Ciernista droga kariery
Serafin pierwszego stopnia wśliznął się ukradkiem do wypożyczalni, rozglądając się na boki i nerwowo podrygując skrzydłami. Skinął w przelocie głową grzechotekarzowi i przemknął się od razu do regałów w tyle sali. Nie miał dziś czasu na długie szukanie, wyjmowanie na chybił trafił z półek, powolne przeglądanie, w nadziei znalezienia czegoś szczególnie odpowiedniego. Postanowił już, że weźmie w miarę lekki grzech codzienny, polecony mu niedawno przez doświadczonego serafina trzeciego stopnia. Nie będzie to wielki krok na drodze kariery, ale trudno, anielskie życie nie składa się z samych wielkich dokonań. Czasem trzeba mierzyć zamiar według sił.
Kilka regałów dalej coś zaszurało i serafin obejrzał się z niepokojem. Grzechoteka miała wśród niebiańskiego personelu dość dziwny status. Wielu z niej korzystało, ale mało kto się do tego przyznawał. Niepisana umowa nakazywała starannie omijanie innych użytkowników, a wymiana opinii lub wskazówek dokonywała się zawsze ukradkiem, przyciszonym głosem i bez świadków. Zwłaszcza wypożyczanie grzechów szóstoprzykazaniowych wypadało ukrywać przed innymi, nawet jeśli były dość w sumie błahe. O tym rozmawiało się tylko z najbardziej zaufanymi. Serafin wprawdzie nie bardzo rozumiał, skąd brała się ta szczególność szóstego przykazania, nie lubił jednak naruszać norm społecznych, a jeszcze bardziej podpadać archaniołom, którzy na potajemne bieganie do grzechoteki przymykali oko, ale nie darowaliby mówienia o pewnych sprawach zbyt jawnie.
Prawdę mówiąc, osobiście w ogóle nie lubił tego całego grzeszenia i często okropnie nie miał na nie ochoty, ale był zbyt ambitny, żeby tak po prostu odpuścić. Odkąd jeden z dobrze poinformowanych aniołów zdradził, że Szef ostatnio szybciej awansuje grzeszników, potajemne wyprawy do grzechoteki stały się dla ambitnych czymś w rodzaju dodatkowych kursów czy szkoleń. Nieważne, że oficjalnie nadal promowana była bezgrzeszność. W końcu nie pierwszy raz Szef zaprzeczał swoim własnym poleceniom i zapuszczał się w niezrozumiałe eksperymenty. Jego nowym konikiem była podobno wolna wola, którą chciał przetestować przed wprowadzeniem jej do kolejnego aktu stworzenia. Chodziły słuchy, że skutki jej zastosowania w praktyce były bardzo obiecujące, więc idea powszechnej bezgrzeszności, która wolną wolę wykluczała, coraz bardziej działała Szefowi na nerwy. Młodzi natychmiast załapali, skąd wieje wiatr i wyciągnęli z tego wnioski, tylko stara archanielska gwardia jeszcze nie bardzo mogła się do grzeszenia przekonać i szemrała po kątach przeciwko cichej, ale wyczuwalnej zmianie pryncypiów, widząc w tym zagrożenie dla swojej pozycji. Skamieliny. Tak jakby nie wiedzieli, że wyroki Szefa są niezbadane i kto się nie potrafi szybko do nich dostosować, ten przepada.
Znalazł szukaną pozycję, westchnął i skierował się w stronę grzechotekarza. Już widział, że ten niby lekki grzech zajmie mu prawie cały wieczór. Ale cóż, dla kariery niejedno trzeba poświęcić. Nie chciał przecież całej wieczności spędzić jako podstarzały, zgorzkniały, bezgrzeszny serafin pierwszego stopnia.

Ostatnie komentarze