wykręcać Bobik. – Tam cały czas w wysokie tony trzeba uderzać, a ja jestem pies prosty i trzymający się ziemi.
– Ziemia jęczy! – zawył jak na zawołanie Foksterier. – Prusak Polskie Owczarki Nizinne, a Rusek znowuż Podhalańskie męczy. Władza ma naszą krwawicę na rękach, krzyż jest prześladowany przez obce jednoślady, a najlepsi synowie Narodu przerabiani są przez gender na córki. I nie wolno już nawet Żyda czy pedała za to obwinić, bo zaraz polskojęzyczne media obszczekają. Niewola pełną gębą!
– No widzisz? – westchnął Bobik. -Ja bym tak nie umiał. Do takiej śpiewki potrzeba szczególnych umiejętności.
– Rzeczywiście, tak nie każdy potrafi – przyznał z satysfakcją Foksterier. Ale zaraz przypomniało mu się, że wszelki pozytywizm podejrzanie pachnie zdradą, więc zawył jeszcze głośniej:
– Suwerenność sikania na pochyłą brzozę pogrzebana! Mafia, gdzie tylko powęszyć! Zdrajcy u miski! Najświętsze pieskie wartości w kajdanach! Nawet kiełbasa krakowska za kratkami i nie wolno się do niej dobrać!
– Okropnie smutna rzecz, taka niewola – szczeknął współczująco Bobik. – Ale może jeszcze nie wszystko tak do końca ma ten wasz chór przechlapane? Sam mówiłeś, że przynajmniej od myślenia jesteście wolni.

Bajka o Perliku i Sokole

sob., 2 listopada 2013, 22:07

Na skraju lasku, tuż za kapliczką,
mieszkali sobie Perlik z Perliczką,
posiedli sporą gromadkę dziatek
przekonań mocnych wór na dodatek,
wodę i karmę, więc mieli się
tak, jak za piecem u Pana B.

Klatka ich była przyciasna, stara,
trzy kroki w prawo i ściana zaraz,
dawno sypała się od korzeni,
lecz Perlik za nic by jej nie zmienił,
bo tylko wtedy był całkiem rad,
kiedy nie zmieniał się jego świat.

Oprócz przekonań, dziatek i żony,
miał jeszcze Perlik zaprzyjaźniony
drób – od indora aż po kurczaka –
co jednym głosem z nim zawsze gdakał
i ten bezmyślny, a głośny gdak
był mu nad wszelkie łakocie w smak.

Tu by się mogła skończyć opowieść
o tym, jak żyli ci Perlikowie,
kochając bezruch i święty spokój,
gdyby nie pewien nieznośny Sokół,
który się zjawił nie wiedzieć skąd
i się okazał gorszy niż trąd.

Miast w kółko międlić znajome pienia,
dawał ten złośnik do zrozumienia
że wszystko płynne jest, a co gorzej,
w klatce coś także zmienić się może,
jutro, pojutrze, nawet nie dziś,
lecz nie jest głupia o zmianie myśl.

Spienił się Perlik jak oranżada:
„Sokół nie gada tego, co gada!
Tak się nie godzi w ptasiej rodzinie,
by ptak ptakowi podkładał świnię!
Ja na te rzeczy mam dobry słuch –
nie grozi w klatce nam żaden ruch.”

Słowa perlicze, twarde jak skała,
natychmiast drobiu część zrozumiała
i jęła szeptać po kątach zgoła:
„dłużej Perlika niźli Sokoła,
jeśli cierpliwy będzie nasz klan,
przeczeka sprawę, nie będzie zmian.”

Bajka do tego zmierza pomału,
że się przewidzieć nie da morału,
nikt nie potrafi tego wyliczyć –
sokoli wygra wzrok, czy perliczy,
zatem na razie powiedzieć dość,
że Sokół dalej robi na złość.