Joga

sob., 2 września 2023, 21:25

Joga?
Olaboga!
Toż to do piekła prosta droga!
Chyba lepiej już, od biedy,
uciec się do ajurwedy,
choć i ona, bez wątpienia,
nie jest drogą do zbawienia.
Lecz od jogi gorsze znacznie,
gdy się medytację zacznie,
a diabelstwa już jest szczytem
(i narodu zdradą przy tem)
takie gusło, wręcz potworne:
głosowanie na Platformę!

Dwa sny

pon., 28 sierpnia 2023, 22:54

Piękny sen: przerażona chaosem kosmosu
zaczynam w porę cenić swoich przyszłych zmarłych,
nie spóźniam się z darami, które dla nich niosę,
rozmowy z nimi kończę pojednaniem,
nie odkładam poufałości w nieskończoność,
bo wiem, dokąd zmierzają z tym smutnym spojrzeniem,
z czułym uśmiechem, gestem przeproszenia
za każdą chwilę, której ze mną nie spędzili.

I straszny sen: ja jestem przyszłą zmarłą,
a oni wszyscy żyją i czekają na mnie,
chcą się zżyć ze mną, pokłócić, pogodzić,
chcą mi przypomnieć upał, strumień i sitowie,
paprocie, które zgniotłam na bezludnej łące,
ciało odkryte w smudze słonecznego wstrząsu,
chcą zdążyć, bo mnie znają, wiedzą, dokąd zmierzam,
ale ja, tak śmiertelna, nie nadbiegam w porę.

Wygłodzone listy

śr., 9 sierpnia 2023, 20:17

Już wakacyjny skończył się przebieg,
nareszcie możesz odsapnąć krzynkę,
lecz jeśli bardzo chcesz dojść do siebie,
z dala omijaj pocztową skrzynkę.

Bo przecież betką zjedzony Popiel,
występny osioł, czy nawet dżihad,
wobec tej traumy, gdy po urlopie
list wygłodzony na ciebie czyha.

A jeszcze gorzej, gdy listów stado
znacząco ząbki znaczków wyszczerza,
więc lepiej przejmij się dobrą radą
i listów strzeż się bardziej niż jeża!

Wyznanie aktywisty

sob., 15 lipca 2023, 21:29

Szumią mi często wierzby, topole oraz tuje:
ty, Bobik, jesteś durny. Co ty się tak przejmujesz?
Weź, jak Fernando Byczek, nos lepiej zanurz w kwiatach,
zamiast się rwać na smyczy do poprawiania świata.

Nie przeczę, jest w tych szumach rozsądku odrobina,
zapewne zdrowsze nerwy spokojna ma zwierzyna,
co – nawet gdy na draństwo okropne coś zakrawa –
odpowie flegmatycznie: iii… to nie moja sprawa.

Co nie chce ryzykować, że zbłądzi w każdej chwili
(bo kto nie wyda głosu, tonacji nie pomyli),
co zawsze, kiedy tylko o dobro wspólne biega,
kelnerskim wistem śwista: to nie ja, to kolega…

Taa… gdybym tak potrafił, jak pączek żyłbym w maśle,
nie płacząc, że skrzywdzono jelonka pod Supraślem,
lub że krakowscy rajcy, na żałość mą niepomni,
psu chcą odebrać miejsce, gdzie miał od dawna pomnik.

Ale na nic gdybanie, sentencją błysnę skromną.
Natura ciągnie wilka, to co ma psa nie ciągnąć,
więc pewnie dalej genom się dam kierować zdalnie
i na pytanie „szczekasz?” odszczeknę: „naturalnie!”.