Znośna pieskość bycia

wt., 1 stycznia 2013, 19:58

Kolejny rok zaczął się mało spektakularnie. Bobik usiłował udawać sam przed sobą, że coś się zmieniło, ale był przy tym znowu na bakier z ciągle czegoś się czepiającą uczciwością. Podszedł kilka razy do lustra, żeby zobaczyć, czy starszość wpłynęła mu przynajmniej na zewnętrzne szczegóły, ale nie mógł się dopatrzyć żadnych różnic w porównaniu z wczorajszym dniem.
– Po co właściwie te wszystkie rytuały, toasty i napinania się, skoro tak naprawdę wszystko zostaje po staremu? – poskarżył się Labradorce, która z leżyckim spokojem usiłowała odespać zarwaną noc.
– Och, zmian będziesz miał jeszcze dosyć – ziewnęła Labradorka. – Ale nie mogę ci odmówić pewnego rodzaju racji, choć miałeś ją zupełnie niechcący. W moim wieku coraz bardziej dochodzi się do wniosku, że w gruncie rzeczy, mimo wszelkich przemian i zdarzeń, kręcimy się cały czas za własnymi ogonami. Nihil novi w tej samej rzece, jak mawiali starożytni.
– No to jaki to całe dzianie się ma sens? – wykrzyknął rozżalony szczeniak.
– Nie denerwuj się, mały – mruknęła Labradorka uspokajająco. – Punkt wyjścia jest tak samo dobrym punktem dojścia jak każdy inny. A dzianie się jest po prostu po to, żeby nam się nie skończyły tematy do rozmów.