Szczere zeznanie
– Imię?
– Optymizm
– Nazwisko?
– Uzasadniony
– Miejsce zamieszkania?
– Chwilowo bezdomny
– Miejsce pracy?
– Bezrobotny. Ale ja się bardzo staram, żeby znaleźć pracę…
– To nie należy do sprawy. Proszę lepiej opowiedzieć, jak to było. Od samego początku.
– No więc na początku to było Słowo, ale tak się złożyło, że akurat czasownik i dlatego ja jeszcze nie mogłem istnieć. Ale jak Szef się zdecydował, że będzie stwarzać rzeczowniki i przymiotniki, to byłem mu niezbędnie potrzebny, więc stworzył szybko mnie. Zapewniał, że ma wielkie plany rozwoju firmy i taki współpracownik jak ja będzie miał duże pole do popisu i możliwosci rozwoju osobistego. Młody jeszcze bardzo byłem, naiwny, to się dałem nabrać. Zabrałem się do roboty, że aż furczało. Przy całym tym oddzielaniu światla od ciemności pomagałem, w wykonaniu podkładki do atlasu geograficznego uczestniczyłem, wydawanie astronomicznych sum na gwiazdozbiory nadzorowałem… A potem oczywiście rośliny, zwierzęta, ludzie. Tu dopiero byłem potrzebny! Jak Szef stwarzał człowieka, to z naliczaniem nadliczbówek nie nadążał, chociaż zapewniał wcześniej, że jest wszechmocny i w końcu mówi „wiesz, Optek, jak ci lepiej za dzieło policzę, bo inaczej nigdy do ładu nie dojdziemy”.
Teraz wiem, że trzeba sie było juz wtedy wycofać z całej sprawy, ale wtedy jeszcze naprawdę nie przypuszczałem, jak to się rozwinie i do czego mnie doprowadzi. To Szef był od przewidywania konsekwencji, a ja tylko wykonywałem zarządzenia. Pewnie, że mnie różne rzeczy zastanawiały, na przykład ta cała historia z jabłkiem i wężem, czy potem z Kainem. Ale Szef uprzedził, że ludzie to nie planety czy zwierzęta, mogą byc z nimi pewne problemy i nie trzeba sie zanadto przejmować. „To się wszystko ułoży” – powiedział. „Zainstalowalem im rozum i jak tylko się nauczą go obsługiwać, to większa połowa twojej roboty będzie z głowy”. Nigdy się nie chciał pogodzić z tym, że nie ma większej połowy. „Jak ja zechcę, to będzie” – twierdził…
– Czy oskarżony mógłby się streszczać? Nikt chyba nie ma ochoty siedzieć tu do końca świata.
– Przepraszam, juz zaraz skończę. Jak było dalej to i tak wszyscy wiedzą, bo we wszystkich mediach było. Ludzie robili wszystko, żeby mi utrudnić wykonywanie obowiązków służbowych. Szef naciskał, że juz dawno powinienem zapanować powszechnie i jak wkrótce nie będę z tym gotowy, to mi zafunduje betonowe trzewiki. A ja przecież jestem tylko optymizmem i nie mam nadprzyrodzonych sił ani możliwości. No i ze strachu, że nie wydolę, zacząłem coraz częściej wysyłać na robotę mojego kuzyna Nieuzasadnionego, który miał się podawać za mnie. Podobni jesteśmy, to się długo nikt nie zorientował. I tak naprawdę to on narobił tego całego dziadostwa, a potem wszystko spadło na mnie.
– Czy oskarżony chce coś dodać w ostatnim słowie?
– Tak. Zrozumiałem, że brałem udział w zorganizowanej działalnosci przestępczej i bardzo tego żałuję. Gdybym mógł zacząć jeszcze raz, nie miałbym tak ślepego zaufania ani do Szefa, ani do swojego kuzyna. Dołożę wszelkich starań, żeby w przyszłości prowadzić uczciwe życie i stać się pełnowartościowym członkiem społeczeństwa. Bardzo proszę dać mi jeszcze jedną szansę.
Tutejsi ornitolodzy i bird watchers nie sa pewni czy ta kolonia (czy teraz juz raczej kolonie, bo jest ich kilka gatunkow – sama oprocz tych zielonych widzialam kremowe i zolte) rzeczywiscie wywodza sie z udomowionych ptakow. Wiekszosc zdaje sie sadzic, ze raczej byly to jakies pojedyncze ptaki, ktore sie zatrzymaly w czasie sezonowych przelotow (skad dokad nie pamietam) wlasnie wskutek globalnego ocieplenia. Bardzo sie o nie martwilam w czasie zeszlorocznej „arktycznej zimy” ( -2C at most), ale najwyrazniej nasze brytyjskie papugi sa zahartowane i znosza je z takim spokojem ducha i w duchu Dunkierki, jak reszta autochtonow.
Ach, jakze piekna jest ta opowiesc o taksowkarzu!
No ale czego innego mozna spodziewac sie po Narodzie, ktorego narodowa epopeja zaczyna sie od slow: A to zabili nam Ferdynanda, powiedziala pani Muellerowa, poslugaczka.
Zaczynam sie smiac, widzac to zdanie, jeszcze zanim przeczytam nasteone: -Ktorego Ferdynanda, czy tego co lapie psy…
I odpowiedz:, Nie, tego tlustego, Jasnie Pana….
😆 😆 😆 😆 😆 😆 😆 😆
świeci, nawet razi w oczy
cudna sloneczna niedziela 😀
U mnie też, foma 😀
Tak się zastanawiam, czy Czesi naprawdę nie celebrują, nie dmą w trąby, nie pokazują krwawych blizn? Aż trudno uwierzyć, przecież to za miedzą. Klaus nie cierpi Havla (i wzajemnie), a jednak http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7254450,Rocznica_20_lecia_aksamitnej_rewolucji___Wazna_rola.html
jeszcze kilka ostatnich zapomnianych lisci wisi na drzewach
byloby kolorowiej z papugami te wola jednak Londyn 😕
ach ci Czesi 😀
pora na spacer 🙂
Haneczko! Nawet mi takich doniesien nie pokazuj, bo budza we mnie krwiozercze instynkty i to nie wzgledem Havla!
seks mormońskiej szarańczy, seks szczygła … a czy to wiosna panie sierżancie? pytam ja kogo 🙁
Heleno, chciałam Ci się odwdzięczyć za cytaty 😉
Gdyby ktoś przegapił http://wyborcza.pl/1,75480,7225123,Jak_Jadzka_miala_wstawic_zeby___20__Antologia_reportazu.html
Martyrologia z tromtadracją
raz poszły na wycieczkę,
żeby w zetknięciu z inną nacją
rozerwać się troszeczkę.
Udały się w granicy stronę,
konkretnie na południe
(a był cieplutki, miły dzionek
i słonko grzało cudnie)
Martyrologia krwią zalana,
szczególnie z prawej strony,
jej towarzyszka zaś odziana
w stosowne diapazony.
Granicę spoko przekroczyły
(sąsiedzi wszak nie wilcy),
knedliczki w knajpie zamówiły
i piwko, jak tubylcy.
Słuchają chwilę o czym mowa,
słupiejąc w przerażeniu,
bo o narodzie ani słowa,
ni dudu o cierpieniu.
Więc jedna w trąby dąć zaczyna,
że rozmów gwar aż zamilkł
a druga płacze jak dziecina
i dzwoni kajdanami.
Knedliczek wystygł i prysnęli
bywalcy gdzie pieprz rośnie,
a one wciąż o Cytadeli
i o rozdartej sośnie.
Bo w tym zabawa, by spróbować
swojego wcisnąć ducha,
nie bacząc, że się sąsiad chowa
i pstrzy na portret mucha. 🙄
Och, Bobik! To wielkie, wspaniale i jakze prawedziwe!
Bobik at his bestest!
to z zupełnie innej beczki: jak długo gotuje się czerwone buraki? odpowiedź proszę podać w minutach, a nie w stylu „aż będą ugotowane/miękkie/w sam raz…”
Trwam w niemym podziwie .
Takie jak grejpfrut godzinę, jak cytryna pół. A w ogóle, to aż do swobodnego wetknięcia widelca.
Lepiej je wsadzic do piekarnika owiniete w sreberko (nie obierajac) niz gotowac. Ok 45 minut lub nieco dluzej.
Jednym swietnym zwyczajem tutekszych sklepow jest sprzedawanie burakow juz upieczonych.
Zapewne mozna tez w mikrofalowce (bez sreberka) jak ktos posiada.
Ach, zaluje, ze nie ma tu w Londynie Zony Sasiada, bo otworzylam wczoraj (do confit z kaczki) sloik konkokcji, ktora sie nazywa Organic Spicy Onion Chutney. Wiem jak u Nich w domu lubia wszelkie chutneye, a tem jest po prostu znakomity – lepszy od konfitury cebulowej. Zarzucilabym ja sloikami z tym specjalem kupionym u Waitrose’a.
Moze Monika wie, jak sie takie spicy onion chutney robi? Jest slodkawe i ostre. Dzis rano wzielam sobie czubata lyzke do croissantow na sniadanie. Wielkie odkrycie.
To jest ten dokladnie produkt. Pisza czego w nim nie ma, ale nie pisza co jest:
http://www.ocado.com/webshop/product/EPC-Organic-Chutney-Spicy-Onion/35878011
Zwracam honor firmie English Provider Co.
Owszem, podaja:
http://www.ocado.com/webshop/product/EPC-Organic-Chutney-Spicy-Onion/35878011
Ja na początku nie miałem przekonania do tych gotowych-gotowanych buraków w plastiku, ale jak raz spróbowałem, to od tego czasu surowe kupuję już tylko do kiszenia barszczu. W smaku się w ogóle nie czuje, czy burak gotowany własnoręcznie, czy nie, a ileż czasu to oszczędza.
Przepsiów na chutneye cebulowe sierżant Gugiel podaje od groma (nie mylić z jednostką specjalną Grom) i można sobie z nich wybrać taki, który wygląda najapetyczniej. Ale oczywiście jak Monika ma swój, sprawdzony, to jeszcze lepiej. 🙂
vitajcie! U mnie całkiem pochmurno jak na listopad przystało. Chciałam się z Wami podzielić radosną nowiną . Rozpoczynam nowe życie.. Jeszcze nie wiem na czym będzie ono polegało ale chyba na początek powinno wystarczyć postanowienie 🙂
Bobiku ja też lubię buraki za wyjątkiem pastewnych / na dwóch nogach / 🙂
oj znowu napisałam jazrębina ale chyba już wiecie że to ja
Jarzębino, uważam za akt odwagi i oryginalności, że nie czekasz z tym postanowieniem do Nowego Roku, tylko tak w połowie listopada… 🙂
Ja też bym zaczął, ale na razie nie mam czasu, bo kurczaka muszę przyprawić. 😉
odkryłam nowy blog z bajkami nazywa się telemach 🙂
ależ Bobiku puść wolno to nieszczęsne zwierzę a zjedz kotlecika z soi / modyfikowanej genetycznie/ 🙂
jakiś czas temu w tygodniku chyba Polityka był artykuł o przetwarzaniu butelek plastikowych. Przypomniałam sobie o tym przy okazji czytania blogu Ogólna teoria wszystkiego… o ubraniu./niby bajka/ 🙂
Swoja drogą nasuwa się pytanie, w co się ubieramy ? Z czego jest nasza bielizna, pościel, swetry ? Ubranka dla dzieci czy ręczniki? Czy nam służą czy szkodzą? Co się stało z lnem czy jeszcze go ktoś uprawia? .. 🙂
jedzą :(… idę i ja zwierzorzercom usmażyć kotlety a ja tylko okruszek i szklanka wody 🙁 /odchudzanie/
zwierzorzercom albo zwieżożercą … matko i po co tyle możliwości 🙁
Ja wiem bardzo dokladnie z czego moja bielizna i ubranka. Ogladam metke przed kupieniem. Jak nie jest napisane 100% kocia welna, to odkladam. Poscielowa moze byc z kaszmiru.
Dziendobry,
powodzenia w nowym zycu, jarzebino,
dzieki za linki Helenie i haneczce, przejemnie jest poczytac ciekawe rzeczy w niedzielny poranek.
U mnie wyjatkowo cieply listopad. Wczoraj bylam na interesujaco sfilmowanym filmie „Cairo Story”. Samo story do niczego, ale Cairo fascynujacy.
Dzisiaj familia na listopadowym rodzinnym obiedzie. Menu jesuienne:
-krupnik
-zrazy zawijane z kasza gryczana (dla mlodziezy)
-ges pieczona z jablkami (dla mnie i siostry)
-kapusta wloska zasmazana
-surowka z kwaszonej kapusty
-sernik z malinami.
A od pojutrza troche jak jarzebina, postaram sie zaczac nowe zycie.
a ten piekarnik do buraków to na ile stopni rozgrzać? 🙂
Dzień dobry.
„W Niemczech jeszcze to nie jest normalka…”
Biobiku mylisz się, zobacz linkę w której są opisana papugi zamiszkujące Wiesbaden:
http://www.lr-online.de/nachrichten/Tagesthemen;art1065,1982222
W Moguncji, codziennie rano i wieczorem przed naszymi oknami przelatują całe stad tych (już nie 😉 ) egzotycznych ptaków.
Gdzieś przeczytałem, że rozprzestrzeniły się już aż do Kolonii.
Niedługo dotrą do Ciebie, będziesz miał za czym pobiegać 🙂
200 C
No, prosze! Te zielone 40-centymetrowe, ktore sie gromadza w Wiesbaden na parkingu, to chyba ten sam gatunek co i ja dzis widzialam. One tez podobno jak te niemieckie maja w Londynie gdzies potezna kolonie nocna i tez mowi sie o ok. 100 ptakow.
No, czy nam sie to kiedykolwiek snilo?
Next thing bedziemy ogladac tance godowe rajskich ptakow na trawniku przed domem!
Okolo tysiaca ptakow, a nie stu, jak napisalam.
Pierwszy raz, jak zobaczyłem stado zielonych papug, przelatujących koło naszego balkonu, to odstawiłem napoczętą lampkę czerwonego wina i stwierdziłem, że starczy. W tym momencie Marylka spytała się, czy widzę to samo co ona widzi? Potwierdziłem i uspokojony uzupełniłem lampki wina do pełna…. 😉
No, faktycznie, bezpodstawnie uogólniłem Nordrhein-Westfalen do całych Niemiec. 🙂 Ale jak już w Moguncji papugi KoJAKostwu do wina zaglądają, to na pewno wkrótce i mnie zaczną.
A Królik to chyba na jakiś Medal Kulinarny pracuje. Jednego dnia i zrazy zawijane, i gęś? No, bohaterski wyczyn! 🙂
nigdy nie pije alkoholu na balkonie i dlatego prawdopodobnie nigdy tez nie tylko stado ale nawet jedna papuga przez pomylke lub z rozmyslem nie przeleciala obok mnie-od wiosny wiec naprawie ten blad i zaczne pic alkohol i to nie tylko na balkonie
zobaczymy czy przeleca 8)
spacer,dobre jedzenie;co za udany dzien 😀
Mordechaju! Wsiadaj w samolot i przylatuj tu natychmiast! Te małe, szare, a nie komórki przebrały już po prostu wszelką miarę i ja się na ich dalszą działalność kategorycznie nie zgadzam! 👿

Jakiś czas temu kupiliśmy kuchenkę, która stała sobie i czekała na podłączenie po wizycie pana instalatora, który miał zainstalować jakieś tam odpowiednie rurki i zawory. Podłączenie nastąpiło kilka dni temu, ale piekarnika postanowiłem użyć dopiero dziś. Włączam – i smród okropny się po kuchni rozchodzi. No to wyłączam, tatę wołam, on kuchenkę rozkręca, a tam…
Te małe szare urządziły sobie tam w środku gniazdo. Przegryzły izolację z blachy aluminiowej, wygryzły duże zagłębienie w wacie izolującej, częściowo rozwłóczyły ją w miejsca nie całkiem odpowiednie, a co najgorsze, wszystko poza samym gniazdem – no, nie mogę użyć innego słowa – zasrały do imentu!
Jeżeli twierdziłem kiedyś, że lubię myszy, to dzisiaj włażę pod stół i odszczekuję to wielkim, największym głosem! 👿
Rysiu, ale czy w Berlinie też macie takie papugi, które lubią zaglądać do kieliszka? 😉
Foma, czy mógłbyś się przyznać, co Ty właściwie masz zamiar robić z tymi burakami po upieczeniu, czy to jest tajemnica służbowa? 😉
Zrazy zrobilam juz wczoraj, Bobiku, ale masz racje, trzeba z tymi obiadami dac spokoj. Jesc pozno duzy posilek to zabojstwo dla tuszy.
Jakies 40 lat temu w Warszawie znalazlam papuge w lesie, komus sie pewnie zgubila. Dokupilismy jej druga, bo to byla nierozlaczka i tez sie nam zdarzylo niestety, ze zameczek w klatce sie otworzyl i papuzki obie gdzies odlecialy. Martwilismy sie bardzo, bo to zimy i koty, ale to jest pocieszajace, ze papugi maga przezyc w chlodniejszym klimacie.
Przez wiele lat mieliśmy w domu papużki faliste i mogę zapewnić, że zameczek nie SIĘ otwierał, tylko cwane ptactwo bardzo szybko opanowywało technikę otwierania go. W związku z czym nam się zdarzało kilka razy przywabiać już wyfruniętą papużkę zza okna. Ale jakoś się zawsze udało. 🙂
Alkohol na balkonie jak najbardziej, ale z umiarem, bo przelecą nie tylko papugi ale również białe myszki (po bałym wytrawnym), różowe słonie (po jałowcówce) oraz czerwone świnki (po Campari Red Passion) 🙂 . Wiem co mówię … 😉 .
Kiedyś nawet Chopin przy fortepianie w drodze do Paryża przeszybował koło naszego mieszkania a za nim Sobieski z husarią w drodze do Wiednia.
Ojej, myszy Bobika nam zjedza. 🙄 Rzucac sie na ratunek ze wszystkich stron swiata! (Mordechaj i Sokrates najbardziej kompetentni.)
O chutneys napisze pozniej, jak wroce wlasnie ze sklepu hinduskiego braci Patel, podobnie zreszta o Czechach, gdzie spedzilam rok swiadomego dziecinstwa, wiec sa mi szczegolnie bliscy (i sa jakby czastka mojej wlasnej zyciowej ukladanki). A na razie udaje sie zakupic miedzy innymi ogromne ilosci ryzu basmati w 15-to kilogramowych paczkach, jak w przyzwoitej hinduskiej rodzinie przystalo. Oraz mango odpowiednie rodzaju, uprawiane na Florydzie, lecz dostepne tylko w sklepach hinduskich. 🙂
Kroliku, po takiej uczcie jak Twoja jedna z moich angielskich profesorek, bless her soul, miala zwyczaj mawiac z powazna twarza: „Just call the ambulance”, co u mnie w domu do dzis zostalo jako stale powiedzenie. Cos jak Twoje i Jarzebiny rozpoczynanie nowego zycia… 🙂
teraz mam czas wiec polemicznie powiem,ze uwzam p.Srode za
doskonalego kandydata na prezydenta!!!!!!!!!!
mimo tego ze znam ja wlasciwie tylko z prasy i linkowania,to
uwazam ja za bardzo inteligentna,zdecydowana,odwazna pania
przypuszczam ze doskonale umialaby zrezygnowac z polemicznego tonu felietonistki i rozwaznie skorzystac ze swojej wiedzy na stanowisku prezydenta
bylaby twardym i trudnym partnerem dla rzadu i parlamentu
poniewaz nie jest zwiazana z zadnym waznym obozem politycznym w polsce moglaby bez naciskow partyjnych
dzialac w negocjacjach z nimi i rozsadnie korzystac z wladzy jaka ma Polski Prezydent
Moguncjuszu,Waszego balkonu mozna pozazdroscic,na naszym
to tylko pajaki 🙁
i slonce oczywiscie 😀
mozna balkonowac i w ciszy czytac,czytac,czytac……..
Rysiu, jestem z toba w sprawie Srody na prezydenta. Jak najbardziej. Ma taka wspolczesna inteligencje, wiedze i ogolna zyczliwosc dla ludzi. Moglibysmy byc z niej dumni. Mysle, ze potrafilaby laczyc.
Moniko, moj ulubiony basmati to Tilda.
Jak najbardziej call the ambulance rodzaj obiadu? Po co ja to robie?
Wracam właśnie z konsultacji z Popielem. On twierdzi, że powinienem Mordkę i Sokratesa zaprosić na stałe, bo inaczej sprawa może się skończyć źle. 🙁 Ale jak ja mogę Kotom proponować opuszczenie na stałe ich ulubionych kaloryferów i odpowiednio wydrapanych foteli?
Ja co do Pani Profesor dalej mam te same obawy, co wcześniej – to nie w tym rzecz, że ona by nie potrafiła tego czy tamtego, ale w tym, że za dużo byłoby ludzi, którzy nie potrafiliby zaakceptować jej. 🙁
Basmati też u mnie dziś będzie, jak tylko tacie uda się uporać z prowizorycznym chociaż naprawieniem skutków mysiej działalności. 🙂
A nie mowilem. 👿
To jest wlasnie cala podstepna perfidia myszy. 👿
Moge przyleciec, na skinienie lapa.
Moge tez poslac do Was z piec kilo piasku z kuwety – z drugiej lapy, ze sie tak wyraze. Zapach Prawdziwego Kota powinien te idiotki odstarszyc, przynajmniej dopoki nie wywietrzeje.
Jestem do uslug. 😈
PS. Co zrobiles z upeiczonymi myszami? Czy sa dostatecznie MIEKKIE? 😈
Bobiku, wyrazy serdeczne z powodu kuchenki 🙁 Małe szare podobno nienawidzą zapachu suszonego rumianku – zachęca je do przeprowadzki. Pewnie już próbowałeś różności, żeby się ich pozbyć, ale o tym rumianku tak na wszelki wypadek.
Ponoć myszy można wystraszyć dźwiękami (ultra) 🙂
A jakby tak kocią muzykę zastosować?
http://www.youtube.com/watch?v=l3VVLVlIwUo
Beato, dziękuję za KAZDA wskazówkę, która oszczędzi mi zakładania pułapek. Bo jakoś na aż tak drastyczne kroki zawsze mi się trudno zdobyć. 🙁
Mimo że zasłużyły te cholery stokrotnie! 👿
Mordko, jak Ty umiesz odstarszać, to może i ja bym skorzystał? 🙂 Albo przynajmniej zbij na tym miliony, które przydałyby się Twojej Starej. 😉
Myszy wyszły w sam raz, zaraz pakuję i przesyłam Ci przez umyślnego.
Jarzębino, chodziło mi po głowie, że chciałem Ci opowiedzieć jakąś anegdotkę, ale dopiero teraz mi się przypomniało jaką. Po Edith Piaf została masa zeszytów, w których miała zamiar spisywać swoje wspomnienia. W każdym zeszycie było tylko jedno zdanie: dziś zaczynam nowe życie. 🙂
Kocia muzyka może faktycznie być skuteczna. Zaraz zapytam Kota Sąsiadów, na jakim instrumencie gra. 🙂
Bobiku, te ultradźwięki to znalazłam jak najpoważniej jako metodę odstraszania – jakiś program, a czy skuteczny?
http://video.google.com/videoplay?docid=-1418406296070848810#
wiesz Bobik , ja to się dziwię że tak chcesz potraktować myszy a gdyby tak milej , gościnniej; serek , miłe słowo i uśmiech to może same by poszły. Teraz jest kryzys i musiały z braku laku zabrać się za kable 🙁
Serek, miłe słowo i uśmiech to było do dziś. A od dziś zaczynam nowe życie z myszami, czyli rumianek, ultradźwięki i zapach Mordechaja. 👿
jestem do usług, zwłaszcza, że nastrój u mnie ostatnio baaardzoo bojowy, prosze adres i już się zjawiam 🙂
Tak Bobiku, chyba domowy kot oraz staroswieckie uszczelnianie dziur (bylo nawet na to takie slowo- gacenie) to najpewniejsze sposoby.
Moj kot (Felix odszedl 3 lata temu) bardzo lubil sie rozprawiac z myszami, ptactwem, a nawer kiedys tam z nieszczesna wiewiorka.
Bobiku, wyrazy współczucia 🙁
ciekawe jakiego koloru jest futro Mordechaja i czy gryzie trochę czy więcej niż trochę brrr …
17 .. dobrej nocki i pchły na noc 🙂
Moje umaszczenie, jarzebino, fachowo nazywa sie blue – blekitne, to jest takie srebrno-popielate. Dluga siersc, bo biologiczna Mama byla birmanka, swietym kotem Birmy. A biologiczny Ojciec przechadzal sie przez ogrod, kiedy sie zakochal w Rodzicielce. 😈
to ładnie jesteś umaszczony , a gdybyś tak przeszedł na wegetarianizm i jadł np. chrupki z mlekiem ?
Bobiku, dlaczego nie masz kota?
Jarzebinko, uwazaj co mowisz! 👿
Haneczko, to jest trochę skomplikowane, ale postaram się wyjaśnić. U nas w domu pies musi być zawsze i na ten temat nie ma dyskusji, ani też dłuższych niż to absolutnie konieczne przerw w psoposiadaniu. Natomiast inne zwierzęta też muszą być, ale tu przerwy są dopuszczalne. To znaczy kota nie ma u nas chwilowo, tylko że ta chwila jakoś się przedłuża. Może zresztą jest to związane z tym, że zwykle koty wybierały sobie nas, przychodząc skądś tam, kładąc się na kanapie i obwieszczając „ja tu zostaję”, więc teraz też tak odruchowo czekamy, że kolejny kot przyjdzie i zawiadomi nas, że zostaje. 🙂
Dopiero teraz dotarlam po wizycie w sklepie (Kroliku, my tez zawsze tylko basmati Tilda) i nieoczekiwanym walesaniu sie po okolicach. Pogoda byla bardzo lagodna jak na pore roku, bo 19 stopni, tyle ze w drodze powrotnej otoczyla nas mgla, ktorej nie powstydzilaby sie Anglia jesienia i zima. No a potem ze swiezo upolowanych lupow wypadalo ugotowac uczte, po ktorej tez juz tylko nie pozostawala nic innego niz kontemplowac rychle wzywanie karetki.
A co do chutneys, to moj przepis na onion chutney jest wlasciwie podpatrzony u tesciowej i troche na oko szczerze mowiac, ale zawsze zawiera swiezy imbir, tamarind w pascie, papryke chili w ilosciach ile kto zniesie ostrego smaku, i swieze listki curry, posiekane bardzo drobno, oraz oczywiscie cebule). Calosc po prostu przesmazam, starajac sie cebule skarmelizowac na wolnym ogniu. Nie wszystkie skladniki sa latwo dostepne wlasnie poza sklepami indyjskimi, ale bez ktoregos z tych skladnikow to juz nie ten sam smak. Jemy to zwykle do wszyskiego, a nie tylko do potraw hinduskich (choc klasycznie sie ja podaje zwlaszcza do bardzo cienkich nalesnikow z mielonej soczewicy z ryzem – dosas i knedli ryzowych idli).