Dzielna czuwa strasz

wt., 4 lutego 2014, 12:28

Bobik napracował się w ostatnich dniach jak stachanowiec i nawet udało mu się to i owo doprowadzić do chwalebnego końca, ale nie wyglądał na zadowolonego. Labradorka widziała, że szczeniak nerwowo gryzie ogon, co było u niego jedną z najpewniejszych oznak frustracji. Przez jakiś czas dyplomatycznie milczała, ale w końcu nie wytrzymała i zrobiła to, co zwykle robią w takich przypadkach prawdziwe kobiety.
– Chciałbyś o tym porozmawiać ? – zapytała z nutą współczucia w głosie.
– Nie chciałbym! – odburknął Bobik jak prawdziwy mężczyzna, po czym kontynuował bez chwili wydechu – To jest po prostu niesprawiedliwe! Ja sobie mogę urobić łapy po łokcie i nikt, no, prawie nikt tego nie zauważy, a inni w ogóle nic nie muszą zrobić, żeby być na ustach wszystkich. Zobacz, taki gender – nie wykonał chyba żadnej z tych rzeczy, które mu przypisują, ale z dnia na dzień stał się sławny, w telewizji występuje, w gazetach o nim piszą, ba, nawet na kazaniach mówią. Pod strzechy trafił nie kiwnąwszy palcem, a ja co? Zapycham, zapycham i nawet małej notatki w „Głosie Przedbudzia“ się nie doczekałem.
– Na twoim miejscu nie przejmowałabym się tym za bardzo – zapewniła uspokajająco sąsiadka. – Wielka sława to żart, zwłaszcza ta medialna. A żebyś wiedział, jakie nieprzyjemności potrafi na głowę ściągnąć! Na przykład ten gender, któremu tak zazdrościsz, wcale zbyt lekko nie ma. Huziają na niego jak na, nie przymierzając, Józia i obgadują, że pewnie już cały język ma w pypciach. A jakby tego było mało, teraz jeszcze Strasz Genderową na niego napuścili.
– Chyba Straż – mruknął w korektorskim odruchu Bobik.
– Nie poprawiaj mnie! – zezłościła się Labradorka. – Kto jak kto, ale ja na pewno nie szczekam nieortograficznie! Strasz Genderowa to znaczy, że ochotnicy będą biegać, zaglądać, gdzie popadnie i tego gendera straszyć. Sam powiedz, chciałbyś być na tyle sławny, żeby ganiała za tobą Strasz Bobikowa?
– Nie chciałbym – przyznał zgodnie z prawdą szczeniak. – Zwłaszcza gdyby mnie straszono za to, czego nie zrobiłem. Chociaż z drugiej strony… Myślisz, że taka Strasz naprawdę może gendera czy kogokolwiek innego wystraszyć?
– No coś ty! – szczeknęła z nagłym rozbawieniem Labradorka. – Taka Strasz jest w pewnym sensie straszna, ale wiele, wiele bardziej to ona jest śmieszna.

Seksualny maniak

sob., 25 stycznia 2014, 15:17

Doprawdy, to złośliwość losu:
mam tak od życia już zarania,
że mnie na widok pewnych osób
ogarnia jakaś dziwna mania.

Dorwałbym wtedy ją czy jego,
tarmosił w szale, kąsał nawet,
mówił otwarcie coś sprośnego,
kawę wywalałbym na ławę

Zbereźnie łapałbym za słowa,
zaczepiał w necie, na ulicy,
redaktorowi nie darował,
posłowi, ani też poślicy.

A potem to bym jeszcze dalej
w chuciach rozwiązłych się rozpędzał,
dogmaty gwałcił w swoim szale
i nie oszczędził choćby księdza.

Są tacy, którzy w trybie zdalnym
stawiają mi diagnozy krótkie,
że to maniactwo seksualne,
co zwykłym jest niewiary skutkiem.

Diagnoza może i do rzeczy,
ale to smutne rozpoznanie
rzecz tylko stwierdza, a nie leczy,
więc dalej trwam w tym strasznym stanie.

Ech, przechlapane życie takie…
Lecz wiem, przeczuwam, cały drżący –
że zawsze będę już maniakiem,
bom jest, o zgrozo, niewierzący.

Nie jestem antysemitą, ale…

sob., 18 stycznia 2014, 10:33

Znam go, spotykam. Powtarza stale:
nie jestem antysemitą, ale…

A potem w słowach pokrętnych wielu
robi mi wykład o Izraelu,
że tam w Knesecie pejsaci ONI
zawzięcie krzewią antypolonizm,
bo to im frajda nie byle jaka,
gdy oszkalować mogą Polaka.
„Ja, proszę pana, niejedno zniosę,
ale jak wyszła sprawa z tym Grossem,
aż mnie zatrzęsło od tego chamstwa.
No, po co o nas pisze wciąż kłamstwa?
Myśmy nie mieli z tego pożytku,
żeby podpalać jakichś tam Żydków,
ręce umylim, jesteśmy czyści,
jak ktoś podpalał, to syjoniści.
Palili, inne robili szkody,
by zatuszować wszelkie dowody,
a teraz, z czystej, wrodzonej złości
chcą nam odebrać nieruchomości.
Złą krew to robi w narodzie, panie,
a jeszcze w bankach te wszystkie dranie
krwawicę naszą żłopią jak wino.
To nawet maki z Monte Cassino
tak na krew polską nie były łase,
jak ci, ze swoim całym szabasem.
Od dawna przez nich cierpimy bidę,
ale cóż, chroni ich sam prezydent,
który poprzednio się, daję głowę,
nazywał Abram. Abram Laskower,
dziadka rabina miał, proszę pana.”

Bez końca brudna wznosi się piana
i słów miażdżących toczy się walec,
nie jestem antysemitą, ale…

W centrum natury

sob., 11 stycznia 2014, 15:02

– Mam problem i nie umiem go rozwiązać – przyznała Labradorka.
W jej pysku było to oświadczenie zdumiewające, bo Labradorka, przy wszystkich jej zaletach, bardzo niechętnie przyznawała się do jakiejkolwiek nieumiejętności, toteż Bobik natychmiast bacznie nadstawił uszu.
– Od kilku tygodni – ciągnęła sąsiadka – dostaję czasopsismo, którego nie zamawiałam, a równocześnie listy straszące mnie psądem, gdybym za to niezamawiane spróbowała nie zapłacić. Nakleiłam na skrzynkę prośbę, żeby mi żadnych psism nie wrzucać, nawet osobiście poprosiłam o to listonosza, chocież wiesz, że psu do przyjaznej rozmowy z nim niełatwo się zmusić, ale nic nie pomogło. Listonosz powiedział, że to nie jego biznes – on ma podany adres, pod który przesyłkę musi dostarczyć i nic go więcej nie obchodzi. Dziś znowu toto wrzuci, więc będzie się liczyło, że dostałam i powinnam zapłacić.
– I to nazywasz problemem? – zdziwił się Bobik. – Zaczekaj, ja to załatwię. Siądę pod skrzynką, zaczekam na tego listonosza i pogadam z nim po swojemu.
Oczekiwanie nie było długie. Już za jakieś pół godziny spod furtki dało się słyszeć dziwnie basowe ujadanie, ostrzegawczy warkot, odgłosy szarpaniny, bolesny okrzyk, kilka zduszonych wyrazów niekoniecznie parlamentarnych i szybko oddalające się kroki. A potem, radośnie merdając, do ogrodu nadbiegł Bobik, wyraźnie zachwycony sobą.
– Z głowy! – szczeknął z dumą – Chyba już nikt się tu z żadnymi psismami przyjść nie odważy.
– Jak ty to zrobiłeś? – zdziwiła się Labradorka. – Przecież jesteś niewielkim szczeniakiem łagodnej rasy, a nawet kilku łagodnych ras. Nikt by nie pomyślał, że jesteś w stanie wygrać z dużym i profesjonalnie zdeterminowanym listonoszem.
– E, bo ty jesteś starsze pokolenie – nadął się Bobik, błyskawicznie korzystając z tego, że mimo niekorzystnej dla niego różnicy wzrostu chociaż raz może potraktować Labradorkę nieco z góry. – Ciebie przyzwyczajono, że labradory zawsze muszą być grzeczne i przyjazne, więc nawet ci nie wpadnie do głowy, że masz też inne możliwości i możesz ich używać elastycznie, w zależności od sytuacji. A mnie pozwolono już w przedszkolu przebierać się za rottweilera i dzięki temu nie muszę sztywno tkwić w psołecznych rolach. Jak widzisz, to daje lepsze efekty.
– A nie boisz się, że ktoś ci zarzuci pogwałcenie prawa natury? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Natura to ja! – prychnął z oburzeniem szczeniak. – Gdybym nie miał w swojej naturze ani odrobiny rottweilera, nie udałoby mi się tego poczciarza wystraszyć. A skoro postępuję zgodnie z moją naturą, to nie naruszam ani jej prawa, ani lewa. Logiczne?
– Logiczne – zgodziła się Labradorka. – No to bardzo dziękuję za pomoc.
– Tylko nie zapomnij wspomnieć o tym na Piesbuku! – krzyknął przez ramię Bobik, który już zdążył odbiec i zająć się tarmoszeniem kości. – Bardzo jestem ciekaw, ile ta druga strona mojej natury zbierze lizajków.