Dołek klimatyczny
O szyby deszcz dzwoni jak grosze o tacę,
że nawet psa trudno wygonić na spacer,
choć jesień daleko, luj siąpi po drzewach,
zacina uparcie, to z prawa, to z lewa,
że może w depresję wpaść stary i szczeniak…
Jak dosyć mam, kurczę, już tego dzwonienia!
Wiem, wiele ważniejszych jest rzeczy na świecie,
niż rynna zatkana, czy też w dachu przeciek:
głód, wojny, zarazy, nierówność i bieda,
za drogi jest rozum, za tani jest cheddar,
tu jakąś by trzeba petycję podpisać,
tam panią pogonić, co futro ma z lisa,
pomyśleć o cudzych nieszczęściach i bólach,
lecz cóż, ciału bliższa jest własna koszula –
najlepiej, gdy sucha, wszak nie mam nic z ryby…
I co? Przechlapane. Deszcz dzwoni o szyby.
Kto zsyła to draństwo? Za jaki występek
gdy za drzwi wystawię nos, zmoknę po pępek?
Ohyda! Przekleństwo! Ach, piekło by wzięło
ten klimat upiorny, to słotne meteo,
tę pluchę zawziętą, chlupiącą i burą,
bez przerw, niekończącą się (tfu, na psa urok!),
od której włos pierwszy siwieje na skroni…
Niestety, nie wzięło. O szyby deszcz dzwoni.

Kochani, nie wiem jak to napisać, żeby nikogo nie urazić, ale muszę, bo i tak mi uszami wyjdzie w niekontrolowany sposób. To już lepiej skrobnę coś teraz, z jakim takim namysłem.
Otóż spór z Agatką, bardzo ciekawy zresztą, prowokujący do myślenia i określenia własnej postawy, zabrnął do punktu, w którym stosuje się argumenty ad personam. I nie, to się nie zaczęło od „łgarza i chama”. Nie będę przytaczać cytatów, niech każdy się sam zastanowi i uderzy we własne piersi, ale ta rozmowa przestaje być merytoryczną dyskusją. Z komentarza na komentarz traci też walor dyskusji kulturalnej, o którą tak silnie apelujemy.
Oh, c’mone! Wysokie zarobki sa w roznych dziedzinach dzialalnosci, nie koniecznie takiej, ktora cos daje „Krajowi” w powszechnym rozumieniu. Zaloze sie, ze dobry ortodontyk moze zarobic wiecej niz premier. I jest to sluszne. Stanowiska premiera nie powinno przyciagac liudzi, ktorym chodzi wylacznie o forse, tak jak to sie dzis dzieje z licznymi politykami marzacymi o karierze brukselskiej.
Przypomina mi to spotkanie sprzed lat z wybitnym wraszawskim krawcem. Bylo to w czasie naszego emigrowania, w Rzymie. Otoz ten krawiec wsrod licznych swych illustrious klientow mial tez towarzysza Wieslawa, ktory raz czy dwa do roku zamawial u niego elegancki garnitur.
Oczywiscie wybitny krawiec pobieral od niego cene nominalna jak na swoje zarobki – 700 zl za garnitur, Nie chcial aby pierwszy sekretarz wiedzial ile zarabia i nie chcual przede wszystkim by dowiedzial sie o tym urzad podatkowy.
I ktoregos dnia Gomula pyta krawca: a ile pan jest w stanie uszyc garniturow miesiecznie?
Tu uwaga dla dla mlodziezy: Gomulka slynal z tego, ze zyl w chmurach, nie mial pojecia co ile kosztuje i dlaczego tak malo.
Wiec krawiec powiada: A tak z dziesiec garniturow…
Gomula szybko podlicza w myslach i wykrzykuje: toz to znaczy, ze miesiecznie wychodzi panu 7 tysiecy zlotych! Na co pan wydaje TAKIE pieniadze?!
– Stawiam na konie, na Sluzewcu – odpowiedzial skropmnie slynny krawiec.
– Aha – powiefzial po namysle tow. Wieslaw. Zrozumial bowiem, ze polski rzemieslnik musi miec jakies drobne slabosci, jak zamilowanie do hazardu czy wyscigow konnych.
Tako mi opowiedzial slynny krawiec..
@andsol:
Co do tłumaczenia mi pre-1956 to uprzejmie dziękuję. Wiele wyjaśnień dostałam juz od mojej rodziny (nie przyniósł mnie bocian) i z lektur różnych, bo mam jakie takie wykształcenie. Chyba więc już znam mniej więcej wszystkie punkty widzenia. Wszystkie poglądy i tłumaczenia. Powody i preteksty.
Co do mojej sytuacji swobody wyboru, o którą pytasz. Przecież napisałam, że nie jest ta sytuacja moją zasługą. Chyba napisałam.
A wyjaśnienie jest proste. Mój Ojciec jest wybitnym specjalistą (na pewno nie Noblista ale był kiedyś naukowcem a dziś jest menedżerem technologii na pewno klasy międzynarodowej). Dzięki niemu miałam z bratem nomadyczne dzieciństwo – głównie po uniwersytetyach czy znanych firmach, które go zatrudniały. Tym specem jest w pewnej dziedzinie nazwijmy ją politechniczo/medyczną. Bez przytaczania całego CV, jest tak, że wraz z moim wujem i dwoma wspólnikami, do których doszedł potem fundusz kapitałowy Venture Capital stworzyli firmę produkcyjną a potem i dystrybucyjną, która działa w Polsce i jeszcze paru innych krajach. Po 8 latach, kiedy nauczył się zarządzania wykupił z wujkiem pozostałych wspólników. Częśc akcji dał mnie i moim dzieciom i z dywidend w znacznej mierze żyjemy -reszta to praca męża i moje kieszonkowe ze szkoły.
Dzisiaj (relatywnie spora) firma jest w Polsce firmą rodzinna a za granicą ma lokalnych partnerów. Tata bardzo mnie namawia bym u niego pracowała a nie – jego słowa – „użerała się z cudzymi bachorami”. Od razu mówię, że gada tak żartobliwie bo to światły jest człowiek i chyba jest z mojego wyboru dumny, choć zrzędzi. Więc to nie „Kraj” by mi płacił. Moja rodzina dużo płaci Polsce w podatkach. Ojcu do głowy by nie przyszło by jak Kulczyk i Solorz (to bogatsi znacznie od niego ludzie) płacić podatki w rajach podatkowych.
Na razie namawia mnie na założenie szkoły czysto prywatnej (nie społecznej – non profit). Ale ja nie chcę. Szkoła w mojej ocenie nie powinna być biznesem nastawionym na zysk. To znaczy, nie potępiam tego ale ja jakoś psychicznie bym się nie widziała w tym. Podobnie zresztą jak nie widzę się w szkole publicznej. Pracowałam 2 lata i dziękuję, ale nie.
Gdy miałem psa (whatever „mieć” means), nie miał najmniejszych kłopotów ze zlizywaniem słodkich jezior z podłogi. Lub ze stołu. I nawet mojego talerzyka nie szanował.
@Agatka: dziękuję za wyjaśnienie. Rzeczowe i budzące zaufanie.
@Helena: anegdota o krawcu (jak zwykle wychodzące z Twoich rąk) przepiękna, ale ja będę czekał na przyobiecaną o doktoracie Jewtuszenki. A tak ogólniej, to mam pewne idee (dotyczące tych miniaturek), ale nie powiem jakie. Przynajmniej w tej chwili.
Sliczny obrazek, ale czy widoczny dla ludzi spoza G+?
Z Jewtuszenka to bylo tak. Ja wyrastalam w kulcie Jewtuszenki, w moim domu byl czytany Babi Jar, Jewtuszenko byl wieka nadzieja bialego czlwoieka, ze sie tak wyraze.
POtem byla inwazja na Czechoslowacje i piec osob, w tym moja pozniejsza przyjaciolka s. p. Natasza Gorbaniewska z dwojka malutkich synkow wyszla na Plac Czerwony aby protsetowac przeciowko inwazji. Rpzedzono ich, arsztowano, NG wywalono z kraju.
Byly jakies protesty w ich obronie, w tym zaprotestpwal Jewtuszenko, piszac : Jako autor spiewanej w calej ojczyznie piesni „Chotiat li russkije wojny” protestuje. Dostal za to mocno po uszach od wladz i wydal kolejne oswiadczenie, w ktorym wycofywal sie z obrony i ostro potepil cala piatke z Placu Czerwonego. Napisal, ze przemyslal sprawe na nowo i doszedl do wnioskow zgola przeciwnych niz zrazu. Najwyrzaniej, jak sadze, uwazal, ze jego wielkie nazwisko i miedzynarodowa slawa chroni go przed nekaniem, nie uchronila.
W 1972 r. Jewtuszenko przyjechal do USA. Zbieglo sie to w czasie z malym atakiem bombowym – pod biurem slynnego sprowadzacza gwiazd ze Zwiazku Radzieckiego Saula Huroka wybuchla mala bomba, podlozona bodaj przez Jewish Defence League. Nikt nie ucieropial, bo bomba wybuchla noca, ale bylo o tym glosno. Atak bombowyzostal potepiony przez wszystkie media i chyba nawet prezydenta.
Na mojej uczelni pracowal wowczas tlumacz Jewtuszenki prof. A.C.Todd, ktory byl znany nie z jakichs prac naukowych, ale wlasnie z tych tlumaczen poety, na tym budowal kariere. I tenze prof Todd w tajemnicy przed swymi kolegami zaczal starania o przyznanie Jewtuszence honorowego doktoratu. Koledzy i studenci dowiedzieli sie o tym doslownie w przeddzien uroczystosci, byly jakies listy protestacyjne, proby odkrecenia, ale bylo juz za pozno.
Udalam sie na uroczystosc w gronie mojej paczki z wydzialu Jezykow Slowianskich – studentow i wykladowcow.
Mistrzem ceremonii byl oczywoscie Todd. Jewtuszenko od samego rozpoczecia, ubrany w toge i „rogatywke” okropnie blaznowal na scenie, udajac, ze wszystko to jest one big joke. Nie szkodzi.
W pewnym momencie okazalo sie, ze ma przeczytac wiersz napisany w ostatnich dniach i mowiacy o zamachu na biuro Huroka. Wiersz, pamietam, nazywal sie „Bomby i balalajki” juz szybciutko przez Todda przetluimaczony jako „Bombs for balalaykas”. Nie pamietam zbyt dobrze tego wiersza , pamietam ze byl obrzydliwym, absolutnie obrzydliwym atakiem na Ameryke, na jej spoleczenstwo, na jej konstytucje.
Zaczelam bardzo glosno buczec w auli, w ktorej panowala absolutna cisza. Zaczelam gwizdac. Moje nieobyczajne zachowanie zostalo podchwycopne najpierw przez moich nablizszych kolegow, potem innych z sali. Zaczelismy wychodzic. W slad za nami lecialy jakies straszliwe obelgi. Nie pamietam kto – czy Todd czy jego honorowy gosc rzucil za nami slowem „Hitlerjugend”.
Tego juz bylo za duzo. POnad polowa obecnych ruszyla do drzwi wyjsciowych.
Nie wiem co sie dzialo potem. Ale wiem, ze doktorat zostal przyznany.
Byl jeszcze maly ciag dalszy historii z Jewtuszenka. Rok czy dwa pozniej.
Stalismy w korytarzu po wykladzie Josifa Brodskiego, Brodski byl z nami. W pewnym momencie do naszego niewielkiego wianuszka dolaczyl prof. Todd i zacal przechwalac sie swa bliska przyjaznia z Jewtuszenka: Zenia to, Zenia tamto, Zenia powiedzial, Zenia napisal..
Ja stalam wywracajac oczami i strojac miny do Brodskiego. I nagle, absolutnie dla nas nieoczekiwanie Brodski sie odezwal do starszego kolegi: Zenia hawno i ot was pachniet!.
Zapadla na kilka sekund cisza przerwana moim perlistym smiechem. Sorry, nie wytrzymnalam 😳
Nie na temat! Trzymanie kciuków i pazurów pomogła. Wielkie dzięki! Kawusia w dobrym stanie, wybudzona już w domu. Sama doszła do samochodu i weszła po schodach. Ma piękny niebieski kubraczek, bardzo pasujący do czarnego futerka.
I pomyśleć, że Jewtuszenko przejdzie do historii jako autor słów do wspaniałej XIII Symfonii Szostakowicza…
http://www.youtube.com/watch?v=Vyz7krTfdc4
Gratulacje dla Kawusi. Dzielny pies! Dobry pies!
Pani Kierowniczko, ja do dzis znam na pamiec caly poczatek poematu: ” Nad Babim Jarom pamiatnikow niet, krytoj obryw…”
To byl naprawde wazny poemat w moim domu.
I ta końcówka: „Ja wsiem antisemitom kak jewriej i patamu ja nastajaszczij russkij”…
Przykre 🙁
To pieknie napisany poemat i jest to niewatpliwie bardzo utalentowany poeta.
Tak, szkoda.
Ja jestem małom przytomna, trwa wielkie przygotowanie do Walnego i wszystko walnie, ale trzeba robić, co można.
Dzisiaj na zebranie (rozmowę) przyszły 3 osoby: ja (zwołująca), członek naszej rady budynku i jeden pan z 5 piętra.
Nie wiem, jaką minę zrobić.
Nie mam sił już na więcej.
Jakby ktoś chciał zerknąć na ks. Lemańskiego w Trebline w sobotę, to tu jest parę zdjęć i trochę Imion:
https://www.facebook.com/maria.tajchman/posts/678656055515792?comment_id=678760498838681&offset=0&total_comments=2¬if_t=feed_comment
@Helena:
Zazdroszczę Ci, że poznałaś Brodskiego. Ja go uwielbiam. Najpierw przeczytałam go po polsku a potem po angielsku i dopiero na kończu po rosyjsku, kiedy jako tako poduczyłam się tego języka. Jedno z moich najbardziej metafizycznych przeżyć było, kiedy w lipcowy, piekielnie gorący dzień uciekłam z przepełnionej turystami Wenecji na cmentarz. Tam było gorąco, pusto i przy grobie Brodskiego strofy same się przypominały:
„Usnął John Donne. Usnęły wiersze Donne’a.
Przenośnie, rymy. Udane przy słabych
śpią. Smutki, grzechy, przywary ułomne
jednako ciche spoczęły w sylabach.
I szeptem wiersze nawzajem się łają
niby brat z bratem: posuń no się nieco”
Dziś już nie pamiętam ale wtedy znałam właściwie całą Elegię na pamięć.
A i Babi Jar – „pachnącego Żeni” piękny.
Znakomita anegdota z wręczania doktoratu. Gratuluję! Jak widać zrywanie przez młodzież słynnym komunistom i poputczikom uniwersyteckich uroczystości ma długą tradycję i wcale nie zaczęło się we Wrocławiu 🙂
Dzięki wujkowi Goggle, zobaczyłam, że studiowałaś w moim ukochanym NYC, profesor Todd od Jewtuszenki był Mormonem (!) i umarł trzynaście lat temu na chłoniaka, jak nie przymierzając Jaruzelski.
Czy byłaś może świadkiem takiego zajścia?:
„As Mr. Yevtushenko recalled the 1972 attack, five Ukrainians threw him off a stage during a reading in St. Paul. They beat and kicked him, but Professor Todd bashed the assailants with a microphone stand. „
Mysle, ze jest to historia kompletnie zmyslona przez Zenie. Nie wiem na 100% , ale tak mysle. Gdyby tak bylo, byloby o tym bardzo glosno w prasie i ja bym slyszala z pewnoscia.
Mysle, ze on te historie utkal na kanwie tego co naprawde sie zdarzylo na wreczaniu doktoratu h.c. I oczywiscie nikt go fizycznie nie napadal. Na tym spotkaniu bylo dwoch Ukraincow, a raczej dwie Ukrainki – Ewa Szamotylo, corka prawoslawnego popa oraz mocno mocno starsza wykladowczyni moich chlopakow z paczki – Lidia Prokofiewna, dobrze po 70, ktora sie tez zaliczala do paczki. Ja do tego wydzialu nie nalezalam, bylam na teatrologii, ale chodzilam na niektore wyklady jako wolna sluchaczka, zas na Brodskiego sie zapisalam i mialam zaliczenie normalnie w (nieistniejacym) indeksie.
Elegia na Johna Donna jest jednym z piekniejszych wierszy Brodskiego, zgadza sie. Czytalam go zanim zostal moim wykladowca.
@Helena: Chyba rzeczywiście gdyby profesor Todd lał „pięciu Ukraińców” stojakiem od mikrofonu w obronie Jewtuszenki to by było głośno. Znając USA, to pięciu Ukraińców pozwało by Uniwersytet oraz rzecz jasna producenta stojaków do mikrofonu. Nawiasem mówiąc to „Ukrainians” jako synomim zła wszelkiego też jest znamienne. Konotacja dosyć jasna – taka jak obecnie w Moskwie. „Faszyści”, „Hitlerjugend”, „Banderowcy” słowem – „Ukraińcy”. Pewnie masz rację, że to wyssane z palca. Nie tylko „nie vero” ale i nie „bon trovato”.
Masz dar opowiadania.
Dzieki, Siodemeczko. Zawsze mnie bardzo wzruszaja te wizyty i przepelniaja wdziecznoscia dla ksiedza Wojciecha i Was wszystkich, ktorzy tam jedziecie. Chcialam sie tam wpisac, ale nie umialam znalezc pola do wpisywania sie.
Dziwna jest ta Twoja wspolnota mieszkaniowa. Jak u nas jest wzywana (rzadko!) to zjawiaja sie wszyscy wlasciciele mieszkan. Nawet przychodzi kuzyn niemal stuletniej Gladys. Zazwyczaj spotkanie odbywa sie w moim domu, choc nie mam zadnej funkcji procz przygptpwania wina i innych napojow. I poznoszenia dostatecznej iloscu krzesel. Ostatnio juz od paru lat nie mielismy zadnych zebran, a jak funkcyjny przewodniczacy – aktrywista blokowy Glen ma cos do powiedzenia, to wrzuca kartki. Glownie zajmuje sie walka z miejskimi lisami, ktore odwiedzaja smietnik albo usiluje przemowic do sumienia tego sukinsyna, ktory noca przed smietnikiem wystawil materac i polamane biurko, zamiast wywiezc na wysypisko odpadow. I brzydko wyglada.
Ja sie zawsze boje, ze mnie ochrzani za srednie przykladanie sie do segregowania smieci recyklingowych, 😳
Bardzo watpie czy prof. Todd rzucilby sie na pieciu Ukraincow i lal ich mikrofonem. Chodzil z laska, cos mial z noga, wiec moglby ew. lac ich laska. Ale nie sadze. Byl to elegancki, siwy meczyzna i przypominal mi jakiegos bohatera z Dickensa, o ktorym mowil autor, ze swoim wygladem wzbudzal posluch i szacunek bo wygladal jak Patriarcha. Nie pamietam z jakiej powiesci, ale od pierwszego dnia Todda nazywalam w myslach Patriarcha.
The Ukrainian Weekly donosi…
@Helena:
„Little Dorritt” . Bodajże nazywano tak ojca Flory.
@markot,
No faktycznie. Był taki incydent. Mieli też ci Ukraińcy jakieś „bomby smrodowe” To ci od Baumana z Wrocławia byli gorzej przygoowani:-)
W ogóle ciekawa gazeta. Gratuluję researchu. Dowiedziałam się m.in. z innego artykułu, że słynny senator Fulbright od stypendiów chciał zamnkąć Wolną Europę. Szybki rzut oka w inne przestrzenie internetu potwierdza informację. Nie wiedziałam nic o tym! Zmieniam moją opinię o facecie.
A w ktorym artykule jest to opiosane, Markot? Bo przelecialam sie dwa razy i nie znalazlam.
Pod zdjęciem Szewczenki
jestem w poczekalni 🙁
Bardzo ciekawe! Ten ukrainski protest musial sie odbyc juz po naszym wymarszu z uroczystosci, haha! Nie pamietam nawet czy nazajutrz cos o tym slyszalam. Bylam przejeta wylacznie swoja wlasna rola.
Chcialabym znalezc jednak o pieciu Ukraincach i lomoczacym mikrofonem ich prof. Todzie.
Slusznie! Mala Dorrit!
Patriarch was the name which many people delighted to give him. Various old ladies in the neighbourhood spoke of him as The Last of the Patriarchs. So grey, so slow, so quiet, so impassionate, so very bumpy in the head, Patriarch was the word for him. He had been accosted in the streets, and respectfully solicited to become a Patriarch for painters and for sculptors; with so much importunity, in sooth, that it would appear to be beyond the Fine Arts to remember the points of a Patriarch, or to invent one.
Jak łatwo dziś stworzyć sobie ciekawą teorię konspiracyjną. Na przykład jak New Order sprzedając margarynę prowadzi w Maine małżeństwa do rozwodu.
@babilas: Przepraszam jeszcze raz.
@Tout le monde:
Nie rozumiem zdziwienia, że jako wychowawczyni rządzę klasą. Oczywiście, że rządzę! Mądrze, czyli raz popuszczam a kiedy indziej ściagam wodze. Nie rozumiem pretensji.
@Dora:
Pogrzeb Państwowy Jaruzelskiego to znakomity temat do wychowawczej debaty dla młodzieży. Bo debata żywi się sprzecznościami a tu od sprzeczności aż huczy. Nic tu nie jest zdumiewające ani oczywiste.
Co do jego prezydentury to jej legitymacja była czysto formalna. Został niedemokratycznie wybranym prezydentem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. I oczywiście nie chodzi mi o to, że był wybrany przez Sejm, tylko dlatego że ten Sejm był niedemokratyczny, choć stanowił olbrzymi postęp – kolejny temat do dyskusji. Sprawy wcale nie są oczywiste. Dla Pani Jaruzelski prawomocnym prezydentem był, ale na przykład dla takiego profesora Kieżuna czy Zbigniewa Herberta nie był. Nie można ignorować tych różnic.
Zresztą jak tu nie debatować, kiedy niby wszystko jasne, tym niemniej młodzież widzi, że Prezydent idzie do kościoła ale na pogrzeb to już nie idzie. Premier i Minister Spraw Zagranicznych w ogóle się „nie wybieraja”. Jest natomiast rosyjski ambasador (na pogrzebie) i amerykański (na mszy). Msza jest katolicka bo zmarły się nawrócił i przyjął sakramenty, ale egzekwii katolickich przy grobie już nie wiedzieć czemu w tym kontekście nie ma. Na cmentarzu konflikt aż huczy. Aż się prosi uczyć przez debatę. A moja młodzież z moją pomocą i moderacją debaty da sobie z tym radę.
@Nisia: Nie za szybko na taki wyrok po jednym słowie na blogu? Cóż mam powiedzieć, że rodzice i uczniowie walą do mnie drzwiami i oknami, że otrzymuję codziennie niemal maile od wychowanków od Cal Tech i Stanfordu poprzez MIT i Oxbridge aż do Singapuru i Tokyo-Daigaku? Jakoś nie mają pretensji o moje „rządzenie”.
W innej notce jest informacja o pani z Ukrainy, którą amerykańskie władze imigracyjne zmusiły do podania narodowości polskiej, bo w czasie jej urodzenia region, z którego pochodziła, był pod polską okupacją.
Moi rodzice również urodzeni na Kresach mieli w dowodach miejsce urodzenia – ZSRR, choć to była niepodległa Polska. Władze PRL i władze USA wiedziały lepiej 😉
Dzień dobry 🙂
kawa
Młodemu szerokiej drogi 😀
Fascynujące historie zza oceanu.
Czy Pies uporał się z katastrofą domową 😯
Dzień dobry 🙂
Z katastrofą się wczoraj uporałem, potem kolację zrobiłem, nawet jeszcze ją zjadłem, a następnie poszedłem odpocząć na kanapie – tylko na chwileczkę, dosłownie na 5 minut i… no, wiadomo, jak to się kończy. Bladym świtem obudził mnie ptasząt śpiew, bardzo zawstydzonego, bo nawet futra nie rozpiąłem i zęba nie umyłem. 😳
Ale i tak bym się dziś musiał wcześnie zrywać, więc w sumie oszczędziłem sobie nastawiania budzika. 🙂
Młody bardzo wzruszony, że tyle ciepłych myśli towarzyszy mu na starcie w motoryzacyjną rzeczywistość. Prosił, żeby wszystkim pięknie podziękować. 🙂
A że rodzina pęka z dumy, zwłaszcza że Młody za swoje pije, tfu, jeździ, to oczywista oczywistość. 😆
Stwierdziłem, że podczas mojej drzemki Łotr dwa komentarze wepchnął do czyśćca, więc wypuściłem je i przesunąłem na godziny poranne, żeby nie ugrzęzły w mroku zapomnienia. 😉
Z wykresów od Andsola najpierw się okropnie uśmiałem, ale potem mi nieco mróz przeszedł po kościach, kiedy pomyślałem, że największą nawet bzdurę można podeprzeć „naukowymi” dowodami i sporą część populacji przekonać, bo i skąd się ma każdy Kowalski na tym wszystkim znać.
Ale wykresy i tak strasznie zabawne. 😀
Dzień dobry,
Agatka popisała się znajomością literatury – wspaniale. Ale to tego pięknego bukietu przemyciła ziarnko trucizny.
„Jak widać zrywanie przez młodzież słynnym komunistom i poputczikom uniwersyteckich uroczystości ma długą tradycję i wcale nie zaczęło się we Wrocławiu 🙂 ”
No, jest na koniec zdania emotka sugerująca, że to żart. Ale zestawianie prawdziwego poputczika, jakim był wówczas Jewtuszenko, z kimś, kto był poputczikiem przez fragment swojej młodości i to 60 lat temu, a dziś jest jednym z najbardziej cenionych filozofów świata, jest dość znamienne. I było niepotrzebne.
Bo protest przeciwko doktoratowi Jewtuszenki był w momencie, kiedy ten rzeczywiście zrobił świństwo. Chamski zaś wybryk przeciwko prof. Zygmuntowi Baumanowi miał miejsce, gdy wygłosić miał wykład stary, wybitny, szanowany w świecie człowiek.
Żeby już był pełny obraz, osobiście nie przepadam za prof. Baumanem, mam mu bardzo za złe zwłaszcza bzdury, które wygaduje o Izraelu. Ale to nie znaczy, że wrzeszczałabym po chamsku na jego wykładzie.
Dzień dobry 🙂
Siódemeczko, znam tę orkę na ugorze 👿
Współczuję, podziwiam, trzymam kciuki 🙂
Heleno,
jak się E. czyta „Kota, który…”?
Skończyłam czytać całość. Podzielam zdanie Dory, że w pewnym momencie poziom „siada” 🙁
Gdzieś od 20 tomiku. Nie jestem pewna. Doczytałam, zmęczyłam do końca, dla zasady 😉 i zostałam nagrodzona 30 tomikiem 😎
Nie jest on kontynuacją przygód Koko & Co, ale zbiorem uroczych, krótkich opowiadań.
A zaczyna się tak:
Już w bardzo młodym wieku Phuut Phat zorientował się, że ludzie należą do gatunków niższych. Nie widzą w ciemnościach. Jedzą i piją najprzedziwniejsze rzeczy. Przede wszystkim jednak mają tylko pięć zmysłów – ci dwoje, którzy mieszkali z nim razem, nie potrafili nawet przekazać sobie myśli, nie uciekając się do użycia słów…. Phuut Phat usiłował wprowadzić własny, o wiele doskonalszy system porozumiewania się, ale dwójka jego uczniów czyniła nader mizerne postępy …. Phuut Phat stracił już nadzieję, że kiedykolwiek się rozwiną.
I tym optymistycznym akcentem życzę Szanownej Frekwencji miłego dnia 😆
Ja myślę, Jagodo, że autorka miała już swoich bohaterów w pewnym momencie po dziurki w nosie. Tak się dzieje przy okazji dłuższych cykli. Conan Doyle też przecież próbował uśmiercić Sherlocka Holmesa, ale musiał też zaniedługo spowodować jego „zmartwychwstanie”, bo czytelnicy protestowali. A jaka była granda z „Kurtyną – ostatnią sprawą Poirota”, którą Agatha Christie czujnie przeznaczyła na wydanie pośmiertne 😉 Wiele jest takich przykładów…
Jak chodzi o prof. Baumana, tradycyjnie podpisuję się pod Kierowniczką. 🙂
A w sprawie niewerbalnego porozumiewania się myślami… Muszę Moim przyznać, że już się nauczyli pozawerbalnie komunikować mi, że wkrótce wychodzimy na spacer. Tyle że komunikują, a potem się strasznie dziwią, skąd ja to wiem. Nie wydaje mi się to objawem nadmiernej inteligencji, ale cóż, to tylko ludzie. 🙄
Tyle, bo muszę na moje cocktail party. Do potem. 🙂
Doro,
mnie najbardziej wkurzało w ostatnich tomach podawanie informacji sprzecznych z wcześnie podanymi 👿 O innych sprawach nie wspominając.
Tego naprawdę nie cierpię, bo przecież wystarczy solidny adiustator 😎 takie niedoróbki robią na mnie wrażenie lekceważenia czytelników 🙁
Trzym się Piesku 🙂
Baumana oceniam li tylko od strony jego wkładu w myśl społeczną współczesnego świata. I uważam jego wkład za nie do przecenienia. Nawet w tych przypadkach, kiedy się z nim nie zgadzam. Bo i niezgoda bywa inspirująca 😎
Na temat stróżów cudzych sumień i buchalterów nie swoich uczynków mam własne zdanie. Ale nie będę sobie psuła, tak miło rozpoczętego dnia 😉
Jagodo, E. z wielka przyjemnoscia czytala Koty, ktore… i ja sie szykuje na nie w czasie wyjazdu do Ameryki (juz w przyszly poniedzialek, na miesiac). Wszystkie sa na jej kindle’u, czyli i na moim tez, bo mamy wspolne konto, to znaczy ona placi, ja czytam 😳
Skończyłam 15 Kota.
Czuję już zmęczenie autorki i trochę swoje. Ale czyta się ciągle przyjemnie.
Może czytanie po kolei całej serii też wypala.
Ty to się umiesz urządzić Heleno 😉
Przyjemności wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom. Dla mnie jest to lektura, mimo jej ewidentnych braków, z rzędu tych, które łagodzą kanty rzeczywistości 🙂
Tak, Jagodo. To jakos „tak wyszlo” – kindle’a dostalam pare lat temu na urodziny od E. i to konto nigdy nie zostalo zmienione, bo nie wiem jak 😳 😳 😳
Nisiu, mogłyśmy się mijać na szosie :-). Już wiem skąd się wzięły te dobre fluidy 😉 . Wyjechałaś i już ich nie ma 😉 .
Polecam wszystkim gorąco
http://wyborcza.pl/magazyn/1,137770,15785648,Folwark_polski.html
a Agatce szczególnie.
Internet hotelowy kiepsko działa zatem czytam z dużym opóźnieniem.
Do komentarzy Andsola, Jagody, Vesper, Zeena i Very chciałabym tylko dodać, że czas dorosnąć Agatko. Najwyższy!
Laurki, które sobie nieustannie wystawiasz nieco mnie jednak żenują 🙁 .
Samouwielbienie jest jeszcze gorsze niż samozadowolenie.
Mam wrażenie, że kaprys bycia nauczycielką powinnaś niekoniecznie realizować kosztem kogoś, dla kogo pensja rzędu 4 tys. zł nie jest tylko kieszonkowym.
http://wynagrodzenia.pl/artykul.php/n.986/email.175344/wpis.2917
Sądzę, że powinnaś skorzystać z pomysłu ojca swego i założyć własną szkołę.
A wtedy życie zmusi (bądź nie 😉 ) do konkluzji, że samo rządzenie to jednak zbyt mało, a podstawą działań nauczyciela, zwłaszcza wychowawcy, nie jest neutralność, tylko poczucie odpowiedzialności za przyszłe postawy wychowanków. A w przypadku właściciela szkoły również odpowiedzialność za losy kadry pedagogicznej.
Przeczytałam wszystkie Koty parę lat temu, kiedy pojawiały się w kiosku co tydzień. Zostawiły po sobie miłe wrażenie.
herbata 🙂 😀
pogoda pod ………, a u Ciebia Bobiku? 🙄
dziekuje Siodemeczko 🙂
A na kim Koko nie zrobiłby miłego wrażenia. 🙂
Poza tym te opisy miast i miasteczek, domów i zwyczajów, a nade wszystko wyposażenia i mody w dawnych latach w Stanach nieustannie zmuszają mnie do poszukiwań, bo trudno mi sobie wyobrazić, jak to mogło wyglądać.
pozdrowienia specjalne dla babilasa. nie, nie jestes!
Jest cos takiego w „dynamice grupy”, ze musi sobie w jakims momencie znalezc wroga i zaczyna sie cos co okreslane bylo w moich kregach studenckich jako ganging up.
Ja nigdy przenigdy w tym nie uczestnicze i bardzo takich sytuacji unikam. Zwlaszcza gdy zaczynaja sie wycieczki ad personam.
Mysle, ze enough was said. Kazdy ma prawo do wlasnego wizerunku i do publicznego kreowania tego wizerunku tak samo. .
Bobikowi znośnych koktajli.
Jadę poszukać czapeczki na głowę Felusia, bo zaczyna drapać szwy na wygolonej główce.
Może coś znajdę.
nie czytalem tych Kotow, i nie bede, mam takie zaleglosci, a Jagoda napisala o 30!!! tomach.
🙂
Amen, Heleno
bryk 🙂
fik 😀
brykam fikam
Dzien dobry 🙂
Herbata
Rysiu, przeczytaj Koty, glowny bohater ma pewne cechy podobienstwa do Ciebie 🙂 🙂
@Dora:
Bardzo Pani jest seriozna i na polit-poprawnym posterunku czujna. Czuję się słusznie skarcona za myślozbrodnię.
Kornie przyznaję, że emotka nie może być usprawiedliwieniem haniebnej, podłej trucizny. Nic to, że w ogóle nie oceniałam demonstracji przeciwko Baumanowi. Jak to ujął kiedyś Wałęsa: „Samo pomyślenie jest zbrodnią przeciw mnie”. Więc kornie, jak porządna oficerska wdowa biczuję się sama, że nie odróżniłam protestu słusznego od głęboko niesłusznego.
@Zmora:
Bycie nauczycielką nie jest moim droga Pani „kaprysem” tylko życiowym powołaniem i ciężką pracą, która kocham i do której jestem bardzo dobrze przygotowana – lepiej niż przeciętnie w Polsce. Też bardzo, bardzo chciałabym, żeby nauczyciele więcej zarabiali. Nic nie poradzę na to, że żyję z darowizny od najbliższego człowieka z rodziny, który – dodam – nie kombinował z prywatyzacjami, z załatwionymi od kumpli koncesjami państwowymi, tylko od zera zbudował firmę, własną głową, i własną wytrwałością. Firmą dającą pracę ponad tysiącu ludzi. Well, life is not fair. Przykro mi, że moja sytuacja, wynikająca z istniejących w Polsce praw własności tak Panią zezłościła. Jakoś to przeboleję.
Przypomnę, że @andsol poprosił mnie o szczegóły, bo zdaje się uważał, że jestem z próżniaczej klasy politycznej. Ocena @andsola moich wyjaśnień była mniej krytyczna a raczej pozytywna. Życzę większej ciekawości świata i ludzi wychodzących poza: „lubię” – „nie lubię”. Na tym kończę moją autoprezentację.
Tekst w GW już znałam. No cóż, „chłopy-Pany” to nic nowego. Pisał o tym Wyspiański w „Weselu”, z tuzin socjologów i historyków, pisał Reymont, pisał Mrożek („Emigranci”). Poniżej genialny tekst na ten temat z XV wieku.
Chytrze bydlą1 z pany kmiecie,
Wiele się w jich siercu plecie.
Gdy dzień panu robić mają,
Częstokroć odpoczywają.
A robią silno obłudnie:
Jedwo2 wynidą pod południe,
A na drodze postawają,
Rzekomo pługi oprawiają;
Żelazną wić3 doma słoży,
A drzewianą na pług włoży;
Wprzągają chory dobytek,
Chcąc zlechmanić4 ten dzień wszytek:
Bo umyślnie na to godzi,
Iż sie panu źle urodzi.
Gdy pan przydzie, dobrze orze –
Gdy odydzie, jako gorze5;
Stoji na roli, w lemiesz klekce:
Rzekomoć mu pług orać nie chce;
Namysłem6 potraci kliny,
Bieży do chrosta7 po jiny;
Szedw8 do chrosta za krzem9 leży,
Nierychło zasię wybieży.
Mnima-ć każdy człowiek prawie10,
By był prostak na postawie11,
Boć sie zda jako prawy wołek12,
Aleć jest chytrzy13 pachołek.
Objaśnienia
1żyją, postępują; 2ledwo; 3łańcuch u pługa; 4przepróżniaczyć; 5jak najgorzej; 6rozmyślnie; 7w zarośla; 8poszedłszy; 9za krzakiem; 10prawdziwie; 11z pozoru; 12prawdziwy wół; 13przebiegły, podstępny.
Heleno,
😆
Tomików, Rysiu, tomików 😉 Urocze, ciepłe poczytajki do poduszki 😎
Heleno, a jednak nasza Agatka coraz bardziej przypomina niektóre damy opisane z takim smakiem przez niezrównaną Jane Austen.
Zmoro, 😆
Poprawka: teksty Agatki przypominają… itd.
Myślę, Nisiu, że naszą wesołą kompanią można by było obsadzić niemalże pełen zestaw wyśmienitych Autenowskich postaci. Dajmy już może pokój?
Zmoro, to nie jest chyba samouwielbienie, tylko nieustanna potrzeba pokazywania otoczeniu, że „jestem kimś lepszym, niż się na pierwszy rzut oka wydaje”. Z jednej strony zrozumiałe, jeśli wziąć przeciętny poziom pań od polskiego w szkołach, który to poziom pozostawia nieco do życzenia. Zrozumiałe dla obserwatora ludzkich zachowań, piszą o tym w podręcznikach, a nie w sensie usprawiedliwienia.
Z drugiej strony, sposób pokazywania owej lepszości trąci czymś, czego z powodu nabytej delikatności nie nazwę. Ten zespół ma pewnie nazwę podręcznikową, ale jajako dyżurny prymityw znam tylko kilka nazw nienadających się do użycia w kulturalnej konwersacji. Wszyscy zresztą znają. 😈
Mogę dać nawet dwa pokoje, ale na zasadzie wzajemności. Na przykład, że wybitna pani od polskiego nie będzie starała się mi zaimponować tekstem poetyckim, który poznałem dość dokładnie, zanim nauczyła się siadać na nocniku. 👿
Wodzu, przecież to jest klasyczny pojedynek na miny i nie Agatka go zaczęła. Jest tu pierwszy raz i nie zna dynamiki tej grupy, więc daje się wpuszczać
Mordechaj,
przestań się wylegiwać na kaszmirach, wstawaj 👿
Pies poszedł na koktajle a ludzie rozrabiają, jak pijane zające.
Jeszcze chwila a rozwalą Koszyczek 😯
Jesteś starszym KOTEM. Wytłumacz, że nowego Kota na podwórku trzeba najpierw starannie obwąchać, dać się jemu obwąchać. Obwąchać wspólnie mysie nory … no jednym słowem dać sobie czas na wzajemne poznanie …
Zostaw tego bażanta i bierz się do roboty Mordko 😎
Małe sprostowanie. Nie jestem Pania od polskiego. Uczę innego przedmiotu tzw. ,,ścisłego” i na zastępstwach angielskiego. Literatura to tak prywatnie.
Jestem swiadoma Pana erudycji. Nie widze jakiejś winy w przyłączeniu znanego utworu. Może juz dosyć tej nagonki? Naprawdę pisze same bzdury?
Przytoczeniu
Jestem gleboko zasczycony, Soko, okazanym mi zaufaniem, ktore mi sie zreszta nalezy jak psu pasztetowka.
Nie wiem jednak co juz mam dodac do tego co powiedziala Stara. ktora jest coraz bardzoej zniesmaczona przybierajaca na sile nagonka. Co sobie pomysli: no to juz ostatni atak – bo to sa juz ataki ad personam, nie majace wiele z merytoryzmem -to zaraz sie pojawia nastepny. I nastepmy. I jeszcze jeden.
Rozumiem, ze Grupa moze sobie znaczaco poprawic samopoczucie walkowaniem przywar i zalet jednej osoby, ale sie z tym nie zgadza. Sama kiedys znalazla sie w tej sytuacji na innym blogu i nie wspomina tego z wdziecznoscia w sercu. Potrafi stoczyc ostra walke o swoje, ale nie wtedy gdy ktos ja napada osobiscie.
Wiec nie wiem co mam zrobic. A i Pies po powrocie z porannej coctail party nie bedzie chyba szczesliwy. 👿
Nie, nie same 😉 Zgłębiłabym nieco kwestię neutralności nauczyciela wobec moralnych postaw uczniów oraz techniki uczenia debat stosowane w szkołach, ale nie wiem, czy jest ku temu klimat i czy nadal masz ochotę na rozmowę.
Agatko, tak bardzo podkreślasz swój poziom umysłowy, inteligencję. Naprawdę nie rozumiesz, w czym leży sedno?
Nawiasem: na tym blogu sami erudyci, którym wystarczyłoby podrzucić pierwszy wers, a będą wiedzieli, o co chodzi.
Kocie, zawstydziłeś mnie.
Mordko, ja Kot w leciech jeszcze szczenięcych liczę na Ciebie 😎
Obaj z Szamanem liczymy. Od kogoś przecież musimy się nauczyć bycia Mądrym Kotem 🙄
Sam wiesz najlepiej, że ludzie to jednak istoty mocno niedoskonałe 😉
Chcesz, nie chcesz trzeba im jakoś pomóc podciągnąć się do Kociego poziomu. Na miarę ich skromnych możliwości, ofkors 😎
@Misia
Niczego takiego nie podkreślam. To wyłącznie Twoja projekcja. Chciałam pogadac o edukacji. Przedstawiłam moja ,,station in life ” bo to jest jakoś istotne gdy pojawia się nowy ktos. Ale chciałam bez konieczności zdawan
Agatko, przepraszam za osobiste.
ia egzaminu z pełnej kompatybilnosci ideowej. Da się?
Z ciekawości: dlaczego piszesz „station in life”? Po polsku się nie da jakoś?
Na litość, Nisiu, wielu z nas często wtrąca obcojęzyczne zwroty i nikt go nie odpytuje ze znajomości polskich synonimów 👿
Towarzystwo jest poirytowane, bo pojawiła się nowa osoba i zaczęła drażnić pewnością siebie, odmiennymi zapatrywaniami i brakiem czołobitności na powitanie 😉
Ile mnie się dostało za Putina, to już nie będę przypominał 🙄
Agatko, zakładam że debata o „celowości” (dlaczego nie „słuszności”?) pogrzebu państwowego dla Generała odbędzie się nie na lekcji fizyki (chemii, matematyki?) lecz w trakcie tzw. godziny wychowawczej, czy jak tam to teraz się nazywa.
Czy możesz na kolejnej takiej lekcji zająć się tematyką wstydu?
A może to już było? Z bloku „Inteligencja intrapersonalna: Samoświadomość, autorefleksja, budowanie tożsamości”.
Ciekawi mnie, jak ci młodzi odbierają np. gwizdy na pogrzebie. Jakie mają refleksje po czasie, jak szybko mija im wściekłość i agresja i jaki udział ma w tym dynamika grupy, media, internet?
Z moich obserwacji wynika, że młodociane emocje są trochę jak jętki jednodniówki 🙄
@Nisia
Bo jestem pretensjonalna snobka. Przecież to jasne.
Nie, trochę juz mam dosc tego.
Koty tez potrafia byc bezradne.
No i wypraszam sobie kategorycznie „erudyte”. Nie jezdem zadnom erudytom. Jezdem prostym Kotem i jezdem z tego dumny.
Myślę, Markocie, że wewnątrzblogowa debata na temat „Na ile sam podlegam mechanizmom, które potępiam u innych” też była nie od rzeczy 🙄 Każdy, absolutnie każdy, musiałby się grzmotnąć w pierś
Vesper, masz rację.
@markot
Dzieki za sugestie. Tak to będzie na wychowawczej. Będzie i o słuszności i o celowości. To dwie sprawy. Pierwsza ocenna. Druga analityczna czyli jakie cele przyswiecaly organizatorom a jakie protestującym. Być może język debaty zarzadze angielski dla większego dystansu. Co o tym sądzisz?
No to jeszcze proponuję zajęcia warsztatowe „Kształtowanie umiejętności ukrywania skutków podlegania mechanizmom, które potępiam u innych”. 🙂
Nie uczniom Agatki, tylko nam proponuję. Zaliczenia u mnie. 😎
Vesper, mnie to naprawdę ciekawi. Uzasadnienie, nie polski synonim. Ale masz rację, już się odczepiam.
Mordko,
pokaż mi tego, który Ci zarzucił erudycję? 😯 A już my z Szamanem pogonimy mu … no wiesz co mu pogonimy 👿
Jakby nas było mało, to poprosimy o pomoc Furkota. Non Hercules … 😎
Tak, obcy jezyk zawsze daje wiekszy dystans.
Ktos kiedys odnotowal, ze gdy S. Beckett pisal w jezyku ojczystym, angielskim byl bardziej „liryczny” i „osobisty” niz gdy chcial ukryc swoj podmiot liryczny. Wtedy pisal po francusku. Nie wiem czy to prawda, ale taka byla idea – jezyk wyuczony daje wiekszy narracyjny dystans.
Wodzu, przestań się tak rozpychać łokciami 👿 U Ciebie zaliczamy inne przedmioty 😎
Debata po angielsku? Trochę pretensjonalne, gdyby mnie ktoś pytał. Ale nie pyta, więc tylko powiem, że po francusku by było eleganciej. A jak nie umijo po francusku, to niech będzie po polskiemu, no trudno, takie to mało europejskie, jak w szkole publicznej (za przeproszeniem). 😎
Ale ja człowiek renesansu jestem i stachanowiec w jednym, Jagodo. 🙂
Dokonałabym rozbioru logicznego frazy „celowość pogrzebu generała Jaruzelskiego na Powązkach”. Po pierwsze rzuca się w oczy, że fraza ta dzieli się na dwie: „celowość pogrzebu generała Jaruzelskiego” oraz „na Powązkach”. Co do celowości pogrzebu zmarłego nie ma chyba wątpliwości, więc i debata jest niepotrzebna. Jest sens debatować nad tym, czy „na Powązkach”. Ale argumenty przemawiające za lub przeciw Powązkom, dotyczą słuszności, nie celowości. Tak więc debata o celowości i słuszności to debata i tak, i tak o słuszności.
Angielski jako język debaty to interesujący pomysł. Ciekawa jestem, czy debata w języku obcym ma tę samą moc wpływania na postawę. Muszę poszukać publikacji, może juz ktoś to badał.
Po angielsku? Świetny pomysł.
Celowość pogrzebów?
Czy odbyła się też taka debata nad ostatnim pogrzebem na Wawelu? Jaki cel przyświecał tamtemu i jakie są społeczne skutki?
Porównać oba pogrzeby i zachowanie przeciwników w trakcie obu uroczystości…
Se bydź Wodzu, bylebyś nie właził na moje gumno 😉
Tak, Markocie, dwaj prezydenci, jeden na Wawelu, drugi na Powązkach. Bardzo ładny kontrapunkt.
Vesper, a nie byłoby prościej „celowość wyboru Powązek na miejsce pochówku generała J.”? Uniknęłoby się komentarzy o celowości pogrzebu w ogóle.
A Furkot chętnie się wda w jakąś szarpackę, bo mu się rany na głowie pogoiły, ucho zrosło i właśnie odzyskał głos. Może więc nie tylko zębami i łapami, ale i perswazją słowną 🙄
Moim belferskim zdaniem, zgodnie ze starymi, ale jarymi zasadami, lepiej posługiwać się mother tongue, jeżeli zależy nam na byciu face to face z doświadczanymi emocjami.
Wymaga to większego wysiłku ze strony uczestników. I profesjonalnego przygotowania modertora.
Wszystko zależy od tego, co byłoby głównym celem debaty. Chłodna, intelektualna analiza czy rozeznanie się we własnych spętlonych emocjach.
Furkot, zuch Kot 😆
Jeśli rozeznanie w emocjach, to rzeczywiście wymagałoby to bardzo profesjonalnego przygotowania do pracy z grupami. Kto wie, czy nie przydałoby się dwóch moderatorów z doświadczeniem.
Po polsku można, to jasne, ale jak potem opowiedzieć problem w Kalifornii albo innym Massachusetts, jak tamtejsi zaczną wypytywać? 🙄
Żartuję, ale ćwiczeń w obcych językach nigdy dość.
Pewnie, że zuch, Sokratesie. No i musi odreagować, bo dzisiaj dzielnie krzyczał na takiego jednego burego, kłócił się ze sroką, a jak przyszedł z tarczą do domu, to mame, zamiast oddać bohaterowi należną mu cześć poprzez odpowiednie zaopatrzenie miski, chwyciła go, zapakowała pod kran i umyła pod ogonem 👿 Bo rzekomo śmierdział na odległość. Ano śmierdział. Kupa nie róże.
Ale Agatce chyba wcale nie chodzi o staniecie twarza w twarz z emocjami tylko z argumentami.
Argumenty jakos lepiej moga wyjsc po angielsku.
Czy rozmawianie w jakimkolwiek obcym jezyku jest „pretensjonalne”? Tp chyba bardziej zalezy od ksztaltu rozmowy, a nie jezyka.
Pewnie, że nie jest. Nie wiem, co dzisiaj temu Wodzu. Chodzi i wymachuje dzidą 🙄
Skonfiskowac, to inaczej zaspiewa, macho jedno!
Kocie,
nie wiem, jaki miałby być cel. Gdybym ja miała być moderatorem, to zaczęłabym od wydyskutowania celu z uczniami. Bo to przecież ma być ich debata i oni powinni ustalać własne priorytety.
Ale sprzeczać się nie będę 😎
Co najwyżej oddeleguję Koty 😉
Debatowanie w obcym języku może wyjść na dobre biegłości językowej, ale niekoniecznie debacie.
Debaty, moim zdaniem, nie powinni ustalac uczniowie, bo bedzie jak nie przymierzajac w polskiej telewizji, gdzie moderator jest nieobecny i kazdy gada o czyms innym i wszyscy sobie skacza do gardla. .
Od tego jest wlasnie moderator/nauczuyciel by scisle okreslil ramy dyskusji i pilnowal aby sie nie rozchodzila na boki i by nie uzywac niedozwolonych chwytow. Debata bez dyscyplina przeradza sie w pyskowke, a nawet przy odrobinie szczescia, w mordobicie. .
A ja proponuję temat na fizykę: „III zasada dynamiki Newtona w stosunkach międzyludzkich”. 😉
Moze lepiej: Kiedy nalezy zrezygnowac z III zasady dynamiki Newtona wyrzucajac ja za okno w stosunkach miedyzludzkich?
Bo na pyatanie „kiedy odpuscic?” znacznie trudniej jest odpowiedziec.
Moje laickie zdanie jest zbieżne z belferskim zdaniem Jagody.
Kwestia neutralności nauczycieli jest sprawą podstawowową. Uważam, że jeżeli chcemy osiągnąć, aby wszystkim nam, a zwłaszcza naszym dzieciom żyło się lepiej, nikt nie może sobie pozwolić na luksus neutralności. Ani rodzice, ani przechodnie, ani tym bardziej nauczyciele.
Tylko rodziców na miarę Vesper jest tyle, co kot napłakał 🙁 .
Dziękuję wszystkim za komentarze. Przemysle to. Pomysł by wpisać wawelski pogrzeb Kaczyńskiego bardzo dobry. Jedyny problem to czas. Może mi się uda zająć dwie godziny lekcyjne. I tak juz prawie koniec roku.
Angielski to u nas w szkole nic nowego. Licealiści wszyscy mówią juz biegle. Dla kilku osób to język ojczysty. Wiele debat było po angielsku. To nie chodzi o praktyke językową tylko o dystans. Jeszcze nie wiem co zdecyduje. Muszę sobie napisać konspekt i instrukcje szczegolowe dla drużyn. Dzieki jeszcze raz.
Vesper, taką mam robotę. Chodzę i wymachuję (taki mały ogonek przy e, a jakaż różnica, szkoda, że na ogół zanika w wymowie). 😛
Bede musial zaraz wyjsc, ale zostawie prace domowa: rozdzial z nowej ksiazki Alaina de Bottona News: the User’s Manual. W tym rozdziale opowiada on dlkaczego tak zwana neutralnosc dziennikarska jest nieco podjerzanym pomyslem:
http://theweek.com/article/index/256737/the-future-of-news#axzz33ZzM5xw4
Markot sobie żartuje, a mi ćwiczenie obcego języka na zasadności takiego czy innego grzebania prezydentów wydaje się trochę absurdalne. Angielski jest spoko, polskie problemy ze zwłokami też są spoko, ale razem wychodzi groteska. Poza tym nikt nigdy nie spyta o to po angielsku, ani w urdu, jakoś dziwnie jestem pewien. 😛
Wodzu, no jasne, że żartuję 😉 Niektóre polskie problemy, a zwłaszcza te ze zwłokami, ich grzebaniem, kilkakrotną ekshumacją i ponownymi pochówkami to dla większości cudzoziemców niepojęta abstrakcja. Może sformułowanie tych problemów w obcym języku pozwoli młodym opanować emocje i uświadomić ich (tych problemów) absurdalność i groteskowość, a z drugiej strony zastanowić się nad kulturowym i etycznym zagadnieniem obchodzenia się ze zmarłymi i ich rodzinami, rolą cmentarzy w kulturze i historii, polityką opartą na trumnach etc.
Z drugiej strony, Anglicy mają pewne doświadczenia z niestandardowym traktowaniem zwłok przywódców, tylko że to było ostatnio 350 lat temu i zapomnieli. 🙂
Powązki są stare i nowe.
Nowe, to jest cmentarz wojskowy, to o czym mają debatować, gdzie ma być pochowany generał, jak nie na wojskowym cmentarzu. Absurd jakiś.
A każdy pogrzeb jest z honorami w asysyscie wojskowych. Mój teść major (chyba) też miał asystę tylko nie strzelali (chyba).
Nie pamiętam, bo to Dąbrowszczak był, to może i strzelali.
Proszę
http://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Wojskowy_na_Pow%C4%85zkach
Wodzu, myślisz o tym?
@ mt7
Exactly. Jak już przechodzimy na angielski 😉
@ markot 12:56
Z Putinem to była zupełnie inna historia – po prostu zły moment i nieszczęśliwy kierunek prowokacji (bo to przecież prowokacja była). Przykro było osobom, którym jakoś sprawa ukraińska jest bliska, jak mt7, Mar-Jo (która znikła z Koszyczka w następstwie), mnie także.
Nic więc dziwnego, że „się dostało”.
Właśnie, bardzo mi żal, że Mar-Jo odeszła.
Myśli się o sobie, a nie o tym, jak się czuli inni.
c-mon, Doro 😉
Jaka prowokacja? Ja nadal uważam, że Putin ma dobrego ministra spraw zagranicznych.
Ponadto przypisywanie jedynej osobie wyrażającej się z sympatią o Putinie (wobec całej jaczejki anty) sprawienia, że ktoś w następstwie znikł z tego blogu, uważam za trochę przesadzone 🙄 Jak komuś potrzebny pretekst, to go sobie znajdzie.
Jasne.
Nooo, nie lekceważyłabym kwestii językowych w aspekcie zwłok czy też zwłok w aspekcie językowym 😉
Opowiadał nobliwy pan profesor, w epoce słusznie minionej, o liście, jaki otrzymał od profesora nauk z Zachodu, który wziął sobie za punkt honoru, nauczenie się naszego niewdzięcznego języka 🙄
List zaczynał się następująco:
Drogi Przyjacielu,
otrzymałem Twój list i odpisuję bez trupa … 😯 😉
Bobik, tak, masz rację, ta śmieszna sprawa bywa bardzo nieśmieszna. Wprawdzie już w epoce lodowcowej, gdy miałem wykład ze statystyki, używany klasyczny podręcznik zaczynał się od przykładu rozkładu normalnego danych o przypadkach kopnięcia przez konia w armii pruskiej — ale nie wszyscy korzystają z tego samego podręcznika, i mieszanie korelacji i przyczynowości jest nawet na sztandarze JKM. Nawiasem, chętnie zastąpiłbym szkolny obowiązek poznania któregoś z cennych wierszy naszych poetów wymogiem podania przykładu na nieprawdziwość rozumowania o post hoc ergo propter hoc, z prawem do używania ściągi o tych kartezjańskich zegarach, nakręcanych przez Pana Boga.
Ponadto, moi młodzi skromnych alfa romeo giuletta speciale fabrica italiana automobili torino jeszcze nie mają (tylko troszeczkę po bokach ocierają tatowy wóz, żeby nie był za szeroki), ale wczoraj dostali placki ziemniaczane, w zasadzie nieznane w okolicy, a czasami im przyobiecywane za dobre postępy w nauce. Duża micha (i nie mówię o żonie niedźwiadka) mogła by starczyć na dwa dni, ale znikła, więc ambicjonalnie jestem zaspokojony i też dobrze o sobie myślę.
W związku z czym, Agatko, please, czytajmy, nie interpretujmy. Nie masz racji tutaj: bo zdaje się uważał, że jestem z próżniaczej klasy politycznej. Po prawdzie, podejrzewałem, że jak wiele osób traktowałaś operację mnożenia przez 10 jako ornament wypowiedzi, ale skoro uprzejmie wyjaśniłaś, że białe jest białe, a 10 jest 10, to świetnie, nie wyciągam miecza w obronie liczb.
Myślę, że nie da się widzieć rozmawiających tu jako grupę spójną i zwartą — jeśli czytujesz Bobika od dawna, wiesz sama o tym — i co do mnie, na przykład, uznaję wartość nowości nie tylko dla ćwiczenia tolerancji ale i technik fechtunku. A widzę, że będzie to od czasu do czasu nieuniknione. Otwierasz więcej frontów walki niż jeden leniwy andsol zdoła oblecieć, więc tylko zapowiadam, że w wolnej chwili spróbuję Ci opowiedzieć czemu zaniepokoiło mnie podane przez Ciebie (pon, 2 Czerwiec 2014, 15:25) streszczenie opracowań dotyczących Hitlera. Sądzę, że ową linię argumentacji dorosły zwolennik pięciu piw bardzo szybko obali i utwierdzi się jeszcze, że w oficjalnej narracji co wolno Rooseveltowi, tego nie wolno Hitlerowi. Już mówienie o „dyktaturze” Hitlera śmieszy, bo była ona ostrzejsza niż dyktatura Tuska, partia Tuska miała w wyborach 39%, a Hitlera — 70%.
Uch, napompowali mnie dziś tymi koktajlami, że aż się uszami wylewały. 👿 Ale z blogowymi fluidami nawet nadmiar koktajli łatwiej wchodzi. 🙂
Pozwólcie, że po napięciach i dynamikach zrobię chude podsumowanie, które będzie zarazem grubą kreską. 😉 Takie „zapętlenia dynamiki” powstają najczęściej wtedy, kiedy nowa osoba, wchodząca do zżytej już grupy, na wejściu jest wobec tej grupy krytyczna. Znacznie lepiej zostaje przyjęty ktoś, kto się najpierw w jakiś sposób „wkupi” – uśmiechem, pochwałą, okazaniem respektu dla blogowych obyczajów, itd – albo zajmuje postawę nieśmiałego obserwatora, który dopiero z czasem odważa się kłapać na równych prawach. Im bardziej bojowe wejście, tym silniejsze zwarcie szeregów grupy i – w reakcji – odruchy obronne wchodzącego, no i robi się pętla. I nawet kiedy wszyscy wiedzą, że tak ten jamniczek działa, jakoś nie udaje się tego uniknąć. 🙄
Ale nie jest to sytuacja całkiem bez wyjścia, bo można się w pewnym momencie zastanowić, czy przypadkiem wszyscy się nie napięli za bardzo, czy te obustronne odruchy obronno-atakujące są konieczne, czy nie warto by zresetować i zacząć od nowa, bez wzajemnych uszczypliwości, z założeniem, że nikt tu nikomu nie chce źle.
A ponieważ widzę, że podstawy takiego resetu zbudowaliście już beze mnie, to ja teraz tylko zarządzam go oficjalnie i nawet jeśli kogoś w tym temacie jeszcze język świerzbi, bardzo proszę o ugryzienie się weń. 😀
W innych sprawach oczywiście się nie gryźcie, bo po to jest blog, żeby na nim kłapać. 😎
Mar-Jo
nie, 2 Marzec 2014, 18:41
Panno Kota, moi ukraińscy przyjaciele bardzo dziękują za Twoje „wsparcie”. Czasami lepiej jest pomilczeć.
Spadam, na stałe.
Tak wyglądało pożegnanie z Koszyczkiem.
Panna Kota, markot? Kakaja riaznica 🙄
Panno Kota, wybacz, że przytaczam, ale to tak w kwestii formalnej. Ja Ci niczego nie wypominam.
Sorry, Bobiku, że tak mi się wcięło…
Dobrze, ugryzę się w język, choć co myślę o stylu odpowiedzi Agatki na mój zarzut, to myślę. 🙄
Natomiast jeszcze do markota – trudno doprawdy znaleźć jakikolwiek powód sympatii do Putina. Przynajmniej z tutejszego punktu widzenia. A że ma zręcznych polityków w rządzie i sam jest zręczny i chytry, to przecież oczywista oczywistość. Tylko czy naprawdę jest tu co chwalić? Wojna, jaką prowadzi z Ukrainą, jest właśnie dlatego podła, ponieważ kryje się za podstępami, fortelami, przebraniami i – nade wszystko – potwornymi wręcz kłamstwami.
A szczególnie przykre jest to, że w tę propagandę przeciętni Rosjanie wierzą. I niektórzy ponadprzeciętni też 🙁
Tak, bezpośrednim impulsem do odejścia Mar-Jo była akurat kwestia Panny Koty. Co zresztą obala tezę o „jedynej osobie piszącej z sympatią o Putinie”…
Tak czy siak, szkoda.
Dzisiaj coś musi być w powietrzu, bo sroki się kłócą z kotami, koty ze sobą nawzajem, Wodzowie potrząsają (żeby nie było, że wymachują) dzidami, ludzie dorośli się gryzą, a ludzie niedorośli dostają małpiego rozumu. Musi wybuchy na Słońcu 🙄
A Obama w Warszawie 🙄
Rosjanie już ogłosili, że grozi mu impeachment, więc wizyta się nie liczy 😆
http://wyborcza.pl/1,75477,16086511,Rosjanie_zwalniaja_Obame___Jego_wizyta_w_Polsce_niewazna_.html#BoxSlotI3img
Bardzo proszę nie ustawiać mnie w pozycji chwalcy i propagandzisty Putina. Moje powody do sympatii lub antypatii wobec kogokolwiek znajduję sobie bez pomocy 😉
Wojna zaś toczy się w zasadzie między Rosją i USA, zaś Ukraina jest w niej przedmiotem, a nie podmiotem, co było też od dawna widoczne dla tych, co chcieli to widzieć…
Przecież, markocie, to nie ja napisałam o sympatii. Tylko zacytowałam.
No tak, skoro Amerykanie nie chcą Obamy, może Putin zaproponuje mu rosyjskie obywatelstwo. To by był nabytek w kolekcji 🙄
Mogę sobie pojęczeć? 🙄 Sumienie mam coraz cięższe, kiedy patrzę na liczbę komentarzy, ale jakoś mi się strasznie trudno pozbierać i skoncentrować na tyle, żeby chociaż kilkuzdaniowy wpis popełnić, choćby taki „aby było”, dla wygody Szanownej Frekwencji. 🙁 😳
A w dodatku dziś muszę się pozbierać w całkiem innej sprawie. Młody w związku z urodzinami wyraził życzenia kolacyjne i trzeba zamarynować krewety, obrać szparagi, przygotować sałatę, etc,etc, etc. Roboty a roboty.
No więc jęczę, licząc, rzecz jasna, chytrze na to, że dostanę blogowe rozgrzeszenie i będę mógł się dziś jeszcze wpisowo poobijać. 😈
Panna Kota pisała z sympatią o Putinie? 😯
O, wypraszam sobie 👿
Trudno taki program kuchenny nazwać obijaniem się. A zawsze możesz napisać tylko „A kuku”. I tak wiemy, że nas kochasz 😉
Bobiku, zajmij Ty się dzieckiem i sałatą, to są PRIORYTETY!
Młodemu jeszcze raz najlepsze życzenia i gratulacje 😀
Doro, ja do tego:
„do markota – trudno doprawdy znaleźć jakikolwiek powód sympatii do Putina”
No, a ja znajduję 😀
Myślę, że wielu mężczyzn może znaleźć powód do sympatii dla Putina – Putin jest od większości z nich niższy 🙄
No właśnie 😉
Z powodu odejścia Mar-Jo do dziś mi jest bardzo smutno, ale też powiedzmy sobie szczerze, że nie dała nam żadnej szansy. Gdyby np. napisała „sprawia mi ogromną, osobistą przykrość, kiedy czytam takie a takie wypowiedzi, ze względu na moich ukraińskich przyjaciół nie jestem w stanie podchodzić do tego wszystkiego chłodno i analitycznie, tylko się szarpię, więc proszę, ze względu na mój ból może unikajcie tego a tego”, to myślę, że nikt nie powiedziałby „a guzik mnie to obchodzi”. Ale trudno rozmawiać z trzaśnięciem drzwiami, no i jakoś strasznie łyso, że po kilkuletnim jedzeniu razem beczki soli nie zasługiwaliśmy na nic więcej niż to trzaśnięcie. 🙁
Rozumiem, że Mar-Jo była wtedy roztrzęsiona, obolała, w ciągłym napięciu i nie hoduję żadnej zadry. Po prostu wielka szkoda, że tak się stało.
Jak Szanowna Frekwencja pomęczy się trochę przy przewijaniu, to może będzie miała mniej pary do kopania się po kostkach 😉
Co nie zmienia faktu, że i tak lubię Szanowną Frekwencję 😆
Tobie Bobiku przyjemności w kuchni a potem smaczności przy rodzinnym stole dla całej Bobiczej Rodziny 😎 🙂
PS. Proszę nie zapominać o smacznych kąskach dla Panny Julki ❗
Nie mógłby ktoś za mnie tych cholernych szparagów obrać? Nie ciewrrrrrpię obierania! 👿
Niestety, Bobik. Bardzo Cię lubię, ale…
Widmo obierania to jedyny powód, dla którego nie jem szparagów codziennie 🙄
Powód sympatii do Putina mam właśnie pod ręką. Nie przyjechał i to nie z jego powodu, a z powodu Obamy od godziny lata mi nad głową rozregulowany helikopter. To już wolę panów koszących trawniki. 👿
Z pewną satysfakcją przeczytałem wczoraj w internetach, czym będzie prezydent Obama karmiony w modnej restauracji. Ja bym na jego miejscu zabrał z Ameryki jakieś kanapki. 😈
Podrzuć, obiorę 😉
Tia, najlepiej z hamburgerem…
Ja też nawet dość lubię obierać szparagi – mam dobrą obieraczkę, a jeszcze jak się włączy coś miłego, to sama przyjemność 🙂
Młodemu najcieplejsze życzenia – oby mu srebrna strzała wiernie służyła jak najdłużej.
Z doświadczenia wiem, że będzie ją kochał miłością czystą, oby mu się odwzajemniła tym samym.
Zdradzisz nam Bobiku, jak ją nazwał?
Może Srebrny Szerszeń?
Jednak uznałem, że nie wypada się tak bezczelnie wysługiwać Frekwencją i obrałem sam. 🙂 Niestety, tylko połowę, bo wiedziony wrodzonym łakomstwem cosik wiela tych szparagów nabyłem. Reszta będzie na jutro.
Krewet również góra, ale ich za dużo nigdy nie ma, zwłaszcza jak do stołu wspólnie zasiądą Młody i wiadomy pies na morszczyznę. 😉
Jeszcze nie nazwał. A jak nazwie, to pewnie po niemiecku. 🙄
No, chyba że nada autku piękne imię Wanda. 😈
Od kiedy komentarze są rozbite na kupki (z dołu przepraszam), to przewijanie jest mniej bolesne.
Tysięcznik żeśmy zdobyli przy okazji.
Wanda to jest dobre imię dla amfibii.
Vesper, chyba to nie będzie imię męskie 😉 .
Mój Młody pierwsze autko nazwał Śnieżka, a drugie Szuga ( od sugar). Obydwa były białe.
To Wy obieracie szparagi?????? 😯 😳
Stara tylko oblamuje…. 😳
Dora,
czy jest jakiś stosowny utwór do obierania szparagów? 🙄
Na przykład: przy szparagach siedzą, jak anioł dzieweczki? 😉
Ja bym mogła przy tym:
http://www.youtube.com/watch?v=AQYeE0LOip4&feature=kp
tylko na palce trzeba uważać 👿
Bo Wy macie zielone, Mordko. Zielonych prędzej można nie obierać. Ale białe musowo. 😉
To prawda. Nasze sa tylko zielone.
Zobaczcie, jak ten straszny dżender nawet pod pretekstem nadawania nazwy autku miesza. 😯
Srebrny Szerszeń po niemiecku byłby rodzaju żeńskiego (czyli zgodnie z sugestią Zmory) – die Silberhornisse. I łacińska nazwa szerszenia – vespa – też brzmi kobieco (aczkolwiek w pełnej wersji, vespa crabro, już niekoniecznie). Od tego gładko przechodzimy do pomysłodawczyni. Z męska brzmiące słowo Vesper może być po niemiecku żeńskie lub nijakie, choć po polsku jest ten nieszpór. 😉 No a na blogu – wiadomo, Vesper jest damą, do której jednakowoż już się czasem zwracano per „drogi Vesperze”. 😆
Oko ma jeszcze mnóstwo pracy do wykonania. 😎
Piszą, że jadą do Polski studenci brazylijscy. Aby studiować. Ale niewielu ich. Jak „jeden z naszych rozmówców” oświadczył owej gazecie, aby przyciągnąć zagranicznych studentów, trzeba najpierw wyraźnie wzmocnić prestiż polskich uczelni w międzynarodowych rankingach. A nie — jak jakiś naiwny by pomyślał — ich naukowe osiągnięcia. Bo też z prestiżem jest łatwiej. Jak wiadomo, prestiż najszybciej wytwarza prodiż, mieszając profesurę akademii medycznej z deklaracją wiary, wyciągamy po 40 minutach polewając żubrówką i — wypiż wymaluj — mamy jakiś Oxford albo UCLA.
Przyjaciel cynicznie zauważa, że jadą do Polski, bo za ułamek ceny studiów w bogatszych krajach Europy może tę Europę zwiedzić, choćby wsiadając sobie do pociągu podczas każdej przerwy w nauce, jeśli w ogóle będzie się nią zajmował.
Może i cynicznie przyjaciel zauważa, ale trafnie. A jak mowa o deklaracjach wiary, to właśnie przeczytałem, że jeden lekarz zażądał wykreślenia z listy, bo nie wiedział co podpisuje.
Pacjenci – idąc po receptę na biseptol zabierajcie weksel in blanco. Nigdy nie wiadomo. 😈
Słoneczne panele podobały mi się od zawsze, ale były dla mnie za drogie. Ale teraz, z pojawianiem się zupełnie nowych technologii, kupuję tę ideę.
Masz rację, andsolu, nieprawdopodobne i fantasyczne jednocześnie.
Dobra wiadomość, dzięki.
Dobry wieczor 🙂
Doczytuje spore zaleglosci i tylko zerkam co pewien czas na naglowek czy to napewno Koszyczek czy moze raczej jakis blog Polityki (odejmujac Dywanik 🙂 ), bo widze odzywki ktorych tu nigdy nie widzialam 😯 , oraz zastanawiam sie do jakiego stopnia stwierdzenie ze ktokolwiek nie zgadza sie z przedpiszca (? 😀 ) ma skrzywienie swiatopogladowe oraz stereotypowy zestaw pogladow jest samo w sobie stereotypowe.
Przechodzac do merituma, zgadzam sie ze inwektywy nie sa dobrym systemem wychowawczym, z tym ze dyskusja na temat co jest dobrym systemem wychowawczym jest dyskusja techniczna – jak osiagnac pozadany cel wychowawczy. Zgadzam sie tez ze mlodziez wykazujaca, w taki czy inny sposob, zainteresowanie tematyka spoleczna jest ogolnie biorac wartosciowa, tz ze sa wsrod nich wartosciowe jednostki, ale jest to jednak uogolnienie. Ale nawet jesli sie zgodze ze wychowanie tej panienki ma lepsze szanse jesli wychowawca nie bedzie sie zloscil lecz tlumaczyl, nie rozumiem dlaczego ja mam byc tym wychowawca. Nie wszyscy musza. Ja jestem publicznoscia, czescia swiata, ktory reaguje na jej zachowanie i opinie (budzace we mnie w niektorych punktach odraze), i potem niech jej wychowawca tlumaczy jej dlaczego w zetknieciu ze swiatem zewnetrznym reakcje na jej opinie i wypowiedzi sa takie jakie sa, w calym ich spektrum.
Drugi niezrozumialy przeze mnie punkt dotyczy twierdzenia Agatki ze zasada wg ktorej lekarzowi nie wolno wyodrebniac jakiej (jakiejkolwiek!) grupy i odmawiac jej leczenia jest zwiazana z okreslonym swiatopogladem. Oczywiscie mozna powiedziec ze optowanie za dyskryminacja w medycynie jest tez swiatopogladem, ale w takim razie chcialabym wiedziec jak wyglada wartosc neutralna, swiatopogladem nie skazona (pomijajac wartosci matematyczne). Nastepne pytanie: jesli wychowawca powinien byc doskonale neutralny, dlaczego mialby cokolwiek tlumaczyc „pogromczyni Tuska”?
A rzecznik praw pacjenta potwierdził, że lekarz ma prawo 🙄
http://www.bpp.gov.pl/aktualnosci/klauzula-sumienia-lekarz-moze-powstrzymac-sie-od-udzielenia-swiadczen-zdrowotnych-niezgodnych-z-jego-sumieniem-oprocz-przypadkow-naglych,186.html
niezrozumialy dla mnie, przepraszam
Good point, Lisku, ze Marysie niech wychowuja wychowawcy, a my nie musimu skoro nie chcemy.
Lekarz ma prawo, ale musi zawiadomic; a czy pracodawca ma prawo go nie zatrudnic?
Ja tylko tak na marginesie, bo tracąc zaufanie do własnej pamięci poszukałem sobie tej mojej „prowokacji”, po której wielu osobom jakoby było przykro, a jedna nawet porzuciła blog. Otóż miała ona miejsce 4 marca, dwa dni po tym, jak Mar-Jo się pożegnała z Koszyczkiem…
Fakty faktami, a i tak ważniejsze jest to, co utkwiło w kolektywnej pamięci. A ja się w ogóle do 4 marca nie odzywałem 🙁
A potem jeszcze mnie posądzono o sympatie z Giergiewem, tylko nie wiem, o czym to miało świadczyć 🙄
Nic to.
Mam nowy scyzoryk
Pracodawca POWINIEN go nie zatrudnić.
Lekarz jest po to, żeby leczyć, a nie żeby odmawiać leczenia.
Oczywiscie, Doro, ja tylko pytalam o strone prawna.
… i nie zawaham się go użyć 😎
Wpadam tylko na chwilę przerywając kolację, więc mogę się za bardzo skrócić myślowo, ale trudno, zaryzykuję. 😉 To „lekarz ma prawo odmówić” w praktyce zupełnie inaczej wygląda w krajach, gdzie religia nie odgrywa w życiu społecznym tak dużej roli, jest sprawą całkowicie prywatną i lekarze kierują się naprawdę własnym sumieniem, a nie naciskiem otoczenia. Bez tego nacisku sumienie okazuje się jakoś mniej wrażliwe i przypadki religijnie motywowanej odmowy świadczeń są bardzo rzadkie, właściwie marginalne. A o tym, jakie koszmarne problemy mają w Polsce np. kobiety, chcące przerwać ciążę całkiem legalnie, wszyscy wiemy.
I mnie to właśnie wnerwia i obrzydza, że jestem święcie (czy właśnie nieświęcie?) przekonany: u bardzo wielu z tych „sumiennych” lekarzy wcale nie o żadne sumienie chodzi, tylko o pokazanie, że są w pierwszym, najgorliwszym szeregu. Ale oczywiście udowodnić się tego nikomu nie da, więc dyskurs publiczny o tej sprawie w gruncie rzeczy grzęźnie w nieszczerości i niedopowiedzeniu. 👿
…. markot, na tym polu bitwy
Do porannej kawy 🙂
Markocie, no zgadza się, też miałeś ciężkie wejście, zwłaszcza u tych osob, które Cię nie rozpoznały po ogonie 😈 , ale to prawdopodobnie właśnie przez scyzoryk (ten stary). 😉 Bo jak go zapominasz wyjąć z kieszeni, albo przynajmniej naostrzyć do stopnia budzącego niepokój, to nie ma sprawy, wszyscy Cię kochają. 😀
Piekny scyzoryk, Za taki scyzoryk niejeden Francuz zycie by oddal.
A gdzie tam. Dla takiego scyzoryka niejednemu Francuzowi chce się żyć. 😎
Mnie jeszcze jedno wyjaśnienie chodzi po głowie w związku z klauzulą sumienia – żeby lekarz swoim sumieniem mógł trzymać w szachu administrację szpitala. Żadnych prób dyscyplinowania, pilnowania, żeby nie wychodził o 12.00, skoro ma pracować do 15.00, bo wiecie rozumiecie, sumienia się kolektywnie obudzą. Ale to jest wersja spiskowa 🙄
A propos teorii spiskowych i nauczania (to nie ma być żadna zamotana aluzja, tylko mi się dwa z dzisiejszych tematów skojarzyły), to te zapodane przez Andsola wykresy wydają mi się świetnym punktem wyjścia do ciekawej lekcji, która może zahaczać i o politykę, ale nie musi. 🙂 Bo nieutożsamianie korelacji z przyczynowością jest wśród ludzi nader niepowszechne (vide choćby „naukowcy” smoleńscy), a upowszechnienia na pewno warte. A to, że wykresy są śmieszne, każdej lekcji dobrze zrobi. 😉
Nie posądzono o sympatię, tylko zadano żartobliwe pytanie testujące w którym postać tego wybitnego dyrygenta odgrywała istotną rolę.
Żart był czytelny dla bywalców i przyznaję, że nieco złośliwy, ale akurat markot z tego powodu nie powinień mieć nikomu za złe.
Jeżeli pozwolisz, nie będę wracać do czasu wydarzeń na Majdanie i komentarzy tutaj w koszyku, bo jest to dla mnie zbyt trudne i nie mam chęci rozdrapywać ran.
W każdym bądź razie w tym zakresie nie zabieram więcej głosu.
Jestem za nierozdrapywaniem, bo ja mam ostatnio strasznie niską krzepliwość krwi i rozdrap może się dla mnie źle skończyć. 😉
Dobry wieczór 🙂
A mnie, w związku z rzecznikiem moich praw, skrzepła i zalała 👿
No nie, Haneczko, z krwią równocześnie skrzepłą i zalewającą żaden lekarz sobie nie poradzi, nawet ten bez sumienia. 😉
Ale na tej stronie rzecznika jest właściwie tylko wyjaśnienie, jaka jest sytuacja prawna. To nie jest żadna „deklaracja”, więc mną jakoś szczególnie nie tąpnęło
A skoro o nowych technologiach panelowych pisnęło mi się, powiem, że niejaki Maczeta Ockhama, który mieszka o rzut beretem ode mnie (w Buenos Aires, dzięki czemu mogłem go zdewirtualizować), ma pierwszej klasy bloga o różnych nieznanych historyjkach z historii. Ma olbrzymi talent do wyszukiwania informacji i bardzo niebanalnego ich przetwarzania (linka jest u mnie, tu nie podam, bo za dwie linki idzie się do Dochłani). I od niedawna zaczął blog, trening do książki, o problemach energetycznych świata. Bardzo rzeczowo, fachowo, i zupełnie niebanalne spojrzenie i wiadomości. Dzięki niemu powoli zaczynam wierzyć, że do jakiegoś dużego przełomu jest naprawdę blisko. I wszystkie obecne przepychanki łupkowe, gazowe i naftowe mogą okazać się tak ważne jak kiedyś bizantyjskie dyskusje o szkołach kaligrafii.
Nie wsypię go mówiąc jaki kierunek studiował, ale bardzo odległy od wszystkiego, o czym pisze i mówi. Po prostu są na świecie cholernie zdolni ludzie.
Za przykładem Markota odszukałam marcowe wpisy, bo jakoś nie mogłam sobie przypomnieć swojej sympatii do Putina. Przeczytałam wszystko jeszcze raz i jakoś jej nie znalazłam. Owszem, przytoczyłam wpis z wiki o podłożu historyczno-geograficznym dotyczący Krymu, skrytykowałam niektórych przywódców z Majdanu, szczególnie Tymoszenko i wyraziłam swój strach przed wojną,powiedziałam, że żal wszystkich, którzy giną. Zadnej rewolucji nie da się ocenić tylko w barwach białych lub czarnych i próba zrozumienia tego co się dzieje, analizowanie zachowań przywódców,w dodatku tylko na podstawie tego, co podsuwają media, nie znaczy jeszcze bardzo długo, że tą krytyką wyrażam sympatię drugiej stronie. Rozumiem strach Mar-Jo o jej ukraińskich przyjaciół, i przykro mi, że w ten sposób zinterpretowała moje wypowiedzi.
Bobiku, co Ty chcesz z biednymi uczniami zrobić? Aha, wiem, czego chcesz, bo kiedyś, gdy nie szedłem wprost do pożądanych przez studenta pożytecznych wiadomości, a wiłem się po etymologiach, socjologiach i historiach notacji całkowej i różniczkowej, ów, znacznie zirytowany, prychnął mi głośno: „no coś takiego, jesteśmy tu, żeby studiować, a czego pan od nas chce, żebyśmy myśleli?!”
Jak Boga szczerze kocham, że sobie tego nie wymyśliłem.
Przepraszam, że rozdrapałam, ale tego Putina wisieć na sobie nie mogłam zdzierżyć 🙁 , wyszedł mi jakiś językowy zawijas, ale niech tam…
Panno Koto, po prostu się tak nieszczęśliwie zbiegło, że ci z nas, którzy bliskich związków z Ukrainą nie mieli, analizowali sprawy bardziej chłodno i na rozum, a ci, którzy mieli, emocjami i nerwami. To jest często szalenie wybuchowa mieszanka, mimo że nikt nie ma złej woli i nikomu nie chce dokuczyć. No, niestety, w tym przypadku do wybuchu doszło, ale Ty byłaś co najwyżej nieświadomym zapalnikiem, a nie terrorystą, który podłożył bombę. 😉
A ja doniose co w zwierzyncu.
I tak, rodzina kapustow w koplecie, juz zaobraczkowana. Proces obraczkowania mozna sobie wyguglac jesli ktos nie ma dosyc tej skrzeczacej rodzinki.Ja sledze ich dalej, chociaz nie moge pozbyc sie widoku polykania siostrzyczki. Najtrudniej bylo z nogami, nie chcialy sie zmiescic…..brrrr!
W niedzwiedzim borze niedzwiedzica podjada, choc pora dosc pozna. Mysle ze to niedzwiedzica, bo kufe/?/ ma jasna. Jenoty ja ignoruja.
Liski obchodza Sw.Marcina I objadaja sie gesina do wypeku. Ale glupie gesi same sobie winne, przychodzac pod lisia nore, aby sie zareklamowac.
U Osprejow dwa udane piskleta. Trzecie jajko chyba „czyste”, bo normalnie juz powinno sie cos wylegnac.
Orly amerykanskie to juz kawalerka. Probuja swoich sil ze skrzydlami.
Koszyczkowi spokojnej nocy.
A mną tak, Bobiku. Rzecznik praw pacjenta powinien widzieć, że z tymi prawami jest coś bardzo nie tak, bo pacjent może się domagać i odwoływać, a samolot leci… Do bani z takimi prawami 👿
Wydaje mi się, że decyzje o wyjściu z kręgu znajomych, z którymi przebywało się dłuższy czas, nie są wynikiem reakcji na jedną wypowiedź, chyba że byłaby to wypowiedź bardzo raniąca i dotykająca osobiście zainteresowanego. Takie decyzje podejmuje się po pewnym okresie słabnącego zadowolenia z przebywania w czyimś towarzystwie. W moim odczuciu Blog Bobika miewa swoje złe chwile i dla niektórych decyzja, by dać sobie spokój, jest optymalnym rozwiązaniem.
O, bardzo dobrze, że zrelacjonowałaś, Loto, bo ja dziś w ogóle nie miałem czasu ani głowy, żeby popodglądać. A tak to jestem na bieżąco. 🙂
Andsolu, wierzę Ci, że tego nie wymyśliłeś, bo czegoś takiego wymyślić się nie da. To się musi zdarzyć. 😈
Zapomniałem donieść, że krewety udały się nad-zwy-czaj-nie, a Młody wszystkimi wyrazami od blogu był wyraźnie pogłaskany i jeszcze raz prosił o przekazanie podzięków. A ja też jestem Wam winien dźwięczność za pomoc w przygotowaniu urodzinowego przyjęcia. 😀
Vesper, ja wtedy właśnie dlatego nawet nie byłem w stanie na odejście Mar-Jo zareagować, bo byłem skrajnie zdumiony i nie bardzo rozumiałem, co się dzieje. Nic wcześniej na jakiekolwiek napięcia z blogiem nie wskazywało, dopiero Ukraina te ogromne emocje wywołała i to w bardzo krótkim czasie.
Jasne, bywa i tak, że napięcie rośnie przez długi czas, albo stale powraca, robi się coraz bardziej personalne i wtedy ktoś może wycofanie się uznać za najrozsądniejsze i najlepsze dla siebie. Ale to jako żywo nie był ten przypadek.
Ech, mówiłem, żeby nie rozdrapywać, a sam trochę drapię. 😳 Ale może jednak się nie da bez drapania, bo wielu osobom to odejście smutnym kamieniem leży na wątpiach? 🙁
Odejścia zawsze bardzo leżą na. I gdy się kogoś ma bardzo dość, i gdy bardzo nie.
Dobranoc.
To prawda, Haneczko, zawsze leżą. Mnie również „służbowo”, bo jeszcze długo sobie łamię głowę, co powinienem był jako gospodarz zrobić inaczej.
Dla mnie przerażające: https://www.facebook.com/mlodaiodwazna?fref=ts
Marysia ma już ponad 17 tys. fanów na Facebooku. Wypowiedzi niektórych jeżą włos na głowie. I to nie tylko młodych. Ma się wrażenie, jakby Polacy siedzieli na beczce prochu.
O, cholera… teraz dopiero do mnie dotarło. Przez tę niską krzepliwość i inne takie dano mi transfuzję, co onacza, że już nie mam czysto polskiej krwi. 😯
No to już nie tylko metaforycznie jestem nieprawdziwym Polakiem. 😈
Bobik, ale może chociaż była trochę niebieska? 🙂
A może to była krew Polaka jednak? Wiadomo, Tusk wyprzedaje Niemcom wszystko, to i krew wylaną przez rodaków mógł wyprzedać, przedawczyk.
A teraz już udaję się w kierunku sypialnej komnaty, od jutra pakowanie 🙂
Dobranoc.
Wodzu, jak Tusk, to miał Bobik szczęście, bo dostała mu się solidna porcja, pomyśl co by było, gdyby mu ją Dziwisz dostarczył
Gdyby krew była od Dziwisza, mógłby nawet moim ojcem być pełnorasowy owczarek niemiecki i nikt by się złamanego słowa warknąć nie odważył. 😛
Panna Kota, to nie wrażenie, a zwykła, prawdziwa beczka. Już kiedyś z takiej beczki wyszedł Polski Diogenes, nazywał się Eligiusz Niewiadomski.
Vesper,
w najnowszej „Polityce” bardzo ciekawy artykuł:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1581845,1,polska-szkola-nie-radzi-sobie-z-dziecmi-z-aspergerem.read
Jeśli Ci się nie otworzy, to mogę Ci przysłać prywatnie, o ile Bobik poda adres.
Możesz też kupić od dzisiaj w kiosku na papierze.
A skoro o Polityce mowa, to Sławomir Mizerski tuż tuż:
Dotarły do nas niepotwierdzone informacje o zorganizowanej w ostatni weekend w stolicy ogólnopolskiej imprezie pod hasłem „Pytania o Polskę”, która zgromadziła patriotyczną młodzież szkolną mającą do premiera wiele pytań.
Organizator imprezy podkreśla, że większość dzieciaków okazała się wybitnie zdolna do wszystkiego, chociaż niektórym ze względu na młody wiek w układaniu pytań musieli pomagać rodzice. Wyróżnienie zdobyła 16-letnia Sandra, która pragnęłaby zapytać premiera, za czyje pieniądze zdradza Polskę, od jak dawna ją zdradza i czy zdradza również żonę? O rok młodsza Klaudia otrzymała III nagrodę za pytanie, czy premier nie jest przypadkiem Żydem albo masonem. Z kolei wyróżniony II nagrodą 17-letni Michał chciał się dowiedzieć, czy premierowi nie wstyd, że pokumał się z Putinem w sprawie katastrofy smoleńskiej?
Rewelacją przesłuchań okazał się zaledwie 13-letni Patryk, który dostał I nagrodę za pytanie, dlaczego premier Tusk jest ruskim i niemieckim agentem.
markot, bardzo zaskoczył mnie podlinkowany filmik (wt, 3 Czerwiec 2014, 15:29), nie dlatego, by był świetny (choć jest świetny i dla Monty Python to raczej normalka) tylko, że styl. Nie przypominam sobie ich w takim wydaniu. A ono bardzo mocno mnie się kojarzy z Piwnicą pod Baranami i myślę: czy to możliwe, że…? No oczywiście, jako patriota stawiam na to, że Angole zrzynali pomysły ze Skrzyneckiego.
Dzień dobry 🙂
Jeszcze nie spisz Andsolu czy już nie śpisz? 🙄
Mnie wyrzuciły z łóżka koty niecnoty 👿 ich zdaniem jest jasno i pora wstawać 😯
Oj, doigrają się bestie, doigrają 😎
Mnie wcale nie jest do śmiechu. Uważam, że mleko się rozlało. Mam poczucie wielkiej przegranej. Pamiętacie „Folwark zwierzęcy”? Kto tam wychowywał młode? W ferworze zmieniania ustroju pozwoliliśmy „równiejszym” wychowywać nasze młode. I wychowali. A nam młode wystawią za naszą głupotę rachunek. I nie ma co liczyć na żadne zmiłuj. Zabawa się dopiero zaczyna.
Na marginesie zdziczenia obyczajów pośmiertnych i debaty czy Jaruzelskiego chować lub też jednak nie oraz wszelkich innych wątpliwości sepulkralnych jakie są udziałem naszego nieszczęsnego narodu, drobna historyjka. Otóż czytam w polskiej wikipedii biogram Vidkuna Quislinga i znajduję tam dość szokujące zdanie:
Zwłoki wystawiono na widok publiczny w garażu, przechodzący Norwegowie mogli go kopać i pluć na niego.
Sprawdzam więc po kolei wikipedie we wszystkich znanych mi językach, od tych bardziej znanych zaczynając, nigdzie podobnej uwagi nie znajdując. W końcu dochodzę do norweskiej (która powinna być najbardziej kompetentna w tej kwestii), ale też nie, nic takiego nie ma. Owszem, że po egzekucji ciało skremowano, a popioły pochowano w rodzinnych okolicach (Fyresdal). Nic o udostępnianiu trupa do ceremonii szczególnych. Wydawało mi się zresztą to tak nie-norweskie, że niemal bez googlania wiedziałem, że pomysł ten urodzić się w chorej głowie polskiego redaktora wikipedii. Na wszelki wypadek sprawdziłem (pobieżnie, przyznaję) sieć poza wikipedią i nie znalazłem żadnych wzmianek o pluciu i kopaniu truchła. Johan Capellen, ówczesny norweski minister sprawiedliwości cytowany przez Toronto Daily Star z 24 października 1945 miał się wypowiedzieć w sposób następujący:
Mimo wcześniejszego smętku, 4 czerwca jest dla mnie prawdziwym świętem 😎
Miłego dnia 😆
herbata 🙂 🙂
Dzien Dobry Bardzo w SRODE 😀
Babilas,
klasyczna projekcja chorego umysłu pana „historyka i nauczyciela” 👿
brykam przez
brykam do
bryk fik
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
kawa
Pobutka!
http://www.youtube.com/watch?v=rtLs84nVNO4
Locie dziekuje za okresowa Sprawozdawczosc. Sam nie bylem nawet pewny ilu kapuscianych pisklakow NIE zostalo pozartych przez rodzenstwo, wiec na wszelki wypadek nie zag;ladalem. Sprawily mi wielkie zawod swa postawa .
Dreczy mnie dalej Marysia z Gorzowa. Nie tyle zreszta sama Marysia, taka glupia nastolatka moze sie zawsze znalezc i nie ma cio nad nia roidzdzierac szat. Ale te 17 tysiecy fanow na jej fejsie.
Kim jest ta mlodziez? I czy ich „lajkowanie” polega jedynie na przekorze wobec swiata doroslych czy tez znakjiem radosci, ze oto jest nas wiecej, ktorzy tak wlasnie mnyslimy.
No i przyznaje, chcialbym zobaczyc jakas rozmowe pedagopgow o tym jak wyglada w Polsce nauczanie o Zagladzie. Chcialbym uslyszec cos od ministra eduykacji narodowej.
No, chcialbym….
Andsolu,
„Ballada o Cromwellu” po raz pierwszy została wykonana 2. lutego 1969 przez Johna Cleese (który też jest autorem tekstu) w audycji radiowej „I’m Sorry, I’ll Read That Again”. Song na YT pochodzi z albumu Pythonów Monty Python sings wydanego w 1991.
Obrazki do filmiku dołożył ktoś inny, jest nawet kilka wersji.
Kto kogo naśladował, nie mam pojęcia, ale podzielam zdanie, że Angole to szpiedzy i plagiatorzy, jawohl 👿 😆
No i po przeczytaniu , ze Mar-Jo odeszla z blogu i ze mialo to cos wspolnego z rozwojem wydarzen na Ukrainie i naszymiu tu komentarzami, zaczalem szybko robic wlasny rachunek sumienia czy nie powiedzialem sam czegokolwiek, co mogloby sprawic bol Mar-Jo. Czyz nie deklaropwalem parokrotnie, ze z „dwu Ukrain” – wschodniej i zachopdniej, moje serce jest twardo po stronie wschodu? Nie tego, bron Boze, co sie tam w tej chwili dzieje, ale bardziej mi odpowiada spokojna i pogodna, nie nacjonalistyczna, nie ksenofobiczna wiejska Ukraina zapamietana z dziecinstwa Starej, niz ta narwana zachodnia, z licznymi kompleksami i resentymentami – zrozumialymi oczywiscie, ale niezbyt atrakcyjnymi, z tradycjami holoworeziw. Nic na to nie poradze. my w tym domu tez mamy uczuciowy stosunek do Ukrainy i nasze uczucia moga byc nieco inne niz te, ktore przewazaja w Polsce. Byc moze nasze uczucia wzgledem Ukraiuny sa zabarwione brakiem glebszego doswiadczenia z tym regionem, ale sa jakie sa i tez „mamy do nich prawo”.
Bardzo chcemy by Moskwa przestala wreszczie macic, prowokowac i sponsorowac ruchy separatystyczne na wschodzie, potepiamy to z calym przekonaniem, ale tez w glebo ducha sadzimy, ze moze tych dwu Ukrain nie da sie pogodzic pod jednym dachem i lepiej jest by sie rozstaly i kazda poszla wlasna droga.
Wracajac zas do odejscia Mar-Jo. Moze nam sie cos czasami chlapnie, co innych zaboli. Tylko ci, ktorzy milcza i nie mowia, niczego nigdy nie chpalna.
Mozemy chlapnac i nie zauwazyc. Ale nadymanie sie bez proby wyjasnienia swego stanowiska nie jest dobre ani w malzenstwie ani w grupoie przytjaciol i znajomych. Mind you, nie mam nic przeciwko nadymaniu sie, kiedy druga strona jest impregnowana na nasze racje i okazuje wyrazna zla wole. Wtedy nadymanie sie jest i usprawiedliwione i nawet nieraz wskazane. Ale tutaj nik sie tak nie zachowal.
Dysklutowalismy sprawy wydarzen na Ukrainie w poczuciu wielkiego zatroskania, wspolczucia, przerazenia i przyjazni. My nie jestesmy wrogami.
Dziękuję, Puchalo. Przeczytam na pewno. Szkoła nie radzi sobie z dziećmi z ZA, to prawda. Na wielu polach 🙁
Kocie, problem zaczyna znacznie wcześniej, jeszcze na długo przed tym, jak młodzież zaczyna się uczyć historii. Pisałam już tutaj, jak znalazłam w zeszycie Zosi notatkę z lekcji poświęconej edukacji patriotycznej, o tym, że Polaków łączy wspólne godło, hymn, język i narodowość. Poruszyłam tę kwestię na zebraniu rodziców, ale patrzyli na mnie, jakbym się z choinki urwała. Poprzestałam więc na rozmowie z Zosią i tłumaczeniu co to takiego obywatelstwo i że obywatele tego samego kraju mogą być różnej narodowości, a z kolei przedstawiciele tej samej narodowości mogą być obywatelami różnych krajów i niektórzy z nich wcale nie będą się posługiwać tym samym językiem. Moje dziecko to wie, ale poza jednym kolegą w klasie, który również został odpowiednio wyedukowany przez swoją matkę, wszyscy mają już bardzo prosty obraz świata.
Powyższe było do poprzedniego wpisu Mordechaja, tego o Zagładzie, nie o Ukrainie.
Moze wiec wartaloby „z okazji 25-lecia” podjac jakas ogolnonarodowa dyskusje nad nie tylko jakoscia nauczania w polskim systemie oswiatowym, ale takze i nad tyn jakie wartosci ma wdrazac szkola kraju, ktory jest czlonkiem Unii Europejskiej. Pamietam awantury o preambule do Konstytucji, do podkreslania „chrzescijanskiego dziedzictwa”. Oczywoscie, ze nie chodzilo wowczas ani o „chrzescjanskie wartosci” ani o zadne dziedzictwo, tylko o przywalenie tym cholernym leberalom zeby znali swoje miejsce w szeregu. Wiec moze czas by leberaly sie obudzily z zimowego snu i poczely rozliczac z szewroko rozumianej Marysi z Gorzowa i jej 17 tysiecy fanow. I zechcualy przyjrzec sie blizej nauczaniu.
Toz zrozumialem, Vesper.
Marysia o sobie:
„Staram się być sobą. Nadal służyć Bogu, ludziom i Polsce”
i modli się za premiera…
Wobec 0,01-procentowej skuteczności modlitw (podobno niektóre przebijają się i zostają wysłuchane) – jest nadzieja dla obojga 😉
Mordechaju, po opadnięciu fali pierwszych wielkich emocji spowodowanych wydarzeniami na Ukrainie nadal nie wiadomo, jak oni wyjdą z tego chaosu, ale też widać, że Putin nie jest jedynym, który miesza w tym kotle. Jedni sponsorują Wschód, inni – Zachód Ukrainy, a los ludzi tak naprawdę nikogo nie obchodzi.
Kiedy większość Ukraińców to wreszcie zrozumie, może będą zdolni do utworzenia własnej prawdziwej państwowości z regionami zdolnymi do współpracy i kompromisu. To oni muszą się między sobą dogadać i współżyć w jednym domu, nikt z zewnątrz im tego nie załatwi.
Spodziewam się. Ale Ty jesteś Kotem i wszystko rozumiesz, zanim zostanie napisane. Nie wszyscy mają to szczęście. My, biedne robaczki, możemy czasem czegoś nie rozumieć, więc sobie nawzajem, na wszelki wypadek wyjaśniamy 😉
Pewnie juz wszyscy slyszeli o cialach 800 nieslubnych dzieci wrzuconych do szamba przyklasztornego. W Irlandii:
p://www.dailymail.co.uk/news/article-2645870/Mass-grave-contains-bodies-800-babies-site-Irish-home-unmarried-mothers.html
Mam nadzieje, ze siostry nie wrzucaly zywcem, choc dzis trudno bedzie pewnie stwierdzic.
Sprobuje jeszcze raz:
http://www.cbc.ca/news/world/796-irish-orphans-buried-in-mass-grave-near-catholic-orphanage-historian-1.2663895
Tak, czytałam. Nie mam słów
Czy siostry Bon Secours znaczy „dobrej opieki”? Czy cos innego?
Dzień dobry,
dzisiejszy dzień słoneczny i ładny jak na zamówienie, obchodzimy tu 4 czerwca z hukiem. Ja jestem jakoś bardzo przywiązana do tej rocznicy, co roku idę na Plac Konstytucji, pod miejsce, które w tym czasie udaje dawną „Niespodziankę” (bo we właściwym miejscu jest teraz bodaj sklep z dżinsami). Spotykam tam wielu dawnych znajomych i przyjaciół, pijemy szampana (w zeszłym roku HGW ufundowała nawet zygmuntówki) i cieszymy się, że to się 25 lat temu odbyło. Dziś tam nie pójdę, bo idę na uroczysty koncert do Teatru Wielkiego, ale przypnę otrzymany w zeszłym roku znaczek z napisem „4 czerwca – święto wolności”.
Wczoraj też cieszyliśmy się tym wszystkim, co Obama mówił w Warszawie i także tym, co mówił Poroszenko.
Ale wciąż, pamiętając o tym, o czym wyżej piszecie, mam jednak poczucie przegranej. Brunatne rośnie.
Co do Ukrainy, mnie się wydaje jednak, że to nie jest takie proste, jak pisze Kot Mordechaj. Z jednej stronie bywałam na Ukrainie zachodniej, mnie ona jest bliższa, bo moja mama stamtąd się wywodzi (przed wojną była to Polska ma się rozumieć) i wiem, że dziś to na pewno zupełnie inna Ukraina niż te kilkadziesiąt lat temu. Owszem, jest nacjonalizm, ale raczej w formie folklorystycznej, a poza tym spotkałam np. we Lwowie wspaniałych, otwartych ludzi.
Na wschodzie z oczywistych względów jest trudniej, ale jest tam również wielu patriotów ukraińskich, choć mówią po rosyjsku. Większość tak czy siak nie chce do Rosji, a już z całą pewnością nie chce np. Odessa. Tatarzy krymscy też ostatnio wykazują ukraiński patriotyzm, choć tego może Ukraińcy się najmniej spodziewali…
Do czego zmierzam – że wciąż jest szansa na integrację kraju. Poroszenko też jest za nią – pochodzi zresztą dokładnie ze środka Ukrainy, więc trudno, żeby myślał inaczej – i mam nadzieję, że do tego doprowadzi.
Drogi markocie, nam po 1989 też pomagał Zachód i Stany Zjednoczone i źle na tym nie wyszliśmy. Jeżeli to nazywasz „mieszaniem”, to życzę Ukraińcom takiego mieszania. Jeżeli popełnialiśmy tu głupstwa, to raczej głównie z własnej winy, i tak też zapewne będzie na Ukrainie, choć im tego nie życzę. Ale bez choroby dziecięcości trudno się obejść.
Nie pisalem jaka Ukraina jest tylko jak ja odczuwam. Jesli nie bylo to zbyt jasne, to niniejszym wzmacniam.
Dzień dobry 🙂
Ja też w tym roku z okazji 4 czerwca mam uczucia dziwne i, powiedzmy, mieszane. Z jednej strony – wiadomo, „radość z odzyskanego śmietnika”, poczucie, że jednak dużo rzeczy się udało i pewne powody do dumy są, plus wyniki prostego testu „gdybym mógł cofnąć czas i zmienić historię, czy chciałbym wymazać to, co się stało” jednoznacznie w kierunku nie, nie chciałbym.
A z drugiej strony smutek z powodu poczucia różnych zmarnowanych szans i duża obawa, że powypuszczane z zakamarów demony, połączone z dość powszechnymi w naszym społeczeństwie cechami w rodzaju kolesiostwa, braku szacunku dla prawa, nieumiejętności słuchania innych, stawiania prywatnego nad publicznym, itp, itd, mogą narządzić tak, że się nie pozbieramy i poważnie cofniemy cywilizacyjnie, nawet gdyby gospodarczo udało nam się pozostać zieloną wyspą. Nie chcę panikować i twierdzić, że ręka już jest w nocniku, ale psi węch nieraz mi mówi, że to naczynie jest niebezpiecznie blisko.
Więc kawa dziś adekwatnie słodkogorzka. 😕
Doro, nam Zachód i Stany Zjednoczone (i papież) pomagały także przed 1989, ale wiedząc, że Generał planuje wprowadzenie stanu wojennego jakoś nikogo przed tym nie ostrzegły, bo i im to wtedy było na rękę.
Teraz na rękę jest im chaos na Ukrainie.
W 1989 upadł mur berliński, w Rosji rządził Gorbaczow i w Polsce nie był potrzebny żaden Majdan.
USA i Zachód, Rosja też, myślą o własnych biznesach, co jest naturalne i zawsze tak było, a różnych narwańców, separatystów, mudżahedinów czy „Solidarność” wspiera się wtedy, gdy to pasuje do konceptu, a jak nie, to się ich potępia.
Na Ukrainie jest tak wiele do zrobienia, a przede wszystkim przeorania mentalności, jak to miało miejsce w Polsce przez ostatnie ćwierćwiecze.
Świadkowie naoczni piszą:
„Nawet nie próbuj porównywać Polski z Ukrainą. Coś o tym wiem, bo zjeździłam kawał tej zachodniej dwukrotnie w 2001 i 2011 roku, nie tylko miasta, ale i głęboką prowincję.
Poczynając od infrastruktury, organizacji państwa po mentalność ludzi — masakra!
Myśmy odwalili kawał dobrej roboty, jeszcze przed wstąpieniem do UE, oni zmarnowali okres prawie porównywalny (formalnie uzyskali niepodległość w 1991(?) Wydawało się, że pomarańczowa rewolucja pchnie ich wreszcie do przodu. I okazało się, że kolejne 10 lat w plecy!
Nie dziwota, że przyjeżdżające do Polski Ukrainki i Ukraińcy nie mają powodów do dumy z osiągnięć swojego kraju.
Okazują się zresztą świetnymi pracownikami, ale nie u siebie?
Z nami był podobny problem. Wydaje mi się jednak, że został przełamany, bo i u siebie pracujemy coraz lepiej. Wystarczy przejechać się po kraju i zobaczyć jak wygląda prowincja ukraińska w porównaniu z Polską.
Nie wiem np. dlaczego mieszkańcom tej lub innej wsi ukraińskiej nie chce się postawić porządnego ogrodzenia, posadzić kwiaty przed domem albo wysypać choćby szutrem drogę przez wieś. Gdy pytałam, co robi ich samorząd, patrzyli na mnie jak na kosmitkę.”
Markot, swiat nie rzadzi sie wylacznie prywata i interesami.
Rzadzi sie takze porywajacymi ideami i pragnieniem by tryumfowaly sprawiedlowosc i wolnosc.
Ja się zgadzam z Markotem, że swoje interesy na Ukrainie stara się realizować zarówno Moskwa, jak Waszyngton. Tylko w tym akurat nie widzę nic dziwnego. W końcu nie czarujmy się, każde państwo prowadzi politykę koszuli bliższej ciału. Rzecz w tym, w jaki sposób je prowadzi – czy w miarę cywilizowany, przejrzysty, dotrzymując umów, przestrzegając prawa międzynarodowgo, itd., czy też na chama, nie przejmując się minimalnie choćby jakimikolwiek standardami. Innymi słowy, Cyryla zniosę, choć bez owacji, ale te metody…
Zawsze przyznaję, że Waszyngton też ma to i owo za uszami, ale skala tego w porównaniu z Moskwą jednak jest inna. Waszyngton jest hamowany przez własne społeczeństwo, zakorzenione polityczne obyczaje, wolne (i żądne scoopów) media, opozycję, która tylko czeka na to, żeby coś przeciwnikom wyciągnąć, więc choćby chciał, na wiele rzeczy nie może sobie pozwolić. Putina nie hamuje niemal nic i on bez skrupułów z tego korzysta.
A trzeba też wziąć pod uwagę, że są na Ukrainie jeszcze inne siły, które chciałyby upiec własną pieczeń, np. oligarchowie. I nawet mam czasem wrażenie, że w tej chwili, po wyborach, to właśnie oni zaczęli być najpoważniejszym, choć bardzo niejawnym rozgrywającym. Nie przytoczę teraz argumentów za tą tezą, bo na razie to jest jeszcze bardziej moja intuicja niż przemyślane przekonanie, ale jako pies dobrze wiem, że podszeptów nosa nie należy lekceważyć. 🙄
E, no, ja nie myślałam o takiej pomocy Zachodu jak przed 1989 w Polsce. Trudno to zresztą nazwać pomocą, dlatego też nie ma co się dziwić, że nie ostrzeżono nas przed stanej wojennym.
Pomagać naprawdę zaczęli dopiero za wolności.
Dzien dobry 🙂
Herbata (nie jestem pewna czy to zikkurat czy Stairways to heaven, co na jedno wychodzi 🙂 )
Wesolych Swiat Szawuot!
Dzieki Bobiku 🙂 🙂
Wesolego Swieta Wolnosci!
Wesołych! 😀
Biedna herbata z tego zikkurata. Wspina się, wysila, poci aż para bucha, a w końcu i tak będzie musiała zejść na dół, do filiżanki czy kubka. 😉
Po 10 latach w Unii komfort życia w Polsce się znacznie poprawił, wyładniały miasta i wsie, są nowe filharmonie, centra handlowe i akwaparki. Bogata ciocia pozwoliła ubogiemu krewnemu przyssać się do cycka i to potrwa jeszcze parę lat, ale kiedyś powie „dość”. I wtedy się okaże, jak sobie radzimy.
Na razie nie ma chętnych do zbierania truskawek…
Tej pomocy sprzed 1989 r pewnie sie juz dzis nie pamieta. Trudno. Oczywoscie, ze ona byla.
Sama w niej uczestniczylam w ramach skromnych mozliwosci. I uczestniczylo bardzo wielu moich przyjaciol i znajomych. Niektorzy nawet dostali za nia rozne panstwowe ordery i medale. Ta pomoc trwala wiele lat.
Chętni pewnie by się znaleźli, wszystko zależy, ile się płaci.
Za te stawki to i w PRL-u nie chcieli pracować przy zbiorach owoców.
A odbiorcy też nie chcą płacić więcej.
Na marginesie powiem, ze jak dotąd to truskawki są paskudne, chociaż wyglądają ladnie.
Jakieś gorzkie i bez smaku.
Mordko, nie zaprzeczę, że idee w historii ludzi odgrywają poważną rolę, ale czy zawsze dobrą? Przecież ideami, które porywają i zachęcają do czynu są również nacjonalizm, dżihad, wyższość jednej rasy nad drugą i tak dalej, aż do wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia.
Dlatego ja stawiam pragmatyzm przed ideami, tzn. najpierw sprawdzam, z którymi ideami społeczeństwom się lepiej żyje. Jakie one mają przełożenie na praktykę, codzienność, rozwój, poczucie dobrostanu, takie rzeczy. I dopiero kiedy wnioski świadczą wyraźnie na korzyść jakiejś idei, pozwalam sobie na zapalenie się do niej (a i to zawsze z wydzielonym miejscem na ewentualne korekty rozumu).
Nie da się ukryć, psy są wyznawcami zasady „do idealizmu przez żołądek”. 😳
Truskawki w Polsce w tym roku niedobre? 😯
Bardzo współczuję. 🙁 Już kiedyś pisałem, że u nas w tym roku absolutnie rewelacyjne, z czego korzystam aż do truskawkowego zaczadzenia. 🙂
A u mojego zieleniarza truskawki sa boskie. Lokalne.
Cos mi E. wspominala, ze z wysokim cukrem powinnam owoce tez w – jak ona to ujmuje – „porcjach kontrolowanych” i robic wiekszy nacisk na jarzyny. Proporcja powinan wygladac wedle zalecen : 5 porcji jarzyn dziennie i 2 porcje owocow.
U mnie wyglada raczej 6+1 i szesc porcji to jagody, truskawki, arbuzy oraz sczyporek do twarogu. Albo szparagi.
Arbuzy wlasnie zaczely przychodzic z Grecji – doskonale, jak na Ukrainie.
Porywające idee w stylu jakobińskim?
Przynajmniej coś się dzieje, nieprawdaż? 😀
No była pomoc przed 1989 r., ale nie na taką skalę. Indywidualne inicjatywy wspomagania indywidualnych inicjatyw, w dużym skrócie mówiąc. Nie mówiąc o paczkach przysyłanych przez ludzi do ludzi (ja sama dostawałam z Francji, Niemiec i Belgii, od ludzi, u których gościłam na wyjazdach chórowych)…
Markocie, może nie ma chętnych, bo zarobki nie pokrywają kosztów dojazdu.
Polacy, przynajmniej ci którzy mają pracę, pracują bardzo ciężko
http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/719290,polacy-pracuja-wiecej-od-amerykanow.html
Najwięcej godzin w pracy w Europie spędzają Polacy. Wiem, ilość godzin w pracy nie musi oznaczać pracy, ale teraz już naprawdę nigdzie nie widać tych urzędniczek spędzających godziny na piciu kawy. Niewiele osób może sobie pozwolić na przyłapanie w miejscu pracy na czymkolwiek poza pracą.
I efekty tej ciężkiej pracy naprawdę w naszym kraju widać, choć pewnie nieproporcjonalne do trudu. Gdzieś to się rozpływa. Potencjał tkwiący w tych, którzy pracy nie mają, lub pracują poniżej kwalifikacji, nie jest wykorzystany. Może właśnie ludzi pracują za długo. Pracodawcy sądzą, że na tym oszczędzają, bo każdy jeden etat pracuje jak półtora lub dwa, ale o wydajności nie myślą.
Kraje Skandynawskie testują właśnie sześciogodzinny dzień pracy, argumentując, że lepiej pracować krócej, ale bardziej wydajnie. I ja się z tym zgadzam.
O siedzę w poczekalni i to zdublowana. Przynajmniej nie jestem sama 🙄
Ooo, widzę podwójnie 😯
Spoko, Vesper. Ja posiadam pewne umiejętności z zakresu okulistyki i chętnie ich używam w zbożnych celach. 😆
A kto, jak sadzisz, placil np za mala poligrafie? Kto posylala maszyny, drukarki, papier? To byla tylko jedna forma pomocy. Byly takze stypendia, byly rozliczne interewencje politykow w roznych sprawach roznych ludzi. Tej pomocy bylo naprawde sporo – z mojej strony „barykady” tak jak to pamietam. Sama w pewnym momencie bylam poproszona o wyjazd jako |przedstawiciel spoleczny” na konferencje KBWE w Madrycie, nie pojechalam, bo nie moglam. Ale przygotowalam brifieng (jeden z licznych briefingow ze strony takich ludzi jak ja) dla przedstwiciela rzadu w Waszyngtonie.
Mnie tam tegoroczne truskawki smakują,a na dodatek są bezwstydnie tanie. Wcinam i wcinam. Może Siódemeczka nie miała szczęścia.
Helenko @11:43, toteż ja dokładnie o tym myślę. Pojedyncze inicjatywy, nie do porównania z szerokofalową pomocą, jaką otrzymaliśmy później, zwłaszcza od UE, i jaka deklarowana jest teraz w stosunku do Ukrainy.
Przypomniałem sobie, że już ileś lat temu (7, 8, 10? Żurawia, adresy się mylą…) znajoma Rosjanka, która kilka miesięcy spędziła w Polsce, mówiła mi z mieszaniną podziwu i czegoś w rodzaju przerażenia: Paliaki rabotajut kak pcziołki. 🙂
Na Placu Zamkowym Seweryn właśnie czyta „Warszawską Delarację Wolności”. Jest i o Krymie 😉
Pomoc przed 89 po prostu nie była na szczeblach obustronnie rządowych, bo polski rząd, gdyby nawet chciał, w tamtejszych układach nie mógłby jej przyjąć, więc z natury rzeczy nie mogła mieć takich rozmiarów, jak potem.
Na marginesie: mnie nie chdzi o „wypominanie” czy machanie przed nosem zaslugami Zachodu w obaleniu komuny. Bylo, minelo. Mozna o tym pamietac i mozna to wytrzec z pamieci – jakie to ma dzis znaczenie? Zadnego. Chce tylko podkreslic, ze wiekszosci z nas nie chodzilo o jakies „interesy” i w zadnych cudzych „interesach” nie uczestniczylismy.
Zwycyiestwo Solidarnosci bylo takze naszym zwyciestwem, naszej pracy, naszych wysilkow, naszego idealizmu i wiary w potrzebe naprawiania swiata na miare swych mozliwosci.
I kleska Solidarnosci jest takze nasza kleska. Rozne Marysie z Gorzowa i 17 tysiecy jej fanow to takze nasza kleska transformacji. Pewnie mozna bylo zrobic wiecej, madrzej..
No może. Mnie dosyć często wydają się gorzkawe, moze mam coś ze smakiem, czy co?
Jakbym je czymś dioprawiła, to może nie byłyby takie be.
Rysiu 🙂
Halina Birenbaum zdecydowała się wreszcie i przyjedzie do Warszawy w lipcu. Bardzo się cieszymy, ja i trzy osoby z KIK-u, jesteśmy komitetem organizacyjnym.
Namawiamy ją od początku roku.
Obama przyjechał…
Tez chcialam zlinkowac ten rysunek 😆
„Witaj, Polsko” – rozpoczął przemówienie Obama 😀
Heleno, jagody (truskawka to chyba też jagoda?) mają niski indeks glikemiczny (25), ale arbuzy bardzo wysoki (75), wyższy od bananów (60) czy rogalików (70). O dziwo, w sensie glikemicznym (choć nie kalorycznym) już lepiej się napchać rogalikiem z niskosłodzonym dżemem (30) niż arbuzem. 😯
Zwłaszcza że trudno wtrząchnąć naraz 6 kg rogalików, a szybkie wtrząchnięcie sześciokilogramowego arbuza przez PA oglądałem na własne, niedowierzające ślepia. 😈
No tak, dlatego tak lubie arbuzy 👿
Nie chce tu odslaniac rodzinnych tajemnic, ale Stara tez potrafi wtrzachnac calego arbuza za jednym przysiadem.
I z niego nie zrezygnuje.
Piesku, truskawka jest jagodą pozorną 🙂
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jagoda_pozorna
A arbuz to praktycznie sama woda (słodka), więc łatwo wtrząchnąć, bo po zgryzieniu dużo miejsca nie zabiera 😉
No to niech jej ta pozorność idzie na zdrowie. Grunt, że nasza Jagoda nie jest pozorna. 😆
Pani Komorowska wzruszyła się przemówieniem prezydenta Obamy i ja też.
Przemawiać to on naprawdę potrafi.
Bardzo dobre to było.
Tzw. indeks glikemiczny odnosi się do 50 g węglowodanów zawartych w danym produkcie.
Arbuzy składają się głównie z wody i aby uzyskać 50 g węglowodanów, należy skonsumować ca 0,6 kg tego owocu.
Dobrym wskaźnikiem jest tzw. ładunek glikemiczny czyli ilość węglowodanów w tzw. normalnej porcji.
Jabłka na przykład mają GI 36, ale jedno jabłko (90 g) zawiera tylko 4 g węglowodanów.
Ładunek glikemiczny arbuza jest więc bardzo niski, byle się nie obżerać 😉
Ale arbuzy mają właśnie to do siebie, że jak ktoś je lubi, to zwykle obżera się nimi do upęku. 😆
Ja się z tego odrobinę podśmiechuję, bo sam jestem średnio arbuzowy i zbytnie arbuzobżarstwo mi nie grozi. Ale uzupełnienie Markota oczywiście słuszne. 🙂
Ladunek glikemiczny arbuza jest niski na 100 gr produktu, ale przecietna porcja, przynajmniej w moim rejonie, jest duza, a arbuz jest ciezki (nawet sam miasz), wiec ladunek glikemiczny nie taki maly.
Arbuz to jest cos takiego co Stara kazalaby sobie przyniesc jako ostatni posilek przed straceniem.
Wiec wydzielanie sobie po 100, 200 czy 600 gramoow nie wchodzi w rachube.
Czy ktoś ma, bez zbytniego szukania, linkę do przemówienia Obamy nie spisanego, tylko „żywego”? Ja się teraz muszę już koniecznie wysieciować i zająć różnymi nienetowymi sprawami, ale potem, w wolnej chwili, chętnie bym posłuchał i zobaczył.
Prosze bardzo, Bobiku
http://www.c-span.org/video/?319743-2/president-obama-polish-freedom-day-speech
Bardzo dziękuję, Lisku. 🙂
I już naprawdę zamykam na jakiś czas kompa. Poczekalnia pełna pasztetówki, a gdyby się komuś nudziło, może, jak Vesper, wygenerować swojego sobowtóra. 🙂
Za chwilę będzie koncertował w Brukseli 😉
Tu jest przemówienie, tylko podzielone na kawałki, ale całe chyba.
http://www.tvn24.pl/obama-polska-juz-nigdy-nie-bedzie-samotna-to-nie-tylko-slowa-to-zobowiazania,435718,s.html
Jeszcze nie pzresl;uchalem, ale widzepo tytulach , ze Pan Prezydent wie co nalezy mowic do POlakow: „Zawsze byliscue porzucani przez przyjaciol….” Chlip, chlip…
Ja wysłuchałem całego – szablonowe bla bla dopasowane do okazji, z napomknieniem o kiełbasie, a jakże, a na koniec – nie zostawimy was samych, bo „We stand together now and forever, for your freedom is ours”
o kiełbasie, skoku przez mur, Wałęsie, JPII etc.
To ja puszczam bąka…
Porzekadło: nie ruszaj g…a bo śmierdzi tkwi w polskiej duszy niewzruszone, niechęć do rozliczenia się ze złej przeszłości, hagiograficzne traktowanie własnej historii powoduje, że inny punkt widzenia traktujemy jak owo g….
Wspaniały Przystanek Woodstock musi mieć Przystanek Jezus, bo to nasza wizja świata jest jedynie słuszna. Wszystkie te parlamentarne inicjatywy przeciwdziałania ateizacji, katolickie deklaracje lekarzy – to wynik nie tyle wielkich starań hierarchii kościelnej, ile strachu przed różnicami, chorobliwego wręcz przed zepsuciem własnego, dobrego wizerunku pielęgnowanego pod zamkniętymi powiekami. Bo chcemy, by po ich otwarciu był ciągle pielęgnowany sielski i anielski obraz naszego. Kto obraz ten burzy, ten wróg, psuje nam samopoczucie, obniża naszą wartość.
Zatem tylko jedna strona w postaci nielicznych publicystów, naukowców czy polityków stara się o rozmowę na temat rozliczenia przeszłości w sposób cywilizowany i im bardziej się stara, tym bardziej obrasta w przystanek jezusowy.
Tchórzostwo – bo inaczej tego nie można nazwać – naszych władz w poważnym rozliczeniu się z historią, w narzuceniu zgoła własnej narracji ma ten skutek, że wciąż śnimy i nie chcemy się z tego snu obudzić. Bezczynność pozwoliła zawładnąć językiem zwolennikom pięknego snu.
Leder twierdzi, że przespaliśmy rewolucję (1939-56), ja sądzę, że znakomita większość tak, ale niepokoi fakt, że całkiem znacząca wielkość ciągle śpi.
Przez długie lata wszystko co obce stanowiło zagrożenie, zatem trzeba było się bronić przed tym. I tak nam zostało: strach dominuje w oglądzie innego człowieka, obyczaju, kultury. A strach pielęgnowany tyle lat – o, z niego tak łatwo się nie wychodzi. Strach tkwi w nas tak wobec obcego jak i wobec odkrycia swojej niemiłej przeszłości. To też – a nie jak można by sądzić: dojrzałość cywilizacyjna – stało za brakiem rozliczenia z komuną. Tego g…. też nie chcieliśmy ruszać. Owszem, istniało zagrożenie, ale dobrych przykładów nie brak, że można było to zrobić. W jednej Polsce są tchórze oddający władzę nad językiem, w drugiej tchórze drżący przed przeszłością.
Tchórz tchórz Dąbrowski
z końca w koniec Polski
pod twoim przewodem
okryci my smrodem…
Rozliczen nie nalezy robic na goraco, moim zadniem. Nie wtedy gdy wszystko jeszce boli, rany sa swieze.
Hiszpania miala straszna bratobojcza wojne domowa, potem wiele lat faszyzmu-zamordyzmu o jakim sie Gomulce, Gierkowi czy Jaruzelowi nie snilo.
I kiedy umarl Franco, oni sie jakos jako narod i spoleczenstwo umowili, ze tymczasem rozlizcac nie beda, ze sa sprawy wazniejsze, ze obecnie jest czas zbierania kamieni, budowania i zszywania, jakby powiedzial madry Kohelet.
I to sie okazalo byc slusznym wyborem. Dzis maja normalna fajna demokracje.
Zaluje, ze przez Polske przetoczyla sie wielka awantura o lustracje, ktora zamiast leczyc, poglebila podzialy, wzmogla nienawisc i tyle zbednych slow padlo.
Historia powojennych komubnisrtycznych dzejow Polski nigdz nie nie ucieknie. Ona sobie mogla poczekac na prawdziwych historykow, a nie samozwanczycgh naprawiaczy cudzych krzywd. I nawet nie na prawdziwe ofiary tych krzywd. Trzeba bylo z tym poczekac i skupic sie na przemienianiu kraju.
Tak mi sie wydaje z perspektywy. A i na swiezo tak mi sie wydawalo. Bop pamietam moje zamyslenie, ze Jacek Kurin powiedzial jeszcze na dlugoi przed upadkiem komuny, ze „jak my dojdziemy do wladzy, to nie bedziemy wieszac komunistow na latarniach”. Jesli On, wiezien komuny mogl tak uwazac….
Oj, źle mi wypadnie krotochwilna uwaga po poważnym i niestety prawdziwym komentarzu zeena… ale takie jest życie w miszmaszu. Lisku, herbata musi być gorąca, a ta dzisiejsza Twoja jakiś chłód na stół wnosi. Ja, jak Indianin w znanej historii, z tego źródła pić nie będę.
A o arbuzach, zawsze zadziwiała Bułgaria, w której życzliwi kierowcy pytali „czy jadłeś już dzisiaj swojego kawona?” i nawet byli skłonni kupić jednego tym, co byli na kawonowym poście.
Andsolu, obiecuje poprawe 😀
(u mnie dzis 37 stopni w cieniu …)
Przyjemnie posłuchać szablonowego bla, bla zamiast wiecznych utyskiwań, drwin i lamentów.
Ja dzisiaj świętuję.
I bardzo dobrze, Siodemeczko! Dzisiaj jest czas radowania sie!
O! Helena z jaczejki! Mówi, że hiszpańskie cierpienie było straszniejsze niż nasze! A zresztą, gdzie jest ta Hiszpania…
Przy okazji. O dyktaturze brazylijskiej. Zaczęła się na prima-aprilis 1964 roku, ducha tego samego dnia zmieniła i trudno powiedzieć kiedy się skończyła. Może w 1978, gdy sędzia federalny Márcio Moraes ogłosił wyrok oskarżający rząd federalny o uśmiercenie dziennikarza Vladimira Herzoga (w 1975) w areszcie policyjnym. A może już w 1975 gdy rabin Henry Sobel dostrzegł na ciele rzekomego samobójcy ślady tortury i zdecydował, że Herzog nie zostanie pochowany osobno, na części cmentarza dla samobójców, ale w centrum Cmentarza Izraelickiego w São Paulo. To był policzek dla wojskowych rządzących krajem.
Ale ja nie o tym. Właśnie ogłoszono, że zamknięto proces dotyczący jedynej śmierci w moim stanie (Santa Catarina), za którą była odpowiedzialna dyktatura. Więźniów nie brakło, ani wyrzucania ze studiów, ale w tej części Brazylii nie była to dyktatura podobna do urugwajskiej czy argentyńskiej.
Tu jest już spisane i przetłumaczone przemówienie Obamy:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16092391,_Polska_swego_czasu_zostala_sama__Nigdy_tak_juz_nie.html#BoxSlotIMT
Bardzo ladne przemowienie.
Mam nadzieje, ze Lech Walesa tak wspaniale wyrozniony przez prezydenta USA zawstydzil sie malostkowego i glupiego dzgniecia Obamy w czasie poprzedniej jego wizyty.
Zgadzam się z zeenem i nie zgadzam. Bo z jednej strony też widzę tę skłonność do zastygania na wieki wieków w zastanych, mitycznych formach, niechęć do niewielkiego choćby przesunięcia zawalidróg z narodowego kanonu, pogrążanie się w słodkich snach, które pozwalają nie konfrontować się ze skrzeczącą pospolitością. A o naszej niedojrzałości tyle już napisał Gombrowicz, że nie muszę ja dokładać. 😉
Ale jak chodzi o rozliczenia, myślę tak, jak Helena. Wcale przecież nie było tak, że nikt ich nie chciał. Nietórzy – właśnie w imię i pod sztandarem narodowego mitu – tylko nogami do tego przebierali. Narodził się z tego pęd lustracyjny, który jako żywo z dojrzałością nic nie miał wspólnego. Pochopny był, nieraz krzywdzący na ślepo, nie potrafił rozważyć racji i dostrzec historycznych komplikacji. To jednak wiele dojrzalsza była decyzja odłożenia rozliczeń na czas, kiedy będziemy je umieli zrobić przy pomocy rozumu, a nie wywijania skłębionymi jak spaghetti emocjami w narodowym sosie.
Dzięki za wszystkie linki do Obamy, skorzystam po kolacji. 🙂