Seksualny maniak

sob., 25 stycznia 2014, 15:17

Doprawdy, to złośliwość losu:
mam tak od życia już zarania,
że mnie na widok pewnych osób
ogarnia jakaś dziwna mania.

Dorwałbym wtedy ją czy jego,
tarmosił w szale, kąsał nawet,
mówił otwarcie coś sprośnego,
kawę wywalałbym na ławę

Zbereźnie łapałbym za słowa,
zaczepiał w necie, na ulicy,
redaktorowi nie darował,
posłowi, ani też poślicy.

A potem to bym jeszcze dalej
w chuciach rozwiązłych się rozpędzał,
dogmaty gwałcił w swoim szale
i nie oszczędził choćby księdza.

Są tacy, którzy w trybie zdalnym
stawiają mi diagnozy krótkie,
że to maniactwo seksualne,
co zwykłym jest niewiary skutkiem.

Diagnoza może i do rzeczy,
ale to smutne rozpoznanie
rzecz tylko stwierdza, a nie leczy,
więc dalej trwam w tym strasznym stanie.

Ech, przechlapane życie takie…
Lecz wiem, przeczuwam, cały drżący –
że zawsze będę już maniakiem,
bom jest, o zgrozo, niewierzący.

Nie jestem antysemitą, ale…

sob., 18 stycznia 2014, 10:33

Znam go, spotykam. Powtarza stale:
nie jestem antysemitą, ale…

A potem w słowach pokrętnych wielu
robi mi wykład o Izraelu,
że tam w Knesecie pejsaci ONI
zawzięcie krzewią antypolonizm,
bo to im frajda nie byle jaka,
gdy oszkalować mogą Polaka.
„Ja, proszę pana, niejedno zniosę,
ale jak wyszła sprawa z tym Grossem,
aż mnie zatrzęsło od tego chamstwa.
No, po co o nas pisze wciąż kłamstwa?
Myśmy nie mieli z tego pożytku,
żeby podpalać jakichś tam Żydków,
ręce umylim, jesteśmy czyści,
jak ktoś podpalał, to syjoniści.
Palili, inne robili szkody,
by zatuszować wszelkie dowody,
a teraz, z czystej, wrodzonej złości
chcą nam odebrać nieruchomości.
Złą krew to robi w narodzie, panie,
a jeszcze w bankach te wszystkie dranie
krwawicę naszą żłopią jak wino.
To nawet maki z Monte Cassino
tak na krew polską nie były łase,
jak ci, ze swoim całym szabasem.
Od dawna przez nich cierpimy bidę,
ale cóż, chroni ich sam prezydent,
który poprzednio się, daję głowę,
nazywał Abram. Abram Laskower,
dziadka rabina miał, proszę pana.”

Bez końca brudna wznosi się piana
i słów miażdżących toczy się walec,
nie jestem antysemitą, ale…

W centrum natury

sob., 11 stycznia 2014, 15:02

– Mam problem i nie umiem go rozwiązać – przyznała Labradorka.
W jej pysku było to oświadczenie zdumiewające, bo Labradorka, przy wszystkich jej zaletach, bardzo niechętnie przyznawała się do jakiejkolwiek nieumiejętności, toteż Bobik natychmiast bacznie nadstawił uszu.
– Od kilku tygodni – ciągnęła sąsiadka – dostaję czasopsismo, którego nie zamawiałam, a równocześnie listy straszące mnie psądem, gdybym za to niezamawiane spróbowała nie zapłacić. Nakleiłam na skrzynkę prośbę, żeby mi żadnych psism nie wrzucać, nawet osobiście poprosiłam o to listonosza, chocież wiesz, że psu do przyjaznej rozmowy z nim niełatwo się zmusić, ale nic nie pomogło. Listonosz powiedział, że to nie jego biznes – on ma podany adres, pod który przesyłkę musi dostarczyć i nic go więcej nie obchodzi. Dziś znowu toto wrzuci, więc będzie się liczyło, że dostałam i powinnam zapłacić.
– I to nazywasz problemem? – zdziwił się Bobik. – Zaczekaj, ja to załatwię. Siądę pod skrzynką, zaczekam na tego listonosza i pogadam z nim po swojemu.
Oczekiwanie nie było długie. Już za jakieś pół godziny spod furtki dało się słyszeć dziwnie basowe ujadanie, ostrzegawczy warkot, odgłosy szarpaniny, bolesny okrzyk, kilka zduszonych wyrazów niekoniecznie parlamentarnych i szybko oddalające się kroki. A potem, radośnie merdając, do ogrodu nadbiegł Bobik, wyraźnie zachwycony sobą.
– Z głowy! – szczeknął z dumą – Chyba już nikt się tu z żadnymi psismami przyjść nie odważy.
– Jak ty to zrobiłeś? – zdziwiła się Labradorka. – Przecież jesteś niewielkim szczeniakiem łagodnej rasy, a nawet kilku łagodnych ras. Nikt by nie pomyślał, że jesteś w stanie wygrać z dużym i profesjonalnie zdeterminowanym listonoszem.
– E, bo ty jesteś starsze pokolenie – nadął się Bobik, błyskawicznie korzystając z tego, że mimo niekorzystnej dla niego różnicy wzrostu chociaż raz może potraktować Labradorkę nieco z góry. – Ciebie przyzwyczajono, że labradory zawsze muszą być grzeczne i przyjazne, więc nawet ci nie wpadnie do głowy, że masz też inne możliwości i możesz ich używać elastycznie, w zależności od sytuacji. A mnie pozwolono już w przedszkolu przebierać się za rottweilera i dzięki temu nie muszę sztywno tkwić w psołecznych rolach. Jak widzisz, to daje lepsze efekty.
– A nie boisz się, że ktoś ci zarzuci pogwałcenie prawa natury? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Natura to ja! – prychnął z oburzeniem szczeniak. – Gdybym nie miał w swojej naturze ani odrobiny rottweilera, nie udałoby mi się tego poczciarza wystraszyć. A skoro postępuję zgodnie z moją naturą, to nie naruszam ani jej prawa, ani lewa. Logiczne?
– Logiczne – zgodziła się Labradorka. – No to bardzo dziękuję za pomoc.
– Tylko nie zapomnij wspomnieć o tym na Piesbuku! – krzyknął przez ramię Bobik, który już zdążył odbiec i zająć się tarmoszeniem kości. – Bardzo jestem ciekaw, ile ta druga strona mojej natury zbierze lizajków.

Początek roku

pt., 3 stycznia 2014, 12:47

Znów o rok jestem starszy (chociaż serce młode),
lecz zmian większych nie widzę w krąg, uczciwie powiem.
Dalej oko zdumione, okrągłe jak spodek
i co krok rzeczy, które się nie mieszczą w głowie.

Z lęków naszych codziennych nie ubył ni jeden,
nie przestały natrętne brzmieć chrząszcze nad uchem,
kto wczoraj do roboty zasuwał per pedes,
w wypasioną nie przesiadł się dziś beemwuchę.

Że wschody i zachody, to jasne jak słońce,
na zmiany w tym zakresie nie liczyłem nawet,
ale te gzy, w tych samych miejscach kąsające,
utrudniające życie, psujące zabawę…

Cóż, nie zdadzą się płacze nawet psu na budę,
nie wyniknie zbyt wiele z min kwaśnych jak pikle,
czas iluzje z choinki zdjąć, schować do pudeł
i zabrać się do pracy. Jak przedtem. Jak zwykle.